Page 1


2

SZUBRAWIEC

Święta. To już?! Jak ten czas szybko leci. Wydaje się, że dopiero jakiś tydzieo temu pierwszy raz po wakacjach zasiedliśmy w szkolnych ławkach, wyjęliśmy zeszyty i zaczęli lekcje. Jednak rzeczywistośd jest inna: mamy już za sobą trzy miesiące szkoły i wydany pierwszy numer gazety. Przed nami święta - radosny, grudniowy czas przepełniony uśmiechem, zapachem choinki, ulubionego ciasta i melodią kolęd, podczas którego poraz setny oglądamy „Kevina samego w domu” przerywanego reklamami coca-coli, której czerwona ciężarówka już nie cieszy jak dawniej. Święta – jedyny w roku czas, kiedy człowiek może poczud wolnośd i porządnie odpocząd od wszystkich problemów. W oczekiwaniu na Boże Narodzenie swój czas poświęciliśmy redagowaniu kolejnej odsłony „Szubrawca”, abyście w któryś z świątecznych wieczorów, przy gorącej herbacie i ulubionej muzyce mogli zasiąśd wygodnie na fotelu i mamy nadzieję, umilid sobie ferie. W drugim numerze naszej gazety szkolnej opisaliśmy między innymi jak nie dad się złapad na świąteczne pseudopromocje, odpowiedzieliśmy na pytanie, czym tak naprawdę są sekty, oraz zdaliśmy relację z 10 urodzin zespołu „Brown”. Zapraszamy do lektury! Redakcja

Opiekun redakcji: Pani prof. Teresa Łagowska

Redaktor naczelny: Paweł Smaroo Z-ca red. naczelnego: Dominka Baran Korektor: Katarzyna Mazan Redaktorzy: Joanna Woźniak Inga Kuźniar Marlena Pobuta

Druk: “Call service” sp. Z.o.o. Gościnnie w numerze: Katarzyna Cygan Patryk Kwaśniak Patrycja Smoleoska Barbara Dubiel Małgorzata Ząbek Grzegorz Łach Paulina Ślęzak Karolina Chuchla

Karolina Zaborniak Marcin Skała Dominika Pałka Monika Pikor Anna Konkol Magdalena Piątek Katarzyna Pasek Kinga Cyzio Gabriela Chudy Oliwia Gaweł


SZUBRAWIEC

3

SPIS Treści:

28 Święta! 25 4 6 7 4 Biuletyn ZS nr 1 8 N a s z y m o k i e m Muzyka 9 17 Bożonarodzeniowa podróż; jak wyglądają święta w innych krajach?

Świąteczne „promocje”; nie daj się złapad supermarketowym przecenom! Boże Narodzenie tuż tuż…; dlaczego święta nie są takie jak dawniej?

Wiadomości z ZS nr1 w pigułce; krótko o ostatnich wydarzeniach w naszej szkole

Matura to jednak nie bzdura!; doznania maturzystów po próbnych egzaminach dojrzałości

10 11 Rzeszów 12 13

Droga do sukcesu; ile rodzice uczniów wydają na korepetycje? Na szkolenie marsz!; dlaczego CV bez dodatkowych kształceo jest mało atrakcyjne?

Nielegalny handel żywym towarem na rzeszowskiej giełdzie samochodowej „Jak każda mała dziewczynka chciałam byd księżniczką”; wywiad z Beatą Pardel, dziennikarką TVP Reszów

14 15 16

Nasze prawa w filmie, czyli objazdowy festiwal „Watch Docs”; prawa człowieka w dzisiejszym świecie Millenium Hall – wielkie otwarcie; relacja z otwarcia największego C.H na Podkarpaciu Laureaci z naszej szkoły; finał XIX Rzeszowskich dni Kultury Szkolnej

Mass media – medium mass; czyli o tym, jak media wpływają na nasze życie Ciężki tygodnia początek; czyli krótko o… poniedziałku

19 20

30

31 Trudne sprawy 32

21 23 24 25

Kinowa krówka ciągutka; dzisiejsze filmy już nie są takie jak dawniej

Czym naprawdę są sekty?; prosta odpowiedź na trudne pytanie W szkole też rodzi się przemoc; agresja jest wszędzie! Cenniejsze niż złoto; w Sudanie woda traktowana jest niczym skarb Moje życie to moje życie!; reportaż o tym, jak paintball odmienił życie chłopaka…

27 28 29

Nieśmiertelna 27; stale powiększający się klub znanych artystów… Rzeszowska scena muzyczna; co będzie grane w naszym mieście?

Piłka w grze!

33 34

„Od zawsze pociągały mnie nieprzyziemne wyczyny”; wywiad z Tomaszem Brydakiem Polacy wracają z Londynu ze złotem!; relacja z siatkarskiego Pucharu Świata

Na fajrancie

Wysokie obcasy 35 Miss piękności w otyłości; bycie otyłym nie jest wcale powodem do narzekania! Kobiety na kraocu świata; krótki opis o życiu kobiet na innych kontynentach Sylwestrowy czas…; jak dobrze przygotowad się do sylwestra?

Brown zaczarował rzeszowską publicznośd; relacja z koncertu

36 37

„Lubię poprawiad rzeczywistośd zaczynając od samej siebie”; wywiad z Ewą Baraoską, młodą pisarką Fotoporadnik cz.2; jak robid piękne zdjęcia? Moje spotkanie z sztuką…


4

SZUBRAWIEC

Bożonarodzeniowa podróż Wiele krajów na świecie, które praktykują Święto Bożego Narodzenia, zachowuje ściśle określone dla danego regionu tradycje i zwyczaje. Czasem są one zaskakujące, dziwaczne i dotyczą różnych dziedzin: od kulinariów aż do dekoracji.

światła nad ciemnością. Kościół chętnie przejął ten zwyczaj jako zapowiedź, znak i typ Jezusa Chrystusa. Na drzewku zawieszamy światła, bo tak często Jezus o sobie mówił, że jest Światłością świata.

Krótka historia święta Pierwsza wzmianka o Bożym Narodzeniu pochodzi z 354 roku, a zamieszcza ją rzymski kalendarz. Różne były w przeszłości terminy obchodów świąt Bożego Narodzenia. Świętowano w styczniu, marcu, kwietniu, a nawet w maju. Ostatecznie wybrano datę 25 grudnia – dzieo przesilenia zimowego. Chrześcijanie ze słoocem utożsamiali Chrystusa, nazywając go "Słoocem Sprawiedliwości".

Boże Narodzenie w Meksyku Nie ma tam tradycji ubierania choinki. W domach nie może natomiast zabraknąd wieoców z wilczomlecza czyli gwiazdy betlejemskiej. Świętowanie zaczyna się juz 16 grudnia, ceremonią zwaną „posada”, czyli schronienie. W atmosferze zabawy na ulicach pojawią sie pochody wędrowców ubranych w tradycyjne meksykaoskie stroje ludowe, niosących figury Marii Panny i św. Józefa. Przez 10 kolejnych dni wędrowcy chodzą od drzwi do drzwi szukając schronienia. To oczywiście ma symbolizowad 10-cio miesięczną wędrówkę Marii i Józefa do Betlejem. Zwieoczeniem całości jest rozbijanie wielkiej kolorowej kuli z siedmioma kolcami, wypełnionej słodyczami, czyli pinaty. Kula symbolizuje szata-

Zwyczaj ubierania choinek narodził się wśród ludów germaoskich przeszło 300 lat temu. W dniach przesilania zimy i nocy zawieszano u sufitu gałązki jemioły, jodły, świerka, sosny jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią, dnia nad nocą,

na, kolce siedem grzechów głównych, a jej zniszczenie klęskę zła. Serbowie i Czarnogórcy Poświęcają wiele uwagi w wigilijny wieczór swym zmarłym. Rozpalają w ognisku wielka kłodę drewna i stroją ją w gałązki laurowe. Do jednego z trzech leżących na dole chlebów wkładają gałązki, jabłka i pomaraocze. Macedooczycy wrzucają do palącego sie całą noc ogniska stare buty. Ma to odpędzid złe duchy. Podstawę wieczerzy stanowi tam wino i miód, owoce i specjalne placki zwane Chlebem Chrystusa.


SZUBRAWIEC

Węgry Najbardziej uroczystą chwilą jest wieczerza wigilijna. Jada się tu zupę rybną, a także bejgły, czyli zawijaniec z makiem i orzechami, galaretę z ryby i gołąbki. Obrus na stole posypywany jest soczewicą (synonim dobrobytu), a pod obrusem nie może zabraknąd siana. We wsiach węgierskich do dziś panuje zwyczaj palenia pni drzew na podwórzu przez całą noc wigilijną. Australia Święta przypadają w środku lata. Wielu mieszkaoców spędza je na plażach, gdzie na rozścielonych obrusach znaleźd można indyka, różnego rodzaju ciasta, orzechy i pudding. Prezenty przynosi św. Mikołaj w świąteczny poranek i zostawia je w ogromnej skarpecie.

Grecja W słonecznej Grecji w Wigilię mieszkaocy grają namiętnie w pokera, a wielu spędza czas na rozrywkach w nocnych lokalach. Argentyna Wigilię i Boże Narodzenie czci się szaleostwem fajerwerków, w czasie których spożywa się specjały, ale bez ryb - głównie mięsne, winogrona i różne ciasta (turron czy El Noche Vieja), zapijane winami musującymi i jabłecznikiem . W Hiszpanii odpowiednikiem opłatka jest chałwa. Przed Bożym Narodzeniem każda rodzina, tego gorącego kraju zaopatruje się w nową szopkę. Wigilijna wieczerza rozpoczyna się po Pasterce. Następnie wszyscy

wychodzą na ulice oświetlone tysiącami barwnych żarówek, śpiewają kolędy, taoczą i bawią się do rana. W Wielkiej Brytanii wigilijny posiłek zaczyna się w południe w ścisłym gronie rodzinnym. Obiad, bo trudno tu mówid o wieczerzy, składa się z pieczonego indyka i „płonącego puddingu”. Wieczorem w Wigilię angielskie dzieci wywieszają swoje pooczochy za drzwi, by nazajutrz rano odnaleźd je wypełnione prezentami. Tu narodził się zwyczaj pocałunków pod jemiołą wiszącą u sufitu. Taki pocałunek przynosi szczęście i spełnienie życzeo. Małgorzata Ząbek, kl. 2d

5


6

SZUBRAWIEC Świąteczne „promocje” Święta, to upragniony przez wszystkich czas. Jest on wyczekiwany z różnych powodów; młodzież szkolna z utęsknieniem wypatruje każdego, wolnego od nauki dnia, a okres świąteczny oznacza właśnie wolnośd i przerwę w nauce. Dla większości z nas, Boże Narodzenie jest czasem świętowania w rodzinnym gronie. Jednak aby móc zasiąśd przy suto zastawionym stole, trzeba wcześniej odbyd maraton po różnego rodzaju sklepach. Tu właśnie należy wspomnied o grupie ludzi, która chyba najbardziej cieszy się z narodzin Jezusa. Mam na myśli producentów i sprzedawców, dla których okres świąteczny jest czasem największych żniw. Zwiększenie dochodów jest odnotowywane praktycznie w każdej branży związanej z handlem. Wzrasta wynagrodzenie osób trudniących się sprzedażą produktów spożywczych, jak i tych, którzy oferują nam odzież czy biżuterię. Przyczyny takiego stanu rzeczy są jasne i oczywiste. Po pierwsze, każda szanująca się gospodyni domowa, chce jak najle-

piej przyjąd swoich gości, dlatego kupuje niezliczone ilości produktów, z których później przyrządza kolorowe sałatki, pachnące ciasta, etc., etc. Inna sprawa, to niemal stuprocentowa pewnośd, że odwiedzający nas bliscy i tak nie spróbują połowy przygotowanych przekąsek, ponieważ ich układ trawienny tego nie wytrzyma. Drugim powodem, który przyczynia się do napełniania kieszeni i portfeli handlowców jest fakt, iż każdy z nas chce obdarowad swoich bliskich prezentami, dlatego też biegamy od jednego sklepu do drugiego, w poszukiwaniu odpowiedniego upominku, który i tak najczęściej nie trafia w gust obdarowywanej osoby. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby sprzedający nie traktowali świąt jako maszynki do nabijania pieniędzy. W okresie świątecznym, w każdym sklepie wprowadzane są specjalne „promocje”, które rzekomo obniżające cenę produktu nawet o 50%. Większośd z nas, pod wpływem chwili, daje się nabrad na ten chwyt marketingowy. Uświadamiamy sobie to najczęściej dopiero

w domu, gdy wszystko na spokojnie przekalkulujemy. Okazuje się wówczas, że przeceniony towar jest kilkadziesiąt groszy droższy od tego samego produktu, sprzedawanego po normalnej cenie. Nieuczciwi sprzedawcy, bez skrupułów żerują na naiwności kupujących. Niestety, „nieczyste zagrywki” sprzedawców stanowią nieodłączny element przedświątecznej gorączki. Receptą na uniknięcie „promocji” jest nie odkładanie zakupów na ostatnią chwilę. Gdy nabędziemy towary wcześniej, nasz rachunek z pewnością będzie niższy. Kolejną zaletą takich zakupów jest uniknięcie kilometrowych kolejek do kas. Wybierając się do sklepów kilkanaście dni przed świętami, oszczędzamy sobie również niepotrzebnego stresu związanego z poczuciem niewystarczającej ilości czasu na wykonanie wszystkich niezbędnych czynności, które sobie zaplanowaliśmy. Słowem: „Zrób dziś, co masz zrobid jutro”. Katarzyna Mazan, kl. 2d


SZUBRAWIEC

Boże Narodzenie tuż tuż …

25 i 26 grudnia to jedno z największych świąt kościelnych. Są to również dni ustawowo wolne od szkoły jak i pracy. Wraz ze świętami zbliża się ogromna gonitwa ludzi między półkami supermarketów szukających maku, grzybów i suszonych owoców do wigilijnego kompotu czy też ozdób na choinkę. Ludzie mijają się w biegu poszukując dla swoich najbliższych i przyjaciół prezentów. Jednak pytając przechodni na rzeszowskim rynku z czym kojarzą się im święta odpowiadają : wigilia,

choinka, 12 potraw, okres spokoju i ciszy w gronie rodzinnym. Nikt jednak nie wspomniał o najważniejszym, dlaczego? Boże Narodzenie, to okres świętujący narodziny Zbawiciela. Pewna kobieta na moje pytanie, jako jedyna odpowiedziała : pasterka, no właśnie. Po wigilijnej kolacji, po tym, gdy pierwsza gwiazdka pojawi się na niebie, a wszyscy złożą sobie życzenia i usiądą przy wigilijnym stole, pełni uśmiechu i serdeczności odśpiewają kolędy. Później rozdają sobie oczekiwane przez wszystkich prezenty i "szykują się" na pasterkę. Tylko ile wiernych tak naprawdę dotrze na tą liturgię? Większośd i tak zostaje w kapciach przed telewizorem, odpoczywając po ogromnej "wyżerce". Ludzie żyjąc w pośpiechu zapominają o istocie tego święta. Wigilia i Boże Narodzenie to również tradycja, ale przede

wszystkim, jest to coroczna uroczystośd narodzin naszego Zbawicie-

la. Trudno jednak zaprzeczyd temu, że jeżeli czcimy święta Bożego Narodzenia, to chyba powinniśmy się związad głównie z osobą Jezusa Chrystusa. Może czasem warto się zastanowid nad tym, czy obchodzimy tak naprawdę Boże Narodzenie czy może jakieś zupełnie inne święto… Dominika Pałka,kl.2d

7


8

SZUBRAWIEC Wiadomości z ZS Nr1 w pigułce Matury, konkursy, zmiany, apelewiele się dzieje w naszej szkole. Oto najważniejsze informacje z ostatnich wydarzeo:

10 listopada odbył się apel poświęcony Dniu Niepodległości. W poważnej atmosferze uczniowie recytowali wiersze, następnie odbył się półgodzinny koncert orkiestry dętej.

Konkursy

Próbna matura

Konkurs fotograficzny organizowany w naszej szkole wygrał Alan Paoczyk. W dniach 16-18 listopad 2011r.

niepiszących matury dniem wolnym od nauki

Zmiana władzy Od 22 do 27 listopada tegoroczni maturzyści zmagali się z próbnymi egzaminami dojrzałości: wtorek: matura z języka polskiego na poziomie podstawowym środa: matura z matematyki w zakresie podstawowym czwartek: języki obce: angielski, niemiecki, francuski, rosyjski,

Tym to dobrze W czasie gdy maturzyści zmagali się z maturą z matematyki II i I klasy wybrały się do Multikina na filmy: Immortals – „ Bogowie i herosi”, „Listy do M.” oraz „Bitwa Warszawska”,natomiast czwartek był dla

Samorząd uczniowski wybrał nowego przewodniczącego szkoły: został nim Grzegorz Łach (kl.2d). Zastępcą została Ada Czyż (kl.2f).

Uroczyste świętowanie w III Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie odbyła się XIX edycja Rzeszowskich Dni Kultury. Z dobrej strony pokazały się uczennice naszej szkoły: Magdalena Chwajta (kl.2g), która po burzliwej dyskusji jurorów uzyskała drugie miejsce w konkursie ,,Monodram” przedstawiając monodram pt.: ,,Kaśka” a także Dominika Baran(kl.2d), która zajęła trzecie miejsce w konkursie dziennikarskim. Obu uczestniczkom gratulujemy. Grzegorz Łach, kl.2d


SZUBRAWIEC

9

Matura to jednak nie bzdura! Co roku w maju daje się odczuwad piękno natury. Jest zielono, pachnąco, cieplutko (dzięki ptakom, chociaż nie tylko) również śpiewająco. Kwitną kasztany, a maturzyści przystępują do najważniejszego egzaminu swojego życia, ale już w listopadzie, czekał na nich mały „wstępniaczek” przygotowany przez OPERON. Również w naszej szkole klasy maturalne przez cztery dni (2225.11.2011r.) próbowały przelad na papier wszystkie zdobyte do tej pory wiadomości. Pierwszy dzieo to język polski, później matematyka, język obcy, a ostatniego dnia, przedmioty dodatkowe- wybrane przez uczniów. Wyniki matur (już tych wiosennych) decydują o przyjęciu (lub nie) na studia, toteż matura to wcale nie bzdura. Warto spróbowad swoich sił w egzaminie próbnym, aby wiedzied, z których tematów potrzeba jeszcze douczenia, a z których jesteśmy tak

obkuci, że przyjęcie na studia mamy w kieszeni. Tegoroczni maturzyści musieli wykazad się znajomością lektur takich jak: „Przedwiośnie”, „Makbet” i „Nie-Boska komedia”. Ich zdaniem matura z polskiego była stosunkowo łatwa i chcieliby pisad właściwy egzamin na takim samym poziomie trudności. Z matematyką było już ciężej. Królowa nauk, zdaniem egzaminowanych wyszła nienajlepiej, ale czekamy na wyniki, co by nie zape-

szyd. Angielski oceniony był na średni poziom trudności dla ogółu młodzieży w naszej szkole, podobnie reszta języków obcych. Pozostaje mi życzyd, aby majowa matura wszystkim uczniom VI Liceum Ogólnokształcącego i Technikum Budowlanego wyszła znakomicie i nie tylko była zdana, ale również, aby każdy z absolwentów dostał się na wymarzoną uczelnię! Joanna Woźniak, kl.2d


10

SZUBRAWIEC

Droga do sukcesu Czy kiedykolwiek zastanawialiście się ilu z Was korzysta z lekcji dodatkowych, tak zwanych korepetycji? Z pewnością wielu. Badania przeprowadzone przez KE (Komisje Europejską – przyp.red.) wykazały, że ponad połowa uczniów krajów Unii Europejskiej korzysta z prywatnych lekcji, a rodzice na nie wydają kilka miliardów euro w ciągu roku. Statystyki mówią również, że najmniejszą ilośd korepetycji pobierają uczniowie ze Skandynawii. Jak wygląda sytuacja w Polsce? Dane mówią same za siebie – ponad 65 proc. dzieci i młodzieży pomaga sobie w nauce korepetycjami. Specjaliści twierdzą, że przyczyną jest presja wywierana na młodzież, aby dobrze wypadli na egzaminach oraz konkurencji, która widoczna jest już w szkole podstawowej. Przysłowiowy kij ma zawsze dwa kooce. Korepetycje inaczej są widziane przez osoby, które korzystają z nich np. przed maturą, biorąc dodatkowe lekcje z języka angielskiego, chcą doszlifowad swoje umiejętności językowe, przerobid więcej arkuszy pod okiem kogoś doświadczonego, kto będzie w stanie wyłapad wszelkie błędy w wypo-

wiedziach pisemnych czy ustnych. Są również uczniowie (druga strona medalu), którzy chcą kształcid swoje zdolności przez cały okres nauki w liceum, ponieważ poziom lekcji w szkole nie spełnia ich oczekiwao, nie mobilizuje do nauki. Materiał nie jest dostatecznie trudny, aby uczeo musiał sięgad w domu po książkę. Wielu rodziców wysyła nas na lekcje dodatkowe, ponieważ widzą, że ilośd godzin w szkole nie wystarcza nam na zrozumienie danego problemu z np. matematyki. Fakt, że matura z tego właśnie przedmiotu jest obowiązkowa sprawił, że coraz więcej młodzieży uczęszcza na właśnie tego typu lekcje dodatkowe. Dla wielu, korepetycje, to jedyna możliwośd, aby otrzymad promocję do następnej klasy. Dlaczego więc tak wielu z nas odczuwa potrzebę uczęszczania na lekcje dodatkowe? Czy chodzimy na nie z własnej, nieprzymuszonej woli, czy raczej przez presję, jaką wywierają na nas rodzice, nasze otoczenie? Nie ukrywajmy, w dzisiejszych czasach dostanie się do dobrego gimnazjum, czy liceum to wyścig

świadectw i dobrze napisany test, oczywiście pod klucz. Na wymarzone studia nie mamy szansy dostad się z marnie napisaną maturą, więc może aby nie zawieśd swoich (lub czyichś) ambicji staramy się robid wszystko, aby wyniki mied jak najlepsze. Niestety, ponosimy również przez to dodatkowe koszty, które na przestrzeni lat nie są takie małe. Wystarczy, że płacimy za godzinę matematyki, którą mamy raz w tygodniu 40 zł. Biorąc pod uwagę cały rok szkolny (bez ferii oraz kooca czerwca) daje nam to kwotę ok. 1500 zł! Czy rodzice, którzy do szkół wysyłają swoje dzieci powinni ponosid takie koszty? Wielu z nich narzeka, że przecież w szkole nauczyciele powinni byd zdolni do przekazania całej wiedzy. Niestety, przy tak licznych klasach, jakie mamy np. w liceum, nie zawsze jest to możliwe. Uspokojenie uczniów, sprawdzenie obecności, przepytanie przynajmniej jednego ucznia już zabiera bardzo dużo cennego czasu lekcyjnego, którego w rezultacie pozostaje niewiele na wyłożenie materiału. Indywidualne podejście na prywatnych lekcjach często umożliwia nam lepsze zrozumienie całej problematyki, korepetytor koncentruje się jedynie na nas, nie ulegamy rozproszeniom, na które jesteśmy podatni w klasie, wśród rówieśników. Korepetycje zawsze miały i pewnie będą mied swoich przeciwników i zwolenników, jednak wybór należy do nas. Patrycja Smoleoska, kl. 2d


SZUBRAWIEC

Studia. Większośd z nas po ukooczeniu szkoły ponadgimnazjalnej stanie przed wyborem wymarzonego kierunku. Niestety, każdego roku wielu świeżo upieczonych absolwentów przegrywa w zderzeniu z rynkiem pracy. Tytuł magistra nie gwarantuje znalezienia dobrej posady, dlatego też młodzi Polacy coraz częściej decydują się na dodatkowe kursy, szkolenia. Rozmawiam z Magdą, studentką Politechniki Rzeszowskiej: „Studia wybrałam świadomie, na jedno miejsce startowało kilkanaście osób. Staram się byd aktywna, już w czasie szkoły średniej podnosiłam swoje kwalifikacje. Skooczyłam szkolenia, na które w zasadzie trafiłam przypadkowo zachęcona przez koleżankę. Dodatkowe umiejętności przydały mi się w późniejszym okresie. Znalazłam pracę,dorabiałam w trakcie studiów. Moich bliskich znajomych nie było stad na imprezy, nowe ciuchy. Sama

bez problemu utrzymywałam się w trakcie roku akademickiego. W dodatku na szkoleniu poznałam chłopaka, z którym jestem do dnia dzisiejszego”. Dzisiaj nie zdajemy sobie z tego sprawy, bądź o tym nie myślimy, ale nabywanie dodatkowych umiejętności w gimnazjum czy szkole średniej rzutuje na dalszą przyszłośd. Mateusz, absolwent URZ wypowiada się odnośnie rynku pracy: „Od roku nie mogę znaleźd stażu, pretensje mogę mied tylko do siebie. Zaniedbałem podnoszenie swoich umiejętności, nie byłem zainteresowany jakąkolwiek aktywnością i teraz jestem zmuszony do uczęszczania na dodatkowe szkolenia. Nie ukrywajmy, rzeczywistośd jest taka, że przyszły pracodawca jest zainteresowany kandydaturą absolwenta, który podnosił swoje umiejętności. Razem z kolegą zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Ja, z dyplomem ukooczenia studiów ze średnią 4.0 oraz mój kolega z taką samą oceną. CV kolegi pękało w szwach w postaci kilkunastu ukooczonych szkoleo. Jego kandydatura okazała się bardziej interesująca z perspektywy różnorodności.” Rynek jest brutalny. Pracodawca nie zdecyduje się na osobę, która nie dba podnoszenie swoich kwalifikacji, liczy się praktyczne

wykorzy-stanie wiedzy. Różnorodnośd jest dzisiaj w cenie. Przyszły pracodawca widząc, że osoba ma szeroki zakres zainteresowao ma pewnośd, że szybko wdroży się na nowym stanowisku. Młodzi ludzie muszą stawiad sobie ściśle określone cele zawodowe i dążyd do nich małymi krokami. Nie należy żyd z dnia na dzieo. Absolwenci nie mają praktycznych umiejętności. Brakuje im też kreatywności, warto, więc zainwestowad w szkolenia, które dadzą prawdziwą satysfakcję i poszerzą nasze horyzonty.

Magdalena Piątek

11


Szkolenia || strony www || wdroĹźenia Tel: 669 921 889 || 17 785 25 57 Mail: poczta@call-service.pl www.call-service.pl

12

SZUBRAWIEC


SZUBRAWIEC

Nielegalny handel

żywym towarem na rzeszowskiej giełdzie

Rzeszowskie Załęże. W każdą niedzielę gromadzą się tu handlarze żywym towarem. Służby miejskie nie są w stanie uporad się z tym procederem. W niedzielę, o godzinie 6 rano jesteśmy na ulicy Spichlerzowej, przy której odbywa się cotygodniowa giełda samochodowa. Na jednym z prywatnych „parkingów” widzimy kilka stojących samochodów. W raz z upływem czasu jest ich coraz więcej, a wokół nich kręci się sporo osób. Nie stoją one zaraz przy drodze, zaparkowały z tyłu, na samym koocu „parkingu”, a każdy z nich ma otwarty bagażnik. Samochody te należą do handlarzy. W bagażnikach znajduje się ich towar: najczęściej są to szczeniaki z niezarejestrowanych hodowli.

Niemal po każdej giełdzie mieszkaocy okolicznych terenów znajdują w rowach porzucone zwierzęta. Skontaktowaliśmy się z dyrektor schroniska „Kundelek” Panią Haliną Derbisz, do którego trafiają znalezione zwierzęta. Są to najczęściej szczenięta ale zdarzają się też stare psy, które dla właścicieli ze względu na swój wiek stały się ciężarem. Psy przywożone do schroniska są najczęściej chore i wymagają opieki weterynaryjnej,co sprawia, że schronisko musi ponosid dodatkowe koszty. Pani Derbisz twierdzi, że: „Jest to nieumiejętnośd egzekwowania prawa przez służby miejskie”. Sami handlarze zaprzeczają, by po giełdzie zostawały jakieś zwierzęta. Niektórzy z nich

tłumaczą się, że handlują w tym miejscu, bo nie mieli pojęcia, że jest to zabronione na terenie parkingu. Inni natomiast są świadomi popełnianego przestępstwa, jednak mimo tego notorycznie pojawiają się na ,,parkingu”, gdzie nielegalnie handlują. Próbowaliśmy porozmawiad z właścicielem parkingu jednak odmówił on komentarza w tej sprawie. Służby miejskie są bezsilne. Interweniowały one kilkukrotnie na ,,parkingu,, gdzie odbywa się nielegalny handel jednak, Straż Miejska nie jest w stanie samodzielnie zebrad dowodów, które wskazywałyby na to, że owe osoby rzeczywiście handlują zwierzętami. W rozmowie z przedstawicielką Rzeszowskiej Straży Miejskiej dowiedzieliśmy się, że osoby wystawiające psy tłumaczą się, iż tylko stoją one ze swoimi prywatnymi zwierzętami, a nie handlują nimi. Uzyskaliśmy co prawda obietnicę, że pole, na którym odbywa się handel będzie częściej sprawdzane. Jednak na brak możliwości zgromadzenia przez Straż Miejską dowodów jest ona bezsilna i nie może pociągnąd do odpowiedzialności prawnej osób dopuszczających się nielegalnego handlu żywym towarem. Patryk Kwaśniak, kl. 2d

13


14

SZUBRAWIEC

"Jak każda mała dziewczynka chciałam być księżniczką..." Beata Pardel to dziennikarka TVP Rzeszów. Obecnie znana głównie z serwisu „Aktualności”. Pracuje nie tylko w telewizji, lecz jest także redaktorką międzynarodowego miesięcznika „Kwartet”. Pracą dziennikarza, a ściślej prezenterki telewizyjnej zajmuje się od ponad piętnastu lat. Witam Panią bardzo serdecznie, jestem uczennicą VI Liceum Ogólnokształcącego, czy mogłabym zadad kilka pytao? Zwykle, to ja przeprowadzam wywiady, ale z wielką przyjemnością odpowiem na wszystkie pytania. Czy od zawsze chciała byd Pani dziennikarką ? Może miała też Pani inne pomysły na swoją przyszłą pracę? Jak każda mała dziewczynka chciałam byd księżniczką (śmiech). Trochę później marzyłam o teatrze . Jednak wszystkie pomysły się skooczyły, gdy mój wujek zabrał mnie do telewizji. Właśnie tam zobaczyłam jak naprawdę pracuje dziennikarz i w pewnej chwili pomyślałam, że chciałabym stad tam przed kamerą, byd pokazana na ekranach telewizorów. Jednak nie chodziło mi o sławę, chciałam ogłaszad światu to, co naprawdę ważne. Jak wyglądały Pani początki w tym zawodzie? Jestem dziennikarką z ponad piętnastoletnim stażem. Początkowo pracowałam jako rekwizytorka w teatrze. Później rozpoczęłam studia dziennikarskie. Przeprowadzałam wywiady, pisałam artykuły. Teraz pracuję jako dziennikarka TVP Rzeszów i prowadzę serwis „Aktualności”.

Wielu osobom wydaje się, że praca dziennikarza jest prosta, wręcz uważają ją za hobby, co Pani myśli na ten temat? Praca dziennikarza wcale nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawad. Co dzieo każdemu z dziennikarzy towarzyszy stres, czasem nawet trema. Oczywiście nie mogą dad po sobie tego poznad. Z doświadczenia wiem, że jest to bardzo trudne do opanowania. Fakt, taka praca nie wymaga żadnego wysiłku fizycznego, ale jest to ogromy wysiłek psychiczny i każda rozmowa, wywiad stanowi nie lada wyzwanie. Jakie cechy powinien mied dobry dziennikarz i jakie ma Pani rady dla osób, które w przyszłości pragną byd dziennikarzami? Najważniejsze cechy dobrego dziennikarza to stalowe nerwy oraz dobra dykcja. Osoba przeprowadzająca wywiady, rozmawiająca z ludźmi musi stawiad ciekawe pytania jak i wspaniale na nie odpowiadad. Nie może trząśd się, mdled przed kamerą. Ważną cechą jest też umiejętnośd słuchania ludzi, kompromisu i przede wszystkim konstruktywnej polemiki. Najpierw należy wysłuchad daną osobę, a później wypowiadad się na jej temat. Każdy reporter, dziennikarz musi byd błyskotliwy i dociekliwy, ale nie powinien naciskad, byd natarczywym. Jakie mam rady dla tych, którzy interesują się tym zawodem? Myślę, że powinni co dzieo rano dwiczyd dykcję, tak jak ja oraz rozwijad się w tym kierunku, czytad, pisad, iśd do odpowiedniej szkoły. Oczywiście nie można się zniechęcad, kiedy jeden czy drugi na przykład tekst nie pójdzie. Bo tak naprawdę człowiek uczy się na błędach i później stosując się do rad kolegów, szybko chwyta, o co chodzi i w czym tkwił owy błąd.

Słyszałam, że poświęca Pani też czas dziennikarstwu prasowemu? Od kilku lat zajmuję się dziennikarstwem prasowym. Jestem redaktorką międzynarodowego miesięcznika „Kwartet”. W jego prowadzenie jest włączona nie tylko Polska, ale też Czechy, Słowacja. Razem wybieramy temat do numeru i z każdego kraju reporterzy opisują dane wydarzenie. Czy obecne dziennikarstwo różni się od tego z początków Pani kariery? Bardzo się różni. Gdybym, dziś miała drugi raz wybierad, pewnie wybrałabym inną drogę. Dziś mniej ceniona jest praca, do której człowiek mozolnie przygotowuje się. Trzeba byd bardziej błyskotliwym, naprawdę dawad z siebie wszystko. Dzisiejszego dziennikarza mogę porównad do wodzireja. Z jakimi sławnymi osobami przeprowadzała Pani wywiady? Swój pierwszy wywiad przeprowadziłam z Markiem Kondratem. Odniosłam naprawdę miłe wrażenie, było to dla mnie wielkie przeżycie. Natomiast moja najbardziej stresująca rozmowa odbyła się z reżyserem teatralnym, który bardzo głośno mówił, wręcz krzyczał. Był to Adam Hanuszkiewicz. Mimo tego nasza konwersacja była interesująca i nigdy jej nie zapomnę. Bardzo dziękuję, że poświęciła mi Pani swój cenny czas. Też ci bardzo dziękuję i myślę, że uda nam się jeszcze kiedyś porozmawiad. Katarzyna Pasek,kl.2d


SZUBRAWIEC

Nasze prawa w filmie Czyli objazdowy festiwal „Watch docs” W Rzeszowie coraz częściej odbywają się imprezy i festiwale o charakterze kulturalnym i pouczającym. Niedawno w naszym mieście miał miejsce 9-ty objazdowy festiwal filmowy Watch Docs – prawa człowieka w filmie, trwający od 20 do 23 października w budynku Wyższej Szkoły Prawa i Administracji, w Wojewódzkim Domu Kultury oraz u oj. Dominikanów. W festiwalu, który odbywał się w budynku uniwersytetu brało udział około 1500 uczniów z 16 ponadgimnazjalnych rzeszowskich szkół. Uczestnikami byli również studenci WSPiA oraz mieszkaocy Podkarpacia.Co roku w Festiwalu uczestniczy łącznie ponad 2,5 tys. osób. Podczas czterech dni festiwalowych można było obejrzed ponad 20 filmów dokumentalnych.Wszystkie dotyczyły praw człowieka na świecie. Wśród prezentowanych dokumentów znalazły się m.in. takie tytuły jak „Dwóch Escobarów”, „Kto zabił Wałęsę z Phnom Penh?”, czy „Milczenie=Śmierd”. W dniu otwarcia tej imprezy, czyli 20 października, w godzinach od 9:00 do 19:50 można było obejrzed 8 filmów, spośród których jeden otrzymał nominację do nagrody ,,Watch Docs ”. Festiwal Filmowy w WSPiA to również wykłady, wystawa zdjęd i spotkania z podróżnikami. Gościem specjalnym festiwalu, który wygłosił wykład w czwartek był Sonam Topdem, przedstawiciel społeczności tybetaoskiej na ucho-

dźctwie. Uczestnicy festiwalu mogli również wziąd udział w warsztatach antydyskryminacyjnych. W klubie studenckim zapewniono uczestnikom możliwośd wysłuchania relacji Doroty i Piotra Gibowicz z pięciomiesięcznej wyprawy do Azji oraz sprawozdania Janusza Witka z podróży na Kubę i do Wenezueli. W piątek podobnie jak i w pierwszym dniu, uroczyste rozpoczęcie festiwalu odbyło się o godzinie 9:00. Podczas otwarcia, nauczyciel z 4 LO

wygłosił dziesięciominutowe przemówienie. Następnie zaczęła się projekcja filmu dokumentalnego pt. ,,Winny z założenia” , który ukazuje meksykaoski charakter wymiaru sprawiedliwości oparty na systemowym domniemaniu winy. Przedstawiona w nim została historia młodego chłopaka Jose ,,Tonio” Zuniga, który pewnego dnia został aresztowany, chod nie wiedział za co. Sędzia, pomimo, że nic nie wskazywało na to, że Tonio jest sprawcą zabójstwa, wydał wyrok w wysokości dwudziestu lat pozbawienia wolności. Cała ta historia kooczy się jednak szczęśliwie, ponieważ bohater odwołał się do sądu apelacyjnego i został uniewinniony. ,,Warszawa do wzięcia”,

to tytuł drugiego zaprezentowanego filmu, który otrzymał nagrodę ,,Złoty Lajkonik ‘’na Krakowskim Festiwalu Filmowym. Ukazuje on historię trzech dziewczyn z popegeerowskich wsi, które jadą do Warszawy, aby skorzystad z programu aktywizacyjnego. Chod dostały wielką szansę od losu, nie wykorzystały jej, ponieważ nie odnalazły się w wielkim mieście. Nie znalazły odpowiedniej pracy ani nie zapewniły sobie godnych warunków do życia. Po seansie filmowym miał miejsce prawie godzinny wykład funkcjonariusza rzeszowskiej policji pt.: ,,Policja to też ludzie”. Zaproszony gośd poruszył tematy związane z ustawami i artykułami. Przedstawił różne statystyki dotyczące przestępczości oraz składanych skarg i wniosków na terenie Podkarpacia. Podczas tego spotkania zrodziła się dyskusja na temat rzeszowskich kibiców. Poruszono również kwestie wydarzeo, które mają miejsce na meczach. W bardzo żywej i energicznej rozmowie brali udział zarówno uczestniczący w wykładzie uczniowie jak i policjant. Festiwale takiego rodzaju jak ,,Watch Docs” przyciągają wiele osób, które niekoniecznie interesują się prawem, czy różnymi ustawami. Stanowią doskonałą lekcję i dają nam pretekst , aby chod przez chwilę zatrzymad się i zastanowid nad kategorycznym łamaniem praw, co wydawałoby się, że w 21 wieku już się nie zdarza i nas nie dotyczy. Festiwal ten obok obejrzenia doskonałych dokumentów, daje nam również możliwośd zapoznania się z działalnością prospołeczną i zachęca do podejmowania konkretnej aktywności na rzecz Praw Człowieka. Paulina Ślęzak, kl.2d

15


16

SZUBRAWIEC

Millenium Hall – wielkie otwarcie 15 październik, godzina 18:00, al. Kopisto. Tłumy ludzi wyczekują na otwarcie nowego centrum handlowego w Rzeszowie. Mowa oczywiście o Millenium Hall. Wiele osób stawia się w wyznaczonym miejscu już kilka godzin przed otwarciem, które ma nastąpid o godzinie 21:30. Znaczną częśd z nich stanowi młodzież. Zebrani nie przejmują się panującym zimnem i z wielką wytrwałością odliczają minuty, które dzielą ich od ujrzenia na własne oczy największego wydarzenia tego weekendu. Jednych przyciągnęły tu promocyjne ceny niektórych towarów, możliwośd spotkania się ze znanymi w Polsce osobami, innych po prostu ciekawośd. 15-letnia Katarzyna na otwarcie nowego obiektu handlowego wybrała się wraz z rodzicami. „Myślę, że warto byd na otwarciu największego centrum handlowego w Rzeszowie, to w koocu wielkie wydarzenie” skomentowała. Duży problem stanowiły jednak korki, które zaczynały się już na ul. Rejtana, Kopisto i Podwisłoczu. „Dzisiejsza sytuacja na drogach to po prostu tragedia! Ludzie jeżdżą, kompletnie nie zwracają uwagi na innych kierowców. Byle jak najszybciej znaleźd miejsce.” – stwierdzają rodzice Katarzyny. Kierowcy parkują dosłownie wszędzie, gdzie tylko znajdą wolny obszar – na trawnikach, chodnikach i pobliskich uliczkach. Na samochodach można zauważyd nie tylko rzeszowskie rejestracje, obecni są także ludzie spoza regionu miasta. Wielu z nich uważa, że ruch jest źle zorganizowany, brak również miejsc do parkowania. Podziemny parking Millenium Hall zajęły głównie samochody osób, które były obecne na zamkniętej imprezie dla VIP-ów

odbywającej się około godziny 18:30. Kilka minut przed godziną 21:30 ludzie zaczynają odliczanie. Najpierw pojawia się pokaz sztucznych ogni i laserów, na potrzeby którego w centrum zainstalowano około 1000 pirotechnicznych efektów. Niedługo później wszyscy oczekują na wielkie otwarcie i rozpoczęcie Nocy Zakupów, która ma trwad do godziny 1:00. Wejście jednak opóźnia się o kilkanaście minut, ludzi są coraz bardziej zniecierpliwieni. W koocu zaczyna się! Tłumy przepychają się, chcą jak najszybciej dostad się do środka. Większośd jednak nie okazuje zachwytu. Wiele sklepów nie jest jeszcze otwartych, w innych natomiast panują kilkunastometrowe kolejki do przymierzalni i kas. – Stoję tu już od 25 minut, jest cała masa ludzi. Warunki do zakupów nie są sprzyjające. Kolejki ciągną się w nieskooczonośd, jest gorąco, duszno. – wypowiada się 20-letnia Magda. Szereg ludzi ustawia się też w rzędzie prowadzącym do toalety. Dalsze wycieczki po Millenium Hall wymagały więc samozaparcia i cierpliwości. Większośd zgromadzonych usiłowała dostad się na wyżej usytuowane piętra. Niektórzy odważyli się wcho-

dzid na górę schodami jadącymi w dół, co dla większości osób kooczyło się fiaskiem na oczach setek ludzi. Z kolei schody prowadzące na kolejne piętro, nie wytrzymały naporu i zatrzymały się. Kilkadziesiąt minut później coraz większe tłumy zmierzały w kierunku wyjśd. Owszem, zostało otworzone ogromne centrum handlowe w naszym mieście, zachwyca swoim ogromem, ale jeśli chodzi o samo otwarcie to niczym mnie nie zaskoczyło. Szczerze mówiąc liczyłam na coś więcej – tak całe zdarzenie skomentowała 17-letnia Monika. Z kolei 20-letnia Paulina uważa, że nareszcie można znaleźd w stolicy Podkarpacia centrum, w którym mieszczą się znane marki sklepowe, obecne tylko tutaj,a także Multikino. Jak więc widad, opinie obecnych na otwarciu Millenium Hall są podzielone. Jedni chwalą, inni krytykują nowy obiekt handlowy otwarty w październiku. Jedno jest jednak pewne – w ciągu kilku lat zostało stworzone największe ze wszystkich centrów handlowych w Rzeszowie, którym od teraz może poszczycid się nasze miasto. Karolina Chuchla, kl. 2d


SZUBRAWIEC

Laureaci z naszej szkoły 28 listopada, teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, szczelnie wypełniona sala. Zgromadzeni z niecierpliwością czekają na rozpoczęcie finału Rzeszowskich Dni Kultury Szkolnej organizowanych corocznie od 19 lat przez 3LO w Rzeszowie, obchodzące w tym roku setną rocznicę powstania. Około godziny dziesiątej na scenie pojawia się dyrektor trzeciego liceum, pan Marek Plizga, ciepłymi słowami witając wszystkich uczestników konkursu. Po krótkim przemówieniu przystąpiono do najbardziej oczekiwanej części gali, czyli przyznania nagród laureatom. Z naszej szkoły wyróżnieni zostali Magdalena Chwajta, za zajęcie drugiego miejsca w konkursie „Monodram”, przedstawiając na scenie krótką, lecz pełną humoru, arcyciekawą scenkę pt. „Kaśka”, a także Dominika Baran, za uzyskanie trzeciej lokaty w konkursie dziennikarskim, sprawdzającym wiedzę z bieżących wydarzeo w Rzeszowie oraz umiejętności pisania sprawozdania. Po rozdaniu nagród na scenie pojawił się dziennikarz i krytyk literacki, pan Marek Pękala. Swoje przemówienie zaczął od słów

„drogie kotki i kocury”, mocno rozbawiając tym publicznośd. Gdy na sali ponownie zapanowała cisza, po krótkich gratulacjach skierowanych do laureatów, zaczął opowiadad o przyszłości młodzieży i ich drodze do sukcesu. Swój występ zakooczył cytatem z Mickiewiczowskich „Ksiąg Pielgrzymstwa Polskiego”: „Ludzie dobrzy sądzą zaczynając od dobrej strony. Gotując się do przyszłości, potrzeba wracad się myślą w przeszłośd, ale o tyle tylko, o ile człowiek gotujący się do przeskoczenia rowu wraca się w tył, aby się tym lepiej rozpędzid.”

Gdy pan Pękala zszedł ze sceny, przystąpiono do części artystycznej finału: na deskach teatru wystąpili niektórzy z wyróżnionych uczestników, pośród których znalazła się również Magda Chwajta, uczennica naszej szkoły. Około godziny 12 organizatorzy pożegnali zgromadzonych słowami: „Do zobaczenia za rok”. Jesteśmy pewni, że w jubileuszowej, dwudziestej edycji konkursu nasza szkoła ponownie pokaże się z dobrej strony! Dominika Baran, kl.2d

17


18

SZUBRAWIEC

Mass media - medium mass Spędziłam przed komputerem kolejne dwie godziny, przeglądając podane przez mass media informacje na portalach internetowych. Mój mózg przyjął wiadomości i lokują się one wygodnie w zbiorze „to co już wiem”. Obok „ludzkie serce wygląda jak świnka morska” zasiada „Doda pokazała pupę żegnając Polskę”. Tyle wiedzy z dalekiego świata, dostępnej prawie wszędzie, prawie zawsze, prawie za darmo w zaledwie dwie godziny! A więc i ja, chociaż świadoma, że za chwileczkę już nie przed komputerowym ekranem, ale oko w oko z kartką, będę starad się wylad na papier wszystkie swoje żale do tych, którzy serwują ten szwedzki stół informacji, dałam się opętad jednemu z czterech głównych diabłów, (obok telewizji, radia i gazet), Internetowi. Kucharz ugotował, kelner zaserwował. Wszystko podane w jednym miejscu, kiedy tylko chcesz. Oferta kusi, tak samo jak wszystko dający supermarket. Wybieram się po chleb i masło, a kupuję koszulkę, tamburyno, dywanik, zegarek hello kitty i plastikowe stonki. Wszystko super; oszczędnośd czasu, oszczędnośd pieniędzy, oszczędnośd… No właśnie, ale czy na pewno? Chciałam chleb i mleko, ale patrzę na to piękne, różowe tamburyno i myślę sobie, że na pewno takiego cuda w domu jeszcze nie mam, cena wręcz śmieszna. Zresztą zawsze wiedziałam, że we mnie jest chociaż ułamek muzyka, bo mama mówiła, że mając 5 lat taoczyłam jak szalona, u babci na werandzie, do płyty disco-polo, a i wujek z tym

czarnym wąsem wygląda troszkę latynosko. To tylko przykład. Przesadzony, zbyt dużo, za mocno, ale czy nie tak właśnie jest z Internetem? Reklamy strojów dla robotników ze śmiesznym ludzikiem lego, sukienek ślubnych oraz wyniki „Taoca z Gwiazdami”, wyskakują mi na ekranie. Żaden z tych tematów mnie nie interesuje, ale klikam w ikonki, bo to coś nowego, innego, w jakiś sposób ciekawego, a co ważniejsze w ciekawej oprawie graficznej. Więc wchodzę i marnuję czas na oglądaniu

butów dla górnika, albo co gorsza patrzenie, czy rzeczywiście Michał Szpak ma lewe nozdrze mniejsze od prawego. O to chodzi, by nas zaprosid, wykupid, zabrad… za pomocą wszystkich możliwych trików zarobid na nas pieniądze. Warto się zastanowid nad tym jak „wszelkie możliwe triki” są skuteczne oraz po co są stosowane. Niby każdy myślący człowiek wie, że ktoś tym kieruje, że treści są bardzo obrane, tak by trafiały do każdego widza (nawet najgłupszego), wie, że nikt nie robi tego za darmo, że ma w tym swój cel. Ale często zapominamy, że te wszystkie ciekawe informacje (nie tylko o pę-

pkowym Anny Muchy, ale też o szerzącym się kryzysie), programy rozrywkowe, seriale, są tylko dla pieniędzy, nie po to, abyśmy byli mądrzejsi,byli bliżej prawdy, bardziej ciekawi świata, szczęśliwsi, mogli doznawad większej dawki kultury… One są dla pieniędzy- boga, większego nawet niż telewizja. Oczywiście lubimy wszystkie te ciekawe seriale, w których piękni bohaterzy są doskonałym materiałem by się z nimi utożsamiad, wciągnąd w ich losy i przeżywad ich byt bardziej, niż swój własny lub dostosowywad (dzięki podświadomości, chociaż nie tylko) swoje zachowania i słowa do tych serialowych, wydwiczonych i co ważniejsze wyreżyserowanych. Jesteśmy szczęśliwi, coś się układa, utożsamienie z serialowymi bohaterami pozwala odczuwad radośd. Tylko, czy prawdziwą? Lubimy słuchad informacji, byd bliżej prawdy wiedzied co dzieje się w Polsce i na świecie. O aferach w rządzie, samobójcach, losach gwiazd i wypadkach. Tylko jak blisko jesteśmy „prawdziwej” prawdy? Ludzie o tym nie myślą, wciągają w siebie zhomogenizowaną papkę z kultury i bzdury – jako wiedzę. Chłoną, z wielką szybkością, bez myślenia o konsekwencjach i o tym co do nich trafia, po prostu pochłaniają nie myśląc już o tym, po co,dlaczego otrzymują te informacje. Biorą modę za swoje bóstwo, zapominając o własnym guście, przyzwyczajeniach, wychowaniu, poglądach... Dzięki temu, twórcy są w stanie od tak wylansowad zarówno niebieskie kozaki jak i rasizm, czy


SZUBRAWIEC noszenie kapeluszy w kształcie plastra szynki. Wydaje się to śmieszne, wręcz niemożliwe, ale czy na pewno?

Nie to jest jednak najgorsze. Wyobraźmy sobie (oczywiście czysto hipotetycznie), że wszystkie mass media kierowane są przez grupę złych ludzi, którzy pragną aby wszyscy inni zaprzestali myśled, nie poszerzali swoich horyzontów, wierzyli w rzeczywistośd, która różni się od realiów, by zawładnąd całą ludzkością zupełnie bez jej świadomości. Musieliby sprawid, aby ludzie myśleli w określony sposób i nie wiedzieli, że istnieje bardzo wiele faktów. W dodatku, powinniby doprowadzid to tego, aby ludzie byli zadowoleni z podawanych im bzdur, nie dochodzili do prawdy, wciąż wydając pieniądze na przyjemnośd, nie do kooca prawdziwą.

Mogliby przedstawid przykładowy kryzys jako fakt, któremu nie da się zapobiec i bierze się z nicości, szeptad, że osąd jest obiektywny, a przedstawione zostały „fakty”.

Mogliby niszczyd, zagłuszad lub nawet mordowad jednostki świadome, zdolne, mądre i dochodzące do pra-

wdy, mające jakąkolwiek możliwośd i nikt nie mógłby się o tym dowiedzied, oglądałby w tym czasie „Kiepskich”.

Uf… jak dobrze, że to tylko hipoteza. Nie żyjemy w świecie kretynów, dla których wygodne jest nie myślenie. Nie jesteśmy nimi. Ani ja, ani Ty. Nikt nie karmi nas bzdurą. Jak dobrze! Skoro już jesteśmy spokojni o swoje losy, możemy wrócid do meritum. Więc czy mass media są rzeczywiście „potworem”, który ogranicza czas oraz myślenie dzięki podawaniu zglobalizowanych produktów jako jedyną możliwośd?, upraszczają treści, tak, by były dla każdego zrozumiałe hamując rozwój?, dają takie wzorce jakie tylko pragną dawad, mając świadomośd, ze wszystko zostanie biernie przyjęte?, mają możliwości przejęcia kontroli nad większością społeczeostwa?, mogą zatajad informacje, które ludzie powinni znad?, ich działania są motywowane pieniądzem? Oczywiście, że tak. Ale nie mogłabym pominąd faktu, że mass media są bardzo potrzebne i ciężko byłoby bez nich żyd. Dzięki nim, przepływ informacji jest szybki i taki sam dostęp mają do nich wszyscy, zapewniają rozrywkę, pomagają w nauce, rozbudzają ciekawośd świata…. Muszę jednak odwoład się do starego przysłowia i przypomnied, że mass media są dobrem dla ogółu, ale co za dużo (nawet dobrego), to nie zdrowo. Nie wolno zapominad o samodzielnym myśleniu, rozwijaniu swoich umiejętności i nie przyjmowaniu wszystkiego biernie,pozbywając się własnego zdania.

Joanna Woźniak, kl. 2d

19


20

SZUBRAWIEC

Ciężki tygodnia początek… Co tydzieo to samo: szósta rano, przez powieki leniwie wdziera się światło poranka, rodzice szykują się do pracy, a ja nie umiem otworzyd powiek – poniedziałek. Kiedy w koocu zwlekam się z łóżka i ślimaczym krokiem zmierzam do łazienki, nie mam siły w ogóle myśled. W poniedziałek cały świat zdaje się byd szary, ponury. Jest to dzieo, w którym nic nie wychodzi dobrze, płatki śniadaniowe smakują jak jedna z zupek wzięta prosto z peerelowskiego baru mlecznego, a pytanie dlaczego spóźniłeś się na lekcję można porównad do spowiedzi. Jedynie łóżko przyciąga niezwykle silnie swoją miękkością i ciepłą kołderką. Jednak wiem, że nie mogę sobie pozwolid nawet na minutkę leżakowania - muszę wziąd się w garśd. Stojąc pół godziny później w starym, rozklekotanym autobusie do głowy niespodziewanie wkrada się świetlana i piękna wizja piątku –

utęsknionego początku weekendu, kiedy to przez całe dwa dni świat, nagle przepełniony kolorami (mimo zapowiedzianej sobotniej śnieżycy…) wydaje się pełen radości i swawoli. Wymyślam różne świetne plany spędzenia wolnego czasu i wyobrażam sobie, jak wspaniale będę się bawił. Jednak z powrotem na ziemię sprowadza mnie pewien mały problem: do piątku jeszcze pięd dni, a ja mam zapowiedziane dwa sprawdziany i masę kartkówek. Dojeżdża-

‘’

Narzekanieto takie polskie! jąc do szkoły czuję się jednakowo przygnębiony, jakbym dopiero co wstał z łóżka. Podczas lekcji, poniedziałek najbardziej daje o sobie znad: koncentracja skacze z mostu, uszy poszły na randkę z bębenkiem, a mięśnie powiek chyba zapomniały, że w ogóle istnieją. Nie wiadomo też, gdzie się podział rozum. Zamiast siedzied na lekcji i przyswajad nową wiedzę, pewno jak zwykle kłóci się z sercem. Wracając po południu do domu, już ze wszystkimi narządami na swoim miejscu (dziwne, że zawsze wracają po szkole) zastanawiam się, dlaczego

właściwie nikt nie lubi poniedziałków? Czym pierwszy dzieo tygodnia zawinił, że jest przez nas tak znienawidzony? Przecież nie różni się niczym od środy czy czwartku, poza tym, że następuje on zaraz po weekendzie. Lecz pomyślmy, co by było, gdyby poniedziałek był dniem wolnym? Tak, nienawidzilibyśmy wtorku! To właśnie na niego przelewalibyśmy swoją frustrację, dlaczego czas tak szybko leci, jak trudne jest wstawanie wcześnie rano i narzekalibyśmy, że jest swoistym mordercą weekendowych wspomnieo. Narzekanie – to takie polskie. Typowy rodak lubi czasem „pobiadolid”, jakie to ma ciężkie życie, czy jak to żądny zemsty za częste braki stroju nauczyciel wuefu „uwziął się” na niego i chce mu postawid jedynkę na koniec roku… Długo mógłbym wymieniad przykłady takich lamentów. Szykując się do snu uświadamiam sobie, że sam należę do grona typowych Polaków: lubię czasem pomarudzid nad własnym losem, czy też okrutnością poniedziałku. Jednak w myśli postanawiam, że od tej pory będę tydzieo w tydzieo walczył z morderczymi zamiarami pierwszego dnia tygodnia, szukając spośród wielu szarych poniedziałkowych godzin kolorów. Zasypiam z poczuciem spełnienia: czuję się jak tryumfujący gladiator, który powalił swojego przeciwnika na ziemię. Kolejny zwycięski poniedziałek. Następne starcie za tydzieo.

Paweł Smaroo, kl. 2d


SZUBRAWIEC Ze wściekłą miną oglądam piękną parę, całującą się na tle równie pięknego krajobrazu. Po półtora godzinnej „przejmującej” historii powinnam siedzied zalana łzami, smarkająca w i tak już mokrą chusteczkę. Tymczasem mam ochotę zwymiotowad na ekran licząc, że to zakooczy tę błazenadę. Chciałam wstad i ziścid swój pomysł ale nie mogłam. Powód? Zdrętwiałam. I to bynajmniej nie z ilości wrażeo. Przez ostatnią godzinę spałam na, szczerze mówiąc, niezbyt wygodnej kanapie. Ale wydaje się, że tygodniowe męczarnie spania na starych dechach pokrytych jakimś chamskim tworzywem, byłyby lepszym rozwiązaniem niż usilne dopatrywanie się jakiegokolwiek postępu w fabule komedii romantycznych (chod tu, słowo „komedia” jest chyba użyte niepotrzebnie). Straciłam pół filmu, a i tak wiem, że Kevin w ostatniej chwili zdążył na samolot Izoldy krzycząc już przy kasie biletowej, że to (cokolwiek by to nie było), to tylko nieporozumienie i wyznaje jej miłośd. Tymczasem ona rzuca mu się w ramiona, a to wszystko przy zachodzie (lub dla zaskoczenia-

wschodzie) słooca. W tym wypadku, łatwiej byłoby posądzid mnie o jasnowidztwo, niż podrzędnego reżysera o chod odrobinę wyobraźni. Dlaczego wciska nam się mdłą, bezwartościową i w kółko powtarzającą się fabułę? Jako, że jestem kobietą mam ochotę od czasu do czasu oglądnąd jakiś „babski” film. Poza kultowymi romansami, trudno jest jednak znaleźd film tego samego gatunku, który byłby wart poświęcenia czasu i uwagi aby go oglądnąd. Kolejną kwestią, która przyprawia o mdłości jest zjawisko, które przeważnie ma miejsce w polskim kinie. Idąc do kina, ma się wrażenie, że krąg aktorów (już nie mówiąc o aktorach dobrych) w naszym kraju jest zawężony do minimum. I bynajmniej nie jest to kwestia ich małej ilości na rynku, tylko wciskaniu ludziom w kółko tych samych gęb, które już raz się sprawdziły licząc na to, że sprawdzą się i teraz. Nie mówię o tym, że nie ma dobrych, polskich filmów, ależ są! Mnie jednak, denerwuje to, że wciskanie przesłodzonych fabuł w tzw. komediach romantycznych stało się nor-

mą. Dlaczego nie zaskoczyd odbiorcę złym zakooczeniem?, ludzką miłością nie zakooczoną happyendem, taką, która jest niespełniona, niedościgła i jednocześnie upragniona? W większości tego rodzaju filmów ukazywany jest jeden model miłości - tej szczęśliwej. Nie zapominajmy, iż miłośd i uczucie dlatego są tak piękne, ponieważ nie są one łatwe do określenia. Przecież chodzi o to, żeby wzbudzid w człowieku emocje, nawet te skrajne. Jednak do tego potrzeba porządnego scenariusza, którego znalezienie jest tak samo mało możliwe jak odnalezienie czterolistnej koniczyny na Saharze. Żeby znaleźd historię miłości, której treśd poruszyłaby serce trzeba długo szukad jej źródła. Niestety, repertuar kinowy i program telewizyjny chce zadowolid nas nijaką jakością treści z obrazem sztucznych, nierealnych uczud. Człowiek prosty zadowoli się prostotą przekazu, gdyż jest ona dla niego wystarczająca. Ale co z tymi, którzy pragną czegoś więcej? Czasem zatęsknid można za wizją teatru antycznego, zamarzyd o przeżyciu katharsis. Bo chod temat może wydawad się błahy, to trzeba pamiętad, że kinematografia to częśd sztuki i kultury, a ona poniekąd kształtuje nas jako ludzi. Nie ukrywam, że nadal wkurzad mnie będzie robienie z odbiorcy niemyślącego debila, który musi zadowalad się byle czym, który później nie będzie odróżniał dobrego kina od tego niszowego i z tępym maślanym wzrokiem będzie wpatrywał się w kolejną historię a’la Kevin i Izolda.

Marlena Pobuta, kl. 2d

21


22

SZUBRAWIEC

CZYM NAPRAWDĘ SĄ SEKTY? Nieustannie poszukują nowych członków, wyznaczają nowe zasady moralne, a nawet handlują ludzkimi organami. Zdefiniowanie słowa „sekta” jest wyjątkowo trudnym zadaniem, bowiem żadna definicja nie oddaje zjawiska całościowo, tak by wszyscy to akceptowali. W ujęciu socjologicznym sekta to grupa społeczna,

izolująca się od reszty społeczeostwa, mająca własną hierarchię wartości i zespół norm zachowywania się, z silnie akcentowaną pozycją przywódcy. Ujmując definicję sekty z religijnego punktu widzenia, sekta to nic innego jak grupa bądź ruch religijny wyodrębniony z jakiejś religii, który przyjął własne zasady doktrynalne, kultyczne oraz strukturry organizacyjne. Wiedzied należy, że można wyróżnid kilka rodzajów sekt, takich jak zwykła czy destrukcyjna. Pojawia się tu bardzo proste pytanie. Jaka jest różnica między jedną a drugą? Otóż sektą zwykłą możemy nazwad grupę ludzi, która posiada ekstrawagancki lub też nietypowy zbiór rytuałów i wierzeo. Członkowie owej grupy mogą pozostawad w niej tak długo, jak długo będą chcieli, nie obawiając się żadnych represji. W odróżnieniu od zwykłych sekt, destrukcyjne to takie, które cechuje totalitarna organizacja, na czele której stoi jedna, bądź więcej osób i w sposób dyktatorski sprawują kontrolę nad swoimi człon-

kami. Kiedy wstęp do sekty zwykłej jest dobrowolną decyzją, w przypadku sekty destrukcyjnej jest to zwodzenie, które polega na tym, że ludzie nie mówią wprost, czym jest dana grupa, jakie są jej wierzenia i co najważniejsze, czego można się spodziewad po zostaniu jej członkiem. Osoby należące do zgrupowania są najczęściej poddawane psychomanipulacji, co ma na celu uczynienie ich posłusznymi i uzależnionymi od grupy. Tutaj nie respektuje się żadnych indywidualności, ani wolnej woli. I tutaj pojawia się jak dotąd drugie pytanie…

może byd nawet próba opuszczenia szeregów grupy. Opuszczenie bliżej nieokreślonej sekty może odbywad się bezproblemowo, ale może też prowadzid do zabójstw. Należy podkreślid, że skutek działania sekt jest zawsze taki sam. Każdej grupie sekciarskiej przede wszystkim zależy na jak największej liczbie członków, których pozyskuje się najróżniejszymi metodami, począwszy od głoszenia dobrej nowiny, skooczywszy na rozdawaniu ulotek.

Czy sekty są złe? Nie wszystkie sekty są złe. Na całym świecie istnieje tysiące różnych rodzajów sekt, a każda z nich różni się od drugiej. Nie wszystkie są jednakowo niebezpieczne i groźne. Sekty różnią się między sobą co do sposobu powstania, charakteru działania, otwarcia się względem społeczeostwa, strukturą, głoszoną doktryną oraz celem istnienia. Różnica może dotyczyd sposobu nabywania nowych człon-

ków, hierarchii wewnętrznej, a nawet ogólnie przyjętych zasad. Idealnym przykładem porównawczym

Dlaczego sekty werbują? Istnieją 2 powody, dla których sekty chcą pozyskiwad nowych członków. Przede wszystkim mają świadomośd, że obecnośd członków to sposób na funkcjonowanie grupy. Werbunek zatem jest rodzajem zabezpieczenia przed rozpadem grupy. Każda nowa osoba w grupie to dodatkowa para rąk do pracy na rzecz grupy. Do sekty można trafid na wiele sposobów. Można do niej trafid zupełnie przypadkiem, albo w efekcie odpowiednio przygoto-


SZUBRAWIEC wanego werbunku. Proces stawania się członkiem sekty jest bardzo długi i trwa przeważnie kilka tygodni. Podczas werbunku sekta nie ujawnia całej prawdy o sobie i często zataja informacje o rzeczywistych zamiarach grupy. Informacje, jakie się podaje werbowanym są najczęściej niejasne i nieprawdziwe.Ludzi w bardzo częsty sposób zachęca się ładnie przygotowanym biuletynem lub ulotką. Zauważyd należy, że zawsze mają coś do zaoferowania. Jak poznad, że nasz znajomy należy do sekty? Sekty jako grupa religijna, polityczna czy też terapeutyczna najczęściej wnoszą do życia swoich członków nowe zasady moralne, którymi powinni się kierowad w życiu. Istnieją nawet i takie ugrupowania, które ”uszczuplają” comiesięczną wypłatę z prostego powodu – częśd zabierają dla siebie. Osoba, która trafiła w sidła sekty najczęściej dokonuje zmian w swoim życiu. Zmienia swoją dietę, wygląd zewnętrzny. Zaczyna się inaczej ubierad – przesadnie elegancko albo ciągle wkłada określony zestaw, np. tę samą koszulkę i te same spodnie; przesadnie dba o higienę albo kompletnie zaprzestaje tych czynności; zmienia fryzurę, zaczyna nosid różnego rodzaju amulety. Zmienia swoje przyzwyczajenia i nabiera nowych zwyczajów. Ktoś, kto całymi dniami mógł oglądad telewizję, a rzadziej słuchad w radiu muzyki rozrywkowej nagle rezygnuje z oglą-

dania telewizji i wręcz nieustannie słucha muzyki, zwykle cięższych brzmieo takich jak heavy-metal; ogląda filmy podejrzanej treści, np. ze zbiorowych modlitw, sceny przemocy na ludziach i zwierzętach; przestaje spotykad się ze znajomymi, z którymi dotychczas utrzymywał dobry kontakt i spędzał czas w ich towarzystwie. Osoba, która wpadła w sidła sekty może też prowadzid ożywione korespondencje, w jej towarzystwie mogą się pojawiad nowi, dziwni znajomi, którzy składają wizyty o każdej porze dnia; może też częściej przebywad poza domem, nie wracad do niego, może opuszczad coraz częściej zajęcia w szkole, pracy, mimo, że wcześniej wywiązywał się z obowiązków. Zaczyna się zamykad w swoim pokoju, zmienia jego wystrój zewnętrzny, zbiera rzeczy typu np. krzyże, zdjęcia, czaszki; namawia domowników do rozmowy na tematy religijne. Konsekwencje bycia członkiem sekty są najróżniejsze. Pojawiają się problemy w rodzinie, w szkole. Osoba, która trafia do sekty często nie potrafi prowadzid normalnego życia

w społeczeostwie. Zrywa dotychczasowe przyjaźnie, a w jej kręgu pojawiają się nowe. Świat, który ją otacza widzi w ciemnych barwach, w każdej osobie jest w stanie dopatrzyd się wroga. Pojawia się niepewnośd i zagubienie. Przynależnośd odbija się na psychice i objawia się

jako konsekwencja dla zdrowia fizycznego. W wyniku stosowania niskokalorycznych diet dochodzi do osłabienia i wyczerpania organizmu, pojawia się niedożywienie, obniżenie zdolności koncentracji, bezsennośd, przemęczenie, a w koocu zgon bądź samobójstwo. Co możemy zrobid? Najczęściej dostrzega się problem zbyt późno. Jeżeli zauważymy u naszych znajomych, bliskich objawy, które mogą świadczyd o wstąpieniu do sekty – powinniśmy się nimi bardziej zainteresowad. Można spróbowad porozmawiad z osobą zwerbowaną, oczywiście w łagodnym tonie, gdyż sekta wmawia swoim członkom, że ich bliscy wcale ich nie kochają, a jedynymi osobami, które ich kochają to właśnie oni sami. Nie krytykujmy i nie osądzajmy. Wnioski zachowajmy dla siebie. Możemy także przeczytad książki poświęcone przeciwdziałaniu psychomanipulacji. W żadnym przypadku nie dawajmy pieniędzy członkowi sekty. Wiele sekt działa na zasadzie, żeby zdobywad pieniądze na cele grupy. Przede wszystkim powinniśmy mied nadzieję, że osoba, która znajduje się w sekcie dobrowolnie ją opuści. Nasze zadanie ma polegad na przygotowaniu bliskiego lub znajomego do opuszczenia sekty. Kinga Cyzio, kl. 2d

23


24

SZUBRAWIEC W szkole też rodzi się Przemoc, to zniekształcona relacja międzyludzka, w której drugi człowiek jest traktowany bezwartościowo. Staje się on przedmiotem drwin i żartów, co prowadzi do zmian w jego psychice, zachowaniu, w całym życiu. W ostatnich latach bardzo głośno mówi się o mobbingu w szkole. Pojęcie to poprzednio odnosiło się jedynie do stosunków ludzi dorosłych w pracy, chodziło o poniżanie i ośmieszanie pracowników przez szefa a także relację pomiędzy samymi pracownikami. Z czasem doszło do rozszerzenia znaczenia tego słowa o zachowania występujące w środowisku młodzieżowym i w placówkach oświatowych. Mobbing to bardzo niebezpieczne zjawisko, pojęcie to można ująd za pomocą prostej definicji: to wytworzenie wokół ofiary atmosfery zagrożenia, która ma na celu wyłączenie jej z grupy koleżeoskiej lub z życia społecznego i dokonuje tego większa liczba osób. Istnieje także drugie pojęcie bullying, dotyczy ono relacji między rówieśnikami, w stosunku jeden do jednego. „Pastwienia się” dokonuje pojedyncza osoba. W Polsce mobbing jest coraz bardziej powszechny. Nie akceptacja osób może wynikad z wielu przyczyn: może mied ona tło religijne, rasowe lub nawet może dotyczyd ubioru, stylu. Miejsce zamieszkania ma tu również decydującą rolę.

PRZEMOC

Kozłem ofiarnym może stad się osoba o zaniżonym poczuciu wartości, lękliwa, która ma problemy z więzią z rówieśnikami. Niebezpieczeostwo zjawiska polega na tym, że osoba dręczona psychicznie lub czasem i fizycznie może popaśd w załamanie nerwowe lub inne choroby. Niekiedy kozły ofiarne dokonują ataku na własne życie, niestety, często te próby przynoszą efektywne skutki. Osoba prześladowana może mied poważne problemy z odnalezieniem się w społeczeostwie w przyszłości. Może mied kłopoty z założeniem rodziny, ponieważ nie będzie w stanie na tyle zaufad drugiej osobie, aby spędzid z nią życie. Drugim takim przykładem może byd problem ze znalezieniem pracy, ponieważ skrytośd i brak zaufania do ludzi często dyskwalifikują ją z szans na dane

stanowisko. Osoby poniżane często uciekają z domu, ponieważ nie mają wsparcia wśród rodziny lub w ogóle nie informują jej o swoich problemach. Mogą też wpaśd w niewłaściwe towarzystwo, typu gangi lub sekty. Warto tu też zwrócid uwagę na osoby prześladujące, one niekiedy także mają problemy. Chęd akceptacji, podwyższenie własnego poczucia wartości, to też jedne z przyczyn mobbingu na słabszej jednostce. Aby pokazad jak niebezpieczne jest to zjawisko można przytoczyd sprawę 14-letniej dziewczyny z Gdaoska, która popełniła samobójstwo po tym jak jej koledzy z klasy podczas lekcji, pod nieobecnośd nauczyciela zaczęli „zabawiad się” z dziewczyną, rozbierając ją i udając dwuznaczne sytuacje. Dziewczyna nie wytrzymała psychicznie takiego poniżenia i wolała popełnid samobójstwo, niż stawid czoła problemom. Istnieje wiele takich przypadków, gdzie terror w szkole nie kooczy się jedynie na zaczepkach i popychaniu. Właśnie dlatego, należy zwrócid uwagę na ten problem, coraz częstszy wśród młodzieży polskiej, która nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiego zachowania. CIEKAWOSTKI: Zjawisko mobbingu Dotyczy ok. 15% uczniów. Co siódmy uczeo jest sprawcą, albo jest w szkole prześladowany. Katarzyna Cygan, kl. 2d


SZUBRAWIEC

Cenniejsze niż złoto

Myślałeś kiedyś nad tym czy pragnienie może wywoływad ból? Dla większości z nas swobodny dostęp do wody pitnej jest czymś oczywistym. Każdego dnia zużywamy olbrzymie jej ilości - gotując, myjąc się, piorąc, zmywając. Myślałeś jakby było, gdyby w Polsce zabrakło wody? Są takie rejony na świecie, w których ludzie nie muszą wyobrażad sobie podobnych sytuacji. Tam nazywanie wody „niebieskim złotem” nabiera dosłownego znaczenia. Jednym z tych miejsc jest Sudan Południowy. Sudan Południowy, to zarazem najmłodsze paostwo na świecie (proklamowało niepodległośd 9 lipca 2011roku), jak i jeden z najsłabiej rozwiniętych regionów świata. Wieloletnie walki zbrojne i trwające wciąż konflikty etniczne między ludnością arabską a grupami chrześcijaoskimi i animistycznymi doprowadziły do tego, że obszar ten jest jednym z najbiedniejszych miejsc na świecie. Potrzebne tam jest wszystko, a najbardziej – woda. Kilka razy dziennie odbywa się w Sudanie swoisty rytuał. Grupy kobiet i dzieci z baniakami na ramionach pokonują dziesiątki kilometrów, by w odległej studni zaczerpnąd kilka litrów wody, potem wracają, uginając się pod jej ciężarem. Dla nich, podobnie jak dla tysięcy innych mieszkaoców Sudanu Południowego, najważniejsze to zdobyd dla rodziny wodę zdatną do picia. Tylko 40% ludności ma dostęp do czystej wody. Średnia długośd życia w wielu regionach kraju nie przekracza 40 lat. Polska Akcja Humanitarna dotychczas wybudowała w Sudanie

Poł. w ramach akcji „Woda dla Sudanu” prowadzonej wraz z firmą „Cisowianka” ponad 100 studni, a każda z nich to źródło czystej wody dla co najmniej tysiąca osób. Czynnych pomp wodnych jest nadal za mało w stosunku do wzrastającej cały czas liczby mieszkaoców. Ludnośd czerpie więc przeważnie wodę ze stawów, kałuż, okresowych rzek, co ma tragiczny skutek dla ich zdrowia, bowiem nie nadaje się ona do spożycia nawet po przegotowaniu. Niestety, jak na razie lokalna administracja i ludnośd nie są w stanie ponieśd dużych kosztów jakie wiążą się z budową studni głębinowych (jedna to około 15 tysięcy dolarów), takich jakie buduje PAH. Według władz Sudanu Południowego, by zapewnid dostęp do wody pitnej wszystkim jego mieszkaocom trzeba wybudowad minimum 5 tysięcy dodatkowych źródeł wody. Studnie są dla Sudaoczyków nadzieją na lepsze jutro, dlatego starają się o nie dbad, jak mogą. W każdej miejscowości, w której one powstają formowane są od razu po zakooczeniu prac Komitety Wodne. W ich skład wchodzi minimum 5 osób, w tym tzw. Opiekun Studni, który po odpowiednim przeszkoleniu dokonuje podstawowych napraw i konserwacji pompy. Dzięki Komitetowi Wodnemu powstałe studnie służą wszystkim mieszkaocom i są przez nich właściwie eksploatowane. Mimo ogromnego postępu i wielu zmian, które dokonały się w Sudanie od czasu podpisania umowy pokojowej, Sudaoczycy ciągle potrzebują pomocy w odbudowie swojego nowego paostwa. Budując

trwałe i wydajne ujęcia wody, PAH i „Cisowianka” przyczyniają się do rozwiązania panującego w regionie kryzysu. Jakośd wody dostarczanej przez studnie przyczynia się do zmniejszenia liczby zachorowao i zgonów. Bliskośd ujęd jest zbawienna szczególnie dla dzieci zamieszkujących wioski. Czas, który dotąd poświęcały na donoszenie naczyo z odległych źródeł mogą przeznaczyd na edukację i zabawę. Dobrze jest czasem zdad sobie sprawę z tego, że jest się szczęściarzem, że urodziło się w takim miejscu na Ziemi, jak Polska, w czasach pokoju, że ma się szansę na edukację, opiekę medyczną, jedzenie, dostęp do wody. Musimy jednak pamiętad, że uświadomienie sobie powagi problemu to dopiero początek i wciąż tysiące ludzi czeka na stały dostęp do surowca cenniejszego niż złoto. - mówi Agata Buzek w wywiadzie dla Onet.pl. Pomóc Sudanowi może każdy z nas. Specjalnie na potrzeby akcji „Woda dla Sudanu” wyprodukowano butelki wody mineralnej „Cisowianka” o pojemności 0,33l. Zysk z ich sprzedaży jest przekazywany na budowę studni. Według szacunków PAH, jedna mała butelka wystarczy, aby zapewnid dostęp mieszkaocom Sudanu do 5 litrów czystej wody. Inga Kuźniar, kl. 2d Więcej informacji na temat pomocy dla Sudanu znajdziecie na www.wodapitna.pl

25


26

SZUBRAWIEC

Moje życie to moje życie! Las. Słychad głośny sygnał megafonu. Gdzieś obok przebiegł zielony cieo. Pierwsza kulka przeleciała tuż nad głową. W oddali powiewa jaskrawa flaga. Szybki znak dowódcy i wszyscy wiedzą, co robid. Przejąd i zniszczyd. Dwie drużyny, dwóch kapitanów. Paintball. - „To niewyobrażalne! Artur znów przejął flagę!” – krzyczy jeden z graczy zza ochronnej maski – czy dzięki niemu zawsze wasza drużyna musi wygrywad? Zapada wieczór, więc wszyscy uczestnicy wracają do swoich domków. Artur, wysoki, jasno-

włosy chłopak, którego rodzice zginęli w wypadku, gdy miał kilka lat, przepełniony dumą, opowiada jak „ustrzelił” dwóch przeciwników, a potem przejął flagę, co zakooczyło grę. Wszyscy już parę dni temu przekonali się, że ten chłopak jest obdarzony sporym talentem do paintball’a, lecz nie potrafi grad zespołowo. Samotny, bezwzględny i niezwyciężony Rambo. Kolejne obozowe dni mijają na zwycięstwach jednej drużyny, w koocu nadchodzi czas pożegnao. Wszyscy wymieniają się telefonami, wrażeniami, jedynie Artur siedzi nieco odda-

lony od wszystkich, wyglądając na zamyślonego. On jeden od dawna miał zapisane numery drużyny w swojej komórce. Ze swoich myśli wyrwał go kapitan przeciwnej drużyny, po to, by się z nim pożegnad. Dziwne, bo ponod pokłócili się na początku obozu. Teraz jednak uścisnęli sobie przyjaźnie ręce i Artur powiedział: „wiesz, co, Bartek, chyba zacznę grad w paintball jakoś bardziej profesjonalnie”, po czym pożegnał się z resztą obozowiczów i odjechał jednym z podstawionych autobusów. Straciliśmy kontakt prawie na rok. Dopiero tuż przed kolejnymi wakacjami dostałem sms-a od Artura; chciał, żebyśmy znowu pojechali na obóz w takim samym zespole. Zgodziliśmy się. Miesiąc później znów wszyscy się spotkaliśmy, gotowi na nowe przeżycia i wspaniałą grę. Okazało się, że Artur po poprzedniej kolonii rzucił szkołę dla paintball’a. Nie chciał nic więcej powiedzied, oprócz tego, że pracował parę miesięcy na budowie, żeby móc zapłacid za ten obóz. Nawet jego najbliższy przyjaciel, który jeździł wszędzie razem z nim, nie ujawnił przed nikim tajemnicy. Właśnie ta wiadomośd wzbudziła we wszystkich obozowiczach ciekawośd, dlaczego on to zrobił. Parę dni później Artur po raz kolejny udowodnił, że jest znakomitym graczem, jednak tym razem coś się w nim zmieniło. Już nie był tym samym chwalipiętą, którego mimo to i tak każdy lubił za poczucie humoru. Teraz stał się fanatykiem, a jego zajęcia ograniczały się do tego, aby wstad i grad w paintball. Parę dni później zdołaliśmy wyciągnąd od


SZUBRAWIEC jego przyjaciela, że Artur zamknął się w sobie i oprócz tego, że przestał chodzid do szkoły, rzucił swoją dziewczynę oraz przestał grad na gitarze. Nikt nie rozumiał, co spowodowało tę zmianę. Po obozie zaczęły krążyd plotki, że to nie Artur rzucił swoją sympatię, lecz odwrotnie, przez co chłopak się załamał i chciał wyładowad swoje emocje poprzez paintball. Jak się później okazało, była to smutna prawda. Artura całkowicie pochłonęła gra, przestał widzied świat poza nią. Wszyscy chcieliśmy mu pomóc, uświadomid, że zakocha się jeszcze nie raz, a paintball to nie wszystko, co może mied oraz,że jeden stracony rok nauki to jeszcze nie przepaśd. Po paru dniach wydawało się, że te rozmowy podziałały. Artur zaczął zachowywad się normalniej, rozmawiał z innymi bardziej swobodnie, jednak podczas gry nadal widad było w jego oczach nieogarnioną chęd wyładowania swoich emocji. Zgrywa się mówiliśmy między sobą – po to, byśmy

przestali się nim interesowad. Podczas drugiego tygodnia pobytu na terenie ośrodka przenieśliśmy swoje pole gry z lasu na tereny bardziej górzyste, co spotkało się ze sprzeciwem Artura i paru innych graczy. Jak się okazało, chłopak miał ku temu powody. Chod nadal grał bardzo dobrze, przestał byd równie zwinny, co w lesie. W pewnym momencie podczas gry, na oczach paru osób, wywrócił się o wystającą gałąź z ziemi. Zaczął przeraźliwie jęczed z bólu, przez co gra została natychmiast przerwana. Po ogólnych oględzinach nogi chłopaka, kadra obozu zdecydowała się na wezwanie pogotowia. Po dwudziestu minutach od wykonania telefonu przyjechała karetka. Kilku starszych uczestników obozu pomogło znieśd Artura z góry na drogę. Dzieo później podczas śniadania przekazano nam informację, że chłopak ma złamaną nogę w dwóch miejscach i będzie ona

w gipsie przez parę miesięcy. Wszyscy głośno stęknęli, bo mimo tego, że Artur na tym obozie był nieco zamknięty, to każdy pamiętał uśmiechniętego, wesołego chłopaka z poprzednich wakacji. Pozostałe dni obozu upłynęły na nieco bardziej spokojnej, a przede wszystkim wyrównanej grze. Po obozie wszyscy powrócili do swojego normalnego życia i codziennych spraw, myśląc, że sprawa z Arturem ich już nie dotyczy. Jednak w listopadzie chłopak po raz kolejny zaskoczył wszystkich, chod tym razem pozytywnie: napisał do jednego z obozowiczów sms-a: „Wiesz co, głupi byłem. Wróciłem do szkoły, Klaudia znowu się ze mną spotyka i w ogóle… dzięki, że mi pomogliście z tym wszystkim… nadal mam nadzieję, że za rok zagramy ” . Jak widad, niektóre wydarzenia potrafią zmienid człowieka. Teraz Artur, mimo że rocznikowo powinien chodzid do pierwszej klasy szkoły średniej, kooczy gimnazjum z bardzo dobrymi wynikami. Jego życie powróciło do normy, na powrót stał się normalnym, uśmiechniętym chłopakiem oraz wrócił do grania na gitarze. Planuje kolejny paintballowy obóz razem ze znajomymi, jednak teraz, jak mówi, jest głęboko przekonany, że nie zamieni ponownie swojego życia w piekło. Paweł Smaroo, kl. 2d

27


28

SZUBRAWIEC

Miss piękności w otyłości Dzisiejsza moda, świat, media, jednoznacznie określają wizerunek tego co ma byd uważane za piękne. Kreuje się model kobiety przerażająco chudej, wysokiej, pewnej siebie - wynikiem tego jest coraz częstszy problem anoreksji wśród młodych dziewcząt. Życie osoby z nawet nieznaczną nadwagą jest koszmarem. Nieustannym problemem ludzi otyłych jest brak akceptacji ze strony społeczeostwa, a przede wszystkim niskie poczucie własnej wartości. Faktem jest, iż bardziej cierpią otyłe kobiety, niż otyli mężczyźni. W stosunku do panów tolerancja społeczeostwa jest znacznie większa. Grubi mężczyźni porównywani są do słodkich misiów, pączuszków, ich otyłośd kwituje się pobłażliwym uśmiechem, podczas gdy grubsze kobiety uważane są za zaniedbane. Trudno jednoznacznie ocenid kto ponosi winę za tak okrutną ocenę puszystych pao. Jednak czy wszyscy uważają,

że piękną kobietą jest wyłącznie kobieta szczupła? Mit ten obala fakt, że coraz częściej spotykamy się ze zdjęciami modelek „puszystych”. Organizowane są również „Wybory na Miss Tłuszczu”. Podczas takich występów kandydatki nie szokują wyłącznie wielką masą swojego ciała, ale również ładną buzią a przede wszystkim odwagą w pokazywaniu swoich nadprogramowych centymetrów. W Internecie powstaje coraz więcej agencji dla puszystych kobiet. Firma Moda Forte na swojej stronie internetowej, co jakiś czas poszukuje okrągłych dziewczyn. Są to doskonałe przykłady, że krągła pupa i pełne biodra mogą byd również atutem, a nie tylko wadą. Hodując sobie fałdki należy pamiętad jednak o konsekwencjach zdrowotnych. Jak wiadomo, otyłośd może byd przyczyną wielu chorób, między innymi cukrzycy, nadciśnie-

nia czy też zmian zwyrodnieniowych układu kostno-stawowego. Tłuszcz, który zbiera się w organizmie obciąża go i sprawia, że staje się on mniej odporny. Zatem z biologicznego punktu widzenia otyłośd nie jest niczym dobrym. Patrząc na kobiety wręcz wychudzone, łatwo stwierdzid, iż nadmierna szczupłośd również. Stosowanie diety za dietą i katowanie się treningami alby tylko osiągnąd figurę upragnionego „wieszaka” także odbija się na zdrowiu. Należy pamiętad o tym, że prawdziwa kobieta musi mied „na czym usiąśd”, ale nie zapominajmy również o tym, że krzesło ma ograniczoną wytrzymałośd na ciężary. Tak więc odchudzając się czy też przybierając na wadze pamiętajmy o zdrowym rozsądku. Monika Pikor, kl. 2d


SZUBRAWIEC

Kobiety na krańcu świata Księżniczka z Tokyo

Geisza z Kioto Wiele młodych Japonek na pytanie „kim chcesz byd?” odpowiada – gejszą. Co ciągnie kobiety do tego zawodu? Dobre zarobki? Sława? Ciągłe podziwianie ich urody? Na pewno, lecz niektórzy mówią, że bycie gejszą to powołanie.

Są to dziewczęta i kobiety stylizujące się na księżniczki. Często farbują włosy na blond, na głowach noszą diademy i korony, obwieszają się świecącą biżuterią. Ulubiony kolor to róż, a dodatki to zazwyczaj serduszka, puszek i perełki. Taka w Japonii powinna byd kobieta-lolita. Lolitki bywają słodkie jak ciasteczka, lecz również ostre jak żyletki. Ich buzia aniołka, krótka spódniczka, nieważne czy ma się 10, czy 30 lat, potrafi zmylid. Wykonują zawody niekiedy pasujące tylko do mężczyzn, na przykład pracują na budowach. Mieszkają w mieszkaniach urządzonych niczym domek Barbie.

Gejsze są mistrzyniami w sztuce konwersacji, taoca, śpiewu i gry na instrumentach. Zajmują się też sztukami japooskimi. Zanim kobieta zostanie gejszą musi przejśd sześcioletni okres bycia maiko. Gejsze mieszkają w oddzielnych domach zwanych geishaya,a na przyjęcia chadzają głównie do tradycyjnych herbaciarni, są mistrzyniami w ceremonii herbacianej. Bielą swoje twarze, malują swoje usta karmazynową szminką na kształt pączka róż, podkreślają swoje skośne oczy. Ich makijaż jest perfekcyjny. Elementem charakterystycznym każdej gejszy jest piękne kimono, kwiatowe ozdoby we włosach oraz japonki na kilkunastocentymetrowych platformach.

Nie wiadomo, skąd wziął się zwyczaj zakładania pierścieni na szyje tamtejszych kobiet. Zdaniem jednych pochodzi on z czasów, gdy wokół wiosek kręciły się tygrysy. Swoje ofiary atakowały, wbijając im od razu zęby w szyję. Grube metalowe obręcze miały uchronid przed kłami drapieżnika. Według innych, pierścienie miały byd gwarancją wierności. W przypadku zdrady kobiety, zdejmowano jej z szyi obręcze, co powodowało natychmiastowe złamanie kręgosłupa i śmierd. Jednak one same mówią, że to ich tradycja, gdyż są potomkami bogini smoczycy. Kobiety ponadto, gdyby tych ozdób było za mało, noszą na głowach kolorowe dekoracje z kwiatów i materiału. Karolina Zaborniak, kl. 2d

Długoszyjne kobiety- Tajlandia Długie szyje to nie tylko sposób ozdabiania ciała, ale także zarabiania pieniędzy. Za możliwośd oglądania kobiet Padaung zachodni turyści płacą kilkanaście dolarów. Pierwszy pierścieo (o grubości ok. 1,5 cm i wadze do 1 kg) zakłada się dziewczynce, gdy ta ma około 5 lat. Co roku dokłada się następne. W rezultacie masa ich dochodzi średnio do 10 kg.

29


30

SZUBRAWIEC

Sylwestrowy czas! Każda z nas, podczas sylwestrowej nocy chciałaby wyglądad oryginalnie i wyjątkowo. Do tego jest nam potrzebna odpowiednia kreacja, fryzura i dopasowany makijaż. Kreacja musi byd dostosowana do rodzaju imprezy, na jaką się wybieramy. Inną sukienkę wybierzemy na bal przebieraoców, a inną na „domówkę” u znajomych, jeszcze inaczej ubierzemy się na bal sylwestrowy w restauracji. W tym wszystkim najważniejsze jest jednak by strój nie krępował twoich ruchów oraz pięknie wyglądał w zabawie do białego rana! Makijaż powinien pasowad do wybranej przez ciebie kreacji ale także dopasuj jego styl do twojego charakteru, koloru skóry i oczu. Jeśli nie lubisz się w ciemnych barwach nie stosuj ich, bo możesz nie czud się komfortowo. Makijaż, to bardzo ważna częśd sylwestrowego stroju, dlatego warto wcześniej poszukad interesujących nas trendów tak, by później zrobid sobie perfekcyjny makijaż. Pamiętaj, że do sylwestro-

wego makijażu można użyd brokatu, odcieni srebra i złota. Wyglądaj wyjątkowo w tę noc! Bardzo modny jest makijaż z wrażeniem ‘’przydymionych oczu’’. Nie jest to trudne, a wygląda bardzo ciekawie. Do wykonania przydymionego oka potrzebujemy kilku kosmetyków. Przede wszystkim porządny tusz o kolorze głębokiej czerni, eyeliner, a także kredkę do oczu. Następnie czarny i szary cieo oraz pędzelek z szeroką gąbeczką. Przyda się nam również baza utrwalająca cienie, aby efekt utrzymał się jak najdłużej.

a dolny zarys oka podkreślamy tym samym cieniem, co górną powiekę. Całośd kooczymy nałożeniem tuszu na rzęsy aby nadad spojrzeniu czar. Dobór odpowiedniej fryzury jest uzależniony od kreacji jaką założymy na sylwestrową noc. W tym roku modne są warkocze i koki. Opcji ułożenia koków jest mnóstwo, więc na pewno znajdzie się coś dla ciebie. Możemy też postawid na loki, które dopasowują się do każdego typu urody. W Sylwestra śmiało można przyozdabiad włosy różnymi kwiatami lub spinkami. Możliwości mamy wiele, potrzebny jest czas i chęd poszukiwania nowych ciekawych pomysłów.

Makijaż zaczynamy od nałożenia kremu o lekkiej konsystencji. Następnie rozprowadzamy bazę, która pozwoli zachowad go nam na dłużej. Kiedy bazę pod makijaż mamy już przygotowaną, na skórze rozsmarowujemy podkład, nakładamy puder, róż na policzki i przechodzimy do oka. Najpierw na całe oko nakładamy jasnobeżowy lub szary cieo, a następnie pędzelkiem malujemy oko na ciemno (rys.1). Aby oko było jeszcze wyrazistsze, obrysowujemy je dookoła czarną konturówką,

Jak widzimy, każda z nas może znaleźd odpowiedni typ makijażu na sylwestra, nie bójmy się nowości i odważnych kolorów. Sylwester zdarza się jedynie raz do roku, więc przeżyjmy go dobrze się bawiąc! Gabriela Chudy, kl. 2d


SZUBRAWIEC

31

BROWN ZACZAROWAŁ PUBLICZNOŚĆ Trzy podkarpackie zespoły zaczarowały publikę w piątkowy wieczór (18.11.11), podczas koncertu zorganizowanego z okazji dziesięciolecia rzeszowskiej kapeli Brown. Pełen emocji spektakl miał miejsce w klubie „Pod Palmą” na ulicy Cichej. Na scenie zaprezentowały się trzy kapele: Brown, Spiral oraz Illuminandi. Wszystkie formacje pokazały na co je stać, jednak najlepszą dawką muzyki rockowej uraczył nas Brown, poprzez swoje ponad dwugodzinne show. Zaczęło się to wszystko o godzinie 19:00, gdy na scenie produkował się dębicki zespół Illuminandi. Nie było zbyt wielu fanów, jednak muzyka kapeli odciągała od baru wiele osób i przyciągała wprost pod scenę. Illuminandi prezentuje muzykę rockowo-metalową z elementami folku i klasyki. Ta ciekawa rozbieżność gatunkowa spodobała się rzeszowskiej publice, która pożegnała zespół gromkimi brawami. Zaraz potem na scenie pojawił się kolejny „band”, tym razem rzeszowski Spiral, tworzący bardzo fascynującą i hipnotyzującą muzykę, znaną nawet w Japonii czy Stanach Zjednoczo-

nych. Zespół z pewnością oczarował publikę zarówno materiałem muzycznym jak i pięknym, niepowtarzalnym głosem wokalistki Urszuli Wójcik, która nie po raz ostatni pojawiła się na scenie tego wieczoru. Jej spontaniczne zachowanie jak np. poproszenie publiczności o chusteczki higieniczne rozbawiło wielu widzów. Spiral kończy występ o godzinie 21:00, a scena pozostaje w rękach technicznych, przygotowujących się do przyjęcia gwiazdy wieczoru. Wreszcie o godzinie 21:30 staruje koncert. Rozpoczyna go „front men” zespołu Marcin Sułka, słowami: „tak to już dziesięć lat, a przed sobą te same mordy, cieczy nas to i zachwyca”. Mimo niezbyt kulturalnego przekazu słowa wokalisty zostały przyjęte z bardzo dużym aplauzem. Brown zaczął repertuar od czterech akustycznych kawałków, w których zostaliśmy zaskoczeni wkroczeniem na scenę wokalistki wcześniej występującego zespołu Urszuli Wójcik. Określona jako „mistrzyni improwizacji”.Choć śpiewać nie chciała to i tak śpiewała, i to nie byle jak, bo jej występ w duecie z Marcinem Sułkiem uznawany jest przez

niektórych za najlepszą część koncertu. Po części akustycznej przyszedł w końcu czas na ciężkiego rocka.Światła zgasły, a publiczność musiała uzbroić się w cierpliwość. Po chwili na scenie ukazał się tylko jeden członek zespołu Koza (basista), a za chwilę obok niego kolejny gość siedzący za konsoletą. Rozpoczął się na dobre ponad dwu i pół godzinny koncert, wypełniany obecnością wielu muzyków, między innymi z rzeszowskiego zespołu Neonowi. Jedną z ciekawszych sytuacji, była zamiana ról na scenie pomiędzy członkami zespołu Brown. Funkcje wokalisty przejął na co dzień nie śpiewający gitarzysta Paweł Rączy. Jego„śpiew”, jeśli tak to można nazwać, bardzo rozbawił publiczność, a Marcin Sułek skomentował to tak:„’Szansy na sukces’, to by Paweł nie wygrał”. Pod koniec koncertu publika odśpiewała sto lat, a w zamian za to kapela zagrała jeszcze dwa bisy. Brown niewątpliwie pokazał, że rzeszowskie formacje naprawdę potrafią zrobić dobre show. Po tym, jakże spełniającym fana koncercie, pozostaje tylko czekać na wydanie przez zespół nowej płyty, która ukaże się zaraz po nowym roku! Marcin Skała, kl. 2d


32

SZUBRAWIEC

NIEŚMIERTELNA Niechlubna nazwa „Klub 27” określa muzyków, którzy zmarli mając zaledwie 27 lat. Lista jego członków przeraża swoją liczbą i daje bardzo dużo do myślenia. 23 lipca 2011 roku dołączyła do niego Amy Winehouse. Czy śmierd wielkich talentów w tak młodym wieku to fenomen świata muzyki, klątwa, a może zwykły przypadek? Keith Richards, gitarzysta Rolling Stones powiedział kiedyś, że jeśli przeżyje się 27 rok życia, to później już jest z górki. Bardzo dobrze wiedział o czym mówi. Jego przyjaciel, gitarzysta, Brian Jones, nieoficjalnie uznawany jest za założyciela Klubu 27. Muzyka znaleziono martwego 3 lipca 1969 r. w basenie przy domu. Dwa lata później, 18 września 1970 roku, Jimi Hendrix udusił się po popiciu tabletek nasennych alkoholem. Janis Joplin przedawkowała narkotyki miesiąc później. Natomiast, w lipcu 1971 roku na atak serca zmarł charyzmatyczny wokalista zespołu The Doors, Jim Morrison. Wiadomości te wywołały ogromny szok na świecie. Wszyscy artyści

w chwili śmierci mieli po 27 lat. Powstało wówczas pojęcie Klubu 27, zwane również Forever 27. Niedawna śmierd piosenkarki Amy Winehouse przypomniała mediom pojęcie Klubu27. Wyniszczona narkotykami i alkoholem artystka wielokrotnie powtarzała, że umrze młodo. Żyła wedle zasady sex, drugs and rock n’ roll, co doprowadziło ją do destrukcji. Kurt Cobain również wspomniał kiedyś, że chciałby dołączyd do panteonu przedwcześnie zmarłych muzyków. Lider Nirvany był silnie uzależniony od narkotyków, w rezultacie czego popełnił samobójstwo 5 kwietnia 1994 r. W liście pożegnalnym napisał: „Lepiej spłonąd, niż blaknąd powoli…”. Jednak nie wszyscy artyści odchodzą po przegranej walce z nałogiem. Pierwszym znanym muzykiem, który zmarł w wieku 27 lat, był amerykaoski gitarzysta Robert Johnson, którego prawdopodobnie otruto. Popularny w latach 30. artysta, porównywany był do Fausta, gdyż jak głosi legenda, zaprzedał duszę szatanowi, który nauczył go grad na gitarze. Johnson napisał 29

27

utworów mówiących o alkoholu, kobietach, diable i śmierci. Jego owiane tajemnicą życie miała wyjaśniad jego ostatnia, trzydziesta kompozycja, która jednak po dzieo dzisiejszy nie została odnaleziona. Kolejna członkini Klubu, Mia Zapata była wokalistką punkowego zespołu The Gits. Nie była ani narkomanką ani alkoholiczką. Po prostu znalazła się w złym miejscu i czasie. W Seattle zamordował są Jesus Mezquia, znany miejscowej policji ze stosowania przemocy wobec kobiet Podobnie jak Cobain czy Morrison, Richie Edwards, borykający się z depresją i skłonnością do samookaleczeo muzyk szukał ucieczki od rzeczywistości przy pomocy różnych używek. Jednak różni się od nich tym, że po dzieo dzisiejszy nie wiadomo co się z nim stało. Założyciel formacji Manic Street Preachers zaginął w 1995 roku mając 27 lat. Dopiero w 2008 roku uznano, iż muzyk popełnił samobójstwo, mimo że ciała ani żadnych śladów nie odnaleziono. Cudowne wydawało się odejśd w momencie największej chwały, nigdy się nie zestarzed, nie wypalid i byd nieśmiertelną legendą. Życie artystów będących w szeregach Klubu 27 zakooczyło się w momencie ich największej chwały. Można to określid mianem horacjaoskiej myśli „exegi monumentum” (wybudowałem pomnik). Pomnikiem jest ich twórczośd, która nadała im wieczne życie. Dominika Baran, kl. 2d


SZUBRAWIEC

Podkarpacka scena muzyczna Rzeszów – miasto, wielokrotnie nazywane stolicą podkarpackiego rocka. Zespoły, koncerty, płyty sprawdźmy co nowego! ,,Zadyszka” Happysadu

Zespół Happysad wraca do Rzeszowa aby świętowad swoje 10-lecie działalności. Przez dekadę zespół nie próżnował i zaskakiwał nas wieloma pomysłami. Rzeszów nigdy ich nie zawiódł, tak było i tym razem. Na scenie klubu Live wraz z zespołem wystąpił Czesław Mozil i grupa Lorein. Koncert promował płytę ,,Zadyszka”. To jubileuszowe wydawnictwo, które zostało przygotowane specjalnie na 10 lecie zawiera dwie płyty (CD i DVD), które niejako podsumowują ich dorobek. Na płycie CD znajdziemy utwory Happysadu, wykonywane czasem w mocno zaskakujących aranżacjach zaprzyjaźnionych zespołów (m.in. Frontside, IndiosBravos, Hurt, Enej). Druga płyta zawiera urodzinowy koncert, który odbył się 16 lipca na festiwalu w Jarocinie (na tym koncercie zespół zagrał po raz pierwszy z rozbudowaną sekcją dętą).

Nowe , stare „Monstrum”… Rzeszowski zespół, który istnieje od roku 1994 piął się powoli ku górze i mógł robid to dalej, jednak zaważyły złe decyzje. Świetna płyta Imperium Zapomnienia z 2010 r., zwiastowała zespołowi dalszy rozwój, jednak złe decyzje podjęte przez wokalistę Mariusza Waltosia zadecydowały na niekorzyśd. Lider, postanowił bowiem usunąd z zespołu trzech gitarzystów, którzy stanowili o sile grupy ( Marcin Habaj, Jacek Mazurek, Damian Zając), w zamian, przywrócił dawnych, pierwotnych kompanów z 1998 r. Wacława Dudka i Pawła Guzka. Większośd fanów, która była przyzwyczajona do trzech gitar i ,,iron

maidenowego” brzmienia odwróciła się od zespołu. Wokalista uważa, że „Monstrum” w niczym się nie zmieniło. Jednak zmiany są widoczne przed sceną. Zespół już nie ma szalejącego tłumu a styl grania zmienił się z heavy-metalowego na bardziej hard-rockowy, co możemy zauważyd w demie ,,PROMO 2011”. Jak nie „Monstrum” to… „Afirmacja” „Afirmacja”, to ciekawy projekt gwiazd podkarpackiej sceny muzycznej, utworzony przez byłych gitarzystów zespołu Monstrum Marcina Habaja i Damiana Zająca w marcu 2011 r. W skład zespołu wchodzi

także Marcin Sułek - wokal (wokal także w zespole Brown, Perihellium), Dawid Klimkowski – bas (także

w zespole Antygrawitacja), Seweryn Klimkowski (także w zespole Funky Flow, Ratatam). Zespół tworzy ciekawego hard-rocka, którego próbkę możemy posłuchad na demie ,,PROMO 2011”. Młode wilki szaleją

Zespół „Guitar Force”, który 3 razy z rzędu zajął pierwsze miejsce na Podkarpackiej Scenie Przebojów Radia Rzeszów, a w którego skład wchodzą Marcela Bieniarz (wokal, bas), Zuzanna Hudzicka (wokal) Tomek Pielaszkiewicz (gitara), Marcin Grzesik (perkusja) pod wodzą Marcina Habaja (gitara) coraz częściej daje o sobie znad nie tylko na podkarpackiej scenie, ale także ogólnopolskiej. Zagrał trzy koncerty na WakaUp&Live- One Tour 2011 w Łodzi, Warszawie i Ostrowie Wielkopolskim. Godnie reprezentowali Polskę między zagranicznymi zespołami: Heldorado (istambulsko-senegalsko-polskie połączenie) Pechota (Czechy) oraz The Sunpilots (Australia). Grzegorz Łach, kl. 2d

33


34

SZUBRAWIEC „Od zawsze pociągały mnie nieprzyziemne wyczyny.” Wywiad z Tomaszem Brydakiemwyczynowcem o szerokim spektrum zainteresowao i możliwości. Skąd wzięła się pasja do skoku z mostów na linie? Jeszcze jako małe dziecko bardzo pociągały mnie nieprzyziemne wyczyny. Codziennością było wdrapywanie się na drzewo wraz z kolegami. Pewnego dnia zobaczyłem w telewizji kaskaderów, którzy wyglądali jakby latali, tyle, że mieli przypięte zabezpieczenia do siebie. Postanowiłem, że gdy dorosnę sam tego spróbuję. I udało się. Jaki jest Pana rekord życiowy w skoku z wysokości i gdzie się odbył ? Mój rekord to skok z prototypowego mostu gazowego, mieszczącego się w Jarosławiu na wysokości 37 m. Nigdy się Pan nie boi, że coś pójdzie nie tak? Zawsze mam pewnego typu obawy przed pierwszym skokiem w nowym miejscu…, że nie odmierzyłem dobrze długości liny proporcjonalnie do wysokości budowli lub czy poprawnie ustawiłem zabezpieczenia. Niestety, to nieodłączny element moich zainteresowao. Ma Pan na swoim koncie jakieś kontuzje lub blizny zdobyte podczas skoków? Miałem do tej pory tylko jeden drobny wypadek. Ustawiłem zbyt długą linę i w trakcie lotu uderzyłem nogami w wodę. Wyglądało to dośd groźnie, ale nic się nie stało. Odniosłem wrażenie, że zahaczyłem nie

o wodę, lecz o twardy beton. Nie obyło się bez nabicia guza. To chyba moja jedyna kontuzja. Mam nadzieję, że więcej ich nie będzie. Jakie jest Pana największe marzenie? Obecnie moim głównym celem, a zarazem największym marzeniem jest lot paralotnią nad Wielkim Kanionem Kolorado. Mam już wspaniałą żonę i dziecko. Czego chcied więcej. Wspierają mnie we wszystkim co robię.

‘’

Pewnego dnia zobaczyłem w telewizji kaskaderów wyglądających jakby latali. Postanowiłem, że gdy dorosnę, sam tego spróbuję. I się udało”

Rodzina była raczej „za” czy ,,przeciw” Paoskiemu hobby? Oczywiście rodzice stanowczo mi odradzali tego typu akrobacji. Jednak z czasem przyzwyczaili się do mojej anormalności i zauważyli, że to moje ,,oderwanie się” od rzeczywistości, to moja ogromna pasja. Co Pan robi, aby zachowad dobrą kondycję? Codziennie rano około godziny piątej rano biegam średnio 5km. Mieszkam w cichej okolicy, dlatego istnieją idealne warunki do uprawiania tego sportu. Wieczorem udaję się na spacer z psem. To wystarcza, aby utrzymad dobrą formę.

Czy ma Pan swojego idola, na którym się wzoruje? Owszem, mam. Jest nim bohater filmowy, dr.House, dlatego, że jest bardzo asertywny, zawsze potrafi wyjśd nawet z najgorszej sytuacji, nie tracąc przy tym zimnej krwi. To się przydaje w chwilach, gdy np. lina się poplącze i nie wiadomo co zrobid. Niektórzy ludzie twierdzą, że jest Pan „uzależniony” od adrenaliny towarzyszącej skokom, przez co zaniedbuje własną rodzinę, poświęcając więcej czasu na rozrywkę niż na nich. Więc ci ludzie są w ogromnym błędzie. Zapewne swoją opinię wyraziły panie w podeszłym wieku, sterczące przy oknie i wypatrujące kogokolwiek lub czegokolwiek sprzecznego z ich normami moralnymi, aby później było tylko o czym plotkowad z sąsiadką. Nie przeczę, lubię poczud falę adrenaliny, szybszego bicia serca… ale nigdy nie odrzucam swoich najbliższych. Zawsze, kiedy jest okazja, zabieram ich ze sobą w trasę i spędzam dużo czasu na rozmowie czy zabawie. Kiedy zamierza Pan zakooczyd praktykowanie swojej pasji, a znaleźd nową, bardziej… stoicką ? Pyta pani, kiedy zacznę grad w szachy? Chyba nigdy. A zakooczę swoją przygodę dopiero, gdy stan zdrowia odmówi mi posłuszeostwa. Wtedy zostaną mi jedynie wspomnienia i nagrania. Barbara Dubiel, kl. 2d


SZUBRAWIEC

Misja „Londyn„ wykonana! 4 grudnia zakooczył się Puchar Świata w siatkówce męskiej w Japonii. Nasza reprezentacja wywa-lczyła srebro, wygrywając aż osiem z jedenastu meczy. Podczas turnieju zmierzyli się między innymi z tak mocnymi drużynami jak Brazylia, Rosja i USA, każdy mecz grając na bardzo wysokim poziomie. Jedynym meczem, w którym polski skład pokazał się z katastrofalnej wręcz strony, był mecz z Iranem. Nasze Orły przegrały to spotkanie 3:2, nie mogąc uzyskad punktowej przewagi nad teoretycznie słabszym rywalem. Szczęśliwie, Biało - Czerwoni w pozostałych meczach pokazali swoją klasę i mimo trzech przegranych, bez wątpienia turniej mogą zaliczyd do udanych. Jednym z najciekawszych meczy było starcie z odwiecznymi rywalami Polaków, Brazylią – z którą nasza reprezentacja nie wygrała żadnego spotkania od blisko jedenastu lat. Podczas meczu na trybunach zapanowała niezwykle żywa atmosfera, kiedy w pierwszym secie Polacy uzyskali aż siedmiopunktową przewagę nad zawodnikami z Ameryki Południowej, którą zdołali utrzymad

do kooca seta. Po zdobyciu kooczącego seta, dwudziestego piątego punktu, na hali zapanował niezwykły hałas – Polscy kibice cieszyli się tak, jakby nasza reprezentacja wygrała całe spot-kanie. Drugi set również został zdominowany przez naszych siatkarzy – od pierwszej przerwy technicznej, na którą Polacy zeszli prowadząc 8:7, aż do kooca seta nie stracili przewagi – na twarzach mistrzów świata wyraźnie można było dostrzec olbrzymie zdenerwowanie. Na trybunach ponownie zawitał niezwykły huk wydzierający się z gardeł polskich kibiców i plastykowych trąbek. Po raz pierwszy od jedenastu lat nasza reprezentacja miała szansę na zwycięstwo. Nadzieje wiernych fanów Biało – Czerwonych nieco przygasły, kiedy w trzeciej części meczu Brazylijczycy pokazali klasę, wygrywając seta różnicą siedmiu punktów. W czwartym secie Canarinhos wyraźnie uwierzyli, że mogą jeszcze odmienid losy tego spotkania – zaczęli grad na swoim, bardzo wysokim poziomie, pokonując Polaków 25:19. Na widowni zapanowała cisza – w piątym secie miały rozstrzygnąd się losy spo-

tkania. Po zawodnikach obu drużyn widad było, że są mocno zdenerwowani – Polacy wizją zwycięstwa, Brazylijczycy myślą o Pierwszej od wielu lat porażce. Niestety, ostatni, zwycięski dla mistrzów świata punkt zdobył Giba, tym samym koocząc spotkanie. Mimo przegranej, kibice naszej reprezentacji z trybun schodzili z uśmiechem na twarzach – Polacy, wygrywając dwa sety, zapewnili sobie udział w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich. Naszym orłom gratulujemy drugiego miejsca oraz życzymy dalszych sukcesów! Paweł Smaroo, kl.2d

35


36

SZUBRAWIEC „Lubię poprawiać rzeczywistość zaczynając od samej siebie” Ewa Baraoska to niezwykle utalentowana, a zarazem skromna pisarka, chorująca od 25 lat na niewydolnośd nerek. Autorka ma w swoim dorobku literackim nie tylko powieści, ale także wiele opowiadao, a nawet słuchowisk radiowych. Literacka rzeczywistośd jej książek to zazwyczaj świat zbudowany z wielu wątków,osadzonych we współczesnych realiach.

Bohaterem ”Pierwiastka zero” nie jest młoda dziewczyna, lecz genialny chemik. Skąd wzięła się ta zmiana?

Do jakiej grupy odbiorców kierowane są Pani książki?

Napisała Pani wiele książek. Czy z perspektywy czasu i doświadczenia zmieniłaby coś Pani w swoim pierwszym utworze?

Głównie do młodzieży, to o nich myślę podczas pisania, ale wiem, że czytają je również osoby starsze. Bardziej doświadczone życiowo. Co dało Pani impuls do napisania pierwszej książki? Impulsem do napisania mojej pierwszej książki był mój czteroletni wówczas syn, który okropnie marudził przed snem. Ponieważ lubił słuchad bajek, zaczęłam mu pisad w zeszycie w kratkę powieśd w odcinkach. Przypadek sprawił, że była ona później drukowana w odcinkach w „Płomyczku”. Czym kieruje się Pani podczas pisania? Wrażliwością czytelnika, dla którego piszę. Każdą historię należy opowiedzied tak, aby skłonid czytającego do autorefleksji. Obcowanie z książką ma nie tylko dawad przyjemnośd, ale również uszlachetniad duszę człowieka. Kim są bohaterowie Pani książek? Ponieważ napisałam już ponad dziesięd powieści, trudno jest krótko odpowiedzied. W większości wypadków są to dziewczyny, często nieznośne w odbiorze i trudne do zaakceptowania, często też balansują na granicy przyjętych norm, ale staram się im nadad intrygujące osobowości. Jest wśród nich anorektyczka, psychopatka, narkomanka, samobójczyni, dziewczyna oczekująca na przeszczep nerki i kilka innych.

Z wykształcenia jestem chemikiem. Ponadto uważam, że nauka jest również atrakcyjnym tematem powieści. Szczególnie, gdy połączy się z wątkiem sensacyjnym i romantycznym.

Jest gorzej, niż możesz przypuszczad. Nie jestem zadowolona z żadnej mojej książki. Gdybym mogła, wiele wątków napisałabym całkiem inaczej, użyłabym innych środków wyrazu, a nawet zastosowałabym inne słownictwo. Z tego powodu, mało który autor czyta swoje własne książki. W powieści „Karla M.” bohaterka nie zwraca na siebie uwagi, lecz na to, jak postrzegają ją inni. Jest anorektyczką. Jak duży, Pani zadaniem, jest ten problem? Czy dotyka on wiele dziewczyn w realiach dzisiejszego świata? Problem Karli M. w zasadzie polega na tym, że ona tylko wyobraża sobie jak ją widzą inni. Tak, jest anorektyczką, a anoreksja to choroba psychiczna, której osobie zdrowej trudno zrozumied. Napisałam tę książkę, gdyż zetknęłam się z takim przypadkiem osobiście. Córka mojej przyjaciółki była blisko śmierci z powodu jadłowstrętu,a jej pomysłowośd w unikaniu jedzenia, wręcz wprawiała w osłupienie. Patrząc na aktorki, modelki,celebrytki i inne znajome mi młode dziewczyny uważam, że anoreksja to powszechne zjawisko. „Z kim płaczą gwiazdy” jest to historia młodej Weroniki żyjącej w cieniu swojej atrakcyjnej matki Elwiry. Poznaje chłopaka, który ulega poważne-

mu wypadkowi. Czy według Pani taki typ miłości ma szansę przetrwad? Nie wiem. Życie pisze najróżniejsze scenariusze, dlatego zakooczenie tej książki jest otwarte. Każdy czytelnik może spróbowad sam sobie dopowiedzied,jak potoczą się dalsze losy Weroniki i Michała. Dostaję wiele listów z zakooczeniami. Wszystkie są możliwe. „Lukrecja Borgia, to ja” to opowiadanie o Nikoli, dla której pieniądze są ważniejsze niż szczęście. Stworzyła ją Pani na wzór renesansowej Włoszki, Lukrecji Borgii. Czy inni bohaterowie też są wzorowani na postaciach już kiedyś istniejących? Miedzy Nikolą a Lukrecją Borgią istnieje przepaśd. Nikoli tylko się wydaje, że może zostad współczesną trucicielką i osiągad takie cele jak jej renesansowa poprzedniczka. Życie pokazuje, że jest inaczej. Właściwym wzorem dla tej bohaterki jest pewna dziewczyna, która marzy, by znaleźd bogatego męża i wieśd wygodne życie, lecz jej zachłannośd i głupota sprawia, że przegrywa. Która z bohaterek jest najbliższa Pani sercu? Bardzo trudne pytanie, ale chyba… Kamila. Zawsze na uboczu, niezrozumiała. Żyje Pani tylko literaturą i tworzeniem dzieł? Co jest dla Pani najważniejsze w życiu? Nie będę oryginalna, książki to ważna pozycja w moim życiu, ale najważniejsza jest po prostu rodzina. Mam dwoje prześlicznych wnucząt. Dziewczynka też ma na imię Oliwia. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Oliwia Gaweł, kl. 2d Dominika Pałka, kl.2d


SZUBRAWIEC

FOTOPORADNIK cz. 2 W poprzednim numerze „Szubrawca” zamieściłam kilka przydatnych wskazówek, aby wasze zdjęcia nie były banalne i takie jak robią wszyscy. Nadszedł czas na teorię oraz parę pożytecznych rad: Po pierwsze przysłona: -główne cele: Reguluje ilośd światła, które przechodzi przez obiektyw i pada na element światłoczuły. Decyduje o naświetleniu zdjęcia. -rady: Im większa wartośd przysłony, tym zdjęcie jest ciemniejsze Im mniejsza wartośd przysłony, tym zdjęcie jest jaśniejsze Do krajobrazów ustawiajcie duże wartości, a do portretów małe Po drugie. Czas naświetlania (otwarcia migawki): - w warunkach słabego oświetlenia niezbędne są dłuższe czasy naświetlania -stosując krótkie czasy naświetlania (np. 1/2000s) można „zamrozid” obiekt w ruchu, np. biegnącego sportowca lub spadającą kroplę wody

- długie czasy naświetlania (np. 4s) pozwalają osiągnąd efekt smug świetlnych, dzięki temu możemy uzyskad np. jednolitą wodę spadającą z wodospadu Po trzecie: czułośd ISO: -główny cel: Określa ilośd światła potrzebną do prawidłowego naświetlenia matrycy -rady: W słabych warunkach oświetleniowych stosuj wysokie wartości ISO (3200, 6400), lecz pamiętaj, że im ustawione wartości będą wyższe, tym zdjęcie będzie bardziej zaszumione! To tylko niektóre ważne rzeczy, aby zdjęcie było naprawdę wasze. Zrezygnujcie z trybu auto – spróbujcie swoich sił w trybach manualnych, w których trzeba samo-

dzielnie ustawid każdy parametr. Jednak cała frajda właśnie na tym polega. Nie od razu każde zdjęcie będzie rewelacyjne, ale z czasem nabierzecie wprawy i umiejętności! Swoje fotografie przysyłajcie na adres mailowy redakcji: szubrawiec.redakcja@gmail.com! Najlepsze nadesłane prace będą nagrodzone i opublikowane w następnym numerze! Anna Konkol, kl. 2d

37


38

SZUBRAWIEC

Moje spotkanie z sztuką Zamek w Łaocucie jest jedną z najpiękniejszych rezydencji arystokratycznych w Europie. Jego niezwykłe piękno i wartości kulturowe jakie odnajdujemy w poszczególnych pomieszczeniach są cenione nie tylko w Polsce, ale i na całym kontynencie. O niezwykłej wartości i pięknie łaocuckiego zamku mogłam się przekonad wraz z klasą II ”i” i towarzyszącą nam panią profesor Teresą Łagowską. Lekcja muzealna, w której było nam dane uczestniczyd poruszała temat Oświecenia, a dokładniej mówiąc trzech stylów w sztuce tej epoki: rokoka, klasycyzmu i sentymentalizmu. Naszą podróż po zamku rozpoczęliśmy od zwiedzania wnętrz i oglądania mebli w stylu rokoko, stylu który dominował w Polsce w latach 1820-75.Jest to styl niezwykle lekki, asymetryczny, nie mający żadnego podłoża filozoficznego i nic wspólnego z poprzedzającym go barokiem. Moim zdaniem jeden z najpiękniejszych stylów w sztuce na przełomie wieków. Cechuje się plastyczną linią, poczuciem lekkości, tak jakby poszczególne meble unosiły się nad ziemią, a wraz z nimi spoczywający na nich człowiek. Jest to styl, który zachwyca również ze względu na niezwykle precyzyjną ornamentykę odlewaną najczęściej z brązu i zdobioną szczerym złotem, tworzącą motyw rocaile, który prawdopodobnie wywodzi się od kształtu ucha ludzkiego, koguciego grzebienia bądź tez morskiej fali. Jest dziwaczny i kapryśny, a zarazem niezwykle elegancki, bo tak naprawdę niepodobny do niczego. Rokoko, to także okres rozwoju niezwykłej sztuki intarsji. Meble produkowane w tym okresie bardzo łatwo rozpoznad, ponieważ chod piękne z zewnątrz, to tak naprawdę niefunkcjo-

nalne i w środku.

niechlujnie

wykonane

Dywagując o rokoku, nie sposób nie zadad sobie pytania, czy my ludzie XXI wieku nie jesteśmy w swoich upodobaniach podobni do ludzi oświecenia? Odpowiedź jest oczywista. W wielu kwestiach przez wieki nie zmieniliśmy się: nadal kochamy otaczad się pięknymi przedmiotami, które często nie służą do niczego przydatnego prócz tego, że wypełniają sobą wnętrza. Przykładem mogą tu byd rozmaite nowoczesne meble i dodatki, które z funkcjonalnością ani wygodą nie maja nic wspólnego, a jednak często za wszelką cenę pragniemy je mied. Nadal uwielbiamy się gustownie ubrad i nosid modną fryzurę podążającą za aktualnymi trendami mody. Pomimo, że przez stulecia obowiązująca moda się zmieniła, to nasze cechy mają wiele wspólnego z cechami naszych przodków. Tematyka malarska rokoka i ozdób wykonywanych na meblach, bądź porcelanie, to rolnictwo i błahe scenki rodzajowe namalowane w pastelowych barwach z przewagą bieli. Mężczyzna w stylu rokoko, to elegant, dbający o siebie i swój wygląd, zawsze dobrze ubrany i noszący na twarzy sporą warstwę makijażu, a także zawsze skropiony mieszanką dobrych perfum. Współczesnym odpowiednikiem mężczyzny rokoka jest np. Oliwier Janiak, jednak w tym okresie nie mężczyzna odgrywa najistotniejszą rolę, ale kobieta arystokratka w typie chłopki, jej piękno i inteligencja. Wreszcie zaczęto zwracad uwagę na talent kobiety, a obrazy przez nie malowane zyskiwały uznanie. To im poświęcone były najważniejsze pomieszczenia w zamkach tzw. buduary, gdzie kobieta mogła odpoczywad i zapraszad najbardziej cenione towarzysztwo.

Wędrując przez poszczególne komnaty zamku zauważmy także pomieszczenia urządzone w stylu klasycystycznym, a dokładnie w stylu Ludwika XVI. Są one wytworne i ponadczasowe, a ponadto możemy zauważyd wyraźną oś symetrii w meblach, czy też na tkaninach. Styl ten nawiązuje dom wzorców antycznych, a ornamentyka związana jest z symbolami władzy. W stylu tym wprowadzono funkcjonalnośd do przedmiotów użytkowych, nie mają one już tylko pięknie wyglądad, ale również spełniad określoną rolę. W Łaocucie możemy tę istotną różnicę zauważyd np. na przykładzie luster kominkowych. Ostatnim stylem w sztuce oświecenia, który było nam dane obejrzed to sentymentalizm, który jednak nie odgrywa znacznej roli we wnętrzach, jedynie zauważany jest w malarstwie i przypałacowych ogrodach. Głównymi złożeniami sentymentalizmu jest oddanie się naturze, przywiązywanie uwagi do uczud i przedstawianie cnót, jako najwyższych wartości na obrazach. Zwiedzając łaocucki zamek i jego piękne wnętrza jest nam dany ujrzed na własne oczy kawałek historii w prawie nienaruszonym stanie. Spacerując po zachwycającej rezydencji rodziny Lubomirskich, a później Potockich możemy byd dumni, że na terenie Rzeszowszczyzny znajdują się najbardziej cenione w Europie zabytki okresu oświecenia, które zyskują uznanie koneserrów sztuki z całego świata. Pamiętajmy o tym, kiedy ktoś wytknie nam, że pochodzimy z prowincji i na niej mieszkamy. Miejmy odwagę byd dumni z naszego regionu i z podniesioną głową odpowiedzied, że prowincja to nie miejsce zamieszkania czy pochodzenia, ale stan umysłu. Ewelina

, kl.2i


SZUBRAWIEC

39

szubrawiec nr2  

Gazeta szkolna ZS nr1 w Rzeszowie, Nr 2

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you