Page 38

KUPIĘ, ZJEM, POSZUKAM

Przyjeżdżając na krócej lub dłużej do innego kraju, od razu, niemal bezwiednie zaczynamy szukać punktów odniesienia w nowej codzienności. Najbliższego sklepu, piekarni, targu, gdzie można kupić dojrzałe pomidory. Wiemy, ze przyjaźń z rzeźnikiem jest nieoceniona, a adres restauracji, gdzie karmią „dobrze i tanio” jest na wagę złota. Publikujemy drugą część naszego przewodnika zakupowego po Santiago, dobre adresy i rekomendacje. Zapraszamy jednocześnie do jego współredagowania, czekając na Państwa sugestie, rady i pytania.

TARGI STAROCI

K

iermasz staroci jest w każdym zakątku ziemi świadectwem epok i przemian, tradycji i mód, przemijania technologii, po prostu dowodem ciągłości życia w danym miejscu. Dlatego po przyjeździe do nieznanego wcześniej kraju, obok cmentarza i bazaru z rękodziełem, ciekawość zaraz mnie pcha do staroci. Powie mi ktoś, że w Chile starzyzna to nie starocie i że nie warto się nawet włóczyć w poszukiwaniu rzeczy trącących myszką. Odpowiem, że ja ich generalnie nie kupuję, tylko szperam, wącham, dotykam, głaszczę i czuję się jakbym była co chwilę w innej epoce. I wcale nie dostaję od tego zawrotu głowy. Bo do Chile rzeczywiście nie przyjeżdżamy po relikty odległych epok. Skoro wyjaśniliśmy sobie rzeczy pryncypialne, ruszajmy naszym szlakiem. Szperanie wśród staroci w Santiago zaczynamy od Bio Bio (stacja metra Franklin), gdzie można znaleźć mydło i powidło. Kto chce upiec kilka pieczeni na jednym ogniu - polecam. Można kupić różyczki do ogrodu, trochę rąbanki, maść na reumatyzm, torebkę z wężowej skórki, stare książki w dobrej cenie. Mi się wydaje, że jest to miejsce dla „zaangażowanych” włóczęgów i hobbistów. Tam występują najciekawsze i najlepiej zachowane stare sprzęty i instrumenty muzyczne, a jak się dobrze rozejrzeć to i tanie okazy starego malarstwa. Wyprawę na bazar Bio Bio najlepiej zaplanować na cały dzień. Ale jakby ktoś chciał poszwędać się bliżej i przy okazji zobaczyć fajny kawałek Santiago, polecam

spacerek (he, he) Avenidą Brasil od Alamedy do rzeki Mapocho. Pełni wrażeń ze spaceru po prawdziwej starówce miasta (z pięknymi palmami!) docieramy do hangaru (dawna zajezdnia), który jawi się jak przeciwieństwo Bio Bio. Targ jest uporządkowany, każdy zna tu swoje miejsce w szeregu, zwłaszcza miejski pachołek i klient. To siedlisko cwaniaków, gdzie niczego nie kupisz okazyjnie, nie wytargujesz, nie pobiesiadujesz, a gdyby nie to swoiste, zwolnione tempo, można by rzec, że ludzie jak mrówki kręcą się by nam to co stare odkurzyć, wypucować, podhajcować i oddać za dwa razy tyle. Tutaj panuje konkret. Jak szukasz dreszczyku odkrywania i swobody bajania, to idź gdzie indziej. No chyba, że faktycznie ciekawią cię meble i metaloplastyka, stare wyroby z miedzi oraz piękne, niepowtarzalne (byleby dotknąć!) wyroby drewniane Mapuchów - stołki, balie, dzieże, niecki, stolnice, kociuby. Te ostatnie piękne, pamiętające tysiące przyrządzonych i wypieczonych w pionierskich warunkach chlebków… Poza samą przyjemnością docierania w to miejsce, obok głównej hali gnieżdżącej przede wszystkim meble, napotykasz cały kwartał składzików, zakładzików i warsztacików, gdzie jeszcze nie wytarto kurzu, nie wszystko wywleczono na światło dzienne. Jeżeli nie pasuje ci dłuższa wyprawa spacerem wśród wiekowych palm, wpadasz taksówką w sobotę na Plaza Peru. Ten bazarek to magnateria bazarków ze starociami, co również dotyczy cen. Może dlatego tu upodobałam sobie to co malutkie, tycie-tycie: stalówki, szydełka do repasacji 38

Biuletyn Ambasada RP w Chile Nr 16  
Biuletyn Ambasada RP w Chile Nr 16  
Advertisement