Page 1

Salt@Pepper

www.saltatpepper.pl

nr 2 2010

GWIAZDKA MEDIÓW Jak świętują radomskie dziennikarki SUKCES W SIECI Pomysły na internetowy biznes MINIATUROWY ŚWIAT Modele z Radomia SAMOCHÓD ROKU ROZTAŃCZONE ZAKONNICE ZABAWA Z BĄBELKAMI

2082-4521

Specjalnie dla Salt@Pepper

ISSN

UZALEŻNIONA OD UCZUĆ MAGDA GESSLER


Weso³ych Œwi¹t

Salt@Pepper


SPIS TREŚCI

30

KOLOROWE STRONY ŻYCIA GWIAZDA

Uzależniona od uczuć. Rozmowa z Magdą Gessler

FRESZ

W nowej szacie

26

6 13

PREMIERA S@P

Jak radomianie przyjęli „Salt@Pepper”

NA WIDELCU Siła braci

PASJE

Miniaturowy świat

STYL ŻYCIA

Sukces w sieci

SESJA S@P

Gwiazdka mediów

ZDROWIE

Przejedzone święta

MOTO

Triumf ekologii

SYLWESTER

Zabawa z bąbelkami

KOBIETA

Prezenty dla niej

MĘSKA RZECZ

Prezenty dla niego

NA OSTRZU NOŻA Święto ryby

TEATR

Roztańczone zakonnice

FILM

Ruszamy w rejs

NIE PRZEGAP

Imprezowy rozkład jazdy

REFLEKSYJNIE

Prezenty i podatki 4

SALT@PEPPER nr 2/2010

14

31

16 17 18 20 24 26 28

20

30 31 32 34 35 36 38

6


SPIS TREŚCI

JEST TAKI DZIEŃ... Znany satyryk Jan Tadeusz Stanisławski zasłynął przed laty zabawnymi wykładami o „wyższości Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia”. Jednak zdecydowana większość Polaków ma odmienne zdanie. Z niedawnego sondażu wynika, że prawie trzy czwarte naszych rodaków najbardziej ze wszystkich świąt lubi Boże Narodzenie Dlaczego tych kilka grudniowych dni darzymy takim sentymentem? Każdy ma swoją odpowiedź. Radość sprawia nam ubieranie choinki, wręczanie i otrzymywanie prezentów, śpiewanie kolęd oraz rodzinne spotkania przy wigilijnym stole. Jedni rozczulają, się słuchając w radiu nieśmiertelnego przeboju „Last Christmas”, inni z niecierpliwością wertują program telewizyjny, żeby sprawdzić, o której godzinie rozpocznie się „Kevin sam w domu”. Nawet śnieg, który zwykle sprawia nam dużo problemów, w czasie Bożego Narodzenia jest bardzo pożądaną „ozdobą”. Święta to także wypoczynek. Czas leniuchowania na kanapie i nadrabiania zaległości w lekturze gazet. Mamy nadzieję, że w wolnej chwili sięgniesz, drogi Czytelniku, po „Salt@Pepper”. Przygotowaliśmy dla Ciebie wiele niespodzianek. Gwiazdą numeru jest tym razem Magda Gessler. Znana restauratorka i gwiazda telewizji zachęca do kultywowania polskich tradycji kulinarnych. Zarówno przy wigilijnym stole, jak i w codziennym życiu. Natomiast radomskie dziennikarki opowiedziały nam o swoich świętach, a reżyser spektaklu „Siostrunie” zdradził, dlaczego warto spędzić Sylwestra w... teatrze. Zaprosimy Cię także do „Czytelni Kawy”, klimatycznego lokalu prowadzonego przez dwóch braci z zacięciem artystycznym. Nie masz jeszcze pomysłu na wigilijne menu? Bez obaw, przygotowaliśmy dla Ciebie przepisy na potrawy, którymi na pewno zachwycisz gości. Przy okazji podpowiadamy, jak uniknąć przybrania na wadze. Jeśli po lekturze „Salt@Pepper” będziesz chciał się podzielić swoimi refleksjami lub propozycjami tematów do kolejnych numerów, napisz do nas (r.natorski@saltatpepper). Z radia znów dobiegają dźwięki „Last Christmas”...

18

28

24

Wesołych świąt!

RAFAŁ NATORSKI

Redaktor Naczelny Rafał Natorski r.natorski@saltatpepper.pl

nakład: 10 tys

Salt@Pepper

Redaktor Naczelny

Biuro Reklamy i Marketingu Anna Pająk a.pajak@saltatpepper.pl

Biuro Reklamy i Marketingu Bartek Andraszek b.andraszek@saltatpepper.pl

Biuro Reklamy i Marketingu Grzesiek Kowalczyk g.kowalczyk@saltatpepper.pl

WSPÓŁPRACA: Julia Wróbel, Beata Brzeska, Katarzyna Brzoza, Monika Jelińska, Paweł Komosa, Maciek Wasyl, Tomek Mosiołek, Marcin Wołoszczak, Łukasz Wójcik WYDAWCA: MediaPak s.c. Redakcja Salt@Pepper, ul. Wrocławska 8, 26-600 Radom, magazyn@saltatpepper.pl, tel./fax 48 384 00 14 BIURO REKLAMY I MARKETINGU: reklama@saltatpepper.pl tel./fax 48 384 00 14 mob. 514 48 85 52, 698 37 10 50, 603 58 38 05 Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo adjustacji i skracania tekstów. Wydawca zastrzega sobie prawo odmowy zamieszczenia reklamy lub ogłoszenia, jeżeli ich treść lub forma będzie sprzeczna z linią programową i interesem pisma (art. 36 pkt. 4 Prawa Prasowego). Wszelkie prawa zastrzeżone.

nr 2/2010 SALT@PEPPER

5


GWIAZDA

Uzależniona od uczuć

W telewizyjnym programie „Kuchenne rewolucje” jeździ po Polsce i próbuje ratować podupadające restauracje. Sama jest właścicielką 12 lokali, w których bywają gwiazdy, a czasem nawet... królowa Anglii. Malarka, kreatorka smaków i stylów. Salt@Pepper rozmawia z Magdą Gessler 6

SALT@PEPPER nr 2/2010


GWIAZDA

nr 2/2010 SALT@PEPPER

7


GWIAZDA

Pierwsze pytanie od Salt@Pepper nie może być inne: woli pani sól czy pieprz? A pan? Chyba jednak sól. Ja też nie mogę żyć bez soli. Choć czasami jak się dobrze popieprzy, to nie trzeba już solić. (śmiech) Stara się pani promować tradycyjną, polską kuchnię. Nie jest to łatwe, ponieważ po 1989 roku bardzo zakochaliśmy się w potrawach kuchni włoskiej czy azjatyckiej. O hamburgerach z McDonald’s nie wspominając. Może nie mamy czym z nimi konkurować? Oczywiście że mamy, ale o tym zapomnieliśmy. Nikt nam nie przekazał tej tradycji. Wojna spowodowała przerwę pokoleniową, która później pogłębiła jeszcze komuna. Ja na szczęście miałam babcię i mamę. Dzięki nim pielęgnowaliśmy polską kulturę kulinarną, którą teraz próbuję jeszcze rozwijać. Czym możemy zaimponować światu? Najpierw musimy się zmienić, żeby później myśleć o imponowaniu. Polacy nie potrafią siebie sprzedawać. Sami siebie nie lubimy i nie potrafimy się wzajemnie wspierać. Tak naprawdę jesteśmy niezwykłym narodem, gdybyśmy uwierzyli w nasze możliwości, bylibyśmy bardzo daleko. W powszechnej opinii Włosi mają bardzo dobrą kuchnię, ale oni uważają, że my mamy dużą lepszą. Jednak trudno kogoś cenić, jeśli on sam siebie nie szanuje. Gdybyśmy stworzyli wokół siebie atmosferę ludzi kochających się i dumnych, to wszyscy by nas naśladowali, a nie śmiali się. Jeżdżę dużo po Polsce i dzięki temu mam dużo przemyśleń. Na przykład odkryłam, że wielu naszych bogatych rodaków coraz chętniej spędza wakacje w kraju. Dlaczego? Powodów jest pewnie dużo. Ale jeden jest moim zdaniem najważniejszy. Polska to jedyne miejsce, gdzie ludzie rozpoznają pieniądze naszych milionerów. Fakt, że mają wypasioną brykę dla cudzoziemców jest bez znaczenia, u nas mogą się tym pochwalić. Podoba mi się taki snobizm. To dobrze, że ludzie ogrzewają się w blasku swojego sukcesu w rodzinnym kraju. Wszyscy na tym korzystają.

8

SALT@PEPPER nr 2/2010

W Polsce łatwo jest odnieść sukces? Trzeba być wariatem, który umie liczyć liczby albo osobą bardzo wierzącą w to co robi, konsekwentną i pracowitą. Prowadzenie restauracji to dobry biznes? Tak, gdy się bardzo to kocha i jest to nasz sposób na życie. Jednak jeśli ktoś chce szybko zarobić duże pieniądze, to zdecydowanie odradzam. Są dwie drogi do sukcesu w tej branży. Można być potężnym graczem z dużymi zapasami finansowymi albo prowadzić małą restaurację na 10 stolików, ze skromnym menu. To jest interes, dzięki któremu można żyć, ale jednocześnie na to życie brakuje czasu. Odwiedza pani wiele lokali w całym kraju. Jakie motywacje kierują ich właścicielami? Niestety, przede wszystkim pieniądze. Prowadzenie restauracji to ich sposób na przeżycie. Można ich przekonać do zmiany podejścia? To trudne, bo oni myślą, że gadam głupoty. Nie rozumieją, że coś można robić dla przyjemności. Oczekują pomysłu na szybką kasę, a ja takiego im nie podsunę. Najwyżej zaproponuję im pomysł na życie. A kasa przyjdzie później? Właśnie. Najpierw trzeba włożyć serce, żeby w przyszłości wyjąć pieniądze. Jak wygląda przeciętna, polska restauracja? Jestem zaskoczona, jak bardzo stara się być podobna do wszystkich innych w sąsiedztwie. Właściciele lokali na mają odwagi, żeby zaproponować coś od siebie. To są zawsze kalki pomysłów, które już znamy. Z restauracji, które odwiedziłam z programem „Kuchenne rewolucje” tylko jedna wyróżniała się oryginalnością. Właściciel lokalu spod Żywca miał swoją filozofię, ale efektem tego było prawie 500 pozycji w karcie dań. Znam tylko jeden polski region, który trzyma się mocno w dziedzinie kulinarnej. To Śląsk. Oni mają swoją tradycję, przenoszoną z pokolenia na pokolenie. Ślązacy okopali się w swoim dziedzictwie i dzięki temu tamtejsze restauracje są fajne. Zaskakują dobrym smakiem.

Tymi roladami i pysznymi pyzami. Zawsze znajdę tam coś dla siebie. Reszta Polski jest słaba, a szczególnie Kraków. Co by mi pani poradziła, gdybym chciał otworzyć restaurację? Polecam kuchnię regionalną. Na początku trzeba rozejrzeć się wokół siebie, zobaczyć, co rośnie na polu sąsiada, co da się spopularyzować. Przepis prosty, a efekt może być cudowny. Na przykład otwieramy lokal na Lubelszczyźnie. Obok znajduje się hodowla karpia. Sprzedajmy go upieczonego w głębokim tłuszczu, tak jak tam robią. To region, gdzie rosną najlepsze warzywa w Polsce, pyszne maliny i porzeczki. Wykorzystajmy to wszystko i już mamy znakomitą kuchnię. Jakie jest pani ulubione danie? Uwielbiam kaszę perłową. Do tego pieczona cielęcina z pieca z cebulą dymką, masłem i czosnkiem. Bez pieprzu, za to z odrobiną soli, żeby była zachowana cielęca smakowitość. Pamięta pani pierwszą samodzielnie przygotowaną potrawę? Było to w Sofii. Na grubej pajdzie chleba rozsmarowałam smalec i... konfiturę morelową. Ktoś to zjadł? Oczywiście. Mój ojciec był zachwycony, bo nie miał innego wyjścia. (śmiech). Wtedy połączenie tych smaków wydawało się trochę dziwaczne. Teraz wiem, że wieprzowina i morele bardzo dobrze się komponują. A istnieje w kuchni polskiej jakiś smakołyk, którego nigdy by pani nie skosztowała? Myślę, że nie. Może poza móżdżkiem, bo to przerasta moje możliwości. Jednak kiedyś go spróbowałam. Smak jest dla mnie zbyt metaliczny. Lubię za to inne potrawy, które u niektórych wywołują obrzydzenie. Brakuje mi na naszych stołach kości szpikowych dzielonych w poprzek z grubą solą. Przed wojną Polacy się nimi zajadali. We Francji do dzisiaj jest to wielki przysmak. Żałuję, że z naszych stołów znikły filety anchois, które kiedyś były bardzo powszechne w kuchni polskiej. Próbuję te smaki przywracać w moich restauracjach.


GWIAZDA

nr 2/2010 SALT@PEPPER

9


GWIAZDA

Ile ich pani ma obecnie? Dwanaście. Chyba trudno doglądać ich wszystkich? Proszę mi wierzyć, że czuwam nad każdym z tych lokali. Wszystkie przepisy są moje. Jeśli człowiek lubi to, co robi, to nic nie jest trudne. Problemem jest tylko brak czasu. Kilka lat temu ukazała się pani książka „Przepis na życie”. Jaki przepis na życie ma Magda Gessler? Stosuję zasadę „carpe diem”, żyję dniem dzisiejszym i cieszę się każdą chwilą, bo nigdy nie wiadomo, ile ich jeszcze mamy przed sobą. Robię wszystko, co sprawia mi i innym przyjemność. Najważniejsze to nie katować się tym, czego nie lubimy. Czy na taką życiową filozofię wpłynęła młodość spędzona poza Polską? Może trochę. Największy wpływ miała jednak rodzina. Mój dom był bardzo intelektualny i związany z kulturą. Nie nastawialiśmy się na materializm. Panowała raczej nieznośna lekkość bytu. Moi rodzice nigdy nie tworzyli dóbr materialnych, ale intelektualne. Nie oszczędzali na małego fiata. Zresztą nie było małego fiata, jak się pojawiał samochód, to od razu mercedes. Kiedy nie było auta, to też nikt nie tragizował. Wszystkie wspomnienia z dzieciństwa kojarzą mi się z czymś przepięknym. Teraz na początku i końcu wszystkiego znajdują się pieniądze. To mnie boli. Maciej Nowak – znany publicysta oraz krytyk kulinarny powiedział kiedyś, że Magda Gessler uzależnia. A od czego pani jest uzależniona? Od uczuć i dawania. Nie potrafię przestać dawać i to mnie często gubi, ponieważ rozdaję się aż za bardzo. Taką mam jednak karmę i nic na to nie poradzę. Gdy dużo dajesz, nie powinieneś oczekiwać nic w zamian. W przeciwnym razie będziesz bardzo nieszczęśliwy. Siedzimy teraz w restauracji „U Fukiera”. To jeden z najsłynniejszych lokali w Warszawie i chyba pani ukochane „dziecko”? Tak, bo ta restauracja jest najprawdziwsza, najcieplejsza i najbliższa mojemu sercu. Jednocześnie elegancka i domowa. Prawdziwie autentyczny lokal, który daje jeść tak, jakbym ja nakarmiła pana w domu. W tej kuchni zdecydowanie nie ma kombinacji, przetwarzania czy zamrażania. 10

SALT@PEPPER nr 2/2010

Gościła pani wielu celebrytów i głów państw. Czy takich klientów traktuje się inaczej? Klientów nigdy nie traktuje się równo. Jeśli ktoś mówi inaczej, to gada bzdury. Jedni goście chcą, żeby biegać wokół nich, inni oczekują, że się od nich odczepimy. Mają własny plan na wieczór i nie chcą być absorbowani przez właściciela czy kelnera. Inni potrzebują dworu i fajerwerków i to trzeba im dać. Jakiego gościa pani lubi? Takiego, który ma moją wrażliwość. Potrafi przyjąć to, co daję. Klient, który tego nie rozumie, jest wielką porażką. Wtedy moje wysiłki zdają się na nic. To tak jakby z daltonistą rozmawiać o kolorach. Królowa Anglii była dobrą klientką? Podałam jej posiłek w kolorze białym, by nie miała wątpliwości, że jest to perfekcyjne jedzenie. Była zachwycona. Którą gwiazdę wspomina pani najmilej? Sharon Stone, która ma opinię bardzo kontrowersyjnej osoby, ale w relacjach bezpośrednich jest fantastyczną i wyrazistą kobietą. Zachwycała się barszczem. Mówiła, że jest to smak polskiej ziemi i jej słowa brzmiały prawie jak poezja (śmiech). Miło wspominam również wizytę Halle Berry. Na powitanie pocałowałam ją w rękę, a ona zrobiła to samo. Byłyśmy zachwycone swoim stosunkiem do życia. Duże emocje wzbudził we mnie pobyt Javiera Solany i Felipe Gonzaleza. To koledzy mojego zmarłego męża (pierwszym mężem Magdy Gessler był Volkhart Müller, korespondent niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” w Hiszpanii – przyp. red.). To była wizyta sentymentalna. Gościła u mnie również królowa Małgorzata z Danii. Fantastyczna kobieta. Miała taki apetyt, jakiego oczeku-

ję u wszystkich klientów. Zjadła cztery porcje fuagra z prawdziwków. Takie kobiety lubię. Nie znoszę natomiast pań, które już na początku kolacji mówią, że nie mają apetytu albo są najedzone. Własny program telewizyjny, występ w jednym z odcinków „Niani”, zaproszenia do różnych audycji – w ostatnim czasie stała się pani gwiazdą polskiej telewizji. Ma pani plany dalszej kariery medialnej? Na razie mam tylko przekonanie, że za dużo pracuję. Program „Kuchenne rewolucje” jest bardzo intensywny, nagrywamy go przez cztery dni w tygodniu. Czasem zastanawiam się, czy to nie za dużo jak na jedną osobę. Przed nami święta Bożego Narodzenia i wieczerza wigilijna. Tradycyjna czy nowoczesna? Zdecydowanie tradycyjna! Niech chociaż ten jeden dzień będzie świętem naszej kultury kulinarnej. Nie eksperymentuje pani z potrawami wigilijnymi? Wręcz przeciwnie. Staram się powtórzyć wszystko to, co robiły moja mama i babcia. Czasem się udaje, ale mam wrażenie, że one były jednak lepsze. Apeluję do Polaków: pielęgnujcie stare przepisy! Na sushi i inne wynalazki jest czas przez cały rok, a Wigilia niech przypomina naszą przeszłość i tradycję. Zna pani jakieś radomskie restauracje? Przyznam szczerze, że nie. Natomiast pracuję z wieloma osobami z Radomia. To bardzo kreatywni ludzie. A może jakiś radomski lokal stanie się bohaterem „Kuchennych rewolucji”? Jest taki pomysł, ale na razie to tajemnica. ROZMAWIAŁ: RAFAŁ NATORSKI WSPÓŁPRACA: ANNA PAJĄK


FRESZ

AHOJ ŻEGLARZU Przez jeden dzień Radom stał się stolicą piosenki żeglarskiej. Już po raz trzydziesty w naszym mieście odbył się ogólnopolski festiwal Rafa. Impreza organizowana przez Magdalenę Bieńkowską ma już tradycję i renomę. Dlatego do Radomia co roku przyjeżdżają miłośnicy szant z całej Polski. Tym razem triumfował zespół Fregata z Giżycka, który otrzymał nagrodę Grand Prix. W kategorii dorosłych zwyciężyli Kamil Badzioch i Łukasz Zięba z Gdańska. Wśród dzieci pierwszą nagrodę zdobyła Katarzyna Czarnecka z Radomia. W kategorii 13-17 wyróżniono 12. Drużynę Harcerską „Wajdelota” z Różany.

Podczas finałowego koncertu wystąpili także laureaci poprzednich edycji – Mikołaj Ganabisiński, Aleksandra Gorczyca oraz zespół Old Marinners, a także zaproszeni goście, m.in. EKT Gdynia i Kliper. Tegorocznej Rafie towarzyszył konkurs fotograficzny pod hasłem „Piosenka, słońce, woda, żagle i wiatr”. Spośród 115 prac nadesłanych przez 25 autorów jurorzy nagrodzili: Iwonę Nabzdyk, Krzysztofa Jasińskiego i Wojtka Szepetowskiego.

KOLEKCJA CORAZ BOGATSZA „Scena alegoryczna. Podwójny portret sióstr artysty” – to tytuł świetnego obrazu Jacka Malczewskiego, który wzbogacił kolekcję radomskiego muzeum jego imienia. Placówka od dawna „polowała” na dzieło przedstawiające dwie siostry artysty i symboliczną postać uśmiechniętej kobiety między nimi. Obraz przez lata znajdował się w prywatnej kolekcji. Gdy trafił do domu aukcyjnego, okazało się, że cena – 175 tys. zł – przerasta możliwości muzeum. Na szczęście pieniądze wyłożył sejmik województwa mazowieckiego.

Malowidło powstało prawdopodobnie w 1921 r., w Lusławicach niedaleko Tarnowa, gdzie Malczewski spędzał ostatnie lata życia. Towarzyszyły mu siostry: Bronisława i Helena. To właśnie one zostały uwiecznione na obrazie. W radomskim muzeum znajduje się obecnie 46 obrazów olejnych artysty. Zbiór uzupełnia jedenaście akwareli, dwie pastele, 54 rysunki i dwa szkicowniki. Nasza kolekcja jest czwartą co do wielkości w Polsce.

Kielecka grupa „Z Konopi” zwyciężyła w Ogólnopolskim Przeglądzie Kabaretowym „Figa z Makiem TM”, który od 12 lat odbywa się w Radomiu. Gwiazdą finałowej gali był Kabaret Skeczów Męczących. Imprezę organizuje klub „Łaźnia”. Do naszego miasta przyjechały grupy z całej Polskie. Niektóre z nich prezentowały się już w latach poprzednich, nie zabrakło również debiutantów. – Poziom kabaretów był bardzo wysoki – podsumował Robert Łuchniak, przewodniczący jury. Przesłuchania uczestników trwały dwa dni. Najlepszy okazał się kielecki kabaret „Z Konopi”. II miejsce zdobyła gru-

pa „Po Mimochodem” z Lublina a III – ,,Kałasznikof” z Rybnika. Wyróżnienia przyznano kabaretom: „Wyjście Ewakuacyjne” z Opalenicy, ,,Mieszane Uczucia” z Kraśnika i „Po prostu Kabaret” z Radomia. Radomscy kabareciarze otrzymali również nagrodę publiczności. Laureaci wystąpili podczas gali finałowej w sali koncertowej. Gwiazdą imprezy był Kabaret Skeczów Męczących z Kielc. Licznie zgromadzona publiczność bawiła się świetnie.

TO SIĘ POŚMIALIŚMY...

12

SALT@PEPPER nr 2/2010


FRESZ

W nowej szacie Podświetlone drzewa i pomniki, nowe alejki oraz toalety ukryte w... ruinach zamku – zakończyła się rewitalizacja parku Kościuszki. Radomianie oceniają ją różnie, ale z ostateczną recenzją musimy poczekać do wiosny

P

race w najpopularniejszym radomskim parku trwały blisko rok. Wielu mieszkańców naszego miasta nie mogło się doczekać finału robót. Nic dziwnego, że kiedy tylko teren opuściły ekipy remontowe, alejki zaroiły się od ciekawskich spacerowiczów. Największe zainteresowanie budzą ruiny zamku, wybudowane w pobliżu dawnego basenu. – Nawet ładnie wygląda ta wieża – przyznaje Tadeusz Stąpor, którego spotykamy w parku. Nie podoba mu się natomiast pomysł umieszczenia w ruinach toalet. Nasz rozmówca uważa, że lepiej pasowałaby tam klimatyczna kawiarenka. W parku powstały ścieżki rowerowe wykonane z zielonej masy bitumicznej. Efektownie prezentuje się alejka bp. Chrapka, którą pokrywa kostka i płyty granitowe. Dodatkową ozdobą są wbu-

dowane w trotuar reflektorki. Podświetlone zostały również najładniejsze parkowe drzewa i pomniki. Część tras spacerowych ma nawierzchnię żwirową, co budzi najwięcej kontrowersji wśród radomian. – Alejki wyglądają jak zwyczajne, polne dróżki. Są za miękkie, a po deszczu robi się błoto – twierdzi Justyna Sokołowska, spacerująca z 3-letnią córką Olą. Urzędnicy uspokajają: nawierzch-

nia potrzebuje trochę czasu, żeby się ubić. Pani Justynie, a szczególnie Oli najbardziej podoba się nowy plac zabaw. Wyposażenie i kolory przyciągają nie tylko dzieci. Końcowy efekt rewitalizacji mamy podziwiać wiosną, kiedy zakwitnie kilkaset kwiatów zasadzonych na rabatach i zazieleni się ponad 300 nowych drzew. RAFAŁ NATORSKI nr 2/2010 SALT@PEPPER

13


FRESZ

Premierowe emocje Debiut „Salt@Pepper” odbył się w chłodny, listopadowy dzień. Na szczęście radomianie przyjęli nowy magazyn ciepło i serdecznie. Bardzo dziękujemy! Na początku jest zawsze niepewność i dużo pytań. Czy gazeta się spodoba i będzie chętnie czytana? Czy teksty okażą się ciekawe, a zdjęcia efektowne? Może radomianie wolą jednak internet? Część odpowiedzi poznaliśmy już w dniu naszego debiutu, kiedy największe centra handlowe odwiedziły śliczne dziewczyny rozdające pierwszy numer „Salt@Pepper”. Magazyn rozchodził się jak świeże bułeczki. Po chwili większość klientów maszerowała, trzymając w ręku magazyn z Andrzejem Grabowskim na okładce.

Nie mogliśmy się oprzeć błyskawicznemu badaniu opinii społecznej. Kilka osób spytaliśmy o pierwsze wrażenia. • Bardzo ładna gazeta. Zdziwiłam się, że jest rozdawana za darmo – przyznała pani Ela. Jej córkę Patrycję ucieszyła rozmowa z odtwórcą roli Ferdynanda Kiepskiego. – Lubię tego aktora i chętnie przeczytam ten wywiad – zapowiedziała. • Tymczasem pan Krzysztof znalazł wadę naszego magazynu. Szkoda, że nie ma jeszcze więcej stron bo czuję, że pochłonę go w jeden wieczór – zażartował. • Radomianie, z którymi rozmawialiśmy, chwalili też ładny papier i jakość zdjęć. Komentowano również okładkę. Zdaniem niektórych była za smutna. Innych natomiast zachwycała.

14

SALT@PEPPER nr 2/2010

To oznacza, że nasz cel został osiągnięty – oddaliśmy w Wasze ręce gazetę, która budzi emocje. Obiecujemy, że następne numery „Salt@Pepper” dostarczą jeszcze więcej wrażeń. RAF


NA WIDELCU

Siła braci Jesteśmy otwarci na każdy artystyczny pomysł. Nawet najbardziej zwariowany – zapowiadają właściciele Czytelni Kawy, nowego radomskiego lokalu. I nie są to słowa rzucone na wiatr, co udowadnia plan imprez na najbliższe tygodnie

B

racia Paweł i Piotr Czyż to bardzo artystyczne rodzeństwo. Kilka lat temu założyli undergroundowy zespół muzyczny Mijagi. Później postanowili poszerzyć zakres działalności i stworzyli Kolektyw Inicjatyw Kulturalnych Metamateria. To dzięki ich staraniom w dawnym magazynie przy ul. Curie-Skłodowskiej powstała Galeria Bezdomnych. – Od początku wiedziałem, że to miejsce zasługuje na jeszcze fajniejsze zagospodarowanie. Tak narodził się pomysł Czytelni Kawy – opowiada Paweł. Lokal jest niezwykły. Mimo dużej powierzchni sprawia bardzo przytulne wrażenie. Tworzą je wygodne fotele i kanapy, które zachęcają, żeby się w nich zanurzyć i zrelaksować. Wysoko, pod sufitem, stoją rzędy książek. Na ścianach wiszą plakaty i obrazy. Ten element wystroju wnętrza będzie zmieniał się co kilka tygodni. – Chcemy prezentować jak najwięcej dokonań artystycznych. W Radomiu jest mnóstwo utalentowanych ludzi, którzy nie mają gdzie się pokazać. Pomożemy im – zapewnia Piotr. Ważnym punktem w programie imprez Czytelni

16

SALT@PEPPER nr 2/2010

Kawy staną się koncerty. Bracia Czyż potrafią odkrywać i namawiać do występów bardzo interesujących artystów. Takich jak Et Tumason, ekscentryczny bluesman z Islandii. Jak udało się zachęcić go do występu w małym, radomskim klubie? – Jeśli ktoś widzi, że koncert organizują ludzie z pasją, z którymi dobrze mu się rozmawia, to często nawet nie pyta o honorarium – śmieje się Paweł. Program imprez jest już zapełniony do połowy stycznia. Właściciele Czytelni Kawy chcą zachęcać mieszkańców naszego miasta do wyjścia z domu nie tylko „od święta”. – Dlatego niektóre koncerty planujemy na środę czy czwartek. Mam nadzieję, że wielu radomian zamiast spędzać wieczór przed telewizorem, będzie wolało wpaść do nas – mówi Paweł. Lokal jest na razie klasyczną kawiarnią. Jednak niewykluczone, że w przyszłości menu wzbogaci się o autorskie potrawy braci Czyż. – Na razie testujemy je na naszych bliskich – żartuje Piotr.

RAF


PASJE

Miniaturowy świat Potężna ładowarka do złudzenia przypomina prawdziwą maszynę budowlaną. Tylko, że 25 razy mniejszą od oryginału i wykonaną z kartonu. To cudo jest dziełem radomianina Marcina Kudelskiego, którego projekty cenią modelarze z całego świata kowej roboty” ze Stanów Zjednoczonych czy Korei Południowej. Marcin Kudelski snuje wiele planów na przyszłość. Kolejnym projektem ma być znów wielka maszyna zza wschodniej granicy – ciągnik używany przez armię rosyjską. Współpracę z Renova Model nawiązał również radomski magistrat. Urzędnicy słusznie uznali, że firma znakomicie wpisuje się w hasło miasta – „siła w precyzji”. – Mam kilka pomysłów na wypromowanie Radomia. Z kartonu można wykonać każdy model – na przykład katedrę czy kościół garnizonowy. Wyglądałyby znakomicie – rozmarza się Marcin Kudelski.

T

wórca firmy Renova Model dobrze pamięta początek przygody z modelarstwem. – Miałem 13 lat i w moje ręce trafił popularny wówczas magazyn „Mały modelarz” z samolotem Mirage III. Wiele części nie pasowało do siebie, ale to nie przeszkadzało, żebym złapał bakcyla – śmieje się Marcin Kudelski. Na biurku przybywało sklejonych pojazdów, a młody człowiek snuł marzenia o własnych projektach. Zrealizował je pięć lat temu, gdy założył wydawnictwo z kartonowymi modelami do sklejania. Pierwszym z nich był potężna, rosyjska ciężarówka Kraz 255 B. – Dlaczego? Kiedy byłem mały, podziwiałem samochody wyjeżdżające z betoniarni, w której pracowała moja mama – wyjaśnia Marcin Kudelski. Z sentymentu powstał również inny jego projekt – studnia stojąca na rynku w Kazimierzu Dolnym. – Z tego miasteczka pochodzi rodzina żony, więc chciałem zrobić jej

przyjemność – mówi nasz rozmówca. Dumą wydawnictwa Renova Model jest również ładowarka kołowa Ł-34, wykonana na zlecenie firmy ze Stalowej Woli. Zbieranie dokumentacji i opracowywanie projektu trwało kilka miesięcy. Niezwykle precyzyjny model składa się z blisko 2 tysięcy elementów. Ile czasu zajmuje jego wykonanie? – Jeśli poświęcimy na to kilka godzin dziennie, to około trzech miesięcy – twierdzi Marcin Kudelski. Projekty radomskiego wydawnictwa cieszą się dużą popularnością wśród modelarzy na całym świecie. Na j w i ę c e j odbiorców pochodzi z Niemiec, Rosji i Czech, ale sięgają po nie także miłośnicy „papier-

Kiedy byłem mały, podziwiałem samochody wyjeżdżające z betoniarni

nr 2/2010 SALT@PEPPER

17


STYL ŻYCIA

Sukces w sieci W internecie można zarabiać naprawdę duże pieniądze – przekonuje radomianin Jakub Cyran, który już w wieku 17 lat mógł się pochwalić większymi dochodami niż rodzice czy nauczyciele. Teraz radzi innym, jak odnieść sukces w sieci

J

akub jest zafascynowany możliwościami internetu. Edukację zakończył wcześnie, bo uznał, że szkolna wiedza nie przyda się w realizacji jego planów. – Zdecydowanie więcej nauczyłem się, wymieniając doświadczenia z osobami, które odniosły sukces w branży internetowej – wyjaśnia. Jako bardzo młody człowiek założył firmę zajmującą się reklamą w sieci. Niedawno sprzedał ją z wielkim zyskiem. Najbliższe miesiące zamierza spędzić w Bieszczadach. Odpoczywając i planując kolejne przedsięwzięcie. Na razie nie chce zdradzać szczegółów nowego pomysłu. – Mogę tylko powiedzieć, że projekt będzie składał się z 12 niezależnych modułów. Jeśli któryś z nich nie 18

SALT@PEPPER nr 2/2010

okaże się rentowny, inne sobie bez niego poradzą – informuje z tajemniczym uśmiechem. Jakub Cyran chętnie dzieli się swoim doświadczeniem z innymi. Od 2009 r. organizuje w Radomiu barcampy, czyli spotkania osób interesujących się branżą internetową. Każde z nich gromadzi około 150 osób. Gośćmi są ludzie sukcesu, np. Rafał Agnieszczak, twórca popularnych serwisów fotka.pl oraz świstak.pl. – Na innej imprezie pojawił się wiceprezes portalu tlen.pl, który przyjechał czerwonym ferrari. To najlepsze potwierdzenie potencjału branży – śmieje się Jakub. Atmosfera barcampów jest bardzo swobodna, a giganci polskiego internetu długimi godzinami rozmawiają

z młodymi uczestnikami spotkań na temat ich pomysłów. Ostatnia tegoroczna impreza odbyła się 15 grudnia w Wyższej Szkole Handlowej. Następna jest planowana na luty. Zdaniem Jauba Cyrana w najbliższych latach czeka nas prawdziwy, internetowy boom. – Coraz więcej Polaków ma telefony z dostępem do sieci. Stojąc w korku albo siedząc w autobusie zrobimy zakupy w internetowych sklepach, bo będzie nam szkoda czasu na odwiedziny marketów – przekonuje. Cieszy się, że barcampy są popularne. – To dowód, że w Radomiu nie brakuje kreatywnych osób – dodaje. RAF


SESJA S@P

Gwiazdka m Zawsze są tam, gdzie dzieją się ważne rzeczy. W ich słowniku nie istnieje pojęcie „czas wolny”, ponieważ informacje muszą często zdobywać po pracy. Salt@Pepper spotkał się przy wigilijnym stole z radomskimi dziennikarkami, które opowiedziały nam o swoich świętach 20

SALT@PEPPER nr 2/2010


medi贸w


SESJA S@P

J

ustynę Piątek, dziennikarkę telewizji Dami znamy z ekranów telewizora. Artykuły Ewy Podsiadły możemy przeczytać w tygodniku „7 dni”, a Agnieszki Witczak – „Echu Dnia”. Głosy Eli Cieślak i Moniki Nowakowskiej na pewno kojarzą słuchacze Radia Eska. Bardzo zapracowane zazwyczaj dziewczyny zaprosiliśmy na sesję zdjęciową, która odbyła się w gościnnych wnętrzach restauracji Europejska. Dociekliwe dziennikarki tym razem same musiały odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących Bożego Narodzenia.

Ewa Podsiadły

Świąteczny strój: elegancki czy swobodny? Justyna: Najlepiej połączyć dwa w jednym. Lubię czuć się komfortowo i wygodnie, ale przy okazji powinno to być coś eleganckiego, niecodziennego. Monika: Elegancja, ale swobodna. Tak dla spódnicy, nie dla spodni. Ela: Powinno być to coś wyjątkowego. Najbardziej lubię sukienki, koniecznie z czerwonymi dodatkami. Agnieszka: Musi być elegancko. Najlepiej, gdy jest to coś, w czym jeszcze nie byłam. Oczywiście czasem wkładam fartuch, gdy trzeba pomóc w kuchni. Ewa: Przede wszystkim wygodny, choć oczywiście musi być również schludny. Co roku spędzam święta w gronie najbliższej rodziny, więc we własnym gronie nie musimy być przesadnie eleganccy. Choinka: sztuczna czy naturalna? Agnieszka: Prawdziwa, pachnąca i w doniczce. Zawsze ubierana przez całą rodzinę. Monika: Zdecydowanie prawdziwa. Ubóstwiam zapach świeżej choinki. Ewa: Zawsze prawdziwa i to przystrojona przeze mnie. W ubiegłym roku po raz pierwszy kupiliśmy choinkę w doniczce, ale niestety się nie przyjęła. Może teraz będzie inaczej? Justyna: Prawdziwa! Ten zapach... Oczywiście później jest problem ze spadającymi igłami, ale to też ma swój urok. Ela: Co roku kupujemy choinkę w doniczce. Pięknie pachnie i zapewnia niesamowity nastrój. Po świętach sadzimy drzewko na działce. Do tej pory wszystkie się przyjęły i mamy już mały zagajnik.

Ela Cieślak

Agnieszka Witczak 22

SALT@PEPPER nr 2/2010

Wigilijne potrawy: tradycyjne czy nowoczesne? Ewa: Od lat przygotowujemy te same potrawy i wciąż smakują wyśmienicie. A jeśli już decydujemy się poeksperymentować, to zwykle z mojej inicjatywy. I efekty bywają różne. Justyna: Tylko tradycyjne. Karp smażony przez moją mamę nigdzie nie smakuje tak bosko. To jest kulinarna rewelacja. Ela: Raczej tradycyjne. Moją specjalnością jest karp w sosie greckim, bardzo lubię też barszcz czerwony z mikroskopijnymi uszkami, które wypełnia farsz z prawdziwków. W ubiegłym roku trochę poeksperymentowałam, ale z tradycyjną recepturą. Zrobiłam ciasto z mnóstwem bakalii. Przygotowuje się je trzy tygodnie przed Wigilią i do świąt przechowuje w pudełku. Agnieszka: Tradycyjne i nowoczesne. Te pierwsze to przede wszystkim pierogi z grzybami i kapustą, które przygotowuje babcia. Są słynne w całej rodzinie. Wszyscy znają przepis, ale nikomu nie wychodzą tak dobre, jak babci. Ostatnio eksperymentujemy z sałatkami, na stole pojawiają się też bardziej współczesne desery. Monika: Klasyka. Karp i mój ulubiony barszcz z suszonymi grzybami i kaszą gryczaną. Ostatnio do wigilijnego menu włączyliśmy śledzia w potrawce, z jabłkami i śmietaną. Pychota! Prezenty: praktyczne czy zwariowane? Ela: Muszą być przede wszystkim niespodzianki. Zwykle są to niepraktyczne drobnostki, które wywołują uśmiech. I zawsze przynosi je anioł, a nie Święty Mikołaj. Monika: Chyba jednak wolę praktyczne. Może być biżuteria, fajna czapka czy rękawiczki. Ewa: Praktyczne. Raz w życiu kupiłam siostrze zbyt zwariowany prezent i wy-


SESJA S@P

pomina go do dzisiaj. Od tego momentu robię przemyślane zakupy i daję bliskim tylko praktyczne prezenty. Agnieszka: W naszej rodzinie losujemy, komu w tym roku sprawimy prezent i w jakiej kwocie mamy się zmieścić. Czasem jest to coś odlotowego, czego ktoś nie kupi sobie sam. Innym razem stawiamy na praktyczne prezenty, ale unikamy skarpetek czy krawatów. Justyna: Różne. Praktyczny prezent jest fajny, bo nie będzie to bibelot, który po świętach wyląduje na dnie szafy. Z kolei zwariowany podarunek na pewno zaskoczy, co również jest ważne. Święta: w domu czy na wyjeździe? Agnieszka: Mój dom rodzinny w Zakrzewie to duży ogród i choinki, więc nie muszę wyjeżdżać, żeby poczuć się jak w górach. Ewa: Święta zawsze spędzam w domu. Chyba nie wyobrażam sobie wyjechać gdzieś w Boże Narodzenie. Justyna: W domu. Lubię rodzinną atmosferę. Brat i siostra mają już swoje rodziny, więc jak się wszyscy spotykamy, jest bardzo wesoło. Monika: Jak święta, to tylko w domowej, rodzinnej atmosferze. Ela: Rodzinne, ale czasem na wyjeździe. Na przykład w Zwierzyńcu, gdzie zima jest niezwykle malownicza. Justyna Piątek Czas wolny: na kanapie czy w ruchu? Justyna: Na kanapie. Uwielbiam leniuchować z dobrą książką czy fajnym filmem. Ewa: Na kanapie, oglądając „Kevina samego w domu”. Cały rok na niego czekam! Ela: Dużo spacerujemy i podziwiamy piękno świata. Monika: Jedno i drugie. Mieszkam w okolicy lasu, więc po świątecznym obiedzie często wychodzimy na spacer. Agnieszka: Na kanapie, ale lubimy też spacery po lesie całą rodziną. ROZMAWIAŁ: RAFAŁ NATORSKI ZDJĘCIA: ŁUKASZ WÓJCIK WWW.FABRYKASTUDIO.PL WSPÓŁPRACA: ANNA PAJĄK

Make up i stylizacja fryzur: Salon CitySpaFema (Radom, ul. 25 Czerwca 63) Dziennikarki ubrał sklep VIA MODA (Radom, ul. Żeromskiego 31) Wnętrza: Restauracja Europejska (Radom, ul. Słowackiego 11) Monika Nowakowska

nr 2/2010 SALT@PEPPER

23


ZDROWIE

Przejedzone święta W czasie Bożego Narodzenia często zapominamy o zasadach zdrowego odżywiania. Rodzinne spotkania przy zastawionym stole sprawiają, że wskaźnik wagi błyskawicznie rośnie. Radzimy, jak tego uniknąć

Ś

wiąteczne przysmaki są tak kuszące, że nasze coroczne deklaracje o zachowaniu umiaru w jedzeniu i piciu pozostają zwykle niezrealizowanym planem. Podczas biesiady szybko o nich zapominamy, co później kończy się problemami z żołądkiem, wyrzutami sumienia, a co najważniejsze – kilkoma kilogramami więcej.

Warto zastosować kilka trików, które sprawią, że świąteczne potrawy staną się mniej tuczące: - przed posiłkiem wypij szklankę wody niegazowanej, która wypełni żołądek, zmniejszy apetyt i poprawi trawienie, - zamień zwykły majonez na ten w wersji „light” lub jogurt naturalny, - wybieraj pieczywo pełnoziarniste i nie więcej niż 2-3 kromki, - do zupy dodaj śmietanę niskoprocentową lub zastąp ją jogurtem naturalnym, - przyrządzaj ryby i mięsa pieczone lub gotowane, - zamiast wysokokalorycznych ciast z dużą ilością cukru, jedz owoce i bakalie,

- do potraw dodawaj zioła wspomagające trawienie: imbir, gałkę muszkatołową, ziele angielskie, rozmaryn, majeranek, lubczyk, tymianek, koper, miętę, szałwię, cząber, jałowiec, kminek i cynamon; - unikaj dodatków, które mają działanie pobudzające apetyt: pieprzu, papryczki, musztardy czy chrzanu; - nadzienia i farsze przyrządzaj na bazie warzyw, - wybierz jeden kawałek ciasta normalnej wielkości, zamiast kilka mniejszych porcji, - zdejmuj skórę z kurczaka i indyka,

która wspaniale smakuje, ale jest bardzo kaloryczna, Mimo to wielu z nas nie uniknie przejedzenia. Co należy wtedy zrobić? Najlepszym sposobem na niestrawność jest ruch na świeżym powietrzu. Jednak, żeby nabrać ochoty na spacer, trzeba się lepiej poczuć. Czasem nie pomoże zwykła herbata. Warto zastosować wtedy zioła: miętę pieprzową, rumianek pospolity, mniszek lekarski oraz dziurawiec zwyczajny. Robimy z nich napar, który na pewno uśmierzy ból żołądka. MAJA


MOTO

Triumf

ekologii

Znamy już Samochód Roku 2011. Zaszczytny tytuł otrzymał Nissan Leaf – zdecydowało jury, w skład którego weszli dziennikarze z 23 krajów europejskich w ciągu dnia pokonują zwykle mniejszy dystans. Obok „zielonego” auta na podium konkursu znalazły się również: Alfa Romeo Giulietta i Opla Meriva. Na dalszych miejscach znalazły się: Ford C-MAX/Grand C-MAX, Citroen C3/DS3, Volvo S60/V60 i Dacia Duster. To drugi sukces Nissana w historii plebiscytu. W 1993 r. wygrała go Micra.

Leaf To elektryczny samochód rodzinny z segmentu C. Auto jest pozornie małe, ale oferuje podobną przestrzeń jak „tradycyjni” rywale. Przednie koła napędzane są mocą około 108 KM. Ekologiczny Nissan może rozpędzić się do 140 km/h. Przy pełnym naładowaniu akumulatora przejedziemy około 160 km, co według statystyk powinno zadowolić 80 proc. europejskich klientów, którzy

26

SALT@PEPPER nr 2/2010

Nagroda Car of the Year To jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w branży motoryzacyjnej. Tytuł „samochodu roku” przyznawany jest od

1964 roku. Warunkiem dopuszczenia danego modelu do rywalizacji jest wprowadzenie go do sprzedaży w przynajmniej pięciu różnych krajach Europy. Auto musi kupić co najmniej pięć tysięcy osób. Sędziowie, czyli 59 dziennikarzy motoryzacyjnych z różnych krajów (w tym dwóch z Polski) oceniają samochody według kilku kryteriów: wyglądu, komfortu, bezpieczeństwa, ekonomii, właściwości jezdnych, osiągów, funkcjonalności, ekologii, a wreszcie – ceny oraz stosunku jakości do ceny. W ubiegłym roku triumfował Volkswagen Polo, a dwa lata temu Opel Insygnia. RAF


SYLWESTER

Zabawa z bąbelkami

mentacji szampan leżakuje przynajmniej Sylwester kojarzy się rok. Gdy dojrzeje, butelki ustawia się do z huczną imprezą, góry dnem, tak by osad drożdżowy zebrał się w ich szyjkach. Następnie szyjki butefajerwerkami i oczywiście lek zamraża się w celu wytworzenia czolodowych. Po usunięciu korka ciszampańskimi bąbelkami. pów śnienie wypycha czop z osadem. PonowAle czy na pewno są one nie zakorkowane i odrutowane butelki leżakują jeszcze przez kilka miesięcy. Nie nazywajmy więc każdego wina z bąbelszampańskie? kami szampanem. Niektóre z nich faktyczZazwyczaj jednak nie... nie wytwarza się metodą zbliżoną do produk-

W

iększość z nas wita nowy rok wynalazkami typu „Sowietskoje Igristoje” lub musującym winem. Ale czy warto? Taka noc jest tylko raz w roku i wszyscy chcą ją godnie uczcić. Może więc postarać się na ten jeden wieczór o prawdziwego szampana? Czym ten trunek różni się od win musujących? Wszystkim! Porównywanie ich to jak ocenianie jazdy Fiatem 126p i Mercedesem. Poruszać się można jednym i drugim, ale komfort i wrażenia są odmienne. Prawdziwy szampan pochodzi z francuskiej Szampanii i jego nazwa jest zastrzeżona. Proces produkcji jest dość skomplikowany. Na początku miesza się moszcz winny pochodzący z różnych odmian i winnic. Tak uzyskane młode wino jest rozlewane do butelek i dodaje się do niego cukier oraz drożdże. Po wtórnej fer28

SALT@PEPPER nr 2/2010

cji szampana – wtórna fermentacja odbywa się w butelkach. Inny rodzaj win musujących fermentuje w kadziach, jeszcze inny (niestety,

ten najbardziej popularny) to wina sztucznie nasycane dwutlenkiem węgla. Wrażenia z degustacji szampana w czasie imprezy sylwestrowej będą niezapomniane. Jedna, ale istotna rada – nie otwierajmy butelek z wielkim hukiem! To po prostu nie przystoi, nawet w tę noc. Żeby w pełni nacieszyć się smakiem szampana, podawajmy go schłodzonego do 5-7 stopni, ale pod żadnym pozorem nie powinno się go wkładać do lodówki. Najlepsze jest wiaderko wypełnione lodem. Szampańskiej zabawy! MARCIN WOŁOSZCZAK www.winamarcina.pl


KOBIETA

Prezenty dla Niej

Kalendarz Paulo Coelho Inspirujące wydawnictwo opatrzone fragmentami dzieł popularnego brazylijskiego pisarza. Każdy rozdział zabiera czytelnika we wspaniałą podróż, w której towarzyszą nam przepiękne ilustracje Cataliny Estrady. Rysunki nawiązują do folkloru południowoamerykańskiego. Cena: 35 zł

Gorący miś Sympatyczny pluszak rozgrzeje nas w zimowe wieczory. W brzuszku misia umieszczono woreczek wypełniony ziarnami pszenicy i odrobiną lawendy. Możemy go wyjąć i podgrzać w kuchence mikrofalowej. Miś bardzo długo będzie trzymał ciepło. Kupimy go na stronie www.2future.pl. Cena: 52 zł

Japońskie drzewko Sakura Niezwykła ozdoba wykonana jest ze specjalnego japońskiego papieru. Wszystko, co musisz zrobić, to rozłożyć je i umieścić w dołączonym stojaku, a następnie oblać magiczną wodą, którą też znajdziesz w zestawie. Później pozostaje tylko czekać i obserwować, jak drzewko zakwita tysiącem bladoróżowych pąków. Dostępne na stronie www.2future.pl. Cena: 55 zł

Hell's Kitchen: The Game Masz szansę zaimponować Gordonowi Ramsayowi. W tej komputerowej grze każdy twój ruch jest obserwowany i oceniany przez słynnego kucharza. Aby stać się mistrzem, musisz opanować trzy podstawowe umiejętności – przygotowania, gotowania i obsługi. W grze znajdziesz ponad 35 autentycznych przepisów Gordona Ramsaya. Cena: 49 zł

Netbook Aspire Happy One Limitowana edycja w czterech kolorach: różowym, lawendowym, limonkowym lub niebieskim. Netbook firmy Acer jest cienki (24 mm) i lekki (1,25 kg). Bateria wytrzymuje 8 godzin, a panel podświetlają diody LED, co daje lepszą jakość obrazu. Cena: 1400 zł

Patelnia 4 Hearts Przez żołądek do serca – głosi stare porzekadło. Jego prawdziwość możemy sprawdzić dzięki teflonowej patelni, która jest idealna do smażenia jajek czy naleśników. Dostępna na stronie www.crazyshop.pl. Cena: 59 zł

30

SALT@PEPPER nr 2/2010

Portmonetka Swarovski SV-250 Szykowna skórzana portmonetka zdobiona kryształami Swarovskiego. Kieszeń na bilon zapinana na zatrzask, 2 przegrody na banknoty, 7 miejsc na karty kredytowe, 3 kieszonki (w tym jedna przezroczysta). Zapakowana w eleganckie drewniane pudełko. Cena: 260 zł

Mini stepper HMS S 7701 Przyrząd do ćwiczeń mięśni nóg i pośladków w domowym zaciszu. Czytelny komputer z intuicyjną obsługą pozwala na łatwą kontrolę funkcji. Stepper polecany jest szczególnie osobom odchudzającym się i pracującym nad lepszą sylwetką. Cena: 220 zł


MĘSKI ŚWIAT

Niezwykły świat Seria płyt dvd, które zapewnią ekstremalną podróż po najpiękniejszych zakątkach świata bez wychodzenia z domu. Gratka dla miłośników przyrody i ludzi, którzy potrafią docenić prawdziwe piękno. Cena: 67 zł Czytnik elektroniczny Onyx Boox 60 Najbardziej zaawansowany technologicznie e-czytnik na polskim rynku, dzięki któremu ulubione książki masz zawsze przy sobie. Nie męczy wzroku, wyposażono go w syntezator mowy IVONA, ekran dotykowy, moduł Wi Fi i odtwarzacz MP3. Cena: 1199 zł

Hełm Lorda Vadera Który z nas nie marzył, żeby choć na chwilę stać się jednym z najbardziej przerażających „czarnych charakterów” w historii kina? Hełm Vadera wyprodukowała znana amerykańska firma Rubies Costumes. „Nakrycie” ma certyfikat Georga’a Lucasa, twórcy „Gwiezdnych wojen”. Do hełmu można dokupić elektroniczny oddech Lorda Vadera i miecz świetlny. Kupimy go na stronie www.toys4boys.pl. Cena: 179 zł

Prezenty dla Niego

Wkrętarka Bosch IXO VinoSpecjalnie na święta Bożego Narodzenia firma Bosh wprowadziła na rynek unikatową edycję popularnej wkrętarki akumulatorowej. W eleganckim, drewnianym pudełku – poza narzędziem, zestawem bitów i ładowarką – znajduje się specjalna końcówka- korkociąg do otwierania wina. Cena: 260 zł

Parasol samuraja Idealny prezent dla miłośników kultury japońskiej. Rączka parasola jest stylizowana na rękojeść samurajskiego miecza. Gadżet świetnie wygląda, ale oprócz tego jest bardzo praktyczny i na pewno ochroni nas przed deszczem. Dostępny na stronie www.toys4boys.pl. Cena: 80 zł

Tarcza elektroniczna Spokey Dzięki temu urządzeniu będziesz mógł organizować domowe zawody w darta. Maksymalna liczba graczy – ośmiu. Elektroniczna tarcza jest zamykana. Zaprogramowano w niej 20 różnych gier.Cena: 210 zł

Tissot T-Race Trio szwajcarskich zegarków inspirowanych światem sportów motorowych. Jaskrawe kolory: czerwony, żółty i pomarańczowy nawiązują do barw toru wyścigowego. Na cyferblacie wykorzystano motywy motocyklowe. Cena: 1780 zł

Zestaw Parker Jotter Funkcjonalny komplet zawierający długopis i ołówek. W zestawie jest również etui na zamek z suwakiem w kształcie logo Parkera. Cena: 75 zł

nr 2/2010 SALT@PEPPER

31


NA OSTRZU NOŻA

Święto ryby Beatę i Maćka łączy wspólna pasja, czyli gotowanie. W tym numerze zdradzają swoje popisowe przepisy na wigilijne potrawy. Wypróbujcie je, a goście przy świątecznym stole będą zachwyceni BEATA – lektor języka angielskiego, wielbicielka talentu Emily Dickinson oraz długich spacerów. Poznawanie świata i jego smaków uważa za największą przygodę! Przygotujcie się na niezwykłe doznania kulinarne.

MACIEK – przez lata studiował nauki największych filozofów, jednak nadal nie poznał odpowiedzi na najważniejsze pytania. Obecnie zgłębia tajniki finansów i ubezpieczeń. Z zamiłowania nurek i motocyklista.

ŚLEDZIK POD PIERZYNKĄ

CYTRYNOWY ŁOSOŚ Z PESTO

• • • • • • • •

ŁOSOŚ • dwa kawałki ryby (ok. 25 dag każdy) • sok z jednej cytryny • pół szklanki oliwy z oliwek • kilka listków laurowych, świeży tymianek • sól, pieprz

1-2 opakowania śledzi typu „Matjas” dwa jajka na twardo dwie ugotowane marchewki dwa ugotowane ziemniaki ugotowany burak cebula majonez ser żółty

Chyba nikt nie wyobraża sobie wigilijnego stołu bez śledzika. Proponuję bardzo smaczną i przede wszystkim dekoracyjną sałatkę. Ugotowane marchewki, jajka, ziemniaki i buraka ścieram na tarce o grubych oczkach. Cebulę kroję w drobną kostkę i sparzam gorącą wodą. Później solę wszystkie warzywa. Śledziki kroję w grube paski. Biorę szklane, przezroczyste naczynie (może być okrągłe, owalne, kwadratowe czy prostokątne). Na dnie układam kolejno warstwami: śledzie, cebulkę, starte marchewki, jajko, ziemniaki i buraka. Wierzch smaruję warstwą majonezu i posypuję serem żółtym startym na drobnych oczkach. Warstwy można powtarzać, co tworzy niesamowitą, miłą dla oka i żołądka wigilijną potrawę. Życzę wesołych świąt ze śledzikiem!

32

SALT@PEPPER nr 2/2010

PESTO • pęczek kolendry • 2-3 ząbki czosnku • 2 łyżeczki orzeszków pini • 1/3 szklanki oliwy z oliwek • 1/3 szklanki startego parmezanu Oliwę z oliwek mieszam z sokiem z cytryny, dodaję skruszony liść laurowy i tymianek. Do tak przygotowanej marynaty wkładam łososia. Wstawiam do lodówki na dwie godziny. Teraz mam czas na przygotowanie pesto. Miksuję kolendrę, czosnek, orzeszki i ser, powoli dodając oliwę. Przyprawiam do smaku solą i pieprzem. Wracam do łososia. Na patelni rozgrzewam odrobinę oliwy z oliwek. Łososia wyjmuję z marynaty, osuszam, posypuję solą i pieprzem, smażę po siedem minut z obu stron. Wykładam na talerze z niewielką ilością pesto. Gotowe! Polecam ze świeżymi warzywami i szparagami.


TEATR

Zakonnica w przebraniu Tańczące i śpiewające zakonnice będą królowały na scenie radomskiego teatru. W sylwestrową noc zaplanowano premierę komedii muzycznej „Siostrunie”, która odnosi sukcesy na całym świecie

B

ohaterkami absurdalnej sztuki Dana Goggina jest pięć zakonnic, które muszą zebrać pieniądze na pochówek współsiostrzyczek zatrutych grzybami przez klasztorną kucharkę. Postanawiają wystąpić przed widzami w zaimprowizowanym show. Będą tańczyć, śpiewać, opowiadać o codzienności konwentu, swoich pasjach i wyborach drogi życiowej. W rolę pogodnych zakonnic wcielą się: Izabela BrejtkopFrączek, Karolina Łękawa, Magdalena Pawelec, Iwona

Pieniążek i Patrycja Zywert. Sztuka została przetłumaczona na 21 języków i odniosła spektakularny sukces w kilkudziesięciu krajach. Reżyserem radomskiego spektaklu jest Maciej Korwin, autor wielkiego przeboju Teatru Powszechnego – musicalu „Skrzypek na dachu”. W przerwie między kolejnymi próbami znalazł czas na rozmowę z „Salt@Pepper”. Zakonnice zostały otrute, a inne siostry śpiewają i tańczą. Nie obawia się pan, że to kontrowersyjny temat?

Wręcz przeciwnie. To bardzo zabawna, przyjemna do oglądania komedia. Idealna na czas karnawału. Trzeba podkreślić, że nie dotykamy kwestii religijnej. Przez całą sztukę siostry opowiadają,jaką radość sprawia im pobyt w klasztorze. Z doświadczeń innych teatrów wiem, że „Siostrunie” bardzo podobają się prawdziwym zakonnicom. Ludziom, którzy obawiają się co z tego będzie, odpowiadam: będzie bardzo zabawnie.

W czym tkwi fenomen popularności tej sztuki? W zderzeniu zakonnic z tańcem i śpiewem. Z dobrej obserwacji naszych charakterów, ambicji, a czasem także niedoskonałości. Wielkim atutem sztuki są świetnie napisane, bardzo melodyjne piosenki, a także dowcipny tekst, znakomicie przetłumaczony przez Marcela Kochańczyka. „Siostrunie” to optymizm i radość. Chciałbym, żeby publiczność wychodziła z teatru uśmiechnięta. Powtórzy pan sukces „Skrzypka na dachu”? Tego się nigdy nie da przewidzieć. Ogromnie się cieszę z tego, że „Skrzypek” się podobał. To dla mnie duże zobowiązanie. Tym bardziej, że radomska publiczność przez ostatnie lata została dobrze przygotowana do odbioru spektakli muzycznych. Obiecuję, że aktorki dadzą z siebie wszystko i swoją energią wypełnią całą scenę. Liczę na dobrą frekwencję, bo dla komedii muzycznej nie ma nic gorszego niż pusta sala. RAFAŁ NATORSKI FOT: KAMIL STRUDZIŃSKI

34

SALT@PEPPER nr 2/2010


FILM

DO ZOBACZENIA

W KINIE www.heliosnet.pl MEGAHIT

OPOWIEŚCI Z NARNII – PODRÓŻ WĘDROWCA DO ŚWITU

Trzecia część cyklu filmowych podróży do krainy Narnia, którą wyczarował w swoich powieściach angielski pisarz C.S. Lewis. Łucja, Edmund oraz ich nieznośny kuzyn Eustachy za pomocą magicznego obrazu przenoszą się na pokład „Wędrowca do Świtu”. Na okręcie ponownie spotykają młodego księcia Narnii – Kaspiana. Muszą pomóc mu w próbie odnalezienia dawno zaginionych przyjaciół ojca – baronów narnijskich zesłanych na odległe wyspy przez uzurpatora Miraza. Podróżnicy docierają do krainy, z której pochodzi lew Aslan. Film został nakręcony w technologii 3D. Premiera – 25 grudnia

PREMIERA

TRON 3D Kontynuacja kultowego filmu z 1982 roku, w którym wykorzystano rewolucyjną wówczas technologię komputerowych efektów specjalnych. W sequelu ponownie zobaczymy genialnego Jeffa Bridgesa w roli Kevina Flynna. Premiera – 31 grudnia PREMIERA

MEGAMOCNY

Twórcy „Shreka”, „Madagaskaru” i „Kung Fu Panda” przedstawiają nowego bohatera – diabolicznego Ooberminda, który od ponad 20 lat usiłuje podbić Ziemię. Za każdym razem jednak jego plany krzyżuje zamaskowany super-bohater Metro Man. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy Oobermind podczas jednej ze swoich akcji przypadkowo zabija Metro Mana. Nie mając żadnego wroga, zniechęcony geniusz zła postanawia stworzyć sobie nowego super-przeciwnika. Premiera – 7 stycznia

KULTOWISKO RUSZAMY W REJS Nie kojarzysz cytatów, które rzucają znajomi na imprezie? Przygotowaliśmy dla ciebie przewodnik po najbardziej kultowych filmach. W tym numerze – „Rejs” Komedia Marka Piwowskiego została uznana przez czytelników „Polityki” polskim filmem wszechczasów. W czym tkwi fenomen absurdalnej opowieści o rejsie wycieczkowym statkiem po Wiśle? Twórcom udało się osiągnąć wrażenie pełnej spontaniczności rozgrywających się przed kamerą zdarzeń. Czujemy się jakbyśmy rzeczywiście uczestniczyli w zebraniu prowadzonym przez „kaowca” (świetny Stanisław Tym) czy konkursie, podczas którego pa-

„Bardzo mi przykro. Inżynier Mamoń jestem” „W tak pięknych okolicznościach przyrody” „Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy” „Przejdźmy od słów do czynów.

dają kultowe pytania o „miasto na literę K” albo „zwierzę hodowane nad Wisłą”. „Rejs” nie byłby jednak kultowym filmem, gdyby nie kreacje niepowtarzalnych osobowości polskiego kina: Tyma, Jana Himilsbacha czy Zdzisława Maklakiewicza. Sceny z ich udziałem można oglądać bez przerwy i ciągle są równie śmieszne. Diagnoza polskiego kina, którą przedstawia inżynier Mamoń, do dzisiaj nie straciła aktualności („Nic się nie dzieje. Dialogi niedobre...”). Tego filmu nie sposób opisać, trzeba go koniecznie obejrzeć – każdą minę, grymas, kadr po kadrze. Zapraszamy na „Rejs”.

Chciałem powiedzieć kilka słów” „Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu... poprzez... reminiscencję” „W damskiej ubikacji napisane jest „głupi kaowiec” „Pytania są tendencyjne”


NIE PRZEGAP

KOLĘDY I PASTORAŁKI W RYTMIE WALCA

SYLWESTER POD GWIAZDAMI

Finał IX Ogólnopolskiego Festiwalu Kolęd i Pastorałek odbędzie się 28-29 grudnia w Resursie Obywatelskiej. Formuła imprezy jest unikatowa, organizatorzy zwracają szczególną uwagę na staropolskie kolędy i pastorałki. Festiwalowi towarzyszą warsztaty prowadzone przez wybitnych znawców muzyki. Do Radomia przyjadą zwycięzcy regionalnych eliminacji, które odbywały się w różnych regionach naszego kraju. Przesłuchania uczestników rozpoczną się 28 grudnia o godz. 11. Koncert finałowy, podczas którego poznamy zwycięzców festiwalu, zaplanowano na 29 grudnia. Gwiazdą imprezy będzie zespół Trebunie Tutki. Początek – godz. 17. Wstęp wolny.

Na Koncert Sylwestrowy zaprasza Radomska Orkiestra Kameralna zaprasza. Publiczność będzie mogła posłuchać najpiękniejszych arii oraz uwertur z operetek. Nie zabraknie przebojów „króla walca” – Johanna Straussa. Muzycy zaproszą nas do XIX-wiecznego Wiednia i Florencji. Odwiedzimy również Broadway i londyński West End. Solistom teatrów muzycznych z Poznania i Warszawy: Annie Kutkowskiej-Kass (sopran), Margaricie Elia (sopran) oraz Markowi Szymańskiemu (tenor) towarzyszyć będzie radomska orkiestra pod dyrekcją Macieja Żółtowskiego, a także grupa baletowa. Koncert rozpocznie się 31 grudnia o godz. 18. Bilety kosztują 70 i 80 zł.

ŚWIAT WEDŁUG PIAF

DWADZIEŚCIA LAT MINĘŁO

GDYBYM BYŁ BOGATY...

Zespół Raz, Dwa, Trzy wystąpi 15 stycznia w klubie Strefa G2. Grupa charyzmatycznego wokalisty Adama Nowaka od lat cieszy się dużym uznaniem, czego dowodem są liczne nagrody, a także tłumy na występach. Kapela świętuje 20-lecie działalności scenicznej. Z tej okazji wydano dwupłytowy album „Raz, Dwa, Trzy – Dwadzieścia”, który jest zapisem wyjątkowego koncertu zespołu z udziałem zaproszonych gości oraz Orkiestry Kameralnej Hanseatica. Początek radomskiego występu – godz. 20, wstęp od godz. 19. Bilety kosztują: 50 zł (dzień koncertu 60 zł). Można je kupić w G2, Videofoksie, kawiarni Pod Kasztanami i restauracji Fanaberia.

Kto z nas nie marzy, żeby być bogaczem, nie musieć pracować i zapewnić dostatnie życie najbliższym? Takie fantazje ma też Tewie, bohater jednego z najsłynniejszych musicali w historii. W Teatrze Powszechnym możemy obejrzeć i posłuchać „Skrzypka na dachu” –pogodną, dowcipną, pełną ciepła opowieść o świecie, którego już nie ma. Świetne aktorstwo, imponująca scenografia, brawurowa choreografia, 150 kostiumów, ponad 40 wykonawców. I przede wszystkim piękna muzyka z takimi hitami jak: „Gdybym był bogaczem”, „L’Chaim” czy wzruszającym „To świt, to zmrok”. Najbliższe spektakle: 13, 14, 15 i 16 stycznia o godz. 18. Przedsprzedaż biletów: 384 53 22, 604 56 64 06, bilety@teatr.radom.pl. Organizujesz ciekawy event, koncert czy wystawę? Napisz do nas: r.natorski@saltatpepper.pl

Była ostra, ekspresyjna, dramatyczna i romantyczna. Ta drobna, zawadiacka kobieta, wychowana na ulicy, pomimo przeciwności losu zawędrowała na sam szczyt. Czarowała i denerwowała, odpychała i przyciągała. Na przedstawienie opowiadające o burzliwym życiu Edith Piaf zaprasza Teatr Powszechny. W roli wybitnej francuskiej piosenkarki występuje znana aktorka Katarzyna Jamróz. Reżyserem sztuki jest Tomasz Dutkiewicz. Widzowie spektaklu mogą posłuchać najbardziej znanych utworów „Wróbelka” (artystyczny pseudonim Edith Piaf). Spektakle odbędą się 7, 8 i 9 stycznia o godz. 18. Informacje o biletach: 384 53 22, bilety@teatr.radom.pl. 36

SALT@PEPPER nr 2/2010

Jak co roku mieszkańcy Radomia będą mogli przywitać Nowy Rok podczas imprezy organizowanej przez władze miasta. Jednak tym razem sylwestrowa zabawa nie odbędzie się na Placu Jagiellońskim, lecz na deptaku, przed gmachem Corazziego. O dobrą muzykę i największe przeboje zadbają DJ-e. Zaplanowano również taneczne show pod hasłem „W rytmie karnawału brazylijskiego”. Każdy będzie mógł wziąć udział w błyskawicznym kursie tańca. O północy życzenia noworoczne złoży prezydent. Później przewidziano pokaz fajerwerków. Impreza rozpocznie się 31 grudnia o godz. 21, a zakończy około 1.30.


REFLEKSYJNIE...

Prezenty i podatki D

wóch rzeczy można być pewnym – podatków, czyli tego, że nam ich państwo nie odpuści aż do śmierci, oraz tego, że zgodnie z tradycją telewizja wyemituje w Boże Narodzenie komedię „Kevin sam w domu”. Powiązanie świąt z fiskusem nie jest przypadkowe. Wyczytałem w gazecie, że zdaniem urzędników „skarbówki” wręczając komuś prezent świąteczny, przekazujemy mu darowiznę. Jeśli obdarujemy najbliższą rodzinę, nie jest to problemem. Najbliżsi nie będą musieli zapłacić podatku od darowizny. Kłopot zaczyna się, gdy pod choinką chcemy położyć prezent dla kogoś spoza rodzinnego kręgu. Jeśli mojej dziewczynie kupię – zakładając, że będzie mnie na to stać – średniej klasy laptopa czy naszyjnik z pereł, to jako bonus do prezentu gwarantuję jej równocześnie wizytę w urzędzie skarbowym. Dotyczy to osób szczodrych i stałych w uczuciach. Gdy w ciągu pięciu lat sprawimy prezenty, których wartość przekroczy 9637 zł, wtedy nasza wybranka będzie musia-

Tak narodzi się nowa, świecka tradycja: przez komin wchodzić będą Mikołaj z reprezentantem fiskusa ła odwiedzić urząd skarbowy i zapłacić stosowny podatek. Dlatego choć jak powszechnie wiadomo najlepszym przyjacielem dziewczyny są brylanty, trzeba bardzo uważać na ceny prezentów. Znajomy opowiedział mi kiedyś historię „z życia wziętą”. Podczas wigilijnego wieczoru jego teść ogłosił, że ma dla swej ukochanej córki – żony mojego kolegi – specjalny prezent. Całą rodziną udali się do garażu, gdzie czekał nowiutki samochód. Zaskoczenie i radość była wielka. Podarunek to przecież nie byle jaki. Jeszcze większy szok spotkał znajomego, gdy po powrocie do wigilijnego stołu, znalazł swój świąteczny prezent od teściów. Była to para...

ładnych i praktycznych skarpet. Przyjaciel miał trochę żalu. Coś go tam pod sercem ukłuło. Skarpetki to jednak nie samochód. Teraz okazuje się, że taki sposób obdarowania był pewnie głęboko przemyślany. Teściowie dali przecież auto swojej najbliższej krewnej, przez co była ona zwolniona z podatku. Zięć to żadna rodzina, więc pewnie dostał skarpety właśnie dlatego, żeby nie płacić daniny. Teściowie zrobili to dla jego dobra, aby nie miał kłopotów z fiskusem. Wigilijna tradycja nakazuje przygotowanie nakrycia dla niespodziewanego gościa. Całkiem możliwe, że okaże się nim urzędnik skarbowy, który każdy prezent spod choinki zaraz po wręczeniu otaksuje i wyliczy podatek. Tak narodzi się nowa, świecka tradycja: przez komin wchodzić będą Mikołaj z reprezentantem fiskusa. PAWEŁ KOMOSA AUTOR BLOGU www.dziennik-pesymistyczny.blog.onet.pl wyróżnionego w konkursie na najlepszy blog roku

Świąteczny happy end U

wielbiam świąteczne filmy familijne. Nie przeszkadza mi nawet to, że są przewidywalne, naiwne i cukierkowe. „Miłość na Gwiazdkę”, „Miłość pod choinką”, „Gwiazdka na biegunie”, „Mikołaj na Florydzie” – wszystko to już było, a jednak temat wydaje się być niewyczerpany. Przyznajcie się, ile razy widzieliście „Kevina samego w domu”? Znam ten film na pamięć, ale kiedy po raz setny pojawia się na ekranie, kroję pokaźny kawał makowca i siadam przed telewizorem. Może zwyczajnie wynika to z tęsknoty za pozytywnymi i ciepłymi historiami, trochę jak za bajkami na dobranoc? Może podświadomie cały rok czekam na ten świąteczny maraton, żeby naładować akumulator na kolejne 12 miesięcy? Miło jest wiedzieć, że na końcu zawsze czeka na mnie ten do granic 38

SALT@PEPPER nr 2/2010

Może podświadomie cały rok czekam na ten świąteczny maraton, żeby naładować akumulator na kolejne 12 miesięcy? przewidywalny, przesłodzony i naiwny happy end. Po takim filmie zawsze odczuwam silną potrzebę przytulenia się do ramienia kogoś bliskiego. Prawdopodobnie instynktownie szukam potwierdzenia, że część tej bajki mogę zabrać z ekranu i zostawić dla siebie. I rzeczywiście zabieram. Otwieram trochę szerzej oczy i zwyczajnie, po ludzku się wzruszam. Umiem wtedy powiedzieć: przepraszam czy dziękuję. Dziękuję za ten ka-

wałek „happy endu” w moim życiu i za makowiec. Myślę sobie: jakie to jest ważne! Nie wspominając o postanowieniach, że od dziś będę częściej spotykała się z rodziną. Będę lepszą córką, siostrą, partnerką. Oczywiście z każdym dniem zostaje z tego coraz mniej, z każdym dniem coraz bardziej zapominam „jakie to jest ważne”. Jednak właśnie ten moment jest dla mnie osobistym sacrum. Dlatego, dziękuję światu za świąteczne kino familijne, które potrafi jeszcze swą prostotą wykrzesać ze mnie małą dziewczynkę, cieszącą się z najprostszych rzeczy. I nakarmiona przez cały rok kinem zaangażowanym, mądrym i wzniosłym, z utęsknieniem czekam na porcję przewidywalnych, naiwnych i cukierkowych happy endów. JULIA WRÓBEL


Magazyn Salt@Pepper nr 02 2010  

Salt@Pepper - Kolorowe Strony Życia.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you