Page 1

15.12.2010r., nr 11.


redakcjagoodnews@gmail.com

www.goodnewsonline.pl Kochani!

W tym numerze: Quo vadis studencie?

3

La France, pourquoi attire-t-elle autant?

4

Duma Katalonii

5

Jarmark prawdy

6-7

Doceniony przez Tarantino

8

Drogi do Santagio

9

Psychologia na Śląsku I odcinek opowiadania „Koniec” Ostatnie przesłuchanie

10

Wiersze Sabiny Misiarz— Filipek i Marii Paszkiel

12

11

Znaleźliśmy dla Was receptę na długie zimowe wieczory! Po pierwsze, duszpasterstwo akademickie (i młodzieżowe) u krakowskich dominikanów. Tam nie sposób się nudzić! Po drugie, proponujemy Wam obejrzeć w gronie znajomych obsypany nagrodami film Jerzego Skolimowskiego „Essential killing” bądź kolejny mecz idącej jak burza w tym sezonie FC Barcelony. Dla zainteresowanych opowieścią Oli Kamińskiej o pielgrzymce do grobu św. Jakuba polecamy książkę „Drogi do Santiago” autorstwa Cees Nooteboom. Przewodnikiem i tłumaczem w podróży przez Francję będzie dla nas wielki miłośnik kultury francuskiej Bartek Biel. Z kolei szary podejmie kontrowersyjną kwestię relatywizowania prawdy i zabierze nas na ostatnie przesłuchanie w sprawie Boga bliskiego. Nie zabraknie również rubryki „Moje studia”, w której Paulina poleca Wam Psychologię na… Śląsku! Jednym z priorytetów GoodNewsa jest dzielenie się talentami z szerszym gronem odbiorców. Do lirycznej refleksji zapraszają Sabina Misiarz— Filipek i Maria Paszkiel. Ale to nie koniec mocnej dawki literatury w tym numerze. Specjalnie dla Was publikujemy pierwszy odcinek opowiadania „Koniec” autorstwa tajemniczej P.S. Miłej lektury Redakcja GN

Zespół redakcyjny: Marcin Sawczak: marcin-sawczak@wp.pl, Jakub Biel: kubabiel@interia.eu Roman Klin: roman.polaco@hotmail.com Korekta tekstów: Edyta, Asia, Kaszka, Tomasz Goraj Numer 10. współtworzyli: Agnieszka Nelec, Bartek Biel, Maciek Dziewirz, Julka Diduch, Ola Kamińska, Paulina Kłosek, Sabina Misiarz-Filipek, Marysia Paszkiel


Atmosfera O ile w ogóle można mówić o atmosferze mszy świętej, o tyle ta na dwudziestkach jest naprawdę niesamowita. Potwierdzić to może każdy, kto chociaż raz na dwudziestce był… A z reguły nie kończy się na jednym razie. Często też w tłumie, ewentualnie przed wejściem (wyjściem) można dostrzec radosne twarze, co jest zawsze bardzo, bardzo miłe i pozytywne. To tyle o Beczce na dzień dzisiejszy, więcej będzie później, bo Beczka jest duża J.

Kraków znany jest z pokaźnej liczby kościołów, a z racji tego, że to miasto studenckie, funkcjonuje tu wiele duszpasterstw akademickich, w których każdy szukający odnajdzie coś dla siebie. Długi czas wahałam się nad wyborem duszpasterstwa, a chciałam z jakimś związać się na dłużej. Odwiedzałam strony internetowe, rozpytywałam wśród znajomych. Ostatecznie wybór padł na Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie BECZKA. Wystarczyła tak naprawdę jedna msza.

Dwudziestki Bazylika św. Trójcy (Dominikanie) jest tuż przy Rynku (z ulicy Grodzkiej skręcamy w lewo na Dominikańską i już jesteśmy na ul. Stolarskiej 12, gdzie znajduje się klasztor i bazylika). Osławione wśród studentów tzw. „dwudziestki” to nic innego, jak msze święte w każdą niedzielę o godzinie 20:20 przeznaczone właśnie dla nas. Są bezpośrednio związane z D.D.A. BECZKA, a konferencje (kazania, homilie) najczęściej głosi główny beczkowy Duszpasterz o. Adam Szustak OP. Uważam, że jego słowa trafiają do osób w naszym wieku. Niejednokrotnie mocne, dobitne i bezpośrednie, dają do myślenia. Nie brakuje też poczucia humoru i uśmiechu. Wszystko jak najbar-

dziej w normie. Późna godzina pozwala każdemu chętnemu na dotarcie na liturgię, nawet jeśli wracałby z domu. Problemem może być jedynie brak wolnych miejsc, nie tylko siedzących. Na dwudziestki ludzie przychodzą tłumnie.

Piękno liturgii Każdy, kto tylko będzie chciał, dostrzeże piękno niedzielnej liturgii. Odprawiana jest zgodnie ze wszystkimi kanonami: procesja na wejście, kadzidło, akolitki, a szczególnie uwrażliwiony doceni drobne gesty czasem rzadko spotykane w kościołach parafialnych np. pochylanie głowy w pewnych określonych momentach. Mężczyźni mogą dołączyć do ministrantów, niezależnie od tego, czy wcześniej mieli doświadczenie ze służbą przy ołtarzu czy też nie. Niestety ten zaszczyt nie obejmuje kobiet… Nie bez przyczyny mówi się, że Dominikanie są najbardziej „liturgiczni” :). Zachwyca również muzyczna oprawa mszy świętych. Liczna, czterogłosowa schola wykonuje piękne pieśni odpowiednie dla liturgii. Nie usłyszymy znanych „oazowych” piosenek, będą to raczej opracowane na głosy tradycyjne pieśni. Warto się przyzwyczaić do części stałych po łacinie oraz wspaniałego „Amen” na trzy głosy. Do scholi oczywiście można dołączyć, do czego bardzo zachęcamJ.

Na koniec odsyłam do strony internetowej, na której znajdziecie o duszpasterstwach i nagrania z „dwudziestek” www.beczka.krakow.dominikanie.pl ANHIELOS

Dominikanie zapraszają!


Je voyage en France regulièrement depuis 2008. Chaque année je découvre différantes régions. En 2008 j’étais au Côté d’Azur, en 2009 en Massive Centrale et en Vendée et en 2010 au Pays de la Loire.

Podróżuję regularnie do Francji od 2008 roku. Każdego roku odkrywam rożne regiony. W 2008 roku byłem na Lazurowym Wybrzeżu, w 2009 w Masywie Centralnym i Wandei a w 2010 roku w Krainie Loary.

Je suis « attiré » par la France, sa culture et sa langue. J’apprends le français depuis 7 ans. En ce moment je suis lycéen de l’école bilingue.

Francja - jej kultura i język naprawdę mnie pociągają. Uczę się francuskiego od 7 lat. Aktualnie jestem licealistą w szkole dwujęzycznej.

Cette année j’étais au démartement de la Mayenne au Nord de la France. Pendant mon séjour j’ai eu la possiblité de visiter le fameux Mont Saint- Michel.

W tym roku byłem w departamencie Mayenne w Północnej Francji. Podczas mojego pobytu miałem okazję zwiedzić słynny Mont Saint-Michel.

Mont Saint-Michel dépendant de saison est soit une île soit un pénisule. Je vais commencer la présentation par un petit résumé historique.

Mont Saint-Michel w zależności od pory roku jest albo wyspą albo półwyspem. Zacznę prezentację od krótkiego streszczenia historycznego.

Avant Mont Saint- Michel s’appellait le Mont Tombe. Il est devenu le lieu important du christianisme lorsque l’évêque Aubert d’Anvranches, l’a dédié à saint Michel. Sur le Mont Aubert a installé qulques hommes pour prier Dieu et son archange. Les moines pieux venus de Flandre y deumeraient et pratiquaient l’ordre de saint Benoît.

Wcześniej Mont-Saint Michel nazywało się Mont Tombe. Stał się ważnym miejscem chrystianizmu od kiedy biskup Aubert z Avranches powierzył go Świętemu Michałowi. Na wzniesienie Aubert sprowadził kilku ludzi, aby modlili się do Boga i archanioła. Pobożni mnisi przybyli z Flandrii zostali tam i praktykowali regułę Świętego Benedykta.

Autour du Mont en été il y a des sables mouvantes auxquelles il faut faire attention et la visite y est interdite sans guide parce qu’il y a déjà les hommes qui y sont morts. Effectivement ce mont et l’abbaye qui y se situe, sont des élémenets indisponsables à visiter quand on est près de cette édifice religieuse. J’ai bien aimé ce lieu mais je vous conseille d’y aller en autome ou en hiver parce qu’il y aura moins du monde et vous pourrez découvrire et mieux sentir l’ambience de ce lieu.

W lecie wokoło wzniesienia znajdują sie ruchome piaski, na które należy uważać, a wizyta bez przewodnika jest zabroniona – już parę osób tam umarło. Oczywiście wzniesienie i opactwo, które się tam znajduje, są nieodłącznymi elementami zwiedzania, jeśli już jesteśmy w pobliżu tego ośrodka religijnego. Podobało mi się to miejsce, ale radzę Wam tam jechać w jesieni lub w zimie, ponieważ będzie mniej ludzi – więcej odkryjecie i poczujecie atmosferę miejsca.

Également je vous propose d’y aller le plus vite possibile parce qu’en ce qui concerne les tarifs les jeunes de 18 à 25 ans issus de l’UE peuvent y entrer gratuitement !

Proponuję Wam tam jechać jak najszybciej, ponieważ jeśli chodzi o ceny to młodzież od 18 do 25 roku życia z krajów Unii Europejskiej ma darmowe wejście!

Pour plus d’informations jetez un coup d’oeil sur le site :

By uzyskać więcej informacji – rzućcie okiem na stronę internetową.

www.ot-montsaintmichel.com/index.htm Apprenez le français! Bartosz


15.12.2010,

NR

11

UNICEF

Nie ustają zachwyty nad zwycięstwem Barcelony w Wielkich Derbach Europy. Katalończycy odnieśli spektakularne zwycięstwo nad Realem Madryt. Styl oraz wynik tego spotkania zapewne sprawią, że liczba 58 milionów kibiców Barcy na całym świecie z pewnością wzrośnie. Barcelona jest niezwykłym klubem nie tylko ze względu na olśniewającą grę. Skąd bierze się owa wyjątkowość?

Na świecie niewiele jest klubów piłkarskich, które nie posiadają loga sponsora na swych klubowych koszulkach. Do 2006 roku jednym z nich była Barca. Od tego czasu jej piłkarze biegają po boisku w strojach z logiem UNICEFu. Corocznie na konto tej międzynarodowej fundacji wspierającej dzieci z najuboższych państw świata klub przelewa minimum 1,5mln €, nie pobierając za reklamę nawet euro centa. Na pewno jest to chwyt marketingowy, pomagający w budowie marki klubu, lecz nie zmienia to faktu, że cel owego przedsięwzięcia, będący wyrazem chęci niesienia pomocy i dobrego serca, jest niezwykle szczytny. DUMA KATOLONII

SOCIOS Katalończyków nie można sobie ot tak kupić. W ich przypadku na pewno nie powtórzy się sytuacja Manchesteru City, gdzie bogaci szejkowie sypnęli workiem pieniędzy i zaczęli robić wielką piłkę. Pewnych rzeczy kupić się nie da… Nie kupi się historii czy też dumy… Blaugrana jest własnością kibiców. I to w sensie dosłownym! Jako jeden z nielicznych klubów w Hiszpanii i na całym świecie (należy do nich także m.in. Real Madryt) działalność klubu opłacana jest ze składek członkowskich socios (około 150 € na osobę rocznie). Stowarzyszeni kibice w sposób demokratyczny wybierają prezesa klubu. Obecnie liczba socios Barcelony przekroczyła już 170 tysięcy. Jednym z nich, o numerze legitymacji 10 080 był także Jan Paweł II.

Przez wielu Barca bywa nazywana Dumą Katalonii. Nie jest to przypadkowy zwrot. Od zawsze Barelona była nośnikiem nie tylko piłkarskiego piękna, ale stała się także swoistym medium odrębności kulturowej i językowej Katalonii, która w 1977 roku uzyskała autonomię. Katalończycy od zawsze czuli się narodem odrębnym od reszty kraju. Z tego powodu spotykało ich wiele szykan i nacisków ze strony hiszpańskich władz. Represje rozpoczęły się wraz z dojściem do władzy gen. Franco, którego ukochanym klubem od zawsze był Real Madryt. Katalończykom zabroniono używania ojczystego języka oraz nadawania dzieciom katalońskich imion. Jednym z nielicznych miejsc gdzie możliwa była rozmowa w języku katalońskim stał się poprzedni stadion Barcelony - Camp de Les Corts.

Na jego trybunach dochodziło do licznych manifestacji Katalończyków, z paleniem hiszpańskich flag włącznie. Stadion został przez to zamknięty na pewien czas w latach 30 ubiegłego wieku. Jak już wspomniałem, nadawanie katalońskich imion było w Hiszpanii czasów gen. Franco zakazane. Tym bardziej fanom Barcy spodobał się gest jednego z największych w historii futbolu - Johana Cruyffa. Holenderski napastnik reprezentujący barwy Blaugrana w latach 70 XX wieku, tuż po urodzeniu swojego trzeciego potomka, nazwał go katalońskim imieniem Jordi (św. Jerzy jest patronem Katalonii). KUŹNIA TALENTÓW Cruyff przeszedł do historii futbolu nie tylko jako wybitny zawodnik, ale również jako znakomity selekcjoner. Przez wielu uważany jest za człowieka, który podłożył podwaliny pod dzisiejsze sukcesy klubu. Doskonale obrazują to słowa Joana Villi Boscha, wieloletniego trenera i skauta FC Barcelony: Cruyff został trenerem Barcelony w 1988 roku, czyli La Masia istniała już wtedy dziewięć lat. W mającym 300 lat budynku, który w dawnych czasach był

owczarnią mieścił się internat dla 60 młodych graczy Barcy. Cruyff nakłonił prezesa Josepa Muneza do powiększenia akademii i zaszczepienia w niej rozwiązań z Amsterdamu. Ale twórcą La Masia bym go nie nazywał, mimo że jego zasługi dla klubu są niepodważalne. Wszystkie zespoły Barcelony, od najmłodszych po pierwszą drużynę, grają w tym samym ustawieniu. Piłkarze debiutujący w pierwszym zespole doskonale wiedzą, czego będzie się od nich wymagać. W La Masii szczególny nacisk kładziony jest na technikę oraz wyobraźnię. Trenerzy grup młodzieżowych czy też dziecięcych, nie odrzucają młodych piłkarzy o słabszych warunkach fizycznych. Gdyby tak było, dzisiaj nie oglądalibyśmy popisów Messiego, Iniesty czy też Xaviego. Rozkoszując się kolejnymi wygranymi spotkaniami Barcy, pamiętajmy o tych kilku faktach przedstawionych wyżej. Zwycięstwa będą smakowały wówczas lepiej… Maciek


Jarmark prawdy Dlaczego moja racja jest „bardziej mojsza” niż „twojsza” i inne problemy poszukiwacza zaginionej prawdy Góralska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: Święta prowda, Tyż prowda i Gówno prowda – stwierdził filozof, ks. Józef Tischner. Co w naszym życiu jest Świętą prawdą, Tyż prawdą, a co Gówno prawdą? XXI wiek tłumi nasz zmysł prawdy, otumaniając nas stwierdzeniami „uczonych autorytetów”, z których wielu padło ofiarą relatywnego postrzegania prawdy. Zdezorientowani pytamy: czy może istnieć więcej niż jedna prawda?

Politycznie poprawni

Każdy ma swoją prawdę. Wszyscy mogą postępować zgodnie z prawdą, którą wyznają. Każdy człowiek poznaje swoją prawdę - te i inne hasła atakują nas codziennie w różnych sytuacjach i miejscach. O relatywności pojęcia prawdy słyszymy jadąc tramwajem, oglądając telewizję, rozmawiając ze znajomymi, a nawet słuchając wykładu, czy biorąc udział w lekcji. Niby nic takiego, wszystko to brzmi tak tolerancyjnie, tak poprawnie politycznie, grzecznie. Z tego powodu naszej uwadze może umknąć pewna ważna sprawa: hasła głoszące istnienie wielu prawd są wygodnym kłamstwem i gwałtem zadanym logice.

Prawda x2

Spróbujmy rozpatrzeć problem relatywizmu na konkretnych przykładach. Aborcja. Fakty są następujące: kobieta zachodzi w ciążę mimo swojej niechęci, więc decyduje się na usunięcie rozwijającego się w niej dziecka (człowieka). A teraz ten sam fakt obserwować będę różni ludzie: feministka ateistka i katoliczka. Feministka patrzy na aborcję jako na zabieg medyczny, a sięgając do szerszych znaczeń – traktuje aborcję jako przejaw wolności kobiety, zdolności decydowania o własnym życiu. Nato-

miast katoliczka uzna aborcję za morderstwo, na domiar złego dokonane na osobie niewinnej, niemogącej się obronić. Analogicznie, w szerokim sensie potraktuje ten haniebny czyn jako wystąpienie przeciwko fundamentalnemu prawu człowieka do życia. Jeden fakt – dwie prawdy? To znaczy, że rację mają obie panie? Co z tą prawdą? Czy fakt zmienia się w zależności od tego, kto go interpretuje?

Kto ma racje?

Może trochę światła na tę sytuację rzuci pewien schematyczny obrazek słowny. Znów stoją przed nami dwie osoby. Patrzą na ścianę pewnego pomieszczenia. Zastanawiają się, na jaki kolor została ona pomalowana. Pierwszy obserwator, to najprawdopodobniej kobieta. Twierdzi, że ściana ma barwę kości słoniowej. Druga z patrzących osób, zapewne mężczyzna, bezpardonowo stwierdza, że jest po prostu biała, a kobieta niepotrzebnie udziwnia. Choć są to kolory bardzo do siebie zbliżone, nie są jednak identyczne (inaczej nie istniałoby pomiędzy nimi rozgraniczenie). Ściana została pomalowana z góry do dołu tą samą farbą. Więc jaki to kolor, biały, czy kości słoniowej?


15.12.2010,

NR

10

wieczne tak, możecie, tylko mnie nie dręczcie już.

Konieczność Prawdy

Człowiek myślący, a takim widzę katolika, dostrzega w swoich decyzjach głębszy sens. Chce poznać Prawdę, jedyną Prawdę, bo jeden był Ten, który powiedział: Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Nie chodzi o to, żeby cały świat lubił nas, katolików, za to, że zawsze na wszystko pozwalamy. Może nas wręcz znienawidzić, tak jak Jezusa znienawidzono, byleby poznał Prawdę.

Prawda nas wyzwoli

Uparta ściana Kolor stanowi pewien fakt. Przyjmijmy, że ściana została pomalowana w kolorze kości słoniowej. To stanowi prawdę. Czy gdy mężczyzna stwierdza, że ściana jest biała, to faktycznie tak jest? Czy jej kolor się zmienia? Oczywiście - nie. Mimo tego, że kolor jest inaczej postrzegany, pozostaje dalej taki sam. Choćby pojawiło się jeszcze dziesięciu innych obserwatorów, wymieniających dziesięć innych możliwości, nasza ściana uparcie będzie trwać w swojej „słoniowo-kościstej” szacie. Jakie wnioski można wysnuć z tego prostego przykładu? Prawda jest tylko jedna, a to co może ulegać pomnożeniu, to tylko subiektywne sposoby jej postrzegania.

Ślimacze tempo

Prawda nie zawsze jest oczywista. Często trzeba jej dociekać tygodniami, miesiącami, latami… Jak długo Polacy czekali na to, żeby świat dowiedział się prawdy o zbrodni katyńskiej? Jak długo jeszcze w świecie pokutować będzie kłamstwo o „polskich obozach koncentracyjnych”? Choćby poszukiwanie prawdy trwało wieki, to istnieje tylko jedna właściwa jej wersja.

Relatywne zyski

Jeżeli pogląd o relatywności prawdy jest po prostu głupotą i kłamstwem, to dlaczego znajduje tak wielu wyznawców? Cynizm takiej postawy może być bardzo dochodowy, a na pewno jest bardzo wygodny. Mówiąc o aborcji jako prawie kobiety do wolności, amerykańskie kliniki zarabiają każdego roku ogromne sumy pieniędzy. Gdyby mówiono o prawie dziecka do życia, gdyby płód nazywano człowiekiem, gdyby ktoś pomyślał:

hmmm… ja też kiedyś byłem nie większy od paznokcia, a teraz jakie ze mnie chłopisko, to może pewne osoby wycofałyby się z tego zbrodniczego procederu. Ale wtedy z kieszeni tzw. aborterów ubędzie trochę pieniędzy.

Kłamstwo, półprawdy i błędne odczytania prawdy zniewalają człowieka. Brniemy w zło nawet nie wiedząc o tym. Oszukani, być może nie przez siebie. Jeśli nie zagłuszyliśmy zmysłu sumienia, ono zwróci nam uwagę, że coś jest nie tak. Wtedy jedynym wyjściem jest PRAWDA, ta jedyna, Święta prawda, bo ona nas wyzwoli. szary

A, daj Pan spokój!

Relatywizacja prawdy i moralności jest wygodna, ponieważ pozwala na fałszywy komfort neutralności. Bycie neutralnym, obojętnym jest świetne! Nikt się ciebie nie czepia, bo… ty się nikogo nie czepiasz! Sąsiad bije swoją żonę – jego żona, to niech sobie bije. To moja sprawa, czy co? Homoseksualiści chcą wychowywać dzieci – a niech sobie tam bawią dzieciaka, tylko, niech mi dadzą święty spokój. Bierność, brak chęci poznania prawdy, przyjmowanie wszystkiego za możliwe do zaistnienia. Syndrom kiwającej głowy,

Masz jakieś pytania lub uwagi do Autora tekstu? Pisz na: redakcjagoodnews@gmail.com Albo bili7@interia.eu


Tytuł polski: Essential Killing Czas trwania: 83 minuty Rok i miejsce produkcji: Polska, Irlandia, Norwegia, Węgry 2010 Premiera: 22 października 2010 (Polska); 6 września 2010 (Świat) Reżyseria: Jerzy Skolimowski Scenariusz: Eva Piaskowska, Jerzy Skolimowski Montaż: Maciej Pawliński, Réka Lemhényi Zdjęcia: Adam Sikora Muzyka: Paweł Mykietyn Obsada: Vincent Gallo, Emmanuelle Seigner, Varg Strande, David L. Price, Nicolai Cleve Broch, Stig Frode Henriksen

Na początek garść faktów (brzmiących nieraz tak niezwykle, że można je uznać za mity). Jerzy Skolimowski to postać, której nie trzeba nikomu przedstawiać, gdyż jego dorobek zarówno reżyserski, jak i scenopisarski przedstawia się imponująco. Warto również wspomnieć o jego roli w filmie Marsjanie atakują! (tak, właśnie w tym). Vincent Gallo, odtwórca głównej roli Essential Killing, należy do grupy osób kontrowersyjnych - dla wielu jest uosobieniem wolności, anarchii i bezkompromisowości, dla innych wariatem oferującym swoją spermę w internecie. Nie boi się powiedzieć, że Quentin Tarantino jest zwykłym dupkiem, a świat składa się z bandy idiotów, którzy nigdy nie pojmą jego sztuki. Trudny we współpracy, jednak nie narzeka na brak propozycji ze względu na swój niewątpliwy talent. Nie można powiedzieć inaczej znając go z ról w Chłopcach z ferajny Martina Scorsese, Arizona Dream Emira Kusturicy czy Tetro Francisa Forda Coppoli. Jest też swego rodzaju współczesnym „człowiekiem renesansu”. Nie tylko aktor, ale i reżyser, malarz, wokalista, kompozytor. Ponoć rolę w Essential Killing przyjął bez zastanowienia, wiedząc, że będzie to dla niego wyzwanie, zarówno aktorskie, jak i fizyczne. Nagrodzony w Cannes za rolę niemą przez jury, na którego czele stanął wyżej wspomniany Tarantino, udowodnił, że podołał zadaniu. A teraz pora na moje wrażenia z seansu.

Jeśli słysząc hasło „Essential Killing” wszedłeś na pierwszą z brzegu stronę internetową i zapoznałeś się jedynie z gatunkiem określanym jako thriller, już teraz radzę Ci – nie kupuj popcornu i coli z myślą, że chrupanie i siorbanie zginie w natłoku strzelaniny, głośnej muzyki, krzyków i ciągłych komentarzy kaskaderskich popisów. Będzie Cię słychać. Bo to jeden z tych filmów, w trakcie których przekonujesz się, że cisza też jest muzyką i potrafi wybrzmieć w niewyobrażalny sposób. W Essential Killing od samego początku nie jesteś pewien, czy bezimienny talib, którego ucieczkę przed ścigającymi oglądasz, jest winnym, czy może

znalazł się w nieodpowiednim miejscu w jeszcze mniej odpowiednim czasie. Przez kilkadziesiąt minut mamy okazję oglądać człowieka walczącego o przetrwanie, przelewającego krew, kierującego się instynktem wręcz zwierzęcym, o potrzebach tak podstawowych, a równocześnie tak niemożliwych do spełnienia w danej sytuacji. I mimo wrażenia realizmu, z jakim przedstawiony jest obraz, po obejrzeniu dochodzisz do wniosku, że tak na prawdę to... jakie ma znaczenie czy bohaterem jest Mohammed, John, Bjorn albo Adam? Julka


15.12.2010,

NR

11

Czy ktoś z zewnątrz, zupełnie obcy, z innego kraju, jest w stanie zrozumieć do głębi – i pokochać – pełną kontrastów hiszpańską duszę? Czy ma prawo o niej pisać? A może właśnie tym bardziej – dopiero obiektywny obserwator z zewnątrz jest w stanie z dystansu ustosunkować się do zawiłości charakteru tego kraju, ukształtowanego burzliwą historią, niepodobną do historii żadnego innego narodu europejskiego? Po przeczytaniu książki Ceesa Nootebooma pod tytułem Drogi do Santiago, bez wahania na każde z tych pytań można odpowiedzieć: tak. Sprzedałem swoją duszę Hiszpanii, brzmi tytuł jednego z rozdziałów i ciężko w to nie uwierzyć, czytając dzieło tego wybitnego prozaika holenderskiego, wymienianego wśród kandydatów do Nagrody Nobla, od ponad

Wrzesień – co teraz? Jak większość uczniów klas trzecich, mających przed sobą deklaracją maturalną, miałam problem. Co wybrać? Wytrwać w trzyletnim biologiczno-chemicznym założeniu, czy może bardziej zwrócić się ku humanistycznym kwestiom? Wybrałam opcję… trzecią. Była to psychologia – czyli w skrócie: dla każdego cos dobrego. Na tym kierunku powita Was kalejdoskop przedmiotów (na pierwszym roku – zanim zaczną się tematy bardziej „specjalistyczne”), od biologicznych podstaw zachowania i neurobiologii, przez logikę i statystykę do historii myśli psychologicznej. Trudno się dostać, ale jeśli jesteś zdeterminowany, to warto. Tematy poruszane na zajęciach odnoszą się często do życia, pozwalają dowiedzieć się nie tylko dlaczego ludzie zachowują się tak a nie inaczej, ale też zwiększają własną samoświadomość. Wszyscy mówią, że chcą pomagać innym Psychologia to dość młoda dziedzina nauki, ale rozwijająca się bardzo dynamicznie. Psycholog głównie kojarzy się z gabinetem terapeutycznym i kozetką. Nic

czterdziestu lat podróżującego po kraju corridy i flamenco. Motywem przewodnim książki jest pielgrzymowanie do słynnego Santiago de Compostela, jednak autor i zarazem narrator opowieści, nie troszczy się wcale o dotarcie do celu. Swoją wędrówkę rozkłada na wiele lat, niejednokrotnie zbacza z traktu i odwiedza zapomniane i ukryte przed turystami zakamarki kraju. Jednocześnie szeroko rozwodzi się nad kulturą i sztuką Hiszpanii, jej burzliwą historią, urozmaiconą geografią. Szuka miejsc, gdzie zatrzymał się czas. Kreśli pełne melancholii opisy krajobrazów i zabytków oraz filozoficzne rozważania nad pełnym kontrastów i sprzeczności hiszpańskim charakterem. Często popuszcza wodzy fantazji, wcielając się w arabskiego kalifa w ogrodach Granady, bądź samotnego mnicha wśród surowych płaskowyżów Kastylii. Odwiedza La Manchę w poszukiwaniu Don Kichota, sięga do twórczości Borgesa i Cortázara, podziwia dzieła Velázqueza i Zurbarána, podąża w rodzinne strony okrutnych konkwistadorów, stara się wyjaśnić dzieje kraju, opisując zdarzenia i postacie, które malowały historię Hiszpanii na przestrzeni wieków. W każdym zdaniu da się wyczuć pasję autora i miłość do ziemi, którą opisuje, a jednocześnie głęboko utajoną zazdrość dla mieszkańców tej surowej krainy.

gółowo opisująca detale architektoniczne i malarskie, przerywana filozoficznymi dygresjami autora, czyni ją dość ambitną lekturą, dla prawdziwych pasjonatów kultury hiszpańskiej. Złożona z rozdziałów pisanych w różnym czasie na przestrzeni lat, jest ciekawym zbiorem refleksji z podróży autora po kraju, lecz jednocześnie brakuje jej spójności i żywej akcji, która mogłaby ułatwić odbiór dzieła. Mimo to, polecam lekturę powieści każdemu, kto podziela miłość autora do tego fascynującego kraju, jakim jest Hiszpania. Polecam ją także wszystkim tym, którzy o Hiszpanii wiedzą niewiele – po doczytaniu do końca, będzie się miało ochotę spakować plecak i wyruszyć w podróż po bezdrożach, spalonych słońcem równinach, bądź zielonych wzgórzach kraju, by ostatecznie dotrzeć – bądź nie – do Galicji, gdzie leży prawdziwa duchowa i artystyczna stolica kraju – Santiago de Compostel

kama

Choć książka napisana jest pięknym literackim językiem, to nie można jednak powiedzieć, by czytało się ją łatwo. Naszpikowana faktami historycznymi i datami narracja, szcze-

bardziej mylnego! To tylko jeden z wielu obszarów. Przeglądając oferty edukacyjne uniwersytetów, zwróćcie uwagę, jakie specjalności Wam one oferują (właściwie, tyczy się to każdego kierunku). A możliwości jest wiele: psychologia sądowa i zeznań świadków, kliniczna, wychowawcza, zdrowia i jakości życia, pracy i organizacji, sportu. Wybór duży, ale i tak wszystko sprowadza się do jednego, czyli chęci do szeroko pojętego polepszania ludzkiego życia. Dziołcha z zagranicy na PiPs-ie... …czyli dziewczyna z Małopolski na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego. Wiele uczniów Radosnej jest nastawionych na studia w Krakowie. Osobiście uwielbiam to miasto, ale wiem też, że warto w życiu poznawać nowe rzeczy. Katowice zachęcają młodych ludzi. Liczne wydarzenia kulturalno -artystyczne, festiwale, w tym studenckie, składają się na pozytywne wrażenie, które mam o tym mieście. Właśnie! Muszę zdementować plotki – na Śląsku powietrze wcale nie jest szare :D. Studia są doskonałym czasem na rozwijanie się.

Nie chodzi tu tylko o poznanie nowego miasta, ludzi, może trochę odmiennej mentalności, ale warto zadbać też o rozwój samego siebie. Biorę udział w kampanii społecznej, której UŚ jest współorganizatorem, w badaniach naukowych, uczę się angielskiego i francuskiego, tańczę. Na koniec… Polecam psychologię wszystkim, a w szczególności tym lubiącym drugiego człowieka i chcącym się rozwijać. Jak widać, jest to kierunek łączący nauki ścisłe z humanistycznymi. Ponoć jest regułą, że większość obecnych studentów psychologii chciało kiedyś studiować medycynę. Jeżeli macie jakieś pytania, chcecie się czegoś dowiedzieć – piszcie . Wybór kierunku studiów jest niełatwy. Najtrudniejsze jest chyba to, że tę decyzję musisz podjąć sam. Trzeba się trochę namęczyć, jednak potem satysfakcja ze znalezienia „tego czegoś” jest duża. Powodzenia w szukaniu! A jeśli już znaleźliście – to wytrwałości w dążeniu! Paulina paulinaklosek@gmail.com


Specjalnie dla Czytelników GoodNewsa:

Opowiadanie w odcinkach! „Koniec” Prolog Jestem szalona. Pomyślałam, że mogę zmienić świat. Że jego wygląd zależy tylko ode mnie. Że jestem tu po coś. Ostatnio jednak moje życie posypało się w drobne kawałeczki. Zbyt drobne. Spacerowałam po długiej ulicy, pewnego ciepłego wieczoru, kiedy mój świat przewrócił się do góry nogami. I wszystko przez niego. Ron to wspaniały facet. Zawsze potrzebowałam kogoś takiego. Marzyłam o kimś, kto zaopiekuje się mną tak, jak nikt nigdy się nie zaopiekował. Chciałam, aby ktoś spojrzał na mnie jak na kogoś całkiem normalnego, żebym choć przez chwilę mogła poczuć się, jak ktoś potrzebny. Tak bardzo chciałam, żeby ktoś we mnie uwierzył. Żeby ktoś kiedyś naprawdę mocno mnie pokochał. Żeby mi o tym mówił, żeby powiedział choć raz, bez względu na moją przeszłość, na moje złe samopoczucie, bez względu na wszystko. I on to zrobił. Pewnego pięknego poranka, zbyt wcześnie, abym mogła otworzyć oczy, obudził mnie słaby dźwięk telefonu, wydobywający się gdzieś spod wielu warstw koca znajdującego się w nogach. Powoli, na wpół ślepo pozwoliłam ciału przemieścić się na drugi koniec łóżka, które wołało i wciąż prosiło: "Nie wstawaj!". Po dłuższej walce z kocem stworzonym po to, by mnie doprowadzić do szału znalazłam poszukiwany przedmiot. - Haallo? - zapytałam jednocześnie ziewając. - Jeszcze śpisz? - usłyszałam wesoły śmiech gdzieś daleko z drugiej strony słuchawki. - Przecież jest środek nocy! - powiedziałam, próbując wyrwać się słodkim mackom snu. - Wręcz przeciwnie, kochanie. Już dziewiąta! Wstawaj, będę u ciebie za pół godziny. Zjemy jakieś dobre śniadanko, a później - niespodzianka! - spędzimy cały dzień razem!! - Taaa... Już się ruszam - rzekłam i z hukiem spadłam z łóżka. Słysząc szczery śmiech Rona, tak zaraźliwy, że powinno to być zabronione, znów przysunęłam coś, co wydawało mi się telefonem, do czegoś co niewątpliwie należało do mnie, bo według moich obliczeń, było moim uchem. - Remy… Kocham cię – powiedział wtedy. A teraz on nie żyje. P.S.


15.12.2010,

NR

10

Boże bliski... cz. 11. Rozdział X: Ostatnie przesłuchanie Dzisiaj postaram się mówić jak najmniej. Tylko to, co rzeczywiście będzie potrzebne. Herbata jest jak najbardziej wskazana. Ale zaparz tylko jedną. Nie, ja piję, to Ty dzisiaj nie dasz rady. No, wiesz, nie będzie Cię kusiło, żeby przerwać zeznania. Tak, dzisiaj moja biurkowo-śledcza lampka zwrócona jest w Twoją stronę. To trochę peszy, prawda? Chyba mogę ją trochę przygasić, jeśli Ci niewygodnie.

odparł zmieszany śmiałością chłopca nauczyciel - Czy nigdy nie było wam zimno? - W rzeczywistości, proszę pana, zimno nie istnieje. Zgodnie z prawami fizyki, to, co uważamy za zimno, jest brakiem gorąca. Profesorze, a czy istnieje ciemność? - Oczywiście, że istnieje. - Myli się pan, ciemność także nie istnieje. Ciemność jest w rzeczywistości brakiem światła. Światło możemy badać, a ciemność nie. Zło nie

kiedy marnowałem sobie życie „biorąc w żyłę”? Księga Psalmów jest naprawdę niesamowita. Dla mnie osobiście jest odkryciem tego roku. Szczególnie zaprzyjaźniłem się z nią ostatnimi czasy modląc się brewiarzem dla osób świeckich. Kiedy czytam kolejne Psalmy przekonuję się, że ponad 2 tys. lat temu żyli ludzie, którzy czuli to samo co teraz sam przeży-

Świadek: .................... (miejsce na Twoje imię), lat: ………. (wpisz liczbę). Zadam Ci to samo pytanie, co wszystkim. Chcę zapytać Cię o Boga w Twoim życiu. Czy naprawdę jest blisko Ciebie? Nie, nie będę udawał, że znam historię Twojego życia. A już na pewno nie będę Cię okłamywał, że Cię rozumiem. Twoja sytuacja jest jedyna i niepowtarzalna. To wyjątkowe przesłuchanie, inne od poprzednich. Nie chcę, żeby Twoje zeznanie zostało wypowiedziane. Zadawaj sobie pytania w głębi duszy, serca, umysłu. Odpowiedz tylko sobie, tylko dla siebie. Nie wstydź się siebie, nie wstydź się Boga przed sobą samym. Chwila szczerości nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Jesteśmy już tak daleko, chyba się teraz nie wycofasz? A nawet jeśli, to masz do tego prawo. Na tym przesłuchaniu nikt nikogo do niczego nie będzie zmuszał. Czy widzisz działanie Boga w swoim życiu? Czy pragniesz ujrzeć Boga? Chcę podzielić się z Toba pewną historią, którą kiedyś przeczytałem. Pewien nauczyciel chciał udowodnić swoim uczniom, że Bóg jest zły, a tym samym, że nie istnieje, a religia jest ułudą. Czy Bóg stworzył wszystko co istnieje? – zapytał nauczyciel siedzących w ławkach uczniów - Jeśli Bóg stworzył wszystko co istnieje, to stworzył także zło. A to oznacza, że Bóg jest zły. - Przepraszam, czy zimno istnieje? – odważnie i niespodziewanie odezwał się jeden z uczniów - Cóż to za pytanie? Oczywiście, że istnieje -

istnieje. To jest jak zimno i ciemność. Bóg nie stworzył zła. Zło jest wynikiem tego, co się stało, kiedy człowiek nie miał w sercu miłości Boga – skończył chłopiec. Nauczyciel zamilkł. Wielu z nas czuje się opuszczonymi przez Jezusa. Wierzymy, że jest, ale powątpiewamy w Jego obecność przy nas, zastanawiamy się, czy rzeczywiście Mu na nas zależy. Może tylko nakręcił zegar świata i patrzy na nas jak na kukiełki? Porażki, cierpienie, niezrozumiałe niepowodzenia w życiu osobistym, tragedie innych osób podkopują przekonanie o bliskości Boga. Gdzie jest Bóg, kiedy Go potrzebuję? Gdzie był kiedy umierał mój brat? Gdzie był,

wam. Też cieszyli się z sukcesów, płakali gdy cierpieli, nie rozumieli, gdy Bóg nie udzielał im swojej pomocy, wyrażali swój zachwyt i uwielbienie. Jeśli nie możesz zauważyć Boga działającego w swoim życiu, dotykającego Cię z miłością, módl się Psalmem 13: Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał? Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze? Dokąd w mej duszy będę przeżywał wahania, a w moim sercu codzienną zgryzotę? Jak długo mój wróg nade mnie będzie się wynosił? Spojrzyj, wysłuchaj, Panie, mój Boże! Oświeć moje oczy, bym nie zasnął w śmierci, by mój wróg nie mówił: "Zwyciężyłem go", niech się nie cieszą moi przeciwnicy, gdy się zachwieję. Bóg pragnie być przez

nas zauważony w swoim cichym działaniu, dlatego wysłucha Twoją modlitwę. Na pewno w Twoim życiu dzieje się wiele rzeczy. Ciągle coś nowego, kolejne wyzwania, stres, odpoczynek. Ambicje rosną proporcjonalnie do wieku i sukcesów, wydłuża się więc czas pracy. Dni mijają jeden za drugim z prędkością światła. A my przemijamy wraz z nimi. Wszystko dobrze, tylko zaczyna nam w tym wszystkim brakować sensu. Obecność Boga w naszym życiu wszystko stawia w innym świetle. Świat nabiera sensownej formy. Ból istnienia zamienia się w radość bycia dzieckiem Bożym. Ale żeby poczuć w sobie tę radość potrzebujemy wytchnienia, chwili duchowego odpoczynku, przystanku. Koniecznych staje się kilka głębszych oddechów i spokój. Nie zauważymy Boga, kiedy zasłonią Go kariera, obowiązki i „zajęcia pozalekcyjne”. Potrzebujemy pustelni. Z tym wiąże się wysiłek wyciszenia. Być może zdziwi Cię to trochę, ale najważniejsze pytanie nie padło jeszcze do tej pory. Być może nie widzisz działania Boga, nie czujesz Jego bliskości, ale czy Go szukasz? Szanując naszą wolność Bóg nie narzuca się nam ostentacyjnie. Przychodzi, kiedy wyrazimy na to ochotę. Pyta nas jedynie: czy chcesz, żebym przyszedł? Czy zapraszasz mnie do siebie? Otwórz się na Boga, gwarantuję, że nic nie stracisz, a zyskać możesz życie. Tak jak się umawialiśmy, odpowiedzi zachowaj w sercu. Nie przestawaj zadawać sobie tych pytań. Trudno znaleźć ważniejsze. Teraz chyba potrzebujemy chwili samotności. Sam muszę przemyśleć sobie kilka spraw. Tak… Proszę, przyjdź do mnie jeszcze. Pozostało nam tylko wydać i ogłosić wyrok. Odczytam go za tydzień, w tym miejscu, o tej samej porze. Do tego czasu… Trzymaj się! szary


Bo więcej waży jedna dobra strofa Niż ciężar wielu pracowitych stronic Czesław Miłosz Sabina Misiarz - Filipek

Maria Paszkiel

Wystąpienie

Koniec

Zagrać na pierwszych skrzypcach to jest coś a nie na ostatniej harfie

..budzę się cała w tobie mam cię w głowie i w kościach

Najgorzej urodzić się w czepku albo z instrumentem Wyjście przez ucho puzonu jest ceremoniałem ogłuszającym lecz tak się przychodzi na salę - przez instrumenty dęte Z piszczałką w ustach Głowa mała przynajmniej nie pusta Więc gdy już dorosłem na tyle, że wargi obrosły w ustniki a kobza jej piersi poskąpiła mi nawyku począłem przymierzać palce do dziurek głowę do trąb korpus - saksofon obój - kręgosłup żebra - cymbały i cały się rozegrałem skomponowałem ramiona swobodnie mną grać poczęły organy mnie skubać instrumenty szarpane Pojąłem cześć pieśni podjąć trzeba melodię Rozlazłem się po orkiestrze i stary, szukam skrzypiec ale koncert trwa nikt mnie nie słyszy nawet trójkąty od czasu do czasu brzdąkną swoje a ja? a ja się krzątam - bezwdzięczny jak płomyk struny zgaszony palcem Lecz kiedy cichną gdy się muzyka zwleka by nabrać za moment impetu wtedy coś - jakbym je słyszał gdzie są, że nie grają? I wtedy rozlega się koniec brawa gołymi rękami wszyscy się wielbią i wstają jakby nigdy nie byli instrumentami

kurz więc zamiatam uporczywie pot mam na czole i plecy skrzywione Syzyfie, Atlasie? ja potoczę kamień potrzymam niebo Koniec. Każdy zasługuje

Wyjście z mitu … zbutwiałe dłonie pozostawiały po sobie trupi, zgonalny zapach agonii tłoczony z korpusu Rwanie, rwący, rytmiczny wieczny, zdawało się skazany na konie bez końca rozrosło się to do cna żarliwe, nieprzechylne znajomy sobie sobie obcy matrioszka w matrioszce w matrioszce matrioszka myśli wstające na stopy by się obrócić, obrócić. raz dokoła, raz dokoła Ale tym razem Bóg się wplątał i w rękach błyszczało złoto.

11 gotowy  

15.12.2010r., nr 11. I odcinek opowiadania „Koniec” Ostatnie przesłuchanie Jarmark prawdy 6-7 10 11 12 Doceniony przez Tarantino La France,...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you