Issuu on Google+

Noworoczna promocja OOO&KL9JO9Q&KR;R=;AF=C&HD

Radny PO Paweł Szycko składa mandat

REKLAMA

Paweł Szycko: Aby być w zgodzie z prawem, muszę tak postąpić.

KASACJA POJAZDĂ“W Zezwolenienie Wojewody Zachodniopomorskiego nr 4

$OBINO  7AÄ&#x;CZ TEL KOM

REKLAMA

@ > - : ? < ; > @  3 > -@ 5 ?  < ĹŁ - / 5 9 E  F -  < ; 6 - F 0 E


Na wstępie

Sprawa wygaśnięcia mandatu przewodniczącego Rady Miasta Mirosława Wacławskiego - ciąg dalszy

Aby tylko nie utracić zaufania

Wojewoda nie ustępuje

W tym tygodniu, za przyczyną TV Zachód, która na adres przewodniczącego Rady Miasta skierowała tzw. wezwanie do usunięcia naruszenia prawa, znowu stało się głośno o wstydliwej, zarówno dla Rady Miasta, jak również i Rady Powiatu, sprawie usunięcia dziennikarzy z posiedzeń Komisji Ochrony Środowiska. O tym pisaliśmy we wrześniu ubiegłego roku. To właśnie wtedy przewodniczący komisji zawyrokował, że obecność dziennikarzy „nie sprzyja merytorycznej dyskusji”, zaś jakiś czas potem - jak za panią matką - to samo zrobiono w powiecie. Tam posłużono się nieco innym argumentem. Otóż ubzdurano sobie, że dziennikarze zagrażają „swobodzie pracy”. Mówiąc wprost, i tu i tam chodziło o utajnienie obrad przed opinią publiczną. W tych dniach żenująca dla obu samorządów sprawa wróciła. Czy sama obecność dziennikarza z kamerą podczas posiedzenia komisji Rady Miasta może mieć „konfrontacyjny charakter”? Otóż zdaniem przewodniczącego komisji Ochrony Środowiska - tak! Idąc dalej tokiem myślenia pana radnego, już sama obecność takiego osobnika wyposażonego w urządzenie do zapisywania obrazu lub dźwięku może mieć negatywny wpływ na postawę radnych i co za tym idzie nie będzie sprzyjała „merytorycznej dyskusji”. Wprawdzie dokładnie nie sprecyzowano, czym owa dyskusja merytoryczna, bądź niemerytoryczna miałaby się objawiać, wiadomo tylko jedno. Chodzi o nieupublicznianie tego, o czym radzą sowicie opłacani przez podatników wybrańcy ludu głosującego. I nie ma tu najmniejszego znaczenia to, że zgodnie z Konstytucją RP działalność organów gminy jest jawna, a obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji z zakresu wykonywania przez radnych zadań publicznych. W ostatnim czasie jesteśmy zatem świadkami nieznanego w przeszło dwudziestoletnim istnieniu samorządów zjawiska - prób wynaturzenia demokracji. Jest to o tyle niebezpieczne, że tego rodzaju aberracji, dotyczącej życia społecznego, próbuje się przypiąć etykietę najwyższej cnoty. Czyżby zwolennicy „modyfikowanej demokracji” wychodzili z założenia, że pospólstwu rzetelna i szczegółowa informacja jest zbyteczna, bo może opacznie ją pojąć? Może w takich przypadkach wystarczy wydać urzędowy, a więc powszechnie zrozumiały komunikat. Tak więc, zgodnie z tą teorią pojmowania demokracji, dowiedzieliśmy się, że już sama obecność dziennikarza ma charakter konfrontacyjny, by nie powiedzieć napastliwy, zaczepny, a może i konfliktowy. I żeby była jasność, dotyczy to posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów. I na nic wyroki sądowe w podobnych sprawach. W Szczecinku obowiązuje zasada: Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Wróciło stare? Raczej nie. Jesteśmy jedynie świadkami narodzin nowej jakości życia publicznego, w myśl której wpuszczają wprawdzie bez krawatów, ale za to bez twarzy, a wstyd i przyzwoitość są pojęciami nieznanymi. Mało tego. Po wystosowaniu przez TV Zachód skargi, przywołany przez przewodniczącego Rady Miasta radny - szef komisji, ujawnił na piśmie niecne knowania tejże telewizji. Jego zdaniem, skarga zawiera kłamstwa mające na celu dyskredytację jego osoby. Ponadto Jego Osoba stwierdza z powagą godną prokuratora, że zarówno filmik pochodzący z tegoż posiedzenia krążący na YouTube, jak i nagrana na nim jego wypowiedź, jest niezgodna z tym... co powiedział. Po prostu jest niezgodna i już. Ba, mało tego, została nawet zmanipulowana. A tak w ogóle, to ten kto to nagrał, a następnie udostępnił w Internecie, powinien zdaniem Osoby... być ścigany prawem. Rzekłem! Manipulacja, oszczerstwo, konfrontacja i dyskredytacja - ileż mocnych słów, godnych najwyższego autorytetu. Zatem wyrok został wydany. A może jego autor też przejdzie do historycznych annałów, podobnie jak jego odległy pierwowzór? Tyle, że tamten mimo równie wielkiego niczym balon ego, poczuł jednak lekki dyskomfort, czego dowodem było umycie rąk. Przyznajmy, miał wiele do stracenia: mieszkanie służbowe w formie pałacu i sort mundurowy - tunikę z purpurowym rąbkiem, oznaką władzy. Chyba pominąłem najważniejsze, nie utracił zaufania imperatora. Czy w jakimkolwiek punkcie ma to odniesienie do naszej, lokalnej współczesności? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Jerzy Gasiul

Jak już informowaliśmy, na początku stycznia br. Rada Miasta Szczecinka, mimo wezwania Wojewody Zachodniopomorskiego Marcina Zydorowicza, odmówiła stwierdzenia wygaśnięcia mandatu radnego Mirosława Wacławskiego. Przypomnijmy: Wojewoda Zachodniopomorski uzasadniał swoje wezwanie faktem, że Mirosław Wacławski, będąc pełnomocnikiem procesowym Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej Towarzystwa Budownictwa Społecznego w Szczecinku i reprezentując w/w spółkę w postępowaniach sądowych, naruszył ustawowy zakaz łączenia mandatu radnego z byciem pełnomocnikiem w prowadzeniu działalności przez w/w spółkę. Rada Miasta powiedziała „nie”. Co dalej w tej kwestii? O to zapytaliśmy w Centrum Prasowym Woje-

wody w Szczecinie. - Zgodnie z art. 98 ust. 2 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym w razie bezskutecznego upływu terminu na podjęcie przez radę gminy uchwały w sprawie wygaśnięcia mandatu radnego (30 dni od dnia otrzymania wezwania wojewody do podjęcia uchwały w tym przedmiocie), wojewoda, po powiadomieniu ministra właściwego do spraw administracji publicznej, wydaje zarządzenie zastępcze mówi Witold Piasecki z CPW. - Mając na względzie treść przywołanego unormowania we wtorek, 31 stycznia zostało skierowane do Ministra Administracji i Cyfryzacji Michała Boniewo pismo informujące o konieczności wydania przez Wojewodę Zachodniopomorskiego zarządzenia zastępczego stwierdzającego wygaśnię-

Mirosław Wacławski cie mandatu pana Mirosława Wacławskiego, radnego Rady Miejskiej w Szczecinku. (sw)

Nie zamierza łamać prawa

Radny Paweł Szycko składa mandat Jak się dowiedzieliśmy, podczas najbliższej poniedziałkowej (6.02) sesji Rady Miasta przewodniczący Klubu PO Paweł Szycko zrezygnuje z mandatu radnego. - Tak, to prawda - mówi Paweł Szycko. - Powód jest prosty. Firma, którą zarządzam, świadczy usługi z zakresu medycyny szkolnej w pomieszczeniach szkół. A szkoły, jak wiadomo, są własnością miasta. Wydarzenia ostatnich tygodni, związane z kwestią ważności mandatu przewodniczącego RM Mirosława Wacławskiego, poddały w wątpliwość, czy aby na pewno nie ma żadnych barier, abym mógł sprawować mandat. To ja zauważyłem, że nie mo-

gę być dalej radnym. Po konsultacji z prawnikami, podjąłem taką, a nie inną decyzję. Nasz rozmówca przekonuje, że jest to decyzja ostateczna. - Nie mogę być radnym, ponieważ takie jest prawo - dodaje. - Jeśli przyczyni się ono do tego, że Polska znajdzie się na jednym z pierwszych miejsc pod względem zwalczania korupcji, to jest to dobry powód, by tak postąpić. Nikt wcześniej nie zwrócił uwagi, że nie mogę być radnym. Aby być w zgodzie z prawem, muszę zrezygnować z mandatu. Warto dodać, że w przypadku zrzeczenia się mandatu radne-

Paweł Szycko go przez Pawła Szycko jego miejsce w radzie zajmie Anna Szymecka, prezes Stowarzyszenia Onkologia Szczecinecka, która w wyborach samorządowych zdobyła 132 głosy. (sz)

REKLAMA

Maciej Gaca:


REKLAMA


W ubiegłym tygodniu funkcjonariusze Straży Miejskiej podjęli 67 interwencji, podczas których wylegitymowali 110 osób. - Dziewięciu sprawców różnego rodzaju wykroczeń zostało ukaranych mandatami, z kolej wobec dwóch osób sporządzimy wnioski do Sądu Rejonowego o ukaranie - mówi Grzegorz Grondys, komendant SM. - Kontynuujemy też kontrole kotłowni, ze szczególnym uwzględnieniem substancji spalanych w piecach. *** Były ferie, małolaty się nudziły i narobiły trochę szkód. Nowy napis wykonany sprayem wyznający uczucie do koleżanki pojawił się m.in. na ścianach wieży Bismarcka i drewnianej wiaty przy pomoście. Trzech sprawców zostało zatrzymanych przy ul. Piłsudskiego. Przyznali się, pokazali też strażnikom, gdzie wyrzucili pusty pojemnik po farbie. Dwaj z nich to uczniowie szkoły podstawowej, a trzeci jest uczniem gimnazjum. Cała trójka została przekazana rodzicom. *** Przed północą (25.01) mieszany patrol strażnika miejskiego i policjanta, zatrzymał rowerzystę, który ulicę 28 Lutego pokonywał bez oświetlenia. Jak się okazało, mężczyzna znajdował się pod wpływem alkoholu. *** W piątek (27.01) około godz. 15 strażnicy miejscy na wspólnym patrolu z funkcjonariuszami Straży Ochrony Kolei z Posterunku w Szczecinku, w okolicy dworca PKP zatrzymali dwóch mężczyzn. Po skontrolowaniu zawartości wózka, który mężczyźni ciągnęli, funkcjonariusze znaleźli tam metalowe elementy, m.in. części z drezyny kolejowej i drut zbrojeniowy. Złomiarze zostali przekazani policji. (sw)

Strażacki tydzień W minionym tygodniu szczecineccy strażacy podjęli interwencję przy 12 zdarzeniach. *** W sobotę, 28 stycznia w mieszkaniu przy ul. Ordona na gazie spłonął... garnek z kolacją. Zadymienie pomieszczeń było tak duże, że zaniepokojeni mieszkańcy wezwali straż pożarną. Skończyło się na przewietrzeniu pomieszczeń. *** Strażacy gasili też dwa pożary sadzy w kominach. Oba zdarzenia miały miejsce w Szczecinku. Pierwsze przy ul. Koszalińskiej, drugie przy ul. Artyleryjskiej. Na szczęście ogień nie zdążył wydostać się na zewnątrz. *** Odnotowaliśmy też kilka przypadków monitorowania powietrza na zawartość tlenku węgla - mówi st. kpt. Jerzy Szeligowski, zastępca Komendanta Powiatowego PSP w Szczecinku. - Niebezpiecznie było w mieszkaniu przy ul. Wyszyńskiego w Szczecinku. Dwie osoby - kobieta i 3-letnie dziecko podtruły się czadem. Obie zostały zabrane na obserwację do szczecineckiego szpitala. Nasze działania były rutynowe polegały na pomiarach stężenia czadu i przewietrzeniu pomieszczeń. *** Strażacy pomagali też policjantom w otwarciu mieszkania w Barwicach i ratowali przymarzniętego do lodu łabędzia. Akcja miała miejsce na jeziorze Trzesiecko. - Wyczulam Państwa przed wchodzeniem na lód. Mimo niskich temperatur powietrza, w niektórych miejscach pokrywa lodowa jest cienka. Szczególną uwagę należy zwrócić na dzieci. O tragedię nietrudno. (sw)

POD PARAGRAFEM

*** W poniedziałek (30.01) na drodze krajowej nr 11 przed skrzyżowaniem z drogą do Dalęcina (jadąc w kierunku Szczecinka) doszło do wypadku. Zderzyły się tam dwa samochody - osobowy volkswagen i ciężarowa scania. Na szczęście dla kierowców, skończyło się na strachu. „Ucierpiały” za to samochody. Droga była częściowo zablokowana, ruch odbywał się wahadłowo. *** Niebezpiecznie było też na drodze pomiędzy m. Stępień i Drężno. Kobieta kierująca samochodem renault 19 wystraszyła się zderzenia z przebiegającą przed drogę sarną, gwałtownie skręciła, straciła panowanie nad kierownicą i uderzyła w przydrożne drzewo. - Kobieta doznała złamania kości piszczelowej nogi i stawu skokowego. Została przewieziona do szpitala w Szczecinku - mówi mł. asp. Monika Wojnowska, rzecznik prasowy Komendanta Powiatowego Policji. *** 35-letni mieszkaniec Szczecinka ograbił garaż. Z pomieszczenia wyniósł części metalowe i narzędzia. Wszystko o wartości 6,5 tys. zł. Łup sprzedał w punkcie skupu złomu. *** Trzech sprawców, w tym jeden nieletni, okradło sklep w Białym Borze. Ich łupem padł alkohol, papierosy i słodycze. Właściciel wycenił szkodę na 2 tys. zł. *** Damsko - męska spółka złomiarzy. 47-letnia kobieta i 56-letni mężczyzna, oboje mieszkańcy Szczecinka, ukradli sześć sztuk metalowych kratek wycieraczkowych. Łup upłynnili w punkcie skupu złomu. *** Do podobnych zdarzeń może dochodzić coraz częściej. Wszystko przez szalejące ceny paliwa. Nic zatem dziwnego, że rabusie zaczynają zaglądać na stacje paliw. Również nad Trzesieckiem. - W sobotę, 28 stycznia pod dystrybutor zlokalizowany na jednej ze stacji paliw w Szczecinku podjechał samochód. Kierowca zatankował 65 litrów oleju napędowego i... odjechał - mówi asp. Wojnowska. Poszkodowany nafciarz wycenił

*** W poniedziałek (30.01) na drodze krajowej nr 11 przed skrzyżowaniem z drogą do Dalęcina (jadąc w kierunku Szczecinka) doszło do wypadku. Zderzyły się tam dwa samochody - osobowy volkswagen i ciężarowa scania. Na szczęście dla kierowców, skończyło się na strachu. „Ucierpiały” za to samochody. Droga była częściowo zablokowana, ruch odbywał się wahadłowo. swoją stratę na 350 złotych. Zmotoryzowany rabuś jest poszukiwany przez policję. *** Hordom rodzimych wandali w ich niszczycielskim dziele nie opiera się już praktycznie nic. Ostatnio zniszczyli nawet urządzenia do ćwiczeń siłowych w parku nad jeziorem! O sprawie zaalarmował nas Urząd Miasta. - Niestety, część elementów ścieżki edukacyjno-przyrodniczej i jedno z urządzeń siłowni na wolnym powietrzu w parku miejskim,

pomiędzy ulicami Jasną i Lelewela, dopadli wandale. W przypadku ścieżki ekologicznej - zniszczono nadruki na tablicach edukacyjnych, jak również wiele pozostałych elementów, widoczne są także ślady po próbie podpalenia wiaty. Jeśli chodzi o siłownię, to uszkodzono tzw. twister. Pozostaje po raz kolejny zaapelować mi do mieszkańców o zwracanie uwagi na przypadki wandalizmu i zgłaszanie ich na policję lub straż miejską - mówi Konrad Czaczyk, rzecznik prasowy ratusza (sw)

Roboty zgodnie z harmonogramem

Nowa komenda

foto:sw

Tydzień straży miejskiej

Fundamenty już są Trwa budowa nowej siedziby dla szczecineckich policjantów. Budynek komendy powiatowej zostanie zlokalizowany przy ul. Polnej, na terenie byłych koszar jednostek szczecineckiej dywizji. Jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie, nasi policjanci będą się mogli tam przenieść w połowie 2013 roku. Jak się dowiedzieliśmy w Starostwie Powiatowym, inwestycja jest realizowana zgodnie z planem. Pracownicy warszawskiej firmy „Skanska”, realizującej inwestycję, wylali już ławy fundamentowe pod cały kompleks. Rozprowadzili też kanalizację sanitarną i wodociągową. Wykonana została również kanalizacja deszczowa. Obecnie przygotowywany jest teren pod budo-

wę garaży. - Według harmonogramu przedłożonego przez wykonawcę, zakończenie inwestycji powinno zostać sfinalizowane w pierwszym kwartale 2013 roku, z kolei rozliczenie finansowe w 2014 roku. Uroczyste przekazanie nowej siedziby szczecineckim policjantom planuje się podczas ich święta, czyli 25 lipca - mówi Edyta Wieleba-Matyśniak, rzecznik prasowy starosty szczecineckiego. W tym roku Komenda Główna Policji i Starostwo Powiatowe w Szczecinku przeznaczą na policyjną inwestycję 5,6 mln zł. Łączny koszt budowy komendy zamknie się kwotą ponad 13 mln zł. (sw)


REKLAMA

REKLAMA


O mamuńciu, znowu protesty! Zenek ma głos No i znowu się ci u nas porobiło mało sympatycznie. A wszystko przez cztery literki, które tworzą magiczne dla mnie słowo ACTA. W dużych miastach młodzież tłumnie wyległa na ulice. Na twarzach maski, a w dłoniach drzewce, a na nich różniste napisy, niezbyt pochlebne dla rządzących, których treści nie będę przytaczał, co by po sądach nie być ciąganym. Mówiąc krótko, protestują i są ich tysiące i twierdzą, że racja jest po ich stronie i tego całego ACTA nie chcą. A te co rządzą twierdzą, że ACTA jest wporzo i że konsultacje społeczne były. I pewnie były skoro jeden z czołowych polityków PO protestujących nazwał debilami, a i o chuliganach też od kogoś coś tam słysza-

łem. No i bądź tu człowieku mądry i wiersze pisz! Tym bardziej, że dla mnie ten cały Internet to wiedza tajemna i czarami na kilometr od niego zalatuje. No nie powiem, korzystam z niego, ale jak mam cóś na klawiaturze wdusić, to wciąż ciarków dostaje, bo zawsze cóś spieprzę. Łostatnio na ten przykład e-mejla napisałem do kolegi z zapytaniem kiedy się spotkamy i klik, klik i wysłałem. Po chwili otrzymałem odpowiedź, a w niej zapytanie od odbiorcy, dlaczego przysłałeś mi swoją fakturę za kablówkę? A że wiem tyle w tym temacie, że nie wiem nic, a listy najlepiej mi wychodzą jak je piszę piórem na papierze, to milknę, a do protestu młodych się nie przyłączę, bo głąba bym musiał rżnąć, jak wielu z tych co gadajom na łokrągło o tym ACTA niekoniecznie chyba wiedząc co i o czym mówią. No ale to niestety nie koniec. No bo dalej jest u nas mało sympatycznie, bo protestują kierowcy, którym nie podobajom się ceny paliwa do ich czterech kółek. No i wykombinowali, że będą za-

Made in China Magdalena Szkudlarek -Szarkowska To, jak twierdzą niektórzy, trzy najbardziej popularne słowa na świecie. Ostatnio sporym, jeśli nie ogromnym, zainteresowaniem cieszą się również wyprawy do Chin. Potrzeba znalezienia panaceum na światowy kryzys: inwestorów, partnerów politycznych i handlowych sprawia, że współczesne jedwabne szlaki do naszych nowych przyjaciół przecierają już nie pojedynczy ludzie, ale prawdziwe pielgrzymki liczących na podreperowanie własnych wpływów i finansów osób. Spoglądając z odległej perspektywy - wszystko gra. Z heglowskiego punktu widzenia obecne za-

uroczenie egzotycznym dla naszego świata mocarstwem nie jest niczym innym jak kolejnym etapem będącej w nieustannym ruchu dialektyki epok. Jeśli jednak ktoś pokusi się o analizę szczegółów i spojrzy wszystko w skali mikro, może się okazać, że kryzysowa moda na chińskie partnerstwo nie jest już taka prosta i sympatyczna. Zdumiewa, z jaką lekkością uległa zmianie moralna ocena niechlubnych chińskich praktyk. Jeszcze nie tak dawno organizacje społeczne prześcigiwały się w akcjach wspierających ludzi więzionych w Chinach. Dziś ograniczanie wolności osobistej, mediów, wolności wyznań, wyzyskująca praca, kary śmierci i wiele innych przykładów łamania praw człowieka wydaje się już bez znaczenia. Strategia rynkowa spowiła je milczącą zasłoną. Komentatorzy niemal jednym gło-

Dzień musztardy Marzena Góra Mamy dzień filatelisty, dzień kota czy innego niedźwiedzia polarnego, pikantnych potraw i dzień windy. Mało tego, w kalendarzu zostały nawet ustalone daty, kiedy to obchodzimy dzień: pizzy, spania w miejscach publicznych, piegów, liczby Pi, czytania Tolkiena, mycia samochodów, rysowania Mahometa, Smerfa, musztardy, prostaty, taniego wina oraz taniej wódy, jeża czy też dzień paskudy (14 kwietnia coraz bliżej!). Ponadto swoje święta mają mokradła, dinozaury, saperzy, płyn do mycia naczyń, Pac-man, ręcznik, sąsiad, deskorolka, hot-dog, Czerwony Kapturek, znaczek pocztowy, toaleta, budyń i rozrzutność. Choć to ostatnie święto przynajmniej wśród pań kontrowersji wzbudzać nie powinno, a jedynie spotkać się z aplauzem. Mamy nawet dzień teściowej! Jednak żadne

źródła nie podają, czy jest to święto radosne czy bolesne. Ba, kalendarze nawet nam mówią, kiedy to bezkarnie możemy sobie kogoś podotykać z okazji dnia łapania za pupę, a wiadomo nie od dziś, że dzień święty należy święcić! Tyle tych absurdów nam się do kalendarza niepostrzeżenie powpisywało, a wielu ludziom i tak się takie zwykłe święto zakochanych, szumnie zwane Walentynkami, nie bardzo widzi w tej naszej rocznej rozpisce. Może to dlatego, że zza wielkiej wody święto takie do nas trafiło i złość niektórych ogarnia, że w stosownym momencie sami żeśmy na taki pomysł nie wpadli? A może to przez te

jeżdżać na stacje paliw i tankować za złotówkę. A spieszyć się nie będą, bo i prasę przejrzą a i kawusi się tam napijom. Mało tego, na dodatek główną ulicą będą jechać z kosmiczną szybkością dwudziestu kilometrów na godzinę, a po autostradzie to nawet czterdzieści. A dziać się to miało w sobotę w samo południe. Jasne, zrozumiałe i moje szare komórki nie radzące sobie z Internetem, ten temat w lot pojęły. Tym bardziej, że pamiętam jak niedawno tankując benzynę po 4,50zł jęczałem, że drogo! Tym bardziej, że wciąż i na łokrągło ktoś z rządzących mnie tłumaczy, że mamy najtańsze paliwo w Europie i czort jedyny wie dlaczego zarobków przy okazji nie porównują. To i chyba nie dziwota , że w sobotę punktualnie o godzinie dwunastej minut czterdzieści pięć na stację paliw zajechałem, wysiadłem, ochronną rękawiczkę założyłem, korek powoli odkręciłem i namaszczeniem wielkim zacząłem proces tankowania. I psia krwia spieprzyłem! Bo zamiast za złotówkę, to zatankowa-

łem za całe jeden złoty i dziesięć groszy! Korek zakręciłem, a w kasie należność uiściłem banknotem stuzłotowym. Sprzedawca kumał o co chodzi, z uśmiechem resztę wydał i poinformował mnie, że jestem jedynym protestującym póki co, czym mnie łoczywiście zdołował i kawusi mi się odechciało. Ale dzielnie protestować postanowiłem do końca. Z braku autostrady jechałem główną ulicom z szybkością dwudziestu kilometrów na go-

dzinę, narażając się na pogardliwe uwagi typu - dziadek co się tak wleczesz, rusz się (a umiem czytać z ruchu warg), no i zdołowany zupełnie protest zakończyłem. A musicie wiedzieć, że ja protestów nie popieram (jakie by nie były), bo lubię jak jest spokój.No chyba, że robi się mało sympatycznie, a sympatycznie to u nas niestety nie jest. A następnym razem na protest pojadę do Poznania, się wykosztuję, ale doła to ja tam nie złapię, bo nie będę sam

sem dowodzą, że nie mamy moralnego prawa, i tak naprawdę nigdy nie mieliśmy, by Chiny oceniać. To podobno obca, inna kultura, której swoją miarką nie możemy mierzyć. Na pewno? Trudno dać wiarę, że ponad miliard ludzi odrzuca naturalne pragnienie szczęścia w imię beztroskiego hołdowania tłumaczonej na chiński, nietzscheańskiej idei partyjnego „nadczłowieka”. Ale to nie jedyna rzecz, która przychodzi na myśl, gdy mowa o wytyczaniu chińskich szlaków. Innym przykrym skojarzeniem z krajem naszych nowych przyjaciół jest wątpliwa jakość eksportowanych wyrobów. Podróbki i tandetne podobizny oryginałów można już znaleźć wszędzie. Wszystko zgodnie z zasadą: jeśli ludzi nie stać na wysokogatunkowe, dobre produkty, dajmy im tanie zastępniki. I tak nikt nie zauważy różnicy. Bubli, które w ostatnim czasie pojawiły się w niesławnym stylu „Made in China”, jest mnóstwo. Paraliżujące środowiska lekarzy i farmaceutów ustawy receptowe; reforma re-

formy oświaty, wprowadzająca sześciolatki do szkół czy umowa ACTA... Wszystko zaczęto gruntownie analizować i naprawiać, wtedy gdy prawo już dało o sobie znać. Ile takich pozornie dopracowanych i nieprzemyślanych pomysłów wcielono lub wciela się w życie tu, na miejscu? Coś związanego z odczytywaną po chińsku wolnością odbija się jak echo, gdy przywoła się wydarzenia odnoszące się do relacji: jawność obrad samorządu - media. Typowym przykładem niechlubnej „podróbki” jest także szczecinecki żłobek, a raczej noszący to dumnie brzmiące miano - oddział dwulatków. Nawet o to prowizoryczne rozwiązanie łatwo nie było. Idea utworzenia w Szczecinku żłobka pojawiła się podczas wyborów. Szybko zaczęto się z niej jednak wycofywać. Ostatecznie presja społeczeństwa przeważyła - okazało się, że żłobek, owszem, powstanie, ale... Ponieważ miasto forsowało politykę wspierania więzi niemowląt z matkami, z której nic poza osobistym przekonaniem

rządzących, że dziecko kilka miesięcy po urodzeniu nie powinno trafić do żłobka, nie wynikało, placówka miała przyjmować dzieci starsze, dwuletnie. I tak też się stało. Rodzice, a zwłaszcza mamy, które z obawy przed utratą pracy nie mogą cały dzień opiekować się maleństwem, nadal czekają na miejsce, gdzie będą mogły powierzyć swoje dzieci bez konieczności zatrudniania kosztownej niani. Wciąż czekają na placówkę publiczną, na którą stać będzie nie tylko zamożnych. Brak prawdziwego, publicznego żłobka to znak, że władza nie potrafi sprostać oczekiwaniom mieszkańców. Oszczędzając, oferuje się tani zastępnik. Aż dziwi, że podobnych, mało kosztownych rozwiązań nie szuka się w szkolnictwie. Mówi się, że to od czasów, w których przyszło nam żyć, zależy, czy leczą nas kapłani, czy lekarze. Podobnie jest z władzą. To od niej ostatecznie zależy, jakie obowiązuje prawo. Do rządzących należy również decyzja, który szlak na trudne czasy jest najlepszy. Tylko czy kierunek „Made in China” to na pewno najwłaściwszy wybór?

wszystkie serduszka, amorki, świeczki i kwiatuszki oblane krwistą czerwienią? Wszak już od dawna wiadomo, że kolor czerwony agresję w ludziach wyzwala, spać w nocy nie daje i ciśnienie często podnosi. A przez najbliższe dwa tygodnie z każdej witryny setki mniejszych i większych serduszek i grube Kupidyny, odziane w skąpą pieluchę, będą do przechodniów machać. No i weź człowieku idź do lokalu z rodziną spokojnie coś sobie zjedz i skup się na tym, żeby nic z widelca nie spadło (nie wspominając nawet o delektowaniu się posiłkiem), kiedy jakiś roznegliżowany grubas z pieluchą z łuku do ciebie celuje. No zwyczajnie się nie da! I ja się wcale nie dziwię, bo też bym się zapewne niezbyt komfortowo w takiej sytuacji czuła. I tego typu„ozdobom”jestem zdecydowanie przeciwna. Bo albo czło-

wieka od tych wszystkich słodkości zwyczajnie zemdli, albo od nadmiaru czerwieni agresję w ludziach wyzwoli. Ale gdyby tak te wszystkie aniołki, serca, misie, kwiatki i inne atrybuty pomocne przy zapewnianiu wybranki o żarliwym uczuciu w... dalekie miejsce wysłać, to wtedy ja nawet mogę być „na tak”. Zwłaszcza, że zazwyczaj święta nasze polskie to albo są kościelne, albo patriotyczne, albo smutne. A tak to się baba cieszy, bo mężczyzna ją kwiatkiem obdarował, do kina zabrał, dobrą kolacją uraczył i lampkę wina w rękę wcisnął. Baba zadowolona i chłop zadowolony (bo na łaskawsze spojrzenie swej wybranki niezaprzeczalnie zasłużył). I słusznie! Bo to i wiadomo, może nam słupek wskazujący przyrost naturalny w górę znacznie podskoczy, kraj się zaludni i bez lęku o przyszłą emery-

turę człowiek będzie mógł się spać położyć. A że niektóre panie twierdzą i głośno o tym mówią, że chłop to ma uczucia przez cały rok okazywać, a nie tylko w Walentynki... A jeśli tak faktycznie jest, to mnie zastanawia, co pani jeszcze u boku tego pana szuka? Bo powiedzmy sobie szczerze, na co komu chłop, który tylko 14 lutego uczucie okaże, a przez resztę roku kwiatka nigdy nie przyniesie i komplementu nie powie? Święto jak święto i kto nie chce go obchodzić, to nie musi - wystarczy zignorować, a nie na zakochanych pomstować. Dnia kolejarza ja osobiście również nie obchodzę, ale pracowników kolei przecież nie wyklinam, że sobie raz w roku trochę poświętują. Dajmy więc zakochanym świętować i kwiaciarniom trochę zarobić. A sobie dajmy z marudzeniem spokój.


Lotnisko w Wilczych Laskach

ożyje Kiedy? Wkrótce umowa z gminą o bezpłatnym użyczeniu terenu W ubiegłym roku radni gminy Szczecinek podjęli uchwałę o istotnym znaczeniu dla roz-

woju nie tylko samej gminy, ale można tak oceniać perspektywicznie - dla regionu. Uchwała rady zo-

bowiązuje wójta do bezpłatnego użyczenia dawnego zapasowego wojskowego lotniska w Wilczych

Laskach Zachodniopomorskiemu Stowarzyszeniu Lotniczemu, a bardziej konkretnie - oddziałowi tej organizacji społecznej w Szczecinku. Właśnie nadszedł czas realizacji uchwały rady gminy. - Przygotowaliśmy projekt umowy ze stowarzyszeniem o bezpłatnym użyczeniu na dwadzieścia lat 12 hektarów gruntu stanowiącego teren lotniska Wilcze Laski wraz ze znajdującymi się tam obiektami - mówi wójt Janusz Babiński. Lotnisko zatem nie będzie tak jak teraz bezużyteczne przez niemal prawie cały rok, ale w miarę szybko zostanie na stałe ożywione. Nasi kontrahenci z ZSL to znani społecznicy szczecineccy, którzy już zabiegają o pozyskanie inwestorów, bo na pewno będzie trzeba lotnisko rekultywować. Uregulowania statusu w formie umowy z gminą pozwoli stowarzyszeniu zabiegać o pomocowe środki europejskie. Zapewne lotnisko powróci na mapę portów lotniczych dla samolotów większych niż pojawiały się dotąd na lotniczych mityngach, które przypominam - organizowało stowarzyszenie. Przywrócenie lotniska do dobrego stanu jest bardzo cen-

ne z punktu widzenia rozwoju podmiejskich terenów wokół Szczecinka, czyli naszej gminy. Z pewnością inwestycje w prostej linii przełożą się na rozwój samej miejscowości Wilcze Laski. I można prognozować wpływ na ożywienie regionu - dodaje wójt J. Babiński. Wypada przypomnieć, ze kilku mieszkańców Szczecinka, członków ZSL- pasjonatów lotnictwa już od jakiegoś czasu swoje awionetki „parkuje” w Wilczych Laskach. Stowarzyszenie, wkrótce oficjalny gospodarz lotniska, z pewnością dojdzie do porozumienia z fanami motoryzacji, zwłaszcza z miłośnikami starych, zabytkowych aut. Pokazy lotnicze, jak też rajdy weteranów szos, nadal będą domeną pasa startowego w Wilczych Laskach. O przywrócenie ruchu lotniska w Zegrzu Pomorskim od kilku lat zabiegają władze Koszalina. Póki co, o powrocie Zegrza Pomorskiego na mapy cywilnych aeroportów jakoś nie słychać. Wilcze Laski i gmina Szczecinek wyprzedzą Koszalin? (wj)

11 tysięcy wykroczeń za 800 tys. zł Straż Miejska ze Szczecinka posiada na wyposażeniu dwa fotoradary. Jednak ten nowszy, zakupiony za 120 tysięcy złotych, wszedł do służby dopiero pod koniec grudnia 2011 roku. „Fotoradarowe” statystyki AD 2011 już są. Mimo wielu zawirowań prawnych, „przestawiania” fotoradaru z kąta w kąt, czyli z ulicy na ulicę, to niepozorne urządzenie zasiliło kasę miasta kwotą 781 800 złotych. W 2011 roku fotoradar pozostawał w służbie przez 323 dni. W tym czasie pstryknął blisko 15 tys. zdjęć, rejestrując 11 306 wykroczeń popełnionych przez kierowców. Ponad 3,3 tys. zdjęć zostało odrzuconych z uwagi na ich nieczytelność, brak tablic rejestracyjnych lub błąd pomiaru - mówi komendant SM Grzegorz Grondys. - Mandatami ukarano 5889 sprawców wykroczeń, które polegały na

Śladem artykułu Zdaniem Urzędu Miasta Rzecznik Urzędu Miasta Konrad Czaczyk: W nawiązaniu do artykułu pt. „Dziur już nie ma, są za to progi”, dotyczącego ulicy Żeglarskiej („Temat” nr 599), chciałbym wyjaśnić, że ulica ta znajduje się w tzw. strefie zamieszkania, co potwierdza oznakowanie stosownym znakiem drogowym. W przypadku takiej strefy obowiązuje na całym jej odcinku ograniczenie prędkości do 20 km/h, w związku z tym, nie jest wymagane dodatkowe oznaczanie progów zwalniających znakami ograniczenia prędkości. W strefie zamieszkania nie stosuje się też znaków zakazu postoju, ponieważ w jej obszarze wolno parkować tylko w miejscach do tego wyznaczonych. Ponadto w strefie pierwszeństwo ma zawsze pieszy przed pojazdem, pieszy może też poruszać się na całej szerokości drogi. Ponadto, nie jest prawdą, że jeden z garbów powstał z powodu zbyt wysoko położonej kanalizacji. Wszystko jest zgodne z projektem i odpowiednimi normami.

przekroczeniu dozwolonej prędkości oraz pouczono 584 sprawców. Próg prędkości, na jaki ustawiany jest nasz fotoradar, to 13 km/h więcej niż ta obowiązująca w danym miejscu. Gdzie najczęściej pracował fotoradar? Na ul. Pilskiej - 138 kontroli (8196 zdjęć), ul. Koszalińskiej - 96 (1834), ul. Sikorskiego - 60 (2406), ul. Szczecińskiej - 54 (738), ul. Narutowicza - 45 (1463) a także na ul. Piłsudskiego - 2 kontrole i 11 zdjęć oraz na ul. Trzesieckiej - 1 kontrola i 8 zdjęć. - Po zmianie przepisów fotoradar był wystawiany jedynie w czterech punktach w ciągach dróg krajowych. W tych też miejscach została uzgodniona zmiana organizacji ruchu, czyli oznakowanie znakami drogowymi D-51 - dodaje komendant Grondys. Strażnicy nie ukrywają, że początek roku to... początek kłopotów.

- Właśnie weszła w życie m.in. nowelizacja Ustawy kodeks wykroczeń, gdzie wprowadzono dwa nowe wykroczenia mówiące o odpowiedzialności kierujących pojazdami za przekroczenie dopuszczalnej prędkości oraz za niewskazanie pojazdu lub jego użytkownika któremu użyczył samochód do kierowania. Z kolei nowelizacja Ustawy kodeks postępowania w sprawie o wykroczenie zaostrza kryteria, jakim mają odpowiadać wnioski o ukaranie. Obligatoryjnym ma się stać podawanie m.in. danych o stosunkach rodzinnych i majątkowych, wykształcenia, zawodu i źródła dochodu. Przy bezwzględnym stosowaniu tego przez sędziów może dojść do sytuacji takiej, że nie będziemy w stanie skierować wniosku o ukaranie sprawców wykroczeń zamieszkujących poza Szczecinkiem - kończy G. Grondys. (sw)

O ul. Żeglarskiej raz jeszcze Na 700-metrowej długości ul. Żeglarskiej zamontowano aż 5 progów. Przed przebudową ulica słynęła z dużych dziur, za to teraz ze stromych garbów.

Od autora Moja notatka nie dotyczyła oznakowania progów spowalniających, a raczej prób ich omijania przez kierowców i rozjeżdżania pobocza. Wyjaśnienia rzecznika niczego nie wyjaśniają. Nadal twierdzę, zresztą podobne zdanie mają ci, którzy zmuszeni są tędy jeździć, że progi są bardzo strome i jak na tak krótki odcinek ulicy bardzo liczne. Nie ma tu nic do rzeczy ograniczenie do 20 km/h, bo przy takiej szybkości nie sposób bez uszkodzenia podwozia przejechać. Nie radzę też wjeżdżać na próg żadnemu rowerzyście. Po-

nieważ wzdłuż ulicy i w jej rejonie prowadzone są liczne budowy, jak na razie nie można zupełnie wyeliminować w tym miejscu ruchu ciężarowego. A że progi mocowane są do kostki betonowej, już wkrótce w tych miejscach nawierzchnia zostanie uszkodzona. Oprócz pięciu progów spowalniających ulica ma jeszcze coś ekstra. Jest nim od strony ul. Trzesieckiej tzw. przewyższka - garb o długości ok. pięciu metrów i wysokości ok. 20 cm. Skoro - zdaniem rzecznika - w tej sprawie napisałem nieprawdę, bo nie ma w tym miejscu żadnej sieci, to w takim ra-

To niepozorne urządzenie zasiliło kasę miasta kwotą 781 800 złotych.

zie dlaczego i po co go wykonano? A jeśli jednak jest sieć, a widać to po studzienkach (jedna z nich jest w połowie krawężnika!), to trzeba było albo na etapie projektowania, albo nadzoru autorskiego czy inwestycyjnego, na kilkunastometrowym odcinku podwyższyć rzęd-

ną niwelety podłużnej drogi. Obeszłoby się bez dodatkowych kosztów, bo w tym miejscu droga ma dość znaczny spadek. Proste? Od razu wyjaśniam, że wiem o czym piszę. Jerzy Gasiul


SZCZECINECKI SAMORZĄD ŁAMIE KONSTYTUCJĘ RP „Panie Romku, niech pan wyłączy już kamerę”

Przewodniczący komisji się tłumaczy O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy w „TS” nr 586. Przypomnijmy. Pod koniec września 2011 roku dziennikarz Telewizji „Zachód” został przez przewodniczącego Komisji Ochrony Środowiska Rady Miasta radnego Janusza Rautszko wyproszony z obrad. Temat nr 586 / 29 września 2011: Wydawać by się mogło, że w demokratycznym państwie, w którym dostęp do informacji publicznych o działalności samorządu jest regulowany Konstytucją i szeregiem ustaw, sytuacje, w których niezależnym mediom nakładany jest kaganiec, nie będą mieć miejsca. Nic bardziej mylnego. W tym tygodniu w Szczecinku złamano podstawowe prawo do informowania opinii publicznej o poczynaniach władzy - bezprawnie wyproszono dziennikarza TV Zachód z posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska, a redakcji „Tematu” odmówiono dostępu do ważnych dla życia mieszkańców informacji. Słowa przewodniczącego, Janusza Rautszki: „Proszę wyłączyć kamerę. Proszę wyjść. Może wezwać straż miejską?” - usłyszał w trakcie zwykłego posiedzenia komisji dziennikarz TV Zachód. I dalej: „Na sesje Rady Miasta jesteście zapraszani i dlatego możecie je nagrywać. Ja mam Konstytucję tutaj! Możecie uczestniczyć w posiedzeniach organów kolegialnych, wybranych w wyborach powszechnych. Komisja Ochrony Środowiska nie jest organem kolegialnym. Konstytucję którego kraju miał przed sobą przewodniczący komisji Janusz Rautszko? Telewizja Zachód zaprotestowała i na ręce przewodniczące-

go Rady Miasta Mirosława Wacławskiego skierowała tzw. wezwanie do usunięcia naruszenia prawa. Pełnomocnik TVZ mecenas Filip Sztukiel napisał m.in.: „Wzywam Radę Miasta Szczecinek do zaniechania działań naruszających prawo wnioskodawcy do uzyskiwania informacji z posiedzeń komisji Rady Miasta, poprzez zobowiązanie przewodniczących poszczególnych komisji oraz ich pozostałych członków do niepodejmowania działań uniemożliwiających albo utrudniających rejestrowanie obrazu i dźwięku z posiedzeń komisji”. W uzasadnieniu wniosku mecenas napisał m.in. „W dniu 27 września 2011 roku przedstawiciel TVZ przybył na posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska w celu rejestracji obrazu i dźwięku. Przewodniczący Komisji zabronił rejestracji obrad. Ostrzegł jednocześnie, że niezastosowanie, ale do zakazu skutkować może konfiskatą sprzętu, wezwaniem straży miejskiej oraz zmianą sali obrad. W związku z taką postawą przewodniczącego, operator wyszedł z posiedzenia komisji”. I dalej: „Opisane działanie przewodniczącego rażąco narusza prawo, a jednocześnie interes prawny wnioskodawcy. Zgodnie z art. 61 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (...) obywatele mają prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym

lub majątkiem Skarbu Państwa. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu”. Tyle pełnomocnik dziennikarzy Telewizji Zachód. A jak to zdarzenie po blisko czterech miesiącach interpretuje przewodniczący komisji Janusz Rautszko? W wytąpie-

zapoznaniu się z treścią wezwania oświadczam, że wezwanie to zawiera szereg niezgodnych z prawdą sformułowań, mających na celu zdyskredytowanie mojej osoby, jako przewodniczącego Komisji Ochrony Środowiska. Po przybyciu na salę obrad Komisji Ochrony Środowiska zastałem ustawioną na środku sali, włączoną kamerę TV Zachód rejestrującą obraz i dźwięk. Zaznaczam, że TV Zachód nie była zaproszona na posie-

Kadr z materiału firmowego TV Zachód. Przewodniczący komisji żąda od operatora natychmiastowego wyłączenia kamery. Chwilę później przewodniczącego w kadrze już nie było widać, za to można było usłyszeć wypowiadane przez niego słowa. niu skierowanym na ręce przewodniczącego Rady Miasta Mirosława Wacławskiego napisał m.in.: „Po

dzenie komisji. Fakt, że kamera była włączona na długo przed rozpoczęciem obrad świadczy o konfronta-

cyjnym charakterze obecności dziennikarza, a nie o chęci zdobycia jakichkolwiek informacji. W związku z powyższym, zgodnie z prawem, poprosiłem o wyłączenie kamery. (...) Nieprawdą jest, że ostrzegałem operatora TV Zachód przed możliwością konfiskaty sprzętu. Taki zarzut to absurdalna manipulacja! Prawdą jest natomiast, że za sprawą TV Zachód umieszczony został na portalu You Tube filmik z obrad komisji, w którym w moje usta wkłada się te słowa. Jest to niemające pokrycia w rzeczywistości oszczerstwo, o czym mogą zaświadczyć wszystkie obecne wówczas na sali osoby i powinno być ono ścigane prawem! (...) Prawdą jest, że wobec konfrontacyjnego zachowania się operatora TV Zachód zaproponowałem wezwanie Straży Miejskiej, natomiast nieprawdą jest, że zaproponowałem zmianę miejsca obrad komisji, jak to sugeruje się w wezwaniu. Obecność operatora TV Zachód bez zaproszenia, podczas obrad komisji, miała miejsce kilkakrotnie wcześniej i niestety nie sprzyjała rzeczowej, merytorycznej dyskusji, a była powodem spektakularnych, awanturniczych wypowiedzi, niejednokrotnie uniemożliwiających prowadzenie obrad komisji. Mając na uwadze wcześniejsze doświadczenia, w dniu 27.09.2011r. postąpiłem tak jak to wyżej opisałem, w moim przekonaniu zgodnie z prawem”. (sw)

W Szczecinku obrady komisji Rady Powiatu mogą być utajniane

„Nie” dla jawności obrad! O tym wydarzeniu pisaliśmy w listopadzie ubiegłego roku. Przypomnijmy: 24 listopada o godz. 11.00 rozpoczęło się posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska Rady Powiatu. Przedmiotem posiedzenia był projekt „Programu ochrony powietrza dla powiatu szczecineckiego w zakresie pyłu zawieszonego PM10”, a dokładniej, uwagi do projektu wniesione zarówno przez stronę społeczną, SIS Terra oraz przez Starostwo Powiatowe i Urząd Miasta. Na sali obecni byli przedstawiciele firmy opracowującej projekt, WIOŚ, przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Wojewódzkiego. Na posiedzeniu obecny był również poseł na Sejm RP Wiesław Suchowiejko. Na początku posiedzenia przewodniczący Komisji Ochrony Środowiska RP Ryszard Jasionas stwierdził, że obecni na sali dziennikarze TV Zachód oraz „Tematu Szczecineckiego” nie mają prawa nagrywać ani dźwięku, ani obrazu. Zdaniem przewodniczącego, media mają prawo uczestniczyć i nagrywać jedynie podczas obrad rady powiatu, a komisja, podobnie jak zarząd, nie jest organem

wybranym w wyborach powszechnych. Ponadto w komisji mogą brać udział - jak to ujął - przedstawiciele społeczeństwa, a obecni dziennikarze mają prawo jedynie notować. Argumentacji przewodniczącego próbował bronić wicestarosta Marek Kotschy (tekst z „nielegalnego” nagrania z dyktafonu): - Chodzi o to, że posiedzenie komisji ma charakter roboczy. To, że chcielibyśmy, że tak powiem, roboczo popracować nie przy włączonych wszystkich dyktafonach (może być włączony jedynie dyktafon protokolanta - dop. red.), dlatego że chcielibyśmy zapewnić pełną swobodę pracy tej komisji. Żeby nie było wyciągane z kontekstu czyjeś zadanie... Wobec stanowiska przewodniczącego oraz większości członków komisji, dziennikarze spotkanie opuścili. Sprawa powróciła 27.01 podczas obrad Rady Powiatu za sprawą dziennikarzy TV Zachód, którzy złożyli oficjalną skargę na przewodniczącego Komisji Ochrony Środowiska. Rada Powiatu miała zadecydować, czy uznać tę skargę za zasadną, czy też ją odrzucić. Pierwszy w tej sprawie głos zabrał radny Jerzy Dudź: - Zdarzyła się nieprzyjemna sytu-

acja o symbolicznej wadze. W czasie obrad tej komisji media opuściły salę, ponieważ nie miały prawa nagrywać posiedzenia. Moim zdaniem, jeśli podejmiemy uchwałę, która uzna skargę za bezzasadną, wówczas usankcjonujemy odmowę do prawa jawności. Moim zdaniem, taka uchwała będzie sprzeczna z prawem. Po wystąpieniu Jerzego Dudzia, który zresztą także podczas wspomnianych feralnych obrad Komisji Ochrony Środowiska, opowiadał się za możliwością nagrywania posiedzenia przez dziennikarzy, głos zabrał radny Arkadiusz Szczepaniak: - Już jakiś czas temu wnioskowałem o wniesienie poprawek do statutu powiatu i sformułowania odpowiednich, precyzyjnych przepisów odnośnie jawności obrad komisji oraz nagrywania dźwięku i obrazu. Wnioskowałem o to, aby ustrzec się podobnych sytuacji na przyszłość. Do dyskusji włączył się również wicestarosta Marek Kotschy: - Ja będę bronił przewodniczącego komisji. Nasze ustalenia co do obecności mediów podczas posiedzenia były naszą dżentelmeńską umową. Chcieliśmy, aby komisja pra-

cowała sprawnie. Tak już się dziwnie składa, że polityk zmienia swoje zachowanie, kiedy włączona jest kamera. Dzięki temu (że dziennikarze nie mieli możliwości nagrywania dźwięku i obrazu - dop. autora) przeszliśmy przez to trudne zagadnienie sprawnie i przy ogólnej zgodzie. Jerzy Dudź: - Na jednej z komisji pan przewodniczący zaproponował, aby przed ustaleniem pewnych rzeczy jej członkowie nie udzielali mediom wywiadów. Jednak nie było mowy o tym, że media nie będą mogły nagrywać posiedzenia komisji. W dyskusji głos zabrał również starosta Krzysztof Lis: - Chciałbym nawiązać do tego, co powiedział pan Arkadiusz. W majestacie prawa pan Ryszard nie mógł inaczej postąpić, bo statut powiatu szczecineckiego, ten który nas obowiązuje, który przyjęliśmy w roku ubiegłym, wyraźnie w dziale „Jawność” podkreśla, jak powinno się postępować. Oczywiście to, co powiedział pan Arkadiusz, wiąże się z ewentualną zmianą tego statutu. Radny Jerzy Dudź: - Nie ma się co oszukiwać, że statut jest prawem znacznie mniejszej „kategorii” i nie

może być w sprzeczności z obowiązującą ustawą. Jeśli tak jest, to wówczas obowiązuje ustawa, a nie statut. Po zakończeniu dyskusji Rada Powiatu uznała skargę na przewodniczącego Komisji Ochrony Środowiska Ryszarda Jasionasa za... bezzasadną. „Przeciw” było 3 radnych. Ryszard Jasionas nie brał udziału w głosowaniu. Uznanie przez Radę Powiatu skargi dziennikarzy za bezzasadną to przyzwolenie na podobne, niezgodne z obowiązującym prawem praktyki w przyszłości. Tym, którzy na przekór Konstytucji RP i stosownym ustawom utrudniają lub próbują uniemożliwić pracę lokalnych mediów, przypominamy wyrok WSA w Łodzi http://orzeczenia.nsa.gov.pl/ doc/A404C7A96E w sprawie rejestracji obrad rady i komisji jednej z rad gminy w Polsce, która wpadła na podobny pomysł, zakazując mediom nagrywania posiedzenia komisji. Czy do rozwiania wątpliwości radnych Szczecinkowi naprawdę potrzebny jest podobny wyrok? (sz)


Czy tak będzie wyglądała nowa siedziba SzLOT?

W nowo utworzonym centrum ma się znajdować m.in. 50 miejsc noclegowych, sala audiowizualna, sale wykładowe oraz ciekawa ekspozycja akwarystyczna. Wizualizacja: Tomasz Wolanin

Biorą pożyczki na spłaty zaciągniętych kredytów. Spłacą je dzieci i wnuki

Obiekty, które zajmuje SzLOT, mówiąc delikatnie, nie prezentują się najlepiej. Szare, zaniedbane, nieocieplone - dawno przestały przyciągać turystów i stanowić dla nich odpowiednio wyposażoną bazę noclegową. O remoncie budynków użyczanych przez starostwo SzLOT-owi mówiło się już dawno. Przez cały czas podstawową barierą były jednak fundusze. Teraz pojawiła się nadzieja, że baza „niczym z sennego koszmaru” już wkrótce zmieni swój dotychczasowy wizerunek. Wszystko za sprawą planów dotyczących dużej inwestycji, która, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ma się rozpocząć jeszcze w tym roku. - Jest już koncepcja rozbudowy tego obiektu - poinformował na minionej sesji starosta Krzysztof Lis. - To bogate i dobre zaplecze do uprawiania sportów wodnych. Jeśli udałoby się zrealizować inwestycję polegającą na przebudowie tego kompleksu, to w tym miejscu mogłoby powstać regionalne lub subregionalne Centrum Edukacji Ekologicznej. Jak poinformował starosta, całkowity koszt inwestycji ma wynieść ok. 5 mln zł. Wojewódzki Fundusz

Ochrony Środowiska w Szczecinie zadeklarował, że w 2012 roku ma na ten cel zabezpieczoną sumę do 2 mln zł. Starostwo planuje zwrócić się również o współfinansowanie tego zadania z pieniędzy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. - Do tego potrzebne jest jednak partnerstwo trzech województw. Chcielibyśmy podpisać porozumienie z Czarnem z województwa pomorskiego i z Okonkiem z województwa wielkopolskiego. Wstępnie wypracowaliśmy też porozumienie z Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych. Jest spora szansa, że uda nam się zrealizować tę inwestycję bez udziału środków własnych - dodał Krzysztof Lis. W nowo utworzonym centrum ma się znajdować m.in. 50 miejsc noclegowych, sala audiowizualna, sale wykładowe oraz ciekawa ekspozycja akwarystyczna. Dodatkowo RDLP miałoby się zająć przygotowaniem ekspozycji związanej z fauną i florą okolicznych lasów. Zgodnie z zapewnieniami starosty, centrum stanowiłoby doskonałą ofertę zwłaszcza dla dzieci i młodzieży. (sz)

Stypendyści starosty

Na „dobry” początek roku 11,5 mln zł kredytu Od kilku lat tradycją stało się, że z początkiem roku samorząd Szczecinka bierze pożyczki. Kolejne i kolejne. Ostatnio tylko po to, by spłacić zadłużenie miasta. Nie inaczej będzie na najbliższej sesji Rady Miasta w poniedziałek, 6 lutego. Radni „zmierzą” się z dwoma pożyczkami. Pierwsza opiewa na 7.000.000 zł, druga zaś na 4.512.408 zł. Łącznie na ponad 11,5 mln zł. W uzasadnieniu pierwszej z uchwał napisano, że pieniądze zostaną przeznaczone na częściowe sfinansowanie deficytu budżetowego zaplanowanego w budżecie miasta na 2012 rok, a spłata pożyczki nastąpi w latach 2013-2025.

Zabezpieczeniem otrzymanego kredytu będzie wystawiony przez miasto weksel własny in blanco. Z kolei w uzasadnieniu drugiej z „pożyczkowych” uchwał czytamy, że kasa zostanie przeznaczona na spłatę wcześniej zaciągniętych kredytów i pożyczek przypadających do spłaty w miesiącach kwiecień grudzień 2012 roku. Jej spłata nastąpi w latach 2013-2025, a zabezpieczeniem otrzymanego kredytu, będzie wystawiony przez miasto weksel własny in blanco. Warto dodać, że zaciągnięcie obu kredytów jest zgodne z uchwałą budżetową na 2012 rok. (sbb)

Gorzowianie się buntują

Szpital czeka Mamy mały problem z rozbudową szpitala. Otóż jedna z firm (Zakład Ogólnobudowlany „AGAPP” z Gorzowa - dop. red.) biorących udział w przetargu na roboty budowlane przy szczecineckiej lecznicy nie może się pogodzić z werdyktem komisji przetargowej. Dlatego się od niego odwołała. Oznacza to, że rozpoczęcie prac nad rozbudową szpitala może się opóźnić. Może, ale nie musi. - Przedsiębiorstwo co prawda zaoferowało najniższą cenę, ale z powodu braku informacji o sposobie zagospodarowania odpadów, podobnie jak trzej inni oferenci, została przez komisję przetargową odrzucona - mówi Edyta Wieleba-Matyśniak, rzecznik prasowy Starosty Szczecineckiego. Co dalej, jak w tej kwestii stano-

wi prawo? - Krajowa Izba Odwoławcza może odrzucić lub przychylić się do odwołania, uznać ważność oferty i nakazać komisji przetargowej, by ponownie ją rozpatrzyła. Może również unieważnić przetarg i zarządzić konieczność przeprowadzenia kolejnego przetargu - dodaje rzecznik starosty. Jeżeli KIO wybierze drugi z w/w wariantów oznaczać to będzie konieczność wszczęcia nowej procedury przetargowej. Trwa ona dwa i pół miesiąca. Wtedy na pewno robotnicy na plac budowy wejdą później. - Jednak starosta szczecinecki Krzysztof Lis jest dobrej myśli. Uważa, że komisja przetargowa postąpiła słusznie i że w szczecineckim szpitalu wkrótce ruszą pierwsze prace - uważa E. Wielba. (sw)

Starosta Krzysztof Lis oraz tegoroczni stypendyści wraz ze swoimi opiekunami Dla najlepszych uczniów i studentów co roku Starostwo Powiatowe w Szczecinku funduje stypendia. Uczniom szkół ponadgimnazjalnych stypendium starosty przyznawane jest na 10 miesięcy w wysokości 300 zł miesięcznie. Stypendium dla studentów przyznawane jest także na 10 miesięcy, wynosi jednak 450 zł na miesiąc. Dodatkowo przyznawane jest wyróżnienie

sportowe. To z kolei nagroda jednorazowa i wynosi 1500 zł. Wśród tegorocznych stypendystów starosty - uczniów i studentów, którzy mogą poszczycić się nieprzeciętnymi osiągnięciami w nauce, sporcie i w działalności na rzecz szkoły, znaleźli się: Przemysław Podhajski (ILO), Anna Kolendo (ZS nr1) oraz Ewelina Perlik (ZS im. Oskara Langego w Białym Borze).

Studentem, który otrzymał stypendium starosty, jest Piotr Dorożyński (Politechnika Gdańska). Wyróżnienie w kategorii sportowej otrzymał natomiast Marcin Anikiej (ZS nr 1). Specjalne wyróżnienie przyznano także Mateuszowi Kiempie (Technikum Hodowli Koni w Białym Borze) za wyjątkowe osiągnięcia w zawodach jeździeckich. (sz)


Dzielnicowy

foto:Jerzy Gasiul

Młodszy aspirant Remigiusz Farynik, jeden z dwóch dzielnicowych, mających pod opieką bezpieczeństwo mieszkańców podmiejskiej gminy

Jak Anioł Stróż - zawsze „gotów ku pomocy” „Patrz dziewczyno, patrz niebogo, jak policja jedzie drogą...” - Pan Heniek*, ksywa „Myśliwy”, nuci kryminalną wersję popularnej niegdyś operetkowej melodii. Po koślawej drodze kolebie się radiowóz. Stoimy przed wiejskim sklepem i pan Henryk na widok policyjnej maszyny wstydliwe skrywa za plecami puszkę z tylko co otwartym browarkiem marki „Tyskie”. - Czarne policjanty dzielnicowe jadą! I zaraz potem pan Heniek smutnieje tak nagle, jak się ożywił. - Mandat mogą dać za browar na łonie natury - mówi markotnie. - Co dnia u nasz we wsi się pokazują. I po co? Paliwo tera drogie, a oni tak... każdego dnia. Ile nasz to kosztuje. No nie? Pan Heniek wyraźnie chce akceptacji dla swych rozważań, a gdy spotyka go milczenie, jakby lekko obrażony kroczy w stronę swego domostwa. Ma powody, by nie przepadać za stróżami prawa. Odsiedział wyrok za kłusownictwo. Niedolegliwy specjalnie, ale za grzywnę też kukał pod celą, bo kasy nie miał, bo niby skąd? Na dodatek było to - jak ogłosił sąd w uzasadnieniu wyroku - przestępstwo popełnione w warunkach recydywy. I choć rok nie wyrok, dwa lata jak dla brata, trzy lata po korytarzu przelata - kartotekę „Myśliwy” ma zababraną. Jeśli zaś chodzi o obywatelską troskę ze strony pana Heńka o koszty pracy policji, to wyjaśnić trzeba, że on jako taki ich nie ponosi. Wypełnia tzw. zerowy PIT podatkowy, nie przysługuje mu jakikolwiek zasiłek, latem żyje ze zbierania i sprzedaży letnikom runa leśnego, zimą Bóg i pan dzielnicowy raczą wiedzieć z czego obywatel Henryk się utrzymu-

je. Żyje i już. Jak w średniowieczu. Nie on jeden taki.

Kłusownictwo w gminie Szczecinek to przestępstwo częste. Trudne do udowodnienia, delikwenta trzeba złapać na gorącym uczynku, jak na przykład zakłada wnyki lub zabija zwierzynę. A tak to można usłyszeć odpowiedź na pytanie „skąd mięso?”, które niesie. „A znalazłem, w lesie leżała sarna rozbebeszona” - mówi mi młodszy aspirant Remigiusz Farynik, jeden z dwóch dzielnicowych, mających pod opieką bezpieczeństwo mieszkańców podmiejskiej gminy. - Jako dzielnicowy jednego z rejonów współpracuję ze Strażą Leśną, Strażą Rybacką. Wspólnie walczymy z kłusownikami. Motywy tego rodzaju przestępstw? Bardo zróżnicowane. Od potrzeby wykarmienia ubogiej rodziny po kłusowanie na zamówienie, czyli z chęci zysku. Są tacy właściciele gastronomicznych biznesów, niekoniecznie ze Szczecinka i powiatu, lecz z różnych stron, którzy u kłusowników tanio zaopatrują się w dziczyznę. Kłusownictwo to nie jedyny problem porządku i bezpieczeństwa w gminie. Przy czym trzeba specjalnie zaznaczyć, że jest to jeden z najspokojniejszych rejonów regionu. O tym fakcie niedawno z satysfakcją informował gminnych radnych na sesji w sprawie spokoju i bezpieczeństwa mieszkańców - komendant powiatowy policji, insp. Józef Hatała. Bo groźnych przestępstw od dawna, odpukać w niemalowane, nie notowano. Sporo za to wykroczeń, nieco mniej kradzieży, a kradzieży z włamaniem jeszcze mniej. Niemałą zasługę w tym, że spokój i porządek panuje - mają dzielnicowi. To specyficzny rodzaj policyjnej służby. Funkcja dzielnicowego policji kojarzy się z miastem. Bo ma ono dzielnice, rejony, ulice.

Na wsi dzielnicowy? Jak najbardziej. Taki system zabezpieczania ładu publicznego

sprawdza się dobrze. Mł. aspirant Remigiusz Farynik ma 36 lat, w policji służy od 14 , jedenasty rok jest dzielnicowym. Cały czas na wsi. Można powiedzieć, doświadczony fachowiec w swojej specjalności. Bo też jest to specjalizacja szczególna. I dla obywateli bardzo istotna. Opowiada o swej służbie: - Ilu mieszkańców mam pod opieką? Łatwo policzyć, gmina to około dziesięciu tysięcy mieszkańców, nas dzielnicowych jest dwóch. Ale nie narzekam. Dzień zaczynam od komendy w Szczecinku, podobnie jak moi koledzy dzielnicowi otrzymuję zadania, a potem w teren. Niekiedy zaczynam popołudniu i wtedy pojawiam się w różnych miejscowościach mojego rejonu także późną, wieczorną porą... - Pan, redaktorze, mieszka w S. na tak zwanych domkach, osiedlu letniskowych posesji, zimą kompletne tam pustkowie. U pana zawsze długo pali się światło. Skąd wiem? Często patroluję rejon tych daczy. Tam spokojnie. Jedyne, co ostatnio notowaliśmy, to postępki nieletnich złodziejaszków. Latem bywa inaczej. Spore, Wierzchowo i Stare Wierzchowo, a od jakiegoś czasu Orawka, są licznie odwiedzane przez turystów. Gmina nie ma kempingów, a jedynie miejsca wyznaczone na biwaki. Nie ma dozorców czy ochroniarzy, jak to bywa na kempingach, toteż latem odwiedzamy gości, wyjaśniamy, by nie pozostawali w namiotach i na plaży niezabezpieczonego mienia. Okazja stwarza złodzieja. - Kontakt z mieszkańcami mam, myślę, dobry. Wiem, że mi ufają. To niezwykle ważny element mojej służby taki bezpośredni kontakt. Nieraz muszę być mediatorem. Na przykład poprzedniej nocy w domu państwa Y. miała miejsce awantura domowa. Głowa rodziny... straciła głowę po alkoholu wypitym ponad miarę. Sąsiedzi zatelefonowali do dyżurnego komendy powiatowej i on skierował na miejsce patrol. Krewkiego pana domu uspokojo-

no. Rano miałem przed sobą informację o tym zdarzeniu w moim rejonie, bo to ja odpowiadam za to co się w nim dzieje. Jak się okazało - to nie pierwszy taki wypadek w tamtym domostwie i rodzinie. Pojechałem na miejsce. Rozmowa ostrzegawcza i profilaktyczna zarazem: co grozi za stosowanie przemocy w rodzinie, za zakłócanie spokoju i porządku. Pomogło, przynajmniej na jakiś czas... - Alkoholizm to jeden z głównych, negatywnych zjawisk społecznych i obyczajowych w moim rejonie. Pijaństwo i alkohol leżą u podłoża wielu zdarzeń o charakterze kryminalnym, także wykroczeń. Tych też lekceważyć nie wolno, jeśli mamy serio mówić o spokoju i prawnym porządku. Z satysfakcją współpracuję z gminną komisją ds. zwalczania alkoholizmu i narkomanii. Wspólnie prowadzimy profilaktykę. Kolejna sprawa nieletni. W komendzie powiatowej działa specjalistyczny zespół ds. przestępczości nieletnich. To trudne sprawy, ale trzeba nimi się zajmować. Zwłaszcza wówczas, gdy one o sobie ostro dają znać, a tak właśnie jest w gminie...

Warunki pracy w samej komendzie powiatowej policjanci z rewiru dzielnicowych mają gorsze niż fatalne, zresztą nie inne niż pozostali policjanci szczecineccy. O rozpadającym się budynku napisano już wszystko, co napisać można. Optymistyczna wielce zatem jest wieść, że wreszcie ruszyła budowa nowego obiektu. Z tym, że owe „lokalowe trudności”, a faktycznie istny skandal z odwlekającą się budową - odczuwają szczególnie dzielnicowi stłoczeni w kilku paskudnych pomieszczeniach. Tu przychodzą ludzie z miasta i ze wsi z różnymi sprawami i widzą fatalną wizytówkę państwowego, ważnego urzędu. Z tym jednak, że dzielnicowi „wiejscy” lokalowo mają się lepiej. Oto w Urzędzie Gminy Szczecinek przy ul. Pilskiej wydzielono dla dzielnicowych osobny, czysty, widny pokój. Są dyżury dzielnicowych. Tam przyjmowani są mieszkańcy gminy, przychodzący z różnymi sprawami. I choć to w mieście i niekiedy trzeba przejechać wiele kilometrów, interesantów nie brakuje, bo jak ktoś coś w urzędzie załatwia - może po drodze spotkać się ze swoim „aniołem stróżem”. Ale najłatwiej o kontakt z nim w miejscu zamieszkania. O czym miałem możliwość sam się przekonać. Co ciekawe, o ile w mieście rzadko kto zna z imienia, nazwiska i stopnia swego dzielnicowego, o tyle policjanci - dzielnicowi na wsi znani są nawet... małolatom.

Problem - „dzikie śmieci” - Często muszę interweniować w tak, zdawałoby się prozaicznej sprawie, jak dzikie wysypiska śmieci i śmiecie w ogóle - opowiada dziel-

nicowy Farynik. To jest naprawdę duży problem, bo chodzi o ochronę naturalnego środowiska, ale też o porządek w najprostszym rozumieniu tego słowa. Prawo, póki co mamy takie, że nie wymaga obowiązku podpisania umowy z PGK na wywóz nieczystości. Jedni umowy podpisują, są lojalnymi obywatelami, odpadki lądują w koszach, potem na wysypisku, A inni wyrzucają śmiecie gdzie tylko się da, byle nikt nie zauważył, często do lasu. Znowu jedni mówią, że ich na opłatę za wywóz nie stać, a jeszcze inni, że nie muszą płacić, bo prawo tego nie wymaga. Mamy szamba z przebitym dnem, gdzie nieczystości przedostają się do wód gruntowych. Błędne koło. To się pewnie skończy, ma wejść w życie ustawowo tzw. podatek śmieciowy. A wówczas łatwiej przyjdzie egzekwowanie dbałości o czystość i porządek. Ale nie chciałbym, żeby tak wyszło w gazecie, że dzielnicowy to tylko od śmieci na posesjach jest. Nie wolno jednak lekceważyć problemu.

Jeszcze o zaufaniu i znieczulicy Komenda Główna policji przed laty prowadziła badania dotyczące zaufania do policji. Ostatnio do podobnego sondażu społecznego wrócono i kolejny raz okazało się, że największym zaufaniem i akceptacją pośród wszystkich służb policyjnych cieszą się dzielnicowi. Kilka lat temu rzecznik KG Policji, Paweł Biedziak, obecnie już były, teraz równie rzeczowo i przekonująco reprezentuje NIK - tłumaczył mi, że policja nie jest do kochania przez obywateli tylko do pilnowania porządku. Słowa święte, ale p. Paweł był łaskaw dodać, że jest dobrze, gdy konkretni policjanci są lubiani przez ludność i zyskują jej zaufanie. „Mój” dzielnicowy, p. Farynik zgadza się z tą opinią całkowicie i przypomina o prewencji, w której, a jakże, jakby obowiązków miał mało, też uczestniczy. - To są spotkania z mieszkańcami w wiejskich świetlicach organizowane zależnie od zapotrzebowania mieszkańców i wedle wymogów oraz zasad prewencyjnego działania policji. To także spotkania z dziećmi i młodzieżą. Np. tradycją są wizyty dzielnicowego i innych policjantów w harcerskiej stanicy w Drężnie podczas letnich wakacji. Rozmawiają o bezpiecznym zachowaniu nad wodą. Na początku roku szkolnego spotkania z dziećmi i młodzieżą. Mówi się tam o zagrożeniach, narkomanii, a także bezpiecznym poruszaniu się na drogach. - Niepokoję się znieczulicą. To szerokie zjawisko społeczne, bardzo według mnie, niebezpieczne. Ludzie bywają obojętni na to, co widzą, np. na łamanie prawa, zakłócanie spokoju itp. Dlaczego nie zawiadamiają nas, policji? A potem słyszymy, gdzie policja była?


Odpowiedź na to pytanie wywołała wśród radnych Rady Powatu wiele emocji

Czy do Chin pojechał ktoś jeszcze?

Dwie propozycje

Poczobut. Radny Dudź ustosunkował się do odpowiedzi, jaką otrzymał z WIOŚ w Koszalinie w sprawie POP dotyczącego przekroczeń benzo(a) pirenu. - Moje pytanie odnosiło się do kwestii, czy rygory narzucone przez POP na firmę Kronospan są przestrzegane - powiedział radny. Delegatura WIOŚ z rozbrajającą szczerością poinformowała, że nie prowadzi badań ilościowych, tylko jakościowe. Według mnie, oznacza to, że na uchwaleniu programu się skończyło. Szkoda. Arkadiusz Szczepaniak zwrócił się z prośbą o udostępnienie wszystkich decyzji środowiskowych za lata 20102012 wydanych przez marszałka województwa firmie Kronospan. Zapytał również, czy miasto otrzymało od starostwa pozwolenie na przekierowanie deszczówki z jeziora Trzesiecko do Wielimia. Poprosił także o przedstawienie wyniku finansowego za rok 2011 spółki PKS w Szczecinku. Radnego interesowała też kwestia nadmiernej, jego zdaniem, rozbudowy

struktury kierownictwa PKS-u. Radnego Grzegorza Poczobuta zaciekawiła natomiast niedawna wyprawa przedstawicieli starostwa i miasta do Chin. Radny poprosił o zrelacjonowanie, jak przebiegała wizyta oraz o przedstawienie jej efektów. Zapytał również, czy to prawda, że szczecinecka delegacja udała się do Chin jednocześnie z przedstawicielami firmy Kronospan. Starosta, odpowiadając na pytania, ustosunkował się najpierw do uwagi Jerzego Dudzia, z którą się nie zgodził. Jeśli chodzi o pytanie Arkadiusza Szczepaniaka dotyczące przekierowania deszczówki, okazało się, że powiat nie wydał żadnej decyzji w tej sprawie. Co do PKS-u, Krzysztof Lis obiecał, że podczas kolejnych obrad Rady Powiatu radni będą mieli możliwość zapoznania się ze szczegółowym sprawozdaniem z działalności spółki za miniony rok. Najwięcej emocji wzbudziła odpowiedź na pytania Grzegorza Po-

Podczas minionej sesji do gorącej wymiany zdań doszło pomiędzy radnym Grzegorzem Poczobutem a wicestarostą Markiem Kotschym. czobuta. Głos w sprawie poruszanej przez radnego zabrał wicestarosta Marek Kotschy, który był uczestnikiem wyprawy do Chin. - Stare chińskie przysłowie mówi, że aby wyruszyć w daleką podróż, trzeba zrobić pierwszy krok - rozpoczął Marek Kotschy. Wicestarosta pokrótce zrelacjonował, jak przebiegała wizyta. Zaznaczył też, że sceptycznie odnosi się do tego, że w krótkim czasie Szczecinkowi uda się pozyskać chińskiego inwestora. Przyczyną ma być to, że obecnie priorytetem państwa jest wspieranie i uatrakcyjnianie terenów pod inwestycje tzw. ściany wschodniej. Zdaniem radnego, cierpią na tym

mieszkańcy biedniejszych obszarów zachodnich, w których niegdyś funkcjonowały PGR-y. Odpowiadając na drugą część pytania Grzegorza Poczobuta, wicestarosta nie krył swojej irytacji. - Zadając takie insynuujące, że coś jest na rzeczy, pytania, zachowuje się pan jak Andrzej Lepper - wytknął G. Poczobutowi M. Kotschy. - Teraz bez względu na to, co powiem, wszyscy będą uważać, że to, co pan insynuuje, rzeczywiście miało miejsce. Odmówiwszy dalszych wyjaśnień w tej sprawie, M. Kotschy opuścił mównicę. (sz)

Bilety autobusowe w górę

W zeszłym roku nie było podwyżki cen biletów autobusowych Komunikacji Miejskiej. Niestety, w tym roku już jej nie unikniemy. O wysokości nowych cen biletów zdecydują radni Rady Miasta na najbliższej sesji 6 lutego br. Obecnie za normalny bilet autobusowy płacimy 2,40 zł. KM zaproponowała naszym rajcom dwa warianty do wyboru: 2,60 zł i 2,80 zł. Pierwsi na ten temat wypowiedzą się radni Ko-

misji Budżetowej Rady Miasta. Z kolei o ostatecznej wysokości nowych cen biletów zdecyduje Rada na sesji. Nie oznacza to, że już 7 lutego pojedziemy autobusami drożej. Uchwała RM Szczecinka nabierze mocy prawnej dopiero po upływie 14 dni od dnia jej ogłoszenia w Dzienniku Urzędowym Województwa Zachodniopomorskiego. W uzasadnieniu „biletowej”

uchwały napisano m.in.: Obowiązująca „Taryfa opłat za przejazdy środkami komunikacji miejskiej w Szczecinku” oparta na cenie biletu normalnego 2,40 zł została uchwalona przez Radę Miasta Szczecinek 26.03.2010 roku. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest wzrost kosztów paliwa w latach 2010 i 2011 oraz przewidywany dalszy jego wzrost w roku 2012. (...) Proponowana zmiana cen po-

winna poprawić wielkość osiąganych przychodów. Na jego uzyskanie zasadniczy wpływ ma struktura taryfy. Z przeprowadzonych w 2011 roku badań wielkości i struktury przewozów w Komunikacji Miejskiej w Szczecinku wynika, że w ogólnej wielkości przewozów zaledwie 31,2 proc. stanowią przewozy pełnopłatne (bilet normalny). 35,9 proc. to przejazdy ulgowe (z 50 proc. ulgą), a aż 32,9 proc.

to przejazdy bezpłatne. Szacunek wartości udzielonych w 2011 roku ulg i zwolnień z opłat za przejazdy wynosi 2.600.000 zł. Natomiast dopłata z budżetu miasta wyniosła 2.000.000 zł. Stan taki, który jest korzystny ze społecznego punktu widzenia, powoduje niekorzystne skutki finansowe dla Spółki KM. Wymaga to podniesienia cen za usługi przewozowe lub zwiększenie dopłaty z budżetu miasta. (sw)

To nie jest obywatelska postawa. A nam i naszym rodzicom marzyło się przecież po odzyskaniu niepodległości społeczeństwo obywatelskie... - Zaufanie do nas, do policji i policjantów? Szacunek i poważanie dla naszej służby? Niedawno mogliśmy obejrzeć w mediach długą kolejkę chętnych do służby policyjnej przed komendą w Gdańsku. To pozytywnie świadczy o tym, jak w społeczeństwie jesteśmy odbierani.

O sobie

pełnie inne i inne pisze scenariusze. „Mój” dzielnicowy Farynik pochodzi - jak mówi - „z sąsiedniego województwa”, z Czarnego, a to rzut beretem od Szczecinka. Po ukończeniu szkoły średniej odbywał obowiązkową przed laty zasadniczą służbę w wojsku, w Żandarmerii Wojskowej. - W dzieciństwie nigdy nie marzyłem, żeby zostać policjantem. Owszem, chciałem być w mundurze. Lecz chodziło o armię. Zosta-

łem w wojsku jako nadterminowy, chciałem być żołnierzem zawodowym, ale nie wyszło. Był nabór do policji, to dla mnie szansa, tym większa, że służyłem w żandarmerii, czyli niejako policyjnej formacji wojskowej. Najpierw przeszkolenie w Poznaniu, potem Szkoła Policji w Słupsku, specjalistyczne szkolenie dzielnicowych. Mąż i ojciec dwojga dzieci. Pełniąc służbę w policji, mł. ASP. Remigiusz Farynik ukończył studia

i uzyskał licencjat na wydz. administracji Wyższej Szkoły Kupieckiej. Jest członkiem ratunkowej drużyny płetwonurków Ochotniczej Straży Pożarnej w Bornem Sulinowie, związany także z Ośrodkiem Szkolenia Państwowej Straży Pożarnej w Bornem. Wojciech Jurczak

Jaki jest mł. aspirant Remigiusz Farynik? Podczas naszej długiej rozmowy o służbie dzielnicowego na wsi zrobił na mnie wrażenie człowieka zupełnie bez nerwów i - jak sądzę - niełatwo poddającego się emocjom. To cenna cecha policjanta. Odrzućmy do kąta rozmaitych nerwusów, pokazywanych w telewizyjnych tandetnych produkcjach, jako policmajstrów, szeryfów od siedmiu boleści itp. Życie jest zu-

* - Imię „bohatera” dialogu zmienione.

REKLAMA

W miniony piątek (27.01) obradowała Rada Powiatu. Program sesji był bardzo napięty, być może dlatego obrady zakończyły się po niespełna czterech godzinach. Radni pochylili się m.in. nad sprawozdaniem z działalności placówki oświatowo - wychowawczej Academia Nautica. Po wyczerpującej prezentacji prezesa SzLOT Piotra Misztaka, która niewątpliwie zdominowała sesję, pojawiło się mnóstwo pytań. Radnych zastanawiało m.in, dlaczego w zajęciach dla dzieci i młodzieży nie biorą udziału mieszkańcy całego powiatu, jak wydawane są pieniądze placówki, a także czy oferta Academii dubluje się z ofertą SAPiK-u. Radnego G. Poczobuta zaniepokoiły natomiast zbyt wysokie, jego zdaniem, rachunki telefoniczne. Ale to nie jedyne wątpliwości, jakie podczas minionej sesji wyrazili powiatowi radni. W części dotyczącej pytań i interpelacji tradycyjnie głos zabrali radni: Jerzy Dudź, Arkadiusz Szczepaniak oraz Grzegorz


Autorka nagradzanego w Polsce i zagranicą filmu odwiedziła Szczecinek

Spotkanie z Dorotą Kędzierzawską Najnowszy film Doroty Kędzierzawskiej „Jutro będzie lepiej” fabułą przypomina znaną poruszającą historię dwóch chłopców, którzy w 1985 roku postanowili uciec za granicę pod podwoziem tira. Historia polskiej reżyserki także bazuje na wydarzeniach prawdziwych: tym razem jednak mamy do czynienia z trójką małych rosyjskich bohaterów, wychowujących się na dworcu kolejowym. Pewnego dnia postanawiają odmienić swój los, uciekając przez zieloną granicę do Polski. Niewielu twórców kina potrafi tak trafnie ukazać dzieci i otaczający

ich świat. Dorota Kędzierzawska po mistrzowsku wplata małych bohaterów w trudne i niekiedy dramatyczne wydarzenia, budując jednocześnie zapadającą w pamięć opowieść o wolności, marzeniach i nadziei na nadchodzące jutro. W minioną środę (26.01) Dorota Kędzierzawska odwiedziła Szczecinek. Reżyserka po projekcji filmu „Jutro będzie lepiej”, odbywającej się w ramach DKF-u, wzięła udział w spotkaniu z widzami. Produkcja, która na licznych, zarówno polskich jak i zagranicznych, festiwalach zdążyła już zdobyć mnóstwo nagród, równie entuzjastycznie została odebrana przez szczecinecczan. Wiele

obecnych na spotkaniu z reżyserką osób zastanawiało się, jak wyglądała praca na planie ze znakomitymi i przekonującymi małymi aktorami. - Nigdy nie robimy typowych castingów - tłumaczyła Dorota Kędzierzawska. - Na castingi ogłaszane w radiu lub telewizji przychodzą zupełni inne dzieci niż te, których szukamy: z kółek teatralnych, pewne siebie, wiedzące, jak pracuje się przed kamerą. Ja natomiast szukam dzieci, które są surowe, które dopiero trzeba odkryć. Poszukując aktorów do „Jutro będzie lepiej”, odwiedzaliśmy m.in. ośrodki dla uchodźców. Tam znaleźliśmy Akhmeda (Liapę), który jest Czecze-

nem. Na Ukrainie, na jednym z osiedli odnaleźliśmy drugiego chłopca - Jewgienija (Waśkę). Długo potem okazało się, że ma on młodszego brata, w którym się kompletnie zakochałam. Oleg (Pietia) nie chodził jeszcze do szkoły. Był takim wolnym ptakiem i miał niesamowitą wyobraźnię. Do znalezienia odpowiedniego aktora potrzebna więc jest intuicja, ale także trochę szczęścia. (sz) Reżyserka po udzieleniu odpowiedzi na wiele nurtujących widzów pytań wyjawiła, że obecnie pracuje nad produkcją, w której postanowiła nieco odpocząć od dzieci. Obecne na spotkaniu osoby zapewniła, że już wkrótce odwiedzi Szczecinek ponownie.

I Poligon Zimowy czeka już na gości Miłośnicy militariów - goście corocznych, sierpniowych Międzynarodowych Zlotów Pojazdów Militarnych „Gąsienice i Podkowy” nie mogą się już doczekać kolejnego IX Zlotu, który odbędzie się w Leśnym Miasteczku, tradycyjnie w sierpniu. Postanowili więc zorganizować Poligon Zimowy! Pierwsza impreza odbędzie się w dniach 3-5 luty (piątek-niedziela). - O takiej inicjatywie myśleliśmy już od kilku lat. Jeszcze wcześniej niż organizatorzy zimo-

wych zlotów militarnych w Darłowie. Oni zdecydowali się wcześniej, my z różnych względów dopiero teraz - mówi Wiesław Bartoszek, komandor borneńskich zlotów. - Poligon Zimowy swoją formułą będzie nieco odbiegać od letnich zlotów. To impreza przede wszystkim dla naszych corocznych gości. Nie znaczy to jednak, że nie będzie ciężkiego sprzętu bojowego (będą m.in. dwa Bojowe Wozy Piechoty BWP-1 dop.red.) Tym samym miłośnicy sza-

foto:organizatorzy

Pierwszy poligon zimowy „wywołali z lasu” miłośnicy militariów z grupy „Alamo”. W lutym ubiegłego roku przyjechali na teren zlotowy w Bornem i stanęli tam obozem wojskowym. Było niemal pół setki osób. W ten sposób rozwiązał się stale powracający w dyskusjach dylemat, czy zimowe zloty militarne w Bornem Sulinowie mają sens? Okazuje się, że mają.

leństw na Tankodromie będą mieli prawdziwą frajdę. Swój udział w Zlocie zapowiedzieli też przedstawiciele firm handlujących umundurowaniem i sprzętem wojskowym. Spodziewamy się około około 300-400 uczestników, także ze Szczecinka. Liczymy również na naszych wiernych gości. Czekamy na Was. Jak podkreślił Komandor Zlotu, jego inna formuła polegać będzie również na tym, że uczestnicy spędzą sporo czasu na zwiedzaniu i poznawaniu okolicy Bornego Sulinowa. - Między innymi zawitamy na największe i najbardziej znane fortyfikacje Wału Pomorskiego - dodaje W. Bartoszek. (sw)

Wielki feryjny bal kostiumowy

Dzieci chętnie włączyły się do wspólnej zabawy. W ubiegły czwartek (26 stycznia) w budynku SAPiK-u przy ul. Kilińskiego 1 odbył się wielki bal kostiumowy pod nazwą „Projekt: Starszy Brat, Starsza Siostra”. Został on zorganizowany w porozumieniu i wspólnymi si-

łami Świetlic „Tratwa” „Koniczynka”, „Magdalenka”, „TPD” i świetlicy przy SDK, Fundacji „Miłosierdzie i Wiedza” oraz Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, a uczestnikami byli podopieczni tych placówek. Jak mówią organizatorzy, ta impreza

nie jest jedynie formą uatrakcyjnienia zajęć przygotowanych dla dzieci w czasie ferii zimowych, ale również okazją, by przybliżyć dzieciom idee wolontariatu, a szczególnie realizowanego od 20 lat przez szczecinecki MOPS projektu „Starszy Brat - Starsza Siostra”, gdyż to właśnie dzięki temu projektowi, niektóre z nich zyskały przyjaźń, pomoc i opiekę ze strony wolontariuszy, pełniących role ich „starszego rodzeństwa”. - Dzisiejsza impreza jest podsumowaniem ferii we wszystkich świetlicach środowiskowych. Bal został zorganizowany wspólnymi siłami, wszystkie świetlice mają swój wkład, także jest to prawdziwe partnerstwo i prawdziwa integracja nie tylko dzieci, ale również wychowawców. Niejako honorowe miejsce w tym wypadku zajmuje Miejski

Wieczór poezji z Ligą W ubiegły czwartek (26 stycznia) w lokalu„Karolinka” odbyło się spotkanie pań z Ligi Kobiet Polskich. Był to kolejny już czwartkowy wieczór, wpisujący się w cykl cotygodniowych spotkań LKP, które adresowane są do wszystkich mieszkańców Szczecinka. Tym razem przed licznie zgromadzonymi paniami wystąpił Janusz Kowalkowski, poeta, a także prezes i współzałożyciel Fundacji Młodych artystów LIRA. Podczas spotkania Janusz Kowalkowski przedstawił

licznie przybyłym gościom swoją poezję, nie zabrakło też muzyki i piosenek. Tego wieczoru miało się także odbyć podsumowanie drugiej części akcji „Kobiety dla hospicjum” oraz rozlosowanie spośród darczyńców wielu nagród, jednak termin zakończenia akcji został przesunięty na dzień 11 lutego. Wtedy też poznamy kwotę, jaką udało się tym razem zgromadzić oraz szczęśliwców do których powędrują upominki. (mg)

Ośrodek Pomocy Społecznej, który animuje wiele spośród tych dzieci w projekcie „Starszy Brat, Starsza Siostra”. Dzisiejsza impreza ma na celu również promowanie projektu i jest niejako kontynuacją grudniowej konferencji, zorganizowanej z okazji dwudziestolecia tego projektu - mówi Agnieszka Piskozub - Rynkiewicz, konsultantka ds. wolontariatu i kontaktów z organizacjami oraz instytucjami, a także wychowawca zatrudniony w świetlicy socjoterapeutycznej „Tratwa”. - Dzisiaj są z nami świetlice „Tratwa”, „Koniczynka”, „Towarzystwo Przyjaciół Dzieci”, „Spółdzielczy Dom Kultury”, dzieci z „Miłosierdzia i Wiedzy”, ze świetlicy „Magdalenka” oraz oczywiście dzieci wolontariuszy z programu „Starszy Brat, Starsza Siostra” . Liczyliśmy, że w su-

mie będzie ok. 130 dzieci oraz trzydziestu wolontariuszy. Bardzo fajne jest to, że zespół również wolontarystycznie gra dla nas, także każda świetlica przygotowała jakiś poczęstunek. Najważniejsze jest to, że po raz kolejny możemy się spotkać i wspólnie pobawić - dodaje Agnieszka Piskozub - Rynkiewicz. Podczas imprezy, oprócz, oczywiście, wesołej tanecznej zabawy, dzieci wzięły również udział w wielu grach i konkursach. Nie zabrakło także konkursu wiedzy o projekcie. Wydarzenie to mogło się odbyć dzięki współfinansowaniu „ Fundacji Starszy Brat, Starsza Siostra - Polska”, nieodpłatnemu udostępnieniu sali przez SAPiK oraz wolontarystycznej pracy wielu osób, w tym zespołu muzycznego. (mg)

Moje bezpieczne ferie Uczniowie szczecineckich szkół i przedszkoli wiedzą, jak ważne podczas zimowych ferii jest bezpieczeństwo i nawet podczas zabawy nie zapominają o nim. 20 stycznia w auli Szkoły Podstawowej nr 1 odbyło się uroczyste wręczenie nagród zwycięzcom konkursów plastycznych dot. bezpiecznego wypoczynku zimowego, które organizowane zostały przez Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Szczecinku, Pion Oświaty Zdrowotnej i Promocji Zdrowia. Nagrody, które za-

sponsorowane zostały przez Urząd Miasta i Starostwo Powiatowe, zostały wręczone laureatom konkursu pt. „Bezpieczne ferie 2012” oraz „ Feryjna maskotka - Bezpieczny Felek”. Nagrodzone zostały również maluchy z Przedszkola Publicznego im. Kornela Makuszyńskiego, które brały udział w konkursie plastycznym pt. „Moje bezpieczne ferie”. Gratulacje oraz upominki wszystkim dzieciom wręczyła Barbara Szysz - szefowa szczecineckiego Sanepidu. (mg)


PYTANIE: Co podpowie wyszukiwarka Google po wpisaniu hasła “usługi Szczecinek” lub “firmy w Szczecinku”?

ODPOWIEDŹ Z PIERWSZEGO MIEJSCA:

REKLAMA

zaufało nam już ponad 300 firm i usługodawców

REKLA-

KR;R=;AF=C&[ge


O początkach Domu Kultury Kolejarza w Szczecinku

Pierwsi byli kolejarze Od jednego z naszych Czytelników otrzymaliśmy okolicznościowy albumik dotyczący historii powstania Domu Kultury Kolejarza. Opracowanie nosi tytuł „XXV lat ruchu kulturalnego węzła PKP w Szczecinku”. Całość w postaci maszynopisu z licznymi zdjęciami została wydana 28 lutego 1970 roku. Ze względu na walory historyczne, opracowanie przedstawiamy naszym Czytelnikom. Przez wzgląd na propagandowy charakter ostatniego rodziału, zrezygnowaliśmy z jego druku. W tym numerze zamieszczamy część II ostatnią. Część II Z tego okresu mamy najmniej informacji. Wiemy jedynie tyle, że tow. Paśniewski pracował na pół etatu, co pociągnęło za sobą ograniczenie działalności placówki, a jeżeli chodzi o amatorski ruch artystyczny zamarł całkowicie. Dopiero pojawienie się w palcówce społecznego działacza, syna kolejarza z wykształcenia radiotechnika - Jerzego Bednarczyka, powoduje powstanie zespołu muzycznego. Zważywszy, że był to rok 1965, nie trudno się domyślić, że był to zespół bigbitowy. - Założyłem jeden z pierwszych zespołów beatowych w Szczecinku - wspomina Jerzy Bednarczyk. Mieliśmy niezwykle prymitywny sprzęt. Zaczęło się od tego, że czterech chłopców namówiło uprzedzonych do tego typu muzyki zarządzających „Kolejarzem”, na zakupienie gitar typu alko. Podłączyłem te instrumenty, poprzez zrobiony przez siebie mikser do jedynego w placówce wzmacniacza. Obciążeniem były cztery głośniki wmontowane w drewniane skrzynki, popularnie zwane „kołchoźnikami”. Na tym wyjątkowo niedoskonałym sprzęcie zespół pracował do roku 1967. Tornado - taką nazwę przyjęliśmy, często zmieniał skład personalny. Pracowaliśmy bez instruktora muzycznego. Zdawałem sobie sprawę z tego, że błądzimy po omacku i z tego, że jeśli nie zmieni się układ, zespół będzie skazany na zamarcie. A był to wówczas jedyny zespół w palcówce. Wszelkie akademie i wieczornice obsługiwały zespoły szkolne. Wiedziałem z opowiadań ojca kolejarza o świetności dawnych kolejarskich zespołów i marzyłem o ich odrodzeniu. W październiku 1966 roku stanowisko kierownika (wówczas jeszcze świetlicy) obejmuje Zbigniew Butkiewicz. Dochodzimy do wniosku, że sytuacja lokalowa (wyłącznie ładna sala widowiskowa) skazuje nas na prowadzenie jak największej ilości masowych imprez. Do tego potrzebne były zespoły i to dobre. Czułem, że nadszedł czas działania. Zaczęliśmy od zmian personalnych w zespole mu-

zycznym. Oparliśmy go o muzyków z przygotowaniem muzycznym, oddając kierownictwo artystyczne Edwardowi Butkiewiczowi. Z pierwszego składu zespołu pozostała jedynie solistka - Krystyna Tukalska. Była wtedy w szóstej klasie, u nas nauczyła się śpiewać. Obecnie jest uczennicą Technikum Mechanicznego w Szczecinku. I pozostaje nadal stałym, czynnym uczestnikiem placówki. Kierownik miał za zadanie zdobycie funduszy na sprzęt - przynajmniej ten niezbędny. Zdałem sobie sprawę, że było to dla niego trudne zdanie. Był przecież moim rówieśnikiem i nigdy przedtem nie pracował. Naszymi argumentami była młodość i ambicja. Było to trudne zadanie dla młodego niedoświadczonego człowieka. Jedynie życzliwość i duża pomoc Zarządu Okręgowego ZZK, a zwłaszcza st. instr. ds. kulturalno-oświatowych oraz zrozumienie i poparcie kierownictwa zespołu Zarządu Głównego ZZK sprawiły, że mogliśmy kupić najbardziej niezbędny sprzęt muzyczny. Zmobilizowałem zespół do czynu społecznego. Pod wodzą Jurka Bednarczyka ze „zorganizowanych” desek, chłopcy zbudowali kolumny głośnikowe. Deski były różnego pochodzenia. Było tam stare łóżko dr. Lesińskiego, które jego syn znalazł na strychu. Były deski pierwotnie przeznaczone na klatki dla królików. Była sklejka 5 mm, z której miałem zrobić kajak na urlopowe włóczęgi. Jurek dokonywał cudów elektronicznych. Podejrzewam, że w ZURT, gdzie pracuje, często nie mogli się doliczyć brakujących metrów różnych przewodów i przełączników. Natomiast wiem na pewno, że część zarobionych pieniędzy inwestował w Sympzjum 67, bo taką nazwę przybrało dawne Tornado. Dlaczego Sympozjum 67? Starożytni Grecy dzielili swoje uczty na dwie części. Pierwsza miała charakter wybitnie konsumpcyjny. Po zaspokojeniu potrzeb żołądka, następowała część druga - sympozjalna. Wnoszono słodkie wina, owoce, a przy dźwiękach orkiestry swoje najnowsze poematy recytowali poeci, malarze demonstrowali swoje dzieła, pląsali tancerze - była to uczta dla ducha. Natomiast 67 to rok powstania zespołu. Pierwszy oficjalny wy-

Zespół teatralny po występach w Krynicy stęp to uczestnictwo w gitariadzie wojewódzkiej. Po trzech miesiącach istnienia zespół zajął IV miejsce w województwie. 21 lutego 1970 roku zespół dał oficjalny koncert. Poznało go całe województwo koszalińskie, jak również niektóre miasta woj. szczecińskiego. Jest jednym z najlepszych zespołów województwa. Ma za sobą występy w Telewizyjnym Ekranie Młodych oraz nagrania w radio warszawskim i lokalnym. Planem na najbliższą przyszłość jest dostąpienie zaszczytu zaprezentowania programu na Sejmiku Kulturalnym ZZK we Wrocławiu. Z występem we Wrocławiu wiążemy duże nadzieje. Przydałby się dobry, o dużej jakości odtwarzania sprzęt, który mógłby zastąpić społecznie wykonaną i niedoskonałą aparaturę. Trud z jakim zdobyli dotychczasowy sprzęt i praca, którą włożyli chłopcy w jego bieżącą konserwację daje gwarancję, że ewentualnie nowe instrumenty będą szanowane i właściwie pielęgnowane. Czytelnik „Kroniki” zarzucić może zbyt szerokie opisywanie genezy powstania Sympozjum 67 Prosząc o zrozumienie p.t. Czytelnika wyjaśniamy, że dla nas Sympozjum 67, to nie tylko ambitny zespół niosący wartości muzyczne, to również poligon, na którym zdobywaliśmy ostrogi działacza kulturalno-oświatowego, poligon na którym wyrosła i okrzepła grupa młodych działaczy społecznych. Powstają nowe zespoły. Korzystając z istniejącej bazy sprzętowej powstaje drugi zespół Trzy. Prowadzi go społecznie instruktor muzyczny Sympozjum. Zespół szybko dołącza do czołówki województwa. Na I Szczecineckim Festiwalu Muzy-

Szczecinecka ekipa po występach w Chełmie ki Młodzieżowej zorganizowanym w 1969 roku przez klub, zajmuje drugie miejsce po Sympozjum. Chcąc kontynuować tradycje teatralne założyliśmy Studio Małych Form Teatralnych. Scena poetycka tego studia daje szereg premier. Debiutuje „Wieczorem fraszek staropolskich” w reżyserii Dariusza Helskiego, następnie wystawia montaż poetycki „Ona ma 25 lat” w reżyserii Mirka Kroma. Ze studnia wyłania się grupa ludzi, która pod przewodnictwem 70-letniego emeryta PKP tow. Bazylego Pańkowca organizuje teatr dramatyczny. Wystawiają kolejno: „Jubileusz” A. Czechowa, „Po amerykańsku” B. Pańkowca, „Punkt zwrotny” Wł. Odojewskiego i „Czas próby” Sołodara. Najmniejszą formą teatralną jest powstały w styczniu 1970 roku Teatr Jednego Aktora. Opracowuje montaż poezji Jesienina „Dla ciebie kraju miły” w reżyserii i scenografii Aliny Jakubowskiej z muzyką Edwarda Butkiewicza. Równolegle

z Teatrem Jednego Aktora powstaje Dziecięcy Teatr Bajki kierowany przez Mirka Kroma i Elżbietę Czajkowską - instruktora klubu. Powstaje duet wokalny Kitki, który specjalizuje się w piosence radzieckiej. Zespoły te prezentują wysoki poziom artystyczny. Teatr Dramatyczny ze sztuką Odojewskiego „Punkt zwrotny” zakwalifikował się na eliminacje centralne zespołów teatralnych ZZK, gdzie otrzymał wyróżnienie. Biorąc pod uwagę mały staż pracy zespołów, jak również młody wiek wykonawców, jest to duży sukces. Teatr Poezji z „Wieczorem fraszek staropolskich” w 1969 roku reprezentował nasz powiat na eliminacjach wojewódzkich Festiwalu Teatrów Poezji. Gdzie również otrzymał wyróżnienie. Teatr Jednego Aktora w wykonaniu kolejarza pracującego w Rejonie Budynków - Mirosława Kroma, zakwalifikował się do przeglądu wojewódzkiego Festiwalu Teatrów Amatorskich dla uczczenia 100 rocznicy urodzin Włodzimierza Le-


To ludzie tworzą przyjazny klimat Niepubliczna Placówka Oświatowo-Wychowawcza Academia Nautica została utworzona przy SzLOT w 2008 roku. Od tego czasu mijają właśnie trzy lata. O tym, jak funkcjonuje placówka, o jej sukcesach i rzeczach, które wciąż wymagają jeszcze poprawy, opowiada prezes SzLOT Piotr Misztak. Academia Nautica, jak również SzLOT ze znanych wszystkim powodów są na cenzurowanym. Jak się pracuje, kiedy każdy patrzy wam na ręce? - Jeśli chodzi o mnie, nie słucham i nie czytam negatywnych komentarzy. Po prostu, robię swoje. Nie chcę, żeby hamowały mnie czyjeś złośliwe słowa. Ludzie, z którymi pracuję, wiedzą, że podczas przygotowań do danej imprezy zwracam uwagę na najmniejsze szczegóły. To jest dla mnie najważniejsze. Z drugiej strony, na wszystko mam odpowiednie papiery, dokumenty. Nie boję się kontroli, bo nie mam nic do ukrycia. Mój poprzednik dawał powody do tego, by być wobec niego nieufnym, przez co wielu ludzi się ze sobą spierało. A ja chcę ze wszystkimi współpracować. Wobec tego, jakimi pieniędzmi w minionym roku dysponowała Academia Nautica i na co zostały one przeznaczone? - Academia Nautica powstała w ramach przekształceń POSWiT-u. Razem ze SzLOT-em ma wspierać szeroko rozumiane sporty wodne. Przede wszystkim jednak jako placówka szkolno-wychowawcza ma dbać o dzieciaki. W 2011 r. była finansowana ze środków starostwa w wysokości 338 tys. zł. To są pieniądze celowe, na realizację naszych zadań statutowych. Z każdej złotówki musimy się potem rozliczyć. Do tego dochodzi dofinansowanie ze SzLOT-u w wysokości nieco ponad 61 tys. zł. SzLOT ma możliwość zarabiania, dzięki temu może przekazać określoną sumę Academii. Z tych wszystkich pieniędzy finansowane są wynagrodzenia dla instruktorów, różne wydatki bieżące, utrzymanie obiektu, ale też wyjazdy na zawody, wycieczki biwaki, czyli wszystko to, w czym uczestniczą dzieci. Wystarcza na wszystko? - Powiem tak. Cieszymy się, że w tym roku dotacja ze starostwa będzie wyższa (ok. 370 tys. zł dop. autora). Nie zmieniała się ona od początku istnienia Academii, a wszystkie koszty bieżące, energia czy utrzymanie budynku szły w górę. Miniony rok pokazał, że organizując poszczególne zajęcia, zawie-

nina. Z jaką oceną się spotka, jeszcze nie wiemy. Przegląd odbędzie się 24 marca. Placówka przywiązuje dużą wagę do pracy ideowo wychowawczej w zespołach. Przykładem niech będą fakty: Na apel społeczeństwa, zespoły amatorskie klubu dają cały szereg koncertów przekazując do-

siliśmy poprzeczkę bardzo wysoko. Nie moglibyśmy utrzymać tego poziomu, mając do dyspozycji kwoty z 2008 roku. To był udany rok? - Bez wątpienia. Wydarzeń, w których brały udział dzieci z Academii, było mnóstwo. Z przykładowych można by wymienić wyjazd do oceanarium w Trójmieście czy do Multikina w Poznaniu. Udało się nam pozyskać partnerów, dzięki którym nasze dzieci mają możliwość brania udziału w darmowych zajęciach na basenie; dwa razy w miesiącu mogą też za darmo chodzić do kina. Przez cały czas trwały zajęcia, różne gry, zabawy, ogniska, rajdy rowerowe, turnieje piłki siatkowej... W czasie wakacji również. Nasza przystań była cały czas otwarta. Możemy się też pochwalić licznymi sukcesami: nasi wychowankowie zdobywają czołowe miejsca na zawodach weakboardingowych. Kuba Konefał zajął 9 miejsce na Mistrzostwach Europy. Odbyliśmy również rekordowa liczbę szkoleń na sternika motorowodnego. Odbył się chrzest wodniacki, w którym brała udział cała brać żeglarska. Tak jak powiedziałem, poprzeczka jest wysoko. To dla nas duże wyzwanie, by utrzymać, a nawet podnieść poziom w tym roku i w latach następnych. Ile osób bierze udział w zajęciach organizowanych przez Academię? - Najtrudniejszym czasem dla nas jest okres od późnej jesieni do wczesnej wiosny. Mimo to, liczba osób, które biorą udział w zajęciach w tym czasie, wzrasta. W porównaniu do roku 2010 zwiększyła się o 47 proc. Latem uczestników zajęć jest znacznie więcej. W 2010 r. było ich 95. W ubiegłym roku liczba ta również była wyższa: w letnich zajęciach w 2011 r. uczestniczyło 141 osób. Obecnie mamy złożonych ok. 80 deklaracji.

gę jednak zagwarantować, i myślę, że wszyscy instruktorzy również, że teraz jest inaczej. Rozpoczęliśmy współpracę z rodzicami dzieci, które uczęszczają do nas na zajęcia. Zapraszamy ich tutaj, jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. Z drugiej strony, to nie są zajęcia obowiązkowe. Jak to wśród dzieci, zdarzają się różne zdarzenia losowe, choroby, czasem komuś się po prostu nie chce przyjść... Zawsze jest jednak tak, że spora grupa ok. 40 osób mimo wszystko uczestniczy w zajęciach. Latem, wiadomo, jest ona znacznie większa. Nagrodą za udział w zajęciach są wyjazdy. Tak było podczas tych ferii. Dzieci, które miały najwyższą frekwencję, a przy tym najlepsze wyniki w zajęciach, pojechały w góry do Sierocka pod Zakopanem. Oczywiście, brane były pod uwagę również czynniki społeczne. Co mogę powiedzieć, wyjazd był bardzo udany. Niektóre dzieci po raz pierwszy były w górach i to w dodatku zimą. Jeden z chłopców, który świetnie jeździ na desce i kocha to robić, po przyjeździe na miejsce usiadł i patrzył na góry. Był pod wrażeniem tego, jak tam jest pięknie. Wcale nie chciał zjeżdżać. Uczestnicy wyjazdu nauczyli się wielu ciekawych rzeczy. Z tego, co widziałem, dzieci bawiły się świetnie. Wszyscy wrócili cali i zdrowi. Już myślimy o kolejnym wyjeździe, który być może będzie miał miejsce w marcu.

W czasach poprzedniego prezesa SzLOT-u problemem były tzw. martwe dusze. Mówiąc inaczej, liczba zadeklarowanych uczestników zajęć nie pokrywała się z tym, ile rzeczywiście dzieci brało udział w zajęciach. - Tak, to był duży problem. Mo-

Obok Academii funkcjonuje Żeglarski Międzyszkolny Klub Sportowy „Orlę”. Jak wyglądają relacje pomiędzy tymi dwoma, bardzo podobnymi organizacjami? - Mówiąc krótko, współpracujemy, żyjemy w symbiozie. Klub korzysta nieodpłatnie z przystani. Nie widzieliśmy potrzeby, by to zmieniać. Działamy na zasadzie zazębiania kompetencji. Jeśli chodzi o udział w zawodach, to nasze dzieci startują pod szyldem Academii i Klubu „Orlę”. Z reguły też dzieci, które należą do klubu są również podopiecznymi Academii. I tak powinno być. Aby nie powielać pewnych zadań, wspieramy się. Jednak klub ma swoje oddzielne fundusze, odrębnie stara się też o dotacje na swoje imprezy. Niedawno w klubie zmienił się zarząd. Obecny prezes

chód z nich na budowę Pomnika Centrum Zdrowia Dziecka. (...) Dla ułożenia właściwych stosunków międzyludzkich założyliśmy Klub Młodego Kolejarza. (...) Klub ma rozwiązać problem adaptacji stażystów w zakładzie pracy. Jedno jest pewne już dziś - darzą oni klub zaufaniem i sympatią. Pomy-

śleliśmy również o emerytach i rencistach. W utworzonym dla nich klubie czują się dobrze, a ciągłe kontakty z młodzieżą kolejarską, dyskusje i rozmowy korzystne są dla jednych i drugich. Rozumując, że współzawodnictwo jest jedną z wyższych form wychowania socjalistyczne-

prowadzi teraz bardzo intensywną kampanię marketingową. Pomagamy klubowi jak tylko możemy: począwszy od ubezpieczeń, przez wyjazdy, łódki... Podczas Regat o Memoriał Henryka Falkowskiego, członkowie Academii i klubu razem reprezentowali nasz powiat. Tylu żagli, ile wówczas pojawiło się na naszym jeziorze, nie było już dawno. Uważam to za sukces - także klubu i ludzi, którzy go tworzą. Nie jest to duży klub, ale jego członkami są prawdziwi pasjonaci i trzeba ich szanować.

zajęć odbywa się wciąż nieodpłatnie. To nie jest SAPiK, gdzie wszystko jest ładne i pachnące. Mimo to, przychodzi do nas coraz więcej dzieci. To sukces także instruktorów i wszystkich, którzy z nami współpracują - to oni tworzą przyjazny klimat.

Co w minionym roku było niewątpliwym sukcesem Academii? - Rosnąca frekwencja i brak pustych deklaracji. Udało się nam również zbudować kadrę, składającą się z wykwalifikowanych osób, które chcą pracować z dziećmi. Kolejny sukces wiąże się z tym, że udało nam się nawiązać kontakt z rodzicami. I że tak wiele rozmaitych

A co wciąż wymaga dopracowania, poprawy? - Brakuje nam sprzętu żeglarskiego. Nasze dzieciaki, mówię „nasze”, bo tak czuję, przegrywają na zawodach tylko dlatego, że ich sprzęt nie jest taki, jak konkurencji. Co ważne - nie przegrywają umiejętnościami. Przydałyby się z dwie łódki, które byłyby wykorzystywane tylko do startów. Poza tym niezbędne jest poprawienie warunków bytowych Academii. Mam na myśli przebudowę budynku. Czekamy na dużą inwestycję. Starostwo szuka różnych rozwiązań, środków zewnętrznych. Nie uciekniemy od jeziora, nie odwrócimy się od niego plecami: aby każdy miał tu swoje miejsce i czuł się tu dobrze, potrzebny jest gruntowny remont naszych pomieszczeń. Staramy się też, aby w zajęciach Academii brało udział więcej dzieci z całego powiatu, a nie tylko ze Szczecinka. Wstępną współpracę z nami zadeklarowała już Grzmiąca i Biały Bór. Cały czas szukamy rozwiązań, które pozwoliłyby dzieciom z powiatu uczestniczyć w zajęciach. Problemem jest transport. Dlatego staramy się o specjalny grant. Sami też próbujemy pozyskać na ten cel środki. Jeśli nam się uda, to zapewniam, że pod tym względem będzie lepiej. (sz)

go, popularyzowaliśmy poprzez periodyczne imprezy Brygady Pracy Socjalistycznej. „Dla was” bo tak nazywały się imprezy, popularyzowały ludzi dobrej roboty. (...) Logika nakazuje zakończyć tę kronikę podsumowaniem - oceną 25-letniego dorobku kulturalno-oświatowego szczecineckich kolejarzy. Jak

z tego widać - naprawdę nie wiemy. Bo jak my młodzi ludzie, rówieśnicy wyzwolonego Szczecinka, którym przypadło w udziale kierować tą placówkę możemy ocenić tamte lata? Jaką miarą mierzyć ludzi i czyny lat narodowego zrywu? Podziw i szacunek - to nasza ocena. (jg)

A SAPiK? Nieraz mogłoby się wydawać, że Academia Nautica powiela ofertę zajęć organizowanych przez agencję. - SAPiK i SzLOT mają całkiem inne zadania. SAPiK realizuje zadania związane z kulturą, my - z turystyką czy sportami wodnymi. Dlatego zajęcia, które znajdują się w naszej ofercie, są ściśle związane z wodą. Np. basen - nie trzeba nikomu tłumaczyć, że każdy, kto korzysta z wyciągu nart wodnych czy wsiada do łódki, musi świetnie pływać. Albo zajęcia z akrobatyki - kiedy zimą nie mamy możliwości trenować na wodzie, ćwiczymy „na sucho” na hali. Przez to dzieci są odpowiednio przygotowane do nadchodzącego sezonu. Wyjazd zimą na narty - podobnie. SAPiK nie mógłby organizować tego typu zajęć.


ZE ZBIORÓW MUZEUM REGIONALNEGO

A służba jest ciężka...

Żołnierze piechoty z garnizonu w Szczecinku, 1916 r. Szczecinek z przerwami był miastem garnizonowym przez około 250 lat. Początkowo, kiedy jeszcze nie budowano koszar, żołnierze mieszkali w kwaterach prywatnych. Nic dziwnego, że miasta zabiegały wówczas o garnizony. Pierwszą większą budowlą w mieście o charakterze wojskowym (oczywiście poza zamkiem) była zbrojownia miejska wzniesiona w 1845 roku, za kwotę 8100 talarów dla 3 batalionu 21 regimentu landwery (pospolitego ruszenia). W latach 1860 - 1870 stacjonował też w mieście 8 batalion, 61 Pomorskiego Regimentu Piechoty, zanim nie przeniesiono go do Torunia. Władze miasta rozpoczęły wówczas starania o ulokowaniu w Szczecinku jednostki wojskowej. Dzięki poparciu generała Augusta von Mackensen (18491945), wojsko zgodziło się na garnizon w mieście, ale koszary gmina miała wybudować sama. Szczecinek zaciągnął na ten cel ogromny kredyt w wysokości ponad miliona marek i w latach 191215(?) wybudowano koszary przy dzisiejszej ulicy Kościuszki. W dowód wdzięczności dla starego generała, jego imieniem nazwano ulicę, przy której ulokowano koszary - Mackensen Strasse (Kościuszki). Nawiasem mówiąc sędziwy generał (później feldmarszałek) nie poparł Hitlera w przełomowym 1933 roku. Więcej, bodaj jako jedyny w liście do dowódcy Wehrmachtu potępił zbrodnie niemieckiej armii popełnione w trakcie kampanii wrześniowej w Polsce w 1939 roku. W swoich zbiorach nasze muzeum posiada 3 „wojskowe” kartki pocztowe ze Szczecinka z okresu

I wojny światowej. Pierwsza przedstawia 53 żołnierzy pruskich (część kompani?) prawdopodobnie z dowódcą [kapitanem(?) z lornetką na szyi, oraz feldfeblem(?) z krzyżem żelaznym]. Jeden z uwiecznionych na zdjęciu żołnierzy był Polakiem. Nazywał się L. Graczyk - to przynajmniej wynika z nazwiska nadawcy kartki do Trzemeszna z dnia 29.5.1916 r.. Być może był członkiem orkiestry garnizonowej (na zdjęciu jeden z dwóch z papierosem z lewej strony). Zdjęcie zostało wykonane zapewne po obiedzie, jak się wydaje na tle baraku mieszkalnego w koszarach w Szczecinku, co sugeruje adres poczty polowej. Druga kartka przedstawia 19 muzyków - orkiestry garnizonowej w Szczecinku(?). Kartka została wysłana 4.3.1916 r., przez Maksa Romańskiego do tego samego, co poprzednia, odbiorcy W. Śliwińskiego w Trzemesznie przy pl. Kościelnym. Trzecia kartka podobna jest do poprzedniej i przedstawia orkiestrę wojskową (19 muzyków) ze Szczecinka. Ich liczba sugeruje, że skład orkiestry był stały - 19 osób. Pocztówka zapewne nie została wysłana - jest „pusta”, ale później czerwonym ołówkiem napisano na niej: „Neustettin 3.3.1916”. Uderza dość lakoniczna treść wysłanych pocztówek, wskazująca na istnienie cenzury, co w czasie wojny było regułą. Jednakże jeden z autorów daje do zrozumienia, że służba jest tu ciężka i z powodu ćwiczeń nie mógł wcześniej napisać. Rzeczywiście Szczecinek jako garnizon wśród żołnierzy niemieckich cieszył się złą sławą, zarówno

KU PAMIĘCI Naszym Czytelnikom proponujemy zamieszczenie na łamach „TS” wspomnień o swoich bliskich. Wielkość tekstu nie może przekroczyć ok. 1900 znaków. Teksty nadesłane przez Państwa będziemy zamieszczać sukcesywnie. ”Wielkie uczyniłaś pustki, tym odejściem swoim...” W tym roku mija 5 lat, gdy Agnieszka Kozłowska tak niespodziewanie zakończyła swoje młode życie. Urodziła się 7 lutego 1972 r. w Szczecinku. Tu również uczęszczała do Szkoły Podstawowej nr 6, a później do I LO im. ks. Elżbiety. W 1991 r. podjęła studia na Uniwersytecie Szczecińskim na Wydziale Filologii Polskiej. Uzyskując tytuł magistra rozpoczęła pracę zawodową jako nauczyciel języka pol-

skiego w I LO w Szczecinku. Osiągała bardzo dobre wyniki w zakresie pracy dydaktyczno - wychowawczej, opiekuńczej i organizacyjnej. Sprzyjały temu jej wysokie kwalifikacje merytoryczne, organizacyjne i moralne. Wychowankowie zdobywali wysokie lokaty w różnego rodzaju konkursach i olimpiadach przedmiotowych. W swojej pracy dydaktycznej uzyskiwała bardzo dobre efekty dzięki stosowaniu różnorodnych metod pracy, uwzględniających poziom wiedzy i umie-

FOTO Muzeum Regionalne w Szczecinku

w okresie cesarskim (wtedy służba była bardzo ciężka) jak i później w okresie tzw. Republiki Weimarskiej. Bruno Winzer, krótko przed 1933 rokiem odbywał w Kołobrzegu dwutygodniowe szkolenie dla przyszłych żołnierzy zawodowych. Po ich zakończeniu trafił ze swoją 120 osobową kompanią do batalionu szkoleniowego rekrutów w Szczecinku. Wspomina on służbę w naszym mieście źle. Już na początku feldfebel uświadomił im, że nie są jeszcze żołnierzami, tylko żałosnymi cywilami, ale on zrobi z nich żołnierzy. Niemal cały okres 6-miesięcznego szkolenia spędził w koszarach. Wszystko, co robili rekruci, robili biegiem i na czas. Wieczorem żołnierze smarowali sobie chleb na śniadanie, bo chociaż pobudka była o 5 rano, to brakowało czasu na posiłek. Ćwiczenia odbywały się na placu koszar, w budynku maneżu (po 1945 r. tzw. hali myśliwskiej), i strzelnicy. Rekruci z pełnym wyposażeniem bojowym na rozkaz na przemian biegali, padali, czołgali się. Gdy feldfebel znudził się powtarzać te same rozkazy, wskazywał tylko gestem, co mają robić. Autor wspomnień do końca życia zapamiętał, ile gwoździ miało być w butach, co groziło za niezapięty mundur, nie wspominając już zgubieniu guzika, który był przecież własnością państwową. Ciekawe, że z grupy 120 żołnierzy nie zrezygnował nikt, a jedynie 2 odesłano, ponieważ mieli za słabe zdrowie. Jerzy Dudź Autor jest dyrektorem Muzeum Regionalnego w Szczecinku.

jętności uczniów. Wiele uwagi poświęcała samokształceniu uczniów, doskonale znała ich środowisko, a kontakty z rodzicami były częste i konkretne. Mimo młodego wieku, potrafiła stworzyć sprzyjające warunki udziału uczniów w różnych formach aktywności społecznej i zawodowej. Dużą Jej zasługą był odpowiedni poziom imprez organizowanych na bazie szkoły. Zajęcia prowadzone przez Agnieszkę Kozłowską były wzbogacone o pomoce naukowe własnego pomysłu. Wśród swoich wychowanków cieszyła się dużym autorytetem, nigdy nie odmawiała pomocy. Jej życie zgasło zbyt szybko, ale pamięć o Niej i Jej wyjątkowej radości życia pozostanie w naszych sercach. Zmarła 16.04.2007 roku, została pochowana na Cmentarzu Komunalnym w Szczecinku.

Odkąd sięgam pamięcią - mówi nasz stały Czytelnik, mieszkający od lat w okolicach dworca PKP - rozkład jazdy pociągów wyeksponowany na ścianie w holu dworca kolejowego zawsze był duży, a zatem dość czytelny i przestronny. Nie wiem co za „usprawnienie” obecnie wprowadzono i komu ma to służyć. Nowy ścienny rozkład na dworcu PKP jest, moim zdaniem, wręcz fatalnie wyeksponowany. Dlaczego o tym mówię? Otóż jak na ironię czytam w prasie (także i waszej), wypowiedzi, że to z powodu oszczędności, a w ogóle klienci kolei z nowych, kierunkowych, jak nazywają je kolejarze, rozkładów jazdy pociągów są... bardzo zadowoleni. Wolne żarty! Jeżeli już, to sam też uważam się - i to od lat - za stałego klienta naszego kolejowego przewoźnika i na ten temat mam akurat odwrotne zdanie, podobnie jak wszyscy, z którymi co drugi dzień jeżdżę do Białogardu, Koszalina, Słupska, więc nie wiem skąd takie opinie. Co do oszczędności, bez przesady - wymiana kilku cyferek (bo przecież na tym polegają coroczne nowości w rozkładzie jazdy, zmieniają się tylko godziny odjazdu czy przyjazdu pociągów) nic właściwie nie kosztuje. I jeszcze słowo - dopowiada Czytelnik - zanim wymieni się planszowe rozkłady jazdy, głównie na peronach, należałoby najpierw solidnie wymyć, odświeżyć czy wręcz odmalować przeszklone gabloty, w których się je eksponuje. Czy też nie robi się tego z powodu oszczędności? Swego czasu otrzymaliśmy kilka spacerkowych sygnałów na temat głównie osiedlowych zwyczajów - grodzenia śmietników z informacją, że odtąd będą one tylko dla mieszkańców tego to a tego budynku, albo parkingów wydzielonych wyłącznie dla zmotoryzowanych zamieszkałych... i dopisany numer bloku, nie mówiąc już o ogrodzonym wysokim płotem ogródku jordanowskim dla dzieci w środku dużego skądinąd osiedla, ale też nie dla wszystkich tu zamieszkałych. Mało tego, bywa że i ławeczka stojąca przy wejściu do osiedlowego, a właściwie wspólnotowego obecnie budynku opatrzona jest pouczeniem, że to tylko dla..., no właśnie. Czas jakiś temu pisaliśmy o tym, krytycznie, ale i wysłaliśmy mailowe zapytanie do biura Rzecznika Praw Obywatelskich, prosząc o ewentualną wykładnię takich decyzji. No i otrzymaliśmy. Mieliśmy rację, póki co prawo lokalowe nie przewiduje takiej samowolki, na tzw. osiedlowych terenach ogólnodostępnych, nie mówiąc już o terenach będących pod komunalnym zarządem. A zachcianki lokatorów, z całym szacunkiem, nic tu nie mają na rzeczy. Bo co z tego, że umówilibyśmy się z sąsiadami, że odtąd pobierać będziemy myto za wejście do „naszej” klatki schodowej. No właśnie, co z tego? Więcej, bo gdy poszperamy w tych ustawowych przepisach to okaże się, że na bakier z nimi są także tablice, jakich i na szczecineckich osiedlach coraz więcej, choćby że na trawnikach dzieciakom nie wolno grać w piłkę. Warto o tym wiedzieć. Może to i drobiazg, ale ciekawi mnie, więc pytam - to fragment

listu naszej wiernej i niestrudzonej w spacerkowych dociekaniach Czytelniczki, Ewy D. - Mam przed sobą dwa szczecineckie foldery w jednym z nich czytam Jezioro Trzesiecko, w drugim - jezioro Trzesiecko. To jednak różnica? Oczywiście, powiem więcej, w pierwszym wymienionym przez Panią przykładzie jest to nawet zapisane z błędem ortograficznym, na co wydawcy nie powinni sobie pozwolić, absolutnie się z Panią zgadzam! A więc jak być powinno? Nie ma wątpliwości - jezioro Trzesiecko. Dlaczego? Wyrazy: jezioro, morze czy góry tylko wtedy wchodzą w skład nazwy geograficznej, jeżeli drugi wyraz (nazwy) jest przymiotnikiem lub rzeczownikiem w dopełniaczu, zatem - Jezioro Leśne, Morze Bałtyckie, Góra Kościuszki. Natomiast jeżeli, tak jak w rzekomo spornym przykładzie, drugi wyraz jest rzeczownikiem w mianowniku, to tylko on jest właściwą nazwą, zapisywana wielką literą, zatem - jezioro Trzesiecko, morze Bałtyk, góra Giewont itd. Dziękuję za niezwykle życzliwa spacerkową ocenę, choć przypominam - to nade wszystko Państwo są jej autorami. Pozdrawiam serdecznie! Istotnie, jak przypomina Sławomir T. za rok naszemu ogólniakowi stuknie setka! Chodzi oczywiście o sam obiekt, który budowano w latach 1911-1913, bo gdyby liczyć łączny wiek szkół obu naszych księżnych Jadwigi i Elżbiety, myślę o gimnazjum i liceum, to byłyby to już 372 lata! Na początku XX wieku w „starym” Gimnazjum księżnej Jadwigi było bardzo ciasno, w 1905 roku do szkoły uczęszczało 267 uczniów. Kolegium Szkolne w Szczecinie przychyliło się do wniosku dyrektora dr. Christiana Rogge i orzekło wybudowanie nowego gmachu szkolnego, ministerstwo przyznało na ten cel kwotę 253 900 złotych marek (gold mark). Budynek został wzniesiony w pobliżu jeziora Trzesiecko w niecałe dwa lata. Przedwojenny kronikarz Frantz Stelter w Der Kreis Neustettin napisał, cyt. 3 kwietnia 1913 roku uczniowie wraz z nauczycielami formując pochód opuścili mury starego gmachu gimnazjum. Poświęcono nowy budynek, przekazując klucze nowemu dyrektorowi, dr. Otto Wolhermannowi. Jak by więc nie liczyć, za dwa miesiące ogólniakowi rzeczywiście stuknie setka! To niebywałe - powiadomił nas znajomy Czytelnik - ale w poniedziałkowe wczesne przedpołudnie (23 stycznia) przez jakiś czas w odwiedzanych sklepach nie mogłem dokonać drobnych, ale niezwykle potrzebnych zakupów. Fakt, dysponowałem jedynie dwustuzłotowym banknotem, no ale w końcu są to normalne obiegowe pieniądze. Gdy w dużym, sieciowym supermarkecie kasjerka nie mogła mi wydać reszty, wyjąłem z portfela bankową kartę płatniczą i w ten sposób chciałem uregulować mniej więcej 20 złotowy rachunek. Okazało się, że te „markowe” sklepy kart nie przyjmują, co też samo w sobie jest dziwne. Niedaleko był niewielki sklep osiedlowy, próżno, ekspedientka też w kasie nie miała na tyle utargu, by wydać mi resztę, o karcie nawet nie było mowy. Tak czy inaczej dobrze ponad godzinę zajęły mi te zakupy z przeszkodami. Zastanawiam się - pyta nasz Czytelnik - kto jest dla kogo, przecież nie zawsze uda nam się, zwłaszcza rano, pójść po zakupy z odliczonymi za nie pieniędzmi. Pytanie odsyłamy handlowcom i niech nie pozostanie ono jedynie retorycznym, zwłaszcza, że takie sygnały trafiają do nas coraz częściej. (ur)


Sum z Trzesiecka, zarybienia i walka z kłusownikami

WĘDKARSKIE ROZLICZENIA

Strażnicy nie tylko ścigali kłusowników. Sprzątali też brzegi związkowych jezior. - Nasz „urobek” to ponad 80 zebranych worków śmieci. Kto paskudzi nad jeziorami? To przecież my, wędkarze. Wstyd! W sobotnie (28.01) popołudnie wędkarze z Koła PZW „Jesiotr” spotkali się na zebraniu sprawozdawczym. Wszystko po to, by sfinalizować kolejny rok działalności. Na sali obrad zasiadło około 70 miłośników połowu ryb. Do Szczecinka przyjechali goście z Koszalina na czele z profesorem Tomaszem Heese z Politechniki Koszalińskiej. Naukowiec zajmuje się programem rewitalizacji jeziora Trzesiecko. Byli też: ichtiolog ZO PZW Koszalin Sławomir Połomski i koordynator Społecznych Straży Rybackich Okręgu Mirosław Kachnicz. Przed zebraniem odbyła się uroczystość wręczenia srebrnych medali „Za Zasługi dla Polskiego Związku Wędkarskiego”. Otrzymali je Mariusz Getka i Mirosław Baran. W imieniu zarządu głównego związku wędkarskiego, aktu wręczenia dokonał profesor Heese. Dyskusja była gorąca i kto nie przyszedł, niech żałuje. Wędkarze poznali m.in. roczne sprawozdanie z działalności zarządu koła oraz wysłuchali sprawozdań szefa Straży Rybackiej Mirosława Barana. Swoje rozliczenie roczne wygłosili też skarbnik koła, szef sądu koleżeńskiego i przewodniczący komisji rewizyjnej. Dowiedzieliśmy się, m.in., że szczecinecki „Jesiotr” liczy (stan na dz. 31.12.2011r.) 896 członków. Koło w ubiegłym roku spożytkowało na swoją działalność blisko 21 tys. zł. Na koncie bankowym „Jesiotra” spoczywa obecnie ponad 32 tys. zł. - Jesteśmy największym kołem wędkarskim w okręgu koszalińskim. A jak najliczniejszym, to i najbogatszym - powiedział nam przed zebraniem prezes Getka. - W 2011 roku odnieśliśmy wiele sukcesów. Za największy uważam rozpoczęcie gospodarowania na jeziorach szczecineckich. Mamy doskonałe stosunki z miejscowymi samorządami, naukowcami Politechniki Koszalińskiej, kolegami z koszalińskiego okręgu PZW, a nade wszystko, co cenię sobie najbardziej, z mieszkańcami Szczecinka. W 2012 roku czeka nas dużo pracy. Będziemy m.in. prowadzić zarybienia, sprzątać nad jeziorami i walczyć z kłusownikami. Kłusownictwo to na chwilę obecną nasza największa bolączka. Później prezes przedstawił sprawozdanie z działalności zarządu koła w 2011 roku. - Zarząd koła liczył 13 osób. Moc ludzi, niestety, nie wszyscy angażowali się w prace koła. To są smutne fakty. W tym roku ten stan rzeczy musimy zmienić - grzmiał prezes. - Najaktywniejsi w działalności związkowej to: Krzysztof Kowalczyk, Edward Szostak, Maria Siebert, Mirosław Baran i Grzegorz Wołyniec.

- Rok 2011 dla „Jesiotra” okazał się przełomowy. Pozyskaliśmy 900 ha wody, czyli jeziora szczecineckie. To był bez wątpienia magnes, dzięki któremu „Jesiotr” liczy dziś rekordową w swojej historii ilość blisko 900 członków. Dzięki ogromowi pracy włożonej w poprzednich latach, staliśmy się wzorem do naśladowania i to nie tylko w naszym okręgu. Jest już o nas głośno w całym kraju, w całym środowisku. To nas się przedstawia jako przykład dla innych. Dzięki tym sukcesom powierzono nam m.in. organizację zawodów spinningowych na szczeblu ogólnopolskim. Latem nad Trzesieckiem staną najlepsi z najlepszych spinningistów, w tym cała kadra narodowa. Reasumując, czynimy wszystko, by urzeczywistnić hasło: „Szczecinek wędkarską stolicą Polski”. Ale spełni się to pod warunkiem, że wszyscy bez wyjątku angażować się będziemy w działalność naszego koła - mówił szef szczecineckich wędkarzy. Prezes „Jesiotra” poinformował też, że dzięki przychylności miejskich rajców wędkarze stali się gospodarzem stawów przy ul. Narutowicza. Uprzątniemy teren, wodę zarybimy, jestem przekonany, że będzie to doskonałe łowisko, szczególnie dla najmłodszych adeptów sportu wędkarskiego - zapewniał M. Getka. Nie zabrakło też podziękowań dla mediów, w tym dla „Tematu Szczecineckiego”. Wszystko to za propagowanie wędkarstwa i informowanie lokalnej społeczności o pracy wędkarzy, również i przede wszystkim - jak podkreślał M. Getka - na ich rzecz. Na ciepłe słowa prezesa mogli również liczyć współpracujący ze szczecineckimi wędkarzami koledzy z Bornego Sulinowa, Czaplinka i Darłowa. W dalszej części „rocznych” obrad, wędkarze zapoznali się ze sprawozdaniami komisji rewizyjnej, sądu koleżeńskiego oraz społecznej straży rybackiej działającej przy kole. Jak należało się spodziewać, problem kłusownictwa wywołał ożywioną dyskusję wśród wędkarzy. Przyczynkiem było wystąpienie jednego z kolegów, który wprost zarzucił społecznym strażnikom bezczynność i spóźnioną reakcję na przejawy kłusownictwa. Takie postawienie sprawy na dobre zdenerwowało szefa strażników Mirosława Barana. - Potraficie tylko mówić! Co zrobiliście, by nam pomóc? Dziennikarze „Tematu” opisali działanie jednego z kolegów, który widząc kłusowników w akcji na Trzesiecku, zamiast zaalarmować policję, strażników miejskich czy mnie, wolał swoje żale wylać na forum redakcyjnym tygodnika. To jakiś bezsens. Jeżeli nie otrzymamy od was wspar-

Do Szczecinka przyjechali goście z Koszalina na czele z profesorem Tomaszem Heese z Politechniki Koszalińskiej. Naukowiec, w imieniu Zarządu Głównego PZW wręczył naszym wędkarzom srebrne odznaczenia ”Za Zasługi dla PZW” . Na zdjęciu: odznaczzenie odbiera Mariusz Getka. cia, pomocy, to psu na budę nasza robota. Każdy z nas jest strażnikiem, przecież pilnujemy swojej własności. Dlaczego pozwalamy, by kłusownicy nas grabili? Przecież oni kradną nasze ciężko zarobione pieniądze, a my im na to niejako dajemy przyzwolenie - mówił Mirosław Baran. - Proszę sobie zapisać mój numer telefonu - 609 170 484 i w razie potrzeby dzwonić do mnie. Telefon jest czynny przez całą dobę. Szef strażników poinformował wędkarzy, że w 2011 roku straż społeczna działała w składzie 20 członków PZW i 10 strażników miejskich. Wędkarze zaliczyli blisko 50 patroli, a w pogoni za kłusownikami przejechali ponad 2 tys. km. Skontrolowali około 200 łowiących ryby. Najczęściej występującym przejawem łamania regulaminu wędkarskiego był połów ryb na więcej niż - przewidziane regulaminem - dwie wędki. Strażnicy nie tylko ścigali kłusowników. Sprzątali też brzegi związkowych jezior. - Nasz „urobek” to ponad 80 zebranych worków śmieci. Kto paskudzi nad jeziorami? To przecież my, wędkarze. Wstyd! - podkreślił M. Baran. Szef strażników podziękował też za wsparcie dla strażników. - Starostwo Powiatowe w Szczecinku kupiło nam łódź, dzięki której możemy patrolować związkowe jeziora. Dostaliśmy również lornetkę i radiotelefony oraz drobne wyposażenie dla patroli. Szczecineckich strażników wsparł szef okręgowej straży rybackiej Mirosław Kachnicz. - To bardzo ciężka i niewdzięczna służba. Niestety, kłusownictwo jest nadal w modzie. Kłusownika ciężko ukarać. Wpierw jednak trzeba go pojmać na gorącym uczynku przestępstwa i doprowadzić do postawienia przed sądem. Rzadko który z nich trafia za kratki. Kłusownicy nas obserwują, chodzą naszymi śladami. Jak jesteśmy nad rzekami, to oni grabią jeziora. Niestety, sami wszystkich wód nie upilnujemy, dlatego potrzebujemy wsparcia. Bez waszego zaangażowania, pomocy, cały wysiłek pójdzie na marne. Pomaga nam policja, Straż Graniczna, straże miejskie. Ale służby prewencji nie zawsze mają czas na wspólne akcje. Dlatego musimy sobie radzić sami - tłumaczył pan Mirosław. Z kolei gospodarz koła Krzysztof Kowalczyk poinformował wędkarzy o zarybieniach prowadzonych przez PZW. W 2011 roku do jezior szczecineckich wpłynęło: 55 tys. szt. szczupaka, 45 tys. szt. sandacza, 43 200 szt.

węgorza, 4 tys. szt. suma, 150 szt. 2-3 kg karpia oraz 1012 kg lina. Na co wędkarze spożytkowali związkowe pieniądze. Skarbnik koła Grzegorz Wołyniec był przygotowany na takie pytanie. - Wydaliśmy prawie 21 tys. zł. Pieniądze poszły m.in. na organizację zawodów dla dorosłych, dzieci i młodzieży, również na ochronę wód i materiał zarybieniowy. Na koniec 2011 roku w związkowej kasie zostało nam nieco ponad 32 tys. zł. W tym roku wydatki będą podobne do tych ubiegłorocznych. Profesor Tomasz Heese, jak zapewniał nas i wędkarzy, mimo, że sam osobiście nie wędkuje, środowisko wędkarskie darzy olbrzymią sympatią, a szczecineckich moczykijów, szczególnie. - To nie tylko z racji wykonywanego zawodu i prowadzonych badań naukowych - podkreślał profesor. - Również z tej racji, że w niedalekiej przeszłości sam wędkowałem. Niestety, obecnie na uprawianie tego pięknego sportu i hobby mam bardzo mało czasu. Wystąpienie naukowca, zajmującego się rewitalizacją jeziora Trzesiecko, spotkało się z olbrzymim zainteresowaniem uczestników zebrania. - Zdaję sobie sprawę, że waszym oczkiem w głowie jest jezioro Trzesiecko. Również moim. To przepiękny i - zapewniam - rybny akwen. Dlatego prowadzimy tu badania naukowe, odławiamy ryby i dzięki tym odłowom wiemy, czym i w jakiej ilości Trzesiecko zarybiać - mówił prof. Hesse. - Cel mamy wspólny i jeden, usprawnić funkcjonowanie akwenu i zrównoważyć w nim ilość ryb spokojnego żeru oraz drapieżników. W Trzesiecku tych ostatnich mamy pełny przekrój. Są szczupaki, sandacze, okonie, węgorze i sumy. Każdy z drapieżników preferuje inny gatunek ofiary, każdy z nich żeruje w różnych porach dnia i nocy. Szczególnie interesuje mnie jak w Trzesiecku przebiega aklimatyzacja suma. Po raz pierwszy sum został tu wprowadzony trzy lata temu. Niestety, w dotychczasowych odłowach do siatki nie weszła nam ani jedna sztuka tego drapieżnika. Teraz musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, gdzie on jest? Głos z sali: - Jest! Mój kolega złowił dwie sztuki, takie około 1,5 kg na Kanale Radackim. - To dobra wiadomość - zareagował naukowiec. - Oczywiście, najbliższe, tegoroczne odłowy być może nam dadzą odpowiedź na pytanie, co z tym sumem? Może być też tak, że ryba, podobnie jak węgorz, migruje nam w górę obwodu, mie-

dzy innymi do jezior Wilczkowo i Radacz. Z tym sumem to jest też taka sprawa, że „sadzanie” go w jeziorze musi być prowadzone rozsądnie i nadzwyczaj rozważnie. Sum to drapieżnik nad drapieżniki. Dorosły osobnik o wadze 4-5 kg potrafi w ciągu roku zjeść kilkadziesiąt kilogramów ryb. Głównie płoci. I tu po raz kolejny kłaniamy się polityce zarybieniowej. Jeżeli w Trzesiecku na stałe osiądzie na przykład 4 tysiące sumów, to z płotką w akwenie będzie nadzwyczaj krucho. To też niedobrze. Czy sum może się w Szczecinku wycierać? Oczywiście. Do tarła potrzebuje, a czyni to latem, płytkiej wody o temperaturze około 22 st. C. Może się też okazać, że sum się nie zaadoptuje w Trzesiecku. Ale o tym powinniśmy się przekonać podczas najbliższych odłowów. I wtedy sobie odpowiemy na pytanie - czy sum jest w Trzesiecku potrzebny? Jeżeli odpowiedź będzie na tak, to niewykluczone, że w przyszłości ta ryba, tak jak dziś jesiotr, stanie się symbolem miasta. - Trzesiecko to „drapieżny” akwen. Według naszych szacunków, popartych między innymi wynikami odłowów kontrolnych, w 60 procentach populację ryby w Trzesiecku stanowią drapieżniki. Kiedyś w odłowach kontrolnych dominował leszcz, teraz zaś okoń. Reasumując, Trzesiecko to super akwen. Są ryby, trzeba je tylko złowić, czyli przedtem umiejętnie podać przynętę - mówił profesor. - Mam też dla was kolejną dobrą wiadomość. Jestem przekonany, że w najbliższym czasie w Trzesiecku będzie dużo węgorza, tego najbardziej przez wędkarzy pożądanego, czyli sztuki o wadze ponad kilogram. Węgorz to taka ryba, która często w pierwszym okresie swojego żywota uwielbia emigrować w górę wody. W naszym przypadku to jeziora: Wilczkowo, Juchowo, Radacz. On niebawem wróci do Trzesiecka. Taka natura. Według profesora Tomasza Heese, ideałem byłaby sytuacja, w której człowiek jest w stanie ochronić wszystkie rybie tarliska. - Wówczas zarybienia byłyby nam zbędne. Natura sama by sobie poradziła - zakończył swoje wystąpienie naukowiec. (sw)


WITAJCIE NA ŚWIECIE, MALUCHY!

Hania - ur 27.01 - 3350 g - 54cm.

Kacper - ur 30.01 - 3500 g - 59 cm.

Luiza - ur 27.01 - 2500 g - 50 cm.

Maciuś - ur 25.01 - 3670 g - 56 cm.

Michalina - ur 30.01 - 3150 g - 54 cm.

Niedawno uruchomiony oddział żłobkowy dla dwulatków nie spełnia oczekiwań rodziców

Będzie żłobek z prawdziwego zdarzenia? zważywszy, że działający obecnie „niby” żłobek, przy ul. Nowej to po porostu oddział dwulatków, które równie dobrze funkcjonowały do niedawna w przedszkolach. Dziwi mnie więc, dlaczego nie ma dotacji dla dzieci 2,5-letnich uczęszczających do pozostałych przedszkoli. Przedszkola w Szczecinku to placówki w pełni wyposażone, zadbane, z doskonałą bazą, pięknymi placami zabaw i wyszkoloną kadrą pedagogiczną - do których śmiało mogłyby uczęszczać także dzieci dwuletnie, tym bardziej, że wkrótce sześciolatki pójdą już do szkoły. Trudno uwierzyć, że w mieście takim jak Szczecinek, w którym dokonuje się tyle kosztownych inwestycji, nie ma żłobka, który spełniałby oczekiwania tych rodzin, w których matki chcą lub muszą po urlopie macierzyńskim podjąć pracę. Pamiętam, że jedną z przed-

wyborczych deklaracji pana burmistrza była obietnica powstania żłobka w naszym mieście. Mam nadzieję, że pod nazwą „żłobek” nie kryje się kolejny oddział dla dwulatków, bo szczecineckim mamom potrzebna jest placówka, która obejmie opieką dzieci poniżej drugiego roku życia. W przeciwnym razie, jak większość matek czekających na żłobek z prawdziwego zdarzenia, uznam tę deklarację pana burmistrza za niespełnioną”. Rzeczywiście. Od września ubiegłego roku w Przedszkolu Niepublicznym „Nutka” funkcjonuje oddział żłobkowy. Jak zauważyła nasza Czytelniczka, przyjmowane są do niego jednak tylko dzieci starsze, dwuletnie. Obecnie uczęszcza tam 19 maluchów. Dotąd, niektóre szczecineckie przedszkola decydowały się na przyjmowanie dwu-

Stawy przy obwodnicy dla wędkarzy! linie. Rzecz jasna, wodą będą gospodarzyć szczecineccy wędkarze z Koła PZW „Jesiotr”, którzy od kilku lat starali się o przejęcie stawów. - Jestem przekonany, że obie strony będą miały z tego same korzyści. Również woda - wreszcie swo-

jego gospodarza. Na wiosnę stawy uprzątniemy, a później będziemy je regularnie zarybiać. Resumując, jestem przekonany, że będzie to fajne, rodzinne łowisko - mówi Mariusz Getka, prezes „Jesiotra”. (sw)

Stowarzyszenie Sportowe „Pomagamy Dzieciom” informuje, że w kwestach do puszek, które odbywały się od czerwca do grudnia ubiegłego roku, zebrało 2 097,81 zł. Cała kwota została przekazana na działalność Świetlicy Środowiskowo-Terapeutycznej „Koniczynka”. (sz)

foto:Jerzy Gasiul

Stawy położone przy ul. Narutowicza vis a vis Komendy Powiatowej PSP są wreszcie własnością wędkarzy! Tak postanowiło miasto, które podpisało stosowną umowę z Zarządem Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Kosza-

latków. Nie jest to jednak zgodne z obowiązującą ustawą, dlatego rodzice takich dzieci nie mogli liczyć na miejską dotację. Od stycznia tego roku miasto dopłaca do pobytu dzieci dwuletnich w niepublicznym oddziale żłobkowym. Dotacja ta wynosi 300 zł. Po lekturze listu trudno nie oprzeć się wrażeniu, że nowo utworzony oddział żłobkowy dla dwulatków, mówiąc delikatnie, nie do końca spełnia oczekiwania rodziców. Jak udało nam się dowiedzieć, jest jednak szansa na to, że niedługo powstanie w Szczecinku prawdziwy żłobek. O planach informuje Konrad Czaczyk, rzecznik prasowy Urzędu Miasta: - Miasto przymierza się do adaptacji na żłobek lokalu po dawnych przychodniach lekarskich, które znajdują się na osiedlu przy ul. Koszalińskiej (w drugim szeregu bloków od ulicy za zatoczką przystanku KM), a obecnie są już opuszczone. Lokal ten ma powierzchnię ok. 203 metrów kwadratowych i znajduje się na parterze, jest własnością miejską. Zgodnie ze słowami rzecznika na początku lutego zostanie wybrany projektant, który opracuje dokumentację adaptacji tego lokalu na żłobek. Kiedy dokumentacja będzie gotowa i gdy okaże się, że nic nie stoi na przeszkodzie, miasto

przystąpi do prac adaptacyjnych. Pod koniec bieżącego roku lokal ma być gotowy do urządzenia w nim żłobka dla ok. 30 dzieci. W całej sprawie, jest jednak jedno „ale”. Nowy szczecinecki żłobek, podobnie jak niedawno utworzony oddział żłobkowy dla dwulatków, nie będzie placówką publiczną. Miasto na pewno samo nie będzie prowadziło żłobka publicznego, ale ogłosi konkurs czy przetarg na wyłonienie podmiotu prowadzącego placówkę niepubliczną w oparciu o zaadaptowany lokal, który pozostanie własnością miasta - dodaje Konrad Czaczyk. - Chciałbym podkreślić, że miasto idzie naprzeciw oczekiwaniom społecznym w miarę możliwości finansowych, mimo, że tzw. ustawa żłobkowa rozbudzając ogromne nadzieje rodziców, nie zapewniła odpowiedniego finansowania samorządom. (sz)

REKLAMA

List o takiej oto treści przysłała do naszej redakcji pani Anna Waszkowska: - „Jestem mamą dwójki dzieci w wieku 2,5 lat i 1,5 miesiąca. Z ogromnym zainteresowaniem przyglądam się poczynaniom pana burmistrza dotyczącym powstania żłobka w Szczecinku. Szczerze przyznam, że nie wiem, na jakich warunkach ma działać ten żłobek. Czy będzie można do niego zapisać niespełna roczne, czy nawet półroczne dziecko? Czy w związku z tym na każde pięcioro dzieci, które nie ukończyły pierwszego roku życia, opiekę będzie sprawować zgodnie z przepisami jedna opiekunka? Czy będzie to żłobek, który zagwarantuje odpowiednie warunki do przechowywania i podawania pokarmu, w przypadku uczęszczania do niego dzieci karmionych mlekiem matki? Takich pytań mnoży się więcej,


Zanim powstało miasto Szczecinek CZĘŚĆ IV należą obiekty nie przekraczające powierzchni 0,05 ha. na badanym obszarze znajdują się 2 grodziska, stanowisko nr 2 w Brzeźnie i stanowisko nr 1 w Gałowie. Do drugiej grupy wielkościowej należą obiekty w przedziale od 0,05-0,25 ha. Na interesującym nas terenie w tym przedziale wielkościowym znajdują się: stanowisko nr 1 w Brzeźnie i stanowisko nr 2 w Radaczu. Stanowisko nr 1 w Brzeźnie wykorzystywane był jako gródek stożkowaty, co potwierdza materiał ceramiczny. Natomiast stanowisko nr 2 w Radaczu jest silnie zdeformowane wybieraniem żwiru. W trzeciej grupie wielkościowej grodzisk znajdują się obiekty w przedziale od 0,250,5 ha. Należą do nich: stanowisko nr 1 w Godzimierzu i stanowisko nr 1 w Wierzchowie. W kolejnym przedziale wielkościowym od 0,51,0 ha znajdują się grodziska: sta-

foto:Archiwum

Analiza form osiedli obronnych w rejonie jezior Radacz, Wielimie i Wierzchowo ma na celu uchwycenie tendencji, jakimi kierowali się osadnicy wczesnośredniowieczni zasiedlając ten obszar. Najczęściej występująca forma osiedli posiadała pierścieniowatą linię umocnień. Wśród wyróżnionych odmian najliczniej zamieszkiwano grody otoczone kolistym lub czworobocznym wałem. Mniejszym zainteresowaniem cieszyły się osiedla umocnione podkowiastym wałem. Ze względu na niezadowalający stan grodzisk, spowodowany przede wszystkim pracami ziemnymi, wybieraniem piasku, następnie wykopywaniem rowów strzeleckich podczas ostatniej kampanii wojennej lub stawianiem nowożytnych budowli (np. wieża Bismarcka w Szczecinku) te, na których występują powyższe przypadki zakwa-

Dlaczego akurat nazwano go placem Wazów? Odpowiedź jest prosta. Przed wojną plac, a właściwie skrzyżowanie dz. ul. Klasztornej, Szczecińskiej i Piłsudskiego, nosił nazwę Gustaw Adolf Platz. Ponieważ patron król Szwecji - pochodził z linii Wazów, po wojnie uznano, że lepiej daleko patrona nie szukać i po prostu jednego króla szwedzkiego wymieniono na całą dynastię, z której jak by nie było, pochodzi również Władysław IV, Zygmunt III i Jan Kazimierz. To tutaj znajduje się jakże zasłużona dla kilku pokoleń Szkoła Podstawowa nr 1 im. Adama Mickiewicza. Patrona szkole nadano dopiero w 1957 roku. W tym czasie dyrektorem szkoły był Bronisław Ciechanowicz, zasłużony twórca szczecineckiej oświaty. Z tej okazji szkoła otrzymała sztandar. Właśnie wtedy przed szkołą posadzono dąb, pieszczotliwie przez absolwentów nazwany Adasiem. Adaś jednak usechł i w jego miejscu posadzono drugie drzewko. Dzisiaj dąb jest już dorodnym, liczącym sobie pół wieku drzewem. Wprawdzie po ostatniej przebudowie skrzyżowania (2011 r.) tuż pod jego konarami urządzono parking, ale jest nadzieja, że ani beton, ani samochody mu nie zaszkodzą. Szkoła, której patronem został szwajcarski pedagog Heinrich Pestalozzi - twórca nowożytnego systemu i metod nauczania, została wybudowana w latach 1926-27. Jak na szczecineckie warunki obiekt jest nadzwyczaj okazały. Jest to budowla w kształcie litery „L”. W skrzydle zachodnim mieści się sala gimnastyczna z dużą sceną. Główny czterokondygnacyjny korpus zakończony jest od strony placu wyższym o jedną kondygnację ryzalitem, który wieńczy sygnaturka z zegarem. Zegar, uruchomiony po bardzo długiej przerwie w latach dziewięćdziesiątych, kilka lat temu zatrzymał się na dobre. Warto odnotować, że od strony boiska na ścianie wmontowana była niegdyś fontanna z płaskorzeźbą wykonaną w cegle. Płaskorzeźba wprawdzie jeszcze istnieje, ale jest coraz bardziej nieczytelna. Na ścianach wykusza można zobaczyć także płaskorzeźby przedstawiające szczecinecki ratusz oraz herb naszego miasta. Na starym zdjęciu, pochodzącym z lat trzydziestych, widać główne wejście z wielkim napisem - nazwiskiem pierwszego patrona szkoły. Aż do lat sześćdziesiątych na środku placu, na miniaturowej wysepce, stała żelbetowa latarnia. Podobne latarnie istniały m.in. na placu Wolności (Rynek) skrzyżowaniu ul. Mickiewicza z Piłsudskiego i skrzyżowaniu ul. Słowiańskiej z ul. A.K. (jg)

foto:Jerzy Gasiul

Grąbczyn z wysokości 100 m

na starych zdjęciach (75)

FOTO F. Archiwum

Mateusz Zacharewicz

Grąbczyn stanowisko nr 1 lifikuje do grodzisk nieczytelnych. Nieczytelne pozostałości po grodach kwalifikują się do jak najszybszej interwencji konserwatorskich. Środowisko naturalne objętego analizą obszaru stworzyło niepowtarzalne możliwości do zakładania osiedli obronnych. Wśród form osiedli w okolicy jezior Radacz, Wielimie i Wierzchowo najwięcej posiada zamknięty obwód wału. Relacje ilościowe pomiędzy odmianami grodzisk a ich wielkościami w rejonie jezior Radacz, Wielimie i Wierzchowo. Analiza wielkości badanych grodzisk została przeprowadzona w sześciu grupach wielkościowych. Danymi niezbędnymi do wyliczenia powierzchni grodziska była powierzchnia podstawy, czyli zarówno wału jak i majdanu. W grupie wielkościowej pierwszej, do której

nowisko nr 3 w Brzeźnie i stanowisko nr 1 w Sitnie. Grodziska w przedziale wielkościowym 1,0-2,5 ha to stanowisko nr 1 w Radaczu i stanowisko nr 2 w Szczecinku. Stanowisko nr 1 w Grąbczynie jest największym na badanym obszarze, jego powierzchnia to 3,6 ha[Olczak, Siuchniński 1977, 9-190]. Z obserwacji wielkości grodzisk w rejonie jezior Radacz, Wielimie i Wierzchowo wynika, że społeczności wczesnośredniowieczne nie miały obranego jednego schematu zasiedleń. Wszystkie grupy wielkościowe występowały z podobną częstotliwością. Największym jednak zainteresowaniem wśród wszystkich grup wielkościowych cieszyły się formy otoczone ciągłym wałem, najczęściej kolistym. Ze względu na duży procent grodzisk nieczytelnych, które nie zostały uwzględnione, analiza występowania form gro-

dzisk w stosunku do ich wielkości może budzić wątpliwości. Nieczytelne źródła i zbyt duża dyspersja w kategoriach wielkościowych nie stwarza przesłanek do sformułowania wniosków w tym zakresie. Stosunkowo niewielki obszar badań, niekompletność źródeł i brak szeroko płaszczyznowych badań stwarza pewnego rodzaju komplikacje badawcze. Przebieg wałów, czyli sztucznego umocnienia, będzie ograniczał zakres grodzisk. Omówienie kwestii geografii i położenia topograficznego grodzisk pozwoli zrozumieć specyfikę osadnictwa grodowego badanego obszaru. Przedstawienie schematu występowania położeń topograficznych ma na celu pokazanie, w jakich miejscach zakładano osiedla obronne. Grody w rejonie jezior Radacz, Wie-

limie i Wierzchowo zakładano na z natury obronnych formach terenowych w bezpośredniej odległości od cieków wodnych. Na pojezierzu preferowano strefę brzeżną wysoczyzn morenowych, sytuując obiekty obronne na półwyspach i cyplach o wysokich i stromych zboczach, wciętych w doliny rzek i jezior. Mnogość form geomorfologicznych pozwoliła na ich różnorodność. Wśród wielu składników fizjograficznych najbardziej istotny dla oceny warunków obronnych osiedli są topografia terenu, rzeźba w jej obrębie i wody powierzchniowe (jeziora). Na podstawie różnych sytuacji topograficznych można wnioskować o braku jednego miejsca zakładania grodów. Wyróżniono dwa podstawowe typy położeń geograficznych: nizinne i wyżyn-

ne. Do pierwszego typu położeń topograficznych - nizinnego, zalicza się obiekty usytuowane zarówno na rozległych obszarach nizinnych, jak również wśród wszystkich form wklęsłych (np. niecki, rynny, doliny). Drugim typem położeń topograficznych są formy wyżynne. Zalicza się do nich obiekty położone na terenach wysoczyznowych, które najogólniej określa się ponaddolinnymi. Wyżynnemu sytuowaniu grodów sprzyjało naturalne ukształtowaniu terenu. Ze względu na dużo mniejsze występowanie grodzisk typu położenia wysoczyznowego poświęcimy jemu nieco mniej uwagi`. Do tej grupy położeń topograficznych zalicza się grodziska: stanowisko nr 1 w Grąbczynie, stanowisko nr 1 w Radaczu i stanowisko nr 1 w Starym Wierzchowie. Cdn.


Sprzedam • STOLIK pod telewizor, nowy, odkurzacz piorący karcher, nowy . Tel. 725 285 925. • NOWA lampa halogenowa na 3 gniazdka. Tel. 784 124 967. • NOWE panele z połyskiem, kol. jesion, 2 m2. Tel. 784 124 967. • NOWA mozaika, kafelki, kol. granatowy. Tel. 784 124 967.

• KAŻDE zboże, min. 23t, zapewniam transport, płacę w dniu odbioru, cena do uzgod. Tel. 509 942 079. • STARE motory, meble, obrazy i wszelkie starocie, tel. 888 366 124.

Nieruchomości • DOM parter, 130m2, działka 450 m2, centrum, bezczynszowe, komfortowe, salon, kominek, piwnica. Tel. 501 545 845.

środkowe, ciepłe, słoneczne, IIp, okna PCV, parkiety, gładzie zabudowy. Tel. 695 662 970.

• DZIAŁKA budowlana, nad jez. Dołgie 1570 m2, 360000 zł, możliwe raty. Tel. 694 886 720.

• MIESZKANIE 3p, parter, 47,20 m2, ul. Koszalińska. Po remoncie. Tel. 502 742 748.

• DZIAŁKA 2540m2, pod zabudowę jednorodzinną, Szczecinek, ul. Szczecińska, bud. gosp., widok na jezioro. Tel. 500 284 208.

• DZIAŁKA budowlana, uzbrojona, 1215m2, ul. Krajobrazowa ( Trzesieka), 105000 zł. Tel. 600 032 850. • DOM 120m2, działka 0,4 ha, pomieszczenie gospodarcze 60 m2, do remontu, cisza, okolice lasu. Tel. 514 750 426.

• MIESZKANIE w centrum Szczecinka, 91m2, bezczynszowe, Ip. Tel. 792 333 503. • LOKAL użytkowo-handlowy, 33 m2, centrum Szczecinka. Tel. 502 566 109.

• ZIEMNIAKI jadalne bryza, b. smaczne, tanio. Tel. 600 703 205.

• MIESZKANIE bezczynszowe, 78 m2, 3p, parter, oddzielne wejście, okna PCV, c.o. etażowe lub zamienię na mniejsze do IIp. Tel. 696 905 632.

• NOKIE 6303 i classic z papierami z pudełkiem, aparat 3.2 z lampą. Tel. 508 250 335.

• DZIAŁKI budowlane 2500 m2, na wsi, droga asfaltowa, 400 m od lasu, 53000 zł. Tel. 691 976 366.

• MIESZKANIE własnościowe, 47m2, parter, 2p, widna kuchnia, łazienka z wc, słoneczne, blisko szkoła, przedszkole, przychodnia, poczta, 130000 zł. Tel. 697 423 603.

• Sprzedam ok. 30 książek różnej tematyki, 5-15 zł, st. dobry Tel. 880 727 743.

• MIESZKANIE 120 m2, ul. Piłsudskiego 8, po kapitalnym remoncie, wysoki standard. Tel. 662 052 082.

• MIESZKANIE własnościowe 3p, parter, 58 m2, ul. Kopernika, okna PCV, loggia, panele, 190000 zł. Tel. 600 645 489.

• KAWALERKĘ 29 m2 IIp, po remoncie, okna PCV, glazura, nie wymaga wkładu finansowego, ul. Mierosławskiego. Tel. 666 963 377.

• MIESZKANIE 3p, 63m2, IIp. Tel. 502 191 207.

Do wynajęcia mam

• GARAŻ bezpiecznie położony, energia elektryczna w Szczecinku Tel. 502 542 191.

• LOKAL centrum 30 m2, ogrzewanie z sieci, klimatyzacja, wysoki standard. Tel. 608 686 406 lub 795 104 322.

• KOMPLET dywaników do froda focusa. Tel. 784 124 967.

• TRYLOGIĘ Corneli Funke, część 1-30 zł, cz.2,3- 40 zł, st. bdb. Tel. 880 727 743. • ELEKTRYCZNA maszynę do szycia, dosłownie kilka razy używana, 240 zł. Tel. 691 322 529. • STARE drzwi pokojowe, poniemieckie, 5szt, tanio, 1000 zł. Tel. 602 612 295. • JAŁÓWKĘ mięsną, ok. 500 kg, Tel. 672 660 860 po godz. 20.00 • WÓZEK 3 funkcyjny, kolor czerwono-czarny, st. bdb. Tel. 519 824 509. • SIANO w kostkach, pierwszy pokos, przechowywany w stodole. Tel. 781 946 687. • RADIO nordmende z lat 50, klawiszowe, z okiem. Stan idealny, 400 zł, tel. 665 074 770.

Kupię • PILNE mieszkanie 4p, do IIp. Tel. 604 566 432.

• MIESZKANIE 2p, 38 m2, IVp, ul. Koszalińska. Tel. 798 386 261.

• LOKAL na os. Zachód b. dobra lokalizacja - tanio. 17 m2, ze ścianą na obwodnicę. Tel. 691 511 113.

• MIESZKANIE 2p. 34 m2, parter, 110 000 zł, ul Słowiańska wyremontowane. Tel. 509 509 995.

• MIESZKANIE 2p, 45m2, IIIp, ul. Wyszyńskiego, 500 zł, opłaty, kaucja. Tel. 94 374 06 13.

• NOWY garaż w Szczecinku, za sklepem NON STOP!!! Atrakcyjna cena. Tel. 607 876 949.

• LOKAL usługowo-handlowy, centrum Szczecinka, 660m2, ul. E. Plater 5 od 01 kwietnia. Tel. 602 434 668.

• MIESZKANIE, Ostrowąsy k/ Barwic, 66 m2, 3p, IIp, kuchnia, łazienka, toaleta, garaż, piwnica, bud. gospodarcze, c.o., po remoncie. Tel. 665 242 503 lub 669 258 139.

• MIESZKANIE 3 p, 54 m2,po remoncie w centrum, niedrogo. Tel. 606 199 559.

• WARSZTAT z możliwością zamieszkania, ul. Miła. 49 Tel. 606 216 764.

• MIESZKANIE 4p, w BornymSulinowie .93m²,Ip,ogrzewanie gazowe. Tel. 0049 2104 73489.

• LOKAL użytkowy 35 m2. Tel. 661 732 085.

KUPON WAŻNY DO 9 LUTEGO

• DZIAŁKA przy jez. Wielimie, budowlana, ul. Rybacka, 9899m2, 218000 zł. Tel. 694 886 720.

• HALA 300 m2 ul. Słowiańska w na dowolną działalność. Tel. 602 216 792.

• MIESZKANIE własnościowe po remoncie lub zamienię na 3p, parter lub Ip. Tel. 724 482 596.

• MIESZKANIE 2p IIIp 44 m2, balkon, środkowe, 130000 zł ul. Wyszyńskiego 55. Tel. 880 287 876.

• MIESZKANIE 3p, ul. Wyszyńskiego 90, 63 m2 , wysoki standard,

• LOKAL użytkowy ok. 50 m2 ul. Wyszyńskiego po zakładzie kosmetyczno-fryzjerskim na dowolną działalność - wszystkie media. Tel. 602 216 792.

• LOKAL użytkowy o pow .25 m2, ul. Kościuszki. Tel. 696 242 086.

• MIESZKANIE 4 pok.107m2 now. bud sprzedam lub zamienię na jedno lub na dwa mniejsze. Tel. 604 196 460.

• GARAŻ, os. Zachód, kanał, metalowe drzwi. Tel.692 172 074.

• MIESZKANIE do wynajęcia od 05.02. M 3 48 m2 2p. nieumeblowane. Płatne za rok z góry Tel. 604863501.

• MIESZKANIE 46 m2, parter, 2p, duży balkon, ogródek, os. Zachód. Tel. 609 174 436.

• ZADBANE, b. ładne mieszkanie, 3p, Ip, 60 m2, balkon, ul. Warszawska. Tel. 797 865 076.

• MIESZKANIE centrum, 58 m2, 3p, IVp po remoncie, 180 000 zł. Tel. 604 366 041.

• KAWALERKA w Szczecinku Tel. 602 216 792.

• MIESZKANIE ul. Limanowskiego, 2p, IIp, od 01.03, cz. umeblowane. Tel. 798 583 353.

• GARAŻ, ul. Wiśniowa. Tel. 661 894 911. • MIESZKANIE 2p w Szczecinku Tel. 668 171 447. • KAWALERKA nieumeblowana, 29 m2, 550 zł, liczniki, kaucja zwrotna. Tel.666 963 377.

• MIESZKANIE 2p, ul. Słowańska. Tel. 692 998 070.

Do wynajęcia szukam • POKOJU z oddzielnym wejściem lub małego mieszkania w Szczecinku lub okolice. Tel. 502 542 191. • MIESZKANIE 2-3 pokoje; min 48 m2, nie wyżej niż 2p, dobry standard. Tel. 664 444 708.

Zamienię • MIESZKANIE ZGM TBS 52m2, Ip, balkon, na większe 3-4p, mogą być do remontu lub z piecami. Tel.511 803 954. • MIESZKANIE 2p, IIIp, 37 m2, na większe. Tel. 604 569 045. • MIESZKANIE 3p 62m2, IVp (bardzo ładne) ul. Narutowicza, zamienię z powodu wieku na 2p na os. Zachód do IIp Tel.94 374 53 96. • KAWALERKĘ ładna , ciepła , w pełni umeblowana, kuchnia w zabudowie .Tel. 503 170 884.


Auto - moto • CITROEN ZX, 1995 r, sprawny, 700 zł. Tel.94 372 16 51 lub 500 389 101.

Różne • STOWARZYSZENIE Pro Bono przyjmie rzeczy, AGD, RTV, meble, pościel- odbiór własny spod wskazanego adresu. Tel. 697 014 217. • ZGUBIONO legitymację osoby niepełnosprawnej na nazwisko Wołyńska Anna. • W OKRESIE świąt zgubiono legitymację szkolną na nazwisko Szydlak. Tel. 724 734 387. • PRZYJMĘ ziemę, gruz. Tel. 662 295 923. • PRZYJMĘ za darmo, wózek z nosidełkiem, ciuszki na rok, dla chłopca. Tel. 94 722 09 61.

Usługi

• STUDIO i laboratorium Foto Marita. Zdjęcia do dokumentów, ślubne w studio i w plenerze. Wideofilmowanie. Szczecinek ul. Koszalińska 9. Tel. 511 297 357.

• PRANIE dywanów i wykładzin, tapicerki meblowej i samochodowej. Tel. 94 37 236 47, 503 421 966.

• NAPRAWA pralek, lodówek, kuchenek elektrycznych, sprzętu agd. Henryk Wiórek. Tel. 94 374 36 63 lub 605 288 141.

• ZAKŁAD mechanika maszyn i urządzeń zatrudni na stanowisko: tokarz, frezer, ślusarz-mechanik. Kontakt osobisty, ul. Pilska 5.

• PRZERÓBKI krawieckie, naprawa odzieży, art. pasmanteryjne, os. Zachód, ul. Jagiełły 56A (sklep połączony z kwiaciarnią). Tel. 693 450 504.

• APTEKA w Szczecinku przyjmie do pracy magistra farmacji. Tel. 518 015 291.

• PRZEWOZY międzynarodowe i krajowe, z adresu pod adres, pow. 3 osób możliwość wyjazdu w każdej chwili, obsługa lotnisk, imprez. Usługi lawetowe. Tel. 604 272 178. • Zwrot podatku - Holandia (dodatki) Niemcy, Anglia, Irlandia, Norwegia, Dania, Belgia, Austria. Centrum Podatkowe Mieczysława Zając Złotów. Tel. 67 265 1270, 502 846 635.

• USŁUGI transportowe, przewóz mebli, przeprowadzki, złom wywiozę, bagażówkaplanedka. Tel. 608 809 335.

• REMONTY mieszkań, glazura, terakota, gładzie, malowanie, sufity podwieszane, panele, przeróbki elektryczne, hydrauliczne. Tel. 660 232 785.

• WIDEOFILMOWANIE śluby, chrzty, komunie, studniówki, profesjonalnie. Tel. 606 897 641.

• CYKLINOWANIE, układanie, lakierowanie, parkiety, deski, renowacja podłóg malowanych farbą. Tel. 888 151 889.

• USŁUGI hydrauliczne c.o. wod-kan,gazowe montaż piecyków,wodomierzy. Tel. 606 897 641.

• PRZEWOZY międzynarodowe i krajowe, z adresu pod adres, pow. 3 osób możliwość wyjazdu w każdej chwili, obsługa lotnisk, imprez. Usługi lawetowe Tel. 604 272 178.

• RADCA prawny Tomasz Wilicki. Pomoc prawna w formie Kancelarii Radcy Prawnego przy ul. Szkolnej 2/1 w Szczecinku Tel. 604 366 041. • SPRZEDAŻ części nowych i używanych,skup aut do 500 zł/ każdy, naprawy samochodów os. i dost. wymiana opon, oponyużywane, ul. Pilska39. Tel. 94 710 20 83 lub 502 981 570. • CYKLINOWANIE, układanie podłóg, parkietów, paneli, lakierowanie, solidnie. Tel. 94 374 58 34 lub 880 165 586.

Praca

KR;R=;AF=C&[ge Dopisz swoją usługę!

• FIRMA z branży energetycznej poszukuje współpracowników, doświadczenie w sprzedaży bezpośredniej - finanse, ubezpieczenia, OFE. e-mail: biuro-energiagp@wp.pl • ZAOPIEKUJĘ się dzieckiem lub osobą starszą. Mam doświadczenie. Tel. 662 153 613. • PODEJMĘ pracę jako pomoc domowa, gotowanie, sprzątanie, zakupy. Tel. 504 509 041. • POSPRZĄTAM mieszkanie lub biuro. Tel. 532 500 969.

• Pożyczka pozabankowa Provident bez BiK na dowód do 5000 zł. Tel. 698 300 646.

Nauka • NAUCZYCIEL języka niemieckiego udzieli korepetycji, przygotowanie do egzaminu gimnazjalnego i maturalnego. Tel.693 895 556. • KOREPETYCJE z matematyki oraz prowadzę kursy przygotowujące do matury. Tel. 660 317 602.

ALE KURSY: paznokcie, fryzjerskie, przedłużenie włosów i rzęs, wizaż, kosmetyczne, piercing, masaż, dotacja na otworzenie salonu www.beutyvital.pl, 792 080 525.

REKLAMA

• MIESZKANIE w Połczynie Zdroju, 2p, Ip, własność na podobne w Szczecinku. Tel. 516 371 893.


REKLAMA

, 605 288 141

REKLAMA

REKLAMA

Tel. 518 015 177

AMALKER

najempowierzchni@allea.pl

REKLAMA

Do wynajęcia lokale w obiekcie POLOmarket w Szczecinku ul. Wyszyńskiego 73 i Połczyńskiej 8. Atrakcyjne ceny najmu

PORADNIA "K" ul. Szczecińska 32, tel. 94 374 37 05 codziennie od. 9, umowa z NFZ, wizyty bezpłatne. Szczepienia przeciwko rakowi szyjki macicy i badanie cytologiczne. Poradnię prowadzi lekarz specjalista Stanisław Kocaj.


Lekkoatletyka:

Drużyna Akademii zwycięża w Koszalinie foto:STS Pomerania

Życiowy sukces i złoto Jakuba Juniewicza Znakomita informacja dotarła do nas ze Spały, w której rozgrywane były Halowe Mistrzostwa Polski w Lekkoatletyce Juniorów i Juniorów Młodszych. Niezwykle miło nam donieść, że Mistrzem Polski Juniorów w biegu na 60 m ppł został płotkarz STS Pomerania Szczecinek Jakub Juniewicz. Kuba w finale pobiegł znakomicie i jako jedyny uzyskał czas poniżej 8 sekund - 7,95 s. Drugą lokatę wywalczył Tomasz Kołodziejski (MKL 12 Jelenia Góra) 8,07 s, a medal brązowy zdobył Grzegorz Szade (MKS-MOS Katowice) 8,08

s. Warto dodać, że złoto Kuby Juniewicza jest pewnie najlepszym wynikiem w sportach indywidualnych, osiągniętym przez sportowca ze Szczecinka w kilku ostatnich latach. Gratulujemy. - Jestem niezwykle szczęśliwy jako trener i jako ojciec - powiedział nam zadowolony Andrzej Juniewicz. - Jest to pierwszy medal Kuby w jego przygodzie z lekkoatletyką na tym poziomie i mam nadzieję, że nie ostatni. Więcej o Kubie Juniewiczu postaramy się napisać już wkrótce po jego powrocie z obozu kadry Polski. (zp)

LHPN Krono Arena:

Niespodziewane

trzy wygrane Brian Expert

Triumfatorzy 52 Halowego Turnieju w Koszalinie podczas dekoracji Rozgrywany już od ponad półwiecza w Koszalinie Halowy Turniej Dzieci im. St. Figasa w piłce nożnej ma swoją renomę i znany jest nie tylko w byłym województwie koszalińskim. W rozgrywanej podczas ferii 2012 roku 52. już edycji tych rozgrywek udział wzięły aż 64 drużyny młodych graczy z Zachodniopomorskiego i Pomorskiego. Dzieci rywalizowały jak zwykle w dwóch kategoriach wiekowych: młodszej i starszej. Młodsza w tym roku to rocznik 2001 i młodsi, starsza rocznik 1999 i młodsi. W zmaganiach tych od lat występowały drużyny ze Szczecinka, często z pozytywnym skutkiem, kiedy to zostawały triumfatorami turnieju. Nie inaczej było w tej edycji. Udział wzięło aż 7 drużyn Akademii Piłkarskiej, 3 w kategorii młodszej i 4 w starszej. Cztery z tych drużyn trafiły na silnych rywali w grach eliminacyjnych i mimo ambitnej walki uległy rywalom odpadając z dalszych gier. Do półfinałów zakwalifikowały się 3 ekipy Akademii (1 w kat. młodszej, 2 w starszej). W półfinałach szczecineckie ekipy stoczyły twarde boje o awans do decydującej rozgrywki. Udało się to dwóm ekipom: młodszej pod kierunkiem B. Szwałka i starszej pod opieką Sz. Ochockiego (na ten jeden dzień zastąpił etatowego trenera J. Adamowicza). Odpadała ekipa starszych pod wodzą K. Siemaszki, która dopiero w rzutach karnych uległa 1:2 Bałtykowi Koszalin.

Wcześniej chłopcy z Akademii ograli 4:0 AP I Kotwica Kołobrzeg. Do gier finałowych nasi przystępowali w takim samym stopniu z dużymi nadziejami, co i obawami o końcowy sukces. Niestety, nie powiodło się w kategorii starszych ekipie J. Adamowicza, która musiała uznać wyższość starszych (nasi grali rocznikiem 2000, pozostali głównie 1999), a przede wszystkim silniejszych rywali z Bałtyku Koszalin 0:2 i z SP Niemica 0:5. Bardzo dobrze w finałach od początku prezentowali się chłopcy z kategorii młodszej podopieczni B. Szwałka. W pierwszym pojedynku pokonali UKS Orlik Złocieniec 2:0 po golach braci Jakuba i Macieja Białczyków. W drugim spotkaniu po trudnym boju nasi zremisowali z SP Niemica 0:0, by w trzecim, decydującym ograć faworyta gospodarzy Bałtyk Sano Koszalin 3:1. Wszystkie gole zdobył Jakub Białczyk. Tym samym drużyna Akademii Piłkarskiej została triumfatorem kategorii młodszej turnieju, za co chłopcy w nagrodę dostali: dyplomy, puchary, nagrody rzeczowe w postaci toreb sportowych i piłek. Królem strzelców z 7 golami został Jakub Białczyk. Zespół triumfatorów reprezentowali: D. Szerszeń, J. Białczyk, K. Obłąkowski, K.Radej, Jowin Radziński, M. Czapla, M. Białczyk, A. Stefański, Junior Radziński, K. Kowalczyk, K. Palusiński, M. Jaroszewicz. (zp)

Trzy pytania do...

Szymona Ochockiego Od stycznia 2012 roku trenera piłkarzy Wielimia Szczecinek Co było bezpośrednią przyczyną, że zostałeś trenerem Wielimia. Chciałeś sam, czy zostałeś postawiony pod ścianą? Bezpośrednią przyczyną była oczywiście rezygnacja Grześka Bergera. W sumie to od samego początku po reaktywacji funkcjonowaliśmy jako trio trenerskie Rafał Stasik , Grzesiek i ja. Więc ciężko tu mówić, że to coś nowego. Na papierze od jakiegoś czasu funkcjonował Grzesiek, ale najczęściej pracowaliśmy razem. Na dziś zmieniło się o tyle, że zostałem sam. Szukaliśmy trenera z zewnątrz z nadzieją, że zmieni to jakość drużyny, ale niestety nie udało się. Więc zostałem ja. Czy chciałem ? Raczej nie. Chciałem kogoś nowego ze świeżym spojrzeniem na zespół, ale zostało jak jest, więc trzeba to ogarnąć... Jakie cele postawił przed Tobą zarząd? Przecież sam jesteś jego członkiem... O celach jakie postawił zarząd dowiem się pewnie 4 lutego na spotkaniu. A członkiem zarządu ni-

gdy nie byłem i nie jestem. Wykonuję tylko trochę jego obowiązków z racji kontaktów, znajomości i mojej dyspozycyjności. Ale cel oczywiście jest jasny i myślę , że nadal wykonalny, czyli pierwsza trójka w tabeli. Co będziesz chciał zmienić w drużynie. Sam siądziesz tylko na ławce, czy będziesz jeszcze grał? Grał będę tylko i wyłącznie wtedy, gdy zaistnieje taka potrzeba lub gdy zmuszą mnie do tego choćby braki kadrowe. Tak jak powiedziałem w jednym z wywiadów w 90% będę trenerem, w 10% za-

foto:archiwum Szymona Ochockiego

1; Wektra - Brian Expert 2:6 Cabaj 1, Kamiński 1 - K. Jabłoński 2, Przymeński 2, Tederko 1, B. Jabłoński 1; Dalbet - Błękitni 16:2 Closse 9, G. Kwiatkowski 5, Głuszak 1, Bernatek 1; kolejka XIII- Sokół - Ins Drog 3:4 Kaczmarek 1, Łochowicz 1, Śledź 1 - Piotr Wasilewski 2, A. Wasilewski 1, A. Jabłoński 1; Oskart - Wektra 1:1 Kijewski 1 - Brzozowski 1; WZ Eurocopert - Brian Expert 0:3 Tederko 2, Przymeński 1; Kronospan - Błękitni 23:1 Adamowicz 11, Gersztyn 7, Socha 2, Duda 1, Ochocki 1, Brzeziński 1 - Brajczewski 1. Czołową 10-tkę tabeli strzelców tworzą - 1. Gersztyn (Kronospan) 35 goli 2. Closse (Dalbet) 31 goli 3. Adamowicz (Kronospan) 28 goli 4. T. Spryszyński (Wektra) 23 gole 5. Apanel (Błękitni) 20 goli 6. Górny (WZ Eurocopert) 18 goli 7. G. Kwiatkowski (Dalbet) 17 goli 8. Socha (Kronospan) 16 goli 9. Bernatek (Dalbet) 15 goli 10. Poczobut (Oskart) 14 goli. W klasyfikacji Fair Play - Ins Drog 54 p, a dalej Błękitni i WZ Eurocopert po 59 p, Dalbet 63 p, Brian Expert 65 p, Wektra 68 p, Oskart 82 p, Kronospan 84 p, Sokół 89 p. Do drużyny weekendu wybrani zostali: Cywiński (Brian Expert) - Boderek (Brian Expert), Closse (Dalbet), Adamowicz (Kronospan), Adam Wasilewski (Ins Drog). (zp)

Szymon Ochocki wodnikiem. Przewiduję kilka zmian w drużynie. Paru chłopaków będzie musiało powalczyć o pierwszy skład. Zmienię też ustawienie na boisku, kilku piłkarzom pozycje. Spróbuję choćby z Krzyśkiem Jabłońskim w roli libero i tym podobne przetasowania. (zp)

REKLAMA

Dwie kolejne rundy ALHPN Krono Arena przyniosły sporo niespodziewanych rozstrzygnięć. Przede wszystkim kolejne punkty stracił wicelider, zespół Oskart, który 1:1 zremisował z Wektrą i tym samym po stronie strat ma już 6 punktów. Oskart może usprawiedliwiać brak dwóch czołowych zawodników, Poczobuta i Szydlaka. Był to beznadziejny weekend dla rewelacji poprzednich dwóch rund, drużyny WZ Eurocopert, która niespodziewanie przegrała dwa swoje kolejne pojedynki z ekipami niżej do tej pory notowanymi. Z kolei bardzo dobrze zaprezentowała się wzmocniona drużyna Brian Expert, która wygrała aż trzy mecze (w tym jeden zaległy) i awansowała już na 4 miejsce w tabeli. Dwie bardzo wysokie porażki zanotowała drużyna Błękitnych, która w dwucyfrowym stosunku uległa zarówno Dalbetowi, jaki i Kronospanowi. Na dobre rozgorzała rywalizacja o tytuł Króla Strzelców. Czołowi strzelcy popisują się niewiarygodną wręcz skutecznością. Dla przykładu Jarosław Adamowicz (Kronospan) strzelił aż 11 goli w meczu z Błękitnymi i awansował aż na 3 miejsce w tabeli strzelców. Z kolei Ramone Closse z Dalbetu 9 razy trafił do bramki Błękitnych, a lider tabeli strzelców Wojciech Gersztyn (Kronospan) 7 razy pokonał także bramkarza Błękitnych. Oto wyniki dwóch kolejnych rund i strzelcy goli: kolejka XIIBrian Expert - Błękitni 6:5 (zaległy) Przymeński 3, P. Barański 2, K. Jabłoński 1 - Apanel 2, Brajczewski 1, Leszczyński 1, Fudali 1; Oskart - Sokół 7:2 Jurjewicz 3, Kozanecki 2, Pilawski 1, Góra 1 - Kaczmarek 1, Guła 1; WZ Eurocopert - Ins Drog 2:4 Woroń 1, Górny 1 - A. Wasilewski 2, Piotr Wasilewski 1, A. Jabłoński

foto:akademia piłkarska

Jakub Juniewicz na mecie biegu


REKLAMA


603net