Page 1

Kanada- ulubiony kraj świata. Wywiad z... 15 GRUDNIA 2017

str. 16-18

NR 32

GŁOS POLONII

www.glospolonii.net

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Najlepsze życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku Czytelnikom Głosu Polonii składa Redakcja Lady Bunia - str. 6-7

Krawiec światowy - str. 15

Diamenty i brylanty - str. 20


2 GĹ OS POLONII

www.glospolonii.net

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


Służą­ca­czy­po­moc­do­mo­wa? www.glospolonii.net

GŁOS­POLONII­­­3

Słowo wstępne

Zbli¿aj¹ siê Œwiêta Bo¿ego Narodzenia, a co za tym idzie w wielu domach trwaj¹ przedœwi¹teczne porz¹dki i przygotowania. W wiêkszoœci polskich domów zajmuj¹ siê tym ci¹gle kobiety - panie domu, na szczêœcie coraz czêœciej wspomagane przez mê¿ów. Co zamo¿niejsi, aby unikn¹æ owych przygotowañ decyduj¹ siê na atrakcyjny wyjazd. Jeszcze inni zatrudniaj¹ tzw. „pomoce domowe”, zwane kiedyœ s³u¿¹cymi co jednak nie do koñca oznacza³o to co dzisiaj. Dawno temu panna s³u¿¹ca bowiem by³a osob¹, która w domu zatrudniaj¹cej j¹ rodziny s³u¿y³a tej¿e rodzinie par¹ swoich r¹k, w sprz¹taniu i gotowaniu, podczas gdy z³o¿ona migren¹ albo inn¹ niemoc¹ pani domu nie robi³a nic. No mo¿ ewentualnie robi³a sobie makija¿ albo manicure. Ale ju¿ schylenie siê, aby zrobiæ pedicure by³o ponad jej si³y. Poza tym panna s³u¿¹ca s³u¿y³a swoim chlebodawcom nie tylko si³¹ swych r¹k, równie¿ innymi czêœciami cia³a, bo to zazwyczaj za jej spraw¹ „panicz” odkrywa³ uroki swojej seksualnoœci, a „pan” uspokaja³ swój temperament. Taki obraz panien s³u¿¹cych malowa³ siê do II wojny œwiatowej, a tu¿ po niej ¿ycie codzienne i jego zasady zdominowa³a klasa pracuj¹ca miast i wsi, w którym miejsca dla s³u¿¹cych nie by³o, poniewa¿ panuj¹ca ideologia g³osi³a, ¿e ludzie s¹ sobie równie i nikt nie bêdzie upokarza³ jednego, by drugiemu s³u¿y³. S³u¿¹ce zesz³y do podziemia, ale by³o ich ju¿ niewiele, bo kobiety wiejskie, z których wiêkszoœæ s³u¿¹cych siê wywodzi³a, emancypowa³y siê albo stanowi³y parê r¹k s³u¿¹c¹ w³asnemu dobru, czyli uprawianiu kilku mórg ziemi, które ludzie wiejscy otrzymali z parcelacji maj¹tków „wyzyskiwaczy” w ramach reformy rolnej. S³u¿¹ce zupe³nie nie zanik³y, zachowa³y siê jeszcze w rodzinach zasobnych, posiadaj¹cych na ich utrzymanie œrodki finansowe i mieszkaniowe, zazwyczaj wnêkê z ³ó¿kiem w kuchni, która by³a domen¹ s³u¿¹cej. Takie „warunki mieszkaniowe” dla s³u¿¹cych zachowa³y siê jeszcze w przedwojennych kamienicach, w powojennym budownictwie „dla ludu” czyli pokoju z ciemn¹ kuchni¹, ju¿ nie. Ale z posiadaniem s³u¿¹cej nikt siê nie afiszowa³, wrêcz przeciwnie, kto w swoim domowym ¿yciu s³u¿¹c¹ siê wspiera³, to fakt ten raczej ukrywa³. Wiêkszoœæ z tych, którzy przed wojn¹ posi³kowali siê s³u¿¹c¹, po wojnie gnieŸdzi³a siê z rodzin¹ w pokoju z kuchni¹ i nie sposób by³o nawet myœleæ, by do tego typu „domowego ogniska” mog³a siê jeszcze dosi¹œæ s³u¿¹ca. Ich rolê przejmowa³y wiêc babcie, ale oczywiœcie tylko w kwestiach gotowania, sprz¹tania i opiekowania siê dzieæmi. I tak to sobie trwa³o do roku 1989… Gdy nasta³a wolnoœæ, Polacy zaczêli nagle zarabiaæ prawdziwe pieni¹dze, a poniewa¿ chcieli ich mieæ coraz wiêcej, to pracowali coraz wiêcej i czasu na zajmowanie siê domem, gotowaniem, opiek¹ nad dzieæmi zaczê³o brakowaæ. W przeciwieñstwie do czasów sprzed wojny popytu na s³u¿¹ce nie zrodzi³o wygodnictwo „pañ domu” lecz brak czasu. Signum nowych czasów by³o i to, ¿e s³owo „s³u¿¹ca” zniknê³o ze s³ownika. Zamiast „s³u¿¹cej” zaczêto siê pos³ugiwaæ „pani¹ do dziecka”, „pani¹ sprz¹taj¹c¹”, „pani¹ do mycia okien”. Z tych synonimów upowszechni³a siê „pomoc domowa”. Pierwsza du¿a poda¿ „pomocy domowych” nast¹pi³a z chwil¹ reformy Balcerowicza, kiedy to mnóstwo zak³adów pracy straci³o racjê bytu, a ich za³ogi pracê. Kobiety pozbawione pracy zaczê³y szukaæ sposobu na dorobienie sobie do „kuroniówki” albo zasi³ku przedemerytalnego, a najprostszym sposobem by³o zaoferowanie siebie do opieki nad dzieckiem, sprz¹tania, mycia i gotowania. Pocz¹tkowo sz³o to z oporami, poniewa¿ ci, któ-

Wydawca: Voice of Polonia Co. e-mail: glospoloniivancouver@gmail.com Redaktor Naczelny: Krzysztof Pipa³a, e-mail: kpipala@o2.pl Zespó³ redakcyjny: Krzysztof Pipała, Krzysztof Propolski, Antoni Fajkowski (Kanada), Stale współpracują: Jolanta Lipińska (Nowy Jork), Andrzej Fliss, Hubert Lupus (Polska) Dyrektor DTP (projekt gazety): Rafa³ Mrozowicz (Polska)

rzy zatrudniali pomoce domowe, byli niejednokrotnie w drugiej, a czasem nawet pierwszej linii, potomkami tych¿e przedwojennych pañ s³u¿¹cych. Tak¿e lata komuny u wielu ludzi ukszta³towa³y pogl¹d, ¿e zatrudnianie s³u¿¹cej, teraz „pomocy domowej”, jest nieetyczne, dla s³u¿¹cej dyskryminuj¹ce i poni¿aj¹ce. Tote¿ na pocz¹tku lat 90., mimo ¿e poda¿ pomocy domowych by³a du¿a, wielu Polaków wola³o w³asnymi rêkami sprz¹taæ dopiero co wybudowane domy czy mieszkania. Z czasem, acz powoli, optyka pojmowania fachu „pomocy domowej” zaczê³a siê zmieniaæ: - Skoro jedna pani œwiadczy w mojej firmie us³ugê sprz¹tania, to jeœli inna pani sprz¹ta w moim domu, to przecie¿ te¿ tylko œwiadczy mi us³ugê. Jeœli opiekuje siê moim dzieckiem, to te¿ jest us³uga - tego typu pogl¹d zacz¹³ powoli kszta³towaæ mentalnoœæ pracodawców „pomocy domowych”, ale o jego powszechnoœci trudno jeszcze mówiæ. Zadaniem socjologów zajmuj¹cych siê sfer¹ us³ug domowych, wœród Polaków dominuj¹ dwie postawy wobec zatrudnianych osób. Przewa¿a „model rodzinny”, czyli traktowanie takiej osoby niczym cz³onka rodziny, zaœ na drugim biegunie jest traktowanie pomocy domowej przedmiotowo, wywy¿szanie siê. Trzeci model jest charakterystyczny dla pracodawców wywodz¹cych siê z sektora korporacyjnego i stamt¹d czerpi¹cych wzorce postêpowania na linii szef - podw³adny. Dla nich pomoc domowa to podw³adny, którym siê zarz¹dza. Pomoce domowe to studentki, kobiety, które straci³y œrodki do ¿ycia, na przyk³ad s¹ po rozwodzie, a by³y na utrzymaniu mê¿a. Wcale nie do rzadkoœci nale¿¹ osoby z wy¿szym wykszta³ceniem. Aktorka zatrudni³a siê jako pomoc domowa, by przekonuj¹co zagraæ rolê s³u¿¹cej, ale gdy wyjawi³a pracodawcom, w jakim celu siê u nich zatrudni³a, poprosili, by mimo wszystko zosta³a. Zosta³a na d³u¿ej, bo z czasem skomplikowa³y siê jej sprawy zawodowe. Pewna pani chodzi³a na spacer z psem, spotyka³a podczas niego inn¹ pani¹ z czworonogiem, z czasem powiedzia³a znajomej, ¿e ma mamê po udarze, pani zaoferowa³a pomoc. Po jakimœ czasie pracodawczyni dowiedzia³a siê, ¿e jej pomoc domowa, to wziêty naukowiec, pani profesor wyk³adaj¹ca na uczelni. „Pomoc¹ domow¹” przy rówieœniczce po udarze zosta³a „z serca”. Wspó³praca trwa³a rok, bo potem pani¹ profesor znajomi œci¹gnêli na wyk³ady na zagranicznej uczelni. Wœród pomocy domowych s¹ kobiety, które znaj¹ swoj¹ wartoœæ, maj¹ wiedzê dotycz¹c¹ nie tylko kuchni i œcierki do sprz¹tania. Znaj¹ siê na œrodkach czyszcz¹cych (co do czego), pior¹cych, kosmetykach (do twarzy, cia³a), potrafi¹ same robiæ i nauczyæ wykonywaæ myd³o, szampony, p³ukanki, itp. Te perfekcyjne pomoce domowe odmawiaj¹ klientom, którzy chc¹ szybko i tanio, tak¿e takim, którzy lubi¹ patrzeæ na rêce i kontrolowaæ. Na pytanie ilu Polaków korzysta obecnie z pracy pomocy domowych trudno udzieliæ dok³adnej odpowiedzi. Dekadê temu 3 proc. ankietowanych odpowiedzia³o, ¿e p³aci innej osobie za pomoc w domu, ale 15 proc. przyznawa³o, ¿e ktoœ taki by siê przyda³. O skali sektora mo¿na siê dowiedzieæ z internetu. Zajmuj¹ce siê t¹ kwesti¹ serwisy maj¹ po kilkaset odwiedzin miesiêcznie, a na ich stronach zamieszcza swoje dossier po kilka tysiêcy osób, gotowych na pracê przy dziecku lub zajêcie siê sprz¹taniem.

Zdrowych i Weso³ych Œwi¹t oraz Szczêsliwego Nowego Roku!

Spis treści: EKOLOGIA Koniec z darmowymi workami z plastkiu - str. 4 Polska energetycznym skansenem - str. 5 OPOWIEŚCI LADY BUNI „Pieskie życie” - str. 6-7 PRAWO AGATY Rozwody w Kanadzie - str. 8 POLAK POTRAFI Szycie ręczne czyli krawiec światowy - str. 15 WYWIAD Kanada - ulubiony kraj świata - str. 16-18 TRANSPORT Niebezpiecznie na torach kolejowych - str. 19 DIAMENTY I BRYLANTY Najdro¿szy wcale nie najdro¿szy– str. 20 AUKCJE 450 milionów dolarów za obraz Leonarda - str. 21 HISTORIA Jedyna przegrana bitwa króla Jana III - str. 22

Krzysztof Pipa³a, redaktor naczelny G³osu Polonii

GŁOS POLONII Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Adres redakcji: 284 Mariner Way, Coquitlam BC, V3K 1N4 tel. 778 903 6797 Internet Home Page: www.glospolonii.net Drukarnia: Vanpress Printers, 8325 Riverband Court, Burnaby BC, V3N 5E7 Biuro Og³oszeñ: tel. 778 903 6797, e-mail: kpipala@o2.pl, glospoloniivancouver@gmail.com Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zezwolenia wzbronione. Egzemplarz bezp³atny.

Tekstów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie również prawo skracania i opracowania redakcyjnych tekstów nie zamówionych, jak również prawo nie publikowania nadesłanych tekstów bez podania przyczyny odmowy. Treść opublikowanej korespondencji nie musi być zgodna ze stanowiskiem redakcji, a prezentowane w niej opisy zdarzeń mogą mijać się z prawdą. Za treść ogłoszeń, komunikatów oraz za opinie i opisy wydarzeń zawarte w listach do redakcji, redakcja nie ponosi odpowiedzialności, ani też za żadne pomyłki i ominięcia powstałe w trakcie opracowania lub druku. Wszelkie prawa do dwutygodnika „Głos Polonii” i materiałów reklamowych zamieszczanych w tym periodyku są zastrzeżone na rzecz Voice of Polonia Co.

Dwutygodnik­Polonii­kanadyjskiej­w­Kolumbii­Brytyjskiej


Koniec z darmowymi workami z plastiku 4 GŁOS POLONII

Prze­ciw­za­nie­czyszc­ za­niu­śro­do­wi­ska

www.glospolonii.net

Ewelina Kaszubska

Od 1 stycznia 2018 roku w polskich sklepach nie bêdzie ju¿ bezp³atnych reklamówek, a uczeni, którzy badali ma³¿e u wybrze¿y Francji, Belgii i Holandii stwierdzili, ¿e w ka¿dej z nich znajduje siê plastik. Co wspólnego maj¹ torebki foliowe, w które Polacy pakuj¹ zakupy do plastiku w ma³¿ach u pó³nocno-zachodnich wybrze¿y Europy?

Wspólnym mianownikiem jest nadprodukcja plastikowych opakowañ i beztroska ludzi nie tyle w ich wykorzystywaniu, co w zaœmiecaniu nimi œrodowiska. Wprowadzenie w sklepach op³at za plastikowe torebki ma wyhamowaæ ich u¿ywanie. To jeden z celów polityki ochrony œrodowiska, jaki postawi³a przed sob¹ Unia Europejska. W krajach, które wprowadzi³y ju¿ takie op³aty (Irlandia, Niemcy), liczba torebek przypadaj¹cych rocznie na jedna osobê drastycznie zmala³a, na przyk³ad w Irlandii (wprowadzi³a op³atê w 2002 r.) z 328 do 18. W krajach tych pieni¹dze pozyskane z op³at s³u¿¹ do finansowania badañ zwi¹zanych z gospodark¹ plastikowymi odpadami oraz ich utylizacj¹. W Polsce bêdzie zapewne inaczej, poniewa¿ pieni¹dze z p³at za plastikowe torebki pop³yn¹ do bud¿etu pañstwa, nie zaœ do Narodowego Funduszu Ochrony Œrodowiska i Gospodarki Wodnej. Bêdzie to wiêc kolejny podatek, który rz¹d wykorzysta do zasilania bud¿etu, w którym zaplanowano ogromne wydatki socjalne z programem 500+ na czele. Œwiadczy o tym chocia¿by tempo, w jakim rz¹d wprowadza owe op³aty. Unia Europejska da³a Polsce na to czas do roku 2019, ale odpowiednia ustawa wchodzi w kraju nad Wis³¹ niemal w biegu i bêdzie obowi¹zywaæ ju¿ od 1 stycznia. Nasz Czytelnik powie zapewne: - To problem Polski, nie nasz. Bêdzie mia³ racjê tylko w kwestii wykorzystywania pieniêdzy z op³at za plastikowe opakowania, natomiast problem plastikowych odpadów, jest taki sam dla Polaka w Polsce, jak i Polonusa w Kanadzie, tak¿e w naszym Vancouver. W Europie ka¿dego roku na wysypiskach lokuje siê oko³o 15 milionów ton plastiku. Recyklingowi ulega jedynie 7 proc. z tej liczby. - To te¿ jest problem Europy – powie nasz Czytelnik. I w tym przypadku, niestety, nie bêdzie mia³ racji. Najwiêkszym bowiem œmietnikiem plastikowych opadów sta³y siê na œwiecie morza i oceany. W wewnêtrznym europejskim morzu, jakim jest Ba³tyk, 70 proc. wszystkich œmieci stanowi¹ tworzywa sztuczne. – Ba³tyk, to staw w porównaniu z naszym Oce-

anem Spokojnym - powie uspokajaj¹c siebie nasz Czytelnik w Vancouver i rzeczywiœcie bêdzie mia³ racjê, ale tylko porównuj¹c wielkoœci Ba³tyku i Pacyfiku. Bo… Naukowcy szacuj¹, ¿e ka¿dego roku do oceanów trafia 8 milionów ton plastiku i jeœli ta tendencja siê utrzyma, to w ujêciu wagowym w roku 2050 w oceanach mo¿e byæ wiêcej plastiku ni¿ ryb. Zapewne ma³o kto wie, ¿e po Pacyfiku dryfuje ju¿ dziœ ogromna „³awica” œmieci, której powierzchnia jest dwukrotnie wiêksza od powierzchni… Wielkiej Brytanii. Wagê œmieci w tej ³awicy oblicza siê na 3,5 miliona ton. „£awica” ma ju¿ nawet swoj¹ nazwê: Wielka Pacyficzna Plama Œmieci. Pr¹dy morskie sprawiaj¹, ¿e œmieci trafiaj¹ do ich nurtu, formuj¹ siê w zwart¹ masê i pod¹¿aj¹ zgodnie z ich kierunkiem. W tym wszystkim najgorsze jest jednak, ¿e 90 proc. plastiku tworz¹cego Wielk¹ Pacyficzn¹ Plamê Œmieci rozk³ada siê na py³, który w s³onej wodzie tworzy gêst¹ zawiesinê. Nawet gdyby siê chcia³o, to nie ma jej jak wy³owiæ. Jest ju¿ na to za póŸno, bo z cia³a sta³ego plastik zamieni³ siê w cia³o nieomal ciek³e. Badacze twierdz¹ zaœ, ¿e plastikowych œmieci w stanie sta³ym, które jeszcze nie zd¹¿y³y roz³o¿yæ siê w postaæ zawiesiny, dryfuje po ocenach znacznie, ale to znacznie wiêcej. Szacuj¹, ¿e pr¹dy morskie sprawi³y i¿ na powierzchni tylko pó³nocnego Pacyfiku unosi siê 100 milionów ton plastiku. Co wspólnego z pó³nocnym Pacyfikiem ma nasz Vancouver dowie siê ka¿dy, kto spojrzy na globus albo atlas mórz i oceanów œwiata. Osi¹gniêcia techniki pozwoli³y cz³owiekowi spoj-

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

rzeæ na œwiat kryj¹cy siê g³êboko pod powierzchni¹ morskich i oceanicznych wód. Bezza³ogowe roboty wyposa¿one w doskona³ej jakoœci kamery spenetrowa³y w kilku miejscach dno oceanów i okaza³o siê, ¿e na g³êbokoœciach 2-3 tys. m k³êbi siê mnóstwo plastikowych œmieci, które wci¹gnê³y na te g³êbiny morskie wiry. Rodzi siê oczywiœcie pytanie, jakie zagro¿enie dla cz³owieka stanowi morsko-oceaniczny œmietnik, który z w³asnej i nieprzymuszonej woli sam sobie urz¹dzi³? Ogromne otó¿. ¯yj¹ce w morzach i oceanach ryby, ma³¿e, skorupiaki wch³aniaj¹ ten plastik wraz z pokarmem. Gdy cz³owiek pa³aszuje frutti di mare nie ma œwiadomoœci, ¿e wraz z nimi wprowadza do swojego organizmu plastik. Przywo³any na pocz¹tku tego artyku³u przyk³ad ma³¿ z³owionych u wybrze¿y Francji, Belgii i Holandii wcale nie jest odosobniony. Uczeni z amerykañskich uczelni zbadali 76 gatunków ryb u wybrze¿y Indonezji i 64 w wodach ko³o Kalifornii. Okaza³o siê, ¿e co czwarta mia³a w swoim przewodzie pokarmowym plastik. Plastik stwierdzono tak¿e w soli morskiej, któr¹ wielu kupuje uwa¿aj¹c, ¿e jest ona zdrowsza od zwyk³ej soli kamiennej. Obliczono, ¿e cz³owiek spo¿ywaj¹cy zalecan¹ dzienn¹ dawkê soli morskiej mo¿e w ci¹gu roku wprowadziæ do swojego organizmu tysi¹c mikrocz¹steczek plastiku. Nawet jeœli po rybach, ma³¿ach, skorupiakach odstawilibyœmy ze swojej diety sól, to i tak nie zlikwidowalibyœmy w swojej diecie plastikowego zagro¿enia. Okazuje siê bowiem (na chwilê odchodzimy od mórz i oceanów), ¿e w 83 próbkach wody pobranej z kranów na ca³ym œwiecie, stwierdzono mikroskopijne cz¹steczki plastiku… Chc¹c nie chc¹c, cz³owiek powoli staje siê „plastikowy”. Jeszcze nie odbija siê to na naszym zdrowiu, a przynajmniej w sposób tak widoczny jak na organizmach zwierz¹t morskich i ptaków. Badacze szacuj¹, ¿e ka¿dego roku plastik blokuje uk³ad pokarmowy i doprowadza do œmierci ponad miliona ptaków. Dane dotycz¹ce zwierz¹t morskich nie s¹ na razie znane. Podczas 10 lat obecnego stulecia cz³owiek wytworzy³ wiêcej tworzyw sztucznych ni¿ w ca³ym wieku XX. Precyzyjne badania wykaza³y, ¿e najwiêcej plastiku w oceanach pochodzi nie z owych plastikowych torebek lecz z ubrañ wykonanych z tkanin syntetycznych oraz z samochodowych opon. Z ubrañ jest wyp³ukiwany podczas prania, z opon wydostaje siê w postaci py³u w miarê ich œcierania i wraz z deszczem jest sp³ukiwany do rzek, te nios¹ swe wody do mórz i oceanów, sk¹d wraca do cz³owieka. I tak ko³o siê zamyka. n


Polska energetycznym skansenem? Deficytowe kopalnie

www.glospolonii.net

Patryk Ungeheuer

W czasach PRL-u by³ nazywany „czarnym z³otem”. To by³ oczywiœcie wêgiel. Jeden z nielicznych, a na pewno najwar toœciowszy produkt ekspor towy sier miê¿nej, zacofanej gospodarki PRL-u. Stanowi³ podstawê polskiego ekspor tu i podstawê polskiej ener getyki. Dziœ, mimo ¿e ca³y œwiat idzie w przeciwnym kierunku, czyli w poszukiwaniu alternatywnych dla paliw kopalnych Ÿróde³ energii, Polska trwa przy wêglu, najbardziej anachronicznym paliwie. Nadal oczywiœcie wydobywa siê go na ca³ym œwiecie w ogromnych iloœciach poczynaj¹c od Australii, Chin, RPA, Rosji po USA. Na ca³ym œwiecie rozwija siê jednak energetykê ekologiczn¹ i prowadzi badania nad Ÿród³ami energii, które s¹ neutralne dla œrodowiska, a na pewno mniej je niszcz¹ce ni¿ wêgiel. W Polsce przeciwnie. Kolejne rz¹dy nic w tej sprawie nie poprawia³y, a obecny z PiS natychmiast po przejêciu w³adzy przeforsowa³ kilka ustaw, które czyni¹ nieop³acalny rozwój energetyki wiatrowej i solarnej. Podj¹³ natomiast energiczne dzia³ania prowadz¹ce do powi¹zania polskiej energetyki z wêglem, maj¹c pe³n¹ œwiadomoœæ, ¿e kopalnie s¹ deficytowe i ¿e do niemal ka¿dej wydobywanej tony wêgla trzeba dop³acaæ. Spoiwem wi¹¿¹cym jest to, ¿e Polska Grupa Górnicza (powsta³a jeszcze za premierostwa Ewy Kopacz z PO) jest spó³k¹ pañstwow¹, a koncerny energetyczne to te¿ spó³ki nale¿¹ce do pañstwa. Jeszcze do niedawna mia³y prywatnych, zagranicznych w³aœcicieli, ale gdy ci w³aœciciele zorientowali siê, ¿e rz¹d bêdzie na nich wymusza³ rozwój nie maj¹cych przysz³oœci instalacji wêglowych, zaœ banki nie maj¹ zamiaru udzielaæ na tego typu inwestycje kredytów, bardzo chêtnie sprzeda³y polskiemu rz¹dowi kupione wczeœniej elektrownie i elektrociep³ownie. Na „repolonizacji” polskiej energetyki ich dotychczasowi zagraniczni w³aœciciele zrobili œwietny interes. Doskonale zdawali sobie bowiem sprawê, ¿e na sprzeda¿y wêglowych elektrowni i elektrociep³owni na zasadach komercyjnych mo¿na tylko straciæ, nie mówi¹c ju¿ o tym, ¿e w dzisiejszych czasach znalezienie kupca na nie graniczy z cudem. A polski rz¹d p³aci³ od rêki i to ka¿d¹ ¿¹dana kwotê. PGNiG zosta³ „poproszony” o kupno od Vattenfalla Elektrociep³owni Warszawskich, PGE Elektrowni Rybnik i siedmiu elek-

trociep³owni w najwiêkszych polskich miastach od EDF, a Enea Elektrowni Po³aniec od Engie. Rz¹d p³aci³, a de facto zap³acili i jeszcze bêd¹ za to p³aciæ podatnicy, czyli ka¿dy mieszkaniec Polski. No bo skoro kopalnie s¹ deficytowe, a pañstwowe elektrownie p³ac¹c za wêgiel muszê ten deficyt pokryæ, to wiadomo, ¿e na koñcu wszystkie te koszty pokryje ostatni odbiorca, czyli ka¿dy mieszkaniec kraju otrzymuj¹cy rachunek za zu¿yt¹ energie elektryczn¹. W konsekwencji podwy¿ki op³at za energiê elektryczn¹ s¹ nieuniknione, a jedyn¹ niewiadom¹ pozostaje tylko kwestia czasu, kiedy to siê stanie i jak bêd¹ on wysokie. Przeciêtny Polak nie ma oczywiœcie pojêcia, ¿e do ka¿dego górnika dop³aca co miesi¹c i to od bardzo dawna. W czasach PRL-u wêgiel móg³ uchodziæ za „czarne z³oto”, bo cena jego wydobycia w polskich kopalniach absolutnie nie by³a powi¹zana ze œwiatow¹ cen¹ pieni¹dza, zaœ z³otówka z wymienialnoœci¹ na dolara nie mia³a nic wspólnego. Jeœli wiêc za czasów PRL-u p³aca górnika wynosi³a ok. 50 dol., a przeciêtnego polskiego pracownika w granicach 20 dol., to eksport wêgla rzeczywiœcie by³ dochodowy. Po 1989 r., gdy z³otówkê powi¹zano z walutami œwiatowymi, zaœ przeciêtna pensja górnika wynosi od 1,5 do 2 tys. dol., jest oczywiste dla ka¿dego, ¿e koszty wydobycia polskiego „czarnego z³ota” zamieniaj¹ je w tombak. Bo có¿ jest wart surowiec, do którego trzeba dop³acaæ? A podczas minionych 26 lat polscy podatnicy dop³acili ju¿ do górnictwa 230 miliardów z³otych. To 8,8 mld z³ rocznie, 733 miliony miesi¹c w miesi¹c. Do Polskiej Grupy Górniczej nale¿y 9 kopalñ, Zak³ad Górniczych Robót Inwestycyjnych, Zak³ad Elektrociep³ownie, Zak³ad Informatyki i Telekomunikacji oraz Zak³ad Remontowo-Produkcyjny. W PGG pracuje 43 tysi¹ce osób. Motywem powo³ania PGG by³o skupienie pod jednym zarz¹dem najbardziej rentownych polskich kopalñ i w oparcie o nie prowadzenie restrukturyzacji bran¿y. Dzia³aj¹ oczywiœcie jeszcze inne spó³ki wêglowe, niektóre nawet dochodowe, ale wiêkszoœæ kopalñ, które nie wesz³y do PGG, przynosi straty. Ale górnicy maj¹ bardzo silne zwi¹zki zawodowe i to one, niestety, dyktowa³y kolejnym rz¹dom i dyktuj¹ te¿ obecnemu rz¹dowi, sposób finansowania górnictwa czyli mówi¹c wprost - finansowanie jego deficytowej dzia³alnoœci z bud¿etu. Sk¹d bierze siê deficyt polskich kopalñ? - zapyta zapewne Czytelnik. OdpowiedŸ jest prosta. W kopalniach

GŁOS POLONII 5

koñ cz¹ siê, a w wie lu przypadkach ju¿ siê skoñczy³y, ³atwo dostêpne pok³ady wêgla. Trzeba wiêc wrzu caæ pod zie miê ogromne pieni¹dze, by dotrzeæ do pok³adów daj¹cych siê eksploatowaæ. Po drugie za PRL-u kraj ¿y³ z eksportu wêgla, ale dziœ jest on drogi i coraz gorszej jakoœci, wiêc nie ma ju¿ zbytu za granic¹. Jedyne co udaje siê sprzedaæ to wêgiel koksuj¹cy wydobywany przez Jastrzêbsk¹ Spó³kê Wêglow¹. Na mia³y energetyczne, z których s³ynie polskie górnictwo, nawet pies z kulaw¹ nog¹ nie ma ochoty spojrzeæ. Po trzecie - polska energetyka wêglowa stoi w sprzecznoœci z unijn¹ strategi¹ energetyczno-klimatyczn¹, która d¹¿y do radykalnego obni¿enia emisji dwutlenku wêgla do atmosfery. Unia Europejska wymyœli³a wiêc handel emisjami dwutlenkiem wêgla. W skrócie wygl¹da to w ten sposób, ¿e ka¿dy kraj dostaje zezwolenie na okreœlon¹ iloœæ dwutlenku wêgla, któr¹ mo¿e wyemitowaæ do atmosfery, ale za ka¿de przekroczenie musi ju¿ p³aciæ. W polskim przypadku wiêkszoœæ emisji dwutlenku wêgla przypada na elektrownie i to one musz¹ za przekroczenia limitu p³aciæ. Koszty tych op³at przerzucaj¹ na koñcowych odbiorców, czyli tych, którzy otrzymuj¹ rachunki za pr¹d. Polska oczywiœcie g³oœno protestuje przeciwko rygorom klimatyczno-emisyjnym UE, ale polskiej polityki energetycznej ¿aden inny kraj bêd¹cy cz³onkiem Unii nie popiera. Wszystko wskazuje wiêc na to, ¿e o ile Europa i œwiat ca³y swój intelektualny i finansowy wysi³ek koncentruj¹ na opanowaniu nowoczesnych i ekologicznych Ÿróde³ energii, Polska jest jedynym krajem, który nie zamierza tego robiæ. Dr Maciej Bukowski, szef think tanku WISE Europa streszcza dzia³ania Polski w tej kwestii nastêpuj¹co: Uporczywe trwanie przy wêglu, zamiast transformacji energetyki, zamienia Polskê w skansen. A w koñcu i tak bêdziemy musieli zaakceptowaæ fakt, ¿e œwiat odchodzi od wêgla. Zaœ profesor Filip El¿anowski, ekspert w dziedzinie energetyki dodaje: Politycy uto¿samili bezpieczeñstwo energetyczne Polski z bezpieczeñstwem sektora wêglowego. Nie chc¹ dostosowaæ siê do otaczaj¹cych warunków, ale licz¹, ¿e to warunki siê dostosuj¹. W efekcie budujemy rzeczpospolit¹ wêglow¹. Mo¿na i tak, ale takie myœlenie nie ma nic wspólnego z ekonomi¹, nowoczesnoœci¹ i dba³oœci¹ o œrodowisko naturalne. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


Opowieœci Lady Buni

6 GŁOS POLONII

www.glospolonii.net

Pie­skie­ży­cie Kiedy by³am ma³¹ dziewczynk¹ marzy³am o psie, takim do przytulania i chodzenia na spacer. Mia³ byæ mi³y i przyjemny w dotyku, weso³y i chêtny do zabawy. Wiêkszoœæ dzieci tak w³aœnie wyobra¿a sobie posiadanie zwierzaka, a ca³y „ba³agan” z tym zwi¹zany spada na rodziców. Mia³am to szczêœcie, ¿e moja mama kocha³a psy. Pewnego dnia po powrocie ze szko³y przywita³a mnie niespodzianka w postaci piêknej czarnej kud³atej kulki le¿¹cej w koszyku wiklinowym. Mama pod wp³ywem jakiegoœ telewizyjnego serialu nada³a mu imiê Denis. By³ cudownie puchaty, miêkki i s³odki, mia³ kilka tygodni, pachnia³ szczeniaczkiem. Do dziœ pamiêtam ten zapach. Ca³a rodzina zakocha³a siê w tym maluchu. Bawiliœmy go wszyscy, mia³ w koszyku materacyk i przescierade³ko. By³ niczym dziecko. Kiedy podrós³ i okaza³o siê, ¿e z posiadaniem psa wi¹¿e siê ca³a masa obowi¹zków to mia³ ju¿ tylko nasz¹ mamê. By³ wyj¹tkowy, wszystko rozumia³ i mia³ temperament. Na spacer najchêtniej chadza³ sam. Ca³e osiedle by³o jego podwórkiem, do domu wraca³ wtedy kiedy mia³ na to ochotê. By³ wybiegany i szczêœliwy. Znali go wszyscy. By³ weso³ym psiakiem, który bawi³ siê z dzieæmi. Kiedy urós³ okaza³ siê byæ nieudoln¹ mieszank¹ pudla ze spanielem i niestety tu by³ koniec jego powalaj¹cej urody. Sierœæ lekko falowana, kiedy ros³a zbija³a siê w ko³tun. Strzy¿ony by³ niczym owca, po strzy¿eniu okazywa³ siê byæ obrzydliwie chudy z siw¹ dup¹. Pamiêtam, jak osiwia³ mu zad to wstydzia³m siê, ¿e jest brzydki wiêc kalk¹ farbowa³am mu sierœæ. Kiedyœ wraca³am do domu z kina, a rodzice w³aœnie skoñczyli go strzyc, zacze³am siê bardzo œmiaæ na jego widok. Denis siê obrazi³. Usiad³ i nie ruszy³ siê z miejsca. Mama wpad³a w panikê, ¿e zrobi³a mu krzywdê przy strzy¿eniu. Po dobie takiego siedzenia w bezruchu za³amani rodzice posadzili psa na koc, zawinêli w tobo³ek i pojechali do weterynarza. Doktora to on zna³ od maleñkoœci i bardzo siê lubili. - Denis co siê sta³o? - zapyta³ doktor i na te s³owa pies ozdrowia³, zamerda³ ogonem, poderwa³ siê z koca i pobieg³ do doktora. Doktor zacz¹³ siê œmiaæ i mówi: - Denis jest zdrowy tylko siê obrazi³. Mia³ swoje zwyczaje i rytua³y. Potrzeby za³atwia³ tylko w jednym miejscu osiedla, na skraju skarpy z dala od placu zabaw dla dzieci. Nie by³o opcji, ¿eby za³atwi³ siê gdziekolwiek indziej, co by³o uci¹¿liwe, zw³aszcza kiedy mia³ uszkodzon¹ ³apê i nie móg³ chodziæ. Mama kilka razy dziennie musia³a go nieœæ na jego miejsce. To by³ spory kawa³ek, a Denis doœæ ciê¿ki. Nauczy³am go jeœæ lody w³oskie prosto z tubki. Zawsze kupowa³am dwa - jeden dla siebie jeden dla psa. On tak s³odko opiera³ przednie ³apy na ladzie i ³eb przez okienko wk³ada³ do budki. Tak polubi³ lody, ¿e potem chodzi³

na nie sam na koniec osiedla i sprzedawca zawsze mu da³. No, bo jak mo¿na by³o odmówiæ. Poniewa¿ mój tato by³ wojskowym u nas w domu nie chodzi³o siê do koœcio³a. Denis nie przestrzega³ ¿adnych wojskowych czy partyjnych zakazów, by³ w koœciele co tydzieñ na sumie i sta³ pod samym o³tarzem. Godnie reprezentowa³ rodzinê. Koœcielny wygania³ go wielokrotnie, ale ten zawsze wraca³. Mia³ straszn¹ s³aboœæ do kobiet które mia³y okres. O Matko Boska, co siê wtedy dzia³o, ile¿ to ja siê wstydu za niego najad³am, a ile nas³ucha³am. Jednego razu ciotka mojej dobrej kole¿anki pad³a ofiar¹ naszego psa. Kobieta by³a specyficzna i nie da³a sobie przet³umaczyæ. Wpad³a uzbrojona w miot³ê (¿eby siê mog³a obroniæ) zadzwoni³a dzwonkiem do drzwi i od progu wyzywa mojego ojca: -...I ten pana idiotyczny pies który na mnie leci! - No tak ma pani racjê, idiota z tego mojego psa, bo nikt m¹dry by na pani¹ nie polecia³, dziwiê mu siê i to bardzo... To by³ pies nad psami, budzi³ nas rano do szko³y. Na polecienie naszej mamy szed³ do mojego czy siostry pokoju i liza³ po twarzy tak d³ugo, a¿ siê obudzi³yœmy. Kiedy p³aka³am by³ smutny. Taki prawdziwy przyjaciel. Niestety zachorowa³ i musia³ zostaæ uœpiony. Bardzo mocno to prze¿y³am i ju¿ nigdy nie chcia³am mieæ psa, bo drugiego takiego nie ma. A jednak potem mieliœmy kolejnego psa. Kompletnego idiotê spaniela. Ktoœ go odda³ z powodu wyjazdu, a ¿e moja mama kocha³a wszystkie psy to myœlê, ¿e nawet nie trzeba by³o jej namawiaæ. Pojecha³a do kole¿anki na kawê i wróci³a z psem. Rasowy spaniel, nie powiem, by³ wyjatkowej urody, ale jaki ³adny taki g³upi. Nie da³o siê go niczego nauczyæ, nawet chodziæ na smyczy. Tak ci¹gn¹³, ¿e nie wiem kto kogo na spacer wyprowadza³. Nie lubi³am go. Mama potem mia-

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

³a kolejnego Deniska to by³a jakaœ miniaturka psa. Ma³y czarny i puchaty. To by³ pies, na punkcie którego moja w³asna matka oszala³a. Na pocz¹tku go nawet lubi³am, ale potem kiedy mama zawsze o nim, kiedy nagle w rodzinie nikt nie by³ tak wa¿ny jak pies. Nie lubi³am go zwyczajnie. Mama potrafi³a dawaæ mu niedzielny obiad w moim domu na moim porcelanowym talerzu. Kiedyœ mama zostawi³a go u nas na dwa dni ze s³owami: „Piotruœ, tylko pamiêtaj, ¿e Denisek nie lubi chodziæ po schodach, trzeba go znosiæ na spacer na rêkach”. To nie by³a proœba to by³a komenda, tak nale¿y. Koniec i basta. Kochany ziêæ uœmiechn¹³ siê i pomyœla³: „Ju¿ ja mamusi Deniska nauczê...” Po dwóch dniach Denisek zapiernicza³ po schodach w podskokach w obie strony. Kiedy usiad³ na wycieraczce, z min¹ na rêkach albo wcale niedobry Misiu szarpn¹³ smycz i zbieg³ ze schodów, a za nim zjecha³ Denisek zbieraj¹c po drodze wycieraczki s¹siadów. Od tej pory biegiem lecia³. Pies by³ numer jeden, kiedy mój ma³y synek siê z nim bawi³ to ci¹gle s³ysza³am, ¿e Denisek jest zestresowany i trzeba bêdzie z nim pójœæ do psychologa. Wiêc normaln¹ rzecz¹ jest, ¿e nie pa³a³am sympati¹ do Deniska kiedy w hierarchii rodziny by³ wy¿ej ni¿ my wszyscy. Ma³o tego - moja rodzicielka twierdzi³a, ¿e on mówi „Mama i Ania”. Momentami naprawdê martwi³am siê o moj¹ mamê. Kiedy pewnego dnia zadzwoni³a do mnie z p³aczem, ¿e Deniska przejecha³ samochód to by³am œwinia i powiedzia³am: „I chwa³a bogu”. Kolejnym wa¿nym w moim ¿yciu psem by³a Toœka. To by³ ma³y weso³y kundelek kupiony dla dzieci za czapkê drobnych. Ten ma³y s³odki podpalany kundelek okaza³ siê psem bardzo charakternym i niesamowicie ³ownym. Przysparza³ masê problemów i s¹siedzkich konfliktów. Toœka by³a mi³a i kole¿eñska na ulicy, merda³a ogonkiem. Kiedy ktoœ chcia³ przekroczyæ nasz¹ bramê, to niestety zawsze by³ za³apany za kostkê. Niekórych naszych znajomych to wprost nie cierpia³a, na ich widok dostawa³a sza³u. Nienawidzi³a motoru s¹siada, szczeka³a okropnie kiedy nadje¿d¿a³. By³a bardzo wysportowana, mimo powa¿nego wypadku jaki przesz³a w dzieciñstwie uprawia³a jogging ka¿dego ranka. By³a nauczona, ¿e o szóstej rano idzie z panem biegaæ. Nie daj Bo¿e ¿eby pan siê rozmyœli³ czy zaspa³, budzi³o nas drapanie w drzwi. Takim sposobem zniszczy³a piêkne i drogie drzwi wejœciowe do domu. Ba³a siê tylko burzy, kiedy ta nadci¹ga³a Toœka pcha³a siê do domu. £apa³a zaj¹ce i szczury, przynosi³a zdobycze na wycieraczkê. Mój m¹¿ nauczy³ j¹ wolnoœci wypuszczaj¹c od czasu do czasu. Biega³a po ca³ym osiedlu, po polach i ³¹kach. Kiedy mia³a dosyæ wraca³a i siada³a przed furtk¹ wy-


GŁOS POLONII 7

www.glospolonii.net

biegana i szczêœliwa. Kiedy m¹¿ wyjecha³ na kilka miesiêcy, a ja nie biega³am z ni¹ co rano zaczê³a robiæ dziury w siatce i sama wychodziæ na spacer kiedy chce i wracaæ kiedy chce. Kiedyœ siê obrazi³a na pana, nie pamiêtam ju¿ za co, ale by³a zima, œnieg i mróz, a ona za skarby nie wesz³¹ do budy. Ostentacyjnie usiad³a przed bud¹, za przeproszeniem dup¹ w strone domu i siedzia³a w bezruchu. M¹¿ wychodzi³ do niej kilkakrotnie, zagadywa³, przynosi³ kie³baskê - nic. Podniós³ dach w budzie, w³o¿y³ j¹ do œrodka, bo zimno. Za ka¿dym razem wychodzi³a i siada³a zadem w nasz¹ stronê. Czasami obra¿a³a siê i siada³a w niedzielê czy sobotê rano przy oknie tarasowym zadem do nas, kiedy my jedliœmy œniadanie. Robi³a to tak ostentacyjnie. Jak szczeka³a to by³o j¹ s³ychaæ na pó³ osiedla. Kiedy patrzê na te tutejsze psy to jest mi ich zwyczajnie ¿al. Poprzebierane niczym muppety popierniczaj¹ w sweterkach i bucikach. Sikaæ musz¹ na jakieœ œmieszne maty, albo jeszcze gorzej - s¹ zamykane w klatkach. Ja bym tych w³aœcicieli zamknê³a w klatkach, albo przebra³a jak g³upków i kaza³a isæ na spacer. ¯adnego ¿ycia nie maj¹ tutaj te zwierzaki. Bo co to za ¿ycie kiedy nie zjad³o siê sasiadowi butów, nie ukrad³o z siatki kie³basy. Kiedy karmi¹ ciê tylko such¹ karm¹, która ma wiêcej witamin ni¿ jedzenie dla dzieci. Tutejsze psy to nawet nie szczekaj¹ i nie maj¹ w sobie za grosz agresji. Takie to wszystko bezp³ciowe jak pluszaki. Psy w Polsce zw³aszcza dawniej i mo¿e jeszcze dziœ gdzieœ na wsi to mia³y naprawdê pieskie ¿ycie. Mojej kole¿anki pupil kundelek Mokuœ to jest pies, który pisze na FB. Mokasyn to prawdziwy zdrowy pies, ukradnie pani z siatki z zakupami koœæ i ze¿re, albo rozpakuje zakupy i uraczy siê szynk¹. Czasem zadusi kurê u s¹siada, wytarza siê w gównie tu¿ po k¹pieli. Prawdziwy pies z krwi i koœci, który robi wszystko ¿eby jego pani siê nie nudzi³a. n

Jolanta Lipińska

Nauczycielka jezyka francuskiego z ponad 30 letnim doswiadczeniem z Francji udziela prywatnych korepetycji . Zainteresowani proszeni są o pozostawienie wiadomości pod adresem internetowym: betterfrenchwithanna@gmail.com

Zatrudnię osoby do sprzątania domów. Kontakt: 604 786 1609

Kopernik Lodge, Polski Dom Opieki zatrudni na telefon wykwalifikowane: Registered Nurses, Licensed Practical Nurses & Care Aides,a także: pomocników do kuchni, osoby do sprzątania oraz osoby do spraw gospodarczych (napraw). Prosimy przesyłać resumes z uwzględnieniem przeszkolenia i kwalifikacji. fax: 604 438-5344 e-mail: admin@kopernik-lodge.bc.ca lub pod adres: 3150 Rosemont Dr. Vancouver, BC V5S 2C9

Potrzebna pomoc do kuchni Szukamy pani do pomocy w kuchni na 3 miesiące. Jeżeli byłby to ktoś z Polski będący z wizytą, oprócz pensji zapewniamy zakwaterowanie i wyżywienie. Proszę dzwonić po 8 pm, pod nr 236 880 3825.

Sprzedam Nowy odtwarzacz DVD Philips, filmy DVD (westerny), elektryczną maszynę do pisania Panasonic, płyty gramofonowe i muszle morskie.

Tel. 604 430 6370

- lat 43, urodzona w Jarosławiu na Podkarpaciu, od trzech lat na emigracji, zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie. W Polsce pośredniczka w obrocie nieruchomościami. W USA sprzątaczka, niania, opiekunka osób starszych. Jednym słowem Lady Bunia!

Międzynarodowa firma transportowa TWIN-POL Express poszukuje:

Właścicieli ciężarówek i kierowców kompanijnych Firma z wieloletnim doświadczeniem, zatrudnia obecnie 30 osób i zapewnia BARDZO DOBRE WARUNKI PRACY. Wszelkie informacje można uzyskać pod numerem telefonu 604 496 6187. Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Zatrudnię pomocnika do pracy przy kafelkach na stałe jak również tymczasowo. Nie musi mieć doświadczenia.

604-301-0043 Piotr  


Prawo Agaty

8 GŁOS POLONII

www.glospolonii.net

AGATA RÊBISZ - prawniczka z Polski, a obecnie cz³onkini Kanadyjskiej Rady Regulacyjnej Konsultantów Imigracyjnych (The Immigration Consultants of Canada Regulatory Council). Organizacja ta jako jedyna, nadaje doradcom uprawnienia do reprezentacji klientów w sprawach emigracyjnych oraz obywatelskich. Agata jest tak¿e uprawniona przez Kanadyjskie Ministerstwo Sprawiedliwoœci by dokonywa uwierzytelnieñ dokumentów potrzebnych do aplikacji emigracyjnych jako Commissioner of Oath. W swojej praktyce zawodowej wykorzystuje optymalnie wszelkie dostêpne programy Rz¹du Kanady: federalne, prowincjonalne, biznesowe, humanitarne i ³¹czenia rodzin sprawy ma³¿eñskie, sprowadzanie rodziców i dzieci. Specjalizuje siê w wiêkszoœci programów, które umo¿liwiaj¹ pobyt sta³y lub tymczasowy w Kanadzie.

PRAWO AGATY

ROZWODY W KANADZIE Procedura rozwodu w Kanadzie znacznie ró¿ni siê od polskiej. Jest mniej skomplikowana, gdy¿ rozwód sam w sobie nie rozwi¹zuje ¿adnych kwestii prawnych poza uniewa¿nieniem ma³¿eñstwa, ani nie wymaga orzeczenia o winie. Uzyskanie rozwodu nie wymaga od stron stawienia siê w s¹dzie, co znacznie upraszcza procedurê. Jedyn¹ uznan¹ przez prawo kanadyjskie podstaw¹ do rozwodu jest trwa³y rozpad zwi¹zku ma³¿eñskiego. Prawodawcy ustanowili, ¿e trwa³y rozpad ma³¿eñstwa nast¹pi³ w nastêpuj¹cych przypadkach: - jedno z ma³¿onków dopuœci³o siê zdrady ma³¿eñskiej - jedno z ma³¿onków zachowuje siê okrutnie w stosunku do drugiego - ma³¿onkowie s¹ w separacji przez rok lub d³u¿ej. W przypadku zdrady, jedynie zdradzony ma³¿onek mo¿e staraæ siê o rozwód. W przypadku okrucieñstwa, tylko ma³¿onek bêd¹cy jego ofiar¹, mo¿e staraæ siê o rozwód. Analogicznie tylko osobne zamieszkanie daje obojgu ma³¿onkom powód do wyst¹pienia o rozwód. W Kanadzie obowi¹zuje rozwód bez orzekania winy wiec skoro nie ustala siê tego, z czyjej winy zwi¹zek siê rozpad³, postêpowanie ma³¿onków przed rozwodem, oprócz nielicznych ekstremalnych sytuacji, nie ma wp³ywu na kwestie finansowe ani na podzia³ maj¹tku. Przewa¿aj¹ca wiêkszoœæ rozwodów udzielana jest w oparciu o separacjê. Separacja nie musi byæ „oficjalna”, nie trzeba jej nigdzie zg³aszaæ ani uprawomocniaæ. S¹d definiuje separacjê jako fizyczn¹ oddzielnoœæ, po³¹czon¹ z tym, ¿e jedno z ma³¿onków zdecydowa³o siê zakoñczyæ zwi¹zek ma³¿eñski. Czas trwania separacji liczy siê od chwili, w którym jedno z ma³¿onków zamieszka³o pod innym adresem. W niektórych sytuacjach mo¿na byæ w separacji i mieszkaæ pod jednym dachem, ale s¹d nie zawsze uznaje, ¿e taka sytuacja kwalifikuje siê jako separacja. Warto wiedzieæ, ¿e je¿eli w trakcie osobnego za-

mieszkania ma³¿onkowie podejmuj¹ nieudan¹ próbê ratowania swojego zwi¹zku i zamieszkaj¹ razem na okres nie przekraczaj¹cy 90 dni, okresu tego nie odlicza siê od czasu separacji. Oznacza to, ¿e je¿eli jedno z ma³¿onków wyprowadzi³o siê 15 maja 2016, potem wróci³o do wspó³ma³¿onka w pazdzierniku 2016 na okres nie d³u¿szy ni¿ 90 dni i wyprowadzi³o siê po raz drugi przed up³ywem tego okresu, to rok czasu w separacji, wymagany do z³o¿enia wniosku o rozwód, up³ywa 15 maja 2017 roku i tego dnia ka¿de z ma³¿onków mo¿e wyst¹piæ o rozwód. Istniej¹ jednak okolicznoœci, gdy s¹d mo¿e nie udzieliæ rozwodu po rocznej separacji. Najczêœciej przyczyn¹ jest nie uregulowalowanie spraw zwi¹zanych z alimentacj¹ dzieci oraz z prawami i obowi¹zkami rodzicielskimi. W takim przypadku s¹d czeka z udzieleniem rozwodu, a¿ ma³¿onkowie osi¹gn¹ w tej sprawie porozumienie i spisana zostanie odpowiednia umowa albo a¿ s¹d podejmie w tej sprawie decyzjê i wyda stosowne orzeczenie. Rozwód w Kanadzie sprowadza siê do decyzji s¹du, stwierdzaj¹cej, ¿e ma³¿eñstwo przesta³o istnieæ. Umo¿liwia on ponowne wst¹pienie w zwi¹zek ma³¿eñski, ale sam w sobie nie rozwi¹zuje ¿adnej ze kwestii prawnych zwi¹zanych z rozpadem ma³¿eñstwa. W praktyce, po uzyskaniu rozwodu, pary czêsto k³óc¹ siê przez wiele lat o finanse lub opiekê nad dzieæmi. Wszystkie prawa i obowi¹zki nabyte przez okres ma³¿eñstwa mog¹ przetrwaæ rozwód i byæ przedmiotem sporów d³ugo po rozpadzie ma³¿eñstwa. Jedynie podpisana umowa separacyjna lub decyzja s¹dowa rozwi¹zuje kwestie prawne pojawiaj¹ce siê przy rozwodzie. Ustna umowa miêdzy stronami nie ma mocy prawnej, gdy¿ nie mo¿e byæ w ¿aden sposób egzekwowana, je¿eli któraœ ze stron jej nie przestrzega. Aby umowa separacyjna mia³a moc prawn¹, obydwie strony musz¹ ujawniæ swoje informacje finansowe. Dotyczy to wszystkich sposobów negocjowania umowy separacyjnej (negocjacje prowadzone przez prawników, mediacje, arbitra¿ ) oraz procesu s¹do-

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

wego. Umowa separacyjna zawarta bez ujawnienia przez strony swojej sytuacji finansowej mo¿e byæ uznana przez s¹d za niewa¿n¹ Informacje finansowe musz¹ byæ wymienione na samym pocz¹tku negocjacji lub procesu s¹dowego. Je¿eli sprawa trafia przed s¹d, to strona spóŸniaj¹ca siê z przedstawieniem swojej sytuacji finansowej mo¿e byæ zobowi¹zana do pokrycia kosztów s¹dowych drugiej strony. Bez podpisania umowy separacyjnej, rozwód, mimo ¿e koñczy ma³¿eñstwo, nie jest przeszkod¹ w dochodzeniu przez ma³¿onków swoich praw ani nie rozwi¹zuje kwestii spornych raz na zawsze. Po otrzymaniu rozwodu ma³¿onkowie maj¹ 2 lata na to, aby wyst¹piæ o podzia³ maj¹tku (albo 6 lat od daty separacji, je¿eli para nie ma rozwodu). Je¿eli kwestia alimentacji wspó³ma³¿onka nie zosta³a uregulowana przez umowê separacyjn¹, to jedno z ma³¿onków mo¿e prosiæ s¹d o przyznanie alimentów bez wzglêdu na to, ile czasu up³ynê³o od rozwodu i separacji. Równie¿ sprawy zwi¹zane z alimentacj¹ dzieci i prawami rodzicielskimi nie ulegaj¹ przedawnieniu. Nawet umowa separacyjna nie daje ostatecznego rozwi¹zania kwestii alimentów na dzieci i praw rodzicielskich, ze wzglêdu na to, ¿e okolicznoœci rodziców mog¹ ulec zmianie, a najlepszy interes dziecka jest nadrzêdny. Kwestie prawne towarzysz¹ce rozpadowi ma³¿eñstwa lub zwi¹zku nieformalnego s¹ skomplikowane i tylko prawnik mo¿e poradziæ stronom, jak je rozwi¹zaæ. n


GŁOS POLONII 9

www.glospolonii.net

Zdrowych Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku!

JRC ELECTRICAL fully licensed in BC Electrical Contractor Usługi elektrycznedla Residential and Commercial Customers call: Jarek - (604) 996-5994 Dla Polonii zawsze 15 % Discount. Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


12 GĹ OS POLONII

www.glospolonii.net

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


GĹ OS POLONII 13

www.glospolonii.net

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


Szy­cie­ręcz­ n e,­czyli krawiec światowy GŁOS­POLONII­­­15

www.glospolonii.net

Ksi¹¿ê William w garniturze, a Benedict Cumberbacht w p³aszczu z Wroc³awia

Adam Rother

Jest taka stara ¿ydowska anegdota siêgaj¹ca jeszcze przedwojennych czasów. Na jednej z warszawskich ulic ulokowali siê krawcy i co oczywiste, ka¿dy z nich wywiesi³ szyld, który reklamowa³ jego wybitne umiejêtnoœci w tym fachu.

Autoreklamiarstwo by³o w modzie ju¿ dawno, tote¿ rzuca³y siê w oczy szyldy z sentencjami: „Mistrzowski krawiec Europy”, „Krawiec warszawskiej elity”, „Najlepszy krawiec polskiej arystokracji”, „Prymus œwiatowego krawiectwa”, „Arcymistrz kroju i szycia” itd. Ka¿dy nastêpny zdawa³ siê œwiadczyæ, ¿e jego mistrz jest w swym fachu nie doœæ, ¿e wyj¹tkowym profesjonalist¹, to jeszcze ca³y œwiat le¿y u jego stóp. Ale na koñcu tej krawieckiej uliczki, w skromnym lokalu pracowa³ bez wytchnienia wspomagany przez ca³¹ rodzinê równie skromny krawiec, który reklamowa³ siê bez wykrzykników. Wywiesi³ szyld z napisem „Najlepszy krawiec na tej ulicy” i nie móg³ siê opêdziæ od klientów… Dziœ kojarzymy najlepsze firmy krawieckie i domy mody z Pary¿em, Mediolanem, Florencj¹, czasem z Londynem, Madrytem, nawet z Nowym Jorkiem, a tu okazuje siê, ¿e bez wiêkszej reklamy, acz nienarzekaj¹ca na brak klientów, funkcjonuje sobie we Wroc³awiu firma krawiecka, która szyje garnitury tylko i wy³¹cznie rêcznie, na indywidualny wymiar klienta i ¿e do tej firmy zje¿d¿aj¹ klienci z ca³ego niemal œwiata. S¹ wœród nich panowie wywodz¹cy siê z rodów królewskich, znani aktorzy, sportowcy, biznesmeni, celebryci, tak¿e panowie nie afiszuj¹cy siê ani sob¹, ani swoj¹ profesj¹, ot maj¹cy trochê pieniêdzy i pragn¹cy mieæ szyty na miarê garnitur. Nie s¹ te garnitury tanie, bo kosztuj¹ od 4 do 40 tys. z³, ale najni¿sza cena odpowiada kwocie, któr¹ trzeba wydaæ za „taœmowy” garnitur w salonie Pierre Cardin, a dwa razy wiêcej za pierwszy lepszy w salonie domu Burburry. Jak to siê sta³o, ¿e do krawca we Wroc³awia zaczêli pukaæ znani tego œwiata? Wykszta³cenie Bogdana Zieniewicza, prezesa i w³aœciciela firmy Twins Bespoke, bo to o nim i jego firmie mowa, tyle ma wspólnego z krawiectwem, co wykszta³cenie etnografa z kosmonautyk¹. W 1978 roku pan Bogdan schowa³ w kieszeñ dyplom ukoñczenia studiów w Akademii Wychowania Fizycznego we Wroc³awiu i wyjecha³ szukaæ szansy dla siebie oraz pieniêdzy w Norwegii, bo na wegetacjê na etacie nauczyciela wf w pierwszej lepszej szkole nie mia³ ochoty. Zaczyna³ od pracy bardzo ciê¿kiej. By³ dokerem w porcie w Oslo, potem ratownikiem, trenerem judo, prowadzi³ kawiarniê i w pewnym momencie zacz¹³ wspó³pracê z norweskimi firmami odzie¿owymi, na przyk³ad Swix, i sprowadzaniem ich ubrañ do Polski. Musia³o mu siê nieŸle powo-

dziæ, bo gdy po 11 latach, w roku 1989 wróci³ do Polski, uwa¿aj¹c, ¿e rodz¹cy siê klimat dla indywidualnej przedsiêbiorczoœci daje mu szansê rozwoju, kupi³ maszyny i urz¹dzenia do produkcji odzie¿y, bo w³aœnie w tej bran¿y ujrza³ swoj¹ przysz³oœæ. Najcenniejszym kapita³em by³o zdobyte na Zachodzie doœwiadczenie. Zacz¹³ od wspó³pracy z firmami, które pozna³ w Norwegii. Dla firmy Swix szy³ ubrania dla biegaczy narciarskich i dla sportowców innych dyscyplin, potem spodnie do garniturów dla firm z Niemiec i Norwegii. To by³y ju¿ pokaŸne partie produkcyjne, ale to ci¹gle nie by³o to, czego szuka³. A szuka³ niszy, czegoœ czego nikt nie robi albo robi¹ tylko wyspecjalizowane firmy i to w niewielkich iloœciach. Poczu³, ¿e jest blisko, gdy w³aœciciel norweskiej firmy odzie¿owej produkuj¹cej garnitury zaproponowa³ mu szycie marynarek. Zacz¹³ je szyæ i czu³, ¿e nisza jest coraz bli¿ej. Wszed³ do niej za spraw¹ niemieckiej firmy odzie¿owej Regent, która szuka³a w Polsce podwykonawcy, ale nie mog³a znaleŸæ kooperanta, który wiedzia³by, co to znaczy wysoka jakoœæ. Uda³o mu siê spotkaæ z przedstawicielami Regenta i przekonaæ do siebie. Niemcy zakotwiczyli wiêc u wroc³awskiego podwykonawcy, który jednak zastrzeg³, ¿e oprócz wspó³pracy z nimi bêdzie rozwija³ produkcjê pod w³asn¹ mark¹. Firmê nazwa³ Twins Bespoke, poniewa¿ pierwsze dzieci, które mu siê urodzi³y by³y bliŸniakami (Twins), a s³owo „bespoke” to w t³umaczeniu na jêzyk polski (na miarê, na zamówienie). „BliŸniêta na zamówienie” zaczê³y zdobywaæ rynek powoli, ale konsekwentnie. Bogdan Zieniewicz postawi³ sobie za cel szycie garniturów wedle regu³ tradycyjnego krawiectwa, oparte na wykonywaniu wielu czynnoœci (szycie kieszeni, obszywanie dziurek na guziki, wszywanie rêkawów, pleców, ko³nierza) rêcznie. Twierdzi, ¿e, przynajmniej jeœli chodzi o szycie, ludzka rêka jest nadal bardziej precyzyjna ni¿ maszyna. Skoro wiêc szycie rêczne, to ¿eby pracy cz³owieka nie zmarnowaæ i daæ jej najwy¿szy sznyt, garnitury firmy Twins Bespoke s¹ szyte z najlepszych tkanin (kaszmir, we³na, jedwab, bawe³na) kupowanych w angielskich, szkockich i w³oskich szwalniach firm Ermenegildo Zegna, Abraham Moon, Loro

Piana, Carlo Barbera, Holland&Sherry. Nici wy³¹cznie jedwabne, podszewki tylko jedwabne firmy Bemberg, guziki z macicy per³owej, wk³ady krawieckie z p³ócien lnianych i koñskiego w³osia. Rêczne szycie, najlepsze tkaniny, naturalne komponenty to przymioty tylko kilku europejskich manufaktur, do grona których fachowcy zaliczaj¹ ju¿ Twins Bespoke. W³aœciciel firmy jest wymieniany przez znawców w gronie najlepszych w bran¿y. W jednym szeregu z takimi tuzami w krawiectwie mêskim jak Brioni, Kiton, Atolini i D’Avenza. O profesjonalizmie marki œwiadcz¹ te¿ jej klienci. Podczas chrztu swego pierwszego syna ksi¹¿ê William wyst¹pi³ w garniturze zamówionym specjalnie na tê okazjê w³aœnie we wroc³awskiej firmie. Roger Moore b³yszcza³ niegdyœ w uszytym w mieœcie nad Odr¹ smokingu podczas jednej z oscarowych gali w Los Angeles, a Benedict Cumberbatch ma na sobie p³aszcz w „Sherlocku”. Garnitury od wroc³awskiego krawca nosi najwiêkszy filmowy czaruœ, Richard Gere, równie¿ Anthony Hopkins, John Voight, Jason Statham, nawet Steven Segal, który zawita³ do wroc³awskiego krawca podczas krêcenia zdjêæ w Polsce. Œwietnie skrojony garnitur na potê¿nej sylwetce kanclerza Helmuta Kohla te¿ pochodzi³ z pracowni Zieniewicza, podobnie by³o w przypadku Gerharda Schroedera. Z polskich polityków klientem Twins Bespoke jest pracuj¹cy pod bokiem wroc³awianin Bogdan Zdrojewski, ale te¿ Andrzej Olechowski, aktorzy Jan Englert i Jan Frycz. Œwiat muzyczny to cz³onkowie zespo³u Coldplay, Robbie Williams, Nick Cave, a dawniej David Bowie. S¹ te¿ sportowcy, jak David Beckham, Aksel Lund Svindal i Mateusz Kusznierewicz. Twins Bespoke nie unika równie¿ zleceñ specjalnych. Jednym z nich by³o na przyk³ad uszycie garniturów… koszernych dla przedstawicieli ¿ydowskiej spo³ecznoœci z Nowego Jorku. Od „a” do „z” musia³y zostaæ wykonane wy³¹cznie z bawe³ny. I zosta³y. Nie ma wiêc co panowie wydawaæ pieniêdzy we W³oszech, Anglii czy Nowym Jorku. Wystarczy przylecieæ do Wroc³awia, by w³o¿yæ na siebie garnitur najwy¿szej jakoœci. n

Dwutygodnik­Polonii­kanadyjskiej­w­Kolumbii­Brytyjskiej


Kanada Wywiad

16 GŁOS POLONII

www.glospolonii.net

Z Katarzyn¹ Wê¿yk, autork¹ ksi¹¿ki „Kanada. Ulubiony kraj œwiata”, rozmawia Olga Wiechnik

Co przeciêtny Polak wie o Kanadzie? - Pamiêtam, co ja wiedzia³am, zanim tam pojecha³am: ¿e ogromna, ¿e zimno, ¿e bia³e niedŸwiedzie, przepastne lasy, zapach ¿ywicy, hokej, syrop klonowy. I to by by³o na tyle. I „Ania z Zielonego Wzgórza”! To najbli¿szy kontakt z tym krajem, jaki mia³a wiêkszoœæ z nas. J¹ odwiedzi³aœ w Kanadzie jako pierwsz¹. - Jecha³am do Kanady z planem, ¿e przejadê ten kraj ze wchodu na zachód, a Wyspa Ksiêcia Edwarda, na której mieœci³o siê Zielone Wzgórze, jest prawie najbardziej na wschód wysuniêt¹ czêœci¹ Kanady. Najbardziej zdziwi³o mnie, ¿e ta wyspa jest taka malusieñka. Wszystko tam jest kieszonkowe. Zupe³ne przeciwieñstwo naszego wyobra¿enia o Kanadzie. Sami Kanadyjczycy ¿artuj¹: „Wyspa Ksiêcia Edwarda? SprawdŸ za kanap¹, przed chwil¹ tam by³a”. Ale to w³aœnie tam zaczê³a siê Kanada - na konferencji w Charlottetown w 1864 roku postanowiono, ¿e kolonie brytyjskie po³¹cz¹ siê w pañstwo. Co Polkê w Kanadzie zdziwi³o, ucieszy³o, rozczarowa³o? - Rozczarowa³o bardzo niewiele. Ucieszy³o i zdziwi³o to, jak bardzo ten kraj jest kobietom - najzwyczajniej w œwiecie - przyjazny. Ma premiera, który do znudzenia powtarza, ¿e jest feminist¹. Który stworzy³ rz¹d zbudowany w po³owie z kobiet i mê¿czyzn - w tym osób ró¿nych religii, ras i o ró¿nym pochodzeniu. To kraj, w którym powszechnie dostêpne s¹ ró¿ne formy antykoncepcji, w tym pigu³ka „dzieñ po”. W pe³ni legalna jest aborcja, a zalegalizowa³ j¹ ojciec obecnego premiera, równie¿ premier, Pierre Trudeau. Mimo ¿e by³ katolikiem. - I to jakim! Za m³odu na mszê chodzi³ raz dziennie, a ze swoj¹ pierwsz¹ dziewczyn¹ uprawia³ wy³¹cznie wspóln¹ modlitwê. By³ wierz¹cy, ale twierdzi³, ¿e „nie ma miejsca dla pañstwa w sypialniach narodu”. Co go tak otworzy³o? - ¯ycie. Urodzi³ siê w Quebecu w 1919 roku, kiedy ta prowincja by³a jeszcze bardzo katolicka. Kobiety, zdarza³o siê, mia³y po tuzinie dzieci, a ksi¹dz, jak

przychodzi³ po kolêdzie, pyta³ kiedy nastêpne. Antykoncepcja by³a praktycznie niedostêpna, Koœció³ mia³ monopol na edukacjê. Pierre wyjecha³ do Europy, studiowa³ na London School of Economics i na Sorbonie. ZjeŸdzi³ kawa³ek œwiata: Bliski Wschód, Azja. Wróci³ jako liberalny intelektualista, ale te¿ playboy. Miewa³ romanse, m.in. z Barbr¹ Streisand czy Kim Cattrall znan¹ u nas z „Seksu w wielkim mieœcie”. Jak to siê sta³o, ¿e ojciec playboy wychowa³ mê¿czyznê, który nie traktuje kobiet przedmiotowo? - Na feministê wychowa³a go matka. Margaret Sinclair nie chcia³a byæ tylko „kwiatem w butonierce mê¿a”. Mia³a 22 lata, gdy zosta³a premierow¹. Jej m¹¿ - 51. Urodzi³a trójkê dzieci, jedno za drugim. Siedzia³a w domu z synami - rezydencjê premiera nazwa³a per³¹ kanadyjskiego wiêziennictwa - podczas gdy Pierre Trudeau ca³ymi dniami pracowa³. le to znosi³a, ale jej m¹¿ - jak twierdzi³a - uznawa³ trzy kategorie kobiet: kole¿anki z pracy, potencjalne kochanki, no i ¿onê. A ¿ona mia³a byæ „w domu i dostêpna”. Nie do koñca stosowa³a siê do tego ¿yczenia. - Zdarza³o jej siê flirtowaæ z Fidelem Castro podczas oficjalnego spotkania czy zaœpiewaæ piosenkê na czeœæ ¿ony prezydenta Wenezueli, wczeœniej wzi¹wszy pejotl, narkotyk halucynogenny produkowany z kaktusów. Maggie by³a ekscentryczna i otwarta do granic ekshibicjonizmu, potrafi³a np. powiedzieæ dziennikarzom, ¿e nie nosi stanika, no chyba ¿e idzie na spotkanie, na którym maj¹ byæ starsi panowie, bo boi siê, ¿e na widok jej rysuj¹cych siê pod bluzk¹ sutków dostaliby zawa³u. By³a urocza. Sta³a siê pierwsz¹ kanadyjsk¹ celebrytk¹: romansowa³a z Jackiem Nicholsonem, imprezowa³a z Rolling Stonesami - w autobiografii przyzna³a, ¿e sypia³a z „przynajmniej jednym z nich” - bawi³a siê w s³ynnym amerykañskim klubie Studio 54, w Fabryce Andy’ego Warhola. Nie najlepsza z niej by³a ¿ona. - To wszystko robi³a, jak jej ma³¿eñstwo ju¿ by³o w rozsypce. Pañstwo Trudeau separacjê og³osili w 1977 roku. Justin mia³ szeœæ lat. Rozwiedli siê siedem lat póŸniej. Po latach zdiagnozowano u niej chorobê dwubiegunow¹. - Po drugim dziecku mia³a depresjê poporodow¹,

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

która pewnie jej psychozê uaktywni³a. Maggie potrafi³a wyjœæ z domu na zakupy, a skoñczyæ w Grecji, nocuj¹c na pla¿y. Pod koniec lat 90., po za³amaniu nerwowym, trafi³a do szpitala psychiatrycznego. Justin w swojej biografii napisa³, ¿e czêsto to on czu³ siê opiekunem matki. Wspomina, jak któregoœ dnia mama przysz³a do niego do szko³y, wywo³a³a go z lekcji i zaczê³a z p³aczem opowiadaæ, ¿e rzuci³ j¹ kolejny facet. Justin j¹ pociesza³. Mia³ wtedy 11 lat. Opiekê nad synami przej¹³ ojciec. Jak spisywa³ siê w tej roli? - Justin mia³ 13 lat, gdy Pierre przesta³ pe³niæ funkcjê premiera. Mimo ¿e dzieci mia³ póŸno, by³ aktywny i poœwiêca³ im sporo czasu - zabiera³ ch³opców na kajaki, do lasu. Justin wspomina, ¿e jego ojciec bardzo krótko by³ stary. W³aœciwie dopiero po œmierci najm³odszego syna w wypadku narciarskim w 1998 roku nagle siê zestarza³ i dwa lat póŸniej zmar³. To nie brzmi jak ³atwe dzieciñstwo. - Ale na pewno da³o Justinowi grub¹ skórê, rzecz dla polityka bezcenn¹. Od dziecka by³ na œwieczniku. Zdjêcia z jego œlubu, mimo ¿e by³ wtedy jedynie nauczycielem, a jego ¿ona pracowa³a w lokalnej telewizji, pojawi³y siê na ok³adkach najwa¿niejszych kanadyjskich gazet. Kim jest Sophie Grégoire, jego ¿ona? - To taka Margaret w wersji light. Jako nastolatka chorowa³a na bulimiê i mówi o tym równie otwarcie, co teœciowa o chorobie dwubiegunowej. Maggie by³a hippisk¹, Sophie chodzi do wró¿ki i æwiczy jogê. A historia zwi¹zku Justina i Sophie jest przy okazji tak s³odka i sentymentalna, ¿e wrêcz zbyt piêkna, ¿eby by³a prawdziwa. Znali siê w dzieciñstwie, bo Sophie by³a kole¿ank¹ jego m³odszego brata. Po latach spotkali siê na jakiejœ imprezie, on mia³ 33 lata, ona 29. Wtedy jeszcze wydawa³ siê niezainteresowany polityk¹. Fajnie im siê rozmawia³o, wymienili siê mejlami, on nie napisa³. Wiêc napisa³a sama. Nie odpowiedzia³. Wkurzy³a siê, bo kto by siê nie wkurzy³. Wyt³umaczy³ siê jakoœ? - Tak, oboje chêtnie opowiadaj¹ o tym szczegó³owo ka¿demu dziennikarzowi, który chce s³uchaæ. Justin, wyobraŸ sobie, od razu zrozumia³, ¿e jak siê z ni¹


GŁOS POLONII 17

www.glospolonii.net

ulu­bio­ny­kraj­świa­ta umówi, to bêdzie ostatnia randka w jego ¿yciu. Wiêc postanowi³ daæ sobie jeszcze kilka miesiêcy swobody. Gdy w koñcu siê spotkali, poszli na karaoke i do afgañskiej restauracji. Powiedzia³, ¿e czeka³ na ni¹ 33 lata, po czym siê rozp³aka³. Ona te¿ zala³a siê ³zami, ale najpierw upewni³a siê, ¿e Justin jest… za równouprawnieniem kobiet. Bo jak by nie by³, to niewa¿ne, ¿e jest taki wra¿liwy, ¿e ma te w³osy jak z reklamy szamponu i wygl¹da jak ksi¹¿ê Eryk z „Ma³ej syrenki” Disneya, nic by z tego nie by³o twierdzi Sophie. Na szczêœcie, jak dobrze wiemy, Justin nie ma problemu z tak¹ deklaracj¹. Ale zdarzy³o mu siê uderzyæ kobietê. - Uderzy³ ³okciem pos³ankê, ale zrobi³ to niechc¹cy i przeprasza³ za to publicznie kilka razy. Najpierw od razu, potem oficjalnie w parlamencie. Nastêpnie podczas przeprosin w innej sprawie doda³ te¿ przeprosiny za ³okieæ, po czym musia³ przepraszaæ, za to, ¿e jego przeprosiny za ³okieæ odci¹gnê³y uwagê od przeprosin g³ównych. Œmiano siê, ¿e nagranie Justina Trudeau wyg³aszaj¹cego przeprosiny powinno zostaæ nowym kanadyjskim hymnem. „Na ¿ywo premier Kanady jest jeszcze przystojniejszy”. Tak brzmi pierwsze zdanie twojej ksi¹¿ki. - No bo jest przystojny, co poradzê. Jemu samemu na pocz¹tku wcale to nie pomaga³o. By³ uwa¿any za ³adnego ch³opca ze znanym nazwiskiem, który nic sob¹ nie reprezentuje. Trochê to zmieni³o pewne s³ynne mordobicie. Trudeau ju¿ by³ w parlamencie, ale grza³ tylne ³awki, gdy w 2012 roku zorganizowano charytatywny mecz bokserski - zyski mia³y iœæ na cele charytatywne. Z partii libera³ów zg³osi³ siê Justin, od konserwatystów - senator Patrick Brazeau, wychowany w rezerwacie indiañskim twardziel z wielkim bicepsem, tatua¿ami, d³ugimi w³osami. Justinowi nikt nie dawa³ szans. Nawet komentatorzy otwarcie kibicowali Patrickowi, a Trudeau nazywali „lœni¹cym kucykiem”. Ku zaskoczeniu wielu „lœni¹cy kucyk” wytrzyma³ jednak pierwsz¹ rundê, a przeciwnik zacz¹³ siê mêczyæ. W kolejnej Brazeau ju¿ siê s³ania³, w trzeciej posz³a krew i sêdzia odgwizda³ zwyciêstwo Justina. Rok póŸniej

Trudeau zosta³ szefem libera³ów, a trzy lata póŸniej premierem. Ma³o kanadyjski, wydawa³oby siê, sposób za³atwianie sprawy. - No nie? Ale Justin nie omieszka³ zaznaczyæ, ¿e „wszyscy s¹ zwyciêzcami”, bo dochody z walki posz³y na szlachetny cel. Ale fakt, stereotyp o Kanadzie jest taki, ¿e ludzie s¹ tam mili, i faktycznie s¹. Wiêc mo¿e stereotyp dzia³a jak samospe³niaj¹ca siê przepowiednia. Ta uprzejmoœæ bierze siê te¿ z potrzeby odró¿nienia siê od s¹siada. Stany Zjednoczone s¹ tradycyjnie mêskie, zreszt¹ wystarczy spojrzeæ, kogo wybra³y na prezydenta - cz³owieka reprezentuj¹cego szczêœliwie minion¹, wydawa³oby siê, wersjê mêskoœci. Natomiast Justin Trudeau jest facetem, który pisze esej do „Marie Claire” zatytu³owany „Dlaczego wychowujê swoje dzieci na feministów?”. Dlaczego? - Pisze, ¿e ma trójkê dzieci, ¿e jego córka jest odwa¿na i m¹dra, a przecie¿ i tak znajd¹ siê ludzie, którzy bêd¹ j¹ uwa¿ali za kogoœ gorszego tylko dlatego, ¿e jest kobiet¹. I strasznie go to wkurza. Wiêc swoich synów wychowuje tak, ¿eby umieli wyra¿aæ uczucia i nie dali siê wt³oczyæ w wersjê mêskoœci, która jest destrukcyjna: która musi siê puszyæ, która nie patrzy na innych, nie szanuje s³abszych. I w³aœnie tego wszystkiego nie robi Kanada, co zreszt¹ sprawia, ¿e amerykañska prawica - i nie tylko prawica - siê z niej œmieje. Kanada szczyci siê te¿ tym, ¿e jest pierw szym „pañ stwem po nadnarodowym”. Co to znaczy? - W Kanadzie nie ma czegoœ takiego jak jednolita „to¿samoœæ narodowa”, jej obywateli nie spaja wspólna pamiêæ i kultura, bo niby czyja mia³aby to byæ pamiêæ? Spo³ecznoœci francuskiej? Brytyjskiej? Rdzennej? Imigrantów, których tam jest bardzo du¿o? Dziêki temu, ¿e Kanadyj-

czycy nie przywi¹zuj¹ takiej wagi do historii, nie powoduje ona tylu konfliktów. To co ich spaja? - Ha! Zadawa³am to samo pytanie Kanadyjczykom. Po d³u¿szej chwili zastanowienia odpowiadali, ¿e zestaw wartoœci: jesteœmy mili, otwarci, szanujemy siê nawzajem, jesteœmy empatyczni. No i lubimy hokej. Syn imigrantów z Wietnamu zapytany przeze mnie, co to znaczy byæ Kanadyjczykiem, powiedzia³: „Jak widzisz na ulicy kogoœ zagubionego, to zapytasz, jak mu pomóc”. Mo¿e to i s³absza podstawa to¿samoœci narodowej ni¿ „Bóg, honor, ojczyzna”, ale o ile mniej wykluczaj¹ca! To jakimi problemami ¿yj¹ dziœ Kanadyjki w tym bezproblemowym kraju? - Wci¹¿ zarabiaj¹ mniej ni¿ mê¿czyŸni. Kanada jest dopiero na 35. miejscu pod wzglêdem równoœci p³ac. Du¿ym problemem s¹ przedszkola, bo - z wyj¹tkiem

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

ciąg dalszy str. 18


18 GŁOS POLONII

www.glospolonii.net

Quebecu - p³aci siê za nie straszne pieni¹dze, ponad 1000 dolarów miesiêcznie. To jeden z powodów, dla których Kanadyjki nie tak znowu chêtnie decyduj¹ siê na dzieci. Pañstwo w opiece nad nimi nie pomaga - kobiety s¹ zdane na zarobki swoje i swoich partnerów. Czy dziœ w Kanadzie rasizm jest problemem? - Kanada d³ugo by³a pañstwem bia³ym, o doœæ rasistowskiej polityce emigracyjnej. Ale po II wojnie œwiatowej rasizm sta³ siê niemodny, a w Kanadzie brakowa³o r¹k do pracy. Wprowadzono system punktowy, który dzia³a do dziœ, bo jest m¹dry, choæ nie wiem, czy zadzia³a³by w pañstwie innym ni¿ Kanada, któr¹ od s¹siadów oddziela tylko jedna granica i dwa oceany. Przyjmuje siê tam dziœ wszystkich, niezale¿nie od rasy, religii i narodowoœci pod warunkiem, ¿e zdobêd¹ okreœlon¹ liczbê punktów. A przyznaje siê je za: wykszta³cenie, wiek, znajomoœæ jêzyków, zawód odpowiadaj¹cy zapotrzebowaniu kanadyjskiego rynku pracy. Ludzie, którzy przejd¹ tê selekcjê, zwykle szybko siê integruj¹ i znajduj¹ pracê. Choæ nie zawsze w zawodzie, bo zdarza siê, ¿e lekarz pracuje jako taksówkarz. Ale w takim systemie nie bierze siê pod uwagê rozmiaru krzywdy czy skali niebezpieczeñstwa, na jakie nara¿eni s¹ we w³asnym kraju ludzie ubiegaj¹cy siê o pobyt w Kanadzie. - System punktowy dotyczy tylko imigrantów ekonomicznych, nie uchodŸców. Na przyk³ad Syryjczyków Kanada przyjê³a ju¿ 40 tysiêcy - niezale¿nie od wykszta³cenia, zawodu i znajomoœci jêzyka. Podczas gdy u nas straszono uchodŸcami, w Kanadzie ich przyjêcie by³o jedn¹ z obietnic wyborczych Justina Trudeau. Dlaczego Kanadyjczycy nie boj¹ siê uchodŸców? - Jak mi powiedzia³a Julia z Montrealu: nie boimy siê tego, czego nie znamy, dopóki nie dostaniemy dowodu, ¿e powinniœmy. A w asymilacji uchodŸców pomaga œwietnie dzia³aj¹cy system „prywatnych sponsorów”. W lokalnej spo³ecznoœci zbiera siê kilka osób, które podejmuj¹ siê pomagania przybyszom przez pierwszy rok. Sk³adaj¹ siê na ich utrzymanie, ale przede wszystkim wspieraj¹ w codziennym ¿yciu. Witaj¹ ich na lotnisku, zabieraj¹ do domu, t³umacz¹, jak kupiæ bilet na autobus, jak zapisaæ dziecko do przedszkola, umówiæ wizytê u lekarza. Wa¿ne s¹ drobiazgi, np. to, ¿e pierwszego dnia w lodówce na nowo przyby³ych czekaj¹ jakieœ znajome produkty: pita, humus, wschodnie przyprawy. A na lodówce - zdjêcie sponsorów z dopisanymi imionami ka¿dego z nich. I po roku takiej opieki uchodŸcy i imigranci znacznie lepiej sobie potem radz¹. Sk¹d chiñscy milionerzy, na których skar¿¹ siê dziœ mieszkañcy Vancouver, wziêli siê w Kanadzie? - Pierwsi Chiñczycy zaczêli przybywaæ w XVII wieku, ale nie jak Europejczycy od wschodu, tylko od zachodu, bo mieli bli¿ej. I od pocz¹tku spotykali siê z dyskryminacj¹. Budowali kolej, ale pracowali przy najniebezpieczniejszych odcinkach, np. w Górach Skalistych, a zarabiali mniej ni¿ pozostali robotnicy. Potem Kanada wprowadzi³a pog³ówne, czyli podatek,

który na wejœcie musia³ zap³aciæ ka¿dy Chiñczyk. A¿ w koñcu Kanadê dla Chiñczyków ca³kiem zamkniêto. W latach 60. XX wieku te ograniczenia zniesiono. A potem by³o Expo w 1986 roku, podczas którego Vancouver pokaza³o siê œwiatu. I œwiat zapragn¹³ przyjechaæ do Vancouver? - To rzeczywiœcie piêkne, otoczone lasami miasto, po³o¿one u stóp gór schodz¹cych do morza. I w dodatku jest tu ciep³o - Kanadyjczycy œmiej¹ siê, ¿e to jedyne miasto w ich kraju, w którym prêdzej umrzesz z g³odu ni¿ zamarzniesz. No i do Vancouver zaczêli przyje¿d¿aæ bogaci Chiñczycy - rz¹d im to u³atwi³, bo wprowadzi³ now¹ kategoriê: „imigrant inwestor”. Jeœli po¿yczy³o siê Kanadzie okreœlon¹ sumê pieniêdzy, mo¿na by³o dostaæ prawo sta³ego pobytu. I efekt by³ taki, ¿e ceny nieruchomoœci gwa³townie wzros³y, bo milionerzy z Chin kupowali, co siê da³o. Jak rok temu wraca³am z Kanady, cena zwyk³ego domku jednorodzinnego w Vancouver wynosi³a oko³o pó³tora miliona dolarów, czyli ponad cztery miliony z³otych. Nagle nawet dobrze zarabiaj¹cy prawnik nie mo¿e ju¿ sobie pozwoliæ na kupno domu w tym mieœcie. Ale ci, którzy mieli w³asne domy, mogli szybko staæ siê bogaczami. - Wielu Kanadyjczyków bardzo siê na tym wzbogaci³o. I nie tylko Kanadyjczyków - rozmawia³am z Paw³em, listonoszem, który w Kanadzie mieszka od ponad 20 lat i zd¹¿y³ kupiæ w Vancouver domek, zanim tak bardzo wzros³y ceny. Ale Pawe³ wcale nie planuje go sprzedawaæ. „Ja mia³bym siê st¹d wyprowadziæ? W ¿yciu! Pracujê piêæ godzin dziennie, moja ¿ona chodzi do pracy trzy razy w tygodniu, wiêc mamy czas, ¿eby pojeŸdziæ sobie tandemem wzd³u¿ pla¿y, ¿eby robiæ wino z przyjació³mi. W zesz³ym roku pojechaliœmy z dzieciakami kamperem na Alaskê. Gdzie indziej tak bêdê mia³?”. Czy po tym wszystkim, czego siê dowiedzia³aœ, pisz¹c ksi¹¿kê, Kanada nadal jest twoim ulubionym krajem?

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

- Oj, zdecydowanie! ¯aden kraj nie jest rajem. Justin te¿, jak zdrapaæ tê poz³otkê, nie jest rycerzem na jednoro¿cu jad¹cym po têczy. Kanada ma swoje wady, ma swoje grzechy, ale to strasznie fajny kraj. Czego moglibyœmy siê od nich nauczyæ? - Stosunku do obcych. Nie ¿yjemy w pró¿ni, ludzie bêd¹ siê przemieszczaæ - iœæ za chlebem, uciekaæ przed wojn¹ albo skutkami zmian klimatu. Zamykaj¹c siê na ró¿norodnoœæ, nic nie zyskamy. Dobrze to uj¹³ Pierre Trudeau, mówi¹c, ¿e niewiele by³oby równie katastrofalnych pomys³ów, co powiedzenie Kanadyjczykom, ¿e maj¹ byæ do siebie podobni. Kraj, który stawia na jednolitoœæ, wychowuje miernoty. Kanada jest jedynym pañstwem, które wielokulturowoœæ ma wpisan¹ w konstytucjê. - Mo¿e to tylko piêkne deklaracje, ale lepiej deklarowaæ goœcinnoœæ, wspó³czucie, otwartoœæ, odpowiedzialnoœæ, troskê ni¿ starach przed wszystkim, co nie wygl¹da dok³adnie tak jak ja, nie myœli dok³adnie tak jak ja i nie wierzy dok³adnie w to, co ja. Kanadyjczycy s¹ dla œwiata nadziej¹, bo pokazuj¹, ¿e mo¿na byæ otwartym, przyjaznym i dobrze na tym wyjœæ? - Tak, bo tam to dzia³a. Choæ oczywiœcie nie wiemy, jak d³ugo to potrwa. Mo¿e jeden du¿y zamach terrorystyczny zmieni ich podejœcie, ale na razie Kanada jest eksperymentem, który dla odmiany siê udaje. Wywiad pochodzi z grudniowego numeru dodatku Gazety Wyborczej - „Wysokie obcasy”. (Skróty pochodz¹ od redakcji GP).


NIEBEZPIECZ na torachNIE kolejowych www.glospolonii.net

Coraz więcej pociągów towarowych i osobowych

Adam Lasocki

W Polsce jest ponad 22 tysi¹ce kilometrów linii kolejowych i trudna do policzenia, ale te¿ id¹ca w tysi¹ce liczba poci¹gów. Czêstotliwoœæ jazdy poci¹gów siê zwiêksza, bo PKP ju¿ od lat nie ma monopolu na transport kolejowy i liczba prywatnych firm zajmuj¹cych siê t¹ dziedzin¹ transpor tu ciêgle siê zwiêksza.

A zwiêksza siê, bo systematycznie zwiêksza siê równie¿ tona¿ towarów przewo¿onych po torach. Do towarowego transportu kolejowego dochodzi te¿ transport pasa¿erski, który po latach zastoju przybiera na sile. I wszystko by³oby dobrze, gdyby nie to, ¿e w dysproporcji do zwiêkszaj¹cego siê ruchu kolejowego jest utrzymuj¹ca siê ci¹gle na tym samym poziomie, o ile nie malej¹ca, liczba ludzi, którzy maj¹ ten transport obs³ugiwaæ. Chodzi przede wszystkim o maszynistów. Wsiadaj¹cy do poci¹gu pasa¿er jest zazwyczaj przekonany, ¿e do celu wiezie go poci¹g prowadzony przez œwietnie wyszkolonego, odpowiedzialnego i nade wszystko – wypoczêtego maszynistê. Niestety, ale coraz czêœciej siê zdarza, ¿e tak nie jest. A jest tak, ¿e maszynistów jest w stosunku do potrzeb za ma³o. Skoro jest ich za ma³o, a liczba przewozów wzrasta, to wiadomo, ¿e ci, którzy pracuj¹, pracuj¹ ponad si³y. To znaczy, ¿e oficjalnie pracuj¹ nie d³u¿ej ni¿ 12 godzin dziennie, a drugie 12 godzin poœwiêcaj¹ na ¿ycie prywatne i wypoczynek. To fikcja. Przeciêtny maszynista pracuje na etacie w PKP, a gdy u pañstwowego pracodawcy skoñczy przewidziane kodeksem pracy godziny, jest natychmiast przechwytywany przez prywatne firmy, w których pracuje na umowy o dzie³o lub umowy-zlecenia. Czas na ¿ycie prywatne i wypoczynek spêdza zazwyczaj w podró¿y od stacji kolejowej, gdzie skoñczy³ pracê do stacji kolejowej, na której ma przej¹æ i poprowadziæ w trasê kolejny poci¹g. Efekt? Maszyniœci s¹ notorycznie zmêczeni, eksploatowani ponad fizyczn¹ wytrzyma³oœæ. Brak wypoczynku przek³ada siê na pope³nianie „b³êdów w sztuce”. W ich przypadku b³êdy takie skutkuj¹ katastrofami, œmierci¹ pasa¿erów lub ich kalectwem, w najlepszym razie niegroŸnymi obra¿eniami. To co napisa³em powy¿ej nie jest dziennikarskim efekciarstwem i szukaniem taniej sensacji. Podczas minionych 20 miesiêcy maszyniœci prowadz¹cy w Polsce poci¹gi a¿ 120 razy zignorowali znak „stój” i przejechali semafory, które kaza³y im zatrzymaæ poci¹g. Czyli przeciêtnie w jednym miesi¹cu dochodzi do 6 tego typu sytuacji. Konsekwencj¹ by³o kilka katastrof i kilka „cudownych” zdarzeñ, które pozwoli³y unikn¹æ katastrofy.

W przedostatnim dniu sierpnia 2017 r., a wiêc w koñcz¹cym wakacje szczycie przewozowym, w Smêtowie na Pomorzu poci¹g osobowy relacji Gdynia – Bielsko Bia³a/Zakopane zderzy³ siê z poci¹giem towarowym prywatnej firmy STK. Maszynist¹ poci¹gu towarowego by³ kolejowy emeryt. Zignorowa³ on sygna³ „stój” i wyjecha³ na g³ówny tor z toru bocznego. Maszynista jad¹cego prawid³owo poci¹gu pasa¿erskiego zacz¹³ hamowaæ, ale nie zdo³a³ zatrzymaæ swego poci¹gu. W wyniku zderzenia przewróci³a siê lokomotywa poci¹gu osobowego i jego siedem wagonów, rannych zosta³o 29 pasa¿erów, w tym kilkoro dzieci. W Gdyni Or³owie dwa tygodnie póŸniej drezyna zderzy³a siê z poci¹giem towarowym, a 18 wrzeœnia w Kobylnicy w woj. wielkopolskim prawid³owo jad¹cy poci¹g Inter City relacji Suwa³ki – Szczecin (mia³ na semaforach sygna³ „droga wolna”) zderzy³ siê z jad¹c¹ po tym samym torze maszyn¹ torow¹ PKP. Wykolei³a siê lokomotywa i jeden wagon poci¹gu pasa¿erskiego, a 10 rannych pasa¿erów musia³o poddaæ siê szpitalnej obserwacji. Niespe³na miesi¹c póŸniej cudem nie dosz³o do masakry. By³o to 17 paŸdziernika na stacji Worowo w woj. zachodniopomorskim. Na jednym torze znalaz³y siê jad¹ce na wprost siebie dwa poci¹gi osobowe. Jeden jecha³ ze Szczecina do Bia³egostoku, drugi z Olsztyna do Szczecina. Maszynista poci¹gu Szczecin-Bia³ystok nie zatrzyma³ siê przed semaforem „stój”, min¹³ go z prêdkoœci¹ 100 km na godz. Gdyby nie refleks dy¿urnego ruchu , który zauwa¿y³, co siê dzieje i natychmiast wcisn¹³ przycisk „alarm” w systemie „radio-stop” automatycznie w³¹czaj¹cy w poci¹gach hamowanie, dosz³oby do tragedii, w której liczba ofiar by³aby ogromna. Oba poci¹gi jecha³y z prêdkoœci¹ 100 km na godz. i zatrzyma³y siê 100 metrów przed sob¹. Fachowcy wyliczyli, ¿e do zderzenia brakowa³o 4 sekund. To tylko trzy przyk³ady, ale ka¿dy z nich, a szczególnie ostatni, mo¿e mroziæ krew ¿y³ach. W Polsce pieczê nad transportem i komunikacj¹ kolejow¹ ma Urz¹d Transportu Kolejowego. Z jego badan wynika, ¿e o ile kwestia niezatrzymywania siê poci¹gów przed sygna³em „stój” wykazywa³a, jak to siê

GŁOS POLONII 19

mówi w jêzyku pracowników urzêdu „niepokoj¹ce trendy”, to w roku nastêpnym, czyli w 2016, zwiêkszy³a siê o 7 proc. Analiza wykaza³a, ¿e winny jest „czynnik ludzki”, poniewa¿ ten¿e „czynniki” nie wykazywa³ siê nale¿ytym obserwowaniem przedpola jazdy, zbyt póŸnym hamowaniem, nieprawid³ow¹ interpretacj¹ rozk³adu jazdy, niedostosowaniem prêdkoœci do warunków atmosferycznych. A to wszystko, co zapewne dla urzêdników jest oczywiste, wynika ze zmêczenia maszynistów. Znajomy maszynista, któremu niedawno zada³em pytanie, co jest najbardziej stresuj¹ce w jego pracy, odpowiedzia³, ¿e prowadzenie poci¹gu na linii dwutorowej noc¹. Gdy zobaczy œwiat³a poci¹gu jad¹cego z naprzeciwka, ca³a uwagê poœwiêca na to, by dostrzec, czy jedzie on po swoim torze, czyli s¹siednim torze, czy jedzie po tym samym co poci¹g pytanego maszynisty. I powiedzia³, ¿e za ka¿dym razem, gdy okazuje siê, ¿e poci¹g z naprzeciwka jedzie prawid³owo on oddycha z ulg¹. Ale przyzna³ te¿, ¿e skoro na tym elemencie swojej pracy skupia w takich chwilach ca³¹ swoj¹ uwagê, to nie wyklucza ¿e mo¿e przeoczyæ znaki sygnalizacyjne. Skoro wiêc czynnik ludzki jest zawodny i nie ma mo¿liwoœci by z dnia na dzieñ maszynistów nagle przyby³o, a przewozy towarowe nie zmalej¹, to czy jest lekarstwo na zapobieganie katastrofom na torach? Oczywiœcie, ¿e jest. Nazywa siê System Sterowania Poci¹giem ETCS, a drugi system to Europejski ERTMS. Ten drugi posiada sygnalizacjê wyœwietlaj¹c¹ na konsoli maszynisty wszystkie oznaczenia trasy, po której poci¹g siê porusza, czyli wyklucza b³êdy spowodowane niedostrze¿eniem sygna³ów na zewn¹trz w przypadku z³ych warunków atmosferycznych. Jeœli poci¹g posiadaj¹cy ETCS nie zwolni lub przejedzie sygna³ „stój”, system automatycznie w³¹cza hamowanie. Pytanie o to, dlaczego tego systemu, którego wprowadzenie planowano ju¿ w roku 2007, a wiêc dziesiêæ lat temu, ci¹gle nie zastosowano, jest oczywiœcie jak najbardziej zasadne. Natomiast odpowiedŸ na to pytanie ze strony kompetentnych urzêdów jest tyle¿ zawi³a co niezrozumia³a. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, w którego gestii le¿y te¿ komunikacja kolejowa, t³umaczy, ¿e do 2023 r. planuje siê obj¹æ (nie obejmie, tylko planuje siê obj¹æ!!!) systemem ETCS/ERTMS 2,5 tys. km linii kolejowych, w latach 2024 – 2030 liczba ta dojdzie do 4 tys. km, a do roku 2050 (có¿ za strategiczne w czasie planowanie!) dodatkowo 1,5 tys. km. Razem bêdzie 5 tys. km, a sieæ kolejowa w Polsce to, jak podaliœmy na wstêpie, 22 tys. km. Co z reszt¹? Ministerstwo milczy. Pewnie milczeæ bêdzie nadal, a gdy dojdzie do nastêpnej tragicznej w skutkach katastrofy, oznajmi, jak zwykle, ¿e winê ponosi czynnik ludzki. Czyli niewyspany, przemêczony maszynista. Kozio³ ofiarny zawsze siê znajdzie. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


D ia­men­ty­i­bry­lan­ty

20 GŁOS POLONII

www.glospolonii.net

Naj­droż­szy­wca­le­ nie­naj­droż­szy cen¹. Anonimowy nabywca zap³aci³ za „Oppenheimera Blue” 57,5 mln franków szwajcarskich. Mo¿na oczywiœcie zadaæ pytanie, dlaczego diamentowe drobiny jak „Blue Moon” i „Oppenheimer Blue” osi¹gaj¹ tak astronomiczne ceny? OdpowiedŸ jest jedna – b³êkitne diamenty stanowi¹ zaledwie 0,1 procenta wszystkich wydobywanych diamentów i z tego te¿ powodu s¹ bardzo cenione i poszukiwane przez kolekcjonerów.

Marek Kober W poprzednim wydaniu naszej gazety zakoñczyliœmy prezentacjê najwiêkszych diamentów œwiata. Z ich sklasyfikowaniem nie by³o problemów, poniewa¿ po znalezieniu ka¿dy kryszta³ by³ dok³adnie wa¿ony i jego masa nigdy nie by³a poddawana w w¹tpliwoœæ. Drobne kontrowersje dotyczy³y tylko tego, czy najwiêkszym diamentem jest ten, który znaleziono w stanie surowym, czy ten który uzyska³ najwiêksz¹ wagê po oszlifowaniu. Z klasyfikacj¹ najdro¿szych diamentów œwiata jest natomiast problem. Wynika to z tego, ¿e nie wszystkie da siê poddaæ wycenie. Jak bowiem oceniæ diamenty znajduj¹ce siê w regaliach królewskich wielkiej Brytanii, Rosji, Francji czy Iranu? Wiadomo, ¿e ich wartoœæ jest bezcenna zarówno ze wzglêdu na sam¹ jakoœæ diamentowego kryszta³u, jak te¿ z racji ich wartoœci historycznej. Ko-I-Nor, Cullinan, Or³ow… Kamienie wyj¹tkowej wielkoœci i równie wyj¹tkowej wartoœci ze wzglêdu na jakoœæ s¹ poza wszelk¹ ocen¹. To analogiczna sytuacja do obrazów starych mistrzów znajduj¹cych siê w kolekcjach muzealnych. Mamy œwiadomoœæ, ¿e s¹ niezwyk³ej wartoœci, ale wiemy te¿, ¿e nie ma sensu spieraæ siê o ich wartoœæ w przeliczeniu na pieni¹dze, poniewa¿ ¿aden z w³aœcicieli publicznych kolekcji nie podda ocenie posiadanych arcydzie³ pêdzla starych mistrzów. Poza tym aukcja rz¹dzi siê swoimi prawami. Domu aukcyjne nakrêcaj¹ atmosferê wokó³ przedmiotów, które maja byæ licytowane, co wp³ywa na podniesienie emocji krezusów przystêpuj¹cych do licytacji. Tak te¿ jest z diamentami. Druga subiektywna kwestia zwi¹zana z aukcjami diamentów wi¹¿e siê z systematycznie zwiêkszaj¹c¹ siê liczb¹ milionerów i miliarderów z do niedawna biednych krajów, gdzie prywatna w³asnoœæ by³a piêtnowana. Dziœ nuworysze, którzy dopracowali siê wielkich pieniêdzy chc¹ sobie powetowaæ to, co przez lata by³o dla nich niedostêpne. Podczas wielu aukcji nie pieni¹dze i rzeczywista wartoœæ danego przedmiotu s¹ najwa¿niejsze lecz chêæ jego posiadania.

W tej sytuacji nie dziwi, ¿e diament, który uzyska³ najwy¿sz¹ cenê podczas publicznej aukcji i uchodzi za najdro¿szy na œwiecie wa¿y zaledwie 59 karatów, a surowy kryszta³ mia³ masê 132,5 ct. Ten najdro¿szy obecnie diament znaleziony zosta³ 18 lat temu w kopalni firmy De Beers. Nazywa siê „Pink Star” i jak wskazuje nazwa, jego unikatowoœæ stanowi kolor. Jest to bowiem najwiêkszy na œwiecie diament o ró¿owej barwie. Na aukcji w Hongkongu (5 kwietnia 2017 r.), która trwa³a zaledwie 5 minut, zosta³ sprzedany za 71,2 mln dol. Nabywc¹ okaza³a siê firma jubilerska, nale¿¹ca do rodziny zajmuj¹cej (wed³ug Forbsa) trzecie miejsce na liœcie najbogatszych mieszkañców Hongkonkgu. Tak by³o w roku bie¿¹cym. Natomiast dwa lata wczeœniej, w listopadzie 2015 r. najwy¿sz¹ wówczas cenê uzyska³ diament nazwany „Blue Moon”. Licytacja w domu aukcyjnym Sotheby’s w Genewie zakoñczy³a siê kwot¹ 48,5 mln franków szwajcarskich. W porównaniu z innymi diamentami „Blue Moon” to drobina. Ma masê zaledwie 12,03 karata (2 ct = 0,2 grama) ale rzadko spotykany kolor („Fancy Vivid Blue”) i absolutn¹ czystoœæ. Przed oszlifowaniem kryszta³ wa¿y³ 29,62 ct. Zanim rozpoczêto jego obróbkê, wykonano niemal 30 modeli ukazuj¹cych jego wygl¹d. Przygotowania trwa³y 5 miesiêcy, a samo szlifowanie 3 miesi¹ce. „Blue Monn” niezbyt d³ugo cieszy³ siê mianem cenowego rekordzisty. Siedem miesiêcy póŸniej, w maju 2016 roku, w domu aukcyjnym Chriestie’s, tak¿e w Genewie, wystawiono do sprzeda¿y najwiêkszy na œwiecie b³êkitny diament, nazwany „Oppenheimer Blue”. Jest on tylko o niespe³na dwa i pó³ karata wiêkszy od „Blue Moon”, a mimo to znacz¹co przebi³ go

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Ni¿ej przedstawiamy Czytelnikom kilkanaœcie innych diamentów, które podczas aukcji uzyska³y bardzo wysokie ceny: n

De Beers Millenium Jewel 4 Wa¿y nieco ponad 10 karatów. Zosta³ sprzedany na aukcji Sotheby’s w Hong Kongu za 31,8 mln dol. n Flawless Type IIa Te¿ na aukcji Sotheby’s w Honkongu w 2013 r. ten 118- karatowy diament wielkoœci ma³ego jajka uzyska³ cenê 30,6 mln dol. n Graff Vivid Yellow Wa¿y 100 ct i w 2013 r. w Genewie nabywcê zap³aci³ za diament 16,3 mln dol. n Graff Pink Ju¿ w 2010 r. ten wa¿¹cy nieco ponad 24 ct sprzedano w Genewie za 46,1 mln dol. n Cushion Modified Brilliant- Cut Vivid Green Diamond Wa¿¹cy zaledwie 2,52 ct diament uzyska³ na aukcji w Genewie cenê 3 mln dol. n Sweet Jospehine Przepiêkny ró¿owy diament o wadze 16 ct biznesmen z Hongkongu kupi³ na prezent dla córki za 28,5 mln dol. n „The Orange” Vivid Diamond Ma pomarañczowy kolor i jest trzy razy wiêkszy (14,82 ct) od dotychczas znanych diamentów o tej barwie. Na aukcji Christie’s w Genewie uzyska³ cenê ponad 30 mln dol. n „Perfect Diamond” Ma masê 100 ct i sprzedany zosta³ na aukcji w Nowym Jorku za prawie 13 mln dol. Podobno ma rzeczywiœcie perfekcyjny wygl¹d. n Fancy Red VS2 Czerwone diamenty s¹ jednymi z najrzadszych okazów. Ten nieco ponad 2- karatowy diament sprzedano za 4,8 mln dol. na aukcji w Hong Kongu w 2014 roku.


450zamln do la rów obraz Leonarda da Vinci Rekordowa aukcja

www.glospolonii.net

Patryk Ungeheuer

W domu aukcyjnym Christie’s w Nowym Jorku pad³ rekord. Pod czas aukcji 15 listopada br. (licytacja trwa³a 19 minut) nabywca zap³aci³ za namalowany na desce obraz o wymiarach 60 na 40 cm astronomiczn¹ kwotê 450,3 mld dolarów. Do kwoty pó³ miliarda zabrak³o niespe³na 50 mln dol., tyle samo by przebiæ dotychczasowy rekord. Do tego bowiem dnia najdro¿szym obrazem na œwiecie by³o dzie³o Paula Cézanne’a zatytu³owane „Gracze w karty”. To jeden z serii obrazów przedstawiaj¹cy mê¿czyzn oddaj¹cym siê tej rozrywce. Nowym w³aœcicielem tego obrazu zosta³a rodzina królewska Kataru, która kupi³a obraz od greckiego magnata George’a Embiricosa. Zap³aci³a za niego 158,4 mln funtów, czyli oko³o 250 mln dol. Po ujawnieniu tej transakcji, do której dosz³o pod koniec 2011 roku, znawcy rynku sztuki orzekli, ¿e jest to rekord, który d³ugo nie zostanie pobity. Bardzo siê mylili, poniewa¿ to „d³ugo” trwa³o raptem 6 lat. Autorem „rekordzisty” sprzedanego za 450,3 mln dol. jest Leonardo da Vinci, legendarna postaæ w³oskiego renesansu, cz³owiek wielu sztuk i umiejêtnoœci. Jego „Mona Liza” zdobi¹ca Luwr uwa¿ana jest za arcydzie³o sztuki malarskiej. Ale… Wielu znawców wy¿ej sobie ceni „Damê z gronostajem”, która po przejêciu przez polskie pañstwo kolekcji od Czartoryskich (za 100 mln euro), w sk³ad której wchodzi³ obraz, eksponowana jest w Muzeum Narodowym w Krakowie. Nie wiem, czy w tym miejscu mo¿na powiedzieæ, ¿e jest to kwestia, do której odnosz¹ siê s³owa „rzecz gustu”, czy te¿ wnikliwej oceny niuansów sztuki malarskiej Leonarda. Pozostawmy to znawcom… Obraz Leonarda, którego cena niemal siêgnê³a pó³ miliarda dolarów nazywa siê „Salvator Mundi” („Zbawiciel Œwiata”). Niebotyczna kwota, jak¹ za niego zap³acono, wyp³ywa bez w¹tpienia przede wszystkim z faktu, ¿e by³o to do tej pory jedyne dzie³o pêdzla Leonarda znajduj¹ce siê w rêkach prywatnych, a wiêc mo¿liwe do kupna, gdyby jego w³aœciciel tak¹ decyzj¹ podj¹³. A decyzjê tê podj¹³ Dmitrij Rybo³owlew, rosyjski miliarder, który cieszy³ siê „Zbawicielem œwiata” przez cztery lata od roku 2013. „Salvator Mundi” bywa nazywany „obrazem królów”, poniewa¿ namalowany zosta³ w latach 15061513 dla króla Francji Ludwika XII, a jego w³aœci-

cielem by³ przez pewien czas równie¿ król Anglii Karol I. W po³owie XVIII w. obraz zagin¹³ i podobnie jak kilka innych dzie³ Leonarda uznany zosta³ za bezpowrotnie utracony. Sta³o siê jednak inaczej… Angielski kolekcjoner Francis Cook kupi³ go w 1900 nie maj¹c jednak pojêcia spod czyjego pêdzla obraz wyszed³. Trwanie w nieœwiadomoœci przesz³o tak¿e na spadkobierców Francisa Cooka, którzy w roku 1958 sprzedali mocno ju¿ podniszczony obraz za 45 funtów. 47 lat póŸniej, w roku 2005, grupa handlarzy dzie³ami sztuki starych mistrzów kupi³a „Salvatora” za 10 tys. dol. Szefem owych handlarzy by³ niejaki Robert Simon uchodz¹cy za eksperta w dziadzienie malarstwa dawnych mistrzów. Handlarze zrobili œwietny interes, bo gdy znana nowojorska konserwatorka obrazów Dianna Dwyer Modestini (nawiasem mówi¹c dobra znajoma Simona) ods³oni³a po swoich zabiegach „Salvatora Mundi”, ma³o kto mia³ zastrze¿enia co do autorstwa obrazu. Wœród w¹tpi¹cych jest jednak kilku wybitnych znawców malarstwa, ale te akademickie spory dotycz¹ce autentycznoœci dzie³a pozostawmy im do rozstrzygniêcia. Dalszy los „Salvatora”, mimo zastrze¿eñ kilku w¹tpi¹cych, by³ jednak przes¹dzony. Nie zdziwi³o zatem mi³oœników starego malarstwa, ¿e w 2013 r. na aukcji Sotheby’s za 80 mln dol. obraz naby³ szwajcarski marszand Yves Bouvier. Oczywiœcie nie zrobi³ tego by fascynowaæ siê sztuk¹ malarsk¹ Leonarda lecz w celach absolutnie merkantylnych. I on te¿ zrobi³ na „Salva-

GŁOS POLONII 21

torze” œwietny interes, bo jeszcze w tym samym 2013 r. odsprzeda³ obraz wspomnianemu ju¿ rosyjskiemu miliarderowi za… 127,5 mln dol. Zarobi³ wiêc 47,5 mln dol., przy czym media nie podaj¹, czy by³ to zysk netto, czy brutto. Jaki by nie by³, to na bu³kê z mas³em i konfiturami na pewno mu wystarczy³o. S¹dziæ nale¿y, ¿e tym razem raczej nie mo¿na powiedzieæ, ¿e rekord z aukcji „Salvatora” d³ugo nie zostanie pobity. Kwoty windowane na aukcjach dzie³ sztuki, które przeciêtnego Kanadyjczyka czy Europejczyka przyprawiaj¹ o przyspieszone bicie serca, na naftowych i gazowych szejkach z krajów Zatoki Perskiej nie robi¹ wra¿enia. Nasi magnaci finansowi licz¹ skrupulatnie w milionach, ci znad Zatoki dopiero gdy w grê wchodz¹ sumy id¹ce w miliardy zaczynaj¹ przypatrywaæ siê swoim portfelom. Poniewa¿ dom aukcyjny Christie’s nie ujawni³ nabywcy „Salvatora Mundi”, dziennikarzom „New York Times” zajê³o kilka tygodni zidentyfikowanie jego nowego w³aœciciela. Okaza³ siê nim saudyjski ksi¹¿ê Bader bin Abdullah bin Mohammed bin Farhana al-Saud, przyjaciel nastêpcy tronu Arabii Saudyjskiej, Muhammada ibn Salmana. Nie jest on powszechnie znany jako kolekcjoner sztuki, ale ma rozleg³e interesy w bran¿y nieruchomoœci, telekomunikacji i recyklingu w Arabii Saudyjskiej. Jest szefem Saudyjskiej Grupy Badawczo-Marketingowej w Rijadzie (SRMG), ta zaœ w³aœcicielem 15 czasopism i gazet, w tym arabskiego dziennika "Asharq Al-Awsat". We wrzeœniu ksi¹¿ê pomóg³ w podpisaniu umowy pomiêdzy SRMG i Bloombergiem, w efekcie czego powsta³a platforma medialna Bloomberg Al-Arabiya. Dlaczego cz³owiek bardzo bogaty, acz dotychczas raczej nieznany jako kolekcjoner dziel sztuki, wydaje tak ogromny maj¹tek na kupno jednego obrazu? OdpowiedŸ na to pytanie kryje siê za inwestycj¹ powsta³¹ niedawno w jednym z najbogatszych krajów Pó³wyspu Arabskiego. Nazywa siê ona Louvre Abu Dhabi. To arabski oddzia³ paryskiego Luwru. Po aukcji w Christie’s jakiœ pracownik tego muzeum napisa³ na twisterze, ¿e „Salvator Mundi” zbli¿a siê do Louvre Abu Dhabi… I wszystko staje siê jasne. Jasne staje siê tak¿e i to, ¿e na wielu aukcjach dzie³ sztuki nabywcami bêd¹ bogaci mieszkañcy krajów arabskich dzia³aj¹cy, jak wynika z powy¿szych informacji, niekoniecznie we w³asnym imieniu. Tak jak wyros³e na ropie naftowej arcybogate metropolie Abu Dabi imponuj¹ nowoczesnoœci¹, tak zapewne jest zamiarem sponsorów, by Louvre Abu Dhabi, dorównywa³ bogactwem ekspozycji paryskiemu muzeum w Luwrze. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


22 GŁOS POLONII

O krok od œmierci z r¹k tureckich

www.glospolonii.net

Jedyna przegrana bitwa króla Jana III Andrzej Fliss Niespe³na miesi¹c po zwyciêskiej bitwie pod Wiedniem, jej triumfator, polski król Jan III Sobieski by³ dos³ownie o krok od œmierci z r¹k tureckich. Przecz¹c swoim dotychczasowym nawykom i doœwiadczeniu zlekcewa¿y³ przeciwnika i nie zgrupowa³ swoich si³. Dotychczas to w³aœnie uderzenie na przeciwnika skoncentrowanymi si³ami niczym taran rozbija³o w puch wojska wroga. Tym razem by³o inaczej i mog³o dla samego króla skoñczyæ siê tragicznie. Byæ mo¿e u Ÿróde³ takiej lekcewa¿¹cej wobec przeciwnika postawy le¿a³o rozgoryczenie spowodowane potraktowaniem zarówno jego, jak i jego syna Jakuba oraz polskich senatorów po bitwie pod Wiedniem. Gdy by³ potrzebny do ratowania Wiednia przed tureck¹ nawa³¹, cesarz s³a³ do niego dzieñ za dniem ponaglaj¹ce listy, by jak najszybciej przyby³ ze swoimi wojskami na ratunek. Gdy „przyby³, zobaczy³ i zwyciê¿y³, spotka³ siê ze wzgard¹ i lekcewa¿eniem. Rozgoryczenie rozgoryczeniem, ale polski monarcha mia³ œwiadomoœæ, ¿e wojna z Turcj¹ nie zosta³a zakoñczona, tym bardziej, ¿e sporym jej si³om uda³a siê rejterada spod Wiednia. Sobieski chcia³ natychmiast, niemal z marszu ruszyæ za rozproszonymi si³ami tureckimi, unicestwiæ ca³kowicie si³y przeciwnika, zdobyæ Budê i wyzwoliæ spod panowania tureckiego ca³e Wêgry, ale Leopold I nie by³ tym zbyt zainteresowany. Zale¿a³o mu jedynie na przy³¹czeniu do cesarstwa pó³nocnych Wêgier. Po wiedeñskiej klêsce Turcy mieli wiêc kilka tygodni na przygotowanie obrony zajmowanych przez nich Wêgier, z których nie mieli zamiaru siê wycofywaæ. Decyzja o podjêciu dalszych dzia³añ zapad³a dopiero 5 paŸdziernika, a ich celem by³o zdobycie Esztergomu i nastêpnie Pesztu. Wczeœniej jednak trzeba by³o opanowaæ stoj¹c¹ na drodze do tego celu przeszkodê, któr¹ by³a le¿¹ca na lewym brzegu Dunaju twierdza w Parkanach. Polski monarcha nie wiedzia³, ¿e do Kara Mustafy dotar³y wieœci, co ma byæ celem kolejnych ataków wojsk dowodzonych przez Sobieskiego i do twierdzy w Parkanach wys³a³ licz¹cy kilkanaœcie (powy¿ej 15 tysiêcy) korpus jazdy. Polski król, przekonany, ¿e Parkany broni kilkuset janczarów, wyruszy³ o 7 rano 7 paŸdziernika w kierunku twierdzy z 10 tysi¹cami swoich ¿o³nierzy, przede wszystkim jazdy. Od celu dzie³o go 12 kilometrów. Cesarski ksi¹¿ê Karol Lotaryñski zdecydowanie odradza³ Sobieskiemu zupe³nie nieprzygotowany atak z marszu i zagrozi³, ¿e w razie czego nie przyjdzie mu z pomoc¹. Ale polski monarcha by³ uparty i odrzuci³ obawy ksiêcia. No i sta³o siê… Po wymarszu z obozu niespodziewaj¹cy siê niczego niedobrego Sobieski pozwoli³ wojsku rozluŸniæ szyk. Poszczególne jednostki pod¹¿a³y wiêc za sob¹ w pewnym oddaleniu. Na czele sz³a grupa pod wodz¹ stra¿nika koronnego Stefana Bidziñskiego. Liczy³a ona oko³o tysi¹c

koni i sk³ada³a siê z chor¹gwi lekkiej jazdy i dragonów. Za nimi ci¹gnê³y siê inne oddzia³y pod wodz¹ hetmana wielkiego Stanis³awa Jab³onowskiego i samego króla. Na koñcu posuwa³a siê piechota, artyleria i tabor. Bidziñski otrzyma³ od Jana III wyraŸny rozkaz zatrzymania siê przed zamkiem i spokojnego oczekiwania na nadejœcie reszty armii. Sobieski nie chcia³ w ten sposób zbyt wczeœnie uprzedziæ nieprzyjaciela o planowanym ataku. Gdy przednia stra¿ wesz³a na pagórki w pobli¿u Parkan, zobaczy³a zamek i niedu¿y, licz¹cy oko³o piêæset ¿o³nierzy, oddzia³ jazdy tureckiej. Inne wzgórza zas³ania³y kotlinê, w której przyczai³a siê reszta armii muzu³mañskiej. Wbrew rozkazowi Bidziñski nie zatrzyma³ siê, lecz rozpocz¹³ dzia³ania zaczepne. Wspomnian¹ powy¿ej grupê rozbi³ wprawdzie bez wiêkszych trudnoœci, w pogoni jednak jego chor¹gwie wpad³y na przyczajone si³y tureckie. Ich widok i boczny ogieñ dzia³ parkañskich przekona³ stra¿nika wielkiego koronnego do natychmiastowego odwrotu. Nie móg³ jednak wykonaæ tego manewru wystarczaj¹co szybko, gdy¿ wchodz¹cy w sk³ad jego grupy dragoni zostali wczeœniej spieszeni w celu zdobywania zamku. Rozpoczê³a siê powolna rzeŸ niespodziewaj¹cych siê tak ciê¿kiej przeprawy Polaków. Jad¹cy na czele nastêpnego rzutu wojsk koronnych Stanis³aw Jab³onowski, widz¹c co siê dzieje, wyda³ swoim dragonom rozkaz spieszenia i otwarcia ognia do nieprzyjaciela. Wstrzyma³o to na chwilê zapêdy Turków. Hetman wielki poprowadzi³ wówczas wiêkszoœæ jazdy do kontrataku, który za³ama³ siê jednak pod naporem przewa¿aj¹cych mas kawalerii przeciwnika. Si³y Jab³onowskiego zaczê³y siê cofaæ. Sobieski, który dotar³ w³aœnie na plac boju, na widok tej sytuacji zareagowa³ b³yskawicznie, szykuj¹c resztê ¿o³nierzy do kontrataku. Prawe skrzyd³o pozostawi³ cofaj¹cym siê oddzia³om hetmana wielkiego. Lewe powierzy³ Szczêsnemu Potockiemu, œrodek szyku zaœ – wojewodzie lubelskiemu Marcinowi Zamoyskiemu. Wys³a³ te¿ pos³añców do ksiêcia Karola Lotaryñskiego i pod¹¿aj¹cego z ty³u z piechot¹, taborem i artyleri¹ Marcina K¹tskiego z proœb¹ o natychmiastow¹ pomoc.

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Jazda turecka pêdzi³a tu¿ za oddzia³ami Jab³onowskiego i natar³a na nie natychmiast po tym, gdy zajê³y one miejsce na prawym skrzydle. Muzu³manie wiedzieli ju¿ od pojmanych jeñców, ¿e maj¹ do czynienia wy³¹cznie z kawaleri¹ polsk¹ pod wodz¹ samego króla. Warto zauwa¿yæ, ¿e dla Kara Mehmeda by³a to pierwsza bitwa prowadzona samodzielnie. M³odego dowódcê podnosi³a na duchu myœl, ¿e ma wielk¹ szansê pokonania w bezpoœrednim starciu „lwa Lechistanu”. Po kolejnym uderzeniu na skrzyd³o polskie Turcy udali ucieczkê. Chor¹gwie Jab³onowskiego w poœcigu za nimi oddali³y siê od reszty wojsk, a nag³y zwrot przeciwnika spowodowa³ wœród nich zamieszanie. Kara Mehmed wykorzysta³ to i wys³a³ czêœæ ¿o³nierzy w celu ataku na Polaków od ty³u. Widz¹c co siê dzieje Sobieski wyda³ rozkaz zmiany szyku kilku stoj¹cym w pobli¿u niego chor¹gwiom husarskim. Nieatakowane w tym czasie oddzia³y lewego skrzyd³a i centrum poczyta³y to za odwrót i rzuci³y siê do ucieczki. Ca³y szyk polski pêk³ w mgnieniu oka. Wojsko koronne ucieka³o w panice œcigane przez tryumfuj¹cych muzu³manów. Sam król jecha³ w otoczeniu siedmiu towarzyszy: koniuszego koronnego Marka Matczyñskiego, ³owczego koronnego Atanazego Mi¹czyñskiego, porucznika Jana Czerkasa, niejakiego Piekarskiego, dwóch towarzyszy husarskich i nieznanego z imienia arkebuzera, który w ostatniej chwili uratowa³ Sobieskiemu ¿ycie zabijaj¹c dwóch Turków, co „ju¿ siê byli wynieœli z dzid¹ jeden, drugi z szabl¹”. Poœcig Turków prowadzony przez kilkanaœcie kilometrów zatrzyma³ siê dopiero w obliczu nadci¹gaj¹cych kirasjerów cesarskich. Ksi¹¿ê Karol Lotaryñski nie dotrzyma³ danego wczeœniej s³owa i przyszed³ Sobieskiemu z pomoc¹. Kara Mehmed nie chcia³ na razie ryzykowaæ starcia z ca³¹ armi¹ sprzymierzonych i wycofa³ siê w kierunku Parkan. Wys³a³ póŸniej tryumfalny raport do Kara Mustafy donosz¹c mu o wielkim zwyciêstwie”. Na pobojowisku le¿a³o cia³o wojewody pomorskiego, W³adys³awa Denhoffa, który by³ bardzo podobny do Sobieskiego. Gdy Turcy je znaleŸli, byli przekonani, ¿e to cia³o Sobieskiego. Odciêli od zw³ok wojewody g³owê i triumfalnie zawieŸli j¹ do Budy, gdzie przebywa³ turecki su³tan. Dopiero tam zorientowano siê, ¿e to pomy³ka. Klêska, jakiej Sobieski dozna³ 7 paŸdziernika pod Parkanami, by³a znacz¹ca, ale gdy policzono straty, okaza³y siê one nie a¿ tak du¿e, jak mo¿na by³oby s¹dziæ po przebiegu bitwy. Wynios³y one, nie licz¹c rannych, oko³o 500 zabitych. Wydarzenia tego dnia musia³y byæ dla polskiego monarchy jednak bardzo przykre i bolesne. Chcia³ natychmiast sformowaæ wojsko i ponownie zaatakowaæ przeciwnika, ale tym razem da³ siê przekonaæ, ¿e „co nagle, to po diable”, ¿e trzeba opanowaæ emocje i przede wszystkim opracowaæ plan natarcia. Dosz³o do niego po dwóch dniach, 9 paŸdziernika. Zakoñczy³o siê ono triumfalnym zwyciêstwem, o czym napiszemy w nastêpnym wydaniu naszej gazety. n


GŁOS POLONII 23

www.glospolonii.net

For Sale 103 1341 George - White Rock 24904 108 A - Maple Ridge 711 Morrison - Coquitlam 11 9771 152 B  - Surrey 11554 284 - Maple Ridge Lot 1 129 AC - Maple Ridge 494 Trumpeter - Kelowna 14450 Colebrooke  - Surrey 550 Beatty - Vancouver 211 Hillcrest - Calgary 185 Cresta Seaton - Portage 305 10721 139 - Surrey 10552 Baker Place -Maple Ridge 303 Sasamat Lane - N. Vancouver 5249 Indian River Dr. - N. Vancouver

229.000 SOLD 1.099.000 2.180.000  499.000 SOLD 999.000 SOLD 999.000   399.000 SOLD  3.200.000 SOLD  759.000 SOLD  376.000 SOLD  229.000 SOLD  309.000 SOLD 995 000 SOLD 1.599.000 2.388 000

John Samus Realtor You Never Get What You Deserve, You Get What You Negotiate! Coldwell Banker Vantage Realty OFFICE: (604) 585-3555 CELL: (604) 970-1777

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


Głos Polonii - wydanie nr 32  
Głos Polonii - wydanie nr 32  
Advertisement