Issuu on Google+

HOMO-MAMY

ŻURAWIECKI – BYŁEM DZIEWCZYNĄ

HIV/AIDS

PO PARADZIE ISSN 1896 - 3617

dwumiesięcznik społeczno - kulturalny


Tekst: Ewa Tomaszewicz

Nasza mała polska Parada Równości

Foto: Oiko Petersen

nas z okna. Uśmiechnięci pasażerowie przejeżdżających obok tramwajów. Oczywiście – nie wszyscy byli przemili. Niektórzy byli zażenowani. Inni zirytowani lub smutni. Ot, naród na sobotnim spacerze. Znalazł się też kontrprotestant z transparentem „Zoophilia coming soon“. I kilku innych „obrońców moralności“, o których nie warto wspominać. No, może z jednym wyjątkiem. W kawiarni przy Alejach Jerozolimskich siedział nie kto inny jak poseł LPR Krzysztof Bosak (niedawny sexmister portalu Gaylife), który z coraz bardziej wydłużającą się miną obserwował, jak Parada szła i skończyć się mimo mijających minut (o wredna!) nie chciała.

Miało być nielegalnie, niebezpiecznie, policja miała lać nas pałami, a prawicowi ekstremiści obrzucać kamieniami, a było... Jak być powinno. No, prawie, ale o tym za chwilę. Najpierw o tym, co było. A przede wszystkim był tłum. A w tłumie oczywiście standardowy zestaw (tak, standardowy!): geje, lesbijki, osoby heteroseksualne, metroseksualne, bi- i überseksualne, rodzice (wszelkich orientacji) z dziećmi, starsze panie i panowie, goście z Niemiec, Anglii, Ameryki... Potem były platformy. Wprawdzie niewielkie, ale za to dwie, a na platformach zagraniczne drag queens, działacze i działaczki organizacji LGBT, feministki i feminiści, politycy i polityczki oraz entuzjastki i entuzjaści wszelkiej maści i autoramentu. Równolegle byli obserwatorzy – przepiękni, przefantastyczni i przeniespodziewanie przemili. Starsza pani o kulach machająca z balkonu. Wyglądające na „dresiarzy“ małżeństwo z dziećmi pozdrawiające 2

A na końcu były przemówienia – ciekawe i mniej ciekawe, długie i krótkie, w wykonaniu organizatorów Parady (Tomka Bączkowskiego, Ygi Kostrzewy i Roberta Biedronia), gości z Niemiec (Volkera Becka, Claudii Roth i Elfi Scho-Antwerpes, burmistrzyni Kolonii), stałych bywalców Parad i Marszy, jak Piotr Gadzinowski, Maria Szyszkowska i Joanna Senyszyn, oraz nowych i nieoczekiwanych jak Marcin Święcicki. Jedni przemawiali z własnej woli, innych, jak Ygę Kostrzewę, trzeba było wyskandować. I na uwieńczenie tak miłego dnia w klubie Skarpa odbyło się fantastyczne Afterparty, które uświetnił 40-minutowym recitalem, suto okraszonym „Polish vodką“, Jimmy Sommerville. Za to jako postscriptum była cioteczna babcia mojej koleżanki, która przyjechała na Paradę z Australii i, zapytana o wrażenia, skwitowała nasze święto krótkim „Nudno było. Spokojnie. U nas jest ciekawiej“. I dlatego twierdzę, że było prawie jak powinno. Ale od razu na usprawiedliwienie naszej małej

wstępniak

zaściankowej Parady dodaję, że jak dotąd nie mieliśmy zbyt wielu okazji, żeby się na Paradach po prostu bawić. Za rok się poprawimy. Obiecuję. A teraz nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam kolorowych i bezpiecznych wakacji ...bo mimo wyczynów tercetu egzotycznego PiS, LPR & Samoobrona z Radiem Maryja w tle, lato na szczęście przyszło we właściwym sobie czasie. I większość z nas będzie miała szansę choć przez kilka tygodni bez ograniczeń cieszyć się jego urokami. „Replikanci“ etatowi i sezonowi zalecają na ten czas wypoczynek aktywny – choćby w górach z GiL-em czy na boisku piłkarskim z Chrząszczykami. A tym, którzy już szykują się na letnie romanse, życzymy, aby z wakacji przywieźli tylko miłe wspomnienia (i ewentualnie meble, w myśl kawału „Co przynosi lesbijka na drugą randkę“). I nic więcej. Jeśli chcesz otrzymywać „Replikę“ na bieżąco i do domu – wpisz się na listę dystrybucyjną! Aby pokryć koszty przesyłki (jeden rok, przesyłka krajowa), konieczna jest wpłata 48 zł tytułem darowizny. Co dwa miesiące otrzymasz „Replikę“ prosto do domu i w dyskretnej kopercie. Wpłat należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 35 2130 0004 2001 0344 2274 0001, z dopiskiem: Replika – prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu. Promocja! Zamów prenumeratę teraz a otrzymasz przez rok wydania przewodnika po klubach gejowsko-lesbijskich Navigaytor. Wydawca: Stowarzyszenie Kampania Przeciw Homofobii, ul. Wołoska 58/62 m.5 Warszawa, tel.: 022 423 64 38, gazeta@kampania.org.pl Redaktorka naczelna: Ewa Tomaszewicz Stała współpraca: Mariusz Kurc, Anka Konieczna, Grzegorz Południak, Agnieszka Szpak, Robert Biedroń, Marta Abramowicz, Anna Stachelska, Krzysztof Śmiszek, Monika Detlaff, Marcin Sobczyk Korekta: Edyta Pawlukiewicz Zdjęcie na okładce: Oiko Petersen Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do ich redagowania i skracania. Przedruki po uzyskaniu pisemnej zgody wydawcy.


okładka

Tam, gdzie jest miłość, pojawia się dziecko Rozmawiała: Monika Detlaff

Foto: Oiko Petersen

Agata – rocznik 70, filolożka angielska, tłumaczka. Ewelina, urodzona w 1977, magister filozofii i psychologii, Antoś – ich syn, w lutym skończył rok. Rodzina. Zwykła, niezwykła. Monika Detaff: Jak to jest być mamą-lesbijką w Polsce? Ewelina: Prawdę mówiąc, ja się nie utożsamiam z tym, że jestem mamą-lesbijką. Jestem mamą po prostu. Ciągle się uczę tej roli – jak być mamą, jak dbać o związek, jak budować relacje w naszej rodzinie. Zwyczajnie jesteśmy mamami – jak inne mamy. Społeczeństwo bardzo różnie podchodzi do rodzicielstwa osób homoseksualnych. Jak wy jesteście odbierane? E. Nie opowiem ci nic sensacyjnego. Agata normalnie mnie odwiedzała w szpitalu, razem rodziłyśmy. Co prawda, dla świętego spokoju, na patologii ciąży odwiedzała mnie jako moja siostra, ale generalnie nikt nam nie robił trudności ani krzywo na nas nie patrzył. Agata: Rzeczywiście, w zakresie codziennych kontaktów z ludźmi mamy bardzo pozytywne doświadczenia. Jednak jeśli chodzi o ogólną, społeczno-polityczną, sytuację, to niestety nadleciało ptactwo z krewnymi i jeśli się to nie skończy, jeśli nasze dziecko miałoby się wychowywać wśród bojówek Giertycha i chodzić do szkoły, w której proponuje się zajęcia z wychowania patriotycznego, co jest jakimś przewartościowaniem pojęcia patriotyzmu i pożywką dla ekstremalnie prawicowych ruchów, to wyjedziemy z Polski – nie będziemy miały innego wyjścia.

Co byś odpowiedziała na zarzut egoizmu i bezmyślności w stosunku do matki-lesbjki: że rodzi dziecko z góry skazane na społeczny ostracyzm i brak akceptacji? E. Jeżeli dwoje ludzi się kocha, bez względu na to, czy są to dwie kobiety, dwóch mężczyzn czy kobieta i mężczyzna, to zupełnie naturalne, że ci ludzie chcą się podzielić swoją miłością, sobą z kimś trzecim, najbliższym. W stu procentach. Tym kimś jest dla nas Antoś. To nie jest egoizm. Ciągle się mówi, że społeczeństwo jest homofobiczne, a ja tak naprawdę spotkałam się z dyskryminacją tylko raz. A. Oczywiście, dziecko często może być formą rekompensaty braku miłości czy sposobem na scalenie lub ratowanie związku. Tak, takie rzeczy mogą się zdarzyć, jednak podobne sytuacje mają miejsce również w związkach heteroseksualnych. Poza tym myślę, że w przypadku Antosia jeszcze nie można mówić o ostracyzmie czy społecznej dyskryminacji, jest za malutki. Naprawdę dobrze sobie wszystko przemyślałyśmy. Wiedziałyśmy, na jaki świat go sprowadzamy. Poza tym rodzina Adamsów może nie wiem jak się starać,

pienić i nadwyrężać – i tak lesbijki i geje będą mieć dzieci, bo prostu nikt nam tego nie zabroni. Mamy takie same prawa do rodzicielstwa jak inni i do głowy by mi nie przyszło, żeby pytać się kogokolwiek o zgodę. Inna rzecz – za jakieś 5-6 lat sytuacja w Polsce przecież może się zmienić. Nie boisz się, że na gorsze? A. Nie boję się. Widziałaś, co się działo na ostatniej Paradzie. Ile osób się do nas przyłączało. Różnych, zupełnie

Oczywiście, dziecko często może być formą rekompensaty braku miłości czy sposobem na scalenie lub ratowanie związku. Tak, takie rzeczy mogą się zdarzyć, jednak podobne sytuacje mają miejsce również w związkach heteroseksualnych. nie związanych ze środowiskiem. A widziałaś, ile par hetero było w tłumie? Ile ciężarnych kobiet? Społeczeństwo zaczyna dojrzewać do myśli, że w demokracji mniejszości mają takie same prawa jak większość. To w takiej Warszawie, jednak jeżeli rzecz by się działa w pięcio- dziesię3


ciotysięcznym miasteczku? Tam przecież jest o wiele gorzej. Geje i lesbijki czują się zupełnie osamotnieni. A. No tak, ale żeby tak nie było, mamy organizacje gejowskie, grupy wsparcia, fora dyskusyjne, portale. Żeby jakoś ze sobą być, chronić się wzajemnie, pomagać. Nawet poprzez internet. To też pomaga ludziom. Wciąż tworzy się nowe fora, grupy wsparcia. Między innymi dla takich rodziców jak my. A jest ich naprawdę bardzo dużo. Razem szybciej znajdziemy rozwiązanie. Musiałyście sobie jednak zdawać sprawę, że waszą trójkę czeka niełatwa droga. Długo podejmowałyście decyzję o sprowadzeniu Antosia na świat? E. Tak. Dojrzałyśmy do tej decyzji. Rozmawiałyśmy o tym. Co prawda zawsze wiedziałyśmy, że nie będzie łatwo, ale nie zakładałyśmy, że Antoś będzie miał przez to bardzo źle, że to będzie brzemię dla niego. Gdybyśmy tak zakładały, nigdy byśmy się nie zdecydowały na macierzyństwo. Wiem, że będzie dużo trudnych sytuacji dla niego i dla nas, jesteśmy na to przygotowane. Mamy wielu znajomych, również wśród osób heteroseksualnych. Dzięki nim nauczymy Antosia, że świat nie jest tylko czarno-biały, ale także w kolorach tęczy. Poza tym moja żona szuka kontaktów z homoseksualnymi rodzicami, buduje grupy wsparcia. Chcemy pokazać Antosiowi, że nie jest taki jedyny na świecie. Agatko, starasz się kontaktować zrodzicami podobnymi do Was?

A. Tak, podejmuję wiele starań by „scalić” środowiska homoseksualnych rodziców. W tej chwili jesteśmy na progu otworzenia FORUM DYSKUSYJNEGO dla osób homoseksualnych, które chcą mieć lub mają dzieci. Mamy ogromną ilość już zapisanych, a wciąż napływają zgłoszenia. Chcemy, by to FORUM stanowiło podstawę do wymiany doświadczeń, wspólnych spotkań, spędzania razem czasu. Będą na nim poruszane problemy osób,

Natomiast znajomi geje i lesbijki byli zdziwieni i tak naprawdę ciągle patrzą na nas z niedowierzaniem. To właśnie im muszę się tłumaczyć z „pomysłu na dziecko” – im, a nie tym, którzy przecież mogliby podchodzić sceptycznie. które starają się o dziecko, jak również tych, które już dzieci mają, a także problemy samych dzieci. Pomoże nam psycholog, będą też tam zamieszczane różne informacje ważne dla homo-rodziców. Jak można się zapisać na forum? Wystarczy napisać do mnie na adres: ptactwopolskie@gazeta.pl. Gdybyś miała udzielić jakiejś rady lesbijkom i gejom, którzy myślą o rodzicielstwie w Polsce, na co szczególnie chciałabyś ich uczulić? A. Przede wszystkim ważne jest, by dobrze sobie to przemyśleli. By nabrali pewności, że są na to

Uwaga konkurs! Hurrra! Właśnie ukazały się (nakładem Best Filmu) polskie wydania DVD brytyjskich seriali „Absolutnie Fantastyczne“ oraz „Mała Brytania“. Dla czytelników „Repliki“, którzy poprawnie odpowiedzą na pytania związane z tymi serialami, mamy do rozlosowania aż po pięć takich płyt! - Jeśli lepiej się czujesz w Anglii snobistycznych dzielnic, Christiana Lacroix i pitej butelkami Stolicznej, odpowiedz na pytanie: Jak ma na imię asystentka Ediny? - Jeśli wolisz raczej klimat Brytanię przaśnoobleśnych przedmieść, zatęchłych pubów i młodocianych przestępców, odpowiedz na pytanie: Jak ma na imię „the only gay in the village“? Odpowiedzi prosimy przesyłać na adres pawel@kampania.org.pl do dnia 15 sierpnia.

4

gotowi, że będą potrafili walczyć o dziecko. To najważniejsze. Co wówczas, dwa lata temu, skłoniło was do podjęcia decyzji o urodzeniu Antosia? A. Zegar biologiczny. I miłość. Bo to jest tak jak u Marii Dąbrowskiej w „Nocach i Dniach” – „tam, gdzie jest miłość, pojawia się dziecko”. E. Tak naprawdę chyba zawsze na to czekałyśmy. To jest nasze wymarzone życie. W zupełnie innych barwach. Czy może być coś cudowniejszego niż niedzielny poranek z małym brzdącem? Nasze śmiechy, zabawy, czytanie bajek, dzielenie się tym, co mamy i znamy najpiękniejszego z małą istotą? Brzmi sielankowo i trochę jak z haseł LPR-u, z tą różnicą, że ta rodzina to dwie kobiety i ich synek. Czy Antoś do was obu mówi „mamo”? E. Ja bardzo chciałam, żeby tak było, bo tak czuję, ale Agata postanowiła, że będzie lepiej, jeśli do mnie Antoś będzie mówił „mamo”, a do niej po imieniu. Albo w ogóle do nas obu po imieniu, chociaż nie chciałabym go pozbawiać radości mówienia „mamo” w ogóle... Czas pokaże. Czy to, że to ty rodziłaś wasze dziecko, spowodowało jakiś podział ról? Agata jest tą mamą od szalonych zabaw, zwariowanych pomysłów i niespodzianek. Uwielbiam patrzeć, jak się bawi z Antosiem. Ja pamiętam o jego porach jedzenia, szczepionkach, pieluchach, kosmetykach. Podział powstał naturalnie, ale chyba nie dlatego, że ja rodziłam Antosia – chodzi raczej o to, że spędzam z nim więcej czasu. A myślałyście o tym, by jakoś prawnie „scalić” waszą rodzinę? A. Jedynym rozwiązaniem byłoby zaadoptowanie przeze mnie Antosia. Wiąże się to z bardzo skomplikowanymi, nieprzyjemnymi procedurami. Może z czasem znajdziemy prostsze rozwiązanie. Zapewnicie małemu „wzorzec mężczyzny” i wszystkie te rzeczy, które stanowią przetargowy argu-


ment w dyskusji nad rodzicielstwem par jednopłciowych? E. Agata się trochę obawia, że Antoś nie będzie miał męskich wzorców, ale dla mnie jest to bezpodstawne. A. No, często wracamy do tego w dyskusjach. Dla mnie to ważne i chociaż sama mam sporo cech określanych jako męskie, typowych dla panów zainteresowań, takich jak futbol, majsterkowanie itp., to staram się, by Antoś spotykał się w swoim życiu z męskimi wzorcami. Wiemy, że im będzie starszy, tym częściej będziemy musiały mu to zapewnić. Ale to tak naprawdę nic trudnego. Mam kontakt w wieloma homo- i heteroseksualnymi rodzinami, mogę więc w każdej chwili zapytać o radę. Z drugiej strony, jak pisze Jeanette Winterson, „płeć to tylko ubranie”, nasz Antoś urodził się chłopcem, ale przede wszystkim jest człowiekiem, także chcę wychować go na mądrego, wrażliwego i silnego człowieka. Mężczyzną po prostu się stanie, gdy pozna kobietę lub mężczyznę którą/ którego pokocha. Poza tym tak naprawdę obecna era Wodnika promuje androgyniczność (cechę bogów). Dwupłciowość, również psychiczna, jest cechą ducha kreatywności i spełnienia, takiego zakończenia procesu jungowskiej indywiduacji – czyli stania się pełnią człowieka. Obecnie ciągle w mediach stawiamy sobie pytania o „męskość” i „kobiecość”, granice są coraz bardziej rozmyte. Macie wsparcie ze strony waszych rodzin? E. Różnie. Moja mama jest osobą bardzo dominującą, bardzo stanowczą. Powiedziała, że nigdy nie pogodzi się z tym, że jesteśmy razem. Ale kocha Antosia, przyjeżdża do niego, zaprasza nas do siebie. Rodzina Agaty jest bardzo otwarta. Jej ojciec podczas ostatnich świąt powiedział o Antosiu, że jest jego wnukiem, robił sobie z nim zdjęcia. Bawił się z nim bez końca Bardzo mnie tym wzruszył. A. O tak! Mój ojciec jest bardzo zakochany w Ewelinie i Antosiu. Prawdę mówiąc, ogromnie mnie zaskoczył. Mój ojciec to w sumie klasyczny przykład antysemity i homofoba, ale

odkąd jesteśmy z Eweliną i odkąd pojawił się Antoś, bardzo się zmienił.

de facto zostałaś rodzicem? Biorą to czasem pod uwagę?

Jak zareagowali znajomi na waszą decyzję i na fakt pojawienia się Antosia?

A. Prawdę mówiąc, nie. Wiedzą, że jestem rodzicem, ale jakoś stereotypowo podchodzą do podziału ról – ja jestem osobą, która przynosi pieniądze, Ewelina ma się opiekować dzieckiem. Jednak często rozmawiam w pracy o tym, co się dzieje z Antosiem, pytam o rady, sama też już ich mogę udzielać. Jest normalnie, tak jak powinno być.

E. To jest coś, co nas bardzo zaskoczyło, bo nasi heteroseksualni znajomi bardzo się ucieszyli. Dopingowali nas, byli z nami. Natomiast znajomi geje i lesbijki byli zdziwieni i tak naprawdę ciągle patrzą na nas z niedowierzaniem. To właśnie im muszę się tłumaczyć z „pomysłu na dziecko” – im, a nie tym, którzy przecież mogliby podchodzić sceptycznie. Przyznaję, że jest mi z tym czasami źle. A. Rzeczywiście, to było dziwne. Prawie wszyscy znajomi geje się przestraszyli. Ale to chyba typowy męski odruch paniki w sytuacji, kiedy ma się pojawić dziecko. Za to nasi heteroseksualni znajomi bardzo nas wspierali. Ewelina jest na urlopie macierzyńskim, ty pracujesz od świtu do nocy – czy w pracy wiedzą, że

Antoś idzie do żłobka. Będziecie rozmawiały z kierownictwem placówki o nietuzinkowości waszej rodziny? E. Niespecjalnie. Jedyne, co zrobimy, to poinformujemy żłobek, że obie mamy równe prawa do odbierania Antosia. Nie będziemy mówiły, że Antosia wychowują dwie lesbijki. Oczywiście, jeśli ktoś nas wprost zapyta lub jeśli zacznie panować jakaś niezdrowa atmosfera, to nie będziemy wymyślać kłamstw, tylko powiemy, jak jest. A szkoły później? 5


E. Też tak samo. Jeśli sytuacja będzie tego wymagała, to będziemy mówić otwarcie. Nie wyobrażam sobie tego inaczej. Ukrywanie się, kłamstwa? Po co? Poza tym, jak w tym czułby się Antoś? Tego też chcemy go nauczyć. Żeby był silny, żeby siebie akceptował. Żeby był otwarty. A sąsiedzi? A. W Warszawie miałyśmy bardzo fajnych sąsiadów. Starsze małżeństwo, które o nas wiedziało. Bardzo się nami opiekowali, pomagali, kupowali Antosiowi zabawki, nawet zabierali go do siebie. Płakali, gdy się stamtąd wyprowadzałyśmy. Na wsi, kupiłyśmy tam niedawno dom, będzie inaczej. Tam zachowujemy dużą ostrożność. Zresztą mieszkańcy sami dla siebie przyjęli wersję, że jesteśmy siostrami. A my nie zaprzeczamy.

Traktują nas jak jakieś cudo – jednak my tak naprawdę stanowimy rodzinę taką samą jak każda. Z tymi samymi problemami, radościami. Jesteśmy zwykłymi mamami. A dlaczego nie spytasz, czy Antoś będzie miał na przykład siostrzyczkę? Jednak myślę, że to generalizowanie, że Antoś ze względu na to, że ma dwie mamy, będzie predysponowany, by go nie akceptowano. Wcale się tego nie boję. Tak samo dokucza się okularnikom, piegusom, rudym. Jeśli stanie się coś nieprzyjemnego, to zwyczajnie pójdę porozmawiać z innymi rodzicami. I wiesz, wierzę, że uda mi się do nich dotrzeć. Doświadczenie mnie tego nauczyło. Poza tym dziecko otoczone miłością, akceptowane, traktowane z szacunkiem będzie miało bardzo wiele siły i wiary, by sprostać podobnym, nieprzyjemnym sytuacjom, a Antoś tę miłość od nas otrzyma. Ewelino, niedawno zdecydowałaś się na pojawienie się w programie Ewy Drzyzgi – „Rozmowy w toku”. Co cię do tego skłoniło? Jakie masz wrażenia po programie? E. Teraz mam mieszane uczucia. Troszkę żałuję, a trochę jestem zadowolona. Co mnie skłoniło? 6

Chciałam pokazać, że lesbijki mają i mogą mieć dzieci. Żeby ludzie, którzy to oglądają (tacy właśnie jak ci z naszej wioski) przekonali się, że „łola boga, gieje majom dzieci” – jak to kiedyś pani powiedziała w telewizji. A. Rzeczywiście, na początku nie chciałam, żeby Ewelina szła do tego programu. Nie podoba mi się jego formuła, ale zgodziłam się z jej decyzją i tak naprawdę byłam i jestem z niej bardzo dumna.

A adopcja? A. Jak najbardziej. Gdyby to było możliwe, to zaadaptowałybyśmy nie malutkie dziecko, tylko już starsze. Nam nie chodzi o to, by dziecko było „z nas”. Nam chodzi o miłość do niego. O rodzinę. Chcemy zwyczajnie kochać dziecko. Pomóc mu się wykształcić. Pomóc mu w życiu. Gdyby adopcja była możliwa, nie zdecydowałybyśmy się nawet na rodzenie Antosia. A jeśli kiedyś nie będziecie razem?

E. A dlaczego nie zapytasz o pierwszy ząbek Antosia, o to, jakimi lubi bawić się zabawkami, o jego pierwszy uśmiech? Ja wiem, że jesteśmy swoistym „wybrykiem natury” dla jednych ludzi, prekursorkami dla innych. Traktują nas jak jakieś cudo – jednak my tak naprawdę stanowimy rodzinę taką samą jak każda. Z tymi samymi problemami, radościami. Jesteśmy zwykłymi mamami. A dlaczego nie spytasz, czy Antoś będzie miał na przykład siostrzyczkę? Myślicie o drugim dziecku? E. No pewnie. Na razie nasza sytuacja finansowa musi się ustabilizować, poza tym ja jestem trochę zmęczona małym dzieckiem, ale fajnie by było mieć drugie. Tak, myślimy o tym. Zupełnie poważnie. A. Chciałybyśmy mieć małą Balbinkę, poza tym jeszcze trzech synków. Jednak wiemy, że nie wystarczy nam na to czasu. Jesteśmy coraz starsze.

Wbrew powszechnie panującej opinii, w Polsce osoba homoseksualna ma prawo przysposobić dziecko. Kodeks rodzinny i opiekuńczy (ustawa regulująca tryb i warunki przysposobienia) nie zakazuje osobom homoseksualnym ubiegania się o przysposobienie. Stawia jednak określone, dość wysokie wymagania takiej osobie. Natomiast para gejów lub lesbijek nie może wspólnie przysposobić małoletniego. Prawo do tego mają jedynie małżeństwa heteroseksualne.

E. Bycie razem ma tylko wtedy sens, kiedy się zakłada, że będzie się razem właśnie do końca życia – czyż nie? Zapewne cichutko każdy o tym marzy, ale mało kto się do tego przyznaje. Ale wróćmy do was: w zeszłym roku spotkałyśmy się na Paradzie Równości, w tym roku również – dlaczego tam byłyście? A. Poszłyśmy, żeby zaakcentować, że jesteśmy. Że się kochamy, że mamy dziecko i że jesteśmy rodziną. Myślę też, że nawet ci, którzy teraz nie chodzą na Parady, kiedyś dojrzeją, dotrze do niech to, co się dzieje wokoło, wkurzą się i pójdą. Po prostu każdy ma swój czas i próg wytrzymałości – jak w piosence Lombardu „Przeżyj to sam”. Nie można być obojętnym na jakiekolwiek przejawy dyskryminacji. To co, do następnej Parady? Za rok? A. Oczywiście!

Belgia Holandia Hiszpania Wielka Brytania Szwecja Dania* Islandia*

Kraje, w których pary gejów i lesbijek mają prawo do występowania z wnioskiem o wspólną adopcję dzieci źródło: http://www. ilga-europe.org/ europe/issues/ parenting

*tylko adopcja dziecka partnerki/partnera


zoom

Byłem dziewczyną Rozmawiał: Mariusz Kurc

Bartosz Żurawiecki – krytyk filmowy, recenzent „Filmu“ i „Przekroju“, autor powieści „Trzech panów w łóżku nie licząc kota. Romans pasywny“ (2005) oraz trzech dramatów zebranych w tomie „Erotica alla polacca“ (2005). W tekście „O tym, którego nie ma“ opublikowanym jesienią 2002 r., napisał: „Oczywiście, że jestem gejem, co deklaruję z pewną niechęcią, nie dlatego, że się wstydzę - po prostu chronicznie nie znoszę wszelkich etykietek i deklaracji (...). Ale się deklaruję, bo mam po dziurki w nosie z jednej strony różnych „życzliwych“, którzy pod płaszczykiem „bezstronnej tolerancji“ kryją wstydliwie własne upodobania, z drugiej – ignorantów od teologii, socjologii, psychologii itd., znających sprawę z trzeciej ręki. Np. Ręki Boskiej.“

Mariusz Kurc: Jak się czujesz jako wyautowany publicznie gej z prawie 4-letnim stażem? Bartosz Żurawiecki: Nie odczuwam jakiejś kolosalnej zmiany. Nie miałem żadnych nieprzyjemności. Robię to, co robiłem. Może gdybym mieszkał w małym, konserwatywnym miasteczku, byłoby inaczej, ale obracam się w środowisku liberalnym. Co cię popchnęło do publicznego ujawnienia się? Wkurwienie. „Oficjalną“ deklarację złożyłem w tekście „O tym, którego nie ma“. Był on moją reakcją na obłudną dyskusję, którą opublikowano w czasopiśmie katolickim „Więź“ (w lipcu 2002 r. – przyp. MK). Walnąłem pięścią w stół. Zaprotestowałem przeciwko temu, jak wygląda polska debata nt. homoseksualizmu. Debata, w której sami zainteresowani nie mieli prawa zabrania głosu. Na dyskusję o homoseksualizmie zapraszano do

Foto: Oiko Petersen

mediów psychologów, psychiatrów, księży itp., ale nigdy samych gejów i lesbijek. Dosyć miałem już bycia gejem z zakneblowanymi ustami. Niestety, mojego tekstu nie zdecydował się opublikować żaden tytuł wysokonakładowej prasy. Po kilku miesiącach, jesienią 2002 r., „O tym, którego nie ma“ ukazał się w niszowym piśmie „Bez Dogmatu“ a w 2004 r. – w książce „Homofobia po polsku“. „Więź“ jakoś zareagowała? Tak. Odpowiedzieli mi w duchu fałszywego zatroskania, którego nie znoszę. Że im smutno, że mam na pewno problemy psychiczne, a oni poczuli się zranieni. Potem prawie całość mojego tekstu ukazała się w ich książce „Męska rozmowa“ z podpisem „N.N.“ (nazwisko znane redakcji). Wściekłem się! Ja z tej przysłowiowej szafy wyszedłem, a oni próbowali mnie z powrotem do niej wepchnąć! Zmusiłem ich, by dodali do książki erratę informującą, kto jest autorem listu. Poczułeś po tym coming oucie ulgę, wyzwolenie? Nie, ja już się wyzwoliłem wcześniej. Ten coming out był bardziej postawieniem kropki nad „i“, niż jakimś początkiem. Kiedy powiedziałeś rodzicom? Gdy miałem 20 lat, ktoś powiedział o tym moim rodzicom. Ja jeszcze wtedy nie byłem gotowy na coming out, ale stało się. Był dramat i szlochy. Ale zaakceptowali cię? Byłem wtedy w ogóle w permanentnym konflikcie z rodzicami. Chciałem

się wybić na niepodległość i ten przymusowy coming out mi w tym pomógł. Ich pierwsza reakcja była jednoznacznie negatywna, histeryczna. Natychmiast wyprowadziłem się z domu do mojego chłopaka. Doszedłem do może trochę okrutnego wniosku, że od pewnego momentu to rodzice bardziej potrzebują nas niż my ich. Ja już wtedy byłem samodzielny, na dodatek zakochany… Po dwóch tygodniach to rodzice wyszli z inicjatywą unormowania stosunków. Jaka konkretnie była ta ich pierwsza histeryczna reakcja? Na przykład ojciec zażądał, żebym się przebadał, czy nie mam AIDS. Kategorycznie odmówiłem. To było zupełnie absurdalne, zwłaszcza że ja wtedy miałem bardzo skromne doświadczenie seksualne. I żebym poszedł do seksuologa się leczyć. A ja już wtedy świetnie wiedziałem, że homoseksualizm nie jest chorobą. Sam się dokształcałeś? Chodziłem do liceum w drugiej połowie lat 80, studia zacząłem w pamiętnym roku 1989. Nie było internetu, nie było czasopism gejowskich, kluby może i jakieś w Pozna7


niu podziemne działały, ale jako chłopiec z dobrego domu i tak nigdy bym do nich się nie wybrał. „Zmagałem się“ więc z homoseksualizmem intelektualnie i... raczej samotnie. Odkryłem Prousta, Geneta, Iwaszkiewicza... Obejrzałem „Kabaret“, filmy Pasoliniego, „Sunday, Bloody Sunday“ Schlesingera. Pamiętasz jakieś inne swoje znaczące coming outy? Nie bardzo. To, że jestem gejem, jakoś wynikało samo z siebie – zaczęliśmy wszędzie bywać razem z Maćkiem, nie kryliśmy, że jesteśmy parą… Z drugiej strony, ja jestem dość introwertyczny i wydawało mi się, że nie ma potrzeby zaznaczania swojej orientacji seksualnej. Potem przekonałem się, że to był błąd. Wszystko, czego nie powiesz, może zostać użyte przeciwko tobie. Póki jasno się nie określisz jako gej – nie istniejesz i wysłuchujesz mnóstwa docinków, jakichś aluzyjek. Albo jesteś wpychany w heteronormę i musisz się tłumaczyć, dlaczego nie masz dziewczyny itd. Dlatego razem z Robertem Biedroniem, Jackiem Kochanowskim, Sławkiem Królakiem i innymi osobami założyłem Kampanię Przeciw Homofobii. Zacząłem odczuwać potrzebę, by homofobii postawić tamę. Skąd się ta potrzeba bierze? Z rozwoju świadomości. Nie jestem typem gościa, który chce opowiadać o sobie masom w talk showach. Co nie znaczy, że będę tolerował homofobiczne uwagi. Ostatnio uderzyły mnie wypowiedzi gejów w czasopiśmie „Brief“. Są oni np. przeciwni paradom, bo „najpierw trzeba pokazać społeczeństwu, że jesteśmy normalnymi ludźmi“. A wszyscy wypowiadali się anonimowo! Z jak niskim po8

czuciem własnej wartości muszą ci ludzie żyć, skoro tak bardzo chcą społeczeństwu cokolwiek udowadniać, tak bardzo zabiegają o jego łaskę, o certyfikat „normalności“. Na dodatek nie zdają sobie sprawy, że oni nigdy nie będą „tacy sami“ jak większość społeczeństwa. Zawsze będą trochę inni. I bardzo dobrze. Poza tym, społeczeństwo to nie jest obcy twór, jakaś uprzywilejowana większość. Także i my jesteśmy częścią społeczeństwa. Czy napisanie „Trzech panów w łóżku nie licząc kota“, twojej pierwszej powieści, też było wynikiem „rozwoju świadomości“? W naszej kulturze brakuje gejowskiego głosu. Nie ma świadectwa, że istniejemy. Postanowiłem tę lukę wypełniać na tyle, na ile mogę. Zawsze gardziłem zakłamaniem i hipokryzją, czyli tym, co jest fundamentem polskości. Zresztą, pisanie w manierze Iwaszkiewicza, w poetyce „niewyrażalnego pożądania“, byłoby teraz śmieszne. Dziś, gdy rozmawiamy, mija tydzień od Parady Równości w Warszawie, na której byłeś. Jakie masz wrażenia? Bardzo dobre, zwłaszcza że było spokojnie. Ale większość mediów zachowała się jak zwykle głupio, doszukując się afery. Cieszę się, że dzięki paradom organizacje gej/les przestały być traktowane jak pokątne marginalne klubiki. Cieszę się, że jest rezolucja Parlamentu Europejskiego potępiająca homofobię. Z drugiej strony, drażni mnie postawa niektórych działaczy, którzy mówią, że na przyszłość trzeba się jeszcze bardziej unormować, trzeba np. wyrzucić anarchistów, bo psują nam wizerunek, „schować“ te drag queens... Chętnie zobaczyłbym jeszcze więcej drag queens za rok.

Sam też lubisz przebieranki? W szkole na Prima Aprilis nie miałem nigdy żadnych problemów, by przebrać się w damskie ciuchy. Mówiono mi, że mam delikatną, dziewczęcą urodę i bardzo mi się ten komplement podobał. Zawsze było mi bliżej do świata „kobiecego“ niż „męskiego“. Przypomina mi się pewne zdarzenie z pierwszych lat podstawówki. Byłem wtedy egzaltowanym religijnie dzieckiem i gdy nadeszła informacja o konkursie wiedzy na temat Maryi organizowanym przez ojców salezjanów, siostra-katechetka, której byłem pupilkiem, wytypowała mnie do udziału w nim. Po konkursie przyniosła mi pamiątkowe zdjęcie uczestników. Zacząłem je uważnie studiować i w końcu mój wzrok padł na pewną dziewczynkę, której sobie nie przypominałem. Przypatrzyłem się uważnie i w końcu doznałem olśnienia: „ach, to przecież ja!“. Wtedy po raz pierwszy spojrzałem na siebie z dystansu, jak na inną osobę. Czułeś się odmieńcem? Tak, zdecydowanie. Pewnego razu, w trzeciej czy czwartej klasie podstawówki nasza klasa dostała zadanie powyrywania chwastów z jakiegoś trawnika. Podzielono się na dwie rywalizujące grupy – dziewczynki i chłopcy. Nie miałem najmniejszej ochoty na głupią rywalizację. Naturalne wydawało mi się, że będę te chwasty wyrywał razem z dziewczynkami, bo z nimi się głównie przyjaźniłem. I co się stało? Chłopcy okrzyknęli mnie zdrajcą, a dziewczynki uznały mnie za piątą kolumnę – stwierdziły, że na pewno chcę wyrywać chwasty z „ich“ miejsca tylko po to, by znosić je na kupkę chłopców. A więc trochę nie pasowałem do żadnej z płci. Nie mam transseksualnych potrzeb. Po prostu ciasno pojmowana męskość jest dla mnie nieatrakcyjna. Parę lat temu napisałeś w jednym z artykułów, że „chciałbyś być Catherine Deneuve“. A któż by nie chciał?! Specjalne podziękowania dla kina Muranów.


poradnia Większość gejów i lesbijek w Polsce ukrywa prawdę o swojej orientacji seksualnej przed swoimi pracodawcami oraz kolegami i koleżankami z pracy. Jednakże czasami bywa, że ktoś „życzliwy“ pomoże nam w coming oucie w miejscu pracy i nasza orientacja staje się tajemnicą poliszynela. Coraz częściej także zdarza się, że osoby homoseksualne nie obawiają się ujawnienia swojej tożsamości psychoseksualnej i wprost informują swoich przełożonych i współpracowników o swoim życiu. Z reakcją otoczenia na te informacje bywa różnie. Niestety, niejednokrotnie zdarza się, że geje i lesbijki spotykają się z wrogimi i homofobicznymi reakcjami kolegów i koleżanek. Czasami, w ekstremalnych przypadkach, homofobia w pracy przybiera wręcz rozmiary przestępstwa. Jak zatem skutecznie bronić się przed takimi zachowaniami i jak dochodzić swoich naruszonych praw? Należy pamiętać, że wszelka dyskryminacja w zatrudnieniu, także ze względu na orientację seksualną, jest bardzo wyraźnie zabroniona. Stanowi tak najważniejszy polski akt prawny

Prześladowanie w pracy to także dyskryminacja Tekst: Krzysztof Śmiszek

regulujący stosunki prawne w zatrudnieniu, jakim jest Kodeks pracy. Kodeks ten uznaje homofobiczne zachowania w zakładzie pracy za dyskryminację. Wrogie zachowanie pracodawcy, czy też współpracowników motywowane homoseksualną orientacją innego pracownika może przybrać różne formy - od słownych zaczepek i niewybrednych żartów aż po psychiczną i fizyczną przemoc. Polskie prawo pracy zobowiązuje każdego pracodawcę do uczynienia zakładu pracy środowiskiem wolnym od dyskryminacji i przyjaznym wszystkim osobom, także gejom i lesbijkom. Tak więc pierwszym krokiem w dochodzeniu swoich praw jest zgłoszenie tego faktu (najlepiej na piśmie) przez ofiarę dyskryminacji bezpośredniemu przełożonemu. W przypadku braku stanowczej lub skutecznej reakcji ze strony pracodawcy każdy, kto czuje się ofiarą dyskryminacji ze względu na orientację seksualną może wnieść sprawę do sądu pracy i domagać się odszkodowania za nierówne traktowanie. Jeżeli dyskryminacja przyjmuje drastyczną formę, można oczywiście zgłosić ten fakt na policję lub do prokuratury. Ważne jest, aby ofiara dyskryminacji zachowała dowody np.

w postaci obraźliwych listów lub emaili, które otrzymywała od pracodawcy czy współpracowników. Bardzo dużą wartość dowodową będą miały także zeznania świadków, którzy mogliby potwierdzić informacje dyskryminowanego pracownika. Należy pamiętać, że osoba dyskryminowana powinna tylko uprawdopodobnić fakt zaistnienia dyskryminacji. Nowe przepisy prawa pracy przerzuciły ciężar udowodnienia niedyskryminowania na pracodawcę. Na koniec, należy pamiętać, że skorzystanie z przysługującego prawa do wniesienia pozwu o odszkodowanie do sądu pracy nie może być powodem do gorszego traktowania pracownika. Prawo pracy w bardzo skuteczny sposób chroni pracowników przed zemstą i odwetem ze strony pracodawców za wystąpienie przeciwko nim, dając możliwość ponownego wystąpienia do sądu o ochronę przed takim działaniem.

Poradnictwo prawne dla ofiar dyskryminacji Jesteś dyskryminowana/dyskryminowany z powodu swojej orientacji seksualnej? Jesteś ofiarą przemocy z tego powodu? Chcesz dochodzić swoich praw, ale nie orientujesz się w gąszczu przepisów? Grupa Prawna Kampanii Przeciw Homofobii prowadzi bezpłatne stacjonarne poradnictwo prawne dla ofiar dyskryminacji na tle orientacji seksualnej. Zakres udzielanych porad prawnych obejmuje prawo pracy, prawo karne, cywilne, mieszkaniowe i administracyjne. Dyżury naszych prawników odbywają się w środę i czwartek każdego tygodnia w godzinach 18.00-20.00 w siedzibie naszej organizacji, ul. Wołoska 58/62 m. 5, Warszawa. Zachęcamy do korzystania z ich usług, najlepiej po wcześniejszym kontakcie telefonicznym (22 423 64 38) lub e-mailowym: prawnik@kampania.org.pl. Porady prawne udzielane są drogą elektroniczną pocztową, stacjonarnie oraz w wyjątkowych wypadkach – telefonicznie. Więcej informacji na www.mojeprawa.info Poradnictwo prawne Kampanii Przeciw Homofobii jest dofinansowane przez Fundację im. Stefana Batorego.

9


Tekst: Radek Oliwa

Parlament Europejski przyjął większością głosów rezolucję w sprawie nasilenia przemocy powodowanej rasizmem i homofobią w Europie. Dokument wyjątkowy. Parlament zachował się jak spokojny starzec, który nagle uderzył pięścią w stół i powiedział zdecydowanym głosem „dosyć“. Nic dziwnego, że odezwały się nożyce. Najbardziej dyplomatycznie zachował się premier Marcinkiewicz, który zdążył się już zorientować, że jego prywatne fobie powinny pozostać w zaciszu mieszkania. Zaprzeczył zarzutom sformułowanym przez PE i zaprosił europarlamentarzystów do naszego tolerancyjnego kraju. Do tego wszystkiego uśmiech numer pięć i wszystko gra. Nie ma problemu, więc i tematu nie ma. Zareagowali też główni bohaterowie dokumentu, czyli politycy Ligi Polskich Rodzin. Giertych i jego ekipa postawili jak zwykle na rozrywkę. Sygnatariusze rezolucji nie tylko są w błędzie, lecz na dodatek nie są uprawnieni do jakiejkolwiek krytyki naszego kraju. Poniżanie pedałów i lesbijek to przecież wewnętrzna sprawa Polski.

Były też liczne wypowiedzi innych osobistości, które dokumentu PE nigdy nie ujrzały. Wnioskując z ich zarzutów, europarlamentarzyści uznali naród Polski za bandę rasistów. Może zamiast wyciągać tego rodzaju wnioski, warto byłoby przeczytać zaledwie siedmiostronicowy dokument PE. „Parlament Europejski mając na uwadze, że w związku z planami przeprowadzenia w Warszawie marszu na rzecz praw osób homoseksualnych od członka partii rządzącej w Polsce wyszły wezwania do otwartej przemocy o charakterze homofobicznym, apeluje do Rady o osiągnięcie porozumienia w sprawie wyraźnego rozszerzenia tej decyzji (w sprawie zwalczania rasizmu i ksenofobii – przyp. red.) na przestępstwa na tle homofobii“ – czytamy w projekcie rezolucji. „UE powinna podjąć odpowiednie środki dla wyrażenia swych obaw, a zwłaszcza zajęcia się kwestią udziału w rządzie Ligi Polskich Rodzin“ – oto kolejny fragment. Pada też nazwa innej kontrowersyjnej instytucji: „Parlament Europejski jest poważnie zaniepokojony ogólnym wzrostem nietolerancji (...) w Polsce, co jest częściowo wywołane przez takie platformy religijne, jak Radio Maryja“. Ten ostatni fragment był najczęściej cytowany przez wypowiadających się polityków. Szkoda tylko, że wszyscy wypowiadający się kończyli w połowie zdania. PE nie krytykował Polaków, nie zarzucał nam braku tolerancji. Sygnatariusze rezolucji zaatakowali Ligę Polskich Rodzin oraz Radio Maryja – „instytucje“, które także w Polsce uważane są za bardzo kontrowersyjne. Politycy mają z góry rozpisane role. Role polskich polityków należą do ról tragikomicznych – trudno. Mnie zaniepokoiła wypowiedź innej osoby. Oto rzecznik praw obywatelskich dr Janusz Kochanowski stwierdził: „nie można dopuszczać do sytuacji, w której dyskryminowany

10

Dodatek sponsorowany przez Fundację Róży Luksemburg

politycznie

Rzeczpospolita nierezolutna

zaczyna być brak odmienności (...) brak wystarczającego entuzjazmu dla postulatów osób o innej orientacji seksualnej nie może być nazywany homofobią“. Z jednej strony ucieszyłem się, gdy przeczytałem w prasie o wypowiedzi RPO – przynajmniej wiem, że pan Kochanowski. Z drugiej strony, wypowiedź ta mnie także zasmuciła. Gdzie był pan Kochanowski, gdy poseł W. z Ligi Polskich Rodzin chciał pałować gejów? Czy grupa bandytów, która zaatakowała demonstracje w Krakowie i w Warszawie cechowała się po prostu „brakiem wystarczającego entuzjazmu dla postulatów“ osób homoseksualnych? W Polsce ostatnie wybory wygrała prawica. Nikt nie oczekuje od koalicji rządzącej przełomowych ustaw dotyczących praw mniejszości seksualnych. Nie może być jednak zgody na obelżywe wypowiedzi, które słyszymy na nasz temat od polskich polityków. Padły ostre słowa. Kto chce, może je uznać nawet za zbyt ostre. Rezolucja mogła być równocześnie okazją do nawiązania dialogu. Histeryczna reakcja polskich polityków dialog ten uniemożliwia. „Wprowadzanie do języka debaty europejskiej pojęć takich jak homofobia, to wprowadzanie do Europy języka skrajnych środowisk homoseksualnych, języka, który dyskwalifikuje całą moralną tradycję judeochrześcijańską“ – powiedział Marszałek Jurek. Niech on w tym artykule ma ostatnie zdanie – tak będzie zabawniej. Post scriptum: Korzystając z okazji pragnę przypomnieć, że biuro rzecznika praw obywatelskich jest odpowiednią instytucją dla tych, którzy czują się dyskryminowani z powodu swojej orientacji seksualnej. Informacje dotyczące składania skarg do biura rzecznika opublikowane zostały na stronie: http://rzecznik.innastrona.pl


politycznie

Zmienione oblicze Parady Tekst: Robert Biedroń

Foto: Agnieszka Kraska

ce osób wyszło na ulice Warszawy, by pokazać swój sprzeciw wobec łamania prawa. Organizacje gejowsko-lesbijskie złożyły pozew przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W sprawę zaangażowały się autorytety prawne, politycy, dziennikarze. Dzięki determinacji organizacji gejowsko-lesbijskich prawo o zgromadzeniach – poprzez wyroki Trybunału Konstytucyjnego oraz Naczelnego Sądu Administracyjnego – zostało zmienione. Dzisiaj żadna władza lokalna nie może arbitralnie zakazywać pokojowej demonstracji tylko dlatego, że nie zgadza się z głoszonymi podczas niej poglądami. Słowa posłanki SLD Joanny Senyszyn, będące nawiązaniem do historycznej wypowiedzi Jana Pawła II, wywołały histerię prawicy. „Niech ta parada odmieni oblicze ziemi, tej ziemi“ - powiedziała podczas Parady Równości posłanka. Obok niej młodzieńcy spod znaku neofaszystowskich bojówek wrzeszczeli „Wyp…lać“. Słowa te nie wywołały niczyjej histerii. Przyzwyczailiśmy się już w naszym kraju, że geja i lesbijkę można obrażać. Dwie drag queens, które przyjechały na Paradę Równości z Chicago, siedząc na platformie otwierającej marsz, starały się nie zwracać uwagi na jajka i kamienie, którymi rzucali chłopcy spod znaku swastyki. Ich słów na szczęście amerykańskie dziewczyny nie rozumiały.

szło ulicami Warszawy - bez kamieni, sensacji, przemocy. Było wesoło i kolorowo, chociaż nasze hasła i postulaty były poważne. Podobnie było w 2002 i 2003 roku. Jednak w następnym roku, roku wyborów do europarlamentu, pojawił się Lech Kaczyński, ówczesny prezydent stolicy. Nastraszył społeczeństwo, że jeśli zezwoli na Paradę, będziemy widzieli obscenę i publiczny seks, „promocję“ homoseksualizmu i obnoszenie się ze swoim zboczeniem. Zadziałało partia Kaczyńskiego zdobyła trzecie miejsce w wyborach do Parlamentu Europejskiego, LPR drugie. Okazało się, że na lęku przed gejami i lesbijkami można zrobić polityczny interes. Więc Kaczyńscy grali dalej. W 2005 roku ponownie zakazano Parady. Ale wtedy tysią-

Parada Równości z roku na rok jest coraz większa. Jej rozmiary tak przerażają środowiska prawicy, że liczba uczestników i uczestniczek tegorocznej Parady została w niektórych mediach specjalnie zaniżona. Siła oddziaływania warszawskiej manifestacji jest tak duża, że wzbudza emocje na wiele tygodni przed nią i po niej. Prowokuje do zastanowienia się nad naszym stosunkiem do inności, negatywnymi stereotypami i uprzedzeniami. Według sondażu TVN24 aż 75% polskich gospodarstw domowych dyskutowało o Paradzie Równości. Czy chcemy więc, czy nie – o Paradach, gejach i lesbijkach rozmawiamy. To siła takich manifestacji. Nie możemy przejść obok nich obojętnie – może więc warto się przyłączyć?

Parada Równości w bólach wywalczyła sobie miejsce w kalendarzu warszawskich imprez. To wielkie zwycięstwo nie tylko naszego środowiska. To zwycięstwo demokracji i szacunku dla praw i wolności obywatelskich w kraju, w którym wartości te są często negowane. Pamiętam pierwszą Paradę Równości w 2001 roku. 300 osób przeDodatek sponsorowany przez Fundację Róży Luksemburg

11


wokół

Fobie posła Wierzejskiego „Władze Warszawy nie mogą dać zgody na ten przemarsz! Jeżeli dewianci zaczną demonstrować, to należy dolać im pałą“ – takie słowa wypowiedział Wojciech Wierzejski z LPR dla „Życia Warszawy“ do artykułu o Paradzie Równości. W dalszej części swojej opinii Wierzejski stwierdził, że nic go nie obchodzi, że mają przyjechać jacyś politycy z Niemiec, gdyż zdaniem posła LPR „to nie są żadni poważni politycy, tylko geje“. Co z nimi zrobić? „Jak dostaną parę pał, to drugi raz nie przyjadą. Gej to przecież z definicji tchórz“ – powiedział Wierzejski. W swoim liście z 12 maja br. skierowanym do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro i ministra spraw wewPrawo do sztucznego zapłodnienia dla lesbijek w Danii Duńskie lesbijki i kobiety samotne będą mogły skorzystać ze sztucznego zapłodnienia – tak 24 maja zdecydował parlament Danii. „Osoby homoseksualne od lat były dyskryminowane przez publiczny system opieki zdrowotnej“ – powiedział Kamal Qureshi z Socjalistycznej Partii Ludowej, która poparła projekt. „Teraz się to skończyło. Lesbijki i równouprawnienie odniosły dziś w Danii zwycięstwo“. Terminu wejścia w życie nowej ustawy jeszcze nie ustalono; najpierw podkomisja parlamentarna musi zdecydować, czy rząd będzie płacił za sztuczne zapładnianie lesbijek, tak jak płaci za to w przypadku kobiet heteroseksualnych. Warto wspomnieć, że Dania jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła w 1989 roku związki partnerskie osób homoseksualnych. Państwowy Kościół luterański uznaje te związki, ale ślubów nie udziela (24.05.06). 12

nętrznych i administracji Ludwika Dorna Wierzejski stwierdził, że „powszechnie wiadome jest, że środowiska homoseksualne programowo zainteresowane są upowszechnianiem postaw dewiacyjnych wśród młodzieży, oraz – co gorsza – powiązane są ze światem quasi-przestępczym o charakterze m.in. pedofilskim“. Poseł Wierzejski zwrócił się do wspomnianych ministrów z zapytaniem „czy i jak dalece sięgają powiązania organizacji gejowsko-lesbijskich ze środowiskami pedofilskimi i zorganizowanym światem mafii narkotykowej; jakie są legalne i nielegalne źródła finansowania tych organizacji oraz jak daleko sięga penetracja tych organizacji w polskich szkołach“. Prokuratura Krajowa stwierdziła jednak, że nie ma danych na temat powiązań organizacji gejowsko-lesbijskich ze światem przestępczym. Mega Gay Pride w Sao Paulo Parada Gay Pride w największym mieście Brazylii Sao Paulo przyciągnęła w sobotę 17 czerwca rekordową w skali świata liczbę od 2,5 mln do 3 mln uczestników. Zorganizowana pod hasłem „Homofobia to przestępstwo“ parada skoncentrowała się – tak jak w minionych latach – na głównej alei metropolii, Avenida Paulista. Tam właśnie przy dźwiękach samby przejechały samochody z tancerzami. Jej uczestnicy po raz kolejny domagali się legalizacji związków osób tej samej płci, które są legalne jedynie w stanie Rio Grande do Sul. Dziesięć lat temu w pierwszej paradzie w Sao Paulo wzięło udział zaledwie 2 tys. uczestników, a w zeszłym roku prawie dwa miliony. Brazylia jest najludniejszym (182 miliony mieszkańców) krajem katolickim na świecie. Kościół sprzeciwia się małżeństwa gejowskim. W Sao Paulo funkcjonuje ok.100 barów, restauracji i klubów przeznaczonych głównie dla gejów (18.06.06).

Prokuratorzy w całym kraju przez 3 tygodnie sprawdzali, czy organizacje i środowiska homoseksualne są powiązane z grupami pedofilskimi. Nie znaleźli na to żadnych dowodów. Skandalicznymi wypowiedziami Wojciecha Wierzejskiego zainteresowała się międzynarodowa organizacja pozarządowa Human Rights Watch, która w liście skierowanym do premiera Kazimierza Marcinkiewicza 5 czerwca stwierdziła, że niedawne groźby części polskich polityków wymierzone przeciw działaczom i środowiskom lesbijek, gejów, osób bi- i transseksualnych zagrażają podstawowym prawom nas wszystkich oraz domaga się od premiera Marcinkiewicza publicznego odżegnania się od wszelkich gróźb kierowanych pod adresem organizacji LGBT i potępienia działań oczerniających te środowiska (16.06.06). Serdecznie zapraszamy wszystkie Panie do Mazowieckiej Szkoły Edukacji Pozarz��dowej dla Kobiet! U nas nauczysz się, jak założyć i prowadzić organizację pozarządową. Chcesz zmienić coś wokół siebie? Zdobyć pasjonującą pracę? Wykorzystaj Twoją szansę na zatrudnienie! Weź udział w jednej z trzech, bezpłatnych edycji Szkoły: - wrzesień-grudzień 2006 - luty-maj 2007 - lipiec-październik 2007 Oferujemy ciekawe, praktyczne zajęcia w przyjaznej atmosferze i w niewielkich grupach. Warunkiem uczestnictwa jest posiadanie statusu bezrobotnej i zameldowanie na terenie województwa mazowieckiego. Szczegółowe informacje na stronie www.szkola-kampania.org.pl. Na pytania i zgłoszenia czekamy pod numerem telefonu: 0-22 423 64 38 oraz adresem mailowym: szkola@kampania.org.pl.

Projekt finansowany przez Europejski Fundusz Społeczny (SPO RZL). Matronat: Fundacja Feminoteka

Teksty: Agnieszka Szpak


orgi

Banki przyjazne gejom i lesbijkom W przeprowadzonej rok temu przez Magazyn Gejblade.pl ankiecie o polskich bankach ich klienci – geje i lesbijki – mieli sprzeczne opinie, który z banków jest im przyjazny, a często wpisywali komentarz: nie ma takiego. O tym, czy bank można uznać za przyjazny osobom homoseksualnym, decyduje m.in.: czy doradcy traktują jawnie homoseksualne osoby z szacunkiem, czy usługi bankowe uwzględniają, że pary mogą być także jednopłciowe, czy bank podejmuje kampanie reklamowe kierowane

Teksty: Michał Hucał Agnieszka Kłos

do gejów i lesbijek, a także jak jej pracownicy o takiej orientacji traktowani są wewnątrz firmy. Wśród organizacji mniejszości seksualnych powstała właśnie nowa, która chce zająć się uczynieniem banków i firm z innych branż bardziej przyjaznymi gejom i lesbijkom – Towarzystwo Ekonomiczne na rzecz Gejów i Lesbijek (TEGL). Organizatorzy przewidują powstanie kilku grup zajmujących się różnymi sektorami, ale pierwszą z nich będzie grupa bankowa. Komitet założycielski liczy bowiem kilku pracowników banków w

Foto: Jerzy Piątek

kraju, ale inicjatorzy liczą na włączenie się do prac Towarzystwa wszystkich osób, którym bliskie są jego cele – nie tylko w zakresie bankowości. Towarzystwo działa w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Jego członkami są nie tylko osoby homoseksualne, lecz takie, które są zainteresowane potencjałem ekonomicznym segmentu GLBT oraz zwalczaniem homofobii w środowisku pracy. Kontakt: tegl@gejblade.pl www.gejblade.pl/tegl

W stadzie raźniej Od świńskich stron w internecie do świńskich ryjków do jedzenia. Świński temat kręci nie tylko facetów, którzy po świńsku dowcipkują i piją. Świńskie myśli, robienie świńskich rzeczy. Świństwo robi kolosalną karierę. Zwłaszcza wśród dziewczyn. Towarzystwo miejskich świń powołały do życia dziewczyny z Wrocławia. U podłoża ich przemian w brudaski i rzekomo leniwe, głupie świnie leży bunt ideologiczny. Świnie protestują i domagają się głośno większej swobody wyboru i zaspokajania apetytu. Na życie i seks. Nie pamiętają, kiedy dokładnie zaczęły świntuszyć. Motyw świni zdominował ich życie po lekturze książki Marie Darrieussecq zatytułowanej „Świństwo“. Po przeczytaniu tej surrealistycznej bajki z 1996 roku o przemianie bohaterki w świnię epitet „ty świnio“ brzmi w ich ustach niemal pieszczotliwie. Trudno się dziwić. Lektura feministycznej książeczki, która uczy bezgranicznej wolności w stosunku do własnego ciała, działa kojąco. Społeczeństwo wyznacza ci normę, której trudno sprostać? Zostań maciorą, lochą, prosiaczkiem i żyj w zgodzie z własną naturą.

Miejskie świnie w swoich ulicznych marszach i działaniach nawiązują do burleski, komedii i działań słynnej w ruchu podziemnym lat 80. Pomarańczowej Alternatywy. Chcą, żeby ludzie zauważyli związek między kobietami i świniami. – Na co dzień świnie wykorzystuje się równie bezwzględnie co kobiety – przekonują. – Pozbawia się je możliwości swobodnego ruchu, niewoli, zmusza do jedzenia świństw, a potem zabija i ćwiartuje zgodnie z tabelą. Podobnie traktuje się w społeczeństwie niektóre kobiety. Patrzy się na nie jak na najniżej stojące „zwierzę“ w drabinie społecznej. Takiej eksploatacji mamy dość – dodają.

Zorganizowały kolorowy marsz z ryjami na poznańskim deptaku, występowały na legendarnym poznańskim skłocie Rozbrat, promowały kolejny numer pisma literackiego „Rita Baum“ we Wrocławiu. Marsz świń przeszedł do historii II Festiwalu Młodej Sztuki „Wrocławnonstop“ w 2005 roku. Dziewczyny z nieformalnej grupy zaanektowały do swoich happeningów budynki Starego Browaru. Ich działania zostały utrwalone przez jedną z amerykańskich ekip filmowych i jako reportaż trafiły do telewizji za Ocean. Kontakt: miejskie.swinie@gmail.com Cały tekst na: www.replika.kampania.org.pl 13


Teksty: Douillet Yga Kostrzewa

Foto: Oiko Petersen

GiLołazy

roku – w weekend Bożego Ciała – oraz we wrześniu. Na BC jest mniej turystyki, za to więcej zabawy.

W schronisku na Krawców Wierchu para w średnim wieku ze zdziwieniem obserwuje, jak malutka jadalnia wypełnia się wyłącznie męskim tłumem. Zaciekawiony turysta pyta, czy jesteśmy zakonnikami, ale gdy tylko słyszy rozmowy o najnowszej płycie Kylie Minogue i zauważa połyskujący od deszczu kolczyk w uchu jednego z „zakonników“, już WIE. Żartuje (było to tuż po pierwszym zakazie parady wydanym przez Kaczyńskiego): „A dostaliście od burmistrza Żywca zezwolenie na wiec?“. Na szczęście GiL nie potrzebuje żadnych pozwoleń... Wszystko zaczęło się w marcu 1997 roku. Miłośnik gór Hiker zamieścił w „Inaczej“ ogłoszenie, że poszukuje kompanów do aktywnego wypoczynku. Pierwsza 5-osobowa grupa wyruszyła w Pasmo Babiogórskie. Tak narodził się ruch „Geje i Lesbijki“. Początki były trudne. Obecnie nie sposób sobie wyobrazić zorganizowania wyjazdu bez komórki i dostępu do internetu. Dziewięć lat temu dochodziło do, dziś wspominanych jako zabawne, ale wówczas niezbyt przyjemnych sytuacji, gdy np. przez kiepską pogodę GiLowcy, czescy czy słowaccy, spóźniali się na umówione z Polakami spotkanie i obie Zapraszamy do Lambdy Warszawa w wakacje

Podczas nadchodzących gorących dni wakacyjnych Lambda Warszawa oferuje m.in. spotkania w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego. 15 lipca: „Różowe lata“ (reż. Alain Berliner), 1997. Ludovic jest siedmioletnim chłopcem, przebiera się w ubrania matki i twierdzi, że chciałby zostać dziewczynką. 14

orgi

grupy przez wiele godzin szukały się w górach. W GiL-u każdy znajdzie coś dla siebie. Obok sekcji górskiej, wysokogórskiej czy Extreme (naprawdę trudne górki, niekoniecznie w Europie) są też: narciarska, kolarska czy kajakowa. Na stronie www.klubgil.net nie tylko można sprawdzić plan najbliższych wypraw, ale też zaproponować swoją wycieczkę czy dać ogłoszenie o poszukiwaniu kompanów na żagle lub rower. Obok wyjazdów typowo turystycznych organizowane są też: wiGiLia, GiLwester czy GiLkanoc. GiL jest też zaprzyjaźniony z imprezą „Boskie Ciała“, organizowaną dwa razy do

Nikt nie prowadzi statystyk, ale jeśli przyjąć, że co roku odbywa się 10-12 wyjazdów, to GiL ma na swoim koncie już ponad setkę wypraw. Na każdej stawia się średnio od 3 do 15 osób, niestety przeważnie samych panów, choć organizatorzy nieustająco zapewniają, że dziewczyny są mile widziane. Chyba tylko na wyjeździe w Góry Świętokrzyskie udział płci rozłożył się po połowie. Jeśli część grupy po kilkugodzinnym marszu woli sobie odpocząć na polance, nie ma problemu. W tym czasie stare grotołazy zdobywają szczyt i po godzinie dwie grupy wracają razem do schroniska. Pewien wysiłek jest oczywiście wymagany, ale wspaniała atmosfera i poczucie wspólnoty wynagradzają podejście pod każdą stromiznę. Najlepszy dowód – na wyprawach GiL-a zawiązała się niejedna przyjaźń i powstał niejeden związek.

22 lipca: „Żyć szybko, umierać młodo“ (reż. Roger Avary), 2002, Niemcy/USA. Amerykański college w Nowej Anglii. Piątka przyjaciół prowadzi łatwe życie bez zobowiązań – wśród nich jest biseksualny Paul borykający się z uzależnieniem od marihuany.

którego uroki zaczyna właśnie poznawać, jest jak kiepska sztuka.

29 lipca: „Querelle“ (reż. R. Fassbinder). Brest – francuski port, gdzie rozgrywa się akcja filmu, to miejsce magiczne, kipiące zmysłowością... Na ląd schodzi ze statku młody marynarz o imieniu równie niezwykłym, jak on sam: Querelle. Portowe życie,

Ponadto będzie działał Telefon Zaufania od wtorku do piątku w godz. 18:00-21:00, tel. 0-22 628-52-22.

Spotkania rozpoczynają się w soboty zawsze o godzinie 18:00 w siedzibie Stowarzyszenia Lambda Warszawa, Warszawa, ul. Hoża 50 lok. 40. e-mail: dkf@lambda.org.pl

Zapraszamy też na spotkania naszych grup, bliższe informacje na stronie www.lambda.org.pl


Tekst: Michał Minałto

O wiele mądrzejsze ode mnie głowy już dawno zauważyły, że sport niesie wielkie znaczenie społeczne. Pozornie błahostka – czym jest sport w porównaniu z wojnami czy problemami gospodarczymi. A jednak. Dziwnym trafem osiem lat temu Francja mistrzostwa w piłce wygrała jako państwo – gospodarz. Może to przypadek, ale te kilka lat po wygranej były okresem względnego spokoju w tym kraju. A także poczucia wspólnoty - wszyscy byli dumni, że są Francuzami, że sprzyjali tej fantastycznej zwycięskiej drużynie. Mistrzostwa świata „odwaliły“ wychowanie patriotyczne wśród najbardziej opornych lepiej niż wszelkie potencjalne Instytuty Wychowania. Sport integruje. Sport pokazuje wspólnotę. Bo ludzie w ich psychice, w naszej psychice, potrzebują wspólnoty. Jesteśmy stadni. Sport, niby błahostka, niczym teatr czy kino, taki niewinny, pełni fantastyczną rolę społeczną. Dowody mają Państwo przed sobą. Jak fantastycznie czuli się Francuzi po zwycięstwie? Jakie sukcesy odnieśli w „poważniejszych“ dziedzinach po zdobyciu pucharu? Wymieniać? Nie będę zanudzał. A dlaczego pani Otylia Jędrzejczak odniosła najwspanialsze sukcesy tuż po „fali“ Małysza? Socjologowie nie od dziś wiedzą, jak wspaniałą machinę nakręcają sukcesy sportowe. Zadowolenie, które procentuje w pracy, tej, co przekłada się na PKB. To chyba ważne dla pokolenia 1200 brutto. Futbol to pewien wizerunek państ-

wa. Francja wygrała, bo wiedziała, że opłaca się wybudować stadion na 50 tys. widzów w 40 tys. mieście Lens. Wiedziała, że kibice stworzą kluby sportowe i koszt stadionu zwróci się choćby kosztami zaoszczędzonymi na problemach zdrowotnych, jakie by czekały tych samych kibiców, gdyby nie „moda na zdrowie“, na sport, wywołana przez mistrzostwa. Kosztami zaoszczędzonymi na znajdowaniu „na siłę“ hobby kibicom. Tymczasem w Polsce zamiast budowy stadionów i promowania sportu na wuefach jako zdrowego trybu życia, funduje się nam i naszej młodzieży inne atrakcje. W szkołach - wychowanie w patriotyzmie. Kto będzie lepszym polskim idolem? Pan na zdjęciu w zakurzonej książce czy zdolna gwiazda sportu? Kto lepiej wszystkich zintegruje? Na nikogo się nie wypnie? Zamiast budowania wspólnoty o zdrową rywalizację sportową mamy budowanie wspólnoty w poczuciu wykluczania. Już nie wystarcza nam wykluczanie tych, którzy tradycyjnie byli wykluczani, więc ich miejsce niech zajmą choćby osoby homoseksualne.

Foto: Oiko Petersen

Wróćmy do sportu. Jak dobrze, że np. Lambda w Warszawie promuje integrację poprzez sport, organizując niedzielny pedalski basen. Chwała wszelkim homiczym górołazom, kajakarzom, siatkarzom i piłkarkom. Dziewuchy, chłopaki, ukłony po pas. Sport to jest narzędzie. Dla nas, dla naszego samopoczucia, dla wspólnotowości. Czasami warto pobiegać za piłką małą czy dużą, niż wysiadywać mądrości na kolejnej konferencji queer w zatęchłej atmosferze. Warto pójść w góry, niż kisić się w hałasie na kolejnej „exklózywnej“ imprezie. Wspominani przeze mnie i chwaleni Francuzi przegrali w Korei i Japonii na mistrzostwach, bo piłkarze, zamiast na sporcie, skupili się na występowaniu w reklamach. Nasze państwo jak na razie występuje w reklamach. Reklamy to też sport, wie o tym Krystyna z gazowni. Ale gdzie tu fair play? My bądźmy prawdziwymi gwiazdami sportu. Jak fantastyczni Brazylijczycy czy Argentyńczycy, którzy, jak na razie, zaprezentowali najwspanialsze piłkarskie widowisko. A nasza bramka, wbrew nawet panom politykom, to akceptacja i związki partnerskie. My strzelamy lepiej niż Rasiak! Ja i Mundial: Boję się latających piłek

25%

Zawsze stałem (stałam) na bramce

9,44%

W Mundialu najlepsze jest piwo i orzeszki

5,56%

Stroje piłkarzy powinny być bardziej seksowne

22,22%

Mundial wyzwala zwierzęce instynkty

12,78%

Pytania są tendencyjne

25%

Ankieta z portalu homiki.pl

alert

Co ty wiesz o kopaniu?

15


Tekst: Marcin Sobczyk

Od jakiegoś czasu ponownie wzrasta liczba zakażeń HIV w Polsce. Przez ponad 20 lat epidemii, która nas podobno tak szczęśliwie ominęła, nauczyliśmy się żyć ze świadomością, że można się w miarę skutecznie leczyć, że ten wirus nie jest już niebezpieczny, i że nie jest już stygmatyzującym śmiertelnym zagrożeniem, a ledwie jedną z wielu chorób przewlekłych. Ale on wciąż zabija. Do końca maja tego roku zgłoszono 10.150 zakażeń, a 816 spośród 1.778 chorych na AIDS zmarło. Wg Krajowego Centrum ds. AIDS, aby otrzymać faktyczną liczbę zakażonych, trzeba oficjalne dane pomnożyć przez trzy, co wciąż pokazuje, że HIV w Polsce jest daleko mniejszym problemem niż u sąsiadów, tak na wschodzie, jak i zachodzie. Tymczasem atmosfera ciszy wokół HIV/AIDS sprawia, że wiele osób zaczyna bagatelizować wirusa, myśląc, że wystarczy wziąć parę tabletek, by pozbyć się problemu. Wielu zaś w ogóle nie zaprząta sobie tym głowy i podejmuje ryzykowne zachowania, nie wierząc w zagrożenie.

Foto: Oiko Petersen

Wstyd się przyznać „Zaraziłem się na studiach, pewnie przy ćwiczeniach“, powiedział mi niedoszły lekarz, lat 33. Ale jego były chłopak nie potwierdza tej wersji, malując dość rozwiązły portret swojego byłego partnera. Według ostatnich danych, notuje się wzrost zakażeń wśród heteroseksualistów, a wśród nowo zakażonych grupy mężczyzn hetero- i homoseksualnych są mniej więcej równe. Mimo swojego uspokajającego wydźwięku, te dane powinny alarmować. W końcu wśród ogółu mężczyzn tylko ok. 5 procent to geje. W całym zachodnim świecie, również w Polsce, wzrasta też liczba zachorowań na syfilis wśród gejów. Mimo znacznie większej zakaźności tej choroby, oznacza to, że coraz większa grupa gejów prezerwatywami się specjalnie nie przejmuje. Fuck flu Jest też spora grupa takich, którzy wręcz chcą się zarazić albo chcą zarazić innych. Jest ich tak dużo, że doczekali się własnego określenia – bug chasers (szukający robaka – to ci, którzy chcą się zarazić) i gift gi-

Lesbijki a HIV Bezpieczniejszy seks i ryzyko zakażenia wirusem HIV to sprawy, o których większość lesbijek nie myśli zbyt wiele. Wynika to z niebezpiecznego przesądu, że nie można zakazić się HIV poprzez lesbijskie kontakty seksualne. Tymczasem bycie lesbijką nie działa jak prezerwatywa. Wiele lesbijek miało heteroseksualne kontakty z mężczyznami, jeszcze przed ujawnieniem. Bycie lesbijką nie usuwa automatycznie ryzykownych rzeczy, które robiły przedtem. Niestety, nie chroni też przed gwałtem. Homoseksualne kobiety mogą się zakazić i zakażają się HIV przez ryzykowne praktyki seksualne czy wspólne używanie tych samych igieł i strzykawek. Zakażenie jest możliwe, gdy zainfekowane wirusem HIV płyny ustrojowe, takie jak krew, mleko kobiece lub wydzielina pochwy i szyjki macicy, dostaną się do organizmu partnerki – np. poprzez wstrzyknięcie zakażonej krwi lub sztuczne zapłodnienie, lub też poprzez kontakt płynów z błoną śluzową. Zakażenie może nastąpić podczas seksu oralnego w czasie menstruacji lub wspólne używanie "zabawek" seksualnych służących do penetracji.

16

alert

HIV wciąż zabija

vers (obdarzający). HIV jako dar? W tym środowisku jest on traktowany prawie jak zwycięski plemnik. „O tak, teraz będziesz miał moje brudne aidsowe dzieci!“ opisuje swoje seksualne podboje seropozytywny homoseksualista. Po ok. sześciu tygodniach następuje „fuck flu“ – postosunkowa grypa. Nazywa się bezpiecznie. Ale ta „grypa“ to ostra choroba retrowirusowa, bardzo gwałtowna reakcja organizmu na pojawienie się w nim wirusa HIV. „Dziewięć dni (po stosunku z zakażonym) zaczęła mnie boleć głowa. Fuck flu bardzo mnie dotknęła. Ale mimo tego odczuwanego bólu, tylko się uśmiechałem. Wirus przejął kontrolę nad moim ciałem, a ja byłem twardy i gotowy“, napisał internauta na portalu dla chcących się zarazić, barebackbug.net. Zwykle ostra choroba retrowirusowa przychodzi do sześciu tygodni od zarażenia. Większość nowych zarażonych bagatelizuje ją, myśląc, że to grypa, i zaraża kolejne osoby. Część zaraża zupełnie świadomie. Portal dla bug chaserów pełen jest starych i zupełnie nowych opisów przypadków zakażeń HIV, wszystkie wśród dość rozwiązłych ludzi, z których wielu zaraża również osoby nieświadome co do statusu HIV swojego przypadkowego partnera seksualnego. Niektórzy, korzystając z anonimowości internetu, przyznają się, że kłamią i nie ujawniają swojego zakażenia, byleby tylko przekazać wirusa dalej i wprowadzić prawdopodobnie niezakażonego partnera do „POZ brotherhood“, czyli „bractwa pozytywnych“. Artykuł 161 KK „Kto, wiedząc, że jest zarażony wirusem HIV, naraża bezpośrednio inną osobę na takie zarażenie podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech“. Tak mówi kodeks karny, ale


nych leków). Ta terapia umożliwia nałożenie kagańca na HIV i zahamowanie replikacji wirusa, aż do stanu niewykrywalności dostępnymi obecnie testami. Umożliwia normalne życie. Ale tylko niektórym. W bardzo wielu przypadkach pojawia się lekooporność i wirus ponownie się namnaża. Sama terapia łączy się z ryzykiem wielu powikłań, od złego samopoczucia i wysypki po uszkodzenie wątroby. Życie z HIV łączy się też z upokorzeniami. Wiele HIV-dodatnich osób wspomina o problemach nawet z leczeniem zębów.

w ostatnich latach, poza przypadkami desperatów szarpiących się z policjantami, nie było w Polsce spraw sądowych, w których zarażony skarżyłby zarażającego. A przecież ze statystyk wynika, że w Polsce prawie codziennie jeden gej zaraża drugiego. Często jednak ilość partnerów seksualnych nie pozwala na ustalenie, od kogo HIV się złapało. Większość ludzi nie jest też pewna swojego zdrowia i regularnie się nie bada. W Polsce, poza bardzo ograniczonymi w zasięgu warsztatami organizowanymi swego czasu przez Lambdę, nie są również podejmowane żadne działania zachęcające w szczególności środowisko homoseksualne do świadomych wyborów w kwestii HIV. Ostatnia kampania Krajowego Centrum ds. AIDS, „ABC zapobiegania AIDS“, ograniczyła się do przedstawienia ogółowi społeczeństwa trzech istniejących możliwości. „Proponujemy A – Abstynencję seksualną, B – zachęcamy do Bycia wiernym jednemu partnerowi, C – nawołujemy do zabezpieCzania się prezerwatywą“, mówiła na konferencji prasowej Anna Marzec-Bogusławska, dyrektorka Krajowego Centrum ds. AIDS. „Namawiamy też do zrobienia testu w kierunku HIV, jeśli ktoś chociaż raz zmienił partnera seksualnego lub miał inne ryzykowne zachowania“.

Ale ta oferta, szczególnie jej opcje A i B popierane przez społeczną naukę Kościoła, może nie być najbardziej skuteczna w grupie, która zaraża się najczęściej – ludzi w najbardziej aktywnym seksualnie wieku 18-29 lat. Z pewnością nie przejmą się nią również bug chaserzy. Strój kosmonautki W Polsce każdy, kto się do leczenia kwalifikuje, nawet jeśli nie jest ubezpieczony, ma prawo do bezpłatnej terapii HAART (Highly Active Anti-Retroviral Therapy, czyli leczenia koktajlem róż-

„Ówczesna wiceminister zdrowia przysyłała samochód, który przywoził (mieszkańców ośrodka dla HIVdodatnich) do Warszawy do dentysty. Tam czekała pani ubrana w strój kosmonautki“, wspomina w niedawnym artykule w Rzeczpospolitej Wojciech, sześćdziesięciolatek, który żyje z wirusem już dwadzieścia lat. Najgroźniejsze jednak jest to, że jest dwudziestotysięczna grupa Polaków, którzy nie wiedzą, że mają HIV. Żaden z trzech Polaków, u których w maju rozpoznano pełnoobjawowy AIDS, nie był wcześniej leczony, a dwóch z nich najprawdopodobniej nie wiedziało o swoim zakażeniu zanim nie zachorowali na AIDS. W kontaktach z nimi nikt nie ubierał stroju kosmonauty. Część uprawiała z nimi seks bez prezerwatywy. Dowiedzą się o tym dopiero za kilka lat.

Nikt Cię nie rozumie? Sprawdź nas! Wsparcie psychologiczne w KPH Czy kiedykolwiek czułeś lub czułaś, że chcesz z kimś porozmawiać, ale nie bardzo widziałeś/wiedziałaś z kim? A może pojawiały Ci się w głowie pytania, których nikomu nie zadawałeś/zadawałaś, bo myślałeś/ myślałaś, że nikt nie potraktuje Cię poważnie? Albo że i tak nikt nie będzie umiał na nie odpowiedzieć? Spróbuj zadać je nam. Nie gwarantujemy, że znajdziemy odpowiedź, ale obiecujemy, że będziemy jej szukać razem z Tobą. Psycholodzy pracujący w Kampanii Przeciw Homofobii są do Twojej dyspozycji. Jeśli chcesz podzielić się czymś wspaniałym, co właśnie Ci się przydarzyło albo czujesz, że wszystko idzie nie tak i masz ochotę ponarzekać albo po prostu pragniesz pogadać - czekamy na Ciebie. Postaramy się wysłuchać Ciebie i pomóc. Napisz: psycholog@kampania.org.pl lub zadzwoń (22) 423 64 38 i umów się na konsultację. Konsultacje odbywają się w siedzibie KPH w Warszawie, Wołoska 58/62 m 5 - nie wyznaczamy konkretnych dni i godzin, ale postaramy się dopasować do Twojego czasu. Konsultacje są bezpłatne. Jeśli nie jesteś z Warszawy i trudno Ci do nas dotrzeć, możesz również umówić się z nami na rozmowę przez skype'a. Możesz czuć się bezpiecznie - wszystko, co powiesz lub napiszesz, zostaje tylko między Tobą a psychologiem!

17


Tekst: Grzegorz Południak

Niebo jest błękitne, a trawa zielona. Taki jest już „naturalny“ porządek rzeczy. Wszędzie wokół nas zobaczyć można więcej przykładów potwierdzających ten wręcz cudowny ład. Prawie każda cząstka naszej rzeczywistości ma swoje „naturalnie“ określone miejsce i role. Kobiety są z natury wrażliwe, delikatne i uczuciowe. Mężczyźni odważni, silni i zimnokrwiści. Tak to już „naturalnie“ zostało ustawione, tak wygląda „normalny“ świat. Jest absolutnie zrozumiałe, iż jakiekolwiek odstępstwo od tego „naturalnego“ porządku budzi strach i niepokój. Pewne zaniepokojenie, a u wielu także i przerażenie wywołuje kobieta z wąsami. Mężczyzna z makijażem budzi często nie tylko pogardę, ale również strach i, co się z tym wiąże, agresję. Są to być może bardzo radykalne przykłady odstępstw od „naturalnego“ porządku, mam nadzieję jednak, iż uwidaczniają wyraźnie zasady tego ładu. „Naturalnych“ zasad łamać nikt dobrowolnie nie może. Nasze miejsce na świecie jest dokładnie zdefiniowane i nie mamy prawa wyboru do samowolnego określenia swoich ról. Taki system myślenia powoduje, że większość ludzi jest przekonana, iż kobieta powinna wychowywać potomstwo, a najlepszymi prezydentami, dyrektorami i generałami wielkich armii są mężczyźni. Taki bowiem jest „naturalny“ porządek. Tak to już wszystko zostało stworzone i ustalone. Łamanie tych zasad prowadzi do wynaturzeń i tragedii. Na szczęście jednak jest pewna grupa ludzi, która uważa, że te „naturalne“ zasady nie mają nic wspólnego z naturą i należy, a nawet powinno się je łamać. Chwała 18

queer

Dlaczego zniewieściałe cioty nie powinny wylegiwać się n a z i e l o n e j t r a w c e ? Foto: Oiko Petersen

im za odwagę i poświęcenie. Dziwi mnie jednak wielce, czemuż to wielu moich przyjaciół gejów twierdzi, iż porządku tego naruszać nie należy. Pomagają go wręcz podtrzymywać i wzmacniać. Jak wielu z was twierdzi, że są „normalnymi facetami“? Jak często słyszycie, że Mirek czy Marek to zwykła zniewieściała ciota? Dlaczego, jeżeli ktoś nie budzi skojarzeń, uznawane jest to za zaletę? I co to właściwie znaczy budzić skojarzenia? Odpowiedz jest prosta: każda zniewieściała i zmanierowana ciota budzi skojarzenia.

Zniewieściałe cioty budzą pogardę, czasami śmiech. Są mężczyznami, powinny zatem być odpowiednio do swoich „naturalnych“ ról męskie. Odważyły się zatem złamać „naturalne“ zasady, zaburzają „naturalny“ ład. Nie podporządkowują się swoim „naturalnym“ rolom. Muszą wobec tego zostać ukarane. Negatywna ocena, wyśmiewanie i pogarda to sposób, w jaki nasze środowisko karze zniewieściale cioty za złe prowadzenie się. Nie rozumiem, dlaczego nie widzimy,

jak szkodliwe i bezsensowne jest takie rozumowanie. Czy naprawdę tak zupełnie świadomie i na poważnie chcemy funkcjonować w takim modelu rzeczywistości? Czy tak szczerze wierzymy, iż należy brać udział w tej tragicznej zabawie? Twierdząc, że przegięte pedały są żałosne, stajemy się częścią „naturalnego“ porządku, opartego na nietolerancji i opresji. Dziwi mnie to tym bardziej, że dla nas gejów w tym wyimaginowanym „naturalnym“ ładzie po prostu nie ma miejsca. Mężczyzna, który uprawia seks z drugim mężczyzną, łamie podstawowe zasady „naturalnego“ porządku. Jego czyny są nie tylko śmieszne, ale też odrażające i jak to dobrze wiemy, wiele osób w naszym kraju uważa, iż zasługuje on na surową karę. Z takim rozumowaniem nikt z nas zgodzić się nie może. Z drugiej jednak strony, nie chcemy zauważyć, iż nasze wypowiedzi wpisują się idealnie w ten model postrzegania świata. Przekroczenie „naturalnych“ ról powinno być uznawane za „nienormalne“ i karane. Na zakończenie proszę o chwilę refleksji. Zastanówmy się, jak bardzo chcemy podtrzymywać iluzję „naturalnych“ praw, które odwiecznie rządzą naszym światem. Być może nie mają one nic wspólnego z zieloną trawą i niebieskim niebem, za to wiele z potrzebą społecznej kontroli, która sprowadza się do opresji. Jeżeli jednak nie zgodzicie się z taką perspektywą, następnym razem, gdy zobaczycie swojego ośmioletniego siostrzeńca bawiącego się lalkami, w te pędy zabierzcie go do psychiatry. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że wyrośnie na przegiętą ciotę. A takiego odstępstwa od „naturalnych“ praw chyba byśmy nie chcieli.


spoza

Ryby Tekst: Anka Konieczna

Jestem – powiedzmy to na początek – szczęśliwą posiadaczką waginy. Mam wielu znajomych i przyjaciół gejów, którzy – dodajmy dla jasności – tego organu nie mają. Przebywając wśród nich, czuję się lubiana, rozumiana, akceptowana, szanowana. Prędzej czy później jednak zawsze słyszę coś w rodzaju: „Naprawdę, z rybami mieszkasz?“ (do współlokatora pary lesbijek). „I co, zatykasz nos, jak one się bzykają?“ Wyznanie dzielnej duszy, że przed coming outem uprawiała seks z kobietą, wita zbiorowe: „Fuj!“. Widmo kobiecych narządów płciowych, wyobrażonych z wielkim zabarwieniem emocjonalnym – ohydne, oślizgłe, rybie – zawisa nad moimi rozmówcami. Widmo ma rolę do spełnienia: łączy, podsuwa wspólny temat, rozładowuje napięcie. Dlaczego akurat waginy? Wydawałoby mi się przecież naturalne, że dla homoseksualnych mężczyzn kobiece ciało jest obojętne, nie stanowi interesującego obiektu obserwacji czy przemyśleń. Można sięgnąć po wyjaśnienie uniwersalne wszystkich problemów na linii geje – kobiety i uznać po prostu, że ktoś, kto w hierarchii społecznej plasuje się dość nisko, zawsze będzie dążył do odreagowania na kimś, czyja pozycja jest jeszcze gorsza; kobiety

Foto: Oiko Petersen Krzysztof Nowiński

stoją niżej niż geje. To jednak tylko jedna z przyczyn. Odraza wobec kobiecości, zwłaszcza nakierowana tam, gdzie ta kobiecość jest najbardziej dosłowna i zwierzęca, jest uniwersalną metodą podkreślania i kreowania własnej męskości. Mężczyźni, choćby nie wiem jak wspaniale przegięci, wychowywani są do roli płciowej definiowanej jako „nie bycie babą“. Podkreślanie więc swojej odrazy do kobiecego ciała stanowi kontynuację tego mechanizmu, jest sposobem obwieszczania, że jest się mężczyzną, i to mężczyzną męskim, cokolwiek ma to oznaczać. Powiedzieć

wani takiemu praniu mózgów nabierają dość odrażającego wyobrażenia o kobiecych organach płciowych, które przecież dla większości z nich pozostają poza obszarem bezpośredniego doświadczenia.

trzeba też, że rzeczywistość dookoła nas sprzysięga się, żeby wytworzyć obraz kobiecego ciała jako nieczystego, obfitującego w niepożądane wydzieliny, wymagającego bezustannej kontroli i korekty – stąd niekończące się reklamy specjanych mydeł, płynów do higieny intymnej, wkładek absorbujących, obsesyjne dbanie o „świeżość“. Trudno się dziwić, że i geje podda-

tej pedalskiej koszuli…“. Nie uważałbyś, że coś tu nie gra? I o tym: jeśli heteroseksualny mężczyzna wyrazi się z odrazą o seksie między dwoma mężczyznami, posypią mu się na głowę gromy za homofobię. Dlaczego w takim razie jest w porządku, jeśli niektórzy geje nie potrafią wypowiedzieć słowa „łechtaczka“ bez wykrzywiania twarzy z obrzydzenia?

Słysząc takie komentarze moich znajomych, obruszam się bardziej czy mniej serio. „Ania, przecież my tylko tak żartujemy!“, „Przepraszam, nie wiedziałem, że Tobie to przeszkadza!“. Ja wiem, rozumiem, nie obrażam się. Tylko pomyśl o tym: gdybyś usłyszał, jak twój heteroseksualny przyjaciel opowiada o kimś: „…no i przylazł w

19


powidło

Tekst: Anna Stachelska

Nie po drodze

wy do miejsc (sklepów, kawiarni, mydlarni i innych „gadżeciarni“) rzadko dostępnych dla zwykłych śmiertelników z racji swego ekskluzywnego charakteru. Nie jest jednak tak źle – niech czytelnik nie czuje się gorszy: znajdzie on na dole strony mały druczek z informacją o adresach tudzież godzinach otwarcia tychże miejsc. Zresztą co tam rzeczy i miejsca… Każdy najbardziej pragnie być kochany i doceniany. Toteż po wyprawach na sklepowe łowy znani spędzają wieczory z przyjaciółmi. I nie ma znaczenia, kto jak się ubrał, bo przecież wszyscy i tak się kochają. I tu jest pies pogrzebany, bo trudniej pokochać kogoś, komu gumka od majtek z odpowiednią inskrypcją nie wystaje z dżinsów.

- Męczy mnie już to gadanie o ciotach. Zrobiliśmy się strasznie modni i g… z tego mamy. Każdy szanujący się brukowiec kolorową flagą powiewa, ciota tu, ciota tam, jacy ci geje są słodcy, zabawni. No i świetnie, bo tak wygląda moje prawdziwe życie: jestem kolorowy i trendy, ale wiecznie w ukryciu i pod płaszczykiem posiadania dziewczyny… - Pod płaszczykiem to ty masz "dziewczyno" coś całkiem imponującego, kiedyś podejrzałam, więc nie narzekaj. A propos trendów, powiedz mi, co o tym sądzisz. Podałam przyjacielowi kolorowy dodatek do „Financial Times'a“ pod przekorną nazwą: „How to Spend It“. Piękna gra słów; ktoś na pierwszy rzut oka mógłby pomyśleć, że tu radzą, jak spędzić weekend, ale tak naprawdę rzecz w tym, jak wydać kasę w weekend. Całe spektrum rzeczy i miejsc modnych, pożądanych i wygodnych. Wskazałam na ostatnią stronę, gdzie znani i lubiani opowiadają, jak spędzają weekendy. Otóż obfitują one w wypra20

Piotr przeczytał zwierzenia znanego (przez przypadek akurat geja) i posmutniał lekko. - Wcale nie jest tak łatwo się wyróżnić. Gdzie nie spojrzę, tam błyszczą paski, mrugają komórki, łypią kolorowe soczewki, migają metki... Skąd ci ludzie mają na to kasę, przecież czasem ode mnie nawet pożyczają na czynsz. Poza tym mam fatalny nastrój, bo zaczęły mi się robić zmarszczki, popatrz, jakie olbrzymie - Piotr wyszczerzył zęby, demonstrując monstrualne kurze, a może nawet i kacze łapki – Zarabiam 1600. Wczoraj kupiłem krem pod oczy za 300, a przydałby się jeszcze jakiś fajny ciuszek przed sobotą… - No, kochany, ja wiem, że Rupert Everett używa właśnie tego kremu, co stoi w twojej łazience, ale uwierz mi, że on przede wszystkim ćwiczy mięśnie twarzy, a to, jaki krem wklepie, ma drugorzędne znaczenie. Tak samo i ciuszek: będzie ładny, jak będzie leżał na fajnym tyłeczku, choćby był z żorżety. - No właśnie, to dlaczego nikt nie

wylansuje żorżety bez metki? Zostałoby mi na książki… - Bo tanich rzeczy nikomu nie opłaca się lansować. Tak samo jak ćwiczeń przeciwzmarszczkowych. Ani książki, ani twój tyłek w żorżecie, ani czynsz, ani twoja twarz nie znaczą dla lansera nic. On tylko marzy, byś chciał być popularny, a to zyskasz dzięki wiadomym paskom i koszulkom albo jak wstrzykniesz sobie botoks u najbardziej wziętego chirurga plastycznego w Polsce. Wszystkie twoje potrzeby wewnętrzne są dla lansera cholernie daleko i nie po drodze. Wracając jednak do początku, do prawdziwego życia, do tego twojego płaszczyka… Piotr ziewnął i zaczął przeglądać cudowne zdjęcia cieszące oko, więc ja na to wyłączyłam „Fashion TV“ i postanowiliśmy, że skoczymy kupić jakieś ciuszki. Po rozum do głowy pójdziemy innym razem, teraz nam jakoś nie po drodze. Lepiej się gra Houston Comets oraz Sheryl Swoopes zostały okrzyknięte parą Dziesięciolecia WNBA (Amerykańskiego Stowarzyszenia Koszykarek). Sheryl, która trzy razy otrzymała tytuł MVP (Najlepsza Koszykarka ligi WNBA) mówi, że nigdy nie grało jej się tak dobrze, jak podczas tych ośmiu miesięcy, które minęły od jej coming outu. W wywiadzie dla „Sports Illustrated Hoops“ powiedziała, że wsparcie, które otrzymała od fanów i współzawodniczek, było fenomenalne. „Przed ujawnieniem się, kiedy mnie przedstawiano przed grą, słyszałam z trybun pojedyncze oklaski. Teraz dostaję owacje na stojąco i to nie tylko od gejów czy lesbijek. To bardzo budujące“, przyznaje sportsmenka.


kulturka

Festiwal filmów gej/les w ramach Dni Równości

Na festiwalu „Teddy on Tour in Warsaw“, zorganizowanym przez Fundację Równości i kino Luna w dniach od 11 do 15 czerwca, były filmy krótkometrażowe i długometrażowe, dokumentalne i fabularne, dobre i złe, ale nawet te drugie – interesujące. Rozczarowała niska frekwencja. Imprezę otworzył pokaz „Kochanków z Marony“ Izabelli Cywińskiej wg opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza (patrz: recenzja, str. 22). Kazimierzowi Kutzowi, senatorowi RP i reżyserowi, wręczono nagrodę „Tolerancja“ przyznaną przez „Weimarski Trójkąt Gejowski“ – inicjatywę zrzeszającą organizacje LGBTQ z Francji, Niemiec i Polski. „Ostatnio w Polsce rozum chyba przysnął i obudziły się demony. Trudno mi zrozumieć, jak wielu Polaków może łączyć głęboką wiarę z jeszcze głębszą nienawiścią“ skonstatował reżyser, błyskając na koniec lekko czarnym humorem: „Chciałbym, aby na moim pogrzebie niesiono nagrodę >>Tolerancja<< za trumną“. Trzon programu stanowiły filmy prezentowane wcześniej na Międzynarodowym Festiwalu w Berlinie, gdzie od 20 już lat przyznawana jest – dziełom poruszającym tematykę mniejszości seksualnych – nagroda Teddy. Wieland Speck, pomysłodawca i organizator Teddy (który szczycił się, że pierwszymi laureatami nagrody byli – wówczas słabo znani – reżyserzy: Pedro Almodovar i Gus Van Sant), a także reżyser, towarzyszył widzom przez większą część warszawskiej imprezy. Na rozgrzewkę Speck pokazał nam występ wspaniałej Niny Hagen z tegorocznej ceremonii wręczenia nagród Teddy oraz inauguracyjne przemówienie Klausa Wowereita, burmistrza Berlina, który zasłynął niegdyś publiczną deklaracją: „Jestem gejem i tak jest dobrze“. Potem obejrzeliśmy nagrodzone w Berlinie świetne krótkometrażówki: m.in. niemieckie

Teddy On Tour In Warsaw Tekst: Mariusz Kurc

„Bohaterki miłości“ Natalie Perciller i Lily Besilly o zabawnych perypetiach erotycznych dwóch żołnierek, amerykańskie „Alkali, Iowa“ Marka Christophera o tym, jak młody farmer wychowywany przez dziadka-quasifaszystę odkrywa gejowską przeszłość swego zmarłego ojca oraz błyskotliwego „Trevora“ Peggy'ego Rajski o chłopcu w wieku szkolnym zakochanym w starszym koledze i w... Dianie Ross. Gdyby natomiast do oscarowych kategorii dodano Best Coming-Out, 4-minutowa „Uroczystość“ Daniela Stedmana nie miałaby chyba żadnej konkurencji. Fantastyczna była też „Letnia sukienka“ Françoisa Ozona, który w 15 minutach zmieścił nieprawdopodobny ładunek zmysłowości i seksualnej ambiwalencji. Pokazano także w Lunie kilka dokumentów, nie zawsze dobrych warsztatowo, ale i tak interesujących. Historie wyautowanych niemieckich gejów żyjących na wsiach i w małych miasteczkach („Nie znam nikogo takiego – sam wśród heretyków“ Jochena Hecka) wlokły się bez końca, choć od czasu do czasu potrafiły wstrząsnąć – np. wypowiedzią jednej z matek: „Miałam kiedyś psa homoseksualistę, zabiłam go. Teraz dowiedziałam się, że mój syn jest homoseksualistą. Nie mogę go zabić, co więc mam zrobić?“. Ciekawy był też film „Rainbow's end“ Jochena Hicka, którego sporą część poświęcono niechlubnym wydarzeniom w Polsce (zakazy parad równości, kamienie lecące w stronę uczestników parad, mowa nienawiści płynąca z ust polityków). Wrażenie robił również kilkuminutowy filmik dokumentujący rundkę Benedykta XVI (w papamobile) po Kolonii w zeszłym roku. W tłumie oczekujących na przejazd papieża aktywni i widoczni byli również geje i lesbijki. Skandowali swoje hasła, trzymali wielki tęczowy krzyż i... nie spotkali się z żadną (choćby słowną!) agresją.

Na szczególną uwagę zasługuje dokument „Pułapka z celuloidu“ Roba Epsteina i Jeffreya Friedmana – świetnie ukazujący ewolucję w prezentowaniu postaci gejów i lesbijek przez kino hollywoodzkie na przestrzeni lat, z genialną wypowiedzią Susan Sarandon, dotyczącą karkołomnych homoerotycznych aluzji: „Butch Cassidy i Sundance Kid (grani przez Roberta Redforda i Paula Newmana w kultowym filmie z 1969 r. – przyp. MK) nie mogli tak po prostu wyjąć fiutów z rozporków, więc zamiast tego wyjmowali pistolety z kabury“. Ciekawy był również dokument „Przed Stonewall“ Grety Schiller, Hojna Scagliotti i Roberta Rosenberga, który opisywał sytuację gejów i lesbijek od lat 20. XX wieku do przełomu w 1969 r., kiedy to bywalcy klubu Stonewall stawili zbrojny opór policji, wywołując kilkudniowe zamieszki. Miłośnicy Marleny Dietrich (których wśród gejów i lesbijek chyba nie brakuje) mieli nie lada gratkę: mogli obejrzeć pełnometrażowy dokument, który wnuk gwiazdy – J. Dawid Riva nakręcił o swej babci. Wspomniany wyżej Wieland Speck osobiście zaprezentował swój film „Westler“ sprzed ponad 20 lat o miłości dwóch chłopaków z dwóch stron muru berlińskiego. Natomiast zwycięzcami festiwalu (nagrody publiczności) okazały się filmy: w kategorii krótkiego metrażu – dowcipny „Dziesięć reguł – poradnik dla lesbijek, które chcą przeżyć“ Lee Friedlander, a w kategorii długiego metrażu – „Paragraf 175“ Jeffreya Friedmana o masowych (ok. 100.000) aresztowaniach gejów w czasach nazistowskich (1933-45) w Niemczech. Było więc ciekawie i różnorodnie. Wielka szkoda, że niezbyt tłumnie. 21


kulturka

Teksty: Mariusz Kurc Anka Konieczna

KOCHANKOWIE Z MARONY reżyseria: Izabela Cywińska grają: K. Gruszka, K. Zawadzki, Ł. Simlat premiera: 23.06.2006 r.

Jesienią, wśród pastelowych lasów i łąk, ponurych mokradeł i z nieprzyjaznym jeziorem w tle rozgrywa się dramat trojga ludzi. Ola (Karolina Gruszka) jest prowincjonalną nauczycielką, wegetuje w wynajmowanym od dyrektora szkoły pokoiku. Ciężko chory Janek (Krzysztof Zawadzki) rezyduje w

MISS HIV reżyseria: Maciej Kowalewski grają: Ewa Szykulska, Maria Seweryn, Izabela Kuna, Patrycja Szczepanowska, Tomasz Tyndyk Teatr Polonia, Warszawa

Wybory Miss HIV, czyli najpiękniejszej spośród tych, które są nosicielkami wirusa, odbywają się od kilku lat w Botswanie. Owszem, trochę trudno w to uwierzyć. Tytuł Miss HIV jest dożywotni, a szczęśliwie panująca miss sprzed roku nie zawsze ma szansę nałożyć koronę swej następczyni… Tak czy inaczej, szczytnym celem imprezy jest propagowanie wiedzy o HIV/AIDS. Zainspirowała ona Macieja Kowalewskiego do napisania i wyreżyserowania sztuki, w której porzucił afrykański kontekst. Pierwsza część spektaklu ukazuje cztery finalistki (grane znakomicie przez Ewę Szykulską, Marię Seweryn, Izabelę Kunę i Patrycję Szczepanowską) za kulisami, tuż przed występem. Druga część to już sam show, którego gospodarzem 22

pobliskim sanatorium a Arek (Łukasz Simlat) na swoim motorze pojawia się w Maronie znikąd i znika donikąd. Ola zakochuje się w Janku, Janek balansuje pomiędzy życiem i śmiercią oraz Olą i Arkiem. Arek jest zakochany w Janku miłością szorstką i raczej nie okazywaną, ale wielką i głęboką. Jarosław Iwaszkiewicz, autor opowiadania, na podstawie którego Izabela Cywińska nakręciła „Kochanków z Marony“, jankowo-arkową miłość brutalnie ocenzurował. Dał ledwie dwa mizerne sygnały, że pomiędzy nimi w ogóle istniało coś więcej niż przyjaźń. Izabela Cywińska poszła o krok dalej w stosunku do Iwaszkiewicza, ale pozostała tysiąc kroków przed dzisiejszymi możjest wyjątkowo elektryzujący piękny transwestyta Rafael (również świetny Tomasz Tyndyk). Maciej Kowalewski stworzył tekst skrzący się czarnym humorem i ostrymi ripostami, obnażający fałsz tanich łez, którymi codziennie karmią nas media kierujące się rzekomo szlachetnymi motywami. Nie znajdziemy więc w „Miss HIV“ sentymentalizmu właściwego płytkim dramatom ze śmiertelną chorobą w roli głównej. Jako publiczność staniemy się za to pełnoprawnymi uczestnikami medialnego cyrku, w którym śmiech nierzadko uwięźnie w gardle, a ręce nieraz będą się wahać: klaskać, jak nakazuje wodzirej Rafael, czy nie klaskać, jak nakazuje… no, właśnie, co? Poczucie przyzwoitości, szacunek dla ludzkiej tragedii? Ale przecież skoro same dziewczyny z uśmiechem opowiadają o tym, jak się zaraziły… „Miss HIV“ wciąga i nie daje trzymać się na dystans. A zamiast happy endu mamy zwrot akcji jak u Hitchcocka… Premiera sztuki odbyła się w klubie Le Madame, teraz spektakle odbywają się w Teatrze Polonia Krystyny Jandy.

liwościami opowiadania o miłości dwóch facetów. Arek i Janek raz zetkną się czołami, raz fantazyjnie pobiją, raz „po przyjacielsku“ uścisną a raz - o, Matko Boska! - Janek przesunie palcem po ustach Arka. Teatralność gestów przy jednoczesnym oderwaniu opowiadanej historii od jakiegokolwiek wpływu świata zewnętrznego (trudno w zasadzie odgadnąć, kiedy rozgrywa się dramat naszej trójki) sprawia, że średnio przejmujemy się nadciągającą nieubłaganie tragedią. Ma się za to wrażenie, że gdyby kino istniało na początku XIX wieku, kręcono by właśnie takie filmy. Za to zdjęcia Marcina Koszałki są piękne.

WYJĄTKOWE CZASY Michael Cunningham, wydawnictwo Rebis Poznań 2006

Oś nowej książki Cunninghama stanowi poezja Walta Whitmana. Trzy opowiedziane w niej historie toczą się w tym samym miejscu, na Manhattanie, ale w różnych epokach; także i bohaterowie opowiadań są swego rodzaju własnymi reinkarnacjami. Pierwsze i najlepsze z opowiadań pełne jest poezji i dławiącego, przenikliwego smutku. Pozostałe dwa zmieniają nastrój, dążąc w stronę Whitmanowskiej witalności i radości istnienia. Z jednej strony jest to Cunningham podobny do tego z innych swoich książek, piszący trafnie i błyskotliwie o miłości, śmierci, stracie i kruchości życia. Z drugiej strony, jeśli szukasz stojącej mocno nogami na ziemi opowieści o ludziach, związkach i kłopotach, jakie mają ludzie w związkach, moja recepta brzmi: nie najnowszy Cunningham, a Haruki Murakami.


kulturka

Tekst: Ewa Ślusarczyk

Foto: Rarapi Team

CO ROBI GEJ/LESBIJKA W ŁÓŻKU? W Galerii dla..., klub NRD ul. Browarna 6, Toruń

Takie hasło kojarzy się z nagością lub nawet pornografią, a tu proszę jak zwyczajnie. Pojechałam 20 maja do Torunia, by zobaczyć, co robią geje i lesbijki w łóżku. Cel zacny, ale czemu tak daleko? Gdyby wystawa miała charakter objazdowy i zawitała do mojego miasta, to wzięłabym ze sobą znajomych i może zabrałabym mamę. Ale dobre i to. Mam

bliżej do Torunia niż np. do Warszawy, więc chwała niebu, że nie musiałam jechać aż do stolicy. Toruń jest nowicjuszem w organizacji takich imprez.

„Co robi gej/lesbijka w łóżku?“. Takie hasło kojarzy się z nagością, lub nawet pornografią, a tu proszę, jak zwyczajnie. Co przeciętny homo robi w łożu? Urządza wojnę na poduszki, korzysta z laptopa, rozmawia przez telefon, zastanawia się którą koszulę dziś ubrać, leży, uśmiecha się. Fajnie? Do wystawy należało też stylowe łóżko, umieszczone pod jedną ze ścian. Ciekawy element. Zdjęć niewiele, ale pewnie budżet przeznaczony na tę akcję był zbyt skromny, by spodziewać się hali wypełnionej setkami fotografii. Grunt, że coś zorganizowano! Fotki pokaźne, dobrej jakości. Niektóre czarno-białe, inne ko-

lorowe. Żal, że nie byłam na otwarciu 17 maja. Klub NRD działa od niedawna. Kiedyś był kawiarnią. Nie jest to miejsce typowo branżowe, ale nie hermetyzuje się i na nikogo nie zamyka. Może będzie to nasze toruńskie LeMadame? Ostoja kultury i centrum imprez, czyli przyjemne z pożytecznym. Dzięki wystawie dowiedziałam się co geje i lesbijki robią w łóżku, zlokalizowałam ciekawy klub i spędziłam miło czas. Wielkie dzięki toruńska KPH, że działacie, i choć krótko, to bardzo intensywnie.

23



Replika 03/2006