Page 1

KRAKÓW maj 2019 / 285

dostrzec • przyjąć • dzielić się PRAWDĄ


2 Okruszyna

Przed nami miesiąc maj, szczególny czas, nie tylko w pięknie przyrody, która budzi się do życia, rozkwita, ale w spotkaniu z Najpiękniejszą – Maryją. Wyobraź sobie proszę Dom Maryi... Jest zajęta codziennymi sprawami, jak każdy z nas, a cała otwarta na słuchanie Słowa. Spędź z Nią swój czas, pobądź blisko Niej i poproś, aby nauczyła Cię słuchania. W Jej sercu panowała cisza, gdy wszedł do niej anioł. Milczała i słuchała. Cisza to najlepszy moment na otwartość na Słowo. „Raduj się pełna łaski” – słyszy Maryja, pełna łaski czyli piękna w oczach Boga. Bóg pragnie tak powiedzieć do każdego z nas, Bóg pragnie uczynić mieszkanie także w moim i Twoim życiu. Kiedy w czytaniu Słowa otwieram się na Boga jak Maryja, On staje się bliski, wchodzi w mój dom, w moje sprawy, w moją historię. Maryja pyta: „Co ma znaczyć to Słowo? Nie bójmy się pytać. W pytaniu jest już chęć wysłuchania odpowiedzi – by swoje myśli, plany, pomysły na życie kierować na Niego: Co chciałbyś mi powiedzieć? Duch Święty kocha nasze pytania…;). Zostawiam Cię sam na sam z tymi pytaniami: 1.Czy jestem otwarta/otwarty na słuchanie Słowa Boga, które jest dla mnie niewygodne, nie po „mojej myśli”? 2. Jaki/jaka jestem w codziennych rozmowach z drugim człowiekiem? Potrafię milczeć? Potrafię słuchać? 3. Czy pytam dociekliwie Boga jak Maryja, „co znaczy dla mojego życia to Słowo, które słyszę i które do mnie mówisz”? s. Łucja OP


Okruszyna 3

Bóg mówi Siostra Isnarda

Szymon Piotr powiedział do nich [uczniów]: «Idę łowić ryby». Odpowiedzieli mu: «Idziemy i my z tobą». Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, czy macie co na posiłek?» Odpowiedzieli Mu: «Nie». On rzekł do nich: «Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie». Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: «To jest Pan!» Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze (…) Rzekł do nich Jezus: «Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili». Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech (…) To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał. (J 21, 3-7.10-11.14) Drodzy Przyjaciele! Wydarzenie opisane w dzisiejszej perykopie, stawia mi przed oczyma moment powołania pierwszych uczniów. Moglibyśmy śmiało przywołać epizody z  tamtego pierwszego spotkania z  Jezusem. Ta sama sceneria: rybacy, Jezioro Galilejskie, codzienny połów ryb… i osoba Mistrza. Jednak to dzisiejsze spotkanie z Chrystusem, ma zupełnie inny wymiar. Zmartwychwstały, po Swojej męce i śmierci, przychodzi do nich Żywy. Wchodzi na nowo w ich historię i w codzienne środowisko życia. Rzec można, że wchodzi nawet w ich zwykły, szary dzień. Szuka ich, i stąd pewnie wynika wybór znanego Piotrowi i innym uczniom miejsca. Jednak oni Go nie rozpoznają. Jak to jest możliwe? Przecież trzy lata towarzyszyli Jezusowi w ziemskiej pielgrzymce, byli świadkami Jego cudów, słyszeli na własne uszy nauki o zmartwychwstaniu, o domu Ojca. Na dodatek, jak komentuje św. Jan: „to już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał”. A mimo wszystko… Apostołowie po śmierci Jezusa przeżyli potężny kryzys wiary. Dosięgnął on także Piotra. Po ludzku wszystko się skończyło – Jezus „przegrał” życie na krzyżu. Nie wiemy co rodziło się w sercu późniejszego pierwszego papieża po dramacie Wielkiego Piątku? Nie znamy jego wewnętrznych przeżyć po wyparciu się Mistrza i rozczarowaniu samym sobą. Możemy jedynie wyobrazić sobie jego smutek, ból, cierpienie, rozdarte wewnętrznie serce i zapłakane oczy. Może lękał się przyszłości? Może bał


4 Okruszyna

się ośmieszenia, że zaufał Jezusowi, a teraz został sam? Upadły nadzieje i plany. Nie pozostało mu nic innego, jak tylko wrócić do swojego zawodu i do znanej mu rzeczywistości, czyli do codziennych rybackich obowiązków. Jednak i tu nie odnosi pożądanych rezultatów. Wraz z innymi uczniami przeżywa kolejny kryzys – bezowocny, nocny połów ryb. Jak łatwo zauważyć, same umiejętności rybackie nie wystarczają. Nawet gdy jesteśmy specjalistami w danej dziedzinie, gdy sumiennie i rzetelnie wykonujemy nasz zawód, a nasz dzień jest wypełniony pracą, bieganiną i obowiązkami, które cyklicznie powtarzamy, możemy odkryć, że czegoś… a raczej KOGOŚ nam brakuje. Pozostaje pustka, rozpacz, desperacja. I tu pojawia się rzecz niezwykła. Zawsze, gdy przeżywamy trudności, upadamy lub gdy po ludzku jest ciężko, przychodzi do nas Jezus. Niestety, często Go nie rozpoznajemy. On jednak pojawia się zawsze w tych miejscach, gdzie najbardziej Go potrzebujemy, choć czasem nie jesteśmy do końca o tym przekonani. Przychodzi ze Swoją miłością i  troską – tak jak w  dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Przychodzi do uczniów, którym nie udał się połów, mimo że byli specjalistami w tej dziedzinie. Dopiero działanie podjęte na prośbę Nieznajomego (Apostołowie muszą być naprawdę bardzo roztargnieni, skoro są posłuszni Obcemu), okazało się udane i  obfite. Uczniowie z  dziecięcą ufnością i  pokorą zarzucają sieć na głos Zmartwychwstałego. Zdumiewający jest fakt, że to Jan pierwszy rozpoznaje Jezusa. On doskonale zna ten głos. Może przypomniał sobie wydarzenie sprzed lat, gdy po nocnym, nieudanym połowie, na słowa Jezusa, zarzucali na nowo sieci, zagarniając mnóstwo ryb? (por. Łk 5, 1-11). Rozpoznał Umiłowanego: poznał Go po głosie. Jego słuch się nie mylił, bo doskonale znał ten ton i  barwę. Podzielił się więc Dobrą Nowiną z pozostałymi, a po słowach: „To jest Pan”, Piotr, w  sposób impulsywny, przejął inicjatywę. Rzucił się w morze, aby jak najszybciej dotrzeć do Mistrza. I nie zawiódł się. Jezus pragnie każdego dnia wejść w  naszą codzienność i  w  nasze obowiązki. Pragnie nam towarzyszyć, aby nadać naszemu życiu i  wszystkim jego aspektom zbawczy sens. Odkrywam tu pewien paradoks: to nie my jesteśmy inicjatorami spotkania z Nim, lecz to On pierwszy przychodzi do naszych znanych i utartych miejsc – środowiska mojego życia i pracy. Wie, gdzie mnie znaleźć. Każdy, kto się z Nim spotka, nie jest już tym samym człowiekiem, ponieważ miłość przemienia i nadaje sens naszemu życiu. Przyglądając się tej perykopie, pragnę zwrócić uwagę na dwa interesujące epizody. Pierwsze to rozpalone ognisko nad brzegiem jeziora – miejsce spotkania i miłosnego dialogu Zmartwychwstałego z Piotrem. Niezwykłym jest fakt, że Ewangelista Jan tylko dwukrotnie w swojej Ewangelii użył terminu „żarzące się węgle” (por. J 18, 18 oraz J 21, 9). Za każdym razem była to forma kontrastowa w stosunku do postawy Piotra. W pierwszym przypadku, gdy Piotr grzał się przy ogniu i wyparł się Mistrza


Okruszyna 5

– palenisko oznacza ciemną noc Piotra, zwątpienie. W drugim, dzisiejszym, o świcie, jest rehabilitacją Piotra i wyznaniem miłości do Jezusa. Jezus czyni wszystko nowe. Potrafi z sytuacji totalnych klęsk, uczynić cud przemiany serca. Poranek zmartwychwstania to nowa szansa na nowe życie z Życiem. Drugim epizodem jest tajemnicza liczba 153 ryb. Często stawiałam pytanie o  symbolikę cudownego połowu. Skąd ta liczba? Wielu egzegetów na przestrzeni wieków tworzyło różne hipotezy. Odwołam się do dwóch z nich. Św. Hieronim, opierając się na ówczesnej wiedzy zoologicznej, twierdził, że na świecie żyły 153 gatunki ryb, które symbolizowały całą ludzkość, do której Chrystus posłał Swoich uczniów, czyniąc ich rybakami ludzi. Ta interpretacja dokonana przez wielkiego Doktora Kościoła, wskazuje na uniwersalizm Dobrej Nowiny i misji apostolskiej. Ciekawą próbę interpretacji owej tajemniczej cyfry znajdujemy u współczesnego niemieckiego egzegety Heinza Kruse. Odwołał się do systemu numerologii opierającym się na języku i  alfabecie hebrajskim, twierdząc, że liczba 153 jest sumą wartości numerycznych liter hebrajskich, co tłumaczy się jak: Kościół miłości. Jezus dał podwaliny pod ten Kościół i dziś kieruje do każdego z nas zaproszenie, abyśmy go tworzyli i rozszerzali po krańce ziemi. To mnóstwo ryb jest także znakiem obfitości, jaką Chrystus pragnie nas obdarowywać każdego dnia. Dla mnie ta symboliczna liczba ryb ma jeszcze jedno przesłanie: gdy autentycznie spotkasz się ze Zmartwychwstałym, każdy szczegół będzie dla Ciebie ważny. To jak swoisty „relikwiarz”. Zachowujesz to bogactwo spotkania w swym sercu, strzeżesz z pieczołowitością, niesiesz, albo nawet wręcz biegniesz, aby ubogacać Nim innych. Po spotkaniu z żywą Obecnością, te 153 rybki nabierają zbawczego wymiaru. Wchodzisz w przestrzeń życia Jezusa. To spotkanie zmienia twoje życie. Celebrujemy największy cud: ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA. To początek nowego życia i kolejna szansa na budowanie relacji z Jezusem od dzisiaj. Czy dam Mu szansę? Czy wpuszczę Go do mojej codzienności? Czy zaproszę Go do moich codziennych obowiązków i spotkań? Czy powstanę z martwych? Życzę wszystkim takiego twórczego i zbawczego niepokoju, który pozwoli nam uwierzyć w  Zmartwychwstałego. Niech wielkanocny poranek ożywi się radosnym „przepłynięciem” – biegiem do Zmartwychwstałego. Zaczerpnijmy z  tryskającego zeń Życia. Niech na nowo zakwitnie i zmartwychwstanie to wszystko, co obumarło w naszych sercach. Niech ożyje w nas prawda o naszym zmartwychwstaniu. Biegnijmy z tą radosną Nowiną do braci i głośmy radosne orędzie Życia.


6 Okruszyna

,, Duchowosc , Dominikanska Siostra Wojciecha

Czytaliście już adhortację „Christus vivit” Ojca Świętego Franciszka? Jeśli nie, to zachęcam Was do tego. Ten najnowszy dokument papieski będący owocem synodu poświęconemu młodym w Kościele, jest pełnym ciepła listem, jaki młody duchem papież kieruje nie tylko do młodzieży, ale do wszystkich wiernych, którzy w Chrystusie mogą zachować młodość. W  tym miesiącu spójrzmy na kilku dominikańskich świętych z  perspektywy nauczania Ojca Świętego. Młodość nie jest wcale łatwym okresem życia, przyjrzyjmy się więc, jak przeżywali ją ci, których życie wypełnione było po brzegi sensem. 1. Bł. Jordan i bł. Diana Papież Franciszek dostrzega potrzebę towarzyszeniu młodym ludziom w rozeznawaniu i  przeżywaniu swojego powołania. Taką rolę mogą pełnić przewodnicy duchowi. W dokumencie papieskim czytamy: Od przewodnika w wierze oczekuje się, że będzie wiernym chrześcijaninem, zaangażowanym w Kościele i w świecie, stale będzie dążył do świętości, będzie powiernikiem, który nie wydaje osądów, będzie aktywnie słuchał potrzeb młodych ludzi i na nie odpowiadał, będzie osobą głęboko kochającą i świadomą siebie, a także będzie znał swoje ograniczenia oraz radości i cierpienia związane z duchową wędrówką (Christus vivit, 246). Takim przewodnikiem dla młodej, XIII – wiecznej mniszki żyjącej w Bolonii, Diany, był pierwszy następca św. Dominika, Jordan z  Saksonii. Łączyła ich wielka przyjaźń duchowa, a jej świadectwo znajdujemy dziś w listach, które pozostały. Wiele starszy od Diany Jordan prowadził ją drogą duchowego rozwoju nie zatrzymując swojej duchowej córki dla siebie, lecz wciąż wskazując na Jezusa. To On [Jezus] właśnie jest ogniwem, które złączyło nasze dusze, więc dokądkolwiek bym poszedł, w Nim jesteś zawsze przy mnie; W Nim – Twoim Oblubieńcu, Bożym Synu, Jezusie Chrystusie – pisał w jednym z listów. Warto znaleźć doświadczoną osobę, której można zaufać i w pewien sposób powierzyć swoją młodość. 2. Święty Jacek Odrowąż Podczas Synodu jeden z młodych audytorów z Wysp Samoa powiedział, że Kościół jest jak kajak, w którym osoby starsze pomagają utrzymać kurs, odczytując położenie gwiazd, a młodzi wiosłują z całych sił, wyobrażając sobie, co na nich czeka dalej. Nie dajmy się zwieść na manowce ani przez młodych, myślących, że dorośli są przeszło-


Okruszyna 7

ścią, która już się nie liczy, która już się skończyła, ani też przez dorosłych, sądzących, że zawsze wiedzą, jak powinni zachowywać się młodzi. Raczej wsiądźmy wszyscy razem do tego samego kajaka i wszyscy razem szukajmy lepszego świata, pod nieustannie nowym tchnieniem Ducha Świętego (Christus vivit, 201). W  tym miejscu przypomnijmy historię św. Jacka i  jego wuja, biskupa krakowskiego, Iwo Odrowąża. Płynęli oni razem w kajaku Kościoła. Jacek był już wykształconym kapłanem, kanonikiem w  Krakowie, gdy udał się ze swoim wujkiem do Rzymu. Miał wtedy około 37 lat, a więc był już dojrzałym mężczyzną. Być może Iwo Odrowąż widział w nim swojego następcę. Droga powołania Jacka wydawała się jasno wytyczona. Obaj jednak otwarci byli na działanie Ducha Świętego. W Rzymie Jacek był świadkiem, jak św. Dominik wskrzesił młodzieńca, który spadł z konia i się zabił. To wydarzenie zmieniło jego życie: od razu poprosił o przyjęcie do Zakonu Kaznodziejskiego i przyjął habit z rąk samego świętego Dominika. Wujek nie tylko nie sprzeciwił się temu, ale wręcz zaprosił dominikanów do Krakowa, dając im kościół Świętej Trójcy, w którym są do dziś. 3. Święta Katarzyna ze Sieny i św. Róża z Limy Niezależnie od  wszelkich aspektów zewnętrznych czy  aktualnych mód istnieje piękno w  każdym mężczyźnie i  kobiecie, którzy  z  miłością żyją swoim powołaniem osobistym, bezinteresownie służąc wspólnocie, swej ojczyźnie, wielkodusznie pracując na rzecz szczęścia rodziny, angażując się w żmudne, anonimowe i bezinteresowne dzieło przywracania przyjaźni społecznej. Odkrywać, ukazywać i podkreślać to piękno, które przypomina Chrystusa na krzyżu, znaczy kłaść fundamenty prawdziwej solidarności społecznej i kultury spotkania (Christus vivit, 183). Dziś świat oszalał chyba na punkcie piękna. Liczą się tylko piękni ludzie, brzydota jest piętnowana i wyśmiewana. Dziewczyny podejmują różne, często wyniszczające zabiegi, które mają sprawić, że będą wyglądać idealnie. A przecież jest ważniejsze piękno, o które trzeba wciąż walczyć. Jest to piękne serce. Wiedziały o tym dwie Boże „buntowniczki”, św. Katarzyna ze Sieny i św. Róża z Limy. One poświęciły swoje zewnętrzne piękno, by zachować czyste serce dla Jezusa. Zarówno jedną, jak i drugą rodzice chcieli wydać za mąż nie godząc się na życie zakonne swoich córek. Katarzyna, a  potem Róża, obcięły swoje długie włosy, najpiękniejszą z ówczesnych kobiecych ozdób. Róża dodatkowo oszpecała swoją twarz kładąc na nią różne mikstury. Dla nich nie tyle ważne było piękne ciało, co dusza oddana Jezusowi. 4. Św. Tomasz z Akwinu Nie pozwól, by skradziono ci nadzieję i radość, aby cię oszołomiono, chcąc użyć cię jako niewolnika do własnych interesów. Odważ się być kimś więcej, ponieważ twoje życie jest ważniejsze niż cokolwiek innego. Nie musisz posiadać ani udawać. Możesz stać się tym, czym Bóg, twój Stwórca, wie, że jesteś, jeśli przyznasz, że jesteś powołany do wielkich rzeczy. Przyzywaj Ducha Świętego i idź z ufnością do wielkiego celu: świętości. W ten sposób nie będziesz kserokopią. Będziesz w pełni sobą samym (Christus vivit, 107).


8 Okruszyna

Czasami zdarza się, że ktoś chce zaprojektować młodemu człowiekowi jego życie. Tak było w przypadku św. Tomasza z Akwinu. Już jako mały chłopiec został oddany przez swoją rodzinę do opactwa benedyktynów na Monte Cassino, aby w przyszłości zostać opatem w tej wspólnocie. W tamtych czasach (XIII wiek) była to bardzo prestiżowa funkcja. Podczas studiów w Neapolu poznał jednak dominikanów i  zamienił habit benedyktyński na dominikański. Dla możnej rodziny Akwinatów wstąpienie ich syna do zakonu żebraczego było wielkim upokorzeniem. Bracia Tomasza posunęli się więc do porwania go i  uwięzienia w  rodowej twierdzy, by tam zmienił zdanie. Tomasz nie ugiął się jednak pod naciskami rodziny, bo wiedział, do czego powołuje go Bóg. Pozostał w pełni sobą samym i dopiął swego. Dziś jest jednym z największych dominikańskich świętych. Niech te przykłady inspirują do szukania własnej drogi do świętości, która zawsze jest oryginalna, świeża, młoda. Na zakończenie jeszcze raz oddam głos Papieżowi Franciszkowi: Musisz odkryć, kim jesteś, i rozwinąć swój własny sposób bycia świętym, niezależnie od tego, co mówią i myślą inni. Stawać się świętym to  stawać się pełniej sobą, być tym, co Bóg zechciał wymarzyć i stworzyć, a nie kserokopią. Twoje  życie powinno być proroczym bodźcem, który  byłby natchnieniem dla innych, pozostawiającym ślad w tym świecie, ten wyjątkowy znak, który tylko ty możesz zostawić. Natomiast, jeśli będziesz kopiował, pozbawisz tej ziemi, a także nieba, tego, czego nikt oprócz ciebie nie może zaofiarować (Christus vivit, 162). Odwagi!


Okruszyna 9

stetoskOP duchowy Siostra Gaudia

Bezwzględna... Jest noc. Cały świat zasnął. Wokół mnie panuje głucha cisza, którą przecinają jedynie myśli mojego, nad wyraz rozbudzonego umysłu. Są takie momenty, w których tak bardzo pragnę świtu i to właśnie jest jeden z nich. Pragnę Tego, który wszelką moją ciemność przemieni w światło poranka zmartwychwstania. W tę pochmurną noc, której mroku nie przenikają nawet blade promienie delikatnej księżycowej poświaty, myślę nieco zbyt intensywnie i choć trudno jest mi wyodrębnić poszczególne pasma niewyraźnie zarysowującej się o tak późnej porze podświadomości, to jednak... Jest taki obraz, który mocno noszę w swej pamięci. Czasami tak po prostu jest, że choć widzimy coś po raz pierwszy, nie możemy o tym zapomnieć. W ten sposób przykuł moją uwagę pewien Krzyż, który na tyle zapadł w mej pamięci, że nie mogłam się od niego oderwać. Zastanawiałam się, jakie jest jego znaczenie. W zasadzie to było ich pięć – jeden z nich położony w centrum, a cztery mniejsze umiejscowione wokół niego. Nazywany jest krzyżem jerozolimskim, choć można go również znaleźć na fladze Gruzji. Szaleńczo zapragnęłam poszukiwać wszelakiego typu informacji na jego temat i szybko odkryłam, że ten znak odsłania moje najgłębiej ukryte pragnienia. Znaczeń jest kilka, jednak dwa z nich przemawiają do mnie najbardziej. Pierwsze mówi o tym, iż centralne miejsce zajmuje krzyż Chrystusa, kolejne zaś symbolizują czterech Ewangelistów, dzięki którym Dobra Nowina przetrwała aż do czasów obecnych. Drugie jest wezwaniem, aby stać się piątą Ewangelią, a więc znakiem Jego obecności w świecie. Przedłużeniem Jego Serca, które nadal pragnie kochać… W ostatnim czasie mocno utkwiło w mojej głowie zdanie: ,,Człowiek jest powieścią Pana Boga”. Początkowo nie mogłam pogodzić się z jego z lekka autorytarnym wydźwiękiem, bo skoro to powieść, to być może wszystko jest zapisane? A skoro tak jest, to gdzie tu jest miejsce na wolność? I czy na pewno jest to powieść, którą pisze Pan Bóg, czy ja w ogóle Mu na to pozwalam? Wiem, jestem „napisana” przez Miłość, gdyż inaczej nie zdołałabym w ogóle istnieć. Jestem stworzona przez Tego, który roztapia mój lęk, tak jak świt, który rozświetla kończącą się właśnie noc... Chciałabym móc tak kochać, aby wszelkie moje myśli, słowa, działania... i wszystko, co składa się na moją codzienność, mogło stać


10 Okruszyna

się historią zbawienia, która przecież wciąż ma miejsce. Dlatego boję się, choć wiem – On każde moje TAK, może przemienić w cud. Uwielbiam Jego bezwzględną Miłość, w  której zakochuję się coraz silniej z  godziny na godzinę, która nie cofa się przed niczym; ta, która gotowa jest przyjść nam z pomocą, choćby miało zaprowadzić Ją to po raz kolejny na krzyż. Miłość bez powrotu, taka na przepadłe, wylana w całości, zarówno przed tymi, którzy chcą ją przyjąć, jak i tymi, którzy nią gardzą. Uwielbiam tę Miłość, której ramiona zawsze są rozpostarte, choćby mrok mój wydawał mi się być najczarniejszym spośród wszystkich istniejących odcieni czerni. Istotne jest jedynie to jedno: jestem Jego dzieckiem, które nie posiadając niczego poza miłością swego Ojca, posiada wszystko. Wezwana, aby kochać na miarę tego, jak bezwzględnie jestem kochana. Pan Zmartwychwstał – wstaje nowy dzień, kolejny poranek, kolejne kilkanaście godzin, które Najwyższy powierzył moim dłoniom, aby móc kochać. Jakie karty dopiszę dziś do powstającej powieści? Zawsze istnieje wybór: życie lub śmierć, droga błogosławieństwa lub ścieżka przekleństwa. Trudności i to co przychodzi nad wyraz łatwo, to wszystko wydaje się nie mieć większego znaczenia dla Tego, który każdy najdrobniejszy odruch dobrej woli potrafi zamienić w arcydzieło, bo cóż zdoła odłączyć mnie od Jego miłości i co powstrzyma mnie, aby należeć jedynie do Niego? I choć może brzmieć to wszystko, jak swego rodzaju sielanka, to wszelki ból, cierpienie, niepewność... nie tracą racji bytu, a  i  owszem, mają się wręcz nadzwyczaj dobrze. Jednak wiem jedno. Nie muszę i nie chcę dzielnie znosić naporu fal, niczym betonowy mur, co niewzruszenie trwa od wieków. Wolę pozostawać zanurzona w Jego miłości, aby bezpiecznie przebywać w ramionach Mocarza, który przyciągnięty szczerym oddaniem, nie odmówi niczego tym, którzy pragną jedynie Jego Obecności, która przemienia. Stwarzając bez ustanku. Wskrzeszając z umarłych to, co tracimy, szukając z uporem maniaka własnych dróg prowadzących donikąd. Szkoda sił na poboczne ścieżki, skoro złożona w nas ufność Powieściopisarza pragnie stworzyć w nas autostradę swej zbawczej miłości, po której inni, jak po kartach dobrej mapy, odkryją drogę ku Temu, który pragnie uczynić nasze serca szczęśliwymi tak bardzo, jak tylko jest to możliwe.


Okruszyna 11

Misja Zgromadzenia Siostra Tadeusza

Żyć naprzód „Życie można zrozumieć, patrząc nań tylko wstecz. Żyć jednak trzeba naprzód”. Seren Kierkegaard Różne są powołania, a często są to powołania w powołaniu. Jest ono jakby drugim stopniem pierwszego powołania. Czyli krótko mówiąc, gdybym już nie była dominikanką, to nie zapragnęłabym realizować charyzmatu naszej Założycielki na Czarnym Kontynencie. Pracowałam na misjach w Kamerunie 18 lat i to była piękna przygoda i piękne wyzwanie. Matka Kolumba Białecka, „Anioł polskiego ludu” może być i jest „Aniołem kameruńskiego ludu”, jeśli dobrze rozumiemy istotę i cel jej życia a potem wcielamy to w nasze życie, niosąc ulgę i pociechę wiejskiego ludu, czy to w Polsce czy w Kamerunie. Dziś chcę napisać o innym powołaniu w powołaniu. Wróciłam do pracy w Polsce i jestem w trakcie odkrywania źródeł życia naszego dominikańskiego powołania, ale nie tyle w życiu i działaniu naszej Założycielki co w wypełnianiu, realizowaniu tego przykładu w życiu naszych pierwszych sióstr Dominikanek. Jak stwierdził sławny dominikański kaznodzieja XIX stulecia, Henri Lacordaire – „Tradycja jest podstawowym elementem w  życiu każdego stworzenia egzystującego w czasie. Jest nie tylko pamięcią o rzeczach, których już nie ma, lecz trwaniem przeszłości obecnej w  przyszłości. Bez tradycji życie mogłoby być jedynie serią niepowiązanych chwil, jedną kroplą wody spadającą po drugiej. Nie posiadałoby jedności, a człowiek nie mógłby być pewien nawet tożsamości swej własnej egzystencji. Nie ma na ziemi rasy żyjącej bez tradycji. Gardzić tym dziedzictwem to gardzić życiem, to lekceważyć prawo więzów, jedności, lekceważyć światło w życiu. Jakakolwiek doktryna pozbywająca się tradycji jest doktryną bez przyszłości, ponieważ jest pozbawiona przeszłości – nie posiada świadomości końca rzeczy i ich początku”. No właśnie, szukam w życiu pierwszego pokolenia sióstr, które znały osobiście Matkę Kolumbę, tego, co daje nadzieję, że jest coś co miało lub ma sens, „trwaniem przeszłości obecnej w przyszłości”. Papież Franciszek w wywiadzie udzielonym Fernando Prado (książka ukazała się w tym roku) mówił: „Odcinając się od korzeni, pozbawiamy się czegoś naprawdę istotnego. Ludzie młodzi chodzą bardzo szybko, ale za to starsi znają drogę”. To pierwsze pokolenie sióstr, które naocznie, „dotykowo” widziało realizującą się inspirację Ducha Świętego w życiu i działaniu Założycielki Zgromadzenia, to dla mnie taka droga do Jezusa, którą mogę iść w sposób pewny, bo one ją przeszły i poświadczyły swoim świętym życiem i śmiercią, że to wspania-


12 Okruszyna

ła droga, pełna pasji i przygód, droga królewska. Powinniśmy ciągle na nowo wracać do charyzmatu naszej Założycielki, ciągle go poznawać, grawerować w naszym sercu ale i  w  pewnym sensie „oczyszczać”, czyli ocalać najbardziej autentyczne jego elementy. Chcę zobaczyć, jak owe najbardziej autentyczne elementy były dokładnie realizowane przez pierwsze nasze siostry. Papież Franciszek mówi, że „chodzi o spoglądanie na przeszłość z wdzięcznością. Musimy spoglądać ku przeszłości z wdzięcznością, ale nie tak, jak byśmy patrzyli na eksponat w muzeum, lecz jak ktoś, kto chce dotrzeć do korzeni – źródła inspiracji. To ważne i dla teraźniejszości i dla przyszłości”. Parafrazując słowa papieża mogę napisać, że nasza Założycielka ma dla nas ogromne znaczenie. Jest osobą, która otworzyła przed nami wspaniałą drogę do naśladowania. Chodzi więc nie o to, by ją bezrefleksyjnie naśladować, lecz o to, by zrodził się owoc. Sięganie do początków życia naszego Zgromadzenia, to sięganie do korzeni, by zaczerpnąć jak ze źródła i móc udzielić właściwej odpowiedzi w konkretnych warunkach roku 2019. Papież Franciszek mówi, że ta pamięć ma być „płodna”, czyli ma stać się dla mnie i innych moich współsióstr źródłem inspiracji do życia tu i teraz. Dla mnie osobiście powrót do przeszłości naszego Zgromadzenia, do badania życia pierwszych naszych sióstr, czyli jak ja je nazywam „pierwszym pokoleniem Sióstr Dominikanek” to nie poszukiwanie łatwej, prostej formuły wyjaśniającej wszystko i  rozwiązującej moje i  innych sióstr problemy, lecz raczej znalezienie większej przestrzeni pozwalającej wzrastać w miłości, czyli jak pisze Papież Franciszek, mam marzenie aby to była ta pamięć płodna, inspirująca mnie do twórczości i  zmysłu przygody. To wyzwanie domaga się pasji. Sięganie do korzeni bez wątpienia pomaga mi przeżywać teraźniejszość we właściwy sposób, bez lęku. Zgadzam się z Papieżem Franciszkiem: „To ważne, by żyć bez lęku, odpowiadać życiu z  entuzjazmem osoby zaangażowanej w historię, osadzonej w niej”. Jestem na początku tej drogi. Aby wejść w życie poszczególnych sióstr z „pierwszego pokolenia” muszę najpierw wejść w kroniki pierwszych placówek naszego Zgromadzenia. Z radością przepisuję je, aby wszystkie były w formie elektronicznej, aby później swobodnie poruszać się po nich i  wstawiać niejako epizody z  życia poszczególnych członkiń. Z  „drzewa genealogicznego”, które opracowałam, wynika że było ponad 50 sióstr, które znały osobiście Matkę Kolumbę, były przyjęte przez nią do Zgromadzenia, ale tylko 39 sióstr było wiernych powołaniu, wytrwały i w tym Zgromadzeniu zmarły. I to nimi właśnie chcę się zająć.


Okruszyna 13

, Wybrac droge, Siostra Doloria

Jestem wdzięczna Panu Bogu za łaskę powołania Moje pierwsze myśli o zakonie pojawiły się, gdy ciotka opowiadała o  pracy w  zakonie, sama była tercjarką franciszkańską i  miała kontakt z  Siostrami. Ale to były moje dziecinne lata, które na serio nie brały tych opowiadań. Wychowanie religijne, tradycyjne w rodzinie nabierało silnych więzi w modlitwie. Szkoła Podstawowa – tylko kilka klas miałam religię, gdyż w 1952 roku religia ze szkół była usunięta. Następnie szkoła średnia, też w  tym czasie silne oddziaływanie komunizmu – nie było możliwości uczenia się religii, nawet w  niedzielę nie wolno było przed południem wychodzić z  internatu. Pani wychowawczyni dawała przepustki na wyjście przed południem, ale kierownik internatu miał biuro na parterze i widział kto wychodzi, i krzyczał - ,,dziewczęta zbierać śmieci wokół internatu”. I tak zeszło, zamiast iść na Mszę Świętą. Po południu czas był wolny w internacie, ale Mszy Świętej nie było, gdyż dopiero po II Soborze Watykańskim (1965) nastąpiła odnowa, że można uczestniczyć we Mszy Świętej po południu. W każdy piątek była obowiązkowa potańcówka do późna w nocy (w internacie mieszkała młodzież żeńska i męska). Nauka odbywała się sześć dni w tygodniu. Ja kilka razy zamknęłam się w szafie w pokoju, gdy kierownik powyganiał dziewczyny na potańcówkę, któraś z  koleżanek przyszła i  otworzyła mi drzwi od szafy, abym mogła spokojnie spędzić czas. Był taki duch między dziewczynami, że każda modliła się na swój sposób. I tak dojrzewała moja decyzja o zakonie. Podobał mi się strój zakonny. Po ostatnim egzaminie pomyślałam, że będę szukać adresu sióstr. Dostałam od koleżanki, nie znając dominikanek, ani ich stroju, ani koloru habitu. Zależało mi, aby służyć Panu Bogu. W tym czasie tj. Soboru Watykańskiego II do zakonu przynosiło się wyprawkę. Rodzice kupili mi jej część, a resztę przysłali mi do zakonu w późniejszym czasie, gdyż budowali dom i finanse nie pozwoliły na jej kupno od razu w całości. W pierwszych latach po wstąpieniu (tj. w postulacie, nowicjacie oraz pracy na placówce), czyli przez okres trzech lat nie było możliwości wyjazdu do domu. Praca w Zakonie – każda mi odpowiadała, lubiła Siostry i cieszyłam się, że jestem na swoim miejscu, przy Panu Bogu. Wykonywałam różne prace – 43 lata jako Główna Księgowa w  kilku korporacjach, jako dyrektor Ośrodka Wychowawczego dla dziewcząt. Podjęłam się budowy obiektów w tymże ośrodku. Limit pensjonariuszy został powiększony z 32 na 80 dziewcząt. Każde przedsięwzięcie polecałam Panu Bogu na modlitwie i nigdy na tym nie straciłam. Pracowałam też w Papieskich Dziełach Misyjnych w Warszawie 15 lat jako główna księgowa. Praca ta dawała mi wiele


14 Okruszyna

radości, mogłam poznać pracę misjonarzy na każdym kontynencie oraz służyć moim doświadczeniem w pracy księgowej. I tak przeleciało 60 lat od profesji zakonnej. Czasami myślę, że za czasów szkolnych nie uczono nas religii to Zgromadzenie mnie wydelegowało na studia dzienne na KUL, na Wydział Teologiczny – także w  pewien sposób jest to rekompensata. Jestem wdzięczna Panu Bogu za łaskę powołania, a Zgromadzeniu Sióstr Dominikanek, że mnie przyjęło, formowało i prowadzi na wyżyny świętości.


Okruszyna 15

Nocne czuwania , dominikanskie . w Białej Niznej Dla dziewcząt i chłopców

Czuwanie rozpoczyna się o godz. 19.00 w sobotę, a kończy ok. godz. 3.30 nad ranem w  niedzielę. W  czasie nocy jest niedzielna Msza św., adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwa różańcowa, możliwość skorzystania z Sakramentu Pojednania, są konferencje, śpiewy... Jest też przerwa na nocną herbatę – nie zapomnij wziąć ze sobą kanapek, w  nocy jest się jeszcze bardziej głodnym. Należy wziąć ze sobą legitymację szkolną lubdowód tożsamości. Przypominamy o zabraniu ze sobą ciepłej odzieży, w nocy i nad ranem jest bardzo chłodno. Dojazd do klasztoru w Białej Niżnej pociągiem z Tarnowa w kierunku Nowego Sącza i Krynicy do stacji Stróże. Z dworca dochodzi się pieszo szosą, około 15 minut. Można też dojechać do Grybowa, a stamtąd pieszo 3 km do klasztoru. Na nocne czuwania modlitewne do Białej Niżnej zapraszamy młodych – dziewczęta i chłopców, poszukujących ciszy i skupienia, pragnących pogłębić lub odnowić swoją przyjaźń z Jezusem, wynagradzać Matce Bożej wszystkie zniewagi, wyrządzane Jej przez różnych ludzi, zastanowić się nad swoim życiem lub po prostu – być z Jezusem i doświadczyć modlitwy we wspólnocie.

Tematy Czuwań 4 V 2019 Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi – droga jedności i pokoju

15 VI 2019 Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie – droga zaangażowania i świadectwa – Z Jezusem i Maryją pod "prąd"


16 Okruszyna

Spotkania w Krakowie w roku szkolnym 2018/2019 • 01-05 „majówka u dominikanek” w Krakowie • 1 czerwca Lednica •

07-09 czerwca DNI WDZIĘCZNOŚCI – za wszystko co dobre w naszym życiu, a szczególnie za maturę

Terminy rekolekcji wakacyjnych Czerwiec 24.06-27.06 Chodź po wodzie! rekolekcje nad jeziorami (Orzysz na Mazurach) Lipiec 1.07-6.07

Rozdawaj miłość! rekolekcje połączone z wolontariatem w Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży niepełnosprawnej w Mielżynie /k. Gniezna/

8.07-14.07 Rozeznaj! Rekolekcje powołaniowe nad Lednicą (Ośrodek im. Jana Pawła II, Pola Lednickie) 16.07-21.07 Muszę tam być! Rekolekcje w Krakowie 25.07-30.07 Tutaj mnie znajdziesz - Dyżur powołaniowy na Jasnej Gtórze Sierpień 1.08-6.08

Jestem na liście! Rekolekcje w Krakowie

17.08-25.08 Zbieramy ekipę. Chodź z nami! Piesza Pielgrzymka Tarnowska na Jasną Górę 30.08-5.09 Na GiewONt – Rekolekcje wędrowne w Zakopanem


Okruszyna 17

Adres kontaktowy Siostra Łucja

Al. Kasztanowa 36 30–227 Kraków

2 Duszpasterstwo Młodzieży

http://www.dominikanki.pl/duszpasterstwo–powolan/ https://www.facebook.com/drogowskazop/ email: duszpowo@dominikanki.pl nr tel. 12 425 24 05 kom. 728429903 – nie odpowiadam na smsy

2 Podajemy również numer telefonu i adres mailowy do Siostry Marii, która prowadzi Duszpasterstwo Młodzieży w Białej Niżnej: drogowskazop@gmail.com kom. 728429910 – Siostra też nie odpowiada na smsy

2 A wszystkim zainteresowanym misjami podajemy adres mailowy i numer telefonu do

Siostry Natalii– Referentki Misyjnej

misjedom@dominikanki.pl kom. 728 407 452– Siostra także nie odpowiada na smsy

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!


18 Okruszyna

Co? Gdzie? Kiedy? ❧❧ 1 maja –Wspomnienie św. Józefa, rzemieślnika ❧❧ 3 maja – Uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski ❧❧ 8 maja – Uroczystość św. Stanisława, biskupa i męczennika ❧❧ 9 maja – W naszym Zakonie wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Opiekunki

naszego Zakonu

❧❧ 13 maja – Wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej ❧❧ 18 maja – Tego dnia przypada rocznica urodzin św. Jana Pawła II ❧❧ 22 maja – Uroczystość Najświętszej Trójcy ❧❧ 24 maja – W naszym Zakonie obchodzimy święto Przeniesienia Relikwii św. Ojca

Dominika

❧❧ 26 maja – Dzień Matki ❧❧ 30 maja – Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Dziewczęta, które ukończyły szkoły zawodowe, maturzystki i studentki oraz dziewczęta pragnące wstąpić do naszego Zgromadzenia zapraszamy do przyjazdu na DNI WDZIĘCZNOŚCI (7-9 czerwca), aby wspólnie dziękować za otrzymane od Boga łaski oraz prosić o Jego błogosławieństwo na kolejny etap waszego życia – informacje na str. 16.

Informacje o życiu i misji apostolskiej dominikanek uzyskasz pisząc pod adres: Zgromadzenie Sióstr św. Dominika Duszpasterstwo Młodzieży Al. Kasztanowa 36 30–227 Kraków tel. 12 425–24–05 Internet: http://www.dominikanki.pl; email: duszpowo@dominikanki.pl Na Nasze konto: BANK PeKaO. S.A. I ODDZIAŁ w Krakowie, można przekazać ofiary na misje NR 49 1240 1431 1111 0000 1047 9988 z dopiskiem: „Misje”.

Profile for Zgromadzenie Sióstr św. Dominika

Okruszyna - maj 2019  

Okruszyna - maj 2019  

Profile for siostryop
Advertisement