Page 1

G A Z E T A

B E Z P Ł A T N A

GRUDZIEŃ 2018/ NR 12

NIEZALEŻNY MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO – KULTURALNY

ISSN 2657-3636

Człowiek spotkania. Kazimierz Wiszniowski – pro memoria

Na skórze malowane – wywiad z twórcą tatuażu Mariuszem Wójcikiem

„Zawsze szukaj dobra w człowieku. Tego dobra jest zawsze więcej niż zła!” – pouczał, czy raczej radził pan Ziutek młodszemu koledze: nauczycielowi, społecznikowi i politykowi.

Łukasz Małecki: Na samym początku opowiedz może, od czego to wszystko się zaczęło? Ile lat już działasz w tej branży? Mariusz „Wuju” Wójcik: Przygodę z wykonywaniem tatuaży rozpocząłem mniej więcej na początku lat dziewięćdziesiątych – był to przełom mojej pierwszej i drugiej klasy szkoły średniej. Trochę czasu jak widać już od tamtej pory upłynęło. Czy pamiętasz swój pierwszy wykonany tatuaż? Kim był jego właściciel? Bardzo się denerwowałeś? Pamiętam, że pierwszym tatuażem, jaki wykonałem była przysługa, o którą poprosił mnie mój kolega z dawnych lat Maciek. Miał na ciele jakiegoś „starego buraka” (śmiech) i poprosił mnie o jego poprawienie, „wycieniowanie”, i takie tam… Nie miałem wtedy o tym zielonego pojęcia, ale powolutku próbowaliśmy na jego skórze „wykuć” pierwsze moje „cienie” i pierwsze linie. To były moje pierwsze kroki. Nerwów było dużo – trzęsące się ręce, totalna niewiedza i igła skacząca we wszystkie strony (śmiech). Ma ten tatuaż do dzisiaj. Proponowałem mu, żeby go jeszcze poprawić, ale on nie chce. Podoba mu się taki, jaki jest (śmiech).

Fot. Andrzej Busz

Kiedyś tatuaże kojarzyły się wyłącznie ze środowiskiem kryminalnym oraz ludźmi z tzw. „półświatka”. Jak jest dzisiaj? Kto stanowi obecnie Twoją klientelę?

P

iękna rada brzmi prosto, lecz jakoś staromodnie, bo doświadczenie uczy nas, że im prostsza jest jakaś życiowa zasada, tym trudniejsza jest ona do realizacji. Dzieje się tak dlatego, iż sprawy proste dotykają

najgłębszych sfer naszej duszy, demaskują najskrytsze strategie obronne i wzbudzają najwięcej lęku o siebie samego. Czym bardziej anielska jest wiedza i mądrość, jaką przekazują nam boży posłannicy, tym

bardziej budzi się w nas wylęknione zwierzątko (lub agresywna bestia). Dlatego też piękne i proste rady najczęściej pozostają pustymi frazesami.

Rozrzut jest bardzo duży. Obecnie tatuują się wszyscy – księża, lekarze, prokuratorzy, policjanci, jak i zwykli „zjadacze chleba”. I w każdym wieku. Nie ma żadnych ograniczeń. Jedyne, co trzeba zaznaczyć, to to że w pewnym, starszym wieku skóra nie ma już tej elastyczności i tatuaż jest trudniejszy do wykonania. Na takiej skórze trudniej się pracuje. Dokończenie na s. 4

Dokończenie na s. 2

Jesteśmy na • Twitter/TuZyjemy • fb/tarnobrzegtuzyjemy • www.tarnobrzegtuzyjemy.pl

Marsz Pamięci Wystrzałowy Tarnobrzeski stadion po raz piąty czas s. 2

s. 3

ma patrona...

s. 5

Wyborcą jest każdy obywatel państwa s. 6


G R U D Z I E Ń 2018/ N R 1 2

str. 2

Marsz Pamięci po raz piąty 2 października 1939 roku Niemcy wypędzili wszystkich Tarnobrzeskich Żydów za San, do sowieckiej strefy okupacyjnej. Tym samym zakończyła się bezpowrotnie ponad trzywiekowa ich bytność w naszym mieście.

P

braci w wierze”, ale też miał uruchomić proces odzyskiwania pamięci o nich. To ostatnie wydaje się szczególnie ważne gdyż, co wielokrotnie podkreślam, w latach wojny i po jej zakończeniu dokonał się

Fot. Bogdan Myśliwiec

ięć lat temu Tarnobrzeskie Towarzystwo Historyczne zorganizowało właśnie w drugi dzień października pierwszy Marsz Pamięci, który miał być nie tylko złożonym hołdem dla naszych „starszych

podwójny Holokaust. Pierwszy z niemieckich rąk – fizyczna zagłada Żydów, drugi wyrzucenie ich ze zbiorowej pamięci i wymazanie z historycznej narracji o naszych dziejach. Wspomniany Marsz Pamięci, który wiedzie trasą od byłej synagogi na „nowy” cmentarz żydowski przy ulicy M. Dąbrowskiej, co niezmiernie ważne, nie okazał się być efemerydą, ale znalazł kontynuację w kolejnych latach. Gromadzi on co prawda niewielką grupę osób, ale w myśl porzekadła iż „kropla drąży skałę” może być zaczynem wspomnianego przywracania pamięci. Szczególnie cieszy udział w tym Marszu młodzieży, bo przecież to ona będzie w przyszłości budować lokalną narrację historyczną. Warto wspomnieć również iż w ten symboliczny dla Tarnobrzega dzień, nie ograniczamy się jedynie do wspomnianego Marszu, ale staramy się by towarzyszył mu dodatkowy przekaz, bądź to w formie wykładu, bądź występu artystycznego czy też ekumenicznej modlitwy. Żywimy ogromną nadzieję, iż kolejne

lata zaowocują nie tylko kontynuacją marszu, lecz także dalszymi pomysłami na upamiętnienie tarnobrzeskich Żydów. Szczególnie ważnym wydaje się umieszczenie tablicy w miejscu „starego” cmentarza żydowskiego, oraz lokacja gotowego w zarysie turystyczno – historycznego szlaku opowiadającego o losach naszych sąsiadów. Tadeusz Zych

Marsz Pamięci Tarnobrzeskich Żydów to inicjatywa mająca utrwalać pamięć o społeczności żydowskiej w naszym mieście. Wpisuje się również w pamięć o Żydach – ofiarach holocaustu. Warto zaznaczyć, że Zgromadzenie Ogólne ONZ ustanowiło dzień 27 stycznia międzynarodowym dniem pamięci o ofiarach holocaustu. W wielu miastach odbywają sie okolicznościowe akcje czczące pamięć ofiar pochodzenia żydowskiego, pomordowanych w czasie II wojny światowej przez nazistowskie Niemcy. Tarnobrzeg również aktywnie podejmuje stosowne działania. (przypis red.)

Człowiek spotkania. Kazimierz Wiszniowski – pro memoria Dokończenie ze s. 1

Chyba, że... Boży Posłannik sam według tych słów żyje, zbierając przy tym (jak każdy prorok) razy i siniaki. Zaprawdę należą się takiemu kpiny i złośliwości otoczenia, bo człowiek to zaiste niebezpieczny! Wszak pozbawić umie bliźnich owego drogocennego komfortu drobnomieszczańskiej pewności siebie i swych burżuazyjnych zasad porządnego człowieka. W słowach Prezydenta Tarnobrzega, pana Dariusza Bożka, który w imieniu mieszkańców miasta pożegnał Zmarłego wszyscy wyczuwali głębokie przejęcie. Przypomniał nam bowiem, że pan Kazimierz nawet wtedy, gdy został wysokim urzędnikiem, pozostawał po prostu dobrym człowiekiem. Znakiem nadziei może być fakt, że nowy zarząd Tarnobrzega swe urzędowania rozpoczął minutą pamięci o człowieku, który na swoją władzę patrzył wyłącznie jak na służbę, który „w życiu poszukiwał Boga, a na ziemi człowieka”. Ten aspekt życiowego stylu Pana Kazimierza zaakcentowała wiceprezes tarnobrzeskiego KIK-u, pani Elżbieta Gołąbek. Pokazała, że poetyckie „Śpieszmy się kochać ludzi” rozumiał on jako: „śpieszmy się służyć ludziom”. Wszystko co robił było służbą: i modlitewne spotkania, i literackie wieczory (często trudno było odróżnić jedne od drugich, bo tak bardzo Bóg i człowiek w jego sercu byli połączeni), i pomoc biednym rodzinom (nie tylko chleb powszedni,

ale i porada prawna, kolonie i koncerty, bo biedny i tego potrzebuje!). Dla mnie wyjątkowo mocno zabrzmiało świadectwo o tym, że Pan Kazimierz umiał do swych dzieł włączać innych (nawet jak nie bardzo mieli na to ochotę). Najmniejszego nawet patosu nie wyczuliśmy w słowach księdza Leszka Pachuty, który porównał pana Kazimierza do świętego Franciszka. Wbrew współczesnej pop-kulturze Biedaczyna z Asyżu nie był „pobożnym milusińskim” - on niepokoił, nastawał w porę i nie w porę, demaskował i walczył. Szef sandomierskich wydawców i drukarzy wyjaśnił sens franciszkańskiej drogi tarnobrzeskiego biedaczyny - poety: „Kazimierz zawsze prosił dla innych. Żył na tym świecie, ale tak jakby nie był z tego świata. Cieszył się małymi rzeczami, drobnymi sprawami”. Mowy pożegnalne zakończył dominikanin, o. Andrzej, który przypomniał postać ojca Warzyńca Wawro OP, przeora z lat stanu wojennego, wraz z którym Pan Kazimierz zaczynał KIK. Przypomniał też o przyjaźni, jaka łączyła Zmarłego z całą ekipą Radio Leliwa i o pięknym pożegnaniu, jakie jego prezes, pan Bogdan Szwedo wypowiedział w kazimierzowej audycji „Spotkania”. Dominikanin realistycznie i stanowczo przypomniał o wielkim i ofiarnym trudzie najbliższej rodziny (żony, córki, syna i zięcia), którym w ostatnich latach coraz trudniej było opiekować się kochanym tatą, bo ten tak był zafrasowany

sprawami innych, że zupełnie nie frasował się o siebie i swoje podstawowe potrzeby. Zakończyć chcę te żałobne impresje kilkoma faktami i datami, które ukonkretnią postać. W lutym 1940 roku urodziła go Jadwiga z tarnobrzeskiego rodu Gałuszków. Tatą był młody, utalentowany dyrektor Ubezpieczalni Kazimierz Wiszniowski, który pochodził „gdzieś ze wschodu”. Od początku zaangażowany w antyniemiecką konspirację, jako członek „Odwetu” w budynku Ubezpieczalni (dziś Przychodnia Specjalistyczna na ul. Mickiewicza) organizował druk ulotek i biuletynów. W marcu 1941 roku aresztowany wraz z dwoma kolegami (o czym przypomina tablica, jaką w 50. lecie wydarzeń umieścił na budynku syn) i osadzony w KL Auschwitz, gdzie tego samego roku zginął. Młodą matkę z rocznym synkiem wspomagali państwo Mleczkowie, czyli siostra i szwagier. Od tej pory ich synowie Andrzej i Jan byli dla niego najbliższą rodziną. Szkołę średnią ukończył w Krakowie, bo z tak „reakcyjnym” pochodzeniem pod okiem tarnobrzeskich UB-ków chybaby się mu to nie udało. Potem studia inżynierskie na Politechnice Krakowskiej i powrót do rodzinnego miasta. Kilka lat odpracowywał stypendium, jakie dały mu zakłady w Nowej Dębie, potem krótko pracował w TPB, bo szybko zrozumiał, że jego powołanie i pasja to nauczycielstwo. Uczył w legendarnej „Kozyrówie”,

w „Rolniku” a na końcu w elitarnym „Górniku”. W latach siedemdziesiątych przy Domu Kultury zorganizował miedzyszkolną trupę teatralną „Vox Humana”, z którą występowali po całej Polsce odnosząc znaczące sukcesy. Młodzi rozjechali się na studia, a największym sukcesem okazała się dozgonna przyjaźń zespołu młodych, którzy dzięki teatralnej przygodzie z Panem Kazimierzem „wyszli na ludzi”. „Solidarność”, stan wojenny i utrata posady nauczycielskiej w „Górniku” zbiegły się w czasie ze spotkaniem z wspomnianym już ojcem Wawrzyńcem. Od 1981 roku dom katechetyczny przy dominikańskim klasztorze coraz bardziej stawał się jego domem. Wśród nocy stanu wojennego coraz bardziej błyszczał jego organizatorski i poetycki talent. Wielki świat przypomniał sobie o nim w 1990 roku, kiedy mianowano go kuratorem oświaty województwa tarnobrzeskiego. To była jego ostatnia posada przed emeryturą. Życie i działalność Pana Kazimierza w ciągu następnych 27 lat tarnobrzeżanie, nawet ci młodsi znają z autopsji. Można sobie te sprawy z łatwością przypomnieć wstukując na klawiaturze komputera jego imię i nazwisko. Pojawią się wtedy piosenki w wykonaniu „Skaldów”, wywiady z nim samym i kolejne wspomnienia przyjaciół szczęśliwych, że go spotkali, smutnych, że już go na ziemi nie spotkają. Andrzej Bielat OP


G R U D Z I E Ń 2018/ N R 1 2

str. 3

J

eśli jesteś wierzycielem, który chce dochodzić swojego roszczenia od dłużnika, ale jednocześnie bierzesz pod uwagę możliwość pewnych ustępstw na jego rzecz, idealnym rozwiązaniem będzie zawezwanie do próby ugodowej czyli rozpoczęcie postepowania pojednawczego. Wniosek o zawezwanie do próby ugodowej, który ma formę pisma procesowego składa się bez względu na wartość przedmiotu sporu do Sądu Rejonowego. Od wartości przedmiotu sporu zależy jednak opłata sądowa od wniosku. Dla roszczeń nie przekraczających 10.000 zł opłata taka wynosi 40 zł natomiast powyżej tej kwoty opłata stała to 300 zł. Celem postępowania pojednawczego jest zawarcie porozumienia pomiędzy wierzycielem a dłużnikiem, co do np. możliwości rozłożenia długu na raty, odstąpienia przez wierzyciela od egzekwowania od dłużnika naliczonych odsetek, czyli jednym słowem daje możliwość obu stronom prowadzenie negocjacji dotyczących zadłużenia. Istotą ewentualnej ugody są ustępstwa poczynione przez każdą ze stron. Sąd pełni rolę obserwatora i czuwa nad prawidłowym biegiem posiedzenia i sprawdza czy ewentualna ugoda do której dojdzie nie będzie sprzeczna z przepisami prawa. Najważniejsze elementy pisma będącego zawezwaniem do próby ugodowej to: data i miejsce sporządzenia dokumentu, dane osobowe stron sporu, tj. dłużnika oraz wierzyciela, pełna nazwa sądu, do którego kierowany jest wniosek, oznaczenie wartości przedmiotu spo-

R

E

K

ru tj. wysokość długu, zwięzły i rzetelny opis sporu, uzasadnienie wniosku, podpis wierzyciela. Zawezwanie do próby ugodowej poprzedza złożenie przez wierzyciela pozwu o zapłatę do właściwego sądu i jest rozwiązaniem tańszym, szybszym i o wiele prostszym aniżeli wytoczenie powództwa. Oczywiście wniosek ten nie jest koniecznością, a jedynie możliwością dla wierzyciela i dłużnika do porozumienia się w zakresie długu. Bardzo istotną kwestią jest fakt, że zawezwanie do próby ugodowej przerywa bieg terminu przedawnienia co oznacza, że prawomocne zakończenie postępowania z wniosku o zawezwanie do próby ugodowej powoduje odliczanie tego terminu od nowa, od początku. Jeżeli posiedzenie pojednawcze zakończy się ugodą pomiędzy dłużnikiem i wierzycielem sąd sporządza protokół, a treść ugody zostaje w nim odnotowana. Ugodę podpisują zarówno dłużnik jak i wierzyciel. Sama ugoda po nadaniu jej klauzuli wykonalności daje podstawę do wszczęcia postepowania egzekucyjnego jeżeli zaistnieje taka konieczność. Omawiany sposób rozwiązywania sporów pomiędzy wierzycielem i dłużnikiem choć bardzo popularny, jeszcze bardzo często jest nieznany. Zachęcamy do tej formy rozstrzygania sporów bo to mniej stresujący i przede wszystkim polubowny sposób rozstrzygnięcia sporu. adw. Karolina Golik, adw. Ewelina Obara

L

A

M

A

II Z R R A H A K YN YC H E L ER SZ AC ET NA PIL W O U P

Wystrzałowy czas

Zbliżający się czas Świąt Bożego Narodzenia, Noc Sylwestrowa, okres karnawału to czas licznych pokazów sztucznych ogni, wystrzałów petard.

Fot. Pixabay

Fot. Pixabay

Zawezwanie do próby ugodowej

N

iestety ten sposób świętowania nie dla każdego jest przyjemny. Bardzo wiele zwierząt cierpi na fobię dźwiękowe, spowodowane nadmierną reakcją na dźwięk. Jest to naturalna reakcja obronna. Zwierzęta mają bardzo czuły słuch i głośne dźwięki powodują u nich ból. Z fobią mamy do czynienia jeśli stopień reakcji zwierzęcia jest niewspółmiernie wysoki do występującego zagrożenia, a strach traci swoją właściwość adaptacyjną. Burza, fajerwerki, wystrzały to zdarzenia nieprzewidywalne dla psa, nad którymi nie może mieć kontroli, powodują silny lęk. Strachowi towarzyszą następujące objawy: reakcje pobudzenia autonomicznego układu nerwowego, takie jak rozszerzenie źrenic, ziajanie, drżenie ciała, ślinienie, pocenie się (między opuszkami łap), niekontrolowane oddawanie moczu i kału, opróżnianie zatok okołoodbytowych, ucieczka i chowanie się w bezpiecznym miejscu. Każdy właściciel, który zaobserwuje silne reakcje lękowe u swojego czworonoga, może zwrócić się o pomoc do lekarza weterynarii bądź behawiorysty. Oto kilka wskazówek jak pomóc cierpiącemu na fobię dźwiękową zwierzakowi: – Nie należy pocieszać ani uspokajać psa, gdy ten wykazuje objawy lęku – to tylko wzmocni niepożądane zachowanie, ponieważ w rozumieniu psa będzie to pochwała. – Nie należy używać przemocy wobec psa, nie bij go, nie krzycz to utrwala niepożądane zachowanie. – Jeśli właściciel przebywa w domu podczas burzy czy wystrzału fajerwerków, powinien sprawiać wrażenie zrelaksowanego, można zacząć bawić się ulubioną zabawką psa (np. wspólnie z innym domownikiem) i poczekać na jego reakcję. Jeśli się przyłączy – to bardzo dobrze, jeśli nie – trudno, nie próbuj bawić się z nim na siłę. – Należy ograniczyć spacery do minimum i tylko na smyczy – chroni to zwierzę

przed ucieczką, wypadkami komunikacyjnymi, zgubieniem się. – Należy zasłonić okna w pomieszczeniu w którym przebywa pies, a psy mieszkające na podwórku umieścić w bezpiecznym miejscu. W miejscu w którym przebywa zadbać o specjalną kryjówkę, np. stół nakryty kocem. – Z astosowanie muzykoterapii, puszczenie muzyki częściowo może zamaskować głośne dźwięki burzy czy fajerwerków. – Zastosowanie odpowiedniej diety przed spodziewaną ekspozycja na hałas, tylko po konsultacji z lekarzem weterynarii. – P odawanie leków uspakajających, nutraceutyków. Terapię farmakologiczną powinien ustalać indywidualnie lekarz weterynarii, biorąc pod uwagę stan zdrowia psa i występujące choroby. Terapię należy rozpocząć odpowiednio wcześniej. Leki stosowane w terapii przeciwlękowej z grupy inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny lub trójcyklicznych antydepresantów, aby były skuteczne wymagają dłuższego okresu podawania. W sytuacjach nagłych np. burza skuteczne mogą okazać się leki z gr. benzodiazepin. – Stosowanie feromonów, suplementów diety działających uspokajająco, kamizelek przeciwlękowych (uciskowe, mocno przylegające do ciała psa), diety typu Calm. – Terapia z udziałem behawiorysty. – O graniczenie wystrzeliwanych fajerwerków, kampanie społeczne uświadamiające jak wielkim stresem dla zwierząt może być taki hałas i huk. Odczuwany przez zwierzę strach wpływa na jego ogólny dobrostan i może doprowadzić do ciężkich zaburzeń. Jeśli wasz pies cierpi na fobię dźwiękową należy mu pomóc. Pamiętajmy o naszych „braciach mniejszych” przed wystrzeleniem każdej petardy. Katarzyna Maria Oręziak Lekarz Weterynarii


G R U D Z I E Ń 2018/ N R 1 2

str. 4

Na skórze malowane Domyślam się, że kiedyś technika jak i sprzęt czy barwniki używane do wykonywania tatuaży, zgoła różniły się od tego, czym dysponujemy dzisiaj. Powiedz w paru słowach, jak to wygląda. Czy jest to bezpieczniejsze niż było kiedyś? Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że przez ostatnie pięć lat technika wykonywania tatuażu poszła lata świetlne do przodu. Dlaczego? Bo nasza wiedza o samym gojeniu się tatuażu, o tym, jak tusz wchodzi pod skórę, o jego konsystencji, charakterze, intensywności jest obecnie znacznie bogatsza w stosunku do tego, co było kiedyś – to przepaść. Ta generacja barwników i farb, która jest obecnie na rynku jest bardzo dobrej jakości, świetnie się nimi pracuje. Nie powodują alergii i innych ewentualnych skutków ubocznych. Poza tym stosowanie jednorazowych igieł - żadne profesjonalne studio tatuażu nie bawi się obecnie w sterylizację. Wiadomo, jest to droższe, ale bezpieczniejsze. Poza tym same maszynki – kiedyś stosowało się tzw. maszynki „cewkowe”, a obecnie pracujemy rotacyjnymi, które są komfortowe i przede wszystkim ciche. I jeszcze co do sprzętu, stosujemy na przykład światło o określonej barwie, z palety tych „zimniejszych” barw, które również pozwala nam bardziej komfortowo pracować. Przy wykonywaniu tatuażu niestety wzrok bardzo się męczy. Trzeba być cały czas skupionym. Czy istnieją obecnie jakieś ograniczenia w sensie artystycznym? Czy jesteś w stanie wykonać wszystko, co zażyczy sobie klient? Czy większość osób wybiera ściśle określony wzór i tego się trzyma? Czy czasami pozwalają Ci na „wolną rękę”? Nie. Nie robimy wszystkiego „jak leci”. Nie możesz być dobry we wszystkim. Podchodzimy do każdego klienta indywidualnie. W sztuce tatuażu istnieją różne „style”, których jest naprawdę bardzo dużo - realistyczne, kreskowe, etc. Wykonawca tatuażu musi się dobrze w nim czuć. To trochę jak muzyk, który wykonując pewne gatunki muzyczne w jednych czuje się lepiej, a innych jakoś się „nie czuje”. Tutaj jest podobnie. My też patrząc na klienta staramy się odgadnąć, w jakim stylu tatuaż najlepiej by do niego pasował, w jakim chciałby go zrobić. Wtedy dobieramy do klienta określonego tatuatora, który w danym stylu czuje się najlepiej. Staramy się sobie pomagać nawzajem. Duży nacisk kładziemy na rozmowę z klientem. Staramy się sami coś doradzić, wybadać, czego on tak naprawdę potrzebuje, a potem przygotowujemy dla niego indywidualny, określony, konkretny wzór. Klienci są różni. W większości przypadków klient wybiera określony wzór, ale pozwala mi na tzw. „wolną rękę” i na różne korekty. Generalnie dużo rozmawiamy. Chodzi o to, żeby moja wizja tatuażu pokrywała się z tym, jak widziałby to sam klient. Siadamy, rozmawiamy, próbujemy coś dopasować tak, żeby było dobrze.

Czy po tylu latach pracy w tej branży sprawia Ci to jeszcze frajdę? Czy stało się może formą „nudnego rzemiosła”? Powiem prawdę. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z roku na rok mam z tego coraz większą frajdę. Czuję, że wykonuję pracę, w której się spełniam, która jest moją pasją, moim hobby. Kocham tatuaże. Złoszczę się, gdy ktoś o nie nie dba. W tym co robię spełniam się w stu procentach. Nigdy nie myślałem, żeby z tego zrezygnować. Czasami zmęczenie daje znać o sobie – wzrok, kręgosłup, niewygodna pozycja, wielogodzinne skupienie, ale po odpowiednim wypoczynku wszystko wraca do normy. Czy miałeś jakieś niestandardowe, zaskakujące, niecodzienne sytuacje w związku z tym, co robisz? Jakichś nietypowych klientów? Kogoś sławnego na przykład? Tak, czasami zdarzają się nietypowe sytuacje – tatuaże na twarzy, na głowie, pod pachą… Tak samo nietypowe wzory. Miałem kiedyś klienta, który chciał wytatuować sobie na przedramieniu pralkę automatyczną. Myślałem wtedy, że ktoś mnie wkręca, że to żart (śmiech). Okazało się jednak, że pralnia w jego domu, to było miejsce, gdzie spędzał z bratem bardzo dużo czasu, tam się bawili, rozmawiali, spędzali razem czas. Dlatego to miejsce dobrze mu się kojarzyło i przywoływało fajne wspomnienia. Było to zabawne doświadczenie, a jego zlecenie oczywiście wykonałem. Sławni ludzie? Tak, ale nie będę mówił konkretnie kto. Po prostu prosili o anonimowość. Czy wykonanie tatuażu wiąże się z jakimiś ograniczeniami, przeciwwskazaniami? Na pewno choroby skóry – egzema, nowotwór skóry, podrażnienia, etc. Nie tatuujemy też miejsc świeżo opalonych. Staramy się zachować maksimum bezpieczeństwa. Przed sesją prosimy też klientów, żeby odstawili używki typu alkohol, napoje energetyczne. Niewskazana jest też kawa. Wszystko, co podnosi niepotrzebnie ciśnienie krwi, powoduje, że praca jest bardziej uciążliwa. Zawsze jest to też sprawa indywidualna każdego organizmu. Co jest najważniejsze, aby być dobrym tatuatorem? Wyobraźnia, dokładność, fantazja, cierpliwość? A może jeszcze coś innego? Na pewno wszystko po trochę. Lepszym tatuatorem będzie jednak osoba, która ma jakieś przygotowanie artystyczne w jakiejś dziedzinie – rysunek, malarstwo, grafika komputerowa. Osoby, które chcą zacząć się uczyć sztuki wykonywania tatuażu muszą uzbroić się w cierpliwość i postawić na ciągły osobisty rozwój. Ja jestem akurat samoukiem i wiem ile potrzeba lat, żeby dojść do odpowiednich efektów. Jest to ciężka praca, która nie kończy się na wyjściu ze studia. Po godzinach pracy rysujemy, myślimy nad nowymi pomysłami, koncepcjami dla kolejnych klientów. Trzeba mieć do tego serce. Jest to też dziedzina,

Fot. Pracownia Artystyczna i Studio Tatuażu - Vooyou

Dokończenie ze s. 1

której nie da się nauczyć w szkole, która też cały czas się rozwija – np. łączenie stylów, wzory „3D”, etc. Ważne jest też wypracowanie z czasem „własnego stylu”. Jaka jest średnia wieku Twojej klienteli? Przedział wiekowy to bardzo duży rozrzut. Nie tatuujemy jednak osób niepełnoletnich. Dlaczego? Ze względu na to, że często są to decyzje nieprzemyślane. Wzór, napis, który dziś wydaje się im fajny, modny, za chwilę może przestać im się podobać, bądź zmienią się ich preferencje, okoliczności, sytuacja życiowa. Dlatego staramy się ich trochę „przytrzymać”, porozmawiać, uzmysłowić, że będzie to jednak na ich ciele przez całe życie. A starsza klientela? Mój rekordzista miał 81 lat – wykonałem dla niego zamówiony portret. Widzę też, że coraz więcej osób starszych decyduje się na tatuaż – w pewnym sensie spełniają jakieś swoje marzenia sprzed lat. Prowadzą ustabilizowane życie, mają odchowane dzieci, mogą więc sobie na pewne rzeczy swobodnie pozwolić. Czy można powiedzieć, że obecnie wykonywanie tatuażu to forma sztuki? Czy czujesz się bardziej artystą, czy rzemieślnikiem? Na pewno nie rzemieślnikiem. Cały czas staram się rozwijać, przemycać do swoich prac jakieś nowe rozwiązania, pomysły. Mówię tutaj o doborze kolorów, o doborze „stylówki” w jakiej wykonana będzie dana praca. Na pewno nie jest to tylko powielanie schematów. Nie podchodzę do swojej pracy „rzemieślniczo”, schematycznie. Na pewno nie. Czy istnieje w Polsce jakaś instytucja zrzeszająca wykonawców tatuaży? Czy macie jakieś zloty, szkolenia, spotkania w celu wymiany doświadczeń? Oczywiście. Temu służą spotkania w formie Konwencji Tatuażu, które odbywają się w większych miastach jak Kraków, Katowice, Warszawa, Wrocław. Tam można pokazać swoje prace, zaprezentować

się, spotkać, wymienić doświadczenia. Istnieją również seminaria dla wykonawców tatuażu. Znani artyści dzielą się na nich swoją wiedzą jakich używają igieł, w jaki sposób dobierają kolory, jakich używają maszynek, w jakich technikach pracują. Trzeba się rozwijać. Ja też cały czas się uczę. To co robię staram się robić dobrze, ale trzeba też stawiać na rozwój. Na Konwent Tatuażu może przyjść każdy. Czasami są to imprezy płatne, czasami jedno, czasami dwudniowe. Można przyjść, porozmawiać, podpatrzeć pewne rzeczy. Na pewno jest to bardzo rozwojowe. Za seminaria trzeba już zapłacić. Dużo informacji na ten temat można znaleźć też w Internecie. Jakiego tatuażu nigdy nie podjąłbyś się wykonać? Jakiego wzoru, bądź w jakimś określonym miejscu na ciele? Na pewno nie podjąłbym się wykonania tatuażu w formie symboli totalitarnych. Na pewno też nie wykonałbym prac obraźliwych, niosących kontrowersyjne treści, czy przesłania. Ale nie wykonałbym też tatuażu, który do danej osoby totalnie nie pasuje. Starałbym się ją od tego odwieść, bądź zaproponować coś innego. Wiele osób przychodzących do studia chce „strzelić sobie w kolano” wzorem, który przynoszą. Wzór, który dobrze wygląda na dużym chłopie, niekoniecznie będzie dobrze wyglądał na kimś drobnej postury. Budowa ciała też jest bardzo ważna. Ważne są krągłości ciała. Duży nacisk kładę na to, żeby w cała kompozycja była spójna. Jest to bardzo istotne. Czy chciałbyś kogoś pozdrowić? Pozdrawiam wszystkich naszych przyjaciół, osoby które nas wspierają, które były nam zawsze przychylne. Osoby, które były z nami zarówno w dobrych, jak i złych chwilach. Pozdrawiam też moją rodzinę, moją kobietę Paulę, doceniam jej cierpliwość. Pozdrawiam moje dzieciaki Oliwię i Dawida. I oczywiście wszystkich naszych znajomych oraz obecnych, jak i przyszłych potencjalnych klientów. 


G R U D Z I E Ń 2018/ N R 1 2

str. 5

Tarnobrzeski stadion ma patrona – trenera Edwarda Mikusińskiego Na ostatniej sesji Rady Miasta Tarnobrzega, której kadencja dobiegła końca wraz z nowymi wyborami samorządowymi, uchwalono, że obiekt na którym grają piłkarze Klubu Sportowego KS „Siarka” będzie się zwał imieniem trenera Edwarda Mikusińskiego.

Źródło: Tadeusz Zych, Z dziejów tarnobrzeskiej piłki nożnej

U

stawę przeforsowali radni, byli prezydenci naszego miasta – Jan Dziubiński oraz Norbert Mastalerz. Obaj byli gorącymi orędownikami tego pomysłu i dopięli swego. Po prawdzie o honorowy patronat obiektu starał się ten, który stadion zbudował (obiekt powstał za prezydentury pierwszego) i ten który stadion wykończył (za prezydentury tego drugiego). Kim był trener Edward Mikusiński i jakie zasługi położył w historii naszego klubu? Myślę, że to dobry moment, by przybliżyć tę postać naszym czytelnikom. Wyczerpujące informacje o postaci Edwarda Mikusińskiego odnalazłem w publikacji Tadeusza Zycha „Z dziejów tarnobrzeskiej piłki nożnej” (wyd. UM Tarnobrzeg, 2014). Urodził się 18 marca 1914 roku we Lwowie, jako syn Karola, kolejarza i Marii z domu Resel. Ukończył gimnazjum i Szkołę Handlową we Lwowie – jednak największą jego pasją była piłka nożna. W 1929 roku został zawodnikiem słynnej Pogoni Lwów. Jako siedemnastolatek debiutował w towarzyskim meczu

z „Rapidem Wiedeń”. W latach 1937-39 grał w drużynie Hetmana Zamość. Po wojnie grał w GKWS Rzeszów i tam też rozpoczął pracę trenerską. Następnie pracował w rzeszowskich klubach („Walter”, „Stal”, „Resovia”), potem w Lechii Sędziszów, „Hetmanie” Zamość i „Lubliniance” Lublin. Do Tarnobrzega przybywa w 1961 roku i będzie pracował w „Siarce” przez 17 lat – do 1979, w którym to roku zostaje Honorowym Prezesem Klubu. Z „Siarką” jako trener świętuje dwa sukcesy w postaci awansów do klasy A oraz do III Ligi. W latach siedemdziesiątych pełni funkcję trenera koordynatora i wiceprezesa ds. wychowawczych. Zasłużył się także jako działacz OZPN w Rzeszowie i Tarnobrzegu, gdzie pełnił kolejno funkcje: przewodniczącego Rady Trenerów, przewodniczącego wydziału Metodyczno-Szkoleniowego, wiceprezesa Zarządu, wiceprezesa ds. szkoleniowych. Był również honorowym Prezesem PZPN Tarnobrzeg. Co ciekawe parał się też dziennikarstwem sportowym, będąc korespondentem „Nowin”, „Przeglądu Sportowego”, „Tempa”, „Sportu”, „Siarki” i PAP-u. Zmarł 23 marca 1997 roku w Tarnobrzegu, pochowany na cmentarzu komunalnym w Tarnobrzegu – Sobowie.

Był żonaty z Ireną z domu Podnoużek z którą miał dwoje dzieci. Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem 1000-lecia Sportu, Złotą Odznaką Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej, Medalem Edukacji Narodowej i Złotą Honorową Odznaką PZPN. Jak widać była to postać ogólnie znana, szanowana i zasłużona. Człowiek „wielu talentów”: sportowiec, trener, działacz, dziennikarz (korespondent), a przede wszystkim wychowawca. Aktywnie oddał „Siarce” 17 lat życia zawodowego, a z Tarno-

brzegiem i klubem, jak wynika z jego biografii zżył się dożywotnio. Do jego podopiecznych należeli m.in. piłkarz i późniejszy wielokrotny trener Siarki Stanisław Gielarek, czy były piłkarz trener i wychowawca siarkowej młodzieży Jacek Kazalski. Na jego cześć, „odremontowany” i nowoczesny obiekt przy Al. Niepodległości 2 będzie nosił nazwę jego imienia. Czy zasłużenie? Wydaje się, że jak najbardziej tak. Damian Wojciechowski Źródło: Ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego. Fotografia grupowa zawodników Pogoni. Stoją od lewej: Leon Hanin, Antoni Borowski, Tadeusz Koszuliński, Edward Mikusiński, Wacław Jeżewski, Mieczysław Kluz, Stefan Sumara, Edmund Niechcioł, Józef Marosz, Eugeniusz Mysiak, Mieczysław Luchter. Data wydarzenia: 1937-03. Miejsce: Lwów

Narobili apetytu, ale potrzebna będzie analiza Piłkarze Siarki Tarnobrzeg zakończyli rundę jesienną drugiej ligi w sezonie 2018/19.

P

Fot. Marek Jedynak

ierwsze kolejki były bardzo obiecujące w wykonaniu podopiecznych Włodzimierza Gąsiora. Tarnobrzeżanie zaliczyli

także udane derby ze Stalą Stalowa Wola, wygrywając z odwiecznym rywalem przy AN 2 aż 3:0. Od tamtej pory jednak forma

i pewność siebie młodzieżowców zaczęły kolejno maleć, a po meczu w Łodzi nastąpiła katastrofa. Szokująca liczba 12 spotkań bez zwycięstwa odbiła się szerokim echem wśród sympatyków piłki nożnej w Tarnobrzegu. Po fali krytyki oraz zapytań kibiców o zmianę trenera, kierowanych w stronę klubu – prezes Dariusz Dziedzic wykazywał cierpliwą postawę i w wywiadzie dla mediów Siarki jednoznacznie oznajmił, iż daje czas obecnemu szkoleniowcowi. Atmosfera wokół klubu w mieście nie była pozytywna. Tarnobrzeżanie zaczęli mieszać z błotem swoją drużynę. Wydawało się rzeczywiście, że maszyna Gąsiora nie funkcjonuje poprawnie. W samym klubie spekuluje się, iż mało jest doświadczonych liderów, którzy mogliby wstrząsnąć młodymi piłkarzami w szatni. Młodzi zatracili bowiem swoją przebojowość, dynamikę i odwagę. Wynurzając się jednak z odmętów tej sytuacji, trzeba powiedzieć że liczba 13 paradoksalnie była oznaką przełamania dla Siarkowców, ale dopiero w mocnej

końcówce rundy. W przedostatnim, jesiennym spotkaniu widać było chęć powstania z kolan – Siarka wygrała na wyjeździe 3:2 z Olimpią Grudziądz. Natomiast ostatnia kolejka z Olimpią Elbląg, nie została rozegrana. Ostatni mecz miał zostać rozegrany 1 grudnia, jednak na wniosek Siarki Tarnobrzeg został przełożony z powodu zmarzniętej murawy. Nowy termin – 5 grudnia wyznaczył Departament Rozgrywek Krajowych PZPN. Według sędziów spotkania murawa, w dniu meczu w dalszym ciągu nie nadawała się do gry. Mecz z Olimpią rozegrany zostanie więc wiosną przyszłego roku. W klubie widać zatem potrzebę głębokiej analizy, której efekty zdefiniują ligowe szanse zespołu na koniec sezonu. Możliwe, że potrzebne będą zmiany kadrowe, bo sami: Adrian Gębalski, czy Kamil Radulj nie wystarczają i nie zapewnią minimum środka drugoligowej tabeli na koniec rozgrywek 2018/19. Marek Jedynak


G R U D Z I E Ń 2018/ N R 1 2

str. 6

Wyborcą jest każdy obywatel państwa P

od koniec listopada, w cieniu setnej rocznicy odzyskania niepodległości Polski, obchodziliśmy także setną rocznicę nadania Polkom praw wyborczych. O wydarzeniu tym większość z nas dowiedziała się dopiero niedawno, zwykle nie omawiano tego na lekcjach historii, ani przy okazji wcześniejszych rocznic. W tym roku po raz pierwszy wiele mediów mówiło o tym wydarzeniu, co prawdopodobnie zawdzięczamy wielomiesięcznym staraniom środowisk kobiecych, aby przywrócić pamięć o tamtych chwilach. Chwalimy się, że nasza Konstytucja 3 Maja była pierwszą w Europie, a drugą na świecie nowoczesną ustawą zasadniczą. Przeszło wiek później Polska dołączyła także do światowej czołówki w przyznaniu ponad połowie społeczeństwa prawa do wybierania władz oraz uczestniczenia we władzach. Dość powiedzieć, że w słynącej z równości obywatelskiej Francji kobiety uzyskały prawa wyborcze dopiero w 1944 r., a o posiadaniu praw wyborczych przez kobiety w całej Europie (z niewielkim wyjątkiem) możemy mówić od 1984 r.! Jeszcze dziś są na świecie państwa, w których kobiety nie mają praw wyborczych na równi z mężczyznami. Przyznanie praw wyborczych kobietom było jednym z wielu nowoczesnych rozwiązań prawnych II Rzeczypospolitej, wprowadzonym u samych jej początków. Nie można jednak mówić, że rozwiązania te wyprzedziły epokę – pod koniec I wojny światowej i kilka lat po jej zakończeniu wiele państw zaczęło wprowadzać podobne przepisy.

Zasłużyły na równość Używane powyżej wyrażenie „przyznanie praw wyborczych kobietom” nale-

ży traktować co najmniej jako nieprecyzyjny skrót myślowy. Tych praw nikt kobietom nie podarował. Polki swoje prawa wywalczyły zarówno postawą w trudnych czasach zaborów, powstań i wojen, aktywnym udziałem w walce o niepodległość, jak i bezpośrednią działalnością w kierunku uzyskania praw politycznych. Podczas I wojny światowej w całej Europie kobiety musiały podejmować wiele ról uważanych za męskie lub nieodpowiednie dla kobiet. Po wojnie życie społeczne i gospodarcze wracało do poprzedniego stanu, jednak pozostała świadomość, że kobiety podołały obowiązkom, do których dotychczas nie były dopuszczane. W Polsce okres podejmowania z konieczności obowiązków męskich był dłuższy. W czasie zaborów, wielu mężczyzn zginęło w powstaniach lub zostało zesłanych na Sybir, a kobiety musiały utrzymywać rodzinę, zarządzać majątkiem czy załatwiać sprawy urzędowe – które to czynności w tradycyjnym modelu do nich nie przynależały. Polki dodatkowo przez okres zaborów były strażniczkami patriotyzmu. Sprawując pieczę nad wychowaniem dzieci, wpajały im miłość do kraju od wielu lat już nieistniejącego, podtrzymywały tradycje oraz romantyczną wizję bohaterskiej walki za ojczyznę. Natomiast w czasie wojny wspierały, niekiedy znacząco, działalność militarną, organizując pomoc dla żołnierzy, opiekę nad rannymi itp., a w razie konieczności także biorąc bezpośredni udział w walkach. To zaangażowanie kobiet w odzyskanie niepodległości było ważnym argumentem za przyznaniem kobietom równych praw politycznych, a precyzyjniej mówiąc – nieróżnicowaniem tych praw ze względu na płeć. R

E

K

L

A

M

Fot. Pixabay

Setna rocznica praw wyborczych kobiet w Polsce Kobiety z parasolkami Dwa lata temu parasolka stała się symbolem kobiecych protestów przeciwko ograniczaniu praw reprodukcyjnych. Także 100 lat wcześniej kobiety z parasolkami walczyły o swoje prawa. Mimo wyżej opisanych okoliczności zmiana przepisów nie dokonałaby się w 1918 r., gdyby nie kobiecy ruch emancypacyjny. Jeszcze przed I wojną odbywały się zjazdy kobiet, wydawano czasopisma nawołujące do równouprawnienia, odbywały się tajne wykłady, zabiegano o poparcie. Działalność ta być może nie doprowadziłaby do zmiany prawa już w tym czasie w wyniku debaty politycznej. Decyzje nie zapadały jednak w zwykłym trybie, bowiem okoliczności były szczególne. Polki domagały się praw wyborczych w sytuacji, gdy polskie państwo dopiero się tworzyło – a to dawało inne możliwości. Naczelnik państwa, Józef Piłsudski osobiście nie był zwolennikiem nadania kobietom praw wyborczych, mimo iż takie ustalenia znalazły się w manifeście lewicowego rządu Daszyńskiego. W domu miał jednak żonę określającą siebie jako feministkę, a pod domem… kobiety z parasolkami. Polskie emancypantki przybyły bowiem do domu Piłsudskiego z postulatami równych praw. Nie zostały wpuszczone i długi czas stały na zewnątrz w zimny listopadowy wieczór, o swojej obecności przypominając stukaniem parasolkami w okna. Kilkanaście dni później, w dniu 28 listopada 1918 r., Naczelnik Państwa wydał dekret o ordynacji wyborczej do Sejmu ustawodawczego przyznający prawa wyborcze czynne i bierne wszystkim obywatelom mającym ukończone 21 lat, bez różnicy płci. Na mocy tych przepisów w pierwszym sejmie II RP zasiadło A

W Galicji niektóre kobiety miały przyznane czynne prawo wyborcze już w II połowie XIX w., jednak dotyczyło to wyłącznie posiadaczek wielkich majątków ziemskich i niektórych mieszkanek wielkich miast. Mogły głosować tylko poprzez męża lub pełnomocnika. Także w innych dziedzinach prawa, zwłaszcza w zakresie stosunków cywilnych, na naszym terenie sytuacja prawna kobiet była znacząco lepsza niż za Wisłą, w sąsiadującym z nami zaborze rosyjskim. 8 posłanek reprezentujących niemal wszystkie opcje polityczne. Nieróżnicowanie praw politycznych ze względu na płeć w zasadzie nie było kwestionowane przez żadną z sił politycznych i zostało wpisane do uchwalonej niespełna 2,5 roku później konstytucji. Socjaliści nie mogli się z tego wycofać, bo chcieli być postrzegani jako zwolennicy postępu. Z kolei środowiska prawicowe dostrzegały, że kobiety zwykle są bardziej konserwatywne i religijne, a zatem w większym stopniu poszerzą grono ich wyborców. Dlatego normy te – chociaż wprowadzone do porządku prawnego tworzącego się państwa w sposób autorytarny i bez politycznych dyskusji – nie budziły tak wielu kontrowersji, jak niewiele wcześniejsze gorące spory dotyczące dopuszczenia kobiet do studiowania na uniwersytetach.

Długa droga Oczywiście przyznanie kobietom praw wyborczych nie pociągnęło za sobą zrównania wszystkich praw kobiet i mężczyzn. Młode państwo z punktu widzenia prawnego stanowiło zlepek aż pięciu porządków prawnych. Unifikację prawa postanowiono przeprowadzić poprzez stopniowe tworzenie własnych przepisów, co powodowało, że przez wiele lat funkcjonowały jeszcze stare regulacje wyborcze. Z czasem prawo i rzeczywistość zmieniały się i w kolejnych dziedzinach prawo przestawało różnicować uprawnienia i obowiązki człowieka w jednakowych sytuacjach w zależności od płci. Uznając prawa polityczne kobiet za oczywistość, zapominamy, że dzisiejsza koncepcja praw człowieka – a do tych należą prawa kobiet – ma bardzo krótką historię. Przez większość dziejów ludzkości pozycja kobiet, ale i innych grup społecznych, była znacząco gorsza. Dlatego warto pamiętać, że 28 listopada 1918 r. ponad połowa obywateli polskich została po raz pierwszy dopuszczona do możliwości współdecydowania o swoim kraju. Rocznicę tego wydarzenia w Tarnobrzegu uczciły uczennice Szkoły Ponadgimnazjalnej Nr 2, m.in. przechodząc z transparentami przez miasto. Nie zabrakło także parasolek. Iwona Dybus-Grosicka


G R U D Z I E Ń 2018/ N R 1 2

str. 7 A

R

T

Y

K

U

Ł

S

P

O

N

S

O

R

O

W

A

N

Y

Witamina C i jej wpływ na nasz organizm Część II

Witamina C a choroby przewodu pokarmowego.

Witamina C ma ogromny wpływ na przemianę cholesterolu do kwasów żółciowych, a także na ryzyko rozwoju chorób pęcherzyka żółciowego. Wzrost spożycia warzyw i owoców oraz suplementacja witaminą C obniża ryzyko chorób pęcherzyka żółciowego, w tym cholecystektomii (usunięcia pęcherzyka żółciowego). Witamina C jest aktywnie wydzielana do soku żołądkowego, a terapia blokerami pompy protonowej przyczynia się do obniżenia poziomu witaminy C w soku żołądkowym. Ma to znaczenie dla osób z infekcją Helikobacer pylori, ponieważ może powodować obniżenie biodostępności spożytej witaminy C. Witamina C a kwas moczowy Kwas moczowy jest końcowym produktem przemiany obecnych w pokarmach zasad purynowych. Za szczególnie bogate w puryny uznaje się m.in. podroby, owoce morza, cielęcinę, czerwone mięso , drób. Mało puryn zawierają warzywa strączkowe. Nie ma ich w warzywach, owocach i orzechach. Podwyższone stężenie kwasu moczowego prowadzi do wytrącania się i osadzania jego kryształków. Wywołuje to kamicę nerkową i dnę moczanową (podagrę), a także choroby zwyrodnieniowe stawów. Najnowsze badania wykazały wpływ witaminy C na zwiększone wydalanie kwasu moczowego z moczem. Wzrost stężenia kwasu

askorbinowego w surowicy krwi przekładał się na obniżenie stężenia kwasu moczowego. W badaniach wykazano, że dzienna dawka powyżej 1500 mg witaminy C powodowała o 45% niższe ryzyko zachorowania na dnę moczanową wśród mężczyzn. Warto tu dodać, że dieta DASH w znaczny sposób obniża ryzyko dny moczanowej u mężczyzn.

miny C. Straty mogą wynosić od 20% podczas przygotowania surówek do 50% podczas gotowania potraw. Witamina C rozpuszcza się w wodzie i przechodzi do wywaru, gotowanie na parze obniża straty witaminy C. Długie lub niewłaściwe przechowywanie warzyw i owoców oraz ich przetworów może prowadzić do zmniejszenia jej zwartości.

Witamina C a bezpieczeństwo stosowania Witamina C nawet w wysokich dawkach nie jest toksyczna. Duże spożycie może powodować biegunkę, która ustępuje po zaprzestaniu stosowania. Pomimo tego, że wysokie spożycie witaminy C nie powoduje wzrostu ryzyka kamicy nerkowej, to pacjenci z nawracającą kamicą nerkową oraz niewydolnością nerek powinni ograniczyć spożycie witaminy C do 100 mg/dzień.

Witamina C niedobory Wbrew pozorom niedobór witaminy C jest dość powszechny. Z badań przeprowadzonych w Polsce wśród przedszkolaków, aż 56% chłopców i 38% dziewczynek nie pokrywa 70% średniego zapotrzebowania na witaminę C. Brak objawów szkorbutu nie musi świadczyć o wystarczającej ilości witaminy C w organizmie. Podstawowym źródłem

witaminy C są owoce i warzywa. Stres, alkohol, infekcje, leki przeciwbólowe, antybiotyki, wymioty, podwyższona temperatura ciała to tylko niektóre powody zmniejszenia biodostępności witaminy C w naszym organizmie, zarówno w wyniku wzrostu jej zużycia, jak i zmniejszenia wchłaniania. Dlatego też warto w takim momencie sięgać po suplementy i zwiększać dzienne spożycie witaminy C, aby uzupełniać niedobory na bieżąco. Jeżeli nie wiesz jak naturalnie i zdrowo zadbać o swoją odporność, zapraszam do kontaktu. Dietoterapeuta Daniel Chabzda Kontakt pod nr tel. 513 092 316 lub email: tpz.dietetyk@gmail.com

Witamina C dawki Kwas askorbinowy jest wchłaniany w dwunastnicy i jelicie cienkim. Z dawki 180 mg/dobę u osób niepalących wchłania się 70–80%. Maksimum biodostępności witamina C osiąga przy pojedynczej dawce 200 mg. Nigdy nie stwierdzono przedawkowania witaminy C w wyniku spożywania warzyw owoców lub picia soków. Procesy technologiczne z zastosowania wysokiej temperatury oraz zbyt szybkie rozmrażanie powodują rozkład witaA

R

T

Y

K

U

Ł

S

P

O

N

S

O

R

O

W

A

N

Y

Jedna depilacja u nas = kilka zabiegów w innym gabinecie O

Nowoczesna depilacja laserowa, laserem Light Sheer dostępnym w naszym salonie, niszczy włos w 95% na stałe i nieodwracalnie. Już 4-5 zabiegów pozwala znacznie zredukować problem z owłosieniem. Energia emitowana przez laser wnika w struktury mieszków włosowych, prowadząc do ich całkowitego zniszczenia i zaniku.

co najczęściej pytają osoby chcące poddać się zabiegowi laserowego usuwania owłosienia? Odpowiadamy. Jakie włosy najlepiej reagują na laseroterapię? Włosy zawierające dużą ilość barwnika (czarne). Istotny jest również kolor skóry. Im jaśniejsza skóra i ciemniejsze włosy (większy kontrast), tym lepsze efekty. Jaki czas należy „zapuszczać” włosy do zabiegu? Włosów wcale nie trzeba „zapuszczać”. Należy jedynie zaprzestać ich mechanicznego wyrywania ze skóry na około miesiąc w przypadku włosów na twarzy i około 1,5-2 miesięcy na tułowiu i kończynach. Oznacza to, że nie wolno w tym czasie używać wosku, pęsety ani depilatora mechanicznego. Dozwolone jest golenie włosów i stosowanie kremów lub pianek depilacyjnych. Ile zabiegów jest potrzebnych? Laserem diodowym LightSheer wykonuje się średnio od 4 do 6 zabiegów w odstępach czasowych od 4-12 tygodni w zależności od części ciała. Ostateczna liczba zabiegów jest zależna od indywidualnych oczekiwań i skłonności do występowania nadmiernego

owłosienia, szczególnie u osób z zaburzeniami endokrynolocznymi. Jak wygląda zabieg? W trakcie zabiegu na ogoloną i oczyszczoną skórę przykłada się głowicę lasera i oddaje tzw. „strzał”. W głowicy znajduje się tzw. plamka lasera (w przypadku LightSheera jest to kwadratowe okienko o wymiarach 9x9 mm), przez którą wydostaje się wiązka światła lasera. Głowicę następnie przykłada się miejsce obok miejsca i poddaje się zabiegowi całą okolicę pokrytą włosami. Czy zabieg jest bolesny? W momencie „strzału” lasera odczuwa się delikatne ukłucie bądź pieczenie. Charakter tych odczuć w dużej mierze zależy od wrażliwości skóry, od lokalizacji owłosienia oraz koloru i grubości włosów. Warto dodać, że głowica lasera Lightsheer wyposażona jest w specjalną ramkę szafirową, która po przyłożeniu do skóry schładza ją, co również działa znieczulająco. Dodatkowo pacjent możne zastosować znieczulenie skóry (np.: kremem EMLA) na około godzinę przed zabiegiem. Jak będę wyglądać bezpośrednio po zabiegu? Bezpośrednio po zabiegu na skórze obecny jest rumień, który najczęściej ustępuje w 2-3

godziny po zabiegu. Dodatkowo w miejscach ujść włosów do skóry pojawia się drobny obrzęk okołomieszkowy. Jest to pożądana reakcja skóry, świadcząca o prawidłowym wykonaniu zabiegu. Zabiegi depilacji laserowej nie wyłączają z życia codziennego. Zaraz po zabiegu można powrócić do pracy, szkoły, itd. Czy włosy znikną na zawsze? Do tej pory nie wynaleziono rodzaju depilacji, która w 100% usuwałby niechciane owłosienie. Zabiegi depilacji laserowej wykonane laserem diodowym LightSheer min. 4 razy pozwalają na istotne zmniejszenie ilości włosów, ich osłabienie i spowolnienie wzrostu, jak również całkowite usunięcie. Zdarza się, że włosy mogą odrosnąć z przyczyn fizjologicznych (min. zaburzenia hormonalne,

ciąża) ale nigdy nie będzie to stan jak przed rozpoczęciem serii zabiegów. Czy mogą wystąpić jakieś powikłania? Jakie? Po zabiegu zwykle występuje niewielkie zaczerwienienie skóry, które może utrzymywać się do paru dni. Objawy niepożądane (strupki, pęcherzyki, przebarwienia, odbarwienia) zdarzają się niezwykle rzadko i są zazwyczaj wynikiem nieprzestrzegania przeciwwskazań do zabiegu. Przed pierwszym zabiegiem zapraszamy na bezpłatną konsultację, oraz wykonanie próby laserowej. Salon Kosmetyczny Orchidea ul. Targowa 4a, Tarnobrzeg tel. 508 390 101


G R U D Z I E Ń 2018/ N R 1 2

str. 8

Święta z nowymi, niezapomnianymi smakami P

ewien badacz napisał kiedyś, że więźniowie odbywający długoletnie wyroki, mają problem ze śladem pamięciowym z upływającego czasu, że pobyt w odosobnieniu minął im jak za pstryknięciem palców, a w pamięci nie pozostały wspomnienia. Powiązał to zjawisko z rutyną, z powtarzaniem wciąż tych samych schematów. Wniosek z tego, że nasze poczucie czasu, doświadczenie życia wzrasta wraz z nowymi doświadczeniami. Warto więc coś zmieniać w swoim życiu, by lepiej GRZYBOWA BABKA Z PĘCZAKU Jak to fajna babka, można się w niej zadurzyć tylko od patrzenia, co dopiero od smakowania. Składniki: • olej roślinny • kasza pęczak • suszone podgrzybki • cebula • mielone siemię lniane • ząbek czosnku • łyżeczka majeranku, szczypta gałki muszkatołowej, szczypta tymianku, sól i pieprz Przygotowanie: 25 g suszonych podgrzybków zalać zimną wodą i  zostawić do namoczenia na  2 godziny. 300 g pęczaku zalać litrem wody z łyżeczką soli, dodać grzyby wraz z wodą, w której się moczyły i gotować przez około 50 – 60 minut (w szybkowarze ok. 20 min.) 3 łyżki mielonego siemienia lnianego zalać w miseczce 5 łyżkami wrzącej wody i odstawić na minimum 30 minut.  2 cebule pokroić w pióra i smażyć na oleju roślinnym na małym ogniu, aż będzie złota. Ugotowaną kaszę z grzybami połączyć z cebulą i namoczonym siemieniem. Dodać rozgnieciony duży ząbek czosnku, łyżeczkę majeranku, szczyptę gałki muszkatołowej, szczyptę tymianku i pieprz. Wszystko zmiksować dokładnie ręcznym blenderem. Doprawić solą i pieprzem do smaku. Piec w formie do bab w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez 45 minut. Po upieczeniu chwilę wystudzić i wyjąć z formy. Baba dobra jest na ciepło oraz na zimno, z chrzanem, ćwikłą, korniszonami, żurawiną, musztardą, sosem tatarskim. Ja jednak polecam

pamiętać czy wspominać, szczególnie te dobre chwile. Jest ku temu okazja. Święta czają się już za rogiem. Zawsze chcemy je miło wspominać. Z pomocą może przyjść nam kuchnia. Tradycja, tradycja i wielu już czeka na barszczyk czy pierogi. Mają one swoje pewne miejsce na wigilijnym stole. Proponuję jednak postawić na nim coś jeszcze. Kilka prostych potraw, dla osób dbających o linię, ale również dbających o swoje zdrowie, a nade wszystko o swój język, pragnąc

doświadczać nowych niezwykłych i niezapomnianych smaków. Będzie to pieczona grzybowa babka z pęczaku jęczmiennego w towarzystwie sosu z czerwonej soczewicy oraz poczciwe polskie łazanki, nieco jednak zmodyfikowane przez obecne w nich owoce suszonej żurawiny. Na koniec zaś coś dla osób, które chciałyby zjeść rybę i mieć rybę. W ten tajemniczy sposób wprowadzę na stół potrawę o dziwacznej nazwie seleryba. Potrawa ta składa się z selera i niestety nie ryby, a wodorostów nori,

spróbować jej z sosem z rozgotowanej czerwonej soczewicy.

• • • • •

DAL, CZYLI SOS Z SOCZEWICY Przepis ten sprzedał mi znajomy Nepalczyk, mieszkający w Londynie. Robi się go błyskawicznie. Składniki: • czerwona soczewica • marchewka • cebula • kurkuma, kolendra, pieprz, sól, papryka, papryczka chili lub w proszku (dla wielbicieli kapsajcyny) • olej roślinny • pomidorki koktajlowe • natka pietruszki Przygotowanie: Na sicie przepłucz 250 g czerwonej soczewicy. Włóż do garnka. Dodaj pokrojoną w kostkę jedna marchewkę. Dodaj 0,5 l wody, powinno być jej dwa razy więcej niż soczewicy. Gotuj pod przykryciem na małym ogniu przez 20 minut (5 minut w szybkowarze), aż soczewica się rozpadnie. Na patelni rozgrzej olej i dodaj cebulę. Smaż do złotego koloru. Jeżeli ktoś jest miłośnikiem ostrego smaku można dodać do smażącej się cebuli papryczkę chili lub chili w proszku. Zawartość patelni dodaj do ugotowanej soczewicy. Dopraw potrawę dodając pół łyżeczki kurkumy, pół łyżeczki mielonej kolendry, pół łyżeczki słodkiej papryki, łyżeczkę soli i pieprz. Dodaj pokrojone pomidorki koktajlowe, pokrojoną natkę pietruszki. Przykryj na chwile garnek i gotowe.

N A S Z Ą

G A Z E T Ę

Przygotowanie: Namoczyć w 1 szklance zimnej wody 15 podgrzybków przez 1 godzinę. Czerwoną cebulę pokroić w kostkę i smażyć w dużym garnku na rozgrzanym oleju, wraz z 2 listkami laurowymi, 2 ziarenkami ziela angielskiego, 2 goździkami, 2 ziarnami jałowca oraz pół łyżeczki ziarna kolendry. Podsmażać przez 5 minut. 400 g kapusty kiszonej przepłukać i pokroić. Dodać do  usmażonej cebuli wraz z  grzybami i wodą, w której się moczyły. Dołożyć solidną garść żurawiny, pół łyżeczki cząbru i tymianku, jedna łyżeczkę majeranku oraz 1 łyżkę dowolnego sosu sojowego. Posolić i dopieprzyć do smaku. Gotować pod przykryciem na minimalnym ogniu przez godzinę. W razie potrzeby dolewać wodę, aby się nie przypalało. Ugotować 250 g makaronu na łazanki, choć może być też inny. Gdy kapusta będzie ugotowana dodać do niej makaron i wymieszać. Podobno najlepiej smakuje trzeciego dnia.

• • • • • • •

sos sojowy iście laurowe ziele angielskie ziarna kolendry sól i czarny pieprz mleko roślinne lub woda mąka pszenna, może być kokosowa (lub bułka tarta) • olej roślinny • cytryna • natka pietruszki Przygotowanie: 1 kg seler obrać, przekroić na pół i pokroić na plastry o grubości powyżej 1 cm. W dużym garnku zagotować 2 litry bulionu warzywnego, razem z pokruszonymi wodorostami nori (1 lub 2 arkusze wodorostów). Do gotującego się bulionu dodać 4 liście laurowe, 2 ziarna ziela angielskiego, łyżeczkę ziaren kolendry oraz 3 łyżki dowolnego sosu sojowego. Wrzucić plastry selera i  gotować do momentu, aż będą miękkie, około 15 minut. Miękkie plastry selera wyjąć i chwilę ostudzić. Arkusze wodorostów nori pociąć na trzy paski. W każdy pasek zawijać wystudzone kawałki selera i oprószone wcześniej solą, pieprzem i ewentualnie przyprawami do ryb. Do jednej miseczki wlać trochę mleka roślinnego, a do drugiej wsypać mąkę (ja wsypałem pół na pół - mąkę kokosową i pszenną). Każdy owinięty plaster selera   moczyć w mleku roślinnym, a następnie delikatnie zanurzać w mące (może być bułka tarta). Na dużej patelni rozgrzać olej i układać gotowe plastry. Obsmażać z każdej strony przez około 2 – 3 minuty. Podawać z plastrem cytryny, natką pietruszki i surówką.

CZERWONE ŁAZANKI Z KISZONĄ KAPUSTĄ I ŻURAWINĄ Łazanki to ulubione danie dzieciaków. Makaron daje mnóstwo energii, a czerwony kolor pochodzący z czerwonej cebuli i żurawiny nadaje tej potrawie cech iście arystokratycznych. Składniki: • suszone grzyby • cebula czerwona • liście laurowe, ziele angielskie, goździki, ziarna jałowca, ziarno kolendry, • olej roślinny

Sklepy Stokrotka Sklepy SEZAM Delikatesy FRAC Sklep Gama, Wyspiańskiego 1 Sklep Gama Mini, Mickiewicza 16 Sklep Groszek, Mickiewicza 87 (Miechocin) Sklep Groszek, Sienkiewicza 180D (Mokrzyszów) BUŚ – sklep spożywczy, ul. Targowa 4a Patio Cafe&Lunch w Zamku Dzikowskim

kapusta kiszona żurawina cząber, tymianek, majeranek, sos sojowy sól i czarny pieprz makaron na łazanki

które nadają jej zapach i smak prawdziwej morskiej ryby o delikatnym, białym mięsie. Lubisz ryby? Polubisz też wodorosty. Mają cudowne wręcz właściwości. Mają znacznie więcej wapnia niż mleko, kilkaset razy więcej jodu niż ryby i dużo więcej żelaza niż wołowina. Do tego białko i witaminy, no i to co najważniejsze, smak. A jeszcze odchudzają, odmładzają, dbają o nasze serce i ciśnienie. Czego trzeba więcej? Pozostaje życzyć Wam wszystkim wesołych świąt i przyjemnych doznań kulinarnych.

M O Ż N A

O D E B R A Ć :

Wrotkarnia DiscoRolka, Gazowa1 Klub Fitneska Kopalnia Mocy, Wianek 12 Trattoria Chłopcy z Ferajny Czekoladowa Chatka, Sienkiewicza 61 Tawerna Marina KaFe Klimat, Piłsudskiego 2 Piekarnie Skalski Sklep Ilona, ul. Dekutowskiego

SELERYBA Kto nie jadł, a skosztuje zdziwi się jak bardzo ryba może być bez ryby. Japońskie wodorosty nori robią wyśmienitą wręcz różnice. Składniki: • seler • bulion warzywny • arkusze wodorostów nori (1 arkusz starcza na trzy plastry selera)

G A Z E T A

B E Z P Ł A T N A

NIEZALEŻNY MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO – KULTURALNY

Wydawca: IWOG sp. z o.o. 03-315 Warszawa, ul. Budowlana 7/2 REGON: 365259873; NIP: 5242807387

Robert Chrząstek

redakcja@tarnobrzegtuzyjemy.pl Redakcja: Izabella Stachowicz-Pyka – redaktor naczelny Patryk Bąska, Iwona Ćwik Skład i łamanie: Izabella Dolińska Nakład: 5000 egz. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych reklam oraz ogłoszeń.

Profile for tarnobrzegtuzyjemy

Tarnobrzeg Tu Żyjemy (nr 12)  

Tarnobrzeg Tu Żyjemy (nr 12)  

Advertisement