Page 1

KRAKÓW marzec 2019 / 283

dostrzec • przyjąć • dzielić się PRAWDĄ


2 Okruszyna

„Ponieważ nadchodzi piękny dzień, w którym Jezus Chrystus odkupił nas  i zdobył nas dla Ojca Niebieskiego... Z tego powodu niech Bóg zachowa Cię w swej łasce  i da nam wspólne zadowolenie z przeświadczenia,  że ciągle wzrastasz w świętej miłości…” (Święty Ojciec Pio)

Kochani czytelnicy Okruszyny, Przyjaciele Naszego Zgromadzenia! Niech Jezus, który swoim uniżeniem i cierpieniem pokonał grzech, śmierć i szatana napełni Was przekonaniem, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i uczyni Was radosnymi ewangelizatorami w Waszym środowisku. Niech światło prawdy i miłości płynące z Wielkanocnego Poranka opromienia codzienne życie, wzmacnia i dodaje sił, niech pomaga w budowaniu jeszcze większego dobra tam, gdzie jesteście. Radość! Radość! Radość! Niech wypełnia po brzegi serca i zanurza w Jego Miłości i Miłosierdziu. Z darem modlitwy Ekipa Okruszyny


Okruszyna 3

Bóg mówi Siostra Isnarda

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy, nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!». (J 8, 1-11)

Drodzy Przyjaciele! Niniejszy fragment przeznaczony na V Niedzielę Wielkiego Postu jest dla mnie wyjątkowy – bardzo lubię do niego wracać. Przez kilka pierwszych wieków wycinano go z rękopisów, gdyż był „niewygodny”, „nieewangeliczny”, gorszący współczesnych słuchaczy z powodu łatwości odpuszczenia grzechu cudzołożnicy. Było to trudne do pogodzenia z praktykami pokutnymi pierwszych wieków. Dziś jednak możemy się cieszyć i dziękować Bogu za dar Jego miłości i miłosierdzia okazany owej kobiecie cudzołożnej, a przez to także i mnie – człowiekowi, który często upada. Pochylając się nad przesłaniem tej perykopy warto przypomnieć sobie czym w ogóle jest cudzołóstwo i jakie konsekwencje ponosiły osoby dopuszczające się tego grzechu? Cudzołożenie to akt seksualny mężczyzny lub kobiety z drugą osobą poza związkiem małżeńskim. Zakaz cudzołożenia zawarty jest w VI przykazaniu Bożym. Grzech ten był postrzegany jako jedno z najcięższych wykroczeń w Izraelu. W przypadku udowodnionego cudzołóstwa, nad osobami dopuszczającymi się tego czynu, najczęściej ciążyła kara śmierci poprzez kamienowanie.


4 Okruszyna

Wydarzenie opisane w Ewangelii św. Jana, to nic innego, jak tylko kolejny podstęp uczonych w  prawie i  faryzeuszów przeciw Jezusowi. Kobietę złapano na cudzołóstwie (wspólnik grzechu prawdopodobnie uciekł) i  przyprowadzono ją do Nauczyciela, aby Sam dokonał osądu. To konfrontacja oskarżonej kobiety z Osobą Jezusa wobec autorytetu Prawa Mojżeszowego. Co czyni Chrystus w sytuacji wystawienia Go na próbę? Milczy i  kreśli coś na piasku. Jego postawa zaskakuje uczestników zdarzenia. Oskarżony Jezus (nawet nie owa kobieta), w chwili zagrożenia pochyla się i  pisze na ziemi. Wielu egzegetów próbowało zmierzyć się z próbą odczytania zapisywanych przez Chrystusa słów. Wobec braku jednoznaczności, przywołam tylko jedną z hipotez. Św. Augustyn twierdził, że Jezus zapisywał tylko jedno słowo na piasku – cudzołóstwo, a przez świątynię wiał wiatr Ducha Świętego i zacierał to słowo. Jezus pragnął pokazać owej kobiecie jej grzech, nie depcząc jej godności. Wiatr Ducha Świętego zaciera to słowo. Grzech zostaje odpuszczony – znika. To może dokonać się tylko w Jezusie, w Jego spojrzeniu pełnym miłości, bo przecież miłość zawsze rodzi się ze spojrzenia. Taktyka Mistrza z  Nazaretu wobec zarzutów znawców prawa jest niezwykła. Przenosi ciężar odpowiedzialności na adresatów pytania. Żaden z nich nie jest przecież wolny od grzechu… powoli rozluźniają pięści, aby wypadł z nich kamień i odchodzą. Zostawiają w intymnym dialogu kobietę z samym Jezusem. Uwielbiam ten moment spotkania, bo dochodzi do niego w prawdzie i miłości. Jezus bierze na Siebie jej i mój grzech. Podnosi kobietę z ziemi – nie oskarża, nie potępia. I tu pojawia się ważny dla mnie moment. Grzech kobiety stał się dla niej drogą do spotkania z Jezusem. Zapewne nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Zapewne nie chciała, aby jej grzech ujrzał światło dzienne, ale właśnie teraz – jak komentuje ten fragment A. Pronzato – jej oczy spotykają się ze spojrzeniem Człowieka, który nie patrzy na nią ani jako na przedmiot dający przyjemność, ani jako na cel bezlitosnego potępienia. Jezus patrzy na nią inaczej niż pozostali – patrzy oczami miłości i miłosierdzia. Wystarczyło tylko to jedno spojrzenie i zdanie: i Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz!. (J 8, 11). Kocha i przebacza. Takiego spojrzenia doświadczam w czasie każdej spowiedzi i Ja odpuszczam tobie grzechy… Jak bardzo logika miłości milczącego Słowa jest różna od mojej. Wielokrotnie rozpoznaję się w faryzeuszach, a jeszcze częściej w owej grzesznej kobiecie, zdradzając wierność Jezusowi. Bardzo trafnie ukazuje tę rzeczywistość Papież Franciszek, mówiąc: jakże warto, abyśmy byli świadomi, że i my jesteśmy grzesznikami, kiedy ob-


Okruszyna 5

mawiamy innych i wszystkie te sytuacje, które znamy wszyscy. Jakże warto, abyśmy mieli odwagę, by rzucić na ziemię kamienie, które chcielibyśmy cisnąć przeciw innym. Kończąc te rozważania, pragnę zapytać Ciebie i siebie, ile z przesłania tej Ewangelii jest w naszym życiu i przepowiadaniu? Czy potrafię zauważyć w każdym człowieku człowieka? Czy może zdarza mi się postrzegać go jedynie w kategorii grzesznego czynu, przypiętej etykiety? Każdy człowiek, niezależnie od jego postepowania, jest wielką pasją Boga: Ty jesteś pasją Boga; ja jestem pasją Boga; każdy napotkany człowiek jest pasją Boga. Nie zapominajmy o tym. Chrystus walczy o każdego z nas. Nawet moja niewierność nie cofa Jego miłości do mnie. Chrystus bierze na Swoje ramiona każdy mój grzech, jeśli tylko zechcę Mu go oddać, bo czasem mogę być do niego bardzo przywiązana. On obnaża prawdę o mnie jedynie po to, aby mnie ocalić i dać kolejną szansę. Dziękuję Ci Panie za Twoją miłość do mnie. Dziękuję, że nieustannie pochylasz się nade mną… patrzysz z  miłością… podnosisz… przebaczasz… kochasz… zbawiasz… Naucz mnie Panie rozluźniać pięść, gdy mam pokusę osądzania innych. Pomóż mi uwolnić mój wzrok od egoizmu, nienawiści… Prowadź mnie ścieżkami Twojej prawdy. Pomóż mi zmartwychwstać z moich niewierności i upadków.


6 Okruszyna

,, Duchowosc , Dominikanska Siostra Wojciecha

Główną belką, na której wspiera się życie Kościoła, jest miłosierdzie. Wszystko w działaniu duszpasterskim Kościoła powinno zostać otulone czułością, z jaką kieruje się do wiernych; nic też z jego głoszenia i z jego świadectwa ukazanego światu nie może być pozbawione miłosierdzia. (Papież Franciszek, Bulla Misericordiae vultus, 10). Jednym z  najczęściej powtarzających się słów w  nauczaniu Papieża Franciszka jest czułość. Ojciec Święty wielokrotnie mówi o  czułości Boga, zachęca nas do odkrywania jej w codziennym życiu oraz praktykowania takiej postawy wobec bliźnich. „Czułość” łączy się z drugim ulubionym słowem Papieża, jakim jest miłosierdzie. Jako uczniowie Chrystusa powinniśmy naśladować Jego przebaczenie oraz litość, jakie okazywał wszystkim cierpiącym na duszy i na ciele. Jednym z wymiarów miłosierdzia jest troska o  chorych. W  jednej z  katechez środowych Ojciec święty przypomniał: Życie Jezusa, zwłaszcza w ciągu trzech lat jego misji publicznej było nieustannym spotkaniem z ludźmi. Wśród nich szczególne miejsce zajmowali chorzy. Ileż kart Ewangelii opowiada o tych spotkaniach! Chromy, ślepy, trędowaty, opętany, epileptyk i  niezliczone rzesze chorych wszelkiego rodzaju… Jezus stał się bliskim każdego z nich i uzdrowił ich swoją obecnością oraz mocą swojej uzdrawiającej siły (9 listopada 2016). Jednym z  zadań, które podjęło w  Kościele w  XIX wieku nasze Zgromadzenie jest troska o  chorych, szczególnie w  ich własnych domach. W  czasach, gdy na wsiach nie było dostępu do medycyny nasza Założycielka, Matka Kolumba Białecka chciała, by chorymi opiekowały się siostry. Wrażliwość na ludzkie cierpienie wyniosła z domu rodzinnego. Jako młoda dziewczyna odwiedzała chorych razem ze swoją matką. Nie zaprzestała posługi wśród potrzebujących, gdy stanęła na czele rodzącego się Zgromadzenia. Mieszkańcy Wielowsi wspominają: Nieduża, szczupła, zawsze pogodna i uśmiechnięta, sama spieszyła z pomocą wszystkim chorym, a gdy już sama nie mogła, zlecała ten obowiązek swoim Siostrom, by pilnowały chorych i  konających…, a  także: Przypominała Matka Kolumba, ażeby nigdy nie opuszczać biednych, pielęgnować chorych, a zwłaszcza nieść im pociechę w godzinę konania. I to, czego uczyła, stwierdzała zawsze czynem.


Okruszyna 7

Papież Franciszek w swoim rozważaniu na temat uczynku miłosierdzia – chorych nawiedzać – zauważa: Osoba chora często czuje się samotna. Nie da się ukryć, że zwłaszcza w  naszych czasach, właśnie będąc chorym najgłębiej doświadczamy samotności, która przeżywana jest przez znaczną część życia. Wizyta może sprawić, że osoba chora poczuje się mniej samotna, a  nieco towarzyszenia to wspaniałe lekarstwo! Uśmiech, trochę czułości, uścisk dłoni to proste gesty, ale bardzo ważne dla ludzi, którzy czują się pozostawieni samymi sobie. Mimo, iż mowa jest tu o konkretnym czynie, musi on wypływać z duchowości serca, które doświadczyło miłosierdzia i pragnie się nim dzielić. Jest to duchowość świętej Katarzyny ze Sieny, która wiele godzin spędzała pielęgnując obłożnie chorych, duchowość Matki Kolumby, o której współczesna jej kronikarka pisała: Gdy kto chorował ciężko w parafii czy kończył życie, to i sama Matka w pierwszych latach odwiedzała i siostry wysyłała dla ich ulgi. Tym rysem duchowości miłosierdzia siostry żyją także i dziś. W wielu miejscach (Polska, Białoruś, Ukraina, Rosja, Włochy, Kanada, USA, Kamerun) odwiedzają chorych w  parafiach oddając im podstawowe usługi. Troszczą się nie tylko o potrzeby ciała, ale też o zdrowie duszy swoich podopiecznych. Modlą się w intencji ich uzdrowienia, a także zachęcają do zawierzania swojego cierpienia Panu Bogu. Często są one naocznymi świadkami wielu uzdrowień oraz nawróceń, jakie dokonują się poprzez modlitwę. Posługa sióstr w Prowincji Amerykańskiej naznaczona jest opieką nad osobami starszymi. Ważne jest, by stworzyć dla nich dom, w którym będą czuły się kochane i bezpieczne. W Kamerunie przy naszych placówkach działają ośrodki zdrowia. W Polsce każdy chyba słyszał o broniszewickim Domu Chłopaków. Nie jest to jedyny ośrodek tego typu prowadzony przez Zgromadzenie, bo przecież mamy także Dom Pomocy Społecznej w Mielżynie. W Kielcach działa Specjalny Ośrodek Wychowawczy dla dzieci i młodzieży. Te duże ośrodki tworzą okazję do okazywania miłosierdzia wobec potrzebujących nie tylko dla sióstr, ale też całego personelu świeckiego a także gości, którzy nas odwiedzają. Jedna z  naszych sióstr pielęgniarek napisała, mówiąc o  posłudze wśród osób chorych: Za wzorem naszej Założycielki i przy pomocy łaski Bożej chcemy swym życiem i  swoim wkładem w  posługę potrzebującym raz jeszcze ożywić niezmienną od wieków prawdę, którą Matka Kolumba odkryła, mianowicie iż „człowiek swą wielkość może odkryć tylko w Bogu, także wówczas, kiedy cierpi i kiedy zagrożona jest jego egzystencja”. W świecie, który nie widzi sensu cierpienia, możemy patrząc na Chrystusa nadawać mu nowy wymiar. Gdy dziś tak bardzo liczy się zewnętrzna uroda i sprawność, możemy pełniąc z czułością dzieła miłosierdzia względem chorych, odkrywać wewnętrzne piękno każdego człowieka. To wyjątkowa droga, na której zawsze będziemy obdarowani. Jak? Zobaczcie sami.


8 Okruszyna

stetoskOP duchowy Siostra Gaudia

Ponad wszystko... Wielki Post. Popijam wodę, aby zamaskować nazbyt głośne sygnały dźwiękowe wydobywające się z czeluści mego pustego żołądka. I czuję się tak bardzo pusta, wręcz przeraźliwie pusta... Przede mną ponad czterdzieści dni umartwień ku nawróceniu kamiennej płyty, z  lekka przyrdzewiałego w  zawiasach serca. Tak bardzo chcę, aby Chrystus zmartwychwstał po raz kolejny. Tym razem tak na serio! – ostatecznie oddzielając grubą kreską mrok od jasności. Tak, aby powstając wskrzesił na nowo, raz na zawsze to, co nieustannie pozostaje gdzieś w tyle, to co nie nadąża i pozostaje poza wolą Tego, którego przecież kocham. Co stoi na przeszkodzie? Grzech, zaniedbanie, obłuda, lenistwo...? Tęsknię za taką rzeczywistością, gdy On sam uobecni się we mnie, pokonując raz na zawsze poganina, co bezwstydnie mieszka we mnie stając w poprzek planom Boskiej Opatrzności. Jestem uczniem Zwycięzcy. Codziennie rano, z  różną dozą przytomności przyoblekam się w Tego, którego wybrałam i  wiem... nie zamieniłabym habitu na żadne inne ubranie. Boli mnie jednak fakt, że nie zawsze moje serce jest kompatybilne z moim ubiorem. Jednak nie chcę, po prostu nie mogę ścierpieć myśli o kolejnym poście w moim życiu, który miałby być rodzajem pewnego rodzaju zakładu z Bogiem i samą sobą na temat tego, ile potrafię znieść, ile ,,jeszcze mogę na siebie wziąć” lub bez czego zdołam się obejść. Nie chcę, aby był to czas ,,dokręcania śruby” i zakręcania zaworów. Obawiam się paskudnego efektu jo-jo, który wraz z nastaniem Świąt Wielkiej Nocy przywróci mnie do dawnego stanu rzeczy, a może uczyni ów jeszcze gorszym? Marzę o trwałej przemianie – takiej, która będzie potwierdzeniem mojego wyboru, która wzniesie poziom mojej relacji z Ukochanym na ,,wyższy level”. Wiem, jak alergicznie reaguje mój mózg na sam dźwięk słowa ,,nie”. POSTanowienie. Niech to w końcu będzie coś pozytywnego. Coś, co każdego dnia, zaraz po otwarciu oczu pobudzi mnie do intensywnego działania... Coś co nie będzie kolejną eliminacją ze swojego życia przyjemności i potrzeb lub próbą sił pomiędzy naturą a pierwiastkiem duchowym.


Okruszyna 9

Czuję się trochę jak maratończyk, który przygotowuje się do kolejnego startu. Wiem – rezygnacja jest nieodzownym elementem... Jednak z czego i w imię czego? Szukam odpowiedzi na pytanie o doskonałość. Z pewnością nie leży ona w braku cukru w organizmie ani nie jest efektem pobożno-intelektualno-duchowych zabiegów, którym nie podołałby chyba nawet sam Herkules. Po raz kolejny przekonuję się, jak wielkie problemy sprawiają mi odpowiedzi na pozornie banalnie proste pytania. Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec niebieski (Mt 5,48). To dopiero challenge! To zdanie mnie prześladuje. Jest moją solą w oku. Wielkopostnym wyzwaniem, które rzuca mi Ewangelia... w  końcu uczeń ma być taki jak jego Mistrz. Celem staje się, więc nie jakiś uczynek, lecz sam Bóg. Nie perfekcyjne wykonanie ,,tego czy owego” dzień po dniu, lecz Ten, który sam jest sprawcą wszelkiego chcenia i działania. Ten, który pragnie czynić dobro naszymi rękami. To zupełnie zmienia postać rzeczy! Z uporem maniaka przekładam więc kolejne karty Ewangelii, zastanawiając się w jaki sposób mogę zrealizować cel, który udało mi się odnaleźć. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6,36). Są takie dni, kiedy nie udaje się nic. Kiedy mimo naprawdę szczerych chęci każde podjęte działanie kończy się fiaskiem lub wręcz wybitną klęską. Wtedy miłosierne oczy zdają się być na wagę złota. Są jak odbicie Tego, który uczy miłości ponad wszystko! Takiej, która zdolna jest wybaczyć nie siedem, lecz siedemdziesiąt siedem razy. Bez oceny, bez narzekania, bez buntu... bez interesu. Maksymalnie i po całości! Nie chodzi, więc o jakiś hiperciężar, na którego sam widok już z trudu omdlewam nim nawet zdołam go dotknąć. Perspektywa miłosierdzia zmienia wszystko!!! Dążenie do doskonałości jawi się teraz w  mojej głowie jako pasja życia i  staje się drogą nieustannego rozwoju. Walką o to, aby każdego dnia kochać coraz bardziej i więcej. Cel został więc wytyczony, ścieżka również. Może nie jest to najprostsza z możliwości i  zapewne wykracza ona poza to, co mogę zrealizować, potknięcia zapewne również są nieuniknione, a  wędrówka przez pustynię będzie związana z  milionem pokus po drodze. Jednak ponad wszystko liczy się miłość. To Ona zmartwychwstała!


10 Okruszyna

Misja Zgromadzenia Siostra Laura

Po śladach Ojca Mój przyjaciel powiedział mi kiedyś, że to nie my wybieramy sobie Świętych, ale to oni wybierają sobie nas. Tak było i w moim przypadku. Przyszłam do Zgromadzenia Sióstr św. Dominika, nie znając św. Dominika... Brzmi to może śmiesznie, ale tak było – i  choć chciałabym napisać, że było inaczej, nie mogę, bo VERITAS zobowiązuje. Postanowiłam przyjść, bo czułam, że to tu znalazłam swoje miejsce na ziemi, ale nie potrafiłam wytłumaczyć, dlaczego tak jest. Po prostu – czułam, że to „coś” jest moje i nawet nie próbowałam precyzować, czym jest owe „coś”. Jest i już – wystarczy, a przynajmniej tak wtedy myślałam. Jednak szybko przekonałam się, że to nie wystarczy... Na początku formacji zapoznałam się z Matką Kolumbą – bo przecież warto poznać Założycielkę Zgromadzenia, do którego się wstąpiło. Czytając Jej słowa, zaczęłam rozumieć, że moje „coś” to sposób życia, ideały, które Róża Białecka wybrała dla Siebie i swoich Sióstr. I wtedy pojawiło się w mojej głowie pytanie – dlaczego w takim razie nie nazywamy się na przykład „kolumbianki” tylko dominikanki? I kim był ów Dominik, w którego ślady nasza Matka poszła ponad sto pięćdziesiąt lat temu, a teraz także ja? Zaczęłam szukać książek i wszelkich możliwych informacji na Jego temat. I  odkryłam w  nim człowieka niesamowicie wrażliwego, dobrego, pokornego, rozkochanego w Bogu, odważnego i wykraczającego poza swoje czasy. Byłam oczarowana, czytając jego opisy, które wyszły spod pióra bł. Jordana z Saksonii i wspomnienia siostry Cecylii – jednej z pierwszych dominikanek. Jordan pisał, że Dominik „bez trudu zdobywał serca wszystkich, którzy go zaledwie ujrzeli. Zawsze budował swoimi słowami i wieloma przykładami, którymi skłaniał dusze słuchaczy do miłości Chrystusa. Za dnia nie było nikogo, kto bardziej niż on byłby obecny wśród braci albo towarzyszy, ani nikogo, kto byłby bardziej niż on radosny. W godzinach nocnych nikt nie był od niego bardziej wytrwały podczas różnych czuwań i modlitw. Wszystkich ludzi ogarniał szeroko swoją troskliwą miłością, a ponieważ wszystkich kochał, przez wszystkich też był kochany. Jego dewizą było: cieszyć się z  tymi, którzy się cieszą, płakać z tymi, którzy płaczą”. Dominik zdobył także moje serce. Zrozumiałam, że – jeszcze nawet go nie znając – chciałam być taka jak On i że nie jest to marzenie „na przyszłość”, ale na już. I właśnie teraz, będąc w Junioracie Pierwszym – odkrywam, że mogę kroczyć śladami św. Dominika.


Okruszyna 11

Podstawą jego życia była rozmowa z Bogiem. Kontemplował Boże Oblicze, aby zanosić ludziom owoce, jakie rodziły się w  nim podczas tych chwil sam na Sam ze Stwórcą. Mówił z Bogiem, aby potem móc mówić ludziom o Bogu. Tak samo jest u nas – codzienna adoracja ma nam pomóc w  głoszeniu. Święta Katarzyna pisze w  „Dialogu”, że „przez zjednoczenie z  braćmi w łodzi św. Dominika siostry mają udział w jego służbie Słowu”. Nasze głoszenie to nie tylko słowa, ale całe nasze życie, nasze świadectwo. W czasie formacji Junioratu I podejmujemy przeróżne prace, którymi możemy głosić. Wychodzimy z otwartością do bezdomnych i samotnych; pielęgnujemy chorych, którzy nie są w  stanie poradzić sobie sami; ewangelizujemy naszym strojem – w autobusie, w centrum miasta, na spacerze. Poza tym nawet mycie korytarza czy łazienek, zwyczajne prace domowe, mogą mieć charakter zbawczy – wszystko zależy od naszych intencji i miłości, z jaką to czynimy. Zadaniem dominikanina i dominikanki jest czynienie Boga widzialnym i słyszalnym pośród świata. Właśnie to było celem św. Dominika – a  czynić to możemy przez pokorne ofiarowanie się innym. Ważne jest także studium, którego nie można pomijać, bo – jeśli chcemy mówić ludziom o Bogu, musimy wiedzieć, co powiedzieć. Juniorat I to także czas pierwszego apostolstwa. Dominik, gdy wysyłał braci, mówił „ziarno nagromadzone w jednym miejscu gnije” i zapewniając o modlitwie, wypuszczał ich na głęboką wodę. My po dwóch latach w bezpiecznym „inkubatorze” także musimy poczuć podmuch wiatru na swoich policzkach, by w przyszłym roku pewnie kroczyć w „nieznane strony”... Jest wieczór. Siedzę w kaplicy. Jest ciemno i widzę tylko blask wiecznej lampki. Ona zawsze świeci – jak Dominik. Wiernie trwa przy Panu jak ów Pański pies. Resztkami sił udaję się na codzienną „pielgrzymkę” do zakrystii. Otwieram szafkę i widzę mój mały krakowski skarb – relikwie mojego Ojca, ukryte w cieniu innych relikwiarzy i przypominam sobie słowa o. Lacordaire’a: „Słońce historii rzadko tylko rzuca promień na kaptur Dominika, lecz promień tak czysty i święty, że nawet ta odrobina splendoru jest olśniewającym świadectwem. Światła tak niewiele, bo człowiek Boży usunął się od zgiełku i rozlewu krwi, bo wierny swojej misji otwierał usta jedynie po to, by błogosławić, serce, by się modlić, rękę dla posługi miłości; a cnota, gdy jest sama, widzi słońce jedynie w Bogu”.

Taki jest właśnie święty Dominik i taka pragnę stawać się ja...


12 Okruszyna

, Wybrac droge, Siostra Narcyza

Wiedziałam, że mam wrócić Siostra Łucja posłuszna Ojcu świętemu zachęcającemu młodych, by rozmawiali z dziadkamii babciami, zwróciła się do mnie, bym dla „Okruszyny” napisała coś o swoim powołaniu. Tę rubrykę w naszym miesięczniku zasadniczo okupują młode siostry. A  teraz ja, urodzona w  czasie drugiej wojny światowej? Ale jeżeli prosi Główna Redaktorka miesięcznika, to niegrzecznie by było nie spełnić prośby. Wobec tego: pochodzę z malowniczej wioski Korzenna, położonej w odległości 15 km od Nowego Sącza, z rolniczej, głęboko wierzącej rodziny. Pacierz ranno i  wieczorem. W  niedziele i  święta nikt – a  mam troje starszego rodzeństwa – nie pomyślał, żeby nie iść do kościoła na Mszę św. W maju, czerwcu, październiku, kto nie był w tym czasie zajęty pracą w polu czy wokół domu, przy dobytku, starał się być na nabożeństwach w kościele. Od wczesnego dzieciństwa pamiętam, że jak się rano budziłam, dolatywał do mnie głos mamy, krzątającej się po kuchni i śpiewającej Godzinki o Najświętszej Maryi Pannie. W niedzielę po południu były Nieszpory. Do dziś podczas Liturgii Godzin wzruszam się przy psalmu 147 Chwal Jeruzalem Pana, bo jako dziecko „widziałam” dziejącą się jego treść: On prószy śniegiem jak wełną/ i szron jak popiół rozsypuje./ On grad rozrzuca jak okruchy chleba,/ od Jego mrozu ścinają się wody./ Posyła słowo i lód topnieje,/ powieje wiatrem i rzeki płyną. Z zachwytem, w wyobraźni „widziałam” podczas niedzielnych Nieszpór, jak wczesną wiosną po naszych górkach spływają te wody. Szkołę podstawową – wówczas siedmioklasową – skończyłam w  Korzennej w 1955 r. To były czasy trudne, niewiele lat po wojnie; młodzież wiejska przyzwyczajona do pracy, szybciej dojrzewała do życiowych decyzji. Już od półrocza siódmej klasy decydowało się o tym, co dalej? Mnie pociągało „być nauczycielką”, ale równie mocno „być zakonnicą”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że do tych dwóch „pociągów” można wskoczyć równocześnie. A  przecież w  Zgromadzeniu Sióstr św. Dominika od początku przy każdym klasztorze była szkoła. Po wojnie odebrano siostrom szkoły i pozbawiono możliwości nauczania. Zdecydowałam, że jednak chcę iść do klasztoru. W  Korzennej od niedawna były Siostry Dominikanki, więc przed końcem roku szkolnego, udałam się do nich


Okruszyna 13

z tą wiadomością. One owszem, ucieszyły się, ale powiedziały, że trzeba najpierw skończyć szkołę średnią i dopiero wtedy się zgłosić. Hm, co teraz? Nie minął tydzień od tej rozmowy, a  Siostry mi mówią: była u  nas Matka Generalna i  powiedziała, że cię przyjmie. Decyzja jest, idę do klasztoru do Białej Niżnej koło Grybowa. Radość, będę przyjęta! Jaka była moja motywacja do pójścia do zakonu? Charyzmat? Nic nie wiedziałam o charyzmatach. Strój? Nie jestem na to wrażliwa. Ja chciałam służyć Panu B ogu. Wiedziałam już, że w zakonie składa się trzy śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa oraz mniej więcej co to znaczy. Mama nawet się cieszyła, że „z córki Kościół będzie miał pożytek”. Gdy oznajmiłam tatowi, że chcę iść do zakonu, to mi powiedział: „ty myślisz, że zakonnice tylko się modlą i chodzą ładnie ubrane; tam trzeba robić!!”. No, to będę robić. Dzień przyjazdu do Białej Niżnej Matka Generalna wyznaczyła na koniec sierpnia. Odwieźli mnie do klasztoru mama z chrzestnym ojcem. Tato został w domu. Przy pożegnaniu poprosiłam go o błogosławieństwo. Wzruszony (coś mu się działo z oczami) – pobłogosławił i powiedział: „Jak ci będzie źle, to się wróć”. Po niedługim czasie od przyjęcia do Postulatu radość coraz bardziej gasła i chociaż nikomu o tym nie mówiłam, siostry to zauważały. Przyczyna tego stanu? Ogromna tęsknota za rodziną, za domem. Przez te 14 lat mojego życia ani jednej nocy nie spędziłam poza rodziną. W takim stanie psychicznym wszystko blednie, obserwancje zakonne denerwują. Nasza Siostra Mistrzyni – doświadczona nauczycielka i pedagog – poradziła mi, żebym poprosiła Matkę Generalną o pozwolenie pójścia na tydzień do domu. Matka pozwoliła. W  domu powiedziałam, że nie wracam do klasztoru. I cóż z tego? Z każdym upływającym dniem tego tygodnia wyraźniej wiedziałam, że mam wrócić. Dziś bym to tak określiła: szczeniaczkowi wydawało się, że biega sobie swobodnie na końcu około dziesięcio-kilometrowej smyczy, ale ręka trzymająca drugi koniec jest w tabernakulum w Białej Niżnej i z każdym dniem tygodnia Pan Jezus skracał linkę, aż w wyznaczonym terminie przyprowadził szczeniaka przed Siebie. Jestem Mu za to niezmiernie wdzięczna! Zgromadzenie wysłało mnie do szkoły średniej, na studia, po drodze była różna praca, m.in. katecheza. Pod koniec studiów na KUL-u moja Alma Mater zaproponowała mi angaż przy Katedrze Etyki. Matka Generalna się zgodziła. Tak więc – zostałam i zakonnicą i nauczycielką. Niech Bóg będzie uwielbiony we wszystkich dziełach swoich!


14 Okruszyna

Cool–turalnie Siostra Benedykta

Ludzkie oblicze Boga – „Jesus Christ Superstar” (reż. Norman Jewison, 1973)

Nie lubię kina religijnego. No, za duże słowo: powiedzmy, że nie mam do niego zaufania. Rzadko się zdarza – pomijając takie arcydzieła jak „Ewangelia św. Mateusza” Pier Paolo Pasoliniego (zdeklarowanego ateisty!), „Jezus z Nazaretu” Franco Zefirelli’ego czy „Pasja” Mela Gibsona – żeby film o tematyce religijnej uniknął ilustracyjności i irytującego moralizatorstwa. To ogromne wyzwanie dla scenarzystów i  reżyserów opowiedzieć językiem obrazu o  czymś, co się wymyka ludzkiemu poznaniu. Podobny problem mam zresztą ja sama z religijnym teatrem, który tworzę z młodzieżą – a jakże, nawet z powodzeniem! – ale mam odczucie, że dla nich to twórczość drugiego sortu. I bardzo mnie to boli. Wolą musical o Mickiewiczu czy „Wesele” od jasełek i  opowieści o  Karolinie Kózkównie. Wolą i  już. Żadna siła ich nie przekona, że warto spojrzeć szerzej, dalej, głębiej. Mnie pozostaje więc szacunek dla ich rozumienia świata i  akceptacja ich niepokoju, buntu, kwestionowania wszystkiego, co związane z religią i Kościołem. A równocześnie dostrzegam w tych młodych ludziach, bardzo wrażliwych i myślących, coś, co bym nazwała ciekawością Boga. Potrzebą uchwycenia tego, co nieuchwytne. Zatrzymania, nazwania – a może po prostu spotkania? Dzisiaj będzie o jednym takim filmie, który porusza, chociaż jest mocno „niekanoniczny”: rock operze „Jesus Christ Superstar” z cudowną muzyką Andrew Lloyda Webbera, André Previna i Herberta W. Spencera. Muzyką, która mogłaby kruszyć mury Jerycha. Tak, można się burzyć, że Maria Magdalena widzi w Jezusie mężczyznę, w  którym jest po prostu zakochana, nie ma postaci Maryi, a  film kończy się ukrzyżowaniem bez wielkanocnego poranka, a postać Jezusa ukazuje nie jako Syna Bożego, lecz młodego, hippisowskiego buntownika, ale opowieść o Mistrzu z Nazaretu kipi nieprzemijającą energią. Porywa i wzrusza. Pokazuje, że można opowiedzieć Ewangelię w sposób twórczy i dotknąć serc widzów. Zwłaszcza młodych.


Okruszyna 15

Gorąca pustynia. Z autokaru wysiada grupa młodzieży. Zakładają bardzo proste kostiumy i nagle przenosimy się do Jerozolimy sprzed 2000 lat… Pojawiają się głęboko ludzkie rozterki i emocje. Padają pytania o władzę i wpływy. Tworzy się napięcie między posłannictwem Jezusa, a tym, jak odbierają Go tłumy – jako tytułową supergwiazdę. „Wiem, dlaczego mi się to dobrze oglądało” – powiedział mi pewien młodzieniec z klasy maturalnej – „Bo Jezus jest tu ludzki, a nie boski”. To prawda. W jednej z najbardziej poruszających scen modlitwy Jezusa przed męką, w  słynnym, wykrzyczanym przez grającego rolę Jezusa Teda Neeleya songu „Gethsemane”, padają wstrząsające słowa, które po polsku brzmią mniej więcej tak: „Czy mógłbyś mi teraz udowodnić,  że nie umrę na marne? Pokaż mi choć mały kawałek  Twego wszechobecnego umysłu! Pokaż mi, że istnieje powód,  dla którego chcesz, bym umarł. Zbyt chętnie skupiasz się na tym, gdzie i jak,  a nie dlaczego.” Bardzo to smutne. Na pograniczu bluźnierstwa. Przypomina mi się fragment Wielkiej Improwizacji, kiedy mickiewiczowski Konrad kłóci się z Bogiem: „Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością,  Ty jesteś tylko mądrością.” W modlitwie tytułowego bohatera „Jesus Christ Superstar” nie padają słowa: „Niech się dzieje Twoja wola, a nie Moja”. Jest za to protest, kontestacja, rozpaczliwe pytanie, czy Bóg w ogóle jest zdolny do miłości. Czy nie jest On przypadkiem dewiantem, uwielbiającym patrzeć na śmierć i cierpienie jak na pasjonujący spektakl. Pytanie, które zadaje sobie tysiące ludzi. Bo perspektywa krzyża jest ciągle „zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan”. Bo cierpienie Boga jest właśnie tym, co najbardziej wymyka się naszej wyobraźni i pewnie dlatego kino religijne jest tak często bezradne wobec Ewangelii. Twórcom „Jesus Christ superstar” udała się natomiast jedna ważna rzecz: pokazali ludzkie oblicze Chrystusa. To jest Ktoś bardzo nam bliski, Ktoś, z kim możemy się utożsamić. I może nie warto tutaj spierać się o teologię, bo film porusza, niepokoi, inspiruje. Mój maturalny młodzieniec od kilku dni o nim myśli. I może właśnie o to chodzi? Czasem nie potrzeba nic więcej…


16 Okruszyna

Nocne czuwania , dominikanskie . w Białej Niznej Dla dziewcząt i chłopców

Czuwanie rozpoczyna się o godz. 19.00 w sobotę, a kończy ok. godz. 3.30 nad ranem w  niedzielę. W  czasie nocy jest niedzielna Msza św., adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwa różańcowa, możliwość skorzystania z Sakramentu Pojednania, są konferencje, śpiewy... Jest też przerwa na nocną herbatę – nie zapomnij wziąć ze sobą kanapek, w  nocy jest się jeszcze bardziej głodnym. Należy wziąć ze sobą legitymację szkolną lubdowód tożsamości. Przypominamy o zabraniu ze sobą ciepłej odzieży, w nocy i nad ranem jest bardzo chłodno. Dojazd do klasztoru w Białej Niżnej pociągiem z Tarnowa w kierunku Nowego Sącza i Krynicy do stacji Stróże. Z dworca dochodzi się pieszo szosą, około 15 minut. Można też dojechać do Grybowa, a stamtąd pieszo 3 km do klasztoru. Na nocne czuwania modlitewne do Białej Niżnej zapraszamy młodych – dziewczęta i chłopców, poszukujących ciszy i skupienia, pragnących pogłębić lub odnowić swoją przyjaźń z Jezusem, wynagradzać Matce Bożej wszystkie zniewagi, wyrządzane Jej przez różnych ludzi, zastanowić się nad swoim życiem lub po prostu – być z Jezusem i doświadczyć modlitwy we wspólnocie.

Tematy Czuwań 6 IV 2019 Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą – droga prawdziwego spojrzenia 4 V 2019 Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi – droga jedności i pokoju


Okruszyna 17

15 VI 2019 Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie – droga zaangażowania i świadectwa – Z Jezusem i Maryją pod "prąd"

Spotkania w Krakowie w roku szkolnym 2018/2019 • 18-20 kwietnia ŚWIĘTE TRIDUUM PASCHALNE • 01-05 „majówka u dominikanek” w Krakowie • 1 czerwca Lednica •

07-09 czerwca DNI WDZIĘCZNOŚCI – za wszystko co dobre w naszym życiu, a szczególnie za maturę


18 Okruszyna


Okruszyna 19

Adres kontaktowy Siostra Łucja

Al. Kasztanowa 36 30–227 Kraków

2 Duszpasterstwo Młodzieży

http://www.dominikanki.pl/duszpasterstwo–powolan/ https://www.facebook.com/drogowskazop/ email: duszpowo@dominikanki.pl nr tel. 12 425 24 05 kom. 728429903 – nie odpowiadam na smsy

2 Podajemy również numer telefonu i adres mailowy do Siostry Marii, która prowadzi Duszpasterstwo Młodzieży w Białej Niżnej: drogowskazop@gmail.com kom. 728429910 – Siostra też nie odpowiada na smsy

2 A wszystkim zainteresowanym misjami podajemy adres mailowy i numer telefonu do

Siostry Natalii– Referentki Misyjnej

misjedom@dominikanki.pl kom. 501314669 – Siostra także nie odpowiada na smsy

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!


20 Okruszyna

Co? Gdzie? Kiedy? ❧❧ 2 kwietnia– czternasta rocznica przejścia do Domu Ojca Świętego Jana Pawła II ❧❧ 14 kwietnia – Niedziela Palmowa ❧❧ 18-21 kwietnia – TRIDUUM PASCHALNE – zapraszamy dziewczęta do przyjazdu do Krakowa na Triduum Paschalne. Jest to niepowtarzalna okazja do głębokiego przeżycia najważniejszych Dni: Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty. ❧❧ 19 kwietnia – rocznica wyboru papieża Benedykta XVI ❧❧ 21 kwietnia – Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego ❧❧ 23 kwietnia – Uroczystość św. Wojciecha – Patrona Polski ❧❧ 27 kwietnia – rocznica kanonizacji Papieży: Jana XXIII i Jana Pawła II ❧❧ 28 kwietnia – Niedziela Miłosierdzia Bożego ❧❧ 29 kwietnia – Uroczystość św. Katarzyny Sieneńskiej, Patronki naszego Zgromadzenia ❧❧ Szczególną modlitwą otaczamy tegorocznych maturzystów. Zwracajcie się z ufnością do Jezusa i Maryi. Proście o pomoc w nauce i błogosławieństwo na czas egzaminów i życiowych wyborów. Dziewczęta, które ukończyły szkołę zawodową, średnią czy też studia – zapraszamy na Dni Wdzięczności do naszego klasztoru w Krakowie. Więcej informacji w okruszynie majowej. Informacje o życiu i misji apostolskiej dominikanek uzyskasz pisząc pod adres: Zgromadzenie Sióstr św. Dominika Duszpasterstwo Młodzieży Al. Kasztanowa 36 30–227 Kraków tel. 12 425–24–05 Internet: http://www.dominikanki.pl; email: duszpowo@dominikanki.pl Na Nasze konto: BANK PeKaO. S.A. I ODDZIAŁ w Krakowie, można przekazać ofiary na misje NR 49 1240 1431 1111 0000 1047 9988 z dopiskiem: „Misje”.

Profile for Zgromadzenie Sióstr św. Dominika

Okruszyna - kwiecień 2019  

Okruszyna - kwiecień 2019  

Profile for siostryop
Advertisement