Issuu on Google+

2008

7


ilustrowana kronika Miesiąca kCzerwiec 2008 1

Podczas XVI Międzynarodowych Spotkań Chórów „Trojok Śląski” wystąpiło w Karwinie, Cz. Cieszynie, Lutyni Dolnej, Nawsiu, Bystrzycy, Olbrachcicach, Mostach k. Jabłonkowa, Stonawie oraz Skoczowie 37 chórów z Górnego Śląska, Śląska Cieszyńskiego i Moraw. Organizatorami koncertów były śląskie oddziały Polskiego Związku Chórów i Orkiestr, w tym Zrzeszenie ŚpiewaczoMuzyczne, oraz Unia Chórów Czeskich.

1

Na zakończenie cyklicznej imprezy „Maj nad Olzą” w Parku Zdrojowym w Karwinie Darkowie zagrała orkiestra dęta Malá černá hudba z Karwiny, zaśpiewały chóry Dźwięk z MK PZKO w Karwinie Raju i Słowiczek z Reptów Śląskich, zatańczył ZPiT Oldrzychowice, którego zadaniem było też „bulani moja”.

Yellowstone do Mesa Verde – podróż po niektórych parkach narodowych Stanów Zjednoczonych”.

5 5-7

Wycieczkę do Tychów i na Równicę zorganizowało MK PZKO w Hawierzowie Suchej.

„Mistrza i Małgorzatę” M. Bułhakowa w reżyserii Bogdana Kokotka pokazała Scena Polska TC w Cz. Cieszynie w Teatrze im. J. Szaniawskiego w Płocku.

6

W Domu PZKO w Jabłonkowie podczas 20. Kawiarenki „Pod Pegazem” wystąpił kabaret Noł nejm z Rybnika. Z okazji jubileuszu wyróżnionych zostało 13 organizatorów spotkań w Kawiarence, wśród nich redaktor naczelny „Zwrotu” Kazimierz Kaszper.

2

6

3

6

W ogrodach Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie odbyło się wyjazdowe zebranie Rady Kongresu Polaków. W zebraniu wziął udział konsul generalny Jerzy Kronhold. W PSP w Lutyni Dolnej odbył się piąty finał konkursu literackiego im. Haliny Kowalczyk, na który napłynęło 95 prac uczniów zaolziańskich PSP.

W Karwinie odbyły się uroczystości wspomnieniowe z okazji 140. rocznicy urodzin burmistrza Karwiny Wacława Olszaka.

czyli czy znamy się nawzajem” wystąpiły zespoły polskie (Błędowianie z Hawierzowa, Oldrzychowice z Oldrzychowic oraz Gimnaści z Wędryni), słowackie, greckie i romskie, rozdano nagrody w konkursie na ilustrację do „Godek śląskich” Józefa Ondrusza, Teatr Cieszyński zagrał „Cieszyńskie nebe”. Organizatorem imprezy był Miejski Dom Kultury wraz z komitetem ds. mniejszości narodowych i Biblioteką Regionalną.

7

Tradycyjny Bal Wiosenny zorganizował w jabłonkowskim Domu PZKO zespół taneczny Rytmik.

8

MK PZKO w Suchej Górnej, w którym działa chór mieszany Sucha (dyr. Anna Kiszka), zaprosiło na uroczystość z okazji 95-lecia zorganizowanego śpiewactwa w tej miejscowości. W programie oprócz chóru gospodarza zaśpiewali: uczniowie szkoły i przedszkola, chóry Harfa z Bielska-Białej, Kalina z Karwiny Frysztatu i šárka z Suchej Górnej.

W ogrodach Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie odbyło się XIV Spotkanie Biznesu z udziałem ponad 200 przedsiębiorców z RC i RP.

10

6-7

emeryturę. Byli to: Halina Dänemark, Stanisława Kadłubiec, Wanda Urbaś i Bogusław Słowioczek.

Towarzystwo Nauczycieli Polskich w RC zorganizowało tradycyjne pożegnanie zasłużonych pedagogów, którzy odchodzą na

3

W Hawierzowie otwarto wystawę ilustracji „Najpiękniejsze dla dzieci”. Swoje prace zeprezentowali Darina Krygiel, Barbara Kowalczyk i Bronisław Liberda.

4

 bogdan szpyrc

W ramach VII Ogólnopolskiego Tygodnia Czytania Dzieciom w Oddziale Literatury Polskiej Biblioteki Regionalnej w Karwinie Frysztacie odbyło się m.in. spotkanie z kierowniczką Teatru Lalek „Bajka” Pawełką Niedobą.

4

Jubileusz 85-lecia obchodziła karwińska Biblioteka Regionalna, która jako jedyna na Zaolziu posiada samodzielny Oddział Literatury Polskiej.

4-8

Srebrną wstęgę w kategorii chórów dziecięcych oraz złotą wstęgę i zwycięstwo w kategorii muzyki sakralnej chórów dziecięcych zdobył chór szkolny Trallala z Cz. Cieszyna (dyr. Beata Brzóska) na XXXVI Międzynarodowym Święcie Pieśni „Mundi cantant” w Ołomuńcu. Srebrną wstęgę w kategorii męskich chórów kameralnych otrzymał też zespół Amici Cantionis Antiquae z Cz. Cieszyna (kier. Leszek Kalina). Ogółem w „Festa Musicale” wzięło udział 169 chórów.

5

W ramach Międzygeneracyjnego Uniwersytetu Regionalnego ZG PZKO w Cz. Cieszynie odbył się wykład dra inż. Zygmunta Rakowskiego „Od

Na VI Dni Kultury Studenckiej R w Bystrzycy przybyło 250 młodych ludzi, którzy bawili się na koncercie zespołów rockowych z Polski, Czech i Zaolzia. W programie imprezy były też m.in. występy teatrzyku Klubu Młodych z Wędryni, Diashow o Indiach Adama Farnika, wystawa fotografii Haliny Sikory, przegląd filmów amatorskich.

10

7

Wernisaż wystawy malarskiej w Koźlu (RP) był pokłosiem międzynarodowego pleneru plastycznego, w którym wzięli udział także Bronisław Firla i Józef Drong.

W Nieborach uroczyście obchodzono 100-lecie budynku szkoły i 60-lecie przedszkola. Zaprezentowały się przedszkolaki, zaśpiewał chór Zgoda i zagrał teatrzyk dziecięcy Gapa 2, zorganizowana została wystawa jubileuszowa.

7

Podczas Festiwalu Mniejszości Narodowych w Karwinie pod hasłem „Przenikanie kultur,

O działalności śpiewaczej i teatralnej dyskutowano w ZG PZKO. W planach są coroczne Święto Pieśni Chóralnej oraz Zaolziańskie Spotkania Teatralne.

10-20 11

Na zebraniu Sekcji Kobiet ZG PZKO w Cz. Cieszynie omawiano plany na drugie półrocze. Główną imprezą będzie Babski Festyn (6.9. w Koszarzyskach). W sierpniu odbędzie się


ilustrowana kronika Miesiąca kCzerwiec 2008 uroczyste pożegnanie z długoletnią przewodniczącą Sekcji Henryką Żabińską. Jej miejsce zajęła Władysława Byrtus.

21

w leśnych plenerach Koszarzysk komedię „Pół żartem, pół sercem” K. Ludwiga w reżyserii Karola Suszki S

W programie festynu MK PZKO Skrzeczoń zaśpiewał chór mieszany Hasło i zatańczył zespół Małe Oldrzychowice.

12-25

22

Biblioteki Miejskie w Cz. Cieszynie i Cieszynie zorganizowały po raz pierwszy wspólny Międzynarodowy Festiwal Czytania nad Olzą. W pomieszczeniach bibliotek oraz w plenerach odbyły się czytania autorskie, spotkania z pisarzami i ilustratorami, warsztaty twórcze, workshopy (Tworzymy Wielką Księgę Festiwalu), konkursy, przedstawienia.

Chór mieszany Lutnia MK PZKO w Lutyni Dolnej zorganizował wraz z parafią rzymskokatolicką „Koncert Pieśni”.

22

Wspólne smażenie jajecznicy zorganizowały MK PZKO Mosty k. Cz. Cieszyna i Cz. Cieszyn Osiedle.

13

25

13-15

27

Poranek dla dzieci niepełnosprawnych z przedstawieniem „Ania z Zielonego Wzgórza” L. M. Montgomery w reżyserii Jerzego Batyckiego przygotowała Scena Polska TC.

Warsztaty plastyczne dla młodzieży prowadziły w Ligotce Kameralnej Darina Krygiel (prezs SAP), Monika Milerska (SAP) oraz Ewa Rotter-Płóciennik z Polski. Organizatorem był Kongres Polaków wraz z Polskim Stowarzyszeniem Artystów Plastyków w RC.

14

Sekcja Ludoznawcza ZG PZKO zorganizowała wycieczkę śladami historii techniki i przemysłu śląskiego do Tarnowskich Gór, Katowic, Żywca i Wisły.

15

Podczas Festiwalu Mniejszości Narodowych w Trzyńcu wystąpiły m. in. zespoły Małe Oldrzychowice i Čučoriedky.

16

W Domu Narodowym w Cieszynie zaprezentowała się czeskocieszyńska PSP: chóry Trallala i Trallalinki (kier. Beata Brzóska), zespoły flecistów Skowronki i Skowroneczki (Renata Dobner) i kółko dramatyczne (Kamila Roszak).

17

Kongres Polaków wraz z Konsulatem Generalnym RP zorganizował w Cz. Cieszynie wieczór promocyjny książki Stanisława Zahradnika „Materiały do bibliografii dorobku twórczego Polaków na Zaolziu 1914-2004”.

17

Podczas walnego zebrania MK PZKO w Ostrawie prezes ZG Zygmunt Stopa wręczył legitymacje 21 członkom Koła. Do reaktywacji MK, którego prezesem został Emil Szotkowski, doszło w ub. r.

18

W Minigalerii „Na płocie” w Bibliotece Miejskiej w Cz. Cieszynie Sibicy odbył się wernisaż wystawy fotografii Haliny Sikory i batików Veroniki Franek.

19

Na zakończenie sezonu teatralnego Scena Polska TC w Cz. Cieszynie pokazała

 marian siedlaczek

Na Wzgórzu Zamkowym w Cieszynie Scena Polska TC w Cz. Cieszynie wystawiła plenerowy spektakl „Makbeta” W. Szekspira w reżyserii Bogdana Kokotka.

20-22 20-22

Po raz 18 odbyło się w obu Cieszynach Święto Trzech Braci.

W Bystrzycy odbył się, zorganizowany przez gminę oraz zespół Bystrzyca, I Międzynarodowy Świętojański Festiwal Folklorystyczny. Zaprezentowały się zespoły młodzieżowe (Lipka, Torka, Łączka, Bystrzyca, Zaolzioczek, Mali Błędowianie, Małe Oldrzychowice, Dziecka ze Stonawy, czeski Slezánek i słowacki Čučoriedky z Trzyńca), Górole, Olza, Zaolzi, Oldrzychowice, Błędowianie, czeskie Benešáček i Ovčák, słowackie Zámutovčan i Svodín (mniejszość węgierska), po obrzędzie wianków koncertował polski zespół folk-rockowy Krywań. Na zakończenie zaśpiewał chór Melodia z Nawsia.

21

Podczas festynu w PSP w Gnojniku tablicę pamiątkową nowego patrona szkoły Jana Kubisza odsłonili jego prawnukowie Daniel Kubisz i Marek Świstun. Przybyło wielu gości także z Polski, wystąpili przedszkolacy i uczniowie PSP. Staraniem szkoły wydana została publikacja „Jan Kubisz – Ocalmy od zapomnienia” oraz ulotka okolicznościowa.

21

Podczas Festynu Ogrodowego MK PZKO w Rychwałdzie, sztandarowej imprezy Koła, wystąpiły zespoły Rychwałdzianie, Gizdy z Karwiny, Lutnia z Lutyni Dolnej, odbyło się spotkanie rodu Urbańczyków. Gośćmi imprezy byli m. in. konsul Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie Agnieszka Fedorów-Skupień i burmistrz Rychwałdu Jiří Absolon.

Scena Polska TC w Cz. Cieszynie zaprezentowała prapremierę polską „Viva Verdi” Paula Barza w reżyserii Michaela Taranta.

28

Po raz ósmy odbył się rajd kolarski „Rowerem do źródeł Olzy” z Jabłonkowa do Istebnej pod Gańczorkę, zorganizowany przez ZG PZKO, MK PZKO Jabłonków i Cz. Cieszyn Centrum oraz PTTS „Beskid Śląski” i Turystyczny Klub Kolarski „Ondraszek” z Cieszyna.

28

W tradycyjnych Wiankach w MK PZKO Orłowa Lutynia wystąpili uczniowie szkoły muzycznej z Rydułtów (RP).

28

Bogaty program w wykonaniu zespołów z Zaolzia i z Polski wypełnił XVIII Festyn Przyjaźni Czesko-Polskiej połączony z wiankami na Olzie, zorganizowany przez MK PZKO Wierzniowice i Lutynia Dolna oraz Radę Gminy w Lutyni Dolnej.

28 28

W programie festynu MK PZKO Orłowa był występ karwińskich Gizdów.

Po raz czwarty Międzynarodowy Turniej Piłkarski przygotowało MK PZKO w Skrzeczoniu, oprócz drużyny gospodarzy z zawodnikami także z Bogumina zagrały drużyny z Ligotki Kameralnej i Grodkowa (RP).

29

Puchar sołtysa dla najlepszego chóru zdobył podczas VI Zlotu Chórów nad Olzą w miejscowości Olza w Polsce Chór Nauczycieli Polskich.

29

Na coroczne Wianki zaprosiło MK PZKO w Karwinie Darkowie. Program w wykonaniu kapeli Nowina z Jabłonkowa i frysztackich przedszkolaków uzupełnił pochód lampionowy nad Olzę i puszczanie wianków w towarzystwie „Olziańskich utopców”.


Konkursy z atrakcyjnymi nagrodami Redakcja „Zwrotu” ogłosiła na rok 2008 konkursy dla dotychczasowych i nowych prenumeratorów. Wśród uczestników w każdej kategorii są rozlosowywane nagrody rzeczowe wartości minimum 1500 Kc. W lipcu sponsorem nagród jest osoba anonimowa. Dodatkowo w grudniu 2008 wszyscy uczestnicy konkursów miesięcznych wezmą udział w losowaniu nagrody głównej – weekendowego pobytu w jednym z ośrodków wczasowych w Polsce.

2 Podaj nazwę jednego z chórów dziecięcych prowadzonych przez Beatę Brzóskę. 3 Jaki rodzaj artykułów prowadzą sklepy firmy Bielesz: a) motoryzacyjne, b) mięsne, c) gospodarstwa domowego?

Imię i nazwisko_ __________________________________________ Adres_ _________________________________________________ Telefon_________________________________________________ Prenumeruję „Zwrot” od roku__________________________________

NOWYCH Konkurs dla prenumeratorów „Zwrotu”

1 Podaj nazwę konkursu na wspomnienia z przejść granicznych, ogłoszonego przez redakcje „Zwrotu” i „Głosu Ludu”. 2 W którym roku wprowadzono pierwszą przędzarkę mechaniczną w tkalniach w Bielsku-Białej? 3 Podaj przynajmniej jedną miejscowość zaolziańską, w której działa sklep firmy Bielesz.

Imię i nazwisko_ __________________________________________ Adres_ _________________________________________________ Telefon__________________________________________________ Zamawiam prenumeratę „Zwrotu” na rok___________________________

Odpowiedzi prosimy przesyłać do 4. 8. 2008 pod adresem: Miesięcznik „Zwrot”, Střelniční 28, 737 01 Český Těšín lub pocztą elektroniczną: info@zwrot.cz

1 Którą rocznicę przyjazdu do CSR imigrantów z Grecji obchodzono w czerwcu 2008?

nr ewidencyjny MK ČR E 389 IČO 442771 Rok LIX, nr 704

dla dotychczasowych prenumeratorów „Zwrotu”

Odpowiedzi prosimy przesyłać do 4. 8. 2008 pod adresem: Miesięcznik „Zwrot”, Střelniční 28, 737 01 Český Těšín lub pocztą elektroniczną: info@zwrot.cz

Konkurs

miesięcznik regionalny

Rozstrzygnięcie edycji czerwcowej I Konkurs dla dotychczasowych prenumeratorów II Konkurs dla nowych prenumeratorów Prawidłowe odpowiedzi: Prawidłowe odpowiedzi: 1. 16. 1. W Karwinie Darkowie. 2. Władysław Czepiec. 2. Międzygeneracyjny Uniwersytet Regionalny. 3. W Trzyńcu Oldrzychowicach. 3. c) farmaceutyczne. Zwycięzcą został Alfred Lotter z Suchej Górnej. Zwyciężczynią została Daria Ronchetti z Cz. Cieszyna.

Wydawca: Polski Związek Kulturalno-Oświatowy w Republice Czeskiej przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury Republiki Czeskiej oraz Senatu Rzeczpospolitej Polskiej, za pośrednictwem Fundacji Pomocy Polakom na Wschodzie Redakcja: Kazimierz Kaszper redaktor naczelny kkaszper@zwrot.cz Czesława Rudnik redaktor redakcja@zwrot.cz Anna Ludwin sekretariat info@zwrot.cz Rada Redakcyjna: Wanda Cejnar, Ewa Gołębiowska, Ireneusz Hyrnik, Kazimierz Jaworski, Daniel Kadłubiec, Danuta Koenig, Bronisław Ondraszek, Władysław Owczarzy, Kinga Iwanek-Riess, Wojciech Riess, Jan Ryłko, Otylia Toboła, Mariusz Wałach Adres redakcji: ul. Strzelnicza 28, P. O. BOX 97 737 01 Český Těšín (Czeski Cieszyn) tel. i faks: 558 711 582 www.zwrot.cz Redakcja obrazu i skład: Marian Siedlaczek foto@zwrot.cz Druk: FINIDR, sp. z o. o. Czeski Cieszyn Redakcja zastrzega sobie prawo skracania tekstów, zmiany tytułów, nie zwraca materiałów niezamówionych. Cena prenumeraty rocznej 360 Kc, do uiszczenia przekazem pocztowym lub bezpośrednio w redakcji. Wysyłka pocztowa na podstawie umowy nr 701 001/02 z Przedsiębiorstwem Państwowym POCZTA CZESKA, oddział Morawy Północne. Cena egzemplarza 30 Kc Numer zamknięto 4. 7.  2008 Zdjęcie na stronie tytułowej (Bronisław Firla) Marian Siedlaczek ISSN 0139-6277

Losowanie odbyło się 5. 7. 2008 w redakcji „Zwrotu” z udziałem red. red. Czesławy Rudnik i Kazimierza Kaszpera.

4

7

2008


W

spis tre´ sci raport ścieżki rowerowe

2 4 do zobaczenia na szlaku! 5

magicznej scenerii Wzgórza Zamkowego, w cieniu Rotundy św. Mikołaja i Wieży Piastowskiej, Scena Polska wystawiła „Makbeta“ W. Szekspira w reż. Bogdana Kokotka. Miejsce to – zwiedzane najczęściej za dnia – nocą stwarza atmosferę idealną do tego rodzaju przedsięwzięć. Autor byłby na pewno zauroczony podobnie jak kilkuset widzów przedstawienia.

z plecakiem i na rowerze

 marian siedlaczek

krótka historia roweru

horyzonty

6

mniej gości, wyższe wydatki

• • zamkowy miejski 7

inkascy chirurdzy

wydarzenia exodus

8

10 11 makbet nocą 12

bo lato rozpala obrady górali

osobowość miesiąca

14

beata brzóska

region

16

zagroda wałaski

historie ze smakiem miód

18

polskie ślady mój dom

19

piew to przedłużenie mowy. Szkoda, że w pewnym wieku tak naturalny przejaw emocji, jakim jest śpiew, zostaje zagłuszony przez słuchawki i muzykę niepasującą do doświadczeń życiowych dziecka. Na szczęście potrzeba takiego czy innego używania głosu tkwi w każdym z nas, a śpiew to rodzaj wentylacji, sposób na odreagowanie, zaś piękny, łagodny, miły śpiew może zaspokoić pragnienie piękna, estetyki, sztuki, które tkwi w zakamarkach duszy każdego człowieka.

Beata brzóska, nauczycielka w PSP w Cz. Cieszy

duża klasa! psp bystrzyca

ś

nie, założycielka i sprawczyni sukcesów chóru Trallala w rozmowie z Czesławą Rudnik – na str. 14.

20

szlakiem kół pzko bystrzyca

Z

22

historia

26

narodziny granicy

reportaż

28

brama wolności

inspiracje

30

 marian siedlaczek

józef szajna: guru teatru plastycznego bronisław geremek: polak i europejczyk

31

salon sztuki bronisław firla

32

ztf przedstawia marcin kamiński

fotoreportaż Mariana Siedlaczka – na str. 12. 

 marian siedlaczek

czerwone ożywi martwe

wierzyny było tu w bród, zwłaszcza saren, bażantów, zajęcy, lisów. Raj dla myśliwego. A dziś, szkoda gadać. Strzelają wszystko, jak leci. Sarny nawet nie zdążą dorosnąć, a już trafiają do garnków. Ludzie są źli. Nie raz się zdarzało, że przychodziłem rano do zagrody i znajdowałem po drodze ukatrupione sarny i daniele.

gustaw wałaski, myśliwy i hodowca zwierzyny  płowej opowiada, jak czasem trudno robić to, co się lubi – na str. 16.

liberdiana

34

cieszyńskie panoptikum pływalnie i kąpieliska

36

aneks szymon broda

38

recenzje śpiewamy wszyscy

40 41

pluskacz i mąciwoda viva verdi!

42

przędziwo pamięci kolonia mego dzieciństwa

43

półka z książkami u nas w latach grozy

44

moje żywobyci wiosna

1959 roku 45

józef górecki, eugeniusz herman, gustaw kubaczka

45

krzyżówka • konkursy

Za kwadrans zbiórka!

© bronisław liberda

trybuna czytelników


raport

Po 1990 r., kiedy już można było w miarę swobodnie podróżować na zachód, kierunek wypraw nowopieczonych Europejczyków zza żelaznej kurtyny prowadził najczęściej do Eldorada o nazwie Niemcy. Kusiło wszystko: pełne półki najrozmaitszych towarów w sklepach i supermarketach, wyłączone z ruchu kołowego deptaki śródmiejskie, przydrożne autobazary, kawa i piwo pod markizami… O zwiedzaniu zabytków kultury czy przyglądaniu się stylowi życia mieszkańców nie było mowy. Homo sovieticus zza wschodniej granicy zadowalał się pasieniem oczu dobrami konsumpcyjnymi. Ale to, co się nazywa zdobyczami cywilizacyjnymi Zachodu i tak dawało znać o sobie. Wyćwiczeni w omijaniu drogowych wybojów nadwełtawscy czy nadwiślańscy kierowcy z niechęcią i zdumieniem przyjmowali do wiadomości, że w Monachium lub innym Hamburgu też trzeba się pilnie przyglądać nawierzchniom ulic. Tym razem jednak nie z powodu czyhających dziur w asfalcie, lecz z uwagi na wyznaczone tam granice ścieżek rowerowych. Bo rowerzysta w tamtych latach to już był na Zachodzie ktoś – nie tylko uprzywilejowany uczestnik ruchu drogowego, ale także osoba ludzka, która ze względu na łatwiejsze narażenie na kontuzję wymaga szczególnej opieki. Filozofia ścieżek rowerowych, które z takim impetem 10 lat po zburzeniu żelaznej kurtyny zaczęto wyznaczać na wschód od Łaby niekoniecznie ma – jak to się zwykło u nas postrzegać – wyłącznie turystyczno-rekreacyjne korzenie. Wyrasta także, a może przede wszystkim, z właściwego dla demokracji szacunku dla człowieka i poszanowania jego indywidualnych wyborów. W ten sposób kapitalizm, który, i owszem, sprzyja innowacyjności i jest źródłem nieustannego postępu, ale kosztem nierówności społecznych, ożeniony z demokracją staje się całkiem znośnym KK sposobem na życie. 6

Z plecakiem i na rowerze Ścieżki

Ścieżka rowerowa (po czesku: cyklistická stezka, cyklostezka, stezka pro cyklisty) to wydzielony pas komunikacyjny przeznaczony dla ruchu rowerowego, oznaczony odpowiednim znakiem drogowym. Kodeks drogowy RC pozwala na poruszanie się po niej na wrotkach czy w zimie na nartach. Nie mogą natomiast jeździć tędy samochody ani nawet motocykle. Istnieje kilka rodzajów miejskich ścieżek rowerowych: samodzielne niezależne od układu drogowego (np. w parku), samodzielne w pasie drogowym, wydzielone z chodnika i wydzielone z jezdni. Często spotykane są ścieżki wspólne dla pieszych i rowerzystów, od 2001 r. znaki drogowe określają, czy ścieżka taka podzielona jest na część dla pieszych i osobną część dla rowerów. Najnowsze budowane w naszych

miastach ścieżki rowerowe dodatkowo odróżnia od szarej płyty chodnikowej dla pieszych kolor czerwonobrązowy. Dzięki możliwości uzyskania funduszy europejskich ścieżek przybywa nie tylko w miastach, ale także w wolnej przyrodzie. Często są to dróżki asfaltowe. Asfalt nie podoba się jednak ekologom i miłośnikom przyrody, którzy uważają go za niepotrzebną ingerencję w środowisko naturalne. Alternatywą dla ścieżki asfaltowej jest singletrack (Polacy na razie używają terminu angielskiego, Czesi uprościli słowo na singltrek). To nowość światowej cyklistyki. Najpierw, wraz z pojawieniem się rowerów górskich, zaczęto je budować w USA, przed 10 laty w Wielkiej Brytanii i Irlandii, niedawno w Niemczech. Pierwszy singletrack w RC otwarto w maju br. koło Jablonca nad Nysą.

 bogdan szpyrc

Dwa kółka a… demokracja

7

2008


ścieżki rowerowe Singletrack to wąska (zbyt wąska dla dwuśladowych pojazdów mechanicznych) dróżka, chodnik, ścieżka leśna o wyglądzie jak najbardziej naturalnym i niewielkim nachyleniu, często wijąca się wśród drzew, na której można rozwijać tylko taką szybkość, która nie zagraża innym rowerzystom. Dzięki łagodnemu nachyleniu po deszczu woda spływa z niej szybko, nie uszkadza jej, nie tworzy się błoto. Singletrack jest ekologiczny, a jego budowa i utrzymanie kosztuje 10 razy mniej niż ścieżki asfaltowej.

Szlaki

Szlak rowerowy (po czesku: cyklistická trasa, cyklotrasa, trasa pro cyklisty) to trasa wycieczkowa, turystyczna dla rowerzystów, oznaczona specjalnymi symbolami: znakami drogowymi lub turystycznymi (żółty kolor tła mówi o tym, że chodzi również o trasę dla rowerzystów), wyznaczającymi jej kierunek i przebieg. Szlak rowerowy może prowadzić zarówno po ścieżkach rowerowych, jak i zwykłymi drogami publicznymi przeznaczonymi dla ruchu samochodowego, szlakami turystycznymi dla pieszych czy nawet szlakami spacerowymi. Od 1997 r. oznakowaniem szlaków rowerowych w RC zajmuje się Klub Czeskich Turystów, który z polecenia Ministerstwa Komunikacji i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych koordynuje i prowadzi ewidencję numeracji tych szlaków. W 2004 r. uchwalona została przez rząd RC „Narodowa strategia rozwoju komunikacji rowerowej RC”. W 2003 r. było w RC ok. 20 tys. km oznakowanych tras, w 2005 ponad 25 tys. km. Stan końcowy strategii rozwoju przewiduje sieć o łącznej długości 35-40 tys. km. Sieci tras rowerowych łączą atrakcyjne regiony turystyczne i miasta, prowadząc przez historyczne centra miast, obok ważnych zabytków, popularnych miejscowości wypoczynkowych i terenów rekreacyjnych, ale także przez osiedla mieszkaniowe, obok stacji kolejowych i innych węzłów komunikacyjnych, przez szczyty górskie i doliny.

Regionalne szlaki turystyczne

Teren Zaolzia jest częścią założonego w 1998 r. Euroregionu Śląsk Cieszyński – Těšínské Slezsko. Do dyspozycji rowerzystów jest ponad 800 km tras rowerowych, ok. 400 km po stronie czeskiej i tyle samo po stronie polskiej, które mają wspólne logo Regiotour. 7

2008

92 tablice informacyjne z mapami pomagają turystom w orientacji. W Euroregionie wyznaczono 9 głównych szlaków rowerowych: 1. Bogumin – Orłowa – Hawierzów, 2. Hawierzów – Błędowice Górne - Cierlicko – Pacałówka - Cz. Cieszyn Koniaków – Wielopole - Trzycież – Śmiłowice – Rzeka – Guty, 3. Guty – Oldrzychowice – Koszarzyska, 4. Koszarzyska – Milików – Jabłonków –Piosek – Bukowiec, 5. Bukowiec – Jasnowice – Istebna – Wisła, 6. Wisła – Ustroń – Skoczów – Goleszów – Cieszyn, 7. Cieszyn – Pogwizdów – Kaczyce – Zebrzydowice – Marklowice Górne, 8. Marklowice Górne – Ruptawa – Jastrzębie Zdrój, 9. Jastrzębie Zdrój – Gołkowice – Godów – Łaziska – Olza – Chałupki. Wyznaczono również trzy szlaki (ponad 80 km) tandemowych tras rowerowych dla niewidzących i niedowidzących po czeskiej i polskiej stronie. Mają one specjalne oznakowanie (białe oko na białoniebieskim tle), punkty odpoczynkowe i mapy. Szlak górski (26 km) prowadzi z Piosku przez Herczawę do Jaworzynki i przez Bukowiec z powrotem do Piosku. Trasa średnio trudna (20 km) ma początek i koniec w Lesznej Górnej, biegnie przez Leszną Dolną, Kojkowice, Puńców, Dzięgielów. Trasa najłatwiejsza zaczyna się w Karwinie Raju, skąd prowadzi przez Kaczyce Górne albo od razu z powrotem do Karwiny (10 km), albo jeszcze przez Kończyce Wielkie do Kaczyc i Karwiny (30 km).

Szlaki nazwane

Szlak architektury drewnianej w części cieszyńsko-nydeckiej obejmuje m.in. kościoły w Nydku, Bystrzycy i Gutach, zaś w części jabłonkowsko-istebniańskiej Lasek Miejski w Jabłonkowie, „kurloki” w Bukowcu, kościół w Herczawie, w Istebnej itd. Szlak do źródeł Olzy prowadzi z Jabłonkowa przez Bukowiec, Istebnę do źródła pod Gańczorkę, powrót przez Jaworzynkę. Trasa rowerowa wokół schronisk górskich o długości 58 km należy do trudnych. Rozpoczyna się w Jabłonkowie, prowadzi przez Łomną Dolną na Hadaszczok, Ostry, Koziniec, następnie przez Oldrzychowice, Gródek na Filipkę, Baginiec, do Piosku i Jabłonkowa. Szlak rowerowy, który pozwala w jeden dzień zaliczyć trzy państwa, też nie należy do łatwych, liczy 78 km. Prowadzi z Jabłonkowa do Bukowca, Herczawy, Jaworzynki, Zwardonia, Serafinowa, Skalitego, Czadcy i z Mostów k. Jabłonkowa z powrotem do Jabłonkowa.

Trasa pięknych widoków ma 70 km i biegnie z Jabłonkowa przez Koszarzyska, Kozubową, Kamienity, Hadaszczok do Łomnej Dolnej, na Skałkę, do Mostów „nad tunelem”, Piosku i Jabłonkowa. Szlak wokół zapór wodnych prowadzi z Cz. Cieszyna przez Grodziszcze i Domasłowice Dolne nad Zaporę Żermanicką, następnie przez Sobieszowice, Żermanice do Cierlicka nad Zaporę Cierlicką i z powrotem do Cz. Cieszyna. Do pokonania jest 50 km. Swoje logo ma szlak śladami hutnictwa, który pokazuje miejsca związane z pierwotną produkcją wyrobów hutniczych. Zaczyna się w Jabłonkowie, prowadzi przez Boconowice, Milików, Karpętną, Oldrzychowice, Trzyniec Sosnę, Wędrynię, Ostry, Nydek, Filipkę, Baginiec, Piosek i wraca do Jabłonkowa. Logo Trojmezí Radegast CykloTrack wyznacza trasę o długości 75 km. Szlak gospód, karczem i restauracji wiedzie z Jabłonkowa przez Herczawę, Bukowiec, Piosek na Baginiec, Filipkę, do Nydku, Bystrzycy, Wędryni, Oldrzychowic i przez Koszarzyska, Milików i Boconowice do Jabłonkowa. W Oldrzychowicach można skorzystać z wyciągu na Jaworowy.

Greenways Kraków – Morawy – Wiedeń

Projekt Międzynarodowej Trasy Rowerowej Greenways Kraków – Morawy – Wiedeń jako szlaku dziedzictwa przyrodniczo-kulturowego powstał w 2001 r. Trasa liczy ok. 780 km i na całej jej długości sadzone są drzewka, by mogła stać się najdłuższą aleją drzew w Europie. Należy do zielonych szlaków europejskich oznaczonych specjalnym logo. Główna oś biegnie od Jury KrakowskoCzęstochowskiej przez Ziemię Pszczyńską, Śląsk Cieszyński, Morawy do Dolnej Austrii. Łączy miejscowości i miejsca ważne z punktu widzenia historii, kultury i przyrody tej części kontynentu. Na terenie Śląska Cieszyńskiego dochodzi do rozwidlenia głównego szlaku na nitkę górską, prowadzącą przez Ustroń, Wisłę, Jasnowice, Bukowiec, Piosek, Jabłonków, Milików, Koszarzyska, Rzekę, Śmiłowice, Ligotkę Kameralną, Dobracice, oraz na nitkę nizinną, która przechodzi przez Skoczów, Goleszów, Cieszyn, Cz. Cieszyn, Koniaków, Domasłowice. czesława rudnik 7


raport

Krótka historia roweru 1869 Po raz pierwszy pojawia się nazwa bi-

cykl, Swierey opatentowuje w Anglii łożysko kulkowe. 1870 James Starley, uznany potem za ojca przemysłu rowerowego, konstruuje bicykl z wielkim przednim kołem i znacznie mniejszym tylnym. 1879 Anglik Harry John Lawson skonstruował rower z napędem na tylne koło, przekazywanym za pomocą łańcucha.

1885 John Kemp Starley zmienił konstruk-

cję, koła były mniejsze i jednakowej wielkości, rama miała kształt czworokąta. Rozpoczął produkcję pojazdu pod nazwą „Rover“.

1839 Szkocki kowal Kirkpatrick MacMillan wymyśla pedały, co umożliwia jazdę bez dotykania nogami ziemi. Pedały zostały umocowane do ramy w okolicach przedniego koła, tylne koło poruszały za pomocą dwóch dźwigni. Koła miały metalowe okucia. 1861 Francuz Pierre Michaux wyposaża przednie koło w pedały i tak powstaje welocyped – rower wysoki. Jeździec wprawiał pojazd w ruch, obracając pedałami. Drewniana żerdź zostaje zastąpiona stalowymi prętami, siodło umocowane jest do sprężystego pręta.

8

1888 John Boyd Dunlop, weterynarz z Belfastu, wprowadza pneumatyczne ogumienie, zamiast dotychczas stosowanych gum pełnych. 1892 Powstaje International Cyclist Association (Międzynarodowy Związek Rowerzystów), w 1900 r. przemianowany na Union Cycliste Internationale, pod którą to nazwą działa do dnia dzisiejszego. 1900 Niemiecka firma Fichtel & Sachs wprowadza na rynek piastę wolnobiegową, nazwaną torpedo. 1902 Henry Sturmey i James Archer opatentowują przekładnię montowaną w tylnej piaście. Początkowo przerzutka była dwu, potem trzybiegowa. Konstrukcja Starleya oraz wynalazki Dunlopa, Sturmey i Archera doprowadziły do powstania roweru, uważanego za prototyp współczesnego. Zasadnicza idea roweru nie uległa już zmianie. Dalszy rozwój dokonywał się poprzez systematyczne usprawnianie konstrukcji.

1933 Powstaje pierwsza namiastka roweru górskiego, Ignaz Schwinn opracował model ciężkiego roweru na grubych oponach z płaską kierownicą. W latach 70. ub. w. w Kalifornii w USA władze w ramach ochrony środowiska wydały zakaz jazdy motocyklami po zboczu stromej góry Mount Tamalpais, młodzi ludzie postanawiają zjeżdżać z góry na rowerach. Na górę rowery – zazwyczaj mocne Schwinny Excelsior – były wywożone na ciężarówce. 1977 Miasto Groningen w Holandii jako pierwsze wprowadza politykę rowerową, do dziś uznawaną za wzorcową w dziedzinie radzenia sobie z korkami. Z centrum wyrzucono samochody, powstało 100 km nowych dróg i pasów dla rowerów. Niedługo potem już ponad połowa podróży po Groningen odbywała się na rowerze. 1979 Fabrykę rowerów górskich z prawdziwego zdarzenia zakładają Tom Ritchey, Gary Fisher i Charlie Kelly. Produkują wyłącznie rowery górskie – MountainBikes, które następnie nazwano Fisher MountainBikes, a potem Gary Fisher Bicycles. 1983 Dwanaście stowarzyszeń rowerowych z różnych krajów zakłada ECF (European Cyclists’ Federation). W odróżnieniu od nastawionej na wyczynowe zawody sportowe UCI nowa federacja ma być bliżej problemów przeciętnego rowerzysty. 1997 Z inicjatywy ECF rozpoczynają się prace nad stworzeniem ogólnoeuropejskiej sieci wysokiej jakości międzynarodowych tras rowerowych – EuroVelo. 2000 W Wielkiej Brytanii otwarto pierwszych 8 tys. km ogólnokrajowej sieci dróg dla rowerów – National Cycle Network.

 MARIAN SIEDLACZEK

XViii w. (druga połowa) Francuski hrabia William de Sivrac konstruuje protoplastę roweru – Célérifére, czyli celeryfer – drewniany pojazd składający się z dwóch kół połączonych drążkiem. Jeździec siedział okrakiem na ramie i odbijał się stopami od ziemi. (nieudokumentowane) 1816 Badeński inspektor lasów baron Karl Friedrich Christian Drais von Sauerbronn buduje „maszynę do biegania” – udoskonaloną wersję celeryfera z możliwością skręcania przedniego koła. Uzupełnia pojazd o uruchamiany linką hamulec, wyściełane siodło o regulowanej wysokości.

7

2008


ścieżki rowerowe

M

Do zobaczenia na szlaku! przyległe do Cieszyna. Wtedy też przekonałyśmy się, jak różni się kultura jazdy rowerowej po polskiej i po czeskiej stronie. W Polsce, co stwierdzam z przykrością, kierowcy samochodów w małym stopniu liczą się z rowerzystami, niewiele jest ścieżek rowerowych, a jeśli już są oznaczenia, to często trasa biegnie wraz z ulicą. Po czeskiej stronie szlaków jest więcej, a nawet jeśli człowiek się gdzieś zagubi (wstyd przyznać, ale nam zdarzało się to bardzo często) wiele jest małych, nieuczęszczanych przez samochody dróg asfaltowych, którymi można wrócić do celu. Może właśnie dlatego zaolziańską część badań do pracy magisterskiej miałam przygotowaną dokładniej. Oczywiście przejaskrawiam, ale niezaprzeczalne jest to, że właśnie dzięki rowerom poznałyśmy Zaolzie. Naszą ulubioną trasą na długo pozostanie ta z Cieszyna przez Leszną i Trzyniec, Oldrzychowice z powrotem do Cieszyna.

Z przerwami na opalanie na środku łąki gdzieś nieopodal granicy, a potem z odpoczynkiem pod Jaworowym. Nadal chętnie jeżdżę na rowerze, choć najczęściej są to tylko spacerki brzegiem Olzy albo jakiś mały wypad do Mostów czy Ropicy. Jazda na rowerze to jeden z najprzyjemniejszych sportów. Oprócz tego, że ćwiczymy nasze mięśnie i spalamy kalorie, dodatkowo przebywamy na świeżym powietrzu i możemy cieszyć się pięknem natury oraz malowniczym krajobrazem. Wszystkim lubiącym aktywny wypoczynek polecam jazdę na rowerze, a mamy szczęście, że mieszkamy właśnie tu, gdzie dla każdego znajdą się trasy odpowiednie do kondycji – przejażdżki po równinnych rejonach, bardziej zróżnicowane z lekkimi pagórkami oraz ekstremalne wyprawy w góry. Do zobaczenia na szlaku! anna ludwin

 marian siedlaczek

oja przygoda z wycieczkami rowerowymi na Śląsku Cieszyńskim zaczęła się kilka lat temu. Zresztą trudno tu mówić o wycieczkach, ponieważ prawdziwy cyklista uznałby te wyprawy raczej za niewiele znaczące przejażdżki. Byłyśmy dwie: ja i koleżanka, obie rodem z Polski i z niemal (widzę to dopiero teraz) całkowitą nieznajomością geografii Zaolzia… Obie pisałyśmy prace magisterskie dotyczące tego regionu. Rowery miały nam służyć jako narzędzie ułatwiające przemieszczanie się między miejscowościami, w których mieszkali nasi respondenci. Bynajmniej nie było to kolarstwo wyczynowe i niejeden raz zdarzyło się, że pchałyśmy rowery pod górkę, ku uciesze obserwujących nas osób. Lecz miało swój urok. Zresztą z każdym dniem z naszą kondycją było coraz lepiej i po kilku takich wyjazdach nie musiałyśmy już zrzucać niepowodzenia w wyjeżdżaniu pod górę na słabe czy popsute przerzutki. W ten sposób zwiedziłyśmy Cierlicko, Stonawę, Karwinę, obie Lutynie oraz od drugiej strony: Leszną, Trzyniec, okolice Jabłonkowa, Ustroń i oczywiście miejscowości

7

2008

9


hwywiad o

ekologia

r

y

z

o

Czerwone ożywi Martwe Morze Martwe wysycha. W ciągu ostatnich czterech dekad jego powierzchnia zmalała o jedną trzecią. Jeśli tak dalej pójdzie, zniknie do końca stulecia. Ale ratunek jest możliwy: trzeba wykopać kanał łączący ten akwen z Morzem Czerwonym. Rzeka Jordan, która wpada do najbardziej zasolonego na świecie zbiornika, jakim jest Morze Martwe, nie jest w stanie uzupełniać parowania wody. Jeszcze w latach 30. ub. wieku Jordan wlewał rocznie 1,3 mld m sześc. wody, obecnie nie więcej niż 400 mln. W ciągu roku z Morza Martwego wyparowuje 1050 ton wody. Wszystkie te czynniki sprawiają, że rocznie powierzchnia obniża się o metr. Eksperci szacują, że w tej sytuacji istnieje tylko jedno wyjście: wystarczającą ilość wody mógłby zapewnić sztuczny kanał wiodący od Morza Czerwonego.

Tytaniczny projekt

Projekt ten nosi nazwę Red Dead. Bank Światowy gotów jest sfinansować budowę kanału. Wstępne obliczenia wskazują, że kosztowałaby ok. pięciu miliardów dolarów i trwałaby dziewięć lat. Prace studyjne już się rozpoczęły, prowadzą je dwa laboratoria. Specjaliści z Francuskiej Agencji Rozwoju (Agence Francaise de Developpement) zajmują się stroną techniczną ewentualnego przedsięwzięcia: czy jest ono wykonalne, w jakim czasie, przy użyciu jakiego sprzętu. Natomiast brytyjscy eksperci zajmują się ekologiczną stroną takich prac. Prace studyjne pochłoną 12 mln dolarów. Projekt zakłada zbudowanie kanału długości ok. 200 km. Zaczynałby się nad zatoką Akaba. Lustro wody Morza Martwego znajduje się aktualnie 419 m p.p.m., a to oznacza, że taka jest różnica poziomów między tym akwenem a Morzem Czerwonym. Ponieważ jednak kanał musiałby przecinać po drodze wzgórza, dlatego nad brzegiem Morza Czerwonego powstałaby specjalna staja pomp, tłocząca wodę na wysokość 220 m n.p.m. Kanał pomieści 1900 mln m sześc. wody; dwie trzecie otrzymywałaby Jordania, resztę, równo, Izrael i Palestyna. Różnica poziomu terenu między morzami Czerwonym i Martwym umożliwia zbudowanie nad kanałem elektrowni wodnej. 10

Niezmiernie interesujący jest ekologiczny aspekt projektu Red Dead. Być może dopływ wody z Morza Czerwonego, zawierającej materię organiczną, sprawi, że do Morza Martwego powróci życie.

Cywilizacja kosztuje

17 tys. lat temu poziom Morza Martwego był tak wysoki, że łączyło się ono z leżącym na północ Jeziorem Tyberiadzkim. Niestety, wysychanie jest skutkiem rozwoju cywilizacji, wzrostu populacji, pobierania coraz większej ilości wody z rzeki Jordan – na potrzeby ludności i rolnictwa. Woda odparowywana jest również w specjalnych basenach, aby uzyskiwać zawarte w niej minerały używane w przemyśle kosmetycznym. Jordan, jedyna większa rzeka wpadająca do akwenu, nie jest w stanie zaspokoić zapotrzebowania okolicznej ludności na słodką wodę, jest nadmiernie eksploatowana i dlatego nie może też uzupełniać ubywającej wody w Morzu Martwym. Roczny deficyt wody w regionie sięga 500 mln m sześc.

n

t

y

Bywa, że w niektórych miastach regionu woda jest dostępna w kranach co drugi dzień. Równowagę między wodą, jaka wyparowuje z powierzchni, a wodą dopływającą zapewniłoby obniżenie lustra wody o mniej więcej 100 m. Wówczas jednak Morze Martwe zamieniłoby się w martwe, potwornie słone bajoro. Podobny problem wiąże się z jeziorem Czad, do niedawna trzecim co do wielkości zbiornikiem afrykańskim. KRZYSZTOF KOWALSKI Źródło: „Rzeczpospolita”, Internet Morze Martwe, hebr. Yam ha-Mawet, arab. Bahr al-Maut, wielkie słone jezioro bezodpływowe na pograniczu Izraela i Jordanii, o zasoleniu 22-23 % (średnie zasolenie wód powierzchniowych oceanów – 3,5 %), na wysokości 419 m pod poziomem morza. Jest to biblijne Morze Słone, Morze Wschodnie, Morze Równiny, łac. Lacus Asphaltites, arab. Bahr Lut – Morze Lota. Sodoma i Gomora wznosiły się na płd.-zach. brzegu morza.

7

2008


h

o

turystyka

r

y

z

o

n

region

t

y

Mniej gości, wyższe wydatki Polskę odwiedza coraz mniej obcokrajowców. W tym roku ich liczba skurczyła się już o ok. 300 tys. Na domiar złego, rodacy też opuszczają Polskę, masowo wyjeżdżając na egzotyczne wczasy. – W tym roku mamy o ok. 20-25% klientów mniej niż przed rokiem. Polska stała się krajem bardzo drogim dla zagranicznych gości – mówi Andrzej Hulewicz, wiceprezes Mazurkas Travel, biura podróży zajmującego się turystyką przyjazdową do Polski. Oficjalne dane Instytutu Turystyki, który monitoruje rynek, pokazują, że już w ub. r. liczba turystów z zagranicy zmalała o 700 tys. W tym roku spadek się pogłębia. Odwrotny trend można zaobserwować w wydatkach, które rosną z powodu umacniającego się złotego. – Wszyscy, którzy przyjeżdżają, narzekają na drożyznę. Odbija się to na serwisie, jaki zamawiają. Przede wszystkim rezygnują

Turyści zagraniczni w Polsce Rok 2004 2005 2006 2007 2008 (I kw.)

Liczba (w mln) 14,3 15,2 15,7 15,0 2,9

Wydatki turystów zagranicznych w Polsce Rok 2004 2005 2006 2007 2008 (I kw.)

Kwota (w mln dol.) 2,9 3,3 3,4 3,8 1,0

z posiłków, organizując je na własną rękę, by było taniej – opowiada Wiesław Rychlik, prezes biura Emmerson Lumico z Krakowa. Ta firma obsługuje najczęściej turystów z Niemiec, Skandynawii i Japonii. Rychlik wspomina, że jeszcze kilka lat temu nawet grupy młodzieży zamawiały tanie hotele z pełnym wyżywieniem. – Dziś noclegi tylko w hostelach i bez wyżywienia – mówi. Ogółem w tym roku do końca maja Kraków odwiedziło o 800 tys. turystów mniej niż w analogicznym okresie ub. r. Z Krakowa przestały też latać tanie linie, takie jak Sky Europe oraz Germanwings. – Nasz kraj jest coraz droższy i trudno wynagrodzić to turystom – wyjaśnia Grzegorz Soszyński, prezes biura Jan-Pol z Krakowa. Dodaje, że największy spadek jest notowany wśród przyjeżdżających z Niemiec. JC Źródło: „Rzeczpospolita”

medycyna

Inkascy chirurdzy Valerie Andrushko z Southern Connecticut University w New Haven przebadała ponad 400 czaszek znalezionych w okolicach Cusco, stolicy państwa Inków, z których najstarsze pochodziły z XI w. Ponad 80 miało ślady trepanacji. Badaczka stwierdziła, że podczas gdy we wcześniejszym okresie zdarzały się zabiegi nieudane, z czasem przeżywalność pacjentów wzrosła do 83 proc. Lekarze nauczyli się się omijać miejsca, które groziły uszkozeniami mózgu. Większość otworów znajdowała się pośrodku i po lewej stronie czaszki, czyli w miejscach najbardziej narażonych w walce z praworęcznym wojownikiem. Rany odniesione w walce były, według badaczy, najczęstszą przyczyną trepanacji. Źródło: „Polityka” 7

2008

Prekolumbijska czaszka z otworem po trepa­nacji. Muzeum Antropologii, Archeologii i Historii, Lima.

Zamkowy miejski Władze Cieszyna zgodziły się na używanie przez Bracki Browar Zamkowy nazwy miasta na puszkach i butelkach ze złocistym trunkiem. O zgodę na używanie nazwy miasta zwrócił się do władz miasta Bracki Browar Zamkowy. Produkowane przez niego piwo jest znane w całym regionie i doceniane przez smakoszy. – Związki z Cieszynem są dla nas bardzo ważne i jesteśmy dumni, że nasz browar mieści się właśnie tutaj, w niezwykłym mieście o 1200-letniej historii – tłumaczy Janusz Konieczny, dyrektor browaru. Burmistrz Bogdan Ficek mówi, że nie ma nic przeciwko temu, aby Cieszyn znalazł się na etykietach butelek, puszkach i w reklamach produkowanego w mieście piwa. – Wyraziłem zgodę, ponieważ to doskonała promocja oraz nawiązanie do kilkusetletniej tradycji browarniczej Cieszyna – tłumaczy. Arcyksiążęcy browar na Wzgórzu Zamkowym w Cieszynie wybudował w 1846 r. Karol Ludwik Habsburg. Od początku przylgnęła do niego nazwa „zamkowy”, ponieważ stanął tuż obok habsburskiego zamku. Produkowane tu piwo cieszyło się powodzeniem w cesarstwie austro-węgierskim. Tutaj nabierali umiejętności pierwsi piwowarzy ze słynnego browaru w Żywcu, który rozpoczął działalność 10 lat później. Bracki Browar Zamkowy jest dzisiaj uważany za unikat na skalę europejską. Piwo wciąż produkuje się tu bowiem w przypominających niewielkie baseny otwartych kadziach fermentacyjnych, tak jak przed stu laty. Jego szefowie chcą to wykorzystać i uczynić z browaru atrakcję turystyczną. – Planujemy otworzyć browar dla zwiedzających, w zabytkowych zabudowaniach uruchomić stylową restaurację z regionalnym jedzeniem oraz sklep z pamiątkami – zapowiada Konieczny. (mac) 11


E

wydarzenia

xodus (60-lecie greckiej emigracji)

W czerwcu 2008 r. Asocjacja Gmin Greckich w RC przy wsparciu Ministerstwa Kultury RC i samorządów regionalnych zorganizowała uroczystości wspomnieniowe z okazji 60-lecia przybycia uchodźców greckich do Czechosłowacji. Centralne obchody odbywały się w dniach 27-28.6.2008 w Ostrawie. W uroczystościach brało jednak udział niewiele spośród 12 632 osób, jakie

w latach 1949-50 przybyły do ówczesnej Czechosłowacji. Okazuje się, że jest to grupa narodowościowa, która co prawda podtrzymuje środowiskowe więzi kulturowe, ale w ciągu 55 lat zdążyła dość wyraźnie spłynąć ze społeczeństwem większościowym. Sporo jej członków mieszka w zaolziańskiej części Śląska Cieszyńskiego, zwłaszcza w Trzyńcu, dokładne liczby nie są jednak znane. Motywem przewodnim jubileuszowych spotkań były więc przede wszystkim wspomnienia z lat wielkiego exodusu i przekazywanie wiedzy najmłodszemu pokoleniu o tych tragicznych latach wojny domowej. Historia greckiej wojny domowej była zresztą prezentowana na wystawach, podobnie jak działania władz czechosłowackich na rzecz przybyłych tu uchodźców.

Kulisy wojny domowej

Matka Aleksandra z córką Sultaną w ogródku przed domem rodzinnym. Rok 1945. 12

W związku ze zbliżającą się klęską hitlerowskich Niemiec, mocarstwa sojusznicze w II wojnie światowej ustaliły na konferencji w Jałcie (4-11.2.1945) strefy przyszłych wpływów politycznych. Granica wpływów radzieckich na południu Europy obejmowała Rumunię, Bułgarię, Jugosławię oraz Albanię, nie dotyczyła jednak Grecji, która weszła w strefę wpływów brytyjskich. Grecja w czasie II wojny światowej posiadała druga najliczniejszą po Jugosławii partyzantkę pod nazwą ELAS, w której przewagę posiadali komuniści. W ramach procesów demilitaryzacyjnych, po wypędzeniu Niemców z Grecji, koalicjyjny front antyhitlerowski forsował utworzenie wolnego, niezależnego, demokratycznego państwa, ale w trakcie negocjacji z Anglikami w Libanie oraz Casercie zgodził się na ustępstwa, które

Anglicy bezwzględnie wykorzystali i zmusili Greków, by w Varkizie podpisali traktat rozbrojeniowy bez żadnych gwarancji dla bojowników ELAS. Zaraz potem rozpętało się piekło prześladowań, aresztowań, szykan. Do władzy przywrócono króla, a co gorsza powołano pod broń byłych kolaborantów z Niemcami, którzy tworzyli siły policyjne. W rezultacie doszło do odrodzenia rozwiązanej już armii wyzwoleńczej, która przeciwstawiła się Anglikom. Podczas trzyletniej prawie wojny domowej, w nierównej walce z przeważającymi siłami angielskimi, które w latach 1948-49 zaczęli wspierać Amerykanie, pomimo bohaterstwa i wiary w sprawiedliwość, patrioci greccy zostali zmuszeni do podpisania kapitulacji. Przedtem jednak, pamiętając o terrorze i wyniszczaniu opornych przez reżim podporządkowany Anglikom, zaczęli wysyłać dzieci z terenów północno-zachodniej Grecji, ogarniętych działaniami wojennymi, do Albanii i Jugosławii. Następnie sami przedostali się z oblężenia i przekroczyli granicę albańską lub jugosłowiańską. W ten sposób ponad 15 tys. wojowników zdało broń i wyruszyło na niedobrowolną tułaczkę. Ci zaś, którzy pozostali w Grecji, zostali uwięzieni w najcięższych więzieniach na niezamieszkałych wyspach lub straceni.

Uchodźcy przetransportowani do krajów demokracji ludowych (1949-50) Kraj

Liczba

W tym dzieci

ZSRR

15 000

250

CSR

12 095

5 185

Polska

9 000

3 500

Węgry

7 000

2 500

Bułgaria

6 800

1 500

Rumunia

6 000

5 600

NRD

1 500

1 350

Łącznie

57 395

Dane z Jugosławii nie są do dyspozycji, szacuje się, że pozostało tam ponad 20 000 osób, w tym 4 000 dzieci. (Źródło: L. Ch. Papadopulos „Den návratu“, Praga 1999.)

7

2008


Kierunek: Czechosłowacja

ukończeniu wróciła do Wałbrzycha, Transporty wysyłano z punktu gdzie ukończyła liceum i po zdaniu zbornego Greków w mieście Bulke matury podjęła studia medyczne we w Wojwodinie. Pierwszy transport Wrocławiu. Tam się poznaliśmy i pięć imigrantów greckich dotarł do obozu lat po ślubie przeprowadziliśmy się w Leszanach k. Pragi 30.8.1949 r. (340 z powrotem do Republiki Czeskiej. mężczyzn, 406 kobiet, 475 dzieci), naRokrocznie występowała o wizę wjazstępny przybył 2.9.1949 (547, 509, 144) dową do Grecji, ale dopiero w 1985 r. i został skierowany do Mikulowa na ją przyznano. Wtedy po raz pierwszy Morawach. Trzeci i czwarty transport mogła wyjechać w swe rodzinne strodotarły do Czechosłowacji 4.11.1949, ny. Dopiero tam, na spotkaniach z roRynek w Argos Orestikon, gdzie osierocona Sultana spędzała ich uczestnicy zostali rozmieszczeni dziną, dowiadywała się, jak to wtedy wczesne dzieciństwo. w różnych miejscowościach północwyglądało. nych Moraw. Na początku 1950 r. dotarły do Wyciągnięto ją z łóżeczka, ubrano, po W procesie tym zatrudniono ok. 564 republiki ostatnie transporty, ich uczestników osób (1 pracownik na 5 dzieci). W 1953 r. czym policjant zaprowadził ją na rynek, rozlokowano w Hradcu Králové, Ołomuńcu, na edukację szkolną Greków przeznaczono gdzie spędzano wszystkich z listy, jaką odczytywał inny policjant. Oglądający to widoOstrawie i Brnie. Łącznie więc do 1950 r. do- w budżecie 48 588 000 Kcs. tarło do Czechoslowacji 12 095 uciekinierów W 1953 r. 152 dzieci, które przekroczyły wisko przerażeni mieszkańcy byli przekonagreckich, w tym 6 910 osób dorosłych (3 905 15 rok życia i ukończyły kursy przygoto- ni, że prowadzą ich na śmierć. Gdy wrzucali mężczyzn, 3 005 kobiet ) i 5 185 dzieci w wie- wawcze w Chrastwie i Karlowych Warach, ją na pakę samochodu, zdążyła ugryźć ku przedszkolnym i szkolnym. umieszczono w internatach szkół ponad- w rękę policjanta i wykrzyczeć, że jest faszyPo względnym unormowaniu sytuacji podstawowych. W latach 1952-53 do szkół stą. Jechali w góry w kierunku granicy. Na rozpoczęto za pośrednictwem Czeskiego ponadpodstawowych uczęszczało 239 grec- miejscu wyrzucono ich i kazano iść do JugoCzerwonego Krzyża akcję łączenia rodzin, kich dzieci. W programie nauczania była sławii. ale pomimo usilnych starań 2 719 dzieci po- również nauka języka greckiego. Całą drogę niosła ją kuzynka ojca, niezostało nadal w zakładach opiekuńczych. spełna 16-letnia Vangelica, której udało się Grecy podkreślają z dumą, że wiekszość potem wrócić i przez wiele lat ukrywać. Drotych dzieci po ukończeniu szkół średnich ga przez góry trwała kilka dni. Jedli płody bądź studiów osiągnęła wysoki status spoDzieci w zakładach leśne, pili wodę z potoków i źródeł. Po przełeczny w Republice Czeskiej. opiekuńczych CRS kroczeniu granicy dotarła koleją do Bulkes, gdzie znajdował się punkt rozprowadzania Losy Sultany Miejscowość Zakład Liczba Aby przybliżyć gehennę greckich dzieci, dzieci do krajów docelowych. Branky żlobek 79 przedstawię losy mojej żony Sultany z domu Mawrandzas. Veseličko przedszkole 120 Urodziła się jako dziecko wojSobotin szkoła 310 ny wysoko w górach, bo jej matka wraz z ojcem walczyli w partyzantKlokočov szkoła 315 ce przeciwko Niemcom. Następnie Velké żyła w miasteczku rodzinnym Argos szkoła 171 Heraltice Orestikon. Kiedy wybuchła wojna domowa, ojciec Sterios włączył Louřná szkoła 213 się do walk wyzwoleńczych, matka Aleksandra jako łączniczka zginęła W domu ojca Steriosa. W stroju ludowym córka Sultany Ola. Budišov szkoła 31 w górach osieracając córkę i jej pół- Po prawej autor artykułu. Šilheřovice szkoła 146 rocznego brata Jorgosa. Jorgosem Teraz, żyjąc w Jabłonkowie i uczestnicząc zaopiekowała się babcia, a Sultana została Unčín szkoła 128 w życiu mniejszości polskiej, często zadau krewnych w Argos Orestikon. Liběšice szkoła 225 je sobie pytanie, kim byłaby, gdyby została Momentu wywiezienia z Grecji nie paw Grecji? Jak potoczyłoby się jej życie? Bo mięta. Z domu dziecka w Klokoczowie zapaKysiblszkoła 185 pomimo stresujących przeżyć i braku matmiętała jedynie pokoje z dużą liczbą łóżek -Kyselka czynej miłości, w obcym kraju umożliwiono i szkołę, do której uczęszczała z dużą grupą Nové Hrady szkoła 293 dzieci macedońskich. W 1953 wyjechała jej podjęcie studiów i zagwarantowano wyz bratem do ojca, który mieszkał ze swą dru- życie w rodzimej kulturze. Założyła rodzinę, Chrastava szkoła 124 gą żoną i jej synem Spirosem w Wałbrzychu zdobyła ciekawy zawód, który umożliwia jej w Polsce. Kiedy okazało się, że nie umieją po spłacać dług wdzięczności – pomagać w poMachnín szkoła 41 grecku, ojciec wysłał ich do greckiej szkoły trzebie innym ludziom. (Źródło: L. Chr. Papadopulos „Děti bouře“, Praga 1998.) stanisław gawlik internatowej w Policach k. Szczecina. Po jej 7

2008

13


wydarzenia

Bo lato rozpala… A dokładniej: „Bo lato rozpala każdego górala”. Pod takim zawołaniem w Szkole Podstawowej im. H. Sienkiewicza w Jabłonkowie przebiegała 27.6. uroczystość pożegnania roku szkolnego. Ta wyśpiewywana przez chór szkolny fraza refrenu została spontanicznie podchwycona przez młodzież i wyznaczyła klimat spotkania. Dominujący nastrój radości nie wyeliminował jednak pożądanych tonów powagi, a nawet dostojeństwa. Uroczystości tego rodzaju odbywają się tu regularnie od kilkunastu lat i uczniowie doskonale zdają sobie sprawę, że nie chodzi tylko o kurtuazyjne wręczenie kwiatka pedagogom, lecz o rzeczywiste, choć nieuwzględniane w świadectwach, podsumowanie wyników ich pracy.

Najlepsi uczniowie

Pomimo iż placówka cieszy się opinią najlepszej polskiej szkoły w regionie w zakresie wyników sportowych w r. szk. 2007/08 – o czym poinformowała zastępczyni dyrektora Halina Siedlaczek – jako pierwsi zostali

uhonorowani nagrodami najlepsi szkolni matematycy: Aneta Baselides, Urszula Waszut, Radim Płaczek, Wacław Kapsia, Filip Cieślar, Daniel Lupienski, Daniel Świerczek, Anna Onderek, Marek Czudek i Jakub Szotkowski. Na tytuł ten zasłużyli sobie znakomitymi osiągnięciami w konkursach Pikomat, Kangur i Olimpiadzie Matematycznej. Z imienia i nazwiska zostali też wymienieni oraz uhonorowani upominkami najlepsi sportowcy, chemicy, recytatorzy, uczestnicy konkursów języka angielskiego, śpiewaczo-muzycznych i plastycznych. Na szczególne wyróżnienie zasłużyli natomiast członkowie zespołu redakcyjnego kwartalnika „Ucho”, nowego pisemka szkolnego, którego 1 numer ukazał się w czerwcu br. Ten starannie pod względem merytorycznym i graficznym opracowany periodyk jest rezultatem szkolenia, jakie zespół absolwował w Pradze. Gratulując inicjatywy, red. K. Kaszper obdarował Beatę Kantor, red. naczelną „Ucha”, roczną prenumeratą miesięcznka „Zwrot”. Punktem kulminacyjnym był wpis do Złotej Księgi SP. Zaszczytu tego dostąpili

Koncert chóru szkolnego prowadziła naucz. Monika Łysek. 14

Świeży abiturienci SP im. H. Sienkiewicza w Jabłonkowie z dyrektorem placówki i wychowawcami. uczniowie klas IX: Patrik Sikora, Daniel Lupienski i Jan Drong. Obecny na uroczystości Jan Ryłko, prezes jabłonkowskiego MK PZKO, zachęcił uczniów do wstępowania w szeregi Związku. A zapowiadając swój udział w podobnej uroczystości za rok, obiecał uhonorować najlepszego ucznia języka polskiego nagrodą w wysokości 3 tys. Kc. Spotkanie prowadził odchodzący na emeryturę dyrektor szkoły Bogusław Słowioczek, koncert chóru szkolnego przygotowała i dyrygowała Monika Łysek.

Archiwum unikat

Mówi dyrektor Słowioczek: „Zakończyliśmy drugi rok pracy w kompletnie odnowionym i nakładem znacznych środków finansowych zrekonstruowanym budynku dawnej Szkoły Wydziałowej. Wiele wskazuje na to, że inwestycja się opłaciła. Grono pedagogiczne i wychowankowie czują się tu wspaniale, w minionym roku jedni i drudzy wręcz prześcigali się w osiąganiu jak najlepszych wyników. Jeśli tak dalej pójdzie, to o tej szkole będzie jeszcze głośno w regionie.” Dyrektor poinformował również, że przed zakończeniem roku szkolnego placówka otrzymała od spadkobierców Karola Piegzy, pierwszego powojennego dyrektora szkoły, jego unikatowe archiwum. K. Piegza, wybitny zaolziański etnograf, malarz, pisarz i fotografik, zgromadził w ciągu swego pracowitego życia tysiące dokumentów ilustrujących całokształt życia społecznego, kulturalnego, gospodarczego i sportowego Polaków w zaolziańskiej części Śląska Cieszyńskiego w XIX i XX w. Część archiwum zostanie udostępniona publiczności w formie wystaw, z niektórych materiałów będą mogli skorzystać badacze oraz dziennikarze periodyków regionalnych.  sk 7

2008


Obrady

W Ludzimierzu k. Nowego Targu odbył się w dniach 5-6.7. walny zjazd Związku Podhalan. Uczestniczyli m.in.: prezydent RP Lech Kaczyński, przedstawiciele Sejmu, Senatu i rządu RP, prezes Związku Podhalan w USA Stanisław Zagata. Zaolzie reprezentowali: prezes ZG PZKO Zygmunt Stopa, prezes Sekcji Ludoznawczej Leszek Richter, prezes MK PZKO w Jabłonkowie Jan Ryłko i Daria Ronchetti. Delegaci postanowili przekształcić Związek w organizację łączącą wszystkie szczepy górali polskich w kraju i za granicą. Jednocześnie podtrzymali rangę Związku jako stowarzyszenia pożytku publicznego działającego dla dobra ojczyzny w duchu zasad chrześcijańskich Kościoła powszechnego. Odpowiednie zapisy znalazły się w nowo przyjętym statucie. Zjazd przyjął również odpowiedzialność za obecną i przyszłą rzeczywistość polityczną w Europie, podkreślając konieczność uwzględniania chrześcijańskich korzeni kontynentu w procesie jego jednoczenia. Wybrano nowe władze Związku. Przewodniczącym został Maciej Motor-Grelok z Sidziny.

górali

Podczas mszy św. celebrowanej przez ks. kard. Stanisława Dziwisza przy słynnym ołtarzu polowym nastąpiła intronizacja Matki Boskiej Ludźmierskiej na Królową Górali Polskich. Następnie w Ogrodzie Różańcowym złożono kwiaty pod pomnikiem Jana Pawła II, honorowego członka Związku Podhalan. Otwarto wystawę fotograficzną „Nasze spotkania z Ojcem Świętym Janem Pawłem II”, odbyło się seminarium popularno-naukowe poświęcone regionalizmowi góralskiemu oraz tradycjom góralskim w Wojsku Polskim. W programie kulturalnym wystąpiła Kapela Górali Beskidzkich Wałasi. Koncert zakończyło wspólne odśpiewanie pieśni „Ojcowski dom”, która stała się hymnem górali polskich. roman chowaniec

Związek Podhalan

rozwija działalność od 89 lat i jest jednym z najstarszych stowarzyszeń pożytku publicznego w Polsce. Obecnie posiada 75 oddziałów, m.in. w Krakowie, Milówce k. Żywca, Rabce Zdroju, Warszawie, Szczyrku, Złotniku k. Zielonej Góry. W jego skład wchodzi również Oddział Górali Śląskich (prezes Piotr Kohut z Koniakowa), obejmujący m.in. Koło w Jabłonkowie. W 2007 r. Związek podpisał umowę o współpracy z Zarządem Głównym Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w RC. 7

2008

15


MnocÄ… wydarzenia

16

akbet

7

2008


iezwykle udany pod względem artystycznym był w scenie polskiej cieszyńskiego miesiąc

teatru czerwiec. w dniach 5-7. 6. zespół sp występował gościnnie na deskach teatru dramatycznego im. szaniawskiego w płocku, gdzie wystawił bardzo udaną inscenizację (reż. bogdan kokotek) „mistrza i małgorzaty” m. bułhakowa. natomiast 13. 6. w magicznej nocnej scenerii wzgórza zamkowego w cieszynie zaprezentował plenerowy spektakl „makbeta” w. szekspira (reż. b. kokotek, scenografia krzysztof małachowski, muzyka zbigniew siwek). to wyjątkowe przedsięwzięcie zabezpieczały organizacyjnie teatr cieszyński oraz śląski zamek sztuki i przedsiębiorczości, patronat medialny objęły nad nim: gazetacodzienna.pl, „głos ziemi cieszyńskiej” i „głos ludu”, a redakcja „zwrotu” zapewniła reportaż fotograficzny autorstwa mariana siedlaczka. wreszcie 19. 6. w plenerach ośrodka wypoczynkowego na pasieczkach w koszarzyskach została wystawiona komedia k. ludwiga „pół żartem, pół sercem” (reż. karol suszka), czyli – jak pisano w recenzjach – „przebieranki męsko-damskie ku chwale miłości”. warto dodać, że staraniem kierownictwa teatru 8. 6. wystąpił gościnnie w cz. cieszynie teatr zagłębia z sosnowca ze spektaklem muzycznym opartym na piosenkach a. osieckiej „niech żyje bal” (reż. cezary domagała).  jw

7

2008

17


osobowość miesiąca

Beata Brzóska:

Każde dziecko jest ważne

Srebro i złoto z Mundi Cantant, Ołomuniec 2008 r. Młody, a nawet bardzo młody meloman ze słuchawkami w uszach to zjawisko często dziś spotykane. a czy młodzież lubi śpiewać? Dla małych dzieci śpiew jest czymś całkiem naturalnym: czasem gadają bez przerwy, śmieją się, nieraz płaczą lub złoszczą się, po prostu używają swego głosu w taki czy inny sposób. To tak jak chodzić, biegać czy skakać. Śpiew to takie… przedłużenie mowy. Szkoda, że w pewnym wieku tak naturalny przejaw emocji, jakim jest śpiew, zostaje zagłuszony przez słuchawki i muzykę niepasującą do doświadczeń życiowych dziecka. Na szczęście potrzeba takiego czy innego używania głosu tkwi w każdym z nas, a śpiew to rodzaj wentylacji, sposób na odreagowanie, zaś piękny, łagodny, miły śpiew może zaspokoić pragnienie piękna, estetyki, sztuki, które tkwi w zakamarkach duszy każdego człowieka. Śpiew chóralny jest rodzajem prezentacji zespołowej, któremu jednostka musi się podporządkować. Czy trudno okiełznać indywidualistyczne zapędy i namówić dzieci do śpiewania w chórze? Myślę, że jest właśnie na odwrót. Naprawdę niewiele dzieci ma tyle odwagi, by śpiewać solo, gdyż taki śpiew, powiedzmy so18

bie szczerze, jest tylko dla niewielu. Śpiew w chórze daje szansę wszystkim. jak wybór repertuaru wpływa na nastawienie młodych do śpiewu chóralnego? To bardzo trudne zadanie! Odpowiedni wybór repertuaru to naprawdę wiele, wiele godzin spędzonych przy fortepianie, przegrzebywanie dziesiątek nut, podejmowanie decyzji, czy dana piosenka lub utwór się przyjmie. Co dzieci lubią śpiewać? One często mnie zaskakują. Wyciągam piosenkę, która jest trudna, ale ładna, ambitna, ciekawie opracowana, sama nie wierzę, że damy sobie z nią radę. W dzieciach drzemie jednak wielki potencjał: chęć odkrywania, zdobywania, pokonywania trudności. Kiedy poradzimy sobie z czymś, co trochę nas przerastało, radość jest wielka, nagrodzona naszymi własnymi oklaskami. Czy śpiewanie w chórze szkolnym ma wpływ na rozwój zainteresowań muzycznych młodych ludzi? Bardzo bym chciała, by przygoda z muzyką, ze śpiewem zespołowym nie skończyła się dla moich chórzystów wraz z opuszczeniem murów naszej szkoły, zdecydować muszą jednak sami.

skąd wzięły się pani zainteresowania muzyczne? Jako małe dziecko częściej chyba śpiewałam niż mówiłam. kiedy poczuła pani, że może pokierować zespołem śpiewaczym? Chór został mi po prostu przydzielony. Najpierw w mojej pierwszej placówce w Karwinie Nowym Mieście miałam zespolik, a po raz drugi przed czterema laty w Cz. Cieszynie. jak przebiegała droga od powstania chóru do sukcesów i nagród? Próby, zgrupowania, systematyczna praca nad kształceniem głosu, zdobywanie nowych doświadczeń, szkolenia dla dyrygentów chórów dziecięcych. jak określiłaby pani swój stosunek do podopiecznych? Nigdy nie myślałam, że dziecięcy śpiew chóralny stanie się mym chlebem powszednim i że przyniesie mi tyle radości. Praca z chórem dziecięcym jest naprawdę wyjątkowa,

najważniejsze osiągnięCia

2005

I miejsce chóru Ad Dei Gloriam w II Ogólnopolskim Konkursie Pieśni Pasyjnej w Bydgoszczy oraz nagroda specjalna dziekana Wydziału Dyrygentury Chóralnej Akademii Muzycznej w Gdańsku.

2005 Złota Wstęga na Międzynarodowym

Festiwalu „Pražské vánoce” dla chóru Ad Dei Gloriam oraz Srebrna Wstęga dla chóru Trallala.

2006 Srebrna Wstęga dla chórów Trallala

i Ad Dei Gloriam na XXXIV Międzynarodowym Festiwalu Mundi cantant w Ołomuńcu.

2007 Złota Wstęga oraz zwycięstwo chóru

Trallala w Regionalnym Przeglądzie Szkolnych Chórów Dziecięcych w Orłowej oraz wydelegowanie chóru na Ogólnokrajowy Przegląd Szkolnych Chórów Dziecięcych w Pardubicach

2008

Srebrna Wstęga dla chóru Trallala w kategorii chórów dziecięcych oraz Złota Wstęga i zwycięstwo w kategorii muzyki sakralnej dla chórów dziecięcych na XXXVI Międzynarodowym Festiwalu Mundi cantant w Ołomuńcu. 7

2008


 MARIAN SIEDLACZEK dla dyrygenta bardzo wymagająca i czasem wyczerpująca, ale świeżość brzmienia dziecięcych głosów i zaangażowanie dzieci wynagradzają wszelkie trudy i dodają energii do dalszej pracy. Każde dziecko w chórze jest dla mnie ważne, chcę, by było szczęśliwe i radosne, by odczuwało swój własny wkład w naszych wspólnych zmaganiach, by czuło się potrzebne i docenione. praca z zespołem to wiele godzin spędzonych poza domem. konieczne jest zatem zrozumienie i oparcie w rodzinie? Cała nasza rodzina śpiewa: rodzice, teściowie, mąż i dzieci. Mąż ponadto duchowo

i administracyjnie wspiera Trallala, służy dobrą radą i bierze udział w wyjazdach, za co jestem mu bardzo wdzięczna. jak chór spędza wakacje? W zeszłym roku podczas wakacji wzięliśmy udział w Polonijnych Warsztatach Kultu-

ralno-Edukacyjnych dla Dzieci i Młodzieży w Koszalinie. W tym roku mamy po prostu wakacje i wszyscy cieszymy się na następny sezon naszych śpiewaczych zmagań. pytania zadawała czesława rudnik

Beata Brzóska jest absolwentką Wyż-

szej Szkoły Pedagogicznej w Ostrawie, kierunek język polski i wychowanie muzyczne. W 1997 r. założyła i do dziś prowadzi chór mieszany Ad Dei Gloriam przy kościele Najświętszego Serca Jezusowego w Cz. Cieszynie. Jest nauczycielką w Polskiej Szkole Podstawowej w Cz. Cieszynie, gdzie w 2004 r. powstał kierowany przez nią chór dziecięcy Trallala, rok później chór klas młodszych (2–5) Trallalinki. Wszystkie zespoły śpiewacze pod jej batutą mogą poszczycić się poważnymi sukcesami muzycznymi i nagrodami w konkursach w Republice Czeskiej i w Polsce. 7

2008

Ad Dei Gloriam, Bydgoszcz 2005 r. 19


region

Zagroda Wałaski czego i umie z niego zrobić pożytek. Ciekawe, nie zaszeleścił jeden listek, nie trzasnęła jedna gałązka, a one przedefilowały wysoko nade mną jak modelki na wybiegu. 15, 20 sztuk. Niestety, gdy tylko mnie dostrzegły, zniknęły. Nie ma szans, słyszę poniżej szept zziajanego Mariana. Idę dalej, w kierunku tego sarniego widziadła. Pusto. Ale na pewno mi się nie przywidziało. O obecności stada świadczą świeże ekskrementy na trawiastej ścieżce wzdłuż wysokiego ogrodzenia. Jestem na grzbiecie Wróżnej w Wędryni. Za stalowym ogrodzeniem biegnie granica państwowa. Szeroki na metr pas zieleni, za którym znów wznosi się, druciane tym razem, opłocenie. To bliźniacza zagroda w polskiej już Lesznej Górnej, należąca do Józefa Wałaskiego, brata Gustawa. Atrakcji widokowych żadnych, same krzewy i lasy schodzące faliście w dół, w kierunku Cisownicy i Goleszowa. Po prawej będzie Nydek, domyślam się, po lewej czeska Leszna Górna

 marian siedlaczek

– Już mnie nogi bolą, nie mogę chodzić, wiecie. A roboty jest tyle, że… No, co wam będę opowiadał, spoczywać się tu nie da. O, słyszycie, tam są. Poniżej. Daniele. Nie, nie, teraz tu nie przyjdą, jeszcze za wcześnie na żarcie. Liczę, że gdzieś tak koło piątej po południu będą tu wszystkie. O, o, sarny wyszły. Jak macie ochotę, to możecie pójść za nimi. Ale nie obiecujcie sobie za dużo, są płochliwe. Bierzemy je w dwa ognie. Marian schodzi w dół po rozległej łące i okrąża domniemane stado szerokim łukiem od południowego wschodu, ja wspinam się od razu na wschód, na porosłe bukami wzgórze. Cisza jak makiem posiał. Jakim cudem Wałaski mógł wiedzieć, że się tu kręcą, zastanawiam się. Przecież nawet nie spojrzał w tym kierunku. Zaczynam wątpić, że się ukażą. A jeśli nawet, to co. Nie mam myśliwskiego oka, nie rozpoznam klasy zwierzyny. A pogłaskać, jak w ogrodzie zoologicznym, pewnie się nie dadzą. Co innego Marian. Jak każdy rasowy fotografik, ma silnie rozwinięty zmysł łow-

i Trzyniec. Też i Cieszyn, którego zabudowania są dobrze stąd widoczne. – Dlaczego?… Sam chciałbym wiedzieć, dlaczego. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Chyba tylko dlatego, żeby się do reszty zaharować. No i zarobić. Na ludzką zawiść. Pan Gustaw ma dziś zły dzień. Kiedy rano wyjeżdżał maluchem spod Krzyża na Czornowskim, nic jeszcze na to nie wskazywało, zaczęło się, kiedy zamierzał uruchomić traktor. Nie zapalił. Przywołał brata (dopiero w leśnych ostępach człowiek może się przekonać, jakim błogosławieństwem jest wynalazek komórki) i po wielu godzinach dłubania przy silniku w dookolną ciszę wdarł się rytmiczny warkot maszyny. – No i co z tego? – rozkłada ręce. – Zrobiło się południe i trzeba było wracać do domu. Koszenia dziś nie będzie. Pomysł na stworzenie własnej myśliwskiej zagrody narodził się zaraz po zmianie reżimu. Ten rodowity górnolesznianin poluje od 20 roku życia. Zaczął w Goleszowie, później przemierzał knieje nydeckie, często zaglądał też na Słowację, gdzie dzikiego zwierza nigdy nie brakowało. W końcu myślistwo stało się jego życiową pasją. W Wędryni, dokąd się ożenił, też znalazł świetne warunki.

20

7

2008


i r e n e u s z a

w y r a z ó w

– Zwierzyny było tu w bród, zwłaszcza saren, bażantów, zajęcy, lisów. Raj dla myśliwego. A dziś, szkoda gadać. Nie ma porównania. Strzelają wszystko, jak leci. Sarny nawet nie zdążą dorosnąć, a już trafiają do garnków. Ludzie są źli. Widzą jeden z drugim, że nie przejdą przez ogrodzenie, a i tak strzelają. Pewnie, że tak! Nie raz się zdarzało, że przychodziłem rano do zagrody i znajdowałem po drodze ukatrupione sarny i daniele. Poza tym strasznie się namnożyło drapieżników. Najgorsze są, uwaga, kruki. Gdy trafią na bażancie gniazdo, to są w stanie wyprowadzić wszystko, nawet starą kurę. I zająca potrafią zabić. Groźne są też łasiczki, które specjalizują się w polowaniu na wysiadujące na jajach kuropatwy. Zagroda, którą nie wiedzieć czemu założył, to dziś unikat w regionie. Składają się na nią głównie lasy liściaste, buk, dąb i lipa, oraz pięć starannie utrzymywanych łąk. Z większej zwierzyny na powierzchni 18 ha żyją, oprócz saren i danieli, które pan Gustaw osobiście łowił w Hukwaldach, również muflony oraz wapiti. Ten unikalny podgatunek jelenia szlachetnego występuje w wolnej przyrodzie niemal wyłącznie w Ameryce Północnej. – To najmocniejsze jelenie, jakie znam – mówi. – Przywiozłem je z Ołomuńca, od prywatnego hodowcy. Do zagrody przychodzą również jelenie z Polski na wypas, na stałe zagnieździło się tu wiele gatunków ptaków: sojek, srok, kosów, kań, jastrzębi… – Z powodu tych polskich jeleni miałem na początku wiele nieprzyjemności. Miejscowi myśliwi za nic w świecie nie chcieli dopuścić do ogrodzenia terenu. Wymyślali tysiące powodów, żeby mi w tym przeszkodzić. Jednym z argumentów było, że zagrodzę szlak wędrowny jeleni z Czantorii. O innych oskarżeniach wolę nie mówić. Po co psuć sobie krew na stare lata. Rozmawiamy w prowizorycznej dwupokojowej chacie na jednej z łąk. Zgodnie z myśliwską tradycją, gospodarz proponuje kawę i coś mocniejszego na pokrzepienie. – Nic więcej tu nie mam – uśmiecha się. – Ale na gulasz z jelenia zapraszam przy najbliższej okazji. Żona świetnie go umie przyrządzać. Widać, że pomysł na zagrodę był w istocie jego pomysłem na dojrzałe życie. Zakładał ją w wieku 57 lat. Wtedy jeszcze miał dość sił i wiary w sens całego przedsięwzięcia. Karczował zarośla, kosił trawę, zbierał jabłka i kasztany dla zwierząt, kupował i zwoził dla nich tony owsa. Na zboczach Wróżnej, z dala od cywilizacji, stworzył sobie coś na kształt azylu – miejsca, w którym można się porozumiewać i ze sobą, i z przyrodą bez słów. – Ale stało się, że będę to musiał sprzedać – mówi. – Ceny „futra” tak poszły w górę, że nie jestem w stanie tego utrzymać. Koniec. Mam już nawet kupca. – Nie żal panu rozstawać się tym miejscem? – Nie, bo ja się z zagrodą nie żegnam. Zastrzegłem sobie, że będę tu mógł przychodzić. Kiedykolwiek. Przecież ja bym umarł bez niej. kazimierz kaszper Gustaw Wałaski w swoim domu przy Krzyżu w Wędryni, wśród osobiście zdobytych trofeów w lasach Beskidu Śląskiego i w Tatrach na Słowacji. 7

2008

s ł o w n i k p o t r z e b n y c h

h y r n i k a

Myślistwo

Wśród narodów słowiańskich jedynie Polacy i Czesi mają wyraz myślistwo czy myslivost określający nie tylko sztukę łowienia zwierząt dzikich lecz również czynności mające na celu racjonalne gospodarowanie zwierzyną (np. dokarmianie itp.). Po rosyjsku mamy охота (czyt. achota). W Rosji nie ma zwyczaju dokarmiania zwierząt leśnych, wysadzania specjalnych rodzajów roślin, w celu zaspokajania potrzeb zwierząt, są tylko leśniczy strzegący prawa i zapobiegający kłusownictwu (po czesku pytláctví). Myślistwo swoją nazwę zawdzięcza ponoć obmyślaniom różnych sideł, pułapek, zasadzek i łapek na grubego i cienkiego zwierza.

Zwierz gruby

Po czesku vysoká zvěřina lub spárkatá zvěř. Do zwierza grubego zaliczamy przede wszystkim niedźwiedzia, jelenia, łosia, sarnę, dzika i inne, czyli wszystkie zwierzęta, do których myśliwy strzela kulami, a nie śrutem. Prawdziwy myśliwy śrutu używa tylko do polowania na zwierza cienkiego, czyli wszystkie ptaki łowne oraz zające.

Niedźwiedź

To rzadkie zwierzę w naszych okolicach. U nas żyje niedźwiedź brunatny (po łacinie ursus arctos, po czesku medvěd hnědý). Niedźwiedzie podlegają ochronie całkowitej. Niedźwiedź to najgroźniejsze ze zwierząt u nas, więc nasi przodkowie, żeby „nie wywoływać wilka z lasu”, przestali używać jego nazwy, zastępując opisem „miód jedzący”. Jeszcze Rej pisze miedźwiedź.

Jeleń

U nas występuje gatunek o nazwie jeleń szlachetny (po łacinie Cervus elaphus, po czesku jelen lesní lub evropský). Samiec nazywany jest bykiem, dorasta do 340 kg masy ciała. Samica nazywana łanią jest mniejsza. Dla jeleni charakterystyczne jest białe „lustro” na zadzie, a dla samca poroże (wieniec), bogato rozgałęzione (do kilkunastu odnóg), które zrzuca na wiosnę. Okres godowy – inaczej rykowisko lub ruja (po czesku říje) – u jelenia przebiega jesienią.

Łoś

Łoś europejski (po łacinie Alces alces, po czesku los evropský) to bliski krewny naszego jelenia, jest większy, gdyż samiec dorasta do 825 kg masy a rozpiętość łopatowatego poroża (rosoch) do 1,6 m. Samica (klępa, łosza, po czesku losice) jest nieco mniejsza i bezroga. Okres godowy u łosi nazywa się bukowisko a odbywa się jesienią. Łosie spotkać można w Polsce środkowej i północnowschodniej.

Sarna

Sarna europejska (po łacinie Capreolus capreolus, po czesku srnec obecný), to najczęściej spotykana u nas krewna jelenia (również należy do rodziny jeleniowatych). Samce (kozioł, rogacz) dorastają do 36 kg masy i mają poroże (parostki), samica (koza, siuta) po 22-24 tygodniach ciąży rodzi 1 lub 2 młode

Dzik

(po łacinie Sus scrofa, po czesku prase divoké lub divočák) Należy do wspólnej rodziny z naszą świnią domową. Dorasta do ok. 110 kg masy a zdarza się u samców nawet do 300 kg. Ryj dzika nazywany jest gwizd, kły dolne – szable mają długość ok. 22 cm, górne – fajki ok. 15 cm. Samiec (odyniec, po czesku kanec) jest większy od samicy (lochy, po czesku bachyně). Żyje w naszych lasach (lubi podmokłe ich części) oraz na skrajach pól.

Ryś

Ryś euroazjatycki (po łacinie Lynx lynx, po czesku rys ostrovid), krewny naszych kotów domowych. Długość ciała u rysia może być od 80 do 135 cm, ogona 13–22 cm, ma brązowoszarą, czarno cętkowaną sierść a uszy zakończone pędzelkami włosów. Poluje głównie nocą, także na większe zwierzęta. Gnieździ w norach, jamach lub rozpadlinach. U nas spotykany rzadko. 21


historie ze smakiem

W sŁOIKU

22

sŁOŃCE

7

2008

 HALA SIKORA

M

ożna powiedzieć, że najstarszym afiszem reklamowym na świecie jest malowidło w Grocie Pająka w okolicach Walencji. Pochodzi ono sprzed 12 tys. lat i przedstawia człowieka uczepionego liany, w jednej ręce trzymającego koszyk a drugą sięgającego do szczeliny w skale. Krążące wokół niego pszczoły nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że człowiek ten stara się zebrać miód. Ten pszczeli produkt nigdy się nie psuje – może ulec jedynie zakwaszeniu przy kontakcie na przykład z ludzką śliną. W grobowcach faraonów znajdowano miód nadający się do spożycia. Można też pełna mistycznych i niezbadanych powiedzieć, że właśnie egipcjanie byli pierwszymi pszczelazdarzeń. Był darem niebios, za który rzami, ponieważ hodowali pszczoły w glinianych ulach trzeba dziękować. na przykład starożytni przypominających amfory. Co ciekawe, za czasów Grecy, którzy widzieli w nim „eliksir życia, nekRamzesa III zbieraczom miodu towarzyszyli łucztar bogów”, składali Artemidzie w ofierze miodowe nicy (może zbieracze bali się żądeł pszczół?). pierniki na rozdrożach. Z drugiej zaś strony, miód bęZe względu na tajemniczy proces prodący symbolem wiecznej szczęśliwości, używany był przez dukcji, miód jawił się jako substancja Babilończyków do balsamowania zwłok (Persowie i egipcjanie smarowali je woskiem; perskie „mum” to wosk, stąd nazwa mumia). W Sumerze i na Krecie wybitne postacie chowano w miodzie. Był też atrybutem mądrości, pokarmem duchowym mędrców i świętych. Legenda mówi, że Pitagoras żywił się wyłącznie mioodpowiednikiem mądrej rozmowy, dem. W Księdze Przypowieści 24, 13-14 czytamy: „Jedz miód później zaś stał się pewnego rodzaju synu mój, bo dobry jest (...) dla twojego podniebienia, synonimem krasomówstwa – „Plastrem tym też jest wiedza i mądrość dla twojej duszy”. Rówmiodu są słowa ozdobne, słodkością duszy ...” nież w mitologii skandynawskiej funkcjonuje (Ks. Przypowieści 16,24). pojęcie „miód natchnienia” – kto się go napił Oczywiście miodu od zawsze używano w kuchni, zyskiwał mądrość i natchnienie poetyckie. nie tylko europejskiej. Indiańskie plemiona z Kanady Dla egipcjan i żydów miód był także robiąc latem zapasy na zimę przyrządzają miskwimim amo sisi bakwat – maliny roztarte z czystym miodem, albo raczą się ogwissiman – pieczonymi w popiele, oczyszczonymi z pestek małymi dyniami napełnionymi miodem, masłem i sfermentowanym jabłecznikiem. Hindusi przez cały rok przechowywali mięso posmarowawano do większości potraw – nie ne miodem. Klasycznym dodatkiem rzymskiej kuchni jest sos tylko ciast i deserów – jednocześnie Apiciusa do ryb, przyrządzany na bazie miodu. Wiadomo przyprawiano je i solono w tych samych też, że Rzymianie najbardziej cenili miód grecki z gór proporcjach. W średniowieczu zaś miód stał się Hymet, który sprzedawano na świętej drodze do ważnym składnikiem kuchni „wyszukanej”, czyli Rzymu (Via Sacra). nie dla wszystkich. Ponadto miód przez długi czas słuOd starożytności do okresu renesanżył do konserwowania owoców. su miód lub cukier hojną ręką dodaAfrykańskie przysłowie mówi, że kto lubi miód, nie powinien bać się pszczół. Biorąc pod uwagę fakt, że pszczoły muszą wylecieć z ula od 20 tys. do 100 tys. razy, żeby zebrać jeden litr nektaru (5 litrów nektaru to 1 kg miodu), nic dziwnego, że tak zaciekle potrafią bronić efektu swojej pracy. I mimo ewentualnych użądleń, prawie na całym świecie miód kojarzy się również z pojęciem szczęścia. W Senegalu, czy na Wybrzeżu Kości Słoniowej smaruje się „na szczęście” wargi noworodka miodem; tak samo robili Achajowie czy Germanie. A my możemy śnić o miodzie, bowiem jak powiada sennik, wtedy szczęście w interesach murowane. IZABELA KRAUS–ŻUR


polskie ślady

Mój dom M

ówi się „wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu”. Rozważałam tę myśl, spacerując nadmorskim bulwarem w Salonikach równo rok od przybycia do tego miasta. Opuściłam samolot pełna oczekiwania, co też dobrego los ma dla mnie w zanadrzu. Bo że coś dobrego, tego byłam pewna. Niektórzy, a pośród nich i ja, w ogóle uważają, że wszystko, co nam los zsyła jest dobre, wręcz najlepsze z możliwych, trzeba się tylko odpowiednio na to dobre przygotować. Być może czasami ukierunkować nieco zdarzenia, popchnąć lekko we właściwą stronę, ale w zasadzie, jeśli się starannie przyjrzeć, to istotnie wszystko da się wykorzystać dla własnego rozwoju, nawet coś, co z pozoru na życzliwe przy pierwszym spojrzeniu nie wygląda. Jednak kłamałabym twierdząc, że byłam całkowicie wolna od niejakiego napięcia związanego z niewiadomym. Kto wie, czy nie można by tego napięcia nazwać nawet obawą. No dobrze, niech będzie: obawa z małą domieszką strachu. Ale słowo się rzekło, decyzja została powzięta. Osiemnaście lat to wystarczająco długo na trzymanie za rączkę w Szwecji; nadszedł czas próby własnych skrzydeł w pełnym locie. Mieszkam tu od roku i wciąż nie mogę się nadziwić, że tak łatwo przechodzą mi przez usta słowa „mój dom”. Jak to? Ledwie minęło dwanaście miesięcy i już udało mi się zapuścić korzenie? Cóż takiego znajduje się w tutejszym niebie, morzu i słońcu, że tak łatwo przychodzi mi rozstać się z dotychczasowym domem w pięknym nadmorskim miasteczku Lund, dokąd jako dziecko przeniosłam się z Göteborga? Czyżby to szczodrość tego miejsca mającego do zaoferowania tak wiele? Najwyżej na liście znajdują się niewątpliwie „słoneczne dni”, na których ilość trudno 7

2008

byłoby narzekać. Zaraz potem wymienić by należało serce miasta pulsujące w rytmie dochodzącej zewsząd wesołej muzyki, który to rytm zdaje się udzielać sercom jego mieszkańców. No i chyba Saloniki – ciągnący się kilometrami paradny nadmorski bulwar ze spacerującymi turystami oraz dumnymi z racji jego istnienia mieszkańcami. Zarówno jedni jak i drudzy oczarowani grą światła i kolorów – zmieniającego się z minuty na minutę widowiska urządzanego przez niebo, słońce i morze. W tłumie przechodniów, nie mniej od innych olśniona pięknem natury, idę ja: dziewiętnastoletnia dziewczyna ze Szwecji z polską krwią płynącą w żyłach. Właśnie podczas spaceru nadmorskim bulwarem po raz pierwszy w życiu odczułam coś, za czym podświadomie bardzo tęskniłam, ale co mi się nigdy jeszcze nie przydarzyło. Nie wiem, czy to urok odbijającego się w wodzie słońca, czy może specyficzny aromat powietrza będący niepowtarzalną mieszanką zapachu miasta, morza i spalin, a może jeszcze coś innego i wszystko razem, w każdym razie nagle, po raz pierwszy w życiu poczułam się cała. Kompletna. Poczułam, że nie jestem „Polską w Szwecji” ani „Szwedką w Grecji”, a po prostu sobą. Sobą na swoim miejscu, pewnie i jednoznacznie. Jak jednoznacznie w swoim żywiole czuje się zapewne ptak w powietrzu czy ryba w wodzie.

Miasto, które jeszcze przed rokiem było mi nie mniej obce od innych, nagle stało się moim domem. Przyjęło mnie w swoje ramiona, nie bacząc na dźwigany plecak wielokulturowego bagażu. Wybaczyło mi, że nie urodziłam się w jego murach, nie wychowałam pod jego słońcem. Przysiadłą jak jaskółka po dalekim locie, zaopiekowało się mną, w magiczny sposób mówiąc do mnie bez słów: „Zostań tu. Pozwalam. Zaopiekuję się tobą. Możesz czuć się bezpieczna”. Czyżby to tylko urok zachodzącego słońca w zatoce potrafił czynić takie cuda? A może naprawdę miasto przemówiło do mnie? Jakkolwiek było, wiem, że moja łódź przybiła do Itaki. Czy zostanę tu na zawsze? Pójdę na bulwar. Może się dowiem? bella papadopoulou dobrowolska Autorka urodziła się w polskiej rodzinie w Szwecji, ale wychowywała się i kształciła w środowisku szwedzkim. Osobliwym zrządzeniem losu znalazła się w Grecji i podjęła studia dziennikarstwa na uniwersytecie Arystotelesa w Salonikach. Wiele wskazuje na to, że pójdzie śladami ojca, Andrzeja Niewinnego-Dobrowolskiego, znanego w środowisku polonijnym publicysty i pisarza.

23


duża klasa!

Szkoła Podstawowa Bystrzyca Strona internetowa: www.pspbystrice.cz

z kaRt histoRii

Historia bystrzyckiego szkolnictwa rozpoczyna się w 1784 r., kiedy powstała pierwsza szkoła wyznaniowa. Pierwszym nauczycielem był Paweł Kaleta z Karpętnej. Dwuklasowa szkoła stanęła w 1844 r., w r. szk. 1861/62 uczyło się w niej 150 dzieci. Uczniów z roku na rok przybywało i szkoła była zbyt mała, by wszystkich pomieścić. W 1898 r. rozpoczęto budowę, a 25.5.1901otwarto nową pięcioklasową polską szkołę publiczną. W 1921 r. szkoła posiadała już osiem klas. W 1923 r. starsi uczniowie przeszli do budowanej właśnie polskiej szkoły wydziałowej. Na początku lat 30. szkoła liczyła ponad 300 uczniów. Podczas okupacji hitlerowskiej w szkole miały siedzibę organizacje faszystowskie, Niemcy zniszczyli nie tylko inwentarz szkoły, ale również dokumenty. Po zakończeniu wojny konieczny był remont budynków szkoły, do której już w lipcu 1945 r. zapisało się 251 dzieci. Bystrzycka szkoła stała się szkołą obwodową również dla Nydku, Gródku, Karpętnej i Wędryni. Pierwszym powojennym dyrektorem został Jan Kozieł. Do reorganizacji szkolnictwa w 1953 r. osobnych kierowników miała jeszcze szkoła ludowa, a byli to Jerzy Rucki i Adam Klus. W 1957 r. przeprowadzony został remont generalny budynku dawnej szkoły ludowej, w 1965 r. otwarto dobudowany pawilon szkolny. Jubileusz stulecia budynku szkoły ludowej stał się w 1998 r. okazją do nadania szkole imienia Stanisława Hadyny. W 1999 r. otwarto nowy czeskopolski kompleks szkół, służący młodzieży czeskiej i polskiej. Uczniowie korzystają z doskona24

le wyposażonych klasopracowni (chemiczno-fizycznej, przyrodniczej, plastycznej, ceramicznej, muzycznej, komputerowej z Internetem i tablicą interaktywną, językowych), do dyspozycji jest laboratorium, kuchnia ćwiczeń i warsztaty szkolne. W 2002 r. bystrzyckie przedszkole i szkoła podstawowa (klasy 1-5) w Nydku, do tej pory samodzielne, stały się częścią składową PSP im. S. Hadyny. Szkoła jest placówką zbiorczą także dla uczniów z Gródku, Koszarzysk, Milikowa i Karpętnej.

szkoła z tRadyCją

Bystrzycka PSP nazywana jest szkołą z tradycją, pedagodzy przywiązują dużą wagę do przekazywania wychowankom obyczajów przodków. Pomagają w tym również liczne zajęcia pozalekcyjne, przede wszystkim te związane z muzyką, śpiewem i tańcem. Przez wiele lat szkoła wystawiała także z powodzeniem przedstawienia teatralne.

liCzBa uCzniów (wybór): 1929 1932 1937/38 1945/46 1950/51 1959/60 1966/67 1972/73 1978/79 1983/84 1987/88 1992/93 1998/99 2000/01 2003/04 2006/07 2007/08

283 355 189 225 279 456 518 385 348 310 343 240 210 198 189 187 181

1923- 1938 1938-1939 1945–1952 1952-1972 1972- 1988 1988-1993 1993-1997 od 1997 r.

d y R e k t o R z y s z k o ły

Długą historię ma śpiew chóralny, zespołami śpiewaczymi uczniów kierowali m.in.: Władysław Cieślar, Franciszek Menšik, Halina Hentz, Olga Milerska, Bogumiła Czernek, Kazimierz Cieślar. W 1996 r. chór zaczął śpiewać pod batutą Danuty Cymerys, wielogłosowo, starszy przyjął nazwę Crescendo, młodszy Wiolinki. Kierownikiem organizacyjnym chóru jest Andrea Opluštil. Chóry odnoszą sukcesy w wielu konkursach i przeglądach, także w Polsce. Punktem kulminacyjnym pracy w bieżącym roku szkolnym był X Jubileuszowy Koncert Majowy, wydanie biuletynu i płyty CD z tej okazji (już 7 płyta chórów szkolnych). Od 1964 r. działa zespół folklorystyczny Łączka, który również ma na swoim koncie wiele nagród, występował w Polsce, na Litwie, w Niemczech. Zespół prowadziła Maria Podzemna, obecnie kieruje nim Ewa Nemec. Łączka bierze udział także w imprezach obrzędowych, np. Topieniu Marzanny czy Świętym Jónie, podczas tegorocznych wakacji uczestniczyć będzie w warsztatach tanecznych w Bydgoszczy. Absolwenci Łączki kontynuują działalność taneczną w zespole folklorystycznym Bystrzyca. W szkole działa również dziecięca kapela folklorystyczna Gróniczek pod kierownictwem Jasia Kubeczki, która towarzyszy Łączce i chórom. Samodzielnie

Rudolf Budnik Józef Prymus Jan Kozieł Teofil Potysz Stanisław Paszek Władysława Welszar Barbara Kaleta Wanda Tomčala występuje np. podczas Miyszania Łowiec w Koszarzyskach. Ostatni występ Łączki i Gróniczka w zakończonym r. szk. miał miejsce podczas Międzynarodowego Świętojańskiego Festiwalu Folklorystycznego w Bystrzycy (21-22.6.2008). Szkoła dba o rozwój kondycji fizycznej uczniów, umiejętnie pomaga talentom sportowym. Posiada nowoczesne zaplecze do nauki wychowania fizycznego. Organizuje mistrzostwa PSP w pływaniu ( w br. po raz siódmy), jak również zawody w biegu na nartach Memoriał Jasia Konderli, poświęcone długoletniemu trenerowi, uczniowie odnoszą sukcesy w zawodach narciarskich i lekkoatletycznych. W szkole pracuje kółko języka angielskiego w klasie II (Andrea Opluštil) i ceramiczne (Anna Kantor) oraz kółko plastyczne (Andrea Opluštil), jak również kółko pływackie (Josef Endrych). Ważne znaczenie dla nauczycieli i uczniów mają kontakty z Polską (wycieczki do Pszczyny, Bielska Białej, Chorzowa, Krakowa i Oświęcimia). Szkoła ściśle współpracuje ze szkołami im. S. Hadyny w Chorzowie-Maciejkowicach oraz we Frydku, gmina Miedźna. Tradycją stały się tygodniowe wymienne pobyty uczniów klas VII w ChorzowieMaciejkowicach. Bliskie stosunki utrzymywane są z ZPiT Śląsk. 7

2008


Sukcesy (wybór) Konwersacja w języku angielskim eliminacje ogólnokrajowe w Pradze: 1 m. – 2001 Krystyna Škrabal, 2002 Agata Branna, 2004 Edyta Branna, 3 m. – 2005 Edyta Branna eliminacje powiatowe 2007/08: 3 m. – Adam Wałach, Adam Raszka

Ogólnopolski konkurs języka angielskiego FOX 2007/08

Jan Wałach (kl. VI) - wynik bardzo dobry – nagroda I stopnia

Eurorebus

laureaci ogólnokrajowych eliminacji w Pradze: 2006/07 Sara Taska, 2007/08 Rut Łuńska, Anna Roszka, Tomasz Hudziec

Olimpiada matematyczna 2007/08

Rut Łuńska – laureatka eliminacji wojewódzkich

Kangur Matematyczny 2007/08

Aleksander Polok (kl. III) wynik bardzo dobry (2 m. na Zaolziu), Monika Mrózek (V) wynik z wyróżnieniem (1 m. na Zaolziu), Aneta Dziadek (V) z wyróżnieniem (3 m. na Zaolziu), Christian Krutsche (V) z wyróżnieniem (4 m. na Zaolziu), Halina Roszka (VI) z wyróżnieniem (2 m. na Zaolziu)

Pitagoriada 2007/08

Anna Roszka, Julia Polok – laureatki eliminacji wojewódzkich Najlepsi uczniowie w naukach przyrodniczych są co roku oceniani przez management Huty Trzynieckiej. Wyróżnieni uczniowie muszą wykazywać się bardzo dobrymi wynikami w powiatowych i wojewódzkich eliminacjach olimpiad z tych przedmiotów. W r. szk. 2007/08 tytuł „Talent Regionu” otrzymali: Rut Łuńska, Anna Roszka, Julia Polok (wszystkie IX B), Miriam Hurta, Anna Janeczek (VIII).

Sport laureat Zjazdu Gwiaździstego (corocznie) 3 m. Igrzyska Lekkoatletyczne PSP 2 m. w RC drużyny dziewcząt młodszych w Pucharze Radia 5 m. w RC drużyny dziewcząt starszych w Pucharze Radia Zbyszek Sznapka (VIII) - złoty medal drużynowo w Mistrzostwach RC w pięcioboju nowoczesnym wraz z Janem Roikiem i Filipem Sikorą oraz srebrny medal indywidualnie Zuzia Konderla (IX A) - 3 m. w Mistrzostwach RC w lekkiej atletyce – skok wzwyż 162 cm Paweł Pyszko (VIII) – Światowe Zimowe Igrzyska Polonijne „Śląsk-Beskidy 2008” – 3 m. w carvingu, 4 m. w slalomie gigancie

P e r ł y

w koronie Aniela Kupiec – pisarka ludowa, autorka wierszy i opowiadań gwarowych, folklorystka. Prof. dr hab. Karol Daniel

Kadłubiec – polonista, etnolog, folklorysta. Dr Józef Szymeczek – historyk, prezes Rady Kongresu Polaków w RC.

Gustaw Sajdok – poeta, tłumacz, publicysta.

Tadeusz Wantuła – poeta i publicysta, wiceprezes Rady Kongresu Polaków w RC. Franciszek Nastulczyk – poeta i tłumacz.

Lucyna Przeczek-Waszkowa – poetka, autorka opowiadań, tłumaczka.

Lech Przeczek – poeta, autor opowiadań, tłumacz.

 wiesław przeczek

Halina Roszka (kl. VI) - 2 m. w powiecie, Daniel Cienciała i Adam Raszka (kl. VII) – 5 m. w powiecie

Olimpiada chemiczna 2007/08

7

2008

25


szlakiem kół pzko

Karygodny brak kółka sokolego Obydwie klasy, podstawowa i selekcyjna, polskiej szkoły rolniczej w Cz. Cieszynie liczą razem ponad 60 uczniów i uczennic w wieku ok. 16 lat. I ze zdumieniem dowiadujemy się od uczniów, że u nich w szkole nie ma kółka sokolego, mimo że mogłaby pracować sekcja pingpongowa, siatkówki, narciarska, szachowa czy drużyna piłki nożnej. Wiemy, że młodzież garnie się do sportu. O tym wiedzą dobrze wszystkie szkoły średnie, które umożliwiają swym wychowankom wyżycie się w różnych sportach. Ale tego nie ma w szkole rolniczej w Cz. Cieszynie. Wierzymy, że i w tym zakładzie powstanie wkrótce sprawnie pracujące kółko sokole, które osiągać będzie piękne wyniki sportowe. Zakład, który ma piękne wyniki w wychowaniu i w nauce, nie może pozostać w tyle w wychowaniu sportowym! (W szkole rolniczej w Cz. Cieszynie powinno powstać kółko sokole. GL nr 10, 24.1.1952)

Odprężenie po nauce Byłoby przesadą twierdzić, że praca w Kole studentów polskich w Bernie wre. Tak było, powiedzmy, do Świąt. Regularne próby chóru i tańców, niezły program na świetlicy świadczyły o aktywności, zapale i chęci do pracy. Teraz nastał „gorący” okres egzaminów semestralnych, okres, w którym studenteria dzieli się na dwie kategorie. Do pierwszej z nich należą ci, co to dniami całymi nosa z książki nie wynurzą, a jeśli tak uczynią, to po to, by wpaść jak bomba do mensy, połknąć swoją porcję „knedlików” i hajda z powrotem „kiblować”! Próba chóru, świetlica? Nonsens. Strata czasu. Istnieją jeszcze i ci z drugiej kategorii, co potrafią w niedzielę zamknąć książkę na dwie godziny. Idą na świetlicę zaśpiewać sobie, pobawić się, podyskutować o zajmujących problemach aktualnych. Po takim odprężeniu nauka łatwiej im przychodzi. Chociaż niewielu takich, ale wystarczą na to, aby praca w Kole nie utkwiła na martwym punkcie. A więc „szlifują” mazura, górala, deklamują 26

Na ludowo a nowocześnie Miejscowe Koło PZKO w Bystrzycy jest jednym z największych, liczy ponad 500 członków. Jego atutem jest własny duży Dom PZKO oraz zadaszona scena w okalającym go parku. Miejsce to dobrze znają bywalcy imprez młodzieżowych od Mostów po Bogumin, bo tu narodził się w latach 70. ub. wieku Zlot Młodzieży. Popularności przysparza Kołu także zespół folklorystyczny Bystrzyca.

Dom i ludzie

W latach 2004-07 siedziba bystrzyckich pezetkaowców zmieniła wygląd. Po remoncie kapitalnym, obejmującym m. in. wyposażenie wnętrz, elewację zewnętrzną, dach budynku i tereny posesji, Dom PZKO odpowiada dziś wymogom stawianym przez nowoczesną architekturę – od walorów estetycznych po względy praktyczne. Pozwala to Kołu na działalność z wielkim rozmachem, na organizowanie imprez przekraczających ramy pracy społecznej jednego Koła. Najświeższym przykładem takiej inicjatywy stał się I Międzynarodowy Świętojański Festiwal Folklorystyczny (2022. 6. 2008) z udziałem zespołów pieśni i tańca z całego Zaolzia, z ziem czeskich, morawskich, ze Słowacji i Polski. Zorgani-

zował go wraz z gminą działający przy Kole zespół folklorystyczny Bystrzyca. O tym, że akcja powinna stać się coroczną tradycją, świadczy liczba przed jej nazwą. Nie jest zresztą pomysłem nowym, imprezy związane z obrzędami świętojańskimi nad rzeką Głuchową przygotowywał zespół Bystrzyca od lat, nie miały one jednak charakteru tak masowego, nieosiągalne były fundusze unijne i organizatorzy musieli się zadowolić skromniejszym budżetem. Wspaniałe zaplecze gospodarcze jest dużym ułatwieniem dla pracy Koła, ale nie jest warunkiem sine qua non. Bo nawet najlepiej wyposażona kuchnia, nowoczesny sanitariat, piękna sala, duża scena czy widownia nie pomogą, jeśli nie ma zapału ludzi. A tego w Bystrzycy nigdy na szczęście nie brakowało. Chociaż początki były trudne.

Dom PZKO im. Karola Śliwki przed remontem kapitalnym w 2004 r. 7

2008


 kazimierz gajdzica

bystrzyca

Zlot Młodzieży, 1983 r. Koło zostało założone 2. 11. 1947 w restauracji Na Szkubni, gdzie zebrało się 88 osób. Pierwszym prezesem wybrano dyrektora bystrzyckiej szkoły wydziałowej Jana Kozła. Do 1961 r. pezetkaowcy spotykali się w Domu Robotniczym, nie satysfakcjonowała ich jednak świetlica, którą mieli tam do dyspozycji, było to bowiem tylko jedno małe pomieszczenie. Przez następnych 10 lat korzystali z przebudowanej własnymi rękami stajni. Budowali już jednak wtedy własny dom z prawdziwego zdarzenia, którego otwarcie nastąpiło 4. 7. 1971. Pierwszym gospodarzem Domu PZKO im. Karola Śliwki został Józef Wróbel. Budynek znajdował się w ogrodzie o powierzchni 70 arów, co umożliwiało organizowanie dużych imprez plenerowych (m.in. festyny ludowe zwane

święty Jón – Wianki, 2007 r. 7

2008

Majówkami, Zloty Młodzieży), posiadał salę ze sceną i zapleczem, a nawet bar, i nareszcie można było urządzać bale i zabawy karnawałowe, oglądać przedstawienia TL „Bajka”. Tu spotykali się członkowie klubów, zespołów, z pomieszczeń korzystały również inne organizacje i osoby prywatne. W 1998 r. Dom PZKO wraz z parkiem stał się własnością Koła.

Zloty Młodzieży

W 1971 r. powstał Klub Młodych „Groń”, który wkrótce stał się centrum działań młodzieży na Zaolziu. Zdolności organizacyjne jego przewodniczącego Tadeusza Wantuły i sztabu współpracowników sprawiły, że zrodził się Zlot Młodzieży. Impreza ta była wtedy – największy rozkwit przeżywała na przełomie lat 70.

i śpiewają. Bo przecież powiedzieli sobie, że podczas wakacji półrocznych pokażą społeczeństwu cieszyńskiemu, że są nie tylko dobrymi studentami, ale umieją też wesoło zaśpiewać i żwawo zatańczyć! (Z życia studentów polskich w Bernie. GL nr 11, 27.1.1952)

Nikczemne szczucie prawdą Rząd R.P. ogłosił następujące oświadczenie: Od kilku miesięcy propaganda amerykańska stara się nadać rozgłos pokazowym zebraniom tzw. „Specjalnej komisji Izby Reprezentantów dla sprawy Katynia”. Zainscenizowanie tej farsy i rozpętanie wokół niej kampanii, której cele prowokacyjne są oczywiste, jest jednym z ogniw ogólnej akcji propagandowej rządu St. Zjednoczonych, będącej częścią agresywnych przygotowań wojennych. Naród polski, który na własnym doświadczeniu poznał hitlerowskie metody mordowania, stosowane w Oświęcimiu, Majdanku i wielu innych obozach śmierci, od początku nie miał żadnych wątpliwości, że potworna zbrodnia katyńska jest dziełem zbirów hitlerowskich. Kłamstwa propagandy hitlerowskiej zostały ostatecznie przygwożdżone przez dowody, nagromadzone i niezbicie ustalone w obecności przedstawi-

Memoriał J. Konderli, 2007 r. 27


szlakiem kół pzko

cieli polskich przez radziecką „Komisję Specjalną dla ustalenia i zbadania okoliczności rozstrzelania jeńców wojennych, oficerów polskich, przez niemieckich najeźdźców faszystowskich”. Ludobójstwo idzie w parze z prowokacją. W 1943 r. Goebbels usiłował posłużyć się trupami ofiar hitleryzmu dla potwornej prowokacji przeciw Związkowi Radzieckiemu. W 1952 r. przestępczy chwyt goebbelsowski usiłują wznowić ci, którzy dokonują w Korei nowych masowych mordów na jeńcach wojennych. Mordercom dzieci i kobiet koreańskich nie uda się ukryć winy hitlerowskich morderców z Katynia. Naród polski patrzy z obrzydzeniem na próby amerykańskich kół rządzących posługiwania się zatrutą bronią odziedziczoną po Goebbelsie, próby zmierzające do zatarcia śladów zbrodni hitlerowskich i do nikczemnego szczucia przeciwko narodom Związku Radzieckiego. (Prowokacyjna akcja USA w sprawie Katynia. GL nr 27, 4.3.1952)

Cesarsko-królewska dwujęzyczność Redakcja „Rolnika Szląskiego”, wychodzącego w Nawsiu, otrzymała w połowie listopada 1888 r. gruby list z Wiednia za pośrednictwem c. k. sądu w Jabłonkowie. List ten zawierał odpowiedź c. k. Sądu Najwyższego z Wiednia na odwołanie tejżeż redakcji w sprawie, która była jednym z mocniejszych akcentów w walce o równouprawnienie języka polskiego na Śląsku Cieszyńskim. Sprawa była prosta. Redakcja wniosła do sądu w Jabłonkowie podanie w języku polskim napisane, na które otrzymała wyjaśnienie w języku niemieckim. To skłoniło ją do zażądania odpowiedzi w języku, którym posługuje się – jak wynikało z austriackich statystyk – zdecydowana większość ludności powiatu jabłonkowskiego. Uparty redaktor odwołał się do Sądu Najwyższego w Wiedniu, który po dłuższych zastanawianiach się doszedł do wniosku, że w imię dobra C. K. 28

Bal PZKO, 2006 r. i 80. – jedyną w swoim rodzaju, bowiem jako gwiazda wieczoru występował znany zespół muzyczny (Budka Suflera, Bajm, Lombard, Perfect), popularny piosenkarz (Andrzej Rosiewicz) czy satyryk (Jacek Fedorowicz) z Polski. Na koncerty rockowe w parku koło Domu PZKO zjeżdżali się młodzi ludzie nie tylko z Zaolzia. Oprócz głównego wykonawcy prezentowały się na scenie grupy muzyczne działające w miejscowościach zaolziańskich, a w sali odbywały się przedstawienia Teatrzyku ZG. Nieodłącznym elementem Zlotów były zawody sportowe, turnieje siatkówki – tzw. Memoriał im. Franciszka Menšíka – nazwane tak na cześć tragicznie zmarłego nauczyciela, założyciela Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej w Bystrzycy. Grano też w ringo. Do 15 edycji tej imprezy nawiązał po latach Tadeusz Wantuła w Wędryni, organizując koncerty z gwiazdami muzyki, natomiast w Bystrzycy odbywa się pod kierownictwem organizacyjnym Romana Wróbla Bystrzycki Zlot. Obydwie akcje przebiegają w miesiącach wakacyjnych, ale nie kolidują ze sobą. Tegoroczny Bystrzycki Zlot odbył się 4 lipca, natomiast do Wędryni zjadą zespoły muzyczne 2 sierpnia. Tak więc amatorzy mocnego uderzenia mają okazję do zabawy na dwóch koncertach. Zaś 19 lipca, po raz pierwszy w innym niż Zlot terminie, odbył się sportowy Memoriał im. F. Menšíka.

Tradycyjne formy pracy

W ponad 60-letniej historii Koła na jego czele stało 14 prezesów, najdłużej Paweł

Cienciała, Ryszard Szarowski oraz aktualny prezes Aleksander Wicherek. Członkowie MK i jego sympatycy spotykają się na imprezach, w ostatnich latach jest to ponad 30 imprez rocznie, w Klubach. Od 1949 r. istnieje Klub Kobiet, którego założycielką była Olga Mazurek, a który liczy obecnie 30 osób. W 1995 r. z inicjatywy Pawła Kantora powstał Klub Seniora, który ma 22 członków. Działa Klub Propozycji i Klub Tenisa Stołowego. Od powstania Koła rozwijano działalność śpiewaczą, taneczną i teatralną. Od razu po wojnie zaczął śpiewać chór, po powstaniu Koła już pod jego egidą jako Chór Męski PZKO Groń. W okresie największego rozkwitu liczył ponad 50 osób. Kierowali nim: Józef Raszka, Adolf Żyła, Jan Samlicki, Alojzy Kaleta, Władysław Winkler, Jan Kupiec, Karol Heczko, Władysław Cieślar. W 1954 r. założony został chór żeński, który śpiewał najpierw pod batutą Jana Samlickiego, a w latach 195762 Władysława Cieślara. Po spadku liczby śpiewaków zespoły połączono, ale chór mieszany pod kierownictwem Bronisława Kaliny działał w 1964 r. tylko kilka miesięcy. Wznowił pracę pod koniec lat 60. i pod batutą Mieczysława Piechaczka istniał do 1987 r. Kameralne zespoły śpiewacze prowadzili: w latach 1986-88 Bogusław Czernek, a następnie do 1993 r. Edward Kaim. W Bystrzycy działał także teatr amatorski, pierwszą premierą była jednoaktówka „Ach, ta Kasia”, wystawiona już w 1947 r. Zespół był aktywny aż do połowy lat 70., przygotowywał nawet kilka przedstawień w roku, w repertuarze pojawiały się rów7

2008


bystrzyca

Memoriał J. Konderli, 2007 r. nież ambitne pozycje klasyki komediowej, sztuki Moliera, Fredry, Bałuckiego i in. Reżyserowali: Amalia Janik, Konstanty Krzystek, Władysław Cieślar, Jan Pyszko, Jan Kuś, Antoni Strzybny. W 1955 r. Antoni Strzybny założył Teatr Cieni Uciecha. Pięcioosobowy teatr istniał kilka lat, ale zdążył wzbudzić zainteresowanie także poza Zaolziem, uprawiał bowiem rzadki rodzaj sztuki scenicznej. Grał w szkołach i kołach PZKO, w 1957 r. wziął udział w festiwalu lalkarskim w Chrudimiu i zaprezentował się na Międzynarodowym Kongresie Lalkarskim w Brnie, w 1958 r. wystąpił w katowickiej telewizji. Osobny rozdział w historii Koła stanowi działalność taneczna. Pierwszy zespół powstał w 1947 r. w ramach SMP. Przez następne lata tancerzy prowadzili: Anna Rusz, Helena Cienciała, Janina Wałach, Wanda Kostka, Janina Wicherek, Danuta Pszczółka. W 1984 r. narodził się ZPiT Bystrzyca.

Zespół Folklorystyczny Bystrzyca

Założycielką zespołu była Maria Podzemna, której pracę przerwała w 2003 r. przedwczesna śmierć. W prowadzeniu Bystrzycy pomagali jej mąż Leonard i córka Dagmara. Obecnie kierownikiem artystycznym zespołu jest Michal Němec, kierownikiem organizacyjnym Ewa Němec. Inspiracje repertuarowe znajduje Bystrzyca przede wszystkim w folklorze gó7

2008

ralskim rodzimego Podbeskidzia, często przedstawia go w formie widowiska scenicznego. Ma poza tym w programie tańce polskie (rzeszowskie, górali żywieckich, kujawiak z oberkiem, polonez), czeskie, ukraińskie oraz słowackie (wschodniosłowackie i myjawskie). Zespołowi szybko udało się dołączyć do czołówki grup folklorystycznych Zaolzia, a nawet przekroczyć granice Cieszyńskiego. Jego występy można podziwiać na wielu znaczących imprezach w regionie, poziom artystyczny doceniono również poza nim. Bystrzyca tańczyła w Pradze, Wiśle, Szczyrku, Makowie Podhalańskim, Katowicach i innych miastach Czech, Polski i Słowacji. Do Locronan we Francji wyjechała na zaproszenie grupy kultury celtyckiej, w Żywcu występowała na Festiwalu Folkloru Górali Polskich, w Rzeszowie na Światowym Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych, w Strażnicy na Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym, w Recklinghausen w Niemczech na III Europejskim Festiwalu Polonijnych Zespołów Tanecznych i Folklorystycznych. Narybkiem dla zespołu są członkowie działającego w PSP zespołu folklorystycznego Łączka, podczas imprez przygotowywanych we własnym Kole często występują obok siebie. Zespół Bystrzyca to dziś już instytucja zajmująca się także organizacją akcji na większą skalę. Najnowszym pomysłem jest festiwal folkloru z okazji św. „Jóna”. czesława rudnik

święty Jón – Wianki, 2007 r. Monarchii Austriacko-Węgierskiej, różnonarodowego zlepka na glinianych nogach, nie należy jątrzyć i na postulat ludności rodzimej Śląska Cieszyńskiego odpowiedzieć łaskawym przyzwoleniem. (Przypomnienie z roku 1888. GL nr 20, 17.2.1952)

Radiowe zawody śpiewacze „Leć pieśni w dal…” Pod takim hasłem rozpoczęły się zawody śpiewacze, organizowane przez Rozgłośnię ostrawską przy współudziale Komisji Śpiew.-Muz. przy Zarządzie Głównym PZKO w Cz. Cieszynie. Są one jednym z bardzo ważnych czynników podnoszenia poziomu artystycznego naszych zespołów śpiewaczych. W ramach „Konkursu radiowego” wystąpiły już dwa chóry męskie: Ogniwo Końska i Gorol Jabłonków. Zwracamy się do słuchaczy, by nadsyłali swoje spostrzeżenia o przebiegu konkursu, z których to uwag w dalszych konkursach śpiewaczych będziemy korzystali. Trzeba tak samo i innych poinformować o tak doniosłym znaczeniu konkursu i pieśni, która na falach eteru płynie do wszystkich chat i domów, do ludzi pracy, miłujących pokój. („Leć pieśni w dal…”. GL nr 26, 2.3.1952) 29


historia Redakcje „Zwrotu” i „Głosu Ludu” ogłosiły dla Czytelników konkurs na wspomnienia „Przejścia na przejściach”. Termin nadsyłania prac upłynie 20. 9. 2008 r. Tytułem zachęty do udziału publikujemy esej historyczny Roberta Danela, zmarłego niedawno redaktora naczelnego „Głosu Ziemi Cieszyńskiej”. Został on ogłoszony na łamach GZC we wrześniu 1987 r.

W dniu 30.10.1918 r. Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego proklamowała przejęcie władzy państwowej na Śląsku Cieszyńskim. Z podobnym oświadczeniem wystąpiła nazajutrz Krajowa Rada Narodowa dla Śląska (Zemský národní výbor pro Slezsko) z siedzibą w Polskiej Ostrawie. W niektórych gminach ujawniły się na tym tle konflikty, które należało rozładować.

uMowa listopadowa

Zemský výbor zaproponował Radzie Narodowej zawarcie umowy w sprawie podziału Śląska Cieszyńskiego na strefy wpływów – polską i czechosłowacką. Rozmowy podjęto 2 listopada w Orłowej z udziałem po 4 delegatów z obydwu stron. Radę Narodową reprezentowali Tadeusz Regerm Ryszard Kunicki, Paweł Bobwek i Józef Kiedroń, a Zemský výbor dr Zygmunt Witt, dr Ferdynand Pelc, Peter Cingr i Jan Nohel. Pertraktacje trwały od godz. 15 do 21 i zakończyły się wspólnymi ustaleniami. Po stylistycznym dopracowaniu dokumentu i naniesieniu nie30

których drobnych poprawek, podpisano go 5 listopada w Śląskiej Ostrawie. Umowa została oparta o zasadę etniczną, a ściślej o wyniki austriackiego spisu ludności z r. 1910. W trefie polskich wpływów znalazły się powiaty bielski i ieszyński, natomiast w strefie wpłyów czeskich powiaty frydecki i polskoostrawski. Z uwagi na etnicznie mieszany charakter powiatu frysztackiego (24,2 proc. Czechów) dokonano

jego podziału w ten sposób, że nad gminami, którymi zarządzali Polacy lub Niemcy, objęła władzę Rada Narodowa, a kilka gmin, na których czele stali Czesi, podporządkowano Národnímu výborowi. Na podstawie listopadowej umowy Rada Narodowa przejęła władzę nad 77,3 proc., a Národní výbor nad 22,5 całego obszaru Śląska Cieszyńskiego. W strefie polskiej znalazły się m.in. Bogumin, Frysztat, Karwina, Stonawa, Trzyniec, Jabłonków i Mosty. Czesi natomiast przejęli władzę nad Orłową, Łazami, Pietwałdem i Suchą Dolną. W ich rękach pozostało 27 kopalń, które dawały 61 proc. wydobycia węgla kamiennego w całym zagłębiu karwińskim, i 8 koksowni, z których pochodziło 83 proc. dostaw koksu. W umowie stwierdzono jej tymczasowy charakter, zaś ustalenie ostatecznej granicy p oz ost aw iono „ rozstrzygnięciu

7

2008

Zdjęcie z kolekcji prywatnej Władysława Owczarzego.

Narodziny granicy


przez czynniki powołane, tj. przez rząd polski w Warszawie i rząd czeski w Pradze”. Milcząco zaaprobował ją Národní výbor w Pradze a pośrednio także Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej Ignacego Daszyńskiego, który ogłaszając 28 listopada wybory do Sejmu ustalił okręg wyborczy obejmujący Śląsk Cieszyński w granicach z 5 listopada.

Komisje kontra armia

Tymczasem w dniu 23.1.1919 r. Czechosłowacja podjęła na Śląsku Cieszyńskim akcję zbrojną, w wyniku której osiągnęła linię Wisły. W kilka dni później, 29 stycznia, konflikt stał się tematem obrad Konferencji Pokojowej w Paryżu, zaś 3 lutego Rada Najwyższa skłoniła premierów Ignacego Paderewskiego i Edvarda Beneša do podpisania tzw. umowy paryskiej. Postanowiono, że „część linii kolejowej na północ od Cieszyna aż do okręgu węglowego zostanie zajęta przez wojska czeskie, natomiast południowa część linii kolejowej od Cieszyna, z miastem Cieszynem aż do Jabłonkowa włącznie, zostanie powierzona nadzorowi wojskowemu Polaków”. Oprócz wymienionych miejscowości umowa pozostawiała po polskiej stronie m.in. Mosty, Bystrzycę, Trzyniec, Kocobędz i Dąbrowę. Zapadła także decyzja ustanowienia Międzysojuszniczej Komisji Kontroli w Cieszynie „dla zapobiegania wszelkim zatargom pomiędzy ludnością czeską a polską”, jak również w celu przygotowania materiałów „na podstawie których Konferencja Pokojowa ustali ostateczne granice między Czechami a Polakami w spornej strefie”. Międzysojusznicza Komisja Kontroli przybyła do Cieszyna 12.2.1919 r., ale nie była wyposażona w uprawnienia wykonawcze, nie zdołała więc wymusić, by Czesi wycofali swe wojska z Cieszyna, Jabłonkowa i z Trzyńca. Dopiero 25 lutego, pod naciskiem Misji Międzysojuszniczej w Warszawie, została zawarta polsko-czechosłowacka umowa wojskowa. Wytyczono w niej, bardziej precyzyjnie niż czyniła to umowa paryska, linię demarkacyjną. W rękach czeskich pozostała część kolei koszycko-bogumińskiej, wojska Republiki musiały jednak opuścić Cieszyn, który stał się na powrót siedzibą Rady Narodowej. Polskie wojska powróciły także do Frysztatu i do Jabłonkowa. Zarówno umowa listopadowa 1928 r., jak umowa paryska i wojskowa z lutego 1919 r. były tymczasowe; granica państwowa nie została ustalona. 7

2008

Niepodległe państwo śląskie

Jakiś czas lansowano koncepcję utworzenia niepodległego państwa śląskiego, które uzyskałoby gwarancje międzynarodowe. Miała to być republoika wielonarodowa, zamieszkała przez ok. 61 proc. Polaków, 24 proc. Czechów i 15 proc. Niemców. W jej skład miały wejść powiaty polityczne bielski, cieszyński, frydecki, frysztacki, morawsko-ostrawski, miasto Biała i 3 gminy małopolskie, w których notowano znaczną ilość ludności niemieckiej. W jej granicach znalazłby się również Mistek. Państwo rozciągałoby się od Ostrawicy na zachodzie po Białkę na wschodzie. Głównymi zwolennikami takiego rozwiązania byli „ślązakowcy”, miało ono jednak zwolenników również wśród części Niemców. Za neutralizacją Śląska Cieszyńskiego opowiedziała się po półtoramiesięcznym pobycie w Cieszynie Międzysojusznicza Komisja Kontroli, na Konferencji Pokojowej w Paryżu zgłosił ją natomiast b. ambasador francuski w Berlinie Jules Cambone. Wobec odrzucenia tej koncepcji zarówno przez Polskę jak i przez Czechosłowację, przyszłość Śląska Cieszyńskiego stała się przedmiotem dyplomatycznych przetargów na arenie międzynarodowej.

Spór o ziemię i ludzi

Początkowo sytuacja była dla Polaków wysoce niekorzystna. Na paryskim posiedzeniu połączonych Komisji Spraw Polskich i Spraw Czechosłowackich w dniu 21 marca 1919 r. Francuzi opowiedzieli się za przyznaniem Republice zagłębia węglowego wraz z Cieszynem, w czym poparli ich Anglicy. Stanowisko USA i Włoch, w zasadzie przychylnych Polakom, nie było wówczas w pełni jasne i konsekwentne. Zapowiadało się ustalenie granicy między Olzą a Wisłą, być może nawet na Wiśle. Korzystny zwrot dokonał się w kwietniu. Podczas gdy Polska uzyskiwała sukcesy militarne na wschodzie, Czechosłowacja ponosiła klęski na froncie węgierskim. Natomiast Międzysojusznicza Komisja Kontroli w Cieszynie, która wskutek słabej znajomości rzeczy dawała początkowo posłuch argumentom strony czeskiej, zdołała sobie wyrobić bardziej obiektywny pogląd na sprawę. W dniu 18 kwietnia skierowała do Konferencji Pokojowej w Paryżu propozycję podziału Śląska Cieszyńskiego, który to projekt uwzględniał, z jednej strony, potrzeby gospodarcze Czechosłowacji, z drugiej zaś

– racje etniczne, wysuwane przez Polskę. Zgodnie z tą propozycją Polsce przypadłyby m.in. Mosty, Jabłonków, Trzyniec, Cieszyn, Stonawa, Karwina, Dąbrowa, Frysztat i Bogumin. „Niniejsze rozwiązanie – stwierdzał dokument – 1. pozostawia Polakom wielki ośrodek karwiński wraz z 10 kopalniami, zamieszkały prawie wyłącznie przez Polaków oraz ośrodek przemysłowy w Trzyńcu; 2. zachowuje dla Czechów linię kolejową do Słowacji przez Morawę, Ostrawę, Frydek, Gnojnik, przy czym należy wykonać połączenie pomiędzy Gnojnikiem, Wędrynią i Jabłonkowem”.

Linia Tissiego

Zaproponowana granica nosi nazwę linii Tissiego – od nazwiska przedstawiciela Włoch w Międzysojuszniczej Komisji Kontroli, płk. Antonio Tissiego, który „bronił przy każdej sposobności sprawiedliwych żądań Polaków”. Określa się również tę propozycję linią Larischa, pozostawiała bowiem w granicach państwa polskiego jego dobra ziemskie i zakłady produkcyjne. Propozycje z kwietnia 1919 r. nie były znane ani polskiej delegacji na rokowania paryskie, ani Radzie Narodowej Księstwa Cieszyńskiego, nie zostały więc przez polską stronę zdyskontowane. A gdyby właśnie wówczas doszło do rozstrzygnięcia, „Polska straciłaby wprawdzie około 20.000 dusz i przełęcz – lecz zatrzymałaby resztę ludności polskiej, szyby karwińskie i fabryki przemysłu hutniczego w Boguminie, Frysztacie i Trzyńcu”. Rząd czechosłowacki, który wiedział o propozycji Tissiego, uznał za najkorzystniejszą dla siebie grę na zwłokę. Poważnym sukcesem Czechów była więc decyzja tzw. Rady Pięciu na Konferencji Pokojowej z 6 maja 1919 r., by „pozostawić paryskim przedstawicielom rządów czechosłowackiego i polskiego zadanie porozumienia się wzajemnego co do uregulowania tej (cieszyńskiej – R.D.) kwestii”. Upływały jednak dni i tygodnie, a nic się nie działo. Rozmowy podjęto dopiero 22 lipca w Krakowie, na wyraźne żądanie Rady Najwyższej, by je zakończyć do 25.7. Petrtraktacje nie dały jakichkolwiek egektów. Czechosłowacja zaproponowała ich kontynuowanie w Paryżu, ale zanim do tego doszło, sama zwróciła się do Konferencji Pokojowej „aby podjęła decyzję”. – w imieniu zwaśnionych stron.  robert danel (Dokończenie w następnym numerze) 31


reportaż

Brama wolności „Well, I came to America, because I heard the streets were paved with gold. When I got here, I found out three things: first, the streets weren’t paved with gold; second, they weren’t paved at all; and third, I was expected to pave them.” „Więc przybyłem do Ameryki, gdyż słyszałem, że tutaj ulice wybrukowane są złotem. Kiedy jednak już tu byłem, zauważyłem trzy rzeczy: po pierwsze, ulice nie były pokryte złotem; po drugie, nie były wybrukowane w ogóle; po trzecie, oczekiwano ode mnie, że to ja będę je brukował.” — Relacja Włocha (tłum. autorki)

Centrum odpraw

W 1907 r. przez Ellis Island przemaszerowało 1 mln 250 tys. podróżnych; w 1954, kiedy wpisano na listę ostatniego imigranta, liczba ta wynosiła 12 mln osób. Dzisiaj ok. 40 proc. Amerykanów ma w swych drzewach genealogicznych przodków, którzy przybyli do USA tą właśnie drogą. Na tej stosunkowo niewielkiej wysepce, mieszczącej się w południowej części Manhattanu, przy granicy dwóch stanów, Nowego Jorku i New Jersey, nieopodal Statuy Wolności, na wodach Hudson River, w 1892 r. otwarto główne centrum odprawy imigrantów przybywających do Stanów Zjednoczonych.

Słowianki z bagażem. Historia tego miejsca odgrywała się dawno temu, w zupełnie innej rzeczywistości. Przytoczony na początku cytat jest wypowiedzią jednego z imigrantów. Słowa kryją w sobie nadzieję, jaką wnosili oni wraz ze swoimi bagażami na ląd. Nadzieję o lepszym jutrze, marze-

Dzieci na Ellis Island. 32

7

2008


nia o wolności i o złotych górach. To, czy je znaleźli, jest już inną opowieścią. Nim jednak otrzymali prawo przekonania się o tym, musieli przejść przez bramę. Bynajmniej nie była ona pokryta zlotem. W latach największych fal emigracji płynące ze Starego Kontynentu do Ameryki statki pasażerskie przewoziły ludzi w trzech klasach: I, II i III. Jak łatwo się domyślić, na Ellis Island odprawiani byli tylko imigranci III klasy. Już w Europie ich podróż zwiastowała przekroczenie wszelkich norm. Tuż przed wejściem na statek byli dezynfekowani łącznie z bagażem. Nim jednak kupili bilet, musieli czasami czekać kilka godzin, a nawet dni, aby zebrać wszystkie potrzebne dokumenty. Na dolny pokład wchodziło tylu pasażerów, ilu się zmieściło. W niewyobrażalnym ścisku, bez wentylacji, bez łóżek, między bagażami, z ograniczonym dostępem do wody i toalety, znosili wyprawę do swojego Eldorado. Statek płynął od 10 dni do miesiąca, co uzależnione było od warunków pogody. Kiedy w końcu dotarł do wybrzeża Nowego Jorku, musiał odbyć kwarantannę w wyznaczonym miejscu w porcie. Jeśli nie pojawił się tam między godziną 7 a 17, zarzucał kotwicę i czekał do następnego dnia. Imigranci bez względu na wycieńczenie czekali razem z nim. Po wpłynięciu do portu, pasażerowie I i II klasy odprawiani byli na pokładzie, reszta transportowana była łodziami na Ellis Island.

egzaMin MedyCzny 6 sekund

Obecny kształt budynków jest bardzo piękny, z charakterystycznymi łukami okien i czerwonym kolorem ścian. Do środka wiedzie podłużny, szklany dach. Tysiące stóp przemierzały tę trasę w ciągu 62 lat funkcjonowania odpraw w tym miejscu. Po przekroczeniu bramy znajdziemy się w pokoju bagażowym. Wita nas chłodne światło, wdzierające się z frontowych okien jakby przezroczystą mgłą. Teraz panuje tutaj względny spokój, cisza snuje się między słupami podtrzymującymi drugie piętro. Pomieszczenie jest duże, gdyż musiało zmieścić wiele bagaży. Tutaj pozostawiano wszystkie zbędne torby i walizki, aby nie przeszkadzały w kontroli i aby wszystko mogło odbywać się szybko. Część z tych pakunków można obejrzeć na ekspozycji. Z sali bagażowej wiodą schody, które nazywane były „medycznym egzaminem 6 sekund”. Te trzy rzędy stopni, kierujące nas do holu głównego, wydają się nie przemijać 7

2008

z czasem. Egzamin 6 sekund polegał na tym, że na ich szczycie stali lekarze zwracający szczególną uwagę na stan zdrowia przybyłych. Zadyszka mogła świadczyć o problemach z sercem lub płucami, jeśli ktoś odznaczał się fizycznymi ułomnościami, również łatwo go zauważano. Jeżeli ktokolwiek został podejrzany o chorobę, na jego ciele zakreślano kredą znak sygnalizujący rodzaj dolegliwości, np. „X” na prawym ramieniu z przodu oznaczał defekty; „X” w kółku – symptomy choroby; „C” – zapalenie spojówek; „H” – serce; „P” – płuca; „Pg” – ciążę; „Ct” – jaglicę. Najbardziej nieprzyjemną czynnością było badanie oczu, kiedy lekarz podciągał powieki łyżką do butów. Oznaczone osoby kierowane były do wnikliwszej kontroli lekarskiej, na leczenie lub nawet do szpitala. Reszta zostawała w holu głównym. Sklepienie lunetowe zarzuca łuk nad głowami i opada ku podłodze w postaci białych filarów. Na wysokości piętra, wzdłuż całej sali, ciągną się dwa balkony. Na jednym z nich ustawiono czasową ekspozycję. Nieodłącznym atrybutem holu są dwie flagi, dostojnie zwisające z poziomu galerii. Były tutaj zawsze i to one wydają się szeptać po raz pierwszy: „Welcome to America”.

RozMowa kwalifikaCyjna 2 Minuty

Ci, którzy pomyślnie przeszli badania lekarskie, udawali się na rozmowę z urzędnikiem. Tylko dwie minuty były przeznaczone na ten etap odprawy. Tym razem trzeba było udowodnić, że jest się w stanie leganie przekroczyć granicę, potwierdzić narodowość, przedstawić plan osiedlenia oraz okazać paszport i wizę. Od 1917 r. imigranci powyżej 16 roku życia otrzymywali do przeczytania fragment z Biblii. Niepomyślne przejście tego testu groziło deportacją. Przy decyzji pozytywnej wydawano tzw. „Landing card” – pozwolenie zejścia na ląd. Nie wszyscy byli jednak tymi szczęśliwcami. Nie wpuszczano osób z ciężkimi chorobami (głównie oczu), anarchistów, przestępców, później również analfabetów, a w okresie II wojny światowej – nazistów. Lecz tylko dwa procent ogółu nie otrzymało owego pozwolenia. Tę drogę przechodziły setki tysięcy ludzi – uciemiężonych chłopów, odszczepieńców wiary, głodnych Irlandczyków, biednych Włochów, Polaków, Cyganów, Żydów… Tutaj uwijali się tłumacze, posługujący się czasem nawet sześcioma językami. W tym miejscu chorzy kierowani byli na leczenie

Rodzina imigrantów: 7 synów i córka. lub kwarantannę i nierzadko całe rodziny czekały do ich wyzdrowienia. Tutaj rodziły się dzieci, tutaj funkcjonowała przyszpitalna kostnica. W tych właśnie murach ponad 12 mln osób odebrało swoje „Landing cards” i przeszło dalej, by wymienić walutę swojego starego kraju, złoto lub srebro, na dolary. Niektórzy kończyli swą wyprawę w Nowym Jorku, większość jednak podróżowała dalej, by osiedlić sie w innych stronach Ameryki.

Imigranci schodzący na ląd. Kiedy oglądamy Manhattan w słonecznych okularach, gdzie promienie odbijają się w tafli okien wieżowców, trudno nam wyobrazić sobie los tych, którzy przybyli tutaj przed nami. Współczesny Nowy Jork nie przypomina już tamtego z początku wieku. Dziś metro pulsuje w podziemiach niczym krew w żyłach, ulice wybrukowane są nie złotem, ale wartością działek, liczonych w metrach kwadratowych powierzchni. A przecież słońce nadal pozostało to samo i woda w rzece Hudson, i liście na Ellis Island… małgorzata szarzec

promy na ellis island kursują

z przystani w Battery Park (od strony Nowego Jorku) oraz z Liberty State Park (z New Jersey): codziennie 09:00 – 17:00. Cena biletu: dorośli 15 USD, seniorzy 10 USD, dzieci 5 USD. Czas zwiedzania: 3h. Podczas jednego rejsu można popłynąć na obie wyspy: Ellis Island oraz Statuę Wolności. Koszty są o 6 USD wyższe i czas zwiedzania wynosi 5 – 6 h. Cena zawiera bilet na prom oraz wstęp do muzeum. Przy zainteresowaniu min. 10 osób, za dodatkową opłatą 6 USD, wyświetlany jest 30-min. film. 33


i

n

sztuka

s

p

i

r

a

c

j

e

Guru teatru plastycznego W nocy z 23 na 24. 6. zmarł Józef Szajna, wybitny polski malarz, scenograf, reżyser teatralny, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. „Spotkałam go niedawno – napisała w „Rzeczpospolitej” Monika Małkowska. – Jak zwykle, tryskał energią. Wydawał się niezniszczalny. Żadnych oznak zmęczenia, intelektualnej czy twórczej słabości – choć miał 86 lat. Dowcipny, autoironiczny, z dystansem do rzeczywistości. Planowałam z nim wywiad, umówiliśmy się „jakoś tak latem”. – Tylko żeby ludzie jeszcze skojarzyli moje nazwisko – uśmiechnął się smutno. Nie była to skarga ani kokieteria. Miał świadomość krótkiej pamięci rodaków. Bolało go, że w niwecz obraca się jego pionierskie przedsięwzięcie – warszawskie Centrum Sztuki Studio, pierwsza w krajach bloku socjalistycznego wielobranżowa instytucja kul-

Józef Szajna

(1922-2008) Urodzony 13.3.1922 r. w Rzeszowie, J Szajna w okresie okupacji hitlerowskiej uczestniczył w ruchu oporu i działał w Związku Walki Zbrojnej. Po aresztowaniu trafił do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, później do Buchenwaldu. Studiował w krakowskiej ASP, dyplom z grafiki otrzymał w 1952, dyplom ze scenografii w 1953 r. W latach 1955-66 był współzałożycielem i dyrektorem artystycznym Teatru Ludowego w Krakowie. W 1971 założył i przez 10 lat prowadził w Warszawie Teatr Studio. Opracowywał scenografię i reżyserował wiele przedstawień teatralnych w kraju i za granicą. Jego prace były i są wystawiane w wielu miastach Polski i na licznych wystawach światowych. Współpracował z teatrami w Anglii, Holandii, Niemczech, Izraelu, Egipcie, Turcji, Portugalii i Hiszpanii. Był członkiem międzynarodowych stowarzyszeń artystów, członkiem włoskiej Akademii Sztuki i Pracy, przewodniczącym Stowarzyszenia Kultury Europejskiej, honorowym członkiem Association Internationale des Arts Plastiques oraz członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Otrzymał liczne medale i nagrody, został uhonorowany m.in. Krzyżem Komandorskim, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą i Wielkim Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Oświęcimskim. 34

turalna. Założył je w 1971 r. w Pałacu Kultury i Nauki, w miejsce Teatru Klasycznego, którego dyrekcję objął. Dopełnieniem Studia było Studium Scenografii, także dzieło Szajny.” Józef Szajna był guru teatru plastycznego, polskim prekursorem garunku zwanego environment. Pomysły malarskie i rzeźbiarskie (z wykształcenia był grafikiem i scenografem) przenosił do teatru i odwrotnie. Rekwizyty, które grały w spektaklach, a które wykonywał osobiście, pojawiały się potem w salach wystawowych na równych prawach z obrazami. Był jednym z pierwszych na świecie, którzy wprowadzili do galerii i teatru estetykę śmierci. I estetykę śmieci. Pokazywał rozkład, brud, okaleczenia – ale bez dosłowności. Znalazł formy umowne i przedmioty symboliczne. Za ich pośrednictwem trafiał do wyobraźni ludzi wszelkich kultur. – Udało mi się połączyć to, co nazywamy sztuką milczącą, czyli plastykę z teatrem, któtry jest domeną słowa – mówił. – Zespolenie tych dwóch dziedzin określiłem słowem „teatr”. „Twórcą znanym na całym świecie, zapraszanym na międzynarodowe festiwale i nagradzanym, stał się w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie – pisał Jacek Cieślak w „Rzeczpospolitej”. – Zasłynął, komponując horyzont spektakli z wiszących rekwizytów, co dawało niesamowity efekt trójwymiarowości. W „Dziadach” pojawił się słynny motyw drabiny przebijającej niebo. Ale najsłynniejsze widowiska teatralne Józefa Szajny powstały w Centrum Sztuki Studio w Warszawie. Nieustannie eksperymentował z przestrzenią teatralną, łącząc proscenium i balkon, zajmując foyer. Kolejne wersje niemej „Repliki” krzyczały o koszmarze Buchelnwaldu i Auschwitz, czasie komór gazowych i barbarzyństwie wojny. Aktorzy grający w piachu i błocie, w porwanych łachmanach i maskach przeciwgazowych – pokazywali ludzkość na skraju upadku, strach zimnej wojny i obawę przed bronią nuklearną. Wychodząc ze Studia czuło się w ustach popiół i gaz.” Józef Szajna podobnie jak Tadeusz Różewicz mówił o kryzysie cywilizacji europejskiej w sposób nowoczesny, jednak odwołując się największych arcydzieł klasyki. W nich szukał odrodzenia i oczyszczenia. W „Dantem” opartym na „Boskiej komedii”

Józef Szajna: Sylwety i cienie, instalacja, 1983 r. – premiera odbyła się we Florencji – pokazywał człowieka w labiryncie Piekła, Czyśćca i Nieba kultury europejskiej. „Cervantes” wyrósł z „Don Kichota”. Nie da się zapomnieć sekwencji płonących książek. Szajna odnalazł w hiszpańskim arcydziele to, co było najstraszniejsze w wieku XX, czasie totalitaryzmów. W wizjonerskich spektaklach „Witkacy” i „Majakowski” pokazał początek i upadek komunizmu. KK Źródło: „Rzeczpospolita”, Internet

Powiedzieli Irena Jun (aktorka): Sztuka teatru w Polsce wiele zawdzięcza Józefowi Szajnie. On stał na wierzchołku innej góry niż Tadeusz Kantor, choć obaj wznieśli się na bardzo wysokie szczyty. Sposób patrzenbia Szajny na teatr był bardziej dziecięcy, zmysłowy, poetycki. Jako reżyser uczył nas odchodzić od teatru literackiego. Ta droga nie była łatwa ani dla aktorów, ani dla widzów, ale przynosiła niesłychane efekty. Szajna wprowadził nas w świat teatru poszukującego, przeciwstawiającego się wszelkim stereotypom. Leszek Mądzik (reżyser, twórca Sceny Plastycznej KUL): Był mistrzem, który uruchomił zupełnie nowy rodzaj myślenia teatralnego, postrzegania świata przez obraz. Jako artysta głęboko penetrował naturę człowieka, jego relacje w wymiarze transcendentalnym. Spotkanie z jego „Repliką” było dla mnie jednym z najsilniejszych przeżyć obok Kantorowskiej „Umarłej klasy” oraz „Apocalipsys cum figuris” Grotowskiego. Jerzy Kalina (reżyser, malarz, scenograf): Józef Szajna jawi mi się jako człowiek o niezwykłej erupcji artystycznej. Nie tylko scenograf, ale też twórca teatru plastycznego i bardzo osobistego zarazem. Swoimi spektaklami, takimi jak „Replika” czy „Dante”, wyprzedzał czas. Był jednym z czołowych przedstawicieli teatru poszukującego, będąc w kontrze do tego, co modne w klasyce. 7

2008


i

n

polityka

13

s

lipca 2008 r. w wypadku samochodowym w miejscowości Lubań zginął prof. Bronisław Geremek. Jego samochód zderzył się z samochodem dostawczym. Na wiadomość o tragiczniej śmierci Profesora premier Donald Tusk wydał oświadczenie, w którym czytamy m.in.: „Z wielkim żalem przyjąłem wiadomość o tragicznej śmierci profesora Bronisława Geremka, wybitnego mediewisty, działacza demokratycznej opozycji, współtwórcy Sierpnia 80, ministra spraw zagranicznych w niepodległej Polsce. Bronisław Geremek był człowiekiem bez reszty oddanym sprawom Polski i Polaków, a swoją wiedzę i doświadczenie oraz wielki międzynarodwy autorytet wykorzystywał w Europie i na świecie dla dobra Ojczyzny”. „Jestem najgłębiej poruszony” – powiedział prezydent Lech Kaczyński. I dodał, że jest to strata, bo był to „człowiek wyjatkowo inteligentny”, „mający wielkie miejsce w naszej historii”. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski podkreślił, że śmierć prof. Geremka będzie najbardziej odczuwalna na forum polityki międzynarodowej. Poruszeni tragiczną śmiercią Bronisława Geremka są też europarlamentarzyści. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans Gert-Poettering powiedział, że śmierć Bronisława Geremka jest ogromną stratą dla całej Europy. W jego opinii profesor potrafił łączyć patriotyzm z skuteczną pracą na rzecz integracji europejskiej. Podkreślił, że Geremek wraz z Lechem Wałęsą i Janem Pawłem II był główną postacią w polskiej transformacji systemowej. Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso złożył Polakom w imieniu własnym i Komisji wyrazy współczucia. Zdaniem przewodniczącego profesor był wielkim Polakiem i Europejczykiem. „Geremek symbolizował wolnego ducha oraz chęć pozostania wolnym od wszelkich nacisków” – dodał. Żal z powodu śmierci Profesora wyraziła również była sekretarz stanu USA Madeleine Albrigt. „Bronisław Geremek symbolizował wszystko, co dobre w ruchu Solidarności, w Polsce i demokracji. Kieruję kondolencje do jego synów i do narodu polskiego. Moje serce jest przepełnione smutkiem, ponieważ straciłam wielkiego przyjaciela i kolegę” – powiedziała. 7

2008

p

i

r

a

c

j

e

Bronisław Geremek: Polak i Europejczyk

Naukowiec Urodził się. 6. 3. 1932 w Warszawie, w 1954 r. ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, w latach 1956-58 odbył studia podyplomowe w Ecole Pratique des Hautes Etudes w Paryżu. W 1960 r. uzyskał doktorat, a w 1972 r. habilitację w Polskiej Akademii Nauk. W 1989 r. został mianowany profesorem nadzwyczajnym. Rozprawa doktorska prof. Geremka z 1960 r. poświęcona rynkowi pracy w średniowiecznym rzemiośle paryskim, oraz habilitacja z 1972 r. na temat grup marginesu społecznego w średniowiecznym Paryżu stały się książkami, które wytyczyły nowe kierunki badań w europejskiej i światowej refleksji historycznej. Ich autor stał się intelektualnym guru europejskiej humanistyki. Życie prof. Bronisława Geremka jako naukowca i badacza było związane z Instytutem Historii PAN w Warszawie (1955-85). W latach 1960-65 był wykładowcą na Sorbonie w Paryżu i kierownikiem tamtejszego Centrum Kultury Polskiej. W uznaniu osiągnięć naukowych został uhonorowany 11 doktoratami honoris causa, nadanymi mu m. in. przez uniwersytety w Bolonii, Utrechcie, Paryżu (Sorbona) i Nowym Jorku (Columbia).

Polityk Jako działacz polityczny prof. Bronisław Geremek był jednym z głównych architektów fundamentalnych zmian politycznych w Polsce i w Europie Środkowej. Już w latach 70. zaliczał

się do czołowych postaci polskiej opozycji demokratycznej. W sierpniu 1980 r. związał się z ruchem społecznego protestu robotników Gdańska i został jednym z głównych ekspertów i doradców rodzącego się wówczas NSZZ „Solidarność”. W 1981 r., na Pierwszym Krajowym Zjeździe „Solidarności” przewodniczył Komisji Programowej. Internowany po wprowadzeniu stanu wojennego, zwolniony w 1981 r., został doradcą zdelegalizowanej wówczas „Solidarności” i blisko współpracował z Lechem Wałęsą. Odegrał wybitną rolę w czasie obrad tzw. Okrągłego Stołu w 1989 r., które doprowadziły do pierwszych od zakończenia II wojny światowej wolnych wyborów parlamentarnych w Polsce, a następnie do upadku reżimu komunistycznego. Będąc od 1989 r. posłem na Sejm RP, prof. Geremek przewodniczył m.in. sejmowym komisjom Spraw Zagranicznych(1989-97) i Konstytucyjnej (1989-91). Należał do założycieli Unii Demokratycznej (potem Unii Wolności) i był przewodniczącym klubu parlamentarnego tej partii (1990-97). 31.10.1997 r. objął urząd Ministra Spraw Zagranicznych RP. Funkcję tę pełnił do czerwca 2000 r. W 2004 r. został posłem do Parlamentu Europejskiego. Od początku odgrywał w nim czołową rolę, miał szanse zostać jego przewodniczącym, a nawet prezydentem lub szefem dyplomacji Unii Europejskiej.  KK Źródło: Internet 35


salon sztuki

B

ronisław Firla urodził się w 1924 r. w Suchej Górnej. Pobierał nauki w Polskim Gimnazjum Realnym im. J. Słowackiego w Orłowej, korespondencyjnie w szkole DecArt w Pradze. Wcielony przymusowo do Wehrmachtu, na froncie włoskim ochotniczo zgłosił się do 2. Korpusu Polskiego. Jako żołnierz tegoż uczęszczał do Gimnazjum w Alessano, następnie (1946) do Liceum Radiotechnicznego w Falconara. Studiował architekturę na Politechnice Wrocławskiej

36

i w Brnie (dyplom w Brnie w 1951 r.). Jako architekt zawodowo związał się (do 1985 r.) ze Stavoprojektem w Ostrawie, członek PZKO od początku jego istnienia, w l. 1960-1990 prezes Sekcji Plastycznej przy ZG PZKO, założyciel i prezes Koła Polskich Kombatantów w Republice Czeskiej, redaktor kwartalnika „Wiarus”, plastyk. Uprawia malarstwo, rysunek, grafikę komputerową, tkaninę Art Protis. Swoje prace wystawił już na ponad 30 wystawach indywidualnych i 50 zbiorowych.

7

2008


 marian siedlaczek

bronisław firla

Bronisław Firla to człowiek-instytucja, doskonały organizator i animator życia artystyczno-towarzyskiego. W twórczości artystycznej należy do tych nieustannie poszukujących. Pomimo niemałego przecież stażu w uprawianiu różnych gałęzi sztuk plastycznych, nie zamierza spocząć na laurach, nie ustaje w szukaniu nowych tematów, technik, środków wyrazu. Jego niespokojny duch gna go ciągle do przodu. Z każdej podróży przywozi nowe obrazy, każdy krajobraz inspiruje go do nowych przemyśleń, z których powstają i metaforyczne wizje, i całkiem realistyczne widoki. Jest zachłanny na urodę świata, kolor i światło. Śpieszy się. Niecierpliwy, bo każdy widok zdarza się tylko raz. Trzeba więc złapać to jedyne, niepowtarzalne światło…  anna maria rusnok 7

2008

37


wywiad

zaolziańskie towarzystwo fotograficzne

M

 marian siedlaczek

arcin Kamiński urodził się w 1970 r. w Cieszynie, gdzie nadal mieszka. Fotografował już jako przedszkolak. Aktywny czlonek CTF i ZTF. Zdjęcia publikował m. in. w Głosie Ziemi Cieszynskiej, Dzienniku Zachodnim, Rzeczypospolitej, Jazz Forum oraz okolicznościowych monografiach, folderach i kalendarzach. Na stałe współpracuje z magazynem społeczno-kulturalnym „Kwadrat”. Brał udział w licznych wystawach zbiorowych w Polsce i za granicą. Zdobył kilka nagród i wyróżnień w konkursach fotograficznych. Swoją sztukę definiuje precyzyjnie, mówiąc że jest zwolennikiem minimalizmu, prostoty i naturalności, zaś jego ulubionymi rodzajami fotografii są: subiektywny dokument, portret, reportaż społeczny i krajobraz. Głównym tematem jego prac pozostaje człowiek. Rzeczywiście człowiek (czy też CZŁOWIEK, jak chce autor) w różnych sytuacjach, okolicznościach, różnego wieku, płci, zawodu pojawia się na wszystkich prezentowanych fotografiach. Są wśród nich przykłady na prawie wszystkie ulubione gatunki artysty: czarno-białe portrety starej kobiety i dziewczynki; reportażowe zdjęcia chłopców, wyładowujących nadmiar energii w jedyny znany im sposób, czy przewrotne

zdjęcie-reportaż i portret w jednym – starsza pani stojąca pod plakatem z młodziutką modelką. Podwójny portret: mógłby przedstawiać tę samą osobę w dwóch skrajnych okresach życia, albo reportaż pokazujący zderzenie dwóch światów – pewnej siebie, zdrowej, agresywnej młodości i starości – słabej i niepozornej. Upodobanie do pejzażu prezentuje M. Kamiński również dość przewrotnym obrazem: idyllicznym widoczkiem górskiego pastwiska ze sztafażem pasących się owieczek pilnowanych przez miejscowego kowboja i jego wiernego psa pod niepokojąco sinym, ciężkim niebem. anna maria rusnok

marcinkamiński

38


p

r

z

e

d

s

t

a

w

i

a

39


cieszyńskie panoptikum

Pływalnie i kąpieliska Na zewnątrz temperatura dochodzi do niewyobrażalnych wysokości. Pod stopami czuć topniejący asfalt, budynki nie wypuszczają nagrzanego powietrza, które kumuluje się i za chwile spowoduje, że wszyscy albo się rozpuszczą, albo zaczną unosić się w powietrzu. W uszach słychać tylko charakterystyczny brzęk pracujących przez cały dzień wiatraków, którymi próbujemy opanować sytuację. Lato, wakacje… Wszyscy chowają się przed wszechogarniającymi upałami w klimatyzowanych pomieszczeniach lub uciekają nad wodę – rzeki, kąpieliska, zalewy czy przydomowe baseny. Dzisiejsza oferta jest o wiele bogatsza, niż przed kilkudziesięciu laty. Kiedyś jedynym ratunkiem były rzeki i potoki oraz najróżniejsze stawy i inne zbiorniki wodne.

W Lasku Miejskim i Grabinie

Pierwsze kąpieliska i tereny rekreacyjne pojawiły się na Śląsku Cieszyńskim w drugiej połowie XIX w. Jednym z najstarszych było kąpielisko, a raczej pływalnia miejska – jak ją nazywano – u wylotu Puńcówki do Olzy, którą po wielu latach dyskusji otwarto w 1886 r. Henryk Wawreczka, Janusz Spyra i Mariusz Makowski, autorzy książki „Cieszyn – Czeski Cieszyn na starych widokówkach i fotografiach“, podają, że na płaskim terenie nad Olzą, często zalewanym przez rzekę, powstały tereny rekreacyjne z pływal-

niami, tzw. Lasek Miejski, dopiero po wybudowaniu stopni wodnych i uregulowaniu toków Puńcówki i Młynówki. W Błogocicach zaś powstała pływalnia i restauracja pod popularną nazwą „Mentelek“ (właścicielem był Karol Mentel). Na drugim brzegu Olzy podobnym terenem był park Grabina, gdzie obywatele miasta chętnie spacerowali, a najróżniejsze stowarzyszenia organizowały spotkania i uroczystości. W okresie międzywojennym powstało tam kąpielisko, a Stowarzyszenie Upiększania i Ochrony Kraju Rodzinnego na nowo urządziło cały teren parku.

Pływalnia w Cieszynie, zwana „Wałką“ na pocztówce z ok. 1905 roku.

W stawach i rzekach

W innych miastach i gminach regionu pierwsze pływalnie powstawały dopiero pod koniec lat 20. i 30. XX w. W Starym Boguminie, jak wynika to z pocztówki nadanej 31. 8. 1930 r., istniała pływalnia z drewnianymi pomostami. Nie udało mi się niestety stwierdzić, kto i kiedy ją wybudował. Ponieważ nie wszyscy mogli korzystać z pływalni, okoliczne stawy i różne zbiorniki służyły zwłaszcza dzieciom i młodzieży do kąpieli i pływania bez opłat. Chętnie jeżdżono, a raczej chodzono też do Rychwałdu, gdzie wiele tutejszych stawów było naturalnymi kąpieliskami i basenami. Rzeki Olza, a zwłaszcza Odra służyły do przejażdżek łódkami, bo kąpiel w brudnej już wtedy Odrze nie była zbyt przyjemna. Kolejnym miejscem, które w lecie wypełniało się kolorowym tłumem, była pływalnia w starej Karwinie. Tuż obok boiska – polskiej „Polonii“ i czeskiego SK Karwina – karwińska organizacja Sokola w kwietniu 1934 r. rozpoczęła na terenie wynajętym od hrabiego Larisch-Mönnicha budowę i jeszcze w tym samym roku latem otwarła pływalnię. Pływalnia zaopatrywana była w wodę z browarnianego potoku. Kosztowała 170 tys. Kc. Dużą popularnością cieszyła się pływalnia w Łazach, która powstała na większym zbiorniku wody (stawie). Jak wynika z pocztówki wysłanej na początku lat 30. XX w., do dyspozycji użytkowników były też łódki.

Wokół schronisk i dacz

Otwarty basen w Karwinie Nowym Mieście w trakcie budowy na przełomie lat 1959-1960 r. 40

Po zakończeniu II wojny światowej, w drugiej połowie XX w., powstało na terenie Śląska Cieszyńskiego kilka nowych basenów i kąpielisk. Wiele z nich nie przetrwało okresu transformacji. Tak było np. z kąpieli7

2008


Widokówka wysłana w 1930 r. z pływalnią w Boguminie. tam najróżniejszego rodzaju baseny, sauny, groty losose, jacuzzi, hydromasaże, studia solarne, „dzikie rzeki“, zjeżdżalnie, „słoneczne łąki“, możemy też skorzystać z kursów pływania, pływania korekcyjnego dla dzieci i młodzieży z wadami postawy itp. Przed kilku laty zbudowano w Boguminie Aquacentrum, gdzie można poszaleć z całą rodziną nie tylko latem, ale i zimą. Współczesna oferta uwzględnia przede wszystkim programy umacniania zdrowia i odnowy biologicznej. Niemniej wielu z nas woli jednak wciąż spędzać czas nad rzekami, które odzyskują czystość i są bardziej romantyczne. W okolicach jazów nad Olzą, podobnie jak dawniej, wciąż gromadzą się zmęczone miejskim upałem tłumy. władysław owczarzy Otwarcie pływalni „Sokoła“ w starej Karwinie, 1934 r. pielisko zamknięto. Podobna sytuacja była w Boguminie (kąpielisko k. HDB) itp. Pod koniec wieku również koło naszych schronisk, chat i domków wypoczynkowych „obowiązkowo“ powstawały baseny i pływalnie. Z tych starszych zachowało się niewiele, po modernizacji przetrwała jednak pływalnia w Karwinie Nowym Mieście, koło „Kovony“. Obecnie największą popularnością cieszą się kryte baseny, które można wykorzystywać również zimą. Chodzi zwłaszcza o aquaparki czy aquacentra. Znajdziemy W Łazach oprócz kąpieli można było skorzystać z przejażdżek łódką. 7

2008

41

Zdjęcia: Państwowe Archiwum Powiatowe w Karwinie, zbiory autora oraz z publikacji Wydawnictwa WART „Cieszyn i Czeski Cieszyn na starych widokówkach i fotografiach“

skiem w Lutyni Dolnej, które wybudowano w nieodpowiednim miejscu, w ramach tzw. akcji „Z“, w 1966 r. Ze względu m. in. na nieodpowiedni stan higieniczny w 1995 r. ką-


aneks

Moje tematy poetyckie Właściwie nigdy nie określałem jakiegoś credo poetyckiego dla siebie. Nie wiem czy mogę uważać się za poetę. Zadecydują o tym w dużej mierze odbiorcy i przebieg wydarzeń. Czasem jednak mam potrzebę, żeby wypowiedzieć się jako poeta. Dopiero połączenie poezji z kontekstem teoretycznym (tekst zależy od kontekstu) daje pełną możliwość ukazania wybranych tematów. Jednym z nich jest także Cieszyn i problemy środowiska regionalnego. Jako osoba zaangażowana w życie regionu, brałem udział w kolejnych edycjach kon­ kursu poetyckiego organizowanego przez Bibliotekę Miejską w Cieszynie, w ramach cyklicznej imprezy Skarby z Cieszyńskiej Trówły (od 2004 r.).

Więzi emocjonalne i komponenty kulturowe

Czym jest dla mnie Cieszyn? Jaki wymiar regionalizmu jest mi bliski? Z pewnością Cieszyn jest miejscem sercu najbliższym, tu się urodziłem, spędziłem wiele chwil dzieciństwa – stąd pojawił się temat dziecięcej introspekcji Cieszyna. Jak wskazuje psychoanaliza, dzieciństwo jest najważniejszym okresem w życiu człowieka, niesłychanie istotnym dla rozwoju psychicznego. Jest to czas silnych emocji i przeżyć duchowych, czas dominacji pierwotnych form myślenia. Dzieciństwo w Cieszynie wiąże się z bliskością dziadka, Maksymiliana Słowika, najbliższą mi chyba, poza mamą, osobą. To jego obecność ukształtowała moją osobowość. Jest to także czas wychowania w atmosferze wrażliwości na wnętrze drugiego człowieka, czas intensywnych przeżyć religijnych, szacunku dla miejsca zamieszkania, tradycji i historii, kontaktów ze sztuką. W moim pierwotnym odczuciu historia ta była bliższa niż wiele mniej wartościowych i ważnych aspektów codzienności. Było to niejako współistnienie z wyobrażonymi Piastami Habsburgami. Z tradycją i historią byłem związany w dużej mierze dzięki niekwestionowanej pozycji dziadka Jana Brody. Niestety obydwaj dziadkowie zamieszkują już tylko przestrzeń pamięci. Więzi emocjonalne zawsze łączyły się z komponentami kulturowymi i intelektualnymi. Obiektywnie rzecz biorąc, Cieszyn był i pozostaje stolicą kulturalną regionu, chociaż nad kondycją kultury nad Olzą poważnie można się zastanawiać. Wobec 42

wspomnianych faktów Cieszyn jest dla mnie swoistym axis-mundi, chociaż może bardziej jako zindywidualizowany mit niż obecna rzeczywistość. Myślę iż nie samo istnienie sfery mitycznej w społeczności, lecz indywidualizacja struktur mitu decyduje o waloryzacji miejsca. Znaczenie realne i indywidualny archetyp nie zawsze są sobie ściśle przyporządkowane, ale ich splot oraz dominujące cechy charakteru decydują, iż nadal jestem tu. Te sprawy dominują w wierszu „Introspekcja dziecięcego Cieszyna”: było jakby nie było końca – im dalej trwał spacer z dziadkiem nigdy dziecko się tak nie cieszyło jak wtajemniczone w jego wiedeński strudel, w bliskości Babci na cmentarzu wśród wiewiórek w kościele Marii Magdaleny obok gorejącego serca Pana Jezusa zawsze widzieliśmy z Siostrą rycerzy historii (większe niż przeszłość) wiecznie rdzewiał geniusz Schuberta na muzealnym podwórzu Cieszyn żył kameralnie przebogaty cesarski blask wielu form, i zawsze dany od środka choć dorosłość czasem zaciera chęcią zrozumienia dotyk dziecięcej ekstazy. Mimo iż Cieszyn jest rzeczywistością najbliższą – w obydwu rodzinach panowała atmosfera szczególnego patriotyzmu (o czym dziadkowie i rodzice świadczy-

li swoim życiem) – wiązałem to zawsze z jakimś uniwersalnym, europejskim wymiarem. Dlatego w poezji pojawia się echo Niedokończonej Symfonii, pojawiają się dyplomaci pokoju (zawartego przez Marię Teresę i Fryderyka II – co upamiętnia Park Pokoju w Cieszynie, gdzie traktat pokojowy został podpisany), pomnik młodego cesarza Józefa II, ziemia i kamienie w cichym szemraniu kadiszu (na cmentarzu żydowskim w Cieszynie). Wierzę w takie właśnie nastawienie regionalizmu, aby Odwieczne Księstwo było stałym punktem Europy.

Ludzie, czyli koło historii

Rok 2005 był ważny dla mnie, uważam, że także dla Cieszyna. Był to rok wielkich rozstań. Do wieczności odeszli ludzie szczególnie związani z miastem i regionem. W tym roku zmarł człowiek-legenda, nestor dziennikarzy polskich Władysław Oszelda, najstarszy pracownik drukarni cieszyńskiej i chórzysta Karol Kajzar, zmarł człowiek, który był wielkim przyjacielem wielu i kimś, kogo nazwałbym mistrzem duchowym – Antoni Więzik, osoba związana z cieszyńską organizacją PCK. 5 grudnia zmarł Jan Broda – junior, mój ojciec, znany jako nauczyciel i artysta malarz. Pogrzeb Władysława Oszeldy był ważnym wydarzeniem w życiu regionu, w moim odczuciu subiektywnym uroczystość ta została zdominowana przez jego syna Jerzego, który jako przyjaciel wszystkich istot, w pięknym wierszu pożegnał ojca odchodzącego jak stary słoń (wyraz miłości i poufałości). Istotnym tłem mojego wiersza jest tu przyroda, sceneria cmentarna, przyroda jest też treścią działalności ekologicznej Jurka Oszeldy. Treści przyrodnicze i transcendentne są nierozerwalne. Na pogrzebie Władysława Oszeldy (tekst dedykowany Jurkowi Oszeldzie, przyjacielowi i poecie, synowi Władysława) byłem tam a on kroczył dziarsko jak bankier z XX wieku bogaty w dobro dla wszystkich istot znów zakochany w kelnerce kolekcjoner uczuć pożegnał ojca – w wierszu – starego słonia z godnością wśród pieśni rzewnej miłości wiecznej i przemijania 7

2008


na ziemi opiewanej w koronie drzew Wszystkie osoby wyżej wymienione (z wyjątkiem ojca) to regiment opatrzony jeszcze pieczęcią wiedeńskiego orła. Przeżycia towarzyszące tym, którzy przechodzą, odnoszą się do koła historii – czyli kołowego pojmowania czasu. Historia fundowała treści pierwotne przeżyć i konstrukcji poetyckiej. I oto sól ziemi, ludzie, których osobowość wyznaczają korzenie historyczne epoki (która była już sędziwa w pojęciu sobie współczesnych), stają się historią. Pozostają ludźmi, których imion nie jesteśmy godni wymówić, w naszych czasach bez twarzy. W cytowanym poniżej wierszu odnoszę się do problemów braku intencji dobrosąsiedzkich między Polakami a Czechami (aluzja do niedawno postawionego na starym cokole pomnika Ślązaczki z mieczem wymierzonym w stronę Republiki Czeskiej). Podejmuję także kwestie braku perspektyw własnych i mojego pokolenia w regionie. Swoje miejsce znajduje tu też figura jelenia nad hotelem Pod Brunatnym Jeleniem – opuszczonej legendzie miasta. Księstwo przyszłości jak można pytać o przyszłość w kraju, gdzie nie widać końca dnia jak spełnienia obietnic tych, co zapominają możności i wiary ubywa w świecie po geografii jak szukać trwania miejsca przystani lecz wbrew realizmowi gdzie miałbym ocalić z czułością zakątek moich powrotów? – w tranzycie na świat otwarty gdzie czekać wytchnienia w morderczym wyścigu? granica zostanie linia na szlakach zrozumienia i wyobraźni bym mógł czytać też swoje wiersze piękno gór nie przesłoni horyzontu widzianego z baszty bym mógł tu jeść chleb swojej pracy nie gorszej - nie podopieczny i dłużnik a książę przyszłości by cenny był ten kto sięga po księgi 7

2008

znów jak dawniej by można było powrócić a na cokole miecz wypadnie dziewczynie z dłoni wobec inności w obliczu może nawet brunatny jeleń cesarski z radości zaryczy że ktoś go w końcu przygarnął zakwitnie więcej cieszynianek i więcej drzew wyrośnie niż dziś pod ręką i piłą umiera. Spotykam się często z zarzutem niezrozumiałości i prośbami o introdukcję do poezji. Mam nadzieję, iż ten zarys intencji i tematów rozjaśni sprawę. Moje utwory można odnieść do tzw. „holograficznej” teorii umysłu. Znaczy to, że tak jak w hologramie część zawiera strukturę całości, tak umysł w wybranych treściach znajduje stosunek do całości. Język poezji to struktura wieloznaczności i wielotematyczności. Wiersze o Cieszynie z jednej strony zachowują ową „gęstą” konsystencję, z drugiej zaś odznaczają się konkretnym ujęciem tematycznym, bliskim określonemu odbiorcy. Są prostsze od typowych tematów metafizycznych. Także przekaz w istotnej mierze podporządkowany jest naszemu kodowi kulturowemu. Są przez to bardziej nastawione na dialog. Mam nadzieję, że wkrótce jako autor będę mógł te treści przybliżyć mieszkańcom Zaolzia. szymon broda

n o w e w i e r s z e Interwał nie ma już nocy ni poranka burzy ani uciszenia jakaś przerwa bo ukryłaś to co świecące i niemożliwym akt współgrania lunął deszcz nabrzmiała pauza nie ma już słów po maju żebym mógł malować chmury zostań rzęsistym interwałem!

Szymon Broda

urodził się w Cieszynie 28. 6. 1975 r. Z wykształcenia jest etnologiem, z zamiłowania filozofem. Aktywny w sferze naukowej, społecznej i artystycznej – para się poezją i plastyką. Udzielał się w Kole Naukowym Etnologów Uniwersytetu Śląskiego, Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Indyjskiej, Międzynarodowym Ośrodku Współpracy Chrześcijańsko-Żydowskiej w Cieszynie. Interesuje się sztuką, polityką i kulturami Eurazji. Bierze aktywny udział w życiu kulturalnym. Wiele czasu poświęca podróżom bliższym i dalszym oraz poznawaniu piękna przyrody. Pisze od 1984 r., zamieszczając swoje utwory w prasie lokalnej oraz w periodykach literackich. Dotychczas wydał dwa tomiki poezji: „Wykładając karty zdarzeń” (2005) i „Motyle i realności” (kwiecień 2006). Modlitwa moja modlitwa nie nadchodzi bo próżny łoskot słów i ogień pragnień ona przed wszystkim i tamto w sobie zawiera nie odpowiem ile w życiu daru a ile zapomnienia człowiek niezdolny sam tkwi między cieniem a niespełnieniem przyjmij w miłości takiego a wtedy się przemienię stwórczym i zbawczym pragnieniem – Ty sprawiasz piękno łagodnego przyjmowania moja modlitwa niech płynie

43


Wierzgonia śpiewnik dla każdego

recenzje

P

rzed laty Józef Wierzgoń podjął się trudu zebrania polskich pieśni śpiewanych na Zaolziu. Zbiór pt. „Śpiewamy wszyscy. Śpiewnik popularny dla każdego” ukazał się w 1997 r. nakładem Śląskiej Biblioteki Muzycznej w Katowicach. Prawie dokładnie 10 lat później, z inicjatywy Zespołu Śpiewaczo-Muzycznego „Przyjaźń” w Karwinie oraz Macierzy Ziemi Cieszyńskiej w Cieszynie pojawiło się wznowione wydanie śpiewnika. Publikacja opatrzona tytułem „Śpiewamy wszyscy. Śpiewnik popularny na co dzień dla każdego” zawiera 345 pieśni. Na tę liczbę składa się obszerny wybór pieśni ludowych i regionalnych, głównie ze Śląska Cieszyńskiego (143 utwory), nadto sporo pieśni patriotycznych, żołnierskich, religijnych, harcerskich, okolicznościowych, towarzyskich i biesiadnych. Cennym dopełnieniem śpiewnika są zaopatrzone w tekst melodie najpopularniejszych śląskich tańców. W odautorskim komentarzu wstępnym czytamy: „Pieśń, podobnie jak język, jest podstawowym elementem kultury i wspólnoty narodowej. Aby jednak pieśń mogła należycie funkcjonować i spełniać swoją życiodajną rolę, muszą ją znać i śpiewać jak najszersze rzesze społeczeństwa.” Otóż to! Śpiewać czy nie śpiewać? A jeśli, to… co jest do tego potrzebne, może jakieś przeszkolenie w tym zakresie? W ogóle, czy to wypada śpiewać? W radiu, w telewizji występują piosenkarki, zespoły. Słucha się tych nagrań…Ale żeby tak samemu śpiewać? Głupio jakoś, jeszcze ktoś usłyszy, wyśmieje… I skąd wziąć słowa, melodię, żeby się podobało? „…Nieustannie wskazywać musimy na potrzebę pielęgnowania śpiewu jednogłosowego!” – pisał Jan Fojcik w 1923 r. 44

w „Śpiewaku Śląskim”. Widział, że gdy o śpiew chodzi „w szkołach sprawa źle się przedstawia, bo nie ma odpowiednich nauczycieli”. Postulował, by popularyzacją śpiewu jednogłosowego zajęły się chóry, zwane w tamtych czasach kołami, albo towarzystwami śpiewaczymi. „…Byłoby wielką zasługą wobec ojczyzny, gdyby każde towarzystwo wyćwiczyło rok rocznie dobrze i doskonale choć dziesięć melodii” – podkreślał.

Śpiewać czy nie śpiewać?

W wewnętrznym monologu wielu ludzi powtarza się to pytanie. „Usłyszeć” w nim można i dalszy ciąg wyżej przytoczonej wypowiedzi. Lecz mało kto przyznaje się do przeżywania rozterek, których źródłem są kompleksy – wyhodowane w domu, w szkole… Spotykamy przeto dwudziestolatków, którzy w swoim życiu nie zaśpiewali ani jednej nuty, nie potrafiących wydobyć muzycznie artykułowanego dźwięku! Śpiew przez wieki był najważniejszym przejawem muzycznej aktywności człowieka. Cieszy się uznaniem także współcześnie. Pewnie dlatego wciąż spotykamy się z widomą – niestety coraz mniej wyraźnie, ale jednak – skłonnością osób do zrzeszania się w chórach, chórkach, ansamblach, różnego rodzaju grupach wokalnych. Można powiedzieć, że chodzi tu o instynktowną, mimowolną potrzebę gromadnego i zorganizowanego „gardłowania”. Nie musi to być śpiew wielogłosowy: przecież nie każdy amatorski zespół zdolny jest do wykonywania utworów w takim układzie! Śpiewu jednogłosowego skądinąd nie powinny się wstydzić nawet renomowane chóry. Więcej: skorzystałyby, poświęcając mu nieco czasu. Może warto zasta-

nowić się nad wdrożeniem idei „kwadransa ludowego” proponowanego przez Stefana Mariana Stoińskiego, który w 1931 r. na łamach „Śpiewaka Śląskiego” pisał: „Chodzi o to, by wszyscy nasi śpiewacy pieśni ludowe poznali w jej formie czystej, umieli na pamięć tekst i melodię w jej formie pierwotnej, jednogłosowej. Chcąc zadaniu takiemu sprostać, winni dyrygenci nasi lekcje swe tak ułożyć, by na każdej z nich poświecono kwadrans na nauczenie i śpiewanie jednogłosowych pieśni (…). Wiem z doświadczenia, że taki „kwadrans ludowy” na naszych lekcjach jest radosnem odpoczynkiem po mozolnych trudach śpiewania wielogłosowego.” Można, a nawet trzeba w takich razach korzystać ze śpiewników. Doskonale do tego celu nadaje się również zbiór Józefa Wierzgonia, przeznaczony „na co dzień, dla każdego”. Publikacja ta wpisuje się do całego szeregu podobnych wydawnictw, dziś już trudno dostępnych, albo wręcz nieosiągalnych. Ukazywały się w rozmaitych okolicznościach, ale cel był zawsze ten sam: popularyzacja pieśni ludowej, umuzykalnienie, rozśpiewanie i wzbudzenie uczuć patriotycznych zwłaszcza wśród młodzieży, zachęta do śpiewania przy każdej okazji: w kościele i w domu, na weselach i pogrzebach, przy codziennych zajęciach i przy zabawie, na wycieczce i na biwaku, w czasie zebrań, spotkań towarzyskich i uroczystości rodzinnych. Zawsze. Kiedy to możliwe, gdy po temu ochota.

a jeśli tak, to Co?

Skąd wziąć melodie i słowa, żeby się podobały? Ano trzeba pogrzebać w starych i nowych śpiewnikach. Odpowiedzi na powyższe pytania udzieli pew-

nie „Zbiór pieśni polskich i słowiańskich” wydany nakładem Czytelni Ludowej w Cieszynie przez Pawła Stalmacha (1848!). Wytrwałym szperaczom godzi się polecić takie zbiory, jak wydane przez Andrzeja Hławiczkę „Pieśni śląskie i towarzyskie” (1905), „Harfa” (1910) i „Lira” (1914), nadto „Śpiewnik szkolny” Karola Hławiczki (Cieszyn 1925), „Wesoły towarzysz. Zbiór pieśni dla dorastającej młodzieży” Jana Szuścika (Cieszyn 1930), „Ludowe pieśni śląskie” przekazane do użytku przez Macierz Ziemi Cieszyńskiej w 1948 r. Sięgnąć można następnie do całej serii śpiewników, które ukazywały się w latach coraz bliższych teraźniejszości, począwszy od zbioru „Gronie, nasze gronie” Jana Taciny (Katowice 1959), poprzez „Cieszyński śpiewnik regionalny” Jerzego Drozda (Cieszyn 1978) aż do „Śpiewnika Macierzy Ziemi Cieszyńskiej” Aliny Kopoczek (Cieszyn 1988). Jak komu mało, to oczywiście nie pominie historycznego śpiewnika „Echa Śląskie” (Opole 1935), albo ułożonego przez Daniela Kadłubca zbiorku cieszyńskich piosenek ludowych „Z biegiem Olzy” (Opole 1986). Już ten pobieżny przegląd ukazuje bogactwo naszej literatury śpiewnikowej. Dołączył do niej wznowiony tom J. Wierzgonia, który zresztą sam dokonał komputerowego składu nut i tekstów. Poszczególne pieśni zaopatrzone zostały w znaki harmoniczne, których celem jest umożliwienie re7

2008


alizacji prostego akompaniamentu na gitarze lub jakimś instrumencie klawiszowym. W edycji śpiewnika przyjęto zasadę oddzielenia zapisu melodii z podpisanym tekstem pierwszej zwrotki od pozostałych zwrotek, umieszczonych osobno. Wznowienie zbioru „Śpiewamy wszyscy” jest pomysłem szczęśliwym, inicjatywą godną pochwały. Rezultat – trudny do przecenienia – wzbudza ogromny szacunek dla dokonania Wierzgonia. Swoim zasięgiem oddziaływania ów „śpiewnik na co dzień”, „dla każdego”, zapewne obejmie najpierw sąsiadujący z sobą krąg amatorów śpiewu po obu stronach Olzy, a potem stopniowo ogarniać będzie zainteresowane środowiska w coraz odleglejszych regionach Polski, Czech i bliskiej Słowacji. Autorowi wypada życzyć, by wznowiony tom wkrótce stał się tak „zaczytany”, jak wszystkie pozostałe, wymienione w tym omówieniu śpiewniki. Bo to oznaczałoby konieczność nowej, być może poszerzonej i udoskonalonej edycji, dowodziłoby też spełnienia się Wierzgoniowego marzenia „o społeczeństwie rozśpiewanym”. andrzej wójcik

7

2008

Na zakończenie sezonu jubileuszowego, w którym Teatr Lalek „Bajka” z Cz. Cieszyna obchodził 60-lecie istnienia, wybrano utwór jak najbardziej rodzimy, bo i autor zaolziański, i tematyka swojska. Na pewno nie ma na Zaolziu dziecka, które nie zetknęłoby się z tematyką utopców. O naszych śląskich utopcach, żyjących w potokach, rzekach, stawach, ukrywających się pod mostami i na groblach, opowiadali nasi przodkowie. Podania ludowe przetrwały, najbardziej znane znalazły się w godkach Józefa Ondrusza, przekazywane są kolejnym przychodzącym na świat pokoleniom młodych Zaolziaków. Może na marginesie warto przypomnieć fakt, że w przeprowadzonym przez Stowarzyszenie Przyjaciół Polskiej Książki w 2005 r. plebiscycie na ulubioną książkę Zaolzia zwyciężył „Cudowny chleb” Józefa Ondrusza, co świadczy o popularności rodzimych opowieści ludowych, m.in. również o utopcach. Graną w „Bajce” sztukę „Pluskacz i Mąciwoda” napisał wybitny, nieżyjący już niestety, pisarz zaolziański Wilhelm Przeczek, poeta, prozaik, autor wystawianych chętnie przez amatorskie zespoły teatralne komedii, a także utworów sce-

nicznych dla dzieci. W latach 70. W. Przeczek związany był z TL „Bajka”, przez siedem lat pracował jako kierownik literacki teatru. Prapremiera sztuki miała miejsce w 1987 r. W nowej adaptacji „Pluskacza i Mąciwody” pojawiło się wśród autorów także nazwisko córki poety Lucyny PrzeczekWaszkowej, która napisała teksty piosenek Żab i Pluskacza. Przedstawienie reżyserował Paweł Niedoba, scenografię opracowała Halina Szkopek, muzykę skomponował Andrzej Macoszek. Dwoją się i troją aktorzy, których pozostało czworo, a ról do zagrania o wiele więcej. Bohaterowie tytułowi to aktorzy w kostiumach: Wanda Michałek i Pawełka Niedoba, reszta postaci to lalki, m. in. Małgosia (Krystyna Czech), Król Szczupak (Jan Szymanik), jak również Żaby, Rak, Sum, Księżyc itd. Wprowadzeniem do tematu jest dialog Dębiaszka z Brzezinkiem, którzy wymieniają najbardziej znane zaolziańskie utopce i miejsca ich działalności. Dla naszych przodków, którzy obawiali się złych mocy, ich uosobieniem były także utopce. Spotkanie z utopcem najczęściej kończyło się tragedią. Najmłodsze pokolenie nie boi się utopców i na pewno nie zmieni zdania po obejrzeniu spektaklu. Występujące tu stworzenia są bowiem całkiem sympatyczne i raczej nieszkodliwe. Nie są to zresztą żadne rekiny wśród utopców, a tylko utopce trzeciej i czwartej kategorii.

Starszy nie potrafiłby nikogo utopić, zajmuje się przede wszystkim krawiectwem, Księżyc właśnie zamówił u niego frak. Kiedy frak jest gotowy, okazuje się, że w międzyczasie z księżyca w pełni zrobił się rogalik i frak jest za duży. Trzeba więc uszyć jeszcze jeden albo najlepiej od razu kilka. Młodszy z utopców ma pewne mordercze ciągoty, chciałby miłą, uczynną Małgosię widzieć pod wodą, lecz reszta mieszkańców krainy wodnej i przybrzeżnej nie dopuści do tego. Jest jednak w tym spektaklu pewien problem, jak najbardziej poważny i współczesny. To brak szacunku dla starszej generacji, która powinna usunąć się w cień i nie przeszkadzać w rządzeniu młodszym, którzy nie przebierają w środkach, by zdobyć władzę. W bajce Król Szczupak ostatecznie podejmuje sprawiedliwą decyzję. Konflikty i intrygi są motorem napędowym akcji, ale nie budzą wielkich emocji. Przedstawienie ma bowiem przede wszystkim charakter rozrywkowy. Ważna jest muzyka, wesołe piosenki, które od samego początku, od śmiesznej piosenki Żab, stwarzają atmosferę beztroski. Pozytywnie nastraja kolorowa dekoracja, w której dominują błękity. Piękne barwne stroje zdobią też utopców. Spektakl, w sam raz przed wakacjami, namawia wprost do wypoczynku na łonie natury. A jeśli z utopcem, to tylko w charakterze ratownika wodnego, który w dodatku nie będzie musiał nikogo ratować. czesława rudnik Wilhelm Przeczek: „Pluskacz i Mąciwoda”. Reżyseria Paweł Niedoba, scenografia Halina Szkopek, muzyka Andrzej Macoszek. Premiera: Teatr Lalek „Bajka”, Cz. Cieszyn, maj 2008.

45

recenzje

 wiesław przeczek

Józef Wierzgoń: Śpiewamy wszyscy. Śpiewnik popularny na co dzień dla każdego. Czeski Cieszyn, Cieszyn 2007, s. 209.

W krainie rozśpiewanych utopców


recenzje

W

ielka sztuka, wielcy artyści, wielkie namiętności. To najkrótsza charakterystyka ostatniej przed wakacjami premiery Sceny Polskiej TC. Pierwsza konfrontacja przedstawienia „Viva Verdi” z widownią odbyła się na końcu czerwca, sztuka wchodzi do repertuaru w następnym, 58. już sezonie SP. I będzie pod wieloma względami mocnym jego akcentem. Na początku było słuchowisko radiowe Paula Barza, niemieckiego muzykologa i historyka sztuki, premiera czeskiej adaptacji teatralnej w przekładzie Miroslava Stuchla, reżyserii Michaela Taranta i scenografii Dany Hávovej miała miejsce w 2006 r. w teatrze w Chebie. Ten sam tandem reżyserskoscenograficzny przeniósł spektakl do Cz. Cieszyna. Ważnym czynnikiem motywacyjnym do wystawienia go po polsku stały się rodzinne powiązania z Polską jednego z głównych protagonistów sztuki. Scenariusz teatralny wzbogacony został o wątki polskie. Autorką polskiego przekładu i współautorką nowej adaptacji teatralnej „Viva Verdi” jest Renata Putzlacher. Szczegółowe życiorysy bohaterów sztuki, z zaakcentowanymi momentami, w których skrzyżowały się ich drogi, zamieszczone zostały w programie do przedstawienia i stanowią ciekawe uzupełnienie i przewodnik dla lepszego zrozumienia spektaklu. Prapremiera w SP może stać się dla sztuki biletem wizytowym otwierającym jej podwoje teatrów w Polsce. Nazwisko Paula Barza nie jest u naszych rodaków w ojczyźnie nieznane. Sprzedawane są tam jego książki o wybitnych kompozytorach, a przede wszystkim grana jest jego „Kolacja na cztery ręce”, sztuka o Janie Sebastianie Bachu i Jerzym Fryderyku Hän-

46

dlu, której najbardziej znaną adaptację wyreżyserował w Teatrze Telewizji Kazimierz Kutz, a główne role zagrali Janusz Gajos i Roman Wilhelmi. Szczęśliwym trafem w historii muzyki nazwane zostało przez Paula Barza spotkanie bohaterów „Viva Verdi”, wybitnego kompozytora włoskiego Giuseppe Verdiego (Karol Suszka) i Arrigo Boito (Bogdan Kokotek, Tomasz Kłaptocz – młodzieniec, Adam Badošek – dziecko), włoskiego poety i kompozytora opery „Mefistofeles”, syna padewskiego malarza Silvestro (Paweł Niedoba) i polskiej hrabianki Józefiny Radolińskiej (Anna Paprzyca). Boito przyjeżdżał do krewnych w Polsce, tłumaczył poezję A. Mickiewicza, przyjaźnił się z J. I. Kraszewskim, los Polski nie był mu obojętny. W przedstawieniu SP występuje także Mickiewicz (Mariusz Osmelak), powiewają polskie sztandary, śpiewany jest „Mazurek Dąbrowskiego”. Boito urodził się, kiedy Verdi dobiegał trzydziestki i przygotowywał się do premiery opery „Nabucco”. „Va pensiero”, słynny chór niewolników z aktu trzeciego, zabrzmi także w spektaklu. Kiedyś stał się nieoficjalnym hymnem Włoch, dziś bliski jest także sercu Zaolziaka. Zaryzykuję twierdzenie, że tę wzniosłą pieśń Żydów mają w swoim repertuarze wszystkie chóry zaolziańskie. Śpiewają ją podczas największych uroczystości i zawsze chwyta słuchaczy za serce. W spektaklu pojawiają się również postacie innych światowej sławy kompozytorów tamtego okresu: Giacomo Pucciniego (Grzegorz Widera), Gioacchino Rossiniego (Ryszard Pochroń), Richarda Wagnera (Janusz Kaczmarski) i fragmenty ich dzieł muzycznych. Muzyka zajmuje zresztą

 kateřina czerná

Pora na katharsis

dużo miejsca w przedstawieniu, jest uzupełnieniem słów, wyjaśnieniem, że mowa o dziełach z najwyższej półki. Szkoda, że tajemnicą pozostaje, kto gra i śpiewa odtwarzane fragmenty. Verdi przez całe życie pragnął zmierzyć się z Szekspirem, swój geniusz potwierdził, komponując „Otella” i „Falstaffa”. Pomogły mu w tym naciski wydawcy Ricordiego (Jakub Tomoszek) i, to najważniejszy wątek dramatu, libretto Arrigo Boito. Znajomość i współpraca tych dwóch wyrazistych osobowości artystycznych nie układała się od razu pomyślnie. Sztuka Barza przybliża poglądy kompozytorów, które stały u podstaw nieporozumień i konfliktów. Mówi o bólu tworzenia, ambicjach i niespełnieniu, sławie i zapomnieniu, miłości i nienawiści, o wrażliwych duszach wielkich pasjonatów sztuki, targanych przez ogromne emocje. Na przyciemnionej scenie z mnóstwem zapalonych świec stoją instrumenty muzyczne, pojawiają się osoby dramatu w kostiumach z dawnej epoki. Schodzą i wychodzą po schodach na środku sceny obrotowej. Taka konstrukcja przestrzeni z jednej strony stwarza aurę tajemniczości, z drugiej pomaga w budowaniu ruchomych scen zbiorowych.

Nie opuszcza sceny dojrzały Boito (B. Kokotek), jego wynurzeń słucha młoda Aniela (gośc. Mirosława Żak). Opowieści z życiorysu przeplatane są muzyką, ilustracjami konkretnych zdarzeń, spotkań. Doświadczonemu reżyserowi M. Tarantowi, któremu nieobca jest praca z przedstawieniami operowymi i baletowymi w różnych czeskich teatrach, udało się połączyć wszystkie elementy w spójną całość i nadać spektaklowi dobre tempo. Odnaleźli się też aktorzy, z których na pierwszy plan wysuwają się Bogdan Kokotek i Karol Suszka. Nie ma w tym przedstawieniu czasu na nudę, jest za to pora na katharsis. Nie tylko dla koneserów muzyki, bo, jak trafnie ujęto to w obsadzie, występuje tu wiele postaci, losów i historii, które formują nasze życiorysy. czesława rudnik Paul Barz: „Viva Verdi”. Adaptacja teatralna: Michael Tarant i Renata Putzlacher, tłumaczenie Renata Putzlacher, reżyseria Michael Tarant, współpraca reżyserska Bogdan Kokotek, scenografia Dana Hávová, współpraca choreograficzna Katarzyna Anna Małolepsza. Prapremiera: Scena Polska Teatru Cieszyńskiego, Cz. Cieszyn 27. 6. 2008. 7

2008


przędziwo pamięci

W

lipcu 1946 r. władze oświatowe urządziły kolonię dla męskiej młodzieży z Zaolzia, kształcącej się w cieszyńskich szkołach średnich. Zlokalizowano ją w ewangelickiej szkole w Ustroniu. W dwóch (a może trzech?) izbach lekcyjnych na piętrowych pryczach kwaterowało ok. 80 młodzieńców, z których najmłodsi liczyli 12 lat, a najstarsi przekraczali dwudziestkę z nawiązką. W tej grupie znaleźli się i tacy, których II wojna światowa w różny sposób porwała w swe nieludzkie tryby. Kolonią kierował młody nauczyciel Władysław Milerski, bodajże pochodzący z Jabłonkowa. W naszych oczach uchodził za bohatera, a przynajmniej za niezwykle odważnego człowieka. Ponieważ Czesi odmówili wydania mu przepustki, skorzystał z dobrodziejstwa „zielonej granicy”, by wywiązać się z nałożonego nań obowiązku. Mimo aprowizacyjnych trudności kierownik dwoił się i troił, by ustrońskie kucharki mogły nam dogadzać Nie pamiętam, by któryś z kolonistów uskarżał się na jakość posiłków, lub zbyt szczupłe racje. W. Milerski dbał nie tylko o nasze podniebienia. Jego organizatorskiemu zmysłowi koloniści zawdzięczają niezapomniane lipcowe dni. Poranne i wieczorne mycie odbywało się w Wiśle, dokąd udawaliśmy się biegiem w „gęsim” szyku. Rzeka toczyła wtedy iście kryształową wodę! W soboty kąpiel odbywała się pod natryskami w fabrycznej łaźni Kuźni Ustroń. Gościnna fabryka użyczała nam nadto dwie ciężarówki z demobilu (słynne ZIS-5) na niedzielne wycieczki, dzięki czemu mogliśmy zwiedzić bardziej odległe zakątki Beskidu Śląskiego. Pamiętam kierowców, wtedy jeszcze zwano ich szoferami. Byli to dwaj bracia, o których fama niosła, iż frontowy staż „za kółkiem” odbyli na górskich bezdrożach we Włoszech, jako żołnierze II Korpusu WP. Nie dziwota, że jazda serpentynami Kubalonki dławiła nam dech w płucach. Ale takie oraz wiele innych momentów kolonijnej beztroski utkwić musiało najgłębiej w zakamarkach pamięci. Zdeptaliśmy także wiele górskich ścieżek, przed ponad pół wiekiem do rangi turystycznych szlaków jeszcze nie zaliczanych. Z najbliższych szczytów chłonęliśmy dalekie widoki, czemu sprzyjała nie tylko wyśmienita pogoda, ale przede wszystkim klarowne powietrze, wolne od złowrogich i wszechobecnych dziś spalin. Jak przystało na chłopięco-młodzieńczą społeczność, łobuzerskie wyskoki (zda7

2008

Kolonia mego dzieciństwa

Rozpoznani uczestnicy kolonii. Trójka na samym przedzie nierozpoznana. Rząd II od lewej: 1. Bolesław Potysz, 5. Tadeusz Santarius, 7. Zbigniew Rzeszut. Rząd III: 1. Witold Chmiel, 2. Karol Chmiel, 6. Władysław Jurczek, 7. Władysław Rakowski, 8. Eugeniusz Kaczyński, 9. Stanisław Wilczek, 10. Wacław Bajger, 11. Karol Santarius. Rząd IV: 2. Józef Gwóźdź, 3. Leopold Łukosz, 4. kierownik kolonii Władysław Milerski, 5. Oswald Bugel, 7. N. Parkosz, 8. Bronisław Mencner, 11. Roman Biegun. Rząd V: 3. N. Kotas, 5. N. Stabrawa, 7. N. Klimsza, 10. Kazimierz Gołuch, 11. Bogusław Pasz, 12. Tadeusz Kubiczek, 17. Jan Rusz. Rząd VI: 1. Edward Buława, 3. Wiktor Buława, 4, Józef Mackowski, 5. autor artykułu, 7. Jerzy Czapla, 8. Tadeusz Zahradnik, 9. Tadeusz Geiger, 14. Bogusław Zahradnik, 16. Zygmunt Solich, 20. Józef Halama. Wśród uczestników byli również m.in. Jan Buzek, Eugeniusz Ciucia, Walter Gradek, Oskar Halama, Rudolf Jaworek, Jan Krząszcz, Jan Przeczek, Bolesław Skałuba, Bronisław Suchanek, N. Wilczek, Jan i Tadeusz Wiszczor, których na zdjęciu niestety nie rozpoznano. rzenia raczej nie częste) starannie były kamuflowane, do czego przydawał się spryt i sztama, cechy wielekroć ćwiczone w latach niedawnej wojny. Toteż zarówno kierownik jak i wychowawcy pojęcia nie mieli o naszych „słabościach”. A może „mieli”, tylko przymykali oczy? Wychowawcy. Żałuję, że pamięć nie przechowała wszystkich nazwisk. Ostał się jedynie Józef Śliwka, ale też był prawdziwym primus inter pares. To im przecież zawdzięczaliśmy niefrasobliwe dni oraz atmosferę, którą nie tak łatwo było wytworzyć w gronie znacząco różniących się wiekowo uczestników. Byliśmy rozśpiewani, choć niektórzy – z racji mutacyjnych przypadłości – piali niczym kogucie młodziki. No, ale jak tu nie śpiewać, skoro był wśród nas Oswald Bugel, już wówczas w zaolziańskich kręgach znany śpiewak, a w późniejszych latach sławny tenor czeskich (i nie tylko) teatrów operowych. Jaka to wreszcie była kolonia – niechaj zaświadczy wydarzenie, którego nie waham się nazwać ewenementem. W gronie uczestników znalazł się również uzdolniony literacko Jan Krząszcz (wi-

dać, nazwisko zobowiązuje!), który napisał rodzaj śpiewogry, jak dziś można by nazwać ów sceniczny utwór. Rada w radę – spektakl postanowiono wystawić. Choć czasu było tyle, co kot napłakał, choć żeńskie role należało obsadzić wokalnie uzdolnionymi koleżankami z analogicznej żeńskiej kolonii – przedsięwzięcie „wypaliło” na całego, czego dowodem był aplauz widowni! Dodać warto, że sala „Prażakówki” wypełniona była do ostatniego krzesła. Słowo na zakończenie. Kiedy 17 maja br. na Walnym Zjeździe Macierzy Ziemi Cieszyńskiej witano zaproszonych gości, a wśród nich Władysława Milerskiego z Cz. Cieszyna – oniemiałem z wrażenia. Miałby to być z taką tkliwością zapamiętany kierownik ustrońskiej kolonii? Rysy twarzy W. Milerskiego nie odbiegały od wizerunku ze zbiorowej fotografii zamieszczonej przez „Kalendarz Cieszyński 2003” (rząd IV obok Oswalda Bugela). Wtedy jednak nie mając stuprocentowej pewności, nie wymieniłem jego nazwiska. Podczas przerwy w obradach odnowiliśmy znajomość sprzed 62 lat. tadeusz kopoczek 47


półka z książkami

Tadeusz Kopoczek: U nas w latach grozy 1939-1945 Macierz Ziemi Cieszyńskiej, Cieszyn 2008, s. 80.

O

d kilku lat jesteśmy świadkami niebywałego wprost wysypu książek o tematyce regionalnej, i to najróżniejszego gatunku. Większość to publikacje okolicznościowe, uwzględniające potrzeby węższych grup społecznych. Nie ujmując w niczym ich walorów poznawczych, czytelnik zdaje sobie jednak sprawę, że ich wartość nie przekracza interesu środowiskowego. Dotyczy to zwłaszcza różnego rodzaju „historycznych” jednodniówek, których autorzy i komitety redakcyjne postanowili uczcić jakąś rocznicę. Pojawiają się też wydawnictwa albumowe, wykorzystujące głównie zbiory dawnych widokówek regionalnych kolekcjonerów. Pionierem tego typu publikacji był u nas Henryk Wawreczka, współautor i redaktor m.in. kultowej już księgi „Těšín, Český Těšín na starých pohlednicích a fotografiích / Cieszyn, Czeski Cieszyn na starych widokówkach i fotografiach” (1999). W podobnym kierunku poszło wydawnictwo Region Silesia Bronisława Ondraszka, ale nie ograniczając się wyłącznie do zdjęć i podpisów, zaczęło oferować bardziej etnograficzny, kulturowo bliższy mieszkańcom regionu ogląd śląsko-cieszyńskiej rzeczywistości. Wzorcową i przez wiele lat niezastąpioną pod tym względem publikacją był album „Olza od pramene po ujście” Ireny Cichej, Kazimierza Jaworskiego, B. Ondraszka, Barbary Stalmachowej i Jana Stalmacha (2000). Natomiast do zupełnej rzadkości należą opracowania historyczne, bazujące albo na kwerendzie źródeł, albo na… pamięci autora. Pomijając prace ściśle naukowe, wychodzące spod piór zawodowych historyków i z reguły firmowane przez Kongres Polaków oraz Książnicę Cieszyńską, na uwagę zasługują zwłaszcza publikacje Karola Kajzera, Franciszka Glajca i Tadeusza Kopoczka z drugiej strony Olzy. O jednej z prac pierwszego z nich („Dzieje wsi Ochaby”) już pisałem („Zwrot” nr 9/2007), dziś chciałbym zasygnalizować dokonania trzeciego. Związany w młodości z Gnojnikiem, Tadeusz Kopoczek nie jest postacią w środowisku cieszyńskim nieznaną. Ten znany 48

dziennikarz i fotoreporter „Głosu Ziemi Cieszyńskiej”, działacz ruchu harcerskiego, od lat 30. XX w. uczestniczył we wszystkich istotnych wydarzeniach regionu. Chętnie o nich opowiadał, a bywało, że przetykał aktualne relacje paralelami i facecjami z przeszłości. Natomiast niezwykle rzadko – a było tak jeszcze do końca lat 90. – je opisywał. Opory postanowił przełamać w 1998 r., wypuszczając na rynek źródłową książkę „Harcerstwo Śląska Cieszyńskiego. Ważniejsze fakty z lat 1912-1945”. Od tej pory napisał i doprowadził do wydania 8 książek, z których zwłaszcza ostatnie – „Rodzinne korzenie, drogi i dramaty” (2006), „Ostatni strzał” (2006), „Jak to u nas drzewiej bywało” (2007) i „U nas w latach grozy 19391945” (2008) – wypada zaliczyć do najważniejszych w swoim gatunku. Ostatnia pozycja to wspomnienia z czasu II wojny światowej, przetykane dyskretnie cytatami z innych prac, w tym zwłaszcza Otylii Toboły „Lutyńskie tango i inne historie wojenne z Zaolzia”. Wspomnienia są napisane – autor nie zamierza tego ukrywać – z pozycji niezłomnego polskiego i lokalnego patrioty, któremu napaść hitlerowców na Polskę kojarzy się z historycznym ciągiem brutalnych aktów agresji sąsiadów na niezawisłość jego ojczyzny, w tym zwłaszcza na ukochaną ziemię cieszyńską. Swój zamiar wyłożył w odautorskim słowie wstępnym: „Musimy stanowczo przeciwstawić się tym, którzy próbują wypaczać, a nawet wręcz dezawuować bolesne dzieje polskiego narodu, który w latach grozy ponieść musiał niewyobrażalną ofiarę krwi”. Niezależnie jednak od tego, że książka posiada wyraźne przesłanie ideowe, zawarte w niej fakty i opowieści stanowią nie tyle przyczynek do regionalnej historii, co tej historii bolesne, osobiście doświadczone, uwierzytelnienie. Bardzo cennym składnikiem publikacji są unikalne zdjęcia archiwalne, nigdzie dotychczas niepublikowane. Większość pochodzi z prywatnej kolekcji autora, nieliczne udostępniło Towarzystwo Miłośników Skoczowa oraz wspominany już Karol Kajzer. kazimierz kaszper

Nasłuch radiowy Wychodząc popołudniami z domu, Tato zabierał radiową lampę ukrytą w mechanizmie wiszącego zegara. Także jego znajomi przynosili inne części, z których montowano niepozorny odbiornik radiowy, pomysłu i konstrukcji Rudolfa Wojtanka, pochodzącego z Suchej Beskidzkiej technika kolejowej łączności. Zagranicznych audycji słuchano w gospodarstwie Jana Lasoty „Pod lasem” w Gnojniku, pozorując prace wymagające męskich i mocnych rąk. Ze strzępów rozmów moje cienkie ucho wyławiało tajemniczo brzmiące nazwisko jakiegoś generała Sikorskiego oraz zupełnie, ale to zupełnie niezrozumiałe – a może poprawniej: niepojęte – wieści o żołnierzu polskim, biorącym odwet na Niemcach z dala od kraju. Zaczynałem też wiedzieć, iż „nadludzie” unikają większych kompleksów leśnych niczym diabeł święconej wody, a już od gór stronią jak od zarazy. Któregoś zimowego i mglistego wieczoru tajemniczy samolot długo krążył nad Gnojnikiem, Ligotką, Śmiłowicami i Trzycieżem, a potem warkot jego motorów nagle ucichł. Następnego dnia gruchnęła wieść: – Na Ropiczniku nad Rzeką rozbił się duży samolot… Była to maszyna hitlerowskiej Luftwaffe, ale dopiero po wielu dniach Niemcy zdecydowali się na ściągnięcie rozbitych szczątków Heinkla-111, do czego zresztą zaangażowali drwali i wozaków, by głównie ich siłami na stację w Gnojniku dostarczyć pogruchotane części kadłuba, skrzydeł i silników. Wcześniej bombowiec „obrany” został ze wszystkiego, co partyzantom mogło się przydać. Nie było radiostacji i broni pokładowej, za wyjątkiem 2-lufowego cekaem z dziobowej kabiny strzeleckiej. Nie był przydatny, gdyż jego lufy po zderzeniu z górskim stokiem pogięły się niczym stare gwoździe. Zwłoki lotników partyzanci pozostawili w bieliznach… tadeusz kopoczek (Fragment wspomnień „U nas w latach grozy 1939-1945”) 7

2008


M o j e

ż y wob y c i

Wiosna 1959 roku

WŁADYSŁAW WRANA Olbrachcice 7

2008

Zabrakło Liry W recenzji Maju nad Olzą pióra Daniela Kadłubca („Zwrot” nr 6/2008) zostały wymienione występujące zespoły, ale z chórów PZKO tylko dwa: Hejnał-Echo i Dźwięk, zabrakło natomiast chóru mieszanego Lira. Tymczasem właśnie ten darkowski, prowadzony przez Beatę Pilśniak-Hojka, chór jest niejako symbolem recenzowanej imprezy. Występuje w Maju nad Olzą od lat, a członkowie MK PZKO w Darkowie od samego początku uczestniczą w jej przygotowaniach (np. zdobienie i stawianie moja). Załączam zdjęcie chóru (fot. Bolesław Mrózek) z tegorocznego występu. JÓZEF GÓRECKIKarwina Raj

Nie Szymura, lecz Czapek Krystyna Zielińska-Suszka pisze w recenzji koncertu Przyjaźni („Zwrot” nr 6/2008), że pieśń sakralną „Czarna Madonna” śpiewała z Władysławem Czepcem Beata Szymura. Otóż nie, pieśń tę śpiewała Sylwia Czapek. Nazwiska p. Czapek istotnie w programie nie było, ale prowadząca koncert p. Szyja wymieniła je w zapowiedzi. EUGENIUSZ HERMANKarwina Nowe Miasto

O czystej wodzie Bardzo mnie zainteresował artykuł „O czystej wodzie” (rubryka „Moje żywobyci”, nr 2/2008, autor Władysław Wrana). Po przeczytaniu wróciłem wspomnieniami do swego dzieciństwa. Światło świata ujrzałem w 1926 r. w Ligocie Allodialnej (Zpupná Lhota) k. Cieszyna. Los sprawił, że uczęszczałem do czeskiej szkoły. Ojciec pracował na kolei (ČSD). Polskiej gramatyki nie opanowałem w sposób dostateczny, przepraszam (list jest napisany po czesku – red.). Przyroda, strumyki z czystą wodą, rzeka Olza obfitująca w ryby i raki – wszystko było całkiem inne, powiedziałbym: dziewicze. Również stosunki międzyludzkie były w istocie bardzo ludzkie. Drastyczne zmiany nastąpiły w latach wojny. Z pól bitewnych wróciłem do domu w 1946 r., z upływem czasu wypada mi stwierdzić, że duch szczęśliwości nigdy już do naszej wioski nie powrócił. GUSTAW KUBACZKATrzyniec

Komunikat Zawiadamiamy Czytelników, że na czas wakacji spotkania w ramach „Szyndzielni Zwrotu” zostają zawieszone. Laureaci konkursów „Zwrotu” mogą odebrać nagrody w redakcji lub poczekać do kolejnego spotkania szyndzielniowego we wrześniu. Prosimy Redakcja o kontakt telefoniczny lub elektroniczny. 49

trybuna czytelników

Było to w 59. roku miniónego wieku. Wtedy żech, jak każdy zdrowy synek, brónił ojczyzne w Plzniu. Uczył żech na wojskowej szkole, tak żech se musioł aji pieknie oblykać a strugać dobrote. Jednego pieknego wiosynnego dnia dziewiynć kamratów i jo musiało jechać do Šťáhlav strzylać honorowóm salwe wojokowi, kiery kansik na Słowokach zginył tragicznie pod tankym. Nafasowali my gwery, ślepe patróny i pojechali… Nad dziedzinóm, na „Chlumie“, był kierchów, otoczóny kamiynnym płotym i wielkimi lipami. Świyciło marcowe słóneczko, śniyg se dziyrżoł uż jyny w ciyniu abo w krzipopach, w brózdach ściykała woda. Ku kierchowu uż szła procesyja ludzi, za trówłóm bioło i czorno niewiasta, ludzie popłakowali, a najwiyncyj tatowie tego zabitego wojoka. Muzykanci grali też takóm smutnóm muzyke – z nogi na noge. Nad grobym przestali grać, farorz mówił o Pómbóczku, cywilny mówca o prawie przirody, a my stoli bokym na baczność. Nad kierchowym zaczón śpiwać skowrónek. Piyrsze po cichutku, potym jak był coroz wyży, tak śpiwoł do słóneczka, i do całego świata o tym, jak je pieknie żyć i dożyć se wiosny. Jak już był ganc malutki, tak mówcy domówili, a my nabili gwery. Padła kómynda „Pal“. Gruchło naroz 10 laufów, potym po drugi i po trzeci… Jak mi przestało trzeszczeć w uszach, tak posłóchóm takóm bolawóm cisze, wyglóndóm na niebie skowrónka, a ón lecioł ku ziymi jak kamiyń, a dziepro jak był nad ziymióm, tóż odewrził skrzidełka i siednył se na skibe na polu wedle kierchowa. Uż beztak do wieczora żodnymu nie zaśpiwoł, bo na co śpiwać, jak strzylajóm… Mie ale potym dłógo przichodziły do głowy wszelijaki myśli. Jedna wersyja była aji tako, że my strzylali Pómbóczkowi do okiyn za to, że w taki piekny dziyń na wiosne se wzión do siebie młodego synka. Ludzie se rozeszli, jyny nad grobym zustali rodzice i niewiasta w czornym welónie, kiery potym chynyła swoimu galanowi do grobu. Słóneczko dali pieknie świyciło, my pojechali spatki do kasarni. Żodyn z nas nie przemówił słóweczka. Dycki jak na wiosne usłyszym skowrónka, a jak dośpiwo i spaduje ku ziymi, tak żech je myślami na šťáhlawskim kierchowie w 1959 roku.


konkurs polska h

i

s

t

o

r

i

a

10 listopada 1444 r. rozegrana została pod Warną jedna z największych tego czasu bitew krzyżowców z niewiernymi, czyli światem islamu. Wojska chrześcijańskie (20 tys.) prowadzili: 20-letni król Polski i Węgier oraz János Hunyadi, wojewoda siedmiogrodzki. Na czele armii tureckiej (60 tys.) stał sułtan Murad II. Bitwa mogłaby się zakończyć zwycięstwem krzyżowców, ale z powodu chybionego manewru młodego króla zakończyła się klęską. Król zginął, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. Miejsce śmierci młodego króla jest jednak znane, znajduje się w pobliżu starożytnego trackiego kurhanu, między skrajem zbudowanego później warneńskiego lotniska a socjalistycznymi blokowiskami na zachód od centrum miasta. W 1934 r. na szczycie kurhanu zbudowano mauzoleum, symboliczny grób króla z zawsze płonącym zniczem w ciemnej krypcie. Wokół niego urządzono park Braterstwa Broni, w którym można zwiedzić muzeum poświęcone bitwie.

l

i

t

e

r

a t

u

r

a

„Miasto Wilno Żydzi europejscy nazywali Jeruzalem Północy i słusznie widzieli w nim swoją stolicę kulturalną. Tutaj mieściły się instytucje naukowe, przeniesione następnie do New Yorku, tutaj rozwijał się silny ośrodek hebraistycznego ruchu, a uczniowie tutejszych szkół hebrajskich najbardziej chyba przyczynili się do odrodzenia języka Biblii w Izraelu. W sklepikach, gdzie kupowałem znaczki poczotwe, zawsze wisiała puszka z gwiazdą do zbierania datków na cele syjonizmu. Całe to życie wspólnoty z jego wielością prądów, orientacji i dążeń narosło organicznie w mieście słynnych egzegetów Talmudu i Tory.”

f

i

l

M

Należy do światowej czołówki reżyserów filmowych, jego debiutem pełnometrażowym był film „Nóż w wodzie”, jedno z najwybitniejszych dzieł polskiej kinematografii. Wkrótce potem wyjechał z kraju i kręcił filmy we Francji, Wielkiej Brytanii, USA i Włoszech. Swój talent potwierdził nakręconymi w Hollywood horrorem „Dziecko Rosemary” i czarnym kryminałem „Chinatown”. Został jednak uznany winnym uwiedzenia 13-letniej dziewczyny i osadzony w więzieniu. Po wyjściu na wolność osiadł we Francji. W 2002 r. nakręcił film „Pianista”, za który w 2003 r. otrzymał Oscara.

Pytanie 1 Jak się nazywa młody król Polski i Węgier, który zginął w bitwie pod Warną w 1444 r.?

Pytanie 2 Podaj imię i nazwisko autora cytowanego fragmentu „Rodzinnej europy”.

To fragment eseju pomieszczonego w zbiorze „Rodzinna Europa”. Jego autor urodził się 30. 6. 1911 r. w Szetejniach nad Niewiażą na Litwie, w 1951 r. opuścił Polskę i osiadł najpierw we Francji, następnie w USA, gdzie został profesorem języków i literatur słowiańskich na Uniwersytecie Berkeley (Kalifornia). W 1980 r. otrzymał Nagrodę Nobla. Po 1991 r. często przebywał w Krakowie, tutaj też zmarł 14. 8. 2004 r.

Pytanie 3 Podaj imię i nazwisko

wybitnego polskiego reżysera filmowego, mieszkającego obecnie we francji, autora takich dzieł jak „nóż w wodzie”, Chinatown”, „Pianista”.

Odpowiedzi z zaznaczeniem KONKURS POLSKA można przesyłać pocztą i w formie elektronicznej na info@zwrot.cz. Termin ich nadsyłania mija 4. 8. 2008. Rozwiązanie edyC ji CzeRwCowe j Pytanie nr 1: Zatoka Gdańska. Pytanie nr 2: Stanisław August Poniatowski. Pytanie nr 3: narodowości holenderskiej.

zakres tematyczny konkursu dotyczy zjawisk związanych z polską, jej historią, kulturą, nauką, literaturą, sztuką, sportem itp. Co miesiąc publikujemy trzy pytania. żeby wziąć udział w losowaniu nagród, wystarczy poprawnie odpowiedzieć: a) na jedno z nich – zwycięzca otrzymuje książkę wartości ok. 200 Kc; b) na dwa z nich – zwycięzca otrzymuje książkę wartości ok. 600 Kc; c) na wszystkie trzy – zwycięzca otrzymuje prenumeratę „Zwrotu” na 2008 r. (dla siebie lub wskazanej osoby) oraz nagrodę rzeczową wartości 1000 Kc. Nagrody książkowe sfinansowało Stowarzyszenie „Wspólnota Polska“. 50

nadesłano 28 poprawnych odpowiedzi, wyłącznie na wszystkie trzy pytania. Prenumeratę „Zwrotu” na 2008 r. (dla siebie lub wskazanej osoby) oraz nagrodę rzeczową wartości 1000 Kc wylosowała Helena Ondraszek z Wędryni. Losowanie z udziałem red. red. Czesławy Rudnik i Kazimierza Kaszpera odbyło się 5. 7.2008 r. nagrody zostaną wręczone podczas powakacyjnego spotkania Szyndzielni „Zwrotu”. uczestników konkursów prosimy o podawanie wraz z rozwiązaniem swojego nr. telefonu. 7

2008


Wśród autorów prawidłowych rozwiązań rozlosowane zostaną nagrody książkowe. Rozwiązanie dodatkowe prosimy przesyłać na adres pocztowy lub info@zwrot.cz do 4 sierpnia. Rozwiązanie krzyżówki z nr 6/2008: CZŁOWIEK JEST ODPOWIEDZIALNY NIE TYLKO ZA UCZUCIA, KTÓRE MA DLA INNYCH, ALE I ZA TE, KTÓRE W INNYCH BUDZI Nagrody książkowe wylosowali: Aleksandra Macura z Wędryni i Jan Musioł z Trzyńca. Gratulujemy! Poziomo: 1 nim obejrzysz pantofelka 8 kosztowny drobiazg 11 obierzyny 12 imituje skórę 13 słynny lutnik z Cremony 14 lubi robić kawały 15 najdłuższa rzeka Ameryki Północnej 20 kuchenna siekierka 21 rozszczekany na barany 24 Nowicki, przyjaciel Tomka Wilmowskiego 25 syn króla Kreteusa 26 prądnica 28 tebański bóg księżyca 29 głupstwo totalne 32 rodzaj tkanki łącznej 33 miasto i port w Danii 36 nastrojowość 37 tymczasowy budynek 7

2008

38 okulary Małysza 39 starsza epoka kredy 40 ciepłe obuwie na zimę 44 struś rodem z Ameryki 45 cierpi na miażdżycę 50 metale alkaliczne 51 taniec brazylijski 52 przywódca 53 kenijska metropolia 54 wielbiciel 55 prowadzi ciemne interesy Pionowo: 1 łączy komputer ze światem 2 część zbroi osłaniająca tułów 3 ssak z rodziny żyraf 4 ruchy wykonywane przy chodzeniu 5 zdumienie połączone

z uznaniem 6 rymowany utwór 7 fabryka piwa 8 producent napoleonek 9 stracony w Rumunii 10 sprawuje z ramienia sądu opiekę nad małolatem 16 bieg niektórych zwierząt czworonożnych 17 stworzył inspektora Maigreta 18 brodacz monachijski z grupy pinczerów 19 wódka zaprawiona ciemnym piwem 22 brzmi w trzcinie 23 prowadzi burzliwy tryb życia 27 pozbawianie władzy 30 kąpielisko nad Wieprzą 31 wiosenna odwilż

33 kościelny muzyk 34 zajmuje się badaniem warunków pracy 35 trudni się nieuczciwymi operacjami handlowymi 41 niemiecka bojowniczka o równouprawnienie kobiet 42 Amerykanin od krów 43 kwietniowa solenizantka 46 John, angielski filozof 47 przedmiot materialny 48 rozgrywany na korcie 49 marionetka Podpowiedź do rozwiązania dodatkowego: słowa stefana wyszyńskiego opr. Biki

51


Maszyny i urządzenia na oddziale przygotowawczym tkalni

Kocioł farbiarski i draparka mechaniczna na wykończalni

w prz ę dzalni i tkalni Na początku XIX w. w Bielsku pracowało ponad 500 mistrzów tkackich. W Łodzi nikt wtedy jeszcze nie myślał o budowie ogromnych fabryk materiału. Piotr Kenig, kierownik Muzeum Techniki i Włókiennictwa (oddział muzeum w Bielsku-Białej), podkreśla, że jeśli chodzi o tradycje włókiennicze, to stolica Podbeskidzia wyprzedziła Łódź o kilka stuleci. – Bielsko i Biała mają o wiele starsze tradycje sukiennicze. Pierwsi sukiennicy pracowali tu już w XVI w. – mówi. Przypomina, że na początku XIX w. w Bielsku pracowało ponad 500 mistrzów tkackich, a w Białej ok. 150. Przełomowy był jednak rok 1806. Wtedy w Bielsku pojawiła się pierwsza przędzarka mechaniczna, która dała początek rewolucji przemysłowej. Urządzenie przędło 16 nitek. W 1811 r. powstały pierwsze fabryki sukna, a od 1826 r. wprowadzano maszyny parowe. – Tkaniny z wełny tu produkowane były bardzo dobrej jakości. Łódź wytwarzała masówkę z bawełny, głównie na rynek rosyjski. Jakość tych materiałów była gorsza – dodaje Kenig. Pamiątką po czasach świetności przemysłu sukienniczego w Bielsku-Białej jest właśnie muzeum. Swoje miejsce znalazło w dawnej fabryce sukna rodziny Büttnerów przy ul. Sukienniczej 7 (zwiedzający wchodzą jednak od strony pl. Żwirki i Wigury). W czasach PRL fabrykę odebrano właścicielom i znacjonalizowano. Potem powstawały tu produkty Bewelany, aż wreszcie w części pomieszczeń postanowiono urządzić muzeum.

Można je zwiedzać od grudnia 1996 r. Kenig zastrzega, że na maszynach nie da się już nic produkować, ale goście mogą dokładnie przekonać się, jak przed laty powstawały słynne bielskie tkaniny wełniane. W muzeum zgromadzono m. in. sprzęt, który dawniej służył do przędzenia owczej wełny. Można tu obejrzeć np. klepak do czyszczenia odpadów z produkcji, trzepak do wełny czy selfaktor. To urządzenie to po prostu przędzarka – dzięki niej niedoprzęd zamieniał się w przędzę. Maszyna pochodzi z końca XIX w. i powstała w bielskiej fabryce maszyn G. Josephy’s Erben. Gotowa przędza trafiała potem na przewijarki i osnowarki. Warto zwrócić uwagę na osnowarkę z lat 30. ub. wieku z fabryki Georg Schwabe, maszynę do nawijania osnowy. Z kolei w sali tkalni można obejrzeć krosna. Muzeum ma w swoich zbiorach m. in.drewniane krosna nicielnicowe (z okresu XVIII-XX w.) i pochodzące z lat 60. zeszłego stulecia krosna mechaniczne. Są też maszyny do wyrobu kapeluszy, a nawet magle i maszyny do szycia. Można też zajrzeć do kantoru mistrza, który pilnował pracy robotników. Do muzeum z czasem zaczęły też trafiać inne eksponaty związane z techniką. Dzięki temu placówka może się pochwalić m.in. starymi maszynami do pisania i liczenia, odbiornikami radiowymi i telewizorami, a także obrabiarkami i wiertarkami. W muzeum są też osobne wystawy poświęcone tutejszym strażom pożarnym i wodociągom. przemysław jedlecki

Muzeum Techniki i Włókiennictwa w Bielsku-Białej ul. Sukiennicza 7 www.muzeum.bielsko.pl


Zwrot 07/2008