Page 1

2008

6

akacje… W

TABORy POSZły dO nIeBA

I co dalej?


ilustrowana kronika Miesiąca kMaj 2008 1

Zespół Błędowianie z Hawierzowa zajął się „stawianiem moja” podczas pierwszego koncertu w Parku Uzdrowiskowym w Karwinie Darkowie w ramach XIII Międzynarodowych Dni Folkloru „Maj nad Olzą”. Organizatorem jest miasto Karwina, PZKO oraz Sanatorium Darków.

8

1

10 10

Stulecie obchodził chór Lutnia z Lutyni Dolnej (dyr. Władysław Rusek, prezes Renata ćmiel, kier. org. Maria Sztwiertnia), otrzymał medal PZChiO - Złotą Odznakę z Wieńcem Laurowym. W programie oprócz jubilata zaśpiewali uczniowie PSP, Chór Nauczycieli Polskich, Rychwałdzianie, Kalina z Karwiny Frysztatu oraz z Polski Kalina z Łazisk i Biesiada Olziańska.

3-4

Klub Kobiet MK PZKO w Nawsiu pod kierownictwem Anny Recmanik przygotował wystawę „U nas w Nowsiu”. Oprócz prac ręcznych, m.in. Aurelii Buławy, i wyrobów z piernika obejrzeć można było obrazy Janusza Niedoby.

4

Klub Młodych MK PZKO w Łomnej Dolnej zagrał przedstawienie: „Snęby, czyli namowy” W. Niedoby i „Siedzi sobie zając” H. Jasiczka.

4

W Karwinie Darkowie podczas „Maju nad Olzą” zaprezentowali się chór męski Hejnał-Echo MK PZKO Karwina Frysztat i ZPiT Odra z Ostrawy.

4

W Cieszynie i Cz. Cieszynie zakończyła się 10. edycja Przeglądu Filmowego „Kino na Granicy”.

75 lat ukończył pisarz zaolziański Władysław Sikora.

12

17

Rudolf Moliński, wiceprezes ZG PZKO, stanął na czele Rady Przedstawicieli Kongresu Polaków w RC.

13

O historii Śląska Cieszyńskiego i polskiej mniejszości na Zaolziu dyskutował z uczniami polskiej i czeskiej szkoły w Wędryni prezes Kongresu Polaków Józef Szymeczek.

13-14

8

14

6

Spotkanie Międzygeneracyjnego Uniwersytetu Regionalnego ZG PZKO rozpoczęło się na Wzgórzu Zamkowym w Cieszynie. Wykład w plenerze na temat „Szlak książąt cieszyńskich – Habsburgowie” poprowadził dr Mariusz Makowski.

8 8

Mistrzostwa w strzelaniu z wiatrówki zorganizowało MK PZKO w Lesznej Dolnej.

W Galerii Kropka w Cz. Cieszynie otwarto wystawę „Kobieta w trzech odsłonach” (Katarzyna Luch, Paulina Plizga, Helena Szawłowska).

Widzowie X Jubileuszowego Koncertu Majowego PSP im. S. Hadyny w Bystrzycy, który zaprezentowano w Domu Kultury „Trisia” w Trzyńcu, obejrzeli widowisko „Historia pewnej podróży”. Udział wzięli uczniowie i absolwenci bystrzyckiej szkoły, głównie zaś chóry szkolne „Crescendo” i „Wiolinki” (dyr. Danuta Cymerys), a także chór mieszany Collegium Canticorum (dyr. Danuta Zoń-Ciuk).

11

W Domu Kultury w Orłowej odbył się wernisaż wystawy prac plastycznych 15 członków Polskiego Stowarzyszenia Artystów Plastyków w RC.

5-6

17

17

Chór mieszany Lira MK PZKO Karwina Darków oraz ZPiT Vonička z Hawierzowa byli bohaterami programu „Maju nad Olzą” w Karwinie Darkowie.

W Piekarach Śląskich odbyły się eliminacje finałowe XV Przeglądu Piosenki Dziecięcej im. A. Dygacza „Śląskie Śpiewanie”, w którym udział wzięli również młodzi Zaolziacy. W kategorii solistów zdobyli pierwsze (Jakub Zogata), drugie (Aneta Zagóra) i trzecie (Vojtěch Pazdera) miejsce oraz dwa wyróżnienia (Katarzyna Stonawska i Johana Pazdera), w kategorii duetów trzecie (Maja Kłosińska i Jolanta Kowalczyk), w kategorii zespołów wokalnych pierwsze miejsce (Mali Błędowianie), w kategorii zespołów wokalno-instrumentalnych dzieci młodszych trzecie (Mali Muzykanci) i starszych pierwsze miejsce (Lipka), w kategorii chórów szkolnych pierwsze miejsce (Trallala).

Z dwudniową wizytą przybyli na Zaolzie wiceminister spraw zagranicznych RP Jan Borkowski oraz dyrektor Departamentu Konsularnego i Polonii MSZ Wojciech Tyciński. Spotkali się m.in. z Radą Kongresu Polaków, gimnazjalistami, wzięli udział w obradach polskich i czeskich radnych w Cz. Cieszynie, odwiedzili szkołę w Trzyńcu VI, Gródek.

Monika Łysek), Trallala (PSP Cz. Cieszyn, dyr. Beata Brzóska), Crescendo (PSP Bystrzyca, dyr. Danuta Cymerys), Collegium Iuvenum (Gimnazjum Polskie Cz. Cieszyn, dyr. Leszek Kalina).

Jubileusz 90-lecia obchodziło polskie przedszkole w Karwinie Frysztacie. Przedszkolacy razem z rodzicami i wychowawczyniami zagrali dla gości spektakl „O królu Słońcu i jego czterech córkach”. Podczas „Powitania wiosny” w MK PZKO w Olbrachcicach wystąpił chór mieszany oraz teatrzyk Drops (kier. Jadwiga Czap), który swe przedstawienie „Krasnoludki są na świecie” i Czarne na białym” zadedykował matkom. Odbył się też wernisaż wystawy plastyków zaolziańskich Pawła Wałacha i Józefa Dronga.

17

Po raz czwarty odbyło się w Koszarzyskach zorganizowane przez działające przy MK PZKO w Jabłonkowie Ognisko Oddziału Górali Śląskich Związku Podhalan przy współpracy MK PZKO w Koszarzyskach „Miyszani łowiec”S Imprezie towarzyszył Koszarzyszczański Jarmark oraz przegląd kapel i zespołów folklorystycznych.

Sekcja Ludoznawcza ZG PZKO zorganizowała wyjazdowe zebranie w Stonawie. Przewodnikiem po najważniejszych miejscach Stonawy była prezes MK PZKO Henryka Żabińska.

 marian siedlaczek

W Domu PZKO w Orłowej Lutyni przebiegał Dzień Gospodarza. Odbyły się zawody sportowe, wystąpiła Nowa Skotniczka, była dyskoteka i ognisko.

Dzień sportowy przebiegał w MK PZKO Orłowa. Po turnieju tenisa stołowego i grze w kręgle smażono jajecznicę.

15

W Cz. Cieszynie odbył się VII Przegląd Szkolnej Działalności Śpiewaczej, który zorganizowało PTM „Ars Musica” oraz Centrum Pedagogiczne. Zaprezentowały się chóry: Alaude (karwińska filia Gimnazjum Polskiego, dyr. Leszek Kalina), Trallalinki (PSP Cz. Cieszyn, dyr. Beata Brzóska), Wiolinki (PSP Bystrzyca, dyr. Danuta Cymerys), Chór Szkoły w Jabłonkowie (dyr.

17

W ramach Dnia Dąbrowskiego w Dąbrowie uczczono także 60-lecie MK PZKO, wystąpił m.in. chór Zaolzie z Orłowej Lutyni.


ilustrowana kronika Miesiąca kMaj 2008 17

W Łąkach spotkały się, jak co roku, by powspominać dawne czasy, członkinie dawnego chóru Olzianka.

25

18

Scena Polska TC w Cz. Cieszynie przedstawiła polską prapremierę musicalu „W 80 dni dookoła świata” Petra Markova i Zdeňka Bartáka na podstawie powieści Juliusza Verne w reżyserii kierownika artystycznego Sceny Czeskiej Miloslava Čížka.

27

18

28

W Cz. Cieszynie odbył się XIV Przegląd Cieszyńskiej Pieśni Ludowej, w którym wzięło udział ok. 90 śpiewaków. Jury (Daniel Kadłubiec, Alojzy Suchanek, Józef Wierzgoń) wytypowało reprezentantów Zaolzia na wrześniowy finał Konkursu im. S. Hadyny w Wiśle.

22

Koncert „Dla Ciebie, Mamo” z okazji Dnia Matki przygotowała PSP w Trzyńcu VI. W Domu Kultury „Trisia” wystąpili uczniowie i absolwenci szkoły.

24

W Cieszynie odbył się po raz trzeci organizowany wspólnie przez Koło nr 6 Macierzy Ziemi Cieszyńskiej i ZG PZKO Dzień Tradycji i Stroju Regionalnego. W programie zaprezentowały się m.in. zespoły z Zaolzia: Dziecka ze Stonawy, Mała Łączka, Łączka, Bystrzyca, kapele Gróniczek, Nowina, Oldrzychowice, chór Zgoda, Józef Chmiel zagrał na trombicie, Jan Szymik omówił rodzaje strojów cieszyńskich.

24

Koncert z okazji jubileuszu 50-lecia zespołu śpiewaczego Przyjaźń z Karwiny (dyr. Józef Wierzgoń) odbył się w Miejskim Domu Kultury. Oprócz chóru i towarzyszącej mu orkiestry partie solowe zaśpiewali: Grażyna Wilk-Biernot, Adelajda Pasz-Szymik, Władysław Czepiec, Beata Szymura, Joanna Wierzgoń. Do nabycia była płyta CD z 24 pieśniami chóru.

24

W Domu PZKO w Lesznej Dolnej obchodzono uroczyście jubileusz polskiego przedszkola.

24

Uczniowie szkoły podstawowej w polskich Gołkowicach przygotowali program na Dzień Matki w MK PZKO w Piotrowicach.

31

W Orłowej Lutyni odbył się Koncert Jubileuszowy z okazji 85-lecia śpiewactwa, zeprezentował się działający w MK PZKO Orłowa Lutynia chór mieszany Zaolzie (dyr. Urszula Odstrčil, prezes Maria Stec), zespół Nutki z miejscowej PSP, ZPiT Olza z Cz. Cieszyna z kapelą Lipka z Jabłonkowa..

W Teatrze im. A. Mickiewicza w Cieszynie odbyła się otwarta próba czytana „Viva Verdi, czyli teatralne śniadanie mistrzów”. Prapremierę polską „Viva Verdi” Michaela Taranta (tłumaczenie Renata Putzlacher) w reżyserii autora przygotowuje Scena Polska TCS

31  marian siedlaczek

18-22

Schengen i Strasburg (Parlament Europejski) były głównym celem wycieczki MK PZKO Cz. Cieszyn Centrum. W Strasburgu miało miejsce spotkanie z eurodeputowanymi Jerzym Buzkiem i Janem Olbrychtem.

Podczas Międzynarodowego Spotkania Pisarzy w Cz. Cieszynie odbyło się sympozjum „Literatury narodowe w dzisiejszej zjednoczonej Europie” oraz czytanie autorskie pisarzy. Spotkanie, które przebiegało w ramach XIX Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Bez Granic”, zorganizowała Gmina Pisarzy w Pradze i Biblioteka Miejska w Cz. Cieszynie.

28-31

W Cieszynie i Cz. Cieszynie odbył się po raz 19. Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Bez Granic“. Oprócz kilkunastu przedstawień teatrów instytucjonalnych widzowie mogli obejrzeć spektakle off teatrów i miniatury sceniczne. Imprezami towarzyszącymi były wystawy, koncerty i spotkania pisarzy. Nagrodę Złamanego Szlabanu otrzymał węgierski zespół Hólyagcirkusz Társulat z Budapesztu za przedstawienie „Csödcsicsergö”, nagrodę w sekcji Off odebrał polski zespół Teatr Terminus a Quo z Nowej Soli, który odegrał spektakl „Usta/lenia”.

29

Klub Nauczycieli Emerytów oraz Krąg Seniora HPC „Zaolzie” zorganizował wycieczkę do Jaworzynki i Żywca.

Po raz 55. zorganizowało MK PZKO w Nieborach „Dzień Oszeldy”. W programie wystąpili m.in. uczniowie szkoły i przedszkola, zespoły Błędowianie i Zaolzi, koncertowały chóry Godulan-Ropica, Zgoda, Crescendo, grupa Blaf, grała orkiestra dęta Jablunkovanka.

31

Dzień Otwarty z wieloma atrakcjami dla zwiedzających przygotowała z okazji swojego 90-lecia PSP w Karwinie Frysztacie.

31

Akademię z okazji 60-lecia PZKO zorganizowało MK PZKO w Ligotce Kameralnej, wystawiono komedię W. Młynka „Z deszcza pod rynnym” (reż. Aleksander Przeczek).

31

Na smażenie jajecznicy połączone z obchodami Dnia Dziecka oraz mistrzostwami w kometce zaprosiło MK PZKO w Skrzeczoniu.

31

„Dziecka ze Stonawy” wystąpiły podczas festynu MK PZKO w Nydku.

29

W programie majowej Szyndzielni „Zwrotu” w Domu PZKO w Orłowej Lutyni był referat Tadeusza Hławiczki, dyskusja z członkami PTM oraz Iwetą Nociarową z UM.

30

W Cz. Cieszynie otwarta została wyremontowana „Dziupla”, klub Stowarzyszenia Młodzieży PolskiejP

30

Prawie 400 uczniów wszystkich PSP uczestniczyło w 26. Igrzyskach Lekkoatletycznych w Trzyńcu. W kategorii pełnych szkół zwyciężyła PSP w Cz. Cieszynie, w kategorii małoklasówek PSP z Olbrachcic. Puchar przechodni ZG PZKO zdobyła szkoła w Jabłonkowie. Organizatorem była PSP w Suchej Górnej.

 marian siedlaczek

W Domu PZKO w Jabłonkowie odbył się Koncert Wiosenny. Gospodarzem był chór męski Gorol (dyr. Katarzyna Siwiec), ponadto w programie udział wzięli: chór mieszany Przełęcz z Mostów k. Jabłonkowa (dyr. Halina Niedoba) oraz zespół teatralny z Milikowa Centrum, który zagrał jednoaktówkę W. Młynka „Z deszczu pod rynnym” (reż. Halina Wacławek).

31

W Karwinie Darkowie podczas „Maja nad Olzą” przedstawili swój program uczniowie PSA z Karwiny i ZPiT Bystrzyca.


Konkursy z atrakcyjnymi nagrodami Redakcja „Zwrotu” ogłosiła na rok 2008 konkursy dla dotychczasowych i nowych prenumeratorów. Wśród uczestników w każdej kategorii są rozlosowywane nagrody rzeczowe wartości minimum 1500 Kc. W czerwcu sponsorem nagród jest osoba anonimowa. Dodatkowo w grudniu 2008 wszyscy uczestnicy konkursów miesięcznych wezmą udział w losowaniu nagrody głównej – weekendowego pobytu w jednym z ośrodków wczasowych w Polsce.

2 Podaj imię i nazwisko najwybitniejszego tenora zaolziańskiego ruchu śpiewaczego. 3 W której zaolziańskiej miejscowości znajduje się siedziba spółki akcyjnej WALMARK?

Imię i nazwisko_ __________________________________________ Adres_ _________________________________________________ Telefon_________________________________________________ Prenumeruję „Zwrot” od roku__________________________________

NOWYCH Konkurs dla prenumeratorów „Zwrotu”

1 W której miejscowości Zagłębia Karwińskiego odbywa się impreza folklorystyczna „Maj nad Olzą”? 2 Co oznacza skrót MUR? 3 Jakie artykuły wytwarza WALMARK s. a.: a) włókiennicze, b) elektroniczne, c) farmaceutyczne?

Imię i nazwisko_ __________________________________________ Adres_ _________________________________________________ Telefon__________________________________________________ Zamawiam prenumeratę „Zwrotu” na rok___________________________

Odpowiedzi prosimy przesyłać do 4. 7. 2008 pod adresem: Miesięcznik „Zwrot”, Střelniční 28, 737 01 Český Těšín lub pocztą elektroniczną: info@zwrot.cz

1 Która kolejna edycja Trojoka Śląskiego odbywała się w tym roku na Zaolziu?

nr ewidencyjny MK ČR E 389 IČO 442771 Rok LIX, nr 703

dla dotychczasowych prenumeratorów „Zwrotu”

Odpowiedzi prosimy przesyłać do 4. 7. 2008 pod adresem: Miesięcznik „Zwrot”, Střelniční 28, 737 01 Český Těšín lub pocztą elektroniczną: info@zwrot.cz

Konkurs

miesięcznik regionalny

Rozstrzygnięcie edycji majowej I Konkurs dla dotychczasowych prenumeratorów II Konkurs dla nowych prenumeratorów Prawidłowe odpowiedzi: Prawidłowe odpowiedzi: 1. 10. 1. 75. 2. Tadeusz Hławiczka. 2. Tadeusz Szkucik. 3. Przemysłu zbrojeniowego. 3. Wojoczek, sp. z o.o. Zwyciężczynią została Milada Wnętrzakowa Zwyciężczynią została Renata Konstankiewicz z Bogumina. z Wędryni.

Wydawca: Polski Związek Kulturalno-Oświatowy w Republice Czeskiej przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury Republiki Czeskiej oraz Senatu Rzeczpospolitej Polskiej, za pośrednictwem Fundacji Pomocy Polakom na Wschodzie Redakcja: Kazimierz Kaszper redaktor naczelny kkaszper@zwrot.cz Czesława Rudnik redaktor redakcja@zwrot.cz Anna Ludwin sekretariat info@zwrot.cz Rada Redakcyjna: Wanda Cejnar, Ewa Gołębiowska, Ireneusz Hyrnik, Kazimierz Jaworski, Daniel Kadłubiec, Danuta Koenig, Bronisław Ondraszek, Władysław Owczarzy, Kinga Iwanek-Riess, Wojciech Riess, Jan Ryłko, Otylia Toboła, Mariusz Wałach Adres redakcji: ul. Strzelnicza 28, P. O. BOX 97 737 01 Český Těšín (Czeski Cieszyn) tel. i faks: 558 711 582 www.zwrot.cz Redakcja obrazu i skład: Marian Siedlaczek foto@zwrot.cz Druk: FINIDR, sp. z o. o. Czeski Cieszyn Redakcja zastrzega sobie prawo skracania tekstów, zmiany tytułów, nie zwraca materiałów niezamówionych. Cena prenumeraty rocznej 360 Kc, do uiszczenia przekazem pocztowym lub bezpośrednio w redakcji. Wysyłka pocztowa na podstawie umowy nr 701 001/02 z Przedsiębiorstwem Państwowym POCZTA CZESKA, oddział Morawy Północne. Cena egzemplarza 30 Kc Numer zamknięto 6. 6.  2008 Zdjęcie na stronie tytułowej (Tegoroczni maturzyści z Gimnazjum Polskiego w Cz. Cieszynie) Marian Siedlaczek ISSN 0139-6277

Losowanie odbyło się 5. 6. 2008 w redakcji „Zwrotu” z udziałem prezesa ZG PZKO Zygmunta Stopy oraz red. Czesławy Rudnik.

4

6

2008


W

raport tabory poszły do nieba uświęceni czy odtrąceni cyganie są wśród nas šaj pes dovakeras

2

4

6

horyzonty powrót niewolnictwa

8

likwidacja polskiej rozgłośni

9

 marian siedlaczek

ykorzenieni z własnych tradycji, zanurzeni w obcej, nieakceptowanej kulturze Cyganie zaczęli się coraz bardziej wyobcowywać. Zamiast awansu społecznego, doczekali się w istocie kolejnego stopnia degradacji. Tym bardziej bolesnego, że przypominającego im dyskryminacyjne praktyki z okresu I republiki i hitlerowskiej okupacji (podobnie jak Żydzi nosili oni na ubraniach znak etnicznej przynależności – literę „Z”).

spis tre´ sci

raport poświęcamy tym razem rzadko goszczącej  na łamach prasy mniejszości romskiej – na str. 2.

region mur, który łączy pokolenia

11

trojok środkowoeuropejski

P

12

wędrówki z klio

14

żydzi nad olzą

reportaż hiszpania przelotem

18

historie ze smakiem

22

 marian siedlaczek

trochę zimy w środku lata

polskie ślady polscy więźniowie

23

w szpilbergu

duża klasa!

szlakiem kół pzko

28

orłowa lutynia

ziemie polskie

złota nitka

32

32

młodociana pisarka

33

33

salon sztuki romana taszek

wiadają o cieszyńskiej społeczności żydowskiej, po której pozostały już tylko cmentarze – na str. 14.

yłem zauroczony tym krajem, jego kulturą, z którą na szybko się zapoznawałem, ale denerwował mnie nieustanny brak czasu i pośpiech. Wybrane przez biuro podróży miasta zwiedzaliśmy w ciągu kilku godzin, a chciałoby się tam spędzić kilka dni. Nocne przemieszczanie się autokarem pozbawiało nas możliwości oglądania fascynującego krajobrazu. Konserwowa stołówka też nie zachwycała.Nigdy więcej, postanowiłem nie bez żalu…

inspiracje mrożek wyjechał z polski

anna ludwin i małgorzata szarzec opo

B

26

psp lutynia dolna

rzez kilka wieków zamieszkiwała Cieszyn rodzina Singerów. To im jako pierwszym przywileje cesarza Leopolda I z 1675 i 1696 r. zastrzegały prawo do odbywania praktyk religijnych. Działo się tak dlatego, że bracia Jakub i Mojżesz Singer zawarli z Elżbietą Lukrecją umowę o najem cieszyńskiego myta.

34

fotoreportaż Kazimierza Jaworskiego z kolejnej  jego eskapady do Hiszpanii– na str. 18.

ztf przedstawia

 kazimierz jaworski

większość wybiera studia

10

liberdiana

24 godziny z życia miasta 36 cieszyńskie panoptikum święte obrazki

38

recenzje

w

chór przyjaźń

40

maj nad olzą

42

80 dni dookoła świata 43 szyndzielnia

opieka społeczna

44

trybuna czytelników daniel kadłubiec 45 jan kiczer 45

krzyżówka • konkursy

T

rudno sobie wyobrazić powstanie Muzeum Polskich Więźniów na Szpilbergu bez udziału lwowsko-krakowskiego historyka Tyrowicza.

roman baron o polskich więźniach na Szpilbergu  w Brnie – na str. 23.

Jak się nauczysz czytać to się dowiesz, dlaczego się nie uczycie.

© bronisław liberda

gorący temat:


raport

Tabory poszły do nieba Uświęceni czy odtrąceni? Tytuł jest znacznie na wyrost, ponieważ cygańskich taborów nikt już bodajże na Śląsku Cieszyńskim nie pamięta. Ani tym bardziej nie przechowuje w życzliwym wspomnieniu romantycznej aury, jaka je otaczała. Tych snujących się po okolicy zapachów dymnych i egzotycznych dźwięków, i tych grzesznych namiętności, jakie budziła w mieszkańcach cygańska uroda. Pod tym względem istotnie tabory wywędrowały do… No właśnie – do nieba rozumianego jako uświęcenie, czy do nieba niepamięci rozumianego jako odtrącenie? Wiele wskazuje na to drugie. Romowie na Śląsku

Cyganie nazywani w Czechach od pewnego czasu Romami nie mają dobrej opinii. „Niechęć” to najbardziej delikatne określenie stosunku, jaki żywią wobec nich społeczności dawno tu osiadłe. Bliższy prawdzie byłby termin „źle skrywana wrogość”. Z rozmów z mieszkańcami kilku naszych miast i wsi wynika, że Romowie to najmniej pożądani sąsiedzi (w RC 76 proc. mieszkańców nie życzy sobie mieć za sąsiada Roma). Zarzuca im się (kolejność przypadkowa): hałaśliwe zachowanie, nieróbstwo, życie na koszt państwa, złodziejstwo, bałaganiarstwo, 6

niechlujstwo. Zdecydowaną niechęć wobec nich wyrażają mieszkańcy większych aglomeracji miejskich – Karwiny, Orłowej, po części też Cz. Cieszyna. Bardziej tolerancyjni okazują się mieszkańcy Trzyńca, a wśród mieszkańców wsi, zwłaszcza podgórskich, przeważa… pobłażliwość.

Trzyniec wyjątkiem

Stosunek społeczności tradycyjnych jest więc w znacznym stopniu uzależniony od liczby zamieszkałych w ich sąsiedztwie Romów. Na wsiach są oni praktycznie nieobecni, natomiast w miastach Zagłębia Karwiń-

skiego – jak najbardziej. Osobliwością w tej swoistej geografii namiętności jest Trzyniec. Szacuje się, że w tym hutniczym, liczącym 38 359 obywateli mieście żyje ok . 400-420 Romów (chociaż podczas ostatniego spisu ludności romską narodowość zadeklarowało tylko 15 osób). Największe ich zagęszczenie przypada na osiedla Borek (tu również ul. Cieszyńska), Taras, Łyżbice, ale tradycyjnym mieszkańcom sąsiedztwo to raczej nie przeszkadza. Przeważa pogląd, że trzynieccy Romowie to najlepiej ucywilizowana i społecznie uświadomiona grupa tego etnikum w całej republice. Jako przykład podaje się okres po podziale państwa czechosłowackiego (1993), kiedy Romowie ze Słowacji masowo zaczęli emigrować na Śląsk i do Czech. Otóż trzynieccy Romowie postanowili wtedy patrolować dworzec. I rzeczywiście udało im się zawrócić z peronu do pociągu każdą wysiadającą grupę. – W Trzyńcu nie ma roboty, jedźcie do Pragi – przekonywali.

Praca cnotą

Skuteczność tej argumentacji wskazuje, że wbrew uporczywie powtarzanym opiniom Romowie nie tylko nie stronią od pracy, ale uporczywie jej poszukują i są w stanie pokonać w tym celu setki kilometrów. Oznaczałoby to, że jeśli istotnie mają kłopoty z jej znalezieniem, to przynajmniej część winy leży po stronie pracodawców, czyli… uprzedzeń, którymi powoduje się społeczność „biała”. Dobry przykład romskiej zapobiegliwości daje Ladislav Pecha, niepisany autorytet tego trzynieckiego etnikum, członek Komitetu ds. Mniejszości Narodowych przy UM. Osiedlił się tu z rodzicami w 1966 r., po 1989 r. założył własny interes, obecnie jest uznawanym prywatnym przedsiębiorcą. Żyje w schludnie utrzymywanym mieszkaniu w Łyżbicach, ma samochód i – jak zdążyłem się zorientować – sporą grupę oddanych przyjaciół, nie tylko Romów zresztą. Z badań przeprowadzonych przez Denisę Brancową wynika, że trzynieccy Romowie chętnie nawiązują kontakt z dawno osiadłymi sąsiadami. Na pytanie, czy pochwalają przyjaźnienie się ich dzieci z „białymi”, 95 proc. odpowiedziało „tak”. Przykładem 6

2008


 MARIAN SIEDLACZEK Irena Horváthová, solistka znakomitej formacji romskiej Gulo čar z Brna podczas występu na Zlocie w Wędryni w 2006 r. „śląskiego” Roma, który najgłębiej bodaj zapuścił korzenie w środowisku „białych”, jest Štěpán Gažík z Cz. Cieszyna. Ten znakomity jazzman, wirtuoz gitary, od kilkudziesięciu lat współpracujący z czołowymi zespołami czeskocieszyńskimi i w ogóle krajowymi, w bieżącym sezonie gra w Polsce. Na przeciwległym, wstydliwym biegunie tych kontaktów funkcjonują niestety przydrożne czeskocieszyńskie romskie prostytutki i ich sutenerzy, dla których okradanie klientów z wszelkich dóbr jest – jak wynika z relacji taksówkarzy – chlebem powszednim.

upioRy pRzeszłoŚci

Starsi mieszkańcy Zaolzia pamiętają, że Cyganie – bo tak jeszcze po wojnie i przez całe lata 50. ub. w. ich nazywano – to byli wędrowni przedsiębiorcy specjalizujący się w usługach. Największą popularnością, podyktowaną zapewne względami ekonomicznymi, cieszyli się tzw. „dróciorze”, czyli na-

prawiacze cieknących garnków. Przybywali najczęściej pojedynczo ze Słowacji, niekiedy zabierali dla towarzystwa szlifierza – też z nadzieją wyglądanego przez wiejskie gospodynie, bo potrafiącego np. naostrzyć nożyce. Ta pożądana cygańska działalność usługowa zanikła bezpowrotnie po wprowadzeniu przez państwo polityki resocjalizacyjnej, w której ramach Cyganie mieli zostać głównymi bez mała pracownikami fizycznymi przy budowach dróg, przede wszystkim na wschodzie republiki. Zakładano, iż osiedlając ich w robotniczych dzielnicach i obejmując podstawową opieką medyczną, a także systematycznym szkoleniem kulturalno-wychowawczym, wyrzekną się swego obyczaju, języka i w „niskiej kultury” i w rezultacie staną się pełnoprawnymi, „porządnymi” obywatelami republiki. Efekty tego projektu nie dały na siebie długo czekać. Wykorzenieni z własnych tradycji, zanurzeni w obcej, nieakceptowanej kulturze Cyga-

nie zaczęli się coraz bardziej wyobcowywać. Zamiast awansu społecznego, doczekali się w istocie kolejnego stopnia degradacji. Tym bardziej bolesnego, że przypominającego im dyskryminacyjne praktyki z okresu I republiki i hitlerowskiej okupacji (przed wojną Cyganie byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii, obowiązywała ustawa o tułaczych Cyganach, na mocy której musieli się oni stawiać na przesłuchania; podczas okupacji istniały na terenie republiki obozy cygańskie, podobnie jak Żydzi nosili oni na ubraniach znak etnicznej przynależności – literę „Z”; spośród żyjących w Czechach i na Morawach 7 tys. Cyganów zginęło w obozach 5 tys., na terytorium Czech i Moraw powróciło ok. 500). kazımıerz kaszper

Devleskere čhave Nakładem prywatnego wydawnictwa Bronisława Ondraszka Region Poprad ukazała się w 2006 r. albumowa praca Jany Horváthowej „Devleskere čhave – svedectvom starých pohĺadníc” (w języku romskim „devleskere čhave” oznacza „Boże dzieci”). Jest to kompetentny, bogato ilustrowany przewodnik po historii, kulturze i obyczajowości Romów zamieszkałych w łuku Karpat – na Bałkanach, w Rumunii, na Ukrainie, Słowacji, Morawach i w Polsce. Część ilustracji pochodzi nawet z Rosji i krajów zachodniej Europy. Redakcja „Zwrotu” dziękuje wydawcy za udostępnienie materiału zdjęciowego.

6

2008

7


raport

Tabory poszły do nieba

porozumieć się między sobą. Najbardziej tradycyjnie żyją Cyganie w krajach bałkańskich i w Europie wschodniej, najnowocześniej w krajach skandynawskich i w Europie zachodniej.

RoM

Cyganie są wśród nas dzieje cyganów

Przodkowie Cyganów zamieszkujący Indie północno-zachodnie rozpoczęli ok. IX-X w. wędrówkę na zachód. Szlaki ich wędrówki do Europy prowadziły przez Persję, Armenię, Grecję, Bałkany. W XV w. byli już w całej Europie. Podawali się m.in. za lud pokutujący za grzechy przeciwko przykazaniom chrześcijańskim. Jako pokutników traktowano ich serdecznie. Wzbudzali zaciekawienie odmienną odzieżą i sposobem życia, uprawianiem wróżb, pokazami tresowanych zwierząt. Szybko jednak zmienił się stosunek rdzennej ludności do nich i ich poj-

mowania pracy. Dochodziło do konfliktów, z pielgrzymów stali się Cyganie włóczęgami oskarżanymi o kradzież i rozboje. Od początku XVII w. próbowano Cyganów osiedlać. Wydawano dekrety nakazujące zaniechania koczowania, odbierano włóczącym się Cyganom dzieci, aby oddać je na wychowanie chłopom, a nawet wywożono Cyganów do Ameryki, Afryki, później Australii. Przez wieki różnice w obyczajach i języku Cyganów w różnych częściach Europy stawały się coraz większe. Dziś Cyganie z odległych rejonów Europy nie są w stanie

W języku romani oznacza Cygana, mężczyznę, człowieka. Geneza słowa Rom nie jest jasna, część badaczy kojarzy ją z nazwą jednej z indyjskich kast: Dom. Cyganie używają też innych określeń własnych: Sinti, Manusz i in. Przez gadziów, czyli nie-Cygan, nazywani są najczęściej Cyganami (Cigan, Cikan, Zigeuner, Tsigan, Zinkali) od słowa greckiego Athinganoi, które im nadano w Azji Mniejszej. Od średniowiecza używa się też nazw kojarzących się z Egiptem. Współczesnym ich odpowiednikiem jest angielskie Gypsies lub używana na Bałkanach nazwa Agupti.

Romowie w europie (wybór, 2003 r.) RUMUNIA

1800-2500 tys.

BUŁGARIA

700-800 tys.

HISZPANIA

650-800 tys.

WĘGRy

550-600 tys.

SŁOWACJA

480-520 tys.

REPUBLIKA CZESKA

250-300 tys.

FRANCJA

280-340 tys.

POLSKA

50-60 tys.

AUSTRIA

20-25 tys.

ESTONIA

1000-1500

NORWEGIA

500-1000

język RoMani (cygański)

Należy do grupy języków indoaryjskich, wywodzi się ze języka staroindyjskiego, którego literacką formą był sanskryt. Język cygański kształtował się bez zapisu. Próby spisania tekstów cygańskich dały w efekcie rozmaitość sposobów jego zapisu, w zależności od kraju i używanego tam alfabetu. I tak np. w różnych publikacjach zwrot „język cygański” zapisany został w blisko 20 wersjach. 8

6

2008


Ekspozycja w Tarnowie

W Tarnowie działa od 1963 r. SpołecznoKulturalne Stowarzyszenie Romów. Jest to najstarsze nieprzerwanie działające stowarzyszenie cygańskie w Polsce, przy którym powołano przed kilkoma laty Centrum Kultury Romów. Tutaj też od 1979 r. istnieje muzealna kolekcja cyganologiczna, pierwsza i jedyna w Polsce.

Muzeum Kultury Romskiej

W Muzeum Kultury Romskiej w Brnie przygotowywana jest stała ekspozycja, która prezentować będzie dzieje Romów w historii świata. Przedstawi kulturę Romów i zmiany w ich sposobie życia od Indii aż po dzień dzisiejszy. Ekspozycja zajmie całe piętro budynku muzeum. Do tej pory otwarto trzy z sześciu sal wystawowych. Obejrzeć w nich można materiały dokumentujące życie i kulturę Romów od 1939 r. do współczesności (sale nr 5 i 6) oraz holocaust (sala nr 4).

6

2008

 radomir krygiel

Romowie na Zaolziu

W przemysłowej części Zaolzia z przeważającą liczbą ludności napływowej etnikum romskie stanowi znaczący procent mieszkańców. Jednak większość przedstawicieli mniejszości romskiej na pytanie o narodowość odpowiada: czeska bądź nie odpowiada wcale. Toteż nieprawdziwy, całkowicie zniekształcony obraz o występowaniu tej populacji w miejscowościach zaolziańskich daje tabelka utworzona na podstawie materiałów zebranych podczas przeprowadzonego w RC w 2001 r. spisu ludności, domów i mieszkań. Do narodowości romskiej przyznało się wtedy tylko 309 osób. czesława rudnik

Štěpán Gažík – wirtuoz gitary z Cz. Cieszyna

Miejscowość

Mieszkańcy naro­ dowości romskiej

Karwina

97

Bogumin

64

Hawierzów

47

Orłowa

43

Cz. Cieszyn

22

Trzyniec

20

Rychwałd

5

Pietwałd

4

Sucha Górna

4

Bystrzyca

1

Gródek

1

Piotrowice

1 9


raport

Šaj pes dovakeras (Możemy się porozumieć) Rozmowa z dyrektor Muzeum Kultury Romskiej w Brnie PhDr. Janą Horváthovą

jaką lekturę poleciłaby pani osobom zainte­ resowanym problematyką romską? Do zrozumienia korzeni niektórych nieporozumień w komunikacji pomiędzy Romami i społeczeństwem większościowym świetnie nadaje się książeczka naszej najwybitniejszej specjalistki Mileny Hübschmannovej „Šaj pes dovakeras. Můžeme se domluvit”. Ta sama autorka uczestniczyła również w powstaniu książki „Narodila jsem se pod šťastnou hvězdou”. Chodzi o bardzo poglądowe i sugestywne wspomnienia romskiej pisarki Eleny Lackovej, opisującej życie w romskim środowisku. Artykuły na temat dziejów i kultury Romów uzupełnione fotografiami nie tylko Jindřicha Štreita przynosi tom „Černobílý život”. Kto ma zamiar zapoznać się z historią Romów na ziemach czeskich, powinien sięgnąć po opracowania brneńskiego historyka Ctibora Nečasa. Dotyczy to zwłaszcza jego ostatniej monografii „Romové na Moravě a ve Slezsku (1740–1945)”. Również w języku czeskim ukazała się książka traktująca o historii Romów w Europie – „Cikáni” autorstwa Brytyjczyka Angusa Frasera. Wyobrażenie o romskich osobistościach współczesności można uzyskać zaglądając do reprezentatywnej pracy fotoportretów Chada Evansa Wyatta „Roma Rising. Romské obrození”. 10

Natomiast przegląd twórczości literackiej oferuje „Čalo voďi. Sytá duše”. Jest to antologia tekstów pisanych prozą przez autorów romskich z RC. na kim współcześnie mogą się w Rc oprzeć badania języka, tradycji i historii Romów? kto należy do autorytetów w tym zakresie? Chodzi przede wszystkim o znawców języka i tym samym również kultury Romów, a więc zwłaszcza współpracowniczki Mileny Hübschmannovej – Hanę Šebkovą i Editę Žlnayovą, autorki m.in. jedynego u nas słownika czesko-romskiego i romsko-czeskiego. A także obecnie ich uczniów, absolwentów kierunku romistyka na UK w Pradze. czy pani zdaniem obraz medialny romskiej kulturalnej oraz intelektualnej elity w naszym państwie zgodny jest ze stanem rzeczywistym? Czy coś pan sugeruje? Osobiście uważam, iż najogólniej rzecz ujmując media dosyć obiektywnie informują o romskich elitach. Mamy tu jednak do czynienia z wierzchołkiem góry lodowej. O zwyczajnych, porządnych Romach, czyli właściwie o powstającej na naszych oczach klasie średniej, praktycznie się nie pisze. Nikt o nich specjalnie nie słyszał, nikt się nimi za bardzo nie interesuje, a także nie zamierza o tych nieznanych ludziach czegokolwiek publikować. co należy zaliczyć do głównych wartości dziedzictwa kulturowego Romów? które z tych wartości mogą znaleźć pozytywny od­ dźwięk w społeczeństwie większościowym? Jestem przekonana, iż kultura każdego ludzkiego społeczeństwa ma swoją wartość i swoje znaczenie. Kultura romska – zwłaszcza u nas – raptownie zanika. Dlatego dążenia czy usiłowania o jej zdokumentowanie w muzeum są w zasadzie badaniami ratowniczymi. Warta jest uwagi cała sfera kultury duchowej. Wielką skarbnicą jest nadal język. Podczas jego zgłębiania można się wiele dowiedzieć o Romach i ich kulturze. Ustna tradycja ludowa jest nieznana szerszej publiczności. Wspomnienia naocznych świadków dawnych wydarzeń, „oral

history“ stanowią nieodzowne uzupełnienie fragmentarycznych i jednostronnych informacji na temat Romów uzyskanych z przekazów źródłowych. Aczkolwiek kultura romska dosyć szybko zanika, głównie zresztą u nas, sytuacja nie wygląda tragicznie. Jesteśmy bowiem świadkami rozwoju tej kultury w kontekście ogólnoeuropejskim. W Europie zachodniej Romowie nie byli dotknięci

przez asymilację, są o wiele bardziej pewni siebie a ich tożsamość etniczna jest bardziej ugruntowana. Mam na uwadze podejście do muzyki, tańca czy też do nowo rozwijającej się twórczości plastycznej. Wyobrażenie o kulturze materialnej Romów, tradycyjnych koczowników, jest dzisiaj trudne do zrekonstruowania. Dlatego zbiory naszego muzeum po latach pracy ten obraz mogą zaoferować, i to na solidnym poziomie poznawczym. jakie są z pani punktu widzenia różnice pomiędzy terminami czy też nazwami cygan, Rom, gypsy, gitanos, gitanes? Bardzo lakonicznie: pojęcia Cygan, Gypsy, Gitan są nazwami zewnętrznymi, które Romom nadały społeczeństwa większościowe. Natomiast nazwa Rom jest nazwą własną, pochodzącą z języka romskiego i do dziś w tym języku macierzystym używaną. Nie wszyscy Romowie na świecie sami siebie nazywają Romami. Niektórzy preferują węższe nazwy grupowe (Manuszowie, Kale, Sintowie, Romanichalowie itp.). Jednak zazwyczaj te nazwy i ogólniejszy termin Rom nie wykluczają się wzajemnie. Większość Romów żyjących u nas używa do samookreślenia właśnie terminu Rom. 6

2008


Kiedy i w jakich okolicznościach zanikła tradycja koczowniczych Romów? W listopadzie 1958 r. uchwalono u nas ustawę „O trvalém usídlení kočujících a polokočujících osob”. Jej realizacja nastąpiła w ciągu dwóch dni w miesiącu lutym w postaci akcji policyjnej. Romowie, którzy byli w drodze zostali zmuszeni do osiedlenia się. Stopniowo w całym bloku komunistycznym

tą. Należę do grupy roboczej pani minister Džamili Stehlíkovej, która ma za zadanie tę sytuację zmienić. Dlatego wiem, że nie jest to łatwe. Prawdopodobnie uda się poprawić stan dróg prowadzących do obu tych miejsc. Lecz usunięcie chlewni oznacza bieg na długi dystans, ponieważ jak wszyscy wiemy jej odkupienie jest bardzo kosztownym przedsięwzięciem. Inaczej wygląda sprawa

dochodziło do tych zakazów czy nakazów. U nas czasami ten sposób realizacji ustawy przy użyciu przemocy uważany jest za czynnik kryminogenny – wprowadzający w ruch deprywację Romów przywykłych przez setki lat do koczowniczego trybu życia. Obowiązkowe osiedlenie się Romów stanowiło część składową kierowanego przez państwo procesu asymilacji. Było jego stosunkowo drastycznym i radykalnym początkiem. Koncepcja asymilacji obejmowała ponadto poniżenie języka romskiego do roli żargonu i wytrwałe określanie romskich cech etnokulturowych jako przeżytków czasów minionych. Wszystko to razem prowadziło Romów do poczucia mniejszej wartości, a także do tego, by przemilczać swe pochodzenie i ze wstydu nie przyznawać się do niego. Z następstwami borykamy się do dzisiaj. Jak oceniają organizacje romskie obecną sytuację w odniesieniu do miejsc związa­ nych z holocaustem Romów podczas II wojny światowej (znane medialnie Lety u Písku i raczej zapomniany Hodonín u Kunštátu)? Oczywiście z niezadowoleniem i dezaproba-

ośrodka rekreacyjnego w Hodonínie, który możnaby odkupić i przeznaczyć na centrum kształcenia – nie tylko o problemie holocaustu, lecz w ogóle historii i kultury Romów. Jednak także w tym wypadku decydujące będzie stanowisko Ministerstwa Kultury RC. Holocaust Romów jest nadal tematem nieznanym, a zatem centrum kształcenia w Hodonínie umożliwiłoby tę lukę uczniów i pedagogów zapełniać. Czy istnieje program rządowy wspierania i ochrony kultury romskiej w RC? A jeśli tak, to jak przebiega jego realizacja? Ochrona przebiega w ramach zwykłej polityki wobec mniejszości narodowych, co dotyczy także Romów. Istnieje rządowa „Koncepce integrace Romů do společnosti”, która tą problematyką specjalnie się nie zajmuje. Mówi natomiast o niej w tym kontekście, że wspieranie tożsamości Romów poprzez popieranie ich kultury może przyczynić się do tego, że staną się oni pewnymi siebie i de facto równoprawnymi ludźmi, co jest z kolei nieodzownym warunkiem ich integracji. Jak wyglądała droga prowadząca do po­

6

2008

wstania oraz stanu obecnego Muzeum Kultury Romskiej w Brnie? Była to walka od samego początku. Muzeum założyliśmy w 1991 r. jako „občanské sdružení“ – od podstaw i bez środków. Stopniowo, w miarę upływającego czasu i pracy, właściwie darmowej, udało nam się dzieło nie do uwierzenia. Powstały podstawowe zręby obecnych zbiorów, zorganizowaliśmy kilka wystaw, które spotkały się z ciepłym przyjęciem ze strony szerszej widowni. Jakie jest zasadnicze przesłanie tego muzeum? Celem jest jak najbardziej globalna dokumentacja historii oraz kultury Romów jako etnikum w świecie. Nasze motto jest od początku niezmienne: Jesteśmy przestrzenią dla spotykania się kultur. Przechowujemy świadectwa romskiej historii jako integralnej części dziedzictwa europejskiego. Kształcimy młodą generację w duchu tolerancji i myślenia interkulturalnego. Występujemy przeciwko ksenofobii i rasizmowi. Otwieramy drogę do korzeni romskiej tożsamości. To wszystko czynimy dla wzajemnego zrozumienia. Dla dialogu kultur. Dla nas. Gdzie jeszcze można znaleźć muzea przy­ bliżające dawny i obecny świat Romów? Na Słowacji jest to Muzeum Kultury Romów działające w ramach Muzeum Etnograficznego w Martinie oraz Gemersko-Malohontskie Muzeum w Rimavskiej Sobocie. W Néprajzi Muzeum w Budapeszcie nie ma samodzielnego muzeum romskiego, lecz znajduje się tam reprezentatywna kolekcja dzieł sztuki. Istnieje też dobre muzeum w Tarnowie. Poza tym niektórzy Romowie mają prywatne muzea kultury romskiej (Wielka Brytania, Belgia). Czy integracja Romów ze społeczeństwem większościowym jest możliwa? Jednym z wielkich tematów jest brak powodzenia romskich dzieci w czeskim systemie szkolnym. Ponieważ właśnie szkoła jest miejscem, które może mieć kluczowe znaczenie dla integracji Romów w społeczeństwie. Jednak dotąd swych możliwości nie wykorzystuje i problemu raczej nie rozwiązuje. Moim zdaniem chodzi o dreptanie w miejscu. Mam wrażenie, iż tak naprawdę nie podjęliśmy jeszcze decyzji czy rzeczywiście zamierzamy integrować Romów między siebie. Państwowa koncepcja integracji jest dobra, lecz jej realizacja gdzieś mocno utknęła. Tak jakby właściwie nikomu na tym nie zależało. rozmawiał roman baron 11


hwywiad o świat

r

y

z

o

© diane hayes

Powrót niewolnictwa?

W Stanach Zjednoczonych ukazała się książka amerykańskiego dziennikarza Benjamina Skinnera „A Crime So Monstrous: Face to Face with Modern Slavery” („Zbrodnia najbardziej okrutna: twarzą w twarz ze współczesnym niewolnictwem”). Autor zjeździł pół świata w poszukiwaniu współczesnych odmian niewolnictwa. Odkrył, że ta zamarła, zdawałoby się, forma wyzysku człowieka przez człowieka ma się całkiem dobrze i występuje na wszystkich bez mała kontynentach. Przynosimy fragmenty rozmowy, jaką z B. Skinnerem przeprowadził reporter „Rzeczpospolitej”. Trudno byłoby mi kupić niewolnika? To bardzo proste. Wczasie przygotowywania mojej książki sprawdziłem, że w ciągu pięciu godzin mógłbym nawiązać kontakt z handlarzem ludźmi. Zakup niewolnika jest nie tylko łatwy, ale też nieprawdopodobnie tani. W roku 1850 za człowieka w Stanach Zjednoczonych trzeba było zapłacić 30-40 tysięcy dolarów. Niewolnik, którego mi zaoferowano, kosztował 50 dolarów. Gdzie to miało miejsce? W Port-au-Prince na Haiti. Pewnego dnia poszedłem z tłumaczem do człowieka, który przedstawił się jako agent zatrudnieniowy. Ale wszyscy wiedzieli, czym się zajmuje. Spotkaliśmy się przed zakładem fryzjerskim 12

i zaczęliśmy negocjacje w sprawie zakupu dziecka. Na początku Haitańczyk chciał 100 dolarów, ale zbiłem cenę do 50. I żeby wszystko było jasne – obie strony doskonale wiedziały, że tu nie chodzi o adopcję, tylko o wykorzystanie dziecka do pracy. W pewnym momencie ten agent zapytał mnie, czy chcę to dziecko dodatkowo jako „partnera”. Mój tłumacz wyjaśnił dokładnie, co to miało znaczyć: chodziło o to, że mogę je wziąć nie tylko do pracy, ale jako niewolnika seksualnego. Mówiliśmy o 12-letniej dziewczynce. Na pewno i tak nie wjechałby pan z nią do USA. Agent zapewniał, że posiada papiery adopcyjne. W Stanach Zjednoczonych jest wiele dzieci sprowadzonych w ten sposób. Handlarze załatwiają wszystkie potrzebne papiery, a dzieci odkupują za bezcen od rodziców, którzy sprzedają je w nadziei, że trafią do dobrych rodzin, zdobędą wykształcenie. Odkupił pan tę dziewczynkę z Port-au-Prince? Mógł pan jej w ten sposób uratować życie. Nie sądzę. Przez cztery lata, gdy pisałem książkę, byłem świadkiem przerażających historii, przejawów ludzkiego poniżenia i skrajnego barbarzyństwa. Jednak ustawiłem sobie granicę, której nie wolno mi było przekroczyć. Tą granicą było właśnie wykupywanie ludzi. Nie mogłem tego robić ani jako dziennikarz, bo moim zadaniem było

n

t

y

opisanie sprawy, przedstawienie jej światu, ani jako człowiek, bo jeśli nawet w szlachetnych intencjach zapłaciłbym za niewolnika, uczestniczyłbym w handlu ludźmi. Jeśli kupiłbym kogokolwiek, stałbym się przestępcą. A nie kusiło pana? W Bukareszcie trafiłem do burdelu, w którym przyprowadzono mi dziewczynkę z zespołem Downa, ze śladami po próbach samobójczych na rękach. Wiedziałem, że gwałcono ją kilka razy dziennie, bo sam sutener mi o tym powiedział. I zaoferowano mi ją na własność za używany samochód. Każdy normalny człowiek powie sobie w takiej sytuacji: OK, dam im ten samochód, niech tylko wypuszczą dziewczynkę. To jest naturalny impuls. Ale ja poszedłem na policję i przedstawiłem sprawę. Zaoferowałem, że mogę zeznawać w sądzie, mogę wskazać sprawców. Policjant powiedział: „To są Cyganie, oni mają swoje zwyczaje, swoje reguły”. Policja w Bukareszcie po prostu nie ma wstępu do tej społeczności, nikt nie chce z nimi współpracować, żaden Cygan nie wskaże sprawców tych przestępstw. Poza tym nie zgadzam się, że wykupywanie niewolników cokolwiek załatwia. W 2003 roku towarzyszyłem chrześcijańskiej organizacji działającej w Sudanie, która płaciła dolarami za niewolników i kupowała im wolność. To miało miejsce podczas negocjacji pokojowych między kilkoma frakcjami walczącymi w wojnie domowej i w praktyce pieniądze te posłużyły do wzmocnienia jednego z ugrupowań. Nie zauważyłem natomiast, by pomogły byłym niewolnikom. Ci ludzie byli zostawieni sami sobie. Nie umożliwiono im powrotu do życia. A przecież samo wykupienie nie jest żadnym rozwiązaniem, to może być punkt zwrotny, ale wcale nie musi być. Wielu niewolników wraca do swoich panów, nie mają szans na samodzielne przeżycie bez wsparcia innych ludzi. Na Zachodzie wydaje nam się czasem, że handlem ludźmi zajmują się jacyś ośliźli pedofile z Europy i grubi spoceni Arabowie z cygarem w ręku. To chyba nie do końca prawdziwy obraz. To są pozbawieni najmniejszych skrupułów kryminaliści, którzy nie mają żadnego szacunku dla ludzkiego życia. Ale to jest oczywiste. Mniej oczywisty może się wydać fakt, że w wielu częściach świata handlem ludźmi zajmują się osoby o wysokim statusie spo6

2008


h

o

r

łecznym, cenione w swoich środowiskach, dysponujące sporymi wpływami. Owszem, pedofile kupują dzieci, ale zwykle nimi nie handlują. Dam panu taki przykład. Znalazłem się w kopalni odkrywkowej w północnych Indiach. Kopalnią kierowalo trzech mężczyzn, którzy właściwie posiadali na własność wszystkich mieszkańców wioski, w której mieściła się kopalnia. To byli nieprawdopodobnie bogaci ludzie, którzy działali całkowicie bezkarnie, włącznie z tym, że mogli np. zabijać braminów, czyli członków najwyższej kasty, i nic im za to nie groziło, tak ogromne mieli wpływy. Inny przykład: ten agent z Haiti, o którym mówiłem, wykonywał normalny zawód, i to jaki! – był szefem ochrony jednego z kandydatów w wyborach prezydenckich na Haiti. W Rumunii trafiłem do więzienia o specjalnym rygorze, gdzie przebywali m.in. handlarze ludźmi. Przeprowadzałem tam wywiad z człowiekiem, który w bardzo krótkim czasie zarobił pół miliona dolarów na sprzedawaniu kobiet rosyjskiej mafii. Spytałem, jaka w tym więzieniu jest „kolejność dziobania”, kto jest na górze, kto na dole. Najniżej stali oczywiście pedofile, a na samej górze właśnie handlarze ludźmi. Oni mieli największe wpływy nawet w więzieniu, bo oczywiście mieli najwięcej pieniędzy. Na Zachodzie istnieje grupa tematów poli­ tycznie poprawnych, np. prawa mniejszości, bieda na ziemi, ocieplenie klimatu itd. Ale nie ma wśród nich współczesnego nie­ wolnictwa. Dlaczego? Dlatego, że dla nas niewolnictwo ma tylko dwa wymiary. Jeden jest metaforyczny. Mówimy, że „harujemy jak niewolnicy”, bo zarabiamy tylko 100 tysięcy dolarów rocznie i musimy pracować 80 godzin w tygodniu. A drugi to wymiar historyczny. Dla nas niewolnictwo skończyło się w XIX wieku. Nawet Liga Narodów definiowała niewolnictwo jako „posiadanie jednego człowieka przez drugiego”. Dziś nikt nie „posiada” drugiego człowieka aktem prawnym, bo jest to oczywiście zabronione, a zatem zakładamy, że niewolnictwa nie ma. Jednak jeśli przyjmiemy definicję, jaką ja stosuję: „niewolnik to osoba zmuszana przemocą albo oszustwem do pracy bez wynagrodzenia” – to okazuje się, że jest ogromny problem. I nie mówię tutaj o robotniku w Indonezji, który haruje jak wół za dolara dziennie, ale w każdej chwili może odejść. To jest czło6

2008

y

z

o

wiek eksploatowany w okrutny sposób, ale nie niewolnik. Termin „niewolnik” rezerwuję dla osób, które nie decydują o swoim losie w najmniejszym stopniu. Ile takich osób jest na świecie? Na całym świecie żyje około 27 mln niewolników, ale są to oceny przybliżone, gdyż nie sposób przeprowadzić szczegółowych badań. To jest liczba przyjęta w USA jako podstawa polityki amerykańskiej wobec zjawiska współczesnego niewolnictwa. Największy problem występuje w Azji Południowej. Ocenia się, że żyje tam od 10 do 20 mln niewolników. Największa grupa to niewolnicy, którzy odpracowują prawdziwe albo wymyślone długi zaciągnięte u swoich właścicieli. Oczywiście w krajach, w których takie niweolnictwo za długi najbardziej się rozwinęło, jest ono również całkowicie zakazane prawem. Indie czy Pakistan mają bardzo dobre ustawodawstwo w tej dziedzinie, tylko co z tego. Wracając do tej kopalni w Indiach – niewolnoik, którego opisuję w jednym z rozdziałów książki, odpracowywał dług zaciągnięty przez jego dziadka w wysokości 62 centów. Trzy pokolenia odpracowywały ten fikcyjny dług. Rozmawiamy tutaj o zjawisku, które nam się wydaje przerażające, ale w wielu kultu­ rach na świecie nie jest żadnym problemem. Są kraje, gdzie nawet jeśli prawo na to nie zezwala, kultura całkowicie akceptuje nie­ wolnictwo. Oczywiście, że tak. W krajach takich jak Sudan, gdzie niewolnictwo istniało wiele wieków zanim pojawił się tam biały człowiek, do tej pory zniewalanie ludzi i wykorzystywanie ich uznaje się za coś całkowicie normalnego. Zresztą Sudan jest jedną z najczarniejszych plam na tej mapie światowego niewolnictwa. Jeśli ludzie to akceptują, jak z tym walczyć? I czy w ogóle możemy z tym walczyć? Zbrodnie takie jak ludobójstwo i niewolnictwo nie mogą podlegać żadnym usprawiedliwieniom kulturowym. Nie możemy po prostu uznać, że trzymanie cygańskich dziewczynek w burdelach albo traktowanie Murzynów w Sudanie jak własność Arabów to są odrębności kulturowe, nad którymi powinniśmy się pochylić z szacunkiem. Nie, powinniśmy być bardzo zdecydowani i agresywni w zwalczaniu niewlnictwa. DARIUSZ ROSIAK Źródło: „Rzeczpospolita”

n

niemcy

t

y

Likwidacja polskiej rozgłośni Prawdopodobnie do końca roku ulegnie likwidacji polska redakcja berlińskiego Radia Multikulti. Ralph Kotsch, rzecznik stacji RBB, w której skład wchodzi Multikulti, twierdzi co prawda, że decyzja jeszcze nie zapadła, ale przyznaje, że stacja musi oszczędzać. Radio Multikulti powstało 14 lat temu z inicjatywy polskich i tureckich środowisk imigracyjnych działającycvh w Berlinie. Wsparły je władze miasta, widząc w tym szansę na integrację imigrantów. – To platforma zbliżająca przedstawicieli wielu kultur – mówi Barbara John, długoletnia pełnomocniczka berlińskich władz ds. imigrantów. Radio nadaje codziennie półgodzinny program po polsku dla odbiorców z Berlina i okolic. – Spotkacie nas z pomarańczowym mikrofonem w Bundestagu, w sklepie, na meczu czy na koncercie – reklamuje się polska redakcja. W programach informuje o najważniejszych wydarzeniach w Niemczech i w Polsce. Dla wielu Polaków jest jedynym źródłem wiadomości o sprawach polsko-niemieckich. – Jeżeli zniknie z eteru, będzie to dotkliwy cios dla całej koncepcji wielokulturowości – ocenia Dorota Danielewicz-Kerski, współpracowniczka radia, które w programach nadawanych po niemiecku przybliża problematykę środowiska imigrantów Niemcom. Podobne opinie prezentują środowiska imigrantów z dawnego ZSRR, społeczność Wietnamczyków, Kurdów i wielu innych grup etnicznych słuchających codziennie Radia Multikulti. – To skandal i dowód nieodpowiedzialności – komentuje pogłoski o likwidacji radia turecki dziennik „Hürriyet”. Turcy, tworzący obok imigrantów z byłej Jugosławii i Polaków najliczniejszą grupę etniczną w Niemczech, protestują przeciwko zamknięciu stacji. Redakcja polska ma tylko jeden stały etat, a kilkunastu dzienikarzy pracuje w całych Niemczech na umowie-zleceniu. PJ Źródło: „Rzeczpospolita” 13


region

MUR, który łączy pokolenia Danuta Chwajol: Na miarę potrzeb i możliwości

 czesława rudnik

Na zebraniu Macierzy Ziemi Cieszyńskiej po raz pierwszy powiedziałam o tym, że przymierzamy się do założenia uniwersytetu tego typu i poprosiłam o wsparcie moralne. Dr Tadeusz Kania, ówczesny prezes Uniwersytetu Trzeciego Wieku, obiecał nam pomóc. Parę spotkań rzeczywiście się odbyło, ale szybko zorientowaliśmy się, że warunki w polskim Cieszynie są odmienne od naszych i że żadne przeszczepianie tamtych form na naszą stronę nie wchodzi w rachubę. Postanowiliśmy więc zrobić coś na naszą miarę. Przede wszystkim wychodząc naprzeciw potrzeb młodszej i średniej generacji, Rada Oświaty postanowiła znaleźć formę ubogacenia jej wiedzy o regionie cieszyń-

P

rzyjemnie zaskoczeni byli organizatorzy majowego wykładu Międzygeneracyjnego Uniwersytetu Regionalnego (MUR), kiedy na zajęcia dotarło aż 85 słuchaczy. Strzałem w dziesiątkę okazał się pomysł wykładu w plenerze, na spacerku w obu Cieszynach szlakiem książąt cieszyńskich z dynastii Habsburgów. Wspaniałym przewodnikiem był Mariusz Makowski, kustosz Muzeum Ziemi Cieszyńskiej w Cieszynie, a jednocześnie prezes Macierzy Ziemi Cieszyńskiej. Jego ciekawe opowieści zachwyciły słuchaczy do tego stopnia, że nikomu nie przeszkadzało, iż spacerek trwał prawie cztery godziny. Założony z inicjatywy Danuty Chwajol, prezesa Rady Oświaty ZG PZKO, MUR rozpo14

skim. Byłe Księstwo Cieszyńskie należy do obszarów o ciekawej, zawiłej przeszłości i europejskiej teraźniejszości. Istotne są więc dla nas tematy polityczno-społeczne, historyczne, kulturowe, wyznaniowe, językowe, geograficzne… Wybitni specjaliści z poszczególnych dziedzin mogą je nam przybliżać, a przy okazji mamy szansę zacieśniania więzów z prawobrzeżną częścią naszego miasta i regionu. I w tym tkwi idea naszego uniwersytetu. Dotychczasowi prelegenci to ciekawe osobistości wyposażone w głęboką wiedzę z danej dziedziny. Ogromne znaczenie ma też ich piękny język polski, którego na bieżąco nie zdarza nam się słyszeć. Osobiście nie spodziewałam się tłumnego udziału, ale raczej prawdziwego zainteresowania się tematem. I to się potwierdziło. W dyskusji słuchacze często wzbogacają wykład swoim doświadczeniem lub zaskakującą wiedzą na dany temat. Oczekiwałam natomiast większego udziału osób w wieku średnim, a nawet młodzieży. Na początku było ich mało, ostatnio

zaczyna ich przybywać. Naszym hasłem jest bowiem: „łączmy pokolenia”. Trochę ubolewam nad tym, że te wartościowe, inspirujące wykłady mają tak nikłą odezwę w naszej prasie – najczęściej pojawia się tylko sucha notatka. Jakoś nikt nie potrafi oddać tego bogactwa i sprawić, by posiane ziarno wzeszło nie tylko w słuchaczach, ale w całym naszym społeczeństwie. W tym celu planujemy nagrywać poszczególne wykłady i udostępniać je zainteresowanym na płytach CD. Przymierzamy się również do wydania folderu. Zamierzamy pogłębić współpracę z Bractwem Oświatowym Związku Górnośląskiego w Katowicach, nawiązaliśmy już bardzo sympatyczną współpracę z Uniwersytetem Trzeciego Wieku w Rybniku. Będziemy dążyć do zacieśnienia kontaktów z Filią Uniwersytetu Śląskiego w Bielsku. Uczestnicy MUR-u będą otrzymywać certyfikaty, osobiście zabiegam o wprowadzenie indeksów. Stałym składnikiem naszego Uniwersytetu będą wycieczki poznawcze, w tym i do Polski, będziemy też inicjować imprezy atrakcyjne dla młodszych grup słuchaczy. W pierwszej kolejności jednak będziemy dążyć do tego, żeby Uniwersytet był placówką, która ożywi życie intelektualne na Zaolziu, przyczyni się do zjednoczenia naszego społeczeństwa i wskaże kierunki naszego działania.

czął swoją działalność w Cz. Cieszynie 20. 4. 2006. Na początku było hasło „Łączmy generacje” oraz pragnienie rozpowszechniania wiedzy o Śląsku Cieszyńskim i zainteresowania tradycjami regionalnymi szerokiej rzeszy słuchaczy, ze szczególnym uwzględnieniem dorastającej młodzieży oraz średniego pokolenia. Siedzibę znalazł MUR w ZG PZKO, miejscem wykładów stała się aula Gimnazjum Polskiego w Cz. Cieszynie. Wykłady, zapowiadane zawsze na łamach „Głosu Ludu”, prowadzone są co miesiąc, oprócz wakacji, zazwyczaj w pierwszy czwartek miesiąca o czwartej po południu. Słuchaczem Uniwersytetu może zostać każdy zainteresowany, niezależnie od wieku i wykształcenia.

Głównym przedmiotem zainteresowania, któremu poświęcono najwięcej miejsca, był oczywiście Śląsk Cieszyński w różnych aspektach, ale poruszonych zostało również wiele tematów uniwersalnych. Wykładowcami były zawsze osoby kompetentne, najczęściej pracownicy naukowi, dysponujący ogromną wiedzą, chętnie podejmujący też dyskusję ze słuchaczami. Dyskusja stała się ważnym elementem kończącym każde zajęcia. Od pierwszego wykładu na tym Uniwersytecie minęły ponad dwa lata. Po wakacjach MUR rozpocznie kolejny rok akade­micki. Organizatorzy chętnie skorzystają z wszelkich sugestii dotyczących tematów, które mogą zainteresować słuchaczy, oraz wykładowców, którzy powinni stanąć za katedrą.  cr 6

2008


Tematy wykładów Większość wybiera studia 20. 4. 2006 dr Tadeusz Kania Śląsk Cieszyński nasza ojczyzna – idea i sens kształcenia regionalnego 18. 5. 2006 prof. Daniel Kadłu­ biec Europejskość Śląska Cieszyńskiego – historia i współczesność cywilizacji na Śląsku Cieszyńskim 8. 6. 2006 PhDr Kazimierz Kasz­ per Śląskie Ateny, czyli instytucje życia literackiego na Śląsku Cieszyńskim XX wieku 7. 9. 2006 dr Józef Szymeczek Polskość na Zaolziu. Kilka tez do dyskusji o „uwstecznieniu” współczesnej świadomości narodowej tzw. polskiej mniejszości 5. 10. 2006 prof. dr hab. Idzi Panic Piastowie cieszyńscy na tle wydarzeń lokalnych oraz stosunków politycznych ówczesnej Europy 2. 11. 2006 prof. Józef Budniak Święto Zmarłych dniem refleksji i zadumy 7. 12. 2006 prof. Daniel Kadłu­ biec Kulturowy wymiar Świąt Bożego Narodzenia 4. 1. 2007 prof. dr hab. Idzi Pa­ nic Piastowie cieszyńscy (cz. 2) 1. 2. 2007 mgr Krzysztof Szelong Kultura szlachecka na Śląsku Cieszyńskim w okresie nowożytnym 1. 3. 2007 mgr Bohdan Małysz Między dwoma światami: czeskiego ateizmu i polskiego katolicyzmu. Historyczne uwarunkowania odmiennego rozwoju religijności w obu krajach 5. 4. 2007 prof. dr hab. Henryk Przybylski Front Morges – demokratyczna opozycja wobec rządów w międzywojennej Polsce 6

2008

12. 5. 2007 (w ramach seminarium Sekcji Historii Regionu ZG PZKO) dr Krzysztof Nowak, dr Stanisław Zahradnik, mgr Roman Kaszper Przełomowe momenty w dziejach PZKO 7. 6. 2007 ks. dr Walerian Bugel Kulturotwórcza rola religii chrześcijańskiej 6. 9. 2007 dr Grzegorz Gąsior Platforma Cieślara – projekt autonomii dla Zaolzia 4. 10. 2007 prof. Daniel Kadłu­ biec Po naszymu 8. 11. 2007 dr Tadeusz Kania Społeczność na pograniczu oczyma socjologa. Wpływy powojennych przemian na warunki społeczne pogranicza polsko-czeskiego na Śląsku Cieszyńskim 6. 12. 2007 ks. dr Andrzej Ab­ dank-Kozubski Adwent i Święta Bożego Narodzenia – tradycja czy coś więcej 3. 1. 2008 dr Tadeusz Siwek Zaolzie w zglobalizowanym świecie 6. 2. 2008 dr Mariusz Makowski Szlak książąt cieszyńskich – Piastowie i Habsburgowie 6. 3. 2008 prof. Czesław Głom­ bik Z polskiej tradycji filozoficznej XX wieku 3. 4. 2008 dr Helena Hrapkie­ wicz Komunikacja interpersonalna – spotkanie osób 8. 5. 2008 (spacer po Cieszynie) dr Mariusz Makowski Szlak książąt cieszyńskich – Habsburgowie 5. 6. 2008 dr inż. Zygmunt Ra­ kowski Od Yellowstone do Mesa Verde – podróż po niektórych parkach narodowych Stanów Zjednoczonych

W roku szkolnym 2007/08 klasy dziewiąte 12 polskich szkół podstawowych opuści 240 absolwentów. W roku szkolnym 2008/09 w 25 klasach pierwszych zasiądzie 167 uczniów. W Gimnazjum Polskim w Cz. Cieszynie maturę zdało 117 abiturientów (94 w Cz. Cieszynie, 23 w Karwinie). Ponad 95 % z nich pragnie kontynuować naukę na wyższych uczelniach. Do klasy pierwszej przyjętych zostanie po wakacjach 89 uczniów. Otwarte zostaną trzy pierwsze klasy w placówce czeskocieszyńskiej, w Karwinie klasy pierwszej nie będzie. Samodzielne polskie klasy posiada Akademia Handlowa w Cz. Cieszynie. Polską klasę czwartą opuszcza 31 maturzystów, z których aż 90 % wybiera się na studia. Pierwsza klasa liczyć będzie 26 uczniów. Średnia Szkoła Zdrowotna (Liceum Medyczne) w Karwinie także umożliwia swoim uczniom kontynuowanie nauki języka polskiego. Szkołę kończy obecnie w klasie mieszanej polsko-czeskiej 11 polskich uczniów, tyle samo we wrześniu zasiądzie w ławkach w klasie pierwszej. Ponad 80 % tegorocznych maturzystów chce kształcić się dalej. Również uczniowie Technikum Przemysłowego w Karwinie mają do dyspozycji lekcje języka polskiego. Jednak coraz rzadziej wykorzystują tę okazję do pogłębienia wiadomości z polskiej literatury i gramatyki. Z siedmiu tegorocznych absolwentów, którzy chodzili na lekcje polskiego, żaden nie zdecydował się na zdawanie matury z tego języka. PSP Cz. Cieszyn Lutynia Dolna Hawierzów Błędowice Sucha Górna Karwina Frysztat Trzyniec I Trzyniec VI Bystrzyca Gnojnik Jabłonków Mosty k. Jabłonkowa Wędrynia Bukowiec Gródek Koszarzyska Łomna Dolna Milików Nawsie Oldrzychowice Ropica Cierlicko Cz. Cieszyn Sibica Olbrachcice Orłowa Lutynia Stonawa Razem

Absolwenci klas 9 37 8 16 12 26 17 13 38 9 41 9 14

240

Kandydaci do klas 1 23 1 4 8 11 14 6 11 15 9 5 9 7 8 2 4 5 5 4 3 3 5 2 2 1 167 15


region

Trojok środkowoeuropejski Silni pieśnią

O tym, że było to prawdziwe święto śląskiej pieśni nie trzeba było nikogo przekonywać. Uroczystości sztandarowej imprezy śląskich oddziałów Polskiego Związku Chórów i Orkiestr, a w tym roku przede wszystkim zaolziańskiego Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego (jedynej jednostki zagranicznej PZChiO) oraz Unii Chórów Czeskich, rozpoczęły się już rano w auli Uniwersytetu Śląskiego w Karwinie. Tam blisko 900 śpiewaków – Polaków, Czechów, Zaolziaków – wypełniło po brzegi widownię i kolejno przedstawiło się na scenie.

Pamięci Emanuela Guziura

Na zakończenie koncertu inauguracyjnego Leszek Kalina, organizator tegorocznego Trojoka, dyrygował 800-osobowym zespołem połączonych chórów.

Śląskie śpiewanie nad Olzą Trojok Śląski to nazwa imprezy chóralnej organizowanej od 16 lat w ramach Międzynarodowych Spotkań Chórów z Polski, Czech i Słowacji. Jest to impreza otwarta dla wszystkich zespołów chóralnych, bez względu na przynależność organizacyjną i narodową. W zamierzeniach ma służyć modelowaniu życia w Europie ludzi lepiej rozumiejących się w urzeczywistnianiu wizji Europy rozśpiewanej. Gros koncertów XVI edycji Trojoka odbywało się 1 czerwca w zaolziańskiej części Śląska Cieszyńskiego: w auli Uniwersytetu Śląskiego w Karwinie i w parku uzdrowiskowym w Karwinie Darkowie, a także w Lutyni Dolnej, Cz. Cieszynie, Nawsiu, Bystrzycy, Olbrachcicach, Mostach k. Jabłonkowa, Stonawie oraz w Skoczowie na rynku. Łącznie w imprezie wzięło udział 37 chórów z Górnego Śląska, Śląska Cieszyńskiego i z Moraw. W Internecie przedsięwzięcie było reklamowane m. in. tekstem Józefa Wierzgonia o wymownej nazwie: Trojok Śląski o kilka lat wyprzedził integrację z UE. Natomiast internauci raczej negatywnie kwitowali zaproszenie na koncert w Skoczowie. Oto jaką wymianę zdań odnotowaliśmy: Jest to przede wszystkim impreza zaściankowa, na której nie można zobaczyć najlepszych wykonawców, nawet regionalnych. Sztuczne kreowanie rangi. Bóg zapłać – napisał „znawca tematu”. A niejaki „cieszyński ryba” odpowiedział: Nie! Znowu w Skoczowie nudna impreza! Nie skorzystam, lepiej słuchać ptaków w zielonym lesie!. Na co „Zaolziok”: Bravo skoczowianie. Ci, co lubią mocne uderzenie, ryki i wrzaski zespołów, to lepiej jak posłuchają ptaków w zielonym lesie, wyjdzie im to na zdrowie. A jak postrzegają imprezę sami zainteresowani – chórzyści, działacze ruchu śpiewaczego i organizatorzy XVI Trojoka Śląskiego? Zamieszczamy relację sztabu organizacyjnego. 16

Przybyłych powitał po polsku i czesku prezes ZŚM, główny koordynator spotkania Leszek Kalina. Podkreślił, że tegoroczny XVI Trojok Śląski dedykowany jest Emanuelowi Guziurowi, dyrygentowi stojącemu w dwudziestoleciu międzywojennym na czele Związku Polskich Chórów w Czechosłowacji, działaczowi śpiewactwa i ruchu chóralnego całego Śląska Cieszyńskiego – w setną rocznicę jego urodzin. Koncert rozpoczął występ zespołów z „górnej półki”, wielokrotnych laureatów konkursów tak w Czechach, Polsce, jak i poza ich granicami – Chóru Mieszanego „Canticum Novum” pracującego od auspicjami Polskiego Towarzystawa Artystycznego „Ars Musica” oraz Stowarzyszenia Śpiewaczego Ostrawskich Nauczycielek. Swoje umiejętności zaprezentował 80-latek – Chór „Dźwięk” z Karwiny Raju, Chór z Klimkowic oraz Chór Górniczy „Polonia Harmonia” z Piekar Śląskich. Kulminacją dwugodzinnego koncertu inauguracyjnego było przyznanie przez kapitułę międzynarodowych nagród im. Stanisława Moniuszki. W tym roku z rąk Rajmunda Hanke, prezesa honorowego PZChiO, odebrali je przedstawiciele chórów: Zrzeszenia Śpiewaczego Klimkowice, Chóru Mieszanego „Dźwięk” z Karwiny Raju, Chóru Górniczego „Polonia Harmonia” z Piekar Śląskich i Chóru „Lutnia” ze Strumienia. Indywidualnie nagrodę zyskał prof. ks. Antoni Reginek, kapelan śląskiego PZChiO, prezes Stowarzyszenia Polskich Muzyków Kościelnych. 6

2008


Po polsku i po czesku

– Spodziewałem się, że Trojok tak właśnie będzie się rozwijał, bowiem Śląsk jest silny tradycją pieśni – powiedział po koncercie inauguracyjnym R. Hanke, dodając, że te tradycje przed 16 laty były niedoceniane i niewykorzystane na taką skalę, na jaką zasługiwały. – Oczywiście wymagało to pracy, ale wszędzie spotykałem się z akceptacją, z serdecznym przyjęciem, zrozumieniem. Tak wśród Polaków na Zaolziu, jak i wśród Czechów. Zgadza się, byłem inicjatorem Trojoka, ale to nasze wspólne dzieło – dodał. Wymowę „wspólnego dzieła” czuło się najwyraźniej, gdy połączone chóry zaśpiewały pod baturą L. Kaliny dwie piosenki – „Kasia w sieni raz stała” Eugeniusza Firli oraz „O lásko, lásko” Josefa Schreibera. A zaśpiewały po polsku i po czesku, wyraźnie, bez pomyłek językowych, bowiem teksty piosenek (nawet w wersji fonetycznej) zostały zawczasu przygotowane przez organizatorów i rozesłane do chórów. Na marginesie zaznaczmy, że zaolziański sztab ostro pracował nad przygotowaniem Trojoka już od początku roku.

W parku, salach i na rynku

Najwcześniej rozpoczął się koncert w parku darkowskiego uzdrowiska przed Domem Zdrojowym. Zespoły „Dźwięk”, „Słowiczek” z Tarnowskich Gór oraz Chór Akademicki Wyższej Szkoły Górniczej-Uniwersytetu Technicznego w Ostrawie zaprezentowały przeważnie piosenki ludowe. Pierwszy w polsko-czeskim, drugi polskim a trzeci w różnojęzycznym repertuarze (akademicy 6

2008

ców Skoczowa, a ich serca podbiło wykonanie przez ostatni z wymienionych „Pieśni wieczornej” Stanisława Moniuszki.

Efekt wspólnej pracy

Nad pracą sztabu organizacyjnego pieczę roztaczał L. Kalina, on też najdłużej, bo przynajmnej od roku, pracował nad przygotowaniem tego dnia pieśni śląskiej na Zaolziu. Nie byłoby jednak sukcesu, gdyby zabrakło pomocy ze strony chórów – członków ZŚM: mieszanych „Harfa”, „Dźwięk”, „Przełęcz”, „Lutnia”, z Olbrachcic i ze Stonawy, żeńskiego „Melodia”, a także zaangażowania MK PZKO w Bystrzycy, które ochoczo podało pomocną dłoń dołączając do rzesz organizatorów. Od współpracy bowiem zarządu ZŚM, ogniw terenowych, ale również kół PZKO (które znajdując środki i pasjonatów śpiewactwa ugościły na swym terenie czeskich i polskich śpiewaków) zależał wynik Trojoka. A ten był imponujący. Wszędzie, gdzie na początku czerwca rozbrzmiewał Trojok, stawał się wydarzeniem kulturalnym w skali całych miejscowości. sztab organizacyjny

 martyna radłowska-obrusnik

Podczas Inauguracji Trojoka Śląskiego wystąpił Chór Mieszany „Canticum Novum”. Na pierwszym planie statuetki Stanisława Moniuszki – trofeum nagrody jego imienia.

zaśpiewali nawet po polsku „Pije Kuba do Jakuba”). Organizująca występ z ramienia ZŚM Ksenia Stuchlik zauważyła, że widownia była pełna, a niektórzy ludzie korzystając z pięknej aury dodatkowo stali obserwując występy. M a r y l k a Sztwiertnia czuwająca nad przygotowaniem konceru popołudniowego w Lutyni Dolnej była zachwycona, że w miejscowym Domu Kultury miały okazję wystąpić chóry o takim prestiżu, jak Stowarzyszenie Śpiewacze Ostrawskich Nauczycielek, laureat ubiegłorocznego Praga Cantant, „Modus Vivendi” z Katowic Piotrowic czy „Polonia Harminia” – wzbudzającego nie tylko wzniosłe doznania muzyczne, ale i estetyczne (chórzyści w mundurach górniczych, chórzystki w tradycyjnych stojach śląskich z wieńcami na głowach). Oczywiście zaśpiewał także zaolziański stulatek chór „Lutnia”. Łącznie 162 chórzystów. – Koncert wszystkim bardzo się podobał, był dowodem żywotności śląskiej kultury – zauważyła M. Sztwiertnia dodając, że przy pokoncertowym poczęstunku Czesi i Polacy chwalili dolnolutyńską gościnność. Ewa Sikora ze sztabu organizacyjnego Trojoka towarzyszyła czeskim chórom na ostatnim z serii koncertów w Skoczowie. – Gdy w trzy autobusy wjechaliśmy na skoczowski rynek, przywitały nad dzwony kościoła. Bito w nie na naszą cześć i Trojoka – powiedziała po powrocie. Koncert na podium w centrum rynku był przygotowany przez miejscowy Dom Kultury i jego dyrektora Roberta Orawskiego oraz parafialny chór ewangelicki „Gloria”. Czeskie chóry – „Lašan” Brušperk, Stowarzyszenie Śpiewacze Ostrawa oraz Męski Chór „Vítkovice” – zachwyciły swoim występem mieszkań-

Śpiewa Chór Mieszany „Dźwięk” z Karwiny Raju.

Goście imprezy  Zbyněk Gajdač, wiceprezydent Karwiny  Agnieszka Fedorów, wicekonsul ds. Polonii Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie  Rajmund Hanke, honorowy prezes ZG PZChiO, pomysłodawca „Trojoka Śląskiego”  przedstawiciele śląskiego i bielskiego oddziału PZChiO, Unii Chórów Czeskich, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” – organizacji, które obok Ministerstwa Kultury RC, miast Karwiny i Cz. Cieszyna a także Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie były sponsorami akcji 17


wędrówki z klio

Żydzi NAD Olzą Jeszcze sto lat temu chodzili uliczkami, którymi teraz my chodzimy, mieli swoje małe i wielkie sprawy, problemy, marzenia. Zadziwiające, jak niewiele o nich wiemy. I jak tym samym niewiele wiemy o naszym Cieszynie…

poBoRca Myta twóRcą Bóżnicy

W ciągu stuleci na terenie „dużego” Cieszyna istniało ponad 10 synagog, zwanych inaczej bóżnicami. Co najmniej cztery kamienice, w których się znajdowały, istnieją do dziś. Przez kilka wieków zamieszkiwała Cieszyn rodzina Singerów. To im jako pierwszym przywileje cesarza Leopolda I z 1675 i 1696 r. zastrzegały prawo do odbywania praktyk religijnych. Działo się tak dlatego, że bracia Jakub i Mojżesz Singer zawarli z Elżbietą Lukrecją umowę o najem cieszyńskiego myta. Kiedy Mojżesz przeniósł się do Pszczyny, Jakub kontynuował zajęcie w Cieszynie. Z racji pełnionego przez niego stanowiska poborcy, miał wiele przywilejów, m. in. jego budynek został zwolniony z kwaterunku wojska, otrzymał także prawo do praktykowania religii Mojżeszowej przez wszystkich członków rodziny oraz służby. Szybko skorzystał z możliwości i w środku budynku pojawiła się pierwsza w Cieszynie bóżnica (ul. Mennicza 4) zwana Domem Żydowskim. W połowie XVIII w. została przebudowana, a w 1788 r. Singerowie sprzedali dom z powodu długów. Nabywcą został Jakub Lobenstein z Frydku. Bóżnica spełniała swoją funkcję nadal (ale już nie tylko jako dom modlitwy jednej rodziny), aczkolwiek była niewystarczająca dla coraz liczniejszej społeczności. Kolejną synagogę założono w 1801 r. nieopodal Domu Żydowskiego, przy rogu Menniczej i dr. Kluckiego. Przeznaczono na nią kilka pomieszczeń. O funkcjonowaniu tej bóżnicy nie wiadomo zbyt wiele, oprócz tego, że modlitwy prowadził w niej Juda Löbel Glücklich, który działał w Cieszynie jako rabin miejscowej społeczności żydowskiej. Bóżnica składała się z dużej sali dla mężczyzn, mniejszego „babińca” oraz pomieszczenia dla osoby, która opiekowała się domem. 18

pieRwsza saModzielna synagoga

Nie był to szczyt marzeń. Każda grupa wyznaniowa dąży do tego, by mieć swoją świątynię – budynek przeznaczony tylko dla celów kultowych. To spełnienie pragnień cie-

szyńskich Żydów zaistniało w 1838 r., kiedy to oddano do użytku pierwszą w Cieszynie samodzielną synagogę. Stanęła ona również nieopodal ulicy Menniczej – główna fasada wychodziła na Bożniczą. Początkowo był to niewielki budynek w stylu klasycystycznym, który mógł pomieścić ok. 250 osób. We wnętrzu na wschodniej ścianie znajdował się bogato zdobiony Aron ha-kodesz – jeden z najważniejszych elementów wyposażenia głównej sali modlitwy: ozdobna drewniana skrzynka, w której przechowywane są zwoje Tory. Przy głównych ścianach znajdowały się galerie dla kobiet podtrzymywane dwoma rzędami kolumn doryckich. W niedługim czasie prezes cieszyńskiej gminy żydowskiej Bernard Glesinger podjął decyzję o jego rozbudowaniu. Doszło do tego w 40 lat później. Przebudowy dokonał architekt Antoni Jonkisz, który nadał budynkowi neoromańsko-mauretański styl. Znacznie przyozdobiono fasadę oraz ścianę południową. Dobudowano wieżyczki z małymi kopułkami oraz dwie wielkie charakterystyczne, kuliste kopuły znajdujące się nad głównymi wejściami. Na parterze znajdowały się wysokie, półokrągle zakończone okna, a na wysokości galerii dla kobiet okrągłe okienka, w które wkomponowano stylizowane gwiazdy Dawida.We wnętrzu zachowano jedynie Aron ha-kodesz. Wymieniono stare doryckie kolumny na nowe żeliwne z neoromańskimi kapitelami (wieńczącymi częściami kolumny). Podtrzymywały one galerię dla kobiet oraz chór. W 1879 r. od strony zachodniej zainstalowano organy, które akompaniowały śpiewającemu chórowi, a rok później wnętrze pomalowano orientalnymi malowidłami stylu mauretańskiego. Niestety podczas II wojny światowej, 13. 9. 1939 r., hitlerowcy spalili synagogę. 6

2008


SYNAGOGA Nazwa wywodzi się z języka greckiego, a oznacza miejsce zebrań. Używa się jeszcze określenia tempel. Tak określano świątynię dla Żydów postępowych. Nazwa tempel przyszła do Polski z kręgów Żydów niemieckich. Miejsce zebrań starozakonnych nazywano bóżnicą. W zależności od ilości wiernych chasydów, były to czasami zwykłe izby lub okazałe świątynie. Do odprawienia publicznego nabożeństwa w synagogach, bóżnicach i innych domach modlitwy konieczna jest liczba 10 dorosłych Żydów.  CHASYD – znaczy pobożny. Chasydyzm jako ruch religijny powstał w XVIII w. na terenach Polski. Panujące wówczas wojny powodowały upadek obyczajów, które wkradły się również do środowisk żydowskich. Powstanie chasydyzmu było reakcją na szerzące się zło. Chasydyzm był ruchem odnowicielskim, lecz nie schizmą. Życie chasydów wypełniały służba w Bogu i kontemplacja. Głównym twórcą chasydyzmu był Israel Ben Elizer, urodzony w Okopie pod Kamieńcem Podolskim.  RABIN Najważniejszą postacią w gminie żydowskiej był rabin. Tabinów angażowano na określony okres lub na stałe. Do rabina należało: kontrolowanie życia religijnego oraz nadzów nad takimi instytucjami, jak synagoga, cmentarz, szkoła, rzeźnia. Rabini zakładali także szkoły średnie – jesziwy, w których studiowano Talmud i Torę. Szkoły religijne heider-chedor obejmowały trzy grupy wiekowe uczniów: od 3 do 5, od 6 do 7 i od 8 do 13 lat.  TALMUD Żydowskie księgi praw i przepisów religijnych, będące obszerną kompilacją Prawa Ustnego, z rabinicznymi wyjaśnieniami, opracowaniami i komentarzami, w przeciwieństwie do Prawa Pisanego, czyli Biblii, której są uzupełnieniem.  TORA Nazwa biblijnego Pięcioksięgu; prawo wynikające z Pięcioksięgu; zwój przechowywany w synagogach, na którym spisany jest Pięcioksiąg. Hebrajskie tora oznacza drogowskaz, pouczenie.

Dom przedpogrzebowy przy starym cmentarzu żydowskim

kaMienice doMaMi Modlitw

Jeżeli zejdziemy w dół schodami przy ul. Dr. Kluckiego, wyjdziemy naprzeciwko kamienic przy Michejdy. Tutaj oraz na sąsiednich ulicach Benedyktyńskiej i Czarny Chodnik również znajdowały się synagogi. Do współczesności zachowała się kamienica właśnie przy ul. Michejdy 30 wybudowana w dwudziestoleciu międzywojennym. Wcześniej jednak, bo już w 1911 r. Stowarzyszenie Umacniania Religii „Machsike Hadas” przystąpiło do budowy synagogi przy ul. Benedyktyńskiej. Plany zostały opracowane przez cieszyńskiego budowniczego Carla Fredricha i już w rok po rozpoczęciu prac synagoga została ukończona. Był to trzykondygnacyjny budynek z dwuspadowym dachem, frontem ustawiony do ul. Benedyktyńskiej, bokiem przylegający do kamie-

nicy. Eksponowana fasada zawierała w części parteru dwoje drzwi (z lewej wejście dla kobiet, z prawej dla mężczyzn), pomiędzy nimi znajdowały się trzy podwójne okna. Na poziomie I piętra widniało pięć podwójnych okien, nad którymi umieszczono gwiazdy Dawida. W piwnicy znajdowała się rytualna łaźnia, osobna dla kobiet i dla mężczyzn. Na parterze umiejscowiono centralną salę zgromadzeń, na środku mównicę (bimę), Aron ha-kodesz usytuowano w ściennym wykuszu. Na piętrze znajdowała się galeria dla kobiet. Niestety, synagoga Machsike Hadas została spalona 2. 9. 1939 r., własność gruntu przepisano na Skarb Państwa, a plac po jej rozebraniu do dzisiaj nie został zabudowany. O bóżnicy przy ul. Michejdy wiemy niewiele. Była prywatną synagogą założoną

Stary cmentarz żydowski przy ul. Hażlaskiej 6

2008

19


wędrówki z klio

powyżej Wnętrze obecnego klubu PZKO, kiedyś synagogi na ul. Bożka w Cz. Cieszynie pośrodku Tablica na byłej synagodze po prawej Kiedyś synagoga, dziś klub PZKO, Cz. Cieszyn przez stowarzyszenie Ahawat Tora (z hebr. Miłości Tory). Obok niej znajdowała się szkółka żydowska. Podczas II wojny światowej bożnica została zdewastowana. Obecnie w tej kamienicy znajduje się mieszkanie. W tym samym czasie powstała Synagoga Klügera przy ul. Czarny Chodnik. Ona również była własnością prywatną. Należała do niejakiego Salomona Klügera. Właściciel tytułował się rabinem, choć na co dzień zajmował się kupiectwem. Aby zrealizować zamysł wybudowania sobie miejsca do modlitwy, stworzenie planów zlecił cieszyńskiemu budowniczemu Janowi Raszce. Budynek powstał w latach 1931-33, postawiony był na rzucie prostokąta i posiadał jedno piętro. Parter zajmowała sala dla mężczyzn, piętro – galeria dla kobiet. Na obu kondygnacjach były po dwa okna, na wyższym piętrze za-

mknięte półkoliście. Synagoga nie spełniała jednak długo swojej funkcji. W 1938 r., kiedy właściciel nie mógł spłacić długu zaciągniętego na jej budowę, sąd odebrał mu prawo własności. Synagoga przetrwała wojnę, a po jej zakończeniu służyła przez jakiś czas jako magazyn. Następnie, w związku z budową myjni samochodowej, budynek zburzono.

gRanica pRzecięła gMiny żydowskie

Po podziale miasta w 1920 r. żydowska społeczność na lewym brzegu Olzy pozostała bez własnej głównej synagogi i bez cmentarza. Zmarłych musiano przewozić przez granicę, aby można ich było pochować na nowym cmentarzu w Cieszynie. Od początku XX w. funkcjonował przy Mervillegasse (po czesku Odboje) żydowski dom modlitwy. Dom ten prowadziło stowarzyszenie Szomre Szabos (Strażnicy Szabatu), a kierował nim kupiec Salomon Roßbach. Był to jedyny obiekt kultu żydowskiego po tej stronie Olzy przed wybuchem I wojny światowej. Od podziału miasta bardzo wzrosło jego znaczenie, wciąż jednak Żydzi mieszkający w Cz. Cieszynie pragnęli mieć własną dużą synagogę. W 1928 r. Szomre Szabos nabyło parcelę budowlaną przy Breitegasse (po czesku Josefa Božka). W ciągu roku postawiono na niej nową synagogę wg projektu słynnego architekta

Eduarda Davida. Budynek nie wyróżniał się zbytnio spośród okolicznych kamienic, jedynie podkreślone wejście z napisem „Szomre Szabos” oraz detale architektoniczne świadczyły o tym, iż była to synagoga. Stworzono przy niej także rytualną łaźnię. Dzięki temu, iż bożnicę umiejscowiono w ciągu kamienic, hitlerowcy nie zdecydowali się jej spalić, zniszczyli jednak jej wnętrze. Po II wojnie światowej wróciła do rąk stowarzyszenia Szomre Szabos. Zaczął nią kierować Natan Bergman, lecz po kilku latach wyjechał do Izraela zabierając ze sobą zwoje Tory. W 1967 r. budynek został sprzedany Polskiemu Związkowi Kulturalno-Oświatowemu, który wyremontował go i dostosował do swoich celów. Zlikwidowano napis Szomre Szabos, lecz w 1994 r. odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą byłej żydowskiej gminie wyznaniowej w Cz. Cieszynie.

ŻYDZI W „DUŻYM” CIESZYNIE

Macewa na nowym cmentarzu 20

Rok 1880 1890 1900 1910 1921

Liczba 1082 1313 1666 2112 2602

Procent 8,3 8,6 9,0 9,4 11,4

Macewa w drzewie, stary cmentarz 6

2008


Wkrótce po oddaniu do użytku synagogi Szomre Szabos, także inne stowarzyszenie żydowskie przystąpiło do budowania swojej bożnicy. Była to grupa ortodoksów Maschike Hatora (Podtrzymująca Prawo). Jej przełożonym był Tobias Hirsch, także kupiec. Ta synagoga stanęła przy ul. Felixa Dahna (po czesku Alšova). O tej bożnicy wiemy niewiele, nie zachowała się żadna jej fotografia. Wiadomo jedynie, że została spalona przez hitlerowców we wrześniu 1939 r. Obecnie na jej miejscu stoi budynek Zboru Chrześcijańskiego. W 1931 r. gmina zakupiła piętrowy dom przy ul. Schillera 8 (po czesku Vrchlickiego), który gruntownie przebudowała i urządziła tak, by mógł pełnić funkcję synagogi. Uroczystość poświęcenia odbyła się 9.7.1933 r., zjechali na nią przedstawiciele gmin wyznaniowych z całej okolicy. Budynek zyskał uznanie, lecz nie ochroniło go to przed spaleniem zaraz po wkroczeniu Niemców do miasta. W 1960 r. władze czechosłowackie rozebrały budynek, a obecnie na tym miejscu znajduje się szkolna sala gimnastyczna i pusty plac.

Kirkuty, czyli cmentarze

Znajdują się przy ul. Hażlaskiej w Cieszynie, są dwa: stary, założony przez wspomnianego Jakuba Singera w 1647 r. oraz nowy z 1907 r. Do niedawna piękno starego cmentarza przykrywały śmieci, krzaki i trawa, teraz z powodzeniem może cieszyć oko zwiedzającego. Najstarszy zachowany nagrobek pochodzi z 1686 r., wygrawerowano na nim inskrypcję: „Tu pochowana nasza matka, niewiasta szanowna, pani Estera córka świętego pana Józefa (błogosławionej pamięci, niech Pan pomści jego krew). (Zmarła) 13 adar roku 446 według małego rachunku i pogrzebana w niedzielę 14 adar. Niech dusza jej związana będzie w węzełku życia”. Od 1907 r. przez jakiś czas grzebano zmarłych zarówno na nowym, jak i na starym cmentarzu. Ostatnią pochowaną osobą na starym kirkucie był Walter Schramek, który zmarł w 1928 r. Cmentarz interesujący jest nie tylko ze względu na swój imponujący wiek, ale także dzięki oryginalnej sztuce sepulkralnej (ornamentyce): rozety, roślinne wici, pary lwów, gwiazdy, menory, lewickie dzbany, korony, drzewo życia. Starsze macewy są mniejsze, grube, zamknięte u góry trójkątnym lub łukowatym zwieńczeniem, posiadają in6

2008

skrypcje w języku hebrajskim, natomiast późniejsze kształtem bardziej nawiązują do nagrobków ogólnoeuropejskich: od prostokątnej macewy po obelisk. Na nowszych nagrobkach znajdują się inskrypcje także w języku niemieckim. W XIX w. wybudowano przy starym cmentarzu dom przedpogrzebowy wraz z mieszkaniem dla dozorcy i stajnią. Przy kirkucie funkcjonował również szpital – przytułek. Dom pogrzebowy stanął również na nowym cmentarzu. Zaprojektował go wiedeński architekt Jakub Gartner. Dziś zachowały się tylko niektóre ściany budynku. Na nowym cmentarzu uderza w oczy wielkość macew i ich bardziej bogata ornamentyka. Ostatnie pochówki odbyły się w 1966 r., po czym cmentarz przeszedł na własność Kongregacji Wyznania Mojżeszowego w BielskuBiałej. W 1974 r. udało się zapobiec urządzeniu w tym miejscu terenów rekreacyjnych, a 12 lat później oba cmentarze wpisano do rejestru zabytków. W 1999 r. cmentarz odnowiono z funduszy przekazanych przez Eduarda J. Phillipsa z Minneapolis oraz Tadeusza J. Dordy, Cieszyniaka mieszkającego w Kalifornii. Cóż powiedzieć na zakończenie naszej wędrówki przybliżającej życie społeczności

Bożnica w Cieszynie, Michejdy 30 żydowskiej? Wypada chyba tylko powtórzyć za Poetą: Nie ma już tych miasteczek, Gdzie biblijne pieśni Wiatr łączy z polską piosenką, I słowiańskim żalem, Gdzie starzy Żydzi w sadach Pod cieniem czereśni Opłakiwali święte mury Jeruzalem… tekst i zdjęcia: anna ludwin i małgorzata szarzec Źródła: Franciszek Pasz: Żydzi i My w Cieszynie. Cieszyn 1995. Władysław Kopaliński: Słownik mitów i tradycji kultury. Warszawa 1987.

Dom modlitwy przy ul. Ruchu Oporu 4, Cz. Cieszyn 21


reportaż

iedy w 2001 r. zwiedziliśmy wraz z żoną, iberystką, południową Hiszpanię i Portugalię, a w rok później raz jeszcze południową Hiszpanię, paradoksalnie postanowiłem już nie brać udziału w tego rodzaju peregrynacjach… Owszem byłem zachwycony tymi nieznanymi krajami, bogactwem architektury sakralnej i cywilnej, krajobrazem tak bardzo odmiennym od naszego, ludźmi, z którymi sporadycznie udało nam się porozmawiać w uroczych kawiarniach hiszpańskich (lepszej kawy poza Hiszpanią i Włochami nie piłem). Byłem zauroczony tym krajem, jego kulturą, z którą na szybko się zapoznawałem, ale denerwował mnie nieustanny brak czasu i pośpiech. Wybrane przez biuro podróży miasta zwiedzaliśmy w ciągu kilku godzin, a chciałoby się tam spędzić kilka dni. Nocne przemieszczanie się autokarem pozbawiało nas możliwości oglądania fascynującego krajobrazu. Konserwowa stołówka też nie zachwycała. Nigdy więcej, postanowiłem nie bez żalu…

Hiszpania przelotem 22


niespełniona MiłoŚć

W tym roku jednak uległem raz jeszcze pokusie – Hiszpania, tym razem północna Zielona Hiszpania, Portugalia, powrót przez Estremadurę i Andorę, a poza tym przejazdy w ciągu dnia, noclegi w hotelach ze śniadaniem i kolacją (19 000 Kc od osoby na dwa tygodnie) i wreszcie zabytki rzymskie i romańskie, przede wszystkim sakralne, więc jakże tu nie jechać. I znów ten sam niedosyt. Było lepiej od poprzednich wycieczek, ale to nie to… Cóż z tego, że przelecieliśmy się przez kilkanaście wspaniałych miejscowości (San Sebastian, Bilbao, Santillana del Mar, Oviedo, Covadonga, Leon, Astorga, Lugo, Santiago de Compostela, Toledo, Madryt i Saragossa), że widziało się naocznie to, o czym w domu uprzednio pilnie się czytało, kiedy na miejscu nie było można nawet skonfrontować swych pobieżnych notatek z rzeczywistością. Jest to jeszcze jedna niespełniona miłość. Nie stać nas po prostu na normalne zwiedzanie świata. A każda podróż wzbogaca naszą wiedzę o inności świata, a taka inność, lepsza lub gorsza, z kolei pozwala nam zastanowić się nad własną rzeczywistością (dla pozostałych innością) i uzyskać do niej odpowiedni klucz lub dystans. „Ten, kto przemierzył tylko utarte szlaki, nie zna Hiszpanii” – stwierdza słusznie w swej ciekawej książce o Hiszpanii, „Drogi do Santiago” Holender Cees Nooteboom. To on swą książką, Aleksandra Olędzka-Frybesowa swymi esejami „Drogami średniowiecznej Europy” oraz autorzy przewodników turystycznych wprowadzali mnie w historię i sztukę kraju na Półwyspie Iberyjskim. Do trzech razy sztuka, mówi przysłowie, byłem trzykrotnie w Hiszpanii i nie poznałem tego kraju o przeszłości, rzymskiej, przedromańskiej, wizygockiej romańskiej, średniowiecznej, arabskiej, żydowskiej i chrześcijańskiej…

nego. Podobnie jak w czasach antycznych, w pierwszej kolejności powinno się tu być lojalnym wobec swojego miejsca urodzenia, rodziny lub grupy społecznej, do której się należy. Dopiero potem czas na kraj i rząd. W stanie, który można by nazwać normalnym, Hiszpania jest zbiorowiskiem małych republik, nastawionych do siebie wrogo lub obojętnie, skupionych siłą w luźną federację. W niektórych doniosłych okresach – kalifat, rekonkwista, „złoty wiek” – te małe centra ogarniało poczucie lub idea wspólnoty i wspierały się nawzajem, gdy jednak słabł bodziec wywołany przez tę ideę, ponownie się rozpadały, powracając każde do własnego egoistycznego życia. To właśnie nadaje Hiszpanii ten szczególny i spektakularny charakter”.

Astorga – Katedra gotycka z XV w.

podRóż w czasie

Nasza podróż w przestrzeni (przejechaliśmy w sumie ponad 8 200 km) była dla mnie także, a może przede wszystkim, podróżą w czasie, podróżą w widoczne do dnia dzisiejszego ślady rzymskie, w tych regionach rzadziej spotykane arabskie (bo inwazja Arabów została zatrzymana w górach Picos de Europa) i oczywiście wspaniałe zabytki sakralne epoki romańskiej. Hiszpania zamieszkiwana była już przed ponad 800 tysiącami lat, dowodem na to są odkryte w XIX w. naścienne malowidła w jaskini Altamira. Malowidła i rysunki tej „Kaplicy Sykstyńskiej paleolitu” pochodzą z okresu od 18 000 do 13 000 lat p.n.e. Naturalnie dziś zwiedza i ogląda się wierną kopie

kRaj „Małych ojczyzn”

„Dla Hiszpana nic nie jest tak ważne jak własna miejscowość, własna okolica” – stwierdza z kolei cytowany przez wspomnianego tu Holendra Gerald Brenan w „The Spanish Labyrinth” i dodaje: „Hiszpania jest krajem patria chica (mała ojczyzna). Każda wieś, każde miasto stanowi centralny punkt intensywnego życia społecznego i polityczna sąsiedniej stronie u góry Astorga – Pałac Episkopalny; u dołu Merida – Most rzymski na rzece Guadiana. po prawej Katedra w Leon. 6

2008

23


reportaż

Astorga – fragment katedry. nieprzystępnej oryginalnej jaskini, znajdującej się w pobliżu. Malowidła ogląda się w niewielkich grupach, wyobraźnia pracuje, ale to już dzieło XX w., którego też nie wolno fotografować, zresztą gdyby wszyscy błyskali fleszami, to od razu by prysła, też pono wiernie skopiowana atmosfera jaskini. Od XI w. p.n.e. tereny te były kolonizowane przez Fenicjan, Greków, Kartagińczyków, Rzymian, germańskich Wizygotów i Arabów. Rzymianie byli tu od 218 r. p.n.e. do mniej więcej V w. naszej ery. Ich ślady są tu wyraźne. Zabytkom dobrze się powodzi.

RzyMskie Ślady

Ot chociażby Merida (ponad 60 000 mieszkańców), stolica Estremadury, założona w 25 r. p.n.e. kolonia weteranów Augusta Emerita, w ówczesnej Luzytanii, najbardziej na zachód wysuniętej prowincji rzymskiej. To wspaniałe uczucie, kiedy do miasta idzie się po rzymskim moście o 60 przęsłach (pięć środkowych przęseł w XVII w. zerwała woda i zostały dobudowane). Most ten na rzece Guadiana jest długi ponad 790 m, powstał równocześnie z założeniem miasta i pełnił ważną funkcję strategiczną; do 1993 jeździły po nim samochody, dziś służy tylko pieszym. Za mostem po prawej stronie wznoszą się mury Alcazaby, najstarszej arabskiej budowli w Hiszpanii z 835 r., która po rekonkwiście w 1228 została kwaterą zakonu kawalerów św. Jakuba. O 15 km oddalona od Meridy zapora wodna zbudowana przez Rzymian, raczej ich niewolników, w I w. p.n.e. (wał długi 200 m, wysoki 18 m) do dnia dzisiejsze-

go dostarcza wodę do miasta, jednak już nie akweduktem lecz rurociągiem. W mieście tym są jeszcze dwa mosty rzymskie na mniejszej rzece i kanale. Jednak to, co najbardziej przyciąga turystów oraz miłośników antyki, to ogrodzony kompleks (wejściówka 7 euro) dobrze zachowanego teatru rzymskiego (według przewodnika dla 5000, według hiszpańskiej publikacji o Meridzie dla 6000 widzów), którego budowę rozpoczęto w 16 r. p.n.e. a ukończono w 105 n.e. W czasach arabskich a później chrześcijańskich teatr opustoszał i popadł w ruinę. Prace wykopaliskowe rozpoczęto w 1910 r., od 1933 przebiega tu festiwal sztuk klasycznych, jego ostatnią rekonstrukcję przeprowadzono na początku lat 70. XX w. W gorszej kondycji jest znajdujący się nieopodal amfiteatr z 8 r. n.e. dla 15 000 widzów, gdzie walczyli gladiatorzy i zwierzęta. To historia zamknięta w kilku ogólnych zdaniach, ale jak wyglądała rzeczywistość sprzed 2000 lat, jaki był los poszczególnych niewolników pracujących na tych budowach lub centurionów tęskniących za Rzymem – zastanawia się autor „Drogi do Santiaga”. Ja mając do dyspozycji tylko dwie godziny, nie miałem czasu na tego rodzaju luksus… Spiesząc się do autobusu, by zdążyć w porę na kolację w odległym o kilkadziesiąt kilometrów hotelu, mijamy w pośpiechu, obfotografowując, cudowną świątynię Diany z połowy I w. po Chrystusie oraz Łuk Trajana. Jeszcze powrót przez rzymski most i na tym koniec, a chciałoby się tu zabawić co najmniej dwa dni…

W III w. n.e. było tu już biskupstwo, podobnie jak w Astordze. Od 924 r. znajdowało się tu główne ognisko rekonkwisty oraz stolica królestwa, zanim po zjednoczeniu z Kastylią stolicą stało się miasto Burgos. Leon między innymi także jako ważny punkt łączący dwa szlaki pielgrzymkowe do Santiago de Compostela, które w mieście oznaczone są mosiężnymi muszlami prowadzącymi do kolegiaty San Isidoro oraz katedry, która obok katedr w Burgos, Toledo i Sewilli jest najwspanialszą świątynią gotycką w Hiszpanii, a która swym planem, łukami przyporowymi i portalem przypomina francuskie katedry w Reims, Amiens i Chartres. Budowano ją sto lat od 1254 r. Katedrę zdobi największy na świecie kompleks witraży o łącznej powierzchni 1800 m, (trzy ogromne rozety, 125 wielkich i 57 mniejszych okien, przedstawiają wielobarwne sceny o różnej tematyce), które wspaniale oświetlają wysokie wnętrze. Katedra wewnątrz i z zewnątrz jest monumentalna i wspaniała. Człowiek czuje się tu nicością, ale nie jest to przygnębiające uczucie. Kolegiata św. Izydora wkomponowana w mury otaczające miasto jest najcenniejszym zabytkiem. Zawiera Panteon Królewski (1054-1063), w którym spoczywa 23 królów i królowych Kastylii i Leonu. Stolica prowincji galicyjskiej Lugo (80 000 mieszkańców) na brak śladów rzymskich nie może narzekać. Była stolicą regionu już w czasach Rzymian, których ściągnęły tu ciepłe źródła. W III w. n.e. otoczyli oni miasto murem (6 m grubym, 10 m wysokim) z 10 bramami. Są to najlepiej

kRólewska katedRa

Nieco mniej śladów rzymskich znajdziemy w dużym mieście Leon (ponad 150 000 mieszkańców), które zostało założone w 68 r. n.e. jako rzymski obóz Siódmego L e g i onu .

Astorga – mury rzymskie. 24

6

2008


zachowane monumentalne mury rzymskie w Hiszpanii, z których roztaczają się wspaniałe widoki na okolicę, na starówkę i na resztę rozbudowanego później miasta. Duża katedra romańska zbudowana w latach 1129-1177 przypomina katedrę w Santiago; w jej bocznej kaplicy zainteresowaniem turystów cieszy się alabastrowa Madonna o Wielkich Oczach. Wnętrze kościoła wspaniałe, zachwycające, jak właściwie wnętrza wszystkich tutejszych romańskim katedr i kościołów.

antyczne MuRy

historii Astorgi oraz szlaku pielgrzymkowego do pobliskiej już stąd Composteli. Tu także spotykamy pierwszy raz pielgrzymów, odpoczywających po trudach wielodniowego lub wielotygodniowego marszu po urokliwej krainie hiszpańskiej. To zresztą nie dziwi, nasz autostradowy szlak jest inny, pospieszny jak nasze zwiedzanie. Fragmentami murów i teatru rzymskiego może się też pochwalić Saragossa (600 000 mieszkańców). Kolonia rzymska została tu założona w 24 r. p.n.e. Tu paranoja szybkiego zwiedzania osiągnęła szczyt – pół

godziny na obejrzenie obszernej bazyliki Naszej Pani na Słupie z czterema wieżami i 11 kopułami (prawie całej w rusztowaniu). Miasto zostało poważnie zniszczone przez wojska napoleońskie w latach 1808-1809, Napoleonowi pomagali wtedy także żołnierze polscy – walcząc o wolność swoją (Polski), zabierali ją Hiszpanom… Ten, kto przemierzył tylko utarte szlaki i to w takim pośpiechu jak my, nie pozna Hiszpanii. Była to podróż pełna pięknych wrażeń i niedosytu. tekst ı zdjęcıa: kazımıerz jaworskı

Murami rzymskimi może się także pochwalić Astorga (14 000 mieszkańców), dawne miasto rzymskie Asturica Augusta, ważny punkt na Srebrnej Drodze łączącej Andaluzję z Galicją. Nad miastem dominuje już nie romańska a gotycka katedra z XV w. Zainteresowaniem cieszy się nowoczesny Pałac Episkopalny, który w 1889 zaprojektował Antonio Gaudi (autor niedokończonej do dnia dzisiejszego barcelońskiej katedry Familia Sagrada). Niekonwencjonalny wygląd obiektu przestraszył biskupów na tyle, iż zamieszkali oni gdzie indziej – dziś jest tu muzeum średniowiecznej sztuki sakralnej, powyżej Świątynia Diany w Meridzie. po prawej Teatr rzymski tamże. 6

2008

25


historie ze smakiem

Trochę Zimy w środku Lata

26

oznacza zimę (jej owoce dojrzewają ostatnie), w średniowieczu był to symbol złota i miłości. Natomiast w islamie oliwka symbolizuje oś świata, drzewo centralne, emblemat Proroka i Człowieka uniwersalnego, raj wybranych, drzewo błogosławione wiążące się ze Światłem (lampy oliwnej). W północnej Afryce po dziś dzień przed pierwszą orką naciera się oliwą ostrze pługa. W symbolice chrześcijańskiej oliwka też ma swoje miejsce: „… wypuścił z arki gołębicę i ta wróciła do niego pod wieczór, niosąc w dziobie świeży listek z drzewa oliwnego. Poznał więc Noe, że woda na ziemi opadła” (Księga Rodzaju, 8, 10-11). Oliwa to też poświęcenie, namaszczenie, nadanie błogosławieństwa. Mesjasz to hebrajski māsziah – namaszczony, a Chrystus (gr. christós) to greckie tłumaczenie tego słowa. Kilka wieków później Frankowie wprowadzili rytualną sakrę królów przez namaszczenie oliwą zawartą w flakoniku z olejami świętymi. Oliwki rosną na wiecznie zielonych drzewach, które osiągają wysokość 10-20 m. Spotkać je można na obu półkulach pomiędzy 25 a 45 stopniem szerokości geograficznej. Grecy założyli uprawy w południowych Włoszech i Afryce Północnej, Rzymianie zaś – w Prowansji i na Półwyspie Iberyjskim. Drzewa zakwitają na początku maja, a zbiór owoców zaczyna się pod koniec września – oliwki są wówczas zielone, gorzkie w smaku i szybko się psują, a kończy w lutym, kiedy oliwki są już dojrzałe i mają ciemną granatową lub czarną skórkę. Tylko ok. 10 proc. zebranych oliwek przeznacza się bezpośrednio do jedzenia. Z reszty robi się, jak mawiał Homer, „złoty płyn”, czyli oliwę.

Oliwy z oliwek używa się nie tylko w kuchni, ale także w farmakologii czy kosmetyce. Badania naukowe wykazały istotny związek między konsumowaniem oliwy z oliwek a niską zapadalnością na choroby niedokrwienne serca. Ponadto poprawia ona balans tłuszczów we krwi. Zaś same oliwki są bogate w związki mineralne – głównie fosfor, potas i żelazo, a także witaminy B, A, C i E. Warto więc dla zdrowia jeść oliwki i warto śnić o oleju z oliwek – dla lepszego samopoczucia, szczególnie pań. Bowiem kiedy kobiecie przyśni się, że jest nasmarowana olejem oznacza to, że zwabi kochanków.  izabela kraus–żur

 hala sikora

C

hociaż trudno w to uwierzyć, oliwki, które kojarzą nam się z wakacjami nad morzem, dojrzewają w środku zimy. Historia oliwek zaczyna się przed 5 tys. lat na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego, kiedy zaczęto hodować drzewa oliwne i produkować z ich owoców oliwę. Od 3 tysiąclecia p.n.e. prasy oliwne były powszechnie znane. Dla Egipcjan upowszechnienie uprawy drzew oliwnych było zasługą „bogini najwyższej” Izydy, małżonki Ozyrysa. Według Greków zasługa przypadała Pallas Atenie – Atena zasadziła drzewo oliwne „zdolne rozświetlać swym płomieniem noc, koić rany, dostarczać cenny, dodający energii pokarm o wybornym smaku”. Od tej pory miasto, założone przez Kekropsa i jego ojca, zwało się Ateny. Pierwsze drzewo oliwne przez długi czas było uważane za wielki skarb a zrodzone z jego pestek drzewa jeszcze dziś rosną na Akropolu . W Rzymie oliwka poświęcona była Minerwie i Jupiterowi a zdaniem Rzymian uprawę oliwki nad Morzem Śródziemnym upowszechnił Herkules. W Cesarstwie Rzymskim każdy obywatel, który obsadził kilka mórg ziemi oliwkami, był zwolniony ze służby wojskowej. Co ciekawe, boskie potomstwo często przychodziło na świat u stóp drzewa oliwnego; na wyspie Delos nimfa Latona powiła pod oliwką bliźnięta Artemidę i Apollona, Romulus i Remus też urodzili się pod oliwką. Ta roślina uprawna ma bogate znaczenie symboliczne: zwycięstwo – wieniec z dzikiej oliwki był nagrodą zwycięzcy na Olimpiadzie i zwyciężczyni na igrzyskach Herajskich, w symbolice roku oliwka

6

2008


polskie ślady

Polscy więźniowie w Szpilbergu Z

W Brnie odbyła się konferencja naukowa „Poláci v Brně – Polacy w Brnie”. Jej organizatorami byli: zakład języków i literatur zachodniosłowiańskich Uniwersytetu Masaryka, Klub Polski

„Polonus” oraz Biblioteka im. Jiřiego Mahena w Brnie. W konferencji brało udział reprezenta-

tywne grono czeskich historyków, w tym przedstawiciele szkoły historycznej Josefa Macůrka. Z grona brneńskich historyków, którzy w XX w. brali na warsztat różnorodne zagadnienia z dziejów Polski i stosunków polsko-czeskich, szczególną rolę w kontekście tematu konferencji odegrał Zdeněk Hájek, który jako pierwszy, i przez długie lata jako jedyny, zajął się kwestią polskich więźniów w Szpilbergu. Całokształt życia i dorobku Hájka przybliżył w trakcie obrad jego aktualny następca na stanowisku kierownika katedry historii na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Masaryka w Brnie, doc. Jaroslav Vaculík. Z kolei wywodzący się z Zaolzia Roman Baron, pracownik naukowy Instytutu Historycznego Akademii Nauk RC, oddział w Brnie, omówił wyniki dociekań Hájka oraz m.in. Václava Žáčka i Jiřiego Radimskiego na temat polskich więźniów Szpilbergu. Publikujemy obszerne fragmenty tego wystąpienia, rezygnując jednak z bardzo rozbudowanych i zajmujących zbyt wiele miejsca przypisów. Wprowadzamy natomiast śródtytuły.

asługą Zdeňka Hájka już w okresie międzywojennym wszedł do obiegu naukowego problem losów więziennych polskich patriotów z Galicji, którzy za działalność niepodległościową w organizacjach konspiracyjnych w latach 30. i 40. XIX w. zostali przez austriackie władze zaborcze skazani na długoletnie wyroki. Część z nich trafiła co prawda do twierdzy Kufstein w Tyrolu, lecz większość odbywała karę za murami brneńskiego Szpilbergu. Do połowy XIX w. Polacy stanowili tutaj najliczniejszą grupę narodową więźniów politycznych, przewyższając pod tym względem zarówno Węgrów, jak i Włochów.

W poszukiwaniu źródeł

Hájek rozpoczął publikowanie wyników swych badań na powyższy temat od obszernego artykułu zamieszczonego w księdze jubileuszowej wybitnego czeskiego historyka, profesora Josefa Pekařa. Na podstawie materiałów źródłowych przedstawił w nim

Widok na Szpilberg z Františkowa, 1. ćw. 19. w. (ze zbiorów Muzeum miasta Brna) 6

2008

27


polskie ślady różne aspekty więziennego życia (przepisy, dozorcy, warunki w celach, skucie kajdanami, wyżywienie, leczenie chorych, kwestia wypożyczania książek, msze święte w kaplicy, utrudnienia w korespondecji z rodzinami itd.), które następnie konfrontował z czterema dochowanymi polskimi pamiętnikami. Hájek najpierw studiował urzędowe materiały źródłowe w Brnie, a następnie udał się do Lwowa, gdzie znajdowały się w okresie międzywojennym nieopublikowane wówczas jeszcze wspomnienia Henryka Bogdańskiego oraz opublikowane Władysława Ferdynanda Czaplickiego, Roberta Nabielaka i Jana Alojzego Pruskiego. Brneński historyk zanalizował pamiętniki w kolejności ich powstawania, a więc najpierw Pruskiego (Więźniowie stanu roku 1846 w Cytadeli Szpilberg, Lwów 1848), potem Czaplickiego (Pamiętnik więźnia stanu, Lwów 1862), następnie Bogdańskiego (dwa tomy Pamiętnika Henryka Bogdańskiego przechowywane w Ossolineum), a na koniec Nabielaka (Pamiętnik więźnia stanu, Lwów 1875). Literaturę wspomnieniową śledził pod kątem jej wiarygodności, do czego służyło mu zwłaszcza porównywanie jej z aktami urzędowymi więzienia, a później także z danymi zawartymi w pozostałych trzech pamiętnikach.

Dunajewski oraz nauczyciel domowy, założyciel Młodej Sarmacji i poliglota Eugeniusz Chrząstowski. Opublikowane przez Hájka wspomnienia kończą się na powrocie Bogdańskiego do domu we Lwowie, kiedy spotkał się po siedmiu latach wymuszonej rozłąki z żoną oraz synami, którzy – jak napisał – go nie poznali. Syn Antoni urodził się bowiem w czasie, gdy ojciec był już w areszcie śledczym, a syn Władysław przyszedł na świat zaledwie rok wcześniej. Bogdański poszedł śladami ojca, uczestnika powstania listopadowego – wziął udział w powstaniu styczniowym i zginął na polu walki.

Morawianie wobec polskich więźniów

Pamiętnik Henryka Bogdańskiego

Wynikiem była konstatacja, iż zdecydowanie najbardziej wiarygodnym źródłem informacji jest dzieło Bogdańskiego, Hájek zalecał zatem, by zostało ono opublikowane. Jego sugestia została wysłuchana dopiero 40 lat później, abowiem dopiero wtedy całość, obejmująca okres od zakończenia powstania listopadowego do Wiosny Ludów, ukazała się drukiem. Zadania tego podjął się b. dyrektor Zakladu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, Antoni Knot. Hájek nie doczekał się opublikowania w Polsce tych wspomnień. Zmarł w 1958 r. Sam natomiast przetłumaczył na czeski i wydał, opatrzywszy przypisami, obszerny ich fragment. Właściwie relacja rozpoczyna się już od chwili wyjazdu z więzienia we Lwowie. Razem z Bogdańskim (1804–87) wyruszyli wówczas w tę samą drogę w asyście żołnierzy: były prefekt seminarium duchownego greckiego we Lwowie, Rusin z urodzenia i zwolennik polsko-ukraińskiej współpracy Mikołaj Hordyński, późniejszy biskup krakowski i kardynał Albin 28

„Dla szerszych kręgów naszego społeczeństwa, o ile im pobyt Polaków w Szpilbergu nie jest znany, dziełko Bogdańskiego może stać się dobrym pouczeniem, iż nie jest właściwe, jak często się to dzieje, powszechne obwinianie Polaków z ich lojalności wobec monarchii habsburskiej i ożywianie na tej podstawie starych sporów, które nas i Polaków kiedyś rozdzielały“. Słowa te dowodzą, iż Hájek był nie tylko znawcą spraw polskich XIX w., lecz także zwolennikiem czesko-polskiej wzajemności i zrozumienia między obu narodami. Dodajmy, iż w okresie międzywojennym takich osób nie było zbyt wiele po żadnej ze stron. Hájek uzasadniał inicjatywę Czechosłowacko-Polskiego Klubu w Brnie zmierzającą do upamiętnienia polskich patriotów więzionych w tym mieście, a to przez wzniesienie im pomnika lub umieszczenie tablicy pamiątkowej. Praktyczną stroną realizacji tego przedsięwzięcia miało się zająć Towarzystwo Polsko-Czechosłowackie w Krakowie. Jak wiadomo celu nie osiągnięto.

Podobizna Stanisława Brześciańskiego (powyżej) i Ignacego Komorowskiego (na sąsiedniej stronie). Reprodukcje pochodzą z książki „Zapiski Henryka Bogdańskiego“, którą z rękopisu przełożyl Zdeněk Hájek. Wydał Moravský legionář v Brnie 1932.

Rzecznik czesko-polskiej wzajemności

W niedługim wstępie do „Polskiego rewolucjonisty w Szpilbergu“ Hájek zwrócił się do szerszego kręgu czeskich czytelników, dając im ogólny zarys polskiej drogi do niepodległości. Szczególną uwagę poświęcił polskim organizacjom spiskowym w Galicji oraz ocenie samego pamiętnika. Warto, jak sądzę, przywołać końcowe zdanie przedmowy:

Kolejnym aspektem, który Hájek podjął w swych badaniach był stosunek Morawian wobec polskich więźniów w Szpilbergu. Wywody na ten temat poprzedził dokładnym przedstawieniem okoliczności pobytu Polaków na Morawach w związku z klęską powstania listopadowego. Dopiero na tym szerokim tle przedstawił zagadnienie zawarte w tytule swego artykułu. Jego zdaniem należy w tym kontekście rozróżnić dwa odcinki czasowe, a mianowicie okres przejazdu więźniów politycznych przez Morawy w drodze do więzienia w Szpilbergu oraz okres po ogłoszeniu amnestii cesarza Ferdynanda i zwolnieniu polskich więźniów. Jeżeli chodzi o pierwszą kwestię, to na podstawie pamiętników (głównie Czaplickiego) Hájek doszedł do wniosku, iż mieszkańcy Moraw – zarówno Czesi, jak i Niemcy – byli przychylnie nastawieni do polskich bojowników o wolność. Wyrazy sympatii z przeciwnikami panującego reżimu przejawili zwłaszcza mieszkańcy Vyškova. Natomiast z wrogą postawą jednostek spotkali się Polacy w Ołomuńcu. Z kolei otwarcie bram więziennych dla większości przebywających tam Polaków zostało przyjęte z wielką radością przez mieszkańców Brna. Swój entuzjazm na róż6

2008


ne sposoby przejawiali zarówno Czesi, jak i Niemcy. Były wiwaty i okolicznościowe wiersze – Františka Matouša Klácela („Moravané osvobozeným bratrům Haličským”) i Franza Donneha („Der Spielberg am 23. März 1848”). Towarzyszono też rozpoznanym więźniom w przechadzkach po mieście oraz żegnano ich licznie na dworcu kolejowym w dniu 24. 3. 1848 r. Triumfalny był również przejazd stacjami kolejowymi z Břeclawia do Bogumina.

Henryk Hubicki, ofiara śmiertelna twierdzy

Osobny artykuł, zamieszczony na łamach periodyku „Časopis Matice moravské”, poświęcił brneński historyk opisaniu losów jedynego polskiego więźnia Szpilbergu, który odbywanie kary przypłacił utratą życia. Henryk Hubicki (1817–47), bo o nim mowa, pochodził z rodziny szlacheckiej ze wschodniej Galicji. Jak podaje Hájek, jego brat Karol był posłem parlamentu austriackiego w 1848 r. Za posiadanie druków i pism nielegalnych został we Lwowie aresztowany. Władze otrzymały ponadto donos oskarżający Hubickiego o agitację niepodległościową wśród chłopów w majątku jego ojca. W rezultacie Hubicki został skazany na 7 lat więzienia w twierdzy szpilberskiej. Dotarł tam wraz z kilkoma innymi towarzyszami niedoli wieczorem w Wigilię Bożego Narodzenia 1840 r. Zmarł ponad 6 lat później, czyli w niespełna rok przed planowym wyjściem na wolność i nieco ponad rok przed masowym opuszczaniem Szpilbergu przez Polaków na skutek amnestii marcowej 1848 r. Hájek sumiennie wyśledził i zanalizował powody, które złożyły się na śmierć polskiego patrioty w austriackim więzieniu. Za najważniejszą przyczynę uznał fakt, iż Hubicki postanowił nie zwracać się po raz drugi o przyznanie amnestii. Zdaniem Hájka, nie chciał on w ten sposób ukorzyć się przed zaborcą. Wręcz odwrotnie – zaczął się stawiać strażnikom, obraził kierownika „tajnego oddziału” dla więźniów politycznych Františka Thumę nazywając go osłem, oponował dyrektorowi całego więzienia Antonowi Bayerowi. Za niedotrzymywanie regulaminu więziennego został wtrącony do karceru. Pogorszenie warunków egzystencji sprawiło, iż zapadł na zdrowiu. A że na dodatek lekarz więzienny Carl Ernst Rincolini niezbyt znał swą profesję, los Hubickiego został przesądzony. 6

2008

Dwie fale skazanych

Interesującego nas problemu dotknął także Václav Žáček. Stało się tak zwłaszcza w jego dwutomowej pracy poruszającej zagadnienie polsko-czeskich kontaktów od początków Wielkiej Emigracji do Wiosny Ludów „Čechové a Poláci roku 1848. Studie k novodobým politickým stykům česko-polským”. Žáček w syntetyczny sposób zapoznał czytelnika z działalnością konspiracyjną przyszłych więźniów politycznych oraz ich pochodzeniem społecznym. Przypomniał, iż przybyli do Szpilbergu w dwóch głównych falach: 1) w 1845 r. po wykryciu Młodej Sarmacji, względnie Sprzysiężenia Demokratów Polskich oraz 2) w 1847 r. po klęsce powstania krakowskiego.

Rok po opublikowaniu pierwszego tomu monografii Žáčka ukazał się na łamach pisma „Vlastivědný věstník moravský” kilkustronicowy szkic Jiřiego Radimskiego, który zawierał spis wszystkich polskich Szpilberczyków. Radimský sporządził spis w kolejności przekraczania bramy więziennej. Przy każdym nazwisku podał dokładną datę przybycia do Szpilbergu, miejsce urodzenia, wiek, wyznanie, zawód czy też pozycję społeczną, miejsce zamieszkania, długość wyroku oraz datę zwolnienia z więzienia. A na końcu zamieścił wykonaną przez siebie mapę Galicji, która unaocznia m.in. z jakich obwodów pochodziło najwięcej spiskowców (Przemyślany 19, Lisko 18, Lwów 15, Przemyśl 15, Brzozów 10, Sambor 10). Tekst Radimskiego (ale bez mapy) został opublikowany również w języku polskim.

Łącznie wymienia on 191 polskich więźniów politycznych, którzy odbywali karę w Szpilbergu w latach 1839–48. Ten sam spis kilkanaście lat później podała w inwentarzu, odwołując się na prace Hájka, Radimskiego i Mariana Tyrowicza, Libuše Urbánková. Natomiast polski znawca problematyki M. Tyrowicz (1902–89) dodał do tej listy nazwisko Antoniego Lewickiego, który nie był w Szpilbergu traktowany jak więzień polityczny, aczkolwiek skazano go za udział w zabiciu rosyjskiego konfidenta.

Muzeum Polskich Więźniów na Szpilbergu

W 1960 r. w związku z powstaniem Muzeum Polskich Więźniów na Szpilbergu ukazała się popularno-naukowa, polsko-czeska publikacja, w której m. in. M. Tyrowicz przedstawił „dzieje Szpilbergu jako twierdzy i więzienia“, „przyczyny skierowania działaczy galicyjskich na Szpilberg“ oraz „życie więźniów galicyjskich w Szpilbergu“. Trudno sobie wyobrazić powstanie Muzeum Polskich Więźniów na Szpilbergu bez udziału lwowsko-krakowskiego historyka Tyrowicza. Myśl ta narodziła się u Tyrowicza podczas jego pierwszego pobytu w Brnie i zwiedzania Szpilbergu w 1956 r. Jego przewodnikiem po zabytkach Brna był nie kto inny jak Zdeněk Hájek. Dwa lata później inicjatywa Tyrowicza trafiła w Polsce na podatny grunt. Z pomocą dyrektora Muzeum Historycznego m. Warszawy Janusza Durki, dyrektora Centralnego Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków przy MKiS Mieczysława Ptaśnika, jak również czołowych czeskich historyków Macůrka, Žáčka oraz jego ucznia, natenczas jeszcze młodego Jaroslava Valenty, udało się w 130. rocznicę wybuchu powstania listopadowego otwarzyć stałą ekspozycję upamiętniającą polskich więźniów Szpilbergu. Uroczystość tę poprzedziła sesja naukowa, podczas której główny referat wygłosił naturalnie Tyrowicz. Można tylko żałować, iż chwili tej nie doczekał jego czeski kolega, który poświęcił Szpilberczykom wiele lat pracy badawczej, a nawet translatorskiej. Tyrowicz doceniał dokonania Hájka w tym względzie. roman baron (Artykuł powstał w ramach projektu badawczego Instytutu Historii Akademii Nauk RC.)

29


duża klasa!

Szkoła Podstawowa Lutynia Dolna Strona internetowa: www.pspld.ic.cz

z kaRt histoRii

Pierwszą notatkę o lutyńskim nauczycielu znaleziono w „Statusie” Fryderyka Chalika z 1679 r. W 1810 r. zaczęto uczyć w drewnianej szkole przy kościele parafialnym. Język polski stał się językiem wykładowym w lutyńskiej szkole w 1853 r. W 1905 r. Macierz Szkolna założyła polską szkołę na Zbytkach, kierownikiem został Jerzy Koterla, jednak po czterech latach szkołę upaństwowiono. Wiosną 1914 r. naprzeciw drewnianej szkoły Macierz Szkolna rozpoczęła budowę polskiej szkoły wydziałowej, która miała stać się przeciwwagą dla szkoły niemieckiej. Wybuch I wojny światowej przerwał prace. Nie zrezygnowano jednak z pomysłu założenia polskiej szkoły. 1.10.1914 po uprzednim przystosowaniu izby mieszkalnej do nauki szkolnej rozpoczęto zajęcia w prywatnym domu Emanuela Babisza. Do pierwszych 38 uczniów z Lutyni Niemieckiej i Polskiej, Dziećmorowic, Wierzniowic, Skrzeczonia i Bogumina dołączyli następni. Właściciele budynku udostępniali szkole kolejne pomieszczenia. Po trzech latach szkoła posiadała już trzy klasy, kancelarię oraz kuchenkę, w której gotowano dla uczniów zupę. W 1920 r. w szkole uczyło się 136 dzieci. Po podziale Śląska Cieszyńskiego polską szkołę ludową włączono do szkoły wydziałowej, która w 1929 r. została upaństwowiona. Nauka ciągle odbywała się w domu E. Babisza. W 1930 r. ks. Henryk Dziekan nabył działkę budowlaną, którą przekazał pod budowę polskiej szkoły wydziałowej. Powstała z funduszy Macierzy Szkolnej, składek mieszkańców Lutyni i całego Zaolzia. Uroczyste 30

otwarcie nastąpiło 7. 9. 1930, szkoła służy polskim dzieciom do dnia dzisiejszego. Podczas II wojny światowej w budynku mieściła się szkoła niemiecka, a potem urząd, w 1945 szpital dla żołnierzy sowieckich. Polska szkoła zaczęła funkcjonować dopiero w 1948 r. Można było otworzyć jednak tylko trzy klasy, do których zapisanych było początkowo 118 uczniów, resztę klas zajmowała szkoła czeska. Od r. szk. 1951/52 cały budynek był ponownie do dyspozycji 145 wtedy uczniów polskiej szkoły. Najwięcej uczniów – ponad 200 – liczyła szkoła na początku lat 60. ub. w. Latem 1992 r. przeprowadzono gruntowny remont szkoły. Od tej pory nauka przebiega w klasopracowniach: informatyczno-geograficznej, polonistyczno-historycznej, językowej, przyrodniczej i fizyczno-chemicznej. W każdej są odpowiednie pomoce naukowe i audiowizualne. W przyszłym roku zajęcia z wychowania fizycznego będą odbywać się na nowym boisku szkolnym. Lekcje odbywają się jednak nie tylko

liczBa uczniów (wybór):

1914/15 1917/18 1919/20 1924/25 1936/37 1949/50 1953/54 1961/62 1967/68 1972/73 1977/78 1985/86 1989/90 1997/98 2000/01 2007/08

38 85 136 86 141 138 194 204 142 113 85 66 74 59 55 48

w budynku szkolnym, ale również np. w teatrze w Cz. Cieszynie, w Ostrawie, Karwinie, w zakładach pracy, w plenerze. W 1994 r. wyremontowano mniejszy budynek, w którym uczyły się kiedyś młodsze dzieci, a obecnie mieści się tam przedszkole „Tęczowy ogród” (www. teczowy-ogrod.blog.onet.pl). Od 1997 r. szkoła polska i przedszkole stanowią jeden podmiot prawny, dyrekcja mieści się na ul. Kopernika. W jubileuszowym roku 700-lecia gminy szkoła obchodziła 90 urodziny.

nie tylko nauka

Wychowankowie z sentymentem wspominają nie tylko zajęcia obowiązkowe, ale też bogatą działalność pozalekcyjną placówki. Nawiązując do tradycji Drużyny Starszoharcerskiej im. Henryka Sienkiewicza z Bogumina-Skrzeczonia, od 1990 r. w szkole zrzesza się młodzież należąca do Harcerstwa Polskiego w RC, uczęszczając czy to na zbiórki Gromady Zuchowej „Bajkowi przyjaciele”, czy Drużyny Młodszoharcerskiej im. Stasia Tarnowskiego (obecnie zawieszona działalność). Od 12 lat szkoła organizuje międzynarodowe spotkania sportowe, od sześciu Konkurs Literacki im. Haliny Kowalczyk dla polskich szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Od kilku lat pracuje Parlament Uczniowski, który przestrzega dotrzymywania praw ucznia i pomaga przy organizowaniu imprez szkolnych, takich jak: Szkubanie Bażantów, Europejski Dzień Języków Obcych, Dzień Nauczyciela, Międzynarodowy Dzień Teatru, Dzień Ziemi, Dzień Koloru, MDD – wspólne wyjście na kręgielnię, Święto

Pieczonego Ziemniaka, Andrzejki, Jasełka, Walentynki. Co roku odbywa się Apel Poległych, Pożegnanie IX klasy w USC w Lutyni Dolnej, turniej tenisa stołowego „O Wielkanocne Jajko”. Jak widać, wiele dni w szkole jest wyjątkowych. I wyjątkowi są uczniowie. Dlatego też w wylosowanym dniu przysługuje przywilej zwalniający jednego ucznia z nadwerężania jego szarych komórek, to znaczy, że w tym dniu jest „nietykalny” – żadnych testów i egzaminowania. W 2007 r. rozpoczęło działalność kółko edytorskie, które wydaje gazetkę „Bazgroły ze szkoły” (www.gazetolandia.blog.onet. pl). Uczniowie mogą rozwijać swe zdolności i zainteresowania w kółkach plastycznym, regionalnym oraz matematycznym. Od paru lat ich największą pasją jest gra w ping ponga. Zamiłowanie to odzwierciedla się również w wynikach sportowych uczniów. Uczniowie chętnie nawiązują nowe kontakty i poznają inne kultury, w tym celu często wyjeżdżają za granicę, zwłaszcza do Polski. Popularnością cieszą się też zajęcia tzw. zielonej szkoły.

pRojekty

eTwinning (twins-twins.blog. onet.pl) jest programem edukacyjnym Unii Europejskiej promującym wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w szkołach europejskich. Szkoła rozpoczęła współpracę ze Szkołą Podstawową im. Karola Miarki z Olzy oraz Agrupamento Vertical de Escolas de Cristelo z Portugalii. Co roku młodzież realizuje projekt „Poznaję swój kraj i Ojczyznę moich przodków”, korzystając z pomocy finansowej Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w Warszawie. 6

2008


SUKCeSy (wybór) 2005/2006

Turniej o najlepszego skoczka (Orłowa) I miejsce Marian Chrobot – kat. st. I miejsce Roman Klus – kat.mł. Mistrzostwa w pływaniu (Bystrzyca) I miejsce Roman Klus (żabka) I miejsce Marek Blachowski (kraul) Wyścig rowerów górskich (Orłowa Lutynia) I miejsce Marek Blachowski Pitagoriada (Cz. Cieszyn) I miejsce Jakub Czapek w kat. kl. VII I miejsce Michael Field w kat. kl. VI Turniej w tenisie stołowym dla PSP I miejsce Krystian Gałuszka Konkurs strzelania z broni długiej (Żory) I miejsce Józef Mulka Mistrz ortografii I miejsce Bogdan Heinz Kangur I miejsce Michael Field w kat. 1B

I miejsce Tomasz Klus – styl klas. kat. 6-7 I miejsce Marek Blachowski – styl. klas. kat. 8-9 I miejsce Tomasz Klus – kraul kat. 6-7 I miejsce – sztafeta – Roman Klus, Joanna Pająk, Aneta Liszok , Marek Blachowski Konkurs jęz. ang. ,,fOX’’ 2008 Michael Field z wynikiem bdb – I stopnia Jakub Czapek z wynikiem bdb – II stopnia Tomasz Klus z wynikiem dobrym – 3 stopnia Roman Klus z wynikiem dobrym – 3 stopnia Kangur matematyczny I miejsce Roman Klus - kat. 2B

1914-1915 1915-1919 1919-1929 1929-1933 1933-1939 1948-1971 1971-1992 od 1. 2. 1992

d y R e k t o R z y s z k o ły

a. mohr, edward niebrój R. Łabęcki karol Biel józef maryniok jan jeleń władysław Pasz jan Bijok alicja Berki

PeRły W KOROnIe Wincenty Szeliga – folklorysta, autor książki „Tam około Bogumina”. Doc. Dr Bogusław Chwajol – lekarz–urolog, wiceprezes Rady Kongresu Polaków w RC.

Otylia Toboła, Halina drabek – redakcja polska Czeskiego Radia Ostrawa. Maja Toboła, Magda Toboła, Bogdan Brzeźniak – zespół rockowy Glayzy.

2006/2007

Turniej tenisa stołowego (Cz. Cieszyn) I miejsce Roman Klus Konkurs plastyczny I miejsce Daniela Gaura Mistrzostwa pol. szkół w pływaniu (Bystrzyca) I miejsce Joanna Pająk (żabka, kraul)

2007/2008

eliminacje Miejskie w Tenisie Stołowym (Orłowa Lutynia) I miejsce R. Klus, J. Mulka, J. Szlauer II miejsce Tomasz Klus, Michał Jeżowicz, Michael Field II miejsce Dominika Kolek, Krystyna Król Tenis stołowy PSP (Cz. Cieszyn) I miejsce Roman Klus, II miejsce Józef Mulka II miejsce Patrick Field – mł. kat. Mistrzostwa PSP w pływaniu (Bystrzyca) I miejsce Joanna Pająk – styl klasyczny II miejsce Aneta Liszok I miejsce Joanna Pająk – kraul II miejsce Aneta Liszok 6

2008

31


szlakiem kół pzko

Dzieło zamaskowanej reakcji Pogłoski o tak zwanej likwidacji Polskiej Rady Sokoła i polskich oddziałów Sokoła są dziełem zamaskowanej reakcji. Celem tych pogłosek jest wywołanie niezadowolenia wśród naszej ludności i osłabienie pracy organizacyjnej w naszych oddziałach Sokoła. Przed rokiem, zanim zaczęto poruszać ten temat, pracowała PRS jako całość wzorowo, realizując z powodzeniem hasło umasowienia sportu i wychowania fizycznego wśród najszerszych mas. Ten wspaniały rozwój polskiego życia sportowego nie idzie na rękę reakcji, więc też zaczęto szerzyć różne pogłoski o losach PRS. W polskich oddziałach Sokoła praca obecnie osłabła. Zaznaczyło się zobojętnienie, zniechęcenie. Sprawa PRS i polskich oddziałów jest rozpatrywana w Pradze i nie może być załatwiona z dziś na jutro. Najpierw należy przygotować masy, teren, ponieważ w tej chwili przeprowadzone połączenie, do którego dążą może tylko niektórzy funkcjonariusze Sokoła, oznaczałoby w rzeczywistości „likwidację”; dopiero wtedy, kiedy potrzebę połączenia będą odczuwały miejscowe oddziały, połączenie takie może być rzeczywiście połączeniem równego z równym, z zagwarantowaniem wyżycia się sportowców narodowości polskiej w ich kulturze narodowej i języku ojczystym. (PRS pracuje nadal. GL nr 18, 12.2.1952)

Droga do polskiej kultury Orłowa Lutynia to dziś przede wszystkim duże osiedle mieszkaniowe, którego budowę rozpoczęto w latach 60. ub. w. Do 1960 r. leżała koło Orłowej samodzielna miejscowość o nazwie Lutynia Górna i taką w świadomości rdzennych mieszkańców pozostała. Jeszcze wcześniej, do 1946 r., nosiła nazwę Lutynia Polska, w odróżnieniu od Lutyni Niemieckiej, dziś Dolnej.

W nawiązaniu do tradycji

W dzisiejszej Orłowej Lutyni Miejscowe Koło PZKO zostało założone 30.9.1947. Statystyki podają, że w 1948 r. w Lutyni Górnej mieszkało 450 Polaków. Dziś Koło liczy 294 członków, z czego wniosek, że pomimo zalewu obcych górnolutyńscy Polacy trzymają się mocno. Pierwszym prezesem Koła PZKO został Jan Wojtek, najdłużej, bo aż 31 lat, funkcję tę pełnił Franciszek Halfar, po 1990 r. prze-

wodniczył Kołu Karol Żyła, w chwili obecnej prowadzi go Marian Jędrzejczyk. Związkowcy nawiązali w swej działalności do bogatej tradycji przedwojennych polskich organizacji. Zamkniętym wydaje się już dziś rozdział amatorskiego ruchu teatralnego. Górnolutyński zespół teatralny powstał zaraz po założeniu Koła i przez wiele lat należał do czołówki amatorskich teatrów na Zaolziu. Do 1984 r. wystawił 34 premiery, były wśród nich także bar-

Osiedlowe Koło PZKO Niedziela 3 lutego była historycznym dniem dla obywateli Karwiny Stalingradu: odbyło się tu konstytuujące Walne Zebranie nowo założonego Koła PZKO. Śmiałkowie nie zrażają się piętrzącymi się trudnościami. Nie mają miejsca na zebrania, nie znają się jeszcze nawzajem, nie mają żadnego inwentarza – ale mają zapał i chęć do pracy. Wybrano zarząd, składający się z ludzi, którzy chcą i będą wytrwale pracowali, a młody i energiczny prezes ob. Gąsior Alfred na pewno dobrze pokieruje pierwszymi krokami Koła. Po przemówieniu prezesa Zarządu Powiato32

6

2008


orłowa lutynia dzo ambitne pozycje klasyków literatury, np. W. Szekspira, A. Fredry, A. Jiráska. Długoletnim kierownikiem i głównym reżyserem zespołu był Alojzy Kudziełka, ale pracowała z nim również m.in. Aniela Bystroń. Scenografię przygotowywał Wiktor Jędrzejczyk, trzon grupy aktorskiej tworzyli: Ilona Bednarz, Bożena Bogocz, Romuald Fismol, Janina i Józef Holeszowie, Bogusław Chwajol, Czesław Jędrzejczyk, Halina Hila, Zygmunt Jeżowicz. W świetnej kondycji natomiast jest od dziesiątków lat górnolutyńskie śpiewactwo, obchodzące właśnie jubileusz, a i ruch taneczny nie zamiera.

Pohasać po skotnicy

Zespół taneczny powstał w 1948 r. Pracował początkowo pod kierownictwem Ferdynanda Króla. Wysoki poziom kunsztu tanecznego sprawił, że zespół często zapraszano na występy nie tylko w najbliższej okolicy. W ciągu pierwszych pięciu lat istnienia zaprezentował się aż 136 razy. Odonia Charvát, jedna z tancerek zespołu, sama zaczęła się zajmować choreografią i w 1961 r. wzięła tancerzy pod swoje skrzydła. Ćwiczyła tańce charakterystyczne, balowe, ale najbardziej lubiła tańce ludowe. Swoją pasją potrafiła zarazić młodzież. Przygotowywała z tancerzami obrazki sceniczne według dawnych obrządków, np. „Na miedzy”, „Jak to było przy muzyce w Lutyni”, „Zasadzymy zimnioki”. Zespół pod nazwą Skotnica znany był nie

tylko na całym Zaolziu, często występował w Polsce i innych krajach. W 1990 r. utworzyła z młodszych tancerzy zespół pod nazwą Skotniczka. Skąd wzięła się nazwa? – Skotnicą – wyjaśnia pani Odonia – nazywano miedzę, która prowadziła do tramwaju, a miedzę, po której kiedyś, jak opowiadała mi babcia, pędzono bydło, nazywane niegdyś skotem. Ludzie tą skotnicą skracali sobie drogę. Później służyła ona jako skrót do naszej kultury, bo znajdowała się tu polska szkoła, a u pana Króla w gospodzie odbywały się przedstawienia, akademie, próby zespołu tanecznego. Znikła, kiedy postawiono tu osiedle. Kiedy więc tworzyłam zespół folklorystyczny, bardzo zależało mi, by upamiętnić tę naszą skotnicę, po której chodzili nasi ludzie. Zespoły Skotnica i Skotniczka często zmieniały swój skład, bo ich członkami byli uczniowie, którzy po opuszczeniu szkół często nie znajdowali już czasu, by uczestniczyć w regularnych próbach. Zmniejszająca się liczba dzieci w polskich szkołach powodowała, że malał był wybór kandydatów na tancerzy. Pani Odonia wyznawała jednak zasadę, że z każdego dziecka da się coś wykrzesać. O poziomie artystycznym Skotnicy i Skotniczki świadczą zresztą liczne zaproszenia do udziału w imprezach folklorystycznych, festiwalach, także w Strażnicy czy Jiráskovym Hronovie, w wielu miastach Polski, a ta kże na Słowacji, w Portugalii, Rumunii czy na

wego PZKO ob. Stali i instruktorki ob. Godulanki w przyjacielskiej dyskusji podjęto kilka ważnych uchwał. W Kole została już uruchomiona biblioteka polska, zawierająca dziesiątki dobrych książek. Biblioteka jest czynna w polskiej szkole ludowej w Stalingradzie. (W Karwinie Stalingradzie założono Koło PZKO. GL nr 19, 14.2.1952)

PZKO w Wielkiej Ostrawie Minionej niedzieli ostrawskie PZKO zrobiło bilans rocznej czynności na Walnym Zebraniu w sali Domu Polskiego. Ze sprawozdań wynika, że działalność Koła nie była nadzwyczajna, ale też nie musi się wstydzić za wyniki swej pracy. Zorganizowano akademię, koncert, trzy przedstawienia, festyn, bal i dwie zabawy towarzyskie. Na wyróżnienie zasługuje chór mieszany Koła, z poświęceniem prowadzony przez ob. Folwarcznego Jana, a rekrutujący się z samej starszyzny. Na słuchaczach robi ten chór niezwykłe wrażenie dlatego, że łączy w sobie pierwiastki młodzieńczego zapału i radości z powagą wieku. Może i inni członkowie zechcą odmłodnieć w zespole chórzystów, powiększyć jego szeregi i przyczynić się do podniesienia wartości chóru! Chór występował 8 razy w okresie sprawozdawczym. Wybory wykazały wzrost członków zarządu, co ma na celu, jak wyjaśnił prezes ob. Mieczysław Wilczyński, uaktywnienie większej ilości członków. Koło dysponuje licznymi lokalami Domu Polskiego, czego mogłyby pozazdrościć chyba wszystkie Koła PZKO. (Z życia Polonii ostrawskiej. GL nr 20, 17.2.1952)

Kury chodzą po papierze

Przed gablotką trofeów sportowych MK Orłowa Lutynia Zofia Heinzowa i Stanisław Monczka, gospodarz Domu PZKO 6

2008

Parę dni temu wyczytałem w Głosie Ludu, jak to stonawskie dzieci pilnie zbierają stary papier, dzięki czemu zostały nawet wyróżnione przez Ministerstwo Lasów i Przemysłu Drzewnego. Obywatele Stonawy odnoszą jednak wrażenie, że ten szlachetny wysiłek młodzieży nie jest należycie oceniony i po33


szlakiem kół pzko

traktowany, bo inaczej nie mogłoby się zdarzyć, by papier ten gromadzono w starej stodole, która jest terenem schadzek kur i kaczek okolicznych lokatorów. Po papierze, który jest rozrzucony po całej stodole, a jest go tam niespełna 2 wagony, spacerują sobie kury i kaczki, które nie można podejrzewać o zainteresowania antykwariackie już z tego powodu, że nie zawsze zachowują się dostojnie i przyzwoicie, ponieważ nie zdają sobie sprawy z tego, że chodzą po papierze, na którym zawarta jest niejedna mądrość ludzka. Nie ulega wątpliwości, że zanieczyszczony od drobiu papier psuje się i niszczy. Uważam, że miarodajne czynniki naszej gminy powinny zaalarmować tych, którzy troszczą się o zbiór papieru, ażeby jak najprędzej odwieziono te zapasy, ratując w ten sposób przed zmarnowaniem cenny surowiec. (Kury, kaczki i stary papier. GL nr 20, 17.2.1952)

Staranny program na otwarcie Z wielkimi trudami borykała się kiedyś Polska Szkoła Ludowa w Lutyni Dolnej, kiedy to czynniki reakcyjne czyniły wszystko, aby utrudnić współżycie obu narodowości na terenie tej gminy. Przed dwoma miesiącami polska szkoła przeniosła się do własnego budynku, który dzięki czynnikom państwowym gruntownie odrestaurowano. W ubiegłą niedzielę rodzice podziwiali wysiłki swych maleństw, które popisywały się na uroczystej akademii szkolnej. Staranny program trwał przeszło 3 godziny, opracowali go dyr. Pastuszek i nauczyciel Bednarz. Im należy się uznanie za poziom imprezy. Zabawy młodych uzupełniła orkiestra PZKO i znany solista Blanik Tadek. (Rozwój szkoły w Lutyni Dolnej. GL nr 21, 19.2.1952)

Koła są uświadomionymi obywatelami Ubiegłej niedzieli miejscowe Koło PZKO w Suchej Górnej odbyło swe Walne Zebra34

Węgrzech. Zespół taneczny uzyskał najwyższe odznaczenie PZKO – „Zasłużony dla Związku”. Po wymianie generacyjnej kierownictwa zespołu w maju br. po raz pierwszy zaprezentowała się Nowa Skotniczka. Zespół prowadzą Daria Woźnica i Hanna Hila.

Jubileusz zobowiązuje

Ostatni dzień maja br. był wielkim świętem górnolutyńskich pezetkaowców. Podczas Koncertu Jubileuszowego z okazji 85-lecia zorganizowanego śpiewactwa zaśpiewał m.in. chór mieszany Zaolzie pod batutą Urszuli Odstrčil, który podtrzymuje tradycje śpiewu chóralnego w Orłowej Lutyni. Poprzednikami obecnej dyrygentki byli m. in.: Emil Hila (senior), Edyta Kudziełka, Edward Kania, Emil Jędrzejczyk, Marian Jędrzejczyk. Oprócz chóru mieszanego, który nazwę Zaolzie przyjął dopiero w 1990 r., istniał w MK tercet żeński w składzie: Ilona Bednarz, Bożena Bogocz, Janina Holesz, jak również kwartet męski, w którym śpiewali Bronisław Bednarz, Edward Kania, Czesław Jędrzejczyk, Władysław Orszulik. Ambitny repertuar małych zespołów zawierał oprócz piosenek popularnych, szlagierów tamtych lat, także utwory kompozytorów światowego formatu, np. Schuberta, Dvořáka czy Moniuszki. Chór Zaolzie należy do aktywnych zespołów śpiewaczych PZKO, występuje nie tylko na imprezach związkowych, ale dzięki bogatym kontaktom współpracuje również z chórami z Rydułtów, Czechowic Dziedzic i Nakła Śląskiego w Polsce. Jednak na koncert jubileuszowy zaprosił reprezentacyjny

zespół ZG PZKO Olza, podkreślając swoją przynależność do tego regionu i swoje wobec niego zobowiązania.

We własnym domu

Od 1998 r. pezetkaowcy spotykają się w Domu PZKO, który jest już ich własnością, a wcześniej wynajmowany był Kołu przez urząd miasta; od 2004 r. należy do nich także okalający go ogród. Budynek to dawna siedziba Centralnego Stowarzyszenia Spożywców w Łazach. W latach 1979-1981 został gruntownie przebudowany, oczywiście rękami pezetkaowców pod wodzą Wiktora Jędrzejczyka. W październiku 1981 r. nastąpiło uroczyste otwarcie. Wtedy jeszcze nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że Dom PZKO w niedalekiej przyszłości stanie się własnością Koła. Położony w spokojnej dzielnicy wśród domków rodzinnych, ale niedaleko dzisiejszego centrum Orłowej, razem z polską szkołą stanowi punkt kontaktowy dla Polaków w tej części miasta. Odbywają się tu liczne imprezy, z których długoletnią tradycję mają bale, festyny, wianki i dożynki. Tutaj przebiegają również próby zespołów, tu spotykają się członkowie klubów. Od założenia Koła działa Klub Kobiet, troszczący się o zaplecze kulinarne imprez i organizujący wystawy będące plonem kursów robót ręcznych czy gotowania. Panie mają swoje regularne spotkania, organizują też prelekcje na tematy zdrowotne, kulinarne i in. Zasłużonymi kierowniczkami Klubu Kobiet były: Marta Antoszyk, Elżbieta Jędrzejczyk, Edyta Kudziełka, Wilhelmina Drozd, Wanda Brzezna, Janina 6

2008


orłowa lutynia Holesz, obecnie prowadzi go Zofia Heinz. Widoczni w mieście i za granicą Ze zmienną aktywnością pracowały MK PZKO w Orłowej Lutyni jest orgakluby Młodych i Seniora. W 1994 r. od- nizacją, o której słychać, i to nie tylko rodził się Klub Sportowy, a właściwie jego w Orłowej. Koło współorganizuje imprezy sekcja tenisa stołowego, która pod kierow- miejskie, wykorzystuje również w sposób maksymalnictwem Marii ny swoje Trombik prowakontakty dzi treningi i orz polskimi ganizuje turniemiastami je. Ciekawostką Rydu ł tow y jest istniejący od i Czechowice początku zespół Dziedzice. techniczny, proZespoły Koła wadzony m.in. wyjeżdżają przez Wiktora na imprezy Jędrzejczyka i Józefa Bednaorganizowarza; zadaniem ne w miastach partzespołu jest ornerskich, ganizacja zapleprezentując cza technicznetam dorobek go imprez. kulturalCałkiem ny Zaolzia. nowym poDzięki MK mysłem, który kontakty podsunął organie tylko na nizatorom gopolu kultury, spodarz Domu ale również PZKO Stanisław Migawki z Balu MK PZKO. Orłowa Lutynia, 2008 r. szkolnictwa, Monczka, a który miał na celu sprawdzenie możliwości wy- sportu czy biznesu pomiędzy Orłową korzystania budynku, był Dzień Gospoda- a miastami partnerskimi nabierają stale rza (1.5. br.). Trwał od rana do wieczora, głębszych rozmiarów, co jest bardzo pozyw jego trakcie odbył się turniej sportowy, tywnie odbierane przez władze tych miast. rajd rowerowy, pokaz taneczny, występ No- W uznaniu zasług w latach 2003, 2004 wej Skotniczki, dyskoteka, na gości czekał i 2006 Koło PZKO otrzymało wyróżnienia bogaty bufet. Dzień Gospodarza udał się, Rady Miasta dla najaktywniejszej organipotwierdza to jego 150 uczestników. zacji społecznej w Orłowej.  czesława rudnik

Działacze Koła: Stanisław Monczka, Maria Jeżowiczowa oraz Zbigniew Michałek. 6

2008

nie. Bilans pracy tego Koła jest naprawdę pomyślny i stanowi on poważny przyczynek do ugruntowania socjalizmu w naszym państwie. Że członkowie tego Koła są uświadomionymi obywatelami naszego państwa i są sobie świadomi swych zadań, świadczy o tym fakt, że przeszło 25 członków to przodownicy pracy na naszych kopalniach. Górnicy, którzy stanowią rdzeń tego Koła, odpracowali w ubiegłym roku dobrowolnymi zmianami na kopalniach przy wydobywaniu węgla przeszło 7900 godzin. Inni znowu członkowie odpracowali przy budowie Nowej Huty w Kończycach 1317 godzin, przy rekonstrukcji Domu Robotniczego w Suchej Górnej 2139 godzin, przy budowie szpitala powiatowego w Raju przeszło 100 godzin, na brygadach żniwnych i innych w miejscowym dworze 600 godzin. (Chlubny bilans pracy PZKO w Suchej Górnej. GL nr 23,24.2.1952)

Umiłowana nauczycielka W zeszłą niedzielę 2 marca 1952 odbył się w sali hotelu „Piast” w Cz. Cieszynie piąty z kolei powiatowy zjazd delegatów CzZMSMP pod hasłem „Do czwartego roku pięciolatki Gottwalda z większą aktywnością, karnością i zapałem”. Powzięta została następująca uchwała: (…) Delegaci dzisiejszej konferencji są przekonani o tym, iż Czechosłowacki Związek Młodzieży w powiecie czesko-cieszyńskim, w oparciu o swą nauczycielkę, umiłowaną KPCz, korzystając z jej pomocy i niezliczonych doświadczeń, potrafi utworzyć zasługą polskich i czeskich pracowników naszej organizacji pewną i jednolitą organizację młodzieżową, w której wszyscy, wspólnie, pod sztandarem komsomołu, dojdziemy do radosnego i sprawiedliwego, socjalistycznego jutra. Na przekór wszystkim wrogom proletariackiego internacjonalizmu, wspólnie do walki o światowy pokój i socjalizm, pod sztandarem Lenina, Stalina, Gottwalda i Bieruta! (Do 4 roku pięciolatki z większą aktywnością i zapałem. GL nr 27, 4.3.1952) 35


i

n

polska

s

p

i

r

a

c

historia

j

e

Mrożek wyjechał z Polski Ziemie polskie Po 12 latach pobytu w Krakowie, w piątek 6 czerwca 2008 r. Sławomir Mrożek opuścił Polskę. Postanowił osiąść – tym razem już na stałe – w Nicei. Wybitny pisarz, autor tłumaczonych i granych na całym świecie dramatów kilkakrotnie już zmieniał miejsce pobytu. Po raz pierwszy wyjechał z Polski w czerwcu 1963 r. i osiedlił się we Włoszech. Po pięciu latach przeniósł się do Francji, a stamtąd do USA i Niemiec, w 1989 r. wyjechał do Meksyku. Jego azylem stało się wówczas zanurzone w przyrodzie ranczo Epifania. W połowie lat 90. zapytał żonę Susanę: „Paryż czy Kraków, wybieraj”. Odrzekła: „Kraków”. W ten sposób pojawił się ponownie w mieście swej młodości. Jaki jest powód tej zaskakującej decyzji niemłodego już przecież, bo 78-letniego pisrza? – Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi – twierdzi Andrzej Nowakowski. – Problem z wędrówką Sławomira Mrożka po świecie polega bowiem na tym, że jej przyczyny tkwią w dwóch niezależnych od siebie porządkach biografii pisarza. Z jednej strony jesteśmy skłonni dopatrywać się tych powodów w jego diagnozie tzw. polskiej rzeczywistości, z którą zmagał się w całej swojej twórczości i której „przemóc” się nie dało i chyba nigdy nie da. Z drugiej zaś – wy-

Sławomir

Mrożek

jazd pisarza z pozbawionego słońca szarego Krakowa na południe Francji podyktowany jest najnormalniejszą i nieobcą wielu z nas potrzebą zwolnienia rytmu życia w cudnych okolicznościach słonecznej przyrody południa. Mrożek zawsze zresztą odczuwał potrzebę doznawania intensywności kolorów, której Kraków zarówno jemu, jak i jego żonie wyraźnie poskąpił. Zapytałem kiedyś: „A co pan będzie robił w tej Nicei, skoro przysięga pan, że z pisarstwem już koniec i absolutnie nic więcej w tej mierze?”. Odrzekł z łagodnym uśmiechem (nieczęstym na jego twarzy): „Będę sobie oglądał ludzi. Oni są tam tak kolorowi”. Rzecz w tym, że w ustach Mrożka to nie jest odpowiedź ironicznie zdawkowa. On to mówi śmiertelnie serio i jak najbardziej poważnie. A na pytanie: Czy Nicea okaże się dla jednego z największych polskich pisarzy XX wieku miejscem uspokojenia i głębokiego oddechu? – tenże Nowakowski odpowiada: – Tego nie wiem. Nie wiem tym bardziej, że ciągle pamiętam jego słowa: „W pierwszej połowie życia: za wszelką cenę być tam, gdzie mnie nie ma. W drugiej: nie wiem gdzie jestem. Później: kto?”. Ostatni fragment brzmi dość tajemniczo, ale nie należy tego wyjaśniać. KK Źródło: „Rzeczpospolita”, Internet

debiutował w 1950 r. jako rysownik, od 1953 publikował cykle rysunków w „Przekroju”. Wydane w tym samym roku zbiory opowiadań: „Opowiadania z Trzmielowej Góry” oraz „Półpancerze praktyczne” stanowiły jego literacki debiut. Jego pierwszą sztuką teatralną był dramat „Policja” (1958), a dramat „Tango” (1964) przyniósł mu światową sławę. W 1968 na łamach prasy francuskiej opublikował list – protest przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. W grudniu 1981 r. protestował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. W 2002 r. przeżył udar mózgu, którego wynikiem była afazja – utrata możliwości posługiwania się językiem zarówno mówionym, jak i pisanym. Dzięki terapii, która trwała około trzy lata, odzyskał zdolność pisania i mówienia. Efektem walki z chorobą jest jego autobiografia. Oprócz wymienionych, najbardziej znanymi dramatmi Mrożka są: „Indyk” (1960), „Na pełnym morzu” (1961), „Śmierć porucznika” (1963), „Vatzlav” (1970), „Rzeźnia” (1973), „Emigranci” (1974), „Polowanie na lisa” (1977), Miłość na Krymie” (1993). Jest także autorem powieści: „Maleńkie lato” (1956) i „Ucieczka na po.udnie” (1962). 36

Po wakacjach ukaże się książka zamieszkałego w Polsce brytyjskiego historyka Normana Daviesa „Od i Do. Najnowsze dzieje Polski według historii pocztowej”. W związku z tym rozmowę z badaczem przeprowadził krytyk literacki „Rzeczpospolitej” Krzysztof Masłoń. Jeden z fragmentów dotyczył zjawiska tzw. „ziem polskich”… Skomplikowana jest historyczna nomenkla­ tura ziem polskich… W moich oczach pojęcie „ziemie polskie” jest trochę podejrzane, bo w rónym czasie było różnie definiowane, a i dominacja poszczególnych narodowości się zmieniała. Na zachodzie Polacy mieszkali razem z Niemcami, nawet w Wielkopolsce w połowie XIX wieku połowę mieszkańców stanowili Niemcy. I to wcale nie okupanci, ale ludzie żyjący tam od pokoleń. O czymś to zresztą świadczy, że najsłynniejszym synem Poznania był Hindenburg. Na wschodzie działo się podobnie. Polacy na Litwie nie znaleźli się nie wiadomo skąd, oni byli tam od wieków. Albo społeczeństwo żydowskie, które żyło na ziemiach polskich i które przechowało swą kulturę, religię i język przez setki lat. Ziemie Zachodnie, do której to nazwy przy­ wykliśmy w latach PRL, jak się okazuje – nie są historycznie czysto polskie, Kresy – też nie, Wielkopolska – jak słyszę – również może budzić wątpliwości. Gdzie są więc ziemie polskie? Co zostaje? Bardzo mało. Może nie mam racji, ale okręg, w którym żył najwyższy procent Polaków czy ludzi mówiących w języku polskim, istniał w Cieszyńskiem. Nawet byłem tam niedawno, to Jablunkov (Jabłonków) w kraju ostrawskim, nad Olzą… Ależ tam Polski niemal nigdy nie było. Niecały rok, przy okazji przyłączenia Zaolzia w 1938 roku. Spis ludności austriackiej, ostatni, jaki przeprowadzono przed I wojną światową, wykazał, że na Zaolziu – to był Śląsk Austriacki – było procentowo więcej Polaków niż w Krakowie. Ale to dobre pytanie: gdzie są ziemie polskie? W Krakowie mieszkało wielu Niemców, ale to Kraków i Lwów w okresie autonomii galicyjskiej były twierdzami kultury polskiej, polskości, wtedy gdy w Wielkopolsce prowadzono ostrą politykę germanizacyjną, a Warszawa była rusyfikowana. KK Źródło: „Rzeczpospolita” 6

2008


i

n

literatura

s

p

i

r

a

c

moda

j

e

Młodociana pisarka Już nie Dorota Masłowska przykuwa uwagę polskiej krytyki literackiej, jej miejsce zajęła obecnie 15-letnia Barbara Kaczyńska, uczennica 3 klasy Gimnazjum im. Żmichowskiej w Warszawie, autorka dwóch wydanych książek i trzeciej, która czeka na druk. Miała 10 lat, kiedy Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza opublikowała w 2003 r. jej debiutancką minipowieść „Planeta koni” z autorskimi ilustracjami. A na ostatnich warszawskich targach podpisywała „Siostrę dzienną”, która rok temu ukazała się nakładem Agencji Wydawniczej Jerzy Mostowski. Książką, która niebawem powinna trafić na półki księgarskie, jest „Tryptyk Świata Mgły”, epos pełen poetyckiej fantazji. – Nie można przystąpić do pisania książki bez pomysłu – mówi Basia. – Punktem wyjścia dla „Siostry dziennej” była zabawa na plaży z młodszym bratem Zbyszkiem. Wykopaliśmy okrągły dół i na jego ścianach wyobraziliśmy sobie całe miasto. Opisałam je w mojej książce. Pomysł „Tryptyku Świata Mgły” przyszedł mi do głowy podczas lektury książki „Smoki jesiennego zmierzchu”. Zaskoczyło mnie postępowanie jednej z postaci. Uznałam, że gdybym to ja była autorką powieści, zachowałaby się zupełnie inaczej. W ten sposób pierwotna postać, ale obdarzona przeze mnie innym charakterem, zachowaniem i wypowiedziami, zaczęła się jakby sama stwarzać. Basia dużo czyta, także po angielsku i francusku. Podziwia Tolkiena za monumentalnego „Władcę pierścieni”, choć nie tak dla niej zajmującego jak „Opowieści z Narnii” Lewisa. Sięga po książki Pratchetta. W jej „Tryptyku…” niektórzy bohaterowie mówią w stworzonym przez nią dźwięcznym języku wylfickim. Autorka dołącza słowniczek podstawowych zwrotów, objaśnia imiona postaci. Cechą charakterystyczną prozy Barbary Kaczyńskiej jest traktowanie postaci i sytuacji z lekką ironią. – W książkach fantasy nie lubię tonu zbyt serio. Pompatyczność i patos zawsze mnie śmieszą. Wolę być wobec nich zdystansowana. Chciałabym być pisarką, choć zdaję sobie sprawę, że w tym zawodzie niełatwo się utrzymać – wyznaje. JRK Źródło: „Rzeczpospolita”, Internet 6

2008

polecamy Srebrna biżuteria cieszyńska

Tak nazwana wystawa czynna jest w Sali Wystawowej Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Jabłonkowie od 10.6. do 12.9.2008. „Nigdzie poza Śląskiem Cieszyńskim ludność wiejska nie nosiła tylu srebrnych ozdób i kosztowności – informują organizatorzy wystawy. – Początkowo miejski ubiór trafił na wieś w XVIII w. i z upływem czasu przekształcił się w strój ludowy, którego stałym elementem były najróżniejsze metalowe ozdoby oraz wytwory profesjonalnych złotników działających głównie w Cieszynie i Jabłonkowie. Do produkcji biżuterii używano przede wszystkim srebra, a także stopów, które ten drogi metal imitowały.” Sala Wystawowa Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Jabłonkowie na Rynku Mariańskim czynna jest od wtorku do piątku w godz. 9-12 i 12.30-17.00, w soboty od 9.00 do 13.00, w niedziele od 13.00 do 17.00.

Augsburski Kościół Ewangelicki

25.6. o godz. 17.00 w Oddziale Muzeum Ustrońskiego „Zbiory Marii Skalickiej” w Ustroniu Brzegach rozpocznie się promocja książki Józefa Szymeczka „Augsburski Kościół Ewangelicki w czechosłowackiej części Śląska Cieszyńskiego w latach 1945-1950”. Impreza przebiegnie w ramach cyklu „Twórcza obecność Polaków na Zaolziu”, prowadzonego przez działający przy Oddziale Klub Propozycji. Adres Oddziału: Ustroń Brzegi, ul. 3 Maja 68, tel. 0048/33/854 29 96.

Złota Nitka W Polsce od 1992 r. organizowany jest prestiżowy konkurs dla młodych projektantów ubioru Złota Nitka. W finale tegorocznej 16. edycji (3.6.2008) brało udział 25 projektantów, w tym aż 10 absolwentów krakowskiej Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. Złotą Nitkę w kategorii pret a porter oraz główną nagrodę Jury Mediów otrzymała Peggy Pawłowski, również absolwentka SAPU, za kolekcje „Gavroche”. Natomiast Złotą Nitkę w kategorii premier vision otrzymał Grzegorz Gonsior z łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych za kolekcję „Buffo, Bufallo, Bombast”. W Jury Kreatorów zasiedli czołowi polscy projektanci: Mariusz Brzozowski, Anna Jatczak, Marcin Paprocki, Viola Śpiechowicz oraz Jola Czaja (stylistka magazynu „Viva”), Jerzy Gaweł (dyrektor SAPU w Krakowie), Małgorzata Garda (kierownik Katedry Ubioru ASP w Łodzi). Jury Medialne tworzyli: Hanna Gajos („Rynek Mody”), Marta Kalinowska (szefowa Działu Mody „Ekke”), Katarzyna Kultys („Fashion Magazine”), Monika Onoszko (Promedia), Magda Olczyk (TVP Łódź), Anna Neneman (Fashion TV), Agnieszka Spigelhalter (Moda.com.pl), Wojtek Witczak (Young Polish Designers Foundation) oraz Andrzej Wrzesień (Moda.com.pl). Złota Nitka organizowana jest przez Miedzynarodowe Targi Łódzkie. Zwycięzcy otrzymali nagrody w wysokości 20 000 zł ufundowane przez Prezydenta Miasta Łodzi. KC 37


salon sztuki

u

rodzona 28. 12. 1967 w Karwinie. W 1986 r. ukończyła Średnią Szkołę Artystyczno-Przemysłową w Brnie – kierunek grafika użytkowa Uprawia przede wszystkim grafikę, rysunek, malarstwo, ceramikę a także techniki własne, łącząc grafikę z niekonwencjonalnymi elementami i technikami, jak sznurek, koronka klockowa czy batik. Zajmuje się również twórczością dla dzieci. Od roku 2000 bierze regularnie udział w konkursie EXLIBRIS – Guadalupe w Meksyku. Przewodnim, choć nie jedynym motywem w jej twórczości jest drzewo. Poza drzewami, w jej pracach pojawiają się motywy autobiograficzne – zarys autoportretu i widoków z bliskiej okolicy. Chętnie także eksperymentuje z grafiką komputerową, badając jej możliwości w zakresie przetwarzania kształtu i koloru. Ale drzewo rzeczywiście wydaje się odgrywać w jej twórczości zasadniczą rolę. Drzewa i wielkie głazy posłużyły za temat dość tradycyjnego w formie obrazu o wyraźnej inspiracji malarstwem Cezanne’a, widocznej zarówno w kompozycji jak potraktowaniu bryły. Drzewo jest także bohaterem grafiki powstałej w technice własnej autorki, uzupełnionej batikiem i koronką. To obraz, pomimo pogodnej kolorystyki, niezwykle dramatyczny: drzewo, stojące pośrodku w oślepiajaco białym prostokącie jest pęknięte na pół, jakby rażone piorunem, a jednak trwa. ANNA mARIA RUsNOK

38

6

2008


6

2008

39

romana taszek


40

 natalia urbuś

 norbert dąbkowski

 bogdan szpyrc

 hala sikora

wywiad

zaolziańskie towarzystwo fotograficzne


r

z

e

d

s

t

a

w

i

a

 norbert dąbkowski

 hala sikora

p

24 godziny z życia miasta P

 łukasz ciahotny

 michał veselý

 marek suchy

od takim hasłem odbył się marcowy plener ZTF. Miejscem akcji były obie części Cieszyna. Przez całą dobę – od 8 rano w sobotę 29 marca do 9 rano (zmiana czasu na letni!) w niedzielę – 24 (nomen omen) fotografików penetrowało ulice oraz zaułki miasta i łapało na gorąco i na wyrywki okruchy codziennych zdarzeń. Prezentowane tutaj prace wraz z innymi zostaną zaprezentowane w gmachu czeskocieszyńskiego ratusza, gdzie jeszcze w czerwcu zostanie otwarta stała ekspozycja prac Zaolziańskiego Towarzystwa Fotograficznego. ms

41


cieszyńskie panoptikum

Ręcznie wykłuwany i złocony obrazek z naklejoną litografią madonny z dzieciątkiem ze Św. Góry – XIX .

Święte obrazki

Wtedy to Kościół katolicki wykorzystywał je do rekatolizacji. Od tej pory obrazki wzbudzały coraz większe zainteresowanie. Kupowano je na pielgrzymkach jako pamiątki, handlowano na targach, dzieci otrzymywały je w szkole za dobre sprawowanie i wyniki, ojcowie chrzestni obdarowywali nimi swoich chrześniaków, wkładano je też zmarłym do trumny – jako ostatnie „z Bogiem”. Panny młode naklejały je sobie na wieka malowanych skrzyń, w których gromadziły swój posag. Posiadanie obrazków, czy w ogóle przedmiotów dewocyjnych, do których zalicza się wisiorki i medaliki, było przejawem wiary właściciela. Niewielkie rozmiary obrazka pozwalały niejako na stałe obcowanie z uwielbianym Bogiem czy świętym – w odróżnieniu od sporadycznych kontaktów z obrazami w świątyniach. Obecnie święte obrazki spotykamy coraz częściej w antykwariatach, dokąd trafiają wyłuskane z biblii, śpiewników kościelnych, czy też spoza ram obrazów świętych, wieszanych onegdaj w wiejskich chatach. Stały się one bowiem przedmiotem kolekcjonerstwa; cenione są zwłaszcza te z nich, które posiadają ciekawe rozwiązania plastyczne, np. koronkowe obramienia, druk szlachetnymi technikami drukarskimi – drzeworytem, miedzio-, a zwłaszcza stalorytem oraz techniką litograficzną. Moda, bo tak to trzeba nazwać, przyszła z Zachodu, gdzie tego rodzaju druki dewocyjne zbierano już od dłuższego czasu. U nas zaczęto się nimi interesować dopiero po aksamitnej rewolucji, po likwidacji cenzury komunistycznej, która

Na pytanie skąd się wzięły i kiedy się pojawiły małe kartoniki z wizerunkami świętych, zwane też niekiedy drukami dewocyjnymi, nie ma jednoznaczej odpowiedzi. Jednymi z najstarszych są wizerunki świętych, które ukazały się wraz z wynalazkiem czcionki drzeworytniczej i drukiem książki. Uważa się, że są one niejako kontynuacją miniaturowych ilustracji ze średniowiecznych modlitewników, a wytwarzano je w pracowniach większych klasztorów i sanktuariów pielgrzymkowych. Najstarsze z nich datuje się na pierwszą połowę XV w. Są to jednak unikaty. W muzeach znajdziemy dopiero późniejsze, zwłaszcza z końca XVIII i XIX w. po lewej Św. Maria Pschov – miedzioryt nieznanej proweniencji – XIX w. po prawej Staloryt dzieciątka Jezus wydawcy Bouaese-Lebela z Paryża – XIX w.

42

6

2008


powyżej Ręcznie kolorowany staloryt św. Barbary. Wydał Patzak, Chrudim – XIX w. w środkowej kolumnie od góry kolejno: Litografia z Obrazem cudownego Zbawiciela w Rzymie – XIX w. Wycinany i plastycznie tłoczony obrazem św. Antoniego – litografia XIX w. Ręcznie kolorowany miedzioryt praskiego rytownika Mauliniego – pierwsza połowa XIX w. po prawej u góry Pocztówka z okresu I wojny światowej. Pamiątka z pielgrzymki do Frydku. Na odwrocie modlitwa po polsku o szczęśliwy powrót. Wydano nakładem Rudolfa Pavelčáka we Frydku. bardzo ograniczała ich masową produkcję. Kolekcjonerzy poszukują dostępnych jeszcze obrazków z drugiej połowy XIX oraz przełomu XIX i XX w., zwłaszcza tych litograficznych, bardzo kolorowych i ozdobnych, czy też tych z koronkowymi obrzeżami. Znawcy przedmiotu interesują się wydawcami, drukarniami i rytownikami. Najstarsze i największe europejskie centra masowej produkcji znajdowały się w Italii, Niemczech i Francji, do których dołączyły później i Czechy. Pierwsze obrazki trafiały na Śląsk z Pragi, później z Ołomuńca. Ważnym ośrodkiem nie tylko pielgrzymkowym, ale i wydawniczym były Kraliki. W poszczególnych centrach pielgrzymkowych powstawały z czasem samodzielne wytwórnie. Interesującym jest m.in. fakt, że wydawcy nie mieli problemu z językiem, i tak np. w Polsce drukowano dla pielgrzymów z Czech i na odwrót. Na przykład w położonych w południowo-zachodniej Polsce 6

2008

Wambierzycach można było otrzymać obrazki z czeskimi napisami, podobnie w Częstochowej lub Kalwarii Zebrzydowskiej. Na naszym terenie, we Frydku oferowano pielgrzymom z Polski obrazki i pocztówki z polskimi napisami. Tu również drukowano obrazki dla polskich sanktuariów; znane są obrazki frydeckiego wydawcy Rud. Pawelczáka dla Kalwarii Zebrzydowskiej. Na Śląsku Cieszyńskim i w szerszej okolicy istniało kilka sanktuariów, najbardziej znanym jest wspomniany już Frydek, ale też i Praszywa, Hrabynia, Cieszyn i wiele innych mniejszych, które szczyciły się jakimiś cudownymi obrazami, czy rzeźbami. Na obrazkach przedstawiano wizerunki Matki Bożej, Chrystusa i świętych, kopie czczonych wizerunków, sanktuaria, krzyże, kielichy, hostie, winne grona, serca, gołębice, fotografie rzeźb, czy też inne wyobrażenia przeznaczone dla konkretnych odbiorców, na konkretne okazje, np. dla dzieci aniołów stróży. Na drugiej stronie pojawiały się modlitwy, cytaty z biblii, teksty pieśni kościelnych, informacje o składanych ofiarach, przyjętych sakramentach, czy też obecności na konkretnych nabożeństwach i uroczystościach kościelnych. Znajdziemy też obrazki z okazji prymicji, konsekracji, jubileuszu, czy zakończenia posługi kapłańskiej, wizyty duszpasterskiej itp. Drukowano też obrazki z informacją o śmierci znaczących osób – hrabiów, biskupów, księży. Obrazki te często pomagają historykom np. w ustalaniu rozpoczęcia i okresu posługi kapłańskiej w danych parafiach. władysław owczarzy 43


recenzje

Kompetentna demonstracja bogactwa repertuarowego

Ś

piew z orkiestrą to pasja, którą 50-letnia Przyjaźń potwierdziła swym jubileuszowym koncertem w karwińskim Domu Kultury. Zawsze rzetelna, odpowiedzialna w działaniach artystycznych i społecznych, przedstawiła program określający jej muzyczne przesłanie. Uzyskaliśmy zestaw popularnych, łatwych w odbiorze pieśni o charakterze rozrywkowym i towarzyskim, ale także pozycje z obszaru ambitnej literatury chóralnej. Usłyszeliśmy również słynne, genialne „samograje”, które notabene wbrew pozorom stawiają przed wykonawcami trudne zadania realizatorskie. Udoskonalana przez lata współpraca chóru i orkiestry wytworzyła właściwe proporcje brzmieniowe między nimi a także solistami, którzy w niezmiernie istotny sposób dowartościowują występy. Uzyskano

44

poprawny poziom intonacyjny wspomagany przez grupę instrumentalną, stworzono właściwy klimat sprzyjający otwartości wspólnego muzykowania. Ale najważniejszym przewodnikiem artystycznym okazuje się tu osoba dyrygenta Józefa Wierzgonia, wielkiego pasjonata śpiewactwa, który od 50 lat czuwa nad kondycją i merytorycznym rozwojem wykonawców. To on jest twórcą koncepcji ideowej zespołu, której pozostaje wierny – co należy z szacunkiem podkreślić – do dnia dzisiejszego. Chór pod jego batutą brzmi pewnie i przejrzyście, a dopełniony emocjonalnym ładunkiem warstwy orkiestrowej – porywa, a nawet wzrusza. Oczywiście z punktu widzenia krytyki muzycznej zauważalne są pewne niedokładności wykonań. Tu i ówdzie pojawiają się mniej precyzyjne intonacje (np. nieczyste górne tony so-

pranów w „Sprzedanej narzeczonej”), czasem brak spójności wejść głosowych (zauważalnych chociażby w „Indiańskiej pieśni miłosnej”), także orkiestra, skądinąd czujna na gest dyrygenta, ujawniła pewne minusy nie zawsze zadowalając pełnią i szlachetnością zestrojenia. Zwłaszcza instrumenty blaszane brzmiały na ogół zbyt ostro, zadowoliły jednak sprawnym, plastycznym ruchem rysunku rytmicznego. Program koncertu był bardzo obszerny. Zaprezentowano 21 opusów żwawych i błyskotliwych, wykonywanych z dużym temperamentem. Nie zabrakło jednak pieśni nastrojowych, lirycznych, które oddano z szacunkiem i pełnią koncentracji. Wachlarz to szeroki i w założeniu antymonograficzny; po prostu kompetentna demonstracja (jakże potrzebna!) bogactwa repertuarowego.

Nie sposób oczywiście przyjrzeć się wszystkim prezentacjom koncertu, trudno nawet – w obliczu ograniczonych przecież ram artykułu – wymienić ich tytułów i autorów. Spróbuję tylko zwrócić uwagę na te, których interpretacje wydawały mi się bardziej przekonywające. Rozpoczęto słynną „Odą do radości” z IX Symfonii L. van Beethovena. Ukształtowana w szerokiej przestrzeni brzmieniowej, pełna dynamizmu i ekspresji, odtworzona została z dużym nerwem i patosem. Emanowała majestatyzmem, którego nie zabrakło również w wykonaniu porywającego „Alleluja” z oratorium G. F. Händla. Tu w masie ogromu dźwiękowego gubiła się nieco dykcja, za to wejścia i wokalu, i orkiestry były jednolite i zdyscyplinowane. Nastrój skupienia i muzycznej refleksji wniosła szlachetna „Ave Maria” Ch. Gounoda. Twórca adresował tę kompozycję do amatorskiego wykonawstwa; stąd jej nieskomplikowana faktura zarówno wokalna, jak i instrumentalna. O jej głębokiej liryce i finezyjnej melodyce przekonała interpretacja Władysława Czepca, znanego i cenionego tenora amatorskiego ruchu śpiewaczego Zaolzia. Z wielkim wyczuciem wtopił się w dźwiękową szatę tej ekspozycji, dopełniając jej wymowę i religijność przesłania. Chciałabym podkreślić w tym momencie jak bardzo talent wokalny tego solisty rozwinął się, jak udoskonalił on sposób wydobywania dźwięku – w żadnym rejestrze, na żadnym poziomie dynamicznym nie kojarzy się on (czyli dźwięk) z tzw. atakowaniem, lecz lekko i delikatnie rysuje frazy melodyczne. Głos zyskał miękkość brzmienia, kontrolowaną i umiarkowaną wibrację (czasem może zbyt przygaszoną), stał się czytelny w subtelnych pianach i porywających, szlachetnie brzmiących fortissimach. Artysta wziął udział w 10 realizacjach pro6

2008


tony, subtelnie też zaokrąglając kantylenę fraz. Głos nie pozbawiony świeżości i siły, poruszający i urzekający. W koncercie zabrzmiał tradycyjnie już „Ondraszek” S. Hadyny. Dyrygent bardzo skutecznie rozplanował tu plany dynamiczne, doprowadzając do ekspresywnej kulminacji, którą potęgował nośny, pełen rozmachu głos

zycznej twórcy interpretacji. Miłym akcentem występu było pojawienie się Joasi Wierzgoń. Podobał się jej śpiew, bardzo czysty w intonacji, z delikatną, naturalnie rozwijającą się dynamiką. Zwróciła również uwagę swobodnym, dyskretnym poruszaniem się po scenie, co świadczy korzystnie o jej świadomości zaistnienia w publicznym pokazie.

 elżbieta przyczko

Adelajdy Pasz-Szymik. Nasuwa się tu pewna uwaga – czy nie warto byłoby skorzystać w górnych partiach żeńskiego wokalu z głosu białego, co mogłoby w pełni uwydatnić autentyzm i żarliwość śląskiego folkloru. I – podsumowując – czy nie warto byłoby zrezygnować w niektórych fragmentach z akompaniamentu pełnej orkiestry, czasem wyłączyć w instrumentacji blachę (o tendencji do ostrego brzmienia) a wyeksponować grupę smyczkową, ładnie nawet stonowaną i melodyjną, a czasem nawet pozostawić chór brzmiący a cappella (jak chociażby w „Na sianie” G. Gärtner). Ale to już kwestia wyboru i intucji mu-

 elżbieta przyczko

gramu koncertowego. Dominował w duecie z Beatą Szymurą w „Czarnej Madonnie” (opr. K. Dziewięcki), z dużym powodzeniem towarzyszył Grażynie Wilk-Biernot, m. in. w wykonaniu nastrojowej pieśni „Polskie kwiaty” (opr. Z. Bittmar) o smętnej, słowiańskiej nucie lirycznej i głębokim, patriotycznym tekście. Śpiew Grażyny Biernot, swobodny i barwny potwierdził w pełni profesjonalizm artystki. Zachwyciła przede wszystkim precyzją odtworzenia błyskotliwej, solowej kompozycji W. A. Mozarta „Alleluja”, w której jej jasny, dźwięczny sopran swobodnie poruszał się po szerokiej amplitudzie utworu, z lekkością osiągając wysokie

2008

pierwszy (i wyrażamy nadzieję, że nie ostatni) podkreślił wartość swego artystycznego istnienia i potrzebę służby dla społeczeństwa. krystyna zielińska-suszka Koncert jubileuszowy zespołu śpiewaczo-muzycznego Przyjaźń. Dom Kultury Karwina, 24. 5. 2008 r. 45

recenzje

6

W koncercie „Przyjaźni” zabrzmiało jeszcze wiele dźwięków pogodnej muzyki. Rozmarzyły szerokie kantyleny Smetanowskich arii, porwały przeboje z operetek Straussa i Kalmana i znane, pamiętne hity z „Na szkle malowane”. Zabrzmiały również gromkie i serdeczne brawa słuchaczy. Karwiński zespół śpiewaczomuzyczny Przyjaźń nie po raz


ReCenZJe

Maj nad Olzą

n

a początku lat 80. ub. wieku rzucono na jednym z zebrań Sekcji Folklorystycznej ZG PZKO pomysł, by ożywić region Zagłębia imprezą podobną do Gorolskigo Święta. Zaproponowano nawet nazwę – „Maj nad Olzą”. Z początku pod takim szyldem urządzano spotkania z poezją gwarową, lecz po dwu latach inicjatywa ta zamarła. Lecz nie na zawsze. Członkiem SF był bowiem i Józef Chmiel, instrumentalista, gawędziarz i ofiarny działacz z licznymi pomysłami, który starą myśl ożywił przed 13 laty. I tak zrodził się nowy „Maj nad Olzą”, zlokalizowany w darkowskim parku uzdrowiskowym, będący naszą największą, co do

trwania, imprezą folklorystyczną. Każda niedziela majowa zagospodarowana jest bowiem etniczną kulturą naszą i sąsiadów, a ramy całości stanowi dawny zwyczaj śląski (w Polsce raczej nieznany) – „stawiani i bulani moja”, będący symbolem życia, młodości, wiecznego trwania.Czy taka jest też obecna tu kultura? Tak, żyje bowiem od wieków i z pewnością nie opuści przyszłych czasów, więc „moj” jest tu bardzo znaczącą ikoną. W tym roku nad całością czuwali trzej panowie: Józef Chmiel, Eugeniusz Matuszyński i Tadeusz Puchała, pracujący za całe biuro organizacyjno-administracyjne, obmyślające pro-

gram, pertraktujące z zespołami, sponsorami (tu wymienić należy UM Karwina, ZG PZKO, Sanatorium Darków), dbające o reklamę (niestety, mało informacji o tej imprezie było w naszej prasie) itp. Idea programu jest sensowna: Pokażmy, co mamy u siebie w domu, i porównajmy to z dorobkiem sąsiadów. Z naszych przedstawili się w tym roku: zespoły folklorystyczne „Błędowianie”, „Bystrzyca” i „Oldrzychowice”, chóry „Hejnał Echo” i „Dźwięk”, w dużej mierze reprezentujący naszej współczesne możliwości, które dopełniały m. in. orkiestry dęte „Májovák”, „Jablunkovanka”, zespoły folklorystyczne „Odra”, „Vonička”, dalej uczniowie szkoły artystycznej z Karwiny oraz największa atrakcja – Estrada Regionalna „Równica” z Ustronia (na zdjęciu), jeden z najlepszych tego typu zespołów z gruntownie przemyślanym, dynamicznym scenariuszem. Na największe uznanie zasługuje stylizacja naszego folkloru i wprost rewelacyjne wykonawstwo wokalne. Tegoroczna nagroda Grand Prix Śląskiego Śpiewania dostała się w najgodniejsze ręce i jest wielkim uznaniem dla pracy kierowniczki Estrady, Renaty Ciszewskiej. Znakomite, jak zawsze, były nasze zespoły regionalne, a chóry ciągle dają do zrozu-

mienia, że nie tak szybko zaginie nasze śpiewanie. Bez jego siły artystycznej i integrującej bylibyśmy o wiele bardziej chwiejni. Jabłonkowska orkiestra dęta bardzo się podoba, ale po co jej nazwa, skoro w repertuarze nie ma nic ze swojego regionu (przynajmniej tak było w Darkowie). Wiadomo jednak, że tylko taki repertuar daje siłę przebicia, gdyż w klasycznym jest mnóstwo innych, lepszych. No i co dalej z „Majem nad Olzą”? Musi trwać, to oczywiste, gdyż jest to jedna z nielicznych okazji w Zagłębiu, by gościom z różnych stron uświadomić, że tu jesteśmy, że nie stanowimy rezerwatu, że dostrzegamy innych, a w konfrontacji z nimi wcale nie jesteśmy gorsi. Warto jednak pomyśleć o poszerzeniu jego formuły o imprezy towarzyszące, np. warsztaty, spotkanie dyskusyjne, wystawy itp. Wszystko jednak zależy od wielkości kasy i liczby zaangażowanych organizatorów. Może Euroregion Śląsk Cieszyński poczułby się tym zaniteresowany, gdyż mieści się to w jego profilu działania? Tak czy inaczej „Maj nad Olzą” wystawia jak najlepsze świadectwo wyżej wymienionym panom, a także karwińskiemu obwodowi PZKOwskiemu. Na pewno warto na nim bywać, wspierać go i o wiele skuteczniej upowszechniać. daniel kadłubiec

Przejścia na przejściach: konkurs przedłużony! Ogłoszony przez redakcje „Zwrotu” i „Głosu Ludu” konkurs na wspomnienia związane z przekraczaniem lub w ogóle istnieniem strzeżonej granicy państwowej między Czechosłowacją (Czechami) a Polską zostaje przedłużony. Termin nadsyłania materiałów upływa 20. 9. 2008 r. Przypominamy, że konkurs został ogłoszony w związku z wejściem Republiki Czeskiej Rzeczpospolitej Polskiej do strey Schengen. Na adres obu redakcji można przesyłać dowolne pod względem gatunkowym materiały: od anegdot i opisów kuriozalnych wydarzeń przez osobiste wspomnienia i doświadczenia aż po 46

historyczne artykuły związane z miejscem zamieszkania autora nad granicą. Objętość poszczególnych przyczynków nie powinna przekroczyć 3 stron maszynopisu (ok. 6000 znaków). Uwaga! Osoby, które z różnych powodów nie mogą spisać swoich wspomnień, proszone są o kontakt z organizatorami konkursu. Ich relacje zostaną zarejestrowane i opracowane przez redaktorów „Zwrotu” lub „Głosu Ludu”. Nasze adresy: „Zwrot”, ul. Strzelnicza 28, 737 01 Czeski Cieszyn, tel. 558 redakcja@zwrot.cz „Głos Ludu”, ul. Komeńskiego 4, 711 582, redakcja@zwrot.cz, 737 01 Czeski Cieszyn, tel. 558 731 766, sekretariat@glosludu.cz 6

2008


2008

w którym akcja sceniczna występuje tylko jako pretekst do pokazów muzyczno-tanecznych w pomysłowych dekoracjach. Zdecydowanie lepsza okazała się druga część przedstawienia, bardziej zwarta i dopracowana w szczegółach. Nawet panom z klubu „Reforma” częściej udawało się w rytm piosenki skoordynować pracę swoich nóg. Część pierwsza zawierała półgodzinną ekspozycję, nieprzystającą do reszty spektaklu. Wprowadzenie w akcję było wprawdzie konieczne i miało zasadnicze znaczenie dla finału, lecz zostało za bardzo rozbudowane. Różnice między scenariuszem scenicznym a pierwowzorem powieściowym są znaczne, adaptacja wzbogacona została o elementy prorodzinne. W samej podróży Fileasa Fogga natomiast wyszczególniono najważniejsze przystanki w różnych zakątkach świata, wykorzystując w dekoracjach i kostiumach wiele prostych, a interesujących i dowcipnych pomysłów. Spektakl rozpoczyna scena zbiorowa. Po otwarciu kurtyny postacie na scenie stoją nieruchomo, a w głębi na ekranie widać banknot z charakterystyczną głową pośrodku. Głowa ta jest żywa, porusza się, a jej właścicielem, a właściwie właścicielką, jak okaże się za chwilę, jest Jean Umberto, młoda dama przebrana za lokaja Passepartout (Anna Konieczna). Jest sierotą i w męskim przebraniu zatrudnia się jako służący Fileasa Fogga (Tomasz Kłaptocz gośc.). Dzieli z nim trudy i niebezpieczeństwa podróży. I to ona, a nie Auda, uratowana hinduska księżniczka (Jolanta Szwed w alternacji z Barbarą Łakotą), zostanie żoną Fogga. Auda kocha się w Passepartout, ale bez bólu rezygnuje z niego, kiedy dowiaduje się, że jest dziewczy-

ną. Natomiast Fileas właściwie nie chce się żenić, do czego ciągle namawia go matka (Anna Paprzyca), no chyba, żeby kandydatka na żonę miała podobny do Passepartout charakter. Kiedy więc okazuje się, że lokaj to dama w przebraniu, która w dodatku dostaje w spadku pół Londynu, zmienia pogląd na małżeństwo. Pozostała część fabuły, czyli zakład Fileasa i podróż dookoła świata – jak wędrowne ptaki, zgodne są z pierwowzorem literackim. Nad całością czuwa zresztą sam Juliusz, mężczyzna o wielu twarzach i nazwisku Verne (Ryszard Pochroń), który pojawia się na scenie często, za każdym razem w innym wcieleniu. W przedstawieniu gra cały zespół Sceny Polskiej i mnóstwo młodzieży szkół podstawowych i średnich. Uczniowie tworzą „tłum”, ale przede wszystkim tańczą i śpiewają. Choreograf

postawił na żywiołowość młodych ludzi, którzy nie są przecież zawodowymi tancerzami, toteż nie zawsze układy taneczne cechuje precyzja wykonania. Przebojowa muzyka, melodie, które same wpadają w ucho, to główny atut tego widowiska do słuchania. A za to, co się nie udało, można obarczyć winą „vis maior”, bo, jak zabrzmi w przedstawieniu, siła wyższa zawsze będzie szybsza i lubi płatać figle. czesława rudnik Juliusz Verne, Petr Markov, Zdeněk Barták: „W 80 dni dookoła świata”. Przekład Hanna Rybicka, adaptacja i reżyseria Miloslav Čížek, scenariusz Petr Markov, muzyka Zdeněk Barták, scenografia Michał Wyszkowski, choreografia Jaroslav Moravčík. Prapremiera: Scena Polska Teatru Cieszyńskiego, Cz. Cieszyn 18.5.2008 47

recenzje

6

Jak wędrowne ptaki

 kateřina czerná

T

ego, że Teatr Cieszyński w Cz. Cieszynie ze swoimi dwoma zespołami, polskim i czeskim, stanowi pewną osobliwość nie tylko regionu, na naszych łamach nie trzeba nikomu wyjaśniać. Ale musi być w tym teatrze coś jeszcze, coś, co przyciąga autorów i sprawia, że na jego deskach scenicznych odbywają się prapremiery, które gdzie indziej być może zostałyby lepiej przedstawione i odebrane, miałyby większą prasę i liczniejszą publiczność. Bo jak wytłumaczyć, dlaczego właśnie tu ujrzały światło dzienne m.in. prapremiery czeskiego tandemu autorskiego MarkovBarták, których każde kolejne dzieło, napisane wspólnie czy osobno, nie wróży nic innego jak tylko sukces. Petr Markov, autor książek i scenariuszy popularnych czeskich komedii, i Zdeněk Barták, kompozytor wielu przebojów i muzyki do znanych czeskich filmów, są autorami granego w Scenie Czeskiej z powodzeniem już trzeci sezon musicalu „Jedna noc na Karlsztejnie”. Scenariusz powstał na kanwie sztuki Jaroslava Vrchlickiego. Nowy musical tej dwójki autorskiej napisany w oparciu o powieść Juliusza Verne „W 80 dni dookoła świata” (w polskim tłumaczeniu Hanny Rybickiej) miał swoją prapremierę niedawno w Scenie Polskiej. Reżyserem obydwu pozycji został kierownik artystyczny SC Miloslav Čížek. Čížek jest reżyserem i autorem adaptacji „W 80 dni dookoła świata”. Jego tajemnicą niech pozostanie, ile wziął z Markova, ile własnych pomysłów wniósł do przedstawienia, a jaką część zasług ma na swoim koncie scenograf Michał Wyszkowski, no i choreograf Jaroslav Moravčík. W tej międzynarodowej spółce autorskiej wszystkie osoby grały role ważne. W efekcie najsłabiej wypadły sceny fabularne, dialogowe. Pewnym usprawiedliwieniem może być tu forma przedstawienia – musical,


szyndzielnia

Gorący temat: opieka społeczna

Stanisław Monczka Pomimo wielkiego zaangażowania personelu, domy te nie cieszą się u potencjalnych klientów popularnością. – Ludzie najzwyczajniej nie chcą płacić, przy czym, zaznaczam, opłata za pobyt jest symboliczna – dodała Nociarowa. Wypowiedź kierowniczki wywołała lawinę krytyki pod adresem pensjonariuszy. – To prawda, niestety, ludzie mają swoje ułomności i one dają znać o sobie zwłaszcza w zbiorowościach, które zostały zmuszone do życia, było nie było, w sytuacji pewnej izolacji – mówił Hławiczka. – Pamiętam, że kiedyś postanowiłem obdarować pensjonariuszki depeesu bombonierami. Ale nie było identycznych, więc kupiłem część w opakowaniu niebieskim, część w czerwonym. Za tę samą cenę, zaznaczam. I co się stało? Przez kilka dni chodziły do mnie ze 48

Iweta Nociarowa skargami. Oczywiście, sytuacja ta świadczy pośrednio także o poziomie zabezpieczenia materialnego naszej społeczności na starość. W Niemczech takie zachowanie byłoby niemożliwe, ponieważ tam ludzie przez całe lata wpłacają sobie 4 proc. z pensji na fundusz społeczny i kiedy osiągną wiek emerytalny, mogą rzeczywiście godnie żyć, stać ich nawet na podróżowanie po świecie. Na osobliwości związane z pomocą społeczną adresowaną do środowiska Romów zwrócił uwagę dr Zbigniew Michałek, były orłowski radny. – O ile mi wiadomo – mówił – w Orłowej pomoc ta jest nieskuteczna.

W RC istnieje 960 domów pomocy społecznej, łącznie do dyspozycji pensjonariuszy jest 46 tys. łóżek – poinformował Hławiczka – teoretycznie więc sytuacja ludzi w jakimś stopniu upośledzonych przez życie powinna być zadowalająca. Mimo to wielu z nich narzeka, ale z tym trzeba się pogodzić – taka już jest natura człowieka. * * * Podobnie jak miesiąc temu w Mostach, również w Orłowej Lutyni nie doszło do przekazania nagród w konkursach „Zwrotu”. Prosimy laureatów zaległych nagród o skontaktowanie się z redakcją.

 marian siedlaczek

W czwartek 29.5. w Domu PZKO w Orłowej Lutyni zebrało się kilkunastoosobowe grono osób rzeczywiście zainteresowanych tytułową problematyką. W oparciu o regulacje nowej ustawy prelekcję na temat opieki społecznej w Czechach wygłosił Tadeusz Hławiczka, były wieloletni dyrektor domu i miejskiego ośrodka opieki społecznej w Trzyńcu. Natomiast o praktycznych zastosowaniach regulacji prawnych w mieście mówiła szefowa wydziału opieki społecznej i zdrowia UM w Orłowej Iweta Nociarowa. O warunkach pracy w domu z usługami opiekuńczymi opowiadał Stanisław Monczka, gospodarz Domu PZKO. – Mówiąc uczciwie, panują tam fatalne warunki, człowiek musi być do dyspozycji pensjonariuszy na okrągło przez całą dobę – wyznał.

Tadeusz Hławiczka przyjmuje gratulacje urodzinowe od Danuty Chwajoł 6

2008


Ponownie w Drumheller

W

6

2008

Jako jedyn ksióndz mioł w Kanadzie kozani Nó i było jedno miasteczko. Drómheler sie nazywało, w Kanadzie – jako w Ameryce. Ni w Kanadzie przi Trzyńcu. Nó i co. Był jedyn milióner a chodził do kościoła. Też tam był kościół w tym Drómheler. No a był jedyn ksióndz, nazywoł sie Banasik. Mioł pochodzić zo Krakowa, widzóm. A tóż co mioł kozani, tóż taki gorliwe kozani robił, że ludzie dycki płakali. Nó i po wszeckim ludzie wyszli z kościoła, tyn ksióndz też i tyn milióner go popod i prawi: „Ale tóż ty mosz w pysku. Dycki ludzie płaczóm, jak ty mosz kozami”. A łun se mówi, że to nic takigo ni ma, że łun, jakby chcioł, że taki kozani zrobi, co pół kościoła bedzie płakać, a pół kościoła sie beje śmioć. A tyn milióner mówi: „O, to zaś jako to, żeby pół kościoła płakało, a pół kościoła sie śmioło”. A że to zrobi. A milióner mu prawi: „Jak zrobisz taki kozani, tak piyńć tysiyncy dolarów dostaniesz”. Ale ksióndz chcioł sie zabezpieczić: „Jo to chcym przed świadkami a pisymnie, aby tam potym kosiołki łopołki jakisi nie były”. I zrobili to – łumowym przed świadkami. Tyn sie złobowiónzoł, że za to kozani zapłaci piyńć tysiyncy, a tyn sie złobowiónzoł, że hned prziszłóm niedzielym zrobi to kozani, co pół kościoła beje płakać, a pół kościoła sie beje śmioć. No i dobre. Prziszła niedziela. Nó i tóż tyn milióner już wyszeł na głównóm pawłacz, ku łorganóm, a łobserwowoł tego ksiyndza. A ta kazatelnica była tak z boku, w pół kościele. No i co. Wyszeł. Co tyn ksióndz nie zrobił. Rano, dy rozchodziło sie ło taki pinióndze, gacie, przepytujym, na zadku rozpruł, galaty rozpruł, tóm reweryndym rozpruł. Nó koraklym już tam podźwignył. Nó i tóż wloz, wyszeł na tóm kazatelnicym, a tyn milióner tóż go już łobserwowoł z tej pawłacze, co bedzie robił. A ta kazatelnica była nisko, a łun wysoki chłop, tóż sie tak łobalił na tóm kazatelnicym ku przodku, a to kozani dzierżoł: „Wy ludzie, wy grzysznicy, jak sie nie naprawicie, w piekle na wieki bedziecie goreć”. Nó a rozpiył, rozcióngnył na zadku ty swoje handry, że mu już tam aji to było widać. Tóż ci, co z przodku, tóż łokropnie płakali, dziwili, a tu na zadku tóż ponikierzi łuciekali z kościoła, bo łod śmiychu nie mógli wydzierżeć. No tak łumówił, łumówił, potym stanył, podziwoł sie po całym kościele, jako mu to funguje, jako ci płaczóm, a jako sie zaś ci śmiejóm, a tu łobrócił sie na przodek: „Ale ludzie, nie myślijcie se, tyn z wyrchu beje płacił”. A ludzie myśleli, że to jako Pón Bóg bedzie płacił, nadgrodzoł abo koroł. A już mu, tymu miliónerowi, tam pogroził na tej pawłaczi, przi tych łorganach. Nó i po wszeckim: „Pinióndze bez wykryntów”. I wypłacił go. Ale co, tu psiokrew jedna, biskup sie ło tym dowiedzioł, że takowe psiarstwo sie w kościele zrobiło, i na trzi roki mu zawiesił słóżbym. Ale co. Pinióndze wszecko robióm. W jednym miejscu farmerów tam było wiyncej, daleko mieli do kościoła i kościółek chcieli postawić. I trzi tysiónce z tych wygranych piniyndzy doł jim na tyn kościółek, i biskup puścił słóżbym, i po kumedyji. daniel kadłubiec

U

rodziłem się w Darkowie, ale mieszkałem w Stonawie. Ojciec był palaczem na parowozach, poracował w ČSD – Czechosłowackich Kolejach Państwowych, depo Karwina. W 1929 r. rodzice kończyli budowę domku jednorodzinnego, ja w tym roku miałem iść do szkoły. W ten dzień ojciec wykupił od Urzędu Gminy dęba i obalił go z grobli na zorane pole. Ja sprzątałem i wynosiłem drobne gałęzie na podwórze. W pewnej chwili zauważyłem obcych panów koło ojca. Ojciec zawołał: „Janek, chodź tu, o tobie jest mowa”. Pozdrowiłem i jeden z mężczyzn (naczelnik stacji w Karwinie) zapytał: „Chlapče, kam půjdeš do školy“. „Za Franckiem do Darkowa“ – odpowiedziałem. Francek to był mój starszy brat, który już od 5 klasy uczęszczał do Polskiej Szkoły Podstawowej w Darkowie. I wtedy ten pan zwrócił się do ojca: „Pane Kiczmer, za dané situace bychom vás museli přeložit do Loun (to jest koło Pragi), a tam není ani německá, ani polská škola. Na shledanou”. I odeszli – pan naczelnik, czeski nauczyciel Havránek, naczelnik Sokola Maňka i urzędnik z UG. Zmartwiony ojciec powiedział po chwili: „Tak to synku widzisz – chałupa postawiona, kupa długów, bo budujemy za pożyczkę, mama chora na nogi, ja przed egzaminami na „zugsfirę”, a ty… Ty pójdziesz do czeskiej szkoły. Nie mogę inaczej”. I usiadł na grobli i zapłakał. Wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z tego, co zaszło, ale dziś wiem. Zapamiętałem ten dzień na zawsze. JAN KICZER Dom Pomocy Społecznej, Stonawa 49

trybuna czytelników

majowym numerze naszego miesięcznika znalazł się ciekawy reportaż kanadyjski, opowiadający o dinozaurach w Dolinie Kanionów, o osobliwościach tamtejszej przyrody, o krajobrazie, ludziach, mieścinie Drumheller, gdzie te wszystkie arcyciekawe zjawiska się znajdują. Mała to miejscowość w prowincji Alberta, z najmniejszym kościółkiem, po której przechadzają się dwaj Cieszyniacy, podziwiając te wszystkie niezwykłości. Nie oni jednak byli tu pierwsi, gdy o naszych chodzi. A było tak. Józef Jeżowicz z Koszarzysk, bodaj największy gawędziarz, jakiego zdokumentowano i opi­­ sano, gazdujący od początku XX w. na odludnej Łabajce, został w grudniu 1925 r. obciążony podatkiem gruntowym wysokości 11 500 koron. Nie mógł sobie z nim poradzić, więc w lutym 1926 r. postanowił zdobyć pieniądze w Kanadzie, dokąd wyjechał dokładnie 16 lat od pierwszej wzmianki o Drumheller. Pracował, gdzie się dało. Przy budowei kolei żelaznej, w lasach kanadyjskich przy wyrębie drzewa, w tartakach. Zawsze w prowincji Alberta, także w Drumheller, zawsze wśród swoich, Ślązaków. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie jego niezwykłe zdolności gawędziarskie. Dzięki nim osadził właśnie w Drumheller akcję powszechnie znanego kawału, występującego także pod nazwą „Dwa różne efekty kazania”, opowiedzianego tak plastycznie, że dalibyśmy głowę, iż chodzi o prawdziwe zdarzenie, a tymczasem to wątek fabularny, wędrowny. Oto, co znaczy siła kreowania fikcji. Posłuchajmy zatem, co zdarzyło się w Drumheller, a właściwie wszędzie. W wariancie Jeżowicza wszak tylko i wyłącznie tam, w Kanadzie.

Pamiętam ten dzień


konkurs polska h

i

s

t

o

r

i

a

U polskich wybrzeży Bałtyku, w ciągu setek lat żeglugi i wojen, zatonęło w różnych okolicznościach bardzo wiele jednostek pływających. Na dnie morza naliczono kilkaset wraków. Miały tu miejsce największe tragedie morskie jakie odnotowano w całej światowej historii żeglugi. Jednym z najstarszych u polskich wybrzeży jest wrak zatopionego w czasie bitwy pod Oliwą w 1627 r. szwedzkiego galeonu „Solen”. Okręt spoczął na głębokości 16 m w Zatoce Gdańskiej. 3.9.1939 w czasie walk w obronie wybrzeża przy porcie na Helu zostały zatopione przez niemieckie samoloty polskie okręty: niszczyciel ORP „Wicher” i stawiacz min ORP „Gryf ”. Po wojnie oba wraki zostały częściowo wydobyte. Zimą i wiosną 1945 r. w ramach akcji „Hannibal” Niemcy ewakuowali przez Bałtyk żołnierzy, szpitale, służby pomocnicze i ludność cywilną z Prus Wschodnich do Niemiec. Trzy duże statki zostały zatopione torpedami radzieckich okrętów podwodnych. 30.1.1945 na północ od Łeby zatonął statek pasażerski „Wilhelm Gustloff ”, na którym znajdowało się ok. 10 tys. ludzi (uratowano 838). 10.2.1945 zatonął statek pasażerski „Steuben” z wojskiem, lekarzami, pielęgniarkami i cywilami (spośród ok. 4,3 tys. osób uratowano ok. 600). 16.4.1945 w odległości ok. 12 mil morskich od Łeby zatopiony został transportowiec MS „Goya” (zginęło 6 tys. ludzi). Część wraków udostępnionych jest dla wszystkich zainteresowanych nimi płetwonurków. Udostępnione są wraki, których badanie nie budzi protestów osób, uznających miejsca morskich tragedii za cmentarzyska.

l

i

t

e

r

a t

u

r

W 1776 r. ukazała się pierwsza polska powieść – „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki”. Jej autorem był ksiądz (i książę) Ignacy Krasicki, od lat 60. przyjaźniący się z przyszłym monarchą. Po elekcji (wrzesień 1764) został nawet jego kapelanem i wygłosił uroczyste kazanie w czasie mszy koronacyjnej. Król powierzył mu opracowanie planu wydawniczego najważniejszego, jak się wkrótce okazało, czasopisma polskiego oświecenia – „Monitora”. Poparł też jego starania o wysoki urząd kościelny, co zostało zwieńczone konsekracją Krasickiego na biskupa warmińskiego (1766). Krasicki jest m.in. autorem poematu heroikomicznego „Monachomachia”, w którym ośmiesza ciemnotę i próżniactwo zakonników. Wydrukowany bez wiedzy autora utwór wywołał ataki obskuranckiej szlachty. W odpowiedzi powstała „Antymonachomachia”, a zawarta w niej opinia „prawdziwa cnota krytyk się nie boi” przeszła do kanonu polskich powiedzeń mądrościowych.

Zakres tematyczny konkursu dotyczy zjawisk związanych z Polską, jej historią, kulturą, nauką, literaturą, sztuką, sportem itp. Co miesiąc publikujemy trzy pytania. Żeby wziąć udział w losowaniu nagród, wystarczy poprawnie odpowiedzieć: a) na jedno z nich – zwycięzca otrzymuje książkę wartości ok. 200 Kc; b) na dwa z nich – zwycięzca otrzymuje książkę wartości ok. 600 Kc; c) na wszystkie trzy – zwycięzca otrzymuje prenumeratę „Zwrotu” na 2008 r. (dla siebie lub wskazanej osoby) oraz nagrodę rzeczową wartości 1000 Kc. Nagrody książkowe sfinansowało Stowarzyszenie „Wspólnota Polska“. 50

a

s

p

o

r

t

Polska reprezentacja piłkarska po raz pierwszy zakwalifikowała się w tym roku do Euro, czyli mistrzostw starego kontynentu. Twórcą tego historycznego awansu był zagraniczny selekcjoner Leo Beenhakker, który do tytułów mistrzowskich doprowadził m.in. Ajax Amsterdam i Real Madryt.

Pytanie 1 Jak nazywa się zatoka, do której odprowadza swe wody rzeka Wisła?

Pytanie 2 Jak nazywał się ostatni

król Polski, z którym zaprzyjaźniony był Ignacy Krasicki?

Pytanie 3 Jakiej narodowości jest Leo Beenhakker, selekcjoner polskiej reprezentacji piłkarskiej?

Odpowiedzi z zaznaczeniem konkurs polska można przesyłać pocztą i w formie elektronicznej na info@zwrot.cz. Termin ich nadsyłania mija 4. 7. 2008. Rozwiązanie edyc ji ma jowe j Pytanie nr 1: 122 km kw. Pytanie nr 2: XVI-XVII w. Pytanie nr 3: Robert Kubica. Nadesłano 30 odpowiedzi, wyłącznie na wszystkie trzy pytania. Prenumeratę „Zwrotu” na 2008 r. (dla siebie lub wskazanej osoby) oraz nagrodę rzeczową wartości 1000 Kc wylosowała Jolanta Szwed ze Stonawy. Losowanie z udziałem prezesa ZG PZKO Zygmunta Stopy oraz red. Czesławy Rudnik odbyło się 5.6.2008 r. Nagrody zostaną wręczone podczas najbliższego spotkania Szyndzielni „Zwrotu”. Uczestników konkursów prosimy o podawanie wraz z rozwiązaniem swojego nr. telefonu. 6

2008


krzyżówka Wśród autorów prawidłowych rozwiązań rozlosowane zostaną nagrody książkowe. Rozwiązanie dodatkowe prosimy przesyłać na adres pocztowy lub info@zwrot.cz do 4 lipca. Rozwiązanie krzyżówki z nr 5/2008: Pożyczaj tylko od pesymistów. Oni i tak nie mają nadziei, że im oddasz. Nagrody książkowe wylosowali: Helena Šenkýřová z Suchej Górnej i Elżbieta Przyczko z Cz. Cieszyna. Gratulujemy!

Poziomo: 1 nim oglądniesz pantofelka 8 kosztowny drobiazg 11 obierzyny 12 imituje skórę 13 słynny lutnik z Cremony 14 lubi robić kawały 15 najdłuższa rzeka Ameryki Północnej 20 kuchenna siekierka 21 rozszczekany na barany 24 Nowicki, przyjaciel Tomka Wilmowskiego 25 syn króla Kreteusa 26 prądnica 28 tebański bóg księżyca 29 głupstwo totalne 32 rodzaj tkanki łącznej 33 miasto i port w Danii 36 nastrojowość 6

2008

37 tymczasowy budynek 38 okulary Małysza 39 starsza epoka kredy 40 ciepłe obuwie na zimę 44 struś rodem z Ameryki 45 cierpi na miażdżycę 50 metale alkaliczne 51 taniec brazylijski 52 przywódca 53 kenijska metropolia 54 wielbiciel 55 prowadzi ciemne interesy Pionowo: 1 łączy komputer ze światem 2 część zbroi osłaniająca tułów 3 ssak z rodziny żyraf 4 ruchy wykonywane przy chodzeniu

5 zdumienie połączone z uznaniem 6 rymowany utwór 7 fabryka piwa 8 producent napoleonek 9 stracony w Rumunii 10 sprawuje z ramienia sądu opiekę nad małolatem 16 bieg niektórych zwierząt czworonożnych 17 stworzył inspektora Maigreta 18 brodacz monachijski z grupy pinczerów 19 wódka zaprawiona ciemnym piwem 22 brzmi w trzcinie 23 prowadzi burzliwy tryb życia 27 pozbawianie władzy 30 kąpielisko nad Wieprzą

31 wiosenna odwilż 33 kościelny muzyk 34 zajmuje się badaniem warunków pracy 35 trudni się nieuczciwymi operacjami handlowymi 41 niemiecka bojowniczka o równouprawnienie kobiet 42 Amerykanin od krów 43 kwietniowa solenizantka 46 John, angielski filozof 47 przedmiot materialny 48 rozgrywany na korcie 49 marionetka Podpowiedź do rozwiązania dodatkowego: słowa stefana wyszyńskiego opr. Biki

51


seRwis do kawy dla 6 osóB: filiżanki, dzbanek, mlecznik, cukiernica, (Śląsk, 1925-1929) sygn. Bogucice, porcelana, kalkomania kwiatowa, złocenia

niedŹwiedŹ, Giesche, Katowice-Bogucice, lata 30. XX w. taleRzyki do konFitUR dla 6 osóB (lata 30. XX w.) sygn. Giesche (Bogucice), porcelana w odcieniu kości słoniowej, złocenia, dekoracja kwiatowa

PORCELANOWE CACKA W 1925 r. w dawnej fabryce pasz powstała fabryka porcelany. Firma istnieje do dziś pod nazwą Porcelana Śląska. Porcelana Śląska to obok zabrzańskiej kopalni Guido najnowsze miejsce na Szlaku Zabytków Techniki. Początki produkcji porcelany na terenie dzisiejszych Katowic sięgają 1920 r. Historię fabryk dokładnie opisali Irena i Roman Gatysowie w swojej książce „Leksykon znaków firmowych śląskich fabryk porcelany 1820-1952”. Małżeństwo od lat kolekcjonuje porcelanę. W leksykonie autorzy przypominają, że pierwsza fabryka porcelany na Górnym Śląsku powstała w Szopienicach Roździeniu. Szybko jej właścicielem stał się Richard Czuday. Jednak już w 1923 r. większość udziałów w firmie przejęli Spadkobiercy Gieschego. Firma kupiła budynki, w których wcześniej produkowano pasze, i stworzono tu nowoczesną fabrykę porcelany o nazwie Fabryka Porcelany Giesche, dawniej Czuday Katowice Bogucice. Procelana stołowa zaczęła tu powstawać w 1925 r. Czuday został dyrektorem firmy. – Szło mu dobrze, ale postanowił za

plecami amerykańskich udziałowców wybudować własną fabrykę w Bykowinie. Gdy sprawa się wydała, został zwolniony. W Bykowinie zaczął produkować serwisy z niemieckimi napisami. Kłuło to w oczy wojewodę Michała Grażyńskiego. Na Czudaya nałożono takie podatki, że zbankrutował. Po roku założył kolejną firmę, ale wkrótce przejął ją za długi bank – opowiada Roman Gatys. Po zwolnieniu Czudaya bogucka fabryka nosiła nazwę Giesche Fabryka Porcelany. Produkty szybko zyskały renomę. Przed wojną porcelana trafiała głównie na polskie stoły i te w niemieckiej części Górnego Śląska. Gatysowie w swojej książce podkreślają, że w latach 30. firma prezentowała swoje wyroby na Wystawie Światowej w Nowym Jorku. Po wojnie

fABRyKA PORCeLAny „PORCeLAnA ŚLĄSKA” Katowice, ul. Porcelanowa 23 www.porcelanaslaska.pl

zakład znacjonalizowano i po raz kolejny zmieniono mu nazwę. Wtedy powstały Zakłady Porcelany „Bogucice”. Dzisiejsza firma Porcelana Śląska powstała dopiero w 1994 r., a produkcję wznowiono rok później. Zakłady podzielone są na kilka wydziałów, które znajdują się w różnych budynkach. Wciąż wiele operacji związanych z produkcją wykonuje się ręcznie. Warto też zwrócić uwagę na same budynki zakładu. Najstarsza część zabudowy w tym miejscu nie zmieniła się od 1945 r. Działa tu wydział przygotowania mas i szkliw z tradycyjnymi urządzeniami przerabiającymi i mieszającymi surowce ceramiczne. Porcelanę Śląską można też zwiedzać. Grupy muszą jednak liczyć co najmniej 10 osób i wcześniej umówić się na wycieczkę. Wkrótce na stronie firmy pojawi się regulamin zwiedzania. Dziś w archiwach firmy jest ponad 2 tys. wzorów porcelany, jej produkty trafiły do polskich ambasad i popularnych seriali telewizyjnych, takichjak „Klan”, „Złotopolscy” oraz M jak miłość”. przemysław jedlecki


Zwrot 06/2008  

Magazyn regionalny. Wychodzi w Czeskim Cieszynie, Rep. Czeska.

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you