Issuu on Google+

OOO&KL9JO9Q&KR;R=;AF=C&HD

REKLAMA

Jesienna promocja

PM10

AUTOR I JEGO DZIEĹ O

do konsultacji

strona 12

SZCZECINEK MOŝE NA MNIE LICZYĆ strona 11

ĹšREDNIOWIECZE Z PASJÄ„ strona 14

WIEWIĂ“RKA NA WYCIÄ„GNIĘCIE RĘKI strona 10

Pył zawieszony PM10 to juş niemal szczecinecka specjalność. Tym rakotwórczym świństwem moglibyśmy obdzielić co najmniej kilka innych, znacznie większych od nas miast w regionie. Dość rzec, şe w dniach od 2 do 8 listopada, non stop przez całą dobę, co godzinę, automatyczna stacja pomiaru zanieczyszczenia powietrza przy ul. Przemysłowej odnotowywała wskazania PM10 znacznie przekraczające dopuszczalną dobową dawkę, czyli 50 Οg/m3. Przykłady? W środę 2 listopada dobę „zamknęliśmy� średnią 87 Οg/m3 (godzinowe wskazania od 62 do 106 Οg/m3). Dzień później - czwartek 3.11 średnia aş 115 Οg/m3 (87-143 Οg/m3). W piątek średnia 92 Οg/m3 (69-114 Οg/m3), w sobotę - 99 Οg/m3 (82-117 Οg/m3), w niedzielę - 92 Οg/m3 (65-111 Οg/m3), w poniedziałek - 84 Οg/ m3 (59-145! Οg/m3), a we wtorek 8 listopada - 85 Οg/m3 (58-128). Cyrkulacja wiatru z południowego - wschodu. Tymczasem Zarząd Województwa Zachodniopomorskiego usilnie pracuje nad projektem uchwały Sejmiku Województwa w sprawie określenia programu ochrony powietrza dla strefy powiat szczecinecki w zakresie pyłu zawieszonego PM10. W międzyczasie marszałek wydaje kolejne zezwolenia emisyjne. Rzeczone konsultacje rozpoczną się w czwartek 10 listopada i potrwają dwa tygodnie. Skierowane są do organizacji pozarządowych. Uwagi zgłaszać moşna korzystając z opublikowanego na stronie internetowej Urzędu Marszałkowskiego (www.bip. wzp.pl oraz www.wzp.pl) formularza zgłaszania opinii. Do „szczecineckiego� programu wojewódzcy samorządowcy przymierzają się juş od dawna. Jego celem jest udokumentowanie przyczyn występowania przekroczeń wraz ze wskazaniem rodzaju źródeł emisji mających wpływ na ich występowanie. Dodatkowo projekt zawiera propozycję kierunków działań zmierzających do przywracania naruszonych standardów. (sbb)

"%:0Ä&#x17E;!4.!+!3!#*!0/*!:$­7 @ > - : ? < ; > @  3 > -@ 5 ?  < ĹŁ - / 5 9 E  F -  < ; 6 - F 0 E $OBINO  7AÄ&#x;CZ TEL KOM

REKLAMA

Zezwolenienie Wojewody Zachodniopomorskiego nr 4


Biel i czerwień Gdyby tak tego dnia, po wyglądzie ulic zgadywać, co to za święto, być może padłaby i taka odpowiedź, że to z powodu długiego weekendu? Mowa o wywieszaniu flag 3 maja i 11 listopada. Sądząc po ich śladowych ilościach, tylko niewielu decyduje się, aby w ten sposób uzewnętrznić swoją patriotyczną postawę. Może większość uważa święto za mało ważne, mało atrakcyjne, a tak naprawdę to tylko wolny od pracy dzień i po prostu dłuższy weekend. Być może dla innych, bardziej patriotyczną postawą jest sumienne płacenie podatków i nierzucanie niedopałków gdzie popadnie? Kryzys wspólnoty narodowej dotyka nas w każdej dziedzinie. Państwo jest partyjne. Trwa nieprzerwanie festiwal obsadzania posad państwowych i samorządowych według klucza politycznego. Partyjna demokracja przeżywa swój renesans. Egoistyczny establishment, nawet na szczeblu gminy (vide nasze miasto) wyznaje zasadę, że kto nie z nami, ten przeciw nam. To wszystko utrwala pogląd o podziale na „my” i „oni”. Poza tym, przyznawanie się do patriotyzmu, boć wywieszenie flagi z okazji święta jest tego chyba dowodem, uchodzi za przeżytek niegodny „prawdziwego” Europejczyka. Tymczasem całkiem niedawno nie było ani jednego zakładu, którego dyrektor odważyłby się nie wywiesić flag. Rzecz jasna najmniej chodziło o biało-czerwoną. Głównym akcentem miała być jakoby „robotnicza” czerwień. Młodszemu pokoleniu od razu wyjaśniam, że lud pracujący miast w pochodach wyrażał swój entuzjazm do przywódców pod sztandarem czerwonym. Na terenach wiejskich chłopi i robotnicy z PGR-ów mogli afiszować się zielenią, ale w bardzo umiarkowanych ilościach. Trawestując wypowiedź trenera z kultowego filmu „Miś”, chodziło o to, aby zieleń nie przesłoniła czerwieni. Transparentami i flagami przystrajano budynki dwa razy w roku - 1 maja i 22 lipca. Dodatkowo, jeśli w zakładzie swój urząd sprawowała silna organizacja partyjna, czerwienią dekorowano okna w kolejną rocznicę rewolucji, która wprawdzie w swojej nazwie miała „październikowa”, ale obchodzono ją w listopadzie. Z czasem wywieszanie transparentów i flag było tak naturalną czynnością, jak wypróżnianie jelita grubego, lub odruch u psa Pawłowa. Aż nadeszła jutrzenka wolności i najwyraźniej większość się pogubiła. Jeszcze nabytym odruchem (psa Pawłowa) wieszają flagi, tym razem już tylko z barwami narodowymi na dzień przez 1 majem. Przy okazji, bezwiednie „załapują” się na 3 maja, bo z reguły trwa długi weekend. Gorzej z 11 listopada. O Święcie Niepodległości najwyraźniej zapominają. Znam takie przykłady i niedowiarkom służę adresami (szczecineckimi) - rzecz jasna chodzi o firmy, a nie o mieszkańców. Ci ostatni najwyraźniej machnęli na to ręką. Przyznać trzeba, tresura w minionej epoce dotyczyła ich raczej dość luźno. Najczęściej w ich imieniu flagi wywieszał, ale tylko na klatkach schodowych, administrator posesji. Do mieszkań nikt się nie wtrącał i jeśli ktoś twierdzi, że było inaczej, to łże jak pies. Owszem, zdarzało się, że „pierwszomajową jutrzenkę” witały dekoracje wykonane przez mieszkańców, ale były to jednostkowe przypadki, a nawet można powiedzieć - kliniczne. Przytrafiało się niektórym, że w przededniu 3 maja milicjant uprzejmie przypominał, że święto już się zakończyło i flagę należy zdjąć. Od razu dodam, że tak się działo w latach gomułkowskich, gierkowskich i jaruzelskich. Jak było wcześniej nie wiem, nie pamiętam, bo wprawdzie już istniałem, ale jako mocno niepełnoletni. Pojąć trudno, ale kiedy wreszcie nadeszła długo wyczekiwana (przez zdecydowaną większość) wolność, o tym aby poprzez wywieszenie flagi, poczuć się - powiem wprost - Polakiem i zamanifestować swoją przynależność do wspólnoty, najwyraźniej chęć odeszła. Zabrakło knuta i pusto zrobiło się na bramach i oknach. To prawda, że część z właścicieli, a i dyrektorów również, z entuzjazmem uczyniłaby to 1 maja, no niechby 22 lipca - choćby przez nostalgię za starymi, dobrymi czasami. Bo to panie była praca, nieźle się zarabiało, a jeśli się było u żłoba, to dało się całkiem nieźle żyć. A co teraz? Przecie wolnością się nie nakarmię. A sklepy są dlatego zawalone towarem, bo ludzie nie mają pieniędzy, a renciści, a emeryci... Czemu nie, można rzecz rozpatrywać ze środka ciężkości, czyli brzucha. Ale może warto przenieść ów punkt nieco wyżej? Są nawet niekoniecznie w Europie takie kraje, gdzie flagę swojego kraju wywiesza się codziennie przed swoim domem. Nie jest to żaden obciach, i nie daj Boże objaw nacjonalizmu, jak wmawiają nam salonowcy. Dla nas istnieją tylko dwa kolory - czerwień i biel, dla nich cała harmonia barw zupełnie jak w tęczy. Nic dziwnego, że dla nich niepodległość to Kolorowa Niepodległa. Problem w tym, że tęcza powstaje przy rozszczepieniu światła, tak więc dla oka tak naprawdę jest to bezbarwne. W tych dniach na mojej ulicy, na której mieszkam, w co drugim, no może co trzecim domku, pojawią się - jak co roku - narodowe barwy. Chciałbym, aby tak się stało w całym mieście - moim mieście. Jerzy Gasiul

POD PARAGRAFEM W minionym tygodniu szczecineccy policjanci podjęli 36 interwencji, wylegitymowali 444 osoby i zatrzymali 8 nietrzeźwych kierujących. *** Śledczy prowadzą sprawę włamania do mieszkania. Sprawcę ujął 15-letni chłopiec. Pomogli mu koledzy. Podejrzanemu rabusiowi grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności. - Do zdarzenia doszło w poniedziałek 31 października tuż przed godziną 19 - mówi mł. asp. Monika Wojnowska, rzecznik prasowy Komendanta Powiatowego Policji. - Policjanci otrzymali zgłoszenie o włamaniu do jednego z mieszkań. Gdy przyjechali na miejsce zgłoszenia okazało się, że sprawca jest ujęty i to przez kilku nieletnich. Dzielny nastolatek wracał właśnie do domu, gdy zauważył wybitą szybę w oknie, a w mieszkaniu szperającego w szafkach, obcego mężczyznę. Natychmiast pobiegł po kolegów i razem stanęli pod oknem, nakazując włamywaczowi wyjść z mieszkania. Sprawca posłusznie wyszedł przez okno i wtedy chłopcy go ujęli i trzymali do czasu przybycia patrolu policji. Jak się okazało 42-letni mieszkaniec województwa pomorskiego zdążył ukraść portfel z kartą kredytową, telefon komórkowy i dwa łańcuszki. W chwili zatrzymania był nietrzeźwy, miał prawe 1,5 promila alkoholu w organizmie. Noc spędził w policyjnym areszcie, a następnego dnia usłyszał zarzut kradzieży z włamaniem. *** Policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy ukradli elementy metalowego ogrodzenia o wartości około 300 złotych. W trakcie zatrzymania znieważyli policjantów i naruszyli ich nietykalność cielesną. - Na miejscu zdarzenia śledczy ustalili, że złomiarze wynieśli barierki z terenu remontowanego budynku. Moment kradzieży widziała właścicielka kradzionego mienia jednak, gdy zwróciła sprawcom uwagę, ci zaczęli jej grozić i wyzywać słowami wulgarnymi. Policjanci spenetrowali teren przyległy w poszukiwaniu sprawców kradzieży. Po pewnym czasie zauważyli dwóch odpowiadających rysopisowi mężczyzn, przy których leżało jedno ze skradzionych przęseł. Mężczyźni zaczęli wyzywać słowami wulgarnymi interweniujących policjantów. W trakcie zatrzymania jeden z nich między innymi uderzał policjanta po ramieniu i tułowiu i kilka razy kopnął w nogi, drugi szarpał się, wyrywał i zapierał nogami. Mężczyźni zostali obezwładnieni i osadzeni w policyjnym areszcie. Obaj odmówili badania stanu trzeźwości, choć było czuć od nich woń alkoholu i sami przyznali, że wcześniej alkohol spożywali. Zatrzymani mężczyźni są mieszkańcami Szczecinka i mają 23 i 26 lat. Usłyszeli

foto:Roman Wójcik, TV Zachód

Na wstępie

*** We wtorek (8.11) około godz. 10 na trasie z Bornego Sulinowa do Nadarzyc doszło do wypadku drogowego. Niestety, ze skutkiem śmiertelnym. Kierujący skodą octavią wyprzedzał jadący przed nim pojazd. Wykonując ten manewr, zjechał na pobocze, „złapał” je i czołowo uderzył w drzewo. Śmierć na miejscu poniosła jadąca z nim 34-letnia kobieta. Kierujący pojazdem odniósł liczne obrażenia ciała. Został przetransportowany śmigłowcem LPR do szpitala. już zarzut kradzieży mienia, za co grozi im kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Dodatkowo odpowiedzą za naruszenie nietykalności cielesnej policjantów, znieważenie oraz wywieranie przemocą lub groźbą wpływu na czynności funkcjonariusza - dodaje asp. Wojnowska. *** 26-letni mieszkaniec Szczecinka posiadał w mieszkaniu ponad 50 gram marihuany. Mężczyzna hodował też kilka krzaków tego narkotyku na polanie za Szczecinkiem. Teraz grozi mu kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. - W sobotę (5.11) wieczorem strażnicy miejscy ujęli 26-letniego mieszkańca Szczecinka, u którego ujawnili „skręta” z zawartością suszu roślinnego. Mężczyzna został przekazany policjantom, w celu wykonania dalszych czynności. Funkcjonariusze zbadali susz i jak się okazało była to marihuana w ilości 0,4 grama - mówi asp. Wojnowska. - W toku dalszych czynności policjanci przeszukali mieszkanie mężczyzny i w jego pokoju, w szafce znaleźli słoik i cztery plastikowe pudełka wypełnione suszem roślinnym. W tym przypadku badanie testerem narkotykowym również potwierdziło, że jest to marihuana o łącznej wadze 53,5 grama. Mężczyzna przyznał, że jest to jego własność i że sam wyhodował i wysuszył środki odurzające. Wskazał policjantom miejsce oddalone o kilka kilometrów od Szczecinka, gdzie na polanie rosły krzaki konopi indyjskich. Policjanci zabezpieczyli trzy krzaki z kwiatostanem i dwie łodygi z korzeniami bez kwiatostanu.

Mężczyzna został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Odpowie za posiadanie środków odurzających w znacznej ilości oraz uprawę konopi indyjskich. Za ten czyn grozi mu kara pozbawienia wolności pod 6 miesięcy do 8 lat. *** Nieustalony sprawca okradł trenera. Do zdarzenia doszło w pokoju trenerskim jednej z sali sportowych. Rabuś zabrał portfel, a razem z nim: 300 złotych, 50 euro i 500 vonów koreańskich. W portfelu znajdowały się też dokumenty, m.in.: prawo jazdy, dowód osobisty oraz karty bankomatowe. *** Jakiś frustrat wyładował swoją złość na samochodzie opel astra. Zniszczył lusterka i porysował lakier. Właściciel wycenił straty na około 6 tys. zł. *** Wpadł 20-letni miłośnik graffiti. Młody mężczyzna odpowie teraz za niszczenie elewacji budynku. Do tego niecnego celu użył kolorowego sprayu. *** W czwartek, 3 listopada do groźnego wypadku doszło na skrzyżowaniu ulic Słupskiej i Rybackiej. W wypadku udział brały dwa samochody osobowe - toyota avensis i seat toledo oraz ciężarowa scania. Jak ustalili policjanci, toyota wyjeżdżała z ulicy Rybackiej na drogę krajową nr 20. Nie ustąpiła pierwszeństwa seatowi, który próbując uniknąć zderzenia zjechał na sąsiedni pas ruchu wprost pod nadjeżdżający samochód ciężarowy scania. Dwoje uczestników wypadku odniosło obrażenia ciała. Po zaopatrzeniu przez zespół medyczny karetki ratunkowej, zostali przewiezieni do szpitala. (sw)

REKLAMA

Maciej Gaca:


REKLAMA


Tydzień straży miejskiej SZCZECINEK W minionym tygodniu szczecineccy strażnicy miejscy podjęli 131 interwencji, podczas których wylegitymowali 177 osób. - Na 15 z nich nałożone zostały mandaty karne, a wobec 12 zostaną sporządzone wnioski o ukaranie - mówi komendant SM Grzegorz Grondys. - Miniony tydzień to również działania naszych patroli w ramach akcji „Znicz”, przede wszystkim zabezpieczenie cmentarza i okolic w Dniu Wszystkich Świętych i w Zaduszki. *** W sobotę, 5 listopada około godz. 19.15 funkcjonariusze SM podczas patrolowania terenu parku miejskiego wyczuli od przechodzącego mężczyzny zapach palonej marihuany. Mężczyzna został zatrzymany, wylegitymowany, a następnie wraz z posiadanym skrętem marihuany przekazany policji. (O jego dalszych losach przeczytacie w policyjnym raporcie). *** W niedzielę, 6 listopada około godz. 19.50 strażnicy zatrzymali mężczyznę, który w parku miejskim wycinał drzewa. (sw)

BORNE SULINOWO W ubiegłym tygodniu funkcjonariusze Straży Miejskiej w Bornem Sulinowie wylegitymowali 15 osób. - 10 z nich pouczono o nagannym zachowaniu. Tym razem obyło się bez mandatów karnych - mówi komendant SM Ryszard Ichnatów. - Odbyliśmy też 5 służb z policjantami oraz zaliczyliśmy dwie asysty z naszymi urzędnikami. Pierwsza z nich dotyczyła gospodarki ściekowej w Łubowie, druga - nielegalnej wycinki drzew, również w Łubowie. *** Fotoradar „pracował” dwa dni na drogach gminy. W tym czasie „pstryknął” 20 zdjęć kierowcom, którzy naruszyli przepisy ruchu drogowego, polegające głównie na przekroczeniu prędkości. *** W czwartek, 3 listopada patrolujący ulice miasteczka strażnicy natknęli się na śpiącego na ławce przy skwerze mężczyznę. Osobnik znajdował się w stanie totalnego upojenia alkoholowego. W obawie przed zamarznięciem (zdarzenie miało miejsce po godz. 19) został odstawiony do miejsca zamieszkania. Teraz zostanie ukarany za nieobyczajne zachowanie się, zapłaci też zapewne za „taksówkowy” kurs radiowozem należącym do gminy. *** W piątek, 4 listopada strażnicy podjęli interwencję w celu ustalenia właściciela psa. Puszczone luzem zwierzę najwyraźniej pomyliło domostwa i zamiast do własnego domu, „dobijało” się do drzwi sąsiada. Właściciel pieska odpowie teraz za brak opieki nad zwierzęciem. (sw)

Strażacki tydzień

Fundusze, które udało się zebrać podczas uroczystości Wszystkich Świętych, przerosły najśmielsze oczekiwania organizatorów kwesty

Zebrano ponad 45 tys. zł W sobotę (5.11) poznaliśmy wyniki przeprowadzonej w dniu 1 listopada kwesty na rzecz budowy szczecineckiego hospicjum. W spotkaniu z mediami uczestniczyli: proboszcz parafii, ks. Marek Kowalewski, Andrzej Łysiak i Dorota Szpernalowska - zaangażowani w pracę na rzecz Hospicjum Domowego im. św. Franciszka z Asyżu. Ogółem, 1 listopada zebrano na terenie całego powiatu (z wyłączeniem gminy Barwice) - 45 032, 81 zł, z czego w samym tylko Szczecinku - 31 937, 96 zł. To jednak jeszcze nie koniec. Jak poinformowano, ponieważ zgoda na kwestę uzyskana przez Hospicjum Domowe im. św. Franciszka z Asyżu udzielona przez Starostwo Powiatowe obejmuje okres od 26 października do 30 listopada br., zbiórka pieniędzy do puszek na rzecz budowy hospicjum prowadzona będzie również 11 listopada przed koncertem Renaty Przemyk. Jak przekonywali organizatorzy kwesty, fundusze, które udało się zebrać podczas uroczystości Wszystkich Świętych, przerosły ich najśmielsze oczekiwania. - Mając pewne doświadczenie przy budowie kościoła, przewidywałem, że może się uda zebrać ok. 20 tys. - zaznaczył ks. Marek Kowalewski. - Dlatego wszyscy jesteśmy zaskoczeni tą sumą. Ktoś mógłby powiedzieć, że w Koszalinie zebrano więcej. Owszem, jednakże tradycja kwestowania na rzecz hospicjum ma tam już 17 lat. Poza tym Koszalin ma znacznie więcej mieszkańców niż nasz powiat. Trzeba jeszcze zauważyć, że wraz z Koszalinem kwestowały i Sianów, i Mielno. Inna jest również zamożność mieszkańców Koszalina i naszych wiosek - typowo popegeerowskich. Tym bardziej cieszy nasz wynik. Tylko dziękować Bogu i ofiarności ludzkich serc.

Wójt Janusz Babiński chce powołać straż gminną Prace przy kościele Mariackim W minionym tygodniu szczecineccy strażacy podejmowali interwencje przy sześciu zdarzeniach. - Usuwaliśmy między innymi spróchniałe konary drzew rosnących w sąsiedztwie kościoła Mariackiego. Zgodnie z relacją proboszcza parafii, gałęzie zagrażały bezpieczeństwu przechodniów. Do wykonania tej operacji musieliśmy użyć podnośnika. Przy okazji strażacy przetrenowali działania na dużej wysokości mówi st. kpt. Jerzy Szeligowski, zastępca Komendanta Powiatowego PSP w Szczecinku. *** Strażacy gasili też pożar

śmietnika przy ul. Emilii Plater w Szczecinku. Po alarmie Straży Miejskiej podjęli również interwencję na rzeczce Niezdobnej. W wodzie miał się znajdować kot. Niestety, zwierzęcia nie odnaleziono. Albo utonął, albo o własnych siłach wydostał się na brzeg. *** Strażacy zabezpieczali również trzy wypadki drogowe na terenie powiatu - na ul. Słupskiej, na trasie z Bornego Sulinowa do Nadarzyc oraz na drodze Chłopowo - Kluczewo koło Barwic. Ford escort wjechał tam w drzewo. Kierowca z obrażeniami ciała trafił do szpitala. (sw)

Telefony alarmowe Policja - 997 Straż pożarna - 998 Pogotowie ratunkowe - 999 Pogotowie energetyczne - 991 Pogotowie gazowe - 992

Pogotowie ciepłownicze - 993 Pogotowie wodociągowe - 994 Straż Miejska 94 37 246 09, 94 37 405 44

Organizatorzy konferencji: ks. Marek Kowalewski, Dorota Szpernalowska i Andrzej Łysiak. W tle - powstające na terenie parafii hospicjum. Zdaniem organizatorów, cieszy nie tylko wynik kwesty, ale także reakcje tych, którzy spotykali kwestujących ramię w ramię wolontariuszy. - To było bardzo miłe - podkreślał Andrzej Łysiak. - Obserwowaliśmy, jak osoby reprezentujące odmienne opcje polityczne stały obok siebie i kwestowały. Większość z tych, którzy wrzucali pieniądze, popierało akcję. Wręcz spotykaliśmy się ze stwierdzeniami, że nigdy nie wiadomo, kto z nas może kiedyś z pobytu w hospicjum skorzystać. Już teraz wiadomo, że nie była to ostatnia tego typu zbiórka. Zgodnie ze słowami organizatorów, nawet gdy hospicjum zostanie wy-

budowane, to jego funkcjonowanie będzie wymagało dodatkowego wsparcia finansowego. - Jeśli będziemy mieli kontrakt z NFZ, co przecież nie jest wcale pewne, będziemy wciąż potrzebowali dodatkowych funduszy - wyjawiła Dorota Szpernalowska. - Są odpowiednie przeliczniki. Na chwilę obecną na terenie powiatu nie będzie mogło być zakontraktowanych więcej niż 6 łóżek. My przewidujemy, że będzie ich 15. Część łóżek będzie więc musiała być finansowana inaczej niż z NFZ. Wiemy, że będzie to bardzo trudne. Dlatego nie wyobrażam sobie funkcjonowania hospicjum bez wsparcia nas wszystkich. (sz)

Nadchodzą gminni szeryfowie

Jako jedna z nielicznych w regionie, a podobno i w całym kraju, gmina wiejska Szczecinek nie ma jeszcze straży. O potrzebie utworzenia takiej samorządowej formacji pilnującej porządku mówiono od dawna, jednak od pomysłu do konkretu ciągle było daleko. Na straż potrzeba pieniędzy w budżecie, a ten w niewielkiej gminie okalającej miasto był i jest nieduży. A bardziej pilnych potrzeb (inwestycje w sferze infrastruktury!) przybywało. Porządku, nie tylko na drogach (gminnych i innych przez gminę biegnących), lecz przede wszystkim w sołectwach - pilnować należy. Minione lato dobitnie to potwierdziło. Parkowanie aut bezpośrednio nad jeziorami lub byle gdzie, biwakowanie w miejscach do tego nie przeznaczonych - to tylko niektóre przykłady wykroczeń. Sprawa znana - praktyka codzienna pokazuje, że nie zawsze i nie wszyscy dbają o porządek wokół i na swych posesjach. Bywa, że śmieci są wywożone ze wsi do lasu lub topione w jeziorze. Smutna codzienność...

Wiejscy dzielnicowi policji często odwiedzają swoje rejony. W minionym sezonie letnim na przykład byli w terenie codziennie. Z dobrym skutkiem patrolowano wioski turystyczne nad jeziorami. Wszystkiego jednak policja nie upilnuje, ma też inne kompetencje. I oto teraz do konkretu, czyli utworzenia straży gminnej jest blisko. Straż będzie utworzona. Kiedy? Trudno pisać o konkretnych terminach, ale wkrótce ruszy przygotowanie projektu. - Musimy odpowiednio skonstruować budżet - mówi „TS” Janusz

Babiński, wójt gminy Szczecinek. Utworzenie straży będzie nas kosztowało niemało, ale to już pilna konieczność. Nie muszę zapewniać, że powołanie i działanie straży to lepszy porządek w wioskach, zapobieganie wykroczeniom, zapewnienie bezpieczeństwa nam mieszkańcom (sam wójt jest mieszkańcem gminy - przyp. Red.). Czyściej, lepiej, bezpieczniej. Takie hasło łączymy z projektem powołania straży gminnej. Ostatecznie o realizacji zadania zdecydują nasi radni - dodaje wójt. (wj)


REKLAMA


Felietony Prawda czasu - prawda ekranu Zenek ma głos Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek nie żyje po to, żeby jeść, ale je po to, żeby żyć. I ten ktoś absolutnom rację miał. Ale jak by człek nie kombinował, to na żarełko jakie ono by nie było, kasiora jest potrzebna i to niemała, bo produkty spożywcze nigdy tanie nie były, a i teraz co rusz drożeją. Żeby mieć kasiorę, to trzeba mieć pracę, najlepiej dobrze płatnom, bo przecie jeszcze i czynsz i prąd i gaz trza opłacić, że o takich fanaberiach jak odzież, prasa, książki, kino, basen, itp. i itd. to przez grzeczność nie wspomnę, żeby upierdliwym nie być. Żeby mieć takom pracę to trzeba mieć dobre wykształcenie i fach (najlepiej dwa - trzy fakultety i długoletnią praktykie). Żeby to-to mieć trzeba mieć na to też kasiorę, bo to nie są tanie rzeczy. Proste? Ano tak! A łostatnio gdzie się nie ruszę, to nic

ino narzekania, jęczenie i takie tam różniste nieoptymistyczne wypowiedzi słyszę, że perspektyw brak i kasiory też. I żeby gołosłownym nie być to przykładami tera sypnę. Dziewczyna za ladom stoi, praca niemęcząca, bo klientów jak na lekarstwo i jęczy, że zarabia mało i jej na nic nie starcza, i żeby nie rodzice to by nawet na solarium nie miała. Młodzieniec za barem też narzeka: mało płacom, a łon chciałby rodzinę założyć, jakieś autko kupić, świat zobaczyć, bo życie krótkie jest. Emeryt stęka, brakuje mu na lekarstwa, z prasy dawno już zrezygnował, że o piwku z kumplem to już nawet nie wspomni. Magister inżynier zresztom, dwa języki znający, ojczystego nie licząc, pracy szuka i znaleźć nie może, choć każdom by wzion, co by tylko na garnuszku swoich starych nie siedzieć. Mówiąc krótko. Te co tyrajom to mówiom, że płaca kiepska i z biedom koniec z końcem wiążą, a te co nie tyrajom to mówiom, że każ-

dom prace wezmą z pocałowaniem w rękę. Jak ja se tego posłuchałem, to mało co a w deprechę bym się wpakował i też jęczeć bym zaczął. Na szczęście jest telewizja! A w niej, prawda czasu - prawda ekranu. Wystarczy włączyć i obejrzeć sobie film łoświatowy, (a jest ich od metra i ciut, ciut) i dowiesz się, że jest dobrze, a nawet jeszcze lepiej. I żeby gołosłownym nie być to przykładami tera sypnę, a i nazwiskami. Emeryt Mostowiak z małżonkom, KRUS mu marne grosze płaci? A one żyjom se jak pączki w masełku. Łostatnio meble do kuchni na raty se sprawili, do pobliskiego Gródka na zakupy jeżdżom (a benzyna nie je tania) i weki z przetworami (a cukier też tani nie jest) torbami swoim dzieciakom wożą i nie jęczą. Ich wnuk Pawełek za barem stoi i co? Duże mieszkanie utrzymuje, dużą brykom jeździ, do każdej kolacji winko w towarzystwie kolejnej laski spożywa, zaocznie studiuje, nie jęczy i na wszystko mu

Moim zdaniem

Nie ma jak wycieczka z socjalu Bogdan Urbanek Gwoli ścisłości, powinienem dopowiedzieć - z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, może i byłoby poprawniej, ale i tak wszyscy wiedzą o co chodzi. Zagadnęła mnie oto znana mi z widzenia Czytelniczka i dawaj perorować jak to jest, redaktorze, że jedni jeżdżą na zakładowe wycieczki do takiego Spa nawet i dwa razy w roku, a innym służbowego długopisu skapią? A w ogóle, to co to jest to „spa”? Poczułem się zatem, jak nie przymierzając - dziennikarz śledczy a skoro tak, to zaczynam od końca. Otóż skrót ten ma kilka odniesień czy też znaczeń, a także różne zasady pisowni. W znaczeniu o jakim tu mowa, Spa odnosi się do hydroterapii (wodolecznictwa) i są to zabiegi terapeutyczne, odprężające oraz

relaksacyjne. Spa to także miasto w Belgii, a zapisany wyłącznie wielkimi literami (SPA) - to skrót nazwy amerykańskiej wytwórni filmowej (Sony Picture Animation) oraz Stowarzyszenia ds. Systemów i Procedur. Warto więc wiedzieć i być odtąd bardziej precyzyjnym. Ale przecież nie o to chodzi! Bo niby dlaczego - moja rozmówczyni nie daje za wygraną - jedni mogą sobie w tych luksusach bezwstydnie przebierać i to niemal za friko, a innym pozostaje li tylko w telewizorze oglądać takie mecyje w „Gołębiewskim”, „Klimczoku” czy „Belvedere”. No właśnie dlaczego, wszak wszyscyśmy z budżetówki - dopowiada, najwyraźniej szukając we mnie orędownika, wiedząc zapewne, że i ja czerpię z podobnego budżetowego garnuszka. Wyostrzyłem więc w sobie czujność, zważywszy, że nie tak dawno moje branżowe koleżanki spędziły kilka dni w modnym kołobrzeskim Spa, co prawda dopła-

cając do przeznaczonych na ten cel środków z socjalu, ale nader symbolicznie. Dalibóg, sam bym z nimi może i pojechał, gdyby nie zbiegający się z ową wyprawą termin naukowej konferencji tym razem poświeconej edukowaniu przyszłych nauczycieli, czemu jestem od lat już przypisany i co nie jest mi nakazem lecz przyjemnością. Będę złośliwy, o wiele przyjemniejszą niż rzeczone Spa, a niech tam! Już na poważnie - fundusze świadczeń socjalnych tworzone są przez pracodawców będących jednostkami organizacyjnymi, które prowadzą gospodarkę finansową na zasadach określonych w Ustawie o finansach publicznych i to bez względu na liczbę zatrudnionych pracowników. W każdym innym przypadku, także i wówczas, gdy liczba pracowników przekracza 20 etatów i jest to obowiązek ustawowy. Jeżeli pracowników jest mniej, ZFŚS też może być utworzony choć

Jedźmy, nikt nie dzwoni Marzena Góra Jako, że zarówno samochodu własnego, jak i stosownych uprawnień jeszcze się nie dorobiłam, to często do przemieszczania się naszą komunikacją miejską moje lenistwo (i nieciekawa wizja spaceru przy tej naszej jesiennej aurze) mnie zmusza. Niby nic nadzwyczajnego: człowiek wsiada, jedzie gdzie tam sobie potrzebuje i wysiada. I tu teoretycznie sprawa powinna się kończyć. Ale często jeszcze po wyjściu

z pojazdu przez chwilę człowiek w zadumie przystanie, nieobecnym wzrokiem gdzieś w przestrzeń spogląda i w tym momencie zapewne zastanawiać się zaczyna, jakim cudem mu się przeżyć taką przejażdżkę udało. I tu nie chodzi o spotkanie autobusowe z grupką małoletnich amatorów strojów ortalionowych czy ulubieńców wszystkich, którym to na szyi stosowne plakietki powiewają. Bo czasy mamy takie, że coraz częściej z trwogą i drżeniem wzrok nasz sam w stronę kierowców się odwraca. A z kabiny często odgłosy różne dobiegają i publiczność, która w bliższej odległości od kierowcy się usadowiła, często dowiedzieć się może, co też pan, który

bezpiecznie ma ich z punktu A do punku B w jednym kawałku przetransportować, na obiad sobie życzy. Albo co żona po drodze z pracy kazała w osiedlowym sklepie zakupić. A jeśli ktoś ma mocne nerwy, to nie wysiądzie, ale do końca swej podróży (znaczy do przystanku docelowego) może relacji szczegółowej z wczorajszej imprezy wysłuchać i w duchu modlitwy odmawiać, aby pan kierowca od wczoraj wytrzeźwieć jednak zdążył, bo i sam się komuś do słuchawki chwalił przecież przed chwilą, że tyle wczoraj wypił. Nawet żalów odnośnie problemów zdrowotnych oraz o (często nie najlepszym) aktualnym samopoczuciu co bardziej wyczulone ucho może informacje wyłapać.

starcza. Mówiąc krótko, nie radzicie sobie, macie doła, to polecam- „M jak miłość” w dwójce, w każdy poniedziałek i wtorek po dwudziestej. Nie idzie ci biznes? Popadłeś w tarapaty finansowe, zaciągnąłeś kredyty i hazardowe masz długi? Zmień kanał i se zobacz jak bez grosza przy duszy, biuro podróży Żaneta i Ewa założyły i jak lody kręcą. Zobacz sobie jak Kinga pół miliona długów swego małżonka z jednej pensji spłaca, a na resztę fikołków życiowych też jej starcza. „Na wspólnej” starczy se łobejrzeć przez cztery dni

w tygodniu w TVN. Bo jak kiedyś powiedziano - Polak potrafi! I dlatego powiem wam tak: nie jęczeć, nie stękać i w deprechę się nie pakować. Wystarczy program TV se kupić co by wybrać właściwy film, a z bohaterów przykład brać i żyć pełniom życia. Ale uważać trzeba i to bardzo i nie łoglądać. „Ekspresu reporterów” i temu podobnych programów. Bo jak łobejrzysz, to nie dość, że i jęki i stęki i narzekania znowu usłyszysz, to na dodatek depreche masz murowaną, a leki to nie jest tania rzecz, a kasiory przecie brak.

nie musi. Zdarza się, że pracodawca po konsultacji z pracownikami może znieść obowiązek utworzenia funduszu. Tak też było w przypadku mojej felietonowej, jak się okazało, rozmówczyni, sprawdziłem. Treść takiego postanowienia należy wówczas wprowadzić do układu zbiorowego lub regulaminu wynagradzania. Warto jednak wiedzieć, że pracodawca, który nie zdecyduje się na utworzenie ZFŚS ma obowiązek wypłacać świadczenia urlopowe, będące formą rekompensaty na pokrycie przez pracownika wydatków związanych z jego wypoczynkiem. Tyle ustawa. Gdyby jednak chcieć rozeznać rzeczywistość funduszowego socjalu, tu i ówdzie mistyfikowanego przez „dobrze poinformowane źródła”, choć nie tylko, tak czy inaczej nie dojdzie się do ładu, czyt. urawniłowki. Każdy bowiem rządzi tym funduszem po swojemu i nie jest on jednaki. Nie wymądrzam się, przez dwie kadencje byłem przewodniczącym zakładowej komisji socjalnej, więc wiem co mówię. Jedni decydują się na organizację kilkudniowej atrakcyjnej wycieczki zagranicznej dla pracowników, oczywiście chętnych, inni gustują w modnych ostatnio Spa, organi-

zowane są także grupowe wyprawy do opery, operetki, teatru. Fakt, każdy może z tych ofert korzystać, ale nie każdy chce czy mu pasuje. I to rodzi może nie konflikty, ale gadanie po kątach, bo niby dlaczego Basia korzysta z socjalu co roku, a Kasia w ogóle? To niechby jej choćby tę rzekomą stratę rekompensowali, oczywiście finansowo. Otóż nie. Socjalna oferta adresowana jest do wszystkich chętnych, jednak niezainteresowani nią (z różnych względów) pozbawiają się socjalnych bonusów. Tak to musi być i tak jest zapisane w ustawie, bo są to pieniądze przeznaczone niemal wyłącznie na działalność socjalną. Napisałem „niemal”, bo zwykle przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą, socjal funduje swoim pracownikom, także i emerytom bony towarowe lub pieniądze. Oczywiście dla wszystkich, choć przydzielające je komisje socjalne różnicują ich wysokość w zależności od średnich rodzinnych dochodów. W sumie nie wiem, czy można się na tym socjalu obłowić, ale wycieczka nad Balaton, Adriatyk, Kanary czy nawet dwudniowy wypad do Spa, czemu nie. A gdy się jeszcze dobierze odpowiednie towarzystwo, no więc właśnie, w końcu o to chodzi!

I człowiek już jakiś mniej spokojny na tym swoim miejscu siedzi, nerwowo kręcić się zaczyna albo stojąc, niespokojnie z nogi na nogę przestępuje i najbliższego przystanku wzrokiem szuka. Co odważniejsi pasażerowie, którzy mocne nerwy mają, w ten sposób mogą swojej dziennej dawki adrenaliny trochę nawet sobie pozażywać. A ci, którzy miejsca na tyłach pojazdu sobie powybierali, niczego nieświadomi, spokojnie i ufnie autobusem miejskim dalej podróż odbywają. Na szczęście żaden wypadek jeszcze się nie zdarzył, ale kiedyś przecież ten pierwszy raz być musi, a do autobusu już teraz często jest strach wsiadać. I czemu to się tylko o nieodpowiedzialnych kierowcach osobówek mówi i mandatami wszelakimi takich delikwentów każe, którzy podczas jazdy rozmową telefoniczną podróż sobie umilają, a przecież pa-

na w kabinie dorodnego MAN-a, pogawędką z żoną czy kolegą podczas wykonywania pracy się raczącego, o wiele łatwiej jest przyuważyć. A i odpowiedzialność, niż w przypadku zwykłego auta osobowego, przecież znacznie większa. Bo to kierowcom autobusów większy kredyt zaufania jest przecież przyznawany, a jak do wypadku dojdzie, to i tragedia znacznie większa będzie. Bo i takim pojazdem więcej ludzi się przewozi, a jak się taki autobus na drogę gdzieś przewróci, to i ruch na wiele godzin skutecznie zablokowany będzie. Więc może by tak te swoje prywatne rozmowy telefoniczne gdzieś na pętli na końcu trasy wykonywać? Miasto mamy takie, że od pętli do pętli w nie więcej niż pół godziny można przecież obrócić, a żadna sprawa aż tak pilna być nie może, aby życie nie tylko swoje, ale i pasażerów, bez potrzeby narażać.


Trwają prace nad budżetem Szczecinka na 2012 rok

Budżet bez deficytu? Burmistrz podwyższa podatki Zbliża się czas, w którym RIO i radni powinni zapoznać się z projektem budżetu na 2012 rok, a wraz z nim z projektami uchwał, dotyczących wieloletniej prognozy finansowej (WPF). Na przedstawienie wspomnianych projektów zostało już niewiele dni - ostateczny termin mija 15 listopada. Jaki będzie przyszłoroczny budżet Szczecinka? O efektach pracy nad przyszłorocznym budżetem niewiele wiadomo. Ratusz enigmatycznie odpowiada, że prace wciąż jeszcze trwają i póki co, nic jeszcze na ten temat

nie można powiedzieć. Nieoficjalnie docierają jednak do nas głosy, że to będzie wyjątkowo trudny rok dla finansów miasta. Dyrektorzy spółek dosłownie dwoją się i troją, by zamknąć się w dość mocno zawężonych widełkach przyszłorocznych wydatków. Według opracowanego przez resort finansów wskaźnika niewypłacalności, sytuacja samorządów jest ciężka. Najgorzej wypadają gminy wiejskie, ale i miasta nie mają się najlepiej. Jak wypada Szczecinek? Średnio. Finansiści wskazują, że aby ocenić możliwość spłaty dłu-

gów, należałoby też przyjrzeć się dochodom i wydatkom bieżącym, żeby sprawdzić, czy w bilansie pojawia się nadwyżka operacyjna. Tu tendencja utrzymująca się wśród wielu miast, w tym w Szczecinku, nie jest optymistyczna. W Szczecinku wskaźnik obciążenia dochodów bieżących wydatkami bieżącymi i obsługą zadłużenia w 2010 r. wynosił 107 proc. Tyle wyliczenia resortu. Tymczasem i bez nich miasta prężą się, aby znaleźć nowe źródła dochodów, które pozwoliłyby zmontować budżet w optymalny sposób. Wiele

Na to wydarzenie co roku czekają dzieci z rodzin zastępczych

Tabor św. Mikołaja przyjedzie już piąty raz Zbliża się wyczekiwany przez najmłodszych czas mikołajkowej radości i prezentów. Tradycją stało się już, że początek grudnia w szczególny sposób spędzają pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie oraz ich podopieczni - dzieci znajdujące opiekę w rodzinach zastępczych. Od kilku lat przy pomocy bliskich im ludzi, w tym - lidera zespołu Terne Roma, Bogdana Trojanka, pracownicy PCPR organizują okolicznościową imprezę: „Tabor Świętego Mikołaja”. Nie inaczej będzie i w tym roku. Przygotowania do tego wyjątkowego wydarzenia już trwają. - Pomysł „Taboru Świętego Mikołaja” narodził się kilka lat temu mówi Małgorzata Kubiak-Horniatko, dyrektor PCPR. - Chcieliśmy zrobić coś niekonwencjonalnego, coś, co sprawi dzieciom wiele radości. Wspólnie z zespołem Terne Roma doszliśmy do wniosku, że przygotujemy coś, co mogłoby stać się wydarzeniem roku. I to się udało. Wydarzenie wpisało się już w kalendarz imprez powiatowych. Myślę, że „Tabor Świętego Mikołaja” będzie nam towarzyszył jeszcze przez wiele lat. Zgodnie ze słowami naszej rozmówczyni, sukces imprezy to w dużej mierze zasługa licznych sponsorów i ludzi o ogromnych sercach. Dzięki nim, tylko w ubiegłym roku, udało się przygotować około 300

atrakcyjnych paczek. - Z tego co wiem, dzieci czekają na to wydarzenie - dodaje Małgorzata Kubiak-Horniatko. - Czekają na wspólną zabawę, na różne występy, ale przede wszystkim czekają jednak na Mikołaja i na prezenty. Ich radość jest nie do opisania. Jak udało nam się dowiedzieć, tegoroczny „Tabor Świętego Mikołaja” będzie pełen wyjątkowych niespodzianek. Powód? W tym roku minie pięć lat, odkąd pomysł wspólnej zabawy dzieci z rodzin

zastępczych został wcielony w życie. Mówi Małgorzata Kubiak-Horniatko: - Tym razem, z okazji małego jubileuszu 5-lecia akcji, Tabor będzie wyjątkowy. Spotykamy się w kinie Wolność 9 grudnia o godzinie 16.00. Dla wszystkich, którzy wezmą udział w zabawie, zostanie przygotowana duża niespodzianka. Na pewno będzie ciekawie i wesoło, melodyjnie i świątecznie. Z pewnością też nie zabraknie takiej atmosfery, jaka towarzyszy taborowi każdego roku. (sz)

samorządów decyduje się na podniesienie podatków. Tak prawdopodobnie będzie także w Szczecinku. M.in. o nowych stawkach podatku od nieruchomości zadecydują na najbliższej sesji (10.11) radni Rady Miasta. Podatek od budynków mieszkalnych wzrośnie z 52 gr za metr do 60 gr, a od działalności gospodarczej - z 17,75 gr do 19,5 gr za metr. Wzrośnie też podatek za grunt, przykładowo za prowadzenie działalności gospodarczej trzeba będzie zapłacić już nie 65 gr, ale 74 gr za metr. Pomysł wprowadzenia podwy-

żek ma już swoich przeciwników. Czy jest konieczny? Przypomnijmy. Według wieloletniej prognozy finansowej, przyjętej przez Radę Miasta Szczecinka wraz z obowiązującym budżetem pod koniec ubiegłego roku, rok 2012 ma przynieść nadwyżkę budżetową w wysokości 6 232 280 zł. Wszystko za sprawą zwiększonych dochodów (z 98 816 042 zł do 109 169 917 zł) i pomniejszonych wydatków (z 114 158 009 zł do 102 937 637 zł). Wskaźnik zadłużenia ma wynieść nieco ponad 41 proc. (przy 60 proc. limitu). (z)

Ślusarz w cenie

Wraz z nadejściem jesieni, w październiku w Szczecinku i w powiecie szczecineckim przybyło osób poszukujących pracy. - W porównaniu do września są to bardzo niewielkie różnice, takie powiedziałbym operacyjne - podkreśla Wiesław Kosmala, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy. - Na koniec października w naszych rejestrach figurowało 2914 osób. To o 17 osób więcej, niż miesiąc wcześniej. Pracy poszukuje też 1626 mieszkanek Szczecinka (o 15 więcej). Prawo do zasiłku posiada 721 bezrobotnych (miesiąc wcześniej 696 osób). - Wskaźnik bezrobocia rejestrowanego, czyli procentowy udział bezrobotnych w liczbie ludności czynnej zawodowo wzrósł w Szczecinku z 11,6 procent na koniec września do 11,7 procent na koniec

października - dodaje dyr. Kosmala. Podobna „bezrobotna” tendencja utrzymuje się w powiecie szczecineckim. Na koniec października pracy szukało 6835 osób (miesiąc wcześniej - 6808). Stopa bezrobocia za cały powiat, liczona za wrzesień, to 24,0 proc. wobec 24,3 proc. w sierpniu. Szczecinecki PUP dysponuje obecnie 64 ofertami pracy (miesiąc wcześniej - 89). Są one nadzwyczaj cenne, gdyż jedna przypada: w powiecie na 106 bezrobotnych, a w mieście na 46 bezrobotnych. Jakie zawody są w cenie?, kogo poszukują pracodawcy? Obecnie: mechaników maszyn i urządzeń przemysłowych (10 ofert) i ślusarzy (również 10 ofert), a ponadto: pielęgniarek, lakierników, kierowców i spawaczy. (sw)


Pisaliśmy o tym wiele razy, także i w spacerkowej rubryce, dziś po raz kolejny, za sprawą listu Grażyny S. przypominamy - wszelkie skróty piszemy małą literą. Zatem ulica kard. Stefana Wyszyńskiego, ks. Elżbiety, gen. Tokarzewskiego, św. Rozalii. Ma Pani absolutną rację, zasada ta dotyczy także pisowni rzeczowników poprzedzających określające je nazwy własne, stąd też - ulica Zielona, plac hm Aleksandra Kamińskiego, rondo Mariana T. Golińskiego. Oj wiem, rzeczywiście dużo wody w Niezdobnej musi upłynąć zanim niejeden dojdzie do odkrywczego wniosku, że białe to jednak... białe. Okazuje się, że szczecinecki dworzec kolejowy może być niewyczerpanym źródłem spacerkowych tematów i to coraz bardziej mu nieżyczliwych. Choć przypomnijmy, jeszcze nie tak dawno bo w połowie lat 70-tych, zdaniem ogólnopolskiego kolejarskiego tygodnika „Sygnały”, nasz dworcowy obiekt zasługiwał na miano jednego z najbardziej charakterystycznych i reprezentacyjnych na terenie Pomorskiej DOKP. Tydzień temu pisaliśmy o coraz bardziej podupadającej dworcowej poczekalni, dziś za sprawą sygnału Tomasza F. odwiedzamy stacyjny tunel dla podróżnych, by bez trudu zauważyć to, czego być tu nie powinno. Istotnie, jak przypomina nasz Czytelnik, kilka miesięcy temu w „Spacerkach” pisaliśmy o terakotowej posadzce, w której brakowało kilku płytek. Podróżni się potykali, w tunelu nie było zbyt bezpiecznie. Dziś posadzkowe uszczerbki są o wiele znaczniejsze, brakuje ich już nie kilka a kilkadziesiąt i rzeczywiście niełatwo będzie przemierzać stacyjny tunel zimą, gdy posadzka nie dość, że szczerbata to jeszcze na dodatek na pewno będzie oblodzona. Powraca kolejny spacerkowy temat z brodą - handel w dni międzyświąteczne funk-

Bardzo często korzystam z taksówkowych usług przewozowych - twierdzi Romuald S. - zwykle ograniczam się do jednej stałej korporacji, po prostu siła przyzwyczajenia. Jednak od jakiegoś czasu zauważyłem drobne, ale mimo wszystko rozbieżności w opłatach za stałe kursy. Podam dla przykładu - jadąc z Kopernika na dworzec u jednego kierowcy płacę 6 złotych, innemu muszę zapłacić złotówkę więcej, a bywa, że i 8 złotych ode mnie żądają. Powtarzam, w tej samej korporacji taksówkowej. Niby złotówka to nie majątek, ale z kolei dla nikogo nie jest tajemnicą, że ziarnko do ziarnka... Pracodawca w prywatnej firmie, w której pracuję, gdy chcę skorzystać z przysługujących mi dni wolnych z tytułu opieki nad dzieckiem zwykle upiera się, że powinnam to wcześniej planować i uzgadniać - twierdzi Ewelina J. - Nie wydaje mi się to zasadne, bo gdy chodzi o mnie, proszę o te dni zawsze w sytuacjach kiedy moje dziecko rzeczywiście takiej opieki potrzebuje. A w ogóle, nierzadko są z tego tytułu takie ceregiele, że niektóre koleżanki w obawie przed ewentualnymi konsekwencjami rezygnują z tego pracowniczego przywileju. Niesłusznie. Z uprawnień jakie daje art. 188 Kodeksu Pracy wynika, że każda osoba pozostająca w stosunku pracy może i ma prawo do dwóch dowolnie wybranych w roku dni wolnych od pracy, tytułem opieki nad dzieckiem do lat 14. Z prawa tego może korzystać zarówno matka jak i ojciec dziecka (lub jego prawni opiekunowie). Co do wspomnianych „ceregieli” przypomnijmy żaden pracodawca nie powinien interpretować Kodeksu Pracy po swojemu. Gdzie jak gdzie, ale niechby choć w szkołach ujednolicili wybór wolnych od nauki dni - twierdzi Jadwiga B. - Widać jednak, że i tam panuje niczym nieuzasadniona dowolność, co moim zdaniem, wprowadza niepotrzebny zamęt i chaos, dopowiada nasza stała Czytelniczka. Rzeczywiście, w międzyświąteczny poniedziałek, 31 października, większość placówek oświatowych skorzystała z możliwości zamiany tego dnia na wolny od zajęć dydaktycznych, co zaowocowało aż czterema kolejno następującymi po sobie wolnymi dniami. Ale okazuje się, że nie wszędzie tak było, ot, choćby w gimnazjum przy Armii Krajowej poniedziałek był niby normalnym dniem nauki. Pytanie - czy słusznie i czy rzeczywiście z pożytkiem dla tzw. procesu dydaktycznego? Odpowiedź w owym mało znaczącym słówku „niby”. Dlaczego wystarczy przejrzeć zapisy obecności uczniów w szkole w tym dniu... (ur)

Na razie przyłącza i izolacja, w kolejnym etapie powstanie nowa klatka schodowa

Remont w „muzycznej”

Rozpoczął się pierwszy etap remontu budynku Szkoły Muzycznej im. Oskara Kolberga. Koszt robót prowadzonych - jak zawarto w zamówieniu - na poziomie piwnic wynosić ma blisko 670 tys. zł. Prace realizuje firma EkoWodrol z Koszalina, lider konsorcjum firm zaangażowanych w remont jednego z najpiękniejszych obiektów zabytkowych w mieście nad Trzesieckiem. Obecnie budowlańcy prowadzą prace izolacyjne zabezpieczające ściany zewnętrzne przed wilgocią. Doprowadzane zostaną również nowe przyłącza wodociągowe, sanitarne oraz centralnego ogrzewania z sieci miejskiej. Prace powinny zostać sfinalizowane do 30 listopada br. Cały remont pochłonie ok. 3 mln zł. Na początek zostaną wymienione również wszystkie okna (w sumie 97 sztuk) - rzecz jasna oprócz pięknych witraży w auli, które zostały już odpowiednio zabezpieczone kilka lat temu. Największe koszty pochłonie budowa nowej klatki schodowej. Zgodnie z projektem nowa klatka zostanie wbudowana pomiędzy dwa skrzydła budynku od strony parkingu. Jej czołowa ściana zostanie w całości przeszklona i obramowana metalowymi elementami, których kształt ma nawiązywać do białych płycin na

foto:sw

W tym roku w dniu Wszystkich Świętych po raz pierwszy zabroniono handlowania kwiatami i zniczami na całym przylegającym bezpośrednio do cmentarza terenie. Można było je co prawda i bez większych problemów kupić na miejskim targowisku przy Cieślaka, ale - jak się okazuje - nie każdemu się to spodobało. Komu przeszkadzał handel kwiatami tuż przy cmentarnej bramie, dość głośno i wręcz ostentacyjnie zastanawiało się 1 listopada wielu napotkanych tam Czytelników. Było bądź co bądź wygodnie, bo wszystko niemal pod ręką. Owszem, kto chciał mógł i wtedy kupować kwiaty czy znicze na rynku, ale nie każdemu chciało się przeciskać z naręczem chryzantem po zatłoczonej rynkowej alejce, później przechodzić przez jezdnie i jeszcze kawałek do cmentarnej bramy - takie na ogó�� słyszeliśmy komentarze. Cóż, okazuje się, że wygoda bierze górę nad porządkiem nawet i w takich sytuacjach.

cjonuje, zdaniem wielu naszych Czytelników, jedynie zachowawczo i jest to chyba trafne określenie. Tak było też w poniedziałek po wolnym weekendzie a przed Świętem Zmarłych, o czym informowali nas Czytelnicy i to niejednokrotnie. W godzinach popołudniowych w wielu tzw. osiedlowych sklepikach, do których zazwyczaj najbliżej, brakowało pieczywa. Traf chciał, że i „Spacerki” tego doświadczyły a na pytanie - dlaczego nie ma chleba o 4 po południu usłyszeliśmy, że... trudno przewidzieć ile zejdzie w sprzedaży. Ejże, a gdzie stara handlowa maksyma o popycie i podaży, by już nie przywoływać innych?

Prace remontowe rozpoczęły się od budowy nowych przyłączy oraz wykonania izolacji przeciwwilgociowej. elewacji. Istniejący w tym miejscu bardzo malowniczy, drewniany balkon, zostanie zachowany - będzie stanowić ciekawy wystrój wnętrza. Aby uchronić się przed promieniami słonecznymi w okresie lata, wewnątrz nad biegami schodowymi, będzie można rozwiesić uruchamiane elektrycznie, płócienne baldachimy. Przypomnijmy, że budynek został wzniesiony w 1902 roku. Był to -

i jest do dzisiaj - jeden z najbardziej okazałych obiektów w Szczecinku. W gamachu do 1945 roku mieściła się siedziba landrata, a potem przez kilka powojennych lat starosty. Architektura budynku została utrzymana w stylu eklektycznym, stanowiąc doskonały przykład sztuki budowania z przełomu XIX i Xx wieku. W ostatnich latach oprócz Szkoły Muzycznej znajdowała się tutaj także siedziba KPPD. (red)

Skazani będą pracować w lesie

Pomorze Środkowe, także okolice Szczecinka, to kraina pięknych ostępów leśnych. Tereny te wymagają należytego utrzymania, a co za tym idzie dużego nakładu sił i środków. Lasy potrzebują więc rąk do pracy przede wszystkim przy utrzymaniu i oczyszczaniu. Leśnicy pomyśleli i wymyślili. Można w lasach zatrudnić osadzonych z zakładów karnych. Korzyści z tej operacji będą nieocenione. Leśnicy dostaną wsparcie w postaci ponadetatowych pracowników, a osadzeni pracę i edukację. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Szczecinku zawarła więc umowę z dyrektorem Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie w zakresie zatrudniania osadzonych. Na jej podstawie, osadzeni m.in. w Zakładzie Karnym w Szczecinku będą odpłatnie i nieodpłatnie wykonywać szereg prac na rzecz lasów. Jak zaznaczyły strony w preambule porozumienia: „Praca to jeden z ważniejszych elementów re-

socjalizacji więźniów. To szansa na pozbycie się przez osoby skazane stygmatu, etykiety obcego i niechętnie widzianego w społeczeństwie człowieka, wyjście z więziennej izolacji i powrót do pożytecznego, samodzielnego życia. Praca to również możliwość odpłaty - za szkody i cierpienia wyrządzone innym ludziom. A na tym powinno zależeć całemu społeczeństwu”. To nie wszystko. Podczas uroczystości podpisania porozumienia Dyrektor Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie płk Krzysztof Olkowicz zdecydowanie podkreślił, że osadzeni są przygotowywani do różnych prac w nadleśnictwach, związanych głównie z szeroko rozumianym utrzymaniem czystości w lasach. Skazani porządkując lasy, będą wykonywać prace przygotowawcze na terenach zagrożenia pożarowego oraz będą sadzić i pielęgnować drzewka. - Teraz wszystko w inwencji naszych nadleśniczych. Oni bezpośred-

nio zawierać będą umowy z zakładani karnymi. Obecnie przygotowywane jest porozumienie w tej sprawie pomiędzy Zakładem Karnym w Szczecinku i Nadleśnictwem Czarnobór. Niebawem poznamy wszelkie szczegóły - mówi Ferdynand Bejger, rzecznik prasowy szczecineckiej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. - Roboty u nas moc. Mamy do zaoferowania szeroki wachlarz prac, m.in. sprzątanie lasu, prace przygotowawcze w zakresie zabezpieczenia terenów leśnych przed pożarami, a dla przeszkolonych więźniów również sadzenie lasu. Zdaniem leśników, prócz korzyści społecznych, taka współpraca może przynieść nawet kilkumilionowe oszczędności. Obecnie Lasy Państwowe (w całym kraju) wydają około 20 mln zł na sprzątanie śmieci z terenów leśnych. Praca osadzonych mogłaby znacznie ograniczyć te koszty. Zaoszczędzone pieniądze wykorzystano by m.in. do rozbudowania i utrzymania infrastruktury turystycznej w lasach. (sw)


REKLAMA REKLAMA REKLAMA

KR;R=;AF=C&[ge Internetowy katalog firm i usług. Zarejestruj swoją

Nr 1 w google dla zapytania “usługi Szczecinek”.


Ile wiewiórek mieszka w parku? Bywa, że te małe, urocze gryzonie są tak widoczne, że prawie niezauważalne

Wiewiórka na wyciągnięcie ręki

Całe dnie spędza wysoko nad ziemią, na drzewie, najczęściej w gnieździe lub dziupli, która ma ok. 20-40 cm średnicy i jest niewiele większa od niej. Słynie ze swojej zwinności, szybkości, a co najważniejsze - ze swojego grubego i rudego ogona. Fascynuje i ciekawi. Jest inspiracją zwłaszcza dla fotografików, szukających ciekawych kadrów podczas spacerów. Razem z panem Tadeuszem udajemy się w miejsce, w którym jedno z tych uroczych stworzeń urządziło sobie dom. Panu Tadeuszowi, udało się to, na co nie każdy może liczyć. Nie tylko odkrył on zwyczaje i przyzwyczajenia tego zwierzątka, ale także oswoił je tak, by móc podawać mu pokarm prosto z ręki.

Zaczęło się od pewnego drzewa Pan Tadeusz jest emerytowanym pracownikiem policji. Wolny czas spędza m.in. na spacerach, podczas których, wyposażony w aparat fotograficzny, podpatruje życie zamieszkujących park zwierząt. - Wszystko zaczęło się jakiś rok temu - opowiada. - Akurat rzucałem palenie. Musiałem coś zrobić z czasem i chciałem się trochę poruszać, dlatego postanowiłem, że zacznę chodzić z kijkami. - Przechodziłem właśnie obok tego drzewa - Pan Tadeusz wskazuje na to, przy którym się zatrzymaliśmy. - Patrzę: wiewiórka. Stanąłem i zacząłem się jej przyglądać. Ona jakby nigdy nic, biegła cały czas tam i z powrotem. Postanowiłem przyjść w to samo miejsce jeszcze raz. Za drugim razem zabrałem już ze sobą zapas ziarenek słonecznika i włoskich orzechów. Poutykałem jej to wszystko w konary, stanąłem i zacząłem czekać. Po chwili patrzę: jest. Rozgląda się. Szuka. Wygrzebuje orzeszka i go zjada. Od tamtej pory codziennie wracam w to miejsce z kieszenią pełną orzechów.

Gdzie mieszka wiewiórka? No, właśnie - gdzie? Na drzewach, w dziupli, w porzuconym gnieździe. Ale czy ktoś ze spacerowiczów, odwiedzających szczecinecki park, wie konkretnie, która z dziupli to ta, gdzie żyje mały, rudy gryzoń? - Tędy, po tym drzewie wiewiórka co dzień chodzi sobie, zeskakuje i zabiera orzeszki. Każdego dnia, przez cały rok ją dokarmiałem. Wiem, gdzie mieszka samiec, gdzie trzyma młode, gdzie sama lubi sobie siedzieć - przekonuje pan Tadeusz. - Skąd to wszystko wiem? Po prostu, pewnego razu postanowiłem bacznie przypilnować to, co robi i gdzie się chowa. - Proszę zobaczyć - kontynuuje nasz rozmówca, wskazując na wąską szczelinę w jednym z drzew. To jej robota. Sama, tymi malutkimi łapkami, to wyskrobała. Musiała jednak stwierdzić, że ta dziupla jest dla niej za wąska i przeniosła się w inne miejsce. Mimo to, tej dziupli nie porzuciła. Wchodzi tu i siedzi. Ale młode trzyma gdzie indziej. Długo się zastanawiałem, gdzie i w końcu znalazłem. - Tutaj - pokazuje. - Tam wysoko w dziupli lęgną się młode. Z boku widać, jak z dziupli wystają suche gałązki. To ona ucina zębami gałązki i wykłada taki niby balkonik. Po co? Żeby młode nie wypadły. Widziałem, jak dwa razy wyprowadzała stąd młode. Nieraz też tam sobie siedzi, tylko łepek jej wystaje.

Ile jest w parku wiewiórek? To pytanie zadaliśmy panu Tadeuszowi trochę przewrotnie. Nie zaskoczyło ono jednak naszego rozmówcy. Jak się okazuje, ruda rodzinka zamieszkująca obszar w pobliżu plaży miejskiej nie jest w szczecineckim parku osamotniona. Do wido-

Tadeusz Łunkiewicz: - Proszę zobaczyć. To jej robota. Sama, tymi malutkimi łapkami, to wyskrobała. ku wiewiórek w różnych miejscach już się przyzwyczailiśmy. Bywa, że te małe, urocze gryzonie są tak widoczne, że prawie niezauważalne. - Jedna rodzina mieszka koło lecznicy, kolejna koło nowego pomostu - wylicza pan Tadeusz. - Następna żyje w okolicach byłego LOK-u. Wiewiórcze rodziny mieszkają jeszcze niedaleko hotelu Residence i Zieliński. Widziałem kiedyś jedną z tamtych wiewiórek. Miała ogonek cieniutki jak sznurówka i całkiem wyliniały. Widocznie nie miała tyle odpowiedniego jedzenia, co ta „moja”. No, a przecież wiewiórki też trzeba dokarmiać, zwłaszcza teraz i zimą, kiedy ich naturalnego pokarmu zaczyna brakować.

Zaufanie, czyli sztuka cierpliwości Choć nasz rozmówca oswaja się z wiewiórcza rodziną od ponad roku, dopiero niedawno to jedno z najbardziej płochliwych stworzeń odważyło się podejść do niego na tyle blisko, by chwycić orzeszka prosto z ręki. Minęło zaledwie kilka tygodni, odkąd udało mi się częściowo oswoić wiewiórkę - mówi z dumą pan Tadeusz. - Kiedy już nauczyła się odnajdywać poukrywane w konarach orzechy i przyzwyczaiła się, że zawsze odnajdzie je w stałych miejscach, zacząłem układać orzechy stopniowo coraz bliżej miejsca, w którym ja się znajduję. Coraz bliżej i coraz bliżej. W końcu kucnąłem. Położyłem te orzeszki blisko siebie, a część pozostawiłem sobie na otwartej dłoni.

Zastanawiałem się w myślach: - Podejdziesz? Weźmiesz prosto z ręki? W końcu wiewiórka podeszła bardzo blisko. Bardzo niepewnie chwyciła orzecha i uciekła. Potem jednak wróciła po następnego. - Od tamtej pory oprócz orzechów noszę ze sobą statyw do aparatu fotograficznego, który jednocześnie służy mi jako kijek do chodzenia. Kiedy wiewiórka podchodzi na wyciągnięcie ręki, próbuję uwiecznić to na filmie - dodaje nasz rozmówca. Niestety, choć czekaliśmy pod drzewem, po którym wiewiórka codziennie zbiega po orzechy, nie udało nam się spotkać małego, rudego gryzonia. Nic straconego. Pan Tadeusz przekonuje, że odwiedzać i dokarmiać swojej wiewiórki nie przestanie. Tym bardziej, że zima może być długa i ostra. (sz)

Wernisaż wystawy malarstwa Macieja Woltmana W ubiegły piątek, 4 listopada, w Muzeum Regionalnym odbył się wernisaż wystawy poświęconej rysunkowi oraz malarstwu Macieja Woltmana. Artysta urodził się w 1952 roku. Trzydzieści lat później, w 1982 roku, ukończył Państwową Wyższą szkołę Sztuk Plastycznych w Poznaniu, gdzie uzyskał dyplom w dziedzinie plakatu i ilustracji książkowej w pracowni prof.

Waldemara Świerzego oraz dyplom malarstwa w pracowni prof. Jana Świtki. Brał udział w licznych wystawach zbiorowych i indywidualnych zarówno w kraju, jak i za granicą. Jest on także laureatem Nagrody w Hollywood za plakat filmowy „Ballada o Narayamie” 1986 oraz Nagrody Artystycznej Miasta Szczecin w roku 2006. Maciej Woltman zaliczany jest,

obok Tadeusza Drzewieńskiego, Jana Młodożeńca czy Waldemara Świerzego, do grona współtwórców Polskiej Szkoły Plakatu, a jego prace można oglądać w największych galeriach na całym świecie. Licznie zgromadzona w sali wystaw czasowych publiczność mogła podziwiać serię obrazów inspirowanych pięknem ludzkiego ciała zarówno w ruchu, jak i postaci statycznych, zatrzymanych na chwilę w pół kroku. Każda z uwiecznionych na płótnie postaci jest jakby „niedopowiedziana”, jednak zdecydowanie nie można powiedzieć, że dzieła są „niepełne”. Maciej Woltman jest niezwykle wrażliwym obserwatorem i interpretatorem rzeczywistości oraz otaczającego go świata. Potrafi przelać na płótno swoje odczucia i myśli. Malarz z niezwykłą wrażliwością potrafi zamknąć, uchwycić i ukazać emocje we fragmentach ludzkiego ciała oraz niezwykłej grze kolorów. Ruchliwe czy też statyczne, zarówno kobiece jak i męskie nagie postaci z obrazów Macieja Woltmana niezaprzeczalnie mieszczą się w kanonach klasycznego piękna. Wystawa eksponowana będzie do 30 listopada. (mg)

Malarz z niezwykłą wrażliwością potrafi zamknąć, uchwycić i ukazać emocje we fragmentach ludzkiego ciała oraz w niezwykłej grze kolorów.


Szczecinek może na mnie liczyć

Poseł Wiesław Suchowiejko: Cieszę się. Nikt wcześniej z kandydujących mieszkańców Szczecinka w historii wyborów parlamentarnych w III RP takiego wyniku nie zrobił. Jestem rekordzistą, jestem z tego dumny i raz jeszcze pragnę gorąco za to podziękować moim wyborcom Wiesław Suchowiejko ma 54 lata, urodził się w Szczecinku 15.05.1957 roku. Ukończył kulturoznawstwo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Nauczyciel, były dyrektor Zespołu Szkół Społecznych w Szczecinku. W latach 1998-2002 radny Szczecinka z listy AWS. Z list PO kandydował do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku, a w 2005 do Sejmu. Bez powodzenia. W 2006 roku został radnym Szczecinka i Przewodniczącym Rady Miasta. Urząd złożył przed objęciem mandatu poselskiego w maju 2010 roku. To druga kadencja naszego rodaka na Wiejskiej. Pierwsza - VI była jednak niepełna. W. Suchowiejko zastąpił w parlamencie swojego tragicznie zmarłego w Smoleńsku kolegę partyjnego Sebastiana Karpiniuka z Kołobrzegu.

Czy każdy mieszkaniec Szczecinka, bez względu na przynależność partyjną czy swoje poglądy, może liczyć na pana pomoc i wsparcie? Każdy, bez względu na wiek, wzrost, płeć i orientację. Tu nie kończę, jaką (śmiech). To sprawa oczywista. Swój mandat traktuję poważnie i jeszcze nikt i nigdy sprzed drzwi mojego biura nie został odesłany. Wspólnie z dyrektorem mojego biura Mateuszem Ciesielskim uzyskaliśmy dobry wynik w rankingu biur poselskich. Wspólnie też staramy się pomagać wszystkim, którzy takiej pomocy od nas oczekują. Oczywiście na tyle, na ile możemy pomóc. W tym miejscu muszę podkreślić, że poseł jest tylko zwykłym człowiekiem, nikim więcej. Nie funkcjonuje tak jak dawniej na przykład sekretarz partii, który niemal wszystko mógł. Poseł funkcjonuje w ramach pewnego porządku prawnego, zgodnie z tym prawem i w granicach tego prawa może działać. Na przykład szybko uzy-

skam dostęp do informacji, szybko otrzymam odpowiedź na swoje pytanie. Niestety, to nie zawsze przekłada się na załatwienie sprawy, to niejednokrotnie dopiero początek tej sprawy. Niestety, najczęściej przychodzą do mnie ludzie w sprawach beznadziejnych. Byli tu, byli tam, nie załatwili sprawy, przychodzą więc do mnie z nadzieją, że może poseł coś pomoże. A okazuje się, że w 90 przypadkach na 100 nie pomoże. Można natomiast spróbować, dlatego próbuję zawsze. Szczecineckim ekologom też pan pomoże? - Z ekologami jesteśmy w stałym kontakcie, absolutnie nie ma takiej sytuacji, że odwróciliśmy się do siebie plecami. Choć w przeszłości rodzimi ekolodzy szukali pomocy parlamentarnej bardziej u posła Hoca, niż u mnie. Nic jednak nie jest stwierdzone raz na zawsze, absolutnie w naszych wzajemnych relacjach nie ma żadnej wrogości, przynajmniej z mojej strony. Jestem otwarty na pełną współpracę. Jak już powiedziałem - ze wszystkimi. Jak ze wszystkimi, to także z działaczami Stowarzyszenia „Terra”. Szczecineccy wędkarze mówią o panu „nasz poseł” - To miłe. Mamy wspólne, ciekawe zamierzenia. Bardzo liczę tu na wsparcie Mariusza Getki, szefa Koła PZW „Jesiotr”. Będziemy działać razem, mamy na to cztery lata, by to osiągnąć. Chodzi między innymi o ambitny plan uczynienia Szczecinka wędkarską stolicą Polski oraz rozwinięcie na naszej ziemi turystyki wędkarskiej. Jeżeli się nam to uda, przybędzie też miejsc pracy. Załóżmy, że Wiesław Suchowiejko przegrywa wybory i zostaje starostą szczecineckim. Prawda czy plotka? - Tym starostą to ja już zostawałem kilka razy (śmiech). Co wybory to byłem starostą. Zawsze mówiłem mojemu przyjacielowi Krzysztofowi Lisowi, że żadnych zamachów na jego fotel nie czynię. Mimo, że ta plotka co chwilę wraca, to starosta Lis zawsze mógł i może się czuć w pełni bezpieczny. Krzysztof Lis jest znakomitym starostą, jednym z najlepszych. Świadczy choćby o tym jego pozycja wśród samorządowców, jest przecież przewodniczącym konwentu starostów. Życzę mu, by zawsze tak funkcjonował, także do następnych wyborów i następnych...

foto:Sławomir Włodarczyk

Panie pośle, 9 października odbyło się głosowanie. W Szczecinku otrzymał pan prawie 7 tysięcy głosów, w okręgu wyborczym blisko 9 tysięcy. Spodziewał się pan tak dobrego wyniku? - Może pana zaskoczę, ale tak. W swoim dzienniku, w dniu wyborów o godz. 10 rano wpisałem podobne wyniki, przewidywałem je. W Szczecinku liczyłem na 6 tysięcy głosów i tu się pomyliłem na swoją niekorzyść o przeszło 10 procent. Jednym słowem, wynik uzyskany w moim mieście przeszedł oczekiwania i jest znakomity. Cieszę się, bo nikt wcześniej z kandydujących mieszkańców Szczecinka w historii wyborów parlamentarnych w III RP takiego wyniku nie zrobił. Jestem rekordzistą, jestem z tego dumny i raz jeszcze pragnę gorąco za to podziękować. Głosy szczecinecczan uczyniły mnie posłem, ale także głosy - nie zapominajmy o tym - mieszkańców powiatu szczecineckiego. Gdybym nawet nie uzyskał żadnego głosu w innych lokalach wyborczych w okręgu i tak byłbym posłem z trzecim wynikiem z listy Platformy Obywatelskiej. Finalnie uzyskałem 8724 głosy. Mam taką progresję - pierwszy raz, gdy kandydowałem do Sejmu RP wziąłem niecałe 3 tysiące głosów, drugi raz - bez mała 6 tysięcy, no a teraz prawie 9 tysięcy. Tak się bawiąc w wyliczanki, oznacza to, że za 4 lata powinienem mieć około 12 tysięcy głosów.

Poseł Wiesław Suchowiejko

Jerzy Hardie - Douglas i Wiesław Suchowiejko. Przyjaciele mówią o was - szorstka przyjaźń. - Z burmistrzem znamy się od dawna, od początków lat dziewięćdziesiątych. To za jego sprawą, ja, wówczas redaktor naczelny Radia City w Słupsku i radny samorządu Szczecinka drugiej kadencji, zostałem dyrektorem Zespołu Szkół Społecznych. Wtedy na dobre zaczęła się nasza znajomość. Różne były koleje tej znajomości. Rzeczywiście, na początku tysiąclecia było wahnięcie w naszych stosunkach, ale później się porozumieliśmy, działaliśmy wspólnie dla dobra miasta, Platformy Obywatelskiej, a i naszego. Reasumując: to dobrze, że się różnimy, że jest tak, że burmistrz ma swoje zdanie, ja mam swoje. Artykułujemy je wobec własnych propozycji i czynimy to na tyle sensownie, że stosunki między nami pozostają nadal bardzo dobre. Nie chcę mówić, że to jest wzorzec, ale na razie wszystko idzie we właściwą stronę. Jaki środek transportu do Sejmu RP preferuje poseł Suchowiejko? - Najszybszy, czyli podróż samolotem z Goleniowa do Warszawy. Do Goleniowa jeżdżę samochodem. W sprzyjających okolicznościach podróż zajmuje mi 4 godzi-

ny. Z kolei jazda samochodem ze Szczecinka do Warszawy to około 5,5 godziny. Pociągiem? Ćwiczyłem i ten wariant. Do Poznania, a później ekspresem do stolicy. Podróż trwa ponad 6 godzin. Poczekajmy, jak już wybudują A-2, to wtedy szybciutko samochodem po S-11 (śmiech) do Poznania i stamtąd już autostradą do Warszawy. Szczecinek ma swojego posła. Czy Szczecinek może liczyć na pana pomoc? Pierwszy z priorytetów to sławna już zapewne droga ekspresowa S-11. - Oczywiście, że tak, bezwzględnie! To jest dla mnie najważniejsze, bym naszych wspólnych spraw pilnował w Warszawie. Poczyniłem już pewne kroki w dwóch dziedzinach, w których funkcjonuję od dawna, czyli kultura i edukacja. Spotkałem się z dyrektorami wszystkich szkół w Szczecinku. Takie spotkania w tej kadencji będą się odbywały cyklicznie. Ja chcę z nimi rozmawiać i ich głosem mówić na komisji edukacji. Wszystko po to, by rzeczywiste problemy nauczycieli i szkół, były słyszalne w Sejmie. Spotkałem się też z dyrektorem Włodzimierzem Piesiakiem ze Szkoły Muzycznej. Powód? Remont

naszej zacnej, znakomitej, 50-letniej szkoły. Tutaj będziemy ściśle współpracować. Rzecz jasna w moich działaniach nie zabraknie troski o naszą wymarzoną S-11 z dużą obwodnicą Szczecinka. Muszę poznać tego faceta w Regionalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (śmiech) i poszukać papierów na tę naszą drogę. Muszę wiedzieć, na którym biurku i u jakiego faceta one są. Wszystko po to, by go pilnować, żeby tych papierów nie „spuścił” gdzieś do dolnej szuflady. Działania w tym kierunku postawiłem sobie za punkt honoru. Zaznaczam jednak, że może być różnie. My tu o fotelach, (o pokojach i o krzyżu) w Sejmie, a tu Unia Europejska się nam wali. I może się okazać, że perspektywa budżetowa w latach 2014-2020 i te wszystkie pieniądze planowane na nasz rozwój przelecą nam gdzieś obok. Gdy tych pieniędzy zabraknie, to i na „jedenastkę” może zabraknąć. No i wtedy nawet poseł Suchowiejko (śmiech), nawet jakby walił pięścią w stół i przystawiał pistolet do głowy, to nic nie poradzi. Ale nie kończmy tak smutno, miejmy nadzieję, że tak nie będzie. W co gorąco wierzę. Rozmawiał: Sławomir Włodarczyk


Rozmowa w artystą rzeźbiarzem Wiesławem Adamskim, twórcą pomnika marszałka Józefa Piłsudskiego w Szczecinku

Miałem mało czasu

Potem już była Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu. O ile wiem, należał pan do najbardziej uzdolnionych studentów. Padła nawet propozycja pracy naukowej, ale pan wolał powrócić do małego Szczecinka. - Należałem do Związku Polskich Artystów Plastyków w Koszalinie. Początkowo miałem bardzo dużo zleceń i było co robić. Projektowałem m.in. „Zajazd kasztelański” w Budzistowie. To był najlepiej zrobiony zajazd na dożynkach. Jednym słowem, możliwości były duże. - Za komuny Związek bardziej się nami interesował, niż teraz. Dzisiaj wprawdzie jeszcze jest, ale ledwie dyszy. Wtedy było bardzo dużo konkursów. Ostatnio uczestniczyłem w wystawie twórczości ze środowiska zachodniopomorskiego - prezentowałem tam rzeźbę. Wysłałem też prace wraz ze znanym rzeźbiarzem ze Szczecina do Bremy, Hamburga, Kolonii - wszystko w ramach Pomeranii. Teraz, aby zorganizować wystawę, trzeba ją najpierw ubezpieczyć. Dzisiaj jest cała masa obwarowań, aby te prace wysłać. To są dla mnie olbrzymie koszty. Kiedyś robił to związek. Twórczość nie jest uzależniona od tego, gdzie się mieszka w małym czy dużym mieście? - W tamtym okresie można było mieszkać nawet na zadupiu. Jak ktoś był dobry, to i tak go znaleźli, choćby nawet w piwnicy. Kilka razy byłem za granicą. Moja rzeźba jest i w Neubrandenburgu, w Kopenhadze i w Sztokholmie. Konkursów było bardzo dużo i wiele z nich wygrywałem. Dlatego moje prace są w muzeach w Rotterdamie, Bratysławie i w Madrycie - w Muzeum Sportu. Tam zrobiłem rzeźbę „Kibic”. Niewiele brakowało, a byłbym zrobił go na stadionie w Warszawie. Miała mieć ok. 3 metrów wysokości. Skończyło się niczym, bo pośrednik chciał za dużo. Chciałem tam zrobić „Kibica” w stali nierdzewnej. Kiedyś, będąc w Genewie, widziałem z takiego materiału rzeźbę Zadkine`a. To był wspaniały rzeźbiarz. Wykonał m. in. rzeźbę „Don Kichot”. Ta kubizująca 8. metrowa rzeźba stoi na tle wieżowca, robi niesamowite wrażenie. Być może w przyszłości uda się mi „Kibica” zrobić w... Szczecinku przy stadionie.

Pan od fascynacji twórczością Moora odszedł na rzecz formy realistycznej. - Nie uważam, że rzeźba abstrakcyjna jest nowością. W tej chwili jest już reliktem. Nawet rzeźba abstrakcyjna powoduje jakieś skojarzenia. U Malewicza na białym płótnie był czarny kwadrat i tak doszukali się, że to idzie uczeń zimową porą z torni-

foto:Jerzy Gasiul

Ale wkrótce zostawił pan ogólniak... - Początkowo uczyłem się dobrze, potem szkoła mi nie pasowała - chciałem być plastykiem. Zacząłem chodzić na wagary. I w końcu zdałem jeszcze raz egzaminy, tym razem do Liceum Plastycznego w Szczecinie.

Wiem, że jest pan od początku zafascynowany twórczością Moora, który twierdził, że wszystkie formy zawarte w pejzażu dla rzeźbiarza są niewyczerpalnym źródłem wszystkich form. - Henry Moor zwracał uwagę na jedność otoczenia z rzeźbą. Mówią nawet, że Moor to twórca dziur. W każdym razie jego rzeźba musiała się komponować z każdej strony, nie tak jak „Dyskobol” Myrona z jednej strony komponuje się zaś z drugiej strony wygląda jakby się przewracał. Moor na to zwracał uwagę. Przykładowo na ażurowej ławeczce zrobił uproszczoną postać taką, jakby za chwilę miał wybuchnąć granat. Kwadratowe usta, otwarte oczy. Ta rzeźba wszystkim się podoba.

Wiesław Adamski: Początkowo chciałem go zrobić jako myśliciela, ale potem dodałem wkurzonego. Bo jak oglądam i czytam, to była w sumie postać tragiczna. Postać niesamowita. Piłsudski doprowadził do odzyskania niepodległości, wykołował zaborców. Miał niesamowity umysł. Był człowiekiem nietuzinkowym. Widziałem go, jak jest oparty na szabli, nieco pochylony z nastawianymi jak radarami uszami - słuchał, co mówią. Czasem potrafił odpowiedzieć, rzucając mięsem. Chciałem go przedstawić jako człowieka związanego z tragizmem tamtego czasu. strem. Zawsze są jakieś skojarzenia. Pamiętam jeszcze ze szkoły średniej, że jak się mówiło o abstrakcji, to była już wyższa szkoła jazdy. Abstrakcja jest jak coś wyjęte z czegoś. Ale pokazuje światło, przestrzeń... - Tak, to jest studium światła i przestrzeni, czyli studium formy. Treść abstrakcja odrzuca. Dla mnie to było bardzo proste. Robiłem takie rzeźby w Berlinie w Centrum Sztuki, to było pod koniec istnienia NRD. Pana twórczość jest kreacją, czy bardziej - odtworzeniem realistycznych form? - Cała wiedza tkwi w naturze. Ale żeby stworzyć obraz realistyczny, czy też rzeźbę, trzeba popracować nad formą. Nawet dzieła Goyi z bliska wyglądają jak jajecznica. On malował również formą. Dobry obraz realistyczny jest również malowany abstrakcyjnie. A rzeźba? - Rzeźba również. Trzeba w to wniknąć. Nie mogłem sobie pozwolić na to, tak jak A. Rodin zrobił (pomnik) Balzaka. Piłsudskiego zrobiłem kreatywnie. Gdybym go tro-

foto:Jerzy Gasiul

Najpierw jako dziecko mieszkał pan w Wierzchowie, potem w Szczecinku, potem była szkoła w Lublinie. - Tam byłem tylko dwa miesiące. Przyjechałem do domu po ubranie. Pociągiem jechało się bardzo długo, choć wtedy kursował pociąg bezpośredni do Lublina. Jechało się cały dzień. Przyjechałem do domu i... już nie wróciłem. W tutejszym ogólniaku powiedzieli, że skoro tam się dostałem, tutaj przyjmą mnie z otwartymi rękoma.

szeczkę zrobił bardziej „po formie”, byłoby prawdopodobnie dużo krytycznych uwag. Obawiał się pan niezrozumienia, by nie powiedzieć nieprzygotowanego odbiorcy? - Dlatego troszeczkę wprowadziłem detal. Ale to się tak robi na całym świecie. Zamierzam na drugi rok „zrobić” Piłsudskiego w tworzywie sztucznym. Będzie bardziej zrobiony „po formie”. Nie chciałbym już bawić się w wykonanie detalu typu płaszcz. W mojej rzeźbie figuralnej, jaką robiłem do tej pory, z reguły ubranie schodziło na plan drugi. To było ubranie połączone z ciałem. Bardziej interesowała mnie forma. Kiedyś oglądałem jakiś przedwojenny film fabularny o Piłsudskim. Były jakieś koszary, żołnierze kładli się do snu w sali, gdzie drzwi miały mleczną szybę. Właśnie na tej szybie pojawił się cień - forma Piłsudskiego. Tam, gdzie nie ma detalu, zostaje forma. Amator często robi detal, bawiąc się przykładowo w rzęski. Podstawą jest konstrukcja i forma, tu się ujawnia charakter. Jak pan zobaczy z daleka swego znajomego, mimo że nie widać szczegółów, od razu pan go poznaje. Poznaje go pan po formie.

W przypadku Piłsudskiego nieco się pan sprzeniewierzył temu, co robił do tej pory. Mowa choćby o „Schodach” czy „Antygonie”. - Tam wprowadziłem do swojej rzeźby metaforę. Tym razem tego pan nie zrobił. - Wprowadziłem troszeczkę komercjalizacji. Tak jak wspomniałem, tak się w świecie rzeźby portretowej robi. Trzeba sobie powiedzieć, że to jest Szczecinek. Gdyby tak znany rzeźbiarz w świecie, jak Henry Moor coś takiego zrobił, pewnie by mu przyklasnęli... Ale jakby zrobił to Adamski, to by powiedzieli, że sknocił. Czy tak? - Pewnie by powiedzieli, co ja tu zrobiłem? I że pewnie pan sobie kpi z mieszkańców? - Tak. Dlatego ten model Piłsudskiego, który mam, odleję w silikonie i zrobię go tak, jak to zamierzałem w pierwszej wersji. On będzie

Wiesław Adamski „Antygona” granit/metal/drewno 1999 r. tu w Szczecinku w muzeum albo gdzie indziej. Widziałbym Piłsudskiego „po formie”, tyle że bardziej artystycznie. Jaki materiał najbardziej panu odpowiada? - Lubię materiały klasyczne: metal, kamień, drewno. W Szczecinku pana rzeźby są głównie z metalu.


W kamieniu i marmurze też. Dużo robiłem poza Szczecinkiem. Tutaj zrobiłem niewiele. Są ryby na deptakach, jest pomnik Piłsudskiego, nie licząc drobniejszych prac. - Ryb nie uważam za rzeźbę artystyczną, a raczej architektoniczną. Chciałem je zharmonizować z architekturą. Rybki wykonałem z trzymilimetrowej stali nierdzewnej. Wykuć miedzi a w stali - to jest różnica. Miedź o grubości 2,5 mm jest tak twarda jak milimetrowa blacha stalowa. Robiłem też rzeczy miedziane. Blachę na połączeniach lutowałem na cynę. Zrobiłem rzeźbę miedzianą „Akrobaci”, wysoką na 3,6 m w Neubrandenburgu. Niemcy ją sprzedali i teraz jest na Węgrzech. Wykształciłem swój indywidualny styl, rozpoznają mnie po mojej rzeźbie. Przykładowo „Schody do Białego Domu”, które najpierw były „Schodami kremlowskimi”. Dostałem za nie nagrodę. Potem zaproponowano mi, czy nie mógłbym zmienić na „Schody do Białego Domu”? Było to za Nixona, kiedy przyjechał do Warszawy. Nieźle mi wtedy za nią zapłacili. Zapłacili mi nawet za taryfę do Warszawy, a nawet na ich koszt mogłem sobie kupić dobre ubranie. Rzeźbę wręczyli Nixonowi i teraz jest w Białym Domu. Jej kopia znajduje się w Muzeum Narodowym. Wracając do pomnika Piłsudskiego. Czy nie sugerował się pan poprzednią wersją pomnika? - Myślałem jak go wykonać. Zrobiłem cały szereg rysunków. Szukałem dokumentacji, ale miałem mało czasu. W pierwszej wersji (w 2002 roku - dop. mój) pomnik miał wykonać Zygmunt Wujek z Koszalina.

- Na pewno nim się nie sugerowałem. A ten, który stał? - Ten ostatni został przerobiony z pomnika Chrobrego. Wiem, bo byłem razem z panią profesor Magdaleną Wnuk zaproszony przez ojca Sobocińskiego (autora poprzedniego pomnika - dop. mój) do pracowni. Miecz był taki sam. Miał koronę, gronostajową narzutę i wiązane buty ze skóry. On to prawdopodobnie wykorzystał. Pan się wzorował na zdjęciach i rzeźbach? - Przeglądałem wszystkie pomniki, jakie są w Polsce. Chciałem wiedzieć, jak to zrobili inni. W Warszawie jest pomnik autorstwa Tadeusza Łodziana. Właściwie tam są dwa pomniki - jeden przy Belwederze - ten jest skopany. Jest trochę lepszy, ale niedużo, od tego, który był tutaj. Drugi jest na placu Zwycięstwa. Ten drugi nie jest zły, ale też nie najlepszy. Za to jest monumentalny... No tak. Ale za to kosztował 3,5 mln zł. Łodzian dał go Tchórzewskiemu za 50 tys. zł, a ten dał go studentom (śmiech) i robiono go dwa lata. W Koszalinie też jest pomnik Piłsudskiego. - Jego autorem jest Romuald Wiśniewski (właściciel odlewni w Gościnie - dop. mój) ten sam, który odlewał mój pomnik. On też jest rzeźbiarzem. W latach 90-tych był prezesem ZPAP w Warszawie. Pomnik wymagał sporo wkładu pracy, mimo że model miał pan już od dawna gotowy. - Musiałem zrobić dwa modele i jeden końcowy. Przedtem robi-

łem cały szereg rysunków. Widziałem, że powszechnie krytykowano pomnik i jego przebudową zajął się poseł Suchowiejko. Na początku, kiedy go budowano (w 2002 roku dop. mój) myślałem, że to ja go będę robił. Nawet mówiono, żebym się do tego przygotował. Potem okazało się, że będzie to robić ktoś inny. W tym czasie byłem na fali, miałem mnóstwo nagród. W Polsce zaliczano mnie do czołówki. Na 50-lecie rzeźby polskiej znalazłem się w katalogu... Taki rodzynek, a tu figa z makiem. - Bo tutaj ludzie tak za bardzo nie interesowali się tym, co robię. Za przyczyną posła Suchowiejki zlecenie trafiło w pana ręce. - Kiedyś, podczas pleneru, do Szczecinka przyjechali goście z Niemiec - był tam też profesor z Berlina. Oprowadzałem ich po mieście. Wracaliśmy do domu i szliśmy koło pomnika. Zainteresowali się nim (nie wiedząc nic o Piłsudskim) i myśleli, że ja to go zrobiłem. No, bo skoro tu mieszkam, to powinienem to robić. Musiałem się tłumaczyć, że to nie ja. Jako artysta czuje się pan spełniony? - Nigdy nie byłem zadowolony z moich prac. Zawsze, bez przerwy, bym coś chciał poprawić. Mogę kontynuować pracę bez końca. Wracając do pomnika, sugerowałem się tym, co powiedział mi nasz burmistrz. Powiedział, mi że wolałby Piłsudskiego w płaszczu, jakby prosto z frontu. Początkowo chciałem go zrobić jako myśliciela, ale potem dodałem wkurzonego. Bo jak oglądam i czytam, to była w sumie postać tragiczna. Postać niesamowita. Piłsudski doprowadził

do odzyskania niepodległości, wykołował zaborców. Miał niesamowity umysł. Był człowiekiem nietuzinkowym. Widziałem go, opartego na szabli, nieco pochylonego z nastawianymi jak radarami uszami słuchał, co mówią. Czasem potrafił odpowiedzieć, rzucając mięsem. Chciałem go przedstawić jako człowieka związanego z tragizmem tamtego czasu. Kiedy zaczął pan realizować pomnik od strony technicznej? - Od maja. Musiałem najpierw w swojej pracowni zrobić stół obracany, konstrukcję w środku pomnika i dwa redukcyjne modele. Taki figuralny pomnik przeciętnie robi się przez pół roku. Wiedziałem, że fizycznie zrobię go szybko, ale też trzeba się najpierw opatrzyć. Człowiekowi dzisiaj wydaje się, że jest wszystko wspaniałe, a po dwóch dniach, czy za tydzień jest inaczej. Poza tym pana pracownia jest raczej niewielka. - Dlatego osobno robiłem głowę, bo już byłaby pod samym sufitem. Osobno też robiłem szablę. Cały model w skali 1:1 zrobiłem najpierw w glinie. Z gliną tak jest, że jak za dużo wody to rozlatuje się trzeba ją umiejętnie zbić. Środek figury wypełniłem styropianem. Lepiej, aby postać była cała z gliny, ale wtedy jej ciężar byłby olbrzymi. Szabla z gliny przy schnięciu kurczyła się i pękała, dlatego zrobiłem ją z masy - z plasteliny i wosku. Tak samo było z głową. Nie robiłem jej na górze, ale osobno. Potem do konstrukcji ją dospawałem. Kolega przyjechał do mnie i zdjął z tego formę gipsową - tzw negatyw. Wykonał ten model, który był zrobiony w glinie, ale w centymetrowej grubości warstwie wosku. To wszystko

oblepił na zewnątrz i w środku masą ceramiczną. Gdyby postać odlać w całości z brązu, ważyłaby ok. 15 ton. A tak - waży ok. 360 kg. Odlew to nie koniec. Potem trzeba było wprowadzić korekty. - Już po wykonaniu modelu woskowego robiłem korektę. Musiałem zniwelować przesunięcia i wypustki. Okazało się, że pomnik wzięty na przetop miał nienajlepszy brąz. W pewnym momencie zrobiła się „kasza”. Podejrzewam, że poprzedni odlewnik przy odlewaniu głowy, użył lepszego stopu, a do tułowia gorszego z tańszego materiału. W związku z kłopotami, z jakością brązu, formę musieliśmy podzielić na części. Przez to wiele pośrednich płaszczyzn trzeba było szlifować. Z tego też powodu na stopienie metalu trzeba było zużyć większą ilość oleju opałowego. Zebrane przez posła klucze nie przydały się do wytopienia figury? - Taki materiał jest nieprzydatny. Kiedyś widziałem, jak kolega odlewał ze złomu. Okazało się, że część złomu się topi, a część nie. Po podwyższeniu temperatury stopiło się wszystko, ale to co stopiło się wcześniej - wyparowało. Różnica temperatur topnienia pomiędzy różnymi brązami może wynosić nawet do 200 stopni. Najłatwiej topi się brąz cynowy z dodatkiem aluminium. Tutaj podejrzewam, że użyto za dużo ołowiu. Jak się go za dużo doda, robi się „kasza”. Otrzymał pan zaproszenie na otwarcie? - Jeszcze nie. Rozmawiał: Jerzy Gasiul


Zawładnął nimi duch średniowiecza. Ubrani w len i wełnę starają się odtworzyć obyczaje sprzed kilkuset lat. Na co dzień niczym nie różnią się od innych: mają rodziny, studiują bądź pracują. Skąd więc tak silne zauroczenie historią, które momentami przeobraża się w prawdziwy styl życia?

Średniowiecze z pasją Agnieszka i Krzysztof są małżeństwem. Ich pasja narodziła się wraz z przygotowaniami do obchodów 700-lecia Szczecinka: Agnieszka realizowała w świetlicy środowiskowej projekt na temat średniowiecza, a Krzysztof jako wolontariusz pomagał jej w tym. 700-lecie minęło, ale fascynacja historią została. Agnieszka to specjalistka od strojów: - Szyję stroje damskie i męskie od XIII do XV wieku - mówi. - Wszystko według wykrojów sporządzonych na podstawie rozmaitych znalezisk archeologicznych. Staram się odtworzyć każdy szczegół tak, jak wyglądał w średniowieczu. Do tego używam, jak każdy odtwórca, tych samych materiałów, co dawniej czyli lnu i wełny, najlepiej owczej lub koziej. W co chodzili ubrani średniowieczni ludzie? - Podstawowy strój kobiecy to halka, czyli giezło, coś na kształt pończoch, czyli nogawiczki, i biała chusta na głowie. Do tego suknia spodnia, w której się pracowało oraz wierzchnia - wełniana i zdobiona, zakładana na specjalne okazje. Oczywiście także bielizna. Strój męski natomiast to nogawice, gacie i biały czepek na głowę. Dalej: lniana koszula i tunika, a w późniejszych wiekach doublet, czyli coś, co można by porównać do współczesnej marynarki. Kolory? W zależności od dostępnych barwników. U nas najbardziej powszechne były wszelkiego rodzaju brązy i zielenie. Najbardziej pożądany był kolor symbolizujący bogactwo - czerwony - bardzo drogi ze względu na ograniczoność dostępu do odpowiedniego barwnika. Jaki dziś jest koszt skompletowania takiego stroju? Niemały. - Gotowy strój podstawowy, łącznie z butami, kosztuje ok. 1000 zł. Jeśli ktoś zdecyduje się uszyć go samemu, wydatek jest znacznie mniejszy. Krzysztof, oprócz tego, że wciela się w rolę wszechstronnego rzemieślnika, odtwarza średniowiecznego łucznika. Dlaczego? - Kiedy już bawimy się w odtwarzanie, niech to będzie jak najbardziej wiarygodne i zgodne z historią - przekonuje. - Mieszczanin nie miał prawa być rycerzem. Rycerze należeli do wyższej warstwy społecznej, mieli swoje posiadłości lub służyli przy zamku w drużynie księcia. Jeśli ktoś z niższych warstw wykazał się na wojnie, wówczas książę lub władca mógł nadać mu ziemię. Co wchodzi w skład uzbrojenia łucznika? - Podstawa to łuk lub kusza (na której posiadanie wymagane jest odpowiednie pozwolenie - dop. autora), ochrona na głowę i mała tarcza zwana puklerzem. Oczywiście także umiejętności. O szkoleniu łucznika można by wiele opowiadać. Dla nas najważniejsze są treningi, podczas których przygotowujemy się do turniejów. Trenujemy na terenie prywatnym. Udostępniono nam również do tego halę sportową, za co chcielibyśmy podziękować m.in. Eugeniuszowi Szybistemu.

Łuk i miecz

Co innego strzelać z łuku, a co innego - taki średniowieczny łuk samemu zrobić. Wiedzą o tym doskonale Robert i Mateusz. - O takich lu-

dziach mówiło się: łuczarze - żartuje Robert. - Zaczęło się od pewnej książki, która opisywała, jak robi się łuk. Reszta potoczyła się już sama: razem z zainteresowaniem techniką tworzenia łuku pojawiła się fascynacja kulturą średniowiecza. Jak powstaje łuk? - Trudno to opisać w kliku słowach. Trzeba kupić drzewo i je odpowiednio wysuszyć. To może potrwać jakieś 3 miesiące. Ważne jest jeszcze, by to drzewo odpowiednio wyciąć i wyprofilować. Do tego służy specjalna maszyna, na której ćwiczy się łuk. Kiedy wszystko jest gotowe, potrzebna jest już tylko cięciwa. Tę najłatwiej zrobić z dratwy. - Mówi się, że szewc bez butów chodzi. W moim przypadku to się sprawdzało - opowiada Mateusz. -

Wszystkie walki podczas turniejów są prawdziwe - zapewnia Mateusz.

Udział w inscenizacji bitwy pod Grunwaldem to marzenie niemal każdego miłośnika średniowiecza. W tym roku jednym z uczestników inscenizacji był także Paweł. Robiąc łuki, nigdy nie miałem swojego. Poza tym, nie miałem czasu na treningi. Dlatego postanowiłem odtwarzać rycerza ciężkozbrojnego. Aby skompletować uzbrojenie rycerza potrzebnych jest wiele elementów. To przede wszystkim hełm, rękawice i mnóstwo metalowych „ochraniaczy” na ręce, nogi i korpus. Pod to - różne pikowańce i przyszywanice, czyli coś, co zamortyzuje uderzenia i ciosy. - Wszystkie walki podczas turniejów są prawdziwe - zapewnia Mateusz. - Najbardziej bolesne są uderzenia w ręce i w palce, ale zdarzają się one wyjątkowo rzadko. - Jak reaguje rodzina? Mama jest z mojej pasji dumna - dodaje Mateusz. - Tylko dziewczyna trochę się boi, że może stać mi się krzywda. Ten strach wynika jednak z tego, że nie wie, jak to wszystko naprawdę wygląda.

panię Rycerską. Spodobało mi się to i postanowiłem pojechać na inscenizację bitwy pod Grunwaldem. Byłem tym wszystkim oczarowany. - Odtwórstwo historyczne wymaga przede wszystkim czasu - dodaje. - Najwięcej przyjemności sprawia tworzenie. Satysfakcja pojawia się też, gdy poprzez udział w turniejach czy inscenizacjach widać, że daje się ludziom radość. Z drugiej strony odtwórstwo uczy pokory. Mozolne wytwarzanie różnych rzeczy wymaga cierpliwości. Z czasem pojawia się też szacunek do tego, co mamy na co dzień, do prostych przedmiotów, bez których nie wyobrażamy sobie życia, a o które kiedyś wcale nie było łatwo. - W tym roku wróciłem na pola Grunwaldu. Tym razem jako odtwórca. Udało mi się nawet wziąć udział w inscenizacji. Pamiątka zostanie na zawsze. (sz)

Agnieszka i Krzysztof podzielają swoją pasję. Ich fascynacja średniowieczem narodziła się wraz z przygotowaniami do obchodów 700-lecia Szczecinka.

Jak przekonuje Robert, do sprawdzenia, czy z łukiem wszystko jest w porządku, służy specjalna maszyna.

Zdobyć Grunwald

Grunwald - wielka bitwa odtwarzana co roku przez kilka tysięcy rekonstruktorów, to marzenie niemal każdego miłośnika średniowiecza. Na pola grunwaldzkie przyjechać może każdy. Jednak udział w lipcowej inscenizacji mogą wspominać już tylko wybrani. Mówi Paweł: - Moja pasja rozpoczęła się od turnieju łuczniczego przygotowanego kilka lat temu na Świątkach przez Koszalińską Kom-

REKLAMA

Mieszczanie i rzemieślnicy

Rycerz przed bitwą. Założenie kompletnego stroju zabiera Mateuszowi ponad godzinę. Całość waży ponad 15 kg.


Spotkanie w leśnych ostępach koło Nowego Chwalimia

foto:Jerzy Gasiul

Hubertus w kole PZŁ „Ryś”

okresu ochronnego, ale jedenaście malutkich warchlaczków zostałoby bez mamy. Błyskawiczna decyzja, broń do góry i stadko poszło sobie dalej - mówi myśliwy Sławomir Czapp. Nasi myśliwi w miejscu swojej leśnej siedziby, położonej tuż przy zakładzie, w którym wydobywa się torf, odsłonili pamiątkowy obelisk. Uczynili to pomysłodawca i twórca leśnego pomnika Marcin Gołek-Narzęcki i najstarszy wiekiem myśliwy „Rysia” - Ryszard Kieliański. Napis na marmurowej płycie wszem i wobec głosi: Na chwałę kniei i polskiego łowiectwa - WKŁ „Ryś” w Szczecinku. Obok napisu wyryto dwa sym-

sztuki chore, cherlawe, jednym słowem prowadzić selekcję. Nie możemy strzelać do loch. Mamy roczny plan łowiecki. Przedtem przeprowadzamy inwentaryzację łowiecką licząc ilość zwierzyny na naszym obszarze. Nasz obszar obejmuje dwa obwody łowieckie łącznie ok. 11 tys. hektarów. Dzierżawimy go od państwa i za to płacimy czynsz dzierżawny. Co roku opracowujemy roczny plan łowiecki, w którym planujemy ilość zwierzyny do odstrzału w danym sezonie łowieckim. Są to ścisłe wyliczenia. Planu nie możemy przekroczyć, bo wówczas będzie to przestępstwo. Jeśli nie wykonamy odstrzału zwierzyny

Od lewej prezes koła Wiesław Bajkowski i łowczy Kazimierz Grad

bole - Polskiego Związku Łowieckiego oraz symbol koła gospodarzy uroczystości. Oczywiście hubertowskie polowanie nie mogło się odbyć bez biesiady. Na stołach pojawiły się same smakowitości - przepyszny gulasz i wyborny, pieczony dzik. Na pytanie, co ich łączy oprócz pasji, odpowiada prezes Wojskowego Koła Łowieckiego „Ryś” Wiesław Bajkowski i łowczy Kazimierz Grad: - Po prostu kochamy przyrodę. Jesteśmy tutaj prawie codzienne. Mamy kolegów nie tylko miejscowych, a także z Bydgoszczy i Poznania. Łączy nas las, etyka łowiecka, zamiłowanie do psów, przygody, a nawet samo przebywanie w nocy przy księżycu w środku lasu na ambonie. Jak się patrzy na księżyc i siedzi się w domu, to wtedy się wyje. Dzisiaj na spotkanie przyjechali wszyscy. Przyjechali nie po to, aby strzelać. Na tego rodzaju polowaniu zbiorowym myśliwy nie prowadzi selekcji. Powinniśmy strzelać

płowej czyli jeleni i saren, wówczas nadleśniczy naliczy nam karę. Zdaniem naszych rozmówców, lasy są zasobne w zwierzynę, ale jej ilość musi być regulowana. Zważywszy, że dotyczy to zwierzyny płowej - jeleni i saren. Zwierzęta te przyczyniają się do niszczenia młodników. - U nas na tysiąc hektarów może być 19 sztuk. Lasy Państwowe i my, jako koło łowieckie, musimy się do tego dostosować. Jeśli zwierzyny będzie więcej, musimy ją redukować. Dziki natomiast w lesie są pożyteczne, ale za to robią szkody na polach rolników, dlatego również ich populację musimy redukować. Musimy to robić, ponieważ to my płacimy rolnikom za wyrządzone przez dziki szkody na polach. Tak więc lasy są państwowe, zwierzyna również jest państwowa, a koła łowieckie płacą, bo tak stanowi ustawa prawo łowieckie. Kłopoty są, ale je przezwyciężamy. Najważniejsze, że między nami jest mocna więź - dodają nasi rozmówcy. (red)

foto:Sławomir Włodarczyk

Co roku opracowujemy roczny plan łowiecki, w którym planujemy ilość zwierzyny do odstrzału w danym sezonie łowieckim. Są to ścisłe wyliczenia. Planu nie możemy przekroczyć, bo wówczas będzie to przestępstwo. Jeśli nie wykonamy odstrzału zwierzyny płowej, czyli jeleni i saren, wówczas nadleśniczy naliczy nam karę.

Myśliwi z pokotem

foto:Sławomir Włodarczyk

W sobotę (5.11) przyjęliśmy zaproszenie od myśliwych z Wojskowego Koła Łowieckiego nr 230 „Ryś” w Szczecinku. Spotkaliśmy się w leśnych ostępach koło Nowego Chwalimia. To właśnie tam znajduje się baza „wojskowych” myśliwych. Dodajmy, że jest to zadaszona wiata z długim stołem i ławami. Obiekt wybudowano w dość zawiłych okolicznościach z licznymi biurokratycznymi przeszkodami ze strony urzędów i administracji. W związku ze świętem patrona myśliwych - św. Huberta obchodzonym 3 listopada, tego dnia na rozpoczęcie sezonu polowania jesienno-zimowego, odbyło się również uroczyste polowanie. Myśliwi podkreślali, że na hubertowskim polowaniu bardziej przyglądają się zwierzynie, niż do niej strzelają. - Nam nie chodzi, aby jak najwięcej jej ustrzelić, ale żeby ocenić ile w lesie jest zwierzyny - tłumaczyli nam uczestnicy uroczystości. Mieszkańcom miasta las wydaje się wymarły. Tymczasem tego dnia, tylko w okolicy myśliwskiej stanicy, naliczono 25 dzików i ok. 30 jeleni. Na pokocie spoczął jedynie jeden dzik i jeden lis. - W pokocie mamy „ogromnego” dzika ustrzelonego przez Zbigniewa Kutę. Jak on do niego trafił nie wiadomo - żartował prezes koła Wiesław Bajkowski. On też został królem polowania. Dla porządku dodajmy, że oprócz młodego dzika, myśliwym trafił się także lis. Upolował go łowczy koła Kazimierz Grad. Ten rok jest szczególny dla koła „Ryś”. We wrześniu uroczyście obchodzono 50-lecie jego istnienia. Koło wzbogaciło się o swój sztandar, na dowód zasług koła, został udekorowany Złotym Medalem Zasługi Łowieckiej. Wbrew swojej nazwie, w kole jest tylko jeden żołnierz w służbie czynnej, reszta myśliwych to wojskowi emeryci, renciści i reprezentanci kilkunastu różnych zawodów. W sumie w kole jest 34 myśliwych płci obojga. - Tegoroczne mioty młodych dzików są jakby spóźnione. Pomiędzy mnie i kolegę wyszła locha z małymi. Można było strzelać, nie ma

foto:Jerzy Gasiul

Na polowaniu hubertowskim stawili wszyscy członkowie koła „Ryś”.

Obelisk odsłaniali: jego twórca i pomysłodawca Marcin Gołek-Narzęcki oraz najstarszy wiekiem myśliwy „Rysia” - Ryszard Kieliański.


Od ponad 10 lat Fundacja Przeciwko Leukemii co roku organizuje akcje informacyjne w szkołach ponadgimanzjalnych. Tym razem spotkanie takie odbyło się z Ligą Kobiet Polskich

Życie dla życia - spotkanie z Henrykiem Siegertem Białaczka to bardzo podstępna choroba nowotworowa, polegająca na rozroście w całym organizmie leukocytów (białych krwinek) jednego typu. Są one jednak niedojrzałe, a za tym niegotowe do pełnienia jakichkolwiek funkcji w organizmie. Te nieprawidłowo rozrastające się komórki białaczkowe po pewnym czasie zajmują całą przestrzeń szpiku kostnego, a często naciekają również na inne narządy poza szpikowe. Zwykle osoby nią dotknięte bardzo późno dowiadują się o tej chorobie, ponieważ w pierwszych stadiach przebiega ona bezobjawowo, nie dając żadnych wyraźnych symptomów oraz powodów do niepokoju. Wykryta zbyt późno daje choremu znacznie mniejsze szanse na wygranie z rakiem. Lekarzom do tej pory nie udało się jednoznacznie ustalić przyczyny zachorowań na białaczkę. Nie ma na nią również żadnego w pełni skutecznego leku, a często ostatnią nadzieją dla chorych jest przeszczep szpiku kostnego. W piątek, 3 listopada odbyło się spotkanie zorganizowane przez Ligę Kobiet Polskich, którego gościem specjalnym był Henryk Siegert, prezes i założyciel działającej na terenie całego kraju Fundacji Przeciwko Leukemii. Jej głównym celem jest pozyskanie jak największej liczby zarejestrowanych potencjalnych dawców szpiku kostnego, co znacznie zwiększy szanse wielu chorych na znalezienie odpowiedniego dawcy, i w efekcie może uratować im życie. Oprócz tego fundacja zajmuje się również podnosze-

Henryk Siegert na spotkaniu Ligi Kobiet Polskich niem świadomości społeczeństwa odnośnie tej choroby. Podczas spotkania został wyświetlony film „Życie dla życia”, który powstał w 2001 roku, kiedy pierwsza osoba ze Szczecinka (a piąta w całej Polsce) zdecydowała się na oddanie szpiku do przeszczepu. Na spotkaniu Henryk Siegert tłumaczył także, na czym polega ta choroba, jakie są jej objawy, sposoby leczenia i powikłania. Opowiadał również o okolicznościach, w jakich powstała fundacja, o jej głównych założeniach oraz planach związanych z przyszłą działalnością: - Fundacja Przeciwko Leukemii została powołana do życia w kwietniu 2000 roku, aby pomagać oso-

List Celem pracy opiekunów świetlicy TRATWA ze Szczecinka jest aktywizacja dzieci ze środowisk zagrożonych marginalizacją i przeciw-

bom chorym na choroby nowotworowe krwi. Dotyczy to takich chorób jak białaczki, szpiczaki, chłoniaki, czyli wszystkie te, które są związane z układem krwionośnym człowieka. Staramy się pomagać w taki sposób, że przekazujemy pacjentom pewną dozę informacji na temat choroby, próbujemy ich również skontaktować z najlepszymi ośrodkami leczącymi tego typu nowotwory. Prowadzimy także rejestr potencjalnych dawców szpiku, mamy kontakt ze wszystkimi rejestrami na świecie i do wszystkich mamy dostęp. - Staramy się również pomagać chorym pod kątem psychicznym, podtrzymywać ich na duchu, aby

Żywa lekcja historii działanie ich biernej postawie. Przykładem takich działań jest projekt „Mali mieszczanie wielcy historycy”, który rozpoczął się wraz z obchoda-

mi 700-lecia Miasta Szczecinek i od 2 lat angażuje dzieci w działania zespołu odtwórstwa średniowiecznego „BARDKO”. Dzieci w ramach projektu przeszły cykl szkoleń warsztatowych, których celem było zapoznanie ich z realiami życia, możliwościami edukacyjnymi, pracą, rzemiosłem, a także kulturą sztuką i rozrywką dzieci żyjących 700 lat temu w mieście. Szczególny nacisk położono na działania warsztatowe podczas których dzieci zdobyły szereg rzadkich umiejętności rzemieślniczych oraz stworzyły grupę taneczną. Był to bardzo pracowity czas dla uczestników projektu. Członkowie grupy zaprezentowali się podczas występów, pokazów i warsztatów

List

Dzieci ze świetlicy Tratwa przy Smoczej Jamie

(...) Gdy 2 .10 udawałem się do kościoła na Mszę św. zważyłem przy wejściu zdjęcie arcybiskupa Józefa Michalika przewodniczącego Episkopatu Polski i napis „Nie będziemy milczeć”. Treść odnosiła się do największego od 1989 r. ataku na wartości chrześcijańskie w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych. Sądziłem, że list Episkopatu zostanie odczytany w trakcie Mszy św. niestety, tak się nie stało. Wierni pozostawieni zostali sami sobie! Przy kościele pw. NNMP istnieje Akcja Katolicka. Wielokrotnie zapraszany, wziąłem udział w dwóch spo-

dalej chcieli walczyć o swoje życie, nie rezygnowali i nie poddawali się. Poza tym udostępniamy też konto fundacji oraz dajemy możliwość zakładania subkont, gdzie chorzy mogą gromadzić środki na leczenie i rehabilitację po przeszczepach. - Prowadzimy także działalność informacyjną. Do tej pory wydaliśmy dwa podręczniki, jeden dla lekarzy hematologów dotyczący transplantacji szpiku i drugą, będącą książeczką informacyjną przeznaczoną dla osób chorych. Dodatkowo ukazał się też pewnego rodzaju elementarz dla chorego dziecka, w którym prostymi słowami jest opisana zarówno choroba, jak i jej przebieg. Książeczka ta napisana została w języku polskim i angielskim. Nakręciliśmy również trzy filmy instruktażowe. Pierwszym z nich jest „Życie dla życia”, kolejny to fragment tego pierwszego filmu, przedstawiający przygotowanie oraz przebieg operacji polegającej na przeszczepie szpiku kostnego. Natomiast trzeci z nich poświęcony jest Agacie Mróz - Olszewskiej i jej walce z chorobą - mówi Henryk Siegert. Od ponad 10 lat Fundacja Przeciwko Leukemii co roku organizuje akcje informacyjne w szkołach ponadgimanzjalnych, gdzie stara się pozyskać jak największą liczbę chętnych do rejestracji jako dawcy szpiku. Spotkania te mają na celu poinformowanie i uświadamianie młodym ludziom, czym jest bia-

łaczka, na czym polega ta choroba, jakie są sposoby leczenia, o metodach pobierania szpiku oraz o tym, jak wygląda sam zabieg. Przeprowadzenie kolejnego cyklu tego typu spotkań w szczecineckich szkołach planowane jest jeszcze w tym roku, najprawdopodobniej pod koniec listopada lub na początku grudnia. Po takim spotkaniu średnio jedna trzecia uczniów zwykle decyduje się na rejestrację jako potencjalny dawca, co znacznie zwiększa szansę chorych na znalezienie odpowiedniego dawcy oraz wygranie walki z nowotworem. - Każde życie jest ważne. O każdym życiu, które „ucieka” mówi się, że ucieka zbyt wcześnie. I nieważne czy ktoś ma 50, 90 czy 100 lat. A jeśli umiera człowiek młody czy dziecko, to jest to już całkowita tragedia. Ale takiej śmierci można zapobiec ratując życie osób, które są skazane na śmierć poprzez chorobę nowotworową krwi. W przypadku przeszczepu szpiku dawca nie ponosi właściwie żadnego ryzyka, a może uratować komuś życie. Nie ma za to żadnej gratyfikacji finansowej, ale zostaje jednak to, że mamy świadomość i w każdym momencie pamiętamy, że gdzieś tam na świecie żyje ktoś, kto odzyskał prawo do życia dzięki 3 proc. komórek krwiotwórczych, czy też nawet dzięki temu 1 proc., których otrzymanie od dawcy dało mu szansę na ponowne życie. A to jest jednak olbrzymia satysfakcja - dodaje prezes fundacji. (mg)

przy okazji 700-lecia Miasta Szczecinek, Nocy Muzeów, turniejów rycerskich, pokazów dla szkół i przedszkoli, konkursów historycznych i pikników integracyjnych - dotychczas doliczyliśmy się 23 pokazów. Po dwuletniej pracy grupy „BARDKO” przyszedł czas na nagrodę. Udało nam się spełnić jedno z marzeń dzieci. Przy pomocy Fundacji BZ WBK „Bank Dziecięcych Uśmiechów” zorganizowaliśmy trzydniowy wyjazd do KRAKOWA. Miejsce wycieczki doskonale komponuje się z odtwarzaną przez dzieci epoką. Wszak wiadomo, że Kraków był średniowieczną stolicą Polski. Zwiedziliśmy więc wszystko, co tylko udało się w ciągu tak krótkiego czasu zwiedzić: Trasę Królewską, Barbakan, Rynek Główny, Sukiennice, Collegium Maius, nowoczesne Muzeum w Podziemiach Rynku Krakowskiego, Wawel (lekcja

muzealna, zwiedzanie Reprezentacyjnych Komnaty Królewskich, Smoczej Jamy, Katedry i Grobów Królewskich), Kopiec Kościuszki, Muzeum figur woskowych - Bohaterów narodowych, a w ramach odpoczynku od historii zwiedziliśmy Muzeum Przyrodnicze i znajdujące się w nim Aquarium oraz byliśmy w kinie 3D na filmie edukacyjnym.W trakcie wizyty oprowadzali nas przemili krakowscy przewodnicy. Cieszymy się, że dzięki współpracy z fundacją „Bank Dziecięcych Uśmiechów” ta żywa lekcja historii wzbogaciła wiedzę i bagaż pozytywnych wspomnień naszych podopiecznych. A przed nami kolejne spotkania z historią, występy i pokazy, na których, mamy nadzieję spotkać się z Wami.

tkaniach. Na drugim spotkaniu zaproponowałem przyjęcie apelu wiernych w obronie wartości chrześcijańskich. Ksiądz - asystent oraz obecni członkowie mnie poprali. Jedyną osobą wahającą się była pani przewodnicząca. Wniosek miał rozważyć zarząd. Następnie uczyniła wszystko co było w jej mocy, aby apel się nie ukazał. W rezultacie Akcja Katolicka organizacja powołana do promowania i obrony wartości chrześcijańskich w życiu społecznym - milczała. W tym samym kościele 2.10 w ramach ogłoszeń parafialnych zachęcano wiernych do nabycia gazetki parafialnej w której m.in. zamieszczono wywiad z kandydatem na posła z partii rządzącej. Kandydat w zakończonej kadencji Sejmu głosował za odrzuceniem obywatelskiego projektu ustawy o ochronie życia od po-

częcia do naturalnej śmierci. O tym skandalu poinformowany został ordynariusz ks. bp. Edward Dajczak. Po Mszy św. w parafii św. Rozalii, bywa, że staję w zadumie przed tablicą pamiątkową Klubu Parlamentarnego PiS ufundowaną na cześć śp. Mariana T. Golińskiego. Znaliśmy się 20 lat, współpracowaliśmy w ramach Szczecineckiego Porozumienia Prawicy oraz koalicji Forum Samorządowe - Forum Obywatelskie w latach 1994-98. Był burmistrzem naszego miasta 15 lat i posłem III, V i VI kadencji. Zginał tragicznie w wypadku samochodowym śpiesząc na uroczystość Bożego Ciała. Wiara w sensie duchowym, a tekst na tablicy pamiątkowej w sensie egzystencjalnym uświadamia mi, że ostatnie słowo należy do Boga. Andrzej Steffen


Szczecineckie cmentarze

foto:Jerzy Gasiul

Cmentarz w środku miasta

Szczecinek na starych zdjęciach (64)

Skoro zegar pokazuje, że jest za piętnaście jedenasta, to z pewnością wojsko jest na zajęciach. Archiwalne zdjęcie, pochodzące z końca lat trzydziestych, przedstawia żołnierską stołówkę w kompleksie koszarowym przy ówczesnej Deutschestrasse (dz. ul. Słowiańska). Koszary zostały zbudowane w 1935 roku. Jak widać na zdjęciu, w tym czasie przy głównym wejściu, oprócz dużego trawnika, było miejsce nawet na kwietne rabaty. Cały kompleks koszarowy oprócz magazynów, stajni, garaży i warsztatów składał się z pięciu typowych dwupiętrowych bloków, w tym jednego, w którym znajdowała się stołówka z kuchnią. W każdym budynku pod dachem ukrywa się poddasze, nakryte solidną żelbetową „czapą”. Tego typu obiekty koszarowe budowano na terenie całych ówczesnych Niemiec. Na Pomorzu takie koszary powstały m.in. w Wałczu, Białogardzie, Szczecinie i Koszalinie. Po wojnie w koszarach zainstalowali się Rosjanie, powiększając nieco swój obszar o dwa domki przy ul. Wiejskiej. Za ich czasów cały kompleks został ukryty wysokim, deskowym płotem. Na dachu stołówki żołnierskiej zegar zastąpiono oknami. Tam też zainstalowano potężny głośnik. Okoliczni mieszkańcy przez cały dzień chcieli, czy też nie, musieli słuchać radia moskiewskiego. Do dzisiaj wielu byłym mieszkańcom dźwięczy w uszach charakterystyczny sygnał i głos: gawarit radiastancja Maskwa. Wiadomości zwyczajowo zaczynały się od słów: pierwyj sekretar KPSS... Koszary zostały przekazane stronie polskiej dopiero w 1991 roku. Początkowo miasto nie miało pomysłu na zagospodarowanie militarnego majątku. Większych problemów z budynkami warsztatowymi i garażowymi raczej nie było, za to nieco gorzej z dużymi koszarowcami. Najpierw w pierwszym budynku od strony ul. Armii Krajowej (tam niegdyś znajdowała się szkoła podoficerska) pojawił się Zespół Szkół Społecznych. Potem do budynku od strony ul. Wiejskiej wprowadził się MOPS. Z czasem stopniowo zaczęto przebudowywać na mieszkania pozostałe. Ostatnim takim obiektem z niemałym nakładem finansowym przystosowanym na mieszkania, na który początkowo nie było nawet chętnych, była właśnie stołówka. W tym czasie z dachu znikła charakterystyczna sygnaturka - wieża zegarowa. Rzecz jasna po pierwotnym zagospodarowaniu całego otoczenia nie został nawet ślad. Zamiast trawników i klombów w tym miejscu Rosjanie wybudowali potężnych rozmiarów samochodową myjnię. Dzisiaj pozostał po niej wysoki nasyp oraz fragmenty betonowej estakady. (jg)

W Polsce od początku chrześcijaństwa cmentarze zakładano przy kościołach. Sobór rzymski w 1059 roku nakazywał wydzielenie wokół kościoła owalnej przestrzeni o szerokości około 60 kroków z przeznaczeniem na cmentarz. Wprawdzie zdarzało się, że jeszcze w XVIII wieku, szczególnie na Litwie i Rusi, hołdowano pogańskim zwyczajom i zmarłych grzebano na polach i w lasach. Teren cmentarza razem z przyległym kościołem był miejscem świętym. Nie można było na nim grzebać ludzi, którzy - jak wówczas mówiono „umarli w butach” to jest: włóczęgów, kuglarzy, ale także straconych, nieochrzczonych, heretyków, ofiar zarazy... Był też cmentarz azylem nawet dla zbrodniarzy, którzy mogli się tu czuć bezpiecznie. Cmentarze zgodnie z nakazami biskupów, powinny być koniecznie ogrodzone murem lub drewnianym parkanem - to dla ochrony przed zwierzyną. Zakazywano także pasania na nich bydła, suszenia bielizny i innych niegodnych uświęconego miejsca czynności. Liczne zarazy w średniowieczu, w czasie których ludność była dziesiątkowana, wojny i w ogóle duża śmiertelność, przyczyniły się do tego, że w krótkim czasie cmentarze zaczęły się zapełniać. Pochówki coraz częściej miały charakter zbiorowy. Podobnie indywidualne oznaczenia grobów - drewniane krzyże, nie miały charakteru trwałego tak, że w krótkim czasie groby stawały się bezimienne. Tymczasem postępujące rozwarstwienie społeczeństwa sprawiło, że począwszy od renesansu, najbogatsi nie chcie-

li już spoczywać anonimowo w masowych grobach przykościelnych cmentarzy. Starali się oni o pochówek wewnątrz kościołów w miejscach możliwie honorowych, a więc w pobliżu ołtarzy głównych. Władcy i bardzo bogaci budowali własne kaplice, w których później ich grzebano. Biskupi starali się ograniczyć to zjawisko, zabraniając wręcz chowania zmarłych świeckich w kościołach. Z „urzędu” niejako mogli na to liczyć m.in. patroni kościołów (materialni ich opiekunowie), jego znaczniejsi dobrodzieje, proboszczowie, członkowie znamienitych rodów i służba kościelna. Poczynając od renesansu, wielu możnych grzebano w kościołach, często wystawiając im monumentalne nagrobki lub przynajmniej tablice epitafijne. Podobnie było w szczecineckim kościele św. Mikołaja, w którym pochowano: Dorothea`ę von Westreglen, żonę Piotra Somnitza zmarłą w 1621 roku, prawdopodobnie trójkę ich dzieci: Annę Zofię, Piotra Teodora i Krystynę Zofię zmarłych przed 1620 rokiem, prawdopodobnie Johana Fritze po 1614 roku, Zofię Marię Boehn zmarłą w 1620 r. - córkę radcy kamery szczecineckiej, prawdopodobnie Kazimierza von Glasenapp`a, lub te�� członków jego rodziny po 1636 r., Jacoba Fryderyka Krüger`a zmarłego w 1739 r. i prawdopodobnie rajców Jacoba Radischen`a, Jacoba Brachen`a i Wilhelma Mollena. Na pochówek trzeba było uzyskać zgodę księcia, który był równocześnie biskupem. Trzeba też było uiścić opłatę, która na początku XVII w. wynosiła około 20 florenów.

foto:Jerzy Gasiul

Epitafium Doroty Westreglen wmurowane w północnej nawie bocznej kościoła pw. NNMP.

Rzecz ciekawa, że w czasie badań archeologicznych prowadzonych na terenie dawnego kościoła św. Mikołaja, nie znaleziono najmniejszych śladów tych pochówków. W wiejskich kościołach grzebano patrona, którym był szlachcic, właściciel danej wsi. W pobliżu Szczecinka takie krypty znajdowały się m.in. w kościołach w Białowąsie, Kiełpinie i Dąbiu. W XIX wieku grzebano też patronów nie w samym kościele, lecz na wydzielonej kwaterze przy kościele, jak miało to miejsce w Lotyniu gdzie spoczywa major kawalerii Ewald Fryderyk Wilhelm Juliusz Jerzy graf von Hertzberg, dziedzic Lotynia, odznaczony Krzyżem Maltańskim II klasy, zmarły w 1864 r. Jerzy Dudź Autor jest dyrektorem Muzeum Regionalnego w Szczecinku


WITAJCIE NA ŚWIECIE, MALUCHY!

Aleksander - ur 5.11 - 3250 g - 53 cm.

Aleksander - ur 8.11 - 3150g - 53 cm.

Hania - ur 3.11 - 3460 g - 56 cm.

Karolina - ur 8.11 - 3920 g - 59 cm.

Kuba - ur 8.11 - 4004g - 60 cm.

Michalina - ur 8.11 - 3370 g - 55 cm.

Marika - ur 6.11 - 3868 g - 58 cm.

Michalina - ur 3.11 - 3850g - 57 cm.

Staś - ur 5.11 - 3600 g - 57 cm.

Przemysław - ur 5.11 - 4020 g - 55 cm.

Sebastian - ur 3.11 - 3060 g - 55 cm.

Ula - ur 2.11 - 3230 g - 56 cm.

Wojtek - ur 3.11 - 3280 g - 56 cm.

“Rozwój i upowszechnianie aktywnej integracji społecznej w Powiecie Szczecineckim. Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społeczego”

ZAPROSZENIE DO UDZIAŁU W PROJEKCIE SYSTEMOWYM NA 2012 ROK POWIATOWE CENTRUM POMOCY RODZINIE W SZCZECINKU ZAPRASZA DO UDZIAŁU W PROJEKCIE SYSTEMOWYM P.N. „ROZWÓJ I UPOWSZECHNIANIE AKTYWNEJ INTEGRACJI SPOŁECZNEJ W POWIECIE SZCZECINECKIM” Uczestnikami projektu mogą być : Osoby w wieku aktywności zawodowej (od 15 do 64 roku życia) korzystające ze świadczeń pomocy społecznej, w tym: - osoby niepełnosprawne posiadające aktualne orzeczenie o niepełnosprawności, - młodzież w wieku od 15 do 25 roku życia pochodząca ze środowisk zagrożonych wykluczeniem społecznym, - usamodzielniani wychowankowie z rodzin zastępczych oraz placówek opiekuńczo – wychowawczych. Zakres proponowanego wsparcia w ramach projektu obejmuje: - sfinansowanie kosztów udziału w kursach i szkoleniach podnoszących kwalifikację w tym np. prawo jazdy, - sfinansowanie części kosztów nauki na poziomie wyższym dla osób opuszczających placówki opiekuńczo-wychowawcze lub inne formy opieki zastępczej, - skierowanie i sfinansowanie badań profilaktycznych, terapii psychologicznej, rodzinnej lub psychospołecznej, - sfinansowanie części kosztów turnusów rehabilitacyjnych, - sfinansowanie kosztów zespołów ćwiczeń fizycznych usprawniających psychoruchowo lub zajęć rehabilitacyjnych dla osób niepełnosprawnych, - pomoc w uzyskaniu odpowiednich warunków mieszkaniowych, w tym w mieszkaniu chronionym, pomoc w uzyskaniu zatrudnienia, pomoc na zagospodarowanie w formie rzeczowej dla osób usamodzielnianych, - poradnictwo specjalistyczne, wsparcie indywidualne i grupowe w zakresie podniesienia kompetencji życiowych oraz doradztwo zawodowe wyjazdy i spotkania integracyjne, - zwrot kosztów dojazdu uczestnika projektu na wszystkie zajęcia aktywizacyjne zgodnie z regulaminem projektu. CAŁKOWITY KOSZT UCZESTNICTWA W PROJEKCIE JEST BEZPŁATNY, WSPÓŁFINANSOWANY PRZEZ UNIĘ EUROPEJSKĄ W RAMACH ŚRODKÓW EUROPEJSKIEGO FUNDUSZU SPOŁECZNEGO.

Wszystkich zainteresowanych udziałem w projekcie zapraszamy do siedziby Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Szczecinku ul. Wiatraczna 1 w godzinach od 7.00 do 15.00 lub kontakt telefoniczny pod numerem telefonu: 94 71 37 106 , 94 71 37 111 w terminie do 30.11.2011r.

KR;R=;AF=C&[ge Dopisz swoją usługę!


Sprzedam • KEYBOARD yamaha psr e-413, mało używany, stan idealny, razem ze stojakiem, pełna dokumentacja, 700 zł. Tel. 501 267 196. • LODÓWKĘ amica, mały telewizor, junkers gazowy i pralkę automat. gorenje. Stan bdb., cena do uzgodn. Tel. 605 133 875. • NOWA oryginalna odzież, wejdź na profil allegro dorisbutik1 Tel. 512 313 897. • MASZYNA do szycia, typ overlock, trzynitkowa. Tel. 533 680 332. • KEYBOARD ze stojakiem, tanio. Tel. 601 807 089.

• DZIAŁKI budowlane 2500 m2, na wsi, droga asfaltowa, 400 m od lasu, 53000 zł. Tel. 691 976 366. • MIESZKANIE w Kołobrzegu, własn. 2 p. IVp. 46 m2 , sprzedam lub zamienię na 3p. w Szczecinku Tel. 609 587 184. • DZIAŁKI budowlane, ul. Boczna, 1100 m2, Szczecinek, 80zł/ m2. Tel. 669 104 715. • KAWALERKĘ 29 m2 IIp, po remoncie, okna PCV, glazura, nie wymaga wkładu finansowego, ul. Mierosławskiego . Tel. 666 963 377. • DZIAŁKA budowlana, 2122 m2, Borne Sulinowo. Tel. 723 587 364. • MIESZKANIE 65m2 IIp 3p, nie wymaga wkładu finansowego, os. Zachód . Tel. 604 394 168 lub 694 542 258.

• DREWNO opałowe. Tel. 667 505 128. • BIURKA dwa, wenge, stan bdb., 2 gabloty oszklone zamykane na klucz Tel. 607 151 648. • NIEUZYWANĄ frezarkę ręczną DeWalt, atrakcyjna cena. Tel. 503 132 762. • DRZWI wejściowe i zamki 20 zł, drzwi pokojowe przeszklone, szprosy 10 zł. Tel. 606 994 712. • LABRADORY czarne i biszkoptowe. Tel. 886 264 842. • KRĘGi betonowe 5 szt., 250 zł za wszystkie. Nie posiadam transportu. Tel. 692 399 831.

Kupię • KAŻDE zboże, po deszczach, na gorzelnie, min 23t. Szybka płatność. Tel. 509 942 079.

Nieruchomości • LUKSUSOWY dom na wsi, 12 km od Szczecinka, 180 m2. Tel. 604 434 417. • DOM parter, 130m2, działka 450 m2, centrum, bezczynszowe, komfortowe, salon, kominek, piwnica. Tel. 501 545 845.

• MIESZKANIE 38m2, 2p, aneks kuchenny, okna pcv, gładzie, panele, łazienka po remoncie, wysoki parter, ul. Mierosławskiego. Tel. 724 466 179. • MIESZKANIE 38 m2, wysoki parter, 2 p, po kapitalnym remoncie, ul. Mierosławskiego 6, 115 tys. zł Tel. 94 372 40 34.

• MIESZKANIE 72 m2, centrum, 3p, poddasze. Tel. 782 575 120. • DZIAŁKĘ 1,7 ha budowlano usługową. Graniczy z drogą nr 20, przy lesie, 25 km od Szczecinka w kier. Szczecina Tel. 693 401 158. • DOM jednorodzinny, parterowy, szeregowy z garażem 200 m2, działka 280 m2, os. Zachód Tel. 693 401 158.

• MIESZKANIE w Połczynie Zdroju, własność, 2p, Ip, 36m2 lub zamienię na podobne w Szczecinku. Tel. 516 371 893. • KAWALERKA ul. Kościuszki, 28 m2. Tel. 660 208 804 lub 502 025 683. • MIESZKANIE do remontu, 83m2, 2p, IIp, c.o., 140000 zł. Tel. 798 583 353.

• MIESZKANIE 63m2, IVp, 3p, os. Piłsudskiego lub zamienię na większe. Tel. 604 566 432.

• MIESZKANIE w kamienicy, 72m2, 3p, po remoncie, wyposażone, ul. Kościuszki, 245000 zł. Tel. 608 067 161.

• GARAŻ własność, murowany, kanał, blaha, ul. Kosińskiego lub wynajmę. Tel. 723 324 876 lub 781 122 797.

• MIESZKANIE 3p, parter, os. Zachód, 57 m2, łazienka i wc osobno, blok ocieplony. Tel. 605 111 624.

• MIESZKANIE IIp, 4p, 58 m2, ul. Spółdzielcza, 165000 zł. Tel. 693 684 253.

• DWA mieszkania 2p i 3p w domku niezależne wejscia, ogród, garaż. Tel .94 373 71 11 po godz. 20.00

• NIERUCHOMOŚĆ zabudowaną 0,81 ha, grunty 6,27 ha, Gwda Mała. Tel. 512 772 464.

• SPRZEDAM lub wynajmę lokal, kiosk (podwójna gasiulówka) 25m2, ul.Wodociągowa. Tel. 795 221 829.

• MIESZKANIE ul. Wiśniowa, 3p, Ip, 61m2. Tel. 667 058 335 lub 695 067 758. • DZIAŁKA 67a. Tel. 798 198 683.

• MIESZKANIE 3p, 54m2, po remoncie ,centrum ,tanio Tel. 606 199 559.

Do wynajęcia mam

• GARAŻ, os. Zachód, światło, kanał, metalowe drzwi. Tel. 692 172 074.

• KAWALERKA, ul. 9 go Maja, od listopada. Tel. 783 233 685.

• MIESZKANIE 34 m2 2p IIIp nowe budownictwo, 117 tys. zł. Tel. 798 583 353.

• OKAZJA, mieszkanie 48m2, IIp, 2p, duża kuchnia, stare budownictwo, ogrzewanie gazowe, rejon dworca PKP. Tel. 602 174 969.

• LOKAL handlowy 57 m2, ul. Wyszyńskiego od grudnia b.r. Tel. 601 090 271.

• SŁONECZNE mieszkanie ul. Spółdzielcza IVp 46 m2 2 pok, widna kuchnia Tel. 693 443 161.

• DZIAŁKI budowlane nad jez. Dołgie, ceny od 36000 zł. Tel. 694 886 720.

• LOKAL usługowo - handlowy 33 m2, centrum miasta, pl. Wolności 18. Tel. 502 566 109.

• ATRAKCYJNA działka k/ Szczecinka z lasem nad rzeczką wszystkie media, przy drodze asfaltowej. Tel. 516 249 289.

• GOSPODARSTWO na wsi, 2,5 ha, las, wodociąg, jeziora, kombajn dominator claas. Tel. 692 150 828.

• DOM 78 m2, działka z ogrodem 705 m2, ul. Derdowskiego. Tel. 692 499 837. • MIESZKANIE Ip, 2p, 51m2, b. atrakcyjna cena. Tel. 601 090 271 lub 506 173 412.

KUPON WAŻNY DO 17 LISTOPADA

• DZIAŁKA budowlana z dostępem do jeziora, ul. Rybacka 11025 m2, 242000 zł Tel. 694 886 720.

• MIESZKANIE 3p, 57m2, IIIp, częściowo umeblowane, duży balkon, na dłuższy okres. Tel. 794 193 866. • STOISKO „Pod Arkadami”. Tel. 533 521 652. • DWA pokoje w domku jednorodzinnym, osobne wejście, tanio. Tel. 533 680 332. • POKÓJ blisko centrum, tanio. Tel. 94 374 47 38.

• MIESZKANIE 2p, częściowo umeblowane, Ip, ul. Kopernika. Tel. 721 181 281. • KAWALERKA w Szczecinku. Tel.602 216 792. • LOKAL użytkowy 20 m2 przy pl. Winnicznym 12 od strony Netto w Szczecinku Tel. 886 403149. • LOKAL użytkowy 35 m2. Tel. 661 732 085. • LOKAL parter, idealna na gabinet lekarski, placówkę bankową, ubezpieczenia, biuro rachunkowe, itp. Tel. 601 385 727. • Kawalerkę, ul. Spółdzielcza (niedaleko NETTO), parter, częściowo umeblowana Tel. 795 221 829. • MIESZKANIE 3p, komfortowe w bloku w Grzmiącej, c.o., umeblowane 400 zł + opłaty od zaraz. Tel. 725 007 315. • GARAŻ os. Zachód, bezpiecznie położony, energia elektryczna Tel. 502 542 191. • MIESZKANIE 2 p., kuchnia, łazienka, umeblowane, wyposażone, od połowy grudnia. Tel. 660 681 921.

Do wynajęcia szukam • GARAŻU na dłuższy okres z energią elektryczną, ul. Słowiańska lub Narutowicza, możliwość zapłaty za pół roku z góry. Tel.507 339 872 lub 508 961 371. • POSZUKUJĘ lokalu na biuro ok. 50 m2 w Szczecinku za rozsądną cenę. Tel. 513 107 894.

Zamienię • MIESZKANIE własnościowe 37m2, 2p, IIIp, na większe. Tel. 604 569 045. • MIESZKANIE 84 m2, stare bud. c.o. etażowe, na 2p. Tel. 664 988 924. • MIESZKANIE ZGM TBS 52 m2 Ip 2p zamienię na większe pow. 60 m2 - może być do remontu lub piece Tel. 511 803 954.


Usługi

• RENAULT laguna kombi, poj. 1800, benzyna, 1997r., stan db., zadbany, cena do uzgodnienia Tel. 692 120 390.

• USŁUGI transportowe, przewóz mebli, przeprowadzki, złom wywiozę, bagażówkaplandeka. Tel. 608 809 335.

• ZETOR 4712 1973 r. w bdb. stanie Tel. 608 070 467.

• ELEWACJE, ocieplenia, ogrodzenia, brukarstwo, wykończenia wnętrz od A do Z. Bud-Garden. Tel. 600 983 316.

• OPONY zimowe 195x65x15, 4 szt, stan bdb. Tel. 692 120 390.

• PEUGEOT 307 1.6 HDI 90 KM, 2007 rok, kombi, granat, 158 000 km, faktura VAT. Tel. 604 906 755.

TQS[FEBřQSPEVLUÎX

Nauka

• ODDAM ziemię po niwelacji terenu, os. Marcelin. Tel. 509 214 515.

• J.POLSKI: nauczycielkaprace domowe, sprawdziany, zaległości, test w VI kl.; terapia dysleksji; jednorazowo lub systematycznie. Tel. 791 740 205.

• HYDRAULIKA, ogrzewanie, kanaliza, woda, gazuprawnienia. Tel. 603 645 157.

• PRZYJMĘ ubrania, buty, zabawki dla chłopców 4 i 6 lat. Tel. 668 952 591.

• KOREPETYCJE z matematyki. Tel. 723 909 516.

• PRANIE dywanów, tapicerki meblowej i samochodowej Tel.503 421 966, 94 372 36 47.

• ZAGUBIONO legitymację osoby niepełnosprawnej na nazwisko Kozłowski Zbigniew, Wilcze Laski.

Praca • AGENCJA ochrony zatrudni osoby do ochrony sklepu na terenie Szczecinka Tel. 600 203 997.

• RADCA prawny Tomasz Wilicki. Pomoc prawna w formie Kancelarii Radcy Prawnego przy ul. Szkolnej 2/1 w Szczecinku Tel. 604366041.

• SERDECZNE podziękowania dla personelu Centrum Kardiologii Allenort w Szczecinku za szybką i troskliwą opiekę składa Wanda Piotrowska

• ZAWODOWA opiekunka zaopiekuje się osobą starszą lub dzieckiem. Tel. 885 101 668.

• INSTALACJE elektryczne mieszkaniowe. Montaż, naprawa, konserwacja. Tanio, szybko, solidnie Tel. 502 249 421.

• PAN który dn. 24.10. o godz. 11.00 jechał pociągiem KołobrzegKraków i miał przekazać torbę w Poznaniu proszę o kontakt. Tel. 602 174 969.

• FIRMA poszukuje kandydatów na stanowisko doradca klientakasjer w placówce finansowej, CV wysyłac na adres: vf_iwona@wp.pl

• SPRZEDAŻ części nowych i używanych,skup aut do 500zł/ każdy,naprawysamochodów os. i dost. wymiana opon, oponyużywane, ul. Pilska 39. Tel.94 710 20 83 lub 502 981 570.

• RODZINA wielodzietna przyjmie dla chłopca l. 9 ciuchy i buty, rozm. 36 lub gry planszowe, puzzle. Tel. 608 674 140.

AMALKER

• MATEMATYKA - korepetycje szkoła podstawowa gimnazjum Tel. 889 272 610.

• PSYCHMED Pomoc Psychologiczna, Mediacje, Szkolenia, Fototerapia. Agata Stachura Tel. 723 340 777.

Różne

 XJ[ZUZEPNPXF

• PRZEWOZY międzynarodowe i krajowe, z adresu pod adres, pow. 3 osób możliwość wyjazdu w każdej chwili, obsługa lotnisk, imprez. Usługi lawetowe. Tel. 604 272 178.

• USŁUGI hydrauliczne c.o. wodkan, gazowe montaż piecyków, wodomierzy. Tel. 606 897 641.

• SEAT ALHAMBRA 1.9 TDI 1998 r., stan techn. bdb. Tel. 607 255 634.

• ZAOPIEKUJĘ się dzieckiem w swoim dużym mieszkaniu lub starszą osobą. Tel.794 742 448.

• PRANIE dywanów i mebli tapicerowanych. Tel. 660 153 637.

• WIDEOFILMOWANIE śluby, chrzty, komunie, studniówki, profesjonalnie. Tel. 606 897 641.

• PEUGEOT 206 1.4 HDI diesel,VAN ciężarowy VAT-1,2005 rok, klima, faktura VAT. Tel. 604 906 755.

• POMOC domowa, dobra kuchnia, dyspozycyjność, rekomendacje. Tel. 785 558 206.

• KOSMETYCZKĘ oraz fryzjerkę z doświadczeniem zatrudnię. Tel. 691 989 045.

• KREDYTY: mieszkaniowe, gotówkowe, konsolidacyjne. Pomagamy w przygotowaniu dokumentacji. Raty do negocjacji. Tel. 501 059 005.

• ZESPÓŁ muzyczny AS. Oprawa imprez okolicznościowych, wesel, zabaw itp. Gramy co zechcesz i przede wszystkim - tanio! Dobra zabawa gwarantowana Tel. 721 323 908.

• URSUS C385, siewnik zbożowy i nawozowy, opryskiwacz. Tel. 510 101 455.

• LEGALNA PRACA W NIEMCZECH opieka osób starszych,dla kobiet od 18 do 65 lat Tel. 512 585 110.

• OGÓLNOBUDOWLANE, glazura, gładzie, posadzki, murowanie, tynkowanie. Tel. 888 340 422.

• WYNAJEM dżwigu, star 66, 6,3t, Tel. 798 583 282.

• SKODA fabia 2005r., benzyna 40000 km. Tel. 607 166 667.

• GLAZURA gładzie, malowanie, panele, tapety - fachowo, solidnie Tel. 506 736 934.

REKLAMA

Auto - moto

• CYKLINOWANIE, układanie, lakierowanie, parkiety, deski, renowacja podłóg malowanych farbą. Tel. 888 151 889.

• ZGUBIONO dokumenty na nazwisko Adrian Bohdan Tel. 694 806 160.

• CYKLINOWANIE, układanie podłóg, parkietów, paneli, lakierowanie, solidnie. Tel. 94 374 58 34 lub 880 165 586.

• ZAGINĄŁ labrador 8 lat, rejon Lotyń-Turowo, nagrodą mały szczeniak labrador 2 m-ce. Tel. 886 264 842.

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

• BUDOWA i remonty domów, remonty mieszkań, łazienek, cyklinowanie podłóg. Tel. 692 120 390.


REKLAMA

AMALKER

, 605 288 141

KR;R=;AF=C&[ge Dopisz swoją usługę!

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

codziennie od. 9, umowa z NFZ, wizyty bezpłatne. Szczepienia przeciwko rakowi szyjki macicy i badanie cytologiczne. Poradnię prowadzi lekarz specjalista Stanisław Kocaj.

REKLAMA

PORADNIA "K" ul. Szczecińska 32, tel. 94 374 37 05

REKLAMA REKLAMA

ALE KURSY: paznokcie, fryzjerskie, przedłużenie włosów i rzęs, wizaż, kosmetyczne, piercing, masaż, dotacja na otworzenie salonu www.beutyvital.pl, 792 080 525.


Sport

Zbigniew Ponichtera

zp@temat.net

nica - Graf Bukówko 2:3. Gole dla Wiarusa: M. Rychter i J. Droszcz. Coś się zacięło w nieźle ostatnio funkcjonującej drużynie z Żółtnicy. Porażka z outsiderem tabeli chluby nie przynosi. W tabeli przewodzi Drawa II Drawsko 29 p. Pionier jest czwarty - ma19 punktów, a Wiarus 7 z 17 punktami. Liga Wojewódzka Juniorów XIV kolejka: Pogoń Barlinek Kronospan Akademia Piłkarska. Wyjazd do Barlinka zakończył się

II Gala Karate Kyokushin

foto:(zp)

Koszalińska Klasa OkręgowaXIV kolejka: Wielim Szczecinek - Victoria Sianów 4:1 (1:0). Gole dla Wielimia: P. Jakimiec 2 oraz W. Gersztyn i T. Spryszyński po 1. Od początku spotkania inicjatywa po stronie gospodarzy. Do przerwy goście jeszcze jakoś się trzymali, po przerwie Wielim spokojnie strzelał kolejne gole. Iskra Białogard - Darzbór Szczecinek 3:2 (0:1). Gole dla Darzboru: H. Czeszczewik i P. Kusiak. Mimo dobrego

Wojtek Gersztyn w niebieskim stroju z piłką na pierwszym planie i Paweł Jakimiec strzelili 3 gole dla Wielimia dwoma przegranymi. Juniorzy starsi ulegli Pogoni 0:2, a młodsi przegrali swój mecz 1:2. Gola dla Akademii strzelił Szymon Góra. W tabeli juniorzy starsi na 9 miejscu z 18 punktami, młodsi na 15 z dorobkiem 6 punktów. Wojewódzka Liga Trampkarzy XI kolejka: Stal Szczecin - Akademia Piłkarska. Nie był to udany wyjazd trampkarzy. Ostatnia kolejka rundy jesiennej tych rozgrywek przyniosła im dwie porażki. Trampkarze starsi przegrali ze Stalą 0:1, a trampkarze młodsi ulegli szczecinianom 3:6. Gole dla Akademii: Piotr Kramicz 2 i Karol Jabłoński 1. Tymi meczami zakończyła się runda jesienna WLT. W tabeli trampkarze starsi plasują się na 5 miejscu z dorobkiem 21 punktów, natomiast trampkarze młodsi zajmują 11 miejsce z dorobkiem 7 punktów. (zp)

jako na rozgrzewkę dla widzów, pokaz tańca nowoczesnego dał szczecinecki zespół taneczny Rebelia. Potem już na macie królowali tylko karatecy, którzy w różnych kategoriach wagowych stoczyli ostatecznie 4 walki. Wśród walczących byli zawodnicy z Koszalina, Ustki, Gdyni, Złocieńca, Wejherowa i Zielonej Góry. Publiczność zobaczyła różne techniki i różne sposoby rozwiązywania walk. Wszystkie pojedynki były niezwykle wyrównane i sędziowie mieli ogromne problemy z wytypowaniem zwycięzców. W kolejności walk rywalizowali: I walka - Robert Solniczek (Koszalin) potrzebował aż 2 dogrywek, by dopiero decyzją sędziego maty pokonać swojego krajanina z Koszalina Pawła Tomaszewicza; II walka - Patryk Borowski (Gdynia) po dogrywce pokonał Damiana Ślędaka (Ustka); III walka - W tej walce zmierzyli się dwaj najciężsi zawodnicy imprezy Wojciech Stawicki (Złocieniec) i Piotr Puchalski (Wejherowo).

Po ciekawym przebiegu i po kolejnej dogrywce jednogłośnie lepszy w oczach sędziów okazał się Stawicki; IV walka - Pojedynek pomiędzy Markiem Madejem (Zielona Góra) i Marcinem Grochowskim z Koszalina był najciekawszą walką Gali. Do wyłonienia zwycięzcy potrzeba była aż 3 dogrywek, a i tak ostateczną decyzję musiał podjąć sędzia maty. Jego decyzją zwycięzcą został Grochowski. Po każdej walce walczący byli nagradzani pucharami i nagrodami rzeczowymi. W krótkich przerwach między walkami mogliśmy też oglądać pokaz ćwiczeń z Nunchako, pokaz kata oraz najbardziej ciekawy i interesujący pokaz łamania płyt suporeksowych. Gala mogła się podobać, zwłaszcza za szybki i zgodny z harmonogramem przebieg oraz wysoki poziom walczących. W następnej, za rok, organizatorzy przewidują również występ pań. Już teraz zapraszamy. (zp)

Siatkarze Gryfa wygrali drugi mecz

foto:(zp)

występu, zwłaszcza do około 60 minuty, Darzbór przegrał mecz, w którym prowadził 2:0. Wiekowianka Wiekowo - Błonie Barwice 3:0 v.o. Upadek zespołu z Barwic nabiera realnych kształtów. Tym razem drużyna nie pojechała na mecz do lidera. W tabeli nadal na czele Wiekowianka Wiekowo 32 p. Darzbór z 23 punktami jest 5, Wielim z 20 na 9 miejscu, a Błonie z 3 punktami na ostatniej 16 pozycji. Inny zespół z powiatu szczecineckiego Hubertus Biały Bór też daleko, bo z 6 punktami na miejscu 15. Klasa Okręgowa gr. Południe XII kolejka: Pomorzanin Sławoborze - Pionier 95 Borne Sulinowo 0:4. Gole: Petrowicz, Pasewicz, Tederko i gol samobójczy. Wynik może nie odzwierciedla przebiegu gry, lecz goście wygrali zasłużenie, gdyż zagrali znacznie skuteczniej od rywala. Wiarus Żółt-

Przy dużym zainteresowaniu szczecineckiej publiczności (około 400 osób), choć do kompletu jednak sporo brakowało, rozegrana została II Gala Karate Kyokushin. Gala rozpoczęła się od dwóch tzw. przedwalk części głównej, w której swoje pojedynki stoczyli dwaj młodzi zawodnicy Szczecineckiego Klubu Karate Kyokushin - Mateusz Fieducik i Wojciech Piesik. Obaj zaprezentowali się dobrze, choć walczyli ze zmiennym skutkiem. Fieducik po wyrównanym pojedynku, do rozstrzygnięcia którego potrzebna była dogrywka, uległ nieznacznie Szymonowi Pokorze z Koszalina. W drugiej walce wstępnej Wojtek Piesik zdecydowanie i bez problemów pokonał Piotra Tomaszewskiego z Gdyni. Po dwóch walkach wstępnych, oficjalnego otwarcia imprezy (podczas którego zaprezentowano zawodników mających walczyć podczas Gali) dokonał wiceburmistrz Szczecinka Daniel Rak. Jeszcze przed pierwszą walką, nie-

foto:(zp)

Piłkarskie rozgrywki ligowe

Pierwsza szóstka Gryfa w meczu z Grotem

Startuje Amatorska Halowa Liga Piłki Nożnej Nowo powstałe Szczecineckie Towarzystwo Lig Amatorskich zaprasza do udziału w I-szej edycji Otwartej Amatorskiej Halowej Ligi Piłki Nożnej. Zgłoszenia do udziału w rozgrywkach przyjmowane są do 21 listopada 2011 roku. Zgłoszenia i szczegóły pod numerami telefonów: 509 132 354, 606 681 309, 603 454 011 lub w osobiście w Hurtowni Artykułów Sportowych „Admiral” przy ulicy Słowiańskiej w Szczecinku. Planowane rozpoczęcie rywalizacji 26/27 listopada. O zebraniu organizacyjnym poinformujemy wkrótce. (zp)

Rozegrany przez siatkarzy MKS Gryf w hali OSiR przy ulicy Wiatracznej, drugi mecz z cyklu III ligi mężczyzn w siatkówce sezonu 2011/2012 zgromadził na widowni około 150 widzów, którzy byli świadkami bardzo dobrej gry miejscowych i ich zwycięstwa 3:1 (22:25, 25:14, 25:6, 25:20) nad Grotem Dygowo-Rymań. Trzeba przyznać, że po pierwszym secie, można było mieć obawy o końcowy wynik, gdyż po dobrym początku i prowadzeniu nawet 16:11, gryfici nagle stanęli i oddali pole rywalom, którzy skwapliwie z tego skorzystali i w końcówce wygrali tego

seta do 22. Set drugi pokazał jednak, że w siatkarzach Gryfa drzemią spore możliwości. Grając szybko w ataku, a także dobrze blokując i odbierając zagrywki, nie dali większych szans rywalom, ogrywając ich do 14. Set trzeci to popis miejscowych i wręcz pogrom gości do 6. Czwarty set zapowiadał się jako spacerek dla gryfitów, ale przyjezdni jeszcze raz poderwali się do ataku i dwukrotnie w fazie jego trwania zbliżali się do graczy ze Szczecinka na niebezpieczną odległość, lecz w końcówce gospodarze jeszcze raz okazali się lepsi. Po meczu

z gry swoich podopiecznych zadowolony był trener Mieczysław Makowski. Nie chciał nikogo szczególnie wyróżniać, twierdząc, że wszyscy zagrali dobrze, bez większych błędów, choć postawa w drugiej części pierwszego seta zmusza do przemyślenia tego, co się stało. Gryf w tym meczu reprezentowali: Gutowski, Szczuko, Skobel, Ratkiewicz, Karpus, Judycki oraz Frąckowski(L), Kowalewski, Szawioło, Rosiak, Dziedziejko, Mazur. Po dwóch seriach gier Gryf z 6 punktami zajmuje drugą lokatę w tabeli. (zp)


REKLAMA


592net