Page 1

ISSN 16 89 - 6 69 6

numer 64/2013

ZIEMILSKI

BLISCY NIEZNAJOMI

MĄDZIK


strona redakcyjna redaktorzy naczelni: Katarzyna Lemańska (redaktor prowadzący numerów), Karolina Wycisk (patronaty medialne, kontakt z mediami) teatralia@teatralia.com.pl opracowanie typograficzne: Monika Ambrozowicz, Katarzyna Lemańska, Emilia Rydzewska współpraca redakcyjna: Anna Kołodziejska, Agnieszka Misiewicz, Joanna Majewska, Emilia Rydzewska, Aleksandra Żelazińska korekta: Paulina Mudant (główny korektor), Sylwia Krupska, Małgorzata Kurowska, Julia Lewińska, Monika Sakowska, Aleksandra Smoleń, Joanna Żabnicka administrator strony: Bartek Kliszczyk obsługa strony: Anna Petynia, Emilia Rydzewska Facebook: Monika Ambrozowicz, Wioleta Rybak

2

oddziały: Teatralia Kraków: Alicja Müller Teatralia Lublin: Wioleta Rybak Teatralia Łódź: Katarzyna Smyczek Teatralia Poznań: Agnieszka Misiewicz Teatralia Radom: Paulina Borek-Ofiara Teatralia Rzeszów: Anna Petynia, Monika Ambrozowicz Teatralia Szczecin: Kinga Binkowska Teatralia Trójmiasto: Anna Kołodziejska Teatralia Warszawa: Magdalena Zielińska, Aleksandra Żelazińska Teatralia Wrocław: Karolina Obszyńska na okładce zdjęcie ze spektaklu W samo południe, fot. Bartłomiej Sowa www.teatralia.com.pl

teatralia 64/2013


w numerze

SPIS TREŚCI PREMIERY 4 12 14 17

DARIA KUBISIAK: WSZYSTKO TO KWESTIA WYBORU DAMIAN BIAŁEK: MAJSTERSZTYK KRZYSZTOF DOMIN: MISJA ŁAŹNI MAGDA BAŁAJEWICZ: CZY JUŻ NIE BYĆ – OTO JEST PYTANIE...

MĄDZIK 19

„MALUJĘ ŚWIATŁEM NA CZARNYM BLEJTRAMIE” – ROZMOWA Z LESZKIEM MĄDZIKIEM

FOTORELACJA 24

ANNA WROTEK: FOTORELACJA Z „SONATY WIDM” W REŻYSERII MATSA EKA

REPERTUAR 28 AGATA WIŚNIEWSKA: PODRÓŻNIKU W CZASIE, ZATRZYMAJ SIĘ W HOTELU SAVOY 30 MONIKA SZWEDA: ZAKUPOWA WŚCIEKLIZNA 32 KATARZYNA MISIUK: TA PIOSENKA JEST ŚPIEWANA DLA PIENIĘDZY... 37 MONIKA SZWEDA: DŻUNGLA JEST W NAS FESTIWALE 40 44 47 51

NATALIA GRYGIEL OJCOWIE. RZECZ O MĘŻCZYZNACH JOANNA GRZEŚKOWIAK: WAJNUSSI ULA BOGDANÓW: WSCHODNIE KLIMATY NA PÓŁNOCY CZYLI WIERSZALIN W SOPOCIE KATARZYNA PYTLOS: PASJA? TO NIE DROGA PRZEZ MĘKĘ !

teatralia 64/2013

3


taniec

WSZYSTKO TO KWESTIA WYBORU Daria Kubisiak

fot. Bartłomiej Sowa

4

teatralia 64/2013 fot. Archiwum


premiery Spektakl W samo południe w reżyserii Wojtka Ziemilskiego to opowieść o wyborach do Sejmu i Senatu w 1989 roku. Jest to projekt wyjątkowy ze względu na swój kolektywny charakter. Twórcy spektaklu aktywnie współtworzyli ten projekt wraz z obsadą aktorską. Całość oparta jest na terenowych badaniach całego zespołu – aktorzy dotarli do uczestników omawianych wydarzeń oraz przeszukali prywatne zasoby pamięci. Subiektywna perspektywa okazała się dobrym rozwiązaniem, bo wytworzyła ogólny nastrój spektaklu, który miał większą siłę oddziaływania na widza niż znane historyczne, pozornie obiektywne, narracje o wyborach czerwca ‘89. Po oddaniu płaszcza w szatni widz

aktorzy znajdują się na scenie przed

zostaje skierowany do sali teatralnej, ale

rozpoczęciem spektaklu. Oglądają

po drodze napotyka przeszkodę. Trzech

na ekranie hasła, filmowane przez

aktorów zatrzymuje go i prosi, żeby

kolegów znajdujących się we foyer.

na gorąco wypowiedział się w jednym

Aktorzy na scenie spoglądają na kartki

zdaniu-haśle o istotnych zmianach,

z wypisanymi zdaniami (na jednej

które miały miejsce po 1989 roku.

kartce są trzy hasła) i każdy z nich

Pierwsze reakcje widzów są dziwne –

wybiera jedno zdanie, które wykrzykują

spontanicznie podają głównie hasła

jednocześnie na głos (każdy aktor

odnoszące się do historii osobistej,

samodzielnie decyduje, które zdanie

ale często też pojawia się krytyka

wypowie, więc wypowiedzi nie zawsze

społeczna. Ten zabieg spełnia dwie

są jednomyślne). Na widowni słychać

funkcje. Po pierwsze, indywidualizuje

żywe reakcje i satysfakcje widzów, kiedy

odbiór spektaklu, sprawiając, że widz

to ich głosy są skandowane. Następnie

ma poczucie, że wpływa na kreowaną

aktorzy włączają na laptopie relację z

rzeczywistość; po drugie, jedno zdanie,

Dziennika Telewizyjnego

które wypowiada odbiorca nieświadomy

o wyborach 1989 roku i filmują ekran

tego, czemu ma ono służyć, staje się

komputera. Obraz z kamery wyświetlany

głosem wyborczym. Już na początku

jest na ścianie. Aktorzy kładą kartki

przedstawienia wybrzmiewa główne

z wypowiedziami widzów na ekran

przesłanie spektaklu: krytyczna refleksja

komputera, przesłaniając kadry filmu. W

o odpowiedzialności za własne słowa

ten sposób na ekranie widzimy obraz z

i świadomie podejmowanych wyborach,

komentarzem. Dodatkowo hasła są wciąż

oczywiście głównie politycznych,

skandowane przez aktorów, co powoduje

choć tę naukę można odnieść do

nieustanną interpretację prezentowanych

innych życiowych decyzji. Pozostali

w Dzienniku informacji.

teatralia 64/2013

5


premiery z 1989 roku, który w rozmowie po

pytanie, zadane przez jedną z aktorek:

spektaklu powiedział, że zdecydował

„Kto z państwa pamięta na kogo

się wrócić do polityki, kiedy usłyszał

głosował w ostatnich wyborach?”. Na sali

słowa: „Głos nieobecnych się nie liczy,

zgłaszają się dwie osoby. A co z pozostałą

po prostu nie istnieje”. A co za tym idzie

częścią? Milczą, z pewnością dlatego,

tylko aktywne uczestnictwo w polityce

że większość widzów nie miała w 1989

ma znaczenie i może cokolwiek zmienić.

roku praw wyborczych. Jeżeli jednak

pytanie to odnieść do innych wyborów,

i rozkładają białe płótno, które jest

w których widz brał udział, wcale nie

zarazem obrazem i ekranem

oznacza to, że pojawiłoby się więcej

i zostaje rozciągnięte na podłodze,

rąk w górze. Na widowni często padały

wyznaczając odrębną przestrzeń.

wypowiedzi, że ludzie nie pamiętają, na

Kiedy w tle oglądamy relację z 1989

kogo głosowali, bądź robili to bez pełnej

roku, na pozostałej części płótna

świadomości. I choć pojedynczy głos nie

aktorzy zaczynają pisać nową historię.

zmieni rzeczywistości, to z pewnością

Ta nowa historia osnuta jest wokół

ma on większe znaczenie niż jego brak.

indywidualnych opowieści aktorów. Na

Tego samego zdania jest Marian Kowal,

scenę zaczynają wkradać się prywatne

jeden z kandydatów do parlamentu

opowieści: Sary Celler-Jezierskiej,

fot. Bartłomiej Sowa

6

W trakcie przedstawienia ze sceny pada

teatralia 64/2013

Aktorzy kończą skandowanie


premiery tylko właśnie przedmioty. Opowieści

Mierzickiej, Piotra Mokrzyckiego, Piotra

aktorów stają się nośnikiem historii,

Tokarza oraz Ryszarda Węgrzyna.

która została zapisana w danym

W pewnym momencie aktorzy

przedmiocie. Na scenie pojawiają się

wypowiadają na scenie słowa Wojtka

szelki, fartuch babci, PlayStation,

Ziemilskiego, reżysera spektaklu, który

paszport, dowód osobisty, rakietki do

także chce zabrać głos w dyskusji.

badmintona, prezerwatywa, walizka,

Jednak całość przedstawienia nie

krem do rąk, bilet do Disneylandu.

ma charakteru wyznania, ponieważ

Każdy z tych przedmiotów należy do

aktorzy działają według ściśle

prywatnych zbiorów opowiadających.

określonych reguł. Wchodzą na białe

Jednak dzięki temu, że to przedmiotom

płótno i w wyznaczonym miejscu

zostaje udzielony głos, prywatne historie

kładą przedmiot z własnego archiwum

nabierają uniwersalnego charakteru.

pamięci. Przedmioty zostają ułożone w

Spoglądając na czasy, kiedy towary

półokręgu, niedomkniętym kole historii,

powoli wchodziły na półki, a ludzie

jednocześnie tworząc chronologiczne

dopiero wyzwalali się z identycznych

dzieje losów po 1989 roku do dzisiaj.

ubrań, które byli zmuszeni nosić

Tym samym głos w dyskusji nad

w PRL-u, widzimy, że to właśnie

zmianami po 1989 zabierają nie artyści,

przedmioty łączyły Polaków. To one

fot. Bartłomiej Sowa

Małgorzaty Ła­komskiej, Rozalii

teatralia 64/2013 fot. Archiwum

7


fot. Bartłomiej Sowa

8

teatralia 62/2013


9

teatralia 64/2013


premiery zapisują historię oraz są komentarzem

Spektakl z pewnością jest wyjątkowym

do minionych czasów. Twórcy spektaklu

projektem realizowanym w teatrze

tym samym pokazali, że ciężko jest

instytucjonalnym. Widz dowiaduje się

mówić o jakiejkolwiek zbiorowości

z programu, że zespół aktorski w toku

i wspólnym doświadczeniu. Okazało

pracy odnalazł i rozmawiał

się, że ludzi, zarówno na scenie, jak i

z kandydatami z wyborów z 1989 roku

na widowni, łączą nie doświadczenia,

regionu wałbrzyskiego. Efekty rozmów

zapisane na wielkiej karcie historii, tylko

zostały wykorzystane w przedstawieniu

właśnie rekwizyty wyłożone na białym

w sposób dosłowny. Za pomocą

płótnie na scenie Teatru Dramatycznego

pokazywanych do kamery zdjęć aktorzy

w Wałbrzychu.

grupowali kandydatów, zadając pytania dotyczące wyborów i dalszych życiorysów „bohaterów” 4 czerwca ‚89 roku. Pytania nie miały na celu przypiąć kandydatom łatek „dobrych” albo „złych”, chociaż tytuł przedstawienia

10

przywołuje takie skojarzenie. W samo południe odsyła do plakatu wyborczego Solidarności z 1989 roku, a ten z kolei nawiązuje do znanego westernu Freda Zinnemanna, o tym samym tytule, z Garym Cooperem i Grace Kelly w rolach głównych. Western to gatunek filmowy, który jednoznacznie kojarzy się z podziałem na dobrych i złych bohaterów. Solidarność, jak wynika z plakatu,

teatralia 62/2013

fot. Bartłomiej Sowa

była reprezentowana


premiery przez tych „dobrych” w przeciwieństwie

jest to widowiskowe i zgrabnie zostaje

do działaczy PZPR. Podział ten został

powiązane z całością spektaklu, ale

narzucony przez wielką narrację. Dziś

widz ma poczucie, że element ten został

już coraz częściej odrzucamy czarno-

zszyty zbyt grubymi nićmi. Razi sposób

białe podziały widząc, że w świecie

wypowiadania się aktorów, którzy

częściej występują barwy złożone.

często mówią niewyraźnie, niektórym

Twórcy zrewidowali pogląd na temat

to przeszkadza, ale w kontekście tego

radosnego i pięknego momentu

spektaklu, który ma mocno prywatny

pierwszych wolnych wyborów,

charakter, nie jest to aż tak rażące.

pokazując, że ich konsekwencje i zmiany

Jednak powoduje, że widz może nie

nie są wcale tak piękne, jak zostało to

wychwycić jakiejś istotnej kwestii.

nam wtłoczone na lekcjach historii.

Sami kandydaci wypowiadają się na ten

są wypływające z niego pytania. Widz

temat, mówiąc, że był to oczywiście

po spektaklu z pewnością zastanowi

moment przełomowy, ale wiele można

się nad oddaniem głosów w następnych

było jeszcze zrobić.

wyborach. Dawno już nie wyszłam po

spektaklu, mając poczucie, że to, co

Cały spektakl jest spójną

Największym atutem spektaklu

opowieścią, gdzie jedno działanie – jak

zobaczyłam, bezpośrednio wpłynie na

w dobrze skonstruowanej maszynie

moje zachowanie. Coraz częściej teatr

– wynika z drugiego. Jedyny moment

prezentuje tematy zawieszone w próżni.

wybijający z rytmu narracji, to scena,

W samo południe jest jednak dowodem

w której jeden z aktorów zostaje

na to, że teatr ma nam jeszcze wiele

podwieszony na linie. Z pewnością

istotnych rzeczy do powiedzenia.

.

Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu W SAMO POŁUDNIE re­ży­seria: Wojtek Ziemilski dra­ma­turgia: Sebastian Liszka re­ży­seria świateł: Karolina Gębska obsada/​współ­praca dra­ma­tur­giczna: Sara Celler-​​Jezierska, Małgorzata Ła­ komska, Rozalia Mierzicka, Piotr Mokrzycki, Piotr Tokarz, Ryszard Węgrzyn premiera: 7 czerwca 2013

teatralia 64/2013

11


premiery

MAJSTERSZTYK Damian Białek Nie oszukujmy się, niemal każdemu uczniowi Hamlet kojarzy się z kolejną lekturą do tak zwanego „zaliczenia”. Przeczytać, zdać i zapomnieć. Wszystko dlatego, że to obowiązek. Tym bardziej warto odświeżać sobie pamięć i przyswajać literaturę w trochę bardziej neutralnym kontekście. Jeśli pójdzie się na sztukę z takim nastawieniem, to ta na pewno przejdzie najśmielsze oczekiwania.

fot. materiały teatralne

12

Hamleta zaprezentowano w tak

wygląda bardzo dobrze, ale występujący

znakomity sposób, że nie tylko

prezentują taki poziom, że nawet jeśli

przypomnimy sobie lekturę i nabierzemy

zna się ich dokonania, to można się

do niej przekonania, lecz także

bardzo pozytywnie zdziwić. Znakomity

zechcemy natychmiast polecić spektakl

Borys Szyc wręcz bawi się rolą Hamleta,

wszystkim, którzy do liceum chodzili

bo ta pozwala wyeksponować jego

wiele lat temu. Tym, co najbardziej

indywidualne predyspozycje. Duża

wyróżnia tę sztukę, jest genialna

w tym zasługa reżysera, który zostawił

(piszę to z pełnym przekonaniem) gra

aktorowi sporo miejsca na własną

aktorska. Obsada już „na papierze”

inicjatywę i wykorzystanie wszystkich

teatralia 64/2013 fot. Greg Noo-Wak


premiery walorów. Bardzo przekonujący był także Laertes (Marcin Januszkiewicz), pozytywnie zaskoczyli zarówno starzy „wyjadacze”, Andrzej Zieliński i Sławomir Orzechowski (przeuroczy jako Poloniusz), jak i młodzi i nieco mniej doświadczeni – Kamil Przystał i Jakub Kamieński. Bardzo dobrym pomysłem okazało się także obsadzenie Krzysztofa Kowalewskiego w roli grabarza – rola zapada w pamięć i od pierwszego zdania zwraca uwagę na swój – bądź co bądź – epizodyczny występ.

Wrażenie robi bardzo dobre

opracowanie tekstu. Maciej Englert łączy nonszalancję i dynamizm, pozwala aktorom wznieść się na wyżyny, a widzom ułatwia zorientowanie się w dość zawiłej fabule. Prosta scenografia sprzyja koncentracji na przekazie treściowym i umiejętnościach aktorskich. W pełni spełnia swoją funkcję, jest wiarygodna i funkcjonalna.

Zachwyt nad tą sztuką – sądząc

po reakcjach widzów – wydaje się w pełni uzasadniony. Dało się zauważyć, że mimo niemal trzygodzinnego spektaklu publiczność nie przestaje być zafascynowana tym, co dzieje się na scenie. Nawet jeśli na widzach ciążyły różne obowiązki, za nic w świecie nie oderwali się od widowiska.

Gdyby wszystkie szkolne lektury

i skomplikowane książki ukazywano z

.

takim kunsztem, być może zniknąłby problem nieznajomości literatury wśród Polaków. Oby zatem podobnych sztuk tylko przybywało.

Teatr Współczesny w Warszawie HAMLET William Shakespeare przekład: Józef Paszkowski opracowanie tekstu i reżyseria: Maciej Englert scenografia: Marcin Stajewski kostiumy: Anna Englert muzyka: Zygmunt Konieczny ruch sceniczny: Jan Pęczek choreografia scen fechtunkowych: Janusz Sieniawski muzycy: Andrzej Olewiński, Aleksander Wilgos (gitara), Olga Wądołowska, Justyna Pinkwart, Grażyna Zbijowska (flet) obsada: Andrzej Zieliński (Klaudiusz, król duński), Borys Szyc (Hamlet, syn poprzedniego, a synowiec aktualnego króla), Katarzyna Dąbrowska (Gertruda, królowa duńska, matka Hamleta), Sławomir Orzechowski (Poloniusz, szambelan), Kamila Kuboth/Natalia Rybicka (Ofelia, córka Poloniusza), Marcin Januszkiewicz/ Wojciech Zieliński (Laertes, syn Poloniusza), Michał Mikołajczak/Wojciech Żołądkowicz (Horacy, przyjaciel Hamleta), Piotr Garlicki (Woltymand), Piotr Bajor (Korneliusz), Grzegorz Daukszewicz/Kamil Przystał (Rozenkranc), Jakub Kamieński/ Artur Kruczek (Gildenstern), Radał Zawierucha (Ozryk), Jacek Bursztynowicz (Ksiądz), Jan Pęczek (Marcellus), Dariusz Dobkowski (Bernardo), Zbigniew Suszyński (Francisco), Mateusz Grydlik (Reynaldo, sługa Poloniusza), Janusz Michałowski (Duch ojca Hamleta), Przemysław Kaczyński/Antoni Paradowski (Fortynbras), Damian Damięcki (Aktor Pierwszy), Janusz R. Nowicki (Aktor Król), Agnieszka Suchora (Aktorka-Królowa), Zbigniew Suszyński (Majtek), Krzysztof Kowalewski (Grabarz Pierwszy), Leon Charewicz (Grabarz Drugi), Natasza Sierocka (Dama Dworu), Ireneusz Kocyłak (Dworzanin), Sebastian Świerszcz (Pokojowiec), Joanna Płóciennik, Grzegorz Byczek, Jędrzej Fulara, Piotr Makarski, Eliasz Mróz, Michał Niewiadomski (mimowie) premiera: 1 czerwca 2012

teatralia 64/2013

13


premiery

MISJA ŁAŹNI Krzysztof Domin Klub miłośników filmu „Misja” zaproponowany przez Łaźnię Nową to z jednej strony spektakl, z drugiej widowisko z dużą ilością czegoś, co moglibyśmy nazwać performansem. Reklamowany jest swoimi niekonwencjonalnymi formami angażowania widzów – owa nieszablonowość wydaje się w tym wypadku określeniem odpowiednim.

fot. Bartosz Siedlik

14

Przestrzeń sceniczna (nie mamy tu

gdyby nie fakt, że za nim umieszczono

bowiem do czynienia z klasyczną

rzędy widowni, wznoszące się ku

rampą), z włączoną weń widownią,

górze, które wykorzystano w trakcie

imituje tropikalną dżunglę. Ściany

przedstawienia. Publiczność usadzono

i sufit, obleczone półprzezroczystą

„w podkowę”, której ramiona w formie

materią, doświetlone zielonym światłem,

podestów zapełniono wygodnymi

wzbudzają poczucie ciężaru i duszności

pufami, środek natomiast pozostał do

klimatu Ameryki Południowej. Podłogę

dyspozycji aktorów. Po prawej i lewej

niemal w całości przykryto piachem.

stronie umieszczono ekrany, a na

Za horyzont sceny można by uznać

wspomnianych już płachtach płachty

zwisające półkoliście foliowe płachty,

folii również wyświetlano projekcje.

teatralia 64/2013


premiery Pod prawym ekranem, na dodatkowym

Joffégo stanowi jedynie pretekst do

podwyższeniu połączonym z

tego, co twórcy chcieliby przekazać

audytorium, znalazł się suto zastawiony

współczesnemu widzowi. Mamy zatem

jarzynami i owocami stół.

wspomnianego już jezuitę Gabriela,

który przyniesie plemieniu Guarani

W chwili wejścia widzów spektakl

już niejako trwa. Zespół wykonuje

nauki Boże, włączając się w ich życie

rozmaite ćwiczenia ruchowe, stroi się

codzienne i niejako je urozmaicając.

na podobieństwo chóru. Zauważywszy

Pojawi się również najemnik Mendoza,

przybycie widzów, artyści rozpoczynają

który będzie chciał wszystko zniszczyć,

przeróżne gry sprawnościowe, do

a ostatecznie – w obliczu porażki

których pragną włączyć zainteresowane

i po odbyciu pokuty – po włączeniu

osoby (skutecznie). Pomiędzy rzędami

do plemienia, także zostanie jezuitą.

i pufami krąży Radosław Krzyżowski

I tak, jak w oryginale, Hiszpanie

(odtwórca roli Rodrigo Mendozy),

sprzedadzą Portugalczykom tereny z

dzielący się swoimi przemyśleniami

okolic wodospadu. Jednakże w spektaklu

z wybranymi spośród publiki,

Bartosza Szydłowskiego odbywa się to

czasem w dość ostentacyjny sposób.

w nieco inny sposób.

Nie każdy będzie mógł wysłuchać

tego, co aktor ma do powiedzenia.

na przykład pokucie Mendozy,

Podobnie tylko do niektórych widzów

towarzyszą wyświetlane na ekranach

docierają słowa jednego z Indian,

kadry z filmu. Niektóre sceny

niknące w gwarze grupy Guarani.

przedstawienia prezentowane są

Warto przy tej okazji zauważyć, że

jedynie za pośrednictwem ekranów,

nie wszyscy członkowie zespołu to

jako wcześniej nakręcony materiał.

zawodowi aktorzy, poza odtwórcami

Za przykład posłużyć mogą rozmowa

ról postaci filmowych (między innymi

Gabriela z Mendozą przy butelce wódki

wspomniany już Krzyżowski, Krzysztof

czy przybycie kardynała Altomirano na

Zarzecki jako jezuita Gabriel czy Jan

obrady (de facto do teatru). Zespół ma

Peszek – kardynał Altomirano) mamy

poczucie tworzonej iluzji

do czynienia z aktorami-performerami,

i podejmuje z nią zaplanowaną grę,

grupą pań i panów w różnym wieku,

w którą włącza widownię. Wykreowana

określonych w programie jako tytułowi

rzeczywistość, zdaje się być zbiorem

„miłośnicy filmu Misja. Ubrani w

naszych wyobrażeń o dzikich krainach

czerń, będą wyróżniać się na tle

i ich mieszkańcach. Zarówno zlepek

pseudostylizowanych na XVIII-wieczne

stereotypów, uprzedzeń względem innych

kostiumy hiszpańskich kolonizatorów”.

oraz bądź co bądź historycznie wpisana

Fabuła sztuki, oparta na filmie Rolanda

potrzeba dominacji i wyższości białych.

Charakterystycznym scenom,

teatralia 64/2013

15


premiery

Drugi poziom spektaklu stanowi

z widzem – ciągłej transgresji iluzji

swoiste tu i teraz, wyłożone explicite

teatralnej, wchodzeniu w publiczność,

w monologach Indian − mieszkańców

budowaniu poczucia, którego wynikiem

Krakowa. To kilka ledwie zarysowanych

jest czynny udział audytorium .Warto

historii utraconych mieszkań, trudów

wspomnieć scenę po duchowym

życia, wprzęgnięcia w konsumpcyjno-

nawróceniu Mendozy i wspólne tarcie

kapitalistyczną machinę, stwarzającą

marchewki na zbiorowy obiad. Jednak

miraże możliwości i samorealizacji.

stosunkowo częste potknięcia w tekście,

Foliowe płachty stanowią swego

przybierające postać dość nieudolnej

rodzaju metaforyczną ścianę, za

improwizacji, krzątanina sceniczna

którą zasiadły instytucje mające nas

czy niedopracowane rozwiązania

– społeczeństwo – reprezentować,

techniczno-formalne psują ogólny obraz,

w rzeczywistości dbające o własne

rozpraszają i zwyczajnie przeszkadzają.

interesy, niewrażliwe na krzyk, tłumiony

Klub... z jednej strony zdaje się

szklanym sufitem. Klub miłośników

podejmować jakieś ambitne próby,

filmu „Misja” to pozycja ciekawa, choć

z drugiej jawi się jako popisowe, niewiele

nie bez zastrzeżeń. Niekonwencjonalna

wymagające przedstawienie.

w swojej wykreowanej wspólnocie

.

16

Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie KLUB MIŁOŚNIKÓW FILMU „MISJA” scenariusz: Jolanta Janiczak reżyseria: Bartosz Szydłowski asystent reżysera i współpraca dramaturgiczna: Bartłomiej Harat scenografia i kostiumy: Małgorzata Szydłowska muzyka: Michał Litwiniec media/kamery: Przemek Fik, Dawid Kozłowski, Sebastian Strama, Aleksander Trafas choreografia: Cezary Tomaszewski obsada: Krzysztof Zarzecki (Ojciec Gabriel), Radosław Krzyżowski (Rodrigo Mendoza), Jan Peszek (Altamirano), Włodzimierz Bareła (Wódz Indian), Mariusz Cichoński (Szaman), Krzysztof Głuchowski (Cabeza I), Mateusz Janicki (Sebastian), Jakub Kotyński (Hontar), Wiktoria Kulaszewska (Carlotta), Grzegorz Łukawski (Cabeza II), Maciej Sajtur (Itapua), Dominik Stroka (Felipe Mendoza) miłośnicy filmu „Misja”: Maria Bareła, Barbara Dziedzic, Stanisław Dziedzic, Jadwiga Jamińska, Ewa Michałowicz, Hanna Napora, Ewa Nowakowska-Włodek, Tadeusz Siudak, Łukasz Szczepan Szczepanik, Dominika Śniegocka, Urszula Tylek, Agnieszka Wierny premiera: 20 maja 2013


taniec / neTTheatre

BYĆ CZY JUŻ NIE BYĆ – OTO JEST PYTANIE...

Magda Bałajewicz

Pełne splendoru życie w błysku fleszy wypełnione wielkimi rolami, kobietami i alkoholem, z których żadne nie przynosi całkowitej satysfakcji. Pasja, która wypala, pozostawiając same zgliszcza – odpady emocji i ludzkich odruchów, zranioną wrażliwość i głęboki smutek, jęk i płacz, wrzask i wściekłość..., Wielki John Barrymore to apoteoza teatru, zetknięcie z czymś bliskim pojęciu geniuszu. To porażające epitafium jednostki, ale jakże piękne...

Już za sprawą samej scenografii przenosimy się w przestrzeń teatru szekspirowskiego – wielka skrzynia stojąca pośrodku sceny, jak calderonowska kołyska-mogiła, staje się elementem koncentrującym wokół siebie działania postaci – złamanego życiem legendarnego amerykańskiego aktora Johna Barrymore, który niczym ożywione na czas przedstawienia wspomnienie zaprasza

nas w swoją ostatnią podróż. Dębowy tron oraz kosz soczystych, „zakazanych” jabłek, stojące w prawym rogu sceny, dopełniają tragicznej symboliki utraconego przez bohatera raju. Znajdujemy się jednakże we współczesnym budynku teatralnym ze stojącym wieszakiem na płaszcze i głośnikami zawieszonymi pod sufitem, co zdecydowanie burzy ów tendencyjny

teatralia 64/2013

fot. materiały teatralne

17


premiery

18

sposób obrazowania, a John Barrymore wchodzi na scenę, oficjalnie witając nas na swej ostatniej, generalnej próbie do Ryszarda III. Próbie nigdy nie mającej miejsca, gdzie mistrz ceremonii jest jedynie widmem, umarlakiem wskrzeszanym w wielkich monologach Hamleta, Otella, Leara czy Ryszarda, w których z imponującą giętkością, przeistacza się w mgnieniu oka wraz z rozwojem spektaklu. Nie można jednak powiedzieć, że przedstawienie jest biografią. To raczej przepełniona ironią i goryczą ,wariacja na temat wydobywająca fatalizm ludzkiego

Juliusza Słowackiego niż jego angielski pierwowzór. Postać aktora stanowi tu jedynie wyrafinowany pretekst do powiedzenia czegoś więcej – nie tylko do opowiedzenia historii. Trela konsekwentnie podąża tym tropem, konstruując silnie zindywidualizowany wizerunek artysty i człowieka, gdzie John Barrymore, przywoływany przez odtwórcę w gestach i ruchach, demoniczny lub wyidealizowany, pojawia się jako element aktorskiego kolażu. Artysta zmienia się jak kameleon, przeskakując płynnie od karykaturalnych, turpistycznych póz i grymasów do

losu, klęskę egzystencjalną indywidualności – ruchoma fotografia/portret artysty niedocenionego, wykluczonego z porządku społecznego, którego istnienie konstytuuje przeszłość, minione kreacje aktorskie. Czy funkcjonowanie poza sceną, istnienie jako ,,jednostka ludzka’’ jest jeszcze możliwe, gdy Hamlet bardziej przypomina Ofelię niż księcia? Performatywny charakter sztuki sprawia, że jesteśmy raczej rozmówcami, spowiednikami, powiernikami czy dawno wyczekiwanymi przyjaciółmi, którym z pasją podaje się strofy dramaturga ze Stratford, jak i obrzuca brutalnymi wynurzeniami zgorzkniałego alkoholika. Motyw American dream i motyw upadłego amerykańskiego gwiazdora zdają się nie odgrywać znacznej roli w inscenizacji Jasińskiego. Rewelacyjny Barrymore Jerzego Treli niesie ze sobą ogromny ładunek romantycznej nostalgii, momentami bardziej przypominając postać hamletyzującego Szczęsnego

klasycznego, wyrafinowanego sznytu właściwego teatrowi klasycznemu. Bryluje językiem z niezwykłą elastycznością, bawi się stylami umiejętnie trywializując, igrając z Szekspirem, jak i oddając mu hołd. Niekiedy wydaje się odsłaniać, ujawniać swą prawdziwą twarz, zrzucając maskę. Ogromne uznanie należy się również Aleksandrowi Fabisiakowi, który inteligentnie i rozważnie partneruje Treli pozostawiając mu mnóstwo należytej swobody oraz przestrzeni. Spektakl Wielki John Barrymore Teatru STU jest swego rodzaju spotkaniem – metafizycznym i wielopoziomowym, absolutnie wyjątkowym, zapadającym w pamięć. To doświadczenie teatru najwyższej próby zarówno dla widzów, jak i dla twórców.

teatralia 64/2013

Krakowski Teatr Scena STU w Krakowie WIELKI JOHN BARRYMORE William Luce tłumaczenie: Elżbieta Woźniak reżyseria: Krzysztof Jasiński obsada: Jerzy Trela, Aleksander Fabisiak premiera: 16 maja 2013

.


Mądzik

„MALUJĘ ŚWIATŁEM NA CZARNYM BLEJTRAMIE” – ROZMOWA Z LESZKIEM MĄDZIKIEM Rozmawiała Barbara Lekarczyk-Cisek

19 Barbara Lekarczyk-Cisek: Pańskie spektakle, począwszy od w pełni autorskiej Wieczerzy (1972), układają się w pewien wzór – rodzaj zapisu kolejnych etapów duchowego i artystycznego rozwoju. Jak sytuuje się w tym kontekście najnowsze Pana przedstawienie, Zuzanna i starcy, przygotowane we współpracy z aktorami Wrocławskiego Teatru Pantomimy? Leszek Mądzik: Jeśli mówimy o więzach umieszczających ten spektakl w pewnym myśleniu, które ujawniało się wcześniej w innych moich przedstawieniach, to z pewnością poprzedzał go Zielnik

(1976). Był to pierwszy erogenny temat, który zainspirowany został osobą Aliny Szapocznikow i podejmował temat związku Erosa i Tanatosa – erotyki ze śmiercią. Przenikała go świadomość, że młoda, piękna kobieta naznaczona jest piętnem nowotworu, że to ciało, które nas zdobywa, jednocześnie umiera… Przedtem był jeszcze spektakl Piętno (1975), który również subtelnie dotykał tematu kobiecości i erotyki, a także problemu ciała i upływu czasu. Czas zresztą jest obecny we wszystkich moich spektaklach.

teatralia 64/2013 fot. Michał Jadczak


Mądzik

20

Pierwsze przedstawienia. Wieczerza (1972) i Ecce Homo (1970), były opowieściami nawiązującymi do Nowego Testamentu. Natomiast w Zuzannie i starcach szukam raczej problemu niż opowieści, anegdoty. Co więcej, wrocławskie przedstawienie odbywa się dwa tygodnie po premierze Lustra – spektaklu wyrastającego z inspiracji twórczością Bruno Schulza. Kobiety zawsze go fascynowały, a jednocześnie był wobec nich bezradny i pełen kompleksów. Widać to wyraźnie na jego rysunkach. Otóż zarówno osoba Schulza, jak i jego rysunki doprowadziły mnie do spektaklu Lustro. Kiedy więc otrzymałem propozycję realizacji spektaklu we Wrocławskim Teatrze Pantomimy, zdecydowałem, że będzie to Zuzanna i starcy. W ten sposób – można by rzec – rozłożyłem problem na dwa spektakle. To, co się nie dopełniło w Lustrze, znalazło swoje dopowiedzenie w Zuzannie. Można by nawet określić te dwa przedstawienia jako dyptyk. Przy okazji pracy nad Schulzem znalazłem wśród jego rysunków temat Zuzanny i starców. Sięgali po niego wszyscy znaczący malarze, rzadko jednak zdarzało się, aby ktoś poszedł dalej, to znaczy wydobył głębsze treści, które tkwią w tym temacie. Główną myślą tej historii jest problem prawdy. Trudno

teatralia 64/2013

jest ją obronić i odnaleźć się w takiej postawie, jaką przyjęła Zuzanna. To wiara w Opatrzność i zawierzenie, że prawda jest silniejsza od kłamstwa, że ją obroni… Zdążyła ją jeszcze obronić zanim umarła, a przecież nie musiało tak być. Bardzo silnie punktuję w drugiej części spektaklu postać Daniela. Jest on dla mnie symbolem moralności, bliskim chrześcijańskiej wizji znakiem nieskazitelnego obrońcy. Drugim tematem jest wieczna fascynacja kobiecością, niezależnie od wieku mężczyzny. Co więcej, im bardziej fizycznie nie ma możliwości jej zdobyć, tym silniej widzi ją w wyobraźni. I wizja ta staje się źródłem fascynacji. To zresztą dotyczy tęsknot, marzeń i wyobraźni w ogóle. Myślę, że ta tęsknota za kobiecością nigdy nie opuszcza męskiego świata. Obok sacrum, erotyzm jest najsilniejszą pożywką dla artysty i dla człowieka w ogóle. Jaką rolę odgrywa w życiu artysty wiara? W Bruździe był Pan kreatorem, demiurgiem teatralnym. Czy wierzącemu artyście łatwiej jest zbliżyć się do Tajemnicy? Moja wiara nie jest dewocyjna, a czasami jest tęsknotą za wiarą, za jej spełnieniem. Ale mieć tę tęsknotę to już jest dużo. Gdybym natomiast miał gotowe odpowiedzi na pytania, które stawiam, nie robiłbym teatru. Dopełnienie owego braku jest warunkiem pewnej równowagi. Oczywiście, człowiekowi towarzyszy


Mądzik pokusa, aby żyć z poczuciem sensowności własnego trwania, ale na tej drodze jest dużo pytań. Gdyby bowiem było to oczywiste… Ja przynajmniej nie miałbym motywacji dalej tworzyć, tylko chciałbym ogłaszać światu apoteozę czegoś, co można by wyrazić jednym zdaniem: jest wspaniale! Tymczasem kłopoty, cierpienie, brak czegoś są powodem tworzenia, przynajmniej w moim wypadku. Bo cały czas chciałoby się zajrzeć na tę drugą stronę… To jest widoczne zwłaszcza w Bruździe, gdzie na końcu uchyla Pan tę zasłonę… Tak, w Bruździe pokazuję, co jest za tą zasłoną. W tym spektaklu nie ma udawania. Sztuka jest tworzeniem z przeżycia, faktu, a ja wróciłem do źródła. W jakimś sensie przeraziłem się nawet możliwości stworzenia iluzji. Sądziłem, że to jest magia, którą opanowałem bardziej w kategoriach warsztatu, określonej techniki niż ukazywania prawdy. Zadałem sobie pytanie, jaki jest ten świat, który buduję, dlatego poleciłem, aby zapalić jak najwięcej światła. W filmie Dotyk przemijania mówi Pan o wpływie krajobrazów dzieciństwa. Szara rzeczywistość nie oznaczała wtedy jednak szarego dzieciństwa… Nie robiłbym takiego teatru, gdybym miał doświadczenie dzisiejszej rzeczywistości. Ona nie jest szara, ale jest żadna. Ten teatr nie powstałby w takiej rzeczywistości, gdybym zaczął

go robić teraz. Poszedłbym innymi ścieżkami i chyba bym się zgubił… Jednak Pańska droga do teatru była dość pokrętna, bo zaczął Pan od Akademii Sztuk Pięknych, do której zdawał trzykrotnie, bez rezultatu… To jest paradoks, bo właśnie otrzymałem niedawno propozycję pracy w Katedrze Scenografii Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. To jest ta sama uczelnia, która mnie przed laty nie przyjęła. Z tą niemożnością spełnienia dzieje się tak, że człowiek cały czas poszukuje. I gdyby nie moje spotkanie z Ireną Byrską i Mieczysławem Kotlarczykiem, to zapewne też nie byłoby tego teatru. Zacząłem terminować jako scenograf i byłem ostatnim, który współpracował z Teatrem Rapsodycznym. A pierwszym był… papież Jan Paweł II. Gdy o tym powiedziałem Ojcu Świętemu podczas audiencji, to dłużej rozmawialiśmy, tak się ożywił. Potem poszedłem swoją drogą, bo ja słowo zgubiłem, a u Byrskiej i Kotlarczyka słowo było podstawą. Jak tworzy Pan spektakle, skoro nie mają one nawet scenariusza? Na początku jest tak, jakbym kręcił film: widzę obrazy. Pomysł powstania spektaklu leży w jakimś problemie, który mnie w jakiś sposób dotyka. Na początku są to luźne skojarzenia, które gromadzą się w myślach, w podświadomości, aż w pewnym momencie powstaje to „coś”. Bardzo

teatralia 64/2013

21


Mądzik często zdarzało mi się zobaczyć na przykład finał spektaklu. Nie wiedziałem, jak do niego mogło dojść, ale wiedziałem, czym się spektakl kończy, bo jest silna scena wieńcząca. Szukałem więc tego kłębka, który rozwinę i który doprowadzi mnie do takiego finału. I to jest dramaturgia, bo spektakl zawsze prowadzi do napięcia, które go wieńczy. Kiedy próbowałem coś zapisywać, wychodził z tego wielki banał. Jak powiedziała kiedyś krytyk Pilatova z Pragi: „Żeby ten teatr wypowiedzieć, trzeba go zatańczyć, a nie - mówić o nim”. Trzeba więc inną sztuką odpowiedzieć na niego, nie zaś komentować.

22

Kim jest aktor w Pańskim teatrze, bo przecież nie traktuje go Pan instrumentalnie jak Craig czy Kantor… A jednak w jakiś sposób wymaga Pan oddania się bez reszty, żeby bez wahania „wpadali w bruzdę”. Aktor jest częścią tego obrazu – jest weń wkomponowany. Może najbardziej odchodzę od tego pracując z mimami, ponieważ wykorzystuję ich atrakcyjność, urodę, bryłę, ruch, słowem to, czego nie miałem potrzeby wydobywać we wcześniejszych spektaklach. Jednak swojego teatru nie zrobiłbym z zawodowcami. Potrzebuję ludzi naturalnych, którzy mi zawierzą. Jeżeli się w coś wierzy, to się nie racjonalizuje. Sam się zawsze w swoich spektaklach całkowicie zatracam. Tylko wtedy spektakl ma

teatralia 64/2013

szansę powiedzieć coś naprawdę ważnego. Nawet kiedy widzę, że w aktorze tego nie ma, to tak go prowokuję, że wyzwalam to w nim. Aktorzy wiedzą, że ja sam wierzę w spektakl i że jest w nim prawda. Nie zdarza się Panu jednak pracować z tymi samymi ludźmi? Nie. Generalnie jest tak, że oni cały czas są młodzi, a ja się starzeję. Teraz pracuję z ludźmi, którzy są – można by rzec – dziećmi moich pierwszych aktorów. Ten teatr ma już 46 lat, a ja każdą premierę robiłem z nowym zespołem. Kiedy zaczynałem, chciałem być partnerem dla aktora, dla reżysera, dla słowa, które było na początku mojej drogi. I nagle się okazało, że ta plastyka zaistniała, że ktoś ją zauważył i nagrodził. I to mnie zachęciło, że może w wyobraźni tkwi jakaś szansa dla teatru. I tak od malarstwa, poprzez scenografię, stworzyłem tę formę teatru. Czy z zawodowymi aktorami, jak mimowie, pracuje się trudniej czy łatwiej? Myślę, że trudniej. Wolę materię nieurobioną, bo sam ją kształtuję. Po drugie, aktor po szkole teatralnej już się czegoś nauczył i teraz chce mi tę wiedzę „sprzedać”. A ja nie szukam w nim tej wiedzy, tylko jego samego. Chcę zabić w gestach aktorów wyuczoną formułę, dlatego zostawiam duży margines na żywiołowe działania. Chcę nawet „zgubić” ślad Tomaszewskiego, choć


Mądzik bardzo go cenię. Bo aktor w tym przedstawieniu musi się wtopić w malarstwo. Czułem, że im mniej będę mówił, tym mniej będą się czuli szkoleni, a za to będą sobą: pokażą to, co w nich jest czasami naturalne.

Tak, maluję przed widzem na czarnym blejtramie – nie pędzlem, ale światłem. Dziś już nie potrafiłbym być malarzem, choć kiedyś tak tego pragnąłem. Aby coś robić dobrze, trzeba temu poświęcić całe życie. Wolę już teraz patrzeć na dobre malarstwo.

Wyrafinowany obraz, jak u malarzy barokowych, malowany światłem, bo światłem wydobywa Pan przedmioty Dziękując za rozmowę, życzę wielu i ludzi. Po Bruździe jest Pan nadal jeszcze wspaniałych obrazów malarzem na scenie. malowanych światłem.

Leszek Józef Mądzik (ur.  5 lutego  1945  w  Bartoszowinach  na Kielecczyźnie) polski scenograf i reżyser teatralny. Profesor sztuk plastycznych KUL (2010), wykładowca na ASP w Poznaniu. Ukończył Liceum Plastyczne w Kielcach (jest honorowym obywatelem Kielc), studiował historię sztuki na  Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a także reżyserię na  Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku, filii warszawskiej Akademii Teatralnej. W  1969 roku założył Scenę Plastyczną KUL, gdzie po roku zaczął wystawiać przedstawienia (pierwszym była oparta na scenariuszu Mądzika sztuka Ecce Homo wystawiona 24 marca 1970 roku). W przedstawieniach Mądzika dominuje ruch, obraz, a nadrzędną rolę pełni według twórcy światło. Jego interpretacjom towarzyszy także warstwa dźwiękowa, nie ma natomiast słowa. Sztuki prezentowane na deskach Sceny Plastycznej KUL prezentują filozoficzną refleksję o życiu i przemijaniu. Ta refleksja bardzo często bierze się z konkretnych przeżyć artysty. Leszek Mądzik współpracował m.in. z Ireną Byrską, Mieczysławem Kotlarczykiem, Jerzym Zawieyskim czy Teatrem Gong 2. Tworzył także w teatrach dramatycznych w  Lublinie  (Teatr im. Juliusza Osterwy),  Łodzi  i  Warszawie  (Teatr Studio) oraz z  Teatrem Lalki i Aktora im. Hansa Christiana Andersena  w Lublinie. Współpracował także z Wrocławskim Teatrem Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego. Obecnie współpracuje z wieloma uczelniami teatralnymi w Polsce i na świecie, jest wykładowcą w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu.

23


fotorelacja

FOTORELACJA Z „SONATY WIDM” W REŻYSERII MATSA EKA Anna Wrotek

Spotkanie Teatrów Narodowych 2013 Dramaten Sztokholm ze Sztokholmu SONATA WIDM przekład: Marian Józef Waszkiewicz scenariusz : Mats Ek, Irena Kraus reżyseria i choreografia : Mats Ek scenografia i kostiumy : Bente Lykke Møller reżyseria światła : Erik Berglund charakteryzacja : Barbro Forsgårdh, Thea Kristensen Holmberg obsada: Melinda Kinnaman, Jonas Bergström, Bengtsson - Malin Ek, Etienne Glaser, Hulda Lind Jóhannsdóttir, Niklas Ek, Hamadi Khemiri, Ana Laguna, Stina Ekblad (klarnet), Thérèse Brunnander (fortepian), Yvan Auzely (saksofon) , Gunnel Fred (wiolonczela), Staffan Göthe (fortepian), Johan Holmberg (kontrabas)

24

teatralia 64/2013


festiwale

25

fot. Materiały Organizatora.

teatralia 64/2013


fotorelacja

26

teatralia 64/2013


fotorelacja

27

teatralia 64/2013


repertuar

PODRÓŻNIKU W CZASIE, ZATRZYMAJ SIĘ W HOTELU SAVOY Agata Wiśniewska Łódź. Dwudziesty czwarty maja po godzinie dwudziestej. Ludzie przechodzący ulicą Traugutta obok Hotelu Savoy, zapewne nie byli świadomi, co dzieje się w mijanym budynku. Może niektórzy zauważyli grupę ludzi z mapami w rękach, zanim zniknęła w podwórku. Tymczasem aktorzy Teatru Nowego budzili duchy przeszłości. Postaci z powieści Józefa Rotha, której

poddaszu. Na podwórku żegnała się

akcja rozgrywa się w łódzkim hotelu

Stasia z Gabrielem, korytarz szóstego

tuż po zakończeniu pierwszej wojny

piętra zajęty był przez mężczyzn

światowej, zajęły wszystkie kondygnacje

prowadzących rozmowy

budynku od kuchni na parterze, przez

o Ameryce, ze schowka dobiegały

windę, do niewielkiego pokoju na

odgłosy koncertu. Widzowie podążali

fot.fot. Krzysztof Bieliński

28

teatralia 64/2013


repertuar za wyrwanymi z powieści, dziejącymi

by po chwili zjechać windą na dół. Hotel

się symultanicznie, sytuacjami.

Savoy tętnił życiem dwóch światów,

Obserwowali jak na różnych piętrach

minionego i obecnego, ale w miarę

bohaterowie ze wszystkich grup

trwania kolejnych zdarzeń wypełniał się

społecznych starają się ubić interes,

atmosferą chaosu i dezorientacji.

znaleźć nowy pomysł na zarabianie

Michał Zadara, dokonując dekonstrukcji

pieniędzy, czy po prostu odnaleźć się

powieści Rotha, nie zdradził

w rzeczywistości niepodległej Polski.

publiczności fabuły, pozwolił jej

Wykorzystanie hotelu jako teatralnej

zobaczyć jedynie wycięte z całości sceny

przestrzeni okazało się subtelną grą

rodzajowe. Nikt nie udzielił też lekcji

na granicy iluzji i deziluzji i postawiło

historii. To, co widz wyniesie

pytanie to jest bardziej realny? Postać

z podróży do przeszłości w łódzkim

z powieści? Aktor? Widz? Publiczność

hotelu zależy tylko od niego. Może

została pozbawiona bezpiecznej

zgubić się w tłumie, dać się ponieść

odległości dzielącej ją od sceny. Opuściła

atmosferze lub podjąć trud złożenia

rzędy krzeseł i weszła między aktorów.

w jedność udostępnionych kawałków.

Oglądała świat powieści Rotha z bliska,

Reżyser wszystkie drzwi interpretacyjne

znajdując się w samym jego centrum.

w hotelu zostawił otwarte. Decyzja

Widz mógł wepchnąć się do pokoju jak

należy do widzów.

niewidzialny podglądacz, usiąść w fotelu i obserwować rozwój sytuacji. Jednocześnie niecodzienna przestrzeń teatralna pozwalała mu głośno komentować, pisać SMS-y i wyjść zapalić papierosa na podwórko. Błądząc po Hotelu Savoy każdy mógł wybrać sobie własny fragment instalacji teatralnej. Niestety, zabrakło rytmu, który mógłby poprowadzić błądzących. Duchy hotelowych gości z powieści Rotha pojawiały się i znikały. Zobaczyli je jednak tylko ci, którzy przepchnęli się przez tłum lub znaleźli się w dobrym miejscu o właściwym czasie. Wręczone mapki nie były wystarczającymi wskazówkami. W efekcie publiczność krążyła między piętrami, przepychała się do pokojów, wchodziła na szóste piętro,

.

29

Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi HOTEL SAVOY Józef Roth reżyseria, przekład, adaptacja: Michał Zadara współpraca reżyserska: Łukasz Korczak dramaturgia, badania historyczne: Daniel Przastek scenografia: Robert Rumas kostiumy: Henriette Müller współpraca kostiumograficzna: Julia Kosmynka światło: Artur Sienicki inspicjentka: Agnieszka Choińska występują: Beata Kolak, Kamila Salwerowicz, Wojciech Bartoszek, Przemysław Dąbrowski, Mateusz Janicki, Dariusz Kowalski, Jerzy Krasuń, Michał Kruk, Marek Lipski, Piotr Seweryński muzycy: Michał Gibki, Damian Kulec, Adam Kupaj, Mateusz Olszewski, Patryk Pietrzak prapremiera polska: 15 września 2012 r. w łódzkim Hotelu Savoy

teatralia 64/2013


repertuar

ZAKUPOWA WŚCIEKLIZNA Monika Szweda To kolejny spektakl opowiadający o relacjach damsko-męskich. Co odróżnia go od poprzednich? Znakomicie dobrana obsada, świetny tekst i równie dobra reżyseria. Klub mężusiów to sztuka energetyczna, wyrazista, inteligentna i zabawna.

30

Sama fabuła jest niezłożona – oto trzej

piwo, kanapę i telewizor. To tam prowadzą

(później czterej) panowie siedzą w starej

męskie rozmowy, śmieją się z zachowań

kotłowni i rozmawiają o zakupach.

swoich żon, narzekają na ogarniającą

Czym są zakupy? Dla kobiet przejawem

je zakupową wściekliznę i zastanawiają

ich wewnętrznego życia, sensem

się, jak od tych sobotnich spacerków się

istnienia i dużą radością, dla panów –

uwolnić. Dowiadujemy się, że kobiety

męczarnią i karą za grzechy. Spacer po

zakupy robią spontanicznie (potem

galerii handlowej to wyśmienity sposób

mężowie muszą równie spontaniczne

spędzania wolnego czasu – można

zakupione dobra oddawać), a nieobecność

oddać się największej przyjemności,

mężczyzny zauważają dopiero przy kasie,

jaką wymyśliła ludzkość, czyli zakupom.

gdy zapomną pinu. Sądzę, że wielu panów

Niestety mężczyźni tej kobiecej

podpisze się pod stwierdzeniem, że

namiętności zupełnie nie podzielają.

morska jest sól, morski może być kwiat,

Dla nich buty są butami (nieważne czy

ale nie kolor. Dające się słyszeć słowa

z klamerką, czy bez), bluzeczka jest

trafnie podsumowują charakter damsko-

bluzeczką, a spodnie to po prostu spodnie.

męskich relacji.

Na nic tłumaczenia, że jedna para nie

wystarczy i najlepiej kupić siedem, bo

zabawna, celnie ujmująca różnice między

potem może ich zabraknąć. A to byłby

męską a żeńską rzeczywistością. Te dwa

dramat, bo jak kobieta się do jednych

światy, chociaż tak odmienne, istnieć

spodni przyzwyczai, to innych nosić już

bez siebie nie mogą. Dowodzi temu to, że

nie zechce. To samo dotyczy siodełek

mężczyźni wyrzuceni z domu przez żony

do roweru – trzeba kupić więcej, bo

zrobią wszystko, by ponownie wkraść się

przezorny zawsze ubezpieczony, a od

w ich łaski. Ich mentorem jest Karol

przybytku głowa nie boli.

(Cezary Morawski). To on uczy kolegów

poruszania się (koniecznie powolutku)

Ucieczką od zakupowego maratonu

Klub mężusiów to komedia lekka,

są spotkania w męskim gronie. W starej

po centrach handlowych, przyglądania

kotłowni panowie mają wszystko to, co

się sklepowym wystawom i dostrzegania

mężczyźnie potrzebne do szczęścia –

wszystkich ślicznych bluzeczek tego świata.

teatralia 64/2013


fot. Materiały teatralne.

festiwale

Ujmujący jest zwłaszcza

(próbował ktoś kiedyś głęboko oddychać

Mario (Bogdan Kalus). W prawdzie

w perfumerii?) czy sklepu z włoskimi

inteligencją nie grzeszy, a na jego

butami. Od czasu do czasu da się nawet

prostej twarzy próżno wypatrywać

pomarzyć o męskim raju bez majtek,

śladów głębszej refleksji, ale bawi

staników, rajstop i kremików, szmineczek,

swoim nieskomplikowanym sposobem

bluzeczek, topów, odżyweczek… A panie?

postrzegania świata. Plusem spektaklu

Niech okażą małżonkom chociaż cień

jest ogromne zgranie aktorów, ich dystans

łaski i pozwolą im postać przed wejściem

do siebie (panowie paradują na scenie w

do sklepu. Bo mężusiów trud to też cud.

slipkach, Mario przebiera się za kobietę) oraz wzbogacenie partii mówionych krótkimi, ale zabawnymi piosenkami. Panów, chociaż tak różnych, łączy jedno: wszyscy mają problemy małżeńskie. Jak zaradzić tym niesnaskom? Towarzyszyć żonom w drodze przez mękę, chwalić ich dobry gust, ćwiczyć szeroki uśmiech i powolne spacery po centrach handlowych. Zawsze można spróbować prowadzić swoją panią takimi alejkami, w których zbyt wiele pokus nie czyha.

Teatr Capitol w Warszawie KLUB MĘŻUSIÓW Kristof Magnusson przekład: Izabela Rozhin reżyseria: Andrzej Rozhin scenografia: Dorota Banasik kostiumy: Małgorzata Bursztynowicz muzyka: Marcin Partyka teksty piosenek: Krzysztof Tyniec inspirografia: Śliowoniusz Śliwawiński obsada: Krzysztof Tyniec/Tomasz Dedek, Cezary Morawski, Michał Milowicz/Jacek Kawalec, Robert Wabich/Bogdan Kalus premiera: 21 stycznia 2013

.

Dlatego pod żadnym pozorem nie można wchodzić z nią do perfumerii Douglas

teatralia 64/2013

31


repertuar

TA PIOSENKA JEST ŚPIEWANA DLA PIENIĘDZY... Katarzyna Misiuk Bo to się zwykle tak zaczyna: pierwsza muzyczna fascynacja rodzi marzenie o pierwszej gitarze. Później następuje szereg bezsennych nocy spędzonych na mniej lub bardziej udanych próbach zagrania choć paru akordów tak, jak Hendrix, Page czy inny idol. Wtedy też pojawia się pierwsza męska przyjaźń.

fot. Materiały Teatru Ludowego

32

Podczas jednego z pierwszych wieczorów

piosenka, pierwszy koncert w szkolnej auli,

spędzonych przy wódce pada propozycja

pierwsze demo bez powodzenia wysłane

założenia pierwszego zespołu. Teraz

do radia czy wytwórni, w końcu pierwsze

wydarzenia toczą się już lawinowo: pierwsza

zarobione graniem pieniądze, zaraz po tym

teatralia 64/2013


repertuar pierwsza kłótnia. Maj, kasztany

ma się ochotę wyjść do szatni po płaszcz i

i pierwszy poważny egzamin, pociągający

naprawdę zabawne sekwencje muzyczne.

ze sobą wybory dotyczące przyszłości,

Miejscami nie przystaje do wysokich

równie poważne i pierwsze. Spośród nich

wymagań estetycznych teatru zawodowego.

tym najtrudniejszym wydaje się odwieczny

Akcja rozwija się leniwie. Najpierw

dylemat młodego artysty: pieniądz czy

Marcyś (Jacek Wojciechowski), uciekając

pasja? Oto jest pytanie.

się do aż nadto eksploatowanej dziś przy

każdej możliwej okazji narracji epickiej,

Dla członków deathmetalowego

zespołu Exterminator odpowiedź była

przybliża widzom historię Exterminatora,

prosta: Pasja! Pasji nie da się jednak włożyć

udzielając odpowiedzi na pytanie, dlaczego

do garnka z zupą. Nie można też spłacić

wschodzące gwiazdy muzyki alternatywnej

nią kredytu na mieszkanie, zaciągniętego

znalazły się w położeniu, które skłoniło

w banku na trzydzieści lat. Co komu z niej

je do łapania każdej chałtury, nawet za

przyjdzie, jeśli nie przynosi ona wymiernych

cenę zdrady wyznawanych przez siebie

zysków? Ba, nie przynosi nawet satysfakcji,

wartości. Następnie poznajemy jego

bo na głębokiej prowincji, gdzieś w Polsce B,

kolegów z zespołu (Max Szelęgiewicz, Piotr

nie ma koniunktury na ciężkie brzmienie?

Pilitowski, Grzegorz Łukawski), wiecznie

Oczywiście, że można odstawić gitarę

niezadowoloną z życia żonę (Jagoda

do schowka, a z szuflady wyjąć uzyskany

Pietruszkówna), reprezentującego jedynie

w międzyczasie dyplom i rozpocząć

słuszną opcję polityczną wójta (Krzysztof

pracę za biurkiem urzędu lub za

Górecki) oraz jego mało rozgarniętą

sklepową ladą. Można też odłożyć do

asystentkę Jolę (Iwona Sitkowska), która

kieszeni ambicję i jako artysta zaprzedać

na oczach widzów przechodzi przemianę

się kulturze masowej bądź jako tuba

w seksowną dziennikarkę z lokalnego

w kampanii wyborczej uświetniać

tygodnika. Gdzieś pomiędzy nimi,

występami powiatowe dożynki i festyny

niczym zjawa z przeszłości, przemyka

spod znaku „Chmielaków“ bądź „Święta

także wyobrażenie Marcysia o sobie

Kapusty“. Tak w skrócie przedstawia się

samym z dzieciństwa (Franciszek Folga/

problematyka sztuki Piotra Waligórskiego

Nataniel Szczepanek/Witold Gryglewski),

Kochanowo i okolice – muzycznej komedii

które na drodze konfrontacji, podczas

społeczno-egzystencjalnej, wpisującej

parapsychologicznego seansu, pomaga

się w zapotrzebowanie na widowiska,

bohaterowi w udzieleniu odpowiedzi

które w krzywym zwierciadle ukazują

na dręczące go pytania i tym samym

prowincjonalną rzeczywistość.

znalezieniu właściwej drogi.

Spektakl jest przede wszystkim

Większość kreacji aktorskich jest

nierówny. Ma lepsze i gorsze momenty:

do bólu przerysowana i przewidywalna.

tak zwane „dłużyzny“, podczas których

Dosłownością drażni także scenografia,

teatralia 64/2013

33


fot. Materiały Teatru Ludowego

34

a sygnalizowanie upływu czasu poprzez

prowizoryczną estradą a namiotem

wyciemnianie przestrzeni scenicznej

sprzedającym lokalne piwo rozcieńczone

przywodzi na myśl występ szkolnego teatru

wodą sytuują się sprzedawcy baloników,

dla którego blackout jest często jedynym

popcornu i cukrowej waty, a wymalowane

dostępnym „efektem specjalnym“. Przez

dziewczęta w białych kozaczkach

niemal połowę sztuki widzowie spoglądają

przechadzają się w towarzystwie chłopców

wyczekująco w stronę wyeksponowanego na

w lakierkach lub adidasach z bazaru.

scenie sprzętu muzycznego, spodziewając

Rozochocone trunkami towarzystwo

się wreszcie mocnego uderzenia. Przychodzi

oczekuje skocznych wiązanek,

ono, kiedy spora część publiczności zaczyna

przerywanych co jakiś czas kiczowato

zapewne myśleć o tym, jak dyplomatycznie,

ckliwą balladą „na specjalne zamówienie

w stylu angielskim, opuścić salę. Równię

pana w fioletowym garniturze z dedykacją

pochyłą, po której Exterminator stacza się

dla jego prześlicznej małżonki, poparte

w odmęty komercji, przedstawiono za

dodatkowo odpowiednim banknotem“.

pomocą mini koncertu w prześmiewczym

tonie. Każdy z nas bowiem, najpewniej z

Exterminator gra kolejno Kocham Cię jak

własnego doświadczenia, zna plenerowe

Irlandię Kobranocki, Life is life zespołu Opus

imprezy na prowincji, gdzie między

(austriacka grupa jednego przeboju,

teatralia 64/2013

Właśnie dla tych banknotów


fot. Materiały Teatru Ludowego

o której mało kto dziś pamięta), Takie

bohaterach Kochanowa i okolic. Z festynu

tango Budki Suflera i pasujące do estetyki

dożynkowego wracamy do nowohuckiego

wieczoru Kolorowe jarmarki zmiksowane

teatru, być może bogatsi o odpowiedż

z ponadczasowym biesiadnym Ore,

na pytanie: „mieć, czy być?“. Tam Jacek

ore. Na życzenie pań z koła gospodyń,

Wojciechowski, już nie jako niespełniony

częstujących muzyków domowym winkiem,

deathmetalowiec Marcyś, ale jako aktor

Exterminator jest w stanie wykonać nawet

i muzyk, przedstawia grupę Kurtyna

Maryjannę (unplugged!) – w końcu popyt

Siemiradzkiego, złożoną z artystów

winien nakręcać podaż. Wszystko ma

krakowskich teatrów. Powstali, by dzielić

jednak swoją cenę, a komercyjny sukces

się z publicznością swoją pasją i miłością do

łatwo przypłacić zawodowym wypaleniem.

klasyki światowego rocka – muzyki opartej

Chcąc temu zapobiec, w ostatniej ze

na żywym brzmieniu, autentycznej energii

scen muzycy zrzucają koszulki z logo

i uczuciach, która była ważnym czynnikiem

wspierającej ich partii, by zaserwować

kształtującym świadomość ich pokolenia,

zgromadzonym mocną dawkę szoku

dziś systematycznie rugowanej z radiostacji,

kulturowego. Grają to, co wypływa z ich

nie promowanej w mediach. Być może, jako

serc: death metal w czystej postaci. W tym

artyści, z doświadczenia znają dylemat

momecie kończy się opowieść o fikcyjnych

fikcyjnego Exterminatora. Zapewne nie

teatralia 64/2013

35


fot. Materiały Teatru Ludowego

36

raz zadawali sobie pytanie, na jak wielki

unikalny, koncertowy klimat, którego

kompromis może pozwolić sobie aktor,

próżno szukać na odbywających się

by zapewnić swoim dzieciom książki do

równolegle Juwenaliach. Daje tym samym

szkoły i buty na zimę. To, że pod koniec

dowód na to, że połączenie zawodu

spektaklu przedstawiają się jako istniejący

i autentycznej pasji jest możliwe.

zespół, nie jest tylko formą promocji. Staje

.

się autentycznym wyznaniem, znacznie podnoszącym notowania banalnej historii przedstawionej w Kochanowie i okolicach. Tekst Przemka Jurka w ich interpretacji jest po prostu bardziej wiarygodny. Zanim odłożą gitary i ukłonią się wyjdą do ukłonów wykonują jeszcze Knockin’ on heaven’s door Boba Dylana i Gyöngyhajú Lány węgierskiej Omegi, w oryginalnej wersji językowej. Gdyby nie restrykcyjne przepisy przeciwpożarowe panujące w budynkach użyteczności publicznej, większość widzów w tym momencie zaczęłaby szukać zapalniczek... Kurtyna Siemiradzkiego buduje niesamowity,

teatralia 64/2013

Teatr Ludowy w Krakowie KOCHANOWO I OKOLICE autor: Przemek Jurek reżyseria i opracowanie muzyczne: Piotr Waligórski scenografia: Wojciech Stefaniak kierownictwo muzyczne: Max Szelęgiewicz obsada: Jagoda Pietruszkówna, Iwona Sitkowska, Krzysztof Górecki, Grzegorz Łukawski (gościnnie), Max Szelęgiewicz (gościnnie), Piotr Pilitowski, Jacek Wojciechowski oraz jako mały Marcyś: Franciszek Folga / Nataniel Szczepanek / Witold Gryglewski premiera: 1 lutego 2013


festiwale

37

DŻUNGLA JEST W NAS Monika Szweda

fot. Materiały Teatru

teatralia 64/2013

fot. Materiały prasowe Organizatora

Konwencja czy przygoda? Konsumpcja czy wolność? Amazonia to gra ze współczesnością, kpina z umiłowania zbytku i polskich seriali, w których szukamy prawdy o świecie. Tymczasem telewizyjne produkcje są równie prawdziwe, co wyświetlana z telebimu amazońska dżungla.


repertuar

fot. Magdalena Górfińska

38

Amazonia to symbol spełnionych marzeń, kraina pachnącą przygodą, ale i tytuł serialu, w którym grają bohaterowie sztuki. Jak przetrwać w dżungli? Zawsze można ulec pokusie łatwej sławy i „pokazać cycki” (albo, w ramach kompromisu, chociaż jedną pierś), zarabiać na życie, paradując w kostiumie pizzy ze zbyt małymi otworkami na oczy. Mamy ludzi młodych, zdolnych, wykształconych (to aktorzy) i bezrobotnych. Szukają swojego miejsca na świecie, zastanawiają się nad tym, kim są i dokąd zmierzają, pragną przeżyć życie szybko i na skróty, zarobić, ale się nie narobić. Właściwie… smutna to rzecz – opowieść o tym, jak w dzisiejszym świecie łatwo utracić tożsamość, zapomnieć o ideałach, a marzenia i wielkie plany zamienić na pracę jako kufel piwa (wiadomo, profesjonalny aktor

teatralia 64/2013

zagra go lepiej). Tu każdy jest samotny: Mundek (Paweł Domagała) chciałby być Wiedźminem, ale w rzeczywistości, Aneta (Agata Wątróbska) uczy się, że talent i uroda to nie wszystko, bo show-biznesem rządzą określone zasady, Krzysztof (Maciej Zakościelny) niby w serialu się realizuje, ale ucieka od siebie i rozpaczliwie szuka uczucia. Jest jeszcze Jurek (Łukasz Lewandowski), któremu marzy się wystawienie ambitnej sztuki. Artystyczne okazuje się to, co niezrozumiałe, bo sensie i zawartości spektaklu wie jedynie (też nie zawsze) sam twórca. Jerzy to kpina z wielu reżyserów – dostaje do rąk tworzywo i nie bardzo wie, co z nim zrobić. Nie potrafi udzielić aktorom żadnych wskazówek, jest kapryśny, rozhisteryzowany i zupełnie niekompetentny. Twórca serialu (Krzysztof Stelmaszyk) doskonale zdaje sobie sprawę


repertuar

Teatr Dramatyczny (scena na Woli im. Tadeusza Łomnickiego) w Warszawie AMAZONIA Michał Walczak reżyseria: Agnieszka Glińska scenografia: Agnieszka Zawadowska oprawa muzyczna: Anna Malarowska reżyseria światła: Magda Górfińska ruch sceniczny: Weronika Pelczyńska kierownictwo produkcji: Magdalena Romańska asystent reżysera: Mateusz Karoń obsada: Patrycja Soliman/ Zuzanna Grabowska, Agata Wątróbska, Paweł Domagała, Krzysztof Stelmaszyk, Łukasz Lewandowski, Maciej Zakościelny premiera: 4 lutego 2011

39

fot. F. Lupa

młodych, którzy godzą się na bylejakość, kpi z seriali, z teatru, do którego wkrada się chałtura i w którym nic się nie dzieje, z ideałów, które gubią się gdzieś po drodze w pogoni za sławą, łatwym sukcesem i równie łatwymi pieniędzmi. Młodzi, karmieni ideałami ludzie (wmówiono im, że zadaniem aktorów jest granie GustawówKonradów i Ofelii) doznają bolesnej konfrontacji z rzeczywistością. Ta oferuje im grę w serialu za godziwe pieniądze lub alternatywną (ale i kabotyńską) sztukę, która zysku im nie przyniesie. Niby jest komicznie, ale również absurdalnie i tragicznie. Amazonia pokazuje, jak może zmienić nas świat (jeśli tylko mu na to pozwolimy). Jawimy się jako ludzie, którzy się sprzedają, udają, zakładają coraz to nowe maski, rezygnują z ambitnych planów (spójrzmy na Krzysztofa) na rzecz łatwego zarobku. Lekarstwem na współczesne lęki, bolączki i dylematy jest śmiech: to on pozwala je oswoić. I pewnie dlatego

.

Amazonia to spektakl mocno „wygładzony”. Żarty są dosadne, ale nie wulgarne, smutek niezbyt głęboki, a refleksja – przykryta humorem.

fot. Materiały Teatru

z tego, że sprzedaje ludziom kicz: tłumaczy to tym, że ma trzy rodziny do wykarmienia. Ile można zrobić dla pieniędzy? Jak wysoką cenę warto zapłacić za sukces? Lepiej być kuflem piwa czy wzruszać, upodlając się w serialu? Trudny wybór. Granice między sztuką niską a wysoką, chałturą a aktorstwem ulegają zatarciu. Ktoś się sprzeda, ktoś pozostanie wierny swoim ideałom, komuś wystarczy środków na utrzymanie licznej rodziny, a ktoś pożegna się z ciepłą posadką (praca to rzecz niepewna). Amazonia nikogo nie oszczędza: karci

teatralia 64/2013


festiwale

OJCOWIE. RZECZ O MĘŻCZYZNACH Natalia Grygiel VI edycja Spotkań Teatralnych „Bliscy Nieznajomi” organizowanych przez Teatr Polski w Poznaniu oscylowała wokół idiomu Ojcowie. Przegląd spektakli pod dokładnie taką samą nazwą zrealizowano podczas VII edycji Festiwalu Dialogu Czterech Kultur w Łodzi w 2008 roku. Nietykalność figury ojca i tym razem wydostała się z nieświadomości. Okazuje się bowiem, że odległość, jaką pokonujemy w poznaniu tego (nie)znajomego, nosi znamiona tymczasowości. Czy to znaczy, że czas nie goi ran,

własnej tożsamości scaliło się w

a pokonywany dystans jest jedynie

harmonijne współistnienie.

demarkacyjny? Tegoroczna edycja

„Bliskich Nieznajomych” pozostawiła

wykładem opartym na prywatnej historii

widzów z tym pytaniem; choć na chwilę

rodzinnej aktora z Deutsches Theater

poczucie odosobnienia i poszukiwania

w Berlinie, Matthiasa Neukircha. Po

Hans Schleif jest inscenizowanym

wejściu do black boxu widzowie siadają za trójramienną ławą – ten jedyny

40

element scenografii jednoznacznie nakłada na nich rolę słuchaczy. Neukirch za pomocą listów, zdjęć, nagrań telefonicznych prezentuje zebrany materiał na temat pracy swojego dziadka dla SS, a także próbuje odpowiedzieć na nurtujące pytania: w ilu procentach Schleif był czarnym charakterem, a w ilu archeologiem i pasjonatem wypraw do Olimpii? Forma wystąpienia aktora pod względem estetycznym nie jest wysublimowana. Aktor często porozumiewa się z reżyserem, Julianem Kleinem, który czuwa nad poprawnością chronologiczną opowiadanych wydarzeń. Przestrzeń teatru staje się poniekąd miejscem studium strachu fot. Ralph Bergel

teatralia 64/2013

przed dziedziczeniem nazistowskich


festiwale cech. Neukirch przyznaje, że walczył

z rodzajem negatywnego utożsamienia

jest pozornie autonomiczne również

się z dziadkiem, który dla jego matki był

w Królowej ciast według Katarzyny

po prostu ojcem. Poruszanie prywatnych

Kalwat. Spektakl powstał na podstawie

tematów w teatrze być może staje się

sztuki węgierskiej autorstwa Béli Pinteŕa.

sposobem na potrzebę oczyszczenia

Wizerunek ojca ukazany został w dwu

społecznego także w tym przypadku.

postaciach: Wujek Feri cierpiący na

Jednakże ujawnienie zawartości

chorobę psychiczną ukazuje obraz ojca-

prywatnego bagażu może okazać się

nieobecnego (Maciej Mydlak); Stefan

stygmatyzujące. Po wizycie Neukircha w

ojca-tyrana (Grzegorz Jurkiewicz). Obaj

Polsce w prasie ukazał się nagłówek Wnuk

są braćmi, a ich karkołomne uczucie do

SS-manna w Biskupinie. Dlatego warto

dzieci wyrasta z przeszłości i wychowania

przytoczyć refleksję Sebastiana Kirscha

w przemocy. Kalwat ponownie sięgnęła po

z „Theater der Zeit”: jednoznaczność

dramat ukazujący trudne relacje rodzinne.

dokumentów, pozostawienie siebie samego

Podobnie jak w Zażynkach, zrealizowanych

w szarej strefie na oczach innych zasługuje

w Teatrze Polskim w Poznaniu, reżyserka i

na podziw dla aktora.

w tej odsłonie zdecydowała się na mroczną

Budowanie własnego obrazu

fot. Arkadiusz Stankiewicz

41

teatralia 64/2013


festiwale scenografię i nagromadzenie agresywnych

polskiego antybohatera podjęli się Jan

scen.

Czapliński i Piotr Rowicki. Publiczność

fot. Marek Zakrzewski

42

Nagrodę publiczności otrzymał Pan

„Bliskich Nieznajomych” miała okazję

Tadeusz, czyli Ostatni Zajazd na Litwie w

zobaczyć niezwykły kunszt aktorski

reżyserii Mikołaja Grabowskiego. Spektakl

Łukasza Chrzuszcza, ale także – Tadeusza

ten wpisał się w idom festiwalu dość

Łomnickiego. Jednym z wydarzeń

metaforycznie, gdyż na pierwszy plan wcale

współtowarzyszących była bowiem

nie wysuwa się postać księdza Robaka.

projekcja spektaklu Teatru Telewizji Ojciec

Nietykalne dzieło ojca poetów i twórcy

Augusta Strindberga 1991 roku. Spektakl

epopei narodowej zostało potraktowane

Jana Maciejowskiego, choć nadal ociekający

przez reżysera nowatorsko, bo zdaje się, że

mizoginizmem, ukazał mistrzowskie

pozostawione bez konkretnej interpretacji.

budowanie roli przez Łomnickiego.

Aktorzy w rytmie rapu wędrują po

Przybliżenia kamery na ociekającą potem

obrazach zaczerpniętych z dzieła wieszcza

twarz zwiastowały kolejne stadia szaleństwa

i wprowadzają widzów w stan istnej

Rotmistrza. Pojmowanie ojcostwa, a

fanfaronady.

także rodzicielstwa w ogóle, w projekcji

dramatu Strindberga silnie nacechowane są

Męski autorytet stawiany

pod znakiem zapytania zobrazowała

determinizmem i przez to przedmiotowym

prapremiera Piszczyka w reżyserii Piotra

traktowaniem dziecka. Laura (Teresa

Ratajczaka. Napisania współczesnej wersji

Budzisz-Krzyżanowska) ma niewątpliwą

fot. Jacek Jarczok


festiwale przewagą w tej walce, gdyż macierzyństwo

się na „przegadanie” męskiej duszy.

jest niepodważalne.

Kompatybilność spektakli wynikała

Dyrektor artystyczny, Paweł Szkotak,

z zogniskowania ich na figurze ojca,

poddając temat tegorocznych Spotkań

który pozostaje dla nas odległy. Próba

Teatralnych, kierował się chęcią

oswojenia wynika z przeświadczenia,

ukazania relacji między mężczyznami,

że niewyjaśniona przeszłość skłania do

a także mężczyzny w roli ojca. Jest

podejrzliwości.

to istotna inicjatywa, zważywszy, że cały czas niewiele miejsca poświęca

VI Spotkania Teatralne „Bliscy Nieznajomi”, 24-28 maja 2013, Teatr Polski w Poznaniu Deutsches Theater Berlin HANS SCHLEIF reżyseria: Julian Klein, Matthias Neukirch obsada: Matthias Neukirch premiera: 13 października 2011 Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie Béla Pintér KRÓLOWA CIAST reżyseria: Katarzyna Kalwat scenografia: Dominika Skaza muzyka: Marcin Rumiński ruch sceniczny: Rafał Urbacki obsada: Milena Gauer / Aleksandra Kolan, Wiesława Niemaszek-Szymańska, Ewa Pałuska, Jarosław Borodziuk, Władysław Jeżewski, Grzegorz Jurkiewicz, Marcin Kiszluk, Maciej Mydlak, Marcin Tyrlik premiera: 6 października 2012 Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie Adam Mickiewicz PAN TADEUSZ CZYLI OSTATNI ZAJAZD NA LITWIE reżyseria: Mikołaj Grabowski scenografia: Jacek Ukleja muzyka: Zygmunt Konieczny reżyseria świateł: Michał Grabowski kierownictwo muzyczne: Mieczysław Mejzak korepetycje wokalne: Barbara Siklucka asystent reżysera: Zbigniew S. Kaleta asystent scenografa: Katarzyna Kowalczyk obsada: Magda Grąziowska, Aldona Grochal,

.

Monika Jakowczuk, Katarzyna Krzanowska, Paulina Puślednik, Zbigniew Wiktor Kaleta, Łukasz Byczek, Juliusz Chrząstowski, Roman Gancarczyk, Krzysztof Globisz, Grzegorz Grabowski, Tadeusz Huk, Marcin Kalisz, Zbigniew Kosowski, Jan Peszek, Andrzej Rozmus, Bogdan Słomiński, Jerzy Święch, Wojciech Trela, Krzysztof Wieszczek, Krzysztof Zawadzki Premiera: 9 listopada 2011 Teatr Polski w Poznaniu PISZCZYK reżyseria: Piotr Ratajczak dramaturgia: Jan Czapliński opracowanie muzyczne: Piotr Ratajczak scenografia: Matylda Kotlińska kostiumy: grupa Mixer ruch sceniczny: Arkadiusz Buszko reżyseria świateł: Piotr Bujnowski prapremiera: 25 maja 2013 Teatr Telewizji August Strindberg OJCIEC reżyseria: Jan Maciejowski scenografia: Barbara Zawada muzyka: Zygmunt Konieczny obsada: Tadeusz Łomnicki (Rotmistrz), Teresa Budzisz-Krzyżanowska (Laura), Ewa Gawryluk (Berta), Marek Bargiełowski (Doktor Ostermak), Jan Peszek (Pastor), Halina Drohocka (Margaret), Krzysztof Globisz (Nojd), Maciej Jackowski (Svard), Halina Dobrowolska (Głos), Halina Chmielarz (Kucharka). premiera: 18 listopada 1991

teatralia 64/2013

43


WAJNUSSI

fot. Bartlomiej Sowa

Joanna Grześkowiak

44

Czy sztuka ma granice? Kto je wyznacza i kto jest do tego uprawniony? To tylko kilka z wielu pytań, jakie stawia spektakl Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej w reżyserii Moniki Strzępki, zaprezentowany w ramach Spotkań Teatralnych „Bliscy Nieznajomi” w Teatrze Polskim w Poznaniu. Nieformalna cenzura działa w Polsce

traktowane z czcią. W spektaklu

bardzo prężnie. Wszyscy o tym wiedzą,

przypominają raczej kółko wzajemnej

ale prawie nikt o tym głośno nie mówi.

adoracji, w którym nie liczy się

Paweł Demirski i Monika Strzępka w

wzajemna inspiracja czy konstruktywna

swoim spektaklu Był sobie Andrzej…

krytyka, a zamiast twórczego fermentu

mówią wprost, że tak zwanemu

widzimy zblazowane towarzystwo,

mistrzowskiemu pokoleniu wcale nie

które tylko szuka okazji, by dobrze się

chodzi o pieczę nad moralnością i

sprzedać.

tradycją, ale o obronę starszej generacji

artystów. Młodzi artyści inaczej myślą

na dwóch poziomach. Niektórzy

o sztuce, a starsza generacja, która

widzowie zatrzymują się na powierzchni

musi odejść do historii, boi się nowego

znaczeń i – w zależności od poczucia

myślenia, ponieważ wiąże się to z utratą

humoru – dobrze bądź źle się bawią.

możliwości odcinania kuponów od

Drugi poziom składa się z cytatów i

sławy. Wajda, Janda i Kutz to pomnikowe

zapożyczeń z filmów, recenzji, gazet.

postaci, przez ogół społeczeństwa

Jednym z nich są słowa „Pani Bausch

teatralia 64/2013

Spektakl ten można oglądać


festiwale nie jest pani warta ani jednej marki,

przeciwko którym skierowane jest ostrze

którą na panią wydajemy!”, powtarzane

ironii w tym spektaklu. Nienawiść do

w różnych momentach spektaklu.

establishmentu, jaką emanuje całe

Wykrzykuje to postać aktorki na

przedstawienie, wydaje się trochę nie

granicy frustracji, która nie dość, że – w

na miejscu w sytuacji, gdy bilety na

oczach społeczeństwa – wybrała sobie

poznański pokaz spektaklu kosztowały

niepoważny zawód, to jeszcze nie dostaje

80 złotych, a twórcy spektaklu – czy

godziwego wynagrodzenia za swoją

chcą, czy nie – stali się już częścią

ciężką pracę.

świata, który atakują. Tak samo jak

Wajda, kreują nową rzeczywistość i to

Przedstawienie to jest bardzo

na nich wzorują się młodsi (może nawet

naszego kraju. Miało ono swoją premierę

zdolniejsi) twórcy. Osobiście nie mogę

22 maja 2010 roku, kiedy to jeszcze

doczekać się spektaklu, który będzie

Monika Strzępka i Paweł Demirski

snuł krytyczną opowieść o naszych

funkcjonowali na marginesie życia

nowych architektach wyobraźni.

teatralnego, byli niedoceniani przez

Aktorzy z Wałbrzycha jak zwykle

krytykę i innych artystów. Prezentując

wypadli świetnie. Co ciekawe, nie

swój spektakl po trzech latach pokazują

improwizują, cały spektakl jest

to, w jaki sposób dzieło może zwrócić

perfekcyjnie zaplanowanym chaosem,

się przeciwko artyście. Dziś można

w którym każde słowo ma wyznaczone

pokusić się o stwierdzenie, że sami

miejsce i czas. Jest to niezwykłe,

są architektami zbiorowej wyobraźni,

ponieważ wrażenie improwizacji na

fot. Bartlomiej Sowa

mocno osadzone w kontekście kultowym

teatralia 64/2013

45


fot. Bartlomiej Sowa

teatr dla dzieci

46

scenie jest bardzo silne. Niewątpliwie jest to duża zasługa aktorów, ponieważ nauka tekstu, który posiada taką specyficzną składnię i rytm jak dramaty Demirskiego jest – jak przyznali na spotkaniu po spektaklu – trudna.

Po obejrzeniu spektaklu Był sobie

Andrzej… nie sposób zapomnieć, że jeżeli sztuka ma być wolna, nie może stawiać żadnych ograniczeń wyobraźni, ponieważ wszystkie granice narzucane są z zewnątrz. Podobne obostrzenia nie są naturalne, ale istnieje ktoś, kto je wyznacza i ktoś, kto ich strzeże, zatem musi pojawić się też osoba, która będzie

.

je przekraczała. Warto również zadać

sobie pytanie, czy chcemy mieć sztukę, która mówi nam o tym, co już wiemy, czy taką, która pobudza do refleksji.

teatralia 64/2013

VI Spotkania Teatralne „Bliscy Nieznajomi”, 24-28 maja 2013, Teatr Polski w Poznaniu Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu Paweł Demirski

BYŁ SOBIE ANDRZEJ ANDRZEJ ANDRZEJ I ANDRZEJ reżyseria: Monika Strzępka muzyka: Jan Suświłło obsada: Małgorzata Białek, Agnieszka Kwietniewska, Irena Wójcik, Mirosława Żak, Daniel Chryc, Włodzimierz Dyła, Jerzy Gronowski, Rafał Kosowski, Sebastian Stankiewicz, Ryszard Węgrzyn premiera: 22 maja 2010


teatr dla dzieci

fot. Materiały teatralne

WSCHODNIE KLIMATY NA PÓŁNOCY CZYLI WIERSZALIN W SOPOCIE 47

Ula Bogdanów

Można powiedzieć, że tegoroczny festiwal between.pomiędzy w Sopocie pod względem artystycznym funkcjonował pod auspicjami Teatru Wierszalin. W ofercie znalazły się warsztaty Nauka latania prowadzone przez Piotra Tomaszuka i zespół aktorski oraz prezentacje słuchowisk czy rozmowy z artystami. Dla widzów gwoździem programu był pokaz dwóch spektakli Teatr Wierszalin: Wszyscy świeci. Zabłudowski cud oraz Bóg Niżyński.

Publiczności zależało na Wierszalinie na

przyjęto sam spektakl. Częściowo wina

tyle, że spokojnie i z wyrozumiałością

za ten stan wynika ze starcia oczekiwań

przyjęła wiadomość o opóźnieniu

odbiorcy ze scenografią. Przestrzeń

pierwszego pokazu, które spowodowane

spektaklu Wszyscy święci. Zabłudowski

było brakiem gotowości zespołu (jeden

cud przypomina ramy kościoła,

z aktorów wciąż był w drodze do

konkretnie kraty czy szkielet świątyni.

Sopotu). Z mniejszym entuzjazmem

Gdzieniegdzie znajdują się ekrany –

teatralia 64/2013


Bóg Niżyński, fot. Materiały teatralne

teatr dla dzieci

48

szyby okien, na których oglądamy

w niekomfortowej sytuacji. Trudno

wizualizacje czy przemówienie Gomułki

uwierzyć, że to niedopatrzenie ze

z 1968 roku otwierające spektakl. Akcja

strony realizatorów. Wolę wnioskować,

rozgrywa się wewnątrz tych rusztowań.

że wzbudzenie irytacji publiczności

Pośrodku znajduje się małe przeszklone

było celowe. Ograniczona percepcja i

pomieszczenie funkcjonujące jako

układ scenografii zwracają uwagę na

budka telefoniczna, posterunek celnika

to, że nie mamy pełnego dostępu do

czy konfesjonał. Niestety, scenografia

opowiadanej historii. Widz dostaje

dość mocno ogranicza widoczność oraz

fragmenty na poziomie wizualnym (bo

słyszalność aktorów, co stawia widza

nie widzi wszystkiego) i semantycznym,

teatralia 64/2013


festiwale bo Tomaszuk zestawia relacje ludzi,

w końcowym monologu, tworzy postać

opowieści świadków i archiwalia. Można

wyrazistą i wielowymiarową. Bohaterka

z nich domniemywać o całości, ale

jest lokalną poetką, której utwory

prawda nie jest dana wprost, a od sedna

graniczą z grafomanią. Jej natchnienie,

tej historii już zawsze będzie widza

całkowita wiara w cud i gorliwość

coś oddzielało. W konsekwencji nie

zdają się mieć źródło w zbiorowym

wiadomo, co się właściwie wydarzyło

wyobrażeniu. Jest jowialna, rozedrgana,

i jakie są intencje poszczególnych

a jednocześnie bystra i świadoma

bohaterów.

kontekstu historyczno-politycznego

rzeczywistości. Właśnie tło społeczne

Jest to ciekawa interpretacja

w kontekście tematu spektaklu, który

i polityczne łączą się ze sobą w spektaklu

odwołuje się do domniemanego cudu,

również na poziomie relacji władz

który miał miejsce w maju 1965 roku w

i Kościoła. Obie strony muszą obrać

okolicach Zabłudowa, czy raczej pamięci

odpowiednią taktykę i ustosunkować

o nim. Czternastoletniej Jadwidze

się wobec Zabłudowskiego cudu, przez

Jakubowskiej ukazała się na łące Matka

co Tomaszuk pokazuje mechanizmy

Boska. Ci, którzy uwierzyli gromadzili

polityki cudu.

się tłumnie w tym miejscu wierząc w

jego uzdrawiającą moc i stoczyli nawet

zaprezentowany na between.

batalię z ZOMO w obronie swoich

pomiędzy należy do najsłynniejszych

przekonań.

i najbardziej rozpoznawalnych dzieł

Wierszalina, który doczekał się wielu

Na historię samego zdarzenia

Kolejny spektakl

nakłada się historia Polski i tego

entuzjastycznych recenzji i nagród.

regionu – represje komunistów oraz

Bóg Niżyński to próba opowiedzenia

żydowskie dziedzictwo ziemi, na której

o Wacławie Niżyńskim, ale nie jako

niegdyś stała słynna synagoga. Widz

wybitnym tancerzu i choreografie

obserwuje śledztwo białostockiego

z czasów najważniejszych baletów

prokuratora (Miłosz Pietruski) w sprawie

rosyjskich ze Świętem wiosny

cudu, przesłuchania mieszkańców.

Strawińskiego na czele, a jako o artyście

Dochodzenie przeplata się z rozmowami

rozpiętym między szaleństwem,

prowadzonymi w kurii, a także

geniuszem i mistycyzmem. Bohatera

zdarzeniami marca 1968, gdy ten sam

poznajemy w momencie, gdy umiera

śledczy zmuszony jest opuścić Polskę z

Diagilew – dawny kochanek i impresario.

uwagi na swoje pochodzenie. Na uwagę

Niżyński jest już wtedy w szpitalu

zasługuje rola Marianny w wykonaniu

psychiatrycznym, w którym ostatecznie

Katarzyny Siergiej, która w scenie

przebywał pod koniec życia, cierpiąc na

przesłuchania, a także

schizofrenię. Bosy, ubrany

teatralia 64/2013

49


festiwale

50

w zgrzebną koszulę i w ciągłym ruchu,

w rozedrganiu ciała przeplatanych

wybrane na festiwal between.pomiędzy

podskoków i figur choreograficznych

zawierają elementy, na których opiera

przypomina proroka i szaleńca,

się oryginalność Wierszalina: podjęcie

tancerza i błazna. Rafał Gąsowski w roli

tematyki opartej na rzeczywistych

Niżyńskiego jest hiperaktywny, wzniosły

wydarzeniach nawiązujących do

i megalomański, piękny i cierpiący.

religijności, mistycyzmu, połączenie

Pozostali aktorzy tworzą kreację

kreacji wyrazistych postaci z formułą

zbiorową, a jej największym walorem

reportażu, nawiązanie do obrzędowości.

jest śpiew. Muzyka śpiewana na głosy

Jednak spektakle pokazane w Sopocie

ma w sobie elementy pieśni ludowych

pozostawiają niedosyt. Być może

i prawosławnych, co tworzy klimat

wynika on ze zbyt wielkich oczekiwań

obrzędu. Scena relacjonująca przebieg

odbiorczych wobec tych tytułów, być

zdarzeń z życia bohatera rozegrana w

może zabrakło energii lub porozumienia

formie reportażu należy do jednych

z widownią danego dnia. Bóg Niżyński

z najbardziej zapadających w pamięć.

eksploatowany jest już bardzo długo

Niżyński spętany sznurem targany jest

i ma opinię wzruszającego

przez pozostałe postaci niczym Chrystus

i przejmującego spektaklu, czego

prowadzony na drogę krzyżową. Chór

niestety nie odczuwało się po reakcjach

przywołuje wydarzenia z kalendarium

trójmiejskiej widowni.

życia postaci, co przypomina sąd i niekoniecznie uświęca bohatera. Opowieść o Niżyńskim nie jest prowadzona chronologicznie, a za pomocą retrospekcji. Areną dla tych działań jest sporych rozmiarów spadzisty podest zajmujący centralne miejsce na scenie. Akcja spektaklu dzieje się w wykreowanej przez postaci przestrzeni świętej, która wyglądem przypomina opuszczoną stodołę, co sugerują surowe drewniane filary. Tancerz uwierzył we własną boską, a czasem diabelską proweniencję. Teraz staje się kapłanem odprawiającym nabożeństwo wśród wierzących w jego boskość.

teatralia 64/2013

Obie pozycje repertuarowe

.

Festiwal between.pomiędzy, Sopot 13-19 maja 2013, Scena Kameralna Teatru Wybrzeże Teatr Wierszalin w Supraślu

WSZYSCY ŚWIECI. ZABŁUDOWSKI CUD koncepcja, reżyseria, projekt dekoracji: Piotr Tomaszuk muzyka: Piotr Nazaruk obsada: Paula Czarnecka, Katarzyna Grajlich, Katarzyna Siergiej, Rafał Gąsowski, Dariusz Matys, Miłosz Pietruski, Jan Tuźnik premiera: Supraśl 2012 BÓG NIŻYŃSKI koncepcja i reżyseria: Piotr Tomaszuk scenografia: Eva Farkašová, Jan Zavarský muzyka: Piotr Nazaruk obsada: Rafał Gąsowski, Katarzyna Siergiej, Pavel Kryksunou, Dariusz Zakrzewski, Ewa Gajewska, Dariusz Matys premiera: 29 września 2006


festiwale

PASJA? TO NIE DROGA PRZEZ MĘKĘ ! Katarzyna Pytlos Spektakl Pasja: cała ta chujowa piosenka aktorska autorstwa Sultan hagavik i Przyjaciele miał swoją premierę na tegorocznym Przeglądzie Piosenki Aktorskiej w nurcie OFF. Zwycięską inscenizację określa się mianem plądrofonicznej. Już sam tytuł spektaklu wzbudza wiele kontrowersji, bo nawet profesor Miodek stwierdza, że są pewne granice prowokacji.

fot. Łukasz Giza

51

teatralia 64/2013


festiwale

52

Zestawienie słów pasja i chujowe, czyli pojęć z kręgu religii i wulgarnej erotyki, sfery sacrum i profanum nie przysparza twórcom spektaklu sympatii ze strony potencjalnych widzów. Spektakl Pasja: cała ta chujowa piosenka aktorska, jak dowiadujemy się od dyrektora Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu raczej nie trafi do repertuaru na stałe, jeśli jednak miałoby się tak stać, obiecał on porozmawiać z reżyserką – Martyną Majewską – o zmianie tytułu. W czerwcu sztuka gości kilkukrotnie na deskach Małej Sceny przy ulicy Piłsudskiego. Jak na spektakl zakwalifikowany do nurtu OFF Pasja... przypomina bardziej performance z dużą dozą improwizacji, niż kompletne dzieło teatralne. Możemy się bowiem domyślać, że scenariusz stanowi zaledwie szkielet, a ingerencja reżysera w całość nie jest wielka. Bardziej kontrowersyjny od treści przedstawienia jest tytuł, który zawiera, w przeciwieństwie do scenariusza, wulgaryzmy. Mawia się, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi, tak nie jest w przypadku tego przedstawienia, ponieważ dowolność interpretacji jest szersza niż zazwyczaj. Zaczyna się, jak wskazuje tytuł, kpiną z kanonów piosenki aktorskiej, która coraz częściej przypomina niczym niewyróżniającą się poezję śpiewaną,

teatralia 64/2013

człowiek w masce jednorożca, a w tle utwór z klasyki polskich utworów miksowany przez członka duetu Sultan hagavik. W dalszej części spektaklu tempo wciąż wzrasta. Widzowie obsypywani są konfetti, aktorzy polewani wodą wirują, aż do utraty równowagi. Hipnotyzujące kobiety, które są zdecydowanie największą zaletą spektaklu, przemierzające scenę na dmuchanych delfinach, taniec, gimnastyka, jednym słowem akcja! Obrazek przyjemny, niedrażniący, wesoły, ale ogromna nieprzyjemność dla ucha. W tle skretche i głośna, momentami irytująca muzyka, po godzinie widz czuje się jak po nocy spędzonej w niewysokiej klasy klubie muzycznym. A to wszystko wykreowane po to by kpić, niezbyt inteligentnie, ale jednak parodiować, to jak obecnie się żyje, bo więcej tam drwiny ze współczesności niż z samej idei piosenki aktorskiej. Magdalena Różańska (zmysłowa i nieco oniryczna, nie można oderwać od niej wzroku) wykonuje na przykład utwór w języku francuskim, dumnie dzierżąc w dłoniach symbol Polski – bociana. Martyna Witowska (nie wypada ani na moment z roli) gryzie jabłko i wypluwa jego miąższ na koleżankę. Marta Kędziora (skutecznie wchodzi w interakcje z widzami) skacząca na dmuchanym morskim ssaku. Te momenty mogłyby gorszyć, jednak


festiwale kiedy spojrzy się na nie z odpowiednim dystansem pozostawiają refleksję pod tytułem „dokładnie takie jest życie”. Raz jesteśmy na szczycie : tańczymy w pierwszym rzędzie, zaraz potem leżymy na ziemi miażdżeni przez dawnych „przyjaciół”. W spektaklu pojawia się nawet parodia Hitlera, a w połączeniu z finalnym obrazem tańca ludowego wykonywanego przez przedszkolaków nasuwa się przemyślenie, jak bardzo jesteśmy zniewoleni i powielamy schematy, w które ktoś nas od początku wpędza. Pasja kojarzy się niejednoznacznie, jednak w przypadku tej inscenizacji widz na pewno nie jest Chrystusem,ona zaś męką, którą on przeżywa pokonując kolejne stacje (sceny).

34. Przegląd Piosenki Aktorskiej, 15-24.03.2013, Wrocław PASJA: CAŁA TA CHUJOWA PIOSENKA AKTORSKA reżyseria : Martyna Majewska kostiumy : Katarzyna Kochańczyk zespół Sultan hagavik i Przyjaciele: Jacek Sotomski, Mikołaj Laskowski obsada : Marta Kędziora, Magdalena Różańska, Martyna Witowska, Krzysztof Brzagoń, Maciej Marzec premiera : 23 marca 2013

.

53

teatralia 64/2013


Teatralia nr 64  

Polish Theatre Magazine

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you