Issuu on Google+

E1

◊ rp.pl/ekonomia

PASJA KUPOWANIA E8 CHIŃSKA Apetyt Azjatów wyrwał rynek sztuki z kryzysu

E6 CHŁOPIEC Z ZAPAŁKAMI Pól wieku temu Ingvar Kamprad, twórca potęgi szwedzkiej IKEI, po raz pierwszy odwiedził Polskę. Bywa do dziś.

I FINANSE OPINIE GOSPODARKA Marcin Mrowiec , Krzysztof Rybiński

>E13, Anna Kurowska>E14, Aleksander Zawisza >E15, Witold Orłowski >E16 >E12

{eko+} Piątek 28 stycznia 2011

Nr 46 (8838) | SEKCJA

ekonomia &rynek

E

ALEX KUHN/FORUM

Tygrysy idą do biznesu BEATA DREWNOWSKA – Nie widzę nic złego w zarabianiu pieniędzy. To normalne, że chcę żyć na coraz wyższym poziomie – mówi Dariusz „Tiger” Michalczewski. Nie tylko ten były sportowiec chce zarabiać jeszcze więcej niż dostawał podczas kariery zawodniczej E2


E2

ekonomia

{eko+}

&rynek

Piątek

28 stycznia 2011

rp.pl/ekonomia ◊

Tygrysy idą do biznesu

D

Dariuszowi Michalczewskiemu o tigerze nie pozwala zapomnieć nawet dzwonek telefonu komórkowego. Za każdym razem, gdy ktoś wykręca jego numer, słyszy piosenkę „Eye of the tiger”, znaną z filmów o bokserze Rockym Balboa. Ostatnio częściej niż zwykle dzwonią do niego prawnicy. Wynajął ich, aby pomogli mu wygrać wojnę z należącą do Wiesława Włodarskiego firmą FoodCare. Obaj walczą o prawa do Tiger Energy Drink, najpopularniejszego w Polsce napoju energetycznego. Michalczewski nie kryje emocji, gdy opowiada o sporze. # – Na wartość znaku Tiger zapracowałem w trakcie całej kariery, odnosząc sukcesy na ringu. Ryzykowałem zdrowie, a czasami życie – burzy się bokser. # Dlatego Tiger jest dla niego bezcenny. # FoodCare wie swoje: sława Michalczewskiego na ringu nie wystarczyłaby

do pokonania Red Bulla. Potrzebne były pieniądze. Firma Włodarskiego zainwestowała w wypromowanie napoju 300 mln zł. # Drogi Michalczewskiego i Włodarskiego rozeszły się pod koniec 2010 roku. Bokser po siedmiu latach zerwał umowę z FoodCare, bo ten przestał płacić mu za licencję. Na nowego partnera wybrał grupę Maspex. Ta czołowa firma spożywcza w Europie Środkowo-Wschodniej bardzo szybko wypuściła na rynek swoją wersję Tigera. # Były bokser, którego jednym z guru biznesowych jest Zygmunt Solorz-Żak, rozpoznawalność znaku Tiger próbuje wykorzystać nie tylko na rynku napojów energetycznych. Pod nazwą Tiger Gym w Gdańsku działają dwie siłownie. # – Nie widzę nic złego w zarabianiu pieniędzy. To normalne, że chcę żyć na coraz wyższym poziomie – mówi Michalczewski.

AP

BEATA DREWNOWSKA Sportowcy są wierni olimpijskiemu hasłu „szybciej, wyżej, silniej” nie tylko na boisku i bieżni. Skutecznie wprowadzają je w życie, inwestując także we własne firmy

≥Oscar De la Hoya - bokser, balladzista, milioner


Piątek

◊ rp.pl/ekonomia

ekonomia

{eko+}

&rynek

E3

KUBA WOLNIAK

28 stycznia 2011

Przyznaje, że ciągle zasypywany jest projektami biznesowymi. Nie wszystkie nadają się do realizacji.

Życie po sporcie

K

ażdy sportowiec ma świadomość, że kiedyś jego kariera dobiegnie końca. Myśląc o przyszłości, mądrze stara się ją zabezpieczyć – mówi Damian Raciniewski, prezes firmy Business Sport Solutions doradzającej sportowcom w zakresie m.in. public relations, finansów i sponsoringu. Z jej usług od 2005 roku korzystało i korzysta ok. 40 byłych i obecnych zawodników, m.in. bokser Tomasz Adamek, piłkarz Maciej Żurawski oraz hokeista Mariusz Czerkawski. # Popularne wśród gwiazd sportu są inwestycje w nieruchomości i dzieła sztuki. Najsłynniejszym kolekcjonerem obrazów, który pasję połączył z zarabianiem pieniędzy, jest Wojciech Fibak. Ten mistrz tenisa ziemnego – jak się szacuje – w trakcie kariery na korcie zarobił ok. 3 milionów dolarów – od 2001 roku prowadzi galerię przy warszawskim Krakowskim Przedmieściu. W wywiadzie dla „Magazynu Sportowego” przyznał jednak, że żyje głównie z inwestycji w nieruchomości. Modernizuje stare wille, kupuje działki za granicą. # Włodzimierz Lubański, gwiazda polskiej piłki nożnej i miłośnik malarstwa Jacka Malczewskiego, zarabia głównie dzięki temu, że nie zerwał kontaktów ze sportem. Po zakończeniu kariery piłkarskiej został w Belgii, gdzie ukończył szkołę trenerską. Jest drugim trenerem drużyny Lokeren. Kolekcjonuje wina, zgromadził 600 butelek. Napisał książkę autobiograficzną. # Skutecznym organizatorem imprez sportowych okazał się Czesław Lang. Były kolarz jest właścicielem iprezesem firmy Lang Team. W 1993 roku zainwestował w podupadły wówczas wyścig kolarski Tour de Pologne i w ciągu kilku lat przekształcił go w znaczącą imprezę kolarską w Europie. W ubiegłym roku budżet wyścigu wyniósł ok. 3 mln euro. Pieniądze pochodzą m.in. od miast, które chcą mieć u siebie metę etapu. # Lang ma na swoim koncie także wyścig Grand Prix MTB i Skandia Maraton Lang Team. Jest właścicielem majątku Barnowo w Dolinie Słupi, który odrestaurował. # Rozpoznawalność wypracowana za sprawą sukcesów sportowych to pod-

stawa działalności biznesowej kierowcy rajdowego Krzysztofa Hołowczyca. 11 lat temu założył spółkę Hołowczyc Management, w której do dziś ma 100 procent udziałów. # – Decyzja o powołaniu spółki wynikała z chęci profesjonalnego prowadzenia wszelkich spraw związanych z osobą Krzysztofa Hołowczyca, czyli organizowania jego startów, pozyskiwania sponsorów, wykorzystywania jego wizerunku w aktywności marketingowej firm, organizowania różnego rodzaju wydarzeń z jego udziałem – mówi Andrzej Kalitowicz, prezes zarządu Hołowczyc Management. # Za bycie gościem specjalnym imprezy Krzysztof Hołowczyc żąda 15 – 25 tys. złotych. W Hołowczyc Management organizuje także tzw. drive day, podczas którego można zostać pilotem słynnego Hołka. Podstawowy wariant takiej imprezy z udziałem 20 osób kosztuje zamawiającego ok. 40 tys. zł. # Kierowca nie zamierza poprzestać wyłącznie na imprezach ze swoim udziałem. # – Firma poszukuje nowych obszarów działalności, angażując się w usługi wynajmu samochodów i nieruchomości – ujawnia Kalitowicz.

Na kołach, z procentami, # na wodzie

P

rzykładem udanego przekształcenia małej firmy w imperium jest grupa kapitałowa Sobiesława Zasady. W jej skład wchodzi 40 spółek z różnych branż. Są wśród nich Autosan i grupa Jelcz, firma importująca wina, sklep internetowy Frisco. Jednym z filarów grupy 81-letniego dziś byłego lekkoatlety i kierowcy rajdowego pozostaje jednak niezmiennie największa w Polsce sieć dilersko-serwisowa koncernu DaimlerChrysler. # O skuteczności Zasady w biznesie – stoi na czele rady nadzorczej stworzonej przez siebie grupy – świadczy zgromadzony majątek. Tygodnik „Wprost” wycenił go na 800 mln zł i umieścił biznesmena na 33. miejscu wśród najbogatszych Polaków. # W latach 90. XX wieku Krzysztof Tryliński zdecydował, że warto postawić na firmę produkującą wódkę. Wcześniej przez dwie dekady grał w piłkę ręczną, był reprezentantem Polski juniorów. Po wyjeździe do Francji wraz

z Jakiem Rouvroyem założył grupę Belvedere, która stworzyła od zera i wypromowała markę Sobieski. To jedna z dziesięciu najpopularniejszych wódek świata. Jej twarzą w 2009 roku został amerykański gwiazdor filmowy Bruce Willis. # Ze światem sportu związany jest także William Carey, założyciel i prezes CEDC, największego producenta wódki na świecie, do którego należą m.in. polskie marki Żubrówka i Absolwent. Zanim tuż po 1989 roku przyjechał z Florydy do Polski, grał w golfa. Karierę jednak zakończył, bo – jak sam przyznaje – nie miał szans zostać drugim Tigerem Woodsem. Teraz twierdzi, że sport i biznes mają bardzo wiele wspólnego. # – Rywalizowanie i walka o bycie pierwszym to elementy, bez których żadna z tych dziedzin nie mogłaby istnieć – mówi Carey. # Sił w świecie biznesu zaczyna próbować kolejne pokolenie sportowców. Jednym z bardziej aktywnych jest Mateusz Kusznierewicz, mistrz świata i Europy w żeglarstwie. Sportowiec importuje i dystrybuuje w Polsce jachty, buduje ośrodek wypoczynkowy i centrum konferencyjno-hotelowe na Kaszubach. Przez sześć lat organizował obozy żeglarskie dla dzieci. Z powodu przygotowań do olimpiady musiał powierzyć ich prowadzenie innym. Zapowiada jednak, że wróci do tego zajęcia. # – Do biznesu podchodzę długoterminowo. Dzisiaj żyję z żeglarstwa i kontraktów sponsorskich, nie mam presji na zarabianie wielkich pieniędzy. Chciałbym za kilka lat móc z tego w miarę spokojnie żyć – przyznał w rozmowie z „Rz”. # Furtkę do przyszłości otwiera Maja Włoszczowska, zdobywczyni srebrnego medalu w kolarstwie górskim na olimpiadzie w Pekinie. Prowadzi wraz z rodziną firmę Ques. Jej udział w pracach spółki szyjącej odzież dla sportowców polega teraz na udostępnianiu wizerunku. # Młoda sportsmenka poszła w ślady odnoszącego sukcesy Czesława Langa. Jest organizatorką międzynarodowego wyścigu Jelenia Góra Trophy Maja Włoszczowska MTB Race.

Król Midas

O

scar De La Hoya, „Golden Boy” zawodowego boksu, to wielka gwiazda tego sportu, wielokrot-

BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI

≥Czesław Lang potrafi zorganizować wyścig z budżetem liczącym 3 mln euro

≥Wojciech Fibak przyznaje, że obrazy to hobby. Pieniądze są z nieruchomości

ny mistrz świata, ale i skuteczny biznesmen jeszcze wtedy, gdy walczył w ringu. Rodzice byli biednymi meksykańskimi emigrantami z Durango. Nic nie wskazywało na to, że Oscar będzie bokserem: nienawidził fizycznej konfrontacji, nigdy nie bił się na ulicy. # Ale potem Oscar nie tylko skutecznie bił się w ringu, ale też pięknie śpiewał, nagrywając meksykańskie ballady dla latynoskiej wytwórni EMI. Singiel z albumu „Oscar” („Ven a Mi” – Biegnij do mnie) nominowano do nagrody Grammy. Był też pierwszym mistrzem pięści, który podpisywał lukratywne biznesowe kontrakty – z telewizją HBO, z McDonald’s. Reklamował ekskluzywną odzież i powiększał swoje imperium. Mówiono o nim Król Midas, bo czego dotknął, zamieniał w złoto. # W listopadzie 2001 roku zawiera cichy ślub z portorykańską piosenkarką Millie Corretjer. W tym samym roku powstaje jego wspaniale dziś prosperująca firma promotorska Golden Boy Promotions. De La Hoya na polu golfowym poznaje szwajcarskiego bankiera Richarda Schaefera i proponuje mu, by prowadził jego interesy. To życiowa decyzja Oscara. Kariera biznesowa De La Hoi nabiera tempa. Powstają programy telewizyjne produkowane przez jego firmy, a Golden Boy Enterprises przejmuje kluczowe magazyny bokserskie na czele z „The Ring”.


ekonomia

{eko+}

&rynek

Piątek

rp.pl/ekonomia ◊

28 stycznia 2011

MAŁGORZATA PSTRĄGOWSKA

E4

BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI

≥Krzysztof Tryliński jako młody reprezentant Polski w szczypiorniaku nie przypuszczał, że zostanie królem wódki

≥Mateusz Kusznierewicz twierdzi, że nie czuje potrzeby posiadania wielkich pieniędzy W lutym 2009 roku Golden Boy ma już 25 procent udziałów w Major Leaque Soccer. 2 grudnia ponaddwumetrowa statua z brązu przedstawiająca Oscara staje przed Staples Center w Los Angeles. Obok takich gwiazd jak Magic Johnson i Wayne Gretzky. # Dziś to sprawny biznesmen zarządzający wielkim imperium medialnym. Jego pojedynek z Floydem Mayweatherem juniorem, który sam organizował, przyniósł 165 mln dolarów dochodu. Coś podobnego nie zdarzyło się jeszcze w historii boksu. # Począwszy od 1995 roku, gdy De La Hoya stoczył swój pierwszy pojedynek w systemie pay per view z Rafaelem Ruelasem, jego walki przyniosły 594,3 mln dolarów dochodów tylko ze sprzedaży dekoderów. Takiego wyniku nie osiągnęli ani Mike Tyson, ani Evander Holyfield, dotychczasowi rekordziści. A przecież dochodzą jeszcze miliony ze sprzedaży biletów.

z firmą Nike, która wypuściła na rynek markę Brand Jordan. Szacuje się, że roczna wartość sprzedaży wynosi 1 mld dol. W ubiegłym roku Jordan został głównym udziałowcem drużyny koszykarskiej NBA Charlotte Bobcats. # W czołówce są także Roger Federer z 43 mln dol., bokser Floyd Mayweather z 65 mln dol. i piłkarz David Beckham z 44 mln dol. Brytyjska gwiazda futbolu jest jedną z tych osób, które najskuteczniej przekuwają swoją rozpoznawalność na pieniądze. Wraz z żoną Victorią, byłą członkinią zespołu Spice Girls, prowadzą firmę Beckham Brand LTD. We współpracy z koncernem Coty wprowadzili na rynek własne perfumy. Piłkarz próbuje także wypromować własną linię bielizny. Wcześniej reklamował majtki z logo Emporio Armani, ale zastąpiła go inna gwiazda futbolu Christiano Ronaldo. Beckham zarabia krocie na kontraktach reklamowych, teraz współracuje m.in. z koncernem Adidas. Wcześniej przez ponad dziesięć lat był twarzą PepsiCo.

>Ebi Smolarek chciał zarabiać na hotelach. Ale plany pozostały na papierze

Piłkarz zgarnia najwięcej

Sentymenty na bok

MARIAN ZUBRZYCKI

P

olskim sportowcom trudno odmówić smykałki do interesów. Jednak do fortun stworzonych przez gwiazdy ze światowej czołówki nadal im daleko. # – W Polsce dzieje się niewiele, bo polscy sportowcy nie zarabiają dużych pieniędzy – uważa Dariusz Michalczewski. – Na Zachodzie są zupełnie inne stawki. Zaryzykuję stwierdzenie, że nadal, aby osiągnąć prawdziwy sukces, trzeba wyjechać z kraju. Tak jak ja to zrobiłem – przekonuje były bokser. # – Zarobki sportowców są bardzo zróżnicowane iniekonieczne proporcjonalne dosukcesów sportowych, jakie odnoszą – uważa Damian Raciniewski. – Ich zamożność jest uzależniona od popularności dyscypliny, którą uprawiają. Często

mistrz świata albo olimpiady czerpie znacznie mniejsze korzyści finansowe ze swoich sukcesów niż przeciętnej klasy przedstawiciel piłki nożnej –twierdzi prezes Business Sport Solutions. # W pierwszej dziesiątce ubiegłorocznego zestawienia stu najbardziej wpływowych celebrytów globu miesięcznik „Forbes” umieścił Tigera Woodsa. W ciągu roku golfista zarobił ponad 100 mln dolarów. Na liście znaleźli się także byli i jeszcze grający koszykarze NBA: Kobe Bryant z 48 mln dol. i Michael Jordan z 55 mln dol. # Ten ostatni ma na swoim koncie wiele udanych projektów biznesowych. Od ponad 20 lat zarabia dzięki umowie

Z

wycięstwa na boisku nie gwarantują sukcesów w biznesie. W ubiegłym roku na zakręcie znalazła się sieć klubów fitness Gymnasion. Jej założycielami są m.in. Jacek Wszoła, mistrz olimpijski w skoku wzwyż z Montrealu w 1976 r., i Ireneusz Wesołowski, rekordzista Polski wskoku wzwyż stylem przerzutowym. Do spółki wszedł także hokeista Mariusz Czerkawski, który odpowiada głównie za promocję. # Zarząd Gymnasionu informuje lakonicznie, że problemy finansowe firmy były efektem złej strategii realizowanej do maja 2010 r. Firma złożyła do sądu wniosek o upadłość układową i ogłosiła, że zaczyna restrukturyzację. Chciała także podnieść jakość usług, m.in. wy-

mieniając sprzęt w siłowni i remontując kluby. Jednak bez rezultatu. # – Z chwilą ogłoszenia przez sąd informacji o zmianie statusu upadłości z układowej na likwidacyjną postanowiliśmy złożyć ofertę na dzierżawę przedsiębiorstwa Gymnasion w celu utrzymania marki na rynku – mówi Paweł Boniecki, wiceprezes spółki Trzy po Trzy, która pod koniec roku podpisała umowę z Gymnasionem. Zapowiada, że Trzy po Trzy zamierza utrzymać siedem działających klubów. # Spektakularnych sukcesów nie ma nakoncie biznesmen Euzebiusz Smolarek. W 2008 roku piłkarz, wraz z Philippe Campagno, znawcą biznesu hotelowego, ogłosili, że wramach projektu Ebi Hospitality zamierzają zbudować wPolsce sieć hoteli naEuro2012. Mistrzostwa zapasem, aduet nie udziela żadnych informacji oefektach swoich prac. # Przeszkody nie ominęły także tych, którzy już osiągnęli sukces. Wojciech Fibak nie zdobył koncesji na telewizję, przegrał z Polsatem Zygmunta Solorza-Żaka. Upadła także jego firma Fibak Cars, która miała zarabiać na importowaniu samochodów marki Volvo. Ze względu na niekorzystne i często zmieniające się przepisy, głównie dotyczące ceł, popyt na te auta okaza�� się niewielki. W ciągu miesiąca Fibakowi udało się sprzedać kilka samochodów. # Dlaczego nie wszystkie inwestycje gwiazd sportu to strzały w dziesiątkę? # – Nie zawsze sława wystarcza, by odnieść sukces w biznesie. Wiele gwiazd zbyt pochopnie inwestuje ciężko zarobione pieniądze w nieznane sobie branże, licząc na szybkie i oszałamiające efekty – uważa Michalczewski, który także zaliczył wpadki. # Klapą okazały się jego Tiger Puby. –Wyszedłem praktycznie nazero, ale też od początku zakładałem, że i tak może być. Ta branża jest dosyć trudna, wystarczy spojrzeć, ile restauracji czy knajp znanych aktorów zostało ostatnio zamkniętych – tłumaczy były bokser. # Prawdziwego sportowca porażki nie zrażają. # – Sentymenty i użalanie się nad sobą nie sprawdzają się ani w biznesie, ani w sporcie – podkreśla William Carey. —współpraca Janusz Pindera


J

Jak wyliczył niedawno brytyjski kanał informacyjny BBC News, jeśli zsumuje się długość trwania trzech kadencji Silvia Berlusconiego, jest on najdłużej rządzącym premierem we Włoszech po wojnie. Po raz pierwszy został nim – na niecały rok – 17 lat temu, rok po powołaniu swojej centroprawicowej partii Forza Italia. Potem piastował to stanowisko w latach 2001 – 2006. W fotelu szefa rządu zasiada teraz od maja 2008 roku. # W grudniu 2010 roku, gdy jego sytuacja polityczna była naprawdę trudna, Berlusconiemu udało się przetrwać polityczny kryzys i głosowanie nad wotum nieufności dla jego gabinetu. Ostatnio walczy z prasą i opinią publiczną po swoim kolejnym obyczajowym faux pas. Wywołany pod koniec ubiegłego roku skandal, w który oprócz włoskiego premiera zamieszana była 17-letnia wówczas marokańska tancerka brzucha Karima Keyek, wciąż pobrzmiewa w światowej prasie. # Nad chronionym przez immunitet Berlusconim wiszą też procesy wytoczone na podstawie zarzutów o korupcję i łapówkarstwo, do jakich miało dojść w związku z działalnością jego rozlicznych firm. # To jednak tylko czubek góry lodowej zarzutów, jakie pojawiały się w związku z jego osobą od czasu, kiedy prowadzi działalność biznesową i polityczną. W poprzednich latach media sugerowały mu i powiązania z mafią, i członkostwo w loży masońskiej Propaganda Due (za co pozywał dziennikarzy do sądu), i finansowe przekręty. A jego druga żona Veronica Lario przy okazji rozwodu nie szczędziła uwag na temat bujnego życia, jakie prowadził poza domem, m.in. spotykając się z nieletnimi dziewczętami. Brał nawet udział w imprezie urodzinowej jednej z takich marzących o karierze telewizyjnej nastolatek. # Fotografom udało się też zrobić i sprzedać włoskiemu dziennikowi „La Republicca” i hiszpańskiemu „El Pais” zdjęcia dokumentujące rozbieraną imprezę wwilli Berlusconiego naSardynii, gdzie jednym z nagich gości okazał się były premier Czech Mirek Topolanek.

Media, finanse, sport, teatr

W

ygląda na to, że sam Berlusconi nic sobie z krytyki nie robi. Stoi za nim w końcu nie tylko budowane przez ponad 15 lat polityczne ugrupowanie, ale przede wszystkim ogromne biznesowe imperium skupione w założonym w latach 70. XX w. holdingu Fininvest, zatrudniającym dzisiaj prawie 18 tys. ludzi. Przychody Fininvestu na koniec 2009 roku wyniosły 5,4 mld euro, a zysk netto niecałe 174 mln euro. # To, że Berlusconi zainwestuje w media, finanse i sport, wcale nie było na początku jego kariery jasne. Pochodzący z Mediolanu Berlusconi ukończył w rodzinnym mieście prawo, po czym imał się różnych zajęć – media z upodobaniem przypominają, że np. sprzedawał odkurzacze. Potem, już

Piątek

28 stycznia 2011

w latach 60., miał firmę budowlaną. Budowę swojego imperium zaczął w kolejnej dekadzie od sieci kablowej Telemilano. # Dziś wartość udziałów Berlusconiego w spółkach to – według naszych wyliczeń – prawie 4,5 mld euro. Amerykański „Forbes”, który w 2010 roku umieścił włoskiego premiera i mediowego magnata na 74. miejscu swojej listy najbogatszych tego świata, wycenił cały majątek jego i rodziny współkierującej z nim majątkiem, na 9 mld dol. Na-

ekonomia

{eko+}

nad 40 tytułów, w tym kobiecych pism o dużej rynkowej tradycji, jak ukazujący się od ponad 70 lat kobiecy magazyn „Grazia”, liczący ponad pół wieku magazyn „Epoca” oraz newsowa „Panorama”, która ukazuje się od lat 60. Ma czasopisma także we Francji i Grecji. Do Mondadori należy Radio R101. Udział grupy we włoskim rynku książkowym i magazynowym wynosi dziś ok. 30 proc. # Choć Berlusconi przedsiębiorca kojarzony jest zwłaszcza z mediami, to nie

&rynek

Rząd dusz

S

am telewizyjny Mediaset to gigantyczna plątanina rozmaitych spółek nadawczych i producenckich (wśród nich np. Medusa) pracujących dzień i noc na potrzeby mediowego biznesu. Rząd dusz, który Berlusconi – panując w swoim medialnym imperium – bez wątpienia sprawuje, zapewniają mu m.in. trzy z siedmiu

E5

życie trenują taniec i śpiew, by trafić do muzycznego show lub do konkursu na velinę – hostessę, która w rozrywkowych programach włoskiej telewizji tkwi w tle niczym ozdobna paprotka. # Jeszcze lepiej ilustruje to fakt, że we Włoszech film Gandiniego, który w Polsce zrobił furorę na warszawskim festiwalu Doc Review, a dziś legalnie i bezpłatnie można go obejrzeć chociażby w Internecie, nigdy nie trafił do szerokiej dystrybucji i nie został pokazany w żadnej dużej stacji.

Dzieci u sterów

W

AFP

◊ rp.pl/ekonomia

≥Silvio Berlusconi nie ukrywa, co lubi w życiu najbardziej

Magnat kocha

młodość MAGDALENA LEMAŃSKA Premier skandalista Silvio Berlusconi z nikim się nie liczy. Może sobie na to pozwolić. Jego majątek w spółkach wynosi 4,5 mld euro. Zaczynał jako sprzedawca odkurzaczy sze zestawienie obejmuje wyłącznie udziały samego Silvia Berlusconiego i tylko w spółkach giełdowych. # Są wśród nich ogromne firmy, jak telewizyjna Grupa Mediaset – jedna z największych tego typu firm w Europie, i wydawnicza Grupa Mondadori, do której należy szereg spółek wydających książki (m. in. podręczniki, ale także książki dla dzieci, albumy i literaturę współczesną). Jest właścicielem czasopism we Włoszech – po-

wyczerpują one jego biznesowej aktywności. Pozamedialne aktywa to przede wszystkim znaczne udziały w finansowej Grupie Mediolanum oferującej doradztwo inwestycyjne, usługi bankowe i ubezpieczenia na życie, posiadane do spółki z klanem Dorisów. Ennio Doris, którego majątek amerykański „Forbes” szacuje na 1,9 mld dol., jest prezesem firmy. Do Fininvestu należą też klub piłkarski AC Milan i mediolański Teatr Manzoni.

największych kanałów telewizyjnych nadających we Włoszech bezpłatnie w ramach naziemnej telewizji: Canale 5, Italia 1 i Rete 4. To trzy największe stacje prywatne na włoskim rynku. # Jak wielką władzę nad zakochanymi w telewizji Włochami ma mediowe imperium Berlusconiego, zilustrował w dokumencie „Wideokracja” przed dwoma laty reżyser Eryk Gandini. Po obejrzeniu filmu w pamięć na długo zapadają historie ludzi, którzy całe

prowadzeniu biznesu włoskiemu premierowi od dawna pomagają dzieci z pierwszego małżeństwa z Carlą Elvirą Lucią Dall’Oglio. Rozwiódł się z nią po 20 latach małżeństwa w latach 80., kiedy na świecie była już pierwsza córka, jaką miał z aktorką Veronicą Lario, którą zresztą szybko poślubił. # Dzieci Berlusconiego z obu małżeństw kierują jego firmami. Główną szefową Fininvestu jest jego najstarsza 45-letnia córka z pierwszego małżeństwa – Marina, która należy też do rad dyrektorów innych firm, w których Berlusconi ma udziały: Mediasetu i spółki Mediobanca, oraz jest szefową spółki Arnoldo Mondadori Editore. # Rodzony brat Mariny, 42-letni Pier Silvio Berlusconi, jest jednym z głównych dyrektorów w koncernie Fininvest, wiceszefem Mediasetu oraz szefem telewizyjnej spółki R. T. I. Wchodzi też do rad dyrektorów Mediasetu i kilku innych spółek mediowych Berlusconiego (m. in. Medusy Film i Mondadori). # Zaledwie 27-letnia Barbara Berlusconi, córka Silvia z drugiego małżeństwa (ma dwójkę młodszego rodzeństwa: Eleonorę i Luigiego), także należy do rady dyrektorów Fininvestu. # Nawet jeśli gabinet Berlusconiego nie zdoła rządzić do końca kadencji w 2013 roku, premier ma do czego wracać. Jego polityczna kariera zależy jednak od odpowiedzi na pytanie, co dalej z utrudnionymi przez polityczny immunitet procesami i skandalami, których wielu Włochów ma już po prostu dosyć. —współpraca Cezary Adamczyk


E6

ekonomia

{eko+}

&rynek

Piątek

rp.pl/ekonomia ◊

28 stycznia 2011

Chłopiec

z zapałkami PIOTR MAZURKIEWICZ 50 lat temu szwedzki koncern zaczął współpracować z polskimi fabrykami mebli. Dzisiaj jesteśmy jego drugim co do wielkości dostawcą na świecie. Zaczęło się od zbiegu okoliczności

D

#

≥Ingvar Kamprad trafił do Polski, bo potrzebował dostawców

JAKUB DOBRZYŃSKI

Dawid walczy # z Goliatem

K

Trudne pocałunki

Z

Dlaczego szwedzki gigant zdecydował się na tak bliskie związki z naszym krajem? IKEA w ostatnim roku finansowym (1 września 2009 – 31 sierpnia 2010) zanotowała wzrost przychodów o 7,7 proc., do 23,1 mld euro, azysku netto o 6,1 proc., do 2,7 mld euro. Grupa ma 283 sklepy w 26 krajach. # Firma została założona przez Ingvara Kamprada w 1943 r. Kamprad już jako pięciolatek sprzedawał zapałki sąsiadom. Szybko zorientował się, że można taniej kupować większe opakowania w Sztokholmie i sprzedawać pojedyncze pudełka wciąż tanio, ale z większym zyskiem. # Jego firma rosła w błyskawicznym tempie – dzisiaj z 23 mld dol. majątku Kamprad zajmuje 11. pozycję na liście najbogatszych ludzi na świecie miesięcznika „Forbes”. Pracownicy polskiego oddziału wielokrotnie podkreślali jego ogromny sentyment do naszego kraju, który wziął się z szeregu zbiegów okoliczności. Choć pierwszy sklep z charakterystycznym żółtym logo na niebieskim tle został otworzony w Polsce dopiero w 1991 r. w Poznaniu, związki firmy z naszym krajem są znacznie dłuższe. Zaczynają się już w 1961 r.

amprad miał bardzo nowatorskie podejście do rynku – stawiał na proste, funkcjonalne meble i – co najważniejsze – w niskich cenach.

Początkowo były to meble gotowe, potem do samodzielnego montażu. „Wymarzony dom za wymarzoną cenę” – brzmiało hasło reklamowe z bardzo skromnego katalogu firmy z 1955 r. Konkurencja już wtedy na poczynania Kamprada reagowała bardzo alergicznie. Jeden z konkurentów zamieścił w gazecie „Smalandia Posten” ogłoszenie, że jeśli twój wymarzony dom za wymarzoną cenę zmieni się w przepłaconą graciarnię, to masz jeszcze nas. IKEA była celem nagonki – tradycyjne sklepy meblowe uważały ją za nieuczciwego konkurenta, ponieważ zbytnio obniżała ceny. Krajowy Związek Sprzedawców Mebli wezwał wprost do bojkotu firmy. Wtedy – pod presją apelu – wielu dostawców zaczęło wypowiadać umowy. W 1950 r. po raz pierwszy nie pozwolono jej na pokazanie swoich produktów na branżowych targach. Gdy Kamprad zdecydował się na prowincjonalne imprezy, branżowa organizacja ukarała go grzywną. Kampradowi grunt zaczynał się palić pod nogami. Choć nie wszyscy dostawcy zrezygnowali ze współpracy (niektórzy wpisywali do listów przewozowych fikcyjne adresy, aby nikt się nie dowiedział o ich współpracy z IKEA), to jednak potrzebował coraz więcej mebli. # Jak pisze Bertil Torekull w książce „Historia IKEA”, towar od niektórych odbierano o najdziwniejszych porach, ciężarówki kursowały pod osłoną nocy jak za czasów prohibicji w USA. „Nie przewoziły spirytusu, ale sofy. Atmosfera coraz bardziej się zagęszczała i Kamprada kosztowało to wiele nieprzespanych nocy” – czytamy.

konieczności zapewnienia sobie dostawców, bez których nie moglibyśmy się wywiązywać z zobowiązań wobec klientów, zrodziła się szansa, która otworzyła dla nas cały świat. Tą szansą stała się Europa, a ściślej Polska – mówił po latach Ingvar # Kamprad. Wielokrotnie podkreślał, że aby robić interesy w naszym kraju, musiał się nauczyć całować na powitanie w policzki także mężczyzn, co wydawało mu się zaskakujące. # Pod koniec lat 50. niepisany zakaz sprzedaży mebli zaczynał jego firmie poważnie dawać się we znaki. Ci dostawcy, którzy zdecydowali się nadal z nim współpracować, nie byli w stanie podołać zamówieniom. Zakład w Stockaryds mógł wyprodukować maksymalnie 20 tys. sztuk krzeseł, IKEA potrzebowała ponad dwa razy więcej. Kamprad szukał dostawców w Danii, ale było ich ciągle za mało. W 1960 r. przeczytał w dzienniku „Svenska Dagbladet”, że Szwedzką Izbę Handlu ma odwiedzić polski minister spraw zagranicznych Witold Trąmpczyński, który chciał nawiązać kontakt z krajowymi firmami. Twórca IKEA od razu do niego napisał, a po kilku miesiącach dostał zaproszenie do Polski. Na warszawskim lotnisku Okęcie wylądował 21 stycznia 1961 r., i to jest data przełomowa zarówno dla niego, jak i polskich firm meblowych. # Pierwsza wizyta odbyła się w ówczesnej centrali eksportu przemysłu meblowego Paged. Oczywiście delegacja (Kamprad, jego ojciec Feodor oraz Ra-


Piątek

◊ rp.pl/ekonomia

28 stycznia 2011

ekonomia

{eko+}

&rynek

E7

Światowy spis plutokratów MARIAN ZUBRZYCKI

Wybrane artykuły z tygodnika „THE ECONOMIST”

JAKUB OSTAŁOWSKI

≥Towary wyprodukowane w Polsce IKEA sprzedaje w Europie kosztów produkcji. Kamprad poszedł naustępstwo, zgadzając się podwyższyć wartość kontraktów, ale nie zmieniając cen swoich wyrobów w katalogach. Część dostawców zdnia nadzień uznała jednak umowy za nieważne, ponieważ doszło do przekształceń własnościowych albo zmian personalnych. Inne firmy – na maszynach otrzymanych od IKEA – zaczęły produkować meble dla jej konkurencji. Szwedzi także zmienili podejście. Gdy już było to możliwe, zaczęli przejmować producentów mebli, jak choćby Swed-wood. Jednak kontaktów zPolską nie zerwali, awostatnich latach wydają się one kwitnąć.

Tylko Chiny

≥Sprytni mogą znaleźć drogę na skróty w sklepie, większość ogląda jednak wszystkie produkty gnar Sterte) była pieczołowicie obserwowana przez służby specjalne, jednak z naruszeniem wszelkich przepisów otrzymała zezwolenie na wyjazd z Warszawy i wizytę w fabrykach mebli. # – Gdy obejrzałem w biurze żałosnej jakości fotografie ich wyrobów i zapoznałem się z cenami, i kiedy zasugerowano nam również, że nie będziemy mogli wyjechać z Warszawy, by zwiedzić fabryki, oświadczyłem, że nie jesteśmy zainteresowani. Chcieliśmy się już pakować i wracać do domu – wspominał Kamprad. # Ostatecznie udało się dojść do porozumienia, choć momentów kryzysowych i potem nie brakowało. Jak wspomina jeden z uczestników, rozmowy przeciągały się do godziny 23 i ciągle daleko było do finału. – Wtedy zaproponowałem, żeby zrobić przerwę i iść do klubu studenckiego. Tańczyliśmy do białego rana. Następnego dnia podjęliśmy rozmowy i wieczorem osiągnęliśmy porozumienie. # Zakład Mebli Giętych w Radomsku otrzymał zamówienie na wykonanie m.in. 500 krzeseł Őgla z drewna bukowego za 69 tys. koron. Jeszcze w tym samym roku Kamprad odwiedził targi w Poznaniu, gdzie zamówił meble skrzyniowe. Zakład w Radomsku rok później otrzymał już zamówienie na

20 tys. krzeseł. Szwedzi zachwyceni byli także ogromną dostępnością w Polsce drewna dębowego, tak lubianego w ich kraju. I co najważniejsze: drewna po niskich cenach. Zamówienia zdobywały kolejne firmy. # – Podpisano z nami kontrakty długoterminowe i pozostawiono czas na spokojne planowanie. Potem bardzo szybko staliśmy się jednym z głównych dostawców – wspomina osoba pełniąca w tym czasie funkcję kierowniczą w firmie Paged. # Szwedzi nie ukrywali, że zajmowali się nawet drobnym szmuglem. Do Polski – gdzie brakowało wszystkiego – nielegalnie przewozili maski ochronne dla robotników, części zamienne do maszyn, nawet kalkę dla pracowników biurowych. Inaczej dokumenty musieliby przepisywać ręcznie w kilku egzemplarzach.

Trudne momenty

W

szystko mogło się z hukiem skończyć w1989 r. Złoty niemal zupełnie stracił wartość, a kontrakty zapisane były w tej walucie. Tym samym firmom groziła sprzedaż poniżej

> BĘDĄ KOLEJNE MILIARDOWE INWESTYCJE W POLSCE

Rekordzista na Podlasiu Grupa IKEA zatrudnia na świecie 125 tys. osób, w Polsce – 10 tys., a kolejne 12 tys. pracuje u jej podwykonawców. Firma otrzymała od Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych nagrodę za największą inwestycję 2010 r. Chodzi o fabrykę w gminie Orkla na Podlasiu, gdzie mają powstawać

elementy do produkcji mebli. W fabrykę, która będzie powstawała etapami i docelowo zatrudni ok. 2 tys. osób, IKEA zainwestuje ok. 340 mln euro. Firma od początku lat 90. zainwestowała w naszym kraju 5 mld zł, plan na najbliższe pięć lat to kolejne 5 – 6 mld zł.

O

d złożenia pierwszego zamówienia w naszym kraju do 2010 r. wartość eksportu z Polski wzrosła do 6 mld zł rocznie. – Jeśli chodzi o wielkość zakupów dokonywanych przez nas w konkretnych krajach, Polska z ponad 18-proc. udziałem zajmuje drugą pozycję, zaraz po Chinach. Większość towarów produkowanych u was sprzedajemy w Europie i to się nie zmieni – mówi w rozmowie z „Rz” Mikael Ohlsson, prezes grupy IKEA. – Mniejsze gabarytowo produkty możemy do Europy importować z Chin, w przypadku dużych przewaga produkcji w Polsce jest oczywista. Dwie trzecie produktów w naszych europejskich sklepach powstaje właśnie u was – informuje Ohlsson.

Zygzakiem w sklepie

I

# KEA to wciąż fenomen zadziwiający ekspertów. Typowo skandynawskie wzornictwo – proste i funkcjonalne meble. Każdy z nas może podać przynajmniej kilku znajomych z mieszkaniem wyglądającym jak strona z jej katalogu. Zdaniem ekspertów projektujących wnętrza placówek handlowych w swoich sklepach hangarach IKEA zastosowano układ odpowiadający schematowi katalogu. Wyznaczony szlak zmusza do obejścia całego sklepu – nieliczne skróty nie rzucają się w oczy. Klient wie, że musi się decydować szybko, bo inaczej będzie musiał daleko wracać, dlatego od razu wkłada produkt do koszyka. # – Ogromna część zakupów jest robiona impulsywnie. Choćby żarówki lub tanie garnki, których klient nawet nie planował kupować – ostrzega Alan Penn z University College London. Cytaty z Ingvara Kamprada za książką „Historia IKEA”. Ingvar Kamprad rozmawia z Bertilem Torekullem.

Większość z nas człowieka posiadającego milion dolarów uznałaby za bogacza, ale wielu milionerów nie zgodziłoby się z tą opinią. Nie porównują się oni bowiem z nauczycielami czy sprzedawcami, ale z rodzicami kolegów swoich dzieci z prywatnych szkół. Firma doradcza Capgemini za bogatych uważa ludzi, którzy mogą zainwestować co najmniej 1 mln dol. (bez domu). Wraz z bankiem Merrill Lynch wyliczyła ona, że takich milionerów jest na świecie około 10 mln. # Z kolei bank Credit Suisse bierze pod uwagę wszystko: wartość domu, zbiory sztuki, nawet fundusz emerytalny. Według jego kryterium milionerów jest 24,2 mln (więcej niż Australijczyków), czyli 0,5 proc. dorosłej ludności świata. Kontrolują 69,2 bln aktywów, ponad 1/3 światowego majątku. Około 41 proc. z nich mieszka w USA, 10 proc. – w Japonii, a 3 proc. w Chinach. # Jak się wzbogacili? Głównie własnym wysiłkiem. Według Capgemini tylko 16 proc. odziedziczyło majątek. Najpopularniejszy sposób to założyć firmę: 47 proc. bogatych stanowią przedsiębiorcy. # Żeby stworzyć biznes wart milion dolarów, nie trzeba geniusza, ale inteligencja i ciężka praca na pewno pomagają. W książce „The Millionaire Next Door” (Milioner z sąsiedztwa) Thomas Stanley i William Danko zauważają, że typowy amerykański milioner jest zadziwiająco zwyczajny. Żyje spokojnie, oszczędza i wkłada pieniądze w firmę, którą sam założył. Nie mieszka w najmodniejszych dzielnicach – po co tracić pieniądze, które można zainwestować? Trudno odróżnić go od innych sąsiadów – kupuje buty po 40 dol. i jeździ fordem. # Kolejne 23 proc. światowych milionerów wzbogaciło się na pracy. Gregory Maffei, szef Liberty Media, telewizji kablowej w USA, zarobił w 2010 r. 87 095 882 dol. Średnie wynagrodzenie (mediana) dyrektora naczelnego wnajwiększych firmach giełdowych w USA wynosi 7,23 mln dol. Jednak większość z tych milionerów to specjaliści i menedżerowie, którzy umieją dbać o pieniądze. Ortodonta w USA zarabia około 200 tys. dol. rocznie. Wprawdzie studia kończy zadłużony, ale zarabiając, oszczędzając i inwestując, przez całe życie może zebrać 1 mln dol. # Niektórzy spodziewali się, że kryzys finansowy przetrzebi bogatych. W pewnym sensie tak jest: niektórym wyparowała część majątku. Zdaniem Capgemini liczba osób „o dużej wartości netto” (według definicji firmy) w 2008 r. zmalała o 15 proc., do 8,6 mln, a ich łączny majątek skurczył się o 20 proc., do 32,8 bln dol., czyli 3,8 mln na każdą. # Ale potem bogaci się odkuli. Według Capgemini w 2009 r. ich majątek powiększył się o 19 proc., do 39 bln dol. Po raz pierwszy liczba bogaczy

w Azji była podobna jak w Europie – po 3 mln. Azjatyccy plutokraci mają większy majątek od europejskich – 9,7 bln dol. Przodują nadal bogaci z USA (10,7 bln dol.), których jest 3,1 mln. # Globalna piramida bogactwa ma bardzo szeroką podstawę i ostry czubek. Najbogatszy 1 proc. dorosłych kontroluje 43 proc. światowego majątku; do 10 proc. bogatych należy 83 proc. tego majątku, a do najuboższych 50 proc. – tylko 2 proc. Wynika stąd ogromna różnica wpływów. Górne 10 proc. kontroluje większość kapitału i oddziałuje na zakładanie firm, dobroczynność i polityków. Dolne 50 proc. nie ma żadnego kapitału. # Ta grupa jest bardzo zróżnicowana. Młodzi ludzie w krajach zamożnych nie mają kapitału, tylko zadłużenie na kartach kredytowych – formalnie są więc biedniejsi od afrykańskich chłopów. Mają jednak wyższy standard życia i lepsze perspektywy. W Danii i Szwecji 30 proc. ludności ma długi większe niż majątek – głównie dlatego, że jako studenci zaciągnęli ogromne pożyczki, które pobłażliwy rząd pozwala im spłacać latami. # Szczyt piramidy tworzy 81 tys. osób z majątkiem ponad 50 mln dol. Około 30 tys. z nich ma ponad 100 mln dol., a 2,8 tys. – ponad 500 mln. Na samym czubku Credit Suisse plasuje około tysiąca miliarderów. # Tuż po krachu wielu bogaczy chroniło swój majątek: odsetek aktywów ulokowanych w inwestycjach o stałym dochodzie wzrósł z 21 proc. w 2006 r. do 31 proc. w 2010 r. Poza tym ściągali oni majątek bliżej siebie: Europejczycy do Europy, Amerykanie do USA itd. Zresztą aż 71 proc. bogatych twierdzi, że nie ufa organom nadzorczym, które mają zapobiegać kryzysom. # Wielu z nich po kryzysie ograniczyło luksusy, zwłaszcza te na pokaz. Sprzedaż jachtów spadła w 2009 r. o 45 proc. Rynek towarów luksusowych jednak odżywa. Od 2000 do 2010 r. globalny majątek (nie tylko milionerów) wzrósł o 72 proc., do 200 bln dol. Po części to skutek zmian kursów walut wobec dolara, ale też efekt wzrostu gospodarczego i zaludnienia. Liczba dorosłych zwiększyła się z 3,6 do 4,4 mld, a przypadający na każdego z nich majątek – z 30,7 do 43,8 tys. dol. # Nie jest łatwo śledzić powiększanie majątku bogatych. Nie trzeba go w przeciwieństwie do dochodów zgłaszać władzom podatkowym. Wiele jednak świadczy o tym, że – jak to ujmuje Credit Suisse – „miniona dekada szczególnie sprzyjała ustanowieniu i zachowaniu wielkich fortun”. Żeby w 1995 r. trafić na sporządzaną przez magazyn „Forbes” listę 400 najbogatszych Amerykanów, wystarczyło 418 mln dol. Teraz trzeba mieć miliard. ∑

Więcej artykułów z „The Economist” w poniedziałkowej „Rz” © The Economist Newspaper Limited. London (22 – 28.01.2011)


Bainbridge’s to mały dom aukcyjny, jakich w Londynie na pęczki. Największym sukcesem jego właścicieli była doniedawnasprzedaż naczynia zdynastii Ming za160 tys. dolarów. Ale jesienią zeszłego roku zjawiło się u nich angielskie rodzeństwo ze znalezioną podczas domowych porządków chińską wazą. Eksperci przyjrzeli się wysokiemu na46 cm naczyniu o podwójnych, misternie zdobionych ściankach. Znaleźli cesarski stempel i ustalili, że wykonano je na zamówienie cesarza Qianlonga (1736 –1795) ikiedyś znajdowało się wPałacu Letnim wZakazanym Mieście. Najprawdopodobniej zrabowali je stamtąd brytyjscy żołnierze podczas drugiej wojny opiumowej zakończonej w1860 r. # Nie wiadomo, jak waza trafiła na zakurzony strych domu wpobliżu lotniska Heathrow. Siostra i brat odkryli ją po śmierci rodziców. Nie mieli pojęcia, ile jest warta. Cenę wywoławczą ustalono na 800 tys. dolarów. Po trzydziestu minutach zaciekłej licytacji właściciele musieli wyjść, by zaczerpnąć powietrza. Wazę sprzedano za 86 milionów dolarów. Kupił ją Chińczyk licytujący przez telefon. Waza jest teraz najdroższym chińskim antykiem na świecie i symbolem zmiany narynku dzieł sztuki. # Jego siłę napędową stanowi dziś armia dalekowschodnich inwestorów, którzy mają grube portfele i jedno marzenie: zbudować prywatne kolekcje. Większość nie zna się na sztuce, ale nie kupuje byle czego – zatrudniają doświadczonych doradców z Europy i USA. Eksperci podkreślają, że chińska gorączka nie ma w sobie nic z szaleństwa. Obroty rynku sztuki rosną błyskawicznie, ale według określonych tendencji.

#

Imperialne totemy

B

ogacąca się chińska klasa średnia szuka swych korzeni. Niebotyczne ceny osiągają meble, rzeźby, naczynia, które mają jakiś związek z imperialną przeszłością. Im większe prawdopodobieństwo, że znajdowały się na cesarskich dworach, tym wyższe kwoty. Rekordowo sprzedana waza pochodzi ze złotego okresu – za rządów cesarza Qianlonga dynastia Qing przeżywała rozkwit, władca słynął z zamiłowania do sztuki. # Ambicje chińskich biznesmenów idą w parze z wielką repatriacją dalekowschodnich antyków, które były już rynkowym przebojem na przełomie XIX i XX wieku. Wtedy łowcy skarbów oraz żołnierze wojsk brytyjskich, holenderskich, francuskich i niemieckich przywozili łupy do Europy. Teraz zachodni kolekcjonerzy dotknięci kryzysem wyprzedają azjatyckie zbiory. Głód Chińczyków jest tym większy, że w 1948 r. najcenniejsze cesarskie skarby (niektóre liczące 8 tysięcy lat) opuściły kontynent iwraz zwojskami Czang Kajszeka wyruszyły na Tajwan. Gigantyczne zbiory można oglądać w Narodowym Muzeum Pałacowym w Tajpej, jednym z najchętniej odwiedzanych na świecie. Prezentowana tam kolekcja to ułamek bogactw, jakie dotarły nawyspę w 3 tysiącach skrzyń. Na pokazanie całości brakuje miejsca.

Rozpoczęta w Chinach w połowie lat 60. rewolucja kulturalna zakazała posiadania i handlu przedkomunistycznymi dziełami sztuki – wiele z nich zniszczono, inne szmuglowano za granicę i sprzedawano. # Teraz Azjaci chcą odzyskać totemy swej przeszłości. I te wracają do domu. Ale nie wszystkie cieszą się jednakowym powodzeniem. Poza dziełami z epoki dynastii Qing największe wzięcie ma biało-niebieska porcelana z okresu dynastii Ming (w 2010 roku na aukcji nowojorskiego domu Doyle płacono za naczynia 180 razy więcej, niż wynosiła wyceny). Chińczycy nie chcą kupować niczego, co wiąże się ze śmiercią, czyli m.in. ceramiki pochodzącej z grobowców. Nie zachwycają ich także przedmioty

Piątek

rp.pl/ekonomia ◊

28 stycznia 2011

Jedynym wielkim wydarzeniem ostatnich lat nad Sekwaną była aukcja kolekcji Yves Saint Laurenta zapamiętana z dwóch powodów. Padł wtedy rekord kwoty uzyskanej ze sprzedaży dzieł jednego posiadacza (ponad 480 mln dol.), ale sukces ten przyćmiła afera wywołana przez Chińczyka, który zlicytował za 40 mln dolarów dwie statuetki z brązu, po czym odmówił zapłaty, twierdząc, że zostały zrabowane z jego ojczyzny przez europejskie wojska. Aukcja tylko jednorazowo poprawiła aukcyjne notowania Francuzów, a co gorsza – wywołała polityczne napięcie. # Chiny są dziś trzecim pod względem wielkości i obrotów rynkiem sztuki na świecie. Około 150 kupców z Tajwanu i Hongkongu co roku wydaje po-

16-latek, a dziś jest ekspertem od ceramiki i doradcą wielu zamożnych biznesmenów.

#

Kurs na Hongkong

P

≥XVIII-wieczna rzeźba szczura z chińskiego zodiaku ze słynnej kolekcji Yves Saint Laurenta

owiększająca się grupa klientów to powód strategicznej przeprowadzki na Wschód, jaka właśnie ma miejsce na rynku sztuki. Jego barometrem stają się aukcje w Hongkongu, nie w Nowym Jorku. Te zmiany odzwierciedlają nowy układ sił w światowej gospodarce. W 2008 r. rynek sztuki przeszedł załamanie. Ostatnia potężnaaukcja odbyła się we wrześniu wLondynie – 56 prac Damiena Hirsta poszło

Chińska sztuka kupowania PAULINA WILK Apetyt Azjatów wyrwał rynek dzieł sztuki z kryzysu. Zachodni sprzedawcy liczą zyski, szykują się na nowe rekordy i ruszają na Wschód z początków dynastii Song, niegdyś popularne wśród Europejczyków. Rozchwytują natomiast brązy, rzeźbione kości i rogi, drewniane meble oraz biały jadeit z Turkiestanu. # Podczas jesiennej serii aukcji w Sotheby’s w Hongkongu łączna sprzedaż chińskich antyków sięgnęła 400 mln dolarów (więcej niż w całym 2009 r.). Największym hitem okazała się ceramika (kupiona łącznie za 148 mln dolarów), różowa porcelanowa waza z dynastii Qing (32 mln dolarów) oraz pieczęć w kształcie dwugłowego smoka rzeźbionawbiałym jadeicie (16 mln dolarów). # Apetyt inwestorów rośnie, ale liczba imperialnych antyków na rynku się kurczy – to jeden z powodów niebotycznych sum. Kupcom bardziej zależy na walorze historycznym i prestiżu, jaki przyniesie im cesarski relikt; wartość artystyczna gra mniejszą rolę. Stąd zdumiewające wyniki aukcji. # W minionym roku w Hongkongu Chińczycy płacili za licytowane przedmioty średnio dwukrotnie więcej, niż szacowali organizatorzy. We wrześniu, podczas nowojorskich targów sztuki Asia Week, emocje były tak wielkie, że jeden z Chińczyków kilkakrotnie przelicytował sam siebie. # Chińscy kupcy – jak określił ich „The Economist” – przypominają gości, którzy dotarli na bankiet nieco spóźnieni i chcą szybko nadrobić straty. Kupują agresywnie, a udział w rynku zwiększają kosztem klientów z USA i Wielkiej Brytanii. Francuzów przeskoczyli już w 2008 r.

nad milion dolarów na dzieła sztuki, tyle samo biznesmenów zainteresowanych dziełami jest dziś w Chinach kontynentalnych, ale tam ich liczba błyskawicznie rośnie. Grupa chińskich miliarderów (liczonych w dolarach amerykańskich) pow i ę ks z y ł a się ze 101 do 130. # Kim są nowi klienci domów aukcyjnych? Wśród najbardziej wpływowych kolekcjonerów z Azji znalazł się m.in. Xu Qiming, potentat branży tekstylnej, specjalista od spraw mody męskiej, a także eksporter węgorzy. W sztukę inwestuje również Lu Hanzhen, który dorobił się fortuny, sprzedając nylon do produkcji opon samochodowych. Znaczącą postacią azjatyckiego rynku sztuki stał się William Chak, handlarz z Hongkongu, który karierę w zawodzie zaczynał jako P

B

{eko+}

AFP

Styl życia

AF

E8

<Waza cesarza Qianlonga zrabowana z Pałacu Letniego w Zakazanym Mieście odnalazła się na strychu w Londynie. Na aukcji kupił ją Chińczyk za 86 mln dolarów podmłotek za116 mln dolarów. Dwa dni wcześniej upadł bank Lehman Brothers. Ale oznaki spowolnienia były widoczne od miesięcy –szczytową wartość65 mi# liardów dolarów rynek # dzieł sztuki osiągnął # w 2007 r., rok później był już wart 15 miliardów mniej. Światowy kryzys uderzył w zachodnich kolekcjonerów, którzy postanowili grać ostrożnie. Czekali. Przez wiele m i e s i ę c y do sprzedaży nie trafiały arcydzieła. Co prawda żelazne „trzyD: death, debt, diviorce” (śmierć, dług, rozwód) dostarczały handlarzom materiału dosprzedaży, ale podaż była dużo mniejsza niż zainteresowanie. W2008 r. dwa największe domy aukcyjne – Christie’s i Sotheby’s – były zmuszone wypłacić sprzedawcom dzieł ponad 200 mln dolarów gwarancji. I kiedy w 2009 r. zachodni rynek sztuki dramatycznie się kurczył, sprzedaż naDalekim Wschodzie zaczęła przynosić zaskakujące zyski. To kupcy zChin iHongkongu odwrócili fatalny trend – ich udział w globalnym


Styl życia

{eko+}

Najbogatszym w Chinach artystą współczesnym jest Fang Lijun, właściciel hoteli i restauracji, który w latach 90. trafił na okładkę „Time’a”. Jest zaliczany do ruchu Cynicznych Realistów, jego prace prezentowała m.in. nowojorska MoMa i paryskie Centre Pompidou. Przez lata nie sprzedawał prac, by nie dzielić kolekcji, także dlatego ich ceny są dziś wysokie. # Obrazy Zenga Fanhzi „Seria Masek nr 6” zostały w 2008 roku sprzedane za blisko 10 mln dolarów (to wciąż rekordowa cena za chińskie płótno współczesne), a w 2010 r. malowane tuszem arcydzieło „Damy dworu” Fu Baoshi zmieniło w Hongkongu właściciela za 4 mln dolarów. Chiński malarz uchodzi za mistrza przedstawiania postaci historycznych. # Teraz nowe rekordy będzie bił Ai Weiwei, rzeźbiarz i architekt, współtwórca stadionu olimpijskiego w Pekinie, którego instalacja „Sunflower Seeds” wypełnia właśnie prestiżowy Turbine Hall londyńskiej Tate Modern (przed nim pracę „How It Is” prezento-

wał tam Mirosław Bałka). Sto milionów ujawniono. Christie’s nie pozostaje wtyporcelanowych nasion słonecznika le – jesienna sprzedaż w Hongkongu ważących 150 ton zostało ręcznie po- przyniosła mu 73 mln dolarów, najwyżmalowanych przez 1600 chińskich ar- szą cenę uzyskał obraz Waltera Spiesa tystów i rozrzuconych na podłodze ga- „Balijska legenda” (2 mln dolarów). lerii. Prace Ai Weiwei’a są od lat w ofer- # W porównaniu z Chińczykami szturmującymi domy aukcyjne zachodni kocie Sotheby’s. # Przebudzenie chińskich biznesme- lekcjonerzy i kupcy są bardzo ostrożni, nów miałoby dla amerykańskich ieuro- przede wszystkim ze względu na niepejskich kolekcjonerów mniejsze zna- pewną sytuację ekonomiczną izmienne czenie, gdyby nie to, że Azjaci coraz wy- kursy walut. Paradoksalnie jednak kryraźniej interesują się sztuką Zachodu. zys wywołał ożywienie na rynku sztuki. Częściej licytują w Londynie i Nowym Dzieła najwyższej jakości, podobnie jak Jorku, telefonicznie albo w systemie złoto, są namacalne i dają większą gwaskładania ofert online. Ale na tym nie rancję opłacalności niż papiery wartokoniec. Dzieła mistrzów impresjoni- ściowe. W przeciwieństwie do nieruzmu, modernizmu i pop-artu ruszają chomości, mogą też zostać spieniężone na Wschód. wróżnych walutach. Miniony rok poka# Gdy w 2004 r. Centre Pompidou wy- zał jednak, że kupcy są skłonni płacić pożyczyło Hongkongowi kurtynę po- wysokie ceny wyłącznie za „żelaznych” malowaną przez Picassa, było to tak artystów iarcydzieła. Kolekcjonerzy dowielkie wydarzenie, że przyszły ją konują dużo bardziej przemyślanych obejrzeć 2 miliony osób. Trzy lata póź- transakcji, o powrocie do zakupowej niej paryska galeria Opera House manii z2007 r. nie ma mowy. otworzyła oddział w Hongkongu i zor- # Największą sensacją jesiennego sezoganizowała wystawę europejskich mi- nu aukcyjnego była sprzedaż obrazu Pistrzów, na okładce katalogu znalazł się cassa „Nagość na płycie rzeźbiarza”. obraz Picassa. I znów przyszły tłumy. Po dziewięciu minutach nowojorskiej Azjatycka metropolia nie ma w swych muzeach ani jednej pracy mistrza kubizmu. Jednak sytuacja szybko się zmienia. # W zeszłym roku do miasta sprowadziła się słynna londyńska galeria Ben Brown Fine Arts – do końca stycznia można tam oglądać i kupować 13 dzieł Hiszpana (ceny od 3 do 16 mln dolarów). Kolejne 40 jest już w nowiutkiej galerii Edouarda Malingue’a, słynnego francuskiego handlarza sztuką, który z Hongkongu zawiezie je do Tajpej. Wszystko po to, by zaoferować Picassa ≥Obraz Roya Lichtensteina poszedł nowym kupcom (ceny od 600 tys. dolaza 42 mln dolarów rów za szkice do 10 mln dolarów za akwarele). Hiszpański malarz cieszy się w Azji wyjątkowym zainteresowa- aukcji anonimowy kupiec zapłacił niem, ponieważ tworzył barwne i wiel- za nie 106,5 mln dolarów. Eduard Dolkoformatowe prace. Dla Chińczyków man z Christie’s powiedział wtedy, że rozmiar ma znaczenie. sprawcami nagłego przebudzenia rynku sztuki iwysokiej ceny płótna są klienci z Rosji, Chin i Bliskiego Wschodu. To oni kupują większość dzieł – przeciętnie 91 na 100 najdroższych okazów. Amerykańscy kolekcjonerzy, tacy jak Steve Wynn, potentat z Las Vegas, stoją po drugiej stronie lady. I sprzedają. Wynn spieniężył w minionym roku m.in. słynną ikonę pop-artu „Ohhh. Alright…” Roya Lichtensteina za 42 mln dolarów. Większość jego zbiorów trafia doRosji, Chin, Indii iAbu Dhabi. # Jeśli światowa gospodarka nie przejdzie w 2011 r. żadnej gwałtownej zmiany, ten trend się wzmocni. Chińczycy skoncentrują się na dziełach impresjonistów, podobnie jak robili to japońscy kupcy w latach 80. A im mniej atrakcyjnych płócien będzie na rynku, tym gorętsze staną się licytacje. # Najbliższą okazję do wielkich transakcji szykuje w lutym londyńska Sotheby’s. Oprócz dzieł Chagalla, Dalego, Giacomettiego i Modiglianiego do sprzedaży trafi gratka – tryptyk dawno niewidzianego na aukcjach Francisa Bacona. Seria trzech portretów przedstawiających innego malaowy trend – wzmacnianie pozy- rza – Luciena Freuda – znajdowała się cji Hongkongu poprzez sprze- od 1965 r. w rękach prywatnych i nidaż zachodnich dzieł – nasilił się gdy nie była prezentowana. Tryptyk pod koniec 2010 roku. Seoul Auction jest śladem przyjaźni dwóch rywaliHouse, najpoważniejszy lokalny rywal zujących artystów, którzy popijali raSotheby’s i Christie’s, w październiku zem w londyńskim barze Colony sprzedał „Modelkę w Atelier” Picassa Room, ale poróżnili się w latach 70. za 2,3 mln dolarów, a „Gladiatora i mu- XX wieku. Gdy w 2003 r. podobny zykę” Chagalla zaponad4 mln dolarów tryptyk Bacona trafił na aukcję, pe(to najwyższa cena zachodniego płótna wien Tajwańczyk kupił go za 3,8 mln naazjatyckiej aukcji). Seoul Auction jest dolarów. Ale od tamtej pory ceny dzieł pionierem sprzedaży europejskich Bacona niebotycznie wzrosły. W2008 i amerykańskich dzieł w Azji – w 2008 r. r. Roman Ambramowicz zapłacił jako pierwszy zaoferował je na aukcji za wielkoformatowy tryptyk i pośredniczył w sprzedaży pracy Da- 86 mln dolarów. Wszystko wskazuje, że i tym razem płótna powędrują miena Hirsta za 1,7 mln dolarów. # Sotheby’s w listopadzie 2010 r. prze- na Wschód. ∑ prowadził pierwszą w Hongkongu aum.in. z publikacji „International kcję impresjonistów – pod młotek po- Korzystałam Herald Tribune”, „The Economist”, „Art Market szło 21 dzieł, ale wyników aukcji nie Monitor” i „South China Morning Post”. AP/LENNART PREISS

KIN CHE UNG /AP

≥Tryptyk 1976 obrocie wzrósł w ciągu roku z 8 do 14 Francisa Bacona procent. Płacili zadzieła sztuki tak dużo, kupił Roman że wielkie domy aukcyjne ponad Abramowicz za 40 procent zysków czerpały z Azji. # Światowa ekspansja Sotheby’s iChri86 mln funtów stie’s zaczęła się przedkryzysem, ale ich szefowie przyjęli różne strategie. Dom aukcyjny Sotheby’s najpierw dostrzegł potencjał kupców rosyjskich i jest dziś nadWołgą silniejszy niż konkurent. Jego marka znaczy też więcej na Bliskim Wschodzie – Sotheby’s ma biuro w Katarze, jego wiernym klientem jest tamtejsza rodzina królewska. W Chinach <Jadeitowy obcokrajowcy nie mogą otwierać domów aukcyjnych, dlatego Sotheby’s stempel działa poprzez oddział w Hongkongu. cesarski Natomiast właściciele Christie’s z dynastii Qing czują się w Chinach pewniej, sprzedano za mają umowę licencyjną 16 mln dolarów z pekińskim domem aukcyjnym Forever International Auction Company. Są też obecni na Bliskim Wschodzie, organizują coroczne aukcje wDubaju. # Dziś więcej chińskich antyków trafia na aukcje w Hongkongu niż w Londynie, Paryżu i Nowym Jorku. Utrudnieniem w handlu chińską sztuką są przepisy chroniące cesarski dorobek. Administracja George’a W. Busha po pięciu latach negocjacji uległa Chińczykom i przyjęła prawo o zakazie importu części dzieł do USA. Rząd w Pekinie planuje jeszcze ostrzejsze zabez>Ai Weiwei i jego praca pieczenia: zakaz wywozu wszystkich w londyńskim dzieł sztuki sprzed 1911 r., czyli powsta# Tate Modern łych do upadku dynastii Qing. Zgodnie – 100 mln ręcznie z konwencją UNESCO z Chin nie wolno malowanych porcelanowych nasion też wywozić ani handlować antykami słonecznika bez licencji, np. znaleziskami archeolo. gicznymi. Kłopotem jest również nieuregulowany lokalny rynek – chińskie domy aukcyjne żyją krótko, autoryzowanych jest około 250 w Chinach i 55 w Hongkongu, ale w praktyce działa ≤Fang Lijun z ruchu Cynicznych Realistów, kilka tysięcy. Eksperci przepowiadają, najbogatszy artysta że Chińczycy mogą w przyszłości wyw Chinach kupić jeden z wielkich domów aukcyjnych w Europie lub USA.

Płótna jak złoto

Gwiazdy w Azji

N

AP

M

imo formalnych trudności azjatycki rynek sztuki zapewnia dziś jedno: rosnący popyt. Oprócz antyków nowi azjatyccy bogacze (m.in. z Indii i Indonezji) są spragnieni nowoczesnych emblematów prestiżu, urządzają apartamenty na wzór zachodni, dlatego chętniej inwestują w sztukę współczesną. Rosną notowania chińskich artystów. # Obraz Zhanga Xiaoganga „Rozdział nowego stulecia – Narodziny Chińskiej Republiki Ludowej II” został w tym roku sprzedany za 6,7 mln dolarów. Kupił go Budi Tek, indonezyjski biznesmen zakochany w chińskiej sztuce. Otworzył już prywatne muzeum w Dżakarcie, planuje kolejne w Szanghaju.

E9

AFP

Piątek

28 stycznia 2011

AFP

◊ rp.pl/ekonomia


Styl życia

{eko+}

Piątek

rp.pl/ekonomia ◊

28 stycznia 2011

IWAN BAAN

E10

≥Dom w Vals skromnie zakopano w ziemi, żeby nie odwracał uwagi od sąsiedniego budynku Term, projektu wybitnego, nagrodzonego Pritzkerem architekta Petera Zumthora

Wille Formuły

1

G

Gdy lokalni robotnicy z małego Vals w szwajcarskich Alpach usłyszeli, że kamienie na fasadzie budowanego przez nich domu mają być położone nierówno, jakby układało je dziecko, a nie prawdziwy Szwajcar, byli zdenerwowani. Tym bardziej nie mogli zrozumieć, o co chodzi, gdy architekci kazali im zostawić kamień, który utknął w jednym ze świetlików. # W kraju, gdzie tabliczki czekolady odlewa się równie starannie jak części do zegarków, a żywopłoty trzymają kanty ostre jak brzytwy, powstał dom daleki od doskonałości. I właśnie on został uznany za najlepszy dom prywatny w konkursie Design Awards 2011 prestiżowego lifestyle’owego magazynu „Wallpaper”. Zaprojektowali go Chri-

stian Müller, Szwajcar, który prowadzi swoją pracownię w Rotterdamie, oraz Holender Bjarne Mastenbroek z amsterdamskiego studia SeARCH. Obie te nacje, choć bardzo różne, należą do czołówki europejskiej architektonicznej awangardy. # – Niedoskonałości dobrze nam wyszły, więc pod tym względem to jest doskonały dom – żartuje Christian Müller. – Szwajcarzy kładą nacisk na detal i precyzję wykończenia, w Villi Vals dla nas ważniejszy był pomysł i „urlopowy” luz, to przecież dom na wakacje. Zależało nam, by było widać swobodę i zmysł zabawy, z jakim go budowaliśmy. W domu jest kilka niespodzianek, m.in. do wejścia prowadzi podziemny tunel, schody we wnętrzu są zamykane jak szafa. Przeciętny alpejski dom to

CHRISTIAN MULLER ARCHITECTS

MAJA MOZGA-GÓRECKA Domy z całego świata, także z Polski, ścigają się o tytuły w prestiżowych konkursach. Norki, krokodyle i magazyny. Nie zawsze wyglądają, jakby służyły do mieszkania

≥Lisia norka do wynajęcia w Vals

dziś „chata” bez jakichkolwiek nawiązań do miejsca, w którym powstała. My zrobiliśmy odwrotnie, podkreślając związek między budynkiem a przyrodą – wyjaśnia „Rz” Müller. # Villa Vals wygląda jak lisia norka wygrzebana we wzgórzu. Pochylisz się nad nią zbyt nisko, to wpadniesz. Wpaść może każdy, bo 12-osobowy dom wynajmuje się na wakacje. W sezonie zimowym koszt to 3500 euro na tydzień. # – Nie ma nic wspólnego z bunkrem, choć mogłoby się tak wydawać na pierwszy rzut oka – opowiada dalej Müller. – Wszystkie pokoje mają okna w fasadzie, mieszkańcy korzystają więc z naturalnego światła i pięknych widoków. Dom ma też znakomitą izolację.


Piątek

◊ rp.pl/ekonomia

28 stycznia 2011

Styl życia E11

{eko+}

dziej świadomi i zamożni klienci, którzy w okresie boomu gotowi byli za niepowtarzalny dom zapłacić nawet kilkanaście milionów złotych. A Konieczny zaczął wymyślać i realizować coraz bardziej śmiałe projekty, takie jak np. zakopane w ziemi domy Ślimak i Ukryty czy podwarszawski Dom Bezpieczny – grafitowy monolit bez widocznych okien, jednorodzinna twierdza, w której zewnętrzne ściany poruszają się za naciśnięciem pilota.

Jak tłumaczą architekci, ukryto go w ziemi ze względu na to, co się znajduje w bezpośrednim sąsiedztwie. Obok willi położone są bowiem słynne Termy w Vals (proj. Petera Zumthora, laureata Nagrody Pritzkera). Architektom zależało, by nie rywalizować z budynkiem uznawanym za jedno z najznakomitszych dzieł architektury XX wieku.

Roszady geograficzne SERGIO PIRRONE BEN RYUKI MIYAGI

<Amerykańska Villa Metamorphosis powstała ze starego parterowego domu. Inspiracją dla architekta była „Przemiana” Franza Kafki

WOJCIECH KRYŃSKI/WIZJA.KRAKÓW.PL

≥White O – wakacyjny dom w Marbelli w Chile projektu słynnego Japończyka Toyo Ito

<Dom w Burowie startował w konkursie na Dom Roku portalu WAN, który miesięcznie odwiedza prawie 11 mln internautów

15

lutego poznamy zwycięzcę konkursu na Dom Roku 2010 portalu World Architecture News, który miesięcznie odwiedza prawie 11 milionów internautów. W aż 118-osobowym jury są m.in. tacy architekci, jak Will Alsop, Rafael Vinoly czy Patrick Schumacher, biznesowy partner Zahy Hadid. Wśród kandydatów (wielkich nazwisk brak) znajdziemy nowoczesną rezydencję urządzoną w starej twierdzy napoleońskiej i irański biały domek-pudełko na czterech nóżkach. Do drugiego etapu nie przeszły ani „Balansująca stodoła” znanej holenderskiej pracowni MVRDV

– dom w kształcie 30-metrowej stodoły, której połowa wystaje z pagórka i wisi nad ziemią, jak trampolina, ani polski dom zbudowany w Burowie pod Krakowem, współczesne nawiązanie do drewnianej architektury w Małopolsce. Zarówno ściany, jak i dach domu obłożono listwami świerka syberyjskiego (projekt biura architektonicznego Wizja, laureat ubiegłorocznej Nagrody Województwa Małopolskiego im. Stanisława Witkiewicza). # Osile oddziaływania międzynarodowych konkursów architektonicznych świadczy przykład Domu Aatrialnego, ≤Dom na warszawskim który zwyciężył w konkursie WAN pięć Bródnie jest jedynym lat temu. Konkurs nie ma długiej tradyprywatnym domem cji, mimo to z twórcy domu, Roberta wśród 12 polskich Koniecznego, zrobił pierwszego i na razie chyba jedynego celebrytę polskiej kandydatów do architektury. Do małej pracowni w KaNagrody im. Miesa towicach zaczęli przyjeżdżać coraz barvan der Rohe

J. SOKOŁOWSKI

Twierdze polskie i napoleońskie

#

J. SOKOŁOWSKI

W

allpaper” zawsze w konkursach pokazuje odważne formy architektoniczne, które często przypominają raczej rzeźby niż dom. W składzie sędziowskim zasiadają nie tylko projektanci, ale także muzycy i artyści, zawsze znani i wpływowi. W tym roku oprócz architekta Mario Belliniego byli to m.in.: kompozytor Michael Nyman, raper Pharrell Williams, rzeźbiarz Marc Quinn oraz Raf Simons, belgijski projektant mody, i Natalie Massenet, założycielka sklepu Net-a-porter. Taki skład gwarantuje uruchomienie radaru wyczulonego na trendy. # W tym konkursie trudno więc szukać zwykłych domów. Z lisią norką rywalizowała np. Villa Metamorphosis zbudowana w USA przez Japończyka Bena Ryuki Miyagi, która przypomina krokodyla z otwartą paszczą. Jest w niej coś ze świadomego kiczu i groteski, powiedzmy trochę eufemistycznie, że ma popartowski wdzięk. Inny kandydat, Townhouse, to z kolei biały minimalistyczny prostopadłościan, w którym nieregularnie wycięto kwadraty okien. Takie domy spotyka się w Tokio, a nie przy wąskiej uliczce wśród parterowych chat o dwuspadowych dachach krytych dachówką. Typowy eteryczny „japończyk” dzięki pracowni Elding Oscarson ze Sztokholmu stanął bowiem nie w Tokio, lecz w szwedzkiej Landskronie. To nie koniec geograficznych roszad. Prawdziwy Japończyk, w dodatku sławny ogromnie, Toyo Ito, zbudował dom w Chile w miejscowości Marbella – betonowa płynna forma, całkowicie otwarta, przeszklona od podłogi do sufitu, jak litera O otacza wewnętrzny dziedziniec z ogrodem pięknie wykorzystując lekkie pochyłości terenu. # Jurorzy „Wallpapera” wybierają zwycięzców w 11 kategoriach. Przyznają m.in. wyróżnienia dla najlepszego miasta (w 2011 r. Rio de Janeiro) albo przedmiot, który wzbogacił życie (iPad). Za najlepszy budynek publiczny uznano Rolex Learning Center w Lozannie. Najlepszym projektantem jurorzy obwołali Thomasa Heatherwicka, któremu Wielka Brytania zawdzięcza niezwykły pawilon na Expo w Szanghaju. Budynek promował różnorodność biologiczną i był zbudowany z 60 tysięcy prętów z przezroczystego pleksi, a w każdym z nich zatopiono po ziarenku ginących gatunków roślin. Pręty poruszały się na wietrze jak w dmuchawcu, wpuszczały światło do wnętrza, była w tym lekkość i architektoniczna wyobraźnia. Po Expo obiekt za 25 milionów funtów po prostu zdmuchnięto – pręciki z pleksi miały trafić do chińskich szkół. # Charakterystyczną cechą projektów Heatherwicka jest ruch. Jego zwodzony most na kanale Grand Union w Londynie zwija się jak gąsieniczka. Na krześle Spun, przypominającym dziecięcego bączka, można się delikatnie kołysać albo całkiem zawirować i odlecieć. Kosztuje 250 euro, ale należy uwzględnić koszty serwisowania błędnika.

Czysta forma i skup złomu

W

podobnej stylistyce, choć już bez obsesji bezpieczeństwa, utrzymany jest dom artystki Moniki Sosnowskiej zbudowany na warszawskim Bródnie. Ciemno szary, niepozorny, parterowy budynek o ślepych ścianach jako jedyny prywatny dom w Polsce zdobył nominację do tegorocznej Nagrody im. Miesa van der Rohe, najbardziej prestiżowego wyróżnienia w europejskiej architekturze. # Wygląda jak magazyn – komentuje taksówkarz, który mnie przywiózł. Na 600-metrowej działce stanęły cztery budynki z otynkowanego gazobetonu (dom właścicielki, dom dla gości, garaż i pracownia), z których każdy ma swój własny wewnętrzny dziedziniec. Od strony ulicy nie widać okien, całe życie skierowane jest do środka. # – To miał być tani dom i bardzo pragmatyczny, ale powstawał podczas tąpnięcia na rynku, kiedy wszyscy robotnicy budowlani pojechali do Anglii, a w Polsce ceny zaczęły szaleć, dlatego znacznie przekroczyliśmy budżet –mówi „Rz” Marcin Kwietowicz, który zaprojektował dom razem z Piotrem Brzozą i przy współpracy Grażyny Czarnoty. Wewnątrz podłogi są żelbetowe, sufity zsosnowych desek ocieplają przestrzeń i podkreślają nachylenie jednospadowych dachów. # Bródno, dzielnica znana głównie z blokowisk z lat 70., nie jest popularną lokalizacją dla prywatnych domów jednorodzinnych. Ten stoi w pierzei maleńkiej uliczki o skromnej zabudowie, naprzeciwko żydowskiego cmentarza. Z prawej strony ściśle przylega do zaniedbanego, piętrowego budynku o jednospadowym dachu i z wybitymi oknami, które zasłonięto niebieską ceratą. Odarte z tynku ściany pokazują pęknięcia w ceglanym murze i krzywe listewki rusztu. Z lewej – skup złomu metali kolorowych, buda z pustaków o ogołoconych ścianach ogrodzona płotem z obdrapaną farbą. # – W okolicy zabudowa jest przypadkowa – przyznaje Kwietowicz. – Ja ją akurat uważam za pewną wartość, szukam ukrytego porządku w tym chaosie. Mamy taką a nie inną tradycję budowlaną i nie należy się tego wstydzić. ∑


ekonomia

&rynek

{eko+}

Piątek

rp.pl/ekonomia ◊

28 stycznia 2011

JERZY DUDEK

E12

MARCIN MROWIEC Okrągła, 20. rocznica rozpoczęcia przemian wolnorynkowych w Polsce przyniosła wiele szczegółowych analiz i dyskusji. Trochę brakuje ogólnego, systemowego spojrzenia na modus operandi systemu finansów publicznych w tych dwóch dekadach

Żyć

na kredyt coraz trudniej

MIROSŁAW OWCZAREK

G

dyby na finanse publiczne spojrzeć z 20-letniej perspektywy przemian wolnorynkowych, jednym z pierwszych spostrzeżeń musiałoby być to, że system nie jest samowystarczalny. Finanse państwa nie są zbilansowane ani w krótkim (rocznym), ani w dłuższym horyzoncie czasowym (np. w ramach cyklu gospodarczego). Wciąż wymagają zasilania z zewnątrz. Czy to wpływami ze sprzedaży aktywów odziedziczonych po poprzednim systemie, czy poprzez zaciąganie nowego długu na rynkach finansowych. Taki system jest nie do utrzymania, szczególnie w kontekście zmian demograficznych, które czekają nasze społeczeństwo.

Remanent po poprzednim systemie

G

dyby wprost zsumować wartość przychodów prywatyzacyjnych w latach 1990 –2010, otrzymalibyśmy sumę nieco ponad 125 mld złotych. Takie dane nie byłyby jednak miarodajne, gdyż złoty 10 czy 20 lat temu miał inną wartość niż obecnie. Standardową procedurą wtakich przypadkach jest sprowadzenie danych dowspólnego mianownika czasowego (wartość bieżąca netto). Gdyby przyjąć założenie, że wpływy w kolejnych latach były inwestowane i przynosiły zwrot równy średniemu trzymiesięcznemu WIBOR, ich wartość „w pieniądzu roku 2010” wynosiłaby ok.250 mld zł.


Dotychczas sprzedane aktywa reprezentują znaczną większość tego, co można w miarę bezpiecznie sprzedać. Gdyby chcieć sprzedać wszystko, prawdopodobnie uzbierałoby się jeszcze nieco ponad 100 mld zł. # Wraz z aktywami po poprzednim systemie odziedziczyliśmy jednak także dług. W roku 1989 zobowiązania Skarbu Państwa wobec wierzycieli zagranicznych wynosiły 42,3 mld dolarów, głównie wobec wierzycieli skupionych w Klubie Paryskim (rządy państw) oraz Londyńskim (wierzyciele prywatni). W pierwszej połowie lat 90. dokonano restrukturyzacji spłat oraz umorzenia części odsetek, ale i tak na koniec 1994 roku zadłużenie wynosiło 42,7 mld ówczesnych dolarów. Ile spośród tych długów udało się dotąd spłacić? Formalnie prawie wszystkie, jednak w sensie ekonomicznym prawie żadnego. Skąd ten paradoks? # Te zobowiązania, które wtedy były do spłaty, już zostały formalnie spłacone, jednak… poprzez emisję innych zobowiązań, głównie długu na rynku zagranicznym. Aby w sensie ekonomicznym mówić o spłacie długu, musiałaby zaistnieć taka sytuacja, abyśmy po odliczeniu wszelkich wydatków budżetu państwa mieli jakąś nadwyżkę, która spłaciłaby choć część długu. Takiej sytuacji jednak nie mieliśmy nigdy od początku transformacji – zawsze był deficyt, zawsze dług narastał, zmienne były jedynie forma tego długu oraz tempo jego przyrostu. Czasami mylne wrażenie zmniejszania się długu było wywoływane wahaniami kursów walutowych (co wpływa na wycenę długu w walutach obcych) –jednak jak dotąd spłata polegała jedynie na zamianie jednego długu na inny. # Gdyby przeliczyć 42,3 mld dolarów z roku 1994 na dolary roku 2010 (przyjmując założenie inwestowania ich po średniej w danym roku stawce trzymiesięcznego LIBOR w dolarach amerykańskich), otrzymalibyśmy około 75,8 mld USD, czyli po kursie z końca2010 roku równowartość ok. 225 mld zł. Innymi słowy, z grubsza wartość dotychczas sprywatyzowanego majątku zbliżona była do sumy odziedziczonego zadłużenia. Problem jednak polega na tym, że aktywa sprzedano w ramach prywatyzacji, a wpływy z nich skonsumowano. Długu jednak nie spłacono, a jedynie rolowano (ponosząc po drodze koszty odsetek), dokładając do tego nowy dług, generowany systematycznie w finansach publicznych, niezależnie od tego, czy mamy wzrost gospodarczy czy recesję.

#

Liczniki kręcą się szybciej

S

pójrzmy na łączną skalę tego zadłużenia. Ostatnie oficjalne dane Ministerstwa Finansów mówią o zadłużeniu sektora finansów publicznych na poziomie 746,1 mld zł na koniec września 2010 roku. Biorąc pod uwagę, że z tej kwoty równowartość ok. 225 mld zł to dług „odziedziczony”, pozostałe ok. 521 mld zł to dług netto zaciągnięty w ostatnim 20-leciu. Innymi słowy, od początku transformacji do długu odziedziczonego

28 stycznia 2011

po poprzednim systemie dołożono kolejne ponad 500 mld zł, mimo że w międzyczasie skonsumowano większość aktywów odziedziczonych po poprzednim systemie. Na koniec 2010 roku zadłużenie wyniesie grubo po# nad 750 mld zł, na horyzoncie nie widać zaś żadnych oznak tego, aby przyrost długu miał zahamować. Wręcz przeciwnie, planuje się dalszy wzrost zadłużenia, jedynym ograniczeniem zaś wydaje się ustawowy limit 55 proc. PKB dotyczący kategorii państwowego długu publicznego (zbliżony, choć nie tożsamy z długiem sektora finansów publicznych). Do obliczeń limitu zadłużenia używa się nominalnego PKB, na który składają się wzrost realny oraz inflacja. To powoduje, że ten limit 55 proc. z roku na rok się podnosi – dominujący obecnie styl myślenia stara się jedynie o to, aby tempo wzrostu długu utrzymywać poniżej tej coraz wyżej zawieszonej poprzeczki. W ciągu kilku lat oznacza to dalszy istotny wzrost zadłużenia. Opublikowany w sierpniu 2010 roku dokument rządowy: wieloletni plan finansowy zakłada wzrost państwowego długu publicznego o kolejne ponad 180 mld zł od końca 2010 do końca 2013 roku.

Na co idą pieniądze

J

eśli tak bardzo i tak szybko się zadłużamy, to oczywiście powstaje pytanie, na co idą te pieniądze. Niestety, w minionym 20-leciu nie zbudowaliśmy niczego porównywalnego ani do Centralnego Okręgu Przemysłowego, ani do Gdyni. Nie zbudowaliśmy nawet porządnych dróg (nie wspominając o przysłowiowych już autostradach) – budujemy je dopiero teraz, głównie za nie nasze pieniądze (fundusze europejskie). A i to idzie po grudzie, gdyż w związku z już osiągniętym poziomem długu mamy trudność z dołożeniem własnej złotówki do każdych 3 – 4 złotych, które dostajemy z Unii. # Skąd więc te długi, jeśli nie z poważnych inwestycji? Trochę inwestycji jednak było (wyraźniej ruszyły w ostatnich latach, wspierane funduszami z UE). Jednak dominująca część długu to koszty potężnego przestawienia systemu gospodarczego, przeorientowania go z gospodarki nakazowej i „współpracy w ramach RWPG” na rynkową konkurencję z krajami i na rynkach znacznie bardziej zaawansowanych, gdzie początkowo nasze firmy nie miały czego szukać. Tego rodzaju przekształcenia wiązały się ze znacznymi kosztami społecznymi, których część rozładowywano łatwym dostępem do rent (lata 90.), wysyłaniem ludzi na emeryturę znacznie szybciej niż w innych krajach (pomimo zmian w tym zakresie wciąż mamy jeden z najniższych średnich wieków faktycznego prze-

ekonomia E13

{eko+}

chodzenia na emeryturę w krajach OECD). Amortyzowanie kosztów społecznych poprzez transfery społeczne przełożyło się na jeden z najniższych w EU i OECD wskaźników aktywności zawodowej w Polsce. # Na dług złożyły się koszty dotowania tych sektorów gospodarki, które nie potrafiły (bądź nie widziały takiej konieczności, licząc na ciągłe zasilanie z budżetu państwa) dojść do samowystarczalności ekonomicznej. To wreszcie koszty zaniechań, ciągłego odkładania „na po wyborach” zmian równoważących budżet. # Lista oczywiście jest znacznie dłuższa, można też znaleźć dodatkowe „okoliczności łagodzące”, jak np. wprowadzenie reformy emerytalnej, która częściowo ujawniła (a nie wygenerowała) dług międzypokoleniowy.

&rynek

Nowoczesna administracja DOMINIK PISAREK

Piątek

◊ rp.pl/ekonomia

KRZYSZTOF RYBIŃSKI Powstrzymać narastanie kuli śniegowej

T

o wszystko jednak nie może przesłonić zasadniczej cechy naszego systemu ekonomicznego – opiera się on na ciągłej konsumpcji zasobów, albo tych wytworzonych w przeszłości (prywatyzacja), albo tych, które dopiero mają być wygenerowane w przyszłości (zaciąganie długu). To ciągłe życie na kredyt odbywa się w warunkach sprzyjającej demografii, która jednak nieubłaganie będzie się zmieniać na niekorzyść. # Jeśli teraz, kiedy na jedną osobę w wieku poprodukcyjnym przypada 2,6 osoby w wieku produkcyjnym, mamy ciągłe akumulowanie długu, to jak będzie wyglądała sytuacja po 2015 roku, od kiedy szybko będzie rosła liczba osób w wieku poprodukcyjnym? W 2030 roku na jedną osobę w wieku poprodukcyjnym będzie przypadało mniej niż 1,5 osoby w wieku produkcyjnym (raport „Polska 2030”, str. 69). Jeśli do tego czasu istotnie nie poprawi się współczynnik aktywności zawodowej osób w wieku produkcyjnym (obecnie nieco ponad 72 proc.), to niebezpiecznie zbliżymy się do poziomu 1 osoby pracującej przypadającej na 1 osobę w wieku poprodukcyjnym. Uwzględniwszy osoby w wieku przedprodukcyjnym (np. własne dzieci osoby pracującej), będzie więcej niepracujących niż pracujących. # Jak wtedy będą wyglądały finanse państwa? Jeśli dotychczas, mając dobrą albo bardzo dobrą sytuację demograficzną, nasz system zadłużył każdego z 16,2 mln pracujących na ponad 46 tys. zł, plany na kolejne lata zakładają zaś dalszy wzrost zadłużenia, to kiedy przyjdzie ten moment, że zadłużenie nie będzie już rosło (nie tylko w odniesieniu do PKB)? Kiedy zaczniemy je spłacać? Jeśli teraz nie zaczniemy przeciwdziałać procesowi narastania kuli śnieżnej zadłużenia, to w każdym kolejnym roku będzie trudniej ze względu nacoraz wyższy dług icoraz trudniejszą sytuację demograficzną, czyli rosnące potrzeby finansowania rent, emerytur oraz usług medycznych. Musimy przerwać błędne koło narastania długu, gdyż inaczej w końcu jego ciężar może się stać nie do udźwignięcia. Autor jest głównym ekonomistą banku Pekao SA Wyrażone w artykule poglądy są poglądami osobistymi autora, nie zaś instytucji, z którą jest związany

P

odróże kształcą – jest takie powiedzenie. Ale kształcą tylko wtedy, gdy podczas podróży obserwujemy dobre pomysły innych i staramy się je wdrożyć w życie. Podam dwa przykłady z mojej ostatniej podróży do Wielkiej Brytanii, gdzie spotykałem się z władzami kilku szkół wyższych w celu nawiązania współpracy w zakresie badań i kształcenia z moją uczelnią.

∑ Kupując bilet na pociąg, płaci się więcej, gdy podróż ma miejsce w godzinie szczytu, i mniej poza nią. Płaci się więcej za bilet na dowolny pociąg w ciągu pięciu dni i mniej za bilet na konkretny pociąg na tej samej trasie. Pociągi są czyste i szybkie, ale bilet w godzinie szczytu jest kilkakrotnie droższy niż bilet PKP na podobną odległość. Mimo to pociągi, którymi jechałem, były prawie pełne. # Drugi przykład pochodzi z porannej gazety „Leicester Mercury”. Członkini rady miasta Leicester odpowiedzialna za środowisko uruchamia projekt, którego celem jest poprawienie czystości ulic. Została stworzona aplikacja na smartphony (działała w systemach iPhone, Android i Blackberry), dzięki której każdy, kto ma taki telefon, może pobrać aplikację, a następnie jeżeli zobaczy śmieci walające się na ulicy lub w parku – zrobić zdjęcie. Zostanie ono wraz ze współrzędnymi GPS przekazane do specjalnego serwisu Czyste Leicester, gdzie zostanie zarejestrowane wraz z informacją, kiedy zgłoszenie zostało przyjęte. Większość śmieci miasto usuwa w ciągu 24 godzin, później pojawia się informacja, że zgłoszenie zostało zrealizowane. Koszt całego systemu to 5 tys. funtów. To niewiele, porównując z niektórymi portalami – realizowanymi w Polsce za unijne pieniądze – dla kotów, chomików czy fryzjerów, które kosztują setki tysięcy złotych.

∑ W ostatnim roku wystąpiłem na kilku dużych konferencjach i szkoleniach dla samorządowców, pokazując nowoczesne modele usług publicznych, które polegają na zaangażowaniu mieszkańców lokalnej społeczności, gminy, dzielnicy czy miasta. Pokazywałem serwis FixMyStreet. com działający w Wielkiej Brytanii, na który mieszkańcy mogą zgłaszać dziury w drogach, robiąc ich zdjęcia. Zgłoszenia

są przyjmowane, jest informacja o statusie sprawy, po dokonaniu naprawy pojawia się odpowiednia informacja na stronie internetowej. Serwis można jeszcze uzupełnić o SMS do obywatela, który powiadomił o dziurze, że zgłoszenie zostało przyjęte, a dziura naprawiona. W ten sposób obywatele zostaną zaangażowani we współrządzenie w gminie czy powiecie, a koszty administracji spadną, bo nie będą potrzebni urzędnicy pilnujący, czy na ulicach pojawiły się dziury. # Często po mojej prezentacji o nowoczesnej administracji słyszę komentarze, że chyba nie wiem, jak skomplikowane jest zarządzanie drogami. Są drogi gminne, powiatowe, wojewódzkie i jeszcze inne. Jeżeli przyjdzie zgłoszenie, to kto ma się tym zająć? Najpierw trzeba ustalić, na czyjej drodze jest dziura, co może zająć wiele tygodni, do czego trzeba będzie zatrudnić nowych urzędników. A tak każdy urząd ma swoich, którzy szukają dziur na ich drogach, inne dziury są im obojętne.

∑ Od dłuższego czasu piszę o patologiach polskiego rozwoju, w tym o syndromie Parkinsona w administracji publicznej, czyli o niekontrolowanym wzroście zatrudnienia w administracji. Podczas wizyt w innych krajach, czy to jest Malezja, Singapur, czy Wielka Brytania, widzę olbrzymi postęp, który dokonuje się w zarządzaniu w sektorze publicznym. Niestety, w Polsce ten postęp dokonuje się bardzo powoli, a w niektórych obszarach się cofamy. Wzrost zatrudnienia jest właśnie efektem złego zarządzania w administracji.

∑ Mamy do wydania 6 mld zł ze środków unijnych na e-administrację. Zanim przeznaczymy je na nowe sieci i serwery, warto się przez chwilę zastanowić, czy nie należałoby sięgnąć po dobre przykłady z innych krajów. Już niedługo na serwisie Ideosfera.pl rozpocznę konsultacje na temat barier innowacyjności w ramach prac nad raportem o innowacyjności polskiej gospodarki, który zostanie przedstawiony na kongresie w czerwcu. Jednym z wątków raportu będzie brak innowacyjności w administracji publicznej i propozycje zmian. # Zapraszam do współpracy i do podzielenia się pomysłami. Autor jest profesorem, rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie


E14

ekonomia

&rynek

{eko+}

Piątek

rp.pl/ekonomia ◊

28 stycznia 2011

N

samych przywilejach jak praca nacały etat. Kluczowa jest także możliwość elastycznego ustalania godzin czasu pracy. # W Polsce rozpowszechnienie pracy na część etatu wśród kobiet jest nawet kilkukrotnie mniejsze niż w innych krajach, zwłaszcza tych, które mają wysokie stopy zatrudnienia młodych matek. Również możliwości elastycznej organizacji czasu pracy są w Polsce ograniczone. Ponad 42 proc. kobiet twierdzi, że nie ma możliwości zmiany godziny rozpoczęcia izakończenia pracy, a jedynie 12,8 proc. pracowników ma jakikolwiek wpływ na ustalanie godzin czasu. W Szwecji, Holandii czy Danii jest ich trzy- lub czterokrotnie więcej. Warto dodać, że niemal 40 proc. kobiet sprawujących opiekę uznaje elastyczny czas pracy za preferowaną formę organi# zacji życia zawodowego i rodzinnego.

Natle innych krajów Unii Europejskiej Polska ma jeden zniższych poziomów zatrudnienia kobiet mających małe dzieci oraz „młodych babć”, a więc kobiet w wieku przedemerytalnym. Aktywność ekonomicznakobiet wnaszym kraju jest generalnie niższa niż mężczyzn, a różnica ta jest szczególnie duża do 35. roku życia, a więc do momentu, kiedy pod opieką w rodzinie pozostają małe dzieci. Jest też duża po50. roku życia, gdy zaczynają się pojawiać w rodzinie wnuki. # W odróżnieniu np. od krajów skandynawskich w Polsce pojawienie się w rodzinie małych dzieci powoduje, że to przede wszystkim kobiety, a nie mężczyźni, znacznie ograniczają swoją aktywność zawodową. Konsekwencją są między innymi: # ∑ słabsza pozycja kobiet # na rynku pracy, ∑ przeciętnie niższe ich za# robki, ∑ przeciętnie niższe ich przy# szłe emerytury.

Opieka nad dziećmi do lat pięciu

Z

Więcej pracujących kobiet, mniej dzieci?

#

W

publicznych debatach pojawia się często obawa o konsekwencje zwiększania aktywności zawodowej kobiet dla poziomów płodności, a w zwiększaniu dzietności kobiet widzi się barierę dla ich aktywizacji na rynku pracy. Jednak jak pokazują doświadczenia wielu krajów wysoko rozwiniętych (m. in. USA, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii, Francji, Australii), można mieć jednocześnie wyższy niż Polska poziom dzietności i wyższy poziom aktywności zawodowej kobiet. # Gdy porównujemy różne kraje w ujęciu przekrojowym, wyraźnie widać, że generalnie im kraj ma wyższy poziom aktywności zawodowej kobiet, tym wyższy ma również poziom dzietności. # Sama dzietność nie może więc być obecnie traktowana jako bariera w aktywności zawodowej kobiet. Oczywiście ważną rolę odgrywają indywidualne, choć w znacznej mierze uwarunkowane kulturowo preferencje kobiet i ich partnerów co do podziału ról w rodzinie i przekonań na temat konieczności osobistej, pełnej opieki nad dzieckiem. Jednak – jak wynika z badań naukowych i doświadczeń wielu krajów – bardzo istotne okazują się również takie czynniki, jak np. realne możliwości godzenia pracy z opieką nad dziećmi, co umożliwiają przede wszystkim: # ∑ elastyczne formy pracy, ∑ elastyczny czas pracy, ∑ dostępność taniej zewnętrznej opieki # nad dziećmi, ∑ niezbyt długie urlopy wychowawcze.

OW MI

RO

AW

Matka Polka

pracująca

CZ

AR

EK

badań dla krajów UE wynika, że dostępność opieki instytucjonalnej dla dzieci do lat pięciu, mierzona odsetkiem dzieci uczęszczających do tych placówek, silnie dodatnio wpływa na prawdopodobieństwo pracy kobiet. Polska zaś, jak wiadomo, ma jeden z najniższych odsetków dzieci w żłobkach i przedszkolach. Ograniczona podaż, w szczególności placówek opiekuńczych dla dzieci do lat trzech, wynika w dużej mierze z wyśrubowanych wymogów formalnych, ograniczających zakładanie i prowadzenie żłobka. Uchwalona niedawno przez Sejm ustawa „żłobkowa”, gdy wejdzie w życie, częściowo ograniczy ten problem. Jednak pozostanie jeszcze kwestia finansowania przez rodziców tej opieki, jako że ustawa nie przewiduje systemowego wsparcia w tym zakresie. Ponadto projekt ten dotyczy tylko form opieki nad dziećmi do lat trzech, a więc nie obejmuje przedszkoli. # Funkcjonowanie tych ostatnich nadal napotyka trudności. # Po pierwsze, gmina, która prowadzi publiczne przedszkole, musi zatrudniać pracujące tam osoby na podstawie ustawy Karta nauczyciela, co może zawyżać koszty funkcjonowania przedszkola i ogranicza dokonywanie zmian w zatrudnieniu. # Podrugie, zakładanie iutrzymywanie publicznych przedszkoli jest od prawie 20 lat zadaniem własnym gminy, zaś ich prowadzenie nie jest uwzględniane przy podziale części oświatowej subwencji budżetowej między jednostki samorządu terytorialnego. Placówki opieki nad dziećmi muszą też konkurować opieniądze wgminach z innymi inwestycjami, nieraz bardziej „widocznymi” dla wyborców (np. budową dróg, kanalizacji etc.). Trudnasytuacja finansowa gmin stawia też pod znakiem zapytania przyszłość gminnych żłobków. # Po trzecie, istotną barierą w zakładaniu i prowadzeniu żłobków i przedszkoli na terenach wiejskich jest rozproszenie dzieci, a budowanie placówki dla niewielkiej ich liczby jest nieopłacalne.

#

Formy i czas pracy

Z

badań wynika, że elastyczny czas iformy pracy są istotnym czynnikiem ułatwiającym godzenie pracy zawodowej z obowiązkami rodzinnymi. Ważny jest dostęp dopracy naczęść etatu otakich

ANNA KUROWSKA W Polsce pracuje mniej młodych matek niż w innych krajach

Urlop wychowawczy i macierzyński

W

okresie pierwszego półrocza życia dziecka (niektóre badania wskazują, że dokońca pierwszego roku) najlepszą formą opieki nad nim jest opieka osobista. Instytucjonalne zbiorowe opiekuńczo-edukacyjne formy oodpowiedniej


◊ rp.pl/ekonomia

jakości są bardzo dobrym rozwiązaniem pod względem rozwoju poznawczego dziecka od drugiego lub trzeciego roku życia w zależności od jego indywidualnego rozwoju. Nie ma zaś jednoznacznych dowodów na to, jaka forma opieki jest wyraźnie lepsza dla dzieci w wieku 1–2/3 lata, choć psychiatrzy wskazują, że odrywanie dzieci w tym wieku od matek na „wiele godzin” może negatywnie wpływać na ich rozwój psychiczny i odporność fizyczną. # Niezależnie od argumentów medycznych czy rozwojowych optymalną długość osobistej opieki matki nad dzieckiem trzeba też rozważać w kontekście wpływu przerwy w karierze zawodowej na pozycję kobiety na rynku pracy. Z badań naukowych wynika, że długość urlopu macierzyńskiego i wychowawczego, przy niskich jego wartościach, ma pozytywny wpływ na zatrudnienie kobiet, jednak gdy staje się on zbyt długi, zaczyna negatywnie oddziaływać na prawdopodobieństwo powrotu kobiety na rynek pracy. # Z punktu widzenia sytuacji kobiety na rynku pracy optymalną długością w pełni płatnego urlopu macierzyńskiego jest pięć miesięcy, urlopy wychowawcze dłuższe niż dziewięć miesięcy wiążą się z niższymi przyszłymi zarobkami kobiet. W Polsce mamy jeden z najdłuższych urlopów wychowawczych na świecie (maksymalnie trzy lata). # Ponad połowa uprawnionych kobiet korzysta z tego urlopu, zaś niemal 85 proc. korzysta z niego w maksymalnym wymiarze. W tak długim okresie urlopowym kobieta traci kontakt z dynamicznie zmieniającym się środowiskiem pracy, zaś jej umiejętności i wiedza ulegają dewaluacji. Ponadto istnieje większe ryzyko zatrudnienia na stałe na jej miejsce (jeśli nie formalnie, to faktycznie) innego pracownika.

Co robić?

P

o pierwsze, należy koniecznie dokonać przeglądu ustawodawstwa w zakresie: ∑ możliwości stosowania i warunków # pracy na część etatu, ∑ wyboru elastycznych godzin pracy, ∑ przestrzegania faktycznego czasu # pracy oraz odpłatności wypracowanych nadgodzin, a także możliwości ich odbierania w postaci czasu wolnego od pracy. Podrugie, aby zachęcić kobiety dopodejmowania pracy ikorzystania zinstytucjonalnych form opieki należy tak zmodyfikować ulgę podatkową nadzieci, aby była ona jednoznacznie powiązanazkosztami ponoszonymi przez rodziców na opiekę i edukację ich dzieci, ajej wykorzystanie uwarunkowane tym, że oboje rodziców pracuje. # W dłuższej perspektywie, gdy uporamy się z problemami finansów publicznych, warto rozważyć rezygnację z systemu ulg i części innych świadczeń rodzinnych narzecz porządnego systemu finansowego wspierania rodziców w ponoszeniu kosztów związanych z instytucjonalną opieką iedukacją ich dzieci nawzór innych krajów. # Po trzecie, należy skrócić długość urlopu wychowawczego (do roku) oraz zahamować dalsze wydłużanie urlopu macierzyńskiego. Skrócony urlop wychowawczy mógłby być wówczas przynajmniej częściowo płatny pod warunkiem, że matka podejmie pracę na część etatu. # Wydaje się, że dobrym kompromisem pomiędzy posyłaniem dziecka na 10 godzin do żłobka a całodobową opieką (nieraz sfrustrowanej) matki są rozwiązania pośrednie, w których matka pracuje na część etatu i posyła małe jeszcze dziecko na kilka godzin do klubu malucha.

Autorka pracuje w Instytucie Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, jest ekspertem Forum Obywatelskiego Rozwoju. Szczegółowa analiza problemu znajduje się w Raporcie FOR „Matka Polka pracująca, czyli jak zwiększyć aktywność zawodową młodych kobiet?”.

Piątek

28 stycznia 2011

ekonomia E15

{eko+}

N

Na początku lat 90. XX w. rafineria gdańska wprowadziła na rynek markę olejów silnikowych Lotos, od której wzięła nazwę późniejsza grupa kapitałowa. W pierwszej połowie 1992 r. należąca do koncernu Du Pont firma Conoco złożyła Skarbowi Państwa propozycję założenia z nim spółki joint ventures, której działalność opierałaby się na rafinacji ropy naftowej. Rafineria przerabiała wówczas 3 mln ton ropy naftowej i nie posiadała ani jednej stacji benzynowej. # Wciągu ostatnich16 lat wgdańską rafinerię zostało zainwestowanych ponad 3 mld dolarów (bez uwzględnienia wartości pieniądza w czasie). Aktualizując tę wielkość o siłę nabywczą pieniądza na koniec 2010 r., wartość dokonanych inwestycji wyniosła ponad 4 mld dolarów. W tym czasie zdolność przerobowa rafinerii wzrosła z3 do10,5 mln ton ropy naftowej rocznie, rozwinięta została sieć stacji paliw (prawie 350). # Przez te wszystkie lata byliśmy świadkami powolnego, ale konsekwentnego rozwoju rafinerii gdańskiej (grupy Lotos), czemu sprzyjał m.in. brak karuzeli kadrowej w zarządzie.

Cenę się płaci, wartość otrzymuje Według giełdowej wyceny na dzień ogłoszenia przetargu cały pakiet akcji grupy Lotos wart był ok.4 mld zł (nie licząc premii zaprzejęcie pakietu większościowego). Rozpatrując przypadek prywatyzacji grupy Lotos, warto popatrzeć naprywatyzację, anastępnie wezwanie naakcje kopalni Bogdanka. Bogdanka poniosła duże koszy inwestycyjne, których efekty będą widoczne za1,5 –2,5 lat. # Grupa Lotos, podobnie jak Bogdanka, ma koszty związane z poniesionymi nakładami inwestycyjnymi oraz duże zadłużenie. Nie widać natomiast pełnych efektów po stronie przychodów i zysków operacyjnych wynikających z dopiero przeprowadzonych inwestycji. Jednym z ukrytych walorów grupy Lotos jest ropa naftowa i paliwa gotowe przechowywane w magazynach jako zapasy obowiązkowe. Wartość zgromadzonej w formie zapasów ropy naftowej na koniec 2010 roku wynosi ok. 3 mld zł, a więc 75 proc. wartości giełdowej całej grupy Lotos. Zapasy te, zgodnie z projektowanym dzisiaj przez Ministerstwo Gospodarki prawem, które ma wejść w życie w 2012 r., mają być odkupione przez państwo w ciągu dziesięciu lat. # Szacowana roczna wielkość spłat zobowiązań grupy Lotos to kwota między 520 a 600 mln zł. Po zmianie ustawy o zapasach grupa Lotos, sprzedając systematycznie na rzecz Skarbu Państwa swoje zapasy obowiązkowe, będzie otrzymywać rocznie przez dziesięć lat ok. 300 mln zł. Tym samym na spłatę zadłużenia GL pozostanie do uzupełnienia z bieżących strumieni pieniężnych od 220 do 300 mln zł rocznie. Mając na uwadze wysoką amortyzację i obecne marże, spłata taka nie powin-

&rynek

na stanowić dla spółki z Gdańska większego problemu.

Nasz los w naszych # rękach PKN Orlen cztery lata temu za rafinerię wMożejkach zapłacił bardzo wysoką cenę. Po zakupie rafinerii w Możejkach izainwestowaniu wnią900 mln dolarów wobec braku dostaw ropy naftowej zapośrednictwem rurociągu oraz braku możliwości szybkiego zorganizowania sprawnej imożliwie taniej logistyki morskiej swoich produktów płocki koncern znalazł się wtrudnej sytuacji. Natej sytuacji niewątpliwie skorzystała grupa Lotos, rozbudowując swoją rafinerię w Gdańsku. Gdyby rafineria wMożejkach została przejęta przez rosyjskie koncerny Rosnieft czy Łukoil, to naturalnym rynkiem

marże i zyski zwiększyłyby niewątpliwie ryzyko operacyjne grupy Lotos, która miałaby jeszcze większe problemy z uzyskaniem kredytów na realizację Programu 10+. # Rafinerie w Możejkach i w Gdańsku mogą zostać sprzedane w najbliższym czasie. Najbardziej prawdopodobnymi nabywcami będą rosyjskie spółki naftowe, które w ciągu kilku lat staną się również pełnoprawnymi właścicielami rafinerii białoruskich. # Za kilka lat może się okazać, że rafinerie na Białorusi, na Litwie i w północnej Polsce będą w rękach jednego lub dwóch podmiotów rosyjskich, które będą w stanie koordynować swoją politykę cenowo-inwestycyjną. W takim scenariuszu koncerny rosyjskie nie będą inwestowały w wydobycie ropy naftowej na Morzu Północnym, tak jak obecnie zakłada to strategia grupy Lotos, ale zainwestują w rozbudowę własnej sieci stacji paliw w Polsce. # Zgodnie z logiką biznesu i ludzkich zachowań całe centrum decyzyjne i zy-

ALEKSANDER ZAWISZA Szybka sprzedaż akcji Lotosu w niekorzystnym dla sprzedającego momencie to kiepski pomysł

Co zrobić z Lotosem zbytu dla przynajmniej części produktów zMożejek oprócz państw nadbałtyckich byłaby Polska północna i wschodnia. W pierwszej kolejności produkty z Możejek byłyby transportowane do Polski poprzez bazę paliw w Chruścielu koło Braniewa znajdującą się ok. 80 km w linii prostej od Gdańska i morską bazę w Dębogórzu znajdującą się10km napółnoc odGdyni.

Rosjanie mają swoje cele Gdyby któraś ze spółek rosyjskich przejęła rafinerię na Litwie, podaż paliw w Polsce północnej, północno-wschodniej i częściowo centralnej niewątpliwie wzrosłaby, co skutkowałoby obniżką cen paliw i co za tym idzie również zysków gdańskiej rafinerii. Niższe

ski z działalności zostaną wyprowadzone poza granice Polski. Logiczną i rynkową konsekwencją sprzedaży Możejek i grupy Lotos spółkom rosyjskim lub powiązanym z nimi będzie próba przejęcia PKN Orlen. Dopiero po przejęciu Orlenu dadzą o sobie znać wszystkie skutki prawdziwego monopolu dostawcy, hurtownika i sprzedawcy paliw na polskim rynku ze wszystkimi jego konsekwencjami dla rynku paliw i ich cen na stacjach benzynowych. # Jednym z najgorszych rozwiązań byłaby szybka sprzedaż akcji Lotosu w niekorzystnym dla sprzedającego momencie, w obliczu narastającego długu publicznego i bez określenia jasnej długoletniej strategii dla branży naftowej w Polsce.

Autor jest niezależnym ekspertem branży energetycznej. Był kierownikiem i dyrektorem strategii Operatora Logistycznego Paliw Płynnych Sp. z o.o. w latach 2006 – 2008.


E16

ekonomia

{eko+}

&rynek

rp.pl/ekonomia ◊

28 stycznia 2011

> TYDZIEŃ W OBIEKTYWIE

>FELIETON

<W Katowickim Holdingu Węglowym górnicy walczą o 14. pensję. W Jastrzębskiej Spółce Węglowej chcą 10-proc. podwyżki. W kopalni Bogdanka już rozmawiają o podwyżkach, ale nie chcą powiedzieć o jak dużych. Najgorszy refleks mają w Kompanii Węglowej – dopiero się zastanawiają, ile zażądać

RADEK PASTERSKI

Witold M. Orłowski

Piątek

Eksperyment

Autor jest profesorem, głównym ekonomistą PricewaterhouseCoopers

{eko++} Redaguje Paweł Jabłoński z zespołem: Zastępcy: Jeremi Jędrzejkowski, Katarzyna Jaruzelska-Kastory oraz Joanna Bojańczyk,

Beata Chomątowska, Beata Drewnowska, Monika Janusz-Lorkowska, Piotr Mazurkiewicz, Maja Mozga-Górecka, Danuta Walewska Adres: Prosta 51, 00-838 Warszawa e-mail: j.jedrzejkowski@rp.pl, tel. 22 463 03 35, k.jaruzelska@rp.pl, tel. 22 463 05 60

◊ rp.pl/ekoplus Dostęp do elektronicznej wersji „Ekoplusa”: JEDNO WYDANIE – sms o treści: RP.EKOPLUS na numer 73464 (3 zł + VAT). ABONAMENT ROCZNY: www.rp.pl/zakupy

<Polskie tygodniki opinii nie mają jednej opinii na temat liczby sprzedawanych egzemplarzy. W odpowiedzi na wniosek o kontrolę wielkości sprzedaży tygodnika „Wprost” wydawca tego tytułu chce sprawdzenia, ile tak naprawdę sprzedają konkurencyjne tygodniki

≥Starbucks zaoferuje kawę i herbatę w litrowych kubkach. Taka posłodzona porcja kawy to 230 kalorii. Bomba kaloryczna oferowana będzie na razie tylko w USA i wyłącznie w formie mrożonej. Zimne mniej tuczy?

JERZY DUDEK

JERZY DUDEK

Kiedy uczę studentów mojego programu MBA rozumienia funkcjonowania makroekonomii, stosuję pewien prosty, acz pouczający zabieg. Najpierw przekazuję im sporo wiedzy na temat tego, jak powinna wyglądać dobra polityka gospodarcza, jakie działania naprawdę służą rozwojowi, a co stanowi przeszkodę. Potem, w dyskusji (którą można toczyć na przykładzie konkretnego kraju), zadaję im pytanie: gdybyście podejmowali decyzje, co byście zrobili? # I oczywiście słyszę natychmiast wszystkie ekonomicznie poprawne odpowiedzi: zaraz obcięlibyśmy deficyt budżetowy, zreformowali system zabezpieczenia społecznego, podnieśli wiek emerytalny, zlikwidowali nieuzasadnione subsydia dla nierokujących rentowności państwowych firm, obniżyli podatki. Plus mnóstwo ironicznych uwag na temat tego, jak to zapatrzeni w słupki popularności politycy boją się podejmować takie działania. # Potem moi studenci uczestniczą w warsztatowych zajęciach, w trakcie których mają za zadanie podejmować decyzje z dziedziny polityki gospodarczej, zarówno z obszaru kompetencji banku centralnego, jak i rządu. Decyzje te wprowadzają do modelu symulacyjnego gospodarki i analizują rezultaty. Sztuczka polega na tym, że do modelu dodałem jedną zmienną: wskaźnik popularności rządu. Sugeruję studentom, że powinien być on dla nich ważnym źródłem informacji na temat społecznej oceny prowadzonej przez nich polityki. Jeśli popularność spadnie poniżej 50 proc., przegrają wybory. # Niemal natychmiast, moi wykształceni studenci zmieniają się z doktora Jekylla w mister Hyde’a. Zaczyna się odliczanie czasu pozostałego do wyborów, w przekonaniu, że dwa lata przed nimi nie mają prawa podejmować ryzykownych kroków. Zaczyna się cyzelowanie decyzji o obcięciu najbardziej niepotrzebnych wydatków – bo jak się obniży subsydia dla nierentownych firm, na ulice wyjdą rozwścieczeni związkowcy i popularność rządu spadnie. Przed wyborami zaczyna się rzucanie na rynek kiełbasy wyborczej, czyli szybkie zwiększanie wydatków państwa skierowanych wyłącznie na konsumpcję. # Niestety, tak właśnie polityka oddziałuje na ekonomię. Można się zżymać, można uważać to (całkiem słusznie) za ogromną stratę, ale taka jest rzeczywistość. I we Francji, i w USA, i w Polsce. Moi koledzy ekonomiści, dający rządzącym mądrą radę, że powinni machnąć ręką na słupki popularności i robić to, co trzeba, nie oglądając się na kalendarz wyborczy, są po prostu naiwni. Politycy nigdy tak nie postąpią – i w pewnym sensie można ich zrozumieć. Ich celem jest wygranie wyborów, bo taki jest właśnie cel polityki. Jeśli nawet wiedzą, że jakieś działania w dziedzinie gospodarki są naprawdę niezbędne, wolą odłożyć je na okres powyborczy (no bo przecież jak przegrają, opozycja z pewnością tego nie zrobi). # Sęk w tym, że po jednych wyborach pojawiają się już na horyzoncie kolejne, więc nigdy nie ma dobrego czasu na działanie.

KRZYSZTOF MATUSZYŃSKI/EDYTOR

warszawski

> LICZBY

> KADRY ∑ Marceli Niezgoda został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. Będzie odpowiadał m.in. za koordynację programów regionalnych i zarządzanie programem „Kapitał ludzki”. Ukończył Akademię Rolniczą w Lublinie oraz studia podyplomowe z zakresu zarządzania funduszami strukturalnymi i prawa Unii Europejskiej na Uniwersytecie Marii Curie—osa -Skłodowskiej w Lublinie. ∑ Richard Guga został nowym dyrektorem generalnym na Europę Środkowo-Wschodnią informatycznej firmy Citrix Systems. Guga wcześniej pracował m.in. w Microsofcie, gdzie odpowiadał za rozwój biznesu Microsoft Dynamics, a także w Oracle, gdzie był inżynierem —tb ds. sprzedaży aplikacji w USA. ∑ Marek Sypek został prezesem Agros Novej. Agros Nova jest czołowym producentem soków, napojów oraz przetworów z owoców i warzyw; należą do niej m.in. marki Łowicz i Fortuna. Sypek do Agros Novej trafił z Johnson & Johnson, gdzie pełnił funkcję dyrektora zarządzającego działu Consumer & OTC w regionie Europy Srodkowej i Wschodniej oraz członka europejskiego zarządu —b.d. koncernu.

∑ Krzysztof Jałosiński okazał się najlepszym z pięciu kandydatów, którzy wystartowali w konkursie. Zgodnie z przewidywaniami „Rz” będzie od 1 lutego prezesem Zakładów Chemicznych Police. Jałosiński kieruje ZAK (d. Zakłady Azotowe Kędzierzyn), będzie musiał zrezygnować z tej funkcji. Nowym wiceprezesem ds. finansowych Polic zostanie Wojciech Naruć – do tej pory był głównym —bam kontrolerem w ZAK. ∑ Larry Page , jeden ze współzałożycieli Google’a, został szefem tego internetowego giganta. Eric Schmidt ustąpił ze stanowiska prezesa, ale pozostaje w firmie i będzie odpowiadał m.in. za akwizycje. Rynek spekuluje, że prezes de facto został zwolniony na skutek ciągu porażek Google’a. Do największych niewypałów 2010 r. należał serwis społecznościowy Bing. Google nie udało się przejąć serwisu zakupowego Groupon mimo położenia na stole 6 mld dol. Gigant stracił część kluczowej kadry menedżerskiej i inżynierów na rzecz —tbo Facebooka. ∑ Robert Kwiatkowski (b. prezes Telewizji Polskiej) stracił stanowisko prezesa telekomunikacyjnej spółki Hawe notowanej na warszawskiej giełdzie. Rada nadzorcza nie podała przyczyn jego odwołania. Jerzy Karney, który szykowany jest na szefa Hawe, tłumaczy, że zmieniła się struktura właściciela spółki i ma on teraz nową strategię. —ziu

10 mln dolarów rocznie zacznie od lipca wpływać do budżetu Tajwanu od właścicieli 10 tys. luksusowych mieszkań w 389 kompleksach apartamentowców, atrakcyjnie położonych, chronionych, z pięknym widokiem z okien. Tajpej jest pierwszym miastem na Tajwanie, które wprowadza podatek od luksusowego mieszkania.

11 449 osób zginęło w 2010 r. w wypadkach drogowych w Wietnamie. Oznacza to wzrost o 31 proc. wobec poprzedniego roku, gdy na drogach straciło życie 10 663 Wietnamczyków.

315 669 samochodów Prius sprzedał w Japonii ich producent, Toyota, dzięki rządowym dopłatom do ekologicznych pojazdów. Hybryda pobiła dotychczasowy rekord liczby

sprzedanych aut jednej marki, należący od 1990 r. do Corolli (300 008 szt.). Drugim przebojem w Japonii była Honda Fit (185 439 szt.), a trzecim Toyota Vitz (122 248 szt.).

115 333 euro wyniosło średnie odszkodowanie w latach 2006 – 2009 za każdy z 4071 przypadków błędów lekarskich we Francji, wypłacone przez firmy ubezpieczające lekarzy i szpitale oraz przez krajowy urząd odszkodowań za błędy lekarzy ONIAM.

68 tys. dolarów i 17 tys. euro odebrało trzech zamaskowanych napastników na motocyklach argentyńskiemu ochroniarzowi Rodolfo Stefanon, który wiózł pieniądze na lotnisko. Gotówkę miała zabrać prezydent Cristina Kirchner na pokrycie kosztów podróży do Egiptu, Kuwejtu, Kataru i Turcji. Kradzież nie przeszkodziła w podróży —p.r. pani prezydent.


{eko+} |