Issuu on Google+

magazyn

lato 2007

nr 4 | kwartalnik

G JAK GUERRILLA ORGANICZNE JEST PIĘKNE KOI KLUB JAŚ KAPELA MIKOŁAJ DŁUGOSZ GRZEGORZ JONKAJTYS MAX CEGIELSKI TRZY AKORDYDARCIE MORDY ERA NOWE HORYZONTY SONIC YOUTH BEASTIE BOYS REPORTER FESTIWAL NOWA MUZYKA ROLLING STONES OFF FESTIVAL FESTIWAL MALTA


W

akacje wreszcie przed nami! Letnie ubrania kuszą do poznawania nowych ludzi i miejsc. W tym numerze prezentujemy trochę alternatywne podejście do mody. Dowiecie się, jak funkcjonują tzw. sklepy „guerrilla”, do których trudno trafić, jeśli nie wiemy, gdzie szukać (ale my Wam powiemy!). Stosunkowo nowym trendem jest tzw. ekologiczna odzież produkowana naturalnymi metodami, która zdobywa coraz większe uznanie. Poznacie także historię pewnego karpia, który stał się inspiracją dla kolektywu japońskich projektantów i artystów. Lubimy ludzi, którzy prowadzą ciekawe, intensywne życie i inspirują do tego innych. Poeta Jaś Kapela, fotograf Mikołaj Długosz i animator Grzegorz Jonkajtys – łączy ich jeden wspólny mianownik: pasja. Znany dziennikarz, założyciel muzycznej formacji Masala, pisarz i po prostu ciekawy człowiek Max Cegielski dzieli się z nami swoimi przemyśleniami o krajach Orientu, islamie i kulturze w ogóle. „Czy punk umarł?” – na to fundamentalne pytanie odpowiecie sobie sami po przeczytaniu tekstu o ewolucji tej niegrzecznej muzyki. W te wakacje nie sposób się nudzić! Przedstawiamy Wam najciekawsze wydarzenia tego lata, od filmowych Nowych Horyzontów, przez muzycznego Open’era i cieszyński Reporter Festiwal Nowa Muzyka. Wydarzeń i sposobów na spędzenie wolnego czasu jest jednak znacznie więcej. Ale spoko, pomożemy Wam wybrać te najlepsze! Udanych wakacji! /Kordian Wesołowski


STYLE

11

INTENSITY

16

KOI KLUB G JAK GUERRILLA ORGANICZNE JEST PIĘKNE JAŚ KAPELA MIKOŁAJ DŁUGOSZ GRZEGORZ JONKAJTYS

TEMAT TRZY AKORDY DARCIE MORDY

#23

19

MAX CEGIELSKI TRZY AKORDY DARCIE MORDY 26 FILM FESTIWAL ERA NOWE HORYZONTY

MUZYK A

28

SONIC YOUTH BEASTIE BOYS REPORTER FESTIWAL NOWA MUZYKA ROLLING STONES OFF FESTIVAL

TEATR

34

NOTES

36

NET

40

R ARYTAS

43

NAMIERZ NAS

44

DESER

45

FESTIWAL MALTA

#29

BEASTIE BOYS

ściągnij: FILM ściągnij: MUZYKA SHOZU SHOTCODES

ŁUKASZ JASTRUBCZAK

nr 4 | kwartalnik

5 EMOTION, EXPERIENCE, EXPRESSION REPORTERSKIE LATO

FOTOREPORTER

lato 2007

w numerze•

#19

MAX CEGIELSKI

wydawca

Niedźwiedziniec 10b 41-515 Chorzów tel. 032 3492002 magazyn@reporter.com.pl www.reporter.com.pl

kontakt: Daniel Wahl dwahl@reporter.com.pl redakcja pl. Sejmu Śl. 2 40-032 Katowice tel. 032 7857777 red@reportermag.pl redaktor naczelny: Kordian Wesołowski koordynacja: Agnieszka Psiuk Andrzej Kłodnicki zespół: Pola Sobaś Aga Starzyńska Sebastian Cichocki Adrian Chorębała Bartek Hilszczański Grzegorz Kopaczewski Łukasz Kowalczyk Joanna Malicka Wojtek Mszyca Jr Robert Serek Marceli Szpak Damian Vacha projekt graficzny: Aleksander Joachimiak Reporter Magazyn powstaje przy współpracy firm:

FESTIWAL NOWA MUZYKA

#30

Redakcja nie odpowiada za zmiany w repertuarach. Zastrzegamy sobie prawo do zmian i skrótów w nadesłanych artykułach i listach. Tekstów nie zamawianych nie zwracamy.

www.reportermag.pl

|

• lato 2007 • w numerze


fotorepor ter•

F: Grzegorz p. Kowalski

M

iłość, emocje, pasja – zbyt dużo do spróbowania. Miasto nocą żyje własnym życiem, doświadczaj tego sam. Ciuchami, muzyką, całym sobą i wszędzie.

fotoreporter • lato 2007 •

|


fotorepor ter• zobacz więcej na www.reportermag.pl

fotoreporter • lato 2007 •

|


reporterskie lato

|

• lato 2007 • fotoreporter


fotorepor ter• górny sznurek, od lewej: t-shirt męski 49,-| bluzka 69,- | spodenki 89,- | koszulka 49,- | spódnica 119,- | spodenki 89,- | koszulka 39,-| w środku, od lewej: spodenki 29,- | spodenki 69,- | koszulka 49,- | spodenki 59,- | koszulka 49,- | koszulka 29,- | spodenki 39,- | w piasku od lewej: klapki - 19,- | 29,- | 19,- | 19,- | 39,- | 39,- | adresy sklepów: www.reporter.com.pl

fotoreporter • lato 2007 •

|


style•

Czasem warto jest być wariatem, energetycznym, pozytywnym szaleńcem, który nie boi się pójść pod prąd. Wyobraźcie sobie około trzydziestoletniego faceta, od ośmiu lat pracującego w amerykańskim koncernie sprzedającym maszynki do golenia, który postanawia rzucić to w cholerę i wyruszyć w świat… t: Dominika Hilszczańska, f: Koi Klub

KOI KLUB

czyli karpie nie tylko od święta T

ak właśnie zrobił Yoske Nishiumi (ur. 1967 r.), który porzucił rodzinne Tokio i przez jakiś czas podróżował, by w 2000 roku trafić do Berlina. Tam założył Koi Klub – ruch kreatywny, który na swoim koncie ma dzieła sztuki, fanzin „Koi Mag”, projekty obuwia sportowego oraz comiesięczne imprezy, od których właśnie wszystko się zaczęło. Podobno projekt Yoske Nishiumiego swoją nazwę zawdzięcza wieloznaczności słowa „koi”, które w języku japońskim znaczy: „intensywny”, „posiadający cel”, „zakochiwać się”, „podejdź”, jak i zwyczajnie „karp”. Choć Klub Karpia to dość dziwna nazwa, pomysł chwycił, a na imprezach organizowanych przez Yoske grały gwiazdy labeli takich, jak Raster Noton czy Scype. Koi Klub to jednak przede wszystkim grupa ludzi, których prace są rozpoznawalne na kilometr dzięki wszechobecnym karpiom pojawiającym się jako motyw przewodni ich twórczości. Sam założyciel Klubu podkreśla, że projekty firmowane przez Koi są wypadkową wspólnych działań osób w nie zaangażowanych, a nie tylko jego zasługą. Nishiumi w Koi Klub współpracuje m.in. z Zen Yoshimoto – autorem m.in. prac „Koi Lounge”, której punktem centralnym jest kanapa w kształcie karpia koi czy Grace Jones na nartach wodnych ciągnięta przez karpia albo urzędnik w garniturze przemieszczający się do pracy na rybie. Podczas imprez organizowanych przez Koi Klub prezentowane są kolejne jego projekty. Prace Yoshimoto w zminimalizowanych wersjach można było nawet kupić kilka lat temu w Polsce, a to dzięki Galerie Automatique. Ten prosty koncept opierał się na pomyśle wypełnienia kulek z automatów z cukierkami małymi dziełami sztuki. Właśnie dzięki tej ulicznej minigalerii twórczość Yoshimoto trafi-

ła w 2005 roku do Szczecina. Ale to już zupełnie inna historia. Kolejna artystka współpracująca z Nishiumi to Julia Boettcher, która zaangażowana jest przede wszystkim w wydawanie fanzinu Koi Klubu. Jej absolutnie genialna metamorfoza karpia koi w sportowy but mogłaby z powodzeniem starać się o nagrodę w konkursie na najbardziej szalony projekt roku. To właśnie dzięki fanzinowi „Koi Mag” Yoske w 2003 roku nawiązał współpracę z Onitsuka Tiger – producentem obuwia sportowego, legendarnych Asics’ów, w których pomykał Bruce Lee, a wiele lat później Beatrix Kiddo w „Kill Bill’u” skopała tyłki członkom gangu Crazy 88. Początkowo Onitsuka Tiger tylko sponsorował imprezy Koi Klub, promując podczas nich swoje produkty wśród DJ’ów i muzyków, którzy się na nich pojawiali, ale niedawno zacieśnił współpracę z Nishiumi. To zaowocowało wypuszczeniem na rynek w marcu tego roku już kolejnego modelu jego projektu – „Fabre Koi”. Do tej pory Yoske Nishiumi zaprojektował już trzy kolekcje obuwia sportowego dla Onitsuka. Kolejna trafi na rynek wiosną 2008 roku. Podczas przeprowadzonego niedawno wywiadu dla designboom.com Yoske na pytanie, co poradziłby młodym ludziom, odpowiada: „go with the flow and don’t watch TV!”. No i niby wydawałoby się, że to takie proste, ale trzeba przyznać, że w tej prostocie jest genialne. Zastanawiam się tylko, dlaczego, skoro starając się o pracę wszyscy wpisujemy w swoich cefałkach, że jesteśmy niebywale kreatywni, to wieczory najchętniej spędzamy przed telewizorem? Na przykładzie Yoske widać, że warto czasem dać się ponieść, a o to przed ekranem telewizora trudno. www.koiklub.de

KOI WALKER, PROJ. ZEN YOSHIMOTO, 2006

ONITSUKA TIGER, PROJ. KOI KLUB, 2007

KOI LOUNGE, PROJ. ZEN YOSHIMOTO

style • lato 2007 •

| 11


style•

„Nie chcę zwiedzać Starego Rynku. Chcę jechać na Żółkiewskiego” – powiedział zdumionym znajomym francuski DJ, który przyjechał z Paryża do Krakowa grać na imprezie. „Przecież tam nic nie ma” – protestowali krakowianie. „Jak to nie ma, skoro jest” – odparł niemniej zdziwiony Francuz. t: Robert Serek, Łukasz Kowalczyk, f: +4812

G JAK GUERRILLA

W

marcu przy ulicy Żółkiewskiego 17 w Krakowie otwarto Comme des Garcons Guerrilla. Oznaczony jako +4812 jest jednym z trzech działających obecnie na świecie „partyzanckich” sklepów awangardowego, japońskiego domu mody. Sklepy tego typu działają najdłużej przez rok, potem znikają, by po pewnym czasie znów pojawić się w innym miejscu. Krakowski sklep jest już trzecią reinkarnacją guerrilli w Polsce (poprzednie powstały w Warszawie). Pisze o nim na swojej stronie internetowej właśnie „Wallpaper”, wpływowy przewodnik po świecie designu, mody i fajnych miastach świata. Można zrozumieć zainteresowanie Anglików – wygląd przestronnej hali z podrapanymi ścianami w ceglanym budynku starej fabryki pasty do butów Erdal w Krakowie wręcz hipnotyzuje. GUERRILLA JEST TANIA Kiedy nie masz pieniędzy na rozkręcenie biznesu, a chcesz zaistnieć na rynku, uprawiasz guerrillę. Jeśli produkujesz fajne buty do biegania, jak Nike w latach 70. albo jazdy na deskorolkach, jak Vans, ładujesz je do małej ciężarówki i jedziesz sprzedawać tam, gdzie nastolatki uprawiają uliczny sport. Jeśli masz buty Bape – kultowej marki streetwear z Tokio, a chcesz sprzedawać je w Los Angeles, ogłaszasz dwutygodniową sprzedaż w fajnym klubie. Długa kolejka chętnych zapewnia ci świetną reklamę. Jeśli nawet nikt nie przyjdzie, dużo nie stracisz na wynajem lokalu. Alice Roi – wschodząca projektantka w Nowym Jorku, żeby przebadać rynek na kilka dni otworzyła tzw. pop up store, tymczasowy sklep z najnowszą kolekcją. Na podstawie kilkudniowej sprzedaży oszacuje czy opłaca się zainwestować pieniądze w prawdziwy, designerski butik. Guerrilla nie musi przynosić nawet żadnego przychodu, sama jest już znakomitym zabiegiem marketingu. Szybko wychwytują i rozpowszechniają go młodzi konsumenci, którzy lubią pomysłowe innowacje. Guerrillę uprawiają więc masowe marki, jak Levis, Target, Swatch, które sprzedają ubrania i gadżety właśnie młodzieży i którym bardzo zależy na fajnym image’u.

12 |

• lato 2007 • style

HEAVENLY BODY WORKS Sprawa nie wygląda na tak oczywistą z punktu widzenia uznanej marki mody, która posiada grono poważnych, wymagających klientów, i której za wypasione butiki zaprojektowane przez znakomitych architektów przyznaje się prestiżowe nagrody za design. Chyba, że jest to właśnie Comme des Garcons. Japońska marka słynie z nieobliczalnego podejścia do projektowania i sprzedawania ubrań (np. garniturów z brzydkiej, krzywo skurczonej przez gotowanie wełny) oraz zaskakujących lokalizacji swoich butików. Siedem lat temu jedyny jej nowojorski butik został przeniesiony z uptown do obskurnej dzielnicy Chelsea (do opuszczonego potem przez Japończyków lokalu wprowadziła się pośpiesznie Prada, bez zamontowania nawet jednej półki). Tam dawny warsztat samochodowy został przemieniony w futurystyczny butik, ale szyld z napisem „Heavenly body works” do dziś wisi nad „kosmicznym” wejściem – podświetlonym tunelem o łagodnie zaokrąglonym przekroju, wykonanym z pomarszczonego aluminium. Natomiast paryski sklep firmowy CdG chowa się głęboko na dziedzińcu kamienicy przy rue St. Honore. Nie znasz jego adresu, nie zrobisz zakupów. Sklepy CdG Guerrilla powstają właśnie według charakterystycznego klucza CdG: „zdobyć nieznany teren”, z tą różnicą, że nawet jeśli masz w jednej dłoni komórkę z zapisanym adresem, mapę w drugiej, to i tak nie wiesz, w którą stronę iść.


dziła Luci Hale, szefowa publikacji pt. „Carem”, jedna z członków kolektywu o wdzięcznej nazwie Silly Thing. W guerrillach sprzedaje się wszystkie linie Comme, które są miksowane w perfekcyjnie stylizowanym chaosie: perfumy (np. pachnące wodą sodową, asfaltem, stojące obok kadzidlanych kompozycji), gadżety, limitowane trampki i T-shirty, pozostałości kolekcji z poprzednich sezonów lub pojedyncze ubrania przeznaczone tylko na rynek japoński, jak i ciuchy z najnowszych pokazów. Z rzadka zdarzają się prawdziwe perły ze starych kolekcji sprzed pięciu, sześciu lat, które teraz stają się poszukiwanymi okazami kolekcjonerskimi. Klienci japońskiej marki chlubią się nie tylko ubraniami z najnowszej kolekcji (które teoretycznie każdy może sobie kupić), ale szczególnie rzeczami z dalekiej przeszłości. Brzmi to jak licytowanie stopni znajomości tej kultowej marki. Rzeczywistość wygląda tak, że projekty Comme tak bardzo się wyróżniają, że ich akceptacja przychodzi łatwiej z upływem

czasu. Franca Sozzani, szefowa włoskiego „Vogue’a”, przyznaje się nawet, że dopiero po kilku latach odważyła się założyć rzeczy, które u nich kupiła. TURYSTYKA ZAKUPOWA Pod most Poniatowskiego wpadały Japonki po lekcjach języka polskiego właśnie w poszukiwaniu ubrań vintage. Do „usług szklarskich” przy Mokotowskiej w Warszawie – drugiej guerrilli – przyjechali Francuzi, bo tylko tu można było kupić polo i kardigany z metką Jan CdG. To limitowana seria, którą sprzedawano przez jakiś czas tylko w Tokio i Londynie. Francuz w Krakowie kupił T-shirt linii Play, której logo zaprojektował mieszkający w Nowym Jorku polski grafik Filip Pągowski. Zrezygnował jednak z T-shirtu z graficznym projektem plakatu ojca grafika, Henryka Tomaszewskiego. Był zbyt drogi, pomimo sporej przeceny. Odkąd guerrilla przeniosła się do Krakowa, Warszawa musi perfumy zamawiać przez telefon. Guerrillo, wróć!

style • lato 2007 •

| 13

style•

ROZRUSZAĆ PUSTYNIĘ Do najtrudniejszych do zlokalizowania pozycji japońskiej guerrilli zalicza się opuszczony magazyn pod Glasgow i warszawski sklep, ukryty w jednym z filarów mostu Poniatowskiego. Niejeden warszawiak minął wskazany adres nawet kilka razy, zanim trafił do drzwi sklepu (nie wspominając już o kłopotach przybyszy spoza miasta). Guerrille lokują się na tzw. „modowych pustyniach” – w krajach i miastach, które są dotychczas omijane przez designerską modę. Na samych zaś „pustyniach” unikano głównych szlaków handlowych. Sklepy mają przyciągać poszukiwaczy estetycznych wrażeń i oryginalnego stylu, takich samych, którzy dotychczas ubierają się u Comme w Paryżu, Nowym Jorku, Londynie i Tokio. Dotarcie do elitarnej grupy klientów gwarantują miejscowi „dowódcy” – wybrani przez Japończyków twórcy. W Singapurze np. jest to Theseus Chan – wydawca awangardowego czasopisma „Werk”, który zmienia adres redakcji zawsze, kiedy przenosi guerrillę na nową pozycję. Guerrilli z Hongkongu przewo-


style•

„Czy koszulki z organicznej bawełny mogą być białe?” – brzmi lakoniczne pytanie zamieszczone na forach internetowych poświęconych modzie. „Tak” – odpowiedzi internautów były jednak dużo bardziej szczegółowe. t: Robert Serek, Łukasz Kowalczyk, f: Otto Press Photo/ Ottogroup.com, Sugarcanejeans.co.uk

ORGANICZNE JEST PIĘKNE

PLANTACJA EKOLOGICZNEJ BAWEŁNY W YENIPAZAR, TURCJA

I

nternautka Somethingelse wyjaśniła, że Vpowszechnie rozumiana organiczność bawełny zależy od warunków, w jakich bawełnę uprawiano, a nie, w jaki sposób surowiec był później przetwarzany. Na tym etapie nie ma już pewności co do stosowania naturalnych barwników. Fashionista dodała, że bawełna powinna być bielona w sposób low-impact, np. za pomocą nadtlenku wodoru (jak później się dowiedziałem, low-impact odnosi się jednak do farbowania, a nie do bielenia bawełny). Somethingelse zaznaczyła też, że nie każda marka, która sprzedaje ubrania z organicznej bawełny, wyznaje ekologię jako najważniejszą wartość w swojej działalności. Według najnowszych standardów, ustalonych przez amerykański National Organic Program, w skrócie NOP, wymagania dotyczące organicznych produktów odnoszą się zarówno do

14 |

• lato 2007 • style

sposobu uprawy surowców, jak i późniejszego ich przetwarzania. ZIELEŃ NIE CZERŃ Moda na eko-szyk trwa na razie w najlepsze w Stanach Zjednoczonych i Skandynawii. Ekologicznie świadomy konsument nie tylko kupuje czyste środowiskowo oraz „etycznie” wykonywane towary, które muszą być produkowane ze wsparciem lokalnych społeczności. Przede wszystkim wymaga od producentów kompleksowego podejścia do ochrony środowiska. Pod tym względem w designerskiej modzie zieleń wciąż jeszcze nie jest „nową czernią”. Ekologiczne ubrania to najnowsza dziedzina, w której inicjatywę przejęła tzw. ulica, a nie bogate domy mody z Paryża lub Mediolanu. Powoli jednak green chic zaczyna się pojawiać na łamach ekskluzywnych czasopism

mody, jak „Glamour”, „InStyle” i „Vogue”. „Vanity Fair” poświęcił cały majowy numer kolorowi zielonemu, aczkolwiek zauważono, iż liczba stron z reklamami samochodów jest niepokojąco wysoka. Jak na razie to Internet stanowi największą przestrzeń, w której konsumentki (większość osób, które zwracają uwagę na ekologiczne aspekty mody, to kobiety) wymieniają się informacjami. Wyjaśniają, na czym polegają ekologiczne ubrania, polecają firmy, w przeważającej części lokalne i jeszcze mało znane, których powstaje jednak coraz więcej. Ich oferty obejmują zarówno ubrania na jogę, koszulki, sukienki, bieliznę, pościele, zasłony – wszystko z organicznej bawełny. TYLKO BEZ TOKSYN! Każdy początkujący, ekologicznie świadomy konsument wie, że uprawa organicznej


Bawełna, organiczna czy nie, zanim zostanie przefarbowana na różne kolory, najczęściej jest poddana bieleniu z użyciem związków zawierających chlor, podczas którego powstają dioksyny. Toksyczne substancje (są, jak na ironię, naturalne) można znaleźć później nawet w zwykłym T-shircie. Proekologiczne bielenie bawełny polega na zastąpieniu związków zawierających chlor środkami utleniającymi, najczęściej nadtlenkiem wodoru. Warto także wiedzieć, że bawełna niechętnie absorbuje i zatrzymuje barwniki, toteż prawie połowa ilości farby (która zawiera metale ciężkie) zostaje wypłukana, zanieczyszczając środowisko. Zaproponowano więc niefarbowaną bawełnę w naturalnym kolorze brązowym lub zielonym.

WŁÓKNA BAWEŁNY UPRAWIANEJ METODAMI EKOLOGICZNYMI I KONWENCJONALNYMI (YENIPAZAR, TURCJA)

style•

bawełny musi być wolna od pestycydów. Do nich zalicza się herbicydy, środki owadobójcze i grzybobójcze, defolianty oraz inne chemiczne substancje, które zanieczyszczają m.in. glebę i wodę gruntową. Powodują również śmiertelne zatrucia u rolników pracujących na plantacjach. Szacuje się, że na uprawianie bawełny przeznacza się 25% rocznego zużycia środków owadobójczych i ponad 10% pestycydów na świecie. Według danych „Sustainable Cotton Project” w Kalifornii z 1994 r. na produkcję jednego T-shirtu potrzebne jest ponad 150 gramów chemikaliów. Na ekologicznych plantacjach zamiast chemii stosuje się prewencyjne metody do ochrony roślin przed działaniem szkodników, m.in. poprzez utrzymywanie czystości gleby i otoczenia, dokładnej selekcji nasion. Zakazane jest również spryskiwanie syntetycznymi nawozami, jak i stosowanie genetycznie zmodyfikowanych nasion. Jeszcze w latach 90. przyjęło się, że organiczna bawełna powinna pochodzić z uprawy, której od co najmniej trzech lat nie zanieczyszcza się chemikaliami. Amerykańscy farmerzy uprawiający organiczną bawełnę muszą przestrzegać rządowych regulacji prawnych oraz uzyskać certyfikaty IFOAM, prywatnej, międzynarodowej organizacji zrzeszającej plantatorów organicznych surowców i promującej ekologiczne uprawy.

SUGAR CANE UNION STAR JEANS RAW – FLAGOWE JEANSY SUGAR CANE (CHOĆ NIE SĄ W 100% EKOLOGICZNE), POWSTAŁE Z BAWEŁNY PRODUKOWANEJ W ZIMBABWE

Niektórzy producenci, jak np. Allegro, stosują naturalne barwniki, które nie zawierają w dodatku metali ciężkich. 100% NATURY NOP opracowała cztery kategorie produktów: 100% organiczny, organiczny (w co najmniej 95%), produkty z organicznymi składnikami (w co najmniej 70%) oraz produkty z mniej niż 70% składników organicznych. Procenty odnoszą się oczywiście do masy produktu. T-shirty z 100% organicznej bawełny sprzedaje m.in. American Apparel, popularna marka wśród początkujących projektantów mody i grafików. Oni z kolei sprzedają T-shirty tej marki, już z własnymi projektami graficznymi. Organiczne jeansy szyją m.in. Levis, duńska firma Kuyichi, japońska Sugar Cane. Ale pierwszą firmą na świecie, której wszystkie ubrania bawełniane są szyte z organicznej bawełny to Patagonia. Jesienią 1994 r. ten amerykański producent odzieży do uprawiania sportów wysokogórskich i surfingu postanowił używać wyłącznie organicznej bawełny do szycia wszystkich, 66 wówczas modeli ubrań. Najtrudniejszą sprawą było oczywiście znalezienie ekologicznych plantatorów surowca, którzy występowali wówczas jeszcze w dość ograniczonej liczbie oraz przekonanie zakładów włókienniczych do czystego, przyjaznego środowisku przetwarzania surowca w tkaniny. Według wyliczenia

organizacji ekologicznych koszt produkcji organicznej bawełny w 1996 r. wynosił 1.25 dolarów na funta, w porównaniu z ceną 1 dolara w przypadku zwykłej bawełny. Wyższe koszty wynikają z wciąż małej skali produkcji. Wraz z rosnącą liczbą plantacji organicznej bawełny, cena surowca powinna spadać. RECYCLING Obok organicznej bawełny coraz większe zastosowanie w modzie znajdują obecnie włókna z konopi i bambusa. Rośliny te są odporne na działania szkodników, nie wymagają więc stosowania pestycydów. Ich włókna są mocniejsze niż bawełniane, a w dodatku posiadają właściwości antybakteryjne. Mocne włókna z konopi pozwalają na szycie innych rodzajów ubioru, jak np. letnich płaszczy, garniturów. Dotychczas designerska moda odnosi się z rezerwą do ekologicznych tkanin, częściowo ze względu na ograniczoną produkcję; bardziej natomiast zwraca uwagę na recycling. Patagonia, Armani Jeans sprzedają np. ubrania ze sztucznych włókien, które otrzymano z ponownego przetwarzania plastikowych butelek. Najbardziej śmiałe i konceptualne podejście do recyclingu prezentuje Maison Martin Margiela. W najdroższej kolekcji ubrań na zamówienie proponuje m.in. spodnie i marynarki, które szyte są ze starych pasków skórzanych lub ciepłe kurtki ze zużytych, sportowych rękawiczek.

style • lato 2007 •

| 15


Jeśli reagujesz na słowo „poezja” kpiącym uśmiechem i wzruszeniem ramion i kojarzy Ci się ona z nudną lekcją polskiego, to z pewnością nie znasz twórczości Jasia Kapeli. t: Adrian Chorębała, f: Archiwum J. Kapeli

JAŚ KAPELA superstar T

a wschodząca gwiazda polskiej młodej literatury udowadnia, że istnieje poezja w wersji pop. Zabawna treściowo i ciekawa formalnie. Dwa tomiki Kapeli: „Reklama” (2005) i „Życie na gorąco” (2007) to teksty na wskroś współczesne, kpiarskie i demoniczne. Jaś Kapela potrafi nie tylko wyśmiewać się z postaci z pierwszych stron gazet (m.in. Paris Hilton, Ewa Drzyzga, Anna Mucha), on nadaje im ludzki i nieoczekiwany wymiar. Młody poeta potrafi wzruszyć, jest szczery, bezkompromisowy i inteligentny. Jego wiersze są chwytliwe i nasączone wysokoprocentową popkulturą. Lubicie plotki? Zaglądacie codziennie na „pudelka”? Pokochacie Jasia Kapelę. Tylko z tą różnicą, że Kapela poza swoją medialną łatwością i frywolnością da Ci o dużo więcej. On deklaruje: „Moja misja to krzewić fajność wśród ludu.” Kapela, zapytany do czego służy mu poezja, odpowiada: „Mógłbym wymienić trzy podstawowe funkcje. Po pierwsze pozwala mi się ogarnąć, poprzez nazywanie rzeczy pozwala mi je lepiej rozumieć. Po drugie poprzez poezję nawiązuję kontakt z innymi ludźmi. A po trzecie służy do wygrywania slamów.” Sukcesy na slamach otworzyły Kapeli drogę do pisania. Jak wspomina swój pierwszy slam? „Pamiętam, że było dużo ludzi i że czytałem rymowane wiersze, których obecnie się wstydzę. Pamiętam, że wygrałem, ale raczej dlatego, że wciąż mi to przypominają. Pamiętam, że trzęsły mi się nogi.” Decyzja o występie na slamie zrodziła się przypadkiem. „Jak to często bywa najwięcej tu zdziałał przypadek. A właściwie ciąg przypadków. Rozpoczyna go moja rozpacz na widok poziomu polskiej poezji reprezentowanego na turniejach jednego wiersza. Następnie pragnienie, żeby coś z tym zrobić. Potem przeczytałem, że jest coś takiego, jak slam i że pierwszy będzie niedługo w Starej Prochoffni i uznałem, że to krok w dobrym kierunku” – wspomina.

16 |

• lato 2007 •

Slamowa przeszłość Kapeli podsuwa pytanie: czy Jaś Kapela jest bardziej poetą, czy performerem? Na to sam zainteresowany odpowiada: „Jaś Kapela jest bardziej nieśmiałym chłopcem, który codziennie zmaga się ze złym światem. Pewnie więcej przeczytał niż przeżył, dlatego bliższa jest mu materia słowa niż ciała. Choć trochę żałuje.” Nowoczesność i postępowość przekazu twórczości Kapeli przysporzyła mu też sporo zaciekłych wrogów. Głośny jest spór Kapela – Dehnel (prowadzący program „Łossskot” w TVP polski młody poeta), w którym ścierają się pomiędzy sobą dwa przeciwległe bieguny współczesnej polskiej poezji: popkultura vs klasycyzm. „Nie może być tak, że się wszyscy lubimy i jest jedna wielka, święta homogenizacja. Dehnelowi, i nie śmieję się teraz z jego laseczki, najwyraźniej umknęło, że mamy wiek XXI. Nie rozumiem, jak człowiek, który spędza tyle czasu w necie, może nie

zauważyć, że coś się zmieniło” – komentuje Kapela. W Internecie natomiast można spotkać opinię: „myślę, że medialny fenomen Jasia Kapeli jest bardzo podobny do fenomenu Kononowicza”. Do czego młody twórca z wrodzoną sobie przewrotnością ustosunkowuje się: „Kononowicz jest osobą niepełnosprawną mentalnie, podle wykorzystywaną przez grupę cynicznych ludzi. Mną nikt nie kieruje. Może, co najwyżej, jestem głupi. Ale cóż. Jeśli tak, to nic na to nie poradzę, choć osobiście mam wrażenie, że nie jest to prawda.” Więcej na blogu Jasia Kapeli: kochamwszystkich.blogspot.com


Mikołaj Długosz to fotograf, który nie lubi robić zdjęć. Z tej sprzeczności rodzi się siła jego poszukiwań artystycznych. Pozwala mu ona bowiem na intensywne przemieszczanie sensów, tworzenie nowych sytuacji na zastanym materiale. Prace Mikołaja zadziwiają bowiem przewrotnością , pomysłowością i nowymi perspektywami, które odkrywa przed odbiorcą. t: Adrian Chorębała, f: Archiwum M. Długosza

MIKOŁAJ DŁUGOSZ Tropiciel N

a pytanie, skąd u niego ta niechęć do fotografii, odpowiada szczerze: „w fotografii tradycyjnej zupełnie nic nowego od dawna się nie dzieje. To, co się robi teraz, polega na powtarzaniu czy interpretowaniu tego, co już kiedyś było. Jednak wszyscy ludzie, którzy ją uprawiają, wierzą albo udają, że robią coś nowego. Popatrzmy teraz na nasze pisma kolorowe, które za nic w świecie się nie przyznają do tego, że naśladują sesje zagranicznych pism. A po prostu prawie każdemu da się udowodnić bardzo mocne inspiracje nawet często dość aktualnymi sesjami. Porównaj niektóre numery polskiej ‘Vivy!’ z numerami ‘Vouge’a’, w których zdjęcia robił Steven Meisel albo Jean-Baptiste Mondino. W każdej redakcji, do której przychodzisz, mówią: ‘My chcielibyśmy zrobić takie sesje między ‘ID’, a ‘Vogue’. To jest naprawdę zabawne, ale kilka razy słyszałem dosłownie to zdanie.’” To stanowisko wiele tłumaczy. Długosz nie chce bowiem kopiować, zajmować się plagiatem, bo po co przecież wyważać otwarte drzwi? Pracuje na gotowym materiale, ale otwarcie o tym mówi. „Nadaję nowy kontekst podkradanym zdjęciom, czyli już nie udaję fotografa, który je zrobił, tylko pokazuję fotografa, który to robi. Możemy się przyjrzeć sytuacji nie okiem przez obiektyw, tylko jeszcze inaczej – patrząc na sytuację w uwiecznionym miejscu razem z fotografowaniem, czyli tym, co się tam naprawdę działo. Sytuacja fotografowania jest zawsze strasznie ważna w tym, co widać w kadrze. Nie można odcinać tego, co widać na zdjęciu od sytuacji, w której był reporter. Jeśli ludzie płaczą nad trupem w Palestynie i to ma mieć jakiś straszny poetycki cudzysłów, to nie wierzmy w to bezkrytycznie, bo tak naprawdę bohaterowie podkręcali tę sytuację przed fotografem. W momencie, w którym przychodzi człowiek z prasy, wszystko się zmienia. Zawsze. Jakbyś potraktował obcego faceta w swoim domu? Byłbyś naturalny?” – tłumaczy Długosz. Wiele zamieszania narobił jego album „Pogoda ładna, aż żal wyjeżdżać”, czyli zebrana kolekcja pocztówek z lat 70. i 80. Ukazują one „uroki” Polski Ludowej – są tak brzydkie, że aż

POJEZIERZE OLSZTYŃSKIE 1976, Z CYKLU „NUDNE POCZTÓWKI”

ładne. Ten powrót w czasy beztroski Mikołaj wyjaśnia następująco: „bardzo lubię swoje dzieciństwo – dlatego ‘żal wyjeżdżać’. Ten cykl to powrót do dzieciństwa, a nie do komuny. Jak ktoś mówi o tej komunie, a ciągle ktoś mówi, to mi się chce rzygać, bo czy to nasza wina, że spędziliśmy dzieciństwo czy dorastaliśmy w komunie? Chodziło o drzewa, o trzepaki, o warzywniak, do którego się szło po lody Bambino. To jest dla mnie najciekawsze i najfajniejsze, a nie, że to była jakaś bida z wolnością. Teraz też zaczyna być bida z wolnością. W Chinach jest bida z wolnością i nikomu to nie przeszkadza się zachwycać ich egzotyką.” Długosz ma na koncie parę znaczących sesji fotograficznych. Jest odpowiedzialny m.in. za sesję Pati Yang z jej ostatniej płyty. Spore kontrowersje wzbudziła sesja z „DIK Fagazine”. Jego najnowszy pomysł to rzecz absolutnie współczesna i dotyczy każdego aktywnego użytkownika aukcji internetowych. Długosz zainteresował się tym, w jaki sposób ludzie wystawiają przedmioty na Allegro, i kolekcjonuje zdjęcia z aukcji. „Projekt nazywa się ‘Real Foto’ (pisze się przez f, a nie po angielsku ‘ph’ – Polacy piszą tam fonetycznie). Ten materiał pozwala nam wskoczyć do rzeczywistości i to jest koncept tej fotografii. Gdyby tam wszedł reporter, wszyscy zaczęliby się uwijać, pozować, sprzątać w domu, a przede wszystkim to w ogóle by nie wpuścili reportera.” Fascynuje go w tym to, że „allegrowicze” nic nie udają. „Tak naprawdę rzadko patrzymy na te produkty, które są fotografowane, ale patrzymy z boku. Nie na otoczenie, choć często widać tam niesamowite wnętrza, ale na to, w jaki sposób te rzeczy są pokazywane, na jakich modelach”. Te dwa przedsięwzięcia to tylko wycinek z wielu projektów Mikołaja. Więcej na: www.mikolajdlugosz.com, nudnepocztowki.blog.pl

intensity • lato 2007 •

| 17


Do niedawna jego nazwisko znane było w wąskim gronie miłośników animacji komputerowej. Jednak kiedy jego autorski projekt, zatytułowany „ Arka”, wygrał najważniejszy międzynarodowy festiwal filmów animowanych, momentalnie zrobiło się o nim głośno w mediach. O kim mowa? Oczywiście o Grzegorzu Jonkajtysie. t: Maciej Andrzej Szydłowski, f: Materiały Prasowe

GRZEGORZ JONKAJTYS Animowane życie

A

rka” to niesamowita opowieść o świecie przyszłości, w którym zdziesiątkowana przez tajemniczą zarazę ludzkość resztkami sił walczy o przetrwanie. Ci, którzy przeżyli, trafiają na pokłady ogromnych tankowców i wyruszają na poszukiwanie lądu wolnego od śmiercionośnego wirusa. Historia ta oraz jej realizacja podbiły serca jury 34. prestiżowego festiwalu Siggraph. Nazwa tej imprezy nie powinna nam być obca, bo to od niej pięć lat temu rozpoczęła się wspaniała kariera Tomasza Bagińskiego, którego zwycięska „Katedra” została następnie uhonorowana nominacją do Oscara. To, co jest najbardziej wyrazistą i w pewnym sensie zastanawiającą cechą wspólną obu twórców, to fakt, iż zarówno jeden, jak i drugi byli osobami mało znanymi w swoim rodzinnym kraju, podczas gdy świat już od dawna mówił o ich osiągnięciach. Dzięki wygranej o Grzegorzu Jonkajtysie usłyszała Polska, a media wreszcie rzuciły nieco światła na drogę, jaką młody filmowiec przebył od ukończenia Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w 1997 roku do dnia dzisiejszego. Swoje pierwsze kroki ku sławie Grzegorz zaczął stawiać ponad pięć lat temu, kiedy to

18 |

• lato 2007 • intensity

za sprawą swojej pierwszej krótkometrażowej animacji „Mantis” dostał angaż w jednym z największych studiów animacji komputerowej w Polsce – Platige Image. Jednak to rok 2003 okazał się przełomowym w jego karierze, ponieważ dołączył on do zespołu amerykańskiej firmy CafeFx, dostarczającej efekty specjalne ważnym produkcjom fabularnym. Od tamtego czasu Grzegorz miał okazję brać udział w pracach między innymi nad takimi filmami, jak: „Liga niezwykłych dżentelmenów” z Seanem Connerym; „Gothika” z Halle Berry; „Hellboy”; „Blade: Mroczna trójca”; olśniewające wizualnie „Sin City – Miasto grzechu” oraz „Labirynt Fauna”, którego strona wizualna została uhonorowana zeszłorocznym Oscarem. W ten oto sposób Grzegorz zdobył doświadczenie, które pozwoliło mu zrealizować wraz z Marcinem Kobyleckim swoją drugą, rozsławioną już, animację krótkometrażową na podstawie scenariusza własnego autorstwa. Warto tutaj zaznaczyć, że „Arka” została zaliczona do grona obrazów, dopuszczonych do walki o Złotą Palmę w kategorii filmów krótkich na festiwalu w Cannes. Jest to ogromny sukces, który dodatkowo potęguje fakt, iż przebojowa

animacja zakwalifikowała się również do 47. Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Na dzień dzisiejszy festiwalowe rewelacje nie są jedynym „zmartwieniem”, jakie Grzegorz ma na głowie. Obecnie sprawuje on pieczę nad animacją w kolejnej wielkiej, hollywoodzkiej produkcji, której poświęci sześć miesięcy swojego życia. Mowa tutaj o adaptacji opowiadania Stephena Kinga zatytułowanej „Mgła” w reżyserii Franka Darabonta, twórcy chociażby „Zielonej mili” i „Skazanych na Shawshank”. A co potem? Prawdopodobnie ponowna współpraca z Marcinem Kobyleckim przy następnej animacji krótkometrażowej. Grzegorz nie ukrywa jednak, że marzy mu się wyreżyserowanie pełnometrażowego filmu fabularnego, a prace nad efektami specjalnymi i krótkimi formami są jedynie drogą do spełnienia tego marzenia. Drogą niezwykle satysfakcjonującą i edukacyjną, jak zaznacza w większości wywiadów. Nam pozostaje cierpliwie czekać na kolejne projekty i życzyć Grzegorzowi i jego „Arce” powodzenia na festiwalach. Fragmenty filmu dostępne na: www.thearkfilm.com


temat• Jest współzałożycielem formacji muzycznej Masala, pierwszej, która na szeroką skalę popularyzowała fascynację kulturami Azji. Jest posiadaczem zdecydowanych poglądów na stan dzisiejszego świata. Jest autorem trzech książek. Bohaterem debiutanckiej, bardzo osobistej „Masali” był on sam, usiłujący podczas podróży do Indii rozliczyć się ze skomplikowaną przeszłością. Wydany niedawno reportaż „Pijani bogiem” poświęcony jest fascynacji Maksa mistycyzmem muzułmańskim. t: Bogna Świątkowska, f: Archiwum Prywatne Maxa Cegielskiego

MAX CEGIELSKI Zawód reporter REPORTER: Jakie stosujesz techniki opisywania świata? Jedziesz, obserwujesz, zapisujesz swoje emocje? MAX CEGIELSKI: Moja metoda reporterska jest połączeniem włóczykijowstwa z podejściem antropologicznym, uniwersyteckim. Tak naprawdę nie uczyłem się pisania reportaży. Nie skończyłem dziennikarstwa, a studiowałem antropologię. „Pijani bogiem” powstali w momencie dla mnie luksusowym, kiedy byłem w stanie bez problemu spędzać w Pakistanie tygodnie i miesiące. Kiedy zacząłem swoje podróże do Pakistanu, to zajmowały mnie tam zupełnie inne sprawy, dalekie od sufizmu. A książka powstała tak, że najpierw bardzo spokojne przyglądałem się pewnym rzeczom, wchodziłem w nie, smakowałem,

ale po 11 września 2001 r. zrozumiałem, że to, co ja sobie tak na spokojnie oglądam, ma niesamowity potencjał polemiczny. Jest czymś zupełnie innym niż to, co oglądam w mediach zachodnich. Dopiero wtedy zacząłem drążyć te sprawy, wnikać w nie, wyjaśniać poprzez lektury uniwersyteckie, naukowe. Gdybym tę książkę trochę przerobił, to mogłaby to być moja praca magisterska. Po swoich podróżach azjatyckich i przyglądaniu się innym kulturom, czy używasz tych samych narzędzi do obserwowania kraju, w którym żyjemy? Czy patrzysz na Polskę inaczej? Czy zmienia się optyka, jak się tam pobędzie? Generalnie tak, chociaż moje podróże zaczęły się z powodów osobistych, a

nie reporterskich. Postrzegane są więc przez pryzmat mojej osoby. Do tego stopnia, że po „Masali” wszyscy pytali: „To co, przeszedłeś na hinduizm, na buddyzm?”, a po „Pijanych bogiem” pytali: „To co, przeszedłeś na islam, tak?”. Oczywiście jestem empatyczny wobec tych tematów, one mnie interesują osobiście. Ale staram się być przede wszystkim reporterem. Mam ochotę poznawać różnych ludzi i rozmawiać z nimi. To, że ci moi rozmówcy żyją gdzieś daleko, staje się sprawą drugorzędną. Dojrzałem do tego, żeby skumać, że bohaterowie w Azji są równie interesujący i równie dziwni w gruncie rzeczy dla mnie, jak ci bohaterowie w Polsce.

temat • lato 2007 •

| 19


Po co więc jeździć za granicę? I ja to mówiłem po „Masali”, że można dokładnie to samo robić tu. No tak, ale dopiero jak się wróci. Tak, dopiero jak się wróci. Ja oczywiście bardzo lubię podróżować i jeszcze w wiele miejsc bym pojechał, ale te priorytety się u mnie przesunęły. Nie jest dla mnie najważniejsze, żeby to było daleko czy żeby to było super egzotyczne. Bo Polska jest równie egzotyczna. Zwłaszcza z punktu widzenia warszawiaka – równie niewiele wiemy o tym, co się dzieje w Polsce, jak o tym, co się dzieje w Pakistanie. Jedno jest wciąż aktualne: korzystam z dobrodziejstw cywilizacji zachodniej i uwielbiam brać z innych cywilizacji różne fajne rzeczy. Siedzieć tam w górach, słuchać łomotu bębnów, a tutaj pójść na imprezę, przejechać się limuzyną – OK, proszę bardzo. Ale nie uważam, że świat zachodni jest najlepszym z możliwych światów, dzięki demokracji, kapitalizmowi, itede. Cały czas w trakcie tych podróży szukam tego, czego mi brakuje tu. A co tu masz? Mam dziecko (od roku). Jestem skoncentrowany przede wszystkim na dziecku. I piszę nową książkę, połowa jest już napisana. O czym tym razem? O Turcji, ale z kluczem społecznym, nie religijnym. Wynika bardziej z moich kontaktów z nową lewicą, z intensywnych lektur Żiżka. To bardziej analiza świata pod kątem nierówności społecznych w Turcji. Ma to punkt wspólny z „Pijanymi bogiem”, bo chodzi o to, że my ciągle analizujemy te światy pod kątem cywilizacji i kultury, a się okazuje, że w przypadku Turcji takim punktem wyjścia są podziały i nierówności społeczne. To będzie też książka o religii, historii Stambułu. Bardzo wielu Polaków jeździ do Turcji i do krajów arabskich. Podróże nie sprawiają wcale, że bariery czy izolacja między kulturami znika. Ludzie nie wykazują chęci, zainteresowania. Boją się. Nie ma powszechnej otwartości na inne obszary kulturowe. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że Europejczycy twierdzą, że kultura europejska była jedyną, która interesowała się innymi kulturami. I rzeczywiście tak jest, że badania naukowe są nieco wymysłem naszej kultury. Ale na poziomie masowym Europejczyk jest totalnie zamknięty na inność. Stosujemy tolerancję, wręcz popartą przepisami prawa, żeby nie mieć o tym pojęcia. Europejczycy, którzy przyjeżdżają do Tunezji czy na Goa, nie pogłębiają swojej znajomości świata, a wręcz paradoksalnie pogłębiają stereotypy. A jak widzisz w tym rolę kultury popularnej? Fatalnie. Podstawowym problemem jest to, że zgubiliśmy granice między kulturą a rozrywką. Połowę tego, co określamy jako kultura popularna, to nie jest w ogóle kultura, tylko rozryw-

20 |

• lato 2007 • temat

…bohaterowie w Azji są równie interesujący i równie dziwni w gruncie rzeczy dla mnie, jak ci bohaterowie w Polsce.

ka tak naprawdę. Dwie zupełnie inne dziedziny. A kultura popularna, romanse o Arabach na pustyni, Sindbad, powielanie stereotypów. Pytam, bo masz na sobie teraz koszulkę z portretem uroczego mężczyzny, z jakimiś arabskimi wersami. Jak on się nazywa? Ali Ibn Abu Talib, zięć proroka Mahometa, jego najwierniejszy uczeń. Chodzę w niej tylko w domu. Kupiłem tę koszulkę w Turcji, na grobowcu sufiego, związanego z szyickim nurtem islamu, który właśnie Alego uznawał za przywódcę religijnego. A ja myślałam, że powiesz coś o tym, jak kultura popularna przemyca wątki, które pomagają otwierać granice między kulturami. Kultura popularna nie jest zunifikowana. Jak to? A filmy bollywoodzkie, w których wszyscy wyglądają, jakby mieszkali tu gdzieś za

rogiem? To nic nie znaczy. To znaczy? Kiedy mówimy o bardzo cienkiej warstwie klasy średniej, to OK. Ona chodzi do hipermarketów, nosi adidasy, ogląda filmy hollywoodzkie w Dubaju i w Nowym Jorku. Ale procentowo i statystycznie ta akurat grupa jest bez znaczenia. Po drugie, jeżeli na poziomie czysto zewnętrznym się to unifikuje, to na poziomie wewnętrznym naprawdę nie ma to żadnego znaczenia. Poznałem kolesia na targach filmowych w Teheranie, Hindusa. Ma elegancki, najmodniejszy prążkowany garnitur, wypasioną komórkę, sprzedaje bollywoodzkie filmy. Jednego dnia jest w Cannes, potem w Dubaju, potem w Teheranie, potem w Bombaju. Mówi świetną angielszczyzną. Ale on nie tknie alkoholu, nie tknie papierosów, nie tknie mięsa. Ma 30 lat, mieszka z rodzicami i czeka aż oni mu znajdą żonę. Bo to, że on jest globalnym graczem w rozrywce o udział w rynku


temat• Polska jest (…) egzotyczna. Zwłaszcza z punktu widzenia warszawiaka – równie niewiele wiemy o tym, co się dzieje w Polsce, jak o tym, co się dzieje w Pakistanie.

kultury masowej, nie ma kompletnie znaczenia, bo jego światopogląd i styl życia jest taki, jaki obowiązuje w jego kulturze. Nie mam na myśli rujnowania tradycyjnych relacji społecznych. Mówię o tym, że za pomocą kultury popularnej, na przykład muzyki czy filmu, roznoszą się informacje dotyczące powiedzmy Afryki. Reggae czy hip-hop może być początkiem poszukiwań informacji o świecie realnym. No ale ile osób tak słucha reggae, żeby wiedzieć wszystko o Haile Selassie, historii niewolnictwa? Mekka, w której jeszcze nie byłem, ma największe skomasowanie luksusowych sklepów na całej planecie. Dookoła świątyni są ogromne centra handlowe, pełne luksusowych towarów. Ale znowu – z tego kompletnie nic nie wynika, bo konsumpcja idealnie łączy się z islamem, a z hinduizmem jeszcze lepiej. „Londonista”,

genialna książka, która wyszła niedawno w Polsce, pokazuje, jak świetnymi konsumentami są młodzi Hindusi mieszkający w Anglii. Tradycyjny hinduski styl idealnie się łączy z Nike’ami, BMW, iPodem, ale z tego nic nie wynika, bo to nie przekształca ich świadomości. To co jest ważne? Czy jesteś na tropie tego, co jest naprawdę ważne? Moja córka jest ważna. Ten świat stał się szalenie skomplikowany. My, wiedząc, że tam jest Mekka, a tam są plemiona w Afryce, usiłujemy udawać, że to rozumiemy. Wiemy o istnieniu różnych cywilizacji, obrzędów, elementów kultur, ale tego jest tak dużo, jest to tak skomplikowane, że musimy to sobie upraszczać, a upraszczając gubimy połowę sensu. Na każdym spotkaniu, na którym się mnie pytają „co z tym islamem?”, mówię: nie ma jednego islamu, jest wiele odmian. A tego jest tyle, że nikomu się nie chce rzetel-

temat • lato 2007 •

| 21


temat•

nie w to wchodzić. Nasza biała kultura europejska skazana jest na wymarcie. Nawet w świecie sztuki centra się przesuwają na wschód, do Azji, do Ameryki Południowej. A my wciąż jesteśmy europocentryczni i zastanawiamy się czy bardziej stolicą świata jest Nowy Jork czy Londyn? A nie bierzemy pod uwagę Dubaju, przez który płyną gigantyczne pieniądze. Być może kres kultury europejskiej już nastąpił. I większość świata ma w dupie to, co dzieje się w Europie czy w Ameryce, dopóki oczywiście nie przyjadą… ...żołnierze… i czołgi. Z punktu widzenia państw afrykańskich dużo ważniejsze są Chiny niż Europa, bo większość transakcji ekonomicznych odbywa się między Afryką a Chinami, a nie Europą.

…badania naukowe są nieco wymysłem naszej kultury. Ale na poziomie masowym Europejczyk jest totalnie zamknięty na inność. Stosujemy tolerancję, wręcz popartą przepisami prawa, żeby nie mieć o tym pojęcia.

22 |

• lato 2007 • temat

Przez kilka lat współtworzyłeś soundsystem Masala. Przestałeś brać w nim udział, bo przestał cię interesować jako techniczny środek do przekazywania wiedzy, którą zaposiadłeś? Masala to muzycy, dla których muzyka jest najważniejsza. Dla mnie muzyka była kluczem do rozumienia świata, do pokazywania świata, tej decentralizacji, że są inne kultury, inne dźwięki, że mogą nastąpić eklektyczne połączenia, że muzyka jest najlepszym przykładem, że nie musi dochodzić do zderzenia cywilizacji, ale może nastąpić połączenie elementów. W momencie, kiedy Masala od soundsystemu wyewoluowała do zespołu profesjonalnego, moja rola się skończyła, bo ja nie jestem muzykiem. Jestem głuchy jak pień.


temat•

Trzydzieści lat temu, po tym, jak większość hippisów kompletnie straciła rozum pod wpływem dragów i idiotycznej ideologii albo dorosła na tyle, by przestać wierzyć w kwiatki i ptaszki, ulice opanowała kolejna grupa wariatów spod znaku „zaszokować mieszczucha”. t: Marceli Szpak, f: Chapman Baehler/ EMI Music

TRZY AKORDY DARCIE MORDY To jest właśnie punk!

S

tatecznym hippiskom i podstarzałym rockendrollowcom zdrowo opadły kopary, gdy na scenach klubów, gdzie dotąd niepodzielnie panowali długowłosi maniacy zdrowej żywności i nieformalnych związków seksualnych, zagościły wściekłe dzieciaki, którym nic, kompletnie nic nie pasowało w otaczającej rzeczywistości. Co gorsza, mając ogromną potrzebę ekspresji, zazwyczaj nie marnowali czasu na uczenie się różnych profesjonalnych technik grania, tylko korzystali z porady zawartej w zinie „Sniffin’ Glue” (w wolnym tłumaczeniu „Wąchać klej”), w którym pojawił się rysunek z podstawowymi chwytami gitarowymi i podpis: „To jest pierwszy akord, to jest następny, ten jest trzeci. Teraz załóż zespół”. I w ten oto sposób nadszedł czas punka. Ideologicznie nic nie mogło bardziej różnić się od wiary poprzedniej epoki. W tekstach takich kapel, jak The Stooges nie było ani słowa o pokoju czy braterskiej miłości między ludźmi; The Damned i Sex Pistols wyśmiewali naiwną wiarę w przyro-

IGGY POP


temat•

dzoną dobroć człowieka, a Patti Smith nie miała zamiaru być maszyną do rodzenia dzieci, jak jej koleżanki mieszkające w komunach zakładanych przez całe lata 60. Niepodzielnie zapanowały Wściekłość i Wrzask, niezgoda, anarchia i chaos, doskonale korespondujące z odczuciami współczesnej tym zjawiskom młodzieży. Był to pierwszy chyba w dziejach ludzkości ruch, który na taką skalę mówił, że nie ma barier, że jeśli chcesz coś wywrzeszczeć, to wrzeszcz, że talent do pisania melodii nie jest warunkiem niezbędnym, by coś przekazać poprzez muzykę. Wtedy też narodziły się prawdziwe legendy – Iggy Pop, Johnny Rotten czy Jello Biafra. To właśnie ci, najczęściej nawaleni w trupa goście, potrafili znaleźć w sobie tyle odwagi, by wykrzyczeć nienawiść do rządu, do kultury masowej, do religii, mediów i głupich ludzi milionami zapełniających ulicę. Ich występy były mieszankami szaleństwa, autodestrukcji, wieców politycznych i totalnej balangi z okazji świętowania końca świata. Zobaczcie sami, jak się wtedy bawili na koncertach:

http://www.youtube.com/watch?v=8K8S1BwoJ0 (The Stooges, 1970 live)

http://www.youtube.com/watch?v=ICXdQR1VVhw (Sex Pistols, 1977 live)

24 |

• lato 2007 • temat

PUNK JEST: nieustającym zmaganiem ze społecznymi reperkusjami. (z manifestu wokalisty Bad Religion, Grega Graffina http://www.nixonyears.com/rantarch8punk.htm) Mimo całej banalności tego przekazu wielu ludzi uwierzyło w tezy głoszone przez hardcore’owe punkowe kapele i poczuło silny związek z tą ideologią. Narodziły się takie mutacje, jak: straight edge, czyli wyznawcy życia pozbawionego jakichkolwiek przyjemności, bardziej ortodoksyjni od młodzieży oazowej; sharpowcy, którzy punkowy przekaz próbowali pożenić z ideologią skinheadów oraz całkiem spora grupa innych odłamów, zwalczających się wzajemnie w imieniu coraz głupszych sloganów. http://www.youtube.com/watch?v=6BgsVYAK994 (Dead Kennedys, 1979 live)

A ja jestem punk I w ramach walki ze wszystkimi schematami Ja jestem punk Lubię laski z małymi cyckami! Dwadzieścia lat temu. Za punka zabrali się „poważni faceci”. Nie wystarczały już im 3akordowe melodie i przekaz oparty na haśle „no future”. Nie, musiało być ostrzej, głośniej, a co ważniejsze (brzydkie słowo teraz będzie) – moralizatorsko. Pierwsza połowa lat 80. to pojawienie się takich zespołów, jak Black Flag z Henrym Rollinsem, Crass, Minor Threat czy The Cro-Mags. Zamiast rozstrojonych gitar na scenie niepodzielnie królowały ciężkie rytmy i ściany hałasu, przeciętny perkusista takiej kapeli musiał przypominać zdeklarowanego miłośnika siłki i wspomagaczy, by wytrzymać narzucone tempo nawalania po garach, a teksty niebezpiecznie zaczęły przypominać bredzenie wszystkich szaleńców, mających na celu naprawę świata. Przykład? Bardzo proszę: PUNK JEST: jednostkową ekspresją oryginalności pochodzącą z doświadczeń dorastania wśród ludzi potrafiących rozumować i zadawać pytania. PUNK JEST: ruchem, służącym niszczeniu postaw utrwalanych przez ludzką ignorancję. PUNK JEST: ciągłym wątpieniem i angażowaniem się, które w rezultacie prowadzą do wewnętrznego spokoju, w wyniku czego, poprzez proces ekstrapolacji, może dojść do naprawy świata. PUNK JEST: wiarą , że sami wpływamy na kształt świata, że zrozumienie służy prawdzie, że ślepe przestrzeganie recept na życie prowadzi donikąd.

Koniec lat 70. i początek 80. to także narodziny punka w Polsce, pierwsze festiwale w Jarocinie i pojawienie się takich legendarnych kapel, jak Walek Dżedżej Punk Band, Dezerter, Siekiera, KSU, Deadlock, Kryzys czy Tilt oraz narodziny takich „gwiazd” dzisiejszej muzyki, jak T.Love. To, co na Zachodzie powoli już wygasało, w Polsce okazało się prężnym ruchem dla wszystkich, którym nie pasował czarno-biały podział na tych z opozycji i tych z partii. W szarych polskich miastach pojawiły się kolorowe czuby, dziwacznie poubierani ludzie i hasła „olewaj system”. Zrobiło się kolorowo i na tyle niebezpiecznie dla ówczesnej władzy, że dość szybko rozpoczęto represje i cenzurowanie. Punk jednak przetrwał i to głównie jego zasługą jest fakt, że lata 80. w polskiej muzyce nie kojarzą się jedynie z takimi potwornościami, jak Kombi czy Budka Suflera.

http://www.youtube.com/watch?v=uV3ltQuvO60 (Black Flag, 1982 live)


Jest g. z Anglii, g. ze Stanów; Sączy się g. z teleekranów. Mamy też dużo polskiego g., Które chce tamtym g. dorównać. Dziesięć lat temu (mniej więcej). Za punka zabrali się goście z kasą. Z różnych garaży na amerykańskich zadupiach powyciągali otępiałych chłopaczków, którym zamarzyło się zostanie gwiazdą sceny niezależnej, wpompowali w nich miliony baksów i wypuścili w świat szeroki, by pod przykrywką buntu opchnąć trochę więcej płyt, trochę więcej ciuchów, trochę więcej gustownych gadżetów i żelu do włosów. To wtedy właśnie zaczął się tryumfalny pochód takich kapel, jak The Offspring, Green Day, Blink182 czy Fall Out Boy, którzy tyle mieli wspólnego z dokonaniami poprzedników, co Nina Terentiew z dobrym gustem. Na listach przebojów zaroiło się od piosenek w stylu „First Date”, „Stay Together With The Kids”, „Basket Case” czy „Gotta Get Away”, a wymienione zespoły zaczęły kosić wszystkie możliwe komercyjne nagrody muzyczne, od Grammy począwszy. Muzycznie zapanowała ckliwość, smętne balladki o życiu smutnych dzieciaków z przedmieść, czasem okraszone jakimś krótkotrwałym hałasem, żeby nie było. Ten typ muzyki pokochali skejci i snowboardowcy, którzy jeżdżąc na deskach za setki dolarów, wyrażali w ten sposób swoją niezgodę na świat. Punk wdarł się na salony, wyprzedaże, do dobrych domów i ekskluzywnych szkół prywatnych, a ze względu na jego zerową szkodliwość i cukierkowaty przekaz pokochali go tak dorośli, jak i dzieci.

kowanych typu zawlec laskę w krzaki i próbujące kabaretowym wizerunkiem przypodobać się tym wszystkim, dla których najważniejszym jest, żeby było wesoło. Na szczęście był to tylko jeden z nurtów odrodzeniowych, bo w tym czasie na scenę trafiły takie zespoły, jak Kolaboranci, Farben Lehre czy Włochaty, próbujące tradycyjne punkowe granie połączyć ze współczesną wrażliwością nieco bardziej rozgarniętych odbiorców. Można powiedzieć, że wtedy właśnie sytuacja się unormowała, a efekty tego widać do dziś – nadal w telewizji straszą takie postacie, jak Skiba z Big Cyca czy Kukiz z Piersi, wypowiadając się na każdy temat i grając każdą chałturę. I nadal nie ma szans na zobaczenie kapel pokroju Starzy Singers czy 19 Wiosen, dla których punk to nie tylko kolejny marketingowy chwyt.

temat•

Zobaczcie też: http://www.youtube.com/watch?v=abLE7aA9HGc (Minor Threat, 1983 live) http://www.youtube.com/watch?v=w1STIvw2XDY (Siekiera, 1984 live)

http://www.youtube.com/watch?v=OKCHqfO4GJA (19 Wiosen)

Nołfjuczer!!!

http://www.youtube.com/watch?v=dm9At8eMVcE (The Offspring)

Lata 90. przyniosły również renesans punka w Polsce i to na niespotykaną skalę. W radiu i telewizji zaczęły się pojawiać takie zjawiska, jak Defekt Muzgó, Sedes, Big Cyc, Zielone Żabki czy Piersi, którym o wiele bliżej było do disco-polo, niż do kultury niezależnej, sławiące miłość do win prostych, rozrywek nieskompli-

Dziś. No cóż... Dziś mamy tak, że Avril Lavigne ogłasza się Sidem Viciousem XXI wieku, trzynastolatki wierzą, że punk to Tokio Hotel, Johnny Rotten występuje w brytyjskim „Big Brotherze”, Morrisey upiera się przy tym, by jechać na Eurowizję, piosenki Dead Kennedys są przerabiane na klubowe hiciaki i bossa-novy, Sex Pistols i The Stooges* robią powrót w stylu Czerwonych Gitar, zapełniając stadiony 60-latkami, którym marzy się powrót do lat młodości, Armia śpiewa o Matce Boskiej, największe gwiazdy polskiego punka to Pidżama Porno, której wokalista udaje Tuwima oraz Cool Kids Of Death, którzy udają wszystko. Irokezy noszą piłkarze, a każda szanująca się licealistka ma w szafie przynajmniej jedną parę martensów i koszulkę z napisem „anarchy”, a Wy, szanowni Czytelnicy, przeczytaliście właśnie artykuł o punku w piśmie wydawanym przez producenta odzieży. Punk’s not dead. Tytuł i śródtytuły stanowią fragmenty piosenek grupy Starzy Sida, jednej z tych kapel, których nie zobaczycie w telewizji. *koncert Iggy & The Stooges: Wrocław, Hala Orbita, 24.06

http://www.youtube.com/watch?v=GpIhqJH3lZc (Defekt Muzgó)

temat • lato 2007 •

| 25


film•

Festiwal filmowy Era Nowe Horyzonty 19 lipca wystrzeli już po raz siódmy! Po zeszłorocznym przeniesieniu festiwalu z Cieszyna do Wrocławia zmienił się także jego styl – z wakacyjno-małomiasteczkowego na poważny festiwal odbywający się w mieście silnym kulturą. t: Adrian Chorębała, f: Gutek Film

7. MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL FILMOWY ERA NOWE HORYZONTY Film na horyzoncie K

19-29.07 Wrocław bilety od 13 zł; karnety 214-250 zł www.enh.pl

ażdy z widzów po swojemu przyjął tę zmianę. W tym roku, po doświadczeniach zeszłorocznych, organizatorzy zmienią jedną bardzo ważną rzecz: klub festiwalowy zostanie przeniesiony na tyły Teatru Lalek. Nie będzie już nocnych eskapad autobusowych do miejsca, któremu zabrakło klimatu i pomimo dobrego programu muzycznego i ciekawej architektury, często świeciło pustkami. Intrygująco, jak co roku, zapowiada się program filmowy, i to jest już stała i niezmienna cecha nowohoryzontowego festiwalu. Tegoroczny program najważniejszej części festiwalu – konkursu Era Nowe Horyzonty, czyli 18 starannie wyselekcjonowanych na światowych festiwalach filmów, które nie były dotychczas prezentowane w Polsce, ukryty jest w głębokiej tajemnicy. Z opowieści Romana Gutka po festiwalu w Berlinie możemy pokusić się jednak o prognozę i wytypować filmy, które mają szansę być pokazane w tym roku we Wrocławiu. Z berlińskiego festiwalu Roman Gutek najwyżej ceni parę filmów, których opis doskonale wpisuje się w „nowohoryzontowy” charakter. Prawdopodobnie zobaczymy kilka z tych pozycji. Izraelsko-francuski dokument „Potosi, le temps du voyage” w reżyserii Rona Havilio opowiada o podróży, którą pewne małżeństwo ponawia po 29 latach. Miejsce, do którego się udają, to miasto Potosi ukryte w boliwijskich Andach – 4000 metrów nad poziomem morza. To nie tylko film o podróży, ale także o spojrzeniu na swoje życie z perspektywy prawie 30 lat. Kiedy pierwszy raz małżeństwo wyrusza w tę podróż, są nowożeńcami, drugi raz w eskapadzie towarzyszą im trzy dorosłe córki. „The Tracey Fragments” to kanadyjski film Bruce’a McDonalda, w którym forma oddaje stan emocjonalny bohaterki. Stąd fragmentaryczna narracja pokazująca

26 |

• lato 2007 • film

„4 MIESIĄCE, 3 TYGODNIE I 2 DNI” (OTWARCIE FESTIWALU)

świat nastolatki, która marzy o byciu aktorką i gwiazdą filmową oraz kocha się w chłopaku, który nie wie o jej istnieniu. „La Leon” to argentyński obraz z gatunku powolnych i transowych. Najnowsze dzieło Guya Maddina – autora, który w konkursie Nowych Horyzontów miał już dwa filmy („Dracula – Pages From A Virgin’s Diary” oraz „The Saddest Music In The World”), to eklektyczna fuzja filmu kryminalnego z elementami teatralnymi i operowymi. Żelazną tradycją festiwalu Nowe Horyzonty są przeglądy twórczości autorów ambitnego kina. W tym roku będzie można zobaczyć filmografię bardzo barwnych postaci (ta część programu jest już znana). Z pewnością zawsze warto oglądać filmy Federico Felliniego. Są one odporne na działanie czasu i zawsze będą bezwzględną klasyką X muzy. Zawiera się w nich radość życia, włoska skłonność do zabawy i nostalgia za dzieciństwem. Nie widziałeś

„Osiem i pół” czy „Słodkiego życia”? Czas nadrobić zaległości, do czego okazją będzie pokaz filmów włoskiego mistrza. Hal Hartley, którego filmy będzie można zobaczyć we Wrocławiu, nie należy do reżyserów, których twórczość musisz znać, ale akurat ten typ filmowej rzeczywistości może przekonać niejednego. Ten amerykański reżyser uważany jest obok Jima Jarmuscha za najważniejszą postać kina niezależnego z tego kraju. Jego kino stoi w opozycji do hollywoodzkich produkcji. Hartley słynie z tego, że budżety jego filmów są bardzo małe, ale nie przeszkadza mu to być przekonywującym i zdobywać nagrody na festiwalach filmowych na świecie. Kluczem do filmów Hartleya są skomplikowane ludzkie relacje i czarne poczucie humoru. Bohaterowie jego filmów to ekscentrycy (była zakonnica pisząca powieść pornograficzną; płatny morderca, który stracił pamięć; śmieciarz, który okazuje się wspaniałym poetą), ich kolorowe


We Wrocławiu nie zabraknie stałego punktu programu, cyklu „Panorama kina współczesnego: mistrzowie i odkrycia”. W tym roku pojawi się również sekcja poświęcona kinu tańca, przygotowywana wspólnie z wrocławskim Teatrem Tańca Arka oraz Fundacją Kino Tańca. Era Nowe Horyzonty to także promocja filmu polskiego – w tym roku po raz drugi odbędzie się konkurs Nowe Filmy Polskie, który zbiera premierowe polskie obrazy, a ocenia je międzynarodowe jury. Ponadto w programie silna reprezentacja kina australijskiego: filmy australijskiej nowej fali z lat 70., najnowsze pozycje z ostatnich 7 lat, filmy z udziałem Gosi Dobrowolskiej (polska aktora, która zrobiła karierę na Antypodach). Będzie także „Nocne szaleństwo”, czyli kino jak najbardziej niepoważne i czasami fascynująco kiczowate. Nowością we Wrocławiu będą projekcje plenerowe.

„RZYM”

„4 MIESIĄCE, 3 TYGODNIE I 2 DNI”

charaktery i dziwaczne czasami zachowania stanowią największy wabik.

„OSIEM I PÓŁ”

Jednego z takich bohaterów z przyjemnością zagrałby pewnie Zbyszek Cybulski, polski aktor-legenda, bohater kolejnego cyklu festiwalu. Gdyby żył, skończyłby w tym roku 80 lat. Charyzmatyczny, nie bez przyczyny nazywano go polskim Jamesem Deanem. Co ważne, jego dorobek to filmy będące wizytówką polskiego kina: „Popiół i diament” (1958 r.) Andrzeja Wajdy, „Salto” (1965 r.) Tadeusza Konwickiego czy „Rękopis znaleziony w Saragossie” (1965 r.). „Aktorzy dzielą się na tych, którzy swoją osobowość przemieniają i na tych, którzy ją utrwalają. Mnie interesuje bardziej aktorstwo z zachowaniem pewnych cech indywidualnych. Zdaję sobie sprawę, że to i trudne, i niebezpieczne” – mówił w jednym z wywiadów. Czwarta retrospektywa będzie poświęcona filmom Juliana Józefa Antoniusza. Ten utalentowany twórca filmów animowanych

Festiwal Era Nowe Horyzonty nie samym filmem żyje. Ważna jest także sekcja muzyczna. W momencie zamykania tego numeru organizatorzy zdradzili dwie gwiazdy. Pierwsza z nich to „babcia rock’n’rolla”, symbol epoki lat 60., właścicielka charakterystycznego głosu: Marianne Faithfull. Wszyscy kojarzą ją jako kobietę Micka Jaggera. Artystka w swojej długoletniej karierze kolaborowała muzycznie m.in. z Pink Floyd, Metallicą, Angelo Badalamentim czy Air. Faithfull jest także aktorką. Zagrała w wielu głośnych obrazach, m.in. „Intymności” Patrica Chéreau oraz „Marii Antoninie” Sofii Coppoli. Co ciekawe, najczęściej gra samą siebie. Jej ostatnia płyta „Before The Poison” została skomponowana po połowie przez Nicka Cave’a i PJ Harvey, jedną piosenkę skomponował specjalnie dla artystki Damon Albarn (Blur, Gorillaz). Marianne Faithfull ma na swoim koncie ponad 20 albumów i od ponad 30 lat mocno akcentuje swoje istnienie na scenie muzycznej. Z trochę innego świata muzyki do Wrocławia przybędzie Hilliard Ensemble i Harmonie Band. Hilliard Ensemble to angielski zespół wokalny, który specjalizuje się w muzyce dawnej, ale poszukując nowych środków wyrazu. Współpracuje także z twórcami muzyki nowoczesnej, między innymi z jazzmanem Janem Garbarkiem. Natomiast Harmonie Band to sześcioosobowy zespół multiinstrumentalistów, słynny z występów towarzyszących klasyce kina niemego. Jak chwalą się organizatorzy, 7. Festiwal ENH to ok. 360 filmów (220 pełnometrażowych i 140 krótkich), ok. 600 seansów, 13 sal kinowych i 250 gości z branży filmowej. Wszystkich miłośników kina czeka zatem prawdziwe święto!

film • lato 2007 •

| 27

film•

wynalazł w 1977 roku oryginalną technikę filmową „non-camera”, polegającą na rysowaniu kadrów bezpośrednio na taśmie filmowej.


muzyka•

Wszystkich, którym określenie rock alternatywny kojarzy się ze stadami zbiegów ze szkół artystycznych, którzy ładnie ubrani odgrywają na gitarkach ckliwe melodyjki o miłości i różnych tragicznych wydarzeniach w życiu nastolatka, co przedawkował lekturę „Buszującego w zbożu” i innych „Wilków stepowych”, informuję, że nie zawsze tak było. t: Marceli Szpak, f: Materiały Prasowe

SONIC YOUTH

Dźwiękowa Młodzież dalszym ciągu kariery eksperymentowali z praktycznie wszystkimi odmianami gitarowego grania – od beatlesowskich śpiewanek na „Master-Dik” EP, przez romantyczne new wave na „Evol”, po najklasyczniejsze z klasycznych punkowe „Sister”. Uznaje się ich również za jedną z najbardziej wpływowych kapel, które przyczyniły się do powstania popularnego na początku lat 90. grunge i twórców jednego z hymnów tamtej epoki – „Teen Age Riot”.

W

29.06 Gdynia, lotnisko Babie Doły koncert w ramach Open’er Festival bilety 130-269 zł www.opener.pl, www.sonicyouth.com

roku 1981 na scenie muzycznej pojawiło się zjawisko, którego wpływy na kulturę widać po dziś dzień. Zjawisko to nazywało się Sonic Youth. Thurston Moore, Kim Gordon i Lee Ranaldo z dnia na dzień zaszokowali nowojorską publikę, stawiając przed nią ścianę dźwięku generowaną przy pomocy maksymalnie przesterowanych gitar, których brzmienie oparto na bardzo nietypowych strojeniach, pełnych sprzężeń i jazgotów wydawanych we wszelkich możliwych tonacjach, radykalnym traktowaniem pozostałych instrumentów i utworami, które pomimo pozornej chaotyczności dawały się zanucić oraz tekstami, w których w mocno introwertyczny sposób wypruwali flaki z siebie i ogółu społeczeństwa. W muzyce tej słychać było zarówno wpływy nowojorskiej awangardy, z dokonaniami legendarnego kompozytora Glena Branki na czele, historię klasyków hałasu spod znaku Velvet Underground, jak i echa punka oraz nowej fali. Nagrywając w 1983 roku płytę „Confusion Is Sex”, stali się przy okazji twórcami nowego kierunku w rockowym graniu – noise. W

28 |

• lato 2007 • muzyka

Nowe tysiąclecie przyniosło nam Sonic Youth w poszerzonym składzie – do grupy dołączył legendarny chicagowski basista Jim O’Rourke, a ich muzyka zaczęła się kierować w zupełnie nowe rejony. Pomiędzy regularnymi albumami nagrywanymi dla dużej komercyjnej wytwórni – „A Thousand Leaves”, „Washing Machine”, „NYC Ghosts & Flowers” zaczęli również wypuszczać serię nagrań firmowanych jako SYR, gdzie eksperymentują z freejazowymi kompozycjami. Muzycy stali się dojrzalsi, muzyka mniej agresywna, a w tekstach pojawiła się mniej lub bardziej zawoalowana pochwała życia. Jednak nigdy nie przekroczyli granicy, za którą jest już tylko granie na imprezach dla biznesmenów i wydawanie co dwa lata składanek Greatest Hits. Pozostając jedną z ikon kultury niezależnej (zasłużyli nawet na specyficzny hołd w jednym z odcinków serialu „Simpsonowie”), wciąż szukają nowych środków wyrażenia emocji w muzyce i wciąż pozostają dla wielu wskaźnikiem, jak zostać znanym i uznanym, nie zostając jednocześnie medialną gwiazdą. Piszemy o nich jednak nie tylko dlatego, że jest to zespół, który warto znać, choć tak jest niewątpliwie, ale przede wszystkim dlatego, że wreszcie nadchodzi niepowtarzalna okazja, by ten właśnie rewolucyjny skład zobaczyć na żywo w Polsce w trakcie festiwalu Open’er w Gdyni. Koncert, którego po prostu nie można przegapić.


muzyka•

To mogło zdarzyć się tylko w Nowym Jorku. Tylko tam trzech białoskórych nastolatków z nieprzyzwoicie zamożnych żydowskich rodzin mogło założyć zespół, który stał się ikoną hip-hopu. Dodajmy, że były to czasy, w których biały człowiek po wejściu do czarnej dzielnicy mógł zrobić tylko jedno – wrócić skąd przyszedł, zanim skopano mu tyłek i pozbawiono portfela. t: Kordian Wesołowski, f: Alter Art

BEASTIE BOYS

Brooklyn nie śpi! B

eastie Boys mieli jednak na tyle tupetu, że nie tylko zostali w tej metaforycznej czarnej dzielnicy, ale zrobili w niej całkiem niezły zamęt, nagrywając najszybciej sprzedającą się płytę hiphopową lat 80. Ta debiutancka płyta to „Licensed To Ill” z 1986 r. Za konsoletą producencką stał sam Rick Rubin (który wyprodukował m.in. najlepsze płyty Red Hot Chili Peppers, a na „Licensed to Ill” zgrabnie połączył rockowe riffy z rapem). To z tej płyty pochodzą takie perełki, jak „Fight For Your Right (To Party)” i „No Sleep Till Brooklyn”, które do dzisiaj wywołują u słuchaczy tą samą, niekontrolowaną reakcję – robimy imprezę!

Ironiczne teksty, kontrowersyjne i prowokacyjne zachowanie na koncertach (podczas których występowali w sąsiedztwie dmuchanego penisa) sprawiły, że Beastie Boys bardzo szybko dorobili się wielu wrogów i kilku pozwów sądowych. Nikt w branży nie traktował ich poważnie, a już na pewno nie czarni raperzy, którzy uważali ich po prostu za złodziei pomysłów i cieniasów. Krytycy po pierwszej płycie też byli dość chłodni. Kolejną płytą było „Paul’s Boutique” (1989 r.) i to właśnie dzięki niej – choć nie osiągnęła komercyjnego sukcesu – udowodnili, że nie są grupą jednego hitu. Wyprodukowany przez kalifornijski duet Dust Brothers album okazał się przełomowym i na tyle innowacyjnym materiałem, że do dziś uznaje się go za jedną z najważniejszych płyt tego okresu. Na dwóch następnych albumach („Check Your Head” z 1992 r. i „Ill Communication” z 1994

r.) Beastie Boys pokazali światu, że rap nie polega na zakładaniu na siebie kilogramów złota i jeżdżeniu luksusowym autem. Dowiedli, że można rymować w zupełnie inny sposób – dowcipny i pełen inteligentnych metafor (także w warstwie muzycznej, która wymyka się jednoznacznym etykietom), a sam raper nie musi być uciemiężonym gangsterem z getta (a na przykład gliniarzem z wąsem, jak z klipu do „Sabotage”). Dla wielu muzyka Beastie Boys’ów to po prostu brzmienie lat 90. – bez nich ten okres nie byłby tak zwariowany i przełomowy zarazem. Ich kolejne produkcje („Hello Nasty” z 1998 r., „To The 5 Boroughs” z 2004 r.) w niczym nie ustępowały poziomowi poprzednich płyt, jednak – co oczywiste – nie miały już tej młodzieńczej werwy i dozy luzactwa, która wcześniej tak bardzo urzekała. Muzyka stała się dojrzalsza i jednocześnie nabrała politycznego charakteru (na „To The 5 Boroughs” odnoszą się do wydarzeń z 11 września 2001

r. i mocno krytykują Georga W. Busha). Już wkrótce ukazuje się ich kolejny album („The Mix Up”), a my będziemy mogli się przekonać, jak Beastie Boys grają na żywo (także w wersji instrumentalnej)! Beastie Boys od zawsze przywiązywali bardzo dużą wagę do wideoklipów, wszak był to okres największej prosperity MTV. Z „Ill Communication” pochodzi kawałek „Sabotage”, do którego klip nakręcił nieznany wówczas nikomu Spike Jonze (reżyser m.in. klipów Sonic Youth, Björk czy filmów „Być Jak John Malkovich”, „Adaptacja”). „Sabotage” to jeden z najlepszych klipów w historii współczesnej muzyki. Bezpretensjonalny styl i trochę amatorskie, nieudaczne wykonanie oraz estetyka nawiązująca do kiczowatych seriali kryminalnych, stawiają ten krótki filmik w jednym rzędzie z filmami Tarantino czy Danny’ego Boyla (podobna do „Sabotage” jest pierwsza scena „Trainspotting”).

muzyka • lato 2007 •

| 29

30.06 i 1.07 Gdynia, lotnisko Babie Doły koncert w ramach Open’er Festival bilety 130-269 zł www.opener.pl, www.beastieboys.com

Ale historia Beastie Boys’ów zaczyna się kilka lat wcześniej. Już w 1981 r. Mike D (Mike Dimond) i MCA (Adam Yauch) wspólnie z Kate Schellenbach i Johnem Berry założyli Beastie Boys. W takim składzie wydali jedną EP-kę, następnie Schellenbach i Berry odeszli z zespołu, a ich miejsce zajął Ad-Rock (Adam Horovitz). Na początku Beastie Boys byli kapelą punkową, lecz w 1984 r. wydali singiel, na którym eksperymentowali z rapem. „Cookie Puss” stało się undergroundowym hitem Nowego Jorku, który otworzył im drzwi do wielkiego świata show-biznesu – grali jako support przed koncertami Madonny i Run-D.M.C.


muzyka•

2. edycja festiwalu Nowa Muzyka to mocny punkt na mapie letnich wydarzeń muzycznych w Polsce. Pierwsza odsłona tej imprezy odbyła się w postindustrialnych przestrzeniach Szybu Wilson w Katowicach, druga odbędzie się w Cieszynie. Jest to świetny pomysł ze względu na szczególnie wakacyjno-rekreacyjny charakter tego miasta. Atutem jest także bliskość granicy z naszymi południowymi sąsiadami i fakt, że miejsce to sprawdziło się jako baza festiwalu filmowego Nowe Horyzonty. t: Adrian Chorębała, f: Vid Cousins I James Mcphail/ Ninja Tune, Norbert Wojtek/ Z. Golik Studio

REPORTER FESTIWAL NOWA MUZYKA

Nowa muzyka w Cieszynie C

o stanowi siłę programowej strony festiwalu? Zdecydowany profil muzyczny. Nazwa Nowa Muzyka zobowiązuje i organizatorzy postarali się o to, żeby można było posłuchać różnorodnych przedstawicieli szeroko pojętego nurtu nowych brzmień. Jako gwiazdy wystąpią dwie persony konsekwentnie penetrujące swoje muzyczne poletka: Amon Tobin i Bonobo. Znak jakości ich dokonań sygnuje wytwórnia Ninja Tune.

7-8.07 Cieszyn, tereny boiska i Campingu nad Olzą bilety 60 zł przedsprzedaż i 70 zł, karnety 95 zł i 105 zł www.festiwal.nowamuzyka.pl

Amon Tobin, właściwie Amon Adonai Santos de Araujo Tobin, to namiętny modyfikator sampli, mistrz kojarzenia dźwięków ze sobą, niestrudzony poszukiwacz sonicznej przygody. Jeśli ktoś lubi etykiety, to najwłaściwsza z nich – „cut’n’paste jazz” – jest i tak nieco przyciasnawa, jak na dokonania Brazylijczyka. Tobin wychodzi poza ramy, wykorzystując w swych kompozycjach tak nieoczywiste źródła sampli, jak stare nagrania dźwięków motocykli (album: „Supermodified”) czy akustykę budynków („Out From Out Where”). Nie dziwi więc fakt, że Tobina nazwano cyberklasykiem. W jego kompozycjach przykuwa uwagę spójna wizja muzyki, zaklęta w eklektycznej formie eksperymentalnej elektroniki. Na żywo Tobin to wirtuoz połamanego bitu, drum’n’bassu i niepokojącej elektroniki. Jego katowicki koncert w 2003 roku był eksplozją energii, która równie dobrze wprowadzała w trans, co skłaniała do tańca. Ciekawe zatem co pokaże w Cieszynie, biorąc pod uwagę, że jego tegoroczny album „Foley Room” to zbiór żywych brzmień nagrywanych na specjalnych sesjach m.in. z Kronos Quartet. Bonobo, czyli Simon Green przyjedzie do Cieszyna ze swoją orkiestrą. Kto słyszał jego ostatnią płytę „Days To Come”, doskonale wie dlaczego. Ten album to niezwykle udana przygoda muzyka z żywym instrumentarium. Ma swój niepowtarzalny urok lekkości i naturalności. Bonobo, wspomagany m.in. przez wokalistkę Bajkę, wprowadza słuchacz a w marzycielski nastrój. Muzyk uważany jest za pioniera downtempa, które miesza z hiphopowymi bitami, pokręconymi

BONOBO

30 |

• lato 2007 • muzyka


muzyka•

rytmami i nośnymi melodiami. Poza przedstawicielami Ninja Tune na festiwalu Nowa Muzyka zagra także Otto Von Schirach, producent z USA, specjalizujący się w siarczystym elektro przyprawionym dużą dawką humoru, hałaśliwością i zabawnym kolażem sampli z filmów grozy, grindcore’u i eksperymentów audio-wizualnych. Michael Fakesh znany jest przede wszystkim z formacji Funkstorung, która ma na swoim koncie cenione remiksy takich artystów, jak Björk, Wu-Tang Clan, Jean-Michel Jarre, Lamb, Nils Petter Molvaer. Aktualnie Fakesch działa solo, czego efektem jest nagrany dla !K7 krążek „Dos”. Jest to solidna dawka soulu w oparach elektro. Porównania z dokonaniami Jamiego Lidella jak najbardziej wskazane. Festiwal Nowa Muzyka to także wielobarwny kalejdoskop polskiej sceny elektronicznej. Zagrają Fisz/Emade/Envee, których nikomu nie trzeba przedstawiać. Fisz i Emade nadali polskiemu hip-hopowi artystyczne oblicze, ale także sporo nawojowali na scenie elektro. Emade powiedział kiedyś: „Uważam, że w syntetycznych brzmieniach powiedzieliśmy to, co chcieliśmy i teraz warto byłoby je wymieszać z jakąś oldschoolową formą.” Jego solowe dokonania znacznie różnią się od rzeczy robionych razem z Fiszem. Fisz natomiast pokazał, że doskonale czuje nowe brzmienia na albumie „Fru!”. Pomagał mu w tym Envee, założyciel Niewinnych Czarodziejów, którego maestria producencka powala. Co pokaże to trio razem na scenie, pozostaje niespodzianką. C.H. District, czyli Mirek Matyasik, to nie tylko rezydent katowickiego klubu Elektro. To przede wszystkim artysta poszukujący i co ważniejsze – rozwijający się. Zaczynał od industrialu, teraz coraz częściej obraca się w stylistyce IDM. Katowiczanin wydaje swe płyty we francuskiej wytwórni M Tronic.

AMON TOBIN

docenionego za granicami kraju. Nagrywa od 1994 roku w wielu europejskich wytwórniach i grywa m.in. we Francji, Belgii, Szwajcarii, Anglii. Natomiast duet Ślepcy typowany jest na następców Skalpela. Składa się z dwóch muzyków: Piotra Kurka i Marcina Stefańskiego. Swe płyty wydają w kilku labelach – berlińskich Cock Rock Disco, Kool.Pop i londyńskim Ambush. Samplują z gracją i polotem, a ich kompozycje brzmią niczym zwariowane bajki z krainy nowych brzmień. Na festiwalu będzie można usłyszeć także wielu DJ’ów, m.in. K.Milla, Lucasa Hulana z Czech oraz rezydentów

Nemezis to pionierzy polskiego industrialu, którzy przeszli ewolucję w stronę ambientu. „Kiedyś atakowałem, szokowałem czy buntowałem się, teraz wolę stać z boku i żyć spokojnie” – opowiada Łukasz Pawlak, założyciel zespołu w jednym z wywiadów. „Z muzyką zacząłem eksperymentować w 1992 roku i do dziś otarłem się o każdy jej wymiar, od elektroakustyki i noise poprzez ambient, a skończywszy na tzw. posttechno. I właśnie te lata to wiele wspomnień, masa poznanych ludzi, uczucia i tęsknoty za tamtym czasem. Płyta ‘Whispers From Behind The Window’ podsumowuje ten okres, jest klamrą zamykającą pewien rozdział w moim, w sumie krótkim życiu.” I:gor to dla odmiany reprezentant drum’n’bassu. Jest założycielem koncentrującej się na tych brzmieniach wytwórni ADHD Recordings i hardcore’owego Pandemonium Records. I:gor to kolejny przykład polskiego artysty

THE COMPLAINER

klubów: Elektro, Jazz Club Hipnoza i Fantom. Koncerty prawie wszystkich artystów będą oprawione wizualizacjami. Jednym z ostatnich potwierdzonych polskich artystów, mających wziąć udział w festiwalu Nowa Muzyka, jest The Complainer. Nikt tak jak Wojt3k Kucharczyk (założyciel i szef niezwykle poważanej na Zachodzie wytwórni mik.musik.!), ukrywający się pod tym pseudonimem, nie czuje ostatnio w Polsce nowych brzmień i nie podaje ich w oryginalny i autorski sposób. Jego najnowszy album „& The Complainers” to zbudowana na inspiracji utworami Prince’a, Davida Byrne’a, Depeche Mode, Briana Eno, absolutnie porywająca mozaika dźwięków nieoczywistych. Tak, jak inni artyści wykorzystują sample, tak The Complainer kreatywnie przekształca brzmienia wspomnianych artystów do własnych poszukiwań. Efekt: czystej wody elektro-pop z niezwykłą osobowością artystyczną. Czynnikiem integracyjnym na festiwalu będzie impreza towarzysząca – przegląd polskich produkcji demoscenowych. Demoscena działa na zasadzie przyjacielskiej kolaboracji i łączy twórców sztuki cyfrowej – programistów, grafików, muzyków. Od początku lat 80. grupa zapaleńców-pasjonatów zmusza sprzęt komputerowy do wykonywania czynności, które zadziwiają nawet jego konstruktorów. Powstają dzięki temu niesamowite animacje graficzne, wzbogacone o elementy muzyczne. Kolejną imprezą towarzyszącą będą warsztaty Ableton Live. Lista artystów wciąż nie jest zamknięta, co wróży jak najlepiej temu i tak naładowanemu atrakcjami festiwalowi. muzyka • lato 2007 •

| 31


muzyka•

Pewne rzeczy pozostają niezmienne. Słońce wstaje na wschodzie, po nocy nastaje ranek, a co kilka lat Rolling Stones wyruszają w ostatnią trasę w swojej karierze. t: Marceli Szpak, f: Emi Music

ROLLING STONES cYRK TOTALNY

G

25.07 godz. 20 Warszawa, Tor Wyścigów Konnych Służewiec bilety 160-1015 zł www.vivaart.com.pl www.rollingstones.com

oście, którzy nie bali się prawie pięćdziesiąt lat temu występować pod nazwą Little Boy Blue And The Blue Boys, co kilka lat odkrywają, że miliony dolarów, które zarobili przez ten cały czas grania muzyki, nie wystarczą na spokojną starość i ruszają, by dorzucić trochę dodatkowych pieniędzy do swoich funduszy emerytalnych. I chwała im za to, przynajmniej raz na jakiś czas jest okazja zobaczyć, jak wygląda rock’n’roll w formie czystej, kanonicznej i ikonicznej. Można powiedzieć, że to odcinanie kuponów, skok na kasę i próba wyciśnięcia ostatniego grosza z własnej sławy. Jak najbardziej. Co nie zmienia faktu, że na każdym koncercie Stonesów widać ogromny szacunek dla odbiorców. Zespół, którego członkowie śmiało już mogliby robić za najstarszych lokatorów domów spokojnej starości, nie oszczędza się nawet przez chwilę, pokazując światu, czym tak naprawdę jest „The Great Rock’n’Roll Circus”. Koncert Stonesów to przede wszystkim widowisko totalne, atakujące jednocześnie większość zmysłów. Nie oszczędza się na niczym, by nawet widzom z ostatnich rzędów stadionu zapewnić doskonały odbiór. Olbrzy-

32 |

• lato 2007 • film

mie telebimy, feeria świateł i sztucznych ogni, no i oczywiście ogłuszająca ściana dźwięku, a także szalejący po scenie Jagger, który może zapasem energii wpędzić w kompleksy niejednego dwudziestolatka. Po prostu wszystko, czego można chcieć od zespołu, który dzięki swoim wiernym słuchaczom stał się największą muzyczną fabryką świata. Jagger i spółka na żywo pozwalają zapomnieć, że od dobrych dwudziestu lat nie nagrali żadnej dobrej płyty, że ich sława opiera się na dokonaniach sprzed lat czterdziestu, że dziś pojawiają się głównie w kontekście kolejnych skandali z udziałem Richardsa czy operacji plastycznych Jaggera. Jednak w chwili, gdy ze sceny płyną pierwsze takty „Paint It Black”, „Satisfaction” czy „Sympathy For The Devil”, to wszystko przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie widzimy wtedy zblazowanych milionerów, dziadków, którym zamarzył się powrót do szaleństw lat młodości, tylko perfekcyjną maszynę do wydobywania dźwięków, ludzi, którzy stoją za jedną z największych muzycznych rewolucji ostatniego wieku. Zaczynamy rozumieć, dlaczego nasi praprzodkowie

zapuszczali długie włosy, brali w ręce gitary i postanawiali olać regularną pracę na rzecz kariery w rockowych zespołach. Stonesi wytworzyli pewien kulturowy wzorzec, który rozprzestrzenił się po całym świecie. Oczywiście, można do tego zjawiska podejść w sposób cyniczny, czyli uznać, że emeryci grają dla emerytów muzykę, której termin przydatności do spożycia minął ze trzy dekady temu i nie będzie to myślenie pozbawione podstaw. Traci się jednak wtedy spory kawałek ważnej dla świata historii, przestaje się rozumieć źródła dzisiejszej popularności takich zjawisk, jak Franz Ferdinand czy The White Stripes. To właśnie kariera Stonesów otwarła nowe ścieżki w kulturze, pokazała nowe wzory zachowań i możliwości zrobienia kariery i kasy na robieniu tego, co się lubi. Warto zobaczyć ich na żywo, nawet jeśli całkiem słusznie uznajemy, że rock’n’roll to muzyka dla zgredów i panów z brzuszkiem wygodnie rozpartych za biurkami. Tak, jak choć raz w życiu warto zobaczyć Mona Lisę czy wypić butelkę absyntu. Rzadko po prostu nadarza się okazja do tak bezpośredniego kontaktu z Historią.


muzyka•

Mysłowicki Off Festival wyróżnia się podejściem w doborze artystów, penetrując alternatywne obszary muzyki z całego świata. Nie jest to jednak impreza skierowana tylko do wąskiego grona odbiorców, o czym będziemy mogli się przekonać osobiście już wkrótce. t: Adrian Chorębała, f: Boom Pam

OFF FESTIVAL kurs na off C

Sytuacja z polskimi wykonawcami jest zupełnie inna niż z zagranicznymi. Wśród zapowiadanych twórców z naszego kraju znajduje się bowiem sama śmietanka. Na wielkie wydarzenie zapowiada się koncert Nosowskiej. Jej tegoroczna płyta „UniSexBlues” to majstersztyk literacko-muzyczny. Współautorem tego sukcesu jest Marcin Macuk z Pogodno. Należy się więc nastawić na kosmiczne doznania. Kolejnym pewniakiem wydaje się Ścianka, szczególnie, że ich ostatnia EP-ka „Secret Sister” odkrywa ten zespół po przejściach z zupełnie innej, retro-jazzowej strony. Na Offie zagrają także ulubieńcy BBC – Kapela Ze Wsi Warszawa. Jeśli uważasz, że muzyka o korzeniach ludowych to „cepelia”, po ich występie z pewnością zmienisz zdanie. Z artystów, którzy potwierdzili przybycie, będzie można zobaczyć supergrupę Bassisters Orchestra (w składzie m.in. Fisz, Emade, Mikołaj Trzaska,

BOOM PAM

Macio Moretti), legendę polskiego undergroundu – Brygadę Kryzys i cztery młode zespoły wyselekcjonowane skrupulatnie w specjalnym plebiscycie przez profesjonalne jury i przez publiczność. Nowością w 2. edycji Off Festivalu jest spora dawka działań i prezentacji z obszaru sztuki współczesnej. Jak zapowiadają organizatorzy: „Prezentowane dzieła z zakresu sztuki współczesnej ukażą ciekawy wymiar śląskiej tożsamości. To, w jaki sposób widzą ten specyficzny kontekst sztuki artyści, zostanie przetworzone w ich pracach, pokaże, czym różni się nasze wyobrażenie o tym, jak Śląsk jest postrzegany, od tego, jak de facto wygląda to postrzeganie”. W programie sporo rarytasów. Warto zwrócić uwagę na pierwszy w Polsce przegląd filmów Wilhelma Sasnala – najpopularniejszego i najbardziej cenionego obecnie na świecie polskiego malarza młodego pokolenia. Jak wiadomo, Wilhelm jest wielkim fanem muzyki. Nie dziwi więc, że część jego prac ulegnie reinterpretacji przy użyciu muzyki. Poza Sasnalem po Mysłowicach będzie krążyć m.in. mobilna instalacja Yapper autorstwa Tomasza Bajera, Andrzeja Dudka-Durera oraz Jerzego Kosałki, architekci będą kolaborować ze streetartowcami, powstanie mural autorstwa Edwarda Dwurnika, tymczasowo przeniesie się do Mysłowic legendarny klub Chłodna 25. muzyka • lato 2007 •

17-19.08 Mysłowice, Kąpielisko Słupna www.off-festival.pl www.myspace.com/offfestival

zterej zagraniczni goście, ujawnieni dotychczas przez organizatorów, to: Radian, Boom Pam, Electrelane i Low Frequency In Stereo. Ręka do góry, kto kojarzy ich dokonania? Nie znacie, uwierzcie więc gustowi Artura Rojka. W tym roku pozycje spoza Polski są bardziej wysmakowane i mają bardzo różnorodne brzmienie. Najbardziej egzotyczni wydają się Boom Pam – łobuzy z Izraela. Ich muzyka to hedonistyczna piguła złożona z folku, soczystej etno-energii, klezmerskiego rytmu, tanecznego drygu i solidnego rocka. Low Frequency In Stereo to reprezentanci Norwegii. Psychodeliczna wizja muzyki z krainy fiordów oparta jest na gitarowej melancholii, rozmytych pejzażach i post-rockowym marzycielstwie. Potrafią też zdrowo przyłoić. Muzyka wiedeńskiego zespołu Radian to elektronika w stylu noir. Do ambientowego brzmienia dochodzi rockowe instrumentarium. Pewną rekomendacją może być to, że ich płytę wyprodukował muzyk z Tortoise. Z Wielkiej Brytanii (po występach na duńskim Roskilde oraz koncertach w Szwajcarii i Barcelonie) przylecą cztery dziewczyny, które schowały się pod nazwą Electrelane. Dziewczyński kwartet czerpie garściami z dokonań klasyki gitarowego grania.

| 33


teatr•

Trudno jest pisać o poznańskiej Malcie, nie popełniając banału. Ten festiwal wybuchł szesnaście lat temu z czystej radości, że „już można”, w czasach, gdy teatr uliczny był dla polskiej kultury czymś organicznym. Poczucie, że jakoś dało się przetrwać poprzedni system dzięki bibułowym wydawnictwom i alternatywnym przedstawieniom pokątnie wystawianym w kościołach, dawało festiwalowi niesamowitą energię. Dlatego przez długi czas Malta razem z toruńskim Kontaktem były najważniejszymi imprezami teatralnymi w kraju. t: Pola Sobaś, f: Roman Lipigórski/ Teatr Polski w Poznaniu

MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TEATRALNY MALTA Maltański mix W

Festiwal Malta: 23.06-1.07, Poznań bilety 10-35 zł koncert Sinéad O’Connor w ramach festiwalu 16.07 godz. 21.00 teren MTP bilety 50-100 zł www.malta-festival.pl

miarę jak zmieniała się – i co tu dużo mówić, słabła – rola teatru ulicznego, ewoluował też festiwal. Stan na dzień dzisiejszy to formuła złożona z melanżu ciekawych propozycji tanecznych z solidną teoretyczną nadbudową, konkursu dla młodych grup teatralnych, kilku nowych spektakli z niezawodnego poznańskiego zagłębia alternatywnego z lekką nutką teatru instytucjonalnego (tu czapki z głów przed zaskakująco dobrymi propozycjami Teatru Polskiego) oraz warsztaty prowadzone przez absolutnych klasyków, czyli The Living Theatre, na okrasę. Plus, oczywiście, fenomenalny bonus muzyczny. Zabawne, że wielkie maltańskie koncerty zawsze szły w poprzek trendów, po czym okazywało się, że to trendy jakoś naginają się do nich. To w Poznaniu odbył się jeden z pierwszych polskich koncertów Gorana Bregovića, gdy nikomu jeszcze nie śnił się bałkański szał, tam grał Buena Vista Social Club, tam też zabrzmiała muzyka Philipa Glassa. W tym roku nad Jeziorem Maltańskim zaśpiewa Sinéad O’Connor. Trudno sobie wyobrazić artystkę, która do założeń festiwalu pasowałaby lepiej. Niepokorna, doświadczona, niezależna. W masowej świadomości na zawsze pozostanie zbuntowaną Irlandką, która publicznie podarła zdjęcie papieża i wyznała, że katolicyzm zniszczył jej dzieciństwo i ewentualnie śliczną, choć wygoloną na zero dziewczyną, śpiewającą do muzyki Prince’a o tym, że nic nie może się równać z mężczyzną, który ją opuścił. Dla fanów jest jednak przede wszystkim autorką jednego z najpiękniejszych albumów o macierzyństwie w historii muzyki popularnej. Po stworzeniu czegoś tak mocnego i bezpośredniego jak „Universal Mother” każdy artysta miałby moralne prawo już nic więcej nie robić i spokojnie umrzeć jako osoba spełniona. Sinéad O’Connor nigdy by sobie jednak

34 |

• lato 2007 • teatr

„AMATORKI”, REŻ. EMILIA SADOWSKA

na coś takiego nie pozwoliła. Dwadzieścia lat jej kariery to ciąg kontrowersyjnych osobistych decyzji, wielokrotne obwieszczanie końca pracy twórczej, dziesiątki naiwnych apeli do mediów, no i przede wszystkim jedenaście pięknych, niejednorodnych i poruszających płyt, do których 18 czerwca dołączy dwunasta pod tytułem „Theology”. Sinéad nigdy nie zdarzyło się wydać krążka bez powodu. Nawet na początku swojej kariery, jako nieopierzona dwudziestolatka doskonale wiedziała, co ma do powiedzenia na „Lion And The Cobra”, a trzy lata później na „I Don’t Want What I Haven’t Got”. Z czasem ten prąd ulega wzmocnieniu. To już coś więcej niż muzyka. To esej o nieodpartym stylu. Bardzo klarowne

i bezkompromisowe wyrażenie poglądów na kwestie polityczne i historyczne przeplata się w nim z poetyczną intymnością – przepiękną opowieścią o dniu, w którym wokalistka stała się matką i sierotą, nieomal mityczną historią o trójce dzieci porzucających dom, powrotem do najprostszych form muzycznych. Na ścieżce Sinéad jakoś zmieściła się też czwórka dzieci, dwa rozbite małżeństwa, publiczna deklaracja lesbianizmu odwołana kilka miesięcy później, bunt przeciwko zinstytucjonalizowanej religii, ale też porażka na drodze do indywidualnego duchowego oświecenia. Jej nowy dwupłytowy album będzie poświęcony rozważaniom na temat tragedii World


teatr•

Trade Center i jej konsekwencjach. Jak zwykle jednocześnie publiczny i prywatny. Jak zwykle aktualny. Jak zwykle dopełniony coverami, po których przesłuchaniu wydaje się, że te piosenki powstały specjalnie dla niej. Koncert Sinéad będzie z pewnością idealnym uzupełnieniem niezwykle ciekawych wydarzeń teatralnych. O tym, że na Malcie po pierwsze trzeba „zaliczyć” przedstawienia Studium Teatralnego i Cókierka nadmienię tylko dla porządku. Studium Teatralne w niesamowity sposób opisuje to, co najbardziej podstawowe i podskórne: poszukiwanie sensu, pragnienie bycia razem, wszelkie lęki. Na Maltę przywiezie swoje ostanie przedstawienie – „Krucjatę dziecięcą”. Ten spektakl powstał z połączenia „postgrotowskiej” wrażliwości zespołu, inspiracji tekstami Jerzego Andrzejewskiego i Marcela Schwoba oraz pomysłów Pawła Passiniego, młodego reżysera, znanego głównie dzięki ciekawej, do cna warszawskiej realizacji „Alicji w krainie czarów” oraz wrocławskiego spektaklu „Amszel Kafka”. Oczywistością jest też obecność obowiązkowa na ostatnich dokonaniach Teatru Porywacze Ciał, „Mannie” i „Ounie” oraz przedpremierowym pokazie spektaklu „Doktor F, czyli 777” Teatru Usta Usta. Miłym zaskoczeniem jest natomiast spektakl Teatru Polskiego w Poznaniu „Amatorki”. Reżyserka Emilia Sadowska koncertowo poradziła sobie z oporem tekstu Elfriede Jelinek. Jej interpretacja genialnie uwypukla klarowność powieści. Wszystko jest w tym spektaklu oparte na wypaczonej symetrii. Na scenie pękniętej wzdłuż skośnej linii dwie pary opowiadają dwie rzekomo miłosne historie. Jelinek pisała je bez litości. „Amatorki” to tekst zimny, brutalny, bezpardonowy. Z obu historii autorka zostawiła wyłącznie jądro – pełną determinacji kobiecą walkę o przetrwanie, którą przywykliśmy nazywać zalotami. Jedna z kobiet tę walkę wygrywa, druga nie. Jedna wobec tego będzie nazywana żoną i matką, a druga dziwką. Do Teatru Polskiego warto jeszcze zajrzeć dla trzech innych spektakli. Po pierwsze dla „Mewy” w reżyserii Pawła Szkotaka ze współczesnym opracowaniem tekstu Martina Crimpa i scenografią genialnego Jana Políwki. Po drugie dla „Krawca”, który w interpretacji Artura Tyszkiewicza jest historią o gotowych na wszystko „fashion victims” (nie na darmo kostiumy projektował Maciej Zień). I wreszcie po trzecie dla „Dogrywki” – sprawnie poprowadzonej sztuki o nieudanych podziękowaniach za pomoc w ucieczce przed konsekwencjami wydarzeń z 1956 roku na Węgrzech. Jeśli szukać do tej historii jakiejś polskiej analogii,

to chyba najbliższym jej krewnym będzie „Norymberga” Wojciecha Tomczyka, bo i tam stawia się tezę, że wciąż nieświadomie płacimy długi wdzięczności zaciągnięte w poprzednim systemie, lecz na poziomie świadomości nigdy sobie z nimi nie poradzimy. W tym roku ogromne znaczenie mają projekty taneczne, głównie za sprawą leciwej, lecz niezaprzeczalnej gwiazdy Yvonne Rainer. Jej biografia artystyczna to kawał najnowszej historii tańca. Uczennica Marthy Graham i Merce’a Cunninghama, założycielka Jud-

son Dance Theater, znana na całym świecie choreografka, a wreszcie reżyserka fascynujących, afabularnych produkcji. Na maltańskim festiwalu będzie można bezpłatnie posłuchać jej wykładu pt. „Out Of The Corner Of 60’s”, obejrzeć jej filmy i dokumenty na temat jej pracy. Oprócz tego zobaczymy spektakle takich tancerzy, jak Michael Schumacher, Eszter Salamon, Philippe Blanchard czy Andre Gingras, a dodatkowym smakołykiem dla wielbicieli teatru tańca na pewno będzie premiera specjalnie przygotowanej na festiwal „Apokalypsy” Polskiego Teatru Tańca.

teatr • lato 2007 •

| 35


TARWATER muzyka

WROCŁAW NON STOP muzyka

NAPÓJ MIŁOSNY teatr

RAGAZZO DELL’EUROPA teatr

będzie reżyserował spektakl w TR Warszawa stała się wiadomością sezonu. Trwają ostatnie przygotowania do „Ragazzo dell’Europa”, czyli scenicznej adaptacji dwóch dramatów Pollescha: „Cappuccetto Rosso” (czyli „Czerwonego kapturka”) i „Pabla w markecie Plusa”. Praca z tym reżyserem jest szczególnie intensywna, bo to na scenie rodzi się koncepcja na przedstawienie i to tam na nowo

miłosny. Naturalnie jest to tylko butelka kiepskiego wina, po której świat wydaje się być pełen nieskończonych możliwości. No może nie do końca nieskończonych, bo Adina zaczyna flirtować z niejakim sierżantem Belcorem. Aby kupić kolejną butelkę specyfiku, Nemorino zaciąga się do wojska. Tymczasem we wsi rozchodzi się wiadomość, że nasz bohater dostał obfity spadek. Dla dziew-

dzie nie ginie, czyli niezmordowany i ciągle w formie Lech Janerka. Kolejnymi gwiazdorami będą mistrzowie coverów w stylu latino, czyli Senor Coconut & His Orchestra feat. Argenis Brito. Mistrz pastiszu połączy w jedno elektronikę i południowoamerykańskie rytmy. Można się założyć o wiele, że rozruszają prawie każdego ponuraka. Mało? Przed nimi silny skład polskiego undergroundu: Dezerter, Izrael,

Jej polska edycja (wydana przez Gustaff Records) zawiera jeden utwór więcej niż edycja niemiecka. Co więcej, na koncercie będzie można nabyć ją w jeszcze bardziej unikatowej, limitowanej do 100 egzemplarzy, sygnowanej edycji w nietypowej okładce, zawierającej dodatkowo kod pozwalający na pobranie jeszcze jednego, dodatkowego, nowego utworu! /WMSZ

Dramaty René Pollescha są mocne, polityczne i otwarte. Właśnie dlatego stanowią dobrą bazę dla jego przedstawień zawsze przekraczających język. Sekwencje odrealnionych, wykrzykiwanych monologów przeplatają się w nich z absurdem pantomimicznych scenek w konwencji zapętlonego teledysku. „Montaż” ma zwykle prędkość zawrotną, nie brakuje zbliżeń. Informacja o tym, że Pollesch

Ci, którzy podejrzewali, że kiedy Opera Dolnośląska znów będzie dysponować pięknie odrestaurowaną siedzibą, zarzuci plenerowe megaprodukcje, dawno już odetchnęli z ulgą. Najbliższa z nich, „Napój miłosny”, będzie po prostu palce lizać. Fabuła jest leciutka i dowcipna. Nemorino usychający z miłości do urodziwej Adiny wszystkie swoje pieniądze wydaje u szarlatana na rzekomy napój

Od 22 czerwca do 1 lipca w najszybciej i najefektowniej rozwijającym się kulturalnie mieście Polski trwać będzie obfity w atrakcje festiwal Wrocław Non Stop. Gwiazdą numer jeden tego przedsięwzięcia jest Iggy Pop, który po 30 latach powrócił do swej brudnej roboty, czyli zespołu The Stooges. „Punk not dead”, czy ktoś ma jeszcze wątpliwości? Przed Iggym wystąpi polski przykład, że duch w naro-

Berliński duet Tarwater po raz kolejny odwiedzi Polskę, tym razem na trzy koncerty: w Koszalinie, Gdańsku i Wrocławiu. Ronald Lippok i Bernd Jestram tworzą muzykę określaną mianem postrocka, która tak naprawdę nie poddaje się próbom zaszufladkowania. Zespół, który ma w Polsce spore grono fanów, będzie promować swoją najnowszą płytę „Spider Smile”.

Gaetano Donizetti „Napój miłosny”, reż. Michał Znaniecki premiera: 15-17.06 i 22-24.06, godz. 21, Opera Wrocławska, Wrocław bilety 8-120 zł www.opera.wroclaw.pl

René Pollesch „Ragazzo dell’Europa” reż. René Pollesch najbliższe spektakle: 14-17.06, Warszawa, TR Warszawa, bilety 25-70 zł www.trwarszawa.pl

21.06 Koszalin, MOK 22.06 Gdańsk, Żak, bilety 10-25 zł 23.06 Wrocław, Firlej, bilety 10-15 zł www.gusstaff.com/live.html

a także młodziaki stanowiące nadzie- 22.06-1.07 ję polskiej muzyki, czyli Muchy. Muzy- Wrocław ka to tylko przysłowiowy wierzchołek www.wroclawnostop.pl góry lodowej wszelkich rozmaitości, które zdarzą się we Wrocławiu, samo wymienianie zajęłoby zbyt dużo miejsca. Kto chce więcej, zapraszamy na stronę. /ADRA

cząt nie jest to bez znaczenia, więc chłopak zaczyna mieć powodzenie, że tylko pozazdrościć. Do tego Adina dowiaduje się o jego poświęceniu i odtąd już żyją długo i szczęśliwie, zresztą nie tylko oni, bo szarlatan ma odtąd niesamowity popyt na osławiony miłosny napój. No po prostu pycha, nieprawdaż? /POLA

jest pisany tekst. Właściwie cały materiał na sztukę jest posklejany z cytatów. Wśród nich znalazła się m.in. „Stawka większa niż życie”. Niech rewolucja postdramatyczna trwa! /POLA

notes•


notes • lato 2007 •

| 37

GEORGE MICHAEL muzyka

BRAVE FESTIVAL teatr

mantyczne spojrzenie skierowane było bardziej do chłopaków. Gejowski „coming out” nie zniszczył kariery Georga. Wyzwolony z udawania artysta nagrywa płyty rzadko, ale każda jest wydarzeniem. Trudno znaleźć nieudaną propozycję wśród jego siedmiu płyt (oprócz debiutu: „Listen Without Prejudice”, 1990 r., „Older”, 1996 r., „Songs For The Last Century”, 1999 r., „Patience”, 2004 r.) oraz dwie kompilacje o charakterze „the best of”. Drugą z nich jest jego

Lata 80. w muzyce pop minęły pod znakiem megagwiazd: Michael Jackson, Madonna, Whitney Houston. W 1987 roku po sukcesie Wham do tego grona rodem z „Top Of The Pops” dołączył George Michael, zaczynając solową karierę bestsellerową płytą „Faith”. Jest on także autorem jednego z większych szwindli w dziejach pop-kultury. Kreowany na symbol seksu stał się idolem wielu nastolatek, po latach okazało się jednak, że to jego ro-

MATERIAL/ MEDESKI, SCOFIELD, MARTIN & WOOD muzyka

„brave” i dopięła swego. Już trzeci raz będziemy mogli posłuchać przepięknych głosów szkolonych i nieszkolonych na wszelkie możliwe sposoby i zobaczyć, co ma do zaoferowania teatr w swojej najczystszej postaci. W tym roku m.in.: tańce rytualne australijskich plemion, inscenizacje eposów z Kirgystanu, eskesta, czyli tradycyjny taniec Żydów z Etiopii, sekretne pieśni plemienia Bunun z Tajwanu,

inkarnacja legendarnej, działającej w zmiennych składach już od 1979 roku grupy Material. Bill Laswell, który w kolejnych odsłonach grupy zdołał skupić wokół siebie muzyków i artystów tak różnych i tak wybitnych, jak Sonny Sharrock, Fred Frith, Herbie Hancock czy nawet William Borroughs, przecierał z Material nowe szlaki, tworząc eklektyczną muzykę, podszytą funkiem, jazzem i etnicznym tran-

To będzie niesamowity wieczór! W ramach Warsaw Summer Jazz Days jednego wieczoru zobaczymy dwa wspaniałe koncerty. Trio Medeski, Martin & Wood wzmocnione o gitarę Johna Scofielda poruszy każdego superenergetyczną mieszanką jazzu, funku, hip-hopu, rocka i bluesa. Kto już kiedyś widział ich na koncercie, wie, że tej okazji nie można przegapić. Jakby tego było mało, zagra jeszcze najnowsza

AALTRA film

Świat byłby cudownym miejscem, gdyby takich inicjatyw, jak Brave Festival było więcej. Jak organizatorom się to udało? Nikt nie krzyknął, że kultura ludowa i teatr źródeł są niszowe? Że pewnie drogo, bo trzeba będzie ściągać zespoły z różnych miejsc zapomnianych przez Boga i ludzi? Że może lepiej Rubika? Nawet jeśli tak, to widocznie ekipa Anny Lewandowicz i Grzegorza Brala była wyjątkowo

nienawidzą. Pewnego dnia dają upust swoim uczuciom i wdają się w fatalną w skutkach bójkę, w której niemałą rolę odgrywa maszyna rolnicza fińskiej firmy Aaltra. Sparaliżowani od pasa w dół spotykają się ponownie na dworcu kolejowym. Jeden postanawia zdobyć odszkodowanie i udać się do Finlandii, drugi chce jechać na wyścigi motocyklowe. Ale los bywa złośliwy i panowie

Dziwny to film i dziwni bohaterowie. Niełatwo wsunąć go w gatunkową szufladkę. Zaprawiony czarnym humorem film drogi, trochę zabawny, trochę straszny, a już na pewno niepoprawny politycznie – spodoba się wszystkim miłośnikom absurdalnych pomysłów. Bohaterowie „Aaltry”, mieszkańcy belgijskiej mieściny Ben i Gus są sąsiadami, którzy – nie owijajmy w bawełnę – szczerze się

no i oczywiście ostatnie spektakle gospodarzy, czyli Teatru Pieśń Kozła „Kroniki – obyczaje lamentacyjne” i „Lacrimosa”. /POLA

ostatni album „Twenty Five”, wydany z okazji ćwierćwiecza kariery. Oprócz zbioru największych hitów George’a zarówno solo, jak i z okresu Wham, znajdują się na niej także niepublikowane rarytasy, kompozycje z nieregularnych płyt oraz „covery”. Można podejrzewać, że piosenkarz promując ten album w zasadzie już ma publiczność po swojej stronie, kto bowiem nie chciałby posłuchać na żywo przebojów ze swojego dzieciństwa lub młodości? /ADRA

sem. Od lat zespół nie nagrał nowego materiału, jednak koncertowy skład z takimi osobowościami, jak Bernie Worrell, Nils Petter Molvaer i Hamid Drake zapowiada wielkie emocje! /WMSZ

– okradzeni i upokorzeni – muszą podróżować razem. Ich celem jest Finlandia i feralna firma Aaltra. Jadą więc. Autostopem, na przyczepie, na gapę, po drodze coraz lepiej się rozumiejąc, coraz lepiej przystosowując się do życia i coraz bardziej się ze sobą przyjaźniąc. /ASIAM

7-14.07 Wrocław bilety i karnety 5-185 zł www.bravefestival.pl na zdjęciu: Stari Koni

11.07 godz. 18.30 Warszawa, Służewiec bilety 180-300 zł www.georgemichael.com www.alterart.pl

11.07 godz. 20 Warszawa, Torwar bilety 60-180 zł www.mmw.net www.adamiakjazz.pl

„Aaltra”, reż. Benoît Delépine, Francja, Belgia 2004 premiera: 6.07, dystrybucja: ArtHouse www.vivarto.pl


JAROCIN FESTIWAL muzyka

GRINDHOUSE VOL. 1. DEATH PROOF film

ORNETTE COLEMAN QUARTET muzyka

NATALIE COLE muzyka

znajdując swoje miejsce gdzieś na styku r&b, soulu, jazzu, z wycieczkami w stronę popu. Wielokrotnie jej piosenki znajdowały się na listach przebojów, zdobyła też wiele nagród, w tym Grammy, ale przede wszystkim pozyskała sobie uznanie niezliczonych fanów. Niedawno ugruntowała je dwudziestą autorską płytą „Leavin’”. Warszawski koncert zapewne usatysfakcjonuje zarówno jej

że zmienił historię muzyki. Jego prorocza wizja wolnej od formalnych ograniczeń, totalnej improwizacji, w latach sześćdziesiątych raz na zawsze zmieniła oblicze jazzu. Coleman zapewnił sobie miejsce w jednym szeregu z takimi herosami, jak Miles Davis, John Coltrane czy Charles Mingus, a tytuł jego płyty „Free Jazz” stał się nazwą jednego z najważniejszych, rewolucyjnych nurtów w muzy-

Mike, facet w typie „wrednego typa”, który ma bliznę na twarzy i bardzo złe zamiary. Zamiary, które niestety na naszych oczach wprowadzi w życie. Ale i Kaskadera Mike’a dogoni kiedyś (dosłownie i w przenośni) przeznaczenie w osobach trzech zupełnie innych dziewczyn… Jest w tym filmie wszystko, co kochamy u Tarantino: dystans, ironia i kpina z przyzwyczajeń kinomanów. Opowiedziane jest to po mistrzowsku, choć próż-

odbędą się 15. urodziny utrzymującej się na fali popularności i poszukującej nowych dróg muzycznych formacji Hey. Nosowska i spółka na swoje urodziny zaprosili: Myslovitz, Indios Bravos, Dezertera, Pogodno, Negatyw i Zuzuli. Sami jubilaci przygotowują specjalny program z tej okazji. Drugiego dnia natomiast (21.07) w Jarocinie zapanuje reggae w różnych odmianach i z domieszką rocka i ska. Zagrają: Izrael, Gedeon Jerubbaal & Inity Dub Mission, Power Of Trinity i

Występ Natalie Cole, jedna z kilku znaczących imprez tegorocznego Warsaw Summer Jazz Days, to propozycja dla miłośników lekkich lecz stylowych klimatów. Artystka, która od dziecka żyła w świecie muzyki (jest córką wielkiego Nat King Cole’a), debiutowała jako wokalistka już jako dziecko. Przez lata swojej kariery wykonywała zarówno własne kompozycje, jak i utwory wielu innych artystów,

Koncert kwartetu Ornette Colemana, który odbędzie się w ramach Warsaw Summer Jazz Days, bez wątpienia należy uznać za najważniejsze wydarzenie jazzowe w Polsce w tym roku. Cokolwiek by napisać o Colemanie, nie odda to w pełni jego znaczenia. Jest geniuszem, jednym z niewielu w historii jazzu, a prawdopodobnie ostatnim żyjącym, o którym można bez wahania powiedzieć,

Nowy film Quentina Tarantino to w przenośni i dosłownie czadowa jazda bez trzymanki. Fabuła jest banalna. Trzy dziewczyny – DJ Jugle Julia i jej dwie przyjaciółki – wybierają się do obskurnego baru na pustkowiu. Cel jest oczywisty: chcą się tylko nieźle zabawić, no i może trochę pogadać o życiu, zwłaszcza że lepka knajpiana atmosfera i obecność w epizodzie samego Tarantino sprzyja dziwnym wyznaniom. Ich tropem podąża Kaskader

Wydawałby się, że Jarocin jako festiwal nie ma prawa bytu w nowych realiach. Tegoroczna edycja zaskoczy wszystkich malkontentów. Okazuje się, że można zaprezentować polską muzykę z pomysłem i fantazją. Nowa formuła w atrakcyjny sposób systematyzuje różne wątki i nadaje tej imprezie z tradycjami nowoczesną twarz. Dodatkową atrakcją będzie występ gwiazdy czyli francuskiej grupy Archive (na zdjęciu). Pierwszego dnia Jarocin Festiwalu 2007 (20.07)

Habakuk. Zestaw uzupełni występ legendarnego zespołu Tomka Budzyńskiego – Armia i kultowa w punkowych kręgach kapela Alians. Gospodarzem 3. dnia Jarocina (22.07) będzie Piotr Kaczkowski, znany z radiowej Trójki. Wystąpią więc zespoły, których utwory znalazły się na składance „MiniMax”: nowy projekt Kazika Staszewskiego (Buldog), Koledzy czyli duet Maleńczuk/ Waglewski oraz Archive. Tradycyjnie, jak za dawnych lat, odbędzie się również konkurs dla młodych zespołów. /ADRA

no by tu szukać zwartej fabuły czy niesamowitej intrygi. Świetna formalnie stylizacja na „zjechaną kopię” (która w polskich warunkach może być mylona z częstym zjawiskiem zużytej kopii), stylizacja na lata 70. i na amerykańskie kino klasy B i C, czyni z tego niezbyt wyrafinowanego filmiku rewelacyjne kino. Świetnie zagrany, dowcipny, a miejscami zaskakujący jest jedną wielką zabawą z widzami i krytykami. Choć brany serio jest oczywiście beznadziejny. /ASIAM

ce. Tymczasem Coleman rozwinął koncepcję harmolodyczną (jedność harmonii, rytmu i melodii), której pozostał wierny do dziś. Warszawski koncert będzie kolejnym krokiem na jego konsekwentnej drodze, ugruntowanej na wydanej niedawno płycie „Sound Grammar”. /WMSZ

fanów, jak i wszystkich miłośników współczesnej wokalistyki, mamy wszak do czynienia z artystką ze ścisłej światowej czołówki. /WMSZ

20-22.07 Jarocin bilety 24-49 zł www.jarocin-festiwal.com

„Grindhouse Vol. 1. Death Proof”, reż. Quentin Tarantino, USA 2007 premiera: 20.07, dystrybucja: Kino Świat www.kinoswiat.pl

18.07 godz. 20 Warszawa, Teatr Muzyczny Roma bilety 140-200 zł

16.07 godz. 20 Warszawa, Torwar bilety 100-250 zł www.nataliecole.com

notes•


notes • lato 2007 •

| 39

!!! (CHK CHK CHK) muzyka

FESTIWAL SZEKSPIROWSKi teatr

CZARNA DALIA film

SIMPSONOWIE film

Dramatycznego w Petersburgu, Lew Dodin. Dwa lata temu, gdy wraz z zespołem przyjechał do Warszawy pokazać „Wujaszka Wanię”, wywołał w Polsce sensację. Mało jest już scen, w których do tekstu podchodziłoby się z takim zaangażowaniem. Do dziś opowiada się o „Biesach” tego zespołu, których próba generalna trwała 24 godziny. Polskę reprezentować będzie „Komedia omyłek” Teatru

Najważniejszymi przedstawieniami tegorocznego Festiwalu Szekspirowskiego będą dwie realizację „Króla Leara”. Pierwszą z nich wyreżyserował Roberto Ciulli. W niemieckim Theater Am der Ruhr przygotował spektakl zimny, sterylny i wdzierający się pod powieki. Drugim artystą, który na warsztat wziął historię oszalałego ojca trzech córek, jest reżyser i dyrektor Małego Teatru

obowiązkowa. Zespół !!! tworzą: Nic Offer (śpiew), John Pugh (perkusja), Allan Wilson (instr. dęte i perkusyjne), Mario Andreoni (gitara), Tyler Pope (klawisze), Justin Van Der Volgen (bas, a także produkcja albumu) oraz Dan Gorman i Jerry Fuchs (instr. perkusyjne). Zespół !!! poza dobrze wyprodukowanymi płytami zyskał uznanie porywającymi występami live, supportując (na prośbę samego zespołu) Red Hot Chili Peppers. Zapowiada się koncert lata! /ADRA

Wybrzeże, „Kiss me Kate” Teatru Muzycznego z Gdyni i przeciekawy projekt „Gertruda” niezależnego Teatru Stajnia Pegaza. Założeniem tego spektaklu jest uniwersalność związku, jaki łączy Hamleta i jego matkę. Ta uniwersalność pozwala na nielinearne zestawienie fragmentów dramatu, ale i innych tekstów włączonych do spektaklu. /POLA

nia do wizualnej strony filmu i z umiejętności tworzenia wysublimowanych, ale szlachetnych stylizacji – ubrał wszystko w wyrafinowany kostium kina noir. Nastrój tworzony jest więc przez pięknie komponowane ujęcia, twórcze wykorzystanie koloru i dźwięku, mistrzowski (jak zwykle) montaż. A do tego dwie wybitne aktorki młodego pokolenia Hilary Swank i Scarlett Johansson. /ASIAM

niezbyt rozgarniętych bohaterów autorzy wyśmiewają wady i przywary przyklejonych do kanap, wiecznie wgapionych w telewizory i opychających się hamburgerami przedstawicieli zachodniej cywilizacji. Pełnometrażowy film o ich przygodach jest ukoronowaniem kariery Simpsonów. / ASIAM

14.08 Warszawa, Proxima bilety 55-65 zł www.klubproxima.com.pl chkchkchk.net

3-11.08 Gdańsk www.teatr-szekspir.gda.pl na zdjęciu: „ Król Lear”, reż. Lew Dodin

„Czarna Dalia”, reż. Brian De Palma, USA 2006 premiera 3.08, dystrybucja: Kino Świat www.kinoswiat.pl

„Simpsonowie – wersja kinowa” reż. David Silverman, USA 2007 premiera 3.08, dystrybucja: Imperial-Cinepix www.cinepix.com.pl

ZDJĘCIA: MATERIAŁY PRASOWE ORGANIZATORÓW, GUSTAFF RECORDS, VIVARTO, EMI MUSIC, STEFAN OKOŁOWICZ/TEATR ROZMAITOŚCI

USA, czyli Nowego Jorku. Ich sposób na wprawienie słuchacza w zachwyt to eklektyzm. !!! łączą w swojej twórczości takie brzmienia, jak m.in.: funk, house, dub, soul, disco czy rock. I co? Efekt równie piorunujący i wybuchowy, jak ich nazwa. Jeśli więc lubisz wibrujący rytm, ale także rockową energię, twojemu sercu nie są obce dźwięki Massive Attack oraz New Order, to obecność na tym koncercie powinna być dla Ciebie

w którą zostają wplątani przestępcy i politycy… Nikt nie może tu nikomu zaufać, nic nie jest stałe i pewne. Film powstał na podstawie świetnej powieści Jamesa Elloya (twórcy m.in. „Tajemnic Los Angeles”), który oparł ją na prawdziwych wydarzeniach, ale zamiast stworzyć literaturę faktu napisał fascynujący i trzymający w napięciu kryminał. Brian De Palma – znany ze swojego przywiąza-

Mroczny thriller, jak te z najlepszego okresu klasycznego kina amerykańskiego. Los Angeles, lata 40. Elizabeth Short, nazywana w przestępczym światku „Czarną Dalią” nieprzeciętnej urody gwiazda filmowa, zostaje w brutalny sposób zamordowana. Śledztwo prowadzą dwaj detektywi: Bucky Bleichert i Lee Blanchard, którzy krok po kroku rozwiązują niezwykle tajemniczą zagadkę,

Na ich nazwie potknie się każda wyszukiwarka, ale ich muzyka potrafi rozkręcić niejedną imprezę. !!! (czytaj: czk czk czk) 14 sierpnia wystąpią na jedynym koncercie w Polsce. Obok The Rapture wymieniani są jako najważniejsza grupa nowej fali dance-punka. Ich tegoroczna płyta „Myth Takes” dała natomiast początek nowej rewolucji tanecznej, czyli new rave. Jest ich ośmioro, pochodzą z najbardziej europejskiego miasta

nych bohaterów w Wielkiej Brytanii Simpsonowie bezapelacyjnie zdobyli pierwsze miejsce. Znani są na całym świecie, bo w krzywym zwierciadle tego serialu odbijają się przecież nie tylko Stany Zjednoczone. Od swojego powstania w 1987 roku Simpsonowie jawnie kpią z amerykańskich, a właściwie zachodnich i konsumpcyjnych świętości. Pod przykrywką głupawych historyjek o losach

Simpsonowie to fenomen. Chociaż wyglądają trochę jak przybysze z innej planety, to zachowują się jak bardzo przeciętna i niezbyt bogata rodzina z małego, prowincjonalnego, amerykańskiego miasteczka. Serial o ich nieciekawym życiu jest jedną z najdłużej emitowanych serii filmów rysunkowych na świecie (prawie 400 odcinków), nawet w badaniach na najpopularniejszych animowa-


net•

Namierzył i Opisał: Damian Vacha

Jesteśmy dumni, że możemy wykorzystywać swój cenny czas, aby znajdować dla Was najbardziej obciachowe filmy w necie. W każdym numerze odlotowa porcja specjalnie wyselekcjonowanych filmików z sieci!

ściągnij: FILMY SPIT ART Koncepcja DIY zawsze miała wielu fanów nie tylko wśród użytkowników serwisu YouTube. Jeśli chcesz zrobić coś niezwykłego, a brak Ci środków finansowych na realizację projektu, warto rzucić okiem na ten filmik. Okraszony melodramatyczną muzyką i nie pozbawiony nagłych (prawie jak u Hitchcocka) zmian akcji „Spit Art” pokazuje (dosłownie), że pomysły leżą na ulicy. http://www.youtube.com/watch?v=p2IoNygc-K0&feature=dir

DAVID HASSELHOFF EATS A BURGER WHILE DRUNK Nastrojowy, wręcz dramatyczny klip, nakręcony reportażowym stylem przez córkę sławnego ratownika Davida Hasselhoffa. Nic bardziej nie wzrusza, niż upadek gwiazdy, szczególnie tak nietuzinkowego formatu, jak raper Hassel the Hoff. Pomimo szczytnego zamierzenia, jakim być może była chęć odbicia się od alkoholowego dna tego drewnianego aktora, poważnie podejrzewam promocję nowego (już zresztą 8.) albumu tego znanego tylko w Niemczech plażowego piosenkarza. Swoją drogą David chyba wypalił się już artystycznie, bo ten 6-minutowy teledysk nie porywa. http://www.youtube.com/watch?v=BPYDOam_qec OUT NOW Zaczyna się ostro niczym solidna hollywoodzka produkcja. Podkład dźwiękowy z „Animatrixa” i czwórka młodych ludzi idących przez mrok. Robi się groźnie. A potem jest jeszcze lepiej. Właściwie filmik powinien mieć tytuł „Jak to się robi na Zachodzie”. Nasze rodzime grupy grafficiarzy mają dużo do nadrobienia w kwestii swojego publicity. Ale nie od dziś wiadomo, że jesteśmy 100 lat za Murzynami. Świetny montaż i podkład muzyczny, a dywagacje nad destrukcyjnym działaniem na umysły młodych ludzi tego typu wizualizacji zostawmy redaktorom z „Przekroju”. http://www.youtube.com/watch?v=jqPjBslRNV0

40 |

• lato 2007 • net

I HATE MY TELEVISION Coś dla fanów Beavisa & Buttheada i Anarchy In UK. W tym krótkim obrazie jest coś, co być może nie było do końca ideą przyświecającą twórcom, ale jak dla mnie blisko związaną z medium, jakim jest telewizja. Nie oszukujmy się, każdy z nas przynajmniej choć raz chciał zrobić to, co tych dwóch dowcipnisiów. http://www.youtube.com/watch?v=XS7lizNtZpU JEDEN Z DZIESIĘCIU Przeróbki sztandarowych produktów TVP to chyba już żelazna pozycja w serwisach wideo. Tym razem trafiło na Tadeusza Sznuka (czyli kolesia, który „puszcza bańki nosem”, jak go określił swego czasu Tymon Tymański) i jego cieszący się niesłabnącym zainteresowaniem teleturniej „Jeden z dziesięciu”. Być może nie warto by było zwrócić uwagi na następny klon sławnego Borewicza, ale jest parę innowacji w tym filmiku, nad którymi warto się pochylić. Po pierwsze użyty syntezator mowy Ivona (program głośnomówiący służący niewidomym do obsługi Windowsa) sprawia wrażenie, jakbyśmy słuchali lektora zapowiadającego kolejny przystanek tramwajowy. Po drugie spora dawka abstrakcyjnego humoru, jaki często ginie w takich przypadkach, przywalony niewybrednymi odniesieniami do seksualności bohaterów. Nie ukrywam, że momentami taka wersja Sznuka może doprowadzić do łez. Ze śmiechu czy rozpaczy – zdecydujcie już sami. http://www.youtube.com/watch?v=620y8CBjR8M


net•

Namierzył i Opisał: Bartek Hilszczański

Do pobrania, do posłuchania, do potańczenia!

ściągnij: MUZYKA UBU To nie jest zwykła strona internetowa, to jest prawdziwy uniwersytet! Jeśli macie ochotę na rzetelne studia z takich dziedzin, jak współczesny film, sztuka czy pisarstwo z najwyższej półki, to koniecznie zacznijcie swoje zaspokajanie głodu wiedzy wśród zbiorów Ubu. Baza danych jest po prostu gigantyczna – od eksperymentalnych filmów Johna Lennona i Yoko Ono, wszelkiej maści objawy geniuszu Cage’a, mniej znane filmy Greenawaya, aż do wszelkiej maści literatury i wielu, naprawdę wielu innych. Studia dla wielce ambitnych i wytrwałych cudownie satysfakcjonujące! http://www.ubu.com/

COMPOST RECORDS W muzyce, jak w ogrodnictwie, dobry kompost jest nieodzowny. Tej wytwórni z pewnością nie trzeba przedstawiać, istnieje na rynku już ładnych parę lat i to ona właściwie jest odpowiedzialna za nu jazzową rewolucyjną falę z początku wieku. Nie zatrzymali się jednak w miejscu i stale odświeżają swoją ofertę, udoskonalając coraz bardziej wszystkie swoje patenty na rozkręcanie parkietu. Wskoczcie do działu „Downloads”, a tam czeka na Was spora pigułka dźwięków m.in. Ben Mono, Jean Paul Bondy, Wagon Cookin czy Koop. http://www.compost-records.com/ CUT-ORGIA RECORDZ Jeśli ktokolwiek zasługuje na miano polskiego DJ Shadowa, to najbliżej tego jest Holdcut. Polski hip-hop też potrafi mieć ambitne oblicze,

ten młody DJ, producent i założyciel Cut-Orgia Recordz udowadnia to przy okazji każdej nowej pozycji w katalogu. Produkcje Holdcuta wyróżniają się na naszym rynku dojrzałością produkcji oraz świeżością pomysłów. Wśród swoich wielkich inspiracji oprócz Shadowa znajdziemy również ZTrip, Steinski czy Cut Chemist. Serce rośnie na fakt, że ktoś nad Wisłą w taki sposób myśli o dźwiękach. http://holdcut.cut-orgia.pl/ ROB HALL Przez najbliższy rok, co miesiąc do ściągnięcia będzie jeden świeżuteńki set Roba Halla, i w dodatku wszystko to za darmo. Co miesiąc plik będzie podmieniany na jeszcze świeższy zestaw, po starym zostanie jedynie wspomnienie w postaci playlisty. Świetny koncept i życzyć tylko wytrwałości. Jak na razie pierwszy

set bardzo elektryzująco-energetyzujący. Nic, tylko czekać na kolejne! Dla wszystkich fanów wytwórni Skam. http://www.rob-hall.co.uk/

JIMI TENOR Jimi Tenor to fiński multiinstrumentalista, który zdobył serca wielu swym bezpretensjonalnym podejściem do nagrywania muzyki. Prawdziwie szalone oblicze pokazuje zwłaszcza na koncertach, wtedy to korzysta z dziwacznego instrumentarium własnej produkcji czy ubiera wraz z całym zespołem mieniące się złotem pelerynki. Dlatego warto zassać z jego oficjalniej strony przynajmniej kilka koncertowych wersji jego utworów, którymi bardzo szczodrze się dzieli. http://www.jimitenor.com/downloads.html

net • lato 2007 •

| 41


net•

Namierzył i Opisał: Kordian Wesołowski

SHOZU W

szyscy fanatycy komórek z pewnością często mają problem z tym, jak przenieść zrobione telefonem zdjęcia lub filmy na komputer lub wręcz bezpośrednio na swoją stronę w sieci. Oczywiście istnieją różnego rodzaju kabelki do podłączania telefonu z komputerem, jednak jest to zwykle proces dość długotrwały i skomplikowany, a często po powrocie do domu po prostu nie chce nam się przenosić plików. Shozu to mała aplikacja na telefon, dzięki której bardzo łatwo opublikujemy zrobione komórką zdjęcie, nagrany film lub dźwięk na swoim blogu lub w innych serwisach (Flickr, YouTube, Picasa etc.). Shozu jest bezpłatne, lecz wymaga rejestracji w serwisie oraz instalacji i konfiguracji telefonu (nie działa na wszystkich modelach). Jedyny koszt, jaki ponosimy, to transfer danych za przesyłanie plików do Internetu (chyba, że mamy telefon, który korzysta z Wi-Fi). Dzięki tej poręcznej aplikacji każdy posiadacz telefonu niemal jednym przyciskiem może opublikować zrobione przed chwilą zdjęcie na swojej stronie internetowej i pokazać je

całemu światu. Aplikacja bez problemu współpracuje z serwisami typu Blogger lub Flickr, co znacznie przyspiesza proces publikacji zdjęć lub klipów wideo w Internecie. Shozu ułatwi życie nie tylko zawodowym bloggerom czy dziennikarzom, ale także zwykłym użytkownikom, którzy chcą po prostu podzielić się ze światem zdjęciami ze spaceru lub filmem z imprezy. Ale to nie wszystko! Dla posiadaczy niektórych modeli telefonu niezłym bajerem są tzw. ZuCasty. W dużym skrócie polega to na tym, że subskrybujemy sobie wybrane kanały, a program w odpowiednim czasie sam pobiera sobie przygotowane dla nas nagrania, zdjęcia lub klipy wideo. Nadawców ZuCastów jest na razie kilku, a tę usługę obsługują tylko najwyższe modele telefonów, jednak – jeśli telefon nam na to pozwala – warto zostać subskrybentem, aby zobaczyć, jak to cudo działa. Program można pobrać ze strony producenta: www.shozu.com

MOBILNE KODY KRESKOWE S

wego czasu niektórzy z nas mieli dość dziwaczne z dzisiejszej perspektywy hobby – zbieranie kodów kreskowych. Nikt nie wiedział po co ani dla kogo, ale miało to swój urok, bowiem kody kreskowe były bardzo rzadkie – jedyną szansą, by zobaczyć lub zdobyć kody kreskowe, były produkty z Pewexu lub z tzw. „paczek”. Były też ciekawe teorie, które upatrywały w tychże kodach znaków szatana. Cóż... minęło kilkanaście lat, do kodów kreskowych zdążyliśmy się przyzwyczaić, a tu powoli szykuje się kolejna rewolucja. Otóż coraz większą popularność zdobywają nowe rodzaje kodów kreskowych, zwane w zależności od dostawcy rozwiązania Semacode, Shotcode lub QR Code, a przeznaczone dla posiadaczy telefonów komórkowych. Każda z tych technologii ma podobne zastosowanie, lecz różni się wyglądem samych kodów i oprogramowaniem. Korzystając z którejkolwiek z nich możemy drukować unikalne kody, które zawierają w sobie całkiem sporych rozmiarów zakodowane informacje. Mogą to być np. linki do stron wapowych lub zakodowane treści, możliwe do

42 |

• lato 2007 • net

odczytania tylko dzięki specjalnemu oprogramowaniu. Co ciekawe, oprogramowanie do odczytywania tychże kodów można instalować na komórki posiadające aparaty fotograficzne, dzięki czemu komórka przekształca się w pełni interaktywne narzędzie do komunikacji. Zastosowań tej technologii jest bez liku. Kody tego typu są bardzo popularne w Japonii, gdzie stosuje się je niemal na każdym kroku (od reklam na billboardach, przez magazyny prasowe, po różnego rodzaju informatory i przewodniki). Ostatnio można je także zauważyć na rachunkach telefonicznych z TP, ale trudno stwierdzić jakie zawierają informacje. Semacode pozwala przeciętnemu użytkownikowi wykorzystać kody w dowolny sposób i to w dodatku za darmo, dzięki czemu może powstać wiele ciekawych inicjatyw. Kody umieszczać możemy np. na ogłoszeniach rozwieszanych po mieście, a które dzięki temu zawierają wygodny w użyciu link (dla posiadaczy komórek jest to spore ułatwienie, bowiem wpisywanie długiego linka w komórce jest dość żmudnym zadaniem). Jest też ciekawa inicjatywa opisywania zabytków

w wielu miastach lub innych ciekawych obiektów w świecie rzeczywistym. Projekt nosi nazwę Semapedia (www.semapedia.org) i polega na tym, że łączy się kody tworzone dla wybranych obiektów (np. zabytkowego zamku) z hasłami w internetowej encyklopedii, czyli Wikipedii (www.wikipedia.org). Więcej szczegółów oraz programy do pobrania na: www.semacode.org, www.shotcode.com oraz www.qrcode.com


PŁYTA

EL GAUCHO

MYTHS OF THE NEAR FUTURE

Tym razem recenzja klasyka komiksowego, w adekwatnej zresztą serii wydanego przez Egmont, wspólnego dzieła dwóch mistrzów europejskiego komiksu – Hugo Pratta i Milo Manary, zatytułowanego „El Gaucho”. Dostajemy do ręki komiksowy odpowiednik „Romea i Julii” umieszczony w realiach podboju Ameryki przez Anglików i Hiszpanów, na którym to historycznym i z drobiazgowością szczegółów odrysowanym tle przyjdzie nam obserwować historię nieszczęśliwej miłości. Do tego dochodzą zakrojone na szeroką skalę spiski polityczne, waśnie rodzinne i konflikty rasowe – tym samym dostajemy przyjemną lekturę na niezobowiązujące popołudnie. Klasyczność tej pozycji niestety wynika jedynie z doboru autorów, bo są to naprawdę wielkie nazwiska, jednak całość współpracy dała wynik w postaci dość sztampowej, przewidywalnej historyjki, w której logika nie ma za dużo do powiedzenia, a historia staje się jedynie okazją do pokazania kilku zgrabnych gołych kobiet, czego zresztą po Manarze można było się spodziewać i czego oczywiście nikt nie ma mu za złe. Jeśli macie więc ochotę zainwestować 70 złotych w komiks, który nic nie wnosi do rozwoju gatunku, ale też nie jest krańcowym gniotem o przygłupach w rajtuzach, to „El Gaucho” może być dobrym wyborem. /Marceli Szpak

Zaczęło się banalnie – „kolejne odkrycie new rave”, jak krzyczały nagłówki. I być może tych czterech chłopaków przepadłoby bez echa, jak wiele „utalentowanych” objawień brytyjskiej sceny muzycznej, gdyby nie fakt, że singiel „Atlantis To Interzone” został ogłoszony przez brytyjskie MTV2 za najlepszy singiel roku 2006. Ich debiutancki longplay „Myths Of The Near Future” wydany dwa miesiące temu skrywa fantastyczne piosenki. Rytmiczne, z tanecznymi melodiami. Gitarowe granie gęsto przeplatane elektroniką. Klaxons strzelają w słuchacza surową mieszanką ostrych, wręcz punkowych riffów, gryzących klawiszy i transowych loopów. Garażowe momentami aranżacje biją się z popowymi melodiami, tworząc naprawdę wyborną kompilację. Klaxons ma to „coś”, co sprawia, że noga sama zaczyna wystukiwać rytm. Grają muzykę, która absolutnie każe wstać z krzesła i tańczyć. /Damian Vacha Klaxons „Myths Of The Near Future”, Universal Music 2007 www.klaxons.net

Hugo Pratt, Milo Manara „El Gaucho”, Wydawnictwo Egmont 2007 www.egmont.pl

PŁYTA & THE COMPLAINERS Wojtek Kucharczyk po raz drugi uderza jako The Complainer. Najnowszy krążek, zatytułowany „& The Complainers”, w pełni prezentuje potencjał wymyślonego przez niego stylu „quotadelicznego”, który polega na czerpaniu garściami z tygla muzycznych fascynacji Wojtka, przy czym zgrabnie unika cytowania wprost, stapiając niezliczone nawiązania i aluzje w spójną, nową jakość. Choć to najbardziej popowa propozycja Kucharczyka, słychać, że mamy do czynienia z artystą, który ma za sobą eksperymentalne korzenie. Kalejdoskop stylów, potencjalnie chaotyczny, jest zamknięty w formie zgrabnych piosenek i napędzany mocnymi beatami, sprawiając, że to płyta zarówno do słuchania w skupieniu, jak i do zabawy. Tytuł krążka odnosi się do udziału w nagraniach wielu gości z Polski i ze świata, nie dajmy się jednak zwieść – jest to autorska i bardzo osobista płyta Wojtka. To coś więcej niż zabawa konwencjami, to dojrzały i doskonale zrealizowany pomysł na muzykę. Motto „post everything” pasuje tu lepiej niż kiedykolwiek. /Wojtek Mszyca The Complainer „& The Complainers”, Mik.musik.!. 2007 www.mikmusik.org

KSIĄŻKA CZYSTA ZIEMIA „Czysta ziemia” Alana Spence’a na pierwszy rzut oka robi wrażenie powieści dość konserwatywnej. Autor nie zmusza swojego bohatera do działania wbrew epoce, biografii czy innym dosyć istotnym w tego rodzaju literaturze ograniczeniom. Zamiast tego wkłada wiele wysiłku w odmalowanie szoku kulturowego, jakiemu Thomas Blake Glover musiał ulec u brzegów Nagasaki. Glover dopłynął tam z Aberdeen w 1858 r. Miał wtedy dwadzieścia jeden lat. Pięć lat później był milionerem. Nikt nie miał odwagi wypominać mu szmuglowania opium i broni bądź sprzedawania jej obu stronom wojny domowej. Dziś dla Japończyków Glover jest ikoną. Jego dom jest zabytkiem co roku zwiedzanym przez 2 mln turystów. Na kulturze zachodniej historia Glovera odcisnęła się nieznacznie – jej delikatne echo odnajdujemy w „Madame Butterfly” Pucciniego. To Glover był pierwowzorem męża Ciociosan. Autor „Czystej ziemi” sugeruje, że rzeczywistość była niewiele mniej tragiczna. Wbrew librettu opery Szkot nie lekceważył japońskich obyczajów. Wprost przeciwnie – z radością na przykład przyswoił sobie miejscowy męski promiskuityzm i zwyczaj częstych odwiedzin w prowadzonej przez gejsze „herbaciarni”. Wiadomo zresztą, że to stamtąd pochodziły kolejne jego żony. Spence wie, jak zestawić kontrasty – tu wstawi portret nieudolnego brytyjskiego dyplomaty, tam wrzuci własne haiku, jeszcze gdzie indziej przypomni o Tomisaburze, który przeżył japońskie tortury i bombardowanie Nagasaki tylko po to, by za przesłuchiwanie go zabrały się siły amerykańskie. Jakimś cudem jednak udało mu się nie popełnić literackiej cepelii, a w tym gatunku to doprawdy rzadkość. /Pola Sobaś Alan Spence „Czysta ziemia”, Wydawnictwo Sonia Draga 2007 www.soniadraga.pl rarytas • lato 2007 •

| 43

rar ytas•

KOMIKS


namierz nas•

>>> w salonach reportera: Bytom • C.H. PLEJADA ul. Dolnośląska 25 • Chorzów • Reporter ul. Wolności 23• Gdańsk • C.H. Morena, ul. Szumberta 102 • Kalisz • Carrefour Polska C.H. Galeria Kalisz ul. Poznańska 109-131 • Katowice • C.H. Silesia ul. Chorzowska 107 • C.H. 3 Stawy, ul. Pułaskiego 60 • Reporter, ul. 3. Maja 17 • Kobierzyce • C.H. AUCHAN ul. Francuska 6 • Koszalin • C.H.R. EMKA Koszalin ul. Jana Pawła II 20 • Kraków • GALERIA KAZIMIERZ ul. Podgórska 34 • Galeria Krakowska ul. Pawia 5 • C.H. GEANT ul. B. Komorowskiego 37 • C.H. M 1 Kraków Al. Pokoju 67 • Lublin • C.H. Galeria Orkana ul. Orkana 6 • Łódź • C.H Manufaktura ul. Jana Krasińskiego 5 • Olsztyn • Alfa Centrum Al. Marszałka J. Piułsudskiego 16 • Poznań • KING CROSS Żonkil ul. Bukowska 156 • Szczecin • C.H. Turzyn ul. Bohaterów Warszawy 42 • STER ul. Ku słońcu 67 • Warszawa • C.H. ARKADIA ul. Jana Pawła II 82 • C.H. REDUTA Al. Jerozolimskie 148 • C.H. WOLA PARK • ul. Górczewska 124 • GALERIA MOKOTÓW ul. Wołoska 12 • C.H. JANKI ul. Mszczonowska 3 • C.H. Marki, ul. Piłsudskiego 1 • Wrocław • Pasaż Grunwaldzki, pl. Grunwaldzki 22 • Zabrze • C.H. M-1 ul. Skubacza 1 • C.H. PLATAN Pl. Teatralny 12 •

>>> w lokalach:

SOPOT

bytom Jazz Club Fantom Żeromskiego 27, tel. 032.281.09.18

Jazz Club Hipnoza Pl. Sejmu Śląskiego 2, tel. 032.785.71.31

Kronika Rynek 26, tel. 032.281.81.33

Kraków B-side Club Estery 16 (pl. Nowy), tel. 0694.46.14.03

chorzów Naturalcut Wolności 110/8 tel. 032.249.36.15

Bunkier Cafe Pl. Szczepański 3a, tel. 012.431.05.85

cieszyn

Klubokawiarnia Łubu Dubu Wielopole 15, tel. 0694.46.14.02

Klubokawiarnia Presso Zamkowa 3 tel. 0605.491.521

Pauza Floriańska 18/3 (I piętro), tel. 0602.637.833

Katowice Cogitatur Gliwicka 9a, tel. 032.355.00.55

łódź Klub JazzGa Piotrkowska 17 tel. 042.630.27.44

Dekadencja Mariacka 20, tel. 032.203.44.33

Poznań Elektro Klub Pl. Sejmu Śląskiego 2, tel. 032.785.70.54

>>> www.reportermag.pl 44 |

• lato 2007 • namierz nas

SQ Klub Półwiejska 42 (Stary Browar/ Słodownia), tel. 061.859.65.78

Mandarynka Bema 6 tel. 058.555.71.68

Warszawa Balsam Racławicka 99, tel. 022.898.28.43 Centralny Dom Qultury Burakowska 12, tel. 022.636.83.00 Fabryka Saturator 11. Listopada 22, tel. 0504.353.772 Klubokawiarnia Chłodna 25 Chłodna 25, tel. 022.620.24.13 Teatr Dramatyczny Cafe Kulturalna PkiN, Pl. Defilad 1, tel. 022.656.62.81

Wrocław Hostel Mleczarnia Włodkowica 5 tel. 071.78.77.570 Mediateka pl. Teatralny 5 tel. 071.347.12.68


deser 窶「 lato 2007 窶「

deser窶「

ナ「kasz Jastrubczak

| 45


Ł

ukasz Jastrubczak (rocznik 1984) – student katowickiej ASP (projektowanie graficzne), a wcześniej także wrocławskiej ASP (Wydział Grafiki), zajmuje się trudnymi do jednoznacznego określenia formami sztuki. Wideo, rysunek, grafika, animacja, obiekt i instalacja – może nas zaskoczyć niemal wszystkim. Skromne w formie, wymagające od odbiorcy skupienia i uwagi, czasem nawet trudno dostrzegalne – jego autorskie obiekty sztuki są wyjątkowo dojrzałe i przemyślane, jak na tak młodego artystę. Bardzo pozytywnie przyjęto jego ostatnią instalację „01” w bytomskiej Kronice. Czerwony sześcian nawiązywał do filmu „2001: Odyseja kosmiczna”, jednak wrażenie odbiorców było znacznie szersze, film to tylko jeden z tropów do tego tajemniczego pudełka. Jastrubczak lubi kosmiczne ślady – w bytomskim parku zaaranżował na przykład miejsce rozbicia statku kosmicznego, z wrakiem i pozostałościami po nim. Specjalnie dla „Reporter Magazyn” Łukasz zaprojektował rubrykę rozmaitości z krzyżówką Rubika. Publikujemy także plakat na lato jego autorstwa oraz wyjątkową pracę nawiązującą do fotografii Douglasa Gordona. /KJW www.jastrubczak.prv.pl

( plakat na lato

deser • lato 2007 •

| 47


reporter.com.pl


lato_2007