Page 1

Polsko-kanadyjskie powiązania farmaceutyczne 1 LUTEGO 2017

- str.17

NR 11

GŁOS POLONII www.glospolonii.net

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

34 miliony pasażerów w 2016 roku

Coraz gęściej na polskim niebie Miêdzy rokiem 2004 a 2016 liczba podró¿nych obs³u¿onych na polskich lotniskach komunikacyjnych wzros³a niemal czterokrotnie. W roku 2004 przez polskie „por ty lotnicze” przewinê³o siê 8,8 mln pasa¿erów, w minionym roku 2016 ich liczba przekroczy³a 34 miliony.

str.4-5

Opowieści Lady Buni - str. 6-7

Prawo Agaty - str. 9

Jeżdżąc po Polsce - str. 19


2

www.glospolonii.net

GĹ OS POLONII

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Spis treści:

Słowo wstępne

Sport, poezja, teatr… W

3

iele krajów ma swoj¹ ukochan¹ dyscyplinê sportu i najczêœciej s¹ w niej œwiatow¹ potêg¹. Niektórzy zadaj¹ sobie pytanie czy dlatego s¹ potêg¹, ¿e jest to ukochana dyscyplina, czy te¿ dlatego jest ona ukochana, ¿e s¹ œwiatow¹ potêg¹. Wydaje siê, ¿e jest to zagadnienie typu - „co by³o wczeœniej, jajko czy kura”. Wygl¹da jednak na to, ¿e w sporcie odpowiedŸ jest prostsza. Na przyk³ad w przypadku Kanadyjczyków i ich ukochanego hokeja na lodzie sukcesów jest co niemiara. Ale te¿ wiadomo, ¿e uprawia siê tu tê dyscyplinê masowo i od zawsze. Mo¿na wiêc œmia³o postawiæ tezê, ¿e Kanadyjczycy s¹ hokejow¹ potêg¹ dlatego, ¿e hokej to ich ukochana dyscyplina. Podobnie ma siê rzecz z polskim ¿u¿lem. Przez d³ugie lata, jeszcze za czasów komuny, Polacy w tej dyscyplinie w porównaniu do Anglii, Szwecji, Danii, Nowej Zelandii, Australii, czy nawet USA, byli kopciuszkiem i rzadko notowali jakieœ sukcesy na arenie miêdzynarodowej. A jednak na ¿u¿lowe mecze w Polsce od zawsze przychodzi³y t³umy. Teraz Polska jest ¿u¿low¹ potêg¹ i na stadionach wci¹¿ s¹ t³umy. Mamy najlepsz¹ ligê ¿u¿low¹, je¿d¿¹ w niej najlepsi zawodnicy œwiata. S³owem to ukochana dyscyplina Polaków. Od niedawna ¿u¿lowców zaczynaj¹ doganiaæ… skoczkowie narciarscy. Ale sytuacja jest tutaj nieco inna ni¿ w ¿u¿lu. W XX wieku skoki narciarskie ogl¹da³o siê tylko w czasie olimpiady i podczas Turnieju Czterech Skoczni. Ju¿ uplasowanie siê polskiego skoczka w pierwszej dziesi¹tce jakichœ zawodów uwa¿ane by³o za sukces. Raz przytrafi³ nam siê co prawda z³oty medal na IO w Sapporo w 1972, kiedy to Wojciech Fortuna nieoczekiwanie pokona³ wszystkich rywali, ale by³ to przypadek z cyklu „jedna jaskó³ka wiosny nie czyni”. No i wreszcie przysz³o nowe milenium, a wraz z nim objawi³ nam siê „Orze³ z Wis³y” czyli Adam Ma³ysz, który zacz¹³ brylowaæ na œwiatowych skoczniach. Zdobywa³ praktycznie wszystko co by³o do zdobywania czyli Puchar Œwiata i mistrzostwo œwiata. Wygrywa³ na skoczniach ma³ych, œrednich, du¿ych i wielkich. Zwyciê¿y³ te¿ w Turnieju Czterech Skoczni. Jedyne czego mu zabrak³o to z³otego medalu olimpijskiego. Zdoby³ ich co prawda a¿ 4 (3 srebrne i jeden br¹zowy), ale najwy¿szego stopnia podium nie zdo³a³ zaj¹æ. Polska oczywiœcie oszala³a na punkcie Ma³ysza, a zawody z jego udzia³em bi³y rekordy ogl¹dalnoœci. A ¿e trwa³o to bez ma³a 10 lat to socjologowie wymyœlili nawet nazwê na to zjawisko - „ma³yszomania”. I w³aœnie na bazie tej „ma³yszomanii” doczekaliœmy siê godnych nastêpców naszego mistrza. No bo przecie¿ taka musia³a byæ naturalna kolej rzeczy. Skoro Ma³ysz by³ narodowym bohaterem to zrozu-

POLSKA GOSPODARKA Coraz gêœciej na polskim niebie - str. 4-5

mia³e, ¿e miliony ma³ych ch³opców chcia³o iœæ w jego œlady. Szkó³ki skoków narciarskich prze¿ywa³y prawdziwe oblê¿enie, powstawa³y nowe skocznie i na efekty nie trzeba by³o d³ugo czekaæ. Pojawi³a siê ca³a grupa m³odych i utalentowanych zawodników, a najlepszy z nich - Kamil Stoch ju¿ teraz mo¿e siê pochwaliæ, ¿e dogoni³ swojego mistrza i idola z dzieciñstwa. Ba pod jednym wzglêdem nawet go przegoni³ - wszak Kamil jest zdobywc¹ dwóch z³otych medali olimpijskich podczas Igrzysk w Soczi w 2014 roku. Ten sezon wydaje siê byæ historyczny dla polskich skoków. Nasi zawodnicy ju¿ dwukrotnie stanêli na najwy¿szym stopniu podium w konkursie dru¿ynowym - co siê do tej pory jeszcze nie zdarzy³o - i zajmuj¹ pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Narodów. Czy zatem mo¿na siê dziwiæ, ¿e skoki narciarskie sta³y siê nasz¹ dyscyplin¹ narodow¹? Sukcesy naszych sportowców to jeszcze jeden powód do tego ¿eby postawiæ na sport i odpuœciæ sobie politykê. No bo czy jakikolwiek polityk czy te¿ jakakolwiek partia s¹ w stanie dostarczyæ nam choæby jedn¹ setn¹ tych radoœci i wzruszeñ jakich doœwiadczamy od sportowców? Pytanie jest oczywiœcie retoryczne. W te sukcesy polskich skoczków narciarskich doskonale wpisuj¹ siê organizatorzy tradycyjnego ju¿ Ma³ego Memoria³u Bronka Czecha. S¹ to rodzinne zawody narciarskie i snowboardowe, które w tym roku odbêd¹ siê 5 marca na Mt. Seymour. Oprócz sportu, który polecam i polityki, któr¹ odradzam, s¹ jednak jeszcze inne dziedziny ¿ycia, którymi warto siê zainteresowaæ. Ot choæby poezja i teatr. I z jednym i drugim bêdziemy mieli do czynienia wiosn¹ tego roku. Najpierw 25 marca w Port Moody odbêdzie siê Wieczór Poetycki dla Szufladowych Poetów, który organizuje Puppet Theater Jester Society. Tydzieñ póŸniej w Coquitlam Teatr Polski Vancouver przedstawi nam dwie jednoaktówki naszego polskiego mistrza komedii, Aleksandra Fredry. Bêd¹ to „Zrzêdnoœæ i przekora” oraz „Œwieczka zgas³a”, w adaptacji Ryszarda Kopplingera i w re¿yserii Marka Czumy. Na scenie zobaczymy Elizabeth Kozlowski, Juliê Siedlanowsk¹, Feliksa Rohraffa, Artura Stofela i Marka Jab³oñskiego. A dla fanów kobiecych wdziêków Polonez Tri-City Polish Association zorganizowa³ wybory Miss Polonia 2017. Fina³ odbêdzie siê w Port Coquitlam, w hotelu Poco Inn & Suites ju¿ 12 lutego. Jest jeszcze oczywiœcie G³os Polonii, który Pañstwu serdecznie polecam i ¿yczê mi³ej lektury.

Krzysztof Pipa³a, redaktor naczelny G³osu Polonii

Wydawca: Voice of Polonia Co. e-mail: redakcja@glospolonii.net Redaktor Naczelny: Krzysztof Pipa³a, e-mail: kpipala@o2.pl Zespó³ redakcyjny: Krzysztof Pipa³a, Krzysztof Propolski, Antoni Fajkowski (Kanada), Marek Góralski, Jacek Stachiewicz (Polska) Stale współpracują: Jolanta Lipińska (Nowy Jork), Ryszard Kudzian (Polska - rysunki) Dyrektor DTP (projekt gazety): Rafa³ Mrozowicz (Polska)

TYLKO U NAS Opowieœci Lady Buni: „Podró¿e, podró¿e te ma³e i du¿e…” - str. 6-7

OPOWIADANIE „Go³êbie” - Roman Madejowski - str. 7-8

PRAWO AGATY Wiza studencka - str. 9

WYDARZENIE Podsumowanie 25. Fina³u WOŒP- str. 13

TEATR Teatr Polski Vancouver zaprasza na Fredrê! - str. 14-15

IMPREZY Sylwester z Belwederem - fotoreporta¿ - str. 16

POLSKA - KANADA Polsko-kanadyjskie powi¹zania farmaceutyczne - str. 17

SZTUKA Kolekcja Lanckoroñskich - str. 18

JE¯D¯¥C PO POLSCE Statkiem po torach - str. 19

WOKÓ£ SPORTU Polscy skoczkowie znów najlepsi w konkursie dru¿ynowym- str. 20-21

ROZRYWKA Krzy¿ówki - str. 22

GŁOS POLONII Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Adres redakcji: 2979 Fleet Street, Coquitlam BC, V3C 3R9 tel. 778 903 6797 Internet Home Page: www.glospolonii.net Drukarnia: Vanpress Printers, 8325 Riverband Court, Burnaby BC, V3N 5E7 Biuro Og³oszeñ: tel. 778 903 6797, e-mail: kpipala@o2.pl, redakcja@glospolonii.net Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zezwolenia wzbronione. Egzemplarz bezp³atny. Tekstów nie zamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzega sobie również prawo skracania i opracowania redakcyjnych tekstów nie zmówionych, jak również prawo nie publikowania nadesłanych tekstów bez podania przyczyny odmowy. Treść opublikowanej korespondencji nie musi być zgodna ze stanowiskiem redakcji, a prezentowane w niej opisy zdarzeń mogą mijać się z prawdą. Za treść ogłoszeń, komunikatów oraz za opinie i opisy wydarzeń zawarte w listach do redakcji, redakcja nie ponosi odpowiedzialności, ani też za żadne pomyłki i ominięcia powstałe w trakcie opracowania lub druku. Wszelkie prawa do dwutygodnika „Głos Polonii” i materiałów reklamowych zamieszczanych w tym periodyku są zastrzeżone na rzecz Voice of Polonia Co.

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


4

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

W ci¹gu ostatnich 12 lat liczba podró¿nych obs³u¿onych na polskich lotniskach komunikacyjnych ogromnie wzros³a!

Co­raz­gęściej­na­pol­skim­nie­bie Jacek Stachiewicz

Miêdzy rokiem 2004 a 2016 liczba podró¿nych obs³u¿onych na polskich lotniskach komunikacyjnych wzros³a niemal czterokrotnie. W roku 2004 przez polskie „por ty lotnicze” przewinê³o siê 8,8 mln pasa¿erów, w minionym roku 2016 ich liczba przekroczy³a 34 miliony. „Por ty lotnicze” z 2004 r. umieœci³em w cudzys³owie nie bez powodu, poniewa¿ 12 lat temu dla wiêkszoœci z nich by³a to nazwa umowna. Ich obiekty bardziej przypomina³y podrzêdne hale targowe, a w wielu przypadkach byle jakie baraki i niewiele mia³y wspólnego z terminalami lotnisk komunikacyjnych o charakterystycznej, niejednokrotnie bardzo oryginalnej architekturze. Wymieniony w pierwszym zdaniu rok 2004 ma w odniesieniu do lotnictwa komunikacyjnego w Polsce prze³omowe, mo¿na powiedzieæ - fundamentalne znaczenie. W tym¿e roku Polsko przyjêta zosta³a do grona krajów tworz¹cych Uniê Europejsk¹ i Polacy zaczêli natychmiast wykorzystywaæ nowe mo¿liwoœci, jakie stwarza³a akcesja, a tak¿e konsumowaæ przypadaj¹ce z tego faktu profity. Zgodnie z unijn¹ polityka wyrównywania szans, do Polski zaczê³y nap³ywaæ miliardy euro i niemal z dnia na dzieñ kraj sta³ siê najwiêkszym placem budowy w Europie. Rozpoczê³a siê budowa nowoczesnej infrastruktury i te kolosalne inwestycje nie ominê³y tak¿e lotnisk komunikacyjnych. Byle jakie baraki w ci¹gu kilku lat zamieni³y siê w nowoczesne obiekty o równie nowoczesnej architekturze. Akcesja kraju do Unii Europejskiej odbi³a siê tak¿e i to w znacz¹cym stopniu na mobilnoœci Polaków. Mobilnoœæ by³a jednak w bardzo du¿ej mierze wymuszona, a zjawisko to w szczególnie jaskrawym stopniu da³o siê zauwa¿yæ na peryferyjnych lotniskach, jak na przyk³ad w Jasionce ko³o Rzeszowa, który by³ wtedy stolic¹ najbiedniejszego regionu Polski i jednego z najbiedniejszych w ca³ej Unii Europejskiej. Na tym lotnisku w znacz¹cym stopniu da³o siê zauwa¿yæ, ¿e si³¹ napêdow¹ rozwoju ruchu lotniczego stali siê bezrobotni Polacy, którzy nie mieli szans na znalezienie pracy w kraju i w jej poszukiwaniu ruszyli za granicê. Z godnym podziwu refleksem wyczu³ ten trend irlandzki tani przewoŸnik Ryanair, który niemal natychmiast uruchomi³ tanie za-

graniczne po³¹czenia, oczywiœcie przede wszystkim do krajów, które z chwil¹ wejœcia Polski do Unii Europejskiej otworzy³y swoje rynki pracy dla naszych rodaków. Nic tedy dziwnego, ¿e najbardziej dynamicznie Ryanair rozwija³ po³¹czenia do Irlandii i Wielkiej Brytanii, które pierwsze znios³y ograniczenia dla pracowników z Polski. Ryanair do dziœ te¿ pozostaje lini¹ lotnicz¹ obs³uguj¹c¹ najwiêksz¹ liczbê pracuj¹cych za granicami kraju Polaków i niemal posiada monopol na loty z Polski do portów brytyjskich.

Wzloty i tylko jedno przyziemienie Wzrost lotniczego ruchu pasa¿erskiego w Polsce by³ wrêcz skokowy. O ile w roku 2004 przez polskie lotniska przewinê³o siê 8,8 mln pasa¿erów, to dwa lata póŸniej ju¿ 15,7 mln, czyli przyrost wyniós³ a¿ 74 proc. Takiego skoku nie odnotowa³ ¿aden inny kraj. Si³¹ rzeczy musia³a tak¿e wzrosn¹æ liczba operacji lotniczych, czyli startów i l¹dowañ. W roku 2004 by³o ich 179 321, dwa lata póŸniej 236 746. Mniejszy procentowy wzrost operacji lotniczych w porównaniu ze wzrostem liczby pasa¿erów wskazuje, ¿e zwiêkszy³a siê wielkoœæ a tym samym pojemnoœæ samolotów, które zaczê³y obs³ugiwaæ po³¹czenia do i z Polski. I rzeczywiœcie, w 2004 r. na jedn¹ operacjê lotnicz¹ przypada³o œrednio 49 odprawionych pasa¿erów, natomiast dwa lata póŸniej ju¿ 65. W latach 2004 i 2006 dzia³a³o w Polsce 10 lotnisk regionalnych i jeden centralny port lotniczy w Warszawie i te w³aœnie lata to czasy dynamicznego rozwoju lotnisk regionalnych. W 2004 r. przypada³o na nie 40 proc. wszystkich operacji lotniczych w Polsce i 31 proc. obs³u¿onych pasa¿erów, natomiast dwa lata póŸniej udzia³ operacji lotniczych wzrós³ do 47 proc. i taki¿ sam by³ procent obs³u¿onych pasa¿erów. Dynamiczny przyrost ruchu lotniczego postêpowa³ tak¿e w kolejnych dwóch latach, a¿ nasta³ rok 2009 i nast¹pi³o gwa³towne przyziemienie. By³a to bez w¹tpienia konsekwencja kryzysu finansowego z 2008 roku, który pogr¹¿y³ w recesji niemal ca³y œwiat. Tak¿e w Polsce, podobnie jak w innych krajach, musia³ siê on odbiæ negatywnie tak¿e na pasa¿erskim ruchu lotniczym. W porównaniu z rokiem poprzednim, w roku 2008 liczba odprawionych pasa¿erów na wszystkich polskich lotniskach spad³a w sumie o 1,7 miliona osób, natomiast liczba operacji lotniczych a¿ o 19 856 startów i l¹dowañ. Co ciekawe, jedynym lotniskiem komunikacyjnym w Polsce, które w tym¿e 2009 r. nie odnotowa³o spadku, lecz wzrost tak operacji lotniczych, jak i liczby odprawionych pasa¿erów, by³a wspomniana ju¿ Jasionka ko³o Rzeszowa. Lotnisko to obs³u¿y³o o 60 596 pasa¿erów wiêcej ni¿ w roku 2008, a przyrost operacji lotniczych zamkn¹³ siê liczb¹

817. W latach nastêpnych po kryzysie 2008 r., ruch lotniczy w Polsce notowa³ nieustaj¹cy wzrost. Z ma³ymi wyj¹tkami, którymi by³y absolutnie peryferyjne lotniska, jak w Zielonej Górze czy w takiej metropolii jak £ódŸ, której port lotniczy odnotowa³ w roku 2016 kolejny spadek odprawionych pasa¿erów. Sceptycy i malkontenci twierdz¹ co prawda, ¿e 34 mln pasa¿erów odprawionych w 2016 r. we wszystkich lotniskach w Polsce, to ledwie o 5 mln wiêcej ni¿ obs³uguje Kopenhaga i o 8 mln mniej od odprawianych w Monachium, ale nie bior¹ oni pod uwagê polskich realiów. Po pierwsze - Polacy zaczêli lataæ samolotami po 1989 roku, a tak na dobr¹ sprawê po roku 2004, gdy za granic¹ otworzy³ siê dla nich rynek pracy. Po drugie - w krajach Zachodu ruch lotniczy napêdza turystyka i biznes, w Polsce napêdzaj¹ go ci, którzy poszukuj¹ za granic¹ pracy. Po trzecie - Polacy s¹ w swej masie biedni w porównaniu do mieszkañców krajów Zachodu. To tak, jak z narzekaniami dobrze zarabiaj¹cych dziennikarzy motoryzacyjnych, ¿e Polacy kupuj¹ stare samochody a nie nowe. Kupuj¹ stare, bo nie maj¹ pieniêdzy na nowe. Podobnie jest z lataniem. To proste, jak przys³owiowa konstrukcja cepa. Gdyby Polacy byli w swej masie majêtni, w ruchu lotniczym Polski nie dominowa³yby tanie linie Ryanair i WizzAir. Irlandczycy (Ryanair) lataj¹ niemal do wszystkich lotnisk w Polsce i z niemal ka¿dego transportuj¹ poszukuj¹cych pracy Polaków do Dublina w Irlandii oraz Londynu i do innych miast na Wyspach Brytyjskich.

Nowe lotniska W Polsce trwa dyskusja na temat zasadnoœci budowania nowych lotnisk komunikacyjnych. S¹ ich zwolennicy i przeciwnicy. Za racjami tych pierwszych przemawia nowe lotnisko w Œwidniku ko³o Lublina. Wró¿ono mu wegetacjê, a ono prze¿ywa niebywa³y rozkwit. Pierwsze samoloty wystartowa³y z jego pasa startowego w 2012 r. i z roku na rok odnotowywa³o 40-procentowy przyrost odprawianych pasa¿erów. Bo… Lublin to miasto licz¹ce 350 tys. mieszkañców, z którego bardzo blisko do granicy z Bia³orusi¹ i Ukrain¹. Nowe lotniska, których nie by³o w 2004 r. to Radom, Modlin (jako warszawskie lotnisko dla tanich linii) oraz otwarte w minionym roku lotnisko dla Olsztyna w Szymanach. Ka¿de z tych lotnisk ma swoja specyfikê. Z Goleniowa pod Szczecinem Ryanair i WizzAir lataj¹ do Anglii i Norwegii, bo tam pracuj¹ Polacy. Z Jasionki ko³o Rzeszowa pierwsze po³¹czenia to lotniska w Dublinie i Londynie, a wiêc te, na których l¹dowali polscy gastarbeiterzy; dopiero potem dosz³y kierunki ”biznesowe” (Frankfurt, Monachium) i turystyczne. W dyskusji ”za” czy „przeciw” ci pierwsi maj¹ wiêcej argumentów.

Dwutygodnik­Polonii­kanadyjskiej­w­Kolumbii­Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

A oto jak wygl¹da³ ruch lotniczy na poszczególnych lotniskach w Polsce w roku 2016. Z koniecznoœci podajemy tylko najwa¿niejsze informacje: WARSZAWA OKÊCIE (LOTNISKO CHOPINA) - 12 836 500 pasa¿erów W 2016 r. liczba odprawionych pasa¿erów zwiêkszy³a siê o 1,6 mln (wzrost wyniós³ 14,5 proc.) w porównaniu z rokiem poprzednim. Z Warszawy lata siê do 108 portów lotniczych w 45 krajach. Z lotniska lata³o 35 regularnych przewoŸników, w tym nowi - Air China oraz Air Canada Rouge. Linie Emirates i Qatar Airways zaczê³y obs³ugiwaæ po³¹czenie z Warszaw¹ wiêkszymi samolotami. Przewiduje siê rozbudowê terminala.

wy przewoŸnik Transavia uruchomi trzy razy w tygodniu rejsy do Amsterdamu. WARSZAWA MODLIN - 2 860 874 pasa¿erów Od 2015 r. ruch pasa¿erski wzrós³ o 12 proc. W po³owie listopada ub.r. Modlin (zacz¹³ dzia³aæ w 2012 r.) obs³u¿y³ 8-milionowego pasa¿era. Jedynym regularnym przewoŸnikiem operuj¹cym z tutejszego portu jest Ryanair, który ma w ofercie 40 po³¹czeñ. Jako ostatnie pojawi³y siê Belfast, Birmingham, Edynburg, Leeds, Newcastle, Porto, Tuluza, Walencja. W marcu

Ryanair jest dziœ lini¹ lotnicz¹ obs³uguj¹c¹ najwiêksz¹ liczbê pracuj¹cych za granicami kraju Polaków i niemal posiada monopol na loty z Polski do portów brytyjskich.

KRAKÓW BALICE - 4 983 645 pasa¿erów W 2016 r. port lotniczy obs³u¿y³ o 760 tys. pasa¿erów wiêcej ni¿ w roku 2015 (wzrost o 18 proc.). W trwaj¹cym sezonie zimowym lotnisko ma w ofercie 65 po³¹czeñ regularnych do 57 portów lotniczych w 17 krajach, obs³ugiwanych przez 21 przewoŸników. To jedyny w Polsce port lotniczy, z którego lataj¹ tanie linie Easy Jet. W minionym roku uruchomi³y po³¹czenia do Genewy, Manchesteru, Neapolu i Wenecji. Od marca br. izraelski EL-AL. zacznie lataæ do Tel Awiwu, a w lipcu maj¹ wróciæ bezpoœrednie rejsy do Chicago (LOT). GDAÑSK - 4 010 846 pasa¿erów Gdañskie lotnisko bije rekordy wzrostu obs³ugiwanych pasa¿erów. Z lotniska lataj¹: LOT, Lufthansa, SAS, Air Berlin, Finnair, Norwegian, Ryanair, Wizz Air i Sprint Air. W maju 2017 r. w Gdañsku pojawi siê KLM z lotami do Amsterdamu, a na lotnisku rozpoczn¹ siê inwestycje warte 40 mln z³. KATOWICE PYRZOWICE - 3 221 261 pasa¿erów W sezonie wiosenno-jesiennym lotnisko mia³o w ofercie 96 tras regularnych i czarterowych do 24 pañstw. Polski oddzia³ Biura Podró¿y TUI realizowa³ bezpoœrednie rejsy czarterowe do Punta Cany w Dominikanie. Od marca br. Wizz Air bêdzie lata³ do Lizbony, Reykjaviku, Catanii i na Maltê. Od maja no-

br. Ryanair zacznie lataæ do Faro (Portugalia). WROC£AW - 2 419 559 pasa¿erów Z Wroc³awia lataj¹ LOT, Lufthansa, Eurowings, SAS, Ryainair, Wizz Air i Sprint Air. Przyrost rok do roku wyniós³ 100 tys. pasa¿erów. Trasy krajowe wygenerowa³y 478 tys. pasa¿erów. W 2016 r. Wroc³aw wzbogaci³ siê o 10 nowych po³¹czeñ, w tym m.in. o loty do Kijowa. W sezonie wiosenno-letnim Wizz Air zacznie lataæ do Lizbony i na Majorkê. POZNAÑ £AWICA - 1 710 000 pasa¿erów Lotnisko w Poznaniu obs³u¿y³o w 2016 r. wiêcej pasa¿erów ni¿ rok wczeœniej; pobi³o tak¿e rekord z roku 2012, kiedy w stolicy Wielkopolski rozgrywano me cze w ra mach pi³ kar skich mi strzostw Eu ro py. Z Poznania operuj¹ LOT, Lufthansa, SAS, Ryanair i Wizz Air. LOT odnotowa³ najwiêksz¹ dynamikê wzrostu liczby pasa¿erów m.in. dziêki zwiêkszeniu liczby rejsów do Warszawy. Poniewa¿ w czerwcu br. rozpocznie siê remont linii kolejowej Warszawa - Poznañ (ma trwaæ dwa lata) powietrzni przewoŸnicy planuj¹ zwiêkszenie liczby po³¹czeñ ze stolic¹. RZESZÓW JASIONKA - 664 tys. pasa¿erów Lotnisko pod Rzeszowem z roku na rok poprawia swój wynik. Rok 2016, to kolejny rekordowy rok, mimo ¿e sta³e po³¹czenia obs³uguje jedynie trzech przewoŸników: LOT, Lufthansa i Ryanair. W ubieg³ym

5

roku uruchomiono tanie loty do Berlina. Najwiêkszy ruch wygenerowa³y jednak po³¹czenia do Londynu (194 tys.) i do Warszawy (172 tys.). Rzeszów ci¹gle liczy na bezpoœrednie rejsy do Nowego Jorku. SZCZECIN GOLENIÓW - 467 877 pasa¿erów Wzrost ruchu o 13 proc. Z lotniska lataj¹ LOT, Ryanair, Wizz Air i Norwegian. W ubieg³ym roku LOT zwiêkszy³ liczbê po³¹czeñ do Warszawy. W tym roku do rywalizacji o pasa¿erów udaj¹cych siê do Warszawy stanie Ryanair. Port lotniczy przeszed³ gruntown¹ modernizacjê - zbudowano drogi ko³owania, rozbudowano p³ytê postojow¹, kapitalny remont przesz³a droga startowa. W najbli¿szym czasie rozpocznie siê rozbudowa terminala. LUBLIN ŒWIDNIK - 377 606 pasa¿erów W porównaniu z rokiem poprzednim w 2016 r. ruch wzrós³ o 42,5 proc. Wizz Air lata ze Œwidnika do szeœciu miast i ma na tym lotnisku jedn¹ z szeœciu swoich polskich baz. W maju br. do siatki po³¹czeñ dojdzie Liverpool. Ryanair lata do Londynu Stansted, a pod koniec marca zacznie lataæ do Dublina. W sezonie wakacyjnym linia Small Planet lataæ bêdzie do Barcelony, Burgas i Heraklionu. Lotnisko posiada nowoczesny terminal, który… bardzo szybko okaza³ siê za ciasny i wkrótce rozpocznie siê jego rozbudowa. BYDGOSZCZ - 337 000 pasa¿erów To jedno z trzech polskich lotnisk, które w minionym ro ku od no to wa ³o spa dek licz by pa sa ¿e rów. Z Bydgoszczy mo¿na polecieæ liniami Ryanair do Londynu Stansted i Birmingham, natomiast Lufthans¹ do Frankfurtu. W marcu wróc¹ zawieszone na sezon zimowy loty do Glasgow i Dusseldorfu, a Lufthansa zwiêkszy tygodniow¹ liczbê po³¹czeñ do Frankfurtu. Natomiast w kwietniu wróc¹ loty do Rzymu obs³ugiwane przez w³osk¹ liniê lotnicz¹ Mistral Air. £ÓD - 241 271 pasa¿erów Liczba pasa¿erów wci¹¿ spada (w rekordowym roku 2012 lotnisko obs³u¿y³o 463 tys. pasa¿erów). W minionym roku spadek wyniós³ 46 300 osób. Widocznie siatka po³¹czeñ nie odpowiada mieszkañcom £odzi i regionu. Z lotniska lataj¹ Ryanair (Londyn, East Midlands, Dublin) i Adria (Monachium, Pary¿, Amsterdam). W sezonie wakacyjnym 2017 w ofercie znajd¹ siê tak¿e loty czarterowe do Heraklionu, na Korfu i Zakynthos. OLSZTYN MAZURY - 47 146 pasa¿erów Miniony rok by³ pierwszym w historii olsztyñskiego lotniska. Obs³u¿y³o ono 47,1 tys. pasa¿erów (znacznie wiêcej ni¿ prognozowano) za spraw¹ linii Ryanair (Londyn Stansted) i Wizz Air (Londyn Luton). W maju 2017 r. Wizz Air zacznie lataæ do Oslo, a w sezonie letnim uruchomione zostan¹ czartery, które w ubieg³ym roku obs³ugiwa³y linie Adria, Sprint Air i LOT. ZIELONA GÓRA BABIMOST - 9443 pasa¿erów Wynik uzyskany w minionym roku jest gorszy nie tylko od sezonu 2015 (17,1 tys. obs³u¿onych pasa¿erów). Jest gorszy tak¿e od wyniku z lat 2012 i 2013. Obecnie jedynym regularnym po³¹czeniem s¹ loty do Warszawy realizowane przez liniê Sprint Air. Na wynikach tego lotniska ci¹¿y z pewnoœci¹ bliskie s¹siedztwo portów lotniczych Berlina. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


6

N

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

aj­wiêk­szym­uro­kiem­urlo­pu­jest­po­dró¿­-­ma­wia³­mój dzia­dek­Ed­mund.­Pierw­sze­po­dró­¿e­pa­miê­tam­z­lat­dzie­ciê­cych,­wcze­snych­dzie­ciê­cych­lat.­Nie­mie­li­œmy­jesz­cze­sa­mo­cho­du,­a­ma­ma­po­cho­dzi­³a­z­dru­gie­go­koñ­ca­Pol­ski.­Tra­sa­Ja­ro­s³aw­-Czer­wieñsk­ko­³o­Zie­lo­nej­Gó­ry­by­³a­doœæ­d³u­ga, po­nad­18­go­dzin­po­dró­¿y­po­ci¹­giem.­Co­ro­ku­na­wa­ka­cje­je­cha­³y­œmy­z­ma­m¹­do­dziad­ków.­ Polskimi kolejami do dziadków Przy­go­to­wa­nia­do­po­dró­¿y­trwa­³y­kil­ka­dni.­Pa­miê­tam­tek­tu­ro­w¹­ zie­lo­n¹­ wa­liz­kê.­ By­³a­ ta­ka­ ma­gicz­na­ i­ ta­jem­ni­cza. Wiêc­ma­ma,­za­opa­trzo­na­w­wa­liz­ki­z­nie­zbêd­ny­mi­rze­cza­mi na­mie­siêcz­ny­urlop,­wy­ru­sza­³a­z­dwój­k¹­ma­³ych­dzie­ci.­Jed­na­wiel­ka­tor­ba­to­by­³o­je­dze­nie,­dru­ga­z­pi­ciem­i­s³o­dy­cza­mi.­Do­Kra­ko­wa,­gdzie­by­³a­prze­siad­ka,­od­wo­zi³­nas­ta­ta,­¿e­by­po­móc­ma­mie­wsi¹œæ­z­na­mi­do­po­ci¹­gu.­ By­³y­ to­ cza­sy,­ kie­dy­ lu­dzie­ bar­dzo­ ocho­czo­ po­dró­¿o­wa­li PKP,­wiêc­po­ci¹­gi­by­³y­prze­pe³­nio­ne­po­brze­gi.­Mat­ka­z­dwój­k¹­dzie­ci­po­trze­bo­wa­³a­miejsc­sie­dz¹­cych.­Mo­ja­ma­ma­ko­bie­ta­bar­dzo­za­rad­na.­Sta­wia­³a­nas­z­ta­tu­siem­w­sze­re­gu­na pe­ro­nie,­obok­nas­wa­liz­ki­i­pa­da­³a­ko­men­da:­Sta­siu!­Nad­je¿­d¿a­po­ci¹g,­ja­wska­ku­jê,­a­ty­przez­okno­po­dasz­mi­wa­liz­ki­i dziew­czyn­ki!­To­nie­pod­le­ga­³o­¿ad­nej­dys­ku­sji­ze­stro­ny­oj­ca.­Tak­na­le­¿a­³o­zro­biæ.­Wiêc­ma­ma­no­to­rycz­nie­wska­ki­wa­³a do­nad­je¿­d¿a­j¹­ce­go­po­ci¹­gu,­my­na­ten­wi­dok­wpa­da­³y­œmy w­pa­ni­kê­i­ro­bi­³y­œmy­wrzask­na­ca­³y­pe­ron.­Oj­ciec­ze­sto­ic­kim­spo­ko­jem­po­da­wa³­wa­liz­ki,­a­na­stêp­nie­rów­nie¿­nas­przez okno.­ Ewen­tu­al­nie,­ jak­ nie­ uda­³o­ siê­ ma­mie­ wsko­czyæ­ na schod­ki­ ja­d¹­ce­go­ po­ci¹­gu,­ to­ za­wsze­ ktoœ­ wy­gl¹­da³­ przez okno.­Pro­szê­po­daæ­mi­rê­kê!­-­krzy­cza­³a­i­od­wra­ca­j¹c­siê­do oj­ca­pa­da³­roz­kaz:­Po­mó¿!­Oj­ciec­pod­sa­dza³­ma­mê,­a­ta­myk przez­okno­i­ju¿­za­raz­mia­³a­za­jê­te­miej­sca­w­prze­dzia­le.­Ju¿ przez­ja­kieœ­okno­wy­gl¹­da­³a­na­wo­³u­j¹c­oj­ca,­¿e­by­po­da³­nas­i wa­liz­ki.­ W­ za­sa­dzie­ chy­ba­ ni­gdy­ nie­ wsia­da­³y­œmy­ drzwia­mi...­Nie­pa­miê­tam­do­k³ad­nie.­Kie­dy­ju¿­wszyst­ko­by­³o­ulo­ko­wa­ne­jak­trze­ba,­³¹cz­nie­z­dzieæ­mi,­a­po­ci¹g­mia³­jesz­cze chwi­lê­do­od­jaz­du,­ma­ma­wy­cho­dzi­³a­na­pe­ron­na­pa­pie­ro­sa. Nie­ po­tra­fi­³y­œmy­ sie­dzieæ­ grzecz­nie­ i­ cze­kaæ.­ Po­ci¹­gi­ by­³y pa­ro­we,­wiêc­jak­tyl­ko­po­ci¹g­pu­œci³­pa­rê,­bie­g³y­œmy­do­drzwi wej­œcio­wych,­krzy­cz¹c­na­ca­³¹­sta­cjê:­Ma­mo!­Ma­mo!­Od­je¿­d¿a­my!­Wsia­daj!­By³­rów­nie¿­p³acz­i­kro­ko­dy­le­³zy.­ Pa­miê­tam­po­cz¹­tek­po­dró­¿y,­kie­dy­to­wy­god­nie­sa­do­wi­³y­œmy­siê­na­fo­te­lu­w­prze­dzia­le­pierw­szej­kla­sy.­Po­oko­³o­10 km­za­czy­na­³y­œmy­jeœæ.­Ma­ma­szy­ko­wa­³a­ty­le­je­dze­nia­na­po­dró¿,­¿e­dla­nas­by­³o­oczy­wi­ste,­¿e­jak­po­ci¹g­ru­sza,­na­le­¿y za­cz¹æ­od­po­si³­ku.­W­ruch­pierw­sze­sz³y­bu³­ki­z­szyn­k¹,­a ma­ma­wyj­mo­wa­³a­za­pa­ko­wa­ne­w­wo­re­czek­umy­te­po­mi­dor­ki.­By­³y­te¿­jaj­ka­go­to­wa­ne,­ka­nap­ki­z­¿ó³­tym­se­rem,­go­³¹b­ki i­pie­czo­ny­kur­czak.­Do­te­go­w­ter­mo­sie­li­try­her­ba­ty­wraz­z ka­w¹­dla­ma­my.­W­wo­recz­ku­mo­kra­œcie­recz­ka­do­wy­tar­cia r¹k,­su­cha­œcie­recz­ka,­w­s³o­iku­tro­chê­wo­dy­do­umy­cia­r¹k. Obo­wi¹z­ko­wo­wy­kroch­ma­lo­ne­œcie­recz­ki,­w­któ­re­ma­ma­za­wi­ja­³a­sztuæ­ce.­Sza­leñ­stwo!­Cie­ka­we,­ile­w³a­œci­wie­tych­to­reb­by­³o…­Tych­z­je­dze­niem­to­chy­ba­ze­czte­ry! Po­dró¿­up³y­wa­³a­na­¿ar­ciu­i­prze­ci­ska­niu­siê­do­³a­zien­ki. G³ów­n¹­atrak­cj¹­by­³y­wi­zy­ty­w­Wars­-ie.­Ma­ma­za­ma­wia­³a tam­go­r¹­c¹­i­moc­n¹­ka­wê,­kie­dy­ju¿­za­bra­k³o­jej­w­ter­mo­sie, a­nam­ku­po­wa­³a­gu­my­Do­nal­dy­i­wa­fel­ki­Prin­ce­Po­lo.­Wars by³­te¿­je­dy­nym­miej­scem,­gdzie­mo¿­na­by­³o­wyjœæ­na­spa­cer.­Na­sz¹­roz­ryw­k¹­by­³o­za­cze­pia­nie­lu­dzi,­prze­py­tu­j¹c,­gdzie i­po­co­ja­d¹.­ Do­ Czer­wieñ­ska­ do­cie­ra­³y­œmy­ póŸ­n¹­ no­c¹,­ a­ w³a­œci­wie nad­ra­nem­-­po­go­dzi­nie­trze­ciej.­Na­pe­ro­nie­cze­ka­³a­bab­cia­z dziad­kiem.­Dzia­dek­wy­je¿­d¿a³­po­nas­po­nie­miec­kim­ro­we­rem­po­¿y­czo­nym­od­s¹­sia­da.­Do­ro­we­ru­mo­co­wa³­na­sze­wa­liz­ki.­Pie­szo,­spa­cer­kiem­nad­ra­nem­do­do­mu.­Do­dziœ­pa­miê­tam­uli­cê­z­ko­cich­³bów.­Czer­wieñsk­by³­cu­dow­nym­miej­scem­na­wa­ka­cje,­ma­leñ­ka­miej­sco­woœæ,­po­³o­¿o­na­przy­le­sie,­nie­wiel­kie­osie­dle­blo­ków,­a­za­nim­od­kry­ty­ba­sen.­Na­stêp­ne­go­dnia­ju¿­oczy­wi­œcie­by­³y­œmy­z­ma­m¹­na­ba­se­nie.

Ma­ma­zwin­na,­wy­spor­to­wa­na­i­pe³­na­ener­gii.­Na­ba­se­nie­w skle­pi­ku­-­lo­dy­Bam­bi­no.­Naj­lep­sze­lo­dy­na­œwie­cie.­Do­dziœ pa­miê­tam­ich­opa­ko­wa­nie­i­smak.­ Autem pod namiot Po­ja­kimœ­cza­sie­ro­dzi­ce­ku­pi­li­pierw­szy­sa­mo­chód­-­sta­re­go­Wart­bur­ga.­Wte­dy­to­za­czê­³y­siê­po­dró­¿e...­Do­ro­dzi­ny­z Kra­ko­wa­na­okr¹­g³o.­Za­zwy­czaj­pro­wa­dzi­³a­ma­ma.­Au­to­siê psu­³o­na­gmin­nie.­Kto­w­tam­tych­cza­sach­mia³­spraw­ne­au­to? Ale­po­mi­mo­bra­ku­ko­mó­rek­za­wsze­zna­la­z³a­siê­po­moc,­za­wsze­je­cha­³o­siê­da­lej,­za­li­cza­j¹c­po­dro­dze­warsz­ta­ty­wul­ka­ni­za­cyj­ne­i­na­praw­cze.­ Ko­lej­na­po­dró¿,­któ­ra­utkwi­³a­mi­w­pa­miê­ci,­to­ju¿­cza­sy po­na­szym­œlu­bie.­Ma­³a,­pó³­to­ra­rocz­na­Ka­rol­cia,­my­i­pa­ra przy­ja­ció³­wy­bie­ra­my­siê­na­kil­ka­dni­nad­wo­dê­pod­na­mio­ty.­Miesz­ka­li­œmy­wte­dy­u­mo­jej­bab­ci.­Bab­cia­na­szy­ko­wa­³a nam­je­dze­nia,­przy­go­to­wa­ne­œpi­wo­ry,­bu­tla­z­ga­zem,­garcz­ki i­me­na¿­ki.­Jed­nym­s³o­wem­wszyst­ko,­co­po­trzeb­ne,­by­prze­trwaæ­kil­ka­dni­nad­wo­d¹,­po­sia­da­j¹c­ma­³e­dziec­ko­oraz­skrom­ny­bu­d¿et.­Pierw­sze­wspól­ne­wa­ka­cje.­Na­miej­scu­oka­za­³o siê,­¿e­prócz­na­mio­tów,­dziec­ka­i­ubrañ,­nie­ma­my­nic.­Wszyst­-

dziec­ko­nad­wy­raz­wy­ryw­ne­i­nie­wy­cho­wa­ne.­Usia­d³am­ci­chut­ko­i­mil­cza­³am,­nie­mia­³am­si­³y­na­wet­nic­mó­wiæ.­Do­s³ow­nie­chwi­lê­przed­na­sz¹­do­ce­lo­wa­sta­cj¹­po­ci¹g­sta­n¹³­w szcze­rym­po­lu.­Na­gle­po­czu­³am­siê­du­¿o­go­rzej.­To­by³­mo­ment,­ se­kun­da...­ Zd¹­¿y­³am­ tyl­ko­ wy­chy­liæ­ siê­ na­ przej­œcie miê­dzy­rzê­da­mi­sie­dzeñ.­W­tym­mo­men­cie­wy­le­cia­³a­ze­mnie fon­tan­na­wy­mio­cin,­ni­czym­na­fil­mie.­Ta­ka­iloœæ­i­z­ta­k¹­si­³¹, ¿e­za­czê­³am­p³a­kaæ­ze­wsty­du,­bez­rad­no­œci,­upo­ko­rze­nia.­Lu­dzie­sie­dz¹­cy­nie­da­le­ko­spoj­rze­li­na­mnie,­prze­pra­sza­³am,­a oni­py­ta­li­czy­wszyst­ko­do­brze­i­ka­za­li­od­dy­cha .­ Cór­ka­ spoj­rza­³a­ prze­ra­¿o­na.­ Ma­mo­ ju¿­ do­brze.­ Ju¿­ po wszyst­kim.­Prze­pra­szam,­¿e­Ci­nie­wie­rzy­³am­¿e­siê­Ÿle­czu­jesz.­Ale­dla­cze­go­dziec­ko­p³a­cze?­Bo­rów­no­cze­œnie­siê­osra­³am.­W­mo­men­cie­wy­mio­to­wa­nia,­po­czu­³am­cie­p³o­z­dru­giej stro­ny.­Po­ci¹g­siê­za­trzy­ma³.­Wy­sia­d³y­œmy.­Bie­gnie­do­mnie z­roz­³o­¿o­ny­mi­do­po­wi­ta­nia­rê­ko­ma­szwa­gier­ka.­Ja­ase­ku­ra­cyj­nie­wy­ci¹­gam­rê­ce­do­przo­du.­Ko­cha­na­ja­wpierw­mu­szê do­³a­zien­ki,­po­tem­mo­gê­siê­wi­taæ.­ Ko­lej­na­ame­ry­kañ­ska­po­dró¿­pro­wa­dzi­³a­do­mo­je­go­ku­zy­na.­Trwa­³a­ty­le,­¿e­by­³am­ju¿­tak­zmê­czo­na­i­mó­wiê:­Gdy­-

Opowieœci Lady Buni

Podróże, podróże te małe i duże... ko­zo­sta­³o­na­po­dwór­ku.­Jak­my­œmy­siê­pa­ko­wa­li?­Do­dziœ nie­ mam­ po­jê­cia.­ Na­ szczê­œcie­ ko­le­ga­ mia³­ bab­cie­ na­ wsi, nie­da­le­ko­miej­sca­urlo­pu.­Przy­wióz³­nam­ko³­dry­i­po­dusz­ki. Obia­dy­ ja­da­li­œmy­ w­ po­bli­skim­ ba­rze,­ a­ wo­dê­ na­ fla­siê­ dla cór­ki­go­to­wa­li­œmy­na­ogni­sku.­Da­li­œmy­ra­dê!­Bar­dzo­mi­le­i­z du­m¹­po­dziœ­dzieñ­wspo­mi­na­my­ten­wy­jazd.­ Samolotem do Stanów Nie­ lu­biê­ po­dró­¿o­waæ­ sa­mo­cho­dem.­ Mam­ ja­kiœ­ dziw­ny lêk­w­so­bie.­Bo­jê­siê­wy­pad­ków.­Ka¿­da­po­dró¿­trwa­j¹­ca­po­nad­go­dzi­nê­bu­dzi­³a­we­mnie­za­wsze­stres,­pro­wa­dz¹­cy­do roz­stro­ju­¿o­³¹d­ka.­Na­to­miast­uwiel­biam­po­dró­¿e­sa­mo­lo­tem, kom­plet­nie­nie­bo­jê­siê­la­taæ.­Naj­bar­dziej­krê­ci­mnie­start­i l¹­do­wa­nie,­ten­strach­w­oczach­lu­dzi­sie­dz¹­cych­obok.­Pa­miê­tam­pierw­sz¹­po­dró¿­sa­mo­lo­tem­z­ma­³¹­Ka­rol­k¹,­za­cza­sów­kie­dy­mo¿­na­by­³o­pa­liæ­na­ty­³ach­sa­mo­lo­tu.­Po­dró¿­tak szyb­ko­zle­cia­³a,­bo­mnó­stwo­lu­dzi­mo¿­na­by­³o­po­znaæ­na­tym pa­pie­ro­sie.­Zresz­t¹­ja­za­wsze­w­sa­mo­lo­cie­na­tra­sie­War­sza­wa­-No­wy­York­po­zna­je­cie­ka­wych­lu­dzi­i­kie­dy­je­ste­œmy­w po­³o­wie­te­ma­tu­oka­zu­je­siê,­¿e­trze­ba­wy­sia­daæ.­W­pa­miê­ci moc­no­mi­te¿­utkwi­³y­pierw­sze­po­dró­¿e­w­Ame­ry­ce.­Kie­dy przy­le­cia­³am­kil­ka­lat­te­mu,­chcia­³am­od­wie­dziæ­szwa­gra,­któ­ry­wy­pro­wa­dzi³­siê­­z­ro­dzi­n¹­po­za­NY.­Wy­da­wa­³o­mi­siê,­¿e to­nie­da­le­ko,­w­czym­utwier­dza­³a­mnie­mo­ja­cór­ka.­Wró­ci­³am­ wie­czo­rem­ do­ do­mu­ zmê­czo­na­ do­ gra­nic­ mo¿­li­wo­œci. Mia­³am­ocho­tê­zo­staæ­w­do­mu,­ale­to­by³­w³a­œci­wie­je­dy­ny mo¿­li­wy­ter­min,­¿e­by­siê­spo­tkaæ.­Mo­je­dziec­ko­za­krzy­cza­³o mnie:­Ty­od­k¹d­tu­je­steœ­to­za­wsze­zmê­czo­na,­le­d­wo­¿y­wa! Pod­jê­³am­ de­cy­zjê,­ ¿e­ je­dzie­my.­ Pi¹­tek­ wie­czór,­ wa­go­ny­ w me­trze­prze­pe³­nio­ne,­dusz­no.­Sie­dzê­le­d­wo­¿y­wa.­Jed­no­me­tro,­prze­siad­ka­,dru­gie­ucie­k³o,­czas­po­dró­¿y­siê­wy­d³u­¿a­mia­³a­byæ­go­dzi­na­a­my­jesz­cze­na­Bro­okly­nie.­Kie­dy­w­koñ­cu uda­³o­siê­nam­do­trzeæ­na­dwo­rzec­ko­le­jo­wy,­by­³am­tak­zmê­czo­na,­¿e­na­wet­nie­zwró­ci­³am­uwa­gi­ja­ki­jest­du­¿y­i­piêk­ny Grand­Cen­tral.­Wsia­da­my­do­po­ci¹­gu.­Tu­do­pad³­mnie­nie­zno­œny­i­ciê¿­ki­za­pach­je­dze­nia,­sma­¿o­ne­go­w­g³ê­bo­kim­t³usz­czu...­W­re­zul­ta­cie­cze­go­po­czu­³am­o³o­wia­n¹­ku­lê­w­brzu­chu i­ból­g³o­wy.­ -­Ka­rol­ka,­czy­s¹­tu­to­a­le­ty?­le­siê­czu­jê. -­Jak­za­wsze!­-­wark­nê­³a­wœcie­k³a.­-­Czy­Ty­mo­¿esz­prze­staæ­na­rze­kaæ?! Nie­mia­³am­na­wet­si­³y­na­ni¹­na­krzy­czeæ.­Cza­sem­to­mo­je

bym­ja­wie­dzia­³a,­¿e­to­trzy­go­dzi­ny­to­wziê­³a­bym­ch³o­pie­na dro­gê­ka­nap­ki­i­ka­wê­w­ter­mos.­W­Pol­sce­ty­le­go­dzin­to­siê do­War­sza­wy­je­dzie,­a­to­ju¿­wy­pra­wa.­Te­raz­ju¿­ja­koœ­oswo­i³am­siê­z­tu­tej­szy­mi­od­le­g³o­œcia­mi.­Na­mia­no­po­dró­¿y­na­sze­go­¿y­cia­za­s³u­gu­je­na­sza­wy­pra­wa: Samochodami do Chorwacji Umó­wie­ni­ze­zna­jo­my­mi­na­wa­ka­cje,­wy­ru­szy­li­œmy­na­trzy sa­mo­cho­dy.­M¹¿­by³­kie­row­c¹,­bo­ja­wda­³am­siê­w­ta­tê,­w po­dró­¿y­ za­wsze­ ja­ko­ pa­sa­¿er.­ Pierw­szy­ przy­sta­nek­ nad­ ra­nem­w­Pli­twi­cach.­Tam­na­le­¿y­zwie­dziæ­cud­na­tu­ry­ja­kim­s¹ Je­zio­ra­Pli­twic­kie.­Zmê­cze­ni­ma­rzy­my­o­noc­le­gu­w­ho­te­lu. Nie­ste­ty­ciem­no­jak­w­du­pie,­mniej­do­sad­nie:­nic­nie­wi­daæ. Œpi­my­w­au­tach.­Kie­dy­wsta­je­dzieñ,­oka­zu­je­siê,­¿e­spa­li­œmy­50­m­od­ho­te­lu.­Zwie­dza­nie­je­zior­tro­chê­wy­d³u­¿y­po­dró¿,­ale­war­to.­Na­stêp­nie­je­dzie­my­³ad­n¹­do­bê­s³u­cha­j¹c­siê zna­jo­mych,­bo­oni­je­cha­li­ju¿­któ­ryœ­rok­z­rzê­du.­Na­sza­ga­da­j¹­ca­pa­ni­skrêæ­w­pra­wo,­czy­w­le­wo­tro­chê­szwan­ku­je,­cza­sa­mi­siê­wy­³¹­cza­j¹c.­Ma­my­ja­kieœ­trzy­go­dzi­ny­do­ce­lu.­Wiêc wie­czor­kiem­bê­dzie­my­od­œwie­¿e­ni,­wy­k¹­pa­ni­w­mo­rzu.­Tym­cza­sem­ na­wi­ga­cja­ po­da­je­ ko­men­dy,­ w­ któ­rych­ czas­ na­szej po­dró­¿y­siê­wy­d³u­¿a.­Nikt­jej­nie­s³u­cha,­bo­pew­nie­siê­ze­psu­³a.­Nie­mniej­jed­nak­w­mo­ich­oczach­ta­Chor­wa­cja­to­ja­kieœ­to­tal­ne­za­du­pie.­Kie­dy­by­li­œmy­we­W³o­szech­to­ku­rort go­ni³­ku­rort,­ko­lo­ro­wo­i­t³ocz­no.­A­tu?­Ska­³a­i­urwi­sko.­Mi­siek­ka­¿e­mi­po­dzi­wiaæ­wi­do­ki,­a­ja­o­ma­³o­nie­umrê­na­wi­dok­tych­prze­pa­œci­po­de­mn¹.­Za­s³a­niam­wi­do­ki­po­dusz­k¹. Dro­ga­w¹­ska.­Nie­ma­jak­wy­prze­dziæ.­Czê­sto­to­ciê¿­ko­siê mi­n¹æ­z­nad­je¿­d¿a­j¹­cym­au­tem.­Nie­ma­po­bo­cza,­nie­ma­to­a­le­ty,­ sta­cji­ pa­liw­ ani­ skle­pu.­ Nie­ mó­wi¹c­ ju¿­ o­ têt­ni¹­cych ¿y­ciem­ku­ror­tach,­re­stau­ra­cjach­i­ba­rach.­Po­ja­wia­j¹­siê­ja­kieœ po­je­dyn­cze­za­bu­do­wa­nia,­bu­dzi­siê­we­mnie­na­dzie­ja,­¿e­bê­dzie­mia­sto.­Jest­ma­lut­ka­sta­cja­pa­liw,­kil­ka­dom­ków­i­nic,­i d³u­go,­d³u­go­nic...­Chry­ste!­Tu­ani­szpi­ta­la,­ani­skle­pu,­ani szko­³y.­Gdzie­my­je­ste­œmy?­Czy­tu­w­ogó­le­¿y­j¹­lu­dzie?­Z trzech­go­dzin­do­ce­lu­zro­bi­³o­siê­sie­dem.­Do­tar­li­œmy­po­36 go­dzi­nach­po­dró­¿y,­oka­za­³o­siê­bo­wiem,­¿e­po­my­li­li­œmy­dro­gi­i­za­miast­je­chaæ­au­to­stra­d¹­to­my­wy­bra­li­œmy­nad­brze¿­n¹ lo­kal­n¹­ dró¿­kê.­ Ow­szem­ tra­sa­ wi­do­ko­wa.­ Do­ te­go­ jesz­cze po­my­li­li­œmy­kie­run­ki­i­od­bi­li­œmy­w­gó­rê.­Tak­wiêc­Chor­wa­cjê­ma­my­zje­cha­n¹­wzd³u¿­brze­gu­od­sa­mej­gó­ry­do­sa­me­go do­³u.­Dro­ga­po­wrot­na­za­to­by­³a­bar­dzo­krót­ka.­

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

La­dy­Bu­nia­za­kie­row­ni­c¹ Podczas jednych wakacji ja by³am kierowc¹. M¹¿ po dniu poprzednim by³ mocno niedysponowany, a poniewa¿ podró¿ niedaleka, to pad³o na mnie. To by³a najd³u¿sza podró¿ w Bieszczady, o jakiej ktokolwiek kiedykolwiek s³ysza³. Wyjechaliœmy z domu o ósmej rano. Po drodze ma³y przystanek, bo obowi¹zki zawodowe wzywa³y mnie do Kancelarii Notarialnej. Jestem najbardziej dupowatym kierowc¹ jakiego znam. Nikt nie mo¿e w to uwierzyæ, ¿e ja ta szalona i temperamentna kobieta je¿d¿ê tak baaardzo powoli. Na miejscu byliœmy póŸnym popo³udniem. Gdzie zd¹¿yli ju¿ dojechaæ nasi znajomi z odleg³ych zak¹tków Polski. Ja nie wyprzedzê ciê¿arówki na drodze, której nie znam, w górach jadê 40 km na godzinê. Mój m¹¿ wychodzi³ z siebie. A ja jecha³am prêdkoœci¹ krajoznawcz¹ i kaza³am podziwiaæ widoki. Ju¿ nigdy wiêcej mój ma³¿onek nie zaszala³ na dzieñ przed podró¿¹. Nigdy wiêcej nie ka¿e mi byæ kierowc¹ na trasie odleglejszej ni¿ dom-sklep spo¿ywczy. Raz jeden jedyny w ¿yciu przekroczy³am dozwolon¹ prêdkoœæ. By³am kierowc¹ Miœka, mia³am za zadanie przywieŸæ go do domu po s³u¿bowej imprezie. Trasa Rzeszów-Le¿ajsk. Ch³opina zmêczy³ siê tak, ¿e mu siê drzema³o. Kiedy jednak otwiera³ oko z³oœci³ siê, ¿e za wolno jadê. Kobieto, ten samochód ma piêæ biegów. Przyœpieszy³am i zaraz za chwilê ujrza³am pana policjanta z lizakiem. Misiu drzema³. Ja kompletnie nie wprawiona w konwersacje z w³adz¹, próbowa³am, jak umia³am, robi¹c z siebie kompletn¹ idiotkê. Panowie kochani, no tak przekroczy³am prêdkoœæ, ale tylko o 15 km. Kompletnie mi nie sz³o. Policjant drwi³: Prawa jazdy nie mamy, tylko dowód, co teraz? T³umaczê, ¿e tylko mê¿a z imprezy wiozê i jak on siê obudzi, to dopiero bêdzie… W tym momencie otwieraj¹ siê drzwi od radiowozu, g³owê wk³ada mój Misiu, zion¹cy gorza³¹ na spor¹ odleg³oœæ. O co chodzi Panowie? Jakiœ problem? Ja tu mam dla Was ¿yczenia pod choinkê po kalendarzu, do tego szampanek i winko, i myœlê ¿e jesteœmy ok? Po czym obrzuca mnie spojrzeniem mówi¹cym: Tak siê za³atwia sprawy kobieto. Ja purpurowa ze wstydu odbieram dokumenty i zmykam do swojego auta. By³am jak rasowa nieudolna blachara. M³oda, zgrabna, szczup³a blondyna w lateksowych kozaczkach na wysokim obcasie, blond fryzura i du¿o perfum. A¿ mi wstyd na samo wspomnienie. Panowie po¿egnali mnie s³owami: Widzi Pani jak siê sprawy za³atwia. Prawie sp³onê³am ze wstydu Za jakiœ czas, za kilka lat jadê z Miœkiem jak¹œ boczn¹ drog¹. Jest zima, gdzieœ siê œpieszymy bardzo, a tu proszê - policja. M¹¿ zatrzymuje auto, wyskakuje do policjanta. Pogadali. Misiek wsiada i jedziemy w las. Tam umówi³ siê z policj¹ na ma³e co nieco... Parkuje auto, otwiera baga¿nik. Na widok otwartego baga¿nika i widniej¹cego na kartonie z szampanem logo policjanci spogl¹daj¹ na siebie i zgodnym chórem pytaj¹: MISIIIUUUU? - Tak, kurwa, Misiu - odpowiada m¹¿. Wymieniaj¹ pozdrowienia, prezenty i ¿ycz¹ szerokiej drogi. Tak wiêc wszystkie nasze podró¿e, te ma³e i du¿e, s¹ zazwyczaj pe³ne atrakcji i wspomnieñ. n

Jolanta Lipińska

- lat 42, urodzona w Jarosławiu na Podkarpaciu, od dwóch lat na emigracji, zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie. W Polsce pośredniczka w obrocie nieruchomościami. W USA sprzątaczka, niania, opiekunka osób starszych. Jednym słowem Lady Bunia!

GŁOS POLONII

OPOWIADANIE

7

Gołębie

Pó³ kilometra od mojego domu, w pobli¿u parowozowni i bocznicy kolejowej, znajdowa³a siê smo³ownia, czyli sk³ad smo³y. Czarni ludzie naprawiaj¹cy asfaltowe drogi zabierali zmagazynowane tam, pod go³ym niebem, wielkie beczki smo³y, a potem pakowali je w gard³a swych pokracznych maszyn do smo³owania. Maszyny te mia³y kszta³t przeciêtego w p³aszczyŸnie poziomej walca i jeŸdzi³y na du¿ych gumowych ko³ach. Kiedy mieliœmy po dziesiêæ lat lubiliœmy siê przygl¹daæ robocie czarnych ludzi, bo usmoleni i okopceni wzbudzali w nas jednoczeœnie strach i podziw - wygl¹dali jak dobrowolni pomocnicy diab³a. Ich piekielne maszyny buzowa³y ¿ywym, czerwonawym ogniem wydostaj¹cym siê zza pancernych drzwiczek, b³êkitny, œmierdz¹cy i ciê¿ki dym rozsnuwa³ siê wokó³ ich postaci jak polna jesienna mg³a w jakimœ telewizyjnym horrorze. Ludzie ci mieli rêce przed³u¿one o dziwne, trzymetrowe co najmniej tyczki, które s³u¿y³y im do rozprowadzania na drodze czarnej, dymi¹cej masy asfaltu. Poruszali siê zgrabnie i lekko wokó³ podstêpnej i groŸnej gor¹cej lawy, któr¹ maszyna do smo³owania wydala³a od strony swego ¿elaznego zadu. Ich stopy obute by³y w wielkie trzewiki uszyte z nie licowanej skóry, chronione dodatkowo na noskach grub¹ warstw¹ wygiêtego w kszta³t piêœci metalu. Na g³owach mieli czapki z daszkiem, zupe³nie podobne do tych, jakie nosz¹ konduktorzy sprawdzaj¹cy bilety w poci¹gach. Tyle, ¿e ich czapki by³y niesamowicie brudne, naddarte w wielu miejscach i oklapniête jak stare naleœniki, bo nie mia³y we wnêtrzu otoków usztywniaj¹cych ich ronda. Ludzie ci, których nazywaliœmy asfalciarzami, intensywnie pracowali przez kilka s³onecznych miesiêcy wiosennych i letnich. Wtedy, kiedy ich praca mia³a sens, kiedy wylany asfalt na dziurê w drodze mia³ szansê dobrze zwi¹zaæ. JeŸdzili swym kopc¹cym na okr¹g³o wozem po mieœcie, karmili sw¹ rozgrzan¹ maszynê wielkimi kêsami smo³y wydobytej przy pomocy siekiery z beczki, topili j¹ a póŸniej u¿ywali do naprawy sfatygowanych po zimie dróg. Nas jednak najbardziej interesowa³o to, co zostawiali w swym ogrodzonym kiepskim p³otem magazynie smo³y niedaleko kolejowej bocznicy, tu¿ za murem starej parowozowni. Nowe beczki u³o¿one by³y najbli¿ej torów. Pas ze stali, który utrzymywa³ w po¿¹danym kszta³cie masê smo³y mia³ metaliczny po³ysk, bez odrobiny rdzy ani jakichkolwiek zabrudzeñ. Beczki sta³y jedna na drugiej i z daleka mog³y siê kojarzyæ z rzêdami srebrnych zêbów w wielkich sztucznych szczêkach jakichœ mitycznych gigantów, wystawionych w sk³adzie na œwie¿ym powietrzu. Smo³a w ich wnêtrzu by³a twarda i zbita, od góry chroni³ j¹ przed promieniami s³oñca szary, naddarty gdzieniegdzie papier. Od tych beczek trzymaliœmy siê z daleka. Po pierwsze dlatego, ¿e trudno by³o dobraæ siê do smo³y w nich tkwi¹cej,

a po drugie z powodu zwracaj¹cych na nie baczniejsz¹ uwagê funkcjonariuszy S³u¿by Ochrony Kolei. Im raczej nie warto by³o wchodziæ w drogê. Co prawda byliœmy zbyt mali, aby mogli nas wzi¹æ za prawdziwych z³odziej dobytku Polskich Kolei Pañstwowych, jednak z³a s³awa, która siê za nimi ci¹gnê³a, kaza³a nam trzymaæ siê od nich jak najdalej. Starsze beczki sta³y bli¿ej bramy sk³adu smo³y, t³ucznia i ¿wiru u¿ywanych przez czarnych ludzi do naprawy dróg. Ich metalowy p³aszcz by³ ju¿ nieco przyrdzewia³y, szary papier zdarto podczas transportu albo z myœl¹ o za³adunku do paszczy gor¹cego pieca na gumowych ko³ach. Niektóre by³y smagniête ostrzem siekiery albo mia³y wiêksze i mniejsze dziury niewiadomego pochodzenia. Przez te blizny w stalowej ochronie beczki s¹czy³y siê d³ugie jêzyki czarnej, po³yskuj¹cej w œwietle dnia smo³y. Mog³y mieæ nawet pó³ metra d³ugoœci, pod warunkiem, ¿e otwór w beczce by³ odpowiednio wysoko. Zwê¿a³y siê nieznacznie ku do³owi, co oznacza³o ich znakomit¹ zdolnoœæ do zmiany kszta³tu. Gdyby na przyk³ad ktoœ zamyœli³ powiesiæ tak¹ dziuraw¹ beczkê tysi¹c metrów nad ziemi¹ i przebiæ j¹ ostrym szpikulcem, to odpowiednio podgrzana smo³a wyciek³aby z niej jedn¹ d³ugachn¹ czarn¹ nici¹ ³¹cz¹c¹ niebo z ziemi¹, jak gdyby komunikacyjnym kablem. Beczki te czeka³y jeszcze, aby je któregoœ dnia zabraæ i u¿yæ przy remoncie drogi. Widocznie jakiœ kierownik tego sk³adu – lub ktoœ inny – uzna³, ¿e smo³a w nich zawarta nie straci³a jeszcze swoich w³aœciwoœci i mo¿e siê nadawaæ do celów, do jakich by³a, gdzieœ ze œl¹skich wytwórni, sprowadzona. Najstarsze, przerdzewia³e, poprzecinane w ró¿nych miejscach i pogiête beczki le¿a³y bez³adnie w k¹cie sk³adowiska tworz¹c widoczne z daleka nieregularne, rudo-czarne wzniesienie. Nazywaliœmy to miejsce „cmentarzem beczek” i to w³aœnie ono by³o najczêstszym celem naszych wizyt na smo³owni. Jak¿e wiele fajnych rzeczy mo¿na by³o tam robiæ! Przede wszystkim bezkarnie d³ubaliœmy w smole z rozprutych beczek, która w gor¹ce dni lata przybiera³a konsystencjê plasteliny znanej nam ze szko³y i z domowych zabaw. Tyle, ¿e teraz mieliœmy tej plasteliny od groma, na kilogramy, na dziesi¹tki kilogramów i mo¿na by³o z niej ulepiæ rzeŸbê o dowolnym kszta³cie, w nieskoñczonoœæ dobieraj¹c materia³u, ca³y czas zasilaj¹c swoj¹ twórcz¹ wyobraŸniê. Smo³ê mogliœmy kszta³towaæ d³oñmi, ale równie¿ przy pomocy scyzoryków, szpachelek zabranych z ojcowskich sk³adzików narzêdzi, czy te¿ u¿ywaj¹c zwyk³ych patyków, które odpowiednio turlane w smole pozwala³y na stworzenie jakiegoœ niepowtarzalnego deseniu. Rozlana w wielkie ka³u¿e smo³a s³u¿y³a nam te¿ jako wielka tablica, na której mo¿na by³o rysowaæ co tylko dusza zapragnie albo pisaæ sproœne wyrazy, których nie wolno nam by³o zamieszczaæ na murach... ciąg­dalszy­na­str.­8­

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


8

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

ciąg dalszy ze str. 7 w szkolnych zeszytach a tak¿e wymawiaæ w obecnoœci doros³ych. Obrazy te i s³owa znika³y potem powoli, bardzo powoli, bo rozlana smo³a - niby to p³yn a niby cia³o sta³e - nie znosi³a w upalne dni ¿adnych zmian w swojej fakturze: lekko sfa³dowanej, pociêtej szeœciok¹tami i oœmiok¹tami niepojêtych dla nas wewnêtrznych wi¹zañ chemicznych. Je¿eli by³o bardzo gor¹co a s³oñce dostatecznie d³ugo grza³o w czarn¹ taflê zapomnianych przez cz³owieka smo³owych jeziorek, na ich powierzchni pojawia³y siê mniejsze i wiêksze b¹ble, wykwitaj¹ce w nieprzewidywalnych miejscach, rosn¹ce niedostrzegalnie powoli i pêkaj¹ce z zaskakuj¹cym, cichutkim pykniêciem, westchnieniem ulgi zmêczonej smo³y - naszej powszedniej czerni doskona³ej. Bardzo czêsto smo³a s³u¿y³a nam równie¿ do robienia w niej odcisków w³asnych r¹k i stóp, odzianych w takie same u nas wszystkich harcerskie trampki fasowane na przydzia³ pocz¹tkiem roku szkolnego. Jeszcze nie zdawaliœmy sobie sprawy, ¿e takie robienie odcisków d³oni jest zachowaniem, jakie cechuje wszystkie istoty myœl¹ce z racji niepojêtego przekonania o koniecznoœci pozostawienia po sobie na ziemi jakiegoœ, nawet najmniejszego, nawet absurdalnego œladu. Brudziliœmy wiêc wnêtrza swoich ma³ych d³oni, niepomni tego, co powiedz¹ na to nasze matki, w jak wymyœlne sposoby zekln¹ nas nasi ojcowie, brudziliœmy je zafrapowani w³asn¹ zabaw¹, ze smutn¹ wiedz¹ o tym, ¿e œlady i tak niebawem znikn¹ w tej ciemnej otch³ani przetworzonej ropy naftowej, w tej kosmicznej czerni, w lepkiej, zdradliwej pu³apce odbijaj¹cej niebo i chmury. Oczka naszej stopionej smo³y by³y tak¹ pu³apk¹ dla go³êbi i wróbli, którym nieostro¿nie zdarzy³o siê wyl¹dowaæ w nich prosto z nieba. Znajdowaliœmy je zw³aszcza w gor¹ce i bezdeszczowe dni wakacji, wtedy kiedy smo³a by³a najlepsza dla naszych zabaw, kiedy nikt siê nami nie przejmowa³, gdy buszowaliœmy gdzieœ w k¹cie sk³adu, bo najwiêkszy ruch odbywa³ siê przy beczkach z dobr¹, nadaj¹c¹ siê na drogowy asfalt smo³¹. Widok by³ straszny. Sino-b³êkitny go³¹b pogr¹¿aj¹cy siê w lepkiej mazi z niem¹ bezradnoœci¹ swych ciemnych, obwiedzionych na ró¿owo oczu. Pó³ biedy, kiedy siedzia³ bez ruchu od czasu, kiedy wyl¹dowa³ w czarnej pu³apce smo³y. Kiedy mia³ zanurzone w niej jedynie swoje czerwone ³apki i ma³y kawa³ek brzucha. Je¿eli uda³o nam siê takiego szybko dostrzec i odpowiednio zrêcznie wydobyæ, by³a nadzieja, ¿e uda siê go wyczyœciæ przy pomocy papieru, liœci a nawet kurzu z pobocza jezdni, który doskonale wi¹za³ smo³ê aby po jakimœ czasie razem z ni¹ odpaœæ. Kiedy jednak go³¹b zapad³ siê g³êbiej i pe³en z³ych przeczuæ zaczyna³ biæ skrzyd³ami o taflê ciep³ego smolnego jeziorka, nie by³o ju¿ dla niego ratunku. Zlepione smo³¹ lotki w ¿aden sposób nie dawa³y siê oczyœciæ, nawet wtedy, kiedy uda³o nam siê u robotników wyb³agaæ butelkê rozpuszczalnika. Ich struktura by³a zbyt delikatna, aby wytrzymaæ dzia³anie chemikaliów - najpierw jednego, zdradzieckiego, zabijaj¹cego, a potem tego drugiego, który w zamyœle mia³

nieœæ pomoc. Go³¹b szarpa³ siê w naszych d³oniach, widocznie zdawa³o mu siê, ¿e skoro jest ju¿ wolny mo¿e spokojnie odlecieæ. Tym go³êbie ró¿ni³y siê na przyk³ad od psów, które w wiêkszoœci dzielnie znosi³y ból zadawany im dla ich ratunku. Pies jakoœ wiedzia³, ¿e cz³owiek raczej nie chce zrobiæ mu nic z³ego, natomiast go³êbie by³y w stosunku do cz³owieka nieufne i nic tego nie by³o w stanie zmieniæ. ¯adne nasze starania, troskliwe s³owa wypowiadane do nich, g³askanie po g³ówkach, naprawdê nic. Puszczaliœmy wiêc w koñcu wolno takiego wystraszonego, wyrywaj¹cego siê, w po³owie zlepionego smo³¹ go³êbia. Zrezygnowani patrzyliœmy na jego bezradne próby poderwania siê do lotu, na dookolne, nerwowe potykanie siê, z jednym przewa¿aj¹cym go skrzyd³em, tym, do którego przylepi³o siê wiêcej smo³y. Na drobne przebieranie coraz bardziej ci¹¿¹cymi nó¿kami, do których przy ka¿dym ruchu przykleja³y siê kolejne warstwy grudek ziemi, kawa³ków trawy i ma³ych suchych patyków. Wiadomo by³o, ¿e jego chwile s¹ ju¿ policzone. Niekiedy go³¹b ponownie wpada³ w smo³ê. Chc¹c uciec jak najdalej od nas, których mia³ zapewne za swych wrogów, a nie mog¹c mimo wysi³ków oderwaæ siê od ziemi, nie zwa¿a³ na niebezpieczeñstwa i znowu tkwi³ w zdradliwej masie, znowu bezsilnie, na pohybel samemu sobie bij¹c skrzyd³ami o klej¹c¹ siê smo³ê. To by³ ju¿ widok, którego nie byliœmy w stanie znieœæ. I nie by³o ¿adnej dobrej metody, aby takiemu go³êbiowi pomóc. By³ zbytnio oblepiony, by mog³y zadzia³aæ œrodki chemiczne, usuwanie smo³y rêkami równie¿ nie wchodzi³o w grê - koñczy³o siê bolesnym dla ptaka i nie daj¹cym nadziei na ratunek wyrywaniem jego piór i lotek. Kilka razy zgodziliœmy siê, ze nale¿y go³êbia po prostu dobiæ. ¯eby siê nie mêczy³. ¯eby ju¿ na to wszystko nie patrzeæ. Ale oczywiœcie nikt nie chcia³ wzi¹æ na siebie zabicia ptaka. Nasze dziesiêæ lat, nasza wiara w nieœmiertelnoœæ ka¿dej duszy i nasze czyste sumienia nie pozwala³y na to. Wyjœcia by³y dwa mo¿na by³o pobiec szybko po kogoœ ze starszego rodzeñstwa albo poprosiæ o to jakiegoœ smolnego robotnika. Do robotników poszliœmy tylko raz. Czarne gêby pal¹ce tanie papierosy bez filtrów, popijaj¹ce piwo, gryz¹ce kanapki przygotowane im przez ¿ony. Czarne gêby wyœmia³y nas i podarowa³y gratis znajomoœæ kilku nowych przekleñstw. Zostali nam wiêc nasi starsi bracia. Zgodzili siê zajrzeæ na smo³owniê kilka razy, raczej z ciekawoœci, ni¿ z chêci dopomo¿enia biednym ptakom, zawsze z wyraŸnie okazywan¹ niechêci¹. - Go³êbie w smole? - dziwili siê za ka¿dym razem, kiedy nadbiegaliœmy od strony kolejowej bocznicy zziajani, z wypiekami na twarzach. - Dobiæ go³êbia? Teraz, zaraz? A niby po co? Rozumieliœmy ich, mieli swoje, powa¿niejsze w koñcu, sprawy. Na przyk³ad obmacywanie dziewczyn nad rzek¹, picie win owocowych w ch³odnych i wilgotnych piwnicach, czy trenowanie kulturystyki. - Tylko ten jeden raz! - b³agaliœmy nie mog¹c poj¹æ

znieczulicy, która bi³a z ich pokrytych pierwszym zarostem twarzy. - Niech siê nie mêczy! - No dobra - wzdychali w koñcu, pakowali swoje d³onie w kieszenie, zapalali swoje papierosy, z racji swojego wieku ju¿ wyzbyci lêku, ¿e zobacz¹ ich rodzice. Dawali siê prowadziæ w k¹t smo³owni, dawali pokazywaæ sobie zdychaj¹cego, wymêczonego do ostatecznoœci ptaka, dawali sob¹ przez tych kilka minut dyrygowaæ. Potem brali po³ówkê ceg³y i jednym albo kilkoma uderzeniami - w zale¿noœci od celnoœci oka - uœmiercali tak czy tak nieruchomego ju¿, pogodzonego z losem ptaka. Nam pozostawa³a smêtna czynnoœæ wykopania malutkiego grobu i pochowania w nim go³êbia. Mieliœmy na to przeznaczony odpowiedni kawa³ek sk³adu smo³y, gdzie zupe³nie nikt nie zagl¹da³. Nieco rzadziej wpada³y w smo³ê wróble. Albo byæ mo¿e nam siê tylko tak wydawa³o, bo ma³ego i szarego wróbla trudniej by³o przecie¿ wypatrzeæ na tle czarnej powierzchni smo³owej ka³u¿y. Wróble by³y co prawda l¿ejsze i wydawaæ by siê mog³o, ¿e czêœciej wyjd¹ ca³o z opresji, ale scenariusz tragedii z ich udzia³em by³ niemal identyczny, jak w przypadku go³êbi. Je¿eli nie uda³o siê odpowiednio wczeœnie znaleŸæ pogr¹¿aj¹cego siê w smole ptaszka, koñczy³ on jako pierzasta kulka zlepiona w jedno z czarn¹, œmierteln¹ mazi¹. Je¿eli chocia¿ raz uderzy³ skrzyd³ami w powierzchniê ka³u¿y, zostawa³y one tam ju¿ a¿ po jego kres - nie mia³ po prostu tak jak go³¹b si³y podnieœæ ich chocia¿ raz z powrotem ku górze. Nie wiadomo, czy w sumie nie by³o to lepsze dla niego. Zostawa³ wiêc w smole z rozpostartymi skrzyde³kami, w pozie lec¹cego po niebie ptaka, a po kilku dniach ¿r¹ce sk³adniki przemys³owej substancji nie zostawia³y z niego ju¿ nic, poza ledwo dostrzegalnym pod pewnym k¹tem bielej¹cym szkielecikiem, wystaj¹cym nad powierzchniê pu³apki na kilka milimetrów. Go³êbie i wróble wpadaj¹ce w ka³u¿e smo³y w po³udniowe godziny letnich miesiêcy bra³y je podobno za wodê. Tak nam powiedzia³a pani od przyrody, kiedy opowiedzieliœmy jej pocz¹tkiem roku szkolnego o zdychaj¹cych w mêczarniach ptakach, przejêci i gotowi im do pomocy za wszelk¹ cenê. - Kiedyœ po prostu ¿adnej smo³y na ziemi nie by³o - wyjaœnia³a swym cichym, nieco œwiszcz¹cym g³osem. - I ptaki nie mia³y siê kiedy nauczyæ, ¿e widziana z góry ka³u¿a to jakaœ smo³a, a nie po prostu, tak jak zwykle, woda. I minie pewnie wiele, wiele ptasich pokoleñ, a¿ siê tego naucz¹. O ile w ogóle siê naucz¹. Wierzyliœmy, ¿e jednak kiedyœ zdo³aj¹ tego dokonaæ. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

Roman Madejowski - rocznik 1963, dziennikarz, prozaik i poeta. Opublikowa³ nagrodzon¹ w konkursie na 50-lecie Wydawnictwa Czytelnik powieœæ „Niech ¿yje nam rezerwa”. Na druk czekaj¹ gotowe dwie kolejne powieœci i dwa tomy opowiadañ.


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

AGATA RÊBISZ - prawniczka z Polski, a obecnie cz³onkini Kanadyjskiej Rady Regulacyjnej Konsultantów Imigracyjnych (The Immigration Consultants of Canada Regulatory Council). Organizacja ta jako jedyna, nadaje doradcom uprawnienia do reprezentacji klientów w sprawach emigracyjnych oraz obywatelskich. Agata jest tak¿e uprawniona przez Kanadyjskie Ministerstwo Sprawiedliwoœci by dokonywa uwierzytelnieñ dokumentów potrzebnych do aplikacji emigracyjnych jako Commissioner of Oath. W swojej praktyce zawodowej wykorzystuje optymalnie wszelkie dostêpne programy Rz¹du Kanady: federalne, prowincjonalne, biznesowe, humanitarne i ³¹czenia rodzin sprawy ma³¿eñskie, sprowadzanie rodziców i dzieci). Specjalizuje siê w wiêkszoœci programów, które umo¿liwiaj¹ pobyt sta³y lub tymczasowy w Kanadzie.

9

PRAWO AGATY

Wi­za­stu­denc­ka­(Stu­dy­per­mit) Wiza studencka nie jest wymagana, jeœli chce siê studiowa w Kanadzie na kursach krótkoter minowych. Nie potrzeba jej tak¿e, jeœli siê planuje studiowaæ krócej ni¿ 6 miesiêcy, a kurs b¹dŸ program bêdzie zakoñczony w ci¹gu tego tymczasowego pobytu w Kanadzie. Tak¿e podjêcie nauki w trybie online nie wymaga ¿adnej wizy.

P

o­zwo­le­nie­na­stu­dio­wa­nie­(ang.­stu­dy­per­mit)­jest­wi­z¹­na­okre­œlo­ny­czas czy­li­ka¿­da­oso­ba­mu­si­udo­wod­niæ,­¿e­jej­in­ten­cja­stu­dio­wa­nia­jest­praw­dzi­wa,­¿e­wy­je­dzie­po­ukoñ­cze­niu­stu­diów,­¿e­staæ­j¹­na­stu­dia­w­Ka­na­dzie­bez­pra­cy­oraz­¿e­stu­dia­w­Ka­na­dzie­przy­czy­ni¹­siê­do­roz­wo­ju­ka­rie­ry­u­sie­bie­ w­ kra­ju.­ De­fi­ni­cje­ rz¹­dz¹­ce­ po­da­nia­mi­ cza­so­wy­mi­ -­ wi­z¹­ stu­denc­k¹,­ wi­z¹ pra­cy,­wi­z¹­tu­ry­stycz­n¹­-­wszyst­kie­ma­j¹­w­so­bie­ele­ment­in­ten­cji­po­by­tu­cza­so­we­go­zgod­nie­z­ro­dza­jem­wi­zy­i­prze­ko­na­niem­o­po­wro­cie­do­swo­je­go­kra­ju­po ukoñ­cze­niu­tej­wi­zy.­Je­œli­urzêd­nik­roz­pa­tru­j¹­cy­wnio­sek­wi­zo­wy­nie­jest­prze­ko­na­ny­co­do­tym­cza­so­wo­œci­po­by­tu­w­Ka­na­dzie­to­po­tra­fi­pod­j¹æ­de­cy­zjê­ne­ga­tyw­n¹­na­wet­je­œli­pre­zen­ta­cja­spra­wy­ma­sens,­opie­ra­j¹c­siê­na­re­gu­le,­¿e­„nie­jest prze­ko­na­ny,­i¿­oso­ba­wró­ci­do­kra­ju­po­ukoñ­cze­niu­na­uki”.

Kie­dy­po­win­no­siê­ubie­gać­o­wi­zê­stu­denc­k¹­ I­co­na­le­¿y­wzi¹ć­pod­uwa­gê?

Ja­kie­ko­r zy­œci­ma­my­z­wi­zy­stu­denc­kiej? Przede­wszyst­kim­stu­dio­wa­nie­w­Ka­na­dzie­(z­wy­j¹t­kiem­stu­diów­jê­zy­ko­wych) upraw­nia­do­pra­cy­w­wy­mia­rze­20­go­dzin­ty­go­dnio­wo­plus­na­ca­³y­etat­w­prze­rwach­miê­dzy­za­jê­cia­mi.­Je­œli­stu­diu­je­siê­dzien­nie­na­uczel­niach­wy¿­szych­to­w za­le¿­no­œci­od­d³u­go­œci­pro­gra­mu­(mi­ni­mal­ny­to­8­mie­siê­cy)­mo¿­na­ubie­gać­siê­o po­zwo­le­nie­na­pra­cê­(max.­3-let­nie)w­ra­mach­otrzy­ma­nia­dy­plo­mu­ukoñ­cze­nia uczel­ni­(Post­-Gra­du­ation­Work­Per­mit).­Na­to­miast­do­œwiad­cze­nie­za­wo­do­we­zdo­by­te­w­ten­spo­sób­plus­dy­plom­Ka­na­dyj­skiej­Uczel­ni­otwie­ra­dro­gê­do­po­by­tu sta­³e­go­w­Ka­na­dzie.­ Je­œli­za­tem­ktoœ­my­œli­o­wy­jeŸ­dzie­do­Ka­na­dy­i­stu­dio­wa­niu­w­tym­piêk­nym kra­ju­to­jest­to­jed­na­z­opcji­póŸ­niej­sze­go­tu­taj­osie­dle­nia­siê­na­sta­³e.­Za­chê­cam za­tem­do­kon­sul­ta­cji­w­spra­wie­otrzy­ma­nia­wi­zy­stu­denc­kiej,­po­nie­wa¿­ten­pierw­szy­krok­mo­¿e­mieć­de­cy­du­j¹­cy­wp³yw­do­osi¹­gniê­cia­na­szych­ma­rzeñ.­ n

Je­œli­my­œli­siê­o­stu­diach­w­Ka­na­dzie,­któ­re­trwa­j¹­d³u­¿ej­ni¿­6­mie­siê­cy­to­po­trze­ba­za­apli­ko­wać­o­to­przed­wy­jaz­dem­do­Ka­na­dy.­Czas­roz­pa­try­wa­nia­wnio­sku­o­wi­zê­stu­denc­k¹­to­oko­³o­4­do­6­ty­go­dni­wiêc­na­le­¿y­wzi¹æ­ten­okres­rów­nie¿­pod­uwa­gê,­zw³asz­cza­je­œli­ma­my­œci­œle­okre­œlo­ny­ter­min­roz­po­czê­cia­na­uki.­Wi­zy­stu­denc­kie­s¹­trud­ne­do­osi¹­gniê­cia­tak­¿e­ze­wzglê­du­na­wy­so­kie­kosz­ty­szko­³y­i­utrzy­ma­nia­w­Ka­na­dzie­w­trak­cie­stu­diów.­Aby­apli­ko­wać­o­wi­zê­stu­denc­k¹­trze­ba­po­sia­da List­Ak­cep­tu­j¹­cy­(ang.­Let­ter­of­Ac­cep­tan­ce)­z­akre­dy­to­wa­nej­in­sty­tu­cji­na­uko­wej­(De­si­gna­ted­Le­ar­ning­In­sti­tu­tion),­ale­sa­mo­je­go­po­sia­da­nie­te¿­cza­sa­mi nie­jest­wy­star­cza­j¹­ce­i­urzêd­nik­chce­wi­dzieć­do­wód­za­p³a­ty­za­na­ukê­w­Ka­na­dzie,­jak­i­wy­ci¹g­z­ban­ku,­któ­ry­po­twier­dza,­¿e­ma­siê­wy­star­cza­j¹­ce­œrod­ki­na utrzy­ma­nie­w­Ka­na­dzie­pod­czas­stu­diów­bez­ko­niecz­no­œci­pra­cy­(od­16­tys.­w gó­rê­za­1­rok,­plus­kosz­ty­utrzy­ma­nia).­

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


10

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Andy’s Appliance & Refrigeration

Naprawa Sprzêtu Gospodarstwa Domowego Vancouver i Burnaby 1995 Kwantlen Polytechnic University British Columbia 1999 Accredited Member Better Business Bureau Mobile Service Line Cell: 604.551.3330

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

www.ApplianceVancouver.ca


www.glospolonii.net

GĹ OS POLONII

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

11


12

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

WIECZÓR POETYCKI dla szufladowych poetów! 25 marca Zespó³ Puppet Theater JESTER Society organizuje wieczór poetycki dla szufladowych poetów. Kasia Cisoñ gwarantuje, ¿e bêdzie to bardzo fajne prze¿ycie duchowe i w imieniu ca³ego zespo³u serdecznie zaprasza.

POSZUKUJÊ DOWOLNEJ PRACY Jestem 26-letni¹ kobiet¹ i poszukujê dowolnej pracy w ka¿dym wymiarze godzin. Jestem dok³adna, rzetelna i skrupulatna. Ka¿de nowe doœwiadczenie traktujê z powag¹ i zaanga¿owaniem. Z wykszta³cenia jestem prawnikiem. Swobodnie pos³ugujê siê jêzykiem angielskim. Mieszkam w Port Coquitlam i jestem dostêpna pod numerem tel: 604 725 9111.

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Podsumowanie 25. Fina³u WOSP w Vancouver (stan na 21.01.2017)

Zebraliœmy 4229 dolarów! 25. Fina³ Wielkiej Orkiestry Œwi¹tecznej Pomocy w Vancouver odbywa³ siê przede wszystkim podczas licytacji w czasie audycji Radia IKS, Radia MIKS i Radia NoFa. Uda³o nam siê zebraæ ponad 4 tysi¹ce dolarów, co jest jak do tej pory najlepszym wynikiem. W tym miejscu nale¿¹ siê olbrzymie podziêkowania dla osób, które szczególnie zaanga¿owa³y siê w tê szczytn¹ akcjê. Szczególne podziêkowania nale¿¹ siê: Pani Ninie Barczak, która sprzedaj¹c szyte przez siebie fartuchy kuchenne zbiera³a fundusze na rzecz 25. Fina³u WOŒP ju¿ od maja 2016. Pani profesor Marii Jarochowskiej, która ju¿ tradycyjnie, jako pierwsza przekazuje dotacje na WOŒP. Restauracji Iwona Pierogies w New Westminster, Katarzynie Cisoñ i Ninie Barczak za dokarmianie wolontariuszy w studio radiowym. Kindze £abuñskiej i Staszkowi Janeckiemu, którzy piêknie licytowali w Radiu MIKS. Osobom które podarowa³y rzeczy na licytacje: Katarzynie Cisoñ, Ninie Barczak, Anecie Zagórskiej, Miros³awowi Bachurskiemu, Ryszardowi Kosaczowi, Zbigniewowi Wiktorowi, Jerzemu Œwieczce, Bogdanowi Latkiewiczowi, Ryszardowi Bubce, organizatorom VPFF. Zwyciêzcom licytacji: Jerzemu Œwieczko - Megaton Transport (kilkakrotnie), Jolancie Slawskiej , Ryszardowi Bubce, Ewie i Miros³awowi Bachurskim, El¿biecie Dziewañskiej, Ewie Wasilewskiej, Narcyzowi Urbañskiemu, Jêdrzejowi Kowalskiemu i panu Marcinowi. Tym, którzy zadeklarowali dotacje tj.: Maria Jarochowska, Nina Barczak, Joanna i Tomasz Przystupa, ¯aneta Korzeniecka, Stanis³aw Koper, Krzysztof i Bo¿ena, Ryszard Kosacz, Joanna i Dariusz Rutkowscy, Monika i Krzysztof Szlachta, Ryszard S³awski,Monika i Piotr Zuchora.

ICN Polfa Rzeszów produkuje

Szczegó³owe rozliczenie finansowe znajduje siê na stronie www.radioiks.com Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

13


14

www.glospolonii.net

GĹ OS POLONII

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GĹ OS POLONII

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

15


16

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Sylwester z Belwederem W sali bankietowej hotelu Pacific Inn Resort and Conference Centre, White Rock, Polonia z Vancouver i okolic powita³a Nowy Rok. Bal Sylwestrowy, przy wspó³pracy ze Zrzeszeniem Polaków Belweder, zorganizowa³ i poprowadzi³ Andrzej Stasiak. Weso³a zabawa przy akompaniamencie zespo³ów muzycznych Music Variations oraz Big Beats trwa³a do bia³ego rana. Na scenie wyst¹pi³a równie¿ znana nam wszystkim œwietna wokalistka Kamila Marczyk. Goœcie tradycyjnie przywitali Nowy Rok przy lampce szampana. Specjalne nagrody sponsorowane przez Advanced Laser Aesthetics, Pacific Inn Resort and Conference Centre, Music Variations i Andrzeja Stasiaka zapewni³y dodatkowe atrakcje. Nie zabrak³o równie¿ wyœmienitych przek¹sek, gor¹cych dañ oraz s³odkoœci. Dziêkujemy wszystkim, którzy bawili siê razem z nami w tê wyj¹tkow¹ noc pe³n¹ radoœci, tañca i wzajemnej sympatii, a ca³ej naszej spo³ecznoœci polonijnej ¿yczymy szczêœliwego Nowego Roku.

Izabella i Andrzej Sobiescy.

Urszula i Marek Suliñscy.

Urszula Suliñska, Zuzanna Ciaæma, Justin Koczwarski.

Urszula Suliñska i Andrzej Dobrowolski.

Jadwiga i Andrzej Dobrowolscy. Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

17

Polfa Rzeszów w Valeant Phar maceuticals Internacional z Quebecu

Polsko-kanadyjskie po­wiąza­nia­far­ma­ceu­tycz­ne

ci ¿yj¹cych na kontynencie afrykañskim. Z chwil¹, gdy ICN przej¹³ rzeszowsk¹ Polfê, jej pracownicy stali siê posiadaczami akcji koncernu, które na nowojorskiej gie³dzie osi¹ga³y wtedy cenê ponad 230 dolarów amerykañskich za jedn¹ akcjê.

tie wybranych farmaceutyków, co wi¹za³o siê ze skal¹ ich odbiorcy, czyli rynkiem Zwi¹zku Radzieckiego. Ogromny kraj, z równie ogromn¹ liczba ludnoœci, czyli odbiorcami leków, dawa³ stabilizacjê tak produkcyjn¹, jak i finansow¹. Za³amanie tamtego rynku wywo³a³o spore perturbacje w rzeszowskiej fabryce. Uda³o siê je jednak pokonaæ dziêki wprowadzeniu nowej gamy leków. Tak¿e za spraw¹ wspó³pracy z belgijsk¹ firm¹ Janssen. Zaowocowa³a ona zarówno wspóln¹ produkcj¹ farmaceutyków, jak równie¿ pomoc¹ Belgów w uzyskaniu europejskich certyfikatów dotycz¹cych zarówno warunków produkcji, jak te¿ jakoœci wytwarzanych leków. Z produkcji d³ugich partii w¹skiej grupy leków firma bardzo szybko przestawi³a siê na wytwarzanie krótkich partii ró¿norodnych farmaceutyków. Cech¹ charakterystyczn¹ rzeszowskiej fabryki jest konsekwencja, wrêcz determinacja, w utrzymywaniu na najwy¿szym poziomie pod wzglêdem nowoczesnoœci procesów produkcyjnych. To piêtno profesjonalizmu jej szefa, Tadeusza Pietrasza - nietuzinkowego specjalisty w dziedzinie farmaceutycznych procesów technologicznych, produkcyjnych i zarz¹dzania. To on przeprowadzi³ fabrykê przez labirynt restrukturyzacji i prywatyzacji nadaj¹c jej signum innowacyjnego i technologicznie zaawansowanego na najwy¿szym poziomie. Pozycja ICN Polfa Rzeszów w strukturze korporacji Valeant jest bez w¹tpienia jego dzie³em, ale nie by³oby jej bez wsparcia determinacji szefa przez podlegaj¹c¹ mu za³ogê.

Z Kalifornii do Quebecu

51 krajów œwiata

Po piêciu latach funkcjonowania Polfy Rzeszów w strukturach ICN w koncernie dosz³o do zmian akcjonariatu, które poci¹gnê³y za sob¹ tak¿e zmiany w³asnoœciowe. Korporacja zmieni³a nazwê na Valeant Pharmaceuticals Internacional i przenios³a swoj¹ g³ówn¹ siedzibê z Kalifornii do Laval - miejscowoœci wchodz¹cej w sk³ad zespo³u miejskiego Montrealu. W ten oto sposób farmaceutyczne zwi¹zki Polfy Rzeszów z Kalifornii przenios³y siê do kanadyjskiego Quebecu. Zmiana nazwy korporacji, podobnie jak zmiana miejsca g³ównej siedziby nie wp³ynê³y na rozwój rzeszowskiej fabryki farmaceutycznej. Globalizacja jej dzia³alnoœci i produkcji by³a kontynuowana, a nawet nabra³a nowej dynamiki. S¹ w rzeszowskiej firmie ludzie, którzy przeszli przez kilka epok ustrojowych i ekonomicznych. I trudno im zawyrokowaæ, która by³a dla firmy lepsza. W czasach tak zwanej komuny rzeczywistoœci¹ produkcyjn¹ firmy by³y d³ugie par-

Dziœ ICN Polfa Rzeszów produkuje 150 leków na rynki 51 krajów œwiata. W 2005 r. w ramach korporacji uzyska³a status Globalnego Miejsca Wytwarzania w Europie, czego konsekwencj¹ jest reprezentowanie i raportowanie wyników grupy fabryk korporacji dzia³aj¹cych w krajach Europy Œrodkowej i operuj¹cych, poza polskim, tak¿e na rynkach wêgierskim, s³owackim i czeskim. W roku 2009 do korporacji Valeant do³¹czy³a firma Emo-Farm w Ksawerowie k. £odzi, która bêdzie zarz¹dzana przez ICN Polfa Rzeszów. Dwa lata póŸniej rzeszowska firma farmaceutyczna rozpoczê³a konsolidacjê ze szwajcarsk¹ PharmaSwiss oraz koncernem Sanitas, do którego nale¿y w Polsce jeleniogórska Jelfa. W ten sposób korporacja Valeant rozrasta siê w Polsce, a skoro jej siedziba znajduje siê w Kanadzie, tym samym rozrastaj¹ siê, ale te¿ wzmacniaj¹, farmaceutyczne wiêzi kanadyjsko-polskie i polsko-kanadyjskie. n

Hubert Lupus

ICN Polfa Rzeszów produkuje 150 leków na rynki 51 krajów œwiata.

Mimo du¿ej fizycznej odleg³oœci miêdzy Kanad¹ a Polsk¹ oba kraje ³¹czy nie tylko kanadyjska Polonia, ale tak¿e wiêzy biznesowe. W poprzednich wydaniach naszej gazety prezentowaliœmy Czytelnikom dzia³aj¹cego miêdzy innymi we Wroc³awiu kanadyjskiego Bombardiera, zajmuj¹c¹ siê us³ugami œmig³owcowymi i remontami tych maszyn fir m¹ Heli-One, a w drug¹ stronê - przedstawiliœmy w skrócie historiê kontraktów na budowê promów, które lada chwila bêd¹ p³ywaæ po wodach Kolumbii Brytyjskiej. Prezentuj¹c biznesowe nici ³¹cz¹ce Kanadê i Polskê nie sposób pomin¹æ firmy ICN Polfa w Rzeszowie. Jej historia siêga 1951 roku, ale przedsiêbiorstwem o znaczeniu europejskim, a nastêpnie globalnym sta³a siê po jej przekszta³ceniach w³asnoœciowych. Rozpoczê³y siê one w 1995 r. Powsta³e w jej wyniku Przedsiêbiorstwo Farmaceutyczne „Polfa” w Rzeszowie otrzyma³o status spó³ki akcyjnej i dwa lata póŸniej 80 proc. jego akcji wykupi³ miêdzynarodowy koncern farmaceutyczny ICN. Jego g³ówna siedziba znajdowa³a siê w Costa Mesa w Kalifornii (dla mi³oœników historii cenna zapewne bêdzie informacja, ¿e w³aœnie w tym mieœcie mieszka³ i zmar³ 2 lipca 1992 r. dowódca Brygady Œwiêtokrzyskiej NSZ, p³k Antoni Szacki). Szefem koncernu ICN, maj¹cego w latach dziewiêædziesi¹tych zak³ady farmaceutyczne w 50 krajach œwiata, by³ jego twórca, Milan Panic. Na pocz¹tku lat 90., w okresie najwiêkszych zawirowañ politycznych w Jugos³awii, by³ przez dwa lata (1992-1993) jej premierem., ale potem wróci³ do biznesu. Ludzie, którzy z nim pracowali, twierdz¹, ¿e by³ znakomitym menad¿erem, z którym ka¿dy z nich gotów by³by pracowaæ do koñca swoich zawodowych dni. Poza œwietnym prowadzeniem koncernu mia³ w sobie to coœ, co jest dziœ przymiotem niezbyt wielu, nastawionych wy³¹cznie na zysk ludzi biznesu, czyli jego spo³eczne oblicze. Milan Panic finansowa³ wiele przedsiêwziêæ, miêdzy innymi ogromne iloœci szczepionek przeciwko chorobie Heinego Medina dla dzie-

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


18

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Dar­Ka­ro­li­ny­ostat­niej­z­ro­du

Ko­lek­cja­Lanc­ko­roń­skich

rekwirowali gromadzone przez Rzewuskich i Lanckoroñskich dzie³a sztuki. Umieœcili je w kopalni ko³o Salzburga, gdzie lokowali rabowane w ca³ej Europie zabytki.

Jacek Stachiewicz Kolekcja nosi nazwê jej ostatnich w³aœcicieli, ale nie oni j¹ zapocz¹tkowali i nie oni wnieœli do niej dzie³a uznawane dziœ za najcenniejsze. Zbiór dzie³ sztuki nazywany Kolekcj¹ Lanckoroñskich ma królewski rodowód, wszak najstarsze jego obiekty to efekt fascynacji sztuk¹ ostatniego króla Polski - Stanis³awa Augusta Poniatowskiego. Polski monarcha uchodzi³ wœród wspó³czesnych za jednego z najwybitniejszych kolekcjonerów dzie³ sztuki tamtej epoki. Uznawane dziœ za najcenniejsze dzie³a tworz¹ce Kolekcjê Lanckoroñskich, to dwa obrazy Rembrandta, które znalaz³y siê w zbiorach Stanis³awa Augusta w roku 1777, kiedy to od córki niemieckiego kolekcjonera naby³ gromadzony przez jej ojca zbiór obrazów malarzy flamandzkich i w³oskich. Dwa dzie³a holenderskiego mistrza znajduj¹ce siê dziœ w Zamku Królewskim w Warszawie s¹ ró¿nie nazywane przez historyków sztuki. Portret m³odej kobiety to dla jednych „Dziewczyna w ramie obrazu”, a dla innych „Portret ¿ydowskiej narzeczonej”, zaœ obraz starszego mê¿czyzny to „Uczony przy pulpicie” albo „Ojciec ¿ydowskiej narzeczonej”. Polski monarcha lubowa³ siê w malarstwie w³oskim, francuskim i holenderskim, a jego pasja kolekcjonerska doprowadzi³a do powstania imponuj¹cego zbioru, licz¹cego oko³o 2300 obrazów. Mo¿emy tylko spekulowaæ, ile warta by³aby ta kolekcja, gdyby w ca³oœci dotrwa³a do czasów nam wspó³czesnych. Tak siê, niestety, nie sta³o. Kolekcja na sp³aty d³ugów Los nie oszczêdzi³ ostatniego polskiego króla, podobnie by³o z owocem jego pasji. Po œmierci Stanis³awa Augusta kolekcjê odziedziczy³ jego bratanek - ksi¹¿ê Józef Poniatowski, który musia³ nie podzielaæ w takim samym stopniu fascynacji sztuk¹ swego stryja. Z kolekcji, w której poza obrazami znajdowa³y siê równie¿ inne dzie³a sztuki - rzeŸby, meble, zastawy i porcelana, co i rusz ubywa³y rozmaite cenne obiekty dla zaspokojenia finansowych potrzeb ksiêcia i uciszenia wierzycieli. Nie inaczej by³o po œmierci ksiêcia w nurtach Elstery, gdy spadkobierczyni¹ kolekcji zosta³a jego siostra, Maria Teresa Tyszkiewiczowa, de domo Poniatowska. D³ugi rodzinne siêga³y coraz wiêkszych kwot, a koniecznoœæ ich uregulowania sprawi³a, ¿e Maria Teresa w roku 1815 rozprzeda³a spor¹ czêœæ zbiorów. Najpierw Rzewuski potem Lanckoroñski, czyli pocz¹tek nowej kolekcji Jednym z kolekcjonerów, te¿ nietuzinkowym, który nie móg³ przegapiæ tak wyœmienitej okazji nabycia obrazów i inny dzie³ sztuki ze zbiorów gromadzonych przez Stanis³awa Augusta, by³ Kazimierz Rzewuski. Posiada³ doskona³¹ orientacjê co do zasobów i wartoœci kolekcji, wielokrotnie bowiem mia³ okazjê z ni¹ obcowaæ, wszak w roku

Karolina Lanckoroñska, profesor historii sztuki, od zakoñczenia wojny mieszkaj¹ca w Rzymie czêœæ kolekcji przekaza³a do Zamku Krolewskiego w Warszawie, a czêœæ na Wawel.

1770 by³ jednym z szambelanów ostatniego króla Polski. Nabytymi dzia³ami sztuki nie cieszy³ siê zbyt d³ugo, zmar³ bowiem po piêciu latach, w roku 1820. Da³ jednak pocz¹tek nowej kolekcji, na któr¹ pocz¹tkowo sk³ada³y siê nabyte „królewskie” dzie³a sztuki oraz portrety rodzinne Rzewuskich. Po œmierci Kazimierza kolekcjê odziedziczy³a jego córka Ludwika, która poœlubi³a Antoniego Józefa Lanckoroñskiego Za spraw¹ praw do dziedziczenia i zwi¹zków ma³¿eñskich kolekcja trafi³a wiêc do r¹k rodziny Lanckoroñskich. Syn Ludwiki i Antoniego Józefa imieniem Kazimierz o¿eni³ siê z Leoni¹ dziedziczk¹ jednej z ga³êzi rodu Potockich i panna m³oda wnios³a do ma³¿eñskiego zwi¹zku kolekcje malarstwa francuskiego oraz zbiór miniatur, a tak¿e wachlarzy. Kolejni cz³onkowie rodu tak¿e wzbogacali kolekcjê, która systematycznie powiêkszana dotrwa³a, niestety, ale w okrojonej przez wojnê wielkoœci, do roku 1994, kiedy to praprawnuczka Kazimierza Rzewuskiego, hrabina Karolina Lanckoroñska, zadecydowa³a, ¿e najcenniejsze jej zbiory powinny trafiæ do najwiêkszych polskich muzeów. Przechodz¹c z ojców na dzieci i z dzieci na wnuków, kolekcja systematycznie siê rozrasta³a, przy czym najwiêkszy wp³yw na charakter kolekcji mia³ Karol Lanckoroñski, ojciec Karoliny. Podziela³ pasjê swoich antenatów i systematycznie powiêksza³ zbiory, które od 1820 roku rodzina przenios³a do swojej siedziby w Wiedniu. Za jego spraw¹ zbiory zosta³y wzbogacone o obrazy szkól w³oskich z wieków XIV, XV i XVI oraz o zabytki sztuki orientalnej, co by³o owocem zagranicznych podró¿y hrabiego Karola. Kolekcja w Wiedniu Pod koniec XIX wieku Karol Lanckoroñski wybudowa³ w Wiedniu neobarokowy pa³ac, w którym umieœci³ kolekcjê i w 1903 roku podj¹³ decyzjê o udostêpnieniu jej publicznoœci. Pierwsz¹ wojnê œwiatow¹ kolekcja przetrwa³a nienaruszona, z³e dla niej czasy nast¹pi³y z chwil¹ wybuchu II wojny. Karol Lanckoroñski zmar³ w 1933 r. w Wiedniu do¿ywszy 85 lat i pieczê nad kolekcj¹ przejê³y jego dzieci: Antoni, Karolina i Adelajda. Niemal tu¿ przed napaœci¹ wojsk niemieckich na Polskê mieli zamiar przenieœæ zbiory do Lwowa i ca³e szczêœcie, ¿e do tego nie dosz³o, bo niechybnie zarekwirowaliby j¹ radzieccy grabie¿cy i dziœ jej losy pozostawa³aby nieznane. Hitlerowcy nie byli wiele lepsi, po zajêciu Wiednia oczywiœcie natychmiast za-

Kolekcja w bankach Po zakoñczeniu wojny zbiory z kolekcji, w tym dwa bezcenne obrazy Rembrandta, uda³o siê odzyskaæ. Maj¹ce pieczê nad kolekcj¹ rodzeñstwo Lanckoroñskich zadecydowa³o o umieszczeniu jej w zamku Hohenems w po³udniowej Austrii. Czas pokaza³, ¿e nie by³o to miejsce zbyt bezpieczne. Wskutek po¿aru, który wybuch³ w zamku, 120 obrazów zosta³o zniszczonych, wœród których, na szczêœcie, nie by³o tych najcenniejszych. Kolekcjê umieszczono wiêc w depozytach bankowych w Szwajcarii i Anglii, co sprawi³o, ¿e na d³ugie lata zniknê³a z ludzkich oczu. W miarê up³ywu czasu niektóre znajduj¹ce siê w jej zasobach obrazy sprzedawano, miêdzy innymi dla ratowania instytucji kultury znajduj¹cych siê za granic¹ niezale¿nych od polskiego komunistycznego rz¹du, jak na przyk³ad Biblioteki Polskiej w Pary¿u. Po œmierci brata Antoniego (1965 r.) i siostry Adelajdy (1980 r.), którzy zmarli bezpotomnie, jedyn¹ spadkobierczyni¹ Kolekcji Lanckoroñskich zosta³a ostatnia z rodu, bo te¿ bezdzietna, Karolina Lanckoroñska, profesor historii sztuki, od zakoñczenia wojny mieszkaj¹ca w Rzymie. Z banku przez Rzym do Polski To ona zadecydowa³a o wydobyciu kolekcji z ciemnych bankowych schowków na œwiat³o dzienne, by wywo³ywa³y zachwyt i podziw. Jej patriotyzm sprawi³, ¿e arcydzie³a tej kolekcji znalaz³y siê w jej OjczyŸnie w 1994 roku. Wol¹ donatorki by³o rozdzielenie kolekcji miêdzy obecn¹ i dawn¹ stolicê Polski. W Zamku Królewskim w Warszawie mo¿na wiêc podziwiaæ 37 obrazów z kolekcji, w tym oba dzie³a Rembrandta oraz 15 obrazów siêgaj¹cych kolekcji króla Stanis³awa Augusta, tak¿e inne zabytki sztuki. Natomiast w Zamku Królewskim na Wawelu znalaz³o siê miejsce dla ponad 500 zabytkowych obiektów, w tym dla 82 obrazów malarstwa w³oskiego i ponad 220 rysunków Jacka Malczewskiego, który sportretowa³ rodziców Karoliny, czyli Karola i Ma³gorzatê Lanckoroñskich oraz j¹ sam¹ gdy mia³a 7 lat, w towarzystwie siostry Adelajdy. Przez spadkobierczynie rodu Lanckoroñskich obdarowane zosta³y tak¿e inne instytucje kultury i nauki w Polsce, miêdzy innymi wroc³awskie Ossolineum, któremu przekaza³a zbiór miniatur. Tragiczne dla losów Karoliny Lanckoroñskiej okaza³y siê lata II wojny œwiatowej. Dzia³a³a w polskich organizacjach podziemnych i w 1942 r. zosta³a aresztowana w Stanis³awowie. Przesz³a przez ciê¿kie przes³uchania, od œmierci ocali³a j¹ interwencja u Himmlera cz³onków w³oskiej dynastii sabaudzkiej. Przewieziona zosta³a do obozu koncentracyjnego Ravenbrueck, z którego zosta³a uwolniona miesi¹c przed koñcem wojny, tym razem w wyniku starañ przewodnicz¹cego Czerwonego Krzy¿a. Swoje wojenne prze¿ycia opisa³a w ksi¹¿ce „Wspomnienia wojenne 22 IX 1939 - 5 IV 1945”. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Je¿d¿¹c po Polsce

19

Mazury i Warmia, czyli dawne Prusy

Statkiem po torach Kana³ Elbl¹ski to bez w¹tpienia ewenement w dziedzinie transpor tu wodnego i jedyny w Europie

Hubert Lupus

W naszych jazdach po Polsce zawędrowaliśmy tym razem do województwa warmińsko-mazurskiego, którego stolicą jest Olsztyn. To województwo, podobnie jak podkarpackie, lubelskie i podlaskie, również jest zaliczane do tak zwanej polskiej „ściany wschodniej”, mimo że w całości opiera się o północną granicę kraju. O włączeniu go do grona województw tworzących tę „ścianę” decydowały jednak względy gospodarczo-ekonomiczne, nie zaś geograficzne. Faktem niepodważalnym bowiem jest, że pod względem gospodarczym należy ono do najbiedniejszych w kraju. Ale nas interesuje nie gospodarka, lecz turystyka. Teren tego województwa niemal w ca³oœci znajduje siê na ziemiach nale¿¹cych przez kilka setek lat do Prus… No w³aœnie! Do jakich Prus? Zazwyczaj geografiê i historiê regionu t³umaczy siê bez wchodzenia w szczegó³y, w sposób uproszczony, a mianowicie, ¿e tereny wschodnie województwa, le¿¹ce wokó³ wielkich jezior mazurskich, to Mazury, natomiast zachodnie tereny województwa z Olsztynem i Elbl¹giem, to Warmia. Zbyt to proste, by do koñca by³o prawdziwe. My te¿ nie bêdziemy za bardzo wchodziæ w szczegó³y, ale poznanie kilku prawd podstawowych jest konieczne. Obecne woj. warmiñsko-mazurskie, to nie tylko tereny sk³adaj¹ce siê na jego nazwê, ale tak¿e Prusy Górne (wokó³ Ostródy i I³awy), ziemia lubawska (Lubawa i Nowe Miasto Lubawskie) oraz czêœæ terenów Powiœla i ¯u³aw. Od drugiego pokoju toruñskiego do I rozbioru Polski Warmia, ziemia lubawska, ¯u³awy i Powiœle wchodzi³y w sk³ad Królestwa Polskiego, natomiast pozosta³e ziemie, nale¿¹ce wczeœniej do Zakonu Krzy¿ackiego, wesz³y w sk³ad Prus Ksi¹¿êcych, a póŸniej Prus Wschodnich. Mazury to obszar, który pozosta³ czêœci¹ Prus Ksi¹¿êcych, obejmuj¹cy zarówno Krainê Wielkich Jezior i obszar na wschód od niej, jak i tereny na po³udnie od Olsztyna, wokó³ Szczytna, Olsztynka, Nidzicy i Dzia³dowa.

Nie­miec­kie­dzie­dzic­two Mimo ¿e po II wojnie œwiatowej kulturowe dziedzictwo prusko-niemieckie zosta³o na tych terenach w ogromnym stopniu zdewastowane, to jednak po zachowanych zabytkach, szczególnie architektury,

widaæ dobitnie, ¿e by³ tutaj zupe³nie inny pejza¿ ni¿ nawet kilka kilometrów na po³udnie od dawnej granicy pruskiej. W gronie najwa¿niejszych zabytków tych stron wymienia siê zazwyczaj Frombork Miko³aja Kopernika, zamek w Nidzicy, interaktywne muzeum pañstwa krzy¿ackiego w Dzia³dowie, no i… Oczywiœcie „Wilczy szaniec”, czyli pozosta³oœci po kwaterze Hitlera (osiem kilometrów na wschód od Kêtrzyna), z której kierowa³ wojn¹ ze Zwi¹zkiem Radzieckim. Dla osób religijnych miejscem, którego nie sposób nie odwiedziæ, bêdzie z pewnoœci¹ sanktuarium maryjne w Œwiêtej Lipce (te¿ w powiecie kêtrzyñskim). Ciekawe tak¿e dla interesuj¹cych siê dawn¹ architektur¹ sakralna, wszak bazylika, klasztor oraz obejœcie kru¿gankowe stanowi¹ jeden z najcenniejszych zabytków baroku w pó³nocnej Polsce.

Ka­nał­El­bląski Z Mazur udamy siê jednak na zachód, do Warmii, namówiæ naszych Czytelników, by bêd¹c kiedyœ w tych stronach zdecydowali siê na kilkugodzinn¹ wyprawê Kana³em Elbl¹skim. To bez w¹tpienia ewenement w dziedzinie transportu wodnego i jedyny w Europie, ale nie na œwiecie. Podobne rozwi¹zania zastosowano na Kanale Morrisa w USA (wybudowany w 1831 r., po po³o¿eniu linii kolejowej zosta³ na pocz¹tku XX w. porzucony) oraz w… kanadyjskiej Nowej Szkocji. I na nich wzorowa³ siê projektant kana³u elbl¹skiego, Georg Jacob Steenke. Zleceniodawc¹ budowy kana³u by³ Fryderyk Wilhelm II. Sk³oni³ go

do tego rozwijaj¹cy siê dynamicznie od pocz¹tku XIX wieku drobny przemys³, którego sprawne funkcjonowanie wymaga³o utworzenie szlaku komunikacyjnego ³¹cz¹cego Prusy Wschodnie z Ba³tykiem. Transport zaœ wodny nale¿a³ wtedy do najczêœciej podejmowanych rozwi¹zañ. Niezwyk³oœæ Kana³u Elbl¹skiego polega na tym, ¿e na piêciu odcinkach statki wp³ywaj¹ na wózek, który wy³ania siê wraz ze statkiem z wody i „p³ynie” po trawie. Oczywiœcie nie po trawie, lecz po szynach. Ten sposób pokonywania kana³u nie jest fanaberi¹ jego projektantów. Zosta³ wymuszony ró¿nic¹ poziomów, która na ca³ej d³ugoœci kana³u (84,2 km) wynosi niebagatelne 103,4 m. Pierwotnie zak³adano pokonywanie ró¿nic wysokoœci gêstym system œluz, ale po zapoznaniu siê z opisanymi wy¿ej rozwi¹zaniami na kontynencie amerykañskim, postanowiono zastosowaæ podobne rozwi¹zanie. Pochylnia o najwiêkszej ró¿nicy poziomów znajduje siê w Oleœnicy i pokonuje 24,5 m. Kana³ Elbl¹ski jest niezwykle malowniczy, niektóre jego docinki przebiegaj¹ przez rezerwaty i tereny przyrodniczo chronione. Sama jego nitka te¿ stanowi atrakcjê. W najwê¿szym miejscu jest niewiele szerszy od malej rzeczki, ma on bowiem 7 metrów i wycieczkowicze na pok³adzie odnosz¹ wra¿enie, ¿e rzeczywiœcie p³yn¹ po trawie. Szerokoœæ najwê¿szej œluzy to raptem 3,2 m, natomiast maksymalna szerokoœæ stateczku przy dnie wynosi 2,6 m, a u góry 3,35 m. Maksymalna zaœ jego d³ugoœæ to 26,8 m. n

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


20

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

PUCHAR­ŚWIATA­W­SKOKACH­NARCIARSKICH

Polacy znów najlepsi w konkursie drużynowym! Re­pre­zen­ta­cja­Pol­ski­wy­gra­³a­so­bot­ni­ kon­kurs­dru­¿y­no­wy­w­Wil­lin­gen.­ Pod­opiecz­ni­Ste­fa­na­Horn­ga­che­ra­ w­sk³a­dzie:­Piotr­¯y­³a,­Da­wid­Ku­bac­ki, Ma­ciej­Kot,­Ka­mil­Stoch­wy­prze­dzi­li­ Au­stria­ków­i­Niem­ców. Na okreœlanej mianem „ma³ego mamuta” Muehlenkopfschanze zawodnicy s¹ w stanie l¹dowaæ za lini¹ 150. metra, a jako pierwszy dokona³ tego wiele lat temu Adam Ma³ysz. W trakcie pi¹tkowych treningów i kwalifikacji nie uda³o siê co prawda z³amaæ tej granicy ani razu, lecz kibice liczyli, ¿e dojdzie do tego podczas sobotniej rywalizacji dru¿ynowej.

Dzie­wiêæ­re­pre­zen­ta­cji Na jej starcie zameldowa³o siê ³¹cznie dziewiêæ reprezentacji. Obok prowadz¹cych w Pucharze Narodów Polaków byli to gospodarze, Austriacy, S³oweñcy, Czesi, Rosjanie, Finowie, Japoñczycy i Norwegowie. Zmagania w konkursie poprzedzi³a seria próbna, któr¹ zdominowali podopieczni Heinza Kuttina. Zawodnicy znad Wis³y wypadli zaskakuj¹co s³abo, a najlepszy z nich, Kamil Stoch, zanotowa³ w niej dziewi¹ty wynik.

Na­si­dru­dzy­po­pierw­szej­se­rii Konkurs g³ówny otworzy³ skok Fina Jarkko Maeaettae (125 metrów). W pierwszej grupie zawodników by³ to ca³kiem przyzwoity wynik, lepszy miêdzy innymi od rezultatów Rosjanina, Ilmira Hazetdinowa (121,5) czy Ryoyu Kobayashiego z Japonii (125,5, ale w zdecydowanie lepszych warunkach). Na prowadzeniu Finlandiê zmieni³a dopiero S³owenia, a konkretniej Peter Prevc, który l¹dowa³ na 126. metrze. Jako pierwszy punkt K skoczni w Willingen przekroczy³ Andreas Stjernen. 131 metrów, uzyskane w bardzo korzystnych warunkach nie wystarczy³o jednak, by wyprzedziæ S³oweniê. Sztuki tej dokona³a za to Austria, a konkretniej Michael Hayboeck (131). By³o to jednak nic wobec próby pierwszego z reprezentantów gospodarzy, Markusa Eisenbichlera, który skoczy³ w znakomitym stylu a¿ 138 metrów i wyprzedzi³ Hayboecka o ponad 14 punktów. Pierwszy z naszych skoczków, Piotr ¯y³a nie zdo-

Polscy skoczkowie zrewan¿owali siê Niemcom za pora¿kê w Zakopanem i wygrali konkurs w niemieckim Willingen ³a³ poprawiæ tego wyniku, ale wypad³ przyzwoicie. Uzyska³ 134 metry, co dawa³o Bia³o-Czerwonym drug¹ pozycjê, 9,4 punktu za Niemcami. Jako pierwszy w drugiej grupie zawodników skaka³ Ville Larinto. Fin uzyska³ 130,5 metra i odpar³ atak Dimitrija Wassiljewa z Rosji (128). Kento Sakuyama zamiast nawi¹zaæ walkê o pierwsz¹ pozycjê, wpêdzi³ kolegów z Japonii w powa¿ne k³opoty. Tak siê przynajmniej wydawa³o, bo skacz¹cy po nim Vojtech Stursa z Czech i S³oweniec Jurij Tepes (odpowiednio 112,5 metra i 101) spisali siê jeszcze s³abiej. Nieco lepiej skoczy³ Norweg Anders Fannemel (120 metrów), jednak nawet ta próba nie pozwoli³a zdetronizowaæ wci¹¿ lideruj¹cych Finów. Dokona³ tego dopiero Manuel Fettner z Austrii (136 metrów). Skacz¹cy chwilê po nim Stephan Leyhe l¹dowa³ dwa metry bli¿ej, ale spora zaliczka wypracowana wczeœniej przez Eisenbichlera pozwoli³a gospodarzom obroniæ prowadzenie. Zamykaj¹cy drug¹ grupê Dawid Kubacki wyrówna³ osi¹gniêcie poprzedzaj¹cego go Niemca, jednak skaka³ w lepszych warunkach, przez co strata odrobinê siê powiêkszy³a.

Trzeci z Finów, Antti Aalto, poszed³ œladem swoich kolegów i odda³ solidny skok (126,5 metra). Dawa³o to prowadzenie w zawodach a¿ do próby Gregora Schlierenzauera. Powracaj¹cy do skoków po rocznej przerwie Austriak poszed³ œladem kolegów, skoczy³ 133 metry i da³ swojej ekipie prowadzenie z przewag¹ 45,3 punktu nad Finlandi¹. Z pierwszej pozycji podopieczni Kuttina cieszyli siê jednak tylko przez moment, bo Andreas Wellinger „wskoczy³” na zuper³nie inny poziom. Uzyska³ a¿ 145 metrów w znakomitym stylu i sprawi³, ¿e to nasi zachodni s¹siedzi rozsiedli siê w fotelu lidera. Uciszyæ trybuny w Willingen próbowa³ Maciej Kot, ale nic z tego nie wysz³o. Skoczy³ co prawda doœæ daleko (137,5 metra), ale mia³ bardzo du¿o odjêtych punktów za wiatr, przez co Polska przegrywa³a po trzech kolejkach nie tylko z Niemcami (strata 26 punktów), ale i Austri¹ (o 5,9). W ostatniej grupie od mocnego akcentu rozpocz¹³ Janne Ahonen (130 metrów). Chwilê póŸniej szeœæ metrów dalej poszybowa³ Rosjanin Jewgienij Klimow, lecz Finowie zdo³ali obroniæ prowadzenie. Roz-

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


www.glospolonii.net

grywaj¹c¹ siê chwilê póŸniej walkê o pozostanie w konkursie wygra³y, dziêki skokom Noriakiego Kasai (131) i Domena Prevca (135) reprezentacje Japonii i S³owenii, wyrzucaj¹c za burtê Czechów. Koñcówka pierwszej serii przynios³a ciekawe rozstrzygniêcia. S³absze skoki oddali: Stefan Kraft (127,5 metra) oraz Richard Freitag (121,5), co dawa³o Polakom wielk¹ szansê na zbli¿enie siê do liderów. Nie zmarnowa³ jej Kamil Stoch, który uzyska³ 134 metry, co pozwoli³o zniwelowaæ stratê do prowadz¹cych gospodarzy do zaledwie 2,3 punktu i zostawiæ za plecami Austriaków, którzy tracili 16,7. Z rywalizacj¹ po pierwszej serii po¿egnali siê Czesi, zaœ nadspodziewanie wysokie, czwarte miejsce, zajmowali Finowie.

Bez­kon­ku­ren­cyj­ny­Piotr­¯y­³a Druga seria rozpoczê³a siê od s³abszego ni¿ w pierwszej próbie skoku Jarkko Maeaettae (113 metrów). S³absze próby rywali sprawia³y, ¿e utrzymywali jednak pierwsz¹ pozycjê, a¿ do skoku Petera Prevca. Ten uzyska³ 128 metrów i dziêki temu S³owenia wyprzedzi³a rywali z pó³nocy o 0,7 punktu. Chwilê póŸniej ta sztuka uda³a siê te¿ Norwegom po dobrym skoku Andreasa Stjernena. Michael Hayboeck, pierwszy ze skoczków „wielkiej trójki” uzyska³ 132,5 metra. Markus Eisenbichler l¹dowa³ pó³ metra bli¿ej, zaœ Piotr ¯y³a, dziêki l¹dowaniu na linii 138. metra da³ Polakom prowadzenie, z przewag¹ 3,7 punktu nad Niemcami. Druga grupa nie przynios³a roszad w walce o miejsca 4-8. Godny odnotowania by³ bardzo dobry skok Jurija Tepesa, który po wpadce w pierwszej serii, tym razem skoczy³ a¿ 139,5 metra. Ponownie ciekawie by³o jednak w rywalizacji czo³ówki. Manuel Fettner l¹dowa³ dok³adnie w tym samym punkcie co Tepes i zawiesi³ poprzeczkê rywalom bardzo wysoko. Stephan Leyhe nie poradzi³ sobie z presj¹, pope³ni³ b³¹d po wyjœciu z progu i skoczy³ tylko 120 metrów. Przed Polakami by³a wiêc wielka szansa na powiêkszenie przewagi. Dawid Kubacki spisa³ siê fenomenalnie, skoczy³ 137,5 metra i na pó³metku drugiej serii mieliœmy 15,3 punktu przewagi nad drug¹ Austri¹ i ponad 30 nad Niemcami. Napiêcie wiêc ros³o, a kibice z wielk¹ niecierpliwoœci¹ czekali na kolejne próby czo³owych zawodników. W grupie trzeciej zmagania najlepszej trójki otwiera³ Gregor Schlierenzauer. Austriak skoczy³ 132 metry. Riposta Niemców by³a jednak bardzo mocna Andreas Wellinger uzyska³ 139 metrów, co pozwoli³o naszym zachodnim s¹siadom ponownie wyprzedziæ Austriaków. Maciej Kot l¹dowa³ 5,5 metra bli¿ej, jednak przewaga Bia³o-Czerwonych pozwoli³a nam obroniæ pierwsz¹ lokatê z przewag¹ 15,5 punktu. Ostatnia kolejka nie przynios³a ¿adnych zmian. Kamil Stoch utrzyma³ wypracowan¹ wczeœniej zaliczkê, dziêki czemu Polska mog³a siê cieszyæ z drugiego w historii zwyciêstwa w konkursie dru¿ynowym. Drugie miejsce zajêli Austriacy, zaœ trzecie - Niemcy. W niedzielê, w konkursie indywidualnym nasi skoczkowie wypadli nieco s³abiej, co nie znaczy, ¿e s³abo. Pi¹tka naszych zawodników uplasowa³a siê w pierw-

GŁOS POLONII

szej piêtnastce zawodów. Najlepszy by³ Kamil Stoch, który zaj¹³ 5. miejsce. Dwa weekendy wczeœniej Zawody w Willingen poprzedzi³y 3 konkursy indywidualne i jeden dru¿ynowy, które odbywa³y siê przez dwa poprzednie weekendy w Polsce. Najpierw zawodnicy rywalizowali w Wiœle, gdzie dwukrotnie na najwy¿szym stopniu podium stawa³ Kamil Stoch. Nasz obecnie najlepszy zawodnik i równoczeœnie lider PŒ powtorzy³ ten wyczyn jeszcze w Zakopanem, tydzieñ póŸniej. Tam te¿ odby³ siê konkurs dru¿ynowy, w którym nasi zawodnicy stawiani byli w roli faworytów. Jak to w sporcie jednak bywa musieli tym razem uznaæ wy¿szoœæ Niemców i ostatecznie zajêli drugie miejsce. Zrewan¿owali siê jednak Niemcom w Willingen. Na podst. www.onet-sport.pl

Wy­nik­kon­kur­sów­in­dy­wi­du­al­nych­ i­dru­¿y­no­wych­w­Wi­œle,­ Za­ko­pa­nem­i­Wil­lin­gen: Wi­s³a,­14.01­so­bo­ta

Wil­lin­gen,­28.01­so­bo­ta 1. Polska

931.5

2. Austria

919.2

3. Niemcy

910.7

4. S³owenia

791.2

5. Norwegia

778.5

Wil­lin­gen,­29.01­nie­dzie­la 1. Andreas Wellinger (Niemcy)

242.3

2. Stefan Kraft (Austria)

242.0

3. Manuel Fettner (Austria)

241.0

Miej­sca­Po­la­ków: 5. Kamil Stoch

232.9

10. Piotr ¯y³a

216.2

13. Maciej Kot

207.1

14. Dawid Kubacki

206.3

15. Jan Ziobro

203.3

Kla­sy­fi­ka­cja­ge­ne­ral­na­Pu­cha­ru­Na­ro­dów po­15­kon­kur­sach­in­dy­wi­du­al­nych­ i­3­dru­ży­no­wych

1. Kamil Stoch Polska

268.0

2. Stefan Kraft (Austria)

251.7

Pañstwo

3. Andreas Wellinger (Niemcy)

249.1

1. Polska

18 2341

1150

3491

2. Austria

18 2226

900

3126

Miej­sca­po­zo­sta­³ych­Po­la­ków:

Wystêpy Ind.

Dru¿.

Razem

7. Piotr ¯y³a

246.0

3. Niemcy

18 2040

1050

3090

9. Maciej Kot

242.0

4. Norwegia

18 1511

650

2161

19.Jan Ziobro

231.2

5. S³owenia

18 1341

750

2091

6.Czechy

18 284

300

584

7. Japonia

18 333

200

533

Wi­s³a,­15.01­nie­dzie­la 1. Kamil Stoch

271.7

8. Rosja

18 281

250

531

2. Daniel AndreTande (Norwegia)

270.5

9. Francja

15 273

-

273

3. Prevc, Domen (S³owenia)

270.4

10. Finlandia

15

43

100

143

Miej­sca­po­zo­sta­³ych­Po­la­ków: 5. Maciej Kot 11.Piotr ¯y³a

11. Szwajcaria

12

35

50

85

253.8

12. Kanada

13

44

-

44

247.2

13. W³ochy

7

33

-

33

14

8

0

8

14. USA

Za­ko­pa­ne,­21.01­so­bo­ta Kla­sy­fi­ka­cja­ge­ne­ral­na­Pu­cha­ru­­Œwiata­ po­15­kon­kur­sach­in­dy­wi­du­al­nych:

1. Niemcy

546,5

2. Polska

533

3. S³owenia

528,6

1. Kamil Stoch

978

4. Austria

524

2. Daniel Andre Tande (Norwegia)

853

5. Norwegia

522,9

3. Domen Prevc (S³owenia)

786

Za­ko­pa­ne,­22.01­nie­dzie­la

4. Stefan Kraft (Austria)

720

5. Maciej Kot

544

1. Kamil Stoch

287.4

6. Michael Haybock (Austria)

542

2. Andreas Wellinger

285.8

7. Manuel Fettner (Austria)

518

3. Richard Freitag

284.2

8. Markus Eisenbichler (Niemcy)

477

Miej­sca­po­zo­sta­³ych­Po­la­ków:

21

9. Andreas Wellinger (Niemcy)

6. Piotr ¯y³a

279.1

10. Piotr ¯y³a

8. Dawid Kubacki

418 403

277.4

Miej­sca­po­zo­sta­³ych­Po­la­ków:

12. Maciej Kot

271.6

19. Dawid Kubacki

230

14. Jan Ziobro

269.5

26. Stefan Hula

110

24. Stefan Hula

254.3

32. Jan Ziobro

63

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej


22

www.glospolonii.net

GŁOS POLONII

Przy-

Kochan-

Artemi-

ka na

da dla

ekra nie

Zeusa

sma k, sma ko ³y k

U suw a -

N o rdy cki

nie

Czynsz

bóg

ch³opó w

piorunó w

z zie mi

Pa m-

D a w niej w zglê dy ,

„P³uca”

Prze-

grze -

mia sta

cinek

czno œci

Dolna

puch

krawêdŸ

19

¯¹ danie , postula t

18

dachu O drzucenie

8

pro po-

6

11

zy cji

13 Sha rif ,

Szybki

e gipski

bieg

a kto r

28

ko nia

Imiê

ptak

4

9

film.

N ie lo tny

Za ppy

U k³a d

G ó ra

rubry k

tu³ow ia

7

Udzie la

Kapitan

kre-

20

dytó w Zbió r

Jêzyk

prze-

Sokra-

pisów

tesa

kutra

21

5 ...

1 Z

12

mo w lê

ptasi, roœlina

26

zielna

24

Za ³¹ cznik

15 B³ysz-

wia

Ptasie

cz¹ca

17

23

Dramat

w stepie

w kla pie

N ie -

Wypra -

skó ry

Mogi³a

gwiazd¹

gody

tkanina

Gêsto œ-

Wyspia -

cio mie rz

ñskiego

3

16

Próg ska lny

22 D isne y,

Rodzaj

tw ó rca

Kobiece

sie ci na

my szki

imiê

25

ryby

M iki

27

na rzece

29

Anio ³ w y ¿sze -

10

14

go

2

rzê du

L ite ry z pó l p o n u me ro w an ych o d 1 d o 2 9 u two rz¹ ro zw i¹ za n ie - a fo ryzm W³a dys³a w a G rzesz czyka .

1

2

3

4

Re¿yser „Matki króló w”

5

6

7

8

C zy nni

9

10 11

12 13 14 15 16

Wynagrodzenie

cz³onko w ie

„Krzy w a ”

grupy

bu³ka

17

18 19 20 21 22 23 24

G a tune k

25 26 27 28 29

N a pa d,

ko nia ku

Pokó j dla ucznia

Druh,

Sp³ywa

naja zd

ka mrat

z c zo ³a

M asa do

15

pieczê ci

19

ny stró j

Nak³a-

Ze ms ta ...

8

1

ka us-

15

ty czna

sza-

Buduje gnia zda

16

Na rodzinne

13

6

zdjêcia

Zadatek,

liry ka

zaliczka

C horo ba

zy cja

sany

Straussa

tanie c

U czta,

N ie bies-

Cz³onek

Prekur-

sute

ki

ka pitu³y

sor

przy -

ka mie ñ

jê cie

o zdo bny

G ra z my d³em

Najni¿-

M leczny lub

szy g³o s

10

bistro

mê ski

10

2

Angiels-

Sznur

ka l ub

ko wbo ja

pro ce n-

S¹ sia d

T runek

Szko ta

z

i Wa lij-

C o gna c

czy ka

Miœ z Australii

Os³o na

Dawniej

nie,

wzywa³y

sytua cja

na

¿yciowa

ma szy-

17

Po³o ¿e -

Pi³ka

„Mia ra”

poza

szczê œ-

boiskie m

cia

pêdó w

18

Peklo -

wojnê

wany

Po naglenie

w a ni a

na

dachó w

piœmie

3

na

wia nki

dro dze

G o r¹ cy napó j

z ko œci

a lkoho -

podudzia

lo w y

Lok,

22

szenie

na

14

Z szyb¹

3 8

12 Wy brzu-

Roœlina

Je dna

Do

ka rt

5

Narz¹d

„Iliada”

boczek

13

bambusa

Np.

20

sma ro-

w talii

sma ko sz

grzyb jada lny

1

ny

Tre fniœ

M iœ,

¯ó³ty

to w a

2

zaka Ÿna

Podka-

Ko mpo -

sia na

Ko le ga

nie

ka czki

Sterta

chow a

sztuki

7

G a tune k

6

Bie rka

kusze -

sê dzie go

oryl

ludo w y m

dzie ³

14

nianie ,

na stroju

w s³o iku

w y sta w y

O dœw iêt-

dre wno;

17

³¹ cze nia bla ch

T ruska w kow y

O tw a rcie

w œw ie cy

Bla szka

Szal z piór

Bo le c do

warski

nosa

Pa li siê

Sp³a wia

Górnik da wnie j

w¹sko-

ozdobny

5

By³a stolic a RFN

piw o-

Ma³pa

Kamie ñ

18

Zak³a d

Okre s stu lat

Wyrwa,

kê dzio r

11

przerw a

9

Ele ktro -

Szpadel,

Bank

ryde l

11

Twarz,

w grze

da

oblicze

4

9

Indyjski asceta

12

21

Drze wo

Popu-

z s zysz-

la rna

ka mi

ryba

Lite ry z pó l po nume ro wanych o d 1 do 22 utwo rz¹ ro zwi¹ za nie -

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

4

sto ra

Naciê cie na kiju

7

Lite ry z pó l po nume ro wanych o d 1 do 18 utwo rz¹ ro zwi¹ za nie -

- a fo ryzm No v alisa .

1

tra nzy-

16

- a fo ryzm W³o dzimie rza S cis³o wskie go.

14

15

16

17

18

19

20

21

22

1

2

3

4

5

6

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18


www.glospolonii.net

GĹ OS POLONII

Dwutygodnik Polonii kanadyjskiej w Kolumbii Brytyjskiej

23


Głos Polonii - wydanie nr 11  
Głos Polonii - wydanie nr 11  
Advertisement