Issuu on Google+

PIOTR MIERZWA

TYKANIE


Po tobie Hic et nunc Utracona była co najwyżej przyszłość. Nie miałem prawa, żeby za kimś tęsknić. Nikomu nucić: „Będę cię widywać w klasach i w lasach – i w jasnych wyrazach twarzy, i w gestach – pośpiesznych i śmiesznych” to ścinać wraz ze skórą włosy, wyzerowane wcześniej przez raka i chemię. Albo kroić zdrową pierś

Przezrocze Skoro tak ładnie wyglądam, chyba muszę owulować. (Pozory podobno nie mylą.) Cera tak świeża, śmiałe śmiechu oczy. Tym niemniej nie wiem, jak długa jest droga jedynego jajeczka przez przekrwioną szyjkę, bez jaj, przecież świeczki twarz mi upiększają.

Powiedzonka Nie może znikać ten, którego nie ma. A nie ma go, bo nikt się do niego nie zwraca, tak mi przynajmniej mówił, jakbym miał mu nie dowierzać, nie wiedziałem lepiej, więc wolałem go nie zostawiać, jeszcze by się powiesił.

2


3


OTO Bez broni kanonada, wiejemy suchotnicy w śniegu, gdy to przeliteruję rdza przekąsi maskę — i wystąpi publicznie o zwrotnik, kopalnie

Niewielkie zdarzenia, nie ratuj, nie ratuj, głowa w skokach, schowane na wierzchu dreszczowce, chyba koniak pędzący przez stepy, chyba kasztan, a może rudzielec. Wolna klisza w szczerej chęci wiatru, by wydymać to, co nieme, nieruchome

Weterani wieczoru, przywracacie ( ! ) kalejdoskop, co puchnie od krwi, obieg zdrad w otwartym złamaniu nocy, na dnie oka osa

ropa, czarne scenariusze. Namacałem miejsce duszy.

Nie żadna metropolia, żaden śmierci brak (to miasto nie zasypia, więc słania się z oczu), nic z tych rzeczy, co trwają trwoniąc maskaradę, muszelki kusicielki zajęte kurzem, zajmujące pół półki

Deponuję Cię w tysiącu dzwonków, odraczam n a p ó ź n i e j , które może się nie cofnąć przed czy po

4


PRZYIMEK ZAGŁADY Fundacje na palach, na falach, na łamach, a zamach to od początku zaczynać działalność „na początku”, posłuchaj płaskowyżu rozpostartego, a wsłuchuj się dobrze, przez „na”, zawracaj uwagę na to pierwsze słowo podśpiewujące, na na na, na na na na, rozparte na „stworzył” i „było”, rozdarte na „Boga” i „było”, – co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr – przez nas niezawiniony polski obóz koncentracyjny, zawinięty w cyklon, zapomniany, zapoznany oddychaj przez nos, to zdrowo, głęboko NASA jest ziemia

5


Pomyśleć o tym, ale potem:

6


Tymon, to Ty? Tak, to Tomek.

7


Zuchów gromada, że raczej zwyczajnie: wślizg w wilgotne wargi, o jakże niepojęte!

8


Gardło jak ręką odjął. I jego wszystkie tajemnice bolesne. I jego wszystkie, jego wszystkie.

9


OTO JEST WIERSZ, KTÓRY DAŁ NAM PAN magnificat Puszcza, jak długo tak można, można. Ono i ono wykręca się, spuszcza nos na kwintę, że chudną lata, konsternują zimy – chwili nie chwalmy – coś jakby chustka albo chałka mami|taje, uwierzyłbyś, że między oknem i między pokojem, choć dowiedzione „a to konstelacje”: strzelby, czarnoksiężnicy czy czerstwy chleb w nieszczególnej folii szczekający.

drugie danie Drugie danie; i bądź tu posłuszny. Zaraz po przerwie, gdy wrócisz do pszczółek ciężki trzepot powiek na powiekach. Kochliwe chemikalia, zachwyty opryskliwe. Na czas zabiegu zawieszony mundur, zwłoki w słojach świdruję wzrokiem i jestem śledziony.

korab Przez słońce urok zarzucony na ramiona na wejście do katedry, rozszczepienie łydek/światła – na śnieg, śmiech, zależnie.

10


PANGE, LINGUA, GLORIOSI CORPORIS MYSTERIUM HURAGAN SIĘ SKRAPLA, ZAMIERA W SOPLE, CO CHARAKTERYSTYCZNE — ANI ŚLADU PO PALCACH W ZATRZĘSIENIU, MNIEMANIU, ŻE ZIEMIĘ CZYNI SIĘ PODATNĄ, UCZYNNĄ NICZYM ZAGRANICZNY EKSPEDIENT; GOTOWĄ NA WSZYSTKO, W ŚRODKU GORĄCE, NA SKÓRZE CHRUPIĄCE

PRZESUŃ SIĘ, PRZESUŃ I PRZESUWAJ KWADRATY NA STAWACH, GEJZERY ORAZ WIZERUNKI W PARTYTURZE, TĘCZOWE Z ZAZDROŚCI.

11


SSAK\MISSILE Rzekłem, na pożytek ci wyjdą korzenie i żal, być może się omyliłem, byłem w błędzie, jak się bywa [w] zamieszaniu, jarmarku, moździerzu.

12


Tankujący ambulans zapytany o kompetencje wymigał się tym, Stanisław Tym.

13


SĹ‚owianin | Ich bin ein Androtrop

14


ŚCIEŻKA ROZWOJU W hodowli odnosiłeś zwycięstwo – przez zapomnienie – hukają – fukają – pod śniegiem – trawa rośnie radośnie – jakim ogromnym kosztem?

15


MÉNAGE À TROIS Pośrodku chwili a pośród powietrza złożone ręce w modlitwy, aż wreszcie

«OJCZE ZA NAMI OJCZE Z OJCZULKAMI WSTAWIAJ SIĘ ZA NAMI TY SAM JAKO MY TAK SAMI»

16


PRZY RZECE BALOWAŁAM NA PAMIĘĆ Radar języków, wykop lat, kaganiec {jak ładnie w Lądku, łabądku} dawajno, dawajże — posuwistozwrotnie nauczka lśnienia dla gwiazdy, hen hem Betlejem

mi mu mi : milczysz malusieńki kiedy Cię usta nabierają

odma

O to to 17


18


środowisko

19


01 przed świtem, przy zgaszonym świetle przecież to pliszki: plączą się, pływają, jak to, bo tak, skądże, znowu! ― brodzik z szorstkiego betonu. 5:43, 18 marca 2010 r.

20


02 oryginał został na szkle, czarna śmierć siedem przed szóstą błyśnięcie błękitu. wiosna robi rozpierdol wiatrem, ociepleniem. grypa, gruźlica, cholera. zajęcia w podgrupach.

21


03 sensnusnem tu mróz i powrót zimy. gra miłości i przypadku . . . rem, narowisty mer pustego miasta. slapstick.

22


04 bez tytułu fundament to to, co pogrzebane. i znowu nikt mnie nie zatrzyma. patrzą na mnie przeze mnie wszyscy, nic nie widząc.

23


05 na udo pieczęć jakości: dwanaście kombinezonów roku. co zrobić z lewą ręką na Emanuela, „Teadora” ? widać samoloty, jak robią krzyż i białą ścieżkę po nie-bieskim. przyświeca im księżyc.

24


06 przenoszenie na morzu brakuje chleba i nikt nie jest spolegliwy. raz brzuchem, raz plecami w stronę słońca, w zachodzeniu.

25


07 elastyczne i tolerancyjne, ergo ego w twoje ręce zdradzam. tak tu teraz się piszę.

26


27


mam motywację, jak sądzę prima aprilis (2010)

róża jest chora. urojone wielkości. bagnet. papier. patent.

oraz pakt i para na jego mocy, jak rozsnuwa, okłada. otaczam otoczak

beznamiętnym klaskaniem: kubeł zimna

rozgnieciona woda? (.osadzona w roztoczu.)

28


29


Trzy wiersze dla Maćka Topolskiego

raz [Bara Bara] Zatem zapewne czekanie przedłuży się w nieskończoność i będziemy się zanudzać naszymi elokwentnymi perorami, a złota mowa ciszy oraz błyskotki rozczarowanych proroków brzmieć będą jak zdarta, niezdarna płyta, niezdolna stać się gadżetem, kiedy oprócz gadżetów nie będzie nic. No, być może pola i lasy we wspomnieniu, i niekończąca się nostalgia za bzyczeniem pszczół. Wzięci z zaskoczenia, zaczęliśmy uważać tę perspektywę za straszliwie piękną. Na wywoływanie siebie z komór tlenowych używamy królewskiego „my”, przyciskając skafander do skafandra jak się da najbliżej, naprawdę czujemy, że rzeczywiście coś nas łączy, że jesteśmy związani, kiedy nie ma między nami powietrza.

30


dwa [Tylko Ty]

Najpierw natnę powiekę tuż pod brwią. Nacięcie będzie niewielkie, ale krwawiące obficie. Krew Ci zaleje to oko, staniesz się wtenczas, tak jak ja, zaślepiony i bezradny; niedługo będę czekał, nim wykonam nacięcie na drugiej powiece. Światło zgaśnie, oblepione czerwonym całunem, po omacku będziesz szukać drogi do drzwi, do okna, do jakiegokolwiek wyjścia, którym sprowadziłbyś pomoc. Ale pomoc, rzecz jasna, nie nadejdzie, a ja nadal będę mógł pastwić się nad Tobą, porzucę subtelności, sięgnę po tępy nóż z piłką, by przerżnąć plecy ponad łopatkami i niejako ułatwić Ci zginanie karku, i głowę przechylę tak, ażeby ciecz życia skąpała mocne, wydawało Ci się, plecy. Znajdziesz się w doskonałej pozycji do zasznurowania rąk z tyłu, co uczynię bezzwłocznie, nachylając głowę jeszcze bardziej do przodu, aż Twoje szkarłatne teraz plecy staną się blatem okrytym purpurowym obrusem, prostopadłym do słabnących nóg. Tak ustawiony będziesz wcieloną prośbą, żeby jebnąć Ci w pysk z kolanka. Prosisz, masz – a ta cała stołowa kompozycja zostanie niespodzianie, ale jakże szczęśliwie, zaburzona i nieważne, czy upadniesz czy tylko się zakolebiesz, bowiem na Twoją twarz będzie już czekała moja miłosierna pięść. Ranne zwierzęta uderzają w dwójnasób. Ranne zwierzęta uderzają w dwójnasób.

31


trzy [habeo corpus czternastego kwietnia bezpańskiego roku]

Jeszcze wczoraj nie byłem tym, kim dziś się stałem. Nie mam ciała, jestem śpiew. Nie mam duszy, jestem ciało. Nie ma mnie, dlatego jestem potężna […] Anna Świrszczyńska „Jestem potężna” Stałam? Stawałem, stałem, stanowiłem, starałem, starłem moje ciało, nieboże. Jak w mordę strzelił, zerżnięty cud miłości w cudzych palcach, ustach. Starałam się, aż się starłam. Mój pies nie lubił, żeby koło niego chodzić, teraz jest ledwie ciepły i nadal stygnie […] Justyna Bargielska „Miracol d’amore” Zeszłej wiosny bezstronnie domniemywałem niewinności prawa głosu, za które nie trzeba uiścić zapłaty. Znikąd wsparcia. Tym niżej zjeżdża sonda nadać obrazy środka, łowczy lekkim krokiem opuszcza forum polowania w braku zaciekawienia stanami zwierzyny i przemocy, z braku zainteresowania jednostką inną niż zacięcie, a ono wyparowało. Partyjnie, ogórkowy potrzask, a w pojedynczym planie upragniona harmonia, anielski chór samoświadomości, skórowane z bezpłciowej powłoki anioły tryskające sokiem i głosem przeczystym, humoralny chorał,

32


[...] rewelacja, gmeram palcem w dziurawej skarpecie, nie zdradzając rentownej dociekliwości: wiosna czemu znów przypomina ekspedycję zagubioną na biegunie północnym, li przefruwającą srokę pytam. Przewidzieli to najprzenikliwsi: człowiek wymarł, lecz nic innego dotychczas nie zajęło

mu miejsca. Był mi potrzebny do prezentacji nakazu miłości. Piotr Mierzwa „Pytel” Wierszem, którego z powodzeniem nie potrafię doprowadzić do doskonałości, za oknem zbielałym słońcem. No rzeczywiście!

33


34


niejednokrotnie parasol otwiera się niespodziewanie. ognista zieleń świeżej, mokrej trawy.

35


36


Tytuł

37


K. K. K. 1 Na powrót serce pełne krwi: non-stop boże narodzenie. 2 Po drugiej randce, a już chcę cię zdradzić. Nie, nie spaliśmy ani razu razem. 3 Popatrz, w tym życiu jeszcze nie ma zmarłych, a słyszysz, że są tak śmiertelnie ważni. 4 Miasto bez boga, najszczęśliwsze miasto. Światło wróciło i się naigrywa.

38


Notatka: polskie znaki Także znów czekam, nie wiedzieć na co, kiedy czekanie, jego przedmiot są wiadome. Osobistość śpi i zasypia, śpi i zasypia: dobrze znam jego imię. Powiedziałbym, może, głośno, żeby bez wstydu zaszumiał w uszach, instruując je o byciu na głowie. Chuch, huh!

39


Szekina w mieszkaniu Słone są moje słowa i słono zapłacisz za każde ze mną spotkanie, obalisz się, spadniesz w dom, na usta czarnej dziury, ucałuje, przyjmie, bez zębów przeżuje, zmiażdży dziąsłami, przełknie, strawi, wysra: gdyby bóg istniał i twarz mi pokazał ― otwarty jestem na to i gotowy — wskutek niecnego zabiegu o wieczność, splunąłbym mu w nią prosto, ze wzgardliwym uśmiechem.

40


Ruszamy, Ruczaju Tu pralka moja i lodówka. Tu zostaję. Zaczekam, aż osiedle rozsierdzi się majem.

41


Nic a nic Wnętrze śmierdzi i można je zobaczyć na sekcji lub operacji. Czasami, nieupilnowane, wycieka po śmierci, trzeba po nim sprzątać i się przerażać. W dodatku kiedy jednocześnie przyśniło się nam w tej skulonej, rozlanej pozie, tracimy pewność, że nigdy nie mieliśmy z nim nic a nic wspólnego.

42


Odwaga odmowy Stałem się własnym dziadkiem, oprawcą i ofiarą; trzeźwym, świętym pijakiem. Czytywał, recytował Pana Tadeusza. Być może gdybym zarazem nie był jego żoną, swoją babcią, a wcześniej naubliżaną ojcem matką, i sobą nawet, nie przetrwałbym. Na szczęście w innych się rozmyłem, przez nich nazywanymi ― „obcy”.

43


Samael, mężczyzna prawdziwy Po co tu stoisz? Co masz na swoją obronę? Czym mnie przekonasz, bym nie zastąpił cię, usunął, wymazał? Skończyło się przedszkole. Żłobek wyleciał w powietrze. Pilnujcie swoich pierworodnych. Oprócz życia mogą stracić cnotę.

44


45


Durak: dumka, fado, oberek No tengo lugar Y no tengo paisaje Yo menos tengo patria “Naci en Alamo”

Miłoszowi Biedrzyckiemu

Już nie tęsknie za tobą, Żydzie, którym bywać chciałem, zawsze chciałem być Żydem, turlać się, znów w drodze, morskiej, miejskiej, malarskiej, hardej jak skała, głębokiej jak dzwon, rolling like a rollin’, rollin’, rollin’ stone, to mam to, jestem sobie, wybyty, wydany, odświętnie wyrolowany, gdy mnóstwo się wyradza, bestialskie pragnienie, tęsknota za czymś innym, co określić da się: życiem, pożyciem, krajem? Tak, najbardziej za nim, tak mocno, że boli. Że w rozkoszy można się wypławić, w bólu radośnie tańczyć, wykonać piosenkę: T e d y w s z y t k o s m ę t e k, jak to kręci, to tylko, gdy skręca od rana, wręczeni nie gdybamy, że się ojczyście na sobie wyznamy, bo po co, bo co po hipopotamach na uroczyskach? Aj, kraksa, carramba, Don Pedro z Krainy Deszczowców, Baltazar Gąbka oraz Smok Wawelski.

46


47


Ekspozycja Mogę tylko odmówić. Przyjąć i odmówić. Odejmować, przyjmować, gdy nie stać mnie na nic i niczego nie starcza. Powiesz, dzieje stare jak próżny wysiłek? Z tym, że ja cię nie słyszę, słyszę tylko twoje, twoje, twoje. A wcale nie jest cicho: deszcz wystukuje nietomnie, pewnie prawie, że nam, drgającym maszynkom do mięsa, w tępym algorytmie wgapionym w vizuale, nie uda się tak zacinać, cieszę się tym rytmem, tym mętnym rozkazem bez dreszczu sprzeciwu, tymtamem i tymczasem: tympanon dziękuje tamburynom.

48


49


Snubrat

50


towarzysz podróży Śpi mój mężczyzna. Mój tylko, że śpiący. W środku miejskiego transportu go wynalazłem, autobusie linii 114, co rozhuśtany, hamuje przed moim przystankiem, srogi ten ojciec, bo tak bardzo czuły, pozostawiony wbrew swojej woli przed własnym odbiciem, opartego o szybę, tuż przed startem powiek, momentalnie przyschniętych wahadłowców, prowizorycznie ściszonych na chwilę niepozorną, w której mu włosy do domu przytargam, do kranu przygarnę wargi. Dopiero wtedy i sam również zasnę.

51


poprawianie przeszłości [Kajutanowi] Herdyńskiemu Skąd się to wszystko wzięło, przepraszam, z przerażenia: kiedy na siłę starałem ci się wytłumaczyć „mechanizmy marginalizacji”, zmyślałem walkę, męczeństwo, odwagę, najzwyklej w świecie, nie potrafiąc, próbowałem poradzić sobie z niemożnością, co miała nie mieć czasu ani miejsca nigdy się z

nikim przenigdy

nie zaszeptasz

aż mnie do siebie przyjąłeś, okryłeś kołdrą, gdy zalany w trupa poległem, święcie przeświadczony, że rzeczy są tylko ciemne, ludzie krzywdliwi, porażeni; czy że nie można być kochanym. Bournemouth, Dorset, UK ― 19-21.06.2010

52


harlem przy kuchennym stole Przez chwilę chcieć być niebem i tylko przez chwilę, i wcale nie dlatego, że to niemożliwe, bo nad to nic prostszego, nic, no, zapomniane, wystarczy jednak wzrokiem zadrzeć głowę ku górze, dostrzec postrzępione chmury, i ich nie zapomnieć, zapomnieć ich nazw łacińskich (jeśli mają takowe), a skoro to się nie uda, nie przejdzie niemota, jerzyk przerywa niebo, domniemywa sobie, że bywając najszybszym ze wszystkich zwierząt podniebnych – jakby były inne – bezradny i błogi, jest szczęśliwy, choć w kieszeni złotówka, nie wiem, co mam powiedzieć, może tak być może: „Na lądzie przy morzu pod niebem rano stoję.”

53


terapia zajęciowa Tam nie ma nic. Nie było. Nic się nie wydarzyło. Puste wszystkie pozycje. Szatan wszędzie się szwenda, swój sobowtór promiennie uprawia prywatę, doppelgänger pochopnie spuszczony z piwnicy, wykaże Agata Biskup: już pora się poznać, coraz to cię widuję, we dwóch widać jest was jeden, zupełnie tak jak nas jest dwóch we dwoje, bliźniaczo niepodobne.

54


kiedyś człowiek Niewiele powodów do zadowolenia, w zamian za to wychodzi na jaw prawda, niesłychane podłoże radości pojawia się, niezwykłe, pozostawały te stare miłości, wraz z nimi życzenie sobie najprostszej inwersji: deszczu, zwolnienia od terroru światła, przemocy słońca, skoro już nic nie łączy nas teraz, to nic nas nie łączy, puste słowo.

55


Piotr Mierzwa - Tykanie