__MAIN_TEXT__
feature-image

Page 1

Nr 31 – marzec 2021 ISSN 2451-0408


ZOOM 31 - MARZEC 2021

MAGAZYN SOKOŁOWSKIEJ KULTURY wydawnictwo bezpłatne

REDAKTOR NACZELNY Marcin Celiński REDAKTOR PROWADZĄCY Justyna Filipek TEKSTY Joanna Błońska, Marcin Celiński, Justyna Filipek, Grzegorz Gil, Katarzyna Hardej, Bożena Kaczmarek, Maria Koc, Milena Kurdzińska, Paweł Pernat, Aleksandra Rykała, Alina Simanowicz KOREKTA Katarzyna Hardej, Aleksandra Rykała SKŁAD Szymon Grochowski ZDJĘCIA Joanna Błońska, Grzegorz Gil, Szymon Grochowski, Katarzyna Hardej, Maria Koc, Paweł Kryszczuk, Janusz Mazurek, Aleksandra Rykała

OKŁADKA Piotr Marciniak Dachy, olej na płótnie, 80/100cm, 2019 r. DRUK Efekt Studio WYDAWCA Sokołowski Ośrodek Kultury ul. Wolności 27 08-300 Sokołów Podlaski tel/fax: 25 787 24 38 sekretariat@sokolowskakultura.pl www.sokolowskakultura.pl facebook.com/sokolowski.osrodek.kultury facebook.com/sokol.kino

2


ZOOM 31 - MARZEC 2021

3


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Sytuacja, w jakiej żyjemy już od roku, ciągle nas przerasta. Nieustannie przewyższa nasze możliwości zaradzenia, zabezpieczenia, obrony. Pokazuje jak bezsilni jesteśmy wobec tego, co przyniosło życie… A przecież to nie tak miało być! To miał być wiek nowoczesnej szczęśliwości. Po okropieństwach wieku poprzedniego – ludobójstwach, wojnach i totalitaryzmach – miało być już tylko lepiej. Bo przecież zrozumieliśmy. Bo przecież zbudowaliśmy nowy, lepszy świat: porozumienia i układy, rozmaite unie, „oenzety” z tysiącem agend, niezliczoną ilość programów i strategii. To wszystko miało nas zabezpieczyć. To wszystko miało dać nam pogodne, zdrowe życie. Wykuto cel-marzenie: praca, mieszkanie, samochód, weekend w galerii handlowej, wakacje w ciepłym kraju. Awans do klasy średniej! Nobilitacja! Wszystko, co stare – odrzucić! Nowy, lepszy świat nie potrzebuje dawnych wartości, bo skoro są dawne, to znaczy niedzisiejsze, a skoro niedzisiejsze, to po co zawracać sobie nimi głowę?… Co się liczy ostatecznie? – JA, TU i TERAZ… Nie ma wczoraj, nie ma jutra. Nie ma innych. Jestem ja, z moim mieszkaniem, samochodem, kontem w banku, weekendem w galerii handlowej i wakacjami w ciepłym kraju… Jestem ja! A jednak przyszło coś, co zachwiało tą wieżą ze słoniowej kości. Coś, co od roku pokazuje jak bardzo jesteśmy słabi i krusi, często samotni, a ostatecznie: jak bardzo jesteśmy śmiertelni. Udowadnia codziennymi statystykami, że nie ma gdzie się schronić, bo ta pieczołowicie od lat budowana wieża kompletnie nie chroni. Owo „coś” okazuje się tak silne, że strategie i układy są na nic, a unie i „oenzety” nie bardzo mają pojęcie co robić… Ostatni rok wyglądał mniej-więcej tak: Musimy wymyślić złote jajko – ono nas uchroni. Czekamy na jajko. Mamy jajko.

4


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Okazuje się, że jajko nie do końca jest złote i nie do końca chroni. Jedni są za, a drudzy przeciw. A smutne statystyki wciąż krzyczą z telewizorów i internetów…

skoro jeszcze możemy rano otworzyć oczy i dostrzec nowy poranek, to przecież jednocześnie widzimy nową szansę – ona naprawdę się pojawia! Jest poranek – jest okazja. Jest czas na działanie. Pamiętajmy: wszystko jest możliwe dopóki jest możliwe!

Nie wiem czego ostatecznie nauczy nas ta lekcja. Jednak jestem przekonany o jednym: jest to ważna lekcja dla nas wszystkich!

Zatem do dzieła! Wykorzystujmy szanse, okazje i sposobności do tego, by czynić dobrze. Nie marnujmy dni na narzekanie i marazm. Zasada jest prosta: im więcej przed bramą dobra dla innych, tym więcej za bramą radości dla siebie. A ta radość naprawdę może potem nie mieć końca…

Patrząc wokół, próbując odgadnąć przyczynę i cel, mam nieodparte wrażenie, że wykraczają one poza medycynę, biologię, politykę i interesy. Być może to wszystko jest jakimś rodzajem nowoczesnej wojny. Być może rozgrywa się ponad naszymi głowami coś, o czym nie mamy bladego pojęcia. Przyznam jednak, że interesuje mnie coś innego. Najważniejsze wydaje mi się to, co powinno zostać w naszych sercach i umysłach po ustaniu tej życiowej lekcji. To, co już teraz pokazuje nam prawdę o nas samych: jesteśmy słabi, krusi i śmiertelni! Nie mamy dziewięciu żyć. Nie da się na nowo rozpocząć zabawy po tym, gdy zabłyś-nie napis „game over”. Mamy ograniczony czas na wypełnienie zadania i ten czas upływa niezwykle szybko…

*** Moi Drodzy! Minął rok od kiedy pandemia zawitała także do nas, tu na Podlasie. Przez cały ten czas zespół SOKu ogromnie się starał, by nasza Sokołowska Kultura nawet na chwilę nie zamarła. Środowisko, które budujemy wspólnie z Wami, mimo trudności, niemożności i koniecznych ograniczeń, wciąż żyje i jest niezwykle aktywne i twórcze. Wiele się nauczyliśmy w tym czasie. Zrealizowaliśmy dziesiątki projektów, których nigdy wcześniej nie robiliśmy. Ileż radości one wszystkim przyniosły! Internet wypełniony jest mnóstwem naszych filmów, które ukazują roześmiane, promienne twarze sokołowian i mieszkańców regionu. Tysiące wyświetleń i stosy komentarzy świadczą, że te działania były potrzebne.

Spośród wszystkich statystyk jedna jest najbardziej wiarygodna: na każde urodzone sto osób, na pewno umrze dokładnie sto. Ta informacja wcale nie jest smutna! Od stworzenia świata to prawo realizuje się w każdym życiu. Narodziny i śmierć to dwa krańce odcinka. Jednak to nie one są w odcinku najważniejsze. Istotą jest to, co jest pomiędzy nimi. Nie chodzi o długość, lecz o jakość, o wartość!

Wierzymy, że wspólnymi siłami damy radę pandemii! Wierzymy, że kultura i wzajemne relacje, które tworzymy, są skutecznym lekarstwem na samotność, zwątpienie i gorycz. A gdy duch będzie zdrowy, to i ciało nabierze mocy!

Skoro pandemia uświadomiła nam, jak bardzo jesteśmy słabi, jak liche są wszystkie nasze zabezpieczenia, to może jest to najlepszy moment, by wzmocnić i uszlachetnić to, czego wirus nie jest w stanie zniszczyć: nasze wartości, nasze wzajemne relacje, nasze wybory, nasze dążenia… Może warto właśnie teraz spojrzeć wstecz i zastanowić się czy nie będę żałować straconego czasu, czy nie będę czuć pustki niewykorzystanych okazji, czy nie będę płakać nad zmarnowanymi szansami? Takie smutne przejście przez tę bramę, przez którą wszyscy (ze złotym jajkiem czy bez) przejść nieubłaganie musimy, byłoby rzeczywiście tragiczne. Jednak

Razem ze wszystkimi pracownikami Sokołowskiego Ośrodka Kultury gorąco życzę Wam wspaniałego błogosławieństwa na radosne Święta Zmartwychwstania Pańskiego i wszystkie kolejne dni!

5

Marcin Celiński


ZOOM 31 - MARZEC 2021

zajęcia online

Kultura w czasie pandemii Nie jest łatwo pisać o edukacji w dobie niesławnej pandemii, kiedy ogólnie pojmowana edukacja niejako wypadła z pola widzenia i pozostawiono nam substytut w postaci zdalnego nauczania. Tak naprawdę ciężko przewidzieć jakie będą długofalowe skutki takiego podejścia. Niemniej przecież ważna edukacja kulturalna także zapomniana i jakby niechciana czeka pokornie na swój czas. Pamiętam, jak mnie uczono o tym trójnogu: opieka, kształcenie, wychowanie. Zwłaszcza o wadze tego ostatniego. Bo kim jest człowiek, który nawet posiądzie informacje z tuzina dziedzin a nie posiada osobowości? Tym jest właśnie wychowanie. Żeby człowiek był człowiekiem. Temu służy w pierwszej kolejności edukacja kulturalna. Kontakt z Kulturą, zwłaszcza taki od najmłodszych lat, nie tylko sprzyja ogólnemu rozwojowi, ale przede wszystkim kształtuje wspomnianą osobowość. Prowadzenie zajęć artystycznych w obecnych czasach nie należy do łatwych zadań. Ogólny strach, zniechęcenie, wszechobecny reżim sanitarny, w końcu trudności techniczne i sama specyfika np. zajęć ruchowych – wszystko to utrudnia normalne funkcjonowanie. Udało nam się, w ograniczonym zakresie, kontynuować pracę niektórych grup z Ośrodka. Jest to niedoskonała forma zajęć online. Ale jest. Zespoły takie jak Black Code Dance Studio czy Hip Hop Dance Family prowadziły zdalne zajęcia dla chętnych. Niełatwa to robota, nauczyciel dwoi się i troi, uczniowie często mają do dyspozycji ograniczoną przestrzeń. Jednak dla wielu istotne jest, że styczność z zajęciami została zachowana. Ponadto warto wspomnieć, że Zespół Pieśni i Tańca „Sokołowianie” zrealizował liczne nagrania teledysków oraz brał z powodzeniem udział w wielu konkursach online. Były to ciekawe wyzwania, mnóstwo dobrej zabawy i tak naprawdę pole do popisu, w którym prym wiodła wyobraźnia. Warto zobaczyć rezultaty na naszych mediach społecznościowych! Oczywiście nie zapomniałem też o Ognisku Muzycznym. Nasza zasłużona sekcja, w której dzieci i młodzież uczą się gry na fortepianie oraz akordeonie. W czasie zarazy wszystko to w warunkach domowych. Radzimy sobie jak możemy i cały czas trzymamy kciuki (i inne palce też!), aby sytuacja wróciła do normy. Myślę, że wszyscy już po trosze mamy dość. Tymczasem życie toczy się dalej. Niekiedy bez kultury. Można i tak. Tylko co to za życie? 6

Grzegorz Gil


ZOOM 31 - MARZEC 2021

kadr z teledysku „Hej, co to za chłopiec?”

rys. Aleksandra Maliszewska

Premiera Sokołowian

Plastyka zdalna

Minął rok od kiedy zmieniło się funkcjonowanie niemalże wszystkich grup artystycznych działających w Sokołowskim Ośrodku Kultury. Jednak nawet miesiące przerwy w koncertowaniu nie są w stanie zabić prawdziwej pasji do muzyki i tańca w członkach Zespołu Pieśni i Tańca „Sokołowianie”.

Jak pisał Orhan Pamuk: Rysowanie jest muzyką dla oczu i wyciszeniem dla umysłu. Kto dał się ponieść rysowaniu, ten wie. Młodzież z Pracowni Plastycznej SOK nie ustaje w swoich twórczych działaniach i pracuje zdalnie nad rozwijaniem swojej pasji. Oto krótka odsłona naszej pracy nad trudną sztuką rysunku. Aleksandra Rykała

Potrzeba dalszego rozwoju sprawia, że stawiają czoła coraz to nowym wyzwaniom. Mimo pandemii ostatnie tygodnie były dla zespołu bardzo pracowite, ponieważ trwały intensywne prace nad muzyczną niespodzianką, zaplanowaną na 14 lutego. To właśnie w niedzielne popołudnie odbyła się premiera teledysku „Hej,co to za chłopiec?”. W trakcie niespełna trzyminutowego nagrania widz udaje się w podróż pomiędzy dwoma światami gdzie współczesność przeplata się z tradycją, a ich wspólnym mianownikiem jest muzyka i blask młodości. I chociaż żadne nagranie nie odda wspaniałej atmosfery, panującej podczas koncertów na żywo, to jego ogromnym walorem jest fakt, że możemy powracać do niego w dowolnej chwili. Zachęcamy do odwiedzenia naszego kanału YouTube – odnaleźć tam można zarówno te najnowsze jak i archiwalne nagrania przygotowane przez zespół Sokołowskiej Kultury. Sokołowski Ośrodek Kultury

Justyna Filipek rys. Aleksandra Maliszewska

7


ZOOM 31 - MARZEC 2021

rys. Aleksandra Maliszewska

rys. Kamila Rucińska

Plener malarski Noce i Dnie Miło nam poinformować, że podopieczne Pracowni Plastycznej SOK: Aleksandra Maliszewska i Kamila Rucińska oraz artysta plastyk Aleksandra Rykała, wzięły udział w międzypokoleniowym Plenerze malarskim Noce i Dnie, zorganizowanym przez Stowarzyszenie Ośrodek Kultury i Aktywności Lokalnej w Krzesku.

Celem pleneru było eksplorowanie sztuki przełomu XIX i XX wieku, co wiąże się z czasem akcji powieści Marii Dąbrowskiej „Noce i dnie”. Ze względu na ograniczenia związane z pandemią, warsztaty odbywały się w formie zdalnej. Podczas spotkań online, uczestnicy pleneru mieli możliwość spotkania i rozmowy z doświadczonymi artystami. Realizacje malarskie naszych podopiecznych oraz ich instruktora będzie można oglądać niebawem na wystawie poplenerowej. Tymczasem zapraszamy do obejrzenia prac w formie cyfrowej oraz na projekcję materiału filmowego, w którym kurator artysta plastyk Iwona Miłobędzka podsumowuje plener. Aleksandra Rykała

8


ZOOM 31 - MARZEC 2021

fot. Aleksandra Rykała

Konkurs plastyczny „Anioły” Na przełomie grudnia i stycznia w przestrzeni Sokołowskiego Ośrodka Kultury gościły niezwykłe postaci aniołów. W ramach konkursu plastycznego dotarło do nas ponad sto aniołów z Sokołowa Podlaskiego oraz z całego województwa mazowieckiego i podlaskiego!

A jak postrzegają postaci Aniołów uczestnicy konkursu plastycznego, zorganizowanego przez SOK? Konkursowe anioły zachwyciły kreatywnością, formą i zastosowaniem różnorodnych materiałów. Pojawiły się rzeźby z drewna, kamienia, gipsu, drutu, prace w technice makramy czy koronki i wiele innych. Każdy z aniołów był jedyny i niepowtarzalny w swoim rodzaju i treści, emanował radością i wewnętrznym pięknem, aż miało się wrażenie, że to prawdziwy posłaniec z samego nieba!

Większość z nas wyobraża sobie anioły jako ulotne istoty ze skrzydłami. Taki wizerunek zawdzięczamy dawnym mistrzom. Widzimy je oczami wyobraźni Leonarda da Vinci czy Boticcellego, w pięknych renesansowych szatach, ze skrzydłami lekko uniesionymi, jakby dopiero sfrunęły na ziemię. Anioły na obrazach dawnych malarzy są piękne i majestatyczne, dlatego często zapominamy, że są niematerialne i że ich piękno ma charakter duchowy, i że sztuka próbuje dokonać rzeczy niemożliwej: pokazać coś, czego nie widać i powiedzieć nam przy tym coś istotnego.

Konkurs spotkał się z dużym zainteresowaniem, poziom nadesłanych prac był bardzo wysoki i wyrównany. Laureaci konkursu otrzymali pamiątkowe dyplomy i nagrody w postaci albumów o sztuce. Dziękujemy za aktywny i twórczy udział w konkursie i gratulujemy zwycięzcom! I miejmy nadzieję, że te piękne anioły przyniosą nam już tylko dobre wiadomości…

9

Aleksandra Rykała


fot. Paweł Kryszczuk

fot. Grzegorz Gil

fot. Janusz Mazurek

fot. Grzegorz Gil

ZOOM 31 - MARZEC 2021

10


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Voci czyli głosy W tym roku kolejna grupa artystyczna SOK obchodzi swój jubileusz. Tym razem dziesięciolecie istnienia świętuje zespół „Voci Cantati”. O kulisach jego powstania, rozwoju i planach na przyszłość opowiada jego założycielka – Bożena Kaczmarek.

Do Voci Cantati trafiłam jak grupa była jeszcze chórem. Śpiew chóralny polubiłam w Studium Nauczycielskim, gdzie uczyłam się na kierunku: muzyka. Na spotkania chóru chodziłam jeszcze długo po ukończeniu SN. Tam poznałam Iwonkę Mergo. To ona przez długi czas namawiała mnie, żebym dołączyła do chóru działającego przy SOK. Długo to trwało, jednak gdy powiedziała „zrób coś dla siebie”, to posłuchałam jej rady. Przyszłam na spotkanie i… zostałam. Wróciła radość ze śpiewania, a jak do śpiewu doszedł ruch sceniczny i pojawiły się projekty to wtedy obudziły się drzemiące we mnie emocje. Teraz Voci pozwala mi oderwać się od codzienności, doładować akumulatory, spotkać się ze znajomymi, z którymi robimy coś ciekawego. Voci to moje hobby, moja pasja.

Zdaje się, że początek był zaledwie wczoraj... Zawsze miałam wiele pomysłów i zanim zakończyłam realizować jeden, kolejny już kiełkował w mojej głowie. Pewnego dnia dowiedziałam się o konkursie „Kolędowe Serce Mazowsza” – od razu zaświtała mi myśl o zespole dorosłych, z którym wystartujemy w przeglądzie. Mam szczęście, bo otaczali mnie wspaniali ludzie, którzy podchwycili ten pomysł, zaufali mi i tak z ósemką przyjaciół zaczęliśmy próby w Oratorium salezjańskim. Był listopad 2011 r. W styczniu następnego roku, po miesiącu przygotowań, już jako Voci Cantati, otrzymaliśmy wyróżnienie w kolędowym przeglądzie. Maria Koc, dyrektor Sokołowskiego Ośrodka Kultury, zaproponowała wtedy, żeby Voci stało się jedną z sekcji Ośrodka. W ten oto sposób rozpoczęła się nasza wielka przygoda.

Dorota Prokopczuk

Jestem w Voci od początku istnienia zespołu i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jest to obcowanie z muzyką, rozwój wokalny, spełnianie się w konkretnych utworach i na scenie. Prawdziwa odskocznia od pracy i obowiązków domowych. Przed dużym koncertem moje życie kręci się tylko wokół tego. Nawet w pracy uczymy się słów i śpiewamy swoje piosenki. Ciągle analizujemy stroje i pomagamy w stylizacjach. Nie wspomnę o tym, że wszystkie przed koncertem się odchudzamy! Wtedy też próby odbywają się trzy razy w tygodniu, więc całe życie trzeba przestawić na tryb: Voci. Emocje, które są na koncercie, brawa i podziw publiczności dają dużą radość i satysfakcję. Najważniejsi jednak są ludzie i tym właśnie jest dla mnie Voci. To są koleżeństwa i wieloletnie przyjaźnie. Poza zespołem spotykamy się towarzysko, pomagamy sobie, gdy pojawiają się mniejsze lub większe problemy prywatne. Dla mnie Voci to wspaniałe osoby, na które mogę zawsze liczyć.

Początkowo Voci Cantati było zespołem kameralnym naprzemiennie nazywanym chórem. Nasz repertuar stanowiły pieśni i piosenki śpiewane często a capella – kolędy, pieśni patriotyczne, okolicznościowe. Jeszcze w tym samym roku powstała grupa dziecięca – Voci Bambini. Zespół zaczął się prężnie rozwijać i rozrastać. Pojawiały się nowe pomysły, nowe wyzwania, które zaowocowały przekształceniem się Voci z zespołu kameralnego w większy zespół wokalny. A stało się to dzięki naszemu pierwszemu, dużemu projektowi scenicznemu z piosenkami Agnieszki Osieckiej „Miłość złe humory ma”. Był to marzec 2013 r. Od tej pory Voci Cantati przybrało nowy kurs. Zmieniliśmy technikę śpiewania, repertuar, wizerunek. Rozpoczęła się nowa era Voci. Powstały kolejne projekty: „Moniuszko Znany-Nieznany”, „W małym kinie” (piosenki lat 30 polskiego kina), „Kto tam? Czy to Pan?” (Kabaret Starszych Panów), „Róbmy swoje” (Wojciech Młynarski), „Ach, ten Broadway” (utwory ze znanych musicali).

11

Anna Kostyra


ZOOM 31 - MARZEC 2021

W 2016 roku rozpoczęliśmy współpracę z akompaniatorem – Piotrem Jankowskim. Kilka miesięcy później związaliśmy się też z kierowanym przez niego zespołem „Trochę Jazzu”, który występuje z nami na koncertach.

Przygodę z Voci zacząłem dość niedawno. W maju miną dwa lata, odkąd dołączyłem do zespołu. Pierwsze próby były dla mnie odrobinę krępujące. Nowe twarze, a pośród nich tyle dobrych głosów. Nie byłem do końca pewien, czy się odnajdę. Jednak przy kolejnych próbach zacząłem odkrywać magię, która tworzy ten zespół. Niecodzienną moc, która budzi się, kiedy wszystkie głosy zabrzmią jednocześnie. Błyskawicznie pokochałem ciepłą atmosferę, która wypełnia każde nasze wspólne spotkanie. Po miesiącach ciężkiej pracy i dobrej zabawy, przyszedł czas na pierwsze występy. Premiera nowego projektu musicalowego była dla mnie nie lada wyzwaniem. Wyzwaniem, które można było podjąć tylko w towarzystwie osób budujących ten niecodzienny zespół. Po tym czasie, Voci mogę opisać w trzech prostych słowach. Przyjaźń, rozwój i zabawa.

Kolejne projekty wymagają od nas zdobywania coraz większych umiejętności i doświadczenia scenicznego. Oprócz techniki wokalnej uczymy się tańca pod okiem Kamila Brewczuka, który układa także choreografie na potrzeby zespołu. Z biegiem lat Voci Bambini dorosło, stało się Voci Voci, czyli grupą młodzieży, a ich miejsce zajmują kolejne pokolenia małych wokalistów. Grupa dorosłych także ciągle ewoluuje. Jesienią ruszył nowy cykl zajęć dla maluszków od pierwszego roku życia do trzech lat – są to zajęcia dla dzieci i ich rodziców. Przez Voci przewinęło się już ponad 200 osób. Dzieci i młodzież również dojrzały do poważnych projektów scenicznych takich jak: „Piosenka jest dobra na wszystko” czy „W piosenkę zaplątani”. Tradycją stał się już nasz coroczny koncert „Kruszymy Serca Kolędą”, podczas którego Voci Cantati, jak jedna wielka rodzina, począwszy od maluszków po dorosłych, wspólnie kolęduje niosąc radość i pokój.

Jan Kalinowski

Gdy dołączyłam do Voci, nie miało ono jeszcze takiej formy jak teraz. Wtedy nie sądziłam, że dzięki Voci będę poznawać tak różnorodny repertuar, bawić się i że przy okazji zawiążę wiele nowych przyjaźni oraz znajomości. Teraz nie potrafiłabym żyć bez Voci. To nieodłączna część mojego życia, to muzyka, którą ciągle poznaję, nauka śpiewu, to ruch i zabawa. Razem współpracujemy i wzajemnie się wspieramy, uzupełniamy. Ciągły rozwój napędza mnie do działania i daje radość. Zakochana publiczność, rodzina – to wszystko daje mi spełnienie. Jestem dumna i wdzięczna, że mogę uczestniczyć w tej pięknej muzycznej przygodzie.

Obecnie nasza praca wygląda nieco inaczej. Ze względu na panującą epidemię przez wiele miesięcy zajęcia nie mogły być prowadzone stacjonarnie. Próby, zamiast na sali, odbywały się online. Było to bardzo uciążliwe. Nie da się prowadzić zajęć wokalnych grupowo przez Internet. Musieliśmy się nauczyć jak pracować, aby nie tracić czasu i nadal się rozwijać. Zajęcia przybrały formę zadaniową – każda grupa skupiała się na konkretnym utworze, który następnie był nagrywany w warunkach domowych. Początkowo było to prawdziwym wyzwaniem dla każdego, ale jednocześnie taka forma współpracy stała się świetną lekcją dyscypliny. Efekt zadziwiał i jednocześnie zachwycał. Dzięki takiemu systemowi pracy i realizacji nagrań, które są zamieszczone na YouTube, Voci mogło choć odrobinę mieć kontakt z publicznością.

Monika Gawrońska

Voci i ja. Któregoś dnia na Facebooku przeczytałem ogłoszenie o tym, że zespół Voci Cantati będzie prowadził nabór do nowego projektu „Ach, ten Broadway”. Jako, że bardzo lubię musicale, od razu zadzwoniłem do szefowej zespołu z pytaniem czy mnie przyjmie i tak się to zaczęło. Było mi o tyle łatwiej dołączyć do tej grupy, że wiele osób już znałem, na czele z Bożeną, a muzyka towarzyszyła mi od szkoły podstawowej. Do tej pory śpiewałem bardziej poważna muzykę i raczej chóralną. A tu nowe wyzwanie: muzyka, taniec i śpiew. W życiu trzeba wszystkiego spróbować, aby niczego nie żałować.

2021 to rok 10-lecia Voci Cantati. W styczniu rozpoczął się cykl „10/10 czyli 10 wydarzeń na 10 urodziny” – mini wspomnienia naszych dotychczasowych projektów w formie koncertów na YouTube. Mamy za sobą już trzy realizacje: „Miłość złe humory ma”, „W piosenkę zaplątani” i „W małym kinie”. Aktualnie przygotowujemy kolejne nagrania. Patrząc z perspektywy tych kilku lat czuję się jak maszynista potężnego pociągu, który jest napędzany muzyką, pasją, emocjami, przyjaźnią… Pociąg ten pędzi, czasem zatrzymując się na poszczególnych stacjach, żeby dać koncert i ruszamy dalej – nie ma czasu na odpoczynek. Najpiękniejsze w Voci jest to, że spełnia pasje i rodzi przyjaźnie. Uwielbiam mój zespół.

Jacek Krusiewicz

12

Bożena Kaczmarek


ZOOM 31 - MARZEC 2021

kadr z koncertu „Za zdrowie pań!”

Seniorzy podbijają Internet Sokołowscy Bardowie kolejny raz zaskoczyli sokołowską publiczność. Nasi dżentelmeni posiadają wspaniałą, pozytywną energię wobec sytuacji, w której aktualnie się znajdują. To prawdziwi pasjonaci, kochają muzykę i śpiew.

Przy okazji odkryliśmy nowe talenty aktorskie sokołowskich seniorów, bowiem dla niektórych był to sceniczny debiut. Przygotowania i realizacja programu trwała trzy tygodnie. Seniorzy mogli liczyć na wsparcie i cenne rady animatorów Sokołowskiego Ośrodka Kultury podczas spotkań i prób. Wszyscy mieliśmy tremę i zastanawialiśmy się, jak program zostanie przyjęty i oceniony przez sokołowską publiczność. Zdawaliśmy sobie również sprawę z tego, że nagranie to, za pośrednictwem mediów społecznościowych SOK, dotrze dużo dalej niż granice naszego miasta, co budowało jeszcze większe napięcie, ale i ekscytację. Zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni, bowiem nie spodziewaliśmy się tak pozytywnego odzewu. Liczne telefony i komentarze z gratulacjami wzruszyły zarówno nas – organizatorów i animatorów SOK, jak i samych wykonawców. Świadomość, że ten program wśród odbiorców wywołał wzruszenie, powrót do wspomnień, radość i łzę szczęścia to najpiękniejsze podziękowanie i zachęta do dalszej pracy twórczej.

W tym trudnym czasie, jakim jest ciągle utrzymująca się pandemia COVID-19, nie brakuje im pomysłów i chęci do działania. Oprócz tego, że sami oddają się pasji aktywnego i twórczego spędzania czasu wolnego, zarażają nią innych seniorów. Co ich inspiruje? Chyba wszystko! Każda sytuacja wyzwala w nich potencjał twórczy. Nie chcą żyć w samotności – chcą dać piękne chwile i wzruszenie drugiej osobie, tej bliskiej i tej nieznanej. Tak powstał nowy program artystyczny pt. „Za zdrowie Pań”, a jego premiera odbyła się 8 marca, w Międzynarodowy Dzień Kobiet. Sokołowscy Bardowie w składzie: Andrzej Jadczuk – saksofon, wokal; Jan Rosochacki – saksofon; Roman Karpiński – saksofon; Zdzisław Graczyk – perkusja, wokal; Tadeusz Kamiński – gitara basowa; Zbigniew Staszewski – gitara; Kazimierz Wcisłak – akordeon; Waldemar Dyoniziak – akordeon, wykonali kilka piosenek, m.in. „Najpiękniejsze są polskie dziewczyny”, czy „Za zdrowie Pań”. Gościnnie wystąpili tancerze najstarszej grupy ZPiT „Sokołowianie” oraz sokołowscy seniorzy, którzy ujawnili swoje umiejętności aktorskie i sceniczne. W nagraniu pojawiają się także piękne portrety sokołowskich Seniorek, co dopełniło dzieła. Dzięki staraniom całej grupy powstał pełen refleksji, radosny program muzyczny.

Szanowni Państwo, jeżeli nie obejrzeliście jeszcze tego programu, to serdecznie Was do tego zachęcamy. Z pewnością przekonacie się, że warto być osobą aktywną i ciekawą świata, otwartą na drugiego człowieka. Warto też stawiać sobie nowe wyzwania, odkrywać w sobie talenty, a przede wszystkim cieszyć się życiem. Sokołowski Ośrodek Kultury

13

Alina Simanowicz


ZOOM 31 - MARZEC 2021

fot. Szymon Grochowski

Człowiek z pasją – Paweł Kryszczuk Jeśli są twarze, które mieszkańcom Sokołowa Podlaskiego kojarzą się z sokołowską kulturą to z pewnością jedną z nich jest właśnie on – Paweł Kryszczuk, radiowiec, pracownik działu promocji i animator Sokołowskiego Ośrodka Kultury. Prywatnie ojciec, mąż i przyjaciel, człowiek, który każdego wita z szerokim uśmiechem, serdeczny współpracownik, miłośnik kawy, dobrej muzyki, książek i Czech. Tak pokrótce można opisać jego osobę, ale mówić o nim i rozmawiać można z nim długo, bowiem właśnie rozmowa jest jego zawodową domeną.

Zawodowo znamy się od wielu lat, ale tak naprawdę nie wiem jak to się stało, że związałeś się właśnie z Sokołowskim Ośrodkiem Kultury? Opowiedz nam proszę o swoich początkach w SOK. Przygodę z Sokołowskim Ośrodkiem Kultury rozpocząłem pod koniec 2005 roku. Zaraz po studiach, w 2006 r. pracowałem jako wolontariusz i pomagałem przy dużych imprezach. W lutym 2007 r. zostałem etatowym pracownikiem SOK. Do 2014 roku razem z p. Aliną Simanowicz zajmowałem się Sokołowskim Uniwersytetem Trzeciego Wieku i Klubem Seniora „Jutrzenka”. Później zasiliłem szeregi działu promocji i tak jest do dzisiaj. Praca w kulturze sprawia dużo satysfakcji. Poznajesz nowych ludzi, jesteś między nimi, widzisz ich rozwój i przyglądasz się jak rozwijają swoje pasje. Dzięki swojej pracy mam możliwość i szczęście zarazem, obserwowania ludzi, od tych malutkich po seniorów, realizujących się w różnych dziedzinach. Zapewne dorośli są bardziej świadomi swoich zamiłowań, jednak warto obserwować swoje dzieci, wspomagać ich rozwój i zachęcać do udziału w zajęciach, które mogą je zainteresować.

14


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Jako pracownik kultury bez wątpienia jesteś osobą wielozadaniową, potrafisz odnaleźć się zarówno na scenie, jak i w studio. Które z dotychczasowych, zawodowych wyzwań wspominasz najlepiej?

Jak to się stało, że animator kultury w SOK może realizować się w radio? Realizacja tego, co robię, nastąpiła w 2012 r., kiedy to Maria Koc, ówczesny dyrektor Sokołowskiego Ośrodka Kultury, otrzymała propozycję realizacji autorskich audycji „Na scenie i estradzie” w każdą pierwszą sobotę miesiąca. Towarzysząc jej w tych audycjach coraz bardziej wciągałem się w klimat radia. Zacieśnienie współpracy, jeśli tak można to nazwać, nastąpiło w momencie kiedy dyrektorem został Marcin Celiński, a ja po rocznej przerwie, wróciłem do SOK. Wtedy, za zgodą dyrektora, przejąłem audycje, przygotowanie jej i prowadzenie, a także poszerzenie o relacje z wydarzeń organizowanych przez Sokołowską Kulturę. Współpraca z lokalnymi rozgłośniami to także Polskie Radio RDC oddział w Siedlcach i Aneta Borkowska, prowadząca audycję „Plan na weekend”, tu również można o nas usłyszeć.

Trudne pytanie. Każde jest na pewno inne. Na scenie poza tym, że słuchają Cię, to też widzą. Liczy się wygląd, mowa ciała. W studio, kiedy jesteś sam na sam z mikrofonem, liczy się tylko to, w jaki sposób przekażesz daną informację. Głos ludzki jest najpiękniejszym instrumentem świata, jak mawiają muzycy. Intonacją i modulacją głosu można tworzyć nastroje i budować ich dramaturgię – uspokajać, zaciekawiać, przykuwać uwagę. Głosem można też wyrażać wątpliwości albo rozśmieszać. Różnorodnością barwy głosu tworzyć półcienie i malować niedomówienia. Głos kreuje wyobraźnię i kształtuje obraz w naszej podświadomości. Podobno w głosie można się „zatopić”.

„Ludzie z pasją” to cykl wywiadów, który ostatnio realizujesz. Zdradź nam proszę dlaczego akurat tym tematem chciałeś się zająć?

Może dlatego mało oglądam telewizji a więcej słucham radia – audycji, wywiadów, reportaży. Z jednej strony uczę się, z drugiej pochłania mnie „to, co niewidoczne a słyszalne”.

I tu znowu wrócę do początku. Dzięki swojej pracy mam tę możliwość, i szczęście zarazem, obserwowania ludzi realizujących swoje pasje! Jedni są bardziej znani, drudzy mniej. Wszyscy robią niesamowite rzeczy. Podczas tych spotkań poznałem wiele wspaniałych osób, które realizując swoje pasje, zarażają innych do ich rozwijania.

Bez czego nie wyobrażasz sobie dalszej pracy? Bez spotkań z ludźmi i pracy głosem! Ludzie dają energię. Pozytywnego „powera”. A głos? Każdy z nas ma kilka swych ulubionych głosów. Głosów, które słucha się z przyjemnością, które chce się słyszeć. Mają tzw. klej, który przytrzymuje słuchacza przy radiu. Też mam swoje ulubione głosy. Chyba takim, który najbardziej utkwił mi w pamięci, jest głos Andrzeja Meżeryckiego. No i oczywiście mojego brata-guru Krzysztofa Kryszczuka (śmiech).

Rozmawiałem z ludźmi, którzy nie tylko realizują swoje zainteresowania, ale bez nich nie potrafią żyć! To ci, którzy tworzą Kulturę i to przez duże „K” – Sokołowską Kulturę! Pierwsze spotkanie „Ludzi z pasją” to wakacje 2020 r. Po wakacjach doszliśmy do wniosku, że warto kontynuować ten cykl z kilku względów: po pierwsze duża „kolejka” do kolejnych odcinków wywiadów, a po drugie, najważniejsze, to możliwość udowodnienia, że pasja daje poczucie spełnienia, radość i szczęście! Jeśli nie jest ona połączona z pracą zawodową, to po jej wykonaniu możemy oddać się jej zupełnie i całym sobą, co skutecznie pozwala zapomnieć się chociaż na chwilę. To ona nadaje sens życiu!

Lubimy ich słuchać, ponieważ ich głosy przyciągają i pochłaniają naszą uwagę, a najlepszym tego przykładem jest radio. Radio to magia. Jest głos, a reszta to wyobraźnia. Jego moc i siła potrafią wywrzeć na nas trwałe uczucia. Skąd pomysł aby realizować się w radiu? Długa historia. Zawsze marzyłem, żeby pracować głosem. W szkole średniej brałem udział w konkursach recytatorskich, apelach, akademiach, itp. Studia na kierunku Animator i Menedżer Kultury na UMCS w Lublinie, to kontynuacja tego, co jak zawsze powtarzam, „wyssałem z mlekiem najstarszego brata”. To jego praca mnie zafascynowała i sprawiła, że właśnie tym chciałem się zająć zawodowo. Zwieńczeniem mojej edukacji na poziomie studiów wyższych był wybór specjalizacji. Oczywiście wybrałem radio w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na UKSW w Warszawie. Wtedy też poznałem Agnieszkę Osmólską-Ilczuk, moją panią profesor, z którą utrzymuje kontakt do dzisiaj w Katolickim Radio Podlasie. Dzięki niej uczę się tego zawodu. Drugą jest Monika Sadowska, szef anteny KRP.

Skąd czerpiesz pomysły na rozmowy, tematy, a przede wszystkim gości, których zapraszasz do rozmowy? Sokołów Podlaski, jak i cały powiat, to „kopalnia” takich ludzi! Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć. W dzisiejszych czasach przychodzą z pomocą portale społecznościowe, na których publikujemy to, czym się zajmujemy. Bywają osoby, które związane są z naszym miastem, a drogi poprowadziły je dalej. Realizują swoje pasje. Słyszymy o nich, widzimy. Bywają znani, ale też są tacy, których trzeba wydobyć na powierzchnię. Uwielbiam to robić! Spotykać się

15


ZOOM 31 - MARZEC 2021

z nimi, rozmawiać, obserwować to, w jaki sposób o tym mówią. W radio tego nie widać, ale niektórzy są tak zaangażowani, że nie mogą usiedzieć w jednym miejscu.

nie tylko technicznie, ale też merytorycznie. Czasami trzeba użyć wielu zabiegów, by przekonać taką osobę do przyjścia, bo widok mikrofonu często paraliżuje moich rozmówców. Bywa też, że są to osoby bardzo skromne, które twierdzą, iż nie mają nic do powiedzenia, bo przecież to, co robią, nie jest niczym szczególnym. Proszę mi wierzyć, są to niezwykli ludzie o niesamowitych pasjach! Jednak atmosfera, klimat jaki sobie nawzajem zapewniamy, powodują, że szybko zapominamy o mikrofonie i nagraniu, a skupiamy się na rozmowie. Spotkania te są często tak miłe, że rozmowa przekracza, niestety, czas antenowy. Stąd też potem przygotowania materiału do radia to jedno wielkie „cierpienie”. Chciałoby się wyemitować wszystko, a trzeba wydobyć jedynie esencję! Udaje się i odzew słuchaczy to potwierdza!

Znajomość z tymi ludźmi to dla mnie wielki zaszczyt. Chce się być obok nich, ponieważ swoją osobą zapalają, mobilizują. Pasja, którą żyją, jest dla nich prawdziwym i nadrzędnym sensem egzystencji! Zapraszam pozostałe osoby pełne pasji! Do tego by dzieliły się tym co kochają robić. Pogrążamy się w obowiązkach dnia codziennego i coraz bardziej stajemy się… zgorzkniali i nudni! Tak, tak! Bo pasja wyróżnia nas spośród tłumu jak PESEL w dowodzie osobistym! Którego rozmówcę wspominasz najlepiej?

Gdzie można usłyszeć prowadzone przez Ciebie audycje?

Każdego, bo każdy jest inny i w odmienny sposób podochodzi do tego co robi. Inaczej kształtowała się w nim pasja. Jedni wiedzieli już od podstawówki co będą robić, inni musieli z tym zaczekać. A jeszcze inni, jak np. seniorzy, dopiero na emeryturze powrócili do tych pasji, które przygasły. Bo dom, rodzina, praca... nie było czasu. A teraz jest to dobra chwila dla nich!

Cykl wywiadów „Ludzie z pasją” możecie Państwo usłyszeć w Katolickim Radiu Podlasie w każdą sobotę w magazynie „Kultura na fali”. Po emisji w radio na fanpage Sokołowskiego Ośrodka Kultury. Jesteśmy na dobrej drodze stworzenia podcastu, by wszystkie materiały zrealizowane w studio SOK można było spokojnie przesłuchać w jednym miejscu.

Uwielbiam obserwować moich rozmówców. Są zaangażowani. Te iskierki w oczach, które widzę, też mi się udzielają. Jestem pełen podziwu, bo niektórzy, pomimo różnych innych obowiązków, znajdują czas na „ucieczkę” w pasje.

Gdybyś mógł spełnić jedno swoje zawodowe życzenie, jakie by ono było? Jakiego człowieka z pasją chciałbyś zaprosić do studia?

Wierzę, że te spotkania będą kontynuowane i wspólnie będziemy się od siebie uczyć.

Moim marzeniem jest, by studio w SOK odwiedzili wszyscy, którzy pragną podzielić się swoją pasją! Mieszkańcy naszego miasta i powiatu. Ci, którzy „wyfrunęli” z Sokołowa Podlaskiego i realizują się w „świecie”. Każdy jest mile widziany, wręcz pożądany! (śmiech)

Gdzie realizujesz swoje materiały? Wszystkie materiały realizowane są w studio w Sokołowskim Ośrodku Kultury. Stworzenie takiego miejsca, poprzedzone było sporym wysiłkiem, zarówno pozyskania środków finansowych, jak i profesjonalnego doboru sprzętu, jednak dzięki niemu nie stoimy w miejscu. Możemy się rozwijać, przygotowywać materiały radiowe, ale też nagrywać płyty, piosenki, prowadzić zajęcia wokalne.

Pasja rodzi sukces. Zawsze! Tylko nie zawsze ten sukces jest sławą, dużymi pieniędzmi i międzynarodową karierą. Na pewno nie jest to życie bez wyrzeczeń, ale daje wiele satysfakcji, spełnienia i radości. Zapraszam do słuchania cyklu wywiadów „Ludzie z pasją” i wszystkich innych materiałów SOK emitowanych w radio. Życzymy Państwu i sobie, abyśmy robili to, co kochamy i kochali to, co robimy…

Jak od kulis wygląda Twoja praca? Nie jest to nic skomplikowanego. Wyjmuje telefon wybieram numer i umawiam się z rozmówcą na konkretny dzień. Zapraszam do studia Sokołowskiego Ośrodka Kultury. Oczywiście przed spotkaniem muszę przygotować się

16

Justyna Filipek


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Dyliżans pocztowy – historia poczty polskiej W Muzeum Wielkiego Gościńca Litewskiego „Stacja Sokołów” można obejrzeć wyjątkową wystawę ręcznie wykonanych (w skali 1:10) modeli różnych pojazdów konnych. Jednym z nich jest dyliżans pocztowy. Tego typu pojazdy budowano na przełomie XVIII i XIX wieku. Wykorzystywane były jako pojazdy podróżne do przewozu ludzi i przesyłek. Dyliżans pocztowy był podstawowym pojazdem poczty osobowej, o konstrukcji sworzeniowej i zamkniętym pudle, miał wydzielone miejsce na listy, paczki i pieniądze. Na dachu mocowano kufry i walizy podróżnych. Pasażerowie pierwszej klasy siedzieli wewnątrz pudła, a pozostali razem z konduktorem i pocztylionem na zewnątrz. Produkcją dyżliżansów dla Poczty Polskiej zajmowali się w Warszawie Piotr Steinkeller, Jan Lier, W. Laskowski oraz manufaktura powozów Szperla i Krause.

model dyliżansu pocztowego z XIX wieku wykonany przez Zygmnta Karga

listy, pieniądze, pisma urzędowe, gazety i małe paczki. Zarówno poczty osobowe jak i poczty wozowe odbywały kursy regularnie rozpoczynając i kończąc w określone dni tygodnia i pory dnia. Przykładem takiej regularniej trasy była trasa z Warszawy do Wilna, czyli trasa Wielkiego Gościńca Litewskiego. Dyliżanse pocztowe zatrzymywały się na stacjach pocztylionowach w celu wymiany koni, odpoczynku i posilenia się w trakcie podróży. W Sokołowie także działała stacja pocztowa, która dysponowała dużą stajnią, pokojami noclegowymi oraz karczmą.

Przedstawiając historię tego znakomitego powozu nie sposób pominąć okoliczności powstania poczty w naszym kraju. Za datę jej założenia uważa się rok 1558. Wtedy to król Zygmunt August ustanowił stałe połączenia komunikacji Kraków-Wenecja przez Wiedeń za pomocą poczty, czyli koni rozstawnych. W ten sposób królewska poczta włączona została do istniejącej już międzynarodowej sieci regularnych połączeń. Jednak tego typu stałych połączeń krajowych jeszcze nie było. Król, chcąc wprowadzić w tym zakresie porządek, powołał w 1562 roku pierwszego w historii Poczty Polskiej dyrektora. Dopiero w XVII wieku król Władysław IV ustalił Centralny Zarząd Poczty w Warszawie.

Wielkie reformy w uporządkowaniu całego systemu pocztowego wprowadził Stanisław August Poniatowski. Wydał on uniwersał, za sprawą którego rozbudowano sieci połączeń pocztowych, ulepszono trakty drogowe, wprowadzono umundurowanie oraz ujednolicono opłaty za przejazdy.

W okresie odrodzenia, rozwój gospodarki i handlu spowodował zwiększoną ilość wysyłania przesyłek, listów, paczek i pism urzędowych. Wówczas działało kilka różnych poczt. Wśród nich wyróżnić można było: piesze, konne, wozowe, osobowe, wózkowe, sztafety nadzwyczajne, a także ekstrapoczty tj. wynajmowanie całych zaprzęgów, bryczek, furgonów bagażowych, lekkich karet i koni pocztowych. Na traktach pocztowych listy i pisma urzędowe przewozili kurierzy piesi i konni. Małe paczki przewożono na jednoosobowych wózkach na dwóch kołach, te większe transportowane były lekkimi wózkami zwanymi kurierkami. Poczta wozowa odpowiedzialna była za przewóz dużych paczek i osób. Poczta osobowa natomiast posługiwała się dyliżansami, które mieściły od 4 do 12 osób z bagażami oraz

W 1845 roku na ziemiach Królestwa Polskiego powstaje pierwsza droga żelazna Warszawa – Wiedeń i poczta otrzymuje prawo wagonu pocztowego. Był to ogromny przełom, a równocześnie początek upadku wozowej poczty konnej. Historia dyliżansu pocztowego jest tylko jedną z wielu, którą można poznać w progach naszego Muzeum. Serdecznie zapraszamy do odkrywania kolejnych równie interesujących opowieści. Milena Kurdzińska kontakt: muzeum@sokolowskakultura.pl

17


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Słowo i obraz: wystawa „Jestem” Również w „Apelu do artystów” św. Jan Paweł II kieruje słowa: Każdy człowiek w pewnym sensie pozostaje nieznany samemu sobie. Jezus Chrystus objawia nie tylko Boga, ale „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi”. W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą. Wszyscy wierzący są powołani, by dawać o tym świadectwo; ale to wy, którzy poświęciliście życie sztuce, macie ukazywać bogactwem swego geniuszu, że świat jest odkupiony przez Chrystusa: odkupiony jest człowiek, odkupione jest ciało ludzkie, odkupione jest całe stworzenie, o którym św. Paweł napisał, że «z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych» (Rz 8,19). To stworzenie oczekuje objawienia się synów Bożych także poprzez sztukę i w sztuce. Jest to właśnie wasze zadanie. Obcując z dziełami sztuki, ludzkość wszystkich epok – także współczesna – spodziewa się, że dzięki nim pozna lepiej swoją drogę i przeznaczenie.

Planowane otwarcie wystawy „Jestem” na dzień 22 lutego b.r. niestety wskutek zaostrzeń epidemiologicznych zostało przełożone. Czekamy na otwarcie Galerii i serdecznie zapraszamy do obejrzenia zdjęć z ekspozycji wystawy, zorganizowanej w hołdzie św. Janowi Pawłowi II w związku z jego 100. rocznicą urodzin. Jan Paweł II w przemówieniu w Kościele Świętego Krzyża w Warszawie (1987 r.) podkreślił doniosłą rolę twórców jako wspólnotę ludzi „którzy trwając przy wielorakim warsztacie twórczości służą trwaniu i przetrwaniu narodu. Naród trwa bowiem w swojej duchowej substancji, duchowej tożsamości przez własną kulturę”. Mówił o znaczeniu kultury jako nadrzędnej wobec ekonomii i nadającej jej ludzki wymiar. Istotne były słowa papieża o wejściu ludzi kultury w bliski kontakt z Kościołem w Polsce jako przestrzenią wolności, której brakuje nieraz gdzie indziej. „Życzę wam, aby wasze dzieła służyły ludziom. Służyły społeczeństwu. Aby znajdowały odbiór. Aby budziły autentyczne głody ducha ludzkiego, zaspokajając je. Abyście znajdowali poszanowanie i wdzięczność ze strony tych, którym pragniecie służyć. ...By się zmartwychwstało”.

Przygotowania do aktualnie prezentowanej wystawy trwały około dwóch lat. Bierze w niej udział czterdziestu ośmiu artystów z różnych miast Polski i z Rzymu. Eksponowane są 62 prace, wykonane w różnych technikach artystycznych, tak jak zakładał regulamin wystawy: malarstwo olejne, pastele, akryl, a także grafika, rysunek, rzeźba, kolaże, techniki własne czy fotografia. Inspiracją wystawy było Pismo Święte. Artyści wybrali dowolny jego fragment i poprzez swoją pracę nadali mu formę, kształt lub odnaleźli jego odzwierciedlenie w otaczającej nas przestrzeni. Wybrane fragmenty Pisma Świętego są eksponowane obok prac na wystawie.

18


ZOOM 31 - MARZEC 2021

fot. Joanna Błońska

Artyści biorący udział w wystawie: Marek Andała – Bałtów, Michał Banaszek – Warszawa, Krzysztof Bartnik – Lublin, Karol Bąk – Poznań, Stanisław Białogłowicz – Rzeszów, s. Natanaela Błażejczyk – Warszawa, Joanna Błońska – Sokołów Podlaski, Halina Budziszewska – Siedlce, Halina Cholewka – Siedlce, Włodzimierz Dawidowicz – Warszawa, Roman Domański – Sokołów Podlaski, Andrzej Dworakowski – Białystok, Zuzanna Gajos – Gulinek / Zakrzew, Aleksander Grzybek – Białystok, Elżbieta Grzybek – Białystok, Helena Jacyno – Przemyśl, Maria Jadwiga Jarosiewicz – Warszawa, Anna Kaczor – Wejherowo, Andrzej Kalina – Warszawa, Marcin, Kołpanowicz – Kraków, Krzysztof Koniczek – Białystok, Jeremi T. Królikowski – Warszawa, Jarosław Kukowski – Tczew, Janusz Lewandowski – Warszawa, Zdzisława Ludwiniak – Wołomin, Piotr Marciniak – Sokołów Podlaski, Sabina Maria – Wrocław, Agata Maślankiewicz – Łomianki, Jacek Maślankiewicz – Łomianki, Mikołaj Malesza – Legionowo, Tomasz Nowak – Siedlce, Krystyna Olchawa – Kraków, Łukasz Piaskowski – Przemyśl, Anita Piłat – Rzym Włochy, Barbara Pierzgalska – Łódź, Daniel Pielucha – Działoszyn, Roman Postek – Węgrów, Krystyna Prządka – Zielona Góra, Andrzej Radziszewski – Sokołów Podlaski, Waldemar Regucki – Białystok, Mirosława Rochecka – Toruń, Krystyna Rudzka-Przychoda – Lublin, Aleksandra Rykała – Siedlce, Maria Sawicka-Biczyk – Warszawa, Jadwiga Szczykowska – Załęska – Supraśl, Małgorzata Świsłowska – Sokołów Podlaski, Krzysztof Wiśniewski – Lipno, Antoni Wróblewski – Siedlce

Oglądający wystawę będą mieli możliwość zetknięcia się w taki sposób ze Słowem Bożym i obrazem ręką ludzką malowanym czy rzeźbionym. Ciekawe zderzenie dwóch światów, co mam nadzieję, zachęci do refleksji i przemyśleń. Każdy z artystów biorących udział w wystawie, to inna osobowość, wrażliwość, inny warsztat – stąd bardzo różnorodne prace, wynikające też z różnych doświadczeń, przeżyć czy emocji. Wybrany fragment Pisma Świętego, eksponowany obok pracy na wystawie, to konfrontacja obrazu i Słowa. Może być ona czytelna, jasna, oczywista lub wręcz przeciwnie, ukryta, niejednoznaczna, ledwo widoczna, jak w przypowieściach głoszonych przez Jezusa. Brak dosłowności w przekazie artystów jest inspiracją dla wyobraźni. Poszukiwanie przez nich znaków i symboli dla wyrażenia treści jest wyzwaniem dla odbiorców. Realizm, który również znajduje swoje miejsce na wystawie, pozwala odpocząć nieco myślom. Słowo Boże zamienia się w obraz, by razem dotknąć człowieka, pozostać w nim i być może pomóc wprowadzać w życie Ewangelię miłości.

Joanna Błońska – kurator wystawy

Patronat honorowy nad wystawą przyjął ks. Biskup Piotr Sawczuk, ordynariusz Diecezji Drohiczyńskiej.

19


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Ty jesteś moje imię i w kształcie, i w przyczynie, i moje dłuto lotne. Ja jestem, zanim minie wiek na koniu-bezczynie, ptaków i chmur zielonych złotnik. Ty jesteś we mnie jaskier w chmurze rzeźbiony blaskiem nad czyn samotny. Ja z ciebie ulew piaskiem runo burz, co nie gaśnie, każdym życiem i śmiercią stokrotny. Ty jesteś marmur żywy, przez który kształt mi przybył, kształt w wichurze o świcie widziany, który o mleczne szyby buchnął płomieniem grzywy i zastygł w dłoni jak z gwiazdy odlany. I jesteś mi imię ruchów i poczynaniem słuchu, który pojmie muzykę i sposób, który z lądu posuchy wzejdzie żywicą-duchem w łodygę głosu. / Krzysztof Kamil Baczyński, 1 marca 1942 / fot. Katarzyna Hardej

Bez happy endu Nie każda historia miłosna kończy się szczęśliwie. Nie wszystkim jest dane żyć w spokojnych czasach, bez wojny i wszechobecnego zagrożenia. Nie każdy ma też szansę odnaleźć swoją drugą połówkę, z którą chce się przeżyć życie, jakie by ono nie było... O jednej z takich historii, zawartej w powieści biograficznej autorstwa Katarzyny ZyskowskiejIgnaciak, opowiada nasza koleżanka, założycielka bloga „Nie mogę, bo czytam” – Katarzyna Hardej.

Tę historię – historię miłości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i jego żony Basi, zna każdy Polak. Może trochę pobieżnie, może wpadło jednym uchem, ale zna. I każdy wie, jak historia tej miłości się kończy. W tej opowieści nie będzie happy endu. A mimo to, nie ciążyło nade mną widmo wyroku, kiedy szłam razem z bohaterami przez ich świat. Bo Autorka dała im nadzieję. Dała im czas. Dała im siebie.  I dzięki temu, że mieli siebie wzajemnie, nie było im wcale tak ciężko pośród wrogich Niemców, pośród ulicznych łapanek, pustej spiżarni i ukrytej pod podłogą broni. „Ty jesteś moje imię” to książka, którą przeczytać powinien każdy Polak, bo historia w niej opisana niesie ze sobą wiele wartości. Powinniśmy codziennie pamiętać, że ci wszyscy Powstańcy poszli na śmierć po to, by nam żyło się lepiej. Żebyśmy byli wolni. Żebyśmy kochali życie i swój kraj. Żebyśmy wiedzieli, że tak trzeba było się zachować i w razie konieczności, za ich wzorem, zachowali się tak samo. Ramię w ramię obok siebie. Niezależnie od tego za kim jesteśmy, w kogo wierzymy i z kim chodzimy do łóżka...

Już drugi dzień próbuję napisać parę słów na temat książki Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak „Ty jesteś moje imię”. I nie mogę. Nie dlatego, że jest nijaka. Bynajmniej. Nie potrafię zebrać myśli, bo są one ciągle tam, w Warszawie ogarniętej wojną, nadal tam, razem z Krzysiem i Basią, razem z „Zośką” i „Parasolem” pośród huków moździerzy... Trwa wojna, zniewoleni mieszkańcy Warszawy żyją w cieniu łapanek i ulicznych egzekucji. Gruzy pozostałe po kampanii wrześniowej, wszechobecne cierpienie i strach to nie najlepsza sceneria dla miłości. Jednak właśnie wtedy krzyżują się drogi Basi i Krzysztofa. Dziewiętnastoletnia dziewczyna i piękny poeta. Trochę nieśmiali, odrobinę zagubieni, bardzo zakochani. Ponad czarną otchłanią okupacji, w czasach najtrudniejszych wyborów, rozkwita niezwykła miłość, biała magia.

Książka jest dostępna w zbiorach Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sokołowie Podlaskim. Bardzo polecam!

Katarzyna Hardej

Zajrzyjcie na stronę, którą Kasia prowadzi na Facebooku: Nie mogę, bo czytam

Wydawnictwo FILIA

20


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Ryszard Kowalewski Annapurna 8091 m. Himalaje, Nepal akryl, płótno, 50x70 cm, 2019 r..

Ryszard Kowalewski – Moje Góry dokonywał liczących się w alpinizmie wejść, m.in. na dwa dziewicze siedmiotysięczne szczyty w Karakorum. Zmierzył się również z ośmiotysięcznikami w Himalajach – Nepalu, tam też zimą wszedł na dziewiczy szczyt sześciotysięczny. Dokonał pierwszych przejść na pięciotysięczne szczyty w Pamiro-Ałaju i Andach. Eksplorował również dziewicze jaskinie Kolumbii.

W maju do Galerii Dom zawita nowa wystawa malarstwa. Tym razem zaprezentowane zostaną prace Ryszarda Kowalewskiego – polskiego twórcy, taternika, alpinisty, himalaisty. Artysta urodził się 29 listopada 1943 roku w Lublinie. Do Liceum Sztuk Plastycznych uczęszczał w Zamościu. Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie ukończył z wyróżnieniem w 1968 roku. W latach 1968-1970 był asystentem w pracowni drzeworytu kolorowego prof. Wacława Waśkowskiego. W 1970 roku przeniósł się do Gdańska, gdzie w latach 1970-1974 pracował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych jako asystent profesorów: Włodzimierza Padlewskiego, Lecha Kadłubowskiego i Jerzego Zabłockiego. W latach 2010-2014 pełnił funkcję wiceprezesa Związku Polskich Artystów Plastyków. 14 listopada 2014 został wybrany, na czteroletnią kadencję, prezesem Okręgu Gdańskiego ZPAP. Aktualnie jest Przewodniczącym Rady Artystycznej ZO ZPZP w Gdańsku. 4 grudnia 2020 został odznaczony przez Ministra Kultury Piotra Glińskiego odznaczeniem Zasłużony dla Kultury Polskiej.

Pasja górska ma dominujące odzwierciedlenie w jego twórczości, maluje góry i portrety ludzi gór. Swoje prace eksponuje przede wszystkim na wystawach indywidualnych, ale bierze też udział w prezentacjach zbiorowych w kraju i za granicą. Artysta napisał: Góry sobie poradzą beze mnie, ja bez gór nie bardzo. Od lat, kiedy raki zawiesiłem na kołku, odwiedzam miejsca moich rozlicznych wypraw i maluję te przepiękne masywy. W Galerii Dom, prezentowana będzie wystawa Ryszarda Kowalewskiego „Moje góry”, na którą serdecznie zapraszamy wszystkich miłośników sztuki, miłośników gór i wszystkich chętnych. Każda prezentowana w naszej Galerii ekspozycja jest inna, niesie nowe przesłanie, naukę i jak widać, prezentuje kolejną osobowość artystyczną. Możemy być dumni, że w naszym mieście jest miejsce, w którym prezentowani są artyści i ich prace, cenione nie tylko w kraju ale również na arenie międzynarodowej. Korzystajmy z tego jak najczęściej.

Jego pasją, obok malarstwa, stała się wspinaczka wysokogórska. Wieloletnią przygodę z profesjonalnym alpinizmem rozpoczął w polskich Tatrach i począwszy od 1965 roku

21

Joanna Błońska


pisanki malowane woskiem (koniec lat 90.) wykonane przez Teresę Lipka – artystkę z Zespołu ludowego „Węgrowianie”, fot. Maria Koc

na tradycję ZOOM 31 - MARZEC 2021

22


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Wielkanoc na Podlasiu Wielkanoc to najstarsze święto chrześcijańskie. Obchodzono je jeszcze w czasach, kiedy chrześcijanie musieli się ukrywać w rzymskich katakumbach. Z biegiem wieków stało się najważniejszym wydarzeniem w życiu Kościoła i jego wiernych. Ewangelie opisują wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, Ostatnią Wieczerzę, Modlitwę w Ogrójcu, Mękę Pańską, Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie. Co roku przeżywamy tę tajemnicę, gdyż to właśnie ona jest zapowiedzią życia wiecznego dla nas samych.

Ważnym dniem zapowiadającym nadchodzące Święto Zmartwychwstania Pana Jezusa jest Niedziela Palmowa, obchodzona na pamiątkę wjazdu Zbawiciela do Jerozolimy. Na ten dzień gospodynie zawsze przygotowywały palmy, które zanosiło się do kościoła do poświęcenia. Palmę robiono z kwitnących gałązek wierzby oraz zielonych pędów barwinka, borówki lub bukszpanu. Do kompozycji dodawano zawsze kolorowe kwiaty z bibuły i kolorowe wstążki. Podlaskie i mazowieckie palmy nie były duże. Miały najczęściej po 3040 cm. Po powrocie z kościoła należało poświęconą palmą uderzyć lekko po plecach każdego domownika, aby nie chorował w ciągu roku. W celu zapobieżenia bólowi gardła,należało połknąć choć jedną koćkę z palmy. Gospodarz wyjmował zawsze kilka gałązek z palmy i szedł z nimi w pole. Układał z nich krzyżyki na granicy swoich zasiewów, aby ustrzec je od nawałnic. Samą palmę gospodyni zatykała za święty obraz, gdzie przechowywana była ona aż do środy popielcowej za rok. Wtedy ją palono a popiołem posypywano głowy.

Istota Świąt Zmartwychwstania Pańskiego jest taka sama w całym chrześcijańskim świecie. Jednak samo świętowanie oraz związane z nim zwyczaje i rytuały są zróżnicowane. Śmiało można powiedzieć, że w każdym kraju, a nawet w poszczególnych regionach, Wielkanoc obchodzona jest w trochę inny sposób.

Niedziela Palmowa rozpoczynała Wielki Tydzień, czas duchowych rozważań i świątecznych przygotowań. Pracy przed Wielkanocą zawsze było dużo. Należało bowiem gruntownie wysprzątać dom, wybielić ściany w izbach i na zewnątrz chaty, uprzątnąć obejście i przygotować świąteczny posiłek. Po zimie w domach było dużo sprzątania. Gospodynie już w poniedziałek po Niedzieli Palmowej wynosiły z domów sprzęty i meble, malowały ściany, szorowały podłogi, prały pościele, wietrzyły pierzyny i ubrania. W środę wynosiły krosna na strych, gdzie stały one aż do jesieni, kiedy zakończyły się prace w polu. Uprzątnięcie krosien czyniło izbę przestronną i samo w sobie wprowadzało świąteczny nastrój w pomieszczeniu.

W Polsce jest podobnie. Trochę inne są wielkanocne zwyczaje na Podlasiu, inne w Wielkopolsce, w Beskidach, czy na Śląsku. Wiele z nich ma ścisły związek z różnorodnością kultury ludowej i wielością grup etnograficznych na terenie dawnej Rzeczypospolitej. Pozostawiając jednak rozważania na temat przyczyn i powodów tego zróżnicowania, skupmy się na tradycjach ludowych związanych z okresem Wielkanocy na pograniczu Podlasia i Mazowsza. Wiele z tych dawnych zwyczajów przetrwało do czasów nam współczesnych, wiele zachowało się już jedynie w pamięci najstarszych mieszkańców wsi lub w opisach etnograficznych.

23


ZOOM 31 - MARZEC 2021

urodę i zdrowie. Na Rezurekcje jechało się wozem, zaprzężonym w konie. Po nabożeństwie, bardzo uroczystym, z biciem dzwonów i procesją, gospodarze szybko biegli do swoich wozów i popędzając konie, gnali do swoich domostw. Panowało bowiem takie przekonanie, że kto pierwszy wiedzie do wsi, temu urodzi się najlepsza pszenica i żyto.

Wnętrze domu obowiązkowo upiększano na Wielkanoc. Zajmowały się tym najczęściej młode dziewczęta. Z białego cienkiego papieru wycinały firanki w okna, z kolorowej bibuły robiły piękne kwiaty i bogate bukiety, ozdabiały też duże ilości jajek do poświęcenia i na wielkanocny stół. Jajka na naszym terenie najczęściej malowano woskiem w stare wzory, często pochodzące jeszcze z czasów pogańskich. Były to słonka, grabki, drzewka, ptasie łapki. Ozdobione woskiem jajka gotowało się w łuskach z cebuli, w zielonych listkach oziminy lub w korze dębu. Znaną na pograniczu podlasko-mazowieckim techniką było także ozdabianie jajek duszą (gąbczastym rdzeniem) z sitowia i kolorową włóczką.

Bezpośrednio po powrocie do domu zasiadano do stołu. Śniadanie wielkanocne było i jest nadal najważniejszym rodzinnym wydarzeniem w czasie Wielkanocy. Zaczynało się je od wspólnej modlitwy, a następnie od święconego jajka, które należało zjeść na stojąco, aby zboże i len nie wyległy. Wszystko, co jedzono, było podawane na zimno, bo nie wolno było w Niedzielę Wielkanocną rozpalać pieca. Atmosfera tego świątecznego posiłku była dostojna, ale też pełna radości. Cieszono się ze Zmartwychwstania Pana Jezusa, który pokonał śmierć, cieszono się również ze wspólnego posiłku, obfitego i smacznego, kończącego 40-dniowy ścisły post. Przy stole domownicy chętnie też grali „na wybitki”, które polegały na uderzaniu o siebie gotowanych jajek. Każdy domownik wybierał sobie pisankę i uderzał nią o pisankę innego członka rodziny. Ten, którego pisanka przetrwała do końca niestłuczona, wygrywał! A wygrana znaczyła dużo szczęścia w nadchodzących miesiącach!

Porządki i przygotowywanie ozdób szły w parze z przygotowaniami kulinarnymi. Bogatsi gospodarze zabijali tucznika na Wielkanoc i wyrabiali z mięsa wieprzowego kiełbasy, kiszki, szynki, boczki wędzone, galarety i salcesony. Biedniejsi musieli się obyć mięsem z drobiu i kupną kiełbasą. Gospodynie w Wielki Czwartek piekły chleby na zakwasie, a po upieczeniu chleba wsadzały do nagrzanych pieców baby, kołacze, strucle z serem oraz różnorodne mazurki. Baby i mazurki były symbolem dostatku, zaś strucle z serem miały zapewnić gospodarzom duże ilości mleka, sera i masła. Pieczono również różne mięsiwa i drób.

Po śniadaniu wielkanocnym gospodyni siadała najczęściej na ławce przed domem i odpoczywała, a gospodarz szedł w pole, obejrzeć oziminy. Ani gospodyni, ani gospodarzowi nie wolno było bowiem położyć się w ten dzień nawet na chwilę. Gdyby któreś zaległo, spowodowałoby to, że zboże i len się wyłożą na polach, a tego przecież nikt nie chciał. Obowiązkiem gospodarza tego dnia było również poświęcenie domostwa i obejścia święconą wodą. W pierwszy dzień świąt nie wolno było chodzić w gości. To był czas tylko dla najbliższej rodziny.

W Wielki Czwartek obowiązkowo należało pójść do kościoła na nabożeństwo, podobie jak w Wielki Piątek na Drogę Krzyżową i czuwanie przy grobie Pana Jezusa. W każdym kościele księża wraz z parafianami przygotowywali groby Pańskie. Często bardzo rozbudowane, z dużą ilością kwiatów i zielonych gałązek. Przy grobach straże zaciągali strażacy w paradnych mundurach. Od Wielkiego Czwartku w domach panował smutek. Nie wolno było się śmiać, żartować, przekomarzać. Wszystkich też obowiązywał ścisły post, czyli wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i mlecznych. Obowiązkowym daniem był za to śledź, taki z beczki, długo moczony w wodzie i przyrządzany z olejem lnianym.

Poniedziałek Wielkanocny był już inny. Był dniem zabawy, żartów, spotkań towarzyskich i odwiedzin. Pretekstem do zabawy był niewątpliwie śmigus dyngus, czyli oblewanie wodą domowników, sąsiadów a często też Bogu ducha winnych przechodniów. Oblewano starszych i młodszych, a najchętniej panny na wydaniu. Dziewczęta oblewane przez adoratorów musiały się niejednokrotnie przebierać w ciągu dnia. Czyniły to jednak z radością, bo to świadczyło o ich dużym powodzeniu u płci przeciwnej. Zwyczajem znanym tylko w naszym regionie było wiosenne kolędowanie tzw. racyjarzy. Racyjarze chodzi od domu do domu, stawali pod oknami i śpiewali racyjki, czyli wielkanocne pieśni kolędowe. Rajcyjki zawsze składały się w dwóch części. Poważnej, mówiącej o męce Pańskiej i frywolnej, przymawiającej się o datki i prześmiewczej wobec gospodarzy. Gospodynie obdarowywały racyjarzy pisankami, kiełbasą, ciastem i gorzałką. Jeśli datek był za skromny, racyjarze wyśmiewali skąpstwo gospodarzy i oblewali dom wodą, na siłę też próbowali wejść do chałupy, żeby zlać wodą izbę i domowników. Racyjarze kolędowali jeszcze w połowie XX w Liwie, w Korytnicy, w Krypach i innych miejscowościach powiatu węgrowskiego. A śpiewali najczęściej tak:

W Wielką Sobotę święciło się pokarmy. Święcone przygotowywano w dużych nieckach. Musiało się do takiego naczynia zmieścić prawie wszystko, co gospodyni przygotowała. Jajka, chleb, kiełbasa, ciasta, chrzan, sól i pieprz. Do tego dużo zielonych gałązek. Takie niecki, a czasem dzieże wypełnione po brzegi, były bardzo ciężkie, więc wieziono je do poświęcenia wozem zaprzężonym w konia. Po poświęceniu pokarmów przez księdza, gospodarze wracali do domów. Gospodarz szedł wtedy w pole, żeby symbolicznie coś zasiać lub posadzić. Gospodyni siała len. Oboje szli na trochę w pole, bo to miało im zapewnić urodzaj i dostatek. Wieczorem wszyscy domownicy zażywali kąpieli. Niedzielę Wielkanocną zaczynano od Rezurekcji, które zwyczajowo odbywały się wczesnym rankiem. Przed udaniem się do kościoła młode dziewczęta szły obmyć się do źródła lub nad rzekę. Wszystko po to, aby zachować jak najdłużej

24


ZOOM 31 - MARZEC 2021

pisanki malowane woskiem (koniec lat 90.) wykonane przez Teresę Lipka – artystkę z Zespołu ludowego „Węgrowianie”, fot. Maria Koc

Jeszcze przed świętami, najczęściej w Wielką Sobotę, młodzież budowała na wspólnych gruntach wiejskich, najczęściej za wsią, kilkumetrowe huśtawki wielkanocne, zwane też wozawkami. W Poniedziałek Wielkanocny i w następne dni młodzi, ale też starsi chodzili tam się bujać. Bujano się na stojąco, w parach damsko-męskich, a im wyżej, tym lepiej, bo tym wyższe miało być zboże latem, a i zdrowie miało dopisywać.

Czy wy śpicie, czy nie śpicie, a jak śpicie – to wstawajcie nas racyjarzy posłuchajcie. W Wielki Czwartek, w Wielki Piątek cierpiał Pan Jezus wielki smutek. Wielki smutek, wielkie rany za nas wszystkich chrześcijany.

Czas świętowania szybko mijał, ale bardzo ludzi wzmacniał. Przede wszystkim duchowo. Umacniał wiarę i czynił człowieka silniejszym i odporniejszym na przeciwności losu. A tych dawniej nie brakowało, bo przecież ludzi czekał przednówek i często związany z nim niedostatek, ciężka praca w polu, troska o deszcz, strach przed burzami i nawałnicami.

Po pieśni religijnej następowała pieśń wesoła:

Śpiewamy, śpiewamy, leci głos po lesie, niech nam sam gospodarz kiełbasy wyniesie.

Całkiem dużo tych zwyczajów dotrwało do dnia dzisiejszego. Pielęgnujmy je więc dalej i przekazujmy młodszym. Wszak zwyczaje te są częścią naszego dziedzictwa kulturowego i ważnym elementem naszej tożsamości. Są też wyrazem naszej wiary i przywiązania do kościelnych rytuałów. Oby więc trwały jak najdłużej!

A kiedy datek był za skromny, racyjarze śpiewali dalej:

W sposób szczególny i wyjątkowo bliski oryginałowi dawne zwyczaje ludowe przywołuje Zespół Pieśni i Tańca „Sokołowianie” z Sokołowskiego Ośrodka Kultury. „Wielkanoc” w ich wykonaniu na scenie przenosi nas w dawne czasy i przypomina najpiękniejsze podlaskie tradycje, pieśni i obrzędy związane ze Świętem Zmartwychwstania Pańskiego! Mam nadzieję, że kiedy minie epidemia, znowu nam ten wyjątkowy program zaprezentują!

A w tym domku, a w tej chałupce, tutaj mieszkają same gołodupce.

25

Maria Koc, etnograf, senator RP


na tradycję

ZOOM 31 - MARZEC 2021

Pascha żydowska i Pascha chrześcijańska Żyjemy w kulturze chrześcijańskiej. To właśnie chrześcijaństwo przesyca najróżniejsze aspekty naszego życia i to o wiele bardziej i głębiej, niż to sobie uświadamiamy – niezależnie od tego czy jesteśmy wyznawcami tej religii czy też nie. Oczywiście, obecnie doświadczamy, jak ta nasza kultura się zmienia, a niekiedy – jak jest niszczona. Jednak wciąż otacza nas świat chrześcijańskich wartości, które są filarem kultury. Poznając kulturę, warto pogłębiać wiedzę o jej podstawach…

26


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Piszę te słowa przy końcu Wielkiego Postu. To bardzo ważny okres w całym chrześcijańskim roku. Skoro, jak napisałem, filarem naszej kultury jest chrześcijaństwo, to nie sposób pominąć w rozważaniach nad kulturą tak ważnego wydarzenia jak to, do którego się właśnie zbliżamy.

sze święto w całym roku. Często jednak tak nie mówimy, bo słowo „pascha” zastąpiliśmy słowem „wielkanoc”, które skupia uwagę na nocy lub poranku niedzielnym. Jednak przecież nie da się oddzielić tego poranka od wydarzeń go poprzedzających. To jest to samo wydarzenie! To co miało miejsce w Wieczerniku, to co działo się w Ogrójcu, na ulicach Jerozolimy, na Golgocie i to w grobie - to wszystko jest jednym wydarzeniem. To jest właśnie Pascha!

Wielki Post to okres przygotowania, a przygotowanie to także poznawanie, to próba głębszego zrozumienia. Warto zrozumieć głęboki kontekst tych wszystkich wydarzeń, które toczyły się dwa tysiące lat temu, podczas tych niezwykłych chwil: od dnia, który dziś nazywamy Wielkim Czwartkiem, do poranka dnia, który dziś nazywamy Niedzielą Wielkanocną. Koncentrowanie się tylko na zewnętrznej tradycji, na obrzędach bez rozumienia ich treści, prowadzi jedynie do bezsensu. Proponuję zatem Państwu, bardzo skrótowe i ogólne (z uwagi na ograniczenia tekstowe) spojrzenie na głębię, na kontekst Świąt Wielkanocnych. Oczywiście nie chodzi tu o powtórzenie jedynie wydarzeń zapisanych w czterech ewangeliach. Warto je dobrze znać, ale warto także poznać tło tej historii, tak bardzo czytelne dla ówczesnych uczestników tych wydarzeń – dla Żydów: dla Jezusa, dla apostołów, dla wszystkich pierwszych chrześcijan, którzy przecież pochodzili z narodu Hebrajczyków. Dziś niestety ten kontekst my chrześcijanie nieco zagubiliśmy. On trochę nam umyka. A to wielka szkoda, bo nie da się zrozumieć do końca historii Jezusa w oderwaniu od historii Narodu Wybranego. Nie da się jej zrozumieć bez poznania całej historii zbawienia, bo właśnie ta historia, całej swej złożoności, właśnie prowadzi do postaci Jezusa.

A zatem mamy – my chrześcijanie i nasi bracia Żydzi – wspólne określenie: Pascha (Pesach). Czy jednak Pascha chrześcijan jest tym samym co Pascha żydowska? Nie, to nie to samo. Jednak prawdą jest, że Pascha chrześcijan, Pascha Jezusa ma swoje korzenie, niejako „wyrasta” z Paschy żydowskiej. Warto te korzenie dobrze poznać, bo to poznanie pozwoli lepiej zrozumieć, co działo się dwa tysiące lat temu przez te kilka dni, które zmieniły historię świata. Tym bardziej, że są to korzenie łączące, a nie dzielące. To korzenie, które dziś determinują kulturę żydowską i chrześcijańską na całym świecie. Mówiąc o początkach narodu izraelskiego trzeba wspomnieć, że pochodzi on od ludów nomadycznych, pogańskich, wśród których czczono naturę i bóstwa z nią związane. Dla przebłagania sił natury i tych rozmaitych bóstw składano ofiary z pierwszych zbiorów, ze zwierząt, a czasem ludzi. To było naturalne dla wszystkich religii pierwotnych. Trzeba też pamiętać, że Abram – ojciec tego narodu (ojciec wielu narodów), był właśnie takim poganinem zanim stał się Abrahamem – ojcem wiary dla żydów, ale także dla chrześcijan i muzułmanów. Te wszystkie obrzędy ofiarnicze były mu bliskie do chwili, w której spotkał Boga, a w zasadzie: do chwili, w której Bóg go odnalazł, poprowadził i zawarł z nim przymierze.

Za chwilę będziemy obchodzili święta zwane potocznie Wielkanocą. W Kościele Katolickim poprzedza je bardzo krótki moment Triduum Paschalnego. To niezwykle ważny okres i – mogę to śmiało powiedzieć – bez tych trzech dni świętowanie Niedzieli Wielkanocnej absolutnie byłoby puste. Dla chrześcijan w zasadzie jest to jedno święto, jeden święty czas.

Naród, który powoli rodzi się z Abrahama, na początku w bardzo maleńkiej liczbie, po wielu różnych wydarzeniach trafia w końcu do Egiptu. Tutaj się rozrasta, ale ostatecznie popada w kłopoty i staje się narodem niewolników, narodem, który - możemy powiedzieć - żyje w śmierci, w ogromnym cierpieniu. Jest ostatecznie narodem „nie-ludzi”.

Co jednak oznacza ten przymiotnik „paschalne”? Ano to, że są to wydarzenia Paschy. Ale czym jest tak naprawdę Pascha? Gdybyśmy o to zapytali Żyda, to opowie nam o wszystkich aspektach Paschy (a w zasadzie Pesach, bo tak brzmi to po hebrajsku), że jest to wydarzenie, którym on żyje od dziecka. Na końcu zapewne powie, że to najważniejsze święto w całym roku. A co powie chrześcijanin? W zasadzie to powinien powiedzieć dokładnie to samo: to najważniej-

I właśnie w takiej sytuacji rozpoczyna się historia, którą nazywamy Paschą (Pesach). Bóg, który dość już się napatrzył na to cierpienie, postanowił zainterweniować i wkroczyć

27


ZOOM 31 - MARZEC 2021

wania). Szuka się zatem wszelkich, nawet najmniejszych okruchów tego chleba dokładnie wymiatając wszystkie kąty w domu. Chamec jest obrazem naszego jecer ha-ra, czyli ludzkich skłonności do czynienia zła. My też czasem mówimy, że „jest jakiś kwas między nami”. Mistycy żydowscy mówią, że chamec reprezentuje nasze ego. Tak jak zakwas w cieście chlebowym powoduje, że ono rośnie (puszy się), tak nasza duma, nasze ego często „nadyma” nas, czyni z nas kogoś większego niż w rzeczywistości jesteśmy. Dlatego zanim rozpocznie się Pesach, Żydzi dokonują tego swoistego rytu pozbycia się złych skłonności. Czy nie nasuwa się tu obraz naszych wielkopostnych rekolekcji? Ważne jest, by znaleźć nawet najdrobniejsze okruszki, bo przecież one mogą potem „zakwasić” całe nasze życie. Na końcu następuje obrzęd bijur chamec, czyli palenie chamecu. Uczestniczą w nim całe rodziny razem z dziećmi. Spala się tego „starego człowieka” po to, by wejść w przyszłość Pesach, a ta przyszłość ma być czysta, bezgrzeszna.

w tę historię. Powołuje zatem jednego człowieka – Mojżesza, któremu przekazuje konkretne wskazówki: co należy uczynić, by wyjść z tej niewoli. Te instrukcje są bardzo dokładne. To sam Bóg w szczegółach przedstawia jak ma wyglądać noc wyjścia z Egiptu, co każdy Izraelita ma robić, jak się zachować. Ta noc zaczyna się od bardzo drobiazgowego przygotowania. Izraelici wybierają młodego baranka bez skazy i strzegą go aż do 14. dnia miesiąca nisan. O zachodzie słońca baranek jest zabijany, a jego krwią oznaczane są odrzwia domu każdego członka narodu. Ta krew potem chroni przed przejściem Anioła, który zabija. To ważne: krew chroni przed śmiercią! I następuje Noc Wyjścia. Jest to Noc Przejścia Jahwe, noc sądu, noc kiedy On zabija i On ocala. Hebrajskie słowo „pesach” oznacza właśnie przejście. Izraelici przechodzą z niewoli do wolności, ze śmierci do życia, od bycia „nie-ludźmi” do bycia Narodem Wybranym.

Spójrzmy tu na chwilę na to, co mówi św. Paweł w Liście do Koryntian: „Pozbądźcie się starego kwasu i przyodziejcie się w nowe przaśniki szczerości”. A jak to było w Wieczerniku? No przecież Jezus posłał dwóch swoich uczniów – Jana i Piotra – do przygotowania Paschy. Wrócimy to tego za chwilę…

Mamy tu zatem dwa spojrzenia na Paschę. Spojrzenie teologiczne, skoncentrowane na działaniu Boga: to sam Bóg przechodzi, to On odbywa sąd, to On niszczy Egipcjan i On wyprowadza Izraelitów, to jest Jego Pascha, to Jego przejście. Jednak jest ujęcie drugie, które zwraca uwagę na działanie człowieka - spojrzenie antropologiczne: to Izraelici spożywają w pośpiechu Paschę na cześć Pana, to oni wychodzą z miejsca śmierci, oni przechodzą przez wody morza i przez pustynię, by po długim czasie dotrzeć do Ziemi Obiecanej. Wychodzą z piekła (szeolu) do wspaniałej krainy i mają nad sobą potężne ramię Jahwe. Ta historia zapisana w żydowskiej Torze (Pięcioksięgu) i w chrześcijańskim Piśmie Świętym, w Starym Testamencie, w Księdze Wyjścia.

Po rycie pozbycia się chamecu, rozpoczyna się wieczerza sederowa (seder to pierwszy wieczór paschalny), którą spożywa się w domu, w gronie rodzinnym. Podczas tej wieczerzy są te same obrzędy, które czyni się podczas każdego szabatu: modlitwa na rozpoczęcie, rytualne obmycie rąk, błogosławieństwo przed jedzeniem i jego zakończeniu. Ale są także elementy, które wyróżniają tę uroczystą wieczerzę spośród „zwykłych” szabatów. One właśnie przypominają o historii wyjścia z Egiptu. Należy do nich spożywanie warzyw zanurzonych w słonej wodzie, jako symbolu łez, które widzieli na swoich twarzach Izraelici żyjący w niewoli. Spożywa się gorzkie zioła, jako symbol cierpienia. Na stole pojawia się także haroset, czyli mieszanka rozdrobnionych owoców wyglądająca jak glina, którą Izraelici używali do wyrabiania cegieł dla faraona. Te wszystkie potrawy mają walor edukacyjny, a najmłodsi członkowie rodziny zadają starszym pytania: dlaczego to jemy? To okazja do opowieści hagadowej, do przekazania zgromadzonym tej wielkiej historii wyjścia. Oczywiście niezmiernie ważnym momentem wieczerzy sederowej jest spożywanie przaśnego (niekwaszonego) chleba – takiego samego, jaki Izraelici piekli w pośpiechu w tę noc ucieczki z niewoli i jaki zabrali ze sobą na pustynię. Ten chleb jest łamany i podawany wszystkim członkom rodziny. Pije się także wino (kielich odkupienia). Następuje wreszcie wspomniana już hagada, której przyczyną są słowa zawarte w Księdze Wyjścia (Szemot): „Musisz powiedzieć synowi w tym dniu: to ze względu na to,

A jak wygląda żydowska Pascha (Pesach) dziś? Obchodzona jest tak samo: rozpoczyna się 15 dnia miesiąca nisan (pamiętajmy: baranek zabijany był 14. dnia tego miesiąca o zachodzie, a noc w tradycji żydowskiej należy już do dnia następnego) i trwa siedem dni. W diasporze żydowskiej Pesach może trwać dni osiem, bowiem czasem zależy to od tego, czy w owym miejscu nów księżyca jest dokładnie tej samej nocy, co nów w Palestynie. Centralnym wydarzeniem Pesach jest wieczerza sederowa, podczas której czyta się hagadę (opowieść), która zaczyna się od słów: „Byliśmy niewolnikami faraona w Egipcie”. Dlatego Pesach nazywane jest Świętem Wolności i jest naprawdę wielkim świętem! Musi być ono zatem bardzo dokładnie przygotowane. Te przygotowania rozpoczyna pewny obrzęd zwany bedikat chamec, czyli szukanie starego zakwasu (chamec), który jest symbolem wszystkiego co stare, grzeszne (zakwaszone), co rozbija jedność (kwas). Tym chamecem są okruchy starego chleba pieczonego na zakwasie (zwykłego, codziennego chleba - symbolu naszych zwykłych dni, naszego postępo-

28


ZOOM 31 - MARZEC 2021

co uczynił dla mnie Bóg, gdy wychodziłem z Egiptu”. Co roku opowiada się tę najważniejszą dla każdego Żyda historię wyjścia z Egiptu, rozpoczynając od słów przytoczonych już powyżej: „Byliśmy niewolnikami faraona w Egipcie”. Ta historia przekazywana jest bardzo uważnie, ze szczegółami, a dzieci zadają pytania: dlaczego tak było? dlaczego dziś jemy te gorzkie zioła? Tu następuje istotne pedagogiczne działanie: identyfikacja z tą historią tworzy tożsamość każdego Żyda. Wyznaje się zasadę, która wrasta mocno w serce: to nie jest tylko historia naszych przodków, to jest nasza historia! Tej opowieści i tym wszystkim rytom towarzyszy wypijanie aż czterech kielichów wina, które symbolizują cztery obietnice Boga: 1) wyprowadzę was spod ciężaru robót w Egipcie i wyratuję was z niewoli, 2) wybawię was okazując wielką moc i wielkie Swoje wyroki, 3) wezmę was dla Siebie jako naród i będą dla was Bogiem, 4) zaprowadzę was do ziemi, którą przysięgłem dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. Do tej ostatniej obietnicy nawiązują słowa, które tradycyjnie Żydzi wypowiadają na zakończenie wieczerzy: „Na przyszły rok w Jerozolimie!”. Na stole pojawia się także piąty kielich, którego się nie wypija, ponieważ jest on przeznaczony dla Eliasza (zgodnie z tradycją ma on się pojawić właśnie w noc Pesach).

rytom przypisał nowe znaczenie! Oczywiście, w ewangeliach znajdziemy jedynie opisy tego, co było „nowością” ze strony Jezusa, na tym skoncentrowali się autorzy (czterej Ewangeliści). Nie było potrzeby opisywania szczegółowo całego przebiegu Paschy, bo on był dobrze znany ówczesnym czytelnikom. Jednak nie miejmy wątpliwości: to była Pascha! Jednak tym razem, to znane wszystkim wydarzenie, stało się nową rzeczywistością. Oto nie zabija się już zwierzęcia, lecz sam Bóg pozwala się zabić. Nie spożywa się już chleba przaśnego, lecz Ciało Boga. Nie pije się już wina z kielicha obietnicy, lecz pije się Krew Boga. To jest nowość Paschy chrześcijańskiej! Przaśnik dawał życie na pustyni, a Boski Chleb daje życie wieczne. Krew baranka ratowała przed śmiercią w Noc Wyjścia, a Krew Boga ratuje przed piekłem zmazując grzechy. Żyjący w II wieku Meliton, biskup Sardes, w swojej homilii paschalnej wyraził przekonanie o wypełnieniu się wszystkich starotestamentalnych proroctw o przyjściu Mesjasza właśnie w osobie Jezusa. Meliton mówi o spełnieniu się Paschy! Stara historia paschalna realizuje się w Passze Chrystusa, w jego przejściu ze śmierci do życia. To Pascha Boga, ale i Pascha człowieka, bowiem każdy, kto pójdzie tą drogą, zostanie zbawiony. Widzimy tu wyraźną jedność z historią opisaną na początku. Podobne zdanie przedstawiają i współcześni egzegeci chrześcijańscy: Ostatnia Wieczerza (pierwsza Eucharystia, Msza święta) odzwierciedla ucztę o charakterze paschalnym, a Poranek Wielkanocny to wypełnienie Paschy. Ona już się zrealizowała w przejściu Jezusa Chrystusa i może się zrealizować w każdym z nas, o ile pójdziemy tą drogą, którą On ukazał i którą sam przebył pierwszy. Istnieje zatem ciągłość pomiędzy starą izraelską Paschą, a nową chrześcijańską Paschą – Ofiarą Eucharystyczną. Jednak z chwilą śmierci i zmartwychwstania Jezusa stara Pascha zyskała całkowicie nowe znaczenie i treść – stała się Paschą Nowego Przymierza. To przejście (hagada – cała ta historia naszego wychodzenia z piekła grzechu do wolności zbawienia) realizuje się w Jezusie Chrystusie i tylko w Nim możemy tego przejścia, tej swojej Paschy, doświadczyć!

A jak wygląda Pascha chrześcijan? Wspomniałem wcześniej, że Jezus zgodnie z tradycją nakazał uczniom przygotowanie sali na pierwszy dzień Święta Przaśników (pierwszy dzień Pesach). Kiedy oni wykonali to zadanie (najpewniej zachowując wszystkie ryty znane Żydom) Jezus zasiadł razem z Dwunastoma, jak mówią ewangelie. U Łukasza znajdujemy takie słowa „Gorąco pragnąłem spożyć z wami tę Paschę zanim będę cierpiał”. To prowadzi nas do oczywistej konkluzji: Ostatnia Wieczerza była rytualną Paschą żydowską, spożywaną w Jerozolimie, wieczorem, z modlitwami, z hagadą, ze wszystkimi innymi potrawami sederowymi, z hymnami, z błogosławieństwami, z łamaniem przaśnego chleba, wznoszenie kielicha z winem. Na pewno na koniec Jezus razem z uczniami zaśpiewał Hallel, czyli psalmy na cześć Boga… Czasem myślimy sobie, że ta Ostatnia Wieczerza to była taka pożegnalna uczta Jezusa, że On żegna się z uczniami i zostawia im jakąś Pamiątkę, by mieli pocieszenie, gdy Jego już nie będzie. Otóż w żadnym razie ta wieczerza nie była jakąś sentymentalną kolacją pożegnalną! Nie myślmy sobie, że to było takie pełne wzruszeń, smutne spotkanie. Jezus z uczniami sprawował Pesach! To była świąteczna uczta żydowska na cześć Boga! Popatrzmy na te wszystkie ryty Pesach – choćby obrzęd obmycia rąk: kiedy uczniowie spierali się kto ma być największy w Królestwie Niebieskim, Jezus pokazał im obrzęd umycia nóg (błogosławieństwo pokory i uniżenia). Chrystus sprawując tradycyjną Paschę żydowską nadał jej nowy miar! Wszystkim tym znanym ówcześnie

Widzimy więc wspólne tło obu Pasch, wspólne ich korzenie. Jednak - można powiedzieć - Pascha Żydów czeka na wypełnienie w przyjściu Mesjasza (Eliasza), a Pascha chrześcijan już się wypełniła, bo my wierzymy, że Mesjasz przyszedł i był nim Jezus Chrystus. Ważne, by z tego zrozumienia wyciągnąć wniosek, a w zasadzie po tym zrozumieniu zadać sobie jedno pytanie: czy jest szansa, by dokonała się kiedyś moja Pascha?

29

Marcin Celiński


na muzykę

ZOOM 31 - MARZEC 2021

fot. Grzegorz Gil, Szymon Grochowski

Kocham (polski) jazz Od razu zaznaczę – jestem laikiem jeśli chodzi o techniczną stronę muzyki. Nie posiadam fakultetów poświęconych historii muzyki, nie umiem grać na żadnym instrumencie. Jestem natomiast melomanem, muzyka stanowi nieodłączną część mojego życia. Kupowanie krążków długogrających jest dla mnie jak kupowanie chleba. Piszę od serca, o tym co mi w duszy gra. Kocham cały ten jazz, zwłaszcza rodzimy. Kiedy pada to dźwięcznie brzmiące słowo, od razu przychodzą na myśl legendarne już persony. Komeda, Namysłowski, Stańko, Trzaskowski czy Ptaszyn. Giganci. Uwielbiam ich muzykę. Aczkolwiek nie było mnie u zarania dziejów, u stóp Góry Przeznaczenia, kiedy owa muzyka się rodziła, przeżywała rozkwit i najlepszy czas. Z punktu widzenia mojego i następnych pokoleń, trudno w pełni identyfikować się ze zjawiskiem, którego początki w kraju nad Wisłą sięgają dziesięcioleci lat wstecz. Młode pokolenie jazzmanów, choć z szacunkiem patrzy na starych wiarusów, to szuka własnych środków wyrazu, szuka swojej tożsamości – własnego kawałka podłogi. I oto coraz częściej mówi się o nowej fali polskiego jazzu. Dostaję gęsiej skórki, bo mam świadomość, że coś nowego, coś istotnego, coś fascynującego i wreszcie, coś czego sam mogę być częścią, rodzi się właśnie na moich oczach.

30


ZOOM 31 - MARZEC 2021

Z jazzem to w ogóle zabawna historia. Jeśli patrzeć na początki, gdzie i w jakich warunkach się rodził i kształtował, jeśli patrzeć na miejsca w jakich był grany w czasie aktywności swoich tytanów i kamieni milowych, jeśli w końcu patrzeć na to, kto grał i przychodził wówczas na koncerty, to można odnieść wrażenie, że faktycznie wiele się w tej materii pozmieniało. Lata 50. XX wieku. Zadymiony klubik w Nowym Jorku. Przy stolikach ludzie zmęczeni po całym dniu pracy. Przyszli się napić, zapalić papierosa, potańczyć, posłuchać muzyki. Na ciasnej scenie pierwszy, wielki kwintet Milesa Davisa. Artysty, który zamiast kończyć nie wiadomo jakie szkoły, wolał chodzić na koncerty, słuchać innych muzyków i chłonąć każdy dźwięk. Artysty, który tak się składa, zmienił kierunek muzyki na świecie, kilka razy… (Swoją drogą, gdybym miał możliwość przejażdżki wehikułem czasu, to zapewne taki koncert byłby moim pierwszym wyborem). Jeśli sięgnąć jeszcze wcześniej, do korzeni, do Nowego Orleanu, gdzie zwykli ludzie spontanicznie gromadzili się w domach, na podwórkach, w stodołach, żeby poprzez wspólne granie dawać zewnętrzny wyraz temu, co gnieździło się w zakamarkach duszy. Ból, tęsknota, smutek, ale i radość, nadzieja. Dzisiaj, tak jak ze wszystkim, trochę się to pokomplikowało. Doszły szkoły, akademizm, sale kongresowe, prestiżowe festiwale, na które bilety znikają w jeden dzień. Dzisiaj w powszechnej opinii jazz uważany jest troszkę, za muzykę trudną, może niekiedy za lekki snobizm? Na szczęście istota pozostaje nadal taka sama. Muzyka ta ma w sobie coś, co pociąga za sobą rzesze, zarówno twórców jak i słuchaczy. Mnie po prostu wywala z kapci i pozostawia znokautowanego na podłodze. Tak jak pisałem powyżej, nie jestem specjalistą w tej materii. Śmiało mogę jednak pisać o emocjach, o tej nieuchwytnej stronie Muzyki (jak i pozostałych dziedzin sztuki). Wspomniałem o nowej fali polskiego jazzu. Coś jest na rzeczy. Rozmaite dziedziny kultury mają to do siebie, że lubią się przenikać, mieszać, wpływać, inspirować się wzajemnie. Nie jest żadnym wyjątkiem, że dzieje się tak również w obrębie muzyki. Niewątpliwie pionierem w tym zakresie, jeśli idzie o nasze poletko, jest Michał Urbaniak, którego muzyka od lat prezentuje udany mariaż jazzu z hip-hopem. Całkiem możliwe, że zapala się Wam czerwona lampka. Zresztą kiedyś i ja miałem podobnie. Urbaniak w licznych wywiadach podkreślał, że jazz i hip-hop to rodzeni bracia i że taki jest kierunek młodego jazzu. Nie chodzi tu bynajmniej o rapowanie, melodeklamację – czyli to, co przychodzi nam na myśl w pierwszej chwili słysząc o hip-hopie. Mowa tutaj raczej o samym sposobie podejścia do muzyki, o wykorzystaniu pewnych charakterystycznych środków i rozwiązań. To, co się ostatecznie liczy, to nieustanne poszukiwanie. Śmiałe przekraczanie skostniałych granic. Podróżowanie ku niezbadanym terytoriom. Podążanie bez lęku za tym co napędza każdego artystę, za ową tajemną siłą sprawczą, która leży u podstaw każdego

twórczego aktu. Żeby nie być gołosłownym, rzucę kilka przykładów współczesnych poszukiwaczy, dzięki którym można mówić o nowej fali polskiego jazzu. Jako pierwszy przychodzi na myśl wrocławski kolektyw EABS. Zespół, który dzięki swojej płycie „Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)” wydanej z 2017 r. zawierającej reinterpretacje kompozycji genialnego Krzysztofa Komedy Trzcińskiego, zawojował muzyczną scenę i dzisiaj rozpatrywany jest w kategorii gracza, który rozdaje karty. Polecam zarówno ten album jak i następcę, tj. „Slavic Spirits” z 2019 r. z autorskimi kompozycjami, które stanowią próbę (kolejną już) docierania do słowiańskich korzeni. Takie inspiracje i jazz? Temat nie jest wcale nowy, ale rezultat wypada na tyle świeżo, że warto poświęcić mu swój czas. Jeśli już mowa o słowiańskości czy – idąc dalej – polskości, pamiętacie legendarną serię wydawniczą Polish Jazz? Sięga początkami do lat 60. XX wieku. Miała za zadanie promować odkrywcze nagrania polskiej sceny jazzowej, ówczesnych poszukiwaczy. (Nazwa trochę zgodna z ówczesną linią jedynej i słusznej partii, która nie lubiła raczej iść w stronę tego co amerykańskie, a tak z całą pewnością kojarzył się jazz. Za to polski? Nawiązujący do tego co nasze? Tak jak „Kujaviak goes funky” od Namysłowskiego czy „Bandoska in blue” od Trzaskowskiego. To już akceptowalne. No cóż, takie czasy. Na szczęście to tylko sprytna fasada. Jazz nadal pozostawał językiem rebelii.) Niedawno seria Polish Jazz została reaktywowana i oprócz ładnie wydanych reedycji klasycznych albumów, wznowiono pierwotną ideę. W ramach Polish Jazz w 2018 r. ukazał się album Piotra Wyleżoła „Human Things”. Wspominam o nim, bo może wydać się znajomy bywalcom Sokołowskiego Ośrodka Kultury. I słusznie. Muzyk wraz z zespołem w 2017 r. pod szyldem Jazz z Wami, dał świetny koncert w naszej Galerii DOM. (Jak ja poszedłbym na koncert!) To tyle z lokalnych akcentów. Bardziej jednak chciałem polecić innego, młodego muzyka, a mianowicie Kubę Więcka. W 2017 r. ukazała się debiutancka płyta saksofonisty pt. „Another Raindrop”. Był to pierwszy od 28 lat debiut w serii Polish Jazz, zarazem najmłodszy w jej historii (Kuba miał wówczas 23 lata). Proszę mieć na oku (czy raczej na uchu) tego artystę oraz jego twórczość. Niczym Okrasa łamie muzyczne przepisy, wprowadza powiew świeżości i jestem pewien, że będzie o nim coraz głośniej. Długo można jeszcze się rozwodzić nad tym, co dzieje się w polskim jazzie. Scena prężnie się rozwija i zaskakuje kolejnymi wydawnictwami. Zainteresowanych odsyłam do niezawodnego periodyku „Jazz Forum”. Tymczasem sam zaraz zgaszę światło (a jakże!) i pozwolę przeniknąć się dźwiękom muzyki improwizowanej. 3...2…1… Let’s Jam!

31

Paweł Pernat


ZOOM 31 - MARZEC 2021

32

Profile for Sokołowski Ośrodek Kultury

ZOOM nr 31 2021  

ZOOM nr 31 2021  

Advertisement

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded