Issuu on Google+


nr 12 (2/2013)


W numerze: ZmierZch demokracji

rZecZ wStępNa racje euroSceptyków

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

8

Dostrzeżmy pożar lasu! – rozmowa z Piotrem Goćkiem

28

O mądrości brytyjskiego stania na uboczu – Tomasz Grzegorz Grosse

114

Fundamenty kruszeją, fasada się trzyma – Rafał Matyja 36

Eurosceptyczne wizje Unii Europejskiej– Jakub Siemiątkowski, Maurycy Mietelski 122

Równość vs. Sprawiedliwość. Al.Utraba z Kalopei raport nr 2 – Piotr Bartula 44

idee: Spór o maciNtyre’a

Czy model chiński zagrozi prymatowi demokracji? – Radosław Pyffel 54

jak upada kapitaliZm Władza w epoce chaosu. Część 2: rozkwit i uwiąd globalnego kapitalizmu - Andrzej Maśnica 66 Schyłek finansowej nomenklatury – Grzegorz Pytel 86

Spór o Nową jałtę

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński 130 O wyższości przyjaźni obywatelskiej nad wygrywaniem dyskursywnych bitew. Koźmińskiemu w odpowiedzi – Agnieszka Nogal 150

kSiążki Jak zrobić z Katynia propozycję neokolonialną – Ewa Thompson 162 Ci fascynujący Piastowie – rozmowa z Elżbietą Cherezińską 170

Dyskretny urok czarnowidztwa. – Bolesław Piasecki, Piotr Woyke 96

O pakcie Ribbentrop – Beck: romantyzm pod kostiumem realizmu – Antoni Koniuszewski 178

Musimy liczyć się z najgorszym scenariuszem. – Jacek Bartosiak 104

Jak być postępowym konserwatystą? – Mikołaj Rysiewicz 186 Wieczorkiewicz wciąż sztyletuje – Remigiusz Włast-Matuszak 194 Demokracja OK, ale co z intensywnością? – Jakub Lubelski 200

Jak najskuteczniej zlikwidować demokrację? Na zamachy stanu i jawne zapędy autorytarne lub totalitarne jesteśmy, po doświadczeniach XX w., zbyt wyczuleni, aby pozwolić im się rozwinąć. Doskonały wzór dla dzisiejszych i jutrzejszych likwidatorów znajdziemy, sięgając znacznie dalej w przeszłość, do czasów upadku republiki rzymskiej. Oktawian August, dążąc do tego samego, co Juliusz Cezar, nie popełnił błędu swojego prawuja. Pozwolił ludziom wierzyć w istnienie republiki, zachowując jej instytucje, ale pozbawiając je stopniowo treści i mocy. Jeśli ktoś chciałby dziś zlikwidować demokrację liberalną, powinien zatem przekształcić ją w fasadę. Zamienić rządy prawa w zbiór pustych formalności, umożliwiający arbitralne wprowadzenie dowolnych regulacji. Sprawić, aby wybór polityczny stał się pozorem, poprzez rozpięcie między wielobarwnymi reprezentantami tej samej agendy, kłócącymi się – dla kanalizacji publicznych emocji – jak najgłośniej o sprawy jak najbłahsze. Zasadę równości wobec prawa obwarować tak wieloma dodatkowymi warunkami, aby skorzystanie z niej przez niższe warstwy uczynić niemożliwym. Szkoły i uniwersytety przekształcić w fabryki konformistów, bez instrumentów poznawczych pozwalających rozumieć korzyści z realnej wolności. Rozbić wspólnotę i wspólnoty na bezładny zbiór zatomizowanych – formalnie indywidualistycznych, faktycznie zuniformizowanych – jednostek. Wreszcie, podkopać materialne podstawy wolności politycznej, uzależniając dotychczas niezależnych przedstawicieli klasy średniej od jakichś możnych patronów – np. od sektora publicznego, banków, korporacji. Czy w ostatnich latach na Zachodzie, w tym w Polsce, nie obserwujemy ruchu w tym właśnie kierunku? W niniejszym tomie „Rzeczy Wspólnych” dowodzimy, że tak. Pokazując, jak wyłaniająca się ze styku wielkiego kapitału i małej polityki klasa nowych feudałów przechwytuje demokratyczne instytucje i – co gorsza – kierowanie sprawczymi procesami politycznymi.

Nie dajmy się jednak zwieść słowom: nowe średniowiecze, które już się zaczęło, nie ma nic wspólnego z powrotem christianitas. Ma zaś jak najwięcej wspólnego z rozproszeniem władzy (i odpowiedzialności), ograniczeniem możliwości społecznego awansu, kastowością, stagnacją. Wszystko w akompaniamencie niezliczonych fraz o wolności, równości, możliwościach i rozwoju. Język republikański został bowiem przez nowych feudałów przyswojony i jest używany jako budulec politycznej fasady. Jeśli do tych, będących przedmiotem działu „Zmierzch demokracji” niniejszego zeszytu, konstatacji, dodamy diagnozę z następnego bloku tematycznego: o fasadowym (bo za mitologią wolnego rynku skrywającym monopole i państwowo-gospodarczą symbiozę), przekształconym w wielką piramidę finansową kapitalizmie, otrzymamy zarys głównych problemów, przed którymi stajemy. W skrócie: musimy spróbować powstrzymać dominujące trendy cywilizacyjne i wymyślić nasz świat na nowo. A jeszcze niedawno słyszeliśmy o końcu historii… Próba wskrzeszenia, choćby na niewielką – oby jak największą – skalę, realnej debaty musi być w tej sytuacji jednym z priorytetów. Mamy nadzieję, że przysłużą się jej toczone na naszych łamach spory. W tym tomie jest to, po pierwsze, dyskusja o „Nowej Jałcie”, czyli scenariuszu strategicznego koszmaru, jaki zdaje się gotować nam przyśpieszająca historia wraz z narastającym konfliktem amerykańsko-chińskim. Drugi spór dotyczy znaczenia filozofii Alasdaira MacIntyre’a, którego uważamy za jednego z najwnikliwszych krytyków nowoczesności, również mówiącego o konieczności przygotowania się na nowe „wieki ciemne”. W tym numerze prezentujemy też – znów wbrew dominującym tendencjom – artykuły pod wspólnym mianownikiem „Racje eurosceptyków”.

Zapraszamy do lektury. Bartłomiej Radziejewski Redaktor naczelny


Wesprzyj Fundację Republikańską! Drodzy Czytelnicy „Rzeczy Wspólnych”, Jako Fundacja Republikańska widzimy, że nasze państwo jest słabe, nierządne, skorumpowane i przesadnie zbiurokratyzowane. Brakuje mu niezbędnych do skutecznego rządzenia narzędzi, a życie publiczne jest skolonizowane przez osoby i grupy działające we własnym, nie wspólnym interesie. Dlatego celem tworzonych przez nas instytucji obywatelskich jest działalność na rzecz: • prymatu dobra wspólnego nad interesami prywatnymi w polskim i europejskim życiu publicznym, • podmiotowości rzeczypospolitej w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym, • funkcjonowania polskich i europejskich instytucji publicznych w duchu zgodnym z chrześcijańską koncepcją człowieka, w szczególności w zakresie ochrony życia ludzkiego od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci. W ciągu ostatniego roku zrealizowaliśmy wiele projektów przyczyniających się do realizacji zakładanych przez nas celów: • raport na temat otwarcia zawodów regulowanych, wraz z propozycjami zmian, który stał się podstawą do rozpoczęcia prac przez Ministerstwo Sprawiedliwości. • raport na temat polityki prorodzinnej w wybranych krajach Unii Europejskiej wraz z przeglądem stosowanych rozwiązań. • Szkoła letnia akademia młodych. Projekt edukacyjno-szkoleniowy mający na celu wprowadzenie młodych ludzi do przestrzeni publicznej. • „to nie jest kraj dla młodych ludzi”. Film dokumentalny opowiadający o Polsce i  naszych propozycjach zmian. • Spotkania czwartkowe. Seria cotygodniowych spotkań z zaproszonymi ekspertami i komentatorami życia publicznego. Wszystkie projekty realizowane przez Fundację Republikańską wymagają pracy i nierzadko znacznych nakładów finansowych. Jesteśmy jedną z niewielu instytucji polskiego życia publicznego, która nie korzysta z grantów ani dotacji publicznych. Nasza działalność jest finansowana głównie z dobrowolnych darowizn naszych fundatorów i darczyńców – osób, którym bliskie są wyznawane przez nas idee. Aby sprawnie funkcjonować, musimy planować nasze działania z wyprzedzeniem. Dlatego szczególnie zachęcamy do regularnych wpłat w formie stałych przelewów. Niezależnie od kwoty, jaką wpłacisz, bierzesz udział w budowaniu trwałej i niezależnej instytucji, która działa w trosce o dobro wspólne. Istnieje parę sposobów wsparcia tworzonych przez nas instytucji: wesprzyj Fundację dowolną kwotą na nasze konto: alior Bank 84 2490 0005 0000 4520 9156 1754 z dopiskiem „darowizna na cele statutowe”. Więcej informacji na stronie: http://fundraising.republikanski.org

pomóż rozwijać zespół niezależnych ekspertów! Jedną z trzech najważniejszych form działalności Fundacji Republikańskiej jest budowanie niezależnego zaplecza eksperckiego. W tym celu stale rozwijamy grupę ponad sześćdziesięciu ekspertów, sukcesywnie wprowadzając ich do przestrzeni publicznej. W naszych działaniach skupiamy się w szczególności na najważniejszych problemach trapiących polskie życie publiczne. W tym celu powołujemy kolejne zespoły eksperckie, m.in. do spraw rodziny, deregulacji, finansów publicznych czy energetyki. pierwsze sukcesy mamy już za sobą. Tylko w ostatnim czasie eksperci Centrum Analiz opracowali m.in. raport na temat otwarcia zawodów regulowanych, wraz z propozycjami niezbędnych zmian. Stał się on jednym z głównych tematów ostatniej kampanii wyborczej. Po wyborach postulat deregulacji zawodów był jednym z najważniejszych punktów exposé premiera Donalda Tuska, a sam raport stał się podstawą do rozpoczęcia prac przez zespół pod przewodnictwem ministra sprawiedliwości jarosława Gowina. Eksperci skupieni wokół Zespołu ds. Rodziny są autorami raportu na temat polityki prorodzinnej w wybranych krajach Unii Europejskiej, wraz z przeglądem stosowanych rozwiązań, który został opublikowany pod koniec marca br. Rozwijamy także własne kanały komunikacji. Od początku istnienia CAFR opublikowaliśmy na dedykowanej stronie http://www.cafr.pl/ już sto komentarzy, a część z nich zostało przedrukowanych w największych tytułach prasowych, m.in. w „Rzeczypospolitej”, „Naszym Dzienniku” i „Gazecie Polskiej”. Podoba Ci się to, co robimy? Wesprzyj nas, zostając naszym wolontariuszem, ekspertem, a także wpłacając darowiznę na nasze konto alior Bank 84 2490 0005 0000 4520 9156 1754, z dopiskiem „darowizna na caFr”. Jeżeli jesteś zainteresowany wsparciem prac w konkretnej dziedzinie, którą zajmuje się jeden z naszych zespołów eksperckich, skontaktuj się bezpośrednio z  koordynatorem fundraisingu Marcelem Klinowskim – tel.: 506 338 747, e-mail: marcel.klinowski@republikanie.org. Zbuduj republikę. dzisiaj czas na jej stolicę! Budowa Republiki cały czas trwa! Już wkrótce przeprowadzimy się w nowe miejsce – do kultowej siedziby unii polityki realnej – na Nowy Świat 41! to miejsce symboliczne dla niejednego już pokolenia wolnościowców. Tutaj znajdą swoją przestrzeń: Fundacja republikańska, centrum analiz, redakcja „rzeczy wspólnych”, Stowarzyszenie ruch republikański oraz liczne współpracujące z nami instytucje, fundacje i stowarzyszenia. Zintensyfikujemy również działalność kulturalną, dlatego Nowy Świat 41 będzie miejscem żywym przez cały rok i ważnym punktem na społecznej oraz kulturalnej mapie Warszawy. Wiemy, że wielu z Was ma do tego miejsca duży sentyment, dlatego chcemy przywrócić mu dawny blask i wykonać gruntowny remont. By to uczynić, potrzebujemy waszej pomocy! Co można zrobić? Wesprzeć nas w remoncie i wyposażeniu nowego obiektu, zarówno finansowo – wpłacając darowiznę na konto alior Bank 84 2490 0005 0000 4520 9156 1754, z dopiskiem „darowizna na Nowy Świat 41”, jak również osobiście angażując się w jego renowację. Więcej informacji na stronie:

www.NowySwiat41.pl


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Zmierzch demokracji

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

Średniowiecze

2.0

MIChAł Kuź Płomień „wielkiej demokratycznej rewolucji”1, która zdaniem Alexisa de Tocqueville’a w decydującą fazę weszła w wieku XIX, coraz wyraźniej wygasa. Nowoczesna demokracja jednak nie tyle została pokonana przez zewnętrznego wroga, ile niepostrzeżenie „dryfuje”2 w kierunku swoistego neofeudalizmu wspierającego się na coraz bardziej skostniałej i odklejającej się od politycznej rzeczywistości doktrynie. Coraz mniej w naszej teraźniejszej demokracji rządów ludu, a coraz więcej ludem zarządzania. Próbując tę nową epokę opisać dokładniej, trudno uciec od analogii do wieków ciemnych.

8

9


Zmierzch demokracji

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Tocqueville zasłynął m.in. tym, że przewidział możliwość pojawienia się systemów, które współczesna politologia nazywa autorytaryzmami i totalitaryzmami3, określając je przy tym jako swoiste formy demokracji4. Twierdził równocześnie, że bardziej niż nowych

krwawych despotyzmów boi się tych „miękkich”5 i z wolna pełzających. Pisał też, że bardziej niż kolejne rewolty przeraża go czas, w którym wielkie rewolucje mogą stać się „rzadkością”, a społeczeństwa zastygną w „tych samych i raz na zawsze ustalonych

Historia ma to do siebie, że nigdy nie uczy się na pamięć raz zapisanych wersów i nawet jeśli coś powtarza, to recytując stare strofy, niemiłosiernie je przekręca

1 A. de Tocqueville, O demokracji w Ameryce, tłum. M. Król i B. Janicka, Warszawa 2005, s. 6 2 Por. P. A. Rahe, Soft Despotism Democracy's Drift, New Haven 2009 3 Pisał on: „Gdyby kiedykolwiek republika demokratyczna podobna do Stanów Zjednoczonych powstała w kraju, w którym centralizacja administracyjna byłaby już ugruntowana w prawach i obyczajach [przywodzi to na myśl współczesnym czytelnikom zwłaszcza Rosję i Chiny – przyp. MK], despotyzm stałby się tam jeszcze bardziej nieznośny niż w jakiejkolwiek Europejskiej monarchii absolutnej. Tylko w Azji można by znaleźć przykłady podobnego despotyzmu” (A. de Tocqueville, op. cit., s. 235). 4 Należy jednak zaznaczyć, że mówiąc o epoce demokracji, Tocqueville nie miał na myśli jednego, konkretnego reżimu politycznego. Wielokrotnie podkreślał, że„demokratyczne społeczeństwo” może „nadać swym rządom” wiele możliwych „form” (A .de Tocqueville, op. cit., s. 208). Demokrację w sensie ogólnym Tocqueville definiował zaś jako społeczne działanie dążące do większego zrównania szans przy wyłanianiu władzy, ekonomicznej, politycznej i duchowej. Zdefiniowawszy w ten sposób podstawowe pojęcie Tocqueville to, co dziś powszechnie nazywamy demokracją, określał jedynie jako „republikę demokratyczną” (ibid.), czyli jeden z możliwych politycznych rezultatów demokratycznej rewolucji.

10

instytucjach, przesądach i obyczajach”6. To właśnie te słowa słynny badacz pism Tocqueville’a, James T. Schleifer, zinterpretował jako przepowiednię nowych ciemnych wieków u kresu epoki demokratycznych rewolucji7. Szukając nazwy dla tej prorokowanej przez Tocqueville’a epoki zmierzchu demokracji, spróbujmy najpierw na historyczne, europejskie średniowiecze spojrzeć tak, jak uczyniłby to współczesny dziennikarz. Zobaczymy wtedy długie stulecia, podczas których populacja albo maleje, albo rośnie niezwykle wolno, a więc próżno szukać rzesz młodych reformatorów i rewolucjonistów. Siła nabywcza przeciętnych rodzin w porównaniu z elitami jest znikoma, technologiczna innowacyjność na 5 A. de Tocqueville, op. cit., ss. 664–670 6 Ibid., s. 618 7 Por. J. T. Schleifer, Would Democratié Usher in a New Dark Ages?, [w:] The Making of Tocqueville's Democracy in America, Indianapolis 2000, s. 279

szeroką skalę jest więc nieopłacalna i do tego raczej niemile widziana. Dodajmy do tego rozdźwięk pomiędzy przekonaniami etycznymi intelektualistów i przewodników duchowych a faktyczną praktyką władzy, którą dawny model edukacji interesuje tylko o tyle, o ile przepisywanie starych dzieł pomaga w wyćwiczeniu sprawnych skrybów. W końcu, spójrzmy na średniowiecze oczami wojskowego. Zobaczymy wtedy, jak armie złożone z piechurów, którzy przynajmniej w teorii hołdowali antycznemu, republikańskiemu etosowi hoplity i legionisty8, są zastępowane przez mniejsze, dużo bardziej mobilne jednostki wyposażone w stosunkowo drogi i ciężki sprzęt. Wychodząc od powyższego, z konieczności bardzo punktowego opisu średniowiecza, poniższy esej jest próbą wyjaśnienia istoty – nieuchronnie przyczynkarskiej – i znalezienia wspólnej nazwy dla analogicznych zjawisk występujących w obecnej epoce. Trudno jeszcze powiedzieć, czy wszystkie owe fenomeny okażą się trwałe; gdyby jednak tak było w istocie, to wypadałoby epokę ulegającej postępowemu rozkładowi późnej nowoczesności dość przekornie nazwać średniowieczem 2.0. Należy jednak ostudzić przy tym zapał chrześcijańskich konserwatystów, czytelników Nikołaja Bierdiajewa czy Pitimira Sorokina9, upatrujących w tych

8 Pisze o tym chociażby C. W. C. Oman, The Art of War in the Middle Ages, Ithaca 1953 9 Polscy czytelnicy zainteresowani myślą P. Sorokina powinni sięgnąć po artykuł Piotra Rojka

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

samych symptomach zapowiedzi powrotu christianitas, i powtórzyć to, co Tocqueville mówił współczesnym mu uczniom Josepha de Maistre’a, ostrzegając ich, że „bardzo słabo znają przystań, do której zmierzają”10. Historia ma bowiem to do siebie, że nigdy nie uczy się raz zapisanych wersów na pamięć i nawet jeśli coś powtarza, to recytując stare strofy, niemiłosiernie je przekręca. o społeczeństwie i gospodarce, czyli neofeudalizm korporacyjny Stygnięcie demokratycznego społeczeństwa Tocqueville łączył z powszechnym indywidualizmem, który każe wycofać się z polityki w sferę prywatną. W końcowej fazie swego rozwoju współczesny indywidualizm, jak to sugeruje James Ceaser, tworzy zaś nowy typ globalnego hedonisty, który wyzbył się już narodowej dumy, a wraz z nią resztek starożytnego etosu obywatelskiego11. Nie są to jednak wyjaśnienia do końca przekonujące, sprowadzają się one bowiem do tautologicznego stwierdzenia, iż ludzie będą coraz mniej politycznie i duchowo aktywni z braku samych chęci. Sorokin ma rację! Wstęp do lektury „Kryzysu naszych czasów”, „Pressje” nr 20, 2010. A także po inne artykuły w tym samym obszernym bloku tematycznym zamieszczonym w powyższym nr „Pressji”. 10 A. de Tocqueville, op. cit., s. 278 11 P. Rahe, J. Ceaser i T. West, Soft Despotism, Democracy's Drift: What Tocqueville Teaches Today, [w:] „First Principles Sereis Report”, (http://www.heritage.org/research/reports/2009/09 /soft-despotism-democracys-drift-what-tocqueville-teaches-today: dostęp w dn. 21.03.2013)

11


Zmierzch demokracji

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

12

Tymczasem dotychczas społeczeństwa były z podobnych stanów apatii w kluczowych momentach często wyrywane. Mancur Olson12 zauważa np., iż właśnie dlatego, że każda władza obrasta z czasem licznymi grupami interesów, które coraz bardziej ją korumpują, prawie każdy efektywnie działający system polityczny jest periodycznie oczyszczany za pomocą mniej lub bardziej rewolucyjnych zmian na scenie politycznej. Klasyczna już teoria rewolucji Raymonda Tantera i Manusa Midlarsky’ego13 głosi zaś, że po przekroczeniu pewnego punktu krytycznego, w którym raz rozbudzone oczekiwania społeczne i działania władzy radykalnie się rozmijają, rewolucja jest niemal nieunikniona. A jednak sądzę, że to, co powinno nas dziś napawać szczególniejszym pesymizmem, to fakt, że w średniowieczu 2.0 znane procesy mogą zadziałać inaczej niż zwykle i rewolucje mogą faktycznie stać się rzadkością. Splot czynników społecznych i gospodarczych, których Tocqueville nie mógł w pełni przewidzieć, może bowiem skutecznie zablokować wszelkie ewentualne wybuchy społecznego niezadowolenia. O jakie zjawiska chodzi? Przede wszystkim, nieubłagane procesy demograficzne decydują o tym, że coraz mniej jest młodych. Tymczasem to nie przypadek, że poważne rewolucje

wybuchają w krajach, których mieszkańcy są stosunkowo młodzi. Z drugiej strony, w wielu rozwiniętych społeczeństwach spada też liczba ludzi mających niezależne źródła dochodu i wzrasta poziom gospodarczego rozwarstwienia14. Inaczej mówiąc: zanika klasa średnia. Nie da się ukryć, że kiedy po upadku cesarstwa rzymskiego, w zachodniej Europie jednocześnie wystąpiły podobne czynniki, stagnacja trwała mniej więcej od wieku VI do XI, potem zaś aż do okresu wielkich okryć geograficznych rozwój był raczej niemrawy oraz trapiony wojnami i zarazami. Pomimo dość oczywistych ciemnych stron historycznego średniowiecza Tocqueville bardzo wiele pisał też o jego blaskach. Widział w nim bowiem źródło zachodnioeuropejskiej tożsamości kulturowej i kolebkę liberalizmu15. Istotnie, w wiekach średnich rozwojowi nieco anarchicznie pojętej teorii praw i swobód w Europie Zachodniej, sprzyjała nietrwałość ciał politycznych, zbiegostwo chłopów do wolnych miast oraz liczne bunty tychże miast i niektórych feudałów przeciwko nominalnym monarchom. Tu pojawia się jednak bardzo istotna różnica pomiędzy średniowieczem 2.0 a jego historycznym pierwowzorem. O ile bowiem w zachodnim feudalizmie często widzimy źródło, z którego wytryska nowoczesny trójpodział władzy, parlamentaryzm

12 M. Olson, The Rise and Decline of Nations, New Haven 1982 13 R. Tanter i M. Midlarsky, A theory of Revolution, „Journal of Conflict Resolution” , vol. 264, nr 11, 1967, ss. 264–280

14 Por. B. Milanovic, The Haves and the HaveNots, Nowy York 2011 15 Por. A. de Tocqueville, Dawny ustrój i rewolucja, tłum A.Wolska, Warszawa 1970, ss. 66–70

i pojęcie swobód obywatelskich, o tyle nowy feudalizm, uzbrojony w inne narzędzia, zdaje się systemem znacznie lepiej domkniętym. Jest to bowiem feudalizm nie agrarny, lecz korporacyjny.

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

Dzięki pojawieniu się licznej klasy średniej w wieku XIX korporacyjny merkantylizm istotnie chwilowo na Zachodzie ustąpił pola klasycznemu liberalizmowi. Ostatnio jednak pesymis-

Pesymistyczna wizja Schumpetera o recydywie merkantylistycznych form gospodarczych staje się coraz bardziej prawdziwa Przedstawia się to tak, jakby rozmaite średniowieczne klasztory stały się jeszcze bardziej potężne i z głównych ośrodków rozwoju nowych technologii (głównie rolniczych) awansowały na dominujących pracodawców i organizatorów globalnego życia gospodarczego. Filip Piękny, kasując templariuszy i grabiąc ich dobra, wyraźnie obawiał się takiego obrotu sprawy i opowiedział się po stronie państwa przeciwko mnisim „korporacjom”. Z czasem za przykładem Filipa i inni europejscy monarchowie poczęli skutecznie ukracać gospodarcze i polityczne ambicje tych instytucji. Do hierarchicznej korporacji, tym razem już jako świeckiego ciała gospodarczego, powrócił wyraźnie dopiero XVI- i XVIIwieczny merkantylizm, któremu otwarcie przeciwstawiali się, jak wiadomo, wszyscy klasycy myśli liberalnej i libertariańskiej16.

16 Por. D. Ciepley, Beyond Public and Private: Toward a Political Theory of Corporation, „American Political Science Review”, vol. 107, nr 1, 2012, ss. 123–139

tyczna wizja Josepha Schumpetera17 o recydywie merkantylistycznych form gospodarczych staje coraz bardziej prawdziwa. Widać to chociażby po sposobie, w który korporacje silnie związane z aparatem władzy wykorzystują go, by uzyskać faktyczny monopol na najważniejszy zasób gospodarczy, jakim mogą dysponować wolni ludzie – na innowacyjność. Zauważmy pewne symptomatyczne zjawisko. Otóż, zdaniem niektórych amerykańskich reporterów i ekspertów od spraw praw autorskich koncerny takie jak Apple, Samsung, Google czy Microsoft w ostatnich latach wyspecjalizowały się w hurtowym wymyślaniu setek wadliwych, mgliście sformułowanych patentów składanych głównie po to, aby ułatwiać przyszłe pozwy przeciwko konkurencji18. Do i tak już niewydolnych urzędów patentowych 17 Por. Kapitalizm, Socjalizm, Demokracja, tłum. M. Rusiński, Warszawa 2009 18 Ch. Duhigg i S. Lohr, The Patent used as a Sword, „New York Times”, 7.10.2012 (http://www.nytimes.com/2012/10/08/technology/patent-warsamong-tech-giants-can-stifle-competition.html? pagewanted=all&_r=1&: dostęp w dn. 21.01.2013)

13


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Zmierzch demokracji

płynie więc lawina podań o zastrzeżenie tego czy innego konceptu, który nie opisuje konkretnych technicznych rozwiązań lub mówi jedynie o potencjalnych rozwiązaniach przyszłych. Dużym firmom opłaca się jednak złożyć taki

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

szła już sprawa Aarona Swartza, amerykańskiego hakera, który wykradł i udostępnił bazę danych płatnych artykułów naukowych. Pomimo wyrozumiałości uniwersytetu, a nawet samego wydawcy, po niezwykle agresywnym

Okryć tajemnicą lub ograniczyć prawem autorskim można już dziś niemal wszystko patent, nawet jeśli będzie on z początku odrzucony, by potem móc natychmiast pozwać pierwszy podmiot, który koncepcję faktycznie zrealizuje i oparty na niej produkt wprowadzi na rynek. Jeśli jest to podmiot dość mały, to dobrze naoliwiona machina prawna dużego koncernu jest w stanie go z łatwością pogrążyć, tak jak to miało miejsce w przypadku pewnego autora pionierskiej komórkowej aplikacji rozpoznającej ludzki głos19. Wydaje się więc, że kończą się czasy wynalazków opracowywanych w „garażu rodziców”. Ogólnie rzecz biorąc, średniowiecze 2.0, zwłaszcza w jego amerykańskim wydaniu, charakteryzuje się ułatwianiem dostępu do informacji trywialnych (zdjęcia kotki na Facebooku) i utrudnianiem dostępu do informacji istotnych z punktu widzenia walki o wpływy gospodarcze i polityczne. Widać to po coraz bardziej agresywnych działaniach wobec tych, którzy otwarcie kwestionują nowy sposób zarządzania własnością intelektualną. Do historii prze19

14

Ibid.

dochodzeniu prokuratury grożącym wielomilionowymi karami lub więzieniem, Swartz popełnił samobójstwo20. Z kolei prokurator wojskowy oskarżający oficera odpowiedzialnego za aferę Wikileaks mógłby, po wprowadzeniu najnowszych prawnych obostrzeń, domagać się kary śmierci, choć wspaniałomyślnie obiecał tego nie robić21. Tymczasem sądzony podczas wojny secesyjnej za podobne przestępstwo, o podobnym stopniu szkodliwości, niejaki Henry Vanderwater (oskarżyciele sami powołują się na ten precedens), został uznany za winnego i... skazany 20 Aaron Swartz Isn’t the First Hacker to Commit Suicide in the Face of a Federal Investigation, „The Atlantic Wire Monthly”, 04.01.2013, (http://www. theatlanticwire.com/technology/2013/01/aaronswartz-isnt-first-hacker-commit-suicide-face-federal-investigation/60996/– dostęp w dn. 21.03.2013). 21 Wikileaks whistleblower Bradley Manning faces death penalty after Army charges him with aiding the enemy, „Daily Mail”, 09.01. 2012 (http://www.dailymail.co.uk/news/article1362375/Bradley-Manning-Wikileaks-whistleblower-faces-death-penalty-aidingenemy.html#ixzz2OIcXzgVD: dostęp w dn. 21.03.2013)

15


Zmierzch demokracji

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

na trzy miesiące robót, zwolnienie z obowiązków służbowych oraz degradację22. Wygórowane kary byłyby usprawiedliwione, gdyby chodziło tylko o sekrety wojskowe i dyplomatyczne. Jednak okryć tajemnicą lub ograniczyć prawem autorskim można już dziś niemal wszystko. Przykładowo, każdy, kto

się faktycznie zamkniętą biblioteką z „Imienia Róży” Umberto Eco, którą współczesny Jorge będzie wolał raczej spalić, niż otworzyć23. Tzw. etyka korporacyjna to z kolei współczesny odpowiednik reguły benedyktyńskiej. Najważniejszym wspólnym elementem obu sposobów myślenia jest poświęcenie swojej małej

Media przekonują zawzięcie, że młodzi ludzie, którym brakuje już kapitału i czasu na założenie nuklearnych rodzin podobnych do tych, w których sami się wychowali, wcale się nie spauperyzowali, są bowiem teraz dumnymi i niezależnymi „singlami” w „wielkim mieście” gdziekolwiek na świecie na imprezie urodzinowej zaśpiewa „Happy Birthday”, powinien teoretycznie zapłacić za to tantiemę koncernowi Time Warner. Pomimo, że popularna piosenka powstała w 1898 r., kolejne ustawy i uzgodnienia międzynarodowe pokroju ACTA przedłużają terminy wygaśnięcia praw autorskich. Jeszcze niedawno korporacja z siedzibą w USA mogła dzierżyć je tylko do dwudziestu lat po śmierci autora, dziś jest to już lat siedemdziesiąt. Możliwe, że w przyszłości prawa autorskie – na wzór własności materialnej – staną się prawami wieczystymi. Wtedy zaś potężne banki zastrzeżonych informacji i patentów staną 22 Bradley Manning prosecutors cite civil war case in arguing he aided al-Qaida, „The Gurdian”, 09.01.2013 (http://www.guardian.co.uk/world/ 2013/jan/09/bradley-manning-civil-war-alqaida: dostęp w dn. 21.03.2013)

16

samowystarczalności i życia rodzinnego w imię wielkiej, abstrakcyjnej równości i bardzo konkretnej możliwości awansu w „hierarchii równych”. Współczesny pracodawca tak jak dawny klasztor nie dyskryminuje, wyciąga rękę do każdego. Świat korporacyjny podobnie jak dawne zakony aktywnie promuje też pewne formy produkcji kulturalno-medialnej, które mają po pierwsze, dostarczać pocieszenia każdemu, kto może czuć się wykluczony (a jest potencjalnie przydatny), po drugie zaś, raczej zniechęcać do zakładania rodzin i materialnej o nie troski. W średniowieczu przykład żywotów świętych głoszony przez kaznodziejów utwierdzał majętne wdowy w przekonaniu, że spokojne życie w klasztorze 23 U. Eco, Imię Roży, tłum. A. Szymanowski, Warszawa 1993, ss. 506

po zapisaniu mu swego majątku jest lepszą opcją niż kolejne zamążpójście24. Arystokracja feudalna z kolei także dość łatwo dawała się przekonać, że młodszych synów – którzy nie będą i tak dziedziczyć tytułów – bezpieczniej jest trzymać za klasztorną furtą. Klasztor w końcu, co było oczywiście działaniem nader chwalebnym, otwierał się i dla wyjątkowo uzdolnionych synów chłopskich oraz nieposażnych dziewcząt. Obecnie głównymi kulturowymi wytworami korporacji są jednak nie hagiografie, lecz produkcje telewizyjno-filmowe oraz podawany w formach tradycyjnych i elektronicznych, tzw. Infotainment25. Charakterystyczne jest przy tym to, że niemal każdy produkt kulturowy pochodzący od któregokolwiek z notowanego na głównych światowych giełdach koncernu medialnego26 ma, z grubsza rzecz biorąc, podobny i dość spójny przekaz. Media przekonują np. zawzięcie, że młodzi ludzie, którym brakuje już kapitału i czasu 24 Por. F. Fukuyama, History of Political Order, New York 2012, ss. 361–372 25 Pojęcie powstałe z połaczenia słów: „ information” (informacja) i „entertainment” (rozrywka), dla oddania charakterystycznej dla współczesnych mediów tendencji do mieszania funkcji zabawiania i informowania, prowadzącej do dominacji treści błahych. 26 Fakt bycia spółką akcyjną notowaną w Nowym Jorku, Tokio, Londynie, Paryżu lub Frankfurcie traktuję jako kryterium bycia zaklasyfikowanym jako duży koncern medialny w skali globalnej. Tak rozumianym mediom korporacyjnym pomagają liczni aspirujący do ich statusu akolici, w opozycji do nich sytuują się zaś mniejsze, ale za to bardzo liczne, oddolne inicjatywy medialne, których naturalnym środowiskiem jest głównie Internet.

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

na założenie nuklearnych rodzin podobnych do tych, w których sami się wychowali, wcale się nie spauperyzowali, są bowiem teraz dumnymi i niezależnymi „singlami” w „wielkim mieście”. Rezygnację z ambicji posiadania własności i założenia rodziny współczesna inżynieria społeczna stara się zaś wynagrodzić już nie tyle duchowymi uniesieniami, ile przypadkowymi płciowymi podnietami i schlebianiem prostym moralnym sentymentom poprzez instrumentalnie traktowane hasła tolerancji i postępowości27. Starzejące się populacje krajów rozwiniętych i zwalniający przyrost demograficzny w skali globalnej to z kolei zdaniem ekologów, naszych nowych franciszkanów, błogosławieństwo dla matki natury. Niestety, całe nasze dotychczasowe rozumienie tego, czym jest rozwój gospodarczy, opiera się na założeniu, iż populacja ciągle rośnie. Zaś te okresy w historii, kiedy tak nie było, to właśnie okresy stagnacji. Co więcej, jak już sygnalizowałem, względnie stare społeczeństwo oznacza brak możliwości nagłych zmian politycznych. Dotychczasowe rewolucje, radykalne programy reform, powstania i zamieszki bez względu na skalę łączy bowiem, z reguły, banalnie prosty wspólny element – wymagają one znaczącej populacji młodych ludzi, których 27 Coraz częściej stawia się też znak równości pomiędzy w dużej mierze odgórnie promowanymi mniejszościami seksualnymi a historycznymi oddolnymi ruchami emancypacyjnymi, takimi jak sufrażystki, czartyści czy też amerykański „ruch praw obywatelskich”.

17


Zmierzch demokracji

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

oczekiwania co do rzeczywistości społecznej znacząco odbiegają od stanu faktycznego. Przeciwnicy wizji bardzo długiej, globalnej stagnacji gospodarczej wspominają wszak często o pojawieniu się nowej, licznej klasy średniej w Azji Południowo-Wschodniej28. Są to jednak w rzeczywistości tylko zatrudniani przez średnie i duże firmy ludzie nieco lepiej zarabiający niż ich poprzednicy. Klasyczna klasa średnia odznacza się zaś posiadaniem niezależnych środków utrzymania. Co więcej, niektóre z badań nad nową klasą średnią w dość wątpliwy sposób stosują wskaźnik nierówności społecznej Corrado Giniego. Świat wydaje się bowiem „równiejszy”, tylko jeśli mierzymy tą samą miarką kraje, które dopiero niedawno się uprzemysłowiły, i kraje rozwinięte. Jeśli natomiast podzielić państwa na „rówieśnicze” pod względem stopnia rozwoju gospodarczego grupy, łatwo dostrzec, że w każdej z grup dystans pomiędzy najlepiej a najgorzej zarabiającymi, w ostatnich latach znacząco rośnie29. Oznacza to, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż z czasem to rozwarstwienie będzie rosnąć i w skali globalnej, tendencja odwróciła się zaś tylko chwilowo z powodu nagłego skoku cywilizacyjnego Chin i Indii. Rosnące nierówności przekładają się zaś w dłuższej perspektywie na gospodarczy marazm, ze względu na inne 28 Por. Ch. Li, China's Emerging Middle Class, Waszyngton 2010 29 Por. B. Milanovic, op. cit.

18

modele konsumpcji ludzi lepiej i gorzej zarabiających. o religii, czyli demoliberalizm teologiczny Wróćmy jednak do tego, co najczęściej kojarzy się historykom idei ze średniowieczem; do jego religijnej duszy. Zaznaczyć przy tym należy, że samo pojęcie religii jest jednym z tych nowoczesnych potworków językowych, których znaczenia właściwie nie znamy, ale trudno nam się bez nich obejść. Ani przeciętny człowiek średniowiecza, ani tym bardziej antyku nie myślał zwykle o sobie jako o wyznawcy konkretnej religii. Pojęcie to, ze zrozumiałych względów, zaczęło zyskiwać na znaczeniu w dobie reformacji. Jednak dopiero oświecenie postanowiło potraktować religię jako nazwę tych sądów na temat rzeczywistości, które pojawiają się po przekroczeniu bardzo umownej i relatywnej granicy dowodliwości. Mimo to zarówno Voltaire, jak i John Locke czy Edmund Burke rozumieli na pragmatyczny sposób przydatność religii jako źródła twierdzeń normatywnych, które samo na działanie takich sądów jest odporne. Determinuje więc na poziomie etycznym, co robić należy, a odpowiadając na pytanie „dlaczego?”, wymyka się pułapce nieskończonego dowodu, podsuwając wizję dobra ostatecznego, którego istnienia człowiek doświadcza i które tego, a nie innego działania wymaga. Opierając się tak rudymentarnemu rozumieniu doświadczenia duchowego i zakładając z góry, że niemal każdy

jakąś duchowość posiada, Eryk Voegelin30 dostrzegał w politycznej nowoczesności wyraźne elementy nowej religijności czy też sekciarstwa. Bardzo trudno było mu jednak owe elementy

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

Obecnie pomimo rozmaitych zawirowań demoliberalizm zdobywa wciąż nowych wyznawców. Dowodzi tego fakt, że tradycyjne religie zaczynają w starciu z nim przyjmować wyraźnie

Liberałowie są obecnie w sytuacji, w której rzeczywistość polityczno-gospodarcza nijak ma się do ich najgłębszych przekonań nazwać. W końcu przystał na termin „gnostycyzm”. Z gnostyckiego elitaryzmu, który faktyczne doświadczenie duchowe i pełną wizję przyszłości rezerwuje tylko dla wybranej kasty, wywiódł bowiem Voegelin rodowód XX-wiecznych ideologii politycznych. Miały one też według filozofa charakteryzować się radykalną immanentyzacją eschatologicznej wizji31, czyli próbą budowania materialnego raju i idealnie spójnego społeczeństwa. Jak jednak wiadomo, radykalnie kolektywistyczna i progresywna wersja religii nowoczesności od jakiegoś czasu zaczęła zanikać. Zgodnie z tezą Francisa Fukuyamy32 na polu bitwy pozostały jednak nie tyle dawne, tradycje religijne, ile demoliberalizm ze swoją dogmatyczną apoteozą demokracji, tolerancji i indywidualizmu jako wartości ostatecznych i niekwestionowanych.

30 E. Voegelin, Nowa nauka polityki, tłum. P. Śpiewak, Warszawa 1992 oraz w: Od oświecenia do rewolucji, tłum. Ł. Pawłowski, Warszawa 2011 31 Ibid, s. 113. 32 F. Fukuyama, Koniec historii, tłum. T. Bieroń, M. Wichrowski, Warszawa 2008

defensywne strategie izolacji (chrześcijaństwo), ślepej przemocy (radykalny islam) lub drobnego handlu kawałeczkami swojej tradycji (buddyzm, hinduizm). Demoliberalizm tymczasem wygrywa dzięki swej duchowej prostocie i sprzyjającym mu, przynajmniej w warstwie deklaratywnej, siłom globalnej gospodarki. Konkretne normy etyczne wywodzi on z przesłanki, że należy uznawać wyłącznie podmiotowość równych sobie, niezależnych jednostek ludzkich, i traktować wszelkie, nawet najbardziej oczywiste, pojęcia je różnicujące, klasyfikujące i wartościujące za niebyłe lub jedynie tymczasowe. Podaje też, acz mniej chętnie niż dawni, zapalczywi głosiciele nowoczesności, wizję ostatecznego dobra, powiadając, że te, a nie inne działania moralne należy podejmować w imię postępu. Współczesny demoliberalizm jest w efekcie naturalnym kandydatem, by stać się urzędową teologią średniowiecza 2.0. Zaś rozmaite ćwiczenia w „samorealizacji” i „samodoskonaleniu się” są naturalnymi kandydatami, by stać się dominującymi formami kultu. Można tu naturalnie wykazać pewne przewrotne

19


Zmierzch demokracji

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

podobieństwo do chrześcijaństwa w średniowieczu faktycznym. Demoliberalizm bowiem przenosi resztki progresywnej moderny do czasów średniowiecza 2.0, podobnie jak chrześcijaństwo przeniosło do historycznego średniowiecza resztki antyku. Wczesne chrześcijaństwo rzymskie naturalnie kojarzy nam się głównie z sienkiewiczowskimi lwami z czasów Tertuliana. Łatwo zapominamy przy tym, że już faktyczny twórca średnio-

wiecznej teologii, jakim był św. Augustyn, w politycznych ramach cesarstwa czuł się jak u siebie. Był on wręcz gotów bronić politycznego antyku do tego stopnia, że wprowadził do chrześcijańskiej myśli politycznej naukę o „słusznej wojnie” i obowiązkach chrześcijańskiego żołnierza33. Widać w tym wyraźną intencję, by pozyskać 33 Por. D.D. Corey, Just War Tradition, Wilmington 2012, ss. 52–65

chrześcijan dla sprawy odparcia barbarzyńskich hord zwiastujących upadek wszystkiego, co biskup Hippony uważał za oznaki cywilizacji. Czytanie zaś „Państwa Bożego” jako jednego wielkiego aktu oskarżenia wobec pogańskiego Rzymu jest nieporozumieniem. Augustyn oddziela sacrum od profanum

ręcznie cenne stare kodeksy greckie i łacińskie”34; później zaś zgodnie z radą Gawrońskiego byli gotowi te same kodeksy przepisywać jeszcze raz na maszynie. W czym jednak średniowieczni mnisi przypominają dzisiejszych liberałów? Cóż, tak jak Rublow w słynnym

Demokracja staje się – i będzie się stawać coraz bardziej – świętością dla intelektualistów właśnie dlatego, że pierwotnej, popularnej demokracji jest (i będzie) coraz mniej m.in. po to, aby dokonawszy tego dzieła, móc odwrócić się i powiedzieć przedstawicielom władzy świeckiej, że choć tak jak wszystkie dzieła człowieka ich instytucje obrócą się ostatecznie w perzynę i nic nie można w perspektywie kosmicznej na to poradzić, to jednak spoczywa na nich doczesna odpowiedzialność za zapewnienie obywatelom możliwie dobrych rządów. Mało tego, kosmiczna perspektywa nieodgadnionego bożego zamysłu nie może służyć jako usprawiedliwienie niczyjej indolencji, nawet w obliczu niespotykanego kataklizmu. Po upadku cesarstwa chrześcijańscy intelektualiści w myśl rad Augustyna musieli się zaś dostosować do nowej sytuacji i wynosić z pożogi to, co wynieść się dało. Jak powiada stary opat w cytowanej przez Curzio Malaparte rozmowie z hrabią Gawrońskim: „W najgłębszych mrokach średniowiecza mnisi z Monte Cassino uratowali cywilizację zachodnią, przepisując

20

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

filmie Andrieja Tarkowskiego liberałowie są obecnie w sytuacji, w której rzeczywistość polityczno-gospodarcza nijak ma się do ich najgłębszych przekonań. Dlatego właśnie przekonania te już ulegają i będą w coraz większym stopniu ulegać procesowi sublimacji, a następnie ewolucji w kierunku religijnego lub, jak chcą niektórzy, sekciarskiego dogmatu. Myśliciele współcześni coraz częściej uciekają i będą uciekać od faktów w inną rzeczywistość, coraz więcej będzie w ich filozofii niewypowiedzianych nadziei, a coraz mniej propedeutyki politycznej. Demokracja staje się więc – i będzie się stawać coraz bardziej – świętością dla intelektualistów właśnie dlatego, że pierwotnej, popularnej demokracji jest (i będzie) coraz mniej. Wolny rynek jest zaś i będzie czczony przez ekonomistów właśnie dlatego, że faktycznie 34 C. Malaparte, Kaputt, tłum. B. Sieroszewska, Warszawa 1983, s. 131

21


Zmierzch demokracji

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

finansami i gospodarkami rządzą i rządzić będą struktury neomerkantylistyczne. I tu widać analogię. Brutalna rzeczywistość zwłaszcza wczesnego średniowiecza nie przypominała w niczym „Państwa Bożego” i dokładnie to sprawiało, że wszyscy ci, którzy umieli jeszcze czytać, tak chętnie po tę lekturę sięgali. Chrześcijaństwo średniowieczne przestało w ten oto sposób być ruchem społecznie wykluczonych, tak jak miało to miejsce w późnym cesarstwie, a stało się powszechnym niemal przekonaniem, że przecież „jeszcze będzie przepięknie”. W czasach najcięższych prób chrześcijanie zawsze spodziewali się wszak, że koniec tej przykrej rzeczywistości jest bliski, a Królestwo Boże ma wkrótce nadejść. Podobnie obecnie: im bardziej nasza rzeczywistość jest nieprzyjazna indywidualnej przedsiębiorczości i faktycznemu rozwojowi osobowości, tym łatwiej można natknąć się na rozmaite publikacje o tytułach typu „Uwierz w siebie!” czy też „Jak zmienić swoje życie?”. Im mniej mamy czasu na samodzielne myślenie, tym łatwiej jest się zapisać na jogę lub kurs medytacji. Sięgając po produkty myśli spekulatywnej z nieco wyższej półki, łatwo jest zaś dostrzec, że w akademickiej filozofii politycznej panuje obecnie swoisty demoliberalny neotomizm. Jak wiadomo, św. Tomasz z Akwinu swoim opus magnum dokonał chrystianizacji filozofii Arystotelesa. Dziś zaś prawie każde poważne czasopismo zajmujące się historią myśli politycznej składa się

22

w dużej części z artykułów, których pytania badawcze sprowadzają się do przekazów w rodzaju: „Dlaczego Platon był w gruncie rzeczy demokratą?”; „Dlaczego Arystoteles był w głębi duszy demokratą?”; wreszcie nie bójmy się pójść dalej i zapytać: „Dlaczego Nietzsche był także…?”. Jako czarny lud od straszenia dzieci ostał się już chyba tylko Carl Schmitt, który napisał jednak trochę za dużo. Współcześnie większość popularnej oraz akademickiej myśli politycznej daje się jednak dość łatwo opisać jako demoliberalizm teologiczny. Można też dostrzec, że w miarę jak faktyczne struktury władzy zaczynają działać w ramach Tocqueville’owskiego „miękkiego despotyzmu”, demokratyczne wybory tak jak średniowieczna inwestytura stają się coraz bardziej formą duchowej legitymizacji, a coraz mniej procedurą polityczną. Współczesna demokracja zachodnia z całym zapałem skupia się np. na rytualnych działaniach mających wytworzyć w najrozmaitszych instytucjach reprezentację o charakterze tokenowym35. Reprezentacja taka zastępuje faktyczne preferencje większości zainteresowanych symbolicznym podkreślaniem równości poprzez promowanie rozmaitych grup interesu. Czyni się to zwykle za pomocą miękkich nacisków z zakresu tzw. pozytywnej dyskryminacji lub przez wprowadzanie parytetów i kwot. Tokenowość czy też jak chcą 35 Por. W. D. Gairdner, The Trouble with Token Democracy, Toronto 2001

jej zwolennicy, deliberatywność współczesnej polityki, już zmarginalizowała w dyskursie publicznym ideę demokracji popularnej, czyniąc z samego słowa „populizm” niewybaczalną obelgę36. Tokenizacja demokracji w średniowieczu

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

nym pełniła ludność wyznania Mojżeszowego. Współcześni chrześcijanie ze względu na wychowanie premiujące osobistą dyscyplinę moralną i zwiększone wymagania otoczenia są więc coraz lepiej wykształceni i w pewnym

Wolny rynek jest i będzie czczony przez ekonomistów właśnie dlatego, że faktycznie finansami i gospodarkami rządzą i rządzić będą struktury neomerkantylistyczne sensie wręcz wpływowi37. Z drugiej strony, są też w coraz większym stopniu elitarnymi wyznawcami starożytnej religii, których demoliberalne społeczeństwa zupełnie nie rozumieją i co jakiś czas posądzają en masse o jakiś niecny spisek, oszustwa lub gnębienie dzieci.

2.0 ma też oczywiście swoją analogię w średniowieczu faktycznym. Podobnemu procesowi przesunięcia znaczeń przy zachowaniu elementów symbolicznych uległy wszak swego czasu elementy prawa rzymskiego. To dzięki tego rodzaju zabiegom Karol Wielki nosił tytuł „cesarz zachodu”, a biskup Rzymu nadal nosi tytuł „pontifex”. Otwarte pozostaje jeszcze tylko pytanie, co w tak zaprojektowanym nowym świecie duchowym będzie się działo z faktycznymi chrześcijanami? Cóż, obserwując mnogość ataków i oskarżeń, jakie współczesne media miotają pod adresem chrześcijan, trudno oprzeć się wrażeniu, iż w średniowieczu 2.0 chce ich się zamknąć w swoistym getcie i mocą nowego przesądu przypisać im rolę analogiczną do tej, którą w średniowieczu faktycz-

o technologii i wojnie, czyli zakazane miasto i nowe rycerstwo W wydanej niedawno powieści fantastycznonaukowej Piotra Goćka38 znajdujemy ciekawy opis niezwykłej technologii, która służy tylko trzem celom: wojnie, podkreśleniu statusu elit i kontroli nad ogółem mieszkańców. Dlaczego w fantastycznym Gorodopolis myśl techniczna rozwinęła się w tym kierunku? Dlaczego, choć z pozoru zaawansowana, tak bardzo przypomina ona tę szczątkową technologię, którą

36 Sama nazwa wskazuje zaś tylko gotowość do przekładania woli ludu (populus) na działania polityczne i tak rozumieli ją np. założyciele amerykańskiej Populist Party w latach 90. XIX w.

37 Por. P. Norris, R. Inglehart, Sacred and Secular: Religion and Politics Worldwide (2nd ed.), Nowy Jork 2011, ss. 267–26 38 P. Gociek, Demokrator, Warszawa 2012

23


Zmierzch demokracji

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

zwykle podpierały się elity feudalne? Cóż, inna technologia zwyczajnie nie jest potrzebna przy zaniku klasy średniej. Jak to wyłuszcza w powieści Goćka grupce wyselekcjonowanych studentów profesor nowej, słusznej nauki o państwie: „(...) zupełnie nieopłacalne dla społeczeństwa jest sztuczne podtrzymywanie tzw. coś tam mających, czyli średniaków. Wręcz przeciwnie: im więcej ich będzie, w tym większym marazmie pogrąży się nasza kraina! Dowodem słuszności naszych teorii są też gorszące i pożałowania godne losy innych narodów, szczególnie Jeuropolis i Metropolis, które postawiwszy na średniactwo, odkryły, że nic nikomu się nie chce, wszyscy

uważają, iż dobrze jest, jak jest. Oczywiście, szanowni obywatele, że dobrze jest, jak jest – ale tylko u nas, bo u nas jest najlepiej”39. Naturalnie, profesor sugeruje, że również i inne centra po odkryciu swoich błędów czym prędzej je naprawiły i pozbyły się średniaków. Jest to jednak wykład niezwykle przewrotny, nie wspomina bowiem, że to właśnie tania wygoda, na którą zorientowana jest konsumpcja klasy średniej, jak nic innego napędza trwały rozwój technologii. Natomiast elity domagają się głównie podkreślenia swego statusu przed innymi członkami tej samej co 39

Ibid., s. 389

one grupy; stąd wytworzony na pokaz produkt drogi i luksusowy, a przy tym niepraktyczny, jest dla nich więcej wart niż tani, technologicznie zaawansowany produkt masowy40. Klasy niższe są z kolei zainteresowane głównie przetrwaniem i, jak dowodzą badania

łających kompasów42. W wieku XVI wiele z tych wynalazków było już jednak zapomnianych lub tak jak w przypadku kompasów wiedziano, jak je konstruować, nikt jednak nie rozumiał już zasady ich działania. Technologia wojskowa, która dość długo opierała

Współcześni chrześcijanie ze względu na wychowanie premiujące osobistą dyscyplinę moralną i zwiększone wymagania otoczenia są więc coraz lepiej wykształceni i w pewnym sensie wręcz wpływowi

naukowców zajmujących się tzw. peasant studies, obawiają się ryzyka inwestycji w nowe technologie ze względu na egzystencjalne koszty ewentualnego niepowodzenia41. W powieści Goćka nowe technologie samodzielnie wymyśla samotny geniusz i dyktator – obywatel Szajdo. W rzeczywistości jednak, jak dowodzi doświadczenie Państwa Środka, technologie bez życia uniwersyteckiego i bez wolnego do nich dostępu przedsiębiorczej klasy średniej stają się po przeminięciu kilku pokoleń swoistymi mumiami geniuszu wynalazcy. Dawne Chiny dysponowały np. mechanicznym zegarem, prymitywnym sejsmografem i bronią rakietową, posiadały też technologię wytwarzania doskonale dzia-

40 O rozbieżnych modelach konsumpcji trzech klas pisze Tocqueville, op. cit., ss. 505–509 41 Por. J. C. Scott, The Moral Economy of the Peasant: Rebellion and Subsistence in Southeast Asia, New Haven 1976

24

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

się ogólnej stagnacji, od paru stuleci nie była zaś rozwijana z braku równie zaawansowanych technologicznie przeciwników w najbliższym sąsiedztwie. Dzisiejsze średniowiecze 2.0 pociąga za sobą podobne niebezpieczeństwa dla naszej myśli technicznej. Statystyki wskazują, że kończy się czas przełomowych wynalazków43. Telefon komórkowy ma już ponad pięćdziesiąt lat (Thomas Ericsson opracował pierwszy prototyp w 1956 r.), podobnie Internet, komputer jest zaś jeszcze starszy. Ostatnie pół wieku to tymczasem raczej nowinki i wariacje na temat już istniejących technologii. Przemysł farmaceutyczny bardziej niż AIDS, malarią czy rakiem zajmuje się zaś dziś, np., 42 Por. R. Temple, The Genius of China: 3000 years of Science, Discovery and Invention, Nowy Jork 1986 43 W styczniu specjalny raport „technologicznemu pesymizmowi” poświęcił np. brytyjski „The Economist”.(01.12.2013), zwłaszcza Is the Ideas Machine Broken, The Great Growth Debate.

25


Zmierzch demokracji

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

lekami na porost włosów i środkami usprawniającymi życie seksualne osób, które i tak zwykle są w wieku płciowo nieproduktywnym. Co do technologii wojskowych, to kończy się epoka wielkich armii, potężnych lotniskowców i niszczących miasta nuklearnych pocisków. Nie oznacza to jednak powrotu do pochodzących z poboru armii obywatelskich. Tymczasem, jak dowodzą niektórzy historycy44, to właśnie wczesny etap wyścigu zbrojeń i potrzeba budowania licznych armii wyposażonych w masowo produkowaną tanią broń stworzyła nowoczesne demokracje. Średniowiecze 2.0 podobnie jak jego poprzednik promuje natomiast rozwój jednostek mniejszych, bardziej mobilnych, lepiej wyszkolonych i wyposażonych w droższy sprzęt. Zanika tym samym potrzeba armii z poboru, a co za tym idzie, potrzeba politycznego przypochlebiania się społeczeństwu celem ich stworzenia. Dochodzi też na coraz większą skalę do prywatyzacji usług wojskowych i ochroniarskich. Firmy sprzedające bezpieczeństwo wprawdzie jeszcze nie mają w swoim arsenale najnowszych bojowych bezzałogowców, ale te szpiegowskie już jak najbardziej. Państwo zaś nie jest już w sferze przemocy ani monopolistą, ani

44 Ch. Tilly, Reflections on the History of European State-Making, [w:], Ch. Tilly ed., The Fomation of National States in Western Europe, Princeton,1975 oraz A. Forrest, Nations at Arms, [w:] Ch. Townshend, Oxford History of Modern War, Londyn, 2005

26

nocnym stróżem. Staje się raczej organem przemoc koncesjonującym. alternatywa, czyli republikańskie enklawy Genialność słynnej tezy Fukuyamy o końcu historii polega – nieco przewrotnie rzecz ujmując – na tym, iż tylko z pozoru opisuje ona triumf klasycznego liberalizmu. Fukuyama unieważnia bowiem wspólny dla liberałów i socjalistów ostry podział na antyczną przeszłość i nowoczesność, a wprowadza na powrót jako realną opcję trzecią, „środkową”, lub, jak chce polszczyzna, „średnią” –kategorię czasu bez historii. Średniowiecze 2.0 różni się jednak od wszystkiego, co spotkało nas dotąd, na tyle, że trudno podejrzewać, aby polubiła je dawna lewica i prawica czy też przedstawiciele klasycznego liberalizmu. Wewnątrz społeczeństwa wytwarza ono podział na płacące słone renty senioralne masy, polityczno-korporacyjną arystokrację i demoliberalnych teologów. W sferze duchowej dzieli ono ludzi na wyznawców dogmatu postępowego samodoskonalenia i nowych starozakonnych. W sferze politycznej uskutecznia zaś podział na tych, którzy przyjmą naukę Fukuyamy z dobrodziejstwem inwentarza, i na tych, którzy będą starali się bronić enklaw dawnego republikanizmu. Obie te grupy są w pewnym sensie dziećmi Tocqueville’owskiej wielkiej demokratycznej rewolucji. Ci pierwsi szybko stają się jednak ludźmi globalnymi, których żywotne interesy połączą

z nowymi feudałami, zaś ich ewentualne republikańskie odruchy będą zaspokajane za pomocą tokenowej tolerancji wobec specjalnie w tym celu wyselekcjonowanych mniejszości. Ci drudzy będą uparcie bronić idei państwa narodowego oraz znienawidzonej przez nowoczesny demoliberalizm demokracji popularnej.

Średniowiecze 2.0 – Michał Kuź

cjom cywilizacyjnym należy jednak, jak radził car Aleksander II, wyzbyć się wszelkich złudzeń. I mieć świadomość, że odwrócenie trendu nie musi obsypać niepokornych bogactwem i wpływami. Wręcz przeciwnie. U progu nowoczesności państwa narodowe zmarginalizowały zarówno dawne imperia, jak i dawne republiki. Obecnie zaś

Republikanie, którzy zamiast tokenowej tolerancji i kompromisów chcą faktycznych rządów ludu, znajdują się tym razem w odwrocie wobec sił nowego feudalizmu i nowej teologii

Nowość średniowiecza 2.0 polega także na tym, iż republikanie, którzy zamiast tokenowej tolerancji i kompromisów chcą faktycznych rządów ludu, znajdują się tym razem w odwrocie wobec sił nowego feudalizmu i nowej teologii. Mają oni coraz mniej środków do swojej dyspozycji, przez co trudniej jest im wygrywać polityczne potyczki i przekrzykiwać niechętne im przekazy. Coraz bardziej doprowadza ich też do frustracji fakt, że lud, o którego emancypację zabiegają, daje się dość łatwo zmanipulować i przekonać do nowych form ucieczki od wolności. Historyczne próby tworzenia republikańskich enklaw bywały jednak owocne. Wystarczy przypomnieć Wenecję czy Szwajcarię oraz zauważyć, że obecnie do roli podobnych enklaw pretendują np. kraje skandynawskie. Działając wbrew potężnym tenden-

to właśnie demokratyczne państwa narodowe są odpowiednikami dawnych republik. Można i warto oczywiście walczyć o ich istnienie, bo tego wymaga dobro obywateli. Będzie to jednak gra na przeczekanie średniowiecza 2.0, tak aby w końcu ujrzeć nową nowoczesność, która bez wątpienia wszystkich jej oczekujących zaskoczy.

michał kuź (ur. 1984) – doktorant i asystent na Wydziale Politologii Louisiana State University, stały współpracownik „Rzeczy Wspólnych”. Absolwent Ośrodka Studiów Amerykańskich UW oraz Instytutu Filologii Angielskiej UAM. Stypendysta Fundacji Fulbrighta, a także członek Philadelphia Society. Autor tekstów publicystycznych i naukowych z zakresu filozofii polityki oraz politologii porównawczej.

27


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Spór o Nową Jałtę

Dyskretny urok czarnowidztwa. Kilka uwag krytycznych o wizji Nowej Jałty – Bolesław Piasecki, Piotr Woyke

Dyskretny urok czarnowidztwa. Kilka uwag krytycznych o wizji Nowej Jałty BOLESłAW PIASECKI, PIOTR WOYKE Stawiając tezę o „Nowej Jałcie”, Jacek Bartosiak popełnił trzy błędy, które postanowiliśmy unaocznić. Po pierwsze, źle rozpoznał sytuację – to najczęstsza przyczyna używania przesadnej lub błędnej analogii. Po drugie, stosował przerysowane określenia i nieproporcjonalnie oceniał niektóre wydarzenia. Po trzecie, niebezpiecznie zatracił równowagę pomiędzy narzekaniem na okoliczności zewnętrzne a propozycją programu pozytywnego – nie będziemy ukrywać, że odgrzewana po raz kolejny propozycja Międzymorza to dla nas trochę za mało.

96

97


Spór o Nową Jałtę

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

W „Rzeczach Wspólnych” nr 4 (10)/2012 ukazał się tekst Jacka Bartosiaka pt. „Koniec złudzeń. Gotujmy się na strategiczny koszmar”. Zwracając uwagę na zjawiska, takie jak strategiczna reorientacja Stanów Zjednoczo-

się udziałem Bartosiaka. Na pewno warto przygotowywać się na najgorsze scenariusze i nikt rozsądny nie odmawia tutaj autorowi racji. Nurzając się w  czarnowidztwie, należy to jednak robić rozważnie.

Przeniesienie głównych akcentów w polityce zagranicznej USA na region Pacyfiku nie może się wiązać z równoczesną stratą zainteresowania Europą czy też innymi regionami nych w  kierunku Pacyfiku, słabnięcie Unii Europejskiej czy wzrost potęgi Niemiec, kreśli on ponurą dla Rzeczypospolitej wizję przyszłości, określając ją mianem „Nowej Jałty”. Nieuchronna konfrontacja na linii Waszyngton–Pekin miałaby doprowadzić do sojuszu tego pierwszego z  Moskwą. Na gruzach rozpadającej się UE jeszcze bardziej miałyby się wzmocnić więzi między Niemcami a Federacją Rosyjską. Potencjalną przyszłość naszego kraju w opisanej konfiguracji dopowiada apokaliptyczny tytuł tekstu. Tak dramatyczne przepowiednie wymagają zdrowej dawki sceptycyzmu. W analizie stosunków międzynarodowych często zdarza się, że ktoś ślepo polega na jednym aktorze – czasem są nim Stany Zjednoczone, czasem kolejne mutacje rosyjskiego imperializmu, zaś kiedy indziej jednocząca się Europa. Łączy się to z  nadmiernym optymizmem i  tendencjami do „kończenia historii”. Lustrzanym odbiciem tego błędu jest czarnowidztwo, które stało

98

Począwszy od tytułu. W  kategorii symboli dla Polaków traumatycznych Jałta zalicza się do tych najważniejszych. Niesie ze sobą skojarzenia wyjątkowo przykre. Uchodzi za modelowy przykład tego, jak nasza wola polityczna, pragnienie wolności i  pomoc niesiona silniejszym sojusznikom zostają złożone na ołtarzu budowy nowego ładu międzynarodowego. Rozmyślając nad niełatwym położeniem geograficznym Polski, brutalnymi realiami gry międzymocarstwowej czy niepewnością wszelkich sojuszy, nasze myśli najczęściej przenoszą się do lutowych dni 1945 r. w  liwadyjskim pałacu. To zbyt efektowne porównanie, aby używać go już dzisiaj. Jacek Bartosiak popełnił trzy błędy, które postanowiliśmy unaocznić, dekonstruując kolejne elementy jego analizy. Po pierwsze, źle rozpoznał sytuację – to najczęstsza przyczyna używania przesadnej lub błędnej analogii. Po drugie, stosował przerysowane określenia i  nieproporcjonalnie oceniał niektóre

wydarzenia. Po trzecie, niebezpiecznie zatracił równowagę pomiędzy narzekaniem na okoliczności zewnętrzne a  propozycją programu pozytywnego – nie będziemy ukrywać, że odgrzewana po raz kolejny propozycja Międzymorza to dla nas trochę za mało. pivot i sojusz amerykańsko-rosyjski: chwila otrzeźwienia Rozpoczynając lekturę „Końca złudzeń…”, trzeba na początek pogodzić się z pewnymi zaskakującymi twierdzeniami. Nie zważając na wypowiedzi rosyjskich i  amerykańskich ekspertów, musimy zgodzić się, że reset pomiędzy Moskwą a Waszyngtonem trwa w najlepsze. Nie bacząc na „łupkową rewolucję” i  szybkie energetyczne uniezależnianie się Stanów Zjednoczonych, jesteśmy zmuszeni uznać, że nasze głowy są już pod gilotyną współpracy energetycznej Amerykanów i  Rosjan. Gdy już przyjmiemy to do wiadomości, całkiem łatwo przyjdzie nam zaakceptować to, że pomocy w powstrzymywaniu rosnącej potęgi Chin Stany upatrują w  stabilnym, wyciągającym przyjaźnie dłoń Kremlu. Prawie już to pojęliśmy, najpierw jednak kilka uwag co do nowej wielkiej gry na Pacyfiku i  przyszłego meczu „USA plus FR vs ChRL”. Nasze wyobrażenie o  świecie stosunków międzynarodowych przez kilkadziesiąt lat kształtowało życie pod knutem Związku Sowieckiego. Nic dziwnego, że permanentnie przecenialiśmy potęgę Stanów Zjednoczonych i  uznawaliśmy, że jest to mocarstwo

Dyskretny urok czarnowidztwa. Kilka uwag krytycznych o wizji Nowej Jałty – Bolesław Piasecki, Piotr Woyke

absolutne. Nawet drobne słabości i potknięcia robią już na nas wrażenie. Stąd przy niepowodzeniach w Afganistanie czy Iraku łatwo jest nam ogłaszać zmierzch amerykańskiej potęgi, szczególnie że za rogiem już czyha wschodzące azjatyckie mocarstwo. Zmiana kursu amerykańskiej polityki zagranicznej nie jest zjawiskiem prostym w  percepcji i  łatwym w  eksplikacji. Z  pewnością nie należy postrzegać, osławionego pivot w systemie zero-jedynkowym. Przeniesienie głównych akcentów w  polityce zagranicznej USA na region Pacyfiku nie może się wiązać z  równoczesną stratą zainteresowania Europą czy też innymi regionami. Stany Zjednoczone jako „lider wolnego świata” muszą być obecne i  aktywne w  każdym teatrze działań. Bez wątpienia Europa jest takim miejscem, a szczególnie granica NATO, sojuszu być może słabnącego, ale nadal wyznaczającego obszar strategiczny dla bezpieczeństwa Ameryki. Pivot stał się modnym określeniem relatywnie niedawno, lecz jego źródła są wcześniejsze. Został on opóźniony przez wojnę wydaną Al-Kaidzie i innym podmiotom „zagrażającym interesom Ameryki”. Na krótko zbliżyła ona Stany Zjednoczone do Europy (szczególnie tej, określonej przez Donalda Rumsfelda jako „Nowa”), odkładając nieuchronne zwrócenie przez Waszyngton wzroku ku Pacyfikowi. Jest to proces naturalny i  w gruncie rzeczy pozytywny. Gotować się na strategiczny koszmar należałoby, gdyby USA ignorowały Państwo Środka.

99


Spór o Nową Jałtę

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

chiny i rosja – mocarstwa przeceniane Jednym z filarów tezy o „Nowej Jałcie” jest wiara w  nieuchronny rozwój potęgi Chin, które są w  stanie realnie zagrozić USA. Jednak na tę chwilę ChRL wciąż ma problemy z nowoczesnymi technologiami, kluczowymi dla współczesnej wojny, a  możliwości chińskiej marynarki wojennej są nieporównywalnie mniejsze niż US Navy. Technologia stoczni chińskich dorówna dzisiejszej rosyjskiej w 2020 r., zaś amerykańskiej dopiero w 2030 r. Jeden lotniskowiec (w dużej mierze kupiony, nie wyprodukowany) nie tworzy przeciwwagi dla wciąż potężnej marynarki Stanów i  ich regionalnych sojuszników. W  momencie gdy Chińczycy budują swój drugi lotniskowiec, Amerykanie mają ich jedenaście, a w 2015 r. planują wprowadzić nową klasę, Gerald R. Ford. W powietrzu także wydają się przeważać Amerykanie. Jako jedyni posiadają myśliwiec piątej generacji (F-22), a niebawem wprowadzą do służby kolejny, czyli F-35. Chińczycy dopiero w 2019 r. planują uruchomić seryjną produkcję odpowiednika F-22. Około trzech, czterech razy większe wydatki na zbrojenia, przewaga w powietrzu i na morzu oraz liczni przyjaciele w regionie wydają się stanowić dość mocny atut w  ręku Stanów Zjednoczonych. Według wielu amerykańskich ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem ich kraj w krótkiej perspektywie bardziej powinien obawiać się chińskiej słabości niż siły. W 2008 r. wśród pekińskich elit wygasł konsensus dotyczący dalszej drogi rozwoju, a  blisko

100

dziesięcioprocentowy wzrost w  skali kraju najpewniej jest już przeszłością. Być może poziom dobrobytu uderzy niedługo w  sufit obecnego systemu politycznego i nie będzie mógł już dalej rosnąć w  obecnych warunkach. Specjaliści wskazują także na inne wielkie wyzwania stojące przed Chinami, jak choćby konieczna zmiana modelu wzrostu gospodarczego. Stanowi to pole potencjalnych napięć wewnętrznych i nie ma gwarancji, że rozwiązanie tych problemów będzie korzystne dla obecnej elity rządzącej. Tak jak zaznaczył w  swoim tekście Bartosiak, USA robią wiele, aby Chinom odpowiedzieć. Co ważne, panuje względny konsensus wobec działań Hillary Clinton w  Azji Południowo-Wschodniej. Japonia, Indie, Korea Południowa, Australia, większość państw Azji Południowo-Wschodniej, wciąż są w co najmniej dobrych stosunkach z USA, które pomagają zabezpieczać ich strategiczne interesy, np. uczestnicząc w rozwoju siły odstraszania – wywołuje to gwałtowne protesty Państwa Środka. Japonia realizując koncepcję „Łuku wolności i  rozwoju”, zacieśnia współpracę m.in. z  Indiami. W  ostatnich latach rządom państw Azji PołudniowoWschodniej jest bliżej do USA niż do Chin, mimo znacznej pomocy tych ostatnich. Nawet niegdyś lojalna wobec Pekinu Birma stwierdziła, że stopień penetracji państwa przez chińską agenturę jest niebezpieczny. W  rozgrywkę została także wciągnięta Australia – w  Darwin osadzono dwa i  pół tysiąca żołnierzy piechoty morskiej.

Chwytliwe wywyższenie przyszłej rzeczywistości geopolitycznej do rangi Nowej Jałty wydaje się nietrafione także z innego powodu. Kształt ustaleń konferencji jałtańskiej wynikał w dużej mierze z  potęgi Stalina, której nie można

Dyskretny urok czarnowidztwa. Kilka uwag krytycznych o wizji Nowej Jałty – Bolesław Piasecki, Piotr Woyke

Putina poważnie potraktowana, to na pewno nie doprowadziła do konwergencji interesów. Sama Rosja wbrew życzeniom Zbigniewa Brzezińskiego zdaje się nie zastanawiać, czy w ostatecznym rozrachunku stanie u  boku

Gotować się na strategiczny koszmar należałoby, gdyby Stany Zjednoczone ignorowały Państwo Środka

porównywać do obecnej pozycji Federacji Rosyjskiej. Dzisiaj jest to kraj eksportujący głównie surowce, o  niskiej innowacyjności i  problemach demograficznych na wielką skalę. W retoryce Władimira Putina i  obozu rządzącego Ameryka nadal pozostaje hegemonizującym, agresywnym mocarstwem, które stanowi zagrożenie dla Rosji i  światowego pokoju. Oprócz jednostkowych przypadków współpracy, jak baza przeładunkowa wojsk NATO w  Uljanowsku czy zainteresowanie Chevronu wydobyciem surowców, interesy Rosji i  Stanów Zjednoczonych nadal pozostają w  większości miejsc fundamentalnie sprzeczne. Kolorowe rewolucje były w Moskwie postrzegane jednoznacznie jako projekt amerykański, którego zwieńczeniem miała być liberalizacja polityczna w samej Federacji. Trwa zażarta walka o  wpływy w  państwach Azji Centralnej. Trudno przypomnieć sobie na Bliskim Wschodzie sytuację, gdy oba państwa grały od początku do jednej bramki. Jeżeli idea resetu kiedykolwiek została przez

Chin, czy szeroko pojętego Zachodu. Nie potrafi wypracować koherentnej strategii wobec ChRL, pomimo naturalnych obaw o przyszłość swojej granicy z tym państwem. Jak na razie nie widać też jakiejkolwiek chęci ocieplenia stosunków z USA – nie ma co ukrywać, że Amerykanie nie traktują Rosjan jako równorzędnych i zaufanych partnerów. Niemcy – hegemon na potrzeby publicystyki Trzeba przyznać, że przy opisie pozycji Niemiec Bartosiak wykazał się godną naśladowania przenikliwością. Zauważa, że wzrost potęgi tego kraju i jego roli w UE jest naturalny i trudno go było powstrzymać. Rola Berlina jest ogromna, jego faktyczne wpływy uznaje już nawet znaczna część polskich elit, w większości mających dość idealistyczne wyobrażenie europejskiej Wspólnoty. Trudno jednak się zgodzić z  tak jednoznacznym stwierdzeniem, jak to, że poprzez gwarantowanie istnienia Unii Niemcy mają w  niej „władzę”: to bowiem kategoria absolutna.

101


Spór o Nową Jałtę

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Tymczasem fakt, że postawę tego kraju wobec kryzysu postrzegamy nieraz jako egoistyczną i  stanowczą, nie oznacza tego, że UE stała się dla niego narzędziem sterownym. Wielu upatruje problemów raczej w braku takiej sterowności, w tym, że Niemcy nie chcą formalnie

często krytykowane za rozwijanie stosunków z Chinami, bez zważania na interesy ogólnounijne. Czytaliśmy w tekście „Koniec złudzeń...” o  szerokiej współpracy z  Rosją Putina, choć obserwując historię, jakoś dostrzegamy „sprzeczne interesy geopolityczne”

Według wielu amerykańskich ekspertów ich kraj w krótkiej perspektywie bardziej powinien obawiać się chińskiej słabości niż siły przyjąć hegemonicznej roli. Negocjacje budżetowe czy szybko zmieniające się sojusze – drobne bitwy staczane w brukselskich kuluarach często świadczą o rosnącej roli naszego zachodniego sąsiada, lecz nie o jego hegemonii. Oczywiście, gdyby Niemcy chciały, to mogłyby stwierdzić, że Unia im się nie opłaca, i z niej wystąpić, pociągając za sobą gwałtowny rozpad. Wymagałoby to ogromnej woli politycznej ze strony niemieckiego społeczeństwa i  prawdziwego przewrotu w  jego elitach. Abstrahując od trudnych do przewidzenia konsekwencji gospodarczych, nie łatwo by było znaleźć w tym jakiś cel polityczny. Z nieznanych nam powodów Bartosiak pisze o UE w obecnym kształcie, iż „krępuje niemiecką politykę zagraniczną”. Zawsze odnosiliśmy wrażenie, że niemożność powstania wspólnych stanowisk unijnych w  podstawowych sprawach oraz słabość funkcji pełnionej przez Catherine Ashton to niemożność przezwyciężenia partykularnych stanowisk dużych państw. Wydawało nam się, że Niemcy są

102

i  potencjalną nietrwałość „synergii”. Gdzie więc to skrępowanie? Pod względem polityki zagranicznej Unia zdaje się dla Berlina niezwykle wygodna. Jest bardziej „skrzynką z narzędziami” niż zhegemonizowaną przestrzenią, jak by to chcieli widzieć niektórzy publicyści. odwieczne limity, permanentne możliwości Jak wszyscy Polacy zainteresowani sprawami międzynarodowymi również my lubimy wyobrażać sobie sojusz Międzymorza, złożony z  państw, które w akcie zbiorowej świadomości nie idą na żadne układy z Niemcami czy Rosją, tylko trwają we wspólnym sojuszu, który jest efektywny pod względem militarnym i  zgodnie działa pod egidą Warszawy. Problem w  tym, że poza granicami Rzeczypospolitej mało kto widzi nas w  roli liderów. Polska powinna oczywiście pełnić ważną rolę w  regionalnych strukturach bezpieczeństwa, zaś sama idea, aby rozwijać współpracę pomiędzy państwami po-

dobnej wielkości lub mniejszymi, jest godna pochwały. Takie inicjatywy już istnieją, ostatnio dynamicznie rozwijane przez państwa skandynawskie we współpracy z republikami nadbałtyckimi. Warto się w  nie włączać i wywalczać sobie jak najwięcej wpływu, zamiast roić sobie pozycję „lidera”. W najbliższym czasie Polska nie stanie się w Europie Środkowej silniejszym państwem niż Rosja, gdyż należy do niższej ligi. Może jednak stać się państwem, bez którego trudno będzie Moskwie wiele wywalczyć. Zmieniające się realia geopolityczne nie są dla naszego kraju wyrokiem, a raczej wyzwaniem, które trzeba podjąć i rozegrać jak najlepiej. Gnębią nas odwieczne limity, ale mamy też permanentne możliwości. „Nowa Jałta...” to tekst w  pewien sposób składny i  porywający, prezentujący konsekwentną wizję. Na szczęście w jakiejś rzeczywistości równoległej, gdzie procesy przebiegają jak w strategicznej grze komputerowej. Jeśli Stany Zjednoczone mniej się angażują w  regionalną politykę, następuje „strategiczne wycofanie”. Gdy muszą podjąć konkurencję z Chinami, to automatycznie pojawia się „potrzeba sojuszu z Rosją”. Lepsza pozycja Niemiec w  Unii to praktycznie „hegemonia”, choć tutaj gra się na chwilę zawiesza, bo nie wiadomo, czemu berliński hegemon (po drodze podporządkowujący sobie Polskę) miałby nie mieć sprzecznych interesów z rosnącą w siłę Rosją. Zgadzamy się z  Bartosiakiem, że „koniec historii” był złudzeniem. Dodajmy, że już od dłuższego czasu nikt

Dyskretny urok czarnowidztwa. Kilka uwag krytycznych o wizji Nowej Jałty – Bolesław Piasecki, Piotr Woyke

nim nie żyje, łącznie z głównym popularyzatorem tej koncepcji. Nie budzi dyskusji fakt, że trzeba się przygotowywać na różne scenariusze rozwoju sytuacji, również te najbardziej pesymistyczne. W tym celu powinniśmy zacząć od oszczędzania efektownych analogii historycznych, większego nacisku na tworzenie ogólnych wspólnych kierunków polityki zagranicznej, a  nade wszystko od bardziej wyważonego spojrzenia na arenę międzynarodową. Musimy być gotowi na „strategiczne koszmary”: tutaj należą się Bartosiakowi wyrazy uznania za zabranie istotnego głosu i rzeczowe przedstawienie jednej z perspektyw. Miejmy nadzieję, że włożenie przez autora tekstu przysłowiowego kija w  mrowisko będzie przyczynkiem do niezbędnej dyskusji na temat polskiej polityki zagranicznej w  kontekście strategicznym. Pamiętajmy jednak przy tym, że dyskretny urok czarnowidztwa potrafi być równie zdradliwy jak fukuyamowski optymizm. Bolesław piasecki (ur. 1989) – student bezpieczeństwa wewnętrznego i politologii w Instytucie Nauk Politycznych UW. Naukowo interesuje się kontrwywiadem, stosunkami międzynarodowymi i historią idei. Odbył staż w  Institute of World Politics w  Waszyngtonie. piotr woyke (ur. 1989) – student politologii w INP UW. Jego zainteresowania badawcze wiążą się z teorią rewolucji, polityką amerykańską i studiami strategicznymi.

103


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Musimy liczyć się z najgorszym scenariuszem. Obrona tezy o Nowej Jałcie

Spór o Nową Jałtę

Z zadowoleniem konstatuję, że podstawowy cel mojego tekstu pt. „Koniec złudzeń. Gotujmy się na strategiczny koszmar” zamieszczonego w nr. 4 (10) /2012 „Rzeczy Wspólnych”, jakim było pobudzenie debaty oraz wytworzenie ożywczego fermentu, został osiągnięty. Dowodem jest trwająca na łamach kolejnych tomów „RW” debata o „Nowej Jałcie”, ale także dyskusje prowadzone na spotkaniach publicznych oraz forach internetowych. Konstatację powyższą potwierdza zamieszczony w niniejszym numerze „RW” artykuł pt. „Dyskretny urok czarnowidztwa, czyli kilka uwag krytycznych o wizji Nowej Jałty” pióra Bolesława Piaseckiego i Piotra Woykego, w którym au-

Musimy liczyć się z najgorszym scenariuszem. Obrona tezy o Nowej Jałcie – Jacek Bartosiak

Bicie w dzwon jest zasadne Od razu przyznaję, że zgadzam się z podnoszonym przez Piaseckiego i Woykego zarzutem, że tytuł mojego tekstu (oddający zresztą, jak sądzę, jego zawartość) jest apokaliptyczny. To celowy zabieg, służący temu, by spotkać się z ożywionym odzewem i krytyką, które służą poziomowi debaty. Jednakże wbrew twierdzeniu autorów zabieg ten wydaje mi się obecnie szczególnie usprawiedliwiony właśnie ze względu na XX-wieczną historię Polski, a zwłaszcza na okoliczności wykuwania się porządku pojałtańskiego i jego tragiczne dla nas konsekwencje.

JACEK BARTOSIAK Krytycy apokaliptycznych tytułów oraz – jak twierdzą – przesadnie pesymistycznych scenariuszy, powinni mieć na uwadze niebagatelny czynnik czasu. To stosowny jego zapas daje przywódcom możliwość przygotowania się do nadchodzących wyzwań. Szeroko rozumiane elity potrzebują czasu, aby debatować i konceptualizować alternatywne kierunki rozwoju kraju. I choćby scenariusz pesymistyczny miał się nigdy nie wydarzyć (oby!), samodzielne myślenie o własnej przyszłości wytwarza nawyki i odruchy, które są rozwojowe dla państwa oraz wychowawcze dla jego elit.

104

torzy odnieśli się do stawianych przeze mnie tez o potencjalnym, nadciągającym nad Polskę koszmarze strategicznym. Spróbuję się niniejszym ustosunkować do argumentów przez nich podniesionych, co – mam nadzieję – jeszcze bardziej ożywi dyskusję o zmieniającym się geopolitycznym otoczeniu Polski1.

1 W tym miejscu warto przypomnieć, że z punktu widzenia wielkich koncepcji geopolitycznych, w których kształcone są np. przywódcze elity anglosaskie, obszar Polski i krajów sąsiadujących z nią od wschodu stanowi strefę starcia (crushzone) pomiędzy rimlandem a heartlandem – por. H. Mackinder – Democratic Ideals and Reality; tenże, The Geographical Pivot of History, „Royal Geographical Society Papers”, 1904; R. D. Kaplan, The Revenge of Geography, 2012

105


Spór o Nową Jałtę

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Bicie na alarm uważam za niezbędne również z powodu posthistorycznego letargu, w jakim spoczywała po 1989 r. znakomita większość polskich elit politycznych oraz znaczna cześć społeczeństwa. Sen stał się jeszcze głębszy po wejściu Polski NATO i UE i dopiero kryzys zapoczątkowany w 2008 r. zaczął wybudzać żywsze umysły. Ponadto, co równie istotne, krytycy apokaliptycznych tytułów oraz – jak twierdzą – przesadnie pesymistycznych scenariuszy, powinni mieć na uwadze niebagatelny czynnik czasu. To stosowny jego zapas daje przywódcom możliwość przygotowania się do nadchodzących wyzwań. Szeroko rozumiane elity potrzebują czasu, aby debatować i konceptualizować alternatywne kierunki rozwoju kraju. I choćby scenariusz pesymistyczny miał się nigdy nie wydarzyć (oby!), samodzielne myślenie o własnej przyszłości wytwarza nawyki i odruchy, które są rozwojowe dla państwa oraz wychowawcze dla jego elit. Systemowe zachwianie globalnego ładu Wbrew twierdzeniom Piaseckiego i Woykego nowość obecnego stanu rzeczy nie polega jedynie na drobnych potknięciach i słabościach Stanów Zjednoczonych, lecz na poważnym, systemowym zachwianiu globalnego systemu bezpieczeństwa. USA przeżywają najpoważniejszy od lat 30. XX w. kryzys gospodarczy, który przejawia się przede wszystkim w kryzysie fiskalnym

106

i kryzysie zadłużenia2. Przyczyną nie są wojny w Afganistanie czy Iraku, bo na nie było Waszyngton stać. Jest nią deindustrializacja połączona ze złą polityką gospodarczo-fiskalną prowadzoną w pierwszej dekadzie XXI w.3. Na to nakłada się trwający bardzo ostry spór polityczny, dotyczący sposobu naprawy Ameryki, którego przejawem jest dopuszczenie do wejścia w życie w marcu 2013 r. automatycznych cięć budżetowych, czyli tzw. sekwestracji, która bardzo dotkliwie zredukuje wydatki federalne, w tym Pentagonu, będącego i tak ofiarą ogromnych cięć niezależnych od sekwestracji. Należy pamiętać, że obecna sytuacja zachodzi w świecie diametralnie innym niż ten z lat 30. XX w. USA są bowiem architektem i gwarantem porządku międzynarodowego, czego symbolem jest ONZ, oraz systemu gospodarczego świata zaprojektowanego po II wojnie światowej, którego symbolami są Bretton Woods, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Światowa Organizacja Handlu i Konsensus Waszyngtoński. Ameryka promowała zgodne ze swoimi interesami kolektywne systemy bezpieczeństwa, żyrowane w szczególności przez

2 Więcej na ten temat: Strategy in Austerity – CSBA, lipiec 2012, dostępne na: http://www.csbaonline.org/publications/2012/06/strategy-in-austerity/; oraz J. Bartosiak, Nowy Porządek – październik 2012, Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej, dostępne na: http://republikanie.org/wpcontent/uploads/2012/12/Nowy-Porządek-J.Bartosiak.pdf 3 Ibidem

kontrolę mórz i oceanów sprawowaną przez US Navy, która faktycznie odpowiada za bezpieczeństwo szlaków komunikacyjnych zglobalizowanego handlu, będąc tym samym jego gwarantem4.

Musimy liczyć się z najgorszym scenariuszem. Obrona tezy o Nowej Jałcie – Jacek Bartosiak

tucjach udzielających pożyczek krajom i rządom, co pozwala sterować konkurencyjnością i produktywnością ich gospodarek. Dobrym przykładem jest tutaj Polska z czasów reformy Leszka Balcerowicza. Najważniejsze pytanie

Bicie na alarm uważam za niezbędne również z powodu posthistorycznego letargu, w jakim spoczywała po 1989 r. znakomita większość polskich elit politycznych Jednocześnie chwieje się układ sił w przyszłym centrum gospodarczym świata, czyli w Azji i na Zachodnim Pacyfiku, co spowodowane jest wzrostem potęgi Chin. Jeśli potwierdzą się kolejne prognozy zakładające, że chińska gospodarka stanie się w nieodległej perspektywie większa niż amerykańska, konflikt geopolityczny pomiędzy architektem systemu międzynarodowego a nową potęgą stanie się nieunikniony. Nastąpi to, jeśli pretendent do przywództwa nie zaakceptuje proponowanej mu roli elementu systemu zaprojektowanego przez dotychczasowego hegemona. Pamiętajmy, że kluczowe założenia obecnego systemu wspierają dominującą pozycję polityczną USA oraz promują amerykańską gospodarkę. Przykładem jest rola dolara w obrocie międzynarodowym i rozliczeniowym lub obsadzanie kluczowych stanowisk w międzynarodowych insty4 R. D. Kaplan, Monsoon. The Indian Ocean and the Future of American Power, Random House 2011

o przyszłość brzmi następująco: czy Amerykanom uda się zmodyfikować system w taki sposób, aby, z jednej strony, dać Państwu Środka satysfakcję5 i wytworzyć w elitach chińskich przekonanie, że nowa propozycja nie ogranicza rozwoju ich kraju, przy jednoczesnym – z drugiej strony – zachowaniu amerykańskiego prymatu. Chiny mogą się jednak okazać niezainteresowane taką modyfikacją systemu i cierpliwie czekać, aż układ sił zmieni się na tyle, że umożliwi powstanie nowego systemu, o wiele dla nich korzystniejszego. Amerykanie wydają się gotowi na znaczne zmiany6, ale jednocześnie przygotowują się na negatywną reakcję Chińczyków, szykując się do polityki powstrzymania wpływów chińskich (containment), o czym świadczy reorientacja na Pacyfik. Rozpoczynają wielką grę słabnącego hegemona

5 Z. Brzezinski, Strategic Vision. America and the Crisis of Global Power, Basic Books 2012 6 H. Kissinger, On China, The Penguin Press 2011

107


Spór o Nową Jałtę

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

w trudnych warunkach kryzysu gospodarczego, po dwóch kosztownych wojskowo, politycznie i społecznie wojnach lądowych, w warunkach rozziewu pomiędzy sojusznikami euroatlantyckimi, takimi jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania czy Polska, a wzrostem aspiracji Rosji w bliskim jej otoczeniu7. Najważniejszym czynnikiem utrudniającym twardszą politykę wobec Chin jest fakt, że stały się one częścią międzynarodowego systemu handlowego funkcjonującego w ramach globalizacji, co nigdy nie było udziałem słabeusza gospodarczego, jakim był Związek Sowiecki. Ta okoliczność powoduje, że naciski na Pekin wiążą się m.in. z realną groźbą wojny walutowej lub celnej, naruszeniem zasad WTO i zaburzeniem wymiany handlowej z lwią częścią partnerów chińskich. Czas gra na niekorzyść USA. Dość powiedzieć, że Chiny już są kluczowym partnerem handlowym dla Niemiec, Japonii i Australii, a wolumen wymiany handlowej pomiędzy nimi rośnie z każdym rokiem, rodząc coraz silniejsze uzależnienia i powodując niechęć tych państw do agresywniejszej polityki USA wobec Pekinu8, pomimo łączących społeczeństwa podstaw aksjologicznych, jak

7 Więcej na ten temat: The Russian Military Today and Tomorrow, Strategic Studies Institute (United States Army War College); Can Russia Reform? Economic, Political and Military Perspectives, Strategic Studies Institute (United States Army War College); opracowania Ośrodka Studiów Wschodnich dostępne na http://www.osw.waw.pl/; opracowania rosyjskiego ośrodka analitycznego CAST dostępne na http://www.cast.ru/

108

prawa człowieka, demokracja, rządy prawa itp. imperialne rozdroże Piszą polemiści: „Przeniesienie głównych akcentów w polityce zagranicznej USA na region Pacyfiku nie może się wiązać z równoczesną stratą zainteresowania Europą czy też innymi regionami. Stany Zjednoczone jako »lider wolnego świata« muszą być obecne i aktywne w każdym teatrze działań. Bez wątpienia Europa jest takim miejscem, a szczególnie granica NATO”. Jednak to politycy w Waszyngtonie sami przyznają, że Stany Zjednoczone znajdują się na imperialnym rozdrożu9. W perspektywie długoterminowej wciąż mają ogromne atuty geopolityczne10. Jednak słabnąc, USA nie będą mogły odpowiadać w dotychczasowym stopniu za firmowane przez siebie i oddalone od kontynentu amerykańskiego kolektywne systemy bezpieczeństwa. Z braku sił pozwolą regionalnym układom sił wzajemnie się równoważyć, w szczególności w Azji. To wkrótce może spowodować powrót 8 Zobacz np. konferencję prof. Hugh White w International Institute for Strategic Studies dostępną na: http://www.youtube.com/watch? v=mumC_AhZOSU 9 Zobacz przemówienia sekretarza obrony Leona Panetty w Georgetown dostępne na: http://www.youtube.com/watch?v=UgZ4xzpednc, oraz sekretarz stanu Hilary Clinton w Annapolis dostępne na http://www.youtube.com/watch? v=Ga1Ke-eQe3k. 10 Szerzej: http://republikanie.org/wp-content/uploads/2012/12/Nowy-Porządek-J.-Bartosiak.pdf

do filozofii równowagi sił i sojuszów znanych z XIX-wiecznej Europy. Wrócą z całą mocą zasady geopolityki, co może uruchomić kalkulację graczy zaprezentowaną przeze mnie w artykule o Nowej Jałcie. Wówczas Rosja będzie potrzebna Stanom Zjednoczonym do strategicznego otoczenia Chin, polityki surowcowej i do wywierania na Pekin

Musimy liczyć się z najgorszym scenariuszem. Obrona tezy o Nowej Jałcie – Jacek Bartosiak

na dostępnych faktach i na reakcji Stanów Zjednoczonych na rzeczywistość w Azji i z powyższego wyciągać wnioski, niezależnie od dezinformacji niektórych ekspertów dotyczących amerykańskiej reorientacji na Pacyfik, którą to dezinformację możemy obserwować także w Polsce. Ta reorientacja jest faktem. Wycofanie lądowych brygad

Nowość obecnego stanu rzeczy nie polega jedynie na drobnych potknięciach i słabościach Stanów Zjednoczonych, lecz na poważnym, systemowym zachwianiu globalnego systemu bezpieczeństwa gospodarczej, surowcowej i wojskowej presji w Azji Centralnej i na granicy północnej, a w wypadku wojny do skutecznego zastosowania przez USA blokady morskiej, niezbędnej do wygrania wojny ze wschodzącym mocarstwem. Warto zauważyć, że w warunkach polityki równowagi sił łatwo może dojść do błędnej percepcji i kalkulacji sił oraz zdolności własnych i konkurenta w korelacji z czynnikiem czasu. To może prowadzić do konfliktu zbrojnego, jak miało to miejsce pomiędzy wschodzącymi Niemcami a Wielką Brytanią, skutkując wybuchem I wojny światowej i, w konsekwencji jej dogrywką, jaką z punktu widzenia geopolityki stanowiła II wojna światowa. potęga chin Ponownie, wbrew twierdzeniom Piaseckiego i Woykego, nie jestem przedstawicielem wiary w nieuchronny rozwój Chin. Staram się koncentrować

bojowych z Europy dokonuje się11. Do kryzysu 2008 r. wśród analityków za oceanem panowała zgodność, że rozwój Chin jest skorelowany z prosperity w USA i Europie, a globalizacja jest sytuacją typu win-win. To przekonanie legło w gruzach, gdy począwszy od 2009 r., państwa zachodnie wpadły w kryzys i recesję, a Chiny nie zwolniły tempa rozwoju. Okazało się, że ich gospodarka nie jest tak uzależniona od USA, jak się dotychczas wydawało. Argumenty, iż chiński wzrost jest niemożliwy do utrzymania w dłuższym czasie, znane są co najmniej od przełomu lat 80. i 90. XX w., a rzeczywistość następnych prawie trzydziestu już lat zadała 11 Więcej na ten temat: The Future of American Landpower: Does Forward Presence Still Matter? The Case of the Army in Europe, Strategic Studies Institute (United States Army War College) oraz Strategy in Austerity, CSBA, lipiec 2012, dostępne na: http://www.csbaonline.org/publications/2012/ 06/strategy-in-austerity/

109


Spór o Nową Jałtę

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

im kłam12. Jeśli Chinom uda się zwiększyć popyt wewnętrzny (jak do tej pory czynią to skutecznie) i przesunąć produkcję nastawioną na eksport do prowincji wewnętrznych (także jak na razie

tury. Tu wspomnę tylko, że US Navy realizuje interesy globalne hegemona, więc jej zasoby są rozproszone po całym globie. Tymczasem marynarka i wojska rakietowe Państwa Środka

Amerykańskie naciski na Pekin wiążą się m.in. z realną groźbą wojny walutowej lub celnej, naruszeniem zasad WTO i zaburzeniem wymiany handlowej z lwią częścią partnerów chińskich

skutecznie), gdzie na wejście do przemysłu czeka kolejnych kilkaset milionów rąk do pracy oraz powstaje intensywnie rozwijana baza surowcowa, wzrost gospodarczy będzie trwał. Wiedzą to nowi przywódcy chińscy i zmieniają kierunek rozwoju gospodarczego kraju, co widać miesiąc po miesiącu w wynikach gospodarczych za koniec 2012 i początek 2013 r. Nawet mniejszy niż dotychczasowy wzrost PKB wciąż podtrzyma perspektywę prześcignięcia gospodarki USA w nieodległym czasie. Zgadzam się zatem co do zasady, że Chiny wchodzą w zakręt i ich przyszłość jest niepewna. Jednak paradoksalnie może to tylko uprawdopodobnić scenariusz Nowej Jałty z powodu wspomnianej powyżej błędnej kalkulacji i percepcji graczy. Co do zarzutów o zapóźnienie technologiczne przemysłu okrętowego Chin oraz marynarki wojennej, to odsyłam do bogatej na ten temat13 litera12 M. Jacques, When China rules the world, Penguin Books 2012

110

działają w swojej strefie przybrzeżnej, co z punktu widzenia wojskowości ma kolosalne znaczenie14. Piasecki i Woyke twierdzą, że „ChRL wciąż ma problemy z nowoczesnymi technologiami, kluczowymi dla współczesnej wojny, a możliwości chińskiej marynarki wojennej są nieporównywal13 Więcej na ten temat: Chinese Military Modernization and Force Development, A Western Perspective, Center for Strategic and International Studies 2012; China's Military Challenge, Strategic Asia 2012– 2013; Erickson, Goldstein, Li - China, The United States and 21st Century Sea Power, United States Naval Institute 2010; Erickson, Goldstein, Lord, China goes to sea: Maritime Transformation in Comparitive History Perspective, United States Naval Institute Press 2009; Collins, Erickson, Goldstein, Murray, China's energy strategy. The impact of Beijing's Maritime policies, United States Naval Institute Press 2008; Erickson, Goldstein, Murray, Wilson, China's future submarine force, United States Naval Institute Press 2007 14 Por. A. T. Mahan, Naval Stratey, Little, Brown 1911; tegoż, The Influence of Sea Power upon History 1660–1783, Little, Brown 1890

nie mniejsze niż US Navy. Technologia stoczni chińskich dorówna dzisiejszej rosyjskiej w 2020 r., zaś amerykańskiej dopiero w 2030 r.”. Jednak do wygrania wojny o kontrolę szlaków morskich w Azji Południowo-Wschodniej Pekin nie musi mieć wielkiej liczby lotniskowców. Nie będą też decydujące – wspomniane przez polemistów – samoloty F-35, które mają zbyt krótki zasięg do przełamania obrony chińskiej w warunkach geografii teatru tej wojny. Amerykanie z tym się pogodzili i wy-

Musimy liczyć się z najgorszym scenariuszem. Obrona tezy o Nowej Jałcie – Jacek Bartosiak

cofują stopniowo wojska np. z Okinawy na oddalony od Chin, ale pozostający w arenie ewentualnego starcia, Guam, aby nie stracić wszystkich zasobów wojennych w pierwszych dniach wojny. Dodajmy, że chiński przemysł okrętowy już jest największy na świecie. Pamiętajmy też, jak słaba wojskowo była najpotężniejsza gospodarczo Ameryka, gdy przystępowała do wojny w 1917 r., co było zresztą przedmiotem kpin oficerów najlepszej ówczesnej armii lądowej świata, jaką było wojsko niemieckie. Sytuacja zdolności bojowych USA wyglądała niewiele lepiej u progu II wojny światowej, gdy – z wyjątkiem marynarki wojennej – były one wojskowym słabeuszem.


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

między Niemcami a rosją Co do resetu z Rosją, to już teraz w kręgach eksperckich w Waszyngtonie pojawiają się głosy o potrzebie pozyskania Moskwy wobec wzrostu znaczenia Państwa Środka. W sytuacji konfliktu z potężnymi Chinami Kreml musi stać się elementem gry. To oczywiste z powodu geografii. Amerykanie nie muszą przy tym wcale traktować Rosjan teraz ani potem jako równorzędnych i zaufanych partnerów. Wystarczy bowiem, że staną się potrzebni… Odnosząc się do kwestii niemieckiej, mam wrażenie, iż krytycy właściwie przyznają mi rację. Zgadzam się z ich tezą, że Berlin używa Unii jako swoistej „skrzynki z narzędziami”. Podtrzymuję przy tym swój pogląd, że UE Republikę Federalną krępuje. Wystarczy wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby Niemcy wyszli z Unii i które państwa podążyłyby niechybnie za nimi, albo – należałoby doprecyzować – za niemiecką gospodarką. Jak wtedy wyglądałaby realność sprawowania władzy w tym nowym tworze geopolitycznym i gospodarczym? Myślę, że wówczas Niemcy miałyby znacznie większą swobodę manewru, realizując swoje interesy bez pęt instytucji unijnych i bez tak drobiazgowego uwzględnienia politycznych interesów peryferii. Kwestia Międzymorza jest najmniej kontrowersyjna, przy czym nie zgadzam się, że jesteśmy docelowo w obszarze Europy Środkowo-Wschodniej graczem z niższej ligi niż Rosja. Ta ostatnia może słabnąć, a my możemy się wzmocnić. Z powodu przeszłości

112

oraz wpływu kultury i języka Polska ma niemały potencjał oddziaływania geopolitycznego na wschód od granic, stanowiąc ewentualną atrakcyjną konkurencję i bardziej przyjazny ośrodek geopolityczny niż rosyjski. Stawiam odważną tezę, że sojusz zwany tradycyjnie Międzymorzem powstanie samoczynnie, gdy Polska stanie się gospodarczo i wojskowo silna w stopniu umożliwiającym przyciąganie partnerów i dawania im stosownych zachęt oraz gwarancji, w tym gwarancji bezpieczeństwa. Dowodem na istnienie takiego mechanizmu jest choćby sprawa tzw. polskiej tarczy rakietowej. Ogłoszenie przez polskich polityków zamiaru jej budowy natychmiast spowodowało chęć przystąpienia do projektu części partnerów z naszego regionu. Na koniec jeszcze jedna uwaga. Nadzieję pokładam we współpracy, zwłaszcza wojskowej, z państwami nordyckimi – Szwecją, Finlandią i Norwegią. Jest to – jak się wydaje – realizowana już, poważna alternatywa dla pułapki naszego położenia na niemiecko-rosyjskiej osi. W sytuacji próby na naszych wschodnich granicach lub w obszarze Bałtyku może się okazać jedyną realną opcją. Tym bardziej trzeba ją pielęgnować i rozwijać. jacek Bartosiak (ur. 1976) – adwokat zawodowo zajmujący się obsługą biznesu, w tym transakcji międzynarodowych. Ekspert Fundacji Republikańskiej oraz Narodowego Centrum Studiów Strategicznych. Mąż, ojciec trzech córek. Urodził się i mieszka w Warszawie.


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Racje eurosceptyków

O mądrości brytyjskiego stania na uboczu – Tomasz Grzegorz Grosse

O mądrości brytyjskiego stania na uboczu TOMASZ GRZEGORZ GROSSE Po zapowiedzi referendum w Wielkiej Brytanii dotyczącego dalszego udziału tego państwa w integracji europejskiej pojawiły się liczne głosy krytyki. Była mowa o „samobójczym” działaniu elit konserwatywnych, nadmiernie emocjonalnej aktywności premiera davida Camerona, skupieniu na wewnątrzkrajowej rozgrywce politycznej kosztem przyszłości Europy. Tymczasem filozofia rządu brytyjskiego wydaje się racjonalna. dobrze łączy strategię z taktyką w polityce europejskiej. Jest wynikiem przede wszystkim uwarunkowań zewnętrznych, a zwłaszcza zmieniających się na naszych oczach procesów integracji europejskiej.

114

115


Racje eurosceptyków

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

zapewne wymuszać ustępstwa od partnerów europejskich. Natomiast w obszarze strategicznym dotyczy podjęcia kierunkowej decyzji przez brytyjskiego suwerena w zakresie polityki europejskiej. Taka decyzja jest tym bardziej uzasadniona, że pod wpływem kryzysu – radykalnie zmienia się sama Unia. Wy-

„zewnętrznego” kręgu integracyjnego. Jest ona motywowana głównie względami geopolitycznymi. Dotyczy to przede wszystkim przyszłej roli Polski w polityce europejskiej. Rząd ma nadzieję na zwiększenie wpływów w UE (a przynajmniej niepogarszanie obecnej pozycji). Innym czynnikiem geopoli-

W przekonaniu dużej części elit brytyjskich stabilność geopolityczna w Europie jest wynikiem głównie dominacji hegemonicznej maga to nie tylko zmiany taktyki brytyjskiej, ale również ponownej debaty nad kierunkami strategii tego państwa w polityce europejskiej. a sprawa polska? Jak na tle przykładu brytyjskiego wygląda polska polityka europejska? Trudno doszukać się tutaj klarownej wizji integracji, zwłaszcza podzielanej przez szersze spektrum elit politycznych. Brakuje przemyślanej oceny sytuacji geopolitycznej na kontynencie. Nie ma tym samym odpowiedniej strategii w polityce europejskiej. Działania na tej arenie są raczej wypadkową doraźnej dynamiki wydarzeń, w tym odpowiedzią na zmiany wywołane kryzysem w strefie euro i przyjętymi przez obecny rząd wyborami sojuszniczymi. W gruncie rzeczy bardziej przypominają taktykę, która próbuje tuszować niedostatki myśli strategicznej. Polityka rządu przypomina obecnie pośpieszną |ucieczkę do strefy euro przed degradacją polityczną w ramach

120

tycznym jest troska o zachowanie bezpieczeństwa zewnętrznego (zapewne przed potencjalnymi zagrożeniami płynącymi zza wschodniej granicy). Stojąca za tym analiza zdaje się nie uwzględniać kilku ważnych pytań geopolitycznych. Po pierwsze o to, czy wejście do europejskiego centrum nie zwiększy zanadto politycznej zależności od coraz silniejszych Niemiec? Czy nie utrudni to Polsce możliwości odgrywania bardziej autonomicznej roli w Europie Środkowej i relacjach transatlantyckich? Czy uwzględnia coraz silniej rysujący się konflikt strukturalny między Niemcami a Francją, w którym Warszawa sytuuje się jako bliski sprzymierzeniec Berlina? Być może zbliżenie do Republiki Federalnej jest słusznym wyborem strategicznym w obliczu nieobliczalności polityki rosyjskiej lub białoruskiej. Niemniej kwestia sojuszy jest bardziej wyborem taktycznym niż strategicznym. Dlatego niezbędne jest określenie warunków i celów współpracy z Niemcami.

O mądrości brytyjskiego stania na uboczu – Tomasz Grzegorz Grosse

Wyzwania gospodarcze są w analizie geopolitycznej rządu drugoplanowe. Pomimo że potencjał gospodarczy ma kluczowe znaczenie dla roli danego państwa na arenie europejskiej. Dylematy gospodarcze dotyczące ściślejszej integracji ze strefą euro wiążą się przy tym z poważnymi ryzykami i kosztami. Przede wszystkim z tym, że polska gospodarka nie jest strukturalnie gotowa do przyjęcia wspólnej waluty. Oznacza to ryzyko utraty konkurencyjności międzynarodowej i pogorszenia dobrobytu obywateli. Poważnym zagrożeniem jest również potencjalna możliwość wysokich kosztów zapobiegania kolejnym rundom kryzysu w strefie euro. Może je ponosić również Polska (np. przedwcześnie przystępując do unii bankowej). Innym ryzykiem jest utrwalenie gospodarczej zależności od strefy euro i coraz mniejsze możliwości budowania bardziej endogenicznych i trwałych źródeł rozwoju narodowej gospodarki. polska bez wizji, bez debaty Zasadniczym problemem jest niedostatek bardziej systematycznych przemyśleń dotyczących przyszłej wizji integracji europejskiej. Minister Radek Sikorski aprobuje federacyjny kierunek reform instytucjonalnych, o czym świadczy jego słynne przemówienie berlińskie11. Niemniej nie wiadomo, czy zakłada włączenie polskiego społe11 „Polska a przyszłość Unii Europejskiej”, wystąpienie R. Sikorskiego, Berlin, 28 listopada 2011, http://www.msz.gov.pl, [29.02.2012]

czeństwa do „narodu europejskiego” i docelowo przeniesienie atrybutów suwerenności na poziom europejski. Czy może raczej chodzi o utrzymanie kilku węzłowych kompetencji na szczeblu narodowym, przynajmniej w okresie dochodzenia do pełnej federacji europejskiej? Warto apelować o szerszą debatę na temat polskiej strategii na arenie europejskiej. Chodzi zwłaszcza o ocenę sytuacji geopolitycznej na kontynencie i docelową wizję integracji. Czy rząd mógłby przedstawić tego typu założenia dla swojej polityki? Ważnym elementem europejskiej gry jest też wiarygodny szacunek korzyści i kosztów gospodarczych wynikający z przystąpienia do „centralnego kręgu” integracyjnego. Tym bardziej że potencjał gospodarczy, w tym zwłaszcza dotyczący endogenicznych źródeł wzrostu, jest współcześnie zasadniczym elementem analizy geopolitycznej. Być może wzorem brytyjskim należałoby zwrócić się o decyzję w sprawach polityki europejskiej do suwerena, a więc do społeczeństwa polskiego?

tomasz Grzegorz Grosse (ur. 1968) – profesor Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Studiów Politycznych PAN, ekspert Instytutu Sobieskiego i Instytutu Kościuszki. Specjalizuje się w analizie polityk gospodarczych UE, zarządzaniu w administracji publicznej, procesach europeizacji oraz zarządzaniu w Unii. Ostatnio opublikował W objęciach europeizacji (2012).

121


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Racje eurosceptyków

Eurosceptyczne wizje Unii Europejskiej – Jakub Siemiątkowski, Maurycy Mietelski

Eurosceptyczne wizje Unii Europejskiej JAKuB SIEMIąTKOWSKI, MAuRYCY MIETELSKI W miarę upowszechniania się lewicowo-liberalnego światopoglądu, również struktury unijne stały się jego narzędziem. środowiskom werbalnie odwołującym się do wartości tradycyjnych nie sprawiało jednak problemu popieranie daleko idącej integracji. Wszakże obok sił głównego nurtu, w większości krajów zawsze istniały ruchy tożsamościowe, nacjonalistyczne, których zdanie na temat zjednoczonej Europy na ogół wyraźnie odbiegało od powszechnie przyjętego. Warto przyjrzeć się temu, co do powiedzenia mają niektóre z nich.

122

123


Racje eurosceptyków

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Wydarzenia ostatnich miesięcy zmuszają do postawienia pytania o sens i kształt integracji europejskiej. Partie mainstreamowe właściwie każdego kraju UE od kilkudziesięciu lat zgodnie popierały jednoczenie polityczno-gospodarcze kontynentu, widząc w nim

luty euro, tylko częściowo należą do strefy Schengen, wyłączyli się także z wielu innych unijnych przepisów, poprzez „rabat brytyjski” czy „protokół brytyjski”. Premier David Cameron ostatnio nie podpisał również tzw. paktu fiskalnego.

Partia Farage’a nie przedstawia jednak konkretnej wizji Europy, chcąc jedynie utrzymywać stosunki handlowe ze Wspólnotą

124

szanse również dla swoich krajów. Z czasem, w miarę upowszechniania się lewicowo-liberalnego światopoglądu, również struktury unijne stały się jego narzędziem. Środowiskom werbalnie odwołującym się do wartości tradycyjnych nie sprawiało jednak problemu popieranie daleko idącej integracji. Wszakże obok sił głównego nurtu w większości krajów zawsze istniały ruchy tożsamościowe, nacjonalistyczne, których zdanie na temat zjednoczonej Europy na ogół wyraźnie odbiegało od powszechnie przyjętego. Warto – abstrahując tutaj od oceniania i kompleksowego opisu programów poszczególnych ugrupowań, a skupiając się na rekonstrukcji tych ich elementów, które dotyczą stosunku do Unii – przyjrzeć się temu, co do powiedzenia mają niektóre z nich.

Na Wyspach Brytyjskich rozwijają się jednak ugrupowania negujące samą obecność Wielkiej Brytanii w strukturach europejskich. Najbardziej znanym eurosceptycznym stronnictwem jest Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) na czele z charyzmatycznym europarlamentarzystą Nigelem Farage’em. UKIP w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego uzyskał drugi wynik, wyprzedzając Partię Pracy i Liberalnych Demokratów. Ugrupowanie w swoim manifeście1 jednoznacznie negatywnie ocenia Unię, zwracając przede wszystkim uwagę na nadmierny fiskalizm, imigrację, biurokrację oraz deficyt demokracji. UKIP opowiada się więc za przeprowadzeniem referendum na temat wyjścia Wielkiej Brytanii ze struktur UE. Partia Farage’a nie przedstawia jednak kon-

Brytyjska niezależność Wielka Brytania jest państwem zachowującym największy dystans wobec polityki UE. Wyspiarze nie przyjęli wa-

1 UKIP: What We Stand For, http://www.ukip. org/content/ukip-policies/2553-what-we-standfor [dostęp: 04.03.2012]

kretnej wizji Europy, chcąc jedynie utrzymywać stosunki handlowe ze Wspólnotą. Równie negatywnie UE jest oceniania przez nacjonalistów z Brytyjskiej Partii Narodowej (BNP). Partia Nicka Griffina w swoim programie2 opowiada się za wycofaniem kraju ze struktur Unii Europejskiej. BNP uważa, że europejskie narody powinny współpracować ze sobą w ramach wolnego handlu i kooperacji korzystnej dla obu stron, bez konieczności przymusowej integracji politycznej i gospodarczej. „patrioci wszystkich krajów, łączcie się!” Ugrupowaniem nacjonalistycznym, mającym zapewne najbardziej rozbudowane poglądy na temat UE, jest zapewne francuski Front Narodowy. Naturalnie partia Marine Le Pen w dużej mierze bazuje na dorobku z czasów, kiedy przewodził jej ojciec obecnej liderki Jean-Marie Le Pen. W 1992 r. to FN był najgłośniejszą siłą polityczną sprzeciwiającą się podpisaniu traktatu z Maastricht, czym wzmocnił wysuwane wobec tej partii, często irracjonalne zarzuty o ksenofobię i szowinizm. Nie trzeba dodawać, że ruch protestował zarówno przeciwko projektom konstytucji europejskiej, jak i traktatowi lizbońskiemu. Co charakterystyczne jednak dla wielu ruchów narodowych, program Frontu nigdy nie zawierał postulatów

2 Policies – Foreign Affair, http://bnp.org.uk/ policies/foreign-affairs [dostęp: 04.03.2012]

Eurosceptyczne wizje Unii Europejskiej – Jakub Siemiątkowski, Maurycy Mietelski

stricte antyeuropejskich, przedstawiając raczej UE jako zaprzeczenie tradycyjnych ideałów, na których ufundowana jest Europa – chrześcijaństwa, greckiej filozofii i rzymskiego prawa, a także wspólnoty pochodzenia ogółu ludów kontynentu. Le Pen zawsze dostrzegał również potrzebę integracji gospodarczej Europy, jednocześnie sprzeciwiając się postrzeganiu jej jedynie jako ekonomicznej przestrzeni „umożliwiającej światowym przedsiębiorstwom wyciąganie maksimum zysków bez względu na cenę”3. Front Narodowy popiera zbliżanie krajów, nawet pod hasłem integracji, o ile umożliwi ono zachowanie wszystkich interesów zawartych w konstytucjach państw narodowych. Wielokrotnie widać tu hasło budowania europejskiej konfederacji – układu sojuszniczego, z którego każdy naród może się wycofać, o ile uzna, że polityka sojuszu idzie w kierunku zagrażającym jego interesom. Narody Europy, jeśli chcą zachować swoje znaczenie na świecie, muszą współdziałać i w wielu sprawach mówić jednym głosem, ale ta kooperacja nie może powodować tłamszenia poszczególnych członków wspólnoty. Punktem wyróżniającym Front National na tle ugrupowań francuskiej sceny politycznej jest niezmienny sprzeciw wobec biurokracji. „Uważam, że biurokraci z Brukseli mają skłonność do dopasowywania wszystkiego do swoich przepisów, do sięgania po

3

J. M. Le Pen, Nadzieja, Warszawa 1994, s. 81

125


Racje eurosceptyków

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

władzę normatywną, a tym samym po prostu po władzę, władzę prawie absolutną”4 – pod słowami wypowiedzianymi przez przywódcę francuskich nacjonalistów 20 lat temu, podpisałby się dziś niejeden umiarkowany polityk. Ideologię ruchu charakteryzuje przy

stawową formą organizowania się społeczeństw są narody, i to państwa oparte na nich wciąż powinny stanowić główny podmiot polityki: „Aby być dobrymi Europejczykami – Niemcy powinni być niemieccy, Włosi – włoscy itd. Naszą dewizą jest: »Patrioci wszyst-

Program Frontu Narodowego nigdy nie zawierał postulatów stricte antyeuropejskich, przedstawiając raczej UE jako zaprzeczenie tradycyjnych ideałów, na których ufundowana jest Europa

126

kich krajów, łączcie się!«”5. I rzeczywiście, FN od wielu lat prowadzi na europejskiej scenie politycznej aktywną działalność na rzecz jednoczenia ruchów nacjonalistycznych z różnych państw. Zdaniem tak Jean-Marie Le Pena, jak i jego córki Marine jest to przejawem dążenia do budowy Europy Ojczyzn, o której mówił Charles de Gaulle, notabene daleki ideowym korzeniom FN.

tym wspieranie zasady pomocniczości – polityka europejska powinna dotyczyć jedynie tych sfer, w których państwa narodowe nie są w stanie rozwiązać swoich problemów. Ma ona zająć się „definiowaniem problemów przyszłości i określeniem środków do ich rozwiązania”. Problemami tymi są przede wszystkim: demografia, obrona, bezpieczeństwo, tożsamość kulturalna, siła gospodarcza. Co ciekawe, w cytowanej książce „Nadzieja” Le Pen poparł również europejską walutę, która jednak miałaby funkcjonować obok walut narodowych, nie zastępując ich. Obok zbliżenia z państwami kontynentu, Front Narodowy opowiada się za bliskimi relacjami z krajami śródziemnomorskimi, gdzie Francja zawsze starała się utrzymać swoje silne wpływy. Nie trzeba tu oczywiście tłumaczyć, że dla francuskich nacjonalistów pod-

chrześcijaństwo tak, turcja nie Inne ugrupowanie, należące do EFD (Europa Wolności i Demokracji), czyli separatystyczna Liga Północna (Lega Nord) z Włoch, nie zajmuje konkretnego stanowiska wobec Unii jako takiej, ale krytykuje jej poszczególne aspekty. LN nie chce więc rozszerzenia UE o Turcję z powodów kulturowych i gospodarczych, a zwłaszcza przez islam-

4

5

Tamże, s. 84

Tamże, s. 93

skie tradycje tego kraju6. Partia nie akceptuje traktatu lizbońskiego, który jest według niej jedynie inaczej sformułowaną unijną konstytucją, mającą ustanowić wspólne państwo europejskie, trzymające się z dala od realnych potrzeb ludzi7. Liga Północna mocno broni wartości chrześcijańskich, uważając je za podstawę europejskiej tożsamości, przypominając równocześnie o zasługach religijnych wartości i instytucji w kształtowaniu się Europy przez dwa tysiąclecia8. węgierska odpowiedź Negatywne zdanie o obecnym kształcie integracji europejskiej ma także jedna z najsilniejszych w Europie partii nacjonalistycznych, jaką jest węgierski Jobbik. W opublikowanym w 2010 r. programie noszącym wymowną nazwę „Radykalna zmiana” partia występuje z wyraźną afirmacją europejskich tradycji jako takich: „Europejska kultura została ufundowana na greckiej myśli, rzymskim prawie i chrześcijańskiej moralności. Jako zwolennicy Jobbiku wierzymy, że te zasady należą nie tylko do przeszłości naszego kontynentu, ale również w przyszłych czasach będą dla niego

6 L’allargamento dell’Unione europea, http:// www.leganord.org/elezioni/2008/lega/ue/allargamento_ue.pdf [dostęp: 01.03.2012] 7 La costituzione europea, http://www.leganord.org/elezioni/2008/lega/ue/costituzione_ue.pd f [dostęp: 15.02.2012] 8 Le nostre radici cristiane, http://www.leganord.org/elezioni/2008/lega/ue/radici_cristiane.pdf [dostęp: 04.03.2012]

Eurosceptyczne wizje Unii Europejskiej – Jakub Siemiątkowski, Maurycy Mietelski

oparciem”9. Jednocześnie dodaje, że to właśnie szacunek dla tej prawdziwej europejskości jest powodem sprzeciwu wobec dzisiejszej Unii. W 2004 r. Jobbik był jedyną siłą opowiadającą się przeciwko integracji Węgier z UE, podobnie kilka lat później nacjonaliści otwarcie sprzeciwiali się traktatowi lizbońskiemu. Warto pamiętać, że jego gorącym zwolennikiem był Fidesz i sam Viktor Orbán. Węgierscy narodowcy uważają ów dokument za próbę realizacji koncepcji Stanów Zjednoczonych Europy, w których rola państwa narodowego drastycznie osłabnie. Jobbik, podobnie jak francuski Front Narodowy, duży nacisk kładzie na budowę kontaktów z zagranicznymi nacjonalistami. W tym celu nie wyklucza współpracy nawet z przedstawicielami krajów zajmujących terytoria uważane przez Madziarów za węgierskie. Jak powiedział w jednym z wywiadów László Toroczkai, lider radykalnej przybudówki Jobbiku (Ruch Młodych 64 Komitaty, HVIM): „Europę musimy uratować razem”10, choć akurat za tymi deklaracjami nie idą zbyt silne działania, a nacjonaliści węgierscy wolą budować relacje z ruchami z krajów nieskonfliktowanych historycznie z Węgrami. Ciekawy jest wątek wykorzystywania UE dla celów narodowych Węgier,

9 Radical change, http://jobbik.com/temp/ Jobbik-RADICALCHANGE2010.pdf [dostęp: 20.02.2012] 10 László Toroczkai, Europę musimy uratować razem, rozm. przepr. Konrad Bonisławski i Jakub Siemiątkowski, „Polityka Narodowa”, 2010, nr 7

127


Racje eurosceptyków

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

o czym wspomina program: „Chcemy, razem z naszymi sojusznikami, promować ideę Europy Narodów, realizować bezkompromisowo węgierskie interesy narodowe, korzystając z UE dla realizowania polityki w regionie, w celu osiągnięcia jedności gospodarczej oraz kulturowej między państwem węgierskim a Węgrami mieszkającymi poza jego granicami”. W sytuacji, w której miliony Węgrów mieszkają poza aktualnymi granicami państwa, takie rozumienie budzi zrozumienie. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie zmienia ono ogólnie negatywnego stosunku do UE jako czynnika upowszechniającego wartości liberalne i niszczącego narody. W czasie jednego z wieców, będących odpowiedzią na unijną nagonkę przeciw państwu węgierskiemu, jeden z posłów Jobbiku podpalił flagę UE, ku uciesze zgromadzonego tłumu. Według madziarskich narodowców liczba wad Unii znacząco przekracza liczbę zalet. Również wsparcie finansowe ze strony Brukseli jest tu uznawane za iluzoryczne: „Zdecydowana większość unijnych dotacji dla Węgier kończy się w kasach międzynarodowych korporacji, a reszta jest tracona w wyniku korupcji”11. W związku z tymi wątpliwościami Jobbik zamierza podnieść pytanie o sens węgierskiej przynależności do UE. Niezwykle ciekawym wątkiem w poglądach węgierskich nacjo-

11 Radical change, http://jobbik.com/temp/Jobbik-RADICALCHANGE2010.pdf [dostęp: 28.02.2012]

128

nalistów na sprawy międzynarodowe jest poparcie przynajmniej części z nich dla idei turanizmu – zbliżenia z ludami Azji, jak twierdzą narodowcy, spokrewnionymi z węgierskim, przede wszystkim ze wschodzącym mocarstwem, jakim z pewnością jest Turcja. Jobbik popiera również otwarcie na kontakty z Rosją, z którą Węgry nie mają tak złych doświadczeń jak Polska. Taka polityka ma uzupełniać bliskie relacje z krajami Europy, których Jobbik nie kwestionuje. Za, a nawet przeciw Ciekawym zjawiskiem jest Słowacka Partia Narodowa (SNS). Europosłowie partii przynależą do niechętnej Unii grupy EFD, jednak ugrupowanie jako element koalicji rządowej na Słowacji w latach 2006–2010 zgodziło się na ratyfikację traktatu lizbońskiego czy przyjęcie waluty euro12. W swoim programie SNS13 popiera budowę europejskich sił zbrojnych, lecz jednocześnie opowiada się za redukcją biurokracji w Brukseli i jej wpływu na państwa narodowe, postulując budowę Europy Narodów. Zwraca uwagę śmiały pomysł utworzenia drugiej izby Parlamentu Europejskiego, w której każde państwo będzie miało prawo weta, jeśli

12 P. Bajda, Elity polityczne na Słowacji w latach 1989–2010. Kręta droga do nowoczesnego państwa, Warszawa 2010, s. 214 13 Volebny program 2010: http://www.sns.sk/ wp-content/uploads/2010/03/Volebny_program _20101.pdf [dostęp: 04.03.2012]

dany pomysł będzie dla niego niekorzystny. SNS chce również sprawiedliwego podziału kompetencji Brukseli i państw członkowskich, pozbawiając UE wpływu na kluczowe aspekty polityki państw, w szczególności tej dotyczącej polityki społecznej czy rolnictwa. Pomysły narodowców Jána

Eurosceptyczne wizje Unii Europejskiej – Jakub Siemiątkowski, Maurycy Mietelski

nych oraz zatracenia tożsamości narodowych na rzecz projektu wykreowania identyfikacji nowej, charakteryzującej się nie tylko kosmopolityzmem, ale i pogardą dla tradycji. Z kolei ruchy prawicy głównego nurtu, do niedawna bez zastrzeżeń popierające integrację europejską, w niektórych krajach coraz

„Zdecydowana większość unijnych dotacji dla Węgier kończy się w kasach międzynarodowych korporacji, a reszta jest tracona w wyniku korupcji”

Sloty są więc dość oryginalne i trudno je jednoznacznie umieścić w nurcie negacji istnienia UE. SNS uznaje bowiem konieczność integracji europejskiej, jednak domaga się zmiany reguł gry. europa tak, ue nie W momencie, w którym unijna biurokracja zaczyna rościć sobie prawo do coraz większych ingerencji w życie narodów, a postawy antyunijne zaczynają zdobywać coraz większą popularność, warto śledzić wypowiedzi liderów partii nacjonalistycznych z różnych krajów. Niezależnie od poglądów nie da się odmówić im konsekwencji i nomen omen trafności w przynajmniej części ocen. To partie nacjonalistyczne od kilkudziesięciu lat głoszą (przy jednoczesnej afirmacji europejskości jako takiej oraz poparciu dla współpracy państw kontynentu) sprzeciw wobec rosnącego uzależnienia państw od struktur unij-

częściej przejmują hasła narodowców, i to przecież nie tylko na polu stosunku do UE, ale także np. do imigracji i zagadnień multikulturalizmu. Taki stan rzeczy skłania do postawienia pytania: czy szafowanie etykietkami „oszołomstwa” i „skrajniactwa” w stosunku do nacjonalistów rzeczywiście ma racjonalne uzasadnienie?

maurycy mietelski (ur. 1990) – student politologii, członek redakcji „Polityki Narodowej” i portalu Narodowcy.net. Zajmuje się europejskimi ruchami nacjonalistycznymi.

jakub Siemiątkowski (ur. 1989) – absolwent historii na UW, członek redakcji „Polityki Narodowej”, wszechpolak. Interesuje się związkami lewicy i nacjonalizmu.

129


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Idee: Spór o MacIntyre’a

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a KRZYSZTOf KOźMIŃSKI Być może MacIntyre, głosząc niepopularne tezy i odważnie zadając niewygodne pytania, spełnia zapotrzebowanie części audytorium, dla której rozważania nad substancjalnym dobrem i telos życia ludzkiego są nadal ważne. Trudno jednak przypuszczać, by koncepcje szkockiego autora stanowiły przełom w długiej historii idei; naiwnością jest również wiara w możliwość realizacji zgłaszanych przez niego postulatów.

130

131


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Atmosfera czasów współczesnych nie sprzyja prowadzeniu szczerej dyskusji filozoficznej. Jedna odważna riposta, nieszablonowy argument, cytat z niepoprawnego politycznie autora

wych (nie wszystkich lewicowców udaje się wpisać w bełkot nowej lewicy), polskich i zagranicznych. Ofiarami takiej mody stali się m.in. Platon i Arystoteles1, święci Augustyn

Stawianie pytań granicznych w społeczeństwie poszukujących „małych i pospolitych wzruszeń” konsumentów traktowane jest jak podżeganie do rewolucji

albo nawet ironiczny uśmiech, skierowany do adwersarza perorującego o potrzebie tolerancji wobec najróżniejszych dewiacji, prawach człowieka w Afganistanie czy idei wiecznego pokoju – kończą się na ogół emocjonalną kontrofensywą oraz nokautującym oskarżeniem o sprzyjanie niehumanitarnym ideologiom i autorytarnym reżimom politycznym. Proste skojarzenie i potok słów uruchamiających wyobraźnię przysłuchującego się audytorium: mowa nienawiści, totalitaryzm, obozy zagłady (na ogół hitlerowskie, rzadziej system Gułagu), despotyzm, inkwizycja, „czarno-białe myślenie” i ogólna „średniowieczna” niepostępowość. liberalna gnoza Wachlarz „argumentów filozoficznych” tego kalibru jest szeroki, a ich zasięg praktycznie nieograniczony – pozwala skutecznie obnażać prototalitarne sympatie dyskutantów odwołujących się do autorów klasycznych i nowożytnych, prawicowych i lewico-

132

i Tomasz (przedstawicieli teologii katolickiej w ogóle trudno pogodzić z intelektualnym mainstreamem nowożytności), a nawet: Kartezjusz2, Joseph de Maistre3, Jan Jakub Rousseau i XIX-wieczni romantycy4, naturalnie Fryderyk Nietzsche. Nieprzypadkowo Eric Voegelin mówi o gnostyckich intelektualistach, którzy „uważają wszystkich

1 Niedościgniony wzór Karl Popper zdemaskował Platona, pisząc o nim: „wróg społeczeństwa otwartego”, „utopijny inżynier społeczny”, „totalitarny polityk partyjny, któremu niezbyt się wiodło w bezpośrednich, praktycznych posunięciach, ale który odniósł aż nazbyt wielki sukces w długiej perspektywie w dziedzinie propagandy mającej na celu powstrzymanie i zniszczenie cywilizacji, której nienawidził”, którego „program nie wykracza poza rasizm i totalitaryzm”. K. Popper, Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, t. 1, Warszawa 2006. 2 M. Foucault, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, Warszawa 1987 3 I. Berlin, Joseph de Maistre i źródła faszyzmu, [w:] I. Berlin, Pokrzywione drzewo człowieczeństwa, ss. 80–152 4 Tak np.: J. Talmon, The Origins of Totalitarian Democracy, London 1955

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński

wielkich politycznych myślicieli od Niccolò Machiavellego do współczesności za niemoralnych, nie wspominając już o salonowych zabawach, tak kochanych przez liberałów, polegających na tym, by krytykować Platona i Arystotelesa jako faszystów”, natomiast w rzeczywistości ci liberalni gnostycy poważnie zaniżyli poziom naszych politycznych dyskusji5. W czasach zdominowanych przez poprawność polityczną, w których otwarcie głosi się postulaty „wyższości demokracji nad filozofią”6, „pierwszeństwa słuszności przed dobrem”7 albo „procedury nad sprawiedliwością” – filozoficzna dyskusja o prawdzie, dobru i zbawieniu wydaje się nieżyciowa oraz nade wszystko podejrzana. Stawianie pytań granicznych: pytań o wartości wyższe niż luksus życia w dobrobycie i ideały inne niż komfort przetrwania w społeczeństwie poszukujących „małych i pospolitych wzruszeń”8 konsumentów – traktowane jest jak podżeganie do rewolucji, a metafizyczne rozważania jako gotowy do detonacji ładunek wybuchowy. Rozmowa o powadze ludzkiego życia niesie bowiem 5 E. Voegelin, Nowa nauka polityki, Warszawa 1992, s. 155 6 R. Rorty, The Priority of Democracy to Philosophy, [w:] R. Rorty, Objectivity, Relativism and Truth. Philosophical Papers, Cambridge 1999, ss. 175–196 7 Np. J. Rawls, Teoria sprawiedliwości, Warszawa 2009 8 Epitet zaczerpnięty od Alexis’a de Tocqueville’a. A. de Tocqueville, O demokracji w Ameryce, Warszawa 2005, s. 481

ryzyko wyjścia poza schematy, które pozwalają trwać w sposób niekonfliktowy pluralistycznemu społeczeństwu. Namysł nad fundamentalnymi zasadami otaczającego świata ma w sobie coś fundamentalistycznego, nieredukowalnego do rynkowej zasady wymiany, przyjętej przez ustrojodawcę normy konstytucyjnej albo standardów Rady Europy. Strach przed powtórzeniem dramatycznych doświadczeń XX w. paraliżuje przed ideami zakładającymi istnienie dalekosiężnego dobra, autentycznego telos ludzkiego życia, wartości wyższych niż bezpieczne konsumowanie i korzystanie z indywidualnych praw. Choć myślicielom takim, jak np. Isaiah Berlin (pluralizm i negatywne ujęcie wolności), John Gray (postliberalizm modus vivendi)9, Judith Shklar (liberalism of fear)10 czy Ronald Dworkin (prawa jako karty atutowe – „rights as trumps”)11, towarzyszą zapewne szlachetne intencje – ochrona praw jednostek przed opresyjną, arbitralną władzą publiczną i konserwatywnym systemem społecznym – ich propozycje są minimalistyczne, wszystkie są wyrazem szeroko rozumianego „liberalizmu strachu”. Strachu przed szczerą dyskusją o dobru i dalekosiężnych 9 Np.: J. Gray, Po liberalizmie, Warszawa 2001; J. Gray, Dwie twarze liberalizmu, Warszawa 2001 10 J. Shklar, The Liberalism of Fear, [w:] S. Young (ed.), Political Liberalism: Variations on a Theme, New York 2004, ss. 149–166 11 Np.: R. Dworkin, Taking Rights Seriously, Cambridge-Massachusetts 1977

133


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

celach ludzkiego życia. Ich postulaty przesiąknięte są obawą przed przemocą, mową nienawiści, monizmem i fundamentalizmem. W konsekwencji, zamiast dyskusji o tym, co prawdziwie dobre i substancjalnie sprawiedliwe – współcześni filozofowie polityczni wybierają relatywizm (nazywając go pluralizmem wartości), akceptują dowolność (nazywając ją wolnością), tolerują degenerację i permisywizm (tłumacząc je szacunkiem dla odmienności), konsekwentnie usuwają religię z życia publicznego (określając to rozdziałem religii od państwa), uzasadniają roszczeniowość (cytując takie czy inne deklaracje rzekomo powszechnych i uniwersalnych praw człowieka) i usprawiedliwiają egoizm (powołując się na indywidualizm, autonomię, filozofię Immanuela Kanta, sumienie jednostki albo na inną – równie mętną – wymówkę). Zamiast postaw obywatelskich, promocji patriotyzmu, obowiązków na rzecz dobra wspólnego i solidarności grupowej popiera się ich proceduralne wcielenia np.: patriotyzm konstytucyjny, model pluralistycznego, multikulturowego społeczeństwa oraz ideologię uniwersalnych praw człowieka. Dogmat społeczeństwa otwartego, afirmacja wszelkich mniejszości, idea państwa neutralnego to zasady, których związek z filozoficznymi kategoriami piękna, dobra czy poświęcenia nie jest konieczny. Istotą liberalizmu strachu jest poszukiwanie takiego modus vivendi, który pozwoli na pokojowe współżycie ludzi o odmiennych poglądach politycznych, religijnych, etycz-

134

nych i estetycznych – za wysoką cenę. Taki konsensus zapewnia pokój, lecz jego koszta są ogromne: wyrzeczenie się dobra. wystąpienie macintyre’a przeciw nowoczesności Opisanym wyżej trendom nie ulega z pewnością Alasdair MacIntyre – „jeden z najbardziej kontrowersyjnych, najszerzej dyskutowanych, budzących najskrajniejsze reakcje filozofów społecznych, enfant terrible XX-wiecznej myśli etycznej i politycznej (…) tradycjonalista odwołujący się do Marksowskiej krytyki liberalizmu, Arystotelesowskiej refleksji moralnej i tomistycznego chrześcijaństwa pozostaje MacIntyre klasycznym przykładem diagnosty i moralisty jednocześnie”12. Urodzony w 1929 r. w Glasgow filozof nie pozostawia czytelnikom swych prac złudzeń dotyczących poziomu dzisiejszych teorii etyczno-politycznych. „Wszyscy znajdujemy się w tak katastrofalnym stanie, że na to schorzenie nie ma już żadnych radykalnych, zdolnych je odwrócić środków”13. Generalnie rzecz biorąc, punkt wyjścia MacIntyre’a, który zakłada, że 12 A. MacIntyre, Etyka i polityka, Warszawa 2000 13 Pełna wypowiedź MacIntryre’a: „Nie umiem sprawić, aby lekcja ta była przyjemna, jeżeli bowiem jest prawdziwa, to wszyscy znajdujemy się w tak katastrofalnym stanie, że na to schorzenie nie ma już żadnych radykalnych, zdolnych je odwrócić środków”. A. MacIntyre, Dziedzictwo cnoty. Studium z teorii moralności, Warszawa 1996, s. 27

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński

„nowe barbarzyństwo” stoi u drzwi, a stan refleksji etycznej jest katastrofalny, koresponduje z dosadną opinią Leo Straussa na temat kondycji współczesnej filozofii politycznej, która jest „w stanie upadku i zapewne gnicia, jeśli

nej, zajmuje się filozofią nauki, religii i gnoseologią), jego inspiracje są bardzo bogate (arystotelizm, tomizm, heglizm, marksizm, filozofia analityczna, hermeneutyka, komunitaryzm17). Zajmuje pozycję niechętną wobec zastanych for-

MacIntyre formułuje radykalne tezy i przedstawia je w dosadnej formie – czyni to jego prace swoistą „odtrutką” na banalność i miałkość współczesnych publikacji z zakresu filozofii politycznej oraz teorii moralności nie zniknęła już ona całkowicie”14. Podobieństwa w twórczości tych XX-wiecznych autorów są dość często podkreślane15. Niewątpliwie w twórczości MacIntyre’a jest coś spektakularnego. Para się on „filozofią moralności od Homera do czasów współczesnych”16, dąży do wypracowania interdyscyplinarnego ujęcia (podejmuje problemy szeroko rozumianej historii idei – omawia teorie etyczne, nie stroni od filozofii politycz14 L. Strauss, Czym jest filozofia polityki?, [w:] L. Strauss (red.), Sokratejskie pytania. Eseje wybrane, Warszawa 1998, s. 68 15 Przykładowo: R. Mordarski, Klasyczny racjonalizm polityczny w ujęciu Leo Straussa, Bydgoszcz 2007, s. 8; M. Środa, Indywidualizm i jego krytycy. Współczesne spory między liberałami, komunitarianami i feministkami na temat podmiotu, wspólnoty i płci, Warszawa 2003, s. 193; J. Zdybel, Między wolnością, a powinnością. Filozofia polityczna Isaiaha Berlina i Alasdaira MacIntyre’a, Lublin 2005, s. 94 16 A. MacIntyre, Krótka historia etyki. Historia filozofii moralności od czasów Homera do XX wieku, Warszawa 1995; A. MacIntyre, Dziedzictwo...

macji politycznych i stanu dzisiejszej refleksji etycznej; nieprzypadkowo przypisuje się mu reputację outsidera wobec głównego nurtu akademickiej refleksji moralnej. Autor „Dziedzictwa cnoty” konsekwentnie odcina się od współcześnie dominujących doktryn etycznych i politycznych. Podkreślając swą odrębność i niechęć wobec mainstreamu intelektualnego, akcentuje jednocześnie nowatorstwo własnej koncepcji. Formułuje radykalne tezy i przedstawia je w dosadnej formie – czyni to jego prace swoistą „odtrutką” na banalność i miałkość współczesnych publikacji z zakresu filozofii politycznej i teorii moralności.

17 Związki MacIntyre’a z komunitaryzmem to temat wielokrotnie podejmowany w literaturze. Sam autor wydaje się niezdecydowany, przykładem niech będzie artykuł o wymownym tytule: „Nie jestem komunitarystą, ale…”, A. MacIntyre, I'm Not a Communitarian, But..., [w:] „The Responsive Community”, nr 1–3, (summer 1991), ss. 91–92

135


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

MacIntyre prowokuje, zadaje niewygodne pytania, wypowiada obrazoburcze hasła, próbuje szokować. We wprowadzeniu do jednej ze swych prac stwierdził, że „pragnie, aby efektem pracy dydaktycznej szkół było nie tyle

i polskiej – wiele publikacji, jednak nie udzielają one jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o wartość dorobku filozofa, lecz potęgują kontrowersje. By przedstawić niektóre wątpliwości, niezbędne wydaje się zaprezento-

Lektura traktatów szkockiego autora prowadzi do wniosku, iż proces degeneracji ma charakter totalny i jest wszechobecny

dobre przystosowanie uczniów do życia we współczesnym społeczeństwie, ile raczej możliwie najdalej idące nieprzystosowanie. Innymi słowy, aby ukończywszy szkoły, opuszczali je wyposażeni w umiejętność niewyrażania zgody na stan współczesnego świata i potrafili dążyć do jego naprawy”18. Wiarę w istnienie i obowiązywanie praw człowieka przyrównuje do wiary w jednorożce i czarownice: „(…) nie musimy jednak zaprzątać nimi głowy, ponieważ jedna rzecz jest oczywista: takich praw nie ma, a wiarę w nie można porównać do wiary w czarownice i jednorożce”19. Jednak twórczość MacIntyre’a wywołuje liczne wątpliwości. Mimo najcięższych dział, które wytacza, celując w oświeceniowe i pooświeceniowe idee, jego prace budzą pewien niedosyt. Wydaje się, że poglądom szkockiego myśliciela poświęcono już – zarówno w literaturze zagranicznej, jak 18 A. Chmielewski, Wprowadzenie, [w:] A. MacIntyre, Krótka…, s. 10 19 A. MacIntyre, Dziedzictwo…, s. 140

136

wanie podstawowych kategorii, którymi autor „Krótkiej historii etyki” posługuje się, gdy dokonuje analizy nowożytności. Punktem wyjścia powinna być zatem rekonstrukcja ogólnego poglądu MacIntyre’a na teorię moralną. Na marginesie poczynię uwagi o niekonsekwencjach w jego twórczości, jego afiliacjach intelektualnych i nowatorstwie spojrzenia na niektóre problemy z zakresu teorii moralności i historii idei. krytyka „projektu oświeceniowego” Lektura traktatów szkockiego autora prowadzi do wniosku, iż proces degeneracji ma charakter totalny i jest wszechobecny. Punktem wyjścia rozważań MacIntyre’a jest kryzys, w którym – jego zdaniem – znalazła się nowożytna teoria moralności. Świadczy o nim wielość teorii etycznych, z których każda rości sobie prawo do bycia jedyną prawomocną i jedyną racjonalną. Paradoksalnie, pluralizm etyczny jest „produktem ubocznym” oświecenia, jego niezamierzonym skutkiem. „Główną aspirację oświecenia (…) stanowiło

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński

opracowanie standardów i metod racjonalnego uzasadniania dla debat w przestrzeni publicznej; za ich pomocą alternatywne sposoby postępowania w każdej sferze ludzkiego życia można by osądzać jako sprawiedliwe lub niesprawiedliwe, racjonalne lub irracjonalne, oświecone lub nieoświecone. Towarzyszyła temu nadzieja, że rozum zastąpi autorytet i tradycję. Racjonalne uzasadnienie miało odwoływać się do zasad niedających się odrzucić przez żadną rozumną osobę i z tej racji niezależnych od wszystkich społecznych i kulturowych partykularyzmów, używanych przez myślicieli oświecenia za jedynie przypadkowy przyodziewek rozumu w różnych czasach i miejscach”20. Myśliciele oświeceniowi stawiali sobie ambitny cel jednoznacznego i autorytatywnego rozstrzygnięcia sporów moralnych, osądzenia tradycji z punktu widzenia kryterium racjonalności. Najtrafniej aspiracje „projektu oświeceniowego” wyraził Wolter, pisząc w „Słowniku filozoficznym”, że: „istnieje tylko jedna moralność (…) tak jak istnieje jedna tylko geometria”21. Próby te pomijały doświadczenie życia społecznego. Radykalizm wniosków szedł w parze z intencją konstruowania od nowa, w oparciu o wyroki rozumu, ostatecznego autorytetu. Współczesny dyskurs polityczno-moralny jest konsekwencją wcześniejszych 20 Ibidem, s. 53 21 F. Voltaire, Dictionnaire philosophique, Paris 1838, s. 737

błędów. Nie jest przypadkiem, że John Rawls i Robert Nozick – choć obaj operują wspólnym narzędziem intelektualnym (sytuacja pierwotna) – uzyskują radykalnie odmienne rozwiązania. MacIntyre nie ma złudzeń: „Wielu akademickich filozofów argumentowało, że racjonalność wymaga, byśmy najpierw wyzbyli się swego zaangażowania na rzecz którejkolwiek z rywalizujących teorii, a także abyśmy oderwali się od partykularności wszystkich konkretnych relacji społecznych, z punktu widzenia których przywykliśmy rozumieć nasze odpowiedzialności i nasze interesy (…). Jeden z problemów polega na tym, że ci, którzy taką procedurę akceptują, popadają następnie w niezgodę co do tego, którą spośród koncepcji sprawiedliwości należy właściwie uznać za racjonalnie akceptowany wynik takich deliberacji (…) zawarty w nim wymóg nieuprzedzenia milcząco w istocie zakłada bardzo określoną, nieobiektywną koncepcję sprawiedliwości, związaną mianowicie z liberalnym indywidualizmem, którą następnie ma uzasadniać; w rezultacie jego pozorna neutralność jest właśnie tylko pozorem”22. w poszukiwaniu remedium Jaka jest odpowiedź MacIntyre’a? Mówiąc krótko: nie ma racjonalności (tak samo, jak nie może istnieć sprawiedliwość, etyczność) poza konkretną wspólnotą. Nieprzypadkowo źródłem silnych inspiracji dla omawianego 22 A. MacIntyre, Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, Warszawa 1996, s. 50

137


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Idee: Spór o MacIntyre’a

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński

myśliciela jest twórczość Hansa Georga Gadamera23. „Nie istnieje stan poza historią, z którego można by rozważać tożsamość jakiegoś problemu pośród przemian jego historycznych prób rozwiązania”24 – podkreślał uczeń Martina Heideggera. Nie miejsce tu na głębszą analizę koncepcji MacIntyre’a, jednak zasygnalizować można, że jego propozycja intelektualna stanowi zaskakującą próbę syntezy tomizmu z heglowsko-marksistowską koncepcją historyczną i hermeneutyką (autor „Dziedzictwa cnoty” żali się nawet, że Gadamer nie podjął nigdy próby otwarcia się na dialog z tomistycznym arystotelizmem25). Zabieg ten budzi kontrowersje wśród interpretatorów. Prowadzi, zdaniem niektórych, do skrajnego relatywizmu szkockiego autora, który nie jest do pogodzenia z tomizmem26. Hans Oberdiek zarzuca mu społeczno-his-

23 MacIntyre deklaruje intelektualny dług i wyraża wdzięczność wobec niemieckiego filozofa w eseju: A. MacIntyre, On Not Having the Last Word: Thoughts on Our Debts to Gadamer, [w:] J. Lampas (ed.) Gadamer’s Century: Essays in Honor of Hans-Georg Gadamer, CambridgeMassachuttes, 2002, ss. 157–172 24 H. Gadamer, Prawda i metoda: zarys hermeneutyki filozoficznej, Kraków 1993, s. 349 25 A. MacIntyre, On Not…, s. 157 26 Adam Chmielewski podkreśla, że sposób, w jaki MacIntyre rozumie praktyki, cnoty, tradycje, „prowadzi do dialektycznego, historycystycznego rozwiązania problemu relatywizmu, które nie daje się pogodzić z tomizmem”. A. Chmielewski, Niewspółmierność, nieprzekładalność, konflikt. Relatywizm we współczesnej filozofii analitycznej, Wrocław 1998, s. 301

138

toryczny relatywizm27, a Magdalena Żardecka-Nowak wnioskuje, że MacIntyre stoi „na stanowisku społeczno-historycznego perspektywizmu, relatywizmu kulturowego i partykularyzmu moralnego”, ponieważ nie ma dla niego absolutnej i uniwersalnej racjonalności oraz sprawiedliwości – zatem „istnieje tylko racjonalność oraz sprawiedliwość tej lub tamtej wspólnoty, więc tradycje są niewspółmierne i nieporównywalne, a ich przedstawiciele nie mogą też się od siebie uczyć ani modyfikować swego stanowiska pod wpływem krytyki płynącej z zewnątrz”28. Przez „gadamerowski akcent” w twórczości MacIntyre staje się ekscentrycznym eklektykiem, który – wytaczając najcięższe zarzuty względem oświeceniowych autorów – sam zajmuje pozycję skrajnie relatywistyczną, a jego teoria nie potrafi dostarczyć konsekwentnej metody oceny racjonalności tradycji (sam autor broni się, podkreślając, że celem jego teorii nie jest wypracowanie jednej, doskonałej teorii – bo taka nie istnieje – lecz „najlepszej spośród dostępnych”29).

27 H. Oberdiek, Review of A Short History of Ethics, [w:] „The Journal of Philosophy”, nr 9 (1969), s. 269 28 M. Żardecka-Nowak, Konsekwencje i niekonsekwencje antyliberalizmu Alasdaira MacIntyre’a, [w:] M. Szulakiewicz, Z. Karpus (red.), Fundamentalizm i kultury, Toruń 2005, s. 394 29 A. MacIntyre, The Relationship of Philosophy to History, [w:] K. Baynes (ed.), After Philosophy. End or Transformation?, Cambridge 1987, s. 418

139


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

140

emotywizm i nędza współczesności Centralnym pojęciem, które służy MacIntyre’owi w demaskowaniu katastrofalnego stanu nowożytnej teorii moralności, jest emotywizm. Dla emotywizmu teoria moralności jest wyrazem indywidualnych preferencji i uczuć, jak pisał sam autor tego kierunku, filozof analityczny Alfred Ayer: „W kwestii wartości (…) opowiadam się za poglądem, iż sądy etyczne i estetyczne nie mają charakteru poznawczego, lecz emotywny; wyrażają i ewokują uczucia”30. Innymi słowy: istotą emotywizmu jest pogląd, że nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla twierdzeń o istnieniu obiektywnych standardów moralności31. Dla Ayera i jego kontynuatorów wypowiedzi opisowe pełnią zupełnie inną rolę od wypowiedzi wyrażających, jakie zachowanie jest etycznie pożądane, dobre i złe. Dla zwolennika emotywizmu „zdanie »To jest dobre« znaczy mniej więcej to samo co: »To mi się podoba. Zrób tak właśnie«…”32. Emotywizm nie próbuje nawet formułować odpowiedzi na pytanie o obiektywne dobro, zło, sprawiedliwość i słuszność – a priori klasyfikuje potencjalne odpowiedzi jako wyraz indywidualnego stanowiska (jest doktryną metaetyczną).

By wykazać absurdalność tego poglądu, MacIntyre odwołuje się do takich wypowiedzi opisowych, których rola nie sprowadza się wyłącznie do obrazowania rzeczywistości, ale i – ze względu na kontekst – niesie ze sobą wiedzę w temacie powinności. Przykładowo: zdanie „on jest kapitanem” nie oddaje tylko stanu faktycznego, ponieważ z faktu, iż dana osoba jest kapitanem statku wynikają odpowiednie obowiązki i wzorce prawidłowego zachowania, które – obiektywnie, bez względu na podzielany system etyczny – winny być dochowane. Jeśli ktoś pełni funkcję np. kapitana na statku, to z tego faktu wynika rzecz oczywista i w żaden sposób niepodważalna, że jako kapitan powinien czynić to, co do niego należy. „Z powyższego nie wynika oczywiście, że według MacIntyre’a można utożsamiać fakt i wartość. Jednak ścisły związek między obowiązkiem moralnym a rolą społeczną rzuca istotne światło na zależność między faktem a wartością”33. Tymczasem emotywizm związany jest przede wszystkim z określoną koncepcją człowieka i jego dobra34. Emotywizm, dzieło XX-wiecznych neopozytywistów, Alfreda Ayera i Charlesa L. Stevensona, byłby prawdopodobnie niewiele znaczącym epizodem, jedną

30 A. Ayer, Filozofia w XX wieku, Warszawa 2003, s. 175 31 R. Prostak, Rzecz o sprawiedliwości. Komunitarystyczna krytyka współczesnego liberalizmu amerykańskiego, Kraków 2004, s. 136 32 A. MacIntyre, Dziedzictwo…, s. 40

33 S. Warzeszak, Znaczenie propozycji filozoficznych Alasdaira MacIntyre’a dla odnowy teologii moralnej, „Warszawskie Studia Teologiczne”, nr XVIII (2005), ss. 254–255 34 A. Chmielewski, MacIntyre a współczesna filozofia polityczna, [w:] A. MacIntyre, Czyja…, s. 21

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiń-

z wielu propozycji w zakresie długiej historii etyki. Problemem jest, trwający przynajmniej od XVI-wiecznej reformacji religijnej, proces indywidualizacji i subiektywizacji, w którym za osta-

polityki od etyki oraz prawa od moralności. Organy władzy publicznej postrzegane są jako instytucje usługowe, natomiast podstawowym błędem

Wzywający do renesansu tomistycznej tradycji MacIntyre postrzega właśnie siebie jako proroka tej zmiany teczną instancję wyborów moralnych traktuje się jednostkowe skłonności i upodobania. Uznaje się, że wartości mają swe źródło w indywidualnym sumieniu, wybory są konsekwencją arbitralnej decyzji autonomicznej osoby, a cnoty traktowane jako subiektywne i prywatne sympatie. Katastrofalnemu stanowi teorii etycznych odpowiada poziom współczesnej filozoficzno-politycznej refleksji. Nowożytne państwo opiera się na pragmatycznym założeniu: władza publiczna jest legitymizowana, „tak długo, jak zabezpiecza porządek społeczny, w którym jednostki mogą podążać do ich własnych celów, jakiekolwiek by one były”35. W takim systemie politycznym dobro wspólne jest niczym innym, jak tylko sumą indywidualnych interesów, pojmowane jest – jak pisze MacIntyre – „indywidualistycznie i minimalistycznie”36. Podkreśla się rozdział 35 A. MacIntyre, Politics, Philosophy and the Common Good, [w:] K. Knight (ed.), The MacIntyre Reader, London 1998, s. 241 36 „…at once individualist and minimalist”. A. MacIntyre, Politics…, s. 242.

współczesnej jurysprudencji jest akcentowanie praw podmiotowych oraz przeświadczenie, że należy pozostawić jednostkom szeroką swobodę suwerennego decydowania o własnym życiu i zaakceptować arbitralne sądy etyczne. Przekonanie o wadze takiego samostanowienia cechuje większość współczesnych teorii liberalnych (a zwieńczeniem jest właśnie metaetyczna koncepcja emotywizmu). Tymczasem człowieczeństwo wyraża się w uwikłaniu w wiele zależności (czas, miejsce, tradycja, język), które pozwalają osobie orientować się w świecie i porządkować je – w celu rozpoznania i realizacji swego telos. kierunek zmian Tymczasem MacIntyre wyraźnie tęskni za wspólnotą à la Gemeinschaft ze słynnej pracy Ferdynanda Tönniesa37. Akcentuje potrzebę powrotu do „małych wspólnot” –lekarstwem na współczesne czasy zglobalizowanego kapi-

37 F. Tönnies, Wspólnota i stowarzyszenie, Warszawa 1988

141


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

talistycznego świata mają być często wspominane przez niego „wspólnoty benedyktyńskie”. Z drugiej strony fantazjuje o wyidealizowanej przez Arystotelesa wspólnocie polis, pozytywnie wyraża się o społeczeństwie średniowiecznym. Wielokrotnie wyraża sympatię wobec historycznie ukształtowanych struktur społecznych, opartych o jednolity system etyczny, w którym przeważać będą relacje o charakterze emocjonalnym (za Stagirytą powtarza, że obywateli polis łączyć powinna przyjaźń) – zamiast formalnym (prawo pozytywne, umowy cywilnoprawne). Wśród członków takiej wspólnoty panuje solidarność (Władysław Zuziak uznaje termin „solidarność” jako najlepiej oddający koncepcję przyjaźni Arystotelesa38), silniejsi opiekują się słabszymi, starsi odgrywają ważną rolę w procesie wychowania młodszych (wychowanie ma dla MacIntyre’a kluczowe znaczenie dla rozeznania przez jednostkę swej telos39), role odgrywane przez członków przekładają się na dopuszczalną hierarchię społeczną. Myśliciel zwraca uwagę na negatywne konsekwencje kapitalizmu dla stanu relacji międzyludzkich (nierówny podział bogactwa, rozwarstwienie społeczne, kult pazerności i usprawiedli38 W. Zuziak, Czy możliwa jest etyka w życiu społecznym? Na marginesie lektury Arystotelesa i Alasdaira MacIntyre’a, „Analecta Cracoviensia”, nr 30–31 (1998–1999), s. 100 39 P. Machura, Ideał człowieka-filozofa w koncepcji Alasdaira MacIntyre’a, Katowice 2009, s. 114

142

wienie egoizmu)40; piętnuje hipokryzję zasad, na których oparta jest organizacja „społeczeństw Zachodu”. Jedną z najważniejszych jest problem „prywatyzacji dobra” – konsekwencja podziału na sferę publiczną i prywatną41. System skłania człowieka do podziału osobowości, fałszywej elastyczności, za cnotę uchodzi „charakterystyczna dla kameleona wiedza o tym, jaki kolor przybrać na tym lub innym tle społecznym”42. Badacz poszukuje odpowiedzi na kryzys teorii moralnych. Przywołuje w tym celu idee Arystotelesa, które mają być antidotum na indywidualizm oświeceniowej i postoświeceniowej kultury europejskiej, na jej skłonność do subiektywizowania wartości i propozycje teorii etycznych, zakotwiczonych w jednostkowym egoizmie43. Z czasem autor dochodzi do wniosku, że bliższy jest mu jednak tomizm (Stagiryta jest bohaterem „Dziedzictwa cnoty”, a Akwinata „Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?”44).

40 A. MacIntyre, Etyka…, ss. 232–233 41 A. MacIntyre, The Privatization of Good: An Inaugural Lecture, [w:] C. Delaney (ed.), The Liberalism-Communitarianism Debate: Liberty and Community Values, „Rowman & Littlefield”, Boston 1994, ss. 1–17 42 A. MacIntyre, Etyka…, s. 288 43 A. Szahaj, Jednostka czy wspólnota? O sporze między liberałami a komunitarystami w najnowszej filozofii polityki, [w:] J. Miklaszewska (red.), Liberalizm u schyłku XX wieku, Kraków 1999, s. 167 44 S. Smith, Virtue Ethics and Moral Knowledge: Philosophy of Language After Macintyre and Hauerwas, Burlington 2003, s. 62

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński

Filozof, opisując teorię moralną św. Tomasza, podkreśla jej odmienność od koncepcji oświeceniowych i postoświeceniowych. Arystotelesowski tomizm – w interpretacji MacIntyre’a – „zdecydowanie kłóci się nie tylko z Kar-

reinterpretacji odpowiadającej wymaganiom współczesności. Głoszona przez autora „Dziedzictwa cnoty” niemożliwość rekonstrukcji (a nawet pełnego zrozumienia) myśli etycznej Stagiryty poza polis i Tomasza w spo-

Krytycy nazywają pomysły MacIntyre’a „postmodernistycznym tomizmem”, „rewolucyjnym arystotelizmem” albo „arystotelesowskim marksizmem” tezjańskim i innymi racjonalistycznymi ujęciami struktury teorii filozoficznej i naukowej, lecz także z teoriami moralnymi, stworzonymi przez tak różnych myślicieli, jak Thomas Hobbes, David Hume, Jeremy Bentham czy Immanuel Kant, którzy byli przekonani, że pierwszą zasadę albo zasady słusznego postępowania można w odpowiedni sposób określić i uzasadnić, odwołując się do rozważań w równym stopniu dostępnych dla każdej racjonalnej osoby już na samym początku dociekań moralnych”45. Tymczasem szkocki myśliciel postrzega refleksję moralną jako proces, jako rodzaj hermeneutycznej „podróży”, w której punktem wyjścia nie jest jakieś wcielenie stanu natury, lecz konkretny kontekst, który „warunkuje”, „zakorzenia” filozofa prowadzącego rozważania nad dobrym życiem. Jak łatwo się domyślić, MacIntyre postrzega siebie jako filozofa, który dokonuje skutecznej aktualizacji tomizmu, 45

A. MacIntyre, Czyja…, s. 205

łeczeństwie niefeudalnym46 stawia interpretatora przed trudnym zadaniem… uwspółcześnienia ich przesłania. Tak jak tomizm, będący syntezą arystotelizmu i augustianizmu, odpowiadał na nowe problemy intelektualne i stanowił reakcję na wątpliwości XIII w., tak i dzisiaj, odpowiedzi dostarczyć mogą historyczne doktryny etyczne, poddane nowej interpretacji. Współcześnie potrzebne jest – jak nazywa je szkocki filozof – „tomistyczne odrodzenie”47. Po lekturze kilku prac MacIntyre’a czytelnik nie powinien mieć wątpliwości, że wzywający do renesansu tomistycznej tradycji autor postrzega właśnie siebie jako proroka tej zmiany.

46 Jak pisze: „(…) każdą filozofię należy ujmować w ramach historycznego kontekstu tradycji, porządku społecznego i konfliktu, z którego się zrodziła”. A. MacIntyre, Czyja…, s. 519 47 J. Haldane, MacIntyre’s Thomist Revival: What Next?, [w:] J. Horton S. Mendud, After MacIntyre: Critical Perspectives on the Work of Alasdair MacIntyre, Notre Dame 1994

143


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

144

wątpliwe syntezy Należy jednak podkreślić, że interpretacje myśli Stagiryty i św. Tomasza autorstwa MacIntyre’a budzą kontrowersje. Pojawiają się zarzuty, że teoria etyczna myśliciela jest oryginalnym i efektownie reklamowanym zlepkiem spostrzeżeń Karola Marksa, Georga Wilhelma Hegla, Arystotelesa, Tomasza i wielu innych, mniej znanych myślicieli. W konsekwencji prowadzi do budowy zniekształconej teorii politycznej, której przyjęcie uniemożliwia rzetelną ocenę współczesnego porządku politycznego bez popadania w uproszczenia48. Trudno się dziwić, że krytycy nazywają pomysły MacIntyre’a „postmodernistycznym tomizmem”49, „rewolucyjnym arystotelizmem”50 albo „arystotelesowskim marksizmem”51. Filozof, jak przystało na „myśliciela niezależnego, który rzuca wyzwanie podziałom na lewicę i prawicę”52, ostro

atakuje i równie intensywnie jest atakowany (zarzuca mu się nie tylko błędy interpretacyjne, lecz stanowisko antypluralistyczne, nieuświadomiony konserwatyzm, sympatie elitarystyczne i autorytarne)53. Z jednej strony MacIntyre’a zainspirowała skrajna myśl lewicowa; wprost zresztą stwierdza, że jego intelektualna przygoda z marksizmem pozwoliła mu dostrzec w liberalizmie ideologię-maskę przykrywającą prawdziwe społeczne interesy54. Z drugiej strony, autor „Dziedzictwa cnoty” jest praktykującym katolikiem, komentującym encyklikę „Veritatis Splendor”55 i twórczość Edyty Stein56. Podkreśla sceptycyzm wobec intelektualnych propozycji autorów postnowoczesności57, choć sam jego pomysł i metoda wydają się ewidentnie bliskie poszukiwaniom niektórych nurtów postmodernistycznych. Przykła-

48 T. Hibbs, MacIntyre, Aquinas, and Politics, „Review of Politics”, nr 66 (june 2004), s. 359 49 T. Hibbs, MacIntyre’s Postmodern Thomism: Reflections on Three Rival Versions of Moral Enquiry, „The Thomist”, nr 57 (1993), ss. 277–297 50 K. Knight, P. Blackledge, Virtue and Politics: Alasdair MacIntyre’s Revolutionary Aristotelianism, Notre Dame 2011; K. Knight, P. Blackledge, Revolutionary Aristotetelianism: Ethics, Resistance and Utopia, Stuttgart 2008 51 P. McMylor, Alasdair MacIntyre: Critic of Modernity, New York 1994, s. 45 52 C. Kang, MacIntyre as Political Thinker: Disenchanted Liberal, Paper presented at the annual meeting of the Southern Political Science Association, Hotel InterContinental, New Orleans, LA, Jan 03, 2007, http://citation.allacademic.com/ meta/p_mla_apa_research_citation/1/4/3/3/8/p14 3389_index.html

53 Przykładowo: S. Holmes, Anatomia antyliberalizmu, Kraków, Warszawa 1998; K. Breen, Alasdair MacIntyre and the Hope for a Politics of Virtuous Acknowledged Dependance, „Contemporary Political Theory”, nr 1 (2002), 181–201; A. Ritivoi, Virtuous selves in vicious times: Alasdair MacIntyre on narrative identity, „Narrative Inquiry”, nr 2 (2011), ss. 367–373; T. D’Andrea, Tradition, Rationality and Virtue: The Thought of Alasdair MacIntyre, Burlington 2006, s. 414 54 G. Borradori, Rozmowy amerykańskie, Poznań 1999, s. 167 55 A. MacIntyre, How Can We Learn What „Veritatis Splendor” Has to Teach?, „The Thomist”, nr 2 (1994), ss. 171–195 56 A. MacIntyre, Edith Stein: A Philosophical Prologue, Plymouth 2006 57 A. MacIntyre, Przedmowa do wydania polskiego, [w:] A. MacIntyre, Czyja… ss. 37–38

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński

dowo: krytykuje „oświeceniowy projekt” albo podkreśla, że „badanie odrębnych tradycji pozwala ukształtować pewien nowy typ wiedzy – wiedzy, która nie może mieć źródła w obrębie żadnej

MacIntyre może wypowiedzieć wojnę „oświeceniowym projektom” z pozycji tak silnie prowspólnotowych i antymodernistycznych, jakich nie zająłby żaden inny komunitarysta. Prawdopodobnie

MacIntyre, jak przystało na „myśliciela niezależnego, który rzuca wyzwanie podziałom na lewicę i prawicę”, ostro atakuje i równie intensywnie jest atakowany tradycji wziętej z osobna. To właśnie ona zastąpić powinna schematy wyrastające z tradycji oświecenia, a także koncepcje związane z jej erozją, z przewartościowaniami niweczącymi podstawy oświeceniowych dogmatów”58; w literaturze wielokrotnie krytykowano postmodernistyczne wątki w twórczości MacIntyre’a59. Klasyfikowany bywa jako przedstawiciel „komunitaryzmu bez kompromisu”60 albo „komunitarysta nostalgiczny”61. Można by powiedzieć, że dramat tego filozofa polega na tym, że nie utożsamia się on z komunitaryzmem właśnie dlatego, że komunitaryzm to… za mało. W obliczu kompromitacji „projektu oświeceniowego”

58 S. Filipowicz, Posłowie, [w:] A. MacIntyre, Czyja…, s. 545 59 Tak np.: T. Hibbs, MacIntyre’s…, ss. 277– 297; T. Rowland, Culture and the Thomist Tradition: After Vatican II, London 2003, s. 5 60 Ł. Dominak, Wartość wspólnoty. O filozofii politycznej komunitaryzmu, Toruń 2010, s. 90 61 A. Szahaj, Jednostka…, s. 322

wyrazem buntu przeciw nowoczesnej rzeczywistości, nie zaś konstruktywnym pomysłem, który powinien być traktowany poważnie, jest też postulat MacIntyre’a budowy małych „wspólnot benedyktyńskich”62. ekscentryczny samotnik Podobnie jest ze stosunkiem tego badacza do konserwatywnej filozofii politycznej. Biorąc pod uwagę deklarowany przez niego antymodernizm i nieprzejednaną krytykę oświecenia, mógłby zostać scharakteryzowany jako konserwatysta i z pewnością w niejednym konserwatywnym środowisku jego analizy spotkałyby się z życzliwym przyjęciem. Wydaje się, że Piotr Skudrzyk ma wiele racji, kiedy krytykuje szkockiego filozofa za „samotniczy punkt widzenia” oraz gdy zauważa, iż: „niechęć Mac-

62 J. Dougherty, Wretched Aristotle: Using the Past to Rescue the Future, Plymouth 2009, s. 37

145


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Intyre’a do konserwatyzmu po prostu zaskakuje”63. Chęć jego odcięcia się od współcześnie toczonych debat filozoficznych jest niewątpliwa, wątpliwości natomiast budzić może już jej realizacja, jak bowiem zauważa jeden z komentatorów: szkocki myśliciel nie należy do „mistrzów konsekwencji”64. Trudno nie odnieść wrażenia, że większość tez autora – podkreślającego niemal na każdym kroku oryginalność swojego stanowiska – została postawiona już dawno temu, a „dla wykształconego Europejczyka pisarstwo MacIntyre’a stanowi 63 P. Skudrzyk, Amerykańska wspólnotowa filozofia polityczna, Katowice 2001, s. 132 i nn. 64 Stephen Holmes w Anatomii antyliberalizmu konsekwentnie punktuje sprzeczności: „Atakuje autonomię jednostki w imię czci wobec Boga i szacunku dla odziedziczonych tradycji społecznych, broni jednak »racjonalnej autonomii« wobec zagrożenia stwarzanego przez mechanicystyczną naukę. Idealizuje »narracje« (pełne fikcji) i gardzi »fikcjami« (zorganizowanymi jak narracje). Identyfikuje indywidualizm z liberalizmem, którego nienawidzi, choć ostatecznie okazuje się obrońcą idei indywidualnych zasług moralnych przed Nozickiem i Rawlsem. Pisze uszczypliwie o liberałach, którzy »porzucili moralną jedność arystotelizmu«, ale chwali Sofoklesa za przeczenie, że taka jedność istnieje. Choć utrzymuje, że podziwia Antygonę, potrafi także napisać, iż każdy, kto potrafi wyobrazić sobie konflikt lojalności wobec przyjaciół i lojalności wobec kraju – nie ma kraju, jest „obywatelem znikąd”. Krytycznie ocenia instrumentalne związki między ludźmi, choć czasem pisze tak, jak gdyby jednostki powinny by posłusznym narzędziem swojej grupy społecznej. Wyraża podziw dla jakobinów, w których oczach »zatwardziały kawaler uchodzi za wroga cnoty«, ale zaledwie dwie strony później chwali Jane Austin za jej gniew na społeczną niechęć do niezamężnych kobiet (…)”. S. Holmes, Anatomia…, s. 152 i nn.

146

czasem, mówiąc metaforycznie, wyważanie otwartych drzwi”65 – w przypadku analiz z zakresu historii idei (które zajmują większą część jego prac) autor „Dziedzictwa cnoty” nie wnosi wiele nowego, zachowując zresztą ewidentną stronniczość i niepotrzebnie komplikując proste kwestie. Nieprecyzyjność, niekonsekwencje, interdyscyplinarność, radykalizm, zmienianie wcześniej zajętych stanowisk (przejście: od marksizmu przez arystotelizm do tomizmu), bogactwo inspiracji… Trudno oprzeć się wrażeniu, że nieraz sam autor umyślnie gmatwa swe stanowisko, by wzbudzić kontrowersje wśród czytelników i komentatorów. Być może zbyt daleko idące byłoby podejrzenie, że niechęć i ostentacyjnie okazywane konserwatystom lekceważenie wynika z chęci promocji własnego stanowiska jako „przełomowego i nowatorskiego” i wyciszenia potencjalnych konkurentów, ale przemilczenie wspomnianych wątków i udawanie, iż poza nim „o kryzysie intelektualnym nikt nic nie wie” jest – w przypadku tak oczytanego i wszechstronnego myśliciela jak MacIntyre – przynajmniej dziwne. To odcięcie się i brak sympatii wobec konserwatystów wytłumaczyć można stosunkiem do tradycji: autor 65 W innym miejscu Jacek Filek pisze, że jeden z fragmentów książki MacIntyre’a jest „absolutnym kuriozum”. J. Filek, Tęsknota za etyką. Alasdair MacIntyre w poszukiwaniu „porzuconej narzeczonej”, [w:] J. Filek, Filozofia jako etyka. Eseje filozoficzno-etyczne, Kraków 2001, s. 307

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński

„Dziedzictwa cnoty” postrzega ją jako żywą, tym wyżej ocenia daną tradycję dociekań moralnych, im bardziej owe metody daje się przystosowywać do potrzeb współczesności. Innymi słowy, tradycja jest dla niego elastycznym tworzywem, które aktualizuje się na danym etapie procesu historycznego. Konserwatystów tymczasem cechuje postrzeganie tradycji jako źródła z przeszłości, stałego, niezmiennego katalogu – konserwatyści, być może, wydają się szkockiemu filozofowi defetystami albo zbyt poprawni. W tym kierunku idzie jeden z komentatorów: „Akcentowanie tradycji u MacIntyre’a nie oznacza w żadnym wypadku powrotu do zwyczajnego konserwatyzmu lub statycznego tradycjonalizmu. Według niego tylko żywe tradycje mogą przetrwać, bo są one zdolne do konfrontacji ze swymi zobowiązującymi rywalami. Tradycja, która potrafi krytycznie oceniać siebie i swe własne korzenie, będzie mogła wyjść z własnych kryzysów epistemologicznych, jakie dziś powodują odkrycia techniczne, czynniki religijne i humanistyczne”66. Pytanie tylko, czy można wówczas jeszcze mówić o tradycji, czy mieszance rozmaitych idei – od Platona po Gadamera.

z manierą postmodernistyczną: stosuje pojęcia oderwane od kontekstu, swobodnie łączy klasyczną refleksję etyczną z teoriami XX-wiecznymi, poszczególne spostrzeżenia filozofów wyciąga z ich systemów, nie przytacza literatury na poparcie słów przypisywanych po-

Nieopanowany temperament polemiczny Autor „Dziedzictwa cnoty” czerpie z filozofii różnych epok, nieraz działa 66

S. Warzeszak, Znaczenie…, s. 259

147


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

szczególnym myślicielom z przeszłości, syntetyzuje wnioski dowiedzione w ramach różnych dziedzin wiedzy. Bywa też nieprecyzyjny i mało systematyczny (przykładowo: Jean Porter zauważa, że

Jego temperament polemiczny niejednokrotnie bierze górę nad zdrowym rozsądkiem i, wymaganym od uniwersyteckiego filozofa, opanowaniem. Wydaje się, że myśliciel współczesny (tym

Propozycja intelektualna MacIntyre’a stanowi zaskakującą próbę syntezy tomizmu z heglowsko-marksistowską koncepcją historyczną i hermeneutyką MacIntyre w żadnej ze swych prac nie zdefiniował jednego z kluczowych dla jego filozofii pojęć: „tradycja”67, a Stanisław Gromadzki podkreśla, że szkocki badacz traktuje twórczość Nietzschego i Arystotelesa w sposób czysto instrumentalny68), pozostaje rozdarty między uniwersalizmem a partykularyzmem etycznym69.

67 J. Porter, Tradition in the Recent Work of Alasdair MacIntyre, [w:] M. Murphy, Alasdair MacIntyre, Cambridge 2003, s. 38 68 P. Machura, Ideał…, s. 70; S. Gromadzki, Odrzucona tradycja, czyli MacIntyre’owskie przeformułowanie filozofii moralności Fryderyka Nietzschego, „Edukacja Filozoficzna”, nr 28 (1999), ss. 280–297 69 Częsty zarzut, z którym spotyka się koncepcja MacIntyre’a, dotyczy jego tomizmu i partykularyzmu. Przykładowo: Robert P. George krytykował stanowisko szkockiego filozofa, podkreślając, że w jego teorii nie ma mowy o sprawiedliwości i racjonalności, lecz „sprawiedliwościach” i „racjonalnościach”, a sposób, w jaki MacIntyre odwołuje się do tomizmu (koncepcji prawa naturalnego Tomasza), jest w rzeczywistości jego błędnym wypaczeniem. C. Lutz, Tradition in the Ethics of Alasdair MacIntyre: Relativism, Thomism and Philosophy, Plymouth 2009, s. 118 i nn.

148

bardziej taki, który wielokrotnie zmieniał zdanie i wykonywał zaskakujące wolty intelektualne – np. nawracając się z marksizmu na arystotelesowski tomizm), mógłby okazać więcej szacunku autorom z przeszłości. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jego bezpardonowa krytyka niektórych filozofów oświeceniowych idzie w parze z bezsilnością – raz podkreśla, że na intelektualne schorzenia nie ma już lekarstw, by za chwilę propagować swe ekscentryczne postulaty. Traktując poważnie słowa MacIntyre’a o „nowym barbarzyństwie” i jego postępach – trudno wierzyć w zapewnienia, iż recepty w stylu „wspólnot benedyktyńskich” zadziałają. Myśliciel dość swobodnie stosuje pojęcia: „liberalizm”, „nowoczesność”, „oświecenie”, „projekt oświeceniowy” (swoją drogą, czy istnieje jeden konsekwentny projekt oświeceniowy?). Nie dokonuje systematycznej egzegezy dzieł myślicieli z przeszłości (uwaga ta dotyczy np. pism Marcina Lutra, Niccolò Machiavellego, Thomasa Hobbesa, Johna Locke’a albo Fryderyka Nietzschego),

Ekscentryczny eklektyzm Alasdaira MacIntyre’a – Krzysztof Koźmiński

opiera się raczej na fragmentach tekstu, postawionych wcześniej hipotezach, etykietkach, a nawet powszechnej opinii. Swoistym paradoksem jest to, że MacIntyre – tak silnie podkreślający rolę kontekstu dla konkretnej teorii moralno-politycznej – potrafi z dużą swobodą żonglować tezami klasyków (np. stosować pojedyncze arystotelesowskie wnioski czy heglowskie argumenty) w warunkach dzisiejszej debaty wokół problemów społeczeństw demoliberalnych. Zdarza się, że w sposób bezkompromisowy wyrywa z kontekstu fragmenty dzieł sprzed kilku wieków. Jego wizja „wieku świateł” jest schematyczna, poza tym „lekceważy i upraszcza dziedzictwo filozofii XIX-wiecznej i przeocza zarazem ogromną kondensację myślenia etycznego, jaka miała miejsce na kontynencie europejskim w pierwszych dziesiątkach wieku XX”70. teraźniejszość (znów) przegrywa z przeszłością Być może – co na pierwszy rzut oka paradoksalne – atmosfera poprawności politycznej sprzyja autorom niepokornym, antymainstreamowym, odrzucającym powszechnie przyjmowane gazetowe prawdy, rzadko kwestionowane paradygmaty nowożytności, wpajane od dziecka aksjomaty i mądrości telewizyjnych „autorytetów”. Być może MacIntyre, głosząc niepopularne tezy i odważnie zadając niewygodne pytania, spełnia zapotrzebowanie części

70

J. Filek, Tęsknota…, s. 129

audytorium, dla której rozważania nad substancjalnym dobrem i telos życia ludzkiego są nadal ważne. Trudno jednak przypuszczać, by koncepcje szkockiego autora stanowiły przełom w długiej historii idei; naiwnością jest również wiara w możliwość realizacji zgłaszanych przez niego postulatów. Nieusatysfakcjonowany twórczością Johna Rawlsa, Jürgena Habermasa, Isaiaha Berlina czy Richarda Rorty’ego, szukający antidotum na panujący w filozofii politycznej ostatnich kilkudziesięciu lat marazm czytelnik może sięgnąć po książki Alasdaira MacIntyre’a. Może też – przy porównywalnym wysiłku – dotrzeć do nowocześnie wydanych tłumaczeń dzieł Platona, Arystotelesa, Augustyna, Tomasza albo Josepha de Maistre’a. Wobec wyżej przedstawionych kontrowersji wokół twórczości słynnego myśliciela wypada polecić to drugie. I tym razem współczesność zdecydowanie przegrywa z przeszłością. Poszerzona wersja tekstu na stronie internetowej: www.rzeczywspolne.pl krzysztof koźmiński (ur. 1985) – doktor prawa, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Akademii Artes Liberales (Międzyuczelnianych Indywidualnych Studiów Humanistycznych); pracownik naukowy i wykładowca akademicki na WP UW. Autor i współautor publikacji z zakresu prawa konstytucyjnego, filozofii i teorii prawa oraz filozofii politycznej. Ekspert Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej.

149


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Idee: Spór o MacIntyre’a

O wyższości przyjaźni obywatelskiej nad wygrywaniem dyskursywnych bitew. Koźmińskiemu w odpowiedzi – Agnieszka Nogal

O wyższości przyjaźni obywatelskiej nad wygrywaniem dyskursywnych bitew. Koźmińskiemu w odpowiedzi AGNIESZKA NOGAL Alasdair MacIntyre przedstawia istotny, autorski projekt intelektualny. Mianowicie wykazuje wewnętrzną sprzeczność nowoczesności i wskazuje, na czym miałoby polegać odnowienie wspólnotowego ducha – można powiedzieć: republikańskiego ducha – na przełomie XX i XXI w. Istotnym punktem odniesienia dla tego ostatniego jest mała lokalna wspólnota oparta na aktywnym uczestnictwie i przyjaźni obywatelskiej.

150

151


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

MacIntyre jest jedną na najciekawszych postaci współczesnej filozofii polityki. Można powiedzieć, że stał się gwiazdą pierwszej wielkości. Nic dziwnego, że jego pisma prowokują polemiki. Taka już rola wielkich, że krąży wokół nich grono interpretatorów oraz – a może przede wszystkim – wielkie grono krytyków. Cóż, być krytykowanym, to także: być ważnym, stanowić odniesienie oraz intelektualne wyzwanie. W ten sposób czytam tekst o „Ekscentrycznym eklektyzmie Alasdaira MacIntyre’a” Krzysztofa Koźmińskiego z tego tomu „Rzeczy Wspólnych”. Będąc tekstem krytycznym, wskazuje on jednocześnie na nieszablonowość MacIntyre’a, którego – istotnie – trudno zamknąć w jednoznaczne szuflady pojęciowe. O ile jednak Koźmiński wyciąga stąd wniosek o słabości filozofii autora „Dziedzictwa cnoty”, o tyle można wyciągnąć również wniosek dokładnie przeciwny. Niewczesna obrazoburczość Otóż MacIntyre jest jednym z najważniejszych współczesnych przedstawicieli myśli komunitariańskiej. Z innymi komunitarianami łączy go krytyka stanowiska liberalnego w filozofii społecznej i politycznej. Jego filozofię wyróżnia zaś postawa intelektualna, którą sam określił mianem „tomistycznego arystotelizmu”1. O ile w warstwie krytycznej rozważania MacIntyre’a wpisują się

1 A. MacIntyre, Przedmowa, [w:] Etyka i polityka, tłum. A. Chmielewski, Warszawa 2009, s. 41

152

w szeroko pojęty nurt krytyczny wobec liberalizmu i większość stawianych przez tego filozofa zarzutów pokrywa się z poglądami innych komunitarian: Benjamina Barbera, Roberta Bellaha czy Amitai Etzioniego, o tyle wizja „dobrego życia” przedstawiona przez MacIntyre’a zasługuje na szczególną uwagę. Dla Koźmińskiego jest to przede wszystkim filozof, który „prowokuje, zadaje niewygodne pytania, wypowiada obrazoburcze hasła, próbuje szokować”. Trudno jednak znaleźć osobę lepiej od MacIntyre’a poruszającą się po meandrach historii etyki. Co ważniejsze, czytając przez niego dokonywane rekonstrukcje, czytelnik odnosi wrażenie, iż istotnie, celem jest rekonstrukcja pewnych koncepcji filozoficznych z uwzględnieniem sposobu życia, którego były wykwitem. MacIntyre, gdy pisze o Arystotelesie, Augustynie, Tomaszu, pisze o nich, choć oczywiście czyni to z perspektywy współczesnego czytelnika. Skupia się na bohaterach, nie na sobie. Przechodzi w ten sposób na pozycje zasadniczo odmienne od większości autorów postmodernistycznych. Jeśli więc chcemy filozofii obrazoburczej czy szokującej – lepiej sięgnąć po postmodernistyczny mainstream typu Richard Rorty czy Jacques Derrida. Szukanie tego rodzaju ekstrawagancji u MacIntyre’a skończy się bowiem rozczarowaniem. Czytelnik odnajdzie jedynie rzetelną analizę, liczne odwołania do źródeł, rekonstrukcje pojęć w nawiązaniu do ich źródłosłowów, uwzględnienie kontekstu historyczno– społecznego i tym podobne.

O wyższości przyjaźni obywatelskiej nad wygrywaniem dyskursywnych bitew. Koźmińskiemu w odpowiedzi – Agnieszka Nogal

macintyre relatywistą? Zostawmy jednak niewczesną obrazoburczość. Pierwszym poważnym zarzutem, który Koźmiński stawia MacIntyre’owi. jest oskarżenie o relatywizm. Skoro filozof ten uznaje wielość

tej czy innej tradycji nie jest przecież bez znaczenia – i co ważniejsze, bez konsekwencji. Żyjemy radykalnie inaczej w każdej z tradycji. Żyjąc radykalnie inaczej, ponosimy także konsekwencje własnych wyborów. Nie są one jedynie

Życie tomisty wygląda radykalnie inaczej niż życie marksisty tradycji, skoro uznaje również, że o racjonalności można mówić jedynie wewnątrz tych tradycji to – zdaniem Koźmińskiego – stacza się w relatywizm. Poważny to zarzut, choć stosunkowo prosty do odparcia. Można podzielić filozofów i osoby ze skłonnością do filozofowania na dwa obozy. Jeden byłby obozem wojennym – jego celem byłoby wygrywanie dyskursywnych bitew. W tak opisanym zbiorze postaw z pewnością nie znajdziemy MacIntyre’a. Uczony ten jest bowiem przekonany o wyższości przyjaźni obywatelskiej nad wygrywaniem dyskursywnych bitew. Tym samym, umiejscawia się w obozie tradycji arystotelesowsko–tomistycznej. Pragnie zbudować język, którym będziemy mogli się posługiwać mimo zasadniczych różnic. Przyjmując, że nie ma racjonalności poza tradycją, uznaje jednocześnie, że najprawdopodobniej nie ma również filozoficznego experimentum crucis, ostatecznego fundamentalnego argumentu, których wszystkich przekona i pozwoli ostatecznie zwyciężyć. Mimo jednak, że taki argument nie istnieje, opowiedzenie się po stronie

wyborami epistemologicznymi czy filozoficznymi, ale dotyczą – po prostu – życia, czyli sfery praktycznej. Życie tomisty wygląda radykalnie inaczej niż życie marksisty. I tu nie ma miejsca na relatywizm, jest kategoryczne alboalbo. Z tej pobieżnej analizy płynie jeden wniosek: równoważność epistemologiczna tradycji nie przesądza o tym, wedle której lepiej żyć, i w żadnym wypadku nie prowadzi w stronę relatywizmu pojmowanego na modłę anything goes… Przeciwnie, tam, gdzie kończy się racjonalność, zaczyna się doświadczenie wiary, nawrócenia. Nawrócenia, którego przecież sam MacIntyre doświadczył, przechodząc z marksizmu na pozycje tomistyczne. Inny filozof pokazywałby może argumenty, racje i sylogizmy. Dla tego uczonego argumenty, racje i sylogizmy funkcjonują wewnątrz tradycji, jej zmiana musi być więc czymś jakościowo różnym, nawróceniem, światłem wiary, głosem serca. Tak przynajmniej można tłumaczyć to epistemologiczne równouprawnienie tradycji, połączone z bardzo

153


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

stanowczym opowiedzeniem się przez MacInyre’a za jedną z nich. Nie można także zapomnieć, iż tomizm MacIntyre traktuje jako tradycję łączącą Arystotelesa ze św. Augustynem. Element wiary, woli, nawrócenia nie ginie tu zatem, ale

żyłości, przyjaźni i współodpowiedzialności, a nie wygranej „mojej tradycji” przeciw innym. Istotność filozofii MacIntyre’a stanowi tu ujęcie człowieka jako istoty wolnej, która wybiera i realizuje

Tam, gdzie kończy się racjonalność, zaczyna się doświadczenie wiary, nawrócenia zostaje uspójniony z ideałem praktycznej racjonalności kreślonej przez Arystotelesa. Ponadto, perspektywa filozoficzno– polityczna, którą wyznacza MacIntyre, jest skromniejsza, nie tak rozległa jak wielki spór między wielkimi tradycjami, który można wygrać lub przegrać. MacInyre’a interesuje konkretne tu i teraz. Za Arystotelesem zwraca uwagę, że współobywateli powinna łączyć przyjaźń, wola bycia razem i współdziałania, której nie zastąpią formalne struktury oraz instytucje, czy nawet (co obecnie tym bardziej wydaje się niemożliwe) uznanie wspólnej tradycji. Nie, różnimy się między sobą, wyznajemy rozmaite doktryny i wprawdzie można wierzyć, że wielość ta w końcu zniknie, że przekonamy innych do własnego stanowiska, a świat zostanie uspójniony, ujednolicony i przesiąknięty konsensusem, lecz MacIntyre takiej wiary nie podziela. Filozof stara się zrekonstruować przestrzeń prawdziwego ludzkiego życia w sytuacji powszechnej niezgody. W jego interpretacji jest to przestrzeń osobistych kontaktów, personalnej za-

154

w swoim życiu określone cele. Zawsze jednak czyni to wspólnie z innymi, współdziałając, prowadząc spory na temat realizowanych celów, wreszcie – realizuje te cele także nieświadomie, poprzez praktyki, które są niejako dziedziczone, przejmowane po poprzednikach i nie zawsze poddawane refleksji. Wedle MacIntyre’a refleksja na temat celów ludzkiego działania, a więc refleksja moralna, jest konieczna, aby zapewnić określonej tradycji witalność i siłę. Refleksja zaś prowadzona być może jedynie w określonym kontekście, który stanowi konkretny zbiór przekonań oraz zbiór samych praktyk. Żywa tradycja to właśnie tradycja poddawana refleksji, ale także konfrontacji z innymi tradycjami. Bez dyskusji, sporu, debaty nad zastanymi praktykami tradycja staje się martwa, mówiąc metaforycznie: przybiera charakter „cepeliady”. wymykając się etykietom Drugim poważnym zarzutem, który Krzysztof Koźmiński stawia MacIntyre’owi, jest wskazanie jego socjalistycznej przeszłości oraz niechęci wobec

O wyższości przyjaźni obywatelskiej nad wygrywaniem dyskursywnych bitew. Koźmińskiemu w odpowiedzi – Agnieszka Nogal

wolnorynkowego kapitalizmu. Tu należałoby przyznać krytykowi rację. Istotnie, MacIntytre nie wpisuje się w nurt dominujący na intelektualnej prawicy. Nie jest zwolennikiem magicznych możliwości „niewidzialnej ręki rynku” i nie zachwyca się „samorzutnym ładem”. Przeciwnie, z uwagą pochyla się nad rosnącymi nierównościami, będącymi efektem działania gospodarki rynkowej, i za Arystotelesem zastanawia się, czy wielkie nierówności gospodarcze pozwalają jeszcze realizować wspólne dobro… MacIntyre’a bardzo trudno wpisać wręcz w jakikolwiek nurt filozoficznopolityczny. Z pewnością nie jest liberałem ani w wymiarze przekonań moralnych, ani ekonomicznych. Ceni bowiem to, co odziedziczone, zachowane w tradycji oraz zbiorowych praktykach. Nie jest jednak również konserwatystą – uważa bowiem, że tradycja, która jedynie zachowuje modele zachowań, nie prowadząc nad nimi refleksji, staje się martwa. MacIntyre nie wpisuje się także w nurt socjalistyczny i większość jego rozważań ma na celu ograniczenie omnipotencji państwa. Jednocześnie szkocki filozof zdecydowanie krytykuje ideologię wolnego rynku. Po pierwsze, skrywa ona bowiem – argumentuje – niesprawiedliwość pierwotnego zawłaszczenia kapitału. Po drugie zaś, wzmacnia postawy egocentryczne, przedstawiając egoizm jako cnotę, co powoduje erozję wspólnoty opartej na uczestnictwie. Nie ma w tych uwagach niczego szczególnie nowego – poza może ich odmiennością od fi-

lozoficzno-politycznego głównego nurtu, w którym moralny konserwatyzm wiąże się zazwyczaj ze skrajnie wolnorynkowym liberalizmem. MacIntyre zaś, całkiem zdroworozsądkowo, zauważa, że nie bardzo mamy co zakonserwować, przeciwnie – właściwe relacje międzyludzkie należy dopiero wykształcić, a wolny rynek nie jest po temu najskuteczniejszym narzędziem. Autor „Krótkiej historii etyki” trafnie, jak sądzę, wskazuje też na zagrożenie towarzyszące konserwatyzmowi od momentu jego narodzin, kiedy to główne jego tezy zostały sformułowane w odpowiedzi na rewolucję francuską. Już w momencie powstania konserwatyzm odwoływał się do sentymentalnej wizji społeczeństwa, które wprawdzie kiedyś istniało ale zostało rewolucyjnie zniszczone. W przeciwieństwie do sentymentalnych konserwatystów MacIntyre widzi nieodwracalność zmian, a od tradycji oczekuje adekwatnej odpowiedzi na wyzwania stawiane przez współczesność, a nie sentymentalnego kostiumu czy barwnej cepeliady. Tym bardziej dziwi oskarżenie – już ostatnie z formułowanych przez Koźmińskiego – o nadmierne przywiązanie do przeszłości. Tu, zdaje się, sam krytyk przestaje być konsekwentny – parę akapitów wcześniej formułuje bowiem oskarżenia o brak szacunku wobec konserwatyzmu. o odnowę wspólnoty Z lektury tekstu Koźmińskiego pozostaje wrażenie mgławicy drobnych

155


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

zarzutów – skądinąd w znakomitej większości powtórzonych za znanymi krytykami MacIntyre’a, w rodzaju Stephena Holmesa – zakrywającej to, co w twórczości tego uczonego najciekawsze i najważniejsze, a czego autor krytyki nawet nie próbuje wziąć na filozoficzny warsztat. Autor tekstu „Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?” przedstawia przecież istotny, autorski projekt intelektualny. Mianowicie, wykazuje wewnętrzną sprzeczność nowoczesności i wskazuje, na czym miałoby polegać odnowienie wspólnotowego ducha – można powiedzieć: republikańskiego ducha – na przełomie XX i XXI w. Istotnym punktem odniesienia dla tego ostatniego jest mała lokalna wspólnota oparta na aktywnym uczestnictwie i przyjaźni obywatelskiej. To właśnie z tej perspektywy MacIntyre ocenia współczesne instytucje takie jak wolny rynek, opinię publiczną, władzę reprezentatywną i tym podobne. Większość z nich wypada zdecydowanie negatywnie. Okazują się promować bowiem obywatelstwo bierne, oparte na konsumpcji, instrumentalizacji, w którym proces wyborczy został oderwany od tkanki społecznej i obraca się przeciwko celom, które winny być przezeń realizowane. Zdaniem filozofa jedynie praktyki społeczne we względnie małych i lokalnych wspólnotach pozwalają na harmonijne łączenie dobra indywidualnego z dobrem zbiorowości, zaangażowania w ochronę tego, co przejęte po poprzednikach, z osobistym uczestnictwem i refleksją. W retrospektywnym eseju „Trzy perspektywy na marksizm:

156

O wyższości przyjaźni obywatelskiej nad wygrywaniem dyskursywnych bitew. Koźmińskiemu w odpowiedzi – Agnieszka Nogal

1953; 1968; 1995” MacIntyre przedstawia swe stanowisko następująco: „Formy praktyki społecznej we względnie małych i lokalnych wspólnotach – której przykłady obejmują niektóre starożytne miasta i niektóre średniowieczne komuny, a także pewne formy współczesnych spółdzielni rolniczych i rybackich – w których stosunki społeczne są kształtowane za pomocą podzielanego wspólnego zaangażowania na rzecz dóbr wewnętrznych wobec praktyk wspólnotowych, dzięki czemu korzystanie z władzy i bogactwa jest podporządkowane osiąganiu tych dóbr racjonalnie i krytycznie, zamiast być zmuszonym do nieustannej walki, z mniejszym lub większym powodzeniem, przeciwko redukcji do roli narzędzia takiego a nie innego sposobu akumulacji kapitału”.2 intelektualne pułapki oświecenia MacIntyre każe zwrócić uwagę nie tylko na ogólne problemy związane z oświeceniem, ale także na wewnętrzne pęknięcie w obrębie samych oświeceniowych ideałów. Przywołuje znany tekst „Was ist Aufklärung”, czyli: „Co to jest oświecenie?”, w którym Immanuel Kant zdefiniował ideał oświecenia; była nim edukacja ludzi prowadzona tak, aby nauczyli się samodzielnie myśleć, odrzucając przesądy i autorytety: 2 A. MacIntyre, Trzy perspektywy na marksizm:1953; 1968;1995, [w:] Etyka i polityka, tłum. J. Nalichowski, Warszawa 2009, s. 234

157


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

158

„Oświeceniem nazywamy wyjście człowieka z niepełnoletności, w którą popadł z własnej winy. Niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletność wtedy, kiedy przyczyną jej jest nie brak rozumu, lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa”. Celem oświecenia była samodzielność myślenia, środkiem – dyskusja oświeconej publiczności. Publiczność, do której zwrócił się Kant, stanowiła sieć składającą się z prenumeratorów periodyków, członków klubów i stowarzyszeń naukowych3. Samodzielne myślenie wymagało zatem uwolnienia dialogu i prowadzenia go w niezależnej od władzy sferze dyskusji. Niestety, wedle tych samych ideałów dialog taki stał się niemożliwy, gdyż zwolennicy oświecenia uznali, że nie można racjonalnie uzasadnić własnych przekonań w dziedzinie moralności. Jeszcze większą porażkę poniosły, zdaniem MacIntyre’a, instytucje realizujące projekt oświecenia. Nie stworzyły one bowiem żadnej formy zinstytucjonalizowanej „publiczności”. Do dziś istnieją wprawdzie instytucje naukowe, ale nie oddziałują one wystarczająco na odbiorców. Środki komunikowania się natomiast często prywatne, scentralizowane, powiązane z podmiotami gospodarczymi, używają „ekspertów” i au-

torytetu nauki do realizacji celów pozapoznawczych. W jednym z przykładów MacIntyre opowiada o debacie na temat zdrowia, która zgodnie z oświeceniowym ideałem byłaby prowadzona w małej lokalnej społeczności. Można przewidzieć, jego zdaniem, że istotny dla takiej debaty byłby udział lekarzy, pielęgniarek, terapeutów, aktualnych i potencjalnych pacjentów. Byłby także udział osób, których interesy mogłyby się okazać sprzeczne ze wstępnie zdefiniowanym celem debaty, np. interesy przedstawicieli firm ubezpieczeniowych4. Lokalna racjonalność nakaże w takim przypadku lokalną nietolerancję. Tymczasem współczesna publiczna debata na temat zdrowia prowadzona jest za pośrednictwem wielkich mediów, które udostępniają przestrzeń publiczną wielkim koncernom farmaceutycznym, często odwołującym się nie tylko do emocji, lecz także do autorytetu nauki i ekspertów. W tak zinstytucjonalizowanej przestrzeni publicznej nie może dojść do uczciwej debaty, w której wartością byłyby krytycyzm i samodzielność myślenia. przeciw mitologii wolnego rynku Kolejnym mitem dekonstruowanym przez MacIntyre’a jest – co już sygnalizowałam – mit wolnego rynku. Pod tym względem jest to myśliciel bardzo ciekawy. Ceniąc cnotę, nie uważa wol-

3 A. MacIntyre, Kilka projektów oświecenia na nowo rozpatrzonych, [w:] Etyka i polityka, tłum. J. Nalichowski, Warszawa 2009, s.259

4 A. MacIntyre, Tolerancja i dobra konfliktu, [w:] Etyka i polityka, tłum.J. Nalichowski, Warszawa 2009, s.304

O wyższości przyjaźni obywatelskiej nad wygrywaniem dyskursywnych bitew. Koźmińskiemu w odpowiedzi – Agnieszka Nogal

nego rynku za właściwe dla niej środowisko. Po pierwsze, pierwotne zawłaszczenie dóbr najczęściej bywa jego zdaniem niesprawiedliwe i grabieżcze. Jako przykład MacIntyre przywołuje obrazy używane przez gorącego obrońcę wszelkiej własności, Edmunda

niało arbitralność tego, co było wobec wymiany uprzednie. Ponadto, wedle MacIntyre’a, różnice między bogatymi a biednymi prowadzą do konfliktu interesów, w ramach którego często niemożliwe staje się realizowanie wspólnego dobra. Argument

Tradycja tomistyczna broni się w konfrontacji z konkurencyjnymi tradycjami – ukazuje bowiem atrakcyjny sposób na praktyczne życie Burke’a, który pisał o „prawowitym dziedzictwie”, „rodzinnym majątku”, używając obrazów nagromadzonego dziedzictwa, bogactwa, ponadczasowej umowy jako czegoś, co reprodukuje porządek natury i nie pozwala się zanegować; własność staje się w ten sposób konieczna, naturalna, niepodważalna. Tymczasem obrazy Burke’a nie ukazywały, ale przesłaniały faktyczny sposób nabywania własności przez jemu współczesnych; przez Anglię przetaczała się wówczas fala grabieży ziemi dokonywanych przez wielkich właścicieli ziemskich w wyniku tzw. Grodzenia5 . W ten sposób sprzeczność interesów pomiędzy tymi, którym ziemię odebrano, a tymi, którzy stali się jej właścicielami, została przykryta przez obrazy sankcjonujące prawowitość narracji tylko jednej ze stron. Akt dystrybucji własności stał się z tej perspektywy arbitralny, oparty na sile, hegemonii określonej grupy społecznej, wreszcie, na przypadku i wielu zbiegach okoliczności. Pojawiające się zaś pojęcie „ekwiwalentna wymiana” przesła-

ten MacIntyre wysuwa wprost za Arystotelesem, wskazując, że różnice ekonomiczne rozrywały wspólnotę starożytnej polis i rozrywają wspólnotę także dziś. Konsekwentny republikanin zwróciłby tu uwagę na znaczenie klasy średniej, niezależnej zarówno od wielkich posiadaczy, jak też od siły najemnej. Ale MacIntyre skupia się raczej na grupie słabszych i biednych, którzy w wyniku mitologizacji własności zostają pozbawieni możliwości artykulacji własnych interesów. powrót koncepcji cnoty W warstwie pozytywnego przekazu MacIntyre zwraca się ku cnocie rozumianej jako praktyka i nawyk oraz ku czasowi i historyczności tradycji. Wyobraźmy sobie – powiada w „Dziedzictwie cnoty” – że obok nas na przystanku autobusowym stoi mężczyzna wypowiadający głośno słowa: 5 A. MacIntyre, Poezja jako filozofia polityczna: uwagi na temat Burke’a i Yeatsa, [w:] Etyka i polityka, tłum. J. Nalichowski, Warszawa 2009, s. 245

159


Idee: Spór o MacIntyre’a

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

„Histrionicus histrionicus histrionicus, to nazwa dzikiej kaczki pospolitej”6. Wypowiedź ta nie ma sensu i właściwie mogłaby wskazywać jakiś rodzaj nienormalności. Można jednak także założyć, iż jest to działanie zrozumiałe. Aby wiedzieć, czy mężczyzna odpo-

składającą się zarówno z opowieści, jak i praktyk MacIntyre nazywa tradycją. To w jej ramach człowiek określa i realizuje cele, współdziała z innymi, prowadzi spory na temat realizowanych celów, wreszcie – realizuje te cele także nieświadomie, poprzez praktyki7.

Właściwe relacje międzyludzkie należy dopiero wykształcić, a wolny rynek nie jest po temu najskuteczniejszym narzędziem wiada na pytanie, które cały czas chodziło mu po głowie, musimy wiedzieć, co działo się wcześniej. To, co się wydarza, jest bowiem zawsze elementem jakiejś szerszej historii. Nie stanowi oderwanego przestrzennego tu i teraz, ale element ciągu wydarzeń oraz działań. I tak, myśląc wyłącznie przestrzennie, nie można powiedzieć, co robi mężczyzna, który kopie ogród. Może bowiem „uprawiać ogród”, „zażywać ruchu”, „przygotowywać się do zimy” czy „sprawiać przyjemność swojej żonie”; wszystko to zależy bowiem od tego, co działo się wcześniej, z jakim ciągiem wydarzeń mamy do czynienia. Taki ciąg opowiedziany to właśnie narracja. W narracji używamy pojęć; nie tylko rekonstruujemy historię, ale czynimy to z perspektywy tego, co uważamy za istotne. Najszerszym tłem takiej opowieści jest cały słownik wartościowań i zrekonstruowana przy jego pomocy zbiorowa przeszłość. Szeroką narrację, 6 A. MacIntyre, Dziedzictwo cnoty, tłum. A. Chmielewski, Warszawa 1996, s. 375

160

Warto zwrócić uwagę na to, że wyróżnione tradycje są także związane z określonymi sposobami życia, bez nich stają się wręcz niezrozumiałe. MacIntyre uważa, że nie istnieje neutralny grunt racjonalności jako takiej, która pozwoliłaby prowadzić rozważania niezależne od tradycji. Opowiadać można historie, ale jednocześnie każdy tkwi w określonych praktykach, wobec których nie ma żadnego „na zewnątrz”. Jednocześnie można przynależeć do tradycji, nie przyjmując wszystkich właściwych dla niej praktyk. Tradycja jest bowiem

7 MacIntyre wyróżnia cztery tradycje: 1) tradycję arystotelesowską, która wyłoniła się z retorycznego i refleksyjnego życia polis, 2) tradycję augustyńska, związaną z życiem zakonów religijnych, zaś w swej tomistycznej odmianie z życiem na uniwersytetach, 3) tradycję szkocką związaną z filozofią Davida Hume’a oraz kalwińskim życiem kongregacji i rad kościelnych, sądów i uniwersytetów, 4) liberalizm, który odrzucał wszelką tradycję w imię abstrakcyjnych, uniwersalnych zasad rozumu, by w efekcie stać się tradycją. Zob. A. MacIntyre, Racjonalność tradycji, tłum. J. Wyborski, [w:] Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, Warszawa 2007, s. 471

O wyższości przyjaźni obywatelskiej nad wygrywaniem dyskursywnych bitew. Koźmińskiemu w odpowiedzi – Agnieszka Nogal

czymś więcej niż tylko przedmiotem intelektualnego wyboru czy zbiorem wspólnotowych praktyk, jest także pierwotna wobec jednostki. „Jestem cz��ścią historii, a znaczy to – czy mi się to podoba, czy nie, czy wyrażam na to zgodę, czy nie – że jestem jednym z nosicieli tradycji”8. Wedle MacIntyre’a tradycja tomistyczna broni się w konfrontacji z konkurencyjnymi tradycjami, nie tylko na gruncie teoretycznym, ale przede wszystkim praktycznym – ukazuje bowiem atrakcyjny sposób na praktyczne życie9. Znaczenie macintyre’a Takie rozumienie tradycji może powodować – i, jak u Koźmińskiego, powoduje – oskarżenia o relatywizm. Można również wskazywać na utopijność wizji, skłaniającej do powrotu ku bezpośrednim relacjom w małych lokalnych wspólnotach. Owszem, MacIntyre ociera się w swych pismach o utopijność. Warto jednak zwrócić także uwagę na pojęcia, które ten autor na stałe wprowadza (przywraca) do debaty filozoficzno-politycznej, a więc pojęcie „cnota” – wydawałoby się zakurzone i kompletnie już nieaktualne, pojęcie „praktyki” i związanych z nimi dóbr, wreszcie pojęcie „tradycja”. Dla prze8 A. MacIntyre, Cnota, tradycja, jedność życia ludzkiego, [w:] Dziedzictwo cnoty. Studium z teorii moralności, tłum. A. Chmielewski, Warszawa, 1996, s. 395 9 A. MacIntyre, Sporne sprawiedliwości, sporne racjonalności, tłum. J. Wyborski, [w:] Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?, Warszawa 2007, s. 533

strzennego umysłu, który pragnie uporządkować rzeczywistość wedle logicznych, dających się rozrysować sylogizmów, czas to źródło bałaganu. Tymczasem MacIntyre przekonuje nas – jak sądzę, skutecznie – że tylko uchwytując rzeczywistość we wszelkich jej przejawach, jako rzeczywistość tworzoną w czasie, możemy coś zrozumieć. Myślenie przestrzenne wymaga uzupełnienia myśleniem zwróconym ku czasowi, tradycji, zmieniającym się praktykom i narracjom. Także wielka filozofia polityczna, której nie interesuje nic poniżej metadyskursu, zyskuje, gdy wprowadza się w jej obszar zainteresowań konkretnego człowieka, wchodzącego w konkretne przyjazne relacje także z tymi, którzy nie zawsze podzielają jego przekonania na temat najwyższego dobra, jednak potrafią czerpać radość z lokalnego bycia razem. Tego wszystkiego nie da się niestety dostrzec, czytając MacIntyre’a okularami Krzysztofa Koźmińskiego. agnieszka Nogal (ur. 1970) – doktor habilitowana filozofii, adiunkt w Instytucie Filozofii UW i w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Stały współpracownik „Rzeczy Wspólnych”. Ukończyła studia w Instytucie Filozofii oraz na Wydziale Prawa i Administracji UW. Stypendystka Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w European University Institute we Florencji (2002–2003). Współzałożycielka pisma „Civitas. Studia z filozofii polityki”, autorka książki Ponad prawem narodowym. Konstytucyjne idee Europy (2009).

161


RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

Wieczorkiewicz wciąż sztyletuje REMIGIuSZ WłAST-MATuSZAK Ogłoszone pośmiertnie w 1848 r. „Pamiętniki zza grobu” françois-René de Chateaubrianda jako doskonałe dzieło literacko-historyczne wywarło i nadal wywiera znaczący wpływ na rozumienie polityki i historii francji XVIII/XIX w. Podobnie „zza grobu” dociera do nas ciekawy i ważny zbiór tekstów historycznych zmarłego w 2009 r. polskiego historyka prof. Pawła Wieczorkiewicza.

194

Książki

Otwieram i czytam gruby tom publicystyki Profesora pt. „Łańcuch historii”, przygotowany i opracowany przez Justynę Błażejewską, z ciekawym posłowiem Sławomira Cenckiewicza i tekstem na okładce Piotra Zychowicza. Ależ to niemal biblijni i zarazem XIX-wieczni sztyletnicy – sykariusze (sicarii). Ich niebezpieczną, wręcz zabójczą bronią jest wiedza – historia i jej nauczanie. Niebezpieczna nauka Stary Profesor – intelektualny sykariusz – wychował grono młodych następców. Sławomir Cenckiewicz „zasztyletował” na naszych oczach noblistę – byłego prezydenta Lecha Wałęsę. Otwieram pierwszy marcowy numer miesięcznika „Historia Do Rzeczy”, a w nim „zasztyletowany” zostaje drugi, najjaśniejszy autorytet moralny III RP – premier Tadeusz Mazowiecki. Kilka stron później pada ugodzony Marcel Reich-Ranicki – prominentny przedstawiciel żydokomuny PRL, a dziś „cesarz” i dyktator niemieckiej literatury. Historia to nauka niebywale niebezpieczna – dlatego jest w III RP tak sekowana. Obiektem nieustających ataków jest Instytut Pamięci Narodowej i znaczna część jego pracowników. Premier Donald Tusk jednoznacznie zagroził historykom w marcu 2009 r.: „Chcę zaapelować do pracowników IPN i historyków, aby nie nadużywali środków publicznych, bo nie będą mogli ich w przyszłości używać, jeśli tak to będzie dalej wyglądało”. Przecież jest to oficjalna zapowiedź odwołania

Wieczorkiewicz wciąż sztyletuje – Remigiusz Włast-Matuszak

wolności słowa, swobody badań naukowych i publikacji wyników tych badań. Cenzura i autocenzura polityczna jest w III RP faktem. Reaktywowanie GUKPPiW (Główny Urząd

Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk) to kwestia kilku miesięcy – minister Michał Boni tworzy urząd o nazwie Rządowa Rada przeciw Mowie Nienawiści. W tym urzędzie na kilkuset etatach zasiądą „młodzi, kiepsko wykształceni, niedawno przesiedleni do wielkich miast” aparatczycy PO i z urzędu, jak prokuratorzy, będą ścigać nas za „zbrodniomyśl”, czyli wypowiedzi i teksty niezgodne z linią PO i UE, a w tym pojemnym worze znajdą się zapewne i teksty prof. Pawła Wieczorkiewicza.

195


Książki

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

„Miarę sukcesu i wielkości możemy mierzyć liczbą i siłą przeciwników”. Tych Profesor miał cały legion; zarzucali Autorowi bycie „negacjonistą”, „faszystą” i „rewizjonistą”. Czynili to lukrowani, dworscy historycy, np. prof. prof. Andrzej Friszke, Andrzej Paczkowski, jak i lewicowy Andrzej Garlicki; czy w końcu cała „Gazeta Wyborcza”. Ale skoro Profesor ważył się głosić publicznie herezje „fundamentalne”, jak np.: „Historyk, który mówi krytycznie o tzw.

spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby”. I by nas, „zwykłych zjadaczy chleba”, pognębić do końca, Profesor komunikuje: „Niewykluczone, że wszystkie tzw.

wydarzenia, do których dochodziło w PRL, były prowokacjami służb. Poznań’56, Grudzień’70, Czerwiec’76, a wreszcie Sierpień’80.”. Znając dzisiaj setki publikacji historycznych, możemy

z lat 1926–1981. Jego rozdział pt. „Barwy Września” dla mnie osobiście okazał się wręcz przykry i traumatyczny. Owszem, wiedziałem, że kampania wrześniowa była pasmem błędów i po-

„Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa”

domniemywać, a nawet żywić przekonanie, że faktycznie tak było. Od siebie dodam, że raz tylko dałem się wciągnąć w podobną prowokację – był to Marzec 1968 r. „dziad wiedział, nie powiedział” Z dziełem Prof. Wieczorkiewicza pt. „Łańcuch historii” zetknąłem się dość przypadkowo. W czasie spotkania promocyjnego udało mi się po długich zabiegach wyłudzić książkę od wydawczyni z LTW Łomianki. No i było warto. Niby całe dorosłe życie czytam książki historyczne (pasjonując się historią II RP i PRL), zdobywam je, sprzedaje jedne, by kupić następne, a tu na 575 stronach znalazłem teksty przekazujące i analizujące fakty z historii Polski XIX i XX w., które były dla mnie wielkim zaskoczeniem. Nie znałem ich! Nie mogę tu streszczać poszczególnych świetnych i ciekawie napisanych esejów i artykułów poświęconych dramatycznym i przełomowym wydarzeniom z naszej historii. Hasłowo i chronologicznie zaanonsuję dział pt. „Wojsko”, omawiający Wojsko Polskie

196

Wieczorkiewicz wciąż sztyletuje – Remigiusz Włast-Matuszak

myłek, ale dopiero zgromadzone przez Profesora fakty, tworzące całość, możliwość oglądu z politycznego „zewnątrz” i walczącego „wewnątrz”, dają smutny obraz samotnej wojny Polski z III Rzeszą i ZSRS. A przecież wystarczyło wykonać parę wewnętrznych, logicznych ruchów politycznych i organizacyjnych. Ogłosić mobilizację kilka dni wcześniej, myśleć geopolitycznie w kwietniu 1939 r., skuteczniej dowodzić armiami w trakcie walk, by ta narodowa katastrofa była pomniejszona lub w ogóle zażegnana. Jestem mocno poruszony tekstem Profesora. We wstępie do omówienia pierwszego miesiąca II wojny światowej rozgrywającej się w Polsce’39 Wieczorkiewicz rozprawia się z uwłaczającym nazewnictwem tej wojny i pomniejszaniem jej znaczenia. Przytacza tu rolę „czołowego fałszerza i notorycznego kłamcy historii, Eugeniusza Kozłowskiego” z Wojskowego Instytutu Historycznego. Takich wszechwładnych marksistowskich naukowców było kilku – szybko zniknęli w mrokach niepamięci. Pisząc o genezie wybuchu II wojny światowej, Profesor omawia i przytacza

197


Książki

RZECZY WSPÓLNE • PISMO REPuBLIKAŃSKIE nr 12 (2/2013)

mało znany fakt, acz bardzo znamienny i powtarzający się później w naszych relacjach z aliantami, jak i współcześnie z USA i UE: Francuzi i Anglicy zostali powiadomieni przez służby USA o przecieku Hansa von Herwartha, ujawniającym 24/25 września 1939 r.

Wehrmacht i Einsatzgruppen SS, ale zaznacza, że generałowie tacy jak Johannes Blaskowitz, Gerd von Rundstedt czy Wilhelm Ulex mieli odwagę zaprotestować u Führera przeciw zbrodniom współrodaków w Polsce. Natomiast sowiecką zapowiedzią Katynia było

Historia to nauka niebywale niebezpieczna – dlatego jest w III RP tak sekowana treść tajnego protokołu z paktu Ribbentrop-Mołotow. Była to jawna, perfidna zdrada Polski. Gdyby alianci przekazali informację, Polska ogłosiłaby mobilizację już 26 sierpnia, a na pewno nie odwołałaby mobilizacji ogłoszonej i częściowo rozplakatowanej 29 sierpnia. Jasne też jest, że gdyby szczegóły paktu upubliczniono na arenie międzynarodowej, a alianci odciążyli Polskę ofensywą na Zachodzie, ZSRS raczej by nie dopuściło się agresji 17 września, czekając na wyniki zmagań III Rzeszy walczącej na dwa fronty. „Dziad wiedział, nie powiedział” – zagłada II RP i jej wojsk nastąpiła dopiero w wyniku napaści ZSRS. Co oczywiście do 1989 r. było ściśle i (z karnymi konsekwencjami) przemilczane, a od 1989 r. na wszelkie sposoby umniejszane. Nowe fakty o starych zbrodniach Profesor przypomina też przemilczany aspekt zbrodni sowieckich na zajętych i okupowanych ziemiach Polski. Nie bagatelizuje ludobójstwa niemieckiego na terenach zajmowanych przez

198

barbarzyńskie, bestialskie zamordowanie oficerów Flotylli Pińskiej w Mokranach, a wkrótce potem ponad tysiąca policjantów z Lwowa wyprowadzonych za miasto. Nowością są też fakty, iż Stalin po 17 września na teren niezindustrializowanych Kresów rzucił ponad 2,5 mln wojska (w pierwszym rzucie 620 tys.) – dywizje napływały aż do zaczopowania dróg i stacji kolejowych. Profesor stawia pytanie, czy Stalin, bazując na posiadanych, prawdziwych informacjach, szykował się do uderzenia na Warszawę i Berlin? Ze sprawdzonych źródeł wiedział, że zaraz po rozgromieniu Polski – ok. 20 października – Hitler zechce wszystkim siłami uderzyć na Francję (data ataku było przekładana ok. 20 razy), by dopiero 10 maja 1940 r. stać się realna). Gdybyż pogoda na Zachodzie w październiku 1939 r. Hitlerowi sprzyjała, atak by nastąpił. Stalin przewidywał, że gdy wojska niemieckie znajdą się na froncie zachodnim, on uderzy na Wschodzie. Być może losy wojny potoczyłyby się wówczas inaczej

– rozejm ZSRS z Niemcami na linii Odry? Sowiecka okupacja całej Polski, a potem uderzenie na Bałkany i Turcję? Analizując przebieg walk w Polsce, prof. Wieczorkiewicz obala mit rzekomych zasług strategicznych gen. Juliusza Rómmla – padają przykre zdania o nieudolności „bohatera” i jego „ewakuacji” do Warszawy. Suchej nitki nie zostawia na gen. Stefanie Dąb-Biernackim, o którym było wiadomo, że dwa razy stracił armię, ale tu zostaje słusznie nazwany „przestępcą wojennym”. Cięgi zbiera też gen. Kazimierz Fabrycy. W obliczu faktów na uznanie zasługują jedynie gen. gen. Kazimierz Sosnkowski, Antoni Szylling i Wiktor Thomée oraz kmdr Józef Unrug. Dobrze zasłużyli się ojczyźnie gen. Franciszek Kleeberg, Wilhelm Orlik-Rückemann, Jan Jagmin-Sadowski, Roman Abraham i Wincenty Kowalski, płk Stanisław Maczek, Bronisław Prugar-Ketling oraz Adam Epler. Smutne to wszystko i dające wiele do myślenia na przyszłość. Osobiście nie chciałbym przekonywać się, ile są faktycznie warte dowódcze talenty tych 120 generałów III RP, jacy nas bronią… Zupełne novum to ciekawe fakty opisane w rozdziałach pt. „Więzienne lata Konstantego Rokossowskiego” – (marszałka ZSRS i Polski, szefa MON w PRL) – czy w pokrewnym tematycznie rozdziale „Czsiriki”: jak władza radziecka nazywała żony „wrogów ludu”. Rozdział, który wyjaśnia wiele zakulisowych faktów dotyczących dzisiejszej sceny politycznej III RP, to: „Walka o władzę w kierownictwie PZPR

Wieczorkiewicz wciąż sztyletuje – Remigiusz Włast-Matuszak

w Marcu’68”. Już dla tego tylko rozdziału warto nabyć i przeczytać książkę prof. Pawła Wieczorkiewicza. powrót tajnego nauczania? Możemy mieć wielki żal do Opatrzności, iż wybitny i bezkompromisowy historyk zmarł tak przedwcześnie. Jego teksty nie mogą być dzisiaj przedmiotem oficjalnego nauczania w szkołach czy na uniwersytetach. Tym bardziej należy nagłaśniać je w niezależnych mediach, jak i cyklach wykładów prowadzonych np. przez Stowarzyszenie PJN w Dolnym Kościele Wszystkich Świętych w Warszawie czy w innych podobnych inicjatywach, które zaczynają przypominać realia tajnego nauczania. Teksty Profesora mają moc niezwykłą: czytelnicy, młodzież, studenci uzbrojeni w ich siłę mogliby doprawdy wiele. Nawet zmienić dalszą historię Polski. paweł p. wieczorkiewicz, Łańcuch historii, LTW Łomianki Dziekanów Leśny 2012, ss. 575 remigiusz włast-matuszak (ur. 1948) – poeta, publicysta (z nakazu chwili). Stały współpracownik „Rzeczy Wspólnych”. Pisał dla „Ekranu”, „Za i Przeciw”, „Res Publiki”, „Odry”, „Tygodnika Solidarność” (1992–2002). Publikuje w „Rzeczach Wspólnych”, „Akancie” i „Frondzie”. Debiut poetycki w 1982 r. w „Odrze”, w 1997 r. tom wierszy Dokumenty bez następstw prawnych, 2003 – Przywilej, 2009 – Znaki.

199


REdAKCJA Krzysztof Bosak, Bartłomiej Radziejewski (redaktor naczelny), Piotr Trudnowski, Maciej Trząski (sekretarz redakcji), Stanisław Tyszka, Marek Wróbel

WSPARCIE Numer nie powstałby bez wsparcia finansowego mec. Jacka Bartosiaka i Pana dariusza z Warszawy. Chcesz zostać jednym z darczyńców? Zobacz szczegóły na tylnej okładce. Okładka: Piotr Promiński Ilustracje: Piotr Promiński Skład: Rafał Siwik Organizacja druku: wydawnictwo Penelopa Korekta: Przemysław Skrzydelski Promocja, sprzedaż, dystrybucja: Maciej Trząski kontakt: m.trzaski@rzeczywspolne.pl Prenumerata: Maciej Trząski kontakt: prenumerata@rzeczywspolne.pl

Stali współpracownicy: Michał Beim, Tomasz Grzegorz Grosse, Władysław Jóźwicki, Bartłomiej Kachniarz, Michał Kuź, Andrzej Maśnica, Rafał Matyja, Barbara Molska, Agnieszka Nogal, Grzegorz Pytel, Aleksandra Rybińska, Stefan Sękowski,Zbigniew Stawrowski, Tomasz Szatkowski, Ewa Thompson, Remigiusz Włast-Matuszak

PISMO Wydawca: fundacja Republikańska Kontakt z redakcją: redakcja@rzeczywspolne.pl ul. Nowy świat 41 00-042 Warszawa tel.: +48 22 891 07 37 Zachęcamy do odwiedzania strony www.rzeczywspolne.pl i naszego profilu na facebooku. RZECZY WSPÓLNE PISMO REPuBLIKAŃSKIE NR 12(2/2013) Cena: 25 PLN (5% VAT) ISSN 2081-5417 Indeks: 2714467 Nakład 2500 egz. Aby zaprenumerować pismo „Rzeczy Wspólne”, prosimy o wysłanie e-maila na adres: prenumerata@rzeczywspolne.pl. Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów i zmiany tytułów. Materiałów niezamówionych nie odsyłamy. Redakcja „Rzeczy Wspólnych” nie ponosi odpowiedzialności za treść i formę reklam.


Zmierzch Demokracji: Rzeczy Wspolne nr 12