Page 10

TATTOOFEST 10

Zwycięzcy sobotniego konkursu „Best of Day” „Buraków” nie wolno się wstydzić

Jury w trakcie obrad Karolina i Raga na backstage’u… chyba się jednak lubią

Damy czekają na ogłoszenie wyników

Wystrzałowy Lord Insanity fot. Małgorzata Hejnar „Balakolada” w akcji…

Nagrodzeni Panasowie

fot. Asia Żmijewska

Kuba „Nail” wraz z modelem

ograniczenie metrażu i usytuowanie boksów jedynie na parterze. Pomimo większej niż w ubiegłym roku frekwencji okazało się, że miejsca do pracy, swobodnego przechadzania się między stanowiskami czy podziwiania atrakcji scenicznych i konkursów dla nikogo nie brakowało. Podeprę się zdaniem wielu osób, z którymi rozmawiałam, że scaliło to imprezę i uczyniło ją bardziej spójną. Ciasno i duszno na szczęście nie było, ale mimo tego poczułam ducha „Rotundy” :). Rozwiązanie okazało się na tyle dobre, że nawet mimo innego rozstawienia boksów i zmniejszenia nieznacznie ich ilości, nie wpłynęło to na liczbę zaproszonych tatuatorów. Udało nam się przyciągnąć do Krakowa czołówkę polskiej sceny tatuażu, kilku ciekawych debiutantów oraz sporo zagranicznych artystów. Wielu z nich pojawiło się w Krakowie ponownie, dla niektórych był to nawet tradycyjny już przyjazd na jedną z ich ulubionych konwencji. Nie będę wymieniać wszystkich artystów, jacy się zjawili, ale bardzo dziękuję za przyjazd Robertowi Hernandezowi, francuskiej ekipie, która pojawiła się wraz z Jee Sayalero i Dimitrim HK, Jackowi Ribeiro, Fatowi i licznej reprezentacji węgierskiej sceny. Niezwykle miłe było także spotkanie na rodzimej ziemi z Tomkiem Cukrowskim oraz Jammesem pracującym od lat w „Woody’s Tattoo”. Podziękowania zdecydowanie należą się wszystkim wystawcom! Szczególnie ucieszyło mnie pojawienie się na TF kilku tatuatorów, o których zabiegałam osobiście, jak Sandor Pongor i Tibor Galiger, Mr. Halbstark czy Den Yakovlev. Na szczęście w tym roku dotarł do nas Liorcifer, który już wielokrotnie zapowiadał swój przyjazd. Pomimo perypetii z zagubionym bagażem i niemożliwości pracy w sobotę, bardzo prawdopodobne jest, że jeśli tylko nadarzy się taka sposobność, będzie naszym gościem co roku. Nie mogło obyć się bez przygód! Nie tylko stały się one udziałem tatuatorów, ale i Sany, która miała wystąpić ze swoim performansem zatytuowanym „Hannya”. Kiedy w czwartek rano otrzymałam telefon, że w związku z problemami komunikacyjnymi może w ogóle nie dotrzeć do Krakowa, na chwilę ogarnęło mnie lekkie przerażenie. Na szczęście nowa panująca u nas filozofia spod znaku „jakoś to będzie” szybko mnie uspokoiła, a kilka godzin później okazało się, że Sana wraz z Traveling Mickiem pojawią się na konwencie.

TF # 51, July 2011  
TF # 51, July 2011  

Tattoofest convention 2011, Khan, Chil Victor, Pietro Sedda, Mario Hartman, Inspirations: Aleksandra Marchocka, " COLOR TATTOO ART" book, st...

Advertisement