Issuu on Google+

CENA: 13zł w tym 7%VAT NR 35/03/2010 MARZEC

INDEKS 233021 ISSN 1897-3655


fot. www.heilemania.de

8

Nick Baxter - Głębokie uznanie dla świata natury

18 24

Dalmiro - W drodze

34

Csaba Kolozsvári - Każda zmiana jest satysfakcjonująca

38

Kavadi - Poświęcenie z każdym krokiem

40 48 52 60 64 70

Shane Tan aka Horinaka

Milano Tattoo Convention - Relacja z imprezy

Street Art - Bo to jest Taki Myk… Singapur - Lato w środku zimy Punko - Energia i kolor Kudi Chick - Makani Terror Ciekawe/nadesłane

koch

tatuże

OP

RA

CO

WA N

IE RE GR DA AF Rad KC IC J o ZN Kry sław A: ś, B Bła E: szc am As Bam zyń ia , M ski iętu s REDA K Aleksa TOR NAC ZE ndra S koczyla LNA: s

WYDAWCA: FHU Koalicja, ul. Szpitalna 20-22/s4, 31-024 Kraków

st.eu attoofe www.t t@gmail.com s tattoofe

Redak nieza cja nie zw r m a redag ówionych, ca materiałó owania zastrz w eg in n a ie a s d o o e d zamie powiada z słanych tek bie prawo a s stów z c z o nych r treść eklam .

mag zi dla luad jących

ISSN 1897-3655

Max : Intro .com.pl DRUK ax ntrom www.i A: AM KL I RE NG ska m ETI zyń ail.co RK szc m g MA Bła @ a t Y: Ann oofes : IC a to tatt N ag fo A W R O , n DK m C te a Ł A x.co A n m R Da ha O K api g ŁP i, , S su Ó sk pl) SP ow rt. i W arw la.a wsk LI a o A id K (3f ąk ST aw k Kr D are wid D a D

polsakziyn


polski magazyn dla ludzi kochających tatuaże

„Nie chcę być produktem mojego środowiska. Chcę by moje środowisko było moim produktem” (dzięki Frank).

M

iesiąc mija bardzo szybko, zwłaszcza jeśli wszystkie dni wypełnione są pracą, a często trzeba skupić się jednocześnie na kilku dużych projektach. Podmuch cieplejszego powietrza i wielkie nadzieje związane z nadchodzącą wiosną nieco zmobilizowały nas do załatwienia kilku spraw, które od jakiegoś czasu nieco ciążyły, dosłownie i w przenośni, i nam i naszej skrzynce mailowej. Po pierwsze zdecydowanie intensywniej pracujemy nad regularnością, po drugie biorąc pod uwagę opinie czytelników zmieniamy nieco system pracy i składu - TattooFest od tej pory będzie się ukazywał w wersji zeszytowej, czy też szytej. Mamy nadzieję, że niebawem za sprawą pięknych rozkładówek wszyscy szybko przekonają się do nowej formy.

W

tym numerze Nick Baxter! Materiały, które otrzymaliśmy wywarły na składzie redakcji kolosalne wrażenie. Fantazja, przemyślane detale, kompozycje i technika powala na kolana. Prace Nicka to inspiracja na najwyższym poziomie. Ponadto bohaterami numeru 35 są Dalmiro z niezwykłymi pracami utrzymanymi w stylistyce oriental i neo-traditional, Csaba Kolozsvári oscylujący wokół realizmu i koloru. Drugiego z tatuatorów będzie można poznać bliżej i usiąść pod

1.

Jeśli mas z prob ze znalezieniemlemy mamy dla Cie magaz ynu, dw ie opcje dobie w yboru:

Prenumerat • Koszt jedneg a: o • Za 78 zł dost magazynu to 13 zł ajesz 6 numer ów + 1 w prezen cie • Istnieje moż liwość zakupu archiwalnych numerów • Po wpłacie na konto prze syłka na terenie kraj u gratis • Przy przesy łce pobraniow ej i zagranicznej doliczamy jej koszty • Bez awizo w Twojej skrzyn ce pocztowej!!

TATTOOFEST 6

jego igłami w czerwcu, ponieważ pojawi się on wraz z węgierską reprezentacją „Dark Art” na Tattoofeście. Marcowe informacje i natchnienie ze świata tatuażu to także materiał ukazujący sylwetkę i prace Shane’a Tana znanego także jako Horinaka. Przepiękne kolory i cienie z pewnością przyciągną na dłużej niejedną parę oczu. W tym numerze zdecydowanie stawiamy na kolor i pomysły, dlatego warto przyjrzeć się zwariowanej, pozostającej pod wpływem graffiti twórczości Punko. Skoro już jesteśmy przy temacie graffiti, to w dziale „Street Art” przedstawiamy odpowiedzialny za organizację Szablon Dżemu duet „Taki Myk Studio”. Natomiast organizator SusConu Shaman wprowadzi Was w tematykę Kavadi, czy też święta Thaipusam, które będzie jednym z tematów poruszanych podczas spotkań na krakowskiej imprezie. A skoro o imprezach mowa… Bam w asyście Edka i Pitiego wybrali się w połowie lutego do Mediolanu, aby zobaczyć co dzieje się podczas tej jednej z największych imprez tatuatorskich w Europie. Relacja z tego wydarzenia oczywiście okraszona jest solidną porcją zdjęć nagrodzonych prac. Kilka słów natomiast o konwencji w Singapurze i wypadzie do PołudniowoWschodniej Azji znajdziecie w słodko - kwaśnej relacji Juniora (za znalezienie czasu na jej napisanie oczywiście bardzo autorowi dziękuję). W marcu do grona naszych „Kudi” dołączyła Makani Terror, piercerka z Niemiec. Jak zawsze w TattooFeście znajdziecie najświeższe prace polskich tatuatorów w rubryce „Ciekawe/nadesłane”.

Pr enumer a t a

Miłej lektury!

Tattoo Fest! ! 2.

Zamówienia: 12 429 14 52 , 50 tattoofest@gm 2 045 009 ail.com Wpłata: Przekazem po cztowym na ad FHU Koalicja res: ul. Szpitalna 20 -22/s4, 31-024 Przelewem na Kraków konto: Radosław Błas zczyński 02 1540 1115 20 • Dopisz od kt 64 6060 0446 0001 órego numeru za prenumeratę. Jeśli chcesz ot mawiasz rzymać faktur koniecznie po ę, informuj nas o tym w trakcie zamówienia.

Magazyn moż na także kupi w formie elek ć tronicznej na naszej stro nie www.tattoofes t.eu/sklep • Koszt jedneg o • Do wyboru m wydania to 10 zł asz kilka opcj i płatności • Do przegląd ania Acrobat Reade stron potrzebny jest • PDF’y magaz r ynu nie nadają się do druku

Tę opcję szcz eg osobom prze ólnie polecamy bywającym za granicą


INFO

17 kwietnia zapraszamy Was do warszawskiego klubu Progresja na pierwszy i jedyny w Polsce koncert zespołu

Fot. Jerzy Pawleta

Występ chłopaków z Göteborga poprzedzą rodzime kapele: BULBULATORS i BACHOR.

Do 1 kwietnia portal muzyczny Fabryka Zespołów czeka na płyty wszystkich zespołów i wykonawców chętnych zagrać na tegorocznym Przystanku Woodtsock! Dwa koncerty półfinałowe tegorocznej, drugiej edycji eliminacji do Przystanku Woodstock odbędą się pod hasłem „Północ - Południe”. Spośród nadesłanych zgłoszeń FZ wytypuje 24 zespoły, które w maju zagrają w Gdyni i Katowicach (odpowiednio po 12 na każde miasto). Finał eliminacji odbędzie się w czerwcu w Warszawie. Organizatorzy postanowili zachować ubiegłoroczny schemat eliminacji z tym wyjątkiem, że koncerty półfinałowe odbędą się na północy i południu Polski. Pierwotny plan organizacji większej ilości koncertów ćwierćfinałowych FZ przekłada na przyszły rok. Decyzja została podyktowana apelami za strony wielu zespołów o zbyt wczesnym terminie końcowym przysyłania płyt. Zakładamy, że zwycięzca będzie jeden - mówi Jurek Owsiak - nie wykluczone jednak, że jeżeli zostaniemy zbombardowani dużą ilością dobrej, niebanalnej muzyki, zaprosimy na dużą scenę Przystanku Woodstock więcej artystów. Przypomnijmy, że w wyniku ubiegłorocznych Eliminacji na XV Przystanku Woodstock zagrało pięć zespołów: Big Fat Mama, Ares & The Tribe, Chico, Infernalia i Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni. Zgłoszenia należy przysyłać na adres:

Bilety: 50 PLN w przedsprzedaży, 60 PLN w dniu koncertu Klub PROGRESJA, ul. Kaliskiego 15a, Warszawa Brama: 19:00 Start: 20:00 Rezerwacja i przedsprzedaż biletów na: www.progresja.com oraz w klubie. Zespół Perkele został założony w 1993 roku przez czterech przyjaciół. Początkowy skład nie przetrwał. Od 1996 roku zespół gra nieprzerwanie i niezmiennie w składzie: Ron Halinoja - wokal i gitara, Christopher - gitara basowa i Magnus Jonsson - perkusja. W swoim dorobku mają 6 płyt, z których każda zebrała świetne recenzje przynosząc Perkele ogromną popularność na całym świecie. Zespół nie występuje zbyt często, co sprawia, że ich koncerty są wielkimi wydarzeniami, które wspomina się jeszcze długo po wyjściu z klubu. Możecie być pewni, że w Warszawie nie będzie inaczej! www.myspace.com/ perkele1993 www.myspace. com/bulbulators www.myspace. com/bachorband

13 marca 2010 zapraszamy na do klubu CK Wiatrak (Zabrze, ul. Wolności 395). Jako gwiazda wieczoru na swym pierwszym i jedynym koncercie w Polsce wystąpi angielska legenda street punka - SECTION 5. Ich występ poprzedzą Niemcy z TOWER BLOCKS oraz polskie formacje: SKUNX (Silesia) i PARAFRAZA (Ustka). Początek imprezy o godz. 19.00. Bilety: 42 PLN w przedsprzedaży i 55 PLN w dniu koncertu. Przedsprzedaż prowadzą: Gdańsk, Cockney Pub, ul. Miszewskiego 17 Gliwice, Czas, ul. Zwycięstwa 1 Katowice, All, ul. Mickiewicza 14 Kraków, Ebola, ul. Floriańska 13 Opole, Clothes Of London, ul. Ozimska 7, III piętro Poznań, Cartoon Shop, ul. Ogrodowa 20 Warszawa, kontakt z Karoliną, gg 9578875 Wrocław, Maksel, Rynek 31/32 DH Feniks, V piętro Zabrze, Klub CK Wiatrak, ul. Wolności 395 Zabrze, Music Centrum, Dworzec PKP SECTION 5 wystartowali w 1983 w Stoke-OnTrent, mieście w zachodniej Anglii. W pierwszym składzie, połączeni robotniczym pochodzeniem znaleźli się: Tony (śpiew), Tosh (gitara, śpiew), Sid (bas) i Ratty (perkusja), a za nazwę dla kapeli posłużyło określenie załogi fanatycznych kibiców lokalnej drużyny piłkarskiej – West Bromwich Albion FC. Zespół od początku nastawiał się na granie prostej, melodyjnej i energetycznej odmiany ulicznego punk rocka, inspirowanego dokonaniami takich kapel jak: Cock Sparrer czy Cockney Rejects. Zaczynali w niełatwym dla sceny oi! okresie nagonki mediów i politycznych podziałów, ale nigdy nie dali się ponieść żadnemu ekstremizmowi. www.myspace.com/section5oi www.myspace.com/towerblocks www.myspace.com/skunxstreetpunk www.myspace.com/parafraza

FABRYKA ZESPOŁÓW

ul. Św. Marcin 58/64 61-807 Poznań z dopiskiem: „Eliminacje Przystanek Woodstock” Na wszystkich koncertach zespoły oceniane będą przez Jury w składzie: Jurek Owsiak, Gosia Kaczmarek, Andrzej Puczyński, Krzysztof Dobies i Paweł Boroń. Więcej szczegółów dotyczących eliminacji: www.fabrykazespolow.pl www.fabrykazespolow.pl/woodstock

TATTOOFEST 7


N

ick Baxter jest tatuatorem, którego śmiało można określić mianem prawdziwego artysty. Tatuując przez 8 lat, zdobył międzynarodowe uznanie i sławę w branży. Jako tatuator łączy bardzo ciekawe i skłaniające do myślenia motywy z techniczną perfekcją wykonania. Całość tworzy piorunujący wręcz efekt. Do jego najbardziej znanych prac należą z pewnością te zajmujące ogromne powierzchnie, ze śmiałą kompozycją, ocierające się o realizm, miejscami wręcz surrealistyczne i doskonale zaplanowane. Niesamowite faktury, bogactwo tematów, ciekawa symbolika - wszystko to w jednym miejscu. Ciężko o lepszy temat, jesteśmy zaszczyceni mając okazję zaprezentować jego prace. Nick mówi o sobie: „Jako artysta chcę kreować obrazy, które zainspirują ludzi do doceniania zazwyczaj niedostrzeganych aspektów życia i świata wokół nas. Moje prace odzwierciedlają moją ciągłą pogoń za odkrywaniem natury, cierpienia i nadziei, zainspirowaną szczerą obawą o stan człowieczeństwa z jednoczesną gloryfikacją świata natury.” Oglądając prace Nicka bardzo szybko można dostrzec, że to co mówi nie jest tylko bełkotem. Motywy wyrażające obawę o stan środowiska przewijają się w wielu jego pracach w mniej lub bardziej dosadnej formie, stanowią element rozpoznawalny i jedno z pierwszych skojarzeń związanych z jego twórczością. Nick tatuażami zainteresował się już w dzieciństwie, jak sam twierdzi, głównie przez aspołeczne stereotypy z nim związane, lecz również z uwagi na to, jak oryginalne i ciekawe jest to medium. Poważną przygodę z tatuażem zaczął w wieku 18 lat podejmując staż w małym studio w Connecticut, gdzie wykonywano głównie wzory z flashy. Było to bardzo cenne doświadczenie i genialna inwestycja. Nieco później miał on okazję pracować w „Old Darkside Tattoo” i otaczać się artystami takimi jak: Julio Rodriguez, Eric Merrill czy Joe Capobianco, co miało niebagatelny wpływ na jego rozwój.

„Tatuowanie dało mi w życiu wszystko, co tylko mogło dać i jestem za to bardzo wdzięczny. Nawet w momentach, w których miałem tego dość, nie traciłem uznania zarówno dla fachu, jak i dla ludzi, którzy mnie uczyli.” Nick Baxter jest przede wszystkim artystą, nigdy nie ograniczał się do bycia tylko tatuatorem. Jako, że malarstwo zajmuje przynajmniej tak samo ważne miejsce w jego życiu jak tatuowanie, postanowiliśmy rozpatrzeć te zagadnienia w osobnych materiałach. W tym numerze zajmiemy się tematem dla wielu z Was najbliższym, czyli tatuażem. TATTOOFEST 8


TATTOOFEST 9


TATTOOFEST 10


TATTOOFEST 11


TATTOOFEST 12


TATTOOFEST 13


Bam: Kim jest Nick Baxter? Nick: Mam 28 lat, urodziłem się w New Haven w Connecticut, w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Mieszkałem tam do 2008 roku, potem przeniosłem się do Austin w Teksasie. Tatuuję od 9 lat, maluję od 10. Właściwie przez całe moje życie zajmuję się sztuką. Staram się prowadzić inspirujące, szczere, świadome i pełne pasji życie. Bycie artystą jest dla mnie nieodzowną częścią tego. Bam: Kto lub co wpłynęło na twoją decyzję o zostaniu artystą? Nick: W bardzo wczesnym dzieciństwie znajdowałem się pod wpływem mojej ciotki, zawodowej kaligrafistki i malarki pejzaży, a także ojca, który jest specjalistą od budowania dróg… Zawsze byłem zachęcany do kreatywności i myślenia. Czułem się trochę „inny” i w pewien sposób wyalienowany od reszty ludzi, którzy otaczali mnie od dzieciństwa. Wszystkie te czynniki wpłynęły na wzrost mojego zainteresowania sztuką. Na szczęście dorastałem mając wiele możliwości uczęszczania na różne zajęcia rozwijające w kierunku sztuki i w końcu dostałem się do szkoły plastycznej. To, że zostałem artystą, było wypadkową wielu zdarzeń, sporo osób się do tego przyczyniło. Bam: Czy podczas lat tatuowania zdarzyło ci się mieć chwile załamania? Czy pojawił się moment w którym powiedziałeś, że to koniec? Nick: W zeszłym roku, ze względu na kwestie zdrowotne, zacząłem zastanawiać się czy powinienem się tym zajmować. Poza tym nigdy nie przeszła mi przez głowę myśl o zaprzestaniu poświęcania się sztuce. Ona jest czymś, co mnie określa i co kocham najbardziej. Wciąż staram się rozwiązać problemy ze zdrowiem, to jedyna rzecz, która mnie ogranicza. Bam: Faktura, detale, piksele... Skąd wziął się u ciebie pomysł tatuowania inaczej, zwłaszcza w okresie gdy „American Traditional” wyraźnie dominuje nad innymi stylami w tatuowaniu? Nick: Nigdy nie czułem się częścią tradycyjnej sceny tatuażu, ludzie którzy mnie inspirowali również nie wykonywali tatuaży w stylu traditional (mimo, że te wzory podobają mi się i sam

TATTOOFEST 14

noszę kilka). Pewnego dnia po prostu postanowiłem zająć się tatuowaniem, wcześniej siedziałem już mocno w sztuce, rysunku, malarstwie, grafice komputerowej, fotografii i chciałem przenieść moje pomysły na skórę. Zanim zacząłem pracować z maszyną, rozwijałem już swój styl, więc patenty takie jak np. piksele były już w mojej głowie wcześniej. To wszystko było naturalną ewolucją i eksperymentem. Bam: Tatuaż w Stanach dziś i 10 lat temu… Jak opisałbyś zmiany, które zaszły na przełomie tych lat? Nick: Znacznie wzrosła jego popularność i stał się metodą na zarabianie pieniędzy przez producentów filmowych. Stał się czymś normalnym, jednocześnie stanowiąc ciekawą możliwość życia dla niektórych ludzi, podczas gdy wcześniej było to zjawisko undergroundowe i marginalne. Tatuaż od strony artystycznej na pewno przeżył rozkwit, polepszył się poziom, horyzonty i umiejętności tatuatorów. Przyjęły się nowe style i technika uległa poprawie. Obecnie scena w Stanach jest aktywna, pełna energii i zdrowej rywalizacji. Bam: Jeżeli miałbyś wybrać jedną osobę, bez której dzisiejszy świat tatuażu nie wyglądałby tak jak wygląda, kogo byś wskazał? Nick: Byłby to Guy Aitchison. Jego materiał edukacyjny „Reinventing the Tattoo”, tak samo jak jego całkowicie świeże podejście i eksperymentowanie, pozwoliły na szerzenie się ogromnej wiedzy i zainspirowały całe setki młodych tatuatorów. Bam: Twoje tatuaże często opowiadają konkretną historię, część z nich ma wydźwięk polityczny, społeczny, czasem są to humorystyczne prace lub całkowicie poważne. Co wytatuowałbyś klientowi, który oddaje ci część ciała mówiąc „rób, co chcesz”? Nick: Gdy nie mam żadnych wytycznych od klienta, zazwyczaj wybieram abstrakcyjne motywy jak biomechanika czy bioorganiczne rzeczy, po to właśnie by ograniczać przemycanie własnych przekonań i pomysłów na czyjeś ciało. Wszystkie moje tatuaże, które mają wydźwięk polityczny czy zawierają jakieś inne historie,


TATTOOFEST 15


są wypadkową moich pomysłów i wyraźnych życzeń klienta. Bam: Co cię inspiruje i jakie formy sztuki lubisz najbardziej? Nick: Inspiruje mnie nowoczesna scena surrealistyczna, malarze fotorealistyczni, fotografia i europejska sztuka okresu renesansu. Do moich ulubionych artystów należą: Dali, Caravaggio, Gottfried Helnwein, Marilyn Minter, Chuck Close, Todd Schorr, Giger, Joel-Peter Witkin, Simen Johan, Cindy Sherman… lista mogłaby się ciągnąc w nieskończoność… Bam: Jak wygląda umawianie się z tobą na sesje? Wiem, że dość selektywnie podchodzisz do klientów… Nick: Mam dość sztywno ustawiony terminarz. Lubię mieć więcej czasu na rozwijanie moich innych zainteresowań. Rzeczywistość pokazuje, że ciężko jest znaleźć wolny termin i większość chętnych nie będzie miała okazji się u mnie tatuować. Ci, którym się udało czekają od 6 miesięcy do 2 lat i muszą starać się wpasować w mój wolny czas. Smuci mnie, że nie mogę sprostać zapotrzebowaniom ludzi. Nie lubię nikogo zawodzić, ale takie są realia. Na szczęście jest coraz więcej młodych zdolnych tatuatorów. Bam: Jakie są zalety i wady maszyn pneumatycznych i standardowych z cewkami? Nick: Wolę klasyczne maszyny z uwagi na prędkość i swobodę ruchów, którą umożliwiają. Z drugiej strony, maszyny pneumatyczne, tak samo jak wszelkie inne rotacyjne, dają bardzo płynny i solidny efekt. Bam: Usłyszałem kiedyś zdanie: „Kreatywność w tatuażu zaczyna się w momencie gdy skończysz już kontur i zaczynasz wypełniać/cieniować”. Jaka jest twoja opinia na ten temat? Nick: Nie mogę decydować za kogoś innego, ale dla mnie to zdanie nie jest prawdziwe. Staram się podchodzić do moich tatuaży holistycznie, nie kierując się sztywno zasadami, czy kolejnością kroków. W większości przypadków zaczynam od podstawowych form, później pracuję nad detalami, kontury zostawiam na koniec. Dla mnie cały ten proces wymaga kreatywności. Dużą wagę przywiązuję do przygotowań projektu na papierze zanim jeszcze zacznę tatuować.

TATTOOFEST 16

Bam: Wiele razy mówiono mi też, że najlepszym sposobem na to, by nauczyć się fachu jest tatuowanie się i obserwowanie tatuatora przy pracy, co o tym myślisz? Nick: Uważam, że to prawda pod warunkiem, że połączysz to z innymi elementami nauki jak i podstawami artystycznymi, dzięki którym cały proces jest bardziej efektywny. Nauka tatuowania jest bardzo skomplikowana, trudna i stanowi wyzwanie. Odniesienie sukcesu w tej dziedzinie wymaga też specyficznej postawy psychicznej. Bam: Czym zajmujesz się w wolnym czasie? Nick: Poza wszystkimi sprawami związanymi ze sztuką uwielbiam spędzać czas na łonie natury, obserwując zwierzęta czy medytując. Lubię wybrać się na dobry koncert hardcore/ punk. Jeżeli chodzi o sport, to preferuję koszykówkę i amerykański football. Lubię ideologię i psychologię buddyzmu, anarchizmu i dobre jedzenie. Bam: Jak wyglądają twoje plany na najbliższą i tą bardziej odległą przyszłość? Nick: Planuję po prostu robić to, co robię. Chciałbym odwiedzać więcej zagranicznych konwencji i zobaczyć trochę świata. W marcu będę w Niemczech na „Ink Explosion”. Dopiero co miałem wystawę malarstwa w Nowym Jorku w „Last Rites Gallery”, chcę malować i wystawiać prace w wielu miejscach. Kilka lat temu napisałem instruktarzowy zeszyt poświęcony realistycznemu malarstwu olejnemu z myślą o seminariach, które organizowałem. W tym momencie trwają prace nad powiększaniem tego materiału z zamiarem wydania książki. Mam nadzieję, że zdążę z realizacją na przełomie tego roku. Chciałbym przypomnieć żebyście zawsze starali się być sobą i żyli ze sobą w zgodzie. Dbajcie o to, żeby wieść dobre, szczere życie w harmonii z innymi ludźmi i z planetą Ziemią, dzięki której to życie mamy. Edukacja to klucz, tak samo świadomość tego, jak twoje czyny wpływają na innych i na świat wokół ciebie. Straight Edge, Vegan

www.nickbaxter.com www.crimethinc.com www.choicetheory.com www.cnvc.com


TATTOOFEST 17


„Jestem 30 letnim Argentyńczykiem i utrzymuję się z robienia tatuaży. Trochę już tatuuję, pracowałem w wielu studiach w różnych krajach, głównie w Europie, ale też w obu Amerykach. Bardzo lubię podróżować i jestem wdzięczny za to, że moja praca mi na to pozwala. Uważam, że jest to luksus nowoczesnego społeczeństwa. Uwielbiam jeździć na guest spoty i konwencje. Jako, że nie mam własnego studia, jestem wciąż w drodze. Czasem moje podróże zajmują więcej czasu niż planowałem, ale nie przeszkadza mi to dopóki spędzam miło czas i pracuję nad projektami, które mi się podobają. Obecnie przebywam głównie w Szwecji, Hiszpanii i Stanach. Jeżeli chodzi o konwencje, zawsze odwiedzam: Mediolan, Londyn, Oslo i Ink ’n’ Iron w Kalifornii.”

„Kiedy pracuję

dłużej w danym studio, mam okazję robić wielosesyjne tatuaże orientalne. Traditional jest dobry na guest spotach i konwencjach, bo w krótkim czasie powstaje efektowna praca.

TATTOOFEST 18


Bam: Standardowe pytanie. Skąd bierzesz inspiracje? Dalmiro: Cóż, myślę że jeżeli miałbym wybrać coś z  całej masy rzeczy, byłyby to stare linoryty przedstawiające naturę. Bardzo interesuję się sztuką Japonii, lecz ostatnio zdałem sobie sprawę, że inne azjatyckie kultury również mają wiele do zaoferowania. Chińskie motywy są przepiękne, mają bardzo płynną formę, zawierają proste i mocne elementy. Tybetańska sztuka także jest niesamowita. Symetria i symbole w niej użyte połączone z prostotą wykonania czynią ją bardzo interesującą. Myślę, że czerpię inspiracje z wielu bardzo różnych gatunków sztuki, niekoniecznie związanych z tatuażem. Staram się nie skupiać za bardzo na jednym stylu, ponieważ uważam, że w ten sposób ograniczam siebie. Jeśli potrafisz otworzyć umysł na nowe rzeczy, których nigdy wcześniej nie widziałeś, wyciągniesz z  tego dużo inspiracji. Myślę, że można zainspirować się wszystkim, co cię otacza. To jest taki stan ducha, który zależy od twoich chęci. Dla pewnych ludzi dostrzeganie natchnienia wszędzie jest stanem naturalnym. Chciałbym tak mieć, ja naprawdę muszę mieć nastrój do tworzenia. Myślę, że jest to trochę taka choroba zawodowa, bo gdy pracujesz ciężko cały tydzień eksploatując swoją energię, to czasem trudno jest być kreatywnym.

Bam: Twoje prace były publikowane w „Art By Tattooists. Beyond Flash”. Jak do tego doszło? Dalmiro: Książka Jo bardzo mi się podoba. Prace, które się tam ukazały są dość stare, sprzed 2-3 lat. Możliwość wzięcia udziału w projekcie zrzeszającym tak dużą liczbę znakomitych artystów była super! Wspaniale jest widzieć jak przenosimy naszą sztukę na inne medium. Każdy, kto brał udział w powstaniu tego wydawnictwa, na co dzień tatuuje, tu mieliśmy okazję zmierzyć się z malarstwem. Lubię od czasu do czasu wymieniać się obrazami z różnymi artystami. Fajnie jest mieć oryginalne obrazy stworzone przez artystów, których podziwiasz. Stanowi to dobry bodziec do malowania i otaczania się sztuką. Bam: Prace, które tworzysz zdają się być pomostem między traditionalem a stylem orientalnym. Co najbardziej lubisz tatuować? Dalmiro: Zdecydowanie częściej klienci proszą mnie o  tatuaże w stylu orientalnym. Stanowią one większą część mojego dorobku, ale bardzo lubię zarówno jedne jak i drugie, bo do każdej z nich muszę podejść zupełnie inaczej. Kiedy pracuję nad orientalnym rękawem lub jakąś dużą pracą w tym stylu, sporą rolę odgrywa czas, ale muszę też myśleć o tym by wszystkie części były spójne, a tło i poszczególne elementy harmonijne. W przypadku

tradycyjnych tatuaży (choć lepszym określeniem będzie neo-tradycyjnych) jedyne o co musisz się martwić, to wyrazisty, główny motyw. Kiedy pracuję dłużej w danym studio, mam okazję robić wielosesyjne tatuaże orientalne. Traditional jest dobry na guest spotach i konwencjach, bo w krótkim czasie powstaje efektowna praca. Ostatnio robię tak dużo sporych powierzchni, że nie pogniewałbym się mogąc zrobić coś małego… ha, ha! Bam: Często można cię spotkać na konwentach zarówno w Europie jak i Stanach. Jak porównałbyś te dwa kontynenty jeżeli chodzi o organizowanie tych imprez? Dalmiro: Jeżdżę na konwencje, lubię tą „społeczną otoczkę”. Może nie są to wymarzone warunki do pracy, ale okazja do obserwowania wszystkiego co dzieje się dookoła jest niesamowita. Podgląda się przy pracy artystów, których się podziwia. Ciężko jest tak dużo jeździć pracując równocześnie w studio. Nie zmienia to faktu, że warto. Mimo, iż czasem wsiadając do samolotu mam już dość i  w  momencie dotarcia na miejsce myślę tylko o tym, aby dobrze się bawić. Zwiedziłem bardzo dużo konwencji, teraz staram się troszkę zwolnić tempo. Wydaje mi się, że już odnalazłem swoich faworytów, pozostaję jednak otwarty na nowe propozycje, jak np. na waszą. Mam

nadzieję, że dam radę pojawić się w Krakowie za rok. Latem spędzam dużo czasu w Stanach i ciężko jeździć stamtąd na konwencje do Europy. Osobiście nie widzę większej różnicy pomiędzy imprezami w Stanach a Europie, może dlatego, że właściwie zawsze pracuję. Mimo to, szczerze myślę, że obecnie wszędzie jest podobnie. W Stanach jest chyba mniej ludzi przechadzających się między boksami i traktujących konwent jak zabawę. W Ameryce całe zjawisko istnieje dłużej i wpisało się w świadomość amerykańskiego społeczeństwa. Obecnie, po rewolucji, kiedy tatuują się gwiazdy telewizji, w dobie programów z cyklu „tattoo reality show” sytuacja wszędzie uległa zmianie. Jeżeli chodzi o różnice… nie jest to nawet kwestia tatuażu - wszystko ulega globalizacji! Nazywam to „praniem mózgu w stylu MTV”, ale to jest tylko moje osobiste zdanie, mogę się mylić… Bam: U kogo chciałbyś się wytatuować? Masz w głowie jakiś wymarzony tatuaż, który chciałbyś mieć? Dalmiro: Chciałbym mieć jeszcze sporo rzeczy od różnych ludzi i wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale nie chcę niczego orientalnego. Myślę o abstrakcyjnych tatuażach, biomechanicznych czy bioorganicznych, takich jak robi Aaron Cain. Oczywiście nie oznacza to, że nie doceniam czy nie podziwiam innych artystów wykonujących orientalne

TATTOOFEST 19


tatuaże. Spoglądam z podziwem na wielu tatuatorów pracujących w różnych stylach. Ostatnio przykładam większą wagę do duchowego aspektu niż do techniki wykonania. Bam: Wiem, że masz zamiar odbyć guest spota w studiu Victora Portugala w Krakowie. Jak do tego doszło i jak wyglądają twoje oczekiwania dotyczące tej podróży? Dalmiro: Victor jest moim przyjacielem od lat. Spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, gdy mieszkałem na Wyspach Kanaryjskich. Jego prace miały ogromny wpływ na to co robię, pomimo tego, że nasze style na pozór nie mają ze sobą wiele wspólnego. Szczerze, mam zamiar po prostu wrócić do starych czasów, gdy zwykliśmy spędzać długie godziny rysując (głównie to on rysował, a ja podglądałem… ha, ha). Patrząc na

TATTOOFEST 20

prace Victora można dojść do wniosku, że w tatuażu nie ma granic. Obserwując dzisiejszy poziom tego co nam serwuje, można śmiało stwierdzić, że stoi na samym szczycie jeżeli chodzi o tatuaż cieniowany. W dalszym ciągu mam dużo klientów na Wyspach Kanaryjskich, nie tylko lokalnych, tatuuję tam ludzi ze Szwecji, Norwegii czy Anglii. Klienci zdają się to lubić, ponieważ przy okazji tatuowania mogą spędzić czas w ciepłym klimacie (zwłaszcza zimą), a ja mogę skończyć dany tatuaż. Guest spot w Krakowie planuję niebawem. Będę odwiedzał Victora kilka razy. Chcę wykonywać prace orientalne, gdyż jest to coś zupełnie innego od tego, co robią chłopaki w  studio „9th Circle”, myślę że będzie to bardzo fajne i  inspirujące miejsce. Znam Victora i wiem, że nie bawi się w półśrodki.

Bam: Przemysł tatuatorski i całe to środowisko. Zastanawiasz się czasem nad tym, jak tatuowanie będzie wyglądać za dekadę czy 15 lat? Dalmiro: Moje podejście do przyszłości jest apokaliptyczne. Nie wiem czy ten chaotyczny świat czeka długa przyszłość, wszystko jest w naszych rękach, ale wygląda na to, że nikt się tym nie przejmuje. Nie jestem pewien jak to się skończy. Staram się być realistą, nie chcę na siłę podchodzić do spraw negatywnie, ale nie mogę ignorować tego, co dzieje się wokół nas. Czuję, że ma to na mnie wpływ. Jeżeli chodzi o tatuowanie, naprawdę nie wiem jak będzie to wyglądało, bo wpływ ma wiele czynników, np. ekonomia. Tatuaż nie jest rzeczą niezbędną człowiekowi, jest to raczej towar luksusowy. Oczywiście zawsze

moglibyśmy po prostu robić tatuaże nie myśląc w  ogóle o pieniądzach, ale jest to raczej nierealne. Wydaje mi się, że tatuowanie osiągnie swój rozkwit, po czym zapotrzebowanie na nie spadnie i szczerze mówiąc, nie martwi mnie to. Nie uważam żeby tatuowanie i tatuaże były dla każdego. To jest tak jak z  każdą artystyczną aktywnością i nie rozumiem dlaczego teraz każdy zdaje się być zainteresowany tatuażem! Jak to możliwe, że ludzie, którzy zwykli pokazywać na wytatuowane osoby palcami, sami się tatuują. To nie jest niczym więcej jak modą i trendem. Kiedyś odsłanianie tatuaży było czymś w rodzaju tabu, teraz chodzi tylko o to żeby było je widać i ludzie zaczynają się tatuować od dłoni i szyi. To dość smutne. Osobiście nie zgadzam się na tatuowanie takich miejsc, chyba że klientowi faktycznie


TATTOOFEST 21


TATTOOFEST 22

Bam: Jest w ogóle taka opcja, że mógłbyś robić w życiu coś innego? Czym zajmowałeś się przed rozpoczęciem kariery tatuatora? Dalmiro: Jeżeli miałbym wybrać coś innego, pewnie grałbym na jakimś instrumencie, najchętniej na basie. Chciałbym być muzykiem i wpływać pozytywnie na wielu ludzi. Grałbym progresywnego rocka z przekazem przeciwko wojnom, działaniom rządu i ogólnie złu… ha, ha. Przed tym wszystkim zajmowałem się czym popadło, cały czas poświęcałem surfingowi, a  praca była tylko sposobem zarobienia pieniędzy na podróże. Bam: Jak wyglądają twoje plany na najbliższy czas? Dalmiro: Wciąż planuję i czegoś szukam, w tym momencie zastanawiam się gdzie mógłbym zacząć swoją drogę od nowa. Szukam domu,

pewnie dlatego, że opuściłem swój rodzinny bardzo wcześnie poświęcając się podróżowaniu. Chciałbym otworzyć swoje studio, ale jeszcze nie znalazłem odpowiedniego miejsca. Będę kontynuował moje poszukiwania. Być może kolejnym krokiem będzie przeprowadzka do UK, albo na północ Europy, a może osiądę w słonecznej Kalifornii. Jestem otwarty na możliwości i pozwolę życiu zdecydować za mnie. Chciałbym też móc popracować w Japonii… mam dużo planów! Bam: Słowo na koniec… Dalmiro: Jak wspominałem, niedługo zawitam do Krakowa! Trzymajcie rękę na pulsie jeżeli jesteście zainteresowani tatuażem ode mnie! Życzę wszystkim powodzenia! Mówcie to, co macie do powiedzenia i stójcie twardo za swoimi racjami. Wierzcie w siebie i nie bójcie się marzyć. Przestańcie gadać i zacznijcie działać zanim będzie za późno. Wszystko jest możliwe a na końcu tunelu zawsze jest światło! Peace out!

www.dalmirotattoos.com

Bam: Szwedzka scena tatuażu. Opowiedz jak wygląda ona z twojej perspektywy? Dalmiro: Jest tu dużo światowej klasy tatuatorów. Szwecja posiada całkiem dobrą klientelę, sporo ludzi siedzi w klimacie tatuatorskim od bardzo dawna. Moje doświadczenia ze Szwecji są bardzo pozytywne, mam dużo pracy i  dobrą reputację. Dzięki konwencjom, w których uczestniczyłem w Norwegii, przyciągnąłem dużo norweskich klientów, którzy do mnie przyjeżdżają. Myślę, że większość tatuatorów z moich rejonów jest bardzo konserwatywna jeżeli chodzi o pracę. Wszyscy ciężko pracują dzień w dzień, odstawiając cały artystyczny aspekt na boczne tory. Uważam, że w większości krajów gdzie jest zimny klimat, nie ma specjalnie co robić poza siedzeniem na miejscu i tatuowaniem, przynajmniej zimą. Więc nie ma się co dziwić czemu tatuatorzy w Szwecji odnotowują postępy w tak szybkim tempie. Zawsze powtarzam, że tatuaże i gorący klimat ze sobą nie współgrają. Próbowałem obu opcji i powiem, że za nic nie będzie ci się chciało siedzieć w studio, gdy za oknem masz 30 stopni…

Bam: Czas wolny, jak najbardziej lubisz go spędzać? Dalmiro: Ostatnio nie robiłem nic innego poza tatuowaniem. Harowałem jak wół, jeździłem na konwencje i dużo malowałem. Dlatego teraz uczę się korzystać z wolnego czasu, staram się robić sobie miesiąc przerwy i nie dotykać maszynki. Koncentruję się wtedy tylko na malarstwie i rysunku. Chciałbym bardziej się temu poświęcić i skupić na sobie. Wciąż czegoś szukam, chciałbym stale dodawać coś nowego do moich tatuaży i rozwijać się tak bardzo, jak tylko mogę. Uważam też, że bardzo ważne jest by posiąść umiejętność znalezienia równowagi pomiędzy życiem osobistym a zawodowym. Jest to jedyny sposób dla mnie do rozwinięcia się jako człowiek i jako tatuator. Czasem jednak praca przesłania wszystko inne i ciężko jest to zmienić. Tatuowanie to jednocześnie moja pasja i zajmując się tym bardzo dobrze się bawię. Przepracowanie nie jest czymś dobrym dla nikogo, więc staram się zachowywać równowagę. Zauważyłem, że gdy wracam do pracy po dłuższej przerwie, jestem bardziej nakręcony i wszystko lepiej się układa, dlatego gorąco polecam to każdemu tatuatorowi. Można potem myśleć o tatuażach bardziej swobodnie i bez pośpiechu.

www.myspace.com/dalmont

brakuje już wolnej powierzchni. Może za bardzo się tym przejmuję, ale staram się tylko podążać za własnymi odczuciami i w pewnych wypadkach pomagam ludziom uniknąć przyszłych wyrzutów. Uważam, że powinno się tatuować dla samego siebie, żeby się wyrazić, nie dla kogoś innego, albo żeby coś udowodnić. Nie twierdzę, że tatuaże znikną ani nic w tym stylu, to już całkiem stara metoda pokazania tego kim jesteśmy, której korzenie sięgają dużo dalej niż nasza generacja. Pewnie zaraz po osiągnięciu punktu kulminacyjnego popularność tego zjawiska się zmniejszy. Na swój sposób coś może zmienić się na lepsze, bo ludzie będą wiedzieli więcej o tatuażach. Jednocześnie uważam, że zarysuje się jeszcze bardziej różnica pomiędzy dobrymi tatuatorami, a tymi którzy siedzą w biznesie tylko dla pieniędzy. Powtarzam jeszcze raz, że jest to tylko moja opinia i  nie myślę, że mam specjalne prawo osądzać co jest złe, a co dobre.


TATTOOFEST 23


W

Mediolanie nie ma mrozów! Tyle wystar zmobilizować młodą, prz ystojną, wysporczyło, by i niepokorną delegację z Krakowa w oso towaną Pitiego i mojej skromnej, do wyruszen bie Edka, ia w niebezpieczną i obf itującą w prz ygody podróż do kra ju piz zy i makaronów. Fak t, nie była to jedyna okoliczność, któ ra pch nęł a nas w połowie lutego na włoskie ziemie, gdyż jak pew nie wsz ysc y wiedzą, główną atrakcją weekendu i motywem prz ewo dni m wy jazdu była piętnasta odsłona konwencji tatu ażu org ani zow ana przez Mikiego Via letto.

Katedra Duomo robi grę!

P

o szczęśliwym, porannym lądowaniu na lotnisku o dźwięcznej nazwie Orio Al Serio, mocno niewyspana grupa postanowiła przetransportować się do hotelu, gdzie portier skądinąd bardzo uprzejmy, aczkolwiek nie posługujący się żadnym językiem poza własnym, spokojnie, niespiesznie (przecież to kraj siesty) oddelegował nas do naszego pokoju. Szczęśliwym trafem prysznic postawił młodych dżentelmenów na nogi. Bez specjalnych opóźnień, po kilkunastominutowym spacerze włoskimi uliczkami, naszym oczom ukazał się skromny baner „Tattoo Convention”. Był to chyba jedyny „skromny” element tego wydarzenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę miejsce, w którym się odbywało… ale o tym później…

TATTOOFEST 24

Piti - turysta

Pierwsze obserwacje zazwyczaj bywają trafne. Spacer włoskimi zaułkami i wnikliwa analiza tłumu pozwoliła nam szybko sprecyzować i sformułować pojęcie „włoskiego stylu”. Poza obowiązkową cotygodniową wizytą w solarium należy moi drodzy „włos swój ujarzmić dłonią obficie w żelu stylizującym skąpaną”. Stylowości dopełniają ciemne okulary, błyszczący bling bling w uchu i obligatoryjnie (Ola nie lubi tego słowa) pikowana kurtka, co najważniejsze, również z połyskiem! Wróćmy jednak do samej konwencji. Wydarzenie to miało miejsce w (uroczo brzmi) centrum kongresowym Hotelu Quark. Hotelu jak i sal przeznaczonych na konwencję nie da się opisać słowem innym niż: bajka! Obsługa pod krawatem, stylowy wystrój w klimacie „kryształ i złoto” i nieskazitelna czystość wywarły

na nas ogromne wrażenie. Co jak co, ale hotel to Włosi zbudować potrafią! Wchodząc w piątek na konwencję spodziewaliśmy się niewielkiego zainteresowania, błąd! Tłumy przed wejściem przypominały te z Londynu, a to co działo się po paru godzinach od otwarcia ciężko opisać. Gołym okiem widać, że kultura tatuażu we Włoszech jest na naprawdę wysokim poziomie. Miło jest zobaczyć te kilka tysięcy ludzi przybyłych pod Via Lampedusa 11, by wziąć udział w tatuatorskiej imprezie. Po raz kolejny miałem okazję oglądać dziesiątki świetnych tatuaży. Tak, Włosi może i lubią diamenty w uszach, ale maszynki się nie boją i jakość tatuaży tam obserwowanych była stanowczo ponad przeciętną. Pierwszy dzień konwencyjnych zmagań nie przyniósł wyjątkowo spektakularnych atrakcji na scenie, zainteresowanie nimi również nie było specjalnie zauważalne.


Body painting in progress… maska tiki

Dzikie tłumy 1

Body painting in progress… kwiatowo

„Zabiorę Cię do domu!”

Burlesque show

Dzikie tłumy 2. Znajdź Edka…

Widać, że ludzie nie przyszli tam by oglądać cyrkowe pokazy i magiczne sztuczki, liczyło się tatuowanie! Piątek zakończył się koncertem kapeli „Johnnyboy and the Ice Cream”, który jednak sobie podarowaliśmy z uwagi na zegar odmierzający ponad 24 godziny bez snu, co dotkliwie dawało się już we znaki. Wieczór zbliżał się nieuchronnie do śpiącego finału, myśląc o plusach i minusach, podsumowując wrażenia dnia pierwszego, muszę przyznać, że Włochom należą się słowa pochwały, jedynym zauważalnym nonsensem było ulokowanie sekcji cateringowej na uboczu jednej z sal tatuatorskich. W wyniku tego, po wejściu na salę, poza widokiem tatuujących i tatuowanych, dało się odczuć kuchenne zapaszki, nie należące może do nieprzyjemnych, aczkolwiek moim skromnym zdaniem tatuowanie i stół obiadowy nie mają wspólnego mianownika.

Zrobiło się ciemno i nagle nastała sobota. W końcu wypoczęta reprezentacja TattooFestu udała się na znane już tereny kompleksu Quark. Początkowe wrażenia dnia drugiego były niespodziewane, wraz z upływem czasu tłum jednostajnie gęstniał osiągając rozmiary, które naprawdę ciężko jest sobie wyobrazić. Z jednej strony fajnie, czuć energię! Z drugiej zaś funkcjonowanie w tłumie, który miejscami poruszał się z prędkością 2 kroki na minutę, a czasami nie wykazywał nawet takich przejawów mobilności, nie należy do przyjemności. Mimo to działo się sporo. Edek śmiało pozował do zdjęć z Jose Lopezem zostając ziomkiem ekipy „Lowrider Tattoo”. Piotr dzielnie i z poświęceniem uwieczniał to, co widział w obiektywie aparatu, ja z kolei miałem czas na kontakty towarzyskie z artystami, których już Wam prezentowałem, jak i z tatuatorami,

których niedługo będziecie mieli okazję poznać. Ze znanych postaci obecnych na konwencji wymienić należy m.in: Maximo Lutza, Guila Zekri, Erica De L’Étoile, Turka, Jeremiaha Barbę, Carlosa Torresa, Jee Sayalero, Dimitriego HK, Lucę Nataliniego, Jondixa, Tirafa i wielu innych. Pozostałe rzeczy warte odnotowania - mieliśmy okazję zobaczyć naprawdę ciekawy body painting. Zazwyczaj pokazy tego typu nie należą do specjalnie imponujących, w skrajnych przypadkach osiągając poziom wręcz żenujący. Tym razem panowie dali radę i naprawdę było na co popatrzeć. Pokazy burlesque również należy zaliczyć do udanych. Panie dawały z siebie dużo, a publiczności się podobało… nie ma się co rozwodzić, był to kolejny przynajmniej poprawny element atrakcji scenicznych. Do ciekawostek należy fakt, iż paru ulubieńców tłumu nie stawiło się

TATTOOFEST 25


TATTOOFEST 26

drinki! Tym oto optymistycznym akcentem przypieczętowaliśmy drugi dzień i pozwoliliśmy zmęczonym ciałom na odpoczynek poprzedzony testowaniem włoskich trunków w kameralnym gronie, w zaciszu hotelu. W tym miejscu należy nadmienić, że poza hotelami, wino też wychodzi Włochom całkiem nieźle! Niedzielny poranek, w kraju 90% zdeklarowanych katolików można spędzić tylko w jeden sposób, oglądając mszę w telewizji! Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, to właśnie stanowiło początek naszego ostatniego już poranka w Mediolanie. Zgodnie z planem postanowiliśmy wypuścić się do centrum w celu sprawdzenia, czy to co słyszy się o architekturze serca tego miasta to prawda. Po raz kolejny okazało się, że jak się je dużo makaronu, to ma się dużo siły, a Włosi jak chcą to potrafią. Katedra Duomo, jak i cały kompleks budowli ją otaczających naprawdę zapierał dech w piersiach. Mogliśmy podziwiać ją również od wewnątrz, coś wspaniałego! Potem przywitaliśmy się z ogromnymi plastikowymi ślimakami

Hua, East Tattoo, Tajwan - Best Color

Luca Natalini, Milano City Ink, Włochy - III Best Color

na konwencji, mimo że ich nazwiska widniały na liście. Można było w ten sposób zauważyć absencję: Tin Tin’a, Roberta Hernandeza czy Chada Koeplingera. Jeżeli zaś chodzi o polskie akcenty, mogliśmy uścisnąć dłoń Andrzeja Leńczuka i Pawła z „3rd Eye”, którzy w roli wystawców dzielnie stanowią polski tandem na zagranicznych konwencjach. Z tego miejsca duże pozdrowienia dla Andrzeja i Pawła - kawał dobrej roboty panowie! Z ubolewaniem stwierdzam, że tu kończy się lista polskich wystawców we włoskiej stolicy mody, oby w przyszłości więcej rodaków podążyło ich śladem. Cóż, nie pozostaje nic, tylko liczyć na to, że za rok zobaczymy więcej znajomych twarzy. Wyczekiwanym przeze mnie wydarzeniem przewidzianym przez organizatorów na deser był konkurs „Best of Day”, jedyny tego dnia. Po bacznym przyglądnięciu się kilkunastu pracom, zwycięzca mógł być tylko jeden, niespodzianki nie było. Carlos Torres zdobył serca jury fantastyczną, klimatyczną, cieniowaną pracą pokazując, że w Kalifornii nie tylko pije się kolorowe

w kolorze różowym (na które bezskutecznie próbowałem się wspinać, ku ogólnej dezaprobacie moich towarzyszy), wypiliśmy całkiem dobrą kawę i zniknęliśmy w wejściu do metra. Niedziela, pomimo tego, iż jako trzeci dzień imprezy nie stanowi często takiej atrakcji jak poprzednie, była przeze mnie wyczekiwana z uwagi na konkursy. To tego dnia miało się rozstrzygnąć kto pozbiera nagrody za najlepsze kolorowe i cieniowane prace. Ciekawostką jest dostrzegalna ostatnio tendencja do ograniczania do minimum ilości kategorii w konkursach. Podziwialiśmy prace przyporządkowane do kategorii: kolor, czarno-szary, tribal, „Backpiece” i „Best of Show”. Moim zdaniem brak podziału na wielkość prac stanowił pewien problem, słabo konkuruje się z  kolorowym, orientalnym bodysuitem, posiadając choćby nie wiem jak doskonale wykonany mały tatuaż. Cóż, takie były reguły gry, z którymi nie ma co polemizować. Posypały się nagrody, w większości przypadków niespodzianek nie było i decyzje jury nie budziły w naszym gronie


Boris, Mahakala Tattoo, Niemcy - III Best of Saturday

II Best of Saturday

Hua, East Tattoo, Tajwan - I Best Color

III Best Backpiece

zbytnich kontrowersji. W kategorii kolor, biała maska hannya symbolizująca pierwsze miejsce zawisła na szyi pulchnego Azjaty z orientalnym budysuitem wykonanym przez Huę z „East Tattoo” z Tajwanu, drugie miejsce należało do Alexa De Pase z quasi-realistycznym portretem Popeye’a, z numerem trzy w konkurencji uplasował się Luca Natalini z kolorowym rękawem przedstawiającym Pinokia i Królewnę Śnieżkę. W kategorii „Black and Grey” pozamiatali panowie ze Stanów: Carlos Torres z fantastycznym wizerunkiem kobiety skąpanym w ornamentach i Jose Lopez z nieśmiertelnym modelem, którego wszędzie wystawia. „To samo” jest na tyle dobre, że wszędzie zdobywa nagrody! W kategorii „Backpiece” królowały oczywiście klimaty japońskie, pierwsze miejsce Takami i kolejna biała hannya dla właścicielki tęczowego ptaka pokrywającego cały tył jej ciała. Nadszedł moment na „Best of Day” gdzie całkowicie zasłużenie ukoronowano Stepha D za pół rękawa w małpki oraz Michele Turco za pracę, która została także tatuażem całej

TATTOOFEST 27


Dzięki konkursom niedziela minęła nam zadziwiająco szybko i zanim się zorientowaliśmy było już po konwencji. Krakowska delegacja udała się do hotelu, by przespać się chwilę przed odlotem. Trzy i pół godziny snu to chyba trochę mniej niż trochę, co nie zmienia faktu, iż musiało wystarczyć, potem szybko - taksówka, lotnisko, samolot, Polska, Katowice i w końcu Kraków. Dobrze być w domu, nawet jeżeli skąpany jest w topniejącym śniegu i przypomina jakimi prawidłowościami rządzi się Środkowa Europa w połowie lutego. Ps. Piotr pozdrawia Latte Bianco :)

Alex de Pase, Alex de Pase Tattoo, Włochy - II Best Color

BamBam

TATTOOFEST 28

Carlos Torres, Goodfellas Tattoo, USA - II Black and Grey

Michele Turco, Da Cosa Nasce Cosa, Włochy - I Best of Show

Carlos Torres, Goodfellas Tattoo, USA - I Best of Saturday

III Best of Show

imprezy - kolorowy portret przedstawiający postać z (całkiem zresztą miłego dla oka) filmu „Avatar”. Wyjątkową sprawą był fakt, że po raz pierwszy w kategorii tribal nie zobaczyłem żadnego brzydkiego tatuażu! Mimo całej mojej niechęci skierowanej w stronę bezkształtnych czarnych koślawców, nie było nawet jednego przypadku wystawienia przez uczestnika słabej pracy. Przeważały tu idealnie technicznie wykonane, geometryczne prace, dotworki i naprawdę imponujących rozmiarów tatuaże utrzymane w klimacie polinezyjskim. Było na co popatrzeć, a nagrody za pierwsze i trzecie miejsce powędrowały do Marco Galdo ze studia „Trafficanti D’arte”.


Steph D, Dimitri Tatouage, Francja - II Best of Show

Marco Galdo, Trafficanti D’arte, Włochy - III Tribal

Takami, Knockover Tattoo, Japonia - I Best Backpiece

Marco Galdo, Trafficanti D’arte, Włochy - I Tribal

II Best Backpiece

TATTOOFEST 29


TATTOOFEST 30

Marco Galdo, Trafficanti D’arte, Włochy

Yang ,East Tattoo, Tajwan

Andrzej Leńczuk, Alien, Wałbrzych

Elson Yeo, Think Tattoo, Singapur


Turk, Left Hand Black, USA

Marco Galdo, Trafficanti D’arte, Włochy

Murran, Murran Tattoo, Włochy

Ciekawa hannya … i portret

TATTOOFEST 31


Bam: Przedstaw się. Csaba: Nazywam się Csaba Kolozsvari, urodziłem się w mieście Eger w 1975 roku. Jestem tatuatorem pracującym w samym sercu Budapesztu, w najbardziej znanym węgierskim studiu. „Dark Art Tattoo” powstało w 1992 roku za sprawą Zsolta Sárköziego, z którym aktualnie pracuję. Cieszymy się dobrą reputacją i jesteśmy znani z wykonywania szerokiego zakresu prac, więc ciągle mamy zajęcie. Bam: Wiem, że początki twojego tatuowania sięgają roku ‘94. Jak układała się od tamtego czasu twoja tatuatorska kariera? Csaba: Tak jak wspomniałeś, moje pierwsze tatuaże powstawały jakieś 16 lat temu przy użyciu amatorskiego sprzętu. Przez kolejne trzy lata tatuowałem kiedy

TATTOOFEST 34

tylko miałem okazję, musiałem łączyć to zajęcie z pracą i uczelnią. W 1997 otworzyłem własne studio. Skończyło się jednak bez sukcesów. Następnie pracowałem w Anglii w studiach takich jak: „Blue Lotus” i „Cookies Custom Tattoos”, po czym dwa lata temu wróciłem na Węgry. Decyzja była podyktowana możliwością współpracy z Zsoltim, oraz tym, że mogę tu tworzyć realistyczne tatuaże, które z pewnością są mi bliższe niż tribale czy inne tego typu prace. Bam: No właśnie, opowiedz jakiego rodzaju tatuaże wykonuje ci się najlepiej? Jaki styl najbardziej ci odpowiada? Csaba: Bardzo lubię tworzyć realistyczne, biomechaniczne, organiczne prace, lubię klimat fantasy. Wykonanie właściwie


każdego takiego tatuażu sprawia, że jestem szczęśliwy. Lubię każdy etap pracy nad tatuażem, zaczynając od tego gdy pomysł rodzi się w  głowie. Od 2000 roku tatuuję już wyłącznie własne, autorskie projekty. Jeżeli chodzi o mój styl, hmm… aktualnie nie chcę zatrzymywać się przy jakimś konkretnym, ponieważ lubię różnorodność i zmiana klimatu sprawia, że czuję się usatysfakcjonowany. Bam: Widziałem kilka coverupów w twoim wykonaniu i muszę przyznać, że efekty były imponujące! Wielu artystów z branży w ogóle ich nie wykonuje, ty wydajesz się bardzo chętnie podchodzić do tego tematu. Gdzie tkwi sekret udanego pokrycia starego tatuażu nowym? Csaba: Hmm. Cover-upy… musimy je robić, bo wciąż jest jeszcze bardzo dużo słabej jakości prac sprzed ostatniej dekady. Nowa generacja to w większości ludzie świadomi tego, jakie nowoczesny tatuaż ma możliwości. Jako tatuatorzy musimy starać się sprostać tym oczekiwaniom, czasem jest to duże wyzwanie. Nie znam tak naprawdę

żadnego sekretu, trzeba po prostu przestawić myślenie na inny rodzaj kreatywności, bardziej brać pod uwagę kompozycję i kolory. Trzeba też wiedzieć jak dany kolor będzie wyglądał po wygojeniu, należy też przyzwyczaić się do tego, że dużo rzeczy trzeba dorysowywać z freehandu. Bam: Nie jesteś specjalnie wytatuowany, planujesz zostać przy tym co masz czy jednak dodasz coś jeszcze do tej kolekcji? Csaba: Masz rację. Zacząłem ostatnio bioorganiczny rękaw u Pétera Udvari, który w tym momencie jest już w połowie drogi. Generalnie mam dużo gównianych tatuaży, więc chciałbym je jak najszybciej poprzykrywać. Robiłem je 15-16 lat temu, gdy ówczesna technologia różniła się od obecnej. Planuję wytatuować się u artystów takich jak: Diego Ruiz, Leńu, Shige i wielu, wielu innych. Chciałbym, żeby były to większe kompozycje, a nie duża liczba małych tatuaży, liczy się jakość, nie ilość. Bam: Co myślisz o programach w stylu „Miami Ink”? Jaką rolę odegrały one na węgierskiej scenie tattoo?

TATTOOFEST 35


Csaba: Nie lubię „Miami Ink” ani innych tego typu programów, ponieważ za bardzo starają się łączyć tatuaże z jakąś idiotyczną ideologiczną otoczką. Praca nad danym wzorem zajmuje mi kilka dni, nie wierzę w to ich: „wróć za 10 min, coś dla ciebie narysuję”. Sporo ludzi przychodzi potem do studia i myśli, że zrobimy im tatuaż na całe plecy na jednej sesji, bo takie rzeczy widzieli w telewizji. Nie czuję się tego częścią, zwłaszcza trendu, gdzie każdy chce być panem tatuatorem, ale nikt tak naprawdę nie ma ochoty rozwijać się jako artysta. Myślę, że przez to możemy na ulicach dostrzec jeszcze więcej złych tatuaży. Jedyna dobra strona jest taka, że wiele osób zmieniło swój negatywny stosunek do tej sztuki. Należy jednak pamiętać, że nie jest to zabawa tylko poważna praca i wiele nadgodzin spędzonych z ołówkiem nad kartką w celu polepszenia swojego poziomu. Bam: Węgierscy tatuatorzy. Pierwszym skojarzeniem większości będzie Boris. Jaki wpływ miał on na ciebie i sztukę, którą tworzysz? Jakich innych węgierskich artystów mógłbyś polecić? Csaba: Jasne, Borisa nie trzeba nikomu przedstawiać, jego prace mają na mnie ogromny wpływ. Muszę wspomnieć Zsolta Sárköziego i jego wysublimowane kompozycje. Myślę, że to od niego najwięcej się nauczyłem.

TATTOOFEST 36

Należy wymienić jeszcze Pétera Udvari, Csabę Müllnera i mojego kolegę z pracy Szabolcsa Oravecza, który jest niezwykle utalentowany rysunkowo, jest też zaangażowany w kilka projektów malarskich. Bam: Hobby, muzyka… Csaba: Ciągle pracuję, więc nie mam zbytnio czasu na cokolwiek. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem urlop, ale jak już mam wolny czas to spędzam ją z moją dziewczyną,

wychodzimy do kina czy na jakąś fajną wystawę. Podczas pracy lubię słuchać kapel takich jak Tiger Army, Static X, Rise Against, Scars on Broadway i jeszcze paru innych rockowych rzeczy. Bam: Guest spoty, konwencje, podróże… Csaba: Chciałbym brać udział w większej ilości konwencji, fajnie jest pracować w towarzystwie tatuatorskiej elity z całego świata. Poziom na dużych konwencjach jest


naprawdę wysoki. Chciałbym pojechać do Mediolanu, Berlina, Londynu, ale wiem, że na to potrzeba jeszcze czasu. Jeżeli chodzi o guest spoty, nie planuję nic w najbliższym czasie, kto zresztą wie co będzie w przyszłości. Atmosfera w „Dark Art Tattoo” jest na tyle świetna, że

nie myślę o tatuowaniu gdzie indziej, głupie dowcipy u nas w załodze to podstawa! Pozdrawiam wszystkich z Węgier!

Artyści „Dark Art Tattoo” w pełnym składzie, czyli Csaba Kolozsvari, Zsolt Sárközi oraz Szabolcs Oravecz, będą gośćmi festiwalu Tattoofest 2010 w Krakowie.

TATTOOFEST 37


y n z c y t s i M acer sp

TATTOOFEST 38


TATTOOFEST 39


Shane Tan aka Horinaka to kolejna kolorowa (choć może termin „blackwork’owa” będzie bardziej odpowiedni) postać ze świata orientalnych tatuaży. Shane przygodę z tatuowaniem zaczynał naprawdę wcześnie. Dzięki temu, a także bezgranicznemu zaangażowaniu w to co robi, w młodym wieku został rozpoznawalną w branży osobą. Był uczniem Nickkuhori’ego, podkreśla, że jego głównymi mentorami są Horiyoshi III i Filip Leu co ma niezaprzeczalne odzwierciedlenie w stylistyce jego prac. Wyjątkową cechą tego gościa jest niesamowita otwartość umysłu, zamiłowanie do podróżowania, współpracy z innymi artystami i wymiany doświadczeń, co poszerzając horyzonty w bezpośredni sposób prowadzi do artystycznego rozwoju. O tym skąd pochodzi, co robi i czym się inspiruje będziecie mogli przeczytać poniżej.

TATTOOFEST 40


Bam: Powiedz słowo o studiu, w którym pracujesz. Shane: Możecie spotkać mnie w Zurychu w „Ink Tank”, gdzie czuję się jak w rodzinie lub w Singapurze w studiu „Galaxy Tattoo”, gdzie przebywam z najmilszymi i najzabawniejszymi ludźmi, pracuję także w swoim prywatnym studio w domu. Gdziekolwiek tatuuję, staram się wprowadzać przyjemną atmosferę, zazwyczaj otacza mnie pozytywna energia. Uważam, że tatuatorzy powinni się dużo więcej uśmiechać do swoich klientów, no i muzyka jest ważna, nie tatuuję bez muzyki! Bam: Jak zaczynała się twoja kariera tatuatorska? Miałeś swojego „mistrza”, który uczył cię podstaw? Shane: Zacząłem w wieku 16 lat od tatuowania znajomych. Kupiłem „zestaw startowy” Hucka Spauldinga przy pomocy karty kredytowej mojego taty i nie miałem pojęcia, co z tym zrobić. Wszyscy znajomi rówieśnicy zaczęli tatuować się mniej więcej w tym czasie. Nie było mi jakoś specjalnie ciężko, brakowało jednak informacji na temat tatuowania. W tych czasach w Singapurze była garstka tatuatorów i nikt nie był skory żeby pomagać jakiemuś dzieciakowi. Byłem uparty, zdeterminowany i nie poddawałem się. Mój najlepszy przyjaciel Carlston pomógł mi w przejściu na profesjonalną drogę. Jakieś 5 lat później zostałem uczniem Nicckuhori, który dzielił się ze mną wiedzą, czasem były to poważne i cenne uwagi dotyczące tatuowania, innym razem głupoty i dowcipy, z których śmieję się do dziś na samo wspomnienie.

TATTOOFEST 41


Bam: Masz jakiś ściśle sprecyzowany cel, który chcesz osiągnąć w tatuowaniu? Shane: Myślę, że chcę tego czego każdy tatuator, być najlepszym w tym, w czym się specjalizuję. Chciałbym spojrzeć kiedyś na moje osiągnięcia i móc się szczerze uśmiechnąć. Pragnę tatuować jak najdłużej, myślę też o wydaniu książki, albo dwóch… Bam: Horiyoshi III i jego wpływ na nowoczesny tatuaż orientalny… Shane: Sensei Horioshi jest dla mnie wielką inspiracją, zarówno jako tatuator/artysta, jak i człowiek. Wiele osób inspiruje się nim i jego pracami, które mimo iż są głęboko zakorzenione w tradycji, charakteryzowały się pewnym nagięciem zasad tam, gdzie było to

TATTOOFEST 42

możliwe. Dzięki temu, świat mógł zobaczyć, że tradycyjny japoński tatuaż wciąż ewoluuje. Wprowadził on orientalny tatuaż na kolejny poziom, i co było rzadkością w tamtych czasach, cechowała go otwartość na zagraniczne wpływy. Bam: Bodysuity jako najwyższy cel. Jak to wygląda z punktu widzenia tatuatora i tatuowanego? Shane: To jest właśnie ten etap mojej kariery, w którym będę do tego zmierzać. Chcę zrobić tyle bodysuitów ile będzie możliwe. Jest to dla mnie celem i wyzwaniem. Bardzo fascynuje mnie widok skończonego bodysuita, poza tym, co można osiągnąć więcej jako tatuator? Duże prace wymagają niesamowitego nakładu energii i determinacji, zarówno tatuatora

jak i klienta. Zachwycające jest to, że mam okazję tak bardzo zmienić czyjeś ciało. Zawsze muszę jednak brać pod uwagę anatomię, zginanie się i kurczenie obszarów ciała. Bardzo ważną rzeczą jest umiejętne umiejscowienie elementów i zadbanie o to, żeby wszystko miało swój kierunek i aby „płynęło”. Przykładowo, zaprojektowanie prostego smoka może zająć mi kilka dni, ponieważ muszę mieć wzgląd na kształt ciała, pomyśleć jak rozmieścić wzór na łopatce, jakie elementy umieścić na brzuchu, który się wygina, gdzie zaplanować szpony, biorę pod uwagę to, aby ruch wyrażony przez położenie smoka współgrał z ruchami sylwetki. Ludzie mają różną budowę ciała i to co u jednych będzie wyglądało świetnie u innych w ogóle nie zda egzaminu.


Bam: Modyfikacje ciała. Zdajesz się być jednym z nielicznych artystów wykonujących poza tatuowaniem również zabiegi tego typu… Shane: Uważam, że modyfikacje ciała idą w parze z tatuowaniem, mimo iż pozostają zupełnie odmiennymi metodami zdobienia ciała. Nigdy nie zajmowałem się tym profesjonalnie, ale zrobiłem kilka skaryfikacji, co było bardzo ciekawym i odmiennym doświadczeniem dotyczącym pracy z ludzką skórą. Tatuatorzy operują praktycznie na samej powierzchni skóry, podczas gdy takie zabiegi wymagają większej i bardziej skomplikowanej ingerencji. Kocham modyfikacje ciała i nigdy nie widziałem żadnych granic pomiędzy tym światem, a światem tatuażu.

TATTOOFEST 43


Bam: Wiem, że podwieszałeś się podczas konwencji w Singapurze. Był to twój pierwszy raz? Shane: W tym roku w Singapurze podwieszałem się po raz drugi. Było świetnie, ludziom też się podobało. Podwieszanie się jest dla mnie czymś specyficznym, umożliwia przełamanie własnych granic, bariery bólu, strachu, towarzyszą temu bardzo silne emocje. Za pierwszym razem podwieszałem się na urodzinach mojej przyjaciółki Susan. Jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo i bardzo dużo dla mnie znaczyło, że mogliśmy to zrobić wspólnie w jej urodziny. Wciąż brak mi doświadczenia w tej dziedzinie, ale nie mam zamiaru robić nic na siłę, będę czekał na kolejny właściwy moment.

TATTOOFEST 44

Bam: No właśnie, konwencja w Singapurze. Poznałeś tam Daveee’a! Jak wrażenia? Shane: Daveee to świetny artysta! Muszę się u niego wytatuować. Niestety podczas konwencji oboje nie mieliśmy na to czasu, ale mam nadzieję, że przy okazji kolejnej coś wykombinujemy. Sama impreza była świetna! Spędziłem bardzo miło czas w towarzystwie znajomych. Zabawie nie było końca, towarzystwo dopisało, uważam że było fajnie. Bam: Czym głównie się inspirujesz? Shane: Myślę, że najlepszą inspirację odnajduję oglądając na żywo dobrą kapelę czy zachód

słońca na plaży. Wpływa na mnie dużo rzeczy, większość z nich nie ma nic wspólnego z tatuażem. Dużo czerpię z muzyki, lubię też patrzeć na rzeźby, uwielbiam buddyjskie posągi zdobiące świątynie… Bam: Jaką rolę w twoim życiu odegrał punk rock? Shane: Dorastałem w jego duchu. Byłem jednym z dzieciaków ulicy, które wierzyły w punk rocka. Zawsze będzie to częścią mnie. To determinuje mój sposób myślenia, przez ten pryzmat patrzę na życie w bardziej pozytywny sposób i żyję po swojemu. Nie przejmuję się za bardzo drobiazgami i nigdy nie będę.


Bam: Co jest twoim hobby poza tatuowaniem? Shane: Uważam, że nie zasługuję na lepsze hobby niż tatuowanie.

„Chcę zrobić tyle bodysuitów ile będzie możliwe. Jest to dla mnie celem i wyzwaniem. Bardzo fascynuje mnie widok skończonego bodysuita, poza tym, co można osiągnąć więcej jako tatuator?”

Bam: Jak wygląda twoja lista postanowień noworocznych? Shane: Więcej tatuować!

TATTOOFEST 45


Ty raze m m nasz w y dzia m o sz le tuce prze u dsta licy wia Stud „Taki Mmy podz io y dwóc ięko h za ”, czylk kraj wkład w wać Woj i wodn Woj Ch u tk u Dzię poprzezmacnian owi Wiściałbym tka i Jików ie ana nie sz or w dw ki nie mu m ganizacszablon wskiemuczególni. óch iars ieli ję i e edy i z za mogl naczeni cjach S śmy prz mprez itwa w n jego zabl y e ro jaki iśmy wars aszym on jemn ś ejś legaliczyć nnie z r Dżemu,ość bra ztatów. ć ok lnej a ścia pomoc, u na roktórego udział ny, k czeg choćby . Zaws ranga z o ni w gdy załatwe też n ie z ieniu Dari apo usz 3fala mnę… .art. pl

HISTORIA

Wx2: Moja przygoda z graffiti zaczęła się w ’94 roku. Wtedy kupiłem pierwszą puszkę. Jeździłem na rowerze pod „warszawskie Wyścigi” (mur służewiecki w Warszawie - legalne miejsce malowania graffiti, przyp. red) i przerysowywałem na kartki wszystko, co się tam pojawiało. W 1995 zrobiłem pierwsze kolorowe litery. Nie znałem nikogo kto malował, nie wiedziałem gdzie tanio kupić farby, więc robiłem to rzadko, ale zajawka już była. Można było malować wszędzie, a ludzie cieszyli się, że nie powstają kolejne siusiaki, tylko coś kolorowego. Szablony pojawiły się około 2003 roku, najpierw służyły do powielania street logo, ale stopniowo wkręcały mnie coraz mocniej. Obecnie szablon jest dla mnie podstawowym tworzywem. W 2005 roku zorganizowałem pierwszy Szablon Dżem. Jest to impreza, na której spotykają się artyści malujący z użyciem szablonów. Trochę jak konwent Tattoofest, ale dla szablonowców. Jansa poznałem w 2006 roku. Studiowaliśmy razem architekturę. Po paru wspólnych wrzutach podzieliłem się z nim pomysłem na „Takiego Myka”,

TATTOOFEST 48

by zajmować się nie tylko malowaniem, ale także grafiką i projektowaniem. Postanowiliśmy razem popchnąć projekt dalej. Przez pewien czas działał z nami też Maped, ale nasze drogi rozeszły się, również w sensie geograficznym. Jans1: W moim przypadku cała przygoda zaczęła się jakieś 15 lat temu i z większymi lub mniejszymi przerwami trwa do dzisiaj. W mojej działalności na trwałe jestem związany z wielkopolską ekipą SWR i  warszawskim „Taki Myk Studio”. Gdy byłem jeszcze w podstawówce, mieszkałem niedaleko linii PKP. Nagle zaczęły się pojawiać w jej okolicy różne kolorowe obrazki. To była złota era malowania. Style, charaktery, szablony - nie było czystego składu. Potem pojawił się magazyn „Ślizg” i już wszystko stało się jasne, to było graffiti. Zajawka zaczęła się niepozornie od muru w piwnicy, potem malowałem koło domu w jakiś ruinach. W tamtych czasach liczył się styl a na miano TOY’a zapracować było łatwo (kogoś niedoświadczonego, niekompetentnego, zaśmiecającego miejscówki, przyp. red.), ale to


stare dzieje. Nasza historia to opowieść jakich wiele. Studiowaliśmy na jednym kierunku w Warszawie, a poznaliśmy się dość przypadkowo w Paryżu. Po powrocie pojawiły się wspólne tematy i tak jakoś wyszło, że szybko przeszliśmy od słów do czynów i zaczęliśmy tworzyć razem. Trwa to ze zmiennym szczęściem już jakieś 4 lata. W malowaniu jest jak w kapelach rockowych - nie ma lekko. Kwestia doboru kolorów czy styli często urasta do problemu nie do przeskoczenia i wtedy bywa ostro. Nasze podejście do malowania jest też trochę inne, więc na nudę na pewno nie możemy narzekać.

INSPIRACJA

Jans1: Gdy zaczynałem, najbardziej fascynowało mnie to, by odcisnąć swoje piętno tam gdzie innym się nie udało i zrobić to w charakterystyczny sposób. Teraz bardziej interesuje mnie zabawa konwencjami, mistyfikacja lub działania prowokujące społeczne reakcje. Pojawiła się we mnie potrzeba, żeby wejść w większą interakcję z  miastem. Niewątpliwie wpływ na

to miało studiowanie architektury. Z tradycyjnie rozumianego graffiti przeszedłem na pozycje zbliżone do street artu. Jak rozumiem to pojęcie? Gdy ktoś wychodzi na ulicę z farbą w ręku przeistacza się z pasywnego odbiorcy w twórcę zmieniającego rzeczywistość - bezpośrednio i  szybko. Szary mur, zaniedbana ulica, może zmienić się w kosmiczną krainę. Przestrzeń przeistacza się w plac zabaw, jak w parkurze, deskorolce czy innych sportach miejskich. Interakcja pomiędzy tworzywem jakim jest miasto wyzwala niesamowitą siłę i dodaje autentyzmu. Jak powiedział Joseph Beuys: „Każdy jest artystą”. Te słowa dobrze definiują to, co rozumiem pod pojęciem street artu. W tej formie działalności fascynujący jest egalitaryzm i energia twórczego chaosu drzemiącego gdzieś w brudzie chodników i mozole codziennej egzystencji. Jest to oddolne działanie społeczne, dla którego głównym tworzywem i odbiorcą jest miasto i jego mieszkańcy. W tym sensie street art można by nazwać rodzajem globalnej, miejskiej „sztuki ludowej”. W strukturach TATTOOFEST 49


municypalnych na całym świecie powstają rozmaite formy twórczej aktywności: murale, instalacje, happeningi, które wykorzystują ściany, latarnie, ulice, farbę, tekturę lub reklamy. Dla nas, jako architektów jest to niezwykle ciekawe zjawisko. Projektując miasta i budynki wychodzimy z założenia, że to co robimy jest trwałe, użyteczne i piękne, czyli zgodne z witruwiańską triadą. Okazuje się jednak, że ta zasada będąca podstawą architektury jest kwestionowana, komentowana, wzbogacana bądź niszczona poprzez sztukę tworzoną przez użytkowników naszych dzieł. Czy jest to wartość dodana? Czy należy to planować, ścigać i negować? Pytanie pozostawiam otwartym. Wx2: Jans słusznie powiedział o teorii. Ja skupię się na samym powstawaniu pracy. Wszystko zaczyna się od obserwacji. Mam zawsze przy sobie aparat, bo nigdy nie wiadomo na jaki zaskakujący obraz się trafi, może to być gąsienica koparki lub obowiązkowa poranna kawa. Wycinam szablony na podstawie własnych zdjęć lub rysunków, później szukam dla nich różnorodnych kompozycji i zastosowań. Lubię łączyć różne szablony, używać ich ponownie, ale w nowych zestawieniach. Przeglądam sporo albumów, nie tylko o street arcie, ale i o dizajnie, architekturze, sztuce. To czasem naprowadza na nowe tematy.

DETAL/PRECYZJA

Jans1: Tu pewnie nie do końca będziemy się zgadzać. Ja staram się wszystko dokładnie zaplanować, zazwyczaj po to, by przy ścianie pójść na żywioł i wszystko pozmieniać. Lubię malować ekspresyjne style i troszkę poszaleć z farbami. Precyzyjny plan musi jednak istnieć, bo jak się zbyt spontanicznie zadziała przy ścianie to wychodzi za dużo niespodzianek. Wx2: Z precyzją nie mogę odpuścić. Po prostu nie jestem w stanie! Zawsze wszystko musi być wycięte tak, jak zaplanowałem. Bardzo istotne jest dla mnie nawet przy dużych szablonach, by były czytelne z większej odległości, ale i fascynujące z bliska. Szablony wielokolorowe wycinam tak, aby pierwsza warstwa określała cały wzór i mogła istnieć niezależnie – monochromatycznie. Pozostałe ją uzupełniają, całość dopełniają osobno nakładane matryce z teksturą. Jans maluje w inny sposób, przy ścianie lubi poszaleć, ale to jest fascynujące. Szukamy całości w tym co robimy, często łapiąc straszne ciśnienie, ale szanujemy siebie nawzajem i znajdujemy kompromis.

KOLOR

Wx2: Nie jestem przywiązany do jakiejś konkretnej palety barw. Lubię granaty, brązy, ale staram się nie ograniczać tylko do nich. Generalnie preferuję raczej półcienie niż ostre kontrasty. Jans1: Sprawa niesamowicie ważna i częsty przedmiot sporów. Precyzyjne zestawianie barw to podstawa dobrej pracy.

EDUKACJA

Wx2: Graffiti i street art istnieją u nas w kraju od wielu lat. Kolejne osoby sięgają po swoją pierwszą puszkę i chwała im za to! Jednak mogą oszpecić miasto zanim nauczą się stylu… Do większości dochodziłem sam wyciągając wnioski z własnych błędów. Za niektóre rzeczy powinienem chyba przeprosić Warszawę. Dlatego od sześciu lat prowadzę różnego rodzaju warsztaty cykliczne i okolicznościowe. Pokazuję technikę, patenty na różne efekty, wspólnie szkicujemy i projektujemy. Przy okazji przemycam myślenie o kompozycji, o szacunku do miejsca, w  którym się maluje, uczę by patrzeć nie tylko na swoją pracę, ale i na to, co ją otacza, na kontekst, w którym widzą ją inni. Dzięki temu ludzie nie tylko chcą, ale i potrafią tą kulturę pchnąć do przodu. Lubię pracować z ludźmi. Sprawia mi to przyjemność. Jans1: To domena Wojtka. Ja zawsze podchodziłem do tej kwestii nieufnie. Lubię być w cieniu, bo to zapewnia większą swobodę twórczą i pewnie jest oldschoolową naleciałością z mrocznych czasów graffiti. Ale to też się zmienia. Popularyzacja tej formy sztuki jest ważna, ponieważ ludzie najczęściej nie rozumieją intencji jakie jej przyświecają. Przełomowym doświadczeniem było dla mnie malowania szkoły dla niepełnosprawnych intelektualnie dzieciaków na warszawskiej Ochocie. Cały budynek pomalowany był przez lokalną społeczność w napisy obrażające uczniów. Zrobiliśmy warsztaty dla dzieciaków i wspólnie stworzyliśmy mural na szkole. Pomogliśmy ludziom współtworzyć miejsce, w  którym żyją. Zamalowaliśmy obraźliwe hasła, tworząc nową atmosferę otoczenia. Z drugiej strony uszanowaliśmy część napisów wkomponowaliśmy w mural niektóre symbole Legii, tak jak prosiła nas mieszkająca tam młodzież. Mural jest do tej pory. Taka działalność, jak widać może mieć zbawienny wpływ. To była dla mnie duża lekcja tego jak potężnym narzędziem może być street art.

PLANY/CELE

Jans1: Hmmm… nie wiem, niech szef napisze. Wx2: Malowanie jest świetne! Na pewno pozostanę przy tym. Były takie okresy, gdy utrzymywałem się praktycznie wyłącznie z tego i do tego dążę. Równocześnie szukam styczności i powiązań między street artem a architekturą i dizajnem. Wierzę, że przy odrobinie uporu w  Polsce można żyć realizując swoje pasje, nie zapominać o nich. A jeśli chodzi o najbliższe, konkretne rzeczy, to ruszyły przygotowania do kolejnego, piątego już Szablon Dżemu

www.takimyk.com.pl www.fotolog.com/takimyk www.szablondzem.pl

TATTOOFEST 50


TATTOOFEST 51


H

mmm... Konwencje tatuażu to dla mnie temat coraz bardziej kontrowersyjny, ale zacznijmy od początku.

K

ilka miesięcy temu zadzwonił do mnie Daveee z Krakowa i zagadnął w sprawie wspólnego wyjazdu. Jako, że nie jestem osobą, którą trzeba po sto razy prosić, długo nie zastanawiałem się nad rzuconym hasłem: „przygoda” i na Singapur zareagowałem entuzjastycznie. Od jakiegoś czasu postrzegam imprezy tatuatorskie, żeby nie powiedzieć po prostu konwencje, jako pretekst do fajnego spędzenia czasu, poznania nowych miejsc, ludzi, kultur. Może brzmi to nieco patetycznie, ale jeśli chodzi o podróż na drugi koniec świata, to pretekstem nie może być weekend w hali wystawowej, szczególnie w tym przypadku…

TATTOOFEST 52

12

godzin lotu i jesteśmy w sin city… mieście, które jawiło się nam jakoś (niestety) strasznie. Nie wolno tego, nie wolno tamtego, nie wolno nic! Nawet guma do żucia jest tu nielegalna, nie mówiąc już, że za posiadanie narkotyków karą jest śmierć! A może ktoś włożył nam coś do walizki??? Paranoja!!!

W

ysiedliśmy z samolotu i jakże inna od spodziewanej okazała się rzeczywistość! Wszyscy mili, sympatyczni, przyjaźni… Na lotnisku oczekiwało nas dwóch lokalnych tatuażystów. Jednym z nich był Hori Nickku - master tatuażu znany na całym świecie, bywający wszędzie i właściwie najistotniejszy człowiek na singapurskiej scenie. Pierwsze kroki skierowaliśmy do „Galaxy Tattoo”, studia wspomnianego Nickku, gdzie po konwencji mieliśmy w planach chwilkę potatuować. No

właśnie… konwencja. Unikam tematu, ale przecież o tym właśnie ma być ten materiał. Zacznę może od tego, co na konwencji było miłym zaskoczeniem: wielka hala w singapurskim Expo, super przygotowane boksy, w każdym z nich czekała na artystów niespodzianka w postaci tego, czego można potrzebować do pracy, począwszy od środków czystości, a na igłach i plastikowych rurach skończywszy. Wszystko to wystawcy mogli bezpiecznie pozostawić na noc w boksie, bo w każdym była do dyspozycji szafeczka zamykana na klucz, czyli odpadał transport całego ekwipunku do hotelu. Miłe, prawda? Niestety w mojej opinii nic więcej nie zasługuje na pochwałę, czyli powinienem skończyć materiał w tym miejscu, tego jednak prawdopodobnie nie darowałaby mi Ola… Postaram się zatem w dwóch zdaniach zmieścić całą resztę.


TATTOOFEST 53


TATTOOFEST 54


TATTOOFEST 55


P

o pierwsze, najchętniej udusiłbym konferansjera, który na scenie znalazł się wyłącznie po to, żeby nawoływać do zakupu plakatu z imprezy z autografem Kim z L.A. Ink w super atrakcyjnej cenie. Dodatkowo co 15 minut wymieniał i zachwalał wszystkich i tak wypisanych na banerze nad sceną sponsorów! Poza tym konkursy, w których udział był płatny, a ilość uczestników limitowana, przebiegły jakoś dziwnie ekspresowo, natomiast wybory Miss Tattoo Asia ciągnęły się w nieskończoność. Pewnie dlatego, że modelki występowały wstrojach wyprodukowanych przez jednego ze sponsorów ;). Zasadniczym problemem był brak zwiedzających

TATTOOFEST 56

i  zainteresowanych konwencją ludzi. Nielicznych, którzy się pojawili „mistrz ceremonii” i tak kierował po (UWAGA!) darmowy autograf do boksów L.A. Ink i Miami Ink. Wyjątkiem „naturalnego” zainteresowania był Shige, ale to raczej zrozumiałe, przy jego boksie zawsze jest tłum! Poza tym praca nadarzała się sporadycznie, a w wielu przypadkach artyści tatuowali siebie nawzajem. Jedną z osób, która jednak coś robiła był Daveee. Sporo osób nie miało tyle szczęścia... W tym miejscu moje prywatne podziękowania kieruję do Gośki z „Evil From The Needle” za miłe towarzystwo i za jej nałóg, który przeciętnie co godzinę wyrywał mnie z letargu ;). Nuuuuuuuuuuudy.

P

omimo tych wszystkich „antyatrakcji” muszę jednak przyznać, że wyjazd jako całość uważam za super udany. Jak to możliwe? Tutaj właśnie powrócę do moich początkowych słów. Nie ważne jak fajna lub nie (w tym przypadku) była konwencja, która trwała tylko lub tym razem aż 3 dni, skoro mamy jeszcze 10 na pobyt w tym egzotycznym miejscu.

N

ajwiększym szokiem, to chyba najlepsze słowo, był ten związany z „Galaxy Tattoo” - studiem w singapurskim Chinatown. W poniedziałek, dzień po konwencji, w „Galaxy Tattoo” znaleźli się prawdopodobnie wszyscy wystawcy, a nawet wielu, których na


konwencji nawet nie widzieliśmy (np. mistrz Horiyasu). Całą naszą ekipę, a było to naprawdę kilkadziesiąt osób, Nickku (właściciel studia) zaprosił na wspólny relaks na wyspę Sentosa. Właściwie przez cały nasz pobyt on lub jego ludzie (Collin, Luis, Shane) zapewniali nam rozrywki i super miło spędzony czas. Zastanawiałem się tylko, dlaczego sami nie byli uczestnikami konwencji? Hm...? Czyżby wiedzieli wcześniej co nas czeka?

N

a koniec dodam, że po małej „spince” z Daveeem udało mi się przeforsować „opcję plaża” i na oddalonej o godzinę lotu Railey Beach (Tajlandia), przy kolorowych drineczkach

puściliśmy konwencję w niepamięć ;). To, że jednak opuszczaliśmy Singapur ze smutkiem, zawdzięczaliśmy naszym nowym przyjaciołom z „Galaxy…” za co jeszcze raz stokrotne dzięki. Daveee już w samolocie z tęsknotą wspominał naszą chińską restaurację na rogu Temple Street, gdzie walczyliśmy często do 5 rano ze zmianą czasu (bezskutecznie).

H

ej przygodo… było super! Na pewno to nie nasz ostatni raz w tym miejscu! Sebastian „Junior”

TATTOOFEST 57


Punko

TATTOOFEST 60

jest tatuatorem rodem ze słonecznej Hiszpanii i… eh… pisząc to, patrząc jednocześnie za okno i będąc mieszkańcem krainy położonej w nieco mniej sprzyjającej szerokości geograficznej jestem tym faktem głęboko rozgoryczony i śmiało propaguję coraz bardziej popularne hasło: „zimo wy… noś się!”. Wracając do tematu… pierwszą rzeczą, którą można powiedzieć o pracach Punko to ich nietypowy wygląd. Posługując się niefachową terminologią: są „nietatuażowe”. Trudno sprecyzować konkretniej styl, w którym artysta ten się obraca, choć na pewno ważnym wyznacznikiem będzie słowo: „kolory”. W materiale przeczytacie o początkach kariery, malarstwie i pomysłach na niecodzienne prace. Zazdroszcząc pogody, zapraszam do wywiadu z Punko z „Energy Tattoo”!

Bam: Gdy patrzę na twoje prace od razu nasuwa mi się skojarzenie z graffiti. Słusznie? Punko: Tak, hmm, wszyscy zadają mi to samo pytanie! Nie siedzę już praktycznie w graffiti, zrobiłem w życiu może 4 - 5 ścian, tylko po to, żeby zobaczyć jak to jest. Ogólnie jednak prawdziwe jest stwierdzenie, że graffiti ma duży wpływ na mój styl. Urodziłem się w latach 70., tak samo jak to zjawisko, więc miałem okazję obserwować jak sztuka zaczynała wychodzić z muzeów na ulice i było to dla mnie bardzo ekscytujące. Myślę, że mój styl jest mieszanką wpływów


graffiti, kreskówek, komiksów z dodatkiem humoru. Bam: Jak i gdzie rozpoczęła się twoja tatuatorska kariera? Punko: 16 lat temu podróżowałem po południu Hiszpanii. Pewnego dnia obserwowałem jak jeden typ tatuował drugiego maszynką domowej roboty. Było dla mnie zaskoczeniem to, jak łatwo tusz wchodził pod skórę. Pierwszy raz zobaczyłem, że może ona być czymś w rodzaju „żywego płótna”. W tych czasach mieszkałem na punkowym skłocie w Madrycie. Gdy wróciłem z tej podróży, pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było zbudowanie maszynki z silniczka od magnetofonu i długopisu… Zaczęło się robienie tatuaży moim znajomym. Po 3 miesiącach kumpel podrzucił mi katalog Mickiego Sharpza, z którego zamówiłem sobie pierwsze dwie maszynki.

Dotarły do mnie po 2 miesiącach oczekiwania, wciąż od czasu do czasu ich używam. Pamiętam, że w początkach mojej pracy wszelkie informacje odnośnie tatuowania nie były dostępne i powszechne, nie było książek, ani niczego takiego. Jedynym źródłem informacji był bardzo trudno dostępny magazyn ze Stanów. Jeden kolega nauczył mnie lutowania igieł i to tyle! Próbowałem szukać wsparcia u  innych tatuatorów, ale nikt nie był skory do pomocy. Tatuaż zdawał się być schowany w teczce z napisem „top secret”. Początki były więc ciężkie, do większości rzeczy musiałem dochodzić sam metodą prób i błędów. Po 3, 4 latach zapragnąłem czegoś więcej, chciałem rozwinąć się technicznie i artystycznie. W  ‘98 roku przeniosłem się do Londynu i zacząłem pracować w studio o nazwie „Tribalize”, prowadzonym przez

Andiego Bone, to było bardzo punkowe studio! Po kilku miesiącach wybrałem się do „Evil From The Needle”, żeby zobaczyć się z Bugsem i spytać o pracę, ku mojemu zdziwieniu zgodził się mnie przyjąć. Spędziłem tam niespełna 1,5 roku. Pracowałem wtedy z Jasonem Sagą (niech spoczywa w pokoju), Mo Coppolettą, z Francuzem Dimitrim i recepcjonistą Kalipso. Właśnie tam nauczyłem się postrzegać tatuaż w inny sposób. Polepszyłem się technicznie, zacząłem dużo więcej rysować. Bugsowi i  chłopakom należą się duże podziękowania za wszystko. W 2001 roku wyjechałem do Barcelony z myślą o otworzeniu własnego studia. Ciężko było znaleźć dobre miejsce, dlatego dopiero po 4 latach tatuowania w trzech różnych salonach, znalazłem lokum na przedmieściach miasta, gdzie otworzyłem studio „Energy

„Nie jestem entuzjastą sztywnych zasad w sztuce.”

TATTOOFEST 61


„Próbowałem szukać wsparcia u innych tatuatorów, ale nikt nie był skory do pomocy. Tatuaż zdawał się być schowany w teczce z napisem „top secret”. Początki były więc ciężkie, do większości rzeczy musiałem dochodzić sam metodą prób i błędów.”

Tattoo”. Pamiętam, że gdy zaczynałem, tatuowałem wszystko. Byłem podekscytowany możliwością uczenia się nowych rzeczy. W tym momencie postrzegam tatuaż jako gałąź sztuki, gdzie z pomocą klienta i jego ciała możesz wyrazić samego siebie. Bam: W twoich pracach można dostrzec motywy orientalne. Zdarza ci się inspirować japońskim stylem? Punko: Cóż, właściwie nie. Czasem kiedy klienci proszą o motywy orientalne szukam inspiracji w książkach i staram się dać z siebie wszystko. Z całym szacunkiem, nie jestem entuzjastą sztywnych zasad w sztuce. Ogólnie lubię tematykę orientalną, tybetańską itp., ale kiedy coś rysuję staram się puścić wodze wyobraźni. Bam: Skąd w takim razie bierzesz swoje pomysły? Punko: Inspiracje tkwią wszędzie: podróże, przyjaciele, muzyka, książki, telewizja itd. Bam: Czy masz swój ulubiony nurt w sztuce? Punko: Ogólnie lubię sztukę. Jeżeli chodzi o ulubione style, to na pewno będzie to impresjonizm,

www.myspace.com/energytat2

TATTOOFEST 62


z uwagi na kolory, światło, formę… Skoro już rozmawiamy o sztuce, wolę wymienić konkretnych malarzy niż style, będą to: Dali, Velázquez, Bacon, Goya, Picasso, Lempicka, Munch, Saura, Juan Gris, Rembrandt, Leonardo da Vinci, Monet i pewnie jeszcze kilku innych. Oczywistym faktem jest, że ich obrazy stanowią dla mnie inspirację do tworzenia wzorów, które później tatuuję, mogę więc powiedzieć, że jestem pod silnym wpływem tych artystów. Bam: Czemu motyw czaszki jest tak popularny? Punko: Nie wiem. Może dlatego, że każdy z nas ma swoją własną… Bam: Wielu tatuatorów ma osobne galerie z wytatuowanymi przez siebie celebrytami. Masz zamiar pochwalić się podobnym „wyczynem”? Punko: Pewnie! Każdy z moich klientów jest vipem! Bam: Opowiedz o scenie tatuażu w Barcelonie.

Punko: Z dnia na dzień jest większa. Studia mnożą się, w samej Barcelonie jest ich ponad 150! Jeżeli chodzi o biznes to jest ciężko. Z drugiej strony, na kilku konwentach, które co roku odbywają się w Hiszpanii, można zobaczyć ilu dobrych tatuatorów pracuje w tym kraju, jak młodzi tatuatorzy pchają scenę jeszcze bardziej do przodu i jak wiele wnoszą kreatywności. Bam: Czym zajmujesz się w wolnym czasie? Punko: W wolnym czasie lubię zapomnieć o całym świecie tatuowania i rysowania, uprawiam dużo sportu, nurkuję, wychodzę na imprezę ze znajomymi, lubię także podróżować. Staram się po prostu brać z życia tyle, ile mogę! Chciałbym podziękować moim klientom, ludziom, którzy mi zaufali, przyjaciołom, którzy byli ze mną w dobrych i złych chwilach, wszystkim tatuatorom i ludziom zaangażowanym w scenę za codzienną pracę, którą przyczyniają się do tego, że tatuaż ciągle się rozwija.

TATTOOFEST 63


W W

fot. www.sugapix.com

racamy na Stary Kontynent. Tym razem dziewczyną z okładki jest następna po Lexy Hell Niemka (zresztą jej serdeczna przyjaciółka). Makani zaskoczyła mnie dwiema rzeczami: tatuażami od artysty polskiego pochodzenia i zamiłowaniem do Spartan... Jest dobrze znana czytelnikom pism branżowych zza zachodniej granicy, gdyż niejednokrotnie pojawiała się na tamtejszych okładkach. Pora przedstawić ją w Polsce, tym bardziej, że dzięki konwencji wBerlinie mieliśmy okazję zacieśnić tą znajomość, czego efektem jest ten materiał.

kudi chicks TATTOOFEST 64


fot. www.heilemania.de

Krysia: Na początek może kilka podstawowych informacji o tobie: skąd pochodzisz, gdzie aktualnie mieszkasz, ile masz lat itp.? Makani: Makani Terror. Jestem 30-letnią piercerką z Niemiec. Od 2006 roku mieszkam w mieście Oberhausen położonym w Zagłębiu Ruhry i pracuję w studio o nazwie „Amazon Tattoo”. W wolnym czasie spełniam się jako fotomodelka. Krysia: Opowiedz coś o pracy piercerki, lubisz swój zawód? Kilka słów o miejscu, w którym pracujesz? Makani: Uwielbiam pracę piercera. Dzięki niej mam okazję poznać wielu różnorodnych ludzi, a najlepsze jest to, że mogę być sobą, nie muszę nikogo udawać. Ilością tatuaży i kolczyków nikt się nie przejmuje i nie ma z tym problemu. Mam również zwariowanych kolegów. Sprawdźcie www.amazontattoo.de - to najlepsza rodzina na świecie! Studio istnieje od 10 lat, jest nas tam dość sporo, bo aż 3 piercerów i 6 tatuatorów, często także gościmy różnych artystów. W tak licznym gronie nie można się nudzić. Krysia: Pamiętasz swój pierwszy tatuaż? Makani: Hmm... W wieku 15 lat zdecydowałam się na niewielki napis: „punx forever”. Byłam swojego czasu punk rockowym dzieciakiem i byłam z tego bardzo dumna. W późniejszych latach miałam już coraz więcej tatuaży. Wiecie, że to uzależnia?! Uwielbiam wszystkie, nawet te wczesne, bo tworzą jakąś historię, przypominają o minionych czasach. Klientom radzę jednak, żeby z decyzją dotyczącą tatuażu wstrzymali się do 18-stki. Gdy jesteś młody, każdy dzień niesie nowe doświadczenia, wszystko szybko się zmienia. Sporo małolatów robi sobie tatuaże, bo są modne, bo ma ktoś z rodziny czy przyjaciel właśnie sobie zrobił, więc chcą i oni. Uważam, że to głupie, potem wszyscy mają tribale i gwiazdki. Nie znoszę tribali. Ha, ha! Krysia: Opowiedz o tym co masz na sobie: kto robił, gdzie i dlaczego? Makani: Uuu... mam sporo tatuaży. Nie wiem od czego zacząć. Prawy rękaw zdobi biomechanika wykonana przez Stefana z „Crazy Machines”. Na lewej ręce są niuskulowe i oldskulowe obrazki: panterka, czarna pantera, sztylet (autorzy: Markus Broeter, Mike, Kes One, Tschiggy). Na mojej lewej dłoni mam oldskulową różę (Florian, „Amazon Tattoo”), na prawej zaś motyla od Piotrka Tatonia. Napis TRUE HOPE na palcach wykonał Norman z „Norman Tattoo”. Mam oldskulową czaszkę z różami i motylami na klatce (Malte, „Blue Spark Tattoo”). Tatuaże na szyi są autorstwa Chrisa Dettmera i Piotrka Tatonia. Na prawej nodze noszę realistyczny portret Leonidasa z  filmu „300”. Na lewej zaś oldschoolowe przedstawienie postaci z pewnego horroru klasy „B”, logo Sepultury, pin - upkę od Piotrka Tatonia, oldskulowego kruka od wspomnianego już Floriana. Na plecach znajdują się jakieś stare rzeczy: biomechanika, „polinezja”, chińskie motywy i mój ulubiony tatuaż: czaszka kobiety od Dereka Noble. Uwelbiam Dereka! Chcę mieć więcej tatuaży od niego. Szkoda, że mieszka w Stanach, bo mój dostęp do niego jest utrudniony, ale w czerwcu tego roku wybieramy się na konwencję w Long Beach, w Los Angeles, więc może znów się u niego potatuuję!

TATTOOFEST 65


fot. Kai Calvato

fot. Kai Calvato

fot. Kai Calvato

kudi chicks www.myspace.com/makaniterror

Krysia: Przypisujesz swoim tatuażom jakieś głębsze znaczenie? Makani: Czasami tak, czasami nie. Mam kilka specjalnych tatuaży, jak na przykład kruka na nodze, który upamiętnia śmierć mojej siostry, na pewno znacie film „The Crow”… kruk przenosi duszę z ziemi do nieba, w ten sposób chciałam życzyć jej szczęścia. Kolejnym „znaczącym” tatuażem będzie portret Leoniadsa. „300” to mój ulubiony film! Mam sporo tatuaży pozbawionych znaczenia. Oldschool jest czymś ponadczasowym, co zawsze dobrze wygląda. Ogólnie nie przywiązuję wielkiej wagi do znaczenia moich tatuaży. Krysia: Kto i dla jakich potrzeb cię fotografuje? Makani: Bywa różnie. Uwielbiam pracować z MichelleXstar z Los Angeles. Jest to moja dobra przyjaciółka, jej prace są zwariowane i piękne. Lubię też pracować z Ernstem Alexandrem, ma taki czysty styl, zupełnie inny niż projekty, w które zazwyczaj jestem angażowana. Jeżeli chodzi o zwariowane sesje, to Heilemania jest najlepszy w mrocznej sztuce. Można być u niego złą dziewczynką.

TATTOOFEST 66

Krysia: Czym jest to dla ciebie i jakie daje korzyści? Makani: Modeling to dobry sposób na dawanie upustu emocjom. Można wcielać się w różne role i być taką jaką chcesz. Kocham to! Krysia: Na twoich zdjęciach jest sporo krwi i panuje mroczny klimat - lubisz takie stylizacje? Makani: Taaak. Uwielbiam to. Nie jestem dziewczęcą dziewczynką. Jestem miła, ale lubię być zła. Ha, ha! Krysia: Masz jakąś ciekawą opowieść odnośnie sesji, z czym masz największy problem pozując? Makani: Nie bardzo, nie mam żadnej zabawnej historii. Modeling to ciężka praca. W momencie musisz stać się taka jaką chce widzieć cię fotograf: czasem zła, czasem sexy, czasem słodka. Niejednokrotnie przy sesji zaangażowana jest cała grupa ludzi. Często zdjęcia zajmują 6 czy 8 godzin, później jest się wykończonym. Krysia: Widziałam twoje zdjęcia z wypadu do Kalifornii - jak wspominasz tamtejszą konwencję? Dużo podróżujesz? Makani: Było świetnie. Uwielbiam Los Angeles. Czuję, że to moje miasto.

Chciałabym kiedyś tam zamieszkać. Ameryka to duży i fascynujący kraj, lubię mentalność tamtejszych ludzi i słońce. Oh, Kalifornia, gdy raz się tam znajdziesz, nie chcesz już wracać. Niestety nie mam zbyt dużo czasu na podróże. Pracuję 6 dni w tygodniu, więc mogę się tam wybrać jedynie w wakacje. W czerwcu będę tam ponownie, w lutym natomiast wybieram się do Francji na sesję fotograficzną. Krysia: Czy coś jeszcze oprócz zdjęć i tatuowania zajmuje twój czas? Makani: Nie mam czasu na hobby, ale lubię wychodzić do kina czy teatru. Moje największe hobby to spanie! Ha, ha. Krysia: Z Niemiec jest stosunkowo niedaleko do Polski, słyszałaś coś o naszych tatuatorach? Makani: Jasne. Polska ma wielu świetnych artystów. Uwielbiam Piotrka Tatonia pracującego w „Firth Street” w Londynie. Był u nas na guest spocie przez dłuższy czas. Jest niesamowity, tatuaże, które wykonuje są wyjątkowe. Wydaje mi się, że polscy tatuatorzy są znani właśnie z realistycznych prac.


fot. www.michellexstar.com

fot. www.sugapix.com

Terror Terror

TATTOOFEST 67

fot. www.sugapix.com

fot. www.sugapix.com

Makani


Tofi, Ink - Ognito, Rybnik

, Miniol, Sieradz

Dominik Basnyk

Tofi, Ink - Ognito,

TATTOOFEST 70

Rybnik

szawa

dy Tears, War

Doman, Bloo


o, Kraków

Daveee, Kult Tatto

Daveee, Kult Tattoo, Kraków

o, Kraków

AgRypa, Kult Tatto

trów Wlkp.

Arek, Jokers, Os

Arek, Jokers, Ostrów

Wlkp.

Darecki, Darkness Tattoo, Świdnica

TATTOOFEST 71


Leszek Jasina, Gonzo, Szczecin

bnik

Darcy, Prykas, Ry

AgRypa, Kult Tattoo, Krak贸w

TATTOOFEST 72


, Szczecin

Leszek Jasina, Gonzo

nań

Rogal, Jazz Tattoo, Poz

Anabi, Anabi

– Tattoo, Szcz

ecin

nań

Rogal, Jazz Tattoo, Poz

TATTOOFEST 73



TF # 35, March 2010