Page 1

Od pewnego czasu zacząłem być adresatem przejmujących zwierzeń par z problemami, par rozwiedzionych, żyjących bez ślubu, młodych ludzi wahających się przed podjęciem najważniejszej życiowej decyzji. Zdałem sobie sprawę z ich niewiedzy, nieprzygotowania, jakie moi rozmówcy zaprezentowali. Przypomniałem sobie własną młodzieńczą ignorancję i brak rozsądnej oceny sytuacji w czasach narzeczeńskich, a narzeczeństwo to tylko „zajawka”, uwertura do pełnometrażowej sztuki.

Rodzicu, dostajesz do ręki elementarz, który poprowadzi Cię przez góry i przepaści rodzicielstwa. Dzięki niemu nauczysz się konsekwencji, stawiania granic, jednolitego przestrzegania zasad, ustanawiania autorytetu; dasz swemu potomkowi wewnętrznie spójną mapę wędrówki ku samodzielności. (Maria Cechnicka)

Co za ulga, co za spokój w domu, co za oszczędność czasu i nerwów, jeśli mama nie musi co chwila ingerować w zabawy skłóconych i skarżących się nawzajem dzieci!

Elementarz dla dziadków Nasi rodzice, dziadek i babcia naszych dzieci, stanowią nieodłączną całość rodzinnej egzystencji. Są potrzebni nam, sami też potrzebują swego potomstwa. A jaka szkoła mądrości życiowej stoi dla nas otworem. Nie tylko mądrości, również historii, tradycji. Ileż siły daje rodzinie (i społeczeństwu) znajomość i kultywowanie tradycji. O ileż trudniej odnaleźć swoje miejsce temu, kto jest odcięty od swych korzeni! Pracujemy nad kolejnymi tytułami

Szkoda, że nie miałam tej książki 40 lat temu. Bilans moich dokonań pedagogicznych nie jest całkiem zły, ale żałuję wielu rzeczy. (Czytelniczka)

www.rosikonpress.com

ELEMENTARZ dla rodziców

Elementarz dla narzeczonych

Jacek Mycielski,

dla rodziców

absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, żonaty z Jolantą Bisping, ojciec trojga dzieci, dziadek 12 wnucząt. Po ucieczce z Polski w 1971 roku (z żoną i dwuletnim synem, czasy PRL-u), po pobycie w Belgii i Holandii, zamieszkał we Włoszech. Pracował dla wielkich światowych koncernów: DuPont de Nemours w Holandii, jak również dla DSM czy VolvoCar. Włada sześcioma językami. Z zamiłowania technik-innowator (vide google: „jacek mycielski US patents”), społecznik, wolontariusz (m.in. opiekun niepełnosprawnych na pielgrzymkach do Lourdes), kawaler maltański, wieloletni członek zarządu Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, uczestnik i prelegent Międzynarodowych Kongresów Rodziny. Archiwista rodzinny. Amatorsko montuje filmy (relacje z wydarzeń towarzyskich, kongresów), chętnie przebywa z wnukami, ucząc ich m.in. majsterkowania czy różnojęzycznych piosenek. Uprawia narciarstwo, jeździectwo i pływanie. Opracował swoisty system wychowawczy, oparty na konsekwentnym przestrzeganiu zasad i powrocie do tradycji. O korzeniach, opiniach i działalności Jacka i Jolanty Mycielskich można przeczytać w Internecie, np. pod hasłami: „jacek mycielski mysl konserwatywna” oraz „jolanta mycielska aleteia”.


Jacek Mycielski, absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, żonaty z Jolantą Bisping, ojciec trojga dzieci, dziadek 12 wnucząt. Po ucieczce z Polski w 1971 roku (z żoną i dwuletnim synem, czasy PRL-u), po pobycie w Belgii i Holandii, zamieszkał we Włoszech. Pracował dla wielkich światowych koncernów: DuPont de Nemours w Holandii, jak również dla DSM czy VolvoCar. Włada sześcioma językami. Z zamiłowania technik-innowator (vide google: „jacek mycielski US patents”), społecznik, wolontariusz (m.in. opiekun niepełnosprawnych na pielgrzymkach do Lourdes), kawaler maltański, wieloletni członek zarządu Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, uczestnik i prelegent Międzynarodowych Kongresów Rodziny. Archiwista rodzinny. Amatorsko montuje filmy (relacje z wydarzeń towarzyskich, kongresów), chętnie przebywa z wnukami, ucząc ich m.in. majsterkowania czy różnojęzycznych piosenek. Uprawia narciarstwo, jeździectwo i pływanie. Opracował swoisty system wychowawczy, oparty na konsekwentnym przestrzeganiu zasad i powrocie do tradycji. O korzeniach, opiniach i działalności Jacka i Jolanty Mycielskich można przeczytać w Internecie, np. pod hasłami: „jacek mycielski mysl konserwatywna” oraz „jolanta mycielska aleteia”.


Elementarz dla rodziców Dzieciństwo jest istotą życia, bo daje nam do niego klucz  (François Mauriac)


Elementarz dla rodziców

Spis treści

Do czytelników 1. O co tu chodzi? 2. Bez gwarancji 3. Szczęście? 4. Samo życie 5. Czas pieluch 6. Pierwsze kroki 7. Vivaldi kontra wilczątko 8. Nie wolno! 9. Stawiamy granice wolności 10. Chodź tutaj! 11. Ja ci dam! 12. Ja ci pokażę! 13. Czemu znowu ryczysz? 14. Do stołu! 15. Tato, chcę pieska 16. Mamo, proszę o braciszka 17. Porozmawiajmy 18. Credo 19. Czcij ojca swego i matkę swoją 20. Dziadków też 21. Idziemy na spacer 22. Bezpieczeństwo 23. Mama, boli! 24. Pan doktor 25. Zabawki

4

7 8 10 12 14 16 18 20 22 24 27 31 35 37 40 46 49 51 55 59 63 66 68 70 72 75


78 81 87 89 91 93 95 98 100 102 106 108 112 115 118

26. To moje! 27. Ja się nudzę 28. Telewizja–Internet–komórka 29. Fortepian i judo 30. Boję się 31. Rozwijamy skrzydła 32. Ten okropny sąsiad 33. Sport 34. W niedzielę rano 35. W poniedziałek 36. Praca – płaca 37. Seks 38. Wiek trudny 39. Pytanie Epilog

5


3 Szczęście?

Jeśli chodzi o szczęście – za poetą powiedzmy to sobie od razu – dla dobra przyszłych pokoleń najważniejsi są szczęśliwi rodzice. Żyjemy dziś, a nie jutro. Carpe diem! Ma nam być dobrze teraz. Powiedz mi, Tato/Mamo, czy zdarzyło ci się często spotykać szczęśliwe dzieci nieszczęśliwych rodziców? Nieczęsto? Zgódź się więc z konkluzją tych kilku myśli: Chcesz mieć szczęśliwe dzieci? Dbaj wpierw  o szczęście ich rodziców. Dbaj wpierw o jakość swojego małżeństwa.     Tu muszę złożyć hołd wszystkim samotnym matkom, wszystkim rozwiedzionym ojcom, wszystkim skłóconym rodzicom, którzy pomimo tego stanu rzeczy osiągnęli sukces pedagogiczny. To naprawdę trudne. Wiemy wszyscy, że w małżeństwie niełatwo się dogadać – i nie zawsze się to udaje… W konfliktowej sytuacji ma się ochotę wszystkie piękne zasady pedagogiczne schować głęboko do szuflady. A przecież tak nie można.   Podobnie składam hołd rodzicom, którzy są zmuszeni żyć w systemie ekonomicznym czy społecznym niesprzyjającym instytucji rodziny. Bo są takie systemy. Mam na myśli pewne regulacje prawne, które pod pięknym hasłem (równości itp.) uderzają w normalną rodzinę. Składam hołd rodzicom, którzy nie poddają się w codziennej walce z destruktywną konkurencją, z negatywnymi wpływami szkoły, ulicy, telewizji. Jeszcze jedna dygresja. Też o szczęściu. Pytanie: jakie są dwie najgorsze tragedie, które mogą spotkać człowieka? Odpowiedź A: nigdy nie zrealizować swoich marzeń; B: zrealizować je...

Chcesz mieć szczęśliwe dzieci? Dbaj wpierw o szczęście ich rodziców. Dbaj wpierw o jakość swojego małżeństwa.

12


Może brzmi to dziwnie, ale jeśli ktoś nie ma celów w życiu (bo już je wszystkie zrealizował) – jest człowiekiem skończonym. Czyli – spróbujmy wnioskować – nie chodzi o status, chodzi o postęp. Nie chodzi o to, ile się ma, tylko czy są szanse, że będzie się miało więcej. Nie chodzi o to, czy jest się wysoko, ale czy można się wspiąć jeszcze wyżej. Nie muszę dodawać, że im dalej od potrzeb naszych jaskiniowych pradziadów, tym bardziej subtelne stają się słowa „więcej” i „wyżej”. Więcej – w głowie, wyżej – jak to powiedzieć – w sercu?

3 - Szczęście?

Niech „więcej” i „wyżej” w powyższym znaczeniu będzie głównym i ostatecznym celem naszej pedagogicznej przygody.

13


6 Pierwsze kroki

„Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze” – dla tych, co zapomnieli: Adam Mickiewicz. Wielki wieszcz wyraźnie doceniał ważność wieku bebusiowego. Ta studnia, ten osłonięty wózek, to patrzenie w sufit i czekanie na lepsze czasy, to osobny rozdział niemowlęctwa. I okazuje się, że to rozdział ważniejszy, niż myśleliśmy. Otóż: × z łóżeczka,  zamiast patrzyć w sufit, można i należy obserwować życie wokoło. A więc nie łóżeczko-studnia, ale łóżeczko z perspektywą na otoczenie. × w łóżeczku, w zasięgu ręki, będą wisieć jakieś kolorowe przedmioty. Do oglądania, do dotykania, do dzwonienia.   Co? Mama spędza parę godzin w kuchni? Istnieje taki szmaciany leżak dla bebusiów na metalowych sprężynujących nóżkach. Można go łatwo przenosić z pokoju do pokoju. Można go łatwo brać ze sobą, gdy się idzie w gości. Bebuś jest zapięty pasem bezpieczeństwa. Ale gdy ruszy ręką albo nogą, to może się świetnie huśtać. Kiedy tylko zechce. Co prawda, przy tym huśtaniu leżak przesuwa się centymetr po centymetrze i w końcu spadnie, jeśli postawiliśmy go na stole. Powtarzam, ten bebo-leżak to genialny wynalazek, ale × nie  należy ufać nóżkom z gumowymi podkładkami, które mają zapobiec przesuwaniu się, tylko stawiać leżak – dla pewności – na podłodze.  Nasz maluch już raczkuje?   × Przenośny  kojec, w którym można się czołgać, siadać, potem stanąć i spacerować, jest wynalazkiem zasługującym na Nagrodę Nobla.

18


W kojcu znajdzie się oczywiście kilka klocków. Jest też i poduszka.   Na wypadek sjesty. Jeszcze lepszym wynalazkiem jest   × nosidełko do noszenia bebusia na plecach, albo przed sobą, jak kangur.   Dziecię ogląda wtedy świat razem z ojcem czy matką. „Idzie” na zakupy, na spacer. Bliskość głów pozwala na ciągły kontakt, na „rozmowę”. To samo później będzie z jazdą na rowerze z tatą: krzesełko z przodu (a nie za plecami taty) i... świat należy do nas. Należy? Nie zawsze, nie we wszystkim. Bo pierwszeństwo będą mieli jednak rodzice. Mały bebuś nie zainstaluje się na przykład w łóżku Taty/Mamy.  

Dobrze, przyjmiemy go do naszego gniazda, nacieszymy się nim, pobawimy się jego malutkimi rączkami, ale potem... dobranoc! Każdy do swojego łóżka.

Łóżko rodziców jest pod ochroną i niemowlę nie zmieni małżeńskich zwyczajów.

19

6 - Pierwsze kroki

Łóżko rodziców jest pod ochroną i niemowlę nie zmieni małżeńskich zwyczajów.    


7 Vivaldi kontra wilczątko

Pytasz, po co tyle o łóżeczkach i krzesełkach? Otóż, według niektórych mądrych ludzi, pojęcie wrodzonego czy dziedzicznego talentu jest  nieporozumieniem. Podobno to samo niemowlę, bez względu na dziedziczne talenty czy obciążenia, może zostać geniuszem albo osiołkiem, a wszystko zależnie od otoczenia, z którym styka się od pierwszych godzin egzystencji. Niemowlę wychowane przez wilczycę w dżungli będzie w wieku lat siedmiu umiało szczerzyć zęby i szczekać. Niemowlę z domu muzyków już w piątym miesiącu będzie reagować na koncert Vivaldiego, a w wieku lat czterech zacznie grać na skrzypcach (pewnie „wlazł-kotka”).

20


Tu uczciwie zaznaczam, że powyższe mądrości nie są moim wymysłem czy domowym doświadczeniem. Zapożyczyłem je z książki, której tytuł mi się kiedyś spodobał (S. Suzuki: Nurtured by love. A new approach to education).    

Mały człowieczek nauczy się tego, co widzi, tego, co słyszy, tego, co czuje. I będzie naśladować. Dają mu do słuchania muzykę godną tej nazwy czy trzeszczący tranzystor? Ogląda przyrodę czy morderstwa telewizyjne? A może tylko sufit? Obserwuje na co dzień dysonans kłócących się rodziców czy rodzinną harmonię? × A   więc mężu, jeśli doszedłeś już do wniosku, że musisz zrobić domową awanturę, nie czyń tego przy maluczkich.   × Żono, jeśli masz tę słabość charakteru, że lubisz głośno narzekać na ten świat lub puszczać w przestrzeń latające talerze – nie zabieraj się do tych eksperymentów w pokoju dziecinnym. A poza tym nakaż mężowi zawczasu zapewnić izolację akustyczną mieszkania.   À propos dżungli. Czy Mamo/Tato nie zauważyłeś u siebie tendencji do kochania swego bebusia miłością... wilczycy? Nie? Dziwne, bo tego rodzaju atawizmy w sobie nosimy. Taka miłość – z pewną przesadą – każe nam czynić z naszego niemowlęcia pępek świata, a potem, gdy podrośnie, wykopywać go z gniazda.

21

7 - Vivaldi kontra wilczątko

Nasze bebusie – jak z tego wynika – mają nieprawdopodobną zdolność adaptacji i naśladowania otoczenia.


– Moje dziecko mnie tak potrzebuje! Takie matczyne słowa zazwyczaj kryją w sobie zupełnie inną prawdę: to ona „tak potrzebuje” dziecka. Dla własnej równowagi. Ona potrzebuje kogoś, kto by był od niej zależny. Brak jej towarzystwa, boi się samotności. A na starsze lata z pewnością będzie potrzebować kogoś, kto się nią zaopiekuje (niekoniecznie męża). Jakie to zrozumiałe, ludzkie. A jakie krzywdzące dla dziecka, jakie smutne. Może zamiast dziecka wystarczyłby teraz piesek? Gdy zdajemy sobie sprawę z tego rodzaju uczuć, staramy się je przezwyciężyć. Dla dobra naszego dziecka nie uzależniajmy go od siebie.

Nie o taką więź chodzi. Więź z dzieckiem, którą ostatecznie utrzymamy, będziemy pielęgnować i rozwijać, to miłość. Miłość wolnych, niezależnych od siebie osób. Ta jedyna prawdziwa.

94


32 Ten okropny sąsiad

Czy możemy zaradzić konfliktom naszych dzieci z sąsiadami? Z kolegami ze szkoły? Przyznaję, że to niełatwe. Jedno jest pewne: Nie bierzemy oficjalnie strony naszego dziecka przeciwko dziecku sąsiada, strony naszego dziecka przeciwko nauczycielowi w szkole. × n  igdy nie mówimy do dziecka: Ty masz rację, a pan profesor jest głupi. Nigdy, przenigdy; × n  ie mówimy przy dzieciach źle o sąsiadach, nie krytykujemy ich; nie mówimy, że pani Jadzia jest idiotką (nawet jeśli jest).

95


33 Sport

Popatrzmy na dzieci uprawiające sport: o ileż łatwiej poruszają się po ulicy, po świecie. Ile trudności czy kompleksów udało im się już we wczesnych latach przezwyciężyć lub uniknąć. Pływanie? Można zacząć od kolebki. I nie o to chodzi, aby za wszelką cenę trzymać głowę wysoko nad wodą. Nie. Wprost przeciwnie: głowa pod wodę. × N  ajpierw uczymy się nurkować, potem dopiero pływać. Kto nurkuje, ten już pływa. Nie podtrzymujemy więc głowy dzieciaka „bezpiecznie” nad wodą, każąc mu machać rękami. Nie. Rzucamy raczej kamień na (płytkie, jak na początek) dno: – Kto go wyłowi? Kto umie dłużej zostać pod wodą? Kto pod wodą najdalej popłynie? Świetnie, jeśli dysponujemy okularami do nurkowania. Psychologicznie o wiele łatwiej: zamiast deprymującej ciemności zamkniętych oczu, otwiera się przed naszym nurkiem świat podwodnej bajki. A potem? Zakładamy jakiś pas ratunkowy lub pływaki i idziemy pokonywać głębię czy fale morskie. Nie trzymamy się brzegu, płytkiej wody. Nie trzymamy się taty. Tata jest jednak w pobliżu. Dał wyraźne pozwolenie, sprawdził, czy pas ratunkowy jest dobrze założony, i czuwa nad ekspedycją. Bo zbędnego ryzyka nie podejmujemy.

98


To samo dotyczy jazdy na nartach:

Wpierw uczymy się, jak się przewrócić i jak potem samemu wstać na nogi. Szus niech poczeka w kolejce.

× N  a narciarską trasę nasz szkrab założy na głowę kask, będzie też miał dobre buty, wiązania i gogle.

Oporny but, gogle do wytarcia, rękawiczka na ziemi poza zasięgiem – wszystkie te problemy mogą zostać rozwiązane w ramach samopomocy juniorów. Wyrabia to opiekuńczość starszego rodzeństwa i szybciej, niż w relacji z Tatą/Mamą, doprowadzi do samodzielności. Co? Że mgła, zadymka śnieżna? Że psa by nie wygnał? Jesteśmy w górach na zimowisku i z powodu mrozu czy zadymki nasi młodociani alpiniści siedzą cały dzień w domu? Nie. Proponuję wyjść na dwór i zmierzyć się z żywiołem. Kiedyś w życiu, wcześniej czy później, przyjdzie nam spotkać głębię morską, fale, zadymkę, mróz, ciemną noc. Jeśli to będzie pierwsze spotkanie, u nieprzygotowanego psychicznie dziecka może stać się dramatem. × S  tarajmy się, aby pierwsze spotkania z żywiołami odbyły się w naszej obecności, w sposób kontrolowany, z odpowiednim zabezpieczeniem i instrukcją. Od sportu nasz mistrz otrzyma w prezencie sprawność fizyczną, czyli zdrowie. Ale także pewność siebie, znajomość dyscypliny i panowania nad sobą, ducha solidarności i zespołu. A wszystko ułatwione atrakcyjnością i przyjemnością zabawy.

99

33 - Sport

Naszej pięcioletniej mistrzyni brakuje siły do zaciągnięcia klamry narciarskiego buta. – Mamaaa! Ja myślę, że lepiej nie mama, tylko przygotowujący się obok do startu starszy brat.


36 Praca – płaca

Wygląda na to, że najwięcej trudności w wychowaniu dzieci mają ludzie zamożni, bogaci. Nas w tym względzie Opatrzność oszczędziła. Nie dawaliśmy dzieciom regularnego kieszonkowego ani praktycznej instrukcji, jak gospodarować pieniędzmi. To pewnie błąd. Fakt, ofiarowywaliśmy dzieciom pieniądze z okazji ich urodzin czy Bożego Narodzenia. Zachęcaliśmy też innych do dawania pod choinkę raczej koperty niż kolejnego pudełka Mastermind. Otworzyliśmy wspólnie dziecięce rachunki w banku. Ale czy uzyskaliśmy zamierzone efekty? Ku naszemu zdziwieniu, a nawet pewnej bezradności, pieniądze na ogół wracały do nas w formie prezentów choinkowych.

Dobrym natomiast pociągnięciem było dodawanie premii do pieniędzy, jakie zarabiali nasi mali robotnicy osobiście.

Zaraz wytłumaczę. Mówię do córki (10 lat) mniej więcej tak: – Pieniędzy w prezencie ci nie dam, ale do wszystkiego, co sama zarobisz, dopłacam 100 procent (przyznaję, że w miarę upływu lat i wzrostu ich zarobków moje procenty malały).

106


36 - Praca – płaca

Zbieranie truskawek? To jedno z typowych zajęć dzieciaków w naszej okolicy. Trzeba przyznać, że praca jest stosunkowo ciężka. Upał. Zapłata zależna od liczby napełnionych koszyków, czyli trzeba się spieszyć. I wcale się dużo grosza do domu nie przyniesie. Marnie z tą motywacją, ale jeśli wieczorem tata pochwali – i dopłaci drugie tyle? Podobnie z baby-sittingiem, z myciem ścian w pobliskim zakładzie malarskim. Pamiętam satysfakcję syna, gdy dzięki zarobionym i uzbieranym pieniądzom udał się hen – do Ameryki – nie tylko, że za własne pieniądze, ale też całą podróż odbył samodzielnie, jak dorosły. Co prawda jechał do znajomych i rodziny, ale sam. Miał wtedy 14 lat. Wyobraźcie sobie dumę! Jego ojca.

107


38 Wiek trudny

U państwa Ojdzieckich atmosfera zmieniła się radykalnie. Pan domu już nie śmieje się z wybryków swoich milusińskich. Funio wyraźnie go irytuje. Wszystkim: hałasem, jakimiś stukami (to muzyka?) dochodzącymi z jego pokoju, usztywnioną fryzurą, dziwnym tatuażem na ramieniu, późnym wracaniem i trzaskaniem drzwiami w nocy. – Ja cię nauczę, smarkaczu! Smarkaczu? Prawo mocniejszego już nie działa. Układ sił się odwrócił. Nasz szesnastoletni młodzieniec odszczekuje się dzielnie, grubym głosem. Jednym słowem – wojna. Resztki rodzicielskiej władzy uwidaczniają się tylko w momencie, gdy syn zgłasza się z prośbą czy raczej żądaniem: – Masz dla mnie trochę kasy? Ziunia stała się – nie powiem – atrakcyjna, „kolorowa” (choćby jej paznokcie). Ale też przemyka się swoimi drogami i nie bardzo ma ochotę na konfidencje ze „starymi”. Mama Ojdziecka czuje się oszukana, opuszczona: – Ja dla was wszystko robiłam, na wszystko wam pozwalałam, poświęciłam dla was życie, najlepsze swoje lata wam oddałam. A teraz wy mi się tak odpłacacie? Ziunia, jak ty się do mnie odzywasz... No tak. Trochę późno. Mleko się już rozlało. Najchętniej bym skończył tę książkę przed rozdziałem „Wiek trudny”, ale co to za rozprawa pedagogiczna bez kluczowego tematu? Przyznaję, że nasze doświadczenie jest jeszcze kruche i świeże i nie śmiemy na nim budować zamków. Czekaliśmy z niepokojem na znane symptomy, a tu ciągle nic. Odrzucenie autorytetu rodziców? Konflikt pokoleń? Szukanie dziwnymi drogami młodocianej konfirmacji? Zamiłowanie do

112


„muzyki” hard rock z jej destruktywnymi (podobnie jak narkotyki) efektami? Jakoś dotąd niczego specjalnego z tej branży nie zauważyliśmy. W chwili gdy pisałem te słowa, nasze 3Ma były w wieku 23, 19, 16 lat. Sukces czy przypadek? Może tylko opóźnienie w rozwoju? Może nie były tu bez znaczenia różne sportowe pasje? A może ten trudny wiek przechodzimy chronicznie, od kolebki?

38 - Wiek trudny

Zaczynam myśleć, że ta ostatnia teza jest najbardziej prawdopodobna, że większość symptomów mieliśmy, tylko w formie łagodnej i rozłożonej w czasie. Że przejście z dziecka w człowieka dorosłego odbyło się i jeszcze się u 3Ma odbywa, z małą liczbą psychologicznych wstrząsów. Że już niewiele trzeba tłumaczyć i żadnych prawd nie odwoływać.

113


Od pewnego czasu zacząłem być adresatem przejmujących zwierzeń par z problemami, par rozwiedzionych, żyjących bez ślubu, młodych ludzi wahających się przed podjęciem najważniejszej życiowej decyzji. Zdałem sobie sprawę z ich niewiedzy, nieprzygotowania, jakie moi rozmówcy zaprezentowali. Przypomniałem sobie własną młodzieńczą ignorancję i brak rozsądnej oceny sytuacji w czasach narzeczeńskich, a narzeczeństwo to tylko „zajawka”, uwertura do pełnometrażowej sztuki.

Rodzicu, dostajesz do ręki elementarz, który poprowadzi Cię przez góry i przepaści rodzicielstwa. Dzięki niemu nauczysz się konsekwencji, stawiania granic, jednolitego przestrzegania zasad, ustanawiania autorytetu; dasz swemu potomkowi wewnętrznie spójną mapę wędrówki ku samodzielności. (Maria Cechnicka)

Co za ulga, co za spokój w domu, co za oszczędność czasu i nerwów, jeśli mama nie musi co chwila ingerować w zabawy skłóconych i skarżących się nawzajem dzieci!

Elementarz dla dziadków Nasi rodzice, dziadek i babcia naszych dzieci, stanowią nieodłączną całość rodzinnej egzystencji. Są potrzebni nam, sami też potrzebują swego potomstwa. A jaka szkoła mądrości życiowej stoi dla nas otworem. Nie tylko mądrości, również historii, tradycji. Ileż siły daje rodzinie (i społeczeństwu) znajomość i kultywowanie tradycji. O ileż trudniej odnaleźć swoje miejsce temu, kto jest odcięty od swych korzeni! Pracujemy nad kolejnymi tytułami

Szkoda, że nie miałam tej książki 40 lat temu. Bilans moich dokonań pedagogicznych nie jest całkiem zły, ale żałuję wielu rzeczy. (Czytelniczka)

www.rosikonpress.com

ELEMENTARZ dla rodziców

Elementarz dla narzeczonych

Jacek Mycielski,

dla rodziców

absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, żonaty z Jolantą Bisping, ojciec trojga dzieci, dziadek 12 wnucząt. Po ucieczce z Polski w 1971 roku (z żoną i dwuletnim synem, czasy PRL-u), po pobycie w Belgii i Holandii, zamieszkał we Włoszech. Pracował dla wielkich światowych koncernów: DuPont de Nemours w Holandii, jak również dla DSM czy VolvoCar. Włada sześcioma językami. Z zamiłowania technik-innowator (vide google: „jacek mycielski US patents”), społecznik, wolontariusz (m.in. opiekun niepełnosprawnych na pielgrzymkach do Lourdes), kawaler maltański, wieloletni członek zarządu Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, uczestnik i prelegent Międzynarodowych Kongresów Rodziny. Archiwista rodzinny. Amatorsko montuje filmy (relacje z wydarzeń towarzyskich, kongresów), chętnie przebywa z wnukami, ucząc ich m.in. majsterkowania czy różnojęzycznych piosenek. Uprawia narciarstwo, jeździectwo i pływanie. Opracował swoisty system wychowawczy, oparty na konsekwentnym przestrzeganiu zasad i powrocie do tradycji. O korzeniach, opiniach i działalności Jacka i Jolanty Mycielskich można przeczytać w Internecie, np. pod hasłami: „jacek mycielski mysl konserwatywna” oraz „jolanta mycielska aleteia”.

Elementarz dla rodziców  

Wychowanie dzieci w dzisiejszych czasach – łatwe czy trudne? Mamy niemal nieograniczony dostęp do wiedzy i przeróżnych udogodnień, a jednocz...