Issuu on Google+

CENA: 13zł w tym 7%VAT

NR 34/02/2010 LUTY

polski magazyn

dla ludzi kochających

tatuaże

INDEKS 233021

ISSN 1897-3655


8 30

Fot. David Benoliel

18 44 62 60 SpisTresci

polski magazyn dla ludzi kochających tatuże

56

36

30 36 44 48

– – – –

56 – 60 – 62 – 68 –

Od redakcji i newsy Noi Siamese3 – Pokorny uczeń Turk - Oldschool spotyka newschool Konwent w Berlinie w obiektywie Katarzyny Pałetko Aldona – Szery, szery lady… Fat – Kości i czaszki Street Art – Tomasz Sikora Henrik - North American Style vs „japonia” Eric De L’Étoile – Integracja i struktura Myzyka – Face of Reality Kudi chick – Little Linda Ciekawe/nadesłane

CO

WA N

IE RE GR DA AF Rad KC IC J o ZN Kry sław A: ś, B Bła E: szc am As Bam zyń ia , M ski iętu s

REDA K Aleksa TOR NAC ZE ndra S koczyla LNA: s

WYDAWCA: FHU Koalicja, ul. Szpitalna 20-22/s4, 31-024 Kraków

st.eu attoofe www.t t@gmail.com s tattoofe

Redak nieza cja nie zw r m a redag ówionych, ca materiałó owania zastrz w eg in n a ie a s d o o e d zamie powiada z słanych tek bie prawo a s stów z c z o nych r treść eklam .

RA

ISSN 1897-3655

48

OP

– – – –

FTF arnia : Druk l DRUK .p tf.com www.f A: AM KL I RE NG ska m ETI zyń ail.co , RK szc y m h g MA Bła p @ a t a gr m Y: Ann oofes o : IC a to oto y.c tatt h N ag fo o ll A d P yd W R l O , D K ag e us C te Ł A A r tr gero A n R Da O K e l, d a n n ŁP ki, l), Ja w w. PÓ ows rt.p i w S W arw la.a wsk LI a o A id K (3f ąk ST aw k Kr D are wid D a D

26

6 8 18 26


polski magazyn dla ludzi kochających tatuaże

Info od redakcji W

itajcie! Pomału kończy się styczeń, i dobrze, bo przeżywam właśnie przesilenie zimowe i wiążę wielkie nadzieje z nadchodzącym miesiącem, zaczynającym się na literkę „L”, choć jeszcze nie mam żadnych informacji co do tego, że z nadejściem lutego podniesie się temperatura. Za to na ten okres zaplanowano kilka fajnych wydarzeń, które mam nadzieję trochę ocieplą klimat. Wam, niech oczekiwanie na cieplejsze dni umili lektura niniejszego magazynu.

N

a początek materiał z tatuatorem tajlandzkiego pochodzenia, który na wywiad pojawił się osobiście w Krakowie. Artystą tym jest Noi Siamese3, którego prace są już nieco znane polskiej publiczności, gdyż Noi skupiony na zdobywaniu nagród i pokazywaniu prac wysyła wszędzie swoich modeli. Nie zabrakło ich także na ubiegłorocznej konwencji w Krakowie. Kolejną prezentowaną postacią jest Amerykanin Turk, który podczas ostatnich tygodni dołączył do grona moich ulubieńców. Jego prace są wykonywane w bardzo tradycyjny sposób, choć raczej nie przedstawiają róż i kotwic. Turk uwielbia sztukę renesansu, komiksy i co najważniejsze, w czerwcu zagości w Krakowie, podobno już zgłaszają się do niego chętni na tatuowanie! Na następnych stronach wracamy pamięcią do grudniowej, berlińskiej konwencji. Prezentujemy ciekawe zdjęcia autorstwa fotografki - Katarzyny Pałetko, która uchwyciła kilka niesamowitych momentów i postanowiła się nimi z Wami podzielić. Uwaga - będzie ostro! Kolejną kobietą, która przyczyniła się do powstania tego numeru jest polska tatuatorka, Aldona z warszawskiego „Szerytattoo”. Z uwagi na to, że nieczęsto gościmy tatuujące panie,

1.

Jeśli mas z prob ze znalezieniemlemy mamy dla Cie magaz ynu, dw ie opcje dobie w yboru:

Prenumerat • Koszt jedneg a: o • Za 78 zł dost magazynu to 13 zł ajesz 6 numer ów + 1 w prezen cie • Istnieje moż liwość zakupu archiwalnych numerów • Po wpłacie na konto prze syłka na terenie kraj u gratis • Przy przesy łce pobraniow ej i zagranicznej doliczamy jej koszty • Bez awizo w Twojej skrzyn ce pocztowej!!

TATTOOFEST 6

wywiad uważam za szczególnie ciekawy. Przeczytacie o jej niesamowitej determinacji, spełnianiu marzeń, a także o bardziej prozaicznych sprawach… Obecność tego, kogo znajdziecie na kolejnych stronach, z pewnością wielu zadowoli, jest to bowiem Fat, który cieszył się wielkim zainteresowaniem podczas ostatniego Tattoofestu. Fat, póki co, nie pracuje nigdzie na stałe, jest w nieustającej podróży, wykonuje głównie mroczne i realistyczne tatuaże wzorując się na mistrzach tego gatunku. W dziale „Street Art” tym razem trochę inaczej, bo nie prezentujemy dokonań konkretnej grupy writerów, a zdjęcia szablonów wykonanych na całym świecie. Autorem tych fotografii jest szeroko znany Tomasz Sikora. W jego zbiorach znajdują się setki tego typu zdjęć, które być może kiedyś doczekają się wydania w obszernym albumie, u nas prezentujemy tylko ich skromną część. Następnym artystą „trzydziestki czwórki” jest Francuz o imieniu Henrik. Jego tatuaże są dość nietypowe, bo inspirowane japońską sztuką, jednak zdecydowanie odbiegają od jej tradycyjnej formy, są bardziej kolorowe i bajkowe. Dalej przechodzimy w mroczniejszy klimat, a to za sprawą Erica Eric De L’Étoile, którego główną inspiracją jest death metal, co zdecydowanie ma odzwierciedlenie w jego tatuażach. Pozostając w klimatach „muzycznych” prezentujemy Face of Reality, ekipę z „Jersey”, która niedawno powróciła z nową płytą. Jak zwykle kilka zdjęć wytatuowanej piękności, tym razem trafiliśmy na Little Lindę. Nasza Kudi jest młodą, tatuującą amerykanką o niezwykłej urodzie, silnie sprecyzowanych poglądach i postanowieniu, że na swoim ciele będzie nosić tatuaże tylko od najlepszych. Na ostatnich stronach znajdziecie sporo świeżych, ciekawych, nadesłanych przez polskich tatuatorów prac. Na szczęście, panująca temperatura, chociaż jest ujemna, nie wpływa na kondycję rodzimych artystów - przekonajcie się sami! Krysia

Pr enumer a t a

Tattoo Fest! ! 2.

Zamówienia: 12 429 14 52 , 50 tattoofest@gm 2 045 009 ail.com Wpłata: Przekazem po cztowym na ad FHU Koalicja res: ul. Szpitalna 20 -22/s4, 31-024 Przelewem na Kraków konto: Radosław Błas zczyński 02 1540 1115 20 • Dopisz od kt 64 6060 0446 0001 órego numeru za prenumeratę. Jeśli chcesz ot mawiasz rzymać faktur koniecznie po ę, informuj nas o tym w trakcie zamówienia.

Magazyn moż na także kupi w formie elek ć tronicznej na naszej stro nie www.tattoofes t.eu/sklep • Koszt jedneg o • Do wyboru m wydania to 10 zł asz kilka opcj i płatności • Do przegląd ania Acrobat Reade stron potrzebny jest • PDF’y magaz r ynu nie nadają się do druku

Tę opcję szcz eg osobom prze ólnie polecamy bywającym za granicą


INFO

„Jesteś Porysowany? A może po prostu kochasz tatuaże? Piercing, Body Modification, Suspension, muzykę, konwentowy klimat i ludzi współdzielących Twoją pasję? Spora część Twojego życia kręci się wokół tatuażu i podobnych zainteresowań. Chcemy, byś razem z wyjątkowymi ludźmi przeżył specjalny wieczór. Jest pewien ogromny obraz, który pojawia się przed moimi oczami, ilekroć myślę o imprezie dla Porysowanych ludzi. Widzę przestronny i wygodny klub wypełniony setkami osób, które bawią się swoją obecnością w rytmie dobrej muzyki. Słyszę dźwięk maszynek i czuję artystyczną synergię tatuatorów, którzy zdobią ciała w akcie tattoofuzji. Łączę się z pozytywną energią bawiącego się tłumu, który celebruje swoje małe święto. Setki toastów, śmiech, uściski, taniec, sztuka ciała, wspólny rytm. Ta wizja tak silnie osiadła w mojej świadomości, że nie może dłużej tam przebywać. Czas aby się zmaterializowała. To jest TheTattoo Party Czeka na Ciebie wyjątkowy wieczór, pierwsza edycja TheTattoo Party, która jest wspomagana przez rybnickie Prykas Tattoo Studio. Damy Ci wystawę prac tatuatorów, pokaz tattoofuzji, świetny koncert Rahima, pokazy beatboxerów, muzykę do białego rana i wiele innych niespodzianek. W zamian chcemy Twojej pasji i energii, którą podzielisz się ludźmi o podobnych zamiarach. Witaj wśród Porysowanych! Gdzie, kiedy, ile? Leszczyny koło Rybnika 6 marca 2010 roku Start około godziny 18.00, kończymy o świcie albo i później. Wjazd 25 PLN w dniu imprezy, 20 PLN w przedpłacie do 3 marca 2010. Dane do przelewu w przedpłacie: Nr konta: 23114020040000350262646895 Odbiorca: Alpha – Organizacja Szkoleniowa. ul. Konarskiego 77, 44-274 Rybnik Tytułem. TheTattoo Party I – Twoje Imię i Nazwisko, mail oraz ilość biletów. Po otrzymaniu wpłaty prześlemy mailem potwierdzenie. Pamiętaj aby podać mail w tytule przelewu!

Zapraszamy TheTattoo.pl

Dariusza Paczkowskiego znacie jako członka grupy „3 Fala”, która od pewnego czasu współpracuje z nami tworząc dział dotyczący street artu. Od 11 marca w krakowskim klubie „Alchemia” będzie można obejrzeć retrospektywną wystawę prac Dariusza Paczkowskiego - malarza, performera, artysty związanego z graffiti i street artem niemal od początku tych nurtów w Polsce. Paczkowski od 1987 roku tworzy zaangażowany społecznie przekaz przy użyciu narzędzi jakimi są murale i szablony. W jego wczesnych pracach dominuje tematyka polityczna i obyczajowa. W tym okresie projektuje m.in. niezwykle popularny, wielokrotnie później reprodukowany szablon, przedstawiający Włodzimierza Lenina, któremu z łysiny wyrasta punkowy irokez. Kolejne lata przynoszą nieznaczne tylko przesunięcie zainteresowań Paczkowskiego w kierunku ekologii, pacyfizmu, antynazizmu i szeroko rozumianych praw człowieka. Jednocześnie poszerza się arsenał środków formalnych, którymi posługuje się artysta - organizuje happeningi, tworzy instalacje, wykuwa w kamieniu znaki i symbole. Z czasem wypracowuje własne, oryginalne środki wyrazu, dostosowane do dynamicznie zmieniającej się przestrzeni publicznej.

Nadchodzi czas pakowania walizek. Po zimowej przerwie, wracamy na największe, najciekawsze, najbardziej lubiane imprezy tatuatorskie. Pojawimy się także na kilku nowych. Ustaliliśmy zarys kalendarza na 2010 rok wpisując do niego 18 konwentów w 10 różnych krajach. Ale to pewnie nie koniec… Nie zabraknie nas oczywiście na krajowych imprezach. Poniżej, tylko kilka z nich zaplanowanych na luty i początek marca. Oczywiście możecie spodziewać się relacji z tych wydarzeń na łamach magazynu. A może spotkamy się gdzieś poza Polską? 15 Milano Tattoo Convention 12-14.02.2010 www.milanotattooconvention.it Tattoofestiwal Łódź 2010 20-21.02.2010 www.tattoofestival.pl Tattoo Meltdown Convnetion No.6 26-27.02.2010 www.tattoo-meltdown.com 18. International Tattoo Convention Frankfurt/Main 5-7.03.2010 www.convention-frankfurt.de Tattoobaten 11-12.03.2010 www.tattoobaten.se

Od ponad 20 lat Dariusz Paczkowski animuje środowisko polskich twórców sztuki ulicy. Jest założycielem ogólnopolskiego kolektywu artystycznego „3 Fala”. Rozpoczynająca się w połowie marca wystawa w „Alchemii” będzie unikalną okazją do zapoznania się z przekrojową prezentacją dorobku artysty. DARIUSZ PACZKOWSKI prace z lat 1987 - 2010 Klub ALCHEMIA, ul. Estery 5, Kraków Wernisaż 11 marca. Wystawa potrwa do 8 kwietnia 2010 Kurator wystawy: Artur Wabik, Wydawnictwo ATROPOS.

TATTOOFEST 7


NS oi

iamese3

tatuuje od 10 lat, pochodzi z Tajlandii, kraju gdzie podobno zjada się wszystko, nawet to, co na czterystu lśniących nóżkach próbuje uciec nam z talerza. Dzisiejszy bohater, całkowicie zaś odwrotnie, wręcz „wskoczył nam na talerz”. Znakiem dymnym oznajmił swe przybycie do miasta, gdzie smok dziewice zjadał (i chwała mu za to!). Skoro o uczcie mowa, skupmy się na tym, w jaki sposób ów egzotyczny dżentelmen karmi nasze wygłodniałe oczy niezwykłymi, orientalnymi kompozycjami, subtelnymi szarościami, jak i jaskrawymi kolorami. Dzieła Noi’a mogliście podziwiać między innymi na zeszłorocznej edycji Tattoofestu, gdzie dwóch modeli zaprezentowało na sobie jego prace. Zobaczyliśmy orientalny bodysuit wykonany w szarościach rękoma właśnie tego 40 - sto latka, a także zielonego smoka „przedzielającego” na pół smukłe ciało młodzieńca azjatyckiego pochodzenia. Poniżej efekt rozmowy z pokornym uczniem Sida Siamese1, wytrawnym wędkarzem, ambitnym człowiekiem z planem na życie.

TATTOOFEST 8


Bam: Zaczniemy od pytania o osobę, która „stworzyła potwora” - Sid Siamese1 to twój nauczyciel i mentor. Jak zaczęła się wasza znajomość? Noi: Zanim na poważnie zacząłem tatuować, zapragnąłem poznać kogoś, kto jest najlepszy, kogoś kto będzie moim mistrzem. Przed laty w Tajlandii nie było wielu dobrych artystów. Sid w tamtym czasie pracował już w Szwecji, dlatego czekałem cierpliwie na jego przyjazd do kraju. Kiedy wreszcie to nastąpiło, od razu pojawiłem się u niego prosząc o to, by przyjął mnie na swojego ucznia. Bam: Jak długo trwał ten staż? Noi: Spędziliśmy razem miesiąc, może dwa, po czym Sid wrócił do Szwecji. Kazał mi dużo rysować i stale polepszać moje tatuatorskie umiejętności. Umowa była taka, że gdy zjawi się w Tajlandii ponownie, mam mu pokazać prace, które wykonałem. Aby zasłużyć na nadanie przydomka „Siamese”, musiałem i  dalej muszę rozwijać w  takim samym stopniu warsztat tatuatorski jak i przymioty duchowe. Oba aspekty są niezwykle ważne i  stanowią całość. Według nauk Sida, nie można być dobrym tatuatorem, jeśli nie jest się przy tym dobrym człowiekiem. Teraz pracuję w Norwegii i wciąż od czasu do czasu odwiedzam go w  Szwecji, po czym wracam do swojego studia, by wcielać nauki mistrza w życie. Bam: Próbowałeś swoich sił w tatuowaniu zanim poznałeś Sida? Noi: Tak, próbowałem tatuować na własną rękę, ale miało to tylko służyć opanowaniu podstaw. Sporo wtedy ćwiczyłem na świńskiej skórze, ale tak naprawdę czekałem na mojego mistrza. Bam: No i znalazłeś! Noi: Dokładnie! Bam: OK. Poznaliśmy trochę historii, porozmawiajmy zatem o teraźniejszości. Co sprowadziło cię do Krakowa? Noi: Chciałem odwiedzić waszą redakcję! Bam: A, to dlatego wpadłeś do nas! Ha, ha. Noi: Bardzo mi się tu podoba.

TATTOOFEST 9


Bam: Właściwie wczoraj wróciliśmy z konwencji i  jeszcze panuje tu bałagan… À propos, jak ci się podobało w Berlinie? To chyba nie był twój pierwszy raz na konwencji Franka Webera? Noi: Odwiedziłem ją po raz drugi. Myślę, że jest to dobra konwencja tatuażu, w tym roku jednak nie miałem zbyt wielu klientów… Bam: Szkoda… Mogłeś jednak zaprezentować swoje prace. Noi: Tak, zostałem nagrodzony w kategoriach „Best Large”, zająłem drugie miejsce w „Best Asia” i drugie miejsce w „Best Color”. Często jeżdżę na konwencje, lubię współzawodniczyć. Bam: Skąd czerpiesz pomysły na tatuaże, które wykonujesz? Noi: Większość moich prac powstaje z freehandu. Dzięki temu cały czas pojawiają się nowe pomysły. Moim celem jest robienie pięknych wzorów i oszałamiających tatuaży. Bam: Bardziej lubisz pracować przy kolorowych kompozycjach, czy jak Sid, trzymasz się skali szarości? Noi: Najbardziej lubię łączyć kolor i cienie, choć muszę przyznać, że kolorowe prace wykonuję zaledwie od roku. Bam: Co robisz kiedy nie tatuujesz i nie rysujesz? Noi: Po dłuższej chwili zastanowienia… Kocham wędkować! To bardzo relaksujące zajęcie… Bam: Potrafisz cierpliwie spędzić pół dnia czekając na rybę? Noi: Tak, potrafię, ale nie mam za wiele czasu na wędkowanie. Bam: Ha, ha. To na pewno nieco ułatwia sprawę! Co zamierzasz w swojej najbliższej przyszłości? Noi: Mam ambicję, by w przyszłości być jak najlepszym tatuatorem i móc wciąż się rozwijać. Bam: Masz w planach eksplorowanie w tym celu Europy i Ameryki? Noi: Może ujmę to tak: chciałbym zebrać 100 nagród jako pierwszy tatuator z Tajlandii. Sid ma już około 80, ale on

TATTOOFEST 10


TATTOOFEST 11


TATTOOFEST 12

www.1969tattoo.no


zaczynał wiele lat przede mną. Marzę o przynajmniej jednym trofeum z każdego kraju w Europie, wtedy będę gotowy na Amerykę. Tatuuję nie tylko dla pieniędzy. Podążam za moim marzeniem. Dużo rozmyślam i konsekwentnie trzymam się wyznaczonej ścieżki. Planuję moją karierę na 5, czy 10 lat do przodu… wszystko co robię ma swój cel. Bam: Uważasz, że dobry tatuator powinien bardzo selektywnie podchodzić do tatuaży, które wykonuje, czy starać się być uniwersalny? Noi: Gdy podróżujesz i nie jesteś zbytnio znany, dobrze jest umieć pracować w każdym stylu. Ja potrafię wytatuować wszystko. Pracując ciągle w nowych studiach, musisz umieć tatuować to, czego chcą klienci. Kiedy już masz nazwisko, jesteś znany ze swoich autorskich prac i cechuje cię wypracowany styl, wtedy ludzie umawiając się z tobą na tatuaż, pozwalają

ci robić co chcesz. Teraz wybieram co chcę robić, ja to kontroluję. Jeżeli przyjdziesz do mnie i powiesz, że chcesz mieć coś oldschoolowego czy newschoolowego, odpowiem: „przepraszam, ale tego nie zrobię, bo to nie jest w moim stylu”. Jeżeli chcesz tatuować swoje rzeczy i nie masz wyrobionego nazwiska, może być ciężko z klientami. Gdy jeżdżę na konwencje nie przejmuję się zbytnio pieniędzmi. Chcę pokazać moje prace i uczynić je międzynarodowymi. Zależy mi na prezentowaniu tatuaży większych rozmiarów. Kiedy widzisz małą pracę, możesz pomyśleć, że jest fajnie wykonana, ale nigdy nie będzie tak imponująca jak dobrze wykonana duża. Jak mam się wybić z tłumu jeśli nie pokażę bodysuita? Bam: Jaką rolę odgrywa u ciebie rysunek, wiem, że sporo czasu poświęcasz temu zajęciu? Noi: Bardzo ważne dla artysty jest to, aby umiał rysować

i tworzyć projekty w oparciu o pomysły klienta. Czasy, w których ludzie pragnęli jedynie flashy minęły. Tatuaż stał się pełnoprawną sztuką, gdzie artysta i klient mogą wyrazić siebie. Ważne, by obaj byli oryginalni. Coraz więcej ludzi ma tatuaże, coraz więcej osób decyduje się na nie, musimy więc pracować coraz ciężej, by wybić się z tłumu. Bam: Kto w takim razie twoim zdaniem wybija się z tłumu, czyje prace najbardziej ci się podobają? Noi: Z pewnością będą to: Shige („Yellow Blaze”), Sid Siamese1, King Carlos. Wszyscy oni specjalizują się w stylu orientalnym i wykonują niesamowite prace. Bam: Powiedz słowo o studio, w którym pracujesz i o swoich współpracownikach. Noi: We wrześniu 2009 roku otworzyłem w Oslo nowe, większe studio. „1969 Tattoo” jest połączone z galerią

sztuki, jest także bardzo estetyczne i nowoczesne. W tym momencie na stałe współpracuję z tatuatorką La Astrid, a stażystą w studio jest David. Mam nadzieję, że do końca 2010 roku wypełnię resztę studyjnych pomieszczeń świetnymi artystami. Bam: Jak wyglądał pierwszy tatuaż, który wykonałeś? Noi: Jest tu! Pokazuje mi swoją łydkę. Bam: Pierwszy tatuaż zrobiłeś sobie sam?! Noi: Tak! Bam: Masz tego więcej? Noi: Pewnie! Musiałem kiedyś dużo ćwiczyć, a oprócz świńskiej miałem własną skórę. Na początku nie wiesz dokładnie jak tatuaż się goi… W tym momencie wywiad zakończył się, ustępując miejsca niezwykle zabawnej rozmowie na temat „co i kto sam sobie wytatuował…”.

TATTOOFEST 13


TATTOOFEST 14


www.1969tattoo.no „Aby zasłużyć na nadanie przydomka „Siamese”, musiałem i dalej muszę rozwijać w takim samym stopniu warsztat tatuatorski jak i przymioty duchowe. Oba aspekty są niezwykle ważne i stanowią całość.”

TATTOOFEST 15


Left Hand Black. Kalifornia. W tym miejscu można by zakończyć pisanie wstępu, ponieważ wszystko jest już jasne! Tatuator ów znany jest (w każdym razie, zdecydowanie powinien być) wszelkim entuzjastom zwariowanych, doskonale wykonanych technicznie prac. Nie trzeba wprawnego oka, by zauważyć, że Turk czerpie całymi garściami ze starej szkoły, z czasów gdy maszyny warczały niczym wysłużony amerykański ciągnik marki John Deere, a wody używano do mycia rąk i rozcieńczania whisky „George Dickel”, a nie do cieniowania. Za charakterystyczną brodą owego tatuatora kryje się niesamowita wyobraźnia, inteligencja i poczucie humoru. Dobra wiadomość brzmi następująco: dzielni młodzieńcy z Polski będą mieli okazję skonfrontować swe pomysły ze wspomnianym artystą, ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że Turk zostanie jedną z gwiazd tegorocznej edycji festiwalu Tattoofest! Co więcej, tatuator ten jest z nami od początku. Kto przechowuje w swych domowych archiwach pierwszy numer naszego magazynu, będzie wiedział, co mam na myśli… TATTOOFEST 18


Bam: Twój styl określa się jako „oldschool spotyka newschool”. Myślisz, że jest to właściwy sposób nazwania tego co tworzysz, czy absolutnie się z tym nie zgadzasz? Turk: Zawsze doceniam to, gdy moje prace są definiowane jako tradycyjne. Określenie, którego użyłeś jest jak najbardziej trafne. Odbyłem staż w bardzo tradycyjnym studio w San Francisco („Picture Machine Tattoo”), gdzie uczono mnie tatuować w stylu oldschoolowym. Na początku, przez pięć lat mojej kariery robiłem wyłącznie wzory z flashy, inspirowane traditionalem. Te wzory są po prostu idealne na tatuaże! W momencie, gdy uznałem, że zgromadziłem już dosyć wiedzy, zacząłem dorzucać coraz więcej mojej własnej twórczości. Mimo, że nie tatuuję zbyt wielu kotwic i jaskółek, które ludzie kojarzą z traditionalem, staram się wykonywać swoje prace w oldschoolowy sposób, ponieważ są to wypróbowane metody, które sprawiają, że tatuaż wygląda dobrze. Bam: Jakie rodzaje sztuki najbardziej cię ciekawią i inspirują? Turk: Myślę, że w dość oczywisty sposób inspirują mnie ilustracje, jestem również fanem klasycznych dzieł renesansowych i malarstwa olejnego. Mimo, że nie przekłada się

to na moje prace, mistrzowie tego nurtu po prostu nie mogą mi się znudzić! Kompozycja, sposób w jaki używali światła do ocieplenia obrazu i przywiązanie do szczegółów są po prostu niesamowite! Codziennie inspiruje mnie to do bycia lepszym artystą, do cięższej pracy! Zawsze gdy odczuwam komfort w kwestii mojego poziomu, odwiedzam muzeum. Potem czuję się jakbym miał wszystko zacząć od nowa… to jest dobre raz na jakiś czas… W ten sposób popychasz sam siebie do przodu. Bam: Jacy więc konkretnie artyści, zarówno tatuatorzy jak i malarze mają największy wpływ na twoją twórczość? Turk: O człowieku, jest ich tylu, że mógłbym wymieniać w nieskończoność! Mój gust, jeżeli chodzi o tatuatorów jest różnorodny, ile styli, tylu tatuatorów, moimi ulubionymi są: George Campise, Lu’s Lips, Seth Wood, David Bruehl, Tim Biedron, Phil Holt, Nate Banuelos, Ron Earhart, Kore Flatmo… Jeżeli chodzi o sztukę przez duże „S”, wymieniłbym ilustratorów takich jak: J.C. Leyendecker, Charles Dana Gibson, Arthur Rackham, Edward Gorey, N.C. Wyeth… Ciężko jest określić, który z artystów miał na mnie największy wpływ. Równie często inspiruje mnie poezja, kino, fotografia, muzyka. Muzyka ma niesamowity wpływ

TATTOOFEST 19


na to co rysuję i maluję, ale to już jest kolejny, długi temat do rozmowy… Bam: Jakiej więc muzyki słucha Turk? Turk: Słucham różnej muzyki, najwięcej pewnie punka. Lubię zarówno nowe kapele jak i te starsze, więc będą to: Black Flag, Swingin Utters, Street Dogs… Podoba mi się też parę brytyjskich punkowych kapel jak: Cock Sparrer czy Buzzocks i Stiff Little Fingers. Mój ulubiony zespół wszechczasów to Danzig. Jestem fanem od 1991 roku i od tego czasu bywam przynajmniej na jednym koncercie w roku. Zaliczam się też do fanów pozostałych kapel Glenna: Misfits i Samhain, ale jeśli miałbym wybrać jedną, której musiałbym słuchać do końca życia, wybrałbym Danzig. Nazwa mojego studia „Left Hand Black” to tytuł jednej z piosenek. Tak, mam bzika do tego stopnia! Bam: Podobno lubisz komiksy… Turk: Kocham komiksy! Jestem ogromnym fanem Hellboy’a, Lobo, Lenore, Johnny the Homicidal Maniac, Satanik i wszystkich komiksów Verotik. Bardzo lubiłem serie Wolverine i X-Men zanim zabrnęli w te dziwaczne historie. Ostatnio trochę mniej interesuję się tematem, czytam więcej prawdziwych historii… Prawdziwy horror świata jest bardziej inspirujący… Bam: Pentagramy, trzy szóstki… Twoje przypinki i wizytówki. Czas się przyznać, jesteś satanistą, prawda? Turk: Cytat z Aleister Crowley: „I’am alone, there is no God where I am”. Prawdziwa odpowiedź na to pytanie brzmi: nie, nie jestem satanistą. Realnie patrząc, nie jestem członkiem żadnej religii, co nie zmienia faktu, iż czytam i podążam za naukami Antona LaVey i teoriami kościoła satanistycznego… ale nie chcę być członkiem tego zgromadzenia, ponieważ uważam, że przystąpienie do niego zaślepiłoby cel tych nauk. Gdybyś więcej na ten temat poczytał, dobrze zrozumiałbyś, o czym mówię, gorąco do tego zachęcam! Bam: Tatuaż, podobnie jak graffiti jest dość nową formą TATTOOFEST 20

sztuki, przez wielu ludzi nierespektowaną, niezaliczaną do jej kanonu. Jak przewidujesz przyszłość tych „niechcianych dzieci”? Turk: Myślę, że to tylko kwestia czasu zanim obie zostaną zaakceptowane jako kultura tej generacji. Mam na myśli to, że gdy się zestarzejemy, pałeczkę przejmie następne pokolenie i zarówno dla

nich, jak i dla nas będzie to coś normalnego. Z tatuażem jest tak, że raz jest na topie, innym razem odchodzi w zapomnienie, by za jakiś czas znów przeżywać renesans. Ostatnio telewizja sprawiła, że tatuaż jest bardzo popularny, gdyby nie różne programy, zjawisko to nie byłoby tak zauważalne. W praktyce, nawet w dobie kryzysu tatuaż

przetrwa, nie będzie tylko tak popularny, mniej będzie się pojawiał w telewizji. Jeżeli chodzi o graffiti, uważam, że efekt jest często zachwycający, bez dwóch zdań! Znamienne jest to, że mało kto ma okazję obserwować proces powstawania tych dzieł, widzi się raczej tylko gotowy efekt. W sumie, to chyba jest najlepsze!


Bam: Czym zajmowałeś się przed rozpoczęciem kariery tatuatora? Najbardziej interesują mnie te najzwyklejsze zajęcia… Turk: Miałem kilka takich standardowych zajęć. Zaraz po ogólniaku przeniosłem się do Berkeley w Kalifornii i zahaczyłem się w pizzerii, gdzie spędziłem jakiś czas zanim dostałem lepszą pracę w ciemni

fotograficznej. Tam właśnie poznałem osobę, która została moim tattoo - mentorem: Karen Roze. Jakiś czas po tym, byłem już na stażu w studio. Jednocześnie pracowałem w kawiarni od 5 rano do 11 przed południem, by później biec do studia, gdzie siedziałem od południa do północy. CODZIENNIE! Później miałem epizod tatuatorski na Wschodnim

Wybrzeżu, by ponownie wrócić do Kalifornii. Niestety studio, w którym chciałem być tatuatorem nie miało akurat wolnego etatu. Zamiast próbować w jakimś słabym studio lub co gorsza w  domu, wcieliłem się w rolę operatora wózka widłowego i czekałem aż znajdzie się dla mnie praca. Właściciel studia, gdy usłyszał, że zamiast próbować u

konkurencji podjąłem zwykłą robotę, od razu zaproponował staż. Wolę pracować fizycznie, niż narażać moją artystyczną niezależność. Bam: Co stanowiło pierwszą rzecz, dzięki której pomyślałeś, że chcesz zająć się tatuowaniem na poważnie? Turk: Pewnie po prostu tatuowanie się. W pewnym

TATTOOFEST 21


momencie pomyślałem, że moje umiejętności pozwalają na odkrycie czegoś nowego w tym świecie. Z pewnością zachętą były dobre słowa moich przyjaciół, ale to pewnie dlatego, że mieli u mnie darmowe tatuaże! Ha, ha! Było kilka osób mówiących mi, żebym sobie odpuścił, co w efekcie sprawiło, że starałem się jeszcze bardziej, aby udowodnić, że są w błędzie! Bam: Co twoim zdaniem determinuje popularność niektórych tatuatorów? Ciężka praca, dużo talentu, czy może ładna buzia? Turk: Wow, naprawdę sam chciałbym wiedzieć, może stałbym się znany, ha, ha! Myślę, że talent to coś ważnego, lecz największą rolę odgrywa ciężka praca. To jest tak, że jeżeli masz talent, już na starcie będziesz dobry, ale TATTOOFEST 22


jeśli nic z tym nie zrobisz, albo będziesz się obijał, twój talent pozostanie niezauważony. Bam: Pytania, których nikt nie lubi, czyli te techniczne. Złapałeś się na robieniu czegoś w całkowicie inny sposób niż większość znanych ci tatuatorów? Turk: Ha, ha, ha! Jeżeli miałbym taki konkretny trik, dzięki któremu moje prace wyglądałyby inaczej, to czy ogłosiłbym to w magazynie? Sorry, niektóre sekrety zabiorę ze sobą do grobu! A na poważnie, myślę, że nie robię niczego technicznie niezwykłego, tatuuję jak wszyscy. Bam: Etyka. Czego i kogo nie wytatuujesz? Oczywiście uzasadnij… Turk: Dopiero ostatnio zacząłem odmawiać robienia tribali/ tatuaży etnicznych. Po prostu

nie są w moim stylu. Wolę duże, kolorowe rzeczy. Doceniam tribale i ich pozycję w świecie tatuażu, ale po prostu nie czuję się predysponowany do wykonywania tego typu tatuaży, choćby dlatego, że nic o nich nie wiem, ponieważ mi się nie podobają. Poza tym, nie tatuuję rzeczy związanych z gangami i rasistami. Prowadzi to jedynie do sytuacji, w której masz coraz więcej klientów z takimi zapędami, a tego nie chcę. Nie dotykam również twarzy. Uważam, że jeżeli nie jesteś wodzem plemienia Maorysów, nie masz żadnego powodu, by mieć znaki w tym miejscu. Jeżeli chcesz szokować, spoko, ale ja nie przyłożę do tego ręki…

Turk: Myślę, że najlepszym studiem, w którym przyszło mi pracować było „TattooMania” w Montrealu. Jest to świetne studio z niezwykłymi artystami obdarzonymi ogromnym pokładem energii i skupiającymi się na tworzeniu jak najlepszych prac. W przyszłości bardzo chciałbym popracować z chłopakami z „Analog Tattoo”. Sprawiają wrażenie osób, które naprawdę starają się przesuwać granice i rozwijać sztukę tatuażu. Chciałbym kiedyś móc być częścią tej energii. Kiedyś… Bam: Postanowienia noworoczne. Temat jak najbardziej na czasie. Masz dużo artystycznych po-

stanowień, czy wręcz odwrotnie? Turk: Pewnie, mam ich mnóstwo. Mam zamiar zapisać się na kurs malarstwa olejnego, żeby upodobnić się do mistrzów renesansu, których podziwiam. Chciałbym również dużo malować. Czuję, że zbyt wiele czasu spędzam przy tatuowaniu, powinienem bardziej poświęcać się klasycznej sztuce. To będzie chyba największa zmiana. Reszta postanowień to typowe „jedz lepiej i więcej ćwicz…”. Ostatecznie nigdy się to nie udaje. Te artystyczne deklaracje są jednak dość mocne… Zamierzam podbić świat! Ha, ha!

Bam: Guest spoty. Byłeś tu i tam, widziałeś sporo. Gdzie było najfajniej i dlaczego? Gdzie chciałbyś pojechać? TATTOOFEST 23


się pasjonatką foOla: Kiedy stałaś glądało od strony wy to tografii, jak formalnej? m się do szkoły foKatarzyna: Zapisała mówili, że nic ze cy tograf icznej, ws zys stanowieniu, by po mnie nie będzie. W po iu, umocniło mnie ęc zaj u św ięcić się tem re miało miejsce pewne wydarzenie, któ do Exe ter w Andu jaz wy o jeg podc zas mo ia z Indii, który ęc ksi glii. Pozna łam tam niu swojej 12 - sto przebywał w otocze nie zapomnę syt udy Nig osobowej św ity. mu się sznurówk a a acji, gd y jak roz wiązał y uklękł y i wiązaob os ie dw lnie i momenta że chcę i muszę , łam dzi ły mu bu ty. Stw ier t mi nie uw ier zy, że fot ograf ować, bo nik Tak się zac zęł o. m. kie iad był am tego św i i szc zęśliw ym lsk Pr zyjecha łam do Po które zrobiłam ia, ęc zdj sze rw trafem pie trzeb szkoły) po dla e samodzielnie (ni od razu na fiły i tra zos tał y zau ważone wy stawę. się obecnie, jakieOla: Cz ym zajmujesz rafie? og fot go rodzaju są to ym zajęciem jes t wn głó im Mo a: zyn Katar uję przeważnie ac Pr . lna tra fot ograf ia tea pą. Lu em z r eży serem Kr yst ian z się na co dzień Ola: To czym zajmujes tematu fotografii, bardzo odstaje od w tym numerze… y em tuj które prezen ie, że tak, ale nie iśc Katarzyna: Oc zyw ieś 5 lat temu jak że ć, nie om mogę zap i różnymi fem tre tea zanim zajęłam się ort rep ażu. W tym sti walami, uc zył am się do Mongolii, Sta in. m. łam celu pojecha o mnie na zlece łan nów, Izr aela. W ysy cając ok reślonego nia często nie narzu danego pańs twa do m tematu. Jechała tat uażem pierw szy i łapałam ws zys tko. Z ieś 3-4 lat a temu jak się m raz zet knęła wencji w Kr ako kon dzięki Kudi podc zas ętam, że pojecha wie. To był szok! Pami ją siostrą i miałam mo z łam do „Ro tundy” Nigdy nie widziałam „coś” fot ograf ować. TATTOOFEST 26


TATTOOFEST 27


y niesamowit ą się jęz yki. To też tworz cu tat uowali do am zęł zac gle miejs jes t tak kolorowo, na mozaikę. W jednym ni ie, zmęwych ludzi! Ciężcy, Chińc zycy otocze ból ludzi, ich zmęc zen ać czy tak iego skupiska koloro zeg kań str ksy Me w ych sto ion e. czę en dzi ni orz uro wa j zak uo o kie ć Tat ńs . nie ko był o zapom czenie tat ua tor ów przez kobiet y o słowia pienia. ściach, że tat uaż o stw ier dzenie, w tak i dzi wny stan sku dzą mojej głowie naleciało ho wc Można by pokusić się gru dy iś kie jak o cji, alb ua e syt arz eresuje, ca ły nę ryn int om ma , zap tym nie to więzie Nigdy też nie że ca ły św iat się am zył stę ac na zob am gle zył na ac tu pujes z na tak iej by rock’n’roll, a od wr óciłam się i zob św iat się tat uuje. W yła bardzo widziałam za był nie i ny y iet wa Do najciekaw uo . kob tat czy ne ę: wa rze en uo ne wy tat pującą sc imprezie róż o od ciło teg rzu się zę gle Uc na ć. , o tradycyjna ryź zyk wn ug ńc bardzo jak to prz yst ojny Japo szych należała na pe obsypało go wencja w Berlinie i szy raz coś kon iet rw to Pie kob . mo 5 nia mi , go wa lat nie uo u kilk się na me toda tat miał wała. że , oko łam zsz później do zeg ie ro str mn pie do ób y Do . os ed w jak iś sp kur tkami, wt tak iego widziałam to żu, ua tat ie modela ia ien ażn ew erekcję podc zas rob wiedziałam się, że prz rym wspoma mam któ Sa wy rwał. . o nie zy” wc się TF, y zna en żeb po y, mt ok ob Ta Ola: był tak i „sz trz ymają 3 os nie akowie o Kr wn w pe eżycie, szy na prz i rw li ce bo pie ują to był mniałaś to tat uaż i wiem, że To był o bardzo ekscyt nsę trochę się fot ograludzie, którzy sza dla ś też ko li ała tyl By mi e e. nie zni że mn , tyc yje am fak prz i jes t podejrzew ko, ale właśnie y, którzy byli tak tor ia wiąże się wdrożyć w to środowis prawie płakali, byli tac fa. Niezapomniana his waną powie rBe i wil że mó aś, , wił eje mó dzi m się uo z tego co pamięta zoboję tnieni na to co z typem, który miał tat razu jakimś kolejnym chcesz, mnie to wy tat uowany, co od ły lin cię zaskoczył, był ca ł tat ua tor ow i „rób co By kę. utat ze ws nym ka faj z cie jść co wy ę, cę przełomem… nie obchodzi, ch zw róciło moją uwag nie chodzi podc zas widać ludzi z po tadku ym nie ypa s jąc na prz cu U im a: pra mo zyn em W tar . arz Ka ażem” był rzeźbi i. Mamy wpojone, da ten „obrazek”, dnia tat uował so tuowanymi twarzam o ciekawość jak wyglą konwencji. Jednego c wię wy cy, po pra ej my źni nie pó sta zyć mieliśmy okazji że przez to nie do bo to można zobac bie jęz yk i nieste ty nie lki”, a twarz po dwóch. szu u, „ko rok ak następnego do po dn się Je żu, y ua ać. jem tat otk tat uu konaniu się wt ed y sp o!”, co na oo ą „ło ysz … arz rlin tow Be że musi sobie A u . ał, tem zos taje czy sta Emocje, które znalazł mnie i powiedzi wany na twarz y. ym mogła ulo tne i na tym żeb e, ć, ow wa wil uo ch tat są t wy k ias trzeci typ był wy tat uo tom cokol wie yłam. z, to masz erz zis ud wid o podoba to to w rdz , ba raz am bo arł szy ie, op rw Gd y pie się właśnie zrobić mu zdjęc ałam dzi aże wr wie ż Nie nie yślił sobie k. rów ym szo t W tak i mentalny Fascynującym jes ją mu się moje prace. wać, miałam ące się na tro to! Chyba ijaj en bił ew nc zro prz i sko ki l”; be się wie Ba m po y na czy nie „w ież wy tat uowanie e . Kiedy ąc zej zaj es órc mi tw , cji cje en na inw j 3 dni wolne konwencji różne je i zachw yt, że minę ły pierw sze emoc

TATTOOFEST 28


jbardziej przeży właśnie te zdjęcia na uch, był o spore łam. W koł o panował zad go facet z Polił wa uo Tat skupisko ludzi. a, która nie żon o nezji, stała tam też jeg dzili zak az rzą Za . tem jes kim wiedziała lampą, bo z ie óln zeg robienia zdjęć, szc ch y i nie cieli żeby tat uator miał okular es zkodzi ło w pra prz i biło św iat ło się od łam pozwolenie. cy. Jako jed yna dosta się nie po tknęła, ym żeb ali db Ws zyscy konała jak iegoś wy nie nie przew róciła, bardzo blisko mo ruchu. Musiałam być iet a ws zędzie za kob a ian dela, wspomn mnie, żebym ała mną chodziła i trz ym adła, gd yż up nie iem dk ypa tylko prz ć oko. Całe dzi zko us by maszy nka mogła wit e! By ła mo sa dośw iadczenie był o nie której ludzie w , cja ua syt to pierw sza na coś tak iego. To ze studia zgodzili się ie mnie obdarzy li śn wła że łe, bardzo mi ć był o, że mo ida W . tak im zau faniem płakał, ale nie , dela bolało tat uowanie nego ruchu. żad ie es str zrobił w tym wielkie emocje Te zdjęcia wzbudzają lądają i to jes t og je re któ , ch w osoba e. wit dla mnie niesamo

TATTOOFEST 29


Niewiele mamy w Polsce tatuujących kobiet, dlatego pewnie nietrudno jest je wszystkie poznać i zapamiętać. Dziś dowiecie się całkiem sporo o warszawskiej tatuatorce o wdzięcznym, smakowicie brzmiącym pseudonimie. Przyznam szczerze, że nie często spotyka się ludzi z taką odwagą i determinacją, a stwierdzenie „słaba płeć” z pewnością nie pasuje do Aldony.

TATTOOFEST 30


„Ponad wszystko uwielbiam kompozycje cieniowane z dodatkiem kolorów.” Szerytattoo Team - Eliza, Aldona, Mixer Krysia: Ze względu na to, że jesteś dość młodą tatuatorką, muszę spytać, jak zaczęła się twoja przygoda? Kto cię uczył (wiem o lekcjach rysunku, więc wnioskuję, że nie chodziłaś do żadnej plastycznej szkoły), kto był twoim mentorem? Co było dla ciebie najtrudniejsze? Aldona: Najtrudniejsze było przełamanie strachu i może zabrzmi to dziwnie, ale też nieśmiałość żeby zadać pytanie kolesiowi, który zrobił mi tatuaż - czy nauczyłby mnie tatuować? Miałam już w tej dziedzinie pewne doświadczenie i pierwsza próba okazała się wielką klęską. Pamiętam jak czaiłam się przed studiem na Dereniowej jakąś godzinę, może troszkę dłużej, trzęsąc się i ściskając małą teczkę z pracami, którą planowałam pokazać (jak się później okazało) Pitowi. Wyobrażam sobie jaką radochę musiał wzbudzić w nim obraz małej, wystraszonej, stremowanej dziewczynki, pytającej o naukę tatuowania. Podejście pierwsze - niestety, nie udało się. To były takie czasy (prawie 15 lat temu), że praktycznie żaden tatuator nie chciał przekazywać swojej ciężko zdobytej wiedzy. Patrząc z perspektywy czasu, w sumie wcale się nie dziwię. Teraz wszystko jest bardziej dostępne i powszechne. Wtedy wydawało się to bardziej elitarne i nieosiągalne, a otoczka tajemnicy wzbudzała dreszczyk emocji, który nie ukrywam, nie dawał mi spokoju. Próba druga… Zrobiłam sobie cover u Batoona w Milanówku. Po paru godzinach spędzonych w studiu tatuażu wszystkie marzenia odżyły i pojawiła się determinacja o wiele większa od tej sprzed lat. Napisałam do chłopaków, poczytali, przemyśleli i zanim się obejrzałam, ustaliliśmy warunki finansowe i zaczęło się. Batoon był pierwszą osobą, która przyczyniła się do obrania przeze mnie tej drogi. Dużo pomagał mi w tym czasie Dudek. Był wtedy poszukującym swej tożsamości artystycznej tatuatorem i często przekazywał mi swoje przemyślenia na temat technik, rozwiązań czy

pomysłów. Z uwagi na to, że mi w życiu ciągle mało i ciągle chcę więcej, postanowiłam naskrobać list do Juniora z pytaniem: czy chciałby, czy mógłby, że ja już trochę tatuowałam itd. Odpowiedź: „nie bardzo, nie uczę, raczej nie”. Podziękowałam, dodając, że może kiedyś będzie taka możliwość… Ku mojemu zaskoczeniu Junior jednak odpisał: „w sumie przyjdź, pogadamy”. Na początku powiedział, żebym nie spodziewała się, że będzie mnie uczył, ale jednocześnie, że może mi udzielić kilku wskazówek dotyczących tatuowania. Z kilku zrobiło się kilkanaście i tak został moim mentorem. To on namówił mnie na lekcje rysunku, które pomogły mi udoskonalić warsztat malarski i rysunkowy. Pomimo tego, że rysunkiem zajmowałam się z zamiłowania od zawsze, nie skończyłam żadnej szkoły o profilu artystycznym. Obecnie spotykamy się wspólnie z innymi artystami towarzysko przy pędzlu, ołówku, szklance „belbatki” (i nie tylko), na małych ploteczkach, dyskutując o sztuce, technikach. Tak zaczęła się moja przygoda z tatuowaniem. To, że jestem młodym stażem tatuatorem, bo przecież w moim wieku są artyści z 10 - 15 letnim doświadczeniem, unaocznia mi, jak wiele jeszcze przede mną pracy. Nie ukrywam, mam co nadrabiać. Krysia: Tatuujesz w bardzo różnym klimacie, bo pewnie do tego zmuszają cię gusta klientów, ale powiedz, w czym czujesz się najlepiej i jakie prace najchętniej wykonujesz? Aldona: Tak, to prawda. Po pierwsze, różnorodność klientów jest ogromna i ma duży wpływ na przekrój tematyczny i stylowy moich prac. Po drugie, szukam swojej drogi, nie mam na razie własnego, charakterystycznego stylu. Z racji tego, że tylko ja tatuuję u nas w studiu, można powiedzieć, że jestem tatuatorem od wszystkiego. Uwielbiam tatuować kompozycje stworzone z fotografii i grafik komputerowych. Pomaga mi w tym Mixer

TATTOOFEST 31


TATTOOFEST 32

www.myspace.com/aldona_szery www.szerytattoo.pl


(piercer i grafik), który ma niesamowitą umiejętność tworzenia i łączenia kompozycji w programach graficznych. Często razem składamy wzory, które proponujemy klientom tzw. burza mózgów (nie tylko): kłótnie, fochy, płacz, krzyki i… nagle rozlega się „tada” i wychodzi super projekt. Nie ukrywam, że bardzo wciągają mnie również wzory newschoolowe, w stylu „dia de los muertos” czy chicano. Trochę mniej orienty, nie takie klasyczne, ale raczej wyszukane. Ponad wszystko uwielbiam kompozycje cieniowane z dodatkiem kolorów. Krysia: Co jest dla ciebie najważniejsze w tatuażu? Aldona: Zadawanie cierpienia bliźnim! To oczywiście żart… Liczy się przede wszystkim efekt wizualny i zadowolenie z wykonanej pracy, zarówno moje jak i klienta, a także długowieczność mojej pracy. Nie chcę za bardzo moralizować, ale troszkę mogę: pokora i odpowiedzialność, cierpliwość i samodyscyplina. Pokora to trud ciężkiej pracy z klientem, ale także satysfakcja z tego co robimy. Odpowiedzialność łączy się z nieodwracalnością tego, co tworzymy na skórze klienta, który powierzając nam część swojego ciała ma do nas bezgraniczne zaufanie. Cierpliwość, która mówi, że pośpiech w  tatuażu nie jest wskazany, czego często nie rozumieją klienci. Chcą mieć dużo, szybko i efektownie w jak najkrótszym czasie. Samodyscyplina w rozwoju twórczym, która mobilizuje nas do bycia czujnym w każdym momencie naszej pracy i kariery. Ciągła praca nad warsztatem tatuatora i artysty. Krysia: Od niedawna urzędujecie na ul. Wspólnej, jak doszło do otwarcia studia, z jakimi trudnościami się spotykaliście. Jak to wszystko prosperuje? Co było wcześniej? Aldona: Rzeczywiście od niedawna, bo oficjalnie studio otworzyliśmy w styczniu 2009 r. Zanim jednak zamknęłam swoje zobowiązania w stosunku do poprzedniej pracy musiałam czekać dwa miesiące. Działalność pełną parą zaczęliśmy dopiero od marca. Do otwarcia studia doszło zupełnie prozaicznie. Każde z nas gdzieś coś robiło i miało już dość pracy za tzw. biurkiem. Wszystko zaczęło się przy tatuażu, który robiłam Mixerowi. Od słowa do słowa i okazało się, że oboje chcemy robić coś twórczego, coś innego. Tak narodził się pomysł otworzenia studia. Zawsze

marzyłam o tatuowaniu, Mixer interesował się piercingiem oraz grafiką komputerową. Czego chcieć więcej? Jak to z raczkującym biznesem - na początku jest trudno. Zwłaszcza, że nowe studia tatuażu powstają jak grzyby po deszczu. Priorytetem były dla nas 3 kolejne konwenty. Musieliśmy zaistnieć, zostać zauważeni, to było nasze być albo nie być. Wiem, że na początku nie do końca poważnie traktuje się takie młode studia, dlatego tym bardziej chcieliśmy pokazać, że my podchodzimy do tego serio. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, co prawda nie mamy zapisów na pół roku, jak to się wielu chwali, ale tak naprawdę chyba nie do końca o to chodzi. Póki co, bardzo dobrze się tym bawimy i czerpiemy z tego niesamowitą satysfakcję.

Krysia: Jakie są twoje plany i marzenia zawodowe? Czy np. planujecie zatrudnić w przyszłości dodatkowego tatuatora? Aldona: Ooo tak, koniecznie jeszcze jeden tatuator, bądź tatuatorka. Planujemy w niedługim czasie przyjąć zdolnego artystę z bardzo dobrym warsztatem, który będzie chętny do współpracy. Czy to się uda, zobaczymy. Na razie skupiamy się na rozwoju studia. Jeżeli chodzi o plany zawodowe, to na pewno chcę wziąć udział w kolejnych konwentach, owocnych w liczne nagrody. Nosimy się z zamiarem debiutu na konwencie za granicami naszego kochanego kraju. Moim marzeniem (żeby nie zabrzmiało górnolotnie) jest to, żeby „Szerytattoo” zapisało się na kartach historii polskiego tatuażu :).

Krysia: Czujesz się jakoś dyskryminowana w tym zawodzie z racji swojej płci czy wprost przeciwnie? Aldona: Śmiech… to zależy. Fajne są sytuacje kiedy klienci widząc mnie z maszynką w ręku i tak uważają, że u nas tatuuje Mixer. Zwracają się wtedy do niego, jakby mnie zupełnie nie było. Były nawet przypadki, w których „twardziele” wychodzili ze studia. Trochę to przykre, ale nie podchodzę do tego w kategoriach dyskryminacji. Nagrodą dla mnie jest za to mina klienta kiedy Mixer obwieszcza, że to ja będę go tatuować, tzw. „mina bezcenna”. Często spotykam się z opinią, że kobiety nie dają rady, że są za „miętkie” (na marginesie: lubię miętę, ale żeby tak od razu miętka?). Prawda jest taka, że kobiety muszą zawsze więcej w tym fachu udowadniać, że są kompetentne, że dają radę. Ten zawód zawsze był związany z mężczyznami. Kobiety, co prawda łagodzą wizerunek tatuatorów, ale pomimo tego, na zaufanie o wiele trudniej nam zapracować. Spotkałam się z opinią, że tatuatorki potrafią bardziej przykładać się do szczegółów, że nie korzystają ze skrótów. Nie do końca się z tym zgodzę. Tak naprawdę, wszystko zależy od indywidualnych zdolności, warsztatu, techniki oraz zaangażowania. Krysia: Opowiedz o jakimś dziwnym pomyśle klienta, czym zaskakują cię przychodzący ludzie? Czy jest tak, że twoimi klientami są częściej kobiety? Aldona: Dziwnych pomysłów raczej nie miałam, może z racji tego, że studio za krótko funkcjonuje, by spotkać się z plejadą wybitnych indywidualności, ale faktem jest, że pomysłowość ludzi, co do kompozycji własnych wzorów mocno zaskakuje. Chociażby fakt wyboru najgorszych z możliwych grafik katalogowych, które pojawiają się po wpisaniu jakiegoś hasła na pierwszej stronie w wyszukiwarce internetowej. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że od czegoś trzeba zacząć, ale ważne by wziąć pod uwagę doświadczenie tatuatora, umieć zaufać, a przede wszystkim posłuchać, co ma do zaoferowania. Po prostu upór nie zna granic. Tu zaskakuje mnie najbardziej tzw. rzucanie grochem o ścianę. W takich przypadkach najnormalniej odmawiam (specjalnie, no może trochę z przekory). Oczywiście spotyka się to ze swoistego rodzaju szokiem. Jak to? Klient płaci kasę, a ja nie chcę zrobić mu tego co on sobie życzy? Wtedy wchodzimy w fazę drugą. Próbujemy dyskutować, tłumaczyć i ukierunkować klientów na rzeczy, z którymi mogą się identyfikować. Pokazujemy

TATTOOFEST 33


różnego rodzaju możliwości poprzez komputerową wizualizację wzorów, w jaki sposób mogą wyglądać na ich ciele. Zazwyczaj zaskakujemy, a efekt? Zamiast milionowego, fleszowego skorpiona, jest oryginalny wzór klawiatury z okiem. Pełna satysfakcja dla nas i dla niedowiarka, że może być naprawdę dobrze i oryginalnie. Moimi klientami, wbrew pozorom, nie są częściej kobiety. Owszem, kobiety czują się pewniej, są mniej skrępowane i łatwiej im się „uzewnętrznić” w pomyśle. Nie wstydzą się rozebrać, co dla wielu jest tematem bardzo krępującym, zwłaszcza w odniesieniu do bardziej intymnych części ciała. Często mówią mi o tym, że boją się oceny wyglądu swojego ciała i… lubią poplotkować. Nie ukrywają też, że liczą na to, że będzie mniej boleć.

„Chcąc się realizować i spełnić swoje marzenia, rzuciłam bardzo dobrze płatną pracę, u, z zapisami na minimum pół rok aną ow rac wyp ze stałą, zaufaną, przez lata klientelą.”

Krysia: Czy zdarza ci się komuś odmawiać? Czego byś nigdy nie wytatuowała:? Aldona: Tak, zdarza mi się odmawiać wykonania tatuażu, szczególnie gdy klient jest „bez krawata”, znaczy się, że jest nastawiony awanturniczo :). A tak na poważnie, znam swoje możliwości i wiem, z czym dam radę, a czego nie zrobię. Intymne miejsca u facetów odpadają zupełnie, bo jak się nieraz okazało, trąci to najczęściej zbokiem i już. Miałam niejeden telefon w takim klimacie. Na szczęście Mixer doprowadza takich panów do porządku kierując ulicę obok (śmiech) - Poznańską - warszawski pigalak. Odmawiam też, kiedy widzę, że współpraca przy wstępnej rozmowie nie układa się i wiem, że klient będzie próbował mnie pouczać, siłować się, czy jest po prostu niemiły. Od razu widać, że nie ma zaufania, a już najgorzej jak mu kobieta coś karze i okazuje się, że wie lepiej… Osz! Do garów baby! Nasuwa mi się zawsze pytanie, po co w takim razie tacy ludzie w ogóle przychodzą do mnie, skoro w mieście jest kilkunastu tatuażystów? Czego bym nie wytatuowała? Na pewno nie zrobiłabym kopii tatuażu już istniejącego. Bardzo szanuję indywidualność każdego klienta i zawsze mu powtarzam, że chyba nie chciałby się obudzić kiedyś na plaży widząc, że jego sąsiad z kocyka obok ma taki sam tatuaż. Nie wykonam również wzoru, który w moim odczuciu może zeszpecić ciało klienta. Krysia: Kogo cenisz, kim się inspirujesz na polskiej i zagranicznej scenie tatuażu? Aldona: Obawiam się żeby nie wyszło lizo dup…, ale w końcu to moje odczucia. Może zacznę od tego, że uwielbiam prace cieniowane i spójne kolorystycznie. Podziwiam oraz chylę czoła przed Tofim, który w przeciągu tak krótkiego czasu, poczynił tak ogromny progres, prezentuje przy tym styl malarski, jedyny w swoim rodzaju, który jest rozpoznawalny i tylko dla niego charakterystyczny. Wyłącznie prawdziwy artysta to potrafi. Podziwiam Juniora jako człowieka i mentora, jego doświadczenie w pracach z kolorem oraz to, że pomógł mi zrozumieć istotę warsztatu tatuatora oraz uwrażliwić na nieodwracalność tej wyjątkowej sztuki. Potrafi swoją życiową pasję połączyć z biznesem, tworząc wspaniałe studio, kompletując oraz szkoląc niepowtarzalnych artystów. Mój

TATTOOFEST 34

podziw wzbudzają również: prace Igora - nieprzeciętnie odtwarzającego detale, w czym, w moim odczuciu jest mistrzem; Leńczuk - jego szarości i jedyny, niepowtarzalny styl - taki nasz rodzimy Hernandez; Daveee i Broda - za kreskówki, każdą inną, ale za każdym razem zaskakującą; Bartek Panas - za niesamowity progres i wrodzony talent; Rogal za to, w jaki sposób wykonuje portrety. Jeżeli chodzi o scenę zagraniczną, inspirują mnie: Nikko i Byron, mistrzowie kolorowych portretów na poziomie niespotykanym w Polsce; Hernandez, tu nie muszę wymieniać za co - za wszystko (śmiech); Borys za kunszt; Kat v D za portrety i umiejętność wybicia się w tym trudnym świecie; Baxter za niepowtarzalność kompozycji, kolor i jeszcze raz realizm w kolorze; Gogué za oryginalne i ciekawe kompozycje; Portugal - połączenie kobiecych rysów twarzy z elementami biomechanicznymi. No i wymienić muszę tatuatorów „Buena Vista”, którzy ukradli moje serce, ich styl kocham najbardziej i szczerze zazdroszczę (oczywiście w pozytywnym znaczeniu) ich pomysłowości i warsztatu. Krysia: Czym zajmowałaś się zanim zaczęłaś tatuować? Aldona: (chichotanie)… to wzbudza dużo kontrowersji. Niektórzy dziwią się jak kosmetyczka może dziabać? Na dodatek, co stylistka paznokci może wiedzieć o tatuowaniu i czy w ogóle może tatuować. Tak, z wykształcenia jestem kosmetyczką i stylistą paznokci. Oczywiście nie chciałabym się chwalić, ale troszkę w tym temacie osiągnęłam, powiedzmy kilka mistrzostw Polski i jakieś miejsca w czołówce Europy i coś tam na świecie itd. Ale to przeszłość, bo postanowiłam iść inną drogą. Chcąc się realizować i spełnić swoje marzenie, rzuciłam bardzo dobrze płatną pracę, z zapisami na minimum pół roku, ze stałą, zaufaną, wypracowaną przez lata klientelą. Zamykając własną, dobrze prosperująca firmę, postanowiłam wypłynąć na nieznane wody. 100 % ryzyka. Z boku pojawiały się pytania: „Czy to się opłaci?” Zawsze odpowiadałam „Czy wszystko trzeba oceniać w kategoriach opłacalności?”. Teraz mogę sceptykom powiedzieć: nie żałuję! Robię to, o czym zawsze marzyłam i chrzani mnie to wyszydzanie i to, co inni na mój temat myślą, to ich problem. Zresztą, to takie polskie... Krysia: Kilka słów o tatuażach, które masz na sobie. Aldona: Zaczęło się od Batoona, ale teraz moim tatuatorem jest Junior. Oczywiście jego wybór nie był przypadkowy. Chciałam mieć tatuaż, w którym góruje kolor, więc nie mogłam wybrać inaczej. Kilka moich sugestii i jego pomysły, wspólna kompozycja i doświadczenia Juniora z coverem… Nic dodać, nic ująć. Mam na sobie duży orient, plecy i ramiona, który jest w trakcie tworzenia. W przyszłości planuję pokryć większość swojego ciała, ale powoli, bo to cholernie boli (śmiech). Moim marzeniem jest tatuaż od Volkera i może… coś pięknego na szyi w kolorze, tak żeby wizualnie wyskakiwało ze skóry. Nie zdradzę u kogo taki tatuaż sobie zrobię.


Bam: Hej! Co powiesz o sobie tytułem wstępu? Fat: Hej! Jestem Fat, pochodzę z północnej Hiszpanii, z kraju Basków. Jestem podróżującym tatuatorem, który stara się być dobry w tym, co robi. Pozostaje to w sprzeczności z moją leniwą i chaotyczną egzystencją, dlatego nie uważam się za profesjonalistę… jeszcze nie. Bam: Co skłoniło cię do zainteresowania się tatuażem? Kiedy pomyślałeś „wow, tatuaże są fajne!”? Fat: Pewnego dnia, lata temu, przeglądając jeden z magazynów tatuatorskich, znalazłem wywiad z Paulem Boothem. W tamtym okresie byłem zachwycony komiksami, a tatuaże nie istniały dla mnie jako forma sztuki. Prace Paula jednak od razu zwaliły mnie z nóg. Moja ciekawość z czasem przerodziła się w prawdziwą pasję, która pochłonęła mnie całkowicie. Później przeczytałem w jakimś magazynie, że Paul przyjeżdża do Barcelony, więc pracowałem ciężko przez całe lato, żeby było mnie stać na maszynkę do tatuażu i na sesję u niego. Jestem szczęśliwcem, który swój pierwszy w życiu tatuaż otrzymał od Paula Bootha. Następnym krokiem było tatuowanie w domu, próby kopiowania Paula i Hernandeza… he, he. Dwa lata później nadarzyła się możliwość odwiedzenia „Last Rites” w związku

TATTOOFEST 36

z imprezą organizowaną na otwarcie studia. Nie myśląc zbyt wiele rzuciłem zajęcia na uniwersytecie, za pieniądze na studia kupiłem bilet lotniczy i spędziłem tam 12 dni podglądając przy pracy wspaniałych artystów. Jako, że było to otwarcie, na miejscu pojawili się tacy goście jak Bob Tyrrell czy Robert Hernandez. Teraz wygląda to tak, że od pięciu lat pracuję, żyję na walizkach, zwiedzam świat tatuując brzydkich sukinsynów chcących nosić to, co zaproponuję. Bam: Jak określiłbyś tatuaże, które wykonujesz? Co odpowiadasz, gdy ktoś pyta cię: „Fat, czym twoje tatuaże różnią się od tysięcy innych”? Fat: Szczerze mówiąc, myślę, że jestem kopią gościa, który jest kopią typa, który stara się kopiować Hernandeza i Paula Bootha… ha, ha. Czerpię z wpływów wielu artystów, lecz nigdy nie mam przed sobą zdjęć cudzych prac podczas tatuowania. Zwykle bazuję na fotografiach. 70% z tego, co dzieje się podczas tworzenia tatuażu to improwizacja. Myślę, że wzór sporo traci w momencie, gdy jest przerysowywany po kilka razy, nie jest wtedy tak świeży. Sądzę, że to właśnie ta cząstka chaosu sprawia, że wielu ludziom podobają się moje prace. Aha i używam dużo czarnego, czarny wszędzie! To chyba jest ważne!


TATTOOFEST 37


Bam: Opowiedz trochę o swojej kolekcji. Z tego co wiem, zbierasz przeróżne rzeczy: czaszki, sprzęt dentystyczny i wiele innych… Fat: Sporo ludzi nie rozumie mojego zainteresowania zbieraniem dziwnych rzeczy i odbiera to inaczej niż trzeba. W tym momencie posiadam 11 ludzkich czaszek, mam też masę kości. Oczywiście są one świetnym materiałem do tworzenia wzorów tatuaży, ale zbieram je bardziej z filozoficznych powodów. Nie uważam, że są po prostu cool, nie kolekcjonuję ich, bo wyglądają strasznie, nie jestem satanistą, ani nic w tym stylu. Tu chodzi o uczucie, które ogarnia cię kiedy na nie patrzysz. To tak jak patrzeć przez długi czas w gwiazdy i w pewnym momencie poczuć… nieskończoność. Z czaszkami jest tak, że patrząc na nie widzisz upływ czasu. Uważam, że wszyscy powinniśmy być bardziej świadomi naszej śmiertelności. Filozoficzne i etyczne konsekwencje tego faktu są z wszech miar pozytywne. Sprawia to, że cieszymy się małymi rzeczami, co czyni nas lepszymi ludźmi. Są tacy, którzy uważają, że jestem chory przez to co mówię, szanuje to

TATTOOFEST 38

i uważam, że dzięki nim też staję się lepszym człowiekiem. Mam sporo innych rzeczy związanych z „kultem śmierci”: butelki z truciznami z XIX wieku, dziwnie wyglądający sprzęt medyczny i dentystyczny. Jednak najbardziej kontrowersyjnymi okazami w mojej kolekcji są nazistowskie insygnia, naboje, monety i inne rzeczy z II Wojny Światowej. Cóż, pochodzę z kraju Basków… urodziłem się w Gurenice. W razie gdybyście nie wiedzieli, Guernica była pierwszym, dużym, cywilnym celem, który został zbombardowany w całej wojennej historii przez hitlerowski Legion Kondor. Nie był to atak przeciwko siłom zbrojnym, było to bombardowanie cywili. Nie kolekcjonuję pamiątek po III Rzeszy z sympatii. Są to po prostu eksponaty mojej kolekcji rzeczy związanych ze śmiercią. Podobnie nie cierpię dentystów, a mam pokaźną kolekcję przyrządów dentystycznych z zeszłego wieku, które za każdym razem przyprawiają mnie o dreszcze, gdy pomyślę sobie w jaki sposób te haki mieściły się w ustach… Bam: Wiem też, że jesteś fanem książek Charlesa Bukowskiego? Swojego czasu miałem okazję przebrnąć przez kilka pozycji tego autora, ciekaw jestem twojej opinii. Fat: Dokładnie! Mam sporą kolekcję jego książek. Okej, przyznaję, gość jest zabawny, jest alkoholikiem i tak dalej, ale pomiędzy wierszami tych powieści tkwi coś naprawdę głębokiego, ten sarkastyczny sposób pokazania tragedii ludzkiego życia i jego nonsensu jest zupełnie unikalny. Sprawia, że bycie przegranym jest aż romantyczne. Robert Hernandez wytatuował mi jego portret, który uwielbiam. Lubię też sposób w jaki Bukowski podchodzi do czytelnika. Nie tłumaczy nikomu jak smakuje wino, czy jak boli cios w twarz, masz to po prostu wiedzieć! Bam: Na pewno masz w zanadrzu przynajmniej tuzin zabawnych historii związanych z tatuowaniem ciekawych ludzi. Jaką najdziwniejszą rzecz zdarzyło ci się wytatuować? Fat: Szczerze mówiąc, wytatuowałem już sporo szalonego gówna, pewnie część z tych rzeczy uczyni mnie złym w oczach pewnych ludzi. Zrobiłem kiedyś pewnemu Anglikowi portret Hitlera strzelającego sobie w głowę, było to bardziej sarkastyczne niż

www.myspace.com/fuckingfat

Bam: Wiele razy byłeś tatuowany przez wspomnianego wyżej Roberta Hernandeza. Co powiesz o nim jako o twoim (i nie tylko) źródle inspiracji… Fat: Tak, już troszkę jestem pokryty jego tatuażami… Jak już powiedziałem, od chwili kiedy zacząłem tatuować jest dla mnie olbrzymią inspiracją. Zdecydowanie jestem jego fanem. Nieco później miałem okazję poznać go lepiej, troszkę wspólnie podróżować, sporo razem wypić… W tym momencie najbardziej inspiruje mnie jego naturalność i podejście, a także jego sukces. Myślę, że on tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, jak jest dobry, tym samym, z pracy na pracę podnosi jeszcze bardziej swój poziom! Zabawne, gdy się spotykamy, nigdy nie rozmawiamy o tatuowaniu. Gdy jesteśmy razem na konwencji widzę jakie pokłady cierpliwości w nim tkwią: wszyscy ludzie chcą mieć z nim zdjęcie, zadają masę technicznych pytań to naprawdę męczące! Myślę, że gdyby mnie dotknęła taka sława, miałbym bardzo złą reputację… he, he. On jest prawdziwym dżentelmenem, ale nie mówcie nikomu, że to powiedziałem…


TATTOOFEST 39


alegoryczne: latające kawałki mózgu, krew dookoła i tak dalej… Na konwencjach zazwyczaj wyklejam boks zdjęciami moich tatuaży, pamiętam dwa lata temu we Frankfurcie grubo się zastanawiałem, czy powinienem ten tatuaż pokazać czy nie. Niemcy nie są zbytnio wyluzowani jeżeli chodzi o temat II Wojny Światowej, w sumie to rozumiem, ale jednak pokazałem ten tatuaż w boksie. Z początku trochę się bałem, że się nie spodoba, ale ku mojemu zaskoczeniu podobał się bardzo! Wszyscy widzieli ten sarkazm, podchodzili robić sobie zdjęcia. Gdy byłem w Niemczech, robiłem sporo zwariowanych tatuaży w miejscach intymnych - oni lubią tego typu rzeczy. O! Jeszcze kiedyś, ale ostrzegam to będzie ekstremalne, pewna kobieta z mojego miasta urodziła martwe niemowlę. Zrobiła mu zdjęcie i przyszła do mnie prosząc żebym to wytatuował, ale w wersji „zombie”!!! Powiedziałem wtedy: „Jesteś szalona, to jest gruby hardcore, ale dzięki, że pozwalasz mi to zrobić!”. Bam: Na Tattoofeście w zeszłym roku miałeś okazję tatuować naszego ziomka, Edka. Pamiętasz go jeszcze? Jak w ogóle podobało ci się w Krakowie? Fat: Ha, ha, Edek, zajebisty gość… Było śmiesznie, bo wydawał się bardzo podniecony faktem, że będzie się u mnie tatuował, a gdy zobaczyłem jego portfolio po prostu oszalałem! Nie zdawałem sobie sprawy, że artysta tej klasy będzie zainteresowany tym, co robię. To jest właśnie świetne w Polsce, to jak skromni są tu ludzie, reprezentując przy tym niesamowicie wysoki poziom. Genialni artyści! Konwencja bardzo mi się podobała, a idea piątkowego spotkania - kolacji była świetna, ponieważ to super okazja żeby poznać się w niestresującym otoczeniu. Później przez resztę weekendu przechadzasz się po konwencji i z każdym jesteś na „cześć”, no i to miasto… miasto jest prześliczne. Człowieku, w 2010 roku wracam na pewno. Wpisujcie mnie na listę! Bam: Sporo artystów poza tatuowaniem skupia się na pobocznych projektach jak własne labele odzieżowe, budowanie customowych maszyn czy organizowanie seminariów. Może ty masz zamiar otworzyć muzeum TATTOOFEST 40

ze swoimi eksponatami? A może jeszcze coś innego? Fat: Ufff… Naprawdę chciałbym mieć czas żeby myśleć o tych rzeczach… Jestem tak hardcorowo „on the road”, że nie mogę nawet myśleć o koszulkach… Dużo ludzi pyta mnie o nie, ale nie mógłbym podróżować z taką ilością extra bagażu. Obecnie 100% czasu jestem w drodze, co oznacza, że co tydzień jestem w innym kraju. Mój bagaż obejmuje laptopa, maszynki, farby, rury, baner, portfolio, do tego jakieś ubrania, co czyni go całkiem sporym i na tyle ciężkim, że nie myślę o sprzedawaniu żadnych ciuchów. Obecnie pracuję nad t-shirtem dla TattooFest Brand, więc zainteresowani moimi pracami będą mieli okazję je dostać. Jeżeli chodzi o seminaria, myślę, że nie miałbym nic ciekawego do powiedzenia, może poza: „Używajcie więcej czarnego!”. To treść mojego seminarium! Gdy ostatecznie stwierdzę, że chcę otworzyć studio, to znajdzie się tam muzeum z moją stale powiększającą się kolekcją. Myślę, że byłoby to ciekawe „Muzeum śmierci”. Bam: Jak wygląda twój zwykły dzień? Fat: Chciałbym mieć coś takiego… Obecnie jest tak: łapię samolot, ląduję gdzieś, tatuuję i imprezuję przez parę dni, rozmyślam o tym, co właściwie robię ze swoim życiem, mam wielkiego kaca, znów wsiadam do samolotu, tatuuję i imprezuję przez kilka dni, później rozmyślam… chyba kumasz co dalej? Gdy jestem w domu nie tatuuję tak dużo, ponieważ mieszkam w bardzo małym miasteczku na wybrzeżu, więc zazwyczaj budzę się późno, wychodzę gdzieś z moimi przyjaciółmi lub dziewczyną, jem obiad z rodziną, oglądam dużo filmów, później tatuuję starych znajomych i imprezuję, po czym późno kładę się spać… Bam: Co z planami na przyszłość? Fat: Nadchodzący miesiąc zamierzam spędzić w domu (w końcu!). Chciałbym znaleźć czas na malarstwo i rysunek. Mam wiele pomysłów w głowie, myślę że mogę zaoferować coś więcej niż dotychczas. Mam też zamiar dodać więcej oryginalności do moich prac. Tatuowanie dało mi bardzo wiele rzeczy i czuję, że byciem mniej leniwym poniekąd spłacam dług


cały czas w podróży… Razem z moją siostrą, która jest bardzo dobrym fotografem, pracujemy nad wydaniem albumu będącego dobrym źródłem odniesienia dla tatuatorów. Wiem, że na rynku jest wiele takich pozycji, ale chciałbym ugryźć temat z nieco innej strony i przeznaczyć to wydawnictwo dla artystów tworzących realistyczno - mroczne klimaty. Chciałbym w końcu otworzyć własne studio, ale to nie nastąpi w najbliższej przyszłości.

Bam: Słowo na koniec. Fat: Przede wszystkim chciałem wam podziękować za zainteresowanie moimi pracami. Cieszę się, że będzie to publikowane w Polsce, kraju gdzie poziom tatuowania jest tak wysoki. Chciałbym też podziękować Renshi z UK za całą pomoc, jaką otrzymałem od samego początku mojej kariery. Jeżeli ktoś chce skontaktować się ze mną w sprawie tatuażu czy guest spotów, niech pisze:

www.myspace.com/fuckingfat

wobec moich stałych klientów. Chcę wciąż podróżować, zaliczyć więcej guest spotów i konwencji, chciałbym wybrać się w trasę po Ameryce Południowej, która niestety nie zdarzy się w 2010, ponieważ jestem zawalony terminami wyjazdów na następny rok. Marzę, aby polecieć do Japonii. Jak już wspomniałem, planuję troszkę popracować nad moim stylem, wprowadzić trochę więcej kreatywności, ale to nie jest proste jak się jest

TATTOOFEST 41


Tym razem chcemy przedstawić Wam nie autora sztuki ulicy, a znakomitego i uznanego artystę fotografika Tomka Sikorę, który jest gorącym fanem szablonów. Odwiedzając przeróżne zakątki świata utrwala między innymi ten gatunek sztuki ulicznej. Zgodził się na umieszczenie swoich fotografii na naszej stronie www, gdzie znajdziecie galerię z ponad tysiącem jego zdjęć, a póki co, obejrzyjcie efekty jego pracy na łamach TattooFestu. Dariusz, 3fala.art.pl

TATTOOFEST 44


Dariusz: Jesteś autorem niesłychanie wielu projektów fotograficznych. Dziś wypytam cię tylko o jeden z nich. Jak zaczęła się twoja fascynacja sztuką ulicy? Co cię kręci w fotografowaniu tego typu twórczości? Tomasz: Ulica jest dla mnie teatrem pełnym aktorów. Scenografię stanowią: architektura, wystawy sklepowe, plakaty reklamowe, filmowe oraz to co mnie najbardziej interesuje, czyli sztuka obiegu nieoficjalnego, niekiedy nielegalnego. W tym nawale różnych form sztuki ulicznej, najbardziej działają na mnie szablony oraz napisy, bo są one często odbiciem prawdziwych nastrojów społecznych. Fascynuje mnie również obserwowanie procesu zanikania szablonów poprzez działanie czynników zewnętrznych, takich jak deszcz czy temperatura.

Dariusz: Co bardziej zwraca twoją uwagę: forma, czyli walory artystyczne, czy przekaz? A może lokalizacja prac? Czy miejsce w jakim szablon jest odbity w przestrzeni publicznej ma dla ciebie znaczenie? Tomasz: Największe wrażenie robi na mnie krzyk szablonu nie w zrujnowanej kamienicy czy na przedmiejskim płocie. Ten krzyk jest dużo głośniejszy w zatłoczonym centrum, sercu metropolii, gdzie ludzie gonią przed siebie jak roboty. Bardzo ważne poza walorami plastycznymi jest przesłanie szablonu, krótka myśl, po którą sięgamy kątem oka. Idąc ulicami Londynu, Nowego Jorku, Paryża, Melbourne, Wrocławia czy Tel Awiwu, czuję się jakbym był otoczony mówiącymi murami. Co chwilę anonimowy autor chce mnie zatrzymać, przekazać przesłanie…

TATTOOFEST 45


Dariusz: Czy masz swoje ulubione galerie uliczne, które odwiedzasz za każdym razem będąc w danym mieście? Gdzie według twoich obserwacji powstaje najwięcej szablonów, wlepek itp.? Tomasz: W Melbourne, Paryżu czy polskich miastach znam już mniej więcej potencjalne skupiska szablonów. Odwiedzam je od czasu do czasu. Niektóre z nich znikają, a prace są ledwo widoczne, inne cały czas się rozrastają. Za każdym razem robię dokumentację tych szablonów, by uchronić je przed zapomnieniem. Kiedyś pewnie wydam album z tym, co udało mi się sfotografować. Ciągle mam wrażenie, że dokumentacja jest jeszcze niepełna, a końca nie widać. Któregoś dnia muszę wyhamować, opublikować zdjęcia i zacząć od początku.

Dariusz: Czy odnajdywanie street artu ma w twoim przypadku formę bezkrwawych łowów, podczas których zapuszczasz się w miejskie zakamarki w pogoni za nowymi trofeami, czy raczej utrwalasz prace, na które natrafiasz przypadkiem? Tomasz: Nie wierzę w miasto bez wolnego przekazu. Ta forma istnieje wszędzie. Czasem trzeba trochę czasu i pokory, aby przenieść się w przestrzeń bardziej wypełnioną sztuką ulicy.

TATTOOFEST 46

Strona autora z prezentacją innych projektów fotograficznych: www.tomeksikora.com


Tomasz Sikora urodził się w 1948 roku w Warszawie. Jest polskim fotografem, twórcą teatralnych i filmowych plakatów, ilustracji książkowych, realizatorem prac dla agencji reklamowych w Ameryce i Europie. Od 1972 przez 10 lat pracował jako stały fotoreporter warszawskiego Tygodnika Ilustrowanego Perspektywy. Od 1982 w Australii, gdzie w następnym roku założył studio fotografii reklamowej, prowadził warsztaty fotograficzne w Victoria College w Melbourne, wydawał książki i kalendarze. Jest współautorem (wraz z G. Fyshem Rutherfordem) „Świńskich opowiastek” opatrzonych w przerobione plastycznie fotografie, opowiadających o historii dwóch świnek chcących odwiedzić smoka. Została ona opublikowana w 1997 roku w Australii, od 2007 jest także dostępna w Polsce.

TATTOOFEST 47


Henrik

tatuuje motywy japońskie… Niektórym może się wydawać, że będzie nudno… Nic bardziej mylnego! Dla chcącego nie ma nic trudnego, a przy szczypcie talentu, każdy pomysł można zrealizować na wiele sposobów, o czym możemy przekonać się oglądając kilka kolejnych stron. Bogactwo kolorów, dopracowana kompozycja i płynne przejścia pomiędzy odcieniami to zalety prac Henrika, wobec których ciężko jest przejść obojętnie. Myślę jednak, że cechą, która najbardziej go wyróżnia, jest całkowicie inne od tradycyjnego podejście do tematu pod kątem rysunku. Wszystkim, którym znudziły się motywy orientalne podane w tradycyjnej formie, polecam zapoznanie się z tym, co proponuje ten artysta.

Bam: Kim jesteś i co robisz? Henrik: Nazywam się Henrik Grysbjerg i jestem tatuatorem. Od 1997 pracuję w swoim studio „Henrik Tattoo” w Tuluzie na południu Francji. Bam: Jak określiłbyś styl, w którym się poruszasz? Wykonywanie jakiego typu prac sprawia ci największą frajdę? Henrik: Gdy zaczynałem, robiłem każdy rodzaj tatuażu. Momentem zwrotnym był rok 2000, kiedy zdecydowałem się pojechać do Lozanny w Szwajcarii,

TATTOOFEST 48

by poznać Filipa Leu i rozpocząć pracę nad projektem mojego japońskiego bodysuita. To spotkanie całkowicie zmieniło moje spojrzenie na tatuaż. Byłem pod ogromnym wrażeniem tego jak Filip pracował, jak jego wzory komponowały się z ciałem. To było jak olśnienie! Kiedy wróciłem do siebie, zdecydowałem, że będę pracował więcej nad japońskimi motywami. Z czasem moje prace zaczęły ewoluować w bardziej nowoczesną stronę. Drugim takim zwrotnym momentem mojej kariery był rok 2005, w którym

dużo podróżowałem. Byłem pierwszy raz w Quebeku i odwiedziłem znane studio „TattooMania” w Montrealu, gdzie zaprzyjaźniłem się z Pierrem Chaplanem. To spotkanie było dla mnie bardzo ważne z uwagi na fakt, iż dowiedziałem się, co tak naprawdę oznacza termin „North American Style”. Zacząłem interesować się tym ilustratorskim nurtem i próbowałem połączyć go z tym, co podobało mi się wcześniej, czyli „japonią”. Mój styl jest od tego momentu wypadkową tych dwóch rzeczy. Staram się tatuować motywy


azjatyckie (Japonia, Chiny i Azja Południowo - Wschodnia) w bardziej ilustrowany sposób, ostatnio zacząłem interesować się również tatuażem realistycznym. Bam: Twardo trzymasz się kolorów czy masz zamiar przechodzić przez „czarno-szary” etap w karierze? Henrik: Bardzo lubię tatuować w kolorach. Mój sposób tatuowania przypomina podejście do obrazu, tzn. używam różnych kolorów, które zestawiam razem i nakładam na siebie. Daje to bardzo interesujący efekt, ponieważ pozwala na robienie płynnych przejść pomiędzy kolorami. Jak już wspomniałem, w kolorze tatuuję od lat, ale to się czasem zmienia. Ostatnio pracowałem z Kore Flatmo z „Plurabella Tattoo” i zdałem sobie sprawę z piękna cieniowanych prac! Bam: W swoich tatuażach inspirujesz się dokonaniami innych artystów. Co z wpływem ludzi pokroju Horiyoshiego III czy Horikena II? Henrik: Oczywiście analizowałem prace japońskich mistrzów, w szczególności Horiyoshiego III, ale wiem dobrze, że moje tatuaże nie mają tego tradycyjnego klimatu. Nie chciałbym używać motywów, których do końca nie rozumiem. Myślę, że w momencie gdy chciałbyś robić naprawdę tradycyjne, japońskie tatuaże, musiałbyś uczyć się kultury, języka i sztuki w Japonii pod okiem mistrza! Uwielbiam japońskie tatuaże, zwłaszcza z uwagi na kompozycję i dynamiczne tło. Lubię tradycyjne motywy jak: smoki, samuraje, maski, gejsze, mimo to, nie staram się odtwarzać ich sylwetek zgodnie z tradycyjnymi normami, myślę, że tylko japońscy mistrzowie to potrafią. Bam: Co jeszcze cię inspiruje? Jacy tatuatorzy czy malarze mają na ciebie największy wpływ? Henrik: Czerpię inspirację z ilustracji, malarstwa i fotografii. Artystów jest tak wielu! Nie

TATTOOFEST 49


TATTOOFEST 50

www.henrik-tattoo.com

www.myspace.com/henrik31


wiem kto najbardziej mnie kształtuje, ale np. uwielbiam prace chińskich malarzy, szczególnie obrazy Benjamina. Staram się nie podglądać za bardzo innych tatuatorów, żeby zachować swoją odrębność. Z pewnością jednak inspirują mnie Filip Leu, Vincent z „TattooMania” i oczywiście Kore Flatmo. Jak już pisałem, Kore zwrócił moją uwagę na piękno czerni i szarości, nauczył mnie również jak ważny jest kontrast. Filip Leu dał mi lekcje kompozycji i budowania tła. Staram się analizować prace fotografów, zwłaszcza wykonujących czarno-białe zdjęcia i ich sposób używania światła, ponieważ uważam, że światło i kontrast to kluczowe cechy dobrego tatuażu.

Bam: Co myślisz o Tin - Tinie i jego wpływie na tatuaż w Europie? Henrik: Znam Tin - Tina, to bardzo miły facet i świetny artysta. Z pewnością zmienił oblicze tatuażu we Francji. Jestem członkiem organizacji SNAT, czyli Syndicat National Des Artistes Tatoueurs (Narodowy Związek Artystów Tatuażu przyp. red.), której prezesem od chwili powstania jest Tin-Tin. Myślę, że bez niej francuska scena tatuażu byłaby wciąż narażona na nieprawidłowe przepisy. Tin - Tin ją uratował, w sumie europejską scenę również, ponieważ zmiany we francuskich przepisach stanowiły model, na którym oparła się cała Europa!

Bam: Guest - spoty. Jakie masz plany na najbliższe kilka miesięcy? Henrik: Pracowałem ostatnio w studio „Plurabella” w Cincinnati. Wspominam ten pobyt rewelacyjnie, dużo tatuowałem i malowałem. W lutym ruszam w krótką podróż do Paryża żeby popracować z Sachą („Mystery Tattoo Club”). W tym roku będę również gościł ponownie w  Cincinnati w lipcu oraz we wrześniu w Montrealu („TattooMania”). Jest wiele miejsc, w których chciałbym się pojawić, ale mam naprawdę napięty grafik i ciężko jest mi znaleźć czas na wszystko, na co mam ochotę.

„Staram się tatuować motywy azjatyckie w bardziej ilustrowany sposób.”

TATTOOFEST 51


Bam: Kolaboracje. Ostatnio widziałem zdjęcia ze wspólnego tatuowania z Tirafem? Jak było? Henrik: Lubię wspólnie pracować, to jest naprawdę ekscytujące. Podczas takich sesji osoby uczą się od siebie wzajemnie i łączą odmienne style w całość. Dla klienta jest to dobra okazja do zdobycia tatuażu od dwóch osób równocześnie. Staram się kolaborować za każdym razem, gdy tylko nadarzy się okazja. Zdarzyło nam się z Pierrem i Scalem z „TattooMania” tatuować wspólnie ramię. Podczas mojego ostatniego pobytu w Montrealu, razem z 8 kolegami (całym składem „TattooMania”) tatuowaliśmy klientowi nogę! Bam: Wiem, że nosisz na sobie tatuaż wykonany tradycyjną metodą tebori… Henrik: Horimasa z Tokio sprawił mi prezent tatuując tradycyjny motyw tą techniką. Było to ekscytujące i bardzo ciekawe doświadczenie, a jednocześnie eksperyment. Jestem pod wielkim wrażeniem jakości tych tatuaży, uczucia jakie towarzyszy wykonywaniu ich i kunsztu artystów pracujących tą techniką. Bam: Jak wygląda ostatni okaz z twojej kolekcji tatuaży? Czyją jeszcze pracę chciałbyś na sobie nosić?

TATTOOFEST 52

Henrik: Ostatni z moich tatuaży wykonał Kore Flatmo. Jest to duża czaszka na żebrach z tłem z fal. Chciałbym się wytatuować u wielu artystów: Luke’a Atkinsona, Shige, Vincenta z „TattooMania”… Chyba nie mam tyle wolnej skóry! Bam: Jak wygląda twój czas wolny? Henrik: Spędzam go z rodziną. Dużo pracuję, więc gdy mam wolną chwilę poświęcam ją żonie i dwóm synom. Staram się znajdować czas na malowanie (czasem wraz z żoną, która jest malarką). Rodzina, obok pracy, jest z pewnością najważniejsza w moim życiu. Bam: Gdybyś mógł mieszkać w wybranym miejscu na ziemi, gdzie chciałbyś się przenieść? Henrik: Myślę, że mając taką okazję, wyjechałbym z Francji, choć na dzień dzisiejszy wygodniej mi po prostu zostać tu i co roku gdzieś podróżować. Mam szansę pracować w branży, która pozwala na jeżdżenie po całym świecie, kocham to! Jeżeli kiedyś znajdę takie jedno miejsce, w którym chciałbym zostać, na pewno nie będę się wahał. Jedno jest pewne, jesień życia chcę spędzić w Azji.


TATTOOFEST 53


e l i o t É ’ L e Eric D

. dobr ym obserwatorem łem by sze w za , nię aź br w yo widzę „Zawsze miałem bujną które mnie inspirują. Filtruję to, co

entów tego świata, ewolucję człowieka. Jest wiele aspektów życia i wiele elem wycić ciemną stronę otaczającą uch ę buj pró , ucia ucz rzne nęt i wyrażam moje wew Odkąd pamiętam, pociągała mnie tematyka śmierci i innych mrocznych rzeczy. Dorastając, zdawałem sobie sprawę, że ten świat jest kształtowany na kłamstwach, chciwości i śmierci. Nie ma ucieczki od mrocznego przeznaczenia, które w przyszłości zgotuje nam świat technologii i geoinżynierii. Dlatego tworzę te organiczne i biomechaniczne prace, wyrażam koszma r, którego nikt nie zauważa. Rysowanie, sztuka i tatuaże są głęboką częścią mnie i stanowią mój sposób wyraże nia siebie i moich wyobrażeń.”

TATTOOFEST 56


„Myślę, że w kwestiach technicznych można dużo się nauczyć samemu, jeżeli tylko starasz się zwracać uwagę na problematyczne elementy.”

TATTOOFEST 57


Bam: W przypadku niektórych artystów, decyzja o  zostaniu tatuatorem przychodzi spontanicznie. Jak wyglądały twoje początki i czym zajmowałeś się wcześniej? ERIC: Odkąd pamiętam lubiłem rysować, ale zawsze było to hobby, zabawa, nigdy nie podejrzewałem, że będzie to częścią mojej pracy. Przed rozpoczęciem kariery tatuatora spełniałem się już w kilku artystycznych projektach. Grałem na perkusji w kapeli crust punkowej, później przez jakiś czas w black metalowej. Następnie pracowałem jako specjalista od naprawy fortepianów! Tak, wciąż wydaje mi się to zabawne. Bam: Co więc zdecydowało o wyborze tej drogi? ERIC: Po kilku miesiącach stażu i tatuowania po pracy, zrezygnowałem z naprawiania fortepianów. Wiedziałem już, co chcę robić. Uznałem, że tatuując na pełen etat mogę szlifować mój talent, zajmować się tym co kocham, a także spędzać czas w towarzystwie ludzi i artystów podobnych do mnie. Poczułem, że znalazłem swoje miejsce. Bam: Co cię inspiruje i dlaczego wiem, że odpowiedź będzie brzmiała „black metal”? ERIC: Ha, ha. Tak, black metal jest bardzo ważną częścią składową procesu powstawania moich tatuaży. Ciężka muzyka inspiruje mnie do tworzenia. Kiedy pracuję i słucham ulubionych dźwięków, po prostu czuję jak one kierują moimi igłami. To wszystko jest połączone: muzyka, myśli w mojej głowie i to, co moje dłonie za pomocą maszynki malują na ciele. Muzyka umożliwia kumulowanie dużej ilości energii. Dziękuję wszystkim tym death i black metalowym kapelom, których słucham. Jestem im wdzięczny za to, jaką rolę odgrywają w mojej twórczości. Inspiruję się również filmami science fiction, horrorami i historiami H.P. Lovecrafta. Bam: Specjalizujesz się w  mrocznych tatuażach bioorganicznych. Przywiązujesz dużą wagę do faktury swoich prac, która zdecydowanie wychodzi na pierwszy plan. Skąd wziął się pomysł tatuowania w ten sposób? ERIC: Zawsze staram się sprawić, żeby tatuaż jak najbardziej współgrał z anatomią klienta. Uważam, że biomechaniczne wzory muszą mieć zwartą strukturę, a jednocześnie być zintegrowane z ciałem. Lubię oglądać TATTOOFEST 58

jako rezultat idealne połączenie tych dwóch czynników. Widząc również to, co robią inni tatuatorzy, mam potrzebę stałego polepszania moich umiejętności, zwłaszcza jeżeli chodzi o perspektywę. Za nic jednak nie odpuszczę tatuowania detali i faktury. Bam: Poza tatuowaniem znajdujesz jeszcze czas na inne formy sztuki? ERIC: Rysowanie węglem wydaje mi się całkiem interesujące. Poza tym, staram się zmusić do spróbowania sił w malarstwie (do czego również namawiają mnie znajomi). Do tej pory miałem zaledwie jedno udane doświadczenie z malowaniem, przy okazji spotkania z moimi przyjaciółmi: Jackiem Ribeiro i Toxyc’iem. W tym roku zamierzam poważnie zabrać się za malowanie. Myślę, że to polubię, bo jest w tym sporo zabawy. Bam: Kto nauczył cię najwięcej jeżeli chodzi o cieniowanie? ERIC: Ostatnimi laty nauczyłem się wielu rzeczy od utalentowanych artystów, za dużo ich żebym mógł wszystko zapamiętać. Myślę, że w kwestiach technicznych można dużo się nauczyć samemu, jeżeli tylko starasz się zwracać uwagę na problematyczne elementy. Pamiętam, że w pierwszych latach mojego tatuowania Alex Harpin pokazał mi swój sposób cieniowania. Po latach nieco go zmieniłem, adaptując pod swój styl. Bam: Jak dużo czasu udaje ci się poświęcać na rysowanie, projektowanie wzorów? Jak to wyglądało gdy zaczynałeś, jak zaś teraz? ERIC: Rysunek jest oczywiście podstawą. Ostatnio bardzo poważnie zacząłem podchodzić do rysunków, ponieważ stanowią one punkt odniesienia dla moich klientów, one są dla nich. Gdy zaczynałem, nie byłem takim perfekcjonistą jak teraz: spędzałem wystarczająco dużo czasu na wykończeniu rysunku i szczegółów, ale nie dość na dopracowaniu formy i samego pomysłu. To jest największa różnica pomiędzy moim podejściem sprzed kilku lat, a obecnym. Mimo, że teraz często moje rysunki wydają się szybkimi szkicami, tak naprawdę poświęcam im dużo więcej czasu i energii niż kiedyś. Bam: Ile miałeś lat gdy posadziłeś sobie pierwszego buraka? Masz go nadal czy jest przykryty?

ERIC: Ha, ha. Mam świetne wspomnienia z tym związane! Kiedy miałem 16 lat, mój znajomy wytatuował mi własnoręcznie wykonaną maszynką krzyczącą twarz na ramieniu. Moja mama była strasznie zła, pytała „co to jest?!”. Cóż, ten tatuaż był naprawdę brzydki. Teraz jest już przykryty. Bam: Co wypełnia twój czas wolny? ERIC: Lubię chodzić na metalowe koncerty. Nie ma lepszego sposobu na naładowanie się energią niż słuchanie niezłej kapeli. Tak często, jak tyko jest to możliwe, odwiedzam moich przyjaciół mieszkających w górach w  Quebeku. Czasem mam silną potrzebę oderwania się od wszystkiego i takie wyjazdy zawsze się sprawdzają. Przyroda jest tam cudowna i w ogóle jest pięknie. Bam: Nie wspomniałeś o swoim Firebirdzie z 1970 roku. Jak się ma twoje maleństwo? ERIC: O taaak! Samochód jest moim kolejnym hobby. Uważam, że niektóre stare samochody to dzieła sztuki. Zawsze podobały mi się Firebirdy, tym bardziej jestem dumny z posiadania własnego, zwłaszcza, że nie jest to pospolity okaz, sprowadziłem go z Teksasu. Zimą trzymam go w garażu, wraz z  nadejściem wiosny będę musiał przy nim trochę popracować. Uczę się mechaniki i liczę na to, że pewnego dnia wszystko będę potrafił zrobić samodzielnie. Auto ma silnik V8 383, co daje ponad 450 koni mechanicznych, możesz sobie wyobrazić jak satysfakcjonująca jest jazda nim?! Bam: Jak mieszka ci się w Kanadzie? ERIC: Mieszkam niedaleko Montrealu, bardzo mi się tu podoba. Mamy tu długie i mroźne zimy z dużą ilością śniegu, za to latem jest bardzo ciepło. Montreal ma świetną i znaną scenę metalową, ponadto odbywają się tu bardzo dobre konwencje tatuażu. Jednak pewne miejsca w Europie, które udało mi się do tej pory odwiedzić, jak Praga, Kraków, Londyn… i jeszcze kilka innych, po prostu wprawiły mnie w osłupienie. Chciałbym bardzo podziękować magazynowi TattooFest za ten wywiad, była to dla mnie przyjemność. Mam nadzieję, że następnym razem, gdy będę w Polsce, uda nam się spotkać! www.myspace.com/ necromozone


Eric De L’Étoile

TATTOOFEST 59


Debiutancką płytę wydaliście pod koniec 2005, mamy teraz 2010 i nareszcie pojawił się nowy album. Jakie odczucia są z tym związane, dlaczego tak długo kazaliście nam czekać na nowy materiał? Żeby opisać wszystkie czynniki jakie miały wpływ na ten stan rzeczy, nie starczyłoby chyba stron tej szacownej gazety, ha, ha. Najważniejszą przyczyną była zmiana składu, nigdy nie zawiesiliśmy działalności, ale do pracy nad płytą potrzebowaliśmy odpowiednich ludzi. Mieliśmy też problem, żeby wbić się w wolny termin w studio. Materiał nagrywaliśmy w Łodzi z uznanym (a co za tym idzie, wiecznie zajętym) realizatorem Maćkiem Mularczykiem. Nie zawsze dało się pogodzić jego nieliczne, wolne chwile z ogromnym ciśnieniem jakie mieliśmy, aby pchać to do przodu. Inną kwestią jest to, że zrealizował nam ten materiał po przyjacielsku, więc na kilka spraw związanych z terminem nie mieliśmy wpływu. Na obsuwę złożyło się też kilka mniej lub bardziej istotnych spraw typowo życiowych, ale nie ma to już znaczenia. Można powiedzieć, że jesteście w pełni zadowoleni z jakości i poziomu nagrania nowego wydawnictwa? Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu. Oczywiście, jak to w przypadku każdego dzieła bywa, znaleźlibyśmy kilka rzeczy do poprawienia, ale są to sprawy typowo kosmetyczne. Ten materiał powstał spontanicznie, zarezerwowaliśmy sobie studio mając tylko 2 kawałki, wyznaczyliśmy sobie niespełna trzymiesięczny deadline na zrobienie płyty i konsekwentnie z Marecem, codziennie poświęcaliśmy co najmniej godzinę na pracę nad tą płytą. Potem przyszedł Dzwon, dołożył swoje pomysły. Żaden dźwięk na tej płycie nie jest przypadkowy, byliśmy obecni w każdej fazie produkcji tego materiału. Nic nie odbywało się drogą korespondencji z realizatorem, zatem możemy podpisać się obiema łapami pod tym krążkiem. Myślę, że udało nam się nie zatracić swojego stylu, który skromnie odsłoniła pierwsza płyta. Rozwinęliśmy się, popracowaliśmy nad brzmieniem i uważam, że bez względu na to, czy komuś drugi album FOR przypadnie do gustu czy nie, to oddajemy „produkt” na poziomie, z dobrym brzmieniem i na swój sposób nowatorski, szczególnie biorąc pod uwagę realia polskiej sceny.

TATTOOFEST 60

Moim zdaniem, nowa płyta jest bardzo dopracowana i na wysokim poziomie. Oby ludzie dali wam szansę i spróbowali do tego podejść z otwartym umysłem. Wnioskując po niektórych opiniach zamieszczonych w necie, ciąży nad wami tzw. fatum pierwszej płyty. Dzięki. Jesteś chyba jedyną osobą poza nami, która przesłuchała przed premierą tą płytę w całości. Fatum pierwszej płyty to miłe uczucie, bo jak na razie nie mamy się czego wstydzić. Parę lat temu, odbiór pierwszego krążka przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. My byliśmy i jesteśmy załogą, która nigdy nie szukała poklasku, nie musimy nikomu imponować i na siłę stwarzać wokół siebie sztucznej atmosfery, aby być w jakimkolwiek stopniu zauważonym. To wszystko, co do tej pory jest za nami,

internetowe, dostajemy jeszcze maile, komentarze na różnych profilach, z wieloma ludźmi rozmawiamy po koncertach, to daje nam siłę i gdyby kilka negatywnych opinii (które również są potrzebne) miało spowodować naszą załamkę lub założenie ciepłych kapci, to tak naprawdę bylibyśmy hipokrytami, których postawa hardcore niczego nie nauczyła. My robimy swoje, tylko to nas rajcuje i interesuje. Od początku jesteśmy tacy sami, bo nie zmienił się trzon tej kapeli, bez względu na to, co kilka osób sobie myśli. Te „nowe” osoby w składzie mają już bogaty staż scenowy i tylko wzmocniły kierunek i założenia jakie wyznaczyło sobie FOR wiele lat temu. Czyli rozumiem, że jesteście gotowi do boju. W okresie 2005/2006 byliście u szczytu

„Behind The Silence”, czyli że co? Koniec z ciszą? Dajecie o sobie głośno znać całemu światu, że nadchodzicie? Koniec z ciszą, a na dowód tego, że tej ciszy tak na prawdę nie było, serwujemy najnowsze dziecko ekipy z „Jersey”. A odnośnie Jersey Crew, istnieje jeszcze ta wasza ekipa, jak wygląda obecnie lokalna scena hardcore w Dzierżonowie? Ekipa istnieje, choć niestety jest to już głównie stara gwardia, która jakimś cudem jeszcze tutaj siedzi. Wiele osób wyjechało, a ze względu na to, że nie mamy klubu gdzie można zorganizować jakiś gig, młodzież nie garnie się zbytnio żeby wspomóc nas w tej ekipie. Dzierżoniów to super miejsce, jest tu masa dzieciaków interesujących się fajnymi rzeczami, w tym szeroko pojętą

Face of Reality po dość długim okresie stagnacji wracają z nową płytą „Behind The Silence”. W czasie luźnej rozmowy na „gg”, perkusista FOR - xZbytx opowiedział mi, co słychać w szeregach ekipy z „Jersey”. zawdzięczamy temu, że nasza muzyka broniła się sama, że nie musieliśmy nigdy nikogo o nic prosić, o to by zagrać na ważnych gigach, by ktoś zrobił z nami wywiad w poczytnym zinie lub napisał pochlebną recenzję. Dzięki FOR poznaliśmy masę pozytywnych ludzi, którzy robią nam koncerty, chodzą na nie, kupują płyty, nie musieliśmy nigdy nachalnie nakręcać żadnego marketingu by zaistnieć. Tym bardziej smuci fakt, że niektóre z tych osób odwróciły się od nas nie wiadomo z jakiej przyczyny. Opinie, o których mówisz, to tak naprawdę margines, być może są zauważalne w większym stopniu niż mają realne znaczenie, bo wynika to stąd, że publikowane są w chętnie odwiedzanych miejscach w necie. Ale scena to nie tylko fora

formy, mówię tu o bardzo licznych koncertach i trasach, nie wspominając, że każdy wiedział, co to jest FOR. Czy myślisz, że po wydanej płycie „Behind The Silence” uda wam się wrócić do dawnej formy? Jakkolwiek nieskromnie to zabrzmi, to nigdy nie byliśmy w lepszej formie! Ciągle gramy koncerty, udzielamy wywiadów, więc grunt pod nowy album jest odpowiednio przygotowany! Wyszedł nowy klip, dzięki któremu jeszcze więcej osób wie, co to jest FOR, jesteśmy gotowi do boju, bez względu na przeciwności. Czekamy niecierpliwie by wziąć w końcu do ręki wydany album i ruszyć z nim do ludzi. Tytuł nowej płyty ma jakieś szczególne znaczenie?

ciężką muzą, jest tu silna ekipa deskorolkowa, mamy góry za oknem, sporo osób jeździ na snowboardach, bmx - ach. Jest tu ciekawa załoga, która tylko czeka na koncerty. W złotych czasach Jersey Crew, gdy mieliśmy knajpę z chętnym na gigi właścicielem, niemal regularnie na koncertach bywało 250 osób… Na nowej płycie, obok świeżych kawałków, zdecydowaliście się dodać nieco starszy lecz nigdzie niepublikowany wcześniej numer „Empty Words”, który dość wymownie traktuje o pozerstwie na scenie. Mimo upływu czasu klip, jak i sam numer, jest niestety nadal aktualny… Niestety, numer jest wciąż aktualny i zawsze będzie. Nie musisz grać w kapeli, by jego


Nawiązując do samej grafiki „Dead Nation” zainspirowana była sprawą Tybetu. Natomiast „Behind Silence” ma znamiona kultury japońskiej, skąd ta zmiana? Czy to tylko tzw. wizja grafika, aby ucieszyć oko, a może coś więcej? Jeśli chodzi o pierwszy album to postanowiliśmy w całości poświęcić go problemom Tybetu. Klip, okładka, tytuł, wszystko było z tym związane. Chcieliśmy oddać głos w tej sprawie,

Hans - wokale Dzwonek - gitara Marec - git/wokal Jaroh - bass xZbytx - perkusja punkowym numerem. Już nie wspomnę o wspaniałych, melodyjnych chórkach robionych przez Mareca, jego wirtuozyjnych wygibasach na gitarze i rożnych innych smaczkach. Zatem jak najlepiej określić, zareklamować nowe brzmienie, nową płytę FOR? He, he, płyta jest zróżnicowana, a jednocześnie wszystko trzyma się kupy, każdy numer jest inny, ale tworzy swoistą całość z resztą. Płyta jest nieszablonowa, ale bazuje na przyswajalnych patentach, jest lekka, a gdy trzeba mega mocna, jest tam wszystko, co wyznacza nasz styl i nasze fascynacje muzyczne, a z drugiej strony nie porównasz jej z płytą żadnej innej kapeli! Jest na pewno JAKAŚ i to jest jej największa zaleta. Może ci

chcieliśmy, aby pierwszy nasz album traktował o czymś ważnym. Jeśli chodzi o drugą płytę, to zdecydowaliśmy się pozostać na Wschodzie, bo to miejsce bliskie naszym sercom. Poza tym, nie jarają nas kastety i trupie czaszki. Zdajemy sobie sprawę z tego, że kogoś może to rozczarować, ale nie mamy zamiaru się po raz setny po kimś powtarzać. Nowa szata jest co prawda związana z Japonią, ale niezbyt ściśle. Użyliśmy gejszy ze względu na to, że jest bodaj najmocniejszym symbolem w ikonografii Wschodu. Odpowiednio ją przestylizowaliśmy, by w eklektyczny sposób wyrażała ogół kultury wschodniej, a tytuł płyty akcentował nieme przyzwolenie na wchłonięcie kolebki alternatywnego myślenia przez technokratyczne,

Można dostać jeszcze gdzieś waszą pierwszą płytę? Ha, ha, sam bym się chętnie tego dowiedział. Niby w wielu sklepach internetowych jest, ale czy rzeczywiście, to nie wiem. My również chętnie pozyskalibyśmy co najmniej kilkadziesiąt egzemplarzy, bo często ludzie na koncertach pytają o to, ale zupełnie nie mam pojęcia czy wydawca (SHING) tego albumu jeszcze działa, czy można ją dostać u niego i jak to w ogóle wygląda. Każdy z nas ma po jednym egzemplarzu… A jak wasi najbliżsi reagują na granie w kapeli? Dopingują was czy może stukają się w głowę, że marnujecie czas na jeżdżenie po kraju i granie? Fajne pytanie. Często rozmawiamy o tym w drodze na jakiś

koncert. Generalnie wszyscy nas wspierają. To jest takie pozytywne hobby, na które tracisz mnóstwo kasy, ale które napędza cię do życia. Wiesz, niektórym trudno zrozumieć, co jest fajnego w jechaniu ciasnym autem kilkaset kilometrów, gdzie poza frajdą nic z tego nie masz, a najczęściej tylko dokładasz, zarywasz robotę, czasem grasz dla garstki ludzi, ale jak wracasz do domu, dobrze zjesz i się wyśpisz to myślisz już o następnym wyjeździe. To wciąga, to jest pasja i dopóki nie robisz tego na siłę, zawsze będziesz czerpał z tego radość. Gdy zaczynaliśmy grać, to właśnie rodzina wsparła nas i dzięki temu, że wtedy mogliśmy spróbować, robimy to nadal. Pod koniec 2009 zagraliście małą trasę, rozumiem, że macie miłe wspomnienia. Jak się ma polska scena oceniając ją z różnych miejsc kraju? Wspomnienia są bardzo miłe: super klimat, super zabawa. Nie odnosiłbym kondycji polskiej sceny do tej trasy, ale generalnie jest nieźle, jeśli jest dobra promocja, plakaty itp. to ludzi jest dużo, jeśli promocja kuleje to bez względu na skład nie ma co liczyć na tłumy, bo niby jak ktoś ma się dowiedzieć, że jest interesujący go koncert. Graliśmy już niemal w każdym zakątku Polski i raczej nie ma reguły na to, gdzie jest dobrze, a gdzie nie. Bywaliśmy na koncertach gdzie było kilkaset osób, a spodziewaliśmy się kilkunastu i odwrotnie. Generalnie jest masa gigów w Polsce, czasem odczuwa się przesyt, przez co niektórzy robią się przesadnie wybredni, ale sam często nie jestem w stanie zobaczyć w okolicy wszystkiego, co mnie interesuje. Jakie macie teraz plany? Przede wszystkim, żeby album nie przepadł potrzebna jest duża promocja, granie jak największej ilości koncertów. Na wiosnę planujemy trasę. Dzięki temu, że materiał wyjdzie nakładem Spook Records możemy wreszcie zamknąć ten etap i skupić się na szybszym tempie ukazania się kolejnej płyty. Już rozpoczęliśmy prace nad nowym albumem. Jestem pewien, że teraz pójdzie znacznie szybciej: jest zajawka, są pomysły, są utalentowani ludzie, którzy chcą coś robić, więc myślę, że będzie dobrze! Planujemy iść ciągle do przodu, nie robić nic na siłę. Po prostu być sobą Tego wam życzę! Rozmawiał Dawid Krąkowski

TATTOOFEST 61

www.spookrecords.com

bądź totalitarne systemy. Obawiam się, że dożyliśmy czasów, w których słowo „bukkake” jest popularniejsze od „zen”. To wszystko dzieje się na naszych oczach, a my zachowujemy milczenie. Szata graficzna „Behind The Silenie” ściśle wiąże się z tytułem. Jej siła tkwi w tym, że patrząc na jej front i czytając tytuł płyty, sam możesz odpowiedzieć sobie na wiele pytań oraz zinterpretować ją na swój sposób. Myślę, że każdy kto kupi płytę i rozłoży w całości okładkę, dokładnie będzie wiedział, o co chodzi! Dodam, że autorem okładki, podobnie jak 90% wszelkich projektów graficznych, które wykorzystujemy w FOR jest nasz gitarzysta Dzwonek. Jest również odpowiedzialny za layout strony, wzory większości koszulek, wlepek itp.

www.myspace.com/faceofreality

Swój album promujecie clipem do „God Fearing”, który jest typowo metalcorowy, ale na płycie jest np. „Police Bastard”, który jest iście

się nie podobać, możesz ją uwielbiać, ale nie powiesz, że jest do czegoś podobna, że słychać na niej czyjeś wpływy. Niech każdy przekona się sam. Jeśli miałbym ją zaadresować do tzw. real true ortodox pure hardcore to wymaga jedynie otwartego umysłu, aby każdy bez względu na preferencje znalazł tam coś dla siebie.

www.faceofreality.org

treść dotyczyła również ciebie. Zawsze znajdzie się jakiś internetowy cwaniak, którego jedyną rozrywką jest zrobić ci koło tyłka! Potem okazuje się, że to twój dobry kumpel. Kawałek jest zainspirowany prawdziwą historią. Znam kilka takich osób, które w odniesieniu do FOR myślą, że jakąś chorą nagonką uda im się sprowokować nas do równie chorych akcji. Wiele z tych osób, oprócz onanizmu przed monitorem nie może pochwalić się żadnym osiągnięciem, a ich jedynym celem jest wylewanie jadu i swych chorych frustracji przed komputerem. Wszystkim tym kolesiom przekazujemy serdeczne fuck off!


kudi chicks Fot. Janel, Artraged Photography, www. dangerouslydolly.com

TATTOOFEST 62

„Serduszkowe” zdjęcia Lindy mają na celu wprowadzić Was w klimat dnia zakochanych, który jest tak samo amerykański jak nasza modelka. Nieraz jakiś znajomy płci męskiej pytał „czy te dziewczyny nie mogłyby być bardziej rozebrane?”. Mam nadzieję, że wyżej wspomniani koledzy tym razem będą zadowoleni. Linda ma 23 lata, od 6 próbuje swoich sił jako tatuatorka, aktualnie oddaje się swojej pasji na Florydzie, ale niebawem czeka ją przeprowadzka. Ujęła mnie urodą i zaintrygowała tatuażami, które na sobie nosi.


Krysia: Na twoim MySpace znajduje się niewielkie portfolio. Jak idzie ci tatuowanie, pracujesz gdzieś na stałe? Jak wygląda twoje życie zawodowe? Linda: Odkąd skończyłam 17 lat, postanowiłam że tatuowanie będzie moją jedyną w życiu dro-

Krysia: Zauważyłam, że posiadasz tatuaże ideologiczne, mówiące o tym kim jesteś i jakimi zasadami kierujesz się w życiu, rozumiem więc, że są one jakimś sposobem na wyrażenie siebie. Opowiedz jak dobierasz wzory. Linda: O tak, mam tego dużo. W tym momencie tatuaż, z którym najbardziej się utożsamiam to ten, który całkowicie pokrywa mój piszczel, są na nim różnego rodzaju warzywa i napis „loud and proud VEGAN”. Niektóre z tatuaży musiałam dobrze i długo przemyśleć, niektóre powstawały na przestrzeni roku, jeszcze inne pojawiały się spontanicznie i szybko. Krysia: Kiedy zdecydowałaś się na życie beż używek, opowiedz trochę o swoich poglądach, ideologii… Linda: Jestem Straight Edge od ponad 5 lat, jest to ważna część mojego życia. Mam duży szacunek dla innych entuzjastów tej

Fot. Blast Em Photography

Krysia: Co jeszcze chciałabyś mieć, jest może jakiś artysta, o którego pracy marzysz? Linda: Jest jeszcze kilku artystów, od których chciałabym tatuaże, zanim całkowicie skończy mi się miejsce, będą to: Derek Noble, Carlos Torres, Myke Chambers, Victor Portugal, Rachi Brains. Chcę się tatuować u artystów, których najbardziej podziwiam, w ten sposób nigdy nie będę żałowała danego wyboru.

kudi chicks

gą zawodową. Bardzo się cieszę i jestem wdzięczna, że mogę to robić. Nie jestem geniuszem, ale spokojnie stać mnie na wykonanie porządnej pracy. Nie zamierzam rezygnować. Poza tym założyłam firmę z ciuchami o nazwie Native Clothing. Pozwala to zarówno mnie, jak i innym artystom na rozwijanie się w nieco innym kierunku niż tatuaż. Pierwsza linia sprzedaje się dobrze i nie mogę się już doczekać, co przyniesie przyszłość

Fot. Janel, Artraged Photography, www. dangerouslydolly.com

Krysia: Opowiedz o tym, co masz na sobie i kto cię tatuował? Linda: To długa historia, zwłaszcza, że spory procent mojego ciała jest nimi pokryty. Mam tatuaże od Nikko, Jasona Ackermana, Cesara Moralesa, Chrisa Deangela, Jimmy’ego Schlotterhausen… Ta lista jest bardzo długa. Prace, które mam na sobie są bardzo zróżnicowane, od własnego portretu na udzie, po napis „Zombie” rozpostarty na brzuchu.

ideologii, ale muszę przyznać, że jestem troszkę inna niż większość z nich. Nie spotkasz mnie wykrzykującej hasła SxE w twarz innym ludziom. Nie piję, nie palę, nie biorę dragów i jest to tylko moja sprawa. Znam wiele osób, które piją i imprezują i to jest ich wybór, który szanuję. Nie staram się osądzać innych ludzi tylko dlatego, że ich styl życie różni się od mojego.

Fot. Blast Em Photography

Krysia: Skąd wzięła się twoja fascynacja tatuażem i od kiedy się tatuujesz? Linda: Moja fascynacja trwa odkąd sięgam pamięcią. Kiedy byłam dzieciakiem myszkowałam po pobliskiej stacji benzynowej w poszukiwaniu magazynów o tatuażach. Spędzałam wtedy całe godziny oglądając wszystkie te tatuaże i planując własne. Miałam18 lat gdy zdecydowałam się na pierwszy, zabawne bo było to rok po tym jak sama zaczęłam tatuować.

Krysia: Sesje zdjęciowe - często zdarza ci się w nich uczestniczyć, kto cię o nie prosi i dla jakich potrzeb? Lubisz pozować? Linda: Modelingiem zajmuję się w sumie od dziecka, więc pozowanie przychodzi mi naturalnie, serio! Jest to dobra zabawa i sposób na aktywowanie mojej kreatywności,

TATTOOFEST 63


Fot. Blast Em Photography

poza tym są z tego niezłe pieniądze, więc jest wprost idealne! Wcześniej zastanawiałam się czy wraz ze wzrostem ilości moich tatuaży spadnie liczba zleceń trafiających do mnie. Uważam jednak, że jest wprost odwrotnie. Myślę, że to tylko otworzyło mi więcej dróg i wpłynęło na rozwój mojej kariery. Krysia: Masz w domu kilka wspaniałych zwierzaków - parę słów o nich. Linda: Moje zwierzaki są jak moje dzieci. Z racji tego, że raczej nie chcę mieć własnych, mój chłopak i ja jesteśmy bardzo przywiązani do naszych zwierząt. Mamy siedmioletniego boksera i dwumiesięcznego buldoga francuskiego, jak również dwuletniego kota sfinksa. Dużo udzielamy się przy ratowaniu i pomocy innym zwierzętom. Moja miłość do nich jest nieskończona!

Fot. Janel, Artraged Photography, www. dangerouslydolly.com

Fot. Janel, Artraged Photography, www. dangerouslydolly.com

Krysia: Tatuaże w USA jakie są i czy kogoś jeszcze zaskakują?

Linda: Tatuaż w Stanach rozwija się szybko i przez te dramatyczne programy w telewizji jest teraz bardzo wyraźnym trendem, dzięki temu staje się bardziej akceptowany. Ludzi nie szokują już tatuaże. Jeżeli chodzi o mnie, przechodniów najbardziej zaskakują moje półtoracalowe plugi, oglądają się za nimi częściej, niż za czymkolwiek innym. Krysia: Co fajnego można robić w wolnym czasie na Florydzie - opowiedz trochę o miejscu, w którym mieszkasz? Linda: Floryda jest jak raj. To jak niekończące się wakacje: pogoda jest niesamowita, jedzenie świetne. Miami to fantastyczne miejsce na spędzenie wakacji. Mieszkam tu od 2 lat i pracuję w super studiu w South Beach, ale zdecydowałam się przenieść do Austin w Teksasie, ponieważ czeka mnie tam wyjątkowa oferta pracy z „Gully Cat Tattoo”. Myślę, że będę gotowa zapuścić tam korzenie.


Fot. Janel, Artraged Photography, www. dangerouslydolly.com

Fot. Janel, Artraged Photography, www. dangerouslydolly.com

Fot. David Benoliel

kudi chicks www.modelofmayhem.com www.thenativebrand.com www.myspace.com/modelofmayhem

TATTOOFEST 65

Fot. Janel, Artraged Photography, www. dangerouslydolly.com

Fot. David Benoliel


Sławek Myśków, Nautilus Tattoo,

Sławek Myśkó

w, Nautilus Ta

Sławek Myśków, Nautilus Tattoo,

ttoo, Wrocław

a

lestus, Warszaw

Bartosz Panas, Gu

TATTOOFEST 68

Bartosz Panas, Gules

Wrocław

tus, Warszawa

Wrocław


Tofi, Ink-Ognito, Rybnik

Tofi, Ink-Ognito,

Rybnik

Tofi, Ink-Ognito, Rybnik

, Rybnik

Enzo, Ink-Ognito

TATTOOFEST 69


nań

Rogal, Jazz-Tattoo, Poz

Darecki, Darkness Tattoo, Świdnica

Krzysiek, Azazel,

Adam Jaroszewicz, Guru Tattoo,

Bartosz Panas, Gulestus, Warszawa

TATTOOFEST 70

Wrocław

Milanówek


Doman, Bloody Tears,

Warszawa

Magda, Azazel, Milan贸

wek

Doman, Bloody Tears,

Warszawa

Izabela, Kult Tattoo, Kra

k贸w

k贸w

t Tattoo, Kra

Izabela, Kul

TATTOOFEST 71


Milanówek

Ka

Londyn li, Pain Divine,

Batoon, Aza

zel, Milanów

ek

Batoon, Azazel,

Damian, Ultra Tattoo, Wrocław

TATTOOFEST 72


Daveee, Kult Tattoo, Kra

k贸w

TATTOOFEST 73



TF # 34, February 2010