Page 1

KRAKÓW marzec 2018(270)

dostrzec 2 przyjąć 2 dzielić się PRAWDĄ


Cukiereczek dla Boga… Nie będę jeść słodyczy… A może tym razem przez 40 dni nie zjem mięsa… a jakby w ogóle w piątek nie jeść nic, być o „chlebie o wodzie”… jakże standardowe są nasze wielkopostne postanowienia, jak schematyczne. Czy Bóg chce od nas „cukiereczka”? Przed tym pytaniem stajemy u początku wielkiego postu. Bóg pragnie od nas tego, czego my najbardziej pragniemy. Nie chce rzeczy, ani spraw, które nam zbywają – pragnie naszego „Izaaka”, którego jesteśmy wstanie Mu oddać, nie żeby coś stracić, ale zyskać na nowo. Gotowość do oddanie tego, na czym nam najbardziej zależy, co nas stanowi, jest wielką wartością w Jego oczach. Co jest moim pokarmem, czym żywię moje serce i duszę? Na pewno każdy z nas zna ten mechanizm…wracasz ze szkoły, uczelni, pracy i cały dzień niczego nie jadłeś. Pierwszy odruch to najeść się wszystkim co jest w zasięgu ręki i wzroku – zaspokoić brak, odczuwany przez takie pragnienie, że nieważne co, byleby zakończyło nasz głód. Każdy dobrze wie, jak kończy się takie działanie! Co zrobić żeby „zdrowo zjeść”? POCZEKAĆ, wytrzymać, pomyśleć, przewidzieć, zatęsknić i wtedy sięgnąć po wartościowy pokarm. Tak samo jest z naszym życiem duszy i serca – może warto nauczyć się zatrzymać samego siebie, wytrzymać swój odruch i wybierać to wszystko co jest mądre, dobre i piękne. Skoro wielki Post jest Głodem i to w dodatku Wielkim Głodem to jak go przeżyć żeby wyjść z niego „najedzonym”? Nie ma na to jednej odpowiedzi, ani cudownej rady – każdy, kto choć na chwilę zostaje sam z  sobą wie, za czym tęskni, czego jest głodny i  właśnie tego chce ode mnie i od Ciebie Pan Bóg. Żebyś razem z Nim przeszedł przez głód do sytości serca i duszy… Nie dawaj Mu „cukiereczka”, ale swoje najgłębsze pragnienia, które w Nim stają się NASYCENIEM… s. Łucja OP


Okruszyna 3

Bóg mówi Siostra Isnarda

Zbliżało się żydowskie święto Paschy i Jezus udał się do Jerozolimy. Na dziedzińcu świątyni napotkał sprzedawców wołów, owiec i gołębi oraz tych, którzy prowadzili wymianę pieniędzy. Wówczas splótł bicz ze sznurów i przepędził wszystkich z terenu świątyni, również owce i woły. Rozrzucił pieniądze tych, którzy je wymieniali, a ich stoły powywracał. Sprzedawcom gołębi zaś nakazał: Zabierzcie stąd to wszystko i nie róbcie targowiska z domu mego Ojca. (J 2, 13-16)

Drodzy Czytelnicy! Ewangeliczny fragment przeznaczony na III Niedzielę Wielkiego Postu ukazuje pewien epizod z życia Jezusa, który niewątpliwie głęboko pozostaje w naszej pamięci. Jezus wybucha nieprzewidzianym gniewem, burząc tym samym normalny, handlowy rytm życia świątynnego. Postawa Jezusa wprowadza nas w pewną konsternację. Ostra reakcja w  świątyni jerozolimskiej niejednemu z  nas „mrozi” krew w  żyłach. Skąd ten gniew? Skąd takie oburzenie? Zanim jednak postaramy się znaleźć odpowiedź na te pytania, warto zauważyć, że na kartach Ewangelii często spotykamy Jezusa, który nie kryje swoich uczuć. Staje się tym samym Mistrzem w przeżywaniu uczuć. Przywołam niektóre z nich. Jezus: „rozradował się w Duchu Świętym” (Łk 10, 21), „spojrzał na nich z gniewem…” (Mk 3, 5), „zapłakał” (J 11, 35), był „ponownie wzburzony” (J 11, 38), „zaczął się smucić i  trwożyć…” (Mt 26, 37), „toczył wewnętrzną walkę” (Łk 22, 44). Jednak ta reakcja w świątyni jerozolimskiej podczas święta Paschy jest inna. Nie przywykliśmy do takiego oblicza Boga… Poszukując inspiracji do ukazania właściwej scenerii tego wydarzenia, pragnę przytoczyć dwa komentarze, które pomogą nam zrozumieć postawę Jezusa. A. Pronzato pisze: „Cały ten handel był uzasadniony religijnie. Odbywał się z powodu kultu. Był całkowicie legalny, zaaprobowany. A ponadto zarabiali na nim nie tylko handlarze, ale i kapłani” . I drugi obraz: „Świątynia - jak opisuje historyk religii Jean-Paul Roux stała się miejscem przyciągającym przekupniów i bankierów: każde miejsce pielgrzymkowe przyciąga tego rodzaju pasożytów. W  czasie święta Paschy do świątyni cisnęły się ogromne tłumy, pełno było nie tylko ludzi, lecz także osłów, mułów i wielbłądów. Przynoszono dziesiątki tysięcy zwierząt ofiarnych. Obok sprzedawców pamiątek tłoczyli się bankierzy: na pieniądzach Żydów z diaspory wybite były wizerunki władców,


4 Okruszyna

co nie pozwalało na ich użycie w miejscu świętym, należało je więc wymienić na pieniądz miejscowy. Świątynia, sanktuarium, miejsce skupienia i  modlitwy? Przestrzeń poświęcona wielbieniu wielkości Boga? Odzwierciedlenie monoteizmu Żydów, który wydaje się tak niezwykły w świecie starożytnym? Nie. Ociekająca krwią rzeźnia i  targowisko, prawdziwe targowisko”. Wymowny, wręcz drastyczny obraz. Nie dziwi więc postawa oburzenia Jezusa. On pragnie na nowo ukazać właściwy sens świątyni, w  której centralne miejsce winien zajmować kult Boga, a nie kult pieniądza. Jezus demaskuje nadużycia, obnażając dwulicowość wierzących. Ostrym gestem przywraca właściwe miejsce świątyni, oczyszcza ją z zafałszowanych postaw religijnych. I jeszcze coś na koniec Droga Siostro, Drogi Bracie. Przyglądając się dzisiejszej perykopie, warto zwrócić uwagę na to, że adresatami gestu Jezusa jesteśmy także my. Bo któż z nas niejednokrotnie nie przychodzi do świątyni, aby „ubijać” interesy z Bogiem? Czy w niektórych sytuacjach naszego życia, Jezus nie podobnie mógłby zareagować gniewem i  biczem? Dlatego trzeba zapytać: z  jaką intencją i  nastawieniem przychodzę do świątyni? Na co jeszcze powinnam/powinienem zwrócić uwagę, aby moje spotkanie z Bogiem było autentycznym? Wejdźmy w  głąb naszego serca. Zaprośmy tam Jezusa, aby nawet z  biczem w ręku uporządkował i ukazał właściwą hierarchię wartości, tak aby także ta świątynia stała się dla nas miejscem spotkania z Bogiem, a nie miejscem targowania. Trwając na półmetku Wielkiego Postu, poczujmy na sobie uderzenie bicza Jezusa, usłyszmy hałas powywracanych stołów z naszymi „owcami, wołami i gołębiami” (które skrupulatnie gromadzimy przez lata), a które bardzo często przysłaniają sferę sacrum. Oburzenie Jezusa jest wyrazem Jego miłości do nas. To także Dobra Nowina. To czas zbawienia. Życzę każdemu z nas, aby czas Wielkiego Postu, stał się czasem oczyszczenia i uporządkowania, czasem usuwania „świątyni grzechu” i budowania „świątyni życia”, czasem zmartwychwstania. Miejmy odwagę postawić na nowo świątynię naszego serca… z Jezusem.


Okruszyna 5

,, Duchowosc , Dominikanska Siostra Wojciecha

Mieliście może czasem wrażenie, że Bóg was opuścił i nie słucha już waszych modlitw? Czy przeżywaliście kiedyś ogromną tęsknotę za Bogiem połączoną z poczuciem własnej małości i niegodności? Jeśli tak, to jesteście blisko doświadczenia, jakie przeżywała Matka Kolumba Białecka, Założycielka naszego Zgromadzenia. Przyglądając się jej niełatwej drodze można powiedzieć, że wielkość Matki Kolumby objawiła się m. in. w wierności, z jaką trwała ona przy Jezusie – swojej największej Miłości. Nie żyła długo, tylko 49 lat. Można powiedzieć, że Pan Bóg zabrał ją do siebie, choć po ludzku mogła jeszcze bardzo wiele zrobić. W życiu Matki Kolumby wszystko działo się jakby w przyspieszonym tempie, w życiu duchowym również. Jest jedną z tych osób, które Pan Bóg bardzo wcześnie zachwycił sobą. Bardzo głęboko przeżyła swoją Pierwszą Komunię świętą, którą przyjęła, wyjątkowo, jak na owe czasy, w  wieku 8 lat. Cztery lata później przystąpiła do sakramentu bierzmowania. Tego dnia złożyła obietnicę przed obrazem Matki Bożej w Sanktuarium w Podkamieniu, że odda swoje życie na służbę Bogu. Po latach pisała o tym dniu: O, jak Bóg zawczasu pociągał mnie do siebie i do swojej miłości! Szczególnie to uczułam w dzień mego Bierzmowania. Już jako dziecko znajdowała swoją radość w modlitwie, szczególnie ukochała modlitwę różańcową. Podczas pobytu w szkole prowadzonej przez Siostry Sacre - Coeur młoda Róża Białecka wyróżniała się wśród swoich rówieśniczek skupieniem i duchem modlitwy. Pan tak sprawił, że modlitwa była naturalnym stanem ducha naszej Założycielki. Bardzo wyraźnie zdradza to jeden szczegół z życia młodej siostry. Gdy po odbyciu nowicjatu we Francji s. Kolumba miała wrócić do Polski, przełożona wspólnoty w Nancy chciała na pamiątkę zrobić portret siostry. Zamówiła zdolnego malarza, który miał zrobić szkic. Niestety, na twarzy s. Kolumby malowała się wewnętrzna walka. Zapewne z posłuszeństwa zgodziła się na wykonanie swojej podobizny, lecz wrodzona skromność buntowała się. Malarz po kilku nieudanych próbach poprosił, by s. Kolumba pomyślała o czymś, co jest najmilsze jej sercu. Efekt był natychmiastowy. Walka zniknęła, a szkic po chwili był gotowy. O czym myślała siostra? Po jakimś czasie przyznała się, że myślą była wtedy przed tabernakulum i zatopiła się w Jezusie Eucharystycznym.


6 Okruszyna

Ta sytuacja nasuwa pytanie: jakie są moje myśli? Czy umiem kierować myśli do Boga gdy np. idę ulicą czy jadę tramwajem? Matka Kolumba uczy nas trwać nieustannie w Bożej obecności. Gdy przyglądamy się duchowości Matki Kolumby, na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się jej głęboka pobożność eucharystyczna. W swoich Natchnieniach Matka pisała: Zdaje mi się, że się nie mylę, i że w dobroci swojej niewymownej Pan Jezus rzeczywiście powołał duszę moją do służby, do życia Eucharystycznego (…) zaś praktyka nabożeństwa mego, tak wewnętrznego jak zewnętrznego ku Tajemnicy Ołtarza dla mnie, na teraz tak mi się przedstawia: pamiętać ciągle, że ja już do siebie nie należę i nic nie posiadam, bo siebie i wszystko moje oddałam na własność Panu Jezusowi w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. W zjednoczeniu z Jezusem Eucharystycznym szukała umocnienia w słabości i pociechy. Kiedy spadały na nią różnorakie utrapienia szła z jedną z sióstr na całą noc do kaplicy, by szukać sił. O Jezu Miłosierny, spraw, abym się chwyciła tej Tajemnicy Miłości i w niej zawsze znajdowała życie, uzdrowienie, wzmocnienie i całą moją pociechę. Bardzo rzadko zwierzała się siostrom, za to wszystkie swoje troski powierzała Jezusowi – Hostii. Gdy kogoś kochamy, pragniemy, by był on kochany także przez inne osoby i boli nas, gdy tak nie jest. To uczucie nieobce było naszej Matce. Miała ona świadomość, że wielu ludzi zachowuje się niegodnie wobec Tajemnicy Ołtarza i pragnęła wynagrodzić Jezusowi ten brak miłości ze strony ludzi: uczułam silniejszy daleko pociąg poświęcenia się w sposób wyłączny na cześć Jezusa Pana Utajonego w Najświętszym Sakramencie i na wynagrodzenie Mu za zniewagi, jakie od bezbożnych ponosi. Pragnęła stać się jedną ofiarą z Jezusem. Do miłości Jezusa – Hostii zachęcała niestrudzenie swoje siostry, wręcz mówiła, że chciałaby, aby ludzie patrząc na nas mogli powiedzieć o nas: dominikanki – sakramentki. Gdy myślimy o modlitwie Matki Kolumby, uderza jej ogromna pokora. Przejawia się ona m.in. w tym, że Matka nie lubiła modlić się sama. Uważała, że jej modlitwa jest sama w sobie tak nędzna, że dopiero, gdy będzie się modliła z drugą siostrą, może być ona przyjemna Bogu. Widzimy to w nocnych adoracjach, na które zawsze Matka brała którąś z  sióstr. Gdy była tak osłabiona, że nie mogła uczestniczyć we wspólnej modlitwie brewiarzowej, zawsze prosiła, by jedna siostra odmówiła razem z nią brewiarz. Przez całe życie Matka Kolumba odczuwała ogromną tęsknotę za Bogiem. Pragnęła świętości, a z drugiej strony czuła się tak bardzo małą i niegodną. W końcu oddała Jezusowi swoje gorące pragnienia i zgodziła się, by On sam ją prowadził tam, gdzie chce: jeżeli do niższego stopnia świętości, a tym samym miłości mnie powołujesz, to poświęcam tej woli i upodobaniu Twemu pragnienia serca mego. Spraw, żebym Ciebie samego szukała zawsze, a nie siebie. Na pięć lat przed śmiercią Matka stwierdziła: forma miłości mojej ku Bogu przeważnie jest: tęsknota za miłością, za doskonałością, za Bogiem. Obyśmy i my potrafili tak tęsknić...


Okruszyna 7

Misja Zgromadzenia Siostra Nikolina

Wielkość małych ludzi Nasza placówka w Zaczerniu jest obecnie jedyną, na której Zgromadzenie podejmuje pracę w  żłobku. Bardzo się cieszę tym, że już drugi rok mogę służyć naszym najmłodszym wychowankom. Praca z  dziećmi sama w  sobie jest niesamowita. Praca w  żłobku jest jedną wielką lekcją zachwytu nad tym, co proste. Nasi najmniejsi wychowankowie każdego dnia pokazują nam, czym jest radość z  małych rzeczy. Kiedy we wrześniu rozpoczynaliśmy kolejny rok wspólnej pracy, spora część naszych podopiecznych nie potrafiła jeszcze chodzić. Mimo tego, już wtedy dzieciaki miały możliwość uczestniczenia w zajęciach wspomagających rozwój. Z biegiem czasu razem z paniami, z którymi pracuję w grupie "Krasnoludków" obserwowałyśmy, jak nasze dzieci stawiają swoje pierwsze kroki i jak wielka to dla nich radość. One widząc, że coś nowego im się udaje, szukały aprobaty i pochwały w naszych spojrzeniach. Widać wśród nich coraz większe zaangażowanie w zajęcia, w  których uczestniczą – chętnie współpracują podczas zajęć z  języka angielskiego oraz zajęć tanecznych. Maluchy są bardzo ciekawe świata. Każdy dzień to szukanie tysięcy nowych inspiracji do zainteresowania ich. Niesamowite jest obserwowanie jak powoli, ale z  uporem, nabywają czynności samoobsługowe. Kiedy poznają już zastosowanie, np. łyżki, możemy zapomnieć o pomaganiu im przy obiedzie! Nasze próby zazwyczaj kończą się ich słodkim buntem. Krasnale codziennie zaskakują swoją pomysłowością i  bystrością... Niedawno świętowaliśmy uroczystość Dnia Babci i Dziadka. Dla mnie – ogromne wyzwanie, wielka niewiadoma – co to będzie?! Przygotowując coś z dziećmi tak naprawdę nigdy nie wiemy, jaki będzie efekt końcowy, jednak dzieciaki dały z siebie wszystko. Dzielnie wytrwały na teatralnej scenie, powstrzymując chęć wtulenia się w ukochanych Dziadków :-). Każdy dzień różni się od poprzedniego dzięki spontaniczności dzieciaków. Nasze plany często muszą być zmienianie i dostosowywane do Maluchów. Dzięki temu, nuda nigdy nam nie grozi... Dla mnie praca w  żłobku jest ogromnym darem! Dzieci uczą mnie radości z tego, co małe i proste. Pokazują, że to co sobie założę, musi być przeanalizowane i dostosowane do nich i skierowane tylko na nich :-) Uczą wdzięczności za wszystko. A ich uśmiech i ciepło, którym się dzielą, są najlepszą nagrodą !


8 Okruszyna

, Wybrac droge, Aspirantka Dorota

Jezus drogą, prawdą, życiem

J 14, 6

Do klasztoru Sióstr Dominikanek przyjechałam na początku tego roku, żeby zacząć nową drogę życia. Pan Bóg mnie prowadził i nadal prowadzi przez życie, od narodzin aż do dnia dzisiejszego. I  ciągle nie przestaje zadziwiać swoją miłością, obecnością, troską, wszystkim! Na różnych etapach mojego życia w  różny sposób to zauważałam. Teraz to widzę jak poszczególne elementy całej układanki puzzli. W tym wszystkim znaczące było dla mnie to, że jako dziecko Boże mam wolną wolę. On mnie do niczego nie zmusza. Fakt ten jeszcze bardziej uświadomił mi, jak bardzo Bóg jest dobry i kocha ludzi dając im tyle wolności w ich wyborach. Moje początki świadomej wiary i odczuwania Bożej obecności w moim życiu zaczęły się na studiach. Studiowałam filologię z językami wschodnimi, wiedziałam że moje umiejętności językowe są od Ducha Świętego. W połowie studiów miałam problemy na uczelni z powodu jednego niezaliczonego egzaminu, który miał zatrzymać dalszy tok studiów. Chciałam z nich zrezygnować. Byłam zła na Boga, że do tego dopuścił. Przecież robiłam to co On chciał, byłam posłuszna, wiedziałam, że te studia to było to, czego On chciał, żebym to robiła, bo dostałam dar uczenia się języków. Pojawił się bunt z mojej strony. Co dalej? Czego chcesz ode mnie Panie Boże? Co mam dalej w życiu robić? Przełom nastąpił w Wielkanoc, gdy podczas Mszy świętej rezurekcyjnej usłyszałam od Chrystusa zmartwychwstałego: „Pójdź za mną”. W pierwszej chwili pomyślałam: „Ja? Ty mnie taką chcesz, Panie Jezu? Kiedy? Teraz?”. Nie byłam gotowa i nie miałam odwagi, aby tak jak apostołowie natychmiast rzucić wszystko, powiedzieć „tak” Chrystusowi i pójść za Nim. Modliłam się i rozeznawałam, jak konkretnie swoim życiem odpowiedzieć Chrystusowi. Mijały kolejne miesiące, lata… Kończyłam studia. Za namową koleżanki pojechałam na dni skupienia młodzieży oblackiej. Prowadzili je ojcowie oblaci, o których nic wcześniej nie wiedziałam. Na tych dniach skupienia dowiedziałam się o  możliwości wyjazdu z  grupą młodzieży na letni wolontariat misyjny do parafii katolickich na Ukrainę. Sercem czułam, że chcę tam jechać. Modlitwy o sens tego wyjazdu kierowałam do Jezusa i Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, której zawierzyłam ten wyjazd. Pojechałam tam. Jak się okazało – to było to :) Dzięki temu wyjazdowi doceniłam to, że mam blisko kościół i mogę kiedy chcę korzystać z sakramentów świętych, poznałam fragment życia parafii na misjach, a  także część parafian – ich troski i  radości życia codziennego oraz duchownych, którzy przybliżyli mi życie zakonne. W kolejnych latach byłam jeszcze dwukrotnie na


Okruszyna 9

Ukrainie. Skończyłam studia. Wcześniejsze doświadczenia wolontariackie spowodowały chęć wyjazdu na dłużej za granicę, tym razem do Rosji. Omadlałam i ten wyjazd: „Czy mam tam jechać, Panie Jezu?”. Usłyszałam zgodę, choć jednocześnie wiedziałam, że On czeka na moją zgodę w innej sprawie – mojego powołania. W Rosji spędziłam rok na pracy wolontariackiej z dziećmi w szkole specjalnej. Nie było dnia, żebym nie doświadczała opieki i miłości Bożej. To był też czas zauważania w  innych, szczególnie w  tych najsłabszych i  najmniejszych, samego Chrystusa. Czułam, że Duch Święty mnie prowadzi. Po powrocie z  tego wolontariatu zastanawiałam się co dalej z  moim życiem zrobić. Rodzina mnie pytała co planuję, co z moją emeryturą, że czas podatki płacić, myśleć o założeniu rodziny… Podatki – to rozumiałam, ale założenie rodziny – nie czułam, że to moja droga. Pracowałam z dziećmi, a następnie podjęłam pracę biurową z j.rosyjskim, w której spędziłam ostatnie kilka lat. Jednak myśl o życiu zakonnym była wciąż dla mnie ważna. Pan Bóg dalej czuwał. W snach widziałam siebie jako siostrę zakonną, w białym habicie, w różnych sytuacjach. Z perspektywy czasu widzę to jak sny Samuela, w których Pan go wołał. Dopiero po pewnym czasie zrozumiał, że to Pan woła go i odpowiedział: „Mów (Panie), bo sługa twój słucha” (1 Sm 3,10). W moich przygotowaniach do wyboru drogi życiowej podjęłam rekolekcje ignacjańskie w Częstochowie. Pomogły mi one uporządkować sprawy duchowe i w pełni zobaczyć działanie Boga w moim życiu. Jego obecność i cierpliwe czekanie na moje „tak” – odpowiedź na Jego wezwanie. Wiedziałam, że każdy dzień mojego życia zbliża mnie do tej odpowiedzi. I rok temu, odprawiając rekolekcje poczułam świadomą gotowość, aby we wszystkim i do końca powiedzieć Chrystusowi „TAK”. Po tym był następny krok. Jakie zgromadzenie zakonne wybrać i kiedy wstąpić. Zawierzyłam się Matce Boskiej Częstochowskiej. Po powrocie z rekolekcji pierwszego dnia w pracy moim klientem, który stanął przy moim biurku była siostra dominikanka, która na co dzień pracuje w Rosji. Poczułam, że Bóg posługuje się aniołem w białym habicie, żeby mi wskazać wybór zgromadzenia zakonnego. To mimo tego nie było takie proste. Trzeba było wszystkim o  tym powiedzieć i  pozamykać wszystkie sprawy (zawodowe, rodzinne). Znowu powierzyłam się Matce, tym razem Pani Gietrzwałdzkiej, gdy korzystając z każdej okazji jeździłam do Jej sanktuarium. I tym razem się nie zawiodłam. Pomogła mi zostawić wszystko za sobą i wejść na drogę zakonną. Jestem na początku tej drogi, a już mogę powiedzieć, że Bóg mnie prowadzi i czuwa, jednocześnie wykorzystując moje umiejętności językowe, które przydają się też kontaktach ze współsiostrami. On „buduje” z tego co mamy. Każdy człowiek jest dla niego wyjątkowy i potrzebny. „To nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15). Nie wiem co będzie dalej, ale ufam całym sercem Temu, który mnie widzi jako część całego swojego planu i troszczy się o mnie. Już nie boję się powiedzieć Chrystusowi we wszystkim „tak”, bo On jest moją drogą, moją prawdą i moim życiem. Teraz i na wieki!


10 Okruszyna

Cool-turalnie Siostra Benedykta

ZAPISKI PIELGRZYMA – ZIEMIA ŚWIĘTA (13 – 20 STYCZNIA 2018) „... Rzekł do nich: Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Nauczycielu, gdzie mieszkasz? Odpowiedział im: Chodźcie, a zobaczycie...” (J 1, 35-42). Poszłam i zobaczyłam. Na własne oczy. Dotykałam tej ziemi, smakowałam, czułam jej zapach, słyszałam jej melodię... Szorstki hebrajski... Śpiewny arabski... Głos muezina z meczetu... Dzwony na Anioł Pański... i szukałam w tej mieszaninie kolorów, zapachów i dźwięków Zmartwychwstałego, który wypowie moje imię. I usłyszę: Idź do moich braci i powiedz im... Dlatego chciałabym się tym przeżyciem podzielić, tak, jak na tych łamach dzielę się bliskimi mi filmami, książkami czy innymi wytworami kultury. Pielgrzymka do ziemskiej ojczyzny Jezusa zostawia w sercu niezatarty ślad. I bardzo mocno czujemy, że – pomijając wielką politykę i najnowszą aferę wokół „polskich obozów koncentracyjnych” – jest to również nasza ojczyzna… Nie wszystko da się opisać w krótkim tekście, nawet w odcinkach. Dlatego musiałam wybrać to, co moim zdaniem jest najważniejsze i dla mnie osobiście najpiękniejsze. Nie jest to żaden przewodnik po Ziemi Świętej – to można znaleźć w Wikipedii. Jest to raczej Ziemia Święta mojego serca. Obrazy, wrażenia, odczucia, urywki wspomnień… BETLEJEM. Pachnie nieznanymi mi przyprawami. W  powietrzu unosi się śpiew muezina. Z drugiego końca wąskiej uliczki dobiegają okrzyki. Jakaś manifestacja? A może mecz? – docieka moja europejska głowa. Nie, to nawoływania ulicznych handlarzy. Stoją z kukurydzą, jakąś żółtą fasolą, którą widzę po raz pierwszy w życiu, daktylami. Nie mają kasy fiskalnej ani nawet cennika, a po angielsku mówią tak, że aż boli... Godziny szczytu. Przez wąskie uliczki torują sobie drogę samochody. Trzeba się co rusz usuwać. Tłum ludzi wraca z pracy. Mijam urokliwych czarnookich chłopców i piękne dziewczyny z plecakami, książkami i zeszytami. Zwyczajne nastolatki. W wieku moich uczniów. Tylko że dziewczyny prawie wszystkie w hidżabach... Ale zaraz... Ze szkoły i pracy??? W niedzielę?! Dziwne uczucie, kiedy sobie uświadomisz, że u nich to normalny dzień, jak u nas poniedziałek. Dla nich Pan Jezus nie zmartwychwstał. Szkoda... POLE PASTERZY. To samo, które należało do przyszłego męża Rut, a od niej wywodził się Jesse, ojciec króla Dawida. Z jego rodu pochodził Józef i dlatego szedł


Okruszyna 11

na spis ludności do Betlejem. Ciąg dalszy tej historii znamy, chociażby z kolęd i szkolnych jasełek... To fascynujące, jak Stary i Nowy Testament wzajemnie przenikają się i uzupełniają. I tu, w Ziemi Świętej, można tego dotknąć. Nagle czas staje w miejscu, a my jesteśmy w samym centrum Opowieści, w której mamy swoją niepowtarzalną rolę... Czego możemy się nauczyć od pasterzy? Zostawili wszystko, żeby pójść za głosem anioła. A potem wrócili do swoich pól, grot i stad, ci sami, ale już nie tacy sami... Bo spotkanie z Chrystusem pozostawia w sercu niezatarty ślad. Jest zaproszeniem do niezwykłej przygody: pójścia za Nim.

JEROZOLIMA. „Jeruzalem wzniesione jak miasto... Gęsto i ściśle zabudowane... Do niego wstępują pokolenia, pokolenia Pańskie, aby wielbić imię Pana...” – mówi Księga Psalmów (Ps 122, 3 – 4). Tych psalmów – w ogóle Pisma Świętego – można tu dotknąć. Pooddychać nimi. Zobaczyć, jak Słowo staje się Ciałem... Jeruzalem. Miasto Dawida i proroków. Miasto, nad którym płakał Jezus. Miasto pobożnych Żydów przy Grobie Dawida i Ścianie Płaczu, i uzbrojonych żołnierzy płci obojga. Miasto wychodzących ze szkoły, roześmianych nastolatków i ponad swój wiek poważnych uczniów szkoły rabinackiej z  modlitewnymi frędzlami i  pejsami. Miasto, w  którym śpiewy muezina mieszają się z zawodzeniem Żydów przy Grobie Dawida, prawosławnymi pieśniami i biciem kościelnych dzwonów. Miasto, w którym po jednej stronie uliczki znajduje się dzielnica żydowska, po drugiej arabska. I  stragany... pełno straganów, gdzie można znaleźć wszystkie możliwe symbole religijne: krzyże, różańce, menory, muzułmańską rękę Fatimy... Miasto, w którym wśród tak wielu podziałów jest ta sama tęsknota: za jedynym Bogiem... INSTYTUT YAD VASHEM. Miejsce pamięci ofiar Holocaustu, ale i tych, którzy podczas II wojny światowej ratowali Żydów, często za cenę własnego życia – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Każdy uhonorowany Sprawiedliwy ma swoje drzewo w ogrodzie przy Instytucie. Jest drzewo „Żegoty” – polskiej organizacji konspiracyjnej zajmującej się ratowaniem Żydów podczas wojny – a także drzewo Ireny


12 Okruszyna

Sendlerowej. Jest tutaj również pomnik Janusza Korczaka. Ale największe wrażenie zrobiły na mnie dwie rzeczy: Światło Wiecznej Pamięci i Pomnik Pomordowanych Dzieci. Światło Wiecznej Pamięci ma dla Żydów takie znaczenie jak dla nas Grób Nieznanego Żołnierza. Przez cały czas płonie tam ogień. Na posadzce wykute są nazwy miejsc hitlerowskich zbrodni, w tym miejsc dla mnie szczególnie ważnych, bo związanych z okupacją Wileńszczyzny i bł. Siostrą Julią Rodzińską: Ponarów i Stutthofu. Pomnik Pomordowanych Dzieci... Nie wygląda jak pomnik i może właśnie dlatego robi takie wstrząsające wrażenie. Do tego pomnika się wchodzi jak do komory gazowej. Jest wąsko i ciemno, trochę klaustrofobicznie. W ogromnej sali świeci w mroku tysiące światełek (okazuje się, że to płomyki trzech świec odbijające się w dużej liczbie luster). Wyglądają jak gwiazdy na niebie. Takie odwrócenie obietnicy danej Abrahamowi: „Twoje potomstwo będzie liczne jak gwiazdy na niebie”. Te „gwiazdy” oznaczają pomordowane przez hitlerowców żydowskie dzieci i młodzież... Nagrane głosy odczytują w różnych językach ich imiona i kraj pochodzenia... Nie da się stamtąd wyjść bez wzruszenia i inaczej niż w absolutnej ciszy... BAZYLIKA GROBU PANA JEZUSA. W powietrzu unosi się zapach olejków, którymi polewana jest płyta namaszczenia ciała Jezusa. Przypominają mi się słowa psalmu: „Bóg, Twój Bóg namaścił ciebie olejkiem radości hojniej niż równych ci losem... Twe szaty pachną mirrą, kasją i aloesem...”. (Ps 45, 8-9). Grób. Jedyne miejsce, gdzie nie ma Boga. I to jest akurat powód do radości: bo zmartwychwstał. Idziemy się przekonać, jak niewiasty i uczniowie, że grób nie jest odpowiednim miejscem dla Króla Życia... Idziemy po nadzieję i po odwagę, żeby żyć tak, aby wszyscy widzieli w nas świadków Zmartwychwstania. Namaszczonych olejkiem radości... DROGA KRZYŻOWA ULICAMI STAREJ JEROZOLIMY. Tak to musiało wyglądać. To, co święte, przeplatało się z  przyziemnością. Skazany na śmierć Bóg szedł, potykając się o  kamienie, między straganami, handlarzami, tłumem idącym w różnych kierunkach... Tak jest i dzisiaj. Skazany na śmierć Bóg idzie wśród tłumu. Zabieganego, błądzącego bezładnie między straganami współczesnego świata, rozpaczliwie krzyczącego o  miłość i  szukającego jej na targowisku władzy, chwilowej sławy, uzależnień, kariery... Czy miniemy Go obojętnie, czy wyruszymy wraz Nim Drogą Krzyżową w podróż swojego życia? Warto sobie postawić to pytanie u progu Wielkiego Postu. Kolejnego – ale może nie takiego samego.


Okruszyna 13

Nocne czuwania , dominikanskie . w Białej Niznej Dla dziewcząt i chłopców

Czuwanie rozpoczyna się o godz. 19.00 w sobotę, a kończy ok. godz. 3.30 nad ranem w  niedzielę. W  czasie nocy jest niedzielna Msza św., adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwa różańcowa, możliwość skorzystania z Sakramentu Pojednania, są konferencje, śpiewy... Jest też przerwa na nocną herbatę – nie zapomnij wziąć ze sobą kanapek, w  nocy jest się jeszcze bardziej głodnym. Należy wziąć ze sobą legitymację szkolną lubdowód tożsamości. Przypominamy o zabraniu ze sobą ciepłej odzieży, w nocy i nad ranem jest bardzo chłodno. Dojazd do klasztoru w Białej Niżnej pociągiem z Tarnowa w kierunku Nowego Sącza i Krynicy do stacji Stróże. Z dworca dochodzi się pieszo szosą, około 15 minut. Można też dojechać do Grybowa, a stamtąd pieszo 3 km do klasztoru. Na nocne czuwania modlitewne do Białej Niżnej zapraszamy młodych – dziewczęta i chłopców, poszukujących ciszy i skupienia, pragnących pogłębić lub odnowić swoją przyjaźń z Jezusem, wynagradzać Matce Bożej wszystkie zniewagi, wyrządzane Jej przez różnych ludzi, zastanowić się nad swoim życiem lub po prostu – być z Jezusem i doświadczyć modlitwy we wspólnocie.

PLANOWANE TERMINY SPOTKAŃ Rok 2018: ● 3/4 marca ● 7/8 kwietnia ● 5/6 maja ● 16/17 czerwca


14 Okruszyna

Spotkania w roku szkolnym 2017/2018 Dni skupienia dla dziewcząt w Krakowie ✴✴ ✴✴ ✴✴ ✴✴

29–31 marca ŚWIĘTE TRIDUUM PASCHALNE 13–15 kwietnia 11–13 maja 8–10 czerwca DNI WDZIĘCZNOŚCI

Serdecznie zapraszamy Dojazd do klasztoru w Krakowie: od dworca Głównego, zarówno PKP jak i PKS, najlepiej dojechać autobusem nr 192 kierunek: CHEŁM. Przystanek znajduje się na dolnej płycie dworca PKS (dworzec Główny Wschód) obok ruchomych schodów, który jest obok dworca PKP. Czas dojazdu do nas: ok. 20–30 minut. Trzeba wysiąść na drugim przystanku przy al. Kasztanowej, przystanek nosi nazwę Kopalina i jest to przystanek na żądanie, po lewej stronie jest nasz klasztor. Wejście od ul. Kopalina. Podczas dni skupienia uczestniczymy w  Eucharystii, rozważamy Słowo Boże, można uczestniczyć w modlitwach naszej wspólnoty. Zależnie od potrzeby, służymy także rozmową. Opłatę za pobyt stanowi ofiara pieniężna. Udział w dniach skupienia należy zgłaszać do Siostry Łucji najpóźniej na tydzień przed rozpoczęciem. Rozpoczynamy o godz. 17.00 – można przyjechać później, zależnie od połączeń. Dni skupienia kończą się niedzielnym obiadem. Można też wyjechać wcześniej, w  zależności od połączeń. Czekamy na Twój przyjazd.


Okruszyna 15

Adres kontaktowy Siostra Łucja

Al. Kasztanowa 36 30-227 Kraków

2 Duszpasterstwo Młodzieży

http://www.dominikanki.pl/duszpasterstwo-powolan/ https://www.facebook.com/drogowskazop/ email: duszpowo@dominikanki.pl nr tel. 12 425 24 05 kom. 728429903 – nie odpowiadam na smsy

2 Podajemy również numer telefonu i adres mailowy do Siostry Marii, która prowadzi Duszpasterstwo Młodzieży w Białej Niżnej: drogowskazop@gmail.com kom. 728429910 – Siostra też nie odpowiada na smsy

2 A wszystkim zainteresowanym misjami podajemy adres mailowy i numer telefonu do

Siostry Natalii– Referentki Misyjnej

misjedom@dominikanki.pl kom. 791032618 – Siostra także nie odpowiada na smsy

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!


Co? Gdzie? Kiedy? ■■ W marcu szczególną cześć oddajemy św. Józefowi, odmawiając litanię ku Jego czci ■■ 13 marca – czwarta rocznica wyboru Papieża Franciszka – otoczmy Go szczególną modlitwą ■■ 16 marca – 120 rocznica urodzin bł. Julii Rodzińskiej ■■ 11 – 18. 03. 2018 marca w naszym Domie Macierzystym w Wielowsi odbywa się czuwanie Jerycho, całodobowa adoracja Najświętszego Sakramentu w intencji łaski beatyfikacji naszej Założycielki – Sługi Bożej Matki Kolumby Białackiej ■■ 18 marca – 132 rocznica śmierci Sługi Bożej Matki Kolumby Białeckiej ■■ 19 marca – Uroczystość św. Józefa ■■ 29-31. 03. 2018 Dni skupienia i Triduum Paschalne dla dziewcząt w Krakowie

Informacje o życiu i misji apostolskiej dominikanek uzyskasz pisząc pod adres: Zgromadzenie Sióstr św. Dominika Duszpasterstwo Młodzieży Al. Kasztanowa 36 30-227 Kraków tel. 12 425–24–05 Internet: http://www.dominikanki.pl; email: duszpowo@dominikanki.pl Na Nasze konto: BANK PeKaO. S.A. I ODDZIAŁ w Krakowie, można przekazać ofiary na misje NR 49 1240 1431 1111 0000 1047 9988 z dopiskiem: „Misje”.

Okruszyna marzec 2018  
Okruszyna marzec 2018  
Advertisement