Issuu on Google+

BIULETYN W

YD

AN

IE

ŚW

IĄ TE

CZ

NE

Ambasada RP w S antiago de Chile Nr 13/ 2013

CHILIJCZYK JAKO MĄŻ I NIE MĄŻ Szkice rodzinne Wspomnienia o Efrainie Szmulewiczu

Chile - mój raj na ziemi Halina Chmielarz 1


OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

T

o było prawie rok temu. Pracowałam w Chile raptem od kilku miesięcy. 25 grudnia przyszedł do mnie pies. Przecisnął się przez pręty domu, w którym mieszkam. Prawdziwy przedstawiciel raza chilena. Kudłaty kundel, ciekawy świata, ale zachowujący wobec niego bezpieczny dystans. Długo patrzyliśmy sobie w oczy, zaskoczeni tym niespodziewanym spotkaniem. Kiedy w końcu dostrzegłam w jego oczach ufność, wiedziałam że zostanie. I został. Jest niedoskonały. Dalece niedoskonały. Nie umie na przykład spacerować. Wszędzie się pcha, zatrzymuje bez przyczyny. Znienacka skręca, raz w lewo, raz w prawo. Częściej w lewo. Ale kocham go. Jak psa. Piszę o tym wszystkim, bo wiem, że niedoskonałość nie jest wadą. Nie bez przyczyny bardziej intrygujące wydają sie nam rzeczy mające jakąś skazę, nawet błąd, który przykuwa uwagę. Podobnie jest z ludźmi i miejscami w których żyją. Znaleźliśmy się w Chile z bardzo różnych przyczyn. Niektóre historie są tak kręte, że aż wydają się niemożliwe. Widzę je szczególnie wyraźnie właśnie teraz, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Świętami, które przyszło nam spędzać nieco abstrakcyjnie, na drugiej półkuli, w 30 stopniowym upale, w scenerii araukarii i palm przystrojonych ledowymi lampkami. Dlatego chciałabym życzyć wszystkim tolerancji dla błędów i niedoskonałości innych. Umiejętności odnalezienia się w Nowym Świecie, oswojenia go. Kiedy zrozumiemy czym tak naprawdę jest, nasze życie stanie pełniejsze. Będziemy po prostu lepsi. Aleksandra Piątkowska Ambasador RP w Chile

2


SPIS TREŚCI

4

Chiljczyk jako mąż i nie mąż Anna Kowalczyk Jacek Piątkowski

8

Szkice rodzinne

20

Stocznia nad Bałtykiem Ewa Okołowicz

32 Chile o Polsce i 34 42

Kto ty jesteś

28

Do Polski? Na pewno wrócę Luksusowo, w domu czy pod gwiazdami... Dorota Stańczyk

Ambasada Rzeczpospolitej Polskiej w Santiago de Chile

Chile - mój raj na ziemi

Redakcja: Jacek Piątkowski (redaktor naczelny) jacek.piatkowski@msz.gov.pl

Kruche, drożdżowe, z jabłek... Joanna Swinarska

43

Pies Bolszewik

44

Siedzą muchy w zupie

46

Wydawca

Polakach

Halina Chmielarz

Monika Trętowska

24

Gotowi na XXI wiek Rodrigo Álvarez

Ulubione w Chile

14

22

32

Anna Kowalczyk ania_kowalczyk@hotmail.com Zdjęcie na okładce: Magdalena Owsiak Photography www.magdaowsiak.com Mar del Plata 2055 Providencia-Santiago tel. (0-056-2) 2 204 12 13 santiagodechile.embajada@msz.gov.pl http://santiagodechile.msz.gov.pl https://twitter.com/PLenChile

Someone’s asking a question Zofia Krzemińska

3


CHILIJCZYK JAKO MĄŻ I NIE MĄŻ Gra w skojarzenia. Z czym kojarzy Ci się małżeństwo z Chilijczykiem? Kasia: „Kapcie!”, Magda: „Spóźnialscy!”, Monika: „Więcej luzu!” Można tak grać bez końca. Ile nas łączy, a ile dzieli nie potrafimy dokładnie powiedzieć. Nawet patrząc na to przez pryzmat chilijsko-polskich małżeństw.

P

olki, wychodzące za mąż za Chilijczyków, to po muzykach, nauczycielach akademickich, księżach czy geologach, chyba jedna z najliczniej reprezentowanych, polskich lobby w Chile. Trudno się temu dziwić. Ich uroda, inteligencja i wreszcie „to coś”, co zawsze stanowiło o tzw. wartości dodanej. Jak jednak te związki wyglądają z ich perspektywy? Co je denerwuje, zaskakuje, bawi? Odpowiedzi na tak zadane pytania są jak wielokolorowy kalejdoskop. Bo właściwie odpowiedź jest jedna. To tylko miłość.

Inaczej, ale też działa Niby związki Polek i Chilijczyków niczym się nie różnią od związków zakochanych po uszy przedstawicieli innych nacji, to jednak kilka kamyków można rzucić i na polskie i na chilijskie podwórko. Zdaniem Moniki Trętowskiej, Polacy mogliby nauczyć się od mieszkańców Chile przede wszystkim większego otwarcia na różnorodność. - Mamy tendencję do definiowania jak coś powinno być zrobione, bo inaczej zrobione jest źle. Tymczasem często jest zrobione po prostu inaczej i też działa. - uważa Monika.

Magdalena Owsiak i Marcos Bravo

Zwraca też uwagę na większą bezpośredniość w kontaktach pomiędzy ludźmi w Chile. - My Polacy jesteśmy bardziej formalni, trzymamy się narzuconych standardów, reguł i tego 'co wypada' - podkreśla. Co ciekawe w miejscach pracy w Chile często wszyscy mówią do siebie po imieniu, witają się buziakami w policzek czy uściskiem niezależnie od wieku czy pełnionych funkcji. Jako dziennikarka, korespondent Polskiego Radia w Chile, potrafi trafnie "odczytać" relacje pomiędzy ludźmi prezentowane w chilijskich mediach. Widzi tam przede wszystkim mniej dystansu między rozmówcami niż w

mediach europejskich. Jest tu więcej żartów, gestykulacji, kontaktu dotykowego i bezpośrednich pytań. Dotyczy to nawet sytuacji formalnych takich jak rozmowy dziennikarzy z politykami, do których zwracają się często per Ty, a kandydatki na fotel prezydenta to po prostu Michelle czy Evelyn (Michelle Bachelet i Evelyn Matthei zmierzyły się w drugiej turze wyborów prezydenckich - przyp. red.). Ewa Okołowicz, malarka, zwraca też uwagę na proste gesty i zwyczajną życzliwosc. - W Chile imponuje mi uprzejmość z jaką oferuje się pomoc w sytuacjach 4


A m b a s a d a

Nie umiem powiedzieć „nie” Siedzę z Kasią Staniewską na malutkim balkoniku jej mieszkania. Popijamy cappuccino, narzekając przy tym na wszechobecną w Chile kwaśną kawę rozpuszczalną. W narzekaniu jesteśmy nawet nieźli, ale tutaj ma ono solidne podstawy. Niedawno zdałam sobie sprawę, że Chilijczycy nigdy wprost nie mówią „nie” – rzuciła Kasia i tym samym zapoczątkowała długą dyskusję na ten temat, w którą natychmiast włączył się jej mąż Tito (nie potrafił nam odmówić). Jest rzeczą absolutnie jasną, że „nie” mówi się w Chile drogą okrężną, co dla osób nieprzyzwyczajonych może okazać się niesamowicie frustrujące. Szczególnie jeżeli ktoś, jak Kasia mieszkająca przez wiele lat w Berlinie, przywykł do niemieckiej bezpośredniości. – Wypowiedzenie słowa „nie” jest dla mnie niesamowicie bolesne. – przyznaje Tito. Takie podejście można interpretować na wiele sposobów. Dla jednych jest to ucieczka przed podjęciem decyzji, dla innych otwarciem się na możliwości wychodzące poza utarte schematy. Czy pomiędzy tak i nie może być coś jeszcze? Czy odpowiedź może zależeć od zmieniającego się kontekstu? Niełatwo na takie pytania odpowiedzieć.

w

S a n t i a g o

Kapcie przedmiotem sporu Kasia i Tito pracują w kopalniach północnego Chile. Tam się poznali. Miałam szczęście zastać ich w Santiago, w którym odpoczywali po trudach pracy na pustyni. Ledwie weszłam do ich mieszkania, natychmiast rzucił mi się w oczy potencjalny przedmiot sporów międzykulturowych. Kapcie. W Chile, instytucja kapci to ewenement. Jeżeli już ktokolwiek ich używa nazywane są „zapatos de descanso”, czyli buty odpoczynku, w które wskakuje się po kąpieli lub po wstaniu z łóżka. Mnie Chilijczycy zdołali już przekabacić na swoją stronę i stałam się zwolenniczką chodzenia po domu w butach i zrywania z podłóg białych wykładzin, w które są wyposażane sypialnie w Chile. Kasia natomiast lubi kapcie i ku mojemu zaskoczeniu, nie tylko ona. Tito, chociaż trochę się spóźnił, przemierzał mieszkanie dzielnie szurając bamboszami.

Kurde, znowu się spóźniłem No właśnie, spóźnił się… Jest w Chile coś, do czego wielu trudno się przyzwyczaić. Tym czymś jest zupełnie inne podejście Chilijczyków do kwestii czasu. Magda Owsiak, fotograf, mówi że na imprezach trzeba być później. Na każdej prywatce pojawiamy się jako pierwsi i nawet jak bardzo chcemy się spóźnić to i tak wychodzi na to że jesteśmy za wcześnie! – podsumowuje Magda. Ania Smolec, poznała męża (który dla odmiany nigdy

Anna Smolec i Eduardo Brethauer

Agnieszka Muchalska i Humberto Carrasco G.

Anna Kowalczyk i Carlos Navarro

fot. David Polakoff

codziennych takich jak wskazanie drogi czy wejście z wózkiem do autobusu. Chilijczycy są najnormalniej w świecie bardzo uczynni.

R P

Ewa Okołowicz i César Gallardo

5


się nie spóźnia) podczas degustacji wina na Sycylii. Dziś Ania pracuje w dziale marketingu producenta wina Concha y Toro. Przyznaje, że pomimo upływu lat, do powszechnego w Chile zwyczaju spóźniania się, absolutnie nie może się przyzwyczaić. Przed umówionym lunchem, pisze do mnie SMS-a mówiąc, że spóźni się pięć minut. A ja, przyzwyczajona już że kwadrans w tą czy w tamtą to tutaj norma, kiedy zjawiam się kilka minut po niej, dolewam tym samym tylko oliwy do ognia. Niemal traumatycznie tej swobody w postrzeganiu czasu Agnieszka Muchalska doświadczyła podczas swojej pierwszej imprezy urodzinowej w Chile. Opowiada jak mąż, którego poznała na stancji w Anglii, ostrzegał że goście na pewno się trochę spóźnią i nie pojawią punktualnie o godzinie 18. Pomyślała więc, że pół godziny będzie trzeba poczekać i o wpół do siódmej stanęła w pełnym rynsztunku pod drzwiami. Pierwsi znajomi zaczęli się zjeżdżać dopiero po 21…

To tylko miłość Różnice można mnożyć, ale po co? Jak widać, w Chile można znaleźć dużo powodów, żeby czuć się tutaj dobrze lub nie. Wiele zależy od naszych charakterów, przyzwyczajeń i doświadczeń. Cały czas jednak też się uczymy. Niestraszne nam nadopiekuńcze teściowe, stereotypy macho czy wścibskie ciocie. Kiedy jest gorzej, znajduję chwilę i zamykam oczy. Myślę wtedy, że to tylko miłość… Anna Kowalczyk współpraca Jacek Piątkowski

Wyznanie Chilijczyka Claudio Jaramillo, od niedawna mąż Moniki Trętowskiej, uważa że odległość geograficzna między Chile a Polską, nie ma większego znaczenia dla ich związku. Różnice kulturowe praktycznie nie istnieją, a małżeństwo to na tyle uniwersalna instytucja, że liczy się w niej przede wszystkim to kim jesteś, a nie skąd. Jednak jak od każdej zasady, tak i od tej, istnieją pewne wyjątki. Moja żona jest kobietą wyjątkową. Chodzi mi przede wszystkim o wartości, które stały się podstawą naszego związku wolność, dialog i szczerość. Znalazłem w Monice przyjaciółkę, nie tylko żonę. Jestem pewien, że chodzi tutaj nie tyle o narodowość, ale o porozumienie do jakiego doszliśmy jako para. Oczywiście, fakt że jest Polką, sprawił że wprowadziła w moje chilijskie środowisko pewną nowość i egzotykę, szczególnie w sposobie w jaki odnosi się do innych ludzi i jak znakomicie wykorzystuje swoje talenty towarzyskie. Jeżeli chodzi o różnice kulturowe, to oczywiście anegdot mógłbym przytoczyć przynajmniej kilka. Na przykład tą, dotyczącą przedstawienia jej u teściów. Zrozumiałem, że Polacy dopiero po długim czasie poznają rodziców swoich "połówek". W Chile tak długo się na to nie czeka, choćby dlatego że budzi to podejrzliwość u niektórych matek. Wszyscy wiemy czym może się to skończyć. Kiedy Monika

przyjechała do Santiago, wszyscy na nią czekali. Jej reakcja była jednoznaczna - jeden wielki atak paniki. Przekonywałem ją niemal dobę i nie było to łatwe. Wszystko skończyło się jednak happy endem. Z miejsca zdobyła sympatię mojej rodziny, nie potrafiąc jeszcze wtedy wypowiedzieć nawet słowa po hiszpańsku. Monika wprowadziła do mojego życia wiele polskich elementów takich jak nowe smaki w kuchni, zupełnie odmienne postrzeganie czasu czy oczywiście ten niewiarygodnie trudny język. Chyba najbardziej zabawnym tematem, z jakim przyszło nam sie zmierzyć, to była kwestia punktualności. Chilijczycy mają do niej stosunek dość niejednoznaczny, powiedziałbym nawet więcej, bardzo swobodny. Monika nawet po trzech latach pobytu w Chile staje się nerwowa kiedy ma się spóźnić na spotkanie. No i jest też sprawa języka. Z pewnością będę potrzebował wielu lat żeby móc się w nim komunikować. Jest to zobowiązanie, które mam wobec niej i które jest dla mnie wyzwaniem. Jest częścią możliwości zrozumienia jej kultury, a po nim widać jej skomplikowaną naturę. Pomimo istnienia tej trudnej bariery, nie okazała przeszkodą we wzajemnym zrozumieniu. Nasz związek jest po prostu międzynarodowy. Claudio Jaramillo 6


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

Monika Trętowska i Claudio Jaramillo 7


Ulubione w Chile Dokąd warto pojechać? Co trzeba zobaczyć? Dlaczego niektóre miejsca budzą tyle emocji? Przedstawiamy wybory Polaków w Chile.

PISCO ELQUI PUNTA DE TRALCA

RIO CLARILLO

RADAL SIETE TAZAS

CALCURRUPE PEULLA

8


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

Peulla

U

lubione miejsce w Chile? Mam takie. Znajduje się w południowej części kraju, ale dojazd do niego nie jest taki prosty. Odkryłam je w trakcie pierwszego dłuższego wyjazdu z Santiago. W moim rankingu ulubionych miejsc, żadne inne do dziś go nie prześcignęło. Ma nazwę, której nie zna prawie żaden pytany przeze mnie Chilijczyk. Urzekło mnie, bo jest nieco oddalone od najbardziej uczęszczanych szlaków, bo panuje tam cisza prawie absolutna. Bo są tam zwierzęta i ptaki, jest rzeka z rybami, jest piękna rozległa łąka, czyste niebo i góry (w Chile zawsze muszą być góry!). Są piękne drzewa, i te bardzo stare, mające wieki i te młodsze, sadzone tam prawie sto lat temu. Jeszcze wciąż są tam pszczoły. Czego tam nie ma... A no, nie ma sklepu i zasięgu żadnej sieci komórkowej (człowiek przez krótki czas dostrzega wtedy skalę swego rozedrgania i uzależnienia). Próba wysłania sms-a z góry jest skazana na porażkę, pomimo że jeden

jedyny hotel w tym miejscu ogłasza z dumą, że dostęp do sieci ma. Jest tam miniaturowy domek z jedną pielęgniarką na dyżurze w niektóre dni tygodnia, jest pięcioro dzieci, zaliczających szkołę jakimś niepojętym domowym systemem, jest posterunek policji... 10 km dalej. Wtedy postanowiłam, że jeszcze tam wrócę. Zapewne bardzo ciężko się tam żyje, ale jest to miejsce po prostu idylliczne. Czy pamiętacie w „Elementarzu” obrazki z domkiem, kaczką i strumyczkiem? Dwa lata później, na chwilę przed ponowną wyprawą w to samo miejsce wybuchł wulkan Puyehue i... musiałam pojechać zwiedzać Wyspę Wielkanocną. Pył opadł, kilka lat częstych w tych stronach deszczów zmyło błoto. Wróciłam, tym razem aż na dwa dni. Przyjrzałam się lepiej starym drzewom. Nakarmiłam lamy. Wrzuciłam do strumyka pieniążek... To miejsce nazywa się Peulla. Grażyna Machałek 9


Punta de Tralca

P

rzez prawie 10 lat jeździliśmy z mężem po świecie pracując jako fotografowie. Egipskie piramidy, kasyna Monte Carlo, kawiarnie Wenecji, plaże Bora Bora, niedźwiedzie Alaski... Zobaczyliśmy prawie cały świat! Kiedy pobraliśmy się w Chile, długo zastanawialiśmy się, gdzie spędzić miesiąc miodowy. W końcu mąż poprosił babcię o wynajęcie domku na plaży w zupełnie nieznanym mi miejscu. W Punta de Tralca. Okazało się, że dotarliśmy do najpiękniejszego miejsca jakie kiedykolwiek zobaczyłam w Chile. Tak niewiarygodnie spokojne, tuż nad brzegiem morza, z przepięknym widokiem. Nie zobaczyliśmy nikogo w ciągu tych siedmiu dni, które tam spędziliśmy. Odwiedziliśmy dom Pablo Nerudy w Isla Negra, zjedliśmy kolację w restauracji naszego kolegi , piliśmy drinki, przygotowywane na bazie lokalnych owoców i przypraw. Pewnego dnia

kiedy sprawiliśmy sobie poobiednią drzemkę, usłyszałam hałas na zewnątrz. Kierowana instynktem fotografa, złapałam aparat i wybiegłam z domu. Byłam zupełnie zaskoczona tym co zobaczyłam. Stado prawie 20 koni, bez jeźdźców przechadzało się raptem kilka metrów ode mnie. Kiedy je zobaczyłam, nagle przemknęła mi przez głowę myśl, że odnajdę w tym kraju spokój i że wszystko w moim życiu dobrze się ułoży. Przez długi czas konie stały tak obok mnie odpoczywając, kiedy nagle zerwały się do galopu w kierunku wzgórza i po chwili zniknęły w chmurze pyłu. Nigdy nie zapomnę mojego miesiąca miodowego nie tylko ze względu na jego magię i towarzystwo, ale także z powodu tej zupełnie metafizycznej przygody. Dzięki niej poznałam zupełnie inne, niezwykłe Chile, oddalone raptem dwie godziny drogi od Santiago. Magdalena Owsiak 10


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

Calcurrupe J

est takie miejsce magiczne w okolicach Llifen, usytuowane między dwoma jeziorami Ranco i Maihue, w Regionie Los Rios. To miejsce owiane legendami, które stało się moim ulubionym miejscem, gdzie rzeczywistość łączy się z realizmem magicznym. Razem z Hellen przemierzyliśmy kajakiem rzekę Calcurrupe zwaną przez autochtonów rzeką Czarowników. Ten spływ dostarczył nam niepowtarzalnych wrażeń. Zaopatrzeni w dwa wiosła, prowiant i z uśmiechem na twarzy stawiliśmy czoła przyrodzie. Podczas kilkugodzinnego spływu nie spotkaliśmy żywej duszy, chociaż czasami mieliśmy wrażenie, że obserwują nas uważnie oczy dawnych mieszkańców tych ziem. Jednak to co było najpiękniejsze to przyroda, która otworzyła się przed nami w całej okazałości. Szum bystrej wody, drzewa pochylone nad jej tonią i kłaniające się nam z gracją, majestatyczne skały i majaczący w oddali dymiący stożek wulkanu. Pejzaż niezapomniany. Chilijska flora i fauna ukazała nam swoje najpiękniejsze oblicze. Oprócz skaczących na wyciagnięcie ręki pstrągów i olbrzymich trzmieli (nigdy w życiu nie widziałem tak wielkich), z prawdziwą rozkoszą

obserwowałem zimorodki i ich wodne gonitwy za małymi, srebrzystymi rybkami odbijającymi się w słońcu. Charakterystyczny lot wahadłowy tego niewielkiego ptaszka w poszukiwaniu zdobyczy jest dokładnie taki sam jak zimorodka nad Brdą w Borach Tucholskich. Tym razem przyroda zbliżyła dwie dalekie krainy, dwa odległe kraje. Ten same rytuały od wieków, przywołujące pamięć o dawnych mieszkańcach tych ziem. I my zapalczywi kajakarze wykorzystujący niosący nas do celu nurt zaczarowanej rzeki. Zamyśleni i urzeczeni rozmyślamy o dopłynięciu do niewielkiej wysepki na zachodnim krańcu jeziora, gdzie znajduje się stary cmentarz indiański. Jednak duchy przodków proszą nas o niezakłócanie spokoju, wzmaga się nagle silny wiatr i wysoka fala. Zrozumieliśmy przekaz z zaświatów i wróciliśmy do naszej kwatery (cabani), gdzie przywitał nas kręcący z podziwem głową właściciel. W jego opinii przepłynąć rzekę czarowników bez szwanku znaczyło tylko jedno - duchy Indian miały nas w swojej opiece. Radosław Smyk

11


Pisco Elqui

D

obre pisco to poezja, nektar bogów i dusza winogron... Moja miłość do pisco sprawiła, że od dłuższego czasu planowałam wybrać się do stolicy tego boskiego napoju w Chile (chociaż niektórzy twierdzą, że pisco peruwiańskie jest lepsze... ale to na pewno nieprawda co z pewnością potwierdzą nasi chilijscy czytelnicy). Kiedy tylko natrafiła się okazja wsiadłam do autobusu w kierunku La Sereny, potem do kolejnego do Vicuña, jeszcze przesiadka do Pisco Elqui, a następnie już stopem dotarłam do małej tradycyjnej destylarni Los Nichos. Pech chciał, że ten ostatni etap podróży był niesłychanie traumatyczny. Otóż zostałam za-

brana przez pewnego Rosjanina, który podczas pięciominutowej podróży przekonywał mnie o wyższości wódki rosyjskiej nad... Kiedy już dowiózł mnie na miejsce, z wściekłością zatrzasnęłam drzwi jego hondy i żałowałam, że nie poszłam na pieszo. Jednak zły humor szybko minął po wejściu do przedsionka destylarni. Po bardzo ciekawej wycieczce, podczas której dowiedziałam się, że przeźroczyste pisco tradycyjnie zabarwiano, żeby mogło konkurować z rumem, który dawniej był bardzo popularny na tutejszych ziemiach, wróciłam do Pisco Elqui. Tutaj miejscowi polecili mi małą restauracyjkę Durmiente Elquino, w której do obia-

du wypiłam najlepsze sour w życiu. Potem kelnerka dała mi do spróbowania jeszcze inne: menta sour, albahaca sour i merquén sour... czyli pisco sour z miętą, albo z bazylią lub z przyprawą merquén. Istne niebo w gębie, a nad głową gwiazdy tak piękne jak tylko mogą być na północy Chile... Ale czas było wracać do Santiago. Zapakowałam zakupione butelki do plecaka i ruszyłam do stolicy. Pomimo, że od ich targania nabawiłam się bólu pleców, wielokrotnie po drodze przeklęłam pisco, miałam ochotę je wylać i podpalić... To i tak je kocham. Anna Kowalczyk 12


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

Rio Clarillo i Radal Siete Tazas

W

Chile uwielbiam parki narodowe i rezerwaty przyrody. Jest ich całe mnóstwo na południe od Santiago i to tam uciekam przed hałasem i tłumami w stolicy. Wystarczy minąć Pirque i wjechać do malowniczego kanionu Cajon del Maipo, żeby trafić do rezerwatu Rio Clarillo, gdzie można pochodzić po lasach i wśród kaktusów, popływać w kryształowo czystej rzece i upiec kiełbaski na rożnie. To tam natykam się na czerwono — niebieskie jaszczurki przemykające po drzewach i nawet na zagrożoną wymarciem chilijską iguanę. Takich miejsc jest pełno, a czym dalej na południe tym krajobrazy są coraz bardziej zielone. Na przykład już w parku Radal Siete Tazas, niedaleko Curico, drzewa są wysokie i pojawiają się iglaki, pod którymi można rozbić namiot, a rankiem wziąć orzeźwiającą kąpiel w górskim strumyku. Maciej Woleński 13 Zdj. www.sietetazas.cl


Wspomnienia o Efrainie Szmulewiczu

Szkice Rodzinne Polak, który po kilku latach nauki hiszpańskiego zaczął pisać książki w tym języku. Chilijczyk pasjonujący się literaturą i kulturą. Twórca, który miał istotny wkład w życie intelektualne Chile. Sylwetkę Efraina Szmulewicza kreśli dla nas jego rodzina, która dziś wciąż szuka krewnych w Polsce.

14


u

A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

G贸ra, od lewej: Claudio Szmulewicz, Efrain Szmulewicz y Jaime G贸mez, znajomy rodziny. Na dole, od lewej: Marta Espinosa (偶ona Efraina), Rosy Szmulewicz, Tita Szmulewicz i Pablo Szmulewicz 15


E

frain Zyndel Szmulewicz Gelbart to polski pisarz żydowskiego pochodzenia, także obywatel Chile. Urodził się w 1911 w Rawie Mazowieckiej. Mając osiemnaście lat podjął decyzję o emigracji. Zabrał ze sobą nie tylko walizki, ale także całą kulturę swojej ojczyzny, jej historię i legendy. Przyjechał do Chile, aby poznać inne życie. Jednak został tu, żeby zacząć budować swoje własne. Z daleka obserwował jak rodzina, która pozostała w kraju ginęła podczas tragedii Holocaustu i drugiej wojny światowej. W Chile stworzył nowy dom. Tutaj ożenił się z Chilijką, miał czwórkę dzieci i dziewięcioro wnucząt. Nauczył się języka hiszpańskiego, a nowe słowa, które wzbogacały jego słownictwo służyły mu jako narzędzie twórcze i pozwalały na komunikowanie się ze światem jako artyście. Sześć lat po postawieniu pierwszych kroków na chilijskiej ziemi i nauce pierwszych hiszpańskich słów napisał pierwszą książkę. W sumie było ich ponad 20. Wśród nich znalazły się powieści, biografie znakomitych chilijskich poetów oraz eseje na temat wydarzeń współczesnych. Jego najwybitniejsze dzieło, nad którym pracował ponad 20 lat, to monumentalny Słownik Literatury Chilijskiej, który gromadzi informacje na temat życia i twórczości ponad 1 700 autorów chilijskich. Ponadto, wraz z Raoulem Małachowskim, napisał książkę „Historia emotiva de Polonia”. Za swoją twórczość otrzymał wiele wyróżnień w tym trzy nagrody Miasta Santiago de Chile.

Tworzył bez wytchnienia do roku 2000. Zmarł w wieku 89 lat po długiej walce z ciężką chorobą. Był krytykiem literackim, felietonistą, doradcą prestiżowych chilijskich uniwersytetów, sekretarzem generalnym Ateneo de Santiago, najstarszej instytucji kultury Chile, urzędnikiem państwowym, politykiem oraz właścicielem wydawnictwa Rumbos, które promowało chilijskich pisarzy. Miał zaszczyt bycia jednym z trzech Chilijczyków, którzy otrzymali Order Kawalerski za zasługi dla Polski przyznany przez samego Prezydenta RP Lecha Wałęse, podczas jego wizyty w Chile. Otrzymał także najważniejsze odznaczenie kultury i nauki od polskiego Ministra Edukacji. Rosa María Szmulewicz Espinosa (córka)

M

ój ojciec, Efrain, pomimo wszystkich wad był dla mnie CZŁOWIEKIEM doskonałym. Nie tyle Polakiem czy Chilijczykiem, ale przede wszystkim mieszkańcem tej planety i tak chciałby zostać zapamiętanym. Przekazał nam przede wszystkim wartości, które pozwalają mówić o nim jako o prawdziwym HUMANIŚCIE. Dzisiaj o wiele bardziej doceniam jego rodzinne wyrzeczenia oraz wytrwałość z jaką bronił idei humanistycznych, które wyznawał. Pozostaną ze mną na zawsze jego szczere i czułe wysiłki pokazania mi drogi do celu, jego obojętność na sprawy materialne, wiara w prostotę i solidarność. Pomimo tego, że ucząc mnie nie odniósł spodziewanych sukcesów. Claudio Szmulewicz Espinosa (syn)

We wstępie do powieści Efraina Szmulewicza Un niño nació judío (Chłopiec urodził się Żydem), znany peruwiański pisarz Ciro Alegría napisal: „Ta książka przenosi nas w dziwny świat pełen cierpienia i nadziei. Bez odwoływania się do tanich chwytów przedstawiających na przykład jakiś pogrom, Szmulewicz jest w stanie namalować jasny obraz trwałego niepokoju moralnego gnębiącego egzystencję izraelicką. Należy też dodać, że Szmulewicz nie opiera się na makabrze. Jest przede wszystkim zainteresowany pięknem.”

16


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

Od lewej: Pablo Szmulewicz, Rosario Ramírez, Jaime Gómez, Tita Szmulewicz, Rosy Szmulewicz, Claudio Szmulewicz, Efraín Szmulewicz, Silvia Fierro i Marta Espinosa.

P

oznawałem mojego dziadka długo, z różnych wydawnictwie Rumbos. Kiedy byłem już dorosłym i stron i na wielu etapach mojego życia. Kiedy zostałem historykiem postanowiłem poznać jego byłem mały wstawałem rano w naszym mieszkaniu na historię tak jak my historycy nauczyliśmy się to robić, ósmym piętrze w dzielnicy Ñuñoa budzony zapachem bazując na listach, wycinkach z gazet, zdjęciach i świeżych tostów. Jadłem z dziadkiem śniadanie, który innych materiałach źródłowych. To pozwala na potem zabierał poznawanie mnie do postaci Roque Esteban Scarpa, wybitny chilijski pisarz i laureat centrum historycznych Narodowej Nagrody, napisał we wstępie do pierwszego wydania Santiago, do w mniej Słownika Literatury Chilijskiej, autorstwa Efraina Szmulewicza: siedziby jego subiektywny wydawnictwa. sposób. „Kto stawia przed sobą idealistyczne zadanie zebrania To były moje Szperając w krnąbrnego bractwa wojowników pióra. Kto akceptuje burzę letnie wakacje, Archiwum wrażliwości powodowaną przez przymiotnik czy pychę podczas Narodowym pochodzących od tych, którzy uważają siebie za pierwszych nimi których natknąłem się nie będąc... Zasługuje na nasz szacunek, choćby tylko za świetnie na mojego zamiar.” bawiliśmy się dziadka razem. Mówię ubiegającego w liczbie mnogiej ponieważ wydawało mi się, że mój się o obywatelstwo chilijskie w 1954 roku. dziadek, tak samo jak ja, wyśmienicie się bawił przy Zobaczyłem go w niezliczonych wycinkach z gazet, tych starych maszynach do pisania, papierze które znajdują się dziś w Bibliotece Narodowej Chile. pachnącym starością, szafkach na dokumenty oraz w To było niezwykłe. trakcie długich rozmów prowadzonych w jego Ignacio Szmulewicz Ramírez (wnuk) 17


Na górze, od lewej: Pablo Szmulewicz, Ignacio Szmulewicz, José Toro i Claudio Szmulewicz. Na dole, od lewej: Efraín Szmulewicz, Marta Espinosa i Esteban Szmulewicz.

Efrain Szmulewicz otrzymał Order Kawalerski z rąk samego Lecha Wałęsy, ówczesnego Prezydenta RP.

18


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

N

Mariano Latorre, chilijski pisarz i laureat Narodowej Nagrody Literackiej napisał odwołując się do powieści autobiograficznej Szmulewicza El hombre busca la tristeza (Człowiek szukający smutku): „To pasjonująca powieść, w której ludzki oddech i filozofia życia są nasączone smutkiem. Josef, nastoletni bohater, przyjeżdża do Ameryki Południowej i nie mając innego bagażu niż jego wrażliwość, wykształcenie i duch, który jest dręczony wcześniejszymi doświadczeniami z Europy. Krajobrazy Chile i gościnność Chilijczyków wprawiają go w zachwyt. Z czasem gubi swoją starą skórę i rodzi się jako zwykły obywatel świata.”

O

wie cechy charakteru mojego ojca, odcisnęły ogromne piętno na moim życiu. Z jednej strony, jego stoicyzm i niezwykła umiejętność w radzeniu sobie z traumą Holokaustu, który praktycznie zmiótł z powierzchni ziemi jego rodzinę w Polsce. Wydawałoby się, że takie doświadczenie jest w stanie położyć kres życiu jakiejkolwiek istoty ludzkiej. Tak się jednak nie stało. Mój ojciec stworzył rodzinę w Chile. Uciszył swój ból po to, żeby pójść naprzód i nie pozwolił abyśmy odziedziczyli tragedię, która odcisnęła na nim tak silne piętno. Drugą ważną cechą Efraina była waga jaką przywiązywał do dobroci. Nigdy nie wyzbył się wiary w to, że ludzie są z natury dobrzy i dlatego naszymi życiowymi wyborami kieruje nadrzędny cel jakim jest odnalezienie dobroci w nas samych. Tita Szmulewicz Espinosa (córka)

ie mam zbyt wielu wspomnień o dziadku Efrainie. Wszystkie pochodzą z odległego dzieciństwa i głównie dotyczą radości, którą się z nami dzielił oraz jego wiecznie młodego ducha. Zawsze znajdował chwilę żeby się z nami pośmiać, miał czas dla wnuków, czasem żeby pouczyć ich historii, innym razem żeby pograć w piłkę w pobliskim parku. Dziś gdy jestem już dorosłym, w pełni ukształtowanym człowiekiem, chciałbym usiąść obok niego i porozmawiać o życiu. Chciałbym podziękować mu za umiejętność przeciwstawienia się materializmowi, za szacunek dla wolności i prostoty. Za wartości, które szanuję i doceniam dzięki niemu. Gabriel Gómez Szmulewicz (wnuk)

d dziecka byłem pod głębokim wrażeniem wiedzy i kultury dziadka Efraina, głównie jego świetnej znajomości historii, geografii, sztuki, a szczególnie literatury. Propagował i wspierał kulturę organizując odczyty, występując publicznie, prowadząc wreszcie własne wydawnictwo Rumbos. Pomimo ogromnej wrażliwości artystycznej, a być może właśnie z jej powodu, nie głosił elitarnej wizji kultury. Zachęcał wszystkich do czytania, bez względu na ich status materialny czy społeczny. Promował zarówno klasykę jak i debiutujących autorów. Z drugiej strony, dziadek był też mocno obecny w moim życiu prywatnym. Odwiedzał nas często w Valdivia, a wiadomości o jego przyjeździe były się dla mnie zawsze powodem do ogromnej radości. Rady, które mi dawał były po prostu mądre. Biła z niego pewność siebie, która charakteryzuje osoby, które przeżyły wiele sukcesów i radości, ale także frustracji i rozczarowań. Esteban Szmulewicz Ramírez (wnuk)

D

19


20


Ewa Okołowicz, malarka, mieszka w Chile od lutego 2013 r. Obraz pt. „Stocznia nad Bałtykiem” (olej na płótnie, 100x150cm) kupił w tym roku, za pośrednictwem galerii Saatchi Online, kolekcjoner ze Stanów Zjednoczonych, którego nazwisko nie zostało ujawnione. „To mój pierwszy obraz namalowany w Chile. Zapewne z nostalgii. Ponieważ pokój, w którym mieszkałam w Szczecinie miał widok na stocznię, to dźwigi i statki kojarzą mi się po prostu z dzieciństwem.” – mówi Ewa Okołowicz. 21


KTO TY JESTEŚ? CHILIJCZYK MAŁY Nie wierzę! Kto chce się uczyć polskiego na końcu świata? – to najczęstsza i zupełnie naturalna reakcja, kiedy mówię, że uczę w Chile języka polskiego. Zdziwienie, zarówno Polaków, jak i Chilijczyków rośnie z każdym szczegółem tej historii: uczę już od trzech lat, co roku mam kilku studentów, co miesiąc kilka maili z pytaniem o kurs. Do tego, na koronne pytanie I jak im idzie? z radością odpowiadam – dobrze, a niektórym wręcz świetnie!

P

olski uznawany jest za trzeci najtrudniejszy język świata, zaraz za chińskim i mandaryńskim. Wydawać by się mogło, że trudno go uznać za atrakcyjny dla Chilijczyków, w końcu po polsku mówi się tylko w Polsce… Kim więc są śmiałkowie, którym nie straszna nasza złożona gramatyka, szeleszczące spółgłoski i odległość geograficzna? Komu przydaje się polski i po co? Odpowiadając wielokrotnie na powyższe pytania wyłoniłam sześć typów motywacji, które dają początek przygodzie pt. język polski.

Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny Polki słyną z urody i ta sława dotarła również do Chile. Nie ma co zaprzeczać, miłość to najczęstszy motyw porwania się na naukę języka kraju nad Wisłą. Zakochani Chilijczycy, a czasem Chilijki, chcą poznać język partnera, a często planują również przeprowadzkę do kraju drugiej połówki. Interesuje ich nie tylko język, ale i polska kultura, historia czy kuchnia. Co ciekawe, nawet jeżeli związek z czasem się rozpada, bo zdarza się i tak, zainteresowanie Polską zostaje, tym samym zostaje też student. Polska

ą naprawdę potrafi rozkochać.

Rodzina to jest siła

Rodzina jest ważna, mówią zgodnie Polacy i Chilijczycy. Moi studenci nie zapominają o swoich polskich korzeniach, z sentymentem wspominają o dziadku, który mówił w domu po polsku czy o tym jak babcia opowiadała bajki o dalekim kraju. Przez szacunek do nich i tęsknotę za tymi, których już nie ma, chcą nauczyć się języka przodków, odwiedzić ich kraj, zrozumieć skąd pochodzą. Jest też w Chile coraz więcej mieszanych małżeństw i choć zazwyczaj do szczęśliwego związku wystarcza, gdy obydwoje mówią po hiszpańsku, potrzeby zmienia pojawienie się na świecie ich małego szkraba. Mama mówi po polsku, dziecko rozumie, a tata już nie i nie chce czuć się wykluczony przez lingwistyczne sekrety. Mam też utalentowaną studentkę, której brat ożenił się z Polką. Lucie niedługo zostanie matką chrzestną ich małego synka i postanowiła przyłożyć się do swojej roli. Chce być w stanie rozmawiać z chrześniakiem, a nie tylko wysyłać mu prezenty. To jeden z najpiękniejszych motywów, jakie znam. Zwłaszcza, że rodzice jeszcze nie wiedzą, że się uczy! Historia jest

tym bardziej oryginalna, że Lucie jest z Francji, ale mieszka w Chile. Uczę więc w Chile języka polskiego Francuzkę, której brat ma polską żonę!

Voyage Voyage Polska coraz śmielej wkracza na mapę Europy jako atrakcja na szlaku turystycznym. Chilijczycy, którzy kiedyś jeździli do Hiszpanii, Francji albo Anglii coraz częściej zaglądają do krajów mniej znanych, ale wartych odkrycia, w tym do Polski. Z drugiej strony moi rodacy coraz chętniej zaglądają do Ameryki Południowej i Chile. Tym sposobem tworzy się coraz więcej międzynarodowych przyjaźni, podróżnicy zachęcają się nawzajem do odwiedzania swoich krajów, zapraszają do siebie. Wybieram się do Polski w przyszłym roku, mam tam znajomych albo Przy następnej podróży do Europy nie ominę już Polski, zdałem sobie sprawę jak ważna jest wasza historia – to coraz częstsze motywy zgłaszania się do mnie na lekcje. Warto zaznaczyć, że to nie zawsze są tylko Chilijczycy. W zeszłym roku uczyłam np. parę Hiszpanów, która mieszkała kilka miesięcy w Krakowie. Miejsce oczarowało ich na tyle, że po 22


ę A m b a s a d a

rocznym pobycie w Chile, podczas którego szlifowali ze mną język polski, postanowili wrócić do Polski na stałe.

Ciężką pracą ludzie się bogacą Polsko–chilijskie interesy to kolejny powód do zwrócenia uwagi na nasz język. Czasem proszona jestem o tłumaczenia, coraz częściej jednak chilijski biznesmen podchodzi do sprawy honorowo, odpowiedzialnie i sam chce się nauczyć choć podstaw języka. Niejednokrotnie potrzebny mu jest też intensywny kurs polskiego przed podróżą w interesach. Jak się okazuje, samodzielne zamówienie kolacji w restauracji w Warszawie czy Krakowie potrafi przynieść sporo satysfakcji.

ż

Pociąg do wiedzy

Chilijczycy o sprecyzowanych zainteresowaniach dostrzegają to co w polskiej historii i kulturze ważne, godne docenienia albo zbadania. Studia w kraju nad Wisłą to czasem ich cel na najbliższe lata. Całkiem niedawno zgłosił się do mnie młody student muzyki, któremu marzy się kontynuowanie nauki w Polsce. Nasi zdolni muzycy klasyczni i polskie akademie cieszą się tu dobrą sławą. Od kilku miesięcy pracuję z Ximeną, historyczką, która planuje większy projekt akademicki dotyczący Holokaustu i historii polskich Żydów, którzy po wojnie zamieszkali w Chile. Chce więc badać polskie archiwa, rozumieć dokumenty, czytać historyczne polskie książki…

Oryginalne hobby Ostatnia

najciekawsza, bo najmniej oczywista. Język polski potrafi być po prostu zajmującym hobby dla osób, które nie mają i nigdy wcześniej nie miały żadnej bliższej styczności z Polską. Jedną z najoryginalniejszych motywacji jest miłość do polskiej poezji. Roberto, chilijski scenarzysta, uwielbia w szczególności Bolesława Leśmiana i bardzo chciałby czytać jego wiersze w oryginale. Tak bardzo, że na lekcje dojeżdża z Valparaiso. Julio za to szukał nowego hobby, takiego które będzie wyzwaniem dla jego ścisłego umysłu, przyzwyczajonego do pracy w statystyce, w środowisku tabel, liczb i twardych danych. Wymyślił sobie, że nauczy się polskiego i podobno plan działa – stymulacja umysłowa na najwyższych obrotach sprawia, że czuje, że się rozwija. Przy okazji dowiedział się, że Polska to ciekawy kraj. Może kiedyś pojadę tam na wakacje – dodaje zachęcony. W pamięci zapadł mi też przypadek Estebana, chilijskiego dziennikarza, wielkiego fana piłki nożnej. Opowiedział mi historię, jak to znalazł na strychu dziadka sportowe magazyny z lat 70-tych. Doskonale zapamiętał artykuły o sukcesie polskiej drużyny w mistrzostwach świata i o Grzegorzu Lato. Zapamiętał też te wszystkie dziwne litery i nazwy, których nie umiał wypowiedzieć. Postanowił wtedy, że kiedy dorośnie dowie się więcej o Polsce i tym oryginalnym języku. Po 20 latach udało mu się to marzenie spełnić. Choć polska piłka nożna nie odnosi już takich sukcesów, poprawna wymowa nazwy drużyny Śląsk Wrocław niezmiennie wywoływała na jego twarzy szeroki uśmiech.

kategoria

jest

chyba

R P

w

S a n t i a g o

Jak widać, motywacje do nauki języka polskiego są różne, ale zawsze silne i dość konkretne. Dzięki temu mam szczęście pracować ze studentami, którym nie brakuje ani chęci ani determinacji, a taki student to skarb. Lekcje to wyzwanie również dla mnie. Żeby jasno wytłumaczyć wszelkie niuanse, żeby nie zniechęcić skomplikowaną gramatyką, żeby stworzyć podczas zajęć mały, polski świat, choć jesteśmy po drugiej stronie globu. To duża motywacja do przygotowywania niebanalnych, multimedialnych zajęć, ale i wspaniała satysfakcja, kiedy przychodzą pierwsze sukcesy. A że sukcesy z językiem polskim są możliwe, niech poświadczy poniższy wiersz Julia, który wspaniale poradził sobie z zadaniem sparafrazowania słynnego, polskiego wiersza Kto Ty jesteś? Polak mały. Zdał na piątkę! Kto Ty jesteś? Chilijczyk mały. Jaki znak Twój? Kondor brązowy. Gdzie Ty mieszkasz? Między Chilijczykami. W jakim kraju? W chilijskiej ziemi. Czym twa ziemia? Mą ojczyzną. Czym zdobyta? Rozumem i siłą. Czy ją kochasz? Kocham szczerze. A w co wierzysz? W Chile wierzę.

Monika Trętowska - polska dziennikarka, korespondent Polskiego Radia w Chile. Informacje o jej lekcjach znaleźć można na stronie Ambasady RP w Chile bądź na stronie na FB: Clases de Polaco en Santiago de Chile: www.facebook.com/ ClasesDePolacoEnSantiagoDeChile. Podróżniczka, autorka bloga tresvodka.com 23


Do Polski? Na pewno wrócę O kłopotach w chodzeniu w sandałach, o odrzuceniu całej masy stereotypów i o zaawansowanych technologiach polskich firm górniczych, opowiadają Constanza Toro, dziennikarka magazynu „Revista Tecnicos Mineros de Chile” i Carlos Bahamondes Masaffiero, wydawca portalu Mineria de Chile, którzy uczestniczyli w wyjeździe studyjnym do Polski.

24


A m b a s a d a

C

zy to była Państwa pierwsza wizyta w Polsce?

Constanza Toro: Tak. Carlos Bahamondes Masafierro: To był w ogóle mój pierwszy wyjazd na Stary Kontynent. Ponieważ dostałem się do niego przez Polskę, wydaje mi się że jestem wolny od „skażenia” Europą Zachodnią. Co wiedzieli Państwo o Polsce przed podróżą? CT. Wiedziałam, że to kraj z którego pochodzi papież Jan Paweł II i że produkuje świetną wódkę. CBM. Prawdę mówiąc, niewiele. Słyszałem jedynie o związkach zawodowych Solidarność w czasach kiedy Polska walczyła o odzyskanie wolności. Jakie wrażenie sprawiła na Państwu Polska po przyjeździe? CT. To ładny kraj, zorganizowany i czysty, kraj gdzie spotkałam bardzo ciepłych i miłych ludzi. CBM. To kraj fantastycznej historii, od średniowiecza aż do ostatnich wojen światowych. Mieszanka kultury, muzyki i technologii. Kraj nowoczesny, czysty, szczery, zdrowy i... przepiękny. Które z odwiedzanych miejsc zapamiętają Państwo szczególnie? CT. Ogromne wrażenie sprawił na mnie dom, w którym mieszkał papież Jan Paweł II w

R P

w

S a n t i a g o

Krakowie. więźniów obozu koncenCBM. Byłem pod wrażeniem tracyjnego Auschwitz, czy Zamku Królewskiego na oficerów polskiej armii zamorWawelu w dowanych w Krakowie, Katyniu. jego legend o Urzekająca ...w Polsce prowadzi smokach, panjest nach i rycesię cały czas badania oczywiście rzach. W kohistoria nad nowymi palni soli w romansu technologiami i ich Wieliczce miahrabiny Marii łem szansę wdrażaniem. Istnieje Walewskiej i podzięNapoleona także ciężki przemysł kowania Bogu Bonaparte. za tą podróż. górniczy. Chile Zrobiłem to w Co w Polsce będące krajem małej bocznej się Państwu górniczym wszystko kapliczce, w nie której spotypodobało? importuje. kają się CT. Nie poodwiedzający dobał mi się to podziemne muzeum. Odklimat. Lato wyglądało bardziej wiedziłem także kopalnię jak chilijska jesień czy wiosna. srebra, w której przewożono Zabrałam ze sobą sandały, ale minerały łodziami po nigdy nie miałam okazji ich podziemnych kanałach. Niesazałożyć. mowite! CBM. Język. Nic nie zrozumiałem. Co spodobało się Państwu najbardziej? Jacy są ludzie w Polsce? CT. Świetne jedzenie, znakoCT. Byłam pod ich głębokim mita wódka i oczywiście wrażeniem. Przed wyjazdem centrum Krakowa. Przepiękne. wydawało mi się, że są to ludzie CBM. Hahaha! Spodobało mi zimni i mało przyjaźni. Grubo się… właściwie wszystko! się pomyliłam. Polacy to uroczy Jednak gdybym miał wybrać to ludzie, którzy gdy już nabiorą powiedziałbym, że najbardziej do kogoś zaufania to witają i spodobali mi się ludzie, których żegnają się buziakiem, to takie tu spotkałem. Poza tym bardzo latynoskie... Uwielzaimponowała mi odwaga białam to! Armii Polskiej, która we CBM. Ludzie w Polsce są ciepli, wrześniu 1939 r. stawiała czoło hojni, gościnni, przyjemni, mili, jednocześnie dwóm wrogom uprzejmi i... bardzo ładni! (III Rzeszy i Rosji radzieckiej). Trudno mi było pogodzić się z cierpieniem na jakie skazano 25


Jakie są różnice pomiędzy Chile i Polską?

CT. Polskie firmy na ogół charakteryzuje wysoki poziom technologiczny. Dysponują rozCT. Najważniejsza różnica to wiązaniami najnowszych genetaka, że Polska jest już krajem racji. Wydaje mi się, że polski rozwiniętym, a Chile jeszcze przemysł, który stawia na nie. To widać choćby po rozwój górnictwa węgla porządku publicznym, czystości kamiennego, jednego z na ulicach, braku bezdomnych głównych zasobów kraju, ma psów… przed sobą wiele wyzwań ze CBM. Najważniejsza różnica względu na zanieczyszczenia tkwi pewnie w historii i jakie węgiel powoduje. Stąd kulturze. Polska czerpie z pewnie ogromny nacisk na dziedzictwa, które liczy ponad technologie, które są przyjazne 1000 lat, podczas gdy nasze ma dla środowiska. niecałe 200. Ponadto, w Polsce CBM. Miałem kontakt z prowadzi się cały czas badania firmami, które wdrażają nad nowymi technologiami i naprawdę ich wdrażaniem. bardzo Istnieje także rozwinięte ciężki przemysł Mogę zatem technologie górniczy. Chile oferujące śmiało będące krajem wysoce powiedzieć, że górniczym zaawansowany wszystko targi w ciężki sprzęt importuje. górniczy. Katowicach to Co najbardziej Państwa zaskoczyło?

impreza na światowym poziomie...

CT. Byłam zaskoczona jednak tym, że w Polsce pije się czystą wódkę! CBM. Zaskoczył mnie szeroki zakres technologii przemysłowych istniejących w Polsce. Produkuje się tu niemal wszystko, począwszy od prostych zaworów, a skończywszy na dużych maszynach górniczych. Jakie jest Państwa zdanie na temat polskich firm i technologii?

Jak było na targach górniczych w Katowicach?

CT. Targi górnicze Kato-wice 2013 były świetną okazją żeby zapoznać się z oferta wielu firm, szczególnie z Europy i Azji, zaopatrujących przemysł górniczy na całym świecie. Mogłam poznać wiele najnowszych rozwiązań, poznać trendy rynkowe, nawiązać kontakty ze specjalistami. CBM. Uczestniczyłem wcześniej na targach górniczych organizowanych w Ameryce Północnej i Południowej. Mogę

zatem śmiało powiedzieć, że targi w Katowicach to impreza na światowym poziomie. Zapamiętali Państwo jakieś polskie słowa? CT. Tak, pomimo że język jest bardzo skomplikowany, a słowa trudne do wymówienia. Nauczyłam się mówić „Dziękuję”, „Na zdrowie”, „Dzień dobry”, „Dobranoc”. CBM. „Za Polskę!” Czy chcieliby Państwo wrócić do Polski? CT. Z ogromną przyjemnością! Mam nadzieję, że niedługo to zrobię! CBM. Na pewno wrócę. To jedyny kraj, który chcę dziś bliżej poznać. Rozmawiał Radosław Smyk, sekretarz ds. ekonomicznych Ambasady RP w Chile.

Chilijscy dziennikarze odwiedzili Polskę w ramach „Programu promocji branży maszyn i urządzeń górniczych” organizowanego przez Konsorcjum Górnictwo Polskie i współfinansowanego przez Unię Europejską. Uczestniczyli m.in. w Międzynarodowych Targach Górnictwa, Przemysłu Energetycznego i Hutniczego KATOWICE 2013 oraz prezentacjach ofert wiodących polskich firm związanych z przemysłem wydobywczym.

26


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

Kopalnia soli w Wieliczce 27


Luksusowo, w domu c

W Chile największy wybór miejsc noclegowych można znajdujących się wzdłuż Autostrady Panamerykańskiej domu albo na łonie natury. Publikujemy kolejny odcine

28


czy pod gwiazdami?

a znaleźć w głównych ośrodkach turystycznych i miastach j. W bardziej odległych rejonach przenocujemy w chilijskim ek poradnika turystycznego Doroty Stańczyk.

29


Tanie noclegi

Hotele

W ostatnich latach w Chile zwiększyła się liczba hosteli. Wszystko przez wzrost liczby młodych turystów podróżujących do Chile. Zwykle oferują one przyjazne i tanie zakwaterowanie. Po więcej informacji warto zajrzeć na stronę http://www.backpackerschile.com. Miłośnicy noclegów „pod gwiazdami” znajdą w Chile odpowiednie miejsca zwane „refugios” położone w parkach narodowych. Zwykle są to małe, drewniane chaty zlokalizowane na szlakach turystycznych w dobrych punktach widokowych. Przed wejściem do parku można także zatrzymać się na campingu gdzie mamy do dyspozycji toalety i prysznice. Opłaty pobierane są za miejsce namiotowe. Warto zapytać o zniżkę przy większej liczbie podróżujących osób. (http://www.conaf.cl/, http://www.campingchile.cl). Często zdarza się, że Chilijczycy udostępniają miejsce pod namiot w swoich ogródkach - pytajmy zatem o taką możliwość! Coraz więcej zwolenników zdobywa sobie także couchserfing. Pomimo że nie jest on w Chile jeszcze tak popularny jak w Europie, warto zastanowić się nad tą opcją noclegową, a pieniądze odłożone na zakwaterowanie przeznaczyć na zakup chilijskich pamiątek! https://www.couchsurfing.org/

Najdroższą formą zakwaterowania w Chile są hotele all inclusive. Udogodnienia takie jak spa i baseny znajdą swoje odzwierciedlenie w cenie, a w sezonie – styczeń i luty – szczególnie w nadmorskich kurortach, zapłacimy za nie i dwa razy więcej. Hotele średniej klasy dzielą się na dwie główne kategorie: duże, stare domy z przestronnymi pokojami, albo specjalnie zaprojektowane hotele, zazwyczaj z mniejszymi wnętrzami. Z reguły oferowane są pokoje z łazienką, można liczyć także na darmowy dostęp do internetu i telewizję kablową. Zazwyczaj w cenę wliczone jest śniadanie, a za obiady i kolacje trzeba płacić dodatkowo. Krajowa Rada Turystyczna (Sernatur) przyznaje chilijskim hotelom gwiazdki (od 1 do 5), należy jednak pamiętać, że nie zawsze ilość gwiazdek odpowiada panującym tam normom. Jeżeli zdecydujemy się na nocleg w hotelu warto przed rezerwacją zaciągnąć opinii na jego temat, choćby na stronach www: http://www.hotelschile.com/ http://www.hosteria.cl/

30


A m b a s a d a

Residenciales, Hospedajes i Casas de Familia “Residenciales”

czyli po prostu mieszkania do wynajęcia to powszechnie stosowana możliwość zakwaterowania. Tak jak w przypadku hoteli, normy mogą się znacznie różnić, ale generalnie oferują one prosto urządzone pokoje. Zwykle zawierają niewiele więcej niż łóżko, stolik nocny i lampę oraz kilka udogodnień, takich jak telewizor lub czajnik na wodę. Większość ma wspólne łazienki. Zazwyczaj „hospedaje” (noclegi) oznacza coś skromniejszego od residenciales. Natomiast casa de familia (dom rodzinny) jak sama nazwa wskazuje oferuje pokoje w domu chilijskiej rodziny. Należy pamiętać, że nie zawsze na drzwiach zobaczymy znak „Alojamiento” (zakwaterowanie), częściej członkowie rodziny spotykają turystów na dworcach autobusowych i oferują im nocleg. Zdarza się również, że lokalne biura podróży oraz punkty informacji turystycznej posiadają spis wynajmowanych w okolicy pokoi. http://www.amarillas.cl/b/alojamientos-y-hoteles

R P

w

S a n t i a g o

Cabañas W okresie letnim najbardziej popularne jest wynajmowanie cabañas czyli domków letniskowych. Najczęściej spotkać je można na wybrzeżu, ale występują także w rejonach górskich, często w doskonałych lokalizacjach. Czasami cena nie zależy od ilości osób - płacimy tylko za wynajem domku. Z reguły jeden właściciel posiada cały ich kompleks. Poza sezonem można uzyskać bardzo dobre rabaty, dlatego też w tym okresie często wynajmowane są przez Chilijczyków. http://www.cabanasdechile.com http://www.cabanaschile.cl http://www.cabins.cl/

Dorota Stańczyk, z wykształcenia politolog, mieszka w Puerto Montt od stycznia 2012 r., projektuje strony internetowe. Autorka bloga http://pewnegorazuwchile.co/

31


Gotowi na XXI wiek Rodrigo A. Álvarez Valdés, specjalista w zakresie ekonomii politycznej, dziennikarz, obecnie doktorant amerykanistyki w Instytucie Studiów Zaawansowanych Uniwersytetu Santiago de Chile. Jest też badaczem w Ośrodku Badań Enzo Faletto, gdzie koordynuje projekt "Deficit of Democracy and Civil Participation in Europe and Latin America: the case of Poland and Chile". Jest to efekt wspólnej pracy z analitykami z warszawskiego Instytutu Spraw Publicznych, finansowany przez Open Society Foundation. Jego podróż do Polski była właśnie z nim związana.

J

akie było Pana pierwsze wrażenie po przyjeździe do Polski?

W Warszawie byłem pod wrażeniem porządku i ludzkiej uprzejmości. Byłem szczęśliwy, że po prawie 17 godzinach podróży postawiłem nogę na polskiej ziemi.

Co najbardziej zaskoczyło Pana podczas wizyty w Polsce? Może nie tyle zaskoczony, ale naprawdę poruszony faktem bycia w Warszawie, w jednym z ważnych miast Europy, które zostało doszczętnie zniszczone podczas wojny. Poczułem smutek i ból. Zrozumiałem co oznacza wojna, w skali której nigdy nie doświadczyły kraje Ameryki Łacińskiej. Zaskoczyło mnie współistnienie w architekturze Warszawy dwóch okresów historycznych. Z jednej strony architektura 50 lat komunizmu, z drugiej, ta która powstała podczas ostatnich ponad 20 lat. Poza tym przy pracy nad moim projektem zaskoczyły

mnie również podobieństwa jakie można odnaleźć w historii obu krajów, ich powrót do demokracji pod koniec lat 80., rola jaką odegrał Kościół czy wybór modelu ekonomicznego. Podczas wielu dyskusji pojawiały się podobne refleksje na temat przemian jakie zaszły w Polsce i w Chile.

Co najlepiej zapamięta Pan po wizycie w Polsce? Muszę nawiązać do tego co powiedziałem wcześniej. Zapamiętam Polskę jako kraj, który dosłownie podniósł się z popiołów, stworzył nowy model funkcjonowania i na nowo musiał kreować własną tożsamość. Takim symbolicznym miejscem, które o tym wszystkim mówi jest rynek Starego Miasta w Warszawie. To bardzo inspirujące miejsce, zrównane z ziemia podczas wojny, które zostało odtworzone wysiłkiem Polaków i uznane za dziedzictwo ludzkości przez UNESCO. Nigdy nie zapomnę miłego przyjęcia przez Polaków, narodu tak dobrze przygotowanego na to co niesie ze sobą XXI wiek. 32


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

Chile o Polsce i Polakach W naszym przeglądzie mediów chilijskich chcemy pokazać jak różnorodne są informacje, które kreują wizerunek naszego kraju. Czasem nawet niewielka wzmianka o tym co polskie, może mieć znacznie większy wpływ na świadomość czytelników i być dla nich czymś bardziej atrakcyjnym, niż wielostronicowe analizy i poważne komentarze z pierwszych stron gazet. Na nasz wybór informacji do biuletynu spójrzmy też z przymrużeniem oka. Tym bardziej, że w Chile słońce świeci naprawdę ostro.

D

ziennik „El Mercurio” przypomina sylwetkę Leopolda Sochy, który w trakcie II wojny światowej ukrywał Żydów w kanałach Lwowa. Po wojnie uhonorowany tytułem Sprawiedliwego wśród narodów świata. Jego historia posłużyła za kanwę filmu Agnieszki Holland „W ciemności”. Jorge Castaneda, były minister spraw zagranicznych Meksyku, obecnie wykładowca na Uniwersytecie Nowojorskim, opublikował w gazecie „La Tercera” felieton pt. „Polska, historia sukcesu”. Namawia w nim do uważnej analizy transformacji ustrojowej naszego kraju. Stawia go za wzór do naśladowania dla państw, które chcą tworzyć fundamenty nowoczesnej państwowości. Club de Lectores dziennika „El Mercurio” zaprosił czytelników na wycieczkę do Nowego Jorku po to aby obejrzeć „Eugeniusza Oniegina”, operę wystawianą w nowojorskim MET. W głównych rolach nasi eksportowi śpiewacy Mariusz Kwiecień i Piotr Beczała. Koszt wyprawy 4 200 dolarów. Cena zawiera przeloty, bilet na operę i koszt pięciu noclegów w ekskluzywnym hotelu Helmsley Park Lane. Weekendowe wydanie „Sabado” drukuje entuzjastyczną recenzję filmu „Sztuczki” („Cuento de verano”) w reżyserii Andrzeja Jakimowskiego. i choć film trafił na ekrany chilijskich kin sześć lat po jego premierze, krytycy uważają go za wspaniały przykład twórczości, która przeciwstawia się zalewowi kina mainstreamowego.

Kolorowy dodatek „Domingo” przypomina sylwetkę Krzysztofa Kieślowskiego, jednego z największych reżyserów współczesnego kina, w nieoczekiwanej formie… zagadki weekendowej krzyżówki. Eduardo Zenay, autor zabawy, pisze o polskim reżyserze, w kontekście światowych sukcesów jego filmów „Dekalogu” i „Trzech kolorów”, a przede wszystkim wartości, jakie niosły jego filmy, opisujące kondycję współczesnego człowieka. W internecie, począwszy od Facebook’a, przez portale chilijskie i argentyńskie, a skończywszy na The Hollywood Reporter, sporo wzmianek na temat wspólnego chilijsko-polskiego projektu filmowego. Katarzyna Klimkiewicz i Dominga Sotomayor, pokazały swój wspólnie nakręcony film „La Isla” na festiwalu filmowym w Valdivia na południu Chile. Zdjęcia do niego powstały na chilijskiej wyspie Chilloe, a scenariusz był inspirowany jednym z wierszy Wisławy Szymborskiej. „El Mercurio” przypomina wydarzenia sprzed 30 lat, opisując okoliczności towarzyszące przyznaniu Lechowi Wałęsie pokojowej Nagrody Nobla. Pisze o pierwszej destabilizacji reżimu generała Wojciecha Jaruzelskiego, ludziach śpiewających na ulicach „Sto lat” i walce o godność i prawa człowieka… Dziennik ekonomiczny „Diario Financiero” podsumował wyniki eksportu chilijskich towarów do Polski. W 2012 r. doszło do potrojenia wartości produktów wysyłanych na rynek polski, wśród których dominowała miedź i produkty rolnicze. Wśród tych ostatnich duży udział mają m.in. ryby, owoce morza i wino, czyli podstawa dobrej, smacznej i zdrowej kuchni. 33


Chile—mój raj na ziemi Chile, wąski pasek ziemi, na końcu mojego europejsko-polskiego świata. Wąski pasek ziemi uderzająco podobny w swym kształcie do ludzkiego kręgosłupa. Może dlatego ten cudowny kraj tak silnie na mnie oddziałowuje? Może dlatego, kiedy wysiadam na lotnisku w Santiago każda komórka udręczonego długim lotem ciała wypełnia się pierwotną radością. Całe moje Istnienie rozkwita, wie i czuje, że kocham ten kraj i że ten kraj ofiarowuje mi miłość, pisze Halina Chmielarz, aktorka.

34


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

i

35


C

hile, wąski pasek ziemi, na jak zakochana nagle nastolatka, końcu mojego europejskoktóra w słowach chciałaby polskiego świata. Wąski pasek "zamknąć" i opisać swoją ziemi uderzająco podobny w pierwszą, wielką miłość. Zamiar, swym kształcie jak wiadomo z góry do ludzkiego skazany na kręgosłupa. Może niepowodzenie. ...chodząc po dlatego ten Proszę więc ulicach Santiago, cudowny kraj tak wybaczyć mi te jego placach, silnie na mnie euforyczne i oddziałowuje? egzaltowane próby. parkach, muzeach Może dlatego, A zatem, kocham czy nawet jadąc kiedy wysiadam ten kraj i kocham to metrem w na lotnisku w miasto! Wiem, że w Santiago każda czasie mojej godzinach komórka szczytu ...odczuwam trzykrotnej bytności udręczonego w Santiago (w 2007 bezkrytycznie ów długim lotem i w styczniu 2013 r. ciała wypełnia się festiwalu euforyczny zachwyt na pierwotną teatralnym Santiago dziecka... radością. Całe a Mil i w kwietniu moje Istnienie 2013 r., realizując rozkwita, wie i czuje, że kocham projekt interdyscyplinarny pt. ten kraj i że ten kraj ofiarowuje mi "Trzy krawędzie piękna") miłość, pisze Halina Chmielarz, poznałam tylko jego turystyczna aktorka. odsłonę (będąc gościem miałam Jego totalna róznorodność, do czynienia ze szczególną złożoność, piękno i moc natury od sytuacją). Wiem, że dyskryminacja pustyni po lodowce, naturalna ekonomiczna, rasowa i społeczna, radość w ludziach odziera mnie z jak też pamięć cierpienia z lat wszelkich zbroi i masek dyktatury (niewyobrażalnego zachodniej cywilizacji. Budzi wręcz dla mnie cierpienia) wciąż uśpione dotąd intensywne są aktualnym doświadczeniem dla odczucie bycia żywą, piękną, wielu Chilijczyków. Jednak pełną energii i dziecięcej chodząc po ulicach Santiago, jego ciekawości i gotowości na placach, parkach, muzeach czy otwierającą się przygodę! nawet jadąc metrem w godzinach Powołuje na nowo ten stan szczytu (co muszę przyznać jest odczuwania dziecka, które zaskakującym w swej odnalazło na powrót swój raj intensywności doświadczeniem), utracony. Cudowny, magiczny, odczuwam bezkrytycznie ów pełen sprzeczności i cierpienia, ale euforyczny zachwyt dziecka, o żywy i obfity. Nasycający swą którym napisałam powyżej. obfitością i energią istniejącą w Specyficzna energia tego przyrodzie i w ludziach, w pięknie miasta (odczuwana przeze mnie ziemi, w historii i teraźniejszości nawet w największym rdzennego narodu Mapuche. styczniowym upale), sprawia że w Pisząc te słowa czuję się trochę jakiś czarodziejski sposób

wszystkie przeciwności, niedoskonałości, problemy stapiają się ze sobą, tworząc we mnie większe, szersze zrozumienie praw życia, a co za tym idzie silne odczuwanie szczególnej bliskości, uczucia jakbym znów wrociła do domu.

Baquedano i tres media lunas Jedno z moich szczególnych miejsc stacja metra Baquedano. Z pozoru zwyczajna - ogromna, pełna ludzi i ich zwykłych spraw. Pośpiechu, ścisku w godzinach szczytu, chaosu. A jednak....... Pewnego dnia, ok.13, jakoś tak niby przypadkiem, bez przekonania (bo przecież nie wypada jeść ciastek), w pośpiechu i po drodze kupiłam w zwykłej budce pakiecik - trzy media lunas (małe, gorące rogaliki w kształcie półksiężyca) i kawę. Za 900 pesos. Już sam zapach zapowiadał miłe doznania, ale to co poczułam po pierwszym kęsie przeszło moje przeczucia. 36


A m b a s a d a

Ciepło i słodycz, miękkość i delikatność, wręcz niespotykana wcześniej w ciastkach jakaś niewinna subtelność rozlewająca sie po całym ciele przywołały we mnie dawno zapomniane uczucie spokoju i pełni. Ogarnęło mnie niesamowite, głębokie, totalne i nowe rozumienie błogości.

Błogosławieństwa błogostanu! Tak jak w dzieciństwie, kiedy wiesz, że wszystko jest dobre i na swoim miejscu, a życie jest nieskrępowaną niczym grą, słodkim szczęściem w nieograniczonej przestrzeni zabawy i bezpieczeństwa. To uczucie, kiedy wiesz, że odnalazłaś… siebie, lub po prostu to, czego wciąż szukałaś i że znów współistniejesz w harmonii ze wszystkim w objęciach słodkiej, głebokiej tajemnicy. A to wszystko przez… trzy zwykłe ciasteczka!

Museo Nacional de Bellas Artes. El forces profundo Miejsce dla mnie niezwykłe. Piękne, spokojne, bliskie. W czasie mojego kwietniowego pobytu w Santiago przychodziłam tu wielokrotnie - koić ciało w jego chłodzie, a duszę w ciszy. W tej ciszy, pewnego razu, dotarło do mnie, że: "Wszystko kim jestem, czym jestem, Jest. W środku i na zewnątrz. W świecie i ludziach. Odbicie. Teraz - Przechodzenie Dojście. Przechodzenie. Dojście. El forces profundo."

-

Biżuteria kobiet Mapuche Dziś, kiedy spoglądam wstecz, wiem że do Chile przyciągnęła mnie magia biżuterii kobiet Mapuche. Niesamowita, tajemnicza wiedza i godność, spokój, duma, ale też ciepło i

R P

w

S a n t i a g o

"zrozumienie natury rzeczy" emanujące z tych pięknych twarzy kobiet, wsparte tą monumentalną biżuterią pociągnęło mnie w wgłąb ich świata. Wzbudziło pragnienie poznania mądrości zaklętej w kształtach tych ozdób. "Pociągnięcie" to było tak silne, że nadało kierunek moim artystycznym poszukiwaniom wokół percepcji piękna i jego znaczenia dla życia człowieka. Poszukiwaniom kulturowych form utrwalania idei piękna w tradycyjnej sztuce. Poszukiwania te przybrały formę interdyscyplinarnego projektu "Trzy krawędzie piękna", który realizuję z Dagmarą Wyskiel, Polką, artystką sztuk wizualnych, od 11 lat mieszkającą w Chile. WIdeo-art, projekty fotograficzne, wywiady z artystami sztuki tradycyjnej z narodu Mapuche to plon naszej dotychczasowej wspólnej pracy w styczniu 2013 r. (dom rezydencyjny Casa Poli w Villarica w Chile) i w kwietniu 2013 r. (Salinas Grandes w Argentynie). Planujemy kolejne sesje wspólnej pracy, najbliższą w styczniu 2014 w Polsce. Niesamowite, co może sprawić babskie zapatrzenie się w niewinną z pozoru "błyskotkę". Napisałam "niewinną", ale przecież przeczuwałam zapisaną w tych kształtach wiedzę całych pokoleń ludu Mapuche. Wiedzę o skomplikowanych mechanizmach "świata widzialnego i niewidzialnego", świata sił natury i naszej, ludzkiej historii odkrywania jej i współistnienia, połączenia z nią. Wiedzę, która w moim zachodnim świecie kobiety została odarta z realnych, głębszych treści (jakby ogłuszona, oślepiona i pozbawiona głosu, zdegradowana) 37


...do Chile przyciągnęła mnie magia biżuterii kobiet Mapuche. Niesamowita, tajemnicza wiedza i godność, spokój, duma, ale też ciepło i "zrozumienie natury rzeczy" emanujące z tych pięknych twarzy kobiet, wsparte tą monumentalną biżuterią pociągnęło mnie w wgłąb ich świata. Wzbudziło pragnienie poznania mądrości zaklętej w kształtach tych ozdób...

38


A m b a s a d a

i zastąpiona wartością kruszcu i pustym blaskiem diamentów, z których robione są abstrakcyjne kształty ozdób, które jakoby, mają wyrażać "istotę kobiecości, jej naturalny blask i piękno". W 2007 roku zobaczyłam po raz pierwszy na starym plakacie, ledwo trzymającym się ściany sklepiku z biżuterią w Centro de Artesanias Santa Lucia dwie starsze kobiety Mapuche "ubrane", bo inaczej nie da się tego nazwać, w tę monumentalną biżuterię. Wtedy poczułam budzące się we mnie echo matrylinearnej mądrości. Odradzające się intensywne odczucie tajemnej więzi ze wszystkimi kobietami i światem wspólnotowym w ogóle! Ta biżuteria, z niezwykłym wyczuciem estetyki, prezentowana na tle czarnych, odświętnych, dostojnych sukien nie tylko lśniła blaskiem i pięknem srebra, ale też eksponowała jakąś szczególna "moc wojowniczki", świadomie przystrajającej się w te konkretne kształty ozdób, a zarazem jakby ochronnych "tarcz, chełmów, napierśników" świadomie chroniących tę moc. Wcale nie była, w naszym, zachodnim rozumieniu, "kobieca" - czyli subtelna, delikatna, mająca podkreslać kulturowo przypisaną kobiecie słabość i uległość. Wręcz przeciwnie, emanowała z niej siła, ale przede wszystkim treść symboli. Cała kosmologia Mapuche w niej zawarta, gdzie każda forma jest z jednej strony materializacją wiedzy o działaniu fundamentalnych, archetypowych sił natury, a z drugiej reprezentacją konceptu połączenia człowieka z owymi siłami i świadomości jedności wynikającej

R P

w

S a n t i a g o

z tego połączenia. Hipnotycznie wszystkim artystom narodu działające na mnie piękno tej Mapuche, których kunszt widoczny biżuterii zaprowadziło mnie także w ich pracach znów postawił do świętych, archetypowych przede mną podstawowe pytania przestrzeni wewnętrznego świata "Kim jestem?”, „Co sprawia, że kobiety. Unaoczniło działania i żyję?”, „Co pobudza moje serce?”, znaczenie kobiety w roli Machi „Co jest moim pięknem?”, „Jak duchowego przewodnika w łączę się z tajemnicą?". społeczeństwie Mapuche, jej Dziękuję, Gracias a la vida. fundamentalną rolę w kultywowaniu wiedzy medycznej. W Santiago co rano, budzę Pozwoliło poczuć głeboki sens sie do światła "bycia kobietą" i szacunek dla szczególnej wiedzy z tego sensu W styczniu 2013 roku każdego płynącej. ranka, kiedy budziłam sie w Ta wyjatkowa biżuteria Santiago, cudowne słońce dawało pozwala także uzmysłowić sobie, radosny, jednoznaczny znak, że na powrót, niesamowite znaczenie znów będzie jasny, gorący, i konieczność przekazywania oszałamiający swoimi głebokich kulturowych treści i możliwościami dzień. Dla "białasa wciąż rozwijającej się świadomości w środku rodzimej zimy" (w Polsce człowieka z pokolenia na styczeń tego roku pokolenie i był mrożny; pełen uwypukla jeszcze ...Ta wyjatkowa śniegu i ciemności) jedną, niezwykle w nie mogło być biżuteria pozwala tym kontekście większej radości niż także uzmysłowić ważną, właśnie tę taka obietnica, taki komunikacyjną sobie... podarunek blasku i funkcję tej biżuteri. otwartego niesamowite Komunikacyjną i zaproszenia do znaczenie i łączącą. Wszak to życia. "ona" zaprowadziła konieczność Kiedy wróciłam mnie też do do Chile w kwietniu przekazywania niezwykłych ludzi. (11 kwietnia głebokich Wspaniałych obchodziłam moje artystów różnych kulturowych treści i pierwsze "chilijskie" tradycyjnych sztuk, urodziny wciąż rozwijającej ale przede celebrowane z się świadomości wszystkim przyjaciółmi artystów życia. człowieka z wspaniałą ucztą Wszystko, czym tu wyprawioną mi pokolenia na się dzielę wiem od przez przyjaciela w pokolenie... nich. Maria jego patio) Teresa, Pia, codzienna obecność Carmen, Luis, prażącego słońca nie była już taka Marcos, Edgar z serdecznością oczywista. Tak więc każdego ranka podzielili się ze mną sobą i swoją pędziłam do okna sprawdzić, co wiedzą. Bardzo, bardzo Wam też widać na niebie? Łaskawe dziękuję. Dziękuję też tym 39


słońce czy lekko zamglone, będzie cieszyć się kolejnym dostojne ponad górami niebo? cudownym dniem, z jego 30 kwietnia, we wtorek, rano ze nieograniczonymi możliwościami, snu wyrwało mnie gwałtowne i też bez względu na to, czy będzie on jednoznaczne jakieś dziwne, słoneczny, czy deszczowy. Że każdy nieznane mi odczucie. Jakby coś dzień jest wielkim darem, a nie brutalnie pierwotnego działo się ze byle jaką „zwyczajną światem. Moje ciało, w dziwny oczywistością”. sposób "przelewało się" w łóżku z prawa na lewo i pozbawione Museo de la Memoria y los zwykłego odczucia grawitacji Derechos Humanos zapadało sie do środka ziemi, jakbym nagle znalazła się w W styczniu 2013 na placu Pamięci samym jej centrum. Do tego przy Muzeum Pamięci i Praw wszystkiego "dołączono" Człowieka w ramach XX edycji monstrualne, głębokie mruczenie. festiwalu teatralnego Santiago a Dziwne, niskie wibracje, które Mil grałam z Teatrem Ósmego Dnia potęgowały jeszcze moje poczucie z Poznania plenerowy spektakl pt. zagubienia i kompletnego "Czas Matek". Spektakl o niezrozumienia istniejącej sytuacji. potwornej machinie wszelkich Na szczęście trwało to krótko, dyktatur, o (choć powtórzyło strasznej ludzkiej sie trzy razy). A ...straszna wiedza o umiejętności zanim mój umysł, w mordowania swoich czasach dyktatury tym braci i o jaka z niego błogosławionym przerażającej półśnie poranka, emanowała radości ze zrozumiał, że to sprawiania im spowodowała, że było trzęsięnie cierpienia. O poczuliśmy się ziemi, skończyło się trwających wojnach owo buczenie i zawstydzeni tym, że i wybuchających drganie a ja, już wciąż nowych, o ośmieliliśmy się teraz porządnie matkach zrobić spektakl o obudzona, leżałam zmuszanych do dalej, w napięciu doświadczeniu wysyłania swoich czekając, czy będzie synów i córek na CZŁOWIEKA, które "jeszcze" i wojenną rzeź! na pewno przerasta Spektakl, którego zastanawiając się gdzie leży mój każdą "artystyczną" granie w Chile, w paszport, co jeszcze tym miejscu było wyobraźnię... zdążę zabrać i czy w dla mnie ogóle mam przeżyciem uciekać? Nawet nie zdążyłam się szczególnym. Budzącym nową wystraszyć! wrażliwość i zrozumienie Kiedy po jakimś czasie ziemia konieczności budowania wciąż od naprawdę się uspokoiła zdałam nowa świata bez przemocy. I moją sobie sprawę z tego, że tu, w Chile za to odpowiedzialność. wcale nie jest tak bardzo oczywiste Po drugim, czy trzecim to, że każdego poranka dane mi spektaklu podszedł do nas starszy

mężczyzna, całkiem siwiutki, kruchy i spokojny. Właściwie to podprowadziła go kobieta, pewnie żona. Z trudem wypowiedział, a raczej wyłkał strzępy słów podziękowania za spektakl. Za to, że go zrobiliśmy dla uczczenia pamięci tych wszystkich ludzi, którzy nie przeżyli aktów bratobójczej przemocy, "zniknęli" tu, w Chile, zostali przemocą adoptowani "ku czci" różnych panujących dyktatur. Strzępy słów o tym, że on doskonale rozumie to przedstawienie, bo sam przez to wszystko przeszedł... Szloch bólu pamięci tamtych chwil w jego życiu nie pozwalał mu powiedzieć więcej. Powtarzał tylko w kółko te pare słów.... A my, w naszych wielkich, mokrych, spektaklowych kostiumach-sukniach tuliliśmy się do niego i do siebie, bo ogrom bólu tkwiący w tym człowieku sprawił, że słowa zamarły nam w ustach. A straszna wiedza o czasach dyktatury jaka z niego emanowała spowodowała, że poczuliśmy się zawstydzeni tym, że ośmieliliśmy się zrobić spektakl o doświadczeniu CZŁOWIEKA, które na pewno przerasta każdą "artystyczną" wyobraźnię. Staliśmy wzruszeni i płakaliśmy wszyscy, bo tylko to mogliśmy robić. Ta chwila zresztą nie trwała długo. Ten skromny człowiek tak cicho jak podszedł do nas, tak samo cicho się oddalił, przepraszając nas jeszcze za to, że nie jest w stanie dłużej z nami rozmawiać. A ja dopiero teraz tak naprawdę i na nowo, z głębi jego doświadczenia, zrozumałam, jak ważny dla świata i innych ludzi jest każdy człowiek, każde życie, każdy los. I pamięć o nim, pamięć z serca 40


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

i zrozumienia.Wciąż metaforycznie stojąc na Placu Pamięci chciałabym wszystkim ludziom dotkniętym przemocą innych ludzi , ofiarować fragment wiersza argentyńskiej pisarki Marii Eleny Walsh pt."Como la cigarra" : Śpiewam słońcu jak cykada po roku spędzonym pod ziemią Jak człowiek, który ocalał I powraca z wojny. Tyle razy mnie zabijano, Tak wiele razy umierałam, A jednak odradzam się I jestem tutaj. Tak wiele razy zostałąm zabita, Tyle razy powstaniesz Ile przeżyjesz nocy W rozpaczy W godzinie klęski I w godzinie ciemności Ktoś cię ocali By nadal móc śpiewać Spiewać słońcu jak cykada Po roku spędzonym pod ziemią Jak człowiek, który ocalał I powraca z wojny. (tłum.i konsultacja merytoryczna Ita Wachowska).

Spotkanie z Baltasarem Garzónem "Szesnastego października popołudniu, wszystkie agencje prasowe i stacje telewizyjne na świecie przerwały programy, żeby nadać sensacyjną wiadomość: były prezydent Chile i dożywotni senator Augusto Pinochet został zatrzymany w londyńskiej klinice, gdzie kilka dni wcześniej

przechodził operację kręgosłupa. Pinocheta zatrzymano na wniosek hiszpańskiego sędziego Baltasara Garzóna, który oskarżył byłego dyktatora o zbrodnie przeciwko ludzkości." To cytat ze znakomitej książki Artura Domosławskiego pt. "Gorączka latynoamerykańska", do czytania której powróciłam po styczniowym pobycie w Chile. Bardzo polecam. Spotkałam Pana Baltasara Garzóna na Placu Pamięci przy Museo de la Memoria y los Derechos Humanos. Podczas któregoś z kolejnych dni montażu "Czasu Matek" (spektaklu plenerowego Teatru Ósmego Dnia) nagle, koło naszej scenografii pojawiły sie wozy transmisyjne różnych stacji telewizyjnych i nastąpił ten szczególny ruch i zamieszanie,

które zwykle towarzyszą ważnym wydarzeniom. I cóż sie okazało? Oto do muzeum przybył Baltasar Garzón. Zatrzymał się przy nas na chwilę, porozmawiał i zgodził się na wspólne zdjęcie. To było moje małe spotkanie z ważną Historią.

Halina Chmielarz, aktorka, trzykrotnie odwiedziła Chile. Występowała razem z Teatrem Ósmego Dnia na festiwalu teatralnym Santiago a Mil. Wspólnie z Dagmarą Wyskiel, polska artystką z Antogfagasty, realizuje projekt interdyscyplinarny “Trzy krawędzie piękna”.

41


Kruche, drożdżowe, z jabłek Szarlotka jest jak dobre wino, im dłużej stoi tym jest smaczniejsza! uważa Maja Mrozowska, założycielka serwisu La Sharlotka, w ramach którego piecze i dostarcza domowy jabłecznik w Santiago.

O

d dzieciństwa jadałam wyśmienite szarlotki mojej mamy, która wyspecjalizowała się w ich pieczeniu. Kiedy przyjechałam do Chile pomyślałam, że szarlotka, może się świetnie wkomponować w tutejszą kuchnię. Sama nazwa „La Sharlotka” brzmi tu egzotycznie i na pewno może przykuć uwagę nie tylko polskich emigrantów, ale również samych Chilijczyków. Kilka lat temu ogarnęła mnie pasja gotowania. Podczas mojego pobytu w Hiszpanii, przyrządzałam szarlotki dla hiszpańskich znajomych, którzy byli nimi zachwyceni. Stąd pomysł aby próbować zrobić z tym coś jeszcze. Nie ukrywam, że kolejnym powodem była chęć promowania polskiej kultury w Chile. Myślę że ¨La Sharlotka¨ to rodzaj ekspresji mojej więzi z Polską. To proste ciasto to pretekst, dzięki któremu zbliżam się do ludzi, a oni do mnie i do mojego kraju. Myślę, że staje się to ważne dla wielu osób którzy żyją na emigracji, którzy szukają i odnajdują w sobie polskość. Pierwsze zamówienie złożyli właściciele jednej z kawiarni w dzielnicy Lastaria, gdzie koncentruje się życie towarzyskie Santiago. Byli zachwyceni faktem, że robię ciasto z serii „organic”. To koncept, który jest mało znany w Chile. Reakcja była jednak bardzo pozytywna i w rezultacie zamówienie złożyli właściciele kilku innych kawiarenek w Lastarii.

Ludzie do mnie dzwonią (+56 981550416), piszą mejle lasharlotka@gmail.com albo kontaktują się na Facebooku, wpisując po prostu La Sharlotka. Można wybierać pomiędzy dwiema wersjami szarlotki: organiczną i klasyczną. Klasyczna jest robiona z normalnej mąki z cukrem, a organiczna, zdrowsza, zamiast cukru ze stevią i zamiast białej mąki z mąką razową. Wersja organiczna cieszy się popularnością wśród młodych kobiet, które dbają o linię, wśród matek z dziećmi i alergików. Szarlotka to oczywiście mój numer jeden, ale generalnie robię też inne rzeczy, kruche ciastka i ciasto drożdżowe, których przepisy zawdzięczam babci. Mam 25 lat, ukończyłam XXII Liceum im. José Martí w

Warszawie. Najsilniej czuję się związana z warszawskim Żoliborzem, gdzie spędziłam dzieciństwo i ostatnie lata studiów. W 2007 r. podjęłam studia filologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Ostatecznie skończyłam iberystykę w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. W Chile znalazłam się trochę przypadkowo. Zawsze myślałam o wyjeździe na kilka lat do Ameryki Południowej. Ostatecznie impulsem do wyjazdu stał się mój narzeczony. Bruno jest Portugalczykiem. W dobie kryzysu w Europie postanowił wyjechać do Chile, gdzie udało mu się znaleźć lepszą pracę. A ja piekę teraz szarlotki w Santiago. Tekst i zdjęcia Joanna Swinarska 42


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

Pies Bolszewik K

undel z dzielnicy La Florida, który należy do ks. Zygmunta Miareckiego, werbisty. Od trzech lat pilnuje domu rekolekcyjnego, położonego w południowowschodniej części Santiago. Do ojca Zygmunta trafił przez internet ze schroniska dla bezdomnych psów. - Był bardzo niedożywiony i nieufny. Z czasem jednak dogadaliśmy się. Oczywiście po polsku. - śmieje się o. Miarecki. Bolszewik jest dziś bardzo zadowolony z życia. Często się uśmiecha, dużo biega, uwielbia gonić za kotem i królikami. Dlaczego tak się właśnie wabi? - Jest strasznym psotnikiem. Kiedy znowu coś zbroił, krzyczałem na niego „Ty, ty, ty, bolszewiku ty”. To fraza z jakiegoś przedwojennego filmu z Adolfem Dymszą w roli głównej, którego tytułu już nie pamiętam. I tak już zostało. wspomina ks. Zygmunt. Ks. Zygmunt Miarecki, pracuje w Chile od 1985 r. Trzy lata temu przyjechał do Santiago. Wcześniej pracował na południu kraju, m.in. w okolicach Osorno. Na tej stronie pokazujemy ulubieńców chilijskiej Polonii. W poprzednich wydaniach biuletynu zaprezentowaliśmy sylwetki psa Charliego, należącego Raula NałęczMałachowskiego oraz królicy Querubiny, która znalazła się w Santiago dzięki wnuczce Ewy Odachowskiej.

43


44


A m b a s a d a

R P

w

S a n t i a g o

Siedzą muchy w zupie, Śmieją się jak głupie… … Jedna nogą chlapie. Czeka kto ją złapie! Enki-penki, Raz… dwa… trzy… Łapać muchę będziesz TY! Tej i innych wyliczanek Natalii Usenko można nauczyć się wypożyczając nowe książki, o które wzbogaciła się biblioteka Ambasady RP w Chile. Dla najmłodszych proponujemy: Wanda Chotomska dzieciom (audiobook) Miś Uszatek (audiobook) Jedno oko na Maroko Tomasz Kwaśniewski, Anna Bedyńska Wyliczanki Natalia Usenko Przygody kota Filemona Marek Nejman, Sławomir Grabowski Tuwimowo Paweł Beręsewicz, Marcin Brykczyński, Izabella Klebańska i inni Dobre maniery czyli savoir-vivre dla dzieci Joanna Krzyżanek Wiersze dla dzieci Julian Tuwim Pompon w rodzinie Fisiów Joanna Olech

Poza tym dużo książek dla dorosłych, w tym nowości m.in. kontrowersyjny „Kronos”, intymny dziennik Witolda Gombrowicza. Aby wypożyczyć wystarczy napisać na adres email Ambasady RP w Chile: santiagodechile.amb.sekretariat@msz.gov.pl. Zapraszamy! Zwracamy się również z apelem do rodziców o przekazywanie książek dla dzieci do biblioteki Ambasady RP w Chile. Jeżeli dzieci już jakieś książki już przeczytały, zdążyły się nimi znudzić albo po prostu z nich wyrosnąć, prosimy o kontakt e-mail jacek.piatkowski@msz.gov.pl

45


46


Zofia Kamila Krzemińska, fotograf, poetka, tłumaczka. W Santiago mieszka i pracuje od 2003 r. W swojej twórczości łączy często poezję ze fotografią . Praca pochodzi z albumu „Photoetry I With a wink” wydanego w 2012 r. w amerykańskim wydawnictwie Blurp Inc. 47


Biuletyn Ambasady RP w Chile nr 13