Page 1

czasopismo studenckie

źródło: Internet

TEMAT NUMERU

Karnawał w Polsce jest znany tylko z nazwy – Karol Kruk, Wicemistrz Świata w Tańcu Par Karaibskich opowiada o tańcu, karnawale i umiejętnościach tanecznych Polaków.

studenCKa

Ponadto: wywiad z kapelanem Korony Kielce, słów kilka o Walentynkach i historii Tłustego 1 Czwartku, o nietypowej wystawie we Wspak i kieleckim finale WOŚP.

idi.ujk.edu.pl Nr 1(3) luty 2016

studenCKa


PUBLICYSTYKA

źródło: www.ujk.edu.pl

Wydawca: dr Jolanta Dzierżyńska-Mielczarek Redaktor naczelny: Agata Chrobot Redaktor techniczcny: Adam Ciołkowski Korekta: Agata Chrobot 2

Autorzy tekstów: Yago Rodriguez Barril, Karolina Ciszek, Natalia Duliban, Karolina Gajda, Manuel Rodríguez Graña, Mateusz Michałek, Karolina Mietłowska, Marta Nowak, Anna Sitarska, Martyna Soboń.

studenCKa


DROGI CZYTELNIKU

Drodzy Czytelnicy, kolejne styczniowo-lutowe wydanie StudenCKiej przeglądacie już w nowym roku. Zapewne większość z was miała ambitne postanowienia. Jeśli nic z nich nie wyszło – nie warto się zadręczać, tylko znów wziąć do pracy. Prezentujemy Wam kilka rad, jak osiągnąć sukces. Z tego numeru dowiecie się skąd tak naprawdę wziął się Karnawał i jak wygląda w innych państwach, a także co o umiejętnościach tanecznych Polaków i polskiej zabawie karnawałowej myśli Karol Kruk – Wicemistrz Świata w Tańcach Par Karaibskich. Ponadto znajdziecie słów kilka o tłustym czwartku, o nietypowej wystawie w kieleckim Klubie Studenckim Wspak, a także informację ile pieniążków udało się zebrać podczas kieleckiego finału WOŚP. Ponadto prezentujemy krótki artykuł o rozważaniach nad Świętem Zakochanych i wywiad z

studenCKa

księdzem Krzysztofem Banasikiem, bo jak miłość – to też do Boga i do piłki nożnej. No właśnie, wielkimi krokami zbliżają się Walentynki. Jak co roku zastanawiam się: po co jest to święto? Aby sklepy mogły kusić potencjalnych klientów pluszowymi serduszkami na wystawach i zwiększały swoje obroty – bo przecież trzeba kupić prezent? Wydaje mi się, że Święto Zakochanych to nich innego jak tradycja. Życzę Wam, Drodzy Czytelnicy, żeby dla was tradycją, na przekór wszystkiemu, była miłość i życzliwość. Nie tylko w stosunku do swoich partnerów, ale do innych, obcych ludzi. Życzę także żeby miłość nie była „odświętna i droga”, ale by gościła w codzienności i małych rzeczach. Redaktor naczelnia Agata Chrobot

Spis Treści KARNAWAŁ Viva la Carnival - czyli krótka historia karnawału..................................s. 4 Całe moje życie to taniec..........s. 8 CARNIVAL IN CANGAS........s. 12

MIŁOŚĆ Walentynki - hit czy kit.............s. 14 Pycha kroczy przed upadkiem...s. 20

KULTURA Beksiński we Wspaku................s. 26 San Valentine’s daay is not for Her, thank God...................................s. 28

INNE Serduszkowe zjednoczenie ludzi..s. 30 Nowy Rok, nowa/y ja...................s. 32 Tłusty Czwartek - dzień kalorycznej rozpusty.........................................s. 34

3


PUBLICYSTYKA

Viva la Carnival – czyli krótka historia karnawału Karnawał? Skąd wzięła się jego nazwa i dlaczego odbywa się w okresie zimowym? Za czyją sprawą pojawił się w Polsce? Gdzie ma miejsce najpopularniejsza impreza karnawałowa w Europie i na świecie? Starożytny Rzym i Grecja Etymologia słowa „karnawał” przybliża nam co nieco jego historię. W języku włoskim „carne vale” – oznacza „pożegnanie z mięsem”. Słowa te symbolizowały zaprzestanie spożywania pokarmów mięsnych oraz rozpoczęcie Wielkiego Postu. Stąd też okres, w którym trwa karnawał – od Trzech Króli do Środy Popielcowej. W starożytności, wyrażenie „cirrus navalis” oznaczało wóz, którego w Rzymie używano podczas pochodów ku czci Izydy i Bachusa oraz w Grecji w trakcie Dionizji. Za początek karnawału można uznać również rzymskie igrzyska zimowe, organizowane dla boga Saturna. Podczas zimowej olimpiady dochodziło do niecodziennych zwyczajów – bogaci przywdziewali stroje niewolników, służba otrzymywała wolne. Tańce i zabawy, które towarzyszyły tym wydarzeniom, również miały symboliczne znaczenie – były gwarantem urodziwych plonów. 4

Polska Na ziemiach polskich karnawał zagościł wraz z pojawieniem się królowej Bony. Nazywany był zapustami lub mięsopustem. Pierwsze określenie związane jest z pustem – odświętnie ubranym chłopcem, obwożonym po wsi na saniach. Zapusty, inaczej zwane kusymi dniami, to dzisiejsze ostatki. Wszystkich uczestników bali karnawałowych obowiązywały stroje. Popularnym wśród mężczyzn zwyczajem było przebieranie się za kobietę. Podczas ostatków młode dziewczyny rzucały uplecione wianki na drzewa – w ten sposób wróżyły sobie przyszłego męża. Mięsopust rozpoczynał się na trzy dni przed końcem karnawału. Na bogato zastawionych stołach królowały tylko i wyłącznie potrawy mięsne. Wtorek przed Środą Popielcową kończył mięsopust. Wtedy w gospodach, na wspólnej uczcie zbierała się młodzież i świętowała do północy. Karnawałowi w Polsce towarzyszyło także spożywanie tłustego i słodkiego jedzenia. Stąd też prawdopodobnie tradycja Tłustego Czwartku. Ówczesne przysmaki nie miały wiele wspólnego z obecnymi. Pączki nadziewano cebulą i słoniną, faworki okraszano skwarkami. Wykwintnym balom towarzyszył również alkohol –

wódka pędzona z fermentowanego żyta oraz miód. Nieodłącznym elementem karnawału były kuligi. Wenecja W Europie, najpopularniejsze obchody karnawałowe mają miejsce w Wenecji. Początki karnawału sięgają tu około XI wieku. Obchodom zawsze towarzyszyły liczne bale maskowe i przedstawienia teatralne. Popularnym pozdrowieniem wśród gości było „Buongiorno signora maschera!”, co w wolnym tłumaczeniu oznaczało „Witaj pani masko!”. Ponieważ nieodłączny element stanowiły maski, dzięki którym, każdy z uczestników balu był równy, bez względu na pochodzenie, wykonywaną pracę, płeć czy wiek. Tradycją weneckiego karnawału były także stroje - Bauta, Ganaga i Moretta. Karnawał w Wenecji rozpoczyna się 31 stycznia i trwa do wtorku, przed Środą Popielcową. Obecnie, ostatkowe parady odbywają się na placu św. Marka. Organizowane są pokazy na widzie, tzw. Kanale Grande. Kolejną atrakcją jest pokaz piękności – Festa Della Marie – organizowany ku czci św. Marii. Bierze w nim udział dwanaście dziewcząt o imieniu Maria. Najpiękniejsza wybierana jest w ostatni dzień obchodów. Innym wydarzeniem

studenCKa


studenCKa

źródło: 1.bp.blogspot.com

5


PUBLICYSTYKA KARNAWAŁ jest przelot orła czy lwa – symbolu Wenecji. W okresie karnawału, zarówno mieszkańcy jak i turyści „przenoszą” się do odległych epok. W kawiarniach, sklepach czy na gondolach można spotkać rycerzy, hrabiny, dostojnych szlachciców, Mona Lisę czy nawet papieża.

Ogłoszenie wyników odbywa się w Środę Popielcową. Nagrodą jest udział w Paradzie Mistrzów – gali zwycięzców, odbywającej się w najbliższą sobotę, po opublikowaniu werdyktu. Podczas tegorocznego karnawału, funkcję Madrinha – solistki otwierającej korowód i reprezentującej szkołę tańca „Alegria da

Rio de Janeiro Obecnie, najpopularniejsza impreza karnawałowa na świecie odbywa się w Brazylii, a dokładnie w Rio de Janeiro. Rozpoczyna się w piątek poprzedzający Środę Popielcową. Trwa pięć dni i pięć nocy. Najbardziej charakterystyczną cechą brazylijskiego karnawału jest Parada Samby. Biorą w niej udział wszystkie szkoły samby brazylijskiej. Show rozpoczyna się o 20:00, kiedy to następuje przejęcie kluczy do miasta oraz powitanie Króla Momo. Centrum karnawału jest Sambodrom – 700 metrowa ulica, otoczona z dwóch stron trybunami. To właśnie tam, podczas przemarszu tancerze prezentują przygotowane wcześniej choreografie. Każda ze szkół ma 80 minut by zachwycić publiczność. Najważniejszą osobą podczas prezentacji szkoły jest porta bandeira - dziewczyna z flagą, oraz mestre sala – towarzyszący jej tancerze. Szkoły ocenia specjalne jury. Pod uwagę brany jest przede wszystkim taniec, ale i też stroje czy ogólne wrażenie. Weneckie stroje karnawałowe.

6

Zona Sul” pełniła polska tancerka – Katarzyna Socka. To jedyna Polka, która dotychczas brała udział w brazylijskiej Paradzie Samby. Karolina Mietłowska

źródło: wpina.pl

studenCKa


Madrinha wraz z tancerzami karnawał w Rio.

studenCKa

Sambodrom Rio de Janeiro.

źródło: www.se.pl

7

źródło: www.990px.pl


PUBLICYSTYKA KARNAWAŁ

Całe moje życie to taniec Anna Sitarska: Trudno stawiać pierwsze kroki w tańcu? Karol Kruk: Z pewnością. Taniec zmusza ciało do robienia nienaturalnych rzeczy, przez co większość tancerzy ma olbrzymie problemy ze zdrowiem. Sama postawa jest już nienaturalna, bo stopy powinno się stawiać równolegle do siebie, a taniec od początku uczy stawiania ich w kierunku zewnętrznym, przez co cierpią nasze kolana i kręgosłup. Ponadto

trzeba nauczyć się współpracy z samym sobą i z tym co się słyszy, a to dodatkowe utrudnienie. Dlaczego akurat salsa? Zawsze wychodziłem z założenia, że tancerz nie powinien zamykać się w obrębie jednego stylu. Trzynaście lat temu zaczynałem od tańca towarzyskiego, poprzez break dance, hip hop, skończywszy obecnie na salsie. Moje przewodnie style to: salsa, bachata i merengue. Bachata jest tańcem

źródło: archiwum prywatne

Karnawał w Polsce jest znany tylko z nazwy, choć to pora zabaw, radości i widowiskowych balów maskowych. Doskonale wiemy o barwnych ulicznych paradach w Rio de Janeiro i wspaniałych wodnych pokazach na Kanale Grande w Wenecji. Jak ocenia karnawał w Polsce i umiejętności taneczne Polaków Wicemistrz Świata w Tańcach Par Karaibskich Karol Kruk?

Wojskowy - poruszająca choreografia, przedstawiająca pożegnanie ukochanego, który wyjeżdża na wojnę, dzięki której Karol i jego partnerka Katarzyna Łataś zdobyli Mistrzostwo Polski w 2015.

8

studenCKa


źródło: archiwum prywatne

się świetnie bawić, to wszystko. Mężczyźni w Polsce są dobrymi tancerzami?

Karol Kruk (pośrodku) z zespołem, Big Bad Wolf.

intymnym bardzo sensualnym i uczuciowym, natomiast merengue to taniec w formie zabawy. W salsie nie ma zasad, tańczysz to, co ci siedzi w głowie. Salsa to również jedna z najlepszych form integracji społecznej, na przykład rueda de casino, w której wszyscy tańczą w kółku i czekają na komendy prowadzącego typu: „komar” - tupnięcie, „gorączka” - przyłożenie ręki do czoła osoby stojącej za nami. Salsa to wolność niczym nie ograniczona i to jest najlepsze. Czyli nie trzeba być z Kuby żeby tańczyć salsę? Oczywiście, że nie. Większość najlepszych tancerzy, to wbrew pozorom nie Kubańczycy, a Włosi czy Hiszpani. Ale salsa nie ma żadnego wyznacznika typu: „Ty możesz tańczyć, a Ty nie” To taniec otwarty na każdego. Zaczynałeś trzynaście lat temu, a jak obecnie wygląda Twój trening?

studenCKa

W tej chwili wygląda nieco inaczej niż wcześniej, bo po tylu latach pewne rzeczy się po prostu umie. Obecnie największą uwagę poświęcam doskonaleniu swojego stylu. Nie trenuję kroków czy choreografii, bo wytańczyć można wszystko. Teraz liczy się praca nad ciałem i nad poszczególnymi jego partiami. Mieliśmy karnawał, czy myślisz, że Polacy obchodzili go jakoś szczególnie? Pewnie że nie. Kieleckie kluby zawsze są otwarte i nie ma w tym nic szczególnego. Kiedyś miałem przyjemność wraz ze stowarzyszeniem La Malanga gościć dwóch szkoleniowców z Włoch i gdy oprowadzaliśmy ich po Kielcach, byli bardzo zdziwieni, że są takie pustki. W Polsce nie ma zwyczaju świętowania na ulicy, u nich wręcz przeciwnie. Dużo osób wychodzi na ulicę, gra muzyka, oni tańczą, śpiewają. Nie musisz nikogo znać, masz

Jeśli mówimy o tancerzach, to tak, dorównujemy najlepszym. Natomiast ludzie, którzy na co dzień mają niewiele do czynienia z tańcem, to jedna wielka tragedia! Wystarczy, że facet usłyszy muzykę, a już zaczyna się tak zwany szarpany, albo obracanie partnerki na wszystkie strony. Aczkolwiek zdarzają się osoby, które chodziły na kursy. To widać od razu. Jest większa świadomość ruchów, mężczyzna słucha taktu, nie szarpie partnerki, tylko z nią współpracuje i to po prostu dobrze wygląda. ”Król parkietu” może liczyć na większe powodzenie u kobiet? Sądzę że tak, kobietom przyjemniej tańczyć z kimś kto ma poczucie rytmu i kto dobrze prowadzi. Milej jest, jeśli ktoś nie staje Ci po stopach i nie chce wyrwać rąk, ani kręcić Tobą tak, aby przyprawić Cię o mdłości. Kobiety mają nieco ułatwioną sytuację, to płeć piękna, która większość ruchów wykonuje z naturalną gracją i wdziękiem. Dlatego wypatrują panów z którymi będą mogły nie tylko dobrze wyglądać, ale przede wszystkim dobrze się bawić. A jakich rad udzieliłbyś osobom, które dopiero teraz zaczynają taneczną przygodę? Nie odpuszczać, to na pewno! Kiedyś mój trener Bartłomiej Szymczyk powiedział, że nawet, 9


PUBLICYSTYKA KARNAWAŁ w dzień bez treningu na przykład niedzielę, powinno się stanąć 10 minut przed lustrem i poćwiczyć. W ciągu dnia to naprawdę niewiele, ale w przyszłości zaprocentuje. Ważne jest, aby nie oddzielać tańca od szkoły, domu, czy treningu, po prostu żyć tym nawet wtedy, gdy robimy zupełnie coś innego. Zdobycie Wicemistrzostwa Świata w Tańcu Par Karaibskich w Libercu z 2012 roku to coś z czego jesteś najbardziej dumny? To z pewnością moje największe osiągnięcie, ale bardziej dumny jestem z innego. W 2014 roku na Mistrzostwach Świata, również w Libercu, zmieniłem partnerkę na Martę Robak i choć byłem ósmy na świecie, to byłem totalnie usatysfakcjonowany. Taniec z Martą należał do niewątpliwych przyjemności, a współpraca z nią była wspaniałym doświadczeniem. Współpraca w tańcu towarzyskim jest niezwykle ważna, gdy jej nie ma, to na dłuższą metę wszystko trudniej przychodzi. Czy Marta Robak to twoja stała partnerka w tańcu? Nie, od kilku lat tańczę z Katarzyną Łataś. Sądzę, że będzie to moja ostatnia partnerka do zakończenia kariery turniejowej, bo bardzo dobrze nam się razem tańczy. Co roku bierzesz udział w Mistrzostwach Polski w Salsie, czy każdy może się tam zgłosić? Każdy, nie ma żadnego ograniczenia. Wystarczy się zapisać, to 10

wszystko. Różnica polega na tym, że startuje się albo jako osoba nie zrzeszona, albo w ramach jakiegoś stowarzyszenia, czy szkoły tańca. Kategorie wiekowe są tylko do 16 roku życia, później już nie ma żadnego limitu i wszyscy powyżej 16 lat tańczą nawet z 40-latkami. Jaki wpływ ma taniec na Twoje życie? W tej chwili całe moje życie to taniec (śmiech). Nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić czegoś innego i nie tańczyć. Większość rzeczy, które robię mają swoją podstawę właśnie w tańcu. Czyli bez niego byłbyś innym człowiekiem? Na pewno tak, nawet sam sobie kilka razy zadawałem to pytanie i doszedłem do wniosku, że to kim jestem teraz zawdzięczam decyzji, że chcę tańczyć, a nie robić inne rzeczy. To jest takie moje powołanie. Taniec wyrobił we mnie nawyk, że chodzę wyprostowany i z uniesioną głową, znam swoją wartość. Dobra prezencja jest ważna zwłaszcza na turniejach, ale skoro to nawyk z turnieju czy z zawodów, to później zostaje w życiu codziennym. Myślę że jeżeli bym nie zaczął tańczyć, to byłbym jakąś szarą myszką (śmiech). A jakie masz plany na przyszłość? Będę jeździł na festiwale, dokształcał się i dalej prowadził szkolenia, a przynajmniej mam taką nadzieję (śmiech). Mam też plany związane z wyjazdem do

Wielkiej Brytanii, gdzie dołączę do znajomych tancerzy i spróbujemy tam razem swoich sił. Ale planujesz powrót do Polski? Tak, wyjadę na długi okres, ale obiecuję sobie, że wrócę tu z czymś, nie z pustymi rękami. Wrócę i będę próbował otworzyć społeczeństwo jeszcze bardziej na taniec i na to, żeby karnawał w Polsce znany był nie tylko z nazwy. Anna Sitarska

studenCKa


studenCKa

11

źródło: archiwum prywatne


PUBLICYSTYKA KARNAWAŁ

CARNIVAL IN CANGAS Nobody knows when it started, some say back in the nineteenth century, but the fact is that still holds us together the residents of 7 villages Hío: Liméns, Nerga, Vilariño, Igrexario, Vilanova, Pin-tens and Donón. The union of these seven villages, the participation of all residents, from the youngest to the oldest, and are constant music; They are the foundations of this party. The neighbors are dressed in costumes recycled from one year to another, passing from genera-tion to generation or the most sophisticated outfits in one of the most important carnivals of the Rias Baixas: Carnival Or Hío. Each of these villages hires a group of Gaiteiros (people playing bagpipes) to be playing about 13, 14 or 15 hours every two days and a half of the party; they are the real stars. In fact no other kind of music is heard during the hours they spend the groups going from one place to another. So it is logical that the groups involved are then we highly respectedfor others bagpipers, besides being followed by all residents dressed and dancing, forming a multicolored procession will travel Hío parish. 12

And the music has such presence that always the best groups of bagpipers and traditional music was hired. All villages begin with a community meal. They gather all those who at some time hold the presi-dency of any carnival, friends, family and bagpipers. The „President” is a very important role, he is responsible for organizing everything related to the carnival of his village: hire bagpipers, see where they go to sleep; where they will eat; buy wine, fires, build the boxes, local search a very big work. In fact, there are families in which there is no generation without a president. Here no expense is spared, or pampering bagpipers, that if, for Hío O come, must come with strength, because all day Monday, and all day Tuesday, the music does not stop. After eating, the bagpipers get the official dress and some even premiered shoes, because they know they are going to spend a lot of sole. On Sunday the-streets is not going from one village to another, if not each troupe gives a tour of his neighborhood dancing to bagpipes and bagpipers and present their engines warm. It is stopping at the

various bars and bars to recharge the batteries and nibbles and a few cups of wine. It is tradition that the owners of the bars, open new wine to the carnival, and there was a time when competing to see who had the best wine. For them it is a pride that the groups who visit them, really enjoy a cup of house wine. And bars to bars, will arrive on Sunday night. Both Monday and Tuesday of the right place. They are between 8 and 9, the banner, the president, bagpipers, the stoker (fires), leading the entourage. They begin to gather the groups of every village and start walking to join the rest of the groups at the agreed place: O Igrexario. When they are all face the tour begins the first village, but beware, not in any way Hío carnival has its own rules, protocol and all neighbors know what to do at all times. Party if, but orderly. The first thing you should know is that it does not start until the seven villages of the parish. The tour begins Monday in Vilariño so will be the first, the hosts receive the rest of the party, so everyone will cede the top spot. Other presidents are the parades with „live” and then before re-

studenCKa


aching the stage, all groups make the hall to the troupe into their village with honors. It’s the most beautiful Carnival. While bagpipers played one of the villages, only dance that village neighbors, forming a wheel. Years ago this was the moment of pride, because in the middle of the wheel the best dancers danced. After each performance, the party begins walking again to another village. Each has a favorite repertoire, repertoire contracted Gaiteiro have to control. The following are O Igrexario visit, Pintens and Vilanova. In each of them will take place the same protocol as in the previous: The groups that follow the hostess, follow the same order of villages to be visited later, so that it touches now, Vilariño, then passes last place. Once you enter, the host bagpipers be the first to play, then order the rest of extras in the same order of visit. he tour ends at about 6 pm and dela each of the groups back to their village; some are set to regain strength to continue at night or to keep up with the demand the

next day and others stretched on until dawn enjoying the party in their homes low. These premises are old houses, barns, sheds where sailors keep the gear and harpoons; Anywhere filling served with such music, wine and dancing party. The partners were dealing leaving the premises free of clutter to dance smoothly and build in another box for bagpipers. On Tuesday they reunited in O Igrexario, between 8 and 9 am and repeats the same protocol as Monday. The hostess is LIMENS, processions of music and color follow their bagpipers to the stage where they dance to the sound of „live” and fires. Formerly, the Carnival was the only time that families could use to meet and have fun, when life was black and white. And it is that for 100 years, is the most awaited festival of the whole parish. Women could not leave the village, they had to wait there until they reached the extras, but today, the villages have presidents and even groups formed only by gaiteras, something that was not allowed before.

The next place to stop is Nerga. It is said that was where the most knowledgeable gathered to de-cide which village was the best in music. In fact, today, the bagpipers still keeping his best pieces to touch in this village. It’s the last day of carnival, and no tradition of eating in Nerga. The vast majority are in the Cruz de Castro. And after the „live” leading onto Donón, the last village. It is the longest route, 7km. Feet and body are asking potatoes. In fact, until the late 50s, it was not going to Donón because it was far away and the roads were bad even for cars. But today, during Carnival, no excuse. In Donón run ends of the groups; and as it is the last lot of people gather. And it drags on, is because even after the dance in each of the villages, this is the last place where they will be 7 all together. And it sounds like a farewell and nobody wants to end, do not stop dancing, while sounding bagpipes, is the carnival party Hío. Manuel Rodríguez Graña

źródło: escapadariasbaixas.files.wordpress.com

źródło: escapadariasbaixas.files.wordpress.com

studenCKa

13


PUBLICYSTYKA

WALENTYNKI – HIT CZY KIT? … czyli luźne przemyślenia na temat zbliżającego się Dnia Zakochanych, krótki rys historyczny święta oraz przegląd atrakcji walentynkowych w Kielcach. Czy mdli Was na sam widok stosu czerwonych serduszek, pudełek słodkich czekoladek, amorków i lizaków z napisem „I love you”? A może raczej jesteście czynnymi uczestnikami walentynkowego święta? Czy rzeczywiście jest to „dzień zakochanych”, czy po prostu kolejna okazja do zakupów? JESTEŚ ZA A MOŻE PRZECIW? Opinie są różne. Krytycy negują istnienie Święta Zakochanych jako przejaw ekspansji amerykańskiej kultury oraz napchany niepotrzebnymi miłostkami dzień, w którym czują się obco. Po tej stronie barykady wychodzi się z założenia, że przejawy miłości i szacunku powinny być okazywane codziennie, nie od święta. Czy osoby negujące wdrażają swoją teorię w praktykę? Cóż, trzeba zapytać. Zwykle po tej stronie stoją osoby samotne. Stąd,

14

w pewnym stopniu, rozumiem rozgoryczenie. Po drugiej stronie znajdują się zwolennicy – oblepieni serduszkami, z uśmiechem na twarzy i błyskiem w oku biegną do kina obejrzeć komedię romantyczną lub zjeść kolację przy świecach. Potem winko, kominek i kizi mizi. Są i plusy. A może i populacja wzrośnie? Tego jednego dnia wszyscy się starają, nawet mężczyźni. Wszystko ma być milusie, ładniusie, wokół misiunie, kwiatunie i te inne sprawy... SKĄD SIĘ TO WZIĘŁO? W Polsce Walentynki utożsamiane są z kulturą amerykańską. Być może sama komercjalizacja, ale nie święto. Święty Walenty, duchowy opiekun, co może nie dziwić, między innymi osób chorych psychicznie, został ogłoszony patronem zakochanych już w 1496 roku przez papieża Aleksandra VI. Dlaczego Święty Walenty? Patron zakochanych żył w starożytnym Rzymie, w czasach panowania cesarza Klaudiusza II Gockiego, który zakazywał młodym męż-

czyznom wchodzenia w związki małżeńskie. Św. Walenty nie zgadzał się z zakazem i potajemnie udzielał ślubów. Został wtrącony do więzienia, gdzie uzdrowił chorą na ślepotę córkę więziennego strażnika i jej również udzielił ślubu. Uparty cesarz skazał go na śmierć. Na pożegnanie Święty Walenty zostawił uzdrowionej dziewczynie liść w kształcie serca z podpisem „Od Twojego Walentego”. Egzekucja, która odbyła się przez odcięcie głowy, odbyła się 14 lutego 269 lub 270 roku. A więc to nie przypadek, gdy mówi się „stracić dla kogoś głowę”? Rodowód Dnia Zakochanych jest jednak starszy, a jego podstawą jest pogaństwo rzymskie. O dacie zadecydowała przyroda, która wówczas rodziła się do życia, gdy ptaki zaczynały miłosne zaloty i łączyły się w pary. W związku z tym Rzymianie, 15 lutego wyznaczyli obchodzenie luper-

studenCKa


kaliów, czyli festynu ku czci boga płodności Faunusa Lupercusa. Dzień wcześniej odbywały się loterie, w których chłopcy losowali imiona dziewcząt. To z nimi spędzali czas festynu. Bywało dłużej,

studenCKa

nawet resztę życia. Luperkalia zniesiono dopiero pod koniec V wieku, mimo panującej już przez wiek religii chrześcijańskiej. Wówczas w 496 roku papież zastąpił luperkalia świętem męczen-

nika Walentego. W Polsce za „rodzime” Święto Zakochanych uznaje się Noc Kupały, która jest obchodzona w najkrótszą noc w roku, przypadająca na noc z 21 na 22

15

źródło: www.tapetus.pl


PUBLICYSTYKA MIŁOŚĆ czerwca. Ten słowiański obrzęd początkowo nie był akceptowany przez Kościół. Jednak po nieudanych próbach wykorzenienia zwyczaju, władze kościelne postanowiły połączyć Noc Kupały, początkowo łącząc ją z postacią Jana Chrzciciela, następnie związać z Zielonymi Świątkami, aż w końcu na dzień następujący, tj. 23 czerwca, ustanowiono wigilię dnia św. Jana, potocznie zwaną Nocą Świętojańską

źródło: www.pl.wikipedia.org

PATRONÓW MIŁOŚCI JEST WIELU Okazuje się, że postać Świętego Walentego jest zbitką kilku osób. Jednym z nich jest wspomniany kapłan udzielający ślubów za panowania cesarza Klaudiusza II Gockiego. Drugi męczennik, chociaż niektórzy badacze uważają, że jest to ta sama

Św. Walenty, obraz Lucasa Cranacha Starszego.

16

osoba, o imieniu Walenty został biskupem miasta Terni w 197 roku. Mężczyzna słynął z tego, że jako pierwszy pobłogosławił związek małżeński chrześcijanki i poganina. Ponadto, aby nawracać chrześcijan, wysyłał do wiernych listy o miłości do Chrystusa. Zmarł śmiercią męczeńską w Rzymie w 273 roku, ponieważ nie chciał zakończyć swojej działalności chrystianizacji ludu. Jest jeszcze jeden Święty Walenty, patron ludzi chorych na epilepsję, który miał zdolności uleczania z tej właśnie choroby. Tak czy siak, ilu by Świętych Walentych nie było, Dzień Zakochanych jest jeden, a wszystkich wspomnianych łączy pewien element – miłość i jej szerzenie. Nawet patron chorych na epilepsję i chorób psychicznych (oczywiście nie obrażając epileptyków, których przypadłość nie jest chorobą psychiczną) znajdzie swoje miejsce. BYLE TO JAKOŚ PRZEŻYĆ? Od listu Św. Walentego narodziła się tradycja wysyłania miłosnych karteczek. Tak było kiedyś. Stosunkowo niedawno, przynajmniej tak mi się wydaje, w szkole czekano tylko na liściki od tajemniczego wielbiciela bądź wielbicieli. Tak było w szkole podstawowej i gimnazjum. Z moich obliczeń wynika, że jeszcze jakieś 7 lat temu. Czemu w liceum ten trend się nie sprawdza? Bo licealiści już nie są tacy głupi? Bo są starsi? No właśnie, są

starsi, dlatego okazywanie uczuć ma inny charakter. Dla dzieci wystarczy mały gest. Dla dorosłego już nie. Dla dzieci okazywanie miłości jest proste. Zwykła laurka jest z pewnością najpiękniejszym wyrazem uczuć dla obdarowywanego oblubieńca/oblubienicy czy rodzica (bo przecież miłość to nie tylko uczucie zarezerwowane dla sympatii, prawda?). Dla dorosłych to już nie jest takie proste. Lepiej pójść do kina, coś obejrzeć, może coś zjeść, potrzymać się za rączki, pójść spać i zacząć kolejny – tym razem normalny – dzień. Może komercjalizacja święta nie leży stricte w dążeniu sklepów i sklepików do zdobycia maksymalnego zysku, chociaż tego nie można pomijać, ale może źródło tego stanu rzeczy leży w nas samych? W potrzebie zakrywania prostoty wyrażania uczuć przez kupno ciekawego, ale i wygodnego w tej sytuacji prezenciku? A problem w wyborze jest. Producenci prześcigają się w wymyślnych ofertach. Nie wystarczą kwiatki. Może by tak walentynkowy skok na bungee, lot samolotem albo chociaż landrynkowa bielizna? Zależy co, kto lubi. Jedni preferują mniej, inni więcej. CO NAS SPOTKAŁO, CO NAS CZEKA? Kino Jednym ze sposobów, jak już wyżej wspomniano, jest wyjście do kina. Jeśli chodzi o Kielce,

studenCKa


na dwie części. W repertuarze Walentynek znajdują się: „Planeta Singli”, „Kocha, lubi szanuje” oraz „Słowo na M”. Z kolei decydując się na Antywalentynki, zobaczymy trzy thrillery: „The Boy”, „Labirynt” oraz „Dar”. Maraton będzie trwał od godziny 22 w piątek, tj. 12 lutego, do 4.00 (zestaw walentynkowy) lub o 4.30 (zestaw antywalentynkowy) dnia następnego. Ceny biletów na maraton wahają się w granicach 2332 złotych na osobę za całą noc. Można również odbić się od masy i wybrać mniej romantyczny repertuar, na przykład polski „Pitbull”. Możliwości jest wiele. Wystarczy wybrać coś dla siebie, Wszystko w zależności od humoru i zasobności portfela. Miasto Czy Walentynki koniecznie trzeba spędzać w uściskach drugiej połówki? Jeśli ktoś chce poszaleć można szarpnąć się na walentynkowy pobyt w hotelu SPA, zwykle 3-dniowy. Taki luksus oferują między innymi Manor House Spa oraz Odyssey ClubHotel Wellness & SPA. A co z singlami? Mają ryczeć do poduszki? Nie. I w ten dzień można poszukać drugiej połówki. Może tym razem akurat się uda? W romantyczny nastrój Kielczanie są wprowaGłówna bohaterka Ania (Agnieszka Więdłocha) bierze udział w reality show ukazującym dzani niemal od początku lutego prawdziwą twarz facetów flirtujących w sieci bowiem już 5 dnia miesiąca w i wyśmiewającym naiwność kobiet szukających tam ideału. Reżyseria: Mitja Okorn. W Filharmonii Świętokrzyskiej główną role wcielą się m.in. A. Więdłocha i wystąpiła Orkiestra Symfoniczna. M. Stuhr. Początek „Barw Romantyzmu”

źródło: www.filmweb.pl

mamy tylko trzy, spośród których Multikino i Helios są najbardziej oblegane. Jak prezentuje się repertuar w ten wyjątkowy dzień? Można popłynąć w walentynkowy nastrój i skusić się na jakąś komedię romantyczną. Polska kinematografia już o to zadbała. W salach kinowych będzie wyświetlana między innymi 136-minutowa „Planeta Singli” bądź amerykański film o wymownym tytule „Valentine’s Day”. Multikino przygotowało Nocny Maraton Filmowy „Walentki/ Antywalentynki”. Pomyślano zarówno o zwolennikach jak i przeciwnikach święta. Władze kina pomyślały zarówno o zwolennikach, jak i przeciwnikach święta. Dlatego maraton podzielony jest

studenCKa

rozpoczęły się o godzinie 19. Bilet ulgowy kosztował 22 złote, a normalny 26. Kolejnym wstępniakiem przed walentynkowym wyścigiem ofert był koncert Andrzeja Piasecznego. Tym razem w murach Kieleckiego Centrum Kultury uniosiły się dźwięki ciepłego głosu Kielczanina, któremu towarzyszył akompaniament Orkiestry Kameralnej Silesian Art. Collective. Artysta zaprezentował własne interpretacje znanych piosenek, takich jak „Do kołyski” Dżemu, „Zanim zrozumiesz” Varius Manx, „Liście” grupy Hey. Odtworzone zostały również utwory z repertuaru Roberta Gawlińskiego, Edyty Bartosiewicz, Kayah. Nie zabrakło również własnych utworów Piaska. Impreza odbywała się w ramach krajowej trasy koncertowej. Wydarzenie rozpoczęło się o godzinie 17., 6 lutego. Walentynkowy maraton rozpoczał się 12 lutego Koncertem walentynkowym w Filharmonii Świętokrzyskiej. Została zaprezentowana muzyka filmowa i piosenki Krzesimira Dębskiego. Wystąpiła Orkiestra Świętokrzyskiej Filharmonii, pod dyrygenturą K. Dębskiego. Tego samego dnia w Domu Środowisk Twórczych rozpoczęło się „Pieśniobranie Walentynkowe” w wykonaniu Stowarzyszenia „A nam się chce”. W przeddzień Dnia Zakochanego w Wojewódzkim Domie 17


PUBLICYSTYKA MIŁOŚĆ Kultury można było usłyszeć również koncert solo Marcina Maleńczuka. Impreza rozpoczęła się o godzinie 18. Spektakl miał być retrospekcją dotychczasowych dokonań artysty. Tego samego dnia w Kieleckim Centrum Kultury o godzinie 19 odbył się „Koncert Sceny Autorskiej Studio. Dziesięć piosenek o miłości i kilka wierszy wierszy … najpiękniejszych” w reżyserii Marka Tercza. Podczas imprezy zostały wykonane utwory z repertuaru grupy, w tym między innymi: „Rebeka”, „Od nocy do nocy”,  „Wprost w ramiona me”, a także liryki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Agnieszki Osieckiej i Jana Twardowskiego. Na scenie wystąpili między innymi: Magdalena Jarek, Marta Kostur, Izabella Łęcka, i Marta Solecka.

13 luty obfituje w oferty. Kolejną propozycją był koncert kultowego zespołu Kobranocka. Rockowa muzyka rozbrzmi od godziny 20 w Klubie Woor przy ul. Plac Wolności 1. W Walentynki zakochani mogą udać się do Domu Środowisk Twórczych, gdzie od godziny 17 Artur Gotz przedstawi swój repertuar piosenek lirycznych w koncercie zatytułowanym „Mężczyzna prawie idealny”. Cena biletu wynosi 10 złotych w przedsprzedaży, natomiast w dniu koncertu 15 złotych. Pasjonaci operetek również znajdą swoje miejsce, bowiem 14 lutego w Filharmonii Świętokrzyskiej Opera Lwowska zaprezentuje się w drugiej części Wiwat Operetka. A może by tak poszukać kogoś w klubowej sali? W Kielcach wybór jest dosyć szeroki. Można się wybrać między innymi do MK Bowling & Cosmos Club, UltraViolet Exclusive Club, Magnetism bądź Pomarańcza. Walentynkowy wieczór można równie miło spędzić w restauracjach i kawiarenkach.

źródło: img-1.koncertomania.pl

WALENTYNKOWYCH UNIESIEŃ CIĄG DALSZY Kielczanie będą częstowani wydarzeniami o romantycznym zabarwieniu jeszcze pewien czas po Święcie Zakochanych. Jednym z takiego typu imprez jest organizowany przez klub Czerwony Plakat Koncertu Walentynkowego odbywającego Fortepian koncert Janusza się w KCK.

18

Radka i grupy The Arts, który odbędzie się 15 lutego o godzinie 19. Z kolei Kieleckie Centrum Kultury na 20 lutego zaplanowało recital Michała Bajora. Koncert „Moja Miłość” nawiązuje do tytułu 19 płyty artysty, na której znajduje się 17 piosenek o miłości. Album zawiera znane utwory polskiej sceny muzycznej, takie jak „Prześliczna wiolonczelistka”, „Życie, kocham cię nad życie” bądź „Odkryjemy miłość nieznaną”. Początek imprezy zaplanowano na godzinę 18. Ceny biletów zaczynają się od 60 złotych. Jeśli Walentynki są dla was dniem bliskości i spokoju z drugą osobą, zawsze pozostaną. Jeśli nie chcecie spędzić tego dnia w czterech kątach, zawsze są jeszcze restauracje i kawiarnie pełne słodkich serduszkowych muffinek i ciasteczek. Oby słodkość walentynkowa, ale nie za mdła, dawkowana każdego dnia w małych porcjach trwała do kolejnego Święta Zakochanych, a nawet dłużej, bo przecież pod tymi wszystkimi upominkami i atrakcjami kryje się jedno – potrzeba miłości. Dla każdego istotna zawsze i wszędzie. Dzień Zakochanych to nie tylko okazja, jak sądzą niektórzy, do zakupów, ale przede wszystkim przypomnienie tego, co w życiu jest, a przynajmniej powinno być, najważniejsze. Martyna Soboń

studenCKa


studenCKa

19

źródło: gfx.radiozet.pl


PUBLICYSTYKA MIŁOŚĆ

Pycha kroczy przed upadkiem Ksiądz Krzysztof Banasik, pełniący funkcję kapelana Korony i duszpasterza wszystkich kieleckich sportowców, jest wielkim fanem futbolu. W rozmowie z nami zdradza m.in. jak to jest z wiarą u koroniarzy, który z nich w pewnym momencie zbliżył się do Boga, co sądzi o kibicach, a także wspomina Jana Pawła II i pewnego wyjątkowego trenera… Mateusz Michałek: Miłość do piłki czy do miłość do Boga – którą ksiądz poczuł wcześniej? Ks. Krzysztof Banasik: Zostałem wychowany w katolickiej rodzinie. Rodzice zaszczepiali we mnie miłość do Boga od maleńkiego. Pamiętam swoje przygotowania do komunii świętej, wstawanie na roraty, chodzenie na pasterkę... Ale miłość do piłki nożnej w pewnym momencie również dojrzała. Wielka w tym zasługa mojego taty, który uprawiał sport. Boksował na niezłym poziomie. Pamiętam zresztą, jak zabierał mnie na swoje treningi, mówiąc mamie, że wychodzimy tylko na spacer. Chodziliśmy też na mecze Zenitu Chmielnik. Tam się wychowałem. W obu uczuciach 20

nie ma żadnej sprzeczności. Można je pogodzić. Jeden ze świętych powiedział, że jeśli pan Bóg będzie na pierwszym miejscu to wszystko inne również znajdzie swoje miejsce. Staram się żyć zgodnie z tymi słowami. Dla mocno wierzących osób porównywanie futbolu i wiary, czy w ogóle określanie piłki mianem religii jest obraźliwe. Nie powinniśmy tego w ten sposób porównywać. Wierząca osoba nie ma żadnych wątpliwości i wie, kto jest najważniejszy. Ale faktycznie, jest i tak, że dla ludzi niewierzących piłka staje się religią. Widać to po zlaicyzowanych społeczeństwach zachodnioeuropejskich. Tam piłka często przybiera taki wymiar. Albo Ameryka Południowa czy Środkowa. Wystarczy wspomnieć choćby o wojnach futbolowych. Przesadne kultywowanie sportu prowadzi do wypaczeń. Sam byłbym w stanie oddać życie za Boga, a za piłkę już nie. Nie mam nic przeciwko upamiętnianiu wielkich wydarzeń sportowych czy samych piłkarzy, ale przecież można to robić na inne sposoby. Istnieją przecież różne fan cluby. Nie można iść jednak za daleko. W Argentynie jest kościół Diego

Maradony. Jego wyznawcy obchodzą Boże Narodzenie w dniu urodzin Argentyńczyka. Wielkanoc wypada w rocznicę pamiętnej bramki z Anglikami. Niektórym to może wydać się śmieszne, ale przynajmniej część tych ludzi bierze to na poważnie. Świetny przykład. To już jest fanatyzm. Myślę, że w Polsce coś podobnego nam nie grozi. Z reguły potrafimy oddzielić sprawy ważne od najważniejszych. Proszę przypomnieć sobie 2005 rok. Po informacji o śmierci papieża Jana Pawła II przerwano mecz Lecha Poznań z Pogonią Szczecin. Później odwołano całą kolejkę. To wydarzenie stało się ważniejsze od piłki. Znam księdza, którego bardzo oburzało samo sformułowanie „ręka Boga”. Wymyślił je sam Maradona, próbując znaleźć usprawiedliwienie dla tego, co zrobił. Dla swojej nieuczciwości. Nie nazywałbym tego bluźnierstwem, ale nawet jeśli użył go żartobliwie, zrobił to niepotrzebnie. Mógł przeprosić. Za sam czyn i za to, że nie potrafił się do niego od razu przyznać. Jestem zresztą daleki od tego,

studenCKa


źródło: www.korona-kielce.pl

żeby przypisywać panu Bogu odpowiedzialność za wyniki sportowe. Wiele osób jednak to robi. Przenikanie się sportu i religii czasami jest bardzo widoczne. Sport tworzą ludzie i stąd obecność Boga. W końcu jest on wszędzie tam, gdzie znajduje się człowiek. Nie miałem na myśli tego, żeby nie modlić się o sukces. Raczej to, żeby w jakiś automatyczny sposób nie wiązać wyników sportowych z zaangażowaniem religijnym.. Wielu piłkarzy podkreśla swoją religijność na boisku. Nie ma ksiądz wrażenia, że często robią to na pokaz? Niektóre zachowania są zakodowane w naturze człowieka. Nie widzę nic złego w tym, że zawodnik modli się przed meczem albo wykonuje znak krzyża wchodząc na murawę. To bardzo pozytywne. Albo ręce wzniesione ku górze po strzelonym golu. Jest to fajne podziękowanie za cały trud i pracę wykonaną na treningach. Nikt nie może jednak

wychodzić z założenia, że bez tego ostatniego będzie odnosił sukcesy. Że pomodli się i wygra... Nie. Bo co, zwycięży wtedy ten zawodnik albo ta drużyna, która będzie modliła się więcej?! Najważniejsza jest ciężka praca i dopiero ona, podparta szczerą wiarą, może dać owoce. Rozmawiam ze sportowcami. Oni często mają większy dystans do odnoszonych przez siebie sukcesów niż kibice. O wiele bardziej doceniają też wysiłek rywala. Kibice czasami o tym zapominają. W Polsce są przede wszystkim fanatyczni. Nie wiem czy to dobre słowo. Od wielu, wielu lat jestem kibicem i samo kibicowanie postrzegam jako coś dobrego. To świetnie, że ktoś śledzi wszystkie mecze swojej drużyny i jeździ za nią po całej Polsce. Najważniejsza jest jednak postawa. Kibic drużyny przeciwnej nie może być dla nas wrogiem. Nie można go obrażać. Fanatyzm zaczyna rodzić się wtedy, gdy pojawia się

nienawiść. Kibic podnosi rękę na drugiego. Bo nie mówię już nawet o skrajnych przypadkach, których w Kielcach niestety doświadczyliśmy. Na coś takiego nie może być zgody. Powiem to znowu, sport jest ważny, ale są rzeczy ważniejsze. A wśród nich jest zdrowie i życie drugiego człowieka. Ale kibic to nie zawsze ten zły, który jest w stanie posunąć się do najgorszego. Oczywiście. W środowisku kibicowskim można zaobserwować wiele postaw godnych naśladowania. Kibice często angażują się w przeróżne akcje charytatywne i wydarzenia patriotyczne. Ostatnio kielecka młodzież brała udział w akcji „1000 zniczy na 1000 grobów”. To były różne grupy, również kibice. To było coś pięknego. I oni nie zjawili się po to, żeby przyjść i się pokazać, ale ciężko pracowali. Czyścili krzyże, żołnierskie nagrobki, wycinali chwasty... Takich akcji jest o wiele więcej. Zło jest jednak

Krzysztof Banasik.

studenCKa

21


źródło: www.korona-kielce.pl

PUBLICYSTYKA MIŁOŚĆ

Krzysztof Kiercz (z lewej), Krzysztof Banasik (w środku).

bardziej medialne i pojedyncze negatywne zachowania rzutują na odbieranie całości. Kibicom Korony należy się ogromny szacunek za ciągłą pamięć o zamordowanym Karolu Pirógu. Oni upamiętniają Karola nie tylko podczas meczów. Co roku mamy mszę świętą, na którą przychodzi bardzo dużo ludzi. Później wszyscy jadą na cmentarz. To godna postawa. Mam kontakt z rodzicami Karola i oni bardzo cenią za to kibiców Korony. To dla nich olbrzymie wsparcie. I trzeba podkreślić jeszcze jedno - nie słyszałem o tym, żeby wśród kieleckich kibiców pojawiały się głosy mówiące o zemście. Co ksiądz powie o Leszku Ojrzyńskim? To bardzo wierzący człowiek. Mało który trener wychodzi z inicjatywą organizacji mszy przed meczami. Znamy się bardzo dobrze. To wyjątkowa postać. Zaprosiłem go 22

kiedyś na spotkanie z młodzieżą. Wszedł z nimi w bardzo dobry kontakt, dał świadectwo swojej wiary. Oni byli nim zachwyceni. Podobnie było z zawodnikami Korony. Trener pokazywał jak budować swoje życie na wierze, ale co ważne – nikomu niczego nie narzucał. Kto chciał brać udział w mszy, ten to robił. W klubach jest też przecież miejsce dla zawodników innych wyznań. Oni też mają prawo do swojej religii. U Ojrzyńskiego w parze z wiarą szła charyzma, co przełożyło się na zbudowanie wspólnoty. Określenie „banda świrów” do pozytywnych nie należy, ale przecież każdy z nas tak ich odbierał. Ciężko dojść do porozumienia z zawodnikami, którzy wyznają inną religię? W Koronie najwięcej mieliśmy wyznawców prawosławia. Ale oni wierzą w tego samego Boga. Różnica jest w sakramentach. Miałem z nimi dobry kontakt,

rozmawialiśmy nawet o wierze. Z muzułmanami było podobnie. Szanowaliśmy się i nie narzucaliśmy sobie swoich poglądów. Nigdy nie spotkałem się u piłkarza z wrogą postawą wobec Boga. Oczywiście zdarzali się tacy, którzy nie brali udziału w mszach świętych, ale to był ich wybór. Nie chciałem żeby się tłumaczyli, ale bywały sytuacje, że piłkarze sami do mnie przychodzili. Mówili: „Proszę księdza, nie byłem na mszy, ponieważ tak zostałem wychowany. Wierzę w Boga, ale nie praktykuję”. Niczego im nie narzucałem, ale zastanawialiśmy się wspólnie czy nie warto byłoby lepiej ułożyć sobie życie z Bogiem. Piłkarze wiedzą, że w każdej chwili mogą do mnie przyjść i porozmawiać. O wszystkim. I nie ważne, jaki kto ma życiorys. Po to przecież jestem. Jeśli chodzi jeszcze o inne religie, to czasami pojawiają się problemy po wyjazdach piłkarzy

studenCKa


za granicę. Byłem w kontakcie z Marcinem Robakiem, gdy ten występował w Turcji. Dłuższy pobyt w muzułmańskim kraju zawsze rodzi pewne trudności. Pojawiają się problemy z praktykowaniem. Pamiętam, jak mówił mi, że jest mu tam ciężko. Może miało to wpływ na to, że nie do końca odnalazł się tam sportowo. Podczas rozmów z piłkarzami udało się księdzu faktycznie zbliżyć kogoś do Boga? Można powiedzieć, że było tak z Pawłem Golańskim? Lepiej spytać o to samych zawodników. Pamiętajmy też, że mówimy o dorosłych ludziach. To nie są dzieci, które uczę pewnych postaw na katechezie i mogę od nich czegoś wymagać. Mogę tylko powiedzieć, że Paweł w pewnym momencie faktycznie bardzo zbliżył się do Boga. W ostatnim sezonie bardzo często rozmawialiśmy. Prosił mnie o modlitwę. Czułem, że stała się ona dla niego bardzo ważna. Chyba udzielał mu ksiądz ślubu? Jemu akurat nie, ale ostatnio Wojtkowi Małeckiemu. Udzielałem też chrztu dzieciom Roberta Bednarka, Hernaniego czy Kamila Kuzery. Brałem również udział w pogrzebach członków rodziny. Chciałem i chcę, żeby czuli moją obecność. Paweł to człowiek o bardzo dojrzałej osobowości i wierze. Ale

studenCKa

znalazłoby się sporo takich zawodników. Niekiedy bywa i tak, że to oni budują mnie swoją postawą. Chociażby Piotrek Malarczyk albo Jacek Kiełb. Obaj również brali udział w spotkaniach z młodzieżą. I opowiadali nie tylko o przeżyciach związanych z boiskiem. Krzysztof Kiercz przez wiele lat był ministrantem. Zawsze na rozpoczęcie sezonu Krzysiu czyta nam Słowo Boże. Przez wiele lat ministrantem był też Zbyszek Małkowski. Zresztą jego można spotkać nie tylko na niedzielnej mszy, ale również na porannych roratach. A przecież to jest duże poświęcenie. Co z gorszą stroną zawodników? Na boisku nie zawsze prezentują się tak, jak powinni. Jako pierwsze na myśl przychodzą wulgaryzmy. Nie można ich pochwalać i zawodnicy zdają sobie z tego sprawę, ale nie traktowałbym tego w kategoriach grzechu ciężkiego. O wiele gorzej jest z nieuczciwością. W historii Korony mieliśmy niestety takie przypadki. Mocno przeżył ksiądz aferę korupcyjną? Dopiero wchodziłem wtedy z posługą duszpasterską do klubu, ale nie zmienia to faktu, że bardzo mocno. Tym bardziej, że widziałem jak bardzo zależy na Koronie właścicielowi Krzyśkowi

Klickiemu i zarządowi. To był wielki cios dla wszystkich. Miałem i mam kontakt z księżmi z całej Polski i oni zawsze zazdrościli mi, że jestem duszpasterzem Korony. Że mamy takiego fajnego sponsora i tak dobrze poukładany klub. Po tej aferze było mi przykro się tłumaczyć. W takim razie ciekawi mnie czy ma ksiądz dobry kontakt z kapelanem Wisły Kraków. Akurat nie mamy jakiegoś świetnego kontaktu (śmiech). Ale spokojnie, po prostu nie mieliśmy okazji lepiej się poznać. Co innego mogę powiedzieć o Jacku Markowskim, kapelanie Lecha Poznań. Bardzo angażuje się w życie klubu. Jest proboszczem jednej z poznańskich parafii i nawet jeden z witraży w bocznej nawie jego kościoła przedstawia herb Lecha. Ma świetny kontakt z piłkarzami. Niedawno zmarł wieloletni kapelan Cracovii, Henryk Surma. To był wujek znanego z ekstraklasowych boisk Łukasza. Również świetny człowiek. Odegrał sporą we wspomnianym pojednaniu krakowskich kibiców. Jest jeszcze ksiądz Remigiusz Tobera z Lubina... Trzeba powiedzieć, że niektóre kluby nie mają stałego kapelana. Wiem, że w sprawy Podbeskidzia bardzo angażuje się sam biskup bielsko - żywiecki. Papież Jan Paweł II też był wielkim piłkarskim kibicem.

23


PUBLICYSTYKA MIŁOŚĆ Sam przyznał się, że w młodości kibicował Cracovii i często utożsamia się go z tym klubem. Ale piłkarze Wisły też byli u niego na audiencji. Paweł Janas opowiadał mi kiedyś o wizycie u papieża reprezentacji Polski przed pamiętnym mundialem w 1982 roku. Audiencję umożliwił kapelan Solidarności, ksiądz Henryk Jankowski. Dla zawodników to było olbrzymie przeżycie. Papież dał im jednak odczuć, że ważniejsze od wyniku, który mieli osiągnąć w Hiszpanii byli dla niego oni sami. Bo to

zamanifestować swoją wiarę. Tak jak Rangersi mocno pokazywali, że są protestantami, tak on pokazał, że jest katolikiem. Odwołał się też do polskości, w końcu papież był jednym z najwybitniejszych Polaków w historii naszego kraju. Prowokacja byłaby wtedy, gdyby Boruc grał w Rangersach i pokazał portret papieża. Zrobiłby coś na przekór wszystkim. Ale piłkarze i tak często robią coś na przekór wszystkim. Najgorsze jest to, że obserwują to najmłodsi. Jeden z Beatlesów

kibiców Cristiano Ronaldo. Oczywiście idzie za tym sympatia do Barcelony i Realu. Ja na przykład nie dostrzegam w postawie Messiego nic negatywnego. Widzę przede wszystkim skromność. Jest uśmiechnięty nawet, gdy coś mu nie wyjdzie. Ronaldo z kolei czasami zachowuje się na boisku jak... ...Widzę, że ksiądz jest w tej pierwszej grupie (śmiech). (śmiech). Jestem za Barceloną i Messim. Ronaldo zachowuje się butnie. Ale bardzo często pomaga

człowiek jest najważniejszy. Biskup Florczyk, który studiował w Rzymie przywoził nam różańce od papieża. Dawaliśmy je sportowcom, dla których wiara była i jest ważna. Nieraz widziałem łzy w ich oczach. Z koroniarzy dostali je chociażby Przemek Cichoń, Arek Bilski i – z tego co pamiętam – Grzesiu Piechna. Bardzo wierzący człowiek. A pamięta ksiądz koszulkę Artura Boruca, którą założył podczas derbów Glasgow pomiędzy katolickim Celtikiem, a protestanckimi Rangersami? „Boże, błogosław papieża”. Wielu zarzuciło mu prowokację. A czy przypadkiem to jego wcześniej nie prowokowali? Z tego co pamiętam, była to odpowiedź Boruca na wcześniejsze zaczepki i wyzwiska. On chciał

powiedział, że ich zespół jest popularniejszy od Jezusa. Jakby nie brzmiały te słowa, z piłkarzami jest podobnie. Pan Jezus nie szukał taniej popularności. Takie słowa świadczą tylko o pysze ich adresata. Nawet jakby odwołałby się do kogoś innego, byłoby to nie na miejscu. W życiu trzeba być pokornym. Pycha kroczy przed upadkiem. Gdy ktoś zaczyna mówić, że jest najlepszy, często bardzo szybko zostaje sprowadzany na ziemię. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żeby piłkarze byli idolami młodych. Muszą jednak mieć – znowu użyję tego słowa – dystans. Jeśli młody znajduje autorytet we właściwych postawach to nie ma w tym nic złego. Wśród piłkarskich fanów mamy podział na tych, którzy trzymają kciuki za Messiego i

potrzebującym, włączając się w przeróżne akcje. Dążę do tego, żeby wyciągać z ich zachowania to, co najlepsze. Rozmawiając z młodzieżą o piłkarzach, tłumaczę im, że oni nie tylko świetnie grają w piłkę, ale są też dobrymi ludźmi. Za czasów Ojrzyńskiego zespół Korony bardzo często przekazywał pieniądze dla potrzebujących. Wspólnie pomogliśmy w wybudowaniu łazienki dla niepełnosprawnego chłopca czy odbudowie domu zniszczonego przez huragan. Sporo było tych akcji. Bo sportowiec nie powinien skupiać się tylko i wyłącznie na swojej karierze, ale również rozwoju duchowym. Nie chcę być źle zrozumiany, nie gloryfikuję piłkarzy. Po prostu patrzmy na nich trochę szerzej. Niektórzy jednak wyraźnie nie pasują na idoli młodych ludzi.

24

studenCKa


jesteśmy, bo w finale ostatnich mistrzostw przegraliśmy z Portugalią (śmiech). Prowadziliśmy grę, mieliśmy swoje sytuacje, ale nie udało się wygrać. Oczywiście po odpadnięciu emocji, cieszyliśmy się ze srebrnych medali. Skąd biorą się nasze sukcesy? Stworzyliśmy prawdziwy kolektyw. Oprócz tego, że kopiemy razem piłkę, jesteśmy kolegami i przyjaciółmi. Zresztą, umówmy się, gramy na poziomie amatorskim. Każda zawodowa drużyna powinna nas ograć... ...Z tego co słyszałem, niekoniecznie musielibyście stać na straconej pozycji. Raz zagraliśmy z futsalową drużyną ze Stalowej Woli i mieliśmy problemy (śmiech).

Różnie to bywa, ale faktycznie czasami radzimy sobie z teoretycznie mocniejszymi rywalami. Do kolektywu i naszej pasji dołożyliśmy trening. Za niedługo mamy zgrupowanie, na którym zaczniemy przygotowywać się na kolejne mistrzostwa. Czyste umiejętności biorą się stąd, że niemal każdy z nas grał w piłkę zanim poszedł do seminarium. Dla wielu z nas piłka jest też formą przyciągania młodzieży do kościoła. Uświadamiamy im, że piłkarską pasję można łączyć ze służbą Bogu. Przez piłkę można uczyć szacunku do drugiego człowieka. Mateusz Michałek

źródło: www.mosir.kielce.pl

Nie wytrzymują ciężaru. Bo w tym nie ma automatyzmu. Mówiliśmy o Maradonie. Sam zachwycałem się jego grą. Nie należę do pokolenia, które widziało w akcji Pelego i może dlatego, dla mnie to Maradona był zawodnikiem wszech czasów. Jego życie potoczyło się jednak tak, a nie inaczej. Narkotyki, kłopoty z prawem – wiemy z jakimi problemami się borykał. Dlatego też przestał być w moich oczach autorytetem. Reprezentacja Polski księży, której jest ksiądz zawodnikiem niemal cały czas wygrywa. Jesteście europejską potęgą, nigdy nie zeszliście z podium mistrzostw Starego Kontynentu. Skąd biorą się te wyniki? Maszyną do wygrywania nie

studenCKa

25


Studencki Klub Wspak może poszczycić się nie tylko na koncertami gwiazd muzyki czy sporadycznymi występami kabaretu. Oferuje inspirujące spotkania nie tylko z niebanalnymi jednostkami, ale także sztuką przez wielkie S. Bo jakże inaczej nazwać wystawę prac fotografa, grafika, malarza i rzeźbiarza Zdzisława Beksińskiego uznawanego za jednego z najwybitniejszych współczesnych artystów? Prace artysty mieli już sposobność podziwiać miłośnicy sztuki we Francji, Belgii, Japonii i Niemczech, a od 14 do 17 stycznia w ramach wystawy, którą zorganizowano w kieleckim Wspaku, mogliśmy zobaczyć najmniej znane dzieła artysty. Podczas pierwszych dwóch dni mogli ją podziwiać wyłącznie studenci Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, w kolejnych 26

u k a p s W e w

była otwarta dla wszystkich zwiedzających. Ekspozycji towarzyszyły wykłady na temat życia i twórczości Beksińskiego oraz wirtualny pokaz, gdzie dzięki nowatorskiemu rozwiązaniu multimedialnemu, mogliśmy odbyć spacer do wnętrza jego obrazów. Ta ostatnia atrakcja zarezerwowana była dla tych, którzy wykazali się refleksem i wcześniej zapisali się za pośrednictwem Internetu. Organizatorem wystawy była Fundacja Beksiński, działająca na rzecz ochrony dorobku artysty, Muzeum Historyczne w Sanoku, gdzie po tragicznej śmierci w 2005 r. trafiły wszystkie jego prace oraz Studencki Klub Wspak. Zdzisław Beksiński początkowo zajmował się głównie czarno-białą fotografią. W swoich zdjęciach przedstawiał głównie człowieka, za pomocą różnych technik deformował ludzkie cia-

ło lub poszczególny jego fragment. Później wkroczył w świat rzeźby. Często używał metalu, blachy, drutu, materiałów idealnie pasujących do jego mrocznej twórczości. Zasłynął także jako rysownik, co nie powinno nikogo dziwić, bowiem z wykształcenia był architektem. Wykorzystywał również grafikę komputerową. Niezależnie jednak od techniki, jaką się posługiwał, jego pracom towarzyszył niepowtarzalny, tajemniczy, posępny klimat, przywołujący na myśl fantastyczną krainę demonów. Można odnieść wrażenie, że obrazował najciemniejsze zakamarki ludzkiego umysłu. Co ciekawe, artysta nigdy nie nadawał swoim dziełom tytułów twierdząc, że byłyby dla odbiorców zbyt sugestywne. Karolina Gajda

studenCKa

źródło: www.facebook.com

PUBLICYSTYKA KULTURA


studenCKa

27

źródło: upload.wikimedia.org


KULTURA PUBLICYSTYKA

San Valentine’s day is not for Her, thank God I am writing this words before beginning the labor of checking out a film related to the San Valentin’s day. To be honest, and to summarize my point of view about this “tradition” (it really deserve more commas), what I think when I hear something related to it is why people pretend to idealize love as something much bigger than the enjoying of ourselves, but later I realize that the battle of know what we want have been won by the advertising companies and I quit of it. You, dear reader, have to understand me. I am not trying to punch all the lovers in their face, I appreciate the couples who expresses their love without annoying the rest of people and knows when is their perfect moment to demonstrate it, but if I were one of them I would be horrified about having only one defined day to demonstrate it, and also with dead flowers and legal drugs. Roses exist to grow on the ground and a box of chocolates with a “heart” form is not practical, and the main characters of this film knows it. The film Her make us think about the wide range of feelings, purposes and desires that love can reach further 28

than the traditional standards of it in our society. In a formal way, the film shows the most indie face of the Hollywood industry and tries to catch our attention with such a beautiful esthetic of photography, developing a full-dramatic athmosphere in a future so closed to the present. Characters perform relationships as a form of hidding their real thoughts and feelings, and the ambient formed down of the false modesty of them destroys their contact. The main character is trapped on their own memories, his only way of passing throw the pain is a peculiar relationship made with an artificial mind, which despite its extraordinary capacity to “connect” with their partner it will represent a tough quandary to him. My main personal feeling about the story is about appeasement, a quiet feeling that mixes pain for the difficulty of crossing through ways against the common ones with self pride for doing it on the way you are. It is a sensation full of passive hope that have filled my soul more properly than what a canned drama could have done. What I saw in this film is not

a huge criticism against the traditional thought of love that San Valentin’s day promotes, but the opposite way. What this film do is to go further and dig into the main structure that supports love. It’s not only about confidence, knowing each other or being capable of love his/her defects, it’s about knowing that the other person saves a similar being as you, materially and prepared to take physical contact. We are animals who base our feelings principally on what we see, and that is what the love of San Valentin’s day promotes. The love that this film explores is also easy to defend by lovers, but what the video do is to put us on the limit of acceptance that we can reach. At this point, love between a natural mind and an artificial mind it’s difficult to assume to someone that is part of our society, but if you look forward it doesn’t seems so irrational, doesn’t it? the decision of changing the society is on each of us, and It’s up to you also.

Yago Rodriguez Barril

studenCKa


źródło: www.thechronicle.ro

studenCKa

29


INNE PUBLICYSTYKA

Serduszkowe zjednoczenie ludzi Echo. Odbyło się tam wiele licytacji. Ogromnym zainteresowaniem cieszyły się przedmioty ofiarowane przez klub bilardowy „Nosen” Kielce. Absolutnym faworytem tej aukcji był kij bilardowy z autografem obecnego mistrza Europy Karola Skowerskiego. Dodatkową atrakcją był kupon, dający możliwość gry z mistrzem oraz koszulka z autografem. Do zabawy włączyli się również piłkarze Vive Targów Kielce, a najwięcej kielczanie zdecydowali wydać na zderzak samochodowy przekazany przez Michała Sołowowa. Oprócz aukcji Galeria Echo zaprosiła wiele młodych talentów m.in.: wokalistów Zameczkowego Studia Piosenki, Annę Samojłowicz- aktorkę z serialu „M jak miłość” i

źródło: Echo Dnia Kielce

Tegoroczna „serduszkomania” przyciągnęła i zjednoczyła wiele osób. Podczas 24. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zebrano w województwie świętokrzyskim aż 1,600 000 zł. Wiele się działo w różnych miejscach Kielc. Co się działo? W Galerii Korona również nie można było się nudzić. Gościem specjalnym była Patrycja Markowska, która wprowadziła klientów w rockowy klimat. Do wsparcia Orkiestry włączyła się również młodzież z Ćmińska. Po koncercie wszyscy uczestnicy byli świadkami pokazu świetlnego tzw. „światełka do nieba”. Dużo atrakcji mieszkańcom Kielc dostarczyła Galeria

„Hotel 52”oraz wiele, wiele innych. Przy domu towarowym „Puchatek”, na kieleckiej Sienkiewce również było głośnio. Występowali młodzi artyści z powiatu kieleckiego. Można ich było zobaczyć nie tylko w słynnych utworach, ale również na ludowo. Nie zabrało przyjemności dla smakoszy, którzy mogli spróbować przepysznej kapusty z grochem. Przedtem jednak należało wrzucić chociażby symboliczną sumę do puszki. Następnie rozpoczęła się aukcja. Pierwszymi zlicytowanymi przedmioty były dwa torty. Ich wartość wyniosła 150 złotych za jeden. Sprzedano dzieła sztuki i różne prace ręczne. Najwięcej jednak działo się na kieleckim Rynku. Gwiazdą tamtejszej sceny był Włodzimierz Kiniorski- znakomity saksofonista, twórca stylu „Flap”. Ludowy klimat wprowadziła Kapela Świętokrzyska. Widzowie zobaczyli również pokazy taneczne w wykonaniu Akademii Tańca Kamili Drezno i inne. Najlepsi szefowie kuchni serwowali grochówkę i żurek. Na Placu Artystów odbyły się liczne pokazy strażackie m.

Zbiórka pieniędzy z IV liceum i Gimazjum nr 23.

30

studenCKa


towali finaliści show „Talent Świętokrzyski”, Zespół Akrobatyczny „Piramida”. Ważnym elementem tego spotkania była licytacja. 8 tysięcy złotych zapłacono za skodę octavię z1961 r. Sprzedano także wiele ciekawych obrazów ofiarowanych przez ważne osobistości Kielc. Marszałek Adam Jarubas zaciekle walczył o zdobycie rękawic bokserskich z autografem Krzysztofa „Diabolo” Włodarczyka i Krzysztofa Głowackiego. W rezultacie aukcję wygrała firma „ViveTextile Recycling” Ogromnym zainteresowaniem cieszyła się porcelanowa figurka Baby Jagi, którą zakupił znany Doktor

pediatra Zdzisław Domagała. Przedsiębiorca Robert Woźnicki, zakupił obraz „Zamek w Chęcinach” i „Tokarnię”. Podczas tegorocznej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w naszym województwie udało się zebrać 1,600 000 zł. Celem imprezy był zakup urządzeń medycznych dla oddziałów pediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorom. Karolina Ciszek

źródło: Echo Dnia Kielce

in.: pożaru cieczy palnych, udzielania pierwej pomocy, tropienia ludzi, tresowania psów. Nad Silnicą zaprezentowano sposób uwalniania ludzi z samochodu uszkodzonego podczas wypadku drogowego. W parku miejskim zorganizowano bieg pod nazwą „Bieg Owsiaka”. Uczestnikami biegu byli m.in.: Wiesław Pióro, Marcin Nowak, Jacek Wiatrowski. Uczestnicy biegli w żółto- czerwonych strojach, barwach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Autorzy najciekawszych strojów otrzymywali nagrody niespodzianki. W Kieleckim Centrum Kultury, swoje talenty prezen-

Zbiórka pieniędzy z IV liceum i Gimazjum nr 23.

studenCKa

31


Nowy Rok, nowa/y ja PUBLICYSTYKA

Mimo iż mamy już drugi miesiąc 2016 roku, to temat postanowień noworocznych jest wciąż żywy. Większość z nas wraz ze schyłkiem starego roku zrobiła swój rachunek sumienia. Wtedy, zdaliśmy sobie sprawę, że najwyższy czas skończyć z pewnymi przyzwyczajeniami. Łatwo o nich mówić, ale znacznie trudniej zastosować w praktyce. Z roku na rok to samo. Temat postanowień noworocznych staje się coraz bardziej irytujący. Każdy planuje i planuje, a potem nici… Listy najczęściej wymienianych deklaracji można by cytować wieki, jednak nie w tym rzecz. Ważne jest to, co zrobić, aby stały się rzeczywistością. Oto parę rad, które powinny pomóc w realizacji noworocznych zamiarów. Nie obiecuj sobie czegoś, czego i tak nie zrobisz

32

Kiedy tylko w głowie pojawi się myśl o spisaniu postanowień noworocznych, warto pomyśleć chwilę, czy naprawdę zdobędziemy się na odwagę i je zrealizujemy. Sęk w tym, że często stawiamy sobie zbyt wysoką poprzeczkę. Grunt, to rozsądne podejście do tematu. Po co niepotrzebnie nakręcać się na ekskluzywną wycieczkę, skoro i tak plany spalą na panewce. Bo za drogo. Podobnie w przypadku zrzucania wagi. Zamiast mówić, że schudnę 15 kg w dwa miesiące, rozłóż swoje postanowienie na raty. Zmniejsz liczbę kilogramów, albo wydłuż czas na ich spalenie. Lepiej ucieszyć się ze spełnionego postanowienia, niż przeżyć wielkie rozczarowanie. Nie wszystko na raz

Jednym z najczęstszych błędów, jaki popełniamy przy wymyślaniu przemian w nowym roku, jest ich kumulacja. Mało kto jest w stanie zmienić swoje życie o 180 stopni w zaledwie miesiąc. Nie ma sensu obrzucać się lawiną przeróżnych postanowień. Jeżeli decydujemy się na jakieś zmiany, to najlepiej niech będzie to jedna, konkretna. Wtedy skupimy się na niej w stu procentach i łatwiej będzie osiągnąć wymarzony cel. We dwójkę raźniej

studenCKa


To, czy wytrwamy w naszych zamiarach zależy też od środowiska w jakim funkcjonujemy. Dobrze, abyśmy otaczali się ludźmi bliskimi naszemu sercu, którzy wspierają nas w różnych sytuacjach. Pomoc i przychylność ze strony kogoś znajomego czy rodziny, powoduje, że nasze nastawienie jest bardziej pozytywne. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zachęcenie drugiej osoby do podjęcia tego samego, lub jakiegokolwiek innego postanowienia. Człowiek, jako

zwierzę stadne dobrze czuje się w towarzystwie, a poza tym zwiększa się jego mobilizacja i chęć bycia lepszym. Sam wybierz swój cel Kiedy nadchodzi czas na podejmowanie zobowiązań, wiele osób wybiera nie takie, jakie naprawdę chcieliby podjąć, ale takie, jakie wydają im się, że powinni. Często kierują się tym, co robią inni. Skoro kolega kupił sobie nowe auto, to ja musze zrobić to samo. Zazdrość jest złym doradcą. W tym przypadku głównie ona kieruje naszymi decyzjami. To ważne, aby postanowie­nie doty­czyło naszych wewnętrznych prag­nień. Wewnętrzna motywacja jest sil­ niejsza i zde­cy­dowanie trwal­sza gdy sami czegoś chcemy. Jeśli skupimy się na wyznaczonym przez siebie celu, który będzie pasował do naszej osobowości i jednocześnie sprawi nam przyjemność, to mamy szansę osiągnąć sukces.

studenCKa

Nie odkładaj na potem Im dłużej będziemy odwlekać swoje poczynania, tym bardziej wydłuży się czas ich realizacji albo całkowicie z nich zrezygnujemy. Wystarczy, że minie tydzień, a my po prostu odpuścimy. Akurat w tym samym czasie znajdzie się milion innych obowiązków. Musimy pokonać swój upór i lenistwo. Najlepiej zacząć działać od razu. Im szybciej i intensywniej, tym lepiej. Nie poddawaj się Każdy człowiek miewa gorsze dni. To zupełnie naturalne, że odczuwamy smutek, gdy coś dzieje się nie po naszej myśli. Trzeba pamiętać, że to co nas nie zabije, to wzmocni. Początki zawsze są ciężkie, za to słaba motywacja i brak pewności siebie szkodzą najbardziej. Pomyślmy o korzyściach jakie przyniosą nasze starania. Bądźmy optymistami! Marta Nowak

33

źródło: www.zmianywzyciu.pl


PUBLICYSTYKA

Tłusty Czwartek – dzień kalorycznej rozpusty Tłusty Czwartek kojarzony jest głównie z tradycją jedzenia pączków i faworków, ale jak się okazuje nie zawsze były to symbole tego święta. Znany nam jako dzień kalorycznej rozpusty, a obchodzony tylko w Polsce i katolickiej części Niemiec. To swoiste święto łasuchów jest dla chrześcijan ostatnim czwartkiem przed Wielkim Postem, który jednocześnie rozpoczyna ostatni tydzień karnawału. Potem następuje czas wstrzemięźliwości. Tłusty Czwartek jest świętem ruchomym, dlatego że jego data zależna jest od daty Wielkanocy. Wypada pomiędzy 30 stycznia, a 4 marca. Historia tego święta sięga czasów starożytnych, kiedy nie miało to żadnego związku z religią. Raz w roku Rzymianie obchodzili tak zwany tłusty dzień, w którym hucznie świętowali nadejście wiosny. Wówczas oddawali się ucztom, jedzono tłuste potrawy, a w szczególności mięsa oraz pito wino. Dodatkowym przysmakiem były pączki zrobione z 34

ciasta chlebowego, nadziewane słoniną. Z kolei około 1600 roku w Małopolsce, Tłusty Czwartek został obwołany Combrowym Czwartkiem i obchodzono go nieco inaczej. Według legendy nazwa ta wzięła się od nazwiska krakowskiego burmistrza Combra, który znany był ze swej wyjątkowej surowości dla kobiet. Chodziło tu o przekupki handlujące na krakowskim rynku, które karał za najmniejsze przewinienia. Podobno burmistrz Combra zmarł w ostatni czwartek karnawału. Od tamtej pory handlarki uczyniły z tego dnia święto, bawiąc się i mszcząc na mężczyznach za doznane krzywdy. Zmuszały ich do tańca w błocie, ale też przynosiły jedzenie i trunki. Biedota brała udział w tych zabawach ze względu na darmowe posiłki, bogaci natomiast płacili kobietom, co pozwalało na uniknięcie przykrego dla nich zwyczaju. W regionie wielkopolskim obchodzona była tradycja tak zwanej pomyjki. Panowało przekonanie, że gdy w Tłusty Czwartek ten, kto będzie unikał

mycia naczyń, gotowania gorących potraw oraz pomagania przy stole, nie będzie cieszył się zdrowiem przez następny rok. Inny przesąd mówił, że nie zjedzenie nawet jednego pączka tego dnia spowoduje

studenCKa


studenCKa

niepowodzenie przez cały rok. Począwszy od Tłustego Czwartku ludzie głośno biesiadowali. Najbardziej świętowano od niedzieli do północy z wtorku na Środę Popielcową. Tańczono w domach, karczmach, a nawet na ulicach – wszędzie, gdzie się dało. Również we wsiach. Biesiadnicy jedli do syta, aby przygotować się na Wielki Post. Ostatnie dni karnawału były też zwane mięsopustem, ponieważ dawniej właśnie tak nazywano „ostatki”, czyli trzy ostatnie dni zapustne przed postem. Wyraz mięsopust ma takie samo znaczenie co karnawał. Jego pochodzenie związane jest z włosko-łacińskim carne vale i ze zwrotami carnem laxare, levare, czyli rozstawać się z mięsem. W Polsce zwyczaj jedzenia słodkich przysmaków pojawił się w XVI wieku. Wtedy zaczęto przyrządzać słodkie racuchy smażone na tłuszczu, bliny, pampuchy oraz ciasta. Natomiast historia tradycyjnych polskich pączków sięga XVII i XVIII wieku. Idealny wyrób musiał być pulchny i lekki, a po ściśnięciu w dłoni miał powrócić do pierwotnego kształtu i objętości. Dlatego zaczęto używać do nich ciasta drożdżowego. Z kolei wiejskie pączki były twarde i obficie wypełnione marmoladą. Niektóre nadziewano orzechem lub migdałem. Ten, kto na niego trafił, miał cieszyć się życio-

wym powodzeniem. Dawniej pączki robiono z ciasta chlebowego, faszerowano mięsem, skwarkami i słoniną, a smażono na smalcu. Obecnie są przyrządzane na bazie ciasta drożdżowego, wypełnione marmoladą, dżemem owocowym, dziką różą, a nawet likierem lub adwokatem. Smażone tak, aby pośrodku pozostawał jasny pasek. Wierzch posypuje się cukrem pudrem lub lukrem. W Tłusty Czwartek oprócz pączków najpopularniejszym polskim przysmakiem są faworki, zwane też chrustem lub chruścikami. Są to chrupiące ciastka o słodkim smaku, smażone w głębokim tłuszczu i posypywane cukrem pudrem. Kształtem przypominają zawinięte kokardki. Natalia Duliban

35 źródło: bi.gazeta.pl


Nadal poszukujemy chętnych do współpracy PUBLICYSTYKA

SPRAWDŹ NAS:

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI:

www.facebook.com/MagazynPresik

presikujk@gmail.com

www.facebook.com/Radio-Fraszka-studenckie-radio-internetowe-820023064721887

radio.ujk@gmail.com

36

studenCKa studenCKa

Studencka numer III luty 2016  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you