Page 1

Zbigniew Bródka - popularność czasem daje w kość

str. 19

15 WRZEŚNIA 2016 NR 2

GŁOS POLONII

www.glospolonii.net

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

DUCHOWA UCZTA

w Burnaby

Już w najbliższą środę, 21 września będziemy świadkami prawdziwego rarytasu. Przyjeżdża do nas Teatr Gudejko ze znanymi i lubianymi aktorami z Polski, którzy zaprezentują nam spektakl autorstwa… Kanadyjczyka. Mowa tu o komedii „Bedtime Stories” Norma Fostera (przetłumaczonej przez Mirosława Połatyńskiego jako „Między łóżkami”). str. 8-9

Środa, 21 września 2016 roku, godz. 19. Michael J Fox Theatre 7373 MacPherson Ave. Burnaby


2

GŁOS POLONII

REKLAMA

www.glospolonii.net


www.glospolonii.net

Wstęp

Stawiamy kolejny krok

P

ierwszy numer G³osu Polonii zacz¹³em od zacytowania myœli Winstona Churchilla. Tak siê sk³ada, ¿e drugi numer te¿ chcia³bym zacz¹æ od tego co rzek³ mój ulubiony polityk. Otó¿ po s³ynnej bitwie o Angliê ten wybitny brytyjski mówca, strateg, pisarz i historyk, dwukrotny premier Zjednoczonego Królestwa oraz laureat literackiej Nagrody Nobla, powiedzia³ o polskich lotnikach, którzy walnie przyczynili siê do pokonania Niemców: -„Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdziêcza³o tak wiele, tak nielicznym”. To, ¿e Churchill by³ postaci¹ wielk¹ uznali tak¿e sami Brytyjczycy. W 2002 r. sir Winston wygra³ plebiscyt BBC na najwybitniejszego Brytyjczyka w historii. Ja do Churchilla mam sentyment tak¿e dlatego, ¿e on jako jeden z nielicznych w³adców œwiata zachodniego chcia³, ¿eby wojska alianckie wyl¹dowa³y nie w Normandii, a w Grecji, co prawdopodobnie uchroni³oby nasz kraj po wojnie od 45-letniej okupacji sowieckiej. Jednak¿e to temat do ca³kiem innego tekstu. Ale w³aœnie ten cytat z Churchilla przypomnia³ mi siê w zwi¹zku z ods³oniêciem tablicy upamiêtniaj¹cej polskich lotników walcz¹cych na frontach II wojny œwiatowej. W tym wydaniu G³osu Polonii chcia³bym równie¿ poleciæ Pañstwu tekst: „Byæ kobiet¹…” naszej debiutantki, Joli Lipiñskiej z Nowego Jorku. Myœlê, ¿e polubi¹ j¹ zw³aszcza nasze Czytelniczki. Dla fanów filmu i teatru ciekawa bêdzie zapewne rozmowa ze znan¹ aktork¹ i piosenkark¹ Kasi¹ Skrzyneck¹, która ju¿ 21 wrzeœnia zagra jedn¹ z ról w spektaklu „Miêdzy ³ó¿kami” w Burnaby. No i oczywiœcie „Duchowa uczta w Burnaby”. Piszemy o teatrze tak du¿o, poniewa¿ uwa¿am, ¿e przyjazd do Vancouver zawodowego teatru z Polski z plejad¹ znanych, lubianych i przede wszystkim œwietnych aktorów, jest bardzo du¿ym i wa¿nym wydarzeniem kulturalnym. Œwiadczy o tym tak¿e wielkie zainteresowanie publicznoœci, która ju¿ praktycznie wykupi³a komplet biletów. Niektórym z Pañstwa byæ mo¿e zmrozi krew w ¿y³ach tekst: „Czy Vancouver zniknie z powierzchni Ziemi?” Niestety, nie jest to próba straszenia Pañstwa i sztucznego wzbudzania emocji. Wed³ug naukowców jest to dosyæ realna groŸba. W tej sytuacji trzeba egoistycznie mieæ nadziejê, ¿e nie nast¹pi to za naszego ¿ycia. Bo, ¿e prêdzej czy póŸniej nast¹pi to ponoæ pewne. Tak przynajmniej twierdz¹ naukowcy i to ci, którzy niejednokrotnie bardzo trafnie przewidywali rozmaite kataklizmy. Na nastêpnej stronie mo¿ecie Pañstwo przeczytaæ co o naszej gazecie s¹dzi, znany w œrodowisku polonijnym, poeta i wydawca Rocznika Twórczoœci Polskiej w Zachodniej Kanadzie „Strumieñ”, Bogumi³ Pacak-Gamalski. Tekst o Arystotelesie Onassisie jest kontynuacj¹ serii o s³awnych i bogatych ludziach, a ich historie zawsze cieszy³y siê sporym zainteresowaniem Czytelników. No i na koniec, ¿eby nie by³o tak „strasznie”, trochê rozrywki z krzy¿ówk¹ i odrobin¹ humoru w postaci dowcipów i zabawnych rysunków autorstwa znanego w Polsce karykaturzysty i kabareciarza, Ryœka Kudziana. Jest te¿ o sporcie - przedstawiamy Pañstwu ciekawe rozmowy z mistrzem olimpijskim z Soczi, Zbigniewem Bródk¹ i asystentem trenera Adama Nawa³ki, Bogdanem Zaj¹cem. Mam nadziejê, ¿e drugi numer G³osu Polonii przypadnie Pañstwu do gustu tak jak pierwszy. Mi³ej lektury. Krzysztof Pipa³a, redaktor naczelny G³osu Polonii

Wydawca - Voice of Polonia Enterprises Co. e-mail: redakcja@glospolonii.net Redaktor Naczelny - Krzysztof Pipała e-mail: kpipala@o2.pl Zespół redakcyjny - Krzysztof Propolski i Antoni Fajkowski (Kanada), Tomasz Szeliga, Ryszard Kudzian (rysunki Polska) Dyrektor DTP (projekt gazety) - Rafał Mrozowicz (Polska) Adres redakcji - 16355 92 Ave. Surrey BC, V4N 3C9 telefon (778) 903 6797 Internet home page: www.glospolonii.net Druk - Vanpress Printers, 8325 Riverband Court, Burnaby BC, V3N 5E7

WITAMY

GŁOS POLONII

Spis treści: FELIETON n Dzieñ dobry, gazeto

- str. 4

KATAKLIZMY n Czy Vancouver zniknie z powierzchni Ziemi? - str. 5 TYLKO U NAS n Opowieœci Lady Buni: Byæ kobiet¹… - str. 6-7 WYDARZENIA n Duchowa uczta w Burnaby WYWIAD n - Kiedy pracujê jestem szczêśliwa - mówi Katarzyna Skrzynecka

- str. 8-9

- str. 10

FOTORELACJA n Polacy w Kanadzie mog¹ byæ dumni - str. 12-13 ROCZNICE - str. 15 n Polscy lotnicy uratowali Angliê n Do¿ynki 2016 i piêkny jubileusz „Zgody” - str. 15 S£YNNE RODY n Grecka tragedia czyli historia Onassisa - str. 16-17 WOKÓ£ SPORTU n Pracowaliœmy po 22 godziny na dobê - mówi Bogdan Zaj¹c, drugi trener pi³karskiej reprezentacji Polski - str. 18 n Popularnoœæ daje czasem w koœæ - mówi Zbigniew Bródka, z³oty medalista olimpijski z Soczi, w ³y¿wiarstwie szybkim - str. 19 KSIÊGARNIA n Polska twórczoœæ literacka w Kanadzie - str. 20 ROZRYWKA n Okiem Ryœka n Krzy¿ówka i humor

- str. 21 - str. 22

GŁOS POLONII Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Tekstów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie również prawo skracania i opracowania redakcyjnych tekstów nie zmówionych, jak również prawo nie publikowania nadesłanych tekstów bez podania przyczyny odmowy. Treść opublikowanej korespondencji nie musi być zgodna ze stanowiskiem redakcji, a prezentowane w niej opisy zdarzeń mogą mijać się z prawdą. Za treść ogłoszeń, komunikatów oraz za opinie i opisy wydarzeń zawarte w listach do redakcji, redakcja nie ponosi odpowiedzialności, ani też za żadne pomyłki i ominięcia powstałe w trakcie opracowania lub druku. Wszelkie prawa do dwutygodnika „Głos Polonii” i materiałów reklamowych zamieszczanych w tym periodyku są zastrzeżone na rzecz Voice of Polonia Enterprises Co. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zezwolenia jest wzbronione. Oddano do druku w piątek. Egzemplarz bezpłatny. Publisher, assumes no responsibility for the content of all advertisements, letters to the editor, announcements, official statements and any errors omissions in the production or printing of this publishing. FREE. Zamówienia z treścią ogłoszeń drobnych wraz z opłatą prosimy kierować na adres redakcji: 16355 92 Ave. Surrey BC, V4N 3C9. Ostateczny termin przyjmowania zgłoszeń – poniedziałek. Ogłoszenie do 10 słów – 5$, powyżej – 0,25$ za każde słowo. Czek lub money order prosimy wystawiać na Voice of Polonia Enterprises Co. Przyjmujemy też opłatę poprzez Interac e-Transfer. For display advertising send you ad your payment: 16355 92 Ave. Surrey BC, V4N 3C9. Advertising deadlines - Monday. Advertisig rates: 10 words or less - 5$ and 0,25$ for each word over. Make your cheque or money order payable to Voice of Polonia Enterprises Co.

3


4

GŁOS POLONII

FELIETON

Dzień dobry gazeto! ymaga pewnej odwagi w czasach dzisiejszych zakładanie nowej gazety (nawet jeśli to tygodnik lub dwutygodnik). Potężne finansowe korporacje prasowe na ogół je zamykają dziś. Ciągle szuka się „nowej formuły” mediów drukowanych, które przechodzą bezustanny kryzys. Zmniejszanie objętości by zmniejszyć koszty odbija się zmniejszaniem każdego tekstu: zamiast publicystyki, gdzie temat można rozwinąć - felietonistyka, a potem zamiast felietonu - 5-6 zdań w kąciku Redakcji. Kilka przedruków tu i tam znanych autorów (czasem i tekstów już znanych) no i zdjęcia, zdjęcia gdzie tylko można, bo na oglądanie zdjęć czytelnik nie musi tracić czasu. Ani się wysilać. Zresztą czytelnik nie jest „panem sytuacji”, bo to nie on czy ona decyduje o finansowym krachu lub ratunku gazety. Decydują o tym sponsorzy (instytucjonalni, prywatni) i reklamy. Ale ci z kolei, wymagają pewnej popularności pisma - wszak jeśli nikt nie czyta to i reklamować sensu nie ma, bo reklama dojdzie tylko do czytelnika, który jednak gazetę weźmie do ręki. I tak koło się zamyka. edynym jako takim jeszcze ratunkiem jest znalezienie formuły lokalności, tzn. służenia bardzo konkretnemu środowisku, które ze względu na swoją specyfikę niezbyt (na ogół w ogóle) interesuje nielicznych masowych potentatów medialnych. Takim środowiskiem bez wątpienia jest polska grupa etniczna w Kolumbii Brytyjskiej, zwłaszcza w Wielkim Vancouverze. Od dobrych już dziesięcioleci próbowano i próbuje się dalej więc jakieś formy lokalnej informacji prasowej tu mieć i zachować. Wiele z tych prób przetrwało sporo lat, co świadczy, że mimo wszystkich - autentycznych i nie wydumanych - zagrożeń, które wymieniłem w skrócie powyżej, jest jednak generalnie na lokalną prasę polskojęzyczną zapotrzebowanie. Nawet na więcej niż jeden tytuł. Choć, przyznać muszę szczerze iż uważam to za marnotrawstwo wysiłku i pieniądza. Wszak jeśli redakcje nie prowadzą bezsensownych wojenek redakcyjnych miedzy sobą a jakoś tam utrzymać się na powierzchni mogą - cóż nam do tego? Osobiście i prywatnie dodałbym, że mimo to dodatkowym atutem jest być po trosze wariatuńciem, by się tej pracy podjąć, ale to już inna para kaloszy… itamy więc nowy tytuł i życzymy powodzenia. Ze swej strony, mam nadzieję, oferujemy wyrozumiałość. Bo tylko ci, którzy z tematem mieli autentyczny związek (a tematem jest - jeśli ktoś do tej pory tego nie odczytał - karkołomność decyzji wydawania gazety) wiedzą, jak bardzo trudne to wyzwanie. Reklamy to inny, finansowo-gospodarczy temat i zajęcie. Głównym jest mimo wszystko próba robienia tego, co legło u początku wydawania jakiejkolwiek gazety: informacja lokalna i mimo wszystko troszkę wyważonego komentarza, opisu, relacji z życia środowiska. Pamiętanie, że „ważni”, a nawet „hojni” (hojność to zaiste bardzo względne pojęcie w naszym środowisku, LOL) nie tworzą, wbrew pozorom, większości w Polonii. Polonia, choć posiadająca szereg organizacji, podobnie, jak w Polsce (czy jakimkolwiek innym kraju) nie należy w swej większości do partii lub organizacji. Owszem, lubi i poprze mądre lub ciekawe wydarzenia - ale, jako widz, a nie uczestnik. To nie krytyka. To opis rzeczywistości - i chyba zdrowej. pierwszym numerze Redaktor Naczelny w edytorialu napisał, że „będziemy stronić od polityki, zwłaszcza w polskim wydaniu”. Rozumiem ostrożność i nie dziwię się, ha ha ha. Aliści, ze zmrużonym okiem podszepnę: każda działalność publiczna to polityka. Polityka to nie tylko partie polityczne. Kiedyś nie było to słowo brzydkie, dziś - przez samych polityków - obrzydzono je nam. Ale nie dajmy się zwariować. I nie bójmy się czasem głośno własnej opinii zaprezentować. Byle mądrze i bez obrażania innych. I nie bójmy się krytyki - natomiast, jak ognia unikajmy krytykanctwa. „Głosowi Polonii” życzę sukcesów i wieloletniej pracy; piszącym - nowego forum do publikacji; Czytelnikowi - najważniejszemu elementowi tego przedsięwzięcia - ciekawych spotkań z pismem, pożytecznych informacji i mądrej wymianie opinii. Bogumił Pacak-Gamalski

www.glospolonii.net


KATAKLIZMY

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

5

Z zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej nie zostanie kamień na kamieniu - alarmują naukowcy

Czy Krzysztof Propolski

VANCOUVER

zniknie z powierzchni Ziemii?

Głęboko pod powierzchnią Ziemi, istnieje strefa subdukcji Cascadia o której mało kto wie. Według wielu naukowców nadejdzie taki dzień, kiedy wszyscy przekonamy się, czym jest owa strefa. Ludzkość nie dysponuje obecnie technologiami, które pozwalają na dokładne przewidywanie trzęsień ziemi. Dlatego też do tego kataklizmu może dojść za naszego życia, albo za życia przyszłych pokoleń, a może stanie się to nawet jutro. Zdaniem sejsmologów istnieje jedna szansa na trzy, że Amerykę Północną czeka zmierzenie się z tym w ciągu najbliższych 50 lat. Około 130 kilometrów od wybrzeża Oregonu w USA pod powierzchnią Pacyfiku, od tysięcy lat nieustannie ścierają się ze sobą dwie płyty tektoniczne, a powstające między nimi ciśnienie wciąż rośnie, zbliżając się nieuchronnie do chwili, kiedy sięgnie zenitu.

Co nam grozi? Według sejsmologów powstanie ogromne trzęsienie ziemi, w wyniku którego krawędź kontynentu ulegnie obniżeniu o niemal 10 metrów. Z powierzchni znikną tysiące budynków i infrastruktura energetyczna. W ciągu 15 minut mega-tsunami uderzy w północno zachodnie wybrzeże, tworząc zabójczą ścianę wody o długości 1130 kilometrów. Śmierć poniosą tysiące osób, a ponad milion straci dach nad głową. Potrzeba dostaw wody i żywności będzie dotyczyć ponad dwóch milionów ludzi.

Ameryka nie ma systemu ostrzegania Niektóre kraje jak np. Japonia, wdrożyły systemy ostrzegania przed trzęsieniami ziemi, które automatyczne zamykają elektrownie i linie kolejowe, ostrzegają szpitale i ludność za pomocą alarmu dźwiękowego. Jednocześnie żaden z tych systemów nie powstał w regionie północno zachodniego Pacyfiku, co czyni ten straszliwy scenariusz jeszcze bardziej przerażającym.

Takie wstrząsy już były Do wstrząsów podobnych do przewidywanych już w strefie Cascadia kiedyś doszło. Było to w 1700 roku, ale wtedy siłą rzeczy spowodowały one zniszczenia w obszarze zamieszkałym tylko przez Indian. Wiadomo też jednak, że powstało wtedy ogromne tsunami, które rozlało się w basenie Pacyfiku i spowodowało ofiary nawet w Japonii. Ostatnie znaczne trzęsienie ziemi, do którego doszło na zachodnim wybrzeżu USA miało miejsce 17 października 1989 roku. Magnituda wyniosła wtedy 7 stopni w skali Richtera, a ponieważ dotknęło ono San Francisco, zainteresował się nim cały świat. Co ciekawe wstrząs ten został przewidziany przez eksperta z USGS, Jima Berklanda. I właśnie Berkland też jest jednym z naukowców, który potwierdza apokaliptyczną wizję zniknięcia Seattle, Portland i Vancouver z powierzchni Ziemi. Uważa, że gdyby dzisiaj doszło tutaj tsunami wielkości tego, które spustoszyło Japonię w marcu 2011 roku to fala penetrująca wybrzeże mogłaby mieć nawet do 30 metrów wysokości. Berkland mówi o tym otwarcie i dodatkowo zwraca uwagę na pewne poszlaki wskazujące na to, że to wielkie zdarzenie sejsmiczne jest w drodze. Jego zdaniem świadczy o tym wielka ilość dziwnych dźwięków notowanych od kilkunastu miesięcy na zachodnim wybrzeżu USA. Mowa tu o

jękach ziemi a także niewytłumaczalnych gromach dźwiękowych. Jego zdanie ma to dowody na procesy zachodzące pod ziemią.

Strach Artykuł na ten temat opublikowany w magazynie New Yorker wywołał falę przerażenia. Na naukowców spadła lawina pytań od zaniepokojonych czytelników. - Ogólnie rzecz biorąc, artykuł był dobrze udokumentowany, jednak pozostawia wrażenie nadciągającej znacznie większej dewastacji, niż przewidujemy - uspokajał John Vidale, dyrektor organizacji monitorującej sejsmikę południowozachodniego Pacyfiku. Prawdopodobieństwo Jak powiedział Keneth Murphy, dyrektor oddziału Federalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego, odpowiedzialnego za Alaskę, Idaho, Oregon i Waszyngton, prawdopodobieństwo wystąpienia takiego trzęsienia ziemi w ciągu najbliższych 50 lat wynosi jeden do trzech. - To jedyny raz, kiedy naprawdę mam nadzieję, że nauka się myli, a ten kataklizm nie nastąpi jeszcze przez tysiąc lat - dodał Murphy. Na podst. www.robertdee.pl/, tvnmeteo.tvn24.pl, zmianynaziemi.pl


6

GŁOS POLONII

TYLKO U NAS

www.glospolonii.net

OPOWIEŚCI LADY BUNI

Być kobietą... Być kobietą w dzisiejszych czasach jest bardzo ciężko. Przeglądasz kobiece czasopisma i okazuje się, że świat narzuca nam straszne tempo. Kobieta ma być silna, realizować się zawodowo, piąć się po szczeblach kariery szybko, bo konkurencja duża, zarabiać tyle co mężczyzna, a ciągle płacą nam mniej, no więc trzeba pracować więcej godzin. No i wreszcie ma być matką, żoną i kochanką. Do tego znakomicie wyglądać każdego dnia od samego rana, bo nie wiadomo kogo spotka.

I

tak zagłębiając się w temat, należy poświęcić się pracy, bo należy być ambitną, młodą, szybką i wściekłą, tylko tacy coś dzisiaj znaczą. Zarobić musi tyle, żeby było ją stać na te wszystkie reklamowane w gazetach szmatki, torebki, kosmetyki, buty... kolorowy zawrót głowy. Do tego dochodzi cała masa zabiegów kosmetycznych, które MUSISZ zrobić!!!

Punkt pierwszy - MATKA Bycie matką dziś to nie lada wyzwanie, bo należy pogodzić pracę, wychowywać osobiście, być ekologiczną, gotować organiczne zupki z warzyw, najlepiej od rolnika, a jeszcze lepiej z własnego ogródka. Prowadzać dzieci na milion zajęć dodatkowych i kreatywnych - przedszkole najlepiej prywatne z baletem, muzyką, sztuka i Bóg jeden wie z czym jeszcze… Już nie wystarczy wyjść z dzieckiem na plac zabaw, porzucać piłką w ogródku, nie wspominając o pozwoleniu na zabawę koło bloku. Toż to od razu zostaniemy okrzyknięci patologią!!!

Punkt drugi - ŻONA Być żoną też nie łatwo, bo musisz znaleźć na to czas. I najlepiej między tymi wszystkimi zajęciami. Praca, dzieci, szkolenia i wyjazdy służbowe. Na domowe obiadki, lepienie pierogów już nie wystarcza. Należy umieć przyrządzi sushi, krewetki, miso, zdrowe sałatki i shake na śniadanie. Najlepiej jeszcze tak się

zorganizować, żeby zapewnić całej rodzinie lunchboxy na wyjście do pracy czy szkoły. Bo dziś należy odżywiać się jak celebryci. A nie jakaś pomidorówka ugotowana na rosole z niedzieli i podgrzana na szybko. Więc znowu wyścig z czasem, zakupy w sklepie ze zdrową żywnością, śledzenie promocji, bo może w Lidlu tydzień włoski, a może w Biedronce promocja na egzotyczne owoce (niezbędne do shake’ów) albo na nasiona chia czy olej kokosowy. Bez oleju dziś ani rusz! Świat oszalał na punkcie oleju kokosowego!!! Jeszcze mężowi należy przygotować garderobę, bo przecież wygląd męża świadczy o żonie. Potem jeszcze może się okazać, że stroiłyśmy Go tak właściwie dla koleżanki z pracy...

Punkt ostatni - KOCHANKA Oj kochanką też dziś być niełatwo. Bo po tych wszystkich obowiązkach, kłopotach i stresach wieczorem, kiedy już dzieci odrobią lekcje, bądź jak małe wykąpiesz i położysz spać, masz zamienić się w ponętną, dziką „sucz” gotową na wszystko!!! Nie wystarczy znać Wisłocką czy Kamasutrę. Dzisiaj to za mało, stanowczo za mało... Dziś obowiązkiem jest znać nie jedną a przynajmniej pięćdziesiąt twarzy Greya...No przecież to znają nawet nastolatki. Wyglądać tez masz pięknie, bo kiedy już zamieniasz się w kochankę to Twój facet nie marzy żeby do sypialni weszła umordowana życiem matka Polka w zadeptanych kapciach i obrzyganej przez dziecko koszuli nocnej, z podkrążonymi od niewyspania

oczami. Twoje ciało ma być gładkie, jędrne, bez cellulitu, piersi stojące, brzuch płaski, pośladki… o tu też wyższa szkoła jazdy, nie wystarczy szczupła pupa dziś należy ćwiczyć na siłę przysiady z obciążeniem, żeby pupa była krągła, wypukła i ponętna. No chyba że stać Cię na chirurga który zrobi to za Ciebie. Więc od dupy strony też życie niełatwe. A kiedy żyć?.... Moja koleżanka, żona i matka idealna, została sama z dziećmi, bo mąż stwierdził, że nie była kochanką. A Ona pyta - KIEDY!!!??? Kiedy miała mieć czas i siłę? No, ale znalazła się taka co ma… Ja postanowiłam spróbować dbać o siebie po nowemu. W końcu dzieci już mam odchowane, może to czas dla mnie? Praca w miarę spokojna, idealny czas... Matko Boska nie wyrabiam na zakrętach! Może inaczej - kiedyś przeczytałam, że albo mój dom albo ja, czyli tylko jedno z nas może wyglądać dobrze. Ostatnio więc ja częściej wyglądam dobrze. Jak długo nie wiem bo to zajebiście ciężka praca. Rano pobudka, na czczo szklanka letniej wody z sokiem z cytryny, bo mówią, że zdrowa, więc trzeba. Potem kawa (niezdrowa, ale lubię), zalewam owsiankę z siemieniem lnianym (bo zdrowe), pędzę do łazienki po drodze usiłuję obudzić juniora. Jest już 7.45, za godzinę wychodzę. Wpadam do łazienki, staję nago przed lustrem i… jedno przychodzi mi do głowy: ,,kuźwa jaki wstyd przed Ryśkiem” (kto zna ten kawał to wie co ujrzałam w lustrze)… Rozstępy, cellulit, obwisłe piersi, zmarszczki i ze dwa wypryski na twarzy jak u nastolatki. Zanim wejdę pod prysznic to koniecznie szczotkowanie ciała suchą szczotką - tak dzisiaj zalecają. Mnie to przypomina szczotkowanie konia. Na Boga


TYLKO U NAS

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

7

Jolanta Lipińska, lat 42 urodzona w Jarosławiu na Podkarpaciu, od dwóch lat zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie. Na emigracji od dwóch lat. W Polsce pośredniczka w obrocie nieruchomościami. W USA sprzątaczka, niania, opiekunka osób starszych. Jednym słowem Lady Bunia!

kto to wymyślił? Całe pięć minut! Wyszczotkowana wpadam pod prysznic. Peeling najlepiej organic z kawy z olejem kokosowym. Plus - odpada po prysznicu balsamowanie. Minus - zasyfiona łazienka! Coś za coś. Peeling twarzy włosy, odżywka. Teraz wciągam sizalowe rękawice (które nie wiem czemu niszczą moje paznokcie). I szorujemy mocno ciało z dołu do góry - tak, tak, kolejność nieprzypadkowa. Po takim masażu nasza skóra ma być młoda, jędrna, bez cellulitu. Potem naprzemiennie ciepły i zimny prysznic. Uff, wychodzę. Wycieram się szorstkim ręcznikiem, jak trzeba to smaruję ciało balsamem. Czas na twarz olej arganowy! Tak olejowanie dzisiaj jest absolutną koniecznością w przeciwnym razie będę stara i brzydka. Efekty olejowania są najbardziej widoczne na moim szlafroku. I wiecznie tłustej umywalce. Przed olejem nakładam jeszcze serum z witaminą C. Należy odczekać chwilę, wiec lecę budzić juniora. Nakładam olej. Teraz czas na masaż twarzy. Potem szyja, dekolt, podbródek. Czas ucieka, włosy mokre zawinięte w ręcznik. Młody chce do łazienki, wiec ja wychodzę. Idę pić kawę, już prawie zimną. Pospiesznie zjadam trochę owsianki - jest glutowata przez siemię… Potem leki - na ciśnienie, na stres, witamina C duża dawka, magnez, olej lniany

w tabletkach, witamina d3, szklanka wody. W międzyczasie łazienka wolna, wpadam suszę włosy, nakładam podkład, korektor i słyszę pukanie juniora: ,,mamo chce kupę”!!!! Czy On zawsze musi jak ja jestem w łazience? Ok. wychodzę, robię jedzenie do pracy i szkoły. Kanapka dla juniora, kanapka dla mnie 7 dkg pieczywa i 5 dkg polędwicy, zważone i zmierzone. Myję i poleruję trzy jabłka. Pakuję do torby. Wpadam do łazienki, kończę make up, ten też się zmienił na przestrzeni lat! Podkład, korektor, rozświetlacz, konturowanie, puder sypki, cień, tusz do rzęs, błyszczyk, róż do policzków. Perfumka. Wszystko biegiem, teraz ubranie, jedna bluzka, druga bluzka, trzecia.....w każdej wyglądam dziś nie tak. Ok. czwarta, spodnie, buty. Już słyszę, że telefon piszczy, córcia pisze… Czy Ona musi pisać kiedy ja nie mam czasu czytać? Muszę lecieć, odpisuje że też wychodzę. Przed domem odpalam papierosa, wracam do toalety, bo w przeciwnym razie zaraz będę jej za chwilę szukać. Ok. jestem gotowa! 7.45 wychodząc rzucam okiem... Łóżko niepościelone, nie zdążyłam. Mało tego - to co nie pasowało leży teraz rzucone. Łazienka, umywalka otłuszczona olejem, obsypana pudrem. Ręcznik rzucony... W kuchni niedojedzona owsianka, brudne naczynia ze śniadania.

Jestem wściekła na siebie, bałagan, ale nie mam czasu muszę lecieć. Biegi uprawiam każdego poranka. Do autobusu... W pracy błogi spokój, cudownie choć już niedługo. Oglądam TV, czytam, czasem coś ugotuję, upiekę, jednym słowem odpoczywam. Wracam do domu, obiad, kawa. Godzina 19., czas na coś dla ciała, więc biorę kije i idę. W parku przysiady (wiecie te pośladki), rozciąganie, pajacyki i takie tam. W drodze do domu wpadam do pralni, bo pranie czas przerzucić do suszarki. Wpadam do domu robię sok z pietruszki, cytryny, imbiru, ogórka, selera. Wypijam duszkiem dwie szklanki, podaję mojemu Misiowi. Junior ma po tym odruch wymiotny. Idę na papieroska, wypijam jeszcze z litr wody. Czas na kąpiel w jaccuzi, w soli - dobre na ciało. Leżę więc, masuję i dochodzę do wniosku, że wyhodowanie cellulitu było zdecydowanie łatwiejsze, bo sam się zrobił. Potem ostre rękawice idą w ruch, znowu szoruję do czerwoności. Zimny prysznic na koniec. Teraz znowu serum z retinolem, olej, masaż, balsam, gruba warstwa balsamu na stopy, skarpety, szlafrok. Tak zakonserwowana w bawełnianych skarpetach wkraczam do sypialni. No i teraz czas na koronki, podwiązki, pończochy i pejcze. Mąż czeka. Mijam łóżko, idę na balkon na papierosa i myślę, że na widok kobiety nasmarowanej olejem, w skarpetach i frotowym szlafroku to nawet Grey wolałby spać. Tak więc na koronki i pejcze w tym wieku z własnym mężem trzeba się umówić. Do tego jeszcze co tydzień biegnie się na manicure. Strasznie ciężkie to życie nowoczesnej kobiety... n


DB 8

GŁOS POLONII

WYDARZENIE

www.glospolonii.net

Œroda, 21 wrzeœnia 2016 roku, godz. 19. Michael J Fox Theatre 7373 MacPherson Ave. Burnaby

uchowa w

Ju¿ w najbli¿sz¹ œrodê 21 wrzeœnia bêdziemy œwiadkami prawdziwego rarytasu. Przyje¿d¿a do nas Teatr Gudejko ze znanymi i lubianymi aktorami z Polski, którzy zaprezentuj¹ nam spektakl autorstwa… Kanadyjczyka. Mowa tu o komedii „Bedtime Stories” Norma Fostera (przet³umaczonej przez Miros³awa Po³atyñskiego jako „Miêdzy ³ó¿kami”).

J

est to inteligentna komedia, sk³adaj¹ca siê z szeœciu epizodów, które przedstawiaj¹ zabawne, ale równie¿ wzruszaj¹ce losy mieszkañców prowincjonalnego miasteczka w Kanadzie. Wszystko dzieje siê w ci¹gu dwóch godzin, choæ w szeœciu ró¿nych pokojach, w których g³ównym meblem jest ³ó¿ko. Para 50-latków godz¹cych siê uprawiaæ sex na antenie radiowej, w³amywacze - zawodowiec i amator-ksiêgowy, starzej¹ca siê gwiazda rocka Tommy Quick i jego m³odociana fanka pragn¹ca prze¿yæ z nim ten pierwszy raz, szef clubu go-go, który musi zwolniæ nieudoln¹ striptizerkê, taksówkarka bez zmys³u orientacji w terenie i inni. W sumie 15 postaci granych brawurowo przez pi¹tkê znakomitych aktorów. Doskona³a zabawa, ale równie¿ refleksja i wzruszenie. Po prostu œwietny teatr.


WYDARZENIE

www.glospolonii.net

Re¿yseria - Artur Barciœ Kostiumy - Gra¿yna Gudejko i Bartek Gudejko Muzyka - Piotr Hajduk T³umaczenie - Miros³aw Po³atyñski Obsada - Katarzyna Ankudowicz, Katarzyna Skrzynecka, Artur Barciœ, Rados³aw Pazura i Les³aw ¯urek

uczta

urnaby NORM FOSTER Norm Foster to bardzo uzdolniony i popularny kanadyjski dramatopisarz. Napisa³ ponad czterdzieœci sztuk teatralnych wielokrotnie wystawianych na scenach profesjonalnych teatrów. Jego najpopularniejsze komedie oprócz „Bedtime Stories” (“Miêdzy ³ó¿kami) to tak¿e: „Mending Fences”, „The Love List”, „The Long Weekend”, „Kiss the Moon” czy „Kiss the Sun”. KATARZYNA ANKUDOWICZ Katarzyna Ankudowicz to polska aktorka. Najwiêksz¹ popularnoœæ zyska³a graj¹c jedn¹ z g³ównych ról (Patrycjê Srokê) w komedii „Mamuœki”. Jest absolwentk¹ Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. 26 czerwca 2004 nast¹pi³ jej oficjalny debiut teatralny – w roli macochy w sztuce „Kopciuch” Janusza G³owackiego w re¿yserii Willa Pomerantza goœcinnie na deskach Teatru Narodowego w Warszawie. Natomiast debiut filmowy Katarzyny Ankudowicz (w momencie, gdy jeszcze by³a studentk¹ Akademii Teatralnej) to dwie drugoplanowe role w filmach z 2002 roku: „Dzieñ œwira” Marka Koterskiego i „Julia wraca do domu” Agnieszki Holland. Wiosn¹ 2015 roku, wziê³a udzia³ w trzeciej edycji programu rozrywkowego „Twoja twarz brzmi zna-

jomo”, emitowanego w telewizji Polsat. Tego samego ro ku po pro wa dzi ³a wraz z Woj cie chem £o zow skim show „Super Dzieciak”, emitowane na antenie tej samej stacji. KATARZYNA SKRZYNECKA Kasia Skrzynecka to przebojowa, piêkna kobieta, która posiada wiele talentów. Oprócz tego, ¿e jest aktork¹ i piosenkark¹ to jeszcze komponuje i pisze teksty. Jest te¿ oczywiœcie osobowoœci¹ telewizyjn¹. Jest absolwentk¹ warszawskiej Akademii Teatralnej (1993 r.) oraz Szko³y Muzycznej II stopnia na Wydziale Fortepianu i Wokalistyki. Skrzynecka na ma³ym ekranie zadebiutowa³a w 1985 r., w filmie telewizyjnym „Pewnego letniego dnia”. ”. W 1992 r. zaczê³a graæ w teatrze - wyst¹pi³a w musicalu „Metro” w Teatrze Dramatycznym, a w 1993 r. - w Teatrze Telewizji w sztuce „Tessa”. Tak¿e w 1993 r. pojawi³a siê w serialu telewizyjnym „Wow”. W latach 90. zagra³a w wielu produkcjach - wyst¹pi³a w kilku filmach (m.in. „Podró¿ na wschód”, „Nocne graffiti”, „Ksiêga wielkich ¿yczeñ”). W 2014 r. wziê³a udzia³ w show „Twoja twarz brzmi znajomo” i zosta³a zwyciê¿czyni¹ pierwszej edycji programu. Od drugiej edycji zasiad³a w jury, zastêpuj¹c Katarzynê Kwiatkowsk¹.

GŁOS POLONII

9

ARTUR BARCIŒ Artur Barciœ to jeden z najlepszych aktorów, g³ównie komediowych, w Polsce. Urodzi³ siê 12 sierpnia 1956 roku w Kokawie, pod Czêstochow¹. Ukoñczy³ Wydzia³ Aktorski ³ódzkiej Pañstwowej Wy¿szej Szko³y Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera. Pierwsz¹, niewielk¹ rólk¹ i debiutem filmowym dla Artura Barcisia, by³ epizod w filmie z 1978 roku „Do krwi ostatniej...”, gdzie wyst¹pi³ jako ranny ¿o³nierz w szpitalu. Powszechn¹ popularnoœæ aktor zyska³ dziêki roli Tadeusza Norka w serialu telewizyjnym „Miodowe lata”. No i oczywiœcie dziêki postaci Arkadiusza Czerepacha w bij¹cym rekordy popularnoœci serialu „Ranczo”. Oprócz gry aktorskiej, Artur Barciœ jest te¿ zdolnym re¿yserem. W 2000 roku wyre¿yserowa³ „Trzy razy Piaf”, rok póŸniej „Kofta” i „Taka noc nie powtórzy siê nigdy”, zaœ w 2004 roku „Szaleæ nienagannie”. Po latach zaj¹³ siê re¿yseri¹ „Kochaæ”. Teraz wyre¿yserowa³ „Miêdzy ³ó¿kami” Norma Fostera. RADOS£AW PAZURA Rados³aw Pazura to polski aktor, brat popularnego aktora Cezarego Pazury. Urodzi³ siê w Tomaszowie Mazowieckim. W m³odoœci gra³ w pi³kê no¿n¹. Dopiero kiedy musia³ zrobiæ sobie przerwê od pi³ki, spowodowan¹ chorob¹, zainteresowa³ siê aktorstwem. Ju¿ na pierwszym roku studiów w Pañstwowej Wy¿szej Szkole Filmowej mia³ mo¿liwoœæ zagrania niewielkiej roli w filmie Jacka Bromskiego pt. „1968. Szczêœliwego Nowego Roku“. Nastêpnie otrzyma³ g³ówn¹ rolê w „Szwadronie“ Juliusza Machulskiego. Z tego powodu przeszed³ na indywidualny tok nauczania i po trzecim roku skoñczy³ studia. W 2003 roku aktor prze¿y³ wypadek samochodowy. Od tamtego czasu Pazura regularnie wspiera akcje Europejskiej Fundacji Honorowego Dawcy Krwi – „Krewniacy”. Rados³aw jest równie¿ fundatorem charytatywnej Fundacji Kapucyñskiej im. b³. Aniceta Kopliñskiego. LES£AW ¯UREK Nie od pocz¹tku wiedzia³, ¿e zostanie aktorem - po ukoñczeniu wroc³awskiego liceum im. Stefana ¯eromskiego zdecydowa³ siê na studia ekonomiczne w Krakowie. Jako uczestnik programu Work and Travel, pó³ roku spêdzi³ w Stanach Zjednoczonych. Zdobyte wówczas doœwiadczenie i nabyta znajomoœæ jêzyka nieraz przyda³y mu siê póŸniej w pracy zawodowej. W 2001 roku zda³ egzamin na studia aktorskie w Pañstwowej Wy¿szej Szkole Teatralnej w Krakowie, które ukoñczy³ cztery lata póŸniej. Uwa¿any jest za jednego z najzdolniejszych, najprzystojniejszych i najbardziej obiecuj¹cych aktorów polskich m³odego pokolenia. Szczególny rozg³os przynios³a mu pierwszoplanowa rola w nagrodzonej Z³otymi Lwami „Ma³ej Moskwie” i wystêp u Kena Loacha w filmie „Polak potrzebny od zaraz”. Aktor znany jest te¿ z udzia³u w serialu „Londyñczycy”, gdzie kreuje postaæ Andrzeja, jednego z g³ównych bohaterów. Na podst. www.plotek.pl, |www.wikipedia.pl, www.plejada.pl


10

GŁOS POLONII

WYWIAD

www.glospolonii.net

Kiedy pracuję

jestem szczęśliwa Z Kasią Skrzynecką rozmawiał Krzysztof Pipała

B

y³a Pani ju¿ tutaj 6 lat temu. Czy Vancouver to dla Pani wa¿ne miasto? - Mam st¹d bardzo fajne wspomnienia. Zarówno dlatego, ¿e Vancouver to piêkne miasto jak i dlatego, ¿e by³am bardzo mi³o przyjêta przez tutejsz¹ Poloniê i organizatorów mojego pobytu. - Jest Pani artystk¹ wielu talentów. Aktorstwo czy œpiewanie to tylko te najwa¿niejsze. Czy któreœ z nich Pani lubi bardziej? - Swoj¹ przygodê ze scen¹ zaczyna³am od debiutów na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, w 1990 roku jako 19-latka, a równoczeœnie zaczyna³am naukê w szkole teatralnej w Warszawie. Wiedzia³am wiêc od pocz¹tku, ¿e chcê graæ na scenie czy w filmie, ale tak¿e œpiewaæ. I do tej pory kocham jedno i drugie. - Jest pani bardzo zajêta – oprócz teatru jest telewizja gdzie krêcicie kolejny ju¿ sezon „Twoja twarz brzmi znajomo”. Czy ciê¿ko w takim nawale pracy znaleŸæ czas na eskapadê do Kanady? - Ciê¿ko, ale ja nie narzekam tylko cieszê siê, ¿e mogê na co dzieñ robiæ to co kocham i lubiê. Jest tylu zdolnych aktorów, którzy nie mieli szczêœcia byæ zauwa¿onymi i bardzo by chcieli coœ robiæ, ale nie maj¹ propozycji. Grzechem z mojej strony by³oby wiêc jakieœ biadolenie. A ja po prostu kiedy pracujê jestem szczêœliwa… - Rozumiem wiêc, ¿e pe³nia szczêœcia… - Oczywiœcie. Zreszt¹ praca w telewizji nie absorbuje ca³ego czasu. To tylko kilka tygodni wzmo¿onej pracy, a potem jest trochê luzu. Dziêki temu nasi najbli¿si nie cierpi¹ z powodu d³ugiej roz³¹ki. A to wydaje mi siê najwa¿niejsze. - Wczeœniej bra³a Pani udzia³, w „Tañcu z gwiazdami”, póŸniej w „Twoja twarz brzmi znajomo”. Z perspektywy widza wygl¹da to wrêcz na kator¿nicz¹ pracê - co tydzieñ przygotowaæ jakiœ nowy taniec, który trzeba perfekcyjnie wykonaæ, czy te¿ wcieliæ siê w jak¹œ gwiazdê piosen-

ki, naœladowaæ jej sposób œpiewania, poruszania siê itp. Czy rzeczywiœcie jest ciê¿ko? - Jest, ale ja to uwielbiam. W takim programie mog³am wykorzystaæ w³aœnie obydwie moje mi³oœci - œpiew i aktorstwo. Ten program pokazuje dobre, rzetelne oblicze zawodowe wszystkich uczestników, nie tylko moje. Program wymaga od nas du¿ej wszechstronnoœci. Trzeba by³o daæ sobie radê wokalnie, uczyæ siê nowych technik. Poza tym trzeba tam wykazaæ siê aktorsko i nie tylko odtworzyæ rolê, ale i pe³n¹ aurê, jak¹ roztacza bohater, w którego aktualnie ktoœ siê wciela. To jest program pe³en dobrej muzyki i hitów, do których wszyscy chêtnie wracamy. A poza tym czujê ogóln¹ sympatiê do ca³ego show i uznanie dla mojej pracy. Przez ca³y czas odbiera³am sympatyczne komentarze na temat moich wystêpów. Wiele osób zaczepia³o mnie w sytuacjach prywatnych, gdy jestem z dzieckiem w przedszkolu czy w sklepie. - Program „Twoja twarz brzmi znajomo” okaza³ siê ogromnym sukcesem, ale móg³ przecie¿ ponieœæ klêskê. - Owszem. To mog³o byæ tandetne karaoke i przebieranki. Ogl¹da³am jednak zagraniczne edycje show i by³am pod du¿ym wra¿eniem. Widzia³am w³osk¹ wersjê, greck¹, rosyjsk¹ i portugalsk¹. Niektóre wykonania by³y wrêcz rewelacyjne. Pomyœla³am wtedy, ¿e ten program ma szansê staæ siê du¿ym hitem, ale pod warunkiem ¿e bêdzie zrealizowany na najwy¿szym poziomie. I jest. Ca³a produkcja to grupa ludzi z wielkim sercem. Dbaj¹ o to, aby repertuar by³ zró¿nicowany. W ka¿dym odcinku powinno pojawiæ siê coœ na serio, coœ zabawnego i coœ bardzo trudnego. No i nie zapominajmy o cudownej ekipie charakteryzatorów, którzy potrafi¹ zrobiæ z cz³owieka kogoœ kompletnie innego. W ca³oœæ inwestowane s¹ ogromne bud¿ety, w staranny i efektowny sposób. Tê jakoœæ widaæ. - W sztuce Norma Fostera, z któr¹ do nas przyje¿d¿acie, z pi¹tki aktorów a¿ trójka wyst¹pi³a

b¹dŸ wystêpuje w „Twoja twarz brzmi znajomo”. Oprócz Pani, by³a to Katarzyna Ankudowicz, a teraz swoimi popisami raczy nas Rados³aw Pazura. - I trzeba przyznaæ, ¿e Radkowi idzie doskonale. Teraz jestem jurork¹, ale jako by³a uczestniczka programu dok³adnie wiem ile pracy trzeba w³o¿yæ w dobry wystêp i dlatego te¿ wydaje mi siê, ¿e umiem go obiektywnie oceniaæ. - „Miêdzy ³ó¿kami” to wed³ug recenzji inteligentna komedia. Wygl¹da na to wiêc, ¿e bêdziemy siê dobrze bawiæ. - O z pewnoœci¹. Gramy j¹ od roku w Polsce i wszêdzie cieszy siê du¿ym powodzeniem. Du¿a w tym zas³uga Artura Barcisia, który jest zarówno œwietnym aktorem jak i re¿yserem. - Dziêkujê i do zobaczenia w Vancouver. n


www.glospolonii.net

REKLAMA

GŁOS POLONII

11


12­­­­­GŁOS­POLONII

FOTOREPORTAŻ

www.glospolonii.net

Kolejna udana impreza!

Po­la­cy­w­Ka­na­dzie­mo­gą­być­dum­ni! Po­lo­nij­ne­ze­spo­³y­ar­ty­stycz­ne,­ulu­bie­ni­mu­zy­cy­i­pio­sen­ka­rze,­te­atr­dla­dzie­ci,­wy­sta­wa­wspó³­cze­snej­pol­skiej­ar­chi­tek­tu­ry,­a­tak­¿e­pol­skie­ po­tra­wy­-­to­wszyst­ko­4­wrze­œnia­w­Lynn­Val­ley­Vil­la­ge­w­North­Van­co­uver­za­ser­wo­wa­³o­licz­nie­przy­by­³ej­Po­lo­nii,­dzia­³a­j¹­ce­od­lat­ Zrze­sze­nie­Po­la­ków­„Bel­we­der”­na­cze­le­z­je­go­pre­ze­sk¹­Ur­szu­l¹­Su­liñ­sk¹.­By³­to­ju¿­4.­Pol­ski­Fe­sti­wal­zor­ga­ni­zo­wa­ny­przez­„Bel­we­der”. Dni­ Pol­skiej­Kul­tu­ry­w­Port­Co­qu­itlam­s¹­or­ga­ni­zo­wa­ne­od­daw­na­i­zd¹­¿y­³y­ju¿­zdo­byæ­po­pu­lar­noœæ­ i­po­par­cie­wœród­Po­lo­nii.­ Wy­gl¹­da­na­to,­¿e­po­dob­nie­bê­dzie­z­Fe­sti­wa­lem­„Bel­we­de­ru”,­bo­ta­kie­fe­sti­wa­le­to­prze­cie¿­naj­lep­sza­pro­mo­cja pol­sko­œci­-­pol­skiej­kul­tu­ry­ i­tra­dy­cji. Na­te­go­rocz­ny­Pol­ski­Fe­sti­wal­w­North­Van­co­uver­przy­by­li­przed­sta­wi­cie­le:­Kon­su­la­tu­Ge­ne­ral­ne­go­RP­w­Van­co­uver,­w³adz­mia­sta North­Van­co­uver,­Kon­gre­su­Po­lo­nii­Ka­na­dyj­skiej­ipra­sy­po­lo­nij­nej.­A­przede­wszyst­kim­pu­blicz­noœæ­pol­ska­i­ka­na­dyj­ska­.

Prezes „Belwederu”, Urszula Suliñska i prowadz¹ca Karolina Francis.

Na festiwalu goœcinnie wyst¹pi³ te¿ zespó³ cygañski „Roma”. Polskie jedzenie cieszy³o siê, jak zwykle, du¿¹ popularnoœci¹.

Marcin Trzciñski, wicekonsul RP w Vancouver, by³ goœciem honorowym festiwalu.

Publicznoœæ nagradza³a gromkimi. brawami wszystkich wykonawców.

Krystyna Po³ubiñska, prezes zrzeszenia „Pegaz”, Krzysztof Pipa³a, red. Naczelny G³osu Polonii, Andrew Dobrowolski, wiceprezes Canadian Polish Congress i Iwona Œwi¹tczak, prezes Canadian Polish Congress.

Spektakl „Wszystkie smoki o tym wiedz¹”

Bardzo mocnym punktem programu by³ wystêp dzieciêcego teatru „Króla Maciusia”,

Teatr dzia³a przy Teatrze Polskim w Vancouver.


FOTOREPORAŻ GŁOS POLONII

www.glospolonii.net

13

Po­lo­nij­ny­ze­spó³­ta­necz­ny­„Po­lo­nez”­ jest­ozdo­b¹­ka¿­de­go­fe­sti­wa­lu.

Anna­Œl¹zkiewicz-­cz³onek­Teatru­Polskiego,­Iwona Œwi¹tczak­-­prezes­Canadian­Polish­Congress,­Urszula Suliñska-­prezes­„Belwederu”...

Ka­mi­la­Mar­czyk­i­jej­do­sko­na­³y g³os­by­³y­kla­s¹­sa­m¹­dla­sie­bie.

...Andrew­Dobrowolski­-­wiceprezes Canadian­Polish­Congress­i­S³awek Œwi¹tczak­-­m¹¿­pani­prezes.

Dużym­za­ite­re­so­wa­niem­ cie­szy­³a­siê­wy­sta­wa­pol­skiej­ar­chi­tek­tu­ry.

W­„Po­lo­ne­zie”­ nie­tyl­ko­ dziew­czê­ta­ bu­dz¹­ po­wszech­ny­ za­chwyt.

Bar­dzo­uda­ny­wy­stêp­by³­udzia­³em œwiet­nej­skrzy­pacz­ki,­Ka­ri­ny­S³up­ski. Fot. Jadwiga Dobrowolska, Joanna Koplinger, Andrzej Sobieski, Claude Duke, Lisa King (North Shore News).

Pu­blicz­no­œci­przy­pad³­do­gu­stu tak­¿e­wy­stêp­Ali­cji­Mo­nia­to­wicz.


14

GŁOS POLONII

REKLAMA

www.glospolonii.net


ROCZNICE

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

15

Polscy lotnicy uratowali Angliê! Okazj¹ do tego by³a 76 rocznica Bitwy o Angliê która toczy³a siê od 10 lipca do 31 paŸdziernika 1940 roku. Najwa¿niejszym goœciem ceremonii by³ Zenon Przybylak, pilot Dywizjonu 301. Ponadto w Stanley Park pojawi³ siê wicekonsul RP, a tak¿e konsulowie pañstw alianckich. Obecni byli te¿ cz³onkowie Royal Canadian Legion i w³adze Vancouver. Oczywiœcie by³a te¿ licznie zgromadzona publicznoœæ.

lat temu, 10 lipca 1940 roku, rozpoczê³a siê Bitwa o Angliê - kilkumiesiêczne starcie powietrznych si³ nazistowskich Niemiec i Wielkiej Brytanii, w którym po stronie brytyjskiej udzia³ wziê³y cztery polskie dywizjony lotnicze. Kulminacyjnym bitwy momentem by³ dzieñ 15 wrzeœnia, kiedy dosz³o do masowego nalotu 500 samolotów Luftwaffe. Dzieñ ten przypomina pu³kownik Marian Duryasz, pilot i póŸniejszy dowódca s³ynnego dywizjonu polskiego 302: - „Tu¿ przed nami pojawi³a siê du¿a grupa samolotów, dowódca nie mia³ czasu na manewr. Skierowa³ samoloty ³eb w ³eb. Wszystkie te nosy by³y czerwone to znaczy, ¿e by³ otwarty ogieñ. Szyk zosta³ rozbity.” W sumie w bitwie o Angliê wziê³o udzia³ 144 pol-

W MINION¹ NIEDZIELÊ, 11 WRZEŒNIA, W STANLEY PARK W VANCOUVER NAST¹PI³O UROCZYSTE ODS³ONIÊCIE TABLICY UPAMIÊTNIAJ¹CEJ POLSKICH LOTNIKÓW WALCZ¹CYCH NA FRONTACH II WOJNY ŒWIATOWEJ. Piloci ze s³ynnego Dywizjonu 303

Fot. Wikipedia

Najwa¿niejszym goœciem ceremonii by³ Zenon Przybylak, pilot Dywizjonu 301.

skich pilotów. Niemcy stracili 1733 samoloty, a oko³o 650 zosta³o uszkodzonych - by³o to 52 procent stanu Luftwaffe. Straty ludzkie to 2500 poleg³ych i wziêtych do niewoli oraz 1000 rannych lotników. Brytyjczycy stracili 915 samolotów, a oko³o 450 zosta³o uszkodzonych. Œmieræ ponios³o 544 pilotów, a 500

Fot. Joanna Koplinger

zosta³o rannych. Bitwa zakoñczy³a siê 31 paŸdziernika 1940 roku pora¿k¹ Niemiec. Do historii przesz³y s³owa ówczesnego premiera W.Brytanii W. Churchilla, który wspominaj¹c udzia³ Polaków w bitwie o Angliê powiedzia³: - „Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdziêcza³o tak wiele, tak nielicznym. kp

90.­rocz­ni­ca­Pol­skie­go­To­wa­rzy­stwa

Do­żyn­ki­2016­i­pięk­ny­ju­bi­le­usz­„Zgo­dy” W sobotê i niedzielê, 10 i 11wrzeœnia, odby³y siê tradycyjne, coroczne Do¿ynki, w „Zgodzie“, po³¹czone z uroczystoœci¹ 90-lecia tej najstarszej w Brytyjskiej Kolumbii organizacji polonijnej. Dwudniowa impreza uda³a siê znakomicie. Licznie przybyli Polacy i przedstawiciele innych narodowoœci mieli okazjê zobaczyæ wielu artystów, jak równie¿ spróbowaæ dania polskiej kuchni.

2. 1.

3.

1. Prezes Towarzystwa Zgoda, Andrzej Matuszewski. 2. Tradycyjny do¿ynkowy chleb. 3. Jubileusz „Zgody” uœwietnili m.in. Indianie w swoich przepiêknych strojach.

Fot. Joanna Koplinger


16

GŁOS POLONII

SŁAWNE FORTUNY

www.glospolonii.net

Onassis przez ponad 20 lat mieszkał na jachcie...

czyli historia Onassisa Krzysztof Pipała

Arystoteles Sokrates Onassis, grecki milioner i utracjusz, mawiał: - Nie śpij zbyt dużo. Jeśli zaspałeś, to poniosłeś porażkę. Trzy godziny mniej snu dziennie to dodatkowe półtora miesiąca w roku. Półtora miesiąca więcej na odnoszenie sukcesów!

Arystoteles Sokrates Onassis, grecki milioner i utracjusz, mawiał: - Nie śpij zbyt dużo. Jeśli zaspałeś, to poniosłeś porażkę. Trzy godziny mniej snu dziennie to dodatkowe półtora miesiąca w roku. Półtora miesiąca więcej na odnoszenie sukcesów!

Grecka tragedia, czyli historia Onassisa Jeden z najbogatszych ludzi świata, Arystoteles Sokrates Onassis przez ponad 20 lat mieszkał na... jachcie. Ten pływający dom, „Christina“ - nazwany tak od imienia ukochanej córki - był w swojej epoce jednym z najważniejszych salonów towarzyskich na naszym globie. Arystoteles Sokrates Onassis jest nie mniej słynny jak jego imiennicy, wielcy greccy filozofowie. Tyle tylko że jest znany zupełnie z innego powodu. Otóż Onassis to synonim krezusa, utracjusza i bon vivanta. Fascynował i fascynuje wszystkich, zarówno dziennikarzy, scenarzystów jak i zwykłych ludzi. Według tych, którzy go znali oddziaływał na kobiety tak, że zamierały pod jego spojrzeniem, choć wcale nie był przystojniakiem. Onassis był wyjątkowym miliarderem - większość z nich bowiem charakteryzuje się oszczędnością graniczącym niemal ze sknerstwem. Grecki krezus natomiast horrendalnie dużo wydawał. Często mawiał: - Dbaj, byś zawsze był opalony, nawet jeśli będziesz musiał używać lampy kwarcowej. Dla większości ludzi osoba opalona w zimie to przybysz ze słonecznych krajów, a słońce kojarzy się zawsze z pieniędzmi. Kiedy już zadbasz o swój wygląd, zacznij prowadzić

wystawne życie. Zamieszkaj w eleganckim domu, nawet jeśli stać cię jedynie na wynajęcie poddasza: w ten sposób będziesz miał kontakt z bogatymi w hallu czy też windzie. Bywaj w ekskluzywnych lokalach, choćbyś miał sączyć jednego drinka przez cały wieczór. Czy miał rację? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Ale w pewnym momencie życia doszło do tego, że Onassis musiał wyprzedawać całą flotę statków i samolotów, bo zabrakło mu pieniędzy na życie.

Zaczęło się od papierosów Onassis urodził się 15 stycznia 1904 roku (niektóre źródła podają, że w 1906), w greckiej rodzinie zamieszkującej na terenie Turcji w Izmirze. Pogranicze turecko-greckie było wówczas niestabilnym politycznie rejonem świata. W 1922 w czasie wojny greckotureckiej miasto zdobyli Turcy i rodzina Onassisów straciła prawie wszystko. W 1923 roku 19-letni Arystoteles wyemigrował do Buenos Aires, mając w kieszeni podobno tylko 63 dolary. Tam ten niezwykle zdolny młodzieniec zaczął produkować papierosy. Robił je z tureckiego tytoniu, który importował do Argentyny, a który był dużo łagodniejszy niż kubański.

Szybko pomnażał swój majątek, a swój pierwszy milion dolarów zarobił w wieku 25 lat.

Właściciel ogromnej floty W 1928 Onassis został poproszony przez rząd grecki o negocjowanie układu handlowego z Argentyną. Później mianowano go konsulem generalnym. Jednak kolejne miliony Onassis zarobił już dzięki statkom został potężnym armatorem. Stało się tak po trosze za sprawą małżeństwa z Athiną, córką potentata żeglugi Livanosa,. To małżeństwo otworzyło mu wiele drzwi i możliwości, był to więc niewątpliwie ogromny krok w jego karierze. W 1932 kupił sześć pierwszych statków. W latach 40. i 50. jego flota wzrosła, a jego handlowe imperium rozkwitło. Został budowniczym flotylli olbrzymich kontenerowców i zbiornikowców – zasoby marynarek wielu krajów były dużo mniejsze. Od 1957 roku Onassis był też właścicielem i zarządcą greckiej kompanii lotniczej. Arystoteles miał z Athiną Livanos dwoje dzieci syna Alexandra i córkę Chrisitinę. Małżeństwo żyło zgodnie, zgodnie też wydawało bajońskie sumy - był okres w ich życiu, że w przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza wydawali około 450 milionów złotych rocznie.

Polowania na wieloryby

JACQUELINE BOUVIER-KENNEDY

Głównym źródłem dochodów Onassisa, obok flotylli, były polowania na wieloryby. Grecki krezus bez skrupułów łamał międzynarodowe umowy chroniące wieloryby - w świetle ówczesnych przepisów 95 procent złowionych przez niego wielorybów nie spełniało warunków pozwalających na ich legalne odławianie. Wobec tego statki wielorybnicze należące do Onassisa pływały pod banderą panamską, gdyż Panama nie podpisała międzynarodowych umów o ochronie wielorybów. Trwało to bardzo długo, aż nagle ni stąd ni zowąd rząd Peru, u którego wybrzeży miały miejsce połowy, rozwiązał problem. Statki Onassiasa zarekwirowano, a ich właściciela obłożono wysoką karą pieniężną. To oczywiście nie względy


SŁYNNE FORTUNY

www.glospolonii.net

ekologiczne, tylko wyłącznie polityczne kryły się za działaniem Peruwiańczyków, ale tak czy inaczej wydawało się, że wielki armator stracił fortunę. Jednak Onassis był wielkim spryciarzem - wcale nie poniósł strat finansowych. Okazało się, ku zaskoczeniu jego przeciwników, że ubezpieczył się na taką ewentualność i zainkasował pokaźne, liczone w milionach funtów odszkodowanie. Po tym wszystkim Onassis chciał uzyskać monopol na transport ropy wydobywanej w Arabii Saudyjskiej. Zagroziło to jednak poważnie interesom amerykańskich przewoźników ropy naftowej, którzy zwrócili się do swojego rządu, a ten do służb specjalnych, z zadaniem osłabienia finansowej potęgi Onassisa.

Bez happy endu I to był początek wielkich tragedii samego Oanassisa i jego rodziny. W 1959 Arystoteles rozpoczął romans z gwiazdą opery Marią Callas, na który żona Athina początkowo się godziła, ale gdy świat zaczął o tym huczeć, konserwatywna Greczynka nie była w stanie dłużej tego znosić. Rozwiedli się w 1960 r., a od niewiernego męża Athina dostała na pożegnanie spory majątek - 77 milionów dolarów. Opiekę nad dziećmi, mieli sprawować oboje. Arystoteles z Marią Callas miał syna, który jednak wkrótce po urodzeniu zmarł, a kochankowie rozeszli się. Biografowie twierdzą jednak, że Callas była największą miłością Onassisa. W pewnym momencie para uchodziła też za najbardziej znanych Greków w świecie. Kilka lat później, 22 października 1968 w Grecji Arystoteles Onassis poślubił Jacqueline Bouvier-Kennedy, wdowę po Johnie F. Kennedy’m. Arystoteles Onassis uwielbiał szczególnie syna, który był jego oczkiem w głowie i przyszłym dziedzicem rodowej fortuny. Jednak 22 stycznia 1973 roku nagła śmierć Alexandra w wypadku samolotowym położyła kres tym planom. Zaledwie półtora roku po wypadku na skutek przedawkowania barbituranów zmarła Athina Livanos-Onasis, a sam Arystoteles zachorował na miastenię i zmarł 15 marca 1975 w Paryżu mając 69 lat. Został pochowany w Grecji obok syna Aleksandra.

Walka o wielką schedę po ojcu Christina Onassis została sama, zagubiona i załamana, ale bardzo bogata. Nie chciała jednak pieniędzy, chciała miłości. Owszem, ojciec obsypywał ją prezentami, nazwał na jej cześć najbardziej luksusowy jacht świata, ale jej życie nigdy go zbytnio nie interesowało, bo sam miał ważniejsze sprawy na głowie. Tak więc odziedziczona fortuna stała się w pewnym sensie przekleństwem Christiny. Od chwili gdy jej ojciec umarł, nie mogła nigdy być pewna, czy kolejny “mężczyzna jej życia” kocha ją, czy też jej miliony. Szukała pocieszenia w podróżach, ekstrawaganckich zachciankach i zakupach. Im więcej wydawała pieniędzy, tym mniej miała z tego przyjemności. Jej trzy małżeństwa były równie burzliwe, co krótkie. Czwarte

- z Francuzem Thierrym Rousselem, miało być inne, bo Thierry był miłością jej życia. Szaloną, od pierwszego wejrzenia. Nie przeszkadzała jej jego fatalna reputacja playboya, a Roussel nie potrafił zrezygnować ze starych nawyków i przez cały czas małżeństwa z Christiną, nawet gdy była już w ciąży z Athiną, spotykał się z dawną kochanką, Szwedką Gaby Landhage. Co gorsza miał z nią syna Erica, który urodził się zaledwie kilka miesięcy po narodzinach Athiny. Zdesperowana Christina próbowała ratować związek, zgadzając się nawet na wspólne wakacje z kochanką męża. Kolejna ciąża Gaby wyczerpała jednak cierpliwość Chrstiny i w 1987 roku małżonkowie wreszcie się rozwiedli.

Najmłodsza milionerka świata z niewielkim kieszonkowym Córka Christiny i Thierry’ego, maleńka Athina była najbardziej rozpieszczanym dzieckiem na świecie. Miała całe sklepy z zabawkami, pałace dla lalek, kucyki, sukienki od projektantów i czego tylko dusza tak małego dziecka była w stanie zapragnąć. Christina chciała dać jej wszystko, ale nie była w stanie zapewnić jej normalnego domu. Zostawiała córeczkę pod opieką całych zastępów niań, a sama, ciągle w pogoni za kimś, kto ją pokocha, znikała na długie tygodnie. I tak pewnego dnia śmierć znalazła Christinę w Buenos Aires. Zmarła w kąpieli, w hotelowym apartamencie. Po pogrzebie Christiny Athinę natychmiast zabrał do siebie ojciec. Od tej chwili jej domem stała się willa w Lussy-sur-Morges nieopodal Lozanny, w której zamieszkała z Gaby i trojgiem przyrodniego rodzeństwa. Ojciec wyznaczał córce niewielkie kieszonkowe, posłał ją do publicznych szkół i starał się ze wszystkich sił, aby miała normalne, anonimowe dzieciństwo. Do spółki z czteroosobowym greckim zarządem zajął się kontrolą jej fortuny.

Miłość do koni Pasją Athiny stały się konie. Jedna z pierwszych kłótni, którą miała z ojcem, dotyczyła właśnie tego hobby - dziewczynka chciała, by tata kupił jej konia wyścigowego za pół miliona dolarów, a on się nie chciał zgodzić. Miała 17 lat, gdy postanowiła wyprowadzić się z domu i wyjechać do słynnej szkoły jazdy konnej w Brukseli. Ojciec nie oponował. Doszedł do wniosku, że dziewczynie z takim majątkiem matura nigdy się w życiu nie przyda. Tydzień po wyjeździe do Belgii Athina poznała przystojnego Brazylijczyka Dodę Alvaro, mistrza olimpijskiego w jej ukochanej dyscyplinie. Dla młodości i pieniędzy Onassisów Doda porzucił narzeczoną w Brazylii. W rzeczywistości majątek, którym dysponowała na co dzień Athina, nie był wcale imponujący. Ojciec trzymał ją na krótkiej finansowej smyczy. 10 tysięcy euro miesięcznie wobec należnej jej fortuny, było śmieszną kwotą, ale dziewczyna początkowo nie była tym przesadnie przejęta. Nie interesowały jej drogie ciuchy ani biżuteria - konie i związane z nimi wydatki

GŁOS POLONII

17

były jedyną ekstrawagancją, na którą sobie pozwalała. Jej pierwsza, wielka miłość pochłaniała ją całkowicie. Jednak wraz z nią pojawił się rosnący apetyt na niezależność, a tę mogły dać tylko pieniądze.

Ślub z Dodą Wkrótce po 18. urodzinach Athiny Doda zabrał ją do Sao Paulo, aby poznała jego rodziców i córkę. Potem przyszły wakacje w Urugwaju, w kurorcie Punta del Este, w którym niegdyś bywał jej dziadek Arystoteles. Zasypywała ukochanego drogimi prezentami. Jednym z takich podarunków była krowa championka dla rodzinnej farmy Alvaro, warta 320 tysięcy dolarów. Doda i Athina przenieśli się na stałe do Sao Paulo. Dziedziczce Onassisów prędko znudziło się mieszkanie w wynajętym apartamencie, kupiła więc posiadłość w najelegantszej dzielnicy miasta. Niedługo później złożyła wizytę greckiemu konsulowi, aby omówić szczegóły planowanego ślubu.

Wojna o schedę po dziadku Roussel od początku patrzył niechętnym okiem na fascynację córki brazylijskim przystojniakiem. Miał powody przypuszczać, że dla Dody bardziej atrakcyjne są pieniądze Athiny niż jej uroda i talent jeździecki. Nie ukrywając swojej antypatii do zięcia, nie chciał przekazać dziewczynie kontroli nad jej własnym majątkiem. Gdy potrzeby finansowe przekroczyły wyznaczany przez niego limit, Athina usłyszała od asystenta ojca, że nie dostanie ani dolara więcej. Wybuchowy temperament Onassisów natychmiast dał o sobie znać – Athina wpadła w furię. Kiedy ochłonęła, wynajęła londyńską kancelarię prawniczą i rozpoczęła bezpardonową bitwę o pozbawienie ojca wszelkiej kontroli nad jej fortuną, firmami, akcjami i nieruchomościami w różnych częściach świata, w tym posiadłościami na Skorpios i Chios, mieszkaniami w Paryżu, Londynie, Genewie i na Ibizie. Roussel w odpowiedzi wystawił armię szwajcarskich prawników, którzy podjęli rzuconą im rękawicę. Bitwa na pozwy trwała przez rok. To wyczerpało psychicznie Athinę, która w pewnym momencie chciała nawet oddać ojcu połowę pieniędzy, aby położyć kres rodzinnym swarom. Jednak Doda Alvaro i prawnicy odwiedli ją od tego pomysłu. Pod koniec 2004 roku zawarto wreszcie ugodę, na mocy której Athina uzyskała kontrolę nad majątkiem, ocenianym na 2 miliardy dolarów. Jej ojciec Thierry Roussel otrzymał 100 milionów dolarów, a Athina z własnej woli zapisała też spore kwoty macosze i trójce przyrodniego rodzeństwa, z którym jest bardzo związana i pozostaje w stałym kontakcie. Spadkobierczyni Onassisa wygrała więc wielką bitwę, ale przecież wojna o normalne, szczęśliwe życie wciąż jest jeszcze przed nią. I trwać będzie chyba do końca życia. n Krzysztof Pipała na podstawie: people.famouswhy.com,, www.onassis.gr,, www.britannica.com,, www.babylon.com


18

GŁOS POLONII

WOKÓŁ SPORTU

www.glospolonii.net

Pracowaliśmy po 22 godziny na dobę Z Bogdanem Zającem, drugim trenerem piłkarskiej reprezentacji Polski, o przygodzie biało-czerwonych na EURO 2016 i współpracy z Adamem Nawałką rozmawiał Tomasz Szeliga

Bogdan Zając, sportowiec 100-lecia Jarosławskiego Klubu Sportowego, od 2013 roku jest asystentem Adama Nawałki w reprezentacji Polski.

Fot. Paweł Bialic

robiło się panu raźniej na duszy po zwycięstwie Portugalii? Z turnieju wyeliminował nas późniejszy mistrz Europy... - Cóż, jestem usatysfakcjonowany. Przecież walczyliśmy jak równy z równym z najlepszą drużyną kontynentu. Obiecałem ojcu, że zaproszę go do Francji na finał z udziałem Polski. Nie wyszło, więc mecz oglądaliśmy razem, w rodzinnym Jarosławiu. - Jak odniesie się pan do tezy, że to nasza reprezentacja mogłaby być na miejscu Portugalii. Że w ćwierćfinale należało zaryzykować. - Zrobili to Francuzi i widzieliśmy, że źle się to dla nich skończyło. Wcześniej podobny los spotkał Chorwatów. Portugalia potrafiła wykorzystać wolną przestrzeń, okazała się piekielnie groźna w szybkim ataku. - Trwała też dyskusja, czy nie lepiej byłoby wpuścić na karne Artura Boruca? Zastanawialiście się w ogóle nad takim rozwiązaniem? - Nie mogę powiedzieć. To są wewnętrzne sprawy sztabu szkoleniowego. - Co pan zapamięta z tego turnieju? - Obiecującą postawę polskiej drużyny. Świetną atmosferę jaka panowała w naszej reprezentacji. Kibiców, którzy wspierali nas

nawet w odległym La Baule. Kilkoro z nich specjalnie przyleciało z USA. Mam ogromną satysfakcję. Nasi piłkarze rozgrywali kapitalne mecze z mistrzami świata Niemcami i późniejszymi mistrzami Europy Portugalią. A przecież mamy jeszcze spore rezerwy, stać nas na więcej. - Piłkarze odczuwają niedosyt, głośno o tym mówili. A pan? - Jak się odpada z turnieju po dobrej grze, zawsze pojawia się rozgoryczenie. Lecz porażka wpisana jest w zawód sportowca, trzeba sobie z nią radzić. - 24 drużyny w ME to dobry pomysł? - W przeciwieństwie do wielu tzw. ekspertów twierdzę, że tak. We Francji nie było słabego zespołu, mecze były wyrównane, a faworyci mieli pod górkę. Z naszej grupy nie wyszła Ukraina, która przecież rozegrała dobre spotkania z Niemcami i Polską. O sukcesie albo niepowodzeniu bardzo często decydowały detale. - W reprezentacji Niemiec panuje zasada, iż po latach nauki asystent zajmuje miejsce selekcjonera. Marzy pan, by kiedyś samodzielnie objąć stery w kadrze? - Inaczej do tego podchodzę. Jestem szczęściarzem, że na swojej drodze spotkałem Adama Nawałkę. Choć na mistrzostwach pracowaliśmy bez ustanku, 22 godziny na dobę (śmiech). Świetnie nam się współpracuje i myślę, że wiele razem jeszcze osiągniemy. Jeśli w słowniku polskiej reprezentacji nie ma słowa „problem”, to dla mnie najważniejsza jest pokora. Ja naprawdę twardo stąpam po ziemi. n


www.glospolonii.net

WOKÓŁ SPORTU

GŁOS POLONII

19

POPULARNOŚĆ

- Gdy wpisać w google Zbigniew B., nazwisko Bródka pojawia się tuż po Bońku Bartmanie i Brzezińskim. Jak pan sobie radzi z popularnością, która tak nagle na Pana spadła? - Po zdobyciu medalu olimpijskiego moja popularność wzrosła, co mnie raduje. Wierzę bowiem, że zyska na tym cała dyscyplina. Że nareszcie powstanie kryty tor i do sezonu będziemy się przygotowywać w Polsce, a nie za granicą. Hala służyłaby nie tylko naszej wąskiej grupie kadrowiczów, ale przede wszystkim młodzieży, która teraz zmuszona jest trenować na powietrzu, w średnio komfortowych warunkach. - Jest pan rozpoznawalny i to panu nie przeszkadza. Ale tak szczerze: nie ma pan czasem dość dziennikarzy albo kibiców, którzy przy byle okazji biegną po autograf i ustawiają się do zdjęć? - Gdy zamieszanie jest zbyt duże, grzecznie acz stanowczo wycofuję się. Ludzie muszą zrozumieć, że podczas treningu koncentruje się na swojej pracy, że czasem bywam potwornie zmęczony. Popularność jest miła, ale i uciążliwa. Rozumiem to, nie gniewam się. Taka jest cena złotego medalu. Tym bardziej, że został zdobyty w niesamowicie dramatycznych okolicznościach i jednak był niespodzianką.

- Jest pan strażakiem, ratuje pan ludzi, a media uwielbiają takie historie. Trudno sobie wyobrazić Bródkę -bohatera pracującego w banku albo w powiatowym urzędzie. - To prawda, że Polacy darzą strażaków wielkim szacunkiem i zaufaniem. Uwielbiam tę pracę. Napędza mnie, stanowi odskocznię od monotonnych i wyczerpujących fizycznie treningów. Nie ma lepszego uczucia od tego, gdy po udanej akcji ktoś dziękuje mi za pomoc.

czasem daje w kość Ze Zbigniewem Bródką, jednym z najpopularniejszych polskich sportowców, złotym medalistą olimpijskim z Soczi, rozmawiał Tomasz Szeliga - Trener kadry Wiesław Kmiecik mówi, że nie byłoby Bródki-łyżwiarza bez straży pożarnej. - Ma rację. W straży spotkałem fantastycznych ludzi. Koledzy na zmianie brali za mnie dyżury, kierownictwo ustalało grafik tak, żebym mógł szlifować formę. To wszystko działo się na początku mojej kariery sportowej, ale też krótko po tym, gdy przyjęto mnie do pracy. A przed igrzyskami w Soczi ci ludzie uwierzyli, gdy mówiłem, iż jadę tam po medal. Nie jestem panczenistą holenderskim bądź niemieckim. Żyję w Polsce i fakt, że posiadam stałą pracę i mogę liczyć na przychylność kolegów, daje mi niesamowity komfort psychiczny. - Zdarzyło się panu brać udział w naprawdę niebezpiecznej akcji? - Wiele razy. Jestem strażakiem jednostki ratowniczogaśniczej, przychodząc do pracy, nigdy nie wiem, co się wydarzy. Są interwencje błahe, ale też dużo poważniejsze. Zdarzyło się, że zginął człowiek. Ludzkie dramaty zostają w pamięci na długo, czasem na zawsze. - A wraca pan myślami do wydarzeń z Soczi i tego nieprawdopodobnego wyścigu na 1500 metrów? - Gdy pytają, to wspomnienia wracają. To były cudowne chwile, ale trzeba patrzeć w przyszłość. Przede mną nowe wyzwania, tym razem na mistrzostwach świata. Zdobyłem złoto na olimpiadzie, lecz nowy sezon zaczynam od zera, z czystą kartą. - Żadnych koszmarów z Koenem Verweijem, mszczącym się za porażkę o 4,3 cm? - Żadnych (śmiech). Może dlatego, że Holender był w korzystniejszym położeniu ode mnie? Wiedział, jaki czas musi „wykręcić”, jechał w ostatniej parze. W panczenach ma to kolosalne znaczenie. - Wysoko ustawił pan sobie poprzeczkę. Znajdzie pan w sezonie poolimpijskim wystarczająco dużo motywacji? - Zaraz po zdobyciu medalu byłem tak naładowany, że mogłem startować dzień i noc. Czułem moc. Pomagała świadomość, iż to nie był przypadek. Na igrzyska jechałem bowiem dobrze przygotowany, wierzyłem w siebie. Po jakimś czasie sytuacja zaczęła się zmieniać. Po pierwsze, nie spodziewałem się, iż wybuchnie tak duże

zainteresowanie moją osobą i oczekiwania kibiców będą tak wielkie. Przeciętny Kowalski jest przekonany, że po Soczi życie Zbigniewa Bródki toczy się z górki. W wielu sprawach jest mi oczywiście łatwiej, ale praca, którą muszę wykonać, jest taka sama, a może i cięższa. To jednak normalne. Pretensje mogę mieć tylko do siebie (śmiech). - Bardzo pan zapracowany. Udało się latem wyjechać choćby na krótkie wakacje? - Typowych wakacji nie mieliśmy. Spędziliśmy za to miły, rodzinny weekend w Dziwnowie nad Bałtykiem, gdzie odsłonięto replikę mojego złotego medalu olimpijskiego. - Znalazłem wywiad, w którym mówi pan gorzkie słowa: córki znają mnie głównie z telewizji. - Nie będę udawał, że rozłąka to nie problem. Chciałbym mieć żonę i dzieci blisko siebie, ale to nie takie proste w życiu zawodowego sportowca. Kryty tor lodowy, którego tak się dopominamy, bardzo by pomógł, zresztą nie tylko mnie. Gdy przygotowujemy się do sezonu w Inzell, nie wsiądę po treningu w auto i nie przyjadę do domu, bo to 1000 kilometrów. Jednak żeby była jasność: nie narzekam. Wiele osób w Polsce pracuje ciężko i też widzi się z bliskimi rzadziej, niż by chcieli. - Będzie pan namawiał córki do uprawiania sportu? - Tak. Sport kształtuje charakter, motywuje do ciężkiej pracy, uczy pokory. Łatwiej dzięki niemu wystartować w dorosłe życie. Zobaczymy, do uprawiania jakiej dyscypliny dziewczynki będą mieć predyspozycje, co polubią. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby założyły łyżwy. - Pana pasją jest motoryzacja, a w garażu trzyma pan całkiem szybki motocykl. - Yamahę 600 Fazer. Przed olimpiadą nawet się do niego nie zbliżałem, nie chciałem ryzykować kontuzji. W tym roku przejechałem się raptem dwa razy, na więcej nie starcza mi czasu. Wolę wsiąść na rower i przy okazji potrenować. - A potem są efekty. Niewielu wie, że Zbigniew Bródka to najlepszy kolarz wśród łyżwiarzy. Uczestnik zawodów MTB bądź Tour de Pologne Amatorów. - Bardzo to lubię i chyba mam do tego smykałkę. Czasem przygoda kończy się w taki sposób (Bródka pokazuje na zabandażowany i usztywniony kciuk - red.), ale w sumie to nic groźnego. - Spokój i opanowanie - z tych cech charakteru Pan słynie. A kiedy pan wybucha? - Hmm, raczej nigdy (uśmiech). Każdy z nas ma swoją wytrzymałość, ja jestem jednak człowiekiem poukładanym, kierującym się zdrowym rozsądkiem. Gdy czuję, że atmosfera gęstnieje albo jestem już bardzo zmęczony, robię sobie przerwę. n


20

GŁOS POLONII

KSIĘGARNIA

www.glospolonii.net

Polska twórczość literacka

Bożena Szałasta-Rogowska Dla przeciętnego Polaka Kanada to kraj pachnący żywicą, ojczyzna Ani z Zielonego Wzgórza, hokeja na wysokim, światowym poziomie, przepięknych gór, malowniczych jezior i syropu klonowego. Tak powierzchowna i stereotypowa wiedza na temat tego ogromnego kraju wydaje mi się niewystarczająca i warta uzupełnienia dzięki między innymi publikacjom książkowym, filmom, wydarzeniom kulturalnym czy sportowym, ożywionej współpracy gospodarczej.

anada, której dzisiejsza rzeczywistość nie zawsze przypomina wyidealizowaną Fiedlerowską wizję, wciąż jednak bezustannie fascynuje i magnetyzuje, zostawiając równocześnie swój ślad na ludziach, którym przyszło się z nią zetknąć. Dlatego nawet dziś, kiedy upłynęło ponad dwadzieścia lat od pamiętnego roku 1989, niwelującego bolesny podział literatury polskiej na krajową i emigracyjną, geograficzna kwalifikacja w odniesieniu do polskiej twórczości literackiej w Kanadzie nie powinna budzić zdziwienia. Kanada bowiem była i wciąż jest, obok Wielkiej Brytanii, Niemiec czy USA, krajem osiedlenia dość dużej grupy Polaków, która stworzyła tam prężnie działające i dobrze zorganizowane środowisko literackie (myślę tu na przykład o Polskim Funduszu Wydawniczym czy Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich). Z kolei kanadyjska polityka wieloetniczności służy rozwojowi twórczości w językach innych niż oficjalnie obowiązujące angielski i francuski, a bezkresny Kraj Klonowego Liścia wciąż zachwycając i inspirując, ale często także prowokując do buntu i krytyki, niezmiennie odciska stygmat swojej obecności na dziełach literackich tam powstających. Początki moich polsko-kanadyjskich zainteresowań literackich sięgają pracy nad książką poświęconą twórczość poetyckiej jednego z najwybitniejszych poetów polskich, mieszkających w Kanadzie - Bogdana Czaykowskiego. Późniejszy roczny pobyt na Uniwersytecie Torontońskim, gdzie wykładałam język i literaturę polską przypieczętował owo oczarowanie.

Poznałam wówczas wielu wyjątkowych ludzi, którzy w tym wielonarodowościowym kraju próbują zaświadczać o swojej polskości. Niestety w Polsce nie zawsze ich głos brzmi dość wyraźnie, a ich interesująca twórczość literacka jest mało znana. Szczęśliwie ostatnio zacieśniły się związki pomiędzy Polską i Kanadą. Twórcy i badacze literatury mogą swobodnie podróżować w obu kierunkach, dzielić się doświadczeniami, uczestniczyć w wydarzeniach literackich i kulturalnych, publikować owoce swojej pracy, czego dowodem jest tom Literatura polska w Kanadzie. Studia i szkice, prezentująca wypowiedzi zarówno autorów z Polski, jak i z Kanady. Szkice zamieszczone w tym tomie dotyczą szeroko zakrojonych zagadnień literatury polskiej w Kanadzie. Autorzy artykułów podejmują próbę zrekonstruowania obrazu tej literatury, rozpoznania i opisania najważniejszych jej aspektów, przewartościowania istniejących ustaleń, przyjrzenia się tej twórczości z nowej perspektywy, często też zweryfikowania mitu Kanady utożsamianej z piękną krainą „pachnącą żywicą”. Mam nadzieję, że rozpoznania pomieszczone w tym tomie, pokazując bogactwo kultury polskiej w Kanadzie, zachęcą do osobistego spotkania z tą literaturą i staną się inspiracją do dalszego otwierania i poszukiwania wciąż nowych polsko-kanadyjskich pół badawczych.

skupić i scalić. Zbiór prezentuje opinie dwudziestu siedmiu autorów. Bardzo ciekawym wydaje się tu np. szkic Andrzeja Buszy porównujący poezję Bogdana Czaykowskiego i Adama Czerniawskiego. Jest to niezbyt częsta próba komparatystyczna w stosunku do autorów, których cała de facto twórczość powstała poza granicami kraju. Przez porównanie samej twórczości in statu nascendii udaje się Buszy uniknąć tych typowych „słodkości” związanych z pojęciami i szufladkami „pisarza emigracyjnego”. Innym opisem poruszającym ciekawy temat jest tekst Beaty Tarnowskiej o „obrazie Bliskiego Wschodu w twórczości Andrzeja Buszy”. Próba ujęcia inności tego opisu na tle innych utworów europejskich i izraelskich. Tekst ten jest kolejną pomocą w zrozumieniu wizji świata i poetyckich odcieni twórczości Buszy. Edytorka zbioru, Bożena Szałasta-Rogowska podjęła się niebagatelnej analizy jednego z ostatnich utworów Bogdana

Czaykowskiego, „Eurydyka” umiejscawiając go w bogatej tradycji tematyki orfickiej. Jednocześnie z tej tradycji wysupłując go, indywidualizując w specyficznym spojrzeniu poety. Zbiór jest cennym źródłem obrazów literatury polskiej spod piór wybranych pisarzy i poetów polskich w Kanadzie. Bogumił Pacak-Gamalski

Tekst pochodzi z Rocznika Twórczości Polskiej w Zachodniej Kanadzie „STRUMIEŃ” nr 8

Bożena Szałasta-Rogowska Książka Literatura polska w Kanadzie. Studia i szkice jest pokłosiem wieloletnich zainteresowań Bożeny Szałasty-Rogowskiej tą tematyką. Niewątpliwie olbrzymi wpływ miała na to jej praca na Uniwersytecie Torontońskim. Być może jeszcze większy - jej współpraca z Bogdanem Czaykowskim i zauroczenie jego poezją. Jest to bodaj pierwsza praca o tak szerokim zakresie i wachlarzu przedstawianej tematyki oraz zgromadzonych autorów poszczególnych jej części. Jej ewentualne braki lub wady są jednocześnie zaletami, ukazując bardzo różnorodne podejście do tematu i metodologie opisu. To, co było dotychczas w dużej mierze rozproszone w wydaniach różnych periodyków, jak też w czasie - książka ta stara się


OKIEM RYŚKA

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

21

Polscy piłkarze opromienieni sławą po ME we Francji, w pierwszym meczu eliminacyjnym do MŚ w Rosji stracili punkty u potencjalnego słabeusza w Kazachstanie. Do przerwy nasi prowadzili co prawda 2-0, ale po przerwie grali katastrofalnie i zremisowali 2-2.

W Polsce odbyła się premiera filmu Antoniego Krauze „Smoleńsk”. Oczywiście nic się nie zmieniło - ci, którzy uważają, że był zamach uzyskali potwierdzenie, ci którzy uważają, że nie było, też pozostali - w domu i przy swoim zdaniu.

Podczas jednej z konferencji prasowych republikański kandydat na prezydenta USA, Donald Trump, stwierdził, że Hillary Clinton powinna trafić do więzienia. Miliarder nawiązał do sprawy używania przez Clinton, gdy była szefową amerykańskiej dyplomacji, prywatnej skrzynki mailowej i prywatnego serwera w celach służbowych.

Na szczycie G20 w Chinach na lotnisku, w odstępie kilku godzin pojawiło się kilkanaście delegacji z najważniejszymi politykami świata. Obama nie został przywitany czerwonym dywanem, jak wszyscy pozostali. Powszechnie mówi się, że to nie przypadek.

Rzecznik prasowy i szef gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza, Bartłomiej Misiewicz został odznaczony Złotym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju. Potem został członkiem rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Misiewicz ma dopiero 26 lat nigdy nie był w wojsku. Nie skończył też studiów, a taki jest wymóg w przypadku rad nadzorczych.


22

GŁOS POLONII

ROZRYWKA

www.glospolonii.net

H U M O R

P

ewna kobieta pozwa³a szpital w Vancouver, ¿e po operacji w nim przeprowadzonej, jej m¹¿ zupe³nie straci³ ochotê na seks. Rzecznik szpitala odpowiedzia³: - Pacjent przeszed³ operacjê usuniêcia zaæmy. Wszystko co zrobiliœmy to poprawiliœmy mu wzrok…

P

odczas spotkania profesora Miodka z publicznoœci¹ pan Wiœniewski zapyta³ czy mo¿na u¿ywaæ zwrotu „porachuje”. Profesor odpowiedzia³: - Mo¿na. Ale bardziej elegancko jest powiedzieæ „ju¿ czas panowie”. Podobne pytanie zada³ pan Kowalski. Chodzi³o mu o zwrot „szachuje”. Profesor odpowiedzia³: - Oczywiœcie. Ale bardziej elegancko jest powiedzieæ „ciszej panowie”. Na koniec 10-letni Jasio zapyta³, czy mo¿na mówiæ „Stary S¹cz”. Profesor na to: - Mo¿na, ale bardziej elegancko jest powiedzieæ „tato, pij przez s³omkê”…


www.glospolonii.net

REKLAMA

GŁOS POLONII

23


Glos Polonii nr 2  
Glos Polonii nr 2  
Advertisement