Page 1

JAROCIN - Kalisz - Krotoszyn - Ostrów Wielkopolski - ostrzeszów - Pleszew Bezpłatny miesięcznik społeczny

Nakład 30 000

ISSN 2544-3720

Nr 6/2018 (11)

4 czerwca 2018

Głodne dzieci we wschodniej Ukrainie czekają na pomoc!

Mieszkania dla seniorów

Kilkudziesięciu kaliskich seniorów, wśród nich niepełnosprawni, zamieszkało w wyremontowanym przez miasto byłym akademiku. Przygotowano tam 38 mieszkań, dwu i jednoStr. 6 pokojowych.

Empatia dla uchodźców

O empatię dla uchodźców apelowali uczestnicy konferencji w kaliskim starostwie. Spotkanie z udziałem biskupa oraz młodzieży z Blizanowa i zagranicy przygotowano w ramach projektu Str. 4 Erasmus.

Jajka receptą na długie życie

Bezdomni, ubodzy oraz polskie i ukraińskie wielodzietne rodziny czekają na pomoc we wschodniej Ukrainie. Wolontariusze z południowej Wielkopolski alarmują, że sytuacja jest tam coraz gorsza. O wsparcie dla ubogich mieszkańców apelują także polscy zakonnicy, m.in. z parafii w obwodzie dniepropietrowskim, sąsiadującym z terenami Donbasu, gdzie znów toczą się zacięte starcia z prorosyjskimi separatystami. Ostatnio z pomocą pojechali tam wolontariusze Fundacji PORT z Odolanowa. Strony 7-10

Bronisława Zmyślona z Ołoboku (gm. Sieroszewice) obchodziła 31 maja setne urodziny. Podczas spotkania z wójtem zjadła tort i wypiła lampkę szampana. Ujawniła, że codziennie na kolację zjada jedno Str. 5 jajko.


2

komentarz, felieton, 4 czerwca 2018

Pomoc dla Ukrainy w polskim interesie Mateusz Jagolicz

Z

e stosunkami polsko-ukraińskimi jest jak pomiędzy rodzeństwem. Wiemy, że mamy jeden wielki cel, ale kłócimy się o mało istotne sprawy. W rezultacie wszyscy przegrywamy. O historii naszych narodów należy pamiętać, przekazywać prawdę następnym pokoleniom i szukać rozwiązań na przyszłość, by zapobiegać takim wydarzeniom. Stosunki Ukrainy i Polski to temat drażliwy dla części naszych społeczeństw, szczególnie pamiętających straszne wydarzenia z Wołynia (mordy na Polakach) czy z Bieszczad (mordy na Ukraińcach). Czy Polacy nie mają racji? Czy Ukaińcy nie mają racji? Według historyków z obu krajów jeden i drugi naród ma rację, bo racja, jak to zwykle bywa, leży pośrodku. Oczywiście oba narody muszą pamiętać o wspólnej tragicznej historii, ale nie powinniśmy już więcej się ranić ani rozdrapywać sobie wzajemnie ran. Bardzo trudno nam Polakom jest uznać czy pojąć racje Ukrainy. Nie zdajemy sobie sprawy, że przez wieki byliśmy tam okupantem. Ukraińcy czuli się narodem drugiej kategorii, pod panowaniem Lachów. Co innego Litwini, którzy byli współgospodarzami Królestwa Obojga Narodów. Nawiasem mówiąc szkoda, że Jagiellonowie nie stworzyli Królestwa Trojga Narodów. Z drugiej strony Ukraina boli Polskę, bo to przecież polski Lwów i inne historyczne miasta. Myśli o historii tej części Ukrainy przypominają uczucia Niemców do Dolnego Śląska. Kojącym balsamem dla naszych obu narodów może być wielkoduszność. Szczera chęć pomocy i obustronnej współpracy na rzecz rozwoju naszych państw. Obecnie w naszym wspólnym interesie jest bezpieczna, dostania Ukraina oraz bezpieczna i dostania Polska. W interesie ra-

cji stanu obu naszych państw jest też wzajemna przyjaźń obu narodów. Przyjaźń, która tak drażni naszego dużego sąsiada. Nie chcę zagłębiać się tutaj w historię czy politykę. Chcę poruszyć tylko kwestię odpowiedzialności Polaków wobec Ukraińców. Do Polski trafiały po wojnie paczki z pomocą z rzekomo wrogiego „socjalistycznej ojczyźnie” USA. Potem w czasie stanu wojennego z rzekomo wrogiej nam Republiki Federalnej Niemiec. To, że te kraje są naszymi wrogami wmawiał nam Związek Radziecki. Dziś Ukraińcom te same siły z Rosji podpowiadają, że Polacy są ich wrogami. Ukraińcy nie są jednak w stanie uwierzyć w naszą wrogość, widząc bezinteresowną pomoc jaka dociera do nich z Polski. W ukraińskich sklepach jest wiele towaru, ale nieudolne rządy, a potem rosyjska agresja wyniszczyły kraj do tego stopnia, że większości ludzi nie stać na zakup podstawowych produktów. Patrzą na towary wystawione w sklepach, jak my patrzyliśmy na towary w dewizowych sklepach „Pewex” za czasów PRL. Ukraina wciąż zmaga się z ogromną biedą i trudnym procesem transformacji. Transformacji bolesnej i kosztownej nie dla oligarchów. Kosztami zmian obciążani są zwykli obywatele, jak to w każdym państwie bywa. Do tego wzmagająca się wojna z Rosją w Donbasie. Koszty tej wojny znów ponoszą zwykli obywatele. Reakcji świata nie widać. Za Gdańsk nikt nie chciał umierać. Za Krym i Donbas, Zachód nie tylko nikt nie chce umierać, ale nie chce stracić ani jednego centa na interesach z Rosją. Możni tego świata mają Ukrainę głęboko w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetna nazwę. Ukraińcy zwłaszcza młode pokolenie, bardzo chce przemian gospodarczych na wzór Polski. Jesteśmy ich największym przyjacielem, mamy bardzo dobrą opinię. Nie mają jednak tylu możliwości, jakie pojawiają się u nas. Co możemy zrobić my jako Polacy? Pomóc. Tak zwyczajnie.

Zazwyczaj pomoc przychodzi od ludzi wrażliwych. Potrafiących z dystansem spojrzeć na to co tłoczy propaganda rosyjska, czy bełkoczą politycy, którzy są jak chorągiew powiewająca za wiatrem. My jako Polacy jesteśmy odpowiedzialni za przyszłość Ukrainy. Oczywiście nie w pełni, ale w zakresie solidarności z tymi, którzy znajdują się w biedzie. Setki tysięcy dzieci i młodzieży w Ukrainie (szczególnie we wschodniej Ukrainie) wymagają natychmiastowego wsparcia i pomocy. Bez nas i naszego odruchu serca, to pokolenie będzie miało bardzo ciężko, czego nie rozumieją nasi milenialsi. Polskie organizacje pozarządowe i zwykli ludzie od wielu lat niosą pomoc Ukrainie i Ukraińcom. Internet, aż kipi od takich akcji charytatywnych. Aby opisać potrzeby nie tylko Polaków mieszkających na Ukrainie, musiałbym napisać osobny elaborat na kilka stron, bo co człowiek i rodzina, to inne potrzeby. Ukraińcy zauważają i bardzo cenią tę pomoc, która dociera do nich z Polski. Od czasu euromajdanu w 2013 i kilkuletniej wojnie z Rosją, Polska i Polacy zdobyli ogromny kapitał poparcia i życzliwości na Ukrainie. Uważam, że nie możemy pozwolić sobie na stratę tego kapitału. Jeśli więc chcemy budować nową, lepszą historię wspólnie z Ukraińcami, to powinniśmy budować ją na fundamentach, które już są. Nieśmy pomoc najbardziej potrzebującym, abyśmy w uszach za jakiś czas nie usłyszeli słów Wyspiańskiego „miałeś chamie złoty róg” , ale czapka okazała się ważniejsza i oby przypadkiem nie była to rosyjska uszanka.

I tak to Peroński budżet obalił

W

Konrad Peroński

ypada się pochwalić, iż moja skromna osoba doprowadziła do uznania przez wojewodę wielkopolskiego Budżetu Obywatelskiego miasta Kalisza na 2018 rok za nieważny. Zainteresowałem się kwestią Budżetu Obywatelskiego w 2016 roku, kiedy sam złożyłem jako mieszkaniec osiedla Ogrody, dwa projekty: jeden obejmujący utworzenie placu zabaw dla dzieci i miejsca odpoczynku dla seniorów w miejscu zdewastowanego skweru oraz przywrócenie terenów rekreacyjnych wzdłuż brzegu rzeki Prosny. Każdy z tych projektów cieszył się dużym zainteresowaniem i zdobył niemal po 300 głosów. Niestety, do realizacji miasto wybrało projekt m.in. lokalnej rady osiedla, w postaci zakupu wyposażenia biura rady za kwotę 10 tys. zł, który uzyskał kilkukrotnie mniej głosów. Wtedy postanowiłem przyjrzeć się bliżej zasadom kaliskiego Budżetu Obywatelskiego. Ubocznym skutkiem tych przypatrywań, było formalne uznanie za sprzeczne z prawem przyznania dofinansowania na zakup organów dla nieuprawnionej jednostki za 120 tys. zł i jej cofnięcie. Przyklepany już projekt i uznany przez ratuszowych urzędników za w pełni zgodny z przepisami, został w ostatniej chwili unieważniony jako niezgodny z ustawą. Kierując się logicznym założeniem, iż w nowej edycji Budżetu Obywatelskiego moje projekty z poprzedniego roku zostaną zrealizowane, skoro cieszyły się tak dużym społecznym poparciem, złożyłem je w 2017 roku ponownie. Wnioski zawierały wymagane liczby podpisów osób popierających, mapki i inne załączniki.

Tymczasem okazało się, iż kaliski ratusz odmówił wręcz ich przyjęcia do Budżetu Obywatelskiego. Już po paru dniach otrzymałem pisma informujące, iż projekty nie zostaną nawet poddane pod głosowanie (sic!) mimo, iż otrzymały poprzednio jedne z najwyższych wyników głosów, to zdaniem ratusza, nie są one w ogóle potrzebne mieszkańcom. Dzięki niedopuszczeniu tych projektów, do głosowania w 2017 roku dofinansowanie w kwocie ponad 100 tys. zł, uzyskały pomysły przewodniczącej rady osiedla Ogrody, które otrzymały po 20 (słownie : dwadzieścia) głosów, czyli kilkunastokrotnie mniej. „Nie ze mną te numery Brunner!” – pomyślałem i postanowiłem nie odpuścić. Moim zdaniem, o tym co ma być realizowane w ramach Budżetu Obywatelskiego powinni decydować sami mieszkańcy, swoimi głosami, a nie arbitralnymi decyzjami urzędnicy, co prowadzi do zwykłych manipulacji i wręcz ustawiania zwycięskich projektów, a co za tym idzie sponsorowania z publicznych pieniędzy projektów wybranych osób. Już 11 października ub. roku na swoim profilu na Facebooku opublikowałem wpis pod tytułem „Ale mina, drogi kaliski ratuszu: regulamin Budżetu Obywatelskiego w Kaliszu jest sprzeczny z prawem i nieważny z mocy ustawy„. Post zawierał uzasadnienie prawne oraz skany zapadłych w podobnych kwestiach wyroków sądów administracyjnych i decyzji nadzorczych kilku wojewodów. Kaliski ratusz na taki zarzut zastosował metodę strusia, czyli w ogóle nie ustosunkował się do faktów, udając, że ich nie ma. W tej sytuacji 24 października ub. roku do wojewody wpłynął oficjalny wniosek o stwierdzenie sprzeczności z prawem regulaminu kaliskiego Budżetu Obywatelskiego.

cz a s opismo

Wydział prawny Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu przeanalizował wskazane przeze mnie naruszenia prawa i w pełni podzielił moje stanowisko. Również zgodnie z zarzutami uznano za złamanie prawa: dokonanie ograniczenia kręgu osób uprawnionych do wzięcia udziału w głosowaniu w ramach konsultacji społecznych poprzez wprowadzenie wymogu ukończenia 16 lat do dnia rozpoczęcia głosowania; wprowadzenie warunku podania nr PESEL oraz wymóg wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych dla potrzeb przeprowadzenia konsultacji. Powyższe wymagania wykraczają poza granice przyznanych kompetencji organowi stanowiącemu przez ustawodawcę i nie znajdują uzasadnienia w przepisach prawa. Numer PESEL nie stanowi bowiem warunku ani przesłanki pojęcia mieszkańca, Uwzględniając powyższe, wojewoda z urzędu w dniu 23 stycznia br. złożył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu wniosek o uchylenie w całości regulaminu Budżetu Obywatelskiego Miasta Kalisza i dzięki temu głosowanie do Budżetu Obywatelskiego w tym roku w Kaliszu odbędzie się już według nowych reguł, zgodnych z przepisami prawa. To zwiększy liczbę uprawnionych do głosowania o kilkanaście tysięcy mieszkańców. Co ważniejsze, we wszystkich innych gminach, regulaminy głosowań do Budżetu Obywatelskiego muszą być teraz zgodne z zasadami, których wprowadzenie wymusiła moja skarga do wojewody.

sp o ł eczne

SPOŁECZNI.PL: Bezpłatny miesięcznik społeczny. WYDAWCA: Społeczni.pl Spółka z o.o. - non profit. prezes: Mateusz Jagolicz. Redakcja: ul. Wrocławska 118/15, 63-400 Ostrów Wielkopolski, redakcja@spoleczni.pl, tel. 62 307 00 55. RedakTor naczelny: Janusz Jaros, naczelny@spoleczni.pl, tel. 537 207 705. KOREKTA, SKŁAD i Łamanie: Creative Alicja Jagolicz, creative.jagolicz@gmail.com, tel. 530 695 999. Komentatorzy: Mateusz Jagolicz, Klaudia Kaniewska, Karolina Pawliczak, Konrad Peroński. DrUk: Polska Press Sp. z o.o., Oddział Poligrafia, Drukarnia w Sosnowcu. layout: Agencja Reklamowa Media-Essence. nakład: 30 tys. egzemplarzy.


wydarzenia, czerwca Krotoszyn,414 marca 2018 2016

3

,,Wojciechy” za pracę organiczną Po raz czwarty wręczono nagrody starosty ostrowskiego „Wojciechy” dla wybitnych postaci, które przyczyniły się do rozwoju i promocji powiatu, a ich działalność wpisuje się w etos pracy organicznej

Reklama

Fot. Starostwo Ostrowskie

W

ojciechy ustanowiono sześć lat temu z okazji jubileuszu 125-lecia powiatu ostrowskiego. Wtedy też wręczono pierwsze statuetki. Nazwa wzięła się od imienia Wojciecha Lipskiego, pierwszego polskiego starosty ostrowskiego. Ta uroczystość odbywa się co dwa lata i przyznawana jest w kilku kategoriach. W tym roku uroczysta sesja rady powiatu ostrowskiego nie odbyła się w pałacu Lipskich w Lewkowie, który jest w remoncie. Nagrody wręczono w I Liceum Ogólnokształcącym, szkole która powstała dzięki wsparciu rodu Lipskich. W kategorii „Kultura” nagrodę otrzymał Wiesław Dudek, pochodzący z Daniszyna (gm. Ostrów), jeden z najlepszych tancerzy świata. Kapituła doceniła jego „nieprawdopodobną pracowitość i ogromny talent, które zawiodły go na szczyt światowej kariery”. Dudek ukończył łódzką szkołę baletową i otrzymał angaż w Teatrze Wielkim w Warszawie. Później został pierwszym solistą w operze w Stuttgarcie, następnie w Staatsballet w Berlinie. Wy-

Laureaci ze starostą Pawłem Rajskim i przewodniczącym rady powiatu Andrzejem Leraczykiem

stępował w solowych partiach Oniegina w Teatrze Bolszoj w Moskwie. Dudek zachwyca świat wyjątkowym duetem scenicznym, tworzonym z japońską divą baletową Shoko Nakamura, która jest jego partnerką życiową. Mieszka i pracuje w Tokio. Wspiera polskich tancerzy w ramach projektu ,,Młody duch tańca’’. W kategorii „Gospodarka” nagrodzono Mieczysława Grześkowiaka, założyciela Wytwórni Sprężyn Grześkowiak. Firmę założył prawie 40 lat temu. Był to jednoosobowy warsztat rzemieślniczy. Teraz zatrudnia 60 osób i sprzedaje swoje towary w Polsce i na świecie. Ukończył Politech-

nikę Poznańską. Zdobywał doświadczenie pracując w ZAP. Swoje zawodowe życie poświęcił sprężynom, od pracy dyplomowej począwszy, po projektowanie maszyn i wdrożenie ich do produkcji. Z czasem ta decyzja stała się „sprężyną do sukcesu”. W kategorii „Społeczeństwo” kapituła uhonorowała doktora nauk medycznych Mirosława Falisa „za profesjonalizm, wielką empatię do pacjenta, rozwój ostrowskiej ortopedii, stosowanie rozwiązań medycznych godnych specjalistycznych klinik, z których czerpią inne ośrodki w kraju i Europie”. Laureat jest prekursorem stosowa-

nej w Ostrowie metody leczenia skomplikowanych złamań kości stopy z wykorzystaniem tzw. gwoździa śródszpikowego. Metoda ta pozwala nie tylko kilkakrotnie skrócić okres leczenia i ograniczyć ból, ale co najważniejsze powrócić pacjentowi do pełnej sprawności i aktywności. Po praktyczną wiedzę do Ostrowa przyjeżdżają lekarze z Polski i z Włoch. W kategorii „Rolnictwo” statuetkę „Wojciecha” otrzymali Regina i Janusz Kałużni z Gałązek Wielkich „za pracowitość, która zaowocowała stworzeniem jednego z największych gospodarstw, za mobilność i umiejętność

dostosowania profilu rolniczej produkcji do potrzeb rynku”. Jak stwierdza kapituła nagrodzeni „są przykładem połączenia rodzinnej tradycji z nowoczesnością oraz przemian jakie w ostatnich latach stały się udziałem polskiej wsi”. Zaczęli ponad 30 lat temu, kiedy otrzymali od rodziców osiem hektarów ziemi, na której uprawiali warzywa, głównie cebulę, seler i ziemniaki. Dziś powierzchnia tego gospodarstwa zwiększyła się do ponad 500 ha i jest to jedno z największych gospodarstw w powiecie. Przełomowy w ich biznesie był 2008 rok, kiedy zbudowali pierwsze kurniki. – Musieliśmy zdecydować, czy doinwestować warzywnictwo, czy iść w drobiarstwo. Początkowo całe warzywnicze gospodarstwo musiało dokładać do tej produkcji, ale wkrótce zaczęliśmy zarabiać – mówili laureaci. Dziś w ich sześciu kurnikach hodowanych jest 200 tys. indyków, co daje rocznie 3000 ton mięsa, dostarczanego na rynki w Polsce i za granicą. W budowie jest sześć kolejnych kurników do tuczu indyków.

W kategorii „Edukacja i nauka” nagrodę odebrał prof. dr hab. Dariusz Gwiazdowicz „za odkrycia nowych gatunków zwierząt, za działania na rzecz ochrony środowiska oraz za motywowanie najmłodszych pokoleń w zakresie edukacji kultury i odwagi w odkrywaniu świata w ogóle”. Urodzony w Sośniach absolwent Wydziału Leśnego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, gdzie pracuje. Jest autorem ponad 350 prac naukowych i popularno -naukowych, które ukazały się w 85 czasopismach w 20 krajach. Badania naukowe prowadził m.in. w Australii, Iranie, Japonii, Meksyku, Norwegii, Rosji, Rumunii, Włoszech i Peru. Jest ekspertem Narodowego Centrum Nauki. Nagrodę specjalną otrzymał marszałek województwa wielkopolskiego Marek Woźniak „kaliszanin z urodzenia, poznaniak z wyboru, ale sercem zawsze Wielkopolanin, człowiek, który od reaktywowania odrodzonych samorządów jest z nimi związany na różnym szczeblu i pełniąc różne funkcje”. JJ


4

powiat kaliski, 4 czerwca 2018

Empatia dla uchodźców Młodzież z Blizanowa z rówieśnikami z Turcji, Danii, Bułgarii i Włoch brała udział w konferencji poświęconej emigracji. Konferencję z udziałem biskupa kaliskiego, grekokatolickiego księdza, dziekana filii UAM, radnego i szefa urzędu pracy, zorganizował starosta kaliski

K Prelekcję dla młodzieży z polski i zagranicy wygłosił m.in. biskup kaliski Edward Janiak

Młodzież ze szkoły w Blizanowie i zaprzyjaźnionych szkół z zagranicy z uwagą słuchała prelekcji i zadawała pytania

Ksiądz grekotolicki z Kalisza, Roman Woźniak opowiadał o problemach emigrantów z Ukrainy (na zdjęciu obok dyrektor Wioletta Przybylska i starosta Krzysztof Nosal)

O tradycjach tolerancji w Kaliszu i zagranicznych studentach w kaliskiej filii UAM opowiadał prof. Łuszczykiewicz

Fot. 5 x Michał Marszałkowski

O swoich doświadczeniach emigracyjnych opowiadał kaliski radny Eskan Darwich, pochodzący z Kurdystanu

onferencja pt. „Imigracja – co o niej wiemy?” była próbą zwrócenia uwagi na tematy związane z imigracją, szczególnie zarobkową, którą można obserwować na terenie powiatu kaliskiego. Konferencja, która odbyła się w maju w Starostwie Powiatowym w Kaliszu pod patronatem starosty Krzysztofa Nosala, była efektem projektu „Kto chce być uchodźcą?”, realizowanego przez Szkołę Podstawową im. Romualda Traugutta w Blizanowie we współpracy z partnerskimi szkołami z Danii (Slagesevej), Włoch (Pescara), Bułgarii (Kozloduy) oraz Turcji (Göksun). Projekt koordynowany przez Agnieszkę Węclewską prowadzony jest w ramach programu „Erasmus plus: współpraca na rzecz innowacji i wymiany dobrych praktyk”. Projekt ten ma na celu przede wszystkim zwiększenie odpowiedzialności społecznej, wrażliwości i empatii wobec uchodźców i imigrantów, niszczenie stereotypów, rozwijanie przedsiębiorczości i wolontariatu wśród uczniów a także pomoc imigrantom w przyczynianiu się do pokoju na świecie. W sali sesyjnej Starostwa Powiatowego w Kaliszu pojawiło się kilkadziesiąt osób, głównie młodzieży pochodzącej z zagranicznych szkół partnerskich SP w Blizanowie. Konferencję rozpoczęła prelekcja biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka pt. „Migracja, a duszpasterstwo”. Biskup przedstawił statystyki i źródła emigracji. W ciągu ostatnich 20 lat liczba ludności zmuszonej do przesiedlenia wzrosła o 25 mln. W państwach unijnych złożono rekordową liczbę wniosków o azyl (1,2 mln). Dane ONZ wskazują, że w całej populacji migracyjnej, która w 2015 roku dotarła do Europy znajdowali się przede wszystkim Syryjczycy. Składali oni wnioski o azyl najczęściej w Niemczech, Szwecji i Austrii.

– Kryzys migracyjny ujawnił jeden z największych deficytów Unii Europejskiej, czyli brak wspólnej polityki migracyjnej. Kościół nigdy jednak nie zrezygnuje z żadnego człowieka, gdy trzeba go ratować, bez względu na wyznanie, wiarę i światopogląd – tłumaczył biskup Janiak. Kaliski radny Eskan Darwich, z pochodzenia Kurd, mieszkający w Polsce od 23 lat wygłosił prelekcję pt. „Polska moja druga Ojczyzna”. – Urodziłem się w „trójkącie bermudzkim” na granicy syryjsko-turecko -irackiej – opowiadał radny. – Kiedy chodziłem do szkoły, dowiedziałem się, że jestem inny. Powiedzieli, że nie jestem Arabem tylko Kurdem. Nie pozwalano mi mówić po kurdyjsku. Nie było moją winą, że urodziłem się w rodzinie pochodzenia kurdyjskiego, w takim miejscu, a nie innym. Dowiedziałem się, że mogę trafić na komisariat tylko dlatego, że organizowałem wieczór kurdyjski. Nie mogliśmy się widywać z rodziną, która mieszkała 2 km ode mnie, czyli w innym kraju. Te ograniczenia sprawiły, że po maturze wyjechałem do Polski, co było moim wyborem. Tu się ożeniłem, mam trójkę dzieci, jestem radnym Rady Miejskiej Kalisza i menedżerem w dużej firmie. Urodziłem się jakby drugi raz. Tylko, że tym razem to było moim wyborem. Polska jest moją pierwszą ojczyzną – tłumaczył Eskan Darwich. Radny stwierdził, że polskie społeczeństwo jest tolerancyjne, ale nie znosi pseudotolerancji. – Wiele krajów europejskich boryka się z problemem uchodźców. Każda masowa emigracja, wcześniej czy później spowoduje konflikty społeczne. Każda masowa emigracja, która nie jest zaplanowana w sposób należyty doprowadzi do konfliktów. Uchodźcy syryjscy potrzebują pomocy, każdy uchodźca potrzebuje pomocy. Tylko najpierw trzeba zdefiniować kto tak

naprawdę jest uchodźcą. Pomoc powinna być dobrowolna. Sądzę bowiem, że pomoc wymuszana nie jest tak naprawdę pomocą. Uważam, że powinniśmy pomagać tam gdzie ta pomoc jest potrzebna, czyli tam na miejscu i są możliwości, żeby to czynić. Źle się stało, że problem uchodźców stał się kartą przetargową w kontaktach międzynarodowych – mówił Eskan Darwich. Po radnym przemawiał ks. Roman Woźniak, który jest duszpasterzem parafii grekokatolickiej w Kaliszu, która skupia głównie ukraińskich emigrantów. Poruszył on problemy imigrantów z Ukrainy w Kaliszu. Podczas przemówienia, tłumaczył, że otworzył już dwie szkoły języka polskiego, a obecnie przymierza się do otwarcia trzeciej. To bardzo pomaga odnaleźć się imigrantom zarobkowym w nowej rzeczywistości, choć potrzebna jest jeszcze pomoc prawna, psychologiczna i medyczna. W Polsce jest ok. 1 mln Ukraińców. Jednak zdaniem ks. Woźniaka liczba ta może być trzy razy większa niż wskazują oficjalne dane. Kolejny mówca prof. Piotr Łuszczykiewicz, pełniący funkcję dziekana Wydziału Pedagogiczno-Artystycznego w Kaliszu Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wygłosił prelekcję pt. „Imigracja i stereotypy. Studia w Kaliszu dla zagranicznych studentów”. Dziekan podkreślił, że Kalisz już przed II wojną światową charakteryzował się wielokulturowością. W grodzie nad Prosną zamieszkiwała m.in. ludność żydowska, niemiecka, ukraińska, ormiańska i rosyjska. Profesor Łuszczykiewicz tłumaczył, że imigracja to rezultat procesów politycznych i historycznych. Mówił, że dzięki programowi Erasmus, uczelnia kształci studentów portugalskich, hiszpańskich, jordańskich, syryjskich, węgierskich, białoruskich, ukraińskich, tadżykistańskich, uzbekistańskich, azerbejdżań-

skich, a także z Kazachstanu i Turcji. Chwalił zagranicznych studentów, którzy dobrze radzą sobie z trudnym polskim językiem. Profesor zauważył, że szczególne problemy mają oni w rozróżnianiu głosek dźwięcznych i bezdźwięcznych. Także różnice w mowie ciała, np. w Bułgarii kiwanie głową na boki oznacza potwierdzenie, a z góry na dół zaprzeczenie. W niekórych krajach podniesienie głowy i brwi w górę oznacza potwierdzenie (Kaukaz, Afryka), a u nas zdziwienie, zaskoczenie. Uśmiech podczas odmowy nie oznacza drwiny czy sarkazmu, jak u nas, lecz uprzejmość. Bicie brawa na pogrzebach, to oddawanie honoru. Bekanie czy mlaskanie podczas posiłków, to wyrażenie uznania dla kuchni gospodarzy. Podczas konferencji wystąpił również dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kaliszu, Artur Szymczak, który przedstawił sytuację imigrantów na kaliskim rynku pracy. Dyrektor PUP tłumaczył, że na terenie miasta Kalisza i powiatu Kaliskiego pracuje obecnie legalnie 15 tys. Ukraińców. Dyrektor Szymczak zwrócił uwagę, że wnioski o zatrudnienie Ukraińców dynamicznie rosną. W ostatnich trzech latach liczba imigrantów zarobkowych z Ukrainy na naszym terenie uległa potrojeniu. Dyrektor PUP tłumaczył, że Ukraińcy najczęściej wykonują proste prace polowe i szklarniowe, szczególnie na terenie powiatu kaliskiego, który jest obszarem z dużą liczbą plantacji pod szkłem. W mieście natomiast pojawiło się więcej specjalistów np. tokarzy i spawaczy. Na koniec dyrektorka Wydziału Promocji, Informacji i Obsługi Rady Starostwa Powiatowego w Kaliszu, Wioletta Przybylska opowiedziała gościom z zagranicy o atrakcjach turystycznych powiatu kaliskiego. Z kolei starosta Krzysztof Nosal podziękował wszystkim za udział w spotkaniu. Michał Marszałkowski


Powiat ostrowski, czerwca Krotoszyn,414 marca 2018 2016

Ostrów z Raszkowem Ostrów Wielkopolski i Raszków podpisały porozumienie, na mocy którego rodziny posiadające Raszkowską Kartę Rodziny 3+ będą mogły korzystać z kilku miejskich obiektów w Ostrowie

D

Fot. UM Ostrów Wlkp.

zięki porozumieniu posiadacze Raszkowskiej Karty Rodziny 3+ będą mogli korzystać z czterech miejskich obiektów w Ostrowie: muzeum, lodowiska, rolkowiska i kina „Komeda”. Ostrowska Karta Rodziny 3+ również przeszła modyfikacje i będzie teraz jeszcze bardziej przyjazna dla ostrowskich rodzin. – Raszków podobnie jak Ostrów Wielkopolski duży nacisk kładzie na politykę społeczną. Teraz, dzięki porozumieniu, wspólnie będziemy działać na rzecz rodzin. Już nie tylko ostrowskich – powiedziała podczas uroczystości podpisania porozumienia prezydent Ostrowa, Beata Klimek. – Dla rodzin wielodzietnych z terenu Gminy i Miasta Raszków porozumienie to oznacza, że będą mogły korzystać z ulg w

Prezydent Ostrowa Beata Klimek i burmistrz Raszkowa, Jacek Bartczak prezentują podpisane porozumienie

Kinie „Komeda”, Muzeum Miasta Ostrowa oraz na lodowisku i rolkowisku. Z takich samych ulg, jakie przysługują rodzinom korzystającym z programu Ostrowska Karta Rodziny 3+. Dzięki temu oferta naszej raszkowskiej karty wzbogaci się o usługi, które dostępne są najbliżej w Ostrowie Wielkopolskim – powiedział zadowolony

burmistrz Raszkowa, Jacek Bartczak. Na wniosek rodzin wielodzietnych z terenu Ostrowa Wielkopolskiego wprowadzone zostały udogodnienia do Ostrowskiej Karty Rodziny 3+. Karta będzie wydawana teraz na okres 5 lat, a nie jak dotychczas na okres roku. Dotyczyć będzie osób do 25 roku życia w

przypadku dzieci uczących się lub studiujących. Zasada ta będzie teraz analogiczna do ogólnopolskiej Karty Dużej Rodziny. Do składu rodziny wielodzietnej zaliczać się teraz będzie także dziecko niepełnosprawne w wieku powyżej 18 roku życia, legitymujące się orzeczeniem o umiarkowanym albo znacznym stopniu niepełnosprawności w okresie ważności orzeczenia o niepełnosprawności. Duże rodziny nie będą teraz musiały przedstawiać do wglądu dowodów osobistych, legitymacji szkolnych i studenckich lub aktów urodzenia oraz wpisywania ich numerów we wniosku. Procedura uzyskania Ostrowskiej Karty Rodziny 3+ opierać się będzie na złożonym oświadczeniu, co z pewnością ułatwi rodzinom składanie wniosków. JJ

5

Aktywne tablice w Ostrowie Wlkp. Cztery ostrowskie szkoły otrzymają wsparcie z rządowego programu Wielkopolski Kurator Oświaty ogłosił listę szkół zakwalifikowanych do finansowego wsparcia w ramach rządowego programu „Aktywna tablica”. Przyznane środki – 56 tys. zł przeznaczone zostaną na zakup sprzętu multimedialnego. Ostrów Wielkopolski otrzymał dotację na doposażenie czterech szkół po 14 tys. zł na każdą szkołę, łącznie 56 tys. zł. Wkład własny gminy wyniósł 20 proc., czyli 14 tys. zł. – W ubiegłym roku, w ramach tego samego programu, pozyskaliśmy pieniądze na wsparcie sześciu ostrowskich szkół. Sprzęt multimedialny,

który w nich funkcjonuje wprowadza nową jakość nauczania z wykorzystaniem nowoczesnych pomocy naukowych. W tym roku dokładamy kolejne cztery szkoły, których uczniowie będą mogli z takich pomocy skorzystać – mówi prezydent Beata Klimek. – Poza samym sprzętem zadbamy także o szkolenia dla nauczycieli z obsługi tych urządzeń i oprogramowania – dodaje prezydent Ostrowa. Nowy sprzęt multimedialny to tablice, projektory, głośniki, interaktywne monitory dotykowe. W tym roku otrzymają je szkoły podstawowe numer: 1, 4, 6 i 14. JJ

Stulatka codziennie zjada jajko Jubilatce życzenia złożyła kilka dni wcześniej delegacja Urzędu Gminy w Sieroszewicach. Z rąk wójta Czesława Berkowskiego, przewodniczącego Rady Gminy Sieroszewice Pawła Siwaka i kierownika Urzędu Stanu Cywilnego Marzeny Pilarskiej, pani Bronisława odebrała bukiet kwiatów, prezent i list gratulacyjny. – W imieniu mieszkańców Ołoboku i całej gminy Sieroszewice życzę dużo zdrowia, radości z dzieci, wnuków i prawnuków oraz przeżywania dalszych lat życia w spokoju i miłości – mówił wójt Czesław Berkowski. Wójt wręczył stulatce gratulacje od premiera Mateusza Morawieckiego. Życzenia złożyły także sołtys Ołoboku Teresa Lemiesz i przedstawicielka Rady Sołeckiej Izabela Gawron. Jubileusz

Fot.UG Sieroszewice

Bronisława Zmyślona z Ołoboku (gm. Sieroszewice) obchodziła 31 maja setne urodziny. W swojej diecie ma jajka na kolację

Stulatka z Ołoboku w otoczeniu rodziny i delegacji z Urzędu Gminy Sieroszewice

uczczono lampką szampana. Był też tort. Bronisława Zmyślona urodziła się 31 maja 1918 roku w Sławinie. Miała dziewięcioro rodzeństwa. Mama zmarła jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. W 1946 roku zawarła zwią-

zek małżeński ze Stanisławem. Małżonkowie zamieszkali w Ołoboku. Bronisława zajmowała się domem. Dorabiała jako krawcowa. Od 1992 roku jest wdową. Bronisława ma trzy córki: Marię, Jolantę i Urszulę. Doczekała się jednej wnuczki i

trzech wnuków oraz czterech prawnuków. Bronisława jest w wyśmienitej kondycji. Nie stosuje diety. Codziennie na kolację zjada jajko. Mówi, że swoje życie i zdrowie zawdzięcza Bogu. Jej receptą na długowieczność jest praca i modlitwa. JJ

Rada o paradzie Podczas obrad ostrowskiej Rady Seniorów 23 maja omawiano m.in. udział w poznańskiej Paradzie Pokoleniowej seniorów z Ostrowa Wielkopolskiego. W obradach uczestniczyli: naczelniczka Wydziału Spraw Społecznych Urzędu Miejskiego w Ostrowie Wielkopolskim, Małgorzata Pawlik i pełniąca obowiązki kierownika Dziennego Domu „Senior+”, Dorota Krysiak-Molenda. Pierwszym tematem była ocena „Programu działań gminy i miasta Ostrowa Wielkopolskiego na rzecz seniorów na lata 2018-2022”. Seniorzy postanowili nie wydawać jeszcze opinii, o co prosiły władze miasta. Chcą dłużej przeanalizować przedstawiony mate-

riał i zgłosić ewentualne uwagi na posiedzeniu 6 czerwca. Przewodniczący Józef Kozan poinformował o opracowaniu przez władze w Warszawie polityki społecznej wobec osób starszych do 2030 roku program Parady Pokoleniowej w Poznaniu. Przygotowano ostateczny kształt Statutu Rady Seniorów Ostrowa Wielkopolskiego, który ma być przedstawiony na czerwcowej sesji Rady Miejskiej. Dyskutowano też o udziale ostrowskich seniorów w Paradzie Pokoleniowej w Poznaniu 2 czerwca. Parada miała charakter wydarzenia miejskiego, dlatego ostrowscy seniorzy uczestniczyli w niej indywidualnie. Ryszard Bartoszek


6

Kalisz, 4 czerwca 2018

Mieszkania dla seniorów Kilkudziesięciu seniorów, wśród nich niepełnosprawni, zamieszkało w dawnym akademiku kaliskiej filii UAM. W wyremontowanym przez miasto budynku przygotowano dla nich 38 mieszkań, dwu i jednopokojowych. W uroczystym otwarciu wzięli udział mieszkańcy, radni, prezydent i biskup

D Nowi lokatorzy podpisywali umowy i odbierali klucze od prezydenta Kalisza, Grzegorza Sapińskiego

Państwo Nawrotkiewicz są zachwyceni nowym mieszkaniem

biskup kaliski Edward Janiak. Podczas swojego przemówienia żartował, że nie poświęcał jeszcze „akademika dla seniorów”. Dziękował władzom miasta, apelował „by nikt w Kaliszu nie czuł się niepotrzebny”. – Żeby każdy miał koło siebie drugiego człowieka, który wyciągnie do niego bratnią dłoń – mówił biskup. W rozmowie z miesięcznikiem Społeczni. pl biskup Janiak chwalił inicjatywę władz Kalisza. – To wynika z troski o człowieka. Dzisiaj jest taka potrzeba, ponieważ dzieci bardzo często wyjechały i ci ludzie są samotni – powiedział nam biskup. – Ważne jest żeby godnie mieszkali i żeby starszego człowieka nie pozostawiać samemu sobie. Bardzo ważna jest ta troska społeczna, samorządów, żeby dostrzegać tych ludzi, którzy bardzo często dużo w życiu się napracowali i mają duże zasługi dla miasta, dla naszej społeczności. Tymczasem na starość się kurczą i gdzieś tam sami zmagają z losem. Dlatego takie inicjatywy są bardzo dobre. Tak jak kluby seniora uczące wyszywania czy obsługi komputera. Ale także donoszenie jedzenia bo starość często wiąże się z niepełnosprawnością. To wyraz poziomu troski o człowieka. To ważne szczególnie teraz, gdy wy-

dłuża się życie i przybywa seniorów – podkreślił biskup Janiak. Jednymi z nowych lokatorów Domu Seniora są Barbara i Jerzy Nawrotkiewicz. Przeprowadzili się ze starej kamienicy przy ul. Grodzkiej. – Mieliśmy tam ciężko. Okropnie. Kuchnia bez okna i jeden pokój. Jeden piec na wszystkie pomieszczenia. Wilgoć. Wnoszenie węgla wysoko z piwnicy, bez windy – mówi Barbara Nawrotkiewicz. – Tu jest super. Mamy dwa pokoje. W sumie 37 m kw. Żeby tylko jeszcze młodsze lata wróciły – dodaje ze śmiechem Jerzy Nawrotkiewicz. Podczas uroczystości mieszkańcy wraz z kluczami dostawali paszporty seniora – książeczki z informacjami przydatnymi dla seniorów. Paszporty wydał Krajowy Instytut Gospodarki Senioralnej, zajmujący się wymianą doświadczeń firm, instytucji, samorządów w usługach dla osób starszych, a także w polityce senioralnej władz lokalnych i krajowych. Podczas otwarcia Marzena Rudnicka, prezes Instytutu poinformowała, że kaliski Dom Seniora przeszedł audyt i otrzymał logo „OK Senior”. Chwaliła politykę senioralną miasta za Dom Seniora i program zatrudnienia „Senior 60+”.

Janusz Jaros

Fot. 5 x Janusz Jaros

Jedna z lokatorek, poruszająca się na wózku Anna Chojnacka

często wymagały remontu ogrzewania, bo starsze osoby nie były już w stanie nosić węgla z piwnicy na wysokie piętra, do lokali ogrzewanych piecami kaflowymi. Nowe mieszkania mają centralne ogrzewanie z sieci miejskiej. Są wyposażone w meble kuchenne i kuchnie elektryczne. Każdy lokal ma łazienkę z kabiną prysznicową. W trzypiętrowym budynku jest winda. Budynek otwarto uroczyście do użytku 10 maja. – Oddajemy mieszkania, które wynajmowane będą wyłącznie seniorom w celu zapewnienia godnych warunków życia osobom starszym. Często to osoby z orzeczonym stopniem niepełnosprawności, do których w sposób szczególny powinna być kierowana pomoc. Bardzo często ze względu na złe warunki mieszkaniowe w jakich muszą żyć, obawiają się o swoją przyszłość. Często jest to np. wysoka kondygnacja, utrudniająca dostęp do mieszkania, ogrzewanie lokalu węglem, czy też zbyt duża powierzchnia zajmowanego lokalu. Przyjęte przez Radę Miasta rozwiązania pozwalają poprzez poprawę warunków mieszkaniowych, poprawić jakość ich życia – mówił podczas uroczystości prezydent miasta Grzegorz Sapiński. Budynek poświęcił

awny akademik przy ulicy Częstochowskiej 140a (obok WSK) miasto otrzymało trzy lata temu od władz Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu za symboliczną złotówkę. Miasto zrewanżowało się uczelni przekazując 1 mln zł na remonty starej części budynków UAM przy ul. Nowy Świat. Budynek akademika był wprawdzie po kapitalnym remoncie, ale na adaptację i wyposażenie pomieszczeń Domu Seniora miasto przeznaczyło jeszcze 1,6 mln zł. Ze środków Funduszu Dopłat, przyznawanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego, pozyskano 600 tys. zł. Wykonawcą modernizacji budynku była firma Werbud Piotra Pleśnierowicza z Koźminka Wlkp. W Domu Seniora jest 19 mieszkań jedno- i 19 dwupokojowych o powierzchni od 21 do 37 m kw. Kwalifikacją lokatorów zajmowała się komisja mieszkaniowa. Mieszkania przydzielono osobom powyżej 60 roku życia, wśród nich niepełnosprawnym. Przy wyborze chodziło o pomoc osobom starszym, które miały problemy z opłacaniem czynszów w dużych mieszkaniach komunalnych, ulokowanych w starych kamienicach. Ich dotychczasowe mieszkania

Nowe mieszkania w Domu Seniora otrzymało ponad 50 lokatorów

W uroczystości wzięli udział radni, urzędnicy, szefowa Instytutu, prezydent i biskup kaliski


społecznicy, czerwca Krotoszyn,414 marca 2018 2016

7

Prosimy o pomoc z Polski Z bratem Adamem Wróblem, proboszczem parafii św. Mikołaja w Kamieńcu i zastępcą kustosza Kapucynów na Ukrainę i Rosję o potrzebie pomocy dla wschodniej Ukrainy, rozmawia Janusz Jaros miotem stół z krzesłami i wydajemy obiady codziennie o g. 13. Przychodzi ok. 50 osób. Gotujemy ponad 30 litrów zupy dziennie. Kupujemy 20 kg chleba i coś do smarowania. Każdy dostaje pół litra zupy i 3-4 kanapki. Do tego herbatę. Jeśli przyjdzie mniej osób, to dajemy dokładki. Jak dostaniemy czasami coś od naszych dobrodziejów, to też im rozdajemy. Na co jeszcze mogą liczyć osoby ubogie i bezdomne w waszej parafii? – Jeśli dostaniemy jakieś dary, jak np. z Fundacji PORT z Odolanowa, to dostają np. ubrania, buty. Kupujemy też leki. Tutaj trzeba płacić za wszystko. Ubezpieczenie nic nie daje, bo prawie nic nie jest refundowane i za wszystko trzeba płacić. Do tego łapówki. W szpitalu płaci się każdej osobie z obsługi, bez względu czy to lekarz, czy salowa. Tych biednych ze szpitala wyrzucają. Przychodzą do nas. W zeszłym roku jesienią przyszedł jeden pan z otwartą raną, w której już robaki się zalęgły. Mówił, że nie ma pieniędzy żeby pójść do szpitala. Obmyliśmy mu tą ranę, opatrzyliśmy, daliśmy leki. Rana na szczęście się zagoiła. Jedna z naszych parafianek, która jest pielęgniarką zdejmowała biedakowi szwy. W szpitalu nie chcieli ich zdjąć, bo nie miał pieniędzy i śmierdział. Macie także pod opieką rodziny wielodzietne, które znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Żyją w skrajnym ubóstwie. – W naszej parafii jest wiele takich rodzin wielodzietnych, które potrzebują wsparcia. Jedna z rodzin ma nawet 10 dzieci. Są też takie z siedmiorgiem czy z szóstką dzieci. Wśród nich także rodziny z polskimi korzeniami. Pomoc państwa dla tych ro-

Zakonnicy utworzyli przy kościele pracownię plastyczną dla dzieci, którą prowadzi Irina Sawienko (obok brata Adama)

– Tak szczególnie dla osób starszych i niepełnosprawnych. Ludzie po opłaceniu mieszkania, starają się jakoś zorganizować ogrzewanie. Na leki już w ogóle nie mają pieniędzy. Najprostsze leki to 150 hrywien, czyli 30 bochenków chleba. Opłaty to minimum 800 hrywien a oni dostają 1500 hrywien emerytury. Jeśli kupią leki, to nie będą mieli pieniędzy na życie. Apelujemy więc do darczyńców w Polsce by wsparli waszą działalność oraz różnych organizacji niosących pomoc dla Ukrainy. – Tak. Nasi kapłani jeżdżą do Polski, głoszą kazania, zbierają pieniądze by pomóc tym ludziom tutaj. Prosimy o wsparcie także przez różne organizacje jak Caritas czy PORT. Każda pomoc dla nas jest ważna. Każda zebrana złotówka, to tutaj bochenek chleba. Jak zbierzemy dwa złote, to kupimy kaszę gryczaną, która tutaj jest rarytasem. Pomoc z Polski jest dla nas ważna nie tylko ze względów materialnych. Dzięki temu biedni mieszkańcy doświadczają w namacalny sposób czym jest miłość, i że kościół to wspólnota. Bracia z Europy dzielą się z nimi tym co mają. Oni odwdzięczają się dobrodziejom modlitwą. Wielu ludzi tutaj żyje tylko dzięki temu, że trafia do nich pomoc z Polski. Rodzice mówią, że gdyby nie nasza pomoc, to zabiliby swoje nienarodzone dzieci. Dzielicie się jednak pomocą nie tylko z katolikami i nie tylko z tutejszą Polonią? – Dzielimy się tym co mamy i pomagamy każdemu potrzebującemu, bez względu na wyznanie czy narodowość. To co nas jednoczy to modlitwa. Przed obiadem

Brat Adam Wróbel, proboszcz parafii św. Mikołaja w Kamieńcu

dzin jest słaba. Dzieci dostają wprawdzie jakieś jedzenie w szkołach, ale potrzeb jest dużo więcej. Często rodzice nie mają pracy. Staramy się przez różne organizacje, m.in. takie jak Fundacja PORT, organizować dla nich pomoc. Dostają od nas paczki na święta, organizujemy wakacje dla dzieci. Dzielimy wśród nich dary, które dostajemy. Otworzyliśmy pracownię plastyczną dla dzieci. Na zajęcia plastyczne, które prowadzi pani Irina Sawienko uczęszcza kilkadziesiąt dzieci z parafii. Starsze mają zajęcia kulinarne, techniczne i inne. Organizujemy festyny dla dzieci. Ostatnio z okazji dnia dziecka. Mamy Teatr Lalek. Przy parafii działa też organizacja polonijna? – Wspólnota Polska naucza języka. Organizują spotka-

nia, Wigilię czy Nowy Rok. Spotykamy się też z Polonią 11 listopada. Podtrzymujemy polskie tradycje. W Polsce nie ma już problemu głodu, dzięki licznym organizacjom pomocowym. Tutaj wciąż jest ten problem? – Trudno aby nie było głodu przy tak niskich dochodach. Rodziny starają się jakoś sobie radzić. Latem zbierają warzywa i owoce i wsadzają do weków. Gorzej z mięsem, które jada się raczej raz w tygodniu, w niedzielę. Cieszą się kiedy przywozicie w darach z Polski konserwy. Oni gotują wtedy makaron i wkładają jedną konserwę na cały garnek. To kolacja dla dzieci po cienkim, szkolnym obiedzie. Dzieci są wtedy szczęśliwe i wspominają naszych darczyńców z Polski. Zimy są tutaj trudne.

odmawiamy uniwersalną modlitwę: „Ojcze nasz”. Zrobiliśmy dla ubogich katolicką Wigilię, a potem 7 stycznia prawosławną Wieczerzę. Podobnie było na śniadaniu w Wielkanoc. Prawosławni biedacy mówili, że podoba im się nasza tradycja. Ludzie dziękowali, mówiąc ze łzami w oczach, że pierwszy raz od wielu lat jedzą za stołem pokrytym obrusem. Te codzienne obiady u nas to dla nich często jedyny posiłek i szansa przetrwania, szczególnie zimą. Opowiadają nam gdzie śpią. Często w kanałach, na rurach ciepłowniczych. Dzięki pomocy z Polski poprawia się wśród prorosyjskich mieszkańców obraz Polaków, jako sojuszników wroga? – Tą pomocą budujemy lepszy obraz Polski. To schemat podobny do tego kiedy do Polski przychodziły paczki z darami z Niemiec. Nie wszyscy stąd mogą wyjechać do pracy do Polski. W ten sposób choć trochę wspieramy nową władzę i niepodległość Ukrainy. Nasza praca tu jest trudna. To praca typowo misyjna. Zmagamy się często z mentalnością postkomunistyczną. Ubodzy, bezdomni, bomże [rosyjskie określenie kloszardów – przyp. JJ], często pogardzani i wyszydzani dziwią się, że traktujemy ich z szacunkiem, należnym każdemu człowiekowi. Każdy człowiek jest dla nas ważny. Każdy jest darem. Jaka pomoc jest najbardziej potrzebna? – Produkty żywnościowe, chemia dla rodzin, ubrania i buty na zimę. Niektórzy zimą przychodzą do nas na zupę w klapkach.

Fot. 4 x Irina Sawienko i Janusz Jaros

Wasza parafia jest usytuowana wśród biednego społeczeństwa, w przemysłowym mieście. – Tak. Kamieńsk to miasto przemysłowe. Powstało 120 lat temu w czasach rewolucji przemysłowej. Przeniesiono tutaj całą Warszawską Stalownię. W centrum miasta stoi huta, która pracuje teraz tylko na 30 proc. W czasach Związku Radzieckiego przerabiano tutaj uran. To było miasto zamknięte. Nikt nie mógł wydostać się na zewnątrz. Po zawieruchach historycznych miasto jest zniszczone nie tylko pod względem materialnym, ale też stało się ubogie pod względem moralnym. Jest tu wielu narkomanów, chorych psychicznie. Ludzie nie mają przyszłości. Bezrobocie tutaj, w obwodzie dnieprowskim jest najwyższe w Ukrainie: około 30 proc. – Przy tak wysokim bezrobociu, problem jest także z tymi, którzy mają pracę. Oni są okrutnie wykorzystywani. Pracują za głodowe pensje. Zarabiają 2,5 do 3 tys. hrywien, a zimą muszą zapłacić 2,5 tys. hrywien za ogrzewanie, więc nie wystarcza im pieniędzy na jedzenie. Stąd pomysł was, braci kapucynów, prowadzących parafię katolicką aby otworzyć przy kościele stołówkę i dożywiać najuboższych? – Tak. To zaczęło się w ubiegłym roku. Ludzie przychodzili do nas z prośbą o zupę. Jedli na stołeczkach przy plebanii. Przychodzili tak od rana do wieczora. Kucharka nie mogła nadążyć z gotowaniem. Postanowiliśmy naszą pomoc usystematyzować. Urządziliśmy w piwnicy kościoła kuchnię. Zorganizowaliśmy też stołówkę. Ustawiliśmy pod na-

W piwnicach kościoła urządzono kuchnię, w której kucharka (na zdjęciu z bartem Adamem) gotuje obiady dla 50 osób

Po pomoc i na obiady do braci schodzą się biedni z całego miasta


8

Reportaż, 4 czerwca 2018

Reportaż, 414 czerwca Krotoszyn, marca 2018 2016

9

Dla nas wrogiem jest bieda, a nie inny człowiek Ojcowie Kapucyni wspólnie z Fundacją Dzieło Miłosierdzia Bożego PORT z Odolanowa pomagają ubogim, wielodzietnym rodzinom we wschodniej Ukrainie. Zakonnicy wydają obiady dla około 50 bezdomnych. Prowadzą też klub malucha. Niosą pomoc biednym Ukraińcom i Polonii. Fundacja PORT z powiatu ostrowskiego zawiozła już w sumie 10 ton darów na Ukrainę. Za to wsparcie dziękował biskup charkowsko-zaporoski Stanisław Szyrokoradiuk i konsul RP w Charkowie Janusz Jabłoński

O Kapucyni w Kamieńcu karmią codziennie około 50 ubogich i bezdomnych

Szczególnie trudna jest sytuacja emerytów we wschodniej Ukrainie

d czasu wybuchu wojny we wschodniej Ukrainie życie stało się bardzo trudne. Do tego stopnia nieznośnie ciężkie, że dochodzi tam do wielu samobójstw, szczególnie wśród weteranów i wdów po żołnierzach walczących w Donbasie. Bezradni ojcowie i matki nie widząc wyjścia ze swojego położenia, rzucają się z okien upiornych, postsowieckich bloków. W tych sypiących się blokowiskach panuje powszechny brud i bieda. Wyłamujące się drewniane okna, sypiący tynk, dziury w zapchanych od lat zsypach i stada szczurów. W takich warunkach żyją tysiące ludzi. Ludzi, którym załamał się cały, poukładany od dziesiątek lat świat. Wraz z wojną z Rosją, bogaty wschód Ukrainy zamienił się w trzeci świat, niewiele odbiegający biedą od ubogich rejonów Afryki. – Podupadł tutejszy przemysł ciężki. Ludzie stracili źródło utrzymania. Niewydolny jest państwowy system pomocy społecznej – opowiada nam ojciec Adam Wróbel, proboszcz parafii św. Mikołaja w Kamieńcu (dawny Dnieprodzierżyńsk) i zastępca kustosza Kapucynów w Ukrainie oraz w Rosji. – Sytuacja wielu rodzin stała się dramatyczna. Dziękujemy Fundacji PORT, która od kilku lat wspiera wielodzietne rodziny w naszej parafii. Ojcowie Kapucyni od blisko 10 lat opiekują się kościołem w Kamieńcu. Zostali tu sprowadzeni z Polski. Kościół jak i wiele zakładów w mieście zbudowano przed rewolucją bolszewicką, w głównej

mierze dzięki Polakom. To tu do wsi Kamieniec przeniesiono 120 lat temu Warszawską Stalownię. Głównym twórcą zakładu i budowniczym miasta oraz kościoła Św. Mikołaja był Ignacy Jasiukowicz, obecny patron Stowarzyszenia Polaków w Kamieńcu, które działa przy parafii św. Mikołaja. Jasiukowicz był człowiekiem otwartym. Zainicjował i współfinansował również budowę prawosławnego soboru św. Mikołaja w Kamieńcu. Po rewolucji Sowieci zmienili nazwę na Dnieprodzierżyńsk. Miasto wróciło do historycznej nazwy dwa lata temu. Wolontariusze Fundacji PORT dostarczają potrzebującym rodzinom w okolicach Dniepru (dawny Dniepropietrowsk od komunistycznego działacza Grygorija Pietrowskiego) odzież, żywność, zabawki, artykuły chemiczne oraz wózki inwalidzkie i leki. Fundacja przekazuje też wsparcie finansowe wielodzietnym rodzinom, które znalazły się w trudnej sytuacji. Przywożą dary dla tych rodzin. M.in. dla rodziny Żydkowów, która składa się z 12 osób. Olga i Jegor mają dziesięcioro dzieci: siedem dziewczynek i trzech chłopców w wieku od sześciu do 18 lat. Dzieci z radością oglądają używane ubrania i zabawki, które dostały z Polski. Jak skarby oglądają układane w kuchni worki żywności przywiezione przez dobrych ludzi z Polski. Najstarszy z chłopców z uśmiechem wylicza imiona całego rodzeństwa: Masza, Sasza, Pasza, Dasza, Kirił, Katia, Lisa, Nastia, Anton, Ania. Wszyscy mieszkają w trzyizbo-

Wiktor Buhaju, absolwent chemii Uniwersytetu Dniepropietrowskiego mieszka na dworcu. Dzięki polskim braciom codziennie je ciepły posiłek

Dzieci rodziny Szewczyków z radością witają wolontariuszy z darami z Polski

Na tyłach kościoła św. Mikołaja bracia kapucyni z Polski otworzyli stołówkę dla biednych mieszkańców Kamieńca

wym domku, na obrzeżach Kamieńca. Młodsze dzieci śpią na piętrowych łóżkach, które zajmują prawie cały jeden pokój. W drugim śpią starsze dziewczynki. Najmłodsze dzieci śpią w trzecim pokoju z rodzicami. Dla starszych chłopców Jegor szykuje pokój na strychu. Musi tylko zdobyć izolację. Boi się, że latem będzie tam nieznośny upał, a zimą lodówka. Olga Żydkowa opiekuje się dziećmi. Jegor Żydkow jest jedynym żywicielem rodziny. Pracuje jako muzyk w miejscowym teatrze. Zarabia 4500 hrywien. Do tego zasiłki na dzieci ok. 6500 hrywien. Razem 11 tys. hrywien, czyli niecałe 1600 zł. Na jednego członka rodziny Żydkowów wypada po

jedno euro dziennie. To poniżej progu skrajnego ubóstwa szacowanego przez ONZ na poziomie 1,25 dolara dziennie na osobę. Bez pomocy kościoła, ojców Kapucynów i takich sponsorów jak Fundacja PORT, rodzina Żydkowów nie dałaby sobie rady. – Tak skrajną biedę jak tutaj we wschodniej Ukrainie, trudno spotkać gdzie indziej w Europie – przyznaje Mateusz Jagolicz, prezes Fundacji PORT. – Podobnie jest trochę w Rwandzie, gdzie również pomagamy ubogim rodzinom. Może w Ukrainie jest więcej wyposażenia domu: kuchnie, jakiś stary sprzęt, meble. Każdy ma raczej swoje łóżko, ale za to w Afryce ludzie nie mają problemów z

ogrzewaniem domów. A tutaj to zimą bardzo poważny problem. Walentyna i Stanisław Szewczyk z Kamieńca wychowują sześcioro dzieci w wieku od roku do 14 lat (dwie dziewczynki i czterech chłopców). Stanisław walczył w Donbasie z Rosjanami. Walczył o lepszą przyszłość dla ojczyzny, dla rodziny i dzieci. Z wypłatą żołdu było różnie. U władzy pozostają wciąż ci sami oligarchowie. Wrócił dwa lata temu zaopiekować się rodziną. Pracuje w hucie. Produkcja spadła tam o połowę. Zwolnili 7 tys. ludzi. Miał szczęście, że dostał pracę. Wiedzieli, że wrócił z ATO, i że ma na utrzymaniu liczną rodzinę. Zarabia 7 tys. hrywien. Z zasiłkami wyjdzie 10 tys. hrywien,

nie kryją szczęścia. – Pan Bóg was nam zesłał! – krzyczą z zachwytu. Są emerytowanymi nauczycielami. W ich ciasnym mieszkaniu ocalały tylko sterty książek, których nawet antykwariusze nie chcą już kupować. Ojciec Jury dorabiał ucząc gry na akordeonie w ognisku muzycznym. Ale zalegali z wypłatą i nie miała już nawet ani kopiejki na marszrutkę (tanie busy komunikacji miejskiej). Dostają razem ok. 3 tys. hrywien emerytury, czyli ok. 420 zł. To zaledwie 1,28 dolara na osobę dziennie. Wiele rodzin szuka dla siebie ratunku w emigracji. Paweł Bojko z rodziną wyjechał do Lublina. Udało mu się tam znaleźć pracę w biurze turystycznym. W Dniepropietrowsku pracował jako inżynier lotnictwa na lotnisku przy kontroli ruchu lotniczego. Ma kartę Polaka, ale jego żona Nadia jest Rosjanką, więc musiał stoczyć walkę w urzędach o zezwolenie na pobyt i pracę dla żony. Żona jest z zawodu lekarką, ale na razie pracuje w lubelskim szpitalu jako salowa. Wiaczesław Chociński z żoną Julią i sześciorgiem dzieci chciał wyjechać do Izraela. Jednak ma pochodzenie tylko po ojcu. Mama była Polką. No a poza tym Wiaczesław i jego rodzina są chrześcijanami, więc muszą poczekać, aż któraś z reformowanych gmin przeprowadzi uproszczoną procedurę konwersji. Niby nie mają złej pracy. On pracuje w zakładach kolejowych. Dorabia remontując mieszkania. Ona jest księgową w zakładach drobiarskich. W sumie zarabiają ok. 9 tys. hrywien. To

czyli ok. 6 zł dziennie na osobę. Wowa Stepanenko z żoną Ludą wychowuje czwórkę dzieci. Pracuje jako inżynier w zakładzie chemicznym w Dnieprze (dawny Dniepropietrowsk). W jego dziale badawczym zwolnili połowę ludzi. Zaproponowali mu przejście do pracy przy maszynie, na produkcji. Zarabia grosze, ale cieszy się, że nadal ma pracę. Większość ludzi w mieście bezskutecznie szuka pracy. Opowiada nam ze łzami w oczach jak zimą wracał do domu z pracy bez grosza przy duszy. Nie miał pieniędzy, żeby kupić rodzinie coś do jedzenia. Wszystkie pieniądze wydał na opał do domu. Szedł mostem. Było ciemno. Myślał czy skoczyć. Ale nie mógł zrobić tego żonie i dzieciom. Wchodząc do domu pomyślał, że zamiast obiadu na rozgrzewkę napije się herbaty. Okazało się, że jego zaradnej żonie udało się nakarmić dzieci. W pracy sprzedała wydziergane na drutach czapki ze sprutego, starego swetra. Kupiła za to dwa filety z kurczaka. Zmieliła je z bardzo dużą ilością chleba. – Mamy teraz tyle kotletów, że starczy nam na tydzień – powiedziała zaskoczonemu mężowi. Niepełnosprawny, 18-letni Jura mieszka ze starszymi rodzicami na siódmym piętrze bloku w Dnieprze, zaledwie 150 km od strefy działań wojennych w Donbasie (ATO). Winda w sypiącym się postsowieckim bloku nie działa od czterech lat. Od tego czasu Jura nie wychodzi z domu. Wolontariusze z trudem wnieśli na siódme piętro skrzynki konserw, worki z żywnością i odzieżą. Rodzice Jury

jednak zaledwie 1200 zł, czyli po 5 zł na osobę dziennie. Zakonnicy w Kamieńcu chociaż sami żyją bardzo skromnie, nie patrzą z założonymi rękami na panującą wokół biedę. Nie ograniczają się tylko do organizowania pomocy dla wielodzietnych rodzin z parafii. Ojcowie Kapucyni uruchomili przy kościele w Kamieńcu stołówkę dla bezdomnych. Korzysta z niej ok. 50 osób. – Dostają codziennie gorącą zupę i chleb – mówi ojciec Adam. Ciepły posiłek może otrzymać każdy bezdomny, ubogi czy głodny. Bez względu na narodowość czy wyznanie. Korzystają z tego m.in. uchodźcy z Donbasu, których wojna wyrzuciła z domów. Często nie mają oni pieniędzy by starać się o dokumenty (paszport), potrzebne do ubiegania się o jakikolwiek zasiłek. Emerytowana nauczycielka Tatiana Wialkina przychodzi codziennie na darmowe obiady wydawane w namiocie za kościołem. – To co robią bracia to dla nas wielka pomoc – mówi. – Ludzie nie mają dostępu do niczego. Prąd w domu wyłączony bo nie ma jak płacić. Gazu nie ma. A tu dostajemy gorący posiłek. Nie mamy pracy. Żyjemy we dwoje z malutkiej emerytury. Tylko 1500 hrywien [ok. 210 zł – przyp. red.] na osobę. I tak dobrze, że mamy dach nad głową. Niektórzy nie mają nic. Nie mają domu. Żyją po piwnicach, dworcach, w kanałach ciepłowniczych. Jak zwierzęta. Wykluczeni ze społeczeństwa. Dla nich ten posiłek u braci to dar od Boga. Ciąg dalszy na stronie 10

Wolontariusze Fundacji PORT dzielą dary przywiezione dla wielodzietnych rodzin

Fot. Archiwum domowe roddziny Zidkowów

Fot. 8 x Irina Sawienko i Janusz Jaros

Dla wielu ubogich obiad u polskich braci to jedyny posiłek w ciągu dnia

W rodzinie Żydkowów jest 10 dzieci: siedem dziewczynek i trzech chłopców. Żyją skromnie, ciesząc się, że jest ich tyle

Rodzina Żydkowów jako najliczniejsza otrzymuje najwięcej darów z Polski


10

reportaż, 4 czerwca 2018

Naszym wrogiem jest bieda Ukrainy nie oczekiwała, że ludzie tutaj będą zmieniali swoją mentalność i nastawienie. Wcześniej stosunek do Polski i Polaków był może obojętny, ale teraz przekształca się w życzliwy. Przyznaje, że duża w tym zasługa kościoła katolickiego i Polonii. – Kościół katolicki jest wprawdzie kościołem powszechnym, ale tutaj kojarzonym z Polską. Bardzo dużo pomaga także Caritas. Przy kościołach katolickich w Zaporożu, Berdiańsku i Mariupolu, otwierane są punkty pomocy medycznej oraz stołówki dla ubogich i bezdomnych, takie jak ta tutaj w Kamieńcu. Konsul ubolewa, że Polonia we wschodniej Ukrainie się wykrusza, bo młodzi wyjeżdżają do kraju. – Z każdym spotkaniem jest coraz mniej osób. Młodzież wyjeżdża do Polski. Wyjeżdżają też całe rodziny. Dla Polski to dobrze, ale nie dla Polonii – mówi konsul. Konsul apeluje o włączanie się rodaków z Polski w pomoc dla wschodniej Ukrainy, dużo biedniejszej obecnie od zachodniej części kraju. – To jeszcze bardziej wiąże i umacnia naszą przyjaźń i relacje międzyludzkie. Najważniejsze są te relacje tu na dole. Tu jest sytuacja gorsza niż na zachodzie Ukrainy. Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale tutaj jest specyficzne nastawienie do Polski, wyni-

Ciąg dalszy ze stron 8-9

Biskup charkowsko-zaporoski wraz z bratem Adamem dziękują za dary z Fundacji PORT

strzyki z insuliny, ale ich nie mam i odstawiłam. Boję się co będzie dalej... Tatiana Wialkina zazdrości sąsiadce, która jako inwalidka dostaje rentę wyższą o 400 hrywien od jej emerytury. – Ona nigdy nie pracowała, a ma więcej ode mnie – mówi z zawiścią. Dodaje, że ogląda rosyjską telewizję i jest przekonana, że gdyby Ukrainą rządził Putin, to już dawno znalazłby rozwiązanie trudnej sytuacji ukraińskich emerytów. We wschodniej Ukrainie często Polacy są postrzegani jako historyczni wrogowie Rosji (przez prorosyjskich mieszkańców) albo Ukrainy (przez ukraiński nacjonalistów). Jednak Fundacja PORT wspiera nie tylko biednych Polaków z parafii katolickiej. Wspiera także miejscowy Caritas grekokatolicki oraz ubogich prawosławnych, w tym Ukraińców, Rosjan i Żydów. – Nasza pomoc dociera głownie do biednych, wielodzietnych rodzin. Dostarczyliśmy już blisko 10 ton darów na Ukrainę – mówi prezes Fundacji PORT. – Przekazując dary nie zwracamy uwagi na wyznanie czy narodowość. Dla nas liczy się potrzebujący człowiek. Niekiedy słyszymy tutaj od obdarowanych, głosy zdziwienia: „To wy pomagacie nam, waszym wrogom?” Tłumaczymy im wtedy, że dla nas

wrogiem jest bieda, a nie żaden inny człowiek – dodaje prezes Jagolicz. Taką otwartą postawę na wszystkich potrzebujących chwalił w rozmowie ze Społeczni.pl konsul RP Janusz Jabłoński oraz biskup charkowsko-zaporoski Stanisław Szyrokoradiuk, obecni na uroczystości 120-lecia kościoła św. Mikołaja w Kamieńcu. Podczas jubileuszu wśród dobroczyńców wspierających parafię i wiernych wymieniono Fundację PORT. – Taka pomoc, jaką niosą ojcowie Kapucyni i Fundacja PORT z Polski jest potrzebna – uważa Janusz Jabłoński, konsul RP w Charkowie. – To jest bardzo dobrze odbierane szczególnie tutaj, na wschodzie Ukrainy, po

wojnie 2014 roku. Tysiące ludzi wyjeżdża stąd do pracy do Polski. Sytuacja tutaj jest trudna. Każda nasza pomoc kierowana tutaj jest bardzo dobrze odbierana. Janusz Jabłoński podkreśla, że jest już trzeci rok konsulem charkowskiego okręgu konsularnego, który obejmuje siedem obwodów wschodniej Ukrainy: charkowski, dnieprowski, doniecki, ługański, połtawski, sumski i zaporoski. – To bardzo duży okręg – mówi konsul. – Nigdy nie spotkałem się tutaj z negatywnym odbiorem Polski, a wręcz przeciwnie. Pomoc i wsparcie, jaką niesiemy od 2014 roku odgrywa w tym ważną rolę. Władza, która chciała zmienić granice

kające z historii. Dlatego apeluję do rodaków o to by nie byli obojętni na los biednych ludzi tutaj – dodaje konsul. O to samo w rozmowie z nami apeluje Stanisław Szyrokoradiuk, biskup charkowsko-zaporoski. – Są problemy polityczne. Ludzie muszą odczuwać solidarność ze strony Polski i Polaków. To bardzo ważne – mówi biskup Szyrokoradiuk. – Przeżywamy taki czas, kiedy to co istniało, rozpadło się, a nic nowego jeszcze nie powstało. Proces odbudowy niesie ze sobą negatywne skutki. Jest dużo ludzi biednych. Zajmujemy się apostolstwem i ewangelizacją, ale nie możemy do tych ludzi pójść z pustymi rękami. Nie zawsze mamy co tym ludziom dać, a to ważne dla naszej pracy tutaj. Dlatego dziękuję za pomoc ze strony Fundacji PORT – dodaje. Biskup przyznaje, że ta pomoc pozwala też nieco powstrzymać falę emigracji Polonii do kraju. Janusz Jaros

Jeśli chcesz pomóc bezdomnym i ubogim we wschodniej Ukrainie, wesprzyj działalność charytatywną ojców Kapucynów, wpłacając datek na konto Fundacji Dzieło Miłosierdzia Bożego PORT: 87 2490 0005 0000 4600 9246 1491 (z dopiskiem „Pomoc Ukrainie”)

Fot. 3 x Janusz Jaros

Władymir Sjenier w imieniu ubogich konsumentów kapucyńskich obiadów dziękuje też Fundacji PORT „za odzież i inne dary, które m.in. nam przywożą”. Wiktor Buhaju ukończył wydział chemii na Uniwersytecie Dniepropietrowskim. Od kilku miesięcy mieszka na dworcu. Czeka na przyznanie emerytury. Nie może udowodnić, że przepracował przynajmniej 15 lat, bo zaginęły jego dokumenty w zlikwidowanej mleczarni w Rosji, gdzie pracował. Emeryturę dostanie dopiero za trzy lata jak skończy 60 lat. – Tylko nie wiem co z tym paszportem. Czekam już cztery miesiące – mówi. W Ukrainie paszport pełni rolę dokumentu tożsamości tak jak dowód osobisty w Polsce. Wiktor nie ma pieniędzy na opłatę, a urząd nie chce mu wydać paszportu bez opłaty. – Jak dostanę paszport to najpierw pojadę po dokumenty do Rosji, a potem do Polski – zapowiada Wiktor. – W Polsce zostanę żeby znów tam pracować. U was dobrze mi było. Zdaniem ubogich i bezdomnych sytuacja we wschodniej Ukrainie pogorszyła się bardzo w ostatnim półroczu. To wynik podwyżki cen czynszu oraz opłat za prąd i gaz. – Wielu ludzi żyje bardzo biednie – skarży się Tatiana Wialkina. – Mamy razem 3 tys. hrywien emerytury, a czynsz za dwupokojowe mieszkanie to 3,5 tys. hrywien. Kiedy idziemy do naszych władz i pytamy jak wyżyć z tak niskiej emerytury, to nam odpowiadają, że „to wasza sprawa”. Czujemy się oszukani. Odbieramy to tak, że my starzy nikomu nie jesteśmy potrzebni w Ukrainie. Chwała Bogu, że choć wasi bracia wyciągnęli do nas pomocną dłoń. Kobieta wylicza, że na utrzymanie trzeba mieć w Ukrainie przynamniej 3 tys. hrywien na osobę, nie wliczając w to leków: – Np. ja potrzebuję za-

Konsul RP w Charkowie, Janusz Jabłoński dziękuje Fundacji PORT i Społeczni.pl za wspieranie ludności wschodniej Ukrainy

Na Ukrainę rusza kolejny transport darów z Fundacji PORT


Opinie, 414 czerwca Krotoszyn, marca 2018 2016

11

Pomocne dłonie i latający wózek Klaudia Kaniewska

W

ielu ludzi dąży do osiągnięcia wysokiego statusu materialnego. W związku z tym kończymy dobre studia, znajdujemy pracę w prestiżowej firmie. Konsumpcjonizm narzuca więc na nas, ciągły pęd w stronę osiągnięcia coraz to nowszych i lepszych dóbr materialnych. Jednak wśród nas znajduje się również grupa osób, których marzenia znacząco odróżniają się od tego wzorca. Czy w tym pędzie życia, czasem myślimy o tych, którzy są w gorszej sytuacji? Czy zwracamy uwagę na kogoś, kto czasem bardzo blisko potrzebuje naszego wsparcia? Pomoc jako temat naszych rozważań jest bardzo rozległym zagadnieniem. Jednak są wśród nas osoby, które są wrażliwe na krzywdę innych. Obecnie dużo ludzi jest biednych, chorych, niepełnosprawnych, bezdomnych. Jednak wśród nas są również osoby potrzebujące jedynie towarzystwa, pomocy w zakupach lub też dobrego słowa. Pomoc bowiem nie oznacza wyłącznie formy materialnej lub fizycznej. Często o wiele ważniejsze jest podniesienie na duchu drugiego człowieka. Jakiś czas temu spotkałam się z pewnym twierdzeniem: „iż udzielanie pomocy to przejaw własnego egoizmu”. Czyli pomaganie wiąże się przede wszystkim z zaspokojeniem wyrzutów sumienia i podnoszeniem poczucia własnej wartości. Jednak co tak naprawdę jest złego w tym, iż chcemy pomagać? Czy taka przyczyna udzielania pomocy tworzy ją mniej wartościową? Spróbujmy więc odpowiedzieć na to pytanie. Rzeczywiście, pomagając czujemy się lepiej. Jest to jednak pewna prawidłowość, bo dobro które czynimy powinno powodować, iż stajemy się lepszą wersją samego siebie. Jedną z najbardziej sformalizowanych form pomocy jest wolontariat. Jest mi on niezwykle bliski, ponieważ od wielu lat uczestniczę w różnych formach wolontariatu. Od 12 roku życia byłam wolontariuszką w Duszpasterstwie Niesłyszących w Zduńskiej Woli. To było moje pierwsze zetknięcie z pomocą drugiemu człowiekowi. Wsparcie to polegało na tłumaczeniu mszy świętych na język migowy oraz łączeniu świata niesłyszących, ze światem słyszących. Uważam, iż ten wiek był odpowiedni na rozpoczęcie przygody z wolontariatem. Uczestnictwo w nim kształtuje nasz charakter oraz uczy odpowiedzialności za inne osoby. Cenne jest dziś bowiem posiadanie wrażliwości na potrzeby innych ludzi. To przecież młodzi ludzie będą tworzyć przyszłość, więc to od nich zależy, w którą stronę ten świat będzie zmierzał. Wracając jednak do historii z moim pierwszym wolontariatem, pragnę opowiedzieć wam pewną sytuację z życia wziętą. Pewnego dnia na wyjeździe w góry z duszpasterstwa, wolontariusze wraz z niesłyszącymi wybrali się na wędrówkę

po dolinach w Zakopanem. Jako wolontariuszka oczywiście razem z całą grupą wybrałam się na tę wycieczkę. Jednak w związku z moją chorą nogą, wyprawa ta była dla mnie niczym wejście na Mount Everest, czyli niemożliwe. W tak długie trasy, mogłam jedynie jeździć na wózku. Problem w tym, iż na wózku po górach, a nawet w dolinach nie da się poruszać. Mimo to bardzo chciałam w pełni uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach związanych z wolontariatem. Okazało się jednak, iż niesłyszący bardzo mi pomogli. Podczas tej wycieczki przenieśli mnie na wózku przez całą dolinę. Dla obcych osób, nasz wymachujący rękoma korowód z latającym wózkiem inwalidzkim, musiał wyglądać niezwykle zabawnie. Jednak osobom niosącym ten ciężar nie było do śmiechu. Spróbujmy wyobrazić sobie, jaki ogromny wysiłek musieli włożyć niesłyszący, abym razem z nimi mogła zwiedzić te górskie tereny. Nasuwa się tu więc pytanie, kto tak naprawdę komu udzielał pomocy? Wydaje mi się, że pomagaliśmy sobie nawzajem. Ja pomagałam im w komunikacji ze światem słyszących, oni mi z przemieszaniem się. Tak więc wniosek jest jeden, zawsze dostajemy coś w zamian. Nawet jeżeli nagrodą jest poprawa naszego poczucia własnej wartości. Czy w związku z tym, taka pomoc jest gorsza? Oczywiście że nie! Czasem bowiem wolontariat, to również bardzo dobra forma uzyskania doświadczenia w danej branży. Wiele fundacji, stowarzyszeń z różnych dziedzin, oferuje możliwość uczestnictwa w wolontariatach. Pracując w ten sposób, zdobywamy doświadczenie, które może być niezbędne w przyszłej pracy. Dzięki zaświadczeniu o odbyciu wolontariatu, możemy wzbogacić nasze CV. Pracodawcy również bardzo pozytywnie patrzą na taką aktywność, ponieważ wskazuje to, iż jesteśmy osobami pracującymi dla wyższych idei. Szczególnie w przypadku pierwszego zatrudnienia jest to bardzo ważna cecha, która może zaważyć na przyjęciu nas do pracy. Od pewnego czasu zaobserwowałam również interesujący trend, jakim jest zbieranie pieniędzy na szczytny cel podczas ślubu. Dzięki temu, goście weselni zamiast kupować kolorowe kwiaty, wspomagają wybraną przez państwa młodych zbiórkę. Uważam, iż jest to niezwykle ciekawa forma pomocy. Przede wszystkim wyjątkowość ta wynika z dzielenia się swoim szczęściem. Powstaje coraz więcej tego typu akcji, w które bez większego wysiłku możemy się zaangażować. Kolejną interesującą formą pomocy jest dzielenie się z potrzebującymi jedzeniem pozostałym ze świąt. To właśnie pokazuje jak mało potrzeba, aby kogoś uszczęśliwić. Pomaganie sprawia przyjemność i tworzy z nas lepszych ludzi. Nie wszyscy mają na tyle siły, aby działać jako wolontariusze wśród chorób i nieszczęść. Każdy jednak ma na tyle możliwości, aby pomagać bez większego problemu. Mu-

simy również pamiętać o naszych najbliższych, którzy mogą czuć się przez nas porzuceni. Często bowiem najtrudniej pomóc własnej rodzinie. Zwykła rozmowa lub odwiedziny są dla nich niezwykle ważne. To oni czekają na nas, a my w pędzie naszego życia zwyczajnie zapominamy. Starajmy się jednak ich wspierać i okazywać dla nich swoje zainteresowanie. Pomoc więc, to czasem zwyczajnie wypowiedziane dobre słowo. Niejednoznaczne jest więc pojęcie pomocy. Często jednak o wiele łatwiejsza jest pomoc materialna niż ta duchowa. Papież Jan Paweł II nauczał, iż „człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi”. W myśl tych słów powinniśmy być wrażliwi na drugiego człowieka. Nawet jeżeli nie mamy nic, możemy uśmiechem obdarować innych ludzi. Udzielać pomocy, należy jednak rozsądnie. Nie możemy uzależniać osób wspomaganych od naszej pomocy. Zwykle to, jak one poradzą sobie z problemami, zależy w dużej mierze od nich samych. Szczególnie ten problem dotyczy ludzi, którzy pogubili się w swoim życiu. To właśnie takim ludziom należy dać przysłowiową wędkę, a nie rybę. Często możliwość udzielenia im pracy lub pomocy w załatwieniu formalności o uzyskanie mieszkania socjalnego, itp. jest lepsza niż jedynie pomoc finansowa. To właśnie takie wsparcie jest niezwykle wartościowe, ponieważ uczy osoby potrzebujące zaradności. Pomoc w zakupie sprzętów ortopedycznych zastępujących nogi, wzrok, słuch dla osób niepełnosprawnych jest również pomocą otwierającą szeroko drzwi na świat. To właśnie dzięki tym sprzętom, osoby te mogą zacząć studiować, pracować. Nie bójmy się wiec pomagać w rozsądny sposób. Nie zapominajmy w tym wszystkim o sobie, abyśmy nie wypalili się w tej naszej misji pomocy. Pamiętajmy, że aby wspierać innych również musimy być zdrowi. Tak więc kończąc nasze rozważania, zostawiam Was z moją myślą przewodnią, że: „uczynione dobro zawsze wraca, okrąży kulę ziemską i wróci do Ciebie z podwójną siłą”. Gorąco zachęcam do wypróbowania skuteczności tych słów. Autorka jest działaczką społeczną. Przez osiem lat była wolontariuszką w Duszpasterstwie Niesłyszących. Obecnie współpracuje z Fundacją Księdza Orione „Czyńmy Dobro”. Przeszła amputację nogi i poruszą się na protezie. Ukończyła studia magisterskie Zdrowie Publiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jej praca magisterska pt. „Jakość życia osób poruszających się przy pomocy protezy kończyny dolnej” zajęła II miejsce w Ogólnopolskim Konkursie „Otwarte Drzwi”, organizowanym przez PFRON. Autopromocja


12

opinie, 4 czerwca 2018

Niepełnosprawność to bieda Karolina Pawliczak

U

płynęło już kilka dni od czasu gdy osoby niepełnosprawne wraz z rodzinami opuściły Sejm ale wciąż pozostało nieodparte wrażenie niezrealizowanych obietnic, żalu, wstydu i zażenowania. Czterdzieści dni walki o godne życie, o podstawowe, gwarantowane Konstytucją prawa, które w demokratycznym państwie po prostu się należą. Trudno nawet wyobrazić sobie jak te powszednie dni wyglądały; sen, odpoczynek, spożywanie pokarmów, rehabilitacja tak chorych przecież osób i zwyczajna, szara codzienność, które mogliśmy w bardzo niewielkim ale publicznym wymiarze zobaczyć. Wielki szacunek dla wszystkich tych, którzy odważyli się tą codzienność i jej prosty przekaz pokazać. Sprawując funkcję wiceprezydenta miasta miałam bardzo częsty kontakt ze środowiskiem osób niepełnosprawnych i dopiero wówczas poznałam prawdziwe oblicze i ogrom problemów z jakimi niepełnosprawni i ich rodziny muszą się zderzać. Od zwyczajnych, normalnych spraw, po skalę machiny administracyjnych procedur. Bardzo trudne są to zagadnienia i zdaję sobie sprawę, że z dnia na dzień nie uda się rozwiązać wszystkich tematów ale systematycznie i konsekwentnie każda władza powinna o to środowisko dbać i zabiegać. A niestety dzieje się tak jedynie od protestu do protestu. Ten jednak był wyjątkowy, bo najdłuższy ze wszystkich, chciałoby się rzec spektakularny i pokazujący siłę, jedność oraz solidarność społeczeństwa z osobami niepełnosprawnymi. Nigdy nie zapomnę słów matki chorego dziecka, która w czasie jednej z cotygodniowych spotkań z mieszkańcami powiedziała mi, że mając w rodzinie osobę niepełnosprawną, bardzo często rodzina ta

skazana jest na biedę. Bo przecież mając do wyboru zakup dobra materialnego, a niezbędnych zawsze leków, opatrunków i rehabilitacji, zawsze wybiera się to drugie. Rodzice często rezygnują z pracy, z możliwych lepszych dochodów by na stałe opiekować się swoimi dziećmi. I jest to zrozumiałe, tylko dlaczego świadczenia które otrzymują są jałmużną, która zaledwie pozwala przetrwać tak długi miesiąc? Dla polityków, jak widać jest to bardzo niewygodny temat, bo zderzenie się z problemami trudnymi do rozwiązania, to przecież może być również nieodżałowana strata wizerunkowa. Bo jakże pokazać się w dobrze skrojonym, eleganckim garniturze na tle płaczących rodziców i zrozpaczonych protestujących dzieci? Myślę jednak, że mimo tego, że nie udało im się wywalczyć najważniejszego z postulatów, to już samą swoją obecnością, konsekwencją i wolą walki pokazali, że to środowisko ma ogromną siłę i że trzeba w końcu kompleksowo zająć się tymi sprawami. Nie wolno nam wszystkim tego odkładać a przede wszystkim nie wolno zapomnieć. Potrzebna jest szeroka dyskusja społeczna, również z zaangażowaniem samorządów, które mają na swoich obszarach zdiagnozowane problemy osób niepełnosprawnych. Począwszy od jednostek samorządowych, które działają na rzecz tego środowiska, po wsparcie instytucjonalne i inne formy pomocy. Pokonywanie barier architektonicznych w dobie nowoczesnych rozwiązań inwestycyjnych, to nadal niestety przyszłość. Do wielu starych ale zmodernizowanych budynków osoby niepełnosprawne mają nadal utrudniony dostęp. I wreszcie jeden z ważniejszych tematów a może i dla tych osób najważniejszy, bo pokazujący trudną przyszłość. Gdy spotkałam się ze sporą grupą rodziców dzieci niepełnosprawnych, wśród wielu omawianych zagadnień przebijał się bardzo wyraźnie jeden problem, a mia-

nowicie rodzice ci świadomie zaznaczali, że po ich odejściu ich dzieci nie będą miały się gdzie podziać. Oczywiście jest w naszym kraju zapewniona pomoc instytucjonalna w postaci domów pomocy społecznej, raczej dla seniorów, ale nadal bardzo brakuje mieszkań chronionych, które dedykowane byłyby tylko osobom niepełnosprawnym w różnym wieku z pełnym zabezpieczeniem rehabilitacji i niezbędnego wsparcia. To nadal potężny i unikany problem, który należy pilnie rozwiązać. Samorządy mogą oczywiście realizować te zadania ale pomoc państwa w tym zakresie jest niezbędna. Liczę na to, że zawieszenie protestu w Sejmie, to początek drogi zapewne trudnej i długiej ale zwieńczonej zwycięstwem; do większych świadczeń, godnego życia, szacunku i dostrzeżenia tak przecież istotnych problemów. Wierzę, że nie był to daremny trud, który ponieśli, a ich determinacja po prostu się opłaciła, bo otworzyli wszystkim oczy na to, że nie każdy jest sprawny ale każdy ma prawo do godnego życia. Jeżeli my, jako społeczeństwo o tym zapomnimy, będzie to jedna z największych porażek naszego demokratycznego państwa. Autorka przez trzy lata była wiceprezydentką Kalisza, odpowiedzialną m.in. za sprawy pomocy społecznej i zdrowia. Od lat interesuje się tematyką społeczną i działa aktywnie na rzecz pomocy społecznej, wsparcia osób niepełnosprawnych, starszych oraz młodych rodzin.

Siostra Małgorzata Chmielewska

B

łagam w imieniu swoim, mojego syna i wielu ludzi! Polskę stać na poprawę losu najsłabszych. Potrzeba dobrej woli bez wyrachowania. Jestem sercem z protestującymi w Sejmie. Nie przeciwko komuś, lecz przeciwko spychaniu ludzi niepełnosprawnych na margines życia. Jestem przybraną matką obecnie dorosłego niepełnosprawnego mężczyzny. Wraz z moimi współpracownikami od lat wspieramy ludzi niepełnosprawnych i ich opiekunów. Widzę cierpienie, heroiczny wysiłek i zmaganie z ubóstwem. Polska musi być domem wszystkich. Dlatego gorąco proszę polityków, Was protestujących tu dzisiaj i tych, którzy są na sejmowych korytarzach, ludzi mediów, ludzi kościołów, a także każdego, któremu los bliźnich nie jest obojętny: zrezygnujmy z walki językiem pogardy i przemocy i nie pozwólmy, żeby zawładnęła nami nienawiść. Polskę stać na poprawę losu najsłabszych. Potrzeba dobrej woli bez wyrachowania. Jeśli marzenia tysięcy ludzi o lepszym życiu się spełnią, wygrani będziemy wszyscy: politycy, ludzie sprawni i niesprawni, którzy nie mogą liczyć na własne siły. Oni liczą na naszą solidarność. Należy im się szacunek i pomoc. Posuńmy się na ławce życia, tak, żeby i oni mogli na niej przysiąść. Błagam w imieniu swoim, mojego syna i wielu ludzi, którzy powierzyli mi głos w tej sprawie, o zrozumienie i szacunek dla wysiłku protestujących. O zrezygnowanie z ambicji i politycznych rachunków. O wyjście

naprzeciw domagających się godności ludzi. O jak najszybsze rozmowy z protestującymi i spełnienie ich oczekiwań. Z jaką twarzą wyjdziemy, jako społeczeństwo, po zakończeniu protestu ludzi niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie? Ufam, że z piękną. Na razie mamy nieco wykrzywioną, ale... odwaga i determinacja tych ludzi sprawia, że wielu zaczyna nas zauważać. I myśleć. Latami spychani na margines, bo pęd do dorabiania i nadrabiania straconych powojennych lat znieczulił ludzi na najsłabszych. Aż miarka się przebrała. Już kilka lat temu, a teraz ponownie. Można było zaciskać zęby, bo jako Państwo byliśmy biedni, jako społeczeństwo wolne budowaliśmy demokrację. Tysiące rodziców i opiekunów zakasało rękawy. Zakładali stowarzyszenia, fundacje, tworzyli ośrodki, walczyli o lepszy los. Ci, którzy lepiej się urodzili lub mają więcej szczęścia i są sprawni fizycznie i intelektualnie -uciekali do przodu, nie oglądając się na resztę. Ten czas, który właśnie przyszedł: to moment decyzji jaki i dla kogo ma być nasz kraj. Tu nie chodzi tylko o pieniądze, choć one są wyznacznikiem priorytetów nie tylko polityków, lecz także nas wszystkich. Bo polityków wybieramy my. Tu chodzi o wizję Polski. Dla kogo ma być domem, dla kogo przedsionkiem, w którym zza drzwi dostaje się jałmużnę. „Społeczeństwo jest osądzane według spojrzenia jakie ma na zranionych przez życie i postawy, jaką wobec nich przyjmuje. Każdy z jego członków będzie musiał zdać sprawę z uczynków wobec tych, od których wszyscy się odwracają” (Jan Paweł II). PS. Mój głos na proteście pod Sejmem odczytany

Fot. Dariusz Kobucki

Polska musi być domem wszystkich

Siostra Małgorzata z niepełnosprawnym synem Arturem

został przez Janinę Ochojską. Ja nie mogłam zostawić Artura. Po 40 dniach rodzicie osób niepełnosprawnych zawiesili protest w Sejmie. Tak skomentowała ten fakt Janina Ochojska: „Będziemy kontynuowali tę walkę. Nie przychodzi mi inne słowo do głowy. Bardzo nie lubię słowa „walka”, ale musi dojść do zmiany. Wyjście protestujących z Sejmu na pewno nie kończy samego protestu i rozmów z rządem na temat zmian, jakie muszą zajść. Zresztą, rząd nie ma za wiele do zrobienia. Naszym zadaniem jest, by wszystkie zapisy tej konwencji były w Polsce spełnione. Tego będziemy się nadal domagać, a protestujący wychodzą jako wielcy bohaterowie. Chwała i cześć bohaterom!” Siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty „Chleb Życia”, prowadzi domy dla bezdomnych, chorych, samotnych matek oraz noclegownie dla kobiet i mężczyzn. Pracowała jako katechetka z niewidomymi. W stanie wojennym organizowała pomoc dla więzionych kobiet. Jest adopcyjną matką niepełnosprawnego Artura. Artykuł pochodzi z blogu siostry Chmielewskiej: siostramalgorzata.chlebzycia.org.


Społecznicy, listy, wiersze, 414 czerwca Krotoszyn, marca 2018 2016

Czyńcie dobro zawsze Dorocznemu spotkaniu działaczy Fundacji Księdza Orione „Czyńmy Dobro” w Kaliszu przyświecały słowa założyciela zgromadzenia Księży Orionistów: „Czyńcie dobro zawsze, czyńcie dobro wszystkim, zła nigdy nikomu”

Fot. Fundacja Księdza Orione „Czyńmy Dobro”

S

łowa św. Alojzego Orione założyciela Zgromadzenia Małe Dzieło Boskiej Opatrzności, wielkiego działacza społecznego do dziś przyświecają działalności Fundacji, która obrała go na swojego patrona. Kolejne doroczne spotkanie fundacyjne odbyło się 19 maja w Kaliszu. W wydarzeniu uczestniczyło ponad 40 osób: podopieczni fundacji, darczyńcy, przyjaciele, koordynatorzy projektów oraz wolontariusze. Spotkanie poprzedziła msza w Parafii Opatrzności Bożej, której przewodniczył ksiądz prowincjał Krzysztof Baranowski, pełniący funkcję przewodniczącego Rady Fundacji. Słowo Boże wygłosił ksiądz prof. Dariusz Kwiatkowski, dziękując Bogu za 11 lat działalności Fundacji. Po mszy na terenie parafii Księży Orionistów w Kaliszu, gdzie Fundacja ma swoje biuro spo-

W spotkaniu wzięło udział ponad 40 osób, wśród nich wolontariusze i podopieczni Fundacji

tkali się wszyscy zaproszeni goście. Była okazja do świętowania kolejnej rocznicy powstania Fundacji i podzielenia się cennymi doświadczeniami. Koordynatorzy i wolontariusze opowiadali o prowadzonych akcjach, zakończonych sukcesem oraz o ogromnym szczęściu jakie czerpią

z udzielanego wsparcia. Był to również czas na wzajemne poznanie się podopiecznych Fundacji Księdza Orione „Czyńmy Dobro” i ich rodzin. Fundacja prowadzi szereg akcji pomocowych dla osób indywidualnych, w tym zbieranie funduszy na pokrycie kosztów leczenia, re-

habilitacji lub pomocy ortopedycznych. Prowadzone są również projekty humanitarne i misyjne. Podczas spotkania niezwykle interesujące świadectwo wygłosili Anna i Zbigniew Kurpikowie z Kalisza. Jako lekarze od 2015 roku pomagają dzieciom w Ugandzie. Medyczne

wsparcie jakiego udzielają jest nieocenione i pokazuje jak wiele możemy zdziałać dobrego. Zakres działalności Fundacji jest bardzo szeroki, a poprzez poszczególne projekty i akcje wiele ludzi dostaje szansę na lepsze życie. Fundacja działa w duchu chrześcijańskich wartości, jej członkowie tworzą jedną rodzinę oriońską, która wzajemnie się wspiera i udziela sobie otuchy. W rozmowie ze Społeczni.pl prezes Fundacji, ksiądz Janusz Nowak zachęcał do włączenia się w pomoc drugiemu człowiekowi poprzez wolontariat. – Jesienią planujemy nabór wolontariuszy w kaliskiej siedzibie biura – mówił ks. Nowak. – Informacje o projektach, bieżących akcjach można znaleźć na naszej stronie: Czynmydobro. pl. oraz na fanpage`u Fundacji. Serdecznie zapraszamy. Klaudia Kaniewska

13

listy Ostrowscy genealodzy w Ukrainie Ostrowskie Towarzystwo Genealogiczne corocznie organizuje wędrówki po drewnianych kościołach diecezji. Tym razem z inicjatywy prezesa Mariana Nowaka, wybrali się do Ukrainy. Odwiedzano szereg miejscowości z kościołami niekiedy w ruinie, dawne zakonne, najczęściej franciszkańskie, a często przekazane wiernym prawosławnym czy greko-katolikom: Lwów, Olesko, Poczajów, Zbaraż, Wiśniowiec, Trembowla, Husiatyń, Kamieniec Podolski, Chocim, Okopy św. Trójcy, Stanisławów, Żółkiew. W Stryju uczczono grób Wielkopolan, którzy zginęli w 1917 roku. Uczestniczono w uroczystych mszach w katedrach Lwowa i Kamieńca Podolskiego. W drodze powrotnej zwiedzaliśmy Zamość. Tak więc atrakcji było bardzo dużo, pogoda dopisała, a zabytki niezapomniane. Ryszard Bartoszek Autopromocja

Kącik poetycki Modlitwa Do Ciebie dziś wznoszę dłonie, Tobie dziś pochylam głowę mą i proszę Panie powiedz mi jak dalej kroczyć drogą swą? Ja się nie skarżę na los swój, drogę mi dałeś kroczę nią mam tylko cichą nadzieję, że odbędziesz ze mną drogę tą... Ty dobrze wiesz co w sercu mym, co myśli moje przelać chcą, promień miłości dałeś mi, wiara też w mym sercu skrzy, lecz Panie mój nadziei nie odbieraj mi. Cisza Ona jest niczym obłok, lekka cisza

dotykiem słów taka piękna... cisza, uczuć cierpieniem wezbrana... cisza, szczęścia łzą słoną polana... cisza, niemocy krzykiem pełna... cisza, tęsknoty kajdanami spętana... cisza, wszędzie obecna... cisza, cisza cierpienia, promieniami słońca taka ciepła, cisza w deszczu letnim skąpana, cisza w sercu zamknięta. Noc postanowień Ciemość za oknem, wszyscy śpią noc magii noc postanowień... od jutra inaczej będę żyć już ostrożniej, a może

każdy moment łapać będę łapczywie, jakby jutro nastąpić nie miało może... Żyć zacznę jakbym umrzeć miała może... zapragniesz ze mną chwil garść w swoje dłonie złapać może.... Dotknąć marzeń Dlaczego nie marzysz czy los Ci coś skradł... zabrał i odszedł w nieznane myślała, że los coś od siebie dał, czar myśli chwili dotyk marzenia smutku czara przepełniona po brzegi skrawek nieba... tęczy blask zakręty dróg w nich Ty i Ja. Marlena Józwiak


sport, 4 czerwca 2018

Bieg młodzieży z OHP Pleszew Podopieczni Centrum OHP w Pleszewie uczestniczyli w biegu Ryszarda Andersza Młodzież z Centrum Kształcenia i Wychowania OHP w Pleszewie wzięła udział w biegu na cześć setnego maratonu Ryszarda Andersza, pleszewskiego biegacza, członka i współzałożyciela grupy biegowej Team Pleszew i tegorocznego zdobywcy Mont Blanc. W biegu w pleszewskich Plantach uczestniczyło 200 osób z całej Polski, wśród nich podopieczni z OHP. Część z nich brała udział w biegu, a część kibicowała zawodnikom. Minimalnym dystansem do zaliczenia biegu były dwa kilometry. Podczas biegu nie liczyła się rywalizacja i zdobycie jak najwyższej lokaty. Istotna była dobra zabawa i spędzenie czasu na sportowo. Z uczestników Centrum

OHP największy dystans przebiegł Adrian Telenda kończąc trasę z wynikiem blisko 10 km. Otrzymał pamiątkowy medal, karnet na basen. Adrian zachęcony pierwszym sukcesem deklaruje chęć kontynuowania biegowej pasji w przyszłości. – To pokazuje, że czasami wystarczy naprawdę niewiele, aby coś zmienić w swoim życiu – uważa Joanna Gottowt, wychowawczyni w Centrum. Krystian Piasecki, dyrektor Centrum twierdzi, że Centrum nie musi zachęcać młodzież do udziału w imprezach sportowych. Dzięki temu młodzież integruje się z lokalną społecznością. Poza tym promujemy wśród uczniów sportowy tryb życia – dodaje Piasecki. JJ

Stawiszyn 5-10-15 Ponad dwustu biegaczy wzięło udział w Biegu Stawiszyn 5-10-15 km na terenach rekreacyjnych w Starym Kiączynie (gm. Stawiszyn). Główny bieg wygrał Mateusz Łańduch

P

asjonaci biegania mieli do wyboru trzy dystanse: 5, 10 i 15 kilometrów. Impreza odbywała się pod patronatem starosty kaliskiego Krzysztofa Nosala i burmistrz Stawiszyna Justyny Urbaniak. Biegi w Stawiszynie cieszyły się dużym zainteresowaniem zarówno tych najmłodszych, jak i nieco starszych. Tereny rekreacyjne w Starym Kiączynie od rana wypełniały się najpierw najmłodszymi biegaczami. O godzinie 10 na starcie zameldowali się przedszkolacy, a po nich uczniowie podstawówek. Emocji w zmaganiach było co niemiara. Nie było kalkulacji. Każdy od pierwszych metrów dawał z siebie wszystko, a w każdy przemierzany

Fot. Powiat.kalisz.pl

14

Na najwyższym podium stanął triumfator Mateusz Łańduch

metr wkładał „całe serducho”. W „dorosłych biegach” na starcie pojawiło się niemal 230 biegaczy. Najwięcej osób zdecydowało się na koronny dystans

15km, stanowiący jednocześnie bieg główny zaliczany do klasyfikacji końcowej Grand Prix Ziemi Kaliskiej. W tym biegu od początku mocne tempo narzucił Mateusz

Łańduch („Baster Team”) i Błażej Wytwer („Pędzikiem do mety”). I to właśnie między tymi dwoma sportowcami rozegrała się walka o końcowy prymat. O wygranej, podobnie jak w przypadku Wiosny Cekowskiej, zadecydowały sekundy. Ostatecznie, na finiszu najszybszy był Mateusz Łańduch. Kaliski biegacz uzyskał czas 52:37 i o dwie sekundy wyprzedził równie mocno walczącego Błażeja Wytwera. Na najniższym stopniu podium, z czasem 55:52 uplasował się Konrad Pawlak z Supermaratonu Kalisz. Najszybszą kobietą Biegu Stawiszyn 5-1015 km była Katarzyna Werner z KKB Finisz Kalisz, która na 15 km miała wynik 1:03:14. Michał Marszałkowski

Pływacy wspierają chorego kolegę

Fot. Facebook - Alicja Tchórz

W środowisku polskich pływaków zawrzało na wieść o chorobie 16-letniego zawodnika z Legnicy, Adama Kustra-Lipińskiego. Był finalistą mistrzostw Polski w pływaniu. W styczniu tego roku zachorował nagle na nowotwór mózgu. Leczenie chemią dało nadzieję na powrót do zdrowia, ale konieczne jest teraz leczenie w Niemczech. Apele pływaków z Dolnego Śląska, Wielkopolski i całego kraju odniosły skutek. Udało się uzbierać 200 tys. zł na leczenie za granicą. Dzięki temu 26 maja Adam wyjechał do specjalistycznej kliniki w Essen. Jako jedna z pierwszych z apelem o pomoc dla Adama zwróciła się urodzona w Kaliszu Alicja Tchórz, uczestniczka olimpiad w Londynie i Rio, która trenuje obecnie w barwach MKS Juvenia Wrocław. – Pokażmy, że

Fot. Siepomaga.pl

Apele kaliskiej olimpijki Alicji Tchórz oraz sekcji pływackiej KKS Kalisz o wsparcie dla utalentowanego 16-letniego pływaka, chorego na raka mózgu, odniosły skutek. Adam wyjechał na leczenie do Niemiec

Adam z mamą w oczekiwaniu na wyjazd do specjalistycznej kliniki w Essen

wszyscy pływacy to jedna rodzina! – wzywała olimpijka z Kalisza. Do jej apeli przyłączyli się m.in. zawodnicy z sekcji pływackiej KKS Kalisz. Wzięli oni udział w zawodach w Rudnej, podczas których zbierano pieniądze na leczenie Adama. Zbiórką pieniędzy na leczenie Adama zajmowała się Fundacja „SięPomaga”.

Na portalu Fundacji jego mama w poruszających słowach prosiła o pomoc dla syna: – „Sytuacja jest wyjątkowo pilna. 5 maja Adam skończył ostatni cykl chemioterapii. Mamy tylko nieco ponad dwa tygodnie, aby rozpocząć naświetlenia protonami w klinice w Essen. 26 maja Adam musi być na miejscu. Los sprawił, że jest to

też dzień urodzin Adama. Teraz od nas zależy, czy zacznie swoje życie od początku, czy je zakończy... Trudno czytać o raku, umieraniu, chemioterapii, walce o życie, każdemu, kto choć raz spotkał Adama. Mistrz pływacki, sportowiec, twardy zawodnik, który już w wieku 16 lat musi stanąć do wyścigu o wszystko...”

Tchórz szczęśliwa z udanej zbiórki dla Adama i wyników MP

Te słowa poruszyły setki ludzi. Już 18 maja cała potrzebna kwota była na koncie Fundacji. – Jesteście niesamowici! Udało się zebrać potrzebną kwotę grubo przed terminem! Adam trzymaj się! – napisała na Facebooku do wszystkich darczyńców szczęśliwa Alicja Tchórz. Uskrzydlona tym wynikiem zbiórki kaliszan-

ka, zdobyła pięć medali (w tym cztery złote) Mistrzostw Polski Seniorów, które rozgrywano pod koniec maja na pływalni Politechniki Łódzkiej. Wygrywała w sztafetach 4x100 stylem dowolnym i zmiennym. Do tego jeszcze indywidualnie złoto 50 m grzbietem oraz obroniła tytuł mistrzyni Polski na 100 m grzbietem. JJ


rozmaitości, 4 czerwca 2018

Nowe kosze na psie kupy

15

SUDOKU Z NAGRODĄ

W centrum Ostrowa zamontowano nowe kosze na psie odchody. Przed urzędem miasta stanęły też pojemniki na tzw. odpady niebezpieczne

W ostrowskim parku miejskim i przy ulicach stanęły nowe kosze na psie odchody

– Jeśli nie, to będziemy dostawiać nowe kosze. Chcemy uzupełniać woreczki co tydzień, jednak jeśli okaże się, że będą one wykorzystywane szybciej, wówczas będziemy je uzupełniali częściej – zapewnia. Równocześnie przed urzędem miejskim zainstalowano pojemnik na tzw. odpady niebezpieczne. Przez cały tydzień można tam wrzucać zużyte żarówki, baterie, telefony, ładowarki, płyty CD/DVD, tusze i tonery. – Często nie zdajemy sobie sprawy, jak niebezpieczne substancje gromadzimy. Trucizny, takie jak: rtęć, kadm, związki bromu, ołów, czy chrom znajdują się w wielu produktach: bateriach, świetlówkach, opakowaniach po farbach, czy lekach

Fot. 3 x UM Ostrów Wielkopolski

W maju zamontowano w Ostrowie Wielkopolskim 33 nowe kosze na psie kupy, m.in. na Rynku, przy Raszkowskiej, placu 23 Stycznia, na deptaku i w ostrowskich parkach. Pierwsze pojawiły się 23 maja w Parku. – Na każdym pojemniku znajdzie się 150 woreczków, które, co tydzień, będą uzupełniane przez pracowników MZO. Liczę, że właściciele psiaków będą chętnie z tego udogodnienia korzystać, co pozytywnie wpłynie na czystość ostrowskich parków i ulic – mówi Beata Klimek, prezydent Ostrowa. Andrzej Strykowski, prezes Zakładu Oczyszczania i Gospodarki Odpadami MZO zapowiada, że służby komunalne będą analizowały, czy taka ilość koszy jest wystarczająca.

Przed urzędem ustawiono pojemniki na niebezpieczne odpady

– przestrzega prezydent Klimek. Pierwszy taki pojemnik znajduje się przy siedzibie MZO na ulicy Staroprzygodzkiej. – Obserwujemy spore zainteresowanie mieszkańców. Z odpadami przyjeżdżają nawet w niedzielę wieczorem. Trzeba pamiętać, że jeśli te odpady nie zostaną odpowiednio zagospodarowane i trafią na składowisko lub bezpośrednio do gleby, mogą spowodować nieodwracalną degradację środowiska, wpływając mutagennie na rośliny, zwierzęta i ludzi, ponieważ mogą powodować trwałe zmiany w organizmach. Tego typu odpady niebezpieczne muszą trafić do konińskiej spalarni – przekonuje prezes MZO. Pojemnik przed urzędem będzie początkowo opróżniany co dwa tygodnie. Później może częściej, w zależności od jego przepełnienia. – Rośnie świadomość ekologiczna mieszkańców Ostrowa. Pokazują to okazjonalne zbiórki odpadów niebezpiecznych. Na niedawnych majOSTaszkach, w ramach konkursu MZO i Urzędu Miejskiego, zebrano około dwóch ton baterii i 600 kg płyt CD i DVD. Wierzę, że ostrowianie chętnie skorzystają z tej mini stacji recyklingowej – dodaje Beata Klimek. JJ

W sudoku należy uzupełnić puste pola diagramu tak, by każdy wiersz, każda kolumna i każdy kwadrat 3x3 zawierał wszystkie cyfry od 1 do 9. Prawidłowe rozwiązanie, czyli pierwszy od góry wers należy przysłać na adres: konkurs@ spoleczni.pl. Pierwsze pięć osób otrzyma książkę wydawnictwa WAM pt.: „Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego”. Au-

torzy: siostra Małgorzata Chmielewska, Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka. Zwycięzcami konkursu sudoku z poprzedniego numeru (05/2018) miesięcznika Społeczni.pl są: Sabina Tanaś, Konrad Antczak, Lech Kowalewski, Klaudia Lis, Agata Jenerowicz. Laureaci otrzymują książkę pt. „Nagość życia. Opowieść z bagien Rwandy”, autorstwa Jeana Hatzfelda.

REBUS Z NAGRODĄ

Rozwiązanie rebusu należy wysłać na adres: konkurs@spoleczni. pl. Pierwsze pięć osób otrzyma książkę wydawnictwa pt.: „Krótka instrukcja obsługi psa: Zemsta”, autorstwa Krzysztofa M. Kaźmierczaka. To książka oparta na motywach zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary w 1992 roku. O zlecenie morderstwa oskarżany był Aleksander Gawronik, były pracownik SB i wywiadu PRL, a później senator, zamieszany w powiązania z mafią i wiele afer

gospodarczych końca ubiegłego wieku. W sprawę morderstwa Ziętary zamieszany był także przedsiębiorca z poznańskiego półświatka Mariusz Świtalski, twórca sieci Biedronka i Żabka. Akcja książki rozgrywa się w świecie służb specjalnych, mafii, mediów i polityki. Napisaną w dynamicznym stylu książkę wzbogacają niepublikowane dokumenty MSW z czasów PRL, dotyczące wykorzystywania psów m.in. w kryminalistyce. Zwycięzcami konkursu z numeru 05/2018 mie-

sięcznika Społeczni.pl są: Konrad Antczak, Paulina Całkosińska, Barbara Bartoszek, Weronika Wardyńska i bezimienny Stefaniak. Laureaci otrzymują książkę Przemysława Wilczyńskiego o księdzu Janie Kaczkowskim pt. „Życie pod prąd. Biografia”.


16

Reklama, 4 czerwca 2018

Nr11  

Monthly Spoleczni.pl Number 11

Nr11  

Monthly Spoleczni.pl Number 11

Advertisement