Issuu on Google+

Marian Kołodziej nie żyje

Wyprawa na Kilimandżaro

Inżynierowie Polski Ludowej

>> S. 7

>> S. 8

>> S. 10-11

M YŚ L G LO B A L N I E – C Z Y TA J LO KA L N I E

Rok IV Nr 9 (42) 15 października – 14 listopada 2009

Grassomania na półwiecze „Blaszanego bębenka”

Günter Grass znów w Gdańsku Günter Grass jest bez wątpienia jednym z najwybitniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych, żyjących pisarzy niemieckich. W roku 1944 został wcielony do Waffen-SS, po wojnie wstąpił w szeregi Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. W 1993 r. otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Gdańska, w tym samym roku został doctorem honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego. Jest też Grass jedynym gdańskim laureatem literackiej Nagrody Nobla. Nic więc dziwnego, że każda jego wizyta w Gdańsku śledzona jest z taką uwagą zarówno przez media jak i przez wiernych miłośników twórczości mistrza z Wrzeszcza.

Krzysztof M. Załuski

W

fot. kmz

tym roku przypada okrągła, 50. rocznica wydania najsłynniejszej powieści Güntera Grassa „Blaszany bębenek”. Równe 30 lat temu Sławomir Błaut dokonał polskiego przekładu tej książki. Z tej okazji, w dniach od 8 do 10 października, urodzony 16 października 1927 r. we Wrzeszczu pisarz a zarazem rzeźbiarz i rysownik, po raz kolejny gościł w rodzinnym Gdańsku. Dla uczczenia tych rocznic władze miasta zorganizowały obliczony na cały miesiąc festiwal zatytułowany „Grassomania – Tożsamość miejsca”. W jego ramach Teatr Wybrzeże wznowił na dużej scenie przedstawienia „Blaszanego Bębenka”. W wielu punktach miasta odbywały się także imprezy związane z twórczością Grassa, oraz happeningi

fot. kmz

Günter Grass i autor niemal wszystkich przekładów jego książek - Sławomir Błaut.

Na zakończenie spotkania w gdańskim Dworze Artusa Günter Grass podpisywał swoją najnowszą książkę „Skrzynka”, którą właśnie wydało wydawnictwo Oskar.

z udziałem młodych poetów. Wiersze nadawane były przez megafony na peronach stacji SKM, oraz w centrum handlowym „Manhattan”. Dwiema najważniejszymi imprezami z udziałem samego noblisty było otwarcie stałej gdańskiej galerii, której pisarz podarował 18 swoich prac, oraz jego spotkanie autorskie w Dworze Artusa. Spotkanie to było połączone z prezentacją najnowszej książki pisarza zatytułowanej „Skrzynka” – wydanej właśnie przez PolnordWydawnictwo Oskar – a także z debatą młodych pisarzy na te-

mat: „Czym jest Blaszany bębenek dla różnych pokoleń”. Debatę poprowadziła Kazimiera Szczuka. Grass mówił o fascynacji Niemców narodowym socjalizmem w okresie III Rzeszy, o upadku ideologii totalitarnych XX wieku, o bankructwie neoliberalizmu i swojej debiutanckiej powieści. Według noblisty „Blaszany bębenek” to opowieść o utracie ojczyzny. – Po wojnie terytorium dzisiejszej Polski opuściło 14 milionów niemieckich wypędzonych i uciekinierów. Musieli, podobnie jak przybysze z Wilna i Grodna, którzy

osiedlali się w Gdańsku, zaczynać swoje życie od zera – powiedział. Grass przyznał także, że wypędzenia były dla niego i jego rodziny straszliwą traumą, o której jego matka nigdy nie chciała mówić. On jednak, jako pisarz, mógł przywrócić ludziom coś, co wydawało się absolutnie utraconą historią. Grass wspomniał także o swojej służbie w oddziałach SS i II wojnie światowej. Zastanawiał się jak mogło dojść do tego, że Niemcy – naród oświecony i kulturalny – potrafili doprowadzić do takiego barbarzyństwa. – Na to pytanie do dziś trudno znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź – powiedział. – Całe społeczeństwo, od mieszczaństwa po burżuazję, zostało uwiedzione przez narodowy socjalizmu. Skutki tego 12-letniego zauroczenia mają wciąż swoje konsekwencje w XXI wieku. Dlaczego młodzi ludzi wstępowali do Hitlerjugend? Ja, jako nastolatek, też dałem się temu zwieść i nie dostrzegłem, w jakim to szło kierunku, choć uważałem siebie za inteligentnego chłopca” – powiedział. Odpowiedzi na te pytania, będę poszukiwał do końca, aż do śmierci. >> Czytaj również na s. 11 i 14

Gdynia Redłowo leczy raka 61 milionów złotych ma kosztować blok operacyjny i oddział intensywnej terapii w Gdyńskim Centrum Onkologii na redłowskim wzgórzu. Blisko trzy czwarte tej kwoty wyłoży Urząd Marszałkowski. W nowym budynku znajdzie się pięć sal operacyjnych. Jedna z nich ma być wypo-

Będzie większy teatr Już w lutym przyszłego roku do Teatru Muzycznego w Gdyni wkroczą ekipy budowlane. Planowana jest kompleksowa rozbudowa teatru. Nowa widownia pomieści 1070 widzów, o 400 więcej niż obecnie. Powiększone zostanie foyer, oraz zbudowana sala kameralna dla 300 widzów.

sażona w urządzenie do naświetlania, co umożliwi radioterapię już podczas wykonywania zabiegu chirurgicznego. Część mieszkalna ma mieć wysoki standard, pacjenci będą mieli do dyspozycji pokoje jedno lub dwuosobowe z łazienkami. Nowy blok przyjmie pierwszych chorych w końcu roku 2012. (as)

Rozbudowa została tak zaplanowana, aby w teatrze można było organizować konferencje i zjazdy, co nie jest bez znaczenia dla budżetu placówki. Koszt inwestycji wyniesie około 50 milionów złotych, która to kwota pochodzić będzie z kasy miasta, oraz z Urzędu Marszałkowskiego. (as)


2 Informacje Urzędu Miasta Sopotu

15 października - 14 listopada 2009 Październik 15.10 16.10 16.10

16.10 17 – 18.10 17.10 17.10

20.10 20.10 20.10 20.10 do 31.12 22.10 23.10

23.10 24.10

24.10 24.10 25.10 25.10

26.10 27.10 27.10 27.10 30.10

30.10

g. 12 – 18 Kiermasz taniej książki – wszystkie książki w cenie już od 50 groszy – MBP, Biblioteka Główna g. 17.00 Finał Ogólnopolskiego Konkursu „Wspomnienia Rówieśników Rock’n’rollla – Urząd Miejski w Sopocie – „Sopockie Korzenie” g. 18.00 „Z bajką mile spędzamy chwile” zajęcia literacko-plastyczne dla dzieci: dobre maniery ułatwią ci życie, czyli savoir-vivre dla dzieci; wyświetlanie filmów retro; zajęcia plastyczne z zastosowaniem różnych technik – MBP, Filia Nr 6 g. 19,00 „ Opowieści z Lasku Wiedeńskiego ”- M. Sitek- vocal, Stanisław Deja – piano – Cafe del Arte Regaty Zamknięcia Sezonu – SKŻ g. 17,00 „ Koncert na harfie” – Barbara Karlik- vocal & harfa – Cafe del Arte g. 19.00 Drugi koncert IV odsłony koncert cyklu „Śladami Wielkich Polaków – Jana Pawła II i Fryderyka Chopina”, scenariusz i reżyseria D. S. Wójcik, Sala Herbowa Urzędu Miasta Sopotu g. 16.00 „Wtorkowe czytanie” głośne czytanie tekstów literackich dzieciom, zabawy plastyczne – MBP, Filia Nr 7 g. 17.00 „Książka na piątkę” głośne czytanie dzieciom, zabawy plastyczne – MBP, Filia Nr 5 g. 20.00 Nowy cykl „Światła wielkiego miasta” projekcja Annie Hall, reż. W. Allen, USA, 1977, 93 min. – DKF Kurort g. 10.00 – 16.00 Sesja poświęcona sopockiej pisarce St. Fleszarowej-Muskat w 20. rocznicę śmierci – Urząd Miasta Sopotu Stały kiermasz taniej książki – MBP, Biblioteka Główna g. 18.00 Pokaz filmu „Niewygodna prawda” – były wiceprezydent USA, Al Gore, opowiada o zmianach klimatu – MBP, Filia Nr 6 g. 18.00 „Z bajką mile spędzamy chwile” zajęcia literacko-plastyczne dla dzieci: dobre maniery ułatwią ci życie, czyli savoir-vivre dla dzieci; wyświetlanie filmów retro, zajęcia plastyczne z zastosowaniem różnych technik – MBP, Filia Nr 6 g. 19,00 „ Jan Paweł II – Tryptyk Rzymski” – monodram w wykonaniu Mirosława Samsela – Cafe del Arte g. 18.00 „Sopot dla klimatu” – w programie wykłady i prezentacje: Emisje dwutlenku węgla a zmiany klimatu (dr hab. Jacek Piskozub) oraz Miasto przyjazne dla klimatu (dr Marcin Gerwin) – Urząd Miasta Sopotu, MBP Turniej dzieci i młodzieży „Hodura Cup” – Fundacja Sportu i Rekreacji Edwarda Hodury g. 17,00 „Japońskie fascynacje” – wieczór artystyczny: – Iwona Jędruch – gong, Ewa Fukuoka- malarstwo – Cafe del Arte g. 17.00 Biesiada Literacka z Krystyną Kurczab Redlich (dziennikarką i reportażystką) oraz promocja książek „Głową o mur Kremla” i „Pandrioszka” – Urząd Miasta Sopotu, MBP g. 17,00 „Sztuka mroku – reminiscencje” – opowiada Jarosław Kusza- reżyser teatralny i i filmowy, koncert akustyczny: Iwona Jędruch – gong, akompaniament elektroniczny: Marcin Dobiś-Dobijański – Cafe del Arte g. 17.30 „Słuchamy bajek i bawimy się” głośne czytanie dzieciom, różne zabawy i zajęcia – MBP, Filia Nr 2 g. 16.00 „Wtorkowe czytanie” głośne czytanie tekstów literackich dzieciom, zabawy plastyczne – MBP, Filia Nr 7 g. 17.00 „Książka na piątkę” głośne czytanie dzieciom, zabawy plastyczne – MBP, Filia Nr 5 g. 20.30 Nowy cykl „Światła wielkiego miasta” projekcja – Sin City – Miasto grzechu, reż. R. Rodriguez, F. Miller, Q. Tarantino, USA, 2005, 124 min. – DKF Kurort g. 18.00 „Z bajką mile spędzamy chwile” zajęcia literacko-plastyczne dla dzieci: dobre maniery ułatwią ci życie, czyli savoir-vivre dla dzieci; wyświetlanie filmów retro; zajęcia plastyczne z zastosowaniem różnych technik – MBP, Filia Nr 6 g. 19,00 „ Śladami Bardów” -piosenki : B. Okudżawy, G. Brassensa, W. Wysockiego i E. Stachury – Janusz Pierzak- śpiew przy akompaniamencie gitary – Cafe del Arte

Listopad 2009 2.11-12.12 2.11 3.11 3.11 3.11 4.11 6.11

7.11 9.11

10.11 10.11 13.11

14.11

„Zima w kuchni” wystawa książek i czasopism o tematyce kulinarnej – MBP, Filia Nr 8 g. 17.00 Spektakl kukiełkowy Teatrzyku „Pacynka” dla dzieci pt. „Żelazny Jan”, zajęcia plastyczne – MBP, Biblioteka Główna g. 17.00 „Książka na piątkę” głośne czytanie dzieciom, zabawy plastyczne – MBP, Filia Nr 5 g. 18.00 „Sopot w książkach Pawła Huelle” – spotkanie literackie z architekturą i historią w ramach cyklu Sopot. Opowieści o domach i ludziach.- Urząd Miasta Sopotu, MBP g. 20.30 Nowy cykl „Światła wielkiego miasta” projekcja – Miasto Boga, reż. F. Meirelles, Brazylia, Francja, 2002, 130 min. – DKF Kurort g. 16.30 Spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki – MBP, Biblioteka Główna g. 18.00 „Z bajką mile spędzamy chwile” zajęcia literacko-plastyczne dla dzieci: dobre maniery ułatwią ci życie, czyli savoir-vivre dla dzieci; wyświetlanie filmów retro; zajęcia plastyczne z zastosowaniem różnych technik – MBP, Filia Nr 6 g. 18.00 Biesiada Literacka z Mariuszem Wilkiem – Urząd Miasta Sopotu, MBP g. 18.00 Prelekcja „Stawowie – wciąż mało znane”. Wystąpią panie Anna Badowska i Dorota Starościak, autorki strony internetowej o Stawowiu, miłośniczki dziejów tego miejsca – MBP, Filia Nr 5 g. 17.00 „Książka na piątkę” głośne czytanie dzieciom, zabawy plastyczne – MBP, Filia Nr 5 g. 20.30 Nowy cykl „Światła wielkiego miasta” projekcja – Casablanca, reż. M. Curtiz, USA, 1942, 102 min. – DKF Kurort g. 18.00 „Z bajką mile spędzamy chwile” zajęcia literacko-plastyczne dla dzieci: dobre maniery ułatwią ci życie, czyli savoir-vivre dla dzieci; wyświetlanie filmów retro; zajęcia plastyczne z zastosowaniem różnych technik – MBP, Filia Nr 6 „Rajdowy Puchar KAGER 2009” V – Automobilklub Orski

Jedenasty Honorowy Obywatel Podczas koncertu w Domu Zdrojowym w niedzielę 4 października br. arcybiskup Tadeusz Gocłowski otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Sopotu. Laudację wygłosił Aleksander Hall. Tytuł Honorowego Obywatela był arcybiskupowi przyznany już wcześniej, specjalną uchwałą Rada Miasta z 28 marca 2008 roku. W uzasadnieniu tej uchwały Rada podkreśliła, że Gocłowski jest niekwestionowanym autorytetem Kościoła Katolickiego na Wybrzeżu Gdańskim, zaś sopo-

W dniach 13-15 października br. w Strasburgu obradował Kongres Władz Lokalnych i Regionalnych przy Radzie Europy – CLRAE. Delegatem Związku Miast Polskich był na tym kongresie prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Obrady miały na celu wybór sekretarza generalnego CLRAE. Na spotkaniach roboczych dyskutowano o problemach demokracji lokalnej w krajach europejskich. (as)

cianie są mu szczególnie wdzięczni za doprowadzenie w roku 1999 do wizyty papieża Jana Pawła II na Wybrzeżu i mszy, jaka się odbyła na sopockim Hipodromie. Arcybiskup Gocłowski jest jedenastym Honorowym Obywatelem Sopotu od czasu, gdy miasto znalazło się w granicach Polski. Przed nim godność tę uzyskali między innymi Elżbieta DuńskaKrzesińska, złota medalistka Olimpiady w Australii w skoku w dal, Lech Wałęsa, Czesław Miłosz, profesorzy Władysław Bartoszewski i Roman Heising. (as)

Demes 2009 Sopot jest finalistą nagrody biznesu sportowego „Demes 2009” w kategorii „Sport w miastach i regionach”. Pozostałymi finalistami są Bydgoszcz, Łódź, Poznań i Warszawa. Uroczystość wręczenia pamiątkowych statuetek odbędzie się 5 listopada w Centrum Olimpijskim PKOL w Warszawie. Przy ocenie po-

Polskie Davos w Sopocie?

fot. kmz

Kalendarium Imprez Kulturalnych

Zakończył się trwający dwa miesiące remont ulicy Malczewskiego w Sopocie. Na czterysta metrowym odcinku, od alei Niepodległości do bramy Cmentarza Komunalnego położona została nowa nawierzchnia jezdni. Zbudowano zatokę autobusową, chodniki po obu stronach ulicy, mury oporowe, przejście dla pieszych. Wymienio-

Jacek Karnowski delegatem CLRAE

na została cała instalacja podziemna i oświetlenie. 30 września nową ulicę otworzył prezydent Sopotu Jacek Karnowski, witając pierwszego kierowcę, który wjechał na wyremontowaną trasę. Koszt inwestycji wyniósł nieco ponad 3 miliony złotych, z czego połowę pokrył budżet Państwa w ramach Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych, a połowę wyłożyło Miasto. (as)

Arcybiskup Tadeusz Gocłowski jest już jedenastym Honorowym Obywatelem Sopotu od roku 1945. Nz. z profesorem Władysławem Bartoszewskim, który również nosi ten zaszczytny tytuł.

Wykonawca mariny wyłoniony 25 września br. wyłoniony został zwycięzca przetargu na budowę przystani jachtowej przy sopockim molo, remont ostrogi i wzniesienie na głowicy mola budynku socjalnego dla żeglarzy, wraz z restauracją. W przetargu wzięły udział cztery konsorcja. Najniższą cenę – 65 milionów 643 tysiące – zaoferowało konsorcjum, w skład którego weszły: Hudrobudowa S.A., Energopol

Hala finiszuje 3 października prezydenci Gdańska i Sopotu zaprosili wszystkich interesujących się postępami budowy Hali Sportowo-Widowiskowej na granicy Sopotu i Gdańska na zwiedzanie obiektu. Był to już drugi otwarty dzień budowy. Licznie stawili się nań sportowcy, przede wszystkim siatkarze i koszykarze z obu miast, którzy już w przyszłym

Jubileusz Stowarzyszenia Szarych Szeregów Oddział Morskiego Stowarzyszenia „Szarych Szeregów” został założony w roku 1994. Wstąpili do niego kombatanci organizacji harcerskiej z czasów okupacji, wsławieni bohaterską walką z Niemcami w latach II wojny światowej. Do Oddziału Morskiego przystąpiło wtedy około stu osób. Dziś pozostało ich tylko 35. Wiek robi swoje… Mimo 80-ki i więcej lat na karku byli harcerze i żołnierze Armii Podziemnej wciąż pozostają

– Szczecin S.A., oraz Przedsiębiorstwo Robót Czerpalnych i Podwodnych Sp. z o.o. Jeśli nie będzie protestów pozostałych oferentów prace budowlane mogą rozpocząć się już w październiku br. Zakończenie inwestycji jest przewidziane na wiosnę 2011 roku. Warto dodać, że kwota zaproponowana przez Hydrobudowę i pozostałe firmy jest o ponad 7 milionów niższa niż zakładał inwestor, czyli Urząd Miasta Sopotu. (as) sezonie jesienno-zimowym będą tu rozgrywali swoje mecze. Zwiedzanie połączone było z festynem rodzinnym na terenie sopockiego Hipodromu. W jego ramach odbyły się liczne zawody sportowe dla dzieci, poczęstunek w formie grilla, oraz koncert zespołu Blenders. Przy budowie hali pracuje obecnie ponad 250 osób z firm Budimex – Dromex S.A., oraz Asseco Systems S.A. (as) aktywni. 10 października obchodzili 15 rocznicę powstania Stowarzyszenia. Była msza w kościele Gwiazdy Morza w Sopocie, potem wspólne z byłymi żołnierzami Armii Krajowej wspominki. Na spotkanie przybyli instruktorzy harcerstwa z Białorusi, Litwy i Ukrainy, z którymi byli żołnierze Szarych Szeregów od lat mają ścisły kontakt. Obecni byli także przedstawiciele Oddziału Pomorskiego „Wspólnoty Polskiej”. Patronat nad jubileuszowymi uroczystościami objął Marszałek Województwa Pomorskiego Jan Kozłowski. (bs)

Od 19 lat w Krynicy Górskiej odbywa się coroczne Forum Gospodarcze. Jest to wielka, międzynarodowa impreza, na którą zjeżdżają głowy państw, sławni ekonomiści, biznesmeni z Polski, Europy i Azji. W bieżącym roku wygasła umowa, jaką organizator Forum – Instytut Studiów Wschodnich miał podpisaną z Krynicą. Czy ją przedłuży – oto jest pytanie? Roz-

Sopot dla klimatu 24 października br. o godzinie 18.00 w sali nr 36 Urzędu Miasta Sopotu odbędzie się spotkanie z dwoma naukowcami. Z dr hab. Jackiem Piskozubem z Instytutu Oceanografii PAN i z dr Marcinem Gerwinem. Ja-

Pamięci Polonii Sopockiej Przed wybuchem II wojny światowej Polacy stanowili 10 do 12 % ludności Sopotu, czyli około trzech tysięcy osób. Środowisko to było niezwykle patriotyczne i aktywne. Przy dzisiejszej ulicy Chopina znajdował się nieistniejący już Dom Polski. Działały takie organizacje jak Towarzystwo Ludowe, Towarzystwo Śpiewackie „Lutnia”, Towarzystwo Polek. Patronowała im i wspierała ich działalność parafia katolicka „Gwiazda Morza”. Dziś z tamtych ludzi żyją już tylko nieliczni. Z okazji 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej, Muzeum Sopotu przy finansowym wsparciu Unii Europejskiej zorganizowało cykl imprez pod wspólną nazwą „Polo-

fot. kmz

Malczewskiego otwarta

www.riviera24.pl

Delegatem Związku Miast Polskich na Kongresie Władz Lokalnych i Regionalnych był prezydent Sopotu, Jacek Karnowski.

szczególnych kandydatów do nagrody punktowane były następujące osiągnięcia: 1. Wykorzystanie sportu w strategii promocji miasta; 2. Organizacja imprez sportowych z udziałem miasta; 3. Oferta sportowa dla mieszkańców; 4. Dostępność infrastruktury sportowej; 5. Promocja sportu wśród społeczności lokalnej, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży. (as) strzygnie się to 23 października w Domu Zdrojowym w Sopocie, gdzie będzie obradować rada programowa Forum. Nie wykluczone, że podejmie ona decyzję o przeniesieniu obrad Forum do Sopotu. Dla Trójmiasta taka decyzja oznaczałaby olbrzymią szansę promocyjną. Prezydent Sopotu Jacek Karnowski jest optymistą. Wierzy, że jego miasto będzie gościło zjazd ekonomistów. Czy tak się stanie dowiemy się już wkrótce. (as) cek Piskozub omówi zmiany klimatyczne naszej Planety i wpływ jaki ma na nie emisja dwutlenku węgla. Natomiast Marcin Gerwin przedstawi rozwiązania jakie w związku z tymi zmianami należy zastosowań w Sopocie. Wstęp wolny. (as)

nia Sopocka”. Odbyły się koncerty pieśni patriotycznych, sesja naukowa poświęcona historii Domu Polskiego, w przygotowaniu jest książka zawierająca wspomnienia przedwojennych mieszkańców Sopotu. Powstał także prawie godzinny fabularyzowany film dokumentalny przedstawiający losy sopockich Polaków do roku 1939. Film pod tytułem „Polonia sopocka” na zlecenie Muzeum Sopotu zrealizowała Sopocka Wytwórnia Filmowa. Reżyserowała Joanna Gula-Cichocka. Prapremiera filmu odbyła się 1 października w sopockim Multikinie. Film był jeszcze wyświetlany w dniach 2 i 5 października i cieszył się dużym zainteresowaniem dzisiejszych mieszkańców kurortu. Wstęp na projekcje był wolny. (bs)

Adres redakcji:

Wydawca:

Druk:

81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753 redakcja@riviera24.pl k63@gazeta.pl www.riviera24.pl

PPHU RIVIERA SOPOT Gabriela Łukaszuk 81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753

Polskapresse sp. z o.o. 80-720 Gdańsk, ul. Połęże 3

Redaktor naczelny:

Adres do korespondencji:

Krzysztof M. Załuski tel. 058 553 93 09

Riviera Literacka ul. Mariacka 50/52 80-833 Gdańsk

Niezamówionych materiałów redakcja nie zwraca, zastrzega sobie także prawo do ich redagowania. Za treść reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności


Sopot 3

Nr 9 (42) 15 października – 14 listopada 2009 Święto Miasta 8 października minęła 108. rocznica nadania Sopotowi przez cesarza Wilhelma II praw miejskich. Z tej okazji w nowym Domu Zdrojowym odbyły się dwa koncerty. W pierwszym, 4 października orkiestra Polskiej Filharmonii Kameralnej pod dyrekcją Wojciecha Rajskiego wykonała „Muzykę sztucznych ogni” G. F. Haendla i V Symfonię c-moll Ludwika van Beethovena. Drugi koncert miał miejsce cztery dni później, 8 października. W jego programie znalazły się wielkie przeboje polskiej muzyki rozrywkowej, a jako soli-

Zdrowe życie 2 października br. w sali kongresowej gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu odbyła się konferencja na temat „Rola szkoły w kształtowaniu zdrowego stylu życia”. Konferencję zorganizował Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego, Urząd Miasta Sopotu, AWFiS, oraz Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku i III Liceum Ogólnokształcące w Sopocie. Wygłoszono 7 referatów, których autorami byli: Małgorzata

Śladami wielkich Polaków Pod tym tytułem 17 października br. w Sali Herbowej Urzędu Miasta w Sopocie odbył się koncert poświęcony Janowi Pawłowi II i Fryderykowi Chopinowi. W programie znalazły się polonezy, ballady, walce i nokturny Cho-

sta, z towarzyszeniem orkiestry PFK, wystąpił Janusz Radek. Na oba koncerty mieszkańcy Sopotu otrzymali tysiąc zaproszeń, które wydawał organizator, czyli Bałtycka Agencja Artystyczna BART. Koncerty były połączone z ważnymi wydarzeniami: przyznaniem arcybiskupowi Tadeuszowi Gocłowskiemu tytułu Honorowego Obywatela Sopotu, z wręczeniem dorocznych nagród Prezydenta Miasta w dziedzinie kultury i sztuki, oraz nauki – „Sopocka Muza”, a także nagrody Przewodniczącego Rady Miasta za najlepszą sopocką inwestycję. (as) Pobłocka – pełnomocnik prezydenta Sopotu do spraw uzależnień, prof. Tomasz Frołowicz z AWFiS w Gdańsku, dr Artur Ziółkowski z AWFiS, prof. Wojciech Drygas z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, dr nauk medycznych Monika Stołychwo-Gofron, inż. Hanna Zych wiceprzewodnicząca Sejmiku Województwa Pomorskiego i dr Anna Strzałkowska z Uniwersytetu Gdańskiego. Ona też, po zakończeniu konferencji poprowadziła warsztaty dla nauczycieli. (as)

pina, oraz poematy „Wędrówka do miejsc świętych”, oraz „Magnificat” Karola Wojtyły. Honorowy patronat nad koncertem objął prezydent Sopotu, Jacek Karnowski. Wystąpili Bogdan Kułakowski – fortepian, Dariusz S. Wójcik – bas, oraz Joanna Kreft-Baka i Dariusz Szymaniak – recytacja.

Anna Jarosz odznaczona 18 września 1989 roku ustanowiona została Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej. Grupę założycielską stanowili parlamentarzyści wybrani w częściowo wolnych wyborach z 4 czerwca 1989 roku. Fundacja miała wspierać rozwój demokracji i samorządności lokalnej. Jej aktywistami stali się pracownicy samorządowi, radni, dziennikarze, nauczyciele, pracownicy małych i średnich przedsiębiorstw, a także ludzie zagrożeni bezrobociem. W ciągu 20 lat Fundacja rozrastała się, obejmując swym zasięgiem cały kraj. Dziś dysponuje 16 regionalnymi ośrodkami, wraz z ich filiami, w których przeszkolono prawie milion osób. Fundacja posiada 4 wyższe szkoły administracji publicznej, Polski Instytut Demokracji Lokalnej, oraz ponad 70 klubów i forów branżowych. Realizowane są także programy służące pomocą krajom ościennym: Ukrainie, Białorusi, państwom bałkańskim.

Medale dla nauczycieli Z okazji Dnia Edukacji Narodowej w Zespole Szkół Nr 1 w Sopocie odbyła się uroczystość, podczas której odznaczeni zostali najlepsi miejscowi nauczyciele. Medale Komisji Edukacji Narodowej otrzymała Felicja Góraj z Centrum Kształcenia Ustawicznego i Małgorzata Szymańska z ZS Nr 1, zaś nagrodę Kuratora Oświaty Województwa Pomorskiego Anna Adamczyk, Li-

Z okazji jubileuszu 20-lecia istnienia Fundacji prezydent RP Lech Kaczyński uhonorował najbardziej zasłużonych pracowników odznaczeniami państwowymi. Znalazła się wśród nich Sopocianka – dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, pani Anna Jarosz. W imieniu Prezydenta Srebrny Krzyż Zasługi wręczył jej minister w Kancelarii Prezydenckiej – Paweł Wypych. (as)

Dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Sopocie, pani Anna Jarosz odznaczona została Srebrnym Krzyżem Zasługi.

dia Dysarz i Małgorzata Formella. 33 wyróżniającym się nauczycielom Prezydent Miasta Sopotu, Jacek Karnowski przyznał nagrody pieniężne w wysokości 3600 złotych każda. Sopot dofinansowuje z budżetu różne dodatkowe lekcje: matematyki, języków obcych, żeglarstwa na ogólną kwotę ponad miliona złotych. Na remonty i podniesienie standardu placówek miasto wyasygnowało w tym roku ponad 12 milionów złotych. (as)

Międzynarodowy Dzień Osób Starszych Prawie jedna czwarta mieszkańców Sopotu to osoby w wieku emerytalnym. Władze miasta z udziałem organizacji pozarządowych starają się im pomóc, zapewniając opiekę, oraz stwarzając różne możliwości aktywizujące ludzi już niepracujących. 1 października to Międzynarodowy Dzień Osób Starszych. Sopocki MOPS opracował program nazwany „Tęczowa Jesień”. Jego hasłem jest: „jakość opieki nad osobami starszymi, to jakość ich życia”. Zgodnie z tym programem MOPS zapewnia seniorom poradnictwo psychologiczne i prawne, organizuje system dowozu posiłku do domów, pomaga w robieniu zakupów i podczas spacerów, troszczy się o podwyższenie kwa-

Karetka jeszcze pojeździ Od początku lipca br. ludzie starsi i chorzy mogli w Sopocie bezpłatnie korzystać ze specjalnego samochodu przystosowanego do przewozu osób niepełnosprawnych. Przewozy były opłacane z budżetu Miasta. Umowa była ważna do 30 września, lecz ze względu na duże za-

Przystanek będzie jak nowy Po Kamiennym Potoku i stacji w Sopocie, przyszła kolej na remont przystanku SKM Sopot Wyścigi. W związku z tym pasa-

lifikacji personelu zajmującego się opieką środowiskową. Już w roku 2010 przewidziane jest otwarcie Sopockiego Centrum Seniora przy ulicy Mickiewicza. Będzie się tam mieścił dom pomocy społecznej, dzienny dom pobytu, oraz klub z kawiarnią internerową. Ważną rolę w aktywizacji ludzi starych odgrywa Sopocki Uniwersytet Trzeciego Wieku. Przewiduje się także stworzenie „mapy” barier architektonicznych, utrudniających osobom starszym i chorym poruszanie się po mieście. Bariery te będą sukcesywnie likwidowane. Z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Starszych w Urzędzie Miasta uhonorowano dwie szczególnie zasłużone opiekunki, od wielu lat zajmujące się osobami starymi i niepełnosprawnymi. (as) interesowanie tą formą pomocy władze Sopotu postanowiły przedłużyć ją do końca roku, oraz zabezpieczyć środki na ten cel w przyszłorocznym budżecie. Przypominamy, że transport można zamawiać telefonicznie w godzinach od 7.30 do 15.00 pod numerami telefonów 58 – 352-60-91 i 600-366-664. (as)

żerowie muszą korzystać z tymczasowego wejścia na peron, które znajduje się od strony stadionu „Ogniwa”. Remont potrwa do 20 grudnia br. (as)


4 Sopot

www.riviera24.pl

Sopot. Takiego sztormu nie było od 30 lat

Sopot. Festiwal w „Sfinksie”

Powiała „dwunastka”

Muzyka dla Pokoju i Tolerancji W

falochron raz na zawsze zabezpieczy przed sztormami najdłuższy drewniany pomost Europy. Huragan dał się we znaki nie tylko Sopotowi. W Jelitkowie, na skutek tzw. „cofki” wylał Potok Oliwski, zalewając część tamtejszego parku. Na Dolnym Mieście w Gdańsku pchane wichrem wody Bałtyku spiętrzyły Motławę powodując zalanie kilku ulic. W całym Trójmieście wystąpiły

kłopoty z komunikacją. W Gdańsku padające drzewa zablokowały niektóre linie tramwajowe. W Gdyni z tej samej przyczyny stanęły trolejbusy. SKM kursowała z przerwami. W Rębiechowie odwołano część lotów. Na szczęście nie doszło do poważniejszych wypadków, nikt nie zginął, jednak walące się drzewa uszkodziły wiele parkujących pod nimi samochodów. (kmz)

fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

N

awałnica uderzyła 13 października. Trwała dwa dni. Według synoptyków prędkość wiatru dochodziła do 120 km na godzinę. Na otwartym morzu fale miały po kilkanaście metrów wysokości, w Zatoce Gdańskiej niewiele mniej. Wiatr wiał od północy, co pogarszało sytuację. Sopockie plaże znalazły się pod wodą. Mocno ucierpiało molo. Morze zabrało deski i barierki z głowicy, dewastacji uległy dolne pomosty, do reszty została rozbita boczna ostroga. Przez dwie doby, ze względu na bezpieczeństwo molo było zamknięte dla spacerowiczów. Przewiduje się, że prowizoryczny remont pomostu będzie kosztował około pół miliona złotych. Kapitalnego remontu na razie nie będzie, ponieważ już w październiku br. rozpocznie się budowa mariny, czyli portu dla jachtów, usytuowanego przy bocznej ostrodze mola. Zbudowany w ramach tej inwestycji

Molo w Sopocie atakowane przez sztorm. Fale spowodowały uszkodzenia drewnianej konstrukcji.

Sopot. Podsumowanie sezonu letniego

Kurort rekordowy Takiego najazdu turystów Sopot dawno nie przeżywał. Samo Orange Kino Letnie na molo przyciągnęło 62 tysiące widzów. A w ciągu dwóch wakacyjnych miesięcy kasy mola sprzedały 600.464 bilety, prawie 30 tysięcy więcej niż w tym samym czasie roku 2008 i 70 tysięcy więcej niż w roku 2007!

T

egoroczny sezon letni, mimo kryzysu światowego, a także nie najlepszej pogody okazał się dla Sopotu pomyślny. Turystów i wczasowiczów było w lecie więcej niż w analogicznych okresach lat ubiegłych. Rozmiary najazdu na najbardziej znany w Polsce kurort można ocenić po ilości biletów sprzedanych osobom pragnącym przespacerować się po molo. Przekroczenie 600 tysięcy sprzedanych w lipcu i sierpniu biletów stanowi swoisty rekord. A jego apogeum przypadło 15 sierpnia. Tego dnia na molo weszło z biletami 16.429 osób. Dla porównania rekord roku 2008, który przypadł na 9 sierpnia wyniósł 13.661 osób. Sezon w tym roku rozpoczął się wcześnie, bo już 30 kwietnia, wraz z początkiem długiego majowego weekendu. Impreza o nazwie Sopot Ulica Sztuki przyciągnęła tłumy, zarówno mieszkańców Trójmiasta, jak przybyszów z głębi kraju. Blasku Sopotowi dodały też obchody stulecia Opery Leśnej, występy znakomitych artystów, odnowienie tradycji festiwalu wagnerowskiego w leśnym amfiteatrze. Trafieniem w dziesiątkę okazało się „kino pod gwiazdami”, czyli Orange Kino Letnie, które w tym roku zostało zorganizowane wspólnie z miastem Zakopane. Filmy na sopockim molo obejrzało 62 tysiące osób, 35 tysięcy na Krupówkach, a prawie 10 tysięcy

w wagonie filmowym pociągu relacji Sopot – Zakopane. Ogółem w obu kurortach i na łączącej je linii kolejowej odbyło się 453 seansów filmowych.

Awans w rankingu Popularność „Perły Bałtyku” widać wyraźnie także w licznych rankingach internetowych. W jednym z nich 25 tysięcy osób oceniało polskie miejscowości nadmorskie. Kurorty były klasyfikowane w dziesięciu kategoriach, a w każdej z nich można było uzyskać ocenę od 1 do 5. W tym plebiscycie Sopot przesunął się z ubiegłorocznego 4 miejsca na trzecie, uzyskując średnią ocenę 4,17 punktów. W czterech konkurencjach nasze miasto zajęło pierwsze miejsce. Były to: atrakcje na plaży, atrakcje poza plażą, baza gastronomiczna, życie nocne. To życie nocne tętniło w tym roku wyjątkowo mocno, do czego w dużej mierze przyczyniła się zabudowa dolnej części Sopotu, z Multikinem, hotelem Sheraton, nowymi lokalami gastronomicznymi i Centrum Konferencyjnym. Dzięki temu w mieście odbywały się konferencje i kongresy biznesowe, sezon przedłużył się na cały wrzesień, a niewątpliwym hitem stał się pobyt w Grand Hotelu premiera Rosji Władimira Putina, oraz spotkania głów państw Grupy Wyszehradzkiej. Awans Sopotu do rangi najpopularniejszego kurortu Polski

podkreślił prezydent Miasta, Jacek Karnowski. – Sopot od lat konsekwentnie realizuje swoją strategię rozwoju – mówił Karnowski. – Naszym celem jest całoroczny kurort z bogatą i na wysokim poziomie ofertą noclegową, gastronomiczną, kulturalną, sportową i rekreacyjną. Chcemy przyciągać wymagających turystów i konkurować z innymi ośrodkami europejskimi. Nowe centrum kongresowe i spa, hotel Sheraton oraz sale kinowe i gastronomiczne powodują, że Sopot jest atrakcyjny przez cały rok i może rozwijać turystykę biznesową, oraz być centrum prestiżowych wydarzeń politycznych. Dbamy jednak także o to, co od lat stanowiło o atrakcyjności Sopotu, czyli plażę i ofertę letnich wydarzeń. Nowa przystań jachtowa zabezpieczy największą sopocką atrakcję, jaką jest niewątpliwie molo i umożliwi otwarcie Sopotu na turystów – żeglarzy z Polski i Europy. Warto dodać, że już w najbliższych miesiącach swoje podwoje otworzy Dom Zdrojowy z salami wystawowymi, pijalnią wód mineralnych i centrum informacji turystycznej. A w następnych latach czeka nas budowa nowego dworca kolejowego i jego otoczenia, oraz rewitalizacja Opery Leśnej. To wszystko sprawi, że kurort nad Zatoką Gdańską stanie się jeszcze piękniejszy i bardziej atrakcyjny.

szystko zaczęło się w roku 2000, gdy nieznani sprawcy zdemolowali samochód muzyka i działacza kulturalnego, aktualnie dyrektora Nadbałtyckiego Centrum Kultury Larry’ego Okey Ugwu. Na wraku umieszczone zostały rasistowskie napisy. Wówczas to przyjaciele poszkodowanego zorganizowali koncert pod hasłem: „Zbieramy na blacharza – pomożemy Larry’emu.” Koncert odbył się w klubie „Rock Cafe” w Gdańsku. Jego głównymi pomysłodawcami byli Krzysztof Skiba i Paweł „Koñjo” Konnak. Larry Okey Ugwu podchwycił tę inicjatywę organizując w sopockim klubie „Sfinks” festiwal „Muzyka

Pod tym tytułem w dniach 2 października, oraz 4 i 5 grudnia 2009 odbędzie się X edycja festiwalu noszącego wcześniej nazwę „Muzyka przeciwko Nietolerancji i Przemocy”. Organizatorem festiwalu jest działające w Sopocie stowarzyszenie „Jeden Świat”. Przeciwko Nietolerancji i Przemocy”. Festiwale odbywały się w różnych miejscach, między innymi w Gdyńskim Centrum Kultury, na sopockiej plaży, na Łysej Górze. Tegoroczny koncert odbył się ponownie w klubie „Sfinks”. Wystąpiło w nim 8 trójmiejskich zespołów utożsamiających się z ideą pokoju i tolerancji. Grudniowa część festiwalu będzie miała poważniejszy cha-

rakter. Odbędą się wykłady i dyskusje. Udział w nich zapowiedzieli między innymi ambasadorowie Republiki Południowej Afryki, Angoli i Nigerii. Prócz głównego organizatora, czyli stowarzyszenia „Jeden Świat”, festiwal wspomagają Urząd Marszałkowski, Nadbałtyckie Centrum Kultury, Chata Góralska „Koliba” w Sopocie, oraz firma Goetz Druk. (kmz)

Konkurs dla rówieśników rock and rolla rozstrzygnięty

Sopockie Korzenie F

undacja zorganizowała również ogólnopolski konkurs pod hasłem „Wspomnienia Rówieśników Rock’n’Rolla”. Jego zadaniem było podtrzymywanie tradycji, oraz dalsze popularyzowanie polskiego rocka. Chodziło o ocalenie od zapomnienia faktów dotyczących początków tego gatunku muzycznego, uratowania dokumentów, zdjęć, nagrań, pamiątek, wycinków prasowych. W konkursie wzięło udział 45 osób, w tym muzycy, plastycy, fotograficy, dziennikarze, animatorzy kultury, a nawet dzieci. Nadesłano wspomnienia, nagrania, rysunki, archiwalne fotografie i pamiątki. Większość autorów pochodziła z kraju, ale byli też przedstawiciele Polonii z USA, Szwecji, Niemiec. Jury, w którym zasiedli Wojciech Fułek, Marcin Jacobson, Wojciech Korzeniewski, Dariusz Szreter, Wiesław Śliwiński i Daniel Wołek postanowiło nagrodzić Stanisława Dudzika za pochodzący z 1982 roku archiwalny zapis wideo z koncertu Czesława Niemena i zespołu Kombi w Sztokholmie. Drugą nagrodę otrzymał Roman Stinzing-

Fundacja „Sopockie Korzenie” działa zaledwie od roku, ale na swym koncie posiada już znaczne osiągnięcia. Jej powstanie było związane z przygotowaniami do obchodów 50-lecia rock and rolla, 30 rocznicy powstania ruchu o nazwie Muzyka Młodej Generacji, oraz uhonorowania „ojca chrzestnego” polskiego rocka – Franciszka Walickiego. Walicki otrzymał złoty medal „Gloria Artis” – najwyższe odznaczenie przyznawane przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Natomiast obchody rocznicowe zaowocowały dziesiątkami koncertów, wystaw i wydawnictw.

Wojnarowski i Andrzej Icha za książkę „Motława BEAT – Trójmiejska scena big-beatowa lat 60-tych”. Trzecie miejsce zajął Maciej Kraszewski za tekst „Skrócone kalendarium z misiem w tle”. Przyznano również trzy równorzędne wyróżnienia, nagrody specjalne oraz nagrodę pozaregulaminową, ufundowaną przez patrona medialnego konkursu, redakcję „Polska – Dziennik Bałtycki Wręczenie nagród nastąpiło 16 października w Urzędzie Miasta Sopotu. Tego samego dnia w Operze Leśnej odbył się grill

i jam-session, zorganizowany przez Bałtycką Agencję Artystyczną. Wystąpili muzycy z legendarnych zespołów: „Polanie”, „Takty”, „Złote struny”, „Meteory”. Konkurs był współfinansowany z krajowego Programu Operacyjnego Funduszu Inicjatyw Obywatelskich. Nagrody ufundował Marszałek Województwa Pomorskiego, Urząd Miasta Sopotu, oraz Fundacja „Sopockie Korzenie”. Patronat nad Fundacją sprawuje marszałek Województwa Pomorskiego Jan Kozłowski i wiceprezydent Sopotu Wojciech Fułek. (kmz)

Muzyka alternatywna w „Sfinksie”

O

statni weekend września upłynął w Sopocie pod znakiem festiwalu muzyki alternatywnej – „Fląder Pop”.

Festiwal, który w ubiegłych latach odbywał się na sopockiej plaży, w tym roku został, ze względu na pogodę, przeniesio-

ny do sali klubu „Sfinks”. Sobota, 26 września, była poświęcona muzyce reggae, w niedzielę dominowały zespoły punkowe. (bs)


Sopot 5

Nr 9 (42) 15 października – 14 listopada 2009

Sopot. Luksusy Sheratona: 182 pokoje, apartamenty, Club Longue, SPA, basen, centrum konferencyjne, restauracje i bary.

Super-hotel gotowy Jeszcze trzy lata temu był tutaj obskurny parking samochodowy. Dziś stoi super-luksusowy pięciogwiazdkowy hotel Sheraton. Wypełnił on lukę pomiędzy Domem Zdrojowym, a Grand Hotelem, stając się centralnym punktem reprezentacyjnego ciągu budynków usytuowanych po lewej stronie sopockiego mola. Obiekt należy do sieci Starwood Hotels & Resorts.

fot. kmz

S

opocki Sheraton jest już szóstym hotelem sieci Starwood Hotels & Resorts w Polsce. Trzy znajdują się w Warszawie, po jednym w Krakowie i w Poznaniu. Obiekt oddawany był do użytku etapami. Najpierw, w lipcu 2008 roku, otworzył swoje podwoje sam hotel - od tej pory do dziś nocowało w nim blisko 48 tysięcy gości; jednym z nich był Polak, o którym dziś głośno w światowych mediach – Roman Polański. 1 czerwca br. otwarte zostało centrum konferencyjne. W ciągu pięciu miesięcy obsłużyło ono 194 konferencje. W największej z nich uczestniczyło 450 osób. W sierpniu 2009 roku Sheraton mógł już zaprosić gości do restauracji InAzia i baru Rotunda, a z początkiem września do luksusowego SPA i piwnicy win Vinoteque. Aż wreszcie 25 września, w obecności prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego i wielu innych zaproszonych

osób obiekt został w całości oddany do eksploatacji. W hotelu znajdują się 182 luksusowe pokoje, oraz 7 apartamentów, z których największy ma ponad sto metrów kwadratowych powierzchni. Najdroższe jest piąte

piętro, niedostępne dla osób postronnych. Składa się nań 29 pokoi o podwyższonym standardzie, trzy apartamenty „executive”, apartament „Premier”, oraz Club Longue. Centrum konferencyjne Sheratona jest największym tego

typu obiektem w Trójmieście. Mieści się w przylegającym do hotelu Domu Zdrojowym i ma ponad 4 tysiące metrów kwadratowych powierzchni. Największa sala może pomieścić do 650 osób, ale posiada ruchome ściany po-

zwalające podzielić ją na cztery mniejsze. Prócz niej w Centrum znajduje się wytworna sala balowa o powierzchni 360 metrów kwadratowych i 15 metrach wysokości, oraz siedem mniejszych sal konferencyjnych. Wszystkie sale dysponują nowoczesnym sprzętem audiowizualnym i są wyposażone w okna wpuszczające światło dzienne. Niewątpliwą atrakcją hotelu jest SPA usytuowane na powierzchni 2 tysięcy metrów kwadratowych. Prócz oferujących szeroki zakres zabiegów pielęgnacyjnych i wypoczynkowych pomieszczeń znajduje się tam biblioteka, oraz kawiarnia z tarasem widokowym na morze. W ciągu pierwszych paru tygodni działalności nowe sopockie SPA obsłużyło już ponad dwieście osób. Część kulinarna Sheratona to restauracje Wave i InAzia, bary 512 i Rotunda, oraz piwnica win Vinoteque. Z nich naja-

trakcyjniejszą ofertę oferuje InAzia i Vinoteque. Restauracja, jak sama nazwa wskazuje, nastawiona jest na potrawy Dalekiego Wschodu – kuchnię japońską, chińską, filipińską i wietnamską. W piwnicy natomiast można popróbować ponad trzystu różnych gatunków win najwyższej światowej klasy. Sheraton na pewno nie jest hotelem dla przeciętnego klienta. Ceny pokoi wahają się od 318 do 643 zł. Chętni na nocleg w apartamencie typu Premier, z którego rozciąga się wspaniały widok na Zatokę Gdańską, muszą się liczyć z wydatkiem nawet 2670 zł. O wyjątkowości tego miejsca świadczy zresztą lista gości, jacy przewinęli się już przez jego apartamenty. Wystarczy wymienić premiera Rosji Władimira Putina, który właśnie tu konferował z premierem Donaldem Tuskiem podczas uroczystości związanych z 70-leciem wybuchu II wojny światowej. (kmz)

Sopot. Już po raz siedemnasty ogrodnicy-amatorzy stanęli do konkursu

Najładniejsza posesja kurortu

fot. kmz

nowym terminie do Wydział Inżynierii i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Sopotu zgłoszenia, zawierającego fotografię uprawianego ogrodu. Do konkursu mogły stawać również wspólnoty miesz-

W kategorii instytucji najpiękniejszym ogrodem mogą się poszczycić mieszkańcy Wspólnot Mieszkaniowych przy ul. Wybickiego 43 i 43 a.

kaniowe, osiedla, szkoły, przedszkola i inne instytucje. Tak jak przez ostatnie szesnaście lat, tak i tym razem konkurs „Na najładniejszą posesję w Sopocie” spotkał się z ogromnym zainteresowaniem sopockich ogrodników-amatorów. Do zawodów stanęło ponad 1000 rodzin, co pokazało, jak bardzo sopocianom zależy na pięknie swojego miasta. Po przejrzeniu zdjęć i dokonaniu wstępnej oceny, komisja, której przewodniczył prezydent miasta, Jacek Karnowski, przystąpiła do wyboru najpiękniejszych posesji w kategorii indywidualnej i w kategorii instytucji. W tym roku komisja konkursowa nagrodziła następujące ogrody:

4. Roman Rodziewicz, Al. Niepodległości 692/57, 5. Anita i Roland Gründemann, Al. Niepodległości 865 a/6 6. Piotr Kopycki, ul. Mazowiecka 27 7. Barbara Ginter, ul. Okrężna 13 8. Krystyna Ramułt, ul. 23 marca 67 9. Ewa Gorzelańczyk, ul. 23 marca 67

Kategoria – Posesje Indywidualne: I – nagroda, Joanna Ghulam, ul. Abrahama 20 – 1200 zł II – nagroda, Ewa Oziewicz, ul. Kopernika 1/2 – 1000 zł III – nagroda, Grzegorz Świniarski, ul. Helska 17/3 – 800 zł

Wyróżnienia (nagroda w wys. 500 zł): Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Sobieskiego 59 Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Sobieskiego 61 Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Zacisze 11 a, Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Łokietka 51 a – d Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Sobieskiego 63 Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Sobieskiego 65 Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Emilii Plater 3

Wyróżnienia (nagrody w wysokości 300 zł): 1. Barbara Brzykcy, Al. Niepodległości 642/644 2. Danuta Hruzdowicz, Al. Niepodległości 692/17 3. Wiesława Józefowicz, Al. Niepodległości 692/45

Kategoria – Posesje Instytucji: I – nagroda, ex aequo Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Wybickiego 43 – 2000 zł Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Wybickiego 43 a – 2000 zł II – nagroda, Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Malczewskiego 11a – 1.600 zł III – nagroda, Wspólnota Mieszkaniowa, ul. Wejherowska 5 – 1400 zł

fot. kmz

W

tym konkursie mogli wziąć udział wszyscy mieszkańcy Sopotu. Jedynym warunkiem było posiadanie ogródka, choćby najmniejszego, oraz dostarczenie w regulami-

Zwyciężczynią XVII edycji konkursu „Na najładniejszą posesję w Sopocie” została pani Joanna Ghulam, uprawiająca przydomowy ogród na ul. Abrahama 20.

W sumie na nagrody indywidualne Miasto przeznaczyło 5700 zł. Instytucje startujące w konkursie otrzymały 10500 zł. Uroczyste zakończenie i podsumowanie konkursu „Na najładniejszą posesję w Sopocie” odbyło

się 17 października o godz. 12.00 w muszli koncertowej na sopockim molo. Prócz nagród i dyplomów dla uczestników konkursu, Miasto przygotowało koncert muzyczny i poczęstunek dla wszystkich mieszkańców. (bs)


6 Gdańsk

www.riviera24.pl

Wojewoda Pomorski wydał zezwolenie na budowę

Kapelan „Solidarności” w stanie spoczynku

Będą obwodnice Gdańska

tworzyły się wielokilometrowe korki. W przyszłości wspomóc ją ma Obwodnica Metropolitalna. Będzie ona dłuższa od Obwodnicy Południowej i odpowiednio droższa. Jej koszt szacuje się nawet na kilka miliardów złotych. Nowa trasa miałaby swój początek na węźle Straszyna, łączącym Obwodnicę Trójmiejską, autostradę A1, oraz Obwodnicę Południową. Dalej trasa metropolitalna biegłaby łukiem w stronę Żukowa, omijając od południa lotnisko w Rębiechowie i w okolicy Chwaszczyna wchodziłaby w Trasę Kaszubską, czyli drogę szyb-

kiego ruchu w kierunku Słupska i Szczecina. Czy będzie zgoda na tak wielką (i drogą) inwestycję? Drogowcy zapewniają, że tak. Nowa obwodnica nie tylko rozładowałaby tłok na Obwodnicy Trójmiasta, ale przybliżyła Pojezierze Kaszubskie Trójmiastu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to znaczy Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad znajdzie pieniądze na tę inwestycję, w ciągu dwóch lat zostałaby wytyczona trasa obwodnicy i można by przystąpić do jej budowy. Pierwsze samochody przejechałby nią w roku 2015 lub 2016.

ukowa, w której uczestniczyli między innymi marszałkowie Sejmu i Senatu: Bronisław Komorowski i Bogdan Borusewicz. Listy gratulacyjne do młodopolaków napisali premier Donald Ttusk i Lech Wałęsa. Na stadionie w Sopocie drużyna RMP pod wodzą posła Arkadiusza Rybickiego rozegrała mecz z „Resztą Świata”, której przewodził były premier Jan Krzysztof Bielecki. Wieczorem w salach sopockiego hotelu Sheraton odbył się bankiet, którego gospodarzem był były szef Telewizji Polskiej Wiesław Walendziak. (as)

Jubileusz Opery Bałtyckiej

Isadory Weiss „Oni” i na zakończenie sezonu „Makbet” Verdiego. Prócz premier przypominane będą opery i balety z dotychczasowego repertuaru teatru, między innymi „Mademe Butterfly”, „Eugeniusz Oniegin”, „Rigoletto”. (as)

3 października br. koncertem galowym Opera Bałtycka rozpoczęła jubileusz 60-lecia swego istnienia. N scenie wystąpili znakomici artyści: Katarzyna Hołysz, Mikołaj Załasiński, Daniel Borowski. Orkiestrę i chór poprowadził José Maria Florencio. Przybyli na koncert goście mieli okazję wysłuchać arii z wielu popularnych oper, oraz poematu symfonicznego „Step” Noskowskiego. Na nowy sezon dyrekcja Opery zaplanowała 6 premier. Będą to w kolejności ich wystawienia: „Naxos” Ryszarda Straussa, „Halka” Moniuszki, balet na podstawie muzyki Chopina pt. „Chopinart”, „Czarodziejski Flet” Mozarta, balet

26 września Uniwersytecie Gdańskim odbyła się konferencja naukowa „Korzenie Solidarności”. Był to jeden z punktów obchodów 30-lecia Ruchu Młodej Polski. Przybyli na nią m.in. Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, Marszalek Sejmu Bronisław Komorowski i Wojciech Duda.

Dobra wiadomość dla mieszkańców Oliwy Kiedyś Oliwa miała swoją przychodnię na rogu alei Grunwaldzkiej i ulicy Poczty Gdańskiej. Przed kilku laty służba zdrowia opuściła stary budynek, nie dając nic w zamian. Od tej pory mieszkańcy Oliwy zmuszeni byli z każdą dolegliwością jeździć do przychodni w innych dzielni-

cach miasta. Po wielu monitach Nadmorskie Centrum Medyczne w Gdańsku zdecydowało się na budowę nowej przychodni. Powstanie ona i to w ekspresowym tempie, na działce przy ulicy Polanki 7. Budynek ma być gotowy już w końcu 2010 roku. Będą w nim przyjmowali pediatrzy i lekarze rodzinni, oraz lekarze wielu innych specjalności. (as)

Yach Film po raz osiemnasty W ubiegłym roku pisaliśmy z przykrością, że Festiwal Polskich Wideoklipów Yach Film, po 17 latach zamierza swą siedzibę przenieść z Gdańska do Łodzi. Powód był prozaiczny – kasa. Łódź była gotowa wyłożyć więcej pieniędzy niż Gdańsk. Do przenosin jednak nie doszło. Miasto sypnęło groszem, przeznaczając na Yacha 220 tysięcy złotych, czyli o 70 tysięcy więcej niż w ubiegłych latach. Pomysłodawca, a zarazem dyrektor artystyczny festiwalu, Yach Paszkiewicz, zdecydował, że impreza pozostanie w Gdańsku. Równocześnie nawiązał współpracę z Nadbałtyc-

Inauguracja jubileuszowego sezonu artystycznego Państwowej Opery Bałtyckiej w Gdańsku.

kim Centrum Kultury, mającym duże doświadczenie w organizowaniu tego typu imprez. W tym roku Yach Film trwał od 1 do 4 października. Główne imprezy odbyły się w gdańskim kinie „Neptun”, ale także na Długim Targu i w kawiarniach na Głównym Mieście. Podczas niedzielnej gali rozdane zostały nagrody. Grand Prix festiwalu zdobył teledysk Michała Dziakana „O energocyrkulacji i szczęściu”. Wykonawcami byli hiphopowy artysta podpisujący się jako L.U.C., oraz Urszula Dudziak. Nagrodę za animację otrzymał teledysk Katarzyny Kijek i Przemysława Adamskiego, natomiast za innowacyjność nagrodzono utwór Marcina Pawełczaka i Dariusza Kuczery. (bs)

udało mu się niestety doprowadzić do końca swego największego przedsięwzięcia – bursztynowego ołtarza, który gdyby powstał, mógłby stać się najcenniejszą wizytówką Gdańska, przyciągającą turystów nie tylko z Polski. Sędziwy prałat będzie nadal mieszkał w odbudowanym przez siebie domu parafialnym przy św. Brygidzie. Obowiązki proboszcza przejmie ksiądz Ludwik Kowalski. (as)

fot. Wojtek Jakubowski /KFP

go Obwodnica Południowa odciąży śródmieście Gdańska od ruchu tranzytowego z portu i do portu, a dzięki połączeniu z drogą krajową nr 7 skieruje pojazdy jadące od Warszawy i Elbląga w kierunku Gdyni i Półwyspu Helskiego na istniejącą Obwodnicę Trójmiasta. Jeszcze 20 lat temu Obwodnica Trójmiasta biegła przez lasy i pola. Dziś obrosła supermaketami i osiedlami mieszkaniowymi, stając się w praktyce wewnątrzmiejską trasą szybkiego ruchu. Ruch na niej jest zwielokrotniony, wystarczy drobna kraksa, aby na czteropasmówce

fot. Mateusz Ochocki / KFP

W dniach 26-27 września z dwumiesięcznym opóźnieniem byli działacze Ruchu Młodej Polski świętowali dwudziestą rocznicę powstania tego Ruchu. Z całego kraju zjechali do Gdańska działacze i sympatycy organizacji, która w końcu lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku ośmieliła się przeciwstawić państwu komunistycznemu. W Dworze Artusa prawie 60 osób otrzymało odznaczenia przyznane im przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na Uniwersytecie Gdańskim odbyła się konferencja na-

Obwodnica Południowa rozpoczynać się będzie w okolicy wsi Koszwały, z istniejącą Obwodnicą Trójmiasta łączyć się będzie pod Straszynem, łączna jej długość wyniesie 19 kilometrów.

siądz Henryk Jankowski odszedł na emeryturę. Prałat liczy sobie 73 lata i do księżej emerytury pozostały mu jeszcze dwa lata, jednak zaawansowana cukrzyca nie pozwala mu już na pełnienie obowiązków duszpasterskich. Pożegnalne nabożeństwo odbyło się w sobotę 26 września. Długoletniego proboszcza kościoła św. Brygidy żegnał metropolita gdański arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. W komplecie stawili się byli i obecni liderzy „Solidarności” od Mariana Krzaklewskiego po Janusza Śniadka, Jerzego Borowczaka i Romana Gałęzowskiego. Nieobecny był emerytowany arcybiskup Tadeusz Gocłowski i Lech Wałęsa. Zabrakło przedstawicieli władz państwowych. Dla przyszłych pokoleń ksiądz Jankowski pozostanie w pamięci jako kapelan „Solidarności” z czasów wielkich strajków i stanu wojennego. A także jako człowiek, który podniósł z gruzów kościół św. Brygidy, czyniąc z niego jedną z najwspanialszych gdańskich świątyń. Nie

Ksiądz prałat Henryk Jankowski podczas pożegnalnej mszy w kościele św. Brygidy w Gdańsku, 26.09.2009

Inauguracja roku akademickiego

Uniwersytetowi stuknęła czterdziestka

W

nietypowy sposób świętowano inaugurację jubileuszowego – 40. roku akademickiego na Uniwersytecie Gdańskim. Zamiast na uczelni, władze uniwersytetu zebrały się 1 października przed Złotą Bramą, skąd uroczysty pochód przeszedł do Dworu Artusa. Uniwersytet Gdański to obecnie 33 tysiące studentów, 1700 pracowników naukowych i prawie 40 kierunków z ponad 140 specjalnościami. Wciąż otwierane są nowe kierunku, takie jak kaszubistyka, czy lingwistyka stosowana. Przewiduje się studia w zakresie bioinformatyki, etnologii, krajoznawstwa i tury-

Pożegnanie z Goldwasserem Goldwasser od zawsze był kojarzony z Gdańskiem. Receptę na likier wymyślił w końcu XVI wieku pewien Holender, zamieszkały w Gdańsku – do zaprawionego mieszanką 20 rozmaitych ziół 40-procentowego alkoholu dosypał odrobinę płytek 23-karatowego złota. Likier zasmakował nie tylko mieszkańcom Gdańska. Trafił również na dwory cesarskie i królewskie, pijała go caryca Katarzyna II, a wcześniej „Król-Słońce” – Ludwik XIV. Po II wojnie światowej Goldwasser był produkowany w Starogardzie Gdańskim, a następnie w Poznaniu. W czerwcu br. poznańska gorzelnia zaprzestała jego produkcji. Resztki cennego trunku są jeszcze do nabycia w niektórych sklepach. Miłośnikom tego trunku i turystom pragną-

styki historycznej, religioznawstwa, wiedzy o teatrze. Uczelnia otrzymała na swój rozwój 240 milionów złotych z funduszy Unii Europejskiej. Kończy się właśnie budowa wydziału nauk społecznych, w listopadzie rozpocznie się budowa wydziału biologii, a za rok wydziału chemii. Kolejno, do roku 2013 mają powstać jeszcze gmachy wydziału matematyki, fizyki i informatyki, Uniwersyteckie Centrum Sportu i Rekreacji, oraz dwa domy studenckie. Uczelnia przygotowuje się do przyjęcia Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich. Zjazd ten odbędzie się w bieżącym roku akademickim. (bs) cym zafundować sobie wyskokową pamiątkę z Gdańska pozostał Goldwasser produkowany w Niemczech. Niestety jest on dwukrotnie droższy od polskiego, a z Gdańskiem ma tak naprawdę niewiele wspólnego. A szkoda, bo był tym Goldwasser dla Gdańska czym suszone kiełbaski Krakauer dla Krakowa. (bs)

fot. archiwum

Zjazd Młodopolaków

fot. kmz

P

ierwsza z nich to Obwodnica Południowa o długości 19 kilometrów. Połączy drogę krajową nr 7 z istniejącą Obwodnicą Trójmiasta i autostradą A1. Będzie miała swój początek w Koszwałach, koniec na wielkim węźle drogowym w okolicy Straszyna. Przetarg na nią został już rozstrzygnięty, najkorzystniejszą okazała się oferta konsorcjum firm Bilfinger Berger i Wakoz. Firmy te zbudują obwodnicę za kwotę jednego miliarda 126 milionów złotych. Inwestorem tej, jakże ważnej dla Gdańska inwestycji jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Polsce. 21 września wojewoda pomorski Roman Zaborowski wydał zezwolenie na budowę, która, jak zapowiedzieli wykonawcy, ruszy 15 października. Obwodnica będzie miała cztery pasy ruchu, część pobiegnie na mającej trzy kilometry długości estakadzie ponad Żuławami. Przewiduje się budowę dziesięciu mostów i pięć bezkolizyjnych węzłów drogowych. Całość ma być ukończona przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej „Euro 2012”. Orientacyjny termin oddania drogi do eksploatacji to maj 2012 roku. W połączeniu z trasą Sucharskie-

K

Droga przez Gdańsk, to droga przez mękę. Wiedzą o tym wszyscy trójmiejscy kierowcy. Przejazd ulicą Słowackiego w kierunku lotniska, wjazd do miasta od strony Warszawy, przejazd przez Wrzeszcz – długo można wyliczać newralgiczne punkty. W ciągu kilku lat sytuacja powinna jednak ulec zmianie. Sprawią to między innymi nowe obwodnice Gdańska.

fot. Wojciech Stróżyk / KFP

Konrad Franke

Prałat odchodzi


Ludzie 7 Sopot. Przeżyć starość w spokoju i komforcie

Wiecha nad Domem Seniora I

ntegralną częścią Domu Seniora w Sopocie będzie Dom Pomocy Społecznej, stanowiący w praktyce luksusowy hotel dla osób w podeszłym wieku, niepełnosprawnych, nie dających już sobie rady z codziennymi zakupami, sprzątaniem, przyrządzaniem posiłków i innymi czynnościami koniecznymi dla człowieka pędzącego samotny tryb życia. Będzie to także miejsce dla tych, którzy spragnieni są towarzystwa innych ludzi; towarzystwa, jakiego nie chcą, czy nie są w stanie zapewnić matce lub ojcu żyjące gdzieś daleko dzieci.

Hotel dla samotnych W Domu Seniora pensjonariusze będą mieli do dyspozycji jedno lub dwuosobowe pokoje, urządzone zgodnie z ich życzeniami, wyposażone w łazienki, toalety, przyciski alarmowe, umożliwiające wezwanie personelu, odpowiednio szerokie drzwi, umożliwiające wjazd i wyjazd osobom poruszającym się na wózkach. Wspólnymi pomieszczeniami dla mieszkańców będą jadalnia, gabinet zabiegowo-pielęgniarski, sala do ćwiczeń rehabilitacyjnych, bibliote-

W niedzielę 18 października na Domu Seniora w Sopocie zawisła wiecha, oznaczająca zakończenie pierwszego etapu jednej z najważniejszych dla mieszkańców kurortu inwestycji. W uroczystości udział wzięli przedstawiciele sopockich władz, radni, kierownictwo i pracownicy wykonawcy – firmy Doraco, aktywiści Sopockiego Koła Związku Emerytów i Rencistów, a także zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej im. Adama Mickiewicza – najbliższego sąsiada Domu. ka, czytelnia z codzienną i tygodniową prasą, dwie kawiarnie (normalna i internetowa), kuchenka pomocnicza dla osób, które będą sobie chciały upitrasić coś dodatkowego, pralnia, suszarnia, palarnia, kaplica, pokoje gościnne dla odwiedzających. Kierownictwo Domu zapewnia każdemu pensjonariuszowi odzież i obuwie, usługi lekarsko-pielęgniarskie, oraz pomoc w załatwianiu rozmaitych spraw życiowych. – Aktualne opłaty w domach opieki społecznej wahają się od 1750 do 2250 złotych miesięcznie – mówi wiceprezydent Sopotu, Wojciech Fułek. – Ustawowo od pensjonariusza nie można pobierać więcej niż 70 procent jego emerytury czy renty. Na przykład osoba mająca przychód w wysokości 1500 złotych, odda do wspólnej kasy 1050 złotych. Pozostałą część należności pokryją osoby najbliższe: dzieci lub wnuki. Jeśli natomiast osób tych

nie będzie stać na wspomaganie matki czy ojca, obowiązek ten spadnie na gminę. Miasto Sopot do każdego pensjonariusza dopłaci więc miesięcznie przeciętnie po 1350 złotych. W sopockim Domu Seniora będzie mogło mieszkać jednorazowo 83 pensjonariuszy. Pierwszeństwo mają stali mieszkańcy miasta. Zainteresowanie jest duże. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej ma już w ewidencji kilkadziesiąt zgłoszeń od osób pragnących spędzić swe sędziwe lata w poczuciu bezpieczeństwa i wygody.

Centrum Aktywności Seniorów Dom Seniora to tylko część kompleksu usytuowanego przy ulicy Mickiewicza. – Całość nosi nazwę Centrum Aktywności Seniora – wyjaśnia wiceprezydent Fułek. – Prócz hotelu składać się ono będzie z domu pobytu dziennego,

ośrodka rehabilitacyjnego, oraz terenów rekreacyjnych. Prócz funkcji opiekuńczej, realizowanej przez Dom Pomocy Społecznej dla osób niezdolnych już funkcjonować indywidualnie, Centrum proponuje działania w zakresie edukacji, rozumianej jako pomoc psychologiczna w pogodzeniu się ze swym stanem fizycznym i umysłowym, a także integrację w środowisku seniorów, oraz aktywizację poprzez inspirowanie aktywności życiowej, kulturalnej, a nawet sportowej. Ośrodek będzie otaczał park o powierzchni 0,6 hektara. Znajdą się tam alejki do spacerowania, miejsce do gier sportowych, z którego będą mogły korzystać także dzieci z okolicznych domów, oraz miejsca do odpoczynku i rekreacji. Otwarcie Centrum Aktywności Seniora przewidziane jest na sierpień 2010 roku. Koszt robót budowlanych wyniesie 15 milio-

fot. kmz

Krzysztof M. Załuski

18 października nad sopockim Domem Seniora zawisła wiecha, w sierpniu przyszłego roku wprowadzą się tutaj pierwsi lokatorzy.

nów złotych, a koszt wyposażenia obiektu, to dodatkowo około 1,5 miliona złotych. Osoby zainteresowane mogą zasięgnąć szczegółowych infor-

macji u pani Agnieszki Cysewskiej, koordynatorki do spraw organizacji DPS w Sopocie, pod numerem telefonu 501-376-727.

Gdańsk. Odszedł, ale zostawił po sobie 200 scenografii teatralnych i dwa papieskie ołtarze

Marian Kołodziej nie żyje Krzysztof M. Załuski

13 października kultura polska poniosła niezwykle ciężką stratę. W wieku 88 lat zmarł Marian Kołodziej – Honorowy Obywatel Miasta Gdańska, jeden z największych naszych scenografów, kultowa postać teatru.

fot. Łukasz Głowala / KFP

W

czasie wojny Kołodziej był więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych. Do Auschwitz trafił z pierwszym transportem Polaków 14 czerwca 1940 roku. Potem były Groβ-Rosen, Buchenwald, Sachsenhausen i Mauthausen. Z tamtego okresu pozostał mu obozowy numer: 432 i nadludzka wprost wrażliwość artystyczna. Przeżył 5 lat nazistowskiego piekła, by swoim dalszym życiem dać świadectwo człowieczeństwa. Po wojnie Marian Kołodziej studiował scenografię w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po ukończeniu studiów osiadł w Gdańsku, gdzie związał się z Teatrem Wybrzeże. Scenie tej pozostał wierny do końca, chociaż zdarzało mu się pracować dla innych polskich teatrów

Marian Kołodziej na wernisażu wystawy „Wydarzyło mi się w Gdańsku” w gdańskim kościele św. Trójcy, 11 czerwca 2001 r.

m.in. dla Teatru Narodowego w Warszawie, Ateneum, Teatru na Woli, Teatru Śląskiego w Katowicach, czy Teatru Nowego w Łodzi. Realizował także scenografie do spektakli wystawianych za granicą. Miał w swym dorobku około 200 scenografii, w większości zrealizowanych dla Teatru Wybrzeże. Wiele z nich stanowiło wydarzenie artystyczne, jak choćby scenografia do „Tragedii o bogaczu i Łazarzu” z roku 1968. Kołodziej współpracował z najwybitniejszymi polskimi reżyserami m.in. z Kazimierzem Kutzem, Adamem Hanuszkiewiczem, Józefem Szajną, Stanisławem Różewiczem, Zygmuntem Hübnerem, Marią Fołtyn, Stanisławem Hebanowskim, Krzysztofem Babickim i wieloma innymi. Był także twórcą monumentalnych ołtarzy wzniesionych podczas wizyt papieża Jana Pawła II na Wybrzeżu Gdańskim – na Zaspie w roku 1987 i na sopockim hipodromie w roku 1999.

To właśnie one dały mu światową sławę. W ostatnich latach Kołodziej wrócił do obozowych wspomnień, stworzył m.in. cykl rysunków „Klisze pamięci”. Na stałe eksponowane są one we franciszkańskim Centrum św. Maksymiliana Kolbe w Harmężach pod Oświęcimiem. Do 20 września br. w Muzeum Narodowym w Gdańsku można było obejrzeć wystawę „Labirynty pamięci” stanowiącą część oświęcimskiej ekspozycji Kołodzieja. Szkice te z porażającą siłą dokumentują los obozowych więźniów i bestialstwo ich oprawców. Msza św. w intencji Artysty odbyła się 19 października br. w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. Nabożeństwo żałobne celebrował arcybiskup Tadeusz Gocłowski. Ostatnim życzeniem wielkiego scenografa było, aby jego prochy zostały rozrzucone ponad terenem obozu AuschwitzBirkenau w Oświęcimiu.


8 Biznes

www.riviera24.pl

Polki atakują Dach Afryki, sopocka Ergo Hestia ubezpiecza ekspedycję

Wyprawa na Kilimandżaro

niak, znana m.in. z serialu „Na dobre i na złe” oraz z programu telewizyjnego TVN „Mam talent!”. Panie przebyły pieszo 160 kilometrów drogi, wiodącej przez pustynię, stepy, tropikalne lasy, wrzosowiska, tundrę, wieczne śniegi i lodowce, obejmujące obszar pra-

na tym, że mamy tu do czynienia ze wszystkimi strefami klimatycznymi Ziemi – od tropikalnej, po arktyczną. Właśnie z uwagi na te zmienności wyprawa Polek była przedsięwzięciem ekstremalnie trudnym i niebezpiecznym – zwłaszcza, że żadna z jej

uczestniczek nie jest zawodową alpinistką. Paniom groziły m.in. choroba wysokościowa i związane z nią powikłania zdrowotne. Małgorzata Foremniak i jej współtowarzyszki podczas wspinaczki narzekały na przenikliwe zimno, bóle kolan i kręgosłupa.

fot. archiwum

N

azwa Kilimandżaro pochodzi najprawdopodobniej z połączenia dwóch słów języka ludów zamieszkujących ten rejon Afryki. „Kilima” oznacza „górę”, „Njiaro” – „karawanę”. Przed milionami lat był to wulkan, a właściwie trzy wulkany. Najwyższy krater ma 5895 metrów wysokości, licząc od poziomu morza i nosi nazwę Uhuru. Średni (5150 metrów n. p. m) zwie się Mawenzi, a najniższy (3940 m.) – Shira.

Na szczęście były to jedyne niedogodności, jakie spotkały dzielne Polki. Uczestniczki wyprawy nie polegały jednak wyłącznie na szczęściu. Wiedząc, że podczas ataku na górę wielkości Kilimandżaro praktycznie wszystko może się wydarzyć, solidnie się ubezpieczyły. Ubezpieczenia wyprawy podjęła się sopocka Grupa Ergo Hestia. Polisa obejmowała ewentualne koszty leczenia w Afryce, ratownictwo, następstwa nieszczęśliwych wypadków, ochronę cywilną, a także bagaż uczestniczek wyprawy: ich odzież, okulary, lornetki, sprzęt elektroniczny.

fot. archiwum

Nie pierwszy i nie ostatni raz

Pierwsi Europejczycy na szczycie Uhuru stanęli 5 października 1898 roku. Byli nimi pochodzący z Lipska niemiecki kartograf, prof. Hans Meyer i jego przewodnik, Austriak Ludwik Purtscheller. 12 lat później Kilimandżaro zdobył pierwszy Polak, zoolog Antoni Jakubski. Opowiadaniem „Śniegi Kilimandżaro” rozsławił je także laureat literackiej nagrody Nobla i wielki miłośnik Afryki, Ernest Hemingway. Od roku 1973 najwyższy fragment góry, powyżej linii wiecznie zielonych lasów, został objęty ochroną, jako park narodowy. 36 lat temu Kilimandżaro zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Polki na Dachu Afryki Dwunastoosobowa ekipa polskich podróżniczek wystartowała z Warszawy 24 września br. Pięć dni później Polki zdobyły najwyższy szczyt Czarnego Kontynentu. Wszystkie są członkiniami Stowarzyszenia Kilimandżaro, propagującego fizyczną aktywność kobiet. Wśród nich znalazła się honorowa członkini Stowarzyszenia, Ambasador Dobrej Woli UNICEF, a zarazem aktorka, Małgorzata Forem-

fot. Maciej Kosycarz / KFP

Kilimandżaro – gorącym propagatorem jego piękna był laureat literackiej nagrody Nobla i wielki miłośnik Afryki, Ernest Hemingway.

Przy tej okazji należy wspomnieć, że nie był to pierwszy przypadek roztoczenia przez Hestię opieki nad niezawodowymi alpinistami, atakującymi górskie

kolosy. W lipcu br. podobnym pakietem ubezpieczeń objęła wyprawę niepełnosprawnego Jana Meli, który z grupą przyjaciół zdobył szczyt najwyższej góry Europy – Elbrus na Kaukazie. Wyprawa członkiń Stowarzyszenia Kilimandżaro trwała dwa tygodnie. Do kraju zdobywczynie „Dachu Afryki” wróciły 7 października. Przedtem odwiedziły jeszcze tanzańską miejscowość Usa River, gdzie wizytowały sierociniec i szkołę. Polki przekazały dzieciom dary i nawiązały współpracę z miejscowymi władzami. W przyszłości mają nadzieję skutecznie pomagać tej i podobnym placówkom. Sukces wyprawy sprawił, że działaczki Stowarzyszenia Kilimandżaro planują już kolejne przedsięwzięcia mające na celu aktywizację kobiet. Być może sopocki ubezpieczyciel, również te inicjatywy obejmie swoim pakietem asekuracyjnym.

Jedną z uczestniczek ekstremalnej wyprawy na „Dach Afryki”: była aktorka Małgorzata Foremniak.

wie 4 kilometrów kwadratowych. Trzy z nich dotarły do wysokości ostatniej bazy Kibo (4700 n. p. m.), pięć weszło na krawędź krateru Gilman’s Point (5681 n. p. m.), trzy – w tym Małgorzata Foremniak – zdobyły najwyższy punkt masywu, Uhuru Peak (5895 n.p.m.). Grupę prowadził zaprawiony w takich ekspedycjach alpinista, Leszek Cichy.

Bez ubezpieczenia ani rusz Specyfika wypraw na Kilimandżaro polega między innymi

fot. archiwum

Krzysztof M. Załuski

Ta góra od zawsze budziła strach i podziw. Tubylcy nazywali ją „Górą złych duchów” lub Górą światła”. Niektóre plemiona oddawały jej boską cześć. Kilimandżaro – najwyższy szczyt Afryki, fascynacja wielu pokoleń artystów i podróżników – wznosi się samotnie pośród sawanny, niby olbrzymi ścięty u góry stożek. To na jego podbój 24 września br. wyruszyła z Polski 12-osobowa ekipa pań, których bagaże, oraz je same ubezpieczała Grupa Ergo Hestia.


Biznes 9

Nr 9 (42) 15 października – 14 listopada 2009

Krzywy Domek – personalny sukces Urszuli Wielochowskiej, dyrektor zarządzającej tym jedynym w swoim rodzaju budynkiem

Sopocka przystań dla artystów i biznesu Alina Weryszko

Bartek Sasper

P

owodów, dla których warto, a nawet należy odwiedzić to miejsce, jest co najmniej

J

ak wynika z danych ONZ oraz Europejskiego Urzędu Statystycznego Eurostat, najwięcej zagrożeń w krajach Unii Europejskiej można oczekiwać w Wielkiej Brytanii, Austrii, Szwecji i Belgii.

Kradzież dokumentów, karty kredytowej albo pieniędzy we własnym kraju oznacza zwykle poważną stratę finansową i spore kłopoty, jednak zagranicą taka przygoda może być prawdziwą katastrofą. Aby jej uniknąć wystarczy wykupić odpowiednią polisę ubezpieczeniową. Posiadając ją poszkodowany otrzyma informację gdzie i do kogo ma się zwrócić o wyrobienie nowych dokumentów, oraz pomoc gotówkową potrzebną do pokrycia najpilniejszych wydatków. Zdaniem ekspertów posiadanie polisy podczas wyjazdu na stypendium jest równie ważne, co zabranie ze sobą bagażu. – Zagraniczny wyjazd na stypendium, to nie tylko pilna nauka, ale także wycieczki czy spotkania towarzyskie – mówi Małgorzata Sztabińska, dyrektorka biura ubezpieczeń indywidualnych Ergo Hestii. – Polisa ubezpieczeniowa ochroni studenta we wszystkich takich sytuacjach. Pokryje nie tylko koszty związane z nieszczęśliwym wypadkiem, ale zapewni także realną pomoc na przykład w przypadku kradzieży. Polisa chroni studenta nie tylko, gdy znajduje się on w roli ofiary, ale także jeśli sam stanie się sprawcą szkody. Pozwala na to opcja ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej w życiu prywatnym. Przykładowo, gdy ktoś uszkodzi nieumyślnie komputer będący własnością uczelni, lub zniszczy jakąś rzecz w akademiku,

fot. archiwum

Bez portfela, ale z polisą Studenci pochłonięci nauką często zapominają, że złodzieje tylko czekają na chwilę nieuwagi.

dzięki wykupionej polisie nie będzie musiał zwracać kosztów naprawy. Ubezpieczenie dla „Erasmusa” pokrywa również koszty leczenia i zapewnia pomoc w razie nieszczęśliwego wypadku. W takiej sytuacji ubezpieczyciel ma obowiązek powiadomienia rodziny o zdarzeniu. Polisa dla 24-letniego studenta wyjeżdżającego na półroczne stypendium zagraniczne jest zwykle dość kosztowna. Jednak w Ergo Hestii pakiet „Hestia Podróże” jest wyjątkowo tani. Kosztuje zaledwie 284 złote.

Jest co kraść Wyjeżdżając na pół roku za granicę student zabiera zwykle ze sobą sporo atrakcyjnych dla złodzieja przedmiotów. Obowiązkowo trzeba mieć ze sobą laptop i telefon komórkowy. Do tego dochodzi aparat fotograficzny, kamera, sprzęt muzyczny z płytami DVD. Na miejscu student kupi, lub wypożyczy telewizor. Zdaniem ekspertów ubezpieczenie od kradzieży czy zniszczenia mienia jest dla studenta atrakcyjne, ponieważ nie przekracza jego możliwości finansowych. – Młodzi ludzie coraz częściej posiadają wartościowe przedmioty – zauważa Anna Szczerbuk z biura ubezpieczeń indywidualnych Ergo Hestii. – Jednocześnie rośnie świadomość, że o bezpieczeństwo tych przedmio-

tów trzeba zadbać. Stąd coraz więcej studentów jest zainteresowanych takimi ubezpieczeniami. Cena polisy jest w końcu niewielka w porównaniu do wartości rzeczy, które mogą być skradzione lub uszkodzone. Pani Szczerbuk przypomina też, że studencką kieszeń uszczuplić mogą również wydatki związane ze szkodami wyrządzonymi osobom trzecim. Przede wszystkim właścicielom wynajmowanego mieszkania, czy sąsiadom z dołu. Na przykład przez powódź wywołaną nie dokręconym kranem, czy też porysowanie podłogi lub ścian. – Zainteresowanie polisą OC wzrasta z roku na rok o około 25 % – wyjaśnia. – Ludzie, a zwłaszcza studenci są świadomi, że mieszkając w wynajętym mieszkaniu mogą przypadkowo wyrządzić szkodę, za którą trzeba by zapłacić. I wolą się ubezpieczyć przed taką ewentualnością. Wysokość składki zależy od miejsca zamieszkania (strefy regionalnej), sumy ubezpieczenia, oraz jego wartości. I tak na przykład student, który chce ubezpieczyć swój majątek ruchomy o wartości 5 tysięcy złotych, w mieszkaniu wynajętym w Gdańsku, zapłaci 38 złotych składki rocznej. Ubezpieczenie OC w życiu prywatnym, poza pakietem, na kwotę gwarancyjną 100 tysięcy złotych, kosztuje 45 złotych.

Nagroda dla Grupy Ergo Hestia za najlepszy produkt ubezpieczeniowy

kilka. Po pierwsze – drugiej takiej budowli nie ma nigdzie na świecie. Dowodzi tego chociażby ranking internetowy najdziwniejszych budowli świata, stworzony przez witrynę Villageofjoy.com, w który Krzywy Domek wyprzedził tak sławne obiekty, jak Biblioteka w Kansas City, czy Muzeum Guggenheima w Bilbao. Ale nie ma się czemu dziwić, bo przecież Krzywy Domek to rzeczywiście budynek niezwykły, wręcz magiczny, nie tylko w swej architekturze, lecz także dzięki atmosferze, jaka panuje w jego bajkowym wnętrzu, o czym można się przekonać zaraz po przekroczeniu szeroko otwartych drzwi. Kolejny powód, dla którego zwiedzając Sopot nie można w żaden sposób pominąć Krzywego Domku, to fakt, że w ciągu ostatnich paru lat stał się on prawdziwą przystanią dla ludzi kultury, sztuki i sportu. Wzdłuż alejek im. Agnieszki Osieckiej i Franciszka Walickiego mieszczą się restauracje, puby, nastrojowe kawiarenki, ekskluzywne butiki, a także świetna księgarnia – antykwariat. Pierwsze piętro zajmuje centrum zdrowia i urody, stanowiące kompleks gabinetów różnej specjalności, świadczących usługi na najwyższym poziomie. Na drugim dyskoteka, zaś na samej górze „Krzywego Domku” umieszczone zostały ekskluzywne, ustawne i eleganckie pomieszczenia przeznaczone na biura. Znakomita wprost lokalizacja budynku powoduje, że firmy pragnące posiadać swoją siedzibę w prestiżowym miejscu, bardzo chętnie wynajmują tu powierzchnie biurowe.

Jego sukces, jej sukces „Krzywy Domek” od początku istnienia był miejscem jedynym

Krzywy Domek wrósł już na dobre w krajobraz Sopotu. Nie ma chyba osoby, która będąc w tym najbardziej znanym nadbałtyckim kurorcie, nie zajrzałaby chociaż na moment do przedziwnego budynku, stojącego przy ul. Bohaterów Monte Cassino 48.

Urszula Wielochowska, dyrektor zarządzająca Krzywego Domku – dzięki jej pasji sopocki obiekt zyskał nowy wymiar.

w swoim rodzaju. Jednak dopiero od momentu, kiedy dyrektorem zarządzającym została pani Urszula Wielochowska, zasadniczo zmieniło się jego oblicze. To właśnie za wkład w promocję tego miejsca, za umiejętne łączenie biznesu z kulturą i sztuką, Urszula Wielochowska otrzymała w roku 2009 tytuł „Kobiety sukcesu”. – Aby zostać kobietą sukcesu potrzeba talentu, ambicji, determinacji, czy czegoś jeszcze? – pytam panią Urszulę. – A może trochę szczęścia, przypadku i kobiecej wersji testosteronu… – śmieje się pani Urszula. – Sukces w biznesie nie wyklucza promowania kultury, a kultura wiadomo potrzebuje wsparcia finansowego. Chciałabym, aby „Krzywy Domek” stał się swoistym centrum kulturalnorozrywkowym przeznaczonym dla mieszkańców Trójmiasta i przybywających do Sopotu gości. Stąd staranny dobór najemców lokali – zwierza się dyrektor Wielochowska. – Staram się przyciągać tu ludzi z inwencją twórczą, z pasją, którzy mają pomysły

Butik Eter wabi klientki nie tylko znakomitej jakości towarem, lecz także fachową i sympatyczną obsługą.

Sklep „Formadecor”, posiada w swojej ofercie bogaty wybór mebli i dodatków pochodzących z Francji, Belgii i Holandii.

Zaraża pasją

W

sadnieniu werdyktu o przyznaniu nagrody dla Hestii jurorzy napisali: „STU Ergo Hestia, to elastyczna formuła pakietów dla małych i średnich przedsiębiorstw (Moja Firma, Hestia Biznes), dopasowująca się do specyfiki działalności danego klienta, oraz indywidualne traktowanie klientów korporacyjnych i zapewnienie im ponadstandartowych usług z zakresu szanowania i minimalizacji ryzyka”.

– Ta nagroda potwierdza, że stworzyliśmy przejrzysty i dostosowany do potrzeb klienta produkt – mówi Damian Andruszkiewicz, dyrektor biura ubezpieczeń małych i średnich przedsiębiorstw Ergo Hestii. – Bo standardem przy planowaniu zmian lub modyfikacji naszej oferty stały się konsultacje z siecią agencyjną i samym klientem. Dzięki temu finalny produkt spełnia oczekiwania tak doradców, jak samych klientów. (bs)

fot. kmz

Sopocka oferta dla małego biznesu kolejnej edycji rankingu Turbiny Polskiej Gospodarki, przeprowadzonej przez redakcję „Gazety Finansowej” nagrodę za najlepszy produkt ubezpieczeniowy otrzymała Ergo Hestia Sopot. W rankingu wyróżnienia były przyznawane w następujących kategoriach: oprogramowanie, ubezpieczenie, faktoring, samochód, windykacja, medycyna, karta paliwowa, telefonia i leasing. W uza-

na konkretne imprezy; na promocje ciekawych książek, wystawy, koncerty, spotkania z wybitnymi ludźmi. Sami takie akcje też organizujemy, przypomnę tylko kilka ostatnich: promocja ksiązki Gustawa Holoubka z udziałem pani Magdy Zawadzkiej, koncert Macieja Zembatego, spotkanie z prof. Jerzym Bralczykiem, czy aukcja charytatywna na rzecz oddziału dziecięcego Wojewódzkiego Szpitala Reumatologicznego… Moim marzeniem jest, żeby Krzywy Domek stał się nie tylko miejscem, w którym mieszają się najróżniejsze kultury świata, lecz był także przystanią, w której młodzi artyści znajdują łaskawą dla siebie przestrzeń.

fot. kmz

Już ponad 66 tysięcy polskich studentów skorzystało z programu wymiany międzynarodowej „Erasmuus”. Z pewnością będzie ich coraz więcej. Ale półroczny pobyt zagranicą, w nieznanym środowisku, nie zawsze bywa bezpieczny. O wypadek, lub kradzież nietrudno. Dlatego niezmiernie ważnym dla młodego człowieka jest posiadanie polisy ubezpieczeniowej. Taką polisę oferuje towarzystwo ubezpieczeniowe Grupa Ergo Hestia.

fot. kmz

Ergo Hestia dla studentów

fot. kmz

Nowa polisa chroni nie tylko przed złodziejami

Wygląda na to, że śladem pani Urszuli postanowili pójść najemcy lokali, prowadzący w „Krzywym Domku” swoje interesy. Na przykład księgarnia i antykwariat „Książka dla Ciebie” bardzo aktywnie włączyła się w program „Sopot Ulica Artystów 2009”. Z kolei sklep „Formadecor”, zajmujący się wyposażeniem wnętrz w dniach 8-9 października zorganizował w swoim salonie spotkanie architektów trójmiejskich, związane z nową ofertą mebli i dodatków pochodzących z Francji, Belgii i Holandii. Oferta prezentowana była na żywo. Niewątpliwie sopocki „Krzywy Domek”, dzięki inwencji pani Urszuli Wielochowskiej, zyskał nowy wymiar i tym samym stał się jej personalnym sukcesem. Jednak jak sama podkreśla: - Mój sukces zawodowy, jak każdy inny, jest możliwy tylko wtedy, gdy istnieje pasja i ludzie, którzy mają podobne zawodowe priorytety.


10 Historia

www.riviera24.pl

Gdańsk sprzed sześciu dekad

Inżynierowie Polski Ludowej Stanisław Załuski

D

ziś pierwszą i najważniejszą czynnością absolwenta kończącego studia jest napisanie takiego CV, które przedstawiłoby go jako człowieka inteligentnego, kreatywnego, gotowego wszystkie siły oddać firmie, chcącej go zatrudnić. W połowie ubiegłego wieku wyglądało to inaczej. Nie człowiek szukał pracy, lecz praca człowieka.

Jeśli jeszcze żyją, mają po 80 lat. Na emeryturę przeszli wkrótce po powstaniu III RP. W ciągu kilkudziesięciu lat pracy w budownictwie lub przemyśle zdołali urządzić się na miarę tamtych czasów: mieszkanie lub domek na obrzeżu miasta, samochód jeszcze z peerelowskiej asygnaty, telewizor, meblościanka, emerytura pozwalająca na skromne, ale bezproblemowe przeżycie ostatnich lat. W wyborach głosują na SLD, nie lubią PO, ani tym bardziej PiS-u. Głęboko w szufladzie mają schowaną czerwoną legitymację PZPR, ale w rozmowach unikają wspomnień o partyjnej przeszłości. Podobnie temat ten pomijają milczeniem ich dzieci przy opracowywaniu nekrologów. Dyrektorzy, szefowie produkcji, projektanci, kierownicy działów – inżynierowie Polski Ludowej.

Pierwsze plany budowy zbiornika na Małej Wiśle pod Goczałkowicami podjęte zostały w roku 1947. Prace projektowe zakończono dwa lata później. W realizacji tego przedsięwzięcia uczestniczyli najwybitniejsi ówcześni specjaliści od gospodarki wodnej: hydrolodzy, hydrotechnicy i geologowie.

się kończy, a drugie zaczyna. Pojęcie katastrofy ekologicznej było jeszcze obce społeczeństwu, niewielu zdawało sobie sprawę, że ogniki pełzające po zboczach hałd, to znak śmierci, a nie życia. Na pierwszy plan wysuwało się uprzemysłowienie. Tony wydobytego węgla i odlanej surówki żelaza miały przynieść szczęście i bogactwo narodowi. Tak głosiły ówczesne media, a większość narodu wierzyła w słowo pisane i mówione. Wyjeżdżając z Goczałkowic do Gdańska na egzamin dyplomowy zapytałem dyrektora budowy, czy mógłbym liczyć na zatrudnienie mnie na Zaporze. Odpowiedział, że nie ma sprawy i miło mu będzie widzieć byłego praktykanta w charakterze inżyniera. Tak więc moja przyszłość zdawała się być zaklepana i związana ze Śląskiem. Tymczasem w dziekanacie Politechniki na „giełdzie pracy” pojawił się przedstawiciel biura projektów „Prozamet” mającego swoją siedzibę w Gdańsku, kusząc absolwentów wysokimi jak na tamte czasy zarobkami – około 1800 złotych miesięcznie na początek. Coś mnie podkusiło, aby zgłosić swoją ofertę. Poniewczasie zdałem sobie sprawę, że „Prozamet to, jak sama nazwa wskazuje, projektowanie zakładów metalurgicznych, zatem biuro mające niewiele wspólnego z budownictwem wodnym. Ale było już za późno. Podpisałem cyrograf i nie było możliwości odwołania się od wyroku. W perspektywie miałem trzy lata przymusowej pracy przy desce kreślarskiej

z suwakiem w ręku. Jedyne, co mi się udało wytargować, to przesunięcie czasu rozpoczęcia pracy. W „Prozamecie” miałem się stawić w poniedziałek 9 marca 1953 roku.

Śmierć tyrana 4 marca wieczorem, będąc u jednego z kolegów usłyszałem

komunikat radiowy. Spiker łamiącym się głosem donosił o poważnej chorobie Chorążego Pokoju i Ojca wszystkich miłujących wolność narodów – Józefa Stalina. Ton komunikatu był jednoznaczny. Zgodnie wyraziliśmy przekonanie, że być może Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili już nie żyje, a podawane co godzinę

komunikaty o stanie jego zdrowia, mają na celu oswojenie ludności ZSRR i krajów zależnych z widmem śmierci dyktatora. Na Kremlu mogła się toczyć walka nie o jego życie, lecz o schedę po nim. Następnego dnia wieczorem wyjechałem z Gdańska do Ostródy, zobaczyć się z rodzicami i za-

I znowu marsz żałobny. W świetlicy nikt nie drgnął. Nikt się nie odezwał. Żadnego szeptu, żadnego komentarza. Tyran nie żył, ale strach trzymał ludzi w ryzach. Trzy dni spędziłem z rodzicami przy brzęczącym przez cały dzień odbiorniku. Program radiowy został przewrócony do góry nogami. Przez cały czas

fot. Zbigniew Kosycarz / KFP

Egzamin na stopień inżyniera zdałem 10 lutego 1953 roku i już następnego dnia musiałem stawić się w dziekanacie Wydziału Budownictwa Wodnego Politechniki Gdańskiej po odbiór dyplomu, oraz nakaz pracy. Teoretycznie absolwenci wyższych uczelni nie mieli wyboru. Wyjeżdżali tam dokąd ich skierowano, przy czym nakaz miał trzyletnią ważność, w tym czasie świeżo upieczony inżynier, czy też specjalista innej branży nie miał prawa zmienić przedsiębiorstwa, w którym został zatrudniony, ani przedsiębiorstwo nie mogło go zwolnić. Przy pewnej dobie szczęścia można było trafić do firmy w rodzinnym mieście, pechowiec lądował na jakiejś „wielkiej budowie socjalizmu”, gdzie przysłowiowy diabeł mówił dobranoc. Mnie się udało. Po prostu przypadek. Wcześniej, w ramach praktyki dyplomowej, spędziłem cztery miesiące na budowie zapory wodnej w GoczałkowicachZdroju. Zapora miała przegrodzić Wisłę, zabezpieczając Kraków przed wielką powodzią, podobną do tej, która w roku 1997 podtopiła Opole i Wrocław. Równocześnie zbiornik był pomyślany jako rezerwuar wody pitnej dla Śląska. Po raz pierwszy moja noga stanęła wtedy na śląskiej ziemi i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Zakochałem się w ulicach pokrytych pyłem węglowym, w horyzoncie wyostrzonym lancami kominów fabrycznych, w niebie wiecznie brudnym, skąd słońce spoglądało niemrawo nie mogąc się przebić przez chmury dymów. Odbierałem Śląsk jako coś olbrzymiego, potężnego, nieskończonego, niczym afrykańska dżungla, amazońska selva. Nie był to jednak romantyczny podziw natury, lecz pracy: mrówczej, ciężkiej, wymagającej poświęcenia i odwagi. Szacunek budził lud mieszkający w tak niesprzyjających warunkach, na wyobraźnię działał nieustanny ruch i zgiełk, robotniczy potok sunący ku bramom kopalni i hut, ulicami miast, które zlewały się ze sobą tak, że niepodobna było rozeznać gdzie jedno

fot. archiwum

Praca szuka człowieka

brać trochę rzeczy na nową drogę życia. Jak zwykle część nocy wypadło mi spędzić na dworcu w Iławie. Istniała tam świetlica z czasopismami polskimi i radzieckimi, wypożyczalnia szachownic i warcabnic, oraz tzw. „kołchoźnik” na ścianie, czyli głośnik, przez który nadawano program I Polskiego Radia. Nad wszystkim czuwała kobieta, która potrząsała zapadających w drzemkę pasażerów, stanowczym głosem przypominając, że spać wolno w poczekalni dworcowej, natomiast świetlica służy ukulturalnianiu podróżnych. W owych czasach program radiowy rozpoczynał się o 5 rano, kończył o północy. Rano, po sygnale rozgłośni warszawskiej nadawano pieśń mającą wprawić ludzi pracy w dobry nastrój – takie laickie „Kiedy ranne wstają zorze”. Tym razem pieśni nie było. Z głośnika popłynął Marsz żałobny Chopina. Kiedy muzyka umilkła dał się słyszeć głos dobitny, zarazem tragiczny, przepojony prawdziwym lub udawanym bólem: – Wczoraj, o godzinie 21.50 w Moskwie zmarł Józef Stalin.

Jedno z pierwszych powojennych osiągnięć polskich inżynierów – dziesięciotysięcznik „Marceli Nowotko”; statek zwodowany został w Stoczni Gdańskiej 15 listopada 1955 r., jego budowę ukończono 31 października 1956 r.


fot. archiwum

5 marca 1953 roku zmarł Józef Stalin, gazety wpadły w histerię. Tyran nie żył, ale strach pozostał.

nadawano muzykę poważną, przeplataną nic nie mówiącymi komunikatami z Moskwy. Wreszcie w sobotę 7 marca ogłoszono, że nowym gensekiem został Gieorgij Maksimilianowicz Malenkow. „Na jak długo?” próbowaliśmy dociekać, łudząc się, że naród rosyjski skorzysta z okazji i powstanie przeciwko dyktaturze. Najbliższe miesiące powinny były rozstrzygnąć, czy o potędze ZSRR decydował złowrogi geniusz Stalina, czy kolektywna siła partii. Rodzice nie doczekali odpowiedzi. Ja musiałem na nią czekać 46 lat.

Personalne o szklanych oczach „Prozamet” rozpoczynał pracę o 6.45, kończył o 14.45. W sobotę opuszczaliśmy biuro o dwie godziny wcześniej. Za trzyminutowe opóźnienie otrzymywało się naganę. Trzydniowe niestawienie się do pracy oznaczało dyscyplinarne zwolnienie, oraz skierowanie sprawy do prokuratora. Pracowaliśmy na Holmie (obecnie Ostrów), w biurowcu, w którym potem miała siedzibę dyrekcja Gdańskiej Stoczni Remontowej. Dojazd, poprzez most łączący wyspę z ulicą Wiślną, zapewniały dwa autokary, z których jeden rozpoczynał i kończył kurs na placu 1 Maja (obecnie Targ Sienny), drugi miał swój

przystanek przed dworcem we Wrzeszczu. Kto spóźnił się na autokar tracił szansę zdążenia na czas do pracy; taksówek na wyspę nie wpuszczano. Most był strzeżony, wszyscy nasi pracownicy posiadali przepustki, ale chcąc Holm opuścić indywidualnie, wychodząc służbowo, lub idąc do lekarza, trzeba było, prócz przepustki mieć zezwolenie podstemplowane przez wydział kadr. Po opuszczeniu autokaru inżynierowie ustawiali się karnie w kolejce, aby podpisać listę obecności, oraz przełożyć metalowy znaczek z szafki „nieobecny” do szafki „obecny”. Nad prawidłowym przebiegiem tej operacji czuwały pracownice działu kadr, które punktualnie o 6.45 zabierały listę i zamykały szafki. Nie wiem kim były owe personalne. Czy pracowały na jednym, czy na dwóch etatach (drugi w bezpiece). Wszystkie były do siebie podobne, jak lalki Barbie. Młode, nawet przystojne. Dobrze ubrane, choć białe bluzki i czarne spódniczki mimo woli kojarzyły się z wojskowym mundurem. Patrzyły na nas, wchodzących, bez uśmiechu, szklanym wzrokiem, właśnie jak lalki, nieobecne duchem, a przecież czujne, w każdej chwili gotowe zdemaskować wroga, sabotażystę, bumelanta. Nie cierpiałem

Kultura 11

Historia

Nr 9 (42) 15 października – 14 listopada 2009

tych kobiet i bałem się ich równocześnie, wiedząc, że w przypadku potknięcia nie mogę liczyć na odrobinę litości z ich strony. Po rozłożeniu swoich rzeczy na biurku, lub stole kreślarskim, należało ponownie stanąć w kolejce, tym razem do kancelarii tajnej, skąd upoważnione pracownice (prawie tak niesympatyczne jak kadrowe) wydawały materiały, na podstawie których inżynier miał pracować. Wszystkie prowadzone przez nas projekty były tajne, przy czym te najtajniejsze dotyczyły oczywiście sfery wojskowości. Wystawanie w kancelarii skracało faktyczny czas pracy o kilkanaście minut, tym naturalnie nikt się nie przejmował. Kolejną czynnością, gdy obliczenia leżały już na biurku, a rysunki były przypięte do stołu kreślarskiego i każdy „szpieg imperialistyczny” mógł im się do woli przyglądać, a nawet korzystając z chwilowej nieobecności projektanta, fotografować, było przyniesienie sobie herbaty. Handlowała nią sprzątaczka, urzędująca na końcu długiego korytarza. Nalewała wrzątek hojnie, po same wręby, a ponieważ szklanki nie miały uchwytów, inżynierowie biegli do swych pokoi, trzymając je dwoma palcami za sam brzeżek, z twarzami wykrzywionymi bólem. Dziwne, że nikt nie wpadł na pomysł przyniesienia z domu spodka, co by go uwolniło od codziennego parzenia sobie rąk. Potem można już było robić, na co miało się ochotę. Jeść, rozmawiać, przeglądać codzienną prasę. Pracowaliśmy na akord, na każdy projekt inżynier, asystent i kreślarz mieli określoną pulę godzin i w przypadku jej przekroczenia straciliby premię. Nie pamiętam, abym słyszał o takim przypadku. Pula musiała więc być przyznawana z zapasem, co wykorzystywano pozostając w biurze do późnego wieczora i wyrabiając w ten sposób godziny nadliczbowe, płatne o 50 % więcej. Celowali w tym przede wszystkim starsi projektanci, żonaci i dzieciaci. Młodzi na ogół bardziej od wyższego zarobku cenili sobie wolność odzyskiwaną po opuszczeniu siedziby „Prozametu”. I tak toczyło się to inżynierskie życie, w atmosferze szpiegowskiej manii, pod czujnym okiem towarzyszki personalnej.

Recenzja. Premiera „Skrzynki” Güntera Grassa

Pozostanie tylko woda Andrzej Stanisławski

I

le książek czyta przeciętnie długo żyjący człowiek, który ponad telewizyjną sieczkę i filmową sensację przekłada słowo zapisane na papierze? Tysiąc? Może dwa tysiące? A ile z tych tomów pozostaje trwale w jego pamięci, pomijając dziecięce wzruszenia związane z lekturą Kubusia Puchatka, „Tajemniczej wyspy” Vernego, wojennych perypetii bohaterów Sienkiewicza i Dumasa? Pięć? Dziesięć? Próbuję przywołać książki, które tkwią we mnie jako niezapomniane przeżycie intelektualne. Będzie to z pewnością „Stary człowiek i morze” Hemingway’a, „Dzikie palmy” Faulknera, „Grona gniewu” Steinbecka, „Przemiana” Kafki, wyprawy w stronę Guermantes Prousta, „Wojna końca światów” Llosy. Z polskich dzieł „Proszę państwa do gazu” Tadeusza Borowskiego, „Pierwszy krok w chmurach” Marka Hłaski, późne opowiadania Iwaszkiewicza, opis dołu katyńskiego i zagłada Kresów Wschodnich w prozie niedocenianego, zapomnianego, a wreszcie wyklętego Włodzimierza Odojewskiego. Czy do tych książek mógłbym dorzucić jakąś powieść jedynego Gdańszczanina, który został uhonorowany literacką nagrodą Nobla – Güntera Grassa? Myślę, że dziełem takim, wbrew pozorom, nie będzie najbardziej

woda. „Ani skrawka trzciny na niej, nic. Ani nawet tratwy, na której uratowałoby się paru ludzi”. Literatura współczesna, zwłaszcza w Polsce, sama się ogranicza, jakby bała się mówić o rzeczach wykraczających poza „dom dzienny, dom nocny”. Grass nie ucieka od spraw najważniejszych, decydujących o przetrwaniu lub zagładzie ludzkości. Jego wizja jest pesymistyczna. Przeżyją nas tylko szczury, zaś owocem działalności człowieka stanie się nowy potop. Woda, wszędzie tylko woda… Przesłania, jakie niesie nam „Skrzynka” niepodobna zapomnieć. To ono sprawia, że urodzonego we Wrzeszczu niemieckiego pisarza należy umieścić w panteonie najwybitniejszych postaci światowej literatury. Günter Grass – „Skrzynka”, Polnord – Wydawnictwo „Oskar” Gdańsk 2009, ISBN 978-83-89923-45-5, s. 180, cena 20 złotych.

Sopot. Konkurs literacko-plastyczny Miejskiej Biblioteki Publicznej

Zilustruj swoją ulubioną książkę

(dokończenie w następnym numerze)

fot. archiwum

F

Zbiornik Goczałkowicki, położony na terenie gminy Goczałkowice-Zdrój, utworzony został na Wiśle w 1956 roku. Zajmuje powierzchnię 3200 ha. Jego pojemność wynosi 168 mln m3. Zbiornik zaopatruje w wodę pitną większą część Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego.

gdański „Blaszany bębenek”, ani nawet „Psie lata” (zdaniem samego Autora jego najważniejsza książka), ani „Rozległe pole”, lecz niepozorna, ostatnio napisana „Skrzynka”. Recenzentka „Gazety Wyborczej” nazwała „Skrzynkę” migawkami rodzinnymi Grassa. Pozornie tak to wygląda. Bohaterami tej niewielkiej objętościowo powieści jest ośmioro dzieci pisarza, zrodzonych przez jego żony i kochanki. To one – dziś już dorosłe kobiety i mężczyźni – snują opowieści o sobie, a przede wszystkim o swym sławnym ojcu. Ale to tylko wierzchnia warstwa książki. Pretekst do tego, co Grass chce nam powiedzieć o świecie, na którym żyjemy. Prawdziwą bohaterką jest Maria (Maryjka, Maruszka), czarodziejka przybyła z niegdyś pogańskiego Wschodu, który po II wojnie światowej znalazł się w granicach Polski. To ona, wraz z zaczarowanym staroświeckim aparatem fotograficznym firmy Agfa, czyni cuda, przypomina czytelnikowi odeszłą w niepamięć przeszłość i odsłania przyszłość. Kluczową jak się wydaje sceną „Skrzynki” jest Wniebowstąpienie, czy też Wniebowzięcie (przy pomocy wichru o sile 12 stopni w skali Beauforta) Marii – Maruszki, symbolicznie nawiązujące do mitu o Matce Chrystusa. I ostatni wypstrykany podczas tej niebieskiej ucieczki film, który wraz z aparatem spada na ziemię prosto z nieba. Na tych zdjęciach jest woda i tylko

ilia nr 7 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sopocie ogłosiło konkurs dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjów polegający na wykonaniu ilustracji do wybranych utworów literackich. Prace konkursowe mogą być wykonane dowolną techniką (kredki, farby, wyklejanki) w maksymalnej wielkości formatu A3. Każdy uczestnik może nadesłać jedną pracę plastyczną. Prace przestrzenne, kopiowane, kalkowane, będące wiernym naśladownictwem dzieł innych autorów, oraz wykonane przy pomocy technik

komputerowych będą dyskwalifikowane. Prace konkursowe są własnością Biblioteki, dlatego należy do nich dołączyć oświadczenie o zrzeczeniu się na jej rzecz praw autorskich. Prace należy składać w terminie do 6 listopada 2009 roku w Wypożyczalni dla Dzieci i Młodzieży Filii nr. 7 w Sopocie przy ulicy Cieszyńskiego 22, lub w każdym innym punkcie biblioteki sopockiej. Na odwrocie pracy należy podać imię i nazwisko autora, wiek, adres zamieszkania, nazwę szkoły i klasę, oraz tytuł utworu literackiego, który posłużył jako inspiracja.

Prace jury będzie oceniało w następujących kategoriach wiekowych: - Uczniowie szkół podstawowych z klas 0 – 3, - Uczniowie szkół podstawowych z klas 4 – 6 - Uczniowie gimnazjum W każdej grupie wiekowej przyznawana będzie nagroda główna i dwa wyróżnienia. Ogłoszenie wyników nastąpi 16 listopada br., a uroczystość wręczenia nagród odbędzie się o godzinie 17.00 27 listopada br. w Filii nr 7 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sopocie przy ulicy Cieszyńskiego 22.


12 sztuka

www.riviera24.pl

Wystawa Macieja Zabawy w Klubie Riviera Literacka

Zabawa w dechę Grzegorz Niewidomy

Maciej Zabawa Urodził się w 1981 r. w Gdańsku. Absolwent Wyższej Szkoły Sztuki Stosowanej w Poznaniu, gdzie w 2007 r. uzyskał dyplom z malarstwa sztalugowego i ściennego u prof. Wojciecha Sadley’a. Uprawia malarstwo sztalugowe, zajmuje się ceramiką, rzeźbą, malarstwem na jedwabiu, grafiką komputerową oraz projektowaniem znaków graficznych, publikacji itp. Obecnie mieszka i tworzy w Pruszczu Gdańskim, gdzie ma własną pracownię. Brał udział w wielu wystawach zbiorowych w kraju i za granicą, miał też kilka wystaw indywidualnych w Gdańsku, Poznaniu i innych miastach (ostatnio – w litewskich Druskiennikach). Jest członkiem ZPAP i Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki. Więcej informacji o autorze znaleźć można na stronie www.maciejzabawa.pl.

C

złowiek to taki dziwny stwór, który lubi sobie wszystko układać, systematyzować, a co najmniej – nazywać. Kiedy więc pierwszy raz zobaczyłem te prace (i to w większej ilości), również spróbowałem je na własny użytek jakoś nazwać. I tu sprawa przestała być prosta. Obrazy? Chyba nie do końca… Rzeźby? Płaskorzeźby? Też raczej nie. Niby wszystko się zgadza, ale ciągle brakuje jakiegoś dookreślenia. Za płaskorzeźbą (czy szerzej: formą rzeźbiarską) przemawia materiał i kształt. Za malarstwem – to, że owe niezwykłe formy są właśnie Pomalowane. Nie, jak się to z akademickim zadęciem powiada: polichromowane (co się już niejednej rzeźbie zdarzyło, od starożytności wychodząc), ale właśnie – malowane. I dopiero całość – forma i kolor – tworzy to, co można by określić mianem… no właśnie: jakim?

Sam autor tych niezwykłych prac ze względu na użyty materiał nazywa je – „przez pół drwiąco, przez pół serio” – po prostu „de-

podświadomie czułem jakiś odległy związek ze sztuką totemiczną, z formami znanymi mi z kultur afrykańskich, oceanicznych, nawet – ze sztuką północnoamerykańskich Algonkinów, znanych ze

turnowego, a dziś gadżetowo-plastikowego kręgu. Nasuwa się proste porównanie: bez afrykańskich masek, polinezyjskich totemów i japońskiego drzeworytu pewnie nie byłoby sztuki Gauguina i Pi-

ły w niej udział największe sławy gdańskiej sztuki…). Taki też jest cykl dzieł z motywem krzyża, jakiś czas temu przygotowany przez artystę na konkurs i wystawę Sacrum w Wadowicach. Warto więc cza-

cassa. Wydaje się, że nasz młody artysta podąża tą samą – słuszną zresztą – drogą. Byłby jednak w grubym błędzie ten, kto w „dechach” widziałby jedynie – nomen omen – zabawę formą, groteskę, grę w „wolne skojarzenia”, poszukiwania estetyczne itp. Znaczna część tych prac kryje w sobie głębszą refleksję – jak choćby owo Oko Opatrzności umieszczone na słupie granicznym, które tak doskonale „wpasowało się” w temat wystawy Nasze Rocznice… w galerii GTPS (a bra-

sem, ciesząc oko kształtem, formą i kolorem „dech” poszukać w nich czegoś więcej niż tylko wrażeń stricte estetycznych. Wystawę prac Macieja Zabawy obejrzeć można będzie od 29. października w Galerii „Riviera Literacka” w Gdańsku przy ul. Mariackiej 52. I zapewne nie będzie to czas stracony. Warszawscy bohaterowie felietonów Wiecha, chcąc wyrazić swe uznanie, mawiali, iż coś jest „w dechę”. Tu w dechę jest i autor, i wnętrze, a przede wszystkim w dechę są – „dechy”…

chami”. I chyba wypadnie przy tej nazwie pozostać, bo faktycznie tworzywem są tu „dechy”. Deski, które dawniej mogły być fragmentami mebli, podłóg czy nawet przysłowiowych drzwi od stodoły, na których kiedyś tam mieli latać nasi lotnicy. Przemyślnie łączone, powycinane w najrozmaitsze

kształty, malowane olejem lub akrylem, stały się po prostu dziełami sztuki. Sztuki pełnej młodzieńczej fantazji, żywiołowości, radości

z samego faktu tworzenia, może nawet swego rodzaju ironii i dystansu wobec otaczającego nas świata. Ale – broń Boże – nie abnegacji czy gorzej: pogardy wobec dotychczasowych kanonów artystycznych (co często dostrzec można wśród młodzieży bawiącej się w tzw. awangardę). Na to twórca „dech” jest stanowczo za mądry… Autorem owych zadziwiających „dech” jest Maciej Zabawa, młody gdański artysta, od kilku lat absolwent jednej z uczelni artystycznych Poznania. Jeszcze w czasach studenckich wykoncypował on sobie jakby osobny, właściwie nawet niepowtarzalny styl, dla którego trudno byłoby doszukać się czytelnych i konkretnych analogii. Kiedy na jednej z niedawnych wystaw oglądałem fantastyczne, groteskowe formy dziwacznych ryb, baśniowych stworów, ni to wioseł, ni to bereł egzotycznych władców i sam diabeł wie czego tam jeszcze niejako

Zapraszamy na wernisaż Macieja Zabawy 29. października 2009 r. godzina 19:00 Wstęp wolny Klub Pisarza „Riviera Literacka” Gdańsk, ul. Mariacka 52/52 www.rivieraliteracka.eu

swego zamiłowania do szokujących zestawień form i barw. Ale myliłbym się setnie widząc tu jakiekolwiek proste nawiązania lub wręcz naśladownictwo. Nie jestem zresztą pewien, czy sam twórca miał podobne skojarzenia. Sądzę jednak, że gdzieś w głębokich pokładach jego podświadomości musiały zagnieździć się dalekie obrazy tego, co być może znalazł był kiedyś w podręcznikach historii sztuki czy dziejach kultury światowej – także tej spoza naszego niegdyś klasyczno-ko-


sztuka 13 Sopot. Nowa wystawa w Państwowej Galerii Sztuki

Okolice portretu Miłosz Waligórski

P

ortret to taniec. Korowód wokół człowieka, szeregi podkreśleń, akcentów, oznaczeń punktów kluczowych, namierzanie leżących w środku sensów. Znaki portretu składają się na obraz, przedstawienie, które dawniej miało górnolotne ambicje reprezentacji, z czasem, szczególnie od XX wieku, pokornie skupiło się na interpretacji. Cele – świat obiektywny, należący do niego człowiek czy twarz, zastępująca całość – nie zmieniły się. Zmieniła się natomiast obecność twórcy w samym obrazie oraz hierarchia wartości elementów wizerunku. Istnieją obiekty, będące raz podmiotem, raz przedmiotem, między którymi zachodzi próba komunikacji,

Artystów biorących udział w wystawie „Okolice portretu”: Ewę Juszkiewicz, Wojciecha Koniuszka, Tomasza Kucharskiego, Jerzego Lisaka, Annę Waligórską, Marka Wrzesińskiego i Macieja Żywickiego, łączy pracownia prof. Macieja Świeszewskiego z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, w której wszyscy studiowali. Dzieli natomiast różne podejście do klasycznego malarskiego tematu, jakim jest portret. Efekty tego, co łączy i co dzieli możemy zobaczyć na wystawie, o której wystawowym katalogu w następujący sposób pisze Miłosz Waligórski. które starają się do siebie dotrzeć, postawić krok w metafizykę i tam spotkać się bardziej, dzięki zmysłom – słowom, obrazom – wyjść poza zmysły, przekroczyć siebie w kierunku drugiego. Z tego marzenia bierze się portret. (…) Warto unikać grzęzawiska bezruchu, zmieniać punkty widzenia, rzuty światła, dekoracje, tańczyć wokół i wszystkie układy traktować jako uzupełnienie opisu, dopowiedzenie prawdziwości poznawanego przedmiotu. Tak przynajmniej zdają się są-

dzić młodzi artyści, wystawiający swoje prace w Państwowej Galerii Sztuki. Na ich obrazach na pierwszym planie często znajduje się samo medium, widoczne są pociągnięcia pędzla, podkłady, warstwy farby, plamy, zamazania itd. – w ich ramy wpisana jest niedoskonałość a warsztat portretującego staje się elementem przedstawienia. Akcenty rozłożone są według osobistego klucza – w centrum znajdują się

różne atrybuty postaci, miś w dłoniach czy szczegół sukienki. Z tych obrazów można wyczytać następujący postulat: przez lata za pars pro toto człowieka uważano twarz, niech będzie, może tak być również dzisiaj – nadal można zaglądać w głąb duszy przez oczy, można szczerze malować wymuskane Mona Lisy, ludzi z twarzą, ale można też próbować wychodzić i dochodzić innymi drogami, tak samo praw-

dziwymi, mimo że wiodącymi przez pępek, stopy, tułów, czy wykrzywioną w grymasie dolną szczękę. Zróżnicowanie nie musi być wrogiem jedności – powinno stać się jej integralnym komponentem. W końcu czasem z klatki piersiowej da się wyczytać więcej niż z twarzy, a i zniekształcona gębą bywa nie mniej prawdziwa niż przypudrowana buźka… Wystawa „Okolice portretu” pokazuje, że niestandardowe ujęcia niekoniecznie służą rozmywaniu wartości, relatywizacji znaczeń, manifestacji nowych, bezprecedensowych nurtów, przeciwnie, dowodzi, że zaskakująca perspektywa, spojrzenie z zapomnianych peryferii, z miejsc, które zunifikowana kultura wypłukuje z sensu, jest dobrym ćwiczeniem dla umysłu, przyzwyczajonego do dualistycznego, zero-jedynkowego oglądu świa-

ta, i sposobem przywrócenia nam zapomnianych obszarów prawdy, warstw nagromadzonych wokół tajemnicy. (…)

„Okolice portretu” Ewa Juszkiewicz, Anna Waligórska, Wojciech Koniuszek, Tomasz Kucharski, Jerzy Lisak, Marek Wrzesiński i Marcin Zawicki. Państwowa Galeria Sztuki. Kuratorzy wystawy: Tomasz Kucharski i Marek Wrzesiński Wystawa czynna od 21 października do 15 listopada 2009 r., od wtorku do niedzieli w godz. 11.00 – 18.00.

Sopot. Tegoroczni laureaci – Wojciech Staroniewicz, Piotr Grzonkowski i Anna Reinert

Krzysztof M. Załuski

8

października, w trakcie uroczystego koncertu w nowym Domu Zdrojowym w Sopocie zostały wręczone nagrody Prezydenta Miasta w dziedzinie kultury i sztuki, oraz nauki – „Sopockie Muzy”. W dziedzinie kultury i sztuki nagrodę otrzymał Wojciech Sta-

roniewicz – jak go określił w laudacji Leszek Możdżer – „najbardziej melodyjny polski saksofonista”. Staroniewicz, jako jedyny z polskich saksofonistów zakwalifikował się do półfinału międzynarodowego konkursu improwizacji jazzowej w Waszyngtonie. Występował na Jazz Jamboree podczas warszawskich letnich dni jazzowych, współpracował z norweskim pianistą Helge Lienem, z Włodzimierzem Nahornym, oraz

z Polską Filharmonią Kameralną w Sopocie. W dziedzinie nauki „Sopocka Muza” została przyznana dr hab. Piotrowi Grzonkowskiemu. Laudację wygłosił prof. Janusz Moryś. Dr Grzonkowski jest laureatem nagrody Prezesa Rady Ministrów za pracę „Zjawiska immunologiczne towarzyszące szczepieniom przeciw wirusowi grypy u osób starszych”. Jako lekarz promuje on potrzebę szczepień prze-

fot. kmz

Muzy wręczone

Tegorocznym laureatem Sopockiej Muzy w dziedzinie kultury i sztuki został „najbardziej melodyjny polski saksofonista” Wojtek Staroniewicz.

ciwko grypie wśród słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Sopocie. W latach 2004–2006 pracował na Uniwersytecie Oksfordzkim. Obecnie jest kierownikiem Zakładu Transplantologii Doświadczalnej na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Prezydent Sopotu przyznał także „Muzę” dla młodych twórców. Otrzymała ją Anna Reinert, absolwentka Wydziału Malarstwa i Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Laudację omawiającą twórczość młodej artystki wygłosił wiceprezydent Sopotu Wojciech Fułek. Prace Anny Reinert były już eksponowane zagranicą: w Niemczech, Hiszpanii, Szwecji. W roku 2008 aplauz zwiedzających i krytyków wzbudziła jej wystawa w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie zatytułowana „Wzory”.


14 Trójmiasto czyta Opowiadanie dla dorosłych

Pogromca diabła Krzysztof Maria Załuski

M

uzyka ucichła i pary zaczęły powoli schodzić z parkietu. Mężczyźni zatrzymywali się przy barze i zamawiali piwo. Kobiety szły prosto do stolików. Krępy chłopak o wyglądzie pastucha, chwiejąc się dyskutował jeszcze z muzykami. Nachylał się nad perkusistą ubranym w czerwony kubrak, machał mu przed twarzą szerokimi rękami i próbował coś tłumaczyć. Muzyk śmiał się i poklepywał chłopaka po ramieniu. Wreszcie odepchnął go i tamten przewrócił się w zwoje kabli. Sigmund chwilę go obserwował, później przeniósł wzrok na kryształową kulę, która obracała się nad pustym parkietem. – Mamo, chciałem z tobą porozmawiać… – powiedział nie patrząc na starą kobietę, siedzącą na przeciwko niego. – Tak, synku. Po to przecież do przyjechałam… – uśmiechnęła się.

Sigmund poczuł na sobie wzrok jej wyblakłych oczu. – Postanowiłem stąd wyjechać. Miałaś rację. To oni są synami diabłami, przekonałem się – sięgnął po szklankę rumu, wypił kilka łyków i znowu spuścił wzrok. – Tylko, że… Kobieta milczała, potem dotknęła jego ręki. – Boję się, mamo. Król Dawid, wiesz ten ich szef, on powiedział, że na każdego, kto zdradzi Rodzinę Niebieską, czeka diabeł i jego piekielny ogień. – Oj, ty mój mały synku… – przerwała mu i wzięła jego rękę w swoje dłonie. Tak właśnie wyobrażała sobie tę scenę, ten moment na, który czekała prawie dziesięć lat, na który czekała odkąd jej syn przerwał studia i uciekł z Hamburga do Szwajcarii, do tej przeklętej sekty, prowadzonej przez jakiegoś hochsztaplera. Kobieta patrzyła teraz na syna: zagubionego, śmiesznego chłopaczka, który tak bardzo przypominał jej nieżyjącego męża: jego ojca. Obydwaj byli tacy sami: na pozór dorośli, na pozór twardzi, a tak napraw-

dę zagubieni i nieodporni na przeciwności losu. „Tak, obaj nigdy nie potrafili przyznać się, że popełnili błąd, że jest inaczej, niż im się wydawało” – pomyślała. – Zygmuś, diabła nie ma. Diabeł został wymyślony przez złych ludzi tylko po to by, gdy zabraknie już innych argumentów, straszyć nim niepokornych, myślących inaczej… Nie bój się nieistniejących upiorów. Ale Sigmund bał się coraz bardziej… Sączył rum i czuł jak świat nabiera upiornych kolorów, jak wszystko, co do tej pory było szarawo-sine, co było płaskie, byle jakie, ale przez to przewidywalne, zaczyna powoli ożywać… Jego matka też jakby odmłodniała, jej włosy jeszcze przed chwilą siwe, płonęły teraz złotem, brązem, ciekłą miedzą. Jej twarz pokryta była różem, złocistymi pudrami i brzoskwiniowymi pomadami. Jej skóra połyskiwała, jakby padał na nią płomień piekielnego stosu, na którym spłonąć mieli niewierni i zdrajcy. Milczeli kilka minut, ale dla Sigmunda to była wieczność. – Wiesz, w alkoholu jest coś… – powiedział, żeby przerwać ciszę. – Nie wiem jak to nazwać. Nie wiem co to jest, ale to coś pozwala mi żyć. Bez tego świat straciłby dla mnie sens.

www.riviera24.pl – Jak możesz tak mówić? Świat sam w sobie jest taki piękny – matka patrzyła jak Sigmund szpera po kieszeniach marynarki, jak śmieje, mruczy coś pod nosem i wreszcie wyjmuje drewniany krzyż, całuje go, a na koniec wsuwa w płomień świecy. – Ja mogę tak mówić, bo wiem co mówię… Gdybyś przeszła to co ja, też byś mogła. O tym chciałem ci właśnie powiedzieć – w jego oczach błyskał teraz płomień z krzyża. Twarz Sigmunda tężała, stawała się obca i martwa, taka jak kiedyś, gdy wracał do domu kompletnie zaćpany – wtedy, gdy jego matka bała się, że pewnego razu zamiast syna pod ich domem zjawi się policja, albo zadzwoni telefon, i ktoś powie, że jedyny mężczyzna jej życia nie żyje… I tak samo wyglądał, kiedy wrócił z odwyku narkotykowego, i kiedy parę miesięcy później zaczął pić; i gdy po jakiejś pijackiej burdzie wylądował na oddziale intensywnej terapii z pękniętą czaszką. Sigmund rzucił krzyż do popielniczki. – Tak, po tych wszystkich latach wiem, że Król Dawid i jego ludzie to tacy sami oszuści, jak politycy, którzy w imieniu szatana rządzą tym światem. Ale wiem też, że diabeł istnieje, że przybiera najprzeróżniejsze postacie. I wiem także, że trzeba go zabić.

– Wrócisz ze mną do Hamburga, prawda? – przerwała mu. – Tak wrócimy… Już wystarczy tego koszmaru. Trzeba zabić diabła, trzeba uwolnić od niego świat! – podniósł szklankę do ust. – Trzeba zacząć nowe życie. Kobieta uśmiechnęła się i przytaknęła głową, ale zaraz poczuła się jak współuczestnik tego szaleństwa. Potem jednak pomyślała, że hipokryzja to jedyny sposób, aby zabrać syna do domu, i że najprawdopodobniej ta chwila jego zwątpienia to ostatni, dogodny moment. W końcu świat zbudowany jest na hipokryzji. Wszystko nią jest: i religia, i polityka, i nauka, nawet miłość. Uśmiechnęła się więc jeszcze raz i spojrzała w jego oczy, które teraz były już całkiem nieobecne. – Chodź stąd, synku. Może pokażesz mi okolicę? – powiedziała. – Bardzo ciekawa jestem jak wygląda ta twoja szwajcarska wioska. – Naprawdę chcesz chodzić po wsi nocą? – zapytał. – Przecież i tak nic nie zobaczymy… – Zobaczymy. Czasem po ciemku widać więcej niż w ciągu dnia. – Mamo, co ty mówisz? – Nic, chcę zobaczyć tą wieś – powiedziała, śmiejąc się. I wtedy Sigmund pomyślał, że to są znaki, że to zapowiedź ostatecznego starcia, o którym mówił mu Król Dawid. Tak, diabeł nie cofa

się przed niczym; diabeł zabija najbliższych, aby wejść w ich ciała. – Chodźmy – powiedział i przepuścił matkę przodem. Na zewnątrz powietrze pachniało skoszoną trawą. Noc była bezksiężycowa, więc widział matkę jedynie w świetle sodowych latarni. Miała teraz srebrne włosy, jak anioł. Pachniała jednak dymem tytoniowym, winem i czymś, co mogło być siarką. Kiedy doszli do końca wsi i skręcili w pola, Sigmund uderzył matkę nożem w szyję. Kobieta upadła. Z jej ust przez chwilę wydobywał się metaliczny charkot. I to też był znak, że diabeł jest w niej, i że broni się przed śmiercią. Więc Sigmund uderzył ją nożem jeszcze kilka razy. Uderzał dopóki diabeł uwięziony w ciele matki nie przestał rzęzić. A potem mężczyzna zaciągnął ciało w krzaki i zaczął się modlić. Gdy skończył, podziękował jeszcze raz Bogu za siłę i wiarę. Na koniec wrócił do restauracji. Sigmund nie czuł już strachu. Nie przerażała go nawet krew diabła, którą miał na rękach i ubraniu. Śmiało patrzył na dwóch wysokich osiłków, którzy ciągnęli przez parkiet pijanego pastucha. W chwilę później orkiestra zaczęła grać jeden z tych koszmarnych podalpejskich szlagierów.

Bajki z Wyspy Umpli Tumpli

Z teki dyletanta

Funio, Ziózio i maszyna

Blaszany bębenek według Nalepy

Stanisław Załuski & Mirosław Stecewicz

P

o zakończeniu roku szkolnego Ziózio i Funio wyjechali na wieś do Dziadków. Dziadkowie mieszkają na drugim końcu wyspy Umpli Tumpli, w domku stojącym niedaleko plaży, na skraju lasu. Dojechać tam nie łatwo. Nawet jedyna na wyspie lokomotywa Pufffo nie dociera do siedziby Dziadków, bo szyny kończą się znacznie wcześniej. Aby wyprawić siostrzeńców na wakacje Ciocia Titli musiała wynająć trzy delfiny. Czekały one na pasażerów w Zatoce Wulkanicznej, w szeregu jeden za drugim, jak wagony przy peronie. Ziózio usiadł na pierwszym, Funio zajął miejsce na drugim, a trzeci delfin wziął na grzbiet ich bagaże. Pomknęli morzem, aż woda się zapieniła. Po godzinie byli na miejscu. W chacie Dziadków żyje się inaczej, niż w Okrągłym Domu Cioci Titli. Nie ma tam prądu elektrycznego, gazu, ani łazienki. Myć trzeba się w miednicy albo na podwórku przy studni. W lecie Dziadkowie wstają o świcie i kładą się spać razem ze Słońcem. A w zimowe wieczory rozświetlają mieszkanie przy pomocy kopcącej lampy naftowej. Jedzenie dla ludzi, psa Szczekacza, świnki Chrum-Chrum i krówki Jowity Babcia gotuje na płycie kuchennej, pod którą wesoło bu-

zują sosnowe i brzozowe polana. Za to wokół domku mnóstwo jest miejsca do gonitwy i gry w piłkę, oraz kryjówek do zabawy w chowanego. W parę dni po przyjeździe wnuków, Dziadek wczesnym rankiem wypłynął na połów ryb. Ziózio i Funio wstali znacznie później, gdy łódź Dziadka była już tylko maleńką kropką na tle horyzontu. Obaj zjedli śniadanie: wiejski chleb z rzodkiewką z babcinego ogrodu i napili się świeżego mleka, prosto od krówki Jowity. Zamierzali iść na plażę, opalać się, ale Babcia ich zatrzymała. – Moi kochani – powiedziała. – Dziadek zapomniał wczoraj narąbać drewek, a ja muszę brać się wkrótce za gotowanie obiadu. Na podwórku leży duży kloc. Weźcie piłę, siekierę i przygotujcie mi zapas paliwa. Miny Ziózia i Funia trochę się wydłużyły. Bo jakże to: są na wakacjach i zamiast się bawić i wylegiwać na piasku, mają pracować? Nie mogli jednak odmówić prośbie Babci, która dogadzała im jak mogła, karmiąc wiejskimi specjałami. Wzięli z komórki piłę i wyszli na podwórko. – Trzeba coś wymyślić – powiedział Ziózio. – Ale co? – zapytał Funio. – Coś, co by nam pomogło naciąć drewek. Jakąś maszynę. Funio poprawił okulary na nosie i rozejrzał się wokoło. – Maszyna, niezła rzecz. Ale jaka ona ma być? – Nieważne jaka! Najważniej-

sze, żeby nam pomogła. I żeby każdy, kto na nią spojrzy wiedział, że to nasze dzieło. – Od czego mamy zacząć? – Oczywiście od nazwy – powiedział z zapałem Ziózio. – Nazwiemy ją naszymi imionami. Z twojego imienia weźmiemy pierwszą i drugą literkę i będzie „Fu!”. Potem z mojego weźmiemy trzy literki i maszyna będzie się nazywała „Fu-Zió!” Prawda, że to ładna nazwa? – Może i ładna – bez przekonania rzekł Funio. – Ale dlaczego z twojego imienia mają być trzy literki, a z mojego tylko dwie? – Nie bądź drobiazgowy! – rozzłościł się Ziózio. – Jestem większy i silniejszy, więc należy mi się więcej literek. Zresztą dwie, trzy – różnica niewielka. Najważniejsze, że będzie wiadomo, co ta maszyna ma robić. Będzie sapać: „Fu-Fu-Fu!” i będzie zgrzytać zębami o drewno: „Zió-Zió-Zió!”. I każdy będzie wiedział, że to maszyna do piłowania. W ten sposób na podwórku Babci powstała maszyna do piłowania. Obaj chłopcy sapali: „FuFu-Fu!”, a piła zgrzytała: „ZióZió-Zió!” Takiej zabawy nigdy nie mieliby w mieście. Tak się rozochocili, że całkiem zapomnieli o plaży. Do południa przygotowali dla Babci zapas drewek na cały miesiąc. Zaś obiad ugotowany na tych drewkach smakował im tak, jak nie smakował jeszcze nigdy w życiu.

Paweł Niewiadomy

W

szystko zaczyna się nad wyraz niepozornie. Na scenie – nagiej jak okładka książki – pojawia się Ryszard Ronczewski, aby zabrać nas w fascynującą podróż w czasie do Wolnego Miasta Gdańska. Gdańska, który pod fasadą pięknych kamieniczek krył trudne problemy polityczne i społeczne. To tu krzyżowały się trudne losy Polaków, Niemców i Żydów, tu dawały o sobie znać rodzące się w dwudziestoleciu międzywojennym ideologie i tu wreszcie żyć przyszło małemu Oskarowi Matzerathowi, który za nic nie chciał dorosnąć do zepsutego świata dorosłych. Jego los wypełnia się w dniu trzech urodzin. Odtąd jako wieczne dziecko będzie z właściwym sobie dystansem obserwował powoli dojrzewający do destrukcji świat dorosłych… Inscenizacja powieści Grassa nie mogła pozostać obojętna wobec opublikowanej niedawno biografii pisarza, będącej spowiedzią człowieka uwikłanego w brutalne dzieje XX wieku. Wydaje się, że ta straszna i nielogiczna rzeczywistość ukazana może być tylko z perspektywy dziecka, młodego Oskara, który na próżno poszukuje w tym wszystkim jakiegoś porządku. Te nieudane próby doprowadzają do jedynego słusznego wniosku – nie można dorosnąć, nie można dać się w to wszystko wplątać. Spektakl Nalepy podzielony jest na dwie części. Pierwsza przestawia bezpośrednie otoczenie Oskara.

No i pięknie! Takiego przedsięwzięcia na deskach Teatru Wybrzeże nie było dawno, ale i okoliczności są niebanalne. Oto przy okazji 80. urodzin Güntera Grassa, na scenę przeniesiona została jego chyba najsłynniejsza powieść – Blaszany bębenek. Tak karkołomnego, ale i chwalebnego przecież, zadania podjął się Tadeusz Nalepa, działający na co dzień w Niemczech reżyser o świetnym, jak się okazało, wyczuciu literackim i szerokich horyzontach w myśleniu scenicznym. Niezwykle oszczędna scenografia jest tłem dla wyraźnie zarysowanych stosunków międzyludzkich. Bardzo zgrabnym zabiegiem jest operowanie obrotową sceną podczas niezwykle żywiołowych rozmów bohaterów. Kiedy po przerwie kurtyna znów przeniesie nas do dawnego Gdańska, będzie to już pogrążone w wojennym chaosie miasto, gdzie nikt nie czuje się do końca wolny. Rozpędzony wir porywa po kolei wszystkich. Sam zabieg przedstawienia wojny jako wielkiej dyskoteki, gdzie wciąż zmieniają się światła, muzyka i składy tańczących par, jest może mało oryginalny. Nie można jednak powiedzieć, że scena ta razi; szkoda po prostu, że nie możemy spojrzeć na to jakoś inaczej. Na pewno ciekawe jest zaangażowanie statystów, którzy idealnie wkomponowali się w spektakl. Szczęśliwie udało się tu uniknąć dysonansu między aktorami i „ludźmi na scenie”, jaki pojawił się w Wujaszku Wani czy H. Klaty. Było to o tyle trudne, że poprzeczka postawiona w Blaszanym bębenku przez Krzysztofa Matuszewskiego, czy

Grzegorza Gzyla, wyznacza już poziom dużo wyższy niż „ogólne rozeznanie w sztuce aktorskiej”. Na szczególne wyróżnienie zasługuje tu oczywiście Dorota Kolak. Jestem ciekawy, ile osób nabrała w scenie „monologu o kulach”. Ja osobiście jej nie rozpoznałem… Wyjątkowo dobrze prezentuje się również debiutujący na gdańskiej scenie Paweł Tomaszewski, którego Oskar z jednej strony urzeka, z drugiej zaś opowiada o trudach dorastania i mierzenia się młodego człowieka z coraz bardziej skomplikowaną rzeczywistością. Wady? Po raz kolejny w Teatrze Wybrzeże mamy do czynienia ze spektaklem, któremu brak jednoznacznego zakończenia. Sztuka Nalepy przynajmniej cztery razy zdaje się zbliżać do spektakularnego końca i… ciągnie się dalej. Pełna patosu scena monologu Oskara przypominająca mickiewiczowską Wielką Improwizację byłaby pewnie wspaniałym finałem. Reżyser nie pozwala jednak swojemu dziełu się skończyć, zawsze jest jeszcze coś do dopowiedzenia. Słuchajmy zatem, bo naprawdę warto.


rozmaitości 15

felieton Sopockie co nieco

Ani słowa o polityce… dziennikarzy i publicystów (zresztą z reguły mających swoje bardzo wyraźne partyjne preferencje), dzień bez afer, bez „kwitów”, „papierów”, „przecieków” i nagranych taśm… Jeden dzień, podczas którego nikt nie powie nawet słowa o polityce. A co, nie wolno pomarzyć? *

Wojciech Fułek

D

awno, dawno temu, kiedy w Sopocie rzeczywistość opisywała tylko jedna, skromna, ale dla mnie do dziś nieodżałowana „Gazeta Miasta Sopot” (prowadzona przez mojego przyjaciela Wojtka Kassa, dziś kustosza pamięci Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Leśniczówce Pranie), napisałem felieton pod tytułem „Polityka nas przenika”. Dziś przenika ona do naszego codziennego życia jeszcze bardziej, nie tylko zresztą za pośrednictwem gazet, radia, telewizji i internetu. Jesteśmy codziennie wręcz bombardowani taką ilością informacji politycznych, iż trudno się od nich uwolnić. Trwa nieustająca kampania wyborcza, mająca od dawna charakter batalii wojennej, w której padają kolejne ofiary, pojawiają się nowe „gwiazdy” politycznego pola bitwy, aby za chwilę zapaść w niebyt. Służby specjalne rzucają na stół swoje teczki, szpiegowskie gadżety i taśmy z podsłuchów, przystojni agenci uwodzą kolejne panie, a „ciemny lud” – używając sformułowania Jacka Kurskiego, który nie lubi płacić mandatów za szybką jazdę, zasłaniając się immunitetem – ma na końcu „tylko” kupić ten towar w dość atrakcyjnym opakowaniu, ale z wątpliwej jakości zawartością. * Partie zażarcie walczą o nasze głosy nie przebierając w środkach, a mnie ta walka przypomina powiedzenie z „czasów słusznie minionych”: „tak walczą o pokój, aż leje się krew”. Partyjna krew leje się bowiem strumieniami, niczym keczup w filmowych horrorach, polityczny trup ściele się gęsto, a ja wzdycham do paru chwil odpoczynku od bieżącej polityki i wszystkich jej przejawów. Zastanawiam się, czy w ogóle możliwe byłoby życie bez partii, ich sloganów, wojennej frazeologii, wyborczych podchodów i niespełnionych obietnic? Czy bylibyśmy bardziej szczęśliwi bez przenikającej nas polityki? A może wprowadzić do naszych mediów – tak choćby na próbę – dzień wolny od polityków? Wyobraźcie sobie program telewizyjny bez informacji o „wojnie na górze” lub „wojence na dole”, bez udziału gadających partyjnych głów, bez napuszonych komentarzy i dygresji, bez analiz

Nadmierne upolitycznienie i upartyjnienie polskiego życia publicznego – w przekonaniu wielu osób – zaszło już nieco za daleko i może warto byłoby się zastanowić, jak można upuścić nieco powietrza z tego rozdętego balonu. Bo oto powraca do nas jako farsa dawno przebrzmiałe – jak się wydawało – stwierdzenie: „dobry fachowiec, ale bezpartyjny”. A osób bezpartyjnych (co nie znaczy przecież, że pozbawionych poglądów ekonomicznych, gospodarczych, społecznych, czy też w końcu – właśnie politycznych) jest przecież nie tylko w naszym społeczeństwie zdecydowana większość. Jeśli słyszę, iż na partyjne lokalne spotkania przychodzi 15-20 osób, to niemal każdy z nas – wraz ze swoimi przyjaciółmi i rodziną – stanowi siłę często znacznie większą. I to przecież najczęściej aktywne osoby bezpartyjne stanowią motor większości cennych społecznie i obywatelsko działań oraz inicjatyw. Organizacje pozarządowe, stowarzyszenia, lokalne komitety, fundacje, niesformalizowane nawet ruchy obywatelskie – to one wnoszą do naszego życia ożywczy powiew bezinteresowności i niezwykle cenne pomysły. To równocześnie miejsca, gdzie dokonuje się – w prawdziwym rozumieniu tego słowa – integracja lokalnych społeczności. To wspólne projekty i cele, a nie partyjne strategie, najbardziej cementują ludzi i uczą ich współdziałania, współpracy i wzajemnej pomocy. Jestem przekonany, iż najwięcej można osiągnąć nie oglądając się na różnice zdań i poglądów, ale poszukując tego, co łączy, a nie dzieli. Czy warto w drugim człowieku widzieć wyłącznie politycznego wroga czy przeciwnika? Może warto w nim czasami dostrzec swojego sąsiada i sprzymierzeńca w jakiejś konkretnej sprawie? Na koniec zdradzę jednak pewien sekret. Mam taką jedną swoją ulubioną partię, której jestem członkiem. Bez legitymacji, bez deklaracji i sformalizowanych struktur. Ale z tej przynależności jestem z kolei niezwykle dumny i wszędzie się nią chwalę. Moją osobistą partią był bowiem i jest wyłącznie Sopot oraz jego mieszkańcy. To dzięki nim mogę wypełniać kolejne białe karty w księdze sopockiej historii i dzięki nim mam odpowiedni dystans do polityki, o której już więcej ani słowa… Autor jest wiceprezydentem Sopotu

Edward Stachura i Sopot

W przedostatnim numerze „Riviery” pisaliśmy o wystawie, koncercie i kamieniu poświęconym pisarzowi i poecie Edwardowi Stachurze, którego 30 rocznicę śmierci obchodzimy w tym roku. Ten cykl wydarzeń zorganizowała Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie, również po to, aby ocalić sopockie ślady autora „Siekierezady” i „Całej jaskrawości”. Stąd na pamiątkowym kamieniu w Parku Północnym cytat, pochodzący przecież nie tylko z piosenki Steda „Nie rozdziobią na kruki”, który stanowił jednocześnie tytuł jego autorskiego recitalu, przygotowanego w latach 70-tych przez sopocką Bałtycką Agencję Artystyczną. W związku z realizacją cyklu otrzymaliśmy list od najbliższej rodziny pisarza z podziękowaniami dla pomysłodawców i organizatorów tego przedsięwzięcia, jego tekst publikujemy poniżej. (red)

Podziękowanie

Pragniemy tą drogą podziękować Panu Wiceprezydentowi Sopotu Wojciechowi Fułkowi oraz Panu Markowi Gałązce za spełnienie marzeń naszego brata Edwarda Stachury. Brat często wspominał, że chciałby, aby gdzieś stanął kamień z jego nazwiskiem. Dzięki Panów inicjatywie, przy wsparciu mieszkańców Sopotu, taki kamień odsłonięto w Parku Północnym. Dziękujemy również za zorganizowanie w Państwowej Galerii Sztuki wystawy i wspaniałego koncertu w trzydziestą rocznicę Jego śmierci. Z wyrazami szacunku Eliana Skórzyńska Jan Stachura

Café del Arte Program Imprez Artystycznych od 23 października do 20 listopada 2009 r. 23.10 PIĄTEK

g. 19,00 – „Tryptyk Rzymski” – Jana Pawła II, monodram w wykonaniu Mirosława Samsela, aktora – absolwenta PWST w Krakowie *

24.10 SOBOTA

g. 17,00 – „ Japońskie fascynacje – mity i legendy Japonii” – wieczór artystyczny i wystawa: Ewa Fukuoka- malarstwo, Iwona Jędruch – muzyka, -Mirosława Truchta – Nowicka – lalki. Kurator wystawy – Elżbieta Śliwińska *

25.10 NIEDZIELA

g. 16,00 – „ Sztuka mroku – reminiscencje” – opowiada Jarosław Kusza – twórca nowego gatunku artystycznego, reżyser teatralny i filmowy. „Muzyka

28.10 ŚRODA

g. 19,00 – „Hunger Pangs”- zespół Off Quart Tet – zespół polsko-duński, Tomasz Dąbrowski – trąbka, Morten, Christian Haxholm- kontrabas,

Sztuki Mroku” koncert akustyczny: Iwona Jędruch – gong, akompaniament elektroniczny: Marcin „Dobiś” – Dobijański * Rasmus Shmidt Nielsen- perkusja, Marek Kądziela- gitara * 30.10 PIĄTEK

g. 19,00 – „ Śladami Bardów” -piosenki: B. Okudżawy, G. Brassensa, W. Wysockiego i E. Stachury – Janusz Pierzak- wokal, przy akompaniamencie gitary*

6.11 PIĄTEK

g. 19,00 – Recital autorski Lecha Miądowicza pt. „Mam Gdańsk i trochę nie mam” (wokal, gitara, klarnet, saksofon) z udziałem Hanny Małas (piano). W programie ballady, wiersze, fraszki i aforyzmy oraz standardy muzyki jazzowej i rozrywkowej *

7.11 SOBOTA

g. 17,00 – Z cyklu „Muzyka świata.: „ Ukraińska noc” – Włodzimierz Bielokur -„Sopocki Wołodia” – wokal, gitara ukraińska – dumki oraz żartobliwe piosenki ukraińskie *

11.11 ŚRODA

g. 17,00 – Wieczór patriotyczny: „ Rozkwitały pąki białych róż”- Lech Miądowicz - wokal, gitara – poezja, piosenki legionowe oraz wspólne śpiewanie ze śpiewnikami *

13.11 PIĄTEK

g. 19,00 – Z cyklu „Muzyka świata”, koncert „ Romanse rosyjskie i piosenki francuskie”, wykonawcy: Ewa Dorawa-Jurkiewicz – wokal, Andrzej Kijewski – wokal, Ewa Pralicz- akompaniament, piano *

14.11 SOBOTA

g. 17,00 – Z cyklu „Muzyka świata” pt.: „ Odesskie motywy”– Włodzimierz Bielokur -„ Sopocki Wołodia” – wokal, gitara ukraińska- wesołe piosenki klezmerskie przeplatane anegdotami z życia ciekawych ludzi.

20.11 PIĄTEK

g. 19,00 – Z cyklu „Muzyka świata”, koncert pt.: „ Historia tanga”- Trio Sopot: Anna Sawicka – wiolonczela, Elżbieta Rosińska – akordeon, Małgorzata Skorupa – skrzypce, Prowadzenie i recytacja – Kamila Nehrebecka *

NIEDZIELE

od g. 16,00

OD PONIEDZIAŁKU DO CZWARTKU od g. 19,00 – „ Muzyka w tle ”- na pianinie gra: Ewa Pralicz (Jeśli w kalendarium nie ma innego wydarzenia w tym samym terminie) Uwaga! Z przyczyn losowych i niezależnych od lokalu program może ulec zmianie Wstęp w cenie 20 zł (w tym 8 zł konsumpcja) Rezerwacja stolików ważna do g.18,30. Prosimy o wcześniejsze przybycie. Café del Arte Sopot, ul. Monte Cassino 53/Krzywy Domek/ parter- trzeci lokal po prawej stronie Tel. 58 55 55 160, www.cafedelarte.pl, www.myspace.com/cafedelarte, info@cafedelarte.pl


16 Sport

www.riviera24.pl

Sopoccy żeglarze nagrodzeni

8 października prezydent Sopotu Jacek Karnowski spotkał się z działaczami i zawodnikami Sopockiego Klubu Żeglarskiego, oraz Uczniowskiego Klubu Sportowego Navigo. Podczas spotkania podsumowano tegoroczny sezon żeglarski. Prezydent wręczył też najlepszym zawodnikom upominki i okolicznościowe dyplomy. Osiągnięcia sopockiego sportu żeglarskiego są imponujące. Żaden zrzeszający wodniaków klub w Polsce nie może się pochwalić taką ilością tytułów mistrza kraju, Europy, świata. Wystarczy wymienić Przemysława i Jarosława Miarczyńskich, Martę Hlavaty, Jacka Piaseckiego, Agnieszkę Bielską, Natalię Wójcik czy Annę Gałecką. To oni rozsławiają polski windsurfing na akwenach

wszystkich kontynentów. Nie można też zapominać o utalentowanej młodzieży, która goni starszych o kilka lat mistrzów. Nazwiska Hanny Idziak, Joanny Hensche, Maji Dziarnowskiej, Łukasza Buderskiego, Mateusza Hope, Pawła Tarnowskiego, czy Kamila Zwolaka znaczą już sporo w światku windsurfingowców. Doskonale prezentują się także zawodniczki i zawodnicy Uczniowskiego Klubu Sportowego Navigo, specjalizujący się w katamaringu. Tu wymienić trzeba przede wszystkim Jacka Noetzela, który położył ogromne zasługi dla rozwoju tej dziedziny sportu w Sopocie. Obok niego sukcesy odnoszą Jakub Kopyłowicz i Adam Skomski, oraz juniorzy: Marcin Badzio, Olaf Jersek, Mateusz Kobylański. (as)

„FOT. KOSYCARZ – NIEZWYKŁE ZWYKŁE ZDJĘCIA CZĘŚĆ III” Maciej Kosycarz pracował nad trzecią edycją albumu niemal rok. Przekopał setki tysięcy negatywów i zdjęć – zakurzonych, fascynujących, tajemniczych. Wiele z nich było niezarchiwizowanych, pozbawionych jakiegokolwiek opisu. Tysiące godzin spędzone przed ekranem komputera, mrówcza, często niemalże detektywistyczna praca

fot. kmz

Spotkanie władz Miasta ze sportowcami 1

Na zakończenie spotkania sopoccy sportowcys fotografowali się z przedstawicielami władz miasta i działaczami klubów SKŻ i Navigo.

przyniosła jednak efekt – bo oto mamy trzeci już album „Fot. Kosycarz…” – niezwykłą, lecz jakże bliską opowieść o Gdańsku, Sopocie i Gdyni, powojenną historię Trójmiasta „pisaną” obiektywem ojca i syna – Zbigniewa i Macieja Kosycarzy. Zdjęcia: Zbigniew i Maciej Kosycarz Redakcja i opracowanie: Maciej Kosycarz Kosycarz Foto Press / KFP, Gdańsk 2008 ISBN 978-83-913709-5-7 cena detaliczna 59 zł.

Gimnaziści na morzu

2

4 września niecodzienną lekcję przeżyli uczniowie Gimnazjum nr 2 w Sopocie. W ramach zajęć wychowania fizycznego 27-osobowa grupa przepłynęła jachtem „Norda” z Gdyni do mola w Sopocie. Rejs trwał około trzech godzin i był pierwszym etapem

rocznego szkolenia żeglarskiego. Prócz rejsu uczniowie będą mieli zajęcia z windsurfingu, żeglowania na katamaranach, ratownictwa, teorii nawigacji, bezpieczeństwa na morzu. Na razie program nauki żeglarstwa w szkołach nie sportowych obejmuje dwie grupy 25 i 27

osobowe z klas I gimnazjów nr 2 i 3. Planowane jest rozszerzenie tego programu na wszystkie sopockie szkoły. Koszt nauki żeglowania wyniesie w tym roku szkolnym około 50 tysięcy złotych i w całości zostanie pokryty przez Gminę Miasta Sopotu. (as)

Ekspedycja Wisła

2

7 sierpnia br. międzynarodowa grupa młodzieży, oraz znanych podróżników spłynęła kajakami z Baraniej Góry Wisłą ku Bałtykowi. Wyprawa nosiła nazwę

Ekspedycja Wisła i miała na celu promowanie aktywności młodych ludzi, oraz zwrócenie uwagi na problemy środowiska naturalnego. Organizatorem był Instytut Marka Ka-

mińskiego. Po miesiącu uczestnicy Ekspedycji dotarli do Trójmiasta. 30 września w Urzędzie Miasta Sopotu spotkał się z nimi wiceprezydent miasta Paweł Orłowski. (as)


riviera 09 2009.indd-3