Page 1

Piotr Mierzwa

Gościnne morze

biblioteka STUDIUM 2005


I nie ma znaczenia, czy żyjesz, czy umarłeś, czy idziesz wzdłuż brzegu że z oddalenia przybywa najwięcej domu for Robindra Prabhu

2


Hermafrodyta Wystarczy umysł. Spałam jeszcze, kiedy nagle się obudziłem. Ten księżyc wzwiedziony w tę niebieską niwę i ich dziecko słońce! Pochwalone bądźcie promieniu i strugo! Ty dwoiste światło! Stałem i chwaliłam rozumny kompromis pór, rozsądną unię żywiołów. Rozłożona jak ciało. Uchylony jak zasłona, jak sprzeciw.

3


Początek Można się było wprawić w osłupienie: kosmyki wepchnąć w usta, żeby bezgłośnie wyjrzały uszami. Stąd ruchy pełne ryb, mania z kneblem w pysku. Nie popełnię więcej, niech odchodzą łodzie, zwinięte jak listy żagle depczą ich dna, niech stają na kotwicy tylko maruderzy.

4


Młynek Kąpiel niesie sine ciała daleko ode mnie i minimalnej zatoki. Dlaczego chcę ci przyciąć włosy i dlaczego usta układają się w ten sam okrągły kształt? Inaczej to sobie wyobrażałem, pragnąłem gestu sentymentalnego, rozplątywania palców. Pocierania naskórka. Krajobraz, który wybierzesz i zamieszkasz, otwiera oko, lecz częściej zasypia. Na niebie brak nacięcia. Gnije i sączy się, wytyka stary drewniany młynek, stojący na stole, z szarą od pieprzu szufladką, która skrzypi ludźmi. Nic innego nie zajmie im miejsca. W usta wgryzą się małe rzeczy i połkną – mój – język. Ten pocałunek ponosi odpowiedzi, ostatki ciała, strach.

5


Sonet Youth they took the last train for the coast the day the music died Pierwszy, drugi brulion, a każdy w miękkiej oprawie, szalone początki tego monotonnego falowania, szczęście, że nie w eterze, bo dla tonącego nie ma miejsca na falach, jego miejsce w szumie. Czym może być szum i czego: mową telegrafu lub transmisją deszczu, śniegiem na ekranie, w radiu echem ego, rybą pieszczoną prądem? Tak zwijały się szpulki dźwięków na mnie niemym ciele, które szukało emisji, bo trzeźwa kalkulacja mu podszeptywała, że na falach dźwięk się gęsto ściele, słychać w nim zamieszanie jak w piotr mierzwa.

6


Myłość My możemy mówić, kiedy, jedyni w swoim rodzaju, przedzierzgniemy się w siebie, usta stwardnieją od pocałunków. Między twoimi nogami jest moje pióro, którym cię opisuję. To zawsze jest inna historia. Kiedy zapomnisz się i zapiszesz, możemy mówić my.

7


Łapaj, trzymaj Grajmy, zacznijmy zabawę w smutną ciuciubabkę (ciebie nie ma), z zawiązanymi oczami obściskujmy obcych. Poznam cię, kiedy złapiesz w palce nasadę nosa jak pstryczek, który narobił tyle hałasu w nienaszym dzieciństwie.

8


Za miastem Motylowi, który rozchyla pyszczek kwiatu, powiedziałem to, co chciałem wiedzieć. To nie wystarczy, kłamię bez zażalenia, za to z zażyłością, która wychyla się z płatków tuszu, chwali sposoby zasypiania i rodzaje budzenia (nawet wtedy, kiedy śpiące ciało odwraca głowę dla swojej własnej przyjemności), śledzi rozmieszczenie radosnych miejsc na mapie posłania. Strategiczne czy nie, gruczoły pozwolą się przeliczyć, one, które nie wiążą nic, co już związane.

9


Trup w szafie Jak to jest obudzić się z trupem w szafie? nienajlepszego przyjaciela? siebie (gdy we śnie szybowały czarne latawce z zagadki w programie radiowym)? Gdy we śnie budzisz się cały zlany potem, drżący z zimna, nie oglądaj się za siebie (za tobą wygodny materac), za tobą rozdwojenie nasienia, starszy brat bliźniak (jeśli wiedzę wywieść ze starszeństwa), twój sobowtór. Swój sobowtór? swój? Z ukręconym karkiem (mokra kura), przestrzelony na wylot, przenicowany kulami, światła jak w matrycy okna, błonki na oku, gdzie liczy się sen (spomiędzy słów obraz, ja go zabiłem, już zabiłem, już).

10


Jedno słowo Zadawać się z jezusem – coś, czego nie chciałem (pamiętam partie ciała, śpiące synekdochy, pomosty modlitwy, wychodzące za daleko, a to była zima, przy molo lód kruchy, więc żeby sprawdzić jego grubość, trzeba wpaść i gdyby dwóch nieznajomych nie mijało mola, nie musnąłbym już później cielistej monstrancji) brać za znak tęsknoty za ciałem, często ukrytej pod maską pragnienia, lecz ono chce wszystko, także to słowo, wystawić jak relikwiarz na potęgę wiatrów, które rozsypią prochy, paznokcie i włosy, nie oglądając się na nazwy własne.

11


Grunt Droga powrotna brała nas jak morze – zaimków, pustych muszli opuszczonych przez ślimaki, a na nich można zagrać, przebierać palcami wśród czerni i bieli ku pożądaniu chromatycznego piękna. Dom? – gdzie mieszka ta pierwsza martwa kartonowa metafora – być może pieszczoty? Słowa rzucają miękkie i soczyste członki w piasek (co jak osa obudowuje je woskiem), lub rozsypują ziarna prosto w oczy na twarzy komentarza do morza, który jak metka po zdradzeniu ceny zostanie zerwany.

12


Boso Ponad proporcje ważna staje się znajomość gruntu pod stopami, kiedy idziesz boso. Nie podejrzewasz, że tak szorstka bliskość skończy się dla podeszwy szklaną krwią, otwarciem.

13


Kłopoty w rodzaju Bożenie, raz za razem 1 Skrzydła. Ich zarodki. Nie dla mnie. Dla ciebie. Anioły. I ich dzieci. Ptaki. Wraz z przychówkiem. Biały proch, puch, pierze. Takie to potomstwo, gdy tutka nasiąka czarnym atramentem (niewinności nie widać, gdy chwycić, wybuchnie). 2 Bałtyk wspinał się wysoko nad falochron, lecz ty stoisz wyżej, żywa przyjaciółko, czy przyjaźń posiada rodzaje (jest w rodzaju)? Rozważaliśmy dwa rodzaje przyjaźni: amicitia activa i amicitia verborum, i wniosek naszedł nas jak fala, zmył w morze jak kraby, że białe papierowa skrzydła noszą tylko takie szkraby, co lubią bawić się nocą, a za dnia rozmawiać.

14


Wiklina Zaszyłem pod okiem ciepłą pocztówkę, niemodne pozdrowienie z wakacji. Byłeś nieobecny, jeśli można tak powiedzieć, nie zdradzić przy tym błędnej składni bycia. Zresztą nie szło o słowa między nami: ptaki otwierały parasole, dzieci biegały, komin łykał dym – na obrazku z obcego dzieciństwa, który zgubiłem. Taki głos: odwracać pusty kosz na mokrym piasku, coś nim okrywać, żeby na nim usiąść. Pomiędzy sploty zasuszonej wierzby wkradnie się może – mokry oddech fal.

15


Szklane oko Wydrążyliśmy „serce”, bo w rynience rymu więcej się nie rozsupła jak tylko pięść mięśnia, mieści osiem sążni jedwabnego rodzaju lęku, historii, nocy. Nasze pośladki świecą, zakryte konwencjonalne słońca: brak snu uczy, by nigdy przedtem nie twierdzić, że drugi nie jest czarny, zatwardziały (przez ramię dyndamy sobie zwęgleni i drwiący, maszerujemy śliwka w śliwkę na śmierć), przestań: rozmowę o kolorach zaczynaj od razu od upiornej orestei, tam światło to obłęd, nadmiar ostrego widzenia, to boli, koniecznie, jak matkę, zamknij go oczami, ale ty wolisz malować obrazki, teatrzyk kukiełkowy, teatr winny, a w nim marionetki i niebieski chłopczyk to początek barwy: ramiona liże różowa bawełna, mieczyk w okrągłych dłoniach wypełnia akwarium, punkt ryby to szczyt milczenia, zieleń jak zwykle gra na swoich odcieniach i sine algi oddziela od wody: jak nie wziąć cię za kukłę? jak nie przytulić, nieprawda, przydusić do piersi? jak cię nie karmić szklana kulo światła, wody? jak pozostać nieczuły na obieg zamknięty, na twoje cyrkulacje ciszy i jak, powiedz, sprawić by ciemność przedmiotu opowiedziała o toczącym się w nas, w tobie życiu?

16


Rodzina królewska Królowej Jadwigi i Księcia Józefa, Księżnej Józefiny i Króla Jadźwinga, te ulice śnią ze sobą tożsame, na nich sama sobie lśni policja, kiedy duzi chłopcy przybierają różowe jak małe dziewczynki.

17


Okna mojego pokoju wychodzą na Bombaj Amitowi Chaudhuri , a Kalkuta zasłania widok z kuchni (w ostatnim czasie zły duch podmienił literki) i należy od razu przyznać się, że tęsknota nie pokrywa się z wiedzą, więc niewiele widziałem (nawet zdjęć: pułapek na ptaki), a czytałem, że ciemno ciągnie od Kerali, toteż podróż za równik należy do niemożliwości, ponieważ znaki są samotne: pełne nadziei kolonie po ogłoszeniu niepodległości.

18


Fortuna i forsa Jaki kształt pustki i gdzie jej granice (czemu nie jest dziurą)? Zapraszam te pytania odkładając tubkę papierosa jak zwitek monet na jutro, gdy zabraknie reszty. Smakuje jak zaprzeczenie, obol pod językiem, kiedy ślina rozpuszcza rdzę z tym, że korozja kapitału następuje codziennie. Przecież zgodziłeś się podawać z ręki do ręki i brać z ust do ust. Do ciebie należy regulowanie wartości waluty, rado polityki pieniężnej.

19


Gościnne morze Bożenie Brzeg zaprasza na przechadzkę, więc wychodzę z domu. Wtedy gdy wyjeżdżałem do szkoły z internatem, chodziłem tak samo po linie nad dachami tramwajów, które woziły mnie z powrotem i tam. W twoim domu jestem gościem, mieszkam z dala od morza, lecz kiedy fala przemyca się pomiędzy palce, przypomina o przepuszczalności piasku. On zgubi moje ślady, choćbym szedł wbijając w niego każdą stopę. Poruszam się równolegle po linii brzegowej, chodniku przy morskiej ulicy, która porywa by rozbić i zakryć. W dzielnicy pełnej zaułków wiele ulic prowadziło do szkoły. Za każdym razem niosły mnie te suche. Tak jest morze, jest i mój Kazimierz. Nie zwiedzam go, kiedy internet dopiero powstaje, nie szukam nowych stron. Zaciśnięta w pięść dłoń ulic zagraża powtarzalności ruchu, krew poleje się, jeśli ją zaczepię. Mój spacer po plaży może taki być, nieprzemakalny i nienaruszony. Mogę sobie siebie przypominać, w tę i z powrotem mijać morze, tropić ślady znikających stóp na piasku, lecz on (piasek, brzeg) ma inna ziarnistość, ociera się o pobliskie niebezpieczeństwo, wchłania je i oddaje, ciągle ryzykuje utratę punktu widzenia. Nie patrzę przed siebie, zamykam oczy i obracam głowę, otwieram i znowu zamykam – się w morzu, zostawiam ślad tam, gdzie nie zostanie. Woda po łydki to początek, za chwilę postać zanurzy się cała i oddam się niepowtarzalności, spadając z linii rozpiętej wysoko nad poruszonym tłumem ziarenek piasku, między falochronami, nad brzegiem, gdzie przełamują się fale i pamięć – puszcza mnie w wielu kierunkach, wychodzę na świat.

20


Perspektywa Ten kot ma krewetkę w ustach, w naszych warunkach ofiara nie do pomyślenia. (Żadne z powodów, dla których Jamini Roy, zapatrzony w plamy płowego zachodu, pokochał koty, nie były egipskie. Tygrysa oswoił szkicem bengalski tubylec.) A tam dwa niebieskie koty dzielą inną krewetkę, czółenko lub larwę, która gości się w płucach, nie pozwala strawić.

21


Flirt Niełatwo uspokajać ciszę ręką, odłożyć kryminał przed ostatnią stroną zanim zagadka błyskotliwie pryśnie jak balon z wodą wypuszczony z okna: otworzysz kryminał na ostatniej stronie, ale kształt przybierze inną przyszłość, jak balon z wodą wypuszczony z okna, co zostawia chłopca z pustymi rękami: ale kształt przybierze inną przyszłość rzeczy w negatywie, rodzinnego zdjęcia, co zestawia chłopca z pustymi rękami szukającymi domniemanego sprawcy rzeczy: w negatywie rodzinnego zdjęcia nie bielejemy, ku zdziwieniu oczu szukających, domniemany sprawca: kurz, zacina zwykle twarze czarnym ostrzem, nie bielejemy ku zdziwieniu oczu, niedostrzeżeni nawet w tym kontraście: kurz zaczyna zwykłe twarze szarym ostrzeżeniem dotyku, może jesteśmy niedostrzeżeni nawet w tym kontakcie z niezłomnym prawem fotografii, że nie w dotyku możemy być: zamiast odsłonić mój drogi pierwowzór, z niezłomnym prawem fotografii uwikłałem się w scenariusz odbić, zamiast osłonić mój drogi pierwowzór, fleszem rozwijałem niedorzeczność ram: uwikłałem się w scenariusz odbić, zanim zagadka błyskotliwe pryśnie tuszem rozbijając niedorzeczność ram: niełatwo uzmysławiać ciszę ręką.

22


Czarna pantera Powiedziałem, słońce, i słońce zniknęło, zazwyczaj się mówi, „skryło się za chmury”, lecz to niejednoznaczne, bo chmury to dziury (zapytaj laureatkę nobla) i ciebie nie było, wskoczyłaś do paszczy słońca, bo słońce to tygrys, który symetrycznie garbuje nam skóry (nieziemska symetria rysuje na skórze tygrysa paski), która się otwiera nad nami i pod nami, mówią, czarna pustka, nie wiedzą nic o świetle, tym bardziej o czerni, jako stróże prawa nieziemskiej symetrii.

23


Wszystko Wilgoć zaplata język w warkocz, zagadki płyną opiłkami śliny, ruchliwe palce wybielają blizny: ten ruch zbawia od nieścisłości. Robi się smutno i nie rozumiem, jak parlamentowi kropel może przewodniczyć jedna sylaba.

24


Telemachia Daleka droga do domu, daję znać bohaterom (erotyczna wibracja przemyka żłobieniami mózgu), z każdym miesiącem włosy srebrzą się i rosną w cenę. Kto dogląda pustego domostwa? Kto puszy się, że jak klucznik zna tu wszystkie sale? Na morzu panuje cisza, dla domowników brakuje już chleba, a postać przybiera, jak przypływ. Ciemno opływa samotne wyspy, a w koszu zbliża się niezastąpiony zapas, który się wykradnie. (Doświadczenie jest dłutem, jego ręce smagłe i sękate, ich zapomniany, ojcowski dotyk.)

25


Oferta. List dla Maćka Woźniaka w kopercie bez znaczka Gruby pień rzeki tli się, jakby wyjęty z ogniska. Maciej Woźniak, Cień mostu, piosenka buddyjska A gdybyś tak wszedł do rzeki? Myślisz, że mógłbyś się utopić. Kropka. Znak zapytania. Że stukot nurtu zadeptałby gardło. A na to nie ma znaku. Nie ma na to ciszy. I nie wymienisz tego na walutę śpiewu. Słyszysz, mówię Twoim głosem – czy przez to nie ma mnie jakoś bardziej? Nieprawda. Duszy nie da się sprzedać, nie dlatego, że poszła do diabła (duszy nie ma, tak tylko się mówi, tu i teraz, języki i ludzie zdradzają, lecz są też śmiertelne), to nie ta kobieta, która u nas mieszka, sprząta i całuje na dobranoc. Ekonomia nie obowiązuje rzeki. Nie poślubi się słowa, chociaż łamie serca. To nie wstyd być czułym szafarzem metafor i Wisła płynie mętnym ściekiem, pomimo rymu utopionych ciał i zapór. Nie pójdziesz sam po wodzie, to tak jakbyś wciąż patrzył i stał na brzegu, i machał wahadłem, które może zmienić się w wiosło, lecz kto wtedy umoczy? Zdany, podobno, tylko na te echa (prąd, co niczego nie wyraża, nie oddycha, niesie oścień, rybie nic) zaszeptam półgłosem, rzeka.

26


Parafonia Szczelina krąży miarowo na twarzy popołudnia, wysuwam z kieszeni rzeźbione lusterko. A powiadają, że najkrótszą drogą jest prosta łącząca dwa punkty, ale to okrąg najpiękniej je spaja. Podstawy geometrii ani strzępy dźwięku nie zastąpią pojęci niewidzialnej ręki, która wisi nad głową, błogosławiąc albo dzierżąc topór, na jedno wyjdzie: kiedyś jeszcze ją pogłaska. Czego pragnę najbardziej: ostrza (dłoni), przenikliwego łaskotania.

27


Dwa zdania Dom gości, a nie wnętrze dłoni, gdzie wilgną żłobienia prowadzące w przyszłość. W mokry wacik kurzu, co się toczy (cię toczy) na obszarze dotyku, w otwartym uścisku jak na pustej scenie, a tak sala milczy bez ścian, echa oklasków wymyślają ściany, co gniło wczoraj, nie zaginie jutro, mieści się nagle w jednym ciele, zdaniu, że koniec to tylko początek, a początek to początek końca.

28


Vilanella Elizabeth Bishop, po raz pierwszy „A to nigdy nie będzie cały świat, to tylko vilanella, sztuka tracenia rzeczy, ludzi, dat,” rzekłaś zajęta regulacją rat, począwszy od wesela zimą, już wiesz, że nie twój cały świat, który wabiła panna naście lat, markując co niedziela sztukę zwodzenia rzeszy ludzi, dziatwy za welonem, bo zabrakło swat, by jej głód powielać, a to teraz bierze za czarny świat, więc nie odraczaj nazbyt długo spłat, przystępuj do dzieła sztuki karmienia rzecznych łodzi datami, a mi nie dana sztuka swata, tylko vilanella, a to nigdy nie będzie cały świat, sztuka tracenia rzeczy, ludzi, dat.

29


ostatni wiersz, mój kamyk Bożenie szukają mnie w szkole szukają w dolinie w jeziorze szczęścia. (czy ułożysz się na dnie oka łodzi siatkówce. czy wywróżysz z fusów snu. to wszystko.) tańczą syreny, śpiewają syreny. ich ogon język, ich ogon język kolor łopocze w świat iskry, łuski, czerwone, niebieskie, światło. mnie dopadnie. szybsze niż dźwięk. szybciej to słowo musi biec szybciej umknąć szybciej szybciej uciekać to nie jest groźba dziękuję ci tylko za to, że mnie rozpoznajesz w tłumie i w korytarzu, że mi dajesz ciała że mnie recytujesz szepczesz pod nosem unosisz do twarzy, żeby zdmuchnąć pyłek żaglówkę prochu, która zaśmieca horyzont (żaden człowiek nie jest morzem.). a mnie ściągają fale ścigają fale, wierutne okiennice, zamykają w domu (czy wiedzieli co robią nadając mi to imię. woleli przebierać zimno w małych dłoniach.), jak się w objęciach morza zamyka słońce (a wszystko jest w nawiasach w pustych rękach trzymających światło.).

30


Serenada Poległbym z tobą na pierwszej wojnie. Towarzysz broczy, a ja zaklinam go w piosenkę legionową o tobie. Są w niej na pewno maki. Jest inny okop, a w nim ty. Płynie rzeka, w której kąpaliśmy się wieczorem. Martwe ciała przypominają posągi. Czy już bezsenne? Las, który gości poziomki, przyjmuje pociski. Trudno jest myśleć o ojczyźnie, gdy ludzie zmieniają się w liczby. Tylko ciebie nie mogę się doliczyć. Twoje losy są nieznane jak słowa piosenki, która zaprasza sen. Noc daleko.

31


Ziarno ślepej Dam ci owoc kolendry żebyś mógł go zgnieść jak moje sowie serce.

32


Miasto Gdańsk, morze możliwości, to nie moje miasto, wchodzę na twój teren, choć nie twój. Nie wyciągamy rąk, po nich biją, raczej przeczesujemy włosy rozliczone ciągiem od morza. Otworzyły się okna i przeciąg już przestawia martwe natury, aranżuje przestrzeń, która nie przestaje nas dzielić. Już niedługo – oddalisz się od morza, ode mnie się zbliżysz.

33


Rozmowa Czy już to powiedzieć? Rozstałeś się. Leżymy skuleni w własnych ciałach jak kosmos w grudce dłoni. Rozkładamy się.

34


Żegnaj, przyjacielu, do widzenia, Drogi mój, od krwi serdecznej bliższy. Ta rozłąka w ciemnych przeznaczeniach Obietnicą połączenia błyszczy. Żegnaj bez uścisku i bez słowa, Nie martw się, cień smutku z czoła przegoń. W życiu ludzkim – śmierć to rzecz nienowa. A i życie samo – nic nowego. Siergiej Jesienin

35


Spis treści Hermafrodyta ....................................................................................................................... 3 Początek ............................................................................................................................... 4 Młynek ..................................................................................................................................5 Sonet Youth ......................................................................................................................... 6 Myłość ...................................................................................................................................7 Łapaj, trzymaj ...................................................................................................................... 8 Za miastem .......................................................................................................................... 9 Trup w szafie....................................................................................................................... 10 Jedno słowo .......................................................................................................................... 11 Grunt ................................................................................................................................... 12 Boso ..................................................................................................................................... 13 Kłopoty w rodzaju ............................................................................................................. 14 Wiklina................................................................................................................................ 15 Szklane oko ......................................................................................................................... 16 Rodzina królewska ............................................................................................................. 17 Okna mojego pokoju wychodzą na Bombaj ..................................................................... 18 Fortuna i forsa .................................................................................................................... 19 Gościnne morze ..................................................................................................................20 Perspektywa ........................................................................................................................ 21 Flirt ...................................................................................................................................... 22 Czarna pantera ................................................................................................................... 23 Wszystko.............................................................................................................................24 Telemachia.......................................................................................................................... 25 Oferta. List dla Maćka Woźniaka w kopercie bez znaczka ............................................. 26 Parafonia ............................................................................................................................. 27 Dwa zdania .........................................................................................................................28 Vilanella ............................................................................................................................. 29 ostatni wiersz, mój kamyk .................................................................................................30 Serenada.............................................................................................................................. 31 Ziarno ślepej ....................................................................................................................... 32 Miasto ................................................................................................................................. 33 Rozmowa ............................................................................................................................ 34

36


Piotr Mierzwa, Gościnne morze Na okładce obraz Jakuba Juliana Ziółkowskiego Bracia.

Redaktor tomu: Roman Honet Redaktor serii: Mariusz Czyżowski ISBN 83-7435-005-9

Biblioteka Dwumiesięcznika Literacko-Artystycznego STUDIUM tom 77

Wydawca: Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 30-415 Kraków, ul. Wadowicka 8a oraz Studium Literacko-Artystyczne przy Instytucie Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego

37

Piotr Mierzwa - Gościnne morze  

Lekko poprawiony przedruk dorosłego debiutu na papierze.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you