Issuu on Google+

Nadzorować i...? „Jesteśmy Anonymous. Jesteśmy Legionem. Nie przebaczamy. Nie zapominamy. Spodziewajcie się nas” – to dewiza globalnej grupy haktywistów występujących pod nazwą Anonymous, która stworzyła spektakl WTF?!. Prezentowane w niedzielę wieczorem przedstawienie powstało rok wcześniej w ramach konkursu OFF: PREMIERY/PREZENTACJE organizowanego przez Teatr Ósmego Dnia. Punktem wyjścia dla spektaklu są manifestacje i wydarzenia dotyczące sprawy ACTA, ale, jak mówili twórcy monodramu w wywiadzie przeprowadzonym po pokazie, były one tylko pretekstem do poruszenia wielu innych problemów. Monodram rozgrywa się we wnętrzu strażniczej

budki, w której znajduje się łóżko, regał, biurko i kilka niezbędnych sprzętów, jak na przykład telewizor. Przez pierwsze kilka minut na ścianie ponad łóżkiem, która jest jednocześnie ekranem, wyświetlane są fragmenty programów informacyjnych skupionych na spawie ACTA. Widzowie wprowadzani są stopniowo w świat głównego bohatera, poznają jego historię. Twórcy w umiejętny sposób pokazali życie Pawła na tle przemian społecznych i politycznych oraz jego uwikłanie w system. Postać zagrana przez Łukasza Pawłowskiego jest młodym politologiem. Wcześnie stracił ojca, co w jakimś stopniu przyczyniło się do tego, że musiał wziąć kredyt studencki. Niestety skończone studia nie otworzyły mu drogi do kariery zawodowej. Tak jak wielu absolwentów uczelni wyższych, prowadzi kruchą i niepewną egzystencję prekariusza. Gorzki śmiech


budzi fakt, że głównym zajęciem Pawła jest pilnowanie kupki gruzu. Bohater porozumiewa się ze światem głównie za pomocą internetu. Jak prawie każdy ma konto na Facebooku, a swoje „przemówienia” wrzuca na YouTube'a. Mając wiele czasu i dysponując zapleczem intelektualnym, analizuje aktualną sytuację społeczną, ekonomiczną i polityczną. W jego monologach odsłaniane są mechanizmy, jakie rządzą funkcjonowaniem banków. Mówi również o bezwartościowości informacji generowanych przez media i o naiwności ludzi, którzy w nie wierzą, a także o permanentnej inwigilacji społeczeństwa. Odnoszę wrażenie, że głównym przesłaniem spektaklu jest to, by jego odbiorcy (jak się zdaje, w większej mierze już uświadomieni) zdali sobie sprawę z tego, że globalna polityka i przemiany społeczne mają konkretny wpływ na życie każdego z nas i że musimy na nie reagować – w przeciwnym razie nasze prawa będą stopniowo ograniczane i łamane. Przedstawienie stawia też pytanie o to, czy system, w jakim wszyscy funkcjonujemy, ma jeszcze coś wspólnego z demokracją. Pomimo tego, że temat ACTA mógłby się wydawać zamierzchłą historią, to wciąż dowiadujemy się o kolejnych nadużyciach wobec obywateli związanych z przestrzenią wirtualną. Na koniec warto wspomnieć, że dwa dni po pokazie spektaklu – dziesiątego grudnia – trzydzieści dwie gazety

z trzydziestu dwóch krajów świata opublikowały apel o obronę demokracji w erze cyfrowej. Joanna Grześkowiak GRUPA AnonyMMous.org WTF?! Spektakl WTF?! grupy AnonyMMous.org to autorski tekst nagrodzony i zrealizowany w ramach konkursu OFF: PREMIERY/PREZENTACJE 2012 w Teatrze Ósmego Dnia. Spektakl otrzymał pierwszą nagrodę na 11. Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego w Warszawie.

Nam nie jest wszystko jedno

Joanna Grześkowiak: Spektakl WTF?! jest przedstawieniem interwencyjnym, otwarcie krytykującym rzeczywistość społeczną i polityczną. Stąd moje pytanie: czy udało Wam się go pokazać w jeszcze innych miejscach niż Teatr Ósmego Dnia, na innych festiwalach? AnonyMMous 1: Pokazywaliśmy go w ramach XI Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramu Współczesnego w Warszawie, na którym otrzymaliśmy


pierwszą nagrodę. Nie mieliśmy jeszcze okazji grać poza Poznaniem i Warszawą. Dlatego, że nie zgłaszaliście się na festiwale czy były inne powody? AnonyMMous 2: To jest czwarty raz, kiedy pokazujemy ten spektakl. Jest on bardzo wymagający ze względów organizacyjno-technicznych. To monodram na sześć osób i ciężarówkę. Prawda jest taka, że trudno jest się nam „skrzyknąć”. Nie jesteśmy dofinansowaną, formalną grupą, jesteśmy przyjaciółmi i teatr to niestety nasze dodatkowe zajęcie. Jest to główna przyczyna tego, że tak rzadko pokazujemy nasz spektakl. AnonyMMous 3: Zastanawiałem się, czy o tym powiedzieć, ale mamy plan żeby pokazać WTF?! na jednym z polskich squatów, aczkolwiek jest to miejsce dość bliskie wymowie spektaklu. Może ciekawym doświadczeniem byłoby pokazanie go po przeciwnej stronie ideowej. Moje kolejne pytanie ociera się o ten temat: czy podczas pracy nad spektaklem myśleliście o tym, kim jest Wasz widz? Wasz bohater mówi głosem inteligenta, ale do kogo ten głos jest kierowany? AnonyMMous 2: Do ludzi chodzących do teatru. AnonyMMous 1: Myślę, że każdy z nas ma trochę inną odpowiedź na to pytanie. Cofając się do początków pracy nad spektaklem, to trzeba

powiedzieć, że powstał on przede wszystkim w odpowiedzi na pytanie konkursowe OFF: PREMIER/PREZENTACJI: co nas oburza we współczesnym świecie, z czym się nie zgadzamy? I to była nasza odpowiedź. A potem przybył kontekst tego, do kogo jest to kierowane. AnonyMMous 3: Termin inteligent jest dosyć szerokim pojęciem. Myślę, że bardziej odpowiednim jest „osoba myśląca” i to mogą być naprawdę różni ludzie, z różnych płaszczyzn społecznych. AnonyMMous 1: Wiem, że nie tylko osoby interesujące się teatrem i nie tylko młodzi ludzie, osoby z naszego pokolenia, są odbiorcami naszego spektaklu. Mówimy rzeczy, które są wypowiadane w pewnej konwencji, a ona musi upraszczać. Nie zakładamy natomiast, że wiedza wszystkich jest na tym samym poziomie. AnonyMMous 2: Chodzi o to, żeby w teatrze poruszać tematy, które są aktualne. Kiedy pracowaliśmy nad tym tekstem od wydarzeń ACTA do premiery dzieliło nas raptem osiem miesięcy, a od powstania pierwszej koncepcji – pół roku. Jest to jedna z nielicznych sytuacji, kiedy nie mówimy o historii na przykład '56 roku, ale o aktualnych wydarzeniach, które w jakiś sposób poruszyły nas i nas dotyczą. Jesteśmy pokoleniem, które jest zanurzone w internecie. Mówimy o tym, ale to jest pretekst także do tego, aby mówić o innych rzeczach.


AnonyMMous 3: Mimo że temat nie jest świeży i nie wszyscy pamiętają ACTA, nie jest to tak gorący wątek jak przed rokiem, to dosyć ciekawie się aktualizuje. Co jakiś czas wypływają takie tematy, które łączą się z tym, o czym mówimy w spektaklu. AnonyMMous 2: Sprawa Snowdena, Wikileaks – to są cały czas tematy z pierwszych stron gazet i okazuje się, że to, o czym mówiliśmy wtedy, w różnych odsłonach pojawia się ponownie. ACTA już kogoś nie interesuje, ale teraz mamy inną sprawę, która rozgrywa się podobnie. Hakowanie telefonów, kolejne wysypy danych, przekręty, jeżeli chodzi o inwigilację. Można by o tym gadać godzinami. AnonyMMous 1: To jest też historia konkretnego człowieka. Każdy z nas ma jakąś historię i nasz bohater też ma.

Za przeżycie! Teatr Ba-Q po raz kolejny pokazał, że biografie mogą być interesującym materiałem do wystawienia na scenie. Po Ćmie, inspirowanej postacią Kazimiery Iłłakowiczówny, zaprezentował na Festiwalu MASKI premierowy Toast, będący niezwykle ciepłą opowieścią o mieszkającej niegdyś w Poznaniu Żydówce, Firze Mełamedzan. To taki spektakllaurka, trochę przesłodzony, ale jednak starający się odkryć teatralność zwyczajnej-niezwyczajnej historii.

Spektakl jest elementem projektu „Fira”, który zapoczątkował Andrzej Niziołek, zbierając dokumentację w postaci przedwojennych zdjęć, pamiętników, rozmów z bohaterką i nagrań filmowych. Efektem będzie wydanie wspomnień Firy MełamedzanSolański w książce, której fragmenty posłużyły twórcom do stworzenia scenariusza. W 1939 roku, mając 24 lata, dziewczyna wraz z rodziną opuściła Poznań i udała się do Palestyny, co ją ocaliło – dziś ma 98 lat, mieszka w Jerozolimie, a większość jej przyjaciół z czasów młodości zginęła w czasie wojny. W realizacji Teatru Ba-Q Fira jest ciągle w podróży pomiędzy tymi dwoma miejscami, zawieszona między kojarzoną z Poznaniem młodością i beztroską, a Palestyną, w której szukać musiała nowych przyjaciół, zajęć, sposobu życia. Chcąc nadać spektaklowi charakter wspomnieniowy, reżyser, Przemysław Prasnowski, zdecydował się rozwiązanie dość banalne – rozdzielenie postaci Firy pomiędzy dwie aktorki. Starsza Fira, Małgorzata Walas-Antoniello, opowiada o swojej młodości, z której zdarzenia odgrywa Joanna Chułek. Już od początku ich drogi splatają się – jeszcze podczas pierwszego spotkania na statku (ciekawie zaaranżowanym z dwóch podestów i postawionych na nich leżaków) zdają się dwoma obcymi sobie kobietami. Szybko jednak – chyba zbyt szybko, może przydałaby się jakaś gra z widzem – okazuje się, że to jedna bohaterka. Dużym


uproszczeniem i nadmierną dosłownością jest zastosowanie identycznych kostiumów, symetrycznego rozmieszczenia aktorek na scenie, ich równoczesnych ruchów. Daje to ciekawy wizualnie efekt, ale trochę spłaszcza postać. Niektóre momenty zespolenia się w spójną postać są zbyt dosadne, najciekawsza w Firze jest bowiem jej zmiana pod wpływem konieczności rozpoczęcia de facto nowego życia – wyraźnie zasygnalizowana nawet nowym imieniem (które Mełamedzan rzeczywiście przyjęła po wyjeździe z Polski). Starsza Fira nie tylko opowiada o swoim życiu młodzieńczym, ale i przeżywa je raz jeszcze wspólnie z młodszą sobą. Czasem odsuwa się gdzieś na ubocze historii i tylko obserwuje energiczną, butną dziewczynę. Ciągle jednak odkrywa w sobie te młodzieńcze cechy: flirtuje z kapitanem, oburza się, gdy kelner proponuje jej koszerne menu. Chyba najmocniejszą sceną w spektaklu jest ta, w której młoda Fira gra w klasy w przestrzeni wydzielonej przez rozrzucone kamienie. Zatrzymując się przy kolejnych kamykach, wymienia imiona swoich przyjaciółek, byłych chłopaków i narzeczonych. Stopniowo

przyciemniane światła, zwiększane tempo i nerwowość jej ruchów przenoszą tę zabawę na zupełnie inny poziom; oto odkrywa, że wszyscy oni odeszli, zostali zabici w czasie wojny. Kamienie – jak te składane na żydowskich grobach – stają się teraz symbolem pamięci i szacunku wobec zmarłych. To przejmująca i bardzo gorzka scena – kobieta zdążyła uciec, nie podzieliła ich losu, może wznosić toast za przeżycie, ale przeświadczenie, że inni nie mieli tyle szczęścia, co ona jest przygnębiające. Toast, choć w znacznej części rekonstruujący barwny i ciepły klimat codziennego życia w przedwojennym Poznaniu (między innymi dzięki muzyce i kostiumom), zwraca jednak uwagę na jakąś zadrę. Pojedyncze ocalenie nie zmieni przecież okrutnego rachunku historii, z czego bohaterka – wciąż rozdarta między niezamkniętą przeszłością i wybudowaną na niepewnych fundamentach teraźniejszością – jest dowodem.

Agnieszka Misiewicz


TEATR BA-Q Toast reżyseria: Przemysław Prasnowski scenariusz: Monika Chuda, Dorota Słomczyńska, Przemysław Prasnowski scenografia: Piotr Tetlak kostiumy: Dorota Słomczyńska muzyka: Maciej Kuśnierz światło: Krzysztof Urban występują: Małgorzata WalasAntoniello, Joanna Chułek, Paweł Stachowczyk, Hubert Kożuchowski

Życie w cieniu Holocaustu Z Przemysławem Prasnowskim, reżyserem spektaklu Toast Teatru Ba-Q, rozmawia Agnieszka Misiewicz. Agnieszka Misiewicz: Kim jest Fira, w jaki sposób stała się Waszą bohaterką? Przemysław Prasnowski: Fira Mełamedzon-Solański, bo tak dokładnie się nazywa, ma w tej chwili 98 lat i mieszka w Jerozolimie. Poznaliśmy jej historię dzięki Andrzejowi Niziołkowi, który pisze o niej książkę – wyjdzie w przyszłym roku. Chcąc zrealizować o niej projekt, przyszedł do Fundacji Barak Kultury, przy której działamy. Od razu spodobało nam się to, bo historie wiążące się z tematyką żydowską zwykle są dość traumatyczne,

obarczone z ciężarem wspomnień – rzadko wesołych. Tutaj mieliśmy do czynienia z kobietą, która wyjechała przed wojną, cudem unikając Holocaustu. Zachwalała taką radość życia, która towarzyszyła jej cały czas. Była też osobą bardzo nieortodoksyjną, niezależną, feministką na tamte czasy. Temat niezależności, bycia takim charyzmatycznym, osobnym, innym zawsze nas interesował. Myślę, że Andrzej wiedział, do kogo przychodzi. Złożyliśmy do Urzędu Marszałkowskiego wniosek o dofinansowanie pierwszej części projektu, która była związana z dokumentacją, wywiadami przeprowadzonymi w Jerozolimie. Spektakl na podstawie tych rozmów jest pierwszym zrealizowanym elementem tego projektu. Teatr Ba-Q lubi opowiadać historie osadzone w lokalności – tak jest w pewnym stopniu także w przypadku Toastu – Fira opowiada o mieście z wielkim sentymentem… Czy to jest lokalność… nie sądzę – pani Fira oczywiście jest bardzo „poznańska”, ale mówimy o kobiecie, która reprezentuje teraz raczej elitę intelektualną Izraela. Myślę, że ta lokalność jest u nas bardzo uniwersalna – podnosimy Poznań do rangi mitu, który być może jest nawet trochę schulzowski, ale w opowiadaniach pani Firy właśnie takie to miasto jest. Ona nadal mówi o ulicy Wronieckiej jako o tej, na której zawsze „dzień dobrze się zaczynał”. Wychodziła tą ulicą codziennie w stronę Rynku, przy


którym był sklep jej ojca i odczuwała pewien rodzaj oczyszczenia – przynajmniej teraz tak o tym mówi. Jest więc oczywiście w spektaklu wiele miejsc, które są dla niej ważne – to są przestrzenie, ale są to także ludzie – choćby jej adoratorzy, a tych miała przecież wielu, do dziś ich zresztą wspomina. W scenariuszu opieraliśmy się właśnie na wspomnieniach spisanych przez Andrzeja Niziołka i Ksenię Kosakowską, starając się wychwycić z tego to, co nas najbardziej interesuje. No właśnie, jaki był klucz doboru tych motywów, i dalej, jakim tropem poszliście wprowadzając jedną bohaterkę, ale w dwóch wcieleniach? Był to trop jej podwójnej tożsamości – to była kobieta, która żyła w międzywojennej Polsce, a potem wyjechała do Jerozolimy i nadano jej nowe imię – Ester, nową tożsamość. To jest praktyka, którą się tam często stosuje. Ale owo rozdwojenie to także spotkanie młodości ze starością,

przeglądanie się w lustrze czasu i tych miejsc, które były dla niej ważne, ale do których nie chciała wrócić. Nie chciała, bo wiedziała, że te miejsca i ci ludzie już nie istnieją. Miała okazję przyjechać do Polski, ale nie zdecydowała się na to – myślę, że była z tym miejscem po prostu za bardzo związana. Nie chcieliśmy ubarwiać tego banalną „egzotyką” żydowską, jedynie pod koniec spektaklu w piosence subtelnie pojawia się klarnet, ale cała warstwa muzyczna jest jazzująca, swingująca. Fira uwielbiała tańczyć – to też bardzo chcieliśmy pokazać – to kobieta, która jest bardzo zmysłowa w postrzeganiu świata. Także statek, którym wypływa do Aleksandrii, jest prześwietlony śródziemnomorskim słońcem – takie zmysłowe historie odciągały nas trochę od tego głównego tematu, Holocaustu. Bardzo ważnym motywem byli też ludzie, których wydobywa ze swoich wspomnień, którzy żyją w niej, dopóki ona żyje, są razem z nią na tym statku, tańczą do utraty tchu.


Zapowiedzi Czwartego dnia MASEK zapraszamy na premierę Teatru Circus Ferus o znaczącym tytule Próżne. Wszyscy zainteresowani znajdą poniżej krótką notę o twórcach. Teatr Circus Ferus – grupa powstała w 2012 roku. W jej skład wchodzą osoby współpracujące z teatrami Ósmego Dnia, Usta Usta Republika, Strefa Ciszy, Porywacze Ciał, Biuro Podróży, Polski Teatr Tańca oraz realizujący autorskie przedsięwzięcia. Ich dzieła koncentrują się na roli człowieka w społeczeństwie, nie uciekają również od kontrowersyjnych tematów. Dotychczas stworzyli dwa spektakle: Tragedia w lumpeksie. Czyli opowieść o przeciętnym Polaku (i Polce) (2012) i Bóg zapłać (2012), a także spektakl plenerowy Freak show (2012) i akcję uliczną Manifestacja (2013).


W twarz 4/2013