Page 1

KRAKÓW luty 2018(269)

dostrzec ◆ przyjąć dzielić się PRAWDĄ


„To jest właśnie piękno konsekracji: radość, radość… Nie ma świętości w smutku…” Papież Franciszek

Ostatnio bardzo modne stały się kalendarze, które obfitują w podkreślanie nietypowych świąt i dni np.: „międzynarodowy dzień koszuli…”, „dzień całowania złotowłosych”, „dzień jedzenia czekolady” itp. Zastanawiające jest to, co wyrażają takie daty i co podkreślają takie wymyślone „święta”, dla kogo mają znaczenie? 2 lutego – Święto Ofiarowania Pańskiego, a także Dzień Życia Konsekrowanego...często nie mieści się w kalendarzu – zestawieniu „nietypowych świąt i uroczystości”. Co kryje się pod poważnym tytułem „Dzień Życia Konsekrowanego”? W przeciwieństwie do jednego „dnia koszuli” to jest 365 dni/ 366 dni – dzień po dniu, godzina po godzinie, życia trzema słowami, które są dla każdej osoby konsekrowanej jak oddech, jak codzienny chleb – „czystość, ubóstwo i posłuszeństwo”. To święto tych wszystkich, którzy uwierzyli Chrystusowi na Słowo, zostawiając często to co kochają, o czym marzą, czego pragną – nie wiedząc nawet, jak stokroć więcej otrzymają każdego dnia, gdy tylko szeroko otworzą swoje oczy i serca. To na pewno nie jest święto ludzi „lepszych”, świętszych, pobożniejszych „od”, ale święto ludzi, którzy dotknęli dna swojej słabości, swojego człowieczeństwa i w promieniach Bożego Miłosierdzia zaufali niepojętej miłości Boga – zupełnie za darmo, zupełnie niezasłużenie, która mówi: „Pójdź za mną”. To święto – jak podkreśla Papież Franciszek w Liście do Osób Konsekrowanych „Radujcie się” – ludzi odnalezionych, dogonionych i przemienionych przez Prawdę Chrystusa. Tego właśnie dnia, każdy trzyma w rękach gromnicę – świecę, która przecież spala się tylko wtedy, gdy daje światło, która pali się jako ostatnie światło, gdy umieramy dla świata, a rodzimy się dla nieba. To całkowicie tak – jak powinna żyć każda osoba konsekrowana, spalać się dając ciepło, miłość, radość tym wszystkim dookoła, we wspólnotach, środowiskach pracy, w cichej modlitwie. Umierać dla świata zawsze z  uśmiechem, pamiętając o  nadziei, że my już jesteśmy zbawieni, a  kwestią czasu jest to, że będziemy wszyscy razem w niebie, nie po to, by jeden dzień świętować jak z kartki kalendarza „nietypowych świąt”, ale całą wieczność, którą nie obejmie już żaden kalendarz… s. Łucja


Okruszyna 3

Bóg mówi Siostra Isnarda

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je [Dziecię Jezus] do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu (…) A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga”. (Łk 2, 22. 25-28)

Dziś nasze rozważanie prowadzi nas do świątyni jerozolimskiej, gdzie jesteśmy świadkami niezwykłego spotkania, które można by nazwać jednym z najpiękniejszych momentów ewangelicznych. Sędziwy, sprawiedliwy i pobożny starzec Symeon oraz podeszła w latach prorokini Anna trwają latami w świątyni Pana, wyczekując „pociechy Izraela” – Mesjasza. Ich nadzieje wypełniają się w momencie przedstawienia Jezusa w Bożym domu. Zgodnie z przepisami Prawa Pańskiego, czterdzieści dni po narodzeniu chłopca należało pierworodnego poświęcić Panu i złożyć przepisaną ofiarę. Świątynia to miejsce obecności Boga – swoisty znak niegasnącej nadziei i zawierzenia. Nie dziwi więc, że właśnie tu został ofiarowany Bogu – Boży Syn. Warto również zauważyć, że właściwie od pierwszego momentu wszystkie podejmowane działania, samoczynnie kierują się w stronę Jezusa. To tu następuje pierwsze „oficjalne” spotkanie między Zbawicielem, a Jego wybranym ludem, którego przedstawicielami są Anna i Symeon. Mały Jezus staje się również wyjątkowym zwornikiem dwóch pokoleń: młodych i  starszych, ale także punktem wspólnym dwóch światów: tych którzy oczekiwali i tych, których nadzieje po latach zostały wypełnione. Ta ewangeliczna perykopa uczy nas dwóch rzeczy. Po pierwsze przypomina o cnocie cierpliwości. Jej uosobieniem są Anna i Symeon, którzy dzięki cierpliwości doczekali się spełnienia proroctwa. Nie wpadli w rutynę ani zniechęcenie. Dla nich każdy dzień stanowił nową okazję. Również my jesteśmy wezwani do cierpliwego oczekiwania na ostateczne spotkanie z  Chrystusem, trwania w  świątyni, aby każdy dzień mijającego życia był wypełniony obecnością Boga i nadzieją na spotkanie z Nim. Życzyć należy wszystkim spełnienia się słów modlitwy – wiersza Z. Herberta


4 Okruszyna

„Modlitwa Pana Cogito – podróżnika”: „Pozwól o Panie abym (…) nade wszystko (…) był pokorny, to znaczy ten który pragnie źródła”. Druga nauka ewangelicznego fragmentu to umiejętność łączenia tego, co stare i  nowe, doświadczone i początkujące, odchodzące i przychodzące. Mimo różnych ludzkich ograniczeń, spotkanie tych dwóch rzeczywistości zawsze powinno prowadzić do wzajemnego ubogacenia – nigdy do odrzucenia i lekceważenia. Podsumowaniem naszych rozważań mogą być słowa papieża Franciszka, komentujące wspomnianą ewangeliczną perykopę. Są one ubogacone odniesieniem do życia konsekrowanego, którego tajemnicę w szczególny sposób rozważamy w Święto Ofiarowania Pańskiego: „Jest to spotkanie młodych, napełnionych radością w  zachowywaniu Prawa Pana i starców pełnych radości z powodu działania Ducha Świętego. Jest to wyjątkowe spotkanie między obserwancją a proroctwem, gdzie młodzi są obserwantami, a starcy prorokami! (...) W świetle tej ewangelicznej sceny spójrzmy na życie konsekrowane jako spotkanie z Chrystusem: to On do nas przychodzi, niesiony przez Maryję i Józefa, i to my idziemy ku Niemu, prowadzeni przez Ducha Świętego. Ale w centrum jest On (...) Także w życiu konsekrowanym przeżywamy spotkanie młodych i starych, obserwancji i proroctwa. Nie postrzegajmy ich jako dwóch rzeczywistości przeciwstawnych! Raczej pozwólmy, aby Duch Święty ożywiał jedną i drugą, a znakiem tego jest radość (...). Dobrze, aby starsi przekazywali młodym mądrość, a młodzi przejmowali to dziedzictwo doświadczenia i mądrości, niosąc je w przyszłość, dla dobra poszczególnych rodzin zakonnych i całego Kościoła”.


Okruszyna 5

,, Duchowosc , Dominikanska Siostra Wojciecha

Jedna z dróg Cierpienie przeżywamy na różne sposoby. Może nas ono zniszczyć, ale może się zdarzyć, że po jakimś czasie zobaczymy, że cierpienie w naszym życiu jest jedną z dróg, na której czeka na nas Bóg. Dlaczego tak jest, że jedni idą przez życie bez większych wstrząsów, a innym wciąż w oczy wieje wiatr? Nie ma niestety odpowiedzi na to pytanie, przynajmniej na tym świecie. Możemy tylko patrzeć na tych, którzy przeszli już swoją drogę. Jakie owoce przyniosło ich życie? Przykład wielu świętych pokazuje, że Bóg przez swoją łaskę może sprawić, iż cierpienie staje się bezcennym skarbem. Jedną z  takich osób była nasza Siostra – Julia Stanisława Rodzińska. Została beatyfikowana przez św. Jana Pawła II w  1999 roku. Oddała swoje życie z  miłości do bliźnich podczas II wojny światowej i dziś czczona jest jako jedna z męczenników tego czasu. Jej życie od początku nie było łatwe. Gdy miała osiem lat, zmarła jej mama, a dwa lata później straciła także tatę. Małą Stasię i jej siostrę przygarnęły siostry dominikanki z Nawojowej, gdzie mieszkali Rodzińscy. W wieku 17 lat wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr św. Dominika, w którym przeżyła 29 lat. Doświadczyła dramatu dwóch wojen światowych, uczestniczyła w odbudowie wolnej już od zaborów Polski, w trudnych czasach międzywojennych, sama też przez całe swoje życie zmagała się z bardzo uciążliwą chorobą żołądka. Co dawało jej siłę w tych różnorodnych doświadczeniach? Modlitwa. Atmosfera rodzinnego domu przesiąknięta była żywą wiarą i pobożnością. Ojciec małej Stasi był organistą w miejscowym kościele. Modlitwa śpiewem w domu oraz uczestnictwo w życiu parafialnej wspólnoty kształtowało duchową sylwetkę małej dziewczynki. Później, gdy po śmierci obojga rodziców zamieszkała w domu sióstr, na co dzień oddychała duchem liturgii. Przypatrywała się życiu swoich przybranych „mam”, w  którym kontemplacja łączyła się z  apostolstwem. Już wtedy dużo czasu spędzała na modlitwie. Pogłębiło się to, gdy została dominikanką. Na kształtowanie się postawy duchowej młodej siostry wpłynęło niewątpliwie to, że wychowywała się ona w otoczeniu sióstr, które znały jeszcze Matkę Kolumbę Białecką, Założycielkę Zgromadzenia. Żywa pamięć o niej i przykład świętego życia pobudzały siostry do naśladowania jej cnót. Przyswajały sobie one również cechy


6 Okruszyna

duchowości właściwej zakonowi dominikańskiemu: miłość do Jezusa Eucharystycznego i Jego Matki oraz gorące umiłowanie liturgii. Nie inaczej było z Siostrą Julią. Ukochała modlitwę różańcową, a swoich wychowanków zarażała pobożnością eucharystyczną. Jako przełożona dbała również o duchowy rozwój sióstr. Dbała o piękno wspólnie sprawowanej liturgii, organizowała też rekolekcje dla sióstr w wileńskim klasztorze. Codzienne życie wypełnione pracą i  gorącą modlitwą przygotowywało Siostrę Julię do próby wiary, która na nią czekała w przyszłości. W  lipcu 1943 roku została wraz z  siostrami aresztowana i  uwięziona. Inne siostry osadzono w celach wspólnych, natomiast Siostrę Julię umieszczono w  izolatce – cementowej szafie, w  której można było tylko siedzieć. Spędziła tam cały rok. Opuszczała izolatkę tylko na przesłuchania. Cierpienie fizyczne połączone było z  cierpieniem duchowym, wynikającym z  braku możliwości korzystania z  sakramentów. Pobyt w tak ciężkich warunkach nie złamał jednak jej wiary. Przez modlitwę łączyła się z  Bogiem i  to dodawało jej siły w cierpieniu. Więźniowie wspominali, że gdy mijała ich w drodze na przesłuchania, jej twarz była pełna spokoju i wewnętrznego skupienia. Po roku przewieziona została do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Tam budowała wszystkich swoją postawą. To modlitwa pozwalała jej zachować człowieczeństwo w piekle obozu. Z jednej strony organizowała pomoc dla potrzebujących, dzieliła się jedzeniem z bardziej głodnymi od siebie, a z drugiej organizowała w baraku wspólne modlitwy. Mogła to przypłacić życiem, a jednak więźniarki właśnie taką ją zapamiętały: klęczącą na środku nawet wtedy, gdy wchodziły więźniarki funkcyjne, z różańcem zrobionym z chleba w ręku. Modlitwą dodawała innym otuchy, umacniała słabszych od siebie. Nie mogąc uczestniczyć w Eucharystii, łączyła się duchowo z Jezusem chodząc w skupieniu wokół baraku w porze niedzielnej Mszy świętej. Dzięki staraniom Siostry Julii do tej części obozu, w której przebywała, przychodził kapłan. Mogła się wtedy wyspowiadać. Rozmowa z Bogiem towarzyszyła Siostrze przez cały czas. To ciągłe zjednoczenie z Jezusem, który oddał życie za przyjaciół, pchnęło Siostrę Julię do tego, by poszła służyć do tych, których wszyscy opuścili – do chorych na tyfus. Wiedziała, że zarażenie się chorobą oznacza śmierć. Nie wahała się. Bóg był w jej sercu i ona niosła Go innym. Towarzyszyła modlitwą umierającym, niosła pociechę i otuchę.


Okruszyna 7

Umierała również z modlitwą na ustach. Gdy na pryczy, na której leżała, zapadła cisza, wszyscy wiedzieli, że odeszła do Pana. Życie Siostry Julii było pełne cierpienia, ale też wypełnione było modlitwą. To ona pomaga odczytać ukryty sens zdarzeń. Jak małe dziecko, stojąc w tłumie ludzi nie widzi, co się dzieje w oddali, musi zaufać swojemu tacie, który widzi więcej, tak chrześcijanin ufa Bogu, który widzi i wie wszystko. Modlitwa w cierpieniu pomaga zrozumieć jego sens, przeżyć je z godnością. Modlitwa składa ból w czułych rękach Boga, by mógł on zostać przemieniony w… miłość. Jak u Siostry Julii...

Misja Zgromadzenia s. Karina

Moje powołanie organistki „Bo nie tylko palce wędrują po klawiaturze... jest jeszcze serce...›› Kiedy z perspektywy moich ponad 30-letnich „wędrówek” po czarno-białych klawiaturach instrumentów, w wielu ziemskich świątyniach, zadaję sobie pytanie: na ile moje serce słyszało Bożą muzykę, na ile na nią otwierało się, na ile dało się jej poprowadzić....? Wyrywa się z serca modlitwa: „ Najdroższy mój Oblubieńcze, Trójjedyna Miłości. TY Jesteś Niezgłębioną, Najdelikatniejszą, Najpiękniejszą, Niekończącą się Muzyką... Ciszą Miłosnego zachwytu, Wiecznością przepełnioną...” Wrażliwość na świat dźwięków, w  którą zostałam wyposażona przez Bożego Kreatora już od wczesnego dzieciństwa mniej lub więcej otwierała mnie na Bożą Obecność, pełną delikatnej i czułej Miłości. Pamiętam, jak nie mogłam zrozumieć, dlaczego ludzie wychodzą tak szybko z kościoła po niedzielnej Mszy świętej? Przecież organy tak wspaniale „modlą się” jeszcze... Ich potężne, wspaniałe brzmienie przenosiło mnie w zupełnie inny świat. Biedna moja Mama musiała mnie na siłę, jak lunatyka wyprowadzać wtedy z kościoła. Pamiętam także swój pierwszy instrument dzieciństwa – cymbałki, który dostałam w  święta wielkanocne. Oczywiście, z  wielkim wzruszeniem wystukiwałam na


8 Okruszyna

nich... pieśni wielkanocne, usłyszane podczas liturgii paschalnej w kościele. Kiedy potem zaczęłam grać na fortepianie i moje palce pod fachowym kierunkiem nauczycieli muzyki zaczęły coraz szybciej i sprawniej biegać po klawiaturze, często wypływały ze starego fortepianu melodie piosenek religijnych i  kanonów, którymi zachwycałam się i modliłam podczas spotkań i wyjazdów oazowych. W  życie zakonne weszłam z  muzyką, bo ona poniekąd otworzyła mnie i podprowadziła do Pana Boga. Już w  czasie postulatu po raz pierwszy usiadłam za organami, ucząc się w krakowskiej szkole organistowskiej. Od razu po złożeniu pierwszej profesji rozpoczęłam moją służbę organistowską. Ukończyłam w  Warszawie szkołę organistowską. Grałam, śpiewałam, prowadziłam schole i  chóry przy parafiach, w  których posługiwałam. Po złożeniu ślubów wieczystych kolejne parafie i posługa organistowska. Równocześnie przez wiele lat kontynuowałam w  Warszawie dokształcanie muzyczne tzw. kwalifikacje. Moje palce i nogi rozbiegały się na dobre po klawiaturach organowych. „Dobiegły” m.in. do preludiów, toccat i  fug bachowskich. Od czasu do czasu koncertowały. Grały z wielką pasją z innymi instrumentalistami i wokalistami... Jednak ćwiczenie pochłaniało mi bardzo wiele czasu. Owszem, słuchający klasycznych utworów ludzie modlili się i chwalili Pana Boga przez pełne pięknej harmonii melodie, ale i...bili brawo, chwalili... a to niestety nie zbliżało mnie do Pana Boga, Twórcy wszelkiego Piękna, któremu Jedynemu należy się Chwała! Niby grałam dla Niego, ale On niewiele mógł zagrać wtedy we mnie...bo w większości to ja grałam. Po przeżyciu przed kilku laty mocnego duchowego wstrząsu i radykanego przyciągnięcia mnie przez Pana Boga do Siebie, chciałam nawet zostawić muzykę, jeśli w jakikolwiek sposób miałaby mnie ona odciągać od mojego Najdroższego Bożego Oblubieńca. Jednak dalej zlecano mi posługę organistki. Zaczęłam więc usilnie prosić Pana Boga, aby moje serce stawało się coraz bardziej uległym instrumentem Jego Miłości, abym nie zagłuszała sobą Jego pełnej pokoju i ciszy pieśni miłości, pozwalając Jej najpierw rozbrzmiewać w moim sercu. Muzykę, która nadal jest częścią mojego życia i powołania zakonnego, pragnę nieustannie „odsyłać do Nieba”, modląc się: „Śpiewaj Panie we mnie i przeze mnie, wędruj moimi palcami po klawiaturze, a Swoją Miłością po moim sercu, wygrywając w nim niekończącą się melodię odwiecznej Miłości, jaką mnie umiłowałeś”.


Okruszyna 9

, Wybrac droge, Postulantka Joanna

Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś moim!  Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą,  i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie.  Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się,  i nie strawi cię płomień.  Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg

Te słowa są odzwierciedleniem działania Pana Boga w moim życiu. Swoje powołanie zaczęłam odkrywać w  wieku około 15 lat, kiedy to rok po moim nawróceniu zapragnęłam służyć Bogu. Dopiero teraz widzę jak On mnie prowadził przez całe me życie. Pochodzę z  rodziny, w  której jest trudna sytuacja. Rodzice są po rozwodzie. Z  ojcem miałam zawsze bardzo mały kontakt. W  szkole też było nie za dobrze. W podstawówce miałam trudności z kontaktami z rówieśnikami, byłam zamkniętą w sobie dziewczynką, która przez sytuację w domu nie umiała się otworzyć na drugiego człowieka. W gimnazjum, dwie koleżanki, które były mi dość bliskie oznajmiły, że nie chcą się ze mną już utrzymywać znajomości tak więc zostałam ze wszystkim na tamten czas całkowicie sama (przynajmniej tak myślałam). W niedługim czasie po tym wydarzeniu pewna bliska osoba pokazała mi pornografię - jeden raz, ale ten jeden raz wystarczył na to, żeby stała się ona dla mnie uzależnieniem, pewną formą ucieczki od szarej, codziennej rzeczywistości. W  międzyczasie chodziłam do spowiedzi, ale w „bagno” ciągle wpadałam. Nikt prócz mnie i spowiednika o tym nie wiedział. Trwało to kilka miesięcy. Któregoś dnia wybrałam się z  mamą na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie do kościoła księży pallotynów, który jest w niedalekim mieście. Tam usłyszałam wezwanie, że Pan uzdrawia młodą dziewczynę właśnie z pornografii. Stwierdziłam, że to nie do mnie, bo nic nie poczułam. Wróciłyśmy do domu a ja na następny dzień znów siadłam do komputera i włączyłam „to co zawsze”. Gdy tylko zaczęłam oglądać to równie szybko to wyłączyłam i zaczęłam płakać. To były łzy nad moim grzechem, które wlał w  moje serce Duch Święty. Płakałam jak płakał i  święty Piotr. I  do tej mojej nędzy wkroczył wtedy sam Bóg. Czekając na powrotny autobus do domu, spotkałam na szkolnym korytarzu dziewczynę, która zaprosiła mnie na spotkania oazowe. Trochę się bałam, dlatego błagałam kuzynkę, żeby „w  razie czego” była ze mną. Tam doznałam ogromu bożej bezwarunkowej


10 Okruszyna

miłości i zaakceptowania mnie taką jaką jestem. To właśnie w  tej wspólnocie zaczęłam odkrywać Boga i  Jego miłosierdzie. Ludzie byli wspaniali, tacy boży. Dzięki niej zyskałam też przyjaciółkę (dziewczyna, która mnie zaprosiła). W  międzyczasie chodziłam na pielgrzymki na Jasną Górę. Na pierwszej, gdy byliśmy już przed tronem Najświętszej Maryi, oddałam się Jezusowi całkowicie. Pielgrzymki pozwoliły mi pokochać Maryję jako matkę. W  technikum byłam całkowicie inną osobą – pełną energii, radości z dnia codziennego, Pan Bóg ogromnie mnie odmienił, tak, że osoby z którymi chodziłam do klasy przez cały mój etap szkolnych lat nie poznawały mnie. Nie znaczy to, że trudów nie było. Bo właśnie pośród tych trudnych sytuacji Jezus postawił mi kolejną osobę, która stała również moją przyjaciółką i jest naprawdę cudowną osobą, która wiele mi pomogła, w byciu dziś tu, gdzie jestem. Cała moja historia jest dowodem tylko na to, że Pan Jezus kocha ogromnie mocno każdego z nas, ludzi, którzy są zatopieni w przeróżne grzechy, nawet w te bardzo ciężkie. Dla Niego nie ma nic niemożliwego a im większy grzesznik, tym ma większe prawo do miłosierdzia.(Dz. 423) bo ono jest Jego największym przymiotem a zarazem „słabością” przeznaczoną dla ludzi, bo nade wszystko u Niego jest miłosierdzie i odpuszczenie grzechów. A  dlaczego siostry dominikanki? Sama do końca nie wiem, ale ufam, że On mnie prowadzi.

Cool-turalnie Siostra Benedykta

Podróż przez ciemne miasteczko – „Najlepszy” (reż. Łukasz Palkowski, 2017) Mroczne zaułki komunistycznej Legnicy (po filmie „Mała Moskwa” mam sentyment do tego miasta, chociaż nigdy w nim nie byłam). Odrapane kamienice. Lichy kiosk ruchu. Chłopak i dziewczyna uciekający przed Milicją Obywatelską – młodzi, beztroscy, jeszcze nie dotknięci przez katastrofę… Już wiem, że ten film mnie zagarnie. Potem jest tylko lepiej… Nic nie zapowiada, że długowłosy, anemiczny nastolatek, którego coraz bardziej zżera nałóg, skończy inaczej niż większość jego kolegów. „To już dziesiąty zgon w tym roku” – mówi chłodno lekarka w szpitalu – „Ty będziesz następny”. Chłopak osiąga swoje dno, co symbolizuje scena, kiedy (dosłownie!) wpada do świeżo wykopanego


Okruszyna 11

grobu podczas pogrzebu przyjaciela. Reżyser Łukasz Palkowski i scenarzyści (Agatha Dominik, Maciej Karpiński) mogli pójść w stronę ckliwego melodramatu (romans narkomana i jego „wybawicielki”, młodej lekarki), łzawej opowieści o człowieku znikąd, który zostaje gwiazdą sportu, albo płaskiego moralitetu o wychodzeniu z nałogu z serii „wszystko można, jak się chce”. Wszystkie te opcje są po części w filmie zawarte, bo jest miłość, która prowadzi bohatera. Jest wartko opowiedziana historia Jerzego Górskiego, mistrza świata w morderczym triathlonie Double Ironman w Huntsville w 1990 roku. Jest walka narkomana o trzeźwość – czyli życie. Można w nieskończoność pisać o każdej z tych rzeczy. Ja jednak chciałabym się skupić na dwóch sprawach, które najbardziej mnie uderzyły: zmaganiu i ciągłym zaczynaniu od nowa. Jurek Górski przestaje ćpać. Brzmi to pięknie, dopóki nie uświadomimy sobie, co to oznacza: całą wieczność (z perspektywy młodego, będącego na narkotykowym głodzie człowieka) spędzoną w Monarze, który pod pewnymi względami przypomina więzienie, a nawet – chwilami – obóz koncentracyjny. Golenie głowy i uniformy dla początkujących. Restrykcyjne zasady. Zamknięcie. Drobiazgową kontrolę. Brak możliwości posiadania przy sobie choćby zdjęcia ukochanej, jeśli była narkomanką. Przymusowe ćwiczenia na placu przed ośrodkiem. Powieszenie się zdesperowanej koleżanki skwitowane przez opiekuna bezemocjonalnym: „Samobójstwo jest oznaką słabości”. Najdrobniejsze wykroczenie okupione degradacją i ponownym ogoleniem głowy, co jest równoznaczne z powrotem do statusu nowicjusza. Nawet po roku, dwóch, trzech… „Nie możesz sobie ufać. Nie możesz ufać swoim emocjom” – mówi bohaterowi Marek Kotański, brawurowo zagrany przez Janusza Gajosa. Musi być twardo. Musi być bezlitośnie. Musi boleć. Jest tylko jedna alternatywa dla tego bólu: śmierć. Jurek wybiera życie. Zaczyna pływać – coraz bardziej wariacko, z coraz większą desperacją i wtedy odkrywa sens. Sens nabiera głębi, gdy Jurek dowiaduje się, że jest ojcem. Zaczyna pływać, jeździć na rowerze, biegać… Dostaje się do klubu, którego kierownictwo wpada na szalony pomysł wysłania byłego narkomana na międzynarodowe zawody w podwójnym triathlonie: Ironman. Jurek zwycięża: dystans 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu pokonuje w 24 godziny, 47 minut i 46 sekund. Najpiękniejszą, a zarazem najbardziej wstrząsającą sceną jest dla mnie moment, kiedy Jurek znajduje się już pod koniec triathlonowej trasy. Biegnie pokonując niewyobrażalny ból i  wycieńczenie, z  krwawiącymi stopami. Tak niewiele zostało do mety… I wtedy zmysły odmawiają mu posłuszeństwa. Trasa zawodów zmienia się w Legnicę. Z mroku wyłaniają się zjawy z przeszłości: zmarły przyjaciel, który chce go zatrzymać. Ukochana – piękna i niezniszczona przez nałóg… Wreszcie on sam. Dawny zaćpany Jurek, który chce zawrócić tego nowego człowieka z drogi. W oczach ma drwinę. Zaczynają się bić: zagubiony chłopak bez celu ze sportowcem. Ćpun ze zwycięzcą. Demon z  kimś, kto ostatkiem sił pełznie w  stronę światła… I  nagle prawdziwa meta. Oklaski. Medal. Kobieta czekająca na swojego mężczyznę. Bohater


12 Okruszyna

okazuje się NAJLEPSZY. Ale nie chodzi o wynik. Chodzi o  przekroczenie granicy mroku. Granicy, która przebiega w ludzkim sercu. KAŻDYM sercu: moim i twoim. I chociaż w „Najlepszym” nie pada ani razu słowo „Bóg” (szkoda…), a postać księdza (epizodyczna zresztą) jest pokazana dość groteskowo, to odczytuję ten film również jako opowieść o  sobie samej. O  moim zmaganiu z  demonami przeszłości, o  mojej własnej wędrówce przez ciemne miasteczko, o walce ze swoim nieprawdziwym ja – po to, żeby odkryć swoje prawdziwe piękno, zobaczyć siebie taką, jaką chce mnie mieć Bóg, i dojść do Mety, na której czeka na mnie Chrystus. „Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.” (Flp 3, 13-14) – pisze św. Paweł. Nie da się jednak „pędzić ku wyznaczonej mecie” omijając ciemne miasteczko naszych słabości, lęków, upadków, ograniczeń. One są po to, żeby nigdy nie zapominać, że wobec Chrystusa jestem ciągle nowicjuszem. Bezsilnym, o pustych rękach, z ogoloną głową. Zaczynającym od zera. Nie da się „pędzić ku wyznaczonej mecie” omijając krzyż. „Najlepszy” to mocny, przejmujący film o pokonywaniu siebie. Niekoniecznie aż nałogu narkomanii (chociaż powinni go obejrzeć członkowie grup AA, AN czy DDA oraz – profilaktycznie – młodzież). Każdy ma swoją „ciemną stronę ja”, z którą musi się zmagać. To przypowieść o wędrówce przez mrok, pełnej upadków i demonów przeszłości, wędrówce, która dlatego kończy się zwycięstwem, że bohater godzi się na przyjęcie roli nieustannego nowicjusza, a więc kogoś, kto ciągle musi zaczynać od nowa. I ma cel, którym jest miłość. Czyli – historia o każdym z nas. Możesz być NAJLEPSZYM – jeśli odważysz się podjąć długą drogę w poszukiwaniu prawdziwego siebie… Polecam. Wbija w fotel!


Okruszyna 13

Nocne czuwania , dominikanskie . w Białej Niznej Dla dziewcząt i chłopców

Czuwanie rozpoczyna się o godz. 19.00 w sobotę, a kończy ok. godz. 3.30 nad ranem w niedzielę. W czasie nocy jest niedzielna Msza św., adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwa różańcowa, możliwość skorzystania z Sakramentu Pojednania, są konferencje, śpiewy... Jest też przerwa na nocną herbatę – nie zapomnij wziąć ze sobą kanapek, w nocy jest się jeszcze bardziej głodnym. Należy wziąć ze sobą legitymację szkolną lubdowód tożsamości. Przypominamy o zabraniu ze sobą ciepłej odzieży, w nocy i nad ranem jest bardzo chłodno. Dojazd do klasztoru w Białej Niżnej pociągiem z Tarnowa w kierunku Nowego Sącza i Krynicy do stacji Stróże. Z dworca dochodzi się pieszo szosą, około 15 minut. Można też dojechać do Grybowa, a stamtąd pieszo 3 km do klasztoru. Na nocne czuwania modlitewne do Białej Niżnej zapraszamy młodych – dziewczęta i chłopców, poszukujących ciszy i skupienia, pragnących pogłębić lub odnowić swoją przyjaźń z Jezusem, wynagradzać Matce Bożej wszystkie zniewagi, wyrządzane Jej przez różnych ludzi, zastanowić się nad swoim życiem lub po prostu – być z Jezusem i doświadczyć modlitwy we wspólnocie.

PLANOWANE TERMINY SPOTKAŃ Rok 2018: ● 3/4 lutego ● 3/4 marca ● 7/8 kwietnia ● 5/6 maja ● 16/17 czerwca


14 Okruszyna

Spotkania w roku szkolnym 2017/2018 Dni skupienia dla dziewcząt w Krakowie ✴✴ ✴✴ ✴✴ ✴✴ ✴✴

Luty rekolekcje zimowe 29–31 marca ŚWIĘTE TRIDUUM PASCHALNE 13–15 kwietnia 11–13 maja 8–10 czerwca DNI WDZIĘCZNOŚCI

Serdecznie zapraszamy Dojazd do klasztoru w Krakowie: od dworca Głównego, zarówno PKP jak i PKS, najlepiej dojechać autobusem nr 192 kierunek: CHEŁM. Przystanek znajduje się na dolnej płycie dworca PKS (dworzec Główny Wschód) obok ruchomych schodów, który jest obok dworca PKP. Czas dojazdu do nas: ok. 20–30 minut. Trzeba wysiąść na drugim przystanku przy al. Kasztanowej, przystanek nosi nazwę Kopalina i jest to przystanek na żądanie, po lewej stronie jest nasz klasztor. Wejście od ul. Kopalina. Podczas dni skupienia uczestniczymy w  Eucharystii, rozważamy Słowo Boże, można uczestniczyć w modlitwach naszej wspólnoty. Zależnie od potrzeby, służymy także rozmową. Opłatę za pobyt stanowi ofiara pieniężna. Udział w dniach skupienia należy zgłaszać do Siostry Łucji najpóźniej na tydzień przed rozpoczęciem. Rozpoczynamy o godz. 17.00 – można przyjechać później, zależnie od połączeń. Dni skupienia kończą się niedzielnym obiadem. Można też wyjechać wcześniej, w  zależności od połączeń. Czekamy na Twój przyjazd.


Okruszyna 15

Rekolekcje zimowe Serdecznie zapraszamy na rekolekcje zimowe w naszych klasztorach:

✴✴ 5.02-10.02.2018 r. Kraków ✴✴ 12.02-17.02.2018 r. Biała Niżna k. Nowego Udział w rekolekcjach należy zgłaszać do siostry Łucji telefonicznie: 514 580 644 lub mejlowo pisząc na adres: duszpowo@dominikanki.pl, do 20 stycznia! Szczegółowy program rekolekcji oraz wszelkie niezbędne informacje będziemy przesyłać mejlowo wraz z potwierdzeniem zgłoszenia.

Informacje o życiu i misji apostolskiej dominikanek uzyskasz pisząc pod adres: Zgromadzenie Sióstr św. Dominika Duszpasterstwo Młodzieży Al. Kasztanowa 36 30-227 Kraków tel. 12 425–24–05 Internet: http://www.dominikanki.pl; email: duszpowo@dominikanki.pl Serdecznie dziękujemy za pomoc w wydawaniu i przesyłce „Okruszyny”. Informujemy, że na ten cel można nadesłać znaczki lub przekazać ofiarę. Nasze konto: BANK PeKaO. S.A. I ODDZIAŁ w Krakowie, NR 49 1240 1431 1111 0000 1047 9988 z dopiskiem „Okruszyna” Na to samo konto można przekazać ofiary na misje z dopiskiem: „Misje”.


16 Okruszyna

Adres kontaktowy

Siostra Łucja

Al. Kasztanowa 36 30-227 Kraków

2 Duszpasterstwo Młodzieży

http://www.dominikanki.pl/duszpasterstwo-powolan/ https://www.facebook.com/drogowskazop/ email: duszpowo@dominikanki.pl nr tel. 12 425 24 05 kom. 728429903

2 Podajemy również numer telefonu i adres mailowy do Siostry Marii, która prowadzi Duszpasterstwo Młodzieży w Białej Niżnej: drogowskazop@gmail.com kom. 728429910

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!


Okruszyna 17

A wszystkim zainteresowanym misjami podajemy adres mailowy i numer telefonu do

Siostry Natalii– Referentki Misyjnej misjedom@dominikanki.pl kom. 791032618

Co? Gdzie? Kiedy? ✴✴ 2 lutego – Ofiarowanie Pańskie. Dzień Życia Konsekrowanego. W tym dniu swoje patronalne święto przeżywa także Różańcowy Apostolat Młodych. ✴✴ 11 lutego – Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes. Światowy Dzień Chorego. ✴✴ 14 lutego – Środa Popielcowa, rozpoczyna się Wielki Post. ✴✴ 20 lutego – 73 rocznica męczeńskiej śmierci naszej Błogosławionej Siostry Julii Rodzińskiej. ✴✴ Ponawiamy zaproszenie na zimowe rekolekcje dla dziewcząt, na dni skupienia oraz na nocne czuwania dla młodzieży . Informacje na str. 13-16. Znajdziecie nas także na facebooku : www.facebook.com/drogowskazop Do spotkania zatem!!!


Zgromadzenie Sióstr św. Dominika Duszpasterstwo Młodzieży Al. Kasztanowa 36 30-227 Kraków tel. 12 425–24–05 email: duszpowo@dominikanki.pl www.dominikanki.pl

Okruszyna luty2018  
Okruszyna luty2018  
Advertisement