Page 1

‡ saxon ‡ ‡ venrez ‡ ‡ i style stars ‡ ‡ mfvf ‡ ‡ black sabbath ‡ ‡ the beatles ‡ ‡ across the universe ‡

19

.

no


16 & 19

20

numer / number19 38 & 46

36&34

6 & 10 POLSKI

ENGLISH

rock art martwa natura z bukietem i czaszką

3

rock art vanitas: still life with bouquet and skull

3

ROCK TALK saxon 6

ROCK TALK saxon 10

ROCK STYLE mtv unplugged

14

rock style mtv unplugged 19

rock live black sabbath 20

rock live black sabbath 20

ROCK TALK venrez 34

rock talk venrez 36

backstage access i style stars, ingeborg steenhorst

38

backstage aCCESS i style stars, ingeborg steenhorst

46

rock live metal female voices festival

54

rock live metal female voices festival

54

rock fashion 67

rock fashion 67

the best of 2013 68

the best of 2013 68

rock shot eskimo joe’s drink

71

rock shot eskimo joe’s drink

71

rock screen across the universe

72

rock screen across the universe

76

map of rock strawberry fields

80

map of rock strawberry fields

81

hity znacie... the beatles 82 DARK ACCESS battlelore

87

rock style pages 88

54

72&76

rock style pages 88 okładka / cover: floor jansen photography: hans clijnk

82

88

ROCK AXXESS TEAM: Karolina Karbownik (editor-in-chief), Jakub „Bizon” Michalski (translation editor), Agnieszka Lenczewska (editor) CONTRIBUTORS: Hans Clijnk, Marek Koprowski, Paweł Kukliński, Annie Christina Laviour, Leszek Mokijewski, Miss Shela, Katarzyna Strzelec, Weronika Sztorc ADVERTISING Katarzyna Strzelec (k.strzelec@allaccess.com.pl) EVENTS Dorota Żulikowska (dorota.zulikowska@gmail.com) GRAPHIC DESIGNER/DTP Karolina Karbownik TECHNICAL SUPPORT Krzysztof Zatycki ROCK AXXESS LOGO Dominik Nowak PUBLISHER All Access Media, ul. Szolc-Rogozinskiego 10/20, 02-777 Warszawa CONTACT contact@rockaxxess.com


editorial

G D

ziewczyny i chłopaki – mamy dla Was coś naprawdę ekstra! Zacznijmy od dziewczyn: podglądacie zapewne garderobę niejednej gwiazdy rocka – ciekawi Was, skąd artystki biorą te niesamowite ciuchy, w których pozują na sesjach zdjęciowych czy szaleją na scenie? Mamy odpowiedź! Ingeborg Steenhorst, która ubiera m.in. Floor Jansen i Simone Simons, zabierze Was do swojej pracowni! W rozmowie z „Rock Axxess” opowiada, skąd biorą się pomysły na stroje, jak one powstają i jak wygląda współpraca z artystkami. Kilka słów na temat tych szalonych ciuszków dodała także Floor Jansen. Na kolejnych stronach znajdziecie obszerną galerię, której bohaterkami są tylko panie występujące podczas ostatniego Metal Female Voices Festival. Mamy nadzieję, że te strony spodobają się szczególnie męskiej części naszych czytelników ;-) Black Sabbath, Saxon, The Beatles, Venrez – to już historie dla wszystkich. Poznajcie je!

rock axxess recommends

irls and boys, we’ve got something special for you! Let’s start with the girls: I’m sure you’ve looked at many female rock stars and wondered – where do they get those amazing outfits they wear during photo sessions and on stage from? We’ve got the answer! Ingeborg Steenhorst, who dresses, among others, Floor Jansen and Simone Simons, takes us to her atelier. During her interview for “Rock Axxess” she tells us where she gets her ideas for costumes from, how she creates them and how cooperation with artists looks like. Floor Jansen herself adds a few words about those crazy outfits. You’ll also find an extensive photo gallery that shows female artists at the last Metal Female Voices Festival. We hope this section will especially appeal to our male readers ;) Black Sabbath, Saxon, The Beatles, Venrez – these stories are for everyone. Have a look.

Karolina Karbownik editor in chief


rock art karolina karbownik photo: wikimedia

VANITAS: Still Life with Bouquet and Skull

Martwa natura z bukietem i czaszką

autor / author

Adriaen van Utrecht

data powstania / completion date

1642

technika / medium

olej na płótnie / oil on canvas wymiary / dimensions

67 × 86 cm

gdzie można zobaczyć / where to see

kolekcja prywatna / private collection

P

ojęcie martwej natury pojawiło się w połowie XVII wieku w języku niderlandzkim. Pochodzenie nie powinno nikogo dziwić – flamandzcy artyści uwielbiali malować nieożywione, nieruchome przedmioty. Niektóre dobierane były z uwagi na walory estetyczne, inne ze względów symbolicznych. Obrazy przedstawiające martwą naturę kosztowały krocie – mogli sobie na nie pozwolić zamożni kupcy. Jednym z najbardziej cenionych flamandzkich malarzy zajmujących się martwą naturą był Adriaen van Utrecht żyjący w latach 1599–1652. Doskonale sprawdzał się w aspektach dekoracyjnych – o pomoc w tym obszarze zwracali się do niego inni artyści. W 1642 roku spod pędzla van Utrechta wyszło dzieło Martwa natura z bukietem i czaszką. Początkowo autorstwo dzieła przypisywano Pieterowi de Ring, później Pieterowi Adriensz van de Venne.

T

he term “still life” first appeared in Dutch language in the mid-seventeenth century. It’s origins shouldn’t surprise anyone – Flemish artists loved painting inanimate, still objects. Some were chosen for their aesthetics, other for their symbolic meaning. Images depicting still life cost a fortune – only the wealthiest merchants could afford them. One of the most respected Flemish artists who painted still life was Adriaen van Utrecht (1599 – 1652). He had a reputation of being especially skillful with decorative values of his work. He was even asked for advice by other artists. In 1642, van Utrecht created a painting called Vanitas: Still Life with Bouquet and Skull. Previously, the composition had been attributed to Pieter de Ring and later to Pieter Adriensz van de Venne.

3


Wszystko ładnie i w porządku: są kwiatki, złotości, kielich, księga… Nasuwa się tylko jedno pytanie: „na co komu ta czacha?”. Nic tu jednak nie jest dziełem przypadku. Czaszka, która była częstym motywem w martwej naturze, tzw. wanitatywnej, symbolizowała śmierć, przemijanie, marność ludzkiego życia. Umiejscowienie jej na księdze to wyrażenie granic ludzkiej wiedzy. Czaszkę okrywają piękne liście – to z kolei przesłanie dla chrześcijan: śmierć to zwycięstwo! Pozostałe przedmioty budujące obraz van Utrechta mają duże znaczenie w odniesieniu do życia klasy zamożnych kupców oraz reformacji protestanckiej w Niderlandach. Lufka i kielich symbolizują czas, który marnuje się na przyjemności. Perły, łańcuszki, pierścień i pieniądze odzwierciedlają luksusy, w jakich lubili pławić się kupcy z Antwerpii. Również bukiet kwiatów to symbol piękna, jednak zawsze przypominający o tym, że wszystko umiera. Celem piękna jest bycie i cieszenie oczu. Jednak spoglądając na ten zmysłowy bukiet, pamiętajmy, jak krótko on żyje. Zwróćmy uwagę na cykle życia: rodzisz się, dojrzewasz, kwitniesz, a potem więdniesz i znikasz. Twój czas jest policzony – to symbolizują chronometr i drewniana klepsydra ustawiona za tym, co ma nam przynosić pustą rozkosz. Nie dajmy się opętać szaleństwu szczęścia!

All’s great: flowers, some nice golden jewelry, a challis, a book… But one question keeps coming back in my head: “what’s with that skull?” However, everything here is in place. The skull – a frequent theme in still life, associated with a type of symbolic work known as vanitas – symbolized death, the passing of time, the vanity of human life. Placing it on the book stresses that even human knowledge has its boundaries. The skull is entwined with beautiful leaves – it’s a message for Christians: death is victory! Other items depicted by van Utrecht are important in relation to life led by the class of wealthy merchants and to Protestant Reformation in the Netherlands. Pipe and cup symbolize time that is wasted on pleasures. Pearls, chains, a ring and money reflect luxuries that merchants from Antwerp liked to wallow in. Also the bouquet of flowers is a symbol of beauty, but it always reminds us that everything dies. The aim of beauty is simply to be and to be enjoyed by our eyes. But as we look at this sensual bouquet let us not forget how short is its life. Let’s remember about the cycles of life: you’re born, you mature, blossom and then fade and disappear. Your days are numbered – a chronometer and a wooden hourglass – placed behind what’s supposed to bring us vain pleasures – won’t let you forget about it. Let’s not get obsessed with mad happiness!


rock talk

bądźmy

szczerzy... … Saxon daje radę od ponad 35 lat, dostarczając nam najczystszy brytyjski heavy metal na dwudziestu płytach studyjnych. Bądźmy szczerzy… niejeden mógłby powiedzieć, że zrobili już wszystko. Bądźmy szczerzy… oni wciąż mają dużo do powiedzenia! Tym razem orzeł, przepraszam, Saxon wylądował z naprężonymi strunami. I unplugged. karolina karbownik zdjęcia: hans clijnk

Kiedy zespół heavymetalowy, taki jak Saxon, gra swoje kawałki w wersjach akustycznych – co chce, aby ludzie w tym usłyszeli? Jeśli masz na myśli kawałki, które znalazły się na naszym ostatnim albumie, to jest to mieszanka kilku naszych projektów. Pierwszym pomysłem było nagranie nowych utworów, ale zdecydowaliśmy się tego nie robić. Potem spróbowaliśmy fragmenty niektórych kawałków zaaranżować na orkiestrę, co nam się bardzo spodobało, po czym zrobiliśmy kilka utworów akustycznych, jednak też stwierdziliśmy, że tego nie nagramy. Cały album jest więc mieszanką różnych projektów.


Po wydaniu 20 albumów studyjnych I kilku koncertowych, graniu na całym świecie oraz, podejrzewam, z taką muzyczną pasją jesteście jeszcze w stanie być obiektywnymi w recenzowaniu swojej pracy? Jesteśmy bardzo obiektywni. Jesteśmy największymi krytykami. Kiedy tworzyliśmy nasze albumy, a zwłaszcza przy Sacrifice, byliśmy bardzo krytyczni. Ale dopóki chodzi o ocenę naszej pracy, nie przeszkadza nam to. Nie stwarza to trudnych sytuacji w zespole? Sacrifice było wspaniałym albumem. A więc to działa. Myślę, że wiele zespołów jest zbyt mało krytycznie nastawionych do swojej pracy. Udzieliłeś już tak wielu wywiadów, prasa ciągle coś pisze. Na pewno wiele sytuacji często się powtarza – jesteście pytani o te same rzeczy. Co robisz, żeby było to interesujące także dla ciebie? Staram się inaczej odpowiadać na te same pytania [śmiech]. Musisz być bardzo kreatywny! [śmiech] Tak, staram się, żeby było ciekawie. Nie tylko „bla bla bla…”. Jeśli jeszcze raz zadasz mi to samo pytanie, dam ci inną odpowiedź. Skąd mam wiedzieć, że będziesz szczery? Staram się! Czy stare utwory i nagrania Saxon mają duży wpływ na waszą obecną pracę – mam na myśli zarówno komponowanie, jak i aranżowanie? Myślę że kiedyś, w końcu lat 80. byliśmy bardzo przywiązani do naszych starszych utworów. To był błąd. Teraz staramy się stać jedną nogą w przeszłości. Druga jest w teraźniejszości.

8

Musisz mieć świadomość swojej historii. Czasem piszę piosenki trochę podobne do tych z lat 80. Całkiem nieźle to działa. Kiedy gracie na scenie starsze utwory, jesteś tu i teraz czy gdzieś tam istnieje emocjonalna więź z przeszłością? Zawsze jest więź z przeszłością, gdy gramy starsze kawałki, ponieważ publiczność jest z nimi związana. Gdy świetnie je zagramy i publiczność jest zachwycona, tworzą się prawdziwie magiczne chwile. Nie dzieje się to na wszystkich koncertach, ale niektóre z nich stają się magiczne. Muzyka heavymetalowa jest bardzo mocno związana z Wielką Brytanią. Zastanawiałeś się kiedyś, czy Saxon mógłby powstać w innym kraju? Myślę, że tak. Myślę, że Saxon mógłby powstać w Niemczech czy w Szwecji. To był dobry czas dla młodych ludzi. Dobry dla Saxon, Maiden oraz innych zespołów heavymetalowych. Gdybyśmy reprezentowali inny styl, możliwe, że nie odnieślibyśmy takiego sukcesu. Czy zdarza ci się zatrzymać i powiedzieć „jestem po prostu Biffem z Saxon, nie wierzę, że to wszystko mi się przytrafiło”? Tak, zawsze sobie myślę, że wszyscy mieliśmy kupę szczęścia. Wciąż śpiewam, wciąż gramy. Myślę, że przyjąłem to za oczywiste, że wciąż mogę śpiewać. Tak, szczęściarz ze mnie. Znów jedziecie na trasę z Motörhead. Wygląda mi to na przyjaźń. Oczywiście, to przyjaźń! Dużo ze sobą jeździliśmy z 10 lat temu. Było świetnie. Wielu ludzi przyszło zobaczyć w pakiecie Saxon i Motörhead. Jedynie w Skandynawii nie byliśmy razem, chyba zabrali kogoś innego. Także tym razem nasi skandynawscy fani dostaną szansę, by zobaczyć te dwie kapele razem. Będzie wyjątkowo.


Pomiędzy Saxon a publicznością na koncertach tworzy się zawsze silna energia. Jak to robisz? Zawsze pracuję nad więzią pomiędzy zespołem a publiką. Uważam, że stworzenie odpowiedniej atmosfery podczas koncertu należy do obowiązków wokalisty. Jeśli taka się wytworzy, wszystko pójdzie dobrze. To właśnie jedna z tych rzeczy, o które trzeba zadbać. Na przykład jak w Polsce… nie graliśmy tam już jakiś czas, prawda? Wydaje mi się, że dużo ludzi z Polski przyjeżdża zobaczyć nas na Wacken. Szkoda, że tym razem znów nie odwiedzimy Polski. Możesz winić za to Motörhead. Nie przyjeżdżają do nas zbyt często. Naprawdę? A to wspaniałe miejsce! Źle wybrali…

sach wszystko dla nas było nowe. Każdy chciał kawałek nas: jedna telewizja, druga… Lataliśmy dookoła ziemi. To było wariactwo. Teraz już tak nie jest, dlatego możemy bardziej się tym nacieszyć. Co sprawia, że muzyka heavymetalowa jest wieczna? Ludzie, którzy kochają heavy metal. Każde pokolenie ma zespół, który jest jego głosem i wdziera się szturmem na scenę jak np. Nirvana. Podejrzewam, że byliśmy jednym z takich właśnie zespołów. W latach 80. brytyjski heavy metal był potęgą na całym świecie. Tak to się dzieje, historia ciągle zatacza koło.

Czy wy, topowy heavymetalowy zespół, możecie dyktować warunki w przemyśle muzycznym? Czy raczej musicie liczyć się z tym, co chce od was skomercjalizowana branża? Nie, my robimy tylko to, co chcemy [śmiech]. Robimy to, co uważamy za dobre. A jeśli agencja koncertowa powiedziałaby, że trasa z udziałem dwóch legend, Saxon i Motörhead, to za droga i mało opłacalna impreza, co byście zrobili? Naprawdę nie słuchamy nikogo. Mamy bardzo bliskich współpracowników i zatrudniamy producenta. Jest szóstym członkiem naszego zespołu. Bilety na nasze koncerty nie są drogie. Jeśli chciałabyś zobaczyć 30 Seconds to Mars, musiałabyś zapłacić 100 Euro. Motörhead i Saxon utrzymują niskie ceny. Nie chodzi nam o wielkie pieniądze. Po prostu lubimy grać. Kiedy wybierasz się w trasę, cieszysz się, że jedziesz do miejsc, które znasz czy raczej wolisz odkrywać nowe miejsca, sklepy, restauracje? Zawsze wykorzystujemy wolny czas na trasach na zakupy. Szukamy fajnych kurtek, T-shirtów, pasków, ćwieków i ubrań, które możemy nosić na scenie. Trochę też łazimy, błądzimy. Jeśli czas na to pozwala, staramy się zwiedzić miasto. Spotykamy masę ludzi. Czy ludzie na całym świecie cię inspirują? Myślę, że tak… Byliśmy w wielu pięknych odosobnionych miejscach i zauważyliśmy, że jak znajdziemy się, na przykład w Meksyku, ostro tam poimprezujemy. Mamy świadomość tego, że na koncerty przychodzą tłumy, dlatego staramy się w tych krajach zaplanować więcej koncertów. Byliśmy też w Wenezueli, a niewiele zespołów tam dociera. Artysta może mieć jakąś misję w dzisiejszych czasach? Nie wiem. Wydaje mi się, że wielu ludzi zwraca uwagę na gwiazdy pop – takie jak Rihanna lub Eminem. Dla czołówki światowych artystów to może mieć znaczenie. Czy ma? Nie wiem. W cięższej muzyce trudniej o misję. W swoich tekstach nie próbuję na nic zwracać uwagi. Nie politykuję. Czy bycie w Saxon dzisiaj wygląda tak samo jak w latach 80.? Nie, zupełnie nie [śmiech]. W latach 80. zaczęliśmy podróżować po świecie. Powiedziałbym nawet, że teraz nas to bardziej bawi niż kiedyś. Wtedy było mnóstwo pracy, szaleństwo. Teraz to jest mniej zwariowane. Dlaczego mniej? Ponieważ cały ten biznes już się ustabilizował. W tamtych cza-

9


rock talk


LET’S

BE HONEST… … Saxon has been around for over 35 years, delivering the purest British heavy metal music on twenty studio albums. Let’s be honest… one might claim that they said everything. Let’s be honest… they still have much more to share! This time the eagle, pardon, Saxon has landed unplugged. And strung up. karolina karbownik, photography: hans clijnk

When a heavy metal band like Saxon plays their heavy metal tracks in acoustic versions – what do you want people to hear in those versions? If you mean these tracks which are on our latest album – they are a mixture of a few projects we had. Our first project was to record new tracks and we decided not to do that. Then we tried some orchestrated bits and pieces which we really liked and then we did some acoustic tracks but we decided not to do that either. So the whole album is the mixture of different projects. After releasing 20 studio albums and several live ones, playing all around the world and also, I believe, being passionate about music – are you able to be objective in reviewing your work? We are very objective. We are the worst critics. When we were writing our albums, especially Sacrifice, we were very critical. But as far as we are reviewing our work, we don’t bother.


Does being critical help or does it create tough situations within the band? Sacrifice was a great album. So yes, it works. I think some bands aren’t critical enough about their material.

tached to them anyway. When we perform them great and the audience loves it, it creates magical moments during concerts. Not every concert, but some of them are really so.

You have done so many interviews and got so much press. Certainly it can become repetitive when people always ask about the same things. How do you keep it interesting for yourself? I’m trying to give different answers to the same questions. [laughs]

Heavy metal genre is largely connected to Great Britain. Have you ever thought whether or not Saxon could have happened in a different country? I think so. I think Saxon could have happened if we were German or Swedish. I think the time was right for young people. Right for Saxon or Maiden and heavy bands. I think we wouldn’t be that successful in a different style.

You must be very creative! [laughs] Yes, I’m trying to make it interesting, not just “bla bla bla…”. So if you ask me this question again, I will give you a different answer.

Have you ever taken a step back and said, “I’m just Biff from Saxon, I can’t believe this has all happened to me”? Yes, I always think that we were all very lucky. I’m still singing and we are still playing. I suppose I took it for granted, really, that I still can sing. Yes, I’m very lucky.

How will I know that you are honest? I’m trying to be!

You are going to tour with Motörhead again. Sounds like friendship? Of course, it’s friendship. We toured a lot together ten years ago. It was great. I think many people came to see the package: Saxon and Motörhead. We didn’t do Scandinavia together, I think they took somebody else. So this time, Scandinavian fans will have a chance to see both bands together. It should be special.

Do your old compositions and recordings have big influence on your current creative work in terms of composing or arranging? I think sometimes, like in the late 80s, we were getting really connected with older songs. I think that was a mistake. These days, we are trying to keep one foot in the past. The other one in the present. You have to be aware of your history. Sometimes the style of the songs I write can be the same as in the 80s. I think that works very well. When you perform older songs are you completely in the moment or is there an emotional connection to the past? There is always an emotional connection with the past when we play the old songs because the audience is emotionally at-

The energy between the band and audience at your concerts is high. Can you explain that? I always work on the connection between the band and our audience. I think it is one of the singer’s jobs to try and get the atmosphere just right in the venue. If you can get the atmosphere right, everything else goes great. It is one of those things really. For instance in Poland… we haven’t played in Poland for quite some time, have we? I think a lot of people from


Poland come to see us at Wacken. It’s pity we’re not coming to Poland on this tour. You should blame Motörhead for that. They don’t come to Poland too often. [laughs] Really? It’s a great place, actually! Bad choice… Do you, a top heavy metal band, dictate terms in music industry? Or do you have to somehow consider what commercialized music industry tells you to do? No, we do what we like. [laughs] We do what we think is good. So, if a booking agency said that two big legends on one tour, Saxon and Motörhead, were too expensive, what would you do? We don’t really listen to anybody. We have a tight-knit organization and we’re using a producer. He is like the sixth member of the band. Tickets for our tour aren’t very expensive. If you were going to see 30 Seconds to Mars, you would be paying 100 Euros. Motörhead and Saxon keep the ticket prices down. We’re not on massive money. We just love to play. Keep it up! When you are about to go on tour – are you enthusiastic about discovering new spots, shops, restaurants and fashion – or prefer visiting places you already know? We always have shopping time on tour. We look for some nice jackets, t-shirts, belts, studs and clothes to wear on stage. We’re always out there shopping and messing about. We always try to go and see the town if we got time. We meet lots of people walking around town. Do people all around the world inspire you in your life? I think they inspire us in a way that… we’ve been to some pretty desolate places and we do realize that when we go down,

for example to Mexico or places like this, the parties will be really hard there, we are aware that many people come to concerts, we tend to put more shows in these countries, so we are aware how it is in other countries. We went down to see Venezuela. Very few bands go there. Is it possible for an artist to have any kind of mission nowadays? I don’t know. I think many people these days take notice of pop stars like Rihanna or Eminem. For the Top 40 artists it can make a difference. Whether they do or not, I don’t know. I think it’s quite hard in music to have a mission. I’m not trying to take any attention on anything through my lyrics. I don’t politicize too much. Is being in the band today the same as it was back in the 80s? No, not really. [laughs] We started touring around the world in 1980s. I would say that we have more enjoyment in this now than we did then. But it’s always been hectic and crazy. Now it is less crazy. Why less crazy? Because the business is settled down now. Then it was a whole new thing for us happening. Everybody wanted a piece of us: this TV, that TV... We were flying all over the planet. It used to be really crazy. Now it isn’t, so we can enjoy ourselves more. What makes heavy metal music timeless? Certain people who love this genre of heavy metal. In every generation there is a band that speaks for that generation and explodes into the scene. I suppose Nirvana was one of those bands. In the 80s, British heavy metal was massive around the world and that’s how it goes. It goes around in circles.

13


rock style

NIE MA

PRĄDU

ENERGIA a

ZOSTAJE

jakub „bizon” michalski, foto: you tube


W ZAMIERZCHŁYCH CZASACH, KIEDY „M” W NAZWIE MTV OZNACZAŁO JESZCZE MUZYKĘ, A NIE MIERNOTĘ, STACJA TA WYPRODUKOWAŁA SZEREG PROGRAMÓW CYKLICZNYCH, KTÓRE – CHOĆ W WIĘKSZOŚCI ZUPEŁNIE NIEZNANE JEJ DZISIEJSZYM, NIEZBYT WYMAGAJĄCYM WIDZOM – SĄ PRZEZ TYCH PAMIĘTAJĄCYCH LEPSZE CZASY TEGO KANAŁU UZNAWANE ZA PRAWDZIWĄ KLASYKĘ. JEDNYM Z TAKICH PROGRAMÓW BYŁ CYKL „MTV UNPLUGGED”, KTÓRY JEST W DUŻEJ MIERZE ODPOWIEDZIALNY ZA PRAWDZIWĄ REWOLUCJĘ W MUZYCE LAT 90., ZWŁASZCZA W SZEROKO POJĘTYM ROCKU.

O

czywiście na początku droga do rewolucji była daleka. Sam pomysł cyklu pojawił się dość przypadkowo. Zarówno w latach 70., jak i dekadę później muzycy rockowi od czasu do czasu wpadali na pomysł zagrania swoich utworów nieco inaczej, bez mocnych uderzeń perkusji i głośnych gitar. Formuła ta jednak nie była zbyt popularna, a szefowie stacji telewizyjnych twierdzili, że na dłuższą metę takie granie się nie sprawdzi. Zdanie zaczęli zmieniać, aczkolwiek dość nieśmiało, dopiero pod koniec lat 80. Wtedy to na antenie MTV można było zobaczyć pojedyncze próby przedstawienia szerszej publiczności muzyki w takim formacie. Prawdziwy przełom nastąpił jednak 6 września 1989 roku w Los Angeles podczas gali rozdania nagród MTV Video Music Awards. Wśród występujących tamtego wieczora wykonawców znaleźli się dwaj członkowie Bon Jovi – Jon Bon Jovi i Richie Sambora – którzy wykonali akustyczne wersje dwóch wielkich hitów swojej grupy: Wanted Dead or Alive i Livin’ on a Prayer. Reakcja fanów i telewidzów była tak entuzjastyczna, że wkrótce potem podjęto decyzję o zatwierdzeniu nowego programu stacji MTV, cyklu koncertów „bez prądu”, w którym wykonawcy mieliby okazję zaprezentowania swojego repertuaru w aranżacjach często drastycznie odbiegających od tych znanych z ich zwykłych koncertów. Premierowy odcinek serii nadano 26 listopada 1989 roku, a pierwszymi odważnymi byli: zespół Squeeze, Syd Straw oraz Elliot Easton. Jak widać, największe gwiazdy nie garnęły się do roli pionierów. Na bardziej znanych wykonawców trzeba było jeszcze chwilę poczekać. Program jednak szybko zdobywał popularność i wkrótce niemal wszyscy liczący się muzycy rockowi, a także co odważniejsi artyści pop, chcieli spróbować sił w tych dość trudnych warunkach. Przez dziesięć lat świetności programu przewinęło się przez niego wielu uznanych artystów, takich jak Aerosmith, Lenny Kravitz, Bon Jovi, The Eagles,

Bob Dylan, Roxette czy Shakira. I choć w ostatniej dekadzie producenci mocno spuścili z tonu i zapraszali wszelkiego rodzaju sezonowe gwiazdki oraz organizowali lokalne koncerty MTV Unplugged w różnych krajach na całym świecie (dzięki czemu swoje występy w tym cyklu mają na koncie również Kayah, Hey, Wilki i Kult), marka ta na stałe wpisała się do historii muzyki dzięki ponad 100 zarejestrowanym i ponad 30 oficjalnie wydanym koncertom.

hity bez prądu W miarę rozwoju cyklu powstało kilka tradycji związanych z tego typu przedsięwzięciami. Dość powszechne stało się zapraszanie przez wykonawców gości, którzy występowali z gwiazdą podczas części lub nawet całego koncertu. Inną, jeszcze popularniejszą tradycją stało się granie utworów innych artystów. Kilka takich coverów zagranych „bez prądu” stało się zresztą sporymi hitami. Z pewnością nie wszystkie występy były równie ciekawe czy udane. Wśród tej setki były jednak takie, które na długo zostały w pamięci fanów ze względu na wybitne wykonania bądź niecodzienne sytuacje. Jednym z najważniejszych koncertów był niewątpliwie występ Erica Claptona w styczniu 1992 roku. Clapton nie poszedł na łatwiznę i zaaranżował na nowo sporo utworów ze swojego bogatego dorobku tak, by w wersjach akustycznych brzmiały zupełnie inaczej niż w oryginale. Występ oparty był głównie na starych bluesowych kawałkach, lecz najbardziej znanymi utworami zagranymi tego wieczora były dwie kompozycje Claptona – Layla i Tears in Heaven. Pierwszy z nich został tak zmieniony, że publiczność zorientowała się, czego słucha dopiero przy pierwszych zaśpiewanych przez muzyka słowach. Druga kompozycja była natomiast poświęcona kilkuletniemu

15


synowi Claptona, który zginął kilka miesięcy wcześniej, wypadając z okna apartamentu. Oba utwory w wersjach „bez prądu” stały się olbrzymimi hitami, a wydana niedługo później płyta z nagraniem koncertu przyniosła Claptonowi sześć nagród Grammy i sprzedała się w samych Stanach w ponad dziesięciu milionach egzemplarzy.

podróże w czasie Cykl ma też swój udział w ponownym zejściu się kilku znanych muzyków i zespołów. Pierwszym tego typu głośnym przypadkiem był projekt UnLedded, który powstał dzięki współpracy dwóch członków Led Zeppelin, Roberta Planta i Jimmy’ego Page’a. Zagrali oni wspólnie po latach, wykonując wiele utworów swojej macierzystej formacji w mocno przearanżowanych wersjach. Następstwem tego występu była płyta, a po kilku latach – także DVD zatytułowane No Quarter. Przy okazji nie obyło się bez małego zgrzytu, bo o całym projekcie nie został poinformowany trzeci z żyjących członków Led Zeppelin, John Paul Jones. Co więcej, tytuł projektu został zaczerpnięty z jego kompozycji. Kolejnym powrotem do przeszłości okazał się występ grupy Kiss z sierpnia 1995 roku. Zespół zagrał większość koncertu w swoim ówczesnym składzie z Bruce’em Kulickiem i Erikiem Singerem, jednak na ostatnie kilka utworów do dawnych kolegów – Paula Stanleya i Gene’a Simmonsa – dołączyli członkowie oryginalnego składu Kiss, Ace Frehley i Peter Criss. Był to ich pierwszy wspólny występ od 1980 roku, jedyny występ oryginalnego składu bez makijażu oraz jedyny przypadek, kiedy zespół grał w sześcioosobowym składzie. Na rozwój wydarzeń nie trzeba było długo czekać. Już w następnym roku ogłoszono powrót pierwszego składu grupy, choć, jak pokazała historia, panowie długo ze sobą nie wytrzymali. Jedne zespoły występowały w składach poszerzonych, inne wręcz przeciwnie. Koncert Oasis pamiętany jest głównie z tego, że odbył się bez udziału wokalisty zespołu, Liama Gallaghera. Znany z niewyparzonej gęby i ogromnego ego muzyk najpierw odpuścił sobie większość prób przed koncertem, a kiedy już się pojawiał, nosił cały czas te same ciuchy, był nieogolony, pijany i znikał po kilku kawałkach. W dniu koncertu spóźnił się, w końcu przyszedł nieco wczorajszy i wykręcił się w ostatniej chwili chorym gardłem. W roli wokalisty zastąpił go jego brat, gitarzysta Oasis i kompozytor większości materiału – Noel. Nie był to jednak koniec atrakcji tego wieczora, bo Liam, choć podobno chory, obserwował większość koncertu z balkonu z piwem w ręku i nie szczędził swojemu zespołowi złośliwych uwag. Gdy przyszła pora na zwyczajowe przy tego typu okazjach dogrywki utworów, które za pierwszym razem wyszły słabiej bądź nie zostały prawidłowo zarejestrowane (w tym przypadku był to tylko jeden kawałek), Liam nagle pojawił się z boku sceny i postanowił zaśpiewać. Noel tak wspomina całą sytuację: „Realizator powiedział, żebyśmy powtórzyli pierwszy kawałek, a tu nagle zjawia się Liam i mówi, że chce zaśpiewać, po tym, jak graliśmy bez niego przez półtorej godziny. Powiedzieliśmy mu, żeby spieprzał.” Jak widać, niektórzy ludzie nie mogą znieść, kiedy nie wszystko kręci się wokół nich...

dodając energii Do najbardziej osobliwych w całym cyklu należy koncert Bruce’a Springsteena. The Boss przekonał się, jak ciężkim dla rockmana zadaniem jest dobre przearanżowanie głośnych

16

kawałków na instrumenty akustyczne. Podjął się zagrania bez prądu, ale kiedy do koncertu zostało już bardzo niewiele czasu, a on wciąż nie był zadowolony z aranżacji przygotowanych przez jego ówczesny zespół, muzyk zwyczajnie stchórzył. Sam zagrał pierwszy utwór koncertu na gitarze akustycznej, ale reszta występu została już odegrana przez cały zespół na instrumentach podłączonych do wzmacniaczy, a występ został wydany pod tytułem MTV Plugged. Koncerty z serii MTV Unplugged były też ważne dla najbardziej znanych przedstawicieli sceny Seattle. Pearl Jam, Nirvana oraz Alice in Chains zagrali koncerty, które uchodzą za jedne z najlepszych w całym cyklu. Pearl Jam wystąpili w marcu 1992 roku, gdy mieli na koncie zaledwie jeden album studyjny. Swoim krótkim występem zdołali jednak zdobyć uznanie publiczności, a Eddie Vedder udowodnił, że szaleć na scenie można nawet podczas koncertu akustycznego. O dziwo, występ pozostawał niewydany aż do roku 2009, kiedy jego większość znalazła się na bonusowym DVD dodanym do wznowienia płyty Ten. Szczególny występ przygotowali Alice in Chains. Był to pierwszy od trzech lat koncert grupy. Mimo kiepskiego stanu zdrowia i dość przerażającego wyglądu uzależniony od narkotyków wokalista Layne Staley dał jeden z najlepszych koncertów w swoim życiu. Oprócz dobrze znanych fanom utworów z pierwszych płyt, zespół zaprezentował nową kompozycję, The Killer Is Me. Był to wtedy jedyny występ Alice in Chains jako kwintetu, gdyż muzyków wspomagał na gitarze Scott Olson. Był to także jeden z ostatnich koncertów Layne’a Staleya. Zespół ze Staleyem w składzie zagrał jeszcze jedynie cztery razy, w czerwcu i lipcu tego samego roku. Po tych występach stan wokalisty nie pozwalał mu już na dalszą pracę, a sam Staley do samej śmierci w 2002 roku prawie nie wychodził z domu i jedynie kilka razy pokazał się publicznie. Również dla Kurta Cobaina występ w ramach MTV Unplugged był jednym z ostatnich w życiu. Nagrany zaledwie pięć miesięcy przed jego śmiercią koncert Nirvany jest dziś uznawany za klasykę tego cyklu. Nirvana z pewnością nie poszła na łatwiznę. Set zaskoczył wiele osób, gdyż zespół niemal całkowicie ominął swoje największe hity, i skupił się na mniej znanych utworach i coverach z repertuaru między innymi Meat Puppets (którego dwaj członkowie pojawili się tego dnia na scenie) i Davida Bowie’ego. Występ Nirvany był szczególny również dlatego, że muzycy jako jedni z nielicznych zarejestrowali całość w jednym podejściu. Nie obyło się też bez małych utarczek z realizatorem nagrania, który poprosił zespół o bis. Cobain odmówił, twierdząc, że nie są w stanie przebić tego, co chwilę wcześniej zaprezentowali w utworze Where Did You Sleep Last Night. Trudno się z nim nie zgodzić.

to jeszcze nie koniec MTV wciąż organizuje kolejne koncerty z cyklu Unplugged, jednak klasa występujących w nich wykonawców jest mocno zróżnicowana, stąd też i dość wątpliwa wartość artystyczna niektórych odcinków. Pozostaje nam mieć nadzieję, że nikt nigdy nie wpadnie na pomysł zaproszenia do udziału w cyklu współczesnych geniuszy wokalistyki pokroju Justina Biebera czy One Direction... Skoro nie ma szans na udane nawiązanie do lat największej świetności, to może czas zwinąć zabawki i pozwolić fanom delektować się cudownym smakiem dawnych koncertów bez konieczności przełykania gorzkiej pigułki w postaci współczesnych deserów?


rock style

with POWER

OUT, IT’S MORE

DANGEROUS jakub „bizon” michalski photography: you Tube


IN THE DISTANT PAST, WHEN “M” IN MTV STOOD FOR MUSIC, NOT MEDIOCRITY, THE STATION PRODUCED MANY SERIES THAT REMAIN TOTALLY UNKNOWN TO ITS PRESENT – NOT REALLY DEMANDING – VIEWERS, BUT ARE CONSIDERED CLASSICS BY THOSE, WHO REMEMBER MTV’S BETTER TIMES. ONE OF THOSE SERIES WAS “MTV UNPLUGGED” – RESPONSIBLE IN PART FOR THE EARLY 90S ROCK REVOLUTION.

O

f course the path to revolution was quite long in the beginning. The very idea for the series came about accidentally. In the 70s and 80s, from time to time rock musicians wanted to play their tunes in a different way, without thunderous drumming and loud electric guitars. But it wasn’t widely popular, and those who made all the decisions in TV claimed that it wouldn’t work. They started to change their mind, albeit slowly, in the late 80s. Those were the times MTV started experimenting with this acoustic format. 6 September 1989 was a real breakthrough. It all happened during MTV Video Music Awards in Los Angeles. Among those performing that day were two members of Bon Jovi – Jon Bon Jovi and Richie Sambora – who performed acoustic renditions of the band’s huge hits: Wanted Dead or Alive and Livin’ on a Prayer. The reaction of those witnessing the performance live as well as those, who watched on TV was so enthusiastic, that soon after the decision was made to start a new MTV series that would present artists playing their repertoire unplugged, often with completely new arrangements, different than those known from their regular concerts. The first episode was aired on 26 November 1989 and artists such as Squeeze, Syd Straw and Elliot Easton were brave enough to volunteer for this pioneering endeavor. As we can see, the biggest stars were not so eager to be the pioneers. Fans had to wait a little while for the big names. But the series quickly gained bigger popularity and soon almost every influential rock artist as well as some of the braver pop singers wanted to give it a shot. During the series’ first 10 years, many respected artists performed on MTV Unplugged, including Aerosmith, Lenny Kravitz, Bon Jovi, The Eagles, Bob Dylan, Roxette and Shakira. And although the last decade saw the producers degrading the series by inviting all kinds of one-hit wonders and

18

starting local unplugged shows all over the world, the brand has its place in the history of music with over 100 recorded shows and more than 30 of them officially released.

hits out of power As the series developed, certain unofficial rules were introduced. One of them was inviting guest performers, who played with the main star of the evening on a couple of songs or sometimes during the whole concert. Another – even more popular – was playing covers. Some of those covers performed unplugged even became huge hits. But obviously not every single show was interesting or successful. But among those hundred plus shows, there were some that are still well-remembered either for outstanding performances or unusual situations. Eric Clapton played unplugged in January 1992 and it was certainly one of the series’ most important episodes. Clapton opted to go the hard way and completely rearranged some of his songs. His performance was mainly based on old blues tracks, but his two original songs - Layla and Tears in Heaven – are the ones best remembered from that concert. The first one was rearranged so much that most of the audience recognized it only after Clapton sang the first words. The second track was dedicated to the memory of his four-year-old son, who had died tragically a couple of months before, falling from a window of his mom’s apartment. Both songs in unplugged version became huge hits and the live album released soon after the performance earned Clapton six Grammys, and sold in over 10 million copies.


travel in time The series was also instrumental in reuniting some famous bands. One of the examples was the UnLedded project, created by two former Led Zeppelin members, Robert Plant and Jimmy Page. They played together performing their band’s tracks in new arrangements. An album (and later also a DVD) was released, titled No Quarter. But it wasn’t all so smooth. The third living member of the band – John Paul Jones – was not informed about the whole thing. What’s more, the album was named after his song. Another band that reunited thanks to the series was Kiss, who played on the show in August 1995. Most of the concert was performed by the then line-up of the band, including Bruce Kulick and Eric Singer, but later in the set, the original Kiss members Paul Stanley and Gene Simmons were joined by two other founding members, Ace Frehley and Peter Criss. It’s been the original line-up’s first performance since 1980. It was also the only concert played by the original line-up without make-up and the only time the band played as a six-piece. Fans didn’t have to wait long for a continuation. The following year, the original four members of Kiss reunited, although the reunion turned out short-lived. Some bands had additional musicians joining them on stage, some couldn’t even gather their entire line-up for the performance. The Oasis show is remembered mostly for the fact that the band played without their singer, Liam Gallagher. Known for his big mouth and even bigger ego, the band’s frontman first skipped most of their rehearsals, and when he finally showed up, he was always in the same clothes, unshaven and drunk, and had the habit of disappearing after a couple of songs. When the big day came, he was late again, got there screwed and finally bowed out of the performance, citing sore throat. His brother Noel – the band’s guitar player and main composer – stepped in his place. But the fun was not over, because the supposedly ill Liam was watching most of the show from a balcony with a beer in his hand and constantly heckled his band. The time came when bands usually do the second take on songs that didn’t go down well the first time or were not properly recorded (this time it was one song only) and Liam suddenly appeared on the side of the stage ready to sing. Noel commented on the whole thing: “The producer wanted us to repeat the first track and suddenly Liam shows up and says he wants to sing after we’ve played without him for 1,5 hours. We told him to fuck off.” Some people just can’t stand when they’re not in the center of attention…

MTV Unplugged shows were also very important for the biggest bands of the Seattle rock scene. Pearl Jam, Nirvana and Alice in Chains all played gigs that are now named among the best of the series. Pearl Jam played unplugged in March 1992, having released only one studio album. They played a short set but it was enough to win over the fans and Eddie Vedder proved that you can go wild on stage even during an acoustic show. Surprisingly, the show remained unreleased until 2009 when most of it found its place on a bonus DVD added to the re-released version of Ten, the band’s debut album. Alice in Chains’s show was special. It was the group’s first in three years. Despite his poor health and rather gaunt appearance (due to his drug addiction), Layne Staley gave one of his best performances. Apart from fan favorites from the group’s first albums, they played one new song, The Killer Is Me. At that time, it was the only show the band played as a quintet – guitar player Scott Olson performed as an additional musician. It was also one of Layne Staley’s final shows. The band played only four more gigs with Staley, in June and July of the same year. After that, his condition made it impossible for him to work and the singer rarely left his house and was seen in public only a couple of times before his death in 2002. Also for Kurt Cobain the performance in MTV Unplugged was one of the last. The show recorded five months before his death is today considered one of the series’ highlights. Nirvana made no shortcuts. The setlist of their show surprised many people, because the band omitted almost all their hits and chose to play lesser known songs as well as some covers by Meat Puppets (two members of the band also performed with Nirvana that day) and David Bowie. The concert was exceptional also because it was all done in one take, unlike most shows of the series. There was a bit of tension towards the end, when the producer asked the band to play encore. Cobain refused, claiming that they are unable to beat their show-closing rendition of Where Did You Sleep Last Night. Hard to disagree.

giving more power Bruce Springsteen’s concert was one that certainly stood out, but not necessarily for the right reasons. The Boss found out how hard it is for a rocker to successfully rearrange loud tunes for acoustic instruments. He accepted the invitation but when there were only a couple of days left before the show and he still wasn’t happy with the arrangements his band came up with, he chickened out. He played the opening track by himself with the acoustic guitar, but the rest of the concert was performed by the whole band on electric instruments. The show was released as MTV Plugged.

it’s not the end MTV still produces MTV Unplugged shows, but the caliber of artists performing on the show varies and so the artistic value of some of the episodes is average at best. Let’s just hope no one will ever invite present day vocal heroes like Justin Bieber or One Direction… Since there’s no chance of coming back to the days of glory, maybe it’s time to call it a day and let the fans cherish their sweet memories without having to swallow the bitter pill in the form of modern desserts.

19


rock live

black sabbath 7.12.2013 praha, czech republic photography: marek koprowski


agnieszka „vspectrum” Jędrzejewska


84


rock talk

rock’n’rollowa dziura

venrez


Skradnij duszę Alice in Chains, przepuść ją przez mikser, dodając klasykę rocka w jej najczystszej postaci i posyp hipnotyzującym LSD. Venrez to jeden z tych zespołów, po których koncercie coś siedzi ci w głowie, a kiedy zastanawiasz się, co to dokładnie jest, masz ochotę do tego wrócić. Venrez, to taka rock’n’rollowa dziura, do której lubisz się schować. Annie Christina Laviour

Steven – co się stało, że zacząłeś śpiewać? Pracujesz w przemyśle filmowym, wydałeś też książkę… Steven Berez: Stało się to wtedy, kiedy odkryłem, że potrafię śpiewać. Budowaliśmy tiki bar na moim patio, wiele z osób pracujących przy tej budowie było profesjonalnymi muzykami. Jednym z nich był Jason Womack, z którym razem zaczęliśmy tworzyć muzykę. Na waszej stronie możemy przeczytać: „Zespół powstał podczas pomagania mi w pracach domowych”. Przypuszczam, że muzycy, którzy mogą pochwalić się współpracą z takimi gwiazdami, jak Marky Ramone czy Juliette Lewis nie malowali ścian ani nie robili prania w twoim domu! Jaka jest prawdziwa historia powstania zespołu Venrez? Steven: Producent, mój długoletni przyjaciel, przebywał w moim domu, kiedy śpiewałem sobie na karaoke. Kiedy mnie usłyszał, opadła mu szczena i uparł się, żebym zaczął robić to profesjonalnie i spróbował w studio. Zrobiłem to dość niechętnie, ale niedługo potem wiedziałem, że mam zespół. Staliście się w miarę znanym zespołem. Ponad 400000 osób lubi was na facebooku. Liczba waszych fanów jest ogromna jak na zespół, który zaczął grać 4 lata temu w tych niefortunnych dla rock n’ rolla czasach...? Steven: Przyczyniły się do tego trasy z zespołami Fuel oraz Alice’em Cooperem i Slashem. Wyobraźcie sobie stuprocentowego fana Venrez. Jak by wyglądał i jaki by był? Dla kogo jest Venrez? Steven: Fan zespołu Venrez to każdy fan świeżego i niekomercyjnego rock n’ rolla. Alex Kane: Ktoś taki jak ty, Annie. Jason Womack: Venrez jest dla kogoś, kto szuka w muzyce czegoś głębszego.

Alex i Jason – jesteście kompletnie różnymi osobowościami! Wnosicie do zespołu zupełnie inną energię. Graliście (nadal gracie) w wielkich zespołach. Co to dla was oznacza jako dla gitarzystów? Czy ciężko wam grać razem? Alex: Sądze, że granie ze mną to jedna piekielna tortura, ale taki właśnie jestem. Jason, z drugiej strony, jest niezwykle inspirującą osobowością, łatwo się z nim współpracuje. Podsumowując - idealnie się uzupełniamy. Jason: Myślę, że jako dwa przeciwieństwa uzupełniamy się doskonale. Coś jak yin i yang. To czyni naszą muzykę ciekawszą. Alex: Albo sprawia, że jesteśmy po prostu dwa razy lepsi w tym, co robimy. Kto wie! Stosuję się do tego, co Dr Womack mi przepisze. Bez jaj, Jason jest jednym z najbardziej niesamowitych, pozytywnie zakręconych muzyków z jakimi kiedykolwiek miałem bądź też będę miał okazję współpracować. Powaga! Wo to niezły kozak, kropka! Potrafi zrobić z gitarą więcej rzeczy niż większość gitarzystów, jakich kiedykolwiek miałem i będę miał okazję poznać! Czy można powiedzieć, że American Illusion jest kontynuacją Sell the Lie? Steven: Nie. American Illusion jest pierwszym projektem naprawdę spójnego i zgranego zespołu. Kiedy wydaliśmy Sell the Lie dopiero zaczynaliśmy naprawdę być zespołem. American Illusion jest wydane po siedmiu wspólnych trasach. Wydaliście dwie płyty, odbyliście trasy z Alice’em Cooperem i Slashem (obecnie w trasie z Buckcherry i Hardcore Superstar). Jakie są plany i oczekiwania Venrez? Steven: Będziemy kontynuować trasę i promować płytę w przyszłym roku. Później wrócimy do studio - i nagramy kolejną.

35


rock talk

ROCK’N’ROLL HAVEN

venrez


TAKE ALICE IN CHAINS’S SOUL, MIX IT WITH THE PUREST CLASSIC ROCK AND ADD SOME HYPNOTIZING LSD. VENREZ IS ONE OF THOSE BANDS THAT LEAVE YOU WONDERING, AND YOU KEEP COMING BACK TO THEM TO DISCOVER WHAT YOU’RE WONDERING ABOUT. VENREZ IS A ROCK N’ ROLL HAVEN THAT YOU KEEP COMING BACK TO. Annie Christina Laviour

It’s written on you website: “The band formed while helping me with some work on my house.” I guess the guys who worked with such people as Marky Ramone or Juliette Lewis didn’t paint walls or do laundry at your house! What’s the real story behind the rise of Venrez? Steven Berez: A producer friend of mine for over 20 years walked into my house when I was singing a karaoke set. His jaw dropped and he insisted I go into the studio. I reluctantly did so, and the next thing I knew I had a band. Steven - What happened that you decided to start a band ? You work in film industry, you even wrote a book… Steven: Just happened at the time my friends discovered I could sing, we were building a tiki bar on the patio and many of the workers were professional musicians. Jason Womack was one of them and we began writing songs together. You guys became big. There are almost 400,000 people liking you on Facebook. The number of fans is pretty huge for a band that started playing about 4 years ago in this hard time for rock music... Steven: Well the tours with Fuel, Alice Cooper and Slash have a lot to do with all those likes. Imagine a total Venrez fan. What would he look like and what he would be like? Who is Venrez for? Steven: Any and all rock fans who enjoy something new, fresh and in-your-face raw rock’n’roll. Alex Kane: Just like you Annie. Jason Womack: I think Venrez is for someone looking for something a bit deeper.

Alex and Jason – You guys seem to be two completely different individuals! Different energies. Played in big bands. What does it mean for you as for the guitarists? Is it hard for you to work together? Alex: I find I’m tortuous hell to work with and I wouldn’t have it any other way. Jason, on the other hand, is inspiring and super easy, and that’s just the sex. Jason: I think it makes things more interesting, like yin and yang. It would be boring if we had the same style. Alex: Or it might make us twice as good but we’ll never know so I’m sticking with what Dr. Womack is prescribing in the interesting dept. Not to get serious, but Wo is one of the most amazing and well rounded musicians I’ll ever be likely to meet, let alone work with. Fact! Wo is a bad ass. Period! he can do more and knows more than most players will know in a lifetime. Is American Illusion a continuation of Sell the Lie? Steven: No, it’s actually the first record as a cohesive band. When we recorded Sell the Lie, we were all new together. American Illusion comes after seven tours together. You’ve released 2 CDs, you were touring with such artists as Alice Cooper or Slash (currently on tour with Buckcherry and Hardcore Superstar). What are Venrez’s plans and expectations for the future? Steven: We will continue to tour behind the new release well into next year. Then go into the studio to record another record.

37


backstage access

i style INGEBORG STEENHORST W ŚWIECIE ROCKA I METALU CZASEM NIE WYSTARCZY WYBIJAĆ SIĘ TYLKO MUZYCZNIE. JEDNI CZUJĄ SIĘ ŚWIETNIE W CZARNYM T-SHIRCIE I PODARTYCH JEANSACH, INNI CZUJĄ POTRZEBĘ TWORZENIA NA SCENIE PRAWDZIWEGO TEATRU. A SKORO TEATR, TO MUSZĄ BYĆ I KOSTIUMY. TYMI ZAJMUJE SIĘ NA PRZYKŁAD INGEBORG STEENHORST.

hans clijnk zdjęcia: hans clijnk / studio ingeborg steenhorst


Biorąc pod uwagę twoje studia, nic dziwnego, że zajęłaś się modą. Kiedy postanowiłaś rozpocząć karierę w branży projektowania i tworzenia ubrań? Na początku 2006 roku podjęłam decyzję, że chcę spróbować kariery w projektowaniu ubrań. Zbiegło się to z końcem mojej pracy w charakterze menadżera w Psychonaut Records, prywatnej wytwórni zespołu The Gathering. Podobnie jak w przypadku wszystkich innych wytwórni, sprzedaż płyt CD leciała w dół, a w związku z tym, że wytwórnia reprezentowała tylko jednego koncertującego artystę, koszty pracy były zbyt wielkie, gdyż firma miała dwóch pełnoetatowych pracowników. Zaproponowano mi dalszą współpracę w charakterze wolnego strzelca, ale postanowiłam zacząć coś nowego. Jeszcze gdy pracowałam w wytwórni, w wolnym czasie zajmowałam się sztuką, modą i projektowaniem ubrań. W 2001 roku stworzyłam wszystkie kostiumy i większość grafik na potrzeby rock-opery Liason de la Morte holenderskiego zespołu progmetalowego Cirrha Niva (kompozytor i gitarzysta tego zespołu Rob Willemse jest teraz moim mężem). Jednym z kostiumów był strój ślubny z czepkiem weselnym dla zmarłej panny młodej. Miałam z tej pracy wielką frajdę i tak zaczęła się moja pasja do projektowania i tworzenia jedynych w swoim rodzaju nakryć głowy, akcesoriów odzieżowych i strojów. Po zakończeniu trasy promującej ten album w dalszym ciągu w wolnych chwilach tworzyłam nakrycia głowy i unikatowe stroje. Gdy mój czas w Psychonaut Records zbliżał się do końca, a moje dzieła stawały się coraz bardziej profesjonalne i zbierały coraz lepsze opinie, wybór był prosty. Kiedy postanowiłaś tworzyć stroje specjalnie dla zespołów rockowych i metalowych i jak w ogóle do tego doszło?

40

Wszystko zaczęło się od tej rock-opery Cirrha Niva i gdy jesienią 2006 roku moja pracownia już działała, zaczęły przychodzić pierwsze zlecenia od innych zespołów. Jedno przyszło natychmiast od grupy After Forever. Chcieli, żebym zaprojektowała stroje sceniczne dla ich wokalistki Floor Jansen oraz żebym zajęła się stylizacją pozostałych muzyków. Potem, na początku 2007 roku, grupa Stream of Passion poprosiła, żebym ubrała Marcelę (wokalistkę) na potrzeby okładki i zdjęć promocyjnych do albumu The Fire Within, a potem już samo poszło. Od tamtej pory wielokrotnie projektowałam stroje i dodatki oraz zajmowałam się stylizacją takich artystów rockowych, jak Simone Simons, muzycy z grupy Epica, Lzzy Hale z Halestorm, Corey Beaulieu z Trivium, Floor Jansen (zarówno w Nightwish, jak i w ReVamp) Sully Erna z Godsmack, Aaron Lewis ze Staind, gitarzysta Jeroen i wokalista/basista Marloes z holenderskiej grupy metalowej Izegrim, Clémentine Delauney z grupy Serenity czy angielski kompozytor i wokalista Alx Leeks występujący jako Hanging the Star. Skąd czerpiesz inspiracje? Z muzyki, flory i fauny całego świata, poezji, architektury czy historii strojów. Czasami inspiruje mnie historia materiału, z którym pracuję. Kształt, tekstura czy kolor konkretnej tkaniny może sprawić, że wpadnę na jakiś pomysł, ale zainspirować mnie może także sam artysta, dla którego pracuję. Efekt końcowy jest zazwyczaj kombinacją tych źródeł inspiracji. Czyli artysta lub zespół proszą cię o stworzenie dla nich ubiorów. Możesz wyjaśnić jak wygląda cały ten proces? Zawsze najpierw musimy się spotkać i nieco się poznać . Jeśli artysta nie może osobiście pojawić się w mojej pracowni (np.


ze względu na odległość), dajemy sobie radę za pomocą maili, Skype’a czy telefonów. To załatwia bezpośredni kontakt pomimo dzielącej nas odległości. Dzięki temu mogę poznać osobowość artysty oraz jego życzenia i potrzeby. Dopełnieniem całości jest muzyka i przeznaczenie strojów. Gdy wiem już, czego potrzebuje artysta, zaczynam rozrysowywać projekty. Gdy artysta zaaprobuje projekt, rozpoczyna się faza jego realizacji, ale przed ukończeniem kostiumów lub stylizacji jest jeszcze sporo roboty. Muszę skonsultować się z moją ekipą techniczną – pracuję z niezwykle doświadczonymi krawcami, specjalistą od sitodruku, rzeźbiarzem oraz z kilkoma dostawcami ekskluzywnych tkanin i skóry. Radzą mi w sprawach produkcji oraz materiałów i barwników. Potem następuje intensywny proces zakupu materiałów i tkanin, tworzenia strojów, dopasowywania, poprawek i wykończeń, zanim skończone ubiory można zaprezentować przed kamerą lub na scenie. Wszystko to pochłania wiele godzin pracy. Wraz z ekskluzywnym charakterem tych projektów sprawia to, że są one niezwykle cenne. Czy to bardzo ważne, byś wiedziała, czy tworzone przez ciebie stroje będą wykorzystywane do sesji zdjęciowych, czy także podczas tras? Pewnie pirotechnika i zachowanie artystów na scenie mają znaczenie. Tak, oczywiście! Oprócz zachcianek artystów dotyczących kształtu czy koloru muszę mieć informacje również o tym. Jeśli wykonawca będzie miał na scenie kontakt z materiałami pirotechnicznymi, to muszę użyć materiałów i tkanin niepalnych.

Jeśli będzie musiał wykonywać intensywne ruchy, to stroje muszą być zrobione z tkanin przewiewnych i elastycznych, by miał swobodę. W przypadku perkusistów, którzy przez swoją intensywną grę sporo się pocą, używam zazwyczaj tkanin wykorzystywanych w strojach dla sportowców, które znacznie lepiej oddychają i przy których stosuje się specjalne rozwiązania technologiczne, które zapobiegają rozwojowi bakterii i nieprzyjemnemu zapachowi. Uważam, że to niezwykle ważne, bym dostarczyła artyście stroje, które będą wygodne, praktyczne i trwałe, lecz także zrobią olbrzymie wrażenie. A co jeśli artysta zażyczy sobie czegoś, co według ciebie nie będzie dobrze wyglądało? Próbujesz wtedy jakoś odwieść go od tego pomysłu? Zazwyczaj muzycy przychodzą do mnie, bo czują, że będę lepiej wiedziała, co może na nich dobrze wyglądać i co będzie się sprawdzać. Ponieważ mam wiedzę i doświadczenie w tym zakresie, jestem w stanie wyjaśnić im, czemu według mnie konkretny projekt nie będzie im pasował. Moi klienci cenią sobie moje rady i zazwyczaj akceptują je bez żadnych problemów. Czy są jakieś motywy, których nie użyłabyś w swoich wyrobach, bo byłyby sprzeczne z wartościami, które wyznajesz? Nigdy nie wykorzystuję w swoich strojach i projektach symboliki antysemickiej lub antyreligijnej (bez względu na to, o którą religię chodzi), a także obraźliwej lub pornograficznej. Nie używam też prawdziwych nowych futer, wolę imitacje,


które w dzisiejszych czasach są świetnej jakości. Czasami ktoś prosi, bym przerobiła jakieś stare futro – z tym nie mam problemu. Skóra zwierząt powinna być traktowana z szacunkiem, a nie palona i wyrzucana do śmieci. A jeśli ktoś otrzymał futro w spadku po kimś z rodziny, to wiem, że istnieje pewna więź emocjonalna i taka osoba będzie o nie dbała, więc wtedy nie mam nic przeciwko. To teraz trudne pytanie. Czy którykolwiek z twoich projektów wyszedł lepiej, niż się spodziewałaś i przez to sprawił ci jeszcze większą satysfakcję? Faktycznie trudne pytanie. Z pewnością jestem niezwykle dumna z tego, jak sprawdzały się stroje dla Simone Simons z grupy Epica, zrobione na koncert „Retrospect”. Podczas trasy koncertowej Simone miała coraz większy brzuszek ciążowy, ale jednocześnie wyglądała niezwykle seksownie i ostro. Dodatkową satysfakcję daje mi z pewnością także satysfakcja i radość moich klientów, którzy cieszą się, że ich stroje przyczyniły się do świetnego odbioru wizualnej strony ich sztuki. Po raz drugi masz tu – na backstage’u Metal Female Voices Fest – swoje stoisko. Czego spodziewasz się po dzisiejszym dniu? To świetna sprawa, że mogę spotkać się z artystami i pokazać im moje kreacje. Przed MFVF robię parę nowych projektów pod scenę rockową i metalową. Miło jest spotkać zarówno nowych znajomych, jak i starych przyjaciół, podyskutować z nimi na temat ich potrzeb i życzeń odnośnie do wizualnej strony ich zawodu. Zazwyczaj jestem w stanie dać im jakieś rady dotyczące stylizacji, czasem przeradza się to w nowe projekty. Artyści doceniają to, że ciągle pojawiają się nowości w dziedzinie mody, fotografii czy sztuki dotyczące przemysłu mu-

44

zycznego. Oprócz moich projektów można tu także zobaczyć wystawę fotografii belgijskiego fotografa koncertowego Tima Tronckoe, a także wystawę sztuki organizatorki festiwalu, Val Helcanen, która tworzy piękne rysunki oraz obrazy wokalistek rockowych. Jakie masz plany na przyszłość – zarówno tę najbliższą, jak i odleglejszą – dotyczące twojego studia oraz marki I Style Stars? W marcu 2014 roku pokażę nowe kolekcje – jedna składa się z ekskluzywnych i ekscentrycznych kreacji, druga zaś będzie pierwszą seryjną rockową kolekcją dla pań i panów. Będzie zawierała malowane przeze mnie koszulki, bluzy i spodnie dżinsowe z moimi unikatowymi wzorami. Negocjuję aktualnie z salą koncertową W2 w Den Bosch – mieście, w którym mieszkam i pracuję – w sprawie zorganizowania takiej imprezy. Jeśli dojdziemy do porozumienia, bilety będzie można kupić od lutego przez stronę http://www.w2.nl. Jeśli chodzi natomiast o projekty kostiumów dla artystów, jestem obecnie bardzo zajęta projektami dla grup Epica i Lacuna Coil, dla Niny Jiers z Neopera oraz dla projektu Jaded Star wokalistki Maxi Nil. Wszyscy wydadzą nowe płyty w 2014 roku i pojadą w trasy w moich strojach. Z czasem okaże się, którzy jeszcze artyści się u mnie pojawią. Będę ich wyczekiwała. Dziękuję, że poświęciłaś mi czas i odpowiedziałaś na moje pytania. Życzę ci wielkich sukcesów oraz kreatywności. Mam nadzieję, że już niedługo zobaczymy kolejne twoje stroje na scenie. Ja również dziękuję za tę miłą i treściwą rozmowę. To świetnie, że mam okazję wyjaśniać tajniki mojej pracy szerszej publiczności.


MOGLIBYŚMY WYMIENIĆ WIELE NAZWISK ZNANYCH KLIENTÓW INGEBORG, ALE NAJLEPIEJ PO PROSTU POZWOLIĆ PRZEMÓWIĆ WŁAŚNIE JEDNEJ Z KLIENTEK PROJEKTANTKI. ODDAJEMY GŁOS FLOOR JANSEN. W jaki sposób poznałaś Ingeborg? Wpadły ci w oko jej projekty dla jakiegoś innego artysty? Z tego co pamiętam, skontaktowałam się z nią przez Entertainment Group. Gdy odwiedzasz ją w związku z projektami nowych strojów, czy sama przynosisz swoje pomysły? Teraz w większym stopniu niż kiedyś sama coś proponuję. Mam większe pojęcie o kolorach, tkaninach, a czasem i o tym, czego chcę. A potem Ingeborg zaczyna projektować i wpada na pomysły, których ja nawet nie potrafię sobie wyobrazić. Jej wkład jest fantastyczny, a do tego często wymyśla rozwiązania, dzięki którym stroje są wygodne w warunkach trasy koncertowej. Czy to duża zaleta, że Ingeborg ma pewną wizję tego, jak opinia publiczna odbierze jej stroje? Oczywiście! Co sprawia, że jej stroje i projekty są tak wyjątkowe? Bardzo dobrze wie, czego chcę, co do mnie pasuje i co pasuje do zespołu, z którym będę w tych strojach występowała. Jej produkty są dobrej jakości, są trwałe i świetnie znoszą trudy trasy. A poza tym współpraca z nią to czysta przyjemność, to świetna osoba! Co myślisz sobie po zakończeniu trasy, gdy widzisz zdjęcia i materiały filmowe przedstawiające cię w strojach I Style Stars? „I właśnie dlatego wybrałam Ingeborg”? Świetnie, jeśli wszystko łączy się w jedną całość: ja, zespół, makijaż oraz stroje. Jedna całość. Floor, dziękuję za poświęcenie mi czasu i za te kilka słów na temat ubrań od I Style Stars. Powodzenia z zespołami ReVamp i Nightwish, mam nadzieję, że jeszcze wielokrotnie zobaczymy cię w strojach I Style Stars. Dzięki.


backstage access

i style INGEBORG STEENHORST IN THE WORLD OF ROCK AND METAL IT’S SOMETIMES NOT ENOUGH TO BE GOOD JUST AT PLAYING OR SINGING. SOME FEEL GREAT IN BLACK T-SHIRTS AND OLD JEANS, BUT OTHERS WANT TO CREATE THEATRICAL PERFORMANCES DURING THEIR CONCERTS. AND IF WE WANT THEATRE, WE’VE GOT TO HAVE COSTUMES. THESE ARE CREATED BY PEOPLE LIKE INGEBORG STEENHORST. hans clijnk photography: hans clijnk / studio ingeborg steenhorst


Considering your studies, it is no surprise you started working in fashion but when did you decide to start a career in designing and making clothes? In early 2006, I decided to make a career out of fabricating fashion and particularly costume design. It all started with the end of my fulltime job as a label and artist manager at Psychonaut Records, the private label of rock band The Gathering. Just as with all record companies, the selling numbers of CDs were dropping down and as a label with just one touring band, the labour expenses became too high (the label had two full time employees). I was given the choice to continue my work for the label as a freelancer but chose to start something for myself. In the little spare time besides my work for the label I was already busy with art, fashion and costume design for years. In 2001, I created all of the costumes and most of the artwork for Liason de la Morte, a rock opera from the Dutch progmetal band Cirrha Niva (guitarist/composer Rob Willemse is my husband nowadays). One of the costumes in the rock opera concerned a bridal costume with a wedding bonnet for the character of the deceased bride in the story. It was such a joy designing this, that it started my passion for designing and manufacturing unique headdresses, fashion accessories and outfits. After the tour supporting the rock opera ended, I slowly but steadily continued manufacturing headdresses and unique outfits in my free time. When my work at Psychonaut Records was coming to an end and my collection started to become professional with incredibly good reactions, the choice was easy to make. When and why did you choose to manufacture clothing especially for rock and metal bands?

48

It all started with the rock opera by Cirrha Niva and when in fall of 2006 my atelier was up and running, the first applications from other bands came in pretty quickly. The band After Forever for example did an application right away for designing exclusive stage outfits for Floor Jansen (the front singer) and to take care of the styling of stage outfits for the men in the band. After that, in early 2007 the band Stream of Passion did the request to dress Marcela (the front singer) for the art work and promotional pictures for their album The Fire Within and from there, on it went! By now, I have already designed many outfits and accessories or taken care of styling for rock artists like Simone Simons and the guys from Epica, Lzzy Hale from Halestorm, Corey Beaulieu from Trivium, Floor Jansen as a singer for Nightwish and ReVamp, Sully Erna from Godsmack, Aaron Lewis from Staind, guitarist Jeroen and singer/bass player Marloes from a Dutch metal band Izegrim, ClĂŠmentine Delauney from Serenity and the English singer songwriter Alx Leeks aka Hanging the Star. Where do you draw your inspirations from? I get my inspiration out of music, flora and fauna of the world, poetry, architecture, history of costumes and often the materials and fabrics I work with itself inspire me to create something with them. The shape, texture or colour of a specific material can trigger me to come up with a design but also the artist whom I cooperate with inspires me. It is often a combination of both that influences the final design. An artist or a group asks you to manufacture their clothing for them. Can you explain how the process works? It always starts with a meeting and getting to know each other.


If it is not possible to come to my atelier in person (because of the distance, for example) then e-mail, Skype and telephone is the answer. This makes up for face-to-face communication even from a distance of thousands of kilometres. This way I can get a good idea of the personality of the artist and of his or her wishes and needs. The music and the purpose of the clothing completes the impression. When I know what the artist needs, I start drawing designs or make a styling mood board. After this is approved by the artist, the process of realisation starts. Before an outfit or styling is finished, there is quite a lot of work to be done. This often starts with consulting my technical team, I work with some very experienced freelance tailors, a screen printer, a sculpting artist and several suppliers of exclusive fabrics and leather. Based on my designs and ideas they give me advise in the field of technical production and the fabrics, inks and materials to use. What then follows is an intensive process of purchasing materials and fabrics, manufacturing, adjusting, fitting sessions and finishing off before an outfit is ready to be shown in front of a camera or on stage. So it takes many hours of work to create an outfit and in addition to the exclusive custom made aspect this also adds to the value of my creations. Is it very important to know if the clothing you design is just being used for a photo-shoot or that it also will be used during a tour? For example regarding pyro lightshows or dexterity of the artist. Yes, absolutely! Besides the personal wishes of the artist regarding shape and colour, that’s one of the first things I need to know. The type of the design and the choice of fabrics is mainly based on the purpose the clothing is being used for. If an artist is to be exposed to pyro on stage then I will avoid the

use of highly flammable fabrics or materials. If the artist has to move very intensively, I will search for airy flexible fabrics for optimal freedom of movement. In the case of drummers who through their intensive play often sweat a lot, I standard use fabrics used for sportswear that breathe much better and are made with a special technology that inhibits bacterial growth and unpleasant smells. I find it very important to provide the artist with outfits that are comfortable, practical and durable but also trigger the so called WOW effect. What if an artist wants something that you know wouldn’t look right? How will you try to persuade the artist to change his mind? Generally artists come to me because of the fact that they feel that I have a better view on what will look good on them and what is workable. Because of my knowledge and experience, I can explain very well, why I think a specific design will not be suitable for the artist. My customers highly appreciate my advice and usually accept that without problems. Are there any motifs you don’t want to use because it is against your own standards and values? I refuse to use any anti-Semitic, anti-religion (no matter which one), offensive or pornographic illustrations or texts in my designs and clothes. I also don’t use new fur from the fur industry, I rather use imitation fur which is of great quality nowadays. Once in a while someone asks me to make something new out of a vintage piece of fur from a family heirloom, that’s okay with me. The skin of the animal should be cherished with respect instead of being burned or thrown away in a bin. And if it’s a family heirloom, I know my client will cherish it and have an emotional bond with it, so that’s when I am okay with it.

21


A hard question now: did any of your creations rise above your expectations and therefore gave you some additional satisfaction? And which creations would it be? A hard question indeed. I am certainly very proud how my “Retrospect” outfits for Simone Simons of Epica asserted her during the tour, still further growing pregnant belly beautifully while giving her a super sexy and tough appearance also. Furthermore, it is especially the satisfaction and joy of my clients about their outfits and their contribution to the success of their visual presentations that gives me satisfaction. You are here backstage with your stand at the Metal Female Voices Fest for the second time. What are your expectations about today? I think it’s great to get in contact with the artists here backstage and be able to show them my new creations. Towards the MFVF I already make a couple of new designs in line with the rock and metal scene. During the exposition, it is very nice to meet both new and old friends among the artists and discuss their needs and wishes regarding the visual aspect of their profession. I am often able to give the artists some styling tips and sometimes it develops into new custom projects. The artists do appreciate the fact that especially for them there are nice things to see regarding fashion, photography and art in which music is the main theme. Apart from my own exposition, there is also a photo expo of a Belgian concert photographer Tim Tronckoe and an art exposition of the organizer of

52

the festival, Val Helcanen, who makes beautiful drawings and paintings of female rock artists. What are your plans for the future, both short and long term, for your studio and the label I Style Stars? March 2014, I will be presenting a new collection of both exclusive eccentric creations as well as the first ready to wear rock style collection clothes for both ladies and gentlemen. This collection will contain nice shirts, blouses and jeans trousers which will be equipped with my unique paint coatings and prints. I am in negotiations with the W2 concert hall in Den Bosch, the city I live and work in, about hosting this show. When we get to an agreement , tickets to attend the show will be available from February through http://www.w2.nl In the area of costume design for artists I am at the moment very busy also with custom orders from Epica, Lacuna Coil, Nina Jiers from Neopera and Maxi Nil’s Jaded Star. They all will release new albums in 2014 and will then go touring wearing my creations. For the rest, which artists will come my way, I will wait patiently and see. I’d like to thank you very much for your time and for answering all my questions and I wish you lots of success and creativity with you atelier and label and hoping to see more of your creations on stage. Thanks to you for a nice and substantive interview! It is nice to be able to explain my work to the audience also.


WE COULD MAKE A LIST OF NAMES OF INGEBORG’s CUSTOMERS BUT WE THINK IT WOULD BE A BETTER IDEA TO LET ONE OF HER CLIENTS SPEAK FOR HERSELF AND TO ASK HER SOME QUESTIONS ABOUT THE COLLABORATION WITH THE DESIGNER. THIS CLIENT IS FLOOR JANSEN.

How did you get in touch with Ingeborg? Did you see some of her creations during another band’s show? Through the Entertainment Group, as I recall. When you visit Ingeborg to design an outfit, do you already have some ideas of your own? Yes, now more than in the beginning. I have a clearer image about the colours, fabrics and sometimes even the designs I want to use. Then, when Ingeborg starts designing, she comes up with ideas I can’t imagine, her input is fantastic and often she also has practical ideas making the outfit comfortable when I wear it during the tour. Is it an advantage that Ingeborg has a vision about how her creations will look to the public? Of course! What makes the clothes she designs so special to you? She knows very well what I want, what suits me and what suits the band in which I will be using it. Her products are good and solid and stay very well during the whole touring. Besides that, it is very nice working with her, she is a fine person! What do you think after a tour when you see photos or video footage of yourself wearing clothes of I Style Stars? Do you think: that’s exactly why I choose Ingeborg? It is awesome to see that the image is complete. Myself, the band, the make-up and the clothes: one image. Floor, thank you for your time and for giving us your opinion on wearing clothes of I Style Stars. I wish you good luck with ReVamp and Nightwish, and hope to see you perform wearing clothes of I Style Stars many more times. Thanks.


metal

female voices festival 2013 photography: hans clijnk

rock live


chaostar

hell city

L’Endevi


liv kristine

eve’s apple


eve’s apple

eve’s apple

eve’s apple


imperia


azylya

chaostar

Kobra & the Lotus

Kontrust


victorians

delain

Anneke van Giersbergen


asrai

cadaveria


imperia

serenity


delriada


eleanor

Anneke van Giersbergen


hell city


stream of passoon leave’s eyes

revamp tarja


rock fashion tally weijl river island orsay River Island

Claires

Claires

espirit new yorker

river island

river island

tally weijl

dr. martens River Island

new look

River Island River Island

new yorker

Claires

river island

irregular choice / zalando.pl

67


leszek mokijewski contributor Artist of the Year: Black Sabbath, Jason Newsted, David

Gahan Album of the Year: Ghost B.C. Infestissumam, Avenged Sevenfold Hail to the King, Kvelertak Meir Concert of the Year: Corvus Corax (Castle Party - Bolków,13.07.), Lacrimosa (Castle Party, Bolków,12.07.), Illusion (Cieszanów Rock Festiwal, Cieszanów 23.08.) Best Newcomer: Lilly hates roses, Newsted, Ostre Video Clip of the Year: Cradle of filth For you vulgar delectation, Behemoth Blow your trumpets Gabriel, Deep Purple Vincent Price Event of the Year: Black Sabbath recording with Ozzy Best Cover Artwork: Watain The Wild Hunt, Ghost B.C. Infestissumam, Uprising Bleed from within

ro

s k c i p ’ s s e x x a k c

3 1 0 2 f o t s e b ’ s r o t i d e agazine

m s s e x x a jakub bizon michalski rock translation editor

Artist of the Year: Steven Wilson, Riverside, Black Sabbath Album of the Year: Riverside Shrine of New Generation Slaves, The Answer New Horizon, Scorpion Child Scorpion Child Concert of the Year: Slash (Katowice, 13.02.), Rush (Amsterdam, 02.06.), Steven Wilson (Zabrze, 30.11.) Song of the Year: Riverside The Depth of Self-Delusion, Steven Wilson The Holy Drinker, Airbag The Greatest Show on Earth Best Newcomer or This Year’s Biggest Discovery: Scorpion Child, The

Vintage Caravan, Sound of Contact Event of the Year: David Bowie is back, Black Sabbath album with Ozzy, Kings of Chaos Video Clip of the Year: Steven Wilson The Raven That Refused to Sing, Deep Purple Vincent Price, The Vintage Caravan Expand Your Mind Best Cover Artwork: The Answer New Horizon, Airbag The Greatest Show on Earth, Anathema Universal Best Packaging: Steven Wilson The Raven That Refused to Sing (and Other Stories) deluxe edition, Anathema Universal, Rush Clockwork

Angels Tour deluxe package Personality of the Year: Piotr Kosiński (The best concert promoter in Poland)

kasia strzelec editor Personality of the Year: Lemmy, Ozzy (both not for their great albums but for proving that they are natural born rockers) Album of the Year: MotÖrhead Aftershock, Rob Zombie Venomous Rat Regeneration Vendor, Soilwork The Living Infinite Concert of the Year: Bon Jovi (Gdańsk, 19.06.), Avantasia (Masters of Rock, Vizovice 14.07.), Kiss (Prague, 15.06.) This Year’s Biggest Discovery: Beasto Blanco Video Clip of the Year: Rob Zombie Dead City Radio And The New Gods Of Supertown , Deep Purple Vincent Price Event of the Year: David BowiE’s come back, EUROPE’s 30th anniversary at Sweden Rock Festival Best Cover Artwork: Avantasia The Mystery of Time – A Rock Epic Best Packaging: Deep purple Now What?! 5CD+DVD+T-shirt BOX


agnieszka lenczewska, editor Artist of the Year: Steven Wilson, Paul McCartney, Devin Townsend Album of the Year: Ayreon The Theory Of Everything, Steven Wilson The Raven That Refused to Sing, Tomasz Makowiecki Moizm Concert of the Year: Anathema Acoustic (Wrocław 25.10.), Steven Wilson (Zabrze 30.11.), Mostly Autumn (Inorock Festival – Inowrocław 31.08.) This Year’s Biggest Discovery: Dawid Podsiadło, Fismoll, Captain

Crimson Video Clip of the Year: Steven Wilson Drive Home, Megadeth Super Collider, Deep Purple Vincent Price Story of the Year: Jeff Hanneman’s death, Lou Reed passing away, Black Sabbath on tour Best Cover Artwork: Anathema Universal, Airbag The Greatest Show on Earth, Lebowski Goodbye My Joy Best Packaging: Steven Wilson The Raven That Refused to Sing (deluxe edition), Rush Clockwork Angels Tour, Ayreon The Theory of Everything (deluxe edition) Personality of the Year: Arjen Lucassen, Guthrie Govan, Lemmy

karolina karbownik EDITOR IN CHIEF Artist of the Year: Jason Newsted Album of the Year: Motörhead Aftershock, Rob Zombie Venomous Rat Regeneration Vendor, Black Sabbath 13 Concert of the Year: Paul McCartney (Warsaw, 22.06.), Green Day (Lodz, 18.06.), HIM (Warsaw, 1.06.) Best Newcomer or This Year’s Biggest Discovery: Newsted, CJ Ramone (still feeling the spirit of The Ramones), Phil Campbell’s All

Starr Band Video Clip of the Year: Paul McCartney Queenie Eye, Black Label Society Ain’t No Sunshine, Rob Zombie Dead City Radio And The New Gods Of Supertown Story of the Year: Ray Manzarek’s death, Randy Blythe found not guilty, Lemmy’s health concerns Best Cover Artwork: HIM Tears on Tape, The Dillinger Escape Plan One Of Us Is The Killer, Kvelertak Meir Best Packaging: Carcass Surgical Steel – limited edition with surgical kit, Tarja Turunen Victim of Ritual, limited edition box-set Personality of the Year: Randy Blythe (for being such a talented photographer), blasko (for supporting #caturday), KELLY OSBOURNE

hans clijnk photographer Artist of the Year: Dream Theater, ReVamp, Queensrÿche

(with Todd) Album of the Year: Dream Theater Dream Theater, Queensrÿche Queensrÿche, ReVamp Wild Card Concert of the Year: Queensrÿche (Effenaar Eindhoven), Tarja at MFVF, Therion at EMM Best Newcomer or This Year’s Biggest Discovery: Lotus and the Cobra, L’Endevi, Elvenking Video Clip of the Year: Nightwish Showtime, Storytime, Epica Retrospect, Queensrÿche Ad Lucem Event of the Year: Kiss in Rock and Roll Hall of Fame, Floor Jansen becomes singer of Nightwish, sudden death of Lou Reed Best Cover Artwork: Ayreon The Theory of Everything, Dream Theater Dream Theater, ReVamp Wild Card Best Packaging: Ayreon The Theory of Everything, Dream Theater Dream Theater, Queensrÿche Queensrÿche


r

e n i z a g a m s ock axxes

3 1 0 2 f o t s e readers’ b

peter kelthes, joanna kar readers Artist of the Year: Ghost BC Album of the Year: Black Sabbath 13 Concert of the Year: Toto (Lodz, 25.06.) Best Newcomer or This Year’s Biggest Discovery:

Pentatonix,

Amaranthe Event of the Year: Behemoth releases Blow Your Trumpets Gabriel Video Clip of the Year: Ylvis The Fox, Pentatonix Daft Punk Best Cover Artwork: Stratovarius Nemesis

kaśka michalczyk reader Artist of the Year: Motörhead, Black Sabbath, Slash Album of the Year: Black Sabbath 13, Brutus Behind The Mountains, Kadavar Abra Kadavar Concert of the Year: The Darkness (Warsaw, 16.03.), Nazareth (Warsaw, 21.04.), Children of Bodom (Cracow, 24.11.) Song of the Year: Ghost Secular Haze, Motörhead Heartbreaker, Black Sabbath God is Dead? Best Newcomer or This Year’s Biggest Discovery:

Blues Pills, The Vintage Caravan, Horisont Story of the Year: Slash in Poland, Jeff Hanneman’s death, Black Sabbath’s new album Video Clip of the Year: Watain Outlaw, The Vintage Caravan Expand Your Mind, Red Fang Blood Like Cre-

deb mckay reader Artist of the Year: Roy Harper, Riverside Album of the Year: Editors The Weight of Your Love, Riverside Shrine of New Generation Slaves, Pelican Forever Becoming Concert of the Year: Riverside (Syracuse, NY, 05.05.), Anathema & Alcest (Toronto, Canada, 18.09.) Song of the Year: Riverside The Depth of Self-Delusion Best Newcomer or This Year’s Biggest Discovery: What the Blood Revealed (who sadly also called it quits this year), Tacoma

Narrows Bridge Disaster, Upcdownc Event of the Year: Rush inducted into the Rock and Roll Hall of

Fame

am Best Cover Artwork: Sodom Epitome of Torture, Brutus Behind The Mountains, Satan Life Santence


rock shot

1/2 ananasa 1 cytryna 1 zielone jabłko 1 pomarańcza 1 garść lodu 500 ml jogurtu malinowego 85 ml soku pomarańczowego 230 ml Malibu®

photo: OnlyLapland.com

Owoce obrać. Umieścić wraz z Malibu, lodem i jogurtem w blenderze. Mieszać około minuty. Zabawa w Eskimosa gotowa!

1/2 pineapple 1 lemon 1 green apple 1 orange 1 handful of ice 500 ml raspberry yogurt 3 oz of orange juice 8 oz of Malibu® coconut rum Peel fruit, cut seeds out of the apple. Put rum, fruit, ice, juice, and yogurt into a blender. Blend for 1 minute. Enjoy your Eskimo!


rock screen

prawdziwie Magiczna podr贸偶 across the universe


Przesłuchaj ponad 200 piosenek i wybierz z nich kilka, które złożą się w jedną historię... karolina karbownik FOTO: MATERIAŁY PRASOWE


N

ie jest to zadanie łatwe, ale są tacy, których wyobraźnia na takie szaleństwa pozwala. Inaczej nie byłoby musicali Mamma Mia i Buddy – The Buddy Holly Story. Okazało się, że pewna miłosna historia rozegrała się również w tekstach piosenek The Beatles, a oszlifowała ją Julie Taymor. Amerykańska reżyser miała okazję pokazać swoją niezwykłą wrażliwość artystyczną już kilkakrotnie, reżyserując opery, brodwayowskie spektakle (m.in. Król Lew) i pisząc. Jako reżyser filmowy zdobyła uznanie plastyką swoich filmów, m.in. Tytusa Andronikusa oraz Fridy. W 2007 roku światową premierę miał musical Taymor Across the Universe, którego kanwą były wybrane piosenki The Beatles. Również imiona głównych bohaterów filmu zostały przemycone z Beatlesowskich numerów: Lucy (Lucy in the Sky with the Diamonds), Jude (Hey Jude), Sadie (Sexy Sadie), Max (Maxwell’s Silver Hammer), JoJo (Get Back) oraz Prudence (Dear Prudence).

Is there anybody going to listen to my story… No pewnie, że jest ktoś, kto chce posłuchać jego opowieści! Akcja filmu rozgrywa się w drugiej połowie lat 60. XX wieku. Jude (Jim Sturgess) mieszka w Liverpoolu – szarym, nieciekawym mieście, które ma ogromną przewagę nad innymi. Jest tu stocznia, a więc jest praca. Wieczory spędza się w mrocznych pubach, tańcząc i ściskając się z dziewczyną przy dźwiękach zespołu grającego rockandrollowy hit Hold Me Tight. Za oceanem jest inaczej. Ameryka tańczy w kolorach dzieci kwiatów. Eksploduje muzyką, psychodelią, wolnością i miłością. Jude wyrusza do USA w poszukiwaniu ojca – Amerykanina, który w czasie II wojny światowej stacjonował na Wyspach Brytyjskich. W Stanach Jude poznaje Maxa (Joe Anderson) – studenta z Princeton ceniącego sobie przede wszystkim dobrą zabawę – oraz jego siostrę, śliczną Lucy (Evan Rachel Wood). Max zabiera nowego kumpla do Nowego Jorku – miasta, w którym niezły odjazd jest gwarantowany. Dwójka zamieszkuje w pokoju wynajmowanym od wschodzącej gwiazdy rocka, Sadie (Dana Fuchs), przypominającej Janis Joplin. Wkrótce dołącza do nich Lucy, a także kolejni mieszkańcy apartamentu Sadie – Prudence (T.V. Carpio) oraz JoJo (Martin Luther McCoy) – ciemnoskóry gitarzysta z fryzurą à la Jimi Hendrix. Niewinnie rozpoczynająca się historia nabiera tempa, splatając ze sobą wątki miłosne z rozruchami w Detroit, wojną w Wietnamie, uliczną walką o pokój, rockandrollowymi imprezami, halucynacjami, rozłąką, bólem i rozczarowaniem. Świat stworzony przez Julie Taymor otwiera się dla wszystkich gotowych na wariacką jazdę morsów – poprowadzić ich może sam dr Robert w skórze Bono. To nie jedyna legenda pojawiająca się w filmie. Drapieżne Come Together wykonuje Joe Cocker w podwójne roli: jako stary hippis oraz jako alfons. Sadie podbija serca swoich fanów, występując na scenie Cafe Huh? (wspomnienie słynnej Cafe Wha?). Jej potężny głos eksploduje przy wyrywającym z fotela Helter Skelter.

Na, na, na, na, na, na… Piosenki w filmie są doskonale wkomponowane w narrację, tak aby dopowiadały historię. Żeby spotęgować ich emocjonalność, podczas kręcenia filmu aktorzy wykonywali je na żywo. Nieszybko odpuszczają dreszcze towarzyszące utworowi Let It Be wykonanemu przez Carol Woods i nastoletniego Timothy-

74

’ego T. Mitchuma wraz z chórem gospel. Pełne miłości If I Fell zaśpiewane przez Evan Rachel Wood wciąga w uroczą historię miłosną. Oh, Darling to pełna obelg wymiana zdań między Sadie i JoJo. Jim Sturgess wypada doskonale we wszystkich swoich śpiewanych partiach: od skocznego I’ve Just Seen a Face po pojechane Strawberry Fields Forever i gniewne Revolution. Mocnymi akcentami są choreografia i efekty wizualne w I Want You (She’s So Heavy). Max zjawia się na komisji wojskowej. Z gigantycznych plakatów patrzy na niego Wujek Sam. Max pozytywnie przechodzi wszystkie etapy egzaminów, przez które prowadzą go zsynchronizowane drewniane żołnierzyki, po czym udaje się na służbę ojczyźnie. Wraz z innymi żołnierzami z trudem niesie ciężką Statuę Wolności (She’s So Heavy). W Across the Universe słyszymy łącznie ponad 30 utworów The Beatles zilustrowanych według wizji Julie Taymor.

Rewolucja To nie jest musical historyczny. – mówi Julie Taymor. – Zainspirowały nas wydarzenia lat 60. (…) To jest nasza wizja tego, w jaki sposób tamta epoka mówi do nas. W Across the Universe ducha epoki rewolucji kulturowej przywołują nawiązania do prawdziwych postaci i wydarzeń z tamtych czasów. Oprócz oczywistych odniesień do wojny w Wietnamie, strojów i charakteryzacji niektórych bohaterów (zwłaszcza Sadie i JoJo) wspomniany jest Jack Kerouac (dla matki Lucy i Maxa niezbyt pozytywny wzór do naśladowania), śmierć Martina Luthera Kinga czy przejażdżka autobusem (wzorowanym na pojeździe Kena Keseya, którym podróżował ze swoją grupą Merry Pranksters) do doktora Geary’ego (nawiązanie do Timothy’ego Leary’ego). Oczywiście, można by się tu przyczepić do połączenia piosenek The Beatles z wojną w Wietnamie czy do naiwnej historii miłosnej toczącej się w rytmie All You Need Is Love. Ale przyjemniej jest usiąść wygodnie w fotelu i wybrać się w tajemniczą, magiczną podróż przez świat eksplodujący kolorami, muzyką i emocjami.


55


rock screen

TRULY

MAGICAL

MYSTERY TOUR across the universe


LISTEN TO OVER 200 SONGS AND CHOOSE A FEW AND THEN CREATE A STORY BASED ON THEM… karolina karbownik, photography: press

N

ot an easy task but there are people with imagination so vivid that it makes such madness possible. Otherwise there would be no Mamma Mia or Buddy – The Buddy Holly Story. It turns out that there’s a love story potential in some of the songs by The Beatles and this potential was spotted by Julie Taymor. This American director had several chances to show her artistic sensitivity, by producing operas and Broadway musicals (e.g. The Lion King), as well as by writing. As a film director she gained praise for the visual aspect of her films, including Titus and Frida.

Taymor’s musical – Across the Universe – had its world premiere in 2007. Its plot was based on songs by The Fab Four. Also some names mentioned in those songs were used in the film: Lucy (Lucy in the Sky with Diamonds), Jude (Hey Jude), Sadie (Sexy Sadie), Max (Maxwell’s Silver Hammer), JoJo (Get Back) and Prudence (Dear Prudence).

Is there anybody going to listen to my story… Of course there is! The story is set in the second half of 1960s. Jude (Jim Sturgess) lives in Liverpool – a grey and unattractive city that has one advantage over other places – there’s a shipyard, so it offers many jobs. People spend evenings in dark pubs, dancing and hugging girls to a rock n’ roll hit, Hold Me Tight. It’s different over the ocean. America embraces flower power and its music, psychedelia, freedom and love. Jude goes to the States in search for his father – an American who was stationed in the UK during World War II. In the U.S. Jude meets Max (Joe Anderson) – a Princeton student who likes to party – and his beautiful sister Lucy (Evan Rachel Wood). Max takes his new mate to New York – a city that guarantees good time. Those two live in a room rented from an up-and-coming rock star, Sadie (Dana Fuchs), a character resembling Janis Joplin. Lucy soon hooks up with them, so do other tenants of Sadie’s apartment – Prudence (T.V. Carpio) and JoJo (Martin Luther McCoy), a black guitar player with a Jimi Hendrix hairstyle. The story gains momentum weaving together love with riots in Detroit, the war in Vietnam, street fights for peace, rock n’ roll parties, hallucinations, love, separation, pain and disappointment. The world created by Julie Taymor opens up to everyone ready for a crazy ride. Dr. Robert – played by Bono – may be your guide. He’s not the only legend appearing in this movie. The hard rockin’ Come Together is performed by Joe Coc-

78

ker, who plays a double part: an old hippie and a pimp. Sadie wins the hearts of her fans performing on stage in Café Huh? (a nod to the famous Café Wha?). Her powerful voice explodes when she just rips Helter Skelter.

Na, na, na, na, na, na… Songs in the film are perfectly integrated into the narrative so that they fill the gaps in the story. To enhance their emotional baggage, the actors performed them live while filming the movie. You won’t easily forget the chills you’ll get after listening to Let it Be performed by Carol Woods and the teenaged Timoty T. Mitchum with the aid of a gospel choir. The passionate If I Fell – sung by Evan Rachel Wood – pulls us into a charming love story. Oh, Darling is a full-of-insults dialogue between Sadie and JoJo. Jim Sturgess does just great in all his singing parts: from the upbeat I’ve Just Seen a Face, to the wacky Strawberry Fields Forever, to the agressive Revolution. The choreography and visual effects in I Want You (She’s So Heavy) are also great: Max turns up at the military commission. Uncle Sam looks at him from giant posters. Max passes all exams, led by wooden toy soldiers marching in step, and is drafted into the army to serve his country. Along with other soldiers, he carries the Statue of Liberty (She’s So Heavy). In Across the Universe we hear more than 30 compositions written by The Beatles.

Revolution “We are not doing a history musical” – says Julie Taymor. “But we are really inspired by the events of the 60s. It’s our vision how that period speaks to us.” In Across the Universe, the spirit of the era of cultural revolution is strengthened by references to real characters and events that took place in those times. Apart from obvious references to the war in Vietnam, costumes and make-up of some of the characters (especially Sadie and JoJo), we also get to hear about Jack Kerouac (for Lucy and Max’s mom he’s not the best possible role-model ever), Martin Luther King’s death or a bus ride (modeled on Ken Kesey’s vehicle in which he travelled with his group, the Merry Pranksters) to Dr. Geary (a reference to Timothy Leary). Of course, one could say that linking songs by The Beatles with the war in Vietnam is a bit far-fetched, and that the love story that goes on to the rhythm of All You Need Is Love is a bit naïve. But it’s still nice to sit comfortably in an armchair and take this mysterious, magical tour around the world that just explodes with colors, music and emotions.


map of rock

Zaprowadzę cię na

Truskawkowe Yoko Ono ma gest. Jej dotacja przekazana w 1981 roku na przearanżowanie 2,5-akrowego terenu w nowojorskim Central Parku wyniosła milion dolarów. Od tamtej pory Strawberry Fields to nie tylko sierociniec w Liverpoolu.

Pola

C

entral Park na Manhattanie jest przepięknym, bardzo zadbanym parkiem, do którego ściągają – oprócz zakochanych w nim nowojorczyków – liczni turyści. Nie zajrzeć w którąś z zielonych alejek to tak jak w Paryżu nie podejść pod wieżę Eiffla. Yoko Ono i John Lennon tu akurat zgadzali się z ludem – do Central Parku warto zajrzeć. Lubili to miejsce. Wokół ogromnego parku stoją przepiękne i nieprzeciętnie drogie apartamentowce. O zakupie niektórych mieszkań wcale nie decyduje bardzo gruby portfel, lecz nazwisko i osobowość. I tak niegdyś społeczność lokatorów rezydencji San Remo nie zgodziła się, by ich sąsiadką została skandalizująca Madonna. Woleli towarzystwo Dustina Hoffmana, Bruce’a Willisa i Stevena Spielberga. W apartamentowcu The Dakota albo takich wymogów nie ma, albo zacni bogacze nie mieli nic przeciwko obecności dwojga dziwaków – Johna i Yoko – za ścianą. Jedynie ulica Central Park West, wcale nie taka szeroka, dzieli park od Dakoty. Nawet przejście dla pieszych jest sensownie blisko – nie trzeba się nachodzić. 8 grudnia 1980 roku przy wyjściu z budynku John Lennon został zamordowany. Niespełna cztery miesiące później, 26 marca 1981 roku, najbardziej lubiana przez Yoko i Johna część parku, przypominająca swoim kształtem łzę, została nazwana przez członka rady miasta Henry’ego J. Sterna Strawberry Fields. Yoko dorzuciła swoje grosze na przearanżowanie Truskawkowych Pól w miejsce idealne do medytacji. W miejscu, w którym łączy się kilka parkowych alejek, powstała czarno-biała mozaika z napisem „Imagine” – dla jasności: tytułem jednej z najpopularniejszych piosenek Lennona. Tu, wraz z licznymi kwiatami we wszystkich kolorach tęczy, rozkwita wizja świata żyjącego w jedności. Mozaikę ofiarowało miasto Neapol. Obok umieszczono również tablicę wykonaną z brązu, na której wymienione jest 121 krajów, które zasadziły tu swoje kwiatki, uznały Strawberry Fields za Ogród Pokoju (Garden of Peace), a także złożyły dotację na jego utrzymanie. Wśród licznych dobroczyńców są: Związek Radziecki, Jugosławia, Czechosłowacja, Republika Federalna Niemiec – a skoro i ta, nie mogło braknąć również Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Oficjalnie Strawberry Fields zostały dedykowane Lennonowi w 45 rocznicę urodzin artysty – 9 października 1985 roku.

80

karolina karbownik photography: karolina karbownik / wikimedia


I’m going to

Strawberry

Fields YOKO ONO IS GENEROUS. IN 1981, SHE DONATED ONE MILLION DOLLARS TO RE-LANDSCAPE 2.5 ACRE AREA OF NEW YORK’S CENTRAL PARK. SINCE THAT TIME, STRAWBERRY FIELDS IS NOT ONLY A NAME OF AN ORPHANAGE IN LIVERPOOL.

L

ocated in Manhattan, Central Park is really a magnificent, well-kept park attracting not only New Yorkers but also many tourists. Not visiting the park’s green alleys while being in NYC is like not seeing Eiffel Tower in Paris. Yoko Ono and John Lennon agreed with the society – it’s worth checking the place. They liked it a lot. This huge park is surrounded by amazing buildings with unbelievably expensive apartments. However, it’s not always the financial status that decides whether or not one will have a chance of buying some of the suites, but a name and personality. Once the community of San Remo residence didn’t allow the infamous Madonna to buy an apartment there. They preferred the company of Dustin Hoffman, Bruce Willis and Steven Spielberg. Dakota Building either didn’t have such requirements or the respectable nabobs didn’t have anything against two freaks – Yoko and John – behind the wall. Only Central Park West, which is not that wide, separates Dakota from the park. Even the crosswalk is really close by, so getting there doesn’t require too much effort. On 8 December 1980, John Lennon was shot dead while he was entering the Dakota. Less than four months later, on 26 March 1981, Yoko’s and John’s favorite teardrop-shaped area of the Central Park was designated as “Strawberry Fields” by a City Council member, Henry J. Stern. Yoko threw in some money to re-landscape Strawberry Fields into a perfect meditation spot. In the place where some park alleys meet, lies a black and white mosaic with the word “Imagine” in the middle – a gift from the city of Naples. Obviously a reference to one of Lennon’s most famous songs. This is the place where an idea for a world that would live as one blossoms just like the colorful flowers around. There’s also a bronze plaque with a list of 121 countries that planted their flowers there, named Strawberry Fields the Garden of Peace and gave their donations for its maintenance. Among the listed benefactors are the Soviet Union, Yugoslavia, Czechoslovakia, Federal Republic of Germany and obviously also the German Democratic Republic. Strawberry Fields was officially dedicated to John Lennon on the 45th anniversary of his birth – 9 October 1985.

81


yeah, y

hity znacie...

eah, ye

ah

NIE JES T ŁA CAŁKIE TWO OCENIA Ć M SŁUCHA DO PIERWSZ DYSKOGRAFIĘ EJ NIEP CZY MA THE D Z IŚ MOC ODOBNA, A BEATLES – OS SŁAWN DO NO TA EJ CZW ÓRKI, W LEKCEWAŻĄC TYCH WCZESN TNIA PŁYTA Y STOS BREW P YCH WI U O N Z E O K ROM, N . BYCIE ELU ALE SP IEWIEL RÓBUJM E POMA FANEM Y. GA. Robert foto: m markowsk i ateria ły pras owe


Please Please Me (marzec 1963)

To już naprawdę ponad 50 lat?! Kiedy zaczynałem słuchać Beatlesów, miała połowę tego... I chyba w końcu zaczyna ją dopadać jej „metrykalny” wiek: tu i ówdzie trąci już myszką, ale – co ważne i ciekawe – tylko w kompozycjach zapożyczonych, takich jak Anna (Go to Him) czy Baby It’s You. Utwory własne, napisane przez duet Lennon–McCartney (tutaj jeszcze przedstawiony jako McCartney–Lennon) wciąż brzmią świeżo, emanują spontanicznością i radością tworzenia. Słychać, że szykuje się coś wielkiego.

With the Beatles (listopad 1963)

Drugi album pojawia się na sklepowych półkach 8 miesięcy po debiucie i... z miejsca detronizuje go na szczycie brytyjskiego zestawienia płyt długogrających (mimo że płyta ma niewiele ponad 30 minut, ale tyle się wtedy mieściło na winylu). To znów „beatlesowski śpiewnik”, składający się z kompozycji własnych i wybranych pośród utworów innych wykonawców, przy czym warto tu wymienić Don’t Bother Me – pierwszy wydany utwór pióra George’a Harrisona oraz Please Mister Postman, zarejestrowany pierwotnie przez grupę żeńską. Płyta może nie przełomowa, ale dowodzi jednego: Beatlesi to nie przypadek. To zjawisko.

A Hard Day’s Night (lipiec 1964)

Liverpoolska lokomotywa nabiera rozpędu – John, Paul, George i Ringo grają w filmie (samych siebie zresztą) i wydają na płycie ścieżkę dźwiękową, wzbogaconą na stronie B o 6 kompozycji, których w filmie nie było. Tutaj już wszystkie piosenki napisali sami, przy czym znów cała zasługa przypada Lennonowi i McCartneyowi. Harrison byłby może autorem czternastego utworu, ale zapalenie migdałków Ringo sprawia, że nie zostaje on nagrany. Sam Ringo zaś, choć tradycyjnie dostawał jedną piosenkę do zaśpiewania, tutaj tylko „pracuje fizycznie”.

84

Beatles for Sale (grudzień 1964)

Sukces goni sukces, a wszystko, czego dotykają „proletariackie anioły”, zamienia się w złoto, ale Beatlesi zaczynają odczuwać oznaki zmęczenia – podbijają świat, koncertują i pojawiają się w radiu i telewizji tak często, że nie mają kiedy pisać nowych piosenek, dlatego ich czwarty album przynosi pewien regres kompozycyjny i podpiera się sześcioma coverami jak pierwsze dwie płyty. Były to utwory tak dobrze wyćwiczone na scenie, że trzy z nich nagrano metodą „na setkę” w zaledwie pięciu podejściach (łącznie). Słychać pewne odejście od brzmień elektrycznych na rzecz łagodniejszych, bardziej akustycznych utworów, zwłaszcza w I’ll Follow the Sun, napisanym jeszcze w 1960

Help! (sierpień 1965)

Drugi film, druga ścieżka dźwiękowa „wspomagana” utworami dogranymi na potrzeby strony B. George, poszkodowany jako kompozytor na dwóch poprzednich albumach, tutaj ma własne piosenki – I Need You (z filmu) i You Like Me Too Much (na stronie B). Ringo miał śpiewać If You’ve Got Trouble po stronie „filmowej”, ale nagranie odrzucono i w zamian zaśpiewał kompozycję

Bucka Owensa Act Naturally o graniu w filmach. Uwagę zwraca Lennonowska ballada You’ve Got to Hide Your Love Away inspirowana Dylanem. No i oczywiście Yesterday – najbardziej zgrany utwór emitowany przez światowe rozgłośnie radiowe. Tutaj kończą się wcześni Beatlesi, a zaczynają się artyści.

Rubber Soul (grudzień 1965)

To jest pierwsza płyta nowych Beatlesów – gitary elektryczne ustępują miejsca akustycznym, klimat całości jest mocno folkowy, nieco dylanowski, pojawiają się też pierwsze eksperymenty brzmieniowe – jeszcze nieśmiałe, ograniczające się do przyniesienia przez Harrisona sitaru do studia i wykorzystanie go podczas nagrywania utworu Norwegian Wood (This Bird Has Flown). Zgodnie z założeniem singli tu ani na lekarstwo, choć klasyków nie brakuje – Norwegian Wood to jedno, ale jest jeszcze Michelle McCartneya (z nieco pretensjonalnym fragmentem tekstu po francusku) i przepiękna ballada In My Life, w której Beatlesów wspomaga – nie po raz pierwszy zresztą – George Martin na fortepianie. Absolutna perełka i jeden z najjaśniejszych punktów dyskografii The Fabs – płyta ciepła i przystępna, a przy tym znacznie bardziej postępowa od poprzednich.


Revolver (sierpień 1966)

Beatlesi zwalniają tempo i zamiast na ilość, stawiają na jakość. Zmęczeni koncertami (na które i tak przychodzi coraz mniej ludzi – występ na nowojorskim Shea Stadium w 1966 r. przynosi straty!) postanawiają całkiem z nich zrezygnować i w zamian oddać się pracy w studiu, w pełni korzystając z możliwości, jakie daje szybko rozwijająca się technika nagraniowa. Jeszcze przed ostatnim występem, który dali 29 sierpnia w San Francisco, powstaje płyta określana często jako druga część Rubber Soul, choć tak naprawdę stanowi ona raczej „zerową” część Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band. Eksperymenty brzmieniowe rozkręcają się na dobre – są puszczone od tyłu gitary (I’m Only Sleeping), hipnotycznie zapętlone taśmy (Tomorrow Never Knows), muzycy z zewnątrz (Eleanor Rigby), zwariowane efekty studyjne (Yellow Submarine – jedyny singiel numer jeden zaśpiewany przez Ringo) i fascynacja orientem na całego (Love You To). Wyraźniej niż dotąd zaznaczają się różnice w gustach kompozytorskich – Lennon i Harrison szukają nowych środków wyrazu, podczas gdy Macca szlifuje warsztat w zakresie chwytliwych melodii (Got to Get You into My Life). Ze względu zestawienie utworów nowatorskich i zwykłych piosenek Revolver jest trochę nierówny, ale zapowiada obranie nowego kierunku, od którego nie ma już odwrotu.

Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (czerwiec 1967) Zamknięci w studiu, nieskrępowani koniecznością pisania utworów, które dadzą się wykonać na żywo i bez reszty pochłonięci pracą, Beatlesi – zmęczeni byciem Beatlesami – wymyślili sierżanta Pieprza i jego Orkiestrę Samotnych Serc. I choć nazywanie tej płyty koncept-albumem to pewne nadużycie, Pepper to krążek, którym zachwycili się zarówno krytycy (cztery nagrody Grammy, w tym pierwsza za rockowy album roku), jak i fani (23 tygodnie na szczycie brytyjskiego zestawienia, jedna z najlepiej sprzedających się płyt w dziejach muzyki rozrywkowej). W zasadzie jest podobnie jak na Revolverze, tylko bardziej spójnie. Przeciętniaki w rodzaju Fixing a Hole czy Getting Better można wybaczyć, zwłaszcza w obliczu arcydzieła, jakim jest A Day in the Life –

utwór powstały przez „sklejenie” pomysłów Lennona i McCartneya, podobno już wtedy nieżyjącego.

Magical Mystery Tour (grudzień 1967)

Po oszałamiającym sukcesie Sgt. Pepper’s Beatlesi po raz pierwszy stali się obiektem krytyki, i to nie tyle za sprawą płyty, co filmu Magical Mystery Tour. Spontanicznie stworzony (bez scenariusza!) obraz nie znalazł uznania, co nie przeszkodziło jednak ścieżce dźwiękowej odnieść sukces. Na potrzeby filmu powstało sześć nowych piosenek, które nie mieściły się już na „epce”, ale było ich za mało, by wypełnić album, więc w Wielkiej Brytanii Magical Mystery Tour wydano jako pierwszą podwójną epkę, zaś w Stanach, po dodaniu utworów ze stron A i B singli z roku 1967 – jako longplay (Amerykanie jakoś formatu EP nie kochali). Na wzór wcześniejszych płyt „filmowych” strona A to utwory ze ścieżki dźwiękowej, strona B to materiał spoza filmu. W 1987 r., gdy katalog Beatlesów wydawano pierwszy raz na CD, wersja amerykańska została uznana za oficjalną (mimo że 20 lat wcześniej The Fabs nie chcieli, by wydawać ją w takiej formie). A muzycznie? Kontynuacja stylistyki dwóch poprzedniczek, tyle że w mniej świeżym i odkrywczym wydaniu. Dobra płyta, ale nie wybitna.

The Beatles (listopad 1968)

Prawie rok przerwy, za to album podwójny. Zdania są podzielone – jedni twierdzą, że to opus magnum, inni, że zbiór solowych piosenek, których jest po prostu za dużo, bo nikt z niczego nie potrafił zrezygnować. Fakt, że oprócz arcydzieł pokroju While My Guitar Gently Weeps, Helter Skelter czy Happiness Is a Warm Gun są tu zwykłe wypełniacze, jak Wild Honey Pie, I Will czy koszmarne Ob-La-Di, Ob-La-Da, ale materiał ponadprzeciętny zdecydowanie góruje nad miernotą. Warto wspomnieć kompozytorski debiut Ringo Starra (Don’t Pass Me By), o którym najlepiej powiedzieć tylko tyle, że jest, oraz Lennonowski eksperyment z zakresu muzyki konkretnej inspirowanej dokonaniami Cage’a i Stockhausena – Revolution 9. Słuchać się tego nie da, ale pewne jest, że czegoś takiego nikt w muzyce popularnej wcześniej nie robił. Plotki dotyczące rozpadu Beatlesów osiągają apogeum...

85


Yellow Submarine (styczeń 1969)

Chyba najmniej beatlesowska płyta ze wszystkich płyt Beatlesów, zawiera piosenki ich autorstwa oraz orkiestrową muzykę ilustracyjną skomponowaną przez George’a Martina. Spośród piosenek nie wszystkie są świeże (w sumie cztery nowe, ale tylko dwie napisane z myślą o płycie), całość ma jednak sens za sprawą dobrze przyjętego psychodelicznego filmu animowanego o podwodnych przygodach Czwórki. Co ciekawe, John, Paul, George i Ringo nie podłożyli głosów pod swoje filmowe postacie! Jeżeli ktoś nie lubi muzyki filmowej, ma do wyboru wersję Songtrack, zawierającą komplet piosenek z filmu.

Abbey Road (wrzesień 1969)

Wbrew chronologii, właśnie to jest ostatnia nagrana przez Beatlesów płyta – zarejestrowana po tym, jak projekt Get Back trafił na półkę, gdyż skłóceni członkowie zespołu nie potrafili dojść do porozumienia co do ostatecznego kształtu materiału. Czując bliskość i nieuchronność końca, wszyscy czterej wykrzesali z siebie ostatnie pokłady grupowej kreatywności i stworzyli arcydzieło – płytę uważaną nie tylko za jedną z ich najlepszych, ale i za jedną z najlepszych w ogóle. Choć na początku zbierała mieszane recenzje, z czasem stała się bestsellerem na miarę Sgt. Pepper’s, według niektórych zestawień nawet go przebijając. John, Paul, Geor-

86

ge i Ringo lśnią tu jako kompozytorzy i wykonawcy, a wieńczący album utwór Golden Slumbers/Carry That Weight/The End, z „ukrytym” Her Majesty, to czysta poezja. Można by pisać długo i wiele, ale jedno jest pewne – oto dzieło skończone, od zawartości muzycznej aż po okładkę.

Let It Be (maj 1970)

Ta płyta powstała z materiałów nagranych na początku 1969 r. w studiach filmowych Twickenham, gdzie Beatlesi realizowali film dokumentujący ich proces twórczy. Założeniem całości był powrót do korzeni (Get Back), czyli odwrót od eksperymentów na rzecz bardziej organicznego brzmienia i nagrywania „na setkę”, jak na początku. Problem w tym, że zamiast tworzyć, Beatlesi się kłócili, a Lennon, tkwiący w szponach nałogu narkotykowego, nie bardzo interesował się graniem. Gdy wreszcie skończyli, efekt okazał się zimny i surowy jak wnętrze Twickenham, w związku z czym taśmy otrzymał Phil Spector, który „wzbogacił” je ścianą dźwięku i partiami orkiestrowymi w hollywoodzkim stylu. Wrażenie zespołu grającego na żywo upadło, ale brzmienie zyskało nowy, głębszy wymiar. McCartneya to nie przekonało i uznał The Long and Winding Road za ostateczną zniewagę, po czym odszedł. Po latach doprowadził do wydania Let It Be po swojemu (jako Let It Be... Naked), a wynik jest nie mniej kontrowersyjny niż za pierwszym razem. Ale to już opowieść na inną okazję.


dark access

battlelore where the shadows lie leszek mokijewski

So many souls follow the path Trusting their magic and blades There has to be more than that Fight with your heart or fail

M

iarowe bicie perkusji przerywa ciszę, gitary w opętańczym tempie prowadzą w głąb historii. Niestrudzeni wojownicy, podążacie krwawą ścieżką, a wasze miecze śpiewają pieśń chwały. Nie lękajcie się, o potężni, nastał czas heroicznych czynów – mocnym growlem śpiewa Patrick Menander. Niech strach rozpali ogień w waszych duszach. To czas, gdy zimna stal staje naprzeciw najmroczniejszego zła z otchłani Khazad Dum. Uwierzcie w swoje przeznaczenie, ono was poprowadzi ku nieśmiertelności. Heavymetalowe gitary prowadzą dalej. Pamięć o waszych chwalebnych czynach zagości pośród wojennych pieśni, a mieczom nadane zostaną wasze imiona. Nie lękajcie się księcia ciemności, moc szarego czarodzieja poprowadzi was przez mroczne otchłanie.

ce z ciemnością. Heavymetalowe riffy nieustannie prowadzą na spotkanie z czarodziejem. Żarliwy growl Patricka i czarujący śpiew Kaisy Jouhki nie ustaje, historia toczy się dalej. Pogromco demona z Morii, niczym dar niebios narodziłeś się ponownie w bieli. Ponieś światło ponad moc Saurona, wspólnie połóżmy kres czarnemu władcy. Zjednocz nas wszystkich w swym imieniu, Gandalfie Biały.

After the duel in dwarven caves The Grey Wizard rose again In a colours of radiant white Now it’s his time to ride To the final fields of glory

Wydanym w 2001 roku albumem …Where the shadows lie zespół Battlelore zadebiutował na metalowej scenie. Finowie rozpoczęli nim swą muzyczną wyprawę w krainę Śródziemia. Opisując barwny świat pełny dumnych elfów, potężnych czarodziejów, heroicznych przygód wprost z kart książek Tolkiena, zachwycają lirykami. Heavymetalowe riffy w połączeniu z czarującymi kobiecym głosem Kaise Jouhki i mocnym growlem Patricka nadają epickiego rozmachu i nie pozwalają się nudzić. Ta jedyna w swoim rodzaju wyprawa do magicznego świata znajduje kontynuację na każdej z kolejnych płyt wydanych przez Finów. Czy marzyłeś o tym, by odwiedzić krainę elfów i wraz z Bilbem i Frodem wziąć udział w wyprawie po pierścień ? Jeśli tak, nie czekaj dłużej i wkrocz do świata Tolkienowskiego Śródziemia wraz z muzyką Battlelore.

O, urodzony w wiecznych salach duchu starszy niż świat… Zamieszkiwałeś piękne ogrody Lorien, pokornie służąc Valarom. Dostojny szary czarodzieju, zza wielkiego morza wybrano cię, byś poniósł wiedzę do śmiertelnego świata. Mithrandirze, niestrudzony wojowniku, poprowadź nas jeszcze raz w wal-

Ride with the dragons high on the sky Fight with your sword and lance In battle, hear their fearless warcry The enemy will have no chance


rock style pages

photographer: paweł gulewicz model: Justyna Świdzińska make up: Agata Brzostowska


Rock Axxess nr / no. 19  

rock'n'style mag

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you