Issuu on Google+

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  1


2  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper


Salt@Pepper CZERWIEC 2011  3


SPIS TREŚCI

6 GWIAZDA

6

12 FRESZ 14 SPORT

14

15 NA WIDELCU 18 STYL ŻYCIA

22

20 MOTO 22 SESJA

26

26 MODA 28 ŚWIAT DZIECKA

33

30 ZDROWIE 33 TAM I Z POWROTEM

35

35 WINNICA 36 TEATR

36

38 FILM 39 MUZYKA 40 NIE PRZEGAP 42 REFLEKSYJNIE 4  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

39


OD REDAKCJI

Kulturalne

społeczeństwo C

iepła, majowa noc. Parking przed Muzeum Wsi Radomskiej szczelnie wypełniają samochody. Podjeżdża autobus, z którego wysypuje się tłum chętnych do zwiedzania skansenu o niezwykłej przecież porze. W tym czasie podobne sceny dzieją się także przed innymi radomskimi muzeami. Frekwencyjny sukces Nocy Muzeów udowadnia, że wbrew powszechnej opinii jesteśmy całkiem kulturalnym społeczeństwem. Wystarczy zaoferować nam ciekawą propozycję. Dlatego „Salt@Pepper” co miesiąc zaprasza czytelników na wycieczkę w „kolorowe strony życia”. Wyciągamy z radomskiej układanki najciekawsze puzzle i staramy się złożyć je w jedną – mamy nadzieję – interesującą całość. Gwiazdą czerwcowego numeru jest Katarzyna Glinka, lubiana i popularna aktorka, która nie stroni także od udziału w telewizyjnych show. Nieprzeciętne umiejętności artystki mogliśmy podziwiać w „Tańcu z gwiazdami” czy „Gwiazdy tańczą na lodzie”. Od rozgłosu stroni natomiast Sławomir Wąsik. Żywiołem jednego z najlepszych polskich fotografów przyrody jest puszcza. W rozmowie z „Salt@Pepper” opowiada o swoich spotkaniach ze zwierzętami. Śmiesznych, a czasami także przerażających. Łamy naszego magazynu są zawsze otwarte dla ludzi z pasją. W tym numerze przeczytacie o grupie ekstremalnych modelarzy z Radomia, którzy biorą udział w zawodach symulujących powietrzne bitwy z czasów II wojny światowej. Zapraszamy również na mecze zespołu Radom Rocks. Młodzi sportowcy chcą udowodnić, że futbol amerykański może być bardziej interesujący niż piłka nożna. Na pewno nie można odmówić mu widowiskowości. Z pasją żyje również Monika Jaworska. – W mojej krwi płynie benzyna – śmieje się urocza dziewczyna, która na motocyklu zamienia się w rasowego rajdowca. W osiąganiu sukcesów na torze nie przeszkadza jej fakt, że jest osobą niesłyszącą. Ulubionym strojem Moniki jest ochronny kombinezon, jednak w lecie nie jest to zbyt praktyczny ubiór. O tej porze roku warto pomyśleć o przewiewnych sukienkach i ochronie głowy. Podpowiadamy, jakie kapelusze są modne w tym sezonie. Tradycyjnie przygotowaliśmy także wiele innych porad dotyczących poprawiania urody i zdrowia. Owocową królową czerwca jest truskawka. Zainteresowali się nią także Beata i Paweł, którzy co miesiąc dzielą się z nami swoimi ulubionymi przepisami. Zapraszamy na czerwcową premierę w Teatrze Powszechnym. „Uliczna ballada” to sztuka nawiązująca do „wypadków radomskich” z czerwca 1976 roku. W tym miesiącu obchodzimy 35. rocznicę protestu, który wstrząsnął komunistycznym systemem. Między innymi dzięki tym wydarzeniom żyjemy teraz w znacznie bardziej kolorowym świecie. Nie zapominajmy o tym. Życzymy przyjemnej lektury.

Redaktor Naczelny Rafał Natorski

Sekretarz Redakcji Bartek Andraszek

Biuro Reklamy i Marketingu Aleksandra Król

Biuro Reklamy i Marketingu Grzesiek Kowalczyk

WSPÓŁPRACA: Waldemar Gajda, Marcin Jabłoński, Julia Wysocka, Beata Brzeska, Katarzyna Brzoza, Monika Jelińska, Paweł Komosa, Anna Dobrowolańska, Tomek Mosiołek, Marcin Wołoszczak, Łukasz Wójcik, Alicja Duchiewicz, Przemysław Ochnia WYDAWCA: MediaPak Sp. z o.o. Redakcja Salt@Pepper, Plac Jagielloński 15 lokal 336, 26-600 Radom, magazyn@saltatpepper.pl, tel./fax 48 384 00 14 BIURO REKLAMY I MARKETINGU: reklama@saltatpepper.pl, tel./fax 48 384 00 14 NAKŁAD: 10 000 egzemplarzy Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo adjustacji i skracania tekstów. Wydawca zastrzega sobie prawo odmowy zamieszczenia reklamy lub ogłoszenia, jeżeli ich treść lub forma będzie sprzeczna z linią programową i interesem pisma (art. 36 pkt. 4 Prawa Prasowego). Wszelkie prawa zastrzeżone.

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  5


GWIAZDA

Nie jestem

kąskiem dla paparazzi

Kasia Górka z „Barw szczęścia” i Roma Kowalska z „Tancerzy”. Niczym ognista Latynoska uwodziła bohatera filmu „Och, Karol 2”. W popularnych programach telewizyjnych udowodniła, że świetnie tańczy zarówno na parkiecie, jak i na lodzie. Salt@Pepper rozmawia z Katarzyną Glinką. 

6  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper


GWIAZDA

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  7


GWIAZDA

K

atarzyna Glinka czuje się cenna? Bardzo podchwytliwe pytanie. Czasem czuję się nawet bezcenna (śmiech). Pytanie nie jest przypadkowe. W ubiegłym roku magazyn „Forbes” uznał panią za jedną z najcenniejszych polskich gwiazd. Miło znaleźć się w takim gronie? Bardzo miło. Mam nadzieję że dzięki ciężkiej pracy zasłużyłam na sympatię widzów. To z kolei przekłada się na postrzeganie mnie przez ewentualnych reklamodawców, bo to oni przecież stworzyli ranking w „Forbesie”. Na przykład firma kosmetyczna, z którą niedawno współpracowałam, zrobiła badania i wynikało z nich, że bardzo lubią mnie kobiety. Nie będę ukrywała, że takie wyróżnienia są bardzo miłe i motywujące do pracy. Jest pani jedną z ulubionych bohaterek tabloidów i portali plotkarskich. Śledzi pani doniesienia na swój temat? Raczej unikam czytania informacji o sobie. Brzydzę się plotką i nie cierpię plotkować. Poza tym chyba nie jestem osobą, o której jakoś szczególnie chętnie by pisano, co mnie zresztą wcale nie martwi. Wręcz przeciwnie, jestem z tego faktu zadowolona, ponieważ obecność w takich portalach czy gazetach nie przynosi chwały i zaszczytu. Staram się żyć tak, żeby nie zasłużyć na doniesienia w tego typu mediach. Pamięta pani najdziwniejszą plotkę o sobie? Nie przywiązuję do tego wagi. Pojawiają się różne wyssane z palca informacje na mój temat, jednak trudno mi wyróżnić jedną, szczególnie, że staram się szybko wyrzucać je z głowy. Na przykład jeden z tabloidów wytropił niedawno, że nie przepada pani za Katarzyną Zielińską, koleżanką z planu „Barw szczęścia”. Dlaczego się nie lubicie? (śmiech) No tak, to bez wątpienia jedna z lepszych plotek, która rzuciła mnie na kolana. W żadnej mierze nie konkuruję z Kasią. Jesteśmy zupełnie innymi typami, więc nie byłoby nawet o co rywalizować, ponieważ nie staramy się o takie same role. Pomijając kwestie zawodowe, zwy-

8  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

czajnie się lubimy. Dla mnie takie informacje są po prostu śmieszne. Nie jestem osobą, która w niezdrowy sposób by z kimś rywalizowała czy porównywała się do innych aktorów. To totalna pomyłka, ale w przypadku tabloidów stało się to niestety smutną normą. Czy jednak w show-biznesie możliwe są przyjaźnie? Oczywiście. Mam przyjaciółkę-aktorkę, z którą znam się od czasu studiów i nic nie jest w stanie popsuć naszych relacji. Tak jak w każdym innym zawodzie, zdarzają się tutaj zarówno ludzie fajni, z którymi chce się przyjaźnić, jak i zawistnicy. Po prostu show-biznes działa na trochę innych zasadach. Tutaj wszystko jest bardziej nagłośnione i prześwietlone. Media wychwytują to, co jest dla nich najciekawsze i zagwarantuje dobrą sprzedaż „newsa”. Im pikantniej, tym lepiej. Jednak nie oznacza to, że tak wygląda całe nasze środowisko. Ma pani problem z natrętnymi paparazzi? Staram się żyć normalnie i nie robić nic kontrowersyjnego, co zasługiwałoby na śledzenie mojej osoby. Dlatego nie jestem zbyt ciekawym kąskiem dla paparazzi. Wiodę spokojny żywot z mężem. Nikt za mną nie jeździ, bo i po co? Mieliby fotografować mnie jak robię zakupy, jeżdżę na rowerze czy urządzam grilla dla przyjaciół? Oczywiście, gdy wychodzę na miasto ze znajomymi, czasem nieoczekiwanie pojawiają się fotografowie, a później dziwne artykuły w gazetach, ale nie robi to na mnie wrażenia. Nie unika pani udziału w popularnych programach telewizyjnych. Katarzyna Glinka tańczyła już na lodzie i na parkiecie, a także biegała po Forcie Boyard. Jak reaguje pani na opinie niektórych kolegów po fachu, którzy uważają, że prawdziwy artysta nie powinien tak „rozmieniać się na drobne”? Kto na przykład tak uważa? Rozmawiałem na ten temat z Andrzejem Grabowskim. Jego zdaniem takie programy nie mają nic wspólnego ze sztuką. Zgadzam się z jednym: charakterologicznie taki programy nie są dla wszystkich. Trzeba lubić taką


GWIAZDA rywalizację i sportowe wyzwania. W tej dyskusji ważną rolę odrywa również różnica pokoleń. Starsi aktorzy trochę inaczej rozumieją istotę naszego zawodu. Pamiętają czasy, kiedy teatr był ostoją wolności i polskości. Aktorstwo było wtedy czymś więcej niż zawodem. Jednak rzeczywistość się zmieniła. Polska jest teraz innym krajem i podejście do aktorstwa też jest zupełnie inne. Dziś wielu moich kolegów z planu filmowego nie kończy szkół teatralnych. Uważają, że mają talent oraz predyspozycje i rynek to weryfikuje. Nie widzę w tym nic złego. Niektórzy jednak nie godzą się na zachodzące zmiany i wszystko krytykują. Moim zdaniem nie można obrażać się na rzeczywistość. Poza tym udział w popularnych programach telewizyjnych może rozwinąć aktora. Warto sprawdzać się w wielu dziedzinach, ponieważ nie wiadomo, jaką rolę dostaniemy w przyszłości. Zdobyte umiejętności mogą nam pomóc w kreowaniu roli.

W programie Kuby Wojewódzkiego usłyszeliśmy, że 100 tysięcy euro mogłoby przekonać panią do zaprezentowania się w magazynie dla panów. Czy stawka jest nadal aktualna? (śmiech) Ma pan dla mnie taką propozycję? Jeszcze nie, ale mógłbym zacząć zbiórkę pieniędzy. To obiecuję, że wtedy się zastanowię (śmiech). Aktorstwo, łyżwiarstwo, taniec – jakie jeszcze talenty pani ukrywa? Może śpiew? Ostatnio wielu kolegów z branży wydaje płyty. Chyba jednak skoncentruję się na aktorstwie. Dostaję kolejne ciekawe propozycje i mogę się rozwijać. Ważne jest dla mnie również pokazanie się widzom od trochę innej strony, może nawet zaskakującej dla publiczności. Widzowie znają panią przede wszystkim z ekranów kin i te-

„Uwielbiam teatr i nie wyobrażam sobie życia bez niego” Zrobiła pani furorę w XI edycji „Tańca z gwiazdami”. Mogliśmy panią także oglądać w serialu „Tancerze”. Czy poza planem Katarzyna Glinka chętnie pląsa na parkiecie? W ogóle lubię ruch. Taniec powoduje absolutne oczyszczenie. Można się wyskakać, pozbyć złej energii i otrzymać dużą dawkę pozytywnych wibracji. Polecam każdemu. Po „Tańcu z gwiazdami” wyznała pani, że ten program pozwolił przełamać wstyd przed publicznym odkrywaniem wdzięków. Dlaczego zatem odrzuciła pani propozycję sesji w „Playboyu”? Okazywanie wdzięków w tańcu, a w „Playboyu” to jednak spora różnica (śmiech). Dzięki udziałowi w „Tańcu z gwiazdami” rzeczywiście się oswoiłam ze świadomym eksponowaniem kobiecości, ale to nie oznacza, że z przyjemnością rozbiorę się dla gazety. Szczerze mówiąc, nie czuję takiej potrzeby.

lewizorów, ale pierwszy sukces w karierze Katarzyny Glinki związany jest z teatrem. W 2001 roku otrzymała pani wyróżnienie jury za rolę Venticello w „Amadeuszu”. Sentyment do teatru pozostał? Pozostał. Jestem etatową aktorką w warszawskim teatrze Kwadrat, gdzie obecnie gram w czterech przedstawieniach. Uwielbiam teatr i nie wyobrażam sobie życia bez niego. To miejsce, które dało mi najwięcej propozycji i tu się najbardziej rozwinęłam. Bardzo ważny jest dla mnie również kontakt z żywą publicznością, która zawsze daje siłę i wiarę w sens tej pracy. Wielu aktorów twierdzi, że tylko na deskach sceny można naprawdę zweryfikować umiejętności. Zgadza się pani z tą opinią? Jak najbardziej. Kamera potrafi wychwycić i zarejestrować każdy niuans – grymas, przymknięcie oka czy zmarszczenie brwi. W teatrze trzeba mieć dużo więcej umiejętności i środków wyrazu, żeby przekonać Salt@Pepper CZERWIEC 2011  9


GWIAZDA do siebie widza i być wiarygodnym. W moim teatrze gramy przede wszystkim komedie, które – moim zdaniem – są najtrudniejszym gatunkiem. Widza zdecydowanie łatwiej jest wzruszyć, niż rozśmieszyć. Czy w polskich filmach z ostatnich lat pojawiła się kobieca rola, której pani pozazdrościła myśląc: „kurczę, szkoda, że tego nie mogłam zagrać”? Filmem, w którym dziewczyny rzeczywiście mogły się wykazać i stworzyć fajne kreacje, było „Lejdis”. To jeden z niewielu polskich obrazów, gdzie kobiece role zostały zbudowane i konsekwentnie poprowadzone od początku do końca. Scenarzysta bardzo dobrze potraktował aktorki.

mi się sposób, w jaki stworzyła tę postać. To bardzo zdolna aktorka, szczególnie dobrze sprawdza się w komediach. Bohatera filmu „Och, Karol 2” uwodzi pani kulinarnie: sernikiem. Czy na co dzień dobrze czuje się pani w kuchni? Lubię spędzać czas w kuchni, ale pod warunkiem, że nie jest to codzienne przyrządzanie obiadów. Mam to szczęście, że nie muszę regularnie gotować, więc z przyrządzania potraw mogę czerpać przyjemność. Jakie jest popisowe danie Katarzyny Glinki? Wspólnie ze znajomymi lubimy bawić się w gotowanie. Wyspecjalizowałam

Na pewno wyjadę na dłuższy urlop, ale na razie nie mam sprecyzowanych planów. U nas zwykle organizujemy wszystko w ostatniej chwili. W każdym razie będzie to ciepłe miejsce, gdzie można uprawiać windsurfing, który bardzo lubię. Pojawia się pani w rozmaitych rankingach najlepiej ubranych polskich gwiazd. Skąd czerpie Pani modowe inspiracje? Po pierwsze, chodzę na wiele pokazów naszych rodzimych projektantów. Współpracuję także ze świetną stylistką, która dużo mi podpowiada i podrzuca ciekawe propozycje. Lubię przeglądać magazyny z modą, żeby być na bieżąco z obowiązującymi trendami. Jaki styl ubieranie najbardziej lubi Katarzyna Glinka? Nazwałabym go casualowo-sportowy. Na co dzień ubieram się raczej wygodnie i praktycznie. Muszę zwykle dużo jeździć po mieście, więc nie zakładam szpilek. Nadal nosi pani majtki w torbie? Przynajmniej tak twierdził jeden z portali plotkarskich. (śmiech) Jak każda kobieta, w samochodzie i torebce przenoszę zwykle pół domu, więc często można tam znaleźć różne części garderoby. Czasem pewnie i majtki.

Kiedyś wspomniała pani, że chciałaby zagrać Marię Stuart. Dlaczego? Miałam już przyjemność grać Marię Stuart na studiach i wtedy zakochałam się w tej postaci. To rola silnej kobiety, pełna dramatyzmu, frustracji, miłości i bohaterstwa. Kobiety, która ginie za swoje przekonania. Fajnie byłoby się zmierzyć z taką rolą. Podobnie jak z Anną Kareniną. W ogóle fascynują mnie postaci silnych kobiet, targanych emocjami, które w pewnym momencie muszą podjąć decyzję zmieniające ich życie. Lubi pani także serial „Przyjaciele”. W którą z bohaterek chciałaby się pani wcielić? Zdecydowanie Rachel, którą zagrała Jennifer Aniston. Bardzo podoba 10  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

się w sałatach, z różnymi dodatkami i mięsami. Dobrze radzę sobie również ze smakołykami kuchni meksykańskiej. W jednym z wywiadów przyznała pani, że marzy o dziecku. Kiedy spełni się to marzenie? Trudne pytanie. W przyszłości nie wyobrażam sobie życia bez dzieci. Kiedy się pojawią? Życie pokaże. Bardzo lubi pani podróżować. Wymarzone miejsce? Zdecydowanie Ameryka Południowa. Od dawna planuję wyprawę w tamten rejon świata, ale wciąż nie udaje mi się tam dotrzeć. Wierzę jednak, że w końcu osiągnę cel. Gdzie spędzi pani tegoroczne wakacje?

W 2003 roku wygrała pani konkurs „Z Cinema do Cannes”, promujący młode, polskie aktorki. Czy po kilku latach kariery Katarzyna Glinka jest bliżej spaceru po czerwonym dywanie na największym festiwalu filmowym świata? Na pewno zbliżę się do niego, kiedy dostan�� wreszcie ciekawą propozycję z polskiej produkcji, która w ogóle będzie wyświetlana w Cannes. Ostatnio nie jest z tym najlepiej. Trzymajmy zatem kciuki za polską kinematografię, reżyserów i scenarzystów, którzy stworzą filmy na miarę „Przesłuchania”, dzięki któremu Krystyna Janda mogła się przejść po czerwonym dywanie w Cannes. Wierzę w polskie kino i mam nadzieję, że kiedyś i ja się tam przespaceruję.  ROZMAWIAŁ: RAFAŁ NATORSKI ZDJĘCIA: KRAJOWA AGENCJA PRASOWA I FOTOGRAFICZNA


NA OSTRZU NOŻA

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  11


FRESZ

Filozofia na pasażu  Najmądrzejsi ludzie na świecie pochodzą z Radomia – mawiał prof. Leszek Kołakowski i ten właśnie cytat znalazł się na tablicy przy pasażu, którego patronem został wybitny filozof pochodzący z naszego miasta. Aleja zadedykowana wielkiemu myślicielowi biegnie wzdłuż Potoku Północnego i położona jest na terenie Centrum Słonecznego. – Niedaleko stąd znajduje się również liceum im. M. Konopnickiej, do którego uczęszczał mój ojciec. Uczył się wprawdzie w starej siedzibie tej szkoły, ale i tak jest to bardzo miłe sąsiedztwo – mówiła córka filozofa Agnieszka Kołakowska, która odsłoniła tablicę informu-

jącą o patronie pasażu. Był to pierwszy punkt w programie III Radomskiego Festiwalu Filozofii „Okna” im. prof. Kołakowskiego. W czasie trwającej pięć dni imprezy nie brakowało atrakcji. Wiele osób przysłuchiwało się debacie „Etyka, filozofia, polityka” z udziałem Ryszarda Legutki, Ryszarda Kleszcza i Agnieszki Kołakowskiej. Odbywały się koncerty, wernisaże i projekcje filmów. Restauracja Parkowa zaprosiła na filozoficzny stand-up. W czasie festiwalu kilka radomskich lokali serwowało ulubione potrawy Leszka Kołakowskiego: placki ziemniaczane, jajecznicę i biały ser.

 Po prostu sukces Dwie nagrody przywiózł radomski „poProstu Kabaret” z Ogólnopolskiego Przeglądu Kabaretowego „DowcipPakery”, który odbył się w Krakowie. Nasz zespół zdobył II miejsce i srebrny medal DowciPakera 2011 oraz nagrodę indywidualną za najlepszy skecz tematyczny o drożyźnie, wywalczoną przez akordeonistę Piotra Zarzykę. – Przewodniczącym jury był Rafał Bryndal, znany dziennikarz i satyryk – informuje Wioleta Romanek z Radomskiego Klubu Środowisk Twórczych i Galerii „Łaźnia”, pod egidą którego działa „poProstu Kabaret”. W finałowej rozgrywce wystąpiło dziewięć formacji z całej Polski. Do udziału

w przeglądzie zgłosiło się 35 zespołów. Kabaret tworzą: Marta Suwała, Michał Popiel, Jakub Popiel, Bartłomiej Kopiński i Piotr Zarzyka. Gościnnie wspiera ich swoim doświadczeniem Paweł Kowalski. Formacja działa od 2005 roku, ale jak sami przyznają, „drugie narodziny” nastąpiły w 2010 r., kiedy do składu dołączył Piotr Zarzyka. Radomski zespół występował już na jednej scenie ze znanymi kabaretami Hrabi czy Paranienormalni. Za największy dotychczasowy sukces uznają jednak wyróżnienie i nagrodę publiczności w przeglądzie „Figa z Makiem TM”.

Chleba naszego powszedniego...  Radomski Cech Piekarzy świętuje w tym roku 250-lecie potwierdzenia statutu przez króla Augusta III Sasa. Z tej okazji powstało bardzo ciekawe wydawnictwo – „Historia o chlebie i piekarzach radomskich”, a na deptaku można było oglądać okolicznościową wystawę. Promocję pięknego albumu zorganizowano w Resursie Obywatelskiej. Książka składa się z dwóch części. Pierwsza to sięgająca kilku tysięcy lat wstecz opowieść o chlebie. Druga część albumu poświęcona jest radomskim piekarzom i ich wspaniałym tradycjom. Pojawiają się także wspomnienia mistrzów piekarskich sprzed lat. W książce możemy również oglądać

12  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

efekty wycieczki znanego fotografa Wojciecha Stana po piekarniach z naszego miasta. Część tych zdjęć znalazło się na wystawie, która stanęła na placu Konstytucji 3 Maja. Ekspozycja cieszyła się dużym zainteresowaniem przechodniów. Piekarstwo ma w Radomiu bogatą tradycję. Pierwszym dokumentem potwierdzającym obecność piekarzy był spis mieszkańców z 1532 r. Prawdziwy rozkwit cechu nastąpił dopiero w II połowie XVIII wieku. Była to zasługa cechmistrza Franciszka Sowińskiego, z którego inspiracji został napisany w 1760 roku statut, zatwierdzony przez króla Augusta III Sasa.


W KRZYWYM ZWIERCIADLE

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  13


SPORT

Radomskie Skały Quarterback, touchdown, kickoff – zastanawiasz się, co oznaczają te tajemniczo brzmiące słowa? Musisz koniecznie przyjść na mecz Radom Rocks – pierwszej w naszym mieście drużyny futbolu amerykańskiego. 

T

o ukochany sport mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Na meczach ligi NFL zapełniają się trybuny ogromnych stadionów, a tegoroczny finał, czyli Superbowl zgromadził przed ekranami telewizorów rekordową liczbę 111 milionów widzów. – Amerykanie zaczynają grać w futbol już w wieku 6 lat. Każda szkoła czy uczelnia ma swoją drużynę dopingowaną przez całe miasteczko – opowiada Tomasz Sętkiewicz, prezes i zawodnik Radom Rocks. O takiej popularności „Skały” mogą na razie tylko pomarzyć. Poza USA futbol amerykański jest wciąż bardzo niszowym sportem, choć ostatnio sytuacja zaczyna się zmieniać. – Jeszcze kilka lat temu w Polsce była garstka zapaleńców, którzy nie mogli nawet zebrać dwóch drużyn. Teraz mamy już I i II ligę, gdzie rywalizuje blisko 40 zespołów – mówi Tomasz Sętkiewicz. Radom Rocks zainaugurował w maju rozgrywki w II lidzie. Nasi futboliści przystąpili do sezonu z dużymi nadziejami i determinacją do rehabilitacji za ubiegłoroczną klęskę, kiedy przegrali wszystkie mecze. – Wtedy posypaliśmy się organizacyjnie. Tym razem

14  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

jesteśmy mocniejsi i pewniejsi siebie – przekonuje prezes „Skał”, który liczy na awans do fazy play-off. Większość zawodników radomskiej drużyny to uczniowie i studenci. Tomasz Sętkiewicz na co dzień zgłębia tajniki matematyki na Politechnice Radomskiej. Podczas meczów jest

członkiem formacji obronnej i występuje na pozycji linebeckera. – Moim zadaniem jest powstrzymanie przeciwnika biegnącego z piłką – tłumaczy. Dlaczego zainteresował się futbolem amerykańskim? – Nie jestem chudzinką, więc w innym sporcie raczej bym się nie odnalazł. W futbolu każdy jest potrzebny. Zarówno szybki do biegania z piłką, jak i duży do blokowania rywa-

la. Najlżejszy zawodnik w naszym zespole waży 50 kilogramów, a najcięższy ponad 150 – mówi Tomasz Sętkiewicz. Starcia na boisku wyglądają efektownie i groźnie, ale wbrew pozorom nie jest to bardzo kontuzjogenny sport. Gracze są bardzo dobrze zabezpieczeni, a dzięki ochraniaczom prezentują się wyjątkowo okazale. Prezes Radom Rocks zaprasza mieszkańców naszego miasta na mecze zespołu. – Atmosfera jest piknikowa, a na trybunach nikt się nie bije z policją. Jeśli ktoś nie zna zasad futbolu amerykańskiego, na pewno pomoże mu broszura rozdawana przed spotkaniem. Także spiker objaśni, co się dzieje na boisku – informuje Tomasz Sętkiewicz. Przed wizytą na stadionie można również obejrzeć filmy instruktażowe, które znajdziemy w internecie. Najbliższy mecz w Radomiu „Skały” rozegrają 26 czerwca. Rywalem radomian będzie zespół Gliwice Lions.  RAF FOTO: ANNA DOBROWOLAŃSKA.


NA WIDELCU

NA WIDELCU

Smaki

Skandynawii Polędwicę z wołu piżmowego czy sandacza z czarnym bzem znajdziemy w menu restauracji Noma, która drugi rok z rzędu została uznana za najlepszy lokal świata. Jeśli chcemy skosztować tych przysmaków, warto pospieszyć się z rezerwacją, bo na stolik poczekamy kilka miesięcy. 

N

oma to niezwykła restauracja. Mieści się w niezbyt efektownym budynku dawnych magazynów duńskiej floty w Kopenhadze. Wnętrze lokalu jest urządzone bardzo skromnie i bez przepychu. Prawdziwym skarbem Nomy jest jej szef kuchni – Rene Redzepi, który choć ma dopiero 33 lata, to doświadczeniem i sukcesami mógłby obdzielić kilkudziesięciu kolegów po fachu. Przez kilka lat pracował w słynnej hiszpańskiej elBulli, która tytuł najlepszej restauracji świata zdobywała czterokrotnie. Jednak to w kopenhaskim lokalu Rene rozwinął skrzydła. Reputację Nomy zbudował na „neonordyckiej” kuchni, w której można spróbować wędzonego szpiku, ślimaków, morskich wodorostów i dzikich ziół. W restauracji nie używa się oliwy i innych specjałów kuchni śródziemnomorskiej, która opanowała cały świat. Klienci „rozkoszują się” za to smakiem słodkich, zielonych truskawek z oczeretem, surowych skandynawskich krewetek czy zamarynowanych jaj przepiórczych.

Chcecie skosztować tych przysmaków? Stolik w Nomie można rezerwować on-line na stronie www.noma.dk. Najbliższy wolny termin to... początek września.  Salt@Pepper CZERWIEC 2011  15


PASJE

Modelowa

walka

Myśliwce toczą emocjonującą walkę powietrzną, a na ziemi grupka pilotów nerwowo ściska nadajniki radiowe, ponieważ drobny błąd może oznaczać koniec marzeń o zwycięstwie – Aircombat RC to najbardziej ekstremalna i widowiskowa dyscyplina modelarstwa lotniczego. 

–T

o zabawa, ale przede wszystkim wielka pasja – mówi Andrzej Toczewski, który z synem Łukaszem stanowi trzon radomskiej eskadry Hunters. – Jak każdy chłopak w moim wieku, zacząłem od sklejania samolotów z „Małego Modelarza”. Wciągnęło mnie, jednak później przyszło wojsko, praca i rodzina, więc musiałem zająć się innymi sprawami – wspomina. Po latach postanowił wrócić do swojego hobby. Zaintrygowały go modele z silnikami spalinowymi. Początkowo koncentrował się głównie na bardzo popularnej wówczas konkurencji, czyli akrobacji precyzyjnej. – Kiedyś kolega opowiedział mi o innych zawodach, symulujących bitwy powietrzne z II wojny światowej. Pojechaliśmy na taką imprezę, organizowaną na lotnisku w Łasku. Uczestników było tylko czterech, ale

16  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

ich pojedynki zrobiły na mnie niesamowite wrażenie – opowiada Andrzej Toczewski. Po powrocie do Radomia postanowił zająć się Aircombatem na poważnie. Do eskadry wciągnął syna, którego bardzo wcześnie zafascynowało modelarstwo. – Do niczego go nie przymuszałem – śmieje się Andrzej. – Ochotę miałem wielką, ale początki były trochę niefortunne. Pierwszy lot mojego samolotu zakończył się bardzo szybko, twardym lądowaniem. Dlatego trzeba korzystać z porad doświadczonych modelarzy. Wtedy ten sport stanie się prawdziwą przyjemnością – mówi Łukasz. Obecnie eskadrę Hunters tworzy czterech zawodników. – Z każdym rokiem osiągamy coraz lepsze wyniki. Na pierwsze zawody pojechaliśmy tylko z jednym

modelem i po pierwszej kolizji musieliśmy się wycofać. Teraz każdy z nas ma po kilka samolotów – tłumaczy Andrzej. Na czym polega Aircombat RC? W rywalizacji mogą brać udział przede wszystkim modele myśliwców z lat 1935-45, w skali 1:12 (makiety muszą kształtem, malowaniem i oznakowaniem przypominać oryginał). W jednej „bitwie” uczestniczy siedem samolotów. Do każdego z nich przymocowana jest długa taśma. Walka rozpoczyna się po sygnale podanym przez sędziego głównego. Zawodnicy z okrzykiem bojowym podbiegają do swoich stanowisk, odpalają modele i startują w jak najkrótszym czasie. Podczas starcia liczy się precyzja, indywidualna taktyka i szczęście. Samoloty walczą według zasady „każdy z każdym”, a punkty zdobywa się za czas lotu i ścięcie taśmy przeciwnika (np. śmigłem czy skrzydłem). Dorobek punktowy może zostać zmniejszony za unikanie walki. Karane jest również przekroczenie modelem linii strefy bezpieczeństwa, która oddziela miejsce rywalizacji od pilotów i publiczności. – To bardzo ważne, ponieważ samoloty ważące powyżej kilograma potrafią osiągnąć prędkość 150 kilometrów na godzinę. Dlatego także zawodnicy muszą nosić kaski – tłumaczy Łukasz.


PASJE

Zabezpieczone głowy mają również sędziowie, którzy odgrywają bardzo ważną rolę w czasie zawodów. – Lot każdego zawodnika obserwuje jeden arbiter. Nie może nawet na chwilę odwrócić wzroku od samolotu, ponieważ sytuacja na górze zmienia się błyskawicznie i jest sporo bałaganu – mówi Andrzej. W czasie walki często dochodzi do kolizji modeli. Z nieba spadają wtedy fragmenty konstrukcji, a w powietrzu fruwają zerwane taśmy. – Wygląda to niezwykle widowiskowo i naprawdę przypomina potyczki myśliwców opisywane w książkach o Dywizjonie 303 – przekonuje Łukasz. Aircombat staje się coraz popularniejszą dyscypliną. W niektórych zawodach startuje nawet 60 modelarzy. Powstają także

nowe konkurencje, np. walki samolotów z czasów I wojny światowej. Wielu zwolenników zdobywają również bitwy, w których uczestniczą prostsze modele z silnikami elektrycznymi. Być może we wrześniu zawody takich właśnie samolotów będą mogli podziwiać także mieszkańcy Radomia. – Chcielibyśmy zorganizować imprezę promującą Aircombat. Modelarstwo to wspaniałe hobby. Duża dawka adrenaliny, czas spędzony na świeżym powietrzu i szansa na poznanie fantastycznych ludzi – wylicza Łukasz. RAFAŁ NATORSKI FOTO: ANNA DOBROWOLAŃSKA

Chcesz przyłączyć się do eskadry Hunters? Odwiedź stronę internetową

www.hunters.radom.pl

WARTO WIEDZIEĆ Aircombat nie jest tanim sportem. Na zawody warto zabrać więcej niż jeden model, żeby w razie kolizji mieć możliwość wymiany na inny. Samolot spalinowy kosztuje około 400 złotych. Za dobry silnik, który nie zawiedzie nas w czasie bitwy, zapłacimy również ok. 400 zł. Nadajnik i wyposażenie do sterowania samolotu to koszt przynajmniej 500 zł. Na szczęście nadajnik to najczęściej zakup jednorazowy i wykorzystuje się go do wszystkich posiadanych modeli. Ważne jest także dobre paliwo. Cena litra sięga nawet 20 zł. Samolot podczas 7-minutowego lotu spala około 0,1-0,2 l. Do sukcesów na niebie warto jednak dochodzić stopniowo, zaczynając od tańszego wyposażenia i własnoręcznie wykonanych modeli.

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  17


STYL ŻYCIA

Przyroda

w obiektywie Przez wiele tygodni tropił maleńką mysz zielną, uciekał przed niedźwiedzicą, a teraz marzy o spotkaniu z wilczą watahą – życie Sławomira Wąsika to niekończące się pasmo przygód. Na co dzień wybitny fotografik przyrody mieszka w małej wiosce niedaleko Pionek. 

J

anuszno – niewielka osada na skraju Puszczy Kozienickiej to oaza spokoju. Za domem Sławomira Wąsika rozciąga się łąka przecięta wstęgą rzeki Zagożdzonki. – Kiedy byłem małym chłopcem, spędzałem wakacje u wujka, który był tutaj gajowym. Dzięki niemu pokochałem przyrodę. Po latach postanowiłem zamieszkać w Janusznie – wyjaśnia Sławomir Wąsik. Puszcza towarzyszyła mu od zawsze. Z okna domu w rodzinnych Pionkach również rozpościerał się widok na las. Mały Sławek lubił uwieczniać ten obraz. – Najpierw były rysunki, ale szybko zamarzyłem o aparacie fotograficznym. Marzenie udało mi się zrealizować w wieku 15 lat. Zarobiłem pieniądze i pojechałem do Radomia kupić aparat marki Smiena. Ostatecznie zdecydowałem się na trochę tańszy sprzęt, a za resztę pieniędzy kupiłem album „Puszcza” Włodzimierza Puchalskiego. I tak się zaczęło – śmieje się nasz rozmówca. Dzisiaj Sławomir Wąsik jest jednym z najwybitniejszych fotografików przyrody w Polsce. W jego dorobku znajduje się wiele albumów i książek, filmów, wystaw oraz publikacji w czasopismach. I tysiące niezwykłych zdjęć 18  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

obrazujących piękno rodzimej natury. – Są widzialnym śladem mego zauroczenia. Łącznikiem między drżeniem mojego serca gdzieś w głuszy leśnej a tymi, którym chciałbym o tych cudach opowiedzieć – tłumaczy przyrodnik. Jego najnowszym dziełem jest książka „Ssaki Polski”, która ukazała się w maju. Przygotowanie tego wydawnictwa było niezwykłym wyzwaniem dla fotografa. W publikacji znalazły się zdjęcia wszystkich dziko żyjących gatunków. – Wśród nich jest wiele rzadkich zwierząt, bytujących w niedostęp-

nych miejscach albo aktywnych tylko nocą. Na przykład nietoperze, które upodobały sobie strychy domów. I jak je sfotografować? Czasem musiałem pojawiać się wieczorami w małych miejscowościach i obserwować domy przez lornetkę. Ich mieszkańcy brali mnie za potencjalnego włamywacza i wzywali policję – śmieje się Sławomir Wąsik. Większość polskich ssaków nie przekracza 20 centymetrów długości. Znalezienie ich norek jest trudnym zadaniem. – A to dopiero początek problemów. Nie jest łatwo przekonać do pozowania małą, płochliwą ryjówkę – przekonuje przyrodnik. Najbardziej kłopotliwe okazało się sfotografowanie myszki zielnej. Według znawców tego gatunku, gryzonia najłatwiej spotkać w południowo-wschodniej Polsce. – Szukałem go przez kilka dni w okolicach Hrubieszowa. Bezskutecznie. Pojechałem jeszcze raz i znowu nic. Aż pewnego dnia spacerując po łące niedaleko mojego domu, udało mi się złapać piękny okaz myszki zielnej. Nigdy nie trzeba tracić nadziei – mówi Sławomir Wąsik. O niezwykłych przygodach może opowiadać godzinami. Wiele z nich spisał


STYL ŻYCIA

w książce „Zwierzęta Polski. Spotkania”. Znajduje się tam także mrożąca krew w żyłach historia o „bliskim kontakcie” z niedźwiedzicą. – Pojechałem z 14-letnim wówczas synem w Tatry. Wczesnym rankiem wybraliśmy się na wyprawę w góry. Niosłem ciężki aparat na statywie, żeby w każdej chwili być gotowym na pstryknięcie zdjęcia. W pewnym momencie na nasz szlak wtoczyły się dwa prześliczne, małe niedźwiadki. Malce baraszkowały, a nigdzie nie widać było ich mamy. Niedźwiedzica pojawiła się w najmniej oczekiwanym miejscu: między nami a misiami. Stanęła na dwie łapy, ryknęła i pędem ruszyła w naszym kierunku. Rzuciliśmy się do ucieczki, ale kiedy

się odwróciłem, zobaczyłem, że zwierzę niemal frunie i za chwilę mnie dopadnie. Zatrzymałem się i wysunąłem przed siebie statyw aparatu. Niedźwiedzica też stanęła, spojrzała i odeszła w kierunku dzieci. Nogi miałem jak z waty. O fotografowaniu nawet nie pomyślałem, dopiero później drżącymi rękami wziąłem aparat i zrobiłem kilka zdjęć – relacjonuje Sławomir Wąsik. Przyrodnik ma już kolejny cel. Chciałby przygotować książkę i album o wilkach. – To fascynujące zwierzę, którego wizerunek znany z przerażających opowieści i bajek jest zupełnie nieprawdziwy. Jednak naprawdę dobre sfotografowanie wilka w naturze to jak wygrana w totolotku – mówi Sławomir Wąsik.

W poszukiwaniu ciekawych obiektów jeździ po całej Polsce, ale zawsze chętnie wraca do Puszczy Kozienickiej. – Mam tutaj wiele ulubionych miejsc: dolinę Zagożdżonki, Załamanek czy Ługi Helenowskie. Znam tu ścieżki i niezwykłe zakątki, które uwielbiam fotografować o różnych porach roku. Rano i wieczorem, w deszczu i słońcu. To moje miejsce na ziemi – mówi Sławomir Wąsik.  RAFAŁ NATORSKI FOTO: SŁAWOMIR WĄSIK i MICHAŁ WĄSIK

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  19


MOTO

Szranki i konkury Suzuki Grand Vitara może sprawić, że poczujesz się jak Piotruś Pan – wiecznie młody i chętnie spędzający czas na zabawie. Czy dużym chłopcom trzeba czegoś więcej? 

A

uto, które dostaliśmy do testów, wyposażone było w 2,4-litrowy silnik, moc maksymalną 169 KM i krzyczało: zabierzcie mnie w teren! Na początku przygody z Grand Vitarą można odnieść dziwne wrażenie, że jest to wołanie szaleńca. Potężna i dobrze „narysowana” linia skłania bardziej do postawienia tego modelu koło typowo miejskich SUV-ów niż obok terenowych potworów. Sytuacja trochę się zmienia, gdy zajrzymy w „papiery” auta. Stały napęd na cztery koła poprzez centralny mechanizm różnicowy czy reduktor nie brzmią już tak zabawkowo. Ale od początku. Wyglądu Grand Vitary nie trzeba nikomu opisywać. Jest to model dobrze znany na polskich drogach, w tej wersji oglądamy go od 2008 roku. Trochę więcej warto jednak opowiedzieć o wnętrzu pojazdu. To, co się rzuca w oczy, to dobrze dopasowana i wielofunkcyjna kierownica. Konsola nie razi po oczach dziesiątkami przycisków. Jest tylko to, czego nam naprawdę trze-

20  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

ba. Należy wspomnieć, że wszystko rozplanowano bardzo intuicyjnie i już przy pierwszym kontakcie każdą funkcję można dopasować do własnych potrzeb. Radio z CD, klimatyzacja – wszystko pod ręką. Dobrze spasowane, wygodne fotele sprawiają, że siedzi się przyjemnie i komfortowo. Skóra na siedzeniach i inne materiały użyte do wykończenia wyglądają porządnie i nie bardzo jest się tu czego czepić. Widoczność też w porządku – Suzuki zadbało i o ten punkt programu. Wszystko gotowe, więc startujemy. Jeżdżąc po polskich drogach, można przyzwyczaić się do „podskakiwania” i innych tego typu atrakcji. Wydaje się, że konstruktorzy z Kraju

Kwitnącej Wiśni, konstruując Grand Vitarę, myśleli właśnie o nas. Auto „płynie” i niestraszna mu żadna droga, nawet jeśli ma nawierzchnię jak radomska ulica Wolność. Co tam doły, co tam górki, jedziemy i już! Siedzi się wysoko, co sprawia, że można poczuć się bezpiecznie i nawet na nierównościach pojechać trochę szybciej niż maluchem. Ponad półtoratonowe auto spokojnie radzi sobie także na odcinkach, gdzie można trochę przyspieszyć. Napęd 4x4 potrafi utrzymać samochód w obranym przez nas torze jazdy. A jak już jesteśmy przy tym „4x4”, to gdzieś tam w tle cały czas słychać wołanie „zabierz mnie w teren”, więc uciekamy z utwardzonych dróg… Tor na Koniówce wydaje się idealnym miejscem do testowania aut z off-roadowymi ambicjami. Już sam wjazd jest nie do pokonania dla normalnego samochodu. Cóż, w salonie Suzuki mówili, że się da przejechać, więc jedziemy. I jakoś dziwnie okazuje się, że dajemy radę.


MOTO Ale frajda! Piach po kolana, górki, a Suzuki i tak „idzie”. Reduktor też robi niezłą robotę, zakopać się tym autem, to musi być niezły wyczyn. Nie spodziewałem się, że taka jazda może sprawić tyle przyjemności. Może czas się zastanowić nad zostaniem myśliwym albo choćby wędkarzem, żeby mieć pretekst do przejażdżek dzikimi drogami? Na pewno do takiego wykorzystania Grand Vitara świetnie się nadaje. Spory bagażnik, dużo miejsca na tylnych kanapach powoduje, że zmieści się upolowany dzik, paru (słusznie zbudowanych) myśliwych albo… zakupy, które trzeba nosić za żoną. Podsumowując, Grand Vitara to nie jest auto tylko dla grzecznych i przykładnych obywateli. Zupełnie inną twarz pokazuje w terenach niezurbanizowanych. Nadaje się świetnie oczywiście do miejskich przejażdżek z punktu A do punktu B, ale wykorzystywanie tego auta tylko do takich celów, to jak trzymanie bernardyna w 30-metrowej kawalerce. GRZESIEK KOWALCZYK

Auto do testów użyczył: Autoryzowany Dealer Suzuki A.S. R.Bińkowski, ul. Chrobrego 22, 26-600 Radom

Każdy, kto przyjdzie do Salonu Suzuki z tym wydaniem Salt@Pepper, otrzyma upominek.

Auto do testów użyczył Autoniss – Autoryzowany Dealer Nissan, Radom, ul. Kielecka 67.

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  21


SESJA

Szybka i piękna

Benzynę mam we krwi – twierdzi Monika Jaworska, która w wyścigach motocyklowych bez kompleksów rywalizuje z mężczyznami i w niczym nie przeszkadza jej fakt, że jest osobą niesłyszącą. Salt@Pepper spędził dzień w towarzystwie najszybszej Polki. 

M

onika to młoda, ładna i uśmiechnięta kobieta. Podczas udzielania wywiadu, a także sesji zdjęciowej jest lekko speszona. Jednak zawstydzenie błyskawicznie znika, gdy dziewczyna wsiada na sportową Yamahę R6. W jej oczach pojawiają się ogniki, a twarz rozjaśnia wielki uśmiech. – Motor zawsze poprawia mi nastrój – tłumaczy. Miłość do motocykli pojawiła się bardzo wcześnie. – Kiedy byłam małą dziewczynką, mama kupowała mi lalki, ale wcale ich nie chciałam. Podbierałam bratu samochodziki i całymi dniami bawiłam się, rozbierając je na części – śmieje się Monika. Tata woził ją do przedszkola skuterem. Czasem pozwalał córce siadać z przodu i podkręcać gaz. – Gdy miałam osiem lat jeździłam już sama, a w wielu 12 lat dostałam własny skuter – opowiada. Pojazd z niezbyt mocnym silnikiem szybko przestał Monice wystarczać. Zmieniła go na sportowy model Suzuki – AY50 Katana. Niedługo później dziewczyna przesiadała się na motocykl. – Podczas jednej z wizyt w salonie, jego właściciel zaproponował mi start w zawodach. Spróbowałam i złapałam bakcyla – wyjaśnia. Pasja Moniki spędzała sen z powiek jej mamie. Tak jest zresztą do dzisiaj. – Mama boi się o mnie, dlatego nie widziała na żywo żadnych zawodów z moim udziałem. Tata jest bardziej twardy, bo uprawiał sport i rozumie zamiłowanie do szybkości.

22  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

Jednak on też przeżywa każdy wyścig – opowiada motocyklistka. Obawy mamy są uzasadnione, ponieważ Monika zaliczyła już kilka kraks. Najpoważniejsza z nich zakończyła się pęknięciem miednicy. – Wypadek zdarzył się pierwszego dnia zawodów na torze Poznań. Ubłagałam lekarza, żeby pozwolił mi jednak wystartować. Kiedy obudziłam się rano, ból był tak duży, że nie mogłam chodzić. Jednak zapomniałam o nim, gdy zapaliły się zielone światła na starcie. W wyścigu zajęłam trzecie miejsce – śmieje się Monika.

Przekonuje, że jazda na motorze to dla niej najlepsze lekarstwo. – Gdy w dzieciństwie byłam chora i musiałam leżeć w łóżku, zaraz po wyjściu rodziców wskakiwałam na skuter i od razu lepiej się czułam – opowiada. W Polsce nie organizuje się zawodów motorowych dla kobiet. Jednak Monice to nie przeszkadza. – Faceci jeżdżą płynniej i popełniają mniej błędów – twierdzi. W wyścigach bez kompleksów rywalizuje z mężczyznami i często z nimi wygry-

wa. Największy sukces osiągnęła podczas ostatniej rundy mistrzostw Polski w Poznaniu. Monika zwyciężyła imprezę rozgrywaną w bardzo trudnych, deszczowych warunkach. W tym sezonie weźmie także udział w cyklu kobiecych wyścigów motocyklowych we Włoszech. Patronem zawodów jest Beatrice Bossini, która zginęła podczas imprezy na torze w Rijece. – To była świetna motocyklistka. Miałam przyjemność startować z nią podczas wyścigu na torze Magione w 2009 roku – opowiada Monika. Nasza rozmówczyni ma wiele marzeń. Większość z nich kręci się oczywiście wokół sportów motorowych. W maju Monika spróbowała swoich sił w motocrossie, podczas Pucharu Polski Kobiet. Gościem imprezy była Ashley Fiolek, dwukrotna złota medalistka X Games. Dla Moniki spotkanie z amerykańską gwiazdą miało szczególne znaczenie, ponieważ Ashley jest również osobą niesłyszącą. – Podobnie jak mnie, nie przeszkadza jej to w realizowaniu pasji. Dlatego radzę wszystkim niesłyszącym: miejcie odwagę wyjść z domu i nie zamykajcie się tylko w swoim środowisku – apeluje Monika.  RAFAŁ NATORSKI FOTO: ŁUKASZ WÓJCIK WWW.FABRYKASTUDIO.PL MAKE UP I STYLIZACJA: EWELINA SZCZYPIOR


SESJA

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  23


SESJA

24  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper


SESJA

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  25


MODA

Kapeluszowe

trendy

Wraca moda na kapelusze. Efektowne nakrycie głowy jest w tym sezonie obowiązkowym dopełnieniem letniego stroju każdej kobiety. Można je nosić praktycznie do wszystkiego. 

S

tarannie dobrany kapelusz może stać się modnym i zjawiskowym dodatkiem. Szczególnie poleca się go paniom, które nie lubią upinać włosów. Znakomicie pasuje do letnich spódniczek i plażowych sukienek, skutecznie ochroni przed słońcem. Podkreśla nasz styl, a także dodaje elegancji i szyku. Jakie kapelusze są najmodniejsze w tym sezonie? Na przykład fedora – nieduży z rondem i wklęsłą fałdką wzdłuż główki, który idealnie skomponuje się z obcisłymi spodniami czy legginsami i luźnymi bluzkami. Ten fason – do niedawna noszony wyłącznie przez mężczyzn – można łączyć również z żakietami czy prostymi topami. Fedora świetnie komponuje się z rozpuszczonymi, lekko pofalowanymi włosami albo luźno zaplecionym warkoczem. Ogromnym zainteresowaniem stylistów i projektantów cieszą się także kapelusze z dużym i pofalowanym rondem, wykonanym z delikatnego materiału, dzięki czemu można go samodzielnie ułożyć. Same możemy zdecydować, z której strony i jak powinno być ustawione rondo kapelusza. Ten model szczególnie twarzowo wygląda u pań, które mają długie włosy. Kapelusze z rafii przywodzą na myśl słomkowe, letnie nakrycia głowy, a co za

26  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

tym idzie – kojarzą się z wakacjami i słońcem. W tym sezonie modne są czarne kapelusze z rafii z delikatnymi ozdobami, które mogą mieć postać nadruków. Najpopularniejsze są motywy kwiatowe, ale

również wizerunki motyli lub figur geometrycznych. Kapelusze z rafii są idealne na ciepłe dni. Mogą mieć różne kształty: od tzw. kasków do stylizowanych na nakrycia głowy kowbojów, znane z westernów.

Na topie są wciąż eleganckie toczki ozdobione kokardkami. To specyficzne nakrycie głowy, które zdaniem niektórych jest bardziej ozdobą niż typowym kapeluszem. Nie zmienia to jednak faktu, że toczki pasują do klasycznego, eleganckiego, wyjściowego stroju, np. czarnej sukienki. Są tez uniwersalne, będą świetnie wyglądać zarówno u pań z długimi włosami, jak i u kobiet z bardzo krótką fryzurką. Warto zwracać uwagę na kapelusze dwu- lub trójkolorowe. Ciekawie prezentują się nakrycia z rafii z postrzępionym rondem, które wyglądają jak ozdobione frędzlami. Mile widziane są różnego rodzaju kokardki, paski, taśmy i wstążki na kapeluszach. Pamiętajmy jednak, żeby kapelusza nie kupować „w ciemno”, np. przez internet. Wcześniej trzeba go bowiem przymierzyć. Kapelusz nie może być zbyt duży, bo będzie spadał. Poza tym w nietrafionym rozmiarze będziesz wyglądała po prostu nienaturalnie. Nakrycie głowy musi być także dopasowane do kształtu twarzy. Inny kapelusz pasuje do okrągłej buzi, a inny do owalnej.  JULA


MODA

Styl ulicy

Nie musimy wyjeżdżać do Mediolanu, Paryża czy Warszawy, żeby spotkać interesująco ubranych ludzi. Wystarczy spacer po radomskich ulicach. „Salt@Pepper” zaprasza na modowe badanie opinii publicznej.  Anatol Modzelewski

Lubię różnorodność. Staram się wyróżniać z szarej masy, więc czasami łączę rzeczy, które wydają się w ogóle do siebie nie pasować, a efekt wychodzi ciekawy. Skąd czerpię inspiracje modowe? Z różnych źródeł. Mogą to być gwiazdy podpatrzone w telewizji czy gazecie, obejrzane pokazy mody, a najczęściej ludzie zauważeni na ulicy. Z shoppingiem bywa różnie. Lubię się przejść po galerii handlowej, obserwować nowe kolekcje i jeśli już mi się coś spodoba, to kupić. Często odwiedzam też second handy, gdzie można znaleźć prawdziwe perełki.

Daria Kuchniak

Lubię styl vintage. Generalnie moje ubrania muszą być jak najbardziej kobiece. Staram się podkreślać swoje atuty i maskować to, co mi się nie podoba. Inspirują mnie internetowe blogi poświęcone modzie. Czasem oglądam pokazy nowych kolekcji, ale zwykle zakładam to, w czym się po prostu dobrze czuję. Większość ubrań kupuję w ciucholandach. Moim zdaniem w Radomiu są najlepsze second handy w Polsce.

Salt@Pepper Salt@Pepper CZERWIEC MAJ 2011  27


ŚWIAT DZIECKA

Zdrowe stopy dziecka Nemo, Gucio, Paputki i Profilek – pod tymi nazwami kryją się nowoczesne modele dziecięcych butów, które zabezpieczają prawidłowy rozwój oraz funkcjonowanie stopy naszej pociechy. Kupimy je w radomskim sklepie Oliwia Kids Gallery. 

W

salonie przy ul. Paderewskiego 17 znajdziemy obuwie zapewniające optymalny komfort dla stóp dziecka oraz korygujące istniejące już wady m.in. koślawość kolan i stóp, płaskostopie, szpakowatość kolan i stóp. Kolekcje Nemo, Gucio, Paputki czy Profilek są wyprofilowane i dostosowane do fizjologicznej budowy stopy. Dzięki temu obuwie zabezpiecza prawidłowy rozwój i funkcjonowanie stopy dziecka. Wszystkie buty oferowane przez Oliwia Kids Gallery posiadają atest „Znak Zdrowa Stopa”, co gwarantuje, że są wykonane prawidłowo pod względem konstrukcyjnym, technologicznym i materiałowym. Obuwie dostępne jest do rozmiaru 36. Nowością w asortymencie Oliwia Kids Gallery są Paputki ze skóry jagnięcej.

To idealne rozwiązanie dla maluchów próbujących stawiać pierwsze kroki, jak również dla starszych dzieci. Miękkie buciki umożliwiają swobodne zginanie palców, co pomaga w kształtowaniu się mięśni i sklepienia stóp. Hitem tego sezonu są buty Gucio. Zastosowano w nich unikalne rozwiązanie – samousztywniający się tylnik, który dopasowuje się do szerokości stopy dziecka. Podczas chodzenia, zapiętek współpracuje ze stópką, pionując kość piętową do stawu skokowego. Pamiętajmy, że stopa rozwija się najbardziej intensywnie w pierwszych latach życia. Dlatego tak ważne jest kupowanie obuwia gwarantującego prawidłowy rozwój dziecięcej stopy.  Więcej informacji na stronie www.oliwiakidsgallery.pl

OLIWIA KIDS GALLERY RADOM UL. PADEREWSKIEGO 17 LOK. 8, TEL. 728 796 178

Gasimy pragnienie O tej porze roku wzrasta zapotrzebowanie dzieci na płyny. Podpowiadamy, jakie napoje są najlepsze dla naszego malucha i ile powinien ich latem wypijać. 

N

iemowlaki muszą przyjmować dziennie 100 ml płynów na kilogram ciała. W najlepszej sytuacji są dzieci karmione piersią. Pokarm matki jest bowiem najlepszym źródłem wody. W 5-6 miesiącu możemy podać dziecku kilka łyżeczek soku z marchwi lub jabłka, bez dodatku cukru. Dobrze by było, gdyby owoce i warzywa pochodziły z upraw ekologicznych. Pragnienie maluszka ugasi również woda niskozmineralizowana, ale zawsze musi być przegotowana. Dzieci w wieku przedszkolnym mają nieco większy wybór napojów, ale również większe zapotrzebowanie na płyny – 1,5-2 litry dziennie (wliczając zupę, mleko czy owoce). Starajmy się jak najdłużej chronić naszą pociechę przed gazowanymi i słodzonymi „wynalazkami”. Doskonałym uzupełnieniem składników mineralnych jest butelkowana woda z naturalnych źródeł.

28  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

Soki owocowe i warzywne możemy przyrządzać sami lub kupić gotowe. W sklepie dokładnie przeczytajmy skład napojów, ponieważ wiele z nich zawiera sporo cukru. Podawane w dużych ilościach mogą powodować otyłość. Jeśli mamy w domu niejadka, to pamiętajmy, że słodkie napoje hamują apetyt. Podczas upałów bardzo dobre są koktajle. Dostarczają dziecku sporo wapnia, gdyż przygotowywane są na kefirze, mleku lub jogurcie. Wystarczy, że zmiksujemy je z sezonowymi owocami. Dzieciom możemy też podawać różne herbatki owocowe lub ziołowe. Nie należy serwować herbaty czarnej, która zawiera niekorzystną dla młodego organizmu teinę. 


KOBIETA

Światłem i falą

Latem chętnie odsłaniamy nasze wdzięki. Problemem bywa jednak nadmierne owłosienie. Jego skuteczne i trwałe usunięcie umożliwia fotodepilacja, którą profesjonalnie wykonuje radomski salon Expelos. 

F

otodepilacja to najnowocześniejszy i bezinwazyjny sposób walki z niechcianymi włoskami. Urządzenie E-light wykorzystuje pulsujące światło oraz fale radiowe. Dzięki swojej innowacyjnej formule jest skuteczne zarówno w przypadku włosów ciemnych, jak i jasnych. Zabieg fotodepilacji działa jedynie na włosy w fazie wzrostu, dlatego należy go powtarzać co cztery tygodnie. – Żeby pozbyć się zbędnego owłosienia, powinniśmy wykonać od trzech do pięciu sesji – tłumaczy Agnieszka Podsiadła z radomskiego salonu Expelos. Efekty fotodepilacji utrzymują się z reguły kilka lat. Jeśli jednak po pewnym czasie włosy odrosną, są one znacznie rzadsze, cieńsze i jaśniejsze, a proces ich wzrostu zostaje wyraźnie spowolnio-

ny. W takiej sytuacji zalecany jest jeden dodatkowy zabieg utrwalający. Do fotodepilacji trzeba się odpowiednio przygotować. Nie powinniśmy opalać skóry na minimum dwa tygodnie przed zabiegiem, a także depilować woskiem, pęsetą czy depilatorem przez miesiąc. Na tydzień przed wizytą w salonie należy zrezygnować ze stosowania kremów do depilacji, a także różnego rodzaju kosmetyków złuszczających. Zabieg można wykonać nie wcześniej niż w tydzień po odstawieniu leków z grupy aspiryny. Na kilka dni przed sesją fotodepilacyjną skórę trzeba ogolić, natomiast bezpośrednio przed zabiegiem umyć, osuszyć i niczym nie smarować.

SALON EXPELOS RADOM, UL. NARUTOWICZA 1 radom@expelos.pl www.expelos.pl

Z tym numerem Salt@Pepper

rabat 20%

na zabieg fotodepilacji

Subtelne rumieńce Nic tak skutecznie nie odświeży zmęczonej i suchej cery jak odrobina różu w kremie. Odpowiednio dobrany i zaaplikowany potrafi dodać twarzy dziewczęcego blasku oraz zalotnych rumieńców. 

R

óż staraj się zawsze aplikować na nawilżoną skórę twarzy. Nałożony na podkład sprawi, że makijaż będzie wydawał się ciężki oraz mało subtelny. Zanim użyjesz kosmetyku, roześmiej się szeroko. Dzięki temu zobaczysz, które miejsca na twarzy uwypuklają się podczas uśmiechu. To właśnie owe „wypukłości” powinny zostać podkreślone różem. Teraz nałóż preparat na opuszki palców i kolistymi ruchami rozetrzyj na kościach policzkowych. Rozcieraj tak długo, aż uzyskasz pożądany efekt subtelnych rumieńców. Jeśli potem zamierzasz nałożyć podkład, możesz użyć odrobinę więcej różu. Nawet najbardziej zmęczonej twarzy świeżości dodadzą kosmetyki

w kolorze jasnego różu, malin oraz w odcieniach brzoskwini. Jeśli jesteś opalona, możesz wybrać róż z domieszką pigmentu karmelowego. Makijaż wykończysz, muskając skórę twarzy sypkim pudrem transparentnym. Róż w kremie jest wręcz ekspresowy w nakładaniu. Idealny na lato oraz niezbędny podczas urlopu. Róże w postaci sztyftów są wyjątkowo wygodne i świetnie nadają się na wakacyjne wyjazdy. Kosmetyk jest lekki i delikatny. Gdy nałożysz go za dużo, wystarczy rozetrzeć skórę palcami – nadmiar zostanie usunięty. 

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  29


ZDROWIE

Chwila dla skóry Nie możesz poradzić sobie z trądzikiem, bliznami czy zmarszczkami? Przedstawiamy rozwiązanie kłopotów: aqua-oxybrazję – rewolucyjną metodę pielęgnacji skóry stosowaną przez poradnię medycyny estetycznej Polmed Radom, która realizuje nowatorski program „Zatrzymaj czas”. 

T

o nowa propozycja na rynku medycyny estetycznej. – Urządzenie, którym dysponujemy, bombarduje skórę sprężonym tlenem z rozdrobnionymi kropelkami soli fizjologicznej (czyli wodnego roztworu chlorku sodu – przyp. red.). W ten sposób złuszczamy martwe komórki naskórka – tłumaczy dr Roman Kowal z Polmed Radom. – Jest to zabieg znacznie łagodniejszy i przyjemniejszy od tradycyjnej mikrodermabrazji, ponieważ nie ściera naskórka mechanicznie, co

Biała niedziela Wspaniałe możliwości współczesnej medycyny estetycznej będzie można poznać podczas „dnia otwartego”, na który przychodnia Polmed Radom zaprasza 19 czerwca. Zaplanowano m.in. bezpłatne konsultacje lekarskie. Zapisy przyjmowane są pod numerem 609 800 008.

30  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

może wywoływać podrażnienia – wyjaśnia dr Kowal. Dlatego aqua-oxybrazję poleca się również osobom o skórze naczynkowej i szczególnie wrażliwej. Zabieg jest całkowicie bezpieczny i bezbolesny. Jakich problemów możemy pozbyć się dzięki nowej technologii? Tlen i sól fizjologiczna usuwają zmarszczki (wokół ust i oczu, na szyi oraz między brwiami) i trądzik (zaskórniki, wągry). Po zabiegu skóra jest oczyszczona i odmłodzona. Wzrasta także jej elastyczność. Wystarczy jeden zabieg, żeby skóra stała się gładka i wypoczęta. Jednak jeśli chcemy poprawić ją na dłużej, potrzebujemy 4-6 sesji, przeprowadzanych w odstępie 2-4 tygodni. Zabieg może być połączony z wprowadzaniem witaminy C lub innych substancji czynnych. – Dla naszych pacjentów przygotowaliśmy letnią promocję. Po wykupieniu pakietu pięciu zabiegów, szósty otrzymujemy gratis – wyjaśnia dr Roman Kowal. Dodaje, że

w przeciwieństwie do innych tego typu metod, aqua-oxybrazję można wykonywać przez cały rok. Warto zatem odwiedzić poradnię medycyny estetycznej Polmed Radom nawet w wakacje, kiedy jesteśmy mocno opaleni. JULA

Zatrzymajmy czas Na czym polega program „Zatrzymaj czas”? – Zapraszamy osoby, które nie są zadowolone ze swojego ciała i chciałyby to zmienić. Oferujemy kompleksowe podejście do tematu. Od szybkich sposobów, czyli zabiegów modelowania sylwetki, aż po sesje ćwiczeń aerobowych i zmianę sposobu odżywiania. Nasi specjaliści przygotują indywidualny plan działania – informuje dr Roman Kowal.


ZDROWIE

Salt@Pepper Salt@Pepper CZERWIEC MAJ 2011  31


ZDROWIE

Walczymy

z nadwagą

Lato to idealny moment na rozpoczęcie walki ze zbędnymi kilogramami. Kluczem do sukcesu jest połączenie dobrze zbilansowanej diety i mądrze zaaplikowanego programu aktywności fizycznej. 

W

edług badań przeprowadzonych przez specjalistów z Akademii Medycznej w Gdańsku 52 proc. Polaków ma nadwagę, a blisko 30 proc. cierpi na otyłość. Główne przyczyny tego zjawiska to brak ruchu oraz złe nawyki żywieniowe. Ludzie otyli zgłaszają się do lekarza rodzinnego średnio dziewięć razy w roku, a osoby z nadwagą – sześć razy. Najlepszą metodą na radykalne zmniejszenie liczby wizyt w gabinetach medycznych jest zmiana przyzwyczajeń. Gazety i portale internetowe są pełne porad z zakresu dietetyki żywieniowej. Znacznie trudniej znaleźć pomoc dotyczącą ćwiczeń gimnastycznych. Przygotowałem dla Państwa trzy zestawy ćwiczeń (po jednym na każdy dzień), które można wykonywać zarówno w domu, jak i na świeżym powietrzu. Osoby niewytrenowa-

ne powinny zaczynać od mniejszej ilości powtórzeń – serię kończymy, gdy odczuwamy zmęczenie. Pomiędzy seriami niezbędna jest przerwa na odpoczynek, trwająca do 2 minut. Każdy trening rozpoczynamy od rozgrzewki. Przeznaczamy 5 minut na właściwe rozgrzanie wszystkich grup mięśniowych poprzez: krążenia głowy (karku) w prawo i lewo, krążenia w przód i tył z dłońmi na barkach, wymachy ramion naprzemienne – w przód i tył, krążenia bioder w prawo i lewo, krążenia nadgarstków – w lewo i prawo, skłony tułowia w przód – w pozycji rozkrocznej, wymachy nóg w przód i tył – przy ścianie, krążenie w przód i tył z nogami złączonymi w stawach kolanowych oraz dłońmi na kolanach, stanie na palcach i krążenie stawów skokowych w prawo i lewo, trucht w miejscu.

KONSULTACJA: ANDRZEJ SZRENFER – Manager klubu LIFE Health & Fitness w Aquapark Radom

ZESTAW A

ZESTAW B

ZESTAW C

1. Pompki z dłońmi na szerokość barków; dla pań – pompki na kolanach (4-5 serii); 2. Pompki z oparciem się o ścianę lub drzewo (2-4 serie); 3. Wspięcia na palce na obu nogach (4-6 serii); 4. Wypad w przód, noga wykroczna wyprostowana, kąt 90 stopni, noga zakroczna wyprostowana – przytrzymanie do 5 sekund, cztery powtórzenia i zmiana nogi; 5. Unoszenie tułowia z leżenia przodem na brzuchu (4-5 serii); 6. Zginanie ramion z ciężarem (może być to np. torba z cukrem) na stojąco (4-5 serii); 7. Trucht w miejscu przez minutę (3 serie).

1. W pozycji stojącej naprzemianstronne wznosy ramion z obciążeniem (4-5 serii); 2. W pozycji stojącej, tyłem do ściany – skręty tułowia dotykając ściany i skręcając tułów z lewej i prawej strony (4-5 serii); 3. Oparcie pleców o ścianę, wykonanie przysiadu tak, aby kąt zgięcia nóg w kolanach wynosił 90 stopni, plecy cały czas oparte o ścianę –musimy wytrzymać 15 sekund (3 serie); 4. Wspięcia na palce (na jednej nodze) (4-6 serii); 5. Skłony tułowia naprzemianstronnie w leżeniu na plecach – zadbajmy o kręgosłup w odcinku lędźwiowym (4-5 serii); 6. Trucht w miejscu przez minutę (3 serie).

1. Przysiady pełne z ramionami przed sobą (4-5 serii); 2. Wykroki w przód na przemian (4-5 serii); 3. Leżenie na plecach i wykonywanie nożyc (4-5 serii); 4. Unoszenia nóg w leżeniu na plecach na przemian, czyli rowerek (4-5 serii); 5. Unoszenie nóg i ramion leżąc na brzuchu; wytrzymujemy przez 5 sekund (5 serii po 10 powtórzeń); 6. Skłony tułowia w leżeniu tyłem – opuszkami palców chwytamy głowę (4-5 serii); 7. Trucht w miejscu przez minutę (3 serie).

32  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper


TAM I Z POWROTEM

Nad

Złotą Rzeką „Tam i z powrotem” to cykl, w którym chcemy przybliżyć interesujące zakątki świata. Tym razem radomianie Monika i Mariusz Purc zabierają nas w fotograficzną podróż po Porto i dolinie rzeki Douro. 

Zapach Porto

Uszka w fasoli

Azulejos

Dolina Złotej Rzeki

Miasto wita nas sześcioma mostami unoszącymi się nad Douro, zapachem pieczonych sardynek i ledwo wyczuwalnym aromatem słodkiego wina. Od czasów Rzymian kwitnie tu handel. Przed wiekami przyprawami i złotem sprowadzanymi z nadmorskich kolonii, dziś wyśmienitymi winami i najsłynniejszym z nich – porto.

Wszędzie, gdzie docieramy, witają nas błękitne i nostalgiczne obrazy z dziejów Portugalii – kraju wielkich odkrywców oraz natchnionych artystów. Azulejos znaczy w języku arabskim „mały, wypolerowany kamień”, który zachwyca w kościołach, urzędach i kawiarniach, na dworcach i domach, a nawet w miejskich toaletach.

Na nabrzeżu, w cieniu magicznego, dwupoziomowego mostu Ponte Dom Luis I rozciąga się stara dzielnica portowa wpisana na listę UNESCO. Tuż obok cumują Barco Rabelos (łodzie używane niegdyś do transportu wina). Przysiadamy w małym barze. Zaintrygowała nas potrwa o nazwie tripas. Okazuje się jednak, że są to... świńskie uszka w fasoli. Za to wino wyborne.

Douro wije się wzdłuż tarasowych zboczy gór porośniętych malowniczymi winnicami, na odcinku blisko 200 km – od granicy z Hiszpanią aż do morza. Można podziwiać ją z pokładu turystycznych statków, my jednak wybraliśmy się w cudowną podróż kolejką biegnącą nad rzeką. Doat do Pinhao, miasteczka, gdzie czas zatrzymał się w zachwycie nad słońcem, ciszą i pięknem natury.

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  33


NA OSTRZU NOŻA

Truskawkowe

inspiracje

Beatę i Pawła łączy wspólna pasja, czyli gotowanie. W tym numerze dzielą się z nami przepisami, w których główną rolę gra truskawka. Życzymy smacznego! 

Sałatka truskawkowo-warzywna • garść liści młodego szpinaku • 8 truskawek, pokrojonych w plasterki lub cząstki • pół pomarańczy, pokrojonej na cząstki oraz wyciśnięty sok z drugiej połówki • łyżka miodu • 3 łyżki jogurtu naturalnego • łyżeczka brązowego cukru

W czerwcu na naszym stole królują truskawki. Najczęściej jemy je ze słodką śmietanką czy posypane cukrem. Dziś proponuję coś zupełnie innego, ale nie mniej pysznego – bardzo lekką i orzeźwiająca sałatkę z truskawkowo-warzywną. Szpinak dokładnie myję, osuszam i wkładam do miski, dodaję truskawki i cząstki pomarańczy. Sok z drugiej połówki pomarańczy mieszam z miodem i polewam sałatkę. Polewam jogurtem i posypuję brązowym cukrem. Sałatkę można również posypać otrębami pszennymi czy owsianymi. Efekt smakowy będzie wtedy jeszcze bardziej interesujący.

BEATA – lektor języka angielskiego, wielbicielka talentu Emily Dickinson oraz długich spacerów. Poznawanie świata i jego smaków uważa za największą przygodę! Przygotujcie się na niezwykłe doznania kulinarne. 34  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

Biszkoptowa babka z truskawkami Mus truskawkowy • 1,3 szklanki mąki tortowej o cytrusowym aromacie: • 1,6 szklanki cukru pudru • 2 szklanki świeżych, • 1,3 szklanki cukru umytych truskawek • 2 szklanki świeżych truskawek • 0,25 szklanki cukru • 2 szklanki białka jaj (ok. 16 sztuk sok i skórka z jednej o temperaturze pokojowej limonki • łyżeczka proszku do pieczenia • 1,5 łyżeczki aromatu waniliowego • szczypta soli • skórka i sok z jednej limonki, cytryny i pomarańczy Trzykrotnie przesiewam mąkę z cukrem pudrem. Ubijam pianę z białek, do której dosypuję proszek do pieczenia, sól, a na końcu stopniowo cukier i ubijam, aż piana stanie się sztywna. Wlewam aromat waniliowy. W trzech porcjach dodaję do piany mąkę z cukrem pudrem i mieszam. Ciasto przekładam delikatnie do formy do pieczenia babek. Piekę 40-50 minut w temperaturze 175 stopni. Po upieczeniu zostawiam w piekarniku jeszcze przez pół godziny. Po wyjęciu studzę biszkopt w formie odwróconej do góry dnem. Szerokim nożem oddzielam ciasto od formy i delikatnie poklepując od wierzchu, wysuwam biszkopt. Kroję truskawki na ćwiartki, mieszam z sokiem i skórką z cytrusów. Nadzienie wkładam do wnętrza ciasta. Posypuję biszkopt cukrem pudrem. Ciasto najlepiej smakuje z musem. Zgniatam truskawki z cukrem oraz sokiem i skórką z limonki, a później przecieram puree przez sito.

Paweł – pracuje w branży reklamowej, ale lubi sprawdzać się także w innych dziedzinach. Ostatnio pasjonuje go dziennikarstwo i tworzenie internetowego bloga, gdzie nie szczędzi krytyki absurdom spotykanym w codziennym życiu.


WINNICA

Zdrowa woda

siły doda Nie ma koloru, smaku czy zapachu, a jednak jest niezbędna każdemu organizmowi. Potrzebuje jej zarówno potężny słoń, jak i niewidoczna bakteria. Bez wody nie ma życia. 

DOBRY WPŁYW Dobroczynny wpływ czerwonego wina i ciemnej czekolady na myślenie udowodnili badacze z angielskiego Northumbria University. Najlepiej, jeśli spożywamy je razem. 

Z

arówno czerwone wina, jak i czekolada zawierają dobroczynne dla naszego zdrowia związki zwane polifenolami. Angielscy uczeni udowodnili, że należący do tych substancji, obecny w czerwonym winie rezweratrol rozszerza naczynia krwionośne w mózgu. Uczestników badania poproszono też o rozwiązywanie testów matematycznych. Niestety, pochodząca z wina substancja w pojedynkę nie zwiększyła obliczeniowych zdolności uczestników eksperymentu. Udało się to dopiero mieszance różnych polifenoli. Po jej wypiciu, ochotnicy znacznie lepiej radzili sobie z zadaniami matematycznymi. Wykonywali je nie tylko dokładniej, ale na ich rozwiązanie potrzebowali mniej czasu. Wniosek jest oczywisty – czekolada i wino najlepiej działają w połączeniu. Dobry wpływ czerwonego wina na zdrowie nie

podlega dyskusji. Trunek jest bowiem prawdziwym „koktajlem witaminowym” i skarbnicą potrzebnych organizmowi substancji mineralnych: potasu, magnezu czy sodu. Najcenniejszym polifenolem jest zawarta w pestkach winogron tanina, która działa ściągająco, przeciwzapalnie i przeciwkrwotocznie. Osoby raczące się winem mają niższy poziom cholesterolu, są mniej podatne na zawały serca czy choroby nowotworowe. Trunek przyspiesza metabolizm, osłania żołądek przed wrzodami i zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę. Pamiętajmy jednak, że dobroczynne właściwości ma tylko wino spożywane z umiarem. Dla mężczyzn sugerowana dzienna dawka to 2-3 kieliszki po 100 ml, a dla kobiety – 1-2 kieliszki. MARCIN WOŁOSZCZAK WWW.WINAMARCINA.PL

Co łączy organizm człowieka i powierzchnię naszej planety? W 75 procentach składają się z wody. Znajduje się ona w każdej naszej tkance i podtrzymuje wszystkie procesy biologiczne, które jednak zużywają sporo zapasów życiodajnego płynu. Dziennie tracimy średnio dwa litry i taką samą ilość powinniśmy dostarczać ponownie, żeby wszystko działało jak należy. Niedobór wody wpływa na pracę naszego mózgu. Objawami mogą być kłopoty z pamięcią czy koncentracją. Dlaczego tak się dzieje? Tkanka mózgowa składa się aż z 80 procent wody, która ma udział w rozprowadzaniu białek, enzymów oraz składników odżywczych. Pamiętając o odpowiednim nawodnieniu organizmu, uchronimy się przed wieloma dolegliwościami, np. zapaleniem stawów. Dzięki regularnemu dostarczaniu płynów szybciej pozbywamy się toksyn. Woda oczyszcza również organizm z nadmiaru soli. Osoby dbające o sylwetkę doskonale wiedzą, że H2O pomaga zrzucić zbędne kilogramy. Woda nie ma kalorii i skutecznie zapełnia żołądek, dzięki czemu nie musimy sięgać po tuczące przekąski. Przyspiesza również metabolizm, co

oznacza lepsze spalanie jedzenia i zmniejszone odkładanie się składników w tkance tłuszczowej. Wody nie powinniśmy jednak pić w trakcie ani zaraz po posiłku, gdyż zmniejsza ona stężenie kwasów trawiennych w żołądku. Bardzo wskazana jest natomiast szklanka płynu przed snem, która fantastycznie oczyszcza organizm. Wniosek? Butelkę wody zawsze warto mieć pod ręką. Ułatwia nam to firma Pierrot, która oferuje dostawę naturalnej wody źródlanej w każde wskazane miejsce. 

Więcej szczegółów na www.wodapierrot.pl Salt@Pepper CZERWIEC 2011  35


TEATR

Budzimy emocje Przeszłość jest teraźniejszością – mówi jeden z bohaterów sztuki „Ballada uliczna”, której premierę przygotowuje Teatr Powszechny. O spektaklu nawiązującym do „wypadków radomskich” z 1976 roku rozmawiamy z reżyserem przedstawienia – Andrzejem Sadowskim. 

P

remiera „Ballady ulicznej” zbiega się w czasie z 35. rocznicą robotniczego protestu na ulicach Radomia – wydarzenia, które wstrząsnęło komunistycznym systemem. Zbieżność dat jest chyba nieprzypadkowa? Oczywiście. Sztuka dotyczy przede wszystkim tego, co działo się w czerwcu 1976 roku oraz konsekwencji tamtych zdarzeń dla Radomia i całej Polski. Akcja dzieje się współcześnie, ale wszyscy bohaterowie są w znacznym stopniu uwikłani w historię sprzed 35 lat. Byli wtedy po różnych stronach barykady. Mamy staruszkę, która w czasie „wypadków radomskich” pracowała w służbie bezpieczeństwa i aparacie represji. Okazuje się, że teraz pomaga jej w domowych obowiązkach pokrzywdzona wówczas kobieta i ofiara tych represji. Pojawia się także córka „warchoła”, jak nazywała uczestników protestu komunistyczna władza. Nie jest to jednak spektakl historyczny? Wydaje mi się, że historia w dużym stopniu oceniła tamte wydarzenia. Bezsensowne byłoby podważanie ustalonych już 36  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

faktów. Znacznie ciekawsze są relacje między ludźmi z tamtego okresu, przeniesione do dnia dzisiejszego. Dramaturgii próbujemy szukać w postawach osób, które walczyły o lepszą przyszłość i tych, którzy tę walkę próbowali wyciszyć. Oczywiście przygotowując przedstawienie, korzystaliśmy z materiałów archiwalnych. Przeglądaliśmy wspomnienia poszkodowanych i osób stojących po stronie władzy. Na przykład zapisy rozmów z Edwardem Gierkiem, Piotrem Jaroszewiczem czy Januszem Prokopiakiem, ówczesnym sekretarzem komitetu wojewódzkiego PZPR. Czy reżyserowi spoza Radomia łatwiej zmierzyć się z ważnym dla mieszkańców naszego miasta tematem? Nie ma znaczenia, skąd się jest. Mnie, reżysera spoza Radomia, bardzo zainteresowała uniwersalność tej historii i taką chcę ją pokazać widzowi. Pamiętajmy, że od tamtych wydarzeń minęło już prawie półtora pokolenia. W Polsce wielu ludzi, szczególnie młodych, nie kojarzy już Radomia z robotniczym protestem, a warto o tym przypominać. W każdej sytuacji

ważny jest przede wszystkim człowiek i wybory, przed którymi stoi. Musimy pamiętać, że nie zawsze są one czarnobiałe. To jest temat naszego spektaklu. Jak chce pan zainteresować tym tematem młodego widza wychowanego na teledyskach i internecie? W warstwie inscenizacyjnej przedstawienie będzie bardzo nowoczesne. Planujemy instalację multimedialną. W trakcie spektaklu pojawią się krótkie filmy archiwalne z tamtego okresu. Sprawdzamy, co młody człowiek znajdzie w internecie po wystukaniu hasła „Radom ’76”. Będzie też sporo innych wizualizacji. Chcemy uniknąć nudy i znaleźć atrakcyjny język dialogu z młodzieżą, która przyjdzie do teatru. Oczywiście zapraszamy też starszych widzów, pamiętających te wydarzenia. Dla nich będzie to konfrontacja ze wspomnieniami. Liczymy się z tym, że niektórzy mogą poczuć się obrażeni albo zdegustowani. Sztuka powinna przecież budzić emocje.  ROZMAWIAŁ: RAFAŁ NATORSKI FOTO: ANNA DOBROWOLAŃSKA


WOKÓŁ NAS

T e r e s a

O p o k a

ulicz n a

Ballada

opra co w a nie te kstu i m ater ia³ó w a r c hiw aln re¿ys er ych ia, sce no grafi a A ndrz

obsada

Da nuta D Ka rolin ole ck a, Joa n n a a £êka w a, Wikto Jê d rejek r K orze nio wski

fot. M. Strudziñski

MegaBilet

ej Sa d o wski

prapremiera 4 czerwca 2011 r.

Dyrektor naczelny i artystyczny Zbigniew Rybka

Bilety: tel: 048 384 53 22, sms: 604 56 64 06, e-mail: bilety@teatr.radom.pl Kasa biletowa czynna: wt. – sob. 9.00 – 13.00 i 16.00 – 19.00, ndz. 16.00 – 19.00

Teatr Powszechny Salt@Pepper CZERWIEC 2011  37

jest instytucj¹ kultury Miasta Radomia


FILM

Beat the World. Taniec to moc!

MEGA HIT

Auta 2

Zygzak McQueen i jego wierny przyjaciel Złomek wracają w jeszcze szybszej, głośniejszej i ekscytującej drugiej części wielkiego hitu sprzed pięciu lat. Tym razem sympatyczne autka wezmą udział w wielkim rajdzie dookoła świata. Ich rywalami będą maszyny z różnych kontynentów. Przy okazji bohaterowie zostaną wplątani w międzynarodową intrygę szpiegowską. Po drodze nie zabraknie komicznych zdarzeń i zapierających dech w piersiach wyścigów. W drugiej części Zygzak pojawi się w nowym obliczu, po liftingu, ze świeżymi rajdowymi emblematami i światłami. Zapowiada się kolejny animowany przebój. Pierwsza część „Aut” zarobiła blisko pół miliarda dolarów.

Premiera: 29 czerwca

38  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

Trzy międzynarodowe ekipy taneczne stają w szranki w odbywającym się w Detroit prestiżowym turnieju „Beat the World”. Każda grupa musi przystąpić do zawodów z unikatowymi układami tanecznymi, by udowodnić, że zasługuje na mistrzowski tytuł.   W filmie zobaczymy całkowicie wizjonerskie połączenie hip hopu i parkur oraz najlepszych tancerzy ze wszystkich stron świata, wśród nich: Flying Steps i Pink Ladies.

Premiera: 10 czerwca

Super 8

Thriller SF wyreżyserowany przez J. J. Abramsa, twórcę kultowego serialu „Zagubieni”. Jest rok 1979. Amerykańska armia zarządza blokadę terenu znanego jako Strefa 51. Wszystko, co tam się znajduje, ma zostać przetransportowane do tajnego obiektu w stanie Ohio. Pod przewożący materiały pociąg wpada ciężarówka. Dochodzi do ogromnego wybuchu. Jeden z wagonów unika eksplozji. Z jego środka dobiega głośny łomot...

Premiera: 17 czerwca

KULTOWISKO Mistrz i uczeń

Nie kojarzysz cytatów, którymi rzucają znajomi na imprezie? Przygotowaliśmy dla ciebie przewodnik po najbardziej kultowych filmach. W tym numerze – „Wielki Szu”. Jeden z największych przebojów filmowych lat 80. jest historią świetnego szulera, który wychodzi z więzienia po kilkuletniej odsiadce. Zmęczony życiem pragnie kupić dom w spokojnej, górskiej miejscowości. Jednak ciągnie go do hazardu. Poznaje także młodego taksówkarza Jurka, zapalonego gracza, z którym dzieli się swoim doświadczeniem. W decydującej rozgrywce Jurek przegrywa mieszkanie, taksówkę i pieniądze brata, a śmieciarze odnajdują zwłoki Wielkiego Szu. Tajemnicą sukcesu filmu była świetna ekipa: reżyser (Sylwester Chęciński – twórca trylogii „Sami swoi”), scenarzysta (znakomity debiut Jana Purzyckiego) i przede wszystkim aktorzy, szczególnie Jan Nowicki jako tytułowy mistrz karcianej szulerki oraz Andrzej Pieczyński (Jurek). Niezapomniane role stworzyli również Leon Niemczyk i Karol Strasburger. Tłem wydarzeń w filmie Chęcińskiego jest „gierkowska” Polska lat 70., w której wszyscy marzyli o mniej szarym życiu, a nowobogackie elity żyły

w świecie blichtru i tandetnego luksusu. W „Wielkim Szu” rozgrywa się także pojedynek między mistrzem a uczniem, starym wilkiem a młodym wilczkiem, wielkim kanciarzem zmęczonym życiem, wyposażonym w życiową mądrość, doświadczenie i dystans a niecierpliwym młodzikiem zafascynowanym jego osobowością, głodnym sukcesu i pieniędzy, trawionym gorączką rodzącego się nałogu. „Wielki Szu” to po prostu kawał porządnego kina rozrywkowego, który powinien być wzorem dla współczesnych polskich produkcji „hollywoodopodobnych”. 

CYTATY: „Graliśmy uczciwie: ty oszukiwałeś, ja oszukiwałem – wygrał lepszy.” „Szczęście? Szczęście trzeba umieć sobie zorganizować.” „– Ślicznie wyglądasz. – Dziękuję. Niestety, nie mogę tego powiedzieć o tobie. Obcięli ci pióra.” „– Na pokerka panie Stefanie, co? – Nie na pokerka, ale zawsze pobawimy się czterema damami.” „– Kiedy zdawałam prawo jazdy, mój instruktor powiedział: Musi pani jeździć tak, jakby wszyscy chcieli panią zabić. – Miałaś dobrego instruktora.”


MUZYKA

Książę

na scenie Wybitny wokalista, kompozytor i producent. Artysta-symbol. Ekscentryk. Gwiazdą jubileuszowej edycji Heineken Open’er Festival będzie Prince, który wystąpi 2 lipca.  HOF to wydarzenie muzyczne, które na stałe wpisało się do europejskiego kalendarza najważniejszych letnich festiwali. Od 10 lat do Gdyni przyjeżdżają światowe gwiazdy. Nie inaczej będzie w tym roku. W dniach 30 czerwca – 3 lipca na lotnisku Kosakowo zagrają m.in.: Coldplay, M.I.A., Hurts, The Strokes, Caribou, D4D, Cut Copy, a także Monika Brodka. Niekwestionowanym „księciem” imprezy jest jednak Prince, który po raz pierwszy zaprezentuje się polskiej publiczności. Amerykański muzyk zaliczany jest do grona artystów wywierających największy wpływ na współczesną muzykę rozrywkową. Jego utworów nie da się zaszufladkować i zamknąć w jednym gatunku. Słyszymy soul, funky, R&B, dance, rock i jazz rock i wiele innych. Prince jest multiinstrumentalistą. Na scenie występuje przede wszystkim z gitarą, ale gra również na klawiszach czy perkusji. „Książę” zasłynął nie tylko dzięki swojemu talentowi, ale również ekscentryzmowi. Nieobliczalny na scenie i poza nią od lat uwielbia szokować. Tak zachowa-

niem, jak i swoimi niezwykle barwnymi oraz oryginalnymi strojami. Jego koncerty to wielkie show, które cieszą się ogromną popularnością. Latem 2007 roku Prince zagrał w Londynie 21 koncertów. Początkowo planowano tylko siedem, ale 140 tysięcy biletów rozeszło się zaledwie w 20 minut! W Stanach Zjednoczonych artysta informuje o kolejnych występach 2-3 dni wcześniej, a warunkiem organizacji koncertu jest niższa cena biletu, tak, by wydarzenia były dostępne dla wszystkich. Prince często udowadnia, że najważniejsza jest dla niego muzyka. Kilka lat temu dołączył swój album za darmo do jednej z brytyjskich gazet. Był także prekursorem udostępniania utworów w internecie. Artysta jest laureatem siedmiu nagród Grammy i Oscara, którego dostał za ścieżkę dźwiękową do filmu „Purple Rain”. Karnet na trzy dni HOF kosztuje 310 zł, a czterodniowy – 370 zł. PW

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  39


NIE PRZEGAP Sztuka geometryczna

Do 12 czerwca można oglądać wystawę „Sztuka wobec przemijalności – Radziejowice 2010” w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia”. Na ekspozycji prezentowane są prace artystów, którzy uczestniczyli w 28. Plenerze – Sympozjum dla Artystów Posługujących się Językiem Geometrii zorganizowanym w Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach. Wzięli w nim udział twórcy z Polski, Rosji, Niemiec, Francji i Szwajcarii. Obecnie kolekcja sztuki geometrycznej w „Elektrowni” liczy 68 prac stworzonych przez 40 autorów.

Czym żyje obywatel

Chcielibyśmy wywołać inteligentny śmiech, a nie pusty rechot – mówi Jarosław Rabenda, współtwórca Kabaretu Wzięty, który od kilku miesięcy działa w radomskim Teatrze Powszechnym. Pogram zatytułowany „Pro publico betono” zaplanowano na 10, 11 i 12 czerwca (godz. 19). Twórcy kabaretu zaglądają do przeciętnego mieszkania w polskim bloku i sprawdzają, czym żyje obywatel. Jakie wnioski wypływają z tych obserwacji? Przekonają się o tym widzowie przedstawień. Informacje o biletach: 48 384 53 22, bilety@teatr.radom.pl.

Strefa Peji

Kontrowersyjny i utalentowany raper – Peja wystąpi 17 czerwca w klubie Strefa G2. Ryszard Andrzejewski to jeden z najpopularniejszych polskich hip-hopowców. Współtwórca formacji Slums Attack i Ski Skład. Przełomem w jego karierze była wydana w 2001 r. płyta „Na legalu?” Znalazły się na niej trzy wielkie hity: „Mój rap, moja rzeczywistość”, „Jest jedna rzecz” i „Głucha noc”, które miesiącami nie schodziły z list przebojów. Peja wystąpił również w głośnym filmie Sylwestra Latkowskiego – „Blokersi”.

Metalowa impreza

Szykuje się gratka dla miłośników mocnego grania. Klub Katakumby (plac Stare Miasto 11) zaprasza 24 czerwca na imprezę Metal Skull Night IV. Na scenie wystąpią zespoły: The Worshiper, Sacrifer, Morr oraz Clairvoyant. Radomskim „rodzynkiem” w tym gronie będzie Foreshadow. Grupa powstała na przełomie 2006 i 2007 roku. Największym z jej dotychczasowych sukcesów jest zwycięstwo w przeglądzie Radom Music Drive. Foreshadow gra mocną, ale chwytliwą muzykę. Impreza rozpocznie się o godz. 18. Wstęp kosztuje 10 zł.

Ta sama chwila

Zespół Bajm wystąpi 24 czerwca w radomskim Amfiteatrze (ul. Parkowa 1). Grupa Beaty Kozidrak to już prawdziwa legenda polskiej sceny muzycznej. Powstała w 1978 r. i od razu odniosła sukces podczas festiwalu w Opolu, gdzie dzięki utworowi „Piechotą do lata” Bajm zajął drugie miejsce w koncercie Debiuty. Od tego czasu zespół stworzył wiele przebojów, m.in.: „Dwa serca, dwa smutki”, „Ta sama chwila” czy „Modlitwa o złoty deszcz”. Początek koncertu Bajmu – godz. 20. Wstęp wolny.

Piknik na torze

Klub Miłośników Samochodów Terenowych 4x4 zaprasza na Radomski Piknik Off-Road, który odbędzie się 25 czerwca. Każdy miłośnik aut z napędem na cztery koła powinien tego dnia odwiedzić tor na Koniówce. W programie imprezy znalazły się m.in.: wyścigi równoległe w rynnach z błotem, trial, próby techniczno-sprawnościowe, a także pokazy dealerów i firm zajmujących się tuningiem samochodów. Zorganizowana zostanie giełda aut i części. Nie zabraknie również innych atrakcji dla gości w każdym wieku. „Salt@Pepper” jest patronem medialnym imprezy.

Alternatywa w Czytelni

Jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiej sceny alternatywnej – grupa Ścianka zagra 25 czerwca w Czytelni Kawy (ul. Curie-Skłodowskiej 4). Zespół koncertuje od 1994 r. Pierwsza płytę wydał cztery lata później. Wszystkie albumy zapisane są na analogowych taśmach i zyskują pozytywne opinie krytyków muzycznych. Styl Ścianki jest trudny do zdefiniowania – łączy surową pre-punkową energię i freejazzowe szaleństwo. Piękne, czasem delikatne melodie. Koncert rozpocznie się o godz. 20.

Klimat z Liverpoolu

The Postman oraz kabarety: Rak i Pod Wyrwigroszem – to lista wykonawców, którzy zaprezentują się 26 czerwca na koncercie z cyklu „Spotkajmy się na Żeromskiego” (plac przed gmachem Corazziego). Zespół The Postman z Polkowic jest znany przede wszystkim z wykonywania utworów The Beatles. Grupa nie tylko muzycznie oddaje klimat lat 60-tych, ale również wygląda, jakby właśnie przybyła z tamtej epoki – szyte na miarę garnitury, buty prosto z Liverpoolu, fryzury wiernie przedstawiające członków zespołu The Beatles. Początek koncertu – godz. 19.

Latynoskie rytmy

Gorących, kubańskich rytmów będziemy mogli posłuchać 3 lipca na placu przed gmachem Corazziego. Tego dnia wystąpi Jose Torres, artysta pochodzący z „wyspy jak wulkan gorącej” i wirtuoz instrumentów perkusyjnych, który od blisko ćwierć wieku mieszka w Polsce. Muzyk współpracował z wieloma gwiazdami estrady, m.in. Marylą Rodowicz, Kayah, Ryszardem Rynkowskim, Grzegorzem Ciechowskim i Raz Dwa Trzy. Koncertował i nagrywał również z czołówką muzyków jazzowych: Tomaszem Stańko, Wojciechem Karolakiem i Leszkiem Możdżerem. Impreza rozpocznie się o godz. 19.

40  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper


NA OSTRZU NOŻA

Och, Karol 2

Współczesna wersja kultowego filmu Romana Załuskiego z 1985 roku. W rolę „pożeracza serc niewieścich” tym razem wciela się Piotr Adamczyk, a partnerują mu najpiękniejsze polskie aktorki, m.in. Anna Mucha, Katarzyna Glinka, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Małgorzata Foremniak i Małgorzata Socha. Tytułowy Karol prowadzi życie, o którym marzy niejeden mężczyzna. Świetnie zarabia, jeździ sportowym samochodem i ma wspaniały dom, w którym czeka na niego piękna narzeczona. Nie przeszkadza mu to w uwodzeniu innych kobiet. Jest czarujący, uwielbia seks, a swoje „ofiary” zniewala w mgnieniu oka. Doskonale zdaje sobie sprawę, że podoba się płci przeciwnej i z rozkoszą z tego korzysta. Karol bawi się do chwili, gdy narzeczona odkrywa prawdę o jego romansach, a miłosny raj zamienia się w domowe piekiełko. Zdradzona kobieta planuje srogą zemstę. Zamierza sprawić, by Karola rozbolała nie tylko głowa...

Miś Yogi

Słynny mieszkaniec parku Jellystone i kultowy bohater dziecięcych animacji spod znaku wytwórni Hanna Barbera od blisko pół wieku robi oszałamiającą karierę telewizyjną. Teraz powraca w aktorskim filmie. Park nie przynosi zysków, więc burmistrz Brown chce go zamknąć i sprzedać ziemię. Yogi może stracić dom, więc wspólnie z kumplem Bubu i strażnikiem Smithem postanawiają uratować Jellystone. Zadanie jest trudne, ponieważ rozum sympatycznego niedźwiedzia nie dorównuje jego ogromnemu apetytowi. W obsadzie zabawnego filmu aż roi się od gwiazd. Wśród nich znaleźli się: Dan Aykroyd, Anna Faris czy Justin Timberlake.

Akademia Pana Kleksa

W tym roku mija 65 lat od ukazania się „Akademii Pana Kleksa”. Z tej okazji przygotowano niezwykłe wydawnictwo. Jubileuszowa publikacja zawiera bogato ilustrowaną książeczkę z najpopularniejszymi wierszykami Jana Brzechwy, a także dwie płyty. Na DVD znajduje się znany film Krzysztofa Gradowskiego „Akademia Pana Kleksa”, opowiadający o magicznych przygodach Adasia Niezgódki, który trafia do tytułowej akademii. Na CD umieszczono niezapomniane przeboje z filmu: „Witajcie w naszej bajce”, „Psie smutki”, „Kwoka” czy „Pożegnanie z bajką” – najpiękniejsza polska kołysanka w wykonaniu Zdzisławy Sośnickiej.

Katy B „On a Mission”

Kathleen Brien ma dopiero 22 lata, ale może pochwalić się bogatym doświadczeniem muzycznym. Od paru lat pojawia się gościnnie w nagraniach innych wykonawców, a pierwszy solowy kontrakt płytowy zaproponowano jej, gdy była jeszcze nastolatką. Młoda Angielka występowała początkowo jako Baby Katy. Teraz, już jako Katy B, wydała swój debiutancki album „On a Mission”. Jej misją jest udowodnienie słuchaczom, że brytyjską muzykę klubową, ze szczególnym wskazaniem na garage i dubstep, da się przepisać na język popowych piosenek. Piosenkarka wywiązuje się z tego zadania wspaniale.

Myslovitz „Nieważne jak wysoko jesteśmy...”

Po szczęściu latach popularny zespół z Mysłowic wraca na rynek fonograficzny z nową płytą. Sesje nagraniowe można było śledzić na specjalnie uruchomionym blogu, gdzie muzycy na bieżąco informowali fanów o postępach w pracach nad materiałem, dodając filmy ze studia, zdjęcia oraz wpisy członków zespołu. Członkowie Myslovitz mówią: „jest to najbardziej twórczy czas w naszej karierze, skomponowaliśmy 18 utworów, z czego tylko część miała znaleźć się na albumie. Ku naszemu zaskoczeniu, wszystkie piosenki okazały się na tyle ciekawe, że trudno było nam z jakąś się rozstać. Dlatego postanowiliśmy wydać dwie płyty rozłożone w czasie”.

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  41


REFLEKSYJNIE

Apacz w galerii J

estem Apaczem – pomyślałem podczas kolejnej wizyty w galerii handlowej. I nie chodziło mi wcale o to, że postanowiłem nagle przywdziać pióropusz, z tomahawkiem ruszyć na blade twarze i zdobywać skalpy. W mojej skromnej osobie nie ucieleśnili się bohaterowie powieści Karola Maya. W tym momencie byłem całkiem innym Apaczem... – Czy mogę w czymś pomóc? Jest pan czymś zainteresowany? – zapytała mnie panienka w pewnym, nawet dość ekskluzywnym sklepie. – A tak sobie patrzę… Nie, dziękuję… Nie potrzebuję pomocy – odpowiedziałem grzecznie. I w ten sposób dołączyłem do grona Apaczów. Dlaczego? – zapewne spytacie. Znajoma, która jest ekspedientką w sklepie odzieżowym, opowiadała mi kiedyś, że takich klientów, co to tylko przychodzą i patrzą zamiast kupować, handlowcy nazywają właśnie Apaczami. Nazwa wzięła się od powiedzenia: „a patrzę sobie”.

Wtedy wydało mi się to nawet bardzo zabawne. A teraz okazało się, że dołączyłem do tych, co to tylko oglądają towary w sklepach i z rzadka coś kupują. – Do jakiej galerii? Będą tam obrazy? – odpowiada pytaniem na pytanie mój kolega, gdy ktoś go zapyta, czy wybiera się do galerii handlowej. Ma rację. Przynajmniej częściowo. Bo słownik języka polskiego dopiero na szóstym miejscu wymienia znaczenie słowa galeria, jako „ kryty pasaż o przeznaczeniu handlowym”. Według uczonych głów i znawców meandrów polszczyzny podstawowym znaczeniem słowa „galeria” jest „kolekcja dzieł sztuki istniejąca jako samodzielna instytucja lub stanowiąca dział w muzeum” lub „salon wystawowy, w którym sprzedaje się dzieła sztuki”. Ewentualnie może to być „ostatnia, najwyższa kondygnacja widowni w teatrze; też: publiczność zajmująca tę część widowni”.

Zarówno ja, jak i mój kolega zdajemy sobie sprawę z wieloznaczności tego słowa. Ale on jest przekonany, że słowo galeria bardziej pasuje do sztuki niż wieszaków z ciuchami. Ku mojemu zaskoczeniu, także właściciele obiektów handlowych czasami pochylają się z troską nad tym problemem. W moim mieście została otwarta piękna galeria. W kilku jej zakątkach zamiast ubrań, telewizorów czy półek z chipsami pojawiły się najprawdziwsze obrazy lokalnych artystów. Teraz każdy miłośnik sztuki może spokojnie powiedzieć, że idzie do galerii, aby delektować się sztuką. Jest to znaczny postęp. Ja też, jako typowy Apacz, będę mógł z czystym sumieniem spacerować alejkami galerii i mówić, że ja sobie tylko patrzę. Czyli po prostu oglądam piękne obrazki.  PAWEŁ KOMOSA Autor poczytnego blogu www.dziennik-pesymistyczny.blog.onet.pl

Wielka kumulacja Z

aczyna się kolejny serial. Leżę już pod kocykiem, a w pobliżu stoi kubek gorącego kakao (babcia zawsze mawiała: „dobrze jest wypić szklankę ciepłego mleka przed snem, pozwala lepiej zasnąć” i może rzeczywiście coś w tym jest). Film już po pięciu minutach przerywa blok reklamowy. Pojawia się informacja, że za chwilę odbędzie się losowanie lotto. Moja druga połówka zawsze, gdy usłyszy słowo „kumulacja”, krzyczy: – Kochanie musimy zagrać! Do wygrania jest 8 milionów! Wiesz, co moglibyśmy kupić za takie pieniądze? Wtedy w głowie pojawia się wiele pytań. 8 milionów – pieniądze rzeczywiście ogromne, ale jaka jest szansa, że to akurat ja czy małżonek wygramy tę okrągłą sumkę? No i jak można wierzyć w wygraną w totolotka? Jak obliczyć rachunek prawdopodobieństwa, żeby wytypować te właściwe liczby? A co, jeśli zostaną wyrzucone z maszyny, ale w zupełnie innym losowaniu? Przeważnie gramy na „chybił trafił” albo obstawiamy swoje „szczęśliwe liczby” – zwykle jest to data naszych

42  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper

urodzin, zaręczyn czy ślubu, numer mieszkania, a czasem cyfra, którą nie wiadomo dlaczego lubimy przez całe życie. I zakreślamy… 13… 18… 26… 15… Cyfry wybrane i czekamy na losowanie. Siedząc na kanapie, puszczam wodze fantazji. A jakbyśmy tak wygrali?

„No i jak można wierzyć w wygraną w totolotka?” Przydałoby się fajne mieszkanko, nowy samochód (albo chociaż kasa na remont naszego autka, które stoi pod blokiem i swoim wyglądem prosi się o generalny lifting), do tego wycieczka w jakieś egzotyczne miejsce, najlepiej na Karaiby – takie z piratami z mojego ulubionego filmu. I jeszcze odrobina luksusu – najdroższe meble w salonie, najnowocześniejszy sprzęt RTV i AGD. Babcie i dziadków wysłalibyśmy na zasłużone wakacje, a może i emerytury…

Nadchodzi czas losowania. Pan z telewizora uśmiecha się do mnie, z niecierpliwością czekam na wyniki. Pierwsza, druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta liczba i... nic! Znowu się nie udało. Chyba muszę się na razie pożegnać z pięknym mieszkaniem, nowymi autami, zagranicznymi wycieczkami i bogactwem. Muszę wrócić z Karaibów do rzeczywistości. Znów zaczyna się serial, mąż z kuchni krzyczy: – Kochanie, ten serek to ja mogę zjeść? – Pewnie że możesz – odpowiadam, a w myślach dodaję: „jak chcesz niebawem turlać się jak ten lek na ból głowy dla krasnoludka”. Znacie ten dowcip? Pani w aptece pyta krasnoludka: – Zapakować? – Nie, poturlam – słyszy w odpowiedzi. Wracając jednak do wielkich kumulacji – pewnie niebawem znów zagramy i pomarzymy o wielkiej wygranej. Bo przecież w życiu, jak w piosence, wszystko się może zdarzyć…  eMKa


NA OSTRZU NOŻA

Salt@Pepper CZERWIEC 2011  43


NA OSTRZU NOŻA

Zapraszamy do Oddzia³ów: Radom ul. Stefana ¯eromskiego 38, tel. (48) 340 49 10 ul. Traugutta 27, tel. (48) 369 04 70 www.db-pbc.pl

44  CZERWIEC 2011 Salt@Pepper


Salt@Pepper - Kolorowe Strony Życia