Issuu on Google+

15.06–16.06.2013

fot. Agnieszka Misiewicz

gazeta 19. Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A PART

ZAPRASZA 17 CZERWCA (PONIEDZIAŁEK) 18.00 Teatr Korez

DIVADLO CONTINUO (CZECHY) NOW…?

[spektakl po czesku z tłumaczeniem] 20.30 Teatr Rozrywki w Chorzowie

COMPAGNIE ETANTDONNE (FRANCJA) SHOWCASE TRILOGY [teatr tańca]

18 CZERWCA (WTOREK) 19.00 hala nieczynnego Kina Słońce, Katowice-Janów (ul. Zamkowa)

TEATR A PART (POLSKA) ZIEMIA GOMO [spektakl bez słów]

Dla widzów niezmotoryzowanych: autobus festiwalowy odjeżdża spod Kinoteatru Rialto o 18.30. Odjazd powrotny autobusu po spektaklu o 20.15.

NAJLEPSZE NAZWISKO DLA PIOSENKARKI? BITTOVÁ! >> Joanna Żabnicka

Wczorajszy koncert Ivy Bittovej, który otworzył 19. Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A PART, okazał się dopracowaną w każdym szczególe prezentacją z pogranicza sztuk. Czeska skrzypaczka, wokalistka i kompozytorka zagrała na (pozytywnych) emocjach publiczności – i był to koncert nie mniej ciekawy od tego zapowiedzianego w programie.

Iva Bittová to – jak określił ją Marcin Herich – sceniczna szamanka, która łączy w swojej muzyce – a także w samej sobie – żywioły cygański, słowiański i jazzowy. Występ w Kinoteatrze Rialto zachwycił publiczność swoją żywiołowością oraz dużą dawką poczucia humoru. Właśnie owo „puszczanie oka” do odbiorcy, nienachalna próba nawiązania z nim kontaktu, pozwoliły na zachwyt i urzeczenie, które towarzyszyły wykonawczyni oraz jej skrzypcom niemal od początku. Nie znaczy to jednak wcale,

że Bittová jest kimś w rodzaju komika, który pozostawia publiczności wyraźnie zaznaczony moment na śmiech i oklaski. Czeszka, stając na scenie, daje z siebie wszystko – z niezwykłym warsztatem wokalnym oraz umiejętnościami „instrumentacyjnymi” włącznie; o tym, jak dalece fascynujący był jej występ, niech świadczy choćby fakt, że w sali znajdowały się także dzieci – i siedziały słuchając jak urzeczone. Znamienne, że Bittová niekiedy w wykonywanych utworach porzuca

1 <<


Antoniny Krzysztoń; znajdzie się także miejsce dla wdzięcznej llekkości wykonań niczym u samej Cesarii Evory. Nie czuję się kompetentna, aby ferować sądy ostateczne. Dlatego też poniżej zapisane zostało, jedynie potencjalne, dziesięć przykazań udanego występu, sporządzone pospiesznie, pod wrażeniem koncertu artystki. Kolejne podpunkty dotyczą wykonawcy lub widza/słuchacza; czasami odnoszą się one do obu instancji równocześnie.

fot. Agnieszka Misiewicz

słowa na rzecz rozdzierających „jęków i zawodzeń”, które przynoszą na myśl raczej obrzędowe lamentacje, aniżeli tak częste wśród popularnych wykonawców popisy artykułujące coś na kształt „uuuu-o!”, niewnoszące niczego do utworu. U tej wokalistki jest dokładnie odwrotnie – to one stanowią fundament śpiewu. Gdyby posłużyć się mapą skojarzeń, można by umiejscowić Bittovą gdzieś w polu wirtuozerii wokalnej charakterystycznej dla Urszuli Dudziak oraz emocjonalnej głębi utworów

DEKALOG UDANEGO WYSTĘPU 1. Nie będziesz miał zbędnych supportów przed sobą. 2. Nie będziesz brał wszystkiego, co dzieje się na scenie – na poważnie. 3. Pamiętaj, aby dzień dobrą muzyką uświęcić. 4. Czcij matkę swoją i ojca swego – przynajmniej za to, że zabierają cię na koncerty. 5. Nie zabijaj w sobie dziecka – baw się i ciesz się. 6. Daj się ponieść atmosferze.

7. Nie kradnij innym przyjemności z niekonwencjonalnych reakcji podczas koncertu. 8. Nie mów w trakcie muzycznego performansu – poczekaj, aż się skończy. 9. Nie pożądaj zony artysty – bliźniego twego, śpiewaj i tańcz w miejscu, w którym poczujesz chętkę. 10. Ani żadnej rzeczy – poza autografem – która jego jest. W to nam graj, Ivo! ¢

>> 2


MUZYCZNA EKSPLOZJA TEMPERAMENTU >> Agnieszka Misiewicz O koncercie tak emocjonującym jak ten, który dała wczoraj Iva Bittová trudno pisać rzeczowo, zachowując powagę sprawozdawcy. To artystka niezwykle oryginalna, niełatwa do zaszufladkowania i przypięcia jednoznacznej etykietki wykonywanego gatunku muzyki. Ale to nieważne, czy słuchamy jazzu, folku czy rocka, liczą się pasja i zahipnotyzowanie odbiorców, a tego w czasie koncertu inaugurującego Festiwal A PART nie zabrakło.

fot. Agnieszka Misiewicz

Wchodząc na scenę Bittová zerknęła na mikrofon i powiedziała po czesku coś, co brzmiało mniej więcej jak „to nie będzie mi potrzebne”. Rzeczywiście, w wielu utworach mikrofon okazał się zbędny, jej silny głos rozbrzmiewał z mocą w całej sali bez potrzeby dodatkowego wzmocnienia. Przydało się ono w momentach, w których cicho nuciła – piosenkarka chętnie operuje bowiem skrajnościami i szybkimi zmianami stylów, przechodząc od potężnej głośności do szeptu; od melodyjności do urywanych dźwięków. To właśnie dźwięki, melodia i głos są głównym budulcem wykonywanych przez nią utworów. Język, w którym śpiewa, a nawet poszczególne słowa nie mają tak istotnego znaczenia,

Iva Bittová (Czechy): koncert

momentami wykorzystuje scat, innym razem opiera dźwięki na jednej tylko samogłosce. Muzyka staje się przekaźnikiem energii, którą artystka w sobie kumuluje, by w czasie koncertu mogła eksplodować. Z jej głosem fantastycznie zgrywa się brzmienie jej skrzypiec, stanowiąc tło lub zlewając się z nim zupełnie, tworząc harmonijną jedność. Bittová udowodniła, że nie tylko nie potrzebuje skomplikowanego sprzętu, ale nawet scena nie jest dla niej konieczna. Bardzo często schodziła z niej i spacerowała wzdłuż, siadała na schodach, lub nawet wychodziła do publiczności, muzycznie wadząc się z nią i zaczepiając. Te momenty, kiedy pozbywała się sztucznej granicy między nią a słuchaczami były najbardziej emocjonujące. Chciałoby się napisać, że jest artystką samowystarczalną, ale to nie do końca prawda. Do działania potrzebuje bowiem właśnie publiczności – to w żywym kontakcie z nią rodzi się jej muzyka. Awangardowy styl Bittovej i wielość inspiracji, po które sięga kojarzy się nieco z teatralizowaną twórczością Meredith Monk, obie wydały zresztą albumy w tej samej wytwórni fonograficznej, specjalizującej się w muzyce kreatywnej. Jakkolwiek by nie nazwać wykonywanego przez czeską artystkę gatunku, można polecić ją bez względu na preferencje muzyczne. Spotkanie z Bittovą to zastrzyk energii i optymizmu, to muzyczna eksplozja temperamentu. ¢

3 <<


WSPÓLNE OCZEKIWANIE >> Agnieszka Misiewicz

Prawdopodobnie, a więc „nie na pewno”, jedynie z wielką nadzieją, że jednak coś się wydarzy – z takim nastawieniem bohaterowie „czekają na Godota”. Dla Compagnie Dos a Deux dzieło Samuela Becketta staje się jednak wyłącznie inspiracją, stwarzając przestrzeń dla zbudowania relacji pomiędzy dwojgiem ludzi. Sytuacja oczekiwania nadaje spektaklowi rytm: zaczyna się spokojnie, niespieszne ruchy aktorów, a oni sami są jakby nieco znudzeni, z offu słychać kojący śpiew ptaków. Przedstawienie nie płynie jednak wciąż tym samym, wolnym tempem – Guillaume Lepape i Clément Chaboche wprowadzają na scenę niebywałą dynamikę, obrazującą spięcia i sprzeczki między bohaterami. Udowadniają sobie nawzajem, kto jest ważniejszy, kto ma pierwszeństwo, jednak każdorazowo sytuacja wraca do punktu wyjścia: spokoju i zgody. Nie mogą przecież żyć w oczekiwaniu samotnie, bratnia dusza pozwala trwać w tym stanie zawieszenia. Znakomicie wykorzystana została prosta scenografia – dwa drewniane krzesła mają mnóstwo zastosowań, mogą zamienić się w pojazd lub schody. Zestawiając je ze sobą, aktorzy tworzą przestrzeń wspólną, obracając je oparciami do siebie – alienują się. Czasem jeden z bohaterów zawłaszcza całą konstrukcję, a wtedy drugi walczy o swoje terytorium. Przy użyciu tych prostych przedmiotów postaci budują wciągającą akcję, zaskakując kolejnymi rozwiązaniami. Zachodzące między nimi burzliwe interakcje są znaczone ruchem: spychaniem się z kolejnych stopni schodków czy tanecznymi popisami w rytm wybranej przez siebie w radioodbiorniku muzyki. Na ich kłótnie patrzy się jednak raczej jak na zabawę, zaraz bowiem okazuje się, jak bardzo są sobie potrzebni: jeden kładzie przed drugim dłonie i stopy, by ten mógł po nich stąpać. Partnerowania Lepape’a i Chaboche’a zaskakują nie tylko pomysłowością choreografii, ale także precyzją wykonania

>> 4

fot. Xavier Cantat

Słowo „prawdopodobnie” – brzmiące prawidłowo i z poprzestawianymi sylabami – staje się obopólnym argumentem w sprzeczce pomiędzy bohaterami spektaklu Dos a deux. Akt drugi. To zarazem jedyny werbalny dialog postaci – ich komunikacja rozgrywa się głównie w geście czy ustawianiu scenografii. Nie słucha się ich rozmów, ale na nie patrzy, chłonąc tworzone przez mężczyzn obrazy.

i dynamiką. W ich historii nie brakuje groteskowych, przezabawnych momentów – to one podtrzymują uwagę widza i nie pozwalają znudzić się, choć tempo spektaklu czasem wyraźnie zwalnia, chwilami zbytnio się dłużąc. Na osobną uwagę zasługuje świetnie prezentujące się oświetlenie, które pozwala wydobywać plastyczność tworzonych przez aktorów obrazów. Ciepłe, pomarańczowe światło rzucane przez reflektory na zawieszone gałęzie – koronę drzewa – ukazuje pomysłowość prostych rozwiązań scenograficznych zastosowanych w spektaklu. Lina doczepiona do gałęzi staje się podtrzymującym je pniem, a równocześnie pozostaje symbolem więzi łączącej bohaterów. Dos a deux. Akt drugi bardziej niż bezowocne oczekiwanie ukazuje konieczność współdzielenia go z kimś. Odwróceniem zabawnego charakteru spektaklu jest poruszająca ostatnia scena, w której jeden z bohaterów pełen smutku siada na leżącym ciele drugiego – dopiero oczekiwanie bez kogoś bliskiego u boku staje się przerażające. ¢


MOŻE BY SIĘ POWIESIĆ?

Czekając na Godota, najpowszechniej znana sztuka Samuela Becketta z 1953 roku, stanowi kanwę, na której swoje przedstawienie, Dos a deux. Akt drugi, osnuła Compagnie Dos a Deux. Reinterpretując estetykę teatru absurdu, to znaczy: przekładając opresywność i równoczesną bezsilność języka na uzależnienie egzystencji od ruchu oczekującego jakiejkolwiek reakcji drugiej osoby, aktorzy wnieśli do tej historii coś nowego, podnosząc milczenie do rangi praprzyczyny. Bliźniaczo wyglądające postaci, które siedzą na dwu połączonych drewnianych krzesłach, nie są konkretnymi bohaterami z literackiego pierwowzoru: funkcjonują jedynie po trosze jako Vladimir i Estragon, którzy czekają pod drzewem, jako Pozzo i Lucky, bo jeden drugiego trzyma na smyczy, a także oba wcielenia Chłopca pojawiające się na scenie synchronicznie. Czasami zdaje się nawet, że stają się ekwiwalentami samego Godota – właśnie dzięki ciągłemu niedoborowi konkretnego kształtu oraz przez to, że konstytuuje ich samo oczekiwanie. Guillaume Lepape i Clément Chaboche stworzyli postaci-obdartusy, przekomarzające się ze sobą i obywające podróże w miejscu, zupełnie jakby wzięte były z przedstawienia dla dzieci. Podążają jeden za drugim, robią sobie nawzajem psikusy, podstawiając nogi czy wytrącając coś z ręki – wszystko jak na arenie cyrkowej, jakby pokazane tylko po to, by wywołać bezrefleksyjny śmiech. Z początku publiczność rzeczywiście bierze aktywny udział w spektaklu, reagując żywiołowo na precyzyjnie skonstruowane choreografie „bliźniaków” o potencjale komicznym. W pewnym momencie jednak widz nie ma już czym oddychać, opary śmieszności stają się trujące i zaczynają dusić. W przeciągniętej do granic wytrzymałości owej żartobliwej części da się zauważyć dyskretne przesunięcia. W scenie, w której jeden z bohaterów przynosi zza kulis kawałek bagietki, a o którą obaj zaczynają się kłócić (naturalnie – bez słów), dostrzec można pierwsze przejawy agresji i wtedy nastrój spektaklu z tonacji buffo przesuwa się ku śmiertelnie poważnemu rejestrowi. Niezwykle istotnym elementem tego przedstawienia jest muzyka, która nadaje zupełnie innego wydźwięku obrazom z pozoru błahym; mam na myśli zwłaszcza dysonanse, w których ćwierkanie ptaków nakłada się na ciężkie, „basowe” partie, które wiele mówią o stronie, w jaką zmierza prezentowana historia. Wpisana w nią ambiwalencja znajduje swoje

fot. Xavier Cantat

>> Joanna Żabnicka

odzwierciedlenie również w skąpej scenografii: dwa drewniane krzesła na kółkach, które można dowolnie rozkładać, zmieniając ich przeznaczenie oraz wisząca korona drzewa, do której doczepiany jest sznur stający się pniem, dużą rolę odgrywa także światło i sztuczny dym. Konceptualizm przestrzenny, który nakazuje odbiorcy dopowiadanie, decyduje o wewnętrznym rozdwojeniu wszystkich elementów spektaklu. W Dos a deux. Akt drugi dopuszcza się jednego ważnego przekroczenia względem dzieła Becketta. Kiedy atmosfera na scenie staje się gęsta, kiedy już kłótnia przejdzie w poważny konflikt i jeden z bohaterów zniknie ze sceny jakby tylko po to, by powrócić zmienionym, przepoczwarzonym, wtedy właśnie widz uświadamia sobie zmianę, jaka miała miejsce. Ów zwrot, spowodowany możliwością zetknięcia się z przestrzenią poza tą, którą warunkuje oczekiwanie, dopuszcza postęp wypadków. To oznacza, tak w teorii, jak i w praktyce, dla zmienionej postaci – śmierć. Estragon traci Vladimira, Pozzo Lucky’iego, Chłopiec przychodzi w okolicę drzewa tylko raz i tam pozostaje. W tym spektaklu idzie zatem nie tyle o brak wzajemności – która nawet u Becketta jest przecież pozorna! – co o przywrócenie scenicznej rzeczywistości związku przyczynowo-skutkowego, który rozsadza przecież pejzaż absurdu. To, co proponuje Estragon w dramacie, czyli powieszenie się, w pewnym sensie się spełnia; kiedy jedna postać siada na zwłokach drugiej i czeka, podobnie – choć nie tak samo – jak na początku spektaklu, to równocześnie degraduje kompana do elementu scenografii. To z kolei wprowadza zmianę i, choć to absurdalne, właśnie w tym momencie absurd ulatuje ze sceny. Skoro jest powód i konsekwencja, to płynie czas, a życzenie śmierci, będące pochodną znużenia staje się (dosłownie) ciałem i spektakl musi się urwać w tym punkcie. ¢

Compagnie Dos à Deux (Francja) Dos à Deux. Akt drugi scenariusz, reżyseria, choreografia, scenografia: Artur Ribeiro, muzyka: Artur Ribeiro, André Curti, Fernando Mota André Curti; kostiumy: Alienor de Celles; charakteryzacja: Maria Adelia występują: Guillaume Lepapwe, Clément Chaboche premiera: 1998, wznowienie: 2013

5 <<


CZYM STAĆ BĘDĄ KATOWICE? >> Joanna Żabnicka To już 19., a zatem prawie-rocznicowa edycja Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A PART w Katowicach. Czas, żeby performatywyny wirus zaczął drążyć umysły, a temu na pewno sprzyjać będzie tegoroczny program wydarzeń.

Ziemia Gomo, fot. Jacek Lidwin

Jak zwykle na A PARCIE będzie ciekawie i, co ważniejsze, różnorodnie. W tym roku będzie też dużo do słuchania; oficjalnie festiwal otworzył koncert Ivy Bittowej, czeskiej wokalistki, skrzypaczki i kompozytorki. Muzyka, która zagościła w murach Kinoteatru Rialto 16 czerwca, łączy w sobie elementy rocka i dźwięki awangardy z płomiennością słowiańskiego i cygańskiego folku. Oprócz nadmienionej artystki, muzycznych wrażeń dostarczy polska grupa Karbido, która pokaże spektakl muzyczny pod tytułem Stolik oraz komuna // warszawa z performansem muzycznym Muzyka jest lepsza. Jak zwykle można też liczyć w Katowicach na poznańską alternatywę, która przybędzie w mocnym składzie. Będzie zatem okazja, by zobaczyć Ambasadę Teatru Usta Usta Republika – krótki interaktywny performans, w ramach którego czteroosobowe grupy widzów będą musiały przejść przez labirynt. Publiczność zaprosi także na Partytury rzeczywistości – najnowszą swoją premierę – Teatr Porywacze Ciał, który przeniesienie oglądających w świat tworzony przez nawiązywanie i zrywanie kontaktu. „Poznańskie trio” zamknie Teatr Biuro Podróży z przedstawieniem plenerowym Carmen Funebre. A PART już w swojej nazwie jest „międzynarodowy”, stąd też w programie znaleźć można dość liczną grupę gości zza granicy.

>> 6

Obok wspomnianej już Ivy Bittowej, będzie jeszcze jeden czeski (choć mający wielonarodową obsadę) akcent w programie tegorocznej edycji festiwalu, a mianowicie Divadlo Continuo i spektakl Now…? Mogliśmy już zobaczyć Compagnie Dos A Deux z Francji ze spektaklem Dos a deux. Akt drugi, który przeniósł widzów w przestrzeń nakreśloną przez gest pantomimiczny, oraz ich pobratymców, Compagnie Etantdonne, którzy z kolei zaprezentują Showcase trilogy – trzy połączone ze sobą etiudy taneczne, dotykające kwestii piękna czasu i pustki. Na pogranicze teatru tańca i performansu zabiorą nas także aktorzy z Nuria Sotelo z Hiszpanii w spektaklu Pilnuj swoich spraw oraz polsko-słoweńska kooprodukcja Oops! w wykonaniu Anity Wach, przygotowana we współpracy z Via Negativa. Stawkę zagranicznych wykonawców zamyka Karla Kracht i Andres Beladiez, duo niemiecko-hiszpańskie z animacją zoomwooz. Na Festiwalu nie zabraknie też artystów-gospodarzy. Teatr A PART zaprezentuje dwie swoje produkcje: Ziemię Gomo – najnowszy spektakl grupy oraz Fausta na motywach Tragicznych dziejów doktora Faustusa Christophera Marlowe’a. Organizatorzy 19. Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A PART zapewniają ze swojej strony wachlarz pełen atrakcji, a także opiekę nad zainfekowanymi (miejmy nadzieję!) umysłami. Odbierajmy zatem wszystkimi zmysłami – bez obaw! ¢


W TEATRZE,CZYLI WSZĘDZIE >> Agnieszka Misiewicz Wiadomość o siedzibie dla Teatru A PART (tak, tak!, jeśli ktoś nie wie, o czym mowa, niech szybko spojrzy na ostatnią stronę – oczywiście wracając później do lektury tego felietonu) nie tylko niezmiernie mnie ucieszyła, ale też skłoniła do refleksji nad przestrzenią teatralną w ogóle. W jaką wchodzi relację z pokazywanym w niej przedstawieniem? Jak miejsce może wpływać na kształt dzieła teatralnego? W jaki sposób teatr może być ożywczy dla przestrzeni, w której się pojawia? I w końcu – jak przestrzeń wpływa na odbiór spektaklu przez widzów? Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A PART co roku wskazuje wiele możliwych, czasem zupełnie niespodziewanych, odpowiedzi. Festiwalowe wydarzenia rozgrywać się będą miedzy innymi w Kinoteatrze Rialto, Teatrze Korez oraz – nieco mniej kameralnie – w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Zapraszane zespoły często reorganizują jednak tę „tradycyjnie” teatralną przestrzeń: rezygnując z bariery, jaką jest podwyższenie sceny, zmieniając ustawienie widowni, czy nawet stwarzając zupełnie nowy porządek sali. W poprzednich edycjach takie twórcze zamieszanie wprowadzili między innymi Teatr Usta Usta Republika, dla spektaklu 777, aranżując kasyno w przestrzeni Kinoteatru Rialto, Teatr Strefa Ciszy w Smacznego!, zamieniając to samo miejsce w restaurację, czy Granhøj Dans w W[doubleyou] – UNDERTOW stawiając (kładąc) widza w zupełnie nowym położeniu. Współdzieląc z performerami przestrzeń gry, widz angażuje się w wyjątkowy sposób – nie ma zresztą wyjścia, będąc wciągniętym (czasem dosłownie) w teatralny świat. Teatr nie musi jednak zamykać się w budynku teatru, o czym prezentowane na Festiwalu A PART spektakle świadczą najlepiej. Ba, czasem nawet gryzą się ze sobą i wykluczają, co pokazał przykład wspaniałej ulicznej grupy Kamchàtka, wyproszonej dwa lata temu przez pracowników Teatru Śląskiego z jego budynku. W zeszłym roku natomiast rozkopane centrum Katowic stało się idealnym torem przeszkód dla konduktu pogrzebowego, w którym przeszli artyści z Compagnie Cacahuete

– rozprzestrzeniając się w mieście jak wirus pociągnęli za sobą widzów, opanowali ulice, skwery, place, a nawet – tramwaje i koparki! Znów będzie okazja do zobaczenia spektakli w plenerze – na parkingu Uniwersytetu Śląskiego pojawi się Carmen funebre Teatru Biuro Podróży oraz Faust Teatru A PART. Teatr Usta Usta Republika wprowadzi nas tym razem w jeszcze bardziej niezwykłą przestrzeń – na potrzeby spektaklu-labiryntu Ambasada organizatorzy wynajęli bowiem nieczynny dworzec PKP Katowice-Szopienice. Będzie to z pewnością nie lada gratką nie tylko dla fanów teatru, ale i dla fanów specyficznej architektury dawnych miejsc użyteczności publicznej. Niektórzy widzowie Festiwalu mieli już okazję zobaczyć spektakl Ziemia Gomo Teatru A PART, pokazywany w nieczynnym kinie Słońce, reszta może nadrobić zaległości 18 czerwca. Już sam niezwykły klimat ulicy Zamkowej, ciągnącej się od Janowa do zabytkowej dzielnicy robotniczej Nikiszowiec, pozwala przypuszczać, że spektakl ten będzie miał w tym miejscu wyjątkowy wydźwięk. Teatr nie potrzebuje majestatycznej, podwyższonej sceny, aksamitnych kurtyn i pluszowych foteli, swobodnie może je zastąpić nowymi rozwiązaniami. Jakimi? Obserwujmy bacznie na tegorocznym Festiwalu! ¢

partnerzy i sponsorzy

7 <<


gazetę redaguje internetowy magazyn

kontakt: redaktor@teatralia.com.pl

>> 8

w składzie: Agnieszka Misiewicz (redakcja), Joanna Żabnicka (korekta), Julia Lewińska (redakcja techniczna), Katarzyna Lemańska (skład i łamanie)


Na stronie nr 1