Issuu on Google+

Pszczeli Armagedon

Od Kickstartera do produkcji

Pisklęta w parku

NUMER 6 (25) CZERWIEC 2013

NAUKA / TECHNOLOGIE / GOSPODARKA / CZŁOWIEK

Kraków outsourcingową potęgą


Spis treści:

Stawiają na studentów

…Otóż gdy pojawił się gotowy projekt witryny – portalu niestety nie było nazwy. Sugestie i nazwy sugerujące jednoznaczny związek ze Szkołą Eksploatacji Podziemnej typu novasep zostały odrzucone i w pierwszej chwili sięgnąłem do czasów starożytnych, a więc bóstw ziemi, podziemi i tak pojawiła się nazwa Geberia, bo bóg ziemi w starożytnym Egipcie to Geb. Pierwsza myśl to Geberia, ale pamiętałem o zaleceniach Ala i Laury Ries, autorów znakomitej książeczki „Triumf i klęska dot.comów”, którzy piszą w niej, że w dobie Internetu nazwa strony internetowej to sprawa życia i śmierci strony. I dalej piszą „nie mamy żadnych wątpliwości, co do tego, że oryginalna i niepowtarzalna nazwa przysłuży się witrynie znacznie lepiej niż jakieś ogólnikowe hasło”. Po kilku dniach zacząłem przeglądać wspaniała książkę Paula Johnsona „Cywilizacja starożytnego Egiptu”, gdzie spotkałem wiele informacji o starożytnych Tebach (obecnie Karnak i Luksor) jako jednej z największych koncentracji zabytków w Egipcie, a być może na świecie. Skoro w naszym portalu ma być skoncentrowana tak duża ilośćwiedzy i to nie tylko górniczej, to czemu nie teberia.

Sukces polskich łazików

Jerzy Kicki Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Szkoły Eksploatacji Podziemnej

4 NA CZASIE 6 NA CZASIE 7 NA CZASIE 8 TRENDY 10 KREATYWNI 12 PREZENTACJE 16 SPOJRZENIA 18 KREATYWNI 20 NA OKŁADCE 24 NA CZASIE 28 SPOJRZENIA 30 EDYTORIAL

Praca czeka... Amorficzna viagra z Polski

Eko-enklawa Pokaz mocy

Herbert Wirth Zbankrutowałeś? Zortrax M200

Portal teberia.pl został utworzony pod koniec 2003 roku przez grupę entuzjastów skupionych wokół Szkoły Eksploatacji Pod-ziemnej jako portal tematyczny traktujący o szeroko rozumianej branży surowców mineralnych w kraju i za granicą. Magazyn ,,te-beria” nawiązuje do tradycji i popularności portalu internetowego teberia.pl, portalu, który będzie zmieniał swoje oblicze i stawał się portalem wiedzy nie tylko górniczej, ale wiedzy o otaczającym nas świecie.

Wydawca:

Fundacja dla Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie

Jerzy KICKI

Prezes Fundacji dla AGH

Artur DYCZKO

Dyrektor działu wydawniczo-kongresowego Fundacji dla AGH Dyrektor Zarządzający Projektu Teberia

Jacek SROKOWSKI Redaktor naczelny

jsrokowski@teberia.pl

Kraków outsourcingową potęgą ale czy na długo?

Biuro reklamy:

Pisklęta w parku

Adres redakcji:

Ule w polu

* Skąd ta nazwa –

Małgorzata BOKSA reklama@teberia.pl

Studio graficzne:

Tomasz CHAMIGA tchamiga@teberia.pl

Fundacja dla Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie, pawilon C1 p. 322 Aal. Mickiewicza 30, 30-059 Krakówtel. (012) 617 - 46 - 04, fax. (012) 617 - 46 - 05, e-mail: redakcja@teberia.pl, www.teberia.pl” www.teberia.pl f-agh@agh.edu.pl, www.fundacja.agh.edu.pl NIP: 677-228-96-47, REGON: 120471040, KRS: 0000280790

Konto Fundacji:

Bank PEKAO SA, ul. Kazimierza Wielkiego 75, 30-474 Kraków, nr rachunku: 02 1240 4575 1111 0000 5461 5391 SWIFT: PKO PPLPWIBAN; PL 02 1240 4575 1111 0000 5461 5391 Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń. © Copyright Fundacja dla AGH Wszelkie prawa zastrzeżone.Żaden fragment niniejszego wydania nie może być wykorzystywany w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.


EDY TORIAL >>

Praca czeka… w centrum outsourcingowym

Młodzi, wykształceni i bez pracy - tak wygląda coraz częściej portret Polaków w wieku 25-34 lata. Polska zajmuje dziś w Unii Europejskiej trzecie miejsce pod względem liczby studentów na 10 tys. mieszkańców (560); wyprzedza nas tylko Słowenia i Finlandia. Pokolenie Polaków w wieku 25-34 należy dziś do najlepiej wykształconych w Europie. Niestety wskaźnik zatrudnienia w tej kategorii wiekowej wynosi 75,3% i od lat 2008-2009 spada. W dużej mierze jest to efekt niedostosowania kompetencji młodych do wymagań rynku pracy, na co zwracamy uwagę nie pierwszy raz. Według raportu Sedlak & Sedlak na brak dochodowego zajęcia nie powinni narzekać absolwenci uczelni o profilu technicznym. Dlatego kierunki takie jak: inżynieria produkcji czy automatyka i robotyka można obstawiać jako przyszłościowe, umożliwiające szybki rozwój kariery. Dodatkowo niż demograficzny, starzejące społeczeństwo, a także postęp technologiczny spowodują, że popyt na specjalistów technicznych będzie się drastycznie zwiększał. Obecnie im bardziej niszowa oraz innowacyjna specjalizacja, tym lepiej, bo powoduje, że można znaleźć się w grupie nielicznych pożądanych fachowców, choćby w zakresie odnawialnych źródeł energii czy prawa farmaceutycznego. Są jednak miejsca w Polsce, gdzie wystarczy dobra znajomość języka angielskiego, by młody człowiek znalazł pracę. Są nim centra outsourcingowe. Polska jest jednym z największych światowych „zagłębi outsourcingowych”. Szacuje się, że w naszym kraju w pionach BPO i ITO pracuje ponad sto tysięcy osób. Biura powstają tam, gdzie jest łatwy dostęp do potencjalnych pracowników. Przede wszystkim młodych, mających umiarkowane doświadczenie zawodowe, z formalnym wykształceniem uniwersyteckim albo politechnicznym, władających co najmniej językiem angielskim. 4

Teberia 25/2013

Centra Usług Wspólnych powstały jako odpowiedź korporacji na wysokie koszty pracy oraz konieczność zdobycia wysokiej jakości danych i ujednolicenia ich raportowania. Lokalizowane są w krajach o stosunkowo niskich kosztach zatrudnienia. Mogą działać jako firmy zewnętrzne lub jednostki wyodrębnione w ramach struktury danej firmy specjalizujące się w wybranych procesach. W Polsce działa obecnie około 280 Centrów Usług Wspólnych. Kilkanaście firm poważnie rozważa otwarcie swoich centrów w najbliższym czasie. Jednak jak uważają specjaliści, wcześniej, czy później ziszczą się dwie przepowiednie: średnie wynagrodzenie w Polsce przekroczy próg 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia w krajach „starej Unii” i wzrośnie zaufanie korporacji do krajów dotychczas uważanych za nazbyt ryzykowne. Wtedy polskie centra powtórzą lekcję, którą przed laty przerabiali ich zachodni sąsiedzi. Pojawią się młodzi, dynamiczni i oddani sprawie specjaliści od migracji procesów. A po kilku miesiącach zaczną znikać, wraz z projektami i miejscami pracy. Można przypuszczać, że to będzie dynamiczny proces: potrwa dwa, może trzy lata, a potem polski rynek pracy wzbogaci się o mniej więcej sto tysięcy - już nie takich młodych, ale i nie za bardzo wyspecjalizowanych - pracowników. To bardzo czarny, ale prawdopodobny scenariusz. W tym kontekście zapraszam szczególnie do lektury artykułu Anety Żukowskiej pt. „Kraków outsourcingową potęgą – czy na długo?”. Autorka opisuje doświadczenia Krakowa, polskiej stolicy outsourcingu. Jacek Srokowski zapraszamy do dyskusji napisz do nas


Teberia 25/2013

5


NA C Z A SIE >>

Amorficzna viagra z Polski

L

ek na potencję - viagra - zadziała szybciej i będzie mieć mniej skutków ubocznych, jeśli uda się zmienić ułożenie jej atomów na bardziej chaotyczne, dzięki czemu będzie się łatwiej rozpuszczać. Zamiast po godzinie, zadziała być może już po 30 minutach. Nad osiągnięciem takiego efektu pracuje w ramach swojej pracy doktorskiej Karolina Kołodziejczyk z Zakładu Biofizyki i Fizyki Molekularnej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Jak wyjaśniła podczas wtorkowej konferencji prasowej, leki o zmienionej strukturze cząsteczek, tzw. leki amorficzne, to dla pacjentów szansa na ograniczenie niekorzystnych skutków ubocznych i większą skuteczność zażywanych preparatów. – Viagra jest wchłaniana przez organizm jedynie w 40 proc., reszta - 60 proc. - jest przetwarzana gdzieś przez organizm, dając różne skutki uboczne. Pracujemy nad tym, aby ta wchłanialność była znacznie większa - im większa, tym lepsza. Liczymy na skrócenie czasu, po którym viagra zaczyna działać. Obecnie to godzina, może uda się go skrócić nawet o połowę – powiedziała badaczka. Jak przypomniała, na rynku są już dostępne różne leki amorficzne, choć pacjenci mogą o tym nie wiedzieć, bo lek wygląda zupełnie tak samo, jak w swojej pierwotnej postaci, ale działa szybciej. Aby osiągnąć ten efekt, fizycy opracowują metodę zmiany ułożenia atomów danego związku z regularnej, krystalicznej, na bardziej chaotyczną. – Ta regularna jest znacznie trwalsza. Nieregularna jest łatwiejsza do rozerwania, a dzięki temu łatwiej się rozpuszcza. 6

Teberia 25/2013

Jeśli wiązania są pokruszone, cząsteczkom wody, którą popijamy lek, łatwiej jest je rozerwać – wyjaśniła Karolina Kołodziejczyk. Aby zmienić ułożenie atomów, fizycy stosują takie metody, jak mielenie w ciekłym azocie, czyli w bardzo niskiej temperaturze, lub topią daną substancję, a następnie szybko ją schładzają. Potem lek się mieli i ponownie nadaje mu formę tabletki. Wyzwaniem jest utrzymanie amorficznej postaci, ponieważ wiele substancji po pewnym czasie się rekrystalizuje. Dlatego trzeba bardzo ściśle przestrzegać procedur i zaleceń podczas produkcji i przechowywania. – Jeśli np. przechowujemy taki lek w temperaturze pokojowej, a jest zalecenie, że ma być w lodówce, to może powrócić do swojej pierwotnej postaci, a ponieważ przyjmujemy mniejszą dawkę, to nie będzie działał. Również na etapie produkcji niewłaściwe ciśnienie czy temperatura podczas formowania tabletek może spowodować rekrystalizację – powiedziała Kołodziejczyk. Choć uzyskanie amorficznego leku wymaga nakładów, to - jak mówiła - warto to robić, bo można uzyskać skuteczniejszy lek, dający mniejsze skutki uboczne. – Procedura wymyślenia nowego leku jest o wiele dłuższa i bardziej kosztowna – wyjaśniła.

zapraszamy do dyskusji napisz do nas

Źródło: PAP Nauka w Polsce/ www.naukawpolsce.pap.pl


NA C Z A SIE >>

IBM otworzyło Centrum Dostarczania Usług IT w Katowicach

Stawiają na studentów Kilka tysięcy nowych pracowników, szczególnie młodych ludzi, będzie potrzebować IBM w otworzonym właśnie Centrum Dostarczania Usług IT w Katowicach. Dlatego decydując się na ważną dla rozwoju inwestycję, firma równolegle rozpoczęła ścisłą współpracę z najważniejszymi uczelniami regionu, m.in. Politechniką Śląską i Uniwersytetem Śląskim. Chce wspierać szkoły w tworzeniu programów nauczania, a studentom proponuje wspólne projekty. Firma widzi w Polsce duży potencjał inwestycyjny. Amerykański koncern od 2009 roku otworzył rozbudowuje sieć swoich centrów dostarczania usług (IDC). – IDC w Katowicach jest to centrum, które wspiera tysiące naszych klientów, dużych klientów na całym świecie, w dziedzinie usług technologicznych. Wierzymy, że przyczynimy się również do rozwoju Katowic i całego regionu, szczególnie dzięki naszej współpracy z uczelniami wyższymi. Dla nas jest to naturalne źródło nowych utalentowanych pracowników – mówi Ales Bartunek, dyrektor generalny IBM Polska i Kraje Bałtyckie. – Już rozpoczęliśmy współpracę ze wszystkimi uczelniami wyższymi w regionie, planując rekrutację kadry do nowego centrum. W związku z powstaniem katowickiego Centrum Dostarczania Usług, IBM w ciągu kliku lat zamierza zatrudnić kilka tysięcy pracowników. Ales Bartunek tłumaczy, że współpraca z uczelniami ma pomóc studentom poznać firmę i specyfikę pracy w niej. – Myślę, że pozwoli to zbliżyć do siebie świat akademicki, świat nauki i biznesu, a to – moim zdaniem – jest niezwykle ważne – podkreśla dyrektor neralny. Amerykański koncern będzie współpracować z Politechniką Śląską, Uniwersytetem Śląskim, Uniwersytetem Ekonomicznym i Górnośląską Wyższą Szkołą Handlową w ramach programu praktyk, dając studentom możliwość zdobywania doświadczenia

w obszarze najbardziej zaawansowanych problemów informatycznych oraz zapewniając dostęp do najbardziej innowacyjnych technologii. – Wierzymy, że będziemy mieć wkład w rozwijanie specjalnych programów nauczania na uniwersytetach i pomożemy opracować nowe programy, które wzbogacą umiejętności i wiedzę studentów. Pracujemy również nad wieloma programami, tak by gromadzić ludzi z IBM, menedżerów, doświadczonych ludzi i studentów przy okrągłych stołach. Rozważamy rozwój wspólnych projektów, które np. mogłyby skutkować współpracą przy pracach dyplomowych studentów, jak robiliśmy to w innych krajach europejskich – tłumaczy Ales Bartunek. Nowe centrum IBM rozpocznie działalność operacyjną w sierpniu tego roku. Tym samym dołączy do sieci strategicznych ośrodków IBM świadczących szeroki zakres usług IT, w tym zarządzania systemami operacyjnymi serwerów, ochrony i bezpieczeństwa systemów, usług dla klientów końcowych, w tym utrzymania i monitorowania sprzętu IT oraz systemów oprogramowania. Polska to najważniejszy rynek w regionie dla IBM -u – zapewniają władze firmy. Tak tłumaczą inwestycje w naszym kraju prowadzone na dużą skalę. To nie tylko kwestia wielkości rynku – IBM docenia również wykwalifikowaną kadrę w dziedzinie IT oraz dobry poziom uczelni wyższych. Ambitny biznesplan zakłada m.in. rozwój terytorialny: w tym i ubiegłym roku firma otworzyła kilka oddziałów, m.in. w Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Gdańsku. Od czterech lat działa także Centrum Dostarczania Usług we Wrocławiu – jedno z dziesięciu na świecie i dwóch w Europie.

zapraszamy do dyskusji napisz do nas

źródło: newseria Teberia 25/2013

7


NA C Z A SIE >>

Sukces polskich łazików marsjańskich M arsjańskie łaziki z Polski zajęły dwa pierwsze miejsca w prestiżowych, międzynarodowych zawodach University Rover Challenge rozgrywanych w USA. Zwyciężył Hyperion zespołu z Politechniki Białostockiej, a drugi był Scorpio III z Politechniki Wrocławskiej. Załoga z Białegostoku osiągnęła ponadto największy wynik w historii zawodów, zdobywając 493 na 500 możliwych punktów. To już druga wygrana Polaków w historii University Rover Challenge. W 2011 roku najwyższe miejsce na podium zajął łazik Magma2, również skonstruowany w Białymstoku. „Świetny wynik polskich zespołów to rezultat ciężkiej pracy studentów, uczelni i organizatorów. Po raz kolejny udowodniliśmy, że jeśli bierzemy się za jakiś projekt, to chcemy i potrafimy być w nim najlepsi” – uważa Mateusz Józefowicz z Mars Society Polska. Oba zespoły to laureaci konkursu w programie ministra nauki i szkolnictwa wyższego „Generacja Przyszłości”. Resort nauki wsparł ich udział w zawodach. 8

Teberia 25/2013

„Zaledwie trzy tygodnie temu wręczyłam wspólnie z premierem Donaldem Tuskiem granty dla młodych wynalazców i badaczy w ramach programu +Generacja Przyszłości+. Na światowy sukces dwóch nagrodzonych zespołów - z Politechniki Białostockiej i Politechniki Wrocławskiej - nie musieliśmy długo czekać – podkreśla minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbara Kudrycka. – Mamy w Polsce naprawdę wspaniale młode talenty i warto w nie inwestować. Nie tylko 7 milionów złotych w ramach ministerialnego programu, ale też czas i wiedzę opiekunów naukowych oraz uwagę nas wszystkich. Naprawdę są tego warci!”. W tym roku do udziału w zawodach zgłosiło się 14 drużyn z USA, Kanady, Polski i Indii. Polskę reprezentowały trzy zespoły - z Białegostoku, Wrocławia i Rzeszowa. Zwycięski Hyperion to łazik zespołu z Politechniki Białostockiej. Pojazd ma sześć niezależnie napędzanych i sterowanych kół, manipulator przegubowy, system GPS oraz system wizji. Jest przystosowany do poruszania się w terenie pustynnym, piaszczystym i kamienistym; może pokonywać wyniesienia nachylone nawet pod kątem 50 stopni.


Scorpio III powstał na Politechnice Wrocławskiej. „Każde z jego sześciu kół jest napędzane osobnym silnikiem. Konstrukcja opiera się na ramie aluminiowej, która powinna dobrze znieść trudy zawodów na pustyni” - podkreślał przed wyjazdem drużyny na zawody Łukasz Leśniak, student wrocławskiej uczelni i jeden z konstruktorów maszyny.

Łazik z Rzeszowa dotarł na miejsce zawodów w piątek (31 maja) nad ranem. Kiedy jednak zespół przystąpił do składania i uruchomienia łazika, poważna awaria anteny wyeliminowała drużynę z uczestnictwa w konkurencjach rozgrywanych tego dnia. Awaria została wykryta i usunięta - poinformował Lubański.

Łazik znakomicie spisuje się w terenie dzięki zastosowaniu w jego konstrukcji przegubu, który pozwala lepiej skręcać i najeżdżać na wysokie przeszkody. Unowocześnieniem są też bardzo lekkie koła o konstrukcji siatkowej. Jedna para kół jest natomiast miękka i wykonana z wytrzymałego materiału (kordury), wypełnionego sypkim granulatem. Dzięki temu robot, jadąc nawet po bardzo nierównej powierzchni, nie przenosi drgań na resztę konstrukcji.

Zawody URC odbywały się na amerykańskiej pustyni w stanie Utah w warunkach zbliżonych do marsjańskich. Podczas trzech dni, zespoły musiały wykonać skomplikowane zadania, w tym rozpoznanie terenu, poszukiwanie śladów życia w próbkach gleby oraz dostarczenie pakietu medycznego rannemu astronaucie. Wysoka temperatura oraz przypominający warunki marsjańskie pył i niska wilgotność powietrza są prawdziwym wyzwaniem dla maszyn i ludzi.

Na zawody wyruszył także zespół SKNL Rover Team z Politechniki Rzeszowskiej, który skonstruował łazika Legendary Rover. Urządzenie porusza się na sześciu kołach, ma niezależne zawieszenie i napęd elektryczny. Łazik jest wyposażony w dwa wymienne manipulatory przeznaczone do różnych zadań, ma też cztery platformy do przewozu ładunków dla astronautów. Układ wizyjny, GPS i niezawodny moduł łączności umożliwia sprawne i precyzyjne manipulowanie pojazdem w trudnym, pustynnym terenie.

zapraszamy do dyskusji napisz do nas

źródła: KGHM, newseria źródło: PAP - Nauka w Polsce/ www.naukawpolsce.pap.pl

Teberia 25/2013

9


TRENDY >>

Eko-enklawa Na Śląsku powstaje zupełnie nowe miasto - Eko-Miasteczko „Siewierz Jeziorna”, pierwsze w Polsce miasto zaprojektowane i realizowane zgodnie z zasadą równoważonego rozwoju. Inwestor zamierza zbudować je od podstaw w ciągu kolejnych lat.

P

rojekt zakłada budowę od podstaw kompleksu z wszystkimi niezbędnymi elementami miastotwórczymi w tym własnym rynkiem, kościołem, szkołą, parkiem etc. Teren inwestycji jest wielkości krakowskiego starego miasta wraz z plantami (120 ha). Projekt położony jest w Siewierzu przy trasie Warszawa-Katowice (pół godziny drogi od centrum Katowic), nad Zalewem PrzeczyckoSiewierskim, w bliskim sąsiedztwie portu lotniczego w Pyrzowicach. Projekt „Siewierz Jeziorna” powstał w 2007 roku podczas Warsztatów Urbanistycznych Charrette zorganizowanych przez pracownię Mycielski Architecture and Urbanism. Proces projektowania opierał się zatem na metodzie charrette. - Trzeba dobrze zrozumieć metodę charrette. Ma ona sens tylko wtedy, gdy się od niej zaczyna, gdy nie ma się wstępnych założeń. Inaczej warsztaty opóźniają proces, nie ma po co ich robić. My przystąpiliśmy do warsztatów w Siewierzu z zupełnie czystą tablicą. Nie wiedzieliśmy, co tam można zrobić. Do kupienia była świetnie położona działka, o tak dużej powierzchni, że można tam było prawie wszystko zrobić, łącznie z lotniskiem. Pytanie brzmi – co z tym zrobić? Jeżeli nie znasz na nie odpowiedzi i akceptujesz to, że możesz błądzić, zadajesz pytanie innym. 10 Teberia 25/2013

Zrobiliśmy badania rynkowe cen, potrzeb biurowych, przemysłowych, dostępności zaopatrzenia w energię elektryczną i gazową, dostępności wody itd. Z wynikami na stole i otwartym pytaniem: „co tu robimy?” zaprosiliśmy do współpracy urbanistów z całego świata, ekspertów rynkowych, biznesmenów. Zaczęliśmy rysować, liczyć. Trwało to dwa tygodnie. W efekcie zaprojektowaliśmy tam miasto, z częścią przemysłową, usługowo-biurową itd. Ale niekoniecznie tak musiało być. Mogliśmy zaprojektować centrum logistyczne albo zakupowe. Oczywiście jednak, prowadzimy to w celu zarabiania pieniędzy, więc decyzja, że będzie tam miasto była kierowana potencjalnym zyskiem, który przy budowie miasta jest olbrzymi. To nie przypadek, że rozwój cywilizacji związany jest z budową miast – opowiada Robert Moritz, prezes TUP S.A., spółki która jest inwestorem osiedla.


Autorzy projektu bazowali nie tylko na założeniach zrównoważonego urbanizmu, ale także wskazówkach znanego śląskiego socjologa profesora Marka Szczepańskiego. Konsultantami projektu byli także ekolodzy. Pewnym wzorcem dla inwestora były tu amerykańskie miasteczka tego typu m.in. Seaside, Celebration czy Baldwin Park. - Na pewno nie chcemy tworzyć miasteczka tylko i wyłącznie dla jednej grupy społecznej, chociaż z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że nasz projekt najbardziej podoba się ludziom młodym do 45 roku życia – deklaruje Joanna Wis, dyrektor projektu. I co tu ukrywać jest dedykowany dla dość majętnych (choć inwestor deklaruje, że nie ma to być kolejna enklawa/getto bogatych) osób promujących zdrowie i życie w zgodzie z naturą. Zastosowanie równoważonych rozwiązań ma pozwolić ograniczyć emisję dwutlenku węgla, oszczędność wody i energii elektrycznej. Cechować ją będą nowatorskie rozwiązania ekologiczne: urządzenia pozyskujące energię odnawialną (z kolektorów słonecznych, ogniw fotowoltaicznych, biopaliw), woda deszczowa odprowadzana do oczyszczalni biologicznej, budynki efektywne energetycznie, czy planowana elektrociepłownia wykorzystująca odnawialne źródła energii.

Na razie rozpoczęła się budowa pierwszego kwartału miasteczka. Będzie tu 128 tzw. jednostek mieszkalnych, czyli mieszkań w budynkach i niezależnych domów. Powstanie też 16-hektarowy park. Całe miasteczko ma mieć 1300 takich jednostek. Pierwszy etap firma chce wybudować do 2014 roku, całość do 2020 roku. Sprzedaż mieszkań już się rozpoczęła. Najtańszy, niespełna 100-metrowy dom, można kupić za nieco ponad 323 tys. zł. jac zapraszamy do dyskusji napisz do nas

Teberia 25/2013 11


KRE AT Y WNI >>

Pokaz mocy S

tudenci z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie skonstruowali bolid wyścigowy, który weźmie udział w międzynarodowych zawodach. Waży 240 kg i może osiągnąć prędkość do 100 km/h w mniej niż 4 sekundy. Uroczysta prezentacja pojazdu odbędzie się w czwartek 13 czerwca. Budowa bolidu trwała kilka miesięcy. Skonstruowali go studenci z kół naukowych „Mechatronix” i „Zarządzanie”, tworzących wspólnie zespół AGH Racing. Pomysłodawcami przedsięwzięcia byli entuzjaści motoryzacji z Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki AGH. Zespół otrzymał wsparcie finansowe i organizacyjne władz AGH. - Bolid weźmie udział w zawodach formuły studenckiej na słynnym torze w Silverstone - mówi dr Daniel Prusak - opiekun naukowy zespołu „AGH Racing”. Pojazd w lipcu tego roku zmierzy się z prawie 150 zespołami z całego świata. Pokaz przed budynkiem Biblioteki AGH, który odbył się 13 czerwca był pierwszą publiczną prezentacją samochodu. Jako pierwszy za kierownicą pojazdu zasiadł rektor AGH prof. Tadeusz Słomka. Obecny był kierowca rajdowy Wojciech Chuchała (rajdowy mistrz Polski 2012 w klasie N w Subaru Impreza STI), który zaprezentuje możliwości bolidu na wyznaczonym torze. Następnie za kierownicą zasiedli kierowcy zespołu AGH Racing, którzy – wraz z konstruktorami – przybliżyli budowę pojazdu i zastosowane w nim technologie oraz jego możliwości. Pokazowi towarzyszyła prezentacja słynnych sportowych samochodów.

12 Teberia 25/2013

BOLID AGH RACING Bolid Formuły Studenckiej jest pomniejszoną kopią prawdziwego samochodu wyścigowego i musi spełniać rygorystyczne wymagania z zakresu bezpieczeństwa oraz właściwości jezdnych. W tym celu w fazie projektowania wykorzystane zostały różnego rodzaju programy i platformy (np. CAD, CAM, CAE, Solid Works do projektowania, Teamlab do zarządzania projektem, czy ANSYS do projektu karoserii i elementów aerodynamicznych).


Wykonywane zostały też projekty poszczególnych części składowych, symulacje obciążeń na nie działających, a następnie ich fizyczne prototypy. Wszystkie te prace pozwalają zapewnić odpowiednią trwałość, jakość oraz bezpieczeństwo w końcowym stadium budowy oraz w czasie testowania bolidu.

Pozwala ona na zastąpienie doładowania dynamicznego doładowaniem statycznym, co przyczynia się do całkowitej zmiany charakterystyki momentu obrotowego. Optymalizacja silnika przy użyciu sterownika wolnego sterowania pozwala idealnie przystosować jego parametry do warunków jezdnych pojazdu.

Sercem całego pojazdu jest silnik pochodzący z motocykla Honda CBR 600RR. Ze względu na surowe obostrzenia regulaminowe (zwężka na dolocie) został dodatkowo doładowany sprężarką mechaniczną, aby polepszyć osiągi.

Reszta bolidu to w całości dzieło zespołu – począwszy od ramy, poprzez zawieszenie aż do układu kierowniczego, gdzie zarówno zwrotnice, jak i drążki oraz piasty są projektowane i wykonywane przez studentów.

Teberia 25/2013 13


KRE AT Y WNI >>

C

elem redukcji ciężaru przednie koła mocowane są do zawieszenia za pomocą zwrotnicy wykonanej z aluminium o specjalnie zaprojektowanym kształcie. Konstrukcja zwrotnicy umożliwia stosowanie wymiennych elementów (górne mocowanie wahacza, jarzmo hamulcowe i ramię zwrotnicy), dzięki którym możliwy jest wpływ na geometrię układu kierowniczego. Zastosowanie zawieszenia tupu push-rod, często wykorzystywanego w Formule 1, i odpowiednie ustawienia geometrii pozwalają na możliwie najbardziej neutralne zachowanie się bolidu na torze. Przednie i tylne stabilizatory zwiększają sztywność zawieszenia umożliwiając szybsze pokonywanie zakrętów. Układy ‚anti-dive’ oraz ‚anti-squad’ zapobiegają z kolei przechyłom podwozia podczas hamowania oraz przyspieszania. Wszystkie te rozwiązania mają na celu zapewnienie jak najlepszej przyczepności końcowego pojazdu. Ponadto w budowanym bolidzie stosowane są innowacyjne technologie wspomagające pracę zawieszenia, układu wydechowego czy systemy zwiększające dopływ powietrza do silnika. Poszycie karoserii wykonane jest w całości z materiałów kompozytowych, takich jak włókna szklane, węglowe czy aramidowe. Projekt budowy bolidu Formuły Studenckiej to kooperacja kół naukowych Mechatronix i Zarządzanie tworzących wspólnie zespół AGH Racing. Pomysłodawcami budowy pojazdu była grupa entuzjastów motoryzacji z Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki AGH, którzy na początku 2012 roku zainicjowali całe wydarzenie. Obecnie zespół liczy ponad 70 osób podzielonych na mniejsze grupy odpowiadające za poszczególne podzespoły bolidu i części składowe projektu.

zapraszamy do dyskusji napisz do nas

Zdjęcia: KSAF AGH

14 Teberia 25/2013


Teberia 25/2013 15


PRE ZENTAC JE >>

Herbert Wirth Doktorem Honoris Causa AGH

A

kademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie uhonorowała najwyższym wyróżnieniem dr hab. inż. Herberta Wirtha, Prezesa KGHM Polska Miedź SA. Tytuł Doktora Honoris Causa jest nadawany osobom o znakomitym dorobku naukowym i zawodowym oraz wyjątkowych zasługach dla środowiska akademickiego. Godność Doktora Honoris Causa nadano za wybitny wkład w kompleksową ocenę złóż surowców mineralnych, strategiczny rozwój branży geologicznogórniczej w skali światowej, przekształcenie KGHM Polska Miedź S.A. w firmę globalną, wszechstronne wspieranie współpracy naukowej oraz promowanie Akademii Górniczo - Hutniczej w kraju i na świecie. O nadanie tego prestiżowego tytułu wystąpił Wydział Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska, na którym Wirth studiował. – To nie tylko jest mój sukces, to jest sukces wszystkich pracowników KGHM. Ja jestem w pewnym sensie emanacją tego, do czego ci ludzie są zdolni, co potrafią zrobić – mówi Herbert Wirth, prezes KGHM po uroczystym posiedzeniu Senatu uczelni. – Byłem liderem w dobrym czasie i tym liderem chcę pozostać. Takie tytuły jeszcze bardziej wzmacniają pozytywne nastawienie do przyszłości. Nadanie mi tego tytułu traktuję w kategoriach ogromnego honoru. – Jest to znakomity geolog, ale także menadżer przemysłu. Po drugie, on stworzył globalną firmę. Szczycimy się tym, że mamy tak znakomitego przedstawi16 Teberia 25/2013

ciela – mówi prof. Tadeusz Słomka, rektor AGH. Prezes KGHM Polska Miedź – jak podano w uzasadnieniu – został uhonorowany za wybitny wkład w kompleksową ocenę złóż surowców mineralnych, strategiczny rozwój branży geologiczno-górniczej w skali światowej i przekształcenie spółki w firmę globalną. Podkreślano również wkład we wspieranie współpracy naukowej. – Godność otrzymują osoby, które zasłużyły się Polsce i które w jakiś sposób związane są z AGH – tłumaczy prof. Adam Piestrzyński, Dziekan Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska. – To jest święto całej szkoły, święto naszego wydziału, który wystąpił z taką inicjatywą o nadanie tytułu honorowego doktora profesorowi Wirthowi, osobie wybitnej, która jest naukowcem i menadżerem najwyższej klasy. Dr hab. inż. Herbert Wirth jest 108. Doktorem Honoris Causa w historii Akademii Górniczo – Hutniczej. Prezes KGHM Polska Miedź SA jest absolwentem Wydziału Geologiczno-Poszukiwawczego AGH w Krakowie.


badawczych i środków finansowych, niezbędnych do prowadzenia badań naukowych i prowadzenia uczelni – tłumaczy rektor, prof. Tadeusz Słomka. Szczególnie podkreśla znaczenie dwóch wspólnych projektów, które uczelnia realizuje z KGHM. – Jeden związany jest z fotowoltaiką, czyli panelami, które zbierają energię słoneczną. Jesteśmy w końcowej fazie zawiązywania spółki, która być może będzie nawet produkować, a równocześnie będzie prowadzić potężne farmy fotowoltaiczne – wyjaśnia prof. Słomka. – Natomiast drugi projekt jest związany z pierwiastkami strategicznymi. To jest newralgiczna sprawa dla całego świata, ponieważ większością zasobów w tym momencie dysponują Chińczycy. My też mamy tutaj pewne zasoby i  chcemy wspólnie z KGHM do tych dóbr się dobrać – mówi.

Na Wydziale Górniczym zdobył stopień doktora. W ubiegłym roku uzyskał natomiast stopień doktora habilitowanego nauk technicznych w dyscyplinie górnictwo i geologia inżynierska na Politechnice Wrocławskiej. Jest autorem i współautorem 47 publikacji w dziedzinie geologii złóż, geologii matematycznej, geochemii i ekologii. Jego zdaniem geologia jako dziedzina nauki jest dużym wyzwaniem dla naukowców i studentów. – Z jednej strony to jest realizacja samego siebie, pasji poszukiwawczej. Jeżeli ona w nas jest, to jest wspaniały kierunek. Z drugiej strony, ma to też wymiar ekonomiczny. Nie ukrywajmy, że na koniec dnia z tego, co odkryjemy, powinnyśmy mieć środki do życia, środki dla właścicieli – mówi Wirth.

Pracę w KGHM Polska Miedź SA podjął w 2002 roku, obejmując stanowisko Dyrektora Departamentu Nowych Przedsięwzięć i Zarządzania Projektami. W 2006 roku został Wiceprezesem Zarządu KGHM CUPRUM, a dwa lata później zajął stanowisko I Wiceprezesa Zarządu KGHM Polska Miedź SA Od 2009 roku do chwili obecnej pełni funkcję Prezesa Zarządu. Stopień doktora habilitowanego nauk technicznych w dyscyplinie górnictwo i geologia inżynierska uzyskał w 2012 roku na Wydziale Geoinżynierii, Górnictwa i Geologii Politechniki Wrocławskiej. Jego rozprawa habilitacyjna nosiła tytuł: „Wieloczynnikowa wycena złóż i ich zasobów na przykładzie przemysłu metali nieżelaznych”. Jest autorem i współautorem 47 publikacji z zakresu geologii złóż, geologii matematycznej, geochemii i ekologii. Wyniki swoich prac zawarł w odpowiednich raportach, prezentował je na licznych seminariach i sympozjach oraz brał udział w licznych, międzynarodowych projektach badawczych.

zapraszamy do dyskusji

KGHM od lat ściśle współpracuje z AGH przy realizacji wielu różnych projektów badawczych. – Jesteśmy jednym z najważniejszych partnerów naukowych, jeśli nie najważniejszym, dla KGHM. Dla nas z kolei KGHM to jest źródło różnych projektów

napisz do nas

źródła: KGHM, newseria

Teberia 25/2013 17


SPOJR ZENIA >>

Zbankrutowałeś? Świetnie!

P

ierwszy rok działalności oznacza koniec dla przynajmniej 1/3 nowo powstałych firm. Prawie połowa z pozostałych nie przetrwa kolejnych pięciu lat. Polska rzeczywistość nie odbiega w tym wypadku znacznie od Stanów Zjednoczonych – lidera w dziedzinie innowacji i nowych rozwiązań. Jednak, w przeciwieństwie do nas, Amerykanie potrafią przekuć porażkę w sukces. Nie istnieją w pełni rzetelne dane na temat tego ile z będących w fazie rozwoju biznesów okazało się porażką. Główną przyczyną jest niechęć do mówienia o swojej klęsce, która może się negatywnie odbić na dalszej karierze. Osoby pracujące na własny rachunek wiedzą, że jeśli raz spotka ich niepowodzenie otrzymają łatkę przegranego. Ta sama sytuacja zupełnie inaczej wygląda w Stanach Zjednoczonych, gdzie cyklicznie prowadzi się konferencje i spotkania pod szylde „FailCon” (konferencja niepowodzeń/ porażek). Przedsiębiorcy, którzy ponieśli porażki, dzielą się na nich swoją wiedzą i doświadczeniem. Pokazują, że niepowodzenia nie muszą oznaczać końca drogi do sukcesu, a jedynie pomagają wyciągać wnioski i mogą być motorem napędowym do konstruktywnych zmian. Firmy z Doliny Krzemowej bardzo przychylnie patrzą na kandydatów, którzy mają doświadczenie w biznesie. Poprzez doświadczenie rozumiejąc zarówno sukcesy, jak i porażki. – To, co w Polsce zdaje się być nie do pomyślenia, za granicą postrzegane jest zupełnie inaczej. W sytuacji kiedy zbankrutujesz, ale jednocześnie starasz się wyciągnąć wnioski i podejmujesz próbę rozpoczęcia nowego biznesu, otoczenie postrzega cię jako człowieka bogatszego w doświadczenie i wiedzę, które możesz wykorzystać w przyszłości i przekuć w swój sukces. 18 Teberia 25/2013

W Polsce sytuacja wygląda inaczej: poniosłeś porażkę? Twoja pozycja na rynku spada – stwierdza Łukasz Parafianowicz, ekspert ds. inwestycji Inkubatora Innowacji. Tym bardziej, że istnieje mnóstwo przykładów biznesmenów, który przed osiągnięciem sukcesu zbankrutowali i musieli zaczynać od zera. Soichiro Honda, właściciel marki Honda Motor Company Ltd. przeszedł długą drogę do zdobycia światowej sławy. Jeszcze na studiach zgłosił firmie Toyota projekt pierścienia tłokowego, który został odrzucony. To skłoniło go do stworzenia własnej firmy produkującej zgodnie z opracowaną przez niego technologią. Niestety po kilku latach trzęsienie ziemi w Japonii zniszczyło doszczętnie fabrykę i by ratować resztę pieniędzy musiał odsprzedać swój udoskonalony patent marce Toyota.


Te przykłady są najlepszym dowodem na to, by na upadek firmy nie patrzeć jak na koniec drogi w pracy nad własnymi pomysłami i biznesem, a wręcz przeciwnie – jak na proces zdobywania cennego doświadczenia na przyszłość. Przedsiębiorcy stwierdzają, że pierwsze pomyłki były dla nich istotnym elementem budowania własnej drogi do sukcesu oraz sposobem zdobycia potrzebnego doświadczenia. Ten ostatni aspekt jest szczególnie istotny – według badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Tennessee, ponad 70% nowych firm upada ze względu na brak doświadczenia i wiedzy biznesowej ich właścicieli. Tylko 1% stanowią przyczyny zewnętrzne takie jak oszustwa lub katastrofy. To właśnie doświadczenie i związana z nim umiejętność wdrażania swoich wizji w życie, powinna być jedną z podstaw gwarantujących sukces każdego nowego przedsięwzięcia. Osobom zafascynowanym swoimi własnymi pomysłami zdarza się traktować nową firmę bardziej jako sposób na rozwój pasji a nie narzędzie do zarabiania pieniędzy. Właścicielom nowych firm bardzo często brakuje umiejętności wprowadzenia własnego planu w życie, nie widzą wielu zagrożeń, nie umieją szybko reagować i przegapiają szanse – tłumaczy Parafianowicz z Inkubatora Innowacji i dodaje – nie każdy ma predyspozycje do bycia biznesmenem i właścicielem firmy. Rynek bardzo szybko to weryfikuje i pokazuje, że posiadanie pomysłu a umiejętności managerskie to dwie, zupełnie różne kwestie. Pomimo tego nadal starał się rozwijać i rok później otworzył znaną obecnie fabrykę Hondy, gdzie rozpoczął produkcję jednośladów napędzanych silnikami własnego projektu. W ciągu czterech lat firma była już znana na rynkach międzynarodowych. Z kolei Henry Ford początkowo był właścicielem kilku firm, które splajtowały, a z Cadilac Motor Company odszedł po tym jak pokłócił się ze współudziałowcem. Przez wiele lat był zaangażowany w tworzenie modeli samochodów, które okazały się fiaskiem i dopiero w wieku 44 lat wprowadził na rynek model Ford T. Dzięki zdobytemu doświadczeniu był w stanie obniżyć koszty produkcji i cenę samochodu na tyle by zdobyć amerykański rynek. Ford T był produkowany niemal przez 20 lat i sprzedał się w ponad 15 milionach egzemplarzy.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że w pracy nad wdrażaniem swoich pomysłów, pewnych błędów nie można uniknąć. Są one wpisane w rozwój każdego nowego biznesu. Podstawowym założeniem powinno być jednak to, że z każdej porażki można wyciągnąć wnioski i budować wiedzę, która będzie solidnym podłożem w pracy nad nowymi projektami. To właśnie doświadczenie i obycie w biznesowym świecie, które zdobywane jest z czasem, daje największą gwarancję sukcesów odnoszonych w przyszłości. Michał Majewski zapraszamy do dyskusji napisz do nas

Teberia 25/2013 19


KRE AT Y WNI >>

Zortrax M200: od Kickstartera do produkcji Grupa pasjonatów skupiona wokół zespołu Gagdets3D z Olsztyna zebrała …. tysięcy dolarów na portalu Kickstarter.com. Celem zbiórki był rozwój projektu Zortrax M200 – urządzenia, które według twórców ma zmienić oblicze rynku domowych urządzeń drukujących w trójwymiarze. Nigdy wcześniej żaden polski projekt nie zdobył tak ogromnej sumy w ten sposób. Crowdfunding, zwany też finansowaniem społecznościowym, jest popularnym na Zachodzie sposobem finansowania nowatorskich pomysłów. Na projekty składają się sami internauci. W zamian otrzymują upominki, produkty lub usługi. Ci, którzy wesprą Zortraxa, jako pierwsi nabędą urządzenie. O planach zespołu opowiada z Rafał Tomasiak w rozmowie z Michałem Frączkiem z Materialition* Na samym początku opowiedz trochę o Waszej drukarce. Głównym celem jaki sobie postawiliśmy przy budowie drukarki Zortrax M200 była bezawaryjność i jak najmniejsza ingerencja w obsługę ze strony użytkownika końcowego. Cała przygoda z drukiem 3D ma opierać się tylko i wyłącznie na wykonaniu kilku prostych czynności, wyjęcia drukarki z pudełka, podłączenia jej do zasilania, uruchomienia naszego autorskiego oprogramowania i pocięcia danego modeli do formatu GCODE, zapisania pociętego modelu na karcie pamięci i rozpoczęcia procesu drukowania. Użytkownik nie powinien być obarczony składaniem konstrukcji, konfiguracją oprogramowania itp. Jednym słowem jak największy komfort użytkowania. Drukarka została zaprojektowana z przeznaczeniem do produkcji masowej i składa się z kilku głównych modułów. Odeszliśmy od utopijnej idei „samoreplikujących się drukarek 3D”, wszystkie elementy w drukarce będą produkowane na precyzyjnych maszynach CNC, dzięki czemu każda sztuką będzie zachowywała założone parametry oraz wymiary. Wszystkie części mechaniczne pochodzą od producentów takich jak Igus, THK itp. 20 Teberia 25/2013

Również porzuciliśmy powszechnie stosowany materiał PLA. Drukarka Zortrax M200 używa tylko i wyłącznie materiału ABS oraz PC-ABS istnieje również możliwość drukowania z Nylonu. Zapewne wiele osób zapyta się dlaczego odeszliśmy od PLA ? Odpowiedzi jest kilka: Po pierwsze, PLA jako materiał ma niską tolerancję wytrzymałości mechanicznej w porównaniu do ABS’u. Po drugie, każdy element czy to w sprzęcie elektronicznym/AGD, czy też elementy karoserii, elementy wnętrza w autach itp., są wykonane z ABS’u. Co świadczy o wielu zaletach ABS’i/ Po trzecie, struktura podporowa tzw. „support” umożliwiający najbardziej skomplikowane wydruki w naszym przypadku udaje się bezinwazyjnie usunąć z modelu stosując tylko specjalnie przygotowany do tego materiał ABS nad którego opracowaniem spędziliśmy ponad pół roku żeby dobrać odpowiednią gęstość, lepkość oraz wytrzymałość. Nasze oprogramowanie posiada także opracowany przez nas algorytm generowania łatwo usuwalnego supportu. Najlepszymi przykładami są modele Gyro Cube oraz


Brain Gear które zostały wydrukowane na drukarce Zortrax M200. Po czwarte, profesjonalne drukarki FDM nigdy nie używały PLA jako materiału do druku. Design drukarki został maksymalnie dopasowany do konstrukcji, miał być schludny, pasujący do studia, biura, warsztatu a także do domu. Warto też wspomnieć o tym że udało nam się osiągnąć niezwykle cichą pracę drukarki na poziomie 65dB (odgłosy dochodzące z drukarki można porównać do pracy komputera stacjonarnego i drukarki atramentowej/laserowej) wszystko to dzięki precyzyjnie dobranym komponentom oraz zaprojektowanym przez nas sterownikom silników krokowych. Chętnie poznamy cały Wasz team – opowiedz kto z Tobą pracuje i za co jest odpowiedzialny. Nie jesteśmy korporacją, i nigdy nią nie będziemy. Jesteśmy ekipą młodych ludzi, łączy nas zamiłowanie do nowych technologii, każde z nas odgrywa bardzo ważną role w tworzeniu. W naszym zespole znajdują się programiści, projektanci, inżynierowie, logistycy,

graficy. Skupiamy tak na prawdę ludzi z różnych zakątków świata co daję nam możliwość spojrzenia na otaczające nas dookoła rzeczy przez zupełnie inny pryzmat kulturowy. Główny trzon zespołu tworzą: Rafał Tomasiak (czyli ja – krótko mówiąc zajmuję się wszystkim po trochu Mechaniką, oprogramowanie, wsparciem technicznym itp. Opiekuję się oddziałem zlokalizowanym w Olsztynie. Marcin Olchanowski – człowiek encyklopedia, zajmuje się całym działem R&D. Począwszy od mechaniki, elektroniki kończąc na oprogramowaniu. Prowadzi FabLaba w HongKongu. Z Marcinem znamy się już 13 lat, i od zawsze pracujemy ze sobą – no może z kilkoma tygodniami przerwy po większych wymianach zdań Dodatkowo osoby z naszego biura w Olsztynie: Karolina Bołądź – kobieta od zadań specjalnych Dba o wizaulizację, grafikę, kontakt z klientami oraz szeroko pojętą promocję. Przygotowała całą naszą kampanię od podstaw. To ona powinna udzielać tego wywiadu Teberia 25/2013 21


KRE AT Y WNI >>

Grzegorz Wiśniewski – nasz inżynier, specjalista w druku 3D. Dba o to by wszystkie nasze drukarki były w pełnej gotowości do pracy 24h na dobę i 7 dni w  tygodniu. Czasami myślę że drukarki to jego dzieci Radek Tomasiak – programista, zajmuje się tworzeniem obsługą techniczną naszych serwisów, sklepu, i wszystkich stron www. Zawsze zwarty i gotowy do działania. Od dawna jesteście związani z drukiem 3D? I tak i nie. Pierwszą styczność z drukarkami mieliśmy na targach w Hongkongu na których widzieliśmy drukarki firmy Zcorp, byliśmy pod wielkim wrażeniem tej „kosmicznej” technologii. Prezentowane były wtedy również skanery 3D. Przedstawiciel zeskanował kilka przedmiotów, po czym uruchomił proces drukowania żeby po kilku godzinach pokazać w pełni użytkowe przedmioty. Technologia rodem z filmów fantasy. Skąd pomysł na nazwę drukarki? Nazwa drukarki powstała podczas luźnej burzy mózgów na którejś z imprez. Nazwa wszystkim przypadła do gustu i tak zostało.

22 Teberia 25/2013

Na pewno spotkacie się, albo już spotykacie się z zarzutami o to, że Wasza drukarka jest za droga. Czym kierowaliście się przygotowując strategię cenową? Tak, było wiele pytań lub słów krytyki, że drukarką jest za droga zwłaszcza w Polsce. Ale tak jak wspomniałem wcześniej nie celujemy w rynek hobbystów składających swoje drukarki w zaciszu domowym z najbardziej dostępnych części które można kupić w marketach budowlanych, lub wykonać w swoim garażu. Nasza drukarka zawiera wiele precyzyjnych elementów, sterowników które składają się na wysoką jakość produktu. Chcemy dostarczyć gotowe do użytku urządzenie, które będzie służyło bezawaryjnie przez długi czas co poparte jest gwarancją na okres 12 miesięcy. Krótko mówiąc chcemy iść w kierunku drukarek pół-profesjonalnych, na chwilę obecną konkurencja w postaci drukarki Maker Bot 2 wychodzi drożej cenowo niż nasza drukarka. Kickstarter był Waszym planem samego początku, czy szukaliście wcześniej jakiś innych form finansowania? Po części tak, chociaż obraliśmy trochę inną formę rozwoju. Wszystkie wydatki pokrywaliśmy z „własnej kieszeni” i dopiero po otrzymaniu „gotowego” produktu w postaci w pełni działającego prototypu wystawiliśmy na Kickstarterze. Nie szukaliśmy w tym czasie innych form finansowania typu dotacje itp., z uwagi na to że same formalności i warunki które należałoby spełnić pochłonęłyby dużo naszego czasu.


Na co przeznaczycie 100 tys. dolarów o które się staracie? Tak jak wyżej wspomniałem, cały projekt opłacaliśmy z „własnej kieszeni”. Kwotę zebraną na Kickstarterze przeznaczymy w 100% na produkcję drukarek, a także dalszy rozwój naszej drukarki oraz oprogramowania. Mamy kilka ciekawych pomysłów na najbliższy czas nad którymi powoli już pracujemy. Co Twoim zdaniem decyduje o komercyjnym sukcesie konkretnej drukarki 3D? Na Kickstarterze pojawia się coraz więcej modeli drukarek – jedne potrafią zebrać kilka milionów dolarów, inne nie są w stanie zgromadzić kilkunastu tysięcy. Według mnie jest wiele czynników, które o tym decydują. Najważniejszy z nich to projekt/produkt, ale równie ważnym jest jasne i rzetelne przedstawienie wszystkich informacji przyszłym „fundatorom”. W naszym przypadku przygotowanie całej kampanii zajęło ponad 4 miesiące. Ogólnie temat jest bardzo obszerny i żeby opisać wszystkie czynności które należałoby wykonać musielibyśmy napisać oddzielny artykuł.

Tak, oczywiście. Drukarka będzie dostępna po zrealizowaniu kampanii na Kickstarterze. Koszt będzie wynosił około 6 tys. zł + VAT. Drukarkę będzie można obejrzeć w naszym FabLabie którego otwarcie przewidujemy na październik tego roku. Macie w planach prace nad kolejnymi modelami drukarek 3D? Tak! Mamy skończony prototyp drukarki o nazwie Zortrax M120, będzie to mniejszy odpowiednik naszego Zortraxa M200, w zamkniętej obudowie. Więcej będziemy mogli powiedzieć po zakończeniu Kickstartera i wdrożeniu Zortraxa M200 do sprzedaży.

I na koniec: czy uważasz, że druk 3D to prawdziwa rewolucja przemysłowa? Osobiście uważam że jest to rewolucja, ale nie przemysłowa. Drukarki jeszcze przez długi czas nie zagrożą produkcji masowej. Nie zmienia to faktu, że jest to wielki krok do przodu, niskonakładowa produkcja, proces wykonywania prototypów itp. stał się dostępny dla większości ludzi.

Rozmawiał: Michał Frączek

Dlaczego do tej pory nie promowaliście się w Polsce? W Polsce mamy mała grupę odbiorców, do wszystkich podchodziliśmy indywidualnie. Działania na większą skalę nie miały większego sensu i po przeanalizowaniu całego tematu uznaliśmy, że nie mieliśmy wolnych osób którym moglibyśmy powierzyć to zadanie.

Czy Waszą drukarkę będzie można kupić u nas w kraju?

źródło: materialination.com *Materialition - krakowska organizacja społeczna - społeczność największych fanów druku 3D. O Materialition pisaliśmy w teberii nr. 2/2013 (link http://www.teberia24.pl/?page_id=2352)

Teberia 25/2013 23


NA OKŁ ADCE >>

Kraków outsourcingową potęgą – czy na długo? Biegła znajomość języka angielska obowiązkowa, inny język obcy będzie dodatkowym atutem, bardzo dobre umiejętności obsługi klienta, elastyczność, umiejętność pracy po presją, w weekendy i święta, doświadczenie na podobnym stanowisku wymagane… albo i nie – nauczymy Cię wszystkiego u nas – tak w skrócie mógłby wyglądać opis ogłoszenia o pracę w firmie świadczącej usługi outsourcingowe. I po części tak wygląda większość ogłoszeń o pracę w Krakowie, stolicy outsourcingu. Czy jednak tym samym Kraków jest też stolicą specjalistów?

Kraków Indiami Europy?

W

 lutym tego roku, pokonując Warszawę i Wrocław, Kraków otrzymał tytuł „Najlepszego Miasta Dekady” w zakresie działań na rzecz rozwoju nowoczesnych usług. Wręczenie wyróżnienia odbyło się podczas gali „Poland Outsourcing Awards”. O przyznaniu tego tytuły zadecydowało jury złożone z ekspertów firm branży outsourcingowej Europy, Ameryki Północnej i Azji. W czerwcu przedstawiciele branży nowoczesnych usług uhonorowali Kraków nagrodą „2013 ABSL Recognition Award” przyznawaną corocznie za szczególne osiągnięcia w dziedzinie outsourcingu. Kraków otrzymał to wyróżnienie za wsparcie dla utworzenia ponad 6 tys. nowych miejsc pracy w centrach nowoczesnych usług. Stolica Małopolski znalazła się w także w ścisłej czołówce prestiżowego rankingu „Tholons Top outsourcing cities 2013”, oceniającego atrakcyjność regionów dla inwestycji w usługach biznesowych. W zestawieniu wybrano sto najbardziej atrakcyj24 Teberia 25/2013

nych regionów świata dla inwestycji z sektora outsourcingowego. W tegorocznym rankingu Kraków awansował z miejsca 11. na 10., zastępując Szanghaj. Poza Krakowem w czołówce rankingu znalazło się tylko jedno europejski miasto – Dublin. Daleko za Krakowem w czołowej setce znalazły się dwa inne polskie miasta - Warszawa na 36. miejscu oraz Wrocław na 75. miejscu. Raport dzieli globalnych liderów outsourcingu na cztery grupy: lokalizacje o ugruntowanej pozycji, miasta wschodzące, aspirujące oraz obserwowane, czyli z dużym potencjałem. Zestawienie powstaje w oparciu o wiele kryteriów, w tym m.in. wykształcenie pracowników dostępnych na danym rynku pracy, czyli jakość i ilość zasobów ludzkich, infrastrukturę, koszty prowadzenia działalności, ryzyko inwestycyjne, czy jakość życia. Przedstawiciele firm zajmujących się outsourcingiem podkreślają, że Kraków spełnia wszystkie wymogi inwestorów. Pod Wawelem mogą oni znaleźć wykwalifikowaną kadrę, silną bazę akademicką, rozwiniętą


infrastrukturę, a także podobną kulturę do własnej – co ma także niebagatelne znaczenie, zwłaszcza przy obsłudze klienta. Liderem tegorocznego zestawienia ponownie są Indie. W pierwszej dziesiątce wiodących lokalizacji outsourcingowych znalazło się aż 6 indyjskich miast. Na pierwszym miejscu rankingu, wyprzedzając Bombaj i Delhi, trzeci raz z rzędu uplasowało się Bangalore. Kraków pnie się w rankingu, być może kiedyś zawalczy o pozycję w pierwszej piątce.

ciągle rosną, a pod Wawel ciągnie coraz więcej inwestorów. Najwięcej firm specjalizuje się w branży IT, finansach, księgowości oraz outsourcingu call center. Krakowskie firmy zajmują się zarówno outsourcingiem, jak i offshoring, który jest najprościej rzecz ujmując – outsourcingiem zagranicznym. W mieście zainwestowały do tej pory m.in. takie firmy jak: Shell, Sabre Holdings, Capgemini, UBS, HSBC, Luxoft, Accounting Plaza Central Europe, HCL Poland, Hewitt Associates, Hitachi Data Systems, IBM BTO Bussines Consulting Services i State Street Corporation.

Krakowski outsourcing w liczbach

Skąd czerpią pracowników? Według danych GUS w Krakowie w 2012 roku mieszkało ponad 750 tys. osób, z czego blisko 320 tys. jest w tzw. wieku mobilnym, czyli od 18 do 44 roku życia.

Nagrody i czołówka w rankingach nie są przypadkowe – Kraków jest prawdziwą stolicą outsourcingu nie tylko Polski, ale także Europy Środkowo-Wschodniej. Świadczą o tym liczby, ale i środowisko biznesowe. Obecnie działa w Krakowie około 50 firm świadczących usługi outsourcingu. W sumie zatrudniają one blisko 30 tys. pracowników. Przy czym liczby te

Do tego w Krakowie działają 23 uczelnie wyższe, na których wykształcenie zdobywa ponad 200 tys. studentów. Do tego do stolicy Małopolski każdego roku przybywają za pracą absolwenci innych uczelni. Jest więc w czym przebierać.

Teberia 25/2013 25


NA OKŁ ADCE >>

Pączki dla informatyka Funkcjonuje obiegowa opinia, że żeby pracować w firmie specjalizującej się outsourcingiem, najważniejsza jest znajomość co najmniej jednego języka obcego. Co do reszty kwalifikacji – nie są już one tak istotne, rotacja w tego typu firmach jest spora, więc pracodawcy zakładają, że nowego pracownika można przyuczyć pod względem wymaganych na danym stanowisku umiejętności. Jednocześnie specjalizacja obowiązków zawodowych na danym stanowisku w jednej firmie, często nie przekłada się na to co ktoś ma robić w innej firmie. Każda firma ma swoje specyficzne procesy, systemy i kulturę korporacyjną. Kto zatem pracuje w firmach świadczących usługi outsourcingowe? Jak podaje Bartłomiej Pomarański z Reinhold Expo, organizatora Targów Outsourcingu, najbardziej pożądanymi sektorami outsourcingu są: IT/telekomunikacja, logistyka/transport/spedycja, sprzedaż, prawo, doradztwo/konsulting, HR, marketing oraz nieruchomości. Można by więc założyć, że potrzeba przede wszystkim informatyków, prawników, ekonomistów, księgowych, czy specjalistów od logistyki i działu kadr. Na wielu jednak stanowiskach kierunek ukończonych studiów nie ma znaczenia, a każdy może robić wszystko. 26 Teberia 25/2013

Na krakowskim rynku pracy wyróżnia się pod tym względem firma Capgemini, która uważana jest za kuźnię przekuwającą niedoświadczonych studentów i absolwentów w pracowników korporacji. Dlaczego? Właśnie dlatego, że na większość stanowisk liczy się tylko posiadanie wyższego wykształcenia lub bycie w trakcie studiów, język angielski i umiejętności miękkie, które pokazują, czy ktoś jest w stanie odnaleźć się w korporacji. W ciągu kilkumiesięcznych szkoleń, już będąc zatrudnionym, nabywa się koniecznych do pracy umiejętności. W firmie tej znalazł pracę m.in. absolwent filozofii, Artur Szachniewicz, który zaczynał swoją karierę zawodową w Krakowie właśnie od Capgemini. - Pomimo, że miałem wiedzę na temat informatyki na poziomie przeciętnego użytkowania komputerów, zostałem zatrudniony na helpdesku IT, aby pomagać pracownikom firmy, dla której świadczyliśmy usługi w rozwiązywaniu ich problemów informatycznych – mówi Artur. – Nie wymagało to od mnie żadnych specjalistycznych umiejętności, praca opierała się na pomocy przy podstawowych problemach, z którymi spotykają się zwykli użytkownicy, np. podłączenie do Wi-Fi, czy zmiana rozszerzenia pliku. Czasem pojawiały się bardziej złożone sprawy, np. obsługa sieci wewnętrznej. Rozwiązywaliśmy te problemy posługując się szczegółowo rozpisanymi procedurami, przypisanymi do danego problemu. Jeśli zdarzały się trudniejsze kwestie, próbowaliśmy je rozwiązać w ramach całego zespołu, a jak nie dało się tego zrobić, dopiero wtedy odsyłaliśmy sprawę do prawdziwych informatyków, którzy pracowali… w Wielkiej Brytanii – wyjaśnia. Podobnie jest w takich firmach jak Shell, czy Sabre Holdings – na większości stanowisk również liczy się przede wszystkimi znajomość języka. A trudno uznać, że jest to rodzaj wysokiej specjalizacji.


Z drugiej jednak strony, w firmach zajmujących się stricte informatyką, czy księgowością, nie da się zupełnie odejść od twardych umiejętności. Tu znów specjalistów w Krakowie brakuje, o czym świadczy kwietniowa akcja z pączkami rosyjskiej firmy Luxoft, która chcąc zainteresować informatyków swoimi ofertami pracy, rozsyłała po krakowskich centrach outsourcingu niebieskie pudełka z pączkami, a wraz z nimi list: „Jeśli jesteś informatykiem - dostaniesz świetną pracę! Jeśli znasz dobrego informatyka - za polecenie go zapłacimy ci cztery tysiące złotych. Jeśli kompletnie nie rozumiesz, o czym mowa - po prostu zjedz nasze pączki.” Walka trwa i nowe firmy nie ukrywają, że zamierzają pracowników podkupywać. Z nadzieję na łatwiejsze niż w Krakowie pozyskanie kadry, spod Wawelu odszedł natomiast gigant informatyczny - firma Comarch. Siedziba firmy nadal jest w Krakowie, lecz centrum badawczo-rozwojowe rozbudowywane są w Łodzi. Już zatrudnionych jest tam 300 pracowników, wkrótce pracę znajdą kolejni. Jak podkreślają specjaliści, głównym problemem jest to, że o krakowskich informatyków trudniej rywalizować, jest też ich na lokalnym rynku za mało.

Quo vadis? Problemem Krakowa staje się więc powoli to, że prawdziwych specjalistów jest mało i mają oni coraz większe wymagania, są więc drożsi.

Do tego większość firm outsourcingowych w stolicy Małopolski świadczy usługi w niewyspecjalizowanych procesach biznesowych, do których nie trzeba specjalistycznej wiedzy. To znów może się w przyszłości przyczynić do tego, że inwestorzy odejdą z Krakowa w poszukiwaniu tańszych lokalizacji. Ratunkiem jest tu tylko jedna karta przetargowa – solidna kompetencja krakowskiej kadry pracowników. Potwierdza to Andrew Hallam, sekretarz generalny Stowarzyszenia IT i Business Process Services ASPIRE, który w rozmowie z Gazetą Wyborczą zauważył, że procesy biznesowe wykonywane w Polsce, a zwłaszcza w Krakowie, są coraz bardziej zaawansowane i złożone. - Z tego powodu wymagają również wyższych kompetencji. Na pewno jednak powinniśmy postawić na dalsze rozwijanie coraz bardziej ambitnych procesów. Ratunkiem może być więc utworzenie centrów badawczo-rozwojowych, czy centrów zajmujących się na przykład opracowywaniem modeli zarządzania i transferem technologii. W innym przypadku Kraków stanie się stolicą niewyspecjalizowanego outsourcingu, którą inwestorzy szybko mogą ulokować w tańszej części globu. Aneta Żukowska zapraszamy do dyskusji napisz do nas

Teberia 25/2013 27


NA C Z A SIE >>

Pisklęta w parku W ciągu kilku ostatnich lat parki naukowe i technologiczne wyrastały w Polsce jak grzyby po deszczu, obficie podlewane europejskimi grantami i dotacjami samorządowymi. Mimo gwałtownego rozwoju tych instytucji Polska nadal pozostaje daleko w tyle za konkurencją nie tylko zza oceanu, ale i zza Odry. Co wyrośnie z polskich parków?

P

arki naukowe budzą nadzieje i pobudzają wyobraźnię. Nic dziwnego, skoro pierwszy z nich, założony w latach pięćdziesiątych Stanford Industrial Park, wyhodował takich gigantów jak Kodak, Lockheed Martin czy HP, a w konsekwencji stworzył podwaliny Doliny Krzemowej. Do Europy moda na parki dotarła około dziesięć lat później, a ich liczba, zwłaszcza w krajach na dorobku, wciąż rośnie. W Polsce jeszcze dekadę temu działało zaledwie kilka takich instytucji, jednak nawet dziś, kiedy mamy ich już kilkadziesiąt, swoimi rozmiarami nie mogą równać się z największymi parkami na świecie, generującymi dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Ta różnica wynika jednak nie tylko z faktu, że w Polsce istnieje o wiele mniej dużych, innowacyjnych firm niż w np. w Stanach. Misja polskich parków to często przede wszystkim inkubowanie nieopierzonych przedsiębiorstw, które rozwinąwszy się w stopniu umożliwiającym przetrwanie na rynku wychodzą spod ich opiekuńczych skrzydeł. W USA takie firmy jak HP, IBM czy Cisco Systems wciąż operują na terenie parków.

28 Teberia 25/2013

Z parkami naukowymi duże nadzieje wiąże Unia Europejska, wpisując ich rozwój w ramy strategii Europa 2020 (następczyni Strategii Lizbońskiej). Parki, niczym współczesne laboratoria alchemiczne, mają nie tylko zamieniać wiedzę w złoto, ale też ożywiać region, w którym są zlokalizowane, generować miejsca pracy i podnosić konkurencyjność europejskiej gospodarki. Protagoniści parków liczą na to, że w odróżnieniu od pojedynczych grantów czy programów skierowanych do określonego sektora, „skoszarowanie” na jednym terenie przedsiębiorców i naukowców z różnych firm i branż wywoła efekt synergii, który dodatkowo podniesie efektywność badawczo-komercyjną lokatorów parków.


Parki skupiają się głównie na firmach innowacyjnych, przy czym termin ten rozumiany jest szeroko, to znaczy obejmuje również innowacje subiektywne, nowe jedynie z punktu widzenia wprowadzających je firm. W konsekwencji lokatorami parków są często przedsiębiorstwa, które nie potrzebują ani kontaktu z naukowcami ani laboratoriów, gdyż wprowadzając innowacyjne z ich punktu widzenia rozwiązania, gonią jedynie konkurencję. Co więcej, choć wśród lokatorów dominują firmy związane z sektorem informatyki, technologii i komunikacji, to można na ich terenie znaleźć przedstawicieli praktycznie każdej gałęzi gospodarki, również tych niekojarzących się jednoznacznie z innowacyjnością (np. doradztwo podatkowe czy catering).

Parki naukowe stały się już niemal obowiązkowym elementem naukowego krajobrazu Polski, a niskie czynsze sprawiają, że rzadko stoją puste. Nie należy jednak zapominać, że ich głównym zadaniem jest przede wszystkim wspieranie firm chcących w praktyce wykorzystywać wiedzę wyprodukowaną na uniwersytetach, w ich własnych jednostkach badawczych lub na terenie samego parku. Mają dostarczać infrastruktury laboratoryjnej, często zbyt drogiej dla młodych firm, ułatwiać kontakty z badaczami i pomagać w obsłudze administracyjno-prawnej, wyciągać naukowców z ich pracowni i wspierać ich w komercjalizacji wyników badań. Mają być brakującym ogniwem między wiedzą teoretyczną a praktyczną i stanowić odpowiedź na coraz częściej podnoszone zarzuty bezużyteczności wiedzy produkowanej przez wyższe uczelnie. Z drugiej strony parki są formą pomocy publicznej, świadczonej przez państwo niebezinteresownie. Czy publiczne pieniądze przyczynią się do wzrostu innowacyjności polskich przedsiębiorstw i w konsekwencji przyniosą zwrot podatnikom, którzy inwestują w ich rozwój? O sytuacji parków technologicznych mówi Wojciech Przybylski, dyrektor działu rozwoju Krakowskiego Parku Technologicznego oraz Maciej Sawicki - specjalista ds. doradztwa i transferu technologii w Białostockim Parku Naukowo-Technologicznym.

Czy parki naukowe spełniają swoje zadania? Częścią ich działalności jest na pewno oferowanie preferencyjnych warunków najmu powierzchni biurowej, ale ich głównym celem nie jest wspieranie konkurencyjności firm poprzez zmniejszanie kosztów ich działalności, tylko pomoc w przekuwaniu sukcesów naukowych w biznesowe. Tymczasem z raportu Benchmarking parków technologicznych w Polsce wynika, że w 2008 roku większość lokatorów parków zdecydowała się na zlokalizowanie w ich obrębie ze względu na niską cenę najmu i korzystną lokalizację. Na korzyści płynące ze znajdującej się na terenach parków specjalistycznej infrastruktury i z kontaktów z naukowcami wskazało niewiele (poniżej 10%) badanych firm. Teberia 25/2013 29


NA C Z A SIE >>

Wojciech Przybylski

W

 takiej sytuacji nie mogą dziwić zarzuty, że parki technologiczne przypominają raczej subsydiowane biurowce, niż ośrodki transferu technologii. >>> Wojciech Przybylski: Jest w tej uwadze okruch prawdy. Część funkcjonujących parków, budowanych w latach 2004-2008, nie dysponuje po prostu infrastrukturą laboratoryjną. Tak jest w wypadku obecnie działającego budynku Krakowskiego Parku Technologicznego, kt��ry oferuje powierzchnię, obsługę administracyjną, szkolenia oraz doradztwo, ale nie ma jeszcze w ofercie laboratoriów. To się jednak zmieni już niedługo, wraz z uruchomieniem Małopolskiego Parku Technologii Informacyjnych, w którym przedsiębiorcy będą mieli do wykorzystania całą paletę usług Data Center i kompleksu laboratoriów multimedialnych czy user experience. Oddzielnym tematem jest gotowość samych lokatorów - i ona również potrzebuje czasu by dojrzeć. To w końcu nie przypadek, że poziom BERD (wskaźnik określający ilość środków przeznaczonych przez przedsiębiorców na badania – przyp. aut.) w Polsce jest tak niski. Zmiana tego stanu rzeczy będzie trwała długo, ale nikt na świecie nie wymyślił lepszego narzędzia tej zmiany niż parki technologiczne. Muszą one jednak stać się elementem całego ekosystemu wspierania innowacyjnych pomysłów. >>> Maciej Sawicki: Raport Benchmarking parków technologicznych w Polsce sporządzono pięć lat temu. Uważam, że w ciągu tego okresu podejście firm mogło się trochę zmienić. 30 Teberia 25/2013

Maciej Sawicki

Parki przez te kilka lat mocno się rozwinęły, wciąż poszerzają swoje oferty i maja coraz więcej do zaproponowania lokatorom. Na pewno korzystne warunki finansowe są i będą dużym plusem. W naszym Inkubatorze dla wielu firm prestiż i kontakty są najważniejszymi czynnikami. Właśnie na zagadnieniu kontaktów, czyli tworzeniu efektu synergii mocno się skupiamy. Staramy się, aby początkujące firmy z Inkubatora nawiązały kontakt z dojrzałymi firmami z Centrum Technologicznego, organizujemy spotkania z pracownikami uczelni. Ponadto lokatorzy będą mieli dostęp do czterech nowoczesnych laboratoriów tj. Laboratorium Obrazowania Medycznego, Analizy Fizykochemicznej Materiałów i Wyrobów, Kompatybilności Elektromagnetycznej oraz Grafiki Komputerowej i Sztuki Interaktywnej. Myślę, że nawet jeśli lokatorzy aplikowali do Inkubatora głównie ze względu na warunki finansowe, to dostrzegają też inne zalety. Miarą innowacyjności gospodarki może być ilość generowanych przez nią patentów. Jeszcze pięć lat temu firmy mieszczące się w parkach technologicznych w Polsce były odpowiedzialne za rejestrację jedynie 11 patentów. >>> Wojciech Przybylski: Ilość patentów nie może być jedynym miernikiem innowacyjności choćby dlatego, że Europejski Urząd Patentowy (w odróżnieniu od swojego odpowiednika w USA) nie pozwala na patentowanie rozwiązań programistycznych. Patenty zawsze będą tylko jednym ze wskaźników oceny innowacyjności, dla nas ważniejszy jest poziom sprzedaży wysokotechnologicznych produktów i usług.


I tu nasze parkowe firmy radzą sobie coraz lepiej. Druga uwaga: wszędzie na świecie patenty są generowane przede wszystkim przez duże firmy, które rzadko są lokatorami parków. Jedna duża firma niemiecka generuje 10 razy więcej wniosków patentowych niż cała polska gospodarka, w tym wszystkie polskie uczelnie. To tutaj - w wielkim biznesie - jest prawdziwy potencjał patentowego wzrostu, choć liczba patentów uzyskiwanych przez firmy parkowe też będzie oczywiście rosła. >>> Maciej Sawicki: Myślę, że niska ilość patentów wcale nie musi świadczyć o niskiej innowacyjności, czy też o niskim potencjale innowacyjnym. Może to być oznaką niskiej świadomości konieczności zarządzania własnością intelektualną. Świadomość ta jest niska nie tylko w parkach, ale w całym kraju. Na pewno rolą parków jest poprawa tego stanu rzeczy. 11 patentów to nie jest najlepszy wynik, ale wątpię żeby w tej liczbie były uwzględnione patenty, które powstały przy współudziale parków (niekoniecznie wśród lokatorów). Parki łączą przedsiębiorców i naukowców, szkolą i doradzają. Ponadto również w naszym parku większość lokatorów działa w branży IT, gdzie patentowanie nie jest takie proste, co nie znaczy, że nie mają innowacyjnych produktów. Protagoniści parków technologicznych często posługują się terminem „transfer technologii” czy „transfer wiedzy” podkreślając jego doniosłość dla rozwoju innowacyjnej gospodarki. Na czym konkretnie polega taki transfer? Jak parki go wspierają?

>>> Wojciech Przybylski: Wszystko zależy od projektu. Jeśli inicjatywa wychodzi od działającej w parku czy inkubatorze firmy, staramy się znaleźć zespół badawczy, który może pomóc. Jeśli przychodzi do nas naukowiec z pomysłem technologicznym, pomagamy mu w znalezieniu formuły biznesowej lub w znalezieniu inwestora ważnym narzędziem jest nasz własny Fundusz Zalążkowy, udzielający wsparcia poprzez obejmowanie udziałów w spółkach. Mówię tu na razie o tradycyjnym modelu transferu science2business, bo coraz częściej transfer następuje pomiędzy samymi firmami. Na przykład na organizowanym przez nas największym w Polsce i okolicy Europejskim Festiwalu Gier oferujemy szereg warsztatów, na których firmy uczą się od siebie nawzajem bardzo specjalistycznych technik tworzenia cyfrowej rozrywki czy multimediów. >>> Maciej Sawicki: Transfer wiedzy i technologii to po prostu przekazywanie nowych informacji i rozwiązań do gospodarki. Może się to odbywać m.in. poprzez komercjalizację wyników badań czy też publikacje. Transfer technologii w BPN-T polegać będzie na wspieraniu działalności B+R oraz aktywizacji współpracy przedsiębiorstw z ośrodkami naukowo-badawczymi i środowiskiem akademickim w naszym regionie. Będzie się to głównie odbywać w Centrum Technologicznym, gdzie ulokowane zostaną nowoczesne laboratoria. Laboratorium Obrazowania Medycznego będzie na przykład wykorzystywane przez Uniwersytet Medyczny w Białymstoku do prowadzenia unikatowych Teberia 25/2013 31


NA C Z A SIE >> na skalę światową prac badawczo-rozwojowych we współpracy z partnerami biznesowymi. Warto także wspomnieć o Transferowni - nowoczesnej przestrzeni, która zostanie stworzona w BPN-T. Będą się w niej spotykać dwa środowiska – nauki i biznesu. Firmy zlecać będą wykonanie konkretnych projektów naukowcom i studentom, a BPN-T zapewni im odpowiednie narzędzia i miejsce do pracy. Owocem tej współpracy będą innowacyjne produkty, usługi bądź funkcjonalności, idealnie dopasowane do oczekiwań wymagających klientów. Na współpracy skorzystają obie strony – studenci dostaną ciekawe projekty, dzięki którym będą mogli się rozwijać, a firmy zdobędą innowacyjne rozwiązania, które następnie będą mogły zastosować komercyjnie. Ilu lokatorów parków prowadzi swoje własne badania naukowe? W jak wielu z nich pracują osoby posiadające stopnie lub tytuły naukowe? >>> Wojciech Przybylski: W chwili obecnej w Inkubatorze mamy dwa spinoffy prowadzone przez pracowników naukowych Politechniki Krakowskiej. Część firm korzysta ze staży dla naukowców i w ten sposób czasowo zatrudnia osoby po doktoracie. Ale z całą pewnością podaż pomysłów i motywacji biznesowych ze strony pracowników uczelni mogłaby być większa. O ile wiem, z tym problemem boryka się większość parków w Polsce, w tym również te prowadzone bezpośrednio przez uczelnie. Ten wskaźnik również będzie się zmieniać, ale obawiam się, że wolniej niż gotowość technologiczna samych firm. To nie tylko kwestia systemu nauki i jej finansowania, ale i kultury czy mentalności, które razem składają się na system bodźców i motywacji do podjęcia działalności biznesowej.

32 Teberia 25/2013


Teberia 25/2013 33


NA C Z A SIE >> >>> Maciej Sawicki: Większość firm przyjętych do Centrum Technologicznego posiada własne działy B+R. Spośród 25 firm z Inkubatora Technologicznego kilka prowadzi własne badania, jednak więcej deklarowało chęć współpracy z ośrodkami naukowymi w procesie tworzenia nowych produktów.

łania. Dodatkowo firmy z Inkubatora co roku muszą zdawać raport ze swojej działalności. Nie chodzi nam o to, żeby kontrolować ich wyniki finansowe. Celem tej weryfikacji jest właśnie upewnienie się, że firma realizuje działalność opisaną we wniosku aplikacyjnym. W przypadku negatywnej oceny takiego raportu, BPN-T ma prawo wypowiedzieć umowę.

W jaki sposób parki kontrolują lokatorów? Jakie kryteria muszą spełnić firmy chcące rozpocząć działanie na terenie parku? Przy nierynkowej cenie najmu powierzchni biurowej pojawia się ryzyko nadużyć - czy parki nadzoruje działalność lokatorów upewniając się, że jest ona „innowacyjna”, że pieniądze zainwestowane przez samorządy czy UE przyniosą w przyszłości korzyści podatnikom?

Czy poza monitorowaniem przestrzegania zasad przez lokatorów parki monitorują także ich sukcesy?

>>> Wojciech Przybylski: Oczywiście kontrola działalności lokatorów to kluczowe zadanie parków, zwłaszcza jeśli świadczą one pomoc publiczną. W naszym wypadku na etapie rekrutacji „sito” jest dosyć szczelne, wnioski (zawierające opis technologii i uproszczony biznesplan) ocenia Rada Inkubatora, składająca się m.in. z pracowników nauki czy uczelnianych centrów transferu technologii. Czas pobytu firmy w inkubatorze jest ograniczony, a jej działalność monitorowana. Wraz z uruchomieniem Małopolskiego Parku Technologii Informacyjnych szczegółowość tego monitoringu na pewno wzrośnie. Staramy się przy tym nie komplikować życia lokatorom, wszak pobyt w parku ma być ułatwieniem w ich rynkowej działalności, a nie biurokratycznym obciążeniem. >>> Maciej Sawicki: Aby zostać Lokatorem Inkubatora Technologicznego należy uzyskać pozytywną ocenę wniosku aplikacyjnego, który jest oceniany przez komisję złożoną z dwóch pracowników BPN-T oraz dwóch członków Rady Programowej. Na ocenę merytoryczną aplikacji największy wpływ ma innowacyjność oraz potencjał komercyjny przedsięwzięcia, a także działalność w ramach preferowanych branż, współpraca z uczelniami i innymi lokatorami BPN-T oraz pozytywny wpływ na regionalną gospodarkę. Podobnie jest w przypadku Centrum Technologicznego – jego lokatorami mogą zostać firmy prowadzące innowacyjną działalność. Procedura aplikacyjna jest zbliżona do tej z Inkubatora, natomiast kładziemy większy nacisk na sytuację finansową firmy, renomę jej marki oraz udokumentowane innowacyjne dzia-

Wojciech Przybylski: Oczywiście, na przykład na ostatnich targach CeBit, których partnerem strategicznym była Polska, kilkanaście polskich stoisk było obsługiwanych (w zakresie technologii bezdotykowych) przez inkubowaną w KPT firmę Berrylife. Platforma Mintia zorganizowała niedawno konkurs na layout dla holenderskich linii lotniczych KLM. Przyjęliśmy też kilka ciekawych firm z pierwszymi wdrożeniami na koncie, np. spółkę OptiMedi, działająca na styku ICT i technologii medycznych w zakresie obrazowania 2D i 3D. >>> Maciej Sawicki: Jednym z najświeższych sukcesów jest zdobycie przez jednego z naszych lokatorów pierwszego miejsca w kategorii World Citizenship podczas Imagine Cup 2013 - największego na świecie konkursu technologicznego dla studentów. Drużyna przygotowała projekt Smart Farm - zintegrowany system zarządzania przedsiębiorstwem rolniczym, mający na celu zmniejszenie kosztów produkcji żywności. Projekt oparty jest o aplikację na smartfona i komputer, która w czasie rzeczywistym optymalizuje trasę maszyn rolniczych i koszty zużycia paliwa. Wśród zalet parków technologicznych często wymienia się infrastrukturę, zbyt drogą dla młodych firm. O jakie urządzenia chodzi i czy są one na tyle uniwersalne by spełnić wszystkie potrzeby wielu różnych przedsiębiorstw? >>> Wojciech Przybylski: W Małopolskim Parku Technologii Informacyjnych udostępnimy Data Center, oferujące usługi cloudowe: obliczeniowe oraz bazodanowe. Będą mogły z niego korzystać wszystkie firmy, nie tylko lokatorzy parku. W dalszej kolejności ruszą inne laboratoria, dedykowane m.in. wspomnianemu


już interfejsowi bezdotykowemu czy branży cyfrowej rozrywki oraz multimediów. Jestem przekonany, że będzie z nich korzystać wiele firm, prowadzone obecnie konsultacje wskazują na duże zainteresowanie. Dla przykładu: planujemy zakup urządzeń o różnych przekątnych, na których firmy będą mogły testować swoje aplikację. Na taki „park urządzeń”, które przecież szybko się starzeją, nie stać samodzielnie wielu przedsiębiorstw, nie tylko tych najmniejszych. >>> Maciej Sawicki: W Centrum Technologicznym ulokowane będą nowoczesne laboratoria, a jedno z nich - Laboratorium Obrazowania Medycznego zostanie wyposażone w skaner diagnostyczny PET/MR, które będzie pierwszym tego typu urządzeniem zainstalowanym w Polsce. Jest to wysoce specjalistyczne urządzenie, którego koszt przekracza możliwości finansowe wielu, nie tylko małych, firm. Mamy jednak także przestrzenie bardziej uniwersalne. Jedną z nich jest Centrum Przetwarzania Danych o bardzo wysokim standardzie (TIER3), gdzie oferowane będą usługi hostingu, hotelingu, kolokacji, przetwarzania danych, archiwizacji oraz dostęp do chmury obliczeniowej. Ciekawym miejscem będzie także Laboratorium Grafiki Komputerowej i Sztuki Interaktywnej. Z uwagi na fakt, iż wiele naszych przyszłych lokatorów to firmy z branży IT, laboratorium to będzie bardzo pomocne w tworzeniu interface’u produktów. Wierzymy, że dostęp do tak zaawansowanej infrastruktury może ułatwić oraz usprawnić działalność naszych lokatorów oraz zewnętrznych firm, które nawiążą współpracę z BPN-T. Inkubacja a transfer technologii. Zapoznając się z ofertą niektórych parków technologicznych można dojść do wniosku, że prowadzą dwutorową działalność: z jednej strony oferują tanie biura młodym firmom, które dzięki tej inkubacji mogą rozwinąć skrzydła, z drugiej ich misją jest aplikowanie w praktyce rezultatów badań. Które z tych działań powinno być priorytetem parku i jaka jest między nimi relacja? >>> Wojciech Przybylski: Najlepiej jest oczywiście połączyć oba te zjawiska, zalewając je sosem dodatkowych usług, takich jak doradztwo i finansowanie. Sam transfer technologii w tradycyjnym wydaniu, czyli z uczelni do nauki, to domena uczelnianych centów transferu technologii. W praktyce działania

parków technologicznych główną rolę będzie zawsze odgrywała firma i jej rozwój. Transfer technologii jest tu narzędziem, a nie celem. Ostatecznie chodzi o to, żeby ktoś coś kupił – media są ostatnio pełne genialnych polskich wynalazków, których z jakichś tajemniczych powodów nie da się skomercjalizować. Jest jednak w tej grupie podzbiór projektów, które przy odpowiednim wsparciu biznesowym mogą okazać się rynkowym sukcesem i naszym zadaniem w najbliższych latach powinno być wyławianie tych pomysłów. Trzeba pamiętać, że parki są tylko (i aż) częścią pewnego łańcuszka czy może lepiej ekosystemu, od uczelni po fundusze venture. W Polsce dopiero uczymy się tego skomplikowanego biznesu. Jak wskazują wszystkie niezależne badania, KPT jest jednym z liderów tego procesu, ale najlepsze dopiero przed nami. >>> Maciej Sawicki: Obydwa cele są tak samo ważne. Jesteśmy parkiem naukowo-technologicznym, więc naszą misją jest wspieranie rozwoju regionu zarówno poprzez promowanie przedsiębiorczości i inkubowanie firm, ale też wspieranie procesu transferu technologii i działalności B+R. Najlepiej jest więc inkubować przedsiębiorstwa technologiczne, które są oparte o unikatowe wyniki badań.

Rozmawiał Piotr Pawlik zapraszamy do dyskusji napisz do nas


SPOJR ZENIA >>

Ule w polu – czyli zupełnie poważnie o urokach bzykania oraz o tym, że lepiej żyć w krainie mlekiem i miodem płynącej, niż wcale.

To bzykanie coś oznacza. Takie bzyczące bzykanie nie bzyka bez powodu. Jeżeli słyszę bzykanie, to znaczy, że ktoś bzyka, a jedyny powód bzykania, jaki znam, to ten, że się jest pszczołą.

T

a zabawna myśl Kubusia Puchatka może już wkrótce przestać bawić kolejne pokolenia swoją zgrabną formą, bo nie będzie przedmiotu tej zabawy ani... adresatów. Od kilku lat bowiem (a w ostatnim czasie szczególnie często), z prasy naukowej, gospodarczej, ekologicznej, a także po prostu codziennej - nie znikają złowieszcze nagłówki o ogólnej wymowie: pszczoły giną! Ktoś mógłby powiedzieć – I co z tego? W procesie ewolucji wyginęło już wiele gatunków, a w ich miejsce pojawiły się nowe. Być może. Nie należy jednak bagatelizować faktu, że - jak stwierdził sam twórca teorii ewolucji Karol Darwin - Kiedy pszczoła zniknie z powierzchni Ziemi, człowiekowi pozostaną już tylko cztery lata życia. Skoro nie będzie pszczół, nie będzie też zapylania. Zabraknie więc roślin, potem zwierząt, wreszcie przyjdzie kolej na człowieka... Podobną myśl przypisuje się zresztą także innemu wielkiemu uczonemu - Albertowi Einsteinowi. A jeśli dwóch wielkich mówi coś z takim przekonaniem, to czy powinniśmy zacząć się obawiać?

36 Teberia 25/2013


Afrykańskie pszczoły miodne, zwane pszczołami zabójcami, potrafią gonić swoją ofiarę przez pół kilometra.

Teberia 25/2013 37


SPOJR ZENIA >>

No przecież to tylko pszczoła! Człowiek cenił pszczoły od zarania dziejów, szanował je, a nawet czcił - w wielu mitologiach przypisuje się wszakże tym stworzeniom pierwiastki boskie. Królowie Egiptu, na przykład, nosili przydomki związane z pszczołami, a w wierzeniach sumeryjskich bogini zbóż Asznan przedstawiana była jako pszczoła, przynosząca urodzaj. Miód zresztą od czasów starożytnych stanowił symbol bogactwa i dostatku. Dobrobyt zawdzięczał człowiek pszczołom nie tylko, dzięki spożywaniu, bogatego w liczne wartości, miodu, lecz spożywaniu w ogóle - pszczoły odpowiadają bowiem za zapylanie roślin jadalnych, w tym warzyw i owoców, niezbędnych na naszych stołach. Jakie właściwie jest to życiodajne zwierzę? Pszczoła - niewielki owad, zwany z łac. Apis ma długość ciała od 7-8 mm do 16-18 mm, ubarwienie o różnej intensywności - od jednolicie czarnego i ciemnobrązowego do żółtego i czerwono-pomarańczowego, skrzydła wyróżniające się charakterystycznym kształtem. Wszystkie gatunki, należące do rodzaju Apis, żyją w  zorganizowanych społeczeństwach. W  skład

pszczelej rodziny wchodzą: jedna królowa-matka, ok. 40 tysięcy robotnic i ok. tysiąca trutni. W ciągu jednego roku matka składa 120-150 tysięcy jaj. Wszystkie osobniki mają przypisane konkretne zadania. Obowiązki robotnic na przykład „rozpisane są” skrupulatnie według dnia życia i tak: 0-3 - czyszczenie komórek, 4-6 - karmienie larw starszych, 7-13 - karmienie larw młodszych, 8-16 - budowa plastrów, odbieranie i przeróbka nektaru i pyłku, 16-21 - obrona ula, 18 i więcej -prace poza ulem. Na czym polega codzienny trud pszczół? Ogólnie rzecz biorąc, na zapylaniu roślin. Zarodek roślinny powstaje w wyniku zlania komórki plemnikowej pyłku z komórką jajową zalążka kwiatu. Pyłek zawiera więc niezbędne składniki potrzebne do powstania nowego życia rośliny. W nagrodę za swoją pracę pszczoły, zapylając rośliny, otrzymują nektar i pyłek. Aby zebrać jeden „ładunek” pyłku muszą odwiedzić około 1500 kwiatów. Po co ten trud? Bogaty w składniki pyłek, spożywany przez pszczoły karmicielki jest niezbędny do wydzielania przez nie mleczka pszczelego, którym żywiona jest matka oraz młode pszczele larwy. Rodzina pozbawiona pyłku skazana jest więc na wymarcie.

Teoretycznie energia zawarta w 30 gramach miodu pozwoliłaby pszczole oblecieć kulę ziemską. 38 Teberia 25/2013


Pszczoły są owadami społecznymi. Jedyny naturalny sposób pomnażania ilości rodzin pszczelich to podział rodziny, zwany rójką. Od wiosny rodziny wzmacniają się, zwiększają swoją liczebność, gromadzą zapasy żywności, następnie wychowują sobie młode matki. Wówczas stara matka wraz z dużą grupą pszczół opuszcza ul, wiążąc się na krótki czas w postaci grona poza ulem. Po znalezieniu przez pszczoły wywiadowczynie odpowiedniego miejsca na osiedlenie, rój przenosi się tam, tworząc nową rodzinę. W starym ulu jedna z młodych matek przejmuję rolę starej matki. To pszczele społeczeństwo zorganizowane jest tak dobrze, że istnieje teoria, według której pszczoły… nie są owadami. Na przykład niemiecki pszczelarz Johannes Mehring, już w XIX wieku uważał, że pszczela rodzina jest jednym organizmem, któremu najbliżej do kręgowców. Pszczoły robotnice stanowią ciało tego organizmu, czyli organy wewnętrzne i układ pokarmowy, z kolei matka pełni rolę żeńskich, a trutnie męskich narządów płciowych. W 1911 roku amerykański biolog William Morton Wheeler użył określenia „superorganizm”, dla opisania form życia charakterystycznych dla owadów społecznościowych, takich jak np. mrówki czy właśnie pszczoły. Najbardziej zaskakująca jest jednak teoria niemieckiego badacza pszczół Jurgena Tautza. W wydanej również w Polsce książce „Fenomen pszczół miodnych”, porównuje on rodzinę pszczelą do ssaka. Podstawą tej teorii jest przedstawienie wspólnych cech ssaków i rodziny pszczelej: zarówno my, jak i one karmimy potomstwo mleczkiem, chronimy potomstwo przed zmiennymi czynnikami świata zewnętrznego, utrzymujemy stałą temperaturę ciała (ssaki – 36 stopni, pszczoły – zaledwie o jeden stopień niżej). Ssaki mają największy mózg wśród kręgowców, najlepiej się uczą, pszczoły dominują swoją inteligencją i zdolnością przyswajania informacji nad innymi bezkręgowcami, a nawet nad niektórymi kręgowcami. Ponadto, zarówno ssaki, jak i pszczoły mają niski poziom rozrodczości, pszczela rodzina złożona z tysięcy osobników wychowuje w ciągu roku zaledwie kilka matek.

Królowe pszczoły mogą żyć do dwóch lat, składają 3000 jaj na dzień,

W świetle tych teorii wydaje się, że rodzina pszczela mogłaby stać się honorowym członkiem gromady ssaków. Na pewno jednak nie zasługuje na los, który najinteligentniejsi członkowie tej gromady dla niej szykują...

Pszczeli Armagedon Powinniśmy życzyć sobie, by ten zachwyt pszczelim fenomenem i opiewanie jego geniuszu nie okazały się łabędzim śpiewem. Od kilku lat nasila się bowiem zjawisko wymierania pszczół. W Stanach Zjednoczonych ginie ich co roku 1/3, w Europie 15-20 proc., w Chinach są już rejony, gdzie nie ma ich w ogóle (skąd pochodzi zatem chiński miód na polskim rynku?). W wyniku obserwacji pszczelarzy i badań specjalistów w dziedzinie pszczelnictwa powstało wiele teorii, które w jakiś sposób próbują wytłumaczyć ten fakt. Często podkreśla się zgubny wpływ pestycydów, używanych do ochrony roślin, nierzadko wskazuje się winę bakterii, wirusów i pasożytów, mówi się także o zgubnym wpływie importu pszczół, zmianach klimatycznych, a nawet o tym, że życiu tych owadów zagrażają fale elektromagnetyczne, emitowane przez telefonię komórkową. Warto przyjrzeć się bliżej przynajmniej niektórym z tych koncepcji.

Pestycydy Autorzy przygotowanego dla Greenpeace raportu zatytułowanego „Spadek populacji pszczół - przegląd czynników zagrażających owadom zapylającym i rolnictwu w Europie” ostrzegają, że intensywne wykorzystanie pestycydów w rolnictwie zagraża pszczołom miodnym i dzikim owadom zapylającym, a przez to stabilności europejskiego łańcucha dostaw żywności. Nawet małe dawki tych środków działają niekorzystnie na rozwój larw pszczół. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA - European Food Safety Authority) wskazał na chemikalia z grupy neonikotynoidów jako jedną z głównych przyczyn spadku pszczelich populacji. Stwierdzono, że nawet ich niewielkie użycie powoduje u pszczół dezorientację, utratę pamięci lub śmiertelne zatrucie. Znaczenie pszczół dla człowieka i środowiska docenia Komisja Europejska W związku z tym, w maju br. Bruksela podjęła decyzję o dwuletnim zakazie stosowania trzech pestycydów. Teberia 25/2013 39


SPOJR ZENIA >> Zakaz ich stosowania ma dotyczyć upraw i nasion kukurydzy, bawełny, rzepaku i słonecznika i będzie obowiązywać przez dwa lata, licząc od 1 grudnia 2013 roku. W tym czasie wpływ zakazanych pestycydów na pszczoły będzie dalej badany. Ograniczenie dotyczy trzech neonikotynoidów (klotianidyny, imidakloprydu i tiametoksamu), które stosuje się do zaprawiania nasion, umieszcza w glebie lub którymi opryskuje się rośliny i zboża, przyciągające pszczoły. Wyjątki będą ograniczone do możliwości opryskiwania roślin przy uprawach szklarniowych, a na polach tylko po okresie kwitnienia. Państwa członkowskie muszą do dnia 30 września 2013 r. cofnąć lub zmienić obowiązujące pozwolenia tak, aby dostosować się do ograniczeń wprowadzonych przez UE. Mogą one dopuścić wykorzystywanie istniejących zapasów najpóźniej do dnia 30 listopada. Decyzja Brukseli to zwycięstwo pszczelego lobby, które stoczyło zaciętą walkę z koncernami, produkującymi trzy feralne pestycydy szeroko stosowane obecnie w rolnictwie. Ale działania Unii Europejskiej w obronie pszczół widoczne są od dawna. Wśród nich warto podkreślić wyznaczenie laboratorium referencyjnego UE do spraw zdrowia pszczół; zwiększenie współfinansowania UE dla krajowych programów pszczelarskich i współfinansowanie badań nadzoru w 17 państwach członkowskich, które dobrowolnie postanowiły je przeprowadzić (w 2012 r. przeznaczono na nie 3,3 mln EUR). Unia realizuje także programy badawcze, takie jak BeeDoc i STEP, w ramach których analizowane są różne czynniki, które mogą powodować zmniejszanie się europejskiej populacji pszczół.

Pasożyty i choroby Departament Rolnictwa USA (USDA) wraz z Agencją Ochrony Środowiska (EPA) opublikował 2 maja br. kompleksowe sprawozdanie naukowe na temat zdrowia pszczół. Raport ten stwierdza, że nie istnieje jedna, wyłączna przyczyna wymierania rodzin pszczelich, ale dla pszczół miodnych duże zagrożenie stanowią pasożyty i choroby. Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w innych krajach, jako główny czynnik strat w koloniach pszczelich, wskazano pasożytnicze roztocze Varroa. Jest ono odporne na środki, których używają pszczelarze, w celu kontroli roztoczy wewnątrz ula. 40 Teberia 25/2013

Także pszczołom w Polsce szkodzą przede wszystkim roztocza (pszczela wesz, Varroa destruktor), ale te znane są w Polsce już od lat 80-tych. Niedawno zaś pojawiła się nowa odmiana zaraźliwej choroby pszczół, nosemozy, która jest rodzajem biegunki i powoduje ginięcie owadów.

Monokultury upraw Istotną przyczyną ginięcia pszczół jest także brak bioróżnorodności. Pszczoły „obsługują” bowiem wielkie, monokulturowe obszary rolnicze, często obficie wspomagane chemią i pestycydami. Na Żuławach na przykład, na powierzchni 100-200 ha, są uprawy rzepaku i… tylko rzepaku. Monokultury upraw to efekt gospodarki rolnej, której dobrym przykładem mogą być Stany Zjednoczone. Tu do zapylenia jednego ogromnego obszaru roślin, używa się często pszczół transportowanych np. z całego stanu. Prognozy mówią, że w  przyszłości, jeden teren będą zapylać pszczoły sprowadzane z całego kraju. Dodatkowy problem stanowi utrata naturalnych siedlisk – za co odpowiedzialne są rolnictwo masowe i przemysłowe, a także rozrost miast


Import

Warunki klimatyczne

Ważnym czynnikiem osłabienia pszczół jest także import pszczół, zwłaszcza królowych-matek, które wyhodowane w innych warunkach, nie są w stanie zaaklimatyzować w nowym środowisku. Import pszczół sprzyja szerzeniu się chorób. Także w polskich pasiekach sytuacja uległa pogorszeniu, gdy dotarły tu choroby z Azji. Na szczęście plany sprowadzania do Polski pakietów pszczelich (małe rodzinki pszczele) z Nepalu nie zostały zrealizowane, a przy imporcie królowych-matek z zagranicy stosowane są ścisłe kontrole. Oczywiście pozostał problem nielegalnego importu. Tą drogą pojawił się w Europie nieznany tu wcześniej szkodnik - mały chrząszcz ulowy, zauważony w Portugalii w 2004 r. Wówczas zlikwidowano w okolicy wszystkie rodziny pszczele i do tej pory brak jest informacji o nowym ognisku inwazji. Ale zagrożenie, wynikające z nielegalnego importu matek ciągle istnieje.

W  Polsce istotnym czynnikiem wpływającym na populacje pszczół jest zima. W sezonie 2009/2010 ogólnie wyginęło 18, a w niektórych rejonach nawet do 22 procent populacji.

Pszczoła robotnica może wyprodukować w swoim życiu miód w ilości 1/12 łyżeczki do herbaty.

O tym, że zima 2012/2013 była w Polsce długa nie trzeba nikomu przypominać. Z jej powodu wyginęło ok. 20%, populacji pszczół, jednak prezes Polskiego Związku Pszczelarskiego Tadeusz Sabat – nie traci optymizmu twierdząc, że bieżący rok, mimo wszystko, zapowiada się dla pszczelarstwa dobrze. Obserwuje się co prawda ok. trzytygodniowe opóźnienie w rozwoju rodzin pszczelich, jednak pszczoły wyleciały już na pola i duża ich część zbiera miód na kwitnących najwcześniej plantacjach rzepaku. Pszczelarze uważają, że po długiej zimie są… dobre zbiory miodu z akacji i lipy! Są to świetne prognozy, zwłaszcza że w ubiegłym roku produkcja miodu w Polsce wyniosła ok. 18 tys. ton. To sporo, wiedząc, że średnia z ostatnich dziesięciu lat to 15 tys. ton rocznie. O tym, że warunki pogodowe mogą w bardzo konkretny sposób wpłynąć na zbiory przekonali się pszczelarze w latach 2010 i 2011, uzyskując wówczas tylko 12,5 tys. ton miodu w jednym roku i aż 23 tys. ton w następnym. Wszystkie te dane wskazują, że pszczelarstwo w Polsce ma się rzeczywiście dobrze, nie obserwuje się żadnych niepokojących w tym względzie zjawisk. Nie należy jednak bagatelizować ostrzeżeń, bo – nie miejmy złudzeń - zagrożenie dla pszczół istnieje także w Polsce.

Promieniowanie telefonów komórkowych Coraz więcej zwolenników zyskuje natomiast teoria, że za armagedon rodzin pszczelich odpowiedzialne jest promieniowanie, emitowane między innymi przez telefony komórkowe. Według przypuszczeń naukowców promieniowanie z telefonów komórkowych zakłóca system nawigacyjny pszczół, przeszkadzając im w locie powrotnym do ula. Tracą orientację i po prostu nie mogą odnaleźć swoich rodzin. W 2007 roku w Stanach Zjednoczonych upadki pszczół dotknęły niemal połowę wszystkich stanów. Teberia 25/2013 41


SPOJR ZENIA >> Na Zachodnim Wybrzeżu pszczelarze oszacowali swoje straty na 60 %, na Wschodnim nawet na 70%. W związku z tym zjawisko znikania pszczół zostało dokładnie opisane i określane jest jako CCD (ang. Colony Collapse Disorder). Polega ono na masowym opuszczaniu uli przez pszczoły. Brak przy tym jakichkolwiek oznak chorobowych u pszczół, a ule pełne są zapasów pożywienia. Najciekawszy jest fakt, że nigdy w pobliżu ula nie znaleziono martwych pszczół, zatem ginęły zapewne z dala od pasieki. Co ciekawe, inne pszczoły i dzikie owady, które zwykle rabują miód i pyłek, pozostawiony w opuszczonych ulach, nie chcą zbliżać się do nich. CCD zaobserwowano także w Europie, w Niemczech, Szwajcarii, Hiszpanii, Portugalii, Włoszech, Grecji oraz w Wielkiej Brytanii. I choć brzmi to jak informacja rodem z Archiwum X, sytuacja jest dość poważna i pojawia się coraz więcej dowodów na poparcie tej tezy. Wskazują na to chociażby wyniki badań opublikowane w czasopiśmie „Apidologie”. Daniel Favre, naukowiec z Lozanny, umieścił telefony komórkowe w kilku monitorowanych ulach. Okazało się, że sygnały komórek wprowadzają pszczoły w błąd. Sygnał komórki stanowi bowiem dla owadów znak do opuszczenia ula albo powoduje, że latają chaotycznie i w efekcie, zdezorientowane - umierają.

bezpośrednio zwiększenie populacji roślinożernych ofiar (myszy), i pośrednio zmniejszenie stanów roślin (zboża). Procesy te zaobserwowano na przykład w populacji pewnego gatunku ryb - szczętek, w 1998 w Morzu Beringa. W efekcie nadmiernego zakwitu glonów z rzędu Coccolithophorales, w dotkniętych regionach morza spadła koncentracja innych glonów – jednokomórkowych okrzemków, którymi odżywiają się szczętki. Ponieważ te nie mogą odżywiać się jeszcze mniejszymi Coccolithophorales, ich populacje drastycznie się zmniejszyły. To znów pociągnęło za sobą zmiany ilościowe innych gatunków zwierząt np. ptaków - burzyków. Podejrzewa się również, że naruszenie tej równowagi spowodowało zmiany tras wędrówek łososi, które nie powróciły w tym sezonie na tarło do rzek zachodniej Alaski. A spadek populacji łososia to już poważna sprawa, choćby z punktu widzenia gospodarki.

Kaskada troficzna i inne skutki

Pszczoły mają zatem ogromne znaczenie dla rolnictwa, gdyż zapylając rośliny, podnoszą plony np.: rzepaku o 30 proc., a słonecznika nawet o 45 proc. To przekłada się na wymierny zysk dla rolników. Z kolei w USA dzięki zapylaniu roślin przez pszczoły powstaje aż 15 proc. żywności. Korzyści, jakie przynosi gospodarce praca pszczół są bardzo wymierne. Tylko w Europie pszczoły zapylają aż 84 proc. roślin uprawnych, dając rocznie - według obliczeń Komisji Europejskiej - prawie 16 mld euro dochodu. W 2010 r. jedna rodzina pszczela przyniosła dochód 1070 euro

Kiedy pszczoła zniknie z powierzchni Ziemi, człowiekowi pozostaną już tylko cztery lata życia. Skoro nie będzie pszczół, nie będzie też zapylania. Zabraknie więc roślin, potem zwierząt, wreszcie przyjdzie kolej na człowieka... Na tym z grubsza polega problem kaskady troficznej, czyli zaburzenia ekosystemu i w taki właśnie prosty sposób wyjaśnił to, cytowany już, Karol Darwin. Konkretnie zaś w przypadku kaskady troficznej chodzi o zmianę struktury piramidy ekologicznej, składającej się z podporządkowanych sobie hierarchicznie poziomów organizmów, które oddziałują na siebie. Do kaskady troficznej dochodzi natomiast wtedy, gdy zmiany ilościowe jednego z poziomów piramidy mają bezpośredni wpływ na sąsiednie poziomy i pośredni na pozostałe poziomy. Przykładem są np. zaburzenia porządku łańcucha pokarmowego: nagła nieobecność drapieżnika (np. myszołowa), dotychczas dominującego piramidę, powoduje 42 Teberia 25/2013

Jak to się ma do pszczół? Spójrzmy na statystyki – 78% naszej flory to rośliny owadopylne. Dzięki pszczołom procent zawiązywania owoców zwiększa się, i to wielokrotnie. I tak: w przypadku porzeczki i gryki 2-krotnie, agrestu 3-krotnie, jabłoni 5-krotnie, cebuli 6-krotnie, słonecznika 7-krotnie, gruszy 10krotnie, fasoli 15-krotnie, śliw 20-krotnie, czereśni 35- krotnie, ogórków 70-krotnie, a koniczyny aż… 300-krotnie!

Konsekwencją wymierania pszczół będzie zatem nie tylko brak naturalnego miodu. Poważne problemy mogą nastąpić w rolnictwie i sadownictwie, a ich efekty mogą dotknąć nas wszystkich. Gdy pszczoły wymrą, zabraknie wielu podstawowych produktów spożywczych. Sytuacja jest tym bardziej poważna, że jednocześnie gwałtownie zwiększa się populacja ludzi. Jak


Żeby wyprodukować 0.3 kg miodu, pszczoły muszą przelecieć 88500 km i usiąść na 2 mln kwiatów. pisze magazyn „Nature”, grupa 22 naukowców, między innymi ekologów, geologów i paleontologów ostrzegła przed skutkami załamania ekosystemu. Badacze przestrzegają, że może dojść do tego nagle, a nie stopniowo jak nam się wydawało do tej pory. W swoich obliczeniach uczeni założyli, że do 2050 roku będzie już 9,3 miliarda ludzi, a klimat ociepli się średnio o 2 stopnie Celsjusza. Według biologów zmiany, jakie już zaszły są nieodwracalne i będą miały katastrofalne konsekwencje. Wykarmienie takiej dużej populacji ludzi będzie prawie niemożliwe, a bez pszczół, będzie niemożliwe na pewno.

150 mln lat i co dalej? Pszczoły produkują miód od co najmniej 150 mln lat, trudno wiec wyobrazić sobie świat bez tych owadów. Problem jest naprawdę poważny, ale fakt jego zdiagnozowania to już jakiś postęp. Zwłaszcza, że w ostatnim czasie obserwuje się wiele działań mających na celu ratowanie pszczół. Unia Europejska przedsięwzięła środki prawne, ograniczające stosowanie pestycydów, a i... bartnicy nie próżnują. Zawód bartnika, czyli leśnego pszczelarza, zajmującego się hodowlą pszczół w specjalnie wydrążonych w drzewach dziuplach, jeszcze dwa wieki temu był na terenach całej Europy rozpowszechniony, ale rozwój nowoczesnego pszczelarstwa praktyki te zdominował i spowodował, że pszczoły zniknęły z lasów. Teraz leśnicy z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych planują powrócić do starych tradycji. W tym celu sprowadzono do Polski bartników z położonej na Uralu Baszkirii, gdzie bartnictwo wciąż jest żywe. Kilka lat temu założyli w naszym kraju kilkadziesiąt barci, w tym trzy w Biebrzańskim Parku Narodowym, w rezerwacie Grzędy. Wykute w drzewach barcie pszczoły zasiedliły same, i to w ciągi kilku tygodni. Ponieważ gatunek dzikich pszczół miodnych wyginął w Polsce razem z bartnictwem, barcie zakładane w parku zasiedlił - rozpowszechniony na tym terenie - gatunek pszczoły augustowskiej. Ostatnio bartnicy z Baszkirii swoje metody pokazali leśnikom podlaskim. Dzięki temu pszczoły miod-

ne mają powrócić do czterech puszcz północnowschodniej Polski. Nie trzeba dodawać, że pszczoły pełnią w lesie bardzo ważną rolę, zapylając wiele gatunków drzew, krzewów, runa leśnego i śródleśnych łąk, dlatego ich przywrócenie ma w pewnym sensie odtworzyć dawny ekosystem. Odbudowa pszczelich siedlisk to nie tylko barcie. W coraz większej liczbie miast na świecie, na dachach urzędów, banków, oper, teatrów, muzeów, hoteli i biurowców, w Berlinie, Sztokholmie, Hong Kongu, Kopenhadze i Melbourne powstają... pasieki. W Nowym Jorku i Londynie liczba miejskich pszczelarzy wzrosła o 220 proc. w ciągu 13 lat. W Londynie pszczoły hodowane są na przykład na dachach Muzeum Historii Naturalnej i jednej z największych giełd, London Stock Exchange, a w Paryżu i Toronto - na dachach oper i hoteli. W Waszyngtonie ule znajdują się w pobliżu Białego Domu, a polska stolica może poszczycić się ulem, usytuowanym na dachu Hyatt Regency Warsaw. Gdzie żerują pszczoły-mieszczki? W miejskich parkach, na skwerach i w ogródkach, co ciekawe- badania potwierdzają, że tak produkowany miód jest czysty. Jak jeszcze można pomóc pszczołom? Dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin Anna Tuleja jest zdania, że najważniejsze działania to przede wszystkim bezpieczne stosowanie środków zarówno dla środowiska, jak i dla człowieka, wprowadzenie dokładnego i niezależnego systemu monitoringu pestycydów w środowisku oraz obowiązkowe upowszechnianie i promowanie dobrych praktyk w tym zakresie. Czy to wystarczy? Nie wiadomo, ale może nie będzie tak źle, bo ostatecznie - jak mawiał, cytowany już znawca pszczelich zwyczajów - Kubuś Puchatek - Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo... Dominika Bara

Źródła: http://www.naukawpolsce.pap.pl; http://www.portalspozywczy. pl; http://pasieka24.pl; http://wiadomosci.onet.pl, thaibugs. com; http://zmianynaziemi.pl; http://www.vismaya-maitreya. pl; http://www.kuchniaplus.pl, www.rp.pl; www.wikipedia.pl; www.onet.pl

Teberia 25/2013 43


Co zagraża zdrowiu pszczół

Nie da się wyróżnić jednej przyczyny spadku populacji pszczół na świecie ani pogarszania się ogólnego Mają na nie wpływ choroby i pasożyty (m.in. Varroa destructor i Nosema ceranae) oraz rolnictwo prze na pszczoły jest bardzo szeroki. Jak podają źródła naukowe, dużą rolę w osłabianiu populacji rodzin pszc skalę chemiczne środki owadobójcze, zwłaszcza pestycydy z grupy neonikotynoidów. Pestycydy te wy pszczół, ponieważ wedle badań zmniejszają ich odporność na choroby i pasożyty. Szkocja

Kanada

USA

Belgia

Holandia

Norwegia

Szwajcaria

Austria

Włochy

Irlandia

Anglia/Walia

Francja

Legenda Zdrowotność pszczelich kolonii

Słaba

Średnia

Hiszpania

Dobra Brazylia

Użycie neonikotynoidów

Niskie

Średnie

Wysokie

Argentyna

Występowanie varroa

Brak

Niskie

Wysokie

źródło: Syngenta

S


ł?

o stanu ich zdrowia. To złożone zjawisko. emysłowe, którego zakres oddziaływania czelich odgrywają stosowane na masową ywierają bezpośredni wpływ na zdrowie

Dania

Szwecja

Finlandia

Polska

Niemcy

Japonia Chiny

Słowacja

Słowenia

Chorwacja

Afryka Południowa

Indie

Turcja

Australia

Nowa Zelandia



Teberia 25