Page 1

Jeżdżąc po Polsce - Krzyżtopór i słoneczne zegary - str.19 15 LUTEGO 2017

NR 12

GŁOS POLONII www.glospolonii.net

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Cenny zbiór na Wawelu

Kanadyjski weellsskkiicchh d wa waw eppizo izod arrasów Trze­cie­go­dnia­woj­ny­1939­ro­ku,­roz­po­czê­³a­siê­d³u­ga­i­nie­bez­piecz­na­wê­drów­ka pol­skiej­ko­lek­cji­ar­ra­sów­przez­Ru­mu­niê,­Fran­cjê,­Wiel­k¹­Bry­ta­niê­za­koñ­czo­na­ 12­lip­ca­1940­ro­ku­w­Ka­na­dzie.­Ar­ra­sy­zde­po­no­wa­no­w­udo­stêp­nio­nym­ przez­ka­na­dyj­skie­w³a­dze­od­po­wied­nim­i­bez­piecz­nym­ma­ga­zy­nie­w­Ot­ta­wie.­ Po­za­koñ­cze­niu­II­woj­ny­œwia­to­wej­ko­mu­ni­stycz­ne­pol­skie­w³a­dze­wy­st¹­pi­³y­ oczy­wi­œcie­o­ich­zwrot,­ale­przed­sta­wi­cie­le­pol­skie­go­rz¹­du­na­uchodŸ­stwie­ ro­bi­li­wszyst­ko,­by­te­go­¿¹­da­nia­nie­spe³­niæ.­W­koñ­cu­jed­nak­ar­ra­sy­wró­ci­³y­ do­Pol­ski­w­1959­ro­ku.­Tak­wiêc­ka­prys­ostat­nie­go­pol­skie­go­kró­la­z­dy­na­stii­ Ja­giel­lo­nów­jest­dziœ­jed­n¹­z­naj­wiêk­szych­mu­ze­al­nych­atrak­cji­Pol­ski.­ Znaj­du­j¹­siê­one­w­sa­lach­Zam­ku­Kró­lew­skie­go­na­Wa­we­lu.

str.4-5 Opowieści­Lady­Buni­-­str.­6

Prawo­Agaty­-­str.­8­­­­­

Jeżdżąc­po­Polsce­-­str.­19


2

www.glospolonii.net

GĹ OS POLONII

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Słowo wstępne

Spis treści:

Dla tych, którzy lubi¹ czytaæ A¿

3

63 proc. Polaków nie przeczyta³o w ci¹gu roku ani jednej ksi¹¿ki. Wydawaæ by siê mog³o, ¿e to ju¿ dostatecznie du¿a tragedia, ale na tym dramat polskiego, wtórnego analfabetyzmu siê nie koñczy. Biblioteka Narodowa publikuje swoje raporty o stanie czytelnictwa co roku, ale nie radzê tam zagl¹daæ, jeœli nie chcecie straciæ resztek wiary w nasze spo³eczeñstwo. Bo to nie tylko liczba poch³anianych przez nas ksi¹¿ek jest du¿o ni¿sza ni¿ w czasach PRL-u. Z ka¿dym badaniem wychodzi, ¿e czytamy te¿ coraz mniej krótszych tekstów. Zarówno na papierze, jak i w Internecie. W badaniu na rok 2015 raptem 45,9 proc. respondentów zadeklarowa³o, ¿e przeczyta³o tekst d³u¿szy ni¿ trzy strony maszynopisu w ci¹gu miesi¹ca poprzedzaj¹cego wizytê ankietera. Badanie ujawnia te¿ to, co wydaje siê byæ doœæ oczywiste - czytanie jest praktyk¹ spo³eczn¹, któr¹ nabywamy przebywaj¹c w oczytanym œrodowisku i dziedziczymy, nawyk czytelniczy najczêœciej kszta³tuje siê w domu, gdzie czytelnictwo stoi na wysokim poziomie. Gdzie w takim razie szukaæ Ÿród³a fatalnego stanu czytelnictwa w Polsce? Osobiœcie uwa¿am, ¿e kluczem s¹ tutaj lektury szkolne, które mo¿e i nios¹ ze sob¹ wartoœæ artystyczn¹, przes³anie, edukacjê, etc., ale absolutnie nie zachêcaj¹ do czytania samego w sobie. Koñcz¹c podstawow¹ edukacjê wielu ludzi portretuje czytanie jako przykr¹ koniecznoœæ. I nic dziwnego. Lektury s¹ bowiem wed³ug mnie Ÿle dobrane pod wzglêdem przede wszystkim wieku m³odego cz³owieka. Sam jako dziecko doœæ du¿o czyta³em, ale w szóstej czy siódmej klasie szko³y podstawowej przebrniêcie przez „Pana Tadeusza” by³o dla mnie gehenn¹. Na szczêœcie nie zrazi³o mnie to do czytania w ogóle, a i „Pana Tadeusza” przeczyta³em z wielk¹ przyjemnoœci¹, ale ju¿ jako doros³y cz³owiek. Jednak wiêkszoœæ m³odocianych uczniów po takich lekturach jak wspomniany „Pan Tadeusz” czy np. „Nad Niemnem” Orzeszkowej stwierdzi³a, ¿e kiedy ju¿ nie bêdzie zmuszana do czytania, to ksi¹¿ki do rêki za nic w œwiecie nie weŸmie. Bardzo wymowne jest te¿ to, jak z roku na rok spada odsetek osób czytaj¹cych teksty o d³ugoœci powy¿ej

POLSKIE KOLEKCJE Kanadyjski epizod wawelskich arrasów - str. 4-5

trzech stron maszynopisu. Trzy strony to oko³o 13001500 s³ów. To mniej wiêcej tyle, ile zajmuje dobry, wyczerpuj¹cy felieton. Takie treœci dla internautów s¹ jednak zazwyczaj za d³ugie. W sieci znajdziemy wiele badañ, które pokazuj¹, ¿e Internet zupe³nie zmieni³ nasz sposób konsumpcji treœci czytanej. Bardziej „skanujemy” wzrokiem tekst, ni¿ skupiamy siê na jego treœci. Najchêtniej siêgamy po teksty licz¹ce sobie 300-700 s³ów. Jest jednak jakaœ iskierka nadziei, ¿e te raporty nie do koñca oddaj¹ prawdziwy obraz czytelnictwa. Po pierwsze nie bior¹ pod uwagê e-booków, a z tego co wiem to obecnie doœæ popularny sposób czytania - sam z niego korzystam, bo przecie¿ trudno by³oby czytaæ ksi¹¿kê, jad¹c równoczeœnie samochodem. A e-book na to pozwala. Poza tym ³atwo jest zakrzykn¹æ, ¿e 63% Polaków nie czyta. Tymczasem te same badania ujawniaj¹, ¿e 95-99 proc. Polaków korzysta regularnie z Internetu. A tam przecie¿ czyta siê, czyli konsumuje treœæ pisan¹. A mimo wszystko w raporcie wypadaj¹ jako ludzie nieczytaj¹cy. Mo¿e jest wiêc trochê lepiej ni¿ w alarmuj¹cych statystykach. Choæ tak czy inaczej do optymizmu daleko. Na zakoñczenie prawdziwa historia z Anglii. Otó¿ pod koniec stycznia w Feltham pod Londynem ³upem trojga z³odziei pad³o…160 ksi¹¿ek. Niestety nie byli to jednak na³ogowi „czytacze”. Te ksi¹¿ki mia³y dla nich olbrzymi¹ wartoœæ nie intelektualn¹ tylko ekonomiczn¹. Zosta³y powiem wycenione na 2 miliony funtów tj. ok. 3,5 miliona dolarów kanadyjskich, albo 10 milionów z³otych. Wiele z nich datowanych jest na XV i XVI wiek. Wœród skradzionych bia³ych kruków s¹ m.in. dzie³a Isaaka Newtona, Leonarda da Vinci czy Galileusza. £upem rabusiów pad³a równie¿ praca Miko³aja Kopernika „O obrotach sfer niebieskich”, która warta jest ok. milion z³otych. Reasumuj¹c, zachêcam Pañstwa do zmiany tych wszystkich statystyk. Pierwszym krokiem niech bêdzie lektura G³osu Polonii. Krzysztof Pipa³a, redaktor naczelny G³osu Polonii

Wydawca: Voice of Polonia Co. e-mail: redakcja@glospolonii.net Redaktor Naczelny: Krzysztof Pipa³a, e-mail: kpipala@o2.pl Zespó³ redakcyjny: Krzysztof Pipa³a, Krzysztof Propolski, Antoni Fajkowski (Kanada), Marek Góralski, Jacek Stachiewicz (Polska) Stale współpracują: Jolanta Lipińska (Nowy Jork), Ryszard Kudzian (Polska - rysunki) Dyrektor DTP (projekt gazety): Rafa³ Mrozowicz (Polska)

TYLKO U NAS Opowieœci Lady Buni: „Romans w sieci” - str. 6-7

OPOWIADANIE „Letni romans” - Roman Madejowski - str. 7

PRAWO AGATY Obywatelstwo kanadyjskie - str. 8

POLSKA-KANADA Kanadyjska informatyka i telekomunikacja w Polsce - str. 9

TEATR Ach ten genialny Fredro - str. 15

WYWIAD Dzie³o tatarskiego zniszczenia - z dr. Andrzejem Gliw¹, historykiem, rozmawia Jacek Stachiewicz - str. 16-18

GOSPODARKA PESA czyli po torach do sukcesu - str. 19

JE¯D¯¥C PO POLSCE Krzy¿topór i s³oneczne zegary - str. 20

WOKÓ£ SPORTU Znowu triumf polskich skoczków - str. 21

ROZRYWKA Krzy¿ówki - str. 22

GŁOS POLONII Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Adres redakcji: 2979 Fleet Street, Coquitlam BC, V3C 3R9 tel. 778 903 6797 Internet Home Page: www.glospolonii.net Drukarnia: Vanpress Printers, 8325 Riverband Court, Burnaby BC, V3N 5E7 Biuro Og³oszeñ: tel. 778 903 6797, e-mail: kpipala@o2.pl, redakcja@glospolonii.net Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zezwolenia wzbronione. Egzemplarz bezp³atny. Tekstów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie również prawo skracania i opracowania redakcyjnych tekstów nie zmówionych, jak również prawo nie publikowania nadesłanych tekstów bez podania przyczyny odmowy. Treść opublikowanej korespondencji nie musi być zgodna ze stanowiskiem redakcji, a prezentowane w niej opisy zdarzeń mogą mijać się z prawdą. Za treść ogłoszeń, komunikatów oraz za opinie i opisy wydarzeń zawarte w listach do redakcji, redakcja nie ponosi odpowiedzialności, ani też za żadne pomyłki i ominięcia powstałe w trakcie opracowania lub druku. Wszelkie prawa do dwutygodnika „Głos Polonii” i materiałów reklamowych zamieszczanych w tym periodyku są zastrzeżone na rzecz Voice of Polonia Co.

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


4

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Cenny zbiór na Wawelu

Kanadyjski epizod wawelskich ar rasów Patryk Ungeheuer

Kaprys ostatniego polskiego króla z dynastii Jagiellonów jest dziœ jedn¹ z najwiêkszych muzealnych atrakcji Polski. Za spraw¹ lubi¹cego zbytek króla Zygmunta Augusta, Polska jest dziœ w posiadaniu jednego z najcenniejszych, niektórzy mówi¹, ¿e najcenniejszego, zbioru arrasów. Znajduj¹ siê one w salach Zamku Królewskiego na Wawelu. O war toœci kolekcji wawelskich arrasów (zwanych te¿ jagielloñskimi i zygmuntowskimi) nie decyduje jej wielkoœæ, wszak w ówczesnej Europie liczniejszy by³ ich zbiór, bêd¹cy w posiadaniu króla Anglii Henryka VIII. By³ to jednak zbiór pojedynczych, nie zwi¹zanych ze sob¹ tematycznie tkanin. Wyj¹tkowoœæ wawelskich arrasów, jak twierdz¹ fachowcy, bierze siê st¹d, ¿e jest to jedyna tej wielkoœci kolekcja zamówiona przez jednego zleceniodawcê. W zleceniu przekazanym ar tystom i tkaczom w Brukseli, gdzie arrasy zygmuntowskie zosta³y wykonane, nie ma krzty przypadku. Zamówienie zosta³o precyzyjnie sformu³owane zarówno pod wzglêdem wielkoœci poszczególnych arrasów, jak równie¿ ich tematyki.

Zygmunt August do koñca ¿ycia ukrywa³, ile kosztowa³y arrasy i nawet po jego œmierci kwota pozosta³a tajemnic¹. Zgodnie bowiem z ¿yczeniem króla, z chwil¹ gdy na zawsze zamkn¹³ oczy, spalono wszystkie jego dokumenty osobiste. Monarcha trzyma³ w tajemnicy cenê arrasów, poniewa¿ obawia³ siê, ¿e wzburzona sum¹ transakcji szlachta mog³aby doprowadziæ do zamieszek. Dopiero niedawno, badaj¹c dokumenty osób poœrednicz¹cych w zakupie arrasów, uda³o siê ustaliæ, ¿e w przeliczeniu na dzisiejsz¹ wartoœæ pieni¹dza, kosztowa³y one w granicach od 12 do 14 mln z³. Na ówczesne czasy by³a to kwota niebotyczna. Dziœ wiemy, ¿e na zakup arrasów Zygmunt August zaci¹ga³ po¿yczki, miêdzy innymi w Augsburgu, w Domu Handlowym Herbrotów. W roku 1561, po doliczeniu odsetek, król mia³ do zap³aty w tym banku 79 tysiêcy florenów, które zobowi¹za³ siê sp³aciæ w ci¹gu 3 lat „towarami leœnymi z Litwy”. Jak znacz¹ca by³a to kwota wystarczy przytoczyæ zapisan¹ w dokumentach transakcjê sprzeda¿y wsi Borzys³awice, za któr¹ jej w³aœciciel zainkasowa³ od nowego nabywcy… 186 florenów. Owe 79 tys. florenów to chc¹c nie chc¹c równowartoœæ 425 takich wsi jak wspomniane Borzys³awice.

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

Dlaczego arrasy stanowi³y a¿ tak¹ war toœæ? „Technologia” ich produkcji by³a dwuetapowa. Etap pierwszy, to namalowanie na kartonach scen, które ¿yczy³ sobie mieæ na arrasach zleceniodawca. Obrazy te by³y dzie³em uznanych w ówczesnych czasach artystów. Kartony z uwiecznionymi na nich scenami przekazywano do warsztatów tkackich. Arrasy tkane by³y na we³nianej osnowie we³n¹ uzupe³nian¹ nici¹ jedwabn¹ oraz nici¹ metalow¹ - srebrn¹, srebrn¹ poz³acan¹ oraz z³ot¹. Arrasy wziê³y sw¹ nazwê od flandryjskiego (dziœ francuskiego) miasta Arras, które przez kilka wieków by³o centrum tej sztuki tkackiej. Za arrasy uwa¿a siê tkaniny nasycone du¿¹ iloœci¹ z³otych nici, powsta³e do koñca XVI wieku. Dla tkanin wytworzonych po XVI wieku stosuje siê nazwê gobelin, która pochodzi od paryskiej manufaktury Gobelins, gdzie je wytwarzano. Zamówienie króla Zygmunta Augusta z³o¿one zosta³o w najbardziej renomowanych i najs³awniejszych warsztatach tkackich, realizuj¹cych zlecenia najmo¿niejszych ludzi tamtej epoki - cesarzy, królów, papie¿y, wielkich mo¿now³adców. Zamówienie polskiego króla zosta³o precyzyjnie opisane. Mimo ¿e tkaniny zosta³y wykonane w ró¿nych warsztatach, stanowi¹ zwart¹ ca³oœæ. Kolekcja zygmuntowskich arrasów, która liczy dziœ 138 sztuk (historycy sztuki twierdz¹, ¿e mog³o ich byæ nawet 170), sk³ada siê z kilku serii o ró¿nej tematyce, przedstawieniach, formatach i rozmiarach. Najbardziej znane s¹ trzy serie. Sceny ze starego Testamentu wed³ug Ksiêgi Rodzaju przedstawiono na 19 wielkich arrasach. Dzieje Pierwszych Rodziców ilustruje szeœæ tkanin, Dzieje Noego dziewiêæ, Dzieje wie¿y Babel cztery. Sceny na nich przedstawione namalowane zosta³y wczeœniej na kartonach przez niderlandzkiego malarza Michaela Coxcie - wiod¹cego przedstawiciela romanizmu w

GŁOS POLONII

sztuce zachodniej, kierunku wywodz¹cego siê z malarstwa w³oskiego renesansu. Drug¹ seriê tworzy imponuj¹ca liczba 56 arrasów zwanych tak¿e werdiurami, czyli przedstawiaj¹cymi sceny krajobrazowe i zwierzêce. Maj¹ one ró¿ne formaty oraz rozmiary. W tamtej epoce stanowi³y absolutn¹ nowoœæ w dziejach sztuki, wszak przedstawiona na nich bogata fauna odzwierciedla³a zainteresowanie ludzi epoki Renesansu œwiatem zwierz¹t i otaczaj¹c¹ go przyrod¹. Seria, na któr¹ sk³adaj¹ siê arrasy herbowe i monogramowe nie ju¿ tak liczna, niemniej równie¿ wywo³uje podziw zarówno dla artystów malarzy przygotowuj¹cych kartony, jak te¿ dla maestrii brukselskich tkaczy. Tkaniny z tej serii maj¹ ró¿ne rozmiary i formy, wszak stanowi³y one uzupe³nienie dla g³ównych arrasów zdobi¹cych dan¹ komnatê. Ich motywem by³y herby Polski i Litwy, tak¿e zwierzêta, kwiaty oraz krajobrazy.

Arrasy w Petersburgu I nasta³ lipiec 1553 roku. W dniu zaœlubin Zygmunta Augusta z Katarzyn¹ Habsbur¿ank¹, arrasy ozdobi³y wawelskie komnaty i wywo³a³y zachwyt. W panegiryku na czeœæ króla i jego dopiero co poœlubionej ma³¿onki, opisa³ arrasy Stanis³aw Orzechowski, historyk owych czasów. Na szczêœcie. A szczêœcie by³o w nieszczêœciu. W listopadzie 1795 roku, carscy ¿o³dacy dokonali bowiem na rozkaz cara rabunku i 157 arrasów zosta³o wywiezionych do Petersburga. Gdy 125 lat póŸniej z Rosj¹ sowieck¹ zawarliœmy traktat w Rydze, bolszewicy zgodzili siê, acz z wielkim bólem, na zwrot zrabowanych przez cara tkanin. Rewindykacja by³a bardzo trudna, odbywa³a siê z wielkimi k³opotami, wszak bezcenne dla nas tkaniny by³y rozproszone po ró¿nych nale¿¹cych niegdyœ do cara obiektach i instytucjach. W ich poszukiwaniu i identyfikacji polscy historycy sztuki pos³ugiwali siê w³aœnie opi-

5

sem dokonanym 368 lat wczeœniej przez Stanis³awa Orzechowskiego. Ale wawelskie arrasy przesz³y burzliwe dzieje tak¿e wczeœniej i oczywiœcie póŸniej. Wczeœniej, poniewa¿ Zygmunt August zapisa³ je w testamencie, po równo, swoim trzem siostrom. Po ich œmierci mia³y przejœæ na w³asnoœæ Rzeczypospolitej. Gdy królewska siostra Katarzyna zosta³a królowa Szwecji, wys³ano jej, mimo sprzeciwu senatorów koronnych, trzydzieœci najwspanialszych arrasów. Szczêœliwie wróci³y do kraju, gdy na polskim tronie zasiad³ Zygmunt III Waza, syn Katarzyny. Ale kolejni królowie rodziny Wazów do koñca swych dni uznawali arrasy za swoj¹ w³asnoœæ. W kolejnych latach i wiekach drogocenne tkaniny przechodzi³y ró¿ne koleje losu i przez ró¿ne rêce. Dramatyczna by³a opisana ju¿ sytuacja ze zrabowaniem ich przez rosyjskiego cara oraz ich zwrot, a¿ nadesz³o kolejne ogromne zagro¿enie.

Arrasy w Ottawie Trzeciego dnia wojny 1939 roku, rozpoczê³a siê ich d³uga i niebezpieczna wêdrówka przez Rumuniê, Francjê, Wielk¹ Brytaniê zakoñczona 12 lipca 1940 roku w Kanadzie. Arrasy zdeponowano w udostêpnionym przez kanadyjskie w³adze odpowiednim i bezpiecznym magazynie w Ottawie. Po zakoñczeniu II wojny œwiatowej komunistyczne polskie w³adze wyst¹pi³y oczywiœcie o ich zwrot, ale przedstawiciele polskiego rz¹du na uchodŸstwie robili wszystko, by tego ¿¹dania nie spe³niæ. Zapewne w wyniku obustronnego porozumienia, w lutym 1948 r. arrasy przej¹³ Maurice Duplessis - premier prowincji Quebec - zdeklarowany antykomunista. Tkaniny przeniesiono do muzeum tej kanadyjskiej prowincji, by chroniæ je, jak mówi³ Duplessis, przed zagrabieniem przez Stalina. Prze³om w sprawie zwrotu arrasów Polsce nast¹pi³ dopiero w 1959 r., po œmierci Duplessisa. Na polskiej ziemi znalaz³y siê niespe³na dwa lata póŸniej, gdy 16 stycznia statek MS Krynica dobi³ do nabrze¿a portu w Gdyni. Dziœ arrasy na Wawelu nie s¹ eksponowane w ca³oœci. Udostêpnia siê je zwiedzaj¹cym wymiennie. Chodzi o to, by te swoiste arcydzie³a tkackie chroniæ przed niszczeniem, na co du¿y wp³yw maj¹ kurz i zanieczyszczone powietrze. Ale ogl¹daj¹c nawet tylko wybrane z kompletnej kolekcji taniny, naprawdê jest siê czym zachwycaæ. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


6

L

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

ata temu przeczyta³am w kobiecym czasopiœmie artyku³ o mi³oœci w sieci. Brzmia³o to bardzo dziwnie, bo nie powiem, ¿e wirtualnie, gdy¿ w tamtych czasach s³owo wirtualnie nie by³o jeszcze powszechnie u¿ywane. By³a to koñcówka lat dziewiêædziesi¹tych. Czas kiedy komputery trafia³y pod polskie strzechy. Po³¹czenie internetowe by³o jeszcze przez modem ³¹czone za pomoc¹ telefonu. Komputer mieliœmy ju¿ w domu, tyle ¿e ten sprzêt w ¿aden sposób nie chcia³ ze mn¹ wspó³pracowaæ. Informatyk klika³ tyle okien mu siê otwiera³o, a mnie siê nic nie chcia³o otwieraæ. Poniewa¿ uda³o mi siê ju¿ na tyle okie³znaæ to bydlê zwane komputerem, ¿e potrafi³am wejœæ w Internet, to postanowi³am sprawdziæ ile prawdy w tym artykule. To by³o coœ nowego, innego, niczym wyprawa w kosmos...By³am ju¿ wówczas ¿on¹ i matk¹, dziecko odchowane, wiêc czasu wolnego mia³am sporo. Zalogowa³am siê na czat, tak to siê wtedy nazywa³o. Napisa³am przy swoim profilu: ,,Pochodzê z krainy 90-6090”. I tyle. To wystarczy³o aby uruchomiæ wyobraŸniê mêskiej czêœci u¿ytkowników. Siedzia³am w pid¿amie z wa³kami na g³owie, ¿ar³am batona. A z drugiej strony ktoœ oczyma wyobraŸni ujrza³ piêkn¹ d³ugonoga blondynkê gotow¹ na wszystko. Powodzenie mia³am osza³amiaj¹ce. Nagle wszyscy do mnie pisali, ka¿dy chcia³ siê spotkaæ. Oj durni Ci faceci durni - myœla³am podœmiechuj¹c siê pod nosem. Z racji tej, ¿e m¹¿ pracowa³ w korporacji bardzo czêsto by³ w delegacji, a ja sama. Teraz ju¿ nie doskwiera³a mi samotnoœæ. Moje ¿ycie kury domowej nabra³o rumieñców. Nie powiem, mi³e by³o czytanie komplementów, ³echta³o pró¿noœæ. Ale przecie¿ nikt z nich mnie nie zna³ i nie widzia³, a ju¿ niemal mi³oœæ wyznaj¹? Po jakimœ czasie zosta³ jeden o wdziêcznym nicku -Kochaœ. Swojego nawet nie pamiêtam. Krêci³o mnie jedno - to ¿e jest po trzydziestce. Wydawa³ mi siê taki doros³y i mêski. Czeka³am kiedy mój m¹¿ skoñczy trzydzieœci i lat i zmê¿nieje. Faceci po trzydziestce wydawali mi siê tacy dojrzali. Pyta³am o ró¿ne rzeczy, mnie interesowa³ mêski punkt widzenia. Rady by³y super, dzia³a³y na mojego mê¿a niczym dotkniêcie czarodziejskiej ró¿d¿ki. Nigdy nie by³ bardziej adoruj¹cy, nagle by³y kwiaty, prezenty. Nagle w moje urodziny klêcza³ przede mn¹ z pierœcionkiem i zapyta³ czy zostanê z nim do koñca ¿ycia? Czu³am siê podle. Nie ro bi ³am nic z³e go, tyl ko roz ma wia ³am, mój zwi¹zek rozkwita³, ale mia³am wyrzuty. Choæ to by³a tylko zabawa i nigdy, przenigdy nie zdecydowa³abym siê na spotkanie z facetem z portalu randkowego. Ka¿demu z nich chodzi³o o jedno - sex!!! Ja z kolei wychowana na programach 997, kiedy s³ysza³am randka z nieznajomym to od razu widzia³am zboczeñca, psychopatê i siebie poæwiartowan¹ i schowan¹ w wersalce. Daj Bo¿e, ¿eby przed jeszcze chocia¿ przed by³y kwiaty szampan i czekoladki. Im bardziej Kochaœ nalega³ na randkê, tym ja mia³am wiêcej wymówek. W koñcu niewiele brakowa³o, a przep³aci³abym ten eksperyment w³asnym

ma³¿eñstwem. Naprawdê niewiele brakowa³o. Któregoœ razu m¹¿ zauwa¿y³, ¿e pisze sms...i zabra³ mi telefon. Zajrza³, a tam tekst w stylu: ,,Jesteœ skrawkiem mego b³êkitnego nieba”. Zdêbia³ ch³opina. Akcja by³a szybka, wojna, awantura!!! Kto to jest i ile to trwa!? Nie chcia³ wierzyæ w ¿aden eksperyment. Powiedzia³, ¿e znajdzie gnoja! W tym momencie pad³ na mnie blady strach, bo w³aœciwie nie wiedzia³am z kim piszê. Teoretycznie by³ z drugiego koñca Polski, ja z Rzeszowa co rzecz jasna prawd¹ nie by³o. Ale cholera jasna to równie dobrze mo¿e byæ s¹siad z drugiego piêtra z bloku obok. Przecie¿ nie widzieliœmy siê nigdy, ¿adnych zdjêæ, nic!!! A wtedy to ju¿ nie wyt³umaczê, ¿e siê z ch³opem nie spotyka³am i ¿e jestem niewinna. ¯al mi by³o mojego mê¿a, bo On cierpia³ naprawdê. Na samo wspomnienie jak na mnie patrzy³ mam wyrzuty. Poczu³ siê oszukany i zdradzony. A to by³a tylko niewinna

czytaniem, nie wspomnê o odpisywaniu. Kobiety garnê³y siê jak Kubuœ Puchatek do s³oja z miodem. Ca³y cud polega³ na tym, ¿e jako kobieta wiedzia³am doskonale co kobiety lubi¹ najbardziej. Za jakiœ czas napisa³a nawet ta moja kole¿anka. Korespondencja bardzo siê szybko rozwija³a. Niestety to ju¿ czasy telefonów i ka¿da chcia³a numer ¿eby dzwoniæ i porozmawiaæ. I tu by³ problem. Pisa³y g³ównie kobiety z mojego miasta, gotowe na wszystko. Pisa³y o nieudanych zwi¹zkach, podawa³y miejsca pracy, zdjêcia domów, wakacji, adresy. Szok. Tak samotne i potrzebuj¹ce mêskiego ramienia, ¿e gdybym by³a facetem to mo¿na by normalnie ¿yæ z tych kobiet. Wystarczy³oby mówiæ komplementy i le¿eæ u Niej na kanapie. Przera¿aj¹ce to by³o jak kobiety s¹ zdesperowane w dzisiejszych czasach. Moj eksperyment tym razem trwa³ nied³ugo. Nie chcia³am ¿eby któraœ siê zaanga¿owa³a. Ju¿ nie daj

Opowieœci Lady Buni

Romans w sieci zabawa. Nastêpnego dnia mój m¹¿ wiedzia³ o tym cz³owieku wiêcej ni¿ ja przed dwa miesi¹ce ,,randkowania”. ¯aden tam z niego rozwodnik. Bezdzietny, ojciec pi¹tki dzieci, pracuje w zak³adzie energetycznym - wyrecytowa³ mi wszystko. Zna³ adres zamieszkania, ukoñczone szko³y i numer buta. Z randek w Internecie zosta³am wyleczona. Jedyny plus, opanowa³am szybkie pisanie na klawiaturze dwoma palcami. Niemniej los mia³ inne plany. Po oko³o dziesiêciu latach wróci³am na portal randkowy. Tym razem w innej roli, a nie ¿ebym szuka³a faceta. Kole¿anka chwali³a siê jakiego super faceta pozna³a na portalu. Kole¿anka by³a sporo starsza, a nawet wtedy powiedzia³abym ¿e stara, i g³upoty Jej do ³ba przychodzi³y. Zdesperowana rycz¹ca czterdziestka, galopuj¹ca ju¿ dobr¹ chwilê w stronê piêædziesi¹tki. Wiêc ju¿ nie mia³a nic do stracenia. By³a samotna i dzieci J¹ namówi³y. Œmia³am siê w duchu, ¿e by³a dla dzieci zbyt absorbuj¹ca, wiêc znalaz³y sposób na zajêcie w³asnej matki. Jedne zaczynaj¹ w pewnym wieku szyde³kowaæ inne randkowaæ. Opowiada³a ta kobieta o tym portalu z wypiekami na twarzy, oczy Jej b³yszcza³y niczym nastolatce. Pokazywa³a zdjêcia tych adoratorów. Si³¹ powstrzymywa³am œmiech, bo to takie stare dziady ³yse i brzuchate. Ja trzydziestolatka to towarzystwo blisko piêædziesi¹tki by³o bardzo stare. Znajoma nagle zrzuci³a noszon¹ przez lata nadwagê, pojawi³y siê dekolty, poñczochy i buty na szpilce. Œmieszy³o mnie to do ³ez, wydawa³o mi siê, ¿e powinna w czasie wolnym dzia³kê uprawiaæ, a nie ch³opa szukaæ. Pchana ciekawoœci¹ co to siê na tym portalu dzieje, za³o¿y³am profil. Tym razem jednak by³am mê¿czyzn¹. Tu dopiero by³a zabawa, a nawet powiedzia³abym jazda bez trzymanki. Ciê¿ko by³o nad¹¿yæ z

Bo¿e dowiedzia³aby siê ta znajoma to by³by ¿al i pretensje. A ile ja stresu prze¿y³am jak czasem wpada³a do mnie do pracy i prosi³a o dostêp do komputera, bo wiadomoœæ musi sprawdziæ, a ja siê zastanawia³am czy nie poka¿e Jej mojego profilu? Znajoma szala³a jak nastolatka po klubach, dyskotekach, biega³a od fryzjera do kosmetyczki. Kiedy pochwali³a siê, ¿e wysy³a pó³nagie zdjêcia to pad³am. Na nic by³y t³umaczenia, ¿e ktoœ mo¿e to wykorzystaæ w innych celach. Przegadaæ sobie nie da³a, przebiera³a siê i fotografowa³a w coraz to œmielszych pozycjach. Inna twierdzi³a, ¿e albo da teraz albo nigdy. Jakiœ taki sza³ dopada³ te kobiety przed piêædziesi¹tk¹. Nagle budzi³a siê w nich chêæ nadrobienia wszystkich straconych lat. Ostatnie podejœcie do tematu randkowania zrobi³am niedawno. Czytaj¹c popularna w NY stronê z og³oszeniami trafi³am na og³oszenia osobiste. Mo¿na umrzeæ ze œmiechu kiedy ludziska tak pisz¹: „Szukam dobrej kobiety. Marian”, albo: ,,Mam zielon¹ kartê, chêtnie o¿eniê siê z kobiet¹ przyje¿dzaj¹c¹ na wizie turystycznej, bo taka bêdzie potrafi³a doceniæ. Mam wszystko co potrzebne do ¿ycia”. A moje ulubione to: „¯onaty pozna Pani¹ w celu towarzyskim, nie zamierzam zmieniaæ stanu cywilnego,, lub: „Poznam Pana w wieku 40-50 lat, stali bywalcy proszê nie pisaæ”. Czasami œmiejê siê do ³ez, kiedy czytam. Postanowi³am wiêc zasiêgn¹æ opinii bywalców portalu dla rodaków. Chwal¹ bardzo sobie Panowie, bo jest w czym wybieraæ. Szybkie randki, szybki sex. Niestety nawet najwytrawniejszych graczy potrafi¹ kobiety zawstydziæ i potem opowiadaj¹ przy œniadaniu w pracy. Za³o¿y³am profil oczywiœcie i niestety, ale tym razem bardzo siê rozczarowa³am. Teraz profil bez zdjêcia nie cieszy siê ¿adnym po-

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

wodzeniem, pies z kulaw¹ nog¹ nie napisa³ ani Zoœka z zaroœniêt¹ pipk¹. Te zdjêcia to straszna zguba, bo ile¿ znajomych mê¿atek znalaz³am wœród szukaj¹cych swojej drugiej po³ówki i o dziwo ¿adnego znajomego faceta. Gdybym mia³a dziœ tam szukaæ to chyba zainwestowa³abym jednak w szyde³kowanie. Wszyscy ludzie na tych zdjêciach mniej wiêcej w moim przedziale wiekowym, jacyœ tacy starzy i brzydcy. Patrzê w ten komputer i na mojego mê¿a i nie wierzê. Ja ci¹gle w g³owie kocham tego którego pozna³am w 1990 roku, m³ody, przystojny i piêknie zbudowany i taki mi siê wydaje do dziœ. A tu patrzê w ten komputer i mówiê: - Misiu to¿ tu same stare dziady i stare baby. Po czym spogl¹dam na Misia, a on te¿ ju¿ taki. Biegnê do lustra - no ja te¿ nie pierwszej m³odoœci. To ja ju¿ wolê tego swojego co Go ci¹gle m³odym widzê ni¿ jakiegoœ obcego starego dziada i jeszcze konkurencje zdesperowanych rówieœniczek. Musia³abym w te poñczochy inwestowaæ, czy koronki. I fotografem zostaæ, ¿eby te focie ch³opom s³aæ, bo przecie¿ przed fotografem w tym wieku wstyd siê rozebraæ. I rozbieraj¹ siê te baby niczym do Playboya, a potem kr¹¿¹ takie zdjêcia w sieci, bo któraœ u nowego kochasia w telefonie znajdzie, a kole¿ankê zna z widzenia na FB grupie zamkniêtej jednej czy drugiej i cuda siê tam potem dziej¹. Wiadomo my kobiety potrafimy byæ z³oœliwe, a jeszcze je¿eli dojdzie do tego zazdroœæ o faceta, to ju¿ bywamy nieobliczalne. Kobiety z kolei narzekaj¹, ¿e facetów to tylko szybki sex interesuje. Bo jest grupa kobiet na portalach, która nie szuka przygód tylko mê¿a. Mê¿a niestety chyba siê tu nie znajdzie, bo to tak jak by szukaæ nieu¿ywanego auta na z³omie. Biedne prze¿ywaj¹ niepowodzenia. Bo taki amerykañski napaleniec na pierwszej randce w restauracji potrafi ³apy pod spódnicê pchaæ po piêciu minutach znajomoœci. Inny proponuje randkê w MC Donalds i jeszcze prosi, ¿eby po Niego przyjechaæ. Nastêpny przesy³a nagie zdjêcia albo bardzo odwa¿ne filmiki pt.: „W jednej rêce trzymam Twoje zdjêcie, drug¹ myœlê o Tobie”. Najgorzej to czuje siê kobieta, która nie daj¹c zdjêcia profilowego, po kilku dniach klikania wysy³a zdjêcie i w tym momencie facet J¹ blokuje albo pisze, ¿e poszukuje atrakcyjnej kobiety. Matko Boska! To¿ to mo¿na popaœæ w depresjê albo alkoholizm. Na szczêœcie mam realnego mê¿a i realne ¿ycie i nie muszê siê b³¹kaæ w cyberprzestrzeni w poszukiwaniu drugiej po³ówki. n

Jolanta­Lipińska

- lat 42, urodzona w Jarosławiu na Podkarpaciu, od dwóch lat na emigracji, zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie. W Polsce pośredniczka w obrocie nieruchomościami. W USA sprzątaczka, niania, opiekunka osób starszych. Jednym słowem Lady Bunia!

GŁOS POLONII

OPOWIADANIE

7

Letni romans

- poradnik wakacyjnego wagabundy W

iadomo powszechnie, ¿e wakacje s¹ najlepszym czasem, aby wdaæ siê w jakiœ niezobowi¹zuj¹cy, ale jak¿e czasami owocny, letni romans. Przygotowania do letniego romansu warto rozpocz¹æ ju¿ jesieni¹ poprzedniego roku. Nie tyle nawet „warto”, co jest to po prostu niezbêdn¹ czêœci¹ planu. Mo¿emy na przyk³ad zacz¹æ czêœciej ni¿ zwykle narzekaæ na wilgoæ i zwi¹zane z ni¹ pobolewanie w krzy¿ach. Pomocne mo¿e okazaæ siê nawet b³ahe przeziêbienie i oczywiœcie nale¿ycie wyeksponowane, zwi¹zane z tym k³opoty dla nas i dla domowników. Grypa z wysok¹ gor¹czk¹ jest niemal¿e zbawienna. Wczesn¹ wiosn¹ mo¿na bowiem znienacka napomkn¹æ w sobotê przed telewizorem: - Kochanie, pamiêtasz mój napad korzonków jesieni¹? (sk³onnoœæ do przeziêbieñ, grypy)? W jakiœ czas potem wracamy do tematu, dodaj¹c mimochodem, ¿e dobrze zrobi³oby nam dwa tygodnie ciep³ym s³oñcu pla¿ po³udniowych. O wiele wiêcej wysi³ku nale¿y w³o¿yæ w zniechêcenie ma³¿onki do wyjazdu z nami. Oto kilka propozycji pomocnych tekstów: - W telewizji mówili, ¿e tsunami mo¿e przejœæ równie¿ nad Morzem Œródziemnym. - Co prawda lubiê s³oñce, ale jak siê poczyta o tym raku skóry, to siê cz³owiekowi odechciewa le¿eæ na pla¿y - Gdyby mieæ pewnoœæ, ¿e nas w tej Grecji/ Turcji/ Tunezji nie okradn¹, to mog³yby byæ ca³kiem fajne wakacje. - Zobacz, ten terroryzm dotar³ ju¿ prawie pod nasz nos, nied³ugo nigdzie siê nie bêdzie mo¿na ruszyæ. Po jakimœ czasie podejmujemy temat wakacji na po³udniu, jeszcze raz uwypuklaj¹c niebezpieczeñstwa jakie mog¹ nas tam spotkaæ, ale jednak upieraj¹c siê przy tym, ¿e taki wyjazd bêdzie zbawienny dla naszego zdrowia. Na koniec proponujemy nastêpuj¹ce wyjœcie: - Ty kochanie pojedŸ z dzieæmi w nasze polskie góry(do wód) a ja… pomêczê siê trochê w tym upale, za³apiê trochê s³oñca i jodu, i byæ mo¿e te zimowe mêczarnie ju¿ siê nie powtórz¹. Propozycjê tê popieramy sporym kieszonkowym dla ma³¿onki i dzieci oraz obietnic¹ sfinansowania zakupów niezbêdnej do wyjazdu garderoby. ¯ona prawdopodobnie domyœli siê, o co nam chodzi, ale zapewne doceni wielomiesiêczne starania o zakamuflowanie naszej zachcianki wakacyjnego romansu. Je¿eli siê nie domyœli, to tym lepiej dla nas.

Kiedy znajdziemy siê ju¿ na miejscu odpoczynku, warto pamiêtaæ o kilku rzeczach: Po pierwsze - zachowujemy spokój. Je¿eli pierwszego dnia turnusu nie mamy jeszcze partnerki do romansu - nie panikujemy! Po drugie - robimy dobre rozeznanie wœród osobników p³ci przeciwnej. Najlepiej podczas posi³ków, ewentualnie kontynuujemy podczas pobytu nad basenem lub na pla¿y. Spokojnie obserwujemy potencjalne partnerki i wstêpnie wybieramy obiekt zainteresowania. Po trzecie - mierzymy si³y na zamiary. Ogólne zasady s¹ nastêpuj¹ce: Dobieramy partnerkê mniej wiêcej w naszym wieku. Zalecana tolerancja plus minus piêæ lat. Nie szarpiemy siê finansowo, zanim nie dostaniemy tego, po co tu przyjechaliœmy. Mo¿e bowiem okazaæ siê, ¿e koszty przekrocz¹ otrzyman¹ przyjemnoœæ. S¹ to co prawda sprawy niewymierne, ale ogólnie uznaje siê, ¿e je¿eli po dwóch wspólnych kolacjach nie nastêpuje spe³nienie w pokoju na górze, to grê nale¿y przerwaæ. Uwa¿amy na zblazowane panie w wieku balzakowskim. Je¿eli podczas jednego z pierwszych sam na sam, partnerka proponuje abyœmy j¹ troszeczkê poddusili krawatem, grzecznie ale stanowczo odmawiamy. Je¿eli proœby powtarzaj¹ siê i od tego uzale¿niane jest ewentualny ci¹g dalszy, wycofujemy siê i zaczynamy poszukiwania letniego romansu od nowa. Je¿eli z³amaliœmy pierwsz¹ z powy¿szych zasad i przypadkowo uda³o nam siê zwi¹zaæ z dwudziestodwuletni¹ studentk¹, to musimy liczyæ siê z tym, ¿e po powrocie do kraju bierzemy rozwód, a wiêc trzeba szybko policzyæ, czy nas na to aby staæ. Je¿eli po tygodniu urlopu nie uda³o nam siê znaleŸæ odpowiedniej kole¿anki do spêdzenia wspólnie urlopu, to zaszywamy siê w barze i tam pozostajemy do koñca turnusu, aby przynajmniej choæ trochê skorzystaæ z wyjazdu. Po powrocie odwiedzamy swojego kardiologa i ze skierowaniem do sanatorium dostajemy jeszcze jedn¹ szansê, tym razem na romans jesienny. n

Ro­man­Ma­de­jow­ski­ - rocznik 1963, dziennikarz, prozaik i poeta. Opublikowa³ nagrodzon¹ w konkursie na 50-lecie Wydawnictwa Czytelnik powieœæ „Niech ¿yje nam rezerwa”. Na druk czekaj¹ gotowe dwie kolejne powieœci i dwa tomy opowiadañ.

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


8

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

AGATA RÊBISZ - prawniczka z Polski, a obecnie cz³onkini Kanadyjskiej Rady Regulacyjnej Konsultantów Imigracyjnych (The Immigration Consultants of Canada Regulatory Council). Organizacja ta jako jedyna, nadaje doradcom uprawnienia do reprezentacji klientów w sprawach emigracyjnych oraz obywatelskich. Agata jest tak¿e uprawniona przez Kanadyjskie Ministerstwo Sprawiedliwoœci by dokonywa uwierzytelnieñ dokumentów potrzebnych do aplikacji emigracyjnych jako Commissioner of Oath. W swojej praktyce zawodowej wykorzystuje optymalnie wszelkie dostêpne programy Rz¹du Kanady: federalne, prowincjonalne, biznesowe, humanitarne i ³¹czenia rodzin sprawy ma³¿eñskie, sprowadzanie rodziców i dzieci). Specjalizuje siê w wiêkszoœci programów, które umo¿liwiaj¹ pobyt sta³y lub tymczasowy w Kanadzie.

PRAWO AGATY

OBYWATELSTWO KANADYJSKIE Ustawa o Obywatelstwie Kanadyjskim œciœle okreœla, kto jest uprawniony do bycia obywatelem Kanady. Obywatelstwo kanadyjskie zwykle otrzymywane jest w przypadku urodzenia siê w Kanadzie, urodzenia za granic¹, je¿eli przynajmniej jeden rodzic posiada obywatelstwo kanadyjskie, lub w przypadku adopcji przez przynajmniej jednego obywatela Kanady. St¹d niektóre osoby przyje¿d¿aja nawet do Kanady by urodziæ tu dziecko - tak zwany po angielsku „birth tourism”. W Kanadzie bowiem podobnie jak w USA obowi¹zuje prawo ziemi (³acinskie: jus soli) a nie prawo krwi (³acinskie: jus sanguinis) jak w Europie. Obywatelstwo Kanadyjskie mo¿e byæ tak¿e przyznane sta³emu rezydentowi, zamieszka³emu w Kanadzie przez okreœlony czas. Interpretacja Ustawa stwierdza, ¿e okreœlenie „Kanada” obejmuje nie tylko ziemie kanadyjsk¹, ale tak¿e „wody wewnêtrzne” i „morze terytorialne” w Kanadzie, z adnotacj¹, ¿e „wodami wewnêtrznymi” jest obszar zdefiniowany jako obejmuj¹cy te¿ przestrzeñ powietrzn¹ nad Kanad¹. St¹d Urz¹d Emigracyjny uwa¿a wszystkie dzieci urodzone na tej kanadyjskiej przestrzeni powietrznej jako obywateli kanadyjskich - jak to mia³o miejsce w roku 2008, gdy dziewczynka urodzona przez matkê z Ugandy na pok³adzie lotu z Amsterdamu do Bostonu zosta³a uznana za obywatela Kanady, poniewa¿ urodzi³a siê nad kanadyjsk¹ przestrzeni¹ powietrzn¹. Kanada dopuszcza podwójne obywatelstwo. Mo¿na zatem spokojnie posiadaæ obywatelstwo polskie i kanadyjskie jednoczeœnie. Osoba posiadaj¹ca obywatelstwo ma tê przewagê, i¿ mo¿e mieszkaæ w Kanadzie kiedy i ile czasu chce, mo¿e te¿ nie mieszkaæ - i otrzymywaæ swoj¹ emeryturê za granic¹. KIEDY SKLADAC WNIOSEK O NADANIE OBYWATELSTWA? Aby ubiegaæ siê o obywatelstwo, kandydat musi

posiadaæ odpowiednie uprawnienia. Przed z³o¿eniem wniosku, wnioskodawca zobowi¹zany jest do odnotowania pobytu w Kanadzie przez wymagan¹ iloœæ dni (min. 1460 dni w ostatnich 4 z 6 ostatnich lat) Podanie nie bêdzie rozpatrzone, je¿eli zostanie z³o¿one za wczeœnie, a op³ata procesuj¹ca tak¿e nie zostanie zwrócona.

da siê przysiêgê i otrzymuje certyfikat potwierdzaj¹cy kanadyjskie obywatelstwo.

WYMOGI DOTYCZACE WNIOSKU Wnioskodawca powinien przebywaæ w Kanadzie przez co najmniej 1460 dni (czyli 4 lata z ostatnich 6 lat bezpoœrednio poprzedzaj¹cych datê z³o¿enia wniosku i po uzyskaniu statusu sta³ego rezydenta. Dodatkowo trzeba równie¿ przebywaæ w Kanadzie przez co najmniej pó³ roku w kazdym roku w ciagu tych ostatnich 6 lat). Ma to jednak ulec skróceniu do 1095 dni jak tylko poprawki do Ustawy (Act of Citizeship) zostan¹ zatwierdzone. Dzieci poni¿ej 18. roku ¿ycia nie s¹ zobowi¹zane do wczeœniejszego pobytu w Kanadzie, je¿eli jeden z rodziców jest obywatelem Kanady lub ubiega siê obywatelstwo. W chwili otrzymania statusu sta³ego rezydenta przez dziecko, rodzic mo¿e ubiegaæ siê za nie o obywatelstwo. Od przysz³ego obywatela wymaga siê tak¿e udowodnienia zamiaru pozostania na sta³e oraz rozliczania siê z podatków w Kanadzie. Osoby ubiegaj¹ce siê o obywatelstwo kanadyjskie, zobowi¹zane s¹ dostarczyæ podanie oraz przyst¹piæ do egzaminu. Dzieci poni¿ej 14. roku ¿ycia i doroœli powy¿ej 64. roku ¿ycia nie musz¹ pisaæ egzaminu ze znajomoœci jêzyka angielskiego lub francuskiego, ogólnej wiedzy dotycz¹cej historii, geografii i systemu politycznego Kanady. Po z³o¿eniu podania listownie otrzymuje siê zawiadomienie o terminie egzaminu (na temat systemu politycznego Kanady, jej historii, geografii, praw i obowi¹zków obywatela). W przypadku decyzji negatywnej przys³uguje prawo odwo³ania siê od decyzji sêdziego. Na uroczystoœci nadania obywatelstwa sk³a-

Obywatel Kanady ma: - prawo do g³osowania, - prawo do uczciwego procesu, - prawo do równoœci, zabezpieczaj¹ce przed dyskryminacj¹, - prawo do swobodnego przemieszczania siê i pracy w jakimkolwiek miejscu na terenie kraju, - prawo do podstawowych wolnoœci (myœli, s³owa i religii), - prawa do pokojowych zgromadzeñ, - prawo do ubiegania siê o paszport kanadyjski.

PRAWA I OBOWIAZKI KANADYJCZYKA Kanadyjska Karta Praw i Wolnoœci jest czêœci¹ konstytucji, która okreœla zarówno prawa, jak i obowi¹zki dotycz¹ce wszystkich Kanadyjczyków.

Ka¿dy obywatel Kanady ma obowi¹zek: - szanowaæ prawa i wolnoœci innych obywateli, - przestrzega prawa kanadyjskiego, - uczestniczyæ w demokratycznym procesie, - szanowaæ 2 oficjalne jêzyki Kanady i jej wielokulturowy dorobek. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

9

Wspó³praca polsko-kanadyjska zacieœnia siê

Kanadyjska informatyka i telekomunikacja w Polsce Patryk Ungeheuer

Na razie nie ma w Polsce tylu kanadyjskich przedsiêbiorstw, co z krajów europejskich, czy z USA, ale nie ma te¿ absolutnej pustki. Pisaliœmy ju¿ o kanadyjskich firmach z bran¿y lotniczej, które zadomowi³y siê w kraju nad Wis³¹, jak na przyk³ad helikopterowa, us³ugowo-remontowa Heli-One. Ulokowa³a siê ona w strefie lotniskowej ko³o Rzeszowa, a firma Cyclone Kanada, za³o¿ona przez wywodz¹cego siê z Polski przedsiêbiorcê, utworzy³a swój zagraniczny oddzia³ w Kraœniku w województwie lubelskim. Pisaliœmy te¿ o przedsiêbiorstwie farmaceutycznym ICN Polfa Rzeszów, która po zmianach w³aœcicielskich znalaz³a siê „w ramionach” maj¹cej siedzibê w Kanadzie korporacji Valeant. Cech¹ charakterystyczn¹, acz jak najbardziej zrozumia³¹, jest otwieranie swoich zagranicznych oddzia³ów w Polsce w pobli¿u miejsc, gdzie dana bran¿a ju¿ jest reprezentowana (vide firmy lotnicze) lub tam, gdzie znajduje siê wysoko wykwalifikowana kadra potrzebna dla prowadzenia danej dzia³alnoœci i rynek otwarty na oferowane us³ugi. Tak te¿ post¹pi³y dwie kanadyjskie firmy z bran¿y informatycznej i telekomunikacyjnej, które kilka lat temu otworzy³y swoje oddzia³y w Polsce.

Redknee Firma Redknee ma swoj¹ g³ówn¹ siedzibê w Mississauga, mieœcie po³o¿onym w po³udniowym Ontario, w regionie Peel, w czêœci Golden Horseshoe wschodz¹cej w sk³ad metropolii Toronto. Oryginalna nazwa miejscowoœci, w której znajduje siê jej siedziba, po-

chodzi od nazwy plemienia indiañskiego zamieszkuj¹cego niegdyœ dzisiejsze tereny miasta. W Polsce natomiast Redknee otworzy³a kilka lat temu swój oddzia³ we Wroc³awiu, w mieœcie, w którym swoje zagraniczne filie, oddzia³y, przedstawicielstwa otwieraj¹ firmy z ca³ego œwiata. Wroc³aw jest dziœ jednym z najdynamiczniej rozwijaj¹cych siê polskich miast, z bogat¹ i ró¿norodn¹ ofert¹ kulturaln¹, a w roku ubieg³ym by³ przez dwanaœcie miesiêcy Europejsk¹ Stolic¹ Kultury. Có¿ takiego oferuje i czym zajmuje siê w najwiêkszym mieœcie nad Odr¹, oddzia³ kanadyjskiej firmy. Redknee jest otó¿ œwiatowym dostawc¹ innowacyjnych produktów, rozwi¹zañ i us³ug telekomunikacyjnych, które umo¿liwiaj¹ i u³atwiaj¹ zarz¹dzanie p³atnoœciami za rozmowy, przesy³ane wiadomoœci i transmisje danych. Produkty firmy s¹ znane i wykorzystywane u ponad 200 operatorów telekomunikacyjnych w 90 krajach œwiata. We Wroc³awiu firma wynajmuje ponad 3 tys. m, kw. powierzchni biurowej, ale w jej siedzibie znajduje siê równie¿ nowoczesne laboratorium. Zatrudnia na razie oko³o 200 pracowników. To, czym siê zajmuje, nie ró¿ni siê niczym od dzia³alnoœci w innych zagranicznych oddzia³ach firmy. Programiœci tworz¹ produkty wspieraj¹ce dzia³alnoœæ operatorów teleinformatycznych. S¹ to miêdzy innymi specjalne programy zarz¹dzaj¹ce sposobem naliczania op³at, mierzeniem czasu rzeczywistych rozmów, wystawianiem faktur oraz systemami bilingowymi. Przedstawiciele Agencji Rozwoju Aglomeracji Wroc³awskiej mówili po zainstalowaniu siê Redknee w ich mieœcie, ¿e inwestycja firmy umacnia pozycjê miasta na inwestycyjnej mapie Europy jako zag³êbia zaawansowanych technologii. Wpisuje siê ona tym samym w strategiê rozwoju miasta, w której g³ównym za³o¿eniem jest budowanie gospodarki opartej na wiedzy.

CGI Group Inc. Ju¿ nie w stolicy Dolnego Œl¹ska, lecz w stolicy Polski, w Warszawie, zainstalowa³a siê kolejna kanadyjska firma z bran¿y IT. CGI Group Inc. jest miêdzynarodow¹ firm¹ technologii informatycznych, a jej g³ówna siedziba znajduje siê bardzo daleko od naszego Vancouver, bo w Montrealu. Ale te¿ w Kanadzie. CGI przedstawia siê, ¿e zajmuje siê doradztwem, integracj¹ systemów oraz outsourcingiem i rozwi¹zaniami dla przedsiêbiorstw i instytucji, a na rynku polskim jest wiod¹c¹ firm¹ konsultingow¹ w bran¿y IT. W Polsce jest obecna ju¿ od kilkunastu lat, a swoj¹ pozycjê zawdziêcza miêdzynarodowemu doœwiadczeniu ³¹czonemu z wiedz¹ lokaln¹. Nad Wis³¹ CGI Group Inc. jest powi¹zana biznesowo z czo³owymi polskimi firmami z sektora telekomunikacyjnego, mediów, us³ug finansowych, ubezpieczeniowych, produkcji, handlu, dystrybucji oraz z przedsiêbiorstwami u¿ytecznoœci publicznej. Specjalnoœci¹ CGI w Polsce jest opracowywanie strategii IT, dopasowanie IT do biznesu, zarz¹dzanie procesami biznesowymi i aplikacjami, zarz¹dzanie zmian¹ organizacji firm, prowadzenie biura projektów oraz zarz¹dzanie kosztami IT. CGI jest dostawc¹ us³ug dla najwiêkszych, dzia³aj¹cych na polskim rynku firm, z sektora telekomunikacyjnego, finansowego, produkcji, handlu i dystrybucji. Jej klientami s¹ m.in.: Orange, Polkomtel, Netia, T-mobile, Allianz Polska, BG¯, Bank Zachodni WBK, Bank BPH, Credit Agricole, Raiffeisen Bank, Poczta Polska Us³ugi Cyfrowe, Energa. Z racji tego, ¿e CGI dzia³a na 4 kontynentach, gdzie ma 24 oddzia³y, zapewnia swoim klientom dostosowanie ich potrzeb zarówno do warunków lokalnych, jak i standardów œwiatowych. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


10

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Andy’s Appliance & Refrigeration

Naprawa Sprzêtu Gospodarstwa Domowego Vancouver i Burnaby 1995 Kwantlen Polytechnic University British Columbia 1999 Accredited Member Better Business Bureau Mobile Service Line Cell: 604.551.3330

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

www.ApplianceVancouver.ca


REKLAMA GĹ OS POLONII

www.glospolonii.net

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

11


12

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

WIECZÓR POETYCKI dla szufladowych poetów! 25 marca Zespó³ Puppet Theater JESTER Society organizuje wieczór poetycki dla szufladowych poetów. Kasia Cisoñ gwarantuje, ¿e bêdzie to bardzo fajne prze¿ycie duchowe i w imieniu ca³ego zespo³u serdecznie zaprasza.

POSZUKUJÊ DOWOLNEJ PRACY Jestem 26-letni¹ kobiet¹ i poszukujê dowolnej pracy w ka¿dym wymiarze godzin. Jestem dok³adna, rzetelna i skrupulatna. Ka¿de nowe doœwiadczenie traktujê z powag¹ i zaanga¿owaniem. Z wykszta³cenia jestem prawnikiem. Swobodnie pos³ugujê siê jêzykiem angielskim. Mieszkam w Port Coquitlam i jestem dostêpna pod numerem tel: 604 725 9111.

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GĹ OS POLONII

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

13


14

www.glospolonii.net

GĹ OS POLONII

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Krzysztof Globisz, Jerzy Trela i Roman Gancarczyk w spektaklu Teatru Telewizji z 2013 roku.

15

Maciej Stuhr i Agnieszka Radzikowska w rolach Pana i Pani w Teatrze Telewizji z 2013 roku.

Ach ten genialny Fredro! W zwi¹zku z tym, ¿e Aleksander hr. Fredro to nasz najlepszy komediopisarz bardzo czêsto siêgano po jego sztuki. Obydwie jednoaktówki, które na „warsztat” wzi¹³ Teatr Polski Vancouver wielokrotnie grane by³y na deskach chyba wszystkich teatrów w Polsce. By³y te¿ chêtnie wystawiane w Teatrze Telewizji. „Zrzêdnoœc i przekora” dwukrotnie, a „Œwieczka zgas³a” a¿ piêciokrotnie. „Zrzêdnoœæ i przekora” - to jednoaktówka Aleksandra hr. Fredry z 1819 roku, czyli z pocz¹tków twórczoœci naszego genialnego komediopisarza. G³ównymi bohaterami sztuki s¹ dwaj bracia, Piotr i Jan, którzy wspólnie sprawuj¹ prawn¹ opiekê nad m³od¹ i atrakcyjn¹ Zosi¹. Dziewczyna chce wyjœæ za m¹¿, ma ju¿ nawet kandydata w osobie pana Lubomira, jednak trudne charaktery obu opiekunów nie pozwalaj¹ im wspólnie podpisaæ zgody na œlub. Lubomir postanawia zastosowaæ wobec nich fortel. „Zrzêdnoœæ i przekora” po raz pierwszy wystawiona by³a w dniu 29 grudnia 1822 roku. W okresie po II wojnie œwiatowej by³a wystawiana w teatrach w Warszawie, Zabrzu i Toruniu. Trzykrotnie by³a adaptowana na s³uchowisko Polskiego Radia, zaœ dwukrotnie by³a wystawiana w Teatrze Telewizji. Pierwsz¹ ekranizacjê, z 1980 roku, wyre¿yserowa³ Andrzej £apicki, zaœ w rolach g³ównych wyst¹pili Wies³aw Michnikowski i Bronis³aw Pawlik. W 2013 spektakl w re¿yserii Miko³aja Grabowskiego by³ transmitowany na ¿ywo ze studia TVP Kraków w ramach projektu „Trzy razy Fredro”, a jako bracia wyst¹pili Roman Gancarczyk i Krzysztof Globisz. Teatr Polski Vancouver, za spraw¹ Ryszarda Kopplingera nieco zmodyfikowa³ scenariusz. Oczywiœcie

nie dlatego, ¿eby poprawiaæ Fredrê tylko na potrzeby i mo¿liwoœci zespo³u. W wersji Ryszarda Kopplingera jednego z braci zast¹pi… siostra. W tej roli zobaczymy nieocenion¹ Elizabeth Kozlowski, a partnerowaæ jej bêdzie Feliks Rohraff. W obsadzie zobaczymy te¿ Marka Jab³oñskiego w roli lokaja. Re¿yserem oczywiœcie jest Marek Czuma.

Spektakle Teatru Telewizji: 1980 Re¿yseria: Andrzej £apicki. Obsada aktorska: Wies³aw Michnikowski (Pan Jan Zrzêda), Bronis³aw Pawlik (Pan Piotr Zrzêda), Joanna Szczepkowska (Zofia), Miros³aw Konarowski (Lubomir), Tadeusz Chudecki (Lokaj). 2013 Re¿yseria: Miko³aj Grabowski. Obsada aktorska: Roman Gancarczyk (Pan Jan Zrzêda), Krzysztof Globisz (Pan Piotr Zrzêda), Paulina Puœlednik (Zofia), Krzysztof Wieszczek (Lubomir), Jerzy Trela (Lokaj). „Œwieczka zgas³a” - to kolejna jednoaktowa, komediowa sztuka teatralna autorstwa Aleksandra hr. Fredry. Powsta³a w latach 1854 -1870 kiedy po d³ugiej przerwie Fredro znów zacz¹³ pisaæ, ale podj¹³ decyzjê o niepublikowaniu i niewystawianiu swoich dzie³, której pod ¿adnym naciskiem nie chcia³ zmieniæ. Wystawiona wiêc zosta³a po raz pierwszy w dniu 14 lutego 1877 roku, ju¿ po œmierci autora. G³ówni bohaterowie sztuki opisani s¹ w tekœcie po prostu jako „Pani” i „Pan”, jednak w toku akcji okazuj¹ siê mieæ na imiê W³adys³aw i Jadwiga. Pewnej deszczowej nocy przypadkowo podró¿uj¹ wspólnie pocztowym dyli¿ansem, a po jego niegroŸnym wypadku s¹ zmuszeni spêdziæ razem trochê czasu w bardzo skromnej, zimnej i ciemnej izbie, bêd¹cej przy-

padkowo napotkanym schronieniem. Humor sztuki polega na skontrastowaniu dwóch zupe³nie odmiennych etapów ich relacji. Pocz¹tkowo, gdy nie widz¹ swoich twarzy i maj¹ o sobie zdecydowanie niekorzystne wyobra¿enia, traktuj¹ siê bardzo obcesowo. Sytuacja zmienia siê diametralnie, gdy zauwa¿aj¹, ¿e s¹ dla siebie nawzajem bardzo atrakcyjni. Pierwsza inscenizacja sztuki po II wojnie œwiatowej mia³a sw¹ premierê 30 wrzeœnia 1951 w Teatrze im. ¯eromskiego w Kielcach. Od tego czasu by³a wielokrotnie wystawiana na deskach teatrów ró¿nych polskich miast, a tak ¿e w Te atrze Pol skie go Ra dia. W Teatrze Telewizji by³a wystawiana a¿ piêciokrotnie. Jej ostatnia ekranizacja mia³a miejsce w kwietniu 2013 roku, kiedy to spektakl w re¿yserii Jerzego Stuhra by³ transmitowany na ¿ywo ze studia TVP Katowice w ramach projektu „Trzy razy Fredro”. Re¿yser Marek Czuma w rolach Pani i Pana obsadzi³ Juliê Siedlanowsk¹ i Artura Stofela.

Spektakle Teatru Telewizji: 1956 Re¿yseria: Marian Wyrzykowski. Obsada aktorska: Krystyna Sadowska, Józef Konieczny 1961 Re¿yseria: Jan Œwiderski. Obsada aktorska: Hanna Stankówna, Mieczys³aw Kalenik 1965 Re¿yseria: Zdzis³aw Karczewski. Obsada aktorska: Iga Mayr, Artur M³odnicki, 1980 Re¿yseria: Andrzej £apicki. Obsada aktorska: Ewa B³aszczyk, Daniel Olbrychski. 2013 Re¿yseria: Jerzy Stuhr. Obsada aktorska: Agnieszka Radzikowska, Maciej Stuhr. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


16

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Wywiad

Dzie³o tatarskiego zniszczenia Z dr. Andrzejem Gliw¹ - historykiem, autorem pracy doktorskiej o zniszczeniach dokonanych przez Tatarów na terytorium ziemi przemyskiej w XVII wieku, rozmawia Jacek Stachiewicz - Po dziesiêciu latach kwerendy w archiwach, przede wszystkim Lwowa i Kijowa, napisa³ pan pracê doktorsk¹, której konkluzja jest taka, ¿e to nie os³abianie w³adzy królewskiej, warcholstwo polskiej szlachty i liberum veto doprowadzi³y do upadku Rzeczypospolitej w XVIII wieku, tylko najazdy tatarskie. - Uproœci³ pan moj¹ myœl, wiêc j¹ sprecyzujê. Na podstawie moich badañ stawiam tezê, ¿e na upadku Rzeczypospolitej zawa¿y³y nie kwestie ustrojowe, lecz zapaœæ gospodarcza, która by³a wynikiem niszcz¹cych nasz kraj w XVII wieku wojen i najazdów obcych, a spoœród tych obcych bardzo dotkliwe straty zadali naszej gospodarce Tatarzy. Twierdzenie, ¿e o upadku Rzeczypospolitej zadecydowa³y wzglêdy ustrojowe, to paradygmat historiografii socjalistycznej, dla której panuj¹cy wówczas ustrój i szlachta jako jego reprezentanci, to synonim wszelkiego z³a. I to jest bzdura. - Wskazuje pan na Tatarów jako jednych z g³ównych winowajców zapaœci gospodarczej Rzeczypospolitej w XVII wieku, a w polskim dyskursie historycznym Tatarów i ich najazdy na ówczesn¹ Polskê traktuje siê pob³a¿liwie, wrêcz lekcewa¿¹co. Nie kto inny jak Marian Ma³owist, który zajmowa³ siê histori¹ gospodarcz¹ tak¿e XVII wieku, pisa³ o Tatarach nie inaczej tylko „bandy tatarskie”. - No w³aœnie! A z drugiej strony jeden z amerykañskich historyków wskazywa³ w swoich pracach, jak istotne szkody w systemie gospodarczym naszej czêœci Europy poczynili Tatarzy. Nie mnie os¹dzaæ twierdzenia Mariana Ma³owista. Mogê tylko przyznaæ racjê, ¿e polska historiografia traktowa³a Tatarów i ich najazdy na polskie ziemie lekcewa¿¹co, a Polacy nam wspó³czeœni oczywiœcie, patrz¹ na nich z przymru¿eniem oka i drwi¹cym uœmieszkiem, do czego niechybnie przyczynia siê zabawny w swej formie wizerunek Tatara w postaci krakowskiego Lajkonika. Siedemnastowieczni mieszkañcy wschodnich ziem Rzeczypospolitej nie patrzyli jednak na Tatarów z uœmieszkiem politowania, tylko z trwog¹. - W polskiej historiografii obowi¹zuje do dziœ przekonanie, ¿e za³amanie gospodarcze Polski w XVII i XVIII wiekach by³o konsekwencj¹ najazdu szwedzkiego. - Jak¹ Polskê ma pan na myœli? Od morza do Tatr i od Buga do Odry? - Ci, którzy przypisuj¹ zniszczenie polskiej gospodarki Szwedom, nie precyzuj¹ dok³adnie, o jakie terytorium chodzi. - To je sprecyzujmy. Obecne terytorium Rzeczypospolitej jest konsekwencj¹ traktatu ja³tañskiego i jego granice obowi¹zuj¹ od zakoñczenia II wojny œwiatowej. Ponad trzy wieki temu, czyli w XVII stuleciu, I

Rzeczypospolita zaczyna³a siê na zachodzie województwem wielkopolskim, a koñczy³a na wschodzie województwem kijowskim, natomiast na pó³nocy Pomorzem i Prusami Królewskimi, a na po³udniowym-wschodzie niewiele tylko dzieli³o j¹ od Morza Czarnego. Dzisiejsza Polska ma oko³o 320 tysiêcy kilometrów kwadratowych, zaœ terytorium I Rzeczypospolitej liczy³o na pocz¹tku XVII wieku nieco ponad milion kilometrów kwadratowych. Obszar Polski, na który wla³ siê szwedzki „potop”, to by³a wtedy jedna czwarta terytorium naszego kraju. - Jeden z recenzentów pañskiej pracy doktorskiej napisa³, ¿e jej wiarygodnoœæ jest efektem oparcia siê na dokumentach, których nikt dotychczas nie odkry³ i nikt z nich dotychczas nie korzysta³. - Nie do koñca jest to prawd¹. W latach studenckich czyta³em fascynuj¹c¹ monografiê Maurycego Horna o ekonomicznych nastêpstwach najazdów tatarskich na Ruœ Czerwon¹ w latach 1605 - 1633, która w du¿ym stopniu oparta by³a w³aœnie na dokumentach z lwowskich archiwów, na podstawie których ja napisa³em swoj¹ pracê. Ale ziemia przemyska by³a w tej monografii potraktowana raczej marginalnie. - Dlaczego? Przecie¿ po wojnie Maurycy Horn by³ zastêpc¹ dyrektora Centralnego Pañstwowego Historycznego Archiwum Ukrainy we Lwowie i mia³ dostêp do wszystkich dokumentów. - Byæ mo¿e ich nie odszuka³ lub, co bardziej prawdopodobne, nie mia³ czasu na ich opracowanie. A nade

wszystko chyba dlatego, ¿e jego opracowanie o zniszczeniach wojennych na Rusi Czerwonej w pierwszej po³owie XVII wieku dotyczy³o przede wszystkim ziemi lwowskiej, a w mniejszym zakresie ziem: halickiej, przemyskiej i sanockiej oraz województwa be³skiego. ¯adnej z tych ziem nie opracowa³ ca³oœciowo, st¹d wnioski, które postawi³, mia³y charakter prowizoryczny. - Jak siê nazywaj¹ te kluczowe dla Pañskich badañ dokumenty? - S¹ to juramenty. - Czyli? - Iuramentum, to po ³acinie - przysiêga. Szlachta i ch³opi, którym zniszczono maj¹tek podczas dzia³añ wojennych, sk³adali przed s¹dami grodzkimi specjalne zeznania dotycz¹ce czasu, sprawcy i skali dokonanych zniszczeñ. Zeznania spisywane by³y w kancelariach grodzkich w obecnoœci œwiadków i stanowi³y póŸniej podstawê do obni¿enia podatków. Spisy tych juramentów nazywamy abiuratami. Jest bez w¹tpienia ewenementem, ¿e mimo kataklizmów dziejowych, abiuraty dotycz¹ce ziemi przemyskiej niemal w komplecie dotrwa³y do naszych czasów. - Podczas spotkañ autorskich historycy z profesorskimi cenzusem zarzucaj¹ panu zbytni¹ ufnoœæ w wiarygodnoœæ juramentów. Twierdz¹, ¿e jest pan wobec nich bezkrytyczny. - Nieprawda jakobym by³ wobec nich bezkrytyczny. Nadto moi krytycy nie wspominaj¹, ¿e w owych czasach krzywoprzysiêstwo by³o nieomal zbrodni¹. Polacy zaczêli kombinowaæ i oszukiwaæ pañstwo dopiero pod zaborami, poniewa¿ to nie by³o ich pañstwo. To zjawisko, szczególnie widoczne w zaborze rosyjskim, zosta³o utrwalone w czasach PRL, gdy pañstwo by³o wspólne, czyli niczyje. I do dziœ daje siê nam to we znaki. - Ile juramentów Pan przestudiowa³? - Oko³o 20 tysiêcy, z czego w swojej rozprawie wykorzysta³em 13 tysiêcy. - Imponuj¹ca liczba. - Dwadzieœcia tysiêcy odprzysiê¿eñ dla ziemi przemyskiej, licz¹cej ponad 12 tysiêcy kilometrów kwadratowych, 931 wsi, 32 oœrodki miejskie i ponad 300 tysiêcy ludnoœci, nie wydaje mi siê wielkoœci¹ zbyt du¿¹ dla okresu obejmuj¹cego jedno stulecie. Choæ praca, by je statystycznie obrobiæ, zajê³a mi 10 lat. - Dlaczego zaj¹³ siê Pan problemem zniszczeñ wojennych akurat dotycz¹cych ziemi przemyskiej i to w XVII, a nie innym wieku? - Ziemia przemyska by³a w XVII wieku jednym z najbardziej rozwiniêtych i najgêœciej zaludnionych regionów pañstwa polsko-litewskiego i dotychczas nikt nie zajmowa³ siê zniszczeniami wojennymi dokonany-

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

mi na tym terytorium w d³u¿szym horyzoncie czasowym. A wiek XVII wybra³em miêdzy innymi dlatego, ¿e jest to, a szczególnie druga jego po³owa, najbardziej zmitologizowany i zideologizowany okres w naszej œwiadomoœci. Miêdzy innymi za spraw¹ Henryka Sienkiewicza, którego dzie³a „ku pokrzepieniu serc” pisane, wielokrotnie rozmija³y siê z rzeczywistoœci¹. I to nie badania naukowe, a sienkiewiczowska literatura ukszta³towa³a wiedzê i œwiadomoœæ Polaków na temat wydarzeñ historycznych w XVII wieku. - Zaj¹³ siê Pan XVII wiekiem, a przecie¿ Tatarzy pustoszyli Polsk¹ ju¿ w œredniowieczu… - To nie byli ci sami Tatarzy. W XIII wieku Polskê najecha³a ogromna armia mongolsko-tatarska, która przyby³a do Europy z Azji Œrodkowej. To by³a tak zwana Z³ota Orda. Jedna czêœæ tych wojsk w 1241 roku spustoszy³a okrutnie Ma³opolskê, Wielkopolskê i Œl¹sk, a w bitwie pod Legnic¹ pokona³a po³¹czone si³y ksi¹¿¹t polskich. Niewiele póŸniej rozpad³a siê ona na wiele mniejszych grup, które przez nastêpne stulecia tworzy³y niezale¿ne chanaty Krymski, Astrachañski, Kazañski. Ci z nich, którzy osiedlili siê na Krymie oraz orda bud¿acka, stanowili w XVI i XVII wieku najwiêksze zagro¿enie dla po³udniowo-wschodnich ziem koronnych. - Co siê kryje za nazw¹ - orda bud¿acka? - To by³a orda tatarska, której siedlisko znajdowa³o siê miêdzy dolnym Dniestrem i dolnym Dnieprem, czyli na terenach dzisiejszej Besarabii. Stanowi³a ona najwiêksze zagro¿enie dla miêkkiego podbrzusza ówczesnej Rzeczypospolitej, jak ja nazywam pograniczne województwa s¹siaduj¹ce z Imperium Osmañskim i zale¿n¹ od niego Mo³dawi¹. „Bud¿ak” to w jêzyku tureckim „k¹t”. Jeœli popatrzymy na ówczesne mapy, to rzeczywiœcie by³ to taki „k¹t”, le¿¹cy miêdzy Imperium Osmañskim, zale¿nym od niego Chanatem Krymskim i Rzecz¹pospolit¹. To by³a taka „czarna dziura” bezpieczeñstwa w tej czêœci Europy. Co istotne, Bud¿ak nie znajdowa³ siê pod kontrol¹ pañstwa Gerejów, czyli dynastii panuj¹cej na Krymie, lecz by³ nominalnie administrowany przez w³adze osmañskie. Tatarzy zamieszkuj¹cy Bud¿ak byli zawsze chronieni przez Turków. W³adze Rzeczypospolitej mia³y wiêc wobec ordy bud¿ackiej skrêpowane rêce, bo jakakolwiek stanowcza reakcja grozi³a natychmiastow¹ wojn¹ z ca³ym Imperium Osmañskim. - Czyli nie Tatarzy krymscy stanowili dla nas najwiêksze zagro¿enie? - Powiedzia³bym, ¿e w XVII wieku dla tej czêœci ziem koronnych koczownicy z Bud¿aku stanowili równorzêdne zagro¿enie, jakie reprezentowali Tatarzy z Krymu, lecz w pewnych okresach, jak na przyk³ad w latach 20. i w drugiej po³owie XVII wieku, to w³aœnie ordyñcy z po³udniowej Mo³dawii byli najgroŸniejszymi napastnikami. - Ilu ich by³o? - Niewielu. Ich populacja liczy³a od 20 do 25 tysiêcy. Ale by³a to orda bardzo zmilitaryzowana, która mog³a wystawiæ nawet od 4 do 5 tysiêcy wojowników. By³a bardzo mobilna i genialna pod wzglêdem operowania w terenie - niesamowicie szybka.

GŁOS POLONII

Z moich badañ wynika, ¿e pod wzglêdem skutecznoœci dzia³añ i sprawnoœci ca³ego systemu wojskowego byli nawet lepsi od Tatarów krymskich. - Czym siê ró¿nili od Tatarów krymskich? - Tatarzy krymscy prowadzili bardziej osiad³y tryb ¿ycia. Nawet nasza ludnoœæ, która mia³a z nimi do czynienia, nazywa³a Tatarów z ordy bud¿ackiej „dzikimi” i „czarnymi”. Oni rzeczywiœcie inaczej wygl¹dali i ubierali, a przede wszystkim byli koczownikami, niekiedy wyznaj¹cymi szamanizm. - Celem egzystencji tych Tatarów by³o prowadzenie wojny dla wojny? - W realiach epoki nowo¿ytnej w du¿ym stopniu tak. I to by³o znakomite instrumentarium wykorzystywane w sytuacjach jeszcze nie wojny, ale zadra¿nieñ i na progu wojny, miêdzy Rzecz¹pospolit¹ a Imperium Osmañskim. Chodzi³o o to, aby nie dzia³aæ bezpoœrednio, w³asnymi si³ami, lecz wywieraæ presjê na w³adze polsko-litewskie za poœrednictwem oddzia³ów tatarskich. - Wyjmowaæ kasztany z ognia cudzymi rêkami? - Tak. Turcy wykorzystywali do tego Tatarów, a nasi w³adcy te¿ to robili, ale rêkami Kozaków, którzy mieli swoje bazy na Zaporo¿u. Przy u¿yciu swoich zwinnych ³odzi zwanych czajkami, sp³ywali Dnieprem do Morza Czarnego i posuwaj¹c siê wzd³u¿ jego wybrze¿y pl¹drowali i palili tureckie wsie i osady. Czêsto napadali i pustoszyli Warnê, Ba³czik, Burgas. Byli œwietnie uzbrojeni, znakomicie zorganizowani, bitni, odwa¿ni. Wielokrotnie wp³ywali na Cieœninê Bosfor i dop³ywali a¿ do Stambu³u. Przybijali do brzegu, palili, grabili, mordowali ludzi, niektórych porywali i szybko odp³ywali. Mo¿na powiedzieæ, ¿e byli to protoplaœci wspó³czesnych marines, taka kozacka piechota morska. Byli w tym swoim rzemioœle wojennym nie do pobicia. Znana jest historia, jak w lipcu 1624 r. su³tan Murad IV przechadza³ siê po swoich ogrodach pa³acu Topkap? i w zatoce Krzywy Róg z wielkim zdziwieniem zobaczy³ szybkie, ma³e ³odzie, a na brzegu swojej stolicy po¿ary. I wpad³ we wœciek³oœæ, gdy mu powiedziano, ¿e to jednostki kozackie. - Podobne dzia³ania, tylko na sta³ym l¹dzie i bez u¿ycia ³odzi, przeprowadzali wobec Rzeczypospolitej Tatarzy z ord bud¿ackiej i krymskiej? - Tak. Rajdy tatarskie na nasze ziemie, szczególnie w pierwszej po³owie XVII w., by³y odpowiedzi¹ na ataki Kozaków, których cel stanowi³y posiad³oœci osmañskie w basenie Morza Czarnego. Zaporo¿cy byli wtedy poddanymi Rzeczypospolitej, a Tatarzy bud¿accy znajdowali siê pod zwierzchnictwem Imperium Osmañskiego. W pierwszych trzech dekadach XVII stulecia mieliœmy do czynienia z wielk¹ eskalacj¹ tych napadów i obustronn¹ wrogoœci¹ za spraw¹ poddanych obydwu mocarstw. - Najazdy tatarskie to by³y retorsje za kozackie napady na terytoria osmañskie w basenie Morza Czarnego i nad Cieœnin¹ Bosfor? - Tak. Zachowa³ siê nawet dokument, pos³anie wodza Tatarów bud¿ackich, Kantemira, wys³any do króla Zygmunta III z Medyki pod Przemyœlem, gdzie ordyñcy za³o¿yli „kosz”, czyli umocniony obóz, do którego zwozili ³upy i jeñców. Wódz tatar-

17

ski informowa³ polskiego króla, ¿e przyczyn¹ najazdu jest nieumiejêtnoœæ w³adz polskich utrzymywania w karbach pos³uszeñstwa Kozaków zaporoskich, którzy organizuj¹ niszczycielskie napady na terytorium Wysokiej Porty. Odgra¿a³ siê te¿, ¿e dojdzie ze swoimi oddzia³ami a¿ do „bia³ego morza”, czyli do Ba³tyku. - Kiedy zaczê³a siê to tatarskie dzie³o niszczenia ziemi przemyskiej? - Mo¿na powiedzieæ, ¿e uwertura nast¹pi³a w 1620 roku, kiedy to wojska koronne rozbite zosta³y podczas marszu odwrotowego pod Mohylowem nad Dniestrem, tu¿ przy granicy Rzeczypospolitej z Mo³dawi¹. Wtedy zgin¹³ hetman Stanis³aw ¯ó³kiewski, a w dalszej fazie marszu odwrotowego do niewoli tatarskiej dosta³ siê miêdzy innymi hetman polny koronny Stanis³aw Koniecpolski, a tak¿e Bohdan Chmielnicki, póŸniejszy hetman i przywódca rebelii kozackiej wznieconej w 1648 roku. Ale… Rok póŸniej, jesieni¹ 1621 roku, mamy okres bitwy pod Chocimiem, pod dowództwem hetmana Jana Karola Chodkiewicza. Odpieramy atak, ale w tym czasie zagony tatarskie docieraj¹ pod Radymno i Jaros³aw. W 1623 roku naje¿d¿a nas orda bud¿acka i z dokumentów, do których dotar³em, wynika, ¿e zniszczonych zosta³o co najmniej 29 wsi. Niespe³na rok póŸniej mamy jeden z najwiêkszych najazdów tatarskich na Ruœ Czerwon¹ w XVII wieku. - Wtedy dotarli a¿ pod Rzeszów? - Tak. Zapêdzili siê a¿ na po³uniowo-wschodnie krañce Ma³opolski. Wtedy spalili Czudec i jeszcze kilka innych wsi na terenie ówczesnej ziemi sandomierskiej. Powa¿nie te¿ ucierpia³y dobra rzeszowskie Miko³aja Spytka Ligêzy, w tym przedmieœcia Rzeszowa. Ale niszczycielsk¹ skalê tego najazdu najlepiej ilustruje liczba 394 wsi, które pad³y ich ³upem. To by³o 42,3 procent wszystkich wsi ziemi przemyskiej. - By³ czas na ich odbudowê? - Niestety, ale mieszkañcy ziemi przemyskiej nie mieli chwili oddechu, bo ju¿ w roku 1626 najechali ich na odmianê Tatarzy krymscy, którymi osobiœcie dowodzi³ chan Mehmed III Gerej. Ten, te¿ bardzo du¿y i niszcz¹cy najazd, siêgn¹³ Przeworska. Trzy lata póŸniej zaatakowa³y ziemiê przemysk¹ po³¹czone si³y Tatarów krymskich i bud¿ackich. Potem by³o 20 lat wzglêdnego spokoju, ale koñcówka pierwszej po³owy XVI wieku by³a niezwykle dla nas groŸna. - Czyli rok 1648? - Tak. Wtedy, w pierwszej fazie powstania Chmielnickiego, uderzy³y na nas po³¹czone si³y tatarsko-kozackie. To by³ bardzo groŸny najazd. Panowa³o bezkrólewie, dezorganizacja kraju, nieco wczeœniej wojska koronne zosta³y rozbite pod ¯ó³tymi Wodami, potem by³a ucieczka z pola bitwy pod Pi³awcami. Pañstwo polskie by³o w wielkim niebezpieczeñstwie, praktycznie nie by³o ¿adnej obrony. Zagony tatarskie dotar³y pod Kañczugê, ale przera¿aj¹ca by³a skala zniszczenia - napadniêto i zniszczono 426 wsi, czyli 45,7 procenta wszystkich, spalono 5688 domów.

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

ciąg dalszy na stronie 18


18

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

ciąg dalszy ze strony 17 Dla ka¿dego najazdu robi³em oddzieln¹ mapê, na której zaznacza³em miejscowoœci zniszczone podczas najazdów. Obraz by³ pora¿aj¹cy. Poza pó³nocnym, bardzo zreszt¹ ma³ym, regionem ziemi przemyskiej, gdzie by³y biedne wsie na piaskach i mokrad³ach, a tak¿e na po³udniu, gdzie by³y góry, praktycznie niezamieszkane, wszystkie wsie pad³y ofiar¹ najazdów i zniszczeñ. - I mimo to ludzie podnieœli siê z kolan? - Tak. Ale najgorsze by³o to, ¿e najazdy nie ustawa³y, a wrêcz przeciwnie - przybiera³y na sile. W pierwszej dekadzie drugiej po³owy XVII wieku mamy ca³¹ serie najazdów. Najpierw wojsk rosyjsko-kozackich, potem Szwedów. Z tym ¿e najazd wojsk Karola X Gustawa obj¹³ tylko 46 wsie, a dokonane zniszczenia by³y niewielkie. Objê³y ledwie 1,5 procenta wszystkich wsi, a poniesione straty wynios³y zaledwie 0,2 procenta wszystkich strat i zniszczeñ wojennych, jakie dotknê³y ziemiê przemysk¹ w XVII wieku. - Rok po Szwedach pojawili siê w ziemi przemyskiej kolejni najeŸdŸcy i ich si³a te¿ by³a niezwykle niszczycielska. - Najazd siedmiogrodzko-kozacki w 1657 roku by³ niezwykle brutalny. Jego skutkiem by³y ogromne zniszczenia szczególnie w zachodniej czêœci ziemi przemyskiej. Rakoczanie doszli a¿ do Rzeszowa. Miasto nale¿a³o do Jerzego Sebastiana Lubomirskiego, a Jerzy II Rakoczy chcia³, by magnat wspó³pracowa³ z nim politycznie przeciwko królowi Janowi Kazimierzowi. Lubomirski odmówi³ i wojska Rakoczego zniszczy³y w sposób barbarzyñski nale¿¹ce do niego dobra rzeszowskie i ³añcuckie oraz sam £añcut, a tak¿e Rzeszów, w którym spalono 70 budynków, czyli wiêkszoœæ ówczesnej zabudowy miejskiej. Jerzy Sebastian, jak wiadomo, zorganizowa³ wyprawê odwetow¹ na Siedmiogród, gdzie pozwoli³ wojsku grabiæ, mordowaæ i pl¹drowaæ. Ale wczeœniej spora czêœæ ziemi przemyskiej zosta³a przez wojska Rakoczego zniszczona… - No i nadszed³ rok ów, 1672 … - To by³a kulminacja niszczenia ziemi przemyskiej. Straty by³y wrêcz niewyobra¿alne. Najazd nast¹pi³ podczas wojny polsko-tureckiej, kiedy to si³y osmañskie zdoby³y Kamieniec Podolski i znalaz³y siê pod Lwowem. W granicach ziemi przemyskiej Tatarzy spl¹drowali ³¹cznie 869 wsi czyli 93,3 procent wszystkich! Spalono 250 m³ynów i 215 karczem. Ostatni najazd, ju¿ po zawarciu pokoju z Wysok¹ Port¹ w Kar³owicach, nast¹pi³ zim¹ 1699 r. By³ to ostatni w dziejach wiêkszy najazd na Rzeczpospolit¹. Gdy na³o¿y³em na siebie mapy wszystkich tatarskich najazdów na ziemiê przemysk¹ w ca³ym XVII wieku, okaza³o sie, ¿e nie by³o na niej skrawka terenu, po którym nie st¹paliby oni albo kopyta ich koni. Za 85 procent wszystkich zarejestrowanych ataków, które nast¹pi³y w XVII wieku na obszarze ziemi przemyskiej, odpowiadali Tatarzy. - Sk¹d siê bra³a ich niszczycielska skutecznoœæ?

- Z podwójnej asymetryczoœci dzia³añ. - Na czym to polega³o? - Pierwsza asymetrycznoœæ, to unikanie na wszelkie mo¿liwe sposoby bezpoœredniej walki z regularnymi oddzia³ami wojskowymi i zdobywania obiektów ufortyfikowanych. Druga asymetrycznoœæ, to skierowanie dzia³añ wojennych przeciw ludnoœci cywilnej i obiektom cywilnym. Jedn¹ i drug¹ asymetrycznoœæ determinowa³ g³ówny cel ich dzia³añ zdobycie ¿ywnoœci, a przede wszystkim jeñców. Jeñcy byli ich najcenniejszym ³upem. Ludzi wziêtych w jasyr sprzedawano potem na targach niewolników. - Jakie to by³y liczby? - Z moich szacunków wynika, ¿e tylko podczas najazdu w 1648 roku Tatarzy uprowadzili z terenów Rzeczypospolitej od 90 do 100 tysiêcy ludzi, a w ci¹gu 200 lat, od nieudanej wyprawy Jana Olbrachta do Mo³dawii w 1497 roku, do pokoju w Kar³owicach w roku 1699, z kresów po³udniowo-wschodnich wziêli do niewoli od 1,1 do 1,2 miliona ludzi. Mo¿emy dokonaæ porównañ z handlem niewolnikami z Afryki. Szacuje siê, ¿e w XVI i XVII wiekach z ogromnego terytorium Afryki wywieziono oko³o 1,5 miliona niewolników. Porównanie tych liczb daje do myœlenia o zubo¿eniu demograficznym ziemi przemyskiej. - Jaka by³a skala zniszczeñ gospodarczych? - Przeogromna. - Ale có¿ to wtedy by³a za gospodarka - kurniki, obory... Jak ich zniszczenie mog³o siê prze³o¿yæ na upadek gospodarczy, a w konsekwencji na upadek polskiej pañstwowoœci? - Nie mo¿na patrzyć na gospodarkê XVII wieku przez pryzmat wspó³czesnoœci, bo to kardynalny b³¹d. W XVII wieku tak w Polsce, jak i w ca³ej Europie, rolnictwo by³o podstaw¹ systemu ekonomicznego. Ziemia przemyska zaœ by³a krain¹ mlekiem i miodem p³yn¹c¹. Œwietne ziemie, a wiêc obfite plony zbó¿, hodowla wspania³ego byd³a, które wywo¿ono st¹d na Œl¹sk i dalej do Niemiec. Podatki z tej gospodarki rolnej znacz¹co zasila³y skarb pañstwa. Jeœli w 1672 roku ponad 90 procent wsi ziemi przemyskiej sk³ada³o juramenty, to jaki musia³ byæ spadek dochodów skarbu Rzeczypospolitej? A z tego skarbu utrzymywano przecie¿ wojsko, którego si³a b¹dŸ s³aboœæ przek³ada³y siê na kondycjê ca³ego pañstwa. A przecie¿ moje badania objê³y tylko jedn¹ ziemiê ogromnego terytorium Rzeczypospolitej. - Pañskie badania pozwalaj¹ okreœliæ ogóln¹ skalê zniszczeñ? - Odnoœnie do ziemi przemyskiej bardzo precyzyjnie. Po najeŸdzie z 1672 roku na ziemi przemyskiej pozosta³o ju¿ tylko oko³o 10 procent potencja³u gospodarczego istniej¹cego w roku 1620. W ci¹gu pó³wiecza leg³o wiêc w gruzach oko³o 90 procent potencja³u ekonomicznego. Ziemia przemyska to by³a terra deserta - ruiny i zgliszcza. Aby zdaæ sobie sprawê, jak wielki by³ to cios, wystarczy powiedzieæ, ¿e straty maj¹tku narodowego w Polsce w efekcie II wojny œwiatowej szacowane s¹ obecnie na

38 procent stanu posiadania z roku 1939. - Kiedy odtworzony zosta³ potencja³ gospodarczy ziemi przemyskiej z czasów poprzedzaj¹cych najazdy tatarskie, czyli sprzed roku 1620? - Dopiero w trzeciej æwierci XVIII wieku. Tak ogromna by³a skala zniszczeñ. - Czyli w stosunku do innych nacji byliœmy w wyniku tych najazdów o 150 lat zapóŸnieni gospodarczo? - Taka ponura rzeczywistoœæ wy³ania siê z moich badañ. Gdy inni na bazie rolnictwa budowali rzemios³o, a póŸniej manufaktury, nasza gospodarka by³a permanentnie naje¿d¿ana, niszczona i grabiona, w stanie ci¹g³ej rekonstrukcji. I to zapóŸnienie cywilizacyjne dziedziczy³y nastêpne pokolenia. Najazdy Tatarów zepchnê³y nasz¹ gospodarkê na dno. Jej rozwój by³ ci¹gle hamowany. - Podobnie mog³o byæ w innych wschodnich regionach Rzeczypospolitej? - Bez w¹tpienia tak. Moja teza jest taka, ¿e ju¿ w latach 20. XVII wieku w du¿ej czêœci zniszczona zosta³a nie tylko Ruœ Czerwona, ale tak¿e Podole i Wo³yñ, w nieco mniejszym stopniu województwa brac³awskie i kijowskie. Do zniszczeñ Tatarów musimy dodaæ zniszczenia dokonane w Wielkopolsce i w Prusach Królewskich przez Szwedów i zniszczenia w województwie smoleñskim w wyniku wojny z Rosj¹ w latach 1632 - 1634. - Dlaczego nikt wczeœniej nie podj¹³ siê takich badañ? - W czasach Polski socjalistycznej tylko sporadycznie podejmowano badania dotycz¹ce terenów Rzeczypospolitej wykraczaj¹cych poza granice Polski Ludowej. A ziemia przemyska zosta³a przecie¿ przeciêta na pó³ - po³owa by³a polska, po³owa radzieckiej Ukrainy. Poza tym dostêp do archiwów ukraiñskich nie by³ tak prosty i ³atwy, jak obecnie. I wreszcie… Juramenty, na których ja opar³em swoje badania, s¹ to zbiory masowe, id¹ce w dziesi¹tki tysiêcy sztuk. Ich przebadanie wymaga mnóstwa pracy i czasu. Mnie zajê³o to ca³¹ dekadê. - Jeœli wiêc kiedykolwiek us³yszymy pogardliwe niemieckie „polnische Wirtschaft”, czyli ¿e nasza gospodarka reprezentowa³a poziom odbiegaj¹cy od œredniej europejskiej, bo Polacy nie umiej¹ gospodarowaæ, to powinniœmy natychmiast zareagowaæ? - Bezwzglêdnie tak. I t³umaczyæ, ¿e to nie dlatego byœmy byli nieudacznikami, gnuœni, leniwi, nieuzdolnieni. Jak ¿adna inna nacja niemal przez ca³y XVII wiek borykaliœmy siê z potwornym niszczeniem potencja³u gospodarczego naszego kraju. - Kiedy polska gospodarka osi¹gnê³a poziom sprzed pierwszego najazdu Tatarów w XVII wieku, czyli sprzed roku 1620? - Po 150 latach. To ju¿ by³o w przededniu rozbiorów. Gospodarki innych krajów by³y o te 150 lat przed nami. To ogromny dystans. Do dziœ go odrabiamy. Na szczêœcie w ostatnich latach w przyspieszonym tempie. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

19

Polska fir ma skutecznie konkuruje ze œwiatowymi potentatami

PESA - czyli po torach do sukcesu Hubert Lupus

W dziedzinie komunikacji dzisiejsze czasy charakteryzuje dynamiczny rozwój publicznego transpor tu szynowego. Mamy coraz nowoczeœniejsze pojazdy - poci¹gi, szynobusy, tramwaje, a z drugiej strony, szczególnie w du¿ych aglomeracjach, ogromne zagêszczenie samochodów i zwi¹zane z tym niedogodnoœci. W tej sytuacji coraz wiêcej ludzi przesiada siê zza kierownicy swojego samochodu do publicznych œrodków transpor tu. Zyskuj¹ na czasie, a œrodowisko na mniejszym wch³anianiu dwutlenku wêgla i innych zabójczych dla niego spalinowych wyziewów. Skoro rozwija siê publiczny transport, rzecz oczywista, ¿e rozwijaæ siê musz¹ tak¿e firmy, które produkuj¹ dla niego pojazdy. Tak siê dzieje na œwiecie, równie¿ w Kanadzie i w Polsce. W Polsce ulokowali siê œwiatowi potentaci produkuj¹cy nowoczesne poci¹gi, miêdzy innymi francuski Alstom, który po przejêciu w 2002 roku w³oskiej firmy Fiat Ferroviaria kontynuuje produkcjê Pendolino, szwajcarski Stadler (ulokowa³ siê w Siedlcach), no i oczywiœcie kanadyjski Bombardier z g³ówn¹ polsk¹ siedzib¹ we Wroc³awiu, o którym pisaliœmy w jednym z poprzednich wydañ naszej gazety. Ale oprócz znanych œwiatowych producentów, w ostatnich latach uros³y w si³ê i to mocno, polskie firmy, które przez lata specjalizowa³y siê w naprawie taboru kolejowego, a w ostatniej dekadzie rozpoczê³y produkcje lokomotyw, szynobusów, poci¹gów i tramwajów w oparciu o w³asne projekty. Jest rzecz¹ oczywist¹, ¿e te polskie firmy swój dynamiczny rozwój zawdziêczaj¹ pieni¹dzom z Unii

Europejskiej. Gdyby nie by³o tych pieniêdzy, polski transport publiczny nadal o kilka epok odbiega³by standardem od warunków, jakie oferuj¹ u¿ytkownikom kraje wysoko rozwiniête. Miliardy euro z brukselskiej kasy, które Polska otrzymywa³a i nadal otrzymuje w ramach polityki wyrównywania szans, by³y i nadal s¹ kierowane na modernizacjê znajduj¹cej siê w katastrofalnym stanie infrastruktury kolejowej i… oczywiœcie tak¿e na zakup nowego taboru. Ka¿dy z nas, kto by³ w Polsce wcale jeszcze nie tak dawno, zapewne osobiœcie doœwiadczy³ bardzo niskiego standardu polskiego transportu publicznego. W ostatnich latach sytuacja jednak i na szczêœcie, bardzo dynamicznie zmienia siê na korzyœæ.

Pruskie pocz¹tki Ogromny udzia³ w tych przemianach ma miêdzy innymi PESA z Bydgoszczy, której pe³na nazwa brzmi: Pojazdy Szynowe PESA Bydgoszcz. Prapocz¹tki tej firmy siêgaj¹ czasów rozwoju pruskiego kolejnictwa, wszak ju¿ po pierwszym rozbiorze Polski, w roku 1772, Bydgoszcz zosta³a zagarniêta przez Prusy. W tamtych latach nikt oczywiœcie nie œni³ jeszcze o czymœ takim, jak transport kolejowy, ale rozwój przemys³u sprawi³, ¿e ju¿ 57 lat póŸniej, w roku 1829, gdy George Stephenson zbudowa³ swój pierwszy parowóz parowy Rocket, sta³ siê on jak najbardziej realny. A tak przy okazji, to ostatni¹ regularn¹ liniê ruchu pasa¿erskiego w Europie obs³ugiwan¹ przez lokomotyw parowe zamkniêto dopiero 185 lat po wyjechaniu na tory Rakiety Stephensona. I… sta³o siê to w³aœnie w Polsce, 31 marca 2014 r., a linia, któr¹ obs³ugiwa³a ta archaiczna ju¿ wtedy maszyna, by³o po³¹czenie Wolsztyn - Leszno. Ale wróæmy do g³ównego tematu naszego artyku³u… Prusacy szybko zdali sobie sprawê, jakie korzyœci dla transportu niesie wynalazek Stephensona i ju¿ 19 lat po wyjechaniu na tory jego parowego potwora, dok³adnie 14 czerwca 1848 roku, podjêli decyzjê o budowie pierwszego odcinka linii Pruskiej Kolei Wschodniej, a dok³adnie odcinka ³¹cz¹cego Krzy¿ z Bydgoszcz¹. Poniewa¿ zaœ Bydgoszcz le¿a³a wtedy poœrodku linii kolejowej ³¹cz¹cej Berlin z Królew-

cem, postanowiono w³aœnie na jej terenie wybudowaæ trzy lata póŸniej Ostbahn-Werkstat-Bromberg, po polsku - Zak³ady Naprawcze Kolei Wschodniej Bydgoszcz. I takie by³y prapocz¹tki dzisiejszej PESY, która niewiele ma wspólnego ze swoim antenatem, acz bardzo chêtnie sprzedaje swoje poci¹gi do Niemiec, bo te¿ chêtnie s¹ one przez niemieckie koleje kupowane.

Ogromna firma PESA XXI wieku to firma przeogromna. Ma w swojej ofercie cztery rodzaje spalinowych zespo³ów trakcyjnych, które je¿d¿¹ po torach Polski i W³och, a najnowsza ich generacja zosta³a doceniona przez przewoŸników z Rosji, Bia³orusi. Litwy, Ukrainy i Czech, a najbardziej przez niemieck¹ Deutsche Bahn, która w 2012 r. zamówi³a w Bydgoszczy 470 pojazdów LINK. W zale¿noœci od potrzeb kontrahenta s¹ to jedno-, dwu-, trzy- lub czterocz³onowe zespo³y trakcyjne, ale z jednym przestrzennym wnêtrzem. PESA produkuje tak¿e trzy typy lokomotyw (elektryczne, spalinowe i multisystemowe), cztery rodzaje tramwajów o wdziêcznych nazwach Swing, Fokstrot, Twist, Jazz, ale najwiêkszym przebojem ostatnich lat s¹ elektryczne zespo³y trakcyjne (Els, Dart, Acatus Plus), przy czym szczególne uznanie kontrahentów zdoby³ sobie DART. Ten elektryczny zespó³ trakcyjny w lutym minionego roku otrzyma³ jedno z najwa¿niejszych wyró¿nieñ w dziedzinie wzornictwa przemys³owego IF DESIGN AWARD. Nagroda ta przyznawana jest od 60 lat i ucho dzi za znak do sko na ³o œci pro jek to wej. W roku, w którym DART otrzyma³ to wyró¿nienie, do nagrody zg³oszono 5292 produktów z 53 krajów. Walory wizerunkowe produktów oferowanych przez bydgosk¹ PESÊ to jedno, ale to co najbardziej sobie ceni¹ odbiorcy, to nowoczesnoœæ i wype³nianie najbardziej wymagaj¹cych norm bezpieczeñstwa. Wyj¹tkowy design, nowoczesnoœæ i bezpieczeñstwo, to bezdyskusyjne walory œrodków transportu publicznego produkowanych w Bydgoszczy. Walory spe³niaj¹ce œwiatowe wymagania. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


20 GŁOS POLONII

www.glospolonii.net

Je¿d¿¹c po Polsce

świętokrzyskie

KRZYZTOPÓR

I SŁONECZNE ZEGARY Tym razem zajechaliœmy do województwa œwiêtokrzyskiego. Nie bez powodu, poniewa¿ nasze wêdrówki po Polsce rozpoczêliœmy od Podkarpacia i nastêpnie ruszyliœmy na pó³noc, do województw tak zwanej „Œciany Wschodniej”. Województwo œwiêtokrzyskie, mimo ¿e nawet najmniejszym swym skrawkiem nie ociera siê o wschodni¹ granicê Polski, jest równie¿ zaliczane do „Œciany Wschodniej”. Jak ju¿ pisaliœmy wczeœniej, o przynale¿noœci do tej grupy decyduj¹ w mniejszym stopniu wzglêdy geograficzne (aczkolwiek wszystkie te województwa le¿¹ na wschód od Wis³y), przede wszystkim decyduje ich potencja³, a w³aœciwie zapóŸnienie gospodarcze wzglêdem pozosta³ych regionów kraju. Ale nas gospodarka nie interesuje. sca - do wsi Ujazd w gminie Iwaniska oraz do Jêdrzejowa.

Hubert Lupus Có¿ ciekawego mo¿na zatem zobaczyæ w województwie, które niezbyt obficie goœci na stronach przewodników po Polsce? Otó¿ wbrew pozorom bardzo du¿o. S¹ tam na przyk³ad zabytki architektury siêgaj¹ce bardzo dawnych wieków, pocz¹wszy od ruin zamku w Chêcinach, poprzez gotyckie obiekty w Opatowie, koñcz¹c na niezwykle zabytkowym Sandomierzu, licznie w ostatnich latach odwiedzanym, bo rozreklamowanym przez telewizyjny serial „Ojciec Mateusz”. W Œwiêtokrzyskiem mo¿na zajœæ do muzeum autora „Quo vadis” w Oblêgorku. Znajduje siê w zabytkowym dworku, który kupiono Henrykowi Sienkiewiczowi w roku 1900 z pieniêdzy pozyskanych w zbiórce spo³ecznej. W Kielcach jest te¿ kawa³ek historii polskiej literatury, czyli muzeum poœwiêcone latom szkolnym Stefana ¯eromskiego, a dzieci warto zaprowadziæ w tym mieœcie do muzeum zabawek i zabaw, a potem pojechaæ z nimi do wsi Ba³tów, gdzie od kilkunastu lat dzia³a Jura Parkowa, czyli park dinozaurów, zrekonstruowanych w naturalnej wielkoœci. Po drodze mo¿na zobaczyæ jak siê miewa licz¹cy sobie ponad 650 lat Bartek, czyli jeden z najstarszych dêbów rosn¹cych w Polsce, sch³odziæ siê latem w Jaskini Raj w pobli¿u Chêcin, ale to wszystko, to œwiêtokrzyskie standardy, a nas interesuje przesz³oœæ w wydaniu absolutnie niebanalnym, œwiadectwa czasu minionego oryginalne, rzadko gdzie indziej spotykane. I kieruj¹c siê t¹ myœl¹ musimy trafiæ w dwa miej-

Krzysztof herbu Topór Có¿ takiego ma ten¿e Ujazd, ¿e koniecznie trzeba tam zajechaæ? W granicach wsi Ujazd znajduj¹ siê otó¿ œwietnie zachowane i w bardzo ma³ym stopni zniszczone ruiny przeogromnej rezydencji otoczonej bastionowymi fortyfikacjami. Jest to obszerny zamek wybudowany w stylu w³oskiego palazzo in fortezza, czyli ufortyfikowany pa³ac. Wybudowany zosta³ w latach 1627 - 1644 przez wojewodê Krzysztofa Ossoliñskiego i przez kilkadziesi¹t lat by³ najwiêksz¹ budowl¹ pa³acow¹ w Europie. Palmê pierwszeñstwa pod wzglêdem wielkoœci odebra³ mu dopiero Wersal, którego budowê rozpoczêto w 1668 r. i po jej ukoñczeniu, 14 lat póŸniej, sta³ siê rezydencj¹ francuskich monarchów. Pa³ac ten otrzyma³ nazwê Krzy¿topór. Wziê³a siê ona st¹d, ¿e krzy¿ stanowi³ symbol wiary i polityki wojewody Krzysztofa, zaœ topór by³ herbem Ossoliñskich. Jak to w przypadku wielu polskich budowli magnackich bywa³o, Krzy¿topór tak¿e przechodzi³ ró¿ne, z regu³y niezbyt dla niego korzystne, koleje losu. Autorstwo projektu i kszta³tu zamku nie do koñca jest znane, tote¿ wi¹¿e siê z nim wiele legend, a jedna z nich czerpie z symboliki liczb zwi¹zanych z kalendarzem. Wed³ug niej zamek okien mia³ tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni, sal wielkich tyle, ile miesiêcy, a cztery naro¿ne baszty odpowiada³y liczbie kwarta³ów. Jakkolwiek by nie by³o, budowla jest im-

ponuj¹ca, mo¿na te¿ sobie wyobraziæ jak by³o tam piêknie, gdy od strony pó³nocnej przylega³y do zamku w³oskie ogrody. Wybudowany w stylu palazzo in fortezza zamek zosta³ przebudowany w XVIII wieku. Poniewa¿ nie zachowa³y siê ani plany, ani sztychy pierwszej, oryginalnej budowli, niemo¿liwe jest dziœ odtworzenie jego pierwotnego wizerunku z pierwszej po³owy XVII wieku. Bezwzglêdnie jednak wart jest odwiedzenia, poniewa¿ a¿ 90 proc. murów i 10 proc. sklepieñ dotrwa³o do dzisiaj, dziêki czemu nie musimy posi³kowaæ siê wyobraŸni¹, by podziwiaæ imponuj¹c¹ skalê tej budowli. Od dawna oczywiœcie planuje siê odbudowê ca³ego obiektu, acz ci¹gle brakuje tych kilkudziesiêciu milionów z³otych, które by to umo¿liwi³y. Oczarowani i zachwyceni ogromnym Krzy¿toporem, och³oniemy podczas podró¿y z Ujazdu do niewielkiego, licz¹cego niewiele ponad 16 tys. mieszkañców Jêdrzejowa. W miasteczku tym znajduje siê osobliwoœæ, która powsta³a za spraw¹ pasji jednej rodziny. Osobliwoœci¹ jest otó¿ muzeum zegarów s³onecznych i przyrz¹dów astronomicznych, a pasj¹ ich zbierania ow³adniêty zosta³ pod koniec XIX wieku Feliks Przypkowski, lekarz z Jêdrzejowa. Pasj¹ ojca zara¿ony zosta³ jego syn Tadeusz, a nastêpnie wnuk Piotr. Sta³a wystawa zosta³a udostêpniona publicznoœci ju¿ w roku 1909. Przez wszystkie kolejne lata kolekcja by³a systematycznie uzupe³niana i dziœ kolekcja zegarów jêdrzejowskiego muzeum zajmuje trzecie miejsce w œwiecie pod wzglêdem liczebnoœci i wartoœci eksponatów. Ustêpuje jedynie Planetarium w Chicago i Science Museum w Oksfordzie. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

21

Znowu triumf

polskich skoczków!

Nasi skoczkowie nie zwalniaj¹ tempa. W sobotê i niedzielê (11 i 12 lutego) w japoñskim Sapporo, w którym przed 45 laty Wojciech For tuna zdoby³ z³oty medal olimpijski, nasi zawodnicy znowu stali na najwy¿szym stopniu podium. W sobotê zwyciê¿y³ Maciej Kot (pierwszy raz w karierze) ex aequo z Peterem Prevcem ze S³owenii, a w niedziel¹ po raz kolejny nie da³ szans rywalom Kamil Stoch. Polak zwyciê¿y³ wyraŸnie w niedzielnych zawodach, które toczy³y siê w loteryjnych warunkach. To 21. wygrana w karierze naszego zawodnika i szósta w sezonie, tym samym Stoch wyrówna³ swój rekord z sezonu 2013/2014.

Maciej Kot

Wyniki konkursów w Sapporo: Sobota 11.02

Kamilm Stoch

Puchar Œwiata 2016/2017 - klasyfikacja generalna:

1. Maciej Kot (Polska)

1. Kamil STOCH (Polska)

1180

2. Peter Prevc (S³owenia)

2. Stefan KRAFT (Austria)

1040

3. Stefan Kraft (Austria)

3. Daniel Andre TANDE (Norwegia)

1034

Miejsca pozosta³ych Polaków: 9. Jan Ziobro

4. Domen PREVC (S³owenia)

878

5. Maciej KOT (Polska)

747

10. Piotr ¯y³a

6. Andreas WELLINGER (Niemcy)

708

18. Kamil Stoch

7. Michael HAYBOECK (Austria)

619

23. Dawid Kubacki

8. Manuel FETTNER (Austia)

593

9. Markus EISENBICHLER (Niemcy)

587

42. Stefan Hula

10. Piotr ¯Y£A (Polska)

512

Niedziela 12. 02 1. Kamil Stoch (Polska)

Miejsca pozosta³ych Polaków:

2. Andreas Wellinger (Niemcy)

19. Dawid KUBACKI

3. Stefan Kraft (Austria)

27. Jan ZIOBRO

118

28. Stefan HULA

110

Miejsca pozosta³ych Polaków: 4. Maciej Kot 12. Piotr ¯y³a

255

56. Aleksander ZNISZCZO£

9

62. Klemens MURAÑKA

4

33. Stefan Hula 35. Dawid Kubacki 39. Jan Ziobro

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


22

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Kró l

Zni¿ka

prze d

na

Klika

ko ro -

gie³dzie

nacj¹

Spie szy

Drze wo

gasiæ

Laury

po¿ar

i Filona

Cyna

Spis dañ

19

Krwi do

lub

18

mó zgu

nikiel

Klie nt

3

ZUS-u

8

11

M ieszka w Wilnie

Rytm

Po dzie m-

serca

21

na ko le j

9 O chra nia

Sk³a d,

g³ow ê

ma gazy n

mo to cy -

daw nie j

klisty

Wy w rotka na lo do -

17

15

w isku

Dwutle-

£obuz

nek

14

krze mu

2

22

R zêsi sty deszcz

Gaz

5 Okre s

Ojcie c

pró bny

a ra uka ria

By³ nim Zenon

wa 2

ucze ñ

iglaste ;

as

atomo-

wy

Ikara

w pra cy

D rze w o

sza ka rta ;

tny, liczba

Wo jsko-

N a jw y ¿-

szlache-

20

23

z K ition

Ja da lny

Prze³o -

Wy ciê cie

Sterta,

sko ru-

¿ony

w sukni

zwa³

piak

kla sz-

mo rski

to ru

Zatycz-

Z nie go

Epoka

ka ko ³a

geolo -

wozu

giczna

szy ba lub

16

12

bute lka

U œw iê ca

4

N urt

œrodki

muzy ki

C z³one k

rocko w e j

na zjazd

Lêk,

10

niepokój

6

Rodzaj rygla , antaba

1

Szla m,

Bicz,

osad

pejcz

13

7

L ite ry z pó l p o n u me ro w an ych o d 1 d o 2 3 u two rz¹ ro zw i¹ za n ie - a fo ryzm An ny Po g o n o wskiej.

1

2

3

4

5

Lek w kszta ³cie kulki

6

7

8

Dowód

Wystê-

niew in-

puje

noœci

sam

9

10

11

12

13

14

15

16

17

Kibic

ene rgii

zespo³u

19

Po dobny

Z³o ta

Cz¹stka

18

row e ru

22

23

Ko le jne

Jedna

Np.

w

setna

acety-

gara¿u

funta

le no wy

mo to -

w e ne cka

21

Stoi

do

mo ne ta

20

strza ³y

Orga n

Metalo wy „sze w”

Kr¹¿e k

Przebój,

le kko-

szlagie r

atlety

K³o poty,

mie nie ,

ma rsza ³-

ko mpro -

15

ka se jmu

8

mis

tro ski

8

Sie la nka

We rgi-

4

liusza

3

M ala rz

5

i gra fik

Wo da,

hisz-

cie cz

13

pañski

C i¹ gnie

Potocz-

barkê

szczê œ-

do ³uzy

9

26 Wstê pne to

7

rze wia

liw ej

10

mo rzu

Ka mie ñ

Trucizna

przy

w zêbie

dro dze

¿mii

pisarz

d³ugoœci

22

chnia

20

Czeskie

Tor

Chro nio ny kw ia t;

auto

planety

kupa lnik gó rs ki

szosy

22

We rs ja ,

14

Kno w a ni e

21

3

17

M ary -

ki sa mo -

narz

poka rm

chód

Sta lo w y

te re now y

prê t

Arabski

Londona

11

„Cicha”

ksi¹ ¿ê

18

24

nienie

21

16

1

Sucha ga³¹ zka

19

5

2

U w ie l-

Lew a

lub

biany

lub

prze z

2

t³umy

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

25

³by

17

Lite ry z pó l po nume ro wanych o d 1 do 27 utwo rz¹ ro zwi¹ za nie -

- fra szkê Ja na Szta udynge ra pt. "Uprzykrzo ny sublo ka to r".

7

10

6

turkus

Lite ry z pó l po nume ro wanych o d 1 do 22 utwo rz¹ ro zwi¹ za nie -

6

23

Kocie

ka mie ñ;

12

lub

w se rcu

Cenny

Miasto

5

z Lim¹

castro l

pra w a

15

w Gre cji

Kraj

le g³o bok

Mobil

Ja b³ko

1

Równo-

27

Golizna w ra ma ch

na mapie

flo ta wojenna

poma -

4

no¿a

Du¿a p³aska ³ó dŸ

16

Zie lo na

rañcza

3

kie go

12

bek

Schro-

nie

18

6

patra w „Kle opatrze”

w aucie

na szkle

skinie-

na wino

rze ka

Wie lka

Ko ndy cja

Rodzaj stolars-

Ska za

Gest,

Z uchem

chow a

7

paliwa

uszczer-

11

Szo³o-

R umuñs-

Straw a,

Zbio rnik

beth, Kle o-

Strata,

w a ria nt

Imiê

fizy czna

14

imieniu Nawie rz-

Fiedle r,

stka

20

Hotel

na na rta ch

Eliza-

po

4 Jedno-

o zdo bny

boa zerii

9

Szy bki zja zd

Pisane

S³o na w

W

prze ³y k u pta ków

prze dmow a

cie t-

o w oc ow y

rzo ny

polo wanie

Ogo n

ka nt O gró d

parze

19

R o zsze -

Dawne

Pra kty -

nie o

Wpa da

2

me k

13

Po rozu-

Atry but

1

Przydo -

Model renault

- m yœl O widiusza.

19

20

21

22

1

2

3

4

5

6

7

8

9

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

For Sale Coffee shop for sale in Guildford Medical building 15300 -105 ($ 36.000) Open Monday to Friday with option to open on Saturday. Go for a coffee, but do not Solicit the owner (call John Samus 604-970-1777).

John Samus Realtor You Never Get What You Deserve, You Get What You Negotiate!™ Coldwell Banker Vantage Realty OFFICE: (604) 585-3555 CELL: (604) 970-1777 Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

23


Glos Polonii nr 12  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you