Issuu on Google+

 

 


Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Sojka i Sara Kostępska  Opracowanie techniczne: Julia Szutka  Korekta: Katarzyna Trzebunia       

Praca powstała w ramach projektu szkolnego   “Książka ma różne oblicza”  programu Szkoła z klasą 2.0  edycja 2013/2014                                            Wydanie I    Wydawnictwo Szkoły Podstawowej nr 20   im. Harcerzy Buchalików  44­251 Rybnik, Ziołowa 3  tel. (0­32)4218553  Blog:www.blogiceo.nq.pl/pegazik    Łamanie tekstu za pomocą programu Issuu  Nakład 10 szt.   


 Małgorzata Sojka, Sara Kostępska, Natalia Dronszczyk           

Zakątki mojej wyobraźni            Ilustracje Julia Szutka, Natalia Dronszczyk, Sara Kostępska  oraz Małgorzata Sojka       Okładka Małgorzata Sojka                          Szkoła Podstawowa nr 20  im. Harcerzy Buchalików w Rybniku  Rybnik, 2014     


                                                               Autorki dziękują za pomoc w tworzeniu tekstu         Teresie Kuczerze i Angelice Mickiewicz  I   


Spis treści  Rozdział pierwszy …………………………………………………7  Rozdział drugi………………………………………………………9  Rozdział trzeci…………………………………………………….15  Rozdział czwarty…………………………………………………..18  Rozdział piąty……………………………………………………...22  Rozdział szósty……………………………………………………23  Rozdział siódmy...………………………………………………...25  Rozdział ósmy……………………………………………………..27  Rozdział dziewiąty…………………………………………………29  Rozdział dziesiąty………………………………………………….32  Rozdział jedenasty………………………………………………...35  Rozdział dwunasty………………………………………………....38  Rozdział trzynasty………………………………………………….40                                         


                                                                   


Jest  wtorkowy,  jesienny  wieczór.  Siedzę przed  komputerem  i  nie  bardzo  wiem  co  z  sobą  począć.  Na  dworze  pada.  Jak  zwykle  całymi  godzinami  przesiaduję  na  Facebooku,  zamknięta  we  własnym  świecie.  Bezsensownie  oglądam  kolejne  posty.  Nagle  zauważam,  że  na  czacie  pojawiła  się  nowa,  nieznana  mi  do  tej  pory  osoba  i  postanawiam  zacząć  z nią rozmowę.  ­ Hej, jak się nazywasz? ­ pytam.  ­  A po co ci to wiedzieć? ­ odpowiada.  ­ No… nie wiem.  Zamiast  imienia  i  nazwiska  albo  chociaż  jakiejś  ksywki  zobaczyłam  obrazek, który mnie bardzo zaintrygował….  ­ Co jest na tym obrazku? ­ kontynuowałam rozmowę.  Zamiast  odpowiedzi  usłyszałam  cicho  płynącą  z  głośników  muzykę  a  potem….  jakiś  trzask  i  zobaczyłam,  że  w  szybie  utkwił  kamień  z  karteczką.  Pełna  strachu  cichutko,  na  palcach,  zbliżyłam  się  do  okna,  w  którym  tkwił  kamień  i  przeczytałam  tą  dziwną  ”tajną  wiadomość”,  która  bardzo  mnie  przestraszyła  a  zarazem  zaciekawiła.  Nie  było  tam  danych  osobowych,  ale  dziwny  obrazek,  który  szalenie  przypominał  mapę  zaczarowanych  krain,  które  nie  raz  wyobrażałam  sobie,  gdy  czytałam  fascynującą  książkę.  Nagle  wszystko  wokół  mnie  zawirowało  (tak,  że  zakręciło  mi  się  w  głowie)  i  zobaczyłam nie swój własny pokój i komputer,  ale  piękną  krainę.  Nagle  usłyszałam  dochodzący  z  zarośli  szept.  Dochodzący  głos  niby  zwierzęcy  niby  ludzki  wzbudzał  zaciekawienie.  Podeszłam  zainteresowana i stwierdziłam, że to pół człowiek pół koń, tzw.  Centaur. Zafascynowana zapytałam:  ­ Yyy.. Przepraszam. Gdzie ja jestem?  ­ Chyba sama powinnaś się domyślić.  Zdziwiona  odpowiedzią  zaczęłam  głęboko  rozmyślać,  aż  w  końcu  zrozumiałam,  iż  znajduję  się  w  własnej  wyobraźni!!!  Zdziwiona  spytałam  go:  ­ Ale, co ja tu robię? 

 


   


­ Z tego co słyszałem, oczekuje cię pani prezydent ­ oznajmił.  ­ Co? Jaka pani prezydent?  ­ Twojej wyobraźni oczywiście.  ­ To taka w ogóle istnieje? ­ spytałam zdumiona.  ­ Tak. Mnie wybrano, abym Cię do niej doprowadził.  ­ Czy droga jest trudna?  ­ Tak. Jest ciągle niezbadanym labiryntem.  ­ Ten labirynt wygląda jak mój komputer, dlaczego?  Nie  usłyszałam  jednak  odpowiedzi.  On  znikł.  Po  krótkim  namyśle  sama  zrozumiałam  o  co  chodzi.  Ostatnio  świata  nie  widziałam  poza  komputerem.  Po  chwili,  trochę  zła  na  siebie  ruszyłam  w  drogę  na  to  dziwne  spotkanie. Nie  wiedziałam  jeszcze,  co  mnie  czeka.  Nagle,  ni stąd  ni zowąd,  z  zarośli (tych samych, z których wyskoczył centaur) wyskoczyła  maleńka wiewiórka.  ­ Hej! ­ powiedziałam niepewnie.  ­ Witaj, wasza wysokość ­ odpowiedziało zwierzątko.  Sytuacja  wydała  mi  się  dziwna.  Czemu  ona  powiedziała  do  mnie  jak  do  królowej?  Nagle  znalazłam  się  w  dziwnym,  ale  przepięknym  pałacu  na  złotym tronie.  ­  Hmmmmm.  Coś  tu  jest  nie  tak  ­  zauważyłam  ­  przecież  ten  centaur  mówił,  że  mnie  zaprowadzi  do  prezydentki,  więc  dlaczego  ja  siedzę  na  tronie?   Sytuacja,  w  której  się  znajdowałam  była  bardzo  dziwna,  aż  w  końcu  to  zrozummiałam.  To  moja  wyobraźnia.  Mogę  tu  być  kim  chcę  ­  i dumna ze  swej  wybitnej  spostrzegawczości  zaczęłam  marzyć  i  zmieniać  w  tym  pałacu to i owo.                                                                             II    ­Pani prezydent!!!  ­ zawołał jakiś piskliwy głos.  Okazało  się,  że  to  była  wiewiórka.  Ta  sama,  która  wtedy  powiedziała  do  mnie  “wasza  wysokość”.  Wyglądała  dziwnie:  była  ubrana  w  różową  sukienkę i miała włosy, czego poprzednio nie zauważyłam, uplecione     


10 

   


11 

  w warkocze i obwiązane różową wstążką.  ­ Wow ­ powiedziałam do siebie.  ­ Witaj wasza wysokość. Przyszłam cię zaprosić na bal powitalny.  Przystawszy  na  tę  propozycję,  ubrałam  się  w  najwspanialszą,  ciemno  niebieską  suknię,  którą  miałam  w  szafie  i  pobiegłam  do  sali  balowej,  gdzie  czekał  już  poczęstunek,  czyli:  “Chipsy”,  napoje  różnych  smaków  i   inne łakocie  ­ No, noooo. Ta wyobraźnia zaczyna mi się coraz bardziej podobać.   Rozpoczęły  się tańce. Ach… jakże pięknie wszyscy umieli tańczyć! Z jaką  cudowną  lekkością  poruszała  się  cała  ta  tańcząca  gromadka!  Były  tu  najróżniejsze  postacie,  których  świat  nie  widział  nigdy  na  oczy.  Niektóre  mityczne,  które  miały  swe  nazwy,  inne  zaś  takie,  których  nie  umiałam  nazwać.    Na  początku  balu  ja  tańczyłam  w  pierwszej  parze  z  jakimś  czarnowłosym  chłopakiem.  Później  nie  było  pierwszej  drugiej  i ostatniej  pary.  Pląsaliśmy  to  w  jednym  kierunku,  to  w  drugim.  Nagle  wszystkie  światła  zgasły,  jakby  je  jakaś  niewidzialna  ręka  przykryła  niewidzialnym  kocem.  Wszyscy  zmieszani  tym  wydarzeniem  krzyknęli  ze  strachu,  a  ja  odzyskawszy  kontakt  z  rzeczywistością  spojrzałam  w  stronę  drzwi.  Stała  tam  jakaś  wysoka,  majestatyczna  postać  otoczona  cieniem.  Miała  ona  szatę czarną. Jej twarz także pokrywał czarny welon.  ­ Dobry wieczór ­ powiedziała z chytrym uśmieszkiem.   ­  Widzę,  że  każdy  dobrze  się  bawi  ­  prychnęła  i  spojrzała  na  mnie  z pogardą. Starałam się nie  odwzajemniać spojrzenia,  ale jakoś  mi  to  nie  wychodziło. Po, chwili, zmęczona tym ciągłym patrzeniem spytałam:  ­ Czego pani chce?  ­  Och,  niczego  wielkiego  ­  odpowiedziała  ­  Chcę  tylko,  abyś  oddała  mi  mój tron.  ­  Co?  Jaki  tron?  ­  niczego  nie  rozumiałam z  tej  dziwnej rozmowy ­  Niech  mi pani wytłumaczy, o co tu…   ­ Po pierwsze ­ krzyknęła ­ nie waż się mi rozkazywać.   ­  Po  drugie  ­  odpowiedziała  już  bardziej  opanowanym  głosem  ­   


12 

odpowiem  na  twoje  pytania.  Lecz  najpierw  ty  mi  powiedz:  jak  się  tu  znalazłaś?  ­  Siedziałam  przed  komputerem,  gdy  nagle  usłyszałam  dźwięk  tłuczonego szkła, a potem…  ­  Dźwięk  tłuczonego  szkła?  ­  spytała,  chcąc  najwyraźniej  wszystko  zanotować w swojej pamięci.  ­  Tak,  dźwięk  tłuczonego  szkła.  Potem  zauważyłam  w  oknie  kamień  z karteczką i…  ­ Kamień z karteczką?  ­ Tak, kamień z karteczką ­ powtórzyłam, tym razem zniecierpliwiona ­ i tak  dostałam się tutaj.   ­ Tak czyli jak?  ­ Gdy otworzyłam karteczkę.  ­ To niemożliwe. To niemożliwe… ­ mamrotała pod nosem.  ­ Co jest niemożliwe?  ­ … to niemożliwe, żeby po tylu latach…  ­  Co  się  pani  stało?  ­  spytałam  zdenerwowana,  bowiem  ta  kobieta  w jednej chwili zamieniła się w staruszkę.   ­ Nic pani nie jest?  ­  …  żeby  po  tylu  latach  przepowiednia  zaczęła  się  spełniać  ­  po  czym  osunęła  się  na  podłogę.  Szybko  podbiegłam  sprawdzić,  co  się  stało.  Kobieta  znowu  okryta  była  czernią.  Bardzo  się  wystraszyłam,  gdy  nagle  odezwał  się  głośny  grzmot  .Kobieta wyglądała  teraz  jak diablica.  Zaczęła  się na mnie wydzierać przeraźliwym głosem:  ­Jak  mogłaś  zniszczyłaś  mi  mój  wspaniały  plan!  Wszystko  było  już  tak  świetnie  zaplanowane!  ­  i  znikła  za  mgłą. Całą salę  okrywała  gęsta  mgła.  Stałam  wpatrzona w to  miejsce,  gdzie  przed  chwilą leżała jeszcze dziwna  postać. Po chwili wszyscy usłyszeli przerażający głos:  ­  Nie  uda  ci  się!!!  To  ja  będę  miała  na  własność  tą  krainę  i  nie  pozwolę,  byś  zniszczyła  moją  wieloletnią  pracę!!!  Nie  oto  mi  chodziło!  Ale zostały  jeszcze  4  magiczne  zagadki,  których  nie zdołasz  rozwiązać!!!  Nikt  ich  nie  rozwiąże!!! I krainę tę spowije mrok. Ciemność nareszcie zatryiumfuje!!!   ­  HAHAHA  ­  zakończyła  swój  monolog  śmiechem,  jakim  się  śmieją   


13 

szaleni naukowcy w bajkach.   Światło  się  zaświeciło,  i  (sama  przerażona)  ujrzałam  inne  przerażone  osoby.  Blade jak  ściana twarze patrzyły  na  mnie z mieszanymi uczuciami.  Przez dłuższy  czas  trwało milczenie,  od  którego przechodziły mnie ciarki.  Zaczęłam  się  zastanawiać  o  co  tu  chodzi.  Jednak  odpowiedział  mi  jeszcze przed chwilą stojący jak słup tłum.  ­To mroczna prezydentka, która panowała tu przed tobą, tak naprawdę nie  jest  władczynią,  ale  ma  tak  wielką  moc,  że  nie  mogliśmy  jej  zabronić  ­  mówili wszyscy.  ­ Ale czemu nie trafiłam tu wcześniej?  ­  Ponieważ  próbowała  zniszczyć  twoją  wyobraźnię  namawiając  cię  byś  często  czas  spędzała  w  wirtualnym  świecie,  by  ona  mogła panować nad  naszym królestwem ­ wyjaśniali.  ­ A o co chodziło z tymi zagadkami? ­ spytałam.   ­  Ona  wymyśliła  4  zagadki,  podobno  bardzo  trudne,  ale  kto  podejmował  się  rozwiązania  jednej  z  nich  to  musiał  ją  rozwiązać  poprawnie.  Inaczej  ginął,  a  ona  starała  się,  żeby  śmierć  była  jak  najboleśniejsza.  Ostatnio  wpadła na pomysł ścinania głów.   ­ O nie! ­ krzyknęłam wstrząśnięta tym co usłyszałam.  ­ Co się stało?  ­  Ostatnio  na  historii  mieliśmy  lekcję,  jak  kiedyś  ścinali ludziom  głowy  na  gilotynie. To przeze mnie!?  ­ Nie obwiniaj się! ­ krzyknęli wszyscy chórem.  ­  To  nie  twoja  wina!  Przecież  skąd  miałaś  wiedzieć,  że  pewnego  dnia  znajdziesz się w swojej wyobraźni!  ­  Dobra,  dobra  mniejsza  z  tym.  Wróćmy  do  tych  zagadek.  Co  się stanie,  jak ktoś rozwiąże te wszystkie zagadki?  ­  Wtedy  mroczna  prezydentka  zginie,  ale  wątpię,  żeby  komuś  udało  się  rozwiązać  chociaż  jedną!  Byli  już  tacy  śmiałkowie,  ale  wszyscy  kończyli  tak samo … na gilotynie.   Zaczęłam głęboko rozmyślać.  ­  hmmmm, ale, ale…  nic mi się nie stanie.  ­ Co?   


14 

 


15 

­  Jestem  w  swojej  wyobraźni,  a  nie  jej!!!  Skoro  wymyśliłam,  że  jestem  królową, to mogę też wymyślić, żeby już nikt nie zginął.  ­ To tak nie działa ­ odpowiedział  chłopak, z którym tańczyłam.  ­ Jak masz na imię?  ­ A po co ci to wiedzieć ­ odpowiedział i lekko się uśmiechnął.  ­  Zaraz  moment.  Coś  mi  się…  To  ty  jesteś  tym,  z  którym  zaczęłam  czatować  na  fejsie?  Popatrzyłam  na  niego  podejrzliwie.  A  on  tylko  się  uśmiechał. I, wiecie co, to chyba on.  ­ Dobra, nieważne. Niby czemu się nie uda?  ­  Bo  ona  jest  silna,  silniejsza  niż  wielu  czarowników  i  czarnoksiężników,  a nawet Szlachetnych Elfów!  ­ Nie, to niemożliwe.  ­  No  cóż.  Dobra.  Koniec  imprezy,  znaczy  balu.  Do  pokoi.  A  ty  ­  tu  spojrzałam  na  tajemniczego  faceta  ­  ty  idziesz  ze  mną.  I  o  wszystkim mi  opowiesz. Od początku, do końca OK???  ­ OK. Ale najpierw  pójdę się przebrać.  ­ Daję ci kwadrans.  ­ Niech będzie, kwadrans ­ i uśmiechnął się podejrzliwie.    III    ­  No  idziesz już? ­  spytałam,  bo  przecież  miał  się  przebierać  w 15 minut,  a  nie  godzinę.  Szczerze  mówiąc,  już  prawie  tam  zasypiałam,  kiedy  nareszcie wyszedł z pokoju.   ­  O,  mości  książę  zdecydował  się  w  końcu  zajrzeć  do  księżniczki  ­  prychnęłam, bo starałam się nie krzyknąć.  ­  A  owszem,  zdecydowałem  się  do  ciebie  zajrzeć  ­  powiedział  i  spojrzał  mi prosto w oczy. Jak ja tego nie lubię!   ­ Jakbyś nie wiedziała, spisywałem wszystko, co wiem o tych zagadkach.  ­ A… aha. ­ powiedziałam niepewnie.  ­ To co? Mam ci to opowiedzieć czy nie? ­ spytał z lekką irytacją.  ­ Tak, tak, oczywiście. Ale najpierw to ja zadam ci kilka pytań, może być?  ­  Yhm  ­  odpowiedział,  bo  widocznie  zdawał  sobie  sprawę,  o  co  chcę   


16 

zapytać.  ­ Jak masz na imię?  ­ Już ci mówiłem: nie powiem.  ­  No  ale  prooooooooooszę.  ­ teraz  ja rzuciłam  niewinne  spojrzenie  kotka  ze Shreka. ( Zawsze działa.)  ­ No ok. Mam na imię Patryk ­ westchnął.  ­ A więc dobrze Patryku.  ­ Hihihihi!!  ­ Czemu się tak śmiejesz?  ­ Jesteś łatwowierna!!!  ­  Dobra,  czyli  nie  nazywasz  się  Patryk.  Pytanie  retoryczne  ­  zapewniłam  go.  ­ Ale już gadaj!  ­  Ok.  a  więc  1  zagadka  ­  i  tu  przerwał  wpatrując  się we  mnie  ­1  zagadka  jest… trudna. Bardzo.  ­ No co ty nie powiesz? ­ zdenerwowałam się.  ­  Nikt  nie  wie, na czym ona polega, podobnie jak i inne, bo nikt do nich nie  doszedł.  ­ Co zatem proponujesz?  ­  Po  pierwsze.  Jakaś  ekspedycja.  Nigdy  nie  zaszkodzi  ­  uśmiechnął  się  łobuzersko  ­  ale  będzie  bardzo  niebezpieczna,  bo  twoja  wyobraźnia  jest  jakaś…  ­ No jaka? ­ przerwałam mu. Miałam już tego dosyć.  ­ Nieokrzesana,  ­  Mam  !  ­znowu  przerwałam  mu  podekscytowana  ­  To  moja  wyobraźnia,  więc wszystkie zagadki są związane ze mną.  ­ Możliwe.  ­ Co masz na myśli?  ­ Jest nieokrzesana, już mówiłem ­ potwierdził chłopak.  ­ Och przestań.  ­  Dobra,  ale  to  nie  proste.  Zła  prezydentka  na  pewno  dała  tam  szczególiki, których już nie pamiętasz.  ­ Ciekawe?   


17 

­ Co?  ­  Czy  jak  się  umrze  tutaj,  to  czy  żyje  się  dalej?  No  wiesz,  w  tamtym  …  prawdziwym świecie… ­ Bo może jest szansa?  ­ A ty jak zwykle musisz postawić na swoim!  ­  TAK!!!  ­ krzyknęłam teraz gniewnym głosem, ale szybko zmieszałam się  i zawstydziłam.  ­  Ohoho! Nie wiedziałem, że jesteś taka zadziorna?!  ­ A czego się spodziewałeś? Że będę potulna jak baranek?! To się grubo  myliłeś! ­ zdenerwowana wyszłam i poszłam do ogrodu.  ­  Stój,  czekaj...yyy…  ­  słyszałam  za  plecami.  Nagle  olśniło  mnie.  Odwróciłam się i zaczęłam iść w jego stronę.  ­  Ty  też  nie  znasz  mojego  imienia!  Więc  jak  ty  powiesz  mi  twoje,  to  ja  powiem ci moje ­  czułam, że jestem bliska triumfu.   ­  Zapomnij! Nie  powiem ci! ­  znowu  ogarnęła  mnie złość. Odwróciłam się  i poszłam dalej.  ­  Nie  stój,  czekaj!  Jak  rozwiążemy wszystkie  zagadki  to  ci  powiem, ok?  ­  nie wiedziałam co o tym myśleć.  ­  No...hmm...Zgoda  ­ i  podałam mu  dłoń  ­  ale nadal  nic o  tych zagadkach  nie wiem.  ­ Bo to nie takie proste, ale, skoro to twoja wyobraźnia, to te zagadki…  ­ Muszą być związane ze mną! ­ przerwałam mu.  ­  Chciałem  powiedzieć  trudne,  ale  twoja  sugestia  nie  jest  zła.  Czyli  ustaliliśmy już : twoja wyobraźnia = twoje zagadki.  ­  Czyli  w  moim  życiu  lub  zakresie  rozumowania  jest  na  nie  odpowiedź,  więc  jeśli odpowiednio  się skupię znajdę odpowiedź  na zagadki,  ale jeśli  będą za trudne, to…  ­  Klops!­  dokończył  ­  mamy  jednak  asa  w  rękawie  ­  powiedział  znacznie  głośniej ­ a mianowicie: CIEBIE  ­ To chyba...dobrze ­ oznajmiłam zarumieniona.  ­  Więc ­  ciągnął  dalej  ­ gdybyśmy  zrobili jakąś  ekspedycję  składającą się  z co najmniej 9 osób mielibyśmy 9 szans.  ­  Ale ja ­  jąkałam  się ­  ja jestem tu...tu  od  niezbyt dawna no… i...nie znam  tu osób, które mogły by, no yyyyyyy, wiesz, z nami iść na tę ekspedycję.   


18 

­ Z nami???  ­  No,  bo  ja  muszę  iść,  bo  ja  znam  najwięcej  no  tych…  odpowiedzi,  a ty,  no, ty wiesz dużo i mi o wszystkim powiedziałeś i w ogóle…  ­ Chcesz poznać moje imię???  ­ No właśnie! ­ powiedziałam z ulgą.  ­  Dobra,  wchodzę  w  to.  Pomogę  ci  też  trochę  w  zebraniu  odpowiednich  ludzi.    IV    ­ To oni? ­ zapytałam zaskoczona.  ­ No….. ochotnicy…­ odrzekł “bezimienny”.  ­  Ale  myślałam,  że  to  będą  jacyś  wojownicy  ­  odparłam  szczerze  zawiedziona,  bo  zamiast  wojowników  zobaczyłam  osoby  mniej  więcej  w moim wieku.  ­  No  cóż  ­  powiedziałam  po  chwili  milczenia  ­  nie  liczą  się  umiejętności,  ale lojalność i chęci.  ­ No proszę, proszę ­ odparł tamten cicho.  ­  Ale…  to  kiedy  idziemy?­  spytała  dziewczyna,  która  była  wśród  ochotników.  ­ Jak masz na imię? ­ spytałam.  ­ Sanari ­ odpowiedziała.  ­  Otóż, Sanari,  wyruszamy jutro o świcie. I chcę, byście już byli spakowani  i takie tam.  ­ Jest nas 7 ­ zauważyła kolejna ochotniczka.  ­ I to, no… nie najlepszych. Powinniśmy poćwiczyć swoje umiejętności.   ­ Jestem Sandera ­ uprzedziła moje pytanie.  ­  Nie  trzeba  ­  powiedziałam  spokojnie  ­  ale  chciałabym  poznać  wasze  imiona.  Jestem...yyy przepraszam, nie mogę powiedzieć, bo mam pewną  umowę, ale wy mówcie.  ­ Sandera  ­ Sanari  ­ Astrid   


19 

­ Rogmir ­ imiona sypały się jedno po drugim.  ­  Okej,  okej  już  was  wszystkich  znam!  ­  oczywiście  skłamałam,  żeby  uniknąć  tego  ciągłego  przedstawiania  się  i  takich  tam  rzeczy,  które  tylko  zabierały nam drogi czas.  ­  Idźcie  się  już  położyć.  Jutro  czeka  nas ciężki  dzień i  gwarantuję,  że  nie  nudny.   ­  Ale…  ­  ktoś  zabrał  głos. Okazało się,  że  to  osoba,  która  nie zdążyła  mi  się  przedstawić,  więc  udawałam,  że  znam  jej  imię.  Był to chłopak,  może  tego samego wzrostu co ’’bezimienny”.  ­  Nie  przedstawiłem  ci  się  …  Wiem,  że  chciałaś  uniknąć  tego  całego  zamieszania  z  poznawaniem  się.  Ja  jestem  na  to  za  sprytny, żeby takich  rzeczy  nie  zauważyć  ­  uśmiechnął  się  do  mnie  z  lekką  pogardą.  Kontynuował:  ­  Wracając  do  rzeczy…  w  nocy  ktoś  musi  stać  na  warcie  i  pilnować  porządku. Najlepiej będzie, jak każdy po kolei będzie pilnował...  ­  Czekaj, czekaj… ­  przerwał mu  “bezimienny” ­  Nie każdy przecież może  stać na warcie! Dziewczyny się do tego kompletnie nie nadają!  ­ Nie za dużo sobie pozwalasz? ­ wtrąciłam się.  ­  No  właśnie!  ­  poparły  mnie  inne  dziewczyny.  ­  Co  my  jesteśmy  pryszcze?  Albo  jacyś  słabeusze.  O  nie!  ­  i  ani  się  obejrzałam,  dziewczyny  zaczęły  lać  chłopaków  i  to  dość  porządnie.  Na  początku  próbowałam  je  powstrzymać,  ale  nic  z  tego  nie  wyszło,  więc...  ­  przyłączyłam  się  do  nich.  Po  paru  minutach  naszej  szalonej  bójki,  ktoś  krzyknął:    ­  Stop!  No  co  wy  robicie?!  ­  wszyscy  byli  bardzo  zdziwieni.  Nikt  nie  spodziewał  się  takiego  obrotu  sprawy.  Okazało  się,  że  przed  nami  stał  pewien  starzec.  Miał  długie,  szare  włosy,  brodę  do  pasa  i  lśniącą  białą  szatę  przepasaną  srebrnym  sznurem.  Patrzył  na  nas  jak  na  wariatów,  których jak najszybciej trzeba wsadzić do “domu bez klamek”.  ­ Skandal! Co tu się dzieje?! Wy macie współpracować, a nie lać się!  ­  Ale  my  właśnie  ćwiczyliśmy  yyy….karate!  Żeby  się  umieć  obronić!  ­  powiedział ten  mądrala, który mnie ”rozgryzł” i po chwili wydał z siebie taki  dźwięk, który zawsze towarzyszył walce karate w jakichś filmach.    


20 

   


21 

Wszyscy, oprócz tego dziwnego starca, wybuchnęli śmiechem.  ­  Jak  nie  to  nie.  ­  powiedział  starzec  ­  Chciałem  wam  pomóc,  dać  podpowiedź… ­ i już miał się odwrócić, gdy zawołałam.  ­  Zaraz,  zaraz.  Czy  pan  powiedział  pomóc?  ­  spytałam,  lekko  zdezorientowana.  ­ Tak. Ale jak nie chcecie mnie słuchać…  ­ Chcemy! ­ krzyknęliśmy chórem.   ­  To  w  takim  razie  słuchajcie  ­  powiedział  siadając  na  krześle.  ­  Tam,  daleko  jest  wyspa  ­  pokazał  w  bliżej  nie  określonym  kierunku  ­  jeżeli  chcecie  szukać  podpowiedzi,  najlepiej  zacznijcie  tam  ­  wskazał  palcem  kierunek.  ­  Dlaczego?  ­  spytałam.  Starzec  długo  myślał  nad  odpowiedzią  aż  w końcu powiedział:  ­  Tam  mieszka  mój  brat.  Spotkał  kiedyś  prezydentkę,  kiedy  jeszcze  nie  była zła i zaprzyjaźnił się z nią. Myślę, że wie o niej dużo rzeczy.  ­ A teraz? ­ spytał ktoś z tłumu ­ czy teraz nadal jest jej przyjacielem?  ­  Nie.  Kiedy  tylko  dowiedział  się,  że  prezydentka  stała  się  zła,  od  razu  zerwał  z  nią  kontakt.  Ale  myślę,  że  do  tego  czasu  nie  zapomniał  tych  rzeczy, o których mu powiedziała.  ­ To wspaniale! ­ powiedziałam.   ­ Ale jak poznamy twojego brata?  ­  Z  tym nie  będzie  problemu  ­  powiedział  ­  jest  kropka  w kropkę taki  sam  jak ja.  ­ Dziękujemy ­ powiedziałam. Starzec odszedł.   ­ A zatem jutro ruszamy w drogę. Czy wszyscy się zgadzają?   ­ Tak!­ entuzjazm nie miał granic.  ­ A więc dobrze. ­ Kto stoi na warcie?   ­ Mogę ja. ­  powiedział Rogmir.  ­ A więc postanowione. Życzę wszystkim dobrej nocy.  ­ Dobranoc!  Ochotnicy wrócili do swoich pokoi.       


22 

V     Wyruszyliśmy  o  świcie  aby  dotrzeć  do  wyspy  jak  najwcześniej.  Droga  minęła  nam  spokojnie  i  bez  większych  trudności  odnaleźliśmy  brata  staruszka.  Na  początku  myśleliśmy,  że  to  sam  staruszek,  ale  przypomnieliśmy  sobie  stwierdzenie …”kropla w  kroplę…  “  zgadzało  się.  Obyło  się  bez  wielkich  próśb  ­  sam  rozpoczął  rozmowę  na  temat  prezydentki.  ­  Więc  chcecie  się  o  niej  czegoś  dowiedzieć?  Hmm  pomyślmy…  Ona  jest bardzo dokładna.  ­  No  o  tym  to  my  już  wiemy  od  każdego,  kogo  pytamy  ­  zauważył  ten  mądry.  ­  CO!!! ­  krzyknął ze złością w głosie  starzec ­ CZY WY NIE WIECIE, ŻE  PREZYDENTKA MA SZPIEGÓW W MIEŚCIE!!! SĄ WSZĘDZIE!!  ­  No  to  lipa  ­  westchnęłam  cicho  ­  czy  myślisz,  że  ktoś  kogo  pytaliśmy  mógłby być ­ na tą myśl przełknęłam ślinkę.  ­Tak,  tak  właśnie  myślę  ­  odrzekł  starzec  spokojniejszym  głosem  ­  nie  wykluczone,  że  ktoś  z  was  jest  szpiegiem  ­  powiedział  tajemniczo.  Wszyscy popatrzyliśmy przenikliwie na siebie. A jeśli to prawda?!  ­  Legenda  mówi,  że  wśród  wielkich  i  odważnych  bohaterów  znajdzie  się  zdrajca i szpieg prezydentki…  ­ O nie! To okropne!  ­ W rzeczy samej. Prezydentka na pewno wie, że idziecie ją pokonać.  ­ Czy jesteś w stanie powiedzieć, kto to? ­ spytałam niepewnie.  ­ Owszem, mogę.  ­ To powiedz!!! ­ krzyknęli wszyscy naraz.  ­  Nie,  nie  powiem.  To  próba.  Czy  możecie  sobie  ufać?  Musicie.  Bo  wy  nie  wiecie,  kto  to.  Nie  można  nikogo  odrzucać,  bo  pozory  mylą.  Musicie  odpowiedzieć na 3 zagadki.  ­ Ale przecież mówią, że są 4 zagadki ­ powiedział “bezimienny”.  ­Tak, są 4. Na 3 musicie odpowiedzieć.  ­ Co z tą 4?  ­  A  o  tym,  księżniczko,  dowiesz  się,  gdy  tam  dojdziesz.  Jeśli  tam   


23 

dojdziesz. Aby wam pomóc, obdarzę was magicznymi mocami.  ­ Jakimi??? ­ przerwaliśmy mu.  ­ A, zobaczycie ­ powiedział starzec i znikł.            *****    ­  Dostaliśmy  magiczne moce, o potężna prezydentko, by łatwiej nam było  cię pokonać, ale nie wiedzą, z kim mają do czynienia.  ­  Oj  tak,  nie  wiedzą, ale  wiesz, ta księżniczka zaczyna, mnie denerwować.  Zrób coś z nią, bo zagraża moim planom!  ­  Tak  jest, pani.  Z przyjemnością  ­  zdrajca roześmiał się ­ mi też działa na  nerwy.  ­ Jak ona się nazywa?  ­ Nie wiem. Nie ­ powiedziała.  ­  Wyciągnij  to  z  niej.  Miejmy  nadzieję,  że  to  nie  jest  ta  dziewczyna  z przypowieści!  ­ Nie wygląda na zbyt rozgarniętą i nie zrzuci Cię z tronu.  ­  Pamiętaj  o  nagrodzie,  jeżeli  utrzymam  tę  kadencję,  to  południowe  królestwa będą twoje.  ­  Mam nadzieję, że nie  zapomnisz,  o pani, bo ja użyję wszelkich środków,  aby odzyskać twe słowo.  ­ Idź już, idź. Jeszcze ktoś zauważy twą nieobecność.  ­ Ale pani…  ­ Powiedziałam idź !­ krzyknęła głośno prezydentka.                                                                     VI    ­  Łał  ­  powiedziałam  szeptem.  Staliśmy  przed  olbrzymią  skałą,  gdzie  czekaliśmy  na  pierwszą  zagadkę.  Nagle  zatrzęsła  się  pod  nami  ziemia  i wszyscy upadliśmy.  ­ Kto tam?­ usłyszeliśmy głos.  ­ Śmiałkowie, którzy chcą rozwiązać zagadki!  ­  Ach,  no  dobrze.  No  to  wprowadzenie: Będziecie  musieli  odpowiedzieć   


24 

na  parę  zagadek.  Jeśli  odpowiecie  to  idziecie  dalej,  a jeśli  nie ­  zawiesił  głos ­ to, no wiecie.  ­ Wiemy, wiemy ­ westchnęła Sanari.  ­ Zagadka pierwsza: ­ Na granatowym polu błyszczą oczy te. Błyszczą tak,  póki świt nie zjawi się.  ­  Hmm  ­  usłyszałam  głosy  namysłu,  ale  szybko  zorientowałam  się,  co  to  i odrzekłam ­ Proste, to gwiazdy!  ­  Zgadza  się,  moja  droga.  Druga:  korzeni  nie  widziało  niczyje  oko,  a  przecież  to  rośnie  bardzo  wysoko.  Od  drzew  wybujało  wspanialej,  chociaż nie rośnie wcale.  ­Jeszcze  prostsze  ­  powiedziałam  ku  wielkiemu  zdziwieniu  innych  ­  w “Hobbicie” było. To góra.  ­ Łał ­ westchnął tam jakiś koleś.  ­  Gratulacje!  ­  powiedziała  ze  złością  i  irytacją  w  głosie  prezydentka.  Trzecia: w  głębinach,  w mroku  światełko małe,  świeci jak pierwszy słońca  promyczek,  lecz  groźne  to,  jak  lew  jak  gobliny,  co  to  takiego?  ­  odpowiedz w tej chwili.  Pomyślałam  ­ Hmm.. to już  trudniejsze ­ wtedy coś sobie przypomniałam.  ­  Już  wiem  to  Melanocetus  johnsonii.  Gatunek  świecącej  ryby  głębinowej.­ Nareszcie lekcje przyrody na coś się przydały.  Wszyscy zaniemówili z wrażenia ­ Skąd wiedziałaś!?  Ale  ja  tylko  się  uśmiechnęłam,  myśląc  jak  bardzo  nienawidziłam  lekcji  przyrody.    *****      ­ Jakim cudem! Dotąd jeszcze nikomu się to nie udało!  ­ Wiem moja pani, ale to przecież nie moja wina.  ­  Jak  to  nie  mogłeś  jej  przeszkodzić.  Źle  podpowiedzieć?!  No  ale  nie  ważne.  Widzę,  że  jednak  nie jest taka tępa jak myślałam. Muszę wymyślić  coś  o  wiele  trudniejszego.  Wiesz  co  by  się  stało  gdyby  udało  się  jej  odgadnąć wszystkie zagadki?   


25 

­ Co by się stało?  ­ A po co ci to wiedzieć?  ­ Pani moja przecież wiesz że to także moja sprawa.  ­Tak  ale  to  akurat  cię  nie  dotyczy.  Mam  cię  już  po  dziurki  w  nosie  jeśli  zaraz się nie wyniesiesz to stłukę cię na kwaśne jabłko!  ­ Wiem że jesteś w złym humorze ale mogłabyś mi odpuścić.  ­ Powiedziałam wynoś się!       VII        Tym  czasem daleko za granicami pałacu prezydentki ochotnicy rozmyślali  nad tym co dalej zrobić.  ­ Co teraz, gdzie mamy iść?  ­  Nie  wiem  ale  nie  możemy  tu  siedzieć  bezczynnie.  To  wiem  na  pewno.  Może musimy użyć naszych mocy?  ­ Ale jak? Przecież nawet nie wiemy jak mamy je uaktywnić.  ­  Fakt,  ale  nie  możemy  się  poddawać.Wyruszamy.  Nie  ważne  gdzie  ale  nie  chcecie chyba  żeby mroczna  prezydentka  nad wami  panowała?­  I tak  ujawniła się  pierwsza  moc,  odwaga,  i  choć  oni o tym nie wiedzieli zawsze  przy  nich  była  i  nawet  w  najstraszniejszych  momentach  pozwalała  iść  dalej, ale o tym jeszcze usłyszycie, później.      *****      Szli,  szli  i szli, przed siebie nie zważając na nic. Nikt nie odważył się pisnąć  ani  słówka. Niektórzy  zaczęli  już  wątpić.  Myśleli: “To bez sensu, co mamy  teraz robić?!” Nagle!      ­  Aaaaaaaaaaaaaa!  ­ Aaaaaaaaaaaa!  ­ Kim ty jesteś? I jak się nazywasz?   ­ Jestem, a raczej byłem przyjacielem mrocznej prezydentki.   


26 

­ Co?  ­ Tak byłem.  ­ A mógłbyś się przedstawić?  ­ Wolę nie.  ­ Proszę???  ­ Nieee!  ­ Dlaczego?   ­ Nie interesuj się.  ­ Okej…Co tu robisz?  ­ Chciałem wam coś o niej opowiedzieć.  ­ O kim?  ­ No o mrocznej prezydentce.  ­ No dobrze a czy, ktoś ci powiedział gdzie my idziemy?  ­ Tak. Bo wiedział, że znam ją i mogę wam pomóc.  ­ A na czym polega ta pomoc?  ­  Opowiem  coś  o  niej.  Powiem  gdzie  możecie  ją  znaleźć  i  to  co  byście  chcieli się dowiedzieć.  ­ No dobrze niech wszyscy usiądą i możesz zaczynać.  ­ Dobrze...A więc było to tak...  ­ Czekaj. Skąd mamy wiedzieć czy nie jesteś przeciwko nam?   ­  Nie to nie,  nie chcecie  się  dowiedzieć  jak dotrzeć  do  miejsca, w którym  będziecie musieli odpowiedzieć na drugą zagadkę, to nie.  ­ Zaczekaj.  ­  No dobra,  więc  zacznę od nowa  po  tym jak niegrzecznie mi przerwano ­  tutaj spojrzał na mnie nieco z ukosa.  ­  Pewnego  dnia,  gdy  jeszcze  “byłem  przyjacielem”  (właściwie  to  sługą)  prezydentki,  rozmawialiśmy  o  planach  zawładnięcia  całym światem  przez  przypadek  wyjawiła  mi  kilka  szczegółów  tych  zagadek,  a  więc  druga  zagadka,  bo  pierwszą  już  przeszliście,  polega  na  ułożeniu  najtrudniejszych  puzzli  na  świecie.  Bez  magicznych  mocy  nie  uda  wam  się tego zrobić.  ­ Jak mamy uaktywnić nasze moce? ­ spytałam.  ­ Musicie w siebie uwierzyć ­ i przed naszymi oczami ukazała się mąka.   


27 

­ Co mamy zrobić?  ­ Zrobić z mąki rogalik.  ­ CO???!!!!!! ­ krzyknęli wszyscy.  ­ No co, nie moja wina, że prezydentka wymyśliła tak idiotyczne zadanie.  ­ Ok, trzeba w siebie uwierzyć ­ szepnęłam do siebie.  ­ Stój,  ­ Nie! ­ krzyknął bezimienny ­ nie możemy teraz użyć mocy!  ­ A niby czemu? ­ spytałam go.  ­  Nad  nami  znajduje  się  góra  smoków.  Jeśli  użyjemy  mocy,  one  się  obudzą!  ­  Spójrzcie  ­ powiedziała  Sanari  wskazując palcem na mąkę, która ułożyła  się  w  litery:  w  jamie  smoków  światełko  lśni,  martwo  stojąc  w  miejscu.  Chcecie czy nie, musicie je wziąć, bo świt nadejdzie za późno.  ­ To jakiś znak ­ pomyślałam.  ­ To pułapka ­ rzekł ten mądrala  ­Prezydentka nie pomogłaby nam.  ­ Ja bym to sprawdził ­ zaproponował bezimienny.  ­ No to idziemy ­ orzekłam. Dobrze, że każdy liczył się z moim zdaniem.         VIII    Cichutko, na palcach. Tak szliśmy po jaskini smoków.  ­  Patrzcie,  światełko  ­  szepnęłam.  Poszliśmy  do  dziwnego  światła.  Chciałam go dotknąć, ale mądrala przerwał mi mówiąc:  ­ Nie brałbym tego do ręki.  ­  A  ja  wręcz  przeciwnie  ­  rzekł  bezimienny.  Dotknęłam  tego  światełka  i  nagle  wszystkie  ogromne  smoki  się  obudziły.  Słyszeliśmy  wielki  ryk  ogromnych zwierząt. Wszędzie był ogień.  ­ A nie mówiłem ­ powiedział mądrala.  ­ Uciekać!!! ­ krzyknęłam i wszyscy wzięliśmy nogi za pas.  ­  Pomocy!!!  ­  krzyknęła  Sandera.  Wielkie  smoki  zablokowały  jej  drogę.  Pomyślałam chwilę i zdecydowałam się na bohaterski krok.  ­  Ej, tu  jestem, wy wielkie dziwaczne stworzenia! ­ krzyknęłam odwracając  ich  uwagę.  Smoki  chyba  poczuły  się  obrażone  i  natychmiast   


28 

rozwcieczone.  Aaa...­ krzyknęli.  ­ Wszyscy uciekajcie na koniec jaskini!  ­ Pomocy, ratunku.   ­ O nie! Uważaj smok za tobą.  ­ Biegni ja sobie poradzę! Ratuj siebie!  ­  Nie  zostawię  tu  ciebie!!  Jak  dam  znak  to  najszybciej  jak  potrafisz  pobiegnij tam gdzie inni!  ­ Ok!  ­ No to ...Już!  ­ Aaaaaaaaaaaa...aaaaaaaaaaaaa...aaaaaaaaaa!  ­ Szybciej przez tą szparę, nie zmieszczą się tam!  ­ Dobrzeeeeeeee!  ­ Ok, jesteśmy już prawie przy końcu.  ­ Mam nadzieję, że nie przedostaną się tu.  ­ Ja też.   ­ O nie one tu są!  ­ Nie martw się.Tu już nie przedostaną się!  ­ Napeeeewno?  ­ No może na 98%  ­ A nie na 99%  ­ Tak, tak pomyliło mi się.  ­ Też tak myślałam.  ­ Teraz lepiej nie gadajmy tylko idźmy na koniec jaskini.  ­ Chyba biegnijmy?  ­ Możesz mnie nie poprawiać?   ­ Tak mogę!  ­ To dzięki.  ­ Proszę bardzo.  ­ Dobra już koniec. Teraz szybko do końca jaskini.  ­ Okej!  Na  szczęście  udało  się  nam  uciec  zanim  smoki  przedostały  się  do  nas.  Teraz gdy byliśmy już bezpieczni zaczęły się dyskusje.   


29 

­ Ej! To ty, bezimienny,  kazałeś nam wejść do jaskini!  ­ Ale to ty się zgodziłaś!  ­ Ale to przez ciebie!  ­ Przestańcie się kłócić! Jakaś zła moc was opętała! Już dość!  ­ Ale, ale…  ­ Ale dość.  ­ No, dobra. Nie zachowujmy się jak dzieci.  ­ Ok. Zgoda.  ­Teraz czas rozwiązać drugą zagadkę. Gdzie ta mąka?  ­Jest, ale jak to zrobić bez potrzebnych składników?   ­  Hmmm...Już  wiem!  Gdy  byłam  mała  chciałam  sobie  zrobić  rogalika  z….żelków, a że jesteśmy w mojej wyobraźni to tak należy to zrobić!  ­ Ale skąd weźmiemy żelki!  ­  Widzicie  żelki  to  moja  ulubiona  słodycz,  dlatego  zawsze  mam  je  przy  sobie!  ­  Aby  zrobić  rogalika  z  mąki  i  żelków,  naprawdę  trzeba użyć magicznych  mocy.  ­ Tak, trzeba w siebie uwierzyć.    IX    ­ No nie! ­ żaliłam się ­ nie da się tego zrobić! Nie mamy pieca  ­  A  może  mamy  jakieś  magiczne  moce.  Tylko  musimy  zajrzeć  w  głąb  siebie ­ powiedział Rogmir.  ­  To  nie  jest  takie  proste,  ale  możemy  spróbować  ­  odrzekła  Sanari.  Wszyscy bardzo skupieni starali się spojrzeć w głąb siebie.  ­  Ja  się  poddaję  ­  powiedział  mądrala  ­  każdy  mądry  podejmie  tę  samą  decyzję.  Po  chwili  sama  zaglądałam  w  głąb  siebie,  bo  tylko  ja  w  to  wierzyłam. Nagle  błysnęło  i…  zaczęło lać. Miałam łzy w oczach i już sama  wątpiłam,  ale  miałam  ten  promyczek  nadziei.  Inni  starali  się  zrobić  coś  z rogalikiem. Myślałam i myślałam aż w końcu powiedziałam do innych.  ­  Nie,  nie  mamy  szans  i…  to  bez  sensu  ­  dodałam.  Jednak  moi  towarzysze nic nie mówili, tylko patrzyli na mnie ze zdziwieniem.   


30 

 


31 

­  Co?  Czemu  wszyscy  tak  się  na  mnie…­  niedokończyłam,  gdyż  spojrzałam  na  swoje  włosy.  Kiedyś  były  całe  czarne  a  teraz  pojawiły  się  dwa  kolorowe  kosmyki  ­  biały  i  czerwony,  a  w  moich  rękach  pojawił  się  ogień i lód.  ­  To  jest  ta  moc  ­  powiedział  z  uznaniem  bezimienny  ­  władasz  ogniem  i lodem!  ­  CO???!!!  ­  wykrzyknęłam,  ale  po  chwili  ochłonęłam  i  dodałam  spokojniejszym  tonem  ­  odsuńcie  się  od  mąki  ­  i  spokojnymi  ruchami  przekładałam  w  różne  miejsca  mąkę,  to  coś  podpalałam,  to  znów  coś  zasypywałam śniegiem i…  ­ Proszę rogalik  ­ Doskonale ­ usłyszeliśmy rozgniewany głos ­ Idźcie do trzeciej zagadki.  ­ Gdzie ją znajdziemy ­ śmiało, jak nigdy dotąd, zapytałam się prezydentki  ­  W  głębinach  wieży  są  pieczary,  gdzie  dawno  temu  snuliśmy  czary  ­  i umilkła.  ­  W  głębinach  wieży  są  pieczary?  Ludzie,  to  się  kupy  nie  trzyma!  ­  krzyknęłam  rozzłoszczona  ­  po  co  mi  to  wiedzieć,  że  dawno  temu,  jak  mnie  jeszcze  na  świecie  nie  było  jacyś  ludzie  snuli  czary!  I  wymyślali  zagadki, jakimi  chcieli  nas powstrzymać i zabić  ­ ze złości tupnęłam nogą  w kamień, który osunął się i odsłonił tajemne przejście.  ­ No, nieźle! ­ powiedział mądrala.  ­ Ha, ty byś tak nie potrafił.  ­ No może, tak niezdarnie to na pewno bym tego nie zrobił. Hi hi hi hi.  ­ Bardzo śmieszne ­ powiedziałam ironicznie.  ­ Dobrze już dobrze, to był tylko żart.  ­ Wchodzimy, czy nie?  ­  Patrząc na  to co zdarzyło się ostatnio, nie wchodziłbym tam ­ powiedział  bezimienny.  ­ Tak, ale to jest UKRYTE przejście.  ­  No,  to  idziemy!  ­  powiedziałam  niby  pewna  siebie,  ale  tak  naprawdę  trochę się bałam.  W  jaskini było mnóstwo nietoperzy i, kto wie pewnie mnóstwo potwornych  stworów, czekających na odpowiednią okazję, żeby nas pożreć.   


32 

­  Wchodźcie,  nie  ma  się  czego  bać  ­  ale  mój  głos  mówił  coś  zupełnie  innego. Weszliśmy.  ­  Czy  prezydentka  mówiła  o  pieczarach?  Mnie  się  wydaje,  że  to  tu.  Charakter tego miejsca wydaje się iście magiczny.  ­ Masz rację Sandero ­ powiedział Rogmir.  ­ Yhhmm…­ odpowiedzieli pozostali.  ­ Trochę tu ciemno ­ powiedziałam prawie niesłyszalnym głosem.  ­ Zaraz zabłądzimy! ­ westchnął z żalem mądrala.  ­  Niekoniecznie!  ­  powiedziałam  i  użyłam  swojej  mocy  żeby  trochę  podświetlić tunel.  ­ Od razu lepiej ­ powiedziała Sanari.  ­  Mam  pytanie  ­  zagadnęłam  po  chwili  milczenia  ­  Jak  masz  na  imię?  ­  zwróciłam się do tego mądrego.  ­  Podaj  mi  swoje  imię,  a  poznasz  moje  ­  odpowiedział.  popatrzyłam  na  niego swoim przenikliwym spojrzeniem.  ­  No  dobra  ­  westchnął  ­  jestem…nie  dokończył.  Ziemia  zadrżała  pod  nami.  ­Tylko  spokojnie  ­  powiedział  bezimienny  patrząc  na  przerażone  twarze  innych ­ to pewnie nic takiego.  ­  Aaaaaa!!!!!  ­  krzyczeli  wszyscy,  gdy  ziemia  rozstąpiła  się  pod  nami.  Potem, tak jakby film się urwał.    X      ­ Och, moja głowa ­ powiedziałam.   ­ Chyba straciłam przytomność.  ­ Halo jest tu kto? ­ zapytałam.   Po  pewnym  czasie,  gdy odzyskałam  świadomość,  zorientowałam  się,  że  wszyscy gdzieś zniknęli???!!  ­  Okazało  się,  że  sama  muszę  poradzić  sobie  z  tym  problemem!!!  O…  Jednak  ta  zagadka  okazała  się  najtrudniejsza  ze  wszystkich,  ponieważ  musiałam  znaleźć i uratować moich towarzyszy, bez nich wszystko wydało   


33 

mi  się  trudne,  straszne  i  tajemnicze.  Wszędzie  panowały  ciemności,  zaczęłam  czołgać  się  w  kierunku,  z  którego  dochodził  szum  wody.  Próbowałam  użyć  swojej  mocy,  aby  podświetlić  drogę  i  nie  tracić  za  szybko sił…  ­ Halo!!! Czy słyszy mnie ktoś?...  ­ Tak, my nimfy wodne, mieszkamy w strumieniu, choć tu go niema.  ­ To jak się tu znalazłyście?  ­ Wszystko to przez mroczną prezydentkę.  ­ Jak?  ­ Uwięziła nas tu!  ­ Bardzo mi przykro, czy mogę wam jakoś pomóc???  ­ Tak, wystarczy, że podasz mi rękę.  ­ Chwileczkę czy wy nie współpracujecie z mroczną prezydętką?  ­ A co nie wierzysz nam?!  ­  No  dobra,  idę  ­  powiedziałam  niepewnie,  bo  po  wszystkich  tych  wydarzeniach  bałam  się  choćby  postawić  jeden krok.  Jednak  przyszło mi  coś na myśl ­ przypłyńcie tu ­ powiedziałam.  ­ Ale nie możemy.  ­ Dlaczego?  ­ Yyyyyy…  Teraz wiedziałam już, że coś jest nie tak.  ­ Dobrze więc idę.  Po chwili namysłu “nimfy” zawołały ­ Czekaj!  ­ Więc jednak przypłyniecie, czy będziemy musiały się pożegnać?  ­ Już płyniemy ­ powiedziały z lekką złością w głosie.  Wtedy  zobaczyłam  w  promieniu  dochodzącego  słońca  (co  było  cudem,  ponieważ  od  chwili,  gdy się  tu  znalazłam  nie widziałam  ani najmniejszego  śladu  słońca)  zauważyłam,  że  te  stworzenia  podające  się  za  nimfy  były  tak  naprawdę jakimiś dziwnymi stworami morskimi! O mało nie zemdlałam  gdy  to  zobaczyłam!  Miały  potężne  płetwy,  a  ich  całe  ciała  pokryte  były  czarnymi  łuskami.  Ich  oczy  świeciły niebieskim, zdradliwym światłem. Ich  zęby  były  wielkie  i  czarne.  Pomyślałam,  że  one  nigdy  nie  myły  zębów.  Ciała miały pokryte jakimś wstrętnym śluzem.   


34 

­ Kim wy jesteście?  ­  Jak  chcesz  uratować  swoich  przyjaciół, wskakuj  do  wody i płyń za mną ­  powiedział jeden z nich, a drugi przytaknął mu.  ­Tak, tak. Płyń za nami hahahaha!. Trochę się bałam, ale mimo to  wskoczyłam do wody. W końcu, lepsze to niż pozostanie w tym miejscu  na zawsze. Płynęłam przez ciemny korytarz, może jakąś jaskinię. Wtem  gdzieś w oddali ukazało się światło. Niewielkie, ale światło. Było ono  koloru: zielono­czerwono­żółto­niebiesko­pomarańczowo­biało­fioletowo­  różowego i jeszcze jakiejś niezidentyfikowanej barwy.  ­  Gdzie  jesteśmy?  ­  spytałam  zlękniona,  gdy  prąd  morski  uderzył  mną  o ścianę i wyrzucił na kamienny brzeg.  ­ Nie interesuj się nie twoimi sprawami ­ odpowiedziały.    ­ To jest moja sprawa!!!!!!!! To ja się tu znajduję.  ­  Niewątpliwie  ­  powiedziała  jedna  z  nich  ­  teraz  chodź  za  nami  ­  i olbrzymie, wredne potwory wyszły na brzeg.  Wydawało mi się, że co metr tracę więcej sił.  ­ Co mi robicie ­ powiedziałam już śpiącym głosem.  ­  Nic takiego  ­  odpowiedziały potwory, ale  ja się domyśliłam, że rzuciły na  mnie swój czar.  Więcej  już  nie  pamiętam.  Obudziłam  się  w  jakimś  dziwnym  “pokoju”, tak  naprawdę  wyglądało  to  bardziej  jak  jakaś  wielka  komnata.  Okna  były  zasłonięte  ogromnymi,  czerwonymi  zasłonami  z  weluru.  Nigdzie  nie  mogłam  znaleźć  nawet  najmniejszych  lampek. Ogromne mosiężne  drzwi  niestety  były  zamknięte  na  klucz.  Było ciemno jak  w grobie.  Próbowałam  odsłonić zasłony,  ale były tak  ciężki, że sprawiało  mi  to  nie  lada problem.  W  końcu  do  pomieszczenia  dostał  się  maleńki  promyczek  światła.  Nie  było  to  światło  słońca,  ani  nawet  księżyca.  Miało  kolor,  przypominający  ultrafiolet.  Patrzyłam,  na  nie  i  patrzyłam.  Nagle  poczułam,  że  zbliżam  się  do  niego.  Było  na  ziemi, a  ja  znajdowałam  się  na 156 piętrze, w oknie nie  było  szyby. Chciałam  się  powstrzymać,  ale nie  potrafiłam. Coraz  bardziej  zbliżałam  się  do  krawędzi  okna.  “Za  chwilę  spadnę”­  pomyślałam  ­  “Co  się  ze  mną  dzieje?.  To  już  mój  koniec!”­  Nagle  usłyszałam  jakąś dziwną   


35 

muzykę.  Wydawało  mi  się,  że  to  dźwięk  jakiegoś  zaczarowanego  fletu.  Nie wiem czemu,  ale  zaczęłam iść  w stronę  z  której dochodził ten dziwny  dźwięk.  W  połowie drogi  do  drzwi  (które  niestety  były  zamknięte),  światło  znów  pociągnęło  mnie  do siebie. Potem  znowu  muzyka. Dwa przedmioty  miotały  mną  jak  dziecięcą  zabawką.  Nie  wiedziałam,  co  mam  zrobić.  Pomyślałam  ­”Ta  moja  wyobraźnia  jest  naprawdę  dziwna.”­  Po  godzinie  byłam  już  tak  zmęczona,  że  leżałam  na  podłodze,  a  “siły”  ciągnęły  mnie  po  ziemi  raz  w  jedną,  a  raz  w  drugą  stronę.  Modliłam  się,  żeby  to  się  wreszcie  skończyło. Wtedy  ktoś  wszedł  do drzwi.  Na  moje nie  szczęście  była  to  osoba  grająca  na  flecie.  Jednak  gdy  mały  promyczek  ją  oświetlił  zauważyłam,  że  to  Rogmir!  Zakuty  w  kajdany  Rogmir!  Jak  najszybciej  mogłam spojrzałam  w  stronę  światła  (nie było to takie proste, bo te moce  dalej  mną  miotały).  Po  dłuższej  chwili  wreszcie  udało  mi  się  zobaczyć...Sanderę!   ­ Co się tu dzieje!?  Cisza...W końcu sama zrozumiałam.   ­ Oni są zahipnotyzowani! ­ wykrzyknęłam sama do siebie.  “Co  tu  robić,  co  tu  robić”­  myślałam.  “Może  jest  tu  jakaś  podpowiedź.  Dobrze  byłoby  móc  zbliżyć  się  do  ścian,  ale  teraz  to  niestety  nie  możliwe.”  Nagle  stało  się  coś bardzo niespodziewanego. Pomieszczenie  wypełniło  rażące  światło.  W  tym  niezwykłym  blasku  spostrzegłam  w oddali cień jakiejś dziwnej, wysokiej postaci. Cień zbliżał się i zbliżał. Po  chwili zauważyłam, że tam nie ma żadnej osoby. Cień przesuwał się sam!  ­  Pomocy!  ­  krzyknęłam  przerażona.  Jednak  cień  zbliżał  się  nieubłaganie…    XI    ­ Kim jesteś?­ spytałam głośno, gdy znowu zrobiło się ciemno.  ­Jestem tym, czego najbardziej się boisz ­ usłyszałam straszny głos.  ­ Czyli czym?­ dopytywałam się.  ­  Cieniem  tego,  co  może się stać! Chcę cię gdzieś zaprowadzić ­ odrzekł  tamten. Przełknęłam ślinę i powiedziałam:   


36 

­ Chodźmy zatem! ­ i zgasło światło ­ gdzie jesteś?  ­  To  pierwsza  część  zagadki.  Zgadnij,  gdzie  jestem  ­  i  nagle  znów  zaczęłam  słyszeć  dźwięk  zaczarowanego  fletu,  i  znowu  zobaczyłam  fioletowe  światełko. Przełknęłam ślinę.  ­  Zaczyna  się  ­  szepnęłam  do  siebie.  Znów  usłyszałam  dźwięk  fletu,  ale  o dziwo nic się nie stało i to mnie zastanowiło.  ­ Szybciej! ­ odpowiedział.  ­  Co  jest  grane?  ­  zaciekawiłam  się.  Wtem  usłyszałam  niesamowity  trzask.  Odruchowo  złapałam  się  za  uszy  ­  aaaaaaa  ­  krzyknęłam  z  bólu  i… straciłam przytomność.  Obudziłam się w dziwnym miejscu.  ­  No  i  znów  ciemność  ­  mruknęłam  pod  nosem.  Zauważyłam,  że  nie  mogę się ruszyć, choć, uwierzcie, bardzo się starałam.  ­ Co się dzieje?­ krzyczałam.  ­ Znajdź mnie!!!! ­ no tak, kompletnie zapomniałam o zagadce.  ­ Jak?  ­ Domyśl się ­ odpowiedział cień.  ­  Nie  jesteś  zbyt  uprzejmy!  ­  powiedziałam.  Nie  usłyszałam  odpowiedzi.  Długo  myślałam  jak  się  ruszyć  i  znaleźć  cień,  aż  w  końcu ogarnęłam, że  wcale  nie  muszę  się  ruszać.  Mam  przecież  magiczną  moc!!!!!!  Wystarczy,  że  się  skupię  i  zapalę  ogień!  Wtedy  zobaczę  cień.  W  mig  zapaliłam  moc  i  zobaczyłam  piękno  tego  pomieszczenia.  Zrobione  było  z kości słoniowej,  nade  mną  wisiał  żyrandol ze szmaragdów. Na ścianach  było  wiele  arrasów,  czyli  ręcznie  ozdabianych  dywanów.  Ale  w  tym  pomieszczeniu brakowało jednego szczegółu. Nie było tu podłogi!  ­  No pięknie ­  burknęłam  ­  O  NIE!!!!!!  ­ krzyknęłam przerażona.  Musiałam  szybko  zgasić  moc,  bo  byłam  przywiązana  jakimiś  linami,  które  mogłyby  się  lada  moment  spalić  i  spaść  w  dół,  a  mocy  latania  to  ja  nie  mam!  A szkoda.   ­  Myśl, błagam  cię  myśl  ­ mówiłam sama  do  siebie.  Jak mam znaleźć ten  cień.  A  no  jasne,  to  takie  proste.  Zaczęłam  skupiać  się  na  wytwarzaniu  lodu,  on  też  jest  jasny.  Niebawem  całe  pomieszczenie  wypełniło  się  zimnem, ale też i światłem.   


37 

­  Tam,  widzę  cię  ­  krzyknęłam.  Teraz  cień  nie  mógł  się  ukryć,  bo  wszędzie było jasno.  ­Niech  to,  domyśliłaś  się!  ­  syknął  cień.  Teraz  nie  miał  innego  wyboru.  Stworzył podłogę i rozwiązał linę.  ­ Nareszcie! To gdzie mnie miałeś zaprowadzić?  ­ Do zagadki.  ­  Aaaahhhaaaa ­  nie  rozumiałam z  tego  nic  ­ A  nie zapomniałeś o tym, że  tutaj nie ma żadnych drzwi!?  ­ Nie.  ­  To dobrze,  ale  to  nie  wyjaśnia  jak mamy się tam dostać! ­ powiedziałam  zła.  ­ Ale my już tu jesteśmy ­ powiedział ze spokojem.  Wtedy  zauważyłam,  że  znajduję  się  w  zupełnie  innym  pokoju,  w  którym  znowu jest ciemno!   ­ To mnie już denerwuje!  Jednak  nie  otrzymałam  odpowiedzi,  tylko  swoje  echo.  Ze  złości  kopnęłam  powietrze.  Poczułam  jednak  jakby  coś  tam  było.  Zapaliłam  ogień  i  zauważyłam,  że  dwa  kroki  przede  mną  znajduje  się  mała  karteczka.  Podeszłam ostrożnie i ją podniosłam. Było tam napisane: Aezkdś tl są!  ­  Co to znaczy? ­ byłam niemało zdziwiona. Zaczęłam głęboko myśleć, aż  w końcu  zrozumiałam!  To jest  szyfr  GA­DE­RY­PO­LU­KI!  ­  no jasne! To  było  takie  proste!!!  ­  krzyknęłam  ­To  znaczy  “  Gdzieś  tu  są!”.  No  dobra,  ale  kto?  Już  wiem!  Moi  przyjaciele!  ­  wykrzyknęłam  pełna  radości  i  o  dziwo  jakby  nabrałam  sił.  Prędko  rozpaliłam  ogień  i  zaczęłam  szukać  we wszystkich zakamarkach. Było ich tu dość dużo, bo znajdowałam się w  pomieszczeniu  przypominającym  zamkową  piwnicę.  Znajdowało  się  tam  mnóstwo  przepięknych,  drogich  mebli,  zakurzonych  od  stóp  do  głów,  albo  inaczej  od,  no nie wiem nóg do blatu, hmmm… nie to bez sensu, ale  teraz  to  bez  znaczenia.  Szukałam,  szukałam  i  szukałam,  ale  nigdzie  nie  mogłam  znaleźć  chociaż  najmniejszego  śladu.  Nagle  zauważyłam,  że  obok  wspaniałej  sofy  obitej  w  złoty  atłas  leży  następna  karteczka.  Nie  zdążyłam  nawet  na  nią  spojrzeć  ponieważ  przed  toaletką  z  pięknymi   


38 

zdobieniami  zobaczyłam  następną  kartkę.  Potem  następną  i  następną  i  tak  dalej  i  tak  dalej.  Po  “śladach”  tych  kartek  doszłam  do  mocarnych  drzwi.  Dopiero  w  tedy  spojrzałam  na  te  kartki.  Było  ich  dziesięć.  Na  pierwszej  było  napisane:  Otwórz drzwi  i  wejdź do  środka. Zrobiłam to. Na  drugiej:  Skręć  w  lewo  i  zrób  12  kroków.  Jak  było  napisane,  tak zrobiłam.  Na  trzeciej: Zrób 5  kroków do tyłu. Potem  na czwartej: 9 kroków w prawo.  Na  piątej:  15  kroków  do  przodu.  Szósta  kartka:  7  kroków  na  południowy  zachód.  Siódma:  10  kroków  na  zachód,  ósma:  trzy  podskoki,  dziewiąta:  10  kroków  na  północ  i  dziesiąta:  otwórz  drzwi!  Otworzywszy  drzwi  zobaczyłam moich towarzyszy, tylko, że oni byli w klatkach!  ­ Nareszcie ­ westchnęli.   ­  Możesz nas  uwolnić?­ nie zdążyłam odpowiedzieć ponieważ usłyszałam  to:  ­ Czwarte zadanie!     XII    Mroczna prezydentka zbliżała się do nas z tryiumfem na twarzy.  ­  Kto z was ma magiczne moce?  ­ Ja ­ zająknęłam się, ale po chwili dodałam już pewniej ­ Ja je posiadłam!  ­  Ach  to,  ty!  Ta  niby…  księżniczka  ­  prychnęła  ­  no  dobrze,  czy  chcecie  się wycofać, czy może chcecie się ze mną  zmierzyć w 4 zagadce!  ­ Nie wycofujemy się ­ powiedzieliśmy jednogłośnie.  ­ Dobrze, ty ­ wskazała na mnie palcem.  ­ Ja?­ przełknęłam ślinę.  ­  Ty  masz  moc,  prawda?  ­  zapytała,  ale nie  pozwoliła  mi  odpowiedzieć  ­  ostatnim  zadaniem  jest…­  przerwała  i  zerknęła  na  mnie  podejrzliwie  ­  zmierzenie  się  ze  mną  w  pojedynku  na  moce.  Jeśli  tobie  się  nie  uda  ­  skierowała się do mnie ­ wszyscy zginiecie.  ­ No to klops ­ pomyślałam.  ­  Zaczynamy!  ­  krzyknęła  i  rzuciła  we  mnie  pierwszy  płomień.  Na  szczęście  w  porę  zareagowałam  i  odepchnęłam  go  swoim  płomieniem.  Rozgorzała  walka. Płomienie ognia leciały to z jednej to z drugiej strony.   


39 

­  Chyba  nasza  strona  przegrywa  ­  szepnęła  Sanari.  I  nie  tylko  ona  tak  myślała.  Ja  sama  czułam,  że  ubywa  mi  sił.  Nie  wytrzymałam  i przewróciłam się.  ­  No cóż, moja droga! Przegrałaś ­ powiedziała i zaśmiała się.  ­  Nie!  ja  się  tak  łatwo  nie  poddam!  ­  krzyknęłam  ­  mam  jeszcze  jedną  moc!  ­ Ach tak! Doprawdy! ­ szyderczo się zaśmiała.  ­ Ostrzegałam ­ powiedziałam i rzuciłam w nią lodem.  ­  Tylko na tyle cię stać? ­ prezydentka powiedziała chwytając lód i szybko  się  odegrała.  Jednak  ja  też  złapałam  lód.  Widać  było,  że  lepiej  sobie  radzę.  Całe  pomieszczenie  pokrył  szron  i  zaczął  padać  śnieg.  Prezydentka miała  w oczach  strach.  Wiedziała, że teraz już nie ma szans.  Chwilę to trwało, zanim zwaliła się na ziemię i powiedziała:  ­ Wygrałaś! ­ i wypuściła moich towarzyszy z klatek.  ­  Brawo,  Brawo!  ­  krzyknęła  Astrid,  która  do  tej  pory  nie  za  bardzo  się  odzywała.   ­  No  cóż,  nie  sądziłem,  że  ci  się  uda!  ­  powiedział  bezimienny  wesołym  tonem.  ­ Ja także! ­ burknął mądrala.  ­  Nie cieszysz się? ­ spytałam, a on się uśmiechnął. Ale nie był to szczery  uśmiech, taki bardziej uśmiech tryumfu i wtedy zrozumiałam.  ­ To ty! ­ krzyknęłam, a mądrala rzucił we mnie ostateczny płomień mocy.  ­  Aaaa!  ­  chwyciłam  się  za  serce,  gdy  jego  moc  z  wielką  siłą  w  nie  uderzyła.  Przewróciłam  się  i  leżałam  na  podłodze,  która  pokryła  się  lodem.  Śnieg zaczął padać jeszcze bardziej obficie, wiatr wiał i zrobiło się  przeraźliwie zimno.  ­  Witam  spóźnionego!  ­  krzyknął  mądrala  ­  myślałem,  że  wcześniej  się  kapniesz,  że  jestem  zdrajcą!  Tym,  o  którym  mówił  ten  stary  dziadek  na  wyspie! Chciałaś poznać moje imię, tak? Jestem Sinar.  ­ Dlaczego?­ spytałam ledwo słyszalnym głosem ­ ja ci wierzyłam.  ­ Jeszcze się pytasz, dlaczego? Pociąga mnie władza!  Popatrzyłam na swoje włosy. kolorowe kosmyki powoli zaczęły zanikać.  ­  Załatwmy  to  tak,  jak  mężczyźni  ­  zaproponował  bezimienny  i  wyciągnął   


40 

miecz.  ­  Kusząca  propozycja  ­  mądrala  zrobił  to  samo i  zaczęli  się  bić.  Niestety,  ten mądry był też silny.  ­ Wy serio myślicie, że wam się uda mnie pokonać? ­ zadrwił.  ­  Tak!  ­  powiedziałam  stanowczo  i  rzuciłam  w  niego  lodem.  Sinar  nie  spodziewał  się  tego  zagrania  i  osunął  się  na  posadzkę.  Wstałam  na  drżących  nogach.  Mądrala  okazał  się  głupcem,  bo  wybrał  zło.  A  jasne  jest, że  zło  przegrywa z  dobrem!  A teraz…  jak  masz na imię?­ zwróciłam  się do bezimiennego.  ­ Dobra… jestem Nik  ­  Ja  nazywam się  Elza  ­ dotrzymałam obietnicy. Nagle prezydentka znikła,  a komnata zaczęła się rozsypywać.  ­  Szybko,  przez  okno!  ­  powiedział  Rogmir.  Wszyscy  przystali  na  tę  propozycję  i  powoli  ześlizgnęliśmy  się  po  dachu.  Dopiero  teraz  zobaczyliśmy,  jak  wielki  to  był  pałac!  Z  bursztynów  i  w  stylu  gotyckim.  Piękne  strzeliste  wieże,  witraże  z  kwiatami.Teraz  całe  to  mocarstwo  zaczęło się rozpadać!  XIII    ­ Muszę chyba wrócić do swojego świata ­ powiedziałam ze smutkiem.  ­ Musisz?­ spytał Nik.  ­ Niestety. Szkoda, tam nie mam magicznych mocy.  ­ Może my też tam kiedyś zawitamy ­ zażartowała Sandera.  ­ Zapraszam ­ roześmiałam się.  ­  To  twój  świat.  Możesz  tu  wrócić,  kiedy  zechcesz!  ­  powiedziała  Astrid  i ofiarowała mi piękny naszyjnik z diamentów.  ­ Nie mogę go przyjąć.  ­  Musisz!  złożyliśmy  się!  I  nie  ma  zwrotów  ani  reklamacji!  ­  powiedziała  Sanari.  ­ No to pa! Obiecuję, że wrócę!  ­ Jak najszybciej! ­ powiedzieli wszyscy chórem.  ­ A co z mądralą?  ­ W mojej wyobraźni nie ma dla niego miejsca. Niedługo wrócę!   


41 

­ Pa pa.    *****    ­ Elza, już siódma ­ usłyszałam głos mamy.  ­ Papa… aaaa, co? Ach, tak muszę iść do szkoły.  ­  No,  zbieraj  się  ­  mama  wyszła  z pokoju,  a mnie zachciało się płakać. To  wszystko  to  tylko  sen?!  Otworzyłam szafę  a w  niej  była  moja  sukienka,  w  którą  byłam  ubrana  podczas  wyprawy  i  naszyjnik,  który  dostałam  od  moich przyjaciół.  ­ Ej, bez takich! ­ powiedziałam.  ­  No co?­ usłyszałam głos  moich  towarzyszy  z wyobraźni  ­  inaczej się nie  dało  ­ zaśmiali się. Ja też się śmiałam. I śmieliśmy się jeszcze długi, długi  czas…                                         


42 

                                                                 


Zakątki mojej wyobraźni (1)