Page 1

OBSZERNY FRAGMENT POWIEŚCI O TWOJEJ ULUBIONEJ MŚCICIELCE MARVELA

ISSN 2391-4505

TYLKO U NAS!

© 2016 MARVEL

DZIEŃ BATMANA 77 LAT W CIENIU NIETOPERZA

7/2016

ISSN 2391-4505

wydanie bezpłatne

superhero.com.pl


W NUMERZE: WSTĘPNIAK 77 lat w cieniu nietoperza

BATMAN: HUSH Złoty środek

BATMAN V SUPERMAN Przeżyjmy to jeszcze raz

BATMAN: I AM GOTHAM Nie wszystko można kupić

BATMAN: ZIEMIA JEDEN Mroczny Rycerz na poważnie

ODRĘBNE ŚWIATY Batman vs Hulk, Punisher i Tarzan

TYLKO U NAS! CZARNA WDOWA. NA ZAWSZE CZERWONA

INCOGNITO: MIEJSKIE LEGENDY Zasady

Wydawnictwo OiD Warszawa Redakcja ul. Bogatyńska 10A 01-461 Warszawa redakcja@superhero.com.pl Redaktor naczelny Michał Czarnocki m.czarnocki@superhero.com.pl

Rys. Łukasz Ciżmowski

Reklama i Promocja promocja@superhero.com.pl

17.09.2016 DZIEŃ BATMANA

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do dokonywania ich skrótów i  redagowania w  przypadku publikacji, a  także ich wykorzystania w  Internecie oraz innych mediach w  ramach działań promocyjnych Wydawnictwa OiD oraz „SuperHero Magazynu”. Listy nadesłane do redakcji nieopatrzone wyraźnym zastrzeżeniem autora mogą być traktowane jako materiały do publikacji. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam i ogłoszeń, a Wydawca zastrzega sobie prawo do odmowy zamieszczeania treści sprzecznych z  interesem Wydawnictwa lub linią programową „SuperHero Magazynu”, a  także prawem polskim. Wszystkie publikowane materiały na łamach „SuperHero Magazynu” są chronione prawem autorskim. Ich kopiowanie, przedruk lub rozpowszechnianie w dowolnej formie wymagają pisemnej zgody Wydawcy. © 2016 Wydawnictwo OiD


77 lat w cieniu nietoperza Superbohaterowie potrafią czynić dla ludzkości istne cuda – zsyłać życiodajny deszcz w czasie suszy (Storm), cofać czas i wszystko to, co było złe czym prędzej biegnąc przed siebie (Flash) lub do tyłu (Superman), odpierać ataki najeźdźców z siłą tysięcy eksplodujących słońc (Sentry), tudzież swoją kosmiczną mocą przeganiać żarłocznych gigantów z obrzeży Drogi Mlecznej traktujących ziemski glob jak… dobrego muffinka (Silver Surfer). Łaska człowieka najwidoczniej jednak na pstrym koniu jeździ, skoro to nie bogom z gwiazd zamieniającym wodę w wino świat wystawił piękny pomnik w postaci międzynarodowego święta, lecz zwykłemu człowiekowi – gburowi i snobowi z niedorzecznymi zabawkami, który nawet w chwilach walki z wizerunkiem ponuraka jawi się co najwyżej jako niepoprawny playboy. zwiska twórców: Snydera, Fincha, Capullo czy Romitę jr. (co z tego, ze niby przeszedł tworzyć przygody Supermana, skoro koniec końców i tak rysuje Batmana) i to on potrafił przetrwać chude, komiksowe lata nad Wisłą jako jedyny z superherosow jak gdyby nigdy nic sprzedając wówczas po kilka historii ze swymi przygodami rocznie. To również on jako jedyny potrafi błyskawicznie rozłożyć Supermana na łopatki swoimi sprytem (zamiast cackać się z nimi miesiącami jak Doomsday) i  to on jest tym, któremu w  obliczu totalnej krytyki filmowego uniwersum DC jako jedynemu z tutejszych herosów nikt nie odważy się dziś czynić zarzutów. Wobec całego tego bezmiaru przymiotów nie mogliśmy więc przejść obojętnie obok postaci Mrocznego Rycerza i w obliczu niedawnego Dnia Batmana i  77 rocznicy urodzin bohatera nie poświęcić mu adekwatnej ilości miejsca na łamach niniejszego numeru SuperHero Magazynu. Nie samym Batmanem człowiek jednak żyje (tak, spróbujcie powiedzieć to Jokerowi, Hushowi i milionom bat-fanatyków na całym świecie…), na drugą nóżkę

proponujemy więc coś dla zwolenników „drugiej strony barykady” – przedpremierowy, obszerny fragment książki Marvela „Czarna Wdowa. Na zawsze czerwona” z gościnnym udziałem waszego ulubieńca – jego narcystycznej doskonałości Tony’ego Starka. Do lektury zatem marsz drodzy czytelnicy! P.S. Tak, to prawda: Thor też ma swój dzień. I to nie tylko ledwie jeden w roku jak Gacek – każdy czwartek wszak to czas celebracji gromowładnego kowala, od którego imienia ludy północy powzięły nazwę czwartego dnia tygodnia. Bądźmy jednak szczerzy – przecież to wcale nie zasługa Stanleya Liebera, który bezwstydnie podkradł postać boga piorunów z świętych ksiąg dumnych wikingów i nie „jego Thora” upamiętniają dziś kolejne kartki z  kalendarza. Poza tym nie oszukujmy się – to nie z bujną czupryną i  potężnym młotem syna Odyna, lecz z nogami Elżbiety Jaworowicz większość obywateli tej części Europy kojarzy dziś przede wszystkim „dzień Thora”, co tydzień w czwartkowy wieczór wyczekując nie boskiego gromu z jasnego nieba, lecz kolejnego spotkania z niezłomną obrończynią uciśnionych…

Rys. Rafał Szłapa

W sumie jednak nic w tym dziwnego – wszak Bruce Wayne, chociaż postrzegany jako aspołeczny introwertyk, dał z  siebie całemu (nie tylko) superbohaterskiemu światu wiele. To on przecież uformował najwspanialszą komiksową rodzinę: niczym Brad Pitt oprócz spłodzenia własnych dzieci adoptując trzech młodzieńców, jednego podstarzałego, samotnego lokaja, niepełnosprawną kobietę na wózku, nieumarłego (Szpon) i całą rzeszę innych, niezwykle barwnych i  bardzo samotnych postaci różnych płci i nacji. To również on stworzył legendę, która potrafiła przeżyć jego zgony i  niedyspozycje (złamany kręgosłup) zapewniając ciągłość bat-dziedzictwa przy pomocy pomocników i  rozlicznych kolaborantów w  mniej lub bardziej wyszukanych zbrojach, i to on wreszcie dał światu pierwszą, poważną adaptację filmową („Batman” Burtona), aby następnie samemu własnoręcznie rozłożyć na łopatki całe kino superbohaterskie („Batman i Robin”), tylko po to zresztą, by kilka lat później utrzeć nosa wszelakim Spider-Manom i X-Menom i wrócić w glorii chwały z nieosiągalnym dla innych superbohateskich produkcji Oskarem i miliardem dolarów na koncie zarezerwowanym zazwyczaj jedynie dla całych zbieranin superbohaterów. To również on przebojem wdarł się do świata rozrywki, z jednej strony dając graczom kasową serię produkcji, która nawet pomimo znaczących potknięć wciąć uchodzi za najlepszą video-adaptację komiksu o  trykociarzach (seria „Batman: Arkham”), z  drugiej strony – jako jedyny z  bohaterów popkultury lada moment wprowadzi na ekrany kin swój odpowiednik ze świata klocków Lego w filmie solowym, bez posiłkowania się marketingową siłą innych postaci. To wreszcie on przyciąga dziś do świata DC najgorętsze na-

Red. naczelny Michał Czarnocki

D. Papierska, J. Oleksów © 2015 Sol Invictus

WSTĘPNIAK

(Podobno) wycięta scena alternatywnego zakończenia filmu „Batman v Superman: Liga sprawiedliwości” 3


M A G A Z Y N

Co w trawie piszczy? czyli wieści ze świata superherosów przegląd nie całkiem poważny

DC po „odrodzeniu” trzyma się mocno. Bardzo mocno.

czytelników Domu Pomysłów, tudzież zbyt podobny do już wcześniej wynalezionych przez DC „Szponów”? Marvel jednak zdaje się nie zrażać porażką i już zapowiada ucieczkę do przodu z  planowanym na jesień kolejnym, zupełnie nowym tytułem – serią „Mosaic” przedstawiającą kolejnego herosa rodem z dynastii Inhumans, potrafiącego przejmować ciała swoich przeciwników.

Todd McFarlane za to słupków sprzedaży się nie boi...

Może i w kinie bohaterowie uniwersum DC są jeszcze nieco nieporadni („nieco”, wszak pomimo miażdżącej krytyki wyniki finansowe nie dają im żadnych podstaw do narzekań), jednak w  świecie komiksu nie mają dziś sobie równych. Chociaż jeszcze kwartał temu, kiedy pierwsze zeszyty z  logo „DC Rebirth” dopiero zaczynały pojawiać się na rynku drużyna Batmana posiadała o  10 punktów procentowych mniejszy udział w  rynku niż Spider-Man i  spółka, po trzech miesiącach relacja uległa odwróceniu na korzyść herosów DC. Co więcej, zgodnie z wyraźnym trendem wzrostowym może być jeszcze lepiej – zwłaszcza, że począwszy od czerwca, kiedy to w  pierwszej dziesiątce najlepiej

sprzedających się zeszytów aż 7 pozycji należało do DC, z każdym kolejnym miesiącem liczba reprezentantów Marvela w  zestawieniu systematycznie spada, zwiastując coraz bardziej prawdopodobną, autorytarną władzę tylko jednego wydawcy w  zestawieniu wrześniowym. Czy po tak zyskownym (ponad 100 tysięcy sprzedanych egzemplarzy miesięcznie każdego z zeszytów z pierwszej dziesiątki) powrocie DC do korzeni – do Doomsdaya i  Eradicatora, czy koziej bródki Olivera Queena – ktoś ma jeszcze wątpliwości co do tego, że czytelnicy komiksu superbohaterskiego to konserwatyści?

Todd McFarlane tymczasem zdaje się nie przejmować zbytnio rankingami i słupkami sprzedaży – choć najwyraźniej mocno już przebrzmiały „Spawn” nie osiąga o wiele lepszych wyników, niż anulowany „Nighthawk” Marvela, nie potrafiąc ostatnimi czasy przebić bariery 20 tysięcy sprzedanych egzemplarzy miesięcznie, ojciec „pomiota” konsekwentnie realizuje swoją wizję, równie konsekwentnie… zrażając do siebie kolejnych współpracowników. Jak niedawno za pośrednictwem mediów społecznościowych dał znać współtwórca ostatnich przygód Spawna, Eric Larsen – kończy kolaborację z  Toddem i  nie przewiduje rychłego powrotu do współpracy. Nim to nastąpi czeka nas jednak jeszcze wspólny występ Ala Simmonsa z ukochanym dzieckiem Larsena – Savage Dragonem.

Najgorętsza para sezonu

Źródło: Newsarama.com

© 2016 MARVEL

Marvel tymczasem zamyka nierentowną markę i… otwiera kolejną.

DC dodrukowuje kolejne numery swoich zrestartowanych i retro-styli4

zowanych tytułów, Marvel tymczasem właśnie zaczyna odczuwać skutki „strategii rozwoju” – nie dość, że nowi, odmienieni Kapitan Ameryka, Thor i Hulk nie zarabiają tyle, co powracający do korzeni Superman i Liga Sprawiedliwości, to jeszcze zupełnie nowe projekty, z niezbyt dobrze sprzedającym się (pomimo dobrych recenzji), a w konsekwencji anulowanym „Nighthawkiem” na czele nie przynoszą oczekiwanych skutków. No cóż, być może nowy superheros był zbyt brutalny dla

© 2015 MARVEL

© 2016 DARK HORSE

Hollywood ma Brada i Angelinę, Hiszpania – Javiera i  Penelope, a  Wyspiarze – Davida i  Victorię (czy tam Karola i  Kasię...). Polacy nie gęsi – mają swojego Radka i  Mał... Nie! W  tym sezonie całą zgraję celebrytów w  tyle zostawia bowiem niesamowita para artystów ze świata komiksu. Po Kasi Niemczyk tworzącej kolejne zeszyty z  przygodami


Bobbi Morse dla Marvela całemu światu talent objawił bowiem oto Grzegorz Przybyś (prywatnie: chłopak Kasi), któremu wydawnictwo Dark Horse powierzyło właśnie rolę twórcy okładek komiksowej adaptacji przygód Wiedźmina! Jak to dobrze, że zdolni ludzie łączą się w pary…

Chłopcy lubią dziewczęta Ostatnia odsłona filmowej serii solowych przygód Iron Mana miała wyglądać

zupełnie inaczej. A już w  szczególności zupełnie inaczej miano rozwiązać kwestię głównego antagonisty filmu. Jak potwierdza aktorka Rebecca Hall, odtwórczyni roli Mai Hansen, to ona – a nie marionetkowy Mandaryn i jego „mecenas”, Aldrich Killian – miała być tą osobą, która najbardziej da się we znaki Tony’emu Starkowi w  finałowym akcie żelaznej trylogii. Na przeszkodzie stanęły jednak obawy włodarzy Marvela przez kiepską sprzedażą zabawki ze złoczyńcą w spódnicy… Ubie-

głoroczna afera z brakiem zabawek z Rey z  „Gwiezdnych Wojen” na półkach, którymi wbrew fobiom Disneya (tak, tego samego, który dał światu „Iron Mana III”) zdaje się potwierdzać tezę, że może i Panowie ze szczytów „szklanych gór” znają się na biznesie, ale na pewno nie na psychologii milusińskich. A przecież to chyba oczywiste, że chłopcy – choć lubią resoraki i Spider-Mana – od najmłodszych lat najzwyczajniej w  świecie… interesują się też dziewczynami!

BACK IN BLACK! „Darujcie sobie ten karawan, przecież nigdy nie umrę – mam 9 żyć (…)!” śpiewał przed niemal czterdziestu laty Brian Johnson w utworze „Back in Black” anonsując wielki powrót na scenę australijskiej grupy AC/DC. O tym jak wielki był to powrót niech świadczy chociażby ilość sprzedanych egzemplarzy albumu o tym samym tytule, okraszonego czarną okładką na znak żałoby po tragicznie zmarłym wokaliście, Bonie Scotcie, która czyni płytę drugim, najlepiej sprzedającym się albumem wszechczasów. Zaskakujące, jak dobitnie utwór ilustruje całą filozofię komiksu superbohaterskiego, którego bohaterowie dysponując dziewięcioma życiami (co najmniej!) na zmianę umierają i  powracają z martwych – za każdym razem obowiązkowo w  czarnych, żałobnych barwach i z setkami tysięcy sprzedanych egzemplarzy na koncie. Wygląda na to, że lada moment trend ten z kart komiksu przeniesie się również na wielki ekran. Żałoba po stracie bliskiej osoby wymaga odrobiny szacunku, wyrażanego m.in. poprzez strój. Dlatego właśnie Spider-Man dekadę temu, po śmiertelnym postrzale ciotki May przywdział znienawidzony czarny kostium (historia „Back in Black”), w  którym chwilę potem opłakiwał również zmarłego kompana i mento-

© 1993 DC Comics Inc.

© 2007 MARVEL

ra – Kapitana Amerykę. Na czarno wielokrotnie nosił się również Daredevil – tak w początkach kariery, upamiętniając idee zaszczepione mu przez zmarłego ojca, jak i  w  trakcie późniejszych przygód, kiedy zaprzedawszy duszę prawdziwemu diabłu (czy innemu rogatemu demonowi) nosił żałobę po swoim lepszym „ja” („Shadowland”), tudzież ostatnio – w  ramach żałoby po „sekretno-wojennej”, ponurej rzeczywistości Dr. Dooma. Podobnie na czarno nosili się niedawno również Panowie Cyclops i Iron Man w żałobie po zabitym Charlesie Xavierze i „starym” Marvelu zastąpionym przez markę „Marvel Now!”, nie wspominając już o  czarnym stroju Ronina nagminnie wykorzystywanym przez herosów Marvela, m.in. Hawkeye’a, który powróciwszy do świata żywych po wydarzeniach „Wojny domowej” nosił żałobę po swoim własnym zgonie (a  nawet dwóch!), czy Blade’a, który będąc nieumarłym paradoksalnie próbował przekonać innych nieumarłych, że… jednak umarł (ech, groch z kapustą…) ukrywając się w stroju wojownika ninja. Lada moment czarny strój w historii – a jakże – „Back in Black!” założy również Deadpool (czy raczej Venompool), najwyraźniej w ramach żałoby po krótkim, i chyba jednak nieudanym eksperymencie z  „wyleczonym” z szaleństwa Venomem, który pod koniec roku znowu ma stać się morderczym psychopatą. Przede wszystkim jednak, jako pierwszy z  całego zastępu herosów swoją własną śmierć z  rąk Doomsdaya ćwierć wieku © 2016 MARVEL

Źródło: Konto Henry’ego Cavila w serwisie instagram.com

temu upamiętniał powracający do życia Superman. Niedawny wpis na Instagramie Henry’ego Cavilla opatrzony wymownym zdjęciem zdaje się potwierdzać to, od czym superbohaterski świat plotkuje od dawna: filmowy Superman po śmierci z rąk (czy raczej kostnych rogów) zombie-Zoda powróci w „Lidze sprawiedliwości” w  pamiętnym anturażu rodem z  historii „Rządy Supermanów”. Tak szybko? No cóż, nie od dziś wiadomo, że DC mocno śpieszy się, aby skrócić dystans do Marvela, skoro więc tak szybko Panowie Snyder i  spółka skopiowali komiksową śmierć Kal-Ela, dlaczego nie mieliby równie szybko zekranizować historii jego powrotu? Zresztą, skoro nawet niecny Megatron powracając do żywych (czy raczej „włączonych”) w  ostatniej części filmowych Trans-Formerów miał prawo upamiętnić samego siebie i  przywdziać żałobne barwy (tj. czarną karoserię), dlaczego mielibyśmy tego samego prawa odmówić największemu, (jeszcze tylko przez chwilę nie)żyjącemu superbohaterowi, jakiego nosiła matka ziemia? 5


M A G A Z Y N

BATMAN: HUSH (WKKDC #1 i #2) Złoty środek

Na wstępie należy zaznaczy: „Hush” to nie jest bardzo dobry komiks. Nie zmienia to jednak faktu, że… jest to bardzo dobry komiks na start nowe kolekcji. W końcu to Batman – od zawsze uważany w kraju za tego, który wszystko sprzeda (i  sądząc po ukazujących się co jakiś czas rankingach sprzedaży w  największym polskim sklepie internetowym z  komiksami – ten stan rzeczy nie uległ zmianie). Przede wszystkim jednak biorąc pod uwagę bardzo szeroką grupę docelową – swoją rozpiętością sięgającą od młodzieży dopiero zaczynającej dostrzegać komiks z bohaterami rodem z plakatów filmowych, aż po starą gwardię ukrywającą po piwnicach sędziwe TM-Semiki – sztuką jest znaleźć coś, swoisty „złoty środek”, który przeciągnie milusińskich atrakcyjną formą i  nie przesadnie wymagającą treścią, jednocześnie nie odpychając wyrobionego czytelnika. A taki właśnie jest „Hush” – niczym typowy hollywoodzki blockbuster pełen efektów specjalnych i  kolorowych fajerwerków (w końcu rysuje Lee, którego sentymentem zresztą darzyć będzie i  cała rzesza „TM-Semikowców”), kusi gwiazdorską obsadą, upychając wewnątrz niemal wszystkich najważniejszych aktorów z  panteonu przeciwników Mrocznego Rycerza, a przy okazji niemałą ilość jego sprzymierzeńców i artefaktów świata DC (trudno nie zatrzymać się na dłużej przy kadrze z  kolekcją Batmobili z  różnych okresów działalności Batmana, serwisowanych w czeluściach bat-pieczary). Nie brak tu bohaterów tegorocznych filmów: Killer Croca, Amandy Waller i pary Harley Quinn/Joker, którzy ucieszą miłośników obrazu „Suicide Squad” (a jak głoszą wyniki polskiego boxoffisu – tych nie brakuje), tudzież znanych z  telewizyjnego serialu „Arrow” Huntress, Ra’s al Ghula i Green Arrowa (chociaż nie pokazanego, a jedynie wspomnianego) będących wabikiem na miłośników współczesnej telewizji DC zapoczątkowanej przez Olivera Queena właśnie, a  jednocześnie odkła-

ARCHIWALNE NUMERY SUPERHERO MAGAZYNU CZYTAJ NA:

ISSUU.COM/SUPERHEROMAGAZYN WSTĘP WOLNY! 6

© 2016 DC Comics Inc.

Stare przysłowie mówi, że ten, kto czeka, ten się doczeka… Miłośnicy komiksów DC zdecydowanie mieli ostatnio trochę powodów do czekania. Drzewiej wszak wszystko układało się po ich myśli – w latach dziewięćdziesiątych bogata oferta TM-Semica gwarantowała im traktowanie na równi z fanami Marvela, a  w  trudniejszej dla komiksu superbohaterskiego, pierwszej dekadzie obecnego millenium mogli czuć się wręcz jak uprzywilejowani za sprawą Batmana, który gwarantował, że nawet jeśli „Dobry Komiks” czy inna „Mandragora” zniknie z rynku, ów co jakiś czas niczym upragniona kropla deszczu i  tak trafi na wysuszoną, polską ziemię. Od czasu premiery Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela fani Supermana i  spółki zdecydowanie jednak mogli czuć się niedopieszczeni, zazdrośnie spoglądając na regularnie publikowane co dwa tygodnie i  dostępne w  kioskach perły z  katalogu Domu Pomysłów (jak również na wielki ekran, gdzie po kasowych Batmanach Nolana herosi DC w przeciwieństwie do Iron Mana i  spółki nagle wytracili impet). Dziś jednak, kiedy mocno pobudzony właśnie przez kolekcję Hachette rynek urósł i oprócz kioskowych Marveli w księgarniach można znaleźć całą masę innych komiksów superbohaterskich – w  tym także elegancko wydanych, choć nie tanich tomów DC – szanse właśnie ostatecznie się wyrównują za sprawą dopełniającej superbohaterski rynek, ogólnodostępnej Wielkiej Kolekcji Komiksów DC. Na mocno nasyconym już rynku, w  realiach zupełnie innych niż 4 lata temu, kiedy komiks o trykotach dopiero zaczynał wypełzać z niszy trzeba jednak uważać z czym się staruje, aby trafić do czytelnika, który i  bez tego staje przed problemem, na co przeznaczyć swój przerażony olbrzymią podażą budżet. Na szczęście tam, gdzie za przewodnika przecierającego szlaki dla nowej serii służy Batman – rynkowe meandry, wyboje i dziury niestraszne.

mujących własną etymologię, dowodząc skąd tak naprawdę się wzięli. Nie brak wreszcie Supermana, Lois i Luthora, walki herosa z Batmanem używającym kryptonitu czy pojawiającego się w  retrospekcji Green Lanterna, którzy z  jednej strony zwabią fanów obrazu „Batmana v Superman”, dostrzegających podobne wątki i  podobne do snyderowych, subtelne próby zaznaczenia, że w  świecie Gacka istnieją też inni herosi (jest tu nawet mowa o śmierci Clarka, którą niewyrobiony czytelnik widział przed chwilą w  kinie), z  drugiej pokażą im, ze ten świat jest równie rozległy jak marvelowski i może oferować identyczny wachlarz doznań. „Hush” wobec natłoku postaci i  wątków z  historii Bruce’a  to także całkiem


© 2016 Warner Bros. Entertainment Inc. All rights reserved.

niezła esencja samego Batmana, naznaczonego wielka traumą nie tylko po śmierci rodziców, która zaważyła na całym jego życiu, ale chyba w jeszcze większym stopniu tragediami Jasona Todda i  Barbary Gordon, którym jako dorosły już „ojciec” i  mentor mógł, i  powinien zapobiec. To jednocześnie Batman bardziej ludzki, odkłamujący swój wizerunek nobliwego gbura i  introwertyka który zrezygnował ze wszystkiego byle tylko poskromić cały panteon barwnych szaleńców. Mamy tu wszak dosłownie wszystkich – nawet tych powszechnie uznanych za martwych – „synów”, o jakich nam i  Bruce’owi było wiadomo w dniu premiery „Husha”, a z których pomocy heros chętnie korzysta. Dostajemy również wątek miłosny, dowodzący ze „sprawiedliwość” nie jest jedyną kobietą w życiu Bruce’a – że potrafi z siebie dać coś nie tylko miastu, ale i  płci przeciwnej (a jak wiele potrafi dać okaże się już wkrótce, na łamach jednego z kolejnych tomów kolekcji pt. ... „Batman i  syn”). Wreszcie „Hush” to komiks przełomowy, który, chociaż może mocno nieporadnie i zdecydowanie niezgodnie z oczeki-

BATMAN v SUPERMAN ŚWIT SPRAWIEDLIWOŚCI ULTIMATE EDITION Oj, nie ma ten biedny Batman ostatnio szczęścia do twórców sztuki audio-wizualnej. Jak okiem sięgnąć, wszędzie tylko niedoróbki i wersje „beta”: a to na rynek trafia zupełnie niegrywalna wersja

waniami, ale jednak dał przyczynek do powrotu Jasona Todda – dziś, po blisko piętnastu latach od amerykańskiej premiery komiksu wciąż będącego bardzo ważnym elementem mitologii Batmana i całego krajobrazu DC, i wciąż operującego na pierwszym planie (wraz z dwójką kamratów okupują dziś własną serię „Red Hood and the Outlaws”). To nie jest bardzo dobry komiks... Pomimo oczywistych, pieczołowicie punktowanych powyżej zalet świadczących o tym, że to całkiem niezły Batman w pigułce dla laików i opornych, oraz marketingowy strzał w  dziesiątkę na start kolekcji, trudno wszak dzieło duetu Loeb/ Lee uznać równie wybitnym jak wybitne nazwiska jego twórców. Nieciekawy przeciwnik z  nie do końca zrozumiałą motywacją rozczarowuje i podważa sens budowania tak rozbudowanej intrygi (fakt, nie lubić Wayne’ów miał prawo, ale żeby aż tak okrutnie grillować Bruce’a za „grzech” ojca…). Sama mocno przekombinowana intryga sprawia zaś, że nawet jeśli koniec końców wszystko układa się w jakąś, w miarę sensowną całość, mimo wszystko trudno uwierzyć, ze nawet w komikso-

wym świecie, w którym przecież wszystko jest możliwe, ktoś byłby w stanie wymyślić i  zorganizować spisek angażujący w  rolach pionków tak wiele indywidualności bat-świata aspirujących do roli arcymistrzów zbrodni. W  efekcie komiks trafia do szufladki wysokobudżetowych popcornowców rodem z  wielkiego ekranu – niby wizualnie zniewalających, ale jednak typowo hollywoodzkich, w  których iskra boża często zostaje ugaszona w morzu efektów i przepłaconej obsady, dla której na siłę trzeba znaleźć miejsce w  pękającej w  szwach i  niejednokrotnie wcale nie potrzebującej ich historii. Nie zmienia to jednak faktu, że „Hush” to wciąż kawal solidnego rzemiosła całkiem nieźle wprowadzającego w  bogaty świat Nietoperza, a przy okazji zaznaczającego również, że poza granicami Gotham czai się równie ciekawy, rozległy świat. A ponieważ na liście kolejnych tomów kolekcji czai się wiele lepszych historii pokroju „Wieży Babel” czy „Śmierci Supermana”, które lada moment zachwycą odbiorców, wydawca może mieć pewność, że Ci szybko z  chęci poznawania tego świata nie zrezygnują.

Rycerza z Arkham, innym razem zekranizują komiks brakujące minuty wypełniając frywolnymi bajkami o  erotycznej relacji mistrz-uczennica, aby na domiar złego zaatakować kina filmem, który powinien porwać miliony, a po seansie którego nie do końca wiadomo, co twórca miał na myśli... Na szczęście co poniektórzy mają jeszcze na tyle przyzwoitości, aby wypuścić łatkę do niedokończonego działa. Dzięki uprzejmości dystrybutora podczas specjalnego pokazu prasowego mieliśmy okazję przekonać się, jak debiutujący właśnie na srebrnym krążku filmowy pojedynek Batmana i Supermana w nieokrojonej wersji wyglądałby na wielkim ekranie. Jest lepiej. Lepiej, ale wciąż mocno niedoskonale. Film w dalszym ciągu zarówno zaczyna jak i  kończy się pogrzebem, niczym nieustający marsz żałobny przez trzy godziny wybrzmiewając przygnębiającą, minorową nutą, przy dźwiękach której trudno uśmiechnąć się nawet tak pogodnemu jak Clark Kent osobnikowi. Reżyser wciąż gra utartymi, nieco prostackimi schematami (skoro

Bruce podnosi sztangę przez kilkadziesiąt sekund prężąc muskuły, może być już pewny, że pokona boga!), motywacje Lexa w dalszym ciągu pozostają słabo zarysowane, a  po pysznej, dobrze przyprawionej walce Bruce’a  i  Clarka, która na dobrą sprawę mogłaby zakończyć ten i  tak już mocno przydługi film znowu dostajemy tę nieszczęsną, zabójczą dla epileptyków, ciężkostrawną feerię barw, z której finalnie wyłania się ciało martwego herosa. Mimo to czas – w  połączeniu z  dodatkowymi 30 minutami filmu – działa na korzyść obrazu, który m.in. po uzupełnieniu pierwotnie poszatkowanej sceny „wywiadu” Lois Lane z  terrorystami i  odkryciu, kim tak bardzo zafascynował się Lex, sprawia wrażenia bardziej spójnej i  logicznej (choć jednocześnie wciąż przesyconej nadmiarem zbędnych treści) całości. Co dalej? Sądząc po zwiastunach zapowiedzianej na przyszły rok „Ligi Sprawiedliwości” teraz może być już tylko… śmieszniej. I to paradoksalnie za sprawą tego, którzy każe tytułować się „mrocznym”… 7


M A G A Z Y N

BATMAN: I AM GOTHAM Nie wszystko można kupić

Podobno wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Na szczęście to, co złe też wcale nie trwa wiecznie... Dokładnie tak samo jak inicjatywa „New 52”, która najwyraźniej dobra nie była, skoro po kilku latach DC czym prędzej wycofuje się z niej na powrót wskrzeszając wszystko to, co umarło w dniu, gdy niejaki Barry Allen pobiegł o jeden krok za daleko (patrz SHM 6/2016 – przyp. red.), a co można dziś w miarę bezboleśnie i sensownie przywrócić zachowując ciągłość wydarzeń przedstawionych w poflashpointowej rzeczywistości. Jak uczy bat-historia ostatnich lat David Finch na pokładzie tytułu o  przygodach Mrocznego Rycerza to stuprocentowa wręcz gwarancja, że: będzie krótkodystansowo (twórca zbyt długo na łamach bat-serii wszak nie zagrzewał nigdy miejsca) i fantastycznie (nie koniecznie zawsze w odniesieniu do jakości, za to na pewno w  sensie dosłownym, wskazującym na silną reprezentację elementów nadprzyrodzonych w  komiksie). I  rzeczywiście – zgodnie z oczekiwaniami nie inaczej prezentuje się nowy „Batman”, gdzie Gacek, identycznie jak nocni herosi Fincha w innych nietoperzowych (niezbyt udane „Batman: The Dark Knight”) i nietoperzopodobnych tytułach (wyśmienity, marvelowski „Moon Knight” sprzed dekady) konfrontowany jest z  postaciami z  zupełnie innej „ligi”. Chociaż Finch nie bawi się już w swe mocno kontrowersyjne scenariuszopisarstwo i  wyuzdanych, kłapouchych porno-królic z  krainy czarów ani rymujących demonów na szczęście tu nie uświadczymy, talent artysty nawet pod czujnym okiem zewnętrznego reżysera musi zostać wykorzystany więc po raz kolejny w  taki sposób, aby Gotham – miasto, które jak mogłoby się wydawać nie potrzebuje Zielonych Latarń i  innych superżandarmów, lecz sprawnego detektywa – znowu zamiast miejscem akcji rodem z  dobrego kryminału stało się areną spektakularnych walk metaludzi o  przesadnie podwyższonym poziomie mocy, w których eksponowaniu lubuje się artysta. Batmanowi A.D. 2016, przychodzi więc oto zmierzyć się z  przeciwnikami – czy raczej osobnikami

Najlepsza oferta komiksów z USA

Sprawdź na www.multiversum.pl 8

© 2016 DC Comics Inc.

Były jednak przecież w „nowym DC” i całkiem niezłe komiksy… Ot, choćby „Batman” duetu Snyder i  Capullo, który poza kilkoma „kwiatkami” typu mechaniczny bat-zając czy guma do żucia o  smaku kryptonitu dał nam też zabójcze – i  zabójczo ciekawe – sowy z miasta Gotham, tudzież kilka potyczek rogatego rycerza z  arcymistrzem zbrodni i  żartu, napisanych i narysowanych tak, że gdyby reszta ekipy architektów świata DC utrzymała podobny, wysoki poziom swoich serii logo „Rebirth” nie ujrzałoby zapewne światła dziennego (a  przynajmniej jeszcze nie teraz). Wszystko, co dobre, kiedyś jednak się kończy… Panowie Snyder i Capullo z chwilą startu „odrodzonego DC” udali się więc na tymczasowy urlop (choć patrząc na obsadę świeżutkiego „All-Star Bataman” ten pierwszy długo bez DC i  Gacka najwyraźniej żyć nie może), tj. do pracy nad mniej komercyjnym projektem w Image Comics, na pożegnanie zostawiając następcom w  prezencie nowy anturaż Mrocznego Rycerza. Ponieważ jednak w  świecie „DC Rebirth” zgodnie z  wizją wydawcy i  wyraźnym trendem wzrostowym napędzającym uniwersum DC (patrz str. 4 bieżącego numeru naszego magazynu – przyp. red.) wszystko musi być lepsze niż było (a już na pewno nie może być gorsze), tytuł powierzono twórcom, którym tak jak poprzednikom nie brak zarówno talentu, jak i silnego, marketingowego potencjału zdolnego samym tylko nazwiskiem przyciągnąć uwagę widza. Co z tego wynikło? No cóż – dokładnie to, czego patrząc na obsadę można było i należało się spodziewać.

aspirującymi do roli sprzymierzeńców nietoperza – będącymi zdecydowanie poza zasięgiem bohatera, zdolnymi lekką ręką uratować spadający samolot (co Batman również w sumie mógłby zrobić, ale jak się okazuje na koniec pierwszego numeru – kosztem poświęcenia własnego życia), tudzież kilkoma ruchami „zneutralizować” całą Ligę Sprawiedliwości (co zresztą na łamach zeszytu nr 5 jeden z nich czyni). Niestety, choć wątek nowych postaci koniec


© 2016 DC Comics Inc.

końców wydaje się nieco ciekawszy niż w typowych, przepełnionych bogatą formą i  ubogą treścią bat-dziełach z  ilustracjami Fincha, te szybko schodzą ze sceny padając ofiarami misternej intrygi uknutej przez pewnego brodatego szarlatana oraz niedoskonałości swoich supermocy nabytych drogą kupna (jak Spawn w  komiksach ery TM-Semika, czy nasz rodzimy, nafaszerowany supersurowicą Biały Orzeł, „Gotham” i „Gotham Girl” – bo tak każą się tytułować nowi obrońcy domu rodzinnego Batmana – dysponują wyczerpującymi się zasobami superzdolności ze z  góry ustaloną datą ważności, których wzmożona eksploatacja skraca im życie). No cóż, superzabawki i superzdolności można sobie kupić, ale sprytu Bruce’a  Wayne’a  i  jego odporności na traumę najwyraźniej już nie koniecznie… Co gorsza jednak w  ślad za przemijającymi bohaterami podąża również „przemijający” artysta, który po pięciu w pełni zilustrowanych przez siebie zeszytach bez słowa żegna się z  tytułem, którego głównym motorem napędowym miał przecież być, na odchodne zostawiając nam już tylko okładkę do zeszytu nr 6. Po poprzednim „sezonie” przygód Gacka, gdzie twórcy wytrzymali praktycznie aż do

Batman: Ziemia Jeden Tom drugi

Nie od dziś wiadomo, że Mrocznemu Rycerzowi bardziej do twarzy w posępnych barwach nocy, tudzież w świetle la-

finału kreskę Grega Capullo czyniąc znakiem rozpoznawczym serii trudno więc w przypadku „Batmana” inicjatywę „Rebirth” uznać za „dobrą zmianę”. Szkoda, tym bardziej, że niemało przyjemnie zilustrowanych stron udało się na przestrzeni tych pięciu zeszytów Finchowi popełnić. Nowy „Batman”, pomimo szybkiego osierocenia przez osobę, która miała gwarantować tytułowi solidny, marketingowy napęd, może się jednak podobać fanom „nowego otwarcia” DC z uwagi na garść zabiegów typowych dla wszystkich tytułów z logo „Rebirth”. Nietoperz tak jak inni herosi DC czerpie więc garściami z przeszłości m.in. paradując w  stroju z  logotypem przywracającym żółty kolor na piersi (choć tym razem w  formie minimalistycznej), tudzież rozbijając się po mieście wozem będącym krzyżówką klasycznych batmobili: Burtona, kreskówkowego samochodu z „Batman: The Animated Series” i stareńkiego batmobilu z okładki „Batmana” #20 z 1943 r. Nie brak tutaj również obowiązkowych nawiązań do telewizyjnych i kinowych produkcji DC – m.in. obecności Hugona Strange’a brylującego równolegle na srebrnym ekranie w serialowym Gotham” czy widzianego niedawno w kinach („Suici-

de Squad”) aliansu Bruce’a z Panią Waller, tutaj również częściowo odpowiedzialną za całe zło, które spotyka bohaterów. Rewelacja z końca historii dotycząca postaci Bane’a, którego zgodnie z  zapowiedziami zdecydowanie w  dalszej części „sezonu” nie zabraknie” pachnie z kolei tymi samymi, nostalgicznymi zabiegami co obecność Eradicatora i  Doomsday’a  w  aktualnych komiksach z  przygodami Supermana. Nie z  uwagi na powracające elementy przedflashpointowej mitologii świata DC, których przyjemny, nostalgiczny posmak chwaliliśmy miesiąc temu przy okazji recenzji nowych numerów serii „Action Comics” warto jednak sięgnąć po nowego „Batmana”, lecz przede wszystkim ze względu na mistrza drugiego planu – Alfreda. Poczciwy lokaj bowiem jak coraz częściej mu się to ostatnio zdarza – i  to tak w  komiksie, jak i  na ekranach telewizorów i  kin – nie tylko nie stroni od subtelnych ironii, ale koniec końców kradnie show wszystkim obecnym tu superherosom w momencie gdy ze skwaszoną miną wkracza na scenę w anturażu… Batmana. Nie od dziś wszak wiadomo, że zaskoczeniem można zdziałać więcej niż najbardziej śmiercionośną bronią wszechświata.

tarń zepsutej metropolii, niż w otoczeniu kolorowych trykociarzy i nadnaturalnych zjawisk. Z pomocą osobom, którym nie przypadną do gustu nowe przygody rogatego herosa opatrzone logo „DC Rebirth” - pełne superherosów i gigantycznych tytanów typowych raczej dla azjatyckiego komiksu - przychodzi dziś rodzimy Egmont, serwując historię, w której zamiast przeskakującymi mosty i wieżowce meta-ludźmi nasz rogaty ulubieniec musi przejmować się raczej, czy… sam zdoła doskoczyć do krawędzi przeciwległego dachu. Drugi tom przygód Człowieka-Nietoperza z „Ziemi Jeden” to logiczna, bezpośrednia kontynuacja wydanego blisko rok temu tomu pierwszego. Młody Bruce – choć już nie aż tak niezdarny jak w debiucie – wciąż jeszcze uczy się swej roli zamaskowanego mściciela, w dalszym ciągu nierzadko dostając bolesne cięgi od przeciwników, ale i mogąc liczyć tym razem na kolejnego po nietypowym, bezkompromisowym Alfredzie poważnego sojusznika: rodzącą się, miejską legendę Batmana, paraliżującą opryszków skuteczniej niż dedy-

kowane do tego akcesoria. Sam zresztą też pada tutaj ofiarą innej, cynicznej legendy – ballady o grasującym w kanałach, zmutowanym potworze, który finalnie okazuje się bogu ducha winnym, miłym i zupełnie niegroźnym człowiekiem, z którego zadrwiła natura okrywając jego osobowość kiepsko dopasowaną powierzchownością. W tej podszytej nolanowskim myśleniem o Batmanie XXI wieku historii zresztą niemal wszyscy zostają przetworzeni przez filtr „realizmu” – od pozbawionego swego przejaskrawionego, kreskówkowego anturażu Riddlera, aż po wyśmienicie zrekonstruowanego Two-Face’a, który w nowej, kobiecej odsłonie jeszcze dobitniej podkreśla toczącą jej umysł schizofrenię. Ech, szkoda, że Christopher Nolan ostatecznie pożegnał się z hollywoodzką bat-franczyzą - w oparciu o zaprezentowaną tutaj wizję duetu Johns/Frank mógłby spokojnie wykroić jeszcze przynajmniej jedną, „realistyczną” bat-produkcję zanim kinowy Gacek na dobre skuma się z fantastycznym światem Kryptończyków, Atlantydów i innych, nieprawdopodobnych bytów. 9


M A G A Z Y N

Jest jeszcze na tym świecie takie miejsce – mityczna utopia, która wciąż nie zna żadnych granic, mezaliansów i kulturowych różnic. To miejsce – zwane dumnie komiksem – gdzie koegzystują ze sobą postaci „nie z tej bajki” – gdzie Punisher poluje na Eminema i innych baronów gangsta-rapu, śpiącą królewnę ze snu budzi członek X-Men, a Bruce Wayne przybija żółwia... żółwiom. To miejsce, gdzie każdego dnia stykają się ze sobą...

ODRĘBNE ŚWIATY Batman vs The Incredible Hulk (1981)

© 1981 DC Comic Inc. & MARVEL

Pij mleko, będziesz wielki

Był bowiem taki czas, kiedy wokół rozsądnego, nobliwego Bruce’a Wayne’a działy się rzeczy co najmniej niecodzienne, a wręcz niepoważne – i  to nie tylko w świecie filmu, gdzie jeszcze 40 lat temu rogaty heros potrafił zwalczać morskie potwory sprayem na rekiny, ale i  w  komiksie, gdzie przed pierwszym z serii wielkich „kryzysów” porządkujących uniwersum DC – „Kryzysem na nieskończonych ziemiach” – Gotham miało w sobie więcej kolorów i  niejednokrotnie było świadkiem istnych cudów. 10

Batman/Punisher: Lake of fire & Deadly Knights (1994) Zemsta penetratora

© 1994 DC Comic Inc. & MARVEL

Choć może niektórym, młodszym entuzjastom superbohaterstwa trudno w to uwierzyć, Batman i  otaczający go świat nie zawsze był tak poważny, ponury i szary, jak od ćwierć wieku na ekranach kin przekonują nas Panowie Burton, Nolan czy ostatnio szczególnie namiętnie Zack Snyder (tak, tak – od teraz ma już być inaczej)…

Ni z tego, ni z owego w ramach wówczas zdarzającej się jeszcze czasami kolaboracji Marvela i DC w odwiedziny do Bruce’a  potrafił wpaść np. jego słynny imiennik z uniwersum Domu Pomysłów, aby pod postacią zielonego goliata pomóc rogatemu stawić czoła potężnemu architektowi z  kosmosu ożywiającemu ludzkie sny (w  szczególności koszmary), który jak na złość musiał wylądować akurat w rewirze strzeżonym przez rogatego dzielnicowego. A  jeśli dodamy do tego jeszcze Jokera manipulującego zarówno nieszczególnie bystrym Hulkiem (podobnie jak Loki w pierwszym, mocno już archaicznym występie Avengers sprzed ponad pół wieku) jak i kosmicznym przybyszem gwarantującym „żartownisiowi” materializację jego chorych wizji – wówczas przesadnie barwnej historii w oparach wysoko stężonego absurdu możemy być pewni. I  rzeczywiście – w  ramach tego niecodziennego spotkania dwóch tak odmiennych herosów dostajemy pełen wachlarz niespodzianek i  rozmaitych „kwiatków”: chwilowy sojusz księcia zbrodni z  naiwnym, zielonym stworem (bo przecież obaj mają włosy w  tym samym kolorze…), Jokera podróżującego latającym dywanem (!) i  dwóch Bruce’ów w  strojach klaunów walczących z zastępem postaci rodem z „Alicji w  Krainie Czarów” (efekt wizualizacji chorych myśli Jokera). Całości dopełniają monotematyczne wywody Hulka zapowiadającego, że będzie „miażdżył” wszystko i  wszystkich wokoło na czele ze „spiczastouchym”, oraz pokraczna walka dwóch bohaterów, która w  dzisiejszych czasach trwałaby zapewne kilka minut, bo Bruce Bruce’a  by zwy-

czajnie rozgniótł albo zjadł (wszak w recenzowanym na łamach SHM 2/2014 „Ultimates 2” odgryzał głowy kosmitom – przyp. red.). Tutaj jednak Dawid – dysponujący jedynie saszetką z  gadżetami typu gaz usypiający zamiast klasycznej zbroi HulkBuster Tony’ego Starka – radzi sobie zaskakująco sprawnie z Goliatem, będąc w  stanie wyswobodzić się ze śmiertelnego uścisku osiłka, który powinien przecież w  okamgnieniu złamać mu kręgosłup. No cóż – być może w  tych niedorzecznych, przedkryzysowych czasach Bruce po prostu pił więcej mleka niż w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to o kalectwo przyprawiło go nie kolano Bane’a, lecz najwyraźniej szybko postępująca osteoporoza…

Sprawiedliwość miewa różne oblicza. I to do tego stopnia, że kiedy zetrą się ze sobą dwie zupełnie skrajne koncepcje jej egzekwowania: pierwotna, nakazująca w duchu Hammurabiego oddać „oko za oko”, tudzież „ząb za ząb”, oraz bardziej cywilizowana i współczesna, dająca każdemu prawo do procesu i pokuty, wów-


czas musi upłynąć trochę czasu i krwi, zanim zwolennicy obu odmiennych podejść uświadomią sobie, że tak naprawdę grają do tej samej bramki. A czasem i  to nie wystarcza, aby znaleźć wspólny język.

Batman/Tarzan: Claws of the Cat-Woman (1999) W paszczy lwa

© 1999 DC Comic Inc. & Dark Horse Comics

Batman i Punisher – chyba jak żadna inna para herosów Marvela i DC predystynowani do wspólnego występu jako dwie skrajnie różne strony tej samej monety – starli się ze sobą na mocy sojuszu DC i Marvela w 1994. I to nie raz, lecz od razu w dwóch tomach wydanych w półrocznym odstępie. Pech chciał, że pierwsza „randka” obu panów nie okazała się zbyt udaną. W  tomie rysowanym prze Barry’ego Kitsona (znanego m.in. z „Supermanów” TM-Semika) Pan Castle za towarzysza w krucjacie przeciw ukrywającemu się w Gotham Jigsawowi otrzymał bowiem ledwie „namiastkę” prawdziwego, kanonicznego Batmana – Jeana Paula Valleya/Azraela pełniącego tymczasowo obowiązki nietoperza w  zastępstwie za walczącego o  odzyskanie władzy w  nogach Wayne’a. Narastająca paranoja, obawy przez ostracyzmem (czy wręcz ekskomuniką) ze strony macierzystego zakonu oraz obsesyjna wręcz chęć dorównania Bruce’owi rozpraszały bowiem w owym czasie Bat-Azraela tak mocno, że Punisher, nawet pomimo braku tak zaawansowanego ekwipunku, jakim dysponował jego rogaty, ciężkozbrojny oponent zdołał dwa razy wymknąć się mu z zasadzki, za drugim razem załatwiając niezdarnego gacka w sposób podobny, w jaki za chwilę miał zrobić to zresztą również Burce Wayne celem odesłania uzurpatora na emeryturę. A propos Bruce’a… … wkrótce po tym, jak pozbył się swojego chwilowego zastępcy również jemu dane było zmierzyć się z  Frankiem w  drugim z  crossoverowych tomów („The Deadly Knights”) – o  wiele ciekawszym zarówno wizualnie (choć może trudno w  to uwierzyć dwie dekady temu Pan Romita Jr. prezentował o wiele lepszy poziom niż dziś) jaki i pod względem scenariusza, skupiającego się tutaj na kryminalnym aliansie Jokera i  Jigsawa. O  wiele lepiej wypadła tutaj zresztą również walka bohaterów, niby to pełnych wzajemnego uznania dla swoich niezłomności, a jednak zupełnie

niechętnych swoim wizjom zwalczania zbrodni. Niechętnych zresztą do tego stopnia, że Batman musiał ostatecznie dokonać tego, czego nie potrafił Valley: pokazać prawdziwe, niewzruszone oblicze Nietoperza i przegnać z  Gotham zabijakę z czaszką na piersi, po uprzednim ocaleniu Jokera(!) przed wyrokiem śmierci z rąk Castle’a. P.S. Chociaż międzywydawnicze kolaboracje zazwyczaj są jedynie ciekawostką niemającą wpływu na dalsze losy postaci, DC postanowiło nie zapomnieć o  wizycie Franka w  ich uniwersum. W rezultacie kilka miesięcy później Nightwing na łamach swojego komiksu wspominał szarżę zabijaki, który robił porządek z  miejscowymi szumowinami, w  związku z  chwilowym atakiem sklerozy (czy raczej brakiem praw do wykorzystania w tym miejscu imienia Punishera) nazywając Franka mianem… penetrator.

Co by było gdyby młody lord Greystoke zamiast w sercu afrykańskiej dziczy swój przyspieszony start w dorosłość zaliczył na przedmieściach amerykańskiej enklawy bezprawia i rozpusty? Jak poto-

czyłyby się losy Bruce’a Wayne’a  gdyby zamiast do jaskini pełnej nietoperzy trafił pod opiekę… stada małp? Odpowiedzi na te pytania nie znajdziemy w tym nie tak znowu dziwacznym jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać crossoverze bohaterów wydawnictwa DC i  Dark Horse. Dowiemy się za to, co by było, gdyby w pewną bezchmurną noc ścieżki dorosłych i  ukształtowanych już legend tropikalnej i  betonowej dżungli niespodziewanie przecięły się dając przyczynek do pełnej przygód, egzotycznej podróży z dachów przedwojennego Gotham prosto w paszczę wygłodniałego króla czarnego lądu… Zaskakujące jak łatwo nasz rogaty rycerz adaptuje się do otaczających go warunków. Choć tym razem zamiast ze zwyczajowymi, zwierzopodobnymi przeciwnikami – Killer Crockiem, Gorylem Groddem i  innymi, barwnymi stworami uniwersum DC – przyjdzie mu walczyć z  prawdziwymi, krwiożerczymi obywatelami dżungli: dzikimi małpami, aligatorami oraz pewnym, tylko częściowo oswojonym lwem, a  z  racji miejsca i  czasu (okres międzywojenny) heros nie czaruje nas zaawansowanymi technologicznie zabawkami, mimo wszystko zaskakująco wiarygodnie wypada w roli gościa tutejszego „szeryfa” i jego słynnej towarzyszki, Jane, niczym zamaskowany Indiana Jones tropiąc spiski, szukając skarbów pradawnych ludów Afryki i  spierając się z  Tarzanem o metody egzekwowania sprawiedliwości (identycznie jak z  Punisherem). Twórcy historii postarali się, aby zgrabnie osadzić komiksowy kanon w  otaczającej bohatera rzeczywistości (Two-Face z  twarzą częściowo zmasakrowaną przez Lwa, Cat-Woman jako księżniczka dawnego, afrykańskiego plemienia kotolubnych tubylców). I  tylko szkoda, że jak w  niedawnej, nie do końca udanej adaptacji „Zabójczego żartu” znowu z Bruce’a robi się tutaj playboya, na którego zarówno w Gotham jak i w dziczy bez opamiętania rzucają się wszystkie przebywające w okolicy panny ofiarując mu swą rękę i połowę zaginionego królestwa…

11


TYLKO U NAS! PRZEDPREMIEROWY FRAGMENT „CZARNA WDOWA. NA ZAWSZE CZERWONA”

© 2016 MARVEL

ROZDZIAŁ 16: AVA

BAZA T.A.R.C.Z.Y. W TRISKELIONIE
 WSPANIAŁE MIASTO NOWY JORK – EAST RIVER Kiedy transportowiec T.A.R.C.Z.Y. obniżył lot, w polu widzenia pojawił się Manhattan. Ava nigdy nie widziała wyspy z takiej perspektywy. Z tej wysokości nie wydawała się realna. Dziewczyna wodziła palcem po dwuszybowym oknie samolotu, rysując urojoną linię, która biegła od Central Parku do Empire State Building, a potem w dół, do Battery Park na końcu wyspy. Drugą linię poprowadziła przez wodę, do miejsca, w którym wyrastała okrągła, wysoka budowla z trzema sterczącymi odnóżami – masywny Triskelion organizacji T.A.R.C.Z.A., symbol Nowego Jorku, który budził prawdopodobnie największe emocje ze wszystkich triskelionów. „Koło z trzema rozgałęzieniami”. Nie pamiętała, co symbolizował triskelion, wiedziała jednak, że coś oznacza. Spędziła w ośrodku zbyt wiele samotnych godzin, mając za towarzyszy jedynie opiekunów z T.A.R.C.Z.Y., żeby tego nie wiedzieć. Mimo to postanowiła sobie, że nigdy się do tej bazy nie zbliży, bez względu na to, co oznaczał jej symbol. Oderwała dłoń od szyby. „Więzienie. Tyle dla mnie teraz znaczy”. Więźniowie zazwyczaj nie wracają do celi, jeśli nie są do tego zmuszeni – przynajmniej nie ci mądrzy. Ale kiedy Ava szła za Natashą i Alexem wzdłuż pasażu o neonowożółtych ścianach w stronę strzeżonego wejścia do nowojorskiej twierdzy T.A.R.C.Z.Y., wiedziała, że właśnie wraca do więzienia. Samolot wylądował na prawie opuszczonym lądowisku pod powierzchnią East River. Wrota otworzyły się przed nimi zaraz po tym, gdy drogą radiową poprosili o zezwolenie na podejście do lądowania. Ostatnim odcinkiem podróży był krótki spacer przez osławiony parking statków powietrznych do wnętrza budynku – niecałe sto metrów wzdłuż pasa startowego. „Po prostu idź przed siebie”. – Dobrze się czujesz? – Alex zerknął na nią z zainteresowaniem. – Świetnie. – Gdy Ava wypowiedziała to słowo, nad lądowiskiem zaczął zasuwać się dach, a ją ogarnęła narastająca panika. Znowu ją zamykają. „A jeżeli nigdy mnie nie wypuszczą?”. Patrzyła, jak blask srebrnego nowojorskiego popołudnia coraz bardziej się kurczy, a potem zamienia w stalowy mrok lądowiska. „To nie 7B. Idź przed siebie”. Ava przyhamowała, gdy w oddali dostrzegła szklane drzwi prowadzące do bazy T.A.R.C.Z.Y. Mimowolnie zwolniła kroku. Miała poważne wątpliwości, czy zdoła zmusić swoje ciało do przejścia przez te drzwi. 12

„Przecież nie zostanę tam. Natasha mi to obiecała”. Im mocniej Ava próbowała o tym nie myśleć, tym trudniejsze było dla niej stawianie kolejnych kroków. Pierwszą osobą, która to dostrzegła, znowu był Alex. To on poczekał, aż Ava nadrobi dystans. – Chodź. – Wyciągnął dłoń, którą ujęła. Prawie przywykła do trzymania go za rękę. Ta myśl bardzo ją zaskoczyła. „Jestem tutaj, Avo” – te słowa przekazywał dotyk jego palców. Pragnęła im wierzyć, podobnie jak chciała wierzyć, że przyszłość nie przyniesie niczego złego. Co było niemożliwe. Inaczej było tylko, gdy Ava trzymała dłoń Alexa. Wtedy czuła się spokojna. Nawet gdy dotykali się tylko jednym palcem, wytwarzała się między nimi jakaś więź – chociaż dziewczyna nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Kiedy, tak jak teraz, ich kurtki się ocierały, ramiona stykały, a ręce unosiły się i opadały zgodnym rytmem, miała wrażenie, że on ją zna, lubi, a może nawet w jakiś dziwny sposób do niej należy. Teraz, dzisiaj, dotknęła tego chłopca, a to wyraźnie coś oznaczało. Budziło uczucia. Albo zupełnie nowe, albo bardzo stare. „Czuję się przy nim jak w domu”. Nie wypuszczając jego ręki z  dłoni, Ava szła naprzód, krok po kroku, aż uświadomiła sobie, że dotarli do wejścia do bazy. Wzięła głęboki oddech. Rozbrzmiał dzwonek przy drzwiach bezpieczeństwa – grubych na pół metra pancernych, ogniotrwałych, żelbetowych wrotach. Drzwi się rozsunęły i  wychynęła zza nich twarz, której widok wszystkich zaskoczył. Twarz ta plasowała się na dość wysokim miejscu w kategorii „oblicza świata”. Była niewątpliwie przystojna, niewiarygodnie ożywiona, całkiem zadbana i absolutnie czarująca. A także odrobinę narcystyczna, ździebko zawadiacka, krztynę szelmowska i zaskakująco zaprawiona w bojach. Bardzo, bardzo zaprawiona w bojach. – Czy to…? – Alex zaniemówił. Natasha wzruszyła ramionami. – Przecież mówiłam, że mam szemranych przyjaciół. – Agentka Romanoff! – wykrzyknął Tony Stark, który stał za rozsuniętymi już całkowicie wrotami. – Skąd się tu wzięłaś? A może i ty wpadłaś przypadkiem, żeby złożyć wniosek o dotację na patent projektu w sektorze alternatywnych źródeł energii? – Wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Nie do końca – odpowiedziała i  przyciągnęła przyjaciela do siebie, żeby go uściskać. – Liczyłam na to, że cię tu zastanę.


© 2016 MARVEL

– To pierwsza sobota miesiąca. Gdzie indziej mógłbym być? – Przechylił głowę. – Myślałem, że polujesz na złoczyńców gdzieś w Bahrajnie. – Tym razem to złoczyńcy polują na mnie – odparła Czarna Wdowa. – Niespodzianka, co? – Gdziekolwiek się pojawiasz, przyciągasz karabiny jak magnes, agentko Romanoff. Dlaczego akurat ten przypadek miałby mnie zaskoczyć? – Z  karabinami sobie radzę – odparła Natasha. – Martwi mnie reszta. – O tej reszcie mówisz? – Tony przeniósł spojrzenie za jej plecy, na Avę i Alexa. Dziewczyna poczuła, że jej twarz staje w ogniu. Natasha skinęła głową. – Ava, Alex, poznajcie Tony’ego Starka. – No popatrz. Oto mali ludzie. Witajcie, mali ludzie. – Pomachał dłonią. Ava stała jak zaczarowana. Nic nie mogła na to poradzić. Jak każdy słyszała telewizyjne wypowiedzi Tony’ego Starka o  sławie Iron Mana i koncernu Stark Industries, o popularności w tabloidach i nagłówkach, 
o uwielbieniu jego szybkich samochodów i innych szybkich rzeczy. A przecież jedynym kanałem, do którego miała dostęp, była stacja C-SPAN. – Dzień dobry, panie Iron… Stark. – Ava mimowolnym ruchem dłoni przygładziła miedziane loki, nagle sprawiając wrażenie skrępowanej. Alexowi też odjęło mowę, ale wreszcie wydukał kilka słów: – To naprawdę ty! – No raczej nikt inny. – Tony uśmiechnął się do Alexa. – Chłopak często to powtarza. – Natasha wzruszyła ramionami. – W czym problem? – Tony wykonał zapraszający gest 
i oboje weszli do wnętrza ośrodka T.A.R.C.Z.A. Alex i Ava zostali z tyłu, podążając za nimi w pewnej odległości. – W życiu byś na to nie wpadł – odparła Natasha. Kiedy para superbohaterów szła pogrążona w  rozmowie, tylko Ava usłyszała nagły trzask masywnych drzwi zewnętrznych, które zasunęły się za nimi, odcinając dostęp do lądowiska. Tony pogłaskał się po brodzie. – Pomyślmy. Zjawiasz się w  głównej siedzibie T.A.R.C.Z.Y., z dwójką dzieci, z których jedno jest rudowłosą rosyjską dziewczynką. Dlaczego wydaje mi się to dziwnie znajome? – Skończyłeś już? – Och, mam wrażenie, że dopiero zaczynam. Kiedy przybyli do bazy, połączona ofensywa Natashy Romanoff i Tony’ego Starka, wsparta kilkoma telefonami Phila Coulsona, natychmiast wywarła spodziewany efekt. W  ciągu kilku minut od przybycia Alex i  Ava otrzymali standardowe dresy T.A.R.C.Z.Y. – czarne bluzy z polaru i spodnie, wszystkie ze swojskim stalowoszarym logo – oraz odrobinę mniej imponujące kanapki zawinięte w folię śniadaniową. – Co? A gdzie szczoteczka do zębów marki T.A.R.C.Z.A.? Gdzie skarpetki? Gdzie maseczka do snu? – Alex przyjrzał się zawiniątku z kanapką. Tony Stark popatrzył na niego krytycznie. – Obudź się, kolego. Takie bajery kupuje się w sklepie z pamiątkami. – To oni mają sklep z pamiątkami? – Nie. Potem wkroczyła Natasha i nie zdążyła się nawet lekko zniecierpliwić, bo Avę natychmiast posłano do skrzydła medycznego, gdzie

prześwietlano, kłuto i badano każdy najmniejszy fragment jej ciała, a wszystko w towarzystwie Alexa, który ani myślał oddalić się od niej choćby na krok. Kiedy lekarze orzekli, że dziewczyna jest zdrowa – jak koń, biorąc pod uwagę wydarzenia tego dnia – Ava natychmiast się pożegnała i dołączyła do pozostałych. W  tym czasie dywizja szturmowa w  składzie Tony’ego Starka i Natashy Romanoff (czyli połowy Avengersów, jak zauważyła Natasha, a zarazem ładniejszej połowy, jak nie omieszkał dodać Tony) zaatakowała „górę”, domagając się dostępu do osławionego prywatnego terminala Triskelionu. Wspólna inwazja przyniosła skutek – nikt nie potrafił długo odpierać ataków sojuszu Stark-Romanoff. Weszli do środka. Nie upłynęła godzina, a Ava i Alex – teraz ubrani na czarno, jak wszyscy szeregowi rekruci T.A.R.C.Z.Y. – oraz Tony i Natasha zaszyli się kilka pięter pod East River, w laboratorium, które Tony nazywał Kuźnią Mózgów. Pogrążone w mroku pomieszczenie do złudzenia przypominało boisko piłkarskie, choć w rzeczywistości długość żadnej ze ścian nie mogła przekraczać pięciu metrów. To informacje przebiegające przez cały przekrój pokoju zaburzały jego perspektywę. Pomieszczenie było wirtualnie powiększone. Ava i Alex stali ramię przy ramieniu w kącie sali, nie mogąc się napatrzeć na swobodny przepływ danych, które wirowały wokół. – Nieźle. Naprawdę cool. – Alex skinął z  uznaniem głową. Nie wyglądał już na oszołomionego obecnością Iron Mana czy nawet zagrożeniem ze strony armii Ivana. Ava mogła tylko pomarzyć o tak spokojnej postawie. Ona pozostawała czujna. T.A.R.C.Z.A. ją tego nauczyła; nawet to pomieszczenie otaczały trzy niezależnie patrolowane korytarze, zainstalowano też sekwencję alarmów, która resetowała się co godzinę, i wstawiono stalowe drzwi półmetrowej grubości. Dla dziewczyny, która odruchowo szuka dróg ucieczki z każdego pomieszczenia, do jakiego wchodzi, to miejsce było koszmarem. Nie mogła ufać niczemu w tym budynku, nawet jeśli nazywano go Kuźnią Mózgów. – Tak, supercool – powiedziała Ava. Trudno było jednak nie zauważyć, że w pokoju działy się rzeczy, o których podczas pobytu w 7B – czy w dowolnym innym miejscu na świecie – nawet się jej nie śniło. Kiedy przebywała w tajnej siedzibie organizacji, zdarzało jej się ukradkiem zerknąć na niezwykle precyzyjnie zaszyfrowane akta i przypadkiem poznać równie finezyjnie napisane kody, które umożliwiały ich kradzież. Widywała również technologie pozwalające na odpalenie dowolnego samochodu czy otworzenie każdych drzwi. Uważała, że to naturalne. Ale tu była zupełnie nowa jakość. W  jednej chwili tysiące akt T.A.R.C.Z.Y. przepływały po ścianach, otaczając je labiryntem podświetlonych obrazów 
i cyfr, tabel i  wykresów z  różnych podzbiorów, które przeszukiwali Natasha i Tony. Tonęli w zalewie danych, które w mniejszym lub większym stopniu dotyczyły Ivana Somodorova. Natasha pracowała cicho i w skupieniu, ale Tony cały czas gadał. – Wyjaśnij mi to jeszcze raz. Twoja nie tak znowu martwa, dawno zagubiona Czerwona Komnatka wyskakuje w  stolicy Panamy jak filip z konopi. Obawiasz się, że wpędzi w tarapaty obecną tutaj Natashę juniorkę. Ava chrząknęła. – Wypraszam sobie! – Dlatego przygotowujesz atak, porywasz własnego miniaturowego sobowtóra, likwidujesz komitet powitalny Ivana, wskakujesz w samolocik Coulsona i załatwiasz sobie podwózkę pod drzwi T.A.R.C.Z.Y. 13


TYLKO U NAS! PRZEDPREMIEROWY FRAGMENT „CZARNA WDOWA. NA ZAWSZE CZERWONA”

– Miniaturowy sobowtór? Błagam. – Ava nadąsała się. – Tak. Mniej więcej – odparła Natasha, nie podnosząc wzroku. Tony zmarszczył brwi.

– A chłopak? – Wpadł w ogień krzyżowy – odpowiedziała agentka lekceważącym tonem. – Co ty nie powiesz? – westchnął Alex. – Ivan czegoś chce. Uważam, że ma to związek z Avą
i ze mną. Dlatego tutaj jesteśmy – wyjaśniła Czarna Wdowa. Tony skinął głową znad klawiatury. – Bo potrzebujesz pomocy w niańczeniu dzieci? – Bo jestem zawodowym balistykiem, taktykiem i oficerem kontrwywiadu, a nie niańką. – Prymuska – mruknął Alex, trącając Avę stopą. – No i? – Tony zaśmiał się krótko. – Ja zawodowo piję whisky z wodą sodową, zawodowo uwodzę piękne panie oraz – cóż, wszystko robię zawodowo – ale okoliczności się zmieniają, a  ludzie się dostosowują. – Nie wszyscy – odparła Natasha. Nie odrywała wzroku od ekranu przed twarzą, ale ton jej głosu brzmiał niepewnie. Ava przyglądała się jej, doceniając ironię tego wszystkiego. „Moje przekleństwo polegało na tym, że mnie porzuciła, a  jej przekleństwo polega na tym, że nigdy nie będzie potrafiła mnie porzucić”. Dziewczyna odwróciła wzrok. – No cóż, wygląda na to, że Ivan też się za bardzo nie zmienił. Proszę. Mam coś. – Tony stuknął w tablet, a na ścianie wyświetliła się seria obrazów, kolaż światłokopii. – To skany dowodów, które T.A.R.C.Z.A. zdołała zabezpieczyć w noc nalotu w Odessie. Natasha spojrzała na wyświetlany obraz. – Tego właśnie szukałaś, co? Coś mi się zdaje, że jest tego więcej. – Tony usuwał stare pliki z ekranu i wrzucał nowe. Cyfry i obrazy wirowały jak szalone, gdy on przekopywał bazę danych potężnego – i potężnie zabezpieczonego – terminala Triskelionu. Czarna Wdowa chwyciła go za rękę. – Czekaj. Projekt O.P.U.S. Ten. Bingo. Tony przeniósł obraz na ekran. Model wyświetlił się w  samym środku pokoju. Nie był kompletny, wręcz przeciwnie, wyglądał na zniszczony i zmaterializował się tylko częściowo, ale nawet w tym stanie zawisł w powietrzu nad nimi pod postacią trzech półprzezroczystych wymiarów. Kiedy Tony stuknął w ekran po raz drugi, model zawirował jak szalony, ukazując każdy bok, każdy kąt, każdą rysę. Przypominało to jakąś pozszywaną nitowaną metalową skrzynię o długości odpowiadającej wzrostowi człowieka. Zwisały pod nią kłęby przewodów, które przywodziły na myśl martwą ośmiornicę. „Dziwnie znajoma ta martwa ośmiornica”. Ava wstrzymała oddech, a  Alex mocniej objął ją ramieniem. Dziewczyna stała jak zahipnotyzowana. – Teraz pamiętam. Tę… tę rzecz. Była tam. W magazynie Ivana. – Przez tę rzecz wysadziliśmy skład w powietrze – odparła Natasha, uważnie obserwując błyszczące białe linie i cyfry, które przecinały otwartą przestrzeń powyżej. – A więc tylko tyle z tego zostało? Później? – Najwidoczniej. – Tony machał rękami do momentu,
w którym cyfry i obrazy szczelnie wypełniły pomieszczenie. Wreszcie usiadł. – Nawet to, co pozostało, jest dość upiorne. 14

© 2016 MARVEL

– Upiorne? – Zza jego pleców dobiegł głos Avy. – Ja wiem, dlaczego to jest upiorne. Ale skąd ty możesz wiedzieć? – To nie moje słowa. Tak powiedział Einstein. – Tony ponownie stuknął w tablet, a na ekranach za wirującym modelem zamajaczyła twarz Alberta Einsteina. – „Upiorna fizyka” – tak Einstein opisał zjawisko stanu splątanego. – Chwilkę. Możesz to wyjaśnić? – poprosił Alex. – Stan splątany to zjawisko absolutnego sprzężenia fizycznego w czasie i przestrzeni. Według tej teorii dwie odrębne cząstki materii mogą na siebie wzajemnie oddziaływać na przestrzeni ogromnych odległości. Ava zmarszczyła brwi. – Dwie cząstki materii? – Tony mówi o  ludziach – uzupełniła Natasha, nie odrywając wzroku od ścian. – O dwóch osobach. Stark skinął głową. – Weźmy na przykład bliźnięta, które jednocześnie odczuwają ból. Albo matkę, która zbudziła się, ponieważ jej dziecku przyśnił się koszmar. Albo psa, który waruje przy grobie swojego pana. – Podniósł wzrok. – Rzeczywiście, można się kłócić, czy naturalne stany splątane istnieją. Ale co, gdyby podobną więzią można było sterować? Gdyby można było przyciągać materię wedle własnego widzimisię? Natasha usiadła z powrotem na krześle, patrząc na przemykające przed jej oczami dane. – Moskwa uruchomiła projekt O.P.U.S., jeśli te dokumenty są wiarygodne, aby przekształcić teorię stanu splątanego w broń. Jeżeli im się powiodło, odkryli legendarnego jednorożca, na którego poluje każde laboratorium fizyczne na świecie – mówił zafascynowany Tony. Czarna Wdowa z frustracją potrząsnęła głową. – Czy wiesz, kto powiedział dokładnie to samo? Howard Stark, przy czym on opowiadał o promieniach vita. Te same słowa mógłby wypowiedzieć Bruce – o promieniowaniu gamma. Męczą mnie już te jednorożce. Spróbujmy raz 
w życiu zdobyć rasowego konia! Tony ponownie dotknął interfejsu. – Według mnie ten konkretny jednorożec już dawno uciekł ze stadniny, agentko Romanoff. Znalazłem setki akt dowodzących, że w realizację projektu O.P.U.S. zaangażowanych było kilkanaście rosyjskich laboratoriów. Dała za wygraną. – Dobrze. Wiemy zatem, że projekt – bez względu na jego przeznaczenie – to oczko w głowie nie tylko Ivana, ale i Moskwy. – Natasha wyciągnęła rękę w stronę interfejsu 
i ponownie obróciła model. – Ale jak w praktyce przeobrazić taką teorię w broń? – spytał Alex. – Zamieniając ludzi w śmiercionośne narzędzia. – Tony wyprostował się na krześle. – Jeśli się nie mylę, to urządzenie splątywało umysły dwojga nieświadomych ludzi. Działało jak katalizator umysłów. – Ludzi, czyli mnie – powoli powiedziała Ava, która utkwiła wzrok w ścianie przepływających przed nią danych. – To ja jestem tą bronią. – To możliwe. Jedną z tych broni – poprawił Tony. – To niemożliwe – zaprotestowała Natasha. – Powiedz mi, proszę, że to niemożliwe. – Nie jestem tego taki pewien – odparł Tony. – Wyobraź sobie współczesną wersję telepatycznej fuzji umysłu metodą Wolkan. W tym przypadku procesem całkowicie steruje Spock, a biedny ka-


© 2016 MARVEL

pitan Kirk nie jest nawet świadomy, że jego mózg jest poddawany wiwisekcji. Natasha wyglądała na poirytowaną. – To było przed wysadzeniem w powietrze Gwiazdy Śmierci czy później? – Udam, że tego nie powiedziałaś. – Alex roześmiał się. Tony nie poszedł za jego przykładem. – Pomyśl. To idealna metoda szpiegowania międzynarodowych przywódców, potentatów przemysłowych, generałów, sędziów Sądu Najwyższego. Gdyby udało się zespolić umysły dwóch osób, każdy mieszkaniec tej planety mógłby zostać podwójnym agentem. – Nie każdy – odparła Natasha, wpatrując się w wirujący przed nią model. – Ile miałaś lat, Ava? Wtedy 
w Odessie? – Osiem – ledwo wykrztusiła dziewczyna. – Miałam osiem lat. Odeszłam kilka dni przed dziesiątymi urodzinami. – To potwierdza moją teorię. – Natasha przeniosła na ekran artykuł z  ukraińskiej gazety. – Ostatnio też znikają dzieci, nie tylko z Ukrainy. O porwaniach donosi się od Moskwy po Mołdawię. Poprzednio Ivan działał identycznie. – To ma sens. Świeższe umysły – dodał Tony. – O wyższym potencjale adaptacyjnym. Większy przyrost ścieżek neuronowych. To zjawisko obserwuje się do dwudziestego szóstego roku życia, później wszystko trafia szlag. No chyba, że człowiek urodził się… jak to nazwać… Tonym Starkiem? Alex roześmiał się głośno. „Lizus” – Ava popatrzyła na niego z politowaniem. Tony dotknął przycisku i podświetlony model zniknął. W powietrzu zawisły obrazy rosyjskich raportów laboratoryjnych napisanych na maszynie lub odręcznie. POLNAYA SINKHRONIZATSIYA. – „Synchronizacja ukończona” – przetłumaczyła Czarna Wdowa. – My również przechwyciliśmy tę wiadomość. 
A jeśli mówili o Avie i o mnie? – To mamy problem. – Tony wzruszył ramionami. – Czy więź jest silniejsza, jeżeli obie osoby przebywają w pobliżu? – Ty mi powiedz. O ile wiemy, ty i Ava jesteście jedynymi żyjącymi prototypami technologii splątania, które stworzył Ivan. Natasha przysunęła się do Avy wraz z krzesłem. – Dwa razy chwyciłam Avę za dłoń. Po pierwszym kontakcie ogarnęła ją taka zapaść, że ledwo utrzymała się na nogach. Za drugim razem straciła przytomność. Dziewczyna skinęła głową. – Miałam wrażenie, że ciało mi płonie. Jakby poddano mnie elektrowstrząsom. – Później ją straciliśmy. Kompletnie odpłynęła – dodał Alex. Tony sprawiał wrażenie zachwyconego, jego mózg naukowca gnał jak szalony. – Jak dwa żywe przewody. Wyborne! Kapitalne! Stworzył swoisty szlak dopaminergiczny. Mezolimbiczny i mezokortykalny! To… – Naruszenie tajności poziomu pierwszego? – wpadła mu w słowo Natasha. – Katastrofa wywiadowcza? Niespotykane pogwałcenie bezpieczeństwa nie tylko dla T.A.R.C.Z.Y., ale również dla Inicjatywy Avengersów? – Rozumiem, co chcesz powiedzieć – zgodził się Tony. – Obym się mylił, ale co, jeśli one nie są jedynymi prototypami technologii splątania? – spytał Alex. – Wówczas wpadliśmy w większe bagno, niż nam się wydaje. – Tony się zawahał. – Ta impreza dopiero się rozkręca. Nawet jeżeli splątane są tylko Ava i Natasha, jest bardzo prawdopodobne, że wraz

z zacieśnianiem się więzi Ava będzie dysponowała coraz większym dostępem do kory mózgowej Natashy. – Co to oznacza? – Alex spojrzał na Tony’ego. – Że nasza więź nie ograniczy się do identycznego sposobu zeskakiwania z  mostów i  wyprowadzania lustrzanych ciosów, prawda? – spytała Ava. Tony potrząsnął głową. – Nie. Natasha – agentka Romanoff – w pewnym momencie zacznie… wpływać… przeciekać… do twojego mózgu. – Super – oznajmiła Natasha. – Jestem podekscytowana – odparła Ava. Tony zerknął na Natashę. – Przygotuj się na wiwisekcję. Mówię ci to wyłącznie dlatego, że nigdy nie uważałem cię za osobę nadmiernie otwartą – powiedział. – Ani, jeśli mam być w  stu procentach szczery, za wystarczająco otwartą. Czy po prostu otwartą. Odpowiedziała mu niezręczna cisza. – Niech żyje otwartość – rzekł Alex. Tony pchnął swoje krzesło w kierunku Natashy. – Nie zachowasz żadnych sekretów, Romanoff. Ani 
w  związku z naszymi działaniami, ani ze swoją przeszłością. Będziesz jak otwarta księga nie tylko dla Avy, ale dla każdego, kto zyska dostęp do jej świadomości. Ava nie potrafiła spojrzeć na Natashę. To wszystko było zbyt intymne. – Dlaczego więź powstała akurat teraz? Co się zmieniło? – Nie uważam, żeby powstała niedawno. Według mnie sprzężenie wybuchło, kiedy obie miałyście styczność z urządzeniem – wyjaśnił Tony. – W Odessie. Podczas ostatniego spotkania z Ivanem. Natasha skinęła głową. Przypomniała sobie ten moment, podejrzewając, że również Ava przywołała go w pamięci. Błękitne światło. Rozbłysk elektryczności. Piekący ból. – A mimo to coś ją wyzwoliło. Teraz. Po tych wszystkich latach – powiedziała Ava. – Czy nie po to Ivan wyszedł z ukrycia? – głośno zastanawiał się Alex. – Żeby agentka Romanoff uratowała Avę? Ponowne spotkanie prawdopodobnie uruchomiło synchronizację, o której mówił. – Właśnie. – Tony patrzył to na jedną, to na drugą Rosjankę. – Tak jak mówisz. Wystarczyła fizyczna bliskość. To tylko teoria, lecz bardzo prawdopodobna. Wzrok Natashy był lodowaty jak zimowa noc w Nowym Jorku. – No to uruchom ten swój wielki mózg i znajdź sposób, żeby to wyłączyć, Tony. – Och, gdybym tylko potrafił – rzekł Stark, lecz po chwili na twarzy zaigrał mu uśmiech próżności. – Kogo ja próbuję nabrać? Oczywiście, że potrafię to zrobić. – Zerknął na zegarek. Ale dziś jem kolację na Bora-Bora. Wieczorem mam randkę. Natasha niezręcznie wyciągnęła ku niemu rękę. – Dzięki, Tony. Serio. Iron Man westchnął. – Byle nie wywołało to chaosu. Obiecałem Pepper, że robimy sobie wolne od chaosu. – Tak, słyszałam. – Natasha nie wyglądała na rozbawioną. – To przez tę książkę – powiedział, jakby się broniąc. – Zmusiła mnie, żeby ją przeczytać. Prześlę ci. Przerwa od chaosu. Wystarczyło. – Jesteś Tonym Starkiem. Od kiedy musisz prosić 
o dyspensę na życie w chaosie? – Z kobietami nie ma żartów, agentko Romanoff. 15


TYLKO U NAS! PRZEDPREMIEROWY FRAGMENT „CZARNA WDOWA. NA ZAWSZE CZERWONA”

© 2016 MARVEL

ROZDZIAŁ 17: NATASHA

BAZA T.A.R.C.Z.Y. W TRISKELIONIE
 WSPANIAŁE MIASTO NOWY JORK – EAST RIVER Wiecie, co mówią. Do piętnastu razy sztuka! – radośnie oznajmił Tony. – Nikt tak nie mówi. – Natasha zerknęła na niego groźnie. – Nigdy. – Według przysłowia po piętnastym razie należy pogodzić się z porażką – podpowiedział Alex. – Nie znam takiego przysłowia – odparował Tony, uciszając go machnięciem dłoni. Czternasta próba zerwania mentalnej więzi pomiędzy Avą a Natashą prawie doprowadziła do obrócenia połowy głowy drugiej z nich w popiół, nic zatem dziwnego, że Czarna Wdowa kręciła nosem. Niepewnie spojrzała na Avę, która siedziała przy niej na metalowym taborecie na środku pokoju. „Dwie kaczuszki do odstrzału” – pomyślała. – Czy on zawsze tak ma? – spytała Ava. – Zawsze – odparła Natasha. – Daj spokój. Nie widziałaś filmu dokumentalnego? – zaprotestował Alex, który stał za ich plecami. – Tony Stark – żelazna wola? To pierwowzór amerykańskiego optymisty. – Tak właśnie! Dobrze mówi. – Tony uśmiechnął się, podnosząc lampę lutowniczą. – Żaden z  niego pierwowzór – droczyła się Natasha. – Pierwowzorem był Rogers. Wyprzedził go o pięćdziesiąt lat. – Dopiero się rozkręcam – odparł Tony, nasuwając maskę lutowniczą na twarz. – Odwrócone psie lata. Jakie to lata, kocie? – Superżołnierz Steve Rogers? – Alex przełknął ślinę. – Podoba mi się ten dzieciak. – Spod lutownicy Tony’ego wzlatywały iskry. – Dzieciak zostaje. Gdy wypowiedział te słowa, wokół całej czwórki eksplodowała seria błysków. Natashy pociemniało przed oczami, a w umyśle mignął widoczny przez ułamek sekundy obraz – rozmazana postać tańczącej dziewczynki. Zniknął zbyt szybko, żeby dało się ustalić, kim była. Czarna Wdowa wiedziała tylko, że to nie ona sama. Ale i ona coś usłyszała. Pieśń. „Czy to Czajkowski?”. Ale muzyka ucichła równie szybko, a  Natasha, odzyskawszy wzrok, zobaczyła, jak Tony upuszcza stertę płonących przewodów na kafelkową podłogę. Dwóch techników laboratoryjnych spryskało płonący stos pianką gaśniczą. – Tym razem coś zobaczyłam – powiedziała Natasha. – Tak mi się wydaje. 16

– Niech zgadnę: gwiazdki? – Alex objął wzrokiem spopielone szczątki po próbie numer piętnaście. Natasha się zamyśliła. „Co widziałam?”. „Wspomnienia Avy? Czy naprawdę zajrzałam do jej umysłu?”. Poczuła, że puls w jej żyłach przyspieszył. Zrozumieć ideę stanu splątania to jedno, ale doświadczyć go na własnej skórze? Po raz pierwszy Natasha uświadomiła sobie, że Ava naprawdę potrafi czytać w jej myślach. I może zdobyć dostęp do jej wspomnień. Pomysł ten wydał jej się bardziej niż przerażający. Myśl, że ktoś mógłby ujrzeć jej przeszłość, niemal przyprawiła ją o nudności. – Mam to gdzieś. Więcej nie przyłożę tego do głowy – zaprotestowała Ava, zdzierając z siebie dymiące elektrody. – Życie jeszcze mi miłe! Natasha spojrzała na pozostałe czternaście zwęglonych stosów, które leżały na podłodze. Chociaż pomieszczenia laboratoryjne Triskelionu były supernowoczesne, Tony nie robił wielkich postępów – przynajmniej dzisiaj rano. Właściwie robił wszystko poza postępami. „Zmobilizuj się, Tony. Wyrzuć ją z mojej głowy”. „Nie wiem, czy uda mi się to dłużej wytrzymać”. Proces przebiegał mozolnie. Tony rozpoczął wieczór, naprędce projektując kwantowy rozplątywacz Starka, po którym bardzo szybko powstał kwantowy splątywacz Starka, niebawem zastąpiony podręcznym kwantowym hipnotyzerem Starka, kwantowym symulatorem snu paradoksalnego Starka oraz kwantowym ultrasonografem Starka. Mężczyzna z entuzjazmem dziecka opatrywał kolejne urządzenia słowami „kwant” i „Stark”. Teraz przed twarzami Avy i Natashy trzymał dwa iskrzące kable elektryczne i garść elektrod. – Runda szesnasta. Nowy pomysł. Bufor hipokampowy Starka. – Przypiął nowe elektrody do skroni Avy. – Albo kanapka kompostowa Starka, jeśli uznasz tę nazwę za bardziej chwytliwą. Po prostu to załóż. Ava odkleiła elektrody. – Żebyś poddał mnie kolejnemu kwantowemu wstrząsowi elektrycznemu Starka? Zapomnij. W niczym to nie pomaga. Alex skinął głową. – Racja. Bez urazy, ale równie dobrze mógłbyś im kazać, żeby wetknęły widelec w gniazdko elektryczne.


© 2016 MARVEL

– Hmm, to nie byłoby takie… – podjął Tony, wpatrując się 
w sufit. Potem potrząsnął głową. – Dobra, nieważne. Coś podobnego zrobiliśmy przy siódmym podejściu. Teraz spróbujmy tego. – Ponownie wysunął przed siebie iskrzące przewody. Ava popatrzyła na niego jak na wariata. Natasha musiała przyznać, że w tym momencie ocena ta była dość sprawiedliwa. – Ja pasuję. Zawołaj mnie, kiedy już skonstruujesz kwantowy spopielacz Starka. Do tego czasu odmawiam zabawy twoim badziewiem. – Moja technologia – Tony się obraził – nigdy nie jest badziewiem. No, prawie nigdy. Alex z uniesionymi brwiami przyjrzał się czternastu zużytym prototypom, które ich otaczały. Tony wzruszył ramionami. – A przynajmniej rzadko jest. Na tym poprzestańmy. – Avo, gdyby istniała inna metoda, nie byłoby nas tutaj – odparła Natasha. – Zaufaj mi. – Dlaczego? Dlaczego miałabym ci zaufać? – Ava zsunęła się ze stołka i odeszła, zrzucając ze stołu stos schematów elektrycznych, zwojów przewodów, przełączników, kolb lutowniczych i  narzędzi we wszystkich rozmiarach. Dziewczyna nie miała zamiaru pozwolić, żeby ktoś ponownie zbliżył dowolne z tych ustrojstw do jej głowy. – Dlaczego? A pomyślałaś o bezpieczeństwie narodowym? O konieczności utrzymania… – Natasha wstała. Nie miała pojęcia, jak z  nią rozmawiać – nastolatka przypominała ją w  wielu aspektach, a jednocześnie była tak różna. „Ona ma tylko siedemnaście lat”. Natasha obserwowała ją, oceniając jej możliwości. „Kolejny wystraszony królik w zimowej pułapce” – pomyślała. Jakże znajomy widok. „Jaka podobna byłam do niej w tym wieku”. „I jak mocno ona mnie teraz nienawidzi”. Dopiero gdy Ava podeszła pod hermetyczne drzwi laboratorium, drogę zagrodzili jej dwaj uzbrojeni mundurowi. Skrzyżowała ramiona. – Poważnie? Zmusicie mnie, żebym tutaj została? A  ja, głupia, myślałam, że wszystkie te kłódki i blokady mają uniemożliwić ludziom wejście, nie wyjście. Ciszę, która zapanowała w  pomieszczeniu, przerwała zbłąkana iskra, od której zapłonął stojący w pobliżu kubeł na śmieci. Eksplozja wprawiła w ruch wózek laboratoryjny, który wjechał na dwóch techników. – Nie dotykaj tego! – ryknął Tony na bardziej przerażonego z laborantów. – Co ci się wydaje? Że to toster? – Zawiesił głos. – Faktycznie. Spryciarz z ciebie. Da się na tym usmażyć bagietkę. Francuską bagietkę. A nawet całą Francję. Ale nie dotykaj tego. Wynoś się stąd natychmiast. Już. Obaj technicy rzucili się do wyjścia. Żandarm wstukał na klawiaturze obok stalowych paneli kod i drzwi rozsunęły się. – Ach, tak, oni mogą wyjść? Tylko ja mam tu siedzieć? A mówią, że Ameryka to wolny kraj. – Ava spiorunowała go wzrokiem. – Powinniśmy zrobić przerwę – zasugerował Alex. – Naprawdę długą. Czarna Wdowa spojrzała na Tony’ego, który bezradnie wzruszył ramionami. „Dzięki za pomoc, Stark”. Podeszła do stojącej przy drzwiach nastolatki i niezręcznie położyła dłoń na jej barku. – Avo – podjęła Natasha. – Wiem, że jest ci ciężko.

– Błagam. – Ava obróciła się, żeby spojrzeć jej w oczy. – Co? – Przestań. Po prostu przestań. Dlaczego zachowujesz się tak, jakbyś chciała zostać moją najlepszą przyjaciółką? Nie jesteś niczyją sestrą. Nie mam siostry i nie wiem nawet, co się stało z moimi rodzicami, a wszystko dzięki Ivanowi Somodorovowi – irytowała się Ava. Alex spoglądał na nią ze współczuciem. Czarna Wdowa skinęła głową. – Wiem, jakie to uczucie stracić rodziców – powiedziała. – Gdybyś tylko pozwoliła mi… – Nie. Drugi raz nie dam się na to nabrać. Nie boję się ciebie. Już nie. Natashę zaskoczyła wyzywająca mina Avy. Ta sama wiara i niewinność jak w przypadku jej napadów złości. „A  jednak powinnaś się bać, malutka. Powinnaś się bać bardzo wielu rzeczy”. „Ten świat to okrutne miejsce dla dziewczynek Ivana”. Natasha długo milczała, zastanawiając się, jak najlepiej wznowić rozmowę. Wreszcie zaczęła: – Posłuchaj mnie, Avo. Masz pełne prawo myśleć inaczej, ale jestem tu po to, żeby pomóc. Po raz drugi pragnę uchronić cię przed usmażeniem przez Ivana Dziwnego. Wiem, jak to jest. Byłam tam, pamiętasz? „I byłam dokładnie taka jak ty, dawno temu”. – Byłaś tam? – zadrwiła Ava. – Kiedy cię potrzebowałam, nigdy cię przy mnie nie było. Nie życzę sobie, żebyś pojawiała się z powrotem w moim życiu, kiedy akurat zapragniesz zgrywać bohaterkę. Doskonale sobie radziłam. Nie miałam wyjścia, bo zostawiłaś mnie samą sobie. – Doskonale? – Natasha uniosła brew. – Jesteś zbiegiem. Koczujesz w piwnicy. Jesz w schroniskach i garkuchniach. Jesteś bezdomna. Alex wzdrygnął się, kompletnie zaskoczony. Ava mocno się zarumieniła. – Przynajmniej nie zakradam się na turnieje szermiercze, żeby straszyć ludzi sztuczną twarzą. Tony się rozpromienił. – Proszę, to się nazywa sprzężenie zwrotne! Teraz ku czemuś zmierzamy. Wreszcie wymieniamy myśli. „Poddaję się” – pomyślała Natasha, rzucając wzrokiem gromy. – Czy ktoś ogłosił przerwę? Popieram! Dobry pomysł. – Alex próbował chwycić dłoń Avy, ale odsunęła ją. Nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Teraz to w jej źrenicach błyskały ognie furii. – Dobrze wiedzieć, że mnie pilnowałaś, sestra. Dobrze wiedzieć, że ci zależy. – Wyciągnęła stary, porysowany iPod z kieszeni i cisnęła nim przez pokój. Natasha skrzywiła się z politowaniem, ale to był dopiero początek. – Zabieraj swój iPod. Zabieraj wszystkie tandetne prezenty urodzinowe, które wysyłałaś bez życzeń i bez podpisu. Nigdy ich nie chciałam! – krzyczała Ava. – Chciałam tylko mieć przyjaciółkę. Jedną znajomą twarz w całym kraju obcych. Widzę, że prosiłam o zbyt wiele. – Chodź, Ava. – Alex delikatnie położył dłoń na ramieniu dziewczyny. Natasha spróbowała ponownie. – Wysłuchaj mnie, proszę – podjęła jeszcze jedną próbę. – Mam pomysł. I nie pozwolę, żeby Ivan Somodorov się do ciebie zbliżył. Daję ci moje słowo. 17


TYLKO U NAS! PRZEDPREMIEROWY FRAGMENT „CZARNA WDOWA. NA ZAWSZE CZERWONA”

„Przyjmij obietnicę”. „Pozwól sobie pomóc”. „Potrzebujemy się wzajemnie, nawet jeśli nigdy tego przed sobą nie przyznasz”. – Twoje słowo? – Ava parsknęła. – Gdzie było twoje słowo przez ostatnie osiem lat? Gdzie byłaś ty? T.A.R.C.Z.A. uznała, że dla mojego własnego dobra lepiej zamknąć mnie w celi, ale nie wyszło mi to na dobre, uwierz. Nic dobrego nie przyniosło osiem lat samotnie spędzonych w 7B, na nic się zdała samotna podróż nieoznakowaną furgonetką
i lekcje w bazie T.A.R.C.Z.Y., nic nie dało wkuwanie konstytucji kraju, który zdążyłam znienawidzić. Teraz to Czarną Wdowę ogarnęła wściekłość. – Znienawidzić? Bo stłukł cię na kwaśne jabłko? Wyprał mózg? Zakuł w kajdany? Zmusił do kradzieży, kłamstwa 
i zabójstwa? – Wypluwała słowa w niekontrolowany sposób. – Nie?! Przepraszam zatem, że nie mogłaś wyczyniać takich figli-migli, na jakie przychodziła ci ochota. Przykro mi, że nie wysłaliśmy cię na wielki bal. Przepraszam, że ci wszyscy ludzie tylko cię karmili, ubierali i utrzymywali przy życiu. Dziewczyna odpychała wspomnienia, które nieustającymi falami napływały do umysłu. Bicie i siniaki. Porażki i groźby. Blizny, które Ivan wyciął w jej skórze i w jej psychice. – Utrzymywali mnie przy życiu? Może moje życie byłoby ciekawsze, gdybyście nie próbowali tego robić. Oczy Natashy pociemniały ze smutku. – Nie mów tak. Nie masz pojęcia, o czym opowiadasz. Nie byłoby ciekawsze, ale krótsze… – Wygłupów – przerwał Alex. Rozmowa się urwała. Nikt nie wiedział, co odpowiedzieć. Alex wyprostował się na krześle. – Powinnaś była powiedzieć wygłupów, nie „figli-migli”. Tak mówią dzieciaki. Normalne dzieciaki, znaczy się. Nie takie jak wy. Natasha posłała mu druzgocące spojrzenie. Ava okazała zniesmaczenie. Alex nic sobie z tego nie robił. Wzruszył ramionami. – A  „wielki bal” to u  nas studniówka. Zgaduję, że u  was tego nie ma. – Do czego zmierzasz? – Natasha patrzyła na niego zdezorientowana. – Do tego, że macie więcej wspólnego, niż wam obu się zdaje. Natasha wzięła głęboki oddech i odwróciła się do Avy. – Grzejnik czy górna rama łóżka? „Wiesz, o czym mówię”. Ava oniemiała. – Do czego przypinał cię kajdankami? – spytała Czarna Wdowa, pochylając się nad dziewczyną. „Kiedy cię bił”. „Kiedy więził cię jak zwierzę”. Oczy Avy błyszczały. Natasha obojętnie poruszyła barkami. – Kiedy płakałaś albo mówiłaś, że jesteś głodna, lub prosiłaś o skorzystanie z łazienki. Albo kiedy nie okazywałaś mu wystarczającej wdzięczności, że wybrał cię na jedną ze swoich dziewczynek. „Albo wszystko to naraz – pomyślała Natasha. – Tak jak w moim przypadku”. Zapadła grobowa cisza. Czarna Wdowa odwróciła się do Tony’ego. – Niepotrzebnie tu przyjeżdżałam. Odstawmy Alexa do domu, a dziewczynę oddajmy komuś pod tymczasową opiekę. 18

© 2016 MARVEL

„Twoja decyzja, ptieniec”. Natasha zamierzała wymówić te skierowane do Avy słowa głośno, ale nie potrafiła. Już i tak powiedziała za dużo. „Nie potrafię ci pomóc. Nie tak”. „Cokolwiek postanowisz, Avo, będziesz potem musiała z  tym żyć”. „Tak samo jak ja”. Natashę ciekawiło, czy Ava słyszy jej myśli. Podejrzewała, że nie, przynajmniej na razie. W każdym razie nie trzeba było telepaty, by się domyślić, jakie metody stosował 
w Czerwonej Komnacie Ivan Somodorov. – Dobrze – odparł Tony. – Każę podstawić samochód. – Odłożył śrubokręt, wzruszając ramionami. – Załatwione. – Zlew – niespodziewanie odparła Ava. – Rura pod zlewem. „Oczywiście” – pomyślała Natasha, przymykając powieki. „Lepsza akustyka”. „Chciał, żeby pozostałe dziewczyny słyszały krzyki”. W  pokoju zapadła tak głęboka cisza, że można było usłyszeć przelatującą muchę. – Nie pamiętam wiele, ale to sobie przypominam. Przywykłam do tego, co robił. Wszystkie przywykłyśmy. Tylko do jego słów nigdy nie potrafiłam się przyzwyczaić. – Ava mówiła cichym, lecz nie słabym głosem. Jeżeli opowiadanie o tym coś w niej budziło, to tylko dodatkowe pokłady siły. „I złości”. Natasha odczytywała to z jej twarzy. „Dobrze”. „Powinnaś czuć złość”. „Doda ci sił”. Wszyscy patrzyli na Avę, lecz ona jedynie wzruszyła ramionami. Jeśli miała coś jeszcze do powiedzenia, postanowiła tego nie mówić. Nie tutaj. – Chodźmy – rozkazała Czarna Wdowa. Działała stanowczo, wykazując większą pewność siebie niż wcześ­niej. Natasha zrozumiała jedno: Ava jest słaba i  złamana, jak niegdyś ona sama. Czarna Wdowa musiała ją chronić, musiała wszystkich otoczyć parasolem bezpieczeństwa. Nastolatka była podatna na zranienie i wrażliwa, a zadaniem Natashy było dopilnować, żeby nikt tego nie wykorzystał. „Ani Ivan, ani nikt inny”. – Musisz się ukryć – oświadczyła Natasha. – Słucham? – Ava wyglądała tak, jakby ktoś właśnie uderzył ją w twarz. – Ośrodek T.A.R.C.Z.Y. to dla ciebie najbezpieczniejsze miejsce. W niecałą godzinę zostaniesz odizolowana od reszty świata. Nikomu nie uda się do ciebie dotrzeć. Nie bez powodu nazywają to miejsce azylem – wyjaśniła agentka. „Nie jest to azyl całkowity, ale większego bezpieczeństwa nie potrafię zapewnić”. „Przynajmniej do czasu odkrycia przez Tony’ego metody pozwalającej zerwać więź”. – To znaczy twoje tajemnice będą bezpieczne. Czy nie 
o to się tak naprawdę troszczysz? Bo jeśli uda im się dotrzeć do mnie, zdołają dotrzeć do ciebie? Bo wiem, w której szufladzie trzymasz bieliznę, a w której szafie wszystkie trupy? – gorzko zauważyła Ava. – Avo, przestań – ostrzegła Czarna Wdowa. – Nie przestawaj – wtrącił Tony, udając zaintrygowanie. – Szuflady są piekielnie interesujące. Ava, niezrażona, ciągnęła:


© 2016 MARVEL

– Ponieważ wiem, jak bardzo złamane jest twoje serce? Ponieważ wiem, jak bardzo się boisz – nie śmierci, ale życia? – Zamilcz – ostrzej warknęła Natasha. – Dlaczego? Bo wiem o tobie więcej niż ty sama? Przykro mi to mówić, agentko Romanoff, ale przygnębiający z ciebie egzemplarz. – Dość! – Czarna Wdowa gotowała się z wściekłości. – To koniec ciebie. Mnie. Wszystkiego! Ava roześmiała się w głos. – Jak to koniec? To się nigdy nie zaczęło. Twoje życie nigdy się nie rozpoczęło, bo nigdy go nie miałaś. Zero prawdziwych przyjaciół. Żadnej rodziny. To jest twoja wielka tajemnica? Że w głowie nie masz wspomnień, tylko teczkę z aktami? Że to wcale nie bycie superbohaterką jest dla ciebie najtrudniejsze? Że tak naprawdę boisz się być człowiekiem? – Tak – niespodziewanie zgodziła się Natasha, szokując Avę, która aż cofnęła się o krok. – Co? Tony przenosił wzrok to na jedną, to na drugą rywalkę. Nawet Alexa ogarnęła ciekawość kibica. – Punkt dla ciebie. Załatwiłaś mnie. Szczęśliwa? Super. A teraz zbieraj manatki. Idziemy. Z oczu Avy wciąż sypały się błyskawice. Potrząsnęła głową. – Nie wrócę tam. Nie do 7B. – Ivan Somodorov ostrzy sobie zęby na nas obie, Avo. Nic na to nie poradzę. Przynajmniej dopóki przebywa na wolności – rzekła Natasha. – Lecz jeżeli naprawdę potrafisz czytać w moich myślach, już się o tym dowiedziałaś. Skoro twój monolog dobiegł końca, to się zbierajmy. – Niech sobie ostrzy. Nie dam się zapuszkować po raz drugi. Ava zerknęła na Tony’ego, który wzruszył ramionami. – Przykro mi, mała. Dziewczyna błagalnie spojrzała jeszcze na Alexa, widząc w nim ostatnią deskę ratunku. Wyciągnął dłoń, patrząc na pozostałych. – Podarujcie jej tę noc, okej? Dajcie jej czas do jutra, niech się z tym oswoi. – Tę noc? – Ava posłała Alexowi kąśliwe spojrzenie. Nie pozwolił, żeby go to powstrzymało. – Potem zrobi wszystko, co jest wymagane do zapewnienia bezpieczeństwa. Sam pójdę z nią do kryjówki. Wszyscy chcemy tego samego. Prawda? – Alex zachęcająco kiwnął głową. Popatrzyła na niego, jakby postradał zmysły. – Chcemy? Mocno ścisnął jej dłoń. Potrząsnęła głową, posyłając mu dziwne spojrzenie, po czym odwróciła się do Natashy. – Dobrze – rzekła. – Jutro. Wtedy wrócę do 7B. Natasha skinęła na żandarma, który dotknął klawiatury, żeby rozsunąć drzwi. – Jutro. „I tak tu wrócisz, ptieniec”. „W ten czy inny sposób”. – Proszę tylko o  jedno. – Ava posłała Natashy ostatnie twarde spojrzenie. – Gdy jutro będzie po wszystkim, zostawisz mnie w spokoju. Nigdy więcej nie chcę oglądać twojej twarzy. Obiecaj mi to. Kamienne oblicze Czarnej Wdowy nie zdradzało najmniejszego śladu emocji. – Uwierz mi, sestra, inaczej sobie tego nie wyobrażałam.

WYŁĄCZNIE DO WIADOMOŚCI T.A.R.C.Z.Y. POZIOM DOSTĘPU X DOCHODZENIE WS. ŚMIERCI NA SŁUŻBIE [ŚNS] REF.: SPRAWA T.A.R.C.Z.A. NR 121A415 AGENT PROWADZĄCY [AP]: PHILLIP COULSON RE: AGENTKA NATASHA ROMANOFF ALIAS CZARNA WDOWA ALIAS NATASHA ROMANOVA ŹRÓDŁO PROTOKOŁU: DEPARTAMENT OBRONY [DO], PRZESŁUCHANIA W RAMACH ŚLEDZTWA WS. ŚNS DO: Odczuwałaś niepokój? Wiedząc, że ktoś obcy uzyskał dostęp do twojego umysłu, do twoich wspomnień? ROMANOFF: Nie pierwszy raz mnie to spotkało. Wie pan o tym. DO: Oczywiście, wiem. Czy w związku z tym łatwiej czy trudniej było się z tym pogodzić, agentko? ROMANOFF: Gdy prywatne myśli przestają być prywatne, nic nie jest łatwe, sir. DO: Dla niektórych jest to szczególnie uciążliwe, agentko. ROMANOFF: Jeśli pyta pan, czy czułam się niekomfortowo z powodu splątania z Avą, to odpowiedź jest banalnie prosta: tak. Ale jeśli pyta pan o  to, czy celowo naraziłam ją na niebezpieczeństwo, to znaczy, że 
w ogóle mnie pan nie zna, sir. DO: Wiem tyle, ile mi powiesz, agentko. Ja tylko próbuję to wszystko pojąć. ROMANOFF: Czy kiedykolwiek przyszło panu do głowy, że istnieją ludzie, których bardzo zmartwiłoby przedostanie się moich wspomnień do wiadomości publicznej? DO: Na przykład? ROMANOFF: Pan niech mi to powie. Sama się na to śledztwo nie wprosiłam. Kto zlecił panu to przesłuchanie? DO: To ściśle tajna informacja. ROMANOFF: Nie ma mowy o prawdziwym przesłuchaniu, dopóki nie powie pan tego, co chcę usłyszeć, sir. 19


M A G A Z Y N

20


PISZESZ? RYSUJESZ? CHCESZ POCHWALIĆ SIĘ SWOJĄ TWÓRCZOŚCIĄ, PODZIELIĆ SIĘ Z NAMI PRZEMYŚLENIAMI NA TEMAT PRZECZYTANEGO KOMIKSU ALBO OPINIĄ DOTYCZĄCĄ NASZEGO MAGAZYNU? NAPISZ DO NAS!

miętamy odgrażał się w sieci, że przyśle nam niespodziankę. No to przysłał... Cześć, w  załączniku przesyłam Spidey’a  narysowanego dawno temu, bo w 2004 roku. (...) Kiedyś trochę rysowałam, ale praca naukowa zjada mój cały czas.

Monika, pieszczotliwie zwana w redakcji mianem „Lady Stark” z  racji swojego uwielbienia względem postaci Tony’ego Starka/Iron Mana wielokrotnie okazywanego na fanpage’u magazynu obiecała pochwalić się nam swoim talentem artystycznym. No i cóż – talent jest, ale... gdzie jest Tony!?

Monika „Innuendo” Wesołowska,

Makaron z tobą, HerManie! Zrobiłem komiksa, takiego tam... wystąpiłeś nawet. To wysyłam, co nie? (...) Jon Spaghetti Makaron opanował świat – stał się afrodyzjakiem i międzynarodowym symbolem miłości („Zakochany Kundel”), magnesem na gwiazdy (Sophia Loren w  Malborku), a  nawet... obiektem wierzeń ( „kościół” Latającego Potwora Spaghetti). A  skoro tak, tylko kwestią czasu było, kiedy wielomilionowa społeczność „makaroniarzy” zyska swojego własnego superbohatera z  krwi i  kości z  domieszką... dodatku skrobiowego. Oto bowiem objawił się nam Jon Spaghetti – makaronowy superbohater prosto z  internetu, a  przy okazji wierny fan naszego periodyku, który odkąd paNA WASZE LISTY Z DOPISKIEM „HERM@IL” W TYTULE CZEKAMY POD ADRESEM redakcja@superhero.com.pl

21


KONKURS!!!

ZA MIESIĄC...

KONKURS!!!

Walka ze złem wymaga poświęceń – czasem nawet tych najwyższych... Ostatni syn planety Krypton, pomimo oskarżeń o stawianie się ponad jurysdykcją ziemskich władz, bluźniercze przypisywanie sobie boskich przymiotów i nieliczenie się z losem prostego człowieka nie zawahał się więc poświęcić swego życia w obronie swoich nowych krajan. Tyle, że Bogowie przecież podobno wcale nie umierają... Co zatem oznacza scena wieńcząca film „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” i czy filmowy Człowiek ze Stali wzbije się jeszcze kiedyś w powietrze?

Wielka, bratobójcza wojna Mścicieli dobiegła końca, ale konflikt nie został zażegany... Co gorsza, zniesmaczony sytuacją lider rebeliantów i najbardziej szanowany spośród ziemskich herosów odrzucił ikoniczną tarczę pozbawiając Amerykę jednego z jej najważniejszych symboli. Wujek Sam i świat superbohaterów nie znoszą jednak próżni – dziedzictwo musi być kontynuowane. Który z bohaterów kinowego uniwersum MARVELA zatem podejmie tarczę i zostanie nowym Kapitanem Ameryką?

Spośród odpowiedzi przesłanych na adres redakcja@superhero.com.pl do dnia 26 października 2016 r. wybierzemy trzy najciekawsze pomysły, których autorów nagrodzimy premierowymi płytami

Spośród odpowiedzi przesłanych na adres redakcja@superhero.com.pl do dnia 26 października 2016 r. wybierzemy trzy najciekawsze pomysły, których autorów nagrodzimy premierowymi płytami

DVD z filmem „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów”

DVD z filmem „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”

M A G A Z Y N

JAKI OJCIEC TAKI SYN! © 2016 MARVEL

© 2016 Warner Bros. Entertainment Inc. All rights reserved.

SuperHero Magazyn 7/2016  

TYLKO U NAS: przedpremierowo dwa rozdziały powieści MARVELA Czarna Wdowa. Na zawsze czerwona. 77 lat w cieniu Nietoperza – z okazji nadchodz...