Szczebrzeszyn wspomnień

Page 1

SZCZEBRZESZYN WSPOMNIEŃ

Projekt dofinansowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich za pośrednictwem Fundacji Fundusz Lokalny Ziemi Biłgorajskiej

Partnerzy:

WYCINKI HISTORII SZCZEBRZESZYNA WIDZIANE OCZAMI MIESZKAŃCÓW


Szczebrzeszyn Wspomnień

Szczebrzeszyn 2014


Autorzy: Małgorzata Piłat Aneta Bartoszczyk-Trochimiuk Tomasz Hasiec Kinga Kołodziejczyk Anna Samulak Magdalena Sobczuk Redakcja i korekta: Aneta Bartoszczyk-Trochimiuk Anna Samulak Opracowanie graficzne: Marcin Papierz Projekt dofinansowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich za pośrednictwem Fundacji Fundusz Lokalny Ziemi Biłgorajskiej

Szczebrzeszyn wspomnień jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz autorów: Małgorzata Piłat, Aneta Bartoszczyk – Trochimiuk, Tomasz Hasiec, Kinga Kołodziejczyk, Anna Samulak, Magdalena Sobczuk, Marcin Papierz. Publikacja powstała w ramach Projektu Lubelskie Lokalnie – Mikrodotacje FIO, realizowanego przez nieformalną grupę obywatelską Przyjaciele Szczebrzeszyna przy wykorzystaniu środków Programu Funduszu Inicjatyw Obywatelskich. Zezwala się na dowolne wykorzystanie treści – pod warunkiem zachowania niniejszej informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, posiadanych praw oraz o Projekcie Lubelskie Lokalnie – Mikrodotacje FIO. Treść licencji jest dostępna na stronie www.creativecommons.org/licenses/by/3.0/pl

Partnerzy:


SPIS TREŚCI WSTĘP WSPOMNIENIA MIESZKAŃCÓW SZCZEBRZESZYNA Wspomnienia pana Adama Chmury ..................................................................... 6 Wspomnienia pana Józefa Denkiewicza ................................................................ 7 Wspomnienia pana Romualda Kołodziejczyka .................................................... 10 Wspomnienia pani Zofii Kościk ............................................................................. 14 Wspomnienia pana Wiesława Krzeszowskiego .................................................... 16 Wspomnienia pani Krystyny Szczawińskiej .......................................................... 19

SCENARIUSZE LEKCJI Dawno temu w moim mieście ................................................................................. 24 Pamiętasz Grojsera? .................................................................................................. 26 Harcerskie przygody w Szczebrzeszynie ................................................................ 29 Uczenie jest niekończącą się podróżą ..................................................................... 31 W starym kinie .......................................................................................................... 32 Napisała: „Żyję” ......................................................................................................... 35

–3–


DROGI CZYTELNIKU, z wielką przyjemnością polecamy Ci tę publikację. Jest ona zapisem niewielkiego wycinka historii Szczebrzeszyna widzianej oczami sześciu jego mieszkańców, którzy zechcieli podzielić się z nami swoimi wspomnieniami. Jesteśmy wdzięczni za poświęcony nam czas oraz za zaufanie. Podkreślamy, że są to subiektywne relacje i opisy wydarzeń sprzed wielu lat. Mamy nadzieję, że książka ta przybliży nam świat, którego już nie ma, a także zachęci do studiowania przeszłości oraz utrwalania pamięci lokalnej społeczności. Wspomnieniom towarzyszy sześć scenariuszy lekcji tematycznie związanych z relacjami. Mogą one być użyte do pracy z młodzieżą w formie przedstawionej w niniejszej publikacji lub zmodyfikowanej i dostosowanej do potrzeb uczestników zajęć. Dziękujemy naszym Rozmówcom za poświęcony czas i przekazanie pięknych opowieści, które znalazły się w niniejszej publikacji. Wierzymy, że Państwa wspomnienia staną się inspiracją dla wszystkich, którzy pasjonują się dziejami naszego miasta. Przyjemnej lektury życzy Zespół Redakcyjny

–4–


WSPOMNIENIA MIESZKAŃCÓW SZCZEBRZESZYNA


WSPOMNIENIA PANA ADAMA CHMURY

Adam Chmura

Adam Chmura urodził się 8 stycznia 1945 roku w Brodach Małych. W latach pięćdziesiątych wraz z rodzicami przeniósł się do Szczebrzeszyna, gdzie mieszka także obecnie. To człowiek nietuzinkowy, zafascynowany historią, gawędziarz i optymista. Każde spotkanie z panem Adamem mijało w sympatycznej atmosferze, a mój rozmówca zajmująco opowiadał o swoich znaleziskach, rowerze, czapce i przygodach w szczebrzeszyńskich lochach.

ROWER I CZAPKA – ZNAKI ROZPOZNAWCZE PANA ADAMA

Adam Chmura

Rower przywalony był snopkami u rolnika, cały pordzewiały, obskurny, nie miał przedniego koła i kierownicy, ale miał emblemat – Adam Kamiński Warszawa. Stamtąd go nabyłem i częściowo odnowiłem. Typowo wojskowy nie jest. Ten rower mam 4 lata. Miałem kolekcję rowerów. Inny rower na każdy dzień tygodnia. Moja czapka – jest to oryginalna czapka wojskowa – węgierka – z lat 50-tych. Była wzorowana na czapkach z I wojny światowej. Do tych wąsów muszę mieć taką czapkę...

Na początku lat dziewięćdziesiątych na wałach zamczyska znalazłem groty rycerzy wschodnich – Tatarów. Groty tarskie są charakterystyczne. Taka skarpa była i w tej skarpie było dwa groty. Grot, który kolczugę przebija i grot taki z zadziorami. Jak patrzyłem do takiej książki o broni, to były z X lub XI wieku. Te groty dałem przyjacielowi, z myślą, że kiedyś w Szczebrzeszynie powstanie muzeum. To, co w Bodaczowie znalazłem, przekazałem do muzeum w Zamościu. Przekazałem, żeby to nie trafiło w niepowołane ręce i nie poszło na złom. Było to dziewięć czy jedenaście pozycji – dwa radła... Wszystko jest na tym dokumencie z muzeum o darowiźnie.

WSPOMNIENIA O JANKIELU GROJSERZE Pamiętam takie spotkanie przy szkolnicy, u Krzeszowskiej była ta szkolnica. Podszedł do mnie, a ja wystawę oglądałem. Parę słów zamieniliśmy. Pochwalił moich rodziców, że są dobrzy ludzie. Pamiętam go tak, jak większość ludzi. Przede wszystkim z tego, jak brał tą bitkę na drewnianych obręczach zapełnioną skrzynkami z lemoniadą. Był uczciwy. Miał usposobienie wesołe. Lubił się z dziećmi bawić. Jak przyszedł z Zachodu, to założył jako pierwszy sklep samoobsługowy. Raz pojechał do Zamościa. Nie zamykał, ale napisał kartę: „Towar tu i tu, pieniądze takie i takie”. Sklep szybko zbankrutował. –6–


Nie widziałem go z brodą, chodził w ubraniu drelichowym, roboczym. Pamiętam też, że miał włosy albo bardzo długie zaczesane do tyłu, albo zgolone na zero. Niektórzy mówili, że on się zamorzył. Miał emeryturę czy rentę, ale jak już nie pracował, to uważał, że mu się nie należało. Mówili, że nawet jak miał przydział węgla, to nie brał. Tylko brał ileś kilogramów na plecy i tak chodził. Zagrzał się, to i palić już nie musiał. Rodzina Grojsera – to była zacna i bogata rodzina. Mieli swój transport. Przywozili towar ze Lwowa do Gdańska. Potem to sprzedawali i brali towar, który schodził im we Lwowie. Wszyscy zginęli. Pochowali go na naszym cmentarzu. Nigdy nie wyjechał stąd, bo twierdził, że tu są jego korzenie.

SZCZEBRZESKIE LOCHY Legendy są, że od Szczebrzeszyna idzie tunel do Zamościa, a od Zamościa do Jasnej Góry. To jest niemożliwe z punktu inżynieryjnego pod Wisłą wykopać tunele. Są tunele pod miastem. To Żydzi zakładali miasto przeważnie. Tam są przejścia różne pod kamienicami. Tutaj jak lodownia miała te lochy, to tam w jednym byłem. To sławna lodownia. Lodownia miała taką wieżyczkę. Wejście takie długie, okrągłe, schody okrągłe. Szpital to tam miał lód, kiedyś jak lodówek nie było. Chłopi łamali ten lód, bo jak kiedyś zamarzał, to na 70 centymetrów. Tam było wejście do tej lodowni. I w lodowni od wejścia jest tak: jedna komnata – 4 metry na 5 i 3-4 metry wysoka. Nie wiem, w pierwszej czy drugiej rozchodzą się trzy lochy. Jeden idzie centralnie jakby z początku klasztoru, a drugi jak Gajdka lecznica. A trzeci wychodzi na ten blok na Zwierzynieckiej. Czwarty wychodzi prosto na Podgrodzie, ale wszystko tam pozasypywane. Najbardziej niezasypany jest loch jak do Gajdka. Nie wiem, czyśmy go całego nie przeszli, aż do Gajdka wychodzili. Bo ten drugi, co idzie pod klasztor, zasypany jest. A ten tośmy przeszli aż do szosy. Furmanki wtedy dudniły kołami, takimi żelaznymi – dzwoniły te koła. Ja tam – będzie na wysokości muru, na sklepieniu przy wejściu świeczką datę wypisałem i chyba imię i nazwisko – moje albo moje – Adam i Ewy – taką narzeczoną kiedyś miałem. To był październik 1964 rok. Tuż przed wojskiem. Wspomnienia zebrała i opracowała: Aneta Bartoszczyk-Trochimiuk

WSPOMNIENIA PANA JÓZEFA DENKIEWICZA

Józef Denkiewicz

Józef Denkiewicz urodził się 16 maja 1932 roku w Szczebrzeszynie. Pracował między innymi w Świdniku, potem odbywał służbę wojskową w Ełku i w Warszawie, a przez jakiś czas mieszkał również na Pomorzu. Wrócił jednak do Szczebrzeszyna, gdyż uważa, że jest to najlepsze miejsce, gdzie można spędzić życie. Jest znakomitym, ciekawym rozmówcą. Ujmuje swoim uśmiechem i poczu–7–


ciem humoru. We wspomnieniach pana Józefa, przeplatanych zabawnymi anegdotami, powraca wiele zdarzeń z codziennego życia mieszkańców dawnego Szczebrzeszyna.

O RODZINIE I WOJNIE Myśmy uciekli na Szperówkę. Matka z nami. Ja miałem cztery siostry i ja jeden, jedynak byłem. (...) I ojciec jak odchodził na wojnę, to mnie wziął na ręce: pamiętaj, w razie jak nie wrócę, to masz się opiekować siostrami, matką...Pamiętaj!... ale wrócił. [...] Te łapanki, jak siostrę mi zabrali, pamiętam... do Niemiec. Ojca nie było, był gdzieś na jakieś robocie nocnej. My nawet tego nie wiedzieliśmy, gdzie chodził... Czy miał coś z partyzantką? (...) Myślę, że to jakby trzeba było coś wysadzić, to ojca gdzieś tam brali, jak ojciec był w domu. Ale wtedy go nie było... Przyszło dwóch, trzech Polaków, strażaków, i mieli listę. I siostra była na tej liście... Wzięli ją. Matka prosiła: puśćcie ją! Przecież nie musicie... Tam któryś kopnął matkę w piersi. (...) No i ta siostra już nie wróciła do Polski. Spotkała w Niemczech jakiegoś kolegę z klasy, ze Szczebrzeszyna. I tam się pobrali [...].

O ŻYDACH Nieśliśmy obiad w pole matce (...). Matka gdzieś tam kopała ziemniaki, to taki był odrobek. No i jakiś szedł Żyd z chłopakiem małym, i chciał coś do jedzenia, bo głodny... i ja mu nie dałem... Przykro mi, do dziś mam wyrzuty sumienia. Pamiętam Żydów przed wojną, no pewnie, że pamiętam. Chodzili chodnikami, jeszcze z ojcem byłem u jakiegoś Żyda. Ojciec miał sprawę do niego, to jakiś był blacharz ten Żyd (...) Jak tą szkołę tam robili, tą przybudówkę, to coś ojciec miał z tym Żydem do załatwienia. I to było akurat w święta. I ten Żyd nas macą częstował o! A to była..., znów mówili, że ta maca, to jest na krwi chrześcijańskiej zrobiona, i ja się bałem tego. A on, ten Żyd, mówi: nie bój się, to tylko tak mówią, to jest zmyślone, gdzież... niemożliwie... No i jadłem tą macę, to pamiętam (...). Bardzo dobra była... To takie chrupkie było, wypieczone. Jak może być niedobre? Dobre było [...].

O GROJSERZE, HEMIM I DYMIE Doskonale pamiętam, wiem nawet dlaczego dostał się do Anglii. On był kierowcą... Mieli samochody, ta jego rodzina Grojsery, i on jechał z jakimś ładunkiem w kierunku Warszawy i tam go... Wojna wybuchła... (...) Założył taki sklep sam, samoobsługowy. Miał forsę, z Anglii przyjechał, tam mu zapłacili także... I prawdopodobnie kierowcą był jakimś. Z Andersem jeździł, z Maczkiem generałem, ale gdzieś później [...]. I wrócił do Polski, miał pieniądze i założył sklep samoobsługowy. Chyba tydzień czasu ten sklep... I się zaczepił (...) Pracował przy GS-ie. Nie wiem czy on miał jakieś pobory, czy był na –8–


etacie czy nie. Miał taką dwukółkę wózek i po sklepach woził. Rozwoził to piwo, to lemoniadę z wytwórni tam... (...). Tam gdzieś mieszkał chyba, na tej Zwierzynieckiej, nie wiem, naprawdę nie wiem. Znam go doskonale. To chodził..., taki pręcik miał pod pachą i chodził jak Anglicy, po angielsku. To Anglik też bez laseczki nie wychodził na spacer, tylko miał laseczkę no i.... I on tak samo chodził. Ubrany był po roboczemu, w drelichach. A jak było święto, to po angielsku, w wojskowym. Miał bluzę, taką angielską, na pasek. Nie taką luźną jak nasze. I w tej bluzie chodził, bo w spodniach, to już chyba nie miał (...). Byłem świadkiem takiej rozmowy, jak go ktoś zaczepił. Czekałem na autobus, tam jak się teraz skręca na tą ulicę jak kościół. Zakładowy autobus tam stawał, nim dojeżdżaliśmy do pracy. I była pierwsza wojna, coś tam z tymi Arabami w Palestynie, to już dużo lat temu. No i ktoś nadszedł, nie pamiętam kto to, i Grojser nadszedł wtedy. No i mówi: Grojser tam jest wojna, a ty tu się obijasz, dlaczego nie idziesz na wojnę? To jaka to wojna, to szarpanina. Tak powiedział. To pamiętam... Miałem go gdzieś na zdjęciu, na 1-ego maja jak pochód był... i tam Grojser stał na chodniku(...). Nie byłem na pogrzebie Grojsera, pamiętam, ale nie wiem, nie wiem... [...]. Później był taki drugi Żyd Hemi. To prawdopodobnie, że go zabrali do Wrocławia Żydzi. Handlarz, pijaczyna taki. Miał takie szwajcarskie zegarki. Nikt nie widział tego tutaj, tarpany były, to Atlantyki. Ja nawet kupiłem atlantyka (...). I on to przynosił [...]. Dym... O... bandyta, to bandzior był. Wprowadzał pierwsze te porządki... Dobijał akowców (...). Wyjechał do Ameryki, czy gdzie... do Palestyny... Nie wiem gdzie. Już na pewno nie żyje do tej pory. Syna jego widziałem, przychodził nawet do nas... Tadzio taki był... Dymek [...].

HISTORIA O ŻÓŁWIU Z POZNANIA Tutaj (...) jak ta figura stoi (...) niedaleko znalazłem żółwia (...) zaraz na początku wojny. Poszedłem tam, (...) i patrzę, a tam żółw. Miał wypalone [na skorupie]... to był z Poznania... Ogród Zoologiczny, Poznań – miał wypalone ten żółw. Ja go przyniosłem do domu. Mieszkaliśmy tam za szkolą (...). Teraz jest już ten dom rozebrany (...), no i matka mówi: jak to Niemcy znajdą, mogą nam..., możemy mieć jakieś przykrości. No i ja tego żółwia zaniosłem nad rzekę, rzuciłem go. Później, patrzę... Niemcy, żołnierze go mieli. Wzięli go żołnierze, gdzieś znaleźli. Deptali po nim, tak o, stawał... A to, żółw się nie da, nie da się zgnieść... Taki mocny ten pancerz, on łeb schował pod pancerz, stawał na niego... To ja widziałem [...].

CZEREŚNIE Jeszcze z czereśniami mieliśmy problem, była nad rzeką, tam u Hejnów, takie piękne drzewo, wysokie, odnogi dwie... i czereśnie, takie słodkie były. Było wszystko w porządku, byli Niemcy (...) Jak zobaczyli te czereśnie, przyszli do właściciela, spytali się czy mogą so–9–


bie zerwać. No i gospodarz pozwolił im sobie zerwać. Hejno nieboszczyk, starszy człowiek, no jak... przecież Niemcy, żołnierze... Nabrali sobie, narwali manierkę. [Niemiec] zdjął buty, wlazł w skarpetach na drzewo, narwał tych jagód. Przyszli do studni, wymyli sobie i tam poszli sobie... tak po drodze [tu gest podjadania]... No i chcieli zapłacić, no ale ten.... no gdzie będzie brał pieniądze?! Od żołnierzy... Później, za jakiś czas, [właściciel] dostał jakieś skarpety, podrzucili mu, tak to był rarytas, skarpety! Kto to widział? No, a przyszli Rosjanie... Czereśnia dojrzała, zobaczyli nas na tej czereśni. Przyszli z piłą..., zerżnęli to drzewo, wyciągnęli na łąki, objedli i na tym się skończyło [...]. Wspomnienia zebrały i opracowały: Kinga Kołodziejczyk, Anna Samulak

WSPOMNIENIA PANA ROMUALDA KOŁODZIEJCZYKA Romuald Kołodziejczyk urodził się 28 maja 1930 roku w Szczebrzeszynie. Aktualnie mieszka w Warszawie, zaś we wspomnieniach często wraca do czasów spędzonych w Szczebrzeszynie. Autor poczytnych publikacji o naszym mieście: „Mój adres: Szczebrzeszyn, Szlakówka” oraz „Szczebrzeszyn dawnych lat”. Jego wspomnienia można także przeczytać na autorskim portalu www.szczebressyn.pl Po skończeniu studiów na Politechnice Szczecińskiej został Romuald w roku 1953 skierowany nakazem pracy do Państwowej KomuKołodziejczyk nikacji Samochodowej – PKS. M.in. w latach 1961-1969 był dy[fotografia pochodzi rektorem Oddziału PKS w Zamościu. Była to wtedy największa ze zbiorów MDK firma w Zamościu. Zatrudniała około 1.000 pracowników i wraz w Szczebrzeszynie] ze swoimi placówkami w Biłgoraju, Tomaszowie, Hrubieszowie oraz Krasnymstawie przewoziła rocznie około siedmiu milionów pasażerów (w tym ogromne ilości dzieci do szkół), a także dziewięćset tysięcy ton towarów. Pracował później w przedsiębiorstwie transportowym (międzynarodowym) PEKAES – ostatnie 11 lat swojego życia zawodowego spędził na Białorusi, Ukrainie i Rosji jako przedstawiciel Polskiego Transportu Samochodowego. Materiały znajdujące się w naszej publikacji zebrałam podczas spotkania z panem Romualdem, które miało miejsce 26 lipca 2014 roku w Szczebrzeszynie. Spotkaliśmy się w bardzo szczególnym dniu - była to 70. rocznica wkroczenia oddziału „Podkowy” do Szczebrzeszyna. Warto podkreślić, że pan Kołodziejczyk był gościem honorowym na tej uroczystości, a ponad to dokonał symbolicznego czynu – zawiesił polską flagę na balkonie Urzędu Miasta. Czyn ten upamiętniał wydarzenie z 1944 roku, kiedy po wkroczeniu oddziału „Podkowy” polską flagę zawiesił na ratuszu jeden z „Podkowiaków” – pan Marian Bronikowski. Należy dodać, że w naszej publikacji znajdują się tylko wybrane fragmenty wspomnień pana Romualda Kołodziejczyka. Wybierając fragmenty, skupiłam się na czasach II wojny światowej oraz wspaniałych opowieściach dotyczących działalności harcerskiej mojego rozmówcy. – 10 –


O DZIECIŃSTWIE, RODZICACH I SZLAKÓWCE... Trzeba zacząć od tego, że urodziłem się w Szczebrzeszynie, ale wtedy mieszkałem w nim tylko trzy miesiące, gdyż moi rodzice – nauczyciele – uczyli w województwie nowogródzkim i już we wrześniu musieli stawić się do pracy. Ojciec uczył w szkole, która miała otoczenie tylko białoruskie i litewskie. Natomiast mama moja uczyła w zaścianku szlacheckim, a było ich tam sporo. Nazywał się Pacieluńce. Do najbliższej stacji kolejowej mieliśmy 31 kilometrów. Przypuszczam, że mama przyjechała rodzić mnie do Szczebrzeszyna, bo miała tu liczną rodzinę męża, zamieszkałą w Szczebrzeszynie od co najmniej 250 lat, a także szpital, a nie 31 kilometrów do najbliższego lekarza. Mój ojciec był działaczem Narodowej Demokracji, której prezesem był pan hrabia Maurycy Zamoyski. Wiecznie wojowali z panem Piłsudskim, oskarżając go o zdrady stanu. W końcu zdenerwowano się na ojca i chciano go zesłać do obozu w Berezie Kartuskiej, ale skończyło się tylko na tym, że ojcu odebrano prawo nauczania. Zresztą za dwa czy trzy lata również mamie. Wróciliśmy w strony rodzinne ojca – do Szczebrzeszyna. Parcelowano wtedy wiele folwarków hrabiego Zamoyskiego i z jednego z nich moi rodzice kupili Szlakówkę oraz około dwadzieścia czy dwadzieścia kilka przyległych hektarów, i na tym gospodarzyli. Do szkoły, zwanej wtedy powszechną, chodziłem w Brodach Dużych. Tam spędziłem całą okupację, z przerwami, bośmy od czasu do czasu, gdy było niebezpiecznie, wyjeżdżali na gajówkę „Krzywe”.

WOJENNE PRZEŻYCIA... Przez ręce ojca, który w konspiracji założonej w Szczebrzeszynie już w październiku 1939 r. piastował stanowisko „oficera BIP”, przechodziła część tajnej prasy, a przy jej rozprowadzaniu na poszczególne placówki brałem czynny udział. W sposób taki, że ojciec dawał gazetkę czy dwie i mówił: „Schowaj gazetkę za koszulę, biegnij na Błonie i oddaj tam Pani Rogowskiej (nauczycielka w Błoniu). Nikt wtedy nie myślał o jakimś kombatanctwie, jakichś zaszczytach, orderach itp. Mieszkaliśmy w fatalnym miejscu. Na Szlakówce, skrzyżowaniu dróg, wiecznie coś się działo. W roku 1939 nocowały dwie grupy polskich oficerów pod kilkoosobowym konwojem sowieckich żołnierzy. Na propozycje ojca, aby uciekali, odpowiadali, że są mieszkańcami wschodnich terenów Polski i powiedziano im, że odprowadzają ich do domu. Gdzie ich zaprowadzono wiadomo – do Katynia. Często kwaterowali żołnierze niemieccy, a potem sowieccy. Byliśmy spakowani i jak groziło jakieś niebezpieczeństwo (na przykład wysiedlanie Szczebrzeszyna) w piętnaście minut wozem byliśmy już za Brodzką Górą u gajowego Lotza. We wrześniu 1939 r. byliśmy tam dwa tygodnie. Tak zresztą jak i w lipcu 1944, kiedy się kończyła okupacja niemiecka. Pamiętam, jak Niemcy uciekając, niszczyli tory kolejowe. Jechał parowóz ciągnący coś rodzaju pługa i rwał drewniane podkłady pod szynami, szwały – jak to się wtedy fachowo nazywało. Za parowozem jechał jeden wa– 11 –


gon, w którym były jakieś środki wybuchowe. Za wagonem szła grupa około dziesięciu żołnierzy niemieckich. Coś brali z wagonu i przyczepiali do szyn co dziesięć, co piętnaście metrów. Po kilkunastu sekundach następował wybuch i powstawała dziura w szynie. Nigdy nie zdarzyło się, aby Niemcy dotarli do gajówki „Krzywe” – do lasu nie wchodzili – bali się partyzantów. Nieoczekiwanie wycofujące się oddziały frontowe zjawiły się przy gajowce. Miałem już lat wtedy kilkanaście. Zawołali: „Kom, kom” i władowali mi na plecy kilka pojemników z amunicją do karabinów maszynowych. Musiałem przejść z nimi aż do kapliczki, gdzie znaleźli furmankę i zwolnili mnie. Szli na Frampol – w okolicach Szperówki stoczył z nimi walkę oddział Podkowy. W Zwierzyńcu nasze oddziały partyzanckie i czołgi sowieckie zamknęły drogę do Biłgoraja i Niemcy znaleźli się w „kotle”. Walki trwały kilka dni i cały Zwierzyniec został spalony.

WSPOMNIENIA DRUŻYNOWEGO... W czasie okupacji niemieckiej wszystkie szkoły średnie w tym gimnazjum i liceum szczebrzeskie zostały zamknięte (słowo: szczebrzeszyńskie jest wg komisji nazw miejscowości ahistoryczne – zostało mieszkańcom narzucone w latach sześćdziesiątych XX wieku – nikt nie mówi szkoły zamościńskie czy lublińskie. Dlaczego więc szczebrzeszyńskie? W Zamościu są od wieków prawidłowe nazwy –Brama Szczebrzeska, ulica Szczebrzeska). W szkołach podstawowych okrojono zajęcia z języka polskiego, historii geografii. Gimnazjum i liceum przywrócono w 1944 roku. Zapisała się do niego ogromna ilość dzieci – przed wojną mało kogo było stać na naukę przy ogromnej biedzie szczególnie na wsi. Rozpocząłem naukę i ja. Bardzo szybko zorganizowała się drużyna harcerska przy gimnazjum. Zorganizował ją i został drużynowym, starszy o nas o kilka lat, Zygmunt Kasztelan, syn oficera marynarki wojennej w Gdyni. Wybrali mnie koledzy na jego przybocznego. Po pół roku druh Kasztelan wrócił do swojego domu w Gdyni, a ja zostałem drużynowym pierwszej drużyny harcerskiej. Moim przybocznym został Tadek Kościelski, potem adoptowany przez państwa Klukowskich. O harcerstwie nie mieliśmy zielonego pojęcia – tyle, co nam przekazał w ciągu pół roku druh Kasztelan. Natomiast wszyscy czytaliśmy książkę druha Kamińskiego „Kamienie na szaniec”. Dzieje batalionów harcerskich i świeże jeszcze działania partyzantów Zamojszczyzny tkwiły w nas mocno. Nie było więc dziwnym, że pieśni były tylko partyzanckie. Ćwiczenia w terenie też takie same. Podchody, wywiady, itp. Pierwszy obóz harcerski, prawdopodobnie pierwszy po wojnie w całej Polsce, komenda hufca ZHP w Zamościu zorganizowała w 1945 roku w Wysokiem. Drugi obóz był w Zwierzyńcu w 1946 roku. Trzeci w 1947 roku był na Kowańcu k/ Nowego Targu. Potem ostatni – w 1948 roku w Piaskach na wyspie Wolin. Było to już po zmianie zasad działania harcerstwa – zamiast Boga, Honoru i Ojczyzny wprowadzono socjalizm. Ponieważ cała starszyzna obozu jak i wszyscy jego uczestnicy byli harcerzami o „długim stażu”, wszystko szło starym trybem. W odpowiedzi na zmianę ideologii harcerskiej – 12 –


na ideologię komsomołu, utworzyliśmy półlegalny krąg starszoharcerski składający się z drużynowych i przybocznych zamojskiego hufca ZHP. Pierwsze jego spotkanie odbyło się koło gajówki „Krzywe”. W 1947 r. Gimnazjum i Liceum w Szczebrzeszynie przekształcono w Państwowe Liceum Pedagogiczne. Kto chciał uczyć się w dalej w szkole ogólnokształcącej, musiał szukać jej w innym mieście. My z Tadeuszem Klukowskim uczyliśmy się w Zamościu. Mieszkaliśmy razem wspólnie w wynajętym pokoju. Pod koniec 1949 roku powstała w Zamościu tajna organizacja harcerska „Szara brać”, do której nie należałem, gdyż po maturze wyjechałem na studia do Szczecina. Całe szczęście, gdyż jej członkowie zostali aresztowani – istniało przekonanie, iż organizacja ta od początku była rozpracowana przez UB.

Rok 1947. Z prawej oparty o drzewo Romuald Kołodziejczyk. Bokiem Tadeusz Klukowski z pistoletem maszynowym Sten [fotografia pochodzi ze zbiorów Romualda Kołodziejczyka]

Mój przyjaciel i przyboczny Tadeusz Klukowski wyjechał do Warszawy, gdzie wstąpił do tajnej organizacji „Kraj”, w której brał wyjątkowo czynny udział. Aresztowany w lipcu 1952 r., w latach największego terroru stalinowskiego, został skazany na śmierć i stracony w wieku 22 lat. Przed śmiercią musiał przejść straszne śledztwo, gdyż wskazał miejsce przechowywania naszego wspólnego, niewielkiego „arsenału”. Zawdzięczam mu życie, gdyż jeśliby wskazał mój udział w jego posiadaniu, niewątpliwie i ja dostałbym karę śmierci.

Romuald Kołodziejczyk Tadeusz Klukowski – drużynowy – przyboczny [fotografie pochodzą ze zbiorów Romualda Kołodziejczyka] Wspomnienia zebrała i opracowała: Aneta Bartoszczyk-Trochimiuk Konsultacje merytoryczne: Romuald Kołodziejczyk

– 13 –


WSPOMNIENIA PANI ZOFII KOŚCIK Zofia Kościk (z domu Basajewska) urodziła się 10 maja 1929 roku w Szczebrzeszynie. Jej rodzina przez wiele lat posiadała piekarnię, a także wynajmowała mieszkania lokatorom, wśród których byli najczęściej Żydzi. Pani Zofia ukończyła liceum pedagogiczne i przez 40 lat była nauczycielką. W swoich wspomnieniach chętnie wraca do lat edukacji oraz pracy. Opowiada także o wydarzeniach przedwojennych oraz wojennych, które obserwowała Zofia Kościk jako kilkunastoletnia dziewczyna. Spotkanie z panią Zofią Kościk – wieloletnią nauczycielką – było dla mnie niezwykle inspirujące. Moja rozmówczyni opowiadała o swojej pracy z zaangażowaniem i pasją. Takiej pasji życzyłabym wszystkim współczesnym nauczycielom.

PRZEDWOJENNE WSPOMNIENIA Przed wojną chodziłam do szkoły z dziećmi żydowskimi. Jedna – Iza – córka dentysty, bardzo płynnie mówiła po polsku. Druga – Benia Bergier była córką kupca. Bardzo ładne dziewczynki, ja się przyjaźniłam z nimi. Na imieniny mnie zapraszały. Iza Bronstein – mieszkała tak jak jest księgarnia, to po drugiej stronie ten dom i balkon zajmowali. Były tam trzy pokoje. Rodzice byli stomatologami, pięknie mówili po polsku. Mieli nianię – Polkę. Niania sprzątała. Pamiętam, jak ona nie umiała czytać i pisać, a ta Iza uczyła ją. Zginęły w Bełżcu – Iza i Benia. Większość było Żydów, a co jeszcze – moją wychowawczynią była też Żydówka – bardzo ładna, bardzo dobra – Małka Holcówna. Pięknie mówiła, chyba nigdy nie krzyczała, nikogo nie uderzyła. Zginęła w Bełżcu. Jak pożegnanie było, nikt się nie spodziewał, że taka będzie wojna, że tak będą ginęli ludzie. Uczyła młodsze klasy, a w starszych uczyła matematyki. Żydów bardzo dużo było w klasie. Nie pamiętam, żebyśmy wyzywali: „Ty Żydzie!”. Chyba to było przyczyną tej wychowawczyni, która tak umiała zjednać te dzieci. Była taka taktowna. To skromne było życie. W moim podwórzu było bardzo dużo dzieci. Człowiek miał wiele radości. Bawiliśmy się w kitki, fajerki, była taka radosna atmosfera. Często chodziliśmy do lasu na grzyby, poziomki. Nad rzekę chodziliśmy. Za młyn się chodziło – tam jest Paradziczka. Myśmy nie narzekali, myśmy się radowali. Nie było atrakcji. Była jedna wycieczka, bo należałam do zuchów. Jakiś był zlot harcerzy, a harcerze wstępowali od czwartej klasy. Była taka „buda” – jedyny pojazd do Zamościa. Z jednej strony ławka, z drugiej strony ławka. Samochodów było mało.

– 14 –


CZASY OKUPACJI Podczas okupacji była grobowa cisza. Co wieczór tylko namowa była, czy będą aresztowania. Często były aresztowania. Początek wojny – 3 września pierwsze bomby. Mieszkaliśmy blisko rzeki i z mamą pamiętam z domu się uciekało. Nie każdy miał schron. Nie wiem, czy by nas nie zabiły te bomby. Ale ponieważ padały na mokre łąki, to nie miały takiego wielkiego wybuchu, tylko pamiętam, że obsypane byłyśmy błotem. Lęk był straszny. Każdy się spodziewał najgorszego. Potem pamiętam ten obóz w Zwierzyńcu. Mojego ojca też zabrali. Był taki moment, że wszystko szło, a mogli się ukrywać. Ja płakałam bardzo: „Tato nie idź. Schowaj się na strych”. Ponad stu tych Polaków w synagodze trzymali. Najwięcej ze Szperówki aresztowanych było. Pamiętam ten moment, kiedy ze Szperówki jeden Niemiec prowadził prawie stu chłopów i wszyscy szli posłusznie. Straszna była ta wojna, dlatego nie można opisać tej radości, kiedy weszli polscy żołnierze – partyzanci. Ten moment pamiętam, jak nasz kolega szkolny Bronikowski wszedł do tego ratusza i zawieszał tą flagę. Radość była niesamowita, ogromna. W 44 roku zaraz 1 września uruchomione były szkoły i ja zaczęłam chodzić do gimnazjum. Chociaż wojna jeszcze trwała. Uczyliśmy się normalnie, program był przedwojenny, podręczników nie było, bo były zniszczone. Ale zapał był ogromny, uczyliśmy się. Nie mogliśmy sobie uzmysłowić, że jest szkoła. Tym bardziej, że ja skończyłam trzy klasy przed wojną. Podczas wojny nauka była bardzo prymitywna.

LATA EDUKACJI I PRACY W 1947 roku gimnazjum zostało przekształcone w Liceum Pedagogiczne. Ja akurat po trzech latach, w 1947 roku miałam małą maturę. I zaczęłam uczęszczać do liceum i uzupełniłam maturą. Skończyłam liceum pedagogiczne, dostałam pracę w lubartowskim. Daleko nas wysyłali – hrubieszowskie, lubartowskie, tomaszowskie. Ta praca była taka bardzo skromna. Mała chatka wykonana z takiej stodoły jak pamiętam. Od razu były drzwi, wchodziło się do klasy. Klasy były łączone. Na środku tej izby był taki duży piec. Dzieci były strasznie miłe. Po pół roku dostałam się do pracy do Sąsiadki. W Sąsiadce pracowałam trzy lata, potem się przeniosłam bliżej – na Szperówkę. Ze Szperówki przeniosłam się do Liceum Pedagogicznego. Pracowałam, starałam się być dla uczniów pomocna i dzisiaj mam miłe wspomnienia. Lubiłam swój zawód bardzo. Człowiek pracował z wielkim zapałem. W Sąsiadce pracowałam bezinteresownie przed egzaminem – o szóstej umówiłam się z dziećmi. Pukały do okna i ja szłam do szkoły i uczyłam. Taki zapał był! Jako emerytka bardzo często wspominam lata pracy. Gdybym była jeszcze raz młoda, wybrałabym ten zawód. Mimo że nie jestem nauczycielką, często biorę udział w nabożeństwie z okazji rozpoczęcia szkolnego. Z radością patrzę na młodzież, która rozpoczyna rok szkolny i życzę, aby wiodło się im jak najlepiej.

– 15 –


JANKIEL GROJSER JAKIEGO PAMIĘTAM... Walczył pod Monte Cassino i tam został ranny. Był bardzo uczciwy, bardzo sumienny. On, jak widział dzieci biedne, to rozdawał cukierki. To był najbogatszy Żyd przed wojną. Dom ich znajdował się za rzeką. Tam był garaż i samochód. W tamtych czasach niespotykane. Ci, którzy zostali, a nie wyjechali, to nikt nie ocalał. Grojser, jak wrócił, był bardzo uczciwy. Najpierw miał taki sklepik biedny. Potem pracował w lemoniadziarni. Zawsze jechał tym wózkiem, rozwoził lemoniadę. Jak dźwigał jakieś towary, ktoś mu chciał pomóc, to mówił: „Ja za to mam zapłacone, to muszę pracować”. Żył bardzo skromnie. Każdy podchodził do niego z szacunkiem. Nadzwyczaj był lubiany, uczciwy, pracowity. Mile go wspominam... Wspomnienia zebrała i opracowała: Aneta Bartoszczyk-Trochimiuk

WSPOMNIENIA PANA WIESŁAWA KRZESZOWSKIEGO

Wiesław Krzeszowski

Wiesław Krzeszowski urodził się 10 lutego 1932 roku w Szczebrzeszynie. Jego rodzina jeszcze przed wojną założyła, a potem przez długi czas prowadziła kino w Szczebrzeszynie. Miało to ogromny wpływ na życie kulturalne w mieście. Pan Wiesław posiada imponującą wiedzę historyczną na temat czasów wojny i lat powojennych oraz losów Szczebrzeszyna, a także ludzi z nim związanych. Jest cierpliwym i ciekawym rozmówcą. Swoje opowieści wzbogaca niezwykłymi fotografiami, które ukazują miasto zatrzymane w starym kadrze.

O KINIE Kino zostało wybudowane przez rodziców, a w 31 roku zostało oddane. To się nazywało nie kino, tylko kinoteatr, ponieważ tam przed ekranem jest wnęka. Jak był teatr czy coś, to orkiestra tam grała. Nie była widoczna, tylko schowana. Pierwszy film... to już nie pamiętam, jaki był, ale to było kino nieme. Tak, jak wszystkie kina w Polsce. I była taka pani Żydówka, nazywała się Flejszer. Ona skończone miała przed wojną konserwatorium w Krakowie. Dobrze grała i wyraziła zgodę, żeby tutaj grać. Przed każdym filmem przychodziła i dopasowywała muzykę do filmu i później, już na filmie, normalnie grała. Na – 16 –

Żyd Griner – operator w kinie [fotografia pochodzi ze zbiorów Wiesława Krzeszowskiego]


niektórych seansach się myliła, no ale... tak wyglądały początki kina. Było 220 miejsc. No nie zawsze tam było pełno, to zależy jaki film leciał. Największą frekwencję dawali Żydzi, Polacy chodzili mniej do kina. Żydzi... w zasadzie byli tacy, co chodzili na każdy film, nie opuścili w ogóle [...]. W kinie [filmy] wyświetlał Griner, tylko był Wiktor, a to przez jego stryjecznego brata jest napisana, to znaczy zebrana książka – opowieści wszystkich Żydów ze Szczebrzeszyna, tu z czasów okupacji [...]. [Czy jako dziecko chodził Pan do kina?] A choćby nie puścili... to czasami między nogami schował się człowiek, siadł pod krzesło i tam oglądał. [A który film się Panu najbardziej podobał?] To było ze Smosarską, tylko jaki to tytuł był, to nie pamiętam... To był taki obyczajowy, (...) dobry film. Wiem, że kilka razy na nim byłem. W moim wieku nie powinienem był go oglądać, ale ciekawość swoje robi [...]. Grojser chodził na każdy film, nie opuścił żadnego (...). On nawet przychodził na takie rysunkowe dla dzieci. Jak były, to siedział i oglądał [...]. Tutaj [w kinie] był zespół dla wojska niemieckiego. Przyjechali lilipuci (...). Jedna była taka malutka jak ten stół. Ślicznie śpiewali, jak tańczyli... Oni to robili dla wojska z koszar. A znowu Ruskie jak przyszli, wszystkie krzesła wynieśli, podłogę wodą kropili, harmoszka... i filmy oglądali na stojąco, nie wiem dlaczego. Może nie chcieli dwa razy krzeseł wstawiać i wynosić. Wynieśli raz i już później tańczyli cały czas. (...) Tak, przeważnie dla nich... filmy wojenne. No i tu w kinie był proces, był sąd. Sądzono Łepniaka, tego żandarma ze Szczebrzeszyna, który nabroił tu niesamowicie i dostał karę śmierci, wyrok śmierci. [Nabroił] aresztowaniami, zagładą Żydów [...]. [Ale dlaczego kino?] Nie wiem, to mi trudno powiedzieć, zresztą nigdy tak na to nie zwracaliśmy uwagi, nie pytałem się. Tam jest takie zdjęcie, stoi starszy pan, pani i chłopak. To jest inżynier Michałowski, który udźwiękowywał [...].

O KLUBIE OBYWATELSKIM A tu gdzie jest kwiaciarnia w tej chwili, to był klub obywatelski. (...) Mało kto przychodził taki, kto nie miał pieniędzy, to trochę kosztowało (...). Przeważnie to tu byli ci, co w brydża grają, w pokera. Tutaj z Zamościa kupę ludzi przyjeżdżało, bo wiedziało, że można grać w pokera. Tu i Zamoyski przyjeżdżał stary. Jeden pokój był porobiony na takie małe kabinki, gdzie tam i stół był i krzesła na około. Siedziały sześć czy cztery osoby, zależy. I oni przyjeżdżali, to sobie taką kabinkę brali. I tam siedzieli, dym był, że jeden drugiego nie widział, bo to z papierosów, ale dobrze chcieli jeść i dobrze płacili. Także i starosta z Zamościa (...). A później już nie. Rodzice zlikwidowali ten klub – 17 –


i zrobili sklep. I to był sklep (...), wszystko plus materiały piśmienne były, galanteria, materiały piśmienne i odzieżowy. Ale to nie były takie dla starszych [ubrania], wszystko było mundurki do szkoły, ponieważ do szkoły nikt nie mógł pójść bez mundurka. Ten klub obywatelski, to było przed wojną [...].

O SKLEPACH ŻYDOWSKICH Sklepów żydowskich było bardzo dużo, polskich bardzo mało. Piekarnie były polskie. Była też piekarnia żydowska pana Firmana. Żydzi w piekarni wypiekali najwięcej macy. Piekli też cebularze, ale przeważnie macę, u nich się ją kupowało. Piekli i chleb, ale chleb to raczej dla Polaków. Jeszcze był sklep kolonialny (...), to był cukierniczy sklep, tam ciasta nie było, były cukierki jakie kto chciał, czekolady. Był to polski sklep, prowadził go Firmantej. On się mieścił przy GS-sie (...). Wszystkie owoce południowe, granaty... Przeważnie chodzili tam Polacy i bogaci Żydzi. A tak poza tym, to sklepów polskich tak dużo nie było. Żydzi mieli ubrania i obuwie, a największy to był ten sklep Bata [...].

PAN WIESŁAW O RODZINIE I jak Niemcy przychodzili po ojca, trzeba było mieć kryjówki (...). Pozwolono nam do kina wwozić słomę, a myśmy to specjalnie po to robili, żeby zrobić w tej słomie kryjówki. I były deski takie grube oparte o ścianę, i to było zawsze zawalone słomą, i tam się ojciec ukrywał od strony ekranu. W nocy wychodził, bo tu ogród był (...), no a za płotem chodził żandarm, posterunkowy. Bo tutaj graniczymy z liceum, a w liceum stała jednostka wojskowa, niemiecka [...].

Byli Piłsudczycy, w środku siedzi Wacław Krzeszowski, ojciec pana Wiesława [fotografia pochodzi ze zbiorów Wiesława Krzeszowskiego]

– 18 –


HERB SZCZEBRZESZYNA Szczebrzeszyn ma dwa herby, ma herb Korczaka, o którym przedtem nie bardzo wiedziano, przed wojną, ani po wojnie. Nikt tego specjalnie nie dochodził. Natomiast przed wojną był już herb Szczebrzeszyna. To jest pole... podzielony herb na pół, z góry na dół. Po jednej stronie jest biała, po drugiej czerwona tarcza, rozpołowiony. Na jednej stoi tkacz, który rozczesuje wełnę i jest do tego czółenko, po drugiej stronie tarczy jest... do czyszczenia tej wełny. Tak wygląda herb Szczebrzeszyna. Kiedyś na tych polach ludzie sieli dużo tych pastewnych, owsa, tak że tu było dużo tkaczy [...].

Herb Szczebrzeszyna [szkic pochodzi ze zbiorów Wiesława Krzeszowskiego]

Wspomnienia zebrały i opracowały: Kinga Kołodziejczyk, Anna Samulak, Magdalena Sobczuk

WSPOMNIENIA PANI KRYSTYNY SZCZAWIŃSKIEJ

Krystyna Szczawińska

Krystyna Szczawińska (z domu Bielecka) urodziła się 8 lutego 1928 roku w Szczebrzeszynie i tutaj spędziła lata swojego dzieciństwa oraz młodości. W latach pięćdziesiątych wyjechała wraz z mężem do Świnoujścia, gdzie mieszkała przez kilkadziesiąt lat. Do Szczebrzeszyna powróciła niedawno, by zobaczyć rodzinny dom i odwiedzić miejsca zapamiętane z dzieciństwa. We wspomnieniach naszej rozmówczyni odżyły obrazy przedwojennego miasteczka, w którym obok siebie mieszkali Polacy i Żydzi.

JA WOLAŁAM Z NIMI, JAK Z NASZYMI LUDŹMI... Tak dobrze nie mogę powiedzieć, bo to było bardzo dużo tych Żydów. Byli biedni i bogaci Żydzi. W domu naprzeciw kościoła mieszkała moja koleżanka Żydówka, jej ojciec Józef pracował w żydowskim biurze. Był lekarz Żyd. Ten, co plomby zakładał czy zęby robił. My tam nie chodziliśmy zęby robić, bo nie było za co rodzicom zapłacić. Zilbermanowie mieli sklep i dużo było w hali Żydów. Żydzi to byli Żydzi. Jedno drugiego się szanowali. „Wasze ulice, nasze kamienice” – tak zawsze mówili. Oczywiście, tak było. Żydzi dawali nam jedzenie. Ja jestem za nimi i koniec. Przychodziłam do nich i piekli macę. Jadłam razem z tymi dzieciakami żydowskimi. Macę żeśmy jedli i oni sałatę robili, ale bez mięsa. Rybę jedli, ale świńskie mięso nie. Od młodych lat z Żydami żyliśmy ze sobą bardzo dobrze. Ja chodziłam do żydowskiej bożnicy przed wojną. Mieli sklepy, ale my więcej z tymi biednymi byliśmy dzie– 19 –


ciakami. Bo ta Benia Żydówka, to byli bogaci. Mieli duży, duży sklep [na podstawie pamiętnika pana Jana Jurczykowskiego udało nam się ustalić, że Benia pochodziła z rodziny Bergierów – przyp. red.]. Nieraz spałam u Beni. Ich było chyba czworo. Myśmy razem do pierwszej klasy chodziły czy do drugiej. Jak teraz tak tu patrzę, to mi się przypomina ten dom. Wyżej się wchodziło w tą bramkę i na górze oni mieszkali. Miał sklep z butami jej ojciec. Okna mieli z tej strony, a kuchnię tam na Zatyły. W tą stronę były dwa pokoje i w tamtą stronę były kuchnia, i jeszcze coś tam było. Na drugim piętrze, bo to był dwupiętrowy dom. To oni tam mieszkali. Były bardzo czyste, porządnie mieszkali, elegancko mieli w domu. Były bardzo bogate. Mieli meble, spali osobno, dywany, wszystko tak. Myśmy też z Żydami się bawili. Latałyśmy po ganie tam, co jest i żeśmy się bawili w chowanie albo która prędzej gdzieś tam doleci. To takie były zabawki. Poszli do wody, do rzeki w Wieprzu. I Paradziczka [rzeczka – dopływ Wieprza – przyp. red.] jeszcze była, bo teraz nie wiem czy jest, czy nie ma. Tam na łąkach. Jak koło młyna się idzie prosto, rzeka płynie, a tam Paradziczka. I my chodziliśmy, het lataliśmy i się w tej rzece kąpali. W domu nikt się nie kąpał, bo nie było łazienek, ani nic, ani wody w domu. [...] Jak Niemcy szli, to my grali w piłkę. Nie było piłki, tylko taka zrobiona ze szmatek... Żeby oni się uchowali, ci Żydzi.

TO JEST JEDNA KREW POD SPODEM...

Pamiętam moment, w którym rozpoczęło się mordowanie Żydów. W którym miesiącu, nie mogę powiedzieć. To było latem. Nie było zimą, tylko latem. W tym czasie było ciepło. Pamiętam, że byliśmy porozbierane, jak oni łapali tych Żydów wszystkich. Tu koło klasztoru był taki loch. Tam Żydzi też siedzieli i się kryli, ale głodny długo nie posiedzi, musi gdzieś wyjść. Oni siedzieli, po piwnicach się chowali. Ale ile można w piwnicy wysiedzieć? Niechby dwa dni... A przyszli Niemcy z psami. Pies wywącha i zaraz: “Raus! Raus!” i koniec. I wyrzucali tych Żydów z tej piwnicy. Ale już jak ich wyrzucili, to oni byli takie wszystko zniszczone. Bo tam siedzieli głodne. To była tragedia dla Żydów. Ja nigdy im tego nie zapomnę, bo oni już później ani butów... Byli biedne, jak ich gnali tutaj. To już zakrwawione, zasikane, wszystko pod siebie robili... jak ich gnali na okopisko tutaj do pochówku. A tam, jak postawili nad tym dołem, tylko: „Aj waj, aj waj, aj waj...”. Zaczęli krzyczeć, płakać, jęczeć całą drogę. Jak idę tą drogą, to ja nie mogę. Ja widzę to wszystko. Ja widzę, jak ich prowadzą. Zabrali ich wszystkich do hali. I tamta hala była zamknięta. Tam moje babcie miały sklepy. Każdy miał swój stragan i zamykał w środku. Wrona był, który mieszkał u góry i zamykał drzwi wieczorem. Wrona u góry z dzieciakami mieszkali. Jak przyszli Niemcy, to kazali wyrzucić te stragany, co w środku były i Żydów zaczęli tam brać. Te Żydzi leżeli na tych cegłach tam. Straszny jęk, stęk był taki, że nie daj Boże. To oni tam leżeli, jak ich przyprowadzali i łapali, nawet dwa dni czy trzy dni. Później dopiero, jak więcej nazbierali... Oni z karabinami prowadzili tędy tych Żydów na górę. Oni tych Żydów wyprowadzali tą drogą z dziećmi. Jak deszcz padał, to i byli całe zachlapane, zabrudzone. Jak ich strzelali, to leżeli w tym błocie i później tylko na wóz ich wrzucali. I to – 20 –


nasze ludzie wrzucali, nie Niemcy. Niemcy nie wrzucali. Naszych ludzi zabrali, tylko mężczyzn, kobiety nie. Oni musieli zbierać po drodze i wrzucać na wóz. Nie na samochód, nie było samochodów. Na ten wóz i do tego dołu. Jak szła z dzieckiem na ręku czy dwoje tam koło niej, a ten strzela do niego i te dzieci padają. To ta matka już leci do tego dziecka. To i ją razem. Który miał siłę, to jeszcze szedł. Może nawet nie myśleli, że oni idą na zabicie. Później dopiero... Tylko, że ich tam gdzieś wywiozą. Tam była bramka otwarta i oni wchodzili do środka. A nasi ludzie im kopali te doły, bo przecież Niemcy nie będą kopać. Wszystkich mężczyzn wzięli ze Szczebrzeszyna i zaczęli kopać. Żydzi stawali na dołem i strzelali, a te padały do środka. Tylko krzyczeli, Jezusa wzywali po swojemu, ale to nic nie pomagało. Zabijali strasznie Żydów i do tych dołów, a jak który szedł, a nie mógł iść, to go na ulicy zabili. Później na okopisko i stawiali ich nad tym dołem, a później zakopywali. Także tam się ziemia tak ruszała, a krew sikała z góry. Tak zakopywali - warstwę ziemi i warstwę Żydów. Tędy prowadzili – czterech czy pięciu Niemców, a Żydów może z pięćdziesięciu. Może i nawet nie myśleli, że oni idą na zabicie. A ta droga, co tu idzie, to jest jedna krew pod spodem. Ja jak idę tą drogą, to nie mogę. Widzę to wszytko, jak ich prowadzą. Ja idę tą ulicą i gdybym mogła, to bym wzięła i te kamienie odrzuciła, i popatrzała, czy tam w środku krew nie jest.

NAPISAŁA: „ŻYJĘ” Zabrali wszystkich do hali. Ja mówię do kuzynki: „Idziemy, chociaż coś zobaczymy”. A Niemcy chodzili z karabinami i pilnowali dookoła. Jak te szyby były, tylko wysoko, tak żeśmy nie mogli stanąć. Kamienia się podłożyło. Tak strasznie płakali ludzie żydowskie, że było na zewnątrz słychać. A tam matka zaczęła płakać: „Aj waj... Oj, żeby tylko moje dziecko żyło”. A ja mówię do Maryśki Malcównej i Fredki: „Maryśka stań tam, przy tej drodze, a Fredka tu, a ja będę tą Żydówkę wyciągać”. I zaczęłam ją tą szybą wyciągać. Tam były pobite szybki i ta szybka mi weszła w rękę, jeszcze mam ślad. Myśmy się umówili, no i Fredka krzyczy, że idą Niemcy. I ja tą Żydówkę wyciągłam. Byłam w sukience, takich sukienek nie było jak dzisiaj. Mi tu krew leciała, a ona do mnie mówi: „Masz szalik”. A jej matka zawiązała szalik i na ten szalik zawiązała jej pierścionek. Wyprowadziliśmy ją do figury tej na Błoniu. Patrzę, Niemcy tam są. My się kłaniamy. Uklękliśmy. Mówię: „Klęknij i tak jak my robimy. Przeżegnaj się”. A ona nie umie. „To się żegnaj, tak jak my” – mówię. Później ją wyprowadziłam na Błonie w tą stronę. Szalik jej oddałam tej Żydóweczce. Pokrwawiony jej dałam swoją krwią. A ona mówi: „Tu masz pierścionek, mama ci dała”. „Masz ten pierścionek, uciekaj na Błonie, to ci ktoś chleba da, jak cię przyjmie” – powiedziałam. Później do mnie napisała, że jest w Izraelu. To było przed pięćdziesiątym rokiem. Napisała: „Żyję”. Musieli ją ktoś z Polaków uratować. Wspomnienia zebrały i opracowały: Aneta Bartoszczyk-Trochimiuk, Magdalena Sobczuk

– 21 –



SCENARIUSZE LEKCJI


SCENARIUSZ LEKCJI DAWNO TEMU W MOIM MIEŚCIE... Poruszane zagadnienie: Motyw labiryntu we wspomnieniach mieszkańców Szczebrzeszyna. Wiek uczniów: 15-16 lat. Czas trwania: 45 minut. Wielkość grupy: 12-15 uczniów. Cele Uczeń: 1) zna i rozumie pojęcie “labirynt” w sensie dosłownym i symbolicznym, 2) potrafi wskazać przykłady utworów, w których występuje motyw labiryntu, 3) czyta tekst ze zrozumieniem i wykonuje polecenia związane z jego treścią, 4) potrafi przeprowadzić analizę tekstu; wskazuje podobieństwa i różnice między omawianymi dwoma tekstami, 5) umie powiązać fakty i sytuacje, 6) zdobywa wiedzę o historii swojego miasta. Przygotowania: zaopatrzyć się w 5 kartonów lub arkuszy szarego papieru oraz flamastry dla 5 grup uczniów. Materiały: Kopia wspomnień mieszkańców Szczebrzeszyna dla każdego ucznia. Fragmenty „Mitologii Greków i Rzymian” oraz powieści „Faraon” B. Prusa. Przebieg zajęć: Zadanie 1 – grupowe (10 minut) Wyobraź sobie, że znalazłaś/znalazłeś się w sieci ciemnych i wilgotnych podziemnych korytarzach. Przedstaw w sposób graficzny swoje uczucia związane z przebywaniem w tym miejscu. Podziel uczniów na 4 grupy, rozdaj papier i flamastry. Uczniowie wyrażają swoje uczucia przez rysowanie i opowiadają o rysunkach. Zadanie 2 – indywidualne (10 minut) Odpowiedz na pytanie: co oznacza pojęcie labiryntu w sensie dosłownym? Podaj przykłady utworów i historycznych budowli z labiryntem. Pokieruj rozmową tak, aby padły przykłady powieści „Faraon” B. Prusa i pałac króla Minosa na Krecie lub zacytuj poniższe teksty i poproś uczniów o odgadnięcie źródła cytatów. Teksty z motywem labiryntu:  „Gdy przybyli do Krety, zaprowadzono ich przed oblicze Króla Minosa. [...] Po lewej ręce siedziała jego piękna córka Ariadna. Serce królewny ścisnęło się żalem i smutkiem na widok tylu ofiar do wrót wydanych na śmierć. [...] Nazajutrz, gdy przy– 24 –


prowadzono ofiary do wrót Labiryntu rozwartych i ciemnych jak czeluść piekielna, dała potajemnie Tezeuszowi kłębek wełny i nauczyła go, co ma czynić, by nie zabłądzić w krętych korytarzach tajemniczej budowli.”  „Kapłan przewodniczący zatrzymał się.  Zapewniam wasza świątobliwość – rzekł – że my sami nie rozumiemy ani pamiętamy tej drogi, choć każdy z nas odbywał ją po kilkanaście razy.  Więc jakim sposobem trafiliście tu?  Korzystamy z pewnych wskazówek. Lecz gdyby nam bodaj w tej chwili zginęła która, pomarlibyśmy tu z głodu.  Nareszcie wyszli z przedsionka, a z niego na dziedziniec. Faraon zaczął oglądać się dookoła i kilka razy odetchnął.  Za wszystkie skarby Labiryntu nie chciałbym ich pilnować! – zawołał – Strach pada mi na pierś, gdy pomyślę, że można umrzeć w tych kamiennych ciemnicach...” Zadanie 3 – grupowe W dyskusji klasowej porusz następujące kwestie:  komu na ofiarę byli przeznaczeni młodzi chłopcy i dziewczęta z Aten,  jak Ariadna pomogła Tezeuszowi,  jakie emocje towarzyszyły Ramzesowi XIII w czasie wędrówki po skarbcu w Labiryncie,  symbolem czego są: Minotaur, nić Ariadny i labirynt. Pokieruj dyskusją tak, by uczniowie zrozumieli że: Minotaur jest symbolem zła i zagrożenia, nić Ariadny symbolizuje pomoc, znalezienie się w labiryncie oznacza skomplikowaną i niebezpieczną sytuację życiową, próba wyjścia z labiryntu symbolizuje dążenie do rozwiązania kłopotów lub walkę z własnymi lękami. Zadanie 4 – grupowe (20 minut) Przeczytaj wspomnienia mieszkańców Szczebrzeszyna. Zaznacz fragmenty zawierające motyw labiryntu, a następnie uzupełnij tabelę. PORÓWNYWANY ASPEKT TEKSTU MIEJSCE AKCJI CZAS AKCJI LUDZIE Kim są ludzie, których widzimy w labiryncie, ilu ich jest, co czują? SYTUACJA LUDZI PO WYJŚCIU Z LABIRYNTU

Wspomnienia A. Chmury

Wspomnienia K. Szczawińskiej

Podziel uczniów na 3 grupy i rozdaj wspomnienia mieszkańców. Uczniowie zapoznają się z tekstami i wykonują polecenia oraz relacjonują i porównują efekty swojej pracy. – 25 –


Omówienie i ewaluacja (5 minut): Kiedy już uczniowie przedstawią analizę porównawczą tekstów, omów zajęcia przy pomocy następujących pytań:  Kto lub co jest dla ludzi ze wspomnień K. Szczawińskiej Minotaurem (zagrożeniem)?  Czy osoby te mogą mieć nadzieję, że otrzymają nić Ariadny (pomoc)? Jeśli tak, to od kogo?  Czy pomoc nadeszła?  Czy wasza sytuacja różni się od sytuacji tych ludzi?  Co można zrobić, żeby zachować pamięć o przeszłości? Czy warto podjąć ten trud?  Jakie macie odczucia w stosunku do tych zajęć?  Która część zajęć podobała wam się najbardziej? Dlaczego?  Czy coś was zaskoczyło? Sugestie odnośnie kontynuacji: Zajęcia warsztatowe (dwa spotkania po 90 minut) Zrób wprowadzenie do zajęć, polegające na przedstawieniu motywu labiryntu jako sieci ulic miasta. Podaj przykład utworu: “Proces” F. Kafki. Daj uczniom przyniesione przez siebie stare zdjęcia różnych miejsc waszego miasta. Następnie rozłóż dużego formatu mapę miasta i poproś uczniów o dopasowanie zdjęć do mapy. Uczniowie przygotowują własny mini projekt na konkurs szkolny. Opracowała: Małgorzata Piłat

SCENARIUSZ LEKCJI PAMIĘTASZ GROJSERA? Poruszane zagadnienie: Opis postaci Żyda, polskiego patrioty, w świetle wspomnień mieszkańców jego rodzinnej miejscowości. Wiek uczniów: 15-16 lat. Czas trwania: 45 minut. Wielkość grupy: 12-15 uczniów. Cele Uczeń: 1) zna strukturę opisu postaci, 2) potrafi wskazać przykłady tekstów zawierających opis postaci, 3) słucha tekst ze zrozumieniem i wykonuje polecenia związane z jego treścią, 4) potrafi przeprowadzić analizę tekstu pisanego, wskazuje jego myśl przewodnią oraz znajduje informacje szczegółowe, 5) umie powiązać fakty i sytuacje, – 26 –


6) zdobywa wiedzę o postaci Jankiela Grojsera, członka społeczności lokalnej Szczebrzeszyna. Materiały: Fragmenty książki Filipa Bibela „Szebreszin” (strony197-199). Model opisu postaci, tzn. interesujący i spójny przykład tekstu. Arkusz roboczy dla każdego ucznia, a w nim: test wyboru (zad. 1), plan opisu postaci (zad. 2), anegdoty z życia Jankiela Grojsera (zad. 3), fragmenty wspomnień pani Kościk i pana Denkiewicza dotyczące Jankiela Grojsera (zad. 4). Przebieg zajęć: Zadanie 1 – indywidualne (5 minut) Wysłuchaj fragmentu zbioru opowieści o Szczebrzeszynie z początków XX wieku pod tytułem „Szebreszin” Filipa Bibela. Podkreśl informacje, które są prawdziwe o Jankielu Grojserze. Jankiel Grojser był z pochodzenia: (a) Polakiem, (b) Żydem, (c) Ukraińcem. Urodził się w Szczebrzeszynie w roku: (a) 1904, (b) 1911, (c) 1920. W czasie II wojny światowej: (a) walczył w kampanii wrześniowej 1939 roku, (b) był internowany przez Rosjan, (c) walczył pod Monte Cassino z korpusem generała Andersa, (d) był ranny. Po powrocie do Szczebrzeszyna: (a) zastał swój dom nietkniętym, (b) spotkał innych przedstawicieli swojej kultury i członków rodziny, (c) doznał urazu psychicznego. Zmarł w roku: (a) 1963, (b) 1970, (c) 1975. Jest pochowany na cmentarzu: (a) katolickim w Szczebrzeszynie, (b) żydowskim w Szczebrzeszynie, (c ) ukraińskim we Włodzimierzu Wołyńskim. Zadanie 2 – indywidualne (5 minut) Popatrz na model opisu postaci i odpowiedz na pytania: z jakich elementów składa się opis postaci, w jakiej kolejności one występują, jak powinien być zbudowany każdy akapit, co czyni opis postaci interesującym dla czytelnika? Częścią składową jakich większych tekstów może być opis postaci? Pokieruj rozmową tak, aby uczniowie zrozumieli, że: pełny opis postaci powinien składać się ze wstępu, w którym przedstawiamy opisywaną osobę (imię/nazwisko, kim ta osoba jest/była oraz dlaczego ją opisujemy); rozwinięcia zawierającego – wyodrębnione graficznie – akapity z opisem wyglądu zewnętrznego, cech charakteru z uzasadnieniem lub przykładami, opisem zainteresowań lub ulubionych czynności; zakończenia, w którym zawieramy nasze opinie, uczucia, komentarze na temat opisywanej osoby. Elementy opisu postaci występują w artykułach, listach, zeznaniach świadków, powieściach. Użycie dużej ilości przymiotników, przysłówków oraz technik narracyjnych czyni opis postaci interesującym dla odbiorcy.

– 27 –


Zadanie 3 – grupowe (5 minut) Wysłuchaj anegdot z życia J. Grojsera. Czego można się z nich dowiedzieć o cechach charakteru tego człowieka? Buty Jankiel odbierał zreperowaną parę swoich butów od miejscowego szewca, który zażądał za wykonaną usługę 10 złotych. Klient obejrzał wykonaną robotę i stwierdził: „twoja praca jest warta 20 złotych i tyle ci zapłacę”. Modlitwa Grojsera często widywano modlącego się w przedsionku kościoła Św. Katarzyny. „Jankielu” – zapytano go kiedyś – „dlaczego ty, Żyd, modlisz się w katolickim kościele?” Grojser odpowiedział: “gdybyście przeszli to, co ja – modlilibyście się do każdego Boga na ziemi”. Bankrut Walcząc w armii Andersa, Jankiel przemierzył szmat drogi. Zetknął się gdzieś ze sklepami samoobsługowymi i po wojnie postanowił otworzyć tego typu placówkę handlową w Szczebrzeszynie. Na półkach jego sklepu stały produkty spożywcze opatrzone kartkami z ceną. Na ladzie sprzedawcy widniała informacja, aby brać samemu towar, a należność wkładać do koszyka. Jankiela w sklepie nie było, więc ludzie brali zakupy i wychodzili bez uiszczenia opłaty. Po tygodniu w sklepie nie było ani towaru, ani pieniędzy. Jankiel wywiesił na szybie kartkę, w której oznajmił: „Jankiel Grojser zbankrutował.” Jednooki Pewnego razu, Jankiel paradował ulicami Szczebrzeszyna mając jedno oko zasłonięte kawałkiem materiału. „Co ci się stało” – zapytano go. Grojser odpowiedział: „Nie podoba mi się to, co tu widzę. Nie o taką Polskę walczyłem, więc będę na nią patrzył tylko jednym okiem.” Zadanie 4 – grupowe (10 minut) Przeczytaj wspomnienia mieszkańców Szczebrzeszyna. Następnie uzupełnij tabelę. Informacje o Jankielu Grojserze Wygląd zewnętrzny Cechy charakteru Fakty z życia Ulubione czynności (jak spędzał czas) Opinia autora o Jankielu

Wspomnienia pani Kościk

Wspomnienia pana Denkiewicza

Podziel uczniów na 3 grupy. Uczniowie zapoznają się z tekstami i wykonują polecenia oraz relacjonują i porównują efekty swojej pracy.

– 28 –


Zadanie 5 – grupowe (15 minut) Na podstawie zebranych w toku lekcji informacji o Jankielu Grojserze, napisz opis jego postaci. Podziel uczniów na 5 grup. Ustal, która grupa napisze wstęp, opis wyglądu, cechy charakteru z przykładami, zainteresowania/ulubione czynności, zakończenie opisu. Uczniowie odczytują opis. Omówienie i ewaluacja (5 minut): Omów zajęcia przy pomocy następujących pytań: Czy słowa Alberta Einsteina “staraj się być nie tyle człowiekiem sukcesu, co osobą wartościową” można odnieść do postaci Jankiela Grojsera? Uzasadnij swoje zdanie. Czy postawa i cechy charakteru, które posiadał Jankiel Grojser są cenione w dobie dzisiejszej? Uzasadnij. Czego możemy się nauczyć od Jankiela? Co można zrobić, żeby zachować pamięć o Jankielu? Czy warto podjąć ten trud? Jakie macie odczucia w stosunku do tych zajęć? Która część zajęć podobała wam się najbardziej? Dlaczego? Czy coś was zaskoczyło? Sugestie odnośnie kontynuacji: Zajęcia warsztatowe (dwa spotkania po 90 minut) Zrób wprowadzenie do zajęć, polegające na tym, że uczniowie wyobrażają sobie jak Jankiel Grojser budzi się po 44 latach nieprzerwanego snu i ogląda nową rzeczywistość w swoim rodzinnym mieście. Uczniowie spekulują jaka byłaby reakcja Jankiela na to, co widzi. Następnie uczniowie piszą listy do Jankiela (co chcieliby mu powiedzieć, gdyby były z nami). Listy, przepisane na cienką bibułę, służą grupie do konstrukcji latawca. Uczniowie pod opieką nauczyciela odwiedzają grób Jankiela i zostawiają na nim kamyki. Następuje uroczyste wypuszczenie latawca. Opracowała: Małgorzata Piłat

SCENARIUSZ LEKCJI HARCERSKIE PRZYGODY W SZCZEBRZESZYNIE Poruszane zagadnienie: Obraz harcerstwa czasów końca drugiej wojny światowej we wspomnieniach pana Romualda Kołodziejczyka. Wiek uczniów: 15-16 lat. Czas trwania: 45 minut. Wielkość grupy: 12-15 uczniów. Cele Uczeń: 1) zna i rozumie cel działania harcerstwa, 2) czyta tekst ze zrozumieniem i wykonuje polecenia związane z jego treścią, – 29 –


3) potrafi przeprowadzić analizę tekstu; wskazuje podobieństwa i różnice między omawianymi dwoma tekstami, 4) umie powiązać fakty i sytuacje, 5) zdobywa wiedzę o historii swojego miasta. Przygotowania: karty pracy, kserokopie tekstów źródłowych. Materiały: Kopia wspomnień Romualda Kołodziejczyka na temat harcerstwa w Szczebrzeszynie dla każdego ucznia. Fragmenty książek omawiających w całości lub wspominających o harcerstwie w Szczebrzeszynie. Skauting i harcerstwo w Szczebrzeszynie 1915-1939, oprac. Jerzy Jóźwiakowski, Zamość 1994.; ZHP w Szczebrzeszynie w latach 1944-1949, oprac. Jerzy Jóźwiakowski (dostępne w Internecie: www.reocities.com), Romuald Kołodziejczyk, Gimnazjum i harcerstwo w Szczebrzeszynie, (dostępne w Internecie: www.szczebressyn.pl), Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna, t. 1 1918-1943, Warszawa 2007.; Aleksander Kamiński, Kamienie na szaniec, Warszawa 1999. Przebieg zajęć: 1. Mini wykład nauczyciela (10 minut) Nauczyciel w krótkim, kilkuminutowym wykładzie przybliża początki i idee ruchu skautowego na świecie, w Polsce i w Szczebrzeszynie. Mini wykład może być wsparty fragmentami i zdjęciami wizualizowanymi na monitorze. 2. Pogadanka (10 minut) Jest to krótka rozmowa na temat bohaterów „Kamieni na szaniec” – reprezentantów „pokolenia straconego”, których idea walki o niepodległość prowadzi do przedwczesnej śmierci. Rozmowa powinna wykazać wpływ ideałów harcerskich wpajanych młodym skautom w okresie przedwojennym. 3. Przejście do grupy trzech harcerzy ze Szczebrzeszyna (20 minut) Uczniowie otrzymują karty pracy, na podstawie których mają dowieść, iż grupa trzech harcerzy ze Szczebrzeszyna (R. Kołodziejczyk, T. Klukowski i W. Drożdżyk) to spadkobiercy idei, którym hołdowali Rudy, Alek i Zośka z “Kamieni na szaniec” Omówienie i ewaluacja (5 minut): Lekcję kończą następujące pytania: Jakie macie refleksje dotyczące przeprowadzonych zajęć? Która część zajęć podobała wam się najbardziej? Dlaczego? Czy coś was zaskoczyło? Sugestie odnośnie kontynuacji: Zajęcia warsztatowe (dwa spotkania po 90 minut) – 30 –


Gra miejska. Podchody – śladami dawnych harcerzy Skecz, który R. Kołodziejczyk i T. Klukowski przedstawili nauczycielom i mieszkańcom Szczebrzeszyna w czasie jednego z ognisk harcerskich w 1945 r. Opracował: Tomasz Hasiec

SCENARIUSZ LEKCJI UCZENIE JEST NIEKOŃCZĄCĄ SIĘ PODRÓŻĄ... Poruszane zagadnienie: Motyw nauczyciela zaprezentowany we wspomnieniach pani Zofii Kościk. Wiek uczniów: 15-16 lat. Czas trwania: 45 minut. Wielkość grupy: 12-15 uczniów. Cele Uczeń: 1. poznaje losy nauczycieli prezentowanych we wspomnieniach pani Zofii Kościk, 2. analizuje tekst wspomnień oraz wybrany fragment filmu A. Wajdy pt. „Korczak”, 3. wskazuje analogie pomiędzy postawami i losami prezentowanych postaci, 4. dyskutuje na temat uniwersalnych postaw i wartości, 5. interpretuje metaforyczne znaczenie tematu lekcji, 6. prezentuje efekty swojej pracy. Materiały: 1. Kopia wspomnień pani Zofii Kościk. 2. Zdjęcia ze zbiorów pani Zofii Kościk. 3. Fragment filmu A. Wajdy “Korczak”. 4. Karty pracy z zadaniami dla grup. Przebieg zajęć: Zadanie 1 (10 minut) Uczniowie zapoznają się ze wspomnieniami pani Zofii Kościk, oglądają zdjęcia prezentujące dawną szkołę, wskazują i opisują postaci nauczycielek przedstawionych we wspomnieniach. Zadanie 2 (15 minut) Prowadzący przywołuje postać Małki Holcówny, nauczycielki za Szczebrzeszyna, która zginęła w obozie koncentracyjnym w Bełżcu. Tragiczne dzieje Małki Holcówny nawiązują do losów Janusza Korczaka – wychowawcy, przyjaciela dzieci, bohatera. Prowadzący prezentuje uczniom fragment filmu Andrzeja Wajdy pt. „Korczak”. – 31 –


Zadanie 3 (10 minut) Uczniowie podzielni na trzy grupy analizują losy Małki Holcówny i Janusza Korczaka, poszukując analogii pomiędzy postawami oraz uniwersalnymi wartościami prezentowanymi przez te postaci. Zadanie 4 (10 minut) Omówienie i ewaluacja: Prezentacja efektów pracy poszczególnych grup. Rozmowa na temat postaw nauczycieli/wychowawców w sytuacjach trudnych, często ekstremalnych. Próba wyjaśnienia metaforycznego znaczenia tematu lekcji: „Uczenie jest niekończącą się podrożą...” w odniesieniu do losów zaprezentowanych nauczycieli. Sugestie odnośnie kontynuacji: Zajęcia warsztatowe (dwa spotkania po 90 minut) Na warsztatach zostanie podjęty wątek losów Małki Holcówny. Uczniowie mogą zredagować fragment pamiętnika nauczycielki i na jego podstawie przygotować widowisko teatralne (np. etiudę pantomimiczną). Uczniowie przygotowują własny mini projekt na konkurs szkolny. Opracowała: Aneta Bartoszczyk-Trochimiuk

SCENARIUSZ LEKCJI W STARYM KINIE... Poruszane zagadnienie: motyw kina na tle życia mieszkańców Szczebrzeszyna sprzed lat, dawny herb miasta. Wiek uczniów: 15-16 lat. Czas trwania: 45 minut. Wielkość grupy: 12-15 uczniów. Cele: Uczeń: 1) zna podstawowe informacje z historii kina; 2) świadomie posługuje się terminologią związaną z filmem; 3) wyszukuje potrzebne wiadomości w tekście, wyciąga wnioski; 4) świadomie uczestniczy w rozmowie, zadaje pytania i odpowiada na nie z dbałością o kulturę języka; 5) zdobywa wiedzę o historii swojego miasta. Materiały: 1) Kopia wspomnień pana Wiesława Krzeszowskiego (wspomnienia dotyczą życia kulturalnego i społecznego ówczesnych mieszkańców). 2) Karty pracy z zadaniami dla grup. 3) Arkusze papieru, mazaki. – 32 –


Przebieg zajęć Zadanie 1 (10 minut) Uczniowie krótko wypowiadają się na temat kina: Jaką rolę odgrywa w życiu młodego człowieka, czym dla nich jest film? Wyjaśniają terminy, jakie kojarzą im się z kinem i filmem. (Swoje spostrzeżenia zapisują na dużym arkuszu papieru w formie mapy mentalnej). Zadanie 2 (5 minut) Prowadzący przedstawia uczniom krótką historię kina i prezentuje na zdjęciach aktorów kina przedwojennego, kina niemego. Zadanie 3 (15 minut) Uczniowie odczytują wspomnienia pana Krzeszowskiego (wysłuchują również nagrań audio/video, oglądają zdjęcie autora wspomnień oraz zdjęcie Grinera). Następnie zostają podzieleni na 3 grupy. Każda zajmuje się innym aspektem wspomnień na temat dawnego Szczebrzeszyna (karty pracy): Grupa 1 – Obraz kina, jaki wyłania się ze wspomnień. Grupa 2 – Sytuacja mieszkańców w dawnym Szczebrzeszynie: życie kulturalne, życie codzienne. Grupa 3 – Wspomnienia o herbie. Zadanie 4 (10 minut) Uczniowie z poszczególnych grup prezentują wyniki swojej pracy. Dyskutują na temat poruszanych zagadnień. Omówienie i ewaluacja (5 minut) Kiedy już uczniowie przedstawią wyniki pracy w grupach, omów zajęcia przy pomocy następujących pytań: O czym dowiedzieliście się podczas zajęć? Co Was zaskoczyło? Która część zajęć podobała się Wam najbardziej? Dlaczego? Sugestie odnośnie kontynuacji: Zajęcia warsztatowe (dwa spotkania po 90 minut): Na warsztatach zostanie podjęty jeden z wątków realizowanych w trakcie zajęć opartych o wspomnienia pana Krzeszowskiego. Uczniowie mogą przygotować słuchowisko zawierające wypowiedzi obecnych mieszkańców Szczebrzeszyna o ich wizytach w kinie państwa Krzeszowskich, mogą stworzyć Słownik Dawnego Kina i Filmu lub zainteresować się szerzej historią herbu. Uczniowie przygotowują własny mini projekt na konkurs szkolny.

– 33 –


Zadania dla grup (do pracy z tekstem wspomnień): Grupa 1: Uzupełnij tabelę: Wygląd i wnętrze Właściciele kina: budynku:

Wpływ kina na życie mieszkańców:

Terminy związane z filmem i kinem:

Grupa 2: Opisz życie mieszkańców Szczebrzeszyna, opowiedz o podziałach panujących w społeczeństwie: ŻYCIE MIESZKAŃCÓW DAWNEGO SZCZEBRZESZYNA:

Grupa 3: Przygotuj wersję graficzną dawnego herbu Szczebrzeszyna. Zredaguj informację zawierającą opis herbu i umieść ją pod rysunkiem. Opracowała: Anna Samulak

– 34 –


SCENARIUSZ LEKCJI NAPISAŁA: „ŻYJĘ”... Poruszane zagadnienie: Losy ludności żydowskiej w Szczebrzeszynie w latach 19391945, postawy społeczeństwa polskiego wobec Zagłady, charakterystyka dokonywanych wyborów istotnych dla życia społecznego w czasie wojny. Wiek uczniów: 15-16 lat. Czas trwania: 45 minut. Wielkość grupy: 12-15 uczniów. Cele Uczeń: 1) zna i rozumie wyjątkowość słowa “Zagłada”, 2) zna i rozumie uwarunkowania i zagrożenia związane z udzieleniem indywidualnej pomocy Żydom, 3) rozumie jakie decyzje zmuszony jest podejmować człowiek w warunkach ekstremalnych, 4) zna i rozumie znaczenie słów eksterminacja, szmalcownik, 5) potrafi przeprowadzić analizę tekstu, 6) zdobywa wiedzę o historii swojego miasta, 7) potrafi pracować w zespole, grupie. Przygotowanie: zaopatrzyć się w 5 kartonów lub arkuszy szarego papieru, flamastry, kolorowe karteczki, żółty papier, szpilki, pudełko. Materiały: 1. 15 października 1941, Warszawa – Rozporządzenie generalnego gubernatorstwa Hansa Franka zabraniające ludności żydowskiej pod groźbą kary śmierci opuszczania wyznaczonych jej dzielnic mieszkaniowych (fragment). 2. Wspomnienia Krystyny Szczawińskiej na temat ratowania żydowskiej dziewczynki (fragment). 4. Historia rodziny Ulmów z Markowej. 5. Opowiadanie Tadeusza Różewicza “Gałąź”. Przebieg zajęć: Zadanie 1 – wprowadzenie (5 minut). Zadanie 2 – aktywizacja grupy (20 minut) 1. Podziel grupę na zespoły 3-, 4-, 5-osobowe. 2. Każdej grupie rozdaj arkusz papieru do flipchartu. Arkusze papieru to przestrzeń, w której dane społeczeństwo żyje – funkcjonuje. 3. Zadaniem uczestniczek i uczestników jest odtworzyć społeczność przedwojennego Szczebrzeszyna, składającą się głównie z Żydów i Polaków: na przestrzeni przełomowych dat: 1 września 1939 – agresja Niemiec na Polskę – to nasz sztetel... (uczniowie podzieleni w swoich grupach, stoją na arkuszach papieru, odgrywając scenki z życia – 35 –


przedwojennego miasteczka) jest nam ciasno, jest nas dużo, ale to nasza wspólna przestrzeń, żyjemy razem, pracujemy razem, jemy, handlujemy... (młodzież w grupach chwyta się za ręce, wykonują wspólnie czynności, o których mowa wyżej). Wybucha wojna... 1 grudnia 1939 – zostaje wprowadzony obowiązek noszenia opaski z gwiazdą Dawida przez wszystkich Żydów od 12. roku życia (prowadzący - narrator przypina gwiazdę Dawida przypadkowej osobie lub kilku osobom w grupach), jednocześnie odrywa skrawki arkusza (ograniczając przestrzeń życiową grupie)... warunki wojenne – jest ciężko, jakoś funkcjonujemy – da się żyć... 15 października 1941 – wprowadzenie w GG kary śmierci dla Żydów opuszczających bez pozwolenia wyznaczone im dzielnice mieszkaniowe oraz dla osób ukrywających zbiegów lub udzielających im pomocy – każdy uczeń w swoich grupach otrzymuje rozporządzenia – czyta je... 17 marca 1942 – pierwsze masowe mordy Żydów z Galicji w Bełżcu – III-X 1942 likwidacja getta w Szczebrzeszynie – osoby z gwiazdą Dawida zostają na arkuszach papieru, w tym czasie pozostali członkowie grup podejmują decyzję: czy będą ukrywać Żydów próbując ocalić ich od strasznego losu, czy chroniąc siebie i swoje rodziny, nie udzielą im pomocy, bądź udzielą pomocy oczekując czegoś w zamian.

Grupy podejmują decyzję z krótkim uzasadnieniem, swoje odpowiedzi zapisują na jednokolorowych karteczkach, odpowiedzi wrzucamy do pudełka. Prowadzący – narrator rozdaje uczniom teksty ze wspomnieniami Krystyny Szczawińskiej. W czasie, gdy uczniowie zapoznają się z tekstem, prowadzący analizuje udzielane odpowiedzi: za i przeciw i umieszcza je w widocznym miejscu. Omówienie i ewaluacja (15 minut): Dyskusja na temat zamieszczanych odpowiedzi, przytoczenie historii rodziny Ulmów z Markowej. Uczniowie otrzymują kserokopie opowiadania T. Różewicza, Gałąź. Sugestie odnośnie kontynuacji: Zajęcia warsztatowe (dwa spotkania po 90 minut) Analizując poznane historie (Wspomnienia Krystyny Szczawińskiej i opowiadanie „Gałąź” T. Różewicza) spróbujemy odpowiedzieć na pytanie czy nazizm może powrócić i w jakiej postaci? Co my współcześnie możemy zrobić, by temu zapobiec? Efekty pracy uczniów zostaną zebrane i umieszczone w stworzonej przez nich „szafie pamięci”. Opracowała: Kinga Kołodziejczyk

– 36 –