Page 1

Fora Nova Gazeta

festiwalowa

Julia Holewińska Krzywicka/krew s.2

Nr 1/17.11.2013

Mateusz Pakuła Mój niepokój ma przy sobie broń s. 4-5

Jolanta Janiczak Caryca Katarzyna s. 7-8

Artur Pałyga W środku słońca gromadzi się popiół s. 8-9

Ewa Madeyska Pętla s. 6-7


m

Recenzje

CHÓR KOBIET W dramacie Krzywicka/krew Julia Holewińska zauważa, że krew – niby zawsze ta sama – w gruncie rzeczy opisuje dwa zupełnie odmienne porządki. Krew kobiety sprowadzana jest do fizjologii, podczas gdy krew mężczyzny to ta wylana za ojczyznę. Pierwsza symbolizuje wstyd, druga – dumę. Autorka podążając drogą „progów krwi” opowiada historie kilku kobiet, osadzając je w historycznym kontekście, który uwypukla rozdźwięk między społecznymi rolami obu płci. Obierając za patronkę tekstu Irenę Krzywicką, Holewińska nie tylko zasugerowała zainteresowanie problematyką emancypacyjną i podobny do pisarki punkt widzenia, ale przyjęła też zbliżoną strategię autorską. Debiutancka powieść Krzywickiej nosiła tytuł Pierwsza krew i równie wyraźnie zarysowywała hierarchię płciową, której odzwierciedleniem była hierarchia społeczna. Krzywicka jest zresztą nie tylko inspiracją, ale i bohaterką dramatu – stworzone przez Holewińską postaci mają z nią wiele wspólnego – od elementów biografii począwszy, na światopoglądzie skończywszy. Przywoływana jest już w pierwszej scenie dramatu, kiedy to należące do różnych pokoleń kobiety próbują umiejscowić jej narodziny na osi czasu, odnosząc je do innych – mniej lub bardziej przełomowych – ale w jakimś sensie istotnych dla nich wydarzeń. Pojawia się więc w towarzystwie Zofii Nałkowskiej, Marii Antoniny, Britney Spears, Joanny D’Arc czy lalki Barbie.

rej bohaterki wypowiadają się na temat, kim była dla nich Krzywicka, byłoby (mimo tak różnych jej obrazów w oczach kobiet) konkluzją dość upraszczającą i nazbyt „pomnikową”. Zawieszenie jej w historii gdzieś „mniej więcej” nadaje Krzywickiej wymiaru uniwersalnego, Holewińska nie stroni jednak od ukazywania konkretnych czasów i ich specyfiki. Już w Ciałach obcych czy Rewolucji balonowej chętnie umieszczała osobiste dramaty bohaterek w określonym kontekście historycznym i społeczno-politycznym, i czyni to także tym razem. Wprowadzając monologi kobiet należących do różnych generacji, autorka nieustannie zmienia moment dziejowy w historii, zawsze jednak można bardzo dokładnie zdefiniować okres, o którym opowiadają bohaterki. I choć dzielą je lata, łączą je – naturalnie – problemy. Te małe, ludzkie historie na tle wielkiej historii narodowej nie pierwszy raz u Holewińskiej dotyczą tematyki gender, seksualności, emancypacji, pewnego rodzaju

Taka „wymienianka” nie ujawnia wprost momentu, w którym jej historia się zaczyna, przeciwnie – zasypanie kolejnymi, odległymi nawet o wiele lat, skojarzeniami raczej go zaciemnia. Wszystkie te daty okazują się jednak mało istotne wobec kluczowego faktu, wypowiadanego przez postaci chórem: „urodziła się”. Kuba Kowalski zdecydował się zastosować klamrę kompozycyjną i podobną wyliczanką – tyle że dotyczącą ostatniego „progu krwi”, śmierci – zamknąć czytanie. I była to bardzo dobra decyzja, bo zaproponowane w dramacie rozwinięcie tej ostatniej sceny, w któ-

nieposłuszeństwa utartym zasadom, tak silnie utożsamianego z wolnością. To, co osobiste, wkracza niejednokrotnie w sferę społecznych doświadczeń, prywatne wybory mają oddźwięk w społeczeństwie – zazwyczaj bardzo krytycznie odnoszącym się do wszelkich prób „wychylania się”. Dramatopisarka pokazuje jednak, że najczęściej bardziej dotkliwe od społecznego wykluczenia jest to dokonywane przez najbliższych, a związane z określoną postawą wobec macierzyństwa, małżeństwa czy orientacji seksualnej.

2


Recenzje Krzywicka/krew to dramat niełatwy do wystawienia. Monologi są bardzo rozbudowane, (momentami zupełnie niepotrzebnie), przez co tekst jest mało dynamiczny – akcję zastępuje opowieść. Choć jest ona silnie osadzona w konkretnych realiach, jak zapewnia autorka, nie jest relacją reportażową, znane z historii czy mediów wydarzenia stają się jedynie inspiracją. Narracja prowadzona jest przez bohaterki na zmianę, włączają się do historii – niczym w grze słownej – na zasadzie dopowiedzeń i skojarzeń. Zdanie (a nawet pojedyncze słowo) wypowiedziane przez jedną z kobiet staje się pretekstem do rozpoczęcia opowieści przez kolejną – choć każda mówi o własnych doświadczeniach, można odnieść wrażenie obcowania z tą samą (wspólną?, powieloną?) historią – herstorią. Jest ona przerywana wykrzykiwanymi dość niespodziewanie wyświechtanymi sloganami, które są ciekawie ograne, ale w gruncie rzeczy niewiele do sztuki wnoszą – specyfika czasów, w których aktualnie toczy się akcja jest przecież aż nazbyt wyraźnie

m

zarysowywana na innych poziomach. Przerywają ją także piosenki „patriotyczne” i inne, teatralnie ożywcze i dobrze przez Kowalskiego wykorzystane w czytaniu scenicznym, ale znów – trochę zbyt nachalnie powielające przekaz. Warto powtórzyć za Łukaszem Drewniakiem pytanie: w jakiej sprawie Krzywicka wychodzi na scenę? Czy po to, by pokazać, że może odnaleźć się w niej każda kobieta? Po to, by być orędowniczką emancypacji, i tak wciąż napotykającej na kolejne przeszkody? To chyba za mało, by stać się nowym, ciekawym głosem w dość znanej już dyskusji.

Agnieszka Misiewicz

Julia Holewińska Krzywicka/krew  reżyseria: Kuba Kowalski obsada: Katarzyna Z. Michalska, Sylwia Góra-Weber, Elżbieta Mrozińska, Ewa Jendrzejewska, Alina Lipnicka, Krystyna Łubieńska

fot. Agnieszka Misiewicz

3


m

Recenzje

WIDZI MISIE Utwór Mój niepokój ma przy sobie broń Mateusza Pakuły to drugi z kolei dramat przedstawiany w ramach tegorocznego finału Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Taktyka Pawła Świątka, jaką zastosował do realizacji czytania performatywnego tego tekstu, polegała na uwydatnieniu jego warstwy dźwiękowej, która, jak zaznaczyli obaj twórcy w rozmowie prowadzonej przez Łukasza Drewniaka po prezentacji, jest równie istotna, co patchworkowa struktura. Tekstowi od początku, bo od samego tytułu, patronuje Andrzej Sosnowski – poeta, który posługuje się techniką collage’u w swojej twórczości. Podobnie zbudowana jest historia Pakuły: zlepiona z cytatów, frazesów i onomatopeicznych sylab charakterystycznych dla klubowej muzyki popularnej, przypomina niewartościujący i nieoszlifowany zapis audio odgłosów różnych miejsc. Charakterystyczne dla tego dramatopisarza zapożyczanie postaci z popkultury, zwłaszcza kreskówek i świata muzyki komercyjnej, i w tym wypadku stało się podwaliną dla mapy myśli, która de facto jest zasadą organizacji utworu. Głównymi bohaterami są wcielenia Guliwera oraz troskliwe misie, liliputy, renifery i inne stwory, które przyjmują podróżnika w kolejnych wymiarach oraz oprowadzają go po nich. Pomysł Świątka na czytanie zasadza się na tym, aby utrzymać czwórkę aktorów w nieustającym ruchu – rozumianym bardzo fizycznie, bo biegną oni w miejscu przed mikrofonami – a wrażenie owego pędu spotęgować gęstymi tekstami, które występujący wyrzucają z siebie z prędkością karabinu maszynowego. Wszak, jak kilkakrotnie słyszymy w tekście, „Mój niepokój ma przy sobie broń. Ona nie jest biała”. Świątek dokonał też niewielkiej korekty tekstu, uszczuplając nieco zakończenie, znosząc tym samym pewną klamrę, która obejmowała ten utwór. Poza tym skondensował 23 postaci pojawiające się w dramacie w ten sposób, aby wystarczyło do wypowiedzenia ich ról czworo aktorów. Był to zabieg zarówno konieczny z przyczyn technicznych, jak i zwracający uwagę na skłon-

ność współczesnych do uzbrajania się w awatary – i to nie tylko w przestrzeni sieci. Istotnym przesunięciem w tekście Pakuły jest brak podziału na dobrych i złych bohaterów. Troskliwe misie – w tym troskliwy miś Kapustka – są słodkimi i naiwnymi stworkami, które uwielbiają „fik-fik”, a każdy, kto nie lubi „fik-fik” zostaje uznany za „pedała”. Raz za razem na scenie usłyszeć można wykrzykiwane nawoływania i wieszczenia apokaliptyczne, wedle których nastaną czasy, gdy po świecie będą biegały na przykład łyse jeże. Ten groteskowy ton, podobnie jak nieustanne zwracanie uwagi na nieprzystawalność słów i rzeczy, piętrzą się w kuriozalną wieżę Babel, która przestaje być symbolem, istnieje po nic i równie bezcelowym byłoby jej zburzenie. Nonsens jako podstawowa cecha świata przedstawionego i przedstawianego publiczności nie stara się być diagnozą społeczną czy psychologiczną, stanowi ilustrację jedynie dla przepływu najróżniejszych informacji i poza tym wydaje się, że nie ma odniesień do realności. Wirtualny wymiar wędrówki, o którym wspominają Organizatorzy konkursu w programie Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, siłą rzeczy przekierowuje uwagę odbiorcy na pole związane z internetem. W trakcie wspomnianej rozmowy Pakuła określił swoją pracę jako szperanie w archiwum i łączenie ze sobą fragmentów dokumentów. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że ów zbiór informacji jest w jego tekście tyleż wyrywkowy, co żywy. Dlatego też struktura hipertekstu wydaje się w tym ujęciu adekwatniejsza, ponieważ gwarantuje szyb-

4


Recenzje

fot. Agnieszka Misiewicz

sania i ukierunkowania na odbiór przez masowego odbiorcę są zatem w tym wypadku wszystkim i niczym, nie-wiadomo-jakim kotem w przepastnym worku. Można doszukiwać się tu zasady repetycji, mającej swoje odzwierciedlenie chociażby w niedokładnym odśpiewywaniu tekstów piosenek przez aktorów, wyznaczającym interwały w pulpie ciągłego tekstu; trudno jednak pozbyć się wrażenia, że za użyciem cytatu kryje się brak znajomości całości, z której został wyjęty. Tym samym potencjalne nawiązania intertekstualne okazują się tylko linią łączącą rozsypane punkty, jak w dziecięcej zabawie „połącz kropki” – z tą różnicą, że krzywa nie tworzy konturu czegoś organizującego chaos. Gdyby pokusić się o dalsze poszukiwania powinowactw literacko-muzycznych tekstu Pakuły, można by, poza wspomnianym już Sosnowskim, sięgnąć do piosenki Świetlików z tekstem Marcina Świetlickiego: „Złe mi się... Złe mi się... Złe mi się śni” Idąc dalej tropem misiów w kulturze, należałoby wskazać na rozwój tej postaci: od bajkowych trzech niedźwiadków – znajomych Złotowłosej, poprzez głupiutkiego misia o małym rozumku i sprytnego Misia Yogiego, specjalizującego się w kradzieży jedzenia w parku Yellowstone, aż do tyranizującego nocą zabawki w przedszkolu różowego Misia Tulisia z Toy Story 3. Przepraszam za tę dygresję. Miało być odważnie, ale na poważnie. Hakuna matata.

szy dostęp do informacji i to nie do końca do jej rzetelnej wersji. Foniczność tekstu Mój niepokój... zasadza się na aliteracjach i rymach powstających jakby niechcący, niebędących żadnym wyznacznikiem, a już na pewno nie gatunkowym. Warto też wspomnieć, że w utworze cytowane są teksty piosenek Bryana Adamsa i Lany del Rey oraz że obie te postaci są sobie przeciwstawiane, o czym wspominał Pakuła w trakcie rozmowy po czytaniu. Pierwszy z wymienionych wykonawców miał być tym, którym rzeczywiście kierowały uczucia, podczas gdy artystka jest jedynie symbolem doskonałego produktu popkultury. Jako odbiorcy mamy uzasadnione prawo wątpić w zasadność równania, w którym czasy tworzenia świadczą o „prawdziwym” wizerunku, a ten z kolei gwarantuje esencjonalną (nie)prawdziwość wytworów artystycznych. Zresztą sam język, jakim operuje dramatopisarz, narusza tkankę frazeologiczną i nie ma pewności, czy jest to zabieg celowy, nieudany przeszczep czy po prostu brak troski o elementarną higienę. W tym sensie tekst Pakuły stawia odbiorcę w pozycji kogoś, komu podawany jest atrakcyjnie wyglą-

Joanna Żabnicka

dający, ale jednak – substytut. Pytanie o status autentyczności wydaje się kluczowym w kontekście omawianego utworu o tyle, o ile przyjmiemy, że jest on „z ducha” postmodernistyczny. Poetyka negacji, przepi-

Mateusz Pakuła Mój niepokój ma przy sobie broń  reżyseria: Paweł Świątek obsada: Marek Hucz, Agata Woźnicka, Martyna Krzysztofik, Magdalena Koleśnik

5

m


m

Recenzje

OFIARA CZYNI SPRAWCĘ? Drugi dzień szóstej edycji Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej został otwarty czytaniem dramatu Ewy Madeyskiej Pętla w reżyserii Julii Mark. Cytując słowa autorki: „Ten dramat jest fantazją o tym, jak polski Kościół powinien potraktować ofiary pedofilii”. Utwór jest również kolejnym głosem w dyskusji, która od dłuższego czasu toczy się w Polsce, a w ostatnich tygodniach powróciła do nas z impetem za sprawą słów arcybiskupa Józefa Michalika. naturalności wypowiadanym tekstom, umieściła po przeciwnej stronie sali drugi ekran, z którego aktorzy odczytywali swoje kwestie. W tak przemyślnie zaplanowanej przestrzeni dobrze wybrzmiał dramat Madeyskiej, który zarówno pod względem swojej struktury, jak i symboliki w wielu miejscach nawiązuje do tradycji chrześcijańskiej. Tekst składa się z dwunastu „pętli” i jednej „rozpętli”, co – jak podkreśliła autorka podczas rozmowy po czytaniu – jest nawiązaniem stacji do drogi krzyżowej (mimo iż w tradycji katolickiej ma ona czternaście stacji). W pierwszej pętli poznajemy Magda-Lenę oraz księdza Janosza, którzy w kolejnych pętlach odgryfot. Agnieszka Misiewicz

wają również role wszechwiedzących narratorów. Magda-Lena, jawnogrzesznica i zarazem głos sumienia Janosza, zmusza go do potraktowania w sposób poważny i odpowiedzialny swojej służby kapłańskiej w przesiąkniętej patologią instytucji. Osią dramatu jest relacja między Janoszem i czternastoletnim ministrantem Krystianem – jest jedną z wielu ofiar, proboszcza-pedofila. Ojciec

Wszystkie czytania dramatów odbywały się na Małej Scenie Teatru Miejskiego w Gdyni. W przypadku tekstu Ewy Madeyskiej był to dodatkowy atut. Przestrzeń sceny mogła z łatwością kojarzyć się z wnętrzem kościoła, gdyż na tylnej ścianie w okna wstawione są witraże. Aktorzy siedzieli na krzesłach ustawionych pośrodku oraz po lewej i po prawej stronie sceny, co było nawiązaniem do układu ołtarza i ławek dla ministrantów służących do mszy świętej. Na scenie znajdował się również ekran, podobny do tego, jaki wykorzystuje się w kościołach do wyświetlania tekstów pieśni religijnych. Julia Mark użyła go w podobny sposób, prezentując na nim kolejne „pętle” dramatu. Reżyserka, by dodać

chłopca siedzi w więzieniu, a matka pracuje od świtu do nocy, by jakoś przeżyć kolejny miesiąc. Janosz jest dla Krystiana jedyną osobą, której mógłby się zwierzyć i poprosić o pomoc. Niestety pętla zaciska się na szyi ministranta, który, znalazłszy się w sytuacji bez wyjścia, postanawia się zabić. Dramat Madeyskiej przedstawia Kościół, który krzywdzi swoich wiernych. Hierarchowie, począwszy od proboszcza, a na biskupie skończywszy, wyznają zasadę „ręka rękę myje” i wszystko zamiatają pod dywan. Wszyscy są w tę sprawę uwikłani albo przez milczącą zgodę, albo – co gorsza – sami w niej uczestniczą. Wygrywa ten, który potrafi manipulować i skutecznie szantażować słabszych od siebie

6


Recenzje lub zajmujących niższe miejsce w hierarchii. Dobre imię instytucji jest ważniejsze niż złamane życiorysy przychodzących do nej wiernych. Ważna jest byle-jaka wspólnota, a nie jednostka. Pętla mówi również o wciąż powtarzającej się historii ofiary, która w dorosłym życiu sama krzywdzi. W dramacie Madeyskiej ksiądz proboszcz był wykorzystywany seksualnie w dzieciństwie, tak samo jak jedenastoletni Karol, który w dorosłym życiu stał się katem. Tekst Madeyskiej jest rodzajem moralitetu, który wzywa do tego, aby przerwać tę pętlę, nie pozwolić, by historia wciąż się powtarzała. Być może przerwanie zmowy milczenia to już pierwszy krok, aby wyjść z tej matni? Pętla, choć nie jest w stanie obronić się przed zarzutemo tendencyjność i stronniczość, w moim odczuciu jest ważną sztuką, gdyż udziela głosu, straumatyzowanym ofiarom, które milczą niczym kamienie. Ci ludzie nie potrafią, wstydzą się lub boją mówić o swoich doświadczeniach, a tym samym ich głos w przestrzeni publicznej jest niesłyszalny. Dramat Madeyskiej został napisany w lutym tego roku. W październiku mogliśmy usłyszeć wywiad

z arcybiskupem Michalikiem, w którym Jego Ekscelencja wyraził swoje stanowisko w sprawie pedofilii. Odbyło się to chyba w imię zasady „to jest moja wina i mogę ją zrzucić na kogo mi się podoba” – bo jak inaczej, mimo wielu tłumaczeń i przeprosin, rozumieć jego słowa: „Wiele tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. – Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”. W kontekście tych słów pozostaje mieć nadzieję, że nigdy nie powstaną dramaty mówiące o cierpieniu księży wykorzystywanych przez zepsute dzieci z rozbitych rodzin.

Joanna Grześkowiak

Ewa Madeyska: Pętla  reżyseria: Julia Mark; obsada: Agata Bykowska, Grzegorz Wolf, Marek Tynda, Jerzy Gorzko, Maciej Wizner, Olga Barbara Długońska, Małgorzata Talarczyk, Rafał Kowal, Szymon Sędrowski, Bogdan Smagacki

CARYCAKASIA@BIERZCOCHCESZ.TEATR.COM Czwarty z pięciu dramatów stających w szranki w finale tegorocznej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej to sztuka Jolanty Janiczak, autorki znanej już trójmiejskiej publiczności dzięki spektaklowi Tak powiedział Michael J., Teatru Wybrzeże. Widzowie będą mieli okazję zetknąć się z twórczością Janiczak również dzisiaj, kiedy to na Dużej Scenie Teatru Miejskiego w Gdyni premierowo zostanie zaprezentowane przedstawienie Joanna Szalona; Królowa, na podstawie dramatu, który znalazł się w finale ubiegłorocznej GND. Ten, kto widząc tytuł Caryca Katarzyna pomyśli, że będzie miał do czynienia z tekstem historycznym, jest w dużym błędzie. Owszem, trzonem tekstu Janiczak są sprawy dziejące się na rosyjskim dworze, jednak ilość odwołań do współczesności jest oszałamiająca. Co więcej, zamysłem autorki nie było ukazanie historii jako obiektywnej opowieści, ale raczej podkreślenie skandali i ekscesów, które stanowią pożywkę dla istniejących w świa-

domości mitów. Katarzyna II u Janiczak to narzędzie w rękach kierujących nią ludzi. Jest towarem gotowym do sprzedania, rozrodu. Ustępująca cesarzowa Elżbieta wywiera na niej presję spłodzenia zdrowego i silnego następcy tronu, a po jego urodzeniu rości sobie prawo do bycia jego matką (mama Elżbieta). Katarzyna nieudane życie prywatne przekuwa w pragnienie władzy. Ogłasza się cesarzową Wszechrusi, bierze udział w roz-

7

m


Recenzje biorach Polski. Czytanie dramatu nie było wyłącznie jego odczytaniem, ale poddane zostało inscenizacji. Postaci kobiece dostały czarne opaski na oczy, za to mężczyzn reżyserka Ewelina Marciniak usadziła na rozmieszczonych na scenie krzesłach i z tekstem sztuki w dłoni, dzięki czemu mogli oni odgrywać role suflerów, jeśli zaszła taka konieczność. Znaczenie tego zabiegu w kontekście tekstu Janiczak można interpretować na różne sposoby. Być może chodzi o zaakcentowanie, że to właśnie kobiety odgrywają najważniejszą rolę w tej sztuce – wszak dotyczy ona cielesności kobiet, uwikłania jej

w politykę i historię. Stąd też czarne zasłony na oczy, mające podkreślać równość wszystkich bohaterek wobec przedmiotowego traktowania ciała kobiety.

Agnieszka Domańska

fot. Agnieszka Misiewicz

m

Jolanta Janiczak: Caryca Katarzyna reżyseria: Ewelina Marciniak, muzyka: Tomasz Wódkiewicz JOY POP , obsada: Katarzyna Dałek, Piotr Biedroń, Małgorzata Brajner, Michał Jaros, Rozalia Mierzicka, Sandra Staniszewska, Sylwester Piechura, Magdalena Wrani-Stachowska, Kondrad Beta, Paweł Adamski

„NIE DA SIĘ TEGO OPOWIEDZIEĆ BARDZIEJ” Czytanie zamykające prezentację finałowych pięciu tekstów tegorocznej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej było nie lada wyzwaniem dla reżysera, Wojciecha Farugi. Tekst W środku słońca gromadzi się popiół Artura Pałygi okazał się bowiem wymagającym nie tylko w sferze sensów, ale także z uwagi na jego nietypowy zapis oraz emocjonalną i gęsto unerwioną skórę właściwą. Dramat, który posłużył jako podstawa do stworzenia wspomnianego pół-spektaklu, pozbawiony jest didaskaliów, wyposażony natomiast został na przykład w pojedyncze litery czy słowa rozrzucone na stronie, które wyznaczają olbrzymie pole do interpretacji. Podobne zastosowanie znajdują zresztą również wypowiedzi bohaterów często podzielone na części i zawieszone z prawej bądź lewej strony – albo też na środku kolumny zadruku. Owo poszukiwanie formy bardziej pojemnej, jak chciałby poeta, szczególnie uczula odbiorcę na język jako potencjalne medium, które może wszak zawieść lub wręcz odmówić współpracy. Tym samym urzeczywistniłoby się najgorsze przeczucie dramatopisarza – Apokalipsa języka. W środku słońca... zaczyna się od cytatu z Dzienników Sławomira Mrożka – „Jedno jest pewne: ból

jest”. I chociaż autor po prezentacji powiedział, że wykreślił owo zdanie z dramatu jako zbyt wiążące i nakierowujące, to jednak trudno odmówić mu znaczeniowej bliskości z innym pisarzem, Ryszardem Krynickim, który w jednej z edycji krótkiego wiersza, ze znacznie większą, jak może się wydawać, powagą pisał: „Ślepe? Głuche? Nieme? Niepojęte? Jest. Boli.” Cierpienie pojawiające się w obu przytoczonych fragmentach – mimo wszelkich różnic dzielących autorów – natychmiast odsyła czytelnika do pewnego momentu granicznego, wyraźnej cezury w doświadczeniu. U Pałygi natomiast jest to godzina 12, która, podobnie jak w niejednym westernie, decyduje o być

8


fot. Agnieszka Misiewicz

Recenzje życie człowieka: oddawanie moczu, obchodzenie urodzin, modlitwa, wielokrotne odtwarzanie tej samej płyty, obieg informacji w sieci, powtarzanie przekleństw zastępujących znaki interpunkcyjne, życie w blokach, których architektura i rozkład pomieszczeń oparta jest na zasadzie duplikowania konkretnego fragmentu struktury. W tym sensie koniec świata jest najgłębszym z możliwych nacięć dokonanych w żywej tkance: tym uniemożliwiającym integralność. Autor umiejscawia jednak źródło napięcia dramatycznego w cennej obserwacji, że cykliczna odnowa jest złudna i, chcąc nie chcąc, prowadzi do wyczerpania. Tytułowe słońce jest, jak twierdzą bohaterowie, zimne w środku, gdyż tam odkłada się popiół będący świadectwem zużycia i bytności jednocześnie. Ruch kolisty widziany z odpowiedniej perspektywy zdaje się jednak ruchem w dół spirali, „spadaniem wirowym”, jak możemy przeczytać w tekście. Łączy się on z nieodłącznym bólem utraty – nawet, jeśli nie wyartykułowanym wprost, to immanentnym, podskórnym. Faruga przeniósł na scenę w zasadzie cały utwór Pałygi, sam przyznał podczas rozmowy z Łukaszem Drewniakiem, że wyciął dwie sceny: w księgarni i tę traktującą o Aleksandrze Wielkim. Zmiana ta nie wpłynęła znacząco na fabułę, ponieważ naczelne założenia zostały przekazane. Na samym początku utworu mowa jest o tym, że bohaterowi znajdują się w punkcie i, jak może się wydawać, zmierzanie do końca w ogóle ich nie obchodzi. Dramatopisarz wykorzystuje w pracy konkursowej paradoks strzały Zenona z Elei, który udowadniał, że w najmniejszym odcinku ona w ogóle nie zmienia swojego położenia, zatem nie można mówić o żadnym przemieszczaniu. Właśnie te trudności w definiowaniu czasu i przestrzeni Pałyga wykorzystuje przy budowie apokaliptycznego – równie totalnego, co niewiarygodnego – krajobrazu świata. „Innego końca świata nie będzie”, jak pisał Czesława Miłosz, a Artur Pałyga dopowiada: „Nie da się tego opowiedzieć bardziej”.

albo nie być człowieka. Omawiany dramat traktuje zresztą tę myśl śmiertelnie poważnie, gdyż w samo południe następuje koniec świata. To, co buduje tekst jest collage’em ostatnich chwil, w których wszystko jeszcze istniało lub przynajmniej kiedy ktoś (ktokolwiek) był w stanie opisać konkretny brak. Jeśliby pokusić się o kategoryzację elementów występujących w tekście konkursowym, wymienić należałoby trzy grupy: ciało, język i potencjalność. To pierwsze, traktowane jako posunięta do granic mierzalności materialność, znajduje swoje odzwierciedlenie w mowie jako coś bezdyskusyjnego i spełnionego w rzeczywistości – dosłowne jak spalone ciało matki, której nie udało się uciec z pożaru. Drugi z trójcy komponentów jest z kolei kapryśnym posłańcem, łączącym świat żyjących rodziców z przestrzenią przynależącą do sparaliżowanego syna. Wreszcie ostatni element zapewnia zaistnienie i/lub powtarzalność konkretnych zjawisk w ogólności. Równocześnie kompozycja tego tekstu opiera się na budowaniu antynomii takich jak przerwanie życia i nieprzerwany ruch wskazówki zegara po okręgu czy nawrotów zdarzeń i zmian niebędących określonymi przez żadne zasady. Tę podwójną własność świetnie wykorzystał w realizacji Faruga, wyposażając aktorów w tablet, na który nagrywali oni pojedyncze słowa, a następnie odtwarzali je w nieskończoność, nie stroniąc od nakładania tych słów na siebie. Podobnie zagrała scena, w której czytający ustawiali się w kolejce, a następnie każda osoba zajmująca pierwsze miejsce kładła się na ziemi, a kolejna obrysowywała kredą jej ciało, w sposób, w jaki zaznacza się pozycję znalezionych zwłok. Następnie bohater odrysowywany podnosił się i wracał na koniec kolejki, jakby odwracając bieg wydarzeń lub utrzymując wręcz, że nic się nie wydarzyło. Do rangi ontologicznej w tekście Pałygi urastają wszelkie cyrkulacje czy obrzędy porządkujące

Joanna Żabnicka Artur Pałyga W środku słońca gromadzi się popiół  reżyseria: Wojciech Faruga obsada: Monika Babicka, Katarzyna Kołeczek, Agata Sasinowska, Piotr Chys, Damian Kwiatkowski

9

m


Esej

ŻYCIE, GŁUPCZE! Jeden z najbardziej kontrowersyjnych dramatopisarzy ostatnich lat. Nikogo i niczego się nie boi. W duecie z reżyserką Moniką Strzępką kompletnie zawojował teatralne sceny polski. Laureat nagrody Paszport Polityki, podwójny laureat Grand Prix R@portu, stypendysta Royal Court Theater w Londynie. Nomen omen – jeden z najintensywniej pracujących ludzi polskiego teatru ostatnich lat. O kim mowa? Stała festiwalowa publiczność zapewne zgadła bez większych problemów: mowa o Pawle Demirskim, który w tym roku zasiądzie w Jury Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@port w Gdyni. Zwyczaj zapraszania do festiwalowego jury współczesnych dramatopisarzy wprowadził Bog-

wszystkie pisane metodą verbatim, którą dramaturg poznał podczas stypendium w Royal Court Theater w Londynie. Jej sedno leży w autentyczności opisywanych zdarzeń. Reżyser dostaje temat do opracowania, musi dotrzeć do związanego z nim środowiska – czasem robi to wraz z aktora-

dan Ciosek wraz z przejęciem dyrektury imprezy dwa lata temu. Pierwszym zaproszonym pisarzem był Sławomir Mrożek, w ubiegłym roku na festiwalu gościł Janusz Głowacki. W tym roku teatralne środowisko zelektryzowała wiadomość, że w jury zasiądzie Paweł Demirski – czy, jak twierdzi dyrektor programowy R@portu, jest nowym Mrożkiem?

mi czy dziennikarzami, rozmawia z ludźmi. Później powstaje tekst, w którym każde zdanie musi być oparte na relacjach zebranych w trakcie opracowywania tematyki spektaklu. Wspomniany projekt „urodził” spektakle Nasi, Padnij (ten tekst pisał Demirski wespół z Andrzejem Mańkowskim), Kobiety zza wschodniej, Przebitka (Gra aborcyjna). Później tekst Demirskiego (i Wojciecha Klemma) trafia na deski teatru dramatycznego – sztukę Omyłka. B. Prus feat. Konopnicka wystawił Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie.

Lata młode Rocznik 1979. Absolwent dziennikarstwa, debiutował w 2002 roku. Trudno było jednak przebić się na teatralną scenę – jak wspominał Demirski, wysyłał teksty do setek teatrów i nie było odzewu. Przez przypadek jego sztuka trafiła do rąk Macieja Nowaka, i w ten sposób dramatopisarz został kierownikiem literackim Teatru Wybrzeże. Koordynował tam dramaturgicznie projekt Szybki Teatr Miejski. Wszystkie powstałe w jego ramach sztuki wystawiane były w prywatnych mieszkaniach gdańszczan, fot. materiały Teatru

u

10


Esej

u

Demirski&Strzępka – duet niepokorny Przełomem w twórczości pisarza jest z pewnością spotkanie artystyczne z Moniką Strzępką. Podobne myślenie o teatrze, sztuce, życiu i polityce sprawia, że powstaje tandem dramatyczny, który później zawojuje polskie sceny i zgarnie najważniejsze festiwalowe trofea – w tym w 2010 i 2012 roku Grand Prix R@portu spektaklami Niech żyje wojna!!! (Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu) oraz W imię Jakuba S. (Teatr Dramatyczny w Warszawie). Demirski w wywiadzie dla „Polityki” w 2011 roku stwierdza: „Kiedy zaczynałem pracę w teatrze, brakowało mi w nim takiej bezczelności, dosadności, jaką w latach 90. miała polska sztuka krytyczna, np. Rumas i Libera. Albo brytyjscy dramatopisarze, spadkobiercy Osbourna czy Bonda. Wiedziałem, że jest jakiś punkt wyjścia, który mnie interesuje, a nie jest w teatrze obecny. W tę lukę wskoczyliśmy również z powodu naszych temperamentów”. Początek współpracy pary to spektakl Dziady. Ekshumacje w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Demirski&Strzępka powrócą tu jeszcze zrealizować Śmierć podatnika (2007), Tęczową Trybunę 2012 (2011) i Courtney Love (2012). Jednak najważniejsze spektakle duetu powstały w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu za dyrektury Piotra Kruszczyńskiego, a później Sebastiana Majewskiego. Tam stworzyli spektakl Był sobie POLAK POLAK POLAK i diabeł czyli w heroicznych walkach narodu polskiego wszystkie sztachety zostały zużyte (tekst wystawił później jeszcze Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, gdzie wyreżyserował go w tym roku Remigiusz Brzyk), Diamenty to węgiel, który zabrał się do roboty (2008), Niech żyje wojna!!! (2009), Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej (2010 r., spektakl zdobył Grand Prix festiwalu Boska Komedia), O dobru (2012). Spektakle te zawojowały

(Firma, 2012), komuną//warszawa (remiks Dario Fo przesłał instrukcje, 2012). Nie w sposób wymienić tu wszystkich spektakli powstałych w ostatnich latach w oparciu o teksty Demirskego. Autor ma zarówno swoich zwolenników, jak i zaciekłych przeciwników . Model teatru krytycznego, społecznie zaangażowanego, który lansuje Demirski – jak twierdzą niektórzy – nie może się podobać. Pełen jest wulgaryzmów, czarnowidztwa, zła, przemocy, czarnego humoru – generalnie wszystkiego, co epatuje brzydotą. Przepisując teksty i odwołując się do dzieł kultury stanowiących żywe legendy (jak choćby serial Czterej pancerni i pies) demaskuje i dekonstruuje mity, sięga po sylwetki ikon popkultury, by mówić o zmianach systemowych i zagubieniu jednostki, nie waha się podejmować w sztukach wątków z życia osobistego (Położnice ze szpitala św. Zofii). Nie raz i nie dwa razy – choćby w sztuce W imię Jakuba S. ze sceny padają słowa, które widz chciałby głośno wykrzyczeć. W jego tekstach obrywa się dosłownie każdemu – zarówno politykom, jak i zwykłym ludziom, klasie średniej, której wygarnia się korzenie chłopskie. Sacrum? Profanum? Życie – chciałoby się powiedzieć – życie! Paweł Demirski niezaprzeczalnie wyrobił sobie markę w środowisku teatralnym. Zarówno sztuki jego autorstwa, jak i on sam budzą skrajne emocje. I to jest najważniejsze – nikt nie pozostaje obojętny wobec twórczości tego jurora R@portu. Jak pisał Jerzy Andrzejewski, „Pisarz stwarza wizję życia. Czytelnik może ją przyjąć lub odrzucić, pokochać lub znienawidzić. Jedna obojętność niesie książce śmierć”. Anna Petynia Bibliografia:

festiwalowe sceny w kraju, zaś Paweł Demirski niemal przebojem wdarł się do teatralnej czołówki dramatopisarskiej kraju. Współpracował także z Teatrem Rozrywki w Chorzowie (Położnice ze szpitala św. Zofii), poznańskim Teatrem Nowym

http://www.krytykapolityczna.pl/en/ksiazki/seria-literacka/20130709/salonu-nie-ma-monika-strzepka-i-pawel-demirski-w-polityce http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1512668,2,rozmowa-z-laureatami-paszportow-polityki.read

http://kultura.trojmiasto.pl/Szybki-Teatr-Miejski-s335.html http://www.e-teatr.pl/pl/osoby/42699,karierateatr.html#start http://www.e-teatr.pl/pl/osoby/47194.html

11


d

Felieton | Podpatrzone / podsłuchane / wyrwane z kontekstu | Debata z udziałem Kapituły GND

Podpatrzone/ podsłuchane / wyrwane z kontekstu •

n

O powtarzających się od lat nazwiskach finalistów:

Stopy mnie bolą, mózg mnie boli. – jedna z aktorek tuż po czytaniu Carycy Katarzyny (redakcja nie zdążyła wybiec z pokoju w celu

ustalenia jej tożsamości) Albo postaci mnie ruchają, albo ja je. – Jolanta

Gdyby to nawet była czysta, mafijna zmowa, to nie w tym rzecz. – Jacek Sieradzki

Janiczak Bez sensu się wspierać kolanem Mrożka. – Ar-

O tekstach, których niby nie było, a jednak były:

tur Pałyga O bohaterce wieczoru – opasce na oczy:

Jacek Sieradzki: Dlaczego Michał Buszewicz nie przysłał Misji?

• •

h

Debata z udziałem Kapituły GND:

Ewelina Marciniak: Przysłał, dostała się do półfinału!

Jak miałaś opaskę, to się nie krępowałem patrzeć na każdy element Twojego ciała. – Konrad Beta

Nie ważne, o czym, ważne, jak: • Dodam tylko takie myślątko – Jacek Kopciński

To było dla mnie dziwne, że po zdjęciu opaski musiałam nawiązać z Państwem kontakt,

O wielkiej nieobecnej: • Łukasz Drewniak: Myślałem, że zakończymy

podczas gdy przez ostatnie półtorej godziny miałam to w dupie. – Sandra Staniszewska •

Łukasz Drewniak: A kiedy Pani ściągnęła w życiu swoją opaskę?

FORA OSOBY: ONA (razy 6) TY (razy nieskończenie wiele) *** ONA leży na kilku krzesłach, może być nawet na stole, byle nie na ziemi. Czeka. ONA: Od jakiegoś czasu ci się przyglądam, wiesz? No podejdź, śmiało. TY przygląda się, podchodzi. ONA: Staram się coś wyczytać z twojej twarzy, choćby to, czy ci

e

pisze nowy tekst!

Jolanta Janiczak: Jeszcze nie ściągnęłam, albo nigdy jej nie miałam.

Agnieszka Misiewicz

jakimś miłym akcentem… Jacek Kopciński: Ja mogę mieć! Zyta Rudzka

się podobam. Podobam Ci się? Chociaż troszkę? TY odpowiada zgodnie z sumieniem, być może za każdym razem inaczej. Może być na głos, ale raczej tylko w duchu. ONA: Zmieniłam się dla Ciebie, widzisz? Chyba wyładniałam, co? TY odpowiada zgodnie z sumieniem, ONA ma nadzieję, że będzie to odpowiedź twierdząca. ONA: Będę się starała przyciągnąć Cię do siebie codziennie. Chcę ci powiedzieć o wszystkim. Czasem mogę mieć na to za mało czasu, innym razem mogą mnie ponieść emocje, ale zrozumiesz to, prawda?

Przecież znasz mnie już trochę. TY odpowiada, na pewno twierdząco. ONA: A jeśli jeszcze nie znasz tak dobrze, to poznasz, nie martw się. Będzie nam ze sobą dobrze, zobaczysz. TY, urzeczony, już wie, że będzie do niej wracał. ONA: Będę czekała tu na Ciebie codziennie. Bez Ciebie moje istnienie nie ma sensu. Naprawdę. TY rozumie to bardzo dobrze i zabiera ją ze sobą do domu. I będzie tak robił codziennie, przez najbliższe sześć dni. ***

Gazetę festiwalową redagują: TEATRALIA (www.teatralia.com.pl) w składzie: Ula Bogdanów, Agnieszka Domańska, Natalia Grygiel, Joanna Grześkowiak, Anna Kołodziejska, Agnieszka Misiewicz (redakcja), Anna Petynia, Aleksandra Spilkowska, Joanna Żabnicka (korekta) skład i łamanie: Monika Ambrozowicz kontakt: poznan@teatralia.com.pl zdjęcie na okładce: Agnieszka Misiewicz

12

p

Profile for Teatralia Magazyn

Fora Nova numer 1  

Fora Nova numer 1  

Profile for teatralia
Advertisement

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded