Issuu on Google+


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ wywiad miesiąca ❘ 5

Drodzy czytelnicy

SPIS TREŚCI wywiad MIESIĄCA Muzycy muszą mieć swój związek zawodowy

4

NEWS Aktualności branżowe

8

PREMIERY Dla ucha i oka

16

przesłuchanie Kopalnia pomysłów i możliwości

18

pod lupą Skład Muzyczny

20

top products Oferta rynkowa

24

prawo W kontrakcie wszystko gra!

30

raport Crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe

34

media o branży Media zespalają rynek

38

temat numeru Łatwa kasa?

42

branżowe dysputy Brakujący element

46

muzyka a… Edukacja

48

forum 2012/2013

52

felieton K*rwa mać! Weź to przeczytaj!

58

WYDAWCA:

Adres korespondencyjny:

ul.Kościelna 24/1, 60-538 Poznań Paweł Boroń - tel. 697 917 879 pawel.boron@rynekmuzyczny.com

Ilona Rosiak - tel. 605 391 275 ilona.rosiak@rynekmuzyczny.com

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń reklamowych oraz udzielanych komentarzy. Jednocześnie zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów nadesłanych materiałów, ich korekty językowej, edycji oraz publikacji w dowolnym terminie. Wykorzystywanie treści zawartych w miesięczniku „Rynek Muzyczny” odbyć się może wyłącznie za zgodą redakcji.

S

łowo „społeczność” stało się w  ciągu ostatniej dekady bodaj jednym z najbardziej popularnych w różnych obszarach naszego funkcjonowania. Także, jeżeli nie przede wszystkim, w  biznesie. To tzw. serwisy społecznościowe zwróciły uwagę na olbrzymi potencjał tkwiący w grupie ludzi, najczęściej zupełnie sobie obcych, ale zrzeszających się w konkretnym celu. Internet sprawił, że bez najmniejszego wysiłku logistycznego można w jednym miejscu skupić olbrzymią liczbę osób. I zarobić. – Crowdfunding umożliwia twórcom wejście na rynek, realizację ciekawych projektów, bądź też uwolnienie się od kontraktów poprzez samodzielne pozyskanie kapitału w formie przedsprzedaży. Każdorazowo w projekt zaangażowana jest szeroka społeczność, która nie tylko finansuje projekt mikrowpłatami, ale też komentuje i udostępnia informacje znajomym – tłumaczy Karol Król, prezes zarządu Crowdfunding. pl. Więcej o tym, jak i gdzie finansować się społecznościowo w raporcie dra Patryka Gałuszki. Jednak pozyskać kapitał na inwestycje, to jedno. A zadbać o  sprawne wprowadzenie produktu na  rynek i wzrost sprzedaży, a także poradzić sobie w fazie jej dojrzałości i spadku to inna sprawa. Dlatego tematem numeru bieżącego wydania „Rynku Muzycznego” jest cykl życia produktu. Przed jakimi wyzwaniami stają dostawca i sprzedawca w różnych etapach sprzedaży produktu oraz jak sobie z nimi radzić podpowiada Ilona Rosiak w artykule „Łatwa kasa”. W bieżącym wydaniu rozmawiamy także z Tomkiem Lipińskim, uznanym muzykiem rockowym, ale także jednym z inicjatorów powstania Związku Zawodowego Muzyków Rzeczypospolitej Polski. O tzw. polskiej kwocie w radio, preferencjach muzycznych słuchaczy i rynkowych prognozach na 2013 opowiada Kamil Wicik, dziennikarz muzyczny Polskiego Radia Gdańsk, natomiast Andrzej Kosowski, dyrektor Instytutu Muzyki i Tańca w przesłuchaniu wyjaśnia, w jaki sposób IMIT wspiera polski rynek muzyczny. Poza tym w numerze: na co muzycy powinni uważać, podpisując kontrakt? Jak wygląda obecnie kondycja edukacji muzycznej w naszym kraju? Jak branża podsumowuje 2012 rok i czego spodziewa się w 2013? Prezentacje firm, jeszcze więcej rynkowych nowości, aktualności i komentarzy. Życzę inspirującej lektury

Paweł Boroń redaktor naczelny i wydawca


4 ❘ wywiad miesiąca ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Tomek Lipiński

Fot. A. Rawicz

Muzycy muszą mieć swój związek zawodowy

Rozmawia:

Paweł Boroń

Muzycy chcą się jednoczyć i walczyć o swoje. Rozpędu nabrała inicjatywa powstania Związku Zawodowego Muzyków Rzeczypospolitej Polskiej, nazwą i tradycją nawiązującego do organizacji rozwiązanej w 1948 roku. Jednym z twórców ZZMRP jest uznany muzyk rockowy Tomek Lipiński. – Muzykę sprzedaje się dziś jak podpaski, proszki do prania i pastylki na zgagę – mówi. Kiedy Związek nabierze mocy prawnej i czym się będzie zajmował? Kto i na jakich zasadach będzie mógł do niego przystąpić? Jak w końcu ocenia polski rynek muzyczny lider i współzałożyciel tak zasłużonych dla niego zespołów, jak Brygada Kryzys czy Tilt? Tomku, wygląda na to, że branża znów zaczyna mówić wspólnym głosem. Jesteś jednym z inicjatorów powstania Związku Zawodowego Muzyków Rzeczypospolitej Polskiej – wiem, że od lat zabiegałeś o to, by powołać go do życia. Przypomnisz, kiedy zacząłeś na poważnie myśleć o takiej inicjatywie?

Jestem jednym z czterech inicjatorów powstania takiego związku, obok Wojciecha Konikiewicza, Ryszarda Wojciula i Piotra Dubiela. Potrzebę istnienia związku zawodowego, reprezentującego interesy muzyków, dostrzegłem tuż po 1989 roku, kiedy oczywiste stało się stopniowe włączanie Polski w międzynarodowe struktury rynkowe. W systemie rynkowym grupa zawodowa, która nie ma swojej reprezentacji, dbającej o jej interesy, stoi na przegranej pozycji. Nie wymyśliłem tego, wystarczyło się rozejrzeć po świecie. Niestety, polscy artyści

muzycy nie widzieli wówczas tej potrzeby, dopiero teraz, gdy skuteczność innych grup interesu zaczęła się wyraźnie odbijać na naszych dochodach, konieczność powstania reprezentacji zawodowej stała się dla wszystkich jasna. Lepiej późno niż wcale, a czas po temu jest najwyższy. Takie związki istnieją w całej Europie i w większości państw świata, natomiast w Polsce rozwiązano je w 1948 roku, po pełnym przejęciu władzy w naszym kraju przez sowieckich agentów. Przywrócenie Związku Zawodowego Muzyków Rzeczpospolitej Polskiej w państwie, które mieni się wolnym, jest oczywistą potrzebą. Czym będzie zajmował się Związek? Jest to zapewne także pytanie o to, z jakimi kłopotami borykają się dziś w Polsce muzycy?


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ wywiad miesiąca ❘ 5

Po pierwsze sytuacją socjalną – mam na myśli przede wszystkim ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne. W tej sferze panuje dość duży zamęt i brak jasności co do obowiązujących, a dotyczących nas uregulowań. Po drugie – ochroną polskiego rynku muzycznego. We wszystkich segmentach rynku, nie tylko muzycznego, bez względu na szczytne idee integracji europejskiej, poszczególne kraje stosują bez ogródek praktyki protekcjonistyczne. Bez ochrony polskiego rynku muzycznego, co jest ewenementem na skalę światową, stajemy się łupem międzynarodowych korporacji, których jedynym interesem jest sprzedawanie na całym świecie ograniczonego katalogu globalnego, co dzieje się kosztem lokalnych twórców. Następną sprawą jest opieka prawna nad artystami, którzy zbyt często padają ofiarą swojej ograniczonej wiedzy prawnej i braku doświadczenia w tej dziedzinie. Chodzi o fachową i możliwie bezpłatną pomoc prawną w zawieraniu kontraktów, prowadzeniu sporów itd. Kolejnym wyzwaniem jest ochrona należnych nam praw autorskich i wykonawczych, których zasadność podważana jest przez amatorów de facto nieograniczonego niczym dostępu do dóbr kultury, bez względu na to, jakich demagogicznych haseł używają. Jest też kwestia alokacji tych skromnych środków, jakie państwo przeznacza na kulturę, a które trafiają głównie do kosztochłonnych, zbiurokratyzowanych instytucji, a nie do artystów. To oczywiście tylko zarys najważniejszych problemów, z jakimi borykają się polscy muzycy. Można tu dodać nieuczciwych agentów, promotorów i organizatorów koncertów, wśród których jest niestety zbyt wielu nieprofesjonalnych spryciarzy, korzystających z naiwności artystów. Na końcu wymienię jeszcze coś, co w istocie jest najważniejsze, mianowicie walkę o doprowadzenie do przywrócenia w Polsce masowej edukacji muzycznej na poziomie podstawowym. Bez tego wszelkie biadanie nad gustami masowej publiczności i poziomem masowej rozrywki jest i będzie wołaniem w głuszy. Miałem okazję być na spotkaniu Związku, na którym m.in. wybrano skład Grupy Założycielskiej. Jak wyglądają kolejne kroki prowadzące do tego, by związek finalnie zaistniał?

Tak, jak jest to przewidziane w ustawie (Ustawa o związkach zawodowych, Dziennik Ustaw Rok 2001 Nr 79 poz. 854). Na pierwszym spotkaniu ukonstytuowała się Grupa Założycielska, kolejnym krokiem będzie złożenie wniosku o zarejestrowanie ZZMRP w odpowiednim sądzie. Wszystko zależy od tego, jak sąd nas potraktuje; w przepisach wykonawczych do ustawy pokutuje bowiem pogląd rodem z minionej epoki, że pracownikiem jest ten, kto zatrudniony jest na etacie przez konkretnego pracodawcę. W tym rozumieniu my – muzycy w większości nie jesteśmy pracownikami, nie stanowimy grupy zawodowej i być może nie mamy prawa do założenia związku zawodowego. Byłby to niewątpliwy skandal na skalę międzynarodową. Jak już wspominałem, związki zawodowe

muzyków to norma w UE i większości państw świata, a polska ustawa mówi wyraźnie: „Prawo tworzenia i wstępowania do związków zawodowych mają pracownicy bez względu na podstawę stosunku pracy (...) ”. Mamy więc nadzieję, że wszystko się uda i że polscy artyści muzycy w swoim kraju będą mogli korzystać z tych samych praw, z jakich korzystają artyści na świecie. Związki zawodowe muzyków z innych krajów Europy z dużym zainteresowaniem i życzliwością obserwują nasze starania. Czym – już po zalegalizowaniu Związku – zajmiecie się w pierwszej kolejności?

Najpilniejszymi potrzebami, o których już mówiłem. To jest zresztą pytanie raczej już do władz Związku, gdy zostanie on zarejestrowany. Kierunki działań są wytyczone, a rozpisaniem ich na konkretne działania zajmą się koleżanki i koledzy, którzy zostaną wybrani do prowadzenia Związku. Ponieważ sam nie zamierzam kandydować do żadnych władz, nie chciałbym też się tu zbyt szczegółowo na ten temat wypowiadać. Chętnie będę służył radą, ale moje plany życiowe i wielość zajęć sprawia, że nie mógłbym poświęcić działalności związkowej wystarczająco dużo czasu i energii. A figurantem być nie chcę. Uważam też, że we władzach ZZMRP powinni się znaleźć głównie artyści młodsi, choć wieloma innymi organizacjami artystów rządzą seniorzy; zamiary nasze zakrojone są jednak na wiele lat, tego wszystkiego nie da załatwić od ręki, więc młodsze pokolenia powinny być z natury rzeczy bardziej zaangażowane w nasze działania. Zdaje się, że istniejący Związek Zawodowy Twórców Kultury zaproponował Wam współpracę – coś z tego wynikło bądź wyniknie?

Spotykamy się z przychylnym zainteresowaniem ze wszystkich stron. Bardzo chętnie korzystamy z doświadczenia istniejących związków i organizacji, tak krajowych, jak zagranicznych. Z pewnością z ZZTK oraz z wieloma innymi związkami i stowarzyszeniami artystycznymi mamy wiele wspólnych interesów i po zarejestrowaniu będziemy prowadzić skoordynowane działania. Kto będzie mógł przystąpić do ZZMRP i na jakich zasadach będzie polegało członkostwo?

Nie jest zadaniem Związku ograniczanie liczby członków, przeciwnie – im bardziej masowa będzie to organizacja, tym większą będzie mieć realną siłę. Nie planujemy weryfikowania członków według rodzaju uprawianej twórczości, wykształcenia itp. Wszyscy,

Dlaczego związku zawodowego nie nazwać „związkiem zawodowym”? Nie sądzę, by uzasadnione było chowanie się w półcieniu i udawanie, że jesteśmy czymś, czym nie jesteśmy.


6 ❘ wywiad miesiąca ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Mam wielu kolegów muzyków w różnych stronach świata; oni naprawdę nie mogą wyjść ze zdumienia, gdy odpowiadam im na pytania o funkcjonowanie polskiego rynku muzycznego. Dlatego też powstanie Związku Zawodowego Muzyków jest tak palącą potrzebą. którzy zawodowo działają jako muzycy, powinni móc należeć do Związku. Osobiście uważam, że powinni się w nim znaleźć także kreatywni dj’e i twórcy podkładów tworzonych z sampli. Dobrym przykładem są tu rozwiązania stosowane przez brytyjską Musicians’ Union. Być może jedynym ograniczeniem powinno być wprowadzenie zasady dwóch członków wprowadzających. Byłbym jednocześnie przeciwny wstępowaniu do ZZMRP, który przecież ma być związkiem zawodowym, osób amatorsko uprawiających muzykę, a utrzymujących się z innej pracy. Wiesz, wielu muzyków, z którymi rozmawiałem nieco jeżyło się na samą nazwę „Związek Zawodowy” tłumacząc, że jakoś niefortunnie im się kojarzy. Nie zastanawialiście się nigdy nad inną nazwą?

Dlaczego związku zawodowego nie nazwać „związkiem zawodowym”? Nie sądzę, by uzasadnione było chowanie się w półcieniu i udawanie, że jesteśmy czymś, czym nie jesteśmy. Każdy ma jakieś skojarzenia, a mnie nazwa Związek Zawodowy Muzyków kojarzy się przede wszystkim z organizacją istniejącą w Polsce do 1948 roku. W istocie, nie robimy niczego nowego, reaktywujemy pod oryginalną nazwą coś, co nam odebrano. Tomku, może wyjdźmy już zza teczek, papierów i wejdźmy na scenę. Sporo mówi się ostatnio o Brygadzie Kryzys i Tilcie. Podobno rysują się jakieś plany wydawnicze, w marcu ma wyjść koncert z Trójki Brygady właśnie. Możesz zdradzić coś więcej?

Brygada Kryzys, zespół prowadzony przeze mnie wspólnie z Robertem Brylewskim, nagrała w listopadzie 2012 materiał koncertowy, który ukaże się w pierwszej połowie kwietnia nakładem Polskiego Radia. Na tej płycie zarejestrowaliśmy koncertowe wersje naszego repertuaru z pierwszego okresu działalności zespołu (1981 – 1982). Potem mamy przystąpić do nagrania całkiem nowego materiału. Producentem obu jest Józef (vel Kuba) Nowakowski, twórca brzmienia Brygady Kryzys na jej pierwszej, tzw. „czarnej” płycie, nagranej dla Tonpressu w 1982 roku. Jeśli chodzi o Tilt, który obecnie funkcjonuje jako „Tomek Lipiński & TILT”, to gramy w tej chwili sporo koncertów i także przygotowujemy materiał na nową płytę. Skład zespołu, w którym gra bardzo progresywna, rockowa sekcja rytmiczna (Karol Ludew – dr i Piotr Leniewicz – b), znana z grup Moja Adrenalina i Semantik Punk, a także dwóch muzyków jazzowych – pianista i elektronik Wojciech Ko-

nikiewicz i saksofonista Alek Korecki, determinuje kierunki naszych poszukiwań stylistycznych. Będzie więc sporo rozwiązań rodem z nowoczesnego jazzu i nieco elektroniki. Wciąż jednak mamy nadzieję tworzyć udane piosenki, tyle że nie chcemy już być kojarzeni np. z punk rockiem. Zastanawiacie się nad sprzedażą swojej muzyki online? Co myślisz w ogóle o tej formie handlu twórczością i czy w Twojej opinii w bieżącym roku zupełnie zdominuje ona rynek w Polsce?

Sprzedaję on-line te nagrania, do których mam obecnie pełne prawa, tj, dwa albumy Tiltu: „Tilt 2000 Koncert w Buffo” i „Emocjonalny terror”. Można je nabyć np. przez iTunes i inne, najpopularniejsze serwisy. W Polsce upowszechnienie się tej formy sprzedaży to jednak wciąż raczej odległa przyszłość. Rodacy przyzwyczaili się od dawna do powszechnego kopiowania muzyki, co w czasach PRL było nieuniknione ze względu na znikomą dostępność nagrań, szczególnie zagranicznych. Dziś równie powszechne jest darmowe ściąganie muzyki z Internetu; są też grupy nacisku, które chciałyby ten proceder uczynić w pełni legalnym i otwarcie dostępnym, dążąc też do maksymalnego rozszerzenia zakresu tzw. dozwolonego użytku. To nie sprzyja sprzedaży, skoro ten sam repertuar można sobie ściągnąć za darmo. W tym kontekście jestem zwolennikiem rozwiązania, które ciężar opłat przeniosłoby na dostarczycieli kontentu, a więc np. operatorów konkretnych portali. Wówczas końcowy użytkownik miałby darmowy dostęp do muzyki, a artyści otrzymywaliby procent z reklam. Jednakże w tym celu musi zostać zastosowana technologia ściśle monitorująca wszystko, co dzieje się z poszczególnymi utworami, rodzaj cyfrowej sygnatury, która raportuje o każdym ściągnięciu. Taka technologia według mojej wiedzy istnieje. Jednocześnie to wyłącznie artysta powinien mieć pełne prawo decydowania o tym, co ze swej twórczości chciałby udostępniać tą drogą, a co sprzedawać według dotychczasowych zasad. Technologia rozwija się w takim tempie, że nie tylko nie nadążają za nią rozwiązania prawne; także mentalnie nie nadążamy. Jednak idea powszechnej dostępności produkcji artystycznej w wariancie, w którym artyści mieliby być pozbawieni dochodów z tytułu praw autorskich i wykonawczych, to droga donikąd. Na końcu tej drogi jest zniknięcie z powierzchni ziemi zawodowych twórców kultury i sztuki. Są niestety środowiska, które do tego dążą. Jak oceniasz ostatnie dwie dekady rozwoju rynku muzycznego w Polsce i czy pokusisz się o jakieś prognozy, co do jego dalszego rozwoju

Nie można oceniać tych dwóch dekad w oderwaniu od zjawisk globalnych. Tak się zdarzyło, że w momencie, gdy Polska przyjmowała system rynkowy, rozpoczął się szybki i intensywny proces globalizacji rynku muzycznego, polegający w głównej mierze na przejmowaniu mniejszych graczy przez większych. Dwa-


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ wywiad miesiąca ❘ 7

Jako muzyk, śledzisz nowości sprzętowe? Czego oczekujesz od dystrybutorów i sklepów muzycznych w naszym kraju?

Rynek sprzętowy jest chyba dość nasycony, właściwie wszystko jest do kupienia, jak nie w realu to w sieci, choć w proporcji do zarobków ceny wciąż są wysokie; to oczywiście dotyczy wszystkich branż, nie tylko naszej. Można mieć czasami zastrzeżenia

do profesjonalizmu sprzedawców w niektórych sklepach, ale zwykle spotykam tam ludzi kompetentnych, lubiących swoją pracę i pomocnych. Natomiast boleję nad wciąż słabym wyposażeniem niektórych klubów, w których przychodzi mi grać. Na przykład oddzielna konsoleta odsłuchowa na scenie, będąca normą w innych krajach, w Polsce wciąż jest kuriozum. Często właściciele klubu wydają setki tysięcy na nagłośnienie sali, pozostawiając system odsłuchowy sprzed dwudziestu lat, zdezelowany, archaiczny i nie w pełni sprawny. To tak, jakby kazać malarzowi malować z zamkniętymi oczami. 2013 rok na pewno przyniesie nam nowe targi muzyczne i – czego Wam życzę – odrodzenie Związku Zawodowego Muzyków Rzeczypospolitej. Jak myślisz, co jeszcze spotka nas w bieżącym roku?

Mam wrażenie, że nie będzie lekko. Polacy wydają coraz mniej na konsumpcję, a na liście wydatków kultura i sztuka jest na ostatnich miejscach. Państwo także skutecznie dobiera się do kieszeni artystów. Ochrona krajowego rynku muzycznego traktowana jest przez wielu decydentów i przez wiele osób kształtujących opinię jako zamach na wolność, choć wszystkie kraje wokół nas widzą to inaczej. Polacy masowo głuchną, pozbawieni muzycznej edukacji. Na szczęście jest też mnóstwo zdolnych i ciekawych artystów, choć zwykle nie usłyszymy ich w radiu, ani nie zobaczymy w tv. Mam nadzieję, że uda się zarejestrować ZZMRP i w ten sposób, przy współudziale innych zainteresowanych gremiów, rozpoczniemy powolny i długotrwały proces odrodzenia polskiej muzyki, rynku muzycznego i muzycznej świadomości rodaków. ✪

Fot. A. Rawicz

dzieścia lat temu było pięć wielkich korporacji fonograficznych, powstałych wskutek przejęcia wielkiej liczby małych, lokalnych firm. Obecnie zostały trzy, za chwile będą dwie. Konsekwencją tego jest przeznaczenie absolutnej większości sił i środków na globalną promocję i sprzedaż artystów z bardzo krótkiej listy światowych gwiazd. Lokalne rynki coraz mniej interesują decydentów na najwyższych piętrach nowojorskich wieżowców. Kiedyś firmy fonograficzne były blisko artystów. Dziś są to spółkigiełdowe i kiedy w danym kwartale któryś z artystów nie przynosi zysku, akcjonariusze nie chcą go widzieć w katalogu. Muzykę sprzedaje się dziś jak podpaski, proszki do prania i pastylki na zgagę. Firmy te dysponują ogromnymi środkami i potrafią świetnie dbać o swoje interesy, co słyszymy choćby w polskich rozgłośniach i na dużych festiwalach, gdzie polski artysta pojawia się jakby z łaski, a dominują globalne priorytety globalnych korporacji medialnych. Duże nadzieje pokładaliśmy w małych, niezależnych firmach, ale w Polsce są one zwykle tylko pośrednikami między artystą, a rynkiem. Nie inwestują, a jedynie tłoczą płyty z dostarczonego im gotowego materiału i oddają gotowy produkt w dystrybucję. Niestety, Polacy wydają na kulturę bardzo mało, zbyt mało by działalność niewielkich firm była bardziej opłacalna i by mogły one pełnić rolę autentycznego wydawcy, a nie tylko pośredniczącego agenta. Zresztą, wysokie koszty prowadzenia działalności gospodarczej przy tak niewielkim marginesie zysku także działają na niekorzyść rynku muzycznego. Koncerty nie ratują sytuacji, w całej Polsce nie ma nawet tylu klubów, by muzycy mogli utrzymać się z koncertowania. Ci, którzy mogą i chcą, zarabiają na zamkniętych imprezach korporacyjnych, ale większość godzi się na granie za naprawdę niewielkie pieniądze, byle tylko zagrać i cokolwiek zarobić. Jednocześnie jest wąziutka grupa artystów świetnie zarabiających, ale nie dzięki jakości swej sztuki, tylko dlatego, że są tzw. celebrytami – biorą wciąż udział w różnych programach telewizyjnych, agencje PR dbają o wciąż nowe skandale z ich udziałem, ilustrowane magazyny piszą o ich rzekomych problemach... Niestety psują oni w oczach społeczeństwa opinię prawdziwym artystom, czego skutkiem jest niezwykle niski status społeczny artysty w naszym kraju. Mam wielu kolegów muzyków w różnych stronach świata; oni naprawdę nie mogą wyjść ze zdumienia, gdy odpowiadam im na pytania o funkcjonowanie polskiego rynku muzycznego. Dlatego też powstanie Związku Zawodowego Muzyków jest tak palącą potrzebą.


8 ❘ News ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

PARLOPHONE LABEL GROUP DOŁĄCZA DO WARNER MUSIC GROUP Dokładnie 7 lutego 2013 r. w Nowym Yorku – należąca do grupy Access Industries firma Warner Music Group (WMG) ogłosiła podpisanie wiążącej umowy, zgodnie z którą przejmie od Universal Music Group przedsiębiorstwo Parlophone Label Group, będące podmiotem zależnym firmy Vivendi. Wartość transakcji gotówkowej, na mocy której przejęcie zostanie dokonane, wynosić będzie 487 milionów GBP.

Grupa Parlophone Label Group, poprzednio należąca do EMI Music, ma w swoim katalogu szeroką gamę znanych na całym świecie nagrań zarówno klasycznych, jak i współczesnych artystów. Potencjał firmy stanowi nie tylko szeroki zakres reprezentowanych gatunków muzycznych, lecz również utalentowana i wykwalifikowana kadra zarządzająca.

– To ogromny krok w historii Warner Music, stanowiący wyraz naszego zaangażowania w proces rozwoju naszych artystów poprzez nieustanne rozszerzanie naszego katalogu, umacnianie pozycji na światowym rynku oraz udoskonalanie umiejętności naszych kadr – mówi Len Blavatnik, prezes i założyciel Access Industries. – Dołączenie Parlophone Label Group do naszej rodziny stanowi wspaniałą szansę na połączenie sił dwóch legendarnych wytwórni płytowych reprezentujących artystów, którzy przynoszą zaszczyt naszej organizacji z kreatywnego, strategicznego i geograficznego punktu widzenia. Zależy nam, aby efekty połączenia naszych firm były jak najbardziej korzystne dla artystów i pracowników Parlophone, którzy w WMG spotkają się z atmosferą i kulturą zbliżoną do tych, które są im tak dobrze znane. Naszym artystom pragniemy zapewnić możliwie najbardziej przychylną i sprzyjającą innowacyjnym działaniom atmosferę. Kontynuacja dokonań marki Parlophone jest niezbędnym czynnikiem warunkującym przyszłe sukcesy naszej nowopowstałej, wspólnej organizacji. Z radością i dumą witamy Parlophone w naszej grupie –

Music Dealer w Kalifornii

stwierdził Stephen Cooper, dyrektor generalny Warner Music Group. W skład grupy Parlophone Label Group wchodzą historyczna wytwórnia Parlophone oraz wytwórnie Chrysalis i Ensign, jak również regionalne oddziały EMI w Belgii, Republice Czeskiej, Danii, Francji, Norwegii, Polsce, Portugalii, Hiszpanii, Słowacji i Szwecji. Katalog reprezentowanych przez grupę artystów obejmuje między innymi takich muzyków, jak Air, Coldplay, Daft Punk, Danger Mouse, David Guetta, Deep Purple, Duran Duran, Edith Piaf, Gorillaz, Iron Maiden, Itzhak Perlman, Jethro Tull, Kate Bush, Kylie Minogue, Maria Callas, Pet Shop Boys, Pink Floyd, Radiohead, Shirley Bassey, Tina Turner czy Tinie Tempah. Grupa Warner Music Group będzie w stanie pokryć koszty tej transakcji dzięki środkom z nowego kredytu długoterminowego udzielonego przez banki Credit Suisse, Barclays, UBS, Macquarie oraz Nomura. Zakończenie transakcji planowane jest na koniec pierwszego półrocza 2013 roku, pod warunkiem spełnienia zwyczajowych warunków realizacji transakcji oraz uzyskania ustawowo wymaganych zezwoleń. ✪

Na szczególną uwagę zasłużyła w tym roku firma D’Addario, której Music Dealer jest przedstawicielem w Polsce. Zaprezentowała bowiem swoje nowe, odświeżone logo, będące odpowiedzią na potrzebę unifikacji wizerunku brandu we wszystkich mediach i zapewniające doskonałe i proste ich użycie

w marketingu. D’Addario jako korporacja rozwija się cały czas i równolegle z pracą inżynierów nad ulepszaniem akcesoriów muzycznych, kładziony jest duży nacisk na wizualizację i promocję marek skupionych w rękach firmy. Zarówno Planet Waves, Evans, Pro-Mark i Puresound prezentowane są w sposób prosty i czytelny, a opakowania produktów są wygodne i ekonomiczne – zapewniają doskonałą jakość wizualną i ergonomiczną ekspozycji w sklepie oraz przysłowiową „amerykańską” dbałość o ochronę środowiska. ✪

Chandler Limited, firma słynna w świecie pro audio ze sprzętu studyjnego oferująceChandler Limited zaprezentował go klasyczne, ciepłe i analogowe brzmiewzmacniacz gitarowy GAV19T. Jest nie, którego tak poszukują profesjonalni to całkowicie lampowa konstrukcja muzycy i realizatorzy, przedstawiła nowy o tłustym, vintage’owym wzmacniacz gitarowy GAV19T Guitar Ambrzmieniu, czyli marzenie każdego plifier. Całkowicie lampowa, katodowa konnagrywającego gitarzysty. strukcja klasy A o mocy 19 watów została zaprojektowana w duchu klasycznych wzmacniaczy brytyjskich. Główka ta, o potężnym brzmieniu typu vintage, jest ideal-

nym rozwiązaniem dla gitarzystów nagrywających w studio. Chandler Limited również oferuje wybór kolumn głośnikowych dopasowanych optymalnie do współpracy ze wzmacniaczem GAV19T. Szczególną uwagę należy zwrócić na fakt, że w nowym wzmacniaczu GAV19T układy wysterowania i barwy znajdują się bezpośrednio w końcówce mocy. Takie rozwiązanie pozwala na to, by nawet przy maksymalnym przesterowaniu wzmacniacz nie stracił swojego klasycznego brzmienia. Dystrybutorem sprzętu w Polsce jest firma Musictoolz. ✪

Targi NAMM w Kalifornii, w których udział wzięła również delegacja firmy Music Dealer, stanowią coroczną okazję do spotkań biznesowych z producentami sprzętu muzycznego, a jednocześnie dają możliwość bezpośredniego zapoznania się z nowymi produktami.

Tłuste brzmienie


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ News ❘ 9

Chmura Spotify nad Wisłą Prognozy zapowiadające zmiany na polskim rynku muzycznym w 2013 roku stają się faktami. Do Deezera, WiMPa, Muzo i coraz większej liczby mniejszych sklepów internetowych udostępniających sprzedaż muzyki dołączył serwis Spotify przywitany w naszym kraju niezwykle entuzjastycznie. Fizyczne nośniki zaczęły drżeć w obawie o swoją przyszłość, co ważne jednak – nareszcie zaczęły obawiać się o nią portale utrzymujące się z piractwa. Spotify jest największym tego typu serwisem, który odniósł globalny sukces. Ma około 20 milionów aktywnych użytkowników i ponad 5 milionów subskrybentów korzystających z płatnych kont w 20 państwach na całym świecie. Spotify został założony w Szwecji w 2008 roku przez Daniela Eka i Martina Lorentzona, którzy chcieli stworzyć lepszą, wygodniejszą i przede wszystkim legalną

alternatywę dla piractwa muzycznego. Spotify generuje dochody właścicielom praw autorskich – od momentu powstania firma wypłaciła wydawcom i wytwórniom muzycznym, którzy reprezentują poszczególnych artystów i twórców ponad pół mi-

liarda dolarów. Serwis jest obecnie drugim największym w Europie źródłem muzyki w formie cyfrowej przynoszącym dochody wytwórniom. 12 lutego Spotify zadebiutował jednocześnie w Polsce, Włoszech i Portugalii. ✪


10 ❘ News ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Tommex w nowej odsłonie Firma Tommex Żebrowscy uruchomiła nową stronę internetową.

Bliskie ZETknięcia w sieci Wystartowała nowa akcja Radia Zet oraz wytwórni EMI Music Poland, dzięki której internauci mogą spotkać się na żywo w sieci z gwiazdami muzyki. „Bliskie ZETknięcia” odbywają się na Google+ i wezmą w nich udział m.in. Bajm, T.LOVE, LemON, Liber & Natalia Szroeder, Patrycja Markowska i wielu innych artystów.

– Zmiana była podyktowana oczekiwaniami naszych klientów – wyjaśnia Łukasz Kamiński, dyrektor zarządzający firmy Tommex. – Design strony został zaprojektowany od podstaw. Wśród ciekawych funkcjonalności witryny należy wyliczyć: wygodny katalog produktów, wyszukiwarkę sklepów partnerskich, bogaty dział z publikacjami prasowymi oraz sekcję „pobierz” zawierają-

cą wszystkie najważniejsze pliki do pobrania w jednym miejscu. Za pośrednictwem strony internetowej można zapoznać się również z licznymi realizacjami Tommex, a także pełną ofertą, w obrębie której występują m.in. systemy nagłośnienia estradowego, dźwiękowe systemy ostrzegawcze, a także pomiary zrozumiałości mowy. Adres witryny pozostał ten sam: www.tommex.pl ✪

Bum Bum! Okres ferii w całej Polsce był dobrym momentem na wykorzystanie Bum Bum Rurek do zabawy i integracji. W kilku miastach odbyły się warsztaty z BBR, a także pierwsza oprawa meczu koszykówki przez kibiców we Wrocławiu z wykorzystaniem właśnie rurek.

Przygotowując się do drugiego semestru szkolnego w naszej ofercie pojawił się elegancki Bum Bum Worek, a na kwiecień zaplanowaliśmy premierę pierwszego podręcznika dla nauczycieli i wychowawców. Kolorowa Bum Bum Mania zakreśla coraz szersze kręgi! Więcej na stronie: www.bumbumrurki.pl ✪

– Mamy kolejny sposób, żeby być bliżej naszych słuchaczy. To fantastyczne, że dzięki nowoczesnej technologii możemy organizować spotkania wideo na żywo. Codziennie rozmawiamy ze słuchaczami na antenie, bawimy się na koncertach, dyskutujemy na wallu naszej strony, na fejsie, a teraz znów proponujemy coś nowego – mówi Rafał Olejniczak, szef Radia ZET. Hangouty, czyli spotkania wideo na żywo, będą odbywać się w każdą sobotę po 20.00, po „Liście Przebojów Radia ZET” Marcina Wojciechowskiego, za pośrednictwem strony EMI Music Poland na Google+ (google.com/+emimusicpoland). – Seria Hangoutów Google+ na żywo to przykład innowacyjnego wykorzystania Internetu w kontakcie gwiazd z fanami – mówi Kinga Siennicka, dyrektor marketingu i promocji EMI Music Poland. Mogą oni wziąć udział przez Internet w kameralnym koncercie i odbyć bezpośrednią rozmowę z ulubioną gwiazdą. Jeszcze do niedawna tak bezpośrednia forma interakcji artysty ze słuchaczami była niemożliwa. W każdym hangoucie aktywny udział będą mogły wziąć osoby, które zadadzą najciekawsze pytania na profilu Google+ (szczegóły na google.com/+emimusicpoland) oraz wybrani w konkursie słuchacze „Listy przebojów Radia ZET”, natomiast wszyscy internauci będą mogli obserwować hangout na żywo. Spotkania będą nie tylko okazją do porozmawiania z gwiazdą – każda z nich zagra specjalnie przygotowane utwory, przewidziane są też niespodzianki. Spotkania będzie można oglądać na żywo także na stronach youtube.com/emimusicpoland i www.radiozet.pl, fragmenty rozmów będą jednocześnie nadawane na antenie Radia ZET. ✪


Debiut RCF HDL20-A z T.Love W radomskim klubie Strefa G2 odbył się koncert T.Love – The Old Is Gold, kończący 30 lecie istnienia zespołu. Na tym koncercie zadebiutował w Polsce system line Array RCF HDL20-A. O godzinie 20 na scenę wszedł support, formacja „UR” w składzie Michał Kwiatkowski (gitara, bas, śpiew), Paweł Nazimek (bas, gitara, śpiew), Grzegorz „Budzik” Chudek (perkusja). Po udanej rozgrzewce publiczności, na scenie stanęła gwiazda wieczoru, Zygmunt „Muniek” Staszczyk z zespołem T.Love, który grał dla rozentuzjazmowanej pełnej sali prawie do północy.

System liniowy RCF HDL20-A w tak wymagającym akustycznie klubie spisywał się wzorowo. 8 modułów na stronę pozwoliło na zachowanie dużego poziomu głośności

(Max SPL ok 130dB do połowy audytorium) z ogromnym zapasem dynamiki. Przez zastosowanie tylu modułów udało się uzyskać dobre pokrycie dźwiękiem od początku parkietu, aż do słuchaczy bawiących się na balkonie. Podczas montażu systemu, ekipa techniczna chwaliła prostotę połączeń i ustawienia systemu, oraz późniejsze brzmienie całości. ✪


12 ❘ News ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Taurus kończy 30 lat!

Taurus – polska marka oferująca uznaną na całym świecie elektronikę dla basistów i gitarzystów istnieje od 1983 roku. Z okazji swojego jubileuszu producent zapowiada całą gamę nowości, które mają zostać zaprezentowane po raz pierwszy na największej europejskiej imprezie targowej związanej z branżą muzyczną – Musikmesse we Frankfurcie nad Menem.

Na razie producent uchylił rąbka tajemnicy na swoim profilu FaceBook (http://www.facebook.com/TaurusAmplification), pokazując kilka zdjęć powstających właśnie nowości. Jeśli wybieracie się na te prestiżowe targi, Taurusa znajdziecie jak co roku w hali 4.0 na stoisku J.50. Sopocki producent juz nie raz zaskoczył innowacyjnością, więc warto sprawdzić ich propozycje na rok 2013! ✪

Bettermaker nagrodzona

Bettermaker – polska firma produkująca wysokiej klasy studyjne urządzenia elektroniczne otrzymała nagrodę “The Best of Show” na targach Namm w Anaheim. Nagroda została przyznana za jej najnowszy produkt, Stereofoniczny korektor w formacie 500 z odtwarzaniem ustawień oraz automatyką poprzez D.A.W. Targi Namm uznawane są za najważniejsze targi muzyczne na świecie, gromadzą rok rocznie wszystkich czołowych producentów sprzętu pro audio, dla których są doskonałą okazją do przedstawienia nowości. Przyciągają także artystów, reżyserów dźwięku oraz dziennikarzy, będąc absolutnym MUST BE dla każdego profesjonalnie związanego z dźwiękiem. Każdego roku redakcje magazynów Pro Audio Review oraz Pro Sound news z pomocą redakcji pism Audio Media oraz Mix poszukują na targach Namm, nowych interesujących produktów. Wśród nich bardzo duże zainteresowanie wzbudził najnowszy produkt firmy Bettermaker: EQ 502P.

Bettermaker EQ 502P jest stereofonicznym korektorem w formacie 500 przeznaczonym do profesjonalnych studiów nagrań oraz studiów masteringowych. Jego układ korekcji został oparty na legendarnych korektorach Pultec z lat 50tych poprzedniego wieku. Oferuje stereofoniczną korekcję w zakresie górnych i dolnch częstotliwości wraz ze słynną możliwością jednoczesnego wzmocnienia i tłumienia w tym samym paśmie, co powoduje odkształcenie charakterystyki częstotliwościowej filtra. Firma Bettermaker powstała w 2011 w Warszawie, swój pierwszy produkt pokazała na targach Musikmesse 2011 we Frankfurcie. Był to, robiący furorę do dziś i uhonorowany między innymi 10 gwiazdkami na 10 magazynu MusicTech, korektor analogowy z cyfrowym sterowaniem Bettermaker 230P. ✪

Hartke wkracza z Aplauzem! Wśród aplauzu polskich miłośników rockandrollowego grania kultowa marka dla basistów Hartke wkracza na nasz rynek. Z końcem marca w magazynach podwarszawskiej firmy Aplauz pojawią się produkty Hartke. Basiści wszystkich rodzajów cieczcie się!

Hartke to jedna z najsłynniejszych firm produkujących sprzęt dla basistów, w szczególności wzmacniacze i kolumny głośnikowe. To już kolejna kultowa marka dostępna w portfolio Aplauz. Zasłynęła w 1985 roku rewolucyjnym projektem głośnika basowego, w którym istotną rolę grało (dosłownie!) aluminium. Dzięki głośnikowi z aluminiową membraną bas wreszcie stał się słyszalny z nieznaną dotychczas dynamiką. Od tego czasu Hartke zainspirowało całą generację muzyków. Założycielami firmy są elektronicy i muzycy Larry Hartke i Ron Lorman, którzy już w latach 70. eksperymentowali z aluminiowymi głośnikami. W roku 1980 wypuścili na rynek pierwszą kolumnę z 8-calowym, aluminiowym driverem. Jaco Pastorius jako jeden z pierwszych zaczął korzystać z nowych głośników we wczesnych latach 80. i rozpropagował je podczas swoich występów. Już w 1985 roku sława pełnego, czystego i „szybkiego” brzmienia Pastoriusa obiegła świat. Z pierwszych kolumn serii XL, w tym 115XL, 210XL i 410XL korzystali tacy muzycy jak Marcus Miller, Darryl Jones i Jack Bruce. Tymczasem pierwsza kolumna Jaco wciąż jest przechowywana w oknie budynku firmy Hartke w Nowym Jorku. W późniejszym okresie Hartke opracowało kombinowane kolumny z głośnikami aluminiowymi obok papierowych, a także nową technologię z oboma materiałami w jednym głośniku. W ten sposób powstała słynna seria kolumn Hartke HyDrive, z której korzystają tak różnorodni muzycy jak Victor Wooten, Frank Bello czy Stu Hamm. Zawsze nastawiona na najnowsze technologie we wzmacniaczach i głośnikach, marka Hartke jest teraz dostępna dla polskich muzyków. Urządzenia Hartke będą pojawiać się w polskich sklepach pod koniec marca. ✪


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ News ❘ 13

Formacja ALONE szuka menedżera Zespół ALONE powstał w 2006 roku w Łodzi z inicjatywy Jacka Strzelczyka (dRoW), który to mimo klasycznego wykształcenia muzycznego postawił sobie za cel założenie grupy wykonującej muzykę z pogranicza nu-metalu i elektroniki. W pełnym składzie zespół zaczął występować w Łodzi zyskując popularność wśród lokalnych mediów. W roku 2008 grupa wygrała konkurs ‘Rytmy Łodzi’. Wygrana została w całości przeznaczona na nagranie debiutanckiego krążka, nad którego produkcją czuwał Paweł Marciniak (Manximum Records) – na co dzień związany z VariusManx. W 2009 zespół zaczął grać koncerty na terenie całego kraju i zdobywać nagrody oraz wyróżnienia (Riff Festiwal 2010"/Wrocław, „Global Battle of the Bands”/Gdynia). Dobra passa trwała – utwór ‘Neither Am I’ został wykorzystany w ścieżce dźwiękowej do filmu ‘Wojna Żeńsko-Męska’.

Dwudziestoletni system audio MiniDisc Sony, którego wycofanie zapowiadano już od jakiegoś czasu przestanie być produkowany w marcu bieżącego roku. Wtedy też do sklepów trafia ostatnie odtwarzacze. Po zmianach personalnych grupę ALONE obecnie tworzą Jacek Strzelczyk, Łukasz Jerzykowski, Artur Sejpt oraz Marek Jabłoński, którym nie brakuje zapału do pracy i chęci rozwoju. Jedyne, czego dziś potrzebują to profesjonalny management. – Bardzo chętnie nawiążemy współpracę z osobą, która podobnie jak my, zaangażuje się w pracę, a jednocześnie stanie się członkiem naszego zespołu – mówi Łukasz Jerzykowski. Na wszelkie propozycje zespół czeka pod adresem: manager@alone.com.pl ✪

Sprzedaż cyfrowa we Francji na minusie Jak donosi MusicWeek, na tle ogólnego, światowego wzrostu sprzedaży muzyki przez Internet, całkowite przychody nagraniowe odnotowane we Francji spadły o 4,4% w 2012, według danych z końca roku podanych przez stowarzyszenie handlowe SNEP.

W marcu żegnamy MiniDisc Sony

Francja, pomimo posiadania na swoim rynku Deezer’a, wydaje się nie mieć tak chłonnego konsumenta, jak chociażby Szwecja czy Norwegia. Przychody ze sprzedaży internetowej muzyki stanowiły 90% całości w Szwecji i 56% w Norwegii w 2012 roku. Według danych SNEP, wartość ta dla Francji wyniosła 28%. Przy tym sprzedaż nośników fizycznych spadła tam o 11,9% do poziomu 363,7 milionów euro. Sytuacja jest o tyleinteresująca, że na terenie Francji działa wspomniany Deezer oraz Spotify. Przedstawiciele francuskiego rynku winą za spadek obarczają internetowe piractwo. ✪

Choć koncern walczył o ten format na światowym rynku przez dwadzieścia lat, nigdy nie udało mu się pokonać klasycznej płyty CD. Komentuje się, że pomimo dość dobrej jakości zapisu, MiniDisc przegrał brakiem funkcjonalności. Według wielu opinii, Sony i tak zbyt późno zdecydowało się na zaprzestanie produkcji. Jeszcze przez najbliższych kilka lat koncern gwarantuje serwis dla użytkowników systemów MiniDisc. Od czasu premiery produktu w roku 1992 sprzedano około 22 milionów egzemplarzy

Na językach

– ustawa o otwartych zasobach publicznych Na poczatku lutego 2103 roku w ZAiKS-ie odbyła się otwarta debata na temat projektu założeń do projektu ustawy o otwartych zasobach publicznych. Debata miała na celu merytoryczne odniesienie się do założeń przedstawionych przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAiC). W roli panelistów wystąpili: mec. Marzena Wojciechowska (Izba Wydawców Prasy), która omówiła wpływ proponowanej ustawy na zobowiązania wynikające z prawa międzynarodowego, mec. Ewa Łepkowska (ZAiKS), która omówiła projekt w świetle prawa autorskiego, mec. Dominik Skoczek (SFP-ZAPA), który przedstawił założenia w świetle ustawy o dostępie do informacji publicznej, mec. Marek Staszewski (ZPAV), który omówił wpływ projektu na prawa pokrewne oraz mec. Karol Kościński, dyrektor Departamentu Własności Intelektualnej i Mediów MKiDN, który zaprezentował stanowisko Ministerstwa w omawianej kwestii. Moderatorem dyskusji był Dyrektor Generalny ZAiKS-u Krzysztof Lewandowski. ✪ Źródło: www.zaiks.org.pl


14 ❘ News ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Fryderyki 2013 Nominowani

MUZYKA JAZZOWA: ALBUM ROKU

ATOM STRING QUARTET Places Nominacje do tegorocznych Fryderyków ogłoszone zostały 21 lutego 2013 r. podczas konferencji prasowej, która miała miejsce w Polskiej Agencji Prasowej w Warszawie. O nominację do Nagrody Fryderyk 2013 W muzyce poważnej dotychczasowy podział dla najlepszych płyt walczyło 181 albumów na gatunki muzyczne albumów zachowany z polską muzyką rozrywkową, 166 singli, zostaje do etapu nominacji. W drugiej turze 108 albumów muzyki poważnej oraz 47 głosowania nominowane płyty zostaną aualbumów jazzowych. Wśród debiutatntów tomatycznie zakwalifikowane do kategorii walczących o Fryderyka 2013 znalazło się Album Roku – Muzyka Poważna i w tej kate58 artystów w muzyce rozrywkowej, a także gorii ubiegać się będą o nagrodę. 14 muzyków jazzowych. W kategorii Artysta Jak co roku, Akademia Fonograficzna hoRoku rywalizowało 359 autorów, kompo- noruje muzyków i twórców szczególnie zazytorów, wokalistów i zespołów w muzyce służonych dla polskiej kultury muzycznej. rozrywkowej, 168 kompozytorów, solistów, W edycji 2013 nagrody ZŁOTY FRYDERYK dyrygentów i zespołów w muzyce poważnej za całokształt osiągnięć artystycznych przyoraz 59 instrumentalistów, wokalistów, ze- znano wybitnemu multiinstrumentaliście, kompozytorowi i wokaliście – Józefowi społów i aranżerów w muzyce jazzowej. W tym roku przyznanych zostanie 18 statu- Skrzekowi, legendarnemu saksofoniście etek Fryderyk w 10 kategoriach. Akademia jazzowemu, zmarłemu w sierpniu ubiegłego uhonoruje najlepszy album i najwybitniej- roku Tomaszowi „Szakalowi” Szukalskieszego artystę ubiegłego roku w muzyce roz- mu oraz wybitnemu pianiście, pedagogowi rywkowej, poważnej i jazzowej; nagrodzony i kompozytorowi, wieloletniemu jurorowi zostanie również najciekawszy debiutant Konkursów Chopinowskich w Warszawie w muzyce rozrywkowej i jazzie, najlepszy prof. Janowi Ekierowi. utwór w muzyce rozrywkowej, a także naj- Uroczyste wręczenie statuetek odbędzie się wybitniejsze nagranie muzyki polskiej spo- w Teatrze Polskim w Warszawie. Transmisję z Gali pokaże TVP2. ✪ śród albumów muzyki poważnej.

Producent albumu: ATOM STRING QUARTET, wydawca: Kayax

Henryk MIŚKIEWICZ Full Drive 3 Producent albumu: Henryk Miśkiewicz, wydawca: Fonografika

NOWICKI/ŚWIĘS/FRANKIEWICZ Trio Pathfinder Producent albumu: Radek Nowicki, Andrzej Święs, Sebastian Frankiewicz, wydawca: Multikulti Project

Grzech PIOTROWSKI World Orchestra

Producent albumu: Grzech Piotrowski, wydawca: AGORA SA/Alchemik Records

Kuba STANKIEWICZ Spaces

Producent albumu: Kuba Stankiewicz, wydawca: KSQ Music

ARTYSTA ROKU

ATOM STRING QUARTET Adam BAŁDYCH Henryk MIŚKIEWICZ Włodek PAWLIK Grzech PIOTROWSKI

DEBIUT ROKU

DAMAS (Piotr Damasiewicz) Tomasz DĄBROWSKI Maciej GARBOWSKI INTERPLAY JAZZ DUO PIANOHOOLIGAN (Piotr Orzechowski)


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ News ❘ 15

Nominowani

Nominowani

MUZYKA ROZRYWKOWA:

MUZYKA POWAŻNA

ALBUM ROKU BRODKA Lax

Producent albumu: Bartosz Dziedzic, wydawca: Kayax Production & Publishing

HEY Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan

Producent albumu: Marcin Bors i Paweł Krawczyk, wydawca: Supersam Music

LUXTORPEDA Robaki

Producent albumu: Robert Friedrich i LUXTORPEDA, wydawca: Stage Diving Club

Maria PESZEK Jezus Maria Peszek Producent albumu: Michał FOX Król i Maria Peszek, wydawca: Mystic Production

T. LOVE Old Is Gold

Producent albumu: Maciej Majchrzak i Zygmunt Staszczyk, wydawca: EMI Music Poland

ARTYSTA ROKU Artur ANDRUS BRODKA HEY Mela KOTELUK Maria PESZEK

DEBIUT ROKU Kari AMIRIAN Maja KLESZCZ Mela KOTELUK LEMON SKUBAS

UTWÓR ROKU

BRODKA Varsovie muzyka: Bartosz Dziedzic/Monika Brodka, słowa: Monika Brodka/Quentin Carenzo

LUXTORPEDA Wilki Dwa

muzyka: LUXTOTRPEDA, słowa: Przemysław Frencel/Robert Friedrich

Maria PESZEK Ludzie Psy

muzyka: Maria Peszek/Michał FOX Król, słowa: Maria Peszek

SKUBAS Linoskoczek

muzyka: SKUBAS, słowa: Sławomir Młynarczyk

VOO VOO Pierwszy raz

muzyka i słowa: Wojciech Waglewski

(niektóre kategorie):

ARTYSTA ROKU

ARS NOVA Rafał Blechacz Łukasz Borowicz Paweł Łukaszewski Olga Pasiecznik

Album Roku

– Muzyka Współczesna

Zbigniew Bargielski – Kwartety smyczkowe, wydawca: CD Accord

Camerata Silesia Sings Kilar, wydawca: DUX Górecki, wydawca: DUX

Paweł Łukaszewski – Musica Sacra 1, wydawca: DUX Satin – TWOgether Duo, wydawca: Sarton

Najlepszy Album Polski ZaGranicą

Rafał Blechacz – Debussy, Szymanowski, wydawca: DEUTSCHE GRAMMOPHON/UNIVERSAL MUSIC PL

Henryk Mikołaj Górecki, wydawca: Naxos

Krzysztof Penderecki – Fonogrammi, Koncert na róg, Partita, Przebudzenie Jakuba, Anaklasis, De natura sonoris, wydawca: Naxos

Seven Angels. Teresa Kamińska, Marek Toporowski, wydawca: Großräschener Orgelkonzerte e.V.

Veiled Desires. Lives and Loves of Nuns in the Middle Ages, wydawca: Raumklang

Najwybitniejsze Nagranie Muzyki Polskiej

Cyprian Bazylik, dzieła wszystkie, XVI w., wydawca: Travers Karol Lipiński – Works for Violin & Piano,

Zostań ekspertem w Brukseli! Specjaliści z zakresu edukacji, kultury, sektora audiowizualnego, młodzieży i obywatelstwa, którzy do 30 czerwca 2013 roku zgłoszą swoją kandydaturę do Agencji Wykonawczej ds. Edukacji, Kultury i Sektora Audiowizualnego (EACEA) mają szansę zostać ekspertami oceniającymi projekty zgłaszane w ponad 15 programach UE. Rekrutacja dotyczy m.in. następujących programów: Erasmus Mundus, Tempus, Kultura, Młodzież w działaniu, Europa dla Obywateli oraz MEDIA 2007. W porównaniu z innymi krajami polskich ekspertów odpowiedzialnych za wspieranie Agencji Wykonawczej ds. Edukacji, Kultury i Sektora Audiowizualnego (EACEA) jest wciąż niewielu. Dlatego zachęcamy specjalistów z całego kraju do zgłaszania swoich kandydatur, bez nich zmniejszają się szanse polskich wnioskodawców – mówi Anna Hieropolitańska z Punktu Kontaktowego ds. Kultury, który działa w strukturze Instytutu Adama Mickiewicza i zajmuje się promocją Programu Kultura w Polsce. ✪ Źródło: Punkt Kontaktowy ds. Kultury

Musikmesse

– 10-13 kwietnia 2013

Targi Musikmesse to największe na świecie targi instrumentów, akcesoriów muzycznych, oprogramowania i sprzętu komputerowego dla muzyków oraz wydawnictw nutowych. W ostatniej edycji wzięło udział 1 496 wystawców, w tym 597 firm z Niemiec, a pozostałe 1063 z krajów całego świata.

wydawca: DUX

Paweł Łukaszewski – Musica Sacra 1, wydawca: DUX Paweł Łukaszewski – Musica Sacra 2, wydawca: DUX Satin – TWOgether Duo, wydawca: Sarton

Równolegle, w tym samym terminie odbywają się targi Prolight + Sound, na których prezentowany jest sprzęt nagłośniający, oświetleniowy oraz techniki komunikacji. Musikmesse odwiedziło 77 609 branżystów ze 109 państw. Łączna liczba odwiedzających obie imprezy – razem z Prolight + Sound wyniosła ponad 109 100 branżystów. ✪


16 ❘ premiery ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Dla ucha i oka

Design, to już nie tylko modne słowo, ale przede wszystkim narzędzie biznesowe, bez którego nie ma szans na stworzenie nowych, konkurencyjnych produktów. Również w branży muzycznej, w której na pierwszym miejscu powinien znajdować się dźwięk, coraz częściej właśnie wygląd odgrywa główną rolę. Nic dziwnego, że świadomi tych zjawisk producenci, sięgają po design, jako formę zrozumienia potrzeb konsumenckich, tworząc tym samym wizerunek marki niepozbawionej charyzmy i innowacyjności. Tekst:

Ilona Rosiak


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ premiery ❘ 17

Zostań dystrybutorem

Egg-Shell i zyskaj:

Podobno książki nie ocenia się po okładce, a człowieka po wyglądzie, ale czy ta sama zasada dotyczy produktów, jakie oferuje rynek muzyczny? Po części nie. Wystarczy, że przyjrzymy się nowym wzmacniaczom lampowym Egg-Shell firmy Encore Seven, które mają szklaną obudowę, dzięki czemu zamykają lampy w bezpiecznym body i jednocześnie eksponują je w efektownym układzie „V”. – W ofercie dostępne są obecnie dwa modele wzmacniaczy audio – Prestige 18 oraz Prestige 9 – wyjaśnia Krzysztof Grabowski, właściciel firmy. – Ten sygnowany liczbą 18 posiada moc RMS 18W na kanał i pracuje w klasie AB. Drugi model z kolei gwarantuje moc 9W, pracuje w klasie A i dodatkowo różni się od mocniejszego brata układem zasilającym zbudowanym także na lampach – dodaje. Niemal gotowy jest kolejny model 16-watowy w klasie A. Indywidualny charakter wzmacniaczom może nadać również sam użytkownik, ponieważ na jego prośbę górna pokrywa ozdobiona zostanie grafiką wybraną z oferty producenta lub własną, przygotowaną przez klienta. Na razie wzmacniacze można kupować jedynie bezpośrednio u producenta, ale już teraz warto zainteresować się współpracą z firmą i dystrybucją. – Wzmacniacze Egg-Shell nie są skierowane wyłącznie do zagorzałych audiofilów, którzy zatopieni w swoich skórzanych fotelach, lewitują wśród dźwięków – mówi z uśmiechem Krzysztof Grabowski. – Stworzyliśmy interesującą alternatywę dla szeroko pojętego odbiorcy, tj. dla każdego, komu zależy na pięknym, miękkim lampowym brzmieniu i docenia nowoczesne, niebanalne wzornictwo – pointuje. Warto dodać, że proces tworzenia nadal trwa. Dla właściciela firmy Encore Seven niezwykle istotne są opinie użytkowników, dlatego kolejne egzemplarze nawet tego sa-

mego modelu wciąż ewoluują – dopracowywane są szczegóły, poprawiane mankamenty, korygowane rozwiązania techniczne oraz dopieszczane aspekty wizualne, a wszystko po to, by wchodząc na rynek z szerszą produkcją, mieć pewność, że wzmacniacze będą dopracowane i nie powstały w oderwaniu od potrzeb i upodobań użytkowników.

– nowych klientów – sprawną współpracę z rzetelnym dostawcą – atrakcyjne warunki handlowe – przewagę konkurencyjną Więcej informacji na:

www.encore7.com lub pod numerem telefonu

+48 886-586-554


18 ❘ przesłuchanie ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Kopalnia pomysłów i możliwości

Branża muzyczna, uważana za jedną z bardziej kreatywnych, doskonale radzi sobie sama. Niebywała przedsiębiorczość jej przedstawicieli sprawia, że każdego roku jesteśmy świadkami budujących debiutów i wielu imponujących projektów, które nierzadko prowadzą na szczyt. W drodze do sukcesu spotkać można jednak bezpieczne przystanie, które podobnie jak Instytut Muzyki i Tańca gotowe są udzielić wsparcia i pomocy. Z dyrektorem Instytutu, Andrzejem Kosowskim, rozmawia Ilona Rosiak Podczas panelu dyskusyjnego odbywającego się w ramach Europejskich Targów Muzycznych „Co jest grane”, zabrał Pan głos w sprawie muzycznych orlików. Czy rzeczywiście Polska jest kulturalnym pustkowiem?

Nie mogę się zgodzić z opinią, że panuje w Polsce pustkowie kulturalne. Owszem poziom czytelnictwa, uczestnictwa w koncertach i spektaklach, nakłady sprzedawanych książek i płyt są często zatrważające,


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ przesłuchanie ❘ 19

ale z drugiej strony liczba szkół artystycznych i instytucji kultury oraz działalność polskich artystów w kraju i ich międzynarodowe sukcesy przeczą tej tezie. Jeśli już miałbym podjąć dyskusję na ten temat, to wskazałbym relatywnie słabe – w porównaniu z innymi krajami europejskimi – zainteresowanie muzyką, a w szczególności aktywnymi i amatorskimi formami jej uprawiania, co najlepiej słychać podczas zbiorowego odśpiewywania Hymnu czy nawet zwykłego „Sto lat! ”. Czyż nie powinniśmy cieszyć się z faktu, że branża muzyczna stwarza coraz więcej okazji do toczenia tego tupu dyskusji. Sam Instytut Muzyki i Tańca inicjuje zdarzenia, wśród których na szczególne uznanie zasługuje konferencja „Rozsupłać sieć”. Jakie owoce wydało to spotkanie?

Każda okazja do wymiany doświadczeń jest dobra. Od czasu Konwencji Muzyki Polskiej w maju 2011 roku, które stało się spotkaniem całego środowiska, organizujemy szereg spotkań, paneli i dyskusji, poświęconych rozmaitym obszarom działalności kulturalnej. Celem konferencji „Rozsupłać sieć” była próba uchwycenia dynamicznych przemian w sposobie tworzenia, nagrywania i rozpowszechniania muzyki w dobie Internetu. Największa sala w Bibliotece Narodowej pękała w szwach, dyskusja była bardzo gorąca i to potwierdziło nasze przypuszczenia, że jest to jeden z najważniejszych obecnie tematów dla naszej branży. Zmiany te następują tak szybko, że właściwie trudno było wypracować jakiś jeden model działania, ale warto było posłuchać, jak artyści i producenci radzą sobie w środowisku cyfrowym. Choć Instytut Muzyki i Tańca działa zaledwie dwa lata, to już dziś może się poszczycić wieloma sukcesami wynikającymi z nieprzeciętnej aktywności i dynamiki działania. Czy branża muzyczna chętnie korzysta z pomocnej dłoni, którą wyciąga IMIT?

Od samego początku działania Instytutu (październik 2010 roku) przyjęliśmy zasadę, że nie będziemy samodzielnie organizowali koncertów, festiwali i nie będziemy zajmowali się wydawaniem nagrań czy książek. Staramy się poprzez nasze własne programy lub programy ministra, budować nowe rozwiązania systemowe dla naszego środowiska, takie jak możliwość finansowania zamówień kompozytorskich nowych utworów czy podtrzymywanie zainteresowania muzyką tradycyjną. Z liczby napływających do nas wniosków o współpracę śmiem twierdzić, że trafiliśmy w oczekiwania branży, ale też wiele naszych programów powstało dzięki opracowaniu zasad ich realizacji wspólnie z ich późniejszymi adresatami. Zostańmy jeszcze przy temacie projektów. W powszechnej opinii najbardziej dotowane są wszelkie działania związane z muzyką klasyczną. A Państwa programy, do kogo właściwie są adresowane? Czy reprezentanci muzyki rozrywkowej również mają szansę znaleźć coś dla siebie?

Jesteśmy otwarci na wszystkie gatunki muzyczne i jedynym kryterium jest poziom artystyczny projektów. Oczywiście tak, jesteśmy otwarci na wszystkie gatunki muzyczne i jedynym kryterium jest poziom artystyczny projektów. W ramach „Zamówień kompozytorskich” można sfinansować powstanie kolejnej symfonii, ale także musicalu czy dobrej piosenki. Prowadzimy program „Jazzowy Debiut Fonograficzny”, ułatwiający wydanie pierwszej płyty młodym artystom. W ramach warsztatów dla krytyków szkolimy przyszłych recenzentów festiwali z muzyką współczesną, ale także i rozrywkową. Wspieranie środowiska w postaci udzielania pomocy finansowej nie jest jedyną działalnością Instytutu. Myślę tu między innymi o działalności badawczej. Macie na koncie już dwa raporty – „Raport o stanie muzyki polskiej” i „Raport o stanie szkolnictwa muzycznego I stopnia”. Czy branża wie, że te opracowania stanowić mogą cenną wskazówkę nie tylko do rozwoju świadomości, ale również biznesu?

Rozpoczęliśmy także przygotowania do wydawania roczników o muzyce polskiej, które mogą się stać cennym źródłem informacji o instytucjach, wydarzeniach i firmach działających w tym obszarze. Pracujemy także nad szczegółowymi ekspertyzami dotyczącymi wybranego obszaru, np. edukacji jazzowej w Polsce. Wszystkie te materiały są dostępne na naszej stronie internetowej. Przełom roku to doskonały moment na podsumowania. Jak ocenia Pan minionych 12 miesięcy? Które z dotychczasowych osiągnięć uważa Pan za szczególnie ważne?

Instytut nieco już okrzepł. W swojej działalności mamy świetny, choć niewielki zespół oraz szerokie grono współpracowników. Prowadzimy już kilkanaście programów, a jednym z najważniejszych naszych wspólnych osiągnięć w minionym roku było uruchomienie Programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z „Zamówieniami kompozytorskimi” o wartości 2 milionów złotych, z którego finansujemy w pierwszej edycji prawie 100 nowych utworów. Skoro przeszłość mamy już za sobą, to może warto porozmawiać o tym, co IMIT planuje na 2013 rok?

Kontynuować będziemy wszystkie nasze dotychczasowe programy, które zawsze mają wpisaną formułę konkursową. Uruchamiamy nowy projekt „Dyrygent-rezydent”, który umożliwi zdobycie doświadczeń przez młodych polskich adeptów batuty. Prowadzimy Biuro Obchodów Roku Lutosławskiego, a dzięki drugiemu programowi ministra sfinansujemy ponad 100 projektów koncertowych, multimedialnych, wydawniczych i edukacyjnych. Zorganizujemy także kolejną edycję nagrody „Koryfeusz Muzyki Polskiej”. Już dzisiaj zachęcam Państwa do zgłaszania kandydatur! ✪


20 ❘ Pod lupą ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Skład Muzyczny W Krakowie, sercu województwa małopolskiego, zlokalizowaliśmy pierwszego z bohaterów nowej rubryki, w której prezentować będziemy sklepy muzyczne zasługujące na szczególną uwagę. Dlaczego SkładMuzyczny.pl? Bo wykracza dalece poza ramy klasycznej placówki handlowej, a ponadto charakteryzuje go interdyscyplinarność. Właściciele zaś wykazują się kreatywnością i wolą walki o przyszłość branży muzycznej. Tekst:

Ilona Rosiak


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Pod lupą ❘ 21

M

ózgiem operacji pod nazwą „SkładMuzyczny.pl/KSM” jest Michał Wójcik i Rafał Majewski, którzy ze sklepu przy ul. Skawińskiej 14 uczynili swoje centrum dowodzenia. Ekspansywność nie pozwoliła im stać w miejscu. Nie zatrzymał ich pożar, rozdmuchana dekoniunktura w postaci medialnego kryzysu, a nawet konkurencja, która w Krakowie była „od zawsze”. Zamiast w duchu rywalizacji podgryzać gardła, oni postanowili podbić małopolski mikrokosmos innymi metodami – zaangażowaniem, pasją i kreatywnością. Najpierw nauczyli się twardo stąpać po ziemi, prowadząc tradycyjny sklep, później uczynili krok w chmurach, uskuteczniając sprzedaż i doradztwo w cyberprzestrzeni. W pewnym momencie stanęli na rozstaju, zadając sobie pytanie: „Co jeszcze możemy zrobić”? Odpowiedzi udzielają do dzisiaj, tworząc, organizując i sponsorując Krakowską Scenę Muzyczną.

Każdy rok funkcjonowania sklepu powodował, że grono przywiązanych do niego miłośników muzyki sukcesywnie się powiększało. SkładMuzyczny.pl przestawał pełnić rolę punktu handlowego

Pomysł na koniunkturę Rafał Majewski

Idziemy na zakupy

SkładMuzyczny.pl nie należy do największych placówek handlowych, z jakimi mamy do czynienia w branży. Nie można też powiedzieć, aby znajdował się w strategicznym miejscu, które sprzyjałoby sprzedaży. Z uwagi na ograniczenia lokalowe i niechęć do rozmieniania się na drobne, Rafał i Michał świadomie zrezygnowali ze sprzedaży zestawów perkusyjnych. – Skupiliśmy się na asortymencie gitarowym – instrumentach, efektach, piecach i akcesoriach. Wiele smacznych kąsków znajdą u nas również wokaliści, basiści oraz realizatorzy dźwięku – wyjaśnia Rafał. – Rzecz w tym, że

Budując KSM opieram się na ewolucyjnym modelu zarządzania Linusa Torvaldsa, gdzie Michał jest głównym rzecznikiem i managerem, który deleguje zadania na ochotników (zespoły), składmuzyczny.pl jest w tym układzie pierwszym i głównym pracodawcą, nie sponsorem. Słowo sponsor to paskudne słowo, podobnie jak promocja. Nie szukamy sponsorów, szukamy ludzi

i firmy, które chcą poczuć się do odpowiedzialności, chcą pokazać się w ten sposób. Chcemy zaszczepić ten sposób myślenia gdzie się da, bo uważamy, że jest to cholernie dobry pomysł na rozruszanie koniunktury, która jest, ale pieniądze uciekają szerokim strumieniem za granicę. Krakowska Scena Muzyczna to także pomysł na digitalizacje tego, co się dzieje na lokalnym poziomie. Po ponad roku działalności mamy (tzn. my wszyscy) dorobek, który będziemy rozwijać. Za kilka lat będzie to wspaniały punkt odniesienia do oceny tego, czy było warto. ■


22 ❘ Pod lupą ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

KSM to nie tylko instytucja organizująca koncerty, ale również wydawnictwo, a wkrótce również management czy potężna platforma, pełniąca funkcję bazy lokali i krakowskich kapel, których obecnie wymienić można ponad 200


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Pod lupą ❘ 23

myśl, aby otworzyć sklep, nie zrodziła się z wyrachowanej chęci zbicia fortuny, bo to rzecz jasna nierealne. Temat pojawił się w moim życiu całkiem niespodziewanie i wywołał do odpowiedzi rozsądek, który nawet nie próbował zabrać głosu. Odpowiedziała za to wyobraźnia i chęć podjęcia próby robienia w życiu czegoś ciekawego – podkreśla. Nie samą pasją człowiek żyje, zwłaszcza, gdy związał swą przyszłość z handlem detalicznym. SkładMuzyczny.pl stał się rozpoznawalny m.in. z uwagi na fakt, iż pełni rolę autoryzowanego dealera marki Fender. W asortymencie nie brakuje równie polskich marek, jak np. Taurus. Na szczególną uwagę zasługuje jednak wartość dodana, jaką oferuje się każdemu klientowi. Wszystko zaczyna się od fachowego doradztwa, a kończy na satysfakcjonujących zakupach. Po drodze jest jeszcze cenna wymiana zdań, prezentacja, a także możliwość przetestowania sprzętu. Muzycy, nie tylko ci zawodowi, po przestąpieniu progu Składu Muzycznego stają się przyjaciółmi. Udane zakupy to nie koniec, ale początek wspólnej przygody, która może zaprowadzić nawet na scenę!

Silna grupa pod wezwaniem

Każdy rok funkcjonowania sklepu powodował, że grono przywiązanych do niego miłośników muzyki sukcesywnie się powiększało. SkładMuzyczny.pl przestawał pełnić rolę punktu handlowego. Przypominał raczej ognisko muzyczne, grupę – nie wzajemnej adoracji – lecz wsparcia i rozwoju kariery muzycznej. – Odwiedzali nas artyści z większym, lub mniejszym dorobkiem pracy twórczej. Bez względu jednak na to, jaki poziom reprezentowali, jedno było pewne – nie mieli gdzie grać – mówi Michał. – Kraków jako miasto jednoznacznie kojarzące się z kulturą, jest wbrew pozorom dość hermetyczne i odporne na debiutantów – wyjaśnia. To pierwszy, ale nie jedyny powód, dla którego zainicjowana została Krakowska Scena Muzyczna. – Zależało nam na poszerzeniu pola integracji muzyków z publicznością. Nie zapomnieliśmy również o biznesie. KSM to naturalny sposób na tworzenie koniunktury, poszerzanie grona odbiorców i ich identyfikacji z marką. To również doskonała metoda promocji, zarówno konkretnych marek, jak i Składu Muzycznego – podkreśla Michał. KSM to nie tylko instytucja organizująca koncerty, ale również wydawnictwo, a wkrótce również management czy potężna platforma, pełniąca funkcję bazy lokali i krakowskich kapel, których obecnie wymienić można ponad 200. Nabierający wiatr w żagle okręt zwany Krakowską Sceną Muzyczną będzie płynął tak długo, jak długo zdoła się utrzymać ze środków głównego sponsora, a więc Składu Muzycznego. Byłoby wielką stratą dla środowiska muzycznego w Krakowie, a także całej branży, gdyby rozbił się o najbardziej trywialną górę lodową – pieniądze. ✪

Nasza „oddolność” skutkuje Michał Wójcik

Krakowska Scena Muzyczna to oddolna inicjatywa stworzona przez grupę znajomych zajmująca się, jak nazwa wskazuje, muzyką w Krakowie: zespołami, fanami, firmami, klubami. Do tej pory nasza główna działalność to organizacja koncertów. Pierwszy koncert zorganizowaliśmy spontanicznie 14 czerwca 2011 roku i był on od razu sporym sukcesem. Zagrało 7 zespołów o prze-

różnej stylistyce, które zgromadziły na publiczności ok. 350 osób. Ziarno zostało zasiane. Od tamtego czasu zorganizowaliśmy sporo koncertów. Większość z nich to koncerty „małych, nieznanych krakowskich zespołów”, ale od czasu do czasu pojawiali się też bardziej znani wykonawcy, niekoniecznie z Krakowa: Natalia Przybysz, Tymański, Ścianka, Pink Freud i inni. Nasza „oddolność” skutkuje znajomością lokalnego rynku z każdej możliwej strony – sami na co dzień jesteśmy muzykami, fanami, organizatorami czy przedsiębiorcami. Wielość perspektyw pozwala nam organizować koncerty atrakcyjne dla wszystkich wyżej wymienionych grup.. ■


24 ❘ Top Products ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Oferta rynkowa Wprowadzanie nowości produktowych stanowi jeden z podstawowych elementów strategii rozwoju firmy, jej ekspansji na rynku, a także świadczy o otwartości na potrzeby klientów. Branża muzyczna wykorzystuje tę wiedzę i każdego miesiąca zaskakuje nas interesującymi propozycjami. Chcesz wiedzieć więcej na ich temat? Skontaktuj się bezpośrednio z producentami lub dystrybutorami!

Kabina akustyczna – speak

Parawan akustyczny

120 cm x 160 cm wewnątrz Keoda – Leszek Banaś Aleja Katowicka 330 Urzut 05-831 Młochów Tel. 692 348 331 info@keoda.com www.keoda.pl

3 ścianki Keoda – Leszek Banaś Aleja Katowicka 330 Urzut 05-831 Młochów Tel. 692 348 331 info@keoda.com www.keoda.pl

Cena detaliczna:

5 060 EUR

Cena detaliczna:

1 102 EUR

MIKSER DYNACORD CMS 600-3 Kabina akustyczna – speak 100 cm x 120 cm wewnątrz Keoda – Leszek Banaś Aleja Katowicka 330 Urzut 05-831 Młochów Tel. 692 348 331 info@keoda.com www.keoda.pl Cena detaliczna:

4 546 EUR

Mixer, 4x Mikr/Linia + 2x Mikr/Linia stereo USB („super channels”) + 2x Stereo/Linia, 3x aux, 2x stereofoniczny 24-bitowy procesor efektów TOMMEX ŻEBROWSCY Sp. J. ul. Arkadowa 29 02-776 Warszawa tel. 503 138 837 tbr@tommex.pl www.tommex.com.pl Cena detaliczna: informacje u dystrybutora


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Top Products ❘ 25

Cyfrowy procesor głośnikowy DYNACORD DSP 600

Gitara akustyczna T.Burton Foresthill W-C-N

2x in, 6x out, FIR, Ethernet, 1 HU TOMMEX ŻEBROWSCY Sp. J. ul. Arkadowa 29 02-776 Warszawa tel. 503 138 055 piotr@tommex.pl www.tommex.com.pl Cena detaliczna:

Kisielewski s.c. ul. Węglowa 1/3 60-122 Poznań tel. 61 62 32 500 info@kisielewski.com.pl www.kisielewski.com.pl Cena detaliczna: 1 230 zł

Aktywny subwoofer 1x 18” DYNACORD PSD 218

Pickup do gitary akustycznej L.R. Baggs M80

Aktywny subwoofer 1x 18”, 2 x 1000W RMS/4Ohm, klasa D, wewnętrzny 24-bitowy DSP 1-in, 3-out, max SPL 130dB TOMMEX ŻEBROWSCY Sp. J. Ul. Arkadowa 29 02-776 Warszawa tel. 503 138 055 piotr@tommex.pl www.tommex.com.pl

Kisielewski s.c. ul. Węglowa 1/3 60-122 Poznań tel. 61 62 32 500 info@kisielewski.com.pl www.kisielewski.com.pl Cena detaliczna: 1 100 zł

1 260 EUR

Cena detaliczna:

2 790 EUR

Procesor instalacyjny Oyster Ohm Polska Sp. z o.o. ul. Makowa 2, Przyborki 62-300 Września tel. 603 984 136 info@ohm.pl www.ohm.pl Cena detaliczna: 2 800 zł

Kapodaster T.Burton K-02 Kisielewski s.c. ul. Węglowa 1/3 60-122 Poznań tel. 61 62 32 500 info@kisielewski.com.pl www.kisielewski.com.pl Cena detaliczna:

49 zł

Cymbal Washers podkładki do talerzy perkusyjnych RaBas ul. Batalionów Chłopskich 11A 78-200 Białogard tel: 500 11 77 80 bok@rabas.pl www.rabas.pl www.wedgie.pl Cena detaliczna:

39 zł

Anti-Vibe Shox nakładki antywibracyjne RaBas ul. Batalionów Chłopskich 11A 78-200 Białogard tel: 500 11 77 80 bok@rabas.pl www.rabas.pl www.wedgie.pl Cena detaliczna:

15 zł


26 ❘ Top Products ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Wedgie Pick Holder

TC-112

uchwyt na kostki do gitary elektrycznej i basowej RaBas ul. Batalionów Chłopskich 11A 78-200 Białogard tel: 500 11 77 80 bok@rabas.pl www.rabas.pl www.wedgie.pl

Kolumna Gitarowa Taurus ul. Cieszyńskiego 4 81-881 Sopot tel. 58 550 66 46 office@taurus-amp.pl www.taurus-amp.pl

Cena detaliczna: 15 zł

1 360 zł

Bum Bum Rurki

Stomp-Head 1.BL

Boomwhackers Zestaw Diatoniczny Firma Muzyczna ul. Kasprowicza 28E 31-523 Kraków tel. 12 394 57 40 biuro@firmamuzyczna.pl www.firmamuzyczna.pl Cena detaliczna: 119 zł

Wzmacniacz gitarowy Taurus ul. Cieszyńskiego 4 81-881 Sopot tel. 58 550 66 46 office@taurus-amp.pl www.taurus-amp.pl

1 330 zł

Burns Steer

Anti-Effect

gitara typu semi-hollow F.H. Elektrosprzęt Plac Wolności 6 44-200 Rybnik tel. 32 423 78 15 elektrosprzet@gmail.com www.elektro-sprzet.pl Cena detaliczna:

2 890 zł

Cena detaliczna:

Cena detaliczna:

efekt gitarowy Chaosound Zakład Elektroniki Sławomir Badowski ul. Broniewskiego 3/66 95-200 Pabianice tel. 42 212 18 02 info@chaosound.com www.chaosound.com Cena detaliczna:

740 zł Pokrowiec do gitary klasycznej Limited Edition CP 7 Romuald i Nell Henglewscy ul. Grotkowska 17 60-176 Poznań tel. 61 868 48 48 henglewscy@henglewscy. com.pl www.henglewscy.com.pl Cena detaliczna: 145 zł

THD-450 Wzmacniacz basowy typu HEAD Taurus ul. Cieszyńskiego 4 81-881 Sopot tel. 58 550 66 46 office@taurus-amp.pl www.taurus-amp.pl Cena detaliczna:

2 690 zł

Efekt Billy Sheehan Signature Drive Music Dealer sp.j. ul. Gospodarcza 7 20-213 Lublin tel. 81 745 06 02 zamawiam@musicdealer.com.pl www.musicdealer.pl Cena detaliczna: 799 zł

Werble ARTISAN THE EQUATOR dostępne w dwóch rozmiarach: 14 x 5,5” i 14 x 6,5” oraz dwóch wykończeniach (Satin Charcoal Black lub Matrix Green) SoundTrade ul. Kineskopowa 1 05-500 Piaseczno tel. 22 632 02 85 marketing@soundtrade.pl www.soundtrade.pl Cena detaliczna:

1 790 zł-1 880 zł


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Top Products ❘ 27

Magnetic Drop Clutch serii Inventor SoundTrade ul. Kineskopowa 1 05-500 Piaseczno tel. 22 632 02 85 marketing@soundtrade.pl www.soundtrade.pl Cena detaliczna: 135 zł

Wzmacniacz gitarowy 2.1 do domu Roland Polska Sp. z o.o. ul. Kąty Grodziskie 16B 03-289 Warsawa tel. 22 678 95 12 muzyk@rolandpolska.pl www.rolandpolska.pl Cena detaliczna: 590 zł

Wahoo ™Sonuus efektowy pedał gitarowy Sound Import ul. Wesoła 22/1 41-500 Chorzów tel. 32 245 10 22 info@soundimport.pl www.soundimport.pl Cena detaliczna:

1 377 zł

Wzmacniacz Orange OR15H Arcade Audio Sp. z o.o. ul. Galicyjska 2 32-091 Michałowice koło Krakowa tel. 12 420 63 00 info@arcadeaudio.com.pl www.arcadeaudio.com.pl

Carvin Legacy 3 RockTone.pl ul. Zbożowa 1D 43-200 Pszczyna tel. 605 888 707 info@rocktone.pl www.rocktone.pl

Cena detaliczna 4 899 zł

Efekty gitarowe Mesa Boogie Lauda Audio ul. Leśna 15a/1 81-876 Sopot tel. 58 521 41 20 michal@lauda-audio.pl www.lauda-audio.pl Cena detaliczna: informacje u dystrybutora

Kolumny Line6 StageSource L2T Lauda Audio ul. Leśna 15a/1 81-876 Sopot tel. 58 521 41 20 michal@lauda-audio.pl www.lauda-audio.pl Cena detaliczna: informacje u dystrybutora

Cubase 7 Audio Factory Sp. z o.o. ul. Emilii Plater 47 00-118 Warszawa tel. 22 826 18 89 hubert@audiofactory.pl www.audiofactory.pl Cena detaliczna: 2 500 zł

Cena detaliczna:

2 688 zł

Carvin V3M Micro lampowy Head RockTone.pl ul. Zbożowa 1D 43-200 Pszczyna tel. 605 888 707 info@rocktone.pl www.rocktone.pl Cena detaliczna:

3 199 zł

Kontroler M-Audio Axiom A.I.R. Acousticity sp. z o.o. ul. Kopernika 10 05-220 Zielonka tel. 22 781 90 24 biuro@acousticity.pl www.acousticity.pl Cena detaliczna: 2480 zł


28 ❘ Top Products ❘

Monitory studyjne EVE Audio SC205 Acousticity sp. z o.o. ul. Kopernika 10 05-220 Zielonka tel. 22 781 90 24 biuro@acousticity.pl www.acousticity.pl Cena detaliczna: 1690 zł/szt

Telefunken M82 Wielkomembranowy mikrofon dynamiczny Musictoolz ul. Harfowa 5 02-389 Warszawa tel. 22 487 56 89 sales@musictoolz.pl www.musictoolz.pl Cena detaliczna:

1 600 zł

Looptrotter Audio SA2RATE dwukanałowy, analogowy moduł nasycenia sygnału MJ Audio Lab ul. Belwederska 2022 00-762 Warszawa tel. 888 693 711 office@mjaudiolab.pl www.mjaudiolab.pl Cena detaliczna: 2 335 zł

MOJAVE AUDIO MA301fet pojemnościowy mikrofon tranzystorowy MJ Audio Lab ul. Belwederska 2022 00-762 Warszawa tel. 888 693 711 office@mjaudiolab.pl www.mjaudiolab.pl Cena detaliczna: 3 500 zł

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

NAW LT121 szerokopasmowy satelita/ monitor z driverem 1” i głośnikiem 12” NAW – Noise Art Works ul. Sienkiewicza 25 34-300 Żywiec tel. 33 488 11 48 info@naw.com.pl www.naw.com.pl Cena detaliczna: 2 220 zł

Subwoofer NAW MBR115 NAW – Noise Art Works ul. Sienkiewicza 25 34-300 Żywiec tel. 33 488 11 48 info@naw.com.pl www.naw.com.pl Cena detaliczna: 2 690 zł

Wielofunkcyjny satelita NAW VSC12F NAW – Noise Art Works ul. Sienkiewicza 25 34-300 Żywiec tel. 33 488 11 48 info@naw.com.pl www.naw.com.pl Cena detaliczna: 2 990 zł

RCF HDL 20-A Arcade Audio Sp. z o.o. ul. Galicyjska 2 32-091 Michałowice koło Krakowa tel. 12 420 63 00 info@arcadeaudio.com.pl www.arcadeaudio.com.pl Cena detaliczna:

9 900 zł

Tube MP

BEAM-1800

przedwzmacniacz lampowy Arcade Audio Sp. z o.o. ul. Galicyjska 2 32-091 Michałowice koło Krakowa tel. 12 420 63 00 info@arcadeaudio.com.pl www.arcadeaudio.com.pl Cena detaliczna: 192 zł

ruchoma głowa z projektorem wideo Monacor Polska Sp. z o.o. ul. Jana Długosza 42-46 51-162 Wrocław tel. 71 320 93 02 kuba@monacor.pl www.monacor.pl Cena detaliczna:

13 890 zł


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Top Products ❘ 29

TXS-812SET 2-kanałowy zestaw mikrofonu bezprzewodowego Monacor Polska Sp. z o.o. ul. Jana Długosza 42-46 51-162 Wrocław tel. 71 320 93 02 kuba@monacor.pl www.monacor.pl Cena detaliczna: 799zł

STA-3000 profesjonalny wzmacniacz stereo PA Monacor Polska Sp. z o.o. ul. Jana Długosza 42-46 51-162 Wrocław tel. 71 320 93 02 kuba@monacor.pl www.monacor.pl Cena detaliczna: 3 390 zł

Cyfrowe radio internetowe Revo AXiS XS C4i, Consultants for Industry ul. Jagiellońska 76 03-301 Warszawa tel. 22 486 44 24/25 biuro@c4i.com.pl www.c4i.com.pl Cena detaliczna: 1 139 zł

Odtwarzacz Brionvega model ts525

Wodoodporny Walkman serii W Sony Polska ul. Ogrodowa 58 00-876 Warszawa tel. 22 520 24 01 piotr.papaj@eu.sony.com www.sony.pl Cena detaliczna: informacje u producenta

Słuchawki Sony MDR-1 Sony Polska ul. Ogrodowa 58 00-876 Warszawa tel. 22 520 24 01 piotr.papaj@eu.sony.com www.sony.pl Cena detaliczna: informacje u producenta

Systemy kina domowego Sony Sony Polska ul. Ogrodowa 58 00-876 Warszawa tel. 22 520 24 01 piotr.papaj@eu.sony.com www.sony.pl Cena detaliczna: informacje u producenta

Dynamo 1500X

3Logic sp. z o.o. ul. Zakopiańska 153 30-435 Kraków info@3logic.pl tel. 12 264 20 00 www.3logic.pl Cena detaliczna: informacje u dystrybutora

wzmacniacz i głośnik niskotonowy Polpak Poland Al. Jerozolimskie 333a Reguły k. Warszawy tel. 22 353 14 14 jacek@polpak.com.pl www.polpak.com.pl Cena detaliczna: 6 699 zł (wersja czarna) 7 699 zł (czarny połysk)

LED PAR 56 SLIM RE

Stolik Norstone STABBL

kolor obudowy srebrny lub czarny Flash-Butrym Sp. J. Lubieszyn 4e 72-002 Dołuje tel.91 48 31 486 info@flash-butrym.pl www.flash-butrym.pl cena detaliczna: 191,79 zł

Best-Audio ul. Traugutta 25 90-113 Łódź tel. 42 633 59 07 info@bestaudio.pl www.bestaudio.pl Cena detaliczna: 2590 zł


30 ❘ PRAWO ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

W kontrakcie wszystko gra!

Dla młodych, początkujących w branży muzyków, kontrakt z wytwórnią płytową to najczęściej spełnienie marzeń. Jednak ci, którym udało się go podpisać, nie zawsze są zadowoleni, a nierzadko umowa z firmą fonograficzną staje się dla nich źródłem frustracji. Jak tego uniknąć? Tekst:

Dorota Rzążewska, Kancelaria JWP Adwokaci i Radcowie Prawni


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ PRAWO ❘ 31

W

śród wielu artystów, szczególnie niezależnych, pokutuje przekonanie, że podpisując umowę z wydawcą pozbawią się wszelkich praw, stracą wpływ na kształt swojej twórczości, na sposób jej utrwalenia, wydania, rozpowszechniania czy promocji. Inni z kolei wierzą, że wytwórnia w magiczny sposób wyniesie ich na szczyty popularności zapewniając finansowy dostatek do końca życia.

Reality show-biznes

Jaka jest rzeczywistość? Jak zwykle ani czarna ani biała. W praktyce spotyka się przypadki, w których wytwórnia stara się określić warunki kontraktu w taki sposób, by chroniły przede wszystkim jej własne interesy i gwarantowały osiągnięcie zysku z inwestycji, jaką jest podjęcie współpracy z artystą. To nie oznacza, że umowy nie da się skonstruować tak, aby obie strony kontraktu czuły się usatysfakcjonowane.

Win-win

Mając na uwadze obowiązujące w Polsce przepisy, przygotowując się do określenia zasad i warunków współpracy artysty z firmą fonograficzną, należy w pierwszej kolejności wziąć pod uwagę jedną z podstawowych zasad, jaką rządzi się prawo umów. Jest to zasada swobody zawierania umów. Zgodnie z nią, strony zawierające umowę mogą jej treść kształtować wedle własnego uznania, tak, aby wykonanie zobowiązania jak najlepiej odpowiadało ich interesom. Cele artysty i wydawcy są w gruncie rzeczy zbieżne. Muzyk potrzebuje wytwórni, która pomoże mu zaistnieć na rynku, umożliwi wyprodukowanie i wypromowanie swojej twórczości, natomiast wydawca bez artysty nie ma oferty rynkowej. Obie strony współdziałając mogą osiągnąć korzyści.

Od ogółu do szczegółu

Przystępując do negocjowania kontraktu, w celu uniknięcia niepotrzebnych nieporozumień, należy przede wszystkim jasno i świadomie określić, czego ma dotyczyć umowa – jaki ma być jej przedmiot. Spektrum możliwości jest bardzo duże, ponieważ współpraca artysty z wytwórnią może mieć bardzo szeroki zakres, obejmując zarówno proces tworzenia utworu, jego utrwalania, rozpowszechniania i promowania, jak i kwestie wizerunku artysty. Równie dobrze umowa może dotyczyć tylko produkcji i dystrybucji płyty lub wyłącznie dystrybucji i promocji płyty wyprodukowanej samodzielnie przez artystę. Dokładne określenie przedmiotu umowy, czyli wszystkich płaszczyzn, których ma dotyczyć współpraca, to baza stanowiąca punkt wyjścia do dalszych ustaleń.

Diabeł tkwi w szczegółach

Każda umowa nakłada na obie zawierające ją strony pewne obowiązki i uprawnienia. Ich precyzyjne określenie to połowa sukcesu. Trzeba pamiętać, żeby zapisy w umowie były sformułowane w sposób jasny, zrozumiały i jednoznaczny dla każdej ze stron. Czasem lepiej jest poświę-

Doświadczenia kształcą Łukasz Jerzykowski Zespół ALONE

Wytwórnia ciągle, choć już nie w takim stopniu jak kiedyś, umożliwia dotarcie do większej liczby odbiorców. Oczywiście wszystko tutaj jest zależne. Ciągle wierzę, że są ludzie, którzy pracują z czystej pasji i rzeczywiście oprócz zarobku, starają się pomóc muzykom, szczególnie debiutantom, zaistnieć. Samo podpisanie umowy z wytwórnią nie gwarantuje żadnego sukcesu. Wszystko zależy od tego, co obejmuje kontrakt. Możemy oddać wytwórni wszystkie prawa, bądź skonstruować umowę tak, aby podział zysków z nagranej muzyki był ściśle określony. Można również podpisać umowę obej-

mującą wyłącznie zlecenie dystrybucji muzyki (płyty). W przypadku ALONE właśnie z czymś takim mamy do czynienia. Pierwszy album został wydany drogą undergroundową. 2000 egzemplarzy zostało dodanych do gazety dla pracowników firmy „DELL”. Album został nagrany za zdobycie I miejsca w konkursie „Rytmy Łodzi”. W międzyczasie dzięki ciężkiej pracy wszystkich w zespole udało się stworzyć prawdziwe i profesjonalne DVD. Rejestracja odbyła się w Klubie Wytwórnia w Łodzi. Z uwagi na to, że wszyscy jesteśmy „menedżerami” Alone, każdy z nas miał wkład finansowy w DVD. Obecnie czujemy się artystami kompletnymi, a zespół Alone dojrzał również do podpisania kontraktu. Jesteśmy świadomi własnej wartości, a zdobyte dotąd doświadczenie pozwoli nam nie tylko wynegocjować dobre warunki współpracy, ale przede wszystkim zagwarantować swoją rzetelność i sprawną współpracę. ■

cić więcej czasu na omówienie redakcji poszczególnych postanowień umowy, niż poprzestać na ogólnych sformułowaniach, które każda ze stron, w sytuacji pojawienia się jakichkolwiek sporów, będzie interpretować inaczej. Przykładem zbyt ogólnego zapisu jest zdanie brzmiące: „Wydawca zobowiązuje się do podjęcia działań promocyjnych artysty oraz wydawanej płyty”. Artysta może z niego wywnioskować, że zarówno płyta jak i wykonawca czy zespół będą promowane. Zapis ten jednak nie określa ani w jakim okresie będą podejmowane działania promocyjne, ani w jakiej formie będą one realizowane (materiały promocyjne, reklamy, wywiady, koncerty, etc.), ani gdzie będą miały miejsce, jaka ma być ich częstotliwość itd. Na podstawie jednego niejasnego zapisu może powstać niezliczona ilość konfliktów i nieporozumień.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi…

Precyzja sformułowań liczy się szczególnie w przypadku postanowień umowy dotyczących zasad rozliczeń finansowych pomiędzy stronami. Z umowy jednoznacznie powinno wynikać komu, za co i w jakiej wysokości przysługuje wynagrodzenie, kiedy i w jaki sposób będzie wypłacane, czy jednorazowo, czy w ratach, czy wgotówce, czy może przelewem na rachunek bankowy. Do tej kategorii zaliczają się także postanowienia określające sposób rozliczania ponoszonych przez strony kosztów związanych z realizacją umowy.

Kto za tym stoi?

Kolejną istotną sferą regulacji w umowie z wytwórnią są zapisy odnoszące się do kwestii praw autorskich.


32 ❘ PRAWO ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Świadomi praw i obowiązków

Darek Świtała A&R Metal Mind Productions, redaktor naczelny Metal Hammer

Metal Mind Productions współpracuje zarówno z debiutantami, jak i doświadczonymi zespołami. Jak ocenia Pan ich świadomość biznesową na etapie podpisywania umowy. Czy spodziewają się, jakie przywileje i obowiązki się z tym wiążą? Rynek muzyczny zawsze się zmieniał, ale ostatnie dziesięciolecie przyniosło ogromne zmiany technologiczne, które jak się okazało, pozostają w tej chwili w ścisłej korelacji z sytuacją rynkową. Nowe technologie doprowadziły do poważnego spadku sprzedaży płyt, a co za tym idzie do zmiany nastawienia wytwórni do polityki wydawniczej. Niestety – co pokazuje praktyka – zespoły podchodzące do podpisania kontraktu bardzo często nie są świadometych dynamicznych zmian. Co ciekawe; dotyczy to najczęściej weteranów sceny, przywykłych do tysięcznych nakładów nie tylko płyt ale i finansowych (których wytwórnia dokonywała na rzecz np. nagrania albumu). Na przestrzeni ostatnich lat diametralnie zmieniła się rola wydawcy – w tej chwili wytwórnie dostarczają przede wszystkim narzędzia promocji i dystrybucji – zaś finansowanie nagrań bierze na siebie w dużej mierze sam zespół. Cieszę się, że wśród młodych, niezależnych zespołów rośnie świadomość tego faktu – do Metal Mind Productions spływa coraz więcej taśm demo od ekip, które doceniają nasze 25-letnie doświadczenie na rynku nie tylko polskim ale i zagranicznym – oczekując od nas dobrej promocji i dystrybucji swoich płyt. W ostatnim czasie pracowaliśmy z wieloma uzdolnionymi artystami (Luxtorpeda, Minerals, Kruk, Doogie White, Tank, Krzak, Mech, Cree, Alastor, Leash Eye, Noko, Love de Vice, Ela Mielczarek, SBB, Believe...) zawsze szukając kompromisów i najlepszych rozwiązań dla obu stron.

Z czego Pana zdaniem może wynikać powszechna opinia, że zawierane umowy nie są równie korzystne dla obu stron? Jak można odczarować tę sytuację? Mam wrażenie, że mamy tu do czynienia z obiegowym powielaniem tych – nieco już historycznych – opinii. Owszem – w rozszalałych latach 90. gdy raczkował polski przemysł muzyczny z prawdziwego zdarzenia – często można było usłyszeć o fatalnych w skutkach umowach, podpisanych przez taki czy inny zespół. Dziś można się tylko zastanawiać, co było powodem gorzkich wypowiedzi muzyków na te tematy: zła wola wytwórni, czy może błędna ocena sytuacji rynkowej i pozycji zespołu a w efekcie komercyjna klapa tego czy owego albumu? Należy pamiętać, że przy każdej podpisanej umowie wydawniczej wytwórnia udziela niejako kredytu zaufania artyście. To wytwórnia ponosi przecież niemałe koszty wyprodukowania towaru, jego dystrybucji a przede wszystkim promocji – to wszystko generuje koszty, których zwrot jest nie do końca pewny. Z istnienia tych kosztów musi sobie zdawać sprawę także zespół podpisujący umowę co, niestety, nie jest normą. W jaki sposób zespół lub indywidualny muzyk powinni przygotować się do podpisania umowy. Na co powinni zwrócić uwagę zanim zdecydują się na jej zawarcie? Przede wszystkim muzycy powinni wiedzieć jakie cele przed sobą postawili i które z nich, pozwoli im zrealizować podpisanie umowy. Takie świadome podejście spowoduje, że etap rozmów negocjacyjnych pomiędzy zespołem a wydawcą będzie na pewno bardziej efektywny. Na pewno przyda się też wykładnia pojęć, które zawiera prawie każda standardowa umowa a więc; co to są prawa autorskie, prawa do aranżacji i artystycznych wykonań i tym podobne sformułowania. Nauczony doświadczeniem wiem, że wplątywanie w początkowy etap rozmów zacnych kancelarii prawniczych nie ma sensu, bo prowadzi to tylko do chaosu i narastających nieporozumień. No i rzecz oczywista – wytwórnia i artysta muszą mieć do siebie pewien zakres – choć ograniczonego – to jednak zaufania. ■

W zależności od zakresu współpracy pomiędzy stronami i przedmiotu umowy, rozwiązania mogą być różne. Artysta, będący twórcą utworu, może swobodnie decydować w jaki sposób będą eksploatowane przysługujące mu prawa autorskie. Majątkowe prawa autorskie należą do tej sfery uprawnień twórcy, którymi ze względu na ich charakter (są to prawa zbywalne) może dowolnie rozporządzać. W praktyce oznacza to, że może zdecydować, czy własność tych praw przeniesie na rzecz wytwórni (umowa przeniesienia/ zbycia praw), czy jedynie zezwoli wydawcy na korzystanie z tych praw przy zachowaniu ich własności, udzielając wytwórni licencji na ich eksploatację. I w jednym, i w drugim przypadku należy pamiętać, że przeniesienie własności autorskich praw majątkowych lub udzielenie licencji wymaga określenia pól eksploatacyjnych, czyli sposobu, w jaki może być wykorzystany utworu. W każdym też przypadku trzeba określić, czy zbycie lub udzielenie licencji dokonywane jest bezpłatnie, czy też za zapłatą stosownego wynagrodzenia.

Prawnik prawdę Ci powie

Artysta oczywiście nie musi znać się na wszystkich sprawach związanych z procesami produkcji, dystrybucji i promocji nagranego materiału. Tym bardziej ważna jest zatem taka redakcja postanowień umowy, by były zrozumiałe. Czasem warto skorzystać z pomocy fachowca – prawnika, orientującego się w zasadach formułowania umów, a najlepiej również obeznanego z dziedziną, której dotyczy kontrakt. Zwiększa to szanse na sporządzenie umowy w sposób precyzyjny i nie generujący nieporozumień. Rzeczywistość nie pozostawia jednak złudzeń – idealnych umów, całkowicie wolnych od zapisów, które mogą rodzić różnice interpretacyjne, a jednocześnie regulować wszystkie płaszczyzny współpracy w sposób eliminujący wszelkie konflikty – w praktyce właściwie nie ma.4

Do poprawki

Co zatem zrobić w sytuacji, gdy umowa nie będzie realizowana w sposób zgodny z jej postanowieniami lub gdy współpraca nie układa się tak, jak strony umowy zakładały przy jej podpisywaniu? Jeśli w umowie zostaną przewidziane odpowiednie zapisy pozwalające na zmianę jej warunków, można ponownie usiąść do stołu i próbować renegocjować kontrakt. Czasem dochodzi jednak do sytuacji, w której jedna ze stron dochodzi do wniosku, że sposób realizacji umowy nie jest zgodny z zapisanymi w jej treści postanowieniami. W takim przypadku w sukurs mogą przyjść odpowiednio zredagowane klauzule określające zasady rozwiązania umowy.

Paragrafy dla kreatywnych

Jak widać z powyższych rozważań tworzenie umowy wymaga dokładnego opisania zasad, w oparciu o które będą budowane wzajemne relacje pomiędzy stronami. Nie bez przyczyny mówi się, że przygotowywanie umowy to praca dla ludzi z wyobraźnią, trzeba bowiem pomyśleć o wszystkich możliwych sytuacjach, które mogą pojawić się w trakcie jej realizacji. Jeżeli współpraca artysty z wytwórnią fonograficzną ma być udana i długotrwała, nie warto żałować czasu na negocjacje. Ostatecznie umowa jest materią na tyle elastyczną, że przy dobrej woli obu stron, z pewnością można osiągnąć satysfakcjonujący efekt. ✪


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ dział ❘ 33


34 ❘ raport ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Crowdfunding,

czyli finansowanie społecznościowe Od pewnego czasu coraz większą uwagę artystów, słuchaczy i branży muzycznej przyciąga finansowanie społecznościowe. Przejawem rosnącego zainteresowania zjawiskiem w Polsce jest chociażby konferencja, która została zrelacjonowana w styczniowym numerze „Rynku Muzycznego”. Czym jest crowdfunding i kto może z niego korzystać? Tekst:

F

dr Patryk Gałuszka, Instytut Ekonomii, Uniwersytet Łódzki, autor książki „Biznes Muzyczny”

inansowanie społecznościowe może być definiowane jako „otwarte wezwanie, dokonywane przeważnie przez Internet celem zebrania zasobów pieniężnych w formie dobrowolnej darowizny lub wymiany w zamian za pewne wartości lub/i przyznanie praw głosu” (źródło: P. Belleflamme, T. Lambert, A. Schwienbacher, Crowdfunding: Tapping the Right Crowd. „CORE Discussion Paper” No. 2011/32, 2011, [online] http://ssrn.com/ abstract=1578175 [dostęp: 6.05.2012]). Pojawienie się zjawiska wiąże się z upowszechnieniem serwisów społecznościowych, jednak warto odnotować, że pierwsze przypadki zastosowania tego mechanizmu sięgają czasów, gdy nikomu jeszcze nie śniło się o Facebooku czy MySpace.

Pionierzy

Mechanizmy finansowania społecznościowego jako jeden z pierwszych zastosował brytyjski zespół Marillion, który w 1997 r. za pośrednictwem Internetu poprosił swoich fanów o wsparcie finansowe amerykańskiej części trasy koncertowej, uzyskując 60 000 USD. Mechanizm ten powtórzono w 2001 r. do sfinansowania wydania dwunastego albumu Marillion zatytułowanego „Anoraknophobia”. Zastosowanie finansowania społecznościowego na szerszą skalę wiąże się z debiutem amerykańskiej platformy ArtistShare w 2003 r. ArtistShare funkcjonuje do dzisiaj, a jego projekty zdobyły 5 nagród Grammy i 18 nominacji do tej nagrody. W Europie więcej uwagi zyskała uruchomiona w 2006 r. platforma SellaBand. Polscy fani mogą kojarzyć SellaBand z debiutem


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ raport ❘ 35

Julii Marcell, której dzięki wsparciu tej platformy udało się zebrać 50 000 USD na nagranie debiutanckiej płyty. Od pewnego czasu najpopularniejszą platformą finansowania społecznościowego na świecie jest serwis Kickstarter, na którym zbiera się środki na realizację bardzo różnych – nie tylko muzycznych – projektów. W Polsce najstarszą platformą finansowania społecznościowego jest MegaTotal, któremu – jako platformie skupionej na muzyce – poświęcę nieco więcej miejsca w dalszej części tekstu.

Finanse na liczne przedsięwzięcia

Crowdfunding od kuchni

Istnieje przynajmniej kilka modeli finansowania społecznościowego. W każdym z nich zaangażowane są trzy strony: inicjatorzy projektów (np. artyści), wspierający projekty (np. fani) oraz platforma finansowania społecznościowego czyli instytucja organizująca przepływ środków pomiędzy stronami. Najprostszy z modeli finansowania społecznościowego opiera się na dobrowolnych datkach wpłacanych przez internautów, którzy chcą wesprzeć preferowany projekt, np. nagranie płyty przez ulubionego artystę, nie oczekując nic w zamian. W nieco bardziej skomplikowanych modelach artyści oferują wpłacającym różnego rodzaju korzyści, niejednokrotnie uzależnione od wysokości wpłaconej kwoty. Tego typu projekty można zaobserwować w serwisie Kickstarter, gdzie przykładowo, w zamian za niewielkie wsparcie (np. ok. 10 USD) można otrzymać egzemplarz płyty po tym, jak zostanie wydana, a duże wsparcie (np. 500 USD) daje np. przywilej dołączenia do artysty pracującego w studiu nagrań. W najbardziej złożonym modelu finansowania społecznościowego wspierający projekty w zamian za wnoszone wpłaty otrzymują udziały w finansowanych projektach. Udziały te, po ukończeniu projektu, stają się podstawą do wypłat ewentualnych zysków, które trafiają do wspierającego proporcjonalnie do jego wkładu. Ten mechanizm zastosowano m.in. we wspomnianym Sellaband. Oczywiście ukazane tu modele finansowania społecznościowego nie wyczerpują tematu – istnieje szereg modeli pośrednich, a sama koncepcja crowdfundingu stale ewoluuje.

Karol Król Beesfund, www.beesfund.com

Beesfund.com umożliwia zebranie środków od szerokiej społeczności na realizację różnych przedsięwzięć. Wspierający każdorazowo otrzymują unikalne bonusy w zamian za dofinansowanie projektu, mogą to być płyty, bilety, czy unikalne bonusy jak spotkanie z twórcami, a w przypadku modelu udziałowego – akcje spółki. Crowdfunding umożliwia twórcom wejście na rynek, realizację ciekawych projektów, bądź też uwolnienie się od kontraktów poprzez samodzielne pozyskanie kapitału w formie przedsprzedaży. Każdorazowo w projekt zaangażowana jest szeroka społeczność, która nie tylko finansuje projekt mikrowpłatami, ale

też komentuje i udostępnia informacje znajomym. Na beesfund.com zakończyło się już kilkadziesiąt projektów właściwie z wszystkich kategorii. Najwięcej było projektów wydawniczych i filmowych, ale obecnie trwają takie, których celem jest nagranie audiobooka, zakup mobilnej kawiarni, aplikacji dla maturzystów oraz muzyczne. Legenda polskiej muzyki elektronicznej Marek Biliński zbiera środki na wydanie ekskluzywnej wersji albumu „the best of...” na płycie winylowej. Z kolei młody, popularny zespół Brenda Walsh chce wydać EPkę i zachęca fanów do dorzucenia się do jej realizacji. Finansowanie społecznościowe będzie się rozwijać, bo pozwala nowym twórcom zaistnieć, a osobą z dorobkiem oferuje nowe możliwości dystrybucji i pozyskania środków na ciekawe projekty artystyczne i biznesowe. Beesfund.com jest narzędziem w rękach twórców, ale mocno angażujemy się we wspieranie naszych projektodawców, przede wszystkim w zakresie marketingu. Prowadzimy także wiele działań edukacyjnych, objaśniając korzyści ze stosowania crowdfundingu i inspirując ludzi do realizacji własnych marzeń. ■

Crowdfunding po naszemu

Finansowanie społecznościowe ma na polskim rynku stosunkowo długą historię, sięgającą 2007 r. gdy w Łodzi założono serwis MegaTotal. Obecnie, mimo iż pojedyncze projekty muzyczne można znaleźć także na innych polskich platformach (m.in. polakpotrafi.pl oraz beesfund.com), dla artysty muzyka działającego na krajowym rynku MegaTotal jest platformą o największym znaczeniu. Do 31.01.2013 r. MegaTotal pomógł w zebraniu funduszy na nagranie 95 płyt, z czego 68 się ukazało, a pozostałe są w trakcie realizacji (Dane podane za stroną http://megazin.megatotal.pl/niech-sie-mury-pna-do-gory/). Wśród wydanych płyt można znaleźć m.in. nagrania Krafców, Samokhin Band, NeLL. Wartość finansowanych projektów waha się

przeważnie od 5 000 PLN do 40 000 PLN. Jeśli obecne tempo rozwoju serwisu utrzyma się, w 2013 r. wartość sfinansowanych projektów przekroczy najprawdopodobniej 1 mln PLN. Od 2012 r. MegaTotal rozszerzył swoją działalność również na inne produkty kultury, m.in. projekty filmowe i książkowe.


36 ❘ raport ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Działalność platformy skupia się wokół strony internetowej http://www.megatotal.pl, na której artyści ogłaszają swoje projekty, i za pomocą której internauci dokonują wpłat. Tym, co unikalne dla tej platformy, jest sposób rozliczania płatności. Z każdej kwoty wpłaconej przez internautę 50 proc. trafia na konto projektu, a 50 proc. dzielone jest pomiędzy tych, którzy wsparli dany projekt wcześniej. Podział środków pomiędzy użytkowników platformy następuje proporcjonalnie do ich udziałów. Taki mechanizm rozliczania płatności skutkuje tym, że wpłacający uzyskują – przynajmniej w teorii – osobistą motywację do samodzielnego promowania projektów, w których mają udziały. W praktyce realizacja projektu na MegaTotal rozpoczyna się od stworzenia przez artystę profilu oraz wgraniu przez niego nagrań demo na serwer platformy. Artysta zaczynający zbieranie środków, poza nagraniami demo, które pozwolą zorientować się internautom czy warto wesprzeć dany projekt, powinien mieć świadomość tego, ile pieniędzy chce zebrać. Wysoki budżet ułatwi pracę nad nagraniem, jednak oznacza on również, że zebranie środków będzie trudniejsze, bowiem trzeba będzie przekonać do swojej twórczości większą liczbę wpłacających. Ponadto, artystów zbierających środki za pośrednictwem MegaTotal obowiązują limity czasowe. Jeśli projekt nie zdoła zgromadzić całej zaplanowanej kwoty w określonym czasie, wówczas jego konto jest zerowane, środki wracają do wspierających, a zbieranie rozpoczyna się od początku. Wprawdzie projekty z wysokimi budżetami mają więcej czasu na zbieranie, jednak artysta rozważający rozpoczęcie zbiórki, powinien dokładnie przeanalizować wszystkie wady i zalety wysokości kwoty, którą zdecyduje się zebrać.

Tradycja vs. nowoczesność

Warto przy tym podkreślić różnice pomiędzy MegaTotal a tradycyjną wytwórnią muzyczną. W przeciwieństwie do dużych wytwórni muzycznych MegaTotal nie posiada rozbudowanej sieci dystrybucyjnej. Artyści, którzy wydadzą płytę przy wsparciu społeczności, mogą liczyć na sprzedaż swoich nagrań w funkcjonującym przy MegaTotal internetowym sklepie MegaTunes oraz w formie plików w iTunes, iPlay i ClassicsOnline. Jeśli chodzi o promocję – sama obecność na MegaTotal daje artystom pewne promocyjne korzyści takie jak możliwość prowadzenia profilu, na którym fani mogą odsłuchiwać nagrania. W przypadku zebrania środków na nagranie, artysta uzyskuje od MegaTotal pewne wsparcie promocyjne w Internecie, jednak w przeciwieństwie do największych wytwórni muzycznych, platforma finansowania społecznościowego nie jest w stanie zorganizować artyście szeroko zakrojonej kampanii promocyjnej w tradycyjnych mediach. Artyści planujący zbieranie środków w MegaTotal powinni więc wykazać się aktywnym podejściem do promocji i dystrybucji. Dobrym pomysłem może być wykorzystanie do tego energii fanów, którzy złożyli się na wydanie nagrania. Dzięki stosowanemu przez MegaTotal systemowi rozliczeń mają oni bowiem finansowy interes w powodzeniu projektu, który wsparli.

Prognozy na przyszłość

Osoby związane z tradycyjną branżą fonograficzną mogą mieć wątpliwości odnośnie perspektyw rozwoju finansowania społecznościowego. W istocie – nie wiemy na ile zainteresowanie crowdfundingiem jest trwałe i czy modele biznesowe platform są w długim terminie do utrzymania. Istnieje jednak szereg argumentów pozwalających stwierdzić, że finansowanie społecznościowe ma przed sobą przyszłość.


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ raport ❘ 37

Fanów trzeba zainteresować

Jacek Łukasiewicz MegaTotal, www.megatotal.pl

Pierwszym argumentem jest kryzys tradycyjnej fonografii, który skutkuje tym, że debiutantom coraz trudniej jest dostać od wytwórni propozycję podpisania kontraktu, co zmusza muzyków do szukania nowych źródeł finansowania nagrań. Co więcej, finansowanie społecznościowe może być dobrym sposobem by zachęcić fanów, którzy do tej pory preferowali ściąganie muzyki z sieci P2P, do płacenia za nagrania. Po drugie, finansowanie społecznościowe wiąże się, z punktu widzenia artystów, z ograniczeniem ryzyka inwestycji w muzykę. W tradycyjnym modelu środki na nagranie musiały być wyłożone przez wytwórnię lub artystów. Wziąwszy pod uwagę, jak ryzykownym biznesem jest fonografia, bardzo często takie inwestycje przynosiły straty – tym dotkliwsze, im więcej przeznaczono na nagranie i jego promocję. W przypadku finansowania społecznościowego również dochodzi do inwestycji, jednak wziąwszy pod uwagę, że każdy ze wspierających projekt bierze na siebie jedynie niewielką część ryzyka inwestycyjnego, ewentualne straty nie są aż tak dotkliwe. Inaczej wygląda bowiem utrata 10 000 PLN zainwestowanych w nagranie przez samodzielnego muzyka, a inaczej utrata 10 PLN przez tysiąc osób, które wsparło projekt w modelu finansowania społecznościowego. Po trzecie, finansowanie społecznościowe stanowi szansę na zmianę relacji łączących artystów i fanów. Wiążą się z tym zarówno szanse, jak i zagrożenia. Po stronie szans zapisać można możliwość budowy bardziej bezpośrednich relacji pomiędzy artystami a odbiorcami. Fan przestaje być jedynie konsumentem nagrań, staje się aktywnie wspierającym udziałowcem we wspólnym z artystą przedsięwzięciu biznesowym, jakim jest wydanie płyty. Patrząc jednak na te same procesy z nieco bardziej krytycznego punktu widzenia, po stronie zagrożeń można wskazać potencjał daleko idącej komercjalizacji relacji pomiędzy muzykiem a słuchaczem. W historii muzyki popularnej fanów i artystów łączyła specjalna, do pewnego stopnia bezinteresowna więź. Finansowanie społecznościowe może to zmienić, choć w tak dynamicznie zmieniającej się branży trudno jest przedstawić dokładne prognozy. ✪

MegaTotal to jeden z pierwszych na świecie i pierwszy w Polsce serwis crowdfundingowy. Zaczynaliśmy w 2007 roku jako społecznościowa wytwórnia muzyczna. Nasz portal działa na zasadzie gry społecznościowej z tą różnicą, że przynosi efekty w świecie rzeczywistym. W przeciwieństwie do tradycyjnych wydawnictw, u nas o wszystkim decyduje społeczność. To użytkownicy serwisu wybierają, tych którzy dzięki ich środkom zrealizują swoje projekty. Do działania motywują ich sami twórcy, którzy oferują i obiecują im różne, oryginalne rzeczy w zamian za wsparcie. Artysta może u nas nie tylko opublikować swoją twórczość i promować ją – ma także unikalną szansę pozyskać środki na realizację swojego pomysłu zachowując przy tym swobodę artystyczną. Ma pełną dowolność w wyborze wydawcy i partnerów. Sam decyduje także, jak nagrodzić swoich fanów. Z naszego serwisu skorzystało do tej pory ponad 3.000 twórców. Już 95 z nich zrealizowało swój cel. Od startu serwisu blisko 80.000 fanów wsparło twórców na kwotę ponad 700.000 zł. Rekordzista Dorian Mono uzyskał w sumie 60.000 zł. Natomiast NuSoulCity potrzebowało tylko 5 dni na pozyskanie środków. To naprawdę działa! MegaTotal to propozycja zarówno dla uznanych twórców, jak i debiutantów, stawiających pierwsze kroki na rynku muzycznym. Ci pierwsi, mogą dzięki MegaTotal.pl, zebrać środki np. na wydanie nowej płyty, realizację teledysku czy wydanie limitowanej edycji albumu. Aktualnie np. zespół COOL KIDS OF DEATH zbiera na wydanie albumu „Afterparty” w limitowanym nakładzie na vinylu. Maciej Werk tej sztuki już dokonał – „Songs that make sense” już wkrótce ukaże się w tym formacie.

Hitem sprzedażowym okazał się też album łódzkiego zespołu Samokhin Band. Crowdfunding stał się realną alternatywą dla tradycyjnego modelu realizacji projektów z szeroko rozumianej kultury i sztuki. Polacy znani są w umiejętności zmobilizowania się dla osiągnięcia wspólnego celu. Serwisy crowfundingowe idealnie wypełniły rynkową lukę. Finansowanie społecznościowe staje się też coraz bardziej modne. Z jednej strony Polakom nie brakuje kreatywności, co owocuje ciekawymi projektami. Z drugiej strony obserwuje się stały deficyt środków na realizację. W tej sytuacji platformy crowdfundingowe stają się atrakcyjnym rozwiązaniem dla kreatywnych i świadomych twórców. Każdy sukces zwiększa zainteresowanie tym zjawiskiem. Potencjał finansowania społecznościowego jest ogromny, dlatego bez większego ryzyka można przewidywać utrzymanie się dynamicznego trendu wzrostowego w najbliższych latach. Wiele jednak zależy od wzrostu świadomości samych twórców. Przede wszystkim otworzyliśmy naszą platformę na projekty wydawnicze, filmowe, programistyczne oraz organizację wydarzeń. Stawiamy też na edukację samych twórców. Rozwój finansowania społecznościowego w dużym stopniu zależy bowiem od wzrostu ich świadomości. Fanów trzeba przede wszystkim zainteresować, poruszyć, przyciągnąć ich uwagę. Niezwykle istotne jest jasne określenie celu i efektów, które twórca chciałby osiągnąć. Trzeba też maksymalnie uwiarygodnić projekt. Sprawić, by fani uwierzyli, że to może się udać, bo twórca ma potrzebne doświadczenie i jasną wizję. Kluczem do sukcesu jest skuteczna promocja. Od samego artysty zależy jak wiele osób dowie się o projekcie i ilu fanów przekona do tego, by mu pomóc. ■


38 ❘ Media o branży ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Media

zespalają rynek – Rynek muzyczny to bardzo pojemy worek. To przecież nie tylko muzycy, to także producenci sprzętu, promotorzy muzyczni, menedżerowie, właściciele klubów czy dziennikarze. Wydaje mi się, że rynek muzyczny może działać dobrze tylko wówczas, jeśli te części składowe ze sobą współpracują, ostatecznie jeśli nie zwalczają siebie wzajemnie – mówi Kamil Wicik, dziennikarz muzyczny Polskiego Radia Gdańsk. Co o tzw. polskiej kwocie w radiu, preferencjach muzycznych słuchaczy i rynkowych prognozach na 2013 rok uważa przedstawiciel najczęściej cytowanej rozgłośni regionalnej w kraju? Rozmawia:

Paweł Boroń


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Media o branży ❘ 39

Kamilu, miniony rok był dobrym okresem dla radia w Polsce?

Ostatnie lata są bardzo trudne dla publicznego radia. Nie ma ustawy regulującej odpowiednie finansowanie Polskiego Radia i Telewizji Polskiej, a wpływy z abonamentu, jak się dookoła słyszy, nie są tak duże, jak być powinny. Mogę jednak stwierdzić, że w Radiu Gdańsk mimo to realizujemy misję promocji ambitnej muzyki. W ostatnim roku na naszej antenie odbywał się cykl koncertów „Metropolia Jest Okey w Radiu Gdańsk”, który współorganizujemy z Nadbałtyckim Centrum Kultury. W naszym Studiu Koncertowym im. Janusza Hajduna raz w miesiącu odbywają się koncerty trójmiejskich wykonawców. Wystąpili m.in. Tymon and The Transistors, Pink Freud, The Shipyard, Enchanted Hunters. Cykl ma swoją kontynuację w tym roku i co ważne zainteresowanie słuchaczy tymi występami wciąż rośnie. W roku ubiegłym także organizowaliśmy akcję na XXX-lecie powstania legendarnego, pierwszego longplaya Brygady Kryzys. Z tej okazji zespoły z Pomorza zagrały piosenki, które trzy dekady temu znalazły się na tej tzw. „Czarnej płycie”. Piosenek było dziewięć, tyle też grup podjęło się tego wyzwania. Efekty były zadziwiające. Młode zespoły zaaranżowały te kompozycje na swój unikatowy sposób. Dało nam to pewną nową jakość mimo, że niektóre interpretacje były dalekie od oryginału. Rok 2012 to też duży koncert na naszej antenie z okazji grudniowej edycji festiwalu „Metropolia Jest Okey”. Nasza stacja miała swój dzień, gdzie w gdańskim klubie Parlament zagrało kilka pomorskich grup, wśród nich: m.in. Kiev Office, eM, Folder. Gwiazdą wieczoru był pochodzący z Gdańska, wybitny muzyk i producent Olaf Deriglasoff, który tego dnia świętował swoje XXX-lecie pracy scenicznej. Prawie cała impreza była transmitowana na naszej antenie. Łącznie cztery godziny żywego grania w eterze. Dla nas, dla Radia Gdańsk, to był muzycznie dobry rok. Niebanalne dźwięki, również w wydaniu koncertowym, zawsze znajdą u nas swoje miejsce na antenie. Jak odnosisz się do nowelizacji ustawy regulującej ilość emitowanej polskiej muzyki w radiu?

Uważam, że to dobry pomysł. Choć wiem, że kontrowersyjny. Niektórzy dziennikarze twierdzą, że polscy artyści nie mają zbyt wiele do zaoferowania słuchaczom. Nie zgadzam się z tym, choć przyznaję, że w polskiej muzyce jest też sporo rzeczy miałkich, nieciekawych. Trudno mi sobie wyobrazić poważną stację radiową, która zacznie grać disco polo, nawet dla żartu. Moim zdaniem jest wielu śpiewających po polsku wykonawców, których warto przedstawiać na antenie. Są to nierzadko młodzi artyści, którym nikt nie chce dać szansy. Dzięki tej nowelizacji być może debiutanci, którzy mają coś do powiedzenia, komponują dobre piosenki, będą częściej pojawiali się w eterze. Poza tym promocja polskich artystów powinna leżeć w interesie nas wszystkich, gdyż to siłą rzeczy napędza polską branżę muzyczną. Może zabrzmi to górnolotnie, ale to także ochrona polskiego dziedzictwa kulturowego. Radio powinno edukować muzycznie swoich słuchaczy i proponować tylko muzykę, która się wyróżnia. Dlatego to my, dziennikarze radiowi, powinniśmy spośród polskich piosenek, wybierać te naj-

lepsze, najlepiej wyprodukowane. Chodzi również o to, aby prezentować wykonawców, którzy chcą nam, słuchaczom, coś konkretnego przekazać, a ta treść – tekstowa i muzyczna – wyróżnia ich na tle innych. Wszystko wydaje się słuszne. Skąd zatem taki opór przed tą nowelizacją wielu innych dziennikarzy radiowych?

Wszystko co nowe, zawsze niesie za sobą obawy. Po drugie, lwia część społeczeństwa słucha radia przy okazji, tzn. w pracy, w samochodzie, w domu przy gotowaniu obiadu czy sprzątaniu. Problem w tym, że słuchacze w większości oczekują melodii, które już znają. A to są często przeboje anglojęzycznych wykonawców. Granie większej liczby piosenek po polsku powoduje, że naturalnie będą musiały pojawiać się nowe tytuły. Bo ileż w kółko można grać piosenki np.: Perfectu czy Maanamu. Moim zdaniem wielu dziennikarzy boi się wyników słuchalności, boi się tego, że ludzie nie będą zainteresowani poznawaniem twórczości np.: młodych polskich wykonawców. Problem ten jednak dotyczy głównie rozgłośni komercyjnych, które mają określoną liczbę piosenek w rotacji. Małe miejskie rozgłośnie, radia studenckie czy wreszcie rozgłośnie Polskiego Radia posiadają szerszy wachlarz piosenek w dziennych oprawach. Na tych playlistach nie brakuje piosenek m.in. polskich mniej znanych wykonawców. I czy ten strach jest według Ciebie uzasadniony? Uważasz, że słuchacze naprawdę nie będą chcieli słuchać naszych polskich, młodych uzdolnionych i w panice będą szukać w eterze „Wind of change” albo „Małgośki’?

Ludzie, generalnie, lubią piosenki, które już znają. Dlatego w dziennych oprawach audycji pojawiają się utwory bardzo popularne. Moim zdaniem jest to kwestia indywidualnej otwartości każdego słuchacza. Dla mnie poznawanie nowych piosenek jest bardzo interesujące i intrygujące. Lubię słuchać debiutantów oraz przekonywać się, że wielu z nich (bo przecież nie wszyscy) ma ciekawy pomysł na muzykę czy teksty. Nie każdy jednak musi mieć taką potrzebę. Dowodem tego są także wyniki słuchalności audycji autorskich i to, że często są one wieczorem lub w nocy. Tam przecież dziennikarze muzyczni prezentują piosenki, na które nie ma miejsca w dziennej playliście. To, czy coś zainteresuje słuchacza, jest kwestią odpowiedniej selekcji piosenek. Wierzę jednak, że dobry utwór z niebanalnym polskim tekstem zdecydowanie może się obronić. Często istotna jest tu melodia. Jeśli da się ją szybko zapamiętać, kompozycja zostaje w głowie i mimo, że słyszymy ją po raz pierwszy, chcemy do niej wrócić. Doskonałym przykładem na obronę tej tezy jest Mela Koteluk. To młoda artystka, która w zeszłym roku wy-

Ostatnie lata są bardzo trudne dla publicznego radia. Nie ma ustawy regulującej odpowiednie finansowanie Polskiego Radia i Telewizji Polskiej, a wpływy z abonamentu, jak się dookoła słyszy, nie są tak duże, jak być powinny.


40 ❘ Media o branży ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Ludzie, generalnie, lubią piosenki, które już znają. Dlatego w dziennych oprawach audycji pojawiają się utwory bardzo popularne. dała swoją debiutancką płytę „Spadochron”. Krążek został bardzo dobrze przyjęty przez słuchaczy, a wokalistka udowodniła, że bardzo ciekawie postrzega otaczający ją świat. Co istotne potrafi te myśli zawrzeć w słowach piosenek. Z jej tekstami można się utożsamiać. Jeśli śpiewa o miłości to w sposób intrygujący, nie mówi wszystkiego wprost. Te teksty mają po prostu głęboki sens. Można ją także usłyszeć w radiu. A swoją pozycję buduje grając wiele koncertów. Dlatego jeśli w eterze będą pojawiały się po prostu dobre piosenki, to i ludzie będą chcieli ich słuchać. Myślisz, że rok 2013 będzie pod względem trafionych debiutów dla polskiego rynku udanym? Może masz jakieś swoje typy?

To czas pokaże. Życzyłbym wielbicielom dobrej muzyki, czyli sobie także, aby ten roku był nie gorszy od ubiegłego. Przyznać trzeba, że 2012 roku był bardzo udany pod względem fonograficznych debiutów Pojawiła się pierwsza płyta wspomnianej Meli Koteluk, był Skubas z albumem „Wilczełyko”. Pokazały się także bardzo dobre wydawnictwa polskich artystów, którzy śpiewają po angielsku. To np.: Kamp!, zespół, którzy tworzy muzykę elektroniczną na światowym poziomie. Z nieco innej muzycznej beczki mieliśmy też trójmiejską grupę The Shipyard, której krążek „We will sea” także gdzieniegdzie pojawiał się na falach radiowych. Jeśli chodzi o nadchodzący rok, to nie mam jakichś szczególnych typów. Powstaje multum znakomitej muzyki, której słuchamy głównie w Internecie. Nierzadko jest tak, że zespoły nie wysyłają do rozgłośni swoich płyt, gdyż nie zostały oficjalnie wydane. Taki problem ma jedna z trójmiejskich grup. Muzycy nagrali swój debiutancki album, z resztą bardzo dobry. Próbują tym swoim niszowym materiałem zainteresować wydawców. Na razie bezskutecznie. Ja gram ich w swoich audycjach, bo cenię tę twórczość, ale to i tak kropla w morzu potrzeb. Chciałbym móc stwierdzić, że np.: ten zespół będzie ciekawym zjawiskiem na polskiej scenie muzycznej, że spodoba się fanom gitarowego grania, jednak nie mam pewności, kiedy ta płyta w tym roku się pojawi. Sami tego raczej nie zrobią, bo nie mają pieniędzy. Jeśli więc nie debiutanci, to z pewnością coś ciekawego pokażą młodzi artyści, którzy już mają na swoim koncie jedną, dwie płyty. Czekam na drugi album zespołu Cuba De Zoo. Po bardzo udanym debiucie pt. „Rozkaz” mam nadzieję, że grupa ponownie uraczy nas chwytliwymi melodiami z dobrym, nietuzinkowym polskim tekstem. Jesteś przedstawicielem świata mediów – czym jest dla Ciebie rynek muzyczny? Widzisz wspólne mianowniki pomiędzy jego sektorami takimi, jak sprzęt muzyczny, fonografia, koncerty i media?

Rynek muzyczny to bardzo pojemy worek. To przecież nie tylko muzycy, to także producenci sprzętu, promotorzy muzyczni, menedżerowie, właściciele klubów czy

dziennikarze. Wydaje mi się, że rynek muzyczny może działać dobrze tylko wówczas, jeśli te części składowe ze sobą współpracują, ostatecznie jeśli nie zwalczają siebie wzajemnie. Sądzę, że tym elementem spajającym te, jak to nazwałeś sektory, są media. Gazety, radio, telewizja. W każdym razie, tak być powinno. O ile radio i gazety, lepiej lub gorzej spełniają swoją rolę, to dzisiaj telewizja jest daleko w tyle. Na małym ekranie brakuje muzyki. Powstają co najwyżej jakieś żenujące i nic nie warte programy typu reality show, dla których muzyka jest tłem.Polskie telewizje właściwie nie emitują teledysków. Tę rolę znakomicie przejął Internet. Wspólnym mianownikiem tych części składowych rynku musi być promocja muzyki. Bo gdzie, jak nie w mediach trzeba popularyzować nowe wydawnictwa fonograficzne czy koncerty. Rynek muzyczny to też fani. Bez nich artystów by nie było. Jeśli nikt nie kupowałby płyt, polska fonografia by upadła, a i tak nie radzi sobie dobrze. Jeśli ludzie nie chodziliby na koncerty, w końcu by zaprzestano ich organizacji. Wiem, że zabrzmi to banalnie, ale najważniejsza tu powinna być muzyka. Wydaje się jednak, że nierzadko nadrzędna składowa tej układanki schodzi na plan dalszy i staje się tylko narzędziem do zarabiania pieniędzy. Polski rynek muzyczny jest też pełen patologii. Przykład pierwszy z brzegu, nierzetelność organizatorów. Ileż to razy słyszałem, że promotor koncertu, czy właściciel klubu nie zapłacił zespołowi za występ. Na szczęście i tu sprawy idą ku lepszemu. Kapele wymieniają się takimi informacjami i naturalnie wykluczają oszustów. Na koniec zapytam o to, jak bardzo Wasza rozgłośnia otwarta jest na współpracę z artystami i zespołami? Co muszą zrobić, by zaistnieć w Polskim Radiu Gdańsk?

Jesteśmy bardzo otwarci na współpracę z artystami i zespołami. Może dziś wydać się to komuś naiwne, ale ja naprawdę wierzę w misję mediów publicznych. W naszych audycjach jest miejsce dla różnych gatunków muzycznych od muzyki gitarowej przez folk czy jazz. Wspólnym mianownikiem tego co gramy zawsze musi bardzo dobry poziom wykonania. Nie gramy wszystkiego co do nas przychodzi. To chyba oczywiste. Jako Rozgłośnia Regionalna Polskiego Radia wspieramy także zespoły lokalne, które właściwie tylko u nas, jeśli chodzi o Pomorze, mogą się zaprezentować, opowiedzieć o sobie. Regularnie zapraszam do studia kapele, które są na początku swojej drogi. Mają dosłownie trzy dobrze brzmiące piosenki, często nagrane domową metodą w sali prób. Dzisiejsza technika na to pozwala. Wielu z nich być może nigdy szerzej niż lokalnie nie zaistnieje. Często jednak jest to twórczość na tyle interesująca, że warto prezentować ją słuchaczom. Cyklicznie, o czym już wspomniałem, odbywają się u nas koncerty zespołów alternatywnych z Pomorza. Muzyka na żywo jest u nas obecna także w cyklu bez udziału publiczności w studiu. Są to około półgodzinne występy okraszone wywiadem z zespołem. I tu grają także grupy z całej Polski. Zapytałeś jak zaistnieć na naszej antenie? Najłatwiej napisać mail. Polecam naszą stronę internetową www.radiogdansk.pl. W programach autorskich staramy się grać to, co najciekawsze w szeroko pojętej muzyce alternatywnej tej z regionu, jak i z kraju. ✪


10 – 13. 4. 2013 Spirit of music musikmesse.com


42 ❘ Temat numeru ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Łatwa kasa?

Bronią wszystkich firm operujących na rynku muzycznym jest produkt lub usługa. Im bardziej przypominają ofertę konkurencji, tym mniejsze szanse mają na wygraną walkę o klienta. Największym wyzwaniem jest więc trafne pozycjonowanie oraz różnicowanie portfela produktów, który jednocześnie będzie odzwierciedlać spójną i czytelną koncepcję w świadomości grupy docelowej. Jakie znaczenie ma to w przypadku wprowadzania nowości produktowych? Czy w branży muzycznej ich sprzedaż może generować zyski?

O

kreślanie zespołu cech, jakie miałyby wyróżniać firmę spośród innych funkcjonujących na rynku i włączanie ich w ogólną strategię, to nie jest proces jednorazowy. Wraz ze zmianami realiów rynkowych należy mieć świadomość, że ustanowiony wcześniej pakiet różnic

Tekst:

Ilona Rosiak

może być neutralizowany przez błyskawiczne działania konkurencji, która lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, radzi sobie z kopiowaniem dobrych pomysłów. Dlatego też chcąc odnosić sukces w handlu, należy potraktować go jak sztafetę, w której funkcję przekazywanej sobie pałeczki pełni produkt. Choć cykl jego życia jest jasno określony, to jednak zatacza kręgi. Każdy z nich powinien różnić się od po-

zostałych. Przede wszystkim jednak nieustannie pozostawać w ruchu i podlegać dynamicznym zmianom. Celem tej sztafety jest wydłużenie życia produktu oraz jego rentowności. Pierwszym, a niejednokrotnie decydującym etapem, jest wprowadzenie produktu na rynek. Jaką rolę w tym procesie pełni producent, dystrybutor i sprzedawca w punkcie detalicznym?


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Temat numeru ❘ 43

Szczypta teorii

Każdy produkt lub usługa ma własny cykl życia. Ale co z tego wynika? Po pierwsze, choć w branży muzycznej najrzadziej spotykane, produkt ma ograniczony czas życia, a więc okres przydatności. Po drugie, sprzedaż produktu może przechodzić różne etapy i wymagać od dostawcy sprostania wyzwaniom z nich wynikającym. Po trzecie, zysk w poszczególnych fazach życia produktu może rosnąć i spadać. Po czwarte zaś, każda z tych faz wymaga zastosowania innych narzędzi marketingowych. Zwykle mówi się o czterech etapach życia produktu: wprowadzeniu na rynek, wzrostu sprzedaży, dojrzałości i spadku. Pierwszy z nich charakteryzuje się z reguły brakiem zysku, ale tylko dla producenta, co wynika z dużych kosztów związanych z produkcją i wprowadzeniem do sprzedaży. Druga faza to okres, w którym konsumenci wyrażają swoją akceptację w stosunku do produktu, a jego sprzedaż generuje zysk. Dojrzałość wiąże się z kolei ze spowolnieniem wzrostu sprzedaży, a zysk rośnie lub maleje proporcjonalnie

do zaangażowania konkurencji. Spadku tłumaczyć raczej nie trzeba, choć warto dodać, że nie musi on oznaczać całkowitego wycofania produktu z rynku.

Gotowi do biegu? Start!

Faza wprowadzenia produktu na rynek jest szczególnie wymagająca dla producenta, który musi pogodzić się z wolnym wzrostem sprzedaży. Rzecz w tym, że wypełnienie kanałów dystrybucji wymaga czasu. Dlatego też tak ważne są relacje z detalistami, bo to od nich w dużej mierze zależy tempo rozwoju. To właśnie właściciele i sprzedawcy w sklepach muzycznych mają największy wpływ na przekonywanie konsumentów o zaletach nowości produktowych, co może skutkować szybką akceptacją nie tylko pro-

duktu, ale również jego ceny oraz korzyści wynikających z zakupu.

Kto pierwszy, ten lepszy

Firmy, które zdecydują się wprowadzić na rynek nowy produkt muszą wybrać właściwy czas premiery. Bycie pierwszym jest bardzo obiecujące, choć niesie z sobą ryzyko i znacznie większe koszty. Wejście na rynek jako drugi czy kolejny już producent ma uzasadnienie tylko wtedy, gdy dysponuje się lepszą technologią, a marka ma silniejszą pozycję. Przed podobnym wyborem stoją sklepy muzyczne. W ich przypadku jednak otwarcie się na nowości produktowe jest nieco mniej ryzykowne, ponieważ to producent winien zadbać o wywołanie popytu wśród konsu-

Stawiam na silną promocję Irek Tolak, Acousticity, www.acousticity.pl

Najważniejsze to mieć dobry produkt. Jest sporo prawdy w tym, że dobry produkt broni się sam. Nie mniej jednak, istnieje cały szereg czynności i narzędzi, dzięki którym możemy wpłynąć pozytywnie na jego sprzedaż. Osobiście stawiam na silną promocję bezpośrednią produktu poprzez informowanie klienta o nowościach. Dobrą propozycją jest wypożyczanie nowego sprzętu, aby można się było z nim zapoznać, oswoić i koniec końców polubić. Im bardziej klient przyzwyczai się do produku, tym trudniej będzie podjąć mu decyzję o zwrocie. Nie mniej ważne jest zapewnienie wystarczająco solidnych informacji o produkcie w sieci oraz prasie. Nie jest tajemnicą, że to właśnie Internet jest głównym źródłem wiedzy na temat nowości branżowych. Zawsze staramy się aktualizować informacje o produktach na naszej stronie internetowej aby dostarczyć zainteresowanym merytorycznego wsparcia. Udostępniamy wyniki testów, wypowiedzi użytkowników na temat promowanego produktu i szczegółowe specyfikacje techniczne. W akustyce nie ma miejsca na kompromisy, dlatego w asortymencie mamy produkty najwyższej jakości. Oczywiście oferujemy też nieco bardziej budżetowe rozwiązania, ale tylko jeżeli w wyniku testów zyskamy pewność, że stosunek jakości do ceny jest relatywnie dobry. Ponieważ produkty wyjątkowo udane pojawiają się dość rzadko, to i my nieczęsto mamy

powód do chwalenia się nowościami. Ostatnią innowacją, która wywołała w dziedzinie akustyki małą rewolucję, był dyfuzor zaprojektowany w technologii binarnej – stosunkowo młodej, bo istniejącej dopiero 10 lat. Można powiedzieć, że tego typu odkrycia mają miejsce mniej więcej raz na dekadę. Nieco inaczej wygląda sprawa w naszym dziale systemów nagraniowych. Jako zagorzali zwolennicy Pro Toolsa, mamy możliwość zapowiadać kolejne wersje tego programu DAW mniej więcej raz na rok. Producenci ścigają się we wprowadzaniu nowych linii produktów, przez co i my mamy o czym pisać. No cóż, trzeba jednak przyznać, że jesteśmy tu całkowicie uzależnieni od polityki poszczególnych twórców sprzętu i oprogramowania. Jako producent ustrojów akustycznych wprowadzamy nowości na rynek głównie wtedy, gdy jest na nie zapotrzebowanie, a nie ma możliwości zastosowania rozwiązań już dostępnych do sprzedaży. Z moich obserwacji wynika, że w naszej branży są głównie tradycjonaliści. Jest to zrozumiałe, gdyż naturalne poczucie bezpieczeństwa każe sięgać po sprawdzone rozwiązania. Oczywiście, korzystanie z nowych technologii kosztuje, a świadomość na temat istotności akustyki jest w naszym kraju jeszcze stosunkowo niska. Dlatego właśnie część naszej pracy polega na tym, aby szerzyć odpowiednią wiedzę wśród naszych klientów. Na podstawie doświadczeń naszego działu akustyki architektonicznej mogę jednak śmiało powiedzieć, że ryzyko zdecydowanie się opłaca. Indywidualne dostosowanie projektu wraz z zaproponowaniem najnowszych rozwiązań okazuje się być zdecydowanie bardziej trwałe, mniej kosztowne w utrzymaniu, nie mówiąc już o nowatorskim aspekcie takiego podejścia. Mówiąc krótko – myślenie perspektywiczne to same korzyści. ■


44 ❘ Temat numeru ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

mentów. Nie oznacza to jednak, że detalista może całkowicie odpuścić sobie walkę o klienta. Im więcej sklepów w okolicy posiadać będzie nowy produkt w swojej ofercie, tym mniej konkurencyjny będzie dany punkt, co negatywnie wpłynie na wizerunek placówki.

Jak więc powinien z nowościami produktowymi pracować sklep muzyczny aby na nich zarobić? Czego ma prawo wymagać od dostawcy, a co jest zobowiązany dać w zamian? 1.

Nie bój się ryzyka!

W handlu nie ma miejsca na asekuranctwo. Dziś liczy się nie tylko szeroka i komplementarna oferta, ale przede wszystkim aktualna. Jeśli myślisz więc, że wzięcie partii produktu w komis zamortyzuje koszty, to jesteś w błędzie. W ten sposób drastycznie spada motywacja sprzedażowa. To również klasyczny przykład psucia rynku! Zamiast minimalizować swoje zaangażowanie, postaraj się zmotywować personel i za każdy sprzedany egzemplarz nowości produktowej przez pierwszy miesiąc przydziel dodatkową premię. 2.

Business to business Dominika Maier-Płonka, Salon Muzyczny Rybnik, www.salon-muzyczny.com

Wydaje mi się, że na wprowadzenie nowości na rynek każdy okres jest dobry. Mniej istotne od tego „kiedy” wprowadzać nowość produktową jest odpowiedź na pytanie „jak” to zrobić, by zainteresować nią klienta. Od wielu lat w naszej branży funkcjonuje mit mówiący, że sprzedaż drastycznie spada w wakacje. Z pewnością jest ona nieco niższa niż w okresie świątecznym, jednak nie zgodzę się, by to w grudniu sprzedawało się więcej nowości – raczej sprawdzone produkty. Klient szuka, czyta i interesuje się cały rok, instrumenty i akcesoria muzyczne to nie towar sezonowy. Dzięki szerokiemu dostępowi do wiedzy, klient jest bardzo dobrze zorientowany w tym, co chce kupić, dodatkowo korzysta z wielu innych form znajdywania informacji: fora internetowe, prasa branżowa, media społecznościowe, znajomi muzycy oraz oczywiście sklepy. Stąd bardzo ważne jest, by to sprzedawca, podczas rozmowy z klientem, umiał zaproponować mu nowy produkt. To rozmowa z klientem, po zbadaniu jego potrzeb, jest najlepszym momentem na wprowadzenie nowości produktowej. Producenci oraz dystrybutorzy ograniczają się do wsparcia sklepów głównie atrakcyjnymi pakietami cenowymi, przy zakupie większej ilości sprzętu itd. Sporadycznie zdarzają się ciekawe

Nic na siłę Larry Vikowski, Firma Muzyczna, www.firmamuzyczna.pl

Złóż zamówienie

Oszacuj swoje możliwości sprzedażowe i skonsultuj je z dostawcą. Przed złożeniem zamówienia zorientuj się, na jakie wsparcie sprzedaży z jego strony możesz liczyć. Jakie kampanie w mediach zaplanował? Czy jest skłonny dofinansować organizowane przez Ciebie akcje? Warto zapytać również o wydłużony termin płatności za dostawę nowości produktowych. Ich sprzedaż bowiem nie zawsze musi być błyskawiczna. Być może istnieje również forma zamiany niesprzedanego asortymentu na inny z oferty dostawcy?

wystawy, koszulki czy inne gadżety, ale zawsze uwarunkowane jest to wielkością zamówienia. Cierpią przez to mniejsze sklepy, a szkoda, bo to one często mają stałe i lojalne grono klientów. To sklep musi martwić się o odpowiednie wsparcie, dlatego uważam, że w tej kwestii, głównie na płaszczyźnie współpracy sklep-dystrybutor/producent, jest jeszcze sporo do zrobienia. Ciekawą formą promocji jest również wsparcie ze strony dystrybutorów na zasadzie wystawiania towaru do testowania w sklepach. Najczęściej są to instrumenty, które przeznacza się wyłącznie na wystawy. Jako sklep współpracowaliśmy w ten sposób przy organizacji stoisk na kilku przeglądach oraz festiwalach rockowych. Taka forma wsparcia sklepów oraz odpowiednie relacje na płaszczyźnie B2B z pewnością przekładają się na poprawę sprzedaży oraz długofalowej współpracy. Sklepy są niejako klientem producentów/ dystrybutorów, dlatego też ich widoczne wsparcie może przynieść korzyści dla obu stron. Z pewnością należy zadbać o ich odpowiednią ekspozycję, jednak to nie wszystko. Często sprzętu na sklepie jest tak dużo, że klient może się zwyczajnie pogubić. Dlatego tak ważną rolę spełnia personel sklepu, który powinien przede wszystkim znać nowości sprzętowe, oraz umieć powiedzieć o ich mocnych oraz słabych stronach. Często to właśnie usłyszane w sklepie informacje oraz ciekawostki sprzętowe powodują, że klienci do niego wracają. Podstawą jest więc merytoryczna rozmowa oraz umiejętność przedstawienia innego punktu widzenia. Dzięki temu klient wie, że sprzedawca nie znalazł się w sklepie przypadkiem. ■

Częstotliwość wprowadzania nowości jest poniekąd uzależniona od „kreatywności” producentów, których reprezentujemy na terenie naszego kraju. Zazwyczaj nowości są zapowiadane pod koniec roku, a ich premiera następuje na targach NAMM Show z początkiem kolejnego. Nie staramy się szukać nowych produktów na siłę. Zgodnie z naszą misją – proponujemy produkty, które posiadają atrakcyjny stosunek jakości do ceny. Nie trzymamy się też specjalnego kalendarza, który określa kiedy najlepiej wypuścić nowy produkt do sprzedaży. Jeżeli tra-

fimy na ciekawy i spełniający nasze wymagania produkt, chcemy go jak najszybciej udostępnić polskim muzykom. Przede wszystkim poprzez naszą stronę internetową – www.firmamuzyczna.pl. Oczywiście nieodzownym jest profil Facebook oraz newsletter rozsyłany do naszych dilerów. Dilerzy mają też możliwość zaznajomienia się z nowymi produktami podczas wizyt naszych przedstawicieli handlowych. Klienci detaliczni mogą dowiedzieć się o nowościach poprzez portale oraz czasopisma muzyczne, z którymi aktualnie współpracujemy i w których publikujemy artykuły z nowościami oraz ich testy. Posiadanie aktualnej oferty jest jak posiadanie świeżej bielizny. Klienci cenią sobie szeroki asortyment i ciągłą dostępność. Nowości sprawiają, że klient częściej odwiedza naszą stronę w poszukiwaniu aktualności. Te zaś świadczą o rozwoju i budzą zaufanie klientów. Zaufanie klientów stanowi o prestiżu firmy. ■


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Temat numeru ❘ 45

Informacja to podstawa Mariusz Kukuryk, Music Dealer, www.musicdealer.com.pl

Producenci przed wprowadzeniem nowości na rynek przysyłają do Music Dealer wybrane produkty do testów. Dzięki temu szybko dostarczamy taką nowość do specjalistów – osób opiniotwórczych, które przeprowadzają test danego urządzenia. Następnie jest on publikowany w pismach branżowych i na stronach internetowych poświęconych tej tematyce. Jednocześnie staramy się reklamować nowości w czasopismach i na portalach, docierać z informacją do klienta detalicznego. Zabiegi te pomagają wprowadzić nowy produkt na rynek i zachęcić potencjalnych klientów do wizyty

w sklepach, a tym samym zwiększyć zainteresowanie produktem. Producenci najczęściej pokazują nowości na targach styczniowych (NAMM) W Kalifornii. Zwykle są one dostępne w Music Dealer już na wiosnę. Drugim okresem wzmożonej aktywności jest jesień, kiedy również swoją premierę mają nowe produkty wielu naszych dostawców. Uważam, że sklepy muzyczne dobrze radzą sobie ze sprzedażą nowości, ponieważ dostrzegają wartość z posiadania ich w ofercie. Jeżeli wprowadzenie nowego produktu jest poprzedzone dobrą kampanią reklamową – odpowiednio wcześniej informowane są sklepy i klienci detaliczni – to sklepy współpracujące z nami nie mają problemu ze sprzedażą nowości. A posiadanie nowych produktów w sklepach powoduje wzrost zainteresowania ze strony klientów, co przekłada się bezpośrednio na lepszą sprzedaż wszystkich towarów w tych sklepach. ■

Szczególnie nowi operatorzy mogą zaoferować elastyczne, ale uczciwe z punktu widzenia konkurencyjności, warunki współpracy. 3.

4.

dyrektor zarządzający,

Tommex Żebrowscy

Cykl wprowadzania nowości produktowych zazwyczaj inicjują targi. To na nich producenci eksponują produkty, które mają szanse zawojować rynek. Porównałbym tę sytuację do poligonu, gdzie każdy wytacza swe najpotężniejsze działo i walczy o klienta. Zwycięzcami są nie tylko zadowoleni odbiorcy, ale również produkty, które z sukcesem trafiają do szerszej dystrybucji. To jednak nie gwarantuje popytu, który w dużej mierze zależy od działań marketingowych. Odpowiedzialność za ich skuteczność spoczywa na barkach samych producentów oraz dystrybutorów, którzy mają za zadanie rozpropagowanie informacji na temat wprowadzonych nowości oraz korzyści wynikających z ich kupna. Najpierw należy wykreować potrzebę i chęć posiadania, a później podsunąć gotowe narzędzie. Wykorzystujemy w tym celu

media branżowe oraz bezpośredni kontakt z klientami. W przypadku sektora muzycznego sprawdza się również marketing szeptany, ponieważ użytkowników naszych produktów z całą pewnością nie można nazwać odbiorcą masowym. Jako że Tommex Żebrowscy nie jest producentem, ale dystrybutorem, rytm wprowadzania nowości uwarunkowany jest od producenta. W przypadku marki Dynacord premiery mają miejsce średnio dwa razy w roku. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy całkowicie pozbawieni wpływu na czas i rodzaj wprowadzanego na rynek asortymentu. To do nas należy obowiązek badania potrzeb konsumentów w Polsce i przekazywanie tych informacji do producenta. A ci oczekują nowości i chętnie się z nimi zapoznają, szczególnie gdy mowa o nowych firmach czy użytkownikach proponowanego przez nas sprzętu. Bardziej doświadczeni dźwiękowcy wolą wdrażać nowości w swoich systemach nagłośnieniowych dopiero w drugiej generacji. Chcą mieć pewność, że wszystko zostało już dokładnie sprawdzone, a ewentualne niedociągnięcia ostatecznie wyeliminowane. ■

Poproś o wsparcie

Na barkach producenta lub też dystrybutora ciąży podwójna odpowiedzialność wynikająca z promocji nowości produktowych wśród konsumentów, jak i detalistów. Jeśli jednak Ty, w ramach swojej placówki handlowej, masz pomysł, w jaki sposób powiększyć grono klientów, zapytaj o wsparcie. Dostawcy na ogół premiują zaangażowanych w sprzedaż detalistów, którzy wykazują się kreatywnością. Zanim jednak zdecydujesz się na jakiekolwiek przedsięwzięcie, skonsultuj jego zasadność z personelem swojego sklepu. To sprzedawca ma najbliższy kontakt z klientem i jest w stanie udzielić cennych wskazówek.

Dźwiękowcy lubią nowości Łukasz Kamiński,

Zadbaj o ekspozycję

Klient kupuje oczami, choć w branży muzycznej również uchem. O tym, jak ważna jest ekspozycja w placówce detalicznej wiedzą wszyscy, choć nie każdy wie, jak efektywnie zaprezentować nowości produktowe. Warto pomyśleć o widocznym special display’u, który zgodnie z zasadami merchandisingu powinien znaleźć się nie dalej niż 5 kroków od wejścia. To gorące miejsce sprzedaży powinno zachęcać do zapoznania się z produktem, zwrócenia na niego uwagi. Jego aranżację należy zmieniać raz, dwa, a nawet cztery razy w miesiącu – w zależności od skali rotacji klientów.

5.

Zadbaj o klienta

Jeśli powyższy arsenał działań spowoduje, że klient będzie zainteresowany kupnem, obsłuż go najlepiej jak potrafisz. Pamiętaj, że liczy się również serwis, a także korzyści, jakie wynikają z zakupu. Czy wiesz, że zadowolony klient przyprowadzi do Twojego sklepu kolejnego zainteresowanego? Zawiedziony obsługą zaś zniechęci do zakupów aż 10! ✪

Faza wprowadzenia produktu na rynek jest szczególnie wymagająca dla producenta, który musi pogodzić się z wolnym wzrostem sprzedaży.


46 ❘ Branżowe dysputy ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Brakujący element Sytuacja polskich studiów nagrań na nowo się konstytuuje. Niegdyś osiągalne wyłącznie dla zawodowców, dziś w zasięgu możliwości amatorów. Budowane z myślą o pracy zawodowej, ale także na użytek domowy, nie są już unikatowe. Z uwagi na dostępność rozwiązań technicznych liczy się przede wszystkim czynnik ludzki i sprzyjająca pracy twórczej atmosfera. Ale czy rzeczywiście osiągnęliśmy już szczyt możliwości i niczego polskim studiom nagrań nie trzeba? Odpowiedzi na to pytanie udzieli Leszek Banaś, właściciel firmy Keoda. Rozmawia:

Ilona Rosiak Wyznacznikiem jakości studia nagrań jest znajdujący się w nim sprzęt oraz osoba, która doskonale wykorzystuje jego możliwości. Meble zdają się być elementem drugorzędnym. Czy w istocie tak jest?

Podstawą w studiu nagrań jest akustyka. Przez wiele lat się ją zaniedbywało, a ludzie korzystali ze sprzętu i wyposażenia tworzonego własnoręcznie. Wszyscy dobrze pamiętamy wytłumianie przestrzeni wytłoczkami od jajek czy półprofesjonalnymi piankami. O ile w warunkach domowych tego typu rozwiązania mogą mieć rację bytu, tak profesjonalne studio nagrań chcące zaoferować najwyższą jakość usług, nie powinno w ten sposób postępować. Na brzmienie wpływ mogą mieć również meble, jakie znajdują się wewnątrz studia. Wbrew pozorom ich parametry także mają znaczenie, dlatego już na etapie opracowywania projektu należy wziąć je pod uwagę. Dźwięk bowiem nie powinien uderzać o żadne pionowe ścianki, lecz delikatnie się po nich ślizgać. Naturalnie nie ma szans, aby stworzyć całkowicie transparentny mebel, jednak w wielu przypadkach można zastąpić niektóre jego elementy siatkami czy płótnem, aby dźwięk swobodnie przez nie przenikał. Między innymi z tego powodu podstawą naszych mebli są nogi a nie zabudowane skrzynie. Wbrew pozorom przygotowanie takiego produktu nie jest łatwe. Warto wspomnieć też, że jako pierwsi na świecie zaproponowaliśmy mebel akustycznie „przezroczysty” i wyposażony w poduszki akustyczne. Dlaczego więc meble, które wychodzą z niewyspecjalizowanej w tym kierunku pracowni stolarskiej, nie spełniają wszystkich norm?

Nie twierdzę, że to są złe meble, ale ich twórcom brakuje wiedzy na temat dźwięku. Liczy się bowiem całe mnóstwo parametrów technicznych związanych nie tylko z akustyką, ale i ergonomią, proporcjami odległości, nachyleń, kątów. Nie bez znaczenia jest też znajomość właściwości technicznych urządzeń, które mają zostać obudowane, konsolet, wzmacniaczy oraz komputerów. Pomocna okazuje się również wiedza dotycząca specyfiki pracy w studiu nagrań i czynności, jakie musi


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Branżowe dysputy ❘ 47

wykonywać realizator dźwięku. Skąd to wiem? Bo pracuję w tej branży ponad 15 lat. Jaki model biznesowy realizuje Pan w ramach strategii sprzedaży? Kooperuje Pan z dystrybutorami sprzętu czy współpracuje bezpośrednio z klientami?

Druga opcja jest mi zdecydowanie bliższa. Meble studyjne, szczególnie w Polsce, wciąż są wyłącznie dodatkiem, choć odkąd przeniosłem firmę do Polski, staram się zmienić tę sytuacje również na rynku polskim. Na ogół klient zwraca się do mnie z zamówieniem konkretnego mebla, podając wymiary swoich poszczególnych urządzeń. Na podstawie tych informacji wykonujemy szablony, których obecnie mamy kilkaset. Jeśli jednak pojawia się w zamówieniu model, którego specyfikacji nie posiadamy w swoich zasobach, kontaktujemy się z jego producentem lub dystrybutorem i ustalamy szczegóły. Dlatego też z całą pewnością można powiedzieć, że każdy mebel, który opuszcza nasza pracownię, jest wykonany pod konkretne zamówienie. Klient ponadto ma możliwości wyboru koloru mebla i jego ostatecznego kształtu. Wspomniał Pan wcześniej o ergonomii. Funkcjonalność i wygoda w użytkowaniu są bardzo ważne, ale w branży muzycznej liczy się również estetyka wykonania. Jak w firmie Keoda podchodzi się do tej kwestii?

Zapraszając artystów, ludzi wrażliwych na piękno, bezwzględnie należy wziąć pod uwagę również walory estetyczne wystroju wnętrza. Dobrze wykonane meble studyjne są więc nie tylko praktyczne, ale również nadają charakter pomieszczeniu i określają jego styl. Przez wiele lat mieszkałem i pracowałem we Francji, gdzie finezja i estetyka są bardzo ważnymi wartościami. Staram się przeszczepić je na polski grunt, choć zadanie to nie jest łatwe, ponieważ bywa tak, że o zakupie nie decyduje jakość, ale cena. Chcąc wykonać meble z najwyższej klasy surowców, jednocześnie dbając o ostateczny wygląd produktów, które od początku do końca są wykonywane w naszej pracowni, muszę zachować zdrowe proporcje. I to właśnie cena sprawia, że zaledwie 5 proc. produkowanych przez Pana mebli trafia do polskiego odbiorcy?

Myślę, że tak. Największy udział w sprzedaży mebli Keoda stanowią zamówienia składane przez klientów instytucjonalnych. Mam tu na myśli studia telewizyjne i radiowe, a nawet lotniska. Ale to nie jedyne wyzwanie, z jakim się zmagam. Otóż odnoszę wrażenie, że Polakom wciąż brakuje świadomości, że firma taka jak moja w ogóle istnieje, że dostępne są profesjonalne meble studyjne i nie ma potrzeby zlecać ich wykonania stolarzom. Utarło się bowiem przeświadczenie, że

Zapraszając artystów, ludzi wrażliwych na piękno, bezwzględnie należy wziąć pod uwagę również walory estetyczne wystroju studia nagrań. tego typu produkty dostarczają wyłącznie dwie firmy, jedna z Anglii, a druga ze Stanów Zjednoczonych. Co rzecz jasna nie jest prawdą. A czy nie jest przypadkiem tak, że przenosząc firmę z Francji do Polski, łatwiej było Panu, z racji nawiązanych wcześniej kontaktów, rozwijać sprzedaż właśnie tam?

Jest w tym trochę racji, choć ja osobiście wychodzę z założenia, że jeśli ktoś chce dotrzeć do firmy Keoda, to bardzo szybko mu się to uda. Wystarczy tylko wpisać do przeglądarki hasło: „meble studyjne”, a na pierwszym miejscu znajdzie się właśnie nasza strona internetowa. Jestem również otwarty na działania promocyjne, spośród których najwyżej cenię sobie marketing szeptany. Chciałbym jednak zaznaczyć, że na współpracę z krajowymi klientami jestem otarty w sposób szczególny, ponieważ to właśnie oni są przeze mnie premiowani dodatkowym rabatem. Cena to zaledwie wierzchołek góry. Dobrze, jeśli obie strony bez większych ustępstw zdołają się na niego wspiąć, ale ja zawsze wyciągam pomocną dłoń i w razie potrzeby pomagam go zdobyć. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzić można, że odnalazł Pan niszę, którą usiłuje zapełnić argumentami jakości, ergonomii i designu. Jak ocenia Pan potencjał tego rynku?

Bardzo się cieszę, że wróciłem do Polski i mogę pracować nad rozwojem firmy, której produkty wciąż są nowością i pewnego rodzaju luksusem. Pragnę jeszcze raz podkreślić, że nie wynika on z ceny, ale braku świadomości. Moją ambicją jest bowiem nie tylko utrzymanie sprzedaży na maksymalnie wysokim poziomie, ale przede wszystkim rozpowszechnianie wiedzy na temat możliwości usprawnienia pracy w studiu nagrań. Widziałem, jak zmieniają się standardy zagranicą i jestem pewien, że w Polsce również tak się stanie. Każdy muzyk i realizator zasługują na najlepsze warunki pracy, ponieważ ich twórczość dla ogółu społeczeństwa ma kolosalne znaczenia. Może się wydawać, że meble studyjne to przysłowiowy kwiatek do kożucha. Szybko zmieniają zdanie jednak ci, którzy mieli szansę na nich pracować. ✪

Podstawą w studiu nagrań jest akustyka. Przez wiele lat się ją zaniedbywało, a ludzie korzystali ze sprzętu i wyposażenia tworzonego własnoręcznie.


48 ❘ Muzyka a… ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Muzyka a… edukacja Tylko wyjątkowym ignorantom trzeba tłumaczyć, że muzyka ma wręcz zbawienny wpływ na mentalny i emocjonalny rozwój człowieka. Widocznie do takich ignorantów należą osoby odpowiedzialne za majstrowanie przy rodzimym systemie edukacji, przez co muzyka w szkolnictwie została już ponad dekadę temu zepchnięta na dalszy plan. Na szczęście mimo tego, a może właśnie paradoksalnie dzięki temu, szkoły muzyczne wśród placówek artystycznych stanowią miażdżącą przewagę, muzycy natomiast nie przestają angażować się w projekty na styku sztuki i edukacji. Poczucie misji? Nie, a raczej nie tylko. To się po prostu opłaca Tekst:

Jacek Stramik


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Muzyka a… ❘ 49

W

sierpniu ubiegłego roku 170 krakowskich szkół otrzymało zaproszenia na koncerty dla uczniów i seniorów organizowane przez tamtejszą Capellę Cracoviensis. Zespół stworzył cykl takich koncertów z uwagi na apel jednej z radnych, która przywołała przykład London Symphony Orchestra – jej członkowie, a także członkowie innych chociażby zachodnioeuropejskich orkiestr utrzymywanych z budżetu miast ściśle współpracują ze szkołami. Argument jest prosty: poza powinnością wynikającą nie tylko z kwestii finansowania działalności takich przedsięwzięć oraz ich nieocenionej wartości edukacyjnej, istnieje jeszcze aspekt o wiele bardziej przyziemny. Orkiestry mają w tym niebagatelny interes, ponieważ wychowują sobie w ten sposób słuchaczy.

170 do 0

Wstęp na koncerty kosztował 5 zł. Taka cena nie powinna była odstraszyć nauczycieli. I nie odstraszyła. Zaproszenia okazały się bezowocne. Nie odpowiedziała na nie ani jedna placówka! Ale powód był inny niż cena. Edukatorzy nie chcieli tracić czasu. Są bowiem restrykcyjnie rozliczani z przerobionego materiału. Boją się kontroli z kuratorium, każde zwolnienie lekarskie czy wyjście do kina, teatru lub na koncert mąci im plany, które z mozołem rozpisują na początku roku. Taki system. Od razu trzeba postawić radykalną tezę: głupi system. Występowanie w jednym zdaniu wyrażeń „strata czasu” i „koncert” czy ogólniej „wydarzenie kulturalne” trąci nie tylko absurdem, ale właśnie głupotą. Edukacja w takich warunkach jest ni mniej, ni więcej głupotą. Nie spełnia swojej podstawowej, kulturotwórczej, funkcji. W efekcie na krakowskich koncertach Capelli Cracoviensis pojawiają się tylko seniorzy, którzy mieli dawać przykład uczniom, jak należy się zachowywać na koncertach. Nawet symboliczna „piątka” za wstęp miała nauczyć młodzież, że płatne wejście nie może być w przypadku wydarzeń kulturalnych „odstraszaczem”. Koncerty i inne wydarzenie kulturalne powinny stanowić integralny element edukacji szkolnej, a nie stosowaną zazwyczaj pod koniec roku „zapchajdziurę”. Tłumaczenie dyrektorów krakowskich szkół potwierdza niestety ten drugi wariant. W większości argumentowali oni brak zainteresowania z ich strony nie-

Interesują mnie aspekty kulturowe muzyki Kamil Jaczyński, specjalista do spraw public relations i marketingu muzycznego,

Wielkie Joł

Muzyka zazwyczaj kojarzy nam się z rozrywką, a rozrywka stoi przecież w opozycji do nauki. Jednakże istnieje muzykologia, czyli nauka o muzyce. Jak każdy inny element naszej rzeczywistości, muzykę można rozłożyć na czynniki pierwsze i poddać stosownej analizie naukowej, odpowiednio rozpatrując każdy jej element. Jedni skupiają się na zagadnieniach technicznych. Jest ich przecież bardzo dużo. Od kwestii związanych z budową instrumentów muzycznych, przez emisję dźwięku, fizykę tego zjawiska, aż po zapis nutowy i samą produkcję i rejestrację dźwięku za pomocą urządzeń elektronicznych. Mnie jednak zdecydowanie bardziej interesują aspekty kulturowe muzyki. Jej wartość antropologiczna jest analizowana przez antropologów muzyki, a socjologiczne oddziaływania muzyki na społeczeństwo

fortunnym momentem wysłania zaproszeń przez Capellę – na początku roku nikt nie myśli o koncertach dla uczniów. Dlaczego? To pytanie dla wspomnianych na początku ignorantów, którzy udzielili już na nie odpowiedzi w postaci zmian w szkolnictwie.

(Nie) szkodliwe reformy

W 2002 roku muzyka przestała być przedmiotem obowiązkowym. Dyrektorzy szkół podstawowych decydowali od tego momentu czy w ich placówkach lekcje muzyki będą prowadzone przez rok czy dwa lata zamiast plastyki. W gimnazjach plastyka mogła całkowicie zastąpić muzykę. Prowadziło to do kuriozalnych sytuacji, nauczyciele muzyki przekwalifikowywali się na plastyków i odwrotnie. Jak w takich warunkach można odpowiedzialnie nauczać danego przedmiotu? Kultura to naczynia połączone, poszczególne dziedziny artystyczne są blisko siebie, ale jednocześnie otwierają przed odbiorcami całkowicie odrębne światy. Szybkie przekwalifikowywanie się z muzyki na plastykę to kolejny absurd. Czy ktoś słyszał o fizyku, który stał się polonistą, albo na odwrót? Obecnie sytuacja wygląda tylko odrobinę lepiej. W podstawówce jest jedna godzina mu-

i jednostkę to pole do popisu zarówno dla teoretyków jak i praktyków. Już nie tylko muzyka dawna jest obiektem zainteresowań kręgów naukowych. Szeroko rozumiana muzyka nowoczesna również stała się obiektem badań i analiz. Niedawno zakończyłem projekt realizowany przez Służewski Dom Kultury dla Narodowego Centrum Kultury, którego założeniem była prezentacja kultury Hip-Hop w czterech dużych ośrodkach akademickich. Odwiedziliśmy Warszawę, Gdańsk, Toruń i Katowice, a tematyka dyskusji, które odbywały się z udziałem wykładowców i aktywistów kulturowych przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Okazało się, bowiem, że otworzyły się przed nami bardzo ciekawe zagadnienia związane na przykład z analizą hermeneutyczną tekstów, będącą sztuką samą w sobie. Spotkałem się z opinią, że wpisywanie muzyki i sztuki w sztywne naukowe ramy zabija jej naturalną formę i spontaniczność. Rozumiem te obawy, ale pamiętać należy o odpowiednim podejściu. Tak by opisywać twórczość metodami naukowymi, a nie dopasowywać ją do akademickich wykładni i norm. ■

zyki tygodniowo przez dwa lata, a w gimnazjach przez trzy. W liceach nadal próżno jej szukać. Nie może to napawać szczególnym optymizmem, z drugiej strony – według Raportu o stanie kultury w obszarze szkolnictwa artystycznego opracowanego na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – w Polsce działa 420 szkół muzycznych przy zaledwie 67 plastycznych. Najwięcej jest muzycznych podstawówek, bo aż 302, pozostałe to szkoły II stopnia, są jeszcze 4 szkoły policealne, kształcące aktorów scen muzycznych dla osób, które nie przekroczyły progu 23 lat i 2 eksperymentalne, w tym jedna muzyczna i jedna muzyczno-plastyczna. Nie można zatem mówić o tragedii, jednak wiadomo oczywiście, że wybór odpowiednio sprofilowanej szkoły to materia wyborów rodzicielskich, zwłaszcza w przypadku szkół I stopnia. Edukacja w wymiarze ogólnym, która angażowałaby uczniów w aktywność kulturalną stymulowałaby natomiast tę młodzież, która przychodząc do szkoły nie wykazywała zainteresowań artystycznych. Byłaby to ogromna wartość. Trzeba to długo i do znudzenia tłumaczyć ignorantom odpowiedzialnym za kształt polskiego szkolnictwa. Może jednak przyjdzie taki dzień, że


50 ❘ Muzyka a… ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

nie będzie trzeba tego robić, bo coraz częściej rolę edukatorów przejmują na swoje barki muzycy.

Muzyczni nauczyciele

Gdyby poprosić przeciętnego Polaka, takiego który zna kilka zespołów muzycznych, ogląda trochę telewizji i nie stroni od Internetu, o podanie zestawu słów i fraz kluczowych, które kojarzą mu się z raperem Tede, zestaw odpowiedzi byłby prawdopodobnie następujący: „PLNY, hedonizm, mało przekazu, dużo kozackich przechwałek, Peja – nienawiść”. Popularny muzyk tymczasem, wraz ze swoją wytwórnią Wielkie Joł, nie od dziś angażuje się w szereg działań z pogranicza muzyki i edukacji. To zabrzmi jak doniesienie lustracyjne, ale: Wielkie Joł znajduje się na liście współpracowników Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ostatnio Wielkie Joł zorganizowało konkurs Ferie z rapem, w którym do wygrania było profesjonalna sesja nagraniowa w studiu wytwórni, a podczas Nocy Muzeów w Gale-

rii Koloru, 16 uczestników, w ramach innego konkursu wytwórni, za pomocą ołówków przewijało kasety magnetofonowe na czas. Wielkie Joł w sposób następujący tłumaczy ideę tego przedsięwzięcia: „Celem konkursu była nie tylko świetna zabawa, ale również zwrócenie uwagi, na postęp technologiczny, który dokonał się przez 10 lat funkcjonowania wytwórni i uzmysłowienia młodym słuchaczom różnic w dostępie do muzyki kiedyś i dziś”. Trudno nie przyznać, że cel był rzeczywiście zbożny. Jednym z najbardziej jaskrawych wzorców wkraczania artystów muzycznych w sferę edukacji jest pamiętna płyta Powstanie Warszawskie zespołu Lao Che, rozpisująca na język dźwięków emocje związane z ważnym dla wielu Polaków wydarzeniem historycznym. Krążek Lao Che właściwie zapoczątkował swoistą modę na inne niż tradycyjne, popkulturowe celebrowanie nie tylko Powstania Warszawskiego, ale wszelkich wydarzeń historycznych. Ogromna popularność płyty i zainteresowanie ze strony osób z różnych kategorii wie-

kowych sprawiły, że w lipcu ubiegłego roku członkowie kapeli stanęli wraz z samymi powstańcami przed prezydentem, by przyjąć Srebrny Krzyż Zasługi za to, co powinni każdego dnia robić nauczyciele, czyli „popularyzację wiedzy”.

Misja za PLNY

Prezentacja materiału z płyty Lao Che w 2005 roku na terenie Muzeum Powstania Warszawskiego zrobiła na powstańcach piorunujące wrażenie. Przyznali oni, że materiał doskonale oddaje emocje tamtego czasu, a i tak ostra muzyka powinna być jeszcze ostrzejsza! Misja społeczna, jaką jest nauczanie poprzez muzykę ewidentnie interesuje również L.U.Ca, o czym świadczą jego dwie płyty z cyklu Zrozumieć Polskę, a więc 38/39 i Warsaw WAR/SAW. W przeciwieństwie do wrocławskiego rapera, grupa Lao Che – przynajmniej na razie – „nie wchodzi do tej samej rzeki”. Swój pierwszy krok w jej kierunku wykonał natomiast Rychu Peja. A przecież gdyby poprosić przeciętnego Polaka o podanie zestawu słów


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ Muzyka a… ❘ 51

Che powstał – mówiąc banalnie – „z potrzeby serca”. Przedsięwzięcie Szczęśliwego Macierzyństwa to z kolei dokładnie zaplanowana kampania, wspierana przez potężnych sponsorów. Kampania naprawdę zacna z punktu widzenia aksjologii, ale taka sama z punktu widzenia biznesu. I to nie jest zarzut! Jedynie próba zaakcentowania aspektu komercyjnego misji. Nagranie Płyty do zjedzenia na pewno opłaciło się Rychowi Peji, tak samo jak nagranie Powstania Warszawskiego opłaciło się członkom płockiej kapeli. Różnica polega na tym, że Lao Che strzelało na ślepo… i trafiło, bo spełnianie misji społecznej przez muzykę to również szansa na spełnienie biznesowe i sukces rynkowy.

Społeczna koncepcja marketingu muzycznego

i fraz kluczowych, które kojarzą mu się z Rychem Peją… to wiadomo. Lider poznańskiego środowiska hip-hopowego, na zlecenie Fundacji Szczęśliwe Macierzyństwo, nagrał wraz z Katarzyną Skrzynecką i Pawłem Królikowskim Płytę do zjedzenia, która popularyzuje zdrowe odżywianie wśród dzieci. Oto, co sama fundacja pisze o swoim projekcie: „Płyta do zjedzenia przekona Wasze dzieci do zdrowej diety. To świetna zabawa, a nie kolejny nudny wykład o zdrowym odżywianiu. Płyta, którą trzymacie w ręku to nie tylko słuchowisko, zabawne teksty, szybko wpadające w ucho piosenki, to przede wszystkim misja, jaką chcemy zaszczepić w najmłodszym pokoleniu. Nie chcemy wyłącznie edukować, chcemy bawić i edukować. Chcemy, aby znane głosy rozbrzmiały w każdym polskim domu”. Fundacja informuje wprost o misji i trudno nie przyznać jej racji. Między np. Powstaniem Warszawskim a Płytą do zjedzenia istnieje jednak diametralna różnica, jeśli chodzi o przygotowanie tych płyt. Krążek Lao

Każdy student pierwszego roku marketingu wie, czym jest koncepcja marketingu społecznego. W skrócie zasada jest prosta: dobro się opłaca. Jeśli sprzedajesz rowery, a część zysków przekazujesz na ochronę lasów deszczowych, poinformuj o tym – sprzedasz więcej rowerów. Bo ludzie lubią dobro, lubią dobrych ludzi. Podobnie jest z rynkiem muzycznym. Wartościowe, dobre, przydatne społecznie inicjatywy wspierane przez artystów opłacają się artystom. Działa tutaj także mechanizm kumulacji wartości: dlaczego nie zrobić czegoś pożytecznego i przy okazji trochę nie zarobić? Społecznej koncepcji marketingu muzycznego w sposób fenomenalny zaprzecza Jurek Owsiak, który nie dość, że już przed laty za sprawą Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dokonał przełomu w obszarze postrzegania dobroczynności, to w dodatku swoją – powiedzmy figlarnie – „weekendową” aktywność, czyli Przystanek Woodstock okrasza niepojętą dobroczynnością. Nie chodzi już nawet o to, że wstęp na Woodstock jest darmowy. Rzecz rozbija się o trzy słowa (i to co się za nimi kryje): Akademia Sztuk Przepięknych. O Akademii Sztuk Przepięknych najpiękniej opowiada sam Owsiak: „To miejsce, w którym Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki i Leszek Balcerowicz opowiadali o losach Polski, miejsce w którym Tomasz Lis, Monika Olejnik i Tomasz Sekielski rozprawiali na temat dziennikarzy i dziennikarstwa, to przestrzeń w której Dorota Masłowska, Janusz Głowacki i Jerzy Bralczyk opowiadali o języku i jego roli w dzisiejszym świecie”. Jest tomisja, o której trudno nawet powiedzieć, że się opłaca. Jest to misja, która się opłaca, ale społeczeństwu.

Twórca WOŚP-u i Woodstocku stworzył jakąś niepojętą, samonapędzającą się machinę muzycznej dobroczynności, edukacyjno-muzyczne perpetuum mobile, pokazując początkującym albo nieporadnym animatorom kultury, nauczycielom i tym, którym dostaje się tutaj od początku, czyli ministerialnym ignorantom od edukacji, jak się powinno łączyć muzykę i edukację właśnie.

Na koniec – znowu bura

Ignoranci od edukacji wystarczająco się nacierpieli, koniec z nienawiścią, czas na kilka wniosków. Krzysztof Pawłowski, autor wspominanego już tutaj raportu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zdradza, że jest zwolennikiem wprowadzenia systemu studiów płatnych w Polsce. Jednak system ten nie powinien jego zdaniem obejmować uczelni artystycznych, ponieważ wydatki z budżetu na ich utrzymywanie to istotny wkład w narodową kulturę i gospodarkę. Krzysztof Pawłowski zdaje się rozumieć, że sztuka, w tym muzyka, funkcjonuje w oparciu o gospodarkę i rządzi się po prostu prawami rynku. Również sztuka społecznie zaangażowana. Ze względu na wszystko, co zostało tutaj napisane, nie sposób nie poprzeć rozważań autora raportu. W odniesieniu do szkół niesprofilowanych artystycznie, można zauważyć jedynie, że – jeśli będzie to jakieś pocieszenie – Wielka Brytania ma podobny problem z muzyką, która w nauczaniu ogólnym jest traktowana po macoszemu, a właściwie nie ma jej w ogóle. Jakiś czasu temu Damon Albarn, legendarny założyciel Blur i Gorillaz zaapelował do brytyjskiego rządu o wprowadzenie do szkół obowiązkowych lekcji muzyki. „To oburzające, że muzyka nie jest ważnym elementem egzaminów szkolnych. Kiedy miałem 15 lat pisywałem utwory na orkiestrę kameralną i uważam, że każdy człowiek, który interesuje się muzyką, powinien znać jej zasady. Ludzie, którzy nie potrafią czytać nut, tracą dostęp do ogromnego bogactwa, a tak być nie powinno” – powiedział publicznie Albarn. Rodzimi ignoranci powinni wziąć sobie do serc słowa brytyjskiego muzyka. ✪


52 ❘ forum ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

2012/2013 Gdy już na dobre opadają noworoczno-karnawałowe emocje, nadchodzi najlepszy moment na podsumowania i prognozy. Jaki był dla rynku muzycznego w Polsce miniony już 2012 rok, a co przyniesie bieżący 2013? Czego branża doświadczyła? O czym wolałaby zapomnieć? I na rozwoju czego pragnie się skupić? Czy sprzedaż muzyczki w Internecie faktycznie zdominuje polski sektor fonograficzny w 2013? Jakie oczekiwania od producentów i dystrybutorów sprzętu muzycznego, od mediów i w ogóle firm działających w polskiej branży muzycznej mają jej przedstawiciele? Muzycy chcą m.in. powrotu do sprawdzonych, dobrych relacji wspierania się wizerunkowego z firmami, studia nagrań apelują o większą wyrozumiałość w kontekście testowania nowego sprzętu, a dziennikarze pragną jak najwięcej wydawniczych i koncertowych nowości, bo jak pointuje jeden z nich:

„Ile razy można chodzić na koncerty Stinga”?


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ forum ❘ 53

Ludzie zaczynają płacić za muzykę

Ile razy można chodzić na koncerty Stinga?

Kroolik Underwood, raper, wokalista, instrumentalista, producent

Dawid Brykalski, rzecznik prasowy festiwalu Soundedit, redaktor naczelny 3gramy.pl, tour manager projektu Muzyka Queen Symfonicznie

Miniony rok oceniam z tendencją spadkową. Co to za rynek, gdzie już nawet największe gwiazdy nie zbierają kompletów? Za artystę uchodzi młodzieniec z trudem posługujący się językiem polskim, a będący wyłącznie wieszakiem na ubrania. Nosowska zostaje dyrektorem Męskiego Grania. Nadal bezkarnie okrada się muzyków w sieci. HBO zrealizowało kapitalny dokument o „karierze” Bayer Full w Chinach. „Miliard szczęśliwych ludzi”, każdy w branży powinien go obejrzeć. To jest prawda o polskim rynku muzycznym i Polakach. Perspektywy na 2013 rok oceniam słabo. Niewiele się zmieni i zmienia. Kapitału brak, inwencji brak. Pewnie ktoś wymyśli, że można słuchać muzyki przez Internet. I to legalnie. Chyba zemdleję z wrażenia. Media muzyczne cierpią na brak wykształconych kadr. Bo te kadry co są, to jest zbiór amatorów (uwielbiam pana redaktora, który się drapie podczas wywiadów), albo klony Marka Niedźwieckiego. Zmienić ten stan rzeczy – to jest wyzwanie i słuszna perspektywa. Czekam na Slasha w Katowicach. Pewnie sięgnę po płytę Depeche Mode. Chciałbym, by znalazł się ktoś odważny i sprowadził do Polski wykonawców, którzy jeszcze u nas nie grali: Manowar, Hugh Laurie, Foreigner, Springsteen z E-Street Band, Blue Floyd, Gorillaz, a nawet Kiss. Niech Prince zagra jak powinien, czyli w klubie. Werk niechże nagra drugą, równie udaną płytę. Do diabła! Niech wydarzy się w tym zepsutym, katolickim, wąsatym kraju coś spektakularnego. Ile razy można chodzić na koncerty Stinga? ■

W moim odczuciu rynek muzyczny w Polsce cały czas jeszcze kuleje, świadczy o tym ilość debiutów w stosunku do starych nie chcących zejść ze sceny wykonawców, ilość wydawanych przez nich płyt, która nie przekłada się na sprzedaż. Przykładem jest również bardzo zaniżony pułap złotych i platynowych płyt (15000 za złoto i 30000 za platynę). Na szczęście zaczynam zauważać wśród swoich znajomych rosnące zainteresowanie kupowaniem oryginalnych nośników, to jest pocieszające, bo może wreszcie zaczyna się zmieniać mentalność ludzi, chcą mieć oryginał, słuchać muzyki w najlepszej jakości a nie pozgniatanych mp3. Pozytywną sprawą są programy telewizyjne promujące muzyków, wokalistów itd., dzięki nim można zobaczyć, ilu zdolnych

ludzi jest w naszym kraju, szkoda tylko że nie wiele się dzieje później po ich udziale w takim programie. Myślę, że 2013 rok przyniesie jakieś zmiany w handlu muzyką. Nie jestem zwolennikiem mp3 ale takie strony, jak iTunes mogą się pozytywnie przyczynić do sprzedaży, bo jeśli ktoś nie kupi całego albumu, to może chociaż kupi kilka kawałków, lepsze to niż nic. Nie pochwalam takich działań, jakie zastosowała jedna z Polskich wytwórni w tym roku, ogłaszając że będzie udostępniać kawałki swoich wykonawców w formacie mp3 za darmo, uważam że to strzał w kolano zarówno sobie jak i innym wytwórniom. Chciałbym, żeby dostawcy sprzętu dokładniej dobierali firmy, z którymi współpracują, mowa tu o firmach kurierskich, które nie dbają o przesyłki. Ostatnio kupiłem mikrofon, dotarł uszkodzony, innym razem zamówiłem głośnik tubowy do talkboxa, czekałem tydzień na kuriera, pech chciał, że zadzwonił, gdy akurat mnie nie było, miał przyjechać następnego dnia, niestety się nie zjawił, napisał tylko smsa ze sprzęt mam do odbioru w ich siedzibie 40 km od mojego miejsca zamieszkania. To skandal. ■

Musi zmienić się mentalność ludzi, a to trwa

Tomasz `Tom` Jorman, gitarzysta zespołu Dahaca

Rok 2012 był taki jak ostatnie dziesięć lat. Muzyka popularna kwitnie z roku na rok, a rockowo metalowa w dalszym ciągu jest niszą, pomimo iż mamy takich gigantów jak Vader czy Behemoth. Jeszcze trochę

wody w Wiśle upłynie, zanim metal zacznie być traktowany poważnie, a nie jako ciekawostka przyrodnicza. Perspektywy w 2013 dostrzegam bardzo duże, tylko Polski rynek nie do końca jest na to gotowy. Ludzie nie kupują płyt, bo za drogie, bo to, bo tamto a poza tym wolą ściągać za darmo z Internetu. Ok, Internet proponuje ściąganie muzyki za drobne pieniądze, np. nasz debiutancki album w wersji cyfrowej jest w cenie 10 zł a ludzie i tak kręcą nosem, by następnie wyjść wieczorem do pubu i kupić browar za 12 zł. Musi zmienić się mentalność ludzi, a to trwa. Co przyniesie 2013 w sektorze sprzętowym? Zasadniczo, z dostępnością popularnych marek w naszym kraju jest ok, ale o dziwo, taka prozaiczna rzecz jak struny na sztuki, to już wyzwanie dla kupującego. Od lat ja i drugi gitarzysta z zespołu, kupujemy struny na sztuki, ponieważ zdecydowanie łatwiej jest dobrać sobie odpowiedni set do grania w dropie, jednak bywa różnie z ich dostępnością. Również ważne jest, żeby skończyła się mała wojenka między sklepami/firmami w Polsce. Konkurencja konkurencją, ale u nas to jest wojna, która do niczego nie prowadzi. ■


54 ❘ forum ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Coraz więcej profesjonalizmu w biznesie muzycznym

Muzycy i firmy niech wspierają się wizerunkowo

Krzysztof Misiak, gitarzysta, kompozytor, producent muzyczny i dziennikarz

Szymon Sienko, producent muzyczny, realizator dźwięku, właściciel firmy Sense Of Music

Wolnorynkowe zasady funkcjonowania rynku muzycznego w Polsce, krystalizują się wolniej niż w innych branżach (np. branża reklamowa). Z roku na rok jednak, widać postęp w coraz bardziej profesjonalnym podejściu do prowadzenia biznesu muzycznego. Rok 2012 był rokiem dalszego rozwoju. Niestety, niełatwa sytuacja gospodarcza oraz zmiany technologiczne powodujące spadek sprzedaży płyt, wprowadziły lekki chaos i niepewność co do dalszych kierunków rozwoju. Rozwój home recording’u i spadek dochodów ze sprzedaży muzyki, nie wróżą niestety poprawy sytuacji studiów nagraniowych. Szanse na rozwój będą miały studia oferujące szersze spektrum usług, niż tylko rejestracja i miks materiału muzycznego w dobrych warunkach sprzętowych i akustycznych. Nowoczesne studio musi być miejscem skupiającym ludzi, którzy wspomogą artystę pod względem produkcji, aranżacji, tak aby wynieść tworzone nagranie na poziom profesjonalizmu, którego nie będzie w stanie osiągnąć w domu. Pomimo wielu urządzeń analogowych znajdujących się w studio, to jednak komputer jest sercem systemu, w którym następuje proces zapisywania i edycji dźwięku. Z roku na rok, oprogramowanie posiada coraz więcej wspaniałych możliwości niedostępnych kiedyś. Niestety, przez szybkość wprowadzania zmian, na drugi plan zeszła stabilność tych systemów. Oczekiwałbym w 2013 roku, aby pojawiły się systemy, do których można mieć 100% zaufanie, że nie zawiodą w ważnych momentach. ■

Obawiam się, że miniony rok, a przynajmniej jego końcówka należała do zespołu „końca tygodnia” i jest to powrót do tak upragnionej, wpadającej w ucho melodii. Dla mnie osobiście był w miarę dobry, ale bez szału. Udało nam się wydać płytę „Odłamkowa” mojego projektu 3 Jazz Soldiers. Nie poszło to jednak, jak po maśle. Jednak, obserwując kolegów z branży stwierdzam, że większość ma podobne problemy. Mały budżet i trudności ze zorganizowaniem koncertów. Promocyjnych i tak zwanych regularnych. Kryzys, słowo wytrych, rządzi. Mimo wszystko słyszę coraz ambitniejszą muzykę na wysokim, artystycznym poziomie. Dzięki dostępowi do nowych technologii nagrań i produkcji oraz instrumentów muzycznych, zarówno tych

tradycyjnych jak i wirtualnych, nie mamy powodów do kompleksów. Oby tak dalej. Wydaje mi się, że w naszym kraju ciągle jednak kuleje internetowa sprzedaż muzyki. Jeśli uporamy się z ekonomią i zadbamy o zmianę podejścia do pozyskiwania muzyki za pieniądze, to może być ciekawie. Chwilowo raczej jest tak, że muzykę można brać zewsząd. Za darmo. Upłynie jeszcze trochę czasu, zanim uświadomimy sobie, że tworzenie muzyki dość dużo kosztuje: czasu, energii, nakładów finansowych. Środowisko twórców czasami też zachowuje się nieodpowiedzialnie. Światełkiem w tunelu mogą być działania nowo powstającego Związku Zawodowego Muzyków. Może uda się uregulować kilka spraw na tym polu. Natomiast producenci, handlowcy i dystrybutorzy dwoją się i troją, żeby mieć towar i co najważniejsze, go sprzedać. Widzę to i doceniam. Ale to już nie są czasy, kiedy można było w miarę łatwo nawiązać współpracę, chociażby endorserską. Życzyłbym sobie w trwającym 2013 roku powrotu do sprawdzonych dobrych relacji wspierania się wizerunkowego. Zarówno dla artystów, jak i przedsięwzięć o charakterze edukacyjnym i eventowym (festiwale, konkursy, wystawy). Niech młodzi twórcy (instrumentaliści, wokaliści, dj’e) i inni pasjonaci mają szansę dostępu do sprzętu, nie tylko w sklepie, ale też na takich właśnie imprezach. ■

Jakość produktów pozostanie w cenie

Łukasz Kamiński, dyrektor zarządzający firmy Tommex Żebrowscy Minionego roku nie nazwałbym przełomowym. Zarówno z racji moich osobistych doświadczeń wynikających z prowadzenia firmy Tommex, jak i obserwacji całej branży muzycznej. Zmiany w niej zachodzące to proces – zauważalny po kilku latach. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia ze stagnacją. Wręcz przeciwnie, dzieje się bardzo wiele i z całą pewnością doprowadzi nas to do czegoś dobrego. Od dłuższego

czasu zauważam zmiany w obrębie domów kultury, które coraz więcej uwagi przykładają do kwestii nagłośnienia. Nie bez znaczenia jest również rosnąca liczba imprez plenerowych, m.in. festiwali, gdzie nasze produkty również mają zastosowanie. 2013 rok dla firmy Tommex to kontynuacja strategii rozwoju, a także odświeżenie wizerunku i jeszcze większa otwartość na współpracę z branżą. Pierwszym krokiem w tym kierunku jest niewątpliwie przebudowa i unowocześnienie strony internetowej. Z cała pewnością zaskoczymy klientów również nowościami produktowymi. Z niecierpliwością czekamy na Targi Musikmesse, których wielkość i jakość oddaje nastroje w branży. Spodziewamy się, że w bieżącym roku wydatki na nagłośnienie mogą być nieco mniejsze. Choć kryzys nie dotyka jeszcze bezpośrednio sektora muzycznego, to jednak szukanie oszczędności jest wyjątkowo popularnym trendem. Wierzę jednak, że wysoka jakość produktów nadal pozostanie w cenie, a my na pewno nie zrezygnujemy z dystrybucji sprawdzonych rozwiązań z wyższej półki. ■


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ forum ❘ 55

Kiedy zobaczę gitary „Kerry King Meet” w Polsce?!

Michał `Hellfield` Kacprzak, gitarzysta i wokalista w zespole Nekromer

Jak to bywa od kilku lat, prócz mainstream’owych kreacji popkultury, nasz rodzimy rynek muzyczny zasilił polski rap – sporo dobrych wydawnictw, które sukcesywnie dominowały na OLiS. Amerykańscy producenci również nie dali o sobie zapomnieć, co owocowało stabilną pozycją ich artystów w rozgłośniach radiowych, czy w świadomości odbiorców. Zaliczyłem m.in. koncert Slayera i Limp Bizkit, co jest wydarzeniem fantastycznym, nawet jeżeli w pełnym zestawieniu brakuje Jeffa Hanneman’a. Jakiś czas temu rozmawiałem z Andrzejem Puczyńskim o perspektywach stojących przed sprzedażą muzyki w Internecie. Finalnie można upatrywać dobrych perspektyw sprzedażowych w naszym kraju m.in. w aplikacji iTunes. Internet serwuje muzykę „za darmo”, jednak mam nadzieję, że kupowanie jej w wirtualnej formie oficjalnego wydawnictwa wcześniej czy później zagości w świadomości słuchaczy i wejdzie do tzw. lifestyle’u. Chcemy, aby debiutancki album Nekromer był dostępny również w iTunes, aby dać młodym ludziom możliwość zakupu go w nie fizycznej formie. Zawsze śledzę też z ciekawością nowości sprzętowe, szczególnie od B.C. Rich’a. Uważam ich sprzęt za świetny do stylu, który preferuję. Jak co roku wyczekuję prezentacji gitar „Kerry King Meet” w Polsce, lecz póki co ogranicza się to do sfery marzeń… ■

Dystrybutorzy muszą być wyrozumiali

Wojciech Wiesławski, realizator, producent, współwłaściciel Hertz Studio

Perspektywy są duże, jeśli się zdaje sprawę z trendów jakie mogą być w 2013 roku. W dobie homerecordingu, właściwie każdy jest w stanie nagrać w domu większość swojego materiału muzycznego. Do tego dochodzi wszechobecny kryzys, a inwestycja w kulturę w takim czasie nie jest priorytetem. Kolejnym ważnym elementem jest globalizacja – świat to teraz globalna internetowa społeczność, gdzie każdy może zaistnieć. Co nam pozostaje? Większa elastyczność, otwarcie się na potrzeby klienta i... w świat!!! Część firm już zrozumiała potrzebę testowania przez nas wszelkiego typu urządzeń, zanim się zdecydujemy na zakup tych, które pasują naszym gustom, pomieszczeniu i muzyce jaką nagrywamy. Bardzo chętnie też, nieodpłatnie dostarczają do takich porównań, wszystko czego potrzebujemy. Spore jednak grono wciąż wymaga kaucji i jakichś zabezpieczeń a czasem chcąc porównać np. trzy odsłuchy, ciężko zapłacić kaucje za te trzy zestawy. Życzymy więc aby wszyscy podchodzili do sprawy ze zrozumieniem. ■

Liczę na nowe twarze

Łukasz Maciejczyk, Projekt menedżer Strefamuzyka.pl

Rok 2012 w polskim rynku muzycznym pozostawił po sobie kilka ciekawych doświadczeń. Zauważalnie zmienia się środek ciężkości wśród festiwali. Duże, rozbuchane i drogie imprezy oddają pole lepiej sprofilowanym a bardziej interesującym imprezom. Po drugie, zauważyłem interesujący rozwój imprez, które za zadanie mają prawdziwą „promocję przez Sztukę”. Świetny przykład to lubelski festiwal „Inne Brzmienia”. Z zadowoleniem zauważam też wzrost jakości polskich produkcji i ich promocję za granicą. Z zainteresowaniem patrzę też na to, co będzie działo się w polskich mediach muzycznych. Patrzmy: radio. „Polska Kwota” stała się od razu żagwią rozpalającą spory. Zamysł jest dobry ale może on zaprowadzić na manowce, chociażby przez klasyfikację polskiej muzyki. Muszę przyznać, że dobrym papierkiem lakmusowym 2012 roku były dla mnie telewizyjne imprezy sylwestrowe. Każda odmienna stylowo i jakościowo – widać jednak pewien trend ku jakości – kto pamięta kiedy Hey, Voo Voo czy Irek Dudek zagrali sety na „Sylwku”? Chciałbym, aby w 2013 roku podniosły się w końcu wszystkie trąby i zagrały prawdziwym polskim soundem poza Polską: mamy świetnych artystów, kreatywnych, wykształconych i ważnych, ale nie potrafimy ich pokazać w Europie i jeszcze dalej. Czas dobrze sprzedać to, co mamy najmocniejsze: polską kulturę, słowiańskie dusze i naszą melodyjność. Szczególnie liczę na polską „ludowiznę”, która jest kopalnią energii (patrz Makaruk). Liczę też na nowe twarze w dziale „alternatywa” i „elektronika”. ■


56 ❘ forum ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

Muzycy lub wytwórnie będą płaciły za słuchanie muzyki Robert Tuta, multiinstrumentalista związany m.in. z 1984, Agressiva 69, Hedone, NOT, Bielas i Marynarze czy Maleńczuk. Współwłaściciel łódzkiego klubu muzycznego „DOM”.

Ostatni rok polskiego rynku muzycznego miałem okazję oglądać nie tylko ze sceny, ale również z drugiej strony, zza baru. Gdy prowadzi się klub muzyczny i organizuje imprezy, wszystko wygląda zupełnie inaczej. Gram od blisko 20 lat z różnymi formacjami nazwijmy to z kręgu muzyki alternatywnej (tej niestety średnio-popularnej w naszym kraju) i widzę, jak to wszystko się kurczy. Coraz trudniej wypełnić klub na kilkaset osób, co kiedyś nie stanowiło żadnego problemu. Dla dzisiejszej młodzieży muzyka nie odgrywa tak ważnej roli, jak dla mojego pokolenia. Większa część siedzi przy komputerze w domu. I obawiam się, że to niestety się nie zmieni. Oczywistym jest to, że płyta CD przeszła już do lamusa. Paradoksalnie zestarzała się szybciej niż winyl. Internet więc, to jedyna szansa, żeby dotrzeć do odbiorców. Ale obawiam się, że sprzedaż przez Internet nie będzie taka łatwa. Przepływ informacji jest na tyle szybki, że dość ciężko jest go kontrolować. Tak naprawdę, to myślę, że za niedługi czas to muzycy lub wytwórnie będą płaciły

za to, żeby odbiorca ściągał i słuchał najnowszych produkcji. Dopiero wtedy będzie można wystawić do sprzedaży coś, co już ludzie znają. To naprawdę przykre, a w tym wszystkim najbardziej mi żal tej całej formy jaką miała płyta – nawet CD. Okładka ma swój zapach, płytę można dotknąć, a potem patrzeć, jak prezentuje się w twojej kolekcji na półce. Do dziś pamiętam, gdzie kupiłem i słuchałem pierwszy raz większości z moich płyt. Zespoły, w których grałem zawsze były kojarzone z technologią – najbardziej chyba Agressiva 69. W roku 1993 miałem jeden z pierwszych samplerów w mieście i tak naprawdę w kraju. Było to W30 Rolanda (500 kb pamięci wewnętrznej)! Od tamtego czasu sprzęt był sukcesywnie wymieniany na nowszy i lepszy. Prawdą jest jednak to, że jestem tradycjonalistą i najbardziej interesują mnie vintage`owe urządzenia z lat 60., 70., góra 80. Posiadam sporo starych gitar i tego typu sprzętu. Oczywiście, używam komputera i programu cubase, z którym jestem od czasu ATARI (byty tylko ślady midi) – bez tego się nie da. W ostatnim czasie powstało mnóstwo pluginow i softu emulujacego instrumenty i nie powiem, niektórych z nich jestem fanem. Z pewnością powstanie cała masa instrumentów emulujących, opartych na samplach ważących po kilkadziesiąt GB, ale to już chyba przesada... ■

Internet kurczyć się nie będzie Adam Łukaszek, perkusista w zespole Votum

Będę szczery i przyznam, że ubiegły rok stał u mnie pod znakiem studia i grzebania przy trzeciej płycie Votum, wiec nie za bardzo śledziłem, co się działo na polu polskiej fonografii. Pomimo tego jednak, mam wrażenie, że niewiele się zmieniło. Mam na myśli kolejne premiery dobrze znanych artystów, kolejny koncert symfoniczny, kolejne skandale z udziałem Dody, narzekania na niską sprzedaż płyt, a o spektakularnych debiutach ani śladu. Nuda. Nawet mi się nie chce włączać radia. Mam nadzieję, że bieżący rok przyniesie dużo więcej. Rynek sprzedaży internetowej musi rosnąć z każdym rokiem. To jedyna, słuszna droga odbijania sobie strat, lecącej na łeb na szyję sprzedaży nośników CD. A schemat jest dość prosty, trzeba zbywać tam, gdzie

najczęściej są nabywcy, a gdzie najczęściej są teraz nabywcy? W Internecie! Telefony, smartfony, tablety, nawet dzisiejsze telewizory są wyposażone w łączność z Internetem. Wszystko zmierza ku temu, abyśmy podporządkowali się temu medium, które zapewne kurczyć się nie będzie. Chciałbym także, by w bieżącym 2013 roku nasze firmy mocno działały na korzyść dostępności sprzętu muzycznego. Już nawet pomijam kwestię cen, które momentami sięgają granic absurdu. Jako perkusista, który na co dzień korzysta z profesjonalnego sprzętu, spotykam się z notorycznym problemem dostępności podstawowych elementów ekwipunku jakimi są… pałki. Ciągle słyszę od sprzedawców, że problem leży po stronie dystrybutora i muszę się uzbroić w cierpliwość na najbliższe tygodnie. Nic się nie zmienia od paru lat, a przecież to moje/nasze podstawowe narzędzie pracy. ■


Luty 2013 ❘ RYNEK MUZYCZNY ❘ forum ❘ 57

Dostawcy i producenci nauczyli się dobrze wsłuchiwać w potrzeby polskich muzyków

Maciej `Tektur` Nawrot, wokalista w zespole Neuronia

Rok 2012 obfitował w wiele udanych wydawnictw, szczególnie w muzyce metalowej, i pod tym względem był o wiele lepszy niż poprzedni. Sypnęło debiutami, swoje pierwsze (udane)

longi wydały między innymi takie zespoły, jak Hellectricity, Dahaca, Ogotay, Embrional, The Dead Goats czy Medico Peste. Bardzo cieszy coraz lepsza jakość nagrań i przygotowanie wydawnicze wykonawców. Co martwi? Słaba frekwencja na koncertach – miejmy nadzieję, że w 2013 będzie nieco lepiej. Sprzedaż muzyki w sieci rozwija się świetnie – świadczy o tym pojawienie się w ostatnich latach nowych serwisów jak SoundPark czy NuPlays i dobra sytuacja starszych, np. Muzodajni. Kołem zamachowym napędzającym ten segment rynku jest bezpośrednia sprzedaż muzyki przez wykonawców, np. przez BandCamp czy 8Merch. Drugim znaczącym czynnikiem jest coraz większa liczba smartfonów w kieszeniach słuchaczy. Natomiast sprawdzianem będzie wejście do Polski serwisów streamingowych, np. Spotify. Jeżeli chodzi o dostawców instrumentów, widzę wiele pozytywów – większa chęć do współpracy bezpośrednio z muzykami, endorsementu, budowania marki w oparciu o rodzimych muzyków. Dotyczy to szczególnie manufaktur typu Mayones, Malinek czy GMR. W 2013 roku życzyłbym sobie i polskim muzykom kontynuacji tego trendu. Mam wrażenie, że w ostatnich latach dostawcy i producenci nauczyli się dobrze wsłuchiwać w potrzeby polskich muzyków i to cieszy. ■

Malkontenci marudzą – przedsiębiorcy wchodzą w dialog

Agnieszka Lach, właścicielka studia nagrań Studio Rekord, multiinstrumentalistka, kompozytorka, producentka

Zarówno z perspektywy prowadzenia studia nagrań, działalności aktywnego muzyka, jak i szeroko zakrojonej branży muzycznej, myślę że 2012 był rokiem trudnym, ale i przełomowym. Przysłowiowy i przereklamowany, mam nadzieję, „kryzys” zweryfikował cele i potencjał przedstawicieli biznesu związanego z dźwiękiem. Obnażył mnóstwo niedociągnięć i zaległości, jakie ciągniemy za sobą od lat 90-tych. Wytyczył nowe kierunki i otworzył nas na nowe możliwości, przede wszystkim w kwestiach regulacji prawnych, dystrybucji muzyki i metod promocji. Media elektroniczne, Internet, stały się znaczącym polem manewru, wręcz poligonem. Malkontenci marudzą, ale przedsiębiorcy wchodzą w dialog. Profesjonalne studia nagrań stają się

wyborem, a nie koniecznością. Kondycja polskiej muzyki rośnie, artyści czują się coraz swobodniej i odważniej. Pogodziliśmy się już z faktem, że w kwestiach finansowych i promocyjnych w znacznym stopniu zdani jesteśmy na siebie, toteż odpowiedzialność za jakość naszych poczynań również spoczywa na nas. Skoro płacimy za zarejestrowanie i wyprodukowanie naszych marzeń, to niech to będą dobrze zainwestowane pieniądze. To lepszy kierunek, niż pałętanie się po garażach obitych dywanami i wytłaczankami w poszukiwaniu taniej jakości, a produkcje homerecording’u nigdy nie zaspokoją nas w pełni. I drobny ukłon w stronę producentów i dystrybutorów – w 2013 roku oczekuję przede wszystkim dobrych cen i niskich marży. W Studio Rekord stawiamy na najwyższej jakości sprzęt, który kosztuje majątek i ma działać przez długie lata. Życzyłabym sobie mieć jak najwięcej okazji testowania w praktyce takich instrumentów i urządzeń, zanim podejmę decyzję o ich nabyciu. Mam na myśli targi, prezentacje, wypożyczanie do testów i w ramach sponsoringu, reklamy czerpania z tego tytułu wzajemnych korzyści. ■

Wyższe ceny sprzętu u nas wynikają z małej konkurencyjności firm

Michał `Sir Michu` Kożuchowski, muzyk, producent

Moim zdaniem miniony rok należy zaliczyć do bardzo udanych. Wydaliśmy podwójną płytę Tede „Mefistotedes/Odkupienie”, która dość szybko pokryła się złotem. Wydaliśmy też kilka mixtejpów, które również odbiły się dużym echem w środowisku hip-hopowym i nie tylko. Poza tym, na rynku pojawiło się trochę nowych twarzy, co bardzo mnie cieszy, bo widać, że scena zalicza kolejny progres. Nie chciałbym wymieniać wszystkich, bo mógłbym kogoś pominąć, ale spoglądając na OLIS łatwo zauważyć, o jakich zawodników chodzi. Wbrew niektórym opiniom uważam, że 2012 należy zaliczyć do udanych. Sprzedaż muzyki w Internecie jest to bardzo obiecujący rynek, który stanie się zapewne alternatywą dla klasycznych nośników. Oczywiście nie można powiedzieć, że płyta kompaktowa umrze, bo sprzedaż klasycznych nośników też jest bardzo satysfakcjonująca. Szczególnie w nurcie hip-hopowym. Nie są to, co prawda ilości takie, jak w „erze przed internetowej”, ale wcale nie jest źle. Na pewno sprzedaż plików jest szybka i ułatwiona do granic możliwości. Słuchasz kawałka, oglądasz go w Internecie i od razu możesz kupić. To bardzo dobra sytuacja, bo dzięki temu, my muzycy zarabiamy, a na komputerach jest więcej legalnych plików. Natomiast rynek sprzętu muzycznego w Polsce jest wbrew pozorom bardzo bogaty i nie ustępuje w niczym rynkom zachodnim. Wyższe ceny sprzętu u nas wynikają z małej konkurencyjności firm, a konkurencyjność ta wynika z małego ruchu w branży. Spowodowane jest to ogólnym zastojem oraz wysokimi cenami tego sprzętu. Jeżeli sprzedaż muzyki będzie generować odpowiedni przychód, wtedy będzie łatwiej kupować nowości sprzętowe. Generalnie wychodzę z założenia, że część sprzętu można zbudować samemu, wystarczy mieć odpowiednie know-how i wtedy wszystko staje się prostsze. ■


58 ❘ Felieton ❘

RYNEK MUZYCZNY ❘ Luty 2013

K*rwa mać!

Weź to przeczytaj! Tytuł w mediach to bardzo poważna sprawa. W druku, w Internecie, wszędzie. Jak tytuł nie jest chwytliwy, to nikt nie sięgnie po gazetę w kiosku, w link nikt nie kliknie. Banał? Jasne. Ale jak łatwo przedawkować chwytliwość... i dokąd to prowadzi?

Przywykliśmy już do tego, że tytuły w tabloidach należy traktować z przymrużeniem oka. Często podejmujemy zabawną grę pt. „Jak ma się idiotyczny tytuł do treści, która za nim stoi”. Ot, taka nowa forma rozrywki. Gorzej, gdy podchodzimy do tytułu zbyt poważnie, albo damy się nabrać. Wtedy z całą dosadnością dociera do nas, że autor przygotował na nas pułapkę. Mieliśmy kliknąć, kupić, zobaczyć. I tyle. Nie ma znaczenia to, że kupiliśmy, kliknęliśmy czy zobaczyliśmy kompletnie nic. Wpadliśmy w pułapkę. Świadomie bądź nie, stajemy się ostrożniejsi. Coraz rzadziej dajemy się nabrać. A może nie? To zależy, gdzie ten tytuł zobaczyliśmy. Planując ten krótki felieton, pozwoliłem sobie na mały eksperyment. Z końcem każdego tygodnia publikujemy w CGM.pl całą pierwszą pięćdziesiątkę aktualnego zestawienia OLiS (Oficjalna Lista Sprzedaży płyt w Polsce przygotowywana dla ZPAV). Materiał zawsze jest uzupełniony krótkim komentarzem „od redakcji” i – co najważniejsze dla tej historii – opatrzony jednoznacznym tytułem. „Jakaś płyta na szczycie OLiS”, „Najlepiej sprzedają się nowości”, „W minionym tygodniu kupowaliśmy...” etc. Jest spora rzesza czytelników, którzy regularne z nami (z CGM.pl) przeglądają ten TOP50 OLiS. W połowie stycznia pierwsze trzy miejsca należały do Donatana (taki producent hip-hopowy, który zrobił zawrotną karierę w ostatnich

miesiącach), Beyonce (ładna, sławna, śpiewająca, z zagranicy) i Pelsona (legenda warszawskiego rapu). Obserwując ostry skręt niektórych serwisów muzycznych w stronę taboidowych tytułów, spróbowałem i ja. Na końcu sensacyjnego tytułu „Donatan z Beyonce i Pelsonem” postawiłem wykrzyknik. W podtytule (małym drukiem) dodałem – „Oto pierwsza trójka OLiS;)”. Przypuszczałem, że mało kto zwróci uwagę na ten lead, bo w pierwszym odruchu kliknie, by  sprawdzić co to za sensacja. I nie myliłem się. Sensacyjnie zatytułowany materiał, w sumie mało porywające zestawienie, jakie publikujemy co tydzień, nagle „zaczęło się klikać”, jakby faktycznie sympatyczny członek Molesty wraz z turbogwiazdą pop nagrywał jakąś płytę na bitach młodego producenta, którego kariera w Polsce eksplodowała pół roku temu. Reakcja czytelników też była do przewidzenia. Pod tekstem pojawiły się komentarze: „Pojechaliście z nagłówkiem jak tabloid”, „Spoko, ale tytuł daliście rodem z WP.pl”. Na  naszym profilu na  Facebooku ludzie mieli jeszcze mniej litości. Jakub Kuźma skomentował „Tytuł rodem z onetu” (i kilkadziesiąt lajków), „...i nie jest to komplement” – dodał Artur Iwański. „Chciałem napisać, że poczułem się jak na onecie, ale Kuba był pierwszy”, zauważył ktoś inny. „Gdybym nie sprawdził wcześniej OLiSu, to bym nawet dał się nabrać, gratuluję”, „Fakt? Super Express? Onet? Pudel? Glamrap? piękne wzorce sądząc po tytule”, „Ale tytuł dobrali, prawie się nabrałem”. Były też mocniejsze komentarze, ale nie nadają się do cytowania. Co to oznacza? Ano to, że część czytelników (jak duża?) poczuła się oszukana. Że sensacyjny tytuł, pułapka na kliki, to według nich zwykłe oszustwo. Poczuli się okłamani. Rozumiem, że każdy wydawca na swoje potrzeby robił takie eksperymenty i sam oce-

niał, jak krótkie nogi ma takie kłamstwo? Wychodzi na to, że raczej dłuższe, niż krótkie. Albo, że nie ważna jest „jakość” czytelników, a ich ilość. Idąc tym tropem, można dojść do wniosku, że sensacyjne tytuły „kłamstewka” to świetne rozwiązanie dla dużych tytułów, które niespecjalnie przyglądają się swojemu profilowi czytelnika, ważne, by klikaczy było dużo w swojej masie. Dopóki klikają, wszystko jest ok. Trzeba tylko pilnować, by tytuł każdego kolejnego newsa miał odpowiedni haczyk. To chyba dobra taktyka, ale w mniejszych, bardziej wyspecjalizowanych portalach i serwisach takie podejście już nie przejdzie. Tu kłamstewko ma raczej krótkie nóżki. Tu czytelnicy za swoją lojalność oczekują poważniejszego traktowania. Tu tytuł ma nieco inną funkcję. Ale tylko nieco, bo przecież dalej ma zachęcać do kliknięcia. Tylko jak? Nie wiem, prawdopodobnie w teorii komunikacji możemy znaleźć jakieś wskazówki odnośnie odpowiedniego nadawania tytułów zależnie od efektu, jaki zamierzamy osiągnąć. Może istnieją na ten temat jakieś poważne opracowania? Ja dysponuję w  tej chwili garścią spostrzeżeń z codziennej praktyki. Przy założeniach, że: 1. mamy do czynienia z serwisem specjalistycznym (portal muzyczny); 2. przeciętny czytelnik sprawdza w pierwszej kolejności Facebooka, później zagląda na ulubione strony; 3. tytuł tekstu ma, mimo wszystko, zainteresować i zachęcić; 4. czytelnika nie wolno robić w balona – najskuteczniejszą metodą zdaje się być takie sformułowanie tytułu, by 1. wyraźnie dać znać, czego można spodziewać się po artykule; 2. nie zdradzać całej jego treści (ważne szczególnie w przypadku newsów). Jeśli na facebookowy profil CGM.pl trafi taki oto link „Roger Waters 30 lutego zagra w Kutnie!”, to jego popularność będzie oczywiście wielka, ludzie będą go lajkować i udostępniać dalej. Informacja rozejdzie się szybko i szeroko. Tyle, że odsetek czytelników, którzy faktycznie klikną w taki link (a przecież o to chodzi każdemu wydawcy) nie będzie tak duża, jak moglibyśmy się tego spodziewać. Dlaczego? Bo z wszystkich kluczowych informacji już wysypaliśmy się w tytule i nie ma potrzeby czytać dalej. To, jaki mógłby być tytuł, by „się klikał”, nie obrażał czytelnika? Może taki: „Roger Waters znów w Polsce!”? Wszyscy, których to interesuje klikną (!) i sprawdzą, kiedy i gdzie ten Waters zagra? I nie poczują się oszukani. Dobrze zatytułowałem ten felieton? ✪



RYNEK MUZYCZNY 03/2013