Page 1

KRAKÓW lipiec-sierpień 2018 (274-275)

dostrzec • przyjąć • dzielić się PRAWDĄ


2 Okruszyna

Czy Pan Bóg jeździ na wakacje? Jedną z wielkich przyjemności jest nie tylko myślenie o wakacjach, ale także pisanie o tym ważnym i potrzebnym czasie dla każdego człowieka. Przeglądając strony internetowe dotyczące właśnie czasu odpoczynku natrafiłam na nietypowy artykuł, który rozpoczynał się ciekawym pytaniem – „Czy Pan Bóg jeździ na wakacje?”, odpowiedź zabrzmiała: „Tak, jeśli Go zaprosisz”… Myślę, że każdy z nas nosi w swoim sercu i wspomnieniach letnie wakacje. Jest to czas, który daje nam siłę na to co nazywamy „dniem powszednim”, czyli plecakiem, książkami, bieganiem, uczelnią, pracą zawodową… To nasze baterie na cały rok, a skoro tak jest – to jak ważne jest czym i kim naładujemy te baterie? Wśród miliona propozycji (naprawdę oferty są kuszące) nie można nigdy zapomnieć o tym, co jest najważniejsze – o Bogu, który zawsze i wszędzie z nami pojedzie, jeśli tylko zabierzemy Go z sobą. Zawsze można zabrać Go w góry, nad morze, za granicę, do babci i dziadka na wieś, do przyjaciół. Wszędzie tam, gdzie się aktualnie jest – tam na pewno jest Kościół i On, który nieustannie czeka na zaproszenie. Pięknym i niezapomnianym czasem, są rekolekcje wakacyjne, kiedy można wyhamować w biegu, zastanowić się za czym biegam, odpocząć, poznać wartościowych ludzi, radośnie spędzić czas. Dlatego z całego serca zapraszamy na rekolekcje w naszym Zgromadzeniu. Wszelkie informacje i terminy znajdują się na stronie internetowej, można także dzwonić i pisać. On tutaj czeka, a Ty gdzie będziesz? s. Łucja OP


Okruszyna 3

Bóg mówi Siostra Isnarda

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego (…), zewsząd na Niego napierał. A  pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i  całe swe mienie wydała, a  nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa» (…). A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto się dotknął mojego płaszcza?» (…) Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!» Mk 5, 21.25-28. 30. 33-34

Trwamy w radości z powodu wakacyjnego odpoczynku. Niech jednak ten upragniony czas nie stanie się dla nas odpoczynkiem od Boga. Chodźmy! Zgromadźmy się wokół Niego. Chciejmy doświadczyć Jego kolejnego dotyku. Dziś Ewangelista Marek „wciska” nas niejako w  wielki tłum, abyśmy stali się świadkami niezwykłego wydarzenia. Wprawdzie Ewangelia przeznaczona na pierwszą niedzielę lipca opisuje dwa cuda: uzdrowienie kobiety cierpiącej na krwotok oraz wskrzeszenie córki Jaira, chcę jednak się pochylić wraz z Wami nad pierwszym z nich. Kobieta cierpiała na upływ krwi od 12 lat. Trzeba przyznać, że to niezwykle długi i uciążliwy czas choroby. Mało tego, dolegliwość ta należała do nieco wstydliwych i według Prawa Mojżeszowego, czyniła ową kobietę na stałe rytualnie nieczystą. Przez 12 lat była wyłączona z publicznego kultu – można by nawet powiedzieć, że w jakimś stopniu była „martwa” dla Boga w powinnościach religijnych. Stała się także niejako zdegradowana społecznie i duchowo; może nieraz doświadczyła docinek, komentarzy, obmowy… możemy sobie tylko wyobrazić, jak długą drogę przemierzała owa bohaterka dzisiejszej Ewangelii, aby uzyskać upragnione zdrowie. Próbowała wielu sposobów leczenia, na które wydała cale swoje utrzymanie, lecz nie odzyskała zdrowia. Po wyczerpaniu wszelkich ludzkich sposobów, kobieta nie przestaje walczyć. Mimo coraz gorszego samopoczucia i beznadziei podejmuje najważniejszą decyzję swojego życia, stawia wszystko na jedną kartę – stawia na Jezusa. Zawierza się całkowicie Jemu. Słysząc o Jego licznych cudach i uzdrowieniach wierzy, że kontakt


4 Okruszyna

z Nim może całkowicie odmienić jej życie. Marzy tylko o możliwości dotyku, w ukryciu, od tyłu. Kobieta nie przychodzi do Jezusa w sposób jawny, lecz od tyłu. Być może ta sytuacja była spowodowana świadomością rytualnej nieczystości. Wierzyła jednak, że kontakt z Nim może być życiodajny. Po dotknięciu Jezusa poczuła moc uzdrowienia. Co ciekawe, wobec tak wielkiego tłumu cisnącego się z  każdej strony na Jezusa, nie uczestniczy On bezpośrednio w cudzie uzdrowienia. Nie wypowiada żadnego słowa, nie czyni żadnego gestu, ale jest w  pełni świadomy, że „moc wyszła z Niego”. I tu dzieje się rzecz niebywała. Dotyk przywraca kobiecie nie tylko zdrowie fizyczne, lecz staje się okazją do spotkania. Jezus wydobywa ową kobietę z licznego tłumu. Dotychczas anonimowa, teraz staje się partnerką dialogu z Mistrzem. Pełna leku i  obaw w  geście pokory i  skruchy pada do stóp Jezusa, swego Lekarza. Jezus uzdrawiając ją, „wskrzesza” do nowej relacji z Bogiem. Daje kolejną szansę i przystęp do świątyni. Myślę, ze każdy z  nas cierpi na jakiś „upływ krwi”. Jak przeżywasz takie doświadczenia? Czy w chwilach cierpienia, kryzysu zwracasz się do Boga? Pan Bóg dopuszcza czasem do takich sytuacji, abyśmy przekonali się na własnej skórze, że żadne układy, wpływy czy spryt nie są mocniejsze od Boga. Są w życiu takie sytuacje, które tylko z Jezusem jesteśmy w stanie uzdrowić i uleczyć. Wierzysz w to? Wielki tłum gromadził się niegdyś wokół Jezusa. Gromadźmy się i my, w każdą niedzielę. Złóżmy w Nim cale nasze życie. Szukajmy w Nim ocalenia i prawdziwego szczęścia.


Okruszyna 5

,, Duchowosc , Dominikanska Siostra Wojciecha

Prosić o to, co niemożliwe Pozwól, o Panie, słyszeć Słowo Twe, Niechaj karmi moją duszę Święty Duch I mnie rozpali... Przed rokiem zaczęliśmy podpatrywać modlitwę świętych dominikańskich. Zaczęliśmy od omówienia tekstu Modlitwy dominikańskiej, której fragment rozpoczyna ten wpis. Potem przyglądaliśmy się kolejnym postaciom: św. Dominikowi, Piotrowi Jerzemu Frassati, Henrykowi Suzo, Matce Kolumbie, bł. Julii Rodzińskiej… Od każdego mogliśmy się czegoś nauczyć. Na czas wakacyjny proponuję spotkanie ze świętym Jackiem, którego święto obchodzimy w naszym Zakonie 17 sierpnia. Obserwując św. Jacka możemy powiedzieć, że bardzo wiele łączy go ze świętym Dominikiem. To niestrudzony apostoł, który przemierzał Europę wzdłuż i  wszerz zapuszczając się także daleko na Wschód (Kijów, Ruś). Mimo, iż odebrał solidne wykształcenie, nie był typem naukowca, ale człowiekiem czynu, któremu zawsze było po drodze do zwykłych, prostych ludzi. Nie był przywiązany do swoich dzieł: po prostu szedł i  zakładał kolejne klasztory powierzając troskę nad nimi swoim braciom. Jego aktywność i niespożyta energia zadziwiają. Mimo tak wielu obowiązków pozostał w pamięci jako ten, który trwał na modlitwie. Warto również zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Całe jego życie było jakby nieustanną pielgrzymką. Każdy, kto brał udział w pielgrzymce wie, że pokonywanie drogi związane jest z wieloma wyrzeczeniami. Zgodzimy się również, że podjęcie trudu ze względu na Boga jest modlitwą. Jacek wyruszał w drogę, by nieść innym Chrystusa i budować Królestwo Boże. My pielgrzymujemy do świętych miejsc, a on nie tyle szedł do kolejnych sanktuariów, co do konkretnego człowieka w którym widział Boże dziecko. Możemy tu odnaleźć myśl wyrażoną podczas Soboru Watykańskiego II, powtarzaną później wielokrotnie przez św. Jana Pawła II, że drogą Kościoła jest człowiek. Tak też jest z naszym pielgrzymowaniem, które przecież odbywa się we wspólnocie. Można też odwrócić tę sytuację: Jacek, napełniony Bogiem, sam stawał się dla innych jakby sanktuarium obecności Chrystusa. Dlatego tak wielu do niego lgnęło.


6 Okruszyna

Kiedy napełniał się Bożą obecnością? Podobnie jak święty Dominik, Jacek dużo modlił się nocą. Miał szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, która wielokrotnie mu się ukazywała i też darzyła Jacka wielką miłością, co potwierdza obietnica Maryi złożona świętemu: podczas jednej z wizji Święta Dziewica powiedziała: Synu Jacku, raduj się, bo twoje modlitwy przyjemne są i miłe przed obliczem Syna Mojego, Zbawiciela wszystkich, i o cokolwiek prosić będziesz za pośrednictwem mego imienia, przeze mnie u Niego uzyskasz. I tu przechodzimy do drugiej sprawy: modlitwy wstawienniczej. Poznając modlitwę św. Jacka możemy zauważyć, że najczęściej modli się on prosząc o łaski dla innych. Czy nie tak postępują prawdziwi pielgrzymi? Często niosą intencje innych i wypraszają łaski tym, którzy o to proszą. Podobnie było ze świętym Jackiem, który błagał Boga o pomoc widząc ludzką biedę. I nie było ważne, czy chodziło o ścięte gradem zboże, które dzięki całonocnej żarliwej modlitwie świętego ponownie stanęło na polu, ciesząc obfitością zbiorów, czy o wskrzeszenie jedynego syna matki, który utopił się w rzece. Jacek bezgranicznie ufał Bogu i wierzył, że pragnie On pomóc tym, którzy pokładają w Nim nadzieję. Tej ufności często brakowało towarzyszącym świętemu Jackowi braciom. Gdy mieli przejść przez rzekę Jacek pierwszy wszedł na fale i zaczął iść po wodzie zachęcając braci, by poszli za nim. Ponieważ ci wątpili, święty rozłożył swój płaszcz na wodzie i dopiero na nim przetransportował towarzyszy na drugą stronę. Jacek wielokrotnie też interweniował u  Boga prosząc o potomstwo dla bezdzietnych małżeństw. Nikt, kto zwrócił się do niego o pomoc nie został odprawiony z niczym. Skuteczność modlitwy wstawienniczej pierwszego polskiego dominikanina była wielka zarówno za jego życia, jak i po śmierci. Do grobu Jacka pielgrzymowali ludzie prosząc o to, co wydaje się niemożliwe. Może więc warto będąc przejazdem w Krakowie wejść po schodach do kaplicy św. Jacka, gdzie znajduje się jego grób, by powierzać mu najtrudniejsze sprawy? Niech postawa świętego Jacka uczy nas odkrywania Jezusa na wszystkich naszych drogach, a także dostrzegania ludzkich problemów i noszenia ich przed Boży tron na modlitwie.


Okruszyna 7

Misja Zgromadzenia Siostra Wirginia

Zejdź z kanapy. Co znaczy ewangelizacja młodych dziś..? Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Mk 10,17 Ewangelista Mateusz pisze o nim: „młody człowiek”, natomiast św. Marek pisze po prostu „ktoś”, do Jezusa przybiegł pewien człowiek… Jakby w ostatniej chwili, zanim Nauczyciel poszedł dalej. Jakby wcześniej trudno mu było zdecydowaćsię, żeby zadać Mistrzowi ważne dla niego pytanie. Brak, którego doświadczał, poczucie niewystarczalności własnych starań w  zapewnieniu trwałego szczęścia, sprawił, że jednak przybiegł… „Jest też w życiu inny, jeszcze bardziej niebezpieczny paraliż, dla młodych często trudny do rozpoznania, którego uznanie sporo nas kosztuje. Lubię nazywać go paraliżem rodzącym się wówczas, gdy mylimy SZCZĘŚCIE z  KANAPĄ! (…)Pytam was: czy chce być ospali, ogłupiali, otumanieni? Czy chcecie, żeby inni decydowali o waszej przyszłości? Czy chcecie być wolni? Rozbudzeni. Walczyć o waszą przyszłość?”(Papież Franciszek ŚDM 2016) Aby zejść z „kanapy”, miejsca pozornego szczęścia, o którym mówił papież, wegetacji między iPhonem a komputerem, chwilowego znieczulania bólu i lęku, trzeba odkryć w sercu pragnienie wolności, prawdziwego ŻYCIA, życia w pełni. Usłyszeć, zostać przyprowadzonym (albo przygnanym wewnętrznym przynagleniem), żeby doświadczyć spotkania z Jezusem, jako Panem i Zbawicielem, czyli Tym, który może mnie uratować z  sytuacji po ludzku beznadziejnych, uwolnić z  grzechu, zmienić moje życie. Tym, co może nas uruchomić jest odkrycie bezwarunkowej MIŁOŚCI jaką Bóg w Jezusie nam dał. Dopiero z tej perspektywy można podjąć decyzję wyboru życia z Jezusem: inspirowania się Jego Osobą, nauką, życiem. „Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością, tą radością, która rodzi się z miłości


8 Okruszyna

Boga, radością, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia.(Papież Franciszek ŚDM 2016) Ten, kto doświadczył prawdziwego spotkania z Bogiem i ma odwagę dać się poprowadzić Duchowi Świętemu, nie tylko poznaje wartość odkrytego skarbu, dla którego można zostawić, nie dać się zmamić jego imitacjom, ale nie będzie w stanie zatrzymać go tylko dla siebie. Będzie chciał się tym dobrem dzielić. Staje się świadkiem Jezusa i narzędziem miłosierdzia. I na tym polega ewangelizacja Wakacje to czas, w którym jest organizowanych wiele dobrych wydarzeń, spotkań i rekolekcji ewangelizacyjnych. Warto się nimi zainteresować, wziąć udział, aby zbudować, zatroszczyć się lub odnowić swoją wiarę, osobistą relację z Bogiem. Na tym oczywiście nie można poprzestać. Potrzebujemy stałych miejsc wzrostu w codzienności, w naszych środowiskach: ludzi, którzy żyją takimi samymi wartościami i obdarzą nas przyjaźnią; duszpasterstw, wspólnot, w których znajdą się osoby, które będą nas wspierać w osiąganiu nowych celów, rozwijaniu modlitwy, towarzyszyć w chwilach trudnych, nie skreślą, ale podeprą, podniosą w upadku. To jest przede wszystkim rola dorosłych: księży, duszpasterzy, sióstr i  świeckich ewangelizatorów i formatorów, którzy mają być dyspozycyjni, dostępni dla Was młodzi. Ale jak już znajdziesz takie miejsce w Kościele, wspólnotę, w której się zadomowisz i rozwiniesz, to przyjdzie czas, w który zostaniesz zaproszony do wyjścia, rozeznanego i zorganizowanego dzielenia się wiarą na zewnątrz. Czymś nieocenionym jest ewangelizacja młodych z pomocą rówieśników. Dasz się uruchomić?


Okruszyna 9

, Wybrac droge, Siostra Natalia

Ty masz powołanie Siedzę na ławce, przed oczami mam Giewont i próbuję sobie przypomnieć jak to było z moim powołaniem. Pierwszy raz, kiedy pomyślałam, aby zostać siostrą zakonna miałam 8 lat. Miałam wtedy taką koleżankę, starszą ode mnie o 10 lat i ona wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Albertynek. Gdy przyjechała nas odwiedzić w  stroju postulanckim; wtedy postulantki miały swoje stroje, tak bardzo mi się spodobał ten strój, że powiedziałam sobie, że ja też zostanę siostrą, bo chcę chodzić w  takim stroju. Nigdy więcej nie spotkałam już tej koleżanki, ale wiem, że jest Albertynką. Czas płynął, a ja ciągle pamiętałam o moim dziecięcym pragnieniu. W ósmej klasie poznałam nasze Siostry, kilka razy byłam na rekolekcjach dla dziewcząt w Krakowie. Czas płynął, dorastałam, zakochałam się i myśl o klasztorze przestała być moją myślą. Byłam szczęśliwa i  chciałam być szczęśliwą żoną, matką, bardzo kochaną przez tego, którego ja kochałam. W końcu przyszedł dzień studniówki, oczywiście poszłam na nią z  moim ukochanym, a  po studniówce zobaczyłam tak po prostu z dnia na dzień, że ten mój ideał wcale nie jest taki idealny, że moje serce już wcale tak mocno do niego nie bije i w ogóle jest jakoś nie tak. No i koniec końców wszystko się skończyło. Zostałam sama. Przyszła wiosna, a z wiosną pojawił się nowy-stary chłopak, bo znaliśmy się już od jakiegoś czasu. Spotykaliśmy się, ale jakoś moje serce nie chciało zabić do niego tak jak powinno zabić, to nie była miłość. W końcu przyszła matura i plany na studia. Tylko chyba Pan Bóg miał inny plan i nie zawahał się w dość oryginalny sposób pokazać mi tego, a może upomnieć się o to, co obiecałam Mu w dzieciństwie. Oblałam ostatni egzamin maturalny ( wtedy matura wyglądała trochę inaczej), i musiałam zdawać poprawkę w sierpniu, a to przekreśliło, przynajmniej na ten czas moje plany, co do studiów. Gdy już zaczęły się wakacje pojawił się w mojej głowie pomysł, aby pojechać na rekolekcje do Dominikanek. Przypomniałam sobie, że przecież kiedyś chciałam być siostrą zakonną.


10 Okruszyna

I to mnie trochę przeraziło i powiedziałam sobie, że to jednak zły pomysł, nie będę zakonnicą. Na żadne rekolekcje nie pojadę. Nie chciałam pojechać, bo gdzieś w głębi serca wiedziałam, że jak pojadę, to będę musiała zostać siostrą zakonną. Wakacje płynęły był już sierpień, gdy spotkałam na ulicy koleżankę, z którą kiedyś byłam na rekolekcjach na Kasztanowej. I  ona mnie pyta, czy nie miałabym ochoty pojechać z nią na rekolekcje do Krakowa, bo ona chciałaby pojechać, ale nie ma, z kim. Dziś już nie bardzo wiem jak to się stało, ale pojechałam. I stało się tak jak się obawiałam, poprosiłam o przyjęcie do Zgromadzenia. Zostałam przyjęta, ale moje serce zostało w  domu, ogromnie tęskniłam do mojego świata, do moich planów na życie. Gdy patrzyłam na starsze siostry nie mogłam się pogodzić, że mam tak żyć, że mam się zestarzeć, jako zakonnica. I po niedługim czasie wyjechałam, ale zabrałam ze sobą jedno zdanie, które powiedziała do mnie na pożegnanie ówczesna Matka Generalna Barbara: „Ty masz powołanie.” To było jak piętno, które zepsuło wszystkie moje plany na życie i prześladowało mnie dosłownie w dzień i w nocy, nawet we śnie. W końcu musiałam się poddać i pójść tą drogą, którą dla mnie przygotował Bóg. Wróciłam do klasztoru i jestem, od 26 lat jestem. Patrzę na Giewont, a on ciągle taki sam, niezmienny, jedyne, co nas łączy to przybywające lata i jemu i mnie i nam wszystkim przybywa lat. Być może za kilka lat Ty, która teraz masz naście lat i czytasz moje świadectwo swojego powołania napiszesz jak to było z Twoim powołaniem.


Okruszyna 11

Cool–turalnie Siostra Benedykta

BALLADA O RZECZY NIEMOŻLIWEJ – czyli jak zrobić musical wbrew zdwemu rozsądkowi To się nie mogło udać. Podobnie jak trzy lata temu w Mielżynie. Bo takie rzeczy ludziom rozsądnym się po prostu nie udają. Ale ja nie jestem rozsądna. Ludzie, których Pan Bóg stawia mi na drodze, też nie. MIELŻYN A.D. 2015 – Benia, chodź, pomożesz nam śpiewać! – powiedziała siostra Łucja. – A daj ty mi święty spokój. Nie będę śpiewać żadnych kawałków o ptaszkach i biedronkach. – No, na chwilę chociaż. Poszłam. Z tej „chwili” zrobiła się kilkuletnia współpraca, która zaowocowała dwoma musicalami i trzema inscenizacjami tych musicali… Warsztaty muzyczne dla niepełnosprawnych mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Mielżynie z Przemysławem Piechockim. Miesiąc do premiery, która miała się odbyć podczas dorocznego festynu zwanego Zjazdem Rodzin. Nie było jeszcze muzyki, nie mówiąc już o  jakichś nutach. Połowa obsady (śpiewającej!) to nasi niepełnosprawni mieszkańcy, a druga połowa to dojeżdżający wolontariusze, którzy na ogół nie mieli czasu na próby. W dzień przedstawienia (!) pojawiła się dopiero kilkuosobowa orkiestra. Zaczął się spektakl: „Dziady i Ballady czyli Mickiewicz w Mielżynie” – z muzyką Przemka i moim scenariuszem. Tętniący życiem, dźwięczny i kolorowy. Owacje na stojąco. Mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej do dziś śpiewają „Nocy cicha, gdy wschodzisz, kto ciebie zapyta, skąd przychodzisz” i „Kraj lat dziecinnych”… KŁODZKO A.D. 2018 – To co robimy nowego, siostro? – usłyszałam głos Kacpra, pakując stroje po przedstawieniu. Połowa marca, tuż przed Wielkanocą. Właśnie skończył się spektakl o bł. Karolinie Kózkównie „Będziesz ze mną w  raju”, przygotowany przeze mnie i  przez moją młodzież z  grupy teatralnej działającej przy Liceum im. Bolesława Chrobre-


12 Okruszyna

go w Kłodzku. To miało być ostatnie przedstawienie w tym roku szkolnym, bo przecież zrobiliśmy już trzy. I wtedy padło to pytanie. A potem chodziło za mną jak cień. Deptało mi po piętach. Szeptało mi do ucha, że przygoda teatralna nie może skończyć się w marcu, i wprawiło mnie w twórczy niepokój. I tak narodził się pomysł wystawienia w szkole „Dziadów i  Ballad” pod nowym tytułem: „Ballada o  Mistrzu”. W samym środku matur, wycieczek szkolnych, wystawiania ocen. Próby odbywały się gdzie popadnie – nawet w salkach duszpasterstwa ojców jezuitów „Magis”. Były momenty, że zastanawiałam się, jak z tego wariactwa wyjść z twarzą i jedyny pomysł, jaki mi przychodził do głowy to podróż na Księżyc z biletem w jedną stronę… Wreszcie – dzisiaj – próba generalna… Odkrywam, że nagle wszystko zaczyna płynąć razem z muzyką... Okazuje się, że stanowimy zgrany zespół... Spektakl zaczyna pulsować życiem, a mnie aż się chce tańczyć i śpiewać razem z moimi aktorami. A potem chwila przerwy. Siadamy na scenie. Jemy pizzę i śpiewamy kawałki z "High School Musical", których ja kompletnie nie znam, ale nic nie szkodzi. I rodzi się nazwa naszej grupy teatralnej: "Dzikie Koty". I czuję, coraz mocniej czuję, że jestem we właściwym czasie i miejscu... I ze zdumieniem odkrywam, że chyba po raz pierwszy w życiu nie denerwuję się przed premierą. I że jest mi tak lekko i dobrze... i że ich po prostu kocham. Spotkałam najwspanialszą młodzież na świecie. Piszę te słowa tuż przed premierą „Ballady o Mistrzu”. Nie wiem, jak wyjdzie. Ufam, że pięknie, ale nie to jest najważniejsze. Zdobyliśmy przez te kilka miesięcy współpracy coś znacznie ważniejszego: radość bycia razem. Wspólnego tworzenia. Odwagę do popełnienia zbiorowego szaleństwa. I  może o  to właśnie chodzi w  teatrze: jest tak naprawdę wspólnotą. Pomostem łączącym różnych ludzi: wierzących i niewierzących. Idących pewną drogą i zagubionych. Przebojowych i tych, którzy nie wierzą w swoje piękno i wychodzą na scenę po to, żeby je ze zdumieniem odkrywać. Wszyscy oni mają jednak coś wspólnego: są nierozsądni. Naznaczeni pasją. Gotowi porwać się na Niemożliwe. A przecież Bóg jest Panem rzeczy niemożliwych i wtedy właśnie najbardziej widać Jego działanie…


14 Okruszyna

Adres kontaktowy Siostra Łucja

Al. Kasztanowa 36 30–227 Kraków

2 Duszpasterstwo Młodzieży

http://www.dominikanki.pl/duszpasterstwo–powolan/ https://www.facebook.com/drogowskazop/ email: duszpowo@dominikanki.pl nr tel. 12 425 24 05 kom. 728429903 – nie odpowiadam na smsy

2 Podajemy również numer telefonu i adres mailowy do Siostry Marii, która prowadzi Duszpasterstwo Młodzieży w Białej Niżnej: drogowskazop@gmail.com kom. 728429910 – Siostra też nie odpowiada na smsy

2 A wszystkim zainteresowanym misjami podajemy adres mailowy i numer telefonu do

Siostry Natalii– Referentki Misyjnej

misjedom@dominikanki.pl kom. 728 407 452– Siostra także nie odpowiada na smsy

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!


Co? Gdzie? Kiedy?

Okruszyna 15

❧❧Dla naszego Zgromadzenia czas wakacyjny jest szczególnie bogaty w wydarzenia i uroczystości: ❧❧12 lipca odbędą się jubileusze profesji zakonnej: 65, 60, 50 i 25-lecia. ❧❧8 sierpnia, w Uroczystość św. Dominika, Siostry Junioratu w Tarnobrzegu-Wielowsi, złożą wieczystą profesję zakonną. ❧❧16 sierpnia Siostry Postulantki otrzymają habit i rozpoczną nowicjat w Białej Niżnej. ❧❧17 sierpnia Siostry Nowicjuszki złożą pierwszą profesję zakonną w klasztorze w Białej Niżnej i rozpoczną dalszy etap formacji zakonnej, którym jest juniorat, w Domu Generalnym w Krakowie. ❧❧17 sierpnia wspominamy pierwszego polskiego dominikanina – św. Jacka. Jest on uważany za szczególnego patrona rodzin, zwłaszcza rodzin oczekujących potomstwa. Jest to dzień odpustu w Bazylice Świętej Trójcy Ojców Dominikanów w Krakowie i w kaplicy naszego Domu Generalnego. ❧❧19-26 sierpnia odbędzie się Nadzwyczajna Kapituła Generalna Zgromadzenia – bardzo prosimy o modlitwę ❧❧Dziewczęta pragnące w najbliższym czasie rozpocząć życiew naszej wspólnocie zakonnej oraz te, które pragną to uczynić w przyszłości zapraszamy do nawiązania z nami kontaktu, do przyjazdu na rekolekcje i dni skupienia. Informacje o życiu i misji apostolskiej dominikanek uzyskasz pisząc pod adres: Zgromadzenie Sióstr św. Dominika Duszpasterstwo Młodzieży Al. Kasztanowa 36 30–227 Kraków tel. 12 425–24–05 Internet: http://www.dominikanki.pl; email: duszpowo@dominikanki.pl Na Nasze konto: BANK PeKaO. S.A. I ODDZIAŁ w Krakowie, można przekazać ofiary na misje NR 49 1240 1431 1111 0000 1047 9988 z dopiskiem: „Misje”.

Okruszyna lipiec sierpień 2018  
Okruszyna lipiec sierpień 2018  
Advertisement