Page 1

ZnikajÄ…cy herb Krakowa


Redaktor naczelna: Aleksandra Czyż Z-cy redaktor naczelnej: Patrycja Grempka, Katarzyna Mazurek Skład i łamanie: Karolina Trybek Korekta: Katarzyna Walczyk, Jan Jakub Grabowski, Szymon Grygiel, Szymon Orzoł oraz Koło Naukowe Edytorów UJ w składzie: Weronika Babska, Ewa Dryjka, Aleksandra Dziubdziela Przewodnicząca zespołu: Aleksandra Drewniak Opieka naukowa pisma: dr hab. Jakub Polit Projekt okładki: dr hab. Barbara Widłak Okładka: Herb Krakowa przyjęty przez Radę Miasta w 2002 r.; warianty uproszczonej wersji herbu z 2002 roku, opracowanie 2016 r. Kraków 2018

Drodzy Czytelnicy, wraz z nastaniem nowego roku akademickiego prezentujemy kolejny numer czasopisma „Societas Historicorum”. Okładka nie pozostawia wątpliwości, że znajdą w nim coś dla siebie miłośnicy nauk pomocniczych historii. Przeprowadziliśmy rozmowę z prof. Zenonem Piechem, w której poruszona została szczególnie aktualna kwestia herbu i logo Krakowa. Polecamy również tekst o legendzie herbu Nałęcz autorstwa Katarzyny Mazurek. Wiele miejsca poświęciliśmy dwóm kobietom z najwyższych sfer – Marii Tudor i Elżbiecie Bawarskiej. Ich życiu i relacjom małżeńskim przyjrzały się Katarzyna Walczyk oraz Patrycja Grempka. Dzięki artykułowi Kingi Tyras można natomiast dowiedzieć się czegoś o tatuażach rozpowszechnionych wśród bałkańskich chrześcijanek w XIX wieku. Z kolei Jan Jakub Grabowski w tekście poświęconym losom szczątków polskiego króla opisał „życie po śmierci” Stanisława Augusta Poniatowskiego. Dzięki pracy Agaty Kwiatek można również zapoznać się z postaciami kluczowymi dla rozwoju myśli anarchistycznej – Michałem Bakuninem oraz Piotrem Kropotkinem. Czasami najnowszymi zajął się Piotr Matura, który pisze o praktyce politycznej Władimira Putina na początku XXI wieku. Zachęcamy też do zapoznania się z recenzją książki Barbary Szackiej Czas przeszły, pamięć, mit oraz z krótkim poradnikiem dotyczącym nauki łaciny. Wszystkim czytelnikom życzymy owocnego roku akademickiego oraz miłych chwil podczas lektury „Societasa”.

– Redakcja


Znikający herb K rakowa • Wywiad •

Profesor Zenon Piech – kierownik Zakładu Nauk Pomocniczych Historii Instytutu Historii UJ – jest współautorem herbu województwa małopolskiego, herbów wielu powiatów, miast i gmin. Prace prowadzi wraz z dr. hab. Wojciechem Drelicharzem i dr hab. Barbarą Widłak z ASP Kraków. W rozmowie z nim poruszyłyśmy m.in. aktualny ostatnio temat konfliktu pomiędzy logo a herbem miasta Krakowa. Wywiad przeprowadziły i opracowały: Patrycja Grempka, Katarzyna Mazurek i Aleksandra Czyż. Societas Historicorum: W 2002 roku Rada Miasta zatwierdziła zespół znaków Krakowa, w skład którego wchodzą herb, pieczęć, chorągiew, flaga oraz barwy miasta. Pan Profesor jest ich współautorem. Jak przebiegały prace nad opracowaniem tego zespołu znaków? Profesor Zenon Piech: Prace nad opracowaniem, a raczej korektą, znaków miasta Krakowa były częścią szerszego programu badawczego, czyli współczesnej heraldyki samorządowej. W 2001 roku odbywała się prezentacja materiałów I Krakowskiego Kolokwium Heraldycznego zatytułowanego Heraldyka samorządowa i jej problemy. W jej ramach odbyła się konferencja prasowa, w czasie której zwróciłem uwagę dziennikarzom, że herb Krakowa zawiera szereg błędów, jest niedopracowany i należałoby go skorygować. Udało mi się zainteresować media, przede wszystkim „Gazetę Wyborczą” i „Dziennik Polski”, i zaczęliśmy tworzyć atmosferę sprzyjającą korekcie znaków miasta. Moja propozycja była uzasadniona tym, że już w okresie międzywojennym prowadzono prace zmierzające do korekty herbu i uzyskania jego urzędowego zatwierdzenia, ale nie udało się zakończyć tych prac przed wybuchem wojny. Po wojnie do spraw heraldycznych nie przywiązywano wielkiej wagi, więc to, co rozpoczęto przed wojną, nie zostało zakończone. Zaproponowałem więc „postawić kropkę nad i” i sprawę dokończyć. W okresie międzywojennym przygotowano studium opracowane przez prof. Mariana Friedberga, w którym znalazły się dwa projekty przyszłego, na nowo opracowanego, herbu miasta Krakowa w oparciu o materiał

historyczny, ale były one niedopracowane projektowo. Przede wszystkim dotyczyło to orła umieszczonego w bramie. Marian Friedberg wręcz podkreślał, że to jest „schemat”, czyli taki wzór, który musi być dopracowany. Zaproponowałem, żeby te elementy zostały opracowane na nowo. Oczywiście w 2002 roku była to kwestia opracowania także innych znaków miasta: pieczęci, chorągwi, flagi i barw. Prace podjął trzyosobowy zespół, o którym była mowa na początku wywiadu. W 2005 roku opracowaliśmy także łańcuch przewodniczącego Rady Miasta Krakowa. SH: Szczególnie interesuje nas znak najczęściej używany – herb miasta, który został oparty na projekcie prof. Mariana Friedberga z 1937 roku. Co zostało w nim zmienione lub poprawione? Z.P.: Korekty na pierwszy rzut oka nie były duże i to był warunek naszej pracy, dlatego że w świadomości Krakowian herb był już bardzo utrwalony i kiedy zaproponowaliśmy korektę, spotkało się to na początku z pewnym oporem. Siła tradycji jest bardzo mocna, więc należało postępować ostrożnie. Mieliśmy szacunek do pracy Mariana Friedberga, a jednak patrząc na te projekty okiem historycznym, heraldycznym i plastycznym, widzieliśmy detale, które powinny zostać zmienione, dopracowane. Zasadnicza zmiana to opracowanie orła w bramie. Ten z projektu Friedberga to orzeł państwowy z 1927 roku i profesor wyraźnie pisze, że to jest pewien „schemat”, który musi być dopracowany. Drugi element to korona wieńcząca tarczę 3


nr 77 jesień 2018

herbową. Dla miasta koronacyjnego, jakim był Kraków, dawnej stolicy Królestwa Polskiego, zaproponowaliśmy wyobrażenie korony koronacyjnej królów polskich, która wraz z pozostałymi insygniami została zniszczona przez Prusaków na początku XIX wieku. Ponieważ zachowały się przekazy ikonograficzne, można było ją zrekonstruować. Staliśmy na stanowisku, że w herbie Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa powinna się znaleźć korona przechowywana tu przez stulecia w  krakowskim skarbcu koronnym. Oprócz tego dopracowano proporcje tarczy herbowej, wyszlachetniono proporcje i sylwetkę murów oraz bramy miejskiej, czyli wszystko to, co musi zrobi projektant, dostosowując herb do współczesnych wymogów. Powstał herb, który spełniał wymogi stawiane przez współczesne prawo, heraldykę i tradycję. Należy podkreślić szczególny wkład Barbary Widłak w to dzieło. Piękno herbu Krakowa jest przede wszystkim dziełem jej projektowego talentu. Znaki miasta Krakowa uzyskały pozytywną opinię Komisji Heraldycznej i zostały przyjęte przez Radę Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa 9 października 2002 roku. Dokładnie w sześćdziesiąt pięć lat po publikacji Mariana Friedberga. SH: W 1997 roku ogłoszono konkurs na logo miasta, który wygrała Dorota Kozak z grafiką przedstawiającą uproszczony schemat Rynku i odchodzących od niego ulic z lotu ptaka. Jaki był cel stworzenia logo? Potrzeby praktyczne czy jedynie chęć pokazania nowoczesności miasta? Z.P.: Prawdę powiedziawszy, nie potrafię wyjaśnić tajemnicy, tkwiącej w  głowach urzędników, którzy postanowili ogłosić konkurs na logo miasta. Na pewno wiąże się z pewną ogólną tendencją, która dotyczy nie tylko Krakowa, ale także innych miast i samorządów, czyli szukania jakiegoś innego znaku prócz herbu. Jest to droga niebezpieczna, wręcz prowadząca donikąd, dlatego że podstawowa zasada komunikacji wizualnej wymaga, by jeden podmiot używał jednego znaku. Taka komunikacja jest czytelna. Jeśli pojawiają się dwa znaki, konkurują ze sobą, zaczyna się „szum informacyjny”. Zwłaszcza że Kraków posiada herb o długiej tradycji historycznej sięgającej trzeciej ćwierci XIV wieku, mocno zakorzeniony w świadomości mieszkańców. 4

Średniowieczna pieczęć radziecka Krakowa z trójwieżową budowlą, która stała się wzorem dla herbu miasta

Trzeba więc wykorzystywać herb, a nie tworzyć nowy znak, zwłaszcza że logo, mające zaledwie dwadzieścia lat, było już kilkakrotnie zmieniane. Drugą ważną zasadą komunikacji wizualnej jest to, że znak jest niezmienny, przyzwyczajamy się do niego, dzięki temu od stuleci utrwala się w społecznej świadomości. Na pewno tutaj zaważyła też pseudonowoczesność – herb jest znakiem historycznym, a urzędnicy chcą być „nowocześni”, odciąć się od historii. Wszędzie tam, gdzie stosowane jest logo, może być zastosowany herb, zwłaszcza że istnieje jego nowoczesne opracowanie projektowe. SH: Jakie są walory herbu, których nie posiada logo? Z.P.: Logo moim zdaniem nie posiada żadnych walorów. Herb ma po pierwsze istotny walor, jakim jest ciągłość. Jest to znak bardzo mocno utrwalony w  świadomości mieszkańców. Jest znakiem bardzo dobrze rozpoznawalnym. Jeśli w tej chwili pokaże się Krakowianom logo i herb, niewątpliwie herb będzie się kojarzył jako znak miasta, z identyfikacją logo, jeśli nie towarzyszy mu napis „Kraków”, będzie problem. Druga sprawa to dbałość władz miasta i jego mieszkańców o dziedzictwo historyczne i kulturowe. W herbie zapisane są bardzo ważne informacje o historii i specyfice miasta. W przypadku herbu Krakowa jest to informacja, że to miasto stołeczne,


Societas Historicorum

królewskie, świadczy o tym orzeł w bramie, który pojawia się dopiero w ostatnim ćwierćwieczu wieku XVI. Herb Krakowa rozwijał się ewolucyjnie. Kiedy Kraków przeżywa apogeum, ale i pierwsze znamiona kryzysu, pojawia się orzeł i królewska korona zamknięta, wieńcząca herb, co jest bardzo rzadkie w herbach innych miast. W końcu XVI wieku zostaje wprowadzona pieczęć z napisem Sigillum Cracoviae Metropolis Regni Poloniae – „Pieczęć Krakowa Stolicy Królestwa Polskiego”. Do dnia dzisiejszego podkreśla się tę stołeczność, gdyż oficjalna nazwa brzmi „Stołeczne Królewskie Miasto Kraków”. Jeśli zestawimy tę nazwę z herbem, to widzimy jak stołeczność i królewskość jest wyrażona przez orła i koronę. Walory herbu polegają na tym, że jest on zapisem tradycji, tożsamości i ciągłości miasta. Trzeba przypomnieć, że tradycja herbu Krakowa to wiek XIV, pierwsza wzmianka pochodzi z kroniki Janka z Czarnkowa. Kronikarz informuje, że kiedy Ludwik Węgierski przyjeżdża do Krakowa jako przyszły król (1370), mieszczanie witają go z chorągwią, na której widnieje herb miasta i klucze. Jeśli mieszczanie pojawili się na powitaniu Ludwika Węgierskiego z chorągwią z herbem, to znaczy, że herb już istniał, a więc musiał mieć początki sięgające panowania Kazimierza Wielkiego. To by się zgadzało z innymi danymi historycznymi, gdyż budowano wtedy system znaków odrodzonego Królestwa Polskiego. Herb stolicy był jednym z nich. A teraz odrzucamy herb o tradycji sięgającej czasów tego wielkiego króla! Ważne jest też, że herb Krakowa towarzyszył miastu i jego mieszkańcom przez stulecia i ślady jego obecności są czytelne do dnia dzisiejszego, chociażby na budynku ratusza, w kościele Mariackim, w Sukiennicach, na różnych budowlach zwłaszcza XIX-wiecznych, na przykład na obecnym budynku Magistratu. Ale przede wszystkim znajdujemy go na różnych zabytkach archiwalnych – pieczęciach, księgach miejskich, niektórych dokumentach, ilustracjach przedstawiających widoki Krakowa. Krótko mówiąc, herb używany obecnie opiera się na ogromnej bazie kulturowej, która jest zakorzeniona w świadomości mieszkańców Krakowa. Jest to wartość, którą musimy utrzymywać i wciąż pielęgnować. Wprowadzenie logo, zwłaszcza w takim wymiarze, jaki widzimy obecnie, całkowicie przerywa ponad sześćsetletnią historię herbu i tworzy znak, który kreuje nową rzeczywistość.

Herb Krakowa z Księgi zmarłych bractwa kościoła Mariackiego w Krakowie, początek XVI wieku

SH: Pomimo tych zalet herbu, widzimy postępującą ekspansję logo, które pojawia się na plakatach reklamujących wydarzenia kulturalne pod patronatem prezydenta czy na oficjalnych wizytówkach. Jak odnosi się do tego prawo? Z.P.: Zacznijmy od tego, jak to się stało, że logo tak ekspansywnie weszło do przestrzeni miejskiej Krakowa. Otóż na początku marca ubiegłego roku media poinformowały, że został wprowadzony do użytku System Identyfikacji Wizualnej miasta. To jest pewien system, który wybiera znak wiodący dla danego podmiotu i jest używany jako jego identyfikacja. Przygotowania do wprowadzenia tego systemu przebiegały trzytorowo. Przygotowywano równolegle dwa znaki: herb w uproszczonym opracowaniu projektowym oraz logo. Zastanawiano się, jak ułożyć relacje między nimi, przy czym herb miał być znakiem wiodącym, a dla logo poszukiwano drugoplanowych sfer zastosowania. Przygotowano więc także warianty wspólnych zastosowań tych znaków. I to była ta trzecia droga. W pewnym zakresie uczestniczyłem w pracach przygotowawczych, gdyż zostałem zaproszony jako ekspert na jedno ze spotkań do Działu Promocji i Turystyki Miasta Krakowa, gdzie przedstawiłem wagę 5


nr 77 jesień 2018

Pieczęć z herbem Krakowa, koniec XVI wieku, tarcza zwieńczona koroną zamkniętą, w bramie nie ma jeszcze Orła

W pełni ukształtowany herb Krakowa, na pieczęci sporządzonej w 1661 roku

herbu jako znaku wiodącego, ale zauważyłem, że tam są co do tego pewne wątpliwości. Jak urzędnicy to tłumaczyli? Kraków jest miastem nowoczesnym i powinien stworzyć nowy znak, który będzie to miasto promował. Próbowałem wytłumaczyć, że znak o tradycji historycznej absolutnie nie jest przeszkodą, wręcz przeciwnie – może bardzo dobrze miasto promować, łącząc tradycję ze współczesnością, zwłaszcza jeśli to będzie nowo opracowany wzorzec plastyczny, wykonany zgodnie ze współczesnymi wymogami projektowymi. Barbara Widłak na podstawie herbu z 2002 roku opracowała herb miasta w nowoczesnej uproszczonej stylizacji plastycznej, w dwubarwnych biało-niebieskich realizacjach, który mógł być umieszczany wszędzie tam, gdzie obecnie występuje logo. Decyzja o tym, że zostaje wprowadzone logo była jednostronną decyzją urzędniczą, z tego co się orientuję, nowej wówczas dyrektor Wydziału Promocji i Turystyki Elżbiety Kantor. To była chyba jednoosobowa decyzja, która ma niewyobrażalne skutki, dlatego że zostaje zrujnowana 650-letnia tradycja herbu miejskiego. Starałem się tym działaniom zapobiegać. Tu pojawia się ciekawa historia pewnych manipulacji i zaniedbań urzędniczych, które doprowadziły do stanu obecnego. Widząc, że sprawy idą w złym kierunku, napisałem obszerne pismo

do wiceprezydenta Krakowa Andrzeja Kuliga, który nadzorował sprawy znaków miasta, i do ówczesnego dyrektora Wydziału Promocji i Turystyki Rafała Perłowskiego, informując o tradycji herbu, że została przygotowana nowoczesna stylizacja plastyczna herbu i nie można iść drogą rezygnacji z herbu na rzecz logo. Jaka była reakcja? W ogóle nie odpowiedziano na te pisma, chociaż na pismo obywatela skierowane do urzędu musi być w trybie administracyjnym udzielona odpowiedź. Całkowicie to przemilczano i zrobiono swoje. Tak się to robi w Krakowie. Kiedy jednak stwierdziłem, że logo całkowicie wypiera herb z przestrzeni miejskiej, podjąłem następne działania. W „Gazecie Krakowskiej” opublikowałem artykuł Oddajcie mieszkańcom herb Krakowa (19 stycznia 2018). Jednocześnie napisałem obszerny list-memoriał do prezydenta miasta Jacka Majchrowskiego, przewodniczącego Rady Miasta, do przewodniczących wszystkich klubów radnych oraz do przewodniczącej Komisji Kultury i  Ochrony Zabytków. Wyjaśniałem, co dzieje się z herbem, że to niebezpieczna sytuacja i że należy jej przeciwdziałać. Tym razem prezydent odpowiedział na moje pismo, a Komisja Kultury zaprosiła mnie na posiedzenie, z propozycją wygłoszenia krótkiego wykładu. Przewodniczący klubów radnych nie zareagowali. W tym samym czasie dziennikarz

6


Societas Historicorum

„Gazety Krakowskiej” Piotr Ogórek zwrócił się z podobnym zapytaniem do dyrektor Wydziału Promocji Elżbiety Kantor i uzyskał od niej odpowiedź. Porównując list Prezydenta i pani Elżbiety Kantor, stwierdziłem, że napisała go ta sama osoba… Elżbieta Kantor. Moje pismo Prezydent Majchrowski określił jako „skargę”. Tak więc na „skargę” odpowiedziała „oskarżona”. Obydwa listy w warstwie merytorycznej zawierają urzędniczą nowomowę. Z jednobrzmiących odpowiedzi Prezydenta i pani Elżbiety Kantor wynika, że władze miasta odnoszą się do herbu z ogromnym szacunkiem, „to symbol lokalnej tradycji, prestiżu i wyjątkowości, a jego użycie to przejaw władztwa administracyjnego Gminy Miejskiej Kraków”. Tak brzmi oficjalne stanowisko, ale wystarczy przejść się po mieście, by stwierdzić, że to nieprawda. Logo jest wszędzie, herb we współczesnej przestrzeni miejskiej nie występuje. Kto nie wierzy, niech zrobi spacer po Krakowie, przyjrzy się plakatom, banerom, ulotkom i ogłoszeniom miejskim. Wszędzie logo! Najgorsze jest to, że złamano prawo. W przypadku stanowienia znaków samorządowych, obowiązuje określona procedura prawna, której w Krakowie nie dotrzymano. Została ona wprowadzona w ramach reformy samorządowej z 1 stycznia 1999 roku. Wtedy też zostały stworzone przepisy regulujące wprowadzanie znaków samorządowych na poziomie wojewódzkim, powiatowym, gminnym i miejskim. Zadbano o to, by nie działo się to w sposób zupełnie dowolny, jak w przypadku logo Krakowa. Jednostka podejmująca decyzję w sprawie projektu znaków, kieruje je do Komisji Heraldycznej, która musi wyrazić pozytywną opinię i dopiero wtedy znaki zostają zatwierdzane przez Ministra Spraw Wewnętrznych. I tak było w przypadku znaków Krakowa z 2002 roku – są one znakami obowiązującymi urzędowo. W obecnych pracach nad heraldyką samorządową wrócono do praktyki międzywojennej, gdy zezwolono miastom na używanie herbów pod warunkiem, że zostaną one opracowane zgodnie z wymogami historycznymi w Wydziale Archiwów w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego i zostaną zatwierdzone przez Ministra Spraw Wewnętrznych. Herb Krakowa w okresie międzywojennym „szedł już tą drogą”. Zostały przygotowane stosowne materiały, prawdopodobnie z powodu wojny nie

Logo Krakowa

doprowadzono sprawy do końca, ale 104 miasta w  okresie międzywojennym dostały zatwierdzenie ministerialne. To, co się dzieje obecnie w zakresie heraldyki samorządowej, jest kontynuacją tej tradycji. I nagle logo staje się głównym znakiem miasta Krakowa. Powszechność jego używania, miejsca występowania, świadczą o tym, że został stworzony jeszcze jeden znak miasta. Jeśli urzędnicy chcą wprowadzić taki dodatkowy znak, musi być on zatwierdzony prawnie. Tego nie wykonano, logo nie było prezentowane i „głosowane” na posiedzeniu Rady Miasta Krakowa. W związku z tym zastosowano bardzo „sprytny” wybieg. Urzędnicy tłumaczą, że to nie znak miasta, a znak towarowy. Otóż nie jest to znak towarowy, bo miasto nie jest towarem! Definicja znaku towarowego brzmi zupełnie inaczej. W rzeczywistości to znak, który przejmuje zastosowania pierwotnie należące do herbu. I gdyby prawo było przestrzegane, to wojewoda w ramach nadzoru prawnego powinien tę decyzję uchylić. Jednak prawdę mówiąc, tu nie zapadła żadna decyzja,jest tylko pewna praktyka, wspierająca się na Zarządzeniu Prezydenta Miasta Krakowa w sprawie wprowadzenia znaków graficznych Krakowa. Został wprowadzony znak, który jest wszechobecny w przestrzeni miejskiej. Jeśli to potrwa kilka lat, herb całkowicie zniknie ze świadomości mieszkańców. SH: Pomysłodawcy logo argumentowali, że będzie ono używane do oznakowania miejsc mniej „szlachetnych” – koszy na śmieci czy rusztowań. Czy uważa Pan Profesor, że taki podział zadań między herbem a logo byłby akceptowalny? Z.P.: Generalnie stoję na stanowisku, że powinien być jeden znak – herb. Ale załóżmy, że istnieją dwa znaki, to rzeczywiście – umieszczenie logo na koszach czy popielniczkach jest dopuszczalne, tu można używać tego znaku, by identyfikował miasto. Jednak stało się odwrotnie. W tej chwili herb Krakowa jest na studzienkach ściekowych, 7


Herb Krakowa według projektu Mariana Friedberga, 1937 rok


Societas Historicorum

a nie jest to miejsce szacowne, a logo jest umieszczane na wszelkiego rodzaju plakatach i materiałach promocyjnych imprez pod patronatem prezydenta. Prezydent powinien być dysponentem i strażnikiem znaku miasta Krakowa, podobnie jak rada miejska, dlatego że tradycyjnie pieczęcie i herb należały do gestii burmistrza i rady miejskiej – jest na to dowód w postaci XVI-wiecznego sygnetu burmistrza, na którym jest umieszczony herb miasta Krakowa. Muszę powiedzieć, że w niektórych przypadkach logo jest umieszczane na materiałach promocyjnych w sposób urągający zasadom szacunku historycznego. W 2017 roku obchodziliśmy Rok Wyspiańskiego. Stanisław Wyspiański – miłośnik i znawca dziejów Krakowa, jeden z założycieli Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, radny miejski, malarz i pisarz tak mocno zanurzony w Krakowie. Materiały wydane w związku z Rokiem Wyspiańskiego były opatrzone logo. Obchodzimy rocznicę stulecia odzyskania Niepodległości. Na Plantach prezentowana jest wystawa plenerowa Kraków dla Niepodległości, na wielu tablicach są odwołania do patriotyzmu, tradycji, walk narodowowyzwoleńczych i… herbu Krakowa, a na każdej z nich widnieje jako znak miasta logo. Na jednej z tablic jest chorągiew miasta Krakowa z czasów kościuszkowskich, z orłem i herbem Krakowa na piersi, a na tablicy jest logo; na innej Krzyż Wyzwolenia Krakowa z herbem i…. logo. To jakieś szaleństwo! Również w Krakowie powinna obowiązywać fundamentalna kultura komunikacyjna. Jeśli mówimy o sprawach historii, tradycji, tożsamości, pokazujemy je, nie można zapominać o herbie, w którym się te treści zawierają. Przecież orzeł w herbie Krakowa podkreślał jego stołeczność, związek z państwem, obecność króla, w czasach zaborów przypominał, że jest to „matecznik polski” i nie można z tego rezygnować. Przychodzą młode pokolenia, ludzie, którzy mają mniejszą wiedzę o historii, i jeśli samo miasto nie dba o swoją historię, tożsamość, kulturę, to następuje w głowach, zwłaszcza młodych, zamieszanie. To wielkie zaniedbanie. SH: Z wypowiedzi Pana Profesora wynika, że pojawił się pewien konflikt między nowoczesnością a tradycją. Poprzez eliminowanie herbu z przestrzeni miejskiej Kraków wyklucza się z elitarnego grona wielowiekowych

Łańcuch Przewodniczącego Rady Miasta Krakowa, 2010 rok

miast europejskich. Czy władze miejskie to zauważają? Z.P.: Władze miejskie tego absolutnie nie zauważają i to jest wielkie nieszczęście. Przy budowie tzw. marki miasta stawia się na pseudonowoczesność, a zapomina o tradycji. Jak twierdzi p. Kantor: „Marka miasta ma stanowić silne wsparcie w realizacji założeń i celów komunikacyjnych”. A ja zapytuję: dlaczego logo może służyć tym celom, a  herb nie? Chcę mocno podkreślić, że jestem historykiem, który doskonale rozumie nowoczesność i wie, że nie możemy się zatrzymać w przeszłości. Jednak na pewno w sposób mądry i wyważony można pogodzić tradycję z nowoczesnością. Kraków jest miastem historycznym, turystycznym, to jest jego „marka”. Turyści przyjeżdżają przede wszystkim po to, żeby zobaczyć zabytki, poznać historię i kulturę Krakowa. Jeśli chcemy tę tradycję w jakiś sposób promować, to odpowiednim do tego znakiem jest herb. Rezygnacja z herbu jest rzeczywiście wykluczeniem. Herb zbudowany według określonych zasad właściwych europejskiej heraldyce, umieszczony na tarczy, każdemu Europejczykowi kojarzy się z tradycją miejską. Berlin, Paryż, Londyn, Madryt, Rzym – wszystkie te miasta mają herby. Przygotowując „walkę” o herb, sprawdziłem, jak wygląda kwestia obecności herbów w tych miastach – otóż są one znakami wiodącymi. Natomiast w Krakowie postępuje proces destrukcji i nieświadomego (a może samoświadomego?), wykluczania się z elitarnego klubu dawnych miast. Musimy sobie uświadomić, że Kraków jest jednym z najważniejszych miast europejskich pod względem historii, zabytków, tradycji i kultury. W związku 9


nr 77 jesień 2018

z tym trzeba tę tradycję i europejskość podkreślać różnymi środkami. SH: Przy okazji publikacji artykułu Pana Profesora „Gazeta Krakowska” przeprowadziła sondę, w której aż 82% czytelników wypowiedziało się za pierwszoplanową rolą herbu. Czy uważa Pan Profesor, że odzwierciedla to stosunek mieszkańców do logo? Z.P.: Na pewno jest to odzwierciedlenie stosunku mieszkańców i do logo, i do herbu. Jestem przekonany, że przytłaczająca większość z nich potwierdza, że wyrosła w tradycji herbu, jest on mocno zakorzeniony w pamięci miejskiej i  mentalności. Jestem przekonany, że gdyby ogłoszono referendum w sprawie logo i herbu, wygrałby bezapelacyjnie herb. Zainteresowanie herbem jest duże. Artykuł z „Gazety Krakowskiej” zamieszczony na stronie internetowej „Sigillum Authenticum”, prowadzonej przez mojego ucznia mgr. Artura Wójcika, odnotował 18 tysięcy wejść. Dla mnie porażające jest to, że mocne argumenty przemawiające za herbem natrafiają na tak ogromny opór urzędników wspieranych przez władze miasta. Dlaczego na plakatach dotyczących rocznicy niepodległości, znakach umieszczonych na bibliotekach miejskich nie miałby występować herb? Muzeum Historyczne Miasta Krakowa wszystkie plakaty, ulotki i publikacje sygnuje logo, nie herbem, a przecież w nazwie nosi ono przymiotnik „historyczne”. Nawet na plakacie zapraszającym na Dni Otwarte Magistratu umieszczono logo. Jest to kompletny brak kultury historycznej i komunikacyjnej. Tylko w przypadku imprez, na których nie godzi się używać herbu, można by zastąpić logo. Ale czy miasto powinno w ogóle wspierać takie imprezy? Dlaczego ważne imprezy kulturalne, naukowe, sportowe, ogólnopolskie i międzynarodowe, nie mogłyby być opatrzone herbem? To tylko kwestia przemyślenia strategii komunikacyjnej i podstawowej decyzji – wybieramy herb jako znak promujący miasto, a jeśli potrzebujemy znaku nowoczesnego, przystosowanego do współczesnej komunikacji, to staramy się o jego nowoczesne opracowanie projektowe. Takie opracowanie cały czas jest do dyspozycji. Jeśli zostanie podjęta decyzja, że to ten herb jest znakiem miasta w ramach Systemu Identyfikacji Wizualnej, zostanie zachowana i nowoczesność, 10

Herb województwa małopolskiego, 1999 rok

i tradycja. Proszę sobie wyobrazić, że w ramach tego systemu zamiast logo wprowadzono by herb w nowoczesnym opracowaniu projektowym Barbary Widłak, łączyłoby to tradycję z nowoczesnością. Jedna decyzja urzędnicza zrujnowała kilkusetletnią tradycję i nie wiadomo, kiedy się uda to zmienić. Trzeba nowych ludzi, by cofnąć wiele decyzji i przestawić całą sprawę na właściwe tory. SH: Warto zauważyć, że konflikt między logo a herbem pojawił się również na poziomie wojewódzkim, kiedy w 2000 roku w wyniku konkursu utworzono logo województwa małopolskiego, składające się z nazwy „Małopolska” i piktogramu, który według oficjalnej strony ma nawiązywać do „charakterystycznych wyróżników regionu: szczytów górskich, wież kościołów oraz aspiracji mieszkańców”. Czym można tłumaczyć tak usilne pozbywanie się historycznych znaków z przestrzeni miejskiej? Z.P.: Tłumaczyłbym to ojkofobią – uciekaniem od tradycji, niechęcią do niej, nieraz wręcz nienawiścią. Proszę zwrócić uwagę na konsekwencję tych działań zarówno w mieście, jak i województwie. Województwo małopolskie, czyli historyczne województwo krakowskie, ma bardzo


Societas Historicorum

Logo województwa małopolskiego.

piękny herb używany od XIV wieku – orła, który w czasach Kazimierza Wielkiego był herbem króla i Królestwa Polskiego oraz stołecznego województwa krakowskiego. Proszę zwrócić uwagę na konsekwencję używania orła w herbie województwa oraz Krakowa, co oznaczało ich stołeczność. Kiedy w 1999 roku na mocy reformy samorządowej, pojawiła się propozycja opracowania herbu województwa małopolskiego, przygotowaliśmy herb osadzony w tradycji historycznej, z orłem, który był herbem ziemskim dawnego województwa krakowskiego. Dla odróżnienia od herbu państwowego przyjęliśmy inną stylizację, orła XVI-wiecznego. Tu pewna „ciekawostka”. Opracowaliśmy dwa warianty herbu do wyboru. Z orłem renesansowym oraz gotyckim z czasów Kazimierza Wielkiego. Radni sejmiku wybrali orła renesansowego. Również w przypadku herbu województwa można zastanowić się, czy nie opracować nowoczesnego wariantu do współczesnych zastosowań komunikacyjnych, ale można też używać orła w wersji podstawowej, zwłaszcza że jest to znak prosty. Warto zwrócić uwagę na postępującą destrukcję w tym zakresie, nie tylko na szczeblach samorządów. Wiele ministerstw, które są przecież agendami rządowymi, nie używa herbu, tylko logo, a wydaje się, że na tym poziomie powinno się o to szczególnie dbać. Senat posiada własny herb, orła z czasów zygmuntowskich z monogramem S, historycznie oznaczającym Zygmunta Starego. Tutaj też są pewne zaniedbania środowiska historycznego, bo gdyby było ono dobrze zorganizowane i konsekwentne, to wpłynęłoby skutecznie na rezydenta czy premiera, zwłaszcza że premier jest nie tylko bankowcem, ale także historykiem, a prezydent – prawnikiem. Działają za to bardzo mocno i sprawnie firmy projektowe, ale one mają motywację finansową, są więc bardziej skuteczne, bo historycy często pracują pro publico bono, natomiast firmy proponują rozwiązania i żądają zapłaty, a ceny takich prac projektowych są bardzo wysokie. Jest o co walczyć. Firmy projektowe

nie posiadają wiedzy historycznej, heraldycznej, nie chcą się stosować do zasad budowy tych znaków i w związku z tym proponują coś „nowoczesnego”. A przecież herb może łączyć tradycję i nowoczesność, o czym świadczy projekt herbu Krakowa opracowany w 2016 roku przez Barbarę Widłak. Odrzucony przez władze miasta otrzymał główną nagrodę w prestiżowym konkursie Polish Graphic Design Awards (2017). SH: Wspomniał Pan Profesor o kwestii zmiany nazwy województwa krakowskiego w wyniku reformy z 1999 roku, co przyniosło utożsamienie w powszechnej świadomości Małopolski z województwem małopolskim. Czy sądzi Pan Profesor, że można jeszcze odwrócić ten proces? Z.P.: Jestem życiowym optymistą, ale w tym wypadku muszę wyrazić pogląd pesymistyczny – to byłoby możliwe tylko przy kolejnej reformie administracyjnej i dużej determinacji środowiska, które chciałoby do tej nazwy powrócić. Chcę zwrócić uwagę na to, że nazwy są elementem dziedzictwa kulturowego, a często się o tym zapomina. Nazwy „palatinatus cracoviensis” „ziemia krakowska”, „województwo krakowskie”, to tradycja, która sięga XIV wieku. Przez stulecia niepodległej Rzeczypospolitej i w czasach zaborów, a także w XX wieku ta nazwa nie była zmieniana; nawet Niemcy w czasie okupacji jej nie zmienili, tworząc dystrykt krakowski. Po II wojnie też było województwo krakowskie, aż do 1999 roku. Przypuszczam, jaka mogła być motywacja tej zmiany. Województwo, które obecnie nosi nazwę małopolskiego, powstało na obszarze trzech województw z czasów reformy z 1975 roku: krakowskiego, tarnowskiego i nowosądeckiego. Zaistniała potrzeba pogodzenia tych podmiotów, bez dominacji Krakowa, więc stworzono nazwę „neutralną” – nie krakowskie, lecz małopolskie. Ale przecież Małopolska znaczyła coś więcej, czyli region historyczny, który tworzyły dawne województwa krakowskie, sandomierskie i lubelskie. Okazuje się, że wiedza o  geografii historycznej jest naprawdę marna i dla partykularnych celów usunięto nazwę z kilkusetletnią tradycją. Z rozmów ze studentami wynika, że dla nich Małopolska to obecne województwo. Po dwudziestu latach 11


nr 77 jesień 2018

obowiązywania nowej nazwy, historyczne jej znaczenie całkowicie zniknęło. SH: Jak Pan Profesor wspomina współpracę z prof. Wojciechem Drelicharzem i prof. Barbarą Widłak podczas projektowania herbów miast, powiatów i gmin w województwie małopolskim? Co było największym wyzwaniem i jak wyglądała praca z ówczesnym samorządem? I w końcu – czy spodziewali się Państwo takiej ekspansji logo? Z.P.: Praca w tym trójosobowym zespole zapoczątkowana została przy okazji opracowania herbu województwa małopolskiego w 1999 roku. Okoliczności powstania naszego zespołu opisaliśmy w książce Dawne i nowe herby Małopolski (Kraków 2004). Współpraca trwa do dzisiaj, a my staliśmy się grupą przyjaciół. Zwolniliśmy nieco z  pracami samorządowymi, mamy przygotowany materiał na drugą książkę, która będzie zatytułowana Dawne i nowe herby samorządowe. Był to prawie dwudziestoletni okres wielkiego uczenia się nie tylko heraldyki, ale szerzej problematyki znaków władzy samorządowej i funkcjonowania samorządności. Ma to dłuższą historię, zapoczątkowaną jeszcze przed 1998 rokiem. Już wówczas profesor Józef Szymański, który prowadził w Lublinie te prace, bardzo mnie namawiał do zaangażowania się w nie, a ja się przed tym broniłem. Wiedziałem, że wiąże się z tym szereg problemów bieżących, zgoła nie naukowych. Ale kiedy pojawiła się propozycja opracowania herbu województwa małopolskiego, nie mogliśmy odmówić. Po pierwsze, posiadaliśmy wiedzę, która pozwoliła temu tematowi podołać, ale też mieliśmy świadomość, że będzie to kontynuacja prac realizowanych już w okresie międzywojennym w kręgu krakowskich specjalistów nauk pomocniczych historii. W sprawy symboliki państwowej i samorządowej angażowali się Władysław Semkowicz, Adam Chmiel, Marian Friedberg i Włodzimierz Budka. Wykonali oni wielką pracę nad znakami państwa i samorządów okresu międzywojennego i byli w tej materii autorytetami. My jesteśmy ich następcami i kontynuatorami, nie mogliśmy odmówić. Wiedziałem, że podejmujemy temat zainicjowany kiedyś w środowisku krakowskim, przerwany z powodu wojny, i że jest szansa, aby to w odpowiedni sposób kontynuować. 12

W oparach absurdu. Plakat z użyciem logo zapraszający na Dni Otwarte Magistratu, 2018 rok

Profesor Szymański w Herbarzu średniowiecznego rycerstwa polskiego napisał znamienne zdanie: „Nie bez znaczenia jest dla polskiej heraldyki tworzenie zasad praktycznej sztuki heraldycznej”. Dla mnie to było dwadzieścia lat uczenia się heraldyki od strony praktycznej. Staraliśmy się gromadzić stosowny materiał źródłowy i na jego podstawie tworzyć herby nowe lub korygować istniejące, odpowiadające wymogom heraldycznym i współczesnej stylistyce plastycznej. Współpracujemy z wybitną projektantką, dr hab. Barbarą Widłak, która nauczyła nas bardzo dużo na temat tego, jak się projektuje herb, jak ma być poprawnie projektowo zbudowany, jak współgrają ze sobą wszystkie jego elementy. Herb jest nie tylko zjawiskiem historycznym, ale też plastycznym, dziełem sztuki. Współpraca i wielogodzinne rozmowy z projektantem-plastykiem bardzo wiele rzeczy nam uświadomiły. Dużo też nauczyliśmy się o funkcjonowaniu samorządów i współpracy z nimi. W zasadzie współpraca ze wszystkimi samorządami była dobra albo bardzo dobra. Przyjęliśmy generalną zasadę, że zajmowanie się znakami samorządowymi nie ma nic wspólnego z bieżącą polityką. Współpracowaliśmy ze wszystkimi opcjami politycznymi z poczuciem, że robimy coś dobrego dla wspólnej sprawy. Muszę powiedzieć, że samorządy też tej zasady przestrzegały. Staraliśmy się dobrze współpracować, wysłuchiwać propozycji samorządowych, często towarzyszyły temu wielogodzinne dyskusje. Ale pilnowaliśmy tego, by opracowywane znaki były zgodne „z zasadami heraldyki, weksylologii i miejscową


Societas Historicorum

tradycją historyczną”, jak głosi ustawa o Komisji Heraldycznej. Samorządy były bardzo zaangażowane w sprawy heraldyczne, zwłaszcza w pierwszym okresie, czuły, że przyczyniają się do odradzania dawnych tradycji i znaków samorządowych. I nagle pojawiło się logo…. Zmiana w nastawieniu samorządów do ich znaków ma chyba także wymiar pokoleniowy. Przyszła nowa generacja samorządowców, urzędników, „nowoczesna”, obojętna na tradycję, a nieraz wręcz jej wroga, co ujawniło się w Krakowie i to jest bardzo przykre. Niestety Komisja Heraldyczna nie spełniła wszystkich pokładanych w niej nadziei. Przede wszystkim nie wypracowała jednoznacznych kryteriów opracowywania i oceniania herbów. „Zasady praktycznej sztuki heraldycznej”, o których pisał prof. Józef Szymański, są wciąż niejasne. Pomimo wielokrotnych sugestii z mojej strony, nie wypracowano tych zasad. Natomiast członkowie Komisji, a w ostatniej kadencji także jej przewodniczący, zaangażowali się w projektowanie herbów. Powstała patologiczna sytuacja, w której ten sam podmiot projektuje herby, a następnie je zatwierdza. Jest to niedopuszczalne w państwie prawa. Jako przewodniczący Zespołu Nauk Pomocniczych Historii i Edytorstwa przy Komitecie Nauk Historycznych PAN byłem inicjatorem listu skierowanego do zwierzchnika Komisji Heraldycznej, Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w poprzednim rządzie – Andrzeja Halickiego. List podpisało kilkunastu członków Zespołu, specjalistów w zakresie nauk pomocniczych historii, niestety nie odniósł on żadnego skutku. Odpowiedzi udzielił wiceminister, a można ją streścić następująco: skoro nie jest to zakazane, to jest dozwolone. Komentarz wydaje się zbyteczny. Odnoszę wrażenie, że Komisja Heraldyczna nie ma świadomości wagi spraw, którymi się zajmuje, w przeciwnym wypadku nie dopuściłaby do podobnych praktyk. Ale państwo, reprezentowane przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, też nie stanęło na wysokości zadania. Współczesna heraldyka samorządowa to budowanie systemu znaków III Rzeczypospolitej na poziomie lokalnym. To wymaga współpracy i solidarności środowiskowej, a tego moim zdaniem zabrakło. Prace nad współczesną heraldyką samorządową mają też duże znaczenie dydaktyczne,

pozwoliły nam zdobyć sporą wiedzę praktyczną o heraldyce, co owocuje w prowadzonych zajęciach. Na tym gruncie powstało na seminariach nauk pomocniczych historii kilka prac magisterskich i licencjackich. Na koniec chcę powiedzieć o jeszcze jednym sukcesie dydaktycznym. Propozycja wywiadu dla „Societasa” świadczy, że studenci rozumieją wagę heraldyki samorządowej jako składnika dziedzictwa historycznego i konieczność jej obrony przed pseudonowoczesnością. Jest to dowód, że nasze wykłady, konwersatoria i seminaria nie poszły na marne, że rozumiecie, iż historyk musi być strażnikiem tradycji. Wy nimi jesteście i za to Wam dziękuję. SH: Bardzo dziękujemy za rozmowę i poświęcony czas. Bibliografia: ӳӳ Drelicharz W., Piech Z., Widłak B. (oprac. graficzne), Dawne i nowe herby Małopolski, Kraków 2004. ӳӳ Friedberg M., Herb miasta Krakowa, „Rocznik Krakowski”, T. XXVIII, 1937. ӳӳ Piech Z., Oddajcie mieszkańcom herb Krakowa, „Gazeta Krakowska”, 19 stycznia 2018. ӳӳ Współczesna heraldyka samorządowa i jej problemy (I Krakowskie Kolokwium Heraldyczne), pod red. W. Drelicharza i Z. Piecha, Kraków 2000.

13


Miłość i polityka. Małżeństwa Marii Tudor (1496–1533) w świetle angielskich źródeł • Nowożytność •

Maria Tudor urodziła się 18 marca 1496 roku jako piąte dziecko, a trzecia córka Henryka VII i jego małżonki Elżbiety York. Była również najmłodszym z potomków królewskiej pary, które osiągnęło wiek dorosły. Maria, jako angielska księżniczka, nie mogła spodziewać się, że kiedykolwiek wyjdzie za mąż z miłości. Henryk VII, pragnąc ustabilizować rządy w kraju i podnieść prestiż rodu, czynił wszystko, aby znaleźć odpowiednich małżonków dla swych dzieci. Już w 1501 roku odbył się ślub Artura z Katarzyną Aragońską, a zaledwie dwa lata później Małgorzata wyszła za Jakuba IV Stuarta. Gdy umierał jej ojciec, Maria miała zaledwie trzynaście lat, była jednak już wówczas zaręczona z Karolem, księciem Kastylii, dziedzicem Joanny Szalonej i Filipa Habsburga. Wydawało się, iż Henryk VII może być spokojny o przyszłość swoich dzieci, jednak zarówno syn Henryk, jak i Małgorzata z Marią zasłużyli na miano europejskich skandalistów. Księżniczka Kastylii Maria Tudor ze względu na swą urodę nazywana była Różą Tudorów. Barbara Jean Harris w artykule dotyczącym aranżowanych małżeństw w epoce Tudorów bezapelacyjnie stwierdza, iż najmłodsza księżniczka była równocześnie najbardziej urodziwa z całego rodzeństwa i podobna do matki1. Henryk VII rozważał wydanie Marii za Karola Habsburga. Wyśmienita okazja, aby przekuć plany w rzeczywistość, nadarzyła się w 1506 roku, kiedy w wyniku sztormu flota Joanny Kastylijskiej i Filipa Pięknego rozbiła się u wybrzeży Anglii. Henryk VII postanowił wykorzystać tę sytuację, by przedstawić im swą najmłodszą córkę. Zgodnie z życzeniem ojca Maria grała na lutni i śpiewała dla królewskiej pary. Zarówno Filip, jak i pozostali goście byli zachwyceni urodą i wdziękiem angielskiej księżniczki, co jeden z obserwatorów wyraził w następujących słowach: „ze wszystkich była najbardziej chwalona, że pomimo swej młodości we wszystkim zachowywała się tak dobrze”2. 1 B.J. Harris, Power, Profit, and Passion: Mary Tudor, Charles Brandon, and the Arranged Marriage in Early Tudor England, „Feminist Studies” 15, 1, 1989, s. 63. 2 N.L. Harvey, The Rose and The Thorn. The Lives of Mary and Margaret Tudor, New York 1975, s. 40.

14

Niestety kilka miesięcy po tym spotkaniu Filip zmarł i dopiero 21 grudnia 1507 roku cesarz Maksymilian i Henryk VII podpisali traktat przypieczętowujący małżeństwo Marii i Karola. Jako że pan młody był cztery lata młodszy od swej przyszłej żony, traktat miał zostać ratyfikowany przez Karola najwcześniej pod koniec kwietnia 1514 roku w dniu jego czternastych urodzin. Pod koniec 1508 roku, gdy Maria ukończyła trzynaście lat, odbyła się ceremonia zaślubin. W imieniu Karola występował Sieur de Berghes. Księżniczka wygłosiła przysięgę po francusku, czym wzbudziła zachwyt wśród obecnych3. W trakcie trwania zaręczyn Maria perfekcyjnie odgrywała rolę cierpiącej z miłości damy. Zawsze miała przy sobie portret Karola, do którego wzdychała nawet dziewięć razy dziennie4. Jednak były to wszystko puste gesty. Maria zdążyła przyzwyczaić się do tego, iż tytułowana jest księżniczką Kastylii, jednak perspektywa małżeństwa była dla niej zbyt odległa. Odkąd Henryk VIII został królem, Maria, jako jego ukochana siostra, cały czas pozostawała na dworze, ozdabiając go swoją urodą. Każdy, kto widział angielską księżniczkę, chwalił jej wygląd. 3 Tamże, s. 41. 4 Tamże, s. 41, 50.


Societas Historicorum

Maksymiliana i Ferdynanda z Ludwikiem XII. Król podjął wraz z kardynałem Wolseyem pierwsze nieoficjalne kroki ku pojednaniu z Francją. Sytuacja wydawała się wyśmienita. W styczniu 1514 roku zmarła Anna Bretońska, żona Ludwika XII. Mimo że król miał 52 lata, wiele kobiet ubiegało się o pozycję królowej Francji. Kiedy minął maj i strona habsburska nie podjęła żadnych kroków w celu sprowadzenia Marii do Niderlandów, Henryk zaczął działać. 30 czerwca 1514 roku Maria oficjalnie wypowiedziała kontrakt małżeński zawarty z Karolem w 1507 roku i ponownie stała się kartą przetargową w politycznych rozgrywkach swego brata.

Ludwik XII (źródło: commons.wikimedia.org)

Jeden z wysłanników Małgorzaty Habsburg, ciotki Karola, tak pisał o siostrze Henryka: „Widziałem księżniczkę Marię ubraną na mediolańską modę i myślę, że nigdy mężczyzna nie widział piękniejszej istoty, ani żadna niewiasta nie posiadała tyle wdzięku i słodyczy”5. Również biskup Gereard de Pleine pisał o niej, że jest jedną z najpiękniejszych kobiet na ziemi. Podkreślał jej dobrą edukację oraz zaznaczył, iż jest żywa i nie okazuje żadnych śladów melancholii, wobec czego będzie świetną żoną dla Karola6. Wszystko wydawało się ustalone, zbliżał się termin wyjazdu Marii, jednak księżniczka nigdy nie wyjechała do Niderlandów. Ferdynand Aragoński uważał, że lepszą kandydatką na żonę dla Karola będzie francuska księżniczka, dlatego też czynił wszystko, aby opóźnić ślub. Teść Henryka VIII wciąż powtarzał, że jego wnuk jest zbyt młody, chorowity i słaby, by wstąpić w związek małżeński7. Henryk, który w czasie wojen z Francją został kilkukrotnie oszukany przez Ferdynanda, nie zamierzał czekać, aż władca Aragonii zerwie zaręczyny jako pierwszy. W lutym 1514 roku do Henryka doszły wiadomości o rozmowach 5 Tamże, s. 81. 6 Tamże, s. 81. 7 Tamże, s. 82.

Królowa Francji Kronikarz Edward Hall podaje najpełniejszą wersję wydarzeń dotyczących małżeństwa księżniczki Marii z Ludwikiem XII. Zgodnie z jego przekazem, kiedy Francuzi dowiedzieli się o zerwaniu zaręczyn z Karolem, rozpoczęli starania o rękę Marii8. Należy zaznaczyć, iż zarówno w kronice Halla, późniejszych dziełach Charlesa Wriothelseya9, jak i w Holinshed’s Chronicles of England, Scotland and Ireland10 za głównego architekta tego małżeństwa uznawany jest kardynał Tomasz Wolsey. To on przekonał Henryka, iż po śmierci starego króla Francji Maria wróci do Anglii z całym posagiem, dzięki czemu zarówno kwestie polityczne, jak i ekonomiczne zostaną korzystnie rozwiązane. 7 sierpnia 1514 roku Anglia zawarła z Francją traktat o pokoju i przyjaźni, a kilka dni później, 13 sierpnia, odbył się w Greenwich ślub per procura. W imieniu Ludwika wystąpił książę de Longueville. Należy zaznaczyć, iż ta ceremonia znacznie różniła się od ślubu sprzed sześciu lat, gdyż tym razem zaraz po złożeniu przysięgi małżeńskiej, księżniczka przebrała się z weselnej sukni w koszulę nocną i położyła się w łożu. 8 E. Hall, Hall’s Chronicle; Containing the History of England During the Reign of Henry the Fourth and the Succeeding Monarchs to the End of the Reign of Henry the Eighth. In which are Particularly Described the Manners and Customs of those Periods, London 1809, s. 569. 9 Ch. Wriothesley, A Chronicle of England During the Reigns of the Tudors, from A.D. 1485 to 1559, ed. W.D. Hamilton, London 1875, s. 9. 10 Holinshed’s Chronicles of England, Scotland and Ireland. In Six Volumes, t. 3, London 1808, s. 603. Por. A.F. Pollard, Henryk VIII, tłum. I. Szymańska, Warszawa 1988, s. 53–55.

15


nr 77 jesień 2018

Następnie książę de Longueville dotknął nogą ciała Marii, a biskup Warham ogłosił, że małżeństwo zostało skonsumowane. Później odbyły się weselne uroczystości. Jednak, jak podaje David Loades w biografii Marii, w Anglii nikt się nie cieszył, gdyż związek ten mógł negatywnie wpłynąć na handel z Niderlandami11. Nie można być pewnym, w jaki sposób Maria zareagowała na wiadomość o małżeństwie z ponadpięćdziesięcioletnim Ludwikiem. Według weneckiego ambasadora Marino Sanuto „królowej nie przeszkadza, że król jest stary i ma podagrę… Natomiast ona jest piękną i młodą damą… tak wielka jest jej radość, że zostanie królową Francji”12. Był to dla niej na pewno wielki zaszczyt, jednak być może jej radość wynikała z tego, iż, tak jak pisze Francis Hackett: „było to dla niej szczęściem, że nie widziała swego przyszłego małżonka, starca niedołężnego i schorowanego, ospowatego i skrofulicznego podagryka”13. 14 września, tym razem w Paryżu, odbyło się kolejne małżeństwo per procura. Ludwik nalegał, by jego młoda małżonka jak najszybciej wyruszyła w podróż do Francji. Przygotowania trwały do połowy września. Pod koniec miesiąca Maria wraz z Henrykiem i Katarzyną udała się do Dover. Nie mogła jednak wypłynąć od razu z powodu złej pogody. Statki wyruszyły z portu dopiero 2 października, jednak na morzu zerwał się sztorm i, jak podaje Hall, flota rozpierzchła się, a jeden ze statków króla zatonął14. Z powodu trudów podróży Maria była wycieńczona zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Kiedy statki dopłynęły w końcu do Francji, księżniczka została zaniesiona na brzeg przez Chrisophera Garnisha. Czekała tam na nią francuska szlachta i duchowieństwo, jednak Maria była zbyt zmęczona, by spełniać reprezentacyjne obowiązki. Po kilku dniach angielskie statki wraz z dobytkiem przyszłej królowej dotarły do Francji i 7 października 1514 roku Maria wyruszyła do Abbeville, gdzie miał się odbyć ślub z Ludwikiem. W drodze towarzyszyła jej francuska szlachta

Maria Tudor i Ludwik XII (źródło: commons.wikimedia.org)

12 Tamże, s. 38.

na czele z następcą tronu Franciszkiem Walezjuszem. Podobno przyszły władca Francji był zachwycony urodą Marii i uważał, że taka żona dla Ludwika to marnotrawstwo15. Król zaś nie mógł się doczekać, aż ujrzy swą młodą małżonkę i postanowił wyjechać jej naprzeciw. Maria została wcześniej poinformowana o planach władcy, jednak dobrze odgrywała zaskoczenie. Niestety nie wiadomo o czym myślała, gdy pierwszy raz ujrzała swojego męża i – być może – porównała go z Franciszkiem. Zgodnie z angielskim zwyczajem Maria, siedząc na koniu, przesłała Ludwikowi pocałunek. Jak podaje jednak David Loades, król albo nie znał tego zwyczaju, albo źle zrozumiał intencje Marii, gdyż objął ją i pocałował tak, jakby „wciąż był dwudziestopięciolatkiem”16. Po spotkaniu król powrócił do Abbeville, aby Maria mogła samodzielnie wjechać do miasta.

13 F. Hackett, Henryk VIII, tłum. M. Kreczowska, Warszawa 2015, s. 121.

15 N.L. Harvey, dz. cyt., s. 94.

14 E. Hall, dz. cyt., s. 570.

16 D. Loades, dz. cyt., s. 43.

11 D. Loades, Mary Rose: Tudor Princess, Queen of France, the Extraordinary Life of Henry VIII’s Sister, London 2012, s. 37.

16


Societas Historicorum

Wenecki ambasador Marino Sanuto w liście z 10 października do biskupa Asti Antonio Triulzi relacjonuje wjazd królowej do miasta. Podaje, iż Maria jechała pod białym baldachimem, a po jej lewej stronie, poza baldachimem, jechał Franciszek. Dalej opisuje orszak nowej królowej i podaje, że zanim wjechała do miasta, padał deszcz. Sanuto relacjonuje także spotkanie nowej żony Ludwika z jego córką Klaudią, a także pisze, iż ślubu udzielił kardynał Bayeoux. List kończy się opisem wyglądu Marii: Przysięgam Ci, iż jest bardzo piękna i wystarczająco wysoka (de statura honestamente granda). Wydawała mi się raczej blada, chociaż zapewne wynikało to z podróży po wzburzonym morzu i ze strachu. Nie wygląda na więcej niż 16 lat i bardzo dobrze prezentuje się we francuskim stroju. Jest bardzo uprzejma i dobrze wychowana, a także przybyła w wielkim przepychu17.

Słowa Wenecjanina potwierdzają opinię francuskiego ludu, który stwierdził, iż Maria „wygląda bardziej jak anioł niż ludzkie stworzenie”18. Jeden ze świadków w następujących słowach podsumował rozmach uroczystości w Abbeville: „jeśli przepych Najbardziej Chrześcijańskiej królowej był wczoraj wielki przy wjeździe do miasta… był jeszcze większy na jej weselu”19. Ślub Marii i Ludwika odbył się 9 października 1514 roku. Mimo że król po nocy poślubnej sprawiał wrażenie radosnego i wesołego, a nawet przechwalał się, że tej nocy trzy razy przekroczył rzekę20, jego żonę czekało spore rozczarowanie. Rankiem 10 października król odprawił część dam dworu towarzyszących Marii w  drodze do Francji, łącznie z lady Jane Guildford, którą młoda królowa traktowała jak matkę. Ludwik zdecydował się także odesłać jej szambelana i pozostałych mężczyzn. Maria była zrozpaczona,

17 Calendar of State Papers Relating To English Affairs in the Archives of Venice, t. 2 1509–1519. Originally published by Her Majesty’s Stationery Office, London 1867, [online] http://www. british-history.ac.uk/cal-state-papers/venice/vol2/pp202– 213 [dostęp: 15.04.2017]. 18 N.L. Harvey, dz. cyt., s. 95. 19 D. Loades, dz. cyt., s. 47. 20 Calendar of State Papers Relating To English Affairs in the Archives of Venice, t. 2, dz. cyt.

a kiedy jej płacz i prośby nic nie dały, postanowiła napisać do Henryka list: Mój dobry bracie, z całego serca oddaję się pod twoją łaskę, dziwiąc się, że nie dostałam żadnej wiadomości od ciebie, odkąd się rozstaliśmy, chociaż często do Ciebie pisałam. I teraz zostałam całkiem sama, rankiem po moim ślubie mój szambelan i cała męska służba zostali zwolnieni, tak samo moja matka Guildford razem z innymi kobietami i  pannami, oprócz tych, które nie mają doświadczenia ani wiedzy, aby w razie potrzeby udzielać mi rad21.

W dalszej części błagała brata, by wpłynął na jej męża i doprowadził do powrotu lady Guildford. Tego samego dnia napisała także do kardynała Wolseya, również prosząc go o wsparcie. Duchowny wysłał do Ludwika list, w którym prosił o przywrócenie do służby lady Guildford, gdyż włada ona językiem francuskim i jest zaufaną doradczynią Marii, a królowa czuje się samotna, ponieważ nie zna nikogo w nowym miejscu. Król jednak pozostał niewzruszony, a angielski ambasador Worcester napisał do Anglii, iż Ludwik stwierdził, że lady Guildford nie doradzała jego żonie, tylko nią rządziła, królowa zaś wcale nie pragnie jej powrotu, a o radę zawsze może poprosić męża. Dodał także, że Maria jest zadowolona, że lady jednak nie wróciła22. Być może królowa wolała się poddać, gdyż widziała, że nie jest w stanie nic osiągnąć, a jej upór tylko rozgniewa męża. W połowie października z Anglii wyruszyło poselstwo na czele z Karolem Brandonem, księciem Suffolk, które miało uczestniczyć w koronacji królowej i w turnieju na jej cześć. 26 października książę Suffolk spotkał się z Ludwikiem i Marią. Król Francji przechodził wtedy atak podagry i przyjął posła, leżąc w łóżku, królowa zaś siedziała obok niego. Wydarzenie to idealnie obrazuje, że stan zdrowia Ludwika XII był znacznie gorszy, niż podejrzewali Anglicy i niż pragnął przyznać sam władca. 5 listopada 1514 roku Maria Tudor została koronowana na królową Francji w bazylice w Saint Denis, następnie odbył się 21 E.A. Sadlack, The French Queen’s Letters. Mary Tudor Brandon and the Politics of Marriage in Sixteenth-Century Europe, New York 2011, s. 167. 22 N.L. Harvey, dz. cyt., s. 99–100.

17


nr 77 jesień 2018

w otoczeniu francuskich dam dworu, których nie znała i którym nie ufała, co spowodowało, że była bliska załamania nerwowego25. Natomiast Sadlack twierdzi, iż Maria nie wpadła w histerię i była całkowicie świadoma swoich czynów26. Analizując postępowanie królowej po śmierci męża, wydaje się, iż dążyła ona do realizacji założonych celów i nie cofnęła się przed niczym, aby ziścić swe marzenia.

Maria Tudor i Karol Brandon (źródło: commons.wikimedia.org)

jej uroczysty wjazd do Paryża. W mieście przywitały ją okrzyki i napisy głoszące: „Szlachetna Pani, witaj we Francji! Odtąd będziemy żyć w radości i przyjemności. Anglicy i Francuzi będą żyć w miłości. Chwalmy Boga, który zesłał nam taki skarb!”23. Maria swoją urodą i wdziękiem błyskawicznie podbiła serca Francuzów. Uroczystości związane z królewskim ślubem i koronacją zostały zwieńczone trzydniowym turniejem, podczas którego wsławił się zwłaszcza Karol Brandon, najlepszy przyjaciel Henryka VIII. Po zakończeniu uroczystości para królewska udała się do Saint Germain, gdzie król usiłował odzyskać zdrowie. Ludwik XII był zachwycony Marią, zawsze chciał ją mieć przy swym boku, obdarowywał ją klejnotami, jednak nie zmieniło, to faktu, że ślub i koronacja znacznie nadwyrężyły jego siły i więcej czasu spędzał, leżąc i  wspominając swe zwycięstwa niż zajmując się losami państwa i żoną. Hall w swojej kronice podaje, iż Ludwik zmarł 1 stycznia 1515 roku po zaledwie 83 dniach od zawarcia związku małżeńskiego24. Po jego śmierci Maria, jako królowa wdowa, została umieszczona w Cluny. Harvey uważa, iż królowa przebywała tam sama,

Księżna Suffolk Po śmierci Ludwika XII monarchowie europejscy zastanawiali się, kogo poślubi wdowa po nim, gdyż było pewne, iż nie pogrąży się w rozpaczy na resztę życia. Harris uważa, że Maria miała trzy opcje do wyboru: mogła pozostać we Francji jako królowa wdowa, ponownie wstąpić na kontynencie w związek małżeński zaaranżowany przez jej brata lub Franciszka I bądź przekonać Henryka, by pozwolił jej na poślubienie kogo zechce i powrót do Anglii. Maria na pewno miała świadomość, że jej wyjazd z Francji będzie utrudniony ze względu na fakt, iż nowy król nie będzie skłonny zwrócić jej posagu. Bez wątpienia pamiętała, jaki los spotkał jej szwagierkę Katarzynę Aragońską po śmierci pierwszego męża – Henryk VII odmówił odesłania jej do Hiszpanii właśnie z powodów ekonomicznych. W związku z tym Maria postanowiła sama pokierować swoim losem i uczynić wszystko, co w jej mocy, aby przekonać brata do słuszności swego wyboru. Henryk, kiedy tylko dowiedział się o śmierci swego szwagra, wysłał do Francji trzyosobowe poselstwo składające się z Karola Brandona, księcia Suffolk, Sir Richarda Wingfielda i Nicholasa Westa. Ich celem było sprowadzenie królowej wdowy do Anglii wraz z  posagiem, odprawą wdowią i wszystkimi darami Ludwika. Ostatnie życzenie Henryka było kością niezgody między nim a Franciszkiem. Maria, która pragnęła jak najszybciej wrócić do Anglii, zaczęła wysyłać dramatyczne listy do Henryka. 15 lutego 1515 roku pisała: Miłościwy Panie, w ostatni wtorek wieczorem król Francji przybył mnie odwiedzić i rozmawiał ze mną na różne tematy, pośród których żądał ode mnie odpowiedzi, czy kiedykolwiek

23 Tamże, s. 104.

25 N.L. Harvey, dz. cyt., s. 111.

24 E. Hall, dz. cyt., s. 581.

26 E.A. Sadlack, dz. cyt., s. 93–94.

18


Societas Historicorum w innym miejscu złożyłam obietnice małżeństwa, zapewniając mnie na swój honor i dając mi słowo księcia, że w takim przypadku zrobi wszystko, co jego mocy, by mi pomóc27.

Dalej Maria daje bratu do zrozumienia, że Franciszek składał jej niemoralne propozycje oraz próbował skłonić ją do ponownego małżeństwa, a ona, by się przed nim bronić, zdradziła mu, że kocha Brandona i poprosiła o pomoc w zawarciu tego związku. Błaga także Henryka, by zgodnie z obietnicą złożoną jej przed wyjazdem do Francji przystał na to małżeństwo28. Franciszek, widząc, że nie zdoła nakłonić Marii do ponownego małżeństwa według swych planów, postanowił jej pomóc, aby Henryk również nie mógł jej wydać za mąż w celu osiągnięcia korzyści politycznych. W jednym z kolejnych listów Maria zaczyna wręcz grozić Henrykowi w następujących słowach: Mój dobry Panie i bracie błagam, pozwól mi wyjść za mąż zgodnie z moją wolą, tak jak mi obiecałeś. Jeśli tego nie uczynisz, wstąpię do klasztoru i będziesz cierpiał z tego powodu tak jak ja teraz29.

Wydaje się, iż król był świadomy uczuć Marii do Brandona już przed jej wyjazdem do Francji. Zanim poselstwo mające na celu sprowadzenie królowej do domu po śmierci Ludwika wyruszyło na kontynent, król wymógł na swym przyjacielu przysięgę, iż ten przywiezie jego siostrę do Anglii niezamężną wraz z posagiem. W liście do Wolseya datowanym na 3 lutego książę Suffolk opisał swoje pierwsze spotkanie z Franciszkiem, który zabrał go do prywatnej komnaty i  powiedział, iż wie, że przyjechał on poślubić królewską siostrę, na co Brandon odrzekł, że nie uczyni tego bez zgody swego króla30. Wydaje się, iż żaden z mężczyzn nie 27 Tamże, s. 175. 28 Tamże; Por. Letters and Papers, Foreign and Domestic, Henry VIII, t. 2 1515–1518. Originally published by Her Majesty’s Stationery Office, London 1864, [online] http://www.britishhistory.ac.uk/letters-papers-hen8/vol2/pp43–51 [dostęp: 15.04.2018]. 29 Tamże, s. 101. 30 Letters and Papers, Foreign and Domestic, Henry VIII, t. 2 1515–1518. Originally publishedby Her Majesty’s Stationery Office, London 1864, [online] http://www.british-history. ac.uk/letters-papers-hen8/vol2/pp30–43 [dostęp: 15.04.2018].

przewidział jednak determinacji Marii. Podczas jednego ze spotkań królowa oświadczyła księciu, że jeżeli ten w ciągu czterech dni nie ożeni się z nią, to nigdy więcej jej nie zobaczy31. Brandon, łamiąc przysięgę złożoną królowi, potajemnie ożenił się z Marią, gdyż, jak napisał w liście informującym Wolseya o tym, co się stało, nie mógł znieść płaczu królowej32. Należy również zaznaczyć, iż po ceremonii małżeństwo zostało bezzwłocznie skonsumowane, aby zapobiec próbom unieważnienia. W przeciwieństwie do listów Marii, w wiadomościach wysyłanych przez Suffolka nie można odnaleźć śladów uczucia, co sugeruje, iż związek z siostrą Henryka był dla niego wyłącznie szansą na wzmocnienie pozycji. Zarówno Maria, jak i Brandon wysyłali listy do Henryka i Wolseya z prośbą o zgodę na upublicznienie informacji o zawartym małżeństwie i powrót do Anglii. Henryk jednak milczał. Niestety nie można stwierdzić, czy rzeczywiście był zły, czy tylko odgrywał rolę urażonego władcy. Wiadomości o reakcji króla są znane tylko z relacji Wolseya, któremu według Alberta Fredericka Pollarda zależało na wyolbrzymieniu swej roli w konflikcie i przekonaniu Brandona, że uśmierzenie gniewu króla zawdzięcza tylko jemu33. Niedługo po ceremonii plotki o potajemnym ślubie Marii zaczęły się rozprzestrzeniać, a jej reputacja legła w gruzach. Królowa podejrzewała również, że jest w ciąży. Nie jest to do końca pewna informacja, gdyż swe pierwsze dziecko Maria urodziła dopiero w marcu 1516 roku. Być może, oświadczając Brandonowi, iż jest przy nadziei, pragnęła zmusić go do podjęcia bardziej stanowczych kroków albo doszło do nieodnotowanego w źródłach poronienia. 30 marca 1515 roku w Paryżu, w obecności Franciszka odbył się ponowny ślub, a następnie małżonkowie przenieśli się do Calais, gdzie Maria czekała na wiadomość od brata. W końcu Henryk VIII wyraził zgodę na ich powrót. 2 maja 1515 roku przybyli do Anglii, a następnego dnia spotkali się z  królem. Matrymonialne perypetie Marii zakończyły się 13 maja w Greenwich, gdzie 31 N.L. Harvey, dz. cyt., s. 120–121. 32 Letters and Papers, Foreign and Domestic, Henry VIII, t. 2 1515–1518. Originally published by Her Majesty’s Stationery Office, London 1864, [online] http://www.british-history. ac.uk/letters-papers-hen8/vol2/pp69–89 [dostęp: 15.04.2018]. 33 A.F. Pollard, dz. cyt., s. 60.

19


nr 77 jesień 2018

oficjalnie w obecności Henryka i Katarzyny poślubiła ukochanego, co Hall opisał w następujący sposób: Po powrocie poślubiła publicznie Karola Brandona, księcia Suffolk; jakkolwiek wielu mówi, że wzięli sekretny ślub w Cluny w Paryżu. Przeciwko temu małżeństwu było wielu mężczyzn, którzy twierdzili, iż jest to wielka strata dla królestwa, gdyż [Maria – przyp. aut.] nie została wydana za mąż za księcia Kastylii34.

Wspomina dalej, że musiano by przeznaczyć na posag jeszcze więcej środków niż poprzednio (więcej niż przywiozła ze sobą z Francji), więc ostatecznie bardziej opłacalny był związek z Brandonem35. W zamian za królewską łaskę małżonkowie musieli zwrócić królowi posag Marii oraz naczynia i klejnoty, które ze sobą przywiozła oraz w  rocznych ratach zapłacić 24 000 funtów za wydatki związane z jej małżeństwem. Jednak do końca 1526 roku para nie spłaciła nawet funta ze wspomnianej kwoty36, co świadczy o łasce Henryka i wielkiej miłości, jaką darzył swą najmłodszą siostrę. Ostatecznie Maria Tudor osiągnęła swój cel i wyszła za mąż za mężczyznę, którego kochała. Czy była szczęśliwa? Nie można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Wiadomo tylko, że w latach 20. XVI wieku Brandon spędzał coraz więcej czasu na dworze. Maria w początkowych latach również mu towarzyszyła, jednak po 1523 roku, kiedy z nieznanych powodów zaczęła coraz bardziej podupadać na zdrowiu, rzadziej pojawiała się w Londynie. Ostatni raz uczestniczyła w oficjalnych wydarzeniach na dworze w 1527 roku. W przeciwieństwie do swego męża sprzeciwiła się związkowi Henryka z Anną Boleyn i odmówiła udziału w podróży do Calais, gdzie Anna miała zostać przedstawiona Franciszkowi. Wynika z tego, iż Maria i książę Brandon coraz bardziej oddalali się od siebie, chociaż nie ma żadnych przekazów na temat ich sporów. Kiedy w 1533 roku Maria leżała umierająca, jej mąż zajęty był przygotowaniami do koronacji Anny Boleyn. Umarła samotnie, a w jej pogrzebie nie uczestniczył ani mąż, ani brat. Zaledwie

sześć tygodni później Brandon zawarł kolejne korzystne małżeństwo z czternastoletnią Katarzyną Willoughby, która początkowo miała zostać żoną jego syna. Taki koniec małżeństwa Marii Tudor pozostaje w sprzeczności z romantyczną wizją jej miłości występującą w literaturze. Jedna z powstałych w XVI wieku ballad, utrzymana w konwencji romansu dworskiego, opowiada o angielskim rycerzu, który poślubił lady Marię, siostrę króla Henryka VIII, po czym został mianowany księciem Suffolk37. Należy zauważyć, że nie jest to prawda, gdyż Brandon uzyskał ten tytuł 4 marca 1514 roku, a z Marią ożenił się dopiero w 1515 roku. Historia przedstawiona w tym utworze pomija sekretny ślub zakochanych, a podmiot liryczny informuje, iż Maria poznała Brandona dopiero po powrocie z Francji. W dalszej części utworu przedstawiona jest miłość Brandona do królowej i jej początkowy opór, jednak ostatecznie Maria kapituluje, a podsumowuje to stwierdzeniem: „Wybiorę miłość, która mnie zadowoli, chociaż cały świat mówiłby jej: nie…”38. Ballada kończy się informacją, iż z ich rodu wywodziła się lady Jane Grey, która wraz z mężem straciła życie w Londynie w 1554 roku. Być może historii miłości i małżeństwa Marii z Brandonem bliżej jest do innej ballady. Utwór ten skomponowany jest w formie listu pisanego przez królową do księcia Suffolk. Maria nazywa siebie ofiarą i opisuje cierpienia związane z niespełnioną miłością, a nawet stwierdza, iż „Brandon był dla niej czymś więcej niż imperium”39. Królowa, będąc we Francji, wciąż tęskni za miłością swego życia i jest gotowa zrobić dla niej wszystko. Świadczą o tym między innymi ostatnie wersy listu, który Maria kończy słowami: „Zrezygnuję z tej korony-zabawki, aby udowodnić spokojną radość płynącą z niewinności i miłości”40. Można powiedzieć, iż w rzeczywistości postąpiła w ten sposób przez

37 Old Ballads, Historical and Narrative with Some Modern Date, t. 3, London 1810, s. 84. 38 Tamże, s. 87.

35 Tamże.

39 The Suffolk Garland: or, a Collection of Poems; Songs, Tales, Ballads, Sonnets, and Elegies, Legendary and Romantic, Historical and Descriptive, Relative to that County, London 1818, s. 128.

36 B.J. Harris, dz. cyt., s. 83.

40 Tamże, s. 134.

34 E. Hall, dz. cyt., s. 582.

20


porzucenie ścieżki, którą zazwyczaj kroczyły królewskie córki. Niewątpliwie małżeństwo Marii i księcia Suffolk dla niektórych na zawsze pozostanie romantyczną opowieścią o odważnej księżniczce, która podążyła za głosem swego serca, lecz należy także pamiętać, jaką cenę przyszło jej za to zapłacić. Wydaje się, iż angielska królewna szczerze kochała swego męża, jednak patrząc na postępowanie Brandona, można wątpić, iż było to odwzajemnione uczucie. Czy Maria żałowała swojej decyzji? Prawdopodobnie nigdy nie uda się poznać odpowiedzi na to pytanie. Nie wiadomo, jak wyobrażała sobie życie małżeńskie ani czego oczekiwała od swego męża. Wydaje się jednak, iż zwłaszcza w czasie choroby i tuż przed śmiercią mogła czuć się rozgoryczona, choć być może duma Tudorów nigdy nie pozwoliła jej tego wyrazić. Katarzyna Walczyk Bibliografia Źródła: ӳӳ Hall E., Hall’s Chronicle; Containing the History of England During the Reign of Henry the Fourth and the Succeeding Monarchs to the End of the Reign of Henry the Eighth. In which are Particularly Described the Manners and Customs of those Periods, London 1809. ӳӳ Holinshed’s Chronicles of England, Scotland and Ireland. In Six Volumes, t. 3, London 1808. ӳӳ Old Ballads, Historical and Narrative with Some Modern Date, t. 3, London 1810. ӳӳ The Suffolk Garland: or, a Collection of Poems; Songs, Tales, Ballads, Sonnets, and Elegies, Legendaryand Romantic, Historical and Descriptive, Relative to that County, London 1818. ӳӳ Wriothesley Ch., A Chronicle of England During the Reigns of the Tudors, from A.D. 1485 to 1559, ed. William Douglas Hamilton, London 1875.

Opracowania: ӳӳ Hackett F., Henryk VIII, tłum. M. Kreczowska, Warszawa 2015. ӳӳ Hall A., Francja i wielcy Francuzi, Warszawa 2007. ӳӳ Harris B.J., Power, Profit, and Passion: Mary Tudor, Charles Brandon, and the Arranged Marriage in Early Tudor England, „Feminist Studies” 15, 1, 1989, s. 59–88. ӳӳ Harvey N.L., The Rose and The Thorn. The Lives of Mary and Margaret Tudor, New York 1975. ӳӳ Loades D., Mary Rose: Tudor Princess, Queen of France, the Extraordinary Life of Henry VIII’s Sister, London 2012. ӳӳ Perry M., Sisters to the King: the Tumultuous Lives of Henry VIII’s Sisters, Margaret of Scotland and Mary of France, London 1999. ӳӳ Pollard A.F., Henryk VIII, tłum. I. Szymańska, Warszawa 1988. ӳӳ Sadlack E.A., The French Queen’s Letters. Mary Tudor Brandon and the Politics of Marriage in Sixteenth-Century Europe, New York 2011. Strony internetowe: ӳӳ Calendar of State Papers Relating To English Affairs in the Archives of Venice, vol. 2 1509–1519. Originally published by Her Majesty’s Stationery Office, London 1867, [online] http://www.british-history.ac.uk/ cal-state-papers/venice/vol2/pp202–213 [dostęp: 15.04.2017]. ӳӳ Letters and Papers, Foreign and Domestic, Henry VIII, t. 2 1515–1518. Originally published by Her Majesty’s Stationery Office, London 1864, [online] http://www.british-history.ac.uk/letters-papers-hen8/vol2/ pp30–43 [dostęp: 15.04.2018]. ӳӳ Letters and Papers, Foreign and Domestic, Henry VIII, vol. 2 1515–1518. Originally published by Her Majesty’s Stationery Office, London 1864, [online] http://www.british-history.ac.uk/letters-papers-hen8/vol2/ pp43–51 [dostęp: 15.04.2018]. ӳӳ Letters and Papers, Foreign and Domestic, Henry VIII, vol. 2 1515–1518. Originally published by Her Majesty’s Stationery Office, London 1864. [online] http://www.british-history.ac.uk/letters-papers-hen8/vol2/ pp69–89 [dostęp: 15.04.2018].


Depresja , anoreksja , desperacja , czyli cesarzowa wbrew woli – mit Elżbiety Bawarskiej • XIX wiek •

W 1998 roku po raz pierwszy zdiagnozowano odrębną jednostkę chorobową, będącą specyficzną odmianą depresji, którą nazwano syndromem Sisi¹. Historycy od lat utrzymują, że cesarzowa cierpiała na tę chorobę². Uważana za kobietę sukcesu wzbudzała na salonach podziw, jednak czy nie były to tylko pozory? Czy Elżbieta była zadowolona z samej siebie? I dlaczego nie chciała stosować się do wymagań wiedeńskiej etykiety? Elżbieta Amalia Eugenia von Wittelsbach urodziła się 24 grudnia 1837 roku. Była córką księcia Maksymiliana Bawarskiego i księżnej Ludwiki, córki Maksymiliana I Józefa, króla Bawarii. Wychowywała się razem ze swoim licznym rodzeństwem w Possenhofen. W młodości wzorowała się raczej na ojcu aniżeli na pełnej ogłady matce. Uwielbiała jazdę konną i polowania, doskonale pływała (m.in. w pobliskim Jeziorze Starnberskim). Podobnie jak ojciec trzymała się z daleka od wielkiego, dworskiego ceremoniału. Jej uroda pozostawała daleko w tyle za wdziękiem jej starszej siostry Heleny, która to początkowo miała zostać żoną cesarza. Mówiono, że Elżbieta jest brzydkim kaczątkiem swojej rodziny. Większość czasu spędzała na łonie natury. Ogłada i dbałość o wygląd były jej raczej obce, a już na pewno nie należały do jej głównych zainteresowań3. Pozwalała jej na to „oryginalność” rodziny. Jej ojciec nie pełnił żadnych oficjalnych funkcji, więc bez ograniczeń mógł oddawać się zabawie, bo to właśnie z różnego rodzaju rozrywek w dużej mierze składało się jego życie. „Okrągły stół Króla Artusa”, który założył, był swoistym klubem, gdzie razem z najwierniejszymi towarzyszami skupiał się tylko i wyłącznie na spożywaniu litrów alkoholu. 1 Właściwy pseudonim cesarzowej to Sisi. Pisownia przez podwójne „s” w środku rozpowszechniła się po premierze filmu Ernesta Marischka pt. Sissi w 1955 roku. 2 Cesarzowa Sissi. Pierwszy polski blog o cesarzowej Elżbiecie, http://kaiserin-sissi.blog.onet.pl/2015/09/11/syndrom-sissi/ (dostęp:10.01.2016). 3 B. Hamann, Cesarzowa Elżbieta, tłum. J. Koźbiał, Warszawa 1999, s. 18–19.

22

Należy przyznać, że Maksymilian Bawarski jako rodzic był bardzo tolerancyjny. Zaakceptował kontrowersyjne jak na ówczesne warunki decyzje swoich synów: Ludwik zrezygnował ze swoich praw do dziedziczenia, aby zawrzeć morganatyczne małżeństwo, natomiast Teodor został okulistą, który w obliczu niemożności otwarcia własnego gabinetu, za darmo leczył biedaków i – podobnie jak brat – nie przejmował się swoimi prawami do dziedziczenia tytułu4. Oryginalne postępowanie męża, które dalekie było od rygorów życia dworskiego, musiała tolerować Ludwika, matka ósemki jego dzieci. W młodości była prawdziwą pięknością. Nieszczęśliwie zakochana w innym poślubiła Maksymiliana, mężczyzna jednak darzył miłością inną kobietę, z którą nie mógł się związać, ze względu na fakt, że pochodziła ze stanu mieszczańskiego. Małżeństwo to od początku przepełnione było nieszczęściem. O ile Maksymilian mógł oddawać się swoim pijatykom, o tyle Ludwika musiała odgrywać rolę kochającej żony i wzorowej matki, wychowując w samotności dzieci. Elżbieta w dzieciństwie często słyszała słowa, które Ludwika zwykła powtarzać: „W małżeństwie jest się tak samotnym”. Matka opowiadała dzieciom także o tym, jak przepłakała pierwszy rok po ślubie5. Sisi nie mogła przewidzieć tego, że za kilkanaście lat tak samo będzie mówić o własnym małżeństwie.

4 H. Andics, Kobiety Habsburgów, tłum. J. Serczyk, Wrocław 1991, s. 194. 5 B. Hamann, dz. cyt., s. 31.


Societas Historicorum

Wspomnienia z Possenhofen – rodzeństwo i rodzice Elżbiety. Od lewej: Zofia, Maksymilian Emanuel, Karol Teodor, matka Ludwika Wilhelmina Wittelsbach, ojciec Maksymilian Bawarski, Matylda i Maria. Brakuje Heleny (źródło: wikipedia.org)

Depresja Zaczęło się jak w bajce. Miłość od pierwszego wejrzenia i zaręczyny w Ischlu w 1853 roku. Sisi znalazła się tam przypadkowo, gdyż matka chciała mieć ją przy sobie w trakcie podróży. W tym czasie Elżbieta przeżywała trudne chwile, ponieważ zmarła jej pierwsza miłość, niejaki hrabia Ryszard S.6, dlatego Ludwika chciała sprawić córce przyjemność, zabierając ją na spotkanie z cesarzem i jego matką. Jednak pierwsze skrzypce miała grać w Ischlu starsza siostra Elżbiety, Helena7. Bardziej od cesarza, dla którego miała być przeznaczona, zainteresowana była nią jego matka, arcyksiężna Zofia. Tymczasem Franciszek Józef stracił głowę dla młodszej Wittelsbachówny. Początkowo Sisi odwzajemniała to wielkie uczucie. Była tak zauroczona, że nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji, które czekały na nią zaraz po ślubie. Tylko Ludwika była zaniepokojona przyszłością 16-letniej córki. Znała ją doskonale, więc wiedziała jak bardzo nie pasuje ona do dworskiego życia. Wierzyła jednak, że sobie poradzi. Wszakże mówiono, że urodziła się „pod szczęśliwą gwiazdą”, w Wigilię, z jednym ząbkiem8.

Już sam wjazd Elżbiety do Wiednia przyniósł jej wiele cierpienia. Liczne ceremonie, nowe znajomości, konieczność przestrzegania etykiety sprawiły, że przyszła cesarzowa była zupełnie wykończona. W swoim powozie, obok równie wystraszonej matki, płakała, nie mając na nic siły, a był to dopiero początek. Dzień przed główną uroczystością omal zgubiłaby swój diadem, który spadł z jej głowy przy wysiadaniu z karocy. Na domiar złego ten wypadek wydarzył się w obecności całej rodziny cesarskiej9. Ślub odbył się 24 kwietnia 1854 roku. Było to wydarzenie, którym żył nie tylko Wiedeń, ale cała Austria. Sisi niewątpliwie musiała być przytłoczona swoją pierwszoplanową rolą. Otuchy dodawała jej matka i rodzeństwo, bawiące wtedy na dworze wiedeńskim. Starał się jej pomagać również świeżo poślubiony małżonek, wciąż całkowicie nią zauroczony. Kolejnym wydarzeniem, które musiało być dla nowej cesarzowej dużym przeżyciem, było skonsumowanie małżeństwa. Czekał na to cały dwór z arcyksiężną Zofią na czele. Stało się to trzeciej nocy po ślubie10. Młody cesarz od razu pospieszył z tą wiadomością do swej matki, nie rozumiejąc zakłopotania i wstydu Sisi. Dla młodej pary wybrano na mieszkanie zamek Laxenberg, całkowicie różniący się od radosnego Possenhofen. To tam Elżbieta miała spędzić swój miesiąc miodowy bez męża, który zaabsorbowany był wówczas wojną krymską11. Blisko rok po ślubie, 5 marca 1855 roku, Sisi po raz pierwszy została matką. Może jednak należałoby nazwać to inaczej – urodziła swoje pierwsze dziecko. Dalsze wypadki miały pokazać, że – w przeciwieństwie do swojej teściowej – miała inne wyobrażenie o macierzyństwie. Już przed porodem to Zofia zajęła się wszystkimi przygotowaniami i wybrała niańkę dla dziecka. Dla nastolatki ciąża była wielkim wyzwaniem, więc arcyksiężna starała się jej pomóc. Dziewczynka otrzymała imię po babce po mieczu, a Sisi o zdanie na ten temat nikt nie zapytał. Wychowaniem pierworodnej zajęła się Zofia. Matka nie miała siły przebicia i  stosunkowo rzadko widywała swoją córkę. Ustępowała teściowej, a jej sytuacja na dworze nie wzmocniła

6 Tamże, s. 26.

9 Tamże, s. 60.

7 H. Andics, dz. cyt., s. 195.

10 Tamże, s. 65.

8 B. Hamann, dz. cyt., s. 49.

11 H. Andics, dz. cyt., s. 196–197.

23


nr 77 jesień 2018

się. Rok później urodziła drugą córkę – Gizelę. Jej matką chrzestną została babka Ludwika, która nie uczestniczyła w chrzcinach. W jej imieniu występowała na nich arcyksiężna Zofia12. W 1858 roku urodził się Rudolf, jedyny syn pary cesarskiej. Przy tym porodzie Elżbieta cierpiała najbardziej, lecz radość z narodzin następcy tronu była ogromna. Cesarz miał z tej okazji podarować swojej małżonce kosztowny naszyjnik13. Dopiero w 1867 roku przy czwartym dziecku, Marii Walerii, Elżbieta stanowczo postanowiła walczyć o swoje prawa rodzicielskie. W późniejszych latach często ubolewała nad tym, że nie ma silnych więzi ze starszymi dziećmi. Za ich brak obwiniała właśnie swoją ciotkę, a zarazem teściową. Wzorowa żona i matka, opiekująca się swoją rodziną i dbająca o losy poddanych, mająca na względzie przyszłość nie tylko swoich dzieci, ale i całej dynastii, świetnie zorientowana w dyplomacji i sytuacji międzynarodowej, znająca etykietę i  całkowicie podporządkowana jej rygorom oraz obowiązkom dworskim – oto opis idealnej cesarzowej. Na ówczesnym dworze wiedeńskim doskonale wypełniała go arcyksiężna Zofia, która sama wyrzekła się swoich szans na koronę cesarską. Zrobiła to dla swego syna, Franciszka Józefa, który był jej „oczkiem w głowie”. Być może była zazdrosna o swoją synową, a może oczekiwała rekompensaty za poniesioną ofiarę? Jedno jest pewne, aż do swojej śmierci to ona była najbardziej wpływową kobietą na dworze wiedeńskim. Franciszek Józef był całkowicie oddany matce. Sisi początkowo bała się jej, jednak stopniowo zaczęła stawiać się swojej teściowej. W takich wypadkach musiała starać się o pozyskanie wsparcia cesarza, który nie potrafił oprzeć się jej wdziękom. Trzeba jednak przyznać, że Elżbieta w późniejszych czasach chłodno podchodziła do uczucia męża. Starała się być dla niego dobrą żoną, tylko wtedy, gdy oczekiwała czegoś w zamian. Arcyksiężna Zofia śledziła każdy ruch swojej synowej. Pomagać jej w tym miała hrabina Zofia Esterházy, którą nominowała na ochmistrzynię dworu Sisi14. Kobieta surowych obyczajów od razu wzbudziła niechęć w cesarzowej. Arcyksiężna zdecydowanie

chętniej widziałaby u boku syna siostrę Elżbiety, dojrzalszą Nené15. Zofia była wszakże ciotką swojej synowej, ale nie zamierzała okazywać jej z tego względu wsparcia, o które apelowała jej siostra Ludwika, matka cesarzowej. Liczne spory o zasady etykiety psuły atmosferę w rodzinie. Jednak prawdziwym powodem konfliktu między dwiema kobietami życia Franciszka Józefa było pozbawienie Elżbiety przez Zofię wpływu na wychowanie dzieci. Cesarzowa nie wybaczyła jej tego nigdy. Mimo to, była obecna przy teściowej, kiedy ta umierała. Nie wiadomo jednak czy powodem tego było jej dobre wychowanie, poczucie obowiązku, obawa przed plotkami czy może jednak rzeczywisty szacunek dla ciotki. Elżbieta szybko przekonała się o tym, jak bardzo różni się od swojego męża. Sisi była bardzo wrażliwą kobietą, która ceniła książki i poezję. Sama pisała wiersze. To wszystko było wynikiem wychowania w Possenhofen. Cesarz był natomiast raczej nieczuły na piękno sztuki. Przyzwyczajony był do pracy za biurkiem. Doskonałym przykładem ich różnego podejścia do sztuki była kwestia odbioru przez małżonków Snu nocy letniej Szekspira. Była to ulubiona sztuka Sisi, której fragmenty znała na pamięć. Franciszek Józef określił ją z kolei jako nudną i głupią16. Brak wspólnych zainteresowań z pewnością był jedną z przyczyn rozpadu pożycia małżeńskiego cesarskiej pary. Jeżeli więc można mówić o tym, że cesarzowa Elżbieta cierpiała na depresję, to jej przyczyn należy szukać na początku jej cesarskiej „kariery”. Sisi cieszyła się tylko w obecności swoich najbliższych z Possenhofen, zupełnie obco i samotnie czuła się w bogatym Wiedniu. Anoreksja Historia Elżbiety nieco przypomina baśń o brzydkim kaczątku. „Dzika” dziewczyna, dorastająca w cieniu pięknej starszej siostry, podbija serce cesarza i jako dojrzała kobieta „rozkwita” na dworze cesarskim. W okresie dorastania podobno nawet matka martwiła się o przyszłość Sisi i znalezienie odpowiedniego kandydata na jej męża. Jak się później okazało, zupełnie niepotrzebnie17.

12 B. Hamann, dz. cyt., s. 90–91.

15 S. Grodziski, Franciszek Józef I, Wrocław 1978, s. 69.

13 Tamże, s. 106.

16 B. Hamann, dz. cyt., s. 85.

14 Tamże, s. 57.

17 Tamże, s. 162.

24


Societas Historicorum

Uroda cesarzowej dawała jej pewność siebie i sławę na cały świat. Uchodziła za najpiękniejszą kobietę XIX wieku. Niezwykły wygląd był jednak efektem wielu wyrzeczeń. Przy 172 cm wzrostu ważyła przez dłuższy czas 50 kg, a więc cierpiała na znaczną niedowagę. Starała się utrzymać obwód talii nie większy niż 50 cm, co zawdzięczała mocnemu sznurowaniu gorsetu. Było to przyczyną częstych duszności18. Sisi nie była tak próżna, aby dostrzegać tylko swoje wdzięki. Potrafiła docenić piękno innych kobiet. Urodziwym dziewczętom nie szczędziła sympatii i szacunku. Uwielbiała przebywać w ich otoczeniu. Jedynym mankamentem jej urody miały być brzydkie zęby. Zazwyczaj cesarzowa nie uśmiechała się zbyt szeroko i starała się mówić cicho, aby zbytnio nie otwierać ust, co powodowało, że jej wymowa była bardzo niewyraźna. Stąd też jej późniejsze milczenie, które nie przysporzyło jej pochlebnych opinii19. Sisi najbardziej ceniła swoje włosy. Sięgające do pięt blond pukle o ciemnym odcieniu potrzebowały specjalnej pielęgnacji. Uczesanie ich w misterną koronę ze splecionych warkoczy wymagało wyjątkowych umiejętności fryzjerskich – takie posiadała Fanny Angerer, ulubiona fryzjerka cesarzowej, którą ta znalazła w dworskim teatrze20. Nic nie napawało Elżbiety taką dumą jak jej włosy, jednak miało to swoje konsekwencje – ich ciężar powodował częste bóle głowy. Podczas czesania Sisi spędzała długie godziny przy swojej toaletce, z reguły przeznaczając ten czas na naukę, m.in. języka węgierskiego. Z wiekiem obsesja cesarzowej na punkcie urody pogłębiała się. Stało się to powodem drwin. Elżbieta szczególnie dbała o  swoją sylwetkę. Nieobce były jej liczne głodówki, poświęcała również swój czas na codzienne ćwiczenia. Posiłki ograniczała do minimum, a zaraz po nich zajmowała się wysiłkiem fizycznym. Nie były to tylko energiczne spacery. W każdym miejscu zamieszkania cesarzowej musiała znaleźć się osobna sala, która pełniła funkcję siłowni. Codzienna gimnastyka wywoływała nie lada zdumienie. Jednak to ona pozwoliła jej zachować doskonałą formę, nawet po czterech porodach – zwłaszcza

w czasach, kiedy trzydziestoletnie kobiety uważano za osoby starsze. Rozkwit urody Sisi pozwolił jej zdobyć serce małżonka, co całkowicie pozbawiło wpływów arcyksiężną Zofię. Krążyły i nadal krążą liczne legendy o anoreksji cesarzowej. Pogłoski te mają swe źródło w plotkach, jakoby codzienna dieta cesarzowej ograniczała się zaledwie do kilku pomarańczy. Niewątpliwie żona Franciszka Józefa często głodziła się z własnej woli. Jednak wygląda na to, że w dużej mierze swoją sylwetkę zawdzięczała codziennej samodyscyplinie, nie tylko w zakresie żywienia. Dla utrzymania jędrności skóry stosowała naprzemiennie ciepłe i zimne kąpiele. Pod koniec życia miała odżywiać się niemal wyłącznie jajami i mlekiem, stąd w swoje podróże zabierała mleczne krowy21. Również gimnastyka pozwoliła jej zachować doskonałą figurę. Mimo zastrzeżeń swojego męża uwielbiała także jazdę konną, do której zamiłowanie wyniosła jeszcze z czasów młodości. Desperacja Co do tego, że Elżbieta czuła się dobrze tylko w gronie najbliższej rodziny, nie ma żadnych wątpliwości. Wiedeński dwór ją ograniczał. Kiedy tylko mogła wyjeżdżała do Possenhofen, bardzo cieszyła ją również obecność najbliższych, czyli matki i rodzeństwa, w stolicy. Niekoniecznie w równym stopniu doceniała towarzystwo męża, dzieci czy teściowej. Kryzysy polityczne państwa austriackiego przekładały się na kryzysy małżeńskie cesarskiej pary. Franciszek Józef w sprawach zarządzania krajem konsultował się tylko z matką. Sisi zazwyczaj miała odmienne zdanie, toteż cesarz przestał z nią rozmawiać na tematy polityczne. Nieszczęście „Frania” i Elżbiety można było dostrzec coraz bardziej. Kilka lat po ślubie wyszły na jaw romanse cesarza. Dla młodej żony musiał to być wstrząs. Sytuacja była dla niej jeszcze trudniejsza, ponieważ otoczenie tolerowało cesarskie „skoki w bok”. Trzeba jednak zauważyć, że Sisi nie wyszła za Franciszka Józefa dla pozycji społecznej, ale kierowało nią wtedy prawdziwe uczucie. Jej słowa: „Ach, gdyby był krawcem” wydają się to potwierdzać22.

18 Tamże, s. 163. 19 Tamże, s. 173.

21 Tamże, s. 507–508.

20 Tamże, s.174.

22 Tamże, s. 124.

25


nr 77 jesień 2018

Elżbieta starała się jak najczęściej wyjeżdżać z Wiednia. Nie zwracała przy tym uwagi na swoje obowiązki i dzieci. Dłuższe wyjazdy zazwyczaj poprzedzała choroba. Może to nieco dziwić, gdyż w dzieciństwie uchodziła za okaz zdrowia. Jednak cztery ciąże mogły osłabić jej organizm. Trudno było w to uwierzyć jej wiedeńskim najbliższym. W 1860 roku jej stan zdrowia uległ poważnemu pogorszeniu, zaczęła cierpieć na duszności. Doktor Skoda postawił druzgocącą diagnozę – jeśli Elżbieta zostanie w Wiedniu, nie przeżyje zimy23. Na miejsce kuracji zaproponował Maderę. Mimo licznych przeszkód i nacisków, aby wybrała któreś spośród licznych austriackich uzdrowisk, Elżbieta postawiła na swoim i wyjechała w zaproponowane przez medyka miejsce. Już przygotowania do wyjazdu poprawiły jej samopoczucie. Wiedeń miała opuścić na pół roku. W tym czasie wszyscy niezmiernie współczuli jej mężowi, który tak długo miał być sam. Otoczenie ignorowało to, że pogorszenie stanu zdrowia Sisi idzie w parze z niewiernością małżonka. W prawdziwość choroby córki nie wierzyła nawet Ludwika, która miała tylko nadzieję, że pobyt cesarzowej na Maderze nie przysporzy jej okazji do demoralizacji24. Do dzisiaj nie wiadomo na jakie schorzenie cierpiała młoda kobieta. Przypuszczano, że mogła być to choroba weneryczna, którą zarazić miał ją jej własny małżonek posiadający kochanki. Jednak nic na to nie wskazuje. Była to raczej nerwica, anorexia nervosa, objawiająca się odrzucaniem pokarmów, wzmożonym odchudzaniem i oziębłością płciową. Wszakże Sisi wróciła do formy zaraz po oddaleniu się od męża. Trzeba przyznać, że wyjazd cesarzowej poprawił nie tylko samopoczucie jej samej, ale także arcyksiężnej. Dlatego też, choć wątpiła w prawdziwość choroby synowej, specjalnie nie zatrzymywała kobiety. Oczywiście dla dobra syna. Podróż na Maderę zapoczątkowała „ucieczki” cesarzowej, czyli liczne i długie wyjazdy z Wiednia. Zawsze kiedy wracała do tego miasta, chorowała. Wzbudzało to współczucie i stwarzało pretekst do następnego wyjazdu. Być może wiedeński klimat jej nie sprzyjał, a może bardziej chodziło o mieszkańców dworu, w których upatrywała przeciwników swojej wolności?

Małżeństwo Sisi szybko zaczęło przypominać związek jej rodziców. Cesarz i cesarzowa szukali sposobu na złagodzenie cierpienia w codziennym życiu z niekochaną osobą. Elżbieta uciekała z Wiednia w dalekie podróże, Franciszek Józef szukał kochanek. Nie może to zbytnio dziwić, gdyż był całkowicie odrzucony przez swoją żonę, która z nikim nie chciała dzielić swego łoża, robiła to tylko z obowiązku, chcąc zapewnić ciągłości dynastii. Czy Sisi rzeczywiście wiedziała o romansach męża? Zdania są podzielone. Jednak zupełnie odsuwając się od niego, postanowiła znaleźć mu oficjalną kochankę25. Pozwoliłoby to jej nie tylko na jeszcze dłuższe i częstsze opuszczanie dworu, ale także na całkowite odsunięcie się od cesarza i trwanie w samotności, którą uwielbiała. Para cesarska, którą połączyła wzajemna fascynacja, szybko stała się małżeństwem tylko na papierze. Zasadniczą kwestią był odpowiedni wybór kochanki. Konkubina cesarza nie mogła być przeciętną kobietą, a biorąc pod uwagę umiłowanie piękna przez cesarzową, kandydatka musiała posiadać odpowiednie wdzięki. Elżbieta szybko zauważyła fascynację męża aktorką Burgtheater, Marią Katarzyną Schratt26. Kobieta była piękna i pomimo tego, że zamężna, cieszyła się zainteresowaniem wielu mężczyzn. Do jej pierwszego spotkania z cesarzem doszło w 1883 roku, kiedy to Katarzynie udało się dostać na prywatną audiencję u cesarza27. Ich kolejne spotkanie „twarzą w  twarz” miało miejsce dopiero dwa lata później, na balu przemysłowca, gdzie uwagę wszystkich zwróciła ich długa konwersacja. Do kolejnych spotkań dochodziło coraz częściej, w  czym niewątpliwie pomagała Elżbieta. Początkowo, aby nie wzbudzać podejrzeń, cesarzowa pokazywała się w towarzystwie Franciszka i Katarzyny. Tak było też w Kromieryżu, gdzie cesarz miał „na amen” zakochać się w aktorce28. To tam miało dojść do porozumienia Sisi z przyjaciółką męża. Wszystko zostało zaplanowane. Katarzyna Schratt miała od cesarzowej otrzymać

25 P. Vandenberg, Towarzyszki cesarskich śniadań, tłum. D. Kuczyńska-Szymala, Katowice 2007, s. 289. 26 B. Lubosz, Opowieści o sławnych kochankach, Katowice 1989, s. 206.

23 Tamże, s. 127–128.

27 P. Vandenberg, dz. cyt., s. 294.

24 Tamże, s. 129.

28 Tamże, s. 296.

26


Societas Historicorum

pseudonim „minister wojny”29. Elżbieta wreszcie mogła odsunąć się od męża. Jednak nie pozostała wobec tego romansu obojętna. Jej wiersze odzwierciedlają pogardę, jaką tak naprawdę darzyła aktorkę. Śmiała się z męża, nazywając jego nową wybrankę krową. Nie traktowała poważnie ponownie zakochanego Franciszka, który zachowywał się jak młodzieniec30. Zakończenie Elżbieta Bawarska była niewątpliwie postacią nietuzinkową. W swoim życiu przeszła bardzo wiele: wystawny ślub, śmierć malutkiej córeczki, zmagania z teściową, liczne podróże, samobójstwo jedynego syna. To wszystko bez wątpienia wpłynęło na jej zachowanie i charakter. Była wybitną kobietą swoich czasów, a jej postępowanie wielokrotnie odbiegało od norm, jakie obowiązywały ówczesnych monarchów. Mit Sisi jest chyba jednak nieco „przereklamowany”. Jej pseudonim kojarzy się raczej z pełną życia i  radości, uśmiechniętą nastolatką. Taką zapamiętało ją Possenhofen. Wiedeń całkowicie pozbawił ją cech, które powszechnie uchodziły za pozytywne, jednak na dworze nie miały racji bytu. Małżeństwo przyniosło wiele nieszczęścia jej samej, Franciszkowi Józefowi, arcyksiężnej Zofii i cesarskim dzieciom. Pałac Hofburg był świadkiem rozgrywającego się dramatu cesarskiej rodziny. Pasmo jej tragedii miało swój początek w dniu uroczystości ślubnych. Wtedy włożono na jej skroń koronę, która kilka dni przed ślubem miała upaść, co miało być złym znakiem – wygląda na to, że rzeczywiście nim było. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, jak nieszczęśliwe lata czekają wówczas jeszcze pełną energii dziewczynę. Jej miłość do Franciszka Józefa szybko wygasła, a może lepiej przyjąć, że uległa metamorfozie i zamieniła się w serdeczną przyjaźń dla ojca jej dzieci. Nie mieli wspólnych zainteresowań. Cesarz, który chwalił się tym, że nie przeczytał ani jednej książki, nie rozumiał humanistycznych zainteresowań swojej żony. Z kolei ona nie potrafiła pomóc mu w kwestiach politycznych, kierując się zawsze emocjami, a nie interesem państwa i dynastii. 29 Tamże, s. 297. 30 Tamże, s. 300–301.

Niezbyt często przywoływany wizerunek cesarzowej. Elżbieta w czarnej sukni z wachlarzem (źródło: wikipedia.org)

Teściowa, a zarazem ciotka, arcyksiężna Zofia, nie pomagała Sisi w pełnieniu funkcji cesarzowej. Starała się ingerować w małżeństwo syna tak bardzo, jak tylko mogła. Nie potrafiła dojść do porozumienia z synową, której zarzucała brak kompetencji i zainteresowania życiem własnych poddanych. To w relacjach Elżbiety z mężem i jego matką należy upatrywać przyczyn depresji, prowadzącej do przesadnego dbania o wygląd, z którego czerpała pewność siebie. Wspomnienie szczęśliwej cesarzowej wydaje się być mocno przesadzone. Choć miała pozycję i urodę, nie potrafiła odnaleźć w swoim życiu szczęścia. Historia Sisi przepełniona jest tajemnicami i dążeniem do wolności. Jej wiedeńscy najbliżsi nie potrafili zrozumieć tak wielkiej indywidualistki. Największym rozczarowaniem okazał się mąż. Życie nie oszczędziło jej licznych ciosów. Ostatni, prosto w serce, otrzymała 10 września 1898 roku od młodego anarchisty. Patrycja Grempka 27


nr 77 jesień 2018

Bibliografia: ӳӳ Andics H., Kobiety Habsburgów, tłum. J. Serczyk, Wrocław 1991. ӳӳ Cesarzowa Sissi. Pierwszy polski blog o cesarzowej Elżbiecie, http://kaiserin-sissi.blog. onet.pl/2015/09/11/syndrom-sissi/ (dostęp: 10.01.2016). ӳӳ Grodziski S., Franciszek Józef I, Wrocław 1978.

ӳӳ Hamann B., Cesarzowa Elżbieta, tłum. J. Koźbiał, Warszawa 1999. ӳӳ Lubosz B., Opowieści o sławnych kochankach, Katowice 1987. ӳӳ Van der Kiste J., Franciszek Józef. Prywatne życie ostatniego wielkiego cesarza Europy, tłum. G. Waluga, Warszawa 2006. ӳӳ Vandenberg P., Towarzyszki cesarskich śniadań, tłum. D. Kuczyńska-Szymala, Katowice 2007.

Michał Bakunin i Piotr K ropotkin – twórcy rosyjskiego anarchizmu • XIX wiek •

W dziejach rosyjskiej myśli anarchistycznej na plan pierwszy wysuwają się dwie postacie – Michał Bakunin oraz Piotr Kropotkin. Okoliczności, w których tworzyli swoje największe dzieła, były różne. Odmienne były także ich biografie. Niemniej „proroka ludzkości” i „księcia anarchistów” połączyły wspólne poglądy, które położyły podwaliny pod rozwój rosyjskiego oraz europejskiego anarchizmu. Myśli Michała Bakunina cieszyły się sporym zainteresowaniem współczesnych i potomnych – świadczy o tym spora bibliografia. W niniejszym artykule ograniczyłam się jednak do dostępnych mi publikacji w języku polskim i angielskim. Podstawę źródłową stanowią pisma Bakunina, takie jak Bóg i Państwo1, Państwowość i anarchia2, pozostałe, zebrane przez Hannę Temkinową3, oraz broszura Do Polski, Rosji, Słowian4, a także odpowiedź na manifest Do Polski… sformułowana przez Bronisława Zalewskiego i wydana pod pseudonimem „Litwin”5. Najważniejsze publikacje dotyczące życia i myśli Bakunina wyszły spod piór Antoniego A. Kamińskiego oraz Adama Leśniewskiego. Pierwszy 1 M. Bakunin, Bóg i Państwo, Poznań 2012. 2 M. Bakunin, Państwowość i anarchia, [w:] Bóg i Państwo, dz. cyt., s. 94–145. 3 Tenże, Pisma wybrane, t. 1–2., red. H. Temkinowa, Warszawa 1965. 4 Tenże, Do Polski, Rosji, Słowian, Warszawa 2007. 5 Litwin, Michaił Bakunin i odezwa jego do przyjaciół rosyjskich i polskich, Paryż 1862.

28

z nich jest autorem dwutomowej, najbardziej wyczerpującej biografii Bakunina dostępnej w języku polskim6. Z kolei drugi w wydanej w 1964 roku pracy w drobiazgowy sposób przedstawił kwestię polską w myśli rosyjskiego anarchisty w czasie Wiosny Ludów i powstania styczniowego7. Warta uwagi jest także praca Anthony’ego Mastersa Bakunin: the father of anarchism8 oraz Adama Duszyka Ku bezkresom utopii. Problematyka absolutnej wolności jednostki w działalności i poglądach Bakunina9. Do najważniejszych prac Piotra Kropotkina należy jego autobiografia, wydana pod tytułem 6 Dotychczas zostały wydane dwa tomy tej biografii – do roku 1864. Zob. A. Kamiński, Michaił Bakunin. Życie i myśl. Od religii miłości do filozofii czynu (1814–1848), t. 1, Wrocław 2012; Tenże, Michaił Bakunin. Życie i myśl. Podpalacz Europy (1848–1864), t. 2, Wrocław 2012. 7 A. Leśniewski, Bakunin a sprawy polskie w okresie Wiosny Ludów i Powstania Styczniowego 1863 roku, Łódź 1962. 8 A. Masters, Bakunin: the father of anarchism, New York 1979. 9 A. Duszyk, Ku bezkresom utopii. Problematyka absolutnej wolności jednostki w działalności i poglądach Bakunina, Radom 2004.


Societas Historicorum

Wspomnienia rewolucjonisty10 oraz dzieła Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju11, Etyka: pochodzenie i rozwój moralności12, Państwo i jego rola historyczna13 oraz Zdobycie chleba14. Niestety bibliografia przedmiotu nie jest już tak zróżnicowana. Warto jednak wspomnieć pracę Włodzimierza Rydzewskiego Kropotkin, która w układzie problemowym omawia kilka zagadnień dotyczących myśli „księcia anarchizmu”15 oraz monografię Andrzeja Walickiego Zarys myśli rosyjskiej. Od Oświecenia do renesansu religijno-politycznego, w której autor przedstawił najważniejsze kwestie dotyczące życia i myśli obydwóch teoretyków anarchizmu16. Wytarty płaszcz i swobodna myśl17 Michał Aleksandrowicz Bakunin urodził się 18 kwietnia 1814 roku w  rodzinnym majątku w Priamuchino. Był synem Aleksandra Michajłowicza Bakunina i Warwary Aleksandrowny Murawiówny18. W wieku czternastu lat został wysłany przez ojca do oficerskiej szkoły artyleryjskiej w Petersburgu19. Jego służba wojskowa nie trwała jednak długo, już w 1835 roku zdecydował się z niej zrezygnować, po czym wyjechał do Moskwy, gdzie poznał słowianofila Iwana Aksakowa oraz Aleksandra Hercena. Z pomocą tego drugiego Bakunin wyjechał w 1840 roku do Berlina na tamtejszy uniwersytet. Stamtąd udał się do Drezna, gdzie w 1842 roku na łamach „Deutsche Jahrbucher” opublikował swój pierwszy radykalny artykuł, w którym sformułował myśl będącą zalążkiem jego rozwijającego się

10 P. Kropotkin, Wspomnienia rewolucjonisty, Warszawa 1959. 11 Tenże, Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju, Warszawa 1921. 12 Tenże, Etyka: pochodzenie i rozwój moralności, Łódź 1949. 13 Tenże, Państwo i jego rola historyczna, Warszawa 1924. 14 Tenże, Zdobycie chleba, Warszawa–Kraków 1925. 15 W. Rydzewski, Kropotkin, Warszawa 1979. 16 A. Walicki, Zarys myśli rosyjskiej. Od Oświecenia do renesansu religijno-politycznego, Kraków 2005. 17 Są to słowa z wiersza Michaił Bakunin pióra Władysława Broniewskiego. Zob. W. Broniewski, Troska i pieśń, Warszawa 1932, s. 24. 18 Zob. A. Kamiński, dz. cyt., t. 1, s. 81, 8–91; T.R. Ravindranthan, Bakunin and the Italians, Kingston and Montreal 1988, s. 3; A. Masters, Bakunin, dz. cyt., s. 7. 19 A. Leśniewski, dz. cyt., s. 15.

anarchizmu: „Dążenie do niszczenia jest zarazem dążeniem do tworzenia”20. Kilka miesięcy później, ścigany przez policję niemiecką, udał się do Szwajcarii. W Zurychu, po wygłoszeniu kilku krytycznych wobec caratu mów, napisał list do ojca, informując go, że już więcej nie powróci do Rosji21. Nie zmienił swego zdania nawet pod wpływem nacisków wobec ambasady rosyjskiej. Wyjechał ze Szwajcarii do Brukseli, gdzie poznał m.in. Joachima Lelewela, a następnie udał się do Francji22. Przełomowym dla Bakunina okazał się rok 1846. Wówczas Rosjanin zaangażował się w sprawę polską, uznając ją za kluczową dla polityki europejskiej. 29 listopada 1847 roku Bakunin wygłosił przemówienie z okazji siedemnastej rocznicy powstania listopadowego. Jednoznacznie poparł w nim ideę niepodległości Polski oraz skrytykował carat. Mowa ta uczyniła Rosjanina sławnym i jednocześnie stała się powodem, dla którego wydalono go z Francji. W wydarzenia Wiosny Ludów Bakunin zaangażował się początkowo jako zwolennik rewolucyjnego panslawizmu. Wkrótce został jednak aresztowany przez władze pruskie. Przebywał w tamtejszym więzieniu, potem w więzieniach austriackich i rosyjskich (gdzie napisał Spowiedź, rodzaj, skierowanego do cara, politycznego wyznania, rozrachunku z przeszłością), został także zesłany na Syberię. Tam ożenił się z Polką, Antonią Kwiatkowską23. Wydawałoby się, że polityczna kariera tej nieszablonowej postaci została zakończona. Nic bardziej mylnego, po ucieczce z Syberii Michał Bakunin znów zawitał do Europy zachodniej. Wkrótce opublikował w „Kołokole” odezwę Do Polski, Rosji, Słowian!, w której sformułował ideę samostanowienia narodów24. Paradoksalnie jednak stała się ona jedną z przyczyn największej krytyki Rosjanina – m.in. ze strony Bronisława Zalewskiego25 oraz części polskiej prasy26. Próba 20 Cyt. za: M. Bakunin, Reakcja w Niemczech, [w:] Pisma…, dz. cyt., t. 1, s. 156. 21 Tamże. 22 A. Leśniewski, dz. cyt., s. 17. 23 J. Uglik, Michaiła Bakunina filozofia negacji, Warszawa 2007, s. 18. 24 M. Bakunin, Do Polski, Rosji, Słowian, dz. cyt., s. 60. 25 Zob. Litwin, Michaił Bakunin…, dz. cyt., s. 4–50. 26 A. Duszyk, dz. cyt., s. 48–49.

29


nr 77 jesień 2018

nawiązania dalszej współpracy z Polakami – tym razem w czasie powstania styczniowego – również spełzła na niczym, a nawet zakończyła się pomówieniem Bakunina o zdradę. Od stycznia 1864 roku Rosjanin zaangażował się przede wszystkim w działalność na Półwyspie Apenińskim. Pojawił się we Florencji, a także w Neapolu. Publikował swoje artykuły w pismach „Popol d’Italia” i „Giustizia”27. W 1868 roku Bakunin napisał obszerną, aczkolwiek nieukończoną, rozprawę Federalizm, socjalizm i antyteologizm, będącą pierwszym przejawem jego dojrzałego anarchizmu. Podjął również próby włączenia nowo założonej organizacji Alians Demokracji Socjalistycznej do Międzynarodowego Zrzeszenia Robotników. Nie powiodło się to, Alians został rozwiązany, a jego członkowie sami weszli w skład Międzynarodówki. W 1872 roku członkowie I Międzynarodówki zdecydowali się wydalić ze swoich szeregów Bakunina (w związku z jego krytyką Marksa, manipulacją Sergiusza Nieczajewa oraz sprawą tłumaczenia Kapitału Marksa). Zwycięstwo Rady Generalnej I Międzynarodówki w starciu z Bakuninem okazało się jednak pyrrusowe. Z powodu wystąpienia z szeregów zwolenników Rosjanina organizacja zakończyła swoją działalność w 1876 roku. Bakunin zmarł w tym samym roku, kwestionując wszystko, czemu poświęcił swoje życie, a w jego pogrzebie uczestniczyło zaledwie trzydzieści osób28. Wolność źródłem sprawiedliwości, dobrobytu i człowieczeństwa W poglądach Bakunina najważniejsza jest konsekwencja, odrzucająca jakiekolwiek relacje pomiędzy rządzącymi a  rządzonymi, czy to w przypadku państwa czy religii. Rosjanin uważał, że człowiek jest istotą przyrodniczą, więc punktem wyjścia w jego historii jest stadium zwierzęcości. Natomiast pierwszym krokiem emancypacji człowieka jest myśl, akt abstrakcji i przebudzenia rozumu. Myślenie ludzkie jest podporządkowane myśleniu wyobrażeniowemu, stąd człowiek przypisuje wytworzonym przez siebie abstrakcjom istnienie29. Według Bakunina najwyższą z upersonifikowanych abstrakcji

jest Bóg30. Rosjanin żądał jednak odrzucenia idei Najwyższego w imię wolności, ponieważ uważał, że do całkowitej emancypacji człowieka nie wystarczy myśl, potrzebny jest również bunt. Człowiek stał się istotą ludzką dlatego, że sprzeciwił się woli Boga. Toteż, jak wspomina Andrzej Walicki, dla Bakunina wzorem stał się szatan – „odwieczny buntownik”. Natomiast historia ludzkości winna składać się z trzech faz: zwierzęcości, myśli i buntu31. Teologia i religia były dla Bakunina składnikiem idealizmu, który należy odrzucić, aby dojść do materializmu, który nie ingeruje w ideę wolności. Z drugiej strony rosyjski myśliciel krytykował także naukę, jeśli przekazano by jej władzę nad społeczeństwem. Współczesne państwo widział z kolei jako państwo militarne, a więc zaborcze, czyli ograniczające wolność człowieka na wszystkich płaszczyznach: Państwo współczesne, ze względu na swoją istotę i cel, staje się z konieczności państwem militarnym, a państwo militarne równie nieuchronnie staje się państwem zaborczym. Jeżeli państwo samo nie będzie zaborcą, padnie łupem innego zaborcy, ponieważ tam, gdzie jest siła, musi się też przejawić jej działanie. Z tego zaś wynika, że państwo współczesne siłą rzeczy musi być państwem wielkim i potężnym; jest to nieodzowny warunek jego bytu32.

Anarchizm Bakunina był anarchizmem kolektywistycznym. Rosjanin zdecydowanie przeciwstawiał państwu społeczeństwo, uważał że to ono jest naturalnym środowiskiem człowieka, determinującym jego działanie. Państwo i cała sfera jego działania jest sztucznym tworem, który powstał na etapie tworzenia się myśli człowieka. Politykę i religię łączy to, że obydwie zakładają, iż człowiek jest z natury zły i należy go okiełznać. Państwo dzieli ludzi pomiędzy sobą, a patriotyzm jest usankcjonowaniem zbrodni, które dokonuje się na rozkaz władzy33. Dążenie do zjednoczenia jest zjawiskiem pozytywnym, jeśli nie powoduje ono zatracenia wolności: 30 M. Bakunin. Bóg i Państwo, dz. cyt., 47.

27 Tamże, s. 27.

31 A. Walicki, Zarys myśli…, dz. cyt., s. 407–408.

28 A. Walicki, Zarys myśli…, dz. cyt., s. 403–404.

32 M. Bakunin, Państwowość i anarchia, dz. cyt., s. 94.

29 Tamże, s. 406–408.

33 A. Walicki, Zarys myśli…, dz. cyt., s. 411.

30


Societas Historicorum Zjednoczenie jest celem, do którego ludzkość wytrwale dąży, pokonując wszelkie przeszkody. Lecz staje się ono zgubą, niweczy rozum, godność i dobrobyt zarówno jednostek, jak i ludów, ilekroć realizowane jest bez uwzględnienia sprawy wolności, poprzez stosowanie przemocy bądź dzięki autorytetowi jakiejkolwiek idei teologicznej, metafizycznej, politycznej czy nawet ekonomicznej34.

Myślę, że najlepszą pointą kończącą rozważanie o myśli Michał Bakunina będą jego słowa zawarte w odezwie Federalizm, socjalizm, antyteologizm: „Bez wolności nie ma rozumu, nie ma sprawiedliwości, nie ma dobrobytu, nie ma człowieczeństwa”35. Książę anarchistów Najwybitniejszy kontynuator myśli Michała Bakunina – Piotr Kropotkin – urodził się w 1842 roku36. Pochodził z rodziny książęcej, wywodzącej swoje korzenie z dynastii Rurykowiczów, z której pochodził Ruryk, założyciel Rusi Kijowskiej37. Ukończył Korpus Paziów w Petersburgu, a następnie przyjął funkcję oficera kozaków amurskich na Syberii. Na kartach Wspomnień rewolucjonisty możemy wyczytać, iż jej autor prezentował podobne do Bakunina stanowisko w sprawie polskiej: Polska nigdy nie straci swego narodowego charakteru; zbyt on jest oryginalny i samodzielny. Ona ma i będzie mieć swoją własną sztukę, swoją literaturę i przemysł własny. Trzymać ją w niewoli Rosya może tylko z pomocą grubej fizycznej siły; a taki stan rzeczy zawsze sprzyjał i będzie sprzyjać panowaniu ucisku w samej Rosyi38.

Na Syberii Kropotkin zetknął się z wieloma polskimi zesłańcami. Po stłumieniu powstania polskich powstańców w kraju zabajkalskim zdecydował się zrezygnować ze służby wojskowej39. Już na Syberii rozwijał swoją geograficzną pasję, 34 Cyt. za: M. Bakunin, Pisma wybrane, t. 1, dz. cyt., s. 343. 35 Tamże, s. 344. 36 A. Walicki, Zarys myśli…, dz. cyt., s. 415–416. 37 P. Kropotkin, Wspomnienia…, dz. cyt., s. 17. 38 Cyt. za: tamże, s. 188. 39 Zob. tamże, s. 233–238; A. Walicki, Zarys myśli…, dz. cyt., s. 416.

organizując ekspedycje naukowe i prowadząc badania nad miejscową ludnością oraz geologią i geografią tego regionu. Po zakończeniu służby wojskowej wybrał karierę naukową i rozpoczął studia na Uniwersytecie Petersburskim. Wkrótce jednak zdecydował się porzucić również ścieżkę naukową i w 1872 roku wyjechał do Szwajcarii, aby nawiązać kontakt z członkami I Międzynarodówki40. Po powrocie do Rosji zaczął prowadzić agitację rewolucyjną wśród robotników, za co został aresztowany i osadzony w twierdzy Pietropawłowskiej. Udało mu się uciec po dwóch latach, kiedy z powodu pogarszającego się zdrowia został umieszczony w szpitalu41. Ucieczka z Rosji rozpoczęła, trwającą kilka lat, tułaczkę Kropotkina. Początkowo osiedlił się w Szwajcarii, gdzie zaczął wydawać pismo anarchistyczne „Le Révolté”. Został jednak stamtąd wydalony, toteż udał się do Francji. Tam wkrótce został aresztowany. Po amnestii osiedlił się w Londynie, gdzie wydawał pismo „Freedom”. W Wielkiej Brytanii zaistniał również w środowisku naukowym. W tym czasie napisał większość swoich prac42. Wybuch I wojny światowej zwiększył napięcia pomiędzy Kropotkinem a skrajną lewicą socjalistyczną i anarchistyczną. Kropotkin uznał cesarstwo niemieckie za największe zagrożenie dla sił postępu, toteż popierał walkę caratu z Niemcami. Andrzej Walicki zauważył, że z punktu widzenia anarchistów i lewicowych socjaldemokratów było to równoznaczne z „socjalszowinizmem”43. W 1917 roku zdecydował się na powrót do ojczyzny. Został przez rodaków powitany entuzjastycznie. W uroczystości powitalnej w Petersburgu uczestniczyło około 60 tysięcy osób, wojsko grało Marsyliankę. Premier Rządu Tymczasowego w Rosji – Aleksander Kiereński – zaproponował mu nawet objęcie funkcji rządowej i wysoką rentę państwową, ale Kropotkin odmówił. Zgodził się jednak na wzięcie udziału w konferencji partii politycznych, ziemstw 40 A. Walicki, Zarys myśli…, dz. cyt., s. 416. 41 Brawurową ucieczkę ze szpitala Kropotkin barwnie opisał w swojej autobiografii. Zob. P. Kropotkin, Wspomnienia…, dz. cyt., s. 388–400. 42 A. Walicki, Zarys myśli…, dz. cyt., s. 417. 43 Zob. tamże, s. 425.

31


nr 77 jesień 2018

i związków zawodowych zwołanej w Moskwie. Co interesujące, Kropotkin uznał rewolucję bolszewicką i działalność Lenina za eksperymenty szaleńca. Jednak zwycięzcy bolszewicy odnosili się do niego z dużym szacunkiem, a sam Kropotkin zgodził się na przyjęcie „żelaznego listu” od Lenina i zamieszkanie pod Moskwą, gdzie poświęcił się głównie pracy naukowej oraz napisał Etykę44. Zmarł 8 lutego 1921 roku. Jego rodzina odrzuciła proponowany przez Lenina pogrzeb państwowy. Lenin i Dzierżyński wyrazili zgodę na wypuszczenie z więzień anarchistów, aby mogli wziąć udział w pogrzebie swego mistrza, pod warunkiem, że po uroczystości powrócą do nich (co też się stało)45. Anarchizm Kropotkina Piotr Kropotkin sformułował swoją ideę dotyczącą „pomocy wzajemnej” pod wpływem obserwacji przyrody na Syberii. Wysoko cenił Karola Darwina i jego założenia walki o byt, ale twierdził, że teorie brytyjskiego przyrodnika są rozpatrywane zbyt jednostronnie46. Doszedł do wniosku, że różne gatunki zwierząt podsiadają instynkt współdziałania, który pozwala im przetrwać. Podał przykład np. mrówek, które nie znają jakiegokolwiek współzawodnictwa, pisał także o małpach, które mają w zwyczaju funkcjonować w społeczności: Gatunki, żyjące w pojedynkę, lub tylko w rodzinach nielicznych, są same nieliczne. Wydaje się nawet, że z niewielkimi wyjątkami – te ptaki i ssące, które dzisiaj nie prowadzą życia stadnego, niegdyś przed rozmnożeniem się człowieka, prowadziły życie towarzyskie. Jak słusznie powiada Espinas, „nikt nie zrzesza się dla wspólnej śmierci”; tego samego zdania odnośnie wpływu człowieka na świat zwierzęcy był Houzeau, dobrze znający świat zwierzęcy w niektórych częściach Ameryk47.

Również pierwotne społeczeństwa miała cechować wzajemna pomoc. W pierwotnym, „klanowym” ustroju obowiązywała zasada solidarności,

dzielenia się zdobytą żywnością. Dopiero wyodrębnienie się poszczególnych rodzin zburzyło ten stan rzeczy i doprowadziło do wytworzenia się kolejnego stadium – które Kropotkin nazywał „barbarzyńskim”. Podstawową komórką życia społecznego stała się wówczas wspólnota terytorialna. Kolejny wysoki stopień rozwoju wzajemnej pomocy widział rosyjski myśliciel w średniowiecznych gminach wiejskich, a w szczególności w organizacji cechowej. Natomiast gdy w XVI stuleciu cywilizacja wolnych miast uległa zagładzie, powstało państwo, rozumiane przez Kropotkina jako „skupienie kierownictwa życia lokalnego w jednym ośrodku”48 oraz „skupienie wielu lub nawet wszystkich funkcji życia społecznego w nielicznych rękach”49. Pierwowzorem takiego państwa było imperium rzymskie50. Burżuazyjna rewolucja przeciwko monarchii kapitalistycznej pogłębiła tylko istniejące konflikty. Mimo to Kropotkin pozostawał optymistą, wierzącym w to, że dobroć i wzajemna solidarność pomiędzy ludźmi pozwoli przezwyciężyć wszelką przemoc w relacjach międzyludzkich51. Pozwoli także wyzwolić się z więzi narzuconych przez państwo, które jest: […] zdaniem naszem, czynnikiem, które w ciągu całej swej historji służyło dla przeszkadzania jednoczeniu się ludzi, dla paraliżowania inicjatywy miejscowej, dla tłumienia istniejących wolności i zabijania w zarodku nowych52.

Piotr Kropotkin, w przeciwieństwie do Bakunina, nie tylko krytykował istniejący stan rzeczy i ułożenie państwa, ale również był twórcą anarchistycznej utopii, którą najszerzej przedstawił w Zdobyciu chleba. Według „księcia anarchizmu” najważniejszym celem rewolucji społecznej powinno być przekształcenie stosunków ekonomicznych zgodnie z zasadą, aby każdy otrzymał tyle, ile potrzebuje. Kropotkin widział przyszłość urządzoną na kształt gmin komunistycznych, których członkowie będą odpowiedzialni za przepracowanie kilku godzin, w zamian otrzymają żywność, mieszkanie, wykształcenie, 48 A. Walicki, Zarys myśli…, dz. cyt., s. 420.

44 Tamże.

49 Tamże.

45 Tamże, s. 426.

50 P. Kropotkin, Państwo…, dz. cyt., s. 5–6.

46 W. Rydzewski, Kropotkin, dz. cyt., s. 65.

51 A. Walicki, Zarys myśli…, dz. cyt., s. 422.

47 P. Kropotkin, Pomoc wzajemna…, dz. cyt., s. 56.

52 Cyt. za: P. Kropotkin, Państwo…, dz. cyt., s. 55.

32


Societas Historicorum

a w chwilach wolnych od pracy będą mogli wytwarzać towary luksusowe na własny użytek53. Ojcowie anarchizmu Nie sposób jest przedstawić ogromu myśli politycznej dwóch ojców rosyjskiego anarchizmu w tak krótkiej pracy i nie było to moim celem. Skupiłam się jedynie na kilku najważniejszych i najbardziej interesujących aspektach ich refleksji. Podsumowując, muszę zauważyć, iż poglądy prezentowane przez Michała Bakunina oraz Piotra Kropotkina wiele łączy, ale również wiele dzieli. Różnice bez wątpienia wynikają z odmiennych doświadczeń życiowych obydwu myślicieli i ich drogi do sformułowania myśli anarchistycznej. Bakunin przeszedł swoją drogę od zwolennika niepodległości Polski, lekko flirtującego z panslawizmem, do proroka ludzkości i ojca anarchizmu. Na rozwój myśli Kropotkina ogromny wpływ wywarła teoria ewolucji Karola Darwina. Nie ulega jednak wątpliwości, że zarówno Bakunin, jak i Kropotkin, położyli podwaliny pod rozwój rosyjskiego i europejskiego anarchizmu i stali się jego najważniejszymi teoretykami. Agata Kwiatek

Bibliografia Źródła: ӳӳ Bakunin M., Bóg i Państwo, Poznań 2012. ӳӳ Bakunin M., Do Polski, Rosji, Słowian, Warszawa 2007. ӳӳ Bakunin M., Pisma wybrane, t. 1–2., red. H. Temkinowa, Warszawa 1965. ӳӳ Kropotkin P., Etyka: pochodzenie i rozwój moralności, Łódź 1949. ӳӳ Kropotkin P., Państwo i jego rola historyczna, Warszawa 1924. ӳӳ Kropotkin P., Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju, Warszawa 1946. ӳӳ Kropotkin P., Wspomnienia rewolucjonisty, Warszawa 1959. ӳӳ Kropotkin P., Zdobycie chleba, Warszawa– Kraków 1925. ӳӳ Litwin, Michaił Bakunin i odezwa jego do przyjaciół rosyjskich i polskich, Paryż 1862. ӳӳ Słowacki J., Dzieła. Liryki i inne wiersze, t. 1, red. J. Krzyżanowski, Wrocław 1959. Opracowania: ӳӳ Duszyk A., Ku bezkresom utopii. Problematyka absolutnej wolności jednostki w działalności i poglądach Bakunina, Radom 2004. ӳӳ Kamiński A., Michaił Bakunin. Życie i myśl. Od religii miłości do filozofii czynu (1814– 1848), t. 1, Wrocław 2010. ӳӳ Kamiński A., Michaił Bakunin. Życie i myśl. Podpalacz Europy (1848–1864), t. 2, Wrocław 2013. ӳӳ Leśniewski A., Bakunin a sprawy polskie w okresie Wiosny Ludów i Powstania Styczniowego 1863 roku, Łódź 1962. ӳӳ Masters A., Bakunin: the father of anarchism, New York 1979. ӳӳ Ravindranthan T.R., Bakunin and the Italians, Kingston and Montreal 1988. ӳӳ Rydzewski W., Kropotkin, Warszawa 1979. ӳӳ Uglik J., Michaiła Bakunina filozofia negacji, Warszawa 2007. ӳӳ Walicki A., Zarys myśli rosyjskiej. Od Oświecenia do renesansu religijno-politycznego, Kraków 2005.

53 P. Kropotkin, Zdobycie…, dz. cyt., s. 129–130.

33


Niezmywalny znak wiary. Tatuaż jako identyfikacja religijna kobiet na terenie

Bośni w XIX wieku • XIX wiek •

Sytuacja katolików na terenie Bośni w XIX wieku nie należała do najlepszych. Z wielu powodów musieli oni walczyć o przetrwanie w sferze religijnej, gdyż islam opanował omawiany teren. Z czasem to tatuaż zaczął stanowić najważniejsze narzędzie we wspomnianej walce z muzułmanami, a dodatkowo stał się symbolem chorwackich katolików zamieszkujących tereny Bośni. Od XV wieku aż do momentu przejęcia przez Austro-Węgry w 1878 roku, tereny Bośni znajdowały się pod panowaniem tureckim. Do XIX wieku Bośnia była więc obszarem burzliwym. W tym czasie coraz częściej zaczęli buntować się chrześcijańscy chłopi, co stało się zagrożeniem dla stabilności na ziemiach zajętych przez Turków, dlatego rozpoczęli oni proces intensywnej islamizacji ludności katolickiej1. Konflikty zbrojne, w które zaangażowane było Imperium Osmańskie, wpływały na pogorszenie się warunków życia na terenie Bośni, prowadząc w konsekwencji do wzrostu niezadowolenia ludności chrześcijańskiej. Obciążenia podatkowe, które w znacznej mierze przeznaczone były na pokrycie kosztów działań militarnych, stały się bardziej rygorystyczne, a wprowadzanie nowych danin wywoływało oburzenie społeczeństwa2. Wykorzystywanie materialne chrześcijan było więc jednym z powodów wprowadzenia zwyczaju tatuowania ciała, gdyż katolicy pragnęli uwolnić się spod władzy Turków. Poza tym na rozwój tego zjawiska w znacznej mierze wpłynął proces wzmożonej islamizacji ludności niemuzułmańskiej. Tatuaże były rozpowszechnione wśród przedstawicieli wyznania rzymskokatolickiego obojga płci, jednak częściej były one spotykane wśród kobiet3. 1 A. Giza, Bośnia i Hercegowina w dobie tureckiego i austriackiego panowania (1800–1914), Szczecin 2002, s. 11. 2 Tamże, s. 17. 3 A. Lipa, The Austro-Hungarian period in Bosnia and Herzegovina. Politics in Bosnia and Herzegovina and the Creation of the Western Type of Art, Sarajevo 2006, s. 9.

34

Chrześcijanki stosowały tatuaże jako symbole identyfikacji religijnej, gdyż taka forma zdobienia ciała miała uchronić je przed zniewoleniem tureckim. Inną funkcją tatuażu było uniemożliwienie przymusowego przejścia na islam i tym samym utraty własnej tożsamości etnicznej oraz przynależności do danej grupy religijnej. Rozróżnienie wzorów tatuaży występujących na ciałach katoliczek zamieszkujących tereny Bośni w XIX wieku Najczęstszym motywem występującym na ciałach katolików zamieszkujących tereny Bośni był krzyż4. Oprócz wzoru, który w oczywisty sposób kojarzy się z chrześcijaństwem, wybierano również koło, gwiazdy, słońce lub półksiężyc. Dodatkowym elementem występującym przy wyżej wymienionych zdobieniach była ornamentyka w postaci kresek, kropek czy małych krzyży równoramiennych w kształcie litery X5. Leopold Glück i Ćiro Truhelka, którzy zajmowali się tematyką tatuaży na terenie Bośni w XIX wieku, dowodzą, że chrześcijanie pochodzenia chorwackiego mieszkający na tym terenie tatuowali wyłącznie znak krzyża jako symbol religijny. Brakowało na ich ciałach znaków symbolizujących miłość oraz nadzieję, przedstawianych w tradycji chrześcijańskiej jako ogień i kotwica, czy monogramów Chrystusa6. 4 A. Jelski, Tatuaż, Gliwice 2007, s. 60. 5 Tamże, s. 61-62. 6 Tamże, s. 61.


Societas Historicorum

L. Glück., Die Tätowirung der Haut bei den Katholiken Bosniens und Hercegovina, [w:] „Wissenschaftliche Mitteilungen aus Bosnien und der Herzegovina” 1894, nr 2, s. 456.

Wymienieni badacze wysunęli przypuszczenia, że tradycja tatuażu u Słowian narodziła przed inwazją turecką i nawiązywała do czasów pogańskich. Edith Durham w książce High Albania stwierdza, że krzyż dla katolików pełnił rolę amuletu, który miał ich chronić7. Krzyż upamiętniał Mękę Pańską, dlatego nie ma wątpliwości, że kładziono nacisk na uwidacznianie tego symbolu najmocniej związanego z religią chrześcijańską. Występował on w codziennym życiu ludności chrześcijańskiej pod kilkoma postaciami, tj. był znaczony na chlebie, noszony wokół szyi w postaci biżuterii bądź tatuowany na ręce, ramieniu lub piersi8.

Religia a tatuaż Po podbiciu obszaru Bośni w XV wieku, Imperium Osmańskie w dynamiczny sposób zaczęło wprowadzać tam swoje rządy. Kościół katolicki rozpoczął swoją misję na terenie Bośni w momencie, kiedy ta była już prowincją Imperium oraz gdy ustabilizowała się sytuacja polityczna na tym obszarze. Z racji tego, że islam zakazywał wykonywania znaku krzyża jako symbolu chrześcijaństwa, duchowni katoliccy chcieli zachęcić chrześcijan do tatuowania sobie znaku tak mocno związanego z ich wiarą w widocznym miejscu na ciele9. Z relacji podróżników oraz z innych źródeł dotyczących omawianego zagadnienia można dowiedzieć się, że tatuowano w szczególności młode kobiety oraz dzieci. Mężczyźni rzadziej poddawali się takiemu zabiegowi, gdyż nie byli oni prześladowani w tak dużym stopniu jak kobiety. Przyczyn tego zjawiska doszukiwać się można w  stosunku ludności muzułmańskiej do chrześcijan zamieszkujących tereny podległe Turcji. Główną motywacją, jaką kierowały się kobiety oraz w nielicznych przypadkach mężczyźni przy uwidacznianiu symbolu wyznawanej wiary, była chęć uchronienia się przed przymusową islamizacją. Jak pisze Leopold Glück w pracy Die Tätowirung der Haut bei den Katholiken Bosniens und der Hercegovina (Tatuaż na skórze wśród katolików Bośni i Hercegowiny) islam traktował znak krzyża jako dezaprobatę wobec religii wyznawanej przez społeczność muzułmańską10. Innej motywacji kobiet do tatuowania symboli swojego wyznania należy dopatrywać się w obawie przed porwaniem ich przez muzułmanów. Poprzez stosowanie takiej formy ochrony chciały one uniknąć zniewolenia, wykorzystania oraz wspomnianego już przejścia na islam pod przymusem oprawców. Liczono na to, że muzułmanie zniechęcą się do „naznaczonej” kobiety i dzięki temu uniknie ona przykrych konsekwencji.

9 A. Jelski, dz. cyt., s. 61.

7 E. Durham, High Albania, London 1909, s. 147. 8 Tamże, s. 147.

10 L. Glück, Die Tätowirung der Haut bei den Katholiken Bosniens und der Hercegovina, „Wissenschaftliche Mitteilungen aus Bosnien und der Herzegovina” 1894, nr 2, s. 458.

35


nr 77 jesień 2018

Od XV do XIX wieku kobiety tatuowały w szczególności dłonie, ręce, ramiona, piersi, niekiedy również czoło11. Osoba, która chciała przejść na islam, musiała liczyć się z tym, że usunięcie tatuażu będzie konieczne. Był to zabieg bardzo bolesny, polegający na wycięciu pokaźnego fragmentu skóry właściwej, dlatego w wielu przypadkach rezygnowano z przechodzenia na inne wyznanie ze strachu przed bólem12. Osoba, która zdecydowała się na usunięcie tatuażu i przyjęcie nowej wiary musiała liczyć się z ryzykiem odmowy przyjęcia do muzułmańskiej wspólnoty religijnej z powodu posiadania blizn w widocznych miejscach na ciele, które wzbudzały podejrzliwość wśród wyznawców islamu13. Wykonywanie tatuażu na terenie Bośni w XIX wieku Wykonywaniem tatuażu na terenie Bośni zajmowały się wyłącznie kobiety. Leopold Glück oraz Ćiro Truhelka opisali sposób, w jaki przygotowywano tusz oraz przyrządy służące do tatuowania. Tusze na terenie Bośni były przygotowywane w inny sposób niż pośród pozostałych społeczności dziewiętnastowiecznych, gdyż w  skład pigmentu wchodziła sadza, a w rzadkich przypadkach proch. Używano drewna sosnowego, z którego czerpano żywicę, umieszczaną następnie w małym naczyniu14. Poddawano ją procesowi spalania, a potem łączono z sadzą na metalowej blaszce. Kobieta, która pełniła funkcję tatuatora, za pomocą zaostrzonego drewnianego patyczka bądź igły wprowadzała powstały tusz pod skórę. Przed wykonaniem tej czynności, rysowała konkretny wzór na ciele i podążała za wyznaczonymi konturami. Skóra nakłuwana do momentu pojawienia się krwawienia, musiała być napięta, aby tusz lepiej się przyjął. Po wykonanym zabiegu nie przemywano rany przez trzy dni, lecz jedynie bandażowano15. Odcień tatuażu był czarny lub wpadający w niebieski. Zabieg ten był bardzo bolesny, a gojenie się rany długotrwałe. Miejsca na ciele przeznaczone na tatuaż nie były wybierane przypadkowo. Palce, dłonie, przedramię, ramię, klatka piersiowa czy w nielicznych 11 A. Lipa, dz. cyt., s. 9.

przypadkach czoło były najbardziej widoczne i odpowiednie do umieszczenia tatuażu. Ceremonialny a sakralny charakter wykonywania tatuażu Chrześcijanie w Bośni stanowili mniejszość na tle innych grup wyznaniowych16. Poprzez zdobienie ciała starali się podkreślić swoją identyfikację religijną. Z tego powodu przywiązywali wagę do ceremonialnego oraz sakralnego charakteru wykonywania tatuażu. Oficjalna uroczystość tatuowania katolików na terenie Bośni odbywała się 19 marca, czyli w święto św. Józefa17. Była to „wigilia przesilenia dnia z nocą”18. Oprócz święta św. Józefa tatuaże wykonywane były również w niedziele po mszy świętej oraz w inne święta katolickie. Istotą ceremonialnego charakteru tej uroczystości była podniosłość i poczucie słuszności podejmowanych działań. Po mszy świętej dorosłe kobiety licznie spotykały się koło kościoła19. Wybór miejsca tak bardzo związanego z katolicyzmem podkreśla podniosłość tego obrzędu. W tym dniu cała uwaga miejscowych katolików skupiona była na kobietach przystępujących do wykonania tego rytuału. Mówiąc o ceremonialnym charakterze, należy również poruszyć problem sakralnego wymiaru tej uroczystości. Tatuowanie katolików na terenie Bośni w XIX wieku było rytuałem wykonywanym z pobudek religijnych według ogólnie przyjętych zasad. Wykorzystanie znaku krzyża jako głównego motywu na ciele oraz użycie odpowiedniej ornamentyki sprawiało, że ludność chrześcijańska na tym terenie w wyjątkowy sposób wyrażała swoje uczucia i przekonania religijne. Celem podejmowanych przez nich działań było porozumienie się z sacrum i uzyskanie od niego ochrony przed muzułmanami. Jak pisała Edith Durham, chrześcijanie zamieszkujący tereny Bośni traktowali tatuaż jako amulet, który miał ich chronić przed Turkami – tatuowanie wiązano z wiarą w bożą protekcję. W różnych społecznościach, a zwłaszcza wśród mniejszości wyznaniowych takich jak chorwaccy katolicy na terenie Bośni, kult religijny, precyzując normy postępowania, wprowadza integrację

12 L. Glück, dz. cyt., s. 459.

16 A. Giza, dz. cyt., s. 100.

13 A. Jelski, dz. cyt., s. 61.

17 A. Jelski, dz. cyt., s. 62.

14 L. Glück, dz. cyt., s. 460-461.

18 Tamże, s. 62.

15 Tamże, s. 460-461.

19 Tamże, s. 61.

36


Societas Historicorum

między członkami tej samej grupy. Oprócz przywiązania do ceremonialnego i sakralnego charakteru rytuału, osoba, która miała być poddana zabiegowi tatuowania, 19 marca musiała spełniać warunek, jakim było osiągnięcie wieku dojrzałego. Za ludzi dorosłych uważało się osoby, które ukończyły trzynasty rok życia20. Fatum, czyli kismet Podejmując tematykę symboli na terenach podległych Turcji, należy wspomnieć, czym dla muzułmanów było fatum. Słowo kismet, oznaczające w języku tureckim przeznaczenie, było używane przez ludy zamieszkujące tereny Bośni, Chorwacji czy Bułgarii. Społeczności zamieszkujące tereny Bośni tłumaczyły to również jako niespodziewane zdarzenie. Pojęcie to mocno łączyło się z religią, gdyż wierzono, że związane jest z Allahem, któremu należy oddać się bezwarunkowo. Z pojęciem kismet łączy się predeterminizm, czyli wiara w to, że wszystko co spotyka ludzi jest uwarunkowane wolą Boga. W religii chrześcijańskiej oraz w islamie rękę uważano za jeden z doskonalszych narządów21. Można sądzić, że ręka wykonywała również wolę człowieka. Dłoń w islamie posiadała istotne znaczenie. Podczas modlitwy należało przemyć dłonie wodą lub piaskiem w celu ich dokładnego oczyszczenia. Chorwatki, zamieszkujące tereny Bośni, tatuowały sobie dłonie dlatego, że znak krzyża dla muzułmanów był nieczysty. W ich przekonaniu, jeżeli ktoś miał nieczyste dłonie, to należało się do niego nie zbliżać, żeby nie dopadło go nieszczęście, czyli kismet. Podsumowanie Bośnia była istnym tyglem religijnym. W tym regionie grupy wyznaniowe zmuszone były utrzymywać spójność w diasporze. Kościół katolicki do XV wieku nie popierał tatuowania wiernych. Sprzeciwiał się również utrwalaniu na ciele symboli religijnych w państwach, gdzie katolicy stanowili większość. W takich krajach Kościół traktował tatuaż jako piętno i wykluczenie

z danej społeczności22. Pogląd ten zmienił się, gdy chrześcijanie, w tym głównie kobiety i dzieci zamieszkujące tereny podległe Turcji, były porywane, wykorzystywane i zmuszane do przejścia na islam. Dlatego podczas panowania tureckiego na terenie Bośni wielu chrześcijan decydowało się na wytatuowanie symbolu swojej wiary. Pragnęli pokazać, że są katolikami i nie chcą zmieniać swoich przekonań religijnych oraz porzucać dotychczasowej tożsamości i rezygnować z przynależności do wspólnoty religijnej oraz etnicznej. Kobiety dodatkowo traktowały to jako pewnego rodzaju amulet wypisany na skórze, który miał je chronić przed oprawcami. Glück i Truhelka zaznaczają, że kobiety innych wyznań nie posiadały takich zdobień, więc zjawisko to było charakterystyczne tylko dla chrześcijan pochodzenia chorwackiego zamieszkujących tereny Bośni. Dużą wagę przywiązywano do utrzymywania i kontynuowania tej wyjątkowej tradycji. Ceremonialny oraz sakralny charakter tego obrzędu dodatkowo wpłynął na integrację oraz na określenie konkretnych zasad, jakimi członkowie wspólnoty mają się kierować w życiu. Połączenie magii i religii nie wzbudzało kontrowersji. Każda ze stron używała do ochrony swoich symboli pochodzących od Boga. Znajomość wierzeń muzułmańskich spowodowała, że katoliczki stosowały praktyki magiczne z wykorzystaniem amuletów jako formę ochrony. Pod koniec XIX wieku można było zauważyć, że coraz mniej kobiet posiadało te wyjątkowe tatuaże. Jeszcze pod panowaniem Austro-Węgier, w początkach XX wieku, tradycja ta była kontynuowana, ale nie w takim stopniu jak wcześniej. Do zaniku tego szczególnego zjawiska przyczynił się obecny na Bałkanach w XX wieku komunizm. Kobiety bały się tatuować siebie oraz swoje dzieci, gdyż groziły im represje ze strony władz, które nie tolerowały Kościoła katolickiego. W czasach współczesnych wiele kobiet powraca do dawnych zwyczajów. Młode Chorwatki poprzez tatuowanie wzorów, które widziały na rękach swoich przodków, wyrażają chęć powrotu tradycji kultywowanej wiele wieków temu. Kinga Tyras

20 Ć. Truhelka, Die Tätowierung bei den Katholiken Bosniens und der Hercegovina, „Wissenschaftliche Mitteilungen aus Bosnienund der Herzegovina” 1896, nr. 4, s. 496. 21 T. Twardziłowski, Symbolika rąk w Biblii, [w:] Symbolika ciała w Biblii, Warszawa 2012, s. 24.

22 A. Jelski, dz. cyt., s. 62.

37


Bibliografia: ӳӳ Durham E., High Albania, London 1909. ӳӳ Giza A., Bośnia i Hercegowina w dobie tureckiego i austriackiego panowania (1800-1914), Szczecin 2002. ӳӳ Glück L., Die Tätowirung der Haut bei den Katholiken Bosniens und der Hercegovina, „Wissenschaftliche Mitteilungen aus Bosnien und Herzegovina” 1894, nr 2, s. 455–462. ӳӳ Jelski A., Tatuaż, Gliwice 2007. ӳӳ Lipa A., The Austro-Hungarian period in Bosnia and Herzegovina. Politics in Bosnia and Herzegovina and the Creation of the Western Type of Art, [online] http://www.kakanien-revisited.at/beitr/fallstudie/ALipa1.pdf [dostęp: 26.05.2006]. ӳӳ Mailers L., The Bosnians An Introduction to Their History and Culture, Washington 1993.

ӳӳ Truhelka Ć., Die Tätowierung bei den Katholiken Bosniens und der Hercegovina, „Wissenschaftliche Mitteilungen aus Bosnien und der Herzegovina” 1896, nr 4, s. 493–508. ӳӳ Twardziłowski T., Symbolika rąk w Biblii, [w:] Symbolika ciała w Biblii, [online] http://www.knsb.uksw.edu.pl/wp-content/2013/07/Biuletyn-KNSB-5–2012.pdf [dostęp: 10.06.2018].

Il. 1. Castrum doloris króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (1798), autor: Ivan Ivanovich Kolpakov, Muzeum Narodowe w Warszawie (źródło: cyfrowe.mnw.art.pl)


Societas Historicorum

Odyseja królewskich szczątków. Pośmiertne losy Stanisława Augusta Poniatowskiego • XX wiek •

W lutym bieżącego roku minęła 220. rocznica śmierci ostatniego króla Polski, w lipcu zaś – 80. rocznica powtórnego pochówku Stanisława Augusta. Ponad pół wieku później, mianowicie 14 lutego 1995 roku, miał miejsce trzeci pogrzeb w Warszawie. Historia szczątków ostatniego polskiego monarchy pełna jest sprzeczności i kontrowersji; podobnie jak czasy, w których przyszło mu rządzić. Śmierć nie przyniosła spodziewanego ukojenia po burzliwym i dramatycznym panowaniu. Pośmiertne losy okazały się kolejną kartą w tzw. „Sporze o Stanisława Augusta”¹. 12 lutego 1798 roku Stanisław August rozpoczął dzień w zwykły dla siebie sposób. Wczesnym rankiem, po wypiciu filiżanki bulionu, udał się do swojego gabinetu, aby przejrzeć pocztę, a następnie oddać się dalszej pracy. W okolicach godziny jedenastej dostał ataku duszności, w efekcie czego stracił przytomność. Na nic zdała się pomoc cara Pawła oraz zabiegi nadwornego lekarza, doktora Boecklera. Agonia zaczęła się późnym wieczorem. Dwanaście godzin później król nie żył2. Pogrzeb urządzono wspaniały. Iście monarszy. 13 lutego ciało króla zostało zabalsamowane, wnętrzności i serce zamknięto w osobnych urnach. Zwłoki, przybrane w mundur polskiej gwardii koronnej, przepasane błękitną wstęgą z Orderem Orła Białego, spowite purpurowym płaszczem z gronostajami, złożono w pokoju sypialnym. Po dziesięciu dniach odwiedzin, podczas których oddawano ostatni hołd byłemu monarsze, ciało zostało wyniesione z sypialni przez dwunastu dworzan i złożone na marach3. Miał do niego podejść car Paweł, który, 1 Termin zaczerpnięty bezpośrednio z syntezy pióra Andrzeja Zahorskiego o tym samym tytule; Zob. A. Zahorski, Spór o Stanisława Augusta, Warszawa 1966. 2 M. Żywirska, Ostatnie lata życia króla Stanisława Augusta, Warszawa 1978, s. 236–237. 3 Mary – rodzaj nosideł, na których usytuowana jest trumna przed złożeniem w grobie. Każda mara jest zazwyczaj niesiona przez cztery osoby, towarzyszy jej zaś jedna chorągiew. Por. Z. Gloger, Encyklopedia Staropolska, t. 3, Warszawa 1978, s. 191.

odebrawszy podaną mu przez podkanclerza Aleksandra Kurakina złotą koronę, osobiście włożył ją na głowę zmarłego4. 26 lutego ciało Stanisława Augusta zdjęto z mar, okryto płaszczem i złożono do trumny. Przeniesiono je do urządzonej nieopodal kaplicy żałobnej, zaprojektowanej z ogromnym przepychem. Pomiędzy czterema kolumnami utrzymującymi baldachim z fioletowego atłasu, lamowany złotymi frędzlami, wstawiono katafalk. To na nim spocząć miała trumna. Ściany wybito czarnym materiałem, na którym umieszczono rodowy herb Ciołek zwieńczony koroną królewską. Przy filarach katafalku geniusze gipsowe trzymały tarcze z cyframi królewskimi. Doskonale obrazuje to zachowany materiał ikonograficzny (zob. il. 1). Pogrzeb odbył się 5 marca 1798 roku. Osiemnaście tysięcy wojska okalało całą trasę od Pałacu Marmurowego do kościoła św. Katarzyny – jedynej katolickiej świątyni w Petersburgu. Przed przejeżdżającą trumną wojsko oddawało honory, prezentując przy tym broń. Głównym mistrzem ceremonii pogrzebowej był Fiodor hr. Gołowkin. Dwór rosyjski, rozmiłowany we wszelkiego rodzaju paradach, żegnał polskiego króla z najwyższą galą. Porządek tego wydarzenia dokładnie opisała „Gazeta Korrespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” w numerze z 6 kwietnia 1798

4 A. Zgorzelska, Powrót króla, Warszawa 1991, s. 21–22.

39


nr 77 jesień 2018

roku5. Szyk posiadał dokładnie siedem przedziałów, wojskiem osobiście dowodził car. Po tym jak zwłoki zostały odprowadzone do kościoła, najwyżsi dostojnicy – nuncjusz stolicy apostolskiej Wawrzyniec Litta oraz metropolita Stanisław Bohusz Siestrzeńcewicz – odprawiali uroczyste modły w ciągu kolejnych trzech dni6. Trumna została zniesiona do podziemi nawy głównej 8 marca przez członków dworu. Czynności towarzyszyła podniosła muzyka oraz salwy armatnie. Zejście do podziemi zostało zakryte kamienną płytą, na której wyryto inskrypcję o następującej treści: Stanislaus Augustus Rex Poloniae. Magnus Dux Lithuaniae insigne documentum utriusque fortunae, prosperam sapienter, diversam fortiter tulit. Obiit Petropoli VII kal. Febr. MDCCXCVIII. Natus annos LXVI. Paulus I Autocrator et Imperator totius Russiae amico et hospiti posuit7.

Jak rozumieć całe to wydarzenie? Parady, hołdy, salwy, przepych i iście królewski majestat w stosunku do kogoś, kto przed kilkoma laty utracił królestwo? Czego świadectwem miało być owo postępowanie wobec zdetronizowanego Polaka? Zdaje się, że pełniło rolę kolejnego, jakże ironicznego, grymasu losu, który tak przewrotnie upodobał sobie Stanisława Augusta. Podczas tego wspaniałego pogrzebu nie padło ani jedno słowo w polskim i królewskim imieniu – zabrakło mowy pogrzebowej. Na nią car pozwolić nie mógł8. W Petersburgu zwłoki króla przebywały przez 140 lat. Nastrój w XIX wieku nie pozwalał na to, aby kogokolwiek obchodziło ciało monarchy, na którego okres panowania przypadł upadek państwa. Niemożliwy był postulat sprowadzenia szczątków do kraju, który przecież nie istniał. 5 „Gazeta Korrespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1798, nr 28, s. 1–2. 6 M. Żywirska, dz. cyt., s. 239. 7 Cyt. za: M. Żywirska, s. 239–240. 8 A. Zgorzelska, dz. cyt., s. 26.

40

Nie było również potrzeby urządzania ponownego pogrzebu – pierwotne miejsce pochówku jawiło się jako to ostateczne, a obojętność polskiego społeczeństwa zdawała się potwierdzać te przypuszczenia. Sytuacja uległa zmianie po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, a raczej po uporządkowaniu przez nią granic wschodnich na mocy traktatu ryskiego. 31 sierpnia 1922 roku Polska Delegacja Reewakuacyjna (realizująca postanowienia traktatu ryskiego) udała się w podróż do Petersburga9, do kościoła pod wezwaniem św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Oficjalnym celem była chęć przewiezienia małej trumienki ze szczątkami króla Stanisława Leszczyńskiego, pochowanego w tymże kościele w wyniku różnych zawirowań10. Efektem tej dość tajemniczej wizyty było również przewiezienie kilku innych pamiątek oraz spisanie protokołu, z którego dowiadujemy się, że: […] Grób Stanisława Augusta znajdował się w następującym stanie: 1. Pośrodku krypty na posadzce kamiennej, bez postumentu, stoi drewniana, mocno zniszczona trumna Stanisława Augusta, obita lamą srebrną z orłami polskimi, monogramami Króla i herbami „Ciołek” […] 2. W rogu krypty w nieładzie […] stoją dwie puszki […] w której znajduje się serce i wnętrzności Króla Stanisława Augusta. 3. […] dokonano zbadania szczątków. Trupa pokrywa zbutwiała szata karmazynowego koloru, mocno pozłacana, w bardzo dobrym stanie […] 9 Nazwę Leningrad wprowadzono w 1924 roku. 10 Losy zwłok Stanisława Leszczyńskiego okazały się równie burzliwe, co ostatniego króla. Pierwotnie Leszczyński został pochowany w ufundowanym przez siebie kościele Matki Boskiej Miłosiernej w Nancy w 1766 roku. Podczas rewolucji francuskiej grób ten, jak wiele innych, został zdewastowany. Szczątki polskiego króla wyrzucono. Dopiero w 1803 roku złożono je do nowej trumny. W 1813 roku gen. Michał Sokolnicki przejął szczątki wraz z innymi pamiątkami, które to warszawskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk podarował jego synowiec, Piotr Sokolnicki, w 1828 roku. Po upadku powstania listopadowego zbiory Towarzystwa przewieziono do Petersburga. W 1857 roku, decyzją władz carskich, przekazano trumienkę do kościoła św. Katarzyny. Odzyskana na mocy traktatu ryskiego, w podziemiach katedry wawelskiej znalazła się w 1938 roku. Zob. Z. Święch, Niezwykły żywot i pośmiertne wędrówki króla Stanisława Leszczyńskiego, [w:] Szkatuła z odkryciami, Kraków 1985, s. 123–126.


Societas Historicorum

Grobowiec Stanisława Augusta Poniatowskiego w bazylice archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie (źródło: wikipedia.org, autor: Adrian Grycuk)

na miejscu czaszki pozostało białe próchno, które też było znalezione przy odkryciu lewej nogi zwłok. 4. Po zbadaniu zwłok trumna była z powrotem pokryta deskami i oczyszczona z kurzu11.

Podczas gdy Stanisław August został w ZSRR, Stanisław Leszczyński wrócił do Polski. Niemniej jednak pierwotnie nie urządzono mu żadnego pochówku – jego szczątki zdeponowano w szafie stojącej w gabinecie Mieczysława

11 Przedruk według: „Słowo” 1938, nr 220, s. 1. Dokument ten ks. Bronisław Ussas ujawnił dopiero w 16 lat od jego powstania ze względu na ożywioną dyskusję prasową związaną powtórnym pochówkiem monarchy w 1938 roku, o czym niżej.

Tretera, dyrektora Państwowych Zbiorów Sztuki na Zamku Królewskim w Warszawie12. Mimo poufności wizyty coraz więcej osób dowiadywało się o zapomnianej trumnie ostatniego króla. Pewne kroki zmierzające do zainteresowania władz tą sytuacją podjęli: Edward Kuntze – znakomity bibliotekoznawca – oraz Stanisław Kętrzyński – wybitny historyk. Niestety, mimo dość szeroko zakrojonych działań, nie zdołali oni w żaden sposób wpłynąć na to, jak traktowano wówczas kwestię sprowadzenia królewskich zwłok. Jednak sprawa nabierała coraz większego rozgłosu. W kontekście dość dziwnego – jak już wspomniano wyżej – postępowania ze szczątkami 12 Z. Święch, dz. cyt., s. 126.

41


nr 77 jesień 2018

Stanisława Leszczyńskiego, 15 marca 1926 roku lwowski dziennik „Słowo Polskie” wydrukował felieton Stanisława Wasylewskiego. Pod wymownym tytułem Król w szafie upowszechniał wieść o Stanisławie Leszczyńskim, a także poświęcił słów kilka Stanisławowi Augustowi, pisząc: Gdy dwa lata temu powódź w Petersburgu zniszczyła groby polskie […] zwrócił się rząd sowiecki z propozycją do Polski, żeby sobie zabrała resztki […] nieboszczyków […] Jeden tylko p. Stanisław August pozostał nadal na łasce rozbitej trumny w gruzach podziemi. Prawda, ten Poniatowski był przestępca i zbrodniarz, który nic więcej nie zrobił, tylko rzucił podwaliny nowożytnej kultury duchowej, prawda, że to rozwiązłe, pudrowane próżniaczysko nie wymyśliło niczego więcej, tylko jakąś tam komisję edukacji, stworzyło sztukę polską XVIII wieku i Łazienki, zorganizowało produkcję przemysłową […] To niewiele, ale zawsze, jaki był, taki był […] i jemu patrzyłby się krzyżyk na grobie i pół metra ziemi w Polsce. A jednak nie! Bo król, więc nie można, nie wypada. Tak uradzono na górze, na prawicy i na lewicy, i pozostał Stanisław August w piwnicy13.

Potrzeba uhonorowania w godny sposób zwłok ostatniego króla zyskiwała zwolenników. Podczas swojej podróży po ZSRR Stanisław Cat-Mackiewicz zwrócił na ten fakt uwagę i w swoim studium Myśl w obcęgach zanotował: Leżą tam zwłoki naszego króla  – może złego, może winnego, może ukaranego bardziej niż zasłużył14. Ale złe są dzieci, które nie grzebią i nie pamiętają o grobach nawet złych ojców. Sprowadziliśmy i odbieramy od Moskali skarby sztuki, które Stanisław August zbierał. Sprowadzamy je na Zamek i do Łazienek, pałaców, które on przyozdabiał i budował, gdzie swoją duszę artystyczną włożył. Na jego grobie widzi się on już jako stary pan, jak ten, co przychodzi na nabożeństwo w starym futrze. Rzeczy jego z Rosji wyjechały do Polski z powrotem – on został. Panie prezydencie

Il. 2 S. Mackiewicz, Cichy powrót szczątków króla Stanisława Augusta, „Słowo” 29.07.1938, nr 206, s. 1.

Rzeczypospolitej… tam w Petersburgu, na podłodze, jest taki napis: Rex et Magnus Dux15.

Sytuacja wyjaśniła się w nagły, nieoczekiwany sposób. Wiosną 1938 roku konsul Rzeczypospolitej w ZSRR – Wacław Grzybowski – otrzymał oficjalne zawiadomienie o tym, że kościół św. Katarzyny w ówczesnym Leningradzie został zakwalifikowany do rozbiórki16. Znajdujące się tam zwłoki polskiego króla rząd ZSRR postanowił przekazać Polsce. 29 lipca 1938 roku Polska Agencja Telegraficzna nadała zwięzły komunikat: W  wyniku przychylnego ustosunkowania się rządu sowieckiego do sprawy repatriacji zwłok Stanisława Augusta, zostały one przed paru dniami przewiezione z Leningradu do kraju. Trumna ze szczątkami króla spocznie w miejscu jego

13 S. Wasylewski, Król w szafie, „Słowo Polskie” 1926, nr 73, s. 4.

15 S. Cat-Mackiewicz, Myśl w obcęgach, Kraków 2012, s. 99–100.

14 Myśl w obcęgach wydana została w 1931 roku, czyli na długo przed panegiryczną biografią ostatniego króla pióra Mackiewicza, stąd być może pewnego rodzaju niezdecydowanie czy też ostrożność.

16 W 1924 roku nastąpiła powódź, która dość mocno nadszarpnęła kondycję budynku. Od tego czasu niszczał on coraz bardziej, aż do wspomnianych prac rozbiórkowych w 1938 roku.

42


Societas Historicorum urodzenia, w zabytkowym kościele w Wołczynie17.

Takie rozwiązanie sytuacji nie zadowoliło nikogo, choć pierwotnie prasa, być może z obawy przed interwencją władz, unikała tego tematu. Jedynie wileńskie „Słowo” temperamentnego monarchisty Stanisława Mackiewicza pokusiło się o skomentowanie lakonicznej informacji podanej przez PAT18 (zob. il. 2); inne pióra dopiero ostrzono. Z dnia na dzień pojawiały się kolejne artykuły najważniejszych tytułów przedwojennej Polski, opinię publiczną zastanawiało i irytowało niemal wszystko. Zaczęto więc pytać: „Dlaczego potajemnie?”, „Dlaczego Wołczyn?”, „Dlaczego nie odprawiono nad ciałem choćby krótkiego nabożeństwa?”. Władza nie odpowiadała na te pytania. Pióra o każdym bodaj zabarwieniu politycznym wypisywały swoje opinie, choć nie wszystkie chętnie widziałyby Stanisława Augusta na Wawelu. Prym w jego obronie wiódł oczywiście Mackiewicz19. Narodowe media były bardzo surowe w ocenie ostatniego króla, a przy tym zalecały wstrzemięźliwość w całej debacie20. Robotnicze tytuły powielały zaś standardowe zarzuty o przekupność, zdradę i uległość wobec Rosji21. Niektóre propozycje miejsca wiecznego spoczynku okazały się naprawdę interesujące. Ludwik Hieronim Morstin – krakowski artysta – na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” zaproponował Łazienki jako miejsce idealne na pochówek ich twórcy22. Przyjaciel i kuzyn pomysłodawcy warszawskiego pochówku, Ludwik Puget, nie miał z kolei wątpliwości, że najlepszym miejscem będzie królewska krypta na Wawelu23. Najbardziej wyważonym sądem okazał 17 A. Zgorzelska, dz. cyt., s. 57–58. 18 S. Mackiewicz, Cichy powrót szczątków króla Stanisława Augusta, „Słowo” 1938, nr 206, s. 1. 19 Tenże, Złe tylko dzieci nie grzebią złych nawet ojców, „Słowo” 1938, nr 209, s. 1. 20 K. Hrabyk, Lepiej byłoby o tym nie mówić. Bolesna Sprawa, „Kurier Poranny” 1938, nr 211, s. 3. 21 J. Krzesławski, Czy należy uczcić uroczyście pamięć Stanisława Augusta?, „Robotnik” 1938, nr 215, s. 4; Outsider, Miary, miary, panowie!, „Jutro Pracy” 1938, nr 33, s. 2. 22 L.H. Morstin, Zwłoki króla Stanisława Augusta powinny spocząć w Łazienkach, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1938, nr 210, s. 6. 23 L. Puget, Król z królami!, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1938, nr 213, s. 3.

się artykuł Aleksandra Bocheńskiego, który jasno podkreślił, iż Wawel jest od pewnego czasu miejscem przede wszystkim bohaterskim, szczególnie po pochowaniu tam Tadeusza Kościuszki, Józefa Poniatowskiego czy Józefa Piłsudskiego. Nie zbywał jednak zasług monarchy na tle kulturowym i artystycznym XVIII wieku. W konkluzji zaproponował katedrę św. Jana w Warszawie, „na którą król chyba sobie zasłużył”24. Dyskusje trwały, tracąc przy tym swój pierwotny cel. Powoli przestawano kwestionować wołczyński pochówek, skupiono się zaś na ogólnej ocenie ostatniego króla, co zaangażowało zarówno historyków, jak i polityków, pisarzy, poetów czy dziennikarzy. Najtrzeźwiej zachowała się redakcja tygodnika „Merkuryusz Polski”, postanawiając nie wdawać się w spory. Urządziła zbiórkę pieniężną na nabożeństwo żałobne za spokój duszy Stanisława Augusta, którego mu w Wołczynie, jak już wyżej wspomniano, niezrozumiałą decyzją władz poskąpiono. Nabożeństwo odbyło się 15 września 1938 roku. Zabrakło na nim przedstawicieli rządu. Sprawa królewskiego pochówku powoli się wyciszała; czasy stawały się coraz bardziej niepewne. Świeży ślad „Sporu o Stanisława Augusta” zatarło – i to na długie lata – wielkie wydarzenie – II wojna światowa. Nowe granice Polski nie objęły swoim zasięgiem tej części Polesia, w której znajdował się Wołczyn. Stanisław August znów spoczywał na  obczyźnie. Temat monarchy nie pasował jednak do pierwszych lat nowej epoki. Ukazały się jedynie nieliczne prace przypominające sylwetkę ostatniego króla25. Sytuacja uległa diametralnej zmianie w 1956 roku, gdy do Polski wrócił Stanisław Cat-Mackiewicz. Przyjechał on z książką arcyważną, mianowicie biografią Stanisława Augusta, napisaną w 1953 roku26. Natychmiastowy bestseller przypomniał wszystkim o królu i Wołczynie. Pisarz nie domagał się jednak sprowadzenia zwłok. Sprawa wschodniej granicy była kwestią w dalszym ciągu drażliwą. Tym niemniej rozpoczął się 24 A. Bocheński, A jednak w Warszawie, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1938, nr 215, s. 3. 25 T. Breza, Mury Jerycha, Warszawa 1946, A. Bocheński, Dzieje głupoty w Polsce, Warszawa 1947; M. Skałkowski, Rehabilitacja Stanisława Augusta, Warszawa 1947. 26 S. Mackiewicz, Stanisław August, Londyn 1953.

43


nr 77 jesień 2018

nowy dyskurs w „sporze”, który przyniósł obfite literacko owoce. Biografię pióra Cata wznowiono w 1959 i 1966 roku. W tym ostatnim ukazała się również niezmiernie ważna pozycja Ostatni król Rzeczypospolitej Emanuela Rostworowskiego27. Wiosną 1971 roku rozpoczęto odbudowę Zamku w Warszawie – perły architektury z czasów Stanisława Augusta. Wobec tego pojawiły się głosy: „Czas chyba na sprowadzenie prochów ostatniego króla Polski i umieszczenie ich w Warszawie, z którą był najsilniej związany, i dla której tak wiele uczynił”28. W tym czasie Andrzej Zahorski referował przyczyny i istotę sporu o króla29, Stanisław Stomma analizował wątpliwości, współcześnie zamykające królowi drogę na Wawel30, abp Michał Godlewski przypomniał okoliczności petersburskiego pochówku31, a Maria Żywirska opublikowała swoją książkę32. Surowe, acz niepozbawione stabilnych argumentów sądy wystawiał Jerzy Łojek33. Tymczasem zza Buga dochodziły niepokojące wieści o złej kondycji kościoła w Wołczynie. Powszechnymi stawały się informacje o tym, że zabytek spotkały kilkukrotne dewastacje. Niepokój o  nieznany los prochów polskiego króla po raz kolejny wzbudził zainteresowanie. 6 kwietnia Zarząd Główny Związku Literatów Polskich podjął decyzję o próbie sprowadzenia zwłok patrona i przyjaciela poetów oraz pisarzy. 2 maja 1979 roku w imieniu władz ZLP nadano list do prymasa Polski, Stefana Wyszyńskiego, który spotkał się z aprobatą duchownego. Literaci postanowili przedstawić wniosek przed władzami państwowymi. Przewodniczący Rady Państwa – Henryk Jabłoński – obiecał zapoznać ze sprawą ambasadora radzieckiego w Warszawie i powiadomić literatów. Odpowiedź jednak nigdy nie nadeszła34.

1 kwietnia 1981 roku „Biuletyn Informacyjny PAP” zadał pytanie: „Czy prochy króla Stasia wrócą do kraju?”35. Głośno odpowiedział Kraków. Michał Rożek, na łamach „Tygodnika Powszechnego” apelował: Obecnie po latach, gdy oceniamy Stanisława Augusta sine ira et studio powinniśmy naprawić skandal wołczyński; sprowadzając do kraju prochy zasłużonego dla kultury narodowej monarchy, pochować je (zgodnie z wolą zmarłego) pomiędzy królami36.

27 E. Rostworowski, Ostatni król Rzeczypospolitej: Geneza i upadek Konstytucji 3 maja, Warszawa 1966.

Leszek Mazan w „Przekroju” podkreślał: „Moim zdaniem miejsce króla jest wśród innych naszych monarchów, w nekropolii wawelskiej”37. Dyskusje i wymiana poglądów trwały – podobnie jak przed wojną. Przełom nastąpił w 1987 roku, gdy do mieszkania Marka Kwiatkowskiego, dyrektora Łazienek Królewskich nieoczekiwanie przybył minister kultury i sztuki – Aleksander Krawczuk. Obiecał Kwiatkowskiemu rozwiązanie sprawy sprowadzenia zwłok Stanisława Augusta z planem, by pochować go w Łazienkach38. W rok później Krawczuk zadecydował: „Niechże wypowie się naród”39. Do badania opinii ruszono podwójnym frontem w celu zachowania ostrożności. CBOS i „Rzeczpospolita” stworzyły ankietę, w której zapytały o zgodę na sprowadzenie do kraju monarchy. Za opowiedziało się 65,5% respondentów CBOS oraz 75,2% „Rzeczpospolitej”. Przeciw – kolejno 12,4% oraz 19,5%40. 12 grudnia 1988 roku specjalnie powołana komisja dotarła do Wołczyna. Przewodniczył jej Aleksander Gieysztor, a towarzyszyli mu: Marek Kwiatkowski, Tadeusz Polak, Tadeusz Dzierżykray-Rogalski, Andrzej Zahorski, Jacek Rulewicz, Zbigniew Pianowski, Zbigniew Święch, Aleksandra Zgorzelska, Adam Bujak, Edward Grochowicz oraz Henryk Kalinowski. Komisji ukazała się żałosna i smutna ruina tego, co niedawno

28 W. Krysztoforski, Artykuł, który czekał na publikację 10 lat, „Kurier Polski” 1971, nr 119, s. 5.

35 Tamże.

29 A. Zahorski, Spór o Stanisława Augusta, Warszawa 1966. 30 S. Stomma, Wyroki historii, „Tygodnik Powszechny” 1978, nr 37, s. 14. 31 M. Godlewski, Pogrzeb Stanisława Augusta, „Tygodnik Powszechny” 1975, nr 33, s. 12. 32 M. Żywirska, dz. cyt.

36 M. Rożek, O miejsce dla Stanisława Augusta, „Tygodnik Powszechny” 1981, nr 14, s. 12. 37 L. Mazan, Stanisław August Poniatowski: tu mnie kiedyś pochowajcie, „Przekrój” 1981, nr 1882, s. 10. 38 A. Zgorzelska, dz. cyt., s. 128.

33 J. Łojek, Wokół sporów i polemik, Lublin 1979.

39 A. Krawczuk, W sprawie króla Stanisława, „Rzeczpospolita” 1988, nr 54, s. 3.

34 A. Zgorzelska, dz. cyt., s. 112–114.

40 A. Zgorzelska, dz. cyt., s. 130.

44


było jeszcze najpiękniejszą na Polesiu późnobarokową świątynią. Beznadzieję podkreślały kolorowe tablice-plakaty, przedstawiające płody rolne, maszyny, ciągniki – osiągnięcia tamtejszego kołchozu im. Żdanowa. Dawna plebania została zajęta na cele jego siedziby. Jak wspomina naoczny świadek, Aleksandra Zgorzelska: Zastygliśmy w zdumiałym milczeniu, patrząc na  coś co było gruzem, rozwaliskiem, ruiną. A miało być grobowcem Najjaśniejszego […] Jak można było – usłyszałam głos profesora Gieysztora – wywieźć królewską trumnę na tak daleką, głuchą wieś […] W niszy trochę śmieci, gruzu, ziemia ze śniegiem, resztki jakichś bali, na które skądś z góry kapie woda. O ściany niszy oparte brunatne deski z sześcioma żelaznymi uchwytami. Wyraźnie fragmenty rozpadłej, prostej, drewnianej trumny – ochronnej paki, w które przed półwieczem przywieziono trumnę właściwą. Jej samej – ani śladu. Tylko te butwiejące deski. Grobowiec ostatniego króla Polski41.

mauzoleum44. W 1992 roku w tym miejscu odsłonięto brązowe popiersie monarchy (w 2013 roku przeniesione w pobliże Białego Domku)45. Obecnie znajduje się tam tablica pamiątkowa. Tak oto zakończyła się tragiczna tułaczka nieszczęśliwego króla, który spokoju nie zaznał nawet po śmierci. Pozostaje mieć nadzieję, że warszawski pochówek okaże się tym ostatnim. Jan Jakub Grabowski

Komisja nie zdążyła, lecz część przedmiotów zostało uratowanych przez młodego chłopca, Aleksandra Milinkiewiczowa, który po obejrzeniu dokumentu o Stanisławie Auguście, wynegocjował u ojca, by udali się do Wołczyna. Uczynili to 18 października 1987 roku. Znaleziska przekazali Muzeum Białoruskiej SSR. Były to: resztki starej tkaniny, złotą i srebrną nicią przetykanej, kawał aksamitu z polskim, srebrno haftowanym orłem, dwa kawałki toczonego drewna, obcas, gwóźdź. Kości nie było. „Nadspodziewanie wiele – miał powiedzieć Gieysztor – Mamy oto przed sobą relikty majestatu Rzeczypospolitej. Są nasze”42. Dalsze lata upłynęły na pracach archeologicznych oraz konserwatorskich. Uroczysty pogrzeb w  archikatedrze św. Jana odbył się 14  lutego 199543. Przywiezione z Białorusi szczątki z kaplicy w Wołczynie pochowano w symbolicznym grobowcu w podziemiach katedry. Wcześniej  – w  1989 roku  – niewielka ilość ziemi z krypty pochówku króla została złożona przez Marka Kwiatkowskiego w Łazienkach, w miejscu planowanego przez Poniatowskiego 41 Tamże, s. 135. 42 Tamże, s. 138.

44 M. Kwiatkowski, Zwierzenia. Marek Kwiatkowski w rozmowie z Lidią Nowicką, Warszawa 2001, s. 109.

43 J. Michalski, Stanisław August Poniatowski, [w:] Polski Słownik Biograficzny, Warszawa–Kraków 2002, t. XLI/4, s. 638.

45 I. Zychowicz, J. Abramowicz, Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie, Warszawa 2013, s. 210


Bibliografia Prasa: ӳӳ „Gazeta Korrespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” 1798, nr 28. ӳӳ Bocheński A., A jednak w Warszawie, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1938, nr 215. ӳӳ Bocheński A., Dzieje głupoty w Polsce, Warszawa 1947. ӳӳ Breza T., Mury Jerycha, Warszawa 1946. ӳӳ Godlewski M., Pogrzeb Stanisława Augusta, „Tygodnik Powszechny” 1975, nr 33. ӳӳ Hrabyk K., Lepiej byłoby o tym nie mówić. Bolesna Sprawa, „Kurier Poranny” 1938, nr 211. ӳӳ Krawczuk A., W sprawie króla Stanisława, „Rzeczpospolita” 1988, nr 54, ӳӳ Krysztoforski W., Artykuł, który czekał na publikację 10 lat, „Kurier Polski” 1971, nr 119. ӳӳ Krzesławski J., Czy należy uczcić uroczyście pamięć Stanisława Augusta? „Robotnik” 1938, nr 215. ӳӳ Mackiewicz S., Cichy powrót szczątków króla Stanisława Augusta, „Słowo” 1938, nr 206. ӳӳ Mackiewicz S., Złe tylko dzieci nie grzebią złych nawet ojców, „Słowo” 1938, nr 209. ӳӳ Mazan L., Stanisław August Poniatowski: tu mnie kiedyś pochowajcie, „Przekrój” 1981, nr 1882. ӳӳ Morstin L.H., Zwłoki króla Stanisława Augusta powinny spocząć w Łazienkach, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1938, nr 210. ӳӳ Outsider, Miary, miary, panowie!, „Jutro Pracy” 1938, nr 33. ӳӳ Puget L., Król z królami! „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1938, nr 213, ӳӳ Rożek M., O miejsce dla Stanisława Augusta, „Tygodnik Powszechny” 1981, nr 14. ӳӳ Stomma S., Wyroki historii, „Tygodnik Powszechny” 1978, nr 37. ӳӳ Wasylewski S., Król w szafie, „Słowo Polskie” 1926, nr 73.

Opracowania: ӳӳ Gloger Z., Encyklopedia Staropolska, t. 3, Warszawa 1978. ӳӳ Kwiatkowski M., Zwierzenia. Marek Kwiatkowski w rozmowie z Lidią Nowicką, Warszawa 2001. ӳӳ Łojek J., Wokół sporów i polemik, Lublin 1979. ӳӳ Mackiewicz S., Myśl w obcęgach, Kraków 2012. ӳӳ Mackiewicz S., Stanisław August, Londyn 1953. ӳӳ Michalski J., Stanisław August Poniatowski, [w:] Polski Słownik Biograficzny, Warszawa– Kraków 2002, t. XLI/4. ӳӳ Rostworowski E., Ostatni król Rzeczypospolitej: Geneza i upadek Konstytucji 3 maja, Warszawa 1966. ӳӳ Skałkowski M., Rehabilitacja Stanisława Augusta, Warszawa 1947. ӳӳ Święch Z., Niezwykły żywot i pośmiertne wędrówki króla Stanisława Leszczyńskiego [w:] Szkatuła z odkryciami, Kraków 1985. ӳӳ Zahorski A., Spór o Stanisława Augusta, Warszawa 1966. ӳӳ Zgorzelska A., Powrót króla, Warszawa 1991. ӳӳ Zychowicz I., Abramowicz J., Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. Warszawa 2013. ӳӳ Żywirska M., Ostatnie lata życia króla Stanisława Augusta, Warszawa 1975.


Praktyka polityczna Władimira Putina w latach 2000–2008 • XXI wiek •

Władimir Putin to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polityków XXI wieku. Niewątpliwie ma na to wpływ fakt, że piastuje on najwyższe urzędy państwowe w Federacji Rosyjskiej. Jednak jeśli spojrzy się na jego osobiste sukcesy – tytuł Person of the Year 2007 magazynu „Time”¹, uznanie za najbardziej wpływową osobę w dziedzinie polityki, nauki, kultury, rozrywki i biznesu przez magazyn „Vanity Fair” w 2008 roku², a także czterokrotny wybór na najbardziej wpływowego człowieka świata przez magazyn „Forbes” (lata 2013–2016)³, wydaje się, że główny wpływ mają jego działania zarówno na płaszczyźnie wewnątrzpaństwowej, jak i międzynarodowej. Jak zatem wyglądała jego dotychczasowa praktyka polityczna? By móc odpowiedzieć na to pytanie, należy cofnąć się do początków jego działalności publicznej. W latach 1990–1996 był blisko związany z Anatolijem Sobczakiem i od momentu objęcia przez niego stanowiska mera Leningradu zaczął współpracę z administracją miasta, by od 1992 roku zostać zastępcą swojego protektora4. W 1996 roku Wołodia stał się członkiem administracji prezydenta federacji, by dwa lata później zostać szefem Federalnej Służby Bezpieczeństwa5. Nie zagrzał tam jednak miejsca na długo, ponieważ w 1999 roku został premierem i rysował się jako następca schorowanego Borysa Jelcyna6. Warto zadać sobie pytanie, dlaczego z mało znanego polityka stał się w pod koniec 1999 roku jedną z najbardziej popularnych postaci w Rosji?

3 Ranking „Forbesa”: Putin znów najpotężniejszym człowiekiem świata, [online] https://dorzeczy.pl/swiat/16946/RankingForbesa-Putin-znow-najpotezniejszym-czlowiekiem-swiata. htm [dostęp: 25.06.2017].

Przede wszystkim doprowadziły do tego jego szybkie i skuteczne działania związane z trwającym konfliktem czeczeńskim. Właśnie w tym roku podjęto radykalne kroki w  celu rozwiązania trwającego tam kryzysu i ostatecznego podporządkowania regionu Kremlowi. Punktem zwrotnym stały się zamachy bombowe w Moskwie, Riazaniu i Wołgodońsku. Najważniejsza zdaje się deklaracja Władimira Putina, będącego wówczas premierem, który zapowiedział bezwzględną walkę z terrorystami7. Została ona złożona w odpowiednim czasie i przyniosła mu duże poparcie ludności, co w konsekwencji doprowadziło go do zwycięstwa w wyborach prezydenckich w 2000 roku. Zdawać się mogło, że oto po kilku latach anarchii u władzy staje osoba zdeterminowana, która pomoże Rosji wyjść na prostą. Na drugi plan zeszły głosy mówiące o prowokacji rosyjskich służb, które miały te zamachy przeprowadzić8. To działanie, zwłaszcza w kontekście późniejszych zamachów terrorystycznych, umieściło Władimira Putina w kręgu osób walczących o spokój obywateli i ułatwiło mu polityczną drogę ku Europie i Ameryce, jako partnerów w słusznej sprawie. Wartym podkreślenia jest również moment objęcia przez niego rządów – schyłek kryzysu ideologii imperialnej, ciągłe próby znalezienia przez Rosję swego miejsca w świecie i historii. To

4 S.L. Myers, Nowy car. Wczesne lata i rządy Władimira Putina, Katowice 2016, s. 85.

7 S.L. Myers, dz. cyt., s. 216.

1 R. Stengel, Choosing Order Before Freedom, [online] http:// content.time.com/time/specials/2007/personoftheyear/ article/0,28804,1690753_1690757,00.html [dostęp: 25.06.2017]. 2 „Vanity Fair”: Putin najbardziej wpływowym człowiekiem świata, [online] http://wiadomosci.gazeta.pl/ wiadomosci/1,114873,5659867,_Vanity_Fair___Putin_ najbardziej_wplywowym_czlowiekiem.html [dostęp: 25.06.2017].

5 M. Stuermer, Putin i odrodzenie Rosji, Wrocław 2010, s. 36. 6 Tamże, s. 43.

8 B. Reitschuster, Władimir Putin – dokąd prowadzi Rosję?, Warszawa 2005, s. 69-71.

47


nr 77 jesień 2018

Władimir Putin podczas wizytacji wojsk rosyjskich w Czeczeni (źródło: regnum.ru)

właśnie w tym czasie zmieniło się podejście do jej dziejów. Zadaniem nowego lidera było wskrzeszenie ducha imperializmu, którego symbolami byli: Piotr Wielki, caryca Katarzyna, a także Józef Stalin9. Dotychczas brakowało postaci, która mogłaby sprostać temu zadaniu, a także oczekiwaniom społecznym. W osobie Władimira Władimirowicza pojawił się kandydat godzien dołączyć do tego pocztu zasłużonych, co ułatwiło mu sprawowanie władzy w państwie. Jednym z bardziej interesujących elementów polityki Władimira Putina jest gospodarka. Można w tym przypadku mówić o swego rodzaju szczęściu, ponieważ przez znaczny czas sprawowania przez niego najwyższych urzędów państwowych panowała korzystna koniunktura i popyt na podstawowe produkty eksportowe Rosji10. Ich znaczenie zostało dostrzeżone i wpisane w plan strategii politycznej, stały się elementami nacisku na sąsiadujące państwa11. Zostało to już kilkukrotnie wykorzystane przez 9 A. Nowak, Historie politycznych tradycji: Piłsudski, Putin i inni, Kraków 2007, s. 329-330. 10 I. Chalupec, C. Filipowicz, Rosja, ropa, polityka, Warszawa 2009, s. 101-102. 11 Tamże, s. 99.

48

ówczesną głowę Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza w relacjach ze szczególnie kłopotliwym sąsiadem, jakim jest Ukraina12. Strategia uzależniania kraju za pomocą surowców energetycznych jest przemyślanym działaniem, które, w czasie ich wysokich cen i braku alternatywnych źródeł, może przynosić wymierne korzyści, zarówno finansowe, jak i polityczne. Dostrzeżenie tej zależności i wykorzystanie w praktyce świadczy o niezwykłym zmyśle politycznym Putina. Tematy ekonomiczne, dotyczące w  sposób szczególny surowców energetycznych, wiązały się bezpośrednio z jego polityką wewnętrzną. W latach 90. transformacja ustrojowa doprowadziła do utworzenia się radykalnego odłamu kapitalizmu, dzięki któremu nieliczna grupa przedsiębiorców dorobiła się ogromnych majątków. Doprowadziło to do stworzenia potężnych konsorcjów, które m.in. zajęły się sprzedażą surowców energetycznych. Stanowiło to jednak potencjalne zagrożenie dla strategii Putina, który chciał oprzeć swe rządy na ropie i gazie, 12 W 2004 roku Władimir Putin poważnie zaangażował się w kampanię prezydencką Wiktora Janukowycza. Po jego przegranej w latach 2005-2006 prowadzona była „wojna gazowa” między Rosją a Ukrainą.


Societas Historicorum

mogących pomóc mu w wywieraniu nacisków na kraje ościenne. Doprowadziło to do „rozprawienia się” z największą rosyjską firmą – „Jukosem”. Oficjalnie głowa państwa nie ingerowała w oparte na dość mało prawdopodobnych przesłankach postępowanie skierowane przeciw Michaiłowi Chodorkowskiemu. Wydaje się jednak, że prawda była zupełnie inna, o czym świadczy późniejsze przejęcie firmy przez koncern państwowy „Rosnieft”13. Bezwzględne rozprawienie się z konkurencją14 było ostrzeżeniem dla reszty oligarchów, a także pokazało, że Władimir Putin będzie działał konsekwentnie aż do osiągnięcia zamierzonego celu. Prezydent Federacji Rosyjskiej wielokrotnie deklarował, że nie interesuje się polityką partyjną, a zależy mu przede wszystkim na efektywnym sprawowaniu władzy15. Oficjalnie sporadycznie brał udział w kampaniach wyborczych, jednak w rzeczywistości co chwila pojawiał się w mediach podczas najlepszych pasm antenowych – nie jako kandydat, lecz urzędnik. Władimir Putin podczas sprawowania władzy doprowadził do powstania kilku ciekawych zjawisk na scenie politycznej. Najważniejszym z nich było wyeliminowanie swoich potencjalnych przeciwników w  parlamencie. Odbyło się to przede wszystkim za pomocą gier politycznych i doprowadziło do umocnienia prezydenckiej partii Jedinaja Rossija. Ważniejsze jednak było zniechęcenie innych kandydatów do walki o urząd prezydenta przed wyborami w 2004 roku. Popularność głowy państwa była bardzo wysoka i wydawał się być pewnym zwycięzcą. Można nawet stwierdzić, że stał się on jedynym realnym wyborem dla Rosji, co mogło być konsekwencją prowadzonej kampanii medialnej dotyczącej jego osoby. Niezwykle istotną sprawą, do której doprowadził Władimir Putin, było zmniejszenie roli parlamentu, a także samorządów w Federacji Rosyjskiej. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się w sposób chłodny lub wręcz negatywny na temat stanu młodej demokracji w Rosji. Wydawać się może, iż znaczna część jego działań była świadomym i konsekwentnym zdewaluowaniem tego systemu. Składało się na nią ograniczenie 13 S.L. Myers, dz. cyt., s. 381.

znaczenia Dumy Państwowej, a także zmniejszanie możliwości wyboru władz lokalnych, które miały stać się całkowicie posłuszne wobec Kremla16. Szczególna okazja nadarzyła się po zamachach na szkołę w Biesłanie. W przypadku wyborów wątpliwość budziły wyniki w niektórych okręgach wyborczych. Osiągano w nich niezwykle wysoką frekwencję wyborczą. Zdecydowane było także zwycięstwo urzędującego prezydenta, co w przypadku rejonów objętych działaniami zbrojnymi było dość nieprawdopodobne. Konflikt czeczeński, który pomógł Władimirowi Putinowi zdobyć popularność i pierwszą kadencję prezydencką, stawał się stopniowo wizerunkową kulą u  nogi. Było to spowodowane długim zaangażowaniem znacznych sił rosyjskich, a także informacjami o dokonywanych tam zbrodniach. Pomimo częstych apeli o nawiązanie rozmów pokojowych, Władimir Władimirowicz konsekwentnie dążył do pełnego zwycięstwa. Działania podejmowane w czasie wojny były częstokroć bezwzględne i kolidujące z prawami człowieka17, jednak w rządowych mediach przedstawiano je jako zakończone sukcesem. Nie zwracano uwagi na straty wśród ludności czeczeńskiej. Wśród społeczeństwa wzmacniały się tendencje antywojenne, których kulminacja nastąpiła po zamachach na teatr w Dubrowce i szkołę w Biesłanie. Władimir Putin oskarżany był o nieudolność i brak planu działania. Niewątpliwie te wydarzenia potwierdziły opieszałość służb, jednak sam prezydent nie wyciągnął żadnych konsekwencji wobec osób winnych zaniedbań18. Świadczyć to mogło o pewnym ukłonie wobec zaistniałych układów, których głowa państwa nie będzie niszczyła, jeśli będą jej posłuszne. Niezwykle istotną dla prezydenta kwestią było podporządkowanie sobie kolejnych grup, które mogły mieć wpływ na władzę. Po katastrofie okrętu atomowego „Kursk” udało mu się przejąć koncern medialny NTV – dotychczas jedyną stację opozycyjną wobec Putina19. W 2001 roku przyczynił się do objęcia resortu obrony przez 16 Rosja w okresie prezydentury Władimira Putina, red. S. Bieleń i A. Stępień-Kuczyńska, Łódź 2008, s. 100-103.

14 Michaił Chodorkowski został skazany na osiem lat pozbawienia wolności i odbycie kary w kolonii karnej.

17 S.L. Myers, dz. cyt., s. 406.

15 S.L. Myers, dz. cyt., s. 319, 345.

19 Tamże, s. 132–133.

18 B. Reitschuster, dz. cyt., s. 282.

49


nr 77 jesień 2018

Władimir Putin podczas zaprzysiężenia na urząd Prezydenta Federacji Rosyjskiej, 7 V 2000 r. (źródło: senatestate.senat.org)

swojego znajomego, Sergieja Iwanowa20. Doprowadziło to do wielu reform i złamania skostniałej administracji. Wydarzenia te świadczą o przemyślanej i długofalowej taktyce przejmowania strategicznych stanowisk przez ludzi związanych z Putinem. Wzrost popularności prezydenta w kraju, a także podkreślenie znaczenia Rosji w świecie, był spowodowany uzyskaniem zgody na organizację XXII Zimowych Igrzysk Olimpijskich21. Sukces, jakim niewątpliwie był wybór Soczi, został ukazany jako osobista zasługa Putina i stanowił swego rodzaju zwieńczenie jego dotychczasowej kariery. Zasadniczą kwestią była sprawa sukcesji po dwóch upływających kadencjach, po których nie mógł już ubiegać się o kolejną. Mimo możliwości zmiany konstytucji, Putin zdecydował się zakończyć swoją prezydenturę. Jego następcą został Dmitrij Miedwiediew, jednak najważniejszym było to, że Putin zapewnił sobie de facto możliwość sprawowania władzy z „tylnego 20 P. Finn, Russian Leader Expands Powers of a Possible Successor, [online] http://www.washingtonpost.com/wpdyn/content/article/2007/02/15/AR2007021501526_pf.html [dostęp: 25.06.2017]. 21 S.L. Myers, dz. cyt., s. 429-430.

50

siedzenia”, ponieważ kandydat zaproponował mu stanowisko premiera. Cztery lata później został ponownie głową państwa, a kadencję będzie sprawował do 2018 roku z powodu jej wydłużenia. Władimir Putin podczas swojej prezydentury konsekwentnie dążył do podporządkowania sobie kluczowych dziedzin, które pozwoliłyby mu kontrolować Rosję, a także wywierać wpływy na inne państwa. Jego działania wydawały się być przemyślane i wykonywane z chłodną precyzją. Istotnym punktem było przekonanie społeczeństwa o zmianach na lepsze, jakie nastąpiły w stosunku do lat 90. Ważną kwestią było także ponowne pojawienie się Rosji w światowej polityce. Działania prowadzone dwutorowo przez prezydenta pokazują, jak skutecznie można podporządkować sobie państwo, jednocześnie odnosząc sukcesy w kraju i za granicą. Piotr Matura


Bibliografia Opracowania: ӳӳ Chalupec I., Filipowicz C., Rosja, ropa, polityka, Warszawa 2009. ӳӳ Gessen M., Putin. Człowiek bez twarzy, Warszawa 2012. ӳӳ Kaczmarski M., Rosja na rozdrożu: Polityka zagraniczna Władimira Putina, Warszawa 2006. ӳӳ Myers S.L., Nowy car: Wczesne lata i rządy Władimira Putina, Katowice 2016. ӳӳ Nowak A., Historie politycznych tradycji: Piłsudski, Putin i inni, Kraków 2007. ӳӳ Reitschuster B., Władimir Putin – dokąd prowadzi Rosję?, Warszawa 2005. ӳӳ Rosja w okresie prezydentury Władimira Putina, red. S. Bieleń i A. Stępień-Kuczyńska, Łódź 2008. ӳӳ Stuermer M., Putin i odrodzenie Rosji, Wrocław 2010.

Strony internetowe: ӳӳ „Vanity Fair”: Putin najbardziej wpływowym człowiekiem świata, [online] http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,5659867,_Vanity_Fair___Putin_najbardziej_wplywowym_czlowiekiem.html [dostęp: 25.06.2017]. ӳӳ Finn P., Russian Leader Expands Powers of a Possible Successor, [online] http://www. washingtonpost.com/wp-dyn/content/ article/2007/02/15/AR2007021501526_ pf.html [dostęp: 25.06.2017]. ӳӳ Ranking „Forbesa”: Putin znów najpotężniejszym człowiekiem świata, [online] https://dorzeczy.pl/swiat/16946/RankingForbesa-Putin-znow-najpotezniejszymczlowiekiem-swiata.htm [dostęp: 25.06.2017]. ӳӳ Stengel R., Choosing order before freedom, [online] http://content.time.com/time/ specials/2007/personoftheyear/article/0,28804,1690753_1690757,00.html [dostęp: 25.06.2017].


Legenda herbowa herbu Nałęcz w świetle herbarzy staropolskich • NPH •

Słowo „heraldyka” większości osób kojarzy się z pięknym herbem i licznymi familiami, które umieszczały go w niemal każdym zakątku swoich posiadłości. Niewiele osób jednak dostrzega, iż herb to nie tylko element wizualny, ale także historia jego nadania, często barwna, wręcz baśniowa, przekazywana z pokolenia na pokolenie przez wieki. Jednym z herbów, posiadających interesującą opowieść o swoich początkach, jest herb Nałęcz, którym pieczętowali się chociażby ksiądz Benedykt Chmielowski czy prezydent Stanisław Wojciechowski. Herbem uważanym powszechnie za jeden z najstarszych, który został uwieczniony na kartach herbarzy, jest Nałęcz, obecnie blazonowany jako srebrna nałęczka w polu czerwonym. Herb przedstawiano przez wieki na dwa sposoby. Początkowo była to chusta z nałożonymi na siebie końcami. W XVI wieku nałęczka w herbie została ostatecznie związana. Niewiele jest wzmianek o powstaniu samego herbu. Poza informacją, jaką da się wywnioskować z omawianych przeze mnie herbarzy, można dostrzec, że herb Nałęcz, tuż obok Topora, jest uznawany za najstarszy polski znak heraldyczny. Jako pierwszy w swoim herbarzu wspominał o nim Jan Długosz: „Nałęcz, wiązka biała, w najwyższej części kolista, i  na środku złączona ściśle, i wywinięta, i na koniec odwrócona, jest w polu czerwonym”1. Pierwszym heraldykiem, który opisał legendarne początki rodu pieczętującego się herbem Nałęcz, był Bartosz Paprocki. Zapisał on w Gnieździe Cnoty: Nałęcz herb Polski starodawny Od Monarchy polskiego Miecława nadany Naypierwszemu Książęciu ze Szlopy Gniewomirowi 1 Nalancz fasciam albam in circulum in superiori parte et in medio in iuncturam constrictam et contortam et in fine retortam in campo rubeo portat. Ex Polonica gente ducens genus, quod et ipsum nomen Nalancz, in Polonico arcum signans, demonstrat, insigne enim id ad instar arcus videtur formatum, zob. J. Długosz, Insignia seu clenodia Regis et Regni Poloniae, „Rocznik Polskiego Towarzystwa Heraldycznego” 1930, nr 10, s. 58.

52

Który acz przed tym miał swoy herb książęcy Wszakoż ten wdzięcznie przyiął a naprzod Pana Boga Potym y tego znaku Który był zbawienia iego początkiem Rozmiłowawszy sie zostawił go potomstwu swemu Ktore przeczytawszy historyya to krotka tu potym obaczysz: To sie działo roku 962. Ma być w czewonym polu Chusta zawązana biała. Gdy wiara Krześcijańska w Polszcze sie zaczela Nie chcieli Bałwochwalstwa przestać domow sila. Miecław Monarcha święty groźba/prośba/ dary/ Przymuszał ie pokinać on zły zwyczay stary. Sam krzcąc rękoma głowy zawięzował Miasty, wsiami y Zamki hoynie ich darował: Darował y tym znakiem, chusta zawązana Za herb im na wieczny czas z potomstwem nadano2.

Pierwszą informacją, na jaką zwrócił uwagę Paprocki, jest starożytność rodu. Wywodził on jego „początki” z czasów panowania legendarnego władcy Miecława, który podjął się chrystianizacji terenów zamieszkałych przez Gniewomira, 2 B. Paprocki, Gniazdo Cnoty, Zkąd Herby Rycerstwa slawnego Krolestwa Polskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Ruskiego, Pruskiego, Mazowieckiego, Zmudzkiego, y inszych Państw do tego Krolestwa należących Książąt, y Panow początek swoy maią, Kraków 1578, s. 21.


Societas Historicorum

Wincentego, na której dość mocno opierał się Paprocki. W Gnieździe Cnoty nie ma jednak informacji o owym wcześniejszym herbie. Paprocki zdaje się nie przywiązywać większej wagi do losów familii przed przyjęciem chrztu przez jej protoplastę. Kolejnym zagadnieniem, które zwraca uwagę czytelnika, jest datowanie przez heraldyka „początków” chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Umieszcza je on kilka lat przed rzeczywistym chrztem Mieszka I. Możliwym jest, iż w ten sposób Paprocki próbował wywodzić źródła rodu z terenów, które nie należały wówczas do państwa Polan. Heraldyk nie zapomniał jednak o podkreśleniu cech, które miały charakteryzować ród. Z opowieści dowiadujemy się o jego waleczności oraz o przywiązaniu do tradycji (chociaż w tym kontekście można owo przywiązanie interpretować bardziej jako zatwardziałość, gdyż nie chcieli łatwo zmienić wiary). Na dalszych kartach herbarza Paprocki przytoczył drugie możliwe źródło pochodzenia herbu:

Herb Nałęcz – Gniazdo Cnoty Bartosza Paprockiego (źródło: dbc.wroc.pl)

księcia ze Szłopy. Z utrwalonej legendy wynika jasno, iż książę Gniewomir posiadał swój herb jeszcze w czasach przedchrześcijańskich. W  kolejnych wersach autor podał dokładną datę nadania owego herbu. W zamian za przyjęcie chrześcijaństwa Gniewomirowi ofiarowano bogactwa. Po przyjęciu nowej religii nowo ochrzczonemu miano zawiązać chustę, która później została umieszczona w herbie. Między wierszami, za pomocą opowieści, Paprocki stara się również „przemycić” chrześcijański rodowód familii, która dla wiary chrześcijańskiej była w stanie porzucić pogański herb. Wspomniany przez twórcę herbarza protoplasta rodu posiadał wcześniej herb. Ten zabieg, mający podkreślić starożytność rodu, był często stosowany przez XVI-wiecznego autora. Ma to z pewnością swoje źródło w kronice Mistrza

Za tego mężnego a pamięci wieczney godnego Krola, powiedaią nniektorzy kleynoth Nałęcz być nadany na on czas gdy miał [mowa o królu Bolesławie Krzywoustym3] bitwę przegraną z Rusią przez zdradę, iż Rycerstwo ktorzy przy nim mężnie stali, a odpor wielkkości Rusakow dawali, sam rękoma swymi głowy zawięzował, a te chusty dawał im za kleynoth wieczny y potomkom ich, ktorych ia dla wielkości rozrodzenia wiedzieć niemogę, ani od pierwszego oddzielać, chusta także zawiązana białła w czerwonym polu. Dziś w tym poczciwyma Domu takiey stateczności Doznasz męstwa wielkiego, doznasz życzliwości; Wierni Panom swym byli ci Chełmiccy zawżdy Zopirusowe stałości trzmał w sobie każdy; Za co ie Bóg w tym wieku na wszem błogosławi Y one wszystkie cnoty spełna przy nich bawi; Wszak to Krolowie Polscy na nie iawnie znają Jednak żadney nagrody za to im nie daią4.

3 Tamże, s. 602. 4 Tamże, s. 1010.

53


nr 77 jesień 2018

Herb Nałęcz – Korona Polska Kaspra Niesieckiego (źródło: dbc.wroc.pl)

Legenda mówiąca o nobilitacji rodu po heroicznej walce z Rusinami pojawia się u Paprockiego po raz pierwszy, stąd też można domniemywać, iż nie powstała ona jeszcze w dobie średniowiecza. Uwagę czytelnika z pewnością zwraca również postać Miecława. Legendarny monarcha, który według Paprockiego miał panować w roku 962, zajmował się chrystianizacją państwa. Paprocki podaje datę chrystianizacji o cztery lata wcześniejszą niż przyjęcie chrztu przez Mieszka w 9665. Autor Gniazda Cnoty z pewnością, idąc z duchem czasów jemu współczesnych, „przyjął za pewnik” istnienie państwa polskiego jeszcze na długo przed pierwszym historycznym władcą. Potwierdzenie tej teorii można zresztą odnaleźć na pierwszych kartach herbarza, gdzie widnieją sylwetki władców legendarnych. Ciekawe, pod względem wykorzystania źródeł, zdają się być rozważania Szymona Okolskiego odnośnie wspomnianego herbu. U XVIII-wiecznego heraldyka wyraźnie widać, iż zasięgał informacji również u szlachty pieczętującej się omawianym herbem. Opisuje bowiem dwie historie. Pierwsza mówi o nadaniu znaku przez Mieszka I w zamian za przyjęcie chrztu, druga o nobilitowaniu przez Bolesława Chrobrego w nagrodę za narażanie życia podczas wyprawy na Ruś. O ile opowieść o przyjęciu chrztu za Mieszka I pokrywa się w pewien sposób z opowieścią Paprockiego, o tyle nobilitacja za czasów Bolesława Chrobrego pojawia się po  raz pierwszy (u  Paprockiego mowa jest z  kolei 5 Tamże, s. 21.

54

o Krzywoustym). Sam Okolski ostatecznie doszedł do wniosku, że prawdopodobnie obie historie są prawdziwe, odnoszą się jedynie do dwóch odrębnych rodów, które pieczętowały się tym samym znakiem6. Autor herbarza wzmiankuje również, iż ze względu na swoją starożytność, nie wykluczone jest, że herb Nałęcz mógł pochodzić od konstelacji gwiazd7. Co zadziwiające, Kacper Niesiecki nie zawarł w swoim herbarzu legendy herbowej we właściwym jej miejscu, bowiem figuruje ona dopiero przy opisie rodziny Czarnkowskich, pieczętującej się tym herbem. W Koronie Polskiej zanotował: Paprocki w Gniazdzie Cnoty, początki tego herbu Nałęcza z tąd zakłada. Mieczysław z Monarchow Polskich pierwszy Chrześcianin, chac żeby y poddani, tegoż Boga, którego y on za Pana czcili, iednych postrachem, drugich dobroczynnością do wiary prawdziwey y uznania tegoż Boga nęcił: iakoż gdy Gniewomir Xiążę na Czlopie przez Chrzest S. odrodził się niebu, Mieczysław tym ucieszony, Chrzesna chustkę z głowy iego zdiawszy, za herb mu ia nadal. Poprawił się iednak ten author w poźnieyszey od siebie do druku podaney o herbach Księdze, y słusznie: o czym niżey: gdzie iuż nie Gniewomirowi, ale Dzierżykraiowi Xiążęciu na Człopie, te łaskę wyświadczoną od Mieczysława bydź mieni. Potwierdza toż samo dawny MS. W Collegium Poznańskim znaleziony; Choryński także w Kazaniu pogrzeb: ktorzy powiedaią, że w Zamku Szubińskim, wielka niegdu Księgę, y pięknie oprawna, wielkiey starożytności dokument chowano, to Słowiańskim, to Łacińskim ięzykiem zapisana: w niey rożne herby, y Familie zkonnotowane widzieć było, o ktorych temi czasy y niesłychać, ale nie dawno przedtym, kiedy to oni pisali, trefunkowym zpłonęła ogniem. Z niey iednak, co kiedyś wyczytali, y pamiętać mogli, to przywodza. Za czasow Władysława Łokietka Krola, przyzwani Nałęczowie na sady Krolewskie (pod Suleiowem się w  polu, pod namiotami trybem tamtych wiekow odprawiały) o zabicie Przemysława Krola, antecessora 6 S. Okolski, Orbis Poloni, In Qvo Antiqua Sarmatarum Gentilitia & Arma Quæcunque usque ad finem Alphabeti suam incipiunt & recensent denominationem, continentur et dilucidantur, T. 2, Kraków 1643, s. 248–252. 7 Tamże, s. 249.


Societas Historicorum Łokietkowego pod Rogoźnem; między ktoremi y Hrabia z Czarnkowa stanowszy, niewinności swoiey, tym dość iawnym argumentem bronił; iż właśnie pod sam czas tey fatalney transakcyi, do Jerozolimy Swięta u długa peregrynacya zapędzony, daleko iak od domu, tak y od Polski, a zatym y tego kryminalu zostawał. Dowodził y tego, ze Czarnkowscy, nie z tych Nałeczow idą, ktorzy Nałęcz zawiązany w herbie nosza; ale od Dzierżykraia Xiążęcia na Człopie, ktorego Bolesław Chrabry do Krztu trzymaiax, na pamiątkę Nałonia, (tak zwano tych tam czasow tę zasłonę, ba ieszcze y teraz tak zowią, ktora Chrystus obnażony y na Krzyżu zawieszony, był okryty,) tęż samę zasłonę w cyrkuł zwinioną za herb nadał: luboć potym miasto Nałonia, Nałęczem go, za korrupcya y odmiana ięzyka zwać poczęto. Przedtym zaś tenże Dzierżykray, Porphirowey kolumny w herbie używał, ktowa dway Gryfowie na sobie rzymali. Poty pomoeniony Manuskrypt: atoli Okolski powiada, że przedtym Orła w herbie nosili8.

Zadziwiające w opowieści Niesieckiego jest wykorzystanie kilku historii, które dotarły do heraldyka. Na dalszych kartach herbarza wspomniał także o  tradycji, według której przewiązana na głowie biała chusta miała przynależeć do tradycyjnego stroju Sarmatów9. Legenda herbowa herbu Nałęcz nie znajduje się w tomie pierwszym Korony Polskiej przy familii Czarnkowskich. Niesiecki zamieścił tam szczegółowe informacje o  genezie herbu, powołując się na Paprockiego, ale także na prace Potockiego i księgę, w której miały być spisane rody jeszcze z czasów pogańskich, które utraciły już swoją świetność bądź wymarły. Jak podaje Niesiecki, księga spłonęła, aczkolwiek autorowi udało się dotrzeć do osób, które miały pamiętać treść legendy herbowej

zawartej w zniszczonym dziele10. Jeśli przyjrzeć się uważnie opowieściom zawartym w Koronie Polskiej, wyraźnie można dostrzec, że sam Niesiecki nie wie, skąd wywodzić genezę tego znaku. Starając się jednak rozwikłać tę zagadkę, postanowił prześledzić legendarne dzieje rodu11. Heraldyk, posiłkując się innymi pracami, przedstawił więc w swoim dziele kilka wersji powstania herbu. Pierwsza historia zgadza się z relacją Bartosza Paprockiego, w której, po przyjęciu chrztu przez księcia Gniewomira ze Szłopy, Mieczysław ofiarował mu herb. Jak Niesiecki sam zaznaczył, w kolejnym wydaniu Gniazda Cnoty widnieje już poprawiona wersja legendy, w której chrzest przyjął nie Gniewomir, a Dzierżykraj, co miał potwierdzać dokument znaleziony w Collegium Poznańskim12. Spalona księga, na którą powołuje się Niesiecki, wspominała o sądzie królewskim, na którym mieli się stawić Nałęczowie oskarżeni o zabicie króla Przemysła. Pieczętujący się znakiem Nałęcz hrabia z Czarnkowa bronił swojej niewinności, podając, jakoby miał być w tym czasie w  Jerozolimie. W  tym momencie opowieści pojawia się także informacja o dwóch odmianach herbu – nałęczka rozwiązana i związana. Hrabia z Czarnkowa miał pochodzić właśnie od Nałęczów, których protoplastą był Dzierżykraj, książę na Człopie, którego do chrztu miał trzymać sam Bolesław Chrobry. Przywoływanie przez oskarżonego hrabiego z Czarnkowa historii o początkach herbu uwypukla kolejną funkcję tworzenia legend herbowych. Opowieści odróżniały familie, pieczętujące się łudząco podobnymi herbami. Przytoczenie przez hrabiego na sądzie legendy herbowej wyraźnie wskazuje, iż w czasach jemu współczesnych, historie o  początkach herbów nie były uważane za zmyślone, wręcz

8 K. Niesiecki, Korona Polska przy złotey wolności starożytnemi rycerstwa Polskiego y Wielkiego Xięstwa Litewskiego, Kleynotami Naywyższemi Honorami, Heroicznym Męstwem, y odwagą, wytworną Nauką a naypierwey Cnotą, Pobożnością y Swiątobliwością Ozdobiona. Potomnym zaś wiekom na zaszczyt y nieśmiertelna sławę pamiętnych w tey Oyczyznie Synow Podana. Przez X.Kaspra Niesieckiego Societatis Jesu Roku Wolności Ludzkiey przez Wcielonego Boga windykowaney 1743, T. 1, s. 348–350.

10 „Ktorzy powiadaią, że w Zamku Szubińskim, wielka niegdy Księgę, y pięknie oprawna, wielkiey starożytności dokument chowano, to Slowańskim, to Łacińskim językiem zapisana: w niey rożne herby, y Familie zkonnotowane widzieć było, o ktorych temi czasy y niesłychać, ale nie dawno przedtym, kiedy to oni pisali, trefunkowym zpłonęła ogniem”, zob. K. Niesiecki, dz. cyt., s. 349.

9 Tamże, s. 350.

12 K. Niesiecki, dz. cyt., s. 349.

11 W Koronie Polskiej Niesiecki powołuje się na opowieści zaczerpnięte od Sarnickiego czy X. Rutki.

55


nr 77 jesień 2018

Herb Nałęcz – Orbis Poloni Szymona Okolskiego (źródło: dlibra.biblioteka.tarnow.pl)

przeciwnie, stanowiły podkreślenie szlachetności rodu13. Pewne jest według Niesieckiego, że ród Nałęczów, wywodzący się od wspominanego wielokrotnie Dzierżykraja, posługiwał się herbem także w czasach przedchrześcijańskich. Książę na Człopie miał używać kolumny, którą na sobie trzymały dwa Gryfy. Z kolei Okolski, na którego powołuje się Niesiecki, miał zawrzeć w swoich pracach informację, jakoby Nałęczowie nosili wcześniej w herbie orła14. Heraldyk notuje również, iż chusta zawiązana na głowie stanowiła symbol władzy zamiast korony, co potwierdza, powołując się na Aleksandra ab Alexan i jego pracę o Sewerze, cesarzu rzymskim, oraz na Senekę czy Lipsiusa. Zawarcie odwołania do prac takich twórców akcentuje dobre wykształcenie heraldyka. 13 Tamże, s. 349–350. 14 Tamże, s. 350.

56

Opowiadając historię, Niesiecki nie zapomina wspomnieć o Sarmatach, u których, według Diona, związana chusta miała być symbolem władzy. Jednak sam skłania się raczej do zdania „wielu pisarzy”, iż chusta na głowie miała być jedynie elementem zwyczajowego stroju sarmackiego15. Autor Korony Polskiej zaznacza również, iż istnieje możliwość, że herb ten otrzymali Czarnkowscy po bitwie pod Haliczem, gdzie ranny protoplasta rodu został opatrzony przez samego Bolesława Krzywoustego. Herb Nałęcz miał wówczas zostać nadany w geście uznania męstwa rannego rycerza16. 15 Tamże, s. 351. 16 „Drudzy poczatkow tego Kleynotu poznieyszy wiek zamierzaia, to iest od Bolesława Krzywoustego czasow, kiedy po owey nieszczęśliwey pod Haliczem potyczce, z placu umknowszy, ten waleczny tryumfator; ranney swoiey Kawalery, sam potym rany y głowy wiązał, a na pamiatkę


Societas Historicorum

Dla badania legendy herbowej istotne jest przyjrzenie się także samej genezie herbu Nałęcz, gdyż pomoże w usystematyzowaniu treści legend. Jak podają heraldycy, wyróżnić można dwie odmiany herbu Nałęcz – z nałęczką związaną na dole oraz z nałożonymi na siebie końcami, niezwiązanymi. Już w herbarzu Złotego runa występuje chusta niezwiązana, jednak w polskich herbarzach, wydanych w XVII wieku obecna jest nałęczka związana. Nie sposób określić, co spowodowało taką zmianę omawianego godła, a tym samym mogło wpłynąć na zmianę legendy herbowej. Możliwe, iż familie chciały podkreślić przyjęcie chrześcijaństwa (wszak sam Miecław wiązał chusty na głowach ochrzczonych u Paprockiego). Rozróżnienie między odmianami herbu zauważa dopiero Niesiecki, notując w swoim dziele informację o dwóch familiach, mogących się pieczętować omawianym herbem. Po przyjrzeniu się wszystkim legendom herbowym, zawartym w omawianych przeze mnie pracach, dostrzec można ich jedną cechę wspólną – pochodzenie herbu od Mieszka I, który miał ofiarować bogactwa za przyjęcie chrześcijaństwa. Druga opowieść zawarta we wszystkich herbarzach mówi o nadaniu herbu przez Bolesława Krzywoustego po heroicznej walce z Rusinami17. Ze źródeł, którymi dysponują historycy zajmujący się heraldyką, wynika, iż ród rozpoczął posługiwanie się omawianym znakiem prawdopodobnie w XIV wieku. Franciszek Piekosiński podał, że pierwsza wzmianka o herbie, w której występuje herb Nałęcz-Jezioro, pojawia się już w 1398 roku. Nazwa ta pojawia się w dokumentach jeszcze kilkakrotnie. W późniejszych zapiskach herb ten jest wzmiankowany jeszcze jako Pomłość oraz Choczennica. Piekosiński wskazywał ponadto, że najstarszy wizerunek tego herbu znajduje się na pieczęci komesa gnieźnieńskiego Tomisława z 1343 roku18. Katarzyna Mazurek

heroiczney każdego odwagi, tęż samę w herbie nosić pozwolił”, zob. tamże, s. 351. 17 S. Okolski, dz. cyt., s. 348–350. 18 F. Piekosiński, Heraldyka polska wieków średnich, Kraków 1899, s. 101–103.

Bibliografia Źródła: ӳӳ Długosz J., Insigna seu clenodia Regis et Regni Poloniae, „Rocznik Polskiego Towarzystwa Heraldycznego” 1930, nr 10. ӳӳ Niesiecki K., Korona Polska przy złotey wolności starożytnemi rycerstwa Polskiego y Wielkiego Xięstwa Litewskiego, Kleynotami Naywyższemi Honorami, Heroicznym Męstwem, y odwagą, wytworną Nauką a naypierwey Cnotą, Pobożnością y Swiątobliwością Ozdobiona. Potomnym zaś wiekom na zaszczyt y nieśmiertelna sławę pamiętnych w tey Oyczyznie Synow Podana. Przez X.Kaspra Niesieckiego Societatis Jesu Roku Wolności Ludzkiey przez Wcielonego Boga windykowaney 1743, T. 1–4, Lwów 1743. ӳӳ Okolski S., Orbis Poloni, In Qvo Antiqua Sarmatarum Gentilitia & Arma Quæcunque usque ad finem Alphabeti suam incipiunt & recensent denominationem, continentur et dilucidantur, T. 1–4, Kraków 1643. ӳӳ Paprocki B., Gniazdo Cnoty, Zkąd Herby Rycerstwa slawnego Krolestwa Polskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Ruskiego, Pruskiego, Mazowieckiego, Zmudzkiego, y inszych Państw do tego Krolestwa należących Książąt, y Panow początek swoy maią, Kraków 1578. ӳӳ Paprocki B., Herby rycerstwa polskiego, wyd. K.J. Turowski, Kraków 1858. Opracowania: ӳӳ Album amotum nobilium Regni Poloniae XV– XVIII saec. Herby nobilitacji i indygenatów XV– XVIII w., wstęp, oprac. i ed. B. Trelińska, Lublin 2001. ӳӳ Badach A., Heraldyka i barokowa wyobraźnia. Formy herbów w polskich nagrobkach i dekoracjach pogrzebowych w drugiej połowie XVII i w XVIII wieku, „Roczniki Polskiego Towarzystwa Heraldycznego” 2008, nr 8, s. 99–114. ӳӳ Buchwald-Pelcowa P., Na pograniczu emblematu i stemmatu, [w:] Słowo i obraz: materiały Sympozjum Komitetu Nauk o Sztuce Polskiej Akademii Nauk, Nieborów, 29 września–1 października 1977 r., red. A. Morawińska Warszawa 1982. 57


ӳӳ Czarski B., Stemmaty w staropolskich książkach, czyli rzecz o poezji heraldycznej, Warszawa 2013. ӳӳ Dacka I.M., Korona Polska Kaspra Niesieckiego. Pomnik staropolskiego piśmiennictwa heraldycznego, Warszawa 2004. ӳӳ Dąbrowski S., O panegiryku, „Przegląd Humanistyczny” 1965, t. III. ӳӳ Dworzaczek W., Genealogia, Warszawa 1959. ӳӳ Dybek D., Między mitem a historią. Legendy herbowe w „Poczcie herbów” Wacława Potockiego, „Prace Literackie” 2000, nr 38, s. 69–84. ӳӳ Kazańczuk M., O herbach szlacheckich w dawnej Polsce, „Nauka” 13 (2006), nr 4, s. 117–127. ӳӳ Kazańczuk M., Staropolskie herbarze. Herby, historia, religia, „Pamiętniki Literackie” 93 (2002), nr 3, s. 37–57. ӳӳ Kazańczuk M., Staropolskie legendy herbowe, Wrocław 1990. ӳӳ Kłysz J., Księga herbów ziemskich i szlacheckich Erazma Kamyna – złotnika poznańskiego z XVI wieku, „Roczniki Polskiego Towarzystwa Heraldycznego” 2008, nr 8, s. 63–74. ӳӳ Konopka J., O polskich herbach złożonych, „Miesięcznik Heraldyczny” 1932, nr 11. ӳӳ Krzyżanowski S., Słownik heraldyczny dla pomocy w poszukiwaniach archeologicznych, Kraków 1870. ӳӳ Kuczyński S.K., Niektóre zagadnienia symboliki heraldycznej na tle funkcjonowania herbu jako znaku, [w:] Problemy nauk pomocniczych historii. Materiały na drugą konferencję poświęconą naukom pomocniczym historii, Katowice–Wisła 26–29 V 1973, Katowice 1973, ӳӳ Lelewel J., Herby w Polszcze, [w:] Polska, dzieje i rzeczy jej, t. 4, Poznań 1855. ӳӳ Lewandowski I., Rzymska i rzymsko-sarmacka genealogia rodów szlacheckich w niektórych herbarzach w niektórych herbarzach staropolskich, [w:] Świadomość historyczna Polaków, red. J. Topolski, Łódź 1981. ӳӳ Małecki A., Studya heraldyczne, t. 1–2, Kraków 1890. ӳӳ Michałowska T., Staropolska teoria genologiczna, Wrocław 1974.

ӳӳ Panfik T., Lingua symbolica. O pochodzeniu i znaczeniach najstarszych symboli heraldycznych w Polsce, Lublin 2002. ӳӳ Pelc J., Obraz–słowo–znak. Studium o emblematach w literaturze staropolskiej, Wrocław 1973. ӳӳ Pelc J., Słowo i obraz. Na pograniczu literatury i sztuk plastycznych, Kraków 2002. ӳӳ Piekosiński F., Heraldyka polska wieków średnich, Kraków 1899. ӳӳ Pilarczyk F., Stemmata w drukach polskich XVI wieku, Zielona Góra 1982. ӳӳ Pollak R., Bibliografia literatury polskiej „Nowy Korbut”. Piśmiennictwo staropolskie: hasła osobowe A–M, Warszawa 1964. ӳӳ Rusakiewicz A., W sprawie pochodzenia i znaczenia najstarszych symboli heraldycznych w Polsce, „Roczniki Polskiego Towarzystwa Heraldycznego” 2003, s. 141–149. ӳӳ Szymański J., Herbarz rycerstwa polskiego z XVI wieku, Warszawa 2001. ӳӳ Szymański J., Herbarz średniowiecznego rycerstwa polskiego, Warszawa 1993. ӳӳ Walczak B., Zarys dziejów języka polskiego, Wrocław 1995.


O namiętnościach historycznych narracji • Recenzja •

B. Szacka, Czas przeszły, pamięć, mit, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2006. Czas przeszły, pamięć, mit Barbary Szackiej to bardzo ciekawy przykład opracowania tematu przeszłości z perspektywy socjologicznej. Głównym problemem podejmowanym przez autorkę są społeczne interpretacje przeszłości – odbiór wydarzeń historycznych w społeczeństwach: jak ludzie współcześni oceniają pracę i dorobek poprzednich pokoleń? Badaczka analizuje aparat pojęciowy, mechanizmy kulturowe, narracje – zarówno akademickie, jak i potoczne – związane z recepcją wydarzeń historycznych, a szczególnie tych epizodów, które są istotne dla identyfikacji grupowej i stają się ważnym punktem odniesienia w kształtowaniu tożsamości. Urodzona w 1930 roku Barbara Szacka jest jedną z najbardziej znanych i najsilniej oddziałujących na polskie życie intelektualne autorek w kręgu dyscyplin społecznych. Uczennica Niny Assorodobraj, przez wiele lat wykładała na Uniwersytecie Warszawskim. Jej wydana w 2006 roku monografia Czas przeszły, pamięć, mit jest podsumowaniem wieloletniej pracy autorki nad problematyką pamięci zbiorowej i zawiera w większości materiał publikowany już wcześniej, który – odpowiednio skomponowany, a niekiedy lekko zmodyfikowany – układa się w  tekst podzielony na trzy odrębne części. W pierwszej z nich autorka opisuje różne próby sprecyzowania pojęcia „pamięć zbiorowa” w istniejącym piśmiennictwie. Daje własną propozycję takiej definicji oraz poświęca sporo uwagi funkcji mitologizacji przeszłości. W drugiej części Szacka skupia się na różnych postawach ludzi wobec przeszłości; zwraca uwagę na wspólne funkcjonowanie kategorii czasu i przestrzeni w kształtowaniu pamięci oraz tożsamości zbiorowej. Trzecia część książki stanowi refleksję nad wybranymi przez autorkę szczegółowymi przypadkami społecznego

funkcjonowania pamięci. Wśród tych case studies, którym poświęca swoją uwagę Szacka, są elementy pamięci zbiorowej obecne w społeczeństwie polskim. Mowa tu przede wszystkim o II wojnie światowej, powstaniu warszawskim, ruchu społecznym „Solidarność” i zduszeniu go przez stan wojenny w 1981 roku oraz o przemianach ustrojowych w Polsce na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Szacka formułuje wnioski na podstawie badań, których metodologia jest opisana dosyć klarownie i dokładnie, choć z reguły brak szczegółowych danych liczbowych np. o wielkości 59


nr 77 jesień 2018

grupy badanej, ale z pewnością można je odnaleźć w cytowanych przez autorkę pracach. Szacka w  większości przypadków odwołuje się do  badań ankietowych, co zaznacza już we wstępie, i broni tej metody, zauważając, że choć nie we wszystkich sytuacjach jest ona wiarygodna i efektywna, niekiedy może być niezwykle przydatna. Wydaje się, że dla problematyki pamięci zbiorowej ankieta to rzeczywiście skuteczna droga uzyskania pożądanej informacji. Warto zaznaczyć, że w analizie ankiet Szacka często wyróżnia i porównuje dwie grupy: przekrój ogólny (wszystkich badanych) oraz osoby z wyższym wykształceniem, przy czym często (niezależnie od pytania) tendencje w odpowiedziach obu grup pokrywają się, ale grupa lepiej wykształcona ma odpowiednio wyższe wskaźniki odpowiedzi, co świadczy o większym zdecydowaniu. Autorka rozpoczyna pracę od krótkiego podsumowania badań nad pamięcią zbiorową. Zauważa, że socjolodzy, antropolodzy i historycy w Europie i Stanach Zjednoczonych zaczęli przyglądać się temu fenomenowi w  sposób szczególnie wnikliwy w latach 80. XX wieku. Ten boom na badanie pamięci zbiorowej wiązał się z docenieniem roli grupowej tożsamości oraz chęcią poznania postaw, przekonań i wartości osób tworzących współczesne społeczeństwa. Badanie pamięci zbiorowej jest bowiem przede wszystkim badaniem zbiorowego światopoglądu. Szacka zaznacza, że jedną z największych bolączek autora piszącego o pamięci zbiorowej jest chaos terminologiczny obecny w istniejącej literaturze. Rozmaici akademicy w różny sposób definiują to, co Szacka nazywa „pamięcią zbiorową”. Jest to w jej rozumieniu „traktowanie wszelkich wyobrażeń o zbiorowej przeszłości i odniesień do niej zarówno w kulturze pewnej zbiorowości, jak i w świadomości jednostek wchodzących w jej skład, a także najrozmaitszych sposobów upamiętniania postaci i wydarzeń przeszłości”1. Fenomen pamięci zbiorowej w  literaturze przedmiotu jest rozpatrywany jako „świadomość historyczna”, „pamięć społeczna” czy „pamięć historyczna”. Szacka krytykuje te terminy, uznając nazwę „pamięć zbiorowa” za najtrafniejszą,

choć z nią również wiążą się pewne kontrowersje semantyczne – jak zbiorowość może mieć jakąś „pamięć”, skoro jest ona zdolnością i przystosowaniem psychicznym stricte jednostkowym? Autorka cytuje Jamesa Wertscha2, który zamiast „pamięci zbiorowej” proponuje wprowadzenie terminu „zbiorowe pamiętanie”, i słusznie zauważa, że rzeczownik odczasownikowy „pamiętanie” jest mało obrotny i mało elastyczny w użyciu3. Autorka Czasu przeszłego, pamięci, mitu wskazuje także na konieczność wyraźnego rozdzielenia „pamięci zbiorowej”, czyli wyobrażeń zbiorowości społecznej dotyczących dziejów, od „historii”. Historia to dyscyplina, w której narracje tworzy się w  ściśle określonych warunkach instytucjonalnych, z wykorzystaniem profesjonalnego warsztatu, pod stałą presją krytyki środowiskowej. Dawniej mianem „pamięci zbiorowej” często określano tę popularną, wybiórczą w wyborze faktów formę historii pisanej przez duże „H”4. Badania historyczne oraz ich społeczną interpretację postrzegano jako dwie strony jednego medalu. Elegancko zaprojektowany i odciśnięty piękny awers (historia przez duże „H” dająca prawdziwą wiedzę o świecie) oraz masowo i kiepsko odbity tandetny rewers (pamięć zbiorowa, często przekłamana, a w najlepszym wypadku niekompletna). Szacka przeciwstawia się takiemu podejściu. Sama stawia tezę, że pamięć zbiorowa, czerpiąc z historii, zamiast chłodną analizą posługuje się namiętną opowieścią. Autorka jest zwolenniczką modelu biegunowego: traktuje historię i pamięć zbiorową jako domeny wyraźnie różne, ale nie całkiem rozłączne – leżące jakby na dwóch przeciwległych biegunach jednej skali. Podczas gdy historia to „nabywanie i przechowywanie” wiedzy, pamięć zbiorowa jest jej „wydobywaniem i wykorzystywaniem”5. „Przepełnione emocjami” opowieści przenoszone w pamięci zbiorowej często są kreacją instytucji politycznych  – rządów czy ministerstw – zwłaszcza że poza rolą tożsamościową (podkreślania związków między ludźmi 2 J.V. Wertsch, Voices of Collective Remembering, Cambridge 2002. 3 B. Szacka, dz. cyt., s. 41–46. 4 Tamże, s. 20–23.

1 B. Szacka, Czas przeszły, pamięć, mit, Warszawa 2006, s. 32.

60

5 Tamże, s. 31.


Societas Historicorum

w obrębie społeczności)6 pamięć zbiorowa pełni również funkcję legitymizacyjną (historycznej legitymizacji istniejącej w danym momencie władzy i układu sił politycznych)7. Pamięć zbiorowa często kształtowana jest poprzez jednostkowe opowieści i życiorysy, które albo mają dużą siłę przebicia i stają się elementami kultury masowej, albo przechodzą z  pokolenia na pokolenie. Przekaz ustny jest bardzo ważny, bo – jak pisze Szacka – statystycznie najbardziej ufamy relacjom bezpośrednich uczestników wydarzeń historycznych (nawet bardziej niż tekstom zawodowych historyków). Z drugiej strony, szczególnie wraz z upływem czasu, interpretacje własnych przeżyć często są podatne na wpływy zbiorowego dyskursu (na przykład spotykane niekiedy wśród osób opowiadających swoją historię dzielenie życiorysu według ważnych cezur społecznych, takich jak Czerwiec ‘56, Marzec ‘68 itd.). Szacka skupia się również na zagadnieniu mitologizacji. Uważa – w przeciwieństwie do pozytywistów i scjentystów – że mity to nie „próba fałszowania historii”, która wymaga zwalczania ze strony historyków, lecz społeczny system przypisywania wydarzeniom i postaciom znaczenia symbolicznego, które jest ważne dla systemu wartości określonej grupy. Zatem według Szackiej mity funkcjonują w szerszej perspektywie jako czynnik spajający społeczności. Równocześnie autorka jest krytyczna wobec propozycji Ewy Domańskiej, która uważa mit za równoprawny – obok m.in. historii akademickiej – środek służący wyjaśnianiu dziejów. Szacka opisuje różnorodne ujęcie mitu w  piśmiennictwie, m.in. w podejściu funkcjonalistycznym (funkcja społeczna mitu: mit służy np. rozpoznaniu oraz określeniu osób jako „swoich” i „obcych”) i w podejściu podmiotowym (mit stanowi jedynie emanację bardziej ogólnej kondycji ludzkiej, jaką jest powszechna świadomość mityczna). Autorka wprowadza i omawia istniejący od dziesięcioleci znany spór dotyczący natury ludzkiej: czy natura ta jest racjonalna czy wręcz przeciwnie – irracjonalna? Mit ma wiele elementów wspólnych z  pamięcią zbiorową, ale – jak pisze Szacka – odróżnia go od niej fakt stałego funkcjonowania

w sferze sacrum8. Ciekawie w tym kontekście jest przypomnieć sobie słowa reżysera i senatora Kazimierza Kutza, który swego czasu komentując jedną z gaf Lecha Wałęsy, powiedział w  wywiadzie telewizyjnym, że „niezależnie od tego, co by nie gadał – Wałęsa pozostanie dla Polaków świeckim sacrum”. Tym zdaniem ateista Kutz nie zachęcał oczywiście do deifikacji przywódcy „Solidarności”, ale chciał podkreślić, że istnieje związana z  osobą Wałęsy sfera mitu, który jest mitem założycielskim współczesnej państwowości polskiej oraz mitem zrzucenia hegemonii politycznej Związku Radzieckiego. Mit ten, zdaniem Kutza, jest wspólnym mianownikiem tożsamości Polaków. Karol Modzelewski też używa tego pojęcia do  opisu zbiorowej kondycji społecznej, gdy mówi o grzechach transformacji i zawiedzionych nadziejach III Rzeczpospolitej, wskazując przede wszystkim na porzucenie podstawowych wartości: równości i solidarności przez byłych liderów opozycji demokratycznej – tych, którzy byli „depozytariuszami mitu «Solidarności»” w  latach 90. Intuicja Szackiej, która wskazuje na paralelność mitu i pamięci zbiorowej, sprawdza się zatem całkiem nieźle. Druga część Czasu przeszłego, pamięci, mitu poświęcona jest kategoriom czasu i przestrzeni, które autorka opisuje w kontekście funkcjonowania pamięci zbiorowej. Szacka zwraca uwagę na różnicę między „czasem obiektywnym”, mierzonym w dniach, miesiącach i latach, zaznaczanym w kalendarzach; a „czasem subiektywnym”, czyli takim, jaki każdy człowiek odczuwa indywidualnie, w zależności od własnych nastrojów i doświadczeń. Znów opierając się na ankietach, tym razem tworząc przede wszystkim rys psychologiczny zbiorowości, autorka opisuje różne „orientacje” względem przeszłości, to znaczy postawy i odczucia, jakie towarzyszą ludziom, gdy pytani są o przeszłość. Szacka proponuje najbardziej podstawowy podział na tych, którzy wyrażają chęć „przeniesienia się w czasie” (gdyby taka operacja była wykonalna), oraz na takich, którzy nie skorzystaliby z takiej możliwości. Tę pierwszą grupę ludzi, którzy chcieliby żyć w innych czasach, bez względu na powodu tej decyzji, Szacka nazywa grupą o orientacji „eskapistycznej” (niezależnie od tego, czy

6 Tamże, s. 47–54. 7 Tamże, s. 54–58.

8 Tamże, s. 94.

61


nr 77 jesień 2018

pytani chcą przenieść się w przeszłość, czy raczej marzą o przyszłości, która jeszcze nie nadeszła) i  analizuje różnorodne uzasadnienia ich odpowiedzi. Wśród głównych tęsknot polskiego społeczeństwa – czyli przyczyn, dla których ludzie marzą o przeniesieniu w inne czasy – autorka wymienia: potrzebę większej stabilności, życia na dobrej stopie ekonomicznej, dobrobytu i braku stresu. W latach 80. zaobserwowano wzrost odpowiedzi wskazujących na tęsknoty polityczne: „dobry ustrój”, „dobrze działający rząd”, „swoboda jednostki”. Zyskały zatem na znaczeniu postulaty, które wiązały się z kondycją ówcześnie istniejącego ustroju. Charakterystyczne, że jedynie wśród ludzi z wyższym wykształceniem wyraźnie i regularnie na oddzielnych czasowo próbach zaznaczała się potrzeba dostępu do kultury na wysokim poziomie. Bardzo ciekawe są omawiane przez Szacką badania wskazujące na powiązania historii z określonymi miejscami, które są często ważne dla społeczności, ponieważ wiążą się z jakimiś wydarzeniami historycznymi. Coś na przykład stanowi element tradycji, jest zabytkiem, istnieje w kulturze „od niepamiętnych czasów”. W badaniach, o których mowa, zadano dzieciom w wieku szkolnym szereg pytań o Polskę: jej krajobraz, ważne punkty na mapie, ważne miasta. Odpowiadający wskazywali, że takie ośrodki jak Warszawa czy Kraków, ale również Częstochowa i Gniezno, są ważne ze względu na rolę, jaką odegrały w historii – Warszawa szczególnie w tej najnowszej, Kraków – w dawnej. Dzieci zwracały uwagę na elementy, które znajdują się w tych miastach i są świadectwami historii. Ukształtowanie terenu wyznaczające granice powojennej Polski (Bałtyk od północy, Tatry od południa, Odra na zachodniej granicy) okazało się niemniej ważne – Szacka zwraca uwagę, że granica państwa jest wielokrotnie legitymizowana w  podręcznikach szkolnych przez stwierdzenia typu: „Odra  – rzeka, na której oparli granice swego państwa Piastowie”. A przecież kształt państwa zmieniał się na przestrzeni wieków niekiedy bardzo dynamicznie. Mimo to aktualna granica Polski, leżąca właśnie na wspomnianej rzece, tak silnie zaistniała w narracji historycznej, że była linią bazową do omawiania poprzednich epok. 62

Przestrzeń stała się punktem odniesienia dla narracji historycznej. Ostatnią część swojej pracy Szacka poświęca kilku wybranym przypadkom funkcjonowania pamięci zbiorowej. Pokazuje na przykład, że mimo kilku dekad, które minęły od zakończenia II wojny światowej, jest ona wciąż istotnym elementem kształtującym tożsamość Polaków: stanowi najczęstszy temat rozmów okołohistorycznych, wciąż żywy, bolesny, ale też politycznie istotny. Po transformacji ustrojowej w 1989 roku nastąpiło bowiem w kraju odwrócenie proporcji w podkreślaniu pewnych zagadnień i tematów „wygodnych” dla konkretnej polityki historycznej. Gdy w PRL w oficjalnym dyskursie gloryfikowano Armię Ludową, 1. Dywizję Berlinga i wyzwolenie ziem polskich przez Armię Czerwoną, wskazując na sojusz ze Związkiem Radzieckim, a  zaniedbywano pamięć lub całkiem zakłamywano fakty zbrodni katyńskiej, udziału Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, podziemną działalność Armii Krajowej; tak w III RP w cieniu zapomnienia pozostali m.in. żołnierze, którzy przeszli szlak bojowy z ZSRR do Berlina wraz z armią radziecką (choć pod względem liczebności stanowili grupę dwa razy większą niż całe Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie – razem wzięte oddziały Władysława Andersa, Stanisława Maczka, Stanisława Sosabowskiego, polskich lotników w bitwie o Anglię itd.). Zresztą te odwrócone proporcje w narracjach pierwszych dekad XXI wieku widać jeszcze silniej na przykładach powstania warszawskiego (w  PRL dwuznaczna interpretacja oficjalna: podkreślenie bohaterstwa cywilnego przy potępieniu prowodyrów i dowódców, w III RP: patos, kult powstania, przemysł patriotyczny z  masowo powielaną kotwicą na koszulkach) oraz antykomunistycznego podziemia na ziemiach polskich w latach 40–50. XX wieku (w PRL: „reakcjoniści”, „bandy podziemia”; III RP  – „żołnierze wyklęci/niezłomni”, bohaterzy narodowi). Trzeba przyznać, że Czas przeszły, pamięć, mit to książka napisana dobrym piórem, czyta się ją znakomicie – również ze względu na aktualność tematyki podejmowanej przez autorkę oraz dobry warsztat i merytoryczne bogactwo tekstu. Robi wrażenie duża ilość wplecionych w wywód Szackiej krótkich cytatów z innych


dzieł. Bardzo ożywiają i urozmaicają one treść oraz dynamizują narrację. Ich trafne i częste przytaczanie świadczy o głębokim poznaniu tematu przez autorkę. Szacka jakby cały czas prowadzi dialog z innymi historykami, socjologami i psychologami, choć niekiedy wydaje się, że mogłaby wejść z nimi w silniejszą polemikę, nie ograniczając się jedynie do kompilacji ich poglądów i wypowiedzi. Autorka posługuje się językiem klarownym i precyzyjnym, ale zdarzają się jej sformułowania mniej fortunne (na przykład mówienie o „pamięci przeszłości” – jak można pamiętać o czymś, co nie było przeszłością?). Czas przeszły, pamięć, mit to na pewno ciekawy punkt odniesienia do szerszej dyskusji o pamięci zbiorowej, która zawsze silnie wpływa na kształtowanie zbiorowych postaw, tworzenie mitów, a także nierozłącznie idzie w parze z polityką historyczną. Franciszek Vetulani


Historycy i łacina. Jak nauczyć się języka R zymian? • Z życia Koła •

Każdy student historii, bardziej lub mniej skutecznie, uczy się lub uczył języka starożytnego Rzymu. Niektórym, zwłaszcza przyszłym badaczom starożytności lub średniowiecza, jest on niezbędny w pracy naukowej, innym zaś niekoniecznie potrzebny. Jednak łaciny powinien nauczyć się każdy student Instytutu Historii UJ, nawet zainteresowany historią PRL-u. O tej konieczności powiedziano już wiele, nie będę się więc nad nią rozwodził. W tym artykule postaram się przedstawić propozycję metody nauki, która najlepiej – moim zdaniem – odpowiada potrzebom historyków. Choć jest to metoda nienowa, to w naszym kraju nie dość znana, zwłaszcza poza środowiskiem filologów klasycznych. W 1955 roku duński filolog klasyczny Hans Hennig Ørberg, inspirując się pomysłami Arthura Marinusa Jensena, opracował i wydał podręcznik do łaciny pt. Lingua Latina secundum naturae rationem explicata. W 1990 roku ukazała się jego wersja pt. Lingua Latina per se illustrata (od tamtej pory wznawiano ją wielokrotnie). Składa się ona z dwóch części (Pars I. Familia Romana oraz Pars II. Roma Aeterna) oraz materiałów dodatkowych. Na czym polega wyjątkowość tego podręcznika? Przede wszystkim jest napisany w całości po łacinie – bez choćby jednego słowa w języku nowożytnym! Nauka na nim oparta polega przede wszystkim na czytaniu ze zrozumieniem tekstów łacińskich, poczynając od bardzo prostych czytanek (np. pierwsze zdanie podręcznika brzmi Roma in Italia est), a kończąc na niespreparowanych tekstach starożytnych. Wszystkie nowe słowa są wyjaśniane za pomocą rysunków lub parafraz na marginesach tekstów. Uczeń powinien jedynie w ostateczności używać słownika łacińsko-polskiego lub zwracać się do nauczyciela o podanie polskiego odpowiednika. Podobnie jest z nowymi strukturami gramatycznymi. Po przeczytaniu tekstu uczeń odpowiada na pytania sprawdzające zrozumienie treści – nadal wyłącznie po łacinie. W książce znajdują się też ćwiczenia gramatyczne. Metoda nauczania jest więc całkiem odmienna od tej najczęściej widzianej na uniwersytetach i w szkołach, której sednem jest pamięciowa nauka wzorców odmian i tłumaczenie tekstów 64

łacińskich na polski oraz analizowanie ich gramatyki. Ørbergowski podręcznik znacznie lepiej odpowiada potrzebom historyków niż takie tradycyjne podejście. Wszak pragną oni sprawnie, szybko i bez słownika czytać (nieraz obszerne) źródła napisane w  języku łacińskim, bez konieczności analizy zagadnień gramatycznych. Podręcznik nie jest też przeładowany gramatyką opisową, potrzebną raczej filologowi niż historykowi, dostarcza za to ogromnych ilości słownictwa. Należy tu także uczciwie wspomnieć o wadach podręcznika Ørberga. Z punktu widzenia historyka jest to chociażby skupienie się na łacinie klasycznej i zupełne pominięcie tekstów późnoantycznych, średniowiecznych czy nowożytnych. Nauczyciel (czy też uczeń-samouk) z łatwością może temu zaradzić, samodzielnie wprowadzając na etapie zaawansowanym lekturę tekstów z okresów późniejszych. Krytycy zarzucają również autorowi podręcznika zbyt powolne wprowadzanie zagadnień gramatycznych, zwłaszcza zaawansowanych. Jednak ma to swój cel: sprzyja ich solidnemu utrwaleniu i dogłębnemu zrozumieniu. Niejeden student uczący się łaciny w tradycyjny sposób doświadczył tego, że „wykuty na pamięć” paradygmat szybko ulatuje z pamięci. Ørbergowski podręcznik chroni przed takimi sytuacjami. Co może zrobić student Instytutu Historii UJ zainteresowany tą metodą poznania łaciny? Przede wszystkim może podjąć samodzielną naukę. Jeśli nadal uczestniczy w obowiązkowym


lektoracie z języka łacińskiego na studiach I stopnia, będzie mógł wzbogacić i urozmaicić swoje doświadczenia. Jeśli zaś już go ukończył, utrwali znajomość gramatyki i wyćwiczy umiejętność czytania ze zrozumieniem. Obie części podręcznika Lingua Latina per se illustrata są łatwo dostępne do pobrania w internecie. Można je także kupić w księgarniach internetowych (niestety, nie w polskich), czasem udaje się natrafić na nie w antykwariatach. Godna polecenia jest też coroczna  – odbywająca się w wakacje – dwutygodniowa Letnia Szkoła Żywej Łaciny i Greki w Poznaniu. Autor tych słów ma nadzieję, że pewnego dnia, dzięki kompetentnemu nauczycielowi, zajęcia takie będą dostępne również w Instytucie Historii UJ. Michał Kulpa

Bibliografia Podręczniki: ӳӳ Ørberg H.H., Lingua Latina per se illustrata. Pars I. Familia Romana., Pars II. Roma Aeterna, Grenaa 1991. Artykuły: ӳӳ Loch M., Latine loquor! – czyli żywa łacina jako metoda dydaktyczna, „Symbolae Philologorum Posnaniensium Graecae et Latinae” 2015, nr 25/2, s. 137–151. Zasoby internetowe: ӳӳ Loch M., Lingua Latina per se illustrata – podręcznik do łaciny H.H. Ørberga, [online] https://www.youtube.com/watch?v=PgWPh0leFgc [dostęp: 22.08.2018]. ӳӳ Loch M., Schola Aestiva Posnaniensis, [online] https://www.youtube.com/watch?v=RVTyk1D1FN0 [dostęp: 22.08.2018]. ӳӳ Loch M., „Żywa łacina” jako metoda dydaktyczna, [online] https://www.youtube. com/watch?v=dXHhl0GNsak [dostęp: 22.08.2018].


Spis treści 3  Znikający herb Krakowa / Wywiad z prof. Zenonem Piechem 14  Miłość i polityka. Małżeństwa Marii Tudor (1496–1533) w świetle angielskich źródeł / Katarzyna Walczyk 22  Depresja, anoreksja, desperacja, czyli cesarzowa wbrew woli – mit Elżbiety Bawarskiej / Patrycja Grempka 28  Michał Bakunin i Piotr Kropotkin – twórcy rosyjskiego anarchizmu / Agata Kwiatek 34  Niezmywalny znak wiary. Tatuaż jako identyfikacja religijna kobiet na terenie Bośni w XIX wieku / Kinga Tyras 39  Odyseja królewskich szczątków. Pośmiertne losy Stanisława Augusta Poniatowskiego / Jan Jakub Grabowski 47  Praktyka polityczna Władimira Putina w latach 2000–2008 / Piotr Matura 52  Legenda herbowa herbu Nałęcz w świetle herbarzy staropolskich / Katarzyna Mazurek 59  O namiętnościach historycznych narracji / Franciszek Vetulani 64  Historycy i łacina. Jak nauczyć się języka Rzymian? / Michał Kulpa


Prezes Zarządu – Michał Balogh Wiceprezes ds. organizacyjnych – Tomasz Korban Wiceprezes ds. naukowych – Adam Latos Sekretarz – Antoni Czachor Skarbnik ds. RKN UJ – Patryk Kuc

Skarbnik ds. innych funduszy – Ewa Mrowiec Bibliotekarz – Piotr Wożgin Archiwista – Tomasz Nitychoruk


Dołącz do nas na Facebooku: facebook.com/societas.historicorum

Societas Historicorum, nr 77  

jesień 2018

Societas Historicorum, nr 77  

jesień 2018

Advertisement