Issuu on Google+

nr 2 (3) marzec–kwiecień 2013

Rekurencje internetowy magazyn opinii


Zapraszamy do śledzenia nowych artykułów, komentowania i polemiki na stronach: http://www.rekurencje.pl/ http://www.facebook.com/rekurencje Strona Czytam ‘Czytam “Czytam lewicową publicystkę dla beki” dla beki’ dla beki: http://www.facebook.com/dlabekidlabekidlabeki

Pisz dla rekurencji! Jeżeli uważasz że masz coś ciekawego do przekazania i umiesz napisać to w stylu zbliżonym do innych tekstów w Rekurencjach, chętnie opublikujemy Twój artykuł! Oczywiście na stronie znajdzie się informacja kto jest autorem, podobnie jak w przypadku tekstów pisanych przez członków redakcji. Artykuły prosimy wysyłać na nasz adres mailowy. Publikacja artykułu w Rekurencjach nie jest równoznaczna z przyjęciem do redakcji. Jeżeli będziemy szukać redaktorów, ogłoszenie pojawi się na stronie. Za napisanie dla nas tekstu nie otrzymasz wynagrodzenia ale nie martw się, redakcja też nie otrzymuje. Jesteśmy biednym czasopismem. Przynajmniej na razie. Kontakt: Bredakcja@rekurencje.pl

ŚWITALSKI: Nerdonomicon 23 Teorie spisku, cz. I: O tym, jakie niebezpieczne rzeczy czają się na niebie . . . . 23 Teorie spisku, cz. II — HAARP: Niebo będzie płonąć . . . . . . . . . . . . . . . . 24 Requiem dla LucasArts . . . . . . . . . . . . 26

Spis treści Redakcja Sztuczne Trollki

4 WIŚNIEWSKI: Bastion logiki sakralnej 28 Przyszłość Europy . . . . . . . . . . . . . . . 28 6

ZASINA: Tygielek tradycjonalisty Votum separatum à propos „Strumienia świadomości” redaktora Miszczyka . . Felieton Walentynkowy . . . . . . . . . . . . Życie Pi — doskonale subiektywna recenzja FOLTA: Katedra hipsterologii stosowanej 13 Tydzień Kina Hiszpańskiego — mikrorelacja Seks bez miłości . . . . . . . . . . . . . . . . 13 A to ci dopiero... . . . . . . . . . . . . . . . Lemingi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 14 Rondo Gierka i Margaret Thatcher . . . . . . 16 ZDANIE: Polski zielnik ideologiczny Księżyc z sera . . . . . . . . . . . . . . . . . MISZCZYK: Na dnie strumienia świadomości 17 Wielka ucieczka . . . . . . . . . . . . . . . . Urojona przeszłość . . . . . . . . . . . . . . . 17 Nerdkultura polityczna . . . . . . . . . . . . . 18 Artykuły gościnne Bednarski: Drugie spojrzenie na nerdkulturę Analiza zjawiska neoliberalizmizmu . . . . . . 20 Zalewski: Rap w imię Jezusa Raptora . . . Kyriarchia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 21 Lechowska: Rzecz o zatrudnieniu . . . . . . Post-rzadkości nie będzie . . . . . . . . . . . 21 BYTNER: Leniwy Lewacki Pomiot 10 Każdy czyta to, na co sobie zasłużył . . . . . 10 Smartfony dla dumbuserów . . . . . . . . . . 12

2

30 . . . . .

30 30 32 32 33

35 . 35 . 36 38 . 38 . 40 . 42

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Polecane artykuły:

Bytner: Smartfony dla dumbuserów Patrzę właśnie na leżący przede mną telefon. Czarnuch ma pięć lat, kosztował mnie złotówkę, przeżył utopienie w miejscu, które wstyd wspominać, podejrzewam, że projektanci obudowy myśleli, że tworzą czarną skrzynkę. Niegdyś miałem ambitny plan nie wymieniać go, póki działa, acz zaczyna dawać się we znaki jego niezgodność z najnowszymi standardami, co skłania mnie do przyjrzenia się własnemu portfelowi i ofertom rynkowym. Z str. 12 23 kwietnia 2012

Czasopismo internetowe „Rekurencje” niewątpliwie przechodzi trudny okres. Popularność pozostaje niewielka a artykuły pojawiają się z wyraźnie mniejszą regularnością. Czy to koniec? Być może. Ale nie martwcie się — nie wiem jak długo przeżyją Rekurencje ale zapewniam was: kiedy pewnego dnia znikniemy, pamięć o nas pozostanie w świadomości trollskiej. Być może za wiele lat jaki badacz literatury wczesnego XXI wieku odkopie te pdf-y, doceni ich geniusz i sprawi że artykuły tu zawarte będą obowiązkową literaturą na każdym stadium edukacji. Na razie jednak nie myślmy o śmierci Rekuencji — zamiast tego czytajmy je póki żyją.

Folta: Rondo Gierka i Margaret Thatcher O tym, że pół roku temu spłaciliśmy wreszcie długi Gierka i o tym, że gospodarka polegała na budowie skansenów w randomowych miejscach to sprawa oczywista. Wniosek prosty i smutny: ludzie mają w głębokim poważaniu idee takie jak wolność, solidarność, etc., choć wycierają sobie nimi teraz gębę. Buntują się jak drożeje wódka i kiełbasa zwyczajna, a stawiają pomniki za maluch i coca-colę. Z str. 16

— CCCLPDBDBDB

Świtalski: Requiem dla LucasArts Świat nerdów zadrżał w posadach. Nie do końca dlatego, że gry, które studio ostatnio tworzyło były wybitne (choć „1313” zapowiadało się całkiem nieźle). Chodzi głównie o to, że LucasFilm Games — później przemianowane na Lucasarts — to kawał historii. Dla wielu ludzi, którzy dziś mają około trzydziestki to właśnie ich gry były jednymi z pierwszych, w jakie w ogóle grali i to dzięki ich dziełom fascynują się grami do dziś. Z str. 26 ∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

3


Redakcja

4

CCCLPDBDBDB

CCCLPDBDBDB to strona internetowa, a dokładniej fanpage na Facebooku. Jest to też redaktor naczelny Rekurencji, bo czemu nie? CCCLPDBDBDB w wolnych chwilach zajmowałby się trollowaniem ale nie ma wolnych chwil bo całe życie zajmuje mu praca jaką jest trollowanie.

Paweł Mateusz Bytner

Paweł Mateusz Bytner jest redaktorem Czasopisma Internetowego Rekurencje. Prowadzi w nim rubrykę „Leniwy Lewacki Pomiot”. O sobie pisze tak: „Jestem studentem matematyki, kochającym tak ją, jak i naukę w ogóle. Od dziecka jestem głodny wiedzy o otaczającym mnie świecie i nie toleruję ludzi, których w najmniejszym stopniu to dziwi. Cenię przez to u innych szerokie horyzonty i przemyślany pogląd na świat, choćby i niekoniecznie zgodny z moim. Nie boję się zadawać pytań, mówić co innego, niż ktoś by chciał usłyszeć, nie istnieją dla mnie tematy tabu, a święte krowy i kaczki najbardziej lubię upieczone. Jednak potrafię przyznać się do błędu, a wręcz czuję taką potrzebę, gdy sam swój błąd dostrzegę. Uważam, że z życia należy czerpać jak najwięcej przyjemności, byle nie kosztem innych.”

Michał Cieślik

Michał Cieślik redaguje rubrykę „Za kulisami” w Rekurencjach. O sobie pisze: „Jestem studentem pochodzącym z terenów, na których osiedliła się zakamuflowana opcja niemiecka. Interesują mnie poczynania elit politycznych, miliony euro biegające po zielonej murawie i wielogodzinne dyskusje, które do niczego nie prowadzą. Głoszę hasło «Rekurencje stroną startową każdego Polaka».”

Maciej Folta

Maciej Folta pisze dla Rekurencji w rubryce „Katedra hipsterologii stosowanej”. Na swój temat pisze: „Jestem studentem. Liberalnym pragmatykiem, oprócz tego mizantropem, lewakiem, zaprzańcem, kosmopolitą, moralną relatywistą. Słowem: ekstrema i podziemie. Czytam «Time» i «Epokę». Pijam tylko Ballantine’a, palę Winstony — dla Ciebie mam Wintermensy: zagraniczne czekoladowe cygara. Zdejm kapelusz.”

Maciej Miszczyk

Maciej Miszczyk w Czasopiśmie Internetowym Rekurencje redaguje rubrykę „Na dnie strumienia świadomości”. Sam o sobie pisze: „Pełnoetatowy nerd, wielokierunkowy student, bardzo amatorski redaktor. W wolnym czasie denerwuje ludzi i pisze dość od rzeczy.”

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Redakcja

Michał Świtalski

Michał Świtalski jest redaktorem Czasopisma Internetowego Rekurencje, w którym prowadzi rubrykę „Nerdonomicon”. Michał Świtalski o sobie: „Wiecznie niewyspany wieczny student, wiecznie niezadowolony i narzekający, z wiecznie zepsutym samochodem. Za dnia próbuje sypiać, a nocą ratuje Internet. Koneser źle przetłumaczonych i napisanych książek oraz źle nakręconych i zagranych filmów. Słucha muzyki dokładnie takiej, jakiej nie lubisz. Głośno. Lubi koty.”

Tomasz Wiśniewski

redaktor Czasopisma Internetowego Rekurencje, prowadzący rubrykę „Bastion Logiki Sakralnej”. Tomasz Wiśniewski na temat Tomasza Wiśniewskiego: „Rejczi, czyli właściwie Tomasz Wiśniewski. Nie lubi ludzi, dzieci, kobiet i zwierząt. Religiant i antyliberalna ironistka zarazem. Zwolennik katolickiego socjalizmu utopijnego i komunizmu wojennego. Urodzony lojalista i kolaborant. Partycypuje mistycznie w osobowościach kilku wdzięczących się w internetach modelek. Poza tym studiuje.”

Damian Zasina

początkowo gościnny współpracownik, dziś pełnoprawny redaktor Czasopisma Rekurencje. Damian Zasina o sobie: Na co dzień pracuję z liczbami, dlatego wyrażanie rzeczy niemierzalnych sprawia mi trudność. W wolnych chwilach czytam książki i oglądam filmy. Gdy pogoda dopisuje — włóczę się na piechotę po Warszawie, pogwizdując przy tym cicho. Wnikliwie obserwuję i staram się wyciągać samodzielne wnioski. Jestem sceptykiem i naprawdę twardo stąpającym po ziemi realistą — możesz przekonać mnie tylko, mając w rękawie kilka faktycznie rozsądnych argumentów.

To zdanie jest nieprawdziwe

jest, podobnie jak redaktor naczelny CCCLPDBDBDB, fanpejdżem na facebooku. Zdanie samo siebie opisuje w ten sposób: „Nie jestem tylko autoreferencyjnym semantycznym tworem tak jak mogłoby się wydawać. Gdy odrywam się od mojej wirtualnej tożsamości przemierzam Kraków z harmonijką w kieszeni, gitarą na plecach i kapeluszem na głowie. Towarzyszy mi ciągły brak pieniędzy i blues szumiący w głowie — który można usłyszeć stojąc dostatecznie blisko. Z przyczyn praktycznych i niefortunnych dorywczo programista, dorywczo autor. Debiut jako felietonista w Rekurencjach był moim marzeniem od dziecka. Lubię tworzyć za długie zdania, prawdziwości których sam nie jestem w stanie ocenić.”

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

5


sztuczne trollki http: // www. facebook. com/ trollky

Miniatura ukazująca Wincentego z Beauvais, koniec XV wieku Polecam Poczytać Kardaszewskiego

Karl Briullov — Portret malarza i baronowej w łódce Sztuczne Trollki

6

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Ricardo Migliorisi — Ostatni dzień Pompejów Sztuczne Trollki

Dominique Ingres — Łaźnia turecka — studium Polecam Poczytać Kardaszewskiego

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

7


[autor nieznany] — Bitwa pod Tewkesbury (iluminacja z manuskryptu z Ghent) Sztuczne Trollki

Rafael Santi — Święty Jerzy i smok Sztuczne Trollki

8

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Hans Wechtlin — Ranny człowiek (ilustracja z Podręcznika Chirurgii Hansa von Gersdorffa) Sztuczne Trollki

Pieter Bruegel starszy — Mizantrop Sztuczne Trollki

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

9


Leniwy Lewacki Pomiot

Rubrykę prowadzi: Bytner

Każdy czyta to, na co sobie zasłużył

26 marca 2013

Jakiś czas temu w pewnym zapyziałym zakątku internetu została mi rzucona ciężka rękawica — wyzwanie „sam zrób lepiej, a nie się wymądrzasz”, która zdaniem autora była chyba świetnym sposobem na odparcie krytyki. Już nawet coś pisałem na dowód, że się kurewsko myli, ale przerwałem w połowie. Dziś ponownie zostałem zainspirowany przez tę samą osobę. Tekstem tym rozpocznę mam nadzieję całą serię, dotykającą tematyki z najgłębszych czeluści nerdoświata. Odniosę się tym razem do filmiku na temat klasycznej fantastyki [„Fatalstyka” odc. 13 — „Skazani na klasykę?”]: http://www.youtube.com/watch?v= 6Tq0AWrjt_0. W powyższym filmie autor przedstawia dość popularny wśród znawców pogląd, jakoby praprzyczyną fantastyki — w każdej postaci — był Tolkien. Dowodem na to jest rzesza światów, powielających schematy tolkienowskie, czerpiących z niego garściami, wbijających się w schematy nakreślone przez guru współczesnych fantastów1 . Czerpanie garściami z Tolkiena objawia się osadzeniem akcji w umagicznionym średniowieczu, motywem tułaczki, skopiowaniem fauny i flory, obecnością wybrańca i jego dreamteamu. Coś jest jednak nie tak z przykładami podanymi przez autora filmu — Warcraftem, Warhammerem, Zapomnianymi Krainami, światami TES, Might& Magic, Wiedźmina... Przyjrzyjmy się, jak powyższe i inne utwory wpisują się w naszkicowany przez nasz absolut schemat „zrób dobre bajdurki i opchnij je za grubą kasę”.

Na początek — nie pierwszy Tolkien się zafascynował średniowieczem. Ktoś, kto uważał na języku polskim powinien był zanotować coś bezlitośnie wałkowanego na wszystkie strony — romantyzm. Wtedy przecież tak chętnie sięgano po przeczące rozumowi opowiastki i bajki obecne w przekazach ustnych, a korzeniami sięgające średniowiecza, albo i dalej. Czy to nie daje do myślenia? Kilku autorów, żyjących na długo przed Aragornem i ekipą, spisało popularne do dziś baśnie — Grimmowie, Andersen, Perrault. Do tego zachowały się eposy rycerskie — dzięki temu, że były w nielicznym przez pewien czas gronie utworów, którym nie bardzo przeszkadzano się zachować. Zaczerpnięte w nich motywy są obecne i u Tolkiena. Czy Tolkien jest niezbędnym „przekaźnikiem popularności”? Moim zdaniem to gruba nadinterpretacja. Po drugie ale — już wśród wymienionych światów znajdziemy kontrprzykład — Warhammera, osadzonego w świecie quasi-renesansowym. Łatwo mnożyć przykłady utworów osadzonych wcześniej, później, w czasach współczesnych, albo w świecie tak różnym od naszego, że ciężko mówić o nawiązaniu do jednej konkretnej epoki. W literaturze sztandarowe będą Świat Dysku, Harry Potter, twórczość Andre Norton, Neila Gaimana, czy Philipa Pullmana.

Wybraniec i dreamteam

Tu podobnie: nie podlega wątpliwości, że to dość popularne. Jednak znów ciężko twierdzić, że to powielanie Tolkiena. Raczej śmiem twierdzić, że istnieje coś w ludzkiej naturze, co wymusza wciśnięcie w utwór koCzas akcji — bród, smród i etos goś z misją i paru w jakiś sposób zajebistych towarzyOczywiście nie ma co się sprzeczać z twierdzeniem, że szy, aby mieć jakiekolwiek szanse na zaciekawienie odnajlepiej widoczne w fantastyce są utwory odnoszące biorcy. Nie wiem, w jaki niby inny sposób miałoby to się do średniowiecza. Jednak, chcąc być uczciwym wo- wyglądać. Może powinienem czytać fantasy o normalnym wieśniaku, który doi fruwające krowy i uprawia bec faktów, trzeba wtrącić „ale”. A nawet parę „al”. 1

10

W tym akapicie tak wiele słów powinno zostać ujętych w cudzysłowy, że już sobie to darowałem.

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


BYTNER: LENIWY LEWACKI POMIOT rośliny many przez całą książkę, sam. To z pewnością namnożyło się elfów: wysokich, niskich, jasnych, ciemnych, śniadych, śnieżnych, pustynnych, morskich, nocbyłoby baardzo interesujące. nych, dziennych, popołudniowych, słonecznych, księżycowych i marsowych. Według tej zasady (paradokTopos — boso przez wieloświat? salnie) Tolkien „dobry” nie jest, bo elfów u niego nie Tu już ciężko się nie czepiać — motyw wędrówki, który ma2 . Tolkienowscy Quendi są — krytycznym okiem — ma być klasyką w fantastyce, to coś, co wyrosło z Tolludźmi z długimi uszami, którzy żyją wiecznie. Nie kiena? Odyseusz, jak tylko do Ciebie dopłynie, to Ci mam bladego pojęcia, dlaczego nadano im przezwitakiego konia trojańskiego zapakuje, że do końca żysko elfów — pociesznych miniaturek ze skrzydełkami, cia zapamiętasz jego imię. Chcemy czytać o Robinsoobecnych w baśniach i mitach. Trudno, od czasu wynach, Guliwerach, kapitanach Nemo, Lidenbrockach, dania Władcy Pierścieni elfy takie jak Calineczka są bo człowiek jest trójwymiarową istotą w czterowymiawysiudane z literatury fantastycznej, a szkoda. rowym wszechświecie, dla której podróż jest pojęciem Trzecią ważną rasą są orkowie, acz tu różnice są tak istotnym i elementarnym, że nawet, gdyby wyewoluował z żuka gnojarza na księżycu gazowego ol- tak wyraźne, że nie ma wiele do omawiania. Są orbrzyma w podwójnym układzie gwiazd, to tak czy siak kowie ze Śródziemia — brzydkie cherlaki, wywodzące się z elfów. Są orki z legend, które praktycznie można wiedziałby, co to znaczy „podróżować”. Ponadto, jeśli ktoś uważa, że to jest fantastyczny utożsamić z ogrami czy olbrzymami. Są też orkowie niezbędnik, to współczuję mu ubogiej biblioteki. Nie „współcześni” - wciąż brzydale, ale bardzo postawni, tak trudno znaleźć książki, które są świetne, obywając czasem tworzący własną, konkurencyjną wobec ludzsię bez motywu epickiej podróży, a poruszające dość kiej kulturę. Zdarzają się też orkowie rosnący z zarodników jak grzyby, czy inne dziwadła (tu polecam ważne tematy. Niewidocznych Akademików Pratchetta).

Technologia kopiuj-wklej — bo elf to elf, po chuj drążyć temat?

Podsumowanie

Najtrudniejszym do obalenia argumentem jest wszechobecność krasnoludów, elfów, orków i innych brzydali w większości uniwersów. Przyjrzyjmy się temu bliżej — tu przydadzą nam się przykładowe światy podane w filmie jako czerpiące z klasyki. Krasnoludy, które charakteryzują się tym, że są niskie, krępe, mieszkają w kopalniach, a ich życie polega na budowaniu, machaniu kilofem, machaniu toporem, piciu piwa i dupczeniu kobiet. Ludzkich, bo własnych nie mają. Znam jednak świat, w którym — pomijając pewne szczegóły — znajdziemy istoty z tego opisu, a który jest o wiele starszy od Śródziemia. Mianowicie nasz. Niski wzrost pewnych osób był od zawsze czymś przyciągającym uwagę, przez co karły doskonale odnajdowały się w światach mniej lub bardziej magicznych — czy to w cyrku, czy to w baśniach. Kolejną bardzo popularną rasą są elfy. Niepisana zasada mówi, że każdy „dobry” twórca fantasy musi wymyślić przynajmniej jedną własną elfią rasę, stąd

Owszem, krasnoludy, orkowie, elfy, a także inne stworzenia ze Śródziemia, mają swoje miejsce w fantastyce. Tylko czy każdy elf to Quendi? Czy to, że twórcy i tłumacze wciąż używają tych samych nazw do określania różnych istot (i kultur), jest spuścizną Tolkiena, czy zakorzenione jest głębiej? Czy przypadkiem nie jest tak — szczególnie mam na myśli polską scenę — że istnienie Tolkiena i przypisywanie mu ustanowienia podwalin pod współczesną fantastykę, nie wynika z prostego faktu, że kilka lat temu nakręcono głośny, dobrze rozreklamowany i całkiem ładny film na podstawie jego dzieła? Jako gówniarz nie miałem bladego pojęcia o istnieniu Śródziemia, a motywy fantastyczne uwielbiałem. Ciężko zarzucić Brzechwie, Kruger, Verne’owi, Parandowskiemu, Carrollowi czy Leśmianowi, że zrzynali z Tolkiena. Na zakończenie jeszcze coś o elfach [Franz Schubert — Erlkönig, op. 1, D 328]: http://www.youtube.com/watch?v=VdhRYMY6IEc

2

Zdaję sobie sprawę, że piszę głupotę.

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

11


BYTNER: LENIWY LEWACKI POMIOT 11 kwietnia 2013

Smartfony dla dumbuserów Patrzę właśnie na leżący przede mną telefon. Czarnuch ma pięć lat, kosztował mnie złotówkę, przeżył utopienie w miejscu, które wstyd wspominać, podejrzewam, że projektanci obudowy myśleli, że tworzą czarną skrzynkę. Niegdyś miałem ambitny plan nie wymieniać go, póki działa, acz zaczyna dawać się we znaki jego niezgodność z najnowszymi standardami, co skłania mnie do przyjrzenia się własnemu portfelowi i ofertom rynkowym. Przez pół dekady zadowalałem się produktem z najniższej półki, którego wybór był w dodatku pokierowany przede wszystkim eleganckim wyglądem i klasyczną, jednoczęściową obudową (przy ówczesnym zalewie tandetnych sliderów) — mianowicie Samsungiem SGH Z170. Prawie wszystkie jego wady, które stwierdzam aktualnie, były mi znane już na początku użytkowania — brak gniazda 3,5 mm do słuchawek oraz mini USB, krótki czas pracy baterii, niezrozumiała dla mnie, ale jednocześnie absolutnie nieuciążliwa niemożność ustawienia dzwonka mp3 jako sygnału przychodzącej wiadomości (przy czym można taki dzwonek ustawić dla połączeń i alarmów) oraz dziwny system dedykowany, który teoretycznie pozwala na instalowanie aplikacji Java, ale do tej pory nie znalazłem sposobu, jak taką zainstalować z własnego komputera. Jak widać są to pewne minusy względem standardów z czasów, gdy go kupowałem, nie mówiąc już o obecnych. Gdy teraz porównuję sobie dostępne w sprzedaży nowe telefony, nie wiem: czy mam płakać, czy się ciąć. Najlepiej biedę, jaką tam dostrzegam, zobrazuje reklama jabłkowych nowości, którą jakiś czas temu widziałem w telewizji. Ktoś chciał mi wmówić, że doskonałym powodem do zakupu tego cuda zza Atlantyku są niepowtarzalne możliwości w pstrykaniu i obróbce zdjęć. Widząc tę reklamę oniemiałem, bo gdybym wyjął z kieszeni swojego staruszka i zareklamował go komuś dokładnie tymi słowami, którymi próbowano mnie przekonać do zabawki droższej od mojego komputera, to praktycznie bym nie kłamał. Oczywiście nie dowodzi to, że mój telefon dorównuje współczesnym.

12

Ale też specjalnie od nich nie odstaje — ma praktycznie wszystkie funkcje potrzebne przeciętnemu użytkownikowi, a i trochę takich, które przydadzą się mniej przeciętnym, jak mi. Gdy czytam specyfikację współczesnych modeli z tej samej półki, co mój, to widzę tylko kosmetyczne różnice — większą pamięć, czy rozdzielczość matrycy aparatu. Świecie podręcznych super-gadżetów, czemu pozostajesz science-fiction? Gdzie są zegarki z wbudowanym Wszystkim? Czemu nowoczesne, ułatwiające życie technologie nie robią żadnej rewolucji, bo są po prostu niedostępne, bo ich zdobycie wymaga albo podpisania cyrografu, albo poświęcenia stu sześciopaków piwa? Oczywiście nie stawiam tych pytań dlatego, że naprawdę nie wiem. Nie odkryję Ameryki twierdząc, że produkcja tak zwanego smartfonu jest niewiele droższa od produkcji zwykłego pustaka. Dla mnie to oczywiste, że taka a nie inna sytuacja na rynku służy tylko napełnianiu kont producentów. Na jedno i drugie są klienci, nikomu nie opłaca się tego zmieniać i upowszechniać smartfonów, bo nic ich na wyższej półce cenowej nie zastąpi, a interes kręcić się musi. Wychodzi na to, że ponarzekałem głównie, że smartfony drogie. Ale jeszcze pozostaje druga część — że ich użytkownicy głupi. Rzecz jasna nie wolno uogólniać i część ludzi wie co robi, kupując taki a nie inny telefon. Ale jest też cała rzesza, która nabiera się na takie bzdury, jak we wspominanej przeze mnie reklamie. Dawniej o statusie świadczył zegarek na ręku, dziś — rodzaj cegły w kieszeni. Do tego sprowadził się wynalazek, który miał ludziom znacznie ułatwić życie. Wracam do swojego ambitnego planu — zobaczę, ile mój misiek jeszcze wytrzyma. Nie muszę mieć dotykowego ekranu, bo za parę lat wejdzie nowa moda, problem z gniazdem 3,5 mm rozwiąże polutowanie paru drutów. Dzięki odrobinie chęci mogę mieć w kieszeni ulubione filmy, muzykę, całą wiedzę ludzkości, słowniki i wszelkie potrzebne mi kontakty. Będę zrzędził, że kiedyś to były czasy, ale póki czołg nie przejedzie mojego telefonu, nie kupię dokładnie tego, co już mam, z odrobinę jedynie wygodniejszą obsługą.

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Katedra hipsterologii stosowanej

Rubrykę prowadzi: Folta

22 lutego 2013

Seks bez miłości Komentarz odnośnie artykułu Marty Brzezińskiej Seks bez miłości? To dobre dla zwierząt 1 opublikowanego na portalu Fronda.pl dnia 11 lutego 2013 11 lutego przejdzie do historii jako dzień, w którym Marta Brzezińska odkryła seks bez miłości. Tego właśnie dnia do kiosków trafiło wydanie tygodnika „Wprost” z artykułem okładkowym traktującym o tym zagadnieniu. Artykuł ów nie musiał długo czekać na ostrą replikę red. Brzezińskiej. Biorąc pod uwagę bezkompromisowy ton repliki, wnioskuję że z przedmiotowego artykułu red. Brzezińska dowiedziała się o tym, że niektórzy ze sobą sypiają, nie będąc małżeństwem. Zgodnie z zasadą, że „słuszny gniew zawsze spoko” miałem dużo radości z czytania frondowej filipiki, przy czym nie mogłem powstrzymać wielokrotnie zdziwienia. Zdziwienie wzięło się stąd, że wydawało mi się, iż w miarę rozgarnięta osoba żyjąca w systemie realkapitalizmu zdaje sobie sprawę z kilku zjawisk w nim występujących. Jednym z nich jest zasada sex sells, (pol. szczucie cycem), która sprawia że każdy szanujący się magazyn co jakiś czas o tym pisze. Z reguły raz na kwartał, czasem częściej, czasem rzadziej. Szczególnie ciekawy jest „Focus”, w którym nie ma numeru bez artykułu o seksie, a raz na pół roku wychodzi nawet numer specjalny poświęcony mu w całości. Dodatkowo, artykuł który stał się przedmiotem słusznego gniewu red. Brzezińskiej ukazał się 11 lutego, czyli w tygodniu walentynek. Nie chce mi się wchodzić w spory na temat wyższości nocy Kupały nad walentynkami. Można jednak wysnuć tezę, że: sex sells + walentynki = ... PROFIT! 1

Stąd też tematyczny artykuł we „Wprost” nie wzbudził u mnie żadnego zdziwienia. Wzbudziła je natomiast reakcja red. Brzezińskiej. Po pierwsze, nie sądziłem że na tak cyniczne zagranie jak artykuł o seksie w walentynkowym tygodniu można się nabrać. Z drugiej, zdziwiła mnie żywiołowość reakcji na tezy postawione w artykule i przyjęty model polemiki z nimi. Nie jestem biologiem, ale wydaje mi się, że miłość jest wtórna do seksu. Ot, wszystkie zwierzęta wykazują zachowania seksualne, a miłość to kwestia zwierząt wyższego rzędu (wydaje mi się, że tylko ptaków i ssaków, ale niech bardziej obeznani z biologią Czytelnicy mnie poprawią, jeśli się mylę). Bulwers Marty Brzezińskiej jest dla mnie o tyle niezrozumiały, że to nic odkrywczego i nic, o czym byśmy nie słyszeli. Inną ciekawą rzeczą, na którą już zwracano uwagę jest utożsamianie miłości z małżeństwem. To, że miłość niejedno ma imię jest truizmem. Tak samo fakt seksu przed- czy niemałżeńskiego. Dlatego ciekawie brzmi zdanie o wierności przez 50 lat. Czy miłość niepotwierdzona sakramentem (bo zakładam, że wg Frondy ślub cywilny się nie liczy) nie jest miłością? Najwidoczniej nie. Mam dziwne wrażenie, że Fronda traktuje pewne wzorce jako powszechnie obowiązujące i jedynie możliwe. Para to tylko małżeństwo, kobieta w zagrożonej ciąży to tylko męczennica, która ma rodzić bez względu na okoliczności. Tymczasem jesteśmy ludźmi, a nie marmurowymi pomnikami i o ile wzorowanie się na tych, których uważamy za wzór jest zazwyczaj dobre, to jednak trzeba pamiętać, że nie każdy może zo-

Artykuł dostępny pod adresem: http://www.fronda.pl/a/seks-bez-milosci-to-dobre-dla-zwierzat,26105.html

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

13


FOLTA: KATEDRA HIPSTEROLOGII STOSOWANEJ stać świętym. Przy okazji warto też brać pod uwagę, że różni ludzie mogą mieć różne wzorce. Dla jednych wzorem pary jest Maria i Józef, dla innych — de Beauvoir i Sartre. Problem zaczyna się, kiedy wzorem są Nancy Spungen i Sid Vicious, ale to chyba raczej margines... Argumentem, prawdopodobieństwo wystąpienia którego w wypowiedziach konserwatystów dąży do 1 jest też argument zezwierzęcenia. Że seks bez miłości właściwy jest zwierzętom. Otóż, nie zawsze tak jest, bo np. wrony łączą się w pary na całe życie, a zapewne jest i wiele innych gatunków, u których zachowanie takie występuje. Po drugie, człowiek jest jednym z nielicznych zwierząt, u których zachowania seksualne nie są bezpośrednio związane z rozmnażaniem, tj. ludzie uprawiają seks nie tylko dlatego, aby mieć dzieci. Podejmują nawet całkiem dużo działań, aby owych dzieci nie mieć. To rzekłszy, chciałbym skierować parę słów do konserwatystów. Choć może to się wydawać dziwne, na-

uczanie Kościoła Rzymskokatolickiego nie jest jedynym odnoszącym się do ludzkiej seksualności. Można do sprawy podchodzić na wiele sposobów. Jeśli dwójka dorosłych ludzi chce iść do łóżka, to niech idą, to mają do tego prawo. To że red. Brzezińskiej idea seksu bez miłości się nie podoba jest jej prawem, ale nie jest prawem powszechnie obowiązującym. Tutaj mamy zonk w postaci demokracji i wolności jednostki. Jeśli para poznała się 10 minut temu i już chce konsumować znajomość, to jest to ich sprawa. Jeśli ktoś uważa, że najlepszym na to momentem jest noc poślubna, też jest to jego sprawa. Tak samo jak sprawą red. Brzezińskiej jest to, z kim i jak spędza noce. Niewtykanie nosa w czyjeś życie osobiste jest zresztą dobrym standardem dla wszystkich (tutaj pozdrowienia dla komentujących życie seksualne Brzezińskiej — dajcie spokój. Przesadne zainteresowanie cudzą sypialnią zostawmy innym).

11 marca 2013

Lemingi

Jednym ze słów roku 2012 był rzeczownik leming. Żyłem, jak się okazuje, w kłamstwie, ponieważ Co w sumie zabawne, jako że na wyraz ten stosowany prawdziwy leming to ten koleś: w najczęstszym w ubiegłym roku znaczeniu (o czym za chwilę) natknąłem się pierwszy raz na przełomie 2006 i 2007 roku na niedościgłym forum Onetu. Jak przedstawiciel pokolenia Prince of Persia2 , lemingi kojarzyłem do tej pory z sympatycznymi pikselowatymi stworami spadającymi z nieba.

Tak wygląda leming.

Pora jednak zakończyć ten informatycznokulturoznawczo-zoologiczny wstęp i przejść do rzeczy. (Hyhy, Do Rzeczy, rozumiecie, hyhy...). W poprzedniej inkarnacji niepokornej ekipy, „Uważam Rze”, w lecie ubiegłego roku ukazał się artykuł Roberta Mazurka Alfabet Leminga 3 . Artykuł wyjątkowo słaby (aby móc to powiedzieć z czystym sumieniem, musiałem go przeczytać; mam nadzieję, że PT. Czytelnicy raczą docenić 2 Mamy już pokolenie „Teleranka”, generacje X, Y i Nic, a także dzieci sieci. Ja wymyśliłem sobie pokolenie Prince of Persia, a co! Z góry uprzedzając wątpliwości: pokolenie Prince of Persia zostało przeze mnie wyodrębnione w zgodzie z przyjętymi w polskiej debacie publicznej standartami. Czyli całkowicie arbitralnie i z dupy. 3 Artykuł dostępny pod adresem: http://www.uwazamrze.pl/artykul/909451.html

14

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


FOLTA: KATEDRA HIPSTEROLOGII STOSOWANEJ to poświęcenie graniczące nieledwie z masochizmem). Najzabawniejsze w prawicowych żartach jest to, że są absolutnie nieśmieszne, czego przykładem miał być ówże artykulik, w którym najbardziej bawi frustracja autora. Który zachęcony sukcesem popełnił też jego część drugą, podlaną sowicie Schadenfreude, bo lemingom ma spadać stopa. Co jest jednak zabawne, po całej wrzawie związanej z artykułem Mazurka (znacznie bardziej rozdmuchanej, aniżeli to dzieło zasługiwało), to to że niektórzy, nie znając ich niepokorno-onetowego rodowodu, zaczęli także narzekać na lemingi. Mimo, że PiS lubili tak samo jak ja (na rządy tej partii mam taką samą ochotę, jak na kamień w nerce). Ciekawa była argumentacja, ponieważ w tym wypadku przyczyna i skutek były całkowicie odwrotne, niż w wersji niepokornej. Dla niepokornych leming popełnia tylko jeden grzech: nie popiera PiS. To jest praprzyczyna, korzeń i źródło wszelkiego zła. Cała reszta jest wtórna i bez znaczenia; niemalże dopisana na siłę. Gdyby lemingi głosowały na PiS, to zamiast wieśniaków pracujących w korpach lansujących się w Starbucksie, mielibyśmy młodych, ambitnych ludzi z mniejszych ośrodków robiących karierę, pozostając przy tym wiernymi tradycji i pochodzeniu, wykazujących spore przywiązanie do swoich małych ojczyzn, tradycyjnej polskości i co tam jeszcze. Młodą nadzieję Polski. Jakby jeszcze byli konserwatywni, to Mazurek z kolegami nosiłby ich zapewne na rękach. Niepokorni mogliby mieć zastrzeżenia, że trochę za bardzo bezrefleksyjni i konsumpcyjni. Ale nikt nie jest doskonały, prawda? Z drugiej strony jest jeszcze weselej. Najpierw „Polityka” napisała kontrę do Mazurka (na szczęście nie siląc się na dowcipasy na poziomie oryginalnego tekstu), a potem Tomasz Lis poczuł się bardzo w obronie lemingów. Nagle stali się oni solą ziemi, rodzącą się klasą średnią, która nam tutaj wszystkim zbuduje demokrację, dobrobyt i w ogóle och i ach. A jak ja to widzę? Do tej pory leming grał dwie role: 1. zmanipulowanego bezrefleksyjnego wyborcy PO. Oddajmy głos red. Mazurkowi: [K]onstytutywną cechą lemingów — ludzi jest właśnie konformizm i bezrefleksyjność. Piotr Zaremba zdefiniował nawet lemingów jako „bezrefleksyjnych przeżuwaczy medialnych mądrości”. Wychowani na „Wyborczej”

4 5

i TVN czerpią z nich nie tylko wiedzę o świecie, ale także tegoż świata ocenę zróżnicowaną kolorystycznie jak wzrok psa — na czarne i białe.4 2. Wersja Lisa: Leming jest tak naprawdę najbardziej dojrzałym obywatelem. Potrafi popierać, ale nie bezwarunkowo. Głosuje, ale wymaga. Domaga się nie słów, ale czynów. Rozlicza nie z deklaracji, ale z efektów. Nie ulega tanim trikom. Ignoruje emocjonalny szantaż. Nie kupi się go wyborczą kiełbasą ani obietnicami wymyślonymi przez politycznych PR-owców. Leming nie cierpi pustosłowia, patosu, głupiej demagogii i wrzeszczącego patriotyzmu. Wie, że tak jak kiedyś był czas honoru, tak dziś jest czas wielkiej pracy. Nie marudzi, nie stęka, nie „allelui”, ale naprawdę jedzie do przodu. Nie wiem, jak Państwu, ale mnie aż serce urosło w ten piękny przedwiosenny dzionek. Piękne to i urocze jak wiącha sztucznych kwiatów. Obie wersje są wybiórcze i więcej mówią chyba o ich autorach, niż o lemingach jako takich. Pozwólcie więc, że zaprezentuję moją wizję leminga. Według mnie, leming nie jest u nas niczym nowym. Jest to nieco zmodyfikowany archetyp strasznego mieszczanina opisanego przez Tuwima w wierszu „Mieszkańcy”. Nie ma się co temu dziwić. Potrzeba bezpieczeństwa ma wyższy priorytet, niż potrzeba rozwoju. Nie każdy musi być intelektualistą. W Polsce tak akurat wyszło, że kanony zachowań wyznaczała inteligencja, która była nieliczną, ale wpływową grupą. Inteligent miał być wykształcony i kulturalny, wyznawać etos, etc. Przyrównując leminga do inteligenta, nietrudno dojść do podobnych wniosków jak Tuwim. Ale czy to źle? Nie wiem. Mnie mieszczańskie zachowanie drażni i nie potrafiłbym tak żyć. Na przykład za nic nie chciałbym mieszkać na strzeżonym osiedlu i jarać się nową plazmą.5 Czy potępiam tych, którzy o tym marzą? Nie. Nie szaleję za nimi, ale też z nimi nie przestaję więcej, aniżeli muszę. Oczywiście, chciałbym, żeby polskie społeczeństwo bardziej przypominało Holendrów lub Skandynawów, ale nie wierzę w cuda. Nie mam zamiaru pluć żółcią na lemingi, ani też nie będę ich wychwalał. Niech sobie żyją, robią to, co robią i niech będą szczęśliwi. Takiego podejścia życzę red. Mazurkowi i Lisowi, jak też też i Wam, drodzy Czytelnicy.

Widzicie, co ja dla Was, drodzy Czytelnicy, musiałem czytać? Chyba, że podłączą do niej playstation.

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

15


FOLTA: KATEDRA HIPSTEROLOGII STOSOWANEJ 14 kwietnia 2013

Rondo Gierka i Margaret Thatcher Czy ludzi już do reszty pogrzało? Na patrona ronda w Warszawie proponuje się Gierka albo Thatcher. Oba pomysły są równie debilne, więc nie wiem od którego zacząć. Chyba zacznę od Gierka. Radom i Ursus to jedno. Zresztą to fajny przykład jakie jest rozumienie pewnych procesów w Kraju Kwitnącej Cebuli: w 1923 r. rząd Witosa upada po wydarzeniach 5 listopada: wskutek strajku ginie 18 cywili i 14 żołnierzy. O tym nie pamiętamy, bo II RP i Gdynia. 1970 Wybrzeże — pada Gomułka, bo kazano strzelać do ludzi. Wybrzeże źle. 1976, Płock, Radom i Ursus. Też są ofiary śmiertelne, ale mało. Ale Gierek dobrze, więc czerwiec też dobrze. W 1981 Wujek. Jaruzel źle, to Wujek też źle. 1923, 1970 i 1981 to w sumie ten sam schemat, ale 1970 i 1981 źle, bo PRL, a 1923 dobrze, bo II RP i Gdynia się rozbudowuje. O tym, że pół roku temu spłaciliśmy wreszcie długi Gierka i o tym, że gospodarka polegała na budowie skansenów w randomowych miejscach to sprawa oczywista. Wniosek prosty i smutny: ludzie mają w głębokim poważaniu idee takie jak wolność, solidarność, etc., choć wycierają sobie nimi teraz gębę. Buntują

16

się jak drożeje wódka i kiełbasa zwyczajna, a stawiają pomniki za maluch i coca-colę. Co do Thatcher, to widzę tu chyba tę samą motywację co dla Ronda Reagana we Wrocławiu. Bezgraniczne i bezrefleksyjne uwielbienie bez znajomości kontekstu (bo choć rządy Thatcher pomogły wielkiej Brytanii, to jednak miały też wiele negatywnych skutków ubocznych). Do tego dodajmy kierowanie się emocjami w miejsce rozumu i nadgorliwość wynikającą z kompleksów i mentalności pańszczyźnianego chłopstwa. Przy czym postawa kultu wobec Thatcher i Reagana ze swojej natury pozbawiona jest głębszej refleksji i prostacka. I w ten sposób w moim rodzimym grodzie Reagan, którego zasługi dla Wrocławia są nikłe, ma wielkie rondo, a ofiary Festung Breslau, których było 200.000, w tym większość cywili, mają figę z makiem. Nie mówiąc już o tym, że zarówno Reagan jak i Thatcher są krytykowani m.in. za położenie podwalin pod aktualny kryzys. Na szczęście ktoś jednak w tym mieście myśli i zgłosił dobrą kandydaturę na patrona ronda. Jest to Maniuś Kitajec.

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Na dnie strumienia świadomości

Rubrykę prowadzi: Miszczyk

8 lutego 2013

Urojona przeszłość Nie jest tajemnicą, że nie identyfikuję się z wszelkiego rodzaju skrajnym konserwatyzmem. Nie odpowiada mi w nim chociażby podejście do religii, posłuszeństwa czy hierarchii. Konserwatyzm to jednak nie tylko posłuszeństwo, religia i hierarchia. U podstaw wszelkiego reakcjonizmu leży tęsknota za jakimś złotym wiekiem. Za mądrymi królami, wielkimi generałami, szlachetnymi rycerzami, prawdziwą sztuką, relacjami międzyludzkimi opartymi na szczerości i życiu w imię jakiejś wzniosłej idei. Wizja taka jest ciekawa — nie jest to społeczeństwo pozbawione konfliktów1 ale społeczeństwo w którym każdy konflikt ma sens i do czegoś prowadzi, wybitni ludzie są docenieni a dobro łatwo oddzielić od zła. Pozostaje jednak pewien problem: takiego złotego wieku nie da się umieścić nigdzie na osi czasu. Potrzebny byłby raczej układ współrzędnych z osią Y rzeczywistości alternatywnych. Świat nigdy nie był wspaniały. Materialistyczne podejście, tak znienawidzone przez reakcjonistów, nie jest wymysłem XX wieku — większość ludzi zawsze żyła w ten sposób, myśląc przede wszystkim o zaspokajaniu własnych podstawowych potrzeb. Wojny zawsze prowadzono o ziemię, zasoby i pozycję polityczną, nie dla żadnych wyższych celów. Na jednego wybitnego artystę zawsze przypadała setka ta-

1

kich, którzy tworzyli przede wszystkim to, co spodoba się publiczności. Rycerskie eposy nie opisywały życia przeciętnego człowieka w zbroi. One próbowały pokazać szlachetnie urodzonemu ścierwu z mieczami jak powinno się żyć, bo szlachetnie urodzone ścierwo z mieczami zwykle nie było ani szczególnie honorowe ani szczególnie bohaterskie. Z przeszłości znamy wielu wielkich ludzi, ale wielcy ludzie zawsze byli wyjątkiem, nie regułą. Żaden system polityczny i żaden religijny fanatyzm nie przemienią społeczeństwa przeciętniaków w coś więcej. Żaden system nie zapewni też że to ci wielcy, wybitni i mądrzy znajdą się na szczycie drabiny społecznej — w końcu wybitne jednostki nie muszą być ani wysoko urodzone, ani tym bardziej związane z dominującym środowiskiem politycznym. Arystokracja to nie władza najlepszych ale władza tych, których przodkowie byli na tyle dobrymi politykami że zabezpieczyli swoją rodzinę na wiele pokoleń — a to jeszcze niewiele znaczy. Wielkość zawsze była wybiciem się ponad przeciętność. Przeszłość nigdy nie była tak piękna jak opowieści o przeszłości. Zwykły człowiek tysiąc lat temu nie był lepszy od zwykłego człowieka teraz i zapewne nie będzie lepszy od zwykłego człowieka za tysiąc lat. I nic tego nie zmieni.

Miszczyk, Brak złodzieja, http://www.rekurencje.pl/2013/01/18/miszczyk-brak-z%C5%82odzieja/

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

17


MISZCZYK: NA DNIE STRUMIENIA ŚWIADOMOŚCI

Nerdkultura polityczna

15 lutego 2013

Wprowadzenie

Metodologia badania nerdkultury

Wprowadzenie osobiste

Nawiązując do politycznych odczytań kultury oraz do zastosowania psychoanalizy do badania literatury i sztuki (o tym jak ważne są wnioski do których doszli psychoanalitycy niech świadczy popularny mem internetowy „DICKS EVERYWHERE”6 ), najlepszą metodą badania zdaje się być nadinterpretacja i wybieranie takich faktów, które pasują do tezy. Wyniki moich badań przedstawię w formie ogólnikowych sformułowań (pozwalają one uniknąć nieokrzystnych dla tezy interpretacji wynikających ze szczegółowej analizy źródeł, zmniejszają także szanse na niepożądane przkeształcenie sekcji komentarzy w kłótnię o to czy gry komputerowe w które gram i seriale science-fiction które oglądam spełniają ogólnie przyjęte kryteria „zajebistości”) płynących luźno w strumieniu świadomości (bo to mój artykuł).

Pomysł na ten artykuł miałem w przybliżeniu od zawsze, o ile uznamy że „zawsze” jest od powstania czasopisma Rekurencje do plus nieskończoności. Najpierw chciałem żeby to był mój pierwszy artykuł, doszedłem jednak do wniosku że nie mogę zacząć swojej kariery od czegoś tak głupiego i bezsensownego. Nie, coś tak głupiego i bezsensownego musi być moim rekurencyjnym magnum opus — przynajmniej dopóki nie wymyślę czegoś jeszcze głupszego i jeszcze bardziej bezsensownego (nie bójcie się, zapewne wymyślę). Wprowadzenie satyryczne Akademicka lewica lubuje się w interpretowaniu wszystkiego politycznie. Jeszcze niedawno śmialiśmy się z Krytyki Politycznej przypisującej Żeromskiemu chęć wymordowania Żydów2 , ale przecież nie jest to odosbobniony przypadek. KryPol widzący rasistowską eksterminację tam gdzie jej nie ma, ekolodzy narzekający na wszechobecny antropocentryzm i radykalne feministki odczytujące wszystko jako „kulturę gwałtu” i „patriarchat” to tylko najbardziej przerysowane przykłady „marksistowskiego odczytania”3 , „feministycznego odczytania”4 i podobnych nurtów w krytyce literackiej. A odczytywać w ten sposób można wszystko5 . Gdy polityka tak agresywnie wchodzi w sferę kultury, najlepszą obroną dla kultury będzie działanie analogiczne. Odpowiedzią na polityczną analizę kultury będzie kulturowa analiza polityki, a pierwszym krokiem na drodze do niej musi być stworzenie opartej na kulturze ideologii. Oczywiście istnieje wiele różnych nurtów w obrębie kultury i każdy będzie patrzył na politykę inaczej. Ja wybieram ocenianie wszystkiego z perspektywy nerdkultury ponieważ jest mi ona bliska, w dodatku traktowanie jej na równi z innymi elementami kultury denerwuje pretensjonalnych ludzi — a to jest zawsze coś dobrego.

Nerdkultura jako filozofia polityczna Post-wprowadzenie Zanim przejdziemy do analizy nerdkultury, musimy najpierw ją zdefiniować. Jednoznaczny opis koniecznych przesłanek kwalifikacyjnych zdaje się być niemożliwy, dlatego przyjmiemy definicję którą wymyśliłem na poczekaniu: nerdkultura to całokształt tekstów kultury wywodzących się z niszowej części popkultury, ściśle związany z nowymi mediami i nowymin formami ekspresji, charakteryzujący się eskapizmem7 . Nerdkultura jest synkretyczna. Czy ta definicja jest kiepska? Zapewne tak. Ale nic nie możecie z tym zrobić bo ten artykuł jest moją nadinterpretacją, nie waszą. Nerdkultura jako mit heroiczny; polityka mitu heroicznego Analizując większość wytworów nerdkultury trudno nie zauważyć elementów mitycznych. Wynika to częściowo z zakorzenionego w kulturze monomitu opisywanego przez Campbella jako wędrówka bohatera8 o tysiącu twarzach9 , ale nie tylko. Dość wyraźny jest

2

Eliza Szybowicz, Fantomowe Przedwiośnie, 16.01.2013, http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/czytaj-dalej/ 20130116/fantomowe-przedwiosnie 3 http://en.wikipedia.org/wiki/Marxist_literary_criticism 4 http://comminfo.rutgers.edu/professional-development/childlit/Feminist/femread.html 5 http://greatgreatgrand.blogspot.com/2008/08/giving-text-marxist-reading-there-are.html 6 https://encyclopediadramatica.se/Dicks_Everywhere 7 Miszczyk, Pochwała eskapizmu, 08.01.2013, http://www.rekurencje.pl/2013/01/08/miszczyk-pochwa%C5%82a-eskapizmu/ 8 http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/TheHerosJourney 9 Piotr Wereśniak, Podróż bohatera o tysiącu twarzach, 11.12.2011, http://piotrweresniak.com/2011/12/11/ podroz-bohatera-o-tysiacu-twarzach/

18

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


MISZCZYK: NA DNIE STRUMIENIA ŚWIADOMOŚCI tradycyjny obraz bohatera jako kogoś kto odważnie walczy ze złym wrogiem w obliczu zagrożenia życia. Pisarz Michael Moorcock napisał długi esej narzekający na konserwatywne implikacje literatury fantasy10 , tu jednak nie chodzi o zwykły konserwatyzm. Nerdkultura nie strzeże starego porządku, religii, prawowitej władzy czy społecznego konsensusu. Ona na pierwszym miejscu stawia niezłomnego wojownika który walczy w imię czegoś większego niż własna korzyść i nawet jeżeli nie osiąga swojego celu lub nie jest doceniony przez innych, jest obiektywnym moralnym zwycięzcą który przez swoje czyny stał się kimś więcej niż zwykli ludzie. Jest to postać analogiczna do wzoru jaki stawiają nie głównonurtowi konserwatyści a raczej inspirowani koncepcją nietzscheańskiego nadczłowieka konserwatyści rewolucyjni i tradycjonaliści integralni jak Jünger czy Evola.

tywna, jest to niemal zawsze prezentowane jako wada. Indywidualizm nerdkultury jest indywidualizmem jak najbardziej liberalnym. Etyka nerdkultury

Jest jeszcze jeden element filozofii nerdkultury niepasujący ani do ideologii tradycjonalistycznej i związanej z nią władczej deontologii ani do etycznego egoizmu14 mogącego wynikać z daleko posuniętego indywidualistycznego liberalizmu. Moralność nerdkultury to prosta, intuicyjna moralność altruistyczna15 . Dobry człowiek pomaga innym, nawet jeżeli tylko dlatego że pomaganie po prostu sprawia mu przyjemność16 . Nawet jeżeli jego działanie nie przynoszą pożytku, jego intencje nie są złe. Złoczyńca albo bezpośrednio szkodzi (kradnie, zabija, niewoli) albo dopuszcza powstanie szkody ponieważ nie obchodzi go los innych ludzi. Bardziej skomplikowani antagoniści Nerdkultura i jednostka robią złe rzeczy dla dobra innych, ale taki wróg jest Jednak nie wszystko w nerdkulturze można inter- „mniej zły”. Dość często można też spotkać się z etyką pretować tradycjonalistycznie. Popkultura mimo swo- opartą przede wszystkim na współczuciu17 . jej masowości11 często promuje postawy indywidualistyczne12 , tym bardziej indywidualistyczne są więc Zakończenie wywodzące się z popkultury nisze których celem nie Podsumowanie jest znalezienie szerszej publiczności. Jak objawia się ten indywidualizm? Najczęściej Polityczna filozofia nerdkultury to altruistyczny libew postawie bohatera, który nierzadko jest niezależny ralizm integralny. Jest to idea w której równie ważne od wszelkich odgórnych struktur — a jeżeli już się są wolność jednostki, troska o innych i dokonywaw nich znajduje, jest często niepodporządkowany, co nie wielkich czynów. Najlepiej podsumowuje ją motto prowadzi do konfliktów ze zwierzchnikami. Indywidu- (które właśnie wymyśliłem): „żyj tak, żeby twoja bioalizm wyraża się też symbolicznie — bohaterowie czę- grafia była dobrą grą komputerową”. sto wyróżniają się strojem, sposobem poruszania, sposobem mówienia. Bohaterowie zwykle nie noszą uniPost-podsumowanie formów — nawet bohater-żołnierz i bohater-policjant Ten artykuł był oczywiście pisany z przymrużerzadko pokazują się w mundurach. O ile część z tych rzeczy możnaby na siłę zinter- niem oka. Nie zmienia to faktu że jestem dość pretować jako słuszny, konserwatywny bunt przeciwko dumny ze stworzonej w nim idei, niezależnie od tego zepsutemu światu gdyby nie jeden ważny element: po- czy będziemy nazywać ją nerdkulturą polityczną, dejście do spraw społecznych. Wyraźna, agresywna altruistycznym liberalizmem integralnym, fikcjonalinienawiść bądź niechęć wobec mniejszości i grup mar- zmem18 czy bezsensownymi pierdoletami Miszczyka. ginalizowanych (rasizm, antysemityzm, mizoginia, ho- Czy nadaje się to na filozofię życia albo ideologię pomofobia) jest niemal zawsze cechą charakteryzującą lityczną? Pewnie nie, ale zawsze można spróbować. złoczyńców13 — a jeżeli nawet posiada ją postać pozy- W końcu nie ma co ograniczać się rzeczywistością.

10

www.revolutionsf.com/article.php?id=953 Stephen Young, Mass Individualism? Mass Produced Culture in Western Society, 4.02.2008, http://socyberty.com/ social-sciences/mass-individualism-mass-produced-culture-in-western-society/ 12 http://philosophynow.org/issues/64/Pop_Culture_An_Overview 13 http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/PoliticallyIncorrectVillain 14 http://philosophy.lander.edu/ethics/ethical_ego.html 15 http://en.wikipedia.org/wiki/Altruism 16 http://www.iep.utm.edu/psychego/ 17 http://en.wikipedia.org/wiki/Arthur_Schopenhauer#Ethics 18 Miszczyk, Prawdziwa dyskryminacja, http://www.rekurencje.pl/2012/11/07/miszczyk-prawdziwa-dyskryminacja/ 11

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

19


MISZCZYK: NA DNIE STRUMIENIA ŚWIADOMOŚCI 24 lutego 2013

Analiza zjawiska neoliberalizmizmu Jako twórca altruistycznego liberalizmu integralnego19 musiałem postawić sobie pytanie jakie stawia sobie w dzisiejszych czasach każdy twórca ideologii mającej kiedyś podbić świat: „czy światopogląd który stworzyłem jest neoliberalny?”. Odpowiedź na nie brzmi oczywiście „tak” — w tym artykule wyjaśnię dlaczego. ‘Neoliberalizm’ to popularne słowo, szczególnie w publicystyce lewicowej, do dziś jednak nikomu nie udało się stworzyć jego spójnej definicji. Neoliberalizm opisuje się poprzez wskazanie pewnych cech i wyliczenie reprezentatywnych osób, partii i zjawisk — ale na podstawie takiej enumeracji także nie da się ustalić co to za dziwny światopogląd. Zagadkę tę można rozwiązać tylko metodami trollskimi: wejść na wyższy stopień rekurencji20 i opisać ideologię nielubienia neoliberalizmu.

Osoba opanowana przez neoliberalizm to neoliberał. Do klasyfikacji jako neoliberała teoretycznie potrzebne są dwie cechy, są one jednak uznawane za sprzężone (wystąpienie jednej implikuje występowanie obydwu): światopogląd niezgodny z neoliberalizmizmem i negatywne cechy osobiste (brak współczucia, okrucieństwo, egoizm, chciwość). Neoliberałowie, mimo egoizmu, wykazują zaawansowane umiejętności działania w grupie i myślenia strategicznego. W okresie dojrzewania neoliberałowi przyznawana jest pozycja społeczna:

Neoliberalizmizm — ideologia lewicowa powstała na przełomie XX i XXI wieku. Zakłada ona, że świat kontrolowany jest przez zdepersonifikowane zło występujące pod nazwą neoliberalizmu.

• polityk — neoliberał w strukturach władzy; wszyscy politycy mają poglądy neoliberalne, potrafią jednak symulować konflikt w celu dezinformacji;

Neoliberalizm jest w filozofii neoliberalizmistycznej kolejną, przystosowaną do współczesnego świata, inkarnacją transendentnego zła (jego poprzednie wcielenia to znane z marksistowskiej historiozofii: niewolnictwo, feudalizm i kapitalizm). Co ciekawe, zło to objawia się nie w osobnych kategoriach działania ale jako brak dobra: niedostateczne wypełnianie moralnych zaleceń neoliberalizmizmu. Zalecenia te nie są jednorodne: różne odłamy neoliberalizmizmu wyznaczają inne wzorce zachowań, stąd częste są przypadki wzajemnego oskarżania się o neoliberalizm.

• leming — uśpiony agent dezorganizujący społeczeństwo złośliwą apatią; • kapitalista — groźny potwór atakujący przy pomocy przewagi ekonomicznej;

• światowy bankier — ostatni boss neoliberalizmizmu; jego alignment to neutralny zły lub chaotyczny zły, zabicie go daje dużo expa. Wszystkie te grupy prowadzą skomplikowaną współpracę, dla niewtajemniczonych wyglądającą na naturalne relacje społeczne. Zdania na temat natury tej współpracy są podzielone: część neoliberalizmistów uważa że jest ona wrodzoną cechą neoliberała, dla innych jest to dowód na telepatyczne sterowanie przez demona znanego jako Baal-Tzerovich. Przeciwnicy tej tezy argumentują że wiara w Baal-Tzerovicha jest neoliberalna.

19

Miszczyk, Nerdkultura polityczna, patrz s. 18, http://www.rekurencje.pl/2013/02/15/miszczyk-nerdkultura-polityczna/ Bednarski, Drugie spojrzenie na nerdkulturę, patrz s. 38, http://www.rekurencje.pl/2013/02/18/bednarski-drugiespojrzenie-na-nerdkultur%C4%99/ 20

20

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


MISZCZYK: NA DNIE STRUMIENIA ŚWIADOMOŚCI

Kyriarchia Śmiałem się swego czasu z miłośników doszukiwania się wszędzie niesłusznego społecznego uprzywilejowania21 . W tym artykule wrócę do tej tematyki, skupię się jednak nie na samych „privileges” a na teoretycznej podbudowie tej koncepcji. Idea walki z istniejącymi i wyimaginowanymi przywilejami wywodzi się z opracowanej przez radykalną feministkę Elisabeth Schüssler Fiorenza teorii zgodnie z którą współczesne społeczeństwa nie są już oparte na ścisłej hierarchii ale nie są też prawdziwie egalitarne. Istniejąca struktura jest kyriarchiczna22 (oparta na władzy) ale władza ta nie jest prostą strukturą rządzących i rządzonych a skomplikowaną, intersekcjonalną23 konstrukcją. Nierówności rozłożone są na kategorie, dlatego każdy może posiadać zarówno cechy stawiające go w pozycji dominującej jak i cechy stawiające go w pozycji ofiary.24 Cechy te są nieporównywalne: nie da się stwierdzić czy biały niepełnosprawny jest bardziej uprzywilejowany niż czarny pełnosprawny ponieważ wzajemne przewagi jednego nad drugim są innego typu. Kyriarchia jest wszędzie.25 Czym są kyriarchiczne relacje władzy? Podobnie jak w przypadku „przywilejów” — każdą formą przeagi jednej osoby nad drugą. Teoretycy na każdym kroku podkreślają że chodzi o kwestie prawa, statusu społecznego, sytuacji ekonomicznej, ale także o natu-

Post-rzadkości nie będzie Jedną z podstaw ekonomii jest istnienie zjawiska zwanego rzadkością. Zasada jest prosta: zasoby i możliwości ich pozyskania są skończone, ludzie potrzeby są skończone. Niemożliwe jest żeby każdy miał wszystko — do zaspokajania potrzeb konieczne są produkcja i wymiana. Niektórzy z ludzi niezadowolonych z kapitalistycznej ekonomii wierzą, że dopóki istnieje rzadkość, wymarzony przez nich „sprawiedliwy” system będzie nie do osiągnięcia. Jak pozbyć się rzadkości? Od-

1 marca 2013

ralne nierówności związane z wiekiem, pełnosprawnością, siłą fizyczną czy inteligencją. Tu właśnie ujawnia się cały absurd i bezsens walki z kyriarchią. Jest to niemal najbardziej skrajna forma dążenia do równości materialnej — tak skrajna, że za społęczną niesprawiedliwość uznaje nawet istnienie różnic w umiejętnościach. Mówię „niemal”, ponieważ przeciwnicy kyriarchii dążą nie do zniesienia wszelkich różnic a do tego żeby „tylko” nie miały one wpływu na funkcjonowanie jednostki w społeczeństwie. Alternatywą dla walki z kyriarchią niech będzie (oczywiście oparta na jedynej słusznej ideologii26 ) walka o rozsądną, merytokratyczną kyriarchię. Zamiast niwelowania wszelkich możliwych różnic — podkreślajmy i rozwijajmy dobre różnice. Niech społeczna akceptacja i idący za nią status ekonomiczny będą zachętą dla ludzi: żeby byli mądrzejsi, silniejsi, lepsi moralnie. Kyriarchia w której jedna osoba ma nad drugą przewagę intelektualną a druga nad pierwszą przewagę fizyczną, ale żadna z tych przewag nie jest przewagą porządkującą wszystkich w jednej hierarchii — czy to nie piękna wizja? Oczywiście jest to wizja nie mniej utopijna niż absolutna równość27 — ale lepiej dążyć do dobrych różnic, dobrej rywalizacji i dobrej nierówności niż do absolutnej równości. Bo świat oparty na różnicy byłby po prostu ciekawszy.

22 marca 2013

powiedź podobno przyniesie rozwój technologii, chociaż bardziej odrealnieni teoretycy konspiracji (patrz: Zeitgeist Movement) wierzą że społeczeństwo postrzadkościowe jest możliwe tu i teraz, o ile tylko powierzymy władzę komuś lepszemu. Jak wyobrazić sobie społeczeństwo postrzadkościowe? Jest to proste: wystarczy pomyśleć o świecie w którym wszystkie zasoby, dobra i produkty są tak powszechne i ogólnodostępne że nie dałoby się rozpatrywać ich w kategorii własności. Elimino-

21

Miszczyk, Karty bingo i checklisty, http://www.rekurencje.pl/2012/11/15/miszczyk-karty-bingo-i-checklisty/ http://en.wikipedia.org/wiki/Kyriarchy 23 http://geekfeminism.wikia.com/wiki/Intersectionality 24 http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2010/sep/10/kyriarchy-and-patriarchy 25 http://www.shakesville.com/2013/01/culture-of-kyriarchy.html 26 http://www.rekurencje.pl/2013/02/15/miszczyk-nerdkultura-polityczna/ 27 Miszczyk, Brak złodzieja, http://www.rekurencje.pl/2013/01/18/miszczyk-brak-z%C5%82odzieja/ 22

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

21


MISZCZYK: NA DNIE STRUMIENIA ŚWIADOMOŚCI wałoby to konieczność zarówno rynkowej rywalizacji jak i państwowej reglamentacji. Byłoby — i już. Czyste post-scarcity jest oczywiście niezgodne z prawami fizyki, teoretycznie możliwe natomiast byłoby de facto osiągnięcie takiego stanu poprzez znalezienie gdzieś w kosmosie ogromnych źródeł zasobów i energii oraz prawie całkowita automatyzacja pracy. Na szczęście takiej okropnej utopii28 nigdy nie będzie. Pomijając nawet istnienie przedmiotów unikatowych, zabytkowych czy posiadających wartość sentymentalną (tego nie stworzy się sztucznie) — postrzadkościowi marzyciele zapominają o jednym, prostym elemencie: o potrzebach psychologicznych. Jest jedna, ogromna społeczność, ktora prawie znajduje się w erze post-rzadkościowej: internet. Pomimo wpływów złowrogiego IRL, płatnych subskrypcji, regulacji prawnych i ograniczonych zasobów wirtualnych, sfera commons jest wręcz niewyobrażalnie wielka. Wiedza, sztuka, rozrywka, oprogramowanie użytkowe — wszystko za darmo i na wyciągnięcie ręki. I co z tego? Wbrew idiotycznym marzeniom, nawet internetowe społeczności skupione na bezinteresownej wymianie informacji odległe są od przerażających, wyidealizowanych wizji ogólnej szczęśliwości. Niezależnie od tego czy wrzucamy stworzone przez nas wolne oprogramowanie na SourceForge, redagujemy encyklope28

22

dyczne artykuły na Wikipedię czy dzielimy się naszym dorobkiem artystycznym na jednej z niezliczonych stron dla pisarzy, grafików, fotografów czy muzyków, związana z potrzebami psychologicznymi rzadkość jest przy nas. Gdy tworzymy — chcemy uznania. Gdy dyskutujemy — chcemy przekonać. Gdy gramy — chcemy wygrać. Rywalizujemy, czasem dla samej rywalizacji. Czasem po prostu chcemy się kłócić, czasem wręcz przeciwnie — chcemy zrozumienia i bliskości. Ale wiemy że bliskość rozdawana każdemu bez wyjątku po równo to fałszywa bliskość. Że podejście „to tylko opinie, wszyscy mają trochę racji, prawda leży pośrodku” zabija sens dyskusji. Że gra w której każdy jest tak samo zwycięzcą nie jest właściwie grą — bo nawet w grach w których nie ma bezpośredniej rywalizacji między graczami i tak chcemy być najlepsi, najbardziej kreatywni, wiedzieć najwięcej. Oczywiście nie każdy chce coś osiągnąć — część po prostu chce się dobrze bawić. Inni chcą mieć święty spokój. Jeszcze inni po prostu chcą rodziny i przyjaciół. I tych rzeczy też nie zapewni im żadna technologia ani żaden sprawny rząd. I dobrze — w końcu, jak wiedzą ci którzy czytają moje artykuły, brak rzadkości w kwestii potrzeb psychologicznych byłby utopią. A nie ma nic gorszego niż stan idealny.

Miszczyk, Brak złodzieja, http://www.rekurencje.pl/2013/01/18/miszczyk-brak-z%C5%82odzieja/

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Nerdonomicon

Rubrykę prowadzi: Świtalski

Teorie spisku, część pierwsza: O tym, jakie niebezpieczne rzeczy czają się na niebie Ten artykuł miał wyglądać inaczej. Miał być wyliczeniem i krótkim opisaniem kilku dość popularnych teorii spiskowych, lecz na przeszkodzie stanęły dwie sprawy. Po pierwsze, podczas poszukiwania materiałów znalazłem ich taką ilość, że aż szkoda by się zmarnowały. Po drugie, większość z nich jest tak wesoła, że grzechem byłoby nie podzielić się nimi z czytelnikami. Zatem zamiast jednego artykułu będzie całą seria. Na pierwszy ogień idzie teoria o tyle dobra, że każdy może wyjść przed dom i popatrzeć na jej efekty samemu. Mowa o smugach chemicznych, znanych też jako chemtrails.

smugami kondensacyjnymi. Mógł też dowiedzieć się, jak powstają: przy odpowiednich warunkach (wysokość, temperatura, wilgotność) dookoła drobinek spalin tworzą się kryształki lodu1 . Smugi takie w zależności od warunków pogodowych mogą utrzymywać się w powietrzu od kilku minut do kilku godzin. Gdy wilgotność na wysokości, na której się znajdują odpowiednio się obniży kryształki lodu ulegają sublimacji (zamieniają się z ciała stałego bezpośrednio w gaz, z pominięciem fazy ciekłej) i smuga znika. Smugi są nieszkodliwe dla zdrowia i nie mają na nas żadnego wpływu. Gdzieś jednak musi tkwić drugie dno. Przecież gdyby to wszystko było takie proste, nie byłoby tego tekstu. Tak się bowiem składa, że tam, gdzie zwykły, nie świadom istnienia globalnego spisku na każdym kroku czyhającego na nasze zdrowie i życie obywatel widzi niewinną smugę kondensacyjną, wytrawny teoretyk spiskowy widzi coś zupełnie innego: złowieszcze smugi chemiczne. Chemtrailsy podszywają się tylko pod bogu ducha winne contrailsy, a tak naprawdę służą zupełnie innym celom.

Rysunek 1: Chemtrails Przypuszczam, że każdy widział kiedyś na niebie takie smugi. Dla tych, których nigdy to nie zainteresowało to po prostu „te ślady, które zostawiają za sobą samoloty”. Jeżeli kogoś sprawa zaciekawiła, mógł dowiedzieć się, że fachowo nazywają się one

Teorii dotyczących tego, z czego właściwe składają się i do czego wykorzystywane są chemtrailsy jest kilka. Najmniej szalona 2 mówi o tym, że zawierają cząsteczki baru, aluminium i krzemu, stosuje się je w celu kontroli klimatu, a podtruwają nas tylko przy okazji3 . Dalej robi się weselej: rozpylanie tych związków ma również służyć systemowi HAARP (na samo wspomnienie którego fani teorii spiskowych mają mo-

1

http://contrailscience.com/contrails-are-condensation-but-not-like-your-breath/ http://www.slideshare.net/guestcdfdc5/chemtrails-experiments-in-weather-control 3 Co ciekawe, trop klimatyczny nie do końca rozmija się z prawdą — zwykłe smugi kondensacyjne mogą mieć wpływ na klimat. Istnieje badanie (http://facstaff.uww.edu/travisd/pdf/climatepapermar04.pdf) wykazujące, że gdy po zamachach z 11 września 2001 na trzy dni wstrzymano ruch samolotów nad USA różnica między temperaturami za dnia i w nocy gwałtownie wzrosła. 2

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

23


ŚWITALSKI: NERDONOMICON kro w majtach i który na pewno będzie bohaterem jednej z kolejnych części cyklu) do wywoływania trzęsień ziemi czy suszy4 . Schodząc dalej po drabinie szaleństwa mamy kolejno: nanoboty mające umożliwić kontrolę myśli5 , kontrolę populacji poprzez czynienie ludzi niezwykle podatnymi na grypę6 , masową sterylizację7 czy ukrycie przed nami istnienie planety Nibiru 8 . I shit you not. A na deser: smugi chemiczne mają być także odpowiedzialne za powstawanie morgellonów — sztucznych włókien powstających pod ludzką skórą9 . Co prawda główna teoria o morgellonach mówi, że powstają w wyniku spożywania GMO, ale niektórzy badacze łączą je też z chemtrailsami. Dowody na to, że smugi na niebie są czymś więcej niż tylko kryształkami lodu dzielą się na dwie kategorie. Pierwsze to multum opowieści brzmiących podobnie: „przeleciał nade mną samolot i źle się poczułem”, czyli dowody anegdotyczne, nie mające żadnej wartości. Druga kategoria jest ciekawsza: to wszelkiego rodzaju zdjęcia i filmy. Te znowu możne podzielić na dwa typy. Pierwszy to po prostu zdjęcia smug, których jest mnóstwo, bo niemal każdy może je zrobić z własnego balkonu. Drugi typ jest znacznie bardziej interesujący: to zdjęcia samolotów i instrumentów służących do oprysków (http://educate-yourself.lege.net/ cn/interiorofchemtrailsprayer11feb08.shtml). Wygląda groźnie, prawda? W takim razie czas na zabawę: patrzymy na oryginalne zdjęcie (http://www.airliners.net/photo/ Boeing/Boeing-777-240-LR/0855967/L/) i wskazujemy różnicę. Już? Tym o niskiej spostrzegawczości podpowiadam — chodzi o wyszczególniony przez spi-

skowców napis. Na oryginalnym zdjęciu go nie ma — jakiś buc uznał za celowe dodanie go w Photoshopie, żeby uwiarygodnić swoją brednię. Oczywiście, ktoś może zadać pytanie „a do czego w takim razie służy tak dziwnie wyposażony samolot?” Odpowiedź jest, jak zwykle w takich przypadkach, prosta — to jednostka służąca do badania zachowania się samolotu podczas gwałtownych zmian obciążenia. Beczki zawierają wodę, która zostaje przepompowywana z jednych do drugich w celu zmiany środka ciężkości (http://contrailscience. com/contrail-or-chemtrail/). Przy okazji pobytu na ostatniej z podlinkowanych stron można przy okazji dowiedzieć się, że miłośnicy teorii spiskowych za opryski i sprzęt do nich służący biorą także urządzenia do pobierania próbek atmosfery, urządzenia do sprawdzania zachowania samolotów przy oblodzeniu kadłuba, samoloty zrzucające paliwo, ciągnięte za samolotami anteny, generatory dymu służące do badania wirów powietrznych, samoloty zrzucające wodę do gaszenia pożarów, samoloty startujące przy pomocy silników rakietowych, sprzęt do tankowania w powietrzu i turbosprężarki... Na koniec informacja pozytywna: jeżeli ktoś nadal uważa, że to, co pozostawiają po sobie samoloty to nie kryształki lodu a koktajl zabójczych chemikaliów, może się bronić! Oto działo orgonowe do samodzielnego montażu (http://www.daro.it.pl/ dzialo_orgonowe.html), z materiałów dostępnych w pobliskiej Castoramie. Jak ktoś zbuduje niech koniecznie przyśle zdjęcia. Na pewno opublikujemy.

Teorie spisku, część druga — HAARP: Niebo będzie płonąć Rząd chce nas zabić. To dla każdego Świadomego ObywatelaTM oczywiste. Czasami jest to rząd światowy (bliżej niesprecyzowany), czasami rząd jakiegoś konkretnego państwa — albo naszego własnego, albo obcego, albo konkretnie Stanów Zjednoczonych. Dziś przyjrzymy się zakusom tego ostatniego, czyli programowi HAARP.

13 marca 2013

HAARP to skrót od „High Frequency Active Auroral Research Program” (po polsku „Aktywna aureola Wysokiej częstotliwości fal” — tłumaczenie ze strony http://stopnwopoznan.wordpress.com/ projekt-haarp/) to projekt prowadzony wspólnie przez US Air Force (siły powietrzne USA), US Navy (marynarkę wojenną USA) oraz DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency — Agen-

4

http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/haarp-chemtrails-moga-byc-ze-soba-polaczone http://www.conspiracyplanet.com/channel.cfm?ChannelID=42 6 http://portland.indymedia.org/en/2004/10/300542.shtml 7 https://indianinthemachine.wordpress.com/2010/11/22/public-health-notice-are-chemtrails-a-forced-mass-sterilization government-nazi-project-by-dieter-braun-indian-in-the-machine/ 8 http://yowusa.com/planetx/2012/planetx-2012-05a/1.shtml 9 http://redpill8.blogspot.fr/2008/01/morgellons-chemtrials-and.html 5

24

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


ŚWITALSKI: NERDONOMICON cja Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych). Według oficjalnych źródeł (dajmy na to, strony samego projektu — http://www.haarp.alaska.edu/ haarp/index.html) HAARP ma na celu poznanie właściwości i zachowań jonosfery, głównie w celu zrozumienia i użycia jej w celu ulepszenia systemów komunikacji i nadzoru elektronicznego (sami się przyznają!). Dzięki tym badaniom może udać się, na przykład, zwiększyć precyzję systemów GPS, ulepszyć metody komunikacji dla łodzi podwodnych czy umożliwić zdalne wykrywanie podziemnych złóż. Główny ośrodek projektu HAARP znajduje się niedaleko miejscowości Gakona na Alasce i wygląda tak:

Rysunek 2: Anteny HAARP. Tyle mówią źródła oficjalne. Źródła oficjalne, jak wie każdy Świadomy Obywatel(tm) oczywiście kłamią, bo gdyby nie kłamały, to nie byłyby oficjalne. Przecież nic, co tak wygląda, ma dużo różnych tajem-

niczych anten i kabli, nie może być dobre. Tak naprawdę HAARP to złowieszcza maszyneria, mająca pomagać rządowi USA w jego niecnych celach. A konkretnie? Tu jest trudniej, bo, jak zwykle w takich przypadkach, zdania są podzielone. HAARP ma zatem służyć do wywoływania trzęsień ziemi, takich jak to w Japonii w marcu 201110 albo na Haiti w styczniu 201011 . Wywołuje także huragany — na przykład Sandy, który w zeszłym roku uderzył we wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych12 . Manewrował też huraganem Erin, dzięki któremu możliwe były ataki z 11 września 200113 . Oczywiście nie może obyć się bez kontroli myśli14 , bo każdy tego typu projekt wcześniej czy później, oprócz innych zastosowań, nadaje się także do kontroli myśli. A, jest także lekarka, która po numerach PESEL rozpoznaje Żydów, a która twierdzi, że zaatakowano ją HAARP-em (z tym, że nie wiadomo, na czym konkretnie ten atak miał polegać), o czym doniosła Władysławowi Stasiakowi z Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który potem zginął pod Smoleńskiem15 . Przypadek? Nie sądzę. Jak się bronić? Tu jest problem, bo przed huraganami czy trzęsieniami ziemi, poza ucieczką z zagrożonego miejsca, obronić się raczej nie da. Da się natomiast obronić przed falami generowanymi przez HAARP, fachowcy od elektroniki polecają w tym celu dobrze uziemioną pełną zbroję + oczywiście foliową czapeczkę16 . Zakończyć wypadałoby jakąś pozytywną nutą. Może taką (uwaga: ten HAARP naprawdę może powalić słabsze jednostki): http://www.youtube.com/ watch?v=ZXKezZjwdgs

10

http://www.atlanteanconspiracy.com/2011/03/japan-tsunami-caused-by-haarp.html http://www.godlikeproductions.com/forum1/message965951/pg1 12 http://www.infowars.com/hurricane-sandy-divine-wind-for-obama/ 13 http://www.godlikeproductions.com/forum1/message1618224/pg1 14 http://www.haarp.net/mindcontrol.htm 15 http://supernowosci24.pl/wracamy-do-tematu-lekarka-po-numerze-pesel-rozpoznaje-zydow/ 16 http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic1661084.html 11

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

25


ŚWITALSKI: NERDONOMICON 10 kwietnia 2013

Requiem dla LucasArts Wiadomość gruchnęła 3 kwietnia — Disney zamyka Lucasarts, wszyscy pracownicy zostają zwolnieni a prace nad dwoma grami, nad którymi pracowało studio („Star Wars: Final Assault” i „Star Wars: 1313”) zostają wstrzymane. Świat nerdów zadrżał w posadach. Nie do końca dlatego, że gry, które studio ostatnio tworzyło były wybitne (choć „1313” zapowiadało się całkiem nieźle). Chodzi głównie o to, że LucasFilm Games — później przemianowane na Lucasarts — to kawał historii. Dla wielu ludzi, którzy dziś mają około trzydziestki to właśnie ich gry były jednymi z pierwszych, w jakie w ogóle grali i to dzięki ich dziełom fascynują się grami do dziś. Dla mnie ma to wymiar dodatkowy — studio było moim rówieśnikiem i nie chce mi się wierzyć, że odeszło tak młodo. Aż muszę wziąć jeden akapit oddechu. O Lucasarts i ich przygodówkach pisałem już wcześniej — dzięki temu, że były kolorowe, śmieszne, skomplikowane, ale nie frustrujące przyciągały do siebie rzesze zainteresowanych, którzy do dziś wspominają je z łezką w oku. Ale Lucasarts to nie tylko przygodówki. Z okazji ich odejścia przypomnijmy sobie kilka bardziej lub mniej znanych gier, jakie stworzyli.

Ballblazer (1984)

pomysł urozmaicenia rozgrywki wpadł podobno sam George Lucas.

Habitat (1986) Ta wydana na Commodore 64 gra to jeden z praprzodków obecnych gier MMO. To zdanie nie zawiera błędu. MMO. W 1986. Na C64. Co prawda istniały już wówczas MUDy, czyli tekstowe gry online, ale „Habitat” było czymś zupełnie innym. Po pierwsze, miało interfejs graficzny, dzięki któremu grający mógł podziwiać na ekranie swoją postać. Po drugie, „Habitat” był prawie całkiem rządzony przez graczy — to oni odpowiadali za to, jakie prawa obowiązywały w wirtualnym świecie i ustalali, jakie zachowania były niepożądane.

Afterlife (1996) SimCity w PIEKLE (i w Niebie też)! Gracz wcielał się tu w rolę administratora życia pozagrobowego i miał za zadanie wybudować całą piekielną i niebiańską infrastrukturę. Zamiast mieszkańców były dusze, które musiały mieć zapewnione odpowiednio dobre (lub złe) warunki, a kontrolować należało naraz dwa „miasta” — osobno Niebo, osobno Piekło.

Outlaws (1997)

Pierwsza gra Lucasarts była trójwymiarową wariacją na temat Ponga. Gracz obserwował akcję z perspektywy pierwszej osoby, sterował pojazdem umieszczonym na zielonej planszy i miał za zadanie chwycić piłkę i wbić ją do bramki przeciwnika. Na uwagę zasługiwała muzyka przygrywająca pomiędzy kolejnymi meczami, która generowana była za pomocą specjalnego algorytmu w czasie rzeczywistym, więc za każdym razem brzmiała inaczej.

Jedna z pierwszych strzelanin FPS których akcja działa się na Dzikim Zachodzie. Bohaterem był James Anderson, któremu zbiry na usługach potentata kolejowego zabiły żonę i uprowadziły córkę, a Anderson ruszył jej na ratunek. Filmowe przerywniki zostały wygenerowane komputerowo, lecz nałożono na nie filtry tak, by wyglądały jak malowane ręcznie. „Outlaws” to pierwsza gra, w której pojawiło się coś, co dzisiaj wydaje się oczywiste — zbliżenie celu przy korzystaniu z broni snajperskiej. Rescue on Fractalus! (1984) Lucasarts miało także (a może przede wszystkim) do dyspozycji jedną z najbardziej kasowych licenCelem gry było (jak wskazuje sam tytuł) ratowanie cji w historii — „Gwiezdne Wojny” i stworzyło wiele, pilotów zestrzelonych przez rasę kosmitów zwanych wiele gier w tym uniwersum. Jedne były lepsze, inne Jaggi. Planeta, na której piloci się rozbili miała żrącą gorsze. Oto kilka takich, o których warto pamiętać. atmosferę, więc trzeba ich było uratować jak najszybciej, w czym przeszkadzały wrogie statki i artyleria Seria Jedi Knight: Dark Forces (1995), przeciwlotnicza. Po odnalezieniu pilota należało wyląDark Forces II (1997) dować niedaleko, wyłączyć silniki oraz osłony i poczekać, aż pilot zapuka do włazu. Przedwczesne urucho- Bohaterem całej serii jest Kyle Katarn, a same gry to mienie silników, osłon lub nie wpuszczenie pilota do strzelaniny FPP. W pierwszej części Katarn jest szpieśrodka kończyło się jego zgonem i misja nie zostawała giem, który wykrada plany Gwiazdy Śmierci, dzięki zaliczona. Trzeba też było uważać na to, że niektórzy czemu przyczynia się do jej zniszczenia w finale „Nopiloci byli tak naprawdę przebranymi Jaggi — na ten wej Nadziei”. Następnie udaremnia imperialne plany 26

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


ŚWITALSKI: NERDONOMICON stworzenia genetycznie usprawnionych szturmowców. Na potrzeby tej gry stworzono od zera nowy silnik, który umożliwiał tak zaawansowane na tamte czasy rzeczy jak patrzenie w górę i w dół, skakanie, pływanie czy poziomy mające po kilka pięter. W części drugiej Katarn musi powstrzymać Jereka, Mrocznego Jedi, przed zawładnięciem Doliną Jedi, źródłem znacznej potęgi, a także odkrywa u siebie zdolność do władania Mocą. Zakończenie gry zależy od tego, jakie decyzje gracz podejmował wcześniej — bohater może ostatecznie stanąć po jasnej albo po ciemnej stronie Mocy. Kolejne części serii nie były już tworzone, a tylko wydawane przez Lucasarts. Gry cieszyły się uznaniem zarówno wśród krytyków, jak i graczy, a Kyle Katarn — jako jedna z niewielu postaci nie pojawiających się w filmach — doczekał się własnej serii figurek.

cych zwykle na zniszczeniu lub obronieniu konkretnego celu — choć zdarzały się i inne, niekiedy bardzo skomplikowane, zadania.

Shadows of the Empire (1996)

Ta gra powstała jako część multimedialnego (oprócz niej były także figurki, książki, komiksy i płyta z muzyką) projektu „Shadows of the Empire” mającego za zadanie wypełnić lukę fabularną między „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi”. Bohaterem był Dash Rendar, najemnik (zgryźliwi twierdzą, że niezwykle przypominający Hana Solo), który wspomagał Luke’a Skywalkera w poszukiwaniu Hana Solo, a także ratował księżniczkę Leię z rąk złego księcia Xizora. Tytuł ukazał się najpierw na Nintendo 64, ale ponieważ podczas tworzenia gry nie istniał jeszcze nawet prototyp tego urządzenia, twórcy pracowali na systemach Silicon Graphics Onyx. Nie mieli też kontrolera, korzystano więc ze zmodyfikowanego kontrolera do SNES X-Wing (1993) oraz TIE Fighter (1994) zaprojektowanego przez Konami, który był zamknięty Te dwa tytuły to symulatory kosmiczne, pozwalające w pudełku, do którego grający musiał wsadzać ręce. wcielić się w rolę szeregowego pilota walczącego po Niektórzy twierdzą, że to musiało się tak skoństronie Rebelii (X-Wing) lub Imperium (TIE Fighter). czyć. Lucasarts od jakiegoś czasu kurczowo trzymało Fabuła „X-Wing” toczyła się mniej więcej równolegle do fabuły „Nowej Nadziei” a kończyła — jakże by się jednej licencji i tworzyło gry coraz mniej oryginalne inaczej — atakiem na Gwiazdę Śmierci. W przypadku i coraz słabiej przyjmowane przez publiczność. Disney, „TIE Fighter” historia w dużej mierze zainspirowana ich nowy władca, znany jest zaś z tego, że niespełzostała serią książek „Dziedzic Imperium” autorstwa niających wymagań poddanych tnie równo z trawą. Timotyhy’ego Zahna. Rozgrywka w obu przypadkach Trudno jednak nie być choć trochę smutnym i nie żabyła podobna — grający oglądał kokpit swojego my- łować, że tak zasłużoną dla graczy firmę spotkał tak śliwca z perspektywy pierwszej osoby, a podczas każ- smutny koniec. dej misji musiał wypełnić szereg rozkazów, polegają-

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

Żegnajcie, Lucasarts.

27


Bastion logiki sakralnej

Rubrykę prowadzi: Wiśniewski

28 lutego 2013

Przyszłość Europy Z perspektywy historyka dokonujące się od kilkudziesięciu lat na tym kontynencie zmiany są bardzo atrakcyjne. I choć wyznawcy wielu ideologii uważają, że wali im się świat (a bo neoliberalizm, a bo ACTA, pedały, sekularyzacja, muzułmanie itd.), to właśnie z tego należy się cieszyć. Ujrzenie radykalnej odmiany to najlepsze, co może spotkać tę stetryczałą, jałową ziemię. Mnie osobiście najbardziej podobają się postępy islamu. Można powiedzieć, że pod względem historycznokulturowym w wielu częściach Europy (Półwysep Iberyjski, Bałkany, Morze Czarne-Kaukaz-WołgaUral) islam jest uprawnionym elementem krajobrazu. Trwale zaznaczył swoją obecność, a dziś nikt nie ma już siły go stamtąd usuwać. Imperia islamu od wieków postrzegały Europę jako swój przyszły łup, tak że dzisiejsi ich spadkobiercy są doskonale obeznani z jej charakterystyką. Ważki, choć podpowierzchniowy wpływ wywarł islam na europejską filozofię, literaturę czy nauki ścisłe. Europa byłaby nie do pomyślenia bez islamu. W wieku XXI islam powraca do nas w nowej postaci. Zachód Europy jest coraz bardziej penetrowany przez pochodzących z najróżniejszych krajów muzułmańskich imigrantów. Reprezentują właściwie wszystkie kultury muzułmańskiej cywilizacji — od Maroka po Indonezję. Osiedlają się w krajach będących ich niegdysiejszymi ciemiężcami, których to obywatele ochoczo na to przyzwalają. Historyczne porachunki wyrównują się w niespodziewanie łagodny i bezstresowy sposób. Liczbowo dominują wśród nich najpewniej Arabowie, ale pamiętać trzeba także o Turkach, Kurdach, Pakistańczykach itd. Muzułmańskie osadnictwo w krajach Zachodu, tj. głównie w Hiszpanii, Francji, Włoszech, Niemczech, Beneluksie, Wielkiej Brytanii, jest obietnicą wielkiej 28

odmiany kulturowej. Zdegenerowani Aryjczycy na powrót stykają się z dziką, semicką żywotnością ludów pustyni. Oczywiście, część muzułmanów ulega europejskiemu dobrobytowi i daje się zasymilować. To nieunikniony margines. Muzułmanie triumfują jednak swoim potencjałem demograficznym. Chociaż w liczbach bezwzględnych jest ich póki co mało, to tworzą młodą i dynamiczną, pasjonarną elitę. Ich społeczności to placówki ducha przyszłości na tych wyjałowionych ziemiach (historycznie przecież cywilizacja muzułmańska jako system geokulturowy była dziełem takich właśnie aktywnych mniejszości). Dziełem owego ducha przyszłości będzie synkretyczna cywilizacja rozciągająca się na całe Śródziemnomorze, dzięki temu na powrót zjednoczone. Liczę, że powstanie ona do końca naszego wieku. Wcześniej nadejdzie oczywiście technologiczno-infrastrukturalno-instytucjonalny krach, w efekcie którego państwa Zachodu w ich obecnej postaci przestaną istnieć, zwyczajnie się rozluzują i posypią. Zniknie ich administracja, kadry, klasy, system awansów. Pozostaną niezbyt powiązani ze sobą ludzie, pozbawieni odgórnej opieki. Wszyscy znów będą musieli żyć obok siebie i ze sobą, bez możliwości anonimowego, instytucjonalnego zapośredniczenia. Panowanie będzie należeć do tych, których wspólnoty wykażą się większą zwartością, siłą czy żywotnością. A obecnie najbardziej skonsolidowane, m.in. dzięki religii, są środowiska imigranckie. Aż miło będzie popatrzeć na rozpad takiej Francji czy Hiszpanii! Pozostałe autochtoniczne wspólnoty rodzaju Bretończyków, Alzatczyków czy Prowansalczyków, Basków, Katalończyków czy Galisyjczyków, zostaną postawione na wprost często równych im liczbą wspólnot imigranckich, arabsko — muzułmańskich. Nastąpi zrównanie dotychczasowych mniejszości, będące przejawem choć odrobiny immanentnej

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


WIŚNIEWSKI: BASTION LOGIKI SAKRALNEJ sprawiedliwości dziejowej. Dotychczasowe większości ulegną wpierw wewnętrznemu skłóceniu — wynikającemu z różnic w interesach czy wyznawanych wartościach — i rozpadowi, a wreszcie trwałemu podziałowi pomiędzy terytorialne ośrodki władzy. Rozczłonkowane, staną się mniejszościami wśród mniejszości. Oczywiście z tych otchłani chaosu wyłonią się nowi suwereni, którzy, oprócz pragmatycznej legitymizacji swojej władzy, obrosną także w symboliczną. Doskonałym kandydatem czy raczej wzorem dla przyszłości jest dziś Karol, książę Walii. Trudny do umieszczenia na mapie dotychczasowej europejskiej myśli politycznej, może okazać się wyrazicielem nadchodzących tendencji. Spotkałem się z określeniem go mianem „fourierysty”, sam wolałbym widzieć go jako perennialistę (perennializm pojmuję jako ściśle duchowy, odgraniczony od ambicji i uwikłań politycznych nurt czy też współistotny aspekt tradycjonalizmu integralnego — od Guénona w stronę Schuona, nie Evoli). Wyraża sympatie proekologiczne, antyindustrialne, jest przychylny multikulturalizmowi — w tym, co ważne, na płaszczyźnie duchowo-wyznaniowej. Marzę wręcz o tym, by jak najszybciej objął on panowanie nad Albionem, skupił wokół siebie ruch ezoterycznego ekumenizmu i stał się awatarem uniwersalnej, mesjańskiej monarchii w duchu Fryderyka II Hohenstaufa. Tym razem przezwyciężając wresz-

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

cie przeciwieństwa i różnice między gwelfami a gibelinami, braminami a kszatrijami. Nadchodząca epoka będzie epoką wielokolorową i policentryczną. Rozkwitnie spontaniczna i synkretyczna religijność oparta na lokalnych kultach i mobilnych bractwach. Życiem wypełnią się koleiny krateru powstałego po wymazaniu z powierzchni ziemi struktur modernej Wieży Babel. Kulturowy marksizm jedyną drogą do Imperium, quand même! ∗∗∗ Oryginalnie Europa to Ereb, czyli zachód, kraina zmierzchu i śmierci. I rzeczywiście, jej bycie znaczone jest spętaniem przez historię, nawał faktów i kompleksów wynikłych z nagromadzenia różnych szkodliwych dziedzictw. Tylko quasi-apokaliptyczne spazmy wielkich wojen ratowały ją przed śmiercią za życia. Dziś, kiedy ich zakazano, jej losem stała się pasożytnicza bezczynność lubieżnych starców. Wykroczyć poza historię pozwala tylko ekstaza bądź kontemplacja, często zresztą sczepione w paradoksalnej nierozróżnialności. Po rozkładzie społeczeństw przebycie tych dróg stało się zadaniem — zarazem przywilejem i powinnością — jednostek. — Tomasz Emil Wiśniewski

29


Tygielek tradycjonalisty

Rubrykę prowadzi: Zasina

13 lutego 2013

Votum separatum à propos „Strumienia świadomości” redaktora Miszczyka Drążąc i ryjąc w głąb strumienia świadomości redaktora Miszczyka (vide: „Urojona przeszłość”, „Brak złodzieja”) można odnieść po części rodzaj niesmaku, wskazujący na to, że świat składa się tylko i wyłącznie z leni, innych nierobów oraz elementu reakcyjnego zawsze i wszędzie szukającego powodówdo wszczęcia chaosu i totalnego zamieszania. Nie polemizuję z tym bynajmniej, ponieważ wkład w/w grup społecznych w (anty)rozwój gospodarczy, społeczny i kulturalny zwraca na siebie ogromną uwagę. Oczywistym jest, że społeczeństwo pozbawione konfliktów jest wizją co najmniej pociągającą, towarzyszy tej wizji rozpaczliwy krzyk oburzonych przedstawicieli młodej, starannie wykształconej i co więcej — myślącej lewicy z Wall Street, do dziś głośno i wyraźnie dźwięczący w naszych uszach. Kto jest temu winien?

Złodziej, który skradł wszelkie talenty, możliwości a także „okno na świat” zabiedzonej młodzieży w lansiarskich okularach od Ray Bana, ze sprzętem spod znaku „nadgryzionego jabłka” pod pachą. Skąd taka niechęć do wszystkiego — małe zarobki, umowy śmieciowe, itd., itp.? Wiem, że lekko nie jest — i w najbliższym czasie na pewno nie będzie(tak przynajmniej twierdzą wróżbici — czarnowidze: Maciej, David oraz prof. Krzysztof R.). A społeczeństwa idealnego nie było, nie ma i nie będzie (write it down, please), chociaż jakieś niespełna 74 lata temu dwaj Panowie z wąsami coś mówili o jakiejś integracji — hmmm pewnie chcieli połączyć narody w jedną kochającą się rodzinę. Wybitne jednostki to rzadkość, w przeciwnym przypadku nie byłyby nazwane wybitnymi; każdy jednak ma swoją szansę — oby ją dobrze wykorzystał.

14 lutego 2013

Felieton Walentynkowy Walentynki to szczególny okres w którym rodzi się pewien spór. Spór twardych polskich tradycjonalistów, wielbicieli „Dnia Kobiet” z Tymi co bardziej postępowymi — z namaszczeniem obchodzącymi dzień Św. Walentego. Przypomina on nomen omen dyskusję o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielką Nocą i do dziś przyciąga zwolenników raz jednej, a raz — drugiej strony.

30

Nieubłaganie zbliża się ten szczególny moment (zresztą od dobrych kilkunastu już lat), gdy „cień wielkiego miasta” po raz kolejny utonie w szkarłacie dość jarmarcznych (tylko bez urazy) ozdóbek w kształcie serca. W zasadzie nie mam nic przeciwko obchodzeniu prawie dowolnego, wesołego (koniecznie w tych smutnych czasach) święta, jednak uważam, że 14 lutego to data co najmniej pretensjonalna na wyznanie komuś swoich uczuć. Nie ma ona po prostu uzasadnienia

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


ZASINA: TYGIELEK TRADYCJONALISTY w polskim klimacie. Anglosasi tłumaczą ten wybuch uczuć przede wszystkim tym, że na Wyspach właśnie od 14 lutego niektóre gatunki ptaków łączą się w pary i wiją wspólne gniazdko (ach, jakież to romantyczne). Tłumaczenie ciekawe i całkiem nieźle uzasadnione, abstrahując oczywiście od samej osoby Św. Walentego (który jakby nie było, był postacią historyczną) i jego dziejów dość skąpo ujętych w zachowanych do dnia dzisiejszego zapisach hagiograficznych. Nie chcąc denerwować żadnej ze stron wspomnianego wcześniej konfliktu, chciałbym natomiast (wzorem red. Folty) korzystając z dość dobrej okazji zaproponować listę walentynkowych (IMHO) przebojów: 11. White Lion — „Till death do us apart” — można z niechęcią powiedzieć, że to „pościelówka”, ale melodia mi się podoba. 10. Antonio Cartagena — „Si tu no estas” — niestety nie jest to oryginał — dajcie się wciągnąć w rytmy latino (salsa romantica), pozdrowienia dla Marty — szalonej miłośniczki salsy. 9. Aerosmith — „I don’t want to miss a thing” — któż nie pamięta twardziela w osobie samego Bruce’a Willisa, ratującego (który to już raz) nasz świat przed zagładą? — na uwagę zasługuje tekst piosenki, dobrze i bez zadęcia wpisujący się w wieczór 14 lutego. 8. Roxette — „Almost unreal” — moim zdaniem jedna z lepszych piosenek o miłości (wszystkich fanów „It must have been love” muszę przeprosić — ta piosenka jest raczej smutna i nie ma miejsca na mojej dzisiejszej liście).

spół” Weekend, maleńką porcyjkę dziegciu stanowi jednak uboga forma instrumentalna (choć dla niektórych może być to zaletą). 6. Demis Roussos — „My friend the wind” — gość miał w tamtych czasach (1973) niesamowity głos, dla absolutnych oldschoolowców. 5. Meatloaf — „You took the words out of my mouth” — Pulpet dał czadu — super scenka na początku, zwłaszcza dodane przy końcu z niesmakiem: „I bet you say that to all the boys.” 4. Bryan Adams — „Everything I do” — ehh ten cały Robin Hood i Lady Marion, łezka się w oku kręci, ileż to razy tańczyło się „tańce przytulańce” na szkolnej dyskotece. 3.

Yazoo — „Only you” — sparafrazowane do wersji bardziej „umpa-umpa” przez Jana Wayne’a — ja jednak zdecydowanie wolę oryginał, podobnie jak w przypadku B. Adamsa — przy tym też swoje wytańczyłem (dawno, dawno temu).

2. The Who — „You better you bet” — dla wielbicieli (prawie klasycznego) rock and rolla — i to dość głośno dźwięczące w uszach „(...) you better you bet (...)”. 1. Piotr Szczepanik — „Kochać” — jednak prawie zawsze trudno powiedzieć (ręce się strasznie pocą, głos łamie — ehhhh a kiedyś myślałem, że jestem twardy).

7. CeZik — „Ona tańczy dla mnie” (jazz coPowyższa lista jest całkowicie subiektywna — wever) — wyjątkowo klimatyczne i przyjemne dla ucha wykonanie piosenki lansowanej przez „ze- sołego 14 lutego!

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

31


ZASINA: TYGIELEK TRADYCJONALISTY 26 lutego 2013

Życie Pi — doskonale subiektywna recenzja Kilka dni temu oglądałem film pt. Życie Pi w tzw. technologii 3D. Piszę „tzw.”, bo wielkie koncerny filmowe fundują nam tę dość wątpliwej jakości przyjemność, każąc sobie sporo dopłacić, nie dając prawie nic w zamian (film w tzw. 3D nie jest w całości w 3D — niestety, ponadto to dość męczy moje oczy — zupełnie nie wiem dlaczego). Film jak film — nic specjalnego, nie wzbudził we mnie jakichś szczególnych emocji, powinien zdecydowanie znaleźć się na półce „dla dzieci”, chyba muszę przeczytać książkę, bo coś mi się wydaje, że książka z filmem nie ma wiele wspólnego. Na początku widzowi serwuje się wymuszoną historyjkę o imieniu bohatera (co ciekawe π = 3, 141592... ' 22/7 — 227 dni na łódce, sam ułamek 22/7 był używany już w starożytności dla obliczenia długości okręgu) i powiązaniu tego z nazwą paryskiego basenu. Ani motyw ten bawi, ani uczy, a historia z recytowaniem rozwinięcia dziesiętnego popularnej stałej matematycznej do kilkusetnego miejsca po przecinku

jest już zupełnie kuriozalna (trzeba było być chyba sawantem, jednak główny bohater nie zdradzał takich objawów). Kolejną lipą wstawianą przez producenta jest historia poszukiwaniu religii i sensu życia. Muszę przyznać, że najbardziej przekonująco z tego wszystkiego wypadł ojciec-racjonalista, próbujący zwrócić uwagę na pewne mankamenty myślenia syna podczas hinduskiego święta Divali (prawdopodobnie) oraz kolacji. Historia z tygrysem też mocno naciągana, ale jakoś ten fakt zdołałem przełknąć, nie mogę za to przetrawić łączenia tygrysa z poszukiwaniem Boga — to się zupełnie nie klei. Żeby nie podchodzić do wszystkiego krytykancko, pochwalę w filmie muzykę i niektóre ujęcia (krajobrazy naprawdę ładne). Szedłem z przeświadczeniem, że może będę chciał go po raz kolejny obejrzeć — fakt — nie jest to absolutna strata czasu, jednak obejrzeć raz kolejny zdecydowanie nie chcę.

Tydzień Kina Hiszpańskiego — mikrorelacja Właśnie skończyły się warszawskie obchody 13 Tygodnia Kina Hiszpańskiego, do którego, szczerze mówiąc mam ostrożne podejście, od kiedy obejrzałem (dawno, dawno temu) „Kobiety na skraju załamania nerwowego” — Almodóvara, później jakoś tak przyszedł czas na „Złe wychowanie” oraz „Porozmawiaj z nią” z moim ulubionym motywem, czyli „Historią o malejącym kochanku”. Całkiem niedawno, zwiedziony zapewnieniami rozanielonych miłośników horrorów (sam uważam horror za „dobry”, gdy mimo wielkich chęci wzbudzonych zewem Matki Natury, jakoś nie mamy ochoty iść w nocy do łazienki, a jeżeli już to czynimy — szczękamy zębami tak cicho, by nie zbudzić współlokatorów) obejrzałem film pt: „Rec”, ale najdelikatniej mówiąc, nie przekonał mnie wcale (a i nie znalazłem w słowniku ludzi kulturalnych wyrazu, którym mógłbym dostatecznie obelżywie określić to tak zwane „dzieło”). Hiszpańskie kino ostatnio uzewnętrznia się przede wszystkim poprzez filmy Almodóvara, który nawiasem mówiąc, zgarnął bezpardonowo lwią część blasku chwały współczesnej hiszpańskiej kinematografii. No może przesadziłem, bo sam artysta stwierdził w jed32

16 marca 2013

nym z wywiadów, przeprowadzonych dla hiszpańskiej telewizji w 2011 roku, że opinie na temat jego filmów są zazwyczaj skrajnie podzielone. W czasie festiwalu obejrzałem trzy filmy (jak zwykle w bardzo miłym towarzystwie, zresztą „ochrzczonym” niedawno przez współpracowników mianem, które niewątpliwie zasługuje na literackiego Nobla — ale ad rem — może kiedyś o tym napiszę).

„Sześć razy Emma” („Seis puntos sobre Emma”, 2011) Motyw przewodni (uwaga na tzw. spoilery) wydaje się dość absurdalny, ale jednocześnie całkiem życiowy i możliwy do zaistnienia w tzw. „rzeczywistej rzeczywistości”: 29-letnia niewidoma dziewczyna, podchodząca z niezwykłym dystansem do swojej niepełnosprawności, stara się ze wszystkich sił zajść w ciążę i urodzić dziecko, które mogłaby pokochać. Sam motyw miłości nie jest w filmie spłycony do seksu, ale zgodnie z laickim wyznacznikiem życia współczesnej Hiszpanii (drzewiej słynącej w Europie z gorliwości religijnej) — skwapliwie pomija się motyw ożenku czy

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


ZASINA: TYGIELEK TRADYCJONALISTY też zamążpójścia. Desperacja dziewczyny ujawnia się w scenach wykonywania (zapewne po raz n-ty) testu ciążowego, niestety pies — przewodnik nie chce współpracować i „pomóc” w odczytaniu wyników. Przyznam szczerze, że po obejrzeniu filmu trochę ucierpiało moje męskie ego. Niestety rola mężczyzny została spłycona w filmie do granic możliwości, pozostawiając końcową nutkę niesmaku, pomieszaną z niezrozumieniem, zwłaszcza motyw z odejściem głównej bohaterki w nieznane — odmawiając udzielenia jakiejkolwiek pomocy przez zaprzyjaźnione osoby. Dla mnie rzecz co najmniej niezrozumiała, jednak film zdecydowanie godny polecenia ze względu na swoiste „studium przypadku”, ogłaszającego wszem i wobec, że nie ma ludzi idealnych. Każdy z nas — ludzi jest po swojemu słaby i obarczony jakąś „niepełnosprawnością”. Pozytywna rzecz ujawnia się w zakończeniu (sam jestem dość zaskoczony) warto do końca walczyć i nigdy się nie poddawać. Przypomina mi się w tym momencie ostatnia kwestia z filmu pt. „Siedem”: „Świat jest piękny i warto o niego walczyć. Zgadzam się z drugą częścią zdania”.

„3 metry nad niebem” („Tres metros sobre el cielo”, 2010) Remake włoskiego filmu z 2004 r. na podstawie powieści włoskiego pisarza. Niestety nie zdążyłem obejrzeć oryginału, ale zachęcony ożywioną dyskusją na „filmłebie” postaram się zdobyć kopię. Sytuacja szalona: uczennica liceum, niedługo przed osiemnastymi urodzinami zakochuje się bez pamięci w typowym chuli-

A to ci dopiero...

ganie „z ulicy” — życie pisze niejeden absurdalny scenariusz. Na początku totalna sielanka: romantyczne spacery, ucieczki z domu na nocne eskapady, z pozoru wszystko w najlepszym porządku. Ale jak powszechnie wiadomo — entropia cały czas daje o sobie znać we wszechświecie. Na skutek różnych wydarzeń związanych między innymi z niemożliwością opanowania gniewu przez głównego bohatera (nie będę się zbytnio rozpisywał) związek dwojga młodych ludzi jest wystawiony na ciężką próbę, później zaś — anihilację. Końcówka z lekką goryczką, ale i nadzieją: początkowo deszcz, łzy i nieznośna samotność, a później trochę nadziei na nowe, lepsze jutro. Mimo kilku niezręcznych scen, film się oglądało bardzo przyjemnie.

„Interes życia” („A puerta fría”, 2012) Stary wyjadacz handlujący sprzętem elektronicznym powoli odchodzi w odstawkę, przeganiany przez młode szczury, które chcą zaistnieć w branży. Nie wiedzie mu się najlepiej — rozwiódł się niedawno, stopniowo popada w alkoholizm, ale jeszcze ostatkiem sił chce udowodnić, że nie wszystko stracone. Pozostał złoty strzał — opchnąć ile się da bogatemu, amerykańskiemu dystrybutorowi (nawiasem mówiąc nie spodziewałem się, że stary rozrabiaka Nick Nolte pokaże się z całkiem dobrej strony). Klasyczne studium upadku moralności: aż na samo dno, wciągające ludzi, na których Ci zależy. Sprzedasz Ich i osiągniesz sławę, czy jednak nie — masz miękkie serce i bardzo twardy tyłek? Odpowiedz sobie sam na to pytanie drogi czytelniku.

13 kwietnia 2013

Komentarz do spraw bieżących Jak widać naczelne media prorządowe znów w akcji. Najpierw niewiele, gdy minęła połowa marca dały się słyszeć głośne komentarze dotyczące wielkiej walki (bokserskiej?) podczas konklawe. Nie powiem, które to radio tak pięknie zainscenizowało, ale poleciały komentarze w stylu: „w lewym narożniku”, „w prawym narożniku”, „i już, wychodzi”, „jeszcze nie...”. Żenada — po prostu dno i pół metra mułu, ale pewnie jestem za młody i zbyt głupi, aby to oceniać.

Tak nawiasem mówiąc, żeby nikogo niepotrzebnie nie faworyzować — pewien przedstawiciel kleru rzymskokatolickiego też ostatnio (zamierzenie lub niezamierzenie — nie o tym mowa) nieźle namieszał, co nie oznacza, że metody powszechnie znane jako in vitro, cokolwiek leczą (w mojej opinii nie stanowią nawet czegoś w rodzaju leczenia objawowego, jak to jeden z moich adwersarzy chciał przeforsować) i wg mojej opinii, finansowanie tychże pod płaszczykiem leczenia jest jednak nadużyciem. Co więcej — prawdopodoPóźniej ofensywa różnorakich w 30% komentato- bieństwo zwiększonego ryzyka zapadalności na okrerów, w 70% celebrytów, chcących uchodzić za jedy- śloną chorobę (nie tylko genetyczną) nie jest tożsame nych słusznych reprezentantów polskiej nauki (chyba z prawdopodobieństwem zachorowania. Aloszy nie posłuchali: „Tisze jediesz, dalsze budiesz” zob. „E=mc2 ”). ∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

33


ZASINA: TYGIELEK TRADYCJONALISTY A już zupełnie na marginesie, każdy wywiad do- i wyłącznie o ubóstwo duchowe (no może ma rację tyczący bądź co bądź spraw specjalistycznych — powi- i się skonsultował z Watykanem w tej sprawie, ale jak nien być moim zdaniem szerzej konsultowany, a nawet to Anglicy mówią: I’ve smelled a rat). autoryzowany, dlatego bardziej wierzę w debatę i dysOczywiście — nie udaje się ofensywa próbująca kusję naukową, niż wywiady. Naprawdę nie trzeba się zdyskredytować papieża oskarżeniem o współpracę aż tak unosić i pisać obraźliwych listów otwartych, z argentyńską juntą, to trzeba podjąć działania na próbujących podbudować własne ego i jednocześnie gruncie krajowym. Nie chcąc tradycyjnie nikogo fa„utopić” przeciwnika ze „znienawidzonej kasty”. woryzować, trzeba rozróżnić 2 sytuacje: Wróćmy zatem do naszych celebrytów słyną• jeden z dostojników kościelnych miał promile cych z dość ciętego języka oraz wypowiedzi, jednoi spowodował kolizję drogową, po czym przyznał znacznie obnażających głęboką formację polityczną się i poddał leczeniu — oczywiście, cała Polska spod znaku „tej strony, po której ma większość się trzęsie, bo źle, bo pijak i pirat drogowy, a do z nas serce”, parafrazując słowa jednego z przed1 tego zwyczajnie się wygłupił (oczywiście jeśli się stawicieli, o ile się nie mylę ostrego jak brzytwa . popiera wiadomą opcję — wtedy ma się problem Osobiście uważam, że przedstawiona przez red. Maz alkoholem, względnie nadużywa się go); gierowskiego satyra jest raczej w lepszym stylu, niż słyszane komentarze, wygłaszane podczas kon• jeden z dostojników kościelnych został oskarklawe. Przy okazji trzeba oczywiście pamiętać, że żony przez „swojego byłego Actimelka” (co zofilozofia tylko w części jest sensu stricto nauką (lostało opublikowane głównie na jednym portalu, gika), natomiast co do wielu innych dziedzin zachodzi co pozwala podejść z dystansem do rzetelności mniej lub bardziej uzasadnione podejrzenie, że natakowej informacji), ale dodatkowo podobno spił ukami po prostu nie są (żeby nie być gołosłownym: wcześniej strasznie schorowanego i powszechnie http://www.physics.nyu.edu/sokal/weinberg.html szanowanego człowieka (filipińska choroba gooraz http://mlodyfizyk.blox.pl/2013/03/Nieuleni to przecież nie przelewki), zapewne wledana-habilitacja-z-psychologii-kwantowej.html, wając mu alkohol do ust (dla zainteresowapsychologia kwantowa? — pierwsze słyszę). nych: cała operacja wlewania alkoholu wygląWybrano zatem nowego papieża. „Ufff”, przydała prawdopodobnie w ten sposób w który tujaciele co bardziej postępowych gałęzi, chcący za czy się drób z przeznaczeniem na słynny Foie wszelką cenę unowocześnić Kościół Rzymskokatolicki gras). Nie chcę już nawet mieszać do tego red. w sprawach doktrynalnych, odetchnęli z ulgą, bo przeTerlikowskiego i jego rozpaczliwego felietonu cież idzie ku lepszemu. obronnego na „Frondzie”, szkoda słów. A tu taki klops — postępowe środowiska związane Wiadomość z ostatniej chwili — papież Franciszek z ciągłymi pracami nad ulepszaniem tego co dobre muszą pewnie przyoblec się w kir i rozpocząć głośne zawo- w 100% chce, aby Kongregacja Nauki Wiary przeddzenie, swoją drogą imię Franciszek (bez liczebnika!) sięwzięła stanowcze działania przeciwko nadużyciom i zapowiedź „Kościoła ubogich i dla ubogich” o czymś seksualnym duchownych wobec nieletnich 3 , a to Ci świadczy 2 , w przeciwieństwie do jednego z dostojni- dopiero — kolejny bastion gimnazjalnego ateizmu zoków, który twierdzi wszem i wobec, że chodzi tylko stał obalony. 1

zob. http://dorzeczy.pl/wybitni-watykanisci-tragifarsa-w-jednym-akcie-marek-magierowski/ http://histmag.org/Co-oznacza-herb-papieza-Franciszka-7760 3 http://www.deon.pl/religia/serwis-papieski/aktualnosci-papieskie/art,178,papiez-chce-stanowczej-walkiz-pedofilia.html 2

34

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Polski zielnik ideologiczny

Rubrykę prowadzi: Zdanie

9 lutego 2013

Księżyc z sera To zdanie jest nieprawdziwe — zapraszam na piątkowy przegląd prasy. Otwieram stronę frądy by wpaść na niesamowicie ciekawy artykuł1 . Tomek Terlikowski nie pierwszy i nie drugi raz wzbudza we mnie refleksje na temat dyskusji z ideolologami. Artykuł, o którym mowa posiada oczywiście jedyną słuszną tezę. Występują standardowe kwiatki, w stylu nie znam się to się wypowiem — „swoją drogą nie jest to [ewolucja] jedyna teoria wyjaśniająca powstanie i rozwój gatunków”. Czy naprawdę można coś takiego napisać i nie bać się później chodzić po ulicach bez worka na głowie? Dalej dowiadujemy się że „odpowiedź na pytanie, czy ewolucja jest «ślepa» czy nie, nie należy do biologii, a jest już problemem filozoficznym. I filozofowie od lat się o to spierają.” — czyli w skrócie, że redaktor totalnie nie wie jak zachodzi proces ewolucji. Ze statystyki występowań takich bzdur pojawia się refleksja — może religijny, prawicowy umysł nie jest w stanie pojąć konceptów związanych z ewolucjonizmem. Zobaczcie sami — „I znowu, pomijając debatę nad tym, czy teoria ewolucji jest prawdziwa”. Koroną cierniową tego żałosnego zbitku publicystyki jest sama

jego teza, jakoby normy moralne wynikały z dziwnego, tajemniczego tworu zwanego prawem naturalnym. Szkoda tylko, że normy moralne były inne nawet sto lat temu — retoryka „prawa naturalnego” zaś od wieków ta sama. Sami jej retorycy zaś są ślepi na tą czasową zmienność, uciekając po kątach i posiłkując się dziewictwem Maryi przedziewicy. Takie profanacje papieru, jakich dokonuje Terlikowski wzbudzają odrazę podwójnie. Ktoś taki wypowiada się później w publicznej telewizji i jego pismo dostaje rządowe dotacje (tak tak, frąda jest dotowana z min. kultury). Czy czempionami konserwatystów muszą być kretyni, którzy po swoim pokazie ignorancji nie są w stanie wzbudzić w dyskutancie nawet sympatii? Nie wierzę w to, że wszyscy z prawa są tacy — mam na to nawet pisane dowody. Ale gdzie są jak dzieją się takie brednie? Czemu nie grzmią? Moje drogie konserwy, weźcie się do roboty, bo cień Terlikowskiego pada na wszystkie wasze hipotezy. Przyznajmy się sobie szczerze — czy jeżeli ktoś przekonywałby Was do swojej racji, jednocześnie twierdząc, że księżyc zbudowany jest z sera — traktowalibyście go poważnie?

1

Tomasz P. Terlikowski, Ani ewolucja, ani społeczeństwo. Normy wynikają z prawa naturalnego, 8.02.2013, http://www.fronda. pl/a/terlikowski-ani-ewolucja-ani-spoleczenstwo-normy-wynikaja-z-prawa-naturalnego,26039.html

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

35


ZDANIE: POLSKI ZIELNIK IDEOLOGICZNY 12 marca 2013

Wielka ucieczka Modus operandi Rekurencji powolutku przesuwa się w stronę szukania pewnych alternatyw2 obecnego stanu rzeczy. Narzekanie i piętnowanie absurdu jest efektowne i dość proste, miło jednak gdy po kontestacji nadchodzi kreatywna refleksja. Spróbujmy najpierw sprawdzić, czy aby na rynku idei nie leżą już atrakcyjne, bystre i dojrzałe do zerwania pomysły. Zacznijmy od polityki. Tutaj sprawa jest prosta, prawa strona chciałaby widzieć większą kontrolę nad obywatelem i rozwiązania gospodarcze rodem z PRL-u. Dotyczy to obu prawicowych partii, które tak naprawdę różnią się od siebie tylko poziomem kultury i intelektu — w dodatku w niewielkim stopniu. Wizji zmian brak — wszystkie odważne punkty programów znikają tuż po dojściu do władzy. Z lewej? Nihil novi, powiew świeżości, którym miał być RP zgasł w zgniliźnie ideologicznego chaosu postkomunistów. Co z zaangażowaną prasą? Katolickie tabloidy od lat chcą teokracji. Gazeta Wyborcza jeżeli już coś napomknie, to nieśmiało — bojąc się jak ognia utraty swojego rzekomego obiektywizmu. Kto nam zostaje z konkretnymi propozycjami? Narodowcy, którzy pragną stworzyć siłę, której będą bały się pedały i lewaki — ale uważać, że to coś nowego może tylko ktoś z bardzo krótką, wybiórczą pamięcią. Kukiz, ze swoimi JOW-ami — o których nie wiadomo tak naprawdę co myśleć — propozycja była platformiana, teraz wokół niej zgromadził się polityczny antyplatformiarski światek. Ekonomię trynitarną3 i ordoliberalizm4 proponują katoliccy inteligenci z Pressji — pomysły ciekawe i w sumie dla wierzących bardzo atrakcyjne — niestety tylko dla wierzących. Jeżeli o nikim nie zapomniałem (przykro mi Korwinie) — wyłania nam się dosyć smutny obraz. Ideolo-

gicznie nikt nie ma do zaoferowania nic nowego. Wałkujemy cały czas te same schematy, powtarzając błędy ojców naszych ojców i ich ojców, a nawet dziadków ich dziadków. Oczywiście zachodzą zmiany — czasem bardzo poważne, ale nie ma zmiany paradygmatu ideologicznego (niech nikt nie waży się wspominać tych postmodernistycznych idiotów). Piszę dziś ten artykuł, by zaproponować taką zmianę. Zmianę tą roboczo nazwiemy „Wielką ucieczką”. Uciekać będziemy od bardzo wielu rzeczy, a zwłaszcza od sztywnych podziałów i raf klasyfikacji politycznej — bo prawo i lewo to nie jedyne kierunki w jakie można pójść. Zarządzimy odwrót od historycznego labiryntu błędów — bezwstydnie taszcząc pod pachą ukradzione koncepty tych bardziej zmyślnych, zaradnych i ucywilizowanych przodków. Spróbujemy podjąć odważne decyzje na horyzoncie współczesnych, wyłaniających się dopiero problemów. Nie należy się bać takiego wyzwania. Wystarczy spojrzeć w przeszłość, by zobaczyć w jak prosty sposób można mieć lepsze pomysły od połowy istniejącej do tej pory ludzkości. Poza tym nie ma się co łudzić — alternatywa nie powstanie ze strony skostniałych ideologicznych trupów jakie ciągnie za sobą nasze społeczeństwo. Za brak wizji zmian odpowiada osobiście, każdy kto takich zmian pragnie. Nie chciałbym — nie śmiałbym nawet opracowywać takiej koncepcji sam. Pełny obiektywizm i perfekcyjną, krytyczną analizę można osiągnąć tylko za pomocą innych punktów widzenia. Dlatego mam nadzieję wywołać w różnych środowiskach dyskusję na temat metodologii i fundamentalnych wartości i konceptów wielkiej ucieczki — tematów, które dotknie następny artykuł z cyklu.

Votum separatum Redaktora Folty: Dużo dzieje się w „Rekurencjach” ostatnio. Ciekawe czasy (Tutaj czas na tysiąc-pińcet sto-dziwińcet powtórzenie „Obyś żył w ciekawych czasach”, a nastepnie wyjasnienie, że jest to chińska klątwa i tutej okolice. Nie dość, że to zgrane i nieśmieszne, to mniej więcej od rewolucji przemysłowej czasy są cie-

kawe.), jakie nam nastały sprzyjają rewolucyjnym nastrojom. Redaktorzy Miszczyk i Zdanie poruszyli tematy zmian, jakie trzeba byłoby nastapić, w Gdańsku ruszyła Dudowa Platforma Oburzonych, która — mnie przynajmniej — przypomina nieco seks z tygrysem (i smieszno, i straszno). Platforma Dudy przy-

2

p. str. 21, http://www.rekurencje.pl/2013/03/01/miszczyk-niech-%C5%BCyje-kyriarchia/ http://www.pressje.org.pl/issue/29 4 http://pl.wikipedia.org/wiki/Ordoliberalizm

3

36

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


ZDANIE: POLSKI ZIELNIK IDEOLOGICZNY pomina pospolite ruszenie i o ile niektóre pomysły są ciekawe i pożyteczne (np. zwiększenie roli referendum i obywatelskiej dyscypliny ustawodawczej), to jednak jest to dość zabawna zbieranina od Stacha Paprykarza, przez „ratowników maluchów” (niestety, nie chodzi tu o wielbicieli Fiata 126p, a o ludzi, którym nie podoba się pomysł wysłania sześciolatków do szkoły), po Słodkiego Gabriela, czemu przyświeca narodowo odrodzony Paweł Kukiz i pomysł z JOW. Jestem sceptycznie nastawiony do tych pomysłów, bo o ile zmiany w Polsce są są wg mnie potrzebne, to wiara w JOW jako pacaneum przeszła mi w okolicach I roku studiów, a i tak było to zbyt późno. Po tym wstępie przejdę do artykułu „Wielka Ucieczka” red. Zdanie. Wywołał on u mnie bowiem ambiwalentne uczucia: z jednej strony sceptycyzm, z drugiej — romantyzm wielkich budów. Zdanie uderza w sedno: mkręcimy się w kółko. Coraz więcej ludzi dostrzega konieczność zmiany (np. pominięte w artykule środowisko „Liberte!”), jednak jest to wciąż rewizja stanu obecnego. I stąd mój sceptycyzm. Także dostrzegam wyczerpanie dotychczasowych doktryn. Nie ma się co dziwić, w końcu ich rodowód sięga przełomu XVIII i XIX wieku, a pełnia dojrzałości — połowy wieku XIX. Podstaowa znajomość kalendarza pozwala przekonać się, że mamy wiek XXI. I o ile ludzka psychika nie zmieniła się od wieluset lat (choć zmienia

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

ją Internet — patrz: Dukaj http://tygodnik.onet. pl/33,0,51179,1,artykul.html), to jednak dzisiejsze formy społecznej organizacji i komunikacji są nowe i nie za bardzo wiemy, jak sobie z nimi radzić. Wprawdzie ponoć Marx przewidział już Internet (E. Bendyk, Marks nie żyje, niech żyje Marks, Polityka 11/2013), jednak jest to tylko zabawna ciekawostka, a nie coś, na czym moglibyśmy się realnie opierać). Problem polega jednak na tym, że XIX-wieczne doktryny ukształtowały i wciąż kształtują sposób naszego myślenia. Nasza sytuacja przypomina jazdę pociągiem, który nam się nie podoba w kierunku, który nam nie odpowiada. Ale pociąg nie ma hamulców, a wyskakiwanie w biegu to niebezpieczna zabawa. Z drugiej strony — pomysł zmiany paradygmatu jest kuszący. Nawet bardzo. Idea Wielkiej Ucieczki jest pociagająca, bo to bezczelnie ambitne założenie. I nawet jeśli coś mi mówi, że nie będziemy w stanie przełamać ideologicznego warunkowania, jakim nas poddano, to jednak próba uczynienia tego może być grą wartą świeczki. Zwłaszcza, że od dłuższego czasu odczuwam zmęczenie sztywnymi podziałami doktrynalnymi, mam wrażenie że to wszystko jest zbyt proste, a uprzedzenia oddalają nas od wartościowych rozwiązań. Dlatego cieszę się, że to w „Rekurencjach” narodził się pomysł Wielkiej Ucieczki i deklaruję mój akces.

37


Artykuły gościnne

18 lutego 2013

Bednarski: Drugie spojrzenie na nerdkulturę Trollizm transcendentny jako jej skrajna odmiana

Zamiast wstępu Do napisania tego krótkiego szkicu o trolliźmie transcendentnym i jego fundamentach, a także stopniowym zakorzenianiu się w polskiej świadomości sieciowej (gonimy Zachód, gonimy), zainspirował mnie tekst imć Miszczyka, kreującego nerdkulturę polityczną nad wyraz. Dlaczego kropka? Ponieważ każda nadinterpretacja jest nad wyraz i jeszcze trochę nad. Głównie nad. Rzadko ‘pod’ bo wtedy wkraczamy na grząski grunt subwersywizmu, który jest Terra Incognita jak i Terra Horrifica, toteż nie będziemy mówić o nim, ani o ciemnych sprawach jego. Mówić natomiast możemy, a więc zaczynamy: trollizm transcendentny to nazwa rozszerzona, by mniej wtajemniczonym już mówiła conieco o jego podstawowej cesze: transcendencji. Nie spodziewajcie się jednak żadnego oposa czy magnesa, natomiast przygotujcie się na bezczelną i okraszoną nadinterpretację.

O co ci w ogóle chodzi? Otóż niezbywalną i pierwotną cechą trollizmu wszelakiego jest transcendencja, tyle, że nikt jeszcze nie ubrał tego w takie słowo. Trollizm jako zbiór pewnych niedookreślonych aktywności od samego początku przekracza wszelkie możliwe granice, tabu i konwenanse, wdziera się z buciorami na salony, a do stodoły maszeruje w pantofelkach. Transcendencja w zasadzie go konstytuuje, bowiem jest ona warunkiem do uznania czegoś za trollizm. Jest więc cechą mu przyrodzoną. Kolejnym, niezwykle ważnym elementem, ale już nabytym, jest beka. Zjawisko beki to temat — rzeka, bowiem wydaje się, że towarzyszy ludziom od samych początków kultury (można więc debatować nad tym, jak beka wpływała na rozwój naszej cywili38

zacji), a jednak spychana była, przez ludzi poważnych z gatunku kijus-w-tyłkus, gdzieś na peryferia świadomości i zapominana, tudzież pętana i w grubych kajdanach i w klatce prezentowana jako dowcip, kabaret, krotochwila. Niemniej jednak taka sytuacja nie mogła trwać wiecznie — wraz z nadejściem Internetu musiała nastąpić zmiana w postrzeganiu beki. Może się wydawać, że to coś nowego, co jest wytworem, skutkiem ubocznym i niepożądanym Sieci, ale tak naprawdę Internet był jedynie katalizatorem, który wyzwolił w nas bekę na nowo. Ale czym jest sama beka? Beka jest czymś niezwykle ciężkim do opisania. Sama w sobie zdaje się być niematerialna (a jednak objawia się w materii) i pozaczasowa (a jednak przejawia się w ramach czasowych). Ale czy jest więc bytem abstrakcyjnym — stanem rzeczy, zdarzeniem, procesem, cechą, właśnością? Być może tą ostatnią właśnie, ponieważ czysta beka jest w zasadzie niepoznawalna, a dostęp do niej mamy poprzez oglądanie jej zawartej w czymś innym. Pojawia się jednak komplikacja następująca — czy beka nie jest też własnością innych własności? Czy nie stanowi czegoś w rodzaju metawłasności, którą można przypisać wszystkiemu innemu? To problem, którego podjąć nie jestem w tej chwili gotów. Beka, gdy opisywać jej zmysłowe oddziaływanie na nasze umysły, to wszechogarniający stan chorobliwego wręcz rozbawienia i rozhamowania, utrzymujący się w zależności od stężenia beki w bodźcach, które napotykamy. Wszystkie bodźce możemy podzielić na trzy kategorie, rozpatrując je pod względem zawartości beki: bodźce puste, beki nie posiadające; bodźce naturalne, w sposób nieindukowany wywołujące w nas bekę, oraz bodźce syntetyczne, tzw. lolcontent — celowa działalność i twórczość człowieka obliczona na wywoływanie beki.

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Artykuły gościnne a przez to często wiele zjawisk nim nie będących jest identyfikowanych jako on. Trollizm to z pewnego punktu widzenia sztuka — sztuka w dawniejszym rozumieniu tego słowa, jako równowaga formy i treści, osiągnięta za pomocą niezwykłej techniki. Trollska technika posiada własne narzędzia pracy: manipulację, dezinformację, mistyfikację, prowokację, obrazoburstwo, flame oraz wiele innych. Dzięki nim pewne zdarzenia, mające miejsce w Internecie, ale nie tylko (Sieć jest najczęstszym obszarem występowania trollizmu, ponieważ posiada najdogodniejsze warunki dla jego egzystencji; można ją więc określić jako obecne środowisko naturalne trolli), będące spowodowane lub tylko pokieroCzym jest właściwie trollizm? wane przez trolli, stają się małymi arcydziełami, warTrollizm jest to świadoma postawa, polegająca na re- tymi screena, skopiowania i zachowania w notatniku alizacji wymienionych powyżej trzech filarów: trans- czy też pisania o nich artykułów w jednej z lulzowych cendencji, beki oraz rekurencji. Nie mówimy oczy- Wikipedii. wiście o trolliźmie odmiennym od prostych i prymitywnych poczynań heretyckiej sekty znanej niegdyś Ale po co to wszystko? jako Dzieci Neo, te mroczne czasy odeszły w przeszłość. Cały artykuł traktuje o odmianie trollizmu, Skoro już wspomniałem o tym, należy wyjaśnić. Lulzy którą można określić jako krytyczną. Nie jest bowiem to ostateczny cel trollizmu. Stan wszechogarniającej to trollizm ślepo zapatrzony w swoje własne założe- beki, która wychodzi sama z siebie i do siebie ponia, ale krytycznie do nich podchodzący, co wydaje się wraca, dzięki rekurencji. Oczywiście trzeba również wręcz niezbędne w przypadku, gdy jednym z nich jest wspomnieć o Przepysznym Ciastku. Trollizm bowiem rekurencja. Rekurencja bowiem dotyka wszystkiego, cel ma podwójny: osiągnięcie stanu Lulzu, jako narównież samej siebie. Dlatego trollizm właściwie jest grody metafizycznej oraz Przepysznego Ciastka, jako zmianą, która ciągle się staje, ale nigdy nie jest. Bo- nagrody materialnej. W tym momencie muszę nadmienić, że trollizm tak wiem cała jego istota tkwi w niedookreśleniu, a gdyby przecież stał się i był, to by się w ten sposób dookre- naprawdę nie ma celu, ponieważ zgodnie z naszymi ślił i przestał być sobą. Stąd też wynika jedna ze sła- założeniami, mając cel, dookreśliłby się i przestał być bości trollizmu — nie sposób wyznaczyć jego granice, sobą. Also, the game. Transcendencja w połączeniu z beką prowadzą nas do trzeciej cechy, syntezy dwóch poprzednich, mianowicie rekurencji. Jest to bowiem specyficzny rodzaj transcendencji posiadający bekę. Rekurencja przekracza samą siebie by z samej siebie czerpać i znów siebie przekraczać jeszcze bardziej i jeszcze bardziej z siebie czerpać. Jest to samowystarczalna siła łącząca w sobie aspekty kreacyjny i destrukcyjny. Gdyby próbować opisać ją na wzór Jedni Plotyna, musielibyśmy raczej stwierdzić, że transcendencja i beka są hipostazami Rekurencji, ale ciemne sprawy jego zostawmy na kiedy indziej.

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

39


Artykuły gościnne 19 lutego 2013

Zalewski: Rap w imię Jezusa Raptora Umysłów młodych ludzi w Polsce nie kształtują, jak chciałaby Gazeta Wyborcza, najnowsze publikacje Umberto Eco i „zabawne” fanpage na FB. Nie kształtuje ich też, jak objawia się w mokrych snach Jarosława Kaczyńskiego, troska o śledztwo smoleńskie i zamiłowanie do kandyzowanej cebuli. Nie kreuje ich także Fronda.pl czy pokrewne potwory, jak chciałby dokładnie nikt. Smutna prawda brzmi: duża część młodzieży patrz na świat przez oczy swoich ulubionych raperów. I jest to straszna wizja. Może poza spoglądaniem przez ślipia rapera Popka, wtedy przynajmniej wszystko tonie w jaskrawym błękicie. Ale niestety większość wykonawców nie należy do ludzi, których poglądy na cokolwiek poza alufelgami i jakością narkotyków, czy jędrnością damskich pośladków powinny być znane. Nie chcę tutaj być hipokrytą — jeśli ktoś słucha moich rad jest na tyle głupi że zasługuje na wszystko co go spotka. Nie chcę też podawać się za wybitnego znawcę hiphopu. Mam za dużą głowę więc nie mogę nosić czapek, a poza tym nie mam już 15 lat. Jednak ostatnie miesiące to napływ nowej fali (swoistej bossy novy) w rodzimym rapie, która nie mogła umknąć moim zmysłom. Dokładniej zmysłowi węchu, bo ta fala jest w całości zrobiona z gówna. Krótki rys historyczny. Polski hip hop miał prawie od początku zacięcie społecznikowskie, przejawiające się w gniewnych tekstach, socjologicznych analizach i nieufności wobec oświetlenia na planie wideoklipów. Zważywszy na stan uzębienia ówczesnych gwiazd, możemy tylko dziękować. Wspomniany komentarz socjologiczny nie był może zbyt zaawansowany, ograniczał się do poziomu „mój stary całe życie zbierał na malucha, w dniu którym go dostał, rozpierdolił się na drzewie. A ja na osiemnaste urodziny dostałem czekoladę. Z ORZECHAMI.” Swoją drogą, cytat z wypowiedzi Borixona, który do trzydziestych urodzin chyba sobie odkuł traumy, bo był tak gruby że pasuje na niego tylko ponczo i sombrero. Platynowe. Jakkolwiek byłaby to naiwna i uproszczona wizja świata (pomijamy tutaj wycieczki polskiego rapu w krainy psychodelii i buraczanego naśladownictwa amerykańskich milionerów na poziomie budy z grami „Las Vegas” na Dworcu Głównym) to ciężko się z nią nie zgodzić. Cytując klasyka „policja to cipa, na ryj jej sikam”. Mocne słowa, ale kto by się pod nimi nie podpisał. Nie udawajmy że nie prowadzi to także do sytuacji patologicznych, czego uosobieniem jest kariera 40

składu Firma, o której gwieździe Popku popełniłem już stanowczo więcej słów niż zasługuje. Skrótowo: rabunki — cacy, konfidenctwo — be. Zgadujcie jaki nuklearny holokaust zostawia takie skomplikowane myślenie w głowach, na których jest więcej strupów niż włosów. Jednak ten bandycki tok myślenia, oprócz kilkudziesięciu warszawiaków pozbawionych portfeli i komórek (sytuacja nad którą nie będę płakał), nie ma szerokiego i głośnego echa w społeczeństwie. Kto ma trochę w głowie, po skończeniu gimnazjum orientuje się że to wszystko bzdury. Świat nie dzieli się, niczym w napisanej przez zbytnio oddanego masturbacji fana wersji „Gry o Tron”, na wrogów i „swoich ludzi”. Kto nie jest w stanie wyjść poza tą dychotomię, cóż, miłego skrócenia nazwiska do jednej litery i gustownego czarnego paska na twarzy. Nie jest to nic dobrego, ale zadaniem wykonawcy hip-hopowego nie będzie naprawianie tej sytuacji. To zadania Kościoła, organizacji społecznych i, ha, ha, przepraszam. Nie dałem rady. Na horyzoncie pojawiło się jednak widmo, ponure, niepokojące i straszne. Można powiedzieć nawet... mroczne widmo. I niczym jego kinowy odpowiednik, ssie dupę w sposób niespotykany do tej pory. Mówimy oczywiście o patriotycznym rapie z zacięciem spiskowym w imię Jezusa (znak tow. zastrzeż. przez Polaków Na Rzecz Obniżenia IQ). Pokraczna hybryda, łącząca jad PiS-u, zdolności intelektualne pobitego łomem pawiana, zażarcie Tomasza Terlikowskiego w rui i podejrzliwość przeoryszy klasztoru w Mielnie. Ciężko się opędzić od wrażenia, że nad całym tym tałatajstwem unosi się duch Andrzeja Budy, blogera i królika testowego pierwszego szamponu, który wywołuje łupież. By dać perspektywę, pan Andrzej dzieli swoich czytelników na „prawdziwych” i „agentów”. Złoty chłop. Ciężko nie zwrócić uwagę, że większość tego bełkotu zaczęła pojawiać się po 2010 roku. Wcześniej, owszem, mieliśmy patriotyczne wycieczki, nawet najbardziej znanych nazwisk polskiej sceny do krainy wymachiwania flagą i sztafażu o smaku ogórka kiszonego. Prym wiodła tutaj oczywiście „Kochana Polsko” (utwór może i ambitny, ale zrozumiany przez publiczność na poziomie „Polski” Kultu i równie wkurwiający), mieliśmy też ckliwe pierdololo o Warszawie Sokoła i zgromadzonej wokół niego ekipy. Przypomnijmy też pomniejsze wyskoki mniej znanych zawodników, takich jak wybitny inteligent PiH, którzy również starali się zmierzyć z tematyką patriotyczną. Udawało się to tak, jak racjonalna debata z Antonim Macierewiczem, czyli w ogóle. Jednak to właśnie 2010 rok

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Artykuły gościnne otworzył bramy piekieł i pokazał nam prawdziwe oblicze wielu. Przyznam że nie rozumiem. Wiem że porażka reprezentacji Francji na mundialu w RPA była dotkliwa, ale żeby aż tak? Największą ewolucję wykonał chyba Eldo (pseudonim operacyjny L-Dogg) znany z bycia ruchomym celem dla SOK-istów w filmie „Blokersi”. Od towarzystwa Jeana Claude’a Van-Damme’a woli on jednak bliskość Dawida Wildsteina i Samuela Pereiry oraz podobnych im geniuszy. Sam określa się jako artystę drugiego obiegu — ciekawe czy chodzi mu po prostu o bieżnię na stadionie lekkoatletycznym w Bydgoszczy, czy o to że najpoluarniejszy jest teraz jego położony freestyle sprzed kilku lat. Prawicowy rap mamy w każdym smaku, od wody z jeziora po pachy Rafała Ziemkiewicza. Może chcecie delikatnie schizofreniczne tuptanie małych dzieci, spod którego wyłania się oblicze Dobrego Wujka Janusza? Dla was „Leming” Ciecha i Pjusa, zupełnym przypadkiem wypuszczone dzień przed 11 listopada. Niestety nie jest zbyt bekowe, składa się ze starego dobrego „TVN to całe zło, nie ma pluralizmu” co jak zwykle cudownie współgra z pączkującymi jak żaby w stawie gazetami prawicowymi. Swoją drogą, „WStawie”? Nowy magazyn Karnowskiego po odłączeniu od brata (nie wiem od którego, obaj są dla mnie jak budyń o smaku ścierki). http://youtu.be/1kq-ZQTANh8 Jeśli szukacie większej szydery polecam oczywiście Bęsia i chłopków w koszulkach „Bóg ponad hajs” (sic!). Ciekawa sprawa — koszuleczka w sklepie za 35 zł, a nie za „Bóg zapłać”. Bóg bogiem, ale hajs się musi zgadzać. Jakimś cudem cała akcja jest sztywniejsza od księżego penisa na występie Poznańskich Słowików. Zwróćmy uwagę na klip „Fanatyk” i fenomenalną postać kelnera-mizogina. Cudo. http://youtu.be/-zVWgM96gqY Najbliższy mojemu sercu będzie zdecydowanie Medium, który zyskał ostatnio dużą atencję publiczności za sprawą odejścia z Asfalt Records (labelu do którego bezskutecznie próbował wskoczyć Magik, HA, HA, INTERNET) i założenia swojego wydawnictwa Bozon. Jako wyśmienity fan Reptilian, NWO i ruchu

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

antyszczepionkowego z przyjemnością posłuchałem całej zawartości „Illumianci.org” skondensowanej w raptem trzech minutach. Uwaga! Klip naraża na spotkanie z hipsterskim intro, na poziomie założonej przez trzy studentki kulturoznawstwa marki odzieżowej. http://youtu.be/rB4J9KnhndI Ale po 3:00 lecimy z pysznym wariactwem, które przypomina włożenie głowy do wiadra z węgorzami. GMO to zło, czipy, jaszczury, moc mistyczna. Jeśli chcecie się dowiedzieć co ów pan ma do powiedzenia na tematy tzw. różne, jest także 40-minutowy wywiad, gdzie tylko czekasz aż zacznie owijać sobie głowę folia aluminiową. Całość jest ciężka do obejrzenia, ze względu na niemalże wyczuwalną niezręczność dziennikarza. Cóż, pewnie nie miał tyle okazji do rozmawiania z wariatami co ja. Nie każdy może pracować w sekslinii dla schizofreników. http://youtu.be/Wi4-1hKc7TQ Co to wszystko oznacza? Bo przyjemnie się pierdoli i nabija z ludzi głupszych od własnych pasków w spodniach, ale trzeba gdzieś dojść. Prawda jest smutna, bo jak wspominałem, łatwo jest odrzucić przekazywany przez twardych kryminalistów sposób postrzegania świata, gdzie każdy krok to walka, a policja tylko czeka aż spuścimy portki, by molestować nasze dziewicze odbyty. Zostaje w nas po prostu nieufność do instytucji, rzecz zdrowa i polecana jak szpinak czy lewatywy z kawy. Jednak wpajanie spiskowej wizji dziejów może prowadzić do wczesnego antagonizowania z własnym otoczeniem, a co za tym idzie dalszego utwierdzania w swojej chorej opinii. Jeśli twój kolega pewnego dnia zacznie popierać kryminalne zachowania, jebanie sądu i inne młodzieńcze wybryki, pozostaje tylko ukierunkować jego zainteresowania w kierunku czegoś bardziej konstruktywnego (lepienie garnków? Domowa konstrukcja noży? Wciąganie kleju?) i pomóc mu upłynnić uzyskane dobra. Jeśli jednak pewnego dnia zacznie pierdolić o żydowskim spisku i lemingach, ciężko się przestawić. TRZEBA GO ZLIKWIDOWAĆ. Do czego oczywiście zachęcam. Okrutne? Przesada? Obejrzyjcie ostatnie nagranie i zapytajcie mnie czy nieuzasadnione. http://youtu.be/xb8s0PMghq8

41


Artykuły gościnne 21 lutego 2013

Lechowska: Rzecz o zatrudnieniu Czyli seria soczystych cliché z moździerza, pod natchnieniem Gumtree.pl Zaczęłabym od tego, że bardzo mi przykro. Niezwykle. Powód mojego żalu nie jest rzeczą, której nie można zmienić, sprawić, by kłopoty odeszły w zapomnienie. Muszę jednak ze wstydem przyznać, że żal mi dla marnej pensji pozbyć się tych czy owych kłączków i/lub wypustek. Tak, mam dwie rączki i dwie nóżki. Obie pary rezolutne, machające, gotowe do działania. Mam także sprawne oczka i uszka. Dobrze widzę, a jeszcze lepiej słyszę. Moje szare komórki też (jak mi się wydaje) pracują bez zarzutu. Przynajmniej podstawowe zadania wykonują bez najmniejszego problemu. Cudownie, nie uważacie? W pełni sprawna, młoda, gotowa do pracy... ODPADA. Niestety. To nie jest target jakiego szuka współczesny pracodawca. Na cóż komu bowiem zdolny (fizycznie) pracownik, jeśli można dostać dopłaty do wynagrodzenia! ZAZNACZAM: Nie uważam, że właściciele firm to źli, bezduszni kapitaliści, wyzyskujący słabszych, wysysający z nich ostatnią krople pieniężnej krwi. NIE, nie, nie. To wina Tuska... a w zasadzie państwa od samego początku... a w zasadzie także Szacownej Unii Europejskiej... no i w zasadzie przestępczej organizacji o złowieszczej nazwie PEFRON (beware, beware, beware!). Wiadomo — ZUS-y trzeba płacić, pracownik zatrudniony na umowę to dobro niezmiernie drogie. Bez kombinowania nie da rady. Każdy kto myślał o założeniu/zakładał/pracował w jakiejkolwiek/... firmie, wie o czym mówię. Wygląda na to, że państwo rzeczywiście wspiera innowacje oraz przedsiębiorczość

Polaków. W tym celu stara się nam życie utrudnić i skomplikować tak bardzo, by wycisnąć z nas 1000% kreatywności. Tacy spryciarze! Doprowadza to jak wiemy do patologicznej sytuacji. Skomplikowana biurokracja powoduje fatalne w skutkach deformacje. Rynek pracy nie ma nic wspólnego z czystą wymianą dóbr, a jest areną akrobatycznych popisów, ekwilibrystyki robienia-administracji-w-chuja. Szanse potencjalnych pracowników na znalezienie adekwatnej do swych możliwości pracy maleją (choć i tak już są małe). Podobnie rzecz się ma pracodawców — najczęściej prozaicznie nie stać ich na pracownika, który istotnie odpowiada ich wymaganiom. Kołem ratunkowym mogą być jeszcze praktykanci i stażyści — pieniądze od uczelni za ich przyjęcie, są szansą na odrobienie części strat, uregulowanie płatności. Osobiście, coraz częściej widzę oferty praktyk, w których wymagany jest status osoby niepełnosprawnej. Ergo: trudno jest znaleźć pracę nawet taką, w której rolę wynagrodzenia pełni „wpisik” do indeksu. Bjeda. Państwo płaci. PEFRON płaci. Unia płaci → my wszyscy płacimy. Płacimy, byśmy mieli pracę → nie mamy pracy, gdyż płacimy. Rządzie strzeż się! Z takim rynkiem pracy, niedługo już wszyscy będziemy niepełnosprawni umysłowo. I skąd wtedy szacowna Unia weźmie pieniążka, by dofinansować pracodawców? Anyone? Anyone?

∗∗∗ Panie i Panowie, w ten uroczy wieczór, specjalnie dla Państwa perełka na dziś!

...i módlmy się tylko by był to bardzo słaby troll.

42

mwww.rekurencje.pl/ BKontakt: redakcja@rekurencje.pl


Prawa autorskie • Teksty pojawiające się w Rekurencjach są własnością ich autorów. Artykuły publikowane są na licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa — Na tych samych warunkach 3.0. Odstępstwa od tej licencji, udostępnianie na innych warunkach itp. należy uzgadniać bezpośrednio z autorem tekstu. • Cytowanie artykułów, krytyka, polemika, a także udostępnianie np. na portalach społecznościowych jest dozwolone na zasadach tzw. Fair Use. • Czasopismo Internetowe Rekurencje jest w tym momencie tylko i wyłącznie stroną internetową. Nie posiada ono osobowości ani podmiotowości prawnej, dlatego w sprawach związanych z prawami autorskimi bądź odpowiedzialnością za teksty należy konsultować się przede wszystkim z autorami. • Czasopismo Internetowe Rekurencje jest objęte licencją Creative Commons Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 Unported.

Ilustracje Rubryka Sztuczne trollki: Sztuczne trollki http://www.facebook.com/trollky Polecam Poczytać Kardaszewskiego http://www.facebook.com/PolecamPoczytacKardaszewskiego Teorie spisku: HAARP antenna array Źródło: http://science.dodlive.mil/2010/02/23/haarps-antenna-array-the-kitchen-in-the-sky/ Autor: Michael Kleiman, US Air Force Nagłówki rubryk: Tygielek tradycjonalisty Autor oryginału: Andrew Balet Licencja: CC-BY-SA Pobrane z: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Menlo_Lab_Cruicibles.jpg Pozostałe — fot.: Łukasz Matuszewski Okładka: Łukasz Matuszewski

FIAT SPISEG PERAT MUNDUS Dokument stworzony z wykorzystaniem LATEX przy pomocy programów Texmaker 3.5.2 oraz MiKTeX 2.9

∞ Numer 2 (3), marzec–kwiecień 2013

43


Zapraszamy do śledzenia nowych artykułów, komentowania i polemiki na stronach: http://www.rekurencje.pl/ http://www.facebook.com/rekurencje Strona Czytam ‘Czytam “Czytam lewicową publicystkę dla beki” dla beki’ dla beki: http://www.facebook.com/dlabekidlabekidlabeki


Rekurencje nr 2 (3), marzec-kwiecień 2013