Page 1

Słów parę o rosyjskich nowodziełach. arcze (14) 13 2003-10-30 05:22:52 Kilka wątków wcześniej poruszony został temat „nowego bicia”, zaś w jednym z zamieszczonych w nim postów Chalkon napisał: „Często pokątnie bite 'gnioty' są błędnie nazywane 'nowymi biciami' lub z rosyjska 'nowodiełami'. Rosyjskie nowodieły są rzadkimi i cennymi monetami, są katalogowane i wyceniane. „ Przytoczony wyżej fragment wypowiedzi Chalkona zawiera dwukrotnie wspomniane pojęcie „nowodzieł”; pojęcie, które w moim najgłębszym przekonaniu od ponad z górą 100 lat przynosi szkodę numizmatyce. Swoiste nadwartościowanie tego pojęcia jest tak głęboko zakorzenione w świadomości kolekcjonerów monet Rosji carskiej, że „prawdziwy nowodzieł” stał się obiektem kolekcjonerskiego pożądania, zaś jego współczesna fałszywka – nazwijmy ją „nieprawdziwym nowodziełem” - jest przedmiotem pogardy, na przysłowiowe „wyciągnięcie ręki” demaskowanym przez znakomitą większość zbieraczy. Owa znakomita większość ma jednocześnie bardzo – niestety - mgliste pojęcie o tym, czym w rzeczywistości jest „prawdziwy nowodzieł”. Zadajmy więc sobie pytanie: co to są rosyjskie nowodzieły? Jakie rzadkie walory posiadają te przedmioty, że stały się aż tak sławne i tak wysoko przez kolekcjonerów cenione, i że termin NOWODZIEŁ /NOVODIEL/ stał się jednym z mitologicznych wręcz pojęć numizmatycznych...? Pierwsze „nowodzieły” zostały wyprodukowane już w latach 60-tych XVIII wieku w mennicy petersburskiej na zamówienie jednego z ówczesnych kolekcjonerów. Przedmiotem zamówienia było wybicie przy użyciu nowo wykonanych stempli „monet” na wzór egzemplarzy już wówczas ekstremalnie rzadkich i posiadających ogromną wartość numizmatyczną. Zgodę na ich wykonanie wyraziła sama Katarzyna II. Zdarzenie, które zdawało się mieć początkowo charakter precedensowy, w niedługim czasie przerodziło się w popularną praktykę poszerzoną o bicie nowodziełów przy użyciu zachowanych z dawnych emisji oryginalnych stempli menniczych /tzw. „nowe bicie”/. W XIX wieku każdy kto chciał i miał po temu odpowiednie środki finansowe, zamawiał w mennicach: petersburskiej, warszawskiej, jekaterynburskiej i suzuńskiej dowolne „walory numizmatyczne”. Chorobliwie ambitni kolekcjonerzy „uzupełniali” więc swe kolekcje zarówno okazami opatrzonymi datami i cechami menniczymi nie występującymi na rzeczywiście wcześniej wyemitowanych monetach, jak i bitymi w niewłaściwym metalu, a także fantastycznymi hybrydami na których awers i rewers pochodziły od różnych monet, a nawet od monety i medalu!! Dobry interes zwietrzyli także handlarze: charakterystyczny jest tu przykład kupca numizmatycznego a zarazem wydawcy literatury numizmatycznej Pietrowa, który nie dość, że wyprodukował pokaźną partię nowodiełów, to jeszcze dopuścił się zwykłego oszustwa, klasyfikując je w swoim słynnym katalogu bądź jako emisje z epoki, bądź też sugerując, że obok nowodiełów występują także egzemplarze oryginalne, co – jak choćby w przypadku 2 rublówki 1722 r. – było zwykłym kłamstwem. /Nie będzie od rzeczy wspomnieć, że na wycenach katalogu Pietrowa opierały się wszystkie późniejsze katalogi/cenniki włącznie ze współczesnymi edycjami Krausego, Bitkina, Kaima, Orłowa, Ryłowa-Sobolina, Craig’a i in./ Mennice rosyjskie dopiero w 1890 roku zaprzestały bicia monet „nowodzielnych”, a stało się tak na skutek interwencji sławnego numizmatyka Wielkiego Księcia Michajłowicza u cara Aleksandra III. Z późniejszego


okresu znane są jedynie nielegalne bicia wykonane przy użyciu oryginalnych stempli przechowywanych wcześniej w rosyjskich muzeach oraz dwie oficjalne emisje nowodziełów: w 1927 i 1988 roku. Tyle o historii, aczkolwiek z oczywistych przyczyn podałem ją w wersji bardzo uproszczonej. Jak więc widać jedynym celem, jaki od początku przyświecał wytworzeniu „nowodzieła” było numizmatyczne HOBBY. Prawdziwym obiektem NUMIZMATYCZNYM jest natomiast dowolny środek płatniczy /moneta, banknot/, jaki został wyprodukowany przez oficjalnego emitenta w określonym dla tej emisji czasie lub też dowolny przedmiot, który w określonym miejscu i czasie posiadał społecznie przyjętą siłę nabywczą /np. muszelka KAURI/. Jest nim także każde naśladownictwo lub fałszerstwo poczynione na tegoż emitenta szkodę niezależnie od tego kiedy i przez kogo zostało poczynione. Nie jest więc numizmatem „nowodzieł”, gdyż nigdy nie posiadał on oficjalnej siły nabywczej, a jak wyżej wspomniałem, jedynym jego przeznaczeniem było kolekcjonerstwo, nie zaś szeroko rozumiany obieg monetarny. „Nowodzieły”, polskie „próbne EURO”, „nowe bicia” o czysto kolekcjonerskim przeznaczeniu i inne tego typu wynalazki powinny znajdować się poza obszarem zainteresowania NUMIZMATYKĄ. To, że stanowią przedmiot kolekcjonerstwa werbalnie z numizmatyką związanego, w żadnej mierze nie nobilituje ich, jako obiektów NUMIZMATYCZNYCH. Równie dobrze można do „numizmatycznej” kolekcji włączyć miedziane spinacze, lub aluminiowe zakrętki od butelek: toć monety miedziane i aluminiowe istnieją jak najbardziej. Stosowne dla NOWODIELA miejsce to szufladka z napisem: „Ciekawy przyczynek do historii chorobliwie ambitnego zbieractwa”. Z kolekcjonerskim pozdrowieniem, arcze -----------------------------------Odp: Słów parę o rosyjskich nowodziełach. POMORZANY (13) 0 2003-10-30 07:24:54 Świetne,dziękuję ------------------------------------------Odp: Słów parę o rosyjskich nowodziełach. JRobert (31) 0 2003-10-30 12:23:24 Tego pana Pietrowa przypomina mi inny pan na P, tym razem Polak, ale to tylko złośliwe (tylko ciekawe dla którego z panów) porównanie... ;) ----------------------------------------------------... i o wspolczesnych lustrzankach Indiana Jones (24) 1 2003-10-30 14:53:44 Moze warto tez dodac, ze caly kierunek zbierania wspolczesnych 'monet kolekcjonerskich', a juz lustrzanek w szczegolnosci, ma rowniez malo wspolnego z numizmatyka. S.p. Tadeusz Kalkowski tak to opisal: 'Powyższe 'nibymonety' nie mają nic wspólnego ze środkami obiegu pieniężnego na rynku towarowym. Są natomiast pięknymi okazami sztuki medalierskiej 'monetopodobnej'. Przyjęcie takiego punktu widzenia zwalnia szerokie rzesze kolekcjonerów monet od kolekcjonerskiego obowiązku włączania do swoich zbiorów tych 'nibymonet', które w tej chwili są przedmiotem narzekań i rozgoryczenia zwłaszcza młodych zbieraczy (...). Najwyższy czas odróżnić kolekcjonerów monet obiegowych od kolekcjonerów medali! Przed kolekcjonerami medali otworzył się w ostatnim 10-leciu nowy piękny dział 'monet próbnych i nibyobiegowych' bitych w krótkich seriach, a przez to kosztownych (...). Oddzielmy nareszcie numizmatykę od medalistyki,


a odzyskamy wewnętrzny spokój zbieracki, burzony obecnie nagminnie przez niewczesne i źle skierowane pożądania (...). Zastanówmy się nad naszymi możliwościami kompletowania tych okazów (...). Zbierajmy monety tylko 'naprawdę obiegowe'! Kilka numerów później T. Kałkowski jeszcze raz wrócił do wspomnianych monet, które wprost nazwał 'nibymonetami nibyobiegowymi'. I dalej: 'Co innego jest zbieractwo monet obiegowych, powszechnie znajdujących się w handlu codziennym, zaś co innego kolekcjonowanie artystycznych okazów sztuki medalierskiej, poświęconej wyłącznie plastyce monetarnej'. (Nie nauczylem sie tego na pamiec - cytaty za strona PTNu:-). Rowniez z lekka paranoiczne dazenie do znalezienia bardzo starej monety w cudownym stanie 0++++, zbliza niektorych kolekcjonerow monet bardziej do filatelistyki, a oddala od numizmatyki. Co to za moneta, ktorej nie mozna brac do reki, tylko trzeba trzymac w sterylnej prezerwatywce? I najlepiej w prozni, zeby zaden pylek nie osiadl... Pozdrawiam. ----------------------------------------------Ehhh, nie chce mi się wielce wstrzynać dyskusji ... ThanThi (156) 0 200310-31 21:14:07 ale pozwolę sobie zwrócić uwagę na jeden fakt. Nawet monety obiegowe każdy chce mieć w możliwie najlepszym stanie, najpiej w menniczym. I co.. one również lądują natychmiast w folderach lub kapslach ochronnych w tzw. 'sterylnych prezerwatywkach'. ---------------------------------------------------------Odp: Słów parę o rosyjskich nowodziełach. Alemka (3) 0 2003-10-30 15:32:13 Brawo Arcze. Tekst Twój przeczytałem z ogromnym zainteresowaniem. Szkoda że tak rzadko tak dobre teksty wyczytać można w tej kafejce. Z niecierpliwością oczekuje następnych. -------------------------------------------------Odp: Słów parę o rosyjskich nowodziełach. rysski (17) 0 2003-10-30 20:36:44 Wreszcie mogę usłysześ inne bratnie dusze, które czują jak ja! Pozdrawiam!!! -----------------------------------------------------------------Zgadzam się na 100%. BT EDPARUDN (38) 0 2003-10-31 09:39:08 ----------------------------------------------------------------Odp: Słów parę o rosyjskich nowodziełach. chalkon (46) 4 2003-10-31 22:23:14 Nie jestem, drogi Adamie, fanem rosyjskich nowodiełów; są mi raczej obojętne, ale przede wszystkim nie mogę się zgodzić z Twoją tezą zawartą w zdaniu: Nie jest więc numizmatem „nowodzieł”, gdyż nigdy nie posiadał on oficjalnej siły nabywczej, a jak wyżej wspomniałem, jedynym jego przeznaczeniem było kolekcjonerstwo, nie zaś szeroko rozumiany obieg monetarny. Dlaczego tylko obiegowa moneta na być nazywana 'numizmatem'? Numizmatami od zawsze nazywa się medale, monety próbne itp. Według Twojej definicji nie można uznać za numizmaty odbitek dukatów w srebrze, czy międzywojennych jednogroszówek w złocie. Przecież odbitki drobnych monet w złocie powstawały tylko po to, żeby bogaci kolekcjonerzy mogli je włączyć do zbioru. Nie miały żadnego innego przeznaczenia. Nie zmienia to faktu, że są one bardzo wysoko cenione na rynku numizmatycznym. Od kiedy istnieje numizmatyka, takie przedmioty leżą w kręgu zainteresowań numizmatyków. Jeśli jest popyt, to jest i cena. A skoro coś ma cenę, to jest cenne. Skoro ludzie chcą płacić za nowodieły bite w rosyjskich mennicach państwowych, to nowodieły są cenne ... i tyle.


Skoro nie chcą płacić znaczących cen za 'monety' bite w naszych czasach po piwnicach i garażach, to te pokątnie bite 'monety' nie są cenne. Nowodieły są niewątpliwie rzadkie i są cenne. Nie twierdzę, że są 'godne szacunku', czy że 'zasługują na kolekcjonowanie'. Masz rację, że są one rezultatem pewnej patogii. Również patologią wydaje się radosne emitowanie pseudoobiegowych lustrzanek. Czy jednak coś z tego wynika ? 'Prawdziwy nowodieł' ma sporą wartość na rynku numizmatycznym, a 'gniot' wybity w garażu pod koniec XX wieku wartości nie ma. Pisząc, że nowodieły są rzadkimi i cennymi monetami, nie miałem zamiaru dokonywać ocen moralnych, po prostu stwierdziłem fakt. Również faktem jest to, że są one opisane w katalogach i że są tam podane ich ceny i/lub oceny rzadkości. Serdeczne pozdrowienia Paweł -----------------------------------------------------A propos 'patologia' labes (135) 1 2003-11-01 09:32:23 Dlaczego panowie na 'P' maja do niej sklonnosci!?? --------------------------------------------------------------------Odp: A propos 'patologia' chalkon (46) 0 2003-11-01 10:33:14 A o kogo konkretnie chodzi ? -------------------------------------------------------------------Drogi Pawle. arcze (14) 1 2003-11-02 08:31:38 Z całym szacunkiem dla twej ogromnej wiedzy numizmatycznej Pawle, ale sądzę, że podjąłeś się obrony złej sprawy, a za taką właśnie – nie podważając zasadności jakichkolwiek form zbieractwa - uważam włączanie nowodziełów w kolekcje stricte numizmatyczne. Jak sam napisałeś: „... nowodieły są rzadkimi i cennymi monetami, nie miałem zamiaru dokonywać ocen moralnych, po prostu stwierdziłem fakt. Również faktem jest to, że są one opisane w katalogach i że są tam podane ich ceny i/lub oceny rzadkości.” Z ostatnim Twym twierdzeniem trudno polemizować, bo taki jest stan rzeczywisty. Nie oznacza to jednak, że należy pokornie zgadzać się na takie „fakty”, albowiem zgoda na patologię, to nic innego, jak dokonanie określonego wyboru moralnego. Zgodnie z Twym rozumowaniem należy pogodzić się ze stanem rzeczywistym, a takim jest: 1/ niezaprzeczalnie fizyczne istnienie nowodziełów w kolekcjach numizmatycznych, ergo przyznanie im statusu numizmatów, 2/ klasyfikowanie ich we wszystkich katalogach specjalistycznych oraz stosunkowo wysoka wycena. Genezę oraz uproszczoną historię rosyjskich nowodziełów podałem we wcześniejszym wątku, czuję się jednak zobowiązany do wyjaśnienia przyczyn, dla których nowodzieły nadal podlegają klasyfikacji numizmatycznej. Otóż zaistnienie ich w katalogach numizmatycznych było pierwotnie efektem manipulacji, jakiej dopuścił się min. Pietrow. Znakomita większość autorów póżniejszych katalogów zamieszczała – i zamieszcza je nadal - niejako siłą bezwładu; koło raz puszczone w ruch zatrzyma się dopiero wtedy, gdy wyczerpie się jego energia, lub gdy w celu jego zatrzymania zostanie użyta energia przeciwstawna. To z pozoru proste rozwiązanie nie może jednak być zastosowane w przypadku nowodziełów, gdyż paradoksalnie zaszkodziłoby numizmatyce traktowanej nie jak pospolite zbieractwo, lecz jako dziedzina WIEDZY.


Już Wielkiemu Księciu Grigorijowi Michajłowiczowi oraz współpracującym z nim sławnym kolekcjonerom Iljinowi, Tołstojowi i Gilowi wiele kłopotów przysporzyło odróżnienie nowodziełów od autentycznych monet. Świadomi, że szerokie rzesze kolekcjonerów nie posiadają tak głębokiej wiedzy tematycznej, postanowili nowodzieły opisać, sklasyfikować, zilustrować i zamieśćić je w swej „Corpus Nummorum Russorum” celem przestrogi. Dali więc numizmatykom kapitalne narzędzie, pozwalające odróżnić oryginalną monetę czyli NUMIZMAT, od quasi numizmatu, jakim jest NOWODZIEŁ. Ironia losu sprawiła, że ich praca dała efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego: autorytet Autorów Corpusu, został wykorzystany przez handlarzy numizmatycznych w celu przydania wartości nowodziełom! - „Mam tu coś dla Pana Szanowny Kliencie: proszę, oto piękny nowodzieł, pozycja w najnowszej pracy Księcia Michajłowicza 114, RZADKI” !! – I tak to się kręci do dzisiaj; Brekke, numer, rzadkość, cena... Tylko ani słowa o tym, że to po prostu numizmatyczne 'badziewie'. A szkody, jakie NUMIZMATYCE wyrządził nowodzieł są naprawdę ogromne i bez nadmiernej przesady można porównać je do niebezpiecznej choroby zakaźnej toczącej organizm i przeradzającej się w epidemię. Nie dość, że nowodzieły nadal są katalogowane, ale w zupełnie odwrotnej intencji niż ta, która kierowała Autorami Korpusu, to na dodatek są absurdalnie wysoko wyceniane. I tu właśnie dotykamy kwestii najważniejszej, a jest nią Drogi Pawle swoista linia obrony, jaką przyjąłeś, aby usprawiedliwić fakt istnienia nowodziełów na rynku kolekcjonerskim. Piszesz bowiem: „Jeśli jest popyt, to jest i cena. A skoro coś ma cenę, to jest cenne. Skoro ludzie chcą płacić za nowodieły bite w rosyjskich mennicach państwowych, to nowodieły są cenne ... i tyle.” Pozwolę sobie obalić tę argumentację: Popyt może kształtować się niejako samoistnie, może być także efektem niekoniecznie czystych działań marketingowych, a z takim właśnie działaniem mamy do czynienia w przypadku nowodziełów. Popyt może być także kształtowany przez umiejętnie prowadzoną podaż podbudowaną sprytnie formułowaną reklamą. Zważ, że działania reklamowe przyjmowane są bezkrytycznie jedynie przez jednostki, których wiedza w zakresie oferowanego im produktu jest delikatnie mówiąc wątła, toteż z ujmującym wdziękiem nabędą każdy ładnie opakowany i głośno zachwalany towar. A co do cen przekładających się w Twym rozumowaniu na „cenność”, czyli „wartość”: nie zaprzeczysz Pawle, że owe pogardzane przez Ciebie ”pokątnie w piwnicy produkowane gnioty” są kupowane. Skoro są kupowane, to istnieje popyt. Skoro jest popyt, to jest i cena. Skoro jest cena, to są cenne. Skoro ludzie chcą płacić za „gnioty” pokątnie bite w piwnicach, to gnioty są cenne... i tyle :-))))) Patrzeć tylko, a za czas jakiś pojawią się w katalogach...Ot, taki paradoks. Otóż nie było Pawle i nie jest moim zamiarem deprecjonowanie jakiegokolwiek zbieractwa, bowiem ludziom wolno zbierać to, na co tylko mają ochotę z marynowanymi na 66 różnych sposobów owsikami włącznie. Wyraziłem tylko swą niezgodę na przykładanie pojęcia NUMIZMATYKA do takiej formy zbieractwa, która nie jest podbudowana rzetelną wiedzą numizmatyczną, lub choćby objawionym pragnieniem jej posięścia. Nie ma bowiem nic wspólnego z NUMIZMATYKĄ kolekcjonowanie lustrzanek, jeśli zbieracz nie ma zielonego pojęcia od technologii ich produkcji. Nie jest NUMIZMATYKĄ czynność wkładania do klaseru kolejnych 2-złotówek Golden Nordic jeśli cała wiedza, jaką posiada „wkładacz” ogranicza się to świadomości, że są one bite STĘPLEM na „złotym metalu”(sic!!). Nie jest NUMIZMATYKIEM kolekcjoner, który pyta „co to za moneta”, jeśli owa


moneta znajduje się w kręgu jego zainteresowań: jest tylko zbieraczem, gdyż numizmatyk powinien najpierw zadać sobie samodzielny trud odczytania pomieszczonej na monecie legendy, rozszyfrowania monogramu, portretu, innych cech i znaków, zajrzenia do słowników, leksykonów, podręczników historii, encyklopedii etc. Rzecz jasna nikt nie posiadł wiedzy absolutnej, ale gdyby tak najpierw trochę poszperać samemu, a potem dopiero pytać? Nie jest EKSPERTEM NUMIZMATYCZNYM „ekspert” ogłaszający się w prasie numizmatycznej, który oferuje do sprzedaży wadliwie wybity egzemplarz monety, opatrując go opisem „przebitka”. Nie jest kolekcją numizmatyczną zbiór dowolnych monet w stanie Unc., jeśli jedynym kryterium wg którego tworzy się kolekcję jest perfekcyjny stan zachowania, lub po prostu aktualnie wysoka cena tych monet na rynku numizmatycznym. I tak oto słówko „nowodzieł” sprawiło, że warto chyba wreszcie postawić pytanie: co jest kolekcjonerstwem numizmatycznym, a co jedynie formą paranumizmatycznego zbieractwa? Jeśli kolekcjoner posiada WIEDZĘ to każda, choćby najpospolitsza „blaszka” znajdująca się w jego kolekcji staje się NUMIZMATEM. Gdy wiedzy tej brakuje, to nawet unikatowa donatywa wciśnięta do klasera laika pozostanie co najwyżej ładnym złotym dużym przedmiotem... Serdecznie pozdrawiam, Adam -------------------------------------------------------Drogi Adamie chalkon (46) 0 2003-11-02 10:06:53 Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Twoją odpowiedź. Ja jednak przecież nie bronię nowodiełów ! Starałem się tylko pisać o faktach. Co do tego, że nowodieły wyrządziły szkodę numizmatyce, zgadzam się z Tobą w zupełności. Można je kolekcjonować lub nie. Żadnemu kolekcjonerowi nie da się niczego narzucić, można mu co najwyżej doradzić. W czasach w których żyjemy, nowodieły mają dużą wartość (w tym rozumieniu, że można za nie dostać dość dużo pieniędzy) a 'gnioty garażowe' nie. 'Gnioty' mają cenę kopii, chyba że ktoś dokonuje przy ich pomocy oszustwa (Nie wątpię, że dawniej dokonywano oszustw także za pomocą nowodiełów.) Może w przyszłości znajdą się tacy, którzy będa te pokątne wyroby kolekcjonować. Może ich cena wzrośnie. Wcale bym tego nie chciał, ale nie mamy większego wpływu na ludzkie zachowania. Znane są liczne przykłady, także z polskiej numizmatyki, że pojawiało się coś, co było ewidentnym falsyfikatem lub wręcz wyrobem fantazyjnym. Od początku nabywcy wiedzieli co to jest, a mimo to płacili duże pieniądze. Za przykład mogą tu posłużyć monety Sołtyka lub Amrogowicza. Trudno - weszły do 'kanonu' i nic się na to nie poradzi. Cena jest absurdalna? Może, ale ta cena jest faktem. Można nawoływać: 'ludzie !!! nie zbierajcie tego badziewia !!!', ale nie można komuś, kto pyta o cenę 'prawdziwego nowodiełu' powiedzieć, że to kopia warta 10 zł. W chwili obecnej nowodieły da się, nie oszukując nabywcy, sprzedać za znaczącą kwotę, a garażowych kopii nie. I to tylko chciałem powiedzieć w swojej pierwszej wypowiedzi. Najważniejsze jest, żeby kolekcjoner miał pełną świadomość tego, co kupuje. Bo zakazać mu czegokolwiek nie jesteśmy w stanie. Może jeszcze słówko o tym, czy należy kolekcjonować nowodieły czy nie. W filatelistyce funkcjonuje pojęcie 'zbioru badawczego' w numizmatyce (przynajmniej w numizmatyce polskiej) nie. I dlatego numizmatycy (handlarze i kolekcjonerzy) ciągle dostają baty od fałszerzy. Tak więc uważam, że nowodieły na pewno powinny znajdować się w zbiorach badawczych, o ile takie istnieją. W innych zbiorach niekoniecznie, ale jeżeli już, to niech twórca zbioru wie, co zbiera.

NOWODIEŁY  

Pierwsze „nowodzieły” zostały wyprodukowane już w latach 60­tych XVIII wieku w mennicy petersburskiej na zamówienie jednego z ówczesnych kol...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you