Page 1

dostrzec – przyjąć – dzielić się PRAWDĄ KRAKÓW

2

grudzień 2017 (267)


Dzisiejszy świat obfituje w słowo i obraz. Jesteśmy „zagadani” – gdziekolwiek nie popatrzymy, czegokolwiek nie włączymy, nawet gdziekolwiek nie pójdziemy. Słowa w postaci porad, słowa informujące, promujące, opisujące, oskarżające, a czasem nawet obrażające. Słowo ma wielką moc – może wyrażać naszą miłość, najgłębsze uczucia, pragnienia, buduje i  wzmacnia nasze relacje, ale także może mieć swoje „drugie życie”, które my sami kreujemy – dając słowu możliwość niszczenia, ranienia, poniżania. Słowo niesie z sobą zawsze jakąś treść! Pytanie jaką i pytanie czy prawdziwą? Zagubienie pośród wielu słów trafnie określiła Wisława Szymborska w swoim wierszu „Szukam słowa”: „Bo to co słyszę, bo to co się pisze – to jest za mało. Za mało… Bezsilna nasza mowa, jej dźwięki nagie – ubogie. Szukam wysiłkiem myśli, szukam tego słowa – ale znaleźć nie mogę. Nie mogę...” Jest jednak jedno Słowo, które można odnaleźć tylko pośród ciszy i milczenia… To najpiękniejsze Słowo świata, które Bóg wypowiedział do mnie i  do Ciebie. To Słowo przyszło na świat, właśnie w ciszy wieczoru, milczącej miłości Rodziców, bez jupiterów, reklam… Miłość – Jezus Chrystus! To Słowo jest Prawdą pomiędzy miliardami słów świata...A w tym Słowie, każde inne – ukryte w naszych sercach, a wypowiadane z wiarą, nadzieją i miłością nabiera nowego znaczenia i sensu. Ono jest bezpieczeństwem naszych myśli i ochroną serc, buduje nas i każdego komu o tym Słowie i tym Słowem odpowiadamy. Dlatego tak ważne jest to, czym karmimy się na co dzień, kogo słuchamy i czyim słowom wierzymy. Jak istotne jest to co mówimy, a także to, czy nasze ludzkie słowa biorą swój początek i źródło z tego Jednego wypowiedzianego przez Boga. Wszystko co z nas „wychodzi” nigdy nie pozostaje bez znaczenia. To ożywa w drugim człowieku, zostawia w jego sercu ślad. Jeśli czujemy się zagubieni, szukamy sensu i prawdy to jedyne co możemy zrobić to znaleźć na to wszystko odpowiednie Słowo…które stało się Ciałem i już na zawsze zostało pomiędzy nami. Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia – Kochanym Czytelnikom „Okruszyny” pragniemy życzyć szerokiego i głębokiego otwarcia serca na Boże Słowo i budowania swojego życia na Jego mądrości. s. Łucja


Okruszyna 3

Bóg mówi Siostra Isnarda

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w  Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą (…). Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u  Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus (…). Na to rzekła Maryja: «Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!» Wtedy odszedł od Niej anioł. Łk 1, 26–28.30.31.38

Drodzy Czytelnicy! W tym adwentowym oczekiwaniu i czuwaniu towarzyszy nam na drodze wiary Najlepsza Przewodniczka Maryja – Ta, której dane było w  niepowtarzalny sposób doświadczyć matczynego adwentu. Liturgia Słowa przeznaczona na 8 i 24 grudnia zaprasza nas do głębszego pochylenia się nad Tajemnicą Zwiastowania. Dziś myślą i sercem przenosimy się z ewangelistą Łukaszem do małego miasteczka Nazaret, do domu skromnej Dziewczyny. Bóg przychodzi, aby zamieszkać wśród nas. Zaskakuje mnie takt, delikatność i szacunek Boga wobec stworzenia. On działa dyskretnie, bez rozgłosu, bez błysku fleszy i kamer – z daleka od zgiełku i przepychu tego świata. Posyła Anioła ze Słowem. To Bóg szuka. Wychodzi do człowieka. Proponuje... czeka… nie naciska na odpowiedź Maryi, która zapewne wraz z Józefem miała już ułożony życiowy plan. W ten ludzki projekt wkracza Boże zwiastowanie, aby niejako zwrócić uwagę na to, że Boże zaproszenie wymaga czasem rezygnacji z własnej wizji i scenariusza życia. Stwórca przychodzi do stworzenia. Zwraca się do pokornej Służebnicy, czyniąc w Niej mieszkanie dla Swego Syna. Maryja przez swoje fiat, stała się pierwszą żywą Monstrancją. Maryja – łaski pełna całkowicie zaufała Bogu, bezgranicznie zawierzyła Jego Słowu, mimo, że w Jej życiu będzie rodziło się wiele pytań. W taki sposób Bóg wkroczył w ścisłą zażyłość z człowiekiem. Bóg zawsze nas zaskakuje. Łamie nasze utarte schematy, proponuje nieszablonowy scenariusz, mówiąc tylko: „Zaufaj mi. Nie lękaj się. Ja zawsze będę z Tobą”. Pięknie tę odważną decyzję Maryi komentuje Papież Franciszek: Maryja odpowiada na propozycję Boga, mówiąc: Oto ja służebnica Pańska (…) Jej tak jest pełne, na


4 Okruszyna

całe życie, bezwarunkowe (…) otworzyło drogę Bogu między nami. Jest to najważniejsze tak w historii, pokorne tak, które obala naznaczone pychą pierworodne nie, wierne tak leczące nieposłuszeństwo. Każdy z nas ma także swoje małe zwiastowania. Do każdego z nas nieustannie przychodzi Bóg. Dla każdego, kto spotkał Boga i przyjął Jego zaproszenie do służby, rozpoczyna się nowa rzeczywistość, niesamowita przygoda. Stojąc na progu nowego roku liturgicznego, warto zadać sobie kilka pytań. Jakie reakcje i uczucia budzą się w moim sercu, gdy Bóg „burzy” moje życiowe plany? Czy pozwalam się zaskoczyć Bogu z Jego propozycją? Czy też może zamykam się w swoich „zabezpieczeniach”, pokładając w  nich nadzieję? Na ile pozwalam wejść Bogu w moje własne życie? Czego mogę uczyć się od Maryi? Na tej drodze adwentowej Bóg pragnie nawiedzić każdego z nas. Oczekuje na naszą odpowiedź. Spróbujmy na nowo, każdego dnia, mówić Bogu „tak”. Prośmy Maryję w tym czasie czuwania o pomoc i wsparcie w przemierzaniu Bożych dróg, w przyjmowaniu Jego woli.

,, Duchowosc , Dominikanska Siostra Wojciecha

Właściwości natury Znane jest jedno z powiedzeń św. Tomasza z  Akwinu: łaska zakłada naturę. Właśnie dlatego jest tyle dróg do świętości, ilu ludzi na ziemi, bo każdego Pan Bóg obdarza innymi właściwościami natury. I to właśnie na drodze naszych naturalnych predyspozycji czeka na nas ze swoją łaską Bóg, by nas uświęcić. Tam też spotkał młodego zakonnika dominikańskiego, Henryka Suzo (ok.1295 – 1366). Henryk wstąpił do Zakonu bardzo wcześnie, bo w wieku 13 lat. Nie był jednak wzorem gorliwości zakonnej. Mówiąc oględnie, nie wzniósł się ponad przeciętność (bł. Henryk Suzo, Życie). A  jednak, jak sam stwierdził: Już od młodości jego (czyli Henryka) serce było spragnione miłości. I tu właśnie dotknęła go łaska Boża. Henryk w wieku 18 lat przeżył doświadczenie bliskiego zjednoczenia z Bogiem i od tego momentu podjął miłosną rozmowę z Jezusem – Mądrością Przedwieczną. Zmagał się jeszcze z dawnymi złymi nawykami, jednak przezwyciężał je gorącym pragnieniem


Okruszyna 5

trwania w Bożej obecności. Przyjrzyjmy się błogosławionemu, którego życie było dosłownie nieustanną modlitwą, jednoczeniem się z Ukochanym. Gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu (Mt 6,6). Możemy nazwać bł. Henryka mistrzem modlitwy ukrytej. Zwykle wybierał na rozmowę z Panem miejsca odosobnione. Spędzał wiele czasu na modlitwie, w mniej uczęszczanym oratorium na terenie klasztoru lub jakiejś bocznej kaplicy kościoła. To była „jego” kaplica, gdzie mógł oddawać się kontemplacji. Nie szczędził czasu dla Pana Boga, nawet w godzinach nocnych. Po jutrzni (odmawianej po północy) nie wracał do celi zakonnej na spoczynek, lecz szedł, by dalej czuwać na modlitwie, często do rana. Gdy zbliżał się wschód słońca swoją myśl kierował do Maryi. Padał na kolana, by pozdrowić jasną Gwiazdę Poranną, najmilszą Królową niebios (Życie). Podczas Wielkiego Postu nocą, gdy nikt nie widział, klasztor z wieloma korytarzami i krużgankami był dla niego „Jerozolimą”, przez którą odprowadzał Jezusa na Golgotę. Bardzo głęboko przeżywał każdą chwilę Drogi Krzyżowej Zbawiciela. Modlił się również w  celi zakonnej. Tam też praktykował wiele umartwień, by stać się jeszcze bardziej podobnym do Ukrzyżowanego Mistrza. Tak jak św. Dominik, angażował w modlitwę całego siebie, duszę i ciało. Patrząc na bł. Henryka Suzo możemy zapytać siebie, czy mamy jakieś miejsce, gdzie dobrze się czujemy na modlitwie, gdzie panuje potrzebny spokój. Jeśli tak, warto tam często wracać. Henryk Suzo uczy nas także głębokiej modlitwy wewnętrznej. Swój dzień przeżywał w obecności Boga. Zwykły, wydawałoby się, posiłek, był dla niego prawdziwą celebracją. Przed jedzeniem prosił pokornie Jezusa – Mądrość Przedwieczną, by zechciał razem z nim zasiąść do stołu. Potem wskazywał swojemu Gościowi miejsce naprzeciw siebie, by mógł wpatrywać się czule w Niego. Prosił o błogosławieństwo przed każdym daniem i zapraszał Jezusa, by się poczęstował. Kiedy jadł jabłko, przekrajał je na cztery części: trzy spożywał na cześć Trójcy Świętej, a kiedy jadł czwartą, wyobrażał sobie Maryję, która karmi jabłkiem małego Jezusa. Czy ktoś z Was jadł kiedyś obiad z Trójcą Świętą, albo z Dzieciątkiem Jezus? Henryk robił to codziennie. On celebrował każdą chwilę odnosząc ją do tajemnic z  życia Jezusa. To była jego nieustanna modlitwa. Prawdziwa miłość jest bardzo pomysłowa. Osoba zakochana szuka różnych sposobów, by wyrazić swoje uczucie. Błogosławiony Henryk znał dobrze zwyczaje młodych, którzy pragnęli uzyskać od ukochanej osoby zapewnienie o  miłości. W  nowy rok chłopcy szli pod okno dziewcząt, śpiewali piosenki i  deklamowali wiersze, by otrzymać jakiś znak od swojej wybranej. W maju przystrajali kwiatami zielone gałązki drzew i zanosili przed domy dziewcząt. Nie inaczej postępował nasz Błogosławiony. Na nowy rok szedł przed obraz Maryi trzymającej Dzieciątko Jezus i śpiewając (czemu też często towarzyszyły łzy gorącej tęsknoty) prosił o uproszenie u Jezusa jakiejś szczególnej łaski na rozpoczynający się rok. W „majowym drzewku”, które przygotowywał, widział znak drzewa Krzyża i jemu oddawał cześć. Zbliżające


6 Okruszyna

się Święta Bożego Narodzenia mogą być i dla nas dobrą okazją do tego, byśmy obudzili czułość w naszych sercach wobec Boga, który dla nas stał się Niemowlęciem. Błogosławiony Henryk nie miał łatwego życia. Przed długie lata praktykował wyniszczające umartwienia. W pewnym momencie jednak poznał, że Bóg ich nie pragnie. Wtedy zaczął się dla Henryka czas o wiele cięższych umartwień wewnętrznych. Doświadczał niezrozumienia ze strony braci, opuszczenia przez przyjaciół, wielu fałszywych pomówień. Często groziła mu wręcz śmierć, gdy był niesłusznie oskarżany. W tych momentach również łaska bazowała na naturze Henryka. Nie udawał on bohatera. Przeciwnie, bywał śmiertelnie przerażony. Kłócił się z Panem Bogiem, który zsyłał na niego tak wielkie doświadczenia, skarżył się na swój los. Nigdy jednak od Boga nie odszedł i nie stracił ufności w Jego pomoc, która zawsze przychodziła w ostatniej chwili. Błogosławionego Henryka możemy nazwać szaleńcem Bożej miłości. Niech jego wstawiennictwo wyprasza nam choć odrobinę tego „szaleństwa”.

Misja Zgromadzenia Ola i s. Benedetta OP

Kochać to nie dawać ale być przy kimś Wolontariat to dość dziwna rzecz. Robisz coś za co ci nikt nie zapłaci, „tracisz” swój cenny czas na niekiedy ciężkie i nużące zajęcia, nie przesypiasz wielu godzin w nocy, pozwalasz by twoje poglądy zostały często zupełnie wywrócone i to na dodatek kilka razy. Jesteś zmuszony do robienia rzeczy, o których istnieniu nawet byś nie pomyślał, uczysz się co to znaczy odpowiedzialność, przy okazji możesz już wyrabiać papiery ze znajomości obsługi miotły oraz szybkiej pracy na zmywaku bez mokrych rękawów. Potrafisz zrobić rzeczy, które normalnie zajęły by ci tydzień – w  jeden wieczór, uczysz się tego, że kawa potrafi zastąpić kilka godzin snu oraz, że nawet piętnaście minut drzemki to dużo. Mimo wszystko, kiedy leżysz gdzieś pomiędzy poduszkami, gitarą, kolekcją gier planszowych, zupełnie bez siły, by nawet przesunąć


Okruszyna 7

ten karton z pędzlami, bo tak bardzo uwierają w kark, czujesz się szczęśliwy, dumny. Uświadamiasz sobie, że to co robisz, choć nie dostajesz za to zapłaty, otrzymujesz znaczne więcej. Otrzymujesz szczery uśmiech, otrzymujesz wdzięczność, przyjaciół, otrzymujesz dobre słowo, poczucie tego, że jesteś potrzebny, że jesteś kochany. Dziwny ten wolontariat, czyż nie ? Jest takie niezwykłe miejsce. Pewien wielki, biały budynek o pomarańczowym dachu, figurze świętego Józefa stojącej przed nim, wielkiej polance w pobliżu, trampolinie oraz klasztorze sióstr Dominikanek i ich pięknej, zacisznej kaplicy. W tym oto wielkim budynku jest gabinet pielęgniarski, niesamowicie wielka kuchnia, sala teatralna, wiele przeróżnych pomieszczeń – od pracowni plastycznych, przez sale rehabilitacyjne, po pokój z basenem z piłeczkami czy pomieszczenie przypominające stacje kosmiczną z wielobarwnymi światełkami. Od trzynastu lat zrzesza młodych ludzi– wolontariuszy, którzy chcą pomagać innym. Nazywany jest domem, choć praktycznie znajduje się w nim sześć osobnych domów, każdy inny, każdy wyjątkowy. Nie jest on niezwykły tylko dlatego. Pewnie na całym świecie jest wiele podobnych budynków, pewnie z  jeszcze dziwniejszymi rzeczami w  środku, a  nikt o  tym artykułu nie pisze, chyba że w  magazynie architektonicznym... To miejsce czynią najbardziej niezwykłym jego mieszkańcy, a dokładnie ponad osiemdziesiątka wspaniałych dziewcząt i pięciu niezwykłych chłopaków, przepełnionych ogromną miłością, ofiarujących wspaniałą przyjaźń, wnoszących dużo radości. Są to osoby z niepełnosprawnością intelektualną, co również często łączy się z niepełnosprawnością ruchową. Właśnie oni, jak nikt inny, potrafią cieszyć się każdym dniem, każdym dobrym gestem, zawsze znajdą powód do uśmiechu oraz chęć, by obdarzyć szczerym, mocnym uściskiem. Uwielbiają chodzić na spacery, tańczyć, grać w gry planszowe, pić kawę, oglądać seriale, przede wszystkim jednak lubią samą obecność drugiego człowieka, lubią rozmawiać na każdy możliwy temat, potrafią jak nikt inny słuchać, pocieszać i kochać. Tym wielkim budynkiem, z  osiemdziesiątką wyjątkowych mieszkańców, jest Dom Pomocy Społecznej prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Świętego Dominika w Mielżynie. Miejsce niezwykłe, gdzie sześć lat temu przyjechałam po raz pierwszy z myślą o zostaniu wolontariuszką. Skłamałabym mówiąc, że już pierwszego dnia byłam stuprocentowo przekonana, że zostanę wolontariuszem, będę pomagać– dawać siebie innym, będę kimś fajnym – bo na pewno, ktoś kto pomaga musi być bardzo FAJNY. Wtedy, gdy trochę mniejsza wersja mnie, w  zadużych glanach, stanęła przed wielkim białym budynkiem, w towarzystwie dwóch przyjaciółek, wiedziałam tylko, że powinnam uciekać. Jak najszybciej, od razu łamiąc kartę sim i kupując po drodze najtańszy bilet do Nowej Zelandii. Byłam przerażona widząc zgraję dziwnych młodych ludzi, którzy na profesjonalnej scenie odgrywali role wazonów, talerzy czy much, robiąc to z zapałem i pasją, jakich pozazdrościłby nie jeden aktor po szkole


8 Okruszyna

teatralnej. Najbardziej zaskoczyła mnie ich różnorodność, bo nigdy nie spodziewałabym się w takim miejscu dziewczyny, której bliżej było do demolowania koszy na śmieci po rockowych koncertach, kilku osobliwości z dredami na głowie, prawdziwego żołnierza, ludzi grających we własnych zespołach, wygrywających olimpiady chemiczne, artystów, hipisów, przyszłych pielęgniarek oraz wielu innych. Wszyscy skupieni na jedynym celu – by pomagać drugiej osobie. Oraz ja – zbuntowana, z nienawiścią do świata i ludzi, jak ja się miałam w tym pięknym, pełnym miłości i ciepła świecie odnaleźć? Piękna idea, jednak nie dla mnie – myślałam wtedy– ja się nie nadaje, ja tu nie pasuje, ja będę tam tu tylko zawadzać. Postanowiłam tak zawadzać przyjeżdżając na kolejne spotkanie, i kolejne i kolejne... Tak więc powoli zaczęłam się zaprzyjaźniać z wolontariuszami, siostry już nie wydawały się takie złowrogie jak na początku, poznawałam mieszkańców, uczyłam się nowych rzeczy, jak im pomagać w najprostszych czynnościach, uczyłam się jak zapełnić im wolny czas, jak z nimi rozmawiać. Uczyłam się odpowiedzialności, sumienności, pracy... Wolontariusze w  DPS Mielżyn, muszą być wielofunkcyjni, niczym specjalna brygada – j esteśmy odpowiedzialni za wiele rzeczy. Od zwyczajnej pomocy przy codziennych czynnościach jaką jest ubieranie, karmienie, mycie czy zachowanie innych czynności higienicznych, przez wychodzenie na spacery, wspólne czytanie książek, układanie puzzli po stanie się menadżerami, organizującymi wszelakie ogniska, imprezy karnawałowe, warsztaty, zajęcia, zawody. Występujemy razem z  mieszkańcami w  przedstawieniach, uczestniczymy w kursach razem z nimi ucząc się różnych rzeczy (nawet szycia na drutach czy pieczenia babeczek!). Razem modlimy się, zbliżamy do Pana Boga uczestnicząc w nabożeństwach w pobliskiej kaplicy. Jako wolontariusze jesteśmy również wspólnotą, która raz w miesiącu zbiera się na spotkaniach formacyjnych, na szkoleniach i warsztatach, by jeszcze lepiej służyć. Możemy brać udział w rekolekcjach, które odbywają się w wakacje, organizowane są czuwania czy wycieczki wolontariackie – by móc lepiej poznawać siebie nawzajem. Nie zawsze jest tak kolorowo i przyjemnie, często jest dużo pracy, trzeba poświęcić swój wolny czas, trzeba wstać z  kanapy i  się ruszyć chociaż nie zawsze się chce, czasem trzeba przełamywać swoje słabości. Jednak warto. Wolontariat jest „dobrowolną, bezpłatną i świadomą pracą na rzecz kogoś lub czegoś, wykraczającą poza związki koleżeńsko–rodzinno–przyjacielskie”. Z definicją kłócić się ciężko, jednak z czasem mieszkańcy tego domu stają się dla nas wolontariuszy, przyjaciółmi, stają się dla nas jak rodzina. Uczestniczymy w najważniejszych chwilach ich życia, obchodzimy urodziny, spędzamy razem sylwestra, komunię świętą, bierzmowanie, niejednokrotnie żegnamy ich, gdy odchodzą do nieba – bo oni są święci już za życia. Jednak dla nich najważniejsza jest nasza obecność, nasze trzymanie za rękę, nasz dobry uśmiech, to że razem pooglądamy telewizję, że możemy


Okruszyna 9

wspólnie wypić kawę, porozmawiać. Razem sprzątamy, grabimy liście, myjemy naczynia, przygotowujemy się do świąt, razem śmiejemy się, płaczemy. Jesteśmy razem z mieszkańcami w tych dobrych jak i w złych chwilach. Wolontariat w tym Domu jest niezwykły, co potwierdza wiele wolontariuszy, bo znacznie więcej niż dajemy, otrzymujemy w zamian. Otrzymujemy wdzięczność, wielką miłość, poczucie tego, że jesteśmy potrzebni – choć niektórzy Domownicy nie są w stanie nam tego powiedzieć, widać to w ich uśmiechu, w ich oczach, a przede wszystkim można to poczuć. „Kochać to nie dawać, ale przy kimś być” – ten cały artykuł mógłby zamykać się w tym jednym zdaniu, bo właśnie ono zawiera w sobie całą ideę bycia wolontariuszem, w tym niezwykłym białym domu, w małej miejscowości nazywanej Mielżynem. Dziwny ten wolontariat, czyż nie ?

, Wybrac droge, Postulantka Aleksandra

O niebo lepsze pomysły Bądź pewien, że jeśli oddasz się woli Bożej, wszystko pójdzie dobrze, chociaż może się wydawać, że wszystko idzie źle John Chapman Prawda jest taka, że w życiu więcej mi nie wyszło, niż mogłam sobie wyobrazić. Pan Bóg przez kilkanaście lat mocno nade mną pracował, ćwiczył, urabiał jak twarde ciasto, doświadczał przeróżnymi niepowodzeniami i pokazywał, że z nas dwoje to On ma o niebo lepsze pomysły. Z szczerym sercem, w każdej godzinie, uwielbiam Boga za każdą moją porażkę, która zawsze okazywała się błogosławieństwem. Na mojej drodze do życia zakonnego nie ma barwnych zwrotów akcji, za to jest długoletnia praca, by z łaską Bożą moje kamienne serce wciąż przemieniało się w serce z ciała. Jest też wiele błędnych decyzji, ale i ogromne doświadczenie miłosierdzia żywego Boga, który z wszystkich moich fascynacji i zachwytów okazał się największą i nieprzemijającą pasją. Choć myśl o zakonie pojawiła się bardzo wcześnie w moim życiu, to od tego czasu dopiero za trzecim podejściem przekroczyłam próg klasztoru, choć na każdym etapie z tyłu głowy wciąż słyszałam: „I tak wstąpisz do zakonu”. Gdy pierwszy raz chciałam zrobić ten krok po maturze, cofnęłam się i odmówiłam Panu Bogu, osta-


10 Okruszyna

tecznie decydując się na studia. Moi rodzice zamarli z przerażenia, ale jednak filozofia była już bardziej do przełknięcia niż wizja zakonu. Przez te pięć lat usilnie próbowałam żyć „jak inni”, zagłuszając Boże wezwanie. Mocne pragnienie odpowiedzi na powołanie – mimo wszystko nie do wykorzenienia z serca – pojawiło się po studiach, ale Pan Bóg mocno mi przypomniał, że to nie ja wybieram czas, i tak poskładał okoliczności, że nie mogłam wstąpić. Cóż, kto nie pracuje, ten nie je, więc z filozofią w kieszeni zaczęłam karierę bezrobotnego, a gdy zrezygnowałam z ambicji, przyszło mi szukać Pana Boga w… laboratorium lakierni proszkowej. To miała być praca na chwilę, dopóki nie znajdę czegoś w „swojej branży”. A jednak wciągnęła mnie na tyle, że mocno się zaangażowałam i po jakimś czasie byłam już specem od plastycznej obróbki metalu w firmie przemysłowej zatrudniającej 150 mężczyzn. I mnie.

Nie ułożyłam sobie życia, przez tych kilka lat nie przyszła nawet myśl, żeby założyć rodzinę, nawet nie potrafiłam wejść w żaden związek, bo wiedziałam w sercu, że będę oszukiwać i siebie, i drugą osobę. W tym moim dobrobycie, życiowym „ustawieniu się”, Pan Bóg upomniał się o mnie trzeci raz. Choć byłam sparaliżowana wcześniejszymi niepowodzeniami, to On znów tak poskładał okoliczności, że kilka miesięcy temu poprosiłam o wstąpienie. I jestem. Odpowiedź na wezwanie w tym momencie kosztowało mnie o wiele więcej niż kilkanaście lat temu. I o to Panu Bogu chodziło – o realizowanie Jego woli, a nie mojej. A skoro tu jestem i On każe mi zaczynać od nowa, wyzbyć się pozycji, osiągnięć, pieniędzy, to ja staję z otwartymi rękami i zdaję się na Niego. Z nas dwoje to On miał zawsze lepsze pomysły. Niech mnie zachowa w Zgromadzeniu Sióstr św. Dominika do śmierci. O tę łaskę usilnie proszę.


Okruszyna 11

Cool-turalnie Siostra Benedykta

Miłość bez makijażu – "Piękny umysł" Nie zamierzam tutaj pisać o nowościach, chociaż może się tak zdarzyć. Raczej o tym, co mnie inspiruje, skłania do refleksji, daje nadzieję, „śmieszy, tumani, przestrasza” – by zacytować Wieszcza. Słowem: chcę odwoływać się do takich dzieł filmowych, literackich, muzycznych czy innych przekazów kultury, które mną w jakiś sposób wstrząsnęły, a przynajmniej nie pozostawiły obojętną. Bo opowiadają ciekawą (i trochę wzruszającą) historię, bo bohater tej opowieści jest mi bliski, bo ukazują uniwersalne wartości, takie jak miłość, przyjaźń, dobro, piękno… Bo bardziej czy mniej dosłownie odwołują się do Ewangelii… Na pierwszy ogień film, który niedawno oglądałam z młodzieżą na katechezie: „Piękny umysł” (2001, reż. Ron Howard). Można tę historię odczytać jako biografię genialnego matematyka Johna Nasha, który – pomimo rozwijającej się choroby (schizofrenii paranoidalnej) – otrzymuje Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Można też ten obraz oglądać jak dobry thriller (w końcu tajna misja wojskowa dla amerykańskiego rządu, polegająca na rozszyfrowywaniu radzieckich kodów to nie bagatelka!), dramat psychologiczny (Nash coraz bardziej zamyka się w świecie własnych, spowodowanych chorobą, iluzji i  urojeń), niebanalny film o  rodzącym się wbrew zdrowemu rozsądkowi uczuciu, wreszcie: majstersztyk konstrukcji fabularnej, dzięki której widz jest do pewnego momentu trzymany w napięciu, bez pewności, co jest fikcją, a co prawdą. A potem zaskoczony. Dla mnie jednak jest to przede wszystkim opowieść o pokonywaniu własnych ograniczeń. Nash jest przytłoczony chorobą, która powoli zatruwa jego psychikę, życie zawodowe i rodzinne. Nie odróżnia iluzji od rzeczywistości. Konieczność pogodzenia się z  tym, że to, co do tej pory uważał za fascynującą przygodę, okazuje się urojeniem, jest dla bohatera dramatem. Ratuje go miłość. Bo nagle w hermetycznym i niezrozumiałym dla otoczenia świecie matematycznego geniusza pojawia się ONA. Otwiera okno podczas wykładu i wpuszcza do dusznej sali powiew świeżego powietrza. Niedługo okaże się, że również do życia głównego bohatera… Jedna z najpiękniejszych scen filmu to moment, kiedy żona Nasha bierze jego dłoń i delikatnie dotyka nią swojego policzka, mówiąc: „Prawdziwe jest TO…”. Zrozumiałam, że jeśli Kościół jest ciałem złożonym z wielu członków, to nie brak w  nim członka najbardziej szlachetnego i  koniecznego; zrozumiałam, że Kościół ma serce i że to serce pała gorącą miłością. Zrozumiałam, że jedynie miłość porusza członki


12 Okruszyna

Kościoła i że gdyby ona wygasła, apostołowie nie głosiliby już Ewangelii, męczennicy nie przelewaliby już krwi. (…) W sercu Kościoła, mojej Matki, ja będę miłością – pisze w swojej autobiografii św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Co to ma wspólnego z historią amerykańskiego geniusza? Otóż dzięki miłości John doświadcza piękna rzeczywistego świata. „- A co z tymi… no wiesz… Zniknęli?” – pyta bohatera, Johna Nasha, o jego urojenia kolega z uczelnianego wydziału – „Nie. Wciąż są. Ale nauczyłem się ich ignorować. A oni się trochę zniechęcili”. Może to jest właśnie sposób na wszystko, wobec czego jesteśmy bezsilni: lęki, niepokoje, poczucie własnej bezwartościowości, osamotnienie. Nie o to chodzi, że ich NIE BĘDZIE. Chodzi o to, CO MY Z TYM ZROBIMY… Czy damy się tym naszym „demonom” otumanić, czy przestaniemy na nie zwracać uwagę? Nie wystarczy jednak ich zignorować. Potrzeba jeszcze punktu odniesienia. Czegoś, co nada kierunek naszemu życiu. „Zawsze wierzyłem w liczby, równania i logikę prowadzące do przyczyn. Po tylu latach poszukiwań pytam, czym naprawdę jest logika. Kto stworzył przyczynę. Poszukiwania wiodły mnie przez świat fizyczny, metafizyczny, urojony… I dokonałem największego ze wszystkich odkrycia… Tylko w niezbadanych równaniach miłości można znaleźć wszelkie logiczne przyczyny… Jesteś dla mnie przyczyną wszystkiego” – zwraca się Nash do żony w przemówieniu podczas wręczenia Nagrody Nobla. I chociaż filmowa biografia noblisty odbiega od faktów z jego życia (prawdziwy Nash miał za młodu romans, którego owocem było nieślubne dziecko, i rozwiódł się z Alicią, chociaż po latach do siebie wrócili), to dla przesłania filmu nie ma to znaczenia. „Piękny umysł” nie jest ckliwym melodramatem, lecz opowieścią o  miłości, która „wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję i  wszystko przetrzyma”. Miłości, która nie boi się cierpienia. Elektrowstrząsów w szpitalu psychiatrycznym. Niepewności jutra. Miłości, która wie, że dokonała wyboru na całe życie, a nie - dopóki będzie przyjemnie i ekscytująco. Miłości, która daje nadzieję. Przywraca wiarę w to, że warto mieć marzenia i o nie walczyć. Miłości niewyspanej, bez makijażu, ale odważnej i wiernej. Takiej, która pozwala trwać w każdym powołaniu i nadaje mu znaczenie.


Okruszyna 13

Nocne czuwania , dominikanskie . w Białej Niznej Dla dziewcząt i chłopców

W czerwcu zakończyły się czuwania w  Białej Niżnej. Od pierwszej soboty października rozpoczynamy je na nowo. Czuwanie rozpoczyna się o  godz. 19.00 w sobotę, a kończy ok. godz. 3.30 nad ranem w niedzielę. W czasie nocy jest niedzielna Msza św., adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwa różańcowa, możliwość skorzystania z  Sakramentu Pojednania, są konferencje, śpiewy... Jest też przerwa na nocną herbatę – nie zapomnij wziąć ze sobą kanapek, w  nocy jest się jeszcze bardziej głodnym. Należy wziąć ze sobą legitymację szkolną lubdowód tożsamości. Przypominamy o  zabraniu ze sobą ciepłej odzieży, w  nocy i  nad ranem jest bardzo chłodno. Dojazd do klasztoru w  Białej Niżnej pociągiem z  Tarnowa w kierunku Nowego Sącza i Krynicy do stacji Stróże. Z dworca dochodzi się pieszo szosą, około 15 minut. Można też dojechać do Grybowa, a  stamtąd pieszo 3 km do klasztoru. Na nocne czuwania modlitewne do Białej Niżnej zapraszamy młodych – dziewczęta i chłopców, poszukujących ciszy i skupienia, pragnących pogłębić lub odnowić swoją przyjaźń z Jezusem, wynagradzać Matce Bożej wszystkie zniewagi, wyrządzane Jej przez różnych ludzi, zastanowić się nad swoim życiem lub po prostu – być z Jezusem i doświadczyć modlitwy we wspólnocie.

PLANOWANE TERMINY SPOTKAŃ Rok 2017: ● 2/3 grudnia ● 29-31 grudnia Dni Kolędowe Rok 2018: ● 3/4 lutego ● 3/4 marca ● 7/8 kwietnia ● 5/6 maja ● 16/17 czerwca


14 Okruszyna

Spotkania w roku szkolnym 2017/2018 Dni skupienia dla dziewcząt w Krakowie

✴✴ ✴✴ ✴✴ ✴✴ ✴✴ ✴✴ ✴✴ ✴✴

Rok 2017 29–31 grudnia DNI KOLĘDOWE Biała Niżna Rok 2018 Styczeń – luty rekolekcje zimowe 29–31 marca ŚWIĘTE TRIDUUM PASCHALNE 13–15 kwietnia 11–13 maja 8–10 czerwca DNI WDZIĘCZNOŚCI

Serdecznie zapraszamy

Dojazd do klasztoru w Krakowie: od dworca Głównego, zarówno PKP jak i PKS, najlepiej dojechać autobusem nr 192 kierunek: CHEŁM. Przystanek znajduje się na dolnej płycie dworca PKS (dworzec Główny Wschód) obok ruchomych schodów, który jest obok dworca PKP. Czas dojazdu do nas: ok. 20–30 minut. Trzeba wysiąść na drugim przystanku przy al. Kasztanowej, przystanek nosi nazwę Kopalina i jest to przystanek na żądanie, po lewej stronie jest nasz klasztor. Wejście od ul. Kopalina. Podczas dni skupienia uczestniczymy w  Eucharystii, rozważamy Słowo Boże, można uczestniczyć w modlitwach naszej wspólnoty. Zależnie od potrzeby, służymy także rozmową. Opłatę za pobyt stanowi ofiara pieniężna. Udział w dniach skupienia należy zgłaszać do Siostry Łucji najpóźniej na tydzień przed rozpoczęciem. Rozpoczynamy o godz. 17.00 – można przyjechać później, zależnie od połączeń. Dni skupienia kończą się niedzielnym obiadem. Można też wyjechać wcześniej, w  zależności od połączeń. Czekamy na Twój przyjazd.


Okruszyna 15

Rekolekcje zimowe Serdecznie zapraszamy na rekolekcje zimowe w naszych klasztorach:

✴✴ 5.02-10.02.2018 r. Kraków ✴✴ 12.02-17.02.2018 r. Biała Niżna k. Nowego Udział w rekolekcjach należy zgłaszać do siostry Łucji telefonicznie: 514 580 644 lub mejlowo pisząc na adres: duszpowo@dominikanki.pl, do 20 stycznia! Szczegółowy program rekolekcji oraz wszelkie niezbędne informacje będziemy przesyłać mejlowo wraz z potwierdzeniem zgłoszenia.

Informacje o życiu i misji apostolskiej dominikanek uzyskasz pisząc pod adres: Zgromadzenie Sióstr św. Dominika Duszpasterstwo Młodzieży Al. Kasztanowa 36 30-227 Kraków tel. 12 425–24–05 Internet: http://www.dominikanki.pl; email: duszpowo@dominikanki.pl Serdecznie dziękujemy za pomoc w wydawaniu i przesyłce „Okruszyny”. Informujemy, że na ten cel można nadesłać znaczki lub przekazać ofiarę. Nasze konto: BANK PeKaO. S.A. I ODDZIAŁ w Krakowie, NR 49 1240 1431 1111 0000 1047 9988 z dopiskiem „Okruszyna” Na to samo konto można przekazać ofiary na misje z dopiskiem: „Misje”.


16 Okruszyna

Adres kontaktowy

Siostra Łucja

Al. Kasztanowa 36 30-227 Kraków

2 Duszpasterstwo Młodzieży

http://www.dominikanki.pl/duszpasterstwo-powolan/ https://www.facebook.com/drogowskazop/ email: duszpowo@dominikanki.pl nr tel. 12 425 24 05 kom. 728429903 – nie odpowiadam na smsy

2 Podajemy również numer telefonu i adres mailowy do Siostry Marii, która prowadzi Duszpasterstwo Młodzieży w Białej Niżnej: drogowskazop@gmail.com kom. 728429910 – Siostra też nie odpowiada na smsy

2 A wszystkim zainteresowanym misjami podajemy adres mailowy i numer telefonu do Siostry Natalii– Referentki Misyjnej misjedom@dominikanki.pl kom. 791032618 – Siostra także nie odpowiada na smsy

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!


Okruszyna 17

Co? Gdzie? Kiedy? ✳✳ Grudzień obfituje w wiele radości. Jedną z nich jest dzień św. Mikołaja (6 XII),

obdarz dobrocią lub upominkiem kogoś, nie oczekując niczego w zamian.

✳✳ Szczególną patronką Adwentu jest Maryja. To właśnie Ją symbolizuje adwen-

towa świeca RORATKA. Skierujmy nasze serca ku Maryi, by przy Jej boku wciąż na nowo rodzić się dla Chrystusa. Znajdź sposób na to, by każdego dnia uczcić Maryję – można to uczynić przez udział w RORATACH, a także przez modlitwę do Maryi.

✳✳ Pomyśl o świątecznych porządkach również w swoim sercu. Przystępując do

spowiedzi pozwól, by Jezus przebaczył ci grzechy i na nowo się w tobie narodził. Ze spowiedzią nie czekaj do ostatniej chwili, im bliżej świąt, tym będą większe kolejki, a w Wigilię może już nie być spowiedzi, lepiej jest do niej przystąpić przed 24 grudnia.

✳✳ 24 grudnia – Wigilia Narodzenia Pańskiego ✳✳ 25 grudnia – Narodzenie Pańskie ✳✳ 26 grudnia – Święto Św. Szczepana ✳✳ 27 grudnia – Święto św. Jana Apostoła i Ewangelisty ✳✳ 28 grudnia – Święto Świętej Rodziny ✳✳ Zapraszamy Dziewczęta do przyjazdu na Dni kolędowe: 29-31 grudnia do

naszego Klasztoru w Białej Niżnej, a także na dni skupienia oraz rekolekcje zimowe.

✳✳ Serdecznie zapraszamy na rekolekcje zimowe w naszych klasztorach:

5.02-10.02.2018 r. Kraków i 12.02-17.02.2018 r. Biała Niżna k. Nowego Sącza


Zgromadzenie Sióstr św. Dominika Duszpasterstwo Młodzieży Al. Kasztanowa 36 30-227 Kraków tel. 12 425–24–05 email: duszpowo@dominikanki.pl www.dominikanki.pl

Okruszyna grudzień 2017  
Okruszyna grudzień 2017  
Advertisement