Issuu on Google+

rozmowy z wiceprezydentami Sopotu, Wojciechem Fułkiem i Pawłem Orłowskim >> S. 6-7

Gdański Grudzień ‚70

>> S. 10-11

M YŚ L G LO B A L N I E – C Z Y TA J LO KA L N I E

Rok IV Nr 11 (44) 15 grudnia 2009 – 14 stycznia 2010

POL Brokers sp. z o.o. www.polbroker.pl

Spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wielu sukcesów w realizacji wszystkich planów w nadchodzącym Nowym Roku 2010 wszystkim swoim Klientom i osobom współpracującym życzy POL Brokers sp. z o.o. Sopot, ul. Grunwaldzka 23/6 Tel. 058 551-72-57, 550-79-78


2 Informacje Urzędu Miasta Sopotu

www.riviera24.pl

Janusz Lewandowski pojedzie do Brukseli

Sopocianin unijnym komisarzem

Potoki w głębi Zatoki

15 grudnia 2009 – 14 stycznia 2010

15.12

Bartek Sasper

g. 17.00 – „Książka na piątkę” głośne czytanie dzieciom, zabawy plastyczne – MBP, Filia Nr 5

15.12

g. 18.00 – „XIX-wieczny Sopot oczami jemu współczesnych”, spotkanie z Aleksandrem Masłowskim w ramach cyklu spotkań literackich z architekturą i historią „Sopot. Opowieści o domach i ludziach” – MBP, Filia Nr 2

15.12

g. 20.30 – „Jabłka Adama”, reż. A. T. Jansen, Dania, Niemcy, 2005, 94 min. – DKF Kurort

18.12

g. 18.00 – „Z bajką mile spędzamy chwile” – zajęcia literacko-plastyczne dla dzieci: dobre maniery ułatwią ci życie, czyli savoir-vivre dla dzieci; wyświetlanie filmów retro; zajęcia plastyczne z zastosowaniem różnych technik – MBP, Filia Nr 6

19.12

g. 9.00 – 13.00 – VIII edycja Sopockiej Ligi Koszykówki – Amatorski basket Rozgrywki 7. kolejki spotkań Sopockiej Ligi Koszykówki, hala II LO przy al. Niepodległości 751 w Sopocie. Wstęp wolny

19.12

I bieg przełajowy po plaży o Grand Prix Sopotu ( w zależności od warunków pogodowych )

19.12

g.18.00 – Koncert kolęd, Kościół Chrystusowy w Sopocie ul. Obr. Westerplatte 21 (vis a vis Szkoły Muzycznej) dyr. Anna Borkowicz – Sopocki Chór Kameralny CONTINUO

22.12

`

g. 17.00 – „Książka na piątkę” głośne czytanie dzieciom, zabawy plastyczne – MBP, Filia Nr 5

22.12

g. 20.30 – „Nói Albinów”, reż. D. Kari, Dania, Niemcy, 2005, 94 min. Sopot Multikino, DKF Kurort

29.12

g. 17.00 – „Książka na piątkę” głośne czytanie dzieciom, zabawy plastyczne – MBP, Filia Nr 5

Bój o tańszą wodę

Styczeń 2010 1-2.01

g. 19.30 – Gala Noworoczna – Premierowe Koncerty Noworoczne – Yupiter Symphony Orchestra – dyr. Wojciech Mrożek – Hotel Sheraton – Sopot, mpressio Art. Management

4.01

g. 17.00 – Spektakl kukiełkowy Teatrzyku PACYNKA pt. „Władca wiatrów”, zajęcia plastyczne dla dzieci – MBP, Biblioteka Główna

9.01

g. 9.00 – 13.00 – VIII edycja Sopockiej Ligi Koszykówki Amatorski basket, Rozgrywki 8. kolejki spotkań Sopockiej Ligi Koszykówki, hala II LO przy al. Niepodległości 751 w Sopocie. Wstęp wolny

9.01

II bieg przełajowy po plaży o Grand Prix Sopotu ( w zależności od warunków pogodowych ustalone terminy mogą ulec zmianie )

do 10.01 10.01

Wystawa Filipa Kalkowskiego i Joanny Rusinek, malarstwo – PGS I zawody narciarskie o Grand Prix Sopotu ( w zależności od warunków pogodowych ustalone terminy mogą ulec zmianie)

10.01

Koncert Noworoczny w wykonaniu Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot

13.01

g. 18.00 – Laureaci Konkursów im. Daniela Chodowieckiego 1993 – 2007 rysunek, grafika – PGS

13.01

B

ył działaczem KLD, Unii Wolności, dziś jest przewodniczącym Platformy Obywatelskiej na Pomorzu. Przez trzy kadencje parlamentarne sprawował funkcję posła, a w rządach Jana Krzysztofa Bieleckiego i Hanny Suchockiej był ministrem przekształceń własnościowych. Potem został europosłem i szefem komisji budżetowej w Unii Europejskiej. Obecnie wybrano go na komisarza do spraw budżetu Unii. Mowa oczywiście o sopocianinie Januszu Lewandowskim, jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich polityków. Swoje stanowisko w Brukseli Lewandowski obejmie z dniem 1 lutego 2010 roku i w związku z tym będzie musiał zrzec się mandatu europosła. Jego miejsce zajmie marszałek województwa pomorskiego Jan Kozłowski. A nowym marszałkiem ma zostać Mieczysław Struk. Nie wiadomo jeszcze kto zastąpi Lewandowskiego na stanowisku szefa pomorskiej PO. Mówi się o Pawle Adamowiczu, Tadeuszu Aziewiczu, lub Sławomirze Nowaku. W Komisji Europejskiej Lewandowski będzie odpowiadał

g. 16.30 Spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki – MBP, Biblioteka Główna

Przedsiębiorstwo dostarczające wodę do mieszkań i odprowadzające ścieki w Sopocie – Saur Neptun Gdańsk – chciało podnieść stawki za obie te usługi o 37 %. Oznacza to, że mieszkańcy zamiast płacić 6,18 złotych za metr sześcienny, płaciliby 8,50 złotych. Na

O zagospodarowaniu parku zadecydują mieszkańcy Park Grodowy rozciąga się pomiędzy torami kolejowymi, a ulicą Haffnera, wzdłuż skarpy poprzecinanej wąwozami, strumieniami i porośniętej wspaniałymi okazami drzew. W sercu parku znajduje się Grodzisko, a w nim skansen archeologiczny. Gdzieniegdzie w zieleń wtopione są stylowe wille. Na dziś park jest mocno zaniedbany i Urząd Miasta zastanawia się jak go zagospodarować. W lutym 2008 roku zorgani-

Współpraca Miasta ze Strażą Graniczną Adres redakcji:

Wydawca:

Druk:

81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753 redakcja@riviera24.pl k63@gazeta.pl www.riviera24.pl

PPHU RIVIERA SOPOT Gabriela Łukaszuk 81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753

Polskapresse sp. z o.o. 80-720 Gdańsk, ul. Połęże 3

Redaktor naczelny:

Adres do korespondencji:

Krzysztof M. Załuski tel. 600 394 861

Riviera Literacka ul. Mariacka 50/52 80-833 Gdańsk

Niezamówionych materiałów redakcja nie zwraca, zastrzega sobie także prawo do ich redagowania. Za treść reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności

1 grudnia prezydent Sopotu Jacek Karnowski podpisał porozumienie z komendantem Straży Granicznej, komandorem Piotrem Stockim o współpracy na linii Miasto – Straż w roku 2010. Porozumienie dotyczy wspólnych patroli, kontroli targowisk i skupisk cudzoziemców. Współpraca pomiędzy Miastem Sopot i Strażą

R

fot. Wojciech Strozyk / KFP

Grudzień 2009

9 grudnia zakończona została kolejna inwestycja, mająca sprawić iż woda w morzu przy sopockich plażach będzie czystsza. Chodzi o wyprowadzenie ujścia kilku potoków rurociągami w głąb Zatoki Gdańskiej.

za sprawy finansowe, przede wszystkim za przygotowanie budżetu unijnego na lata po 2013 roku. Dla Polski jest to kluczowa kwestia, dotycząca dalszego szybkiego rozwoju naszego kraju. W wywiadzie, jakiego jeszcze w czerwcu Lewandowski udzielił „Gazecie Wyborczej”, był on optymistą. Ponieważ w najbliższych latach do Wspólnoty nie wejdzie żaden duży kraj, czy to Turcja, czy Ukraina, Polska ma szansę pozostania nadal głównym odbiorcą funduszy europejskich. Nowy komisarz obiecuje bić się dla naszego kraju nawet o 90 miliardów euro dotacji.

Ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego w 2009. Janusz Lewandowski głosował w komisja nr 13 w Sopocie.

nadzwyczajnej sesji Rady Miasta w dniu 4 grudnia, na wniosek prezydenta Jacka Karnowskiego, radni nie zgodzili się na tak drastyczną podwyżkę. W odpowiedzi Saur zapowiedział wystąpienie do wojewody o uznanie uchwały Rady za nieważną. Na wydanie swej decyzji wojewoda ma 30 dni. (bs) zowano konsultacje, w których głos zabrało półtora tysiąca sopocian. W większości opowiedzieli się oni za parkową funkcją tej części miasta. Potem urzędnicy przedstawili własny projekt, w którym była mowa o budowie na terenie parku hoteli, a nawet budynków mieszkalnych. Projekt został jednak zakwestionowany przez mieszkańców, wobec czego władze miasta ogłosiły konkurs urbanistyczny, w którym znalazło się zastrzeżenie, iż jeśli nie znajdzie on uznania sopocian, nie będzie realizowany. (as)

Graniczną trwa już kilka lat. W roku bieżącym władze Sopotu wsparły Straż Graniczną kwotą 20 tysięcy złotych. Straż odbyła 18 samodzielnych i 76 wspólnych z policją patroli po Sopocie. Nałożono 29 mandatów, udzielono 484 pouczeń w związku z naruszeniem porządku publicznego, zakłócaniem ciszy nocnej, awanturami domowymi. Skontrolowano trzeźwość 46 kierowców. (bs)

urociągi są dwa. Jeden na wysokości ośrodka sportowego Hestii, drugi po prawej stronie mola. Ich wyloty znajdują się w odległości od 345 do 380 metrów od plaży. Dzięki temu wpływ strumieni na jakość wód przybrzeżnych zostanie obniżony aż stukrotnie. Nie jest to obojętne w perspektywie wejścia w życie nowej dyrektywy kąpieliskowej, mającej obowiązywać w Unii Europejskiej i zakładającej bardziej restrykcyjne normy czystości wody, niż ma to miejsce dzisiaj. Budowa rurociągów pochłonęła ponad 52 miliony złotych. Jest ona pierwszym etapem kompleksowego systemu odprowadzenia wód opadowych w Sopocie. W kolejnych etapach przewi-

duje się budowę zbiorników retencyjnych przy ul. Okrzei o pojemności 1325 metrów sześciennych i przy ul. Piastów o pojemności 134 metrów sześciennych. Dzięki nim domy położone w dolnej części miasta zostaną zabezpieczone przed wodami burzowymi, podczas gwałtownych opadów. Równocześnie montowane są urządzenia do podczyszczania wody potoków. Urządzeń tych będzie 32, do dziś zamontowano już 14 sztuk. Całość prac rozpoczętych w październiku 2008 roku ma być zakończona do czerwca 2012 roku. Ogólny koszt opiewa na niemal 73 miliony złotych, z czego ponad 14 to wkład unijny. Reszta, czyli ponad 58 milionów pochodzi z budżetu miasta. (bs)

Międzynarodowy Dzień Wolontariusza

władz samorządowych i instytucji publicznych. Honorowy patronat nad imprezą objął prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Podczas spotkania zostały ogłoszone wyniki konkursu „Sopocki Wolontariusz Roku” i wręczono nagrody. (bs)

Z okazji Międzynarodowego Dnia Wolontariusza w Urzędzie Miasta Sopotu odbyła się debata pod nazwą „Oblicze wolontariatu”. W spotkaniu wzięli udział wolontariusze, przedstawiciele

Przedświąteczne spotkania sopocian Od 13 do 24 grudnia br. odbywają się w Sopocie spotkania mieszkańców. Pierwsze zostało zorganizowane w niedzielę 13 grudnia na Placu Przyjaciół Sopotu. Mógł w nim wziąć udział każdy mieszkaniec miasta. W programie były życzenia od prezydentów miasta, konkurs z udziałem koszykarzy Trefla Sopot, występ sopockiego chóru Continuo, loteria przygotowana przez seniorów z Dziennego Domu Pomocy Społecznej, kolędowanie na jazzowo w wykonaniu Przemka Dyakowskiego i jego zespołu, oraz występy happanerów z Młodzieżowego Klubu Twórczego „Plama”. Kolejne spotkania przygotowywane są w dniach 17–20 grudnia. Tym razem na placu przed kościołem św. Jerzego. Jak co roku jarmark świąteczny organizują wychowankowie Młodzieżowej Placówki Wychowawczej Caritas Archidiecezji Gdańskiej. Będzie żywa szopka, występy artystyczne i czytanie bajek dzieciom. W sobotę 19 grudnia w godzinach od 10.00 do 16.00 Wojewódz-

Spotkanie w kawiarni naukowej W kawiarni naukowej, mieszczącej się w hotelu Rezydent w Sopocie, w ramach Bałtyckiego Festiwalu Nauki trwa cykl popularnonaukowych spotkań z wybitnymi ludźmi. 26 listopada br. odczyt pod tytułem „Bayreuth Północy – Wagner widziany znad Zatoki Gdańskiej” wygłosił profesor Uniwersytetu Gdańskiego dr hab. Mi-

ki Zespół Reumatologiczny organizuje przy molo akcję „Zostań dawcą szpiku kostnego” Wreszcie we czwartek 24 grudnia o godzinie 11.00 prezydent Sopotu Jacek Karnowski zaprasza wszystkie osoby starsze i samotne na spotkanie wigilijne. Wigilia odbędzie się w sali posiedzeń Rady Miasta przy ulicy Kościuszki 34. Szczegółowych informacji można zasięgnąć w MOPS, tel. (58) 55117-10 w. 37. (bs)

fot. kmz

Kalendarium Imprez

Miasto zainwestowało w czystość wód przybrzeżnych ponad 52 miliony złotych

Jednym z punktów przedświątecznych spotkań sopocian był koncert znanego jazzmana Przemka Dyakowskiego.

chał Błażejewski. Prof. Błażejewski jest kierownikiem Katedry Kulturoznawstwa UG, wypromował 125 dyplomantów i 10 doktorów. Jest autorem i współautorem paru setek artykułów, oraz programów radiowych i telewizyjnych. Swą twórczość poświęca przede wszystkim teorii stereotypów, filozofii kultury i funkcjonowaniu w mediach dzieł sztuki dawnej i najnowszej. (as)


Nr 11 (44) 15 grudnia 2009 – 14 stycznia 2010

Informacje Urzędu Miasta Sopotu 3

Nagrody, limity, przedszkola…

Rozpoczęcie sezonu zimowego pod Tatrami

Radzili sopoccy radni

Sopot w Zakopanem

otrzyma skierowanie do pracy w MOPS, w Domu Dziecka „Na Wzgórzu”, w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji, w Zespole Szkół Specjalnych nr 5, oraz w Uzdrowisku Sopot. W ramach prac społecznych bezrobotni mogą przepracować do 10 godzin w ciągu tygodniu, a ich stawka wynosi 6,80 złotych za godzinę. W roku 2008 z tej formy pomocy skorzystało 20 osób, w roku 2009 – 15 osób. Prace te, jak podkreślił wiceprezydent Paweł Orłowski, pozwalają zaktywizować ludzi pozostających od dawna bez pracy i prawa do zasiłku, a co za tym idzie wdrożyć ich ponownie do zajęć zawodowych.

Limity taksówek

Kolejną kwestią były opłaty za przedszkola. Zgodnie z obowiązującą obecnie uchwałą Rady Miasta rodzice, których dzieci przebywają w przedszkolu ponad 5 godzin muszą uiszczać tzw. opłatę stałą. Zasada ta została zakwestionowana przez sądy administracyjne na terenie całego kra-

Następnie radni przyjęli uchwałę określającą limit licencji dla taksówkarzy w roku 2010. W projekcie uchwały była mowa o 60 licencjach, ale po dyskusji zdecydowano obniżyć je do 15. Wynikało to, jak referował wiceprezydent Wojciech Fułek, z przyjęcia wspólnego z Gdańskiem i Gdynią przelicznika, według którego jedna taksówka powinna przypadać na stu mieszkańców. Obecnie po Sopocie jeździ 361 taksówek, a tegoroczny limit stu licencji został wykorzystany w jednej trzeciej. Dlatego limit na poziomie 15 licencji wydaje się być najbardziej rozsądny.

Opłaty za przedszkole inaczej

ju. Wobec tego gminy musiały dokładnie określić wysokość tych świadczeń. Sopoccy radni zdecydowali, że przy ośmiogodzinnym pobycie dziecka w przedszkolu rodzice winni są uiścić opłatę w wysokości 170 złotych miesięcznie. Jeśli pobyt dziecka wydłuża się do 10 godzin, opłata wzrasta do 199 złotych. Osoby znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej, oraz mający w przedszkolu więcej jak jedno dziecko otrzymują ulgi, lub pomoc materialną z MOPS.

Sopocka SKM Na koniec radni podjęli uchwałę o zwiększeniu udziału Miasta Sopotu w Spółce PKP SKM Trójmiasto. W latach 2009– 2010 Sopot wnosi do Spółki 4 miliony 750 tysięcy złotych. Środki te będą przeznaczone na inwestycje, czyli modernizację przystanków SKM Sopot Główny i Sopot Wyścigi. Remont pierwszego z nich zostanie według planu zakończony do 20 maja 2010 roku, a drugiego o trzy miesiące wcześniej – 18 lutego. (kf)

fot. materiały prasowe UM Sopotu

2

7 listopada odbyła się sesja Rady Miasta Sopotu. W jej trakcie prezydent miasta, Jacek Karnowski wręczył nagrody dwom sopockim policjantom, którzy zatrzymali grafficiarzy dewastujących elewacje domów. Starszy sierżant Krzysztof Szymański i sierżant sztabowy Piotr Romanowski otrzymali po tysiąc złotych. Uzasadniając przyznanie funkcjonariuszom nagrody prezydent zwrócił uwagę, że nielegalne murale bynajmniej nie upiększają świeżo odnowionych budynków, zaś ich usuwanie sporo kosztuje. Przy tym schwytanie grafficiarzy jest trudne, gdyż swoją „twórczość” uprawiają oni nocą, są przy tym zamaskowani, co utrudnia ich identyfikację.

Przed zakopiańskim Aquaparkiem prezydent Sopotu, Jacek Karnowski i burmistrz Zakopanego, Janusz Majcher wymienili deskę windsurfingową na deskę snoaboardową. Tym samym sezon zimowy został uznany za otwarty.

N

W dalszym ciągu radni zdecydowali o kontynuacji w roku przyszłym programu prac społecznie użytecznych. 35 osób

Ołowski czy… Orłowski Jeden z ośmiu mandatów poselskich, jakie Platforma Obywatelska zdobyła na Pomorzu należał do profesor Uniwersytetu Gdańskiego, Anny ZielińskiejGłębockiej. Obecnie pani profesor została nominowana do Rady Polityki Pieniężnej. Jeśli zostanie wybrana, będzie musiała zrezygnować z posłowania. W tym przypadku jej mandat przypadnie kandydatowi, jaki w wyborach parlamentarnych w roku 2007 otrzymał największą liczbę głosów wśród tych, którzy nie zostali

Lublin w Sopocie W dniach od 2 do 5 grudnia br. trwał w Sopocie piąty już Festiwal Poezji. Honorowym gościem tegorocznego festiwalu był Lublin i jego poeci. „Lublin nad morzem” – takie hasło wylansował organizator festiwalu, redaktor naczelny dwumiesięcznika Topos – Krzysztof Kuczkowski. Najważniejszymi imprezami był Ogólnopolski Konkurs Poetycki

Prezydenci Sopotu – Jacek Karnowski, Wojciech Fułek i Paweł Orłowski, podczas sesji Rady Miasta.

wybrani. Osobą tą jest były wojewoda pomorski Piotr Ołowski. Tuż za nim uplasował się wiceprezydent Sopotu Paweł Orłowski. Ołowski ma przewagę w ilości głosów, ale nie jest członkiem PO, należy do Polski XXI. Przedtem był członkiem PiS. Platforma może więc być niechętna jego kandydaturze. Zarówno Ołowski jak Orłowski nie mówią zdecydowanie „tak” lub „nie”. Zresztą dopóki profesor Zielińska-Głębocka nie zrzeknie się mandatu poselskiego, przechodząc do RPP jakiekolwiek deklaracje nie miałyby sensu. (bs)

im. Rainera Marii Rilkego, oraz Ogólnopolski Konkurs Jednego Wiersza. Organizatorzy zaprosili około stu poetów, którzy w ostatnim dniu wzięli udział w tradycyjnej gali, w sali Polskiej Filharmonii Kameralnej na terenie Opery Leśnej. Podczas galowego koncertu Wojciech Wysocki recytował wiersze Józefa Czechowicza, poety oczywiście lubelskiego. (bs)

fot. kmz

Praca dla bezrobotnych

a początku grudnia br. Sopot, Zakopane oraz PKP Intercity podpisały umowę o wzajemnej promocji na 2010 rok. Oba kurorty łączy bowiem pociąg Intercity „Monciak – Krupówki”. Do tej pory nazwa ta obowiązywała dla pociągu, który kursował codziennie w godzinach nocnych. Od 13 grudnia nazwę „Monciak – Krupówki” otrzymał pociąg Intercity kursujący w weekendy w ciągu dnia. W sobotę rano pociąg wyjeżdża z Sopotu, a w niedzielę – z Zakopanego. Czas przejazdu to 11,5 godziny. Sopot i Zakopane to miasta partnerskie od ponad 50 lat! Obecnie współpraca obu kuror-

tów koncentruje się przede wszystkim na wymianie młodzieżowej pomiędzy szkołami oraz współpracy urzędników oraz radnych (w tym roku to przede wszystkim kwestie związane z pozyskiwaniem funduszy unijnych na inwestycje w infrastrukturę turystyczną), a także wymianie kulturalnej. W planach jest zwiększenie liczby wydarzeń realizowanych jednocześnie w obu miastach, jak bardzo popularne Kino Letnie na Krupówkach i na sopockim molu oraz w Pociągu „Monciak – Krupówki”. 15 grudnia wieczorem prezydent Sopotu oraz burmistrz Zakopanego wspólnie rozświetlili

choinkę na Krupówkach przy Oczku Wodnym i zawiesili dwie bombki z logami miast. Tym samym tradycji stało się zadość i obaj włodarze miasto głosili sezon zimowy za otwarty. I nie były to tylko czcze słowa. Mróz i śnieg zawitały bowiem w Tatry i dzięki temu mogły ruszyć pierwsze wyciągi narciarskie. W trakcie uroczystości kolędy na Krupówkach grał sopoccy jazzmani – Wojciech Staroniewicz oraz Kamil Mazur. Tradycyjny mecz piłki nożnej pomiędzy drużynami Sopotu i Zakopanego zakończył się remisem 6:6. W spotkaniu wzięli udział prezydent Karnowski oraz sopoccy urzędnicy. (as)

PREZYDENT MIASTA SOPOTU IMPRESSIO ART MANAGEMENT oraz agencja AVIP zaprasza 1 i 2 stycznia 2010 r. o godz. 16:00 i 19:30 na Premierowe koncerty noworoczne

„WIELKA GALA NOWOROCZNA" Hotel Sheraton Sopot Wystąpią: YUPITER SYMPHONY ORCHESTRA pod dyrekcją Wojciecha Mrozka oraz soliści: Bożena Harasimowicz – sopran; Agata Sava – mezzosopran; Tomasz Krzysica – tenor Koncerty odbędą się w sali koncertowo – konferencyjnej "Columbus" Hotelu Sheraton w Sopocie (Dom Zdrojowy), ul. Powstańców Warszawy 10. W programie usłyszymy największe przeboje muzyki klasycznej oraz operetkowo-musicalowej w znakomitym wykonaniu. Będą to m.in. tak znane melodie, jak: „Przetańczyć całą noc”, „Skrzypek na dachu”, „Wielka sława to żart”, „Granada”, „O sole mio”, „Time to say goodbye”... Nasze koncerty z pewności dostarczą Państwu niezapomnianych przeżyć oraz oferują wspólną zabawę artystów z publicznością! Bilet na koncert noworoczny może być wspaniałym upominkiem gwiazdkowym dla pracowników Państwa firmy lub członków Państwa rodziny. Bardzo proszę o informację czy byliby Państwo chętni do zakupu biletów-zaproszeń i w jakiej ilości? Proszę pomyśleć o swoich pracownikach i rodzinach! Bilety w cenie: 200 zł strefa VIP, 150 zł – I miejsca i 130 zł – II miejsca, 100 zł – III miejsca już dostępne na naszej stronie internetowej: http://www.impressioart.pl/pl/bilety-na-koncerty.html Pozostałe miejsca sprzedaży od 23.11.2009 Sopot Urząd Miasta Sopotu, ul. Kościuszki 25/27, tel. 501.222.323 czynny od pn.-pt. 11:00 – 15:00 Kiosk – Hotel Sheraton Sopot, ul. Powstańców Warszawy 10, czynny codziennie od 16:00 – 22:00 a w sb./niedz./święta od 10:00 – 22:00 Kasy biletowe Bałtyckiej Agencji Artystycznej BARTBART, ul. Kościuszki 61, tel. 058 555 84 51, 058 555 84 52, kasa czynna od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00-17.00 GDAŃSK Kasy Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance, tel.58.320.62.62 bilety@filharmonia.gda.pl Urząd Miasta Gdańska, ul. Nowe Ogrody 8/12 – KIOSK, czynny pn-pt. 7:30 – 15:30, we środy 7:30 – 18:00 GDYNIA Greckie Biuro Podróży BARKOST w Gdyni, ul. Świętojańska 100, Tel. tel. 058-620-10-26, 602 730 490 czynne pn.-pt.11:00 – 18:00


4 Sopot

www.riviera24.pl

Centrum Haffnera – udana inwestycja Oświadczenie prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego

Kurorty w walce o Forum Ekonomiczne

Umorzenie Sopot czy postępowania w sprawie Krynica Centrum Haffnera

Obradowała Rada Programowa Forum Ekonomicznego, mająca podjąć decyzję o tym gdzie odbywał się będzie zjazd polityków, ekonomistów i biznesmenów, zwany polskim Davos. Przez 19 lat miejscem corocznych sesji Forum była Krynica Górska. Teraz organizatorem Forum chce zostać Sopot.

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku umorzyła śledztwo w sprawie realizacji inwestycji Centrum Haffnera, które od 2007 roku prowadziło Centralne Biuro Antykorupcyjne. Umorzenie dotyczy: przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków.

F

fot. kmz

„Od początku byliśmy przekonani, że ta inwestycja została zrealizowana zgodnie z prawem. Było to bardzo trudne i pionierskie przedsięwzięcie. Brakowało uregulowań prawnych, innych przykładów z kraju. Klimat w Polsce dla inwestycji z partnerem prywatnym był i nadal jest niekorzystny. Byliśmy zmuszeni do podejmowania trudnych decyzji, obarczonych ryzykiem błędu, ale mieliśmy odwagę te decyzje podejmować. Dzięki temu teraz w Sopocie mamy Dom Zdrojowy, który już gościł głowy państw i szybciej niż nawet sami się spodziewaliśmy stał się miejscem organizacji prestiżowych wydarzeń politycznych, biznesowych i kulturalnych. Prowadzone przez wiele miesięcy postępowanie CBA i prokuratury nic nie wykazało. Już dawno przedstawialiśmy opinie niezależnych ekspertów, którzy potwierdzali obraną przez sopocki samorząd drogę realizacji tej inwestycji. Nie przyjęliśmy raportu po kontroli CBA wykazując bezzasadność zawartych w nim zastrzeżeń. Nasze argumenty trafiały jednak w próżnię. Nadal przesłuchiwano dziesiątki osób, w tym wielu radnych obecnej i byłych kadencji, urzędników i osoby, które miały chociaż minimalny związek z całą inwestycją. Byliśmy zobowiązani do przygotowania i dostarczenia tysięcy dokumentów. A wszystko na skutek donosów nie popartych żadną wiedzą merytoryczną! Ile to kosztowało? Czy można bezkarnie rzucać oskarżenia? Mam nadzieję, że decyzja prokuratury apelacyjnej w Gdańsku będzie dobrym sygnałem dla innych samorządów w Polsce. Inwestycje w przestrzeń publiczną i infrastrukturę miejską w całym świecie zachodnim realizowane są w oparciu o partnerstwo publiczno – prywatne. To jest jedyna droga rozwoju dla polskich miast i gmin. Jestem dumny, że sopocki samorząd: radni oraz mieszkańcy wspierali powstanie nowego Centrum Sopotu. Bo pomimo wielu kontroli, przesłuchań i prób dyskredytacji tej inwestycji jestem przekonany, że było warto”. Prezydent Sopotu, Jacek Karnowski, podczas promocji swojej książki

Sopoccy koszykarze na czwartej pozycji

Fenomen Trefla

K

iedy koszykarze Asseco Prokom opuścili Sopot, przenosząc się do Gdyni, wydawało się, że dla kurortu oznacza to definitywny koniec wielkiej koszykówki. W to, że drużyna, odtworzona pod tradycyjną nazwą Trefl Sopot, utrzyma się w koszykarskiej ekstraklasie dłużej niż przez rok, wierzyli chyba tylko nieliczni kibice. Tymczasem nowy Trefl okazał się, przynajmniej jak dotąd, rewelacją sezonu. Aktualnie sopocianie zajmują czwarte miejsce w tabeli, za takimi potentatami jak Asseco Prokom Gdynia, Anwil Włocławek i Polpharma Starogard Gdański. Miejmy nadzieję, że słabsza forma sopockich koszykarzy i ostatnie porażki

z Polonią ATBUD Warszawa i Polpharmą Starogard Gdański, nie są zapowiedzią regresu. Niestety obawy takie mogą być całkiem uzasadnione zwłaszcza, że w meczu IV rundy Pucharu Polski, występująca w przetrzebionym kontuzjami składzie drużyna Karlisa Muiznieksa przegrała w Radomiu z miejscowym II-ligowym zespołem Rosa-Sport i tym samym odpadła z rozgrywek. Przy okazji warto wspomnieć o znakomitej grze siatkarek Trefla Sopot. Sopockie dziewczęta zanotowały dziesięć zwycięstw w dziesięciu spotkaniach I ligi i są niemal murowanymi kandydatkami do Plus Ligi, czyli – nazwijmy to po imieniu – siatkarskiej ekstraklasy. (as)

Ośrodek skoku o tyczce

4

grudnia Sopocki Klub Lekkoatletyczny zakończył sezon letni. Największym tryumfem sopockich lekkoatletów był złoty medal na mistrzostwach świata, który w skoku o tyczce wywalczyła Anna Rogowska. W związku z tym, na uroczystości zakończenia sezonu padła propozycja ustanowienia w Sopocie ośrodka treningowego dla tej konkurencji. Ponieważ wielka

hala widowiskowo-sportowa budowana na granicy Sopotu i Gdańska raczej nie wchodzi w grę, zaś kolejnej hali miasto budować nie będzie, wiceprezydent Wojciech Fułek zaproponował, aby lekkoatleci (w tym oczywiście i przede wszystkim Rogowska) trenowali w jednej z sopockich szkół. Mogłaby to być Szkoła Podstawowa nr 1 lub nr 8, bo obie mają ku temu warunki. (as)

informacje o imprezach kulturalnych, rozrywkowych, sportowych, możliwościach transportowych, zapleczu medycznym, potencjale naukowym aglomeracji, wreszcie rekomendacje dla Sopotu od szefa Kancelarii Premiera, wojewody pomorskiego, marszałka województwa, Grupy Lotos, firmy Energa i Pomorskiej Rady Przedsiębiorczości. – To solidna oferta, którą trudno będzie przebić naszym konkurentom – mówił prezydent Sopotu, Jacek Karnowski. – Prócz doskonałej bazy konferencyjnej i hotelowej posiadamy potencjał w postaci niezwykłego położenia, doskonałego doświadczenia w organizacji prestiżowych wydarzeń, unikatowej oferty kulturalno-rozrywkowej. Wierzę, że jesteśmy czarnym koniem tej gonitwy. Oferta Sopotu została oceniona wyżej niż Krynicy, za którą przemawia jednak fakt, że była organizatorem zjazdu ekonomistów od samego początku. Nie jest wykluczone, iż przyszłoroczne, jubileuszowe (dwudzieste) Forum odbędzie się jeszcze w Krynicy, a od roku 2011 zostanie przeniesione do Sopotu. Goszczenie przez kilka dni wielu bardzo wpływowych ludzi stanowiłoby ogromną szansą promocyjną dla miasta. Ostateczna decyzja Rady Programowej ma zapaść jeszcze przed tegorocznymi świętami Bożego Narodzenia. (as)

Miasto wspiera sport

P

rezydent Miasta Sopotu, Jacek Karnowski ogłosił otwarty konkurs w trzech kategoriach, mający na celu wspieranie sportu i kultury fizycznej. Pierwszy z nich to program budowy kompleksów sportowych: „Moje boisko – Orlik” – termin nadsyłania wniosków

upłynął 30 listopada br. Na pozostałe dwa konkursy wnioski można było składać do 7 grudnia. Dotyczą one realizacji zadań Gminy Sopotu w zakresie upowszechnienia kultury fizycznej i sportu, oraz wsparcia finansowego rozwoju sportu kwalifikowanego na terenie Sopotu. (as)

fot. kmz

Sport

orum Ekonomiczne liczące sobie już niemal dwie dekady z każdym rokiem się rozrastało i baza hotelowa Krynicy Górskiej okazała się zbyt mała by przyjąć najazd gości nie tylko z całej Europy, lecz także z krajów arabskich. W związku z tym powstała koncepcja, aby obrady przenieść gdzie indziej. O zaszczyt organizatora Forum, prócz oczywiście Krynicy, która nie zamierza bez walki oddać pola, ubiegał się Sopot, Kołobrzeg, Wrocław i Poznań. Rada Programowa, w której zasiadają takie osobistości jak Jerzy Buzek, arcybiskup Tadeusz Pieronek, Aleksander Kwaśniewski, Maciej Płażyński, Hanna GronkiewiczWalz, Tadeusz Mazowiecki i Waldemar Pawlak, po długich obradach wyłoniła dwóch finalistów. Jest nim dotychczasowy gospodarz Forum, czyli Krynica, oraz Sopot. W ofercie przedstawionej przez Urząd Miasta Sopotu znalazły się szczegółowe informacje dotyczące możliwości konferencyjnych miasta ze szczególnym uwzględnieniem centrum konferencyjnego Domu Zdrojowego, Multikina, Wielofunkcyjnej Hali Sportowo-Widowiskowej, bazy hotelowej Grand-Hotelu, Sheratona, Haffnera i Rezydenta. Podkreślono także możliwości lokalowe Gdańska: Polską Filharmonię na Ołowiance, oba ratusze, kino Neptun i hotele. W ofercie znalazły się

Czy Sopot stanie się polskim Davos dowiemy się jeszcze przed Bożym Narodzeniem.


Nr 11 (44) 15 grudnia 2009 – 14 stycznia 2010

5


6 Rozmowa

www.riviera24.pl

Rozmowa z wiceprezydentem Sopotu Pawłem Orłowskim

Sopot w nowej odsłonie Miasto Sopot od kilku lat realizuje program rewitalizacji i odnowy elewacji budynków, skąd pomysł na to przedsięwzięcie? Paweł Orłowski: Przez lata PRL-u nie dbano o to, co jest wizytówką naszego miasta, czyli o unikatową, zróżnicowaną architekturę. Konsekwencją tych zaniedbań był coraz gorszy stan budynków. Dlatego w 1997 roku Rada Miasta podjęła uchwałę o realizacji „Programu rewitalizacji zabytkowego centrum Sopotu”, która umożliwiła gminie udzielanie wspólnotom mieszkaniowym pomocy materialnej w postaci dofinansowania bądź preferencyjnego kredytu na remont budynku. Można więc powiedzieć, że Sopot na Pomorzu jest prekursorem „odnowy” miasta? Sądzę, że tak. Ale stwierdzenie to nie dotyczy tylko Pomorza. Program działań pomocowych na rzecz odnowy zabytkowego centrum miasta był jednym z pierwszych w Polsce. Często kontaktują się z nami samorządowcy z innych miast i pytają o wskazówki dotyczące tego właśnie programu. W ostatnich latach widocznie zmienił się wizerunek naszego miasta i to z pewnością nie ko-

Największym sukcesem są oczywiście odnowione elewacje, czy to jedyny sukces tego przedsięwzięcia? Co jeszcze dzięki temu zyskało miasto? Najbardziej widocznym efektem w ramach programu jest zmodernizowanie w ciągu 11 lat ponad 220 budynków, w tym 150 remontów elewacji. Warto podkreślić olbrzymią rolę mieszkańców w tym projekcie. Właściwy i największy sukces to właśnie aktywna postawa sopocian. Miasto udziela wsparcia finansowego, ale to przecież wspólnota mieszkaniowa obciążona jest dużymi wydatkami, ponieważ przed przyznaniem dotacji wspólnota musi wyremontować dach i wykonać izolację ściany fundamentowej, a potem w swojej części finansować prace remontowe. Pomimo to zainteresowanie jest bardzo duże, to przykład na to, że sopocianie są naprawdę bardzo obywatelską społecznością. Wszystko odbywało się jednogłośnie, nie było żadnych protestów? Wspólnoty chętnie sięgały do kieszeni i wydawały pieniądze na remont? Oczywiście zdarzają się jednostkowe sprzeciwy, ale więk-

szość kwestii spornych rozwiązywanych jest w ramach wspólnoty. Moim zdaniem kluczowa jest wspomniana wcześniej aktywność sopockiej społeczności. To nie jest przypadek, że akurat w Sopocie istnieje tak olbrzymia liczba zarejestrowanych firm i organizacji pozarządowych, bo w jakimś stopniu samodzielność, odpowiedzialność za własność, „branie spraw we własne ręce”, tak potrzebne przy zarządzaniu swoim mieszkaniem, nieruchomością czy wspólnotą przekłada się również na inne dziedziny, w tym, np. aktywność gospodarczą. Jakie trzeba spełniać warunki, żeby otrzymać dofinansowanie? Można otrzymać nawet do 70 procent wartości robót według kosztorysu wstępnego w przypadku, kiedy budynki są wpisane do rejestru zabytków. Dla budynków w ewidencji obiektów zabytkowych dofinansowanie wynosi do 50 procent, pozostałe budynki wspólnot

mieszkaniowych mogą ubiegać się do 30% refundacji. Jak długo będzie trwał ten program? Uważamy, że to bardzo dobre rozwiązanie, które podnosi standard i jakość życia mieszkańców, dlatego też warte jest kontynuacji. W budżecie miasta, co roku mamy zagwarantowane środki na realizację tego programu. Zainteresowanie wciąż jest bardzo duże. Poza tym dzisiaj wspólnoty nie mają specjalnej możliwości skorzystania ze środków z budżetu państwa, na razie nie ma funduszu centralnego, który mógłby je wspomóc. W Sopocie dla kompleksowych rozwiązań stosuje się także możliwość przekształcenia wytypowanych rejonów miasta przy zaangażowaniu inwestorów zewnętrznych w sposób zgodny z charakterem danego fragmentu zabudowy. W ramach tego działania udało się całościowo zrewitalizować kwartał w centrum miasta, w obrębie ulic Bohaterów

W Sopocie od 1998 roku działa program dopłat dla wspólnot mieszkaniowych na cele remontowe. W czasie 12 lat obowiązywania programu dopłat do modernizacji sopockich kamienic, wyremontowano prawie 220 budynków, a Miasto Sopot do tej pory przeznaczyło na ten cel ponad 10 mln złotych. W 2009 roku w budżecie kurortu zagwarantowano na dofinansowanie sopockich wspólnot mieszkaniowych 3.200.000 zł, z czego wykonywane są remonty elewacji w 18 kamienicach, a remonty całkowite w 20 budynkach.

fot. kmz

Konrad Franke

niec. Mogę gwarantować, że w dalszym ciągu będą odnawiane i remontowane sopockie budynki, a działania te będą wspierane programami społecznymi.

Paweł Orłowski

Monte Cassino, Bema, Pułaskiego, Sobieskiego. Podobna idea przyświeca projektowi Nowego Centrum Sopotu, a w przyszłości zastosowana będzie na terenach przydworcowych. Dość powszechnym zjawiskiem, nie tylko w Sopocie, są graffiti i inne bohomazy, które fatalnie szpecą ściany. Czy do remontów używane są jakieś specjalne farby, umożliwiające szybkie i skuteczne doprowadzanie ścian budynków do porządku? W ramach remontu elewacji powinna być wykonana powłoka

zabezpieczająca przed graffiti oraz ogrodzenie. Na pewno nie jest to rozwiązanie w 100 procentach skuteczne, natomiast w jakiejś mierze ogranicza możliwości osób, które wykonują graffiti. Powiedzmy sobie szczerze, nie są to uzdolnieni artyści, a wandale, których „dzieła” bez wątpienia stanowią poważny problem, który mam nadzieję, że będzie się zmniejszał w miarę zmian naszej mentalności i skuteczności służb. Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy niszczą cudzą, z wielkim wysiłkiem odnowioną własność. Dziękuję za rozmowę.

Sopot. 24 procent sopocian to osoby w wieku emerytalnym. Rozumiejąc ich specyficzne problemy Miasto Sopot podejmuje szereg działań skierowanych do tej grupy.

Miasto dla seniorów N

iemal jedna czwarta mieszkańców Sopotu to osoby w wieku emerytalnym. Zaspokojenie potrzeb ludzi starszych stanowi spore wyzwanie dla władz miasta. A odsetek ludzi starszych, niepracujących będzie coraz wyższy. – Taka jest ogólnoeuropejska sytuacja demograficzna. Dlatego musimy podejmować działania, które umożliwią naszym seniorom aktywny udział w życiu społeczności lokalnej – mówi wiceprezydent miasta, Paweł Orłowski. – Wymaga tego od nas idea solidarności pokoleniowej. Nikt nie powinien być

Seniorzy na start Wachlarz działań sopockiego samorządu adresowanych do ludzi starszych, a realizowany przede wszystkim przez MOPS, jest bardzo szeroki. Można tu wymienić takie usługi opiekuńcze jak pomoc w robieniu zakupów, utrzymywaniu porządku w mieszkaniu, przyrządzaniu posiłków, a nawet wspólne z wolontariuszami spacery. Także częściową refundację zakupu leków, porady prawne, rehabilitację, badania lekarskie. Miejska Biblioteka Publiczna organizuje kursy komputerowe dla ludzi starych. Rosnącą popularnością cieszą się wykłady Uniwersytetu Trzeciego Wieku powołanego przed paroma laty

z inicjatywy sopockich radnych Małgorzaty Maj i Michała Woźniaka. Podobny efekt powinna przynieść inicjatywa sopockich gastronomów, którzy zaproponowali mieszkańcom miasta – paniom powyżej sześćdziesiątego i panom powyżej 65 roku życia – „kawę za złotówkę”. Tyle zapłacą za konsumpcję w sopockich lokalach seniorzy pragnący spędzić czas w lokalu na przejrzeniu prasy, czy pogawędce ze znajomymi. – W bieżącym roku Miasto przeznaczyło na te cele ponad 250 tysięcy złotych – tłumaczy Paweł Orłowski. – Są to zarówno programy nakierowane na ogólną poprawę sprawności psychofizycznej, jak i działania, których celem jest zapobieganie schorzeniom specyficznym dla podeszłego wieku.

Likwidowanie barier Ważnym dla dobrego poczucia seniorów, a zarazem widocznym dla wszystkich mieszkańców jest udział Sopotu w międzynarodowym przedsięwzięciu pod nazwą Quality Ageing in an Urban Environment. Program ten polega na sporządzeniu mapy barier uniemożliwiających ludziom niepełnosprawnym (także matkom z dziećmi w wózkach) swobodne poruszanie się po mieście. A następnie sukcesywne likwidowanie tych barier. Bariery takie to wysokie krawężniki uliczne, brak wind w budynkach publicznych, wąskie drzwi, w których nie mieści się wózek inwalidzki. Kiedyś było ich mnóstwo, teraz – co każdy mieszkaniec Sopotu może to zauważyć – jest coraz mniej.

fot. kmz

Andrzej Stanisławski

zepchnięty na margines życia społecznego.

Centrum dla Seniora Najważniejszą sopocką inwestycją mającą dopomóc ludziom starszym jest niewątpliwie budowa Centrum Aktywności Seniorów. Po zlikwidowaniu szkoły podstawowej przy ulicy Mickiewicza (malejąca liczba dzieci spowodowana niżem demograficznym), w kotlinie otoczonej z trzech stron lasem, rozpoczęła się adaptacja służącego dotąd oświacie gmachu, mającego stać się czymś więcej niż zwykłym domem pogodnej starości. Ma to być miejsce otwarte i wielofunkcyjne. Obok DPS, gdzie zamieszkają osoby samotne, bezradne i wymagające całodobowej

opieki, funkcjonować tu będzie dzienny dom dla osób starszych. Na terenie Centrum powstanie park, z alejkami spacerowymi, wyposażony w urządzenia sportowe, przeznaczone zarówno dla starszych, jak dla młodzieży i dzieci z okolicznych domów. Przewiduje się tam organizację imprez plenerowych, oraz plac do tańca. Budowa Sopockiego Centrum Aktywności Seniorów rozpoczęta się w sierpniu 2008 roku ma się zakończyć w ciągu dwóch lat – w sierpniu 2010 roku. Jest ona finansowana w całości przez Gminę Miasta Sopotu. Koszt jej wyniesie 15 milionów złotych.


Rozmowa 7

Nr 11 (44) 15 grudnia 2009 – 14 stycznia 2010

Z wiceprezydentem Sopotu, Wojciechem Fułkiem, odpowiedzialnym w mieście m.in. za inwestycje i sprawy budowlane, rozmawiamy o przebudowie Opery Leśnej, nowej Państwowej Galerii Sztuki, rewitalizacji Hipodromu i innych inwestycjach miejskich zaplanowanych na rok 2010.

Aby Sopot był jeszcze piękniejszy

Wojciech Fułek: Sopot nadal będzie inwestować w edukację, turystykę, sport i kulturę. Ważnym elementem rozwoju miasta będzie również komunikacja i ochrona środowiska. A konkretnie? W najbliższym czasie ruszy wreszcie długo oczekiwana rewitalizacja Opery Leśnej, a właściwie budowa nowej Opery, bo będzie to obiekt na miarę XXI wieku. Prócz funduszy pochodzących z budżetu miasta, przeznaczymy na tę inwestycję ok. 28 mln złotych z dotacji unijnych. Zostanie wymieniona konstrukcja zadaszenia, a stary dach zastąpimy nowym poszyciem, pokrytym teflonem. Powstanie nowa widownia z balkonem, tak jak w klasycznej operze, co zwiększy nie tylko ilość miejsc na widowni, lecz także możliwości techniczne i organizacyjne naszego leśnego amfiteatru. Po zakończeniu prac budowlanych będzie to rzeczywiście supernowoczesny obiekt, chociaż niestety w najbliższym sezonie letnim Opera wyłączona będzie z eksploatacji. Czy to oznacza, że w nadchodzącym roku sopockie festiwale piosenki się nie odbędą? Nie sądzę, przecież Opera Leśna w swojej 100-letniej historii była już nie raz remontowana i przebudowywana. Między innymi na początku lat 60. Mimo to festiwale się odbywały, tyle że w innych miejscach. A tych miejsc na mapie kulturalnej Sopotu mamy kilka. Chociażby Hipodrom, gdzie 15 sierpnia 2000 roku odbył się pamiętny koncert Tiny Turner, który obejrzało ponad 100 tysięcy osób. Dobrym punktem na tego rodzaju imprezy jest główny plac u nasady Mola, to tu przed ponad 15-tysięczną widownią koncertowała islandzka piosenkarka Björk, tu również wielokrotnie miały miejsce liczne imprezy muzyczne związane bezpośrednio z sopockimi festiwalami. Wkrótce do użytku oddana zostanie jeszcze Hala Widowiskowo-Sportowa na granicy Sopotu z Gdańskiem, w której już latem 2010

A kiedy nastąpi ostateczne zakończenie prac wykończeniowych w Państwowej Galerii Sztuki? Przed najbliższym sezonem letnim na pewno. Na inaugurację działalności nowej Państwowej Galerii Sztuki przygotowane zostało już wielkie wydarzenie artystyczne: „Metamorfozy” Georgesa Braque’a, pochodzące z prywatnej kolekcji Armanda Izraela… Nowa PGS, która będzie miała siedzibę w Domu Zdrojowym, otrzyma prawie 2,5 tysiąca metrów powierzchni wystawienniczej, składającej się z trzech kondygnacji. Dwie przeznaczone zostały na malarstwo i rzeźbę najwyższej klasy światowej z prywatnych i muzealnych kolekcji. Ale będziemy również prezentować tutaj najlepszych polskich i trójmiejskich artystów. Trzecie piętro galerii, wykończone akustycznymi tynkami, posiadać będzie specjalny balkon i koncertową sceną. Ta sala ma łączyć różne dziedziny sztuk, będzie przystosowana do performance’ów, happeningów, koncertów, do multimedialnych prezentacji, jak też do imprez z pogranicza sztuki i teatru. Galeria posiadać też będzie zaplecze administracyjne z artystyczną kawiarenką i punktem informacji turystycznej, do których gości dowozić będzie panoramiczna winda z widokiem na molo i na morze. Niżej umieszczona zostanie pijalnia wód solankowych. Myślimy również o zmianie nazwy galerii, być może będzie to Pomorska Galeria Sztuki, Galeria Sztuki Sopot, a może powrócimy do dawnej nazwa BWA, do której wiele osób wciąż ma ogromny sentyment.

Czyli remont nie wyłączy Mola z możliwości odbywania spacerów? Oczywiście, że nie. Na czas trwania remontu wyłączona zostanie jedynie głowica, natomiast cała drewniana konstrukcja, czyli 400 metrów, będzie udostępniona turystom i miesz-

niesieniu jakości życia kulturalnego sopocian?

Nie tak dawno zburzone zostały resztki tarasu widokowego i ślimak przy Łazienkach Północnych, co będzie z resztą tego obiektu?

Na pewno bardzo ważną inwestycją w tej dziedzinie będzie kompleksowe odrestaurowanie zabytkowego Dworku Sierakowskich, który jest siedzibą Towarzystwa Przyjaciół Sopotu. Po remoncie miejsce to stanie się centrum artystycznym z prawdziwego zdarzenia. Prace zakończą się tutaj najprawdopodobniej na przełomie kwietnia i maja 2010 roku. W ogóle przyszły rok jest rekordowy pod względem inwestycji kulturalnych w na-

Łazienki Północne to miejsce mające służyć kulturze i sztuce. Chcielibyśmy jednak przerzucić ciężar odbudowy tego obiektu na barki jakiegoś prywatnego partnera. Z tym, że nie może to być kolejna dyskoteka, lecz miejsce odpowiednio wkomponowane w ciąg spacerowy pomiędzy plażą a Parkiem Północnym. W tej chwili jeszcze trudno powiedzieć, co konkretnie będzie się tutaj działo, ponieważ dopiero 7 grudnia upłynął termin przesyłania projektów. Tylko jedna oferta spełniła wszystkie wymogi. Mam jednak nadzieję, że w najbliższym czasie wyłonimy inwestora, który zaproponuje najbardziej korzystne rozwiązania, zarówno architektoniczne jak i artystyczne. Jedna czwarta mieszkańców Sopotu to emeryci. Co miasto ma im do zaoferowania w nadchodzącym roku?

Wojciech Fułek

Niedawno ruszyły prace nad budową przystani żeglarskiej na końcu Mola. To chyba największa w historii tego obiektu przebudowa?

kańcom Sopotu przez cały najbliższy rok.

Tak, a przynajmniej od czasu remontu w latach 1926 – 1927, kiedy to molo przedłużone zostało do dzisiejszych rozmiarów… Nowa przystań jachtowa przeznaczona będzie dla 103 jednostek pływających. Obiekt ten będzie także stanowić naturalną ochronę przed sztormami dla całej drewnianej konstrukcji, a zwłaszcza dla bocznej ostrogi, która zostanie w całości zrekonstruowana. Prace przeprowadzi przedsiębiorstwo Hydrobudowa. Myślę, że sama budowa przystani

W maju, czerwcu 2011 roku przystań przyjmie pierwsze jachty. Do tego czasu rozstrzygnięty zostanie także konkurs na nowego operatora obiektu. Myślę, że ta inwestycja, zmieni nie tylko wizerunek Sopotu, lecz także jeszcze bardziej otworzy miasto na morze. Molo będzie więc kolejną inwestycją po Przystani Rybackiej, Klubie Żeglarskim i slipach, która odwróci Sopot twarzą w kierunku Bałtyku.

Kiedy przewidziane jest zakończenie prac?

A co w najbliższym czasie miasto wybuduje z myślą o pod-

szym mieście. Poza wspomnianymi już Operą Leśną, Dworkiem Sierakowskich i Państwową Galerią Sztuki, wybudujemy nowy Teatr Kameralny. Scena powstanie w miejscu dawnego kina Bałtyk. Jest to wspólna inwestycja Urzędu Marszałkowskiego i Miasta Sopotu. Pierwszą imprezą, która odbędzie się na deskach nowego Kameralnego, będzie jubileuszowy 10. Festiwal „Dwa Teatry”. Jest to nie tylko dla nas, sopocian, niezwykle ważna impreza. Okazuje się, że Festiwal ten wrósł już na dobre w ogólnopolskie kalendarium kulturalne. Wydaje mi się, że bez niego trudno byłoby sobie wyobrazić początek sezonu artystycznego w Trójmieście.

Właśnie z uwagi na strukturę wiekową sopocian nasze plany muszą być nasycone wrażliwością społeczną. Jednym z takich projektów, realizowanym przez podległy mi Referat Inwestycji jest Centrum Aktywności Seniorów. To miejsce cieszy się ogromnym zainteresowaniem mieszkańców kurortu i myślę, że będzie to kolejny dowód na to, iż władze miasta realizują nie tylko projekty z myślą o turystach i gościach Sopotu, lecz także wykazują się szczególną troską o mieszkańców, którzy – co zawsze powtarzam – są największym bogactwem naszego miasta. Miasto realizuje również program termomodernizacji sopockich placówek oświatowo-wychowawczych, m.in. szkół. Mia-

sto ukończyło właśnie budowę mieszkań komunalnych przy Al. Niepodległości, które komisja będzie rozdzielać pośród mieszkańców Sopotu. W planach są już następne budynki komunalne, które powstaną m.in. na ul. Malczewskiego. Wspomniał pan o koncertach na Hipodromie, wydaje mi się, że i ten obiekt wymaga modernizacji… To prawda. Obiekt ten liczy już ponad sto lat. I jest to miejsce wyjątkowe, chociażby z tego powodu, że jest to chyba jedyny tor wyścigowy w Europie, a może i na świecie, z którego trybun widać morze. Hipodrom to również miejsce, w którym odbywa się największa w naszym kraju impreza sportu jeździeckiego CSIO – jej sponsorem jest między innymi sopocka firma NDI, która współpracowała z miastem przy budowie Centrum Haffnera. Hipodrom to wreszcie wyścigi konne, które każdorazowo przyciągają po kilka tysięcy widzów. Na kompleksową rewitalizację miasto Sopot przeznaczy 32 mln złotych, z czego 40%, czyli 13 mln pochodzić będzie z unijnych środków… Sopot stara się wykorzystać swoje pięć minut, nie tyle popularności, bo popularności�� cieszy się od wielu lat, ale przede wszystkim możliwości pozyskiwania dotacji unijnych. Okazuje się, że jesteśmy rekordzistami, jeśli chodzi o ilość pozyskanych środków. M. in. dzięki nim nasze miasto jeszcze przez jakiś czas będzie w wielu miejscach przypominać plac budowy, co na pewno jest uciążliwe zarówno dla mieszkańców, jak i dla gości. Ale chyba warto się jeszcze trochę pomęczyć, aby w niedalekiej już przyszłości Sopot był jeszcze piękniejszy i jeszcze bardziej atrakcyjny. Dziękuję za rozmowę.

fot. materiały promocyjne UM Sopotu

Rok 2010 będzie w Sopocie rokiem kontynuacji wielkich inwestycji. Które z nich, pańskim zdaniem, będą najważniejsze?

będzie nie lada atrakcją dla spacerowiczów, ponieważ wszystkie prace będą prowadzone od strony morza, z jednostek pływających, co będzie można obserwować z pomostu.

fot. kmz

Krzysztof M. Załuski

roku można będzie organizować imprezy masowe o charakterze muzycznym, kulturalnym i artystycznym.

Po zakończeniu największego w historii mola remontu, Sopot otworzy się jeszcze bardziej na morze.


8 Biznes

www.riviera24.pl

Prestiżowa nagroda dla Ergo Hestii

Nim rozpocznie się białe szaleństwo

Sztuka cenniejsza niż złoto Z Ergo Hestią Konrad Franke

W

prawdzie na razie śniegu w górach jak na lekarstwo, co bynajmniej nie zniechęca amatorów narciarstwa do uprawiania tego wspaniałego sporu nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. Wielu narciarzy zapomina, że im śniegu mniej, tym warunki jazdy na stokach są bardziej niebezpieczne. Nie zawsze pomoże doświadczenie, ostrożność, ani najlepszy nawet sprzęt. Wypadki na nartostradach zdarzały się zawsze i będą zdarzać. Dlatego też każdy przezorny, nim założy buty i przypnie je do swoich „desek”, powinien wykupić polisę ubezpieczeniową.

„Upadek” autorstwa zwycięzcy tegorocznego konkursu „Artystyczna Podróż Hestii” Miłosza Wnukowskiego z Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach.

fot. materiały promocyjne Ergo Hestii

kurs przeznaczony dla uczniów średnich szkół plastycznych), oraz organizację uroczystości wręczenia „Nagrody Znaku i Hestii im. ks. J. Tischnera”. Tradycyj-

nie Hestia wspiera występy polskich i zagranicznych artystów na estradach Sopotu w ramach Festiwalu „Dwa Teatry”, oraz podczas uroczystości urodzin Grupy.

Grzegorz Blachowski – Rzecznik prasowy Ergo Hestii Wspieranie kultury i sztuki przez Ergo Hestię ma charakter długofalowy. Jest to dla nas niezwykle ważne, że wydarzenia kulturalne wpisały się na stałe w kalendarz naszej firmy. Jednym z takich wydarzeń jest ogólnopolski konkurs „Artystyczna Podróż Hestii”. Konkurs, który jest naszym autorskim projektem tworzonym przy współpracy z Akademią Sztuk Pięknych w Gdańsku. Nasza współpraca ze światem sztuki wynika z kilku elementów, najważniejszym z nich jest pasja i wrażliwość ludzi tworzących Ergo Hestię. Bycie mecenasem sztuki to dla nas wielki prestiż, to także dowód, że jesteśmy firmą nowoczesną i otwartą.

Rekordowa dynamika sprzedaży sopockiego ubezpieczyciela

Hestia coraz popularniejsza W

ciągu trzech kwartałów 2009 roku wysokość składek, jakie wpłynęły na kontu Grupy Ergo Hestia S.A. w Sopocie, wyniosła 1,59 miliarda złotych w ubezpieczeniach majątkowych, oraz 259,20 milionów w ubezpieczeniach na życie. Dynamika sprzedaży ubezpieczeń majątkowych wyniosła 117,2 % w stosunku do analogicznego okresu z roku 2008, a zysk netto wyniósł 64 miliony złotych. Dynamika ubezpieczeń na życie była jeszcze wyższa. Wyniosła ona 129,9 %, zaś zysk netto – ponad 8 milionów złotych. MTU – Moje Towarzystwo Ubezpieczeń, drugie w Grupie to-

warzystwo zajmujące się ubezpieczeniami majątkowymi zebrało 335,9 milionów złotych składek. Tutaj dynamika sprzedaży w stosunku do roku 2008 wyniosła 130,5 %, a zysk ponad 13 milionów. Oceniając wyniki finansowe sopockiej Grupy Ergo Hestia S.A. po trzech kwartałach wiceprezes Grupy p. Małgorzata Makulska powiedziała: – Podtrzymujemy wysoką, ponadrynkową dynamikę sprzedaży we wszystkich spółkach wchodzących w skład Grupy. Wyniki spółki majątkowej ugruntowują pozycję Sopockiego Towarzystwa Ubezpieczeń Ergo Hestia jako wi-

celidera rynku pod względem składki przypisanej brutto. Analizując wyniki rynku ubezpieczeń komunikacyjnych w pierwszych trzech kwartałach 2009 roku, można zauważyć silny wpływ szkód osobowych na rentowność tego obszaru. To jedna z najważniejszych przesłanek do wprowadzenia przez graczy wyższych składek w ubezpieczeniach OC w nadchodzących miesiącach. Towarzystwa podkreślają również, że rynek będzie dążył w naturalny sposób do wyrównania proporcji w cenach polis pomiędzy Polską, a krajami Europy Zachodniej. W ubezpieczeniach na życie wy-

różniamy się stabilną dynamiką, która wiąże się z ostrożnym podejściem do sprzedaży niskomarżowych polis ze składką jednorazową. Wynik finansowy netto przekroczył 8 milionów złotych przy nieco ponad 3 milionach w porównaniu rok do roku. Wysoka dynamika sprzedaży potwierdza, że rozwój produktów życiowych jest możliwy także w czasie spowolnienia gospodarki. Ponadprzeciętny wzrost, to skutek konsekwentnej kilkuletniej już inwestycji w edukację i oprzyrządowanie agentów, oraz rozwój dostępności oferty Grupy. (kf)

Po pierwsze odpowiednia polisa Pierwszą czynnością w tym względzie powinno być zdobycie wiedzy na temat warunków panujących w miejscowości, do której się wybieramy, oraz dostosowanie ubezpieczenia do naszych planów spędzenia tam urlopu. Od naszej aktywności zależy bowiem wybór zakresu polisy, ponieważ niektóre sporty mogą być uznane za ekstremalne, a to się wiąże z dodatkowymi składkami. Podstawową sprawą jest zabezpieczenie się przed najczęstszymi wypadkami, jakimi są złamanie lub skręcenie nogi. Taką ochronę zapewnia ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków (NNW). Jest to szczególnie ważne, jeśli na narty wybieramy się z dziećmi, które dopiero uczą się jazdy na nartach. Najpewniej można się zabezpieczyć, wykupując polisę obejmującą także ubezpieczenie bagażu oraz sprzętu narciarskiego. Tym samym ubezpieczamy nie tylko takie przedmioty jak odzież, torby, zegarki, biżuterię, czy okulary, ale także narty, deski snowboardowe, kijki, wiązania, buty, kaski, gogle, czy kombinezony. – Warto także sprawdzić, czy w ramach polisy przysługuje nam bezgotówkowe rozliczenie kosztów poniesionych na skutek wypadków, wizyt lekarskich, zakupu leków, czy transportu do placówki medycznej – mówi Anna Szczer-

Za kilkanaście dni czekają nas święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, a co za tym idzie pierwsza fala wyjazdów w góry na narty. Potem nadejdą zimowe ferie szkolne i kolejna masowa pielgrzymka do miejscowości górskich wyposażonych w wyciągi i nartostrady. Jednak nim poszusujemy ze szczytów w doliny, warto się chyba zastanowić nad ryzykiem, jakie wiąże się z uprawianiem „białego szaleństwa”. buk z Biura Ubezpieczeń Indywidualnych Ergo Hestii. – Korzystnym rozwiązaniem jest zakup takiej polisy, w ramach której zagwarantowane jest ubezpieczenie assistance. Zapewni ono natychmiastową pomoc medyczną w przypadku, gdy złamiemy rękę podczas zjazdu, gdy wpadnie na nas nieostrożny narciarz i potrzebna będzie natychmiastowa pomoc lekarska. Dobra polisa obejmuje także koszty ratownictwa, transportu i rehabilitacji, a także przerwanej podróży.

Nie zapominaj o OC Decydując się na „białe szaleństwo” w gronie rodziny, powinno się pomyśleć o wykupieniu ubezpieczenia ochrony cywilnej. Czasem wystarczy chwila nieuwagi i sami niechcący stajemy się sprawcami wypadku, w którym szkodę poniósł ktoś inny. Ktoś przez nas łamie nogą, lub ma uszkodzony sprzęt. W takiej sytuacji od wysokich kosztów związanych z leczeniem poszkodowanego, lub odkupieniem sprzętu, uchroni nas polisa ubezpieczeniowa. Dla przykładu podajemy cenę ubezpieczenia w pakiecie Hestia Podróże, w wariancie Holiday Charter. Składka za dziesięciodniowy wyjazd na narty do dowolnego miejsca w Europie czterech osób (rodzice wraz z dwojgiem dzieci w wieku szkolnym) wynosi 460 złotych.

fot. archiwum

W

konkursie „Sztuka cenniejsza niż złoto” wzięły udział 32 firmy z całej Polski. Siedmioosobowa kapituła oceniała je w pięciu kategoriach. Ergo Hestia wraz z Akademią Sztuk Pięknych w Gdańsku została nagrodzona w kategorii „Partnerstwo Arts & Business”. Uroczysta gala i wręczenie statuetki wykonanej przez artystęrzeźbiarza Marcina Radziejowskiego odbyła się 26 listopada br. w Pałacu Prymasowskim w Warszawie. Organizatorem konkursu była fundacja Commitment to Europe Arts & Business, oraz Narodowy Bank Polski. Historia „Artystycznej Podróży” sięga 2002 roku. Wtedy to na pomysł promowania najzdolniejszych studentów ASP wpadł prezes Grupy Ergo Hestia p. Piotr Maria Śliwicki. W miarę upływu lat „Podróż” się rozrastała, obejmując swym zasięgiem całą Polskę i coraz większą liczbę studentów. Na „Artystycznej Podróży” nie kończy się jednak wspieranie przez Ergo Hestię kultury i sztuki. Sopocki ubezpieczyciel ma także „Artystyczny Indeks Hestii” (kon-

na narty

Sopocka Ergo Hestia otrzymała nagrodę w prestiżowym konkursie „Sztuka cenniejsza niż złoto”. Nagroda ta została przyznana za wieloletnią współpracę Hestii z Akademią Sztuk Pięknych w Gdańsku przy współtworzeniu programu „Artystyczna Podróż Hestii” i promowaniu jej laureatów na rynku sztuki.

fot. materiały promocyjne Ergo Hestii

Konrad Franke


Sztuka 9

Nr 11 (44) 15 grudnia 2009 – 14 stycznia 2010

Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie zaprasza na wystawę malarstwa Joanny Rusinek i Filipa Kalkowskiego.

Mistyka ręcznego kadrowania świata M

istrzowskie posługiwanie się pędzlem, paletą kolorów dotąd budziły zaufanie i podziw odbiorców, dziś jednak zdarza się, że negujemy wartości tkwiące w dotychczasowym, wyrafinowanym pięknie. Na naszych oczach tworzy się inna estetyka, wzorowana na pierwotnej prostocie odczuwania. Znosi ona ostatnie bariery chroniące dotąd dzieła sztuki, miesza miejsca w hierarchii piękna i brzydoty. Pojawił się rodzaj utalentowanych artystów odrzucających sztukę rysowania, malowania czy fotografowania. Te umiejętności przeszkadzają w pracy, może nie przeszkadzają instrukcje obsługi High Definition oraz talent komponowania całości, dotychczas dawany przez

sji twórcy sprowadza tę pracę do dekoracji, może pięknych lub awangardowych, ale pustych. Aktualne jest powiedzenie, że artystą bywa się tylko czasem. Zostańmy przy orkiestrze symfonicznej. Uzupełniające się obrazy Joanny i Filipa to rejestrowanie stanów normalnych, radości i pogody wygnanej ze sztuki. Obrazy na sztalugach, które każą ludziom się leczyć, śnić i odpoczywać po pracy, jeździć tramwajem. Czy nie jest zuchwałością dziś, tak po prostu, malować olejami na płótnie? – Jasne, że jest. Ale posłuchajmy, co mówi Filip Kalkowski, cytuję z pamięci: – Maluję kadry rzeczywistości, które sam reżyseruję. Jest to

Filip Kalkowski ur. 1979. Dyplom Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku w 2006 roku, w pracowni prof. Witosława Czerwonki, aneks w pracowni prof. Zygmunta Okrassy. Zajmuje się malarstwem, grafiką warsztatową, rzeźbą, rysunkiem i muzyką. Uczestniczył w wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą, m.in.: Wystawa zbiorowa “Artyści przeciwko wojnie”, Kolonia Artystów, Gdańsk Stocznia, Wystawa studentów grafiki warsztatowej, “Żak”, Gdańsk (2003); Zbiorowa wystawa malarstwa, Kolonia Artystów, Gdańsk Stocznia (2005); Wernisaż – Instalacja, PGR Art, Gdańsk Stocznia (2006); Zbiorowa wystawa grafiki warsztatowej, Lipsk, Niemcy (2007); Wernisaż plakatu “Feta 2008” + wystawa plakatów, Klub “Plama”, Gdańsk, “Art Piknik”, Pracownia Stary Rynek Oliwski 3, Gdańsk, Akcja “Świeżo malowane”, Gdańsk, Pokonkursowa wystawa malarstwa “Muzyką malowane”, Pałac Sztuki w Krakowie (2008); Wystawa malarstwa, Galeria Triada, Sopot (2009). Jego prace znajdują się w zbiorach prywatnych w kraju i zagranicą. Joanna Rusinek ur. 1979. Dyplom Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku w roku 2007, w pracowni grafiki pod kierunkiem prof. Jadwigi Okrassy, aneks z rysunku u prof. Marii Targońskiej. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem i plakatem. Wybrane wystawy – 2003 Wystawa studentów grafiki warsztatowej, “Żak”, Gdańsk; 2007 Zbiorowa wystawa grafiki warsztatowej, Lipsk, Niemcy; 2008 Wernisaż plakatu “Feta 2008” + wystawa plakatów, Klub “Plama”, Gdańsk, Pokonkursowa wystawa plakatów, Biblioteka Śląska, Katowice, Pokonkursowa wystawa plakatów, Miejskie Centrum Kultury, Ruda Śląska, Pokonkursowa wystawa plakatów, Silesia City Center, Katowice, Pokonkursowa wystawa plakatów, Śląski Teatr Tańca, Bytom; Pokonkursowa wystawa “Satyrykon”, Legnica, “Art Piknik”, Pracownia Stary Rynek Oliwski 3, Gdańsk, Akcja “Świeżo malowane”, Gdańsk;.2009 Wystawa malarstwa, Galeria Triada, Sopot. Nagrody: 2007- Nagroda główna w konkursie na plakat XV Międzynarodowej Konferencji Tańca Współczesnego w Bytomiu; Nagroda główna w konkursie na plakat Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu

Joanna Rusinek

Filip Kalkowski

Boga. Prosty w użyciu, szybki sprzęt elektroniczny pozwala natychmiast zobaczyć własne działanie i przedstawić je szerokiej publiczności. Kiedyś pracownie wielkich malarzy, cechy i akademie sztuk pięknych odcedzały adeptów sztuki mających wrażliwe oko i rękę, od ludzi przeciętnych. Czy w naszym stuleciu mamy tylu artystów, co telefonów komórkowych? – Tak, tak. Na szczęście obowiązującymi kryteriami w sztuce pozostają osobowość twórcy i dodana przez czas jej wartość. W końcu, forma jest w arcydziele sprawą drugorzędną. Sposoby przedstawiania mistrzostwa przy pomocy orkiestry symfonicznej, pędzla, komputera czy kamery, to tylko materializacja idei. Częsty brak reflek-

mój komentarz do tego, co się nam trafia w życiu. Raz pokazuję to, co denerwuje, innym razem to, co uspakaja. Maluję obrazy, w zasadzie, żeby pocieszyć siebie i oglądającego. Znaleźć sens życia. Pokazuję równie często bezsens tego, co widzę dookoła. Są momenty, kiedy po prostu maluję bez zastanowienia, spontanicznie. Interesuje mnie świat i jego wszystkie strony. – Nie lubię tytułów obrazów, daję je tylko wtedy, gdy chcę narzucić kierunek odbioru namalowanej sytuacji. Dobrze się dzieje, gdy widz odczuwa swoiste déjà vu, odnajduje własny sens mojej pracy. Zdarzają się sytuacje, kiedy dopiero podczas rozmowy na temat obrazu, odnajduję jego właściwe przesłanie. — Dlaczego realizm?

Joanna Rusinek

— Lubię. Zawsze uwielbiałem takie malarstwo, ale nie chcę na nim poprzestać. Dążę do połączenia świata malowanego na obrazach ze skrótowym językiem

plakatów, które powstają równolegle w mojej pracowni. Już mnie to korci... To tyle i aż tyle Filip o sobie. Poprosiłem e-listownie piękną Jo-

asię Rusinek o odpowiedź na pytanie o cel i założenia jej sztuki. — Stany uczuciowe, tak zrozumiałem. Ale przeczytajcie sami, bez skrótów. „Tu Joanna. Ciężko opisać coś tak banalnego, nieskomplikowanego, He, he. Ojoj, trudne zadanie Ci daliśmy, z góry przepraszamy. Bo ciężko opisać coś z czym człowiek się rodzi i umiera, czynność, która jest po prostu potrzebą samą w sobie, hmmm... sam wiesz o co chodzi... Maluję, rysuję, robię plakaty, bo to dla mnie sposób na życie, chyba banalnie myśląc, najprostszy, a zarazem najtrudniejszy. Ołówek i pędzel to wierni towarzysze od czasów dzieciństwa, stali, niezawodni, ale niepokorni, ciągle mobilizują do działania. Maluję, bo to karma dla zmysłów, dzięki temu poznaję, odkrywam, wpatruję się w siebie, w relacje między mną a światem, między ludźmi. Jest to wentyl, który daje ujście emocjom... tak jak taniec czy inna forma sztuki. Gdybym nie malowała, zapewne tańczyłabym nałogowo. W życiu nie potrafię z wielu rzeczy rezygnować, podobnie jest w malarstwie. Dlatego ciągle poszukuję odpowiedniej dla siebie formy, sposobu na wyartykułowanie myśli poprzez kolor czy kształt. Szukam języka, który mnie określi, umiejscowi w świecie. Pomysły przychodzą zewsząd. Czasem coś się przyśni, czasem zagra muzyka i pojawiają się tańczące sylwetki, czasem sama zatańczę... innym razem zatrzymam kadr filmu czy zaczytam się np. w Kapuścińskim i po-

wstają portrety dzieci. Innym razem pojawia się ktoś bliski, kogo chcę zatrzymać, więc zamykam go w dwuwymiarowym czworokącie. Wszystko, co pojawia się na obrazie, jest konsekwencją emocji, nastrojów, radości, smutków, dla których szukam formy, staram się je określać. Dlatego ich nie nazywam, bo i tak posądzam się o dosyć duży ekshibicjonizm, gdy już osiągnę taki kamuflaż i zatrę ślady czytelności, (a dążę do tego bardzo, może jeszcze nie dojrzałam), to wtedy nadam im imiona. Żadnej głębszej filozofii. Nie znam innej drogi, to po prostu mój sposób na duchowe przetrwanie.” Koniec cytatu. Pies Ryszard łączący rodzinę milczy. Bokser. Otrzymałem te wypowiedzi wprost, bez świątecznego opakowania dla prasy. Znam tę parę artystów „Mistrza i Joannę” od pierwszej klasy akademii gdańskiej. Rysio, rodzinny łącznik, doszedł później. Utworzyli razem wolny związek zawodowy i tak się to zaczęło na poważnie. Życzę Wam dalekiej drogi, tej Twojej i Twojej, własnej zaczarowanej drogi. Wolny Związek Zawodowy – Joanna Rusinek, Filip Kalkowski, Malarstwo, Państwowa Galeria Sztuki, 16.12.2009 – 7.02.2010, Wystawa czynna do 10 stycznia 2010 od wtorku do niedzieli w godz. 11.00 – 18.00. Jej kuratorem jest Antoni Żabczyński.


10 Historia

www.riviera24.pl

Gdański Grudzień ‘70

Bunt we krwi zatopiony R

ankiem, w sobotę 12 grudnia w moim mieszkaniu zadzwonił telefon. Telefonowała sekretarka Stanisława Goszczurnego, dyrektora artystycznego Polskiego Radia w Gdańsku, wiceprezesa Gdańskiego Oddziału Związku Literatów Polskich i I sekretarza Podstawowej Organizacji Partyjnej w tymże Związku. Zostałem zaproszony na zwołane ad hoc nadzwyczajne zebranie gdańskich pisarzy i pracowników Polskiego Radia, poświęcone podwyżkom cen żywności, przede wszystkim mięsa, które z dniem 14 grudnia miało podrożeć przeciętnie o 20 procent. Wiadomość o podwyżkach, choć zaskakującą, bo nie poprzedzoną żadną dyskusją, przyjąłem bez emocji. Moja sytuacja materialna była na tyle dobra, że zapłacenie w restauracji 24 zamiast 20 złotych za kotlet schabowy, nie stanowiło katastrofy. Dlatego zdziwił mnie niemal histeryczny ton wypowiedzi jednej z dziennikarek radiowych, zdaniem której podwyżka oznaczała nędzę dla milionów rodzin. Dziennikarka została przez Goszczurnego przywołana do porządku, dyskusja potoczyła się bezbarwnie i nudnie, jak większość tzw. „nasiadówek” w tamtych czasach.

Prolog

ce się nad gmachem KW PZPR. Bliżej, przy ówczesnym szpitalu kolejowym dopalały się wraki dwóch samochodów. Z budynku sanitariusze wyprowadzali chorych. Karetki, wyjąc syrenami, odwoziły ich w kierunku Akademii Medycznej. A od mostu nad torami kolejowymi przy ulicy Hucisko niósł się nad Gdańskiem zbiorowy krzyk rozwścieczonych, zdesperowanych ludzi: – Ge-sta-po-ges-ta-po! Nadjechał pociąg ekspresowy z Warszawy. Zatrzymał się nie przy peronie, lecz nieco dalej. Pasażerowie wyskakiwali na międzytorze i zastygali w szoku. W kraju nie miano pojęcia o trwających drugi dzień rozruchach, łączność telefoniczna z Wybrzeżem była przerwana, telewizja, radio, prasa (poza lokalnymi mediami) milczały jak zaklęte. Od ulicy 3 Maja nadszedł oddział funkcjonariuszy w hełmach, z pałkami w rękach. Ku ludziom buszującym po torach poleciały petardy z gazem. Od pewnego czasu SKM nie kursowała i na dworcu zebrał się spory tłum. Milicjanci zeszli ze skarpy, kierując się w naszą stronę. Wraz z innymi schroniłem się w przepełnionym wagonie. Miałem nadzieję, że milicjanci nie będą wyciągali z pociągu ludzi pragnących wrócić do domu. Oddział wkroczył na peron. Dzieliły nas tylko szyby wagonów. Stłoczone ciasno kobiety piszczały ze strachu. Od strony Wrzeszcza narastał głuchy, dudniący łoskot. Dobrze zapamiętany z czasów wojny grzmot zbliżającej się kolumny czołgów. Na Błędniku pojawiły się pierwsze pojazdy. Niemal naprze-

dziesięciu stopni, w zimie naturalne lodówki. O braku odzieży ochronnej: butów, rękawic, masek. O fatalnym stanie zaplecza socjalnego: braku szatni, łazienek, ubikacji, jadalni, gdzie w godziwych warunkach można by spożyć przyniesiony z domu posiłek. O chorobach zawodowych, na które zapadał praktycznie każdy stoczniowiec z dłuższym stażem: pylicy, reumatyzmie, głuchocie. O nadgodzinach błogosławionych i przeklinanych równocześnie; bez nich przeciętny robotnik nie miałby szansy wyżywienia rodziny, zaś godząc się na nie stawał się niewolnikiem zakładu pracy, rzadkim gościem we własnym domu. O złej organizacji, której efektem było „gonienie planu” w ostatnich tygodniach roku, co w Stoczni Gdańskiej zaowocowało tragicznym pożarem na m/s „Maria Konopnicka” jesienią 1968 roku i śmiercią 23 ludzi. Kto wie, czy właśnie katastrofa „Konopnickiej” nie stała się zarzewiem buntu, mającego wybuchnąć w dwa lata później. Trudno było uwierzyć, że władza mieniąca się robotniczą tak źle traktowała własną klasę.

Apogeum Wtorek 15 grudnia był ponury, mglisty. Temperatura oscylowała nieco poniżej zera. Kolejka trójmiejska kursowała normalnie, ale w wagonie panowała cisza. Twarze podróżnych były spięte, jakby wszyscy jechali na wojnę. I tak to właśnie wyglądało: wojna narodu z władzą. Plac Gorkiego i Wały Jagiellońskie wypełniało falujące morze głów. Ponad tłumem wznosiły się kłęby dymu unoszą-

fot. Fundacja Centrum Solidarności / KFP

W poniedziałek 14 grudnia pojechałem do centrum miasta, załatwić jakąś sprawę w biurze ZLP. Gdy na Dworcu Głównym wysiadłem z kolejki SKM zauważyłem niezwykły o tej porze dnia ruch. Na placu Gorkiego (dziś teren City Forum) zbierały się grupy robotników. Byli podnieceni, rozdyskutowani. Z pewnością nie znaleźli się tam przypadkowo. Parę godzin później wracałem kolejką do Oliwy. Kiedy pociąg mijał Stocznię Północną zauważyłem jak z bramy wybiegło kil-

8 listopada 1970 roku wpadłem na dwa dni do Warszawy. Zaskoczyła mnie wtedy atmosfera stolicy. Miasto zdawało się czekać na rewolucję. Szepty w kawiarni Domu Literatury, jakieś oderwane zdania ludzi lepiej poinformowanych ode mnie: „Zagłębie Rybnickie stoi”. „Śląsk zasypany ulotkami”. „Krew się poleje”. „Kiedy wreszcie Gomułka ustąpi?”. „Robotnicy, to nie studenci – notowałem w swych zapiskach, wspominając Marzec ‘68. – Nie tak łatwo ich rozpędzić. I biada temu, kto nie zapewni górnikom kiełbasy”.

Gdyńscy robotnicy niosą na drzwiach zabitego Zbigniewa Godlewskiego, późniejszego bohatera piosenki o Janku Wiśniewskim.

ciw głównego wejścia na dworzec jeden z nich wpadł na wrak płonącego samochodu, zmiażdżył go i sam stanął w płomieniach. Na pierwszy wóz najechał drugi, również się zapalił. Załogi wyskakiwały z płonących pojazdów, żołnierze rozbiegali się na wszystkie strony. Jeden przebiegł obok mnie. Był to chłopak najwyżej dwudziestoletni. Zgubił czapkę, ale karabin mocno trzymał w dłoni. W jego błękitnych oczach dojrzałem obłędny strach. Goniło go kilku wyrostków. Krzyczeli: – Kamieniami w niego! Grupka starszych robotników otoczyła chłopaka. Pomogli mu schronić się w wagonie. Zabrzmiał pojednawczy okrzyk: – Wojsko z nami! Pieszo wróciłem do Wrzeszcza. Tam ludzie spokojnie dokonywali świątecznych zakupów. Zjadłem obiad w restauracji „Pod Kominkiem”. Potem udałem się na stację. SKM już kursowała. Jako pierwszy nadjechał pociąg do Gdańska. Coś mnie podkusiło, wskoczyłem do wagonu. W Śródmieściu niewiele się zmieniło. Plac przed dworcem PKP wciąż wypełniały tłumy mężczyzn. Wesołym ogniem paliły się dwa kioski, jeden obok szpitala kolejowego, drugi przy biurowcu WZSP. Dalej, za gmachem KW PZPR stoczniowcy pasowali się z milicją. Z jednej strony leciał grad kamieni, z drugiej petardy z gazem łzawiącym. Budynek partii nadal płonął. Dach runął do wnętrza i w zapadającym zmroku gejzery ognia wzbijały się w górę, oświetlając rudawym blaskiem niskie podbrzusze chmur. Od Targu Drzewnego i ulicy Rajskiej do-

chodziły suche trzaski – wystrzały z broni palnej. To już przestało być zabawą. Nie chciałem zostać trafiony przypadkową kulą, wsiadłem w kolejkę, wróciłem do domu. O szczegółach tego, co później nazywano „Wydarzeniami Grudnia ‘70” miałem dowiadywać się od ludzi, którzy tam byli do końca. W następnych dniach, miesiącach, latach z trudem odcedzałem legendę od prawdy. Jedną z takich legend jest historia pożaru Dworca Głównego w Gdańsku. Doszło do niego wczesnym wieczorem 15 grudnia, wkrótce po moim powrocie do domu. Jakiś chłopiec został zmiażdżony przez czołg, czy też wojskowy transporter. Zwłoki wniesiono do głównej hali dworca i ułożono na podłodze. Wokół zgromadził się tłum. Ktoś krzyknął: – Nakryć męczennika kwiatami! W mgnieniu oka zdemolowano kwiaciarnię, układając wokół ciała zabitego żałobny wieniec. Wtedy znów rozległ się ten sam przeraźliwy głos: – Zapalić mu znicz! Ktoś pstryknął zapałkę, podłożył ogień pod wyłożone na ladzie gazety. Płomienie objęły kiosk „Ruchu”, przeskoczyły do przechowalni bagaży. Było tak, może inaczej. Faktem jest, że dworzec spłonął. Na szczęście nie cały. Na miejscu brakowało obiektywnych świadków. Dziennikarze z miejscowej prasy nie spełnili tego dnia podstawowych swych obowiązków – spisania kroniki jakże ważnego wycinka najnowszej historii Polski.

Opowieść starego stoczniowca Najbardziej szczegółowy obraz tego, co w tych dniach działo się w Stoczni Gdańskiej przekazał mi po latach zmarły w marcu 2009 roku pracownik tejże stoczni, Kazimierz Szołoch. Według jego relacji w pierwszych dwóch dniach strajku w stoczni panował totalny chaos. Najodważniejsi,

fot. Fundacja Centrum Solidarności / KFP

Stanisław Załuski

kudziesięciu robotników. W kombinezonach roboczych, w kaskach prawie biegiem ruszyli w kierunku Stoczni Gdańskiej. „Czyżby strajk? – pomyślałem. – W Polsce Ludowej, w 25 lat po zdobyciu władzy przez komunistów?” Przypomniałem sobie szeptanki w literackiej kawiarni sprzed miesiąca. Nie było wątpliwości. Coś zaczynało się dziać. Pierwsze informacje o wydarzeniach tamtego dnia otrzymałem od znajomego urzędnika Wojewódzkiego Związku Spółdzielczości Pracy. Jego biuro mieściło się przy ulicy Elżbietańskiej, w miejscu obecnego kina Krewetka, w bezpośredniej bliskości budynku komitetu wojewódzkiego PZPR. Był to więc znakomity punkt obserwacyjny. Znajomy zadzwonił około godziny 20. Wraz z innymi członkami partii dyżurował w biurze i przez okno oglądał sceny rozgrywające się na ulicy. Robotnicy oblegali gmach swojej partii, domagając się odwołania podwyżki cen. W słuchawce telefonu wyraźnie słychać było zbiorowy krzyk wielkiego tłumu i wybuchy petard. Środowisko robotnicze i jego problemy było mi wtedy obce. Robotnik kojarzył się z plakatem przodownika pracy, twardą pięścią i niechęcią do inteligentów. W najlepszym razie ze „złotą rączką” – specjalistą od wszystkiego. Dopiero w trzy lata później, już jako reporter „Głosu Stoczniowca” zrozumiałem, że tamta dziennikarka z radia miała rację. Oni naprawdę byli głodni. Chleb z margaryną, kaszanka, salceson, w najlepszym razie boczek stanowiły ich pożywienie podczas przerw śniadaniowych. Żyli od wypłaty do wypłaty, pożyczali i oddawali, kto miał więcej jak jedno dziecko, z trudem wiązał koniec z końcem. Nasłuchałem się opowieści o katorżniczych warunkach pracy „przodującej klasy ludu budującego socjalizm”. O spawaczach łączących sekcje statku – żelazne klatki, w lecie rozgrzane do kilku-

Jedna z bezimiennych ofiar na ulicach Trójmiasta.


Historia 11

Tłum pod Komenda Miejska Milicji w Gdańsku.

Spalony budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

mieścił się radiowęzeł i podłączyć środki nagłaśniające tak, aby być słyszanym nie tylko w stoczni. Następnie wygłosił swoją życiową mowę. Wezwał robotników do kontynuowania walki o ich słuszne prawa. Apelował do żołnierzy, aby nie wierzyli swoim dowódcom, ponieważ nikt ze stoczniowców nie chce obalić ustroju socjalistycznego, ani oddać Gdańska Niemcom. Mówiono wtedy, że wielu żołnierzy płakało słuchając tej mowy i rzucało broń. Wkrótce jednostka czołgów została wycofana i zastąpiona przez inną. Pod dyktando Kazimierza Szołocha zorganizowano milicję robotniczą. Dowództwo nad nią objął mężczyzna o nazwisku Kozak. Obsadzono mury zakładu, zaczęto wyłapywać agentów SB, którzy w przebraniu i z fałszywymi przepustkami przedostali się do stoczni. Dochodziło przy tym do rękoczynów, kilku agentów zostało dotkliwie pobitych. W sumie unieszkodliwiono około 20 esbeków. Palącą sprawą stało się nakarmienie wielkiej rzeszy ludzi. I tu Szołoch znalazł rozwiązanie. Dyrektor stoczni, Stanisław Zaczek, przyciśnięty do muru zezwolił na otwarcie magazynów obficie zaopatrzonych w żywność. Uruchomiono stołówkę. Pomoc nadeszła też z zewnątrz, jakiś bezimienny kierowca ciężarówki przebił się przez blokadę od strony ulicy Wałowej wwożąc do stoczni znaczną ilość świeżego chleba. Uformował się komitet strajkowy. Zdaniem Szołocha składał się z czterech osób: Leszka Górskiego, Zbigniewa Jarosza, Lecha Wałęsy i jego samego. Kto był przewodniczącym niepodobna dziś dociec. Wałęsa twierdzi, że on. To samo o sobie mówił Szołoch. Komitet zresztą zebrał się tylko raz, w środę 16 grudnia po południu. Potem każdy działał na własną rękę. Pomiędzy 2 a 3 w nocy ze środy na czwartek agenci SB, przebrani w stoczniowe kombinezony, opanowali radiowęzeł i ogłosili zakończenie strajku. Następnie przecięli kable, uniemożliwiając odwołanie apelu o opuszczenie zakładu. Ciemności spotęgowały zamieszanie. Jedni krzyczeli: „zdrada!” inni kierowali się do bram. Szołoch w tłu-

mie ludzi dotarł do dworca kolejowego, wskoczył w stojący przy peronie, gotowy do odjazdu pociąg i schował się w ubikacji. Wyszedł z niej dopiero za Tczewem, aby potem, przez wiele tygodni ukrywać się w rodzinnych stronach, na Lubelszczyźnie.

Krwawy epilog Trwała totalna blokada informacyjna Wybrzeża. Władze wprowadziły godzinę milicyjną, trwającą od 18.00 do 5.00 rano. W środę około południa Goszczurny ponownie zwołał w gmachu Polskiego Radia zebranie pisarzy i radiowców. Panowała atmosfera przygnębienia, ale i samozadowolenia. Niektórzy dziennikarze licytowali się odwagą i przemyślnością w niedopuszczeniu do nadania komunikatu radiowego o strajku, w poniedziałek 14 grudnia, kiedy stoczniowcy zajęli budynki radiowe. Goszczurny poinformował nas, że do Trójmiasta przybyły dwie dywizje pancerne. Spacerując pomiędzy zebranymi klepał ludzi poufale po plecach, zapewniając, że wojsko zaprowadzi porządek. Nikt nie ośmielił się

wykrzyczeć, że trupy robotników, to przepaść wykopana pomiędzy partią, a klasą społeczną, w imieniu której partia ta sprawowała władzę. Że nie chcemy wojska, lecz takiego ułożenia stosunków w kraju, aby to na co patrzyliśmy w tych dniach nie mogło się powtórzyć. Chyłkiem wymykaliśmy się do domów. We czwartek 17 grudnia obudził mnie wystrzał armatni. Była szósta rano. Już nie zasnąłem. Miałem przeczucie, że stało się coś strasznego. Po kilku godzinach zaczęły napływać wiadomości z Gdyni. Niesprawdzone. Często sobie przeczące. Opowiadano, że wojsko szturmem zdobyło stocznię im. Komuny Paryskiej, że jest wielu zabitych. Oskarżano Mieczysława Moczara o prowokację, próbę skompromitowania Gomułki i chęć przejęcia władzy. W lasach odgradzających Trójmiasto od Wyżyny Kaszubskiej miały się rzekomo gromadzić wojska radzieckie. Trudno relacjonować dramat, w którym się nie uczestniczyło. Gdynia była tego dnia miastem odciętym od reszty aglomeracji. Nie kursowały

autobusy, ani SKM. Gdy zapytałem taksówkarza, czy zawiózłby mnie przynajmniej do Wzgórza Nowotki (dziś Wzgórze św. Maksymiliana Kolbego), odparł, że nawet za podwójną opłatą do Orłowa nie pojedzie. Nie mogąc popatrzeć na wojnę, wybrałem się obejrzeć pobojowisko. Na trasie od Oliwy do Huciska naliczyłem 40 czołgów. Stały przed pocztą we Wrzeszczu, przed budynkami Polskiego Radia, na wysokości Akademii Medycznej, zajmowały całą długość ulic Elżbietańskiej i Garncarskiej. W powietrzu unosił się jeszcze kwaśny zapach gazu. Ludzi niewiele, na twarzach wyraz przygnębienia. Ekipy budowlane usuwały zgliszcza spalonych kiosków, w sklepach wstawiano szyby. Na jednym z dźwigów Stoczni Gdańskiej powiewała wielka flaga biało-czerwona, spowita kirem. Całkowitemu zniszczeniu uległ gmach KW PZPR i sąsiadująca z nim siedziba NOT. Częściowo spłonął gmach Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu przy ul. Świerczewskiego (obecnie Nowe Ogrody), oraz hala Dworca Głównego.

Żałoba Następne dni mijały w żałobnej atmosferze. Trójmiasto milczało, sparaliżowane stalową pięścią setek czołgów. W sobotę 19 grudnia, jak co dzień zasiadłem o 19.30 przed telewizorem. Już z pierwszego rzutu oka na twarz spikerki zapowiadającej dziennik TV widać było, że zaszło coś niezwykłego. Drżącym głosem odczytała komunikat o posiedzeniu plenarnym KC PZPR i zmianach jakie zaszły we władzach partyjnych. Na te słowa czekało całe Trójmiasto. Władysław Gomułka ustąpił. Z biura politycznego odeszli Kliszko, Jaszczuk, Strzelecki, Spychalski. Pierwszym sekretarzem został Edward Gierek. Nadchodził czas, w którym wedle słów nowego przywódcy PZPR „Polska miała rosnąć w siłę, a ludziom miało się żyć dostatniej”. Słowa te zostały zdewaluowane w dziesięć lat później, w sierpniu 1980 roku. Pełnej, imiennej listy robotników, którzy w tamte grudniowe dni zginęli w Gdańsku Gdyni, Elblągu i Szczecinie nie doczekaliśmy się do dziś.

fot. Fundacja Centrum Solidarności / KFP

najbardziej zdeterminowani robotnicy znajdowali się na ulicach miasta. W tym czasie dyrekcja i organizacja partyjna usiłowały przejąć kontrolę nad zakładem, postawić na czele strajku zaufanych sobie ludzi. Sytuacja zmieniła się, gdy rozgrzane bojami z milicją tłumy powróciły z miasta, rozpoczynając strajk okupacyjny. Dla tysięcy młodych mężczyzn, w większości przybyłych ze wsi, był to pierwszy strajk w życiu. Brakowało sprawdzonych przywódców, brakowało zaufania. Każda twierdza, obsadzona przez wielotysięczną załogę, a taką twierdzą na przeciąg kilkudziesięciu godzin stała się Stocznia Gdańska (wraz z przyległymi Stocznią Północną i Gdańską Stocznią Remontową), oprócz broni potrzebuje żywności. Żywność jest tak samo ważna, a może ważniejsza od amunicji. Zmęczeni ulicznymi starciami stoczniowcy, rozproszyli się po swych wydziałach, poszukując ciepłego kąta, w którym mogliby przedrzemać do rana. Niektórzy mieli jeszcze w kieszeni zabrane z domu kanapki, inni musieli się zadowolić wodą z kranu. Rano 16 grudnia obudzili się głodni, stwierdzając, że stocznia została tymczasem otoczona pierścieniem czołgów. Głód nie jest dobrym doradcą. Trudno bawić się w domysły, w jakiej mierze brak żywności zaważył na decyzji ponownego wyjścia stoczniowców przez II Bramę. Oddana w ich stronę salwa została w dziesięć lat później upamiętniona Pomnikiem Poległych i wersetami z wierszy Czesława Miłosza. Trzech ludzi padło zabitych, wielu było rannych. Reszta w popłochu cofnęła się na teren stoczni. To był najgorszy moment. Wszyscy byli przekonani, że za chwilę czołgi przypuszczą szturm, rozpocznie się rzeź. Szołoch, jako jeden z nielicznych nie uległ panice. Był synem legionisty Piłsudskiego, jego trzech starszych braci należało podczas drugiej wojny światowej do NSZ. On sam od dzieciństwa był za pan brat z bronią, wiedział jak należy się z nią obchodzić. Gdy tłum ludzi gotujących się na śmierć, zgromadził się przed budynkiem dyrekcji, Szołoch polecił otworzyć budynek, w którym

fot. Fundacja Centrum Solidarności / KFP

fot. Fundacja Centrum Solidarności / KFP

Nr 11 (44) 15 grudnia 2009 – 14 stycznia 2010

Zabity i przejechany przez czołg uczestnik demonstracji na ulicach Gdańska.


12 Reklama

www.riviera24.pl


Nr 11 (44) 15 grudnia 2009 – 14 stycznia 2010

Reklama 13

ALBUM „FOT. KOSYCARZ. NIEZWYKŁE ZWYKŁE ZDJĘCIA CZ. IV” Tramwaj z wagonem barowym, kursujący na trasie Gdańsk – Sopot. Urodzone w 1961 roku, pierwsze na

„FOT. KOSYCARZ. NIEZWYKŁE ZWYKŁE ZDJĘCIA CZĘŚĆ IV” 325 ZDJĘĆ Z LAT 1945 – 2009 autor: Maciej Kosycarz 160 stron, oprawa twarda, wymiary: 235 x 335 mm wydawca: Kosycarz Foto Press / KFP Ul. Podwale Staromiejskie 89/8, 80-844 Gdańsk tel. (0-58) 301 94 46 Gdańsk 2009 ISBN / EAN 978-83-913709-6-4 Cena detaliczna 59 zł

Pomorzu, ale już zapomniane czworaczki. Rajd Monte Carlo na Długim Targu. Zlikwidowana śluza ze statkiem bocznokołowcem, pływającym pomiędzy Wisłą Śmiałą i Martwą w Pleniewie. Pokazy mody, klimaty starych kawiarni i restauracji, życie codzienne, budowa kiedyś nowoczesnych, dzisiaj już podstarzałych domów i osiedli. To tylko niektóre z tematów pojawiających się na ponad 300 fotografiach Zbigniewa i Macieja Kosycarzy z lat 1945 -2009 w kolejnym albumie „Fot. Kosycarz. Niezwykłe Zwykłe Zdjęcia. Część IV”, czyli fotograficznej wędrówce przez historię i wspomnienia. Poprzednie edycje albumu przypadły czytelnikom do gustu. Tym bardziej, że większość z nich odnajduje w albumie kawałek swojego życia, a młodsi z ciekawością oglądają, jak żyło się kilkanaście i kilkadziesiąt lat temu. Wiele osób rozpoznało na nich samych siebie, czy to w kolejce do sklepu, czy na zabawie tanecznej, czy też zarabiających pierwsze pieniądze na Jarmarku Dominikańskim lub spacerujących na Długim Targu. Nowy album Kosycarzy, wzorem poprzednich będzie albumem, do którego będzie się często wracać, i który dostarczy każdemu wielu refleksji i miłych wspomnień.


14 Gdańsk

Dürer w Zielonej Bramie Miłośnicy twórczości wielkiego malarza niemieckiego epoki renesansu – Albrechta Dürera mają okazję obejrzeć 26 jego grafik, wystawionych w Zielonej Bramie. Wystawa nosi nazwę „Albrecht Dürer. Ryciny szkoły niemieckiej ze zbiorów Jacoba Kabruna”, pochodzącego z Gdańska kupca, zarazem kolekcjonera sztuki, żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku. Wystawa w Bramie Zielonej potrwa do 9 stycznia 2010 roku. W tym dniu mija 251 rocznica urodzin Kabruna. (as)

XIII-wieczne piwnice pod dachem Zakończył się pierwszy etap restauracji romańskich piwnic odkrytych przed trzema laty na placu targowym pomiędzy kościołem św. Mikołaja, a gdańską Halą Targową. Piwnice należały do Klasztoru Dominikańskiego, założonego przez św. Jacka Odrowąża w połowie XIII wieku. Ten najstarszy gdański zabytek został obecnie przykryty dachem. Wewnątrz pracują archeolodzy. Odkrywają setki zbutwiałych trumien i kości ludzkie. Chowano tam zmarłych od wczesnego średniowiecza aż po wiek XVIII. W XIX wieku klasztor

Uniwersytet rośnie

Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku ogłosiła konkurs na koncepcję zagospodarowania Wielkiej Zbrojowni wznoszącej się pomiędzy Targiem Węglowym, a ulicą Piwną. Pierwsze i drugie piętro jednego z najcenniejszych zabytków Gdańska tętni życiem, są tam pracownie plastyczne i sale wykładowe, parter od dwóch lat stoi zamknięty na głucho. Nieczynne jest także przejście przez Zbrojownię, skracające drogę z Targu Węglowego do Bazyliki Mariackiej i nabrzeża Motławy. Dwa lata temu użytkownikiem parteru Zbrojowni miała zostać sieć sklepów delikatesowych – Alma. Miał tam powstać luksusowy supermarket, a w piwnicach elegancka restauracja i winiarnia. Firma rozpoczęła remont obiektu, ale go nie dokończyła i wycofała się z umowy. O tym, kto podejmie się zagospodarowania Zbro-

Albrecht Dürer, Autoportret pochodzący z roku 1500.

spłonął i został rozebrany. Na jego miejscu powstało dobrze znane mieszkańcom miasta targowisko z warzywami i owocami. Za dwa lata, gdy cały plac zostanie przykryty żelbetonową płytą, kupcy wrócą na dawne miejsce. Zaś znajdujące się pod targowiskiem podziemia zostaną udostępnione turystom. Wartość prac konserwatorskich oblicza się na trzy miliony. Na razie po 500 tysięcy złotych dał Urząd Marszałkowski i Urząd Miasta Gdańska. Brakujące dwa miliony właściciel obiektu – Muzeum Archeologiczne spodziewa się otrzymać z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. (as)

Postrach dla kłusowników Superszybką łódź otrzymali gdańscy policjanci. Jednostka pływająca posiada dwa silniki o mocy 440 koni mechanicznych, radar, GPS, a także platformę ułatwiającą wyciąganie z wody tonących. Łódź jest odporna na wysokie fale, może pły-

wymi, pracowniami i laboratoriami. Koszt inwestycji to 69 milionów złotych. Część tej kwoty będzie pochodziła z dotacji rządowych, część z środków Unii Europejskiej. Przetarg na budowę wygrała firma Allcon Budownictwo S.A. Studenci i pracownicy powinni przeprowadzić się do nowego obiektu z początkiem roku akademickiego 2011-2012. A już w połowie przyszłego roku rozpocznie się budowa kolejnych obiektów uniwersyteckich, tym razem dla wydziału chemii. (as)

Przeprowadzka arcybiskupa

fot. Maciej Kosycarz / KFP

Teren pomiędzy Aleją Grunwaldzką i ulicami Bażyńskiego, Wita Stwosza, oraz Chopina, to wielki plac budowy. W ciągu kilku lat wyrosło tam imponujące miasteczko uniwersyteckie. Aktualnie rozpoczyna się budowa wydziału biologii, który do tej pory gnieździ się w różnych budynkach w Gdańsku i Gdyni. Dla około 650 studentów i ich wykładowców powstanie gmach o powierzchni 23 tysięcy metrów kwadratowych z salami wykłado-

Nadzieja dla Zbrojowni

Budowa miasteczka uniwersyteckiego przy ul. Wita Stwosza w Gdańsku.

Gdański metropolita, arcybiskup Sławoj Leszek Głódź planuje przeprowadzkę na Orunię. 7 grudnia, na posesję przy ulicy Brzegi, obok barokowego kościoła pod wezwaniem św. Ignacego Loyoli, zwierzchnik gdańskiej archidiecezji zaprosił wojewodę Romana Zaborowskiego, marszałka województwa Jana Kozłowskiego, oraz prezydentów Sopotu i Gdyni Jacka Karnowskiego i Wojciecha Szczurka. (prezydent Gdańska Paweł Adamowicz przebywał akurat z wizytą w Izraelu), aby byli świadkami rozpoczęcia budowy. Nowa siedziba arcybiskupa będzie się mieściła w dziewiętnastowiecznym budynku dawnej szkoły. Do tej pory wszyscy biskupi gdańscy, począwszy od ustanowienia diecezji w roku 1925 rezydowali przy katedrze w Oliwie. Jak się wydaje arcybiskup Głódź lubi jednak spokój. W pałacu przy ulicy Cystersów musiał dzielić apartamenty z trzema innymi biskupami, obok znajdowało się także seminarium duchowne, biblioteka, archiwum,

Operowe prelekcje

fot. Wojciech Strozyk / KFP

25-letnia aktorka Teatru wybrzeże w Gdańsku Karolina Piechota otrzymała nagrodę za najlepszą rolę kobiecą na 33 Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Kairze. Polskę reprezentował tam film Macieja Pieprzycy „Drzazgi”, w którym Piechota zagrała główną rolę. Warto dodać, że był to debiut filmowy młodej aktorki. A sam film Pieprzycy zdobył nagrodę również za debiut na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w roku 2008. (as)

Próba „Farsy z Walworth” Endy’ego Walsha na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie, która miała miejsce 10 grudnia 2007 r.

Opera Bałtycka organizuje cykl prelekcji pod nazwą „Opera? Si!” Mają one przybliżyć widzom, przede wszystkim młodzieży konkretne spektakle. Pierwsza prelekcja odbyła się 13 grudnia i była poświęcona „Weselu Figara” Mozarta. Następna odbędzie się 17 stycznia i również będzie dotyczyć Mozarta i jego „Don Giovanniego”. 14 luty to

Wzrosną czynsze Jeszcze przez cały rok 2010 gdańszczanie wynajmujący mieszkania komunalne będą płacili czynsz w dotychczasowej wysokości. Od 1 stycznia 2011 roku stawka za metr kwadratowy powierzchni wzrośnie bardzo poważnie. Nawet dwuipółkrotnie. Z tym, że czynsz ma być uzależniony od dochodu lokatorów, oraz od metrażu. Ludzie ubodzy otrzymają duże zniżki w opłatach czynszowych, jednak tylko wtedy, gdy ilość metrów kwadratowych na osobę nie przekroczy ustalonej przez radnych normy. Norma ta wynosi 45,5 m2 na osobę mieszkającą sa-

jowni dowiemy się 1 lutego 2010 roku. W tym dniu konkurs zostanie rozstrzygnięty. Oferty można składać do 10 stycznia. Przedstawiciele ASP zapewniają, że nowy najemca nie będzie prestiżem ustępował Almie. I że jeszcze w przyszłym roku bramy Zbrojowni otworzą się ponownie przed gdańszczanami. (as)

Mikołaje na motorach

fot. kmz

Znany aktor Marek Kondrat jest także biznesmenem. Inwestuje on w dobre wino. Ma na terenie Polski 9 sklepów winnych, w tym winiarnię w Sopocie. Kolejną chciałby założyć na Głównym Mieście w Gdańsku. Upatrzony przez niego lokal na rogu Długiego Targu i ulicy Kuśnierskiej ma dwa poziomy, 500 metrów kwadratowych powierzchni i od dwóch lat stoi niewykorzystany.

Piechota nagrodzona

Obecnie Urząd Miasta odstąpił go Fundacji Gdańskiej, a ta chciała przekazać Kondratowi. Tyle, że bez przetargu. Stało się to przyczyną awantury. Zaprotestowali inni przedsiębiorcy, którzy także chcieliby wynająć lokal w tak atrakcyjnym miejscu. Średni czynsz lokalu gastronomicznego na Długim Targu wynosi miesięcznie 100 złotych za metr kwadratowy powierzchni. Ile miastu, a raczej Fundacji miałby płacić Kondrat – nie wiadomo. (as)

Wielka Zbrojownia od dwóch lat stoi zamknięta, właściciel obiektu obiecuje, że w 2010 roku zabytkowy budynek ponownie zostanie otwarty.

Prawie trzy tysiące ubranych w czerwone płaszcze zmotoryzowanych „świętych Mikołajów” przejechało 6 grudnia ze Skweru Kościuszki w Gdyni na Długi Targ w Gdańsku. Była to już siódma edycja parady, której uczestnicy dosiadają motocykli, skuterów i quadów. Licznie zgromadzone na gdańskiej starówce dzieci otrzymały od żelaznych jeźdźców słodycze. Mikołajowa parada nie stanowi dla jej

Gdyńskie Forum Kultury 25 listopada odbyło się posiedzenie Rady Miasta, na którym przyjęto plan przestrzennego zagospodarowania centrum Gdyni. Najważniejszą inwestycją będzie budowa Forum Kultury w rejonie Skweru Kościuszki. Obok dzisiejszego Teatru Muzycznego i kina Silver Screen staną trzy okazałe budynki. W jednym znajdzie siedzibę Teatr Miejski, o czym dono-

biura parafialne. Zaś w sezonie dochodziły do tego tysiące turystów, zwiedzających katedrę i jej otoczenie. Na Oruni będzie mieszkał jedynie ze swymi psami, dwoma owczarkami niemieckimi. Adaptacja budynku szkoły na mieszkanie ma się zakończyć w ciągu roku. Po przeprowadzce arcybiskup Głódź będzie musiał jednak dojeżdżać do Oliwy, ponieważ biura diecezji pozostaną na starym miejscu. (as)

Nowy stadion Arki Za 80 milionów złotych Gdynia zbuduje nowy stadion piłkarski mogący pomieścić ponad 15 tysięcy widzów. Powstanie on przy ulicy Olimpijskiej, czyli na obiekcie, na którym do tej pory grała Arka. Inwestor – Budimex Dromex – wkroczył na budowę zaraz po ostatnim tegorocznym meczu ekstraklasy, w którym żółto-niebiescy podejmowali Śląsk Wrocław. Na razie trwają prace rozbiórkowe, wkrótce po dawnym stadionie nie będzie śladu. Nowy ma zostać budowany w tempie ekspresowym i być gotowy już za rok. Do tej pory Arka bę-

Przeprowadzka stoczni

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź zamieszka na Oruni w pobliżu barokowego kościoła pod wezwaniem św. Ignacego Loyoli.

dzień Pucciniego i jego „Madame Butterfly”, 7 marzec – Moniuszki i „Halki”. 11 kwietnia zostanie omówiony Ryszard Strauss i „Ariadna na Noxos���, 18 kwietnia Piotr Czajkowski i Eugeniusz Oniegin”, a cały cykl zakończy ponownie Mozart i „Czarodziejski flet”. Wszystkie prelekcje będą się zaczynały o godzinie 17.00, a bilety kosztują 15 złotych normalny i 5 złotych ulgowy. (as) motnie, 52 m2 na rodzinę dwuosobową, 58,5 m2 na trzyosobową, 71,5 m2 na czteroosobową, 84,5 m2 na pięcioosobową, 91 m2 na sześcioosobową, 97,5 m2 na siedmioosobową i 104 m2 dla rodziny składającej się z 8 osób. Tak więc lokatorzy budynków komunalnych, przekraczających powyższe normy muszą w ciągu roku podjąć decyzję o wykupie mieszkania, przeprowadzce do mniejszego lokalu, lub płaceniu o wiele wyższego czynszu niż dotychczas. Dodatkowy zysk władze miasta chcą przeznaczyć na budowę kolejnych domów socjalnych dla najbiedniejszych. (as) uczestników jedynie zabawy. Każdy „Mikołaj” wpłaca na ręce organizatorów pewną kwotę, przeznaczoną następnie na dożywianie dzieci z trójmiejskich szkół. Warto przypomnieć, że w pierwszym rajdzie, w roku 2003 wzięło udział 9 fanów dwuśladów. W roku bieżącym było ich przeszło trzysta razy więcej. Wielu przyjechało z innych, poza Pomorzem, dzielnic Polski, a nawet z zagranicy. Śmiało można więc powiedzieć, że jest to impreza rozwojowa. (as)

Gdynia

wać zarówno po morzu, jak po jeziorach i rzekach. Jest przeznaczona do zwalczania kłusowników, oraz rybaków zastawiających sieci w miejscach niedozwolonych. Cudo to kosztowało milion złotych i zostało sfinansowane przez Unię Europejską w ramach międzynarodowego programu dotowania policji. (as)

fot. archiwum

Gorzkie wino Kondrata

www.riviera24.pl

Stocznia Remontowa Nauta wykupiła część byłej Stoczni Gdynia S.A. Obecnie planuje przeprowadzkę na nowy teren. Nauta gnieździ się dotąd na ośmiohektarowej działce niemal w sercu

siliśmy już w poprzednim numerze Riviery, do drugiego przeniesie się Biblioteka Miejska, trzeci pomieści Galerię Sztuki. Przebudowie ulegnie także nabrzeże basenu żeglarskiego, pełne dziś prymitywnych budek z piwem, hottdogami i zapiekankami. Ich miejsce zajmą hotele, kluby, restauracje. Budowa Forum ma się rozpocząć w roku 2010, a zakończyć w roku 2012. Przybliżony koszt, to 200 milionów złotych. (kf) dzie zmuszona rozgrywać swoje mecze na obcych boiskach. Być może uda się wykorzystać gdyński stadion, na którym występują rugbyści. Jeśli jednak obiekt ten nie otrzyma licencji na spotkania ekstraklasy, żółto-niebiescy będą przez całą rundę wiosenną 2010 roku przyjmować swych gości w Bydgoszczy, Grodzisku lub we Wronkach. Podobny los czeka także piłkarzy Bałtyku. Nowy stadion ma być typowo piłkarski, bez bieżni, za to z większą ilością kamer o większej rozdzielczości, co powinno wpłynąć na bezpieczeństwo na widowni. (kf) Gdyni, w bliskim sąsiedztwie najwyższego w Polsce budynku mieszkalnego – Sea Towers. Kierownictwo stoczni liczy, że za tę działkę otrzyma od 50 do 80 milionów złotych, co pozwoli zagospodarować się w nowym miejscu i rozwinąć swe usługi. (kf)


Recenzje 15

Felieton Sopockie co nieco

Z teki dyletanta

Instrukcja czytania

Będzie bosko

Wojciech Fułek

W

dzisiejszych, „tabloidalnych” czasach, kiedy króluje cywilizacja obrazkowa, zaprzysięgli czytelnicy słowa drukowanego wydają się gatunkiem wręcz skazanym na powolną zagładę, jak niegdyś dinozaury. Na szczęście sporo jeszcze pozostało tych, którzy przedkładają słowo drukowane nad wirtualny świat Internetu, czy kulturę obrazkową. Czuję się zatem dinozaurem w dobrym towarzystwie, tworząc – trochę nieświadomie – wraz z wieloma innymi podobnymi osobnikami – czytelniczą wspólnotę. Wciąż pochłaniamy kolejne książki w ich naturalnej, papierowo-szeleszczącej postaci, jakoś nie potrafiąc sobie wyobrazić czytania na ekranie komputera. Nawet jeśli niektórzy z nas korzystają już z audio-booków, to raczej głównie z powodu aktorskich kreacji czy też dodatkowej możliwości korzystania z takiej formy obcowania z literaturą np. w czasie jazdy samochodem. Ale nadal nie ma nic piękniejszego, niż książka, wydrukowana na dobrym papierze i świetnie oprawiona edytorsko i graficznie. Z gazetami, codzienną prasą, ilustrowanymi periodykami jest już – niestety – znacznie gorzej. Niebezpiecznie ewoluują one bowiem wszystkie w stronę obrazka, który dominuje nad słowem. Ciężkie czasy nadciągają zatem dla felietonistów, bowiem to oni najczęściej balansują na cienkiej granicy słowa i różnych kulturowych odniesień, które – wydawałoby się – powinny być znane większości wykształconych ludzi. Czytanie ze zrozumieniem okazuje się jednak czasami barierą nie do pokonania dla niektórych czytelników, szukających – wzorem krwiożerczych tabloidów – sensacji i spiskowej teorii. Być może nadeszły czasy, w których felietoniści powinni – wzorem producentów sprzętu użytkowego – dołączać do swoich tekstów specjalną instrukcję czytania lub obsługi. Powinna rozpoczynać się ona np. od wyjaśnienia celu i zamiaru piszącego w taki sposób, aby felieton był zrozumiały dla każdego. Co jednak robić w sytuacji, kiedy felietonista (a tak jest najczęściej) pi-

sze nie w sposób łopatologiczny, ale wieloznaczny, wielowymiarowy i odwołujący się do tradycji, historii, filozofii itp.? Czy wystarczy taka zwykła instrukcja czytania, czy też trzeba ich przygotować kilkanaście czy kilkadziesiąt wariantów dla tych wszystkich, którzy mogą odczytywać słowa na wiele sposobów? I czy tego typu instrukcje czytania ze zrozumieniem znacznie nie przekroczą objętości samego felietonu? * Nazwa felieton pochodzi z języka francuskiego (feuilleton – zeszycik, odcinek powieści) i oznacza specyficzny rodzaj publicystyki, krótki utwór dziennikarski utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający – często skrajnie złośliwie – osobisty punkt widzenia autora. Charakterystyczne jest częste i sprawne „prześlizgiwanie” się po temacie. Gatunek ten wprowadzony został w XIX wieku na łamach francuskiego „Journal des Débats”. * Taką definicję felietonu można odnaleźć dziś w różnych leksykonach i encyklopediach, także i tych wirtualnych. Ale często zdarza się, że współcześni czytelnicy traktują felieton śmiertelnie poważnie, zapominając o jego głównym założeniu i wieloznaczności. Z jednej strony – jako stały felietonista „Riviery” – cieszę się zawsze, kiedy czytelnicy żywo reagują na moje teksty; z drugiej zaś – wolałbym, żeby każdy felieton odbierany był jako ogólny komentarz do życia i otaczającego nas świata. Dlatego zdumiewa mnie zawsze doszukiwanie się za wszelką cenę personalnych odniesień i komentarzy, i z zażenowaniem odbieram reakcje typu „uderz w stół, odezwą się nożyce”. Zwłaszcza, że częściej odzywają się wręcz noże, i to rzeźnickie, a nie małe nożyczki. Niech każdy czyta jednak jak chce i wyczytuje z felietonowych tekstów, co chce. Nawet jeśli nie było to w nich w ogóle napisane. Bo przecież noże, nożyczki oraz nożyce i tak się na pewno odezwą. Post scriptum Przy okazji: inspiracją tytułu ostatniego felietonu był genialny film Akiro Kurosawy „Tron we krwi”, stanowiący adaptację szekspirowskiego „Makbeta”, przeniesioną w realia feudalnej Japonii. Tym wszystkim, którzy nie potrzebują instrukcji czytania, nie muszę wyjaśniać, iż jest to „krwawy dramat, obnażający mroki ludzkiej duszy opętanej żądzą władzy”. Dla wszystkich innych, zwłaszcza szczękających nożycami, dodaję zaś, iż temat taki jest aktualny zawsze i wszędzie – niezależnie od czasu, miejsca i głównych bohaterów.

Paweł Niewiadomy

K

ierownictwo Teatru Wybrzeże ogłosiło, że hasłem trwającego sezonu będzie: „Ludzie jak bogowie”. W porównaniu z zeszłorocznym „Władcy marionetek” zmiana nie wydaje się specjalnie znacząca. Zarysowana w ten sposób linia ideowa wciąż przebiegać ma przez obszary pytań o zakres władzy człowieka nad innymi, o obowiązki i przywileje artystów, a także o ich prawo do kreowania rzeczywistości. Figura marionetki przewijała się w poprzednim sezonie niemal we wszystkich premierach. Poczynając od „Wiele hałasu o nic”, przez „Zwodnicę”, a skończywszy na „Ożenku”,

wciąż powracał do nas problem manipulacji. Objawiała się ona wciąż w swym najbardziej brutalnym odcieniu, jako wynik słabości jednostki bezlitośnie wykorzystywanej przez innych. Tym razem punkt ciężkości przeniesiony ma być na tych, którzy sterują. Obserwacji poddani będą ludzie uzurpujący sobie prawo do boskości. W oficjalnym oświadczeniu Teatru Wybrzeże czytamy: „Chcemy przyjrzeć się uważnie ludziom, którzy uwierzyli, że są równi bogom; ale również tym ludziom, którzy przez innych są postrzegani i traktowani jak bogowie”. Spodziewać się zatem należy, że gdańskie sceny wypełnią postaci pokroju Raskolnikowa ale i Cezara. Wśród zapowiedzi na przyszły rok szczególną uwagę zwraca premiera „Zawiszy Czarnego” Juliusza Słowackiego. Ten bodaj najmniej sceniczny (zresztą niedokończony) dramat wieszcza wziął na warsztat sam Adam Orzechowski. Sądzę, że warto czekać na tę premierę. Jak bowiem wieść głosi, to właśnie ta sztuka zainauguruje działalność odnowionej sceny kameralnej w Sopocie. Zanim jednak zasiądziemy w fotelach nowego Teatru Kame-

Tym razem będzie trochę ogólniej i przede wszystkim nie o tym, co widziałem lecz o tym, co jeszcze przed nami. Wprawdzie sezon 2009/2010 trwa już w najlepsze zainaugurowany przez premiery Kamienia i Zmierzchu Bogów, jednak wydaje się, że najciekawsze dopiero nas czeka. ralnego przy Monciaku, światło dzienne ujrzy inna ważna produkcja Teatru Wybrzeże. Pełną parą ruszyły już, bowiem próby do Balu Manekinów w reżyserii Ryszarda Majora. Oficjalna premiera wyznaczona jest na 19 lutego 2010. Pierwsza gdańska inscenizacja dzieła Bruno Jasieńskiego będzie niejako pomostem między „Władcami marionetek” a tą nową ideą, która objawi nam się w paleni właśnie w tej sztuce. Nie ulega wątpliwości, że tak szumnie manifestowana koncepcja „spektakli zerojedynkowych” została już zarzucona. Gdański teatr ewidentnie odchodzi od pomysłu kontrastowych obrazów i jednoznacznych diagnoz. Szczerze mówiąc, nie zauważyłem, aby ta idea wpłynęła pozytywnie na którykolwiek z zeszłorocznych spektakli. Wydaje się, że był to projekt, który w znaczącym stopniu rozminął się z rzeczywistością...

Interesującą pozycję na liście zapowiedzi stanowi także sztuka Radosława Paczochy zatytułowana „Być jak Kazimierz Deyna”. Tekst młodego pisarza opowiada historię chłopca, który zafascynowany postacią wielkiego piłkarza, pragnie ułożyć swoje życie na wzór biografii Deyny. Finału możemy się chyba domyślać. Premiera spektaklu zaplanowana jest wstępnie na maj przyszłego roku, jednak wciąż nie wiemy, kto podejmie się jego realizacji. Ważną pozycją w kalendarzu Teatru Wybrzeże na 2010 rok jest również III edycja festiwalu Wybrzeże Sztuki. Jak zapowiadają organizatorzy, przyszłoroczna odsłona tej imprezy przyćmi swym rozmachem dwie pierwsze. Szczegółów wprawdzie jeszcze nie znamy, ale samo wspomnienie drugiej edycji niezwykle wzmaga apetyt. Pozostaje tylko cierpliwie czekać.

Recenzja. „Opowiadania z pierwszej połowy” – książka Marka H. Kotlarza

Moralitet w jednej trzeciej spełniony Stanisław Załuski

M

arek H. Kotlarz jest debiutantem. Z treści opowiadań należy wnioskować, iż urodził się w Gdyni, bo miasto to jest stale w nich obecne. Pierwsze opowiadanie Kotlarza zatytułowane „Pożegnanie” jest tekstem w pełni dojrzałym, pisane w sposób prosty, bez udziwnień i metafor, doskonale rozegrane pod względem psychologicznym. Relacje pomiędzy marynarzem, który jest tylko gościem w domu, oraz jego synem i kolegami z podwórka owego syna, są aż do bólu prawdziwe. Tragiczny finał, kiedy pierwsza partnerska rozmowa ojca z dzieckiem staje się zarazem ostatnią przydaje opowiadaniu dodatkowy walor. Podobne odczucia, choć już z pewnymi zastrzeżeniami, towarzyszyły mi przy lekturze opowiadania „Madziar”. O ile bohaterem „Pożegnania” był przedszkolak, a akcja toczyła się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, a więc w epoce stalinizmu (o czym w opowiadaniu zresztą ani słowa), tak tutaj mamy do czynienia z uczniami kończącymi szkołę podstawową (ośmioklasową), gdzieś około roku 1974. Również to opowiadanie napisane jest sprawnym piórem, akcja jest wartka, a Ma-

Tomik prozy Marka H. Kotlarza składa się z trzech opowiadań: krótkiego, dłuższego i trzeciego, które jest już właściwie mini-powieścią. Akcja dwóch pierwszych toczy się w czasach głębokiego Peerelu, mini-powieść ma dwa czasy – współczesny i retrospektywny cofający akcję o 30 lat, czyli w koniec dekady Gierka. rek H. Kotlarz podejmuje szereg ciekawych społecznie problemów. Takich choćby jak wzajemny stosunek uczniów i nauczycieli, relacje pomiędzy uczniami, hierarchie boiskowe, czy solidarność klasową (oczywiście klasy szkolnej, a nie klasy według Marksa). Interesująco zapowiada się, ale nie zostaje wykorzystany, wątek kalekiej dziewczynki. Jednak w miarę rozwijania się fabuły, na czystym szkle pojawiają się rysy. Jakoś trudno uwierzyć, aby przerośnięty chłopak, który nieraz już „zimował” w tej samej klasie, obiekt kpin wszystkich kolegów i koleżanek, nagle wyrósł na geniusza i nawet zmienił się fizycznie, z niedorajdy w sprawnego zawodnika na boisku. Podobnie do pobożnych życzeń można zaliczyć łatwe zwycięstwo odniesione przez uczniów nad złym nauczycielem, jak również historyczkę – „Judymkę” i dyrektora-dobrodzieja. A niespodziewana wielomiesięczna choroba głównego bohatera wydaje się ucieczką autora przed zagadnieniami, których nie był w stanie udźwignąć. Niewątpliwie najsłabszym tekstem jest „Pierwsza”. Tu znów mamy

przeskok w czasie i w wieku bohaterów. Darek i Ania są już w klasie maturalnej (końcówka lat siedemdziesiątych). Oglądamy ich z perspektywy trzydziestu lat, kiedy wydaje się, iż niespełniona w tamtym młodzieńczym okresie miłość, wybuchnie z całą siłą u ludzi w pełni dojrzałych. Aby zrealizować uczucia, coraz goręcej wyrażane w pisanych do siebie mailach i na gadu-gadu, dwoje głównych bohaterów musiałoby jednak stanąć wobec konieczności zdruzgotania dotychczasowej „małej stabilizacji”, podeptania konwenansów, zadania bólu najbliższym. Autor jakby przestraszył się przed kontynuowaniem nieuchronnego, zdawałoby się, dramatu. Nie ma więc moralitetu, są za to nadmiernie rozgadane dialogi, cukierkowatość, ucieczka od seksu, jakby autor bał się, że jeśli jego bohaterowie przekroczą pewien próg swobody obyczajowej, ksiądz proboszcz nie udzieli mu rozgrzeszenia. Woli więc zostawić wszystko po staremu. Zakończenie jest sztuczne, by nie powiedzieć wydumane. Kotlarz chciał powiedzieć coś oryginalnego, wyjść

poza pewien stereotyp, ale tym razem mu to nie wyszło. I niczego nie zmieni fakt, iż także to opowiadanie napisane jest poprawnie. Na zakończenie anegdota… Przed laty nestor polskich krytyków literackich, Ryszard Matuszewski, oceniając pewien debiutancki tomik powiedział autorowi: „Niech pan wyrzuci połowę tych opowiadań i dopisze nowe. Ma pan zadatki na dobrego prozaika i szkoda byłoby wydawać niedopracowaną książkę. Z zawarciem umowy poczekajmy do przyszłego roku”. I niestety powyższy cytat pasuje jak ulał do prozy Marka H. Kotlarza, co nie oznacza, że „Opowiadań z pierwszej połowy” nie warto przeczytać. Marek H. Kotlarz:„Opowiadania z pierwszej połowy”, Wyd. Exter, Gdańsk 2009, str. 206, cena 27 zł.


16 Rozmaitości

www.riviera24.pl

Ruszyła III Olimpiada Straży Miejskich Gdańskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej

Bezpieczne i przyjazne Pomorze

O

limpiada ma trzy etapy. Pierwszy rozegrał się w szkołach – do 10 listopada br. dyrektorzy gimnazjów i liceów mieli czas, aby do straży miejskie lub gminnej na swym terenie zgłosić chęć uczestnictwa placówki w konkursie. 10 grudnia br. w szkołach został przeprowadzony egzamin pisemny. Prace uczniów, którzy zechcą wziąć udział w olimpiadzie zostaną przekazane komisji konkursowej, która 18 grudnia ogłosi wyniki. Osoby, które przejdą szczęśliwie ten etap, zostaną w dniu 20 stycznia 2010 roku zaproszone do Gdańskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej, gdzie w ciągu godziny trzeba będzie pisemnie odpowiedzieć na test składający się z 20 pytań. Uczniowie, którzy przebrną i ten etap, muszą do 5 marca dostarczyć do straży miejskiej lub gminnej na swym terenie projekt poprawy bezpieczeństwa pod tytułem: „Moja dzielnica – bezpieczną i przyjazną”. Opis projektu powinien mieć minimum 10 stron formatu A-4 wydruku komputerowego. Do niego należy dołączyć płytę CD zawierającą prezentację multimedialną projektu w programie Power Point.

Laureaci już w marcu Ogłoszenie wyników olimpiady nastąpi 25 marca w siedzibie Gdańskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej. Główną nagrodą będzie „bezpłatny indeks” do GWSH, zwalniający laureata z cze-

snego przez cały czas jego ewentualnych studiów na tej uczelni, na wybranym przez siebie kierunku. Gdyby laureat po zdaniu matury wybrał inną szkołę nagroda przechodzi na osobę, która zajęła drugie miejsce w konkursie, a jeśli i ona zrezygnuje ze studiów na GWSH – na uczestnika z trzecią lokatą. Przewodniczącą komisji konkursowej jest Agnieszka Solecka, kierownik referatu profilaktyki Straży Miejskiej w Gdańsku. Jej zastępcami są pracownicy GWSH dr Wojciech Drzeżdżon i Stanisław Sobaszek. W skład komisji weszli także: mgr inż. Leszek Walczak – Komendant Straży Miejskiej w Gdańsku, dr Tomasz Sowiński – specjalista z dziedziny prawa samorządowego i polityki, regionalnej UE oraz z problematyki bezpieczeństwa publicznego, wykładowca Gdańskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej, mgr Marzena Kocik – Wydział Edukacji Urzędu Miejskiego, Roman Liebrechl – Dyrektor Gdańskiego Związku Pracodawców Oddział w Tczewie Bogdan Dombrowski – Dyrektor Biura Zarządu Pomorskiego Stowarzyszenia Gmin Wiejskich, Wiceprzewodniczący

Bajki z Wyspy Umpli Tumpli

Funio, Ziózio i maszyna Stanisław Załuski & Mirosław Stecewicz – Nie zapomnij, Zióziu – powiedziała Mała Ala, kiedy po lekcjach rozchodzili się w dwie różne strony. – Dzisiaj mamy godzinę motyli. Bądź punktualnie o piątej w Parku Miejskim. – Zióziu, nie siadaj po obiedzie przy komputerze – upominała go Ciocia Titli, stawiając przed chłopcami talerze smakowitej zupy cebulowej. – O piątej idziemy do parku na godzinę motyli. – Nie! – krzyknął Funio widząc jak Ziózio włączył komputer i otworzył grę pod tytułem „Wyścigi z przeszkodami z wyspy Umpli Tumpli do wyspy Małp i Wężów”– Ta gra trwa bardzo długo. A my zaraz musimy iść do parku, żeby się nie spóźnić na godzinę motyli. – Może ty musisz wyjść zaraz – odburknął Ziózio. – Mnie droga do parku zajmie pięć minut. Więc mam dużo czasu. Dogonię was i przegonię jeszcze, ślamazary.

Gra była bardzo emocjonująca. Po drodze trzeba było przebrnąć przez podwodne rafy, zmierzyć się z cyklonem i tajfunem, pokonać Sinego Kapitana, straszliwego dowódcę piratów. Walcząc ze wszystkimi przeszkodami na drodze do mety, Ziózio zapomniał o całym świecie. I kiedy wreszcie dobrnął do wyspy Małp i Wężów było już pięć po piątej. Ziózio chwycił z kąta hulajnogę, wybiegł na ulicę i jak strzała pomknął w kierunku parku. Z daleka zobaczył ogromny tłum. Burmistrz Dymek miał na sobie, jak zawsze, staroświecki surdut i okrągły kapelusz. Piękna Mama Ali włożyła na tę okazję elegancki kostium i pantofle na bardzo cienkich i wysokich obcasach. Jej czarodziejska córeczka wyróżniała się z daleka ostrą czerwienią sukienki i różdżką zatkniętą za paskiem. Prezes Ochotniczej Straży Pożarnej, Pan Ziele przybrał hełm strażacki. Roztargniona jak zwykle Ciocia Titli zapomniała zdjąć fartuch kuchenny. Wszyscy stali bez ruchu niby posągi. – Dziękuję, że na mnie czekacie! – zawołał Ziózio i podjechał bliżej.

fot. kmz

Krzysztof M. Załuski

Wystartowała trzecia już edycja Olimpiady Wiedzy o Bezpieczeństwie. Konkurs rozgrywany jest pod hasłem „Bezpieczne i przyjazne Pomorze”. Akcja skierowana jest do uczniów szkół średnich Województwa Pomorskiego. Jego głównymi organizatorami są Straż Miejska w Gdańsku i Gdańska Wyższa Szkoła Humanistyczna, mająca swą siedzibę na Biskupiej Górce. Imprezie patronuje Wydział Edukacji Urzędu Miejskiego w Gdańsku, tczewski oddział Gdańskiego Związku Pracodawców, oraz Pomorskie Stowarzyszenie Gmin Wiejskich. Akcję promują Straże Miejskie i Gminne Województwa Pomorskiego, między innymi sopocka Straż Miejska. Jednym z patronów medialnych jest miesięcznik „Riviera”.

Strażniczka Miejska Agnieszka Weiss odpowiedzialna za promocję Olimpiady na terenie Sopotu uważa, że jeśli nawet akcja ta bezpośrednio i natychmiast nie podniesie poziomu bezpieczeństwa wśród młodzieży, to na pewno zwiększy świadomość młodych ludzi w zakresie przestrzegania prawa i wyrobi w nich odpowiedzialność za dobro wspólne – a to na początek bardzo dużo.

Rady Powiatu Gdańskiego oraz komendanci poszczególnych Straży Miejskich i Gminnych biorących udział w Olimpiadzie.

Wiedzieć więcej Organizatorzy Olimpiady postawili przed jej uczestnikami jako główne cele rozwijanie Nagle zatrzymał się, omal nie spadając z hulajnogi i złapał się za głowę. – Och! – jęknął. – Co za gapa ze mnie! Spóźniłem się na godzinę motyli! Nikt mu nie odpowiedział. Bo jak można mówić nie mając twarzy? Ziózio podniósł głowę do góry i tam zobaczył twarze swoich przyjaciół i znajomych. Bujały wysoko, niby motyle, machając wielobarwnymi skrzydłami, przyczepionymi do uszu. Ziózio patrzył i patrzył, aż szyja ścierpła mu od zadzierania głowy. Minęła godzina i wtedy twarze-motyle zaczęły wolno opadać i każda z nich trafiła na właściwe miejsce, do swojego właściciela. Wszystkie były odświeżone, jak ubranie odebrane z pralni chemicznej. Jakby odmłodziło je podniebne fruwanie. Spoglądając jedni na drugich wyspiarze uśmiechali się i mówili: – Niech żyje godzina motyli! Jaka to wspaniała rzecz! Każdego roku pozwolimy naszym twarzom tak fruwać i odmładzać się pod chmurkami. Potem rozeszli się do swych domów. Nadal uśmiechnięci i odnowieni. I tylko Ziózio wracał ponury, mając w perspektywie noszenie przez cały nadchodzący rok nieświeżej twarzy, z dwiema malutkimi zmarszczkami na czole.

w środowisku młodzieży znajomości przepisów prawa i uprawnień instytucji stojących na straży tych praw. A także zainteresowanie się wiedzą prawną z zakresu tematyki konkursowej, wyrobienia w sobie odpowiedzialności za dobro wspólne, oraz polepszenie stanu bezpieczeństwa i porządku publicznego w regionie. Czym w zamierzeniu organizatorów ma być Olimpiada Wiedzy o Bezpieczeństwie najlepiej ilustruje literatura, z jaką powinni zapoznać się młodzi uczestnicy konkursu. Są to między innymi ustawy o Strażach Gminnych, o postępowaniu w sprawach nieletnich, o wychowaniu w trzeźwości, o ochronie zdrowia przed następstwami palenia papierosów, o przeciwdziałaniu narkomanii, o utrzymywaniu czystości i porządku w gminach, o ruchu drogowym, o samorządzie wojewódzkim, powiatowym i gminnym, a także znajomość Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. O jej randze świadczyć może również lista pomorskich sponsorów, którzy ufundują olimpijczykom cenne nagrody.

„… nie zasłużył na taki prezent nadmotławski gród (w każdym razie – na takie honory jeszcze nie zasłużył). W perspektywie starań o tytuł kulturalnej stolicy Europy 2016 – jak znalazł. Teraz Gdańsk powinien ozłocić Dahlberga! Idę o zakład, że nie ozłoci”. Tak o najnowszym dziele niezwykłego szwedzkiego artysty plastyka Pera Dahlberga pisał Tadeusz Skutnik. I w tym zdaniu zawiera się chyba wszystko, co można napisać o albumie „ Złoty Gdańsk – Golden Gdańsk”, który właśnie ukazał się nakładem wydawnictwa Bernardinum. Resztę trzeba zobaczyć samemu, bo żadne słowa nie są w stanie oddać kunsztu rysownika z Torshälli. Per Oscar Gustav Dahlberg „Złoty Gdańsk – Golden Gdańsk”. Sopot Pelplin 2009, Bernardinum, do nabycia w wybranych salonach księgarskich.


riviera 11 2009.indd(2)