Issuu on Google+

SKOR PKA PISMO ZESPOŁU SZKÓŁ nr 3 listopad 2013 Nr 2

Rys. aLin


„10/10” Śluby panieńskie to tytuł komedii Aleksandra Fredry, która 23 października została wystawiona w teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Na spektakl udały się wszystkie klasy pierwsze naszej szkoły. Reżyserem i jednocześnie odtwórcą roli jednego z bohaterów – Jana (służącego) był Grzegorz Kwas, którego na co dzień, podobnie jak pozostałych występujących aktorów, można oglądać w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Grzegorz Kwas występuje nie tylko na deskach teatralnych, gra również w filmach i serialach. Zagrał np. w Wiedźminie, zarówno w filmie fabularnym, jak i serialu telewizyjnym. Głównymi bohaterami sztuki są: przebojowa Klara i sentymentalna Aniela, które przyrzekły nigdy nie pokochać żadnego mężczyzny, tylko szczerze ich nienawidzić (stąd tytuł sztuki) oraz przebiegły i dowcipny Gucio, i wzdychający Albin, którzy za wszelką cenę chcą zdobyć serca dwóch upartych dziewczyn. W rolę Gucia wcielił się Przemysław Kania, w rolę Albina Kamil Bochniak, Anielę Dobrójską zagrała Agnieszka Okońska, a Klarę – Marta Kloc. Pozostali bohaterowie to Radost, którego zagrał Andrzej Śleziak oraz Pani Dobrójska, w postać której wcieliła się Beata CiołkowskaMarczewska. W „Ślubach panieńskich” Aleksander Fredro nie ukazał miłości jako smutnej, przygnębiającej i tragicznej, co często czynili współcześni mu pisarze, ale pokazał ją jako błogosławieństwo spadające na człowieka, szczere i radosne uczucie, czyli prawdziwy „magnetyzm serca”. Dwie młode dziewczyny: Klara i Aniela, mimo składania ślubów, przysięgają, że nigdy nie pokochają żadnego mężczyzny i nie wyjdą za mąż, po czasie, za sprawą przebiegłej intrygi wymyślonej przez Gustawa, ulegają jednak magii miłości. Fredro w swojej sztuce pokazuje różne oblicza miłości - miłość młodzieńczą i dojrzałą, miłość jawną i skrytą, miłość rozmarzoną i trochę szaloną. Przykład Albina i Klary mówi, że o prawdziwe uczucie warto walczyć, mimo zwątpienia i łez. Historia uczucia Gucia i Anieli, jest inna, zabawna i pełna zwrotów akcji, ale także, mimo wspomnianego podstępu ze strony Gustawa, okazuje się szczera i prawdziwa. Natomiast przykładem trwałości uczucia jest nieśmiała, skryta i wieloletnia miłość, którą darzą się Radost i pani Dobrójska. Gra aktorów doskonale oddała klimat utworu, przez cały czas trwania spektaklu widownia oglądała przedstawienie z rozbawieniem, nieraz wybuchając szczerym, głośnym śmiechem. Bardzo zaskoczył mnie sposób, w jaki aktorzy ‘zintegrowali się’ z publicznością. Miejscem, w którym po raz pierwszy ich zobaczyliśmy nie była scena, ale… widownia, na którą weszli bocznymi drzwiami, by śmiać się i tańczyć, a dopiero później wejść na scenę. W ten sposób od razu wzbudzili naszą uwagę i sympatię. Odnieśliśmy wrażenie, że nie tylko odgrywają swoje role, ale autentycznie bawią się, grając. Mogliśmy przyjrzeć się im bliżej i poczuć „różnicę” pomiędzy kinem a teatrem. Mimo kilku zauważalnych pomyłek w grze aktorów (zapomnienie kwestii), z całą pewnością można powiedzieć, że reżyser i aktorzy spisali się bardzo dobrze i spektakl jest godzien polecenia. Jeśli już mowa o grze aktorów, to moim zdaniem najlepiej swoją rolę odegrał Kamil Bochniak. Postać Albina, którą wykreował była przezabawna i wywoływała najwięcej pozytywnych emocji. Brawa w szczególności należą się reżyserowi, który w bardzo ciekawy i humorystyczny sposób ukazał lekturę szkolną, co nie jest łatwe, zachęcając nas tym samym do przeczytania innych sztuk Aleksandra Fredry. Moja ocena: 10/10

Magdalena Kotynia, kl.1d


Święto zmarłych Najlepszą porą do mówienia o zmarłych jest listopad, bo przecież właśnie wtedy obchodzimy ich święto. W zależności od religii i narodowości jest ono obchodzone inaczej, w różnym czasie. Niektóre społeczności pogrążają się w zadumie i modlitwie, inne – bawią się i świętują. W Polsce pamięć o zmarłych bliskich czcimy 2 listopada, choć wielu zapomina o tym w imię innej uroczystości – Wszystkich Świętych – która mylnie brana jest za święto upamiętniające zmarłych. To uroczystość ku czci tych, którzy zostali już świętymi. Może jest to spowodowane tym, że to właśnie 1 listopada jest dniem wolnym od pracy, nie 2. Odwiedzamy wtedy groby bliskich, przynosimy kwiaty i znicze, uczestniczymy we mszy świętej i modlimy się o ich zbawienie. Francuzi obchodzą „La Toussaint” 1 listopada, tak, jak Polacy – odwiedzają groby najbliższych i składają na nich kwiaty i wieńce, nie zapalają jednak zniczy. Niemcy zresztą podobnie. Ale już Japończycy czczą pamięć o zmarłych nieco inaczej. Tzw. Bron odbywa się tam, w zależności od regionu, w połowie lipca bądź sierpnia. Ludzie wierzą, że wtedy duchy powracają na Ziemię, aby odwiedzić najbliższych, którzy witają ich, stawiając u progu swych domów tzw. Mukaebi („ognie powitalne”). W wielu miastach na ulicach i przed świątyniami odbywają się wtedy tańce rytualne „Bon-Odori”. W Japonii święto nie jest wolne od pracy, ale wielu ludzi bierze wtedy urlop i jedzie w rodzinne strony. W prawosławnej Bułgarii „Zaduszki Archanielskie” są 8 listopada i polegają bardziej na czczeniu pamięci o żołnierzach poległych za ojczyznę niż swoich zmarłych bliskich. Jednak ci też mają swoje miejsce w tym święcie – Bułgarzy odwiedzają ich mogiły, zapalają tam świece i polewają je czerwonym winem, które symbolizuje krew Chrystusa. Indianie zamieszkujący Ekwador święto zmarłych obchodzą już zupełnie inaczej. Spotykają się ze zmarłymi przy ich grobach, przynoszą ich ulubione ofiary i zaczynają jeść dopiero, gdy zmarli są najedzeni. Ucztują całą noc. Grają też w kości, ale nie dla rozrywki, a żeby porozumieć się ze zmarłymi – każdy wyrzucony numer oznacza inne ich potrzeby i zarzuty. Różne społeczności różnie czczą pamięć o zmarłych, ale warto zwrócić uwagę na to, że coś je łączy – w ten sposób oddają cześć najbliższym, którzy zmarli. Bo jest tak, że ludzkie życie się kończy, ale pamięć o człowieku trwa jeszcze długo. Wykorzystane źródła: www.podroze.gazeta.pl www.kolumbijsko.com

Marcin Krotla, kl. 1a


„Byliśmy w Oświęcimiu” „Arbeit macht frei” - nie ma chyba ucznia w naszej szkole, który nie wiedziałby, że jest to kłamliwy napis nad bramą niemieckiego obozu zagłady w Auschwitz. Dzięki naszym paniom polonistkom właśnie to miejsce zwiedziły trzecie klasy III Liceum im. Kazimierza Kosińskiego w Kłobucku, by poznać losy zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej ludzi. Wycieczka miała miejsce 24.10.2013r. Rozpoczęła się od przejścia młodzieży przez bramę obozu. W czasie wojny był to początek piekła dla tysięcy niewinnych ludzi, idących na pewną śmierć. Nieświadomi czekającego ich losu, ludzie przywożeni byli w nieludzkich warunkach (wagonami towarowymi) z Europy całymi rodzinami. W chwili otrzymania informacji o przesiedleniu wpadali w bezlitosną machinę mordu nazistów. Uczniowie zwiedzali obóz, słuchając w skupieniu opowieści przewodników o zbrodniach dokonanych przez esesmanów na Polakach, Żydach, Ukraińcach, ludziach z różnych zakątków Europy. Dowodami zbrodni są stosy butów, walizek, przybory codziennego użytku, ścięte włosy a nawet ubranka małych dzieci, skrupulatnie zebrane i przechowywane w muzeum. Jak się dowiedzieliśmy, początkowo miał to być obóz pracy głównie dla Polaków, którzy pierwszym transportem w liczbie 728 osób w 1940r. przywiezieni zostali do obozu. Warunki, w jakich żyli więźniowie oraz sposób ich traktowania są niemal nie do opisania. Byli dla esesmanów tylko numerami, które mieli wytatuowane na przedramieniu; robienie zdjęć więźniom oraz ich katalogowanie było zbędne, bo żywotność w takich warunkach w najlepszych przypadkach dochodziła do trzech miesięcy. Więźniowie umierali z powodu skrajnego wyczerpania z głodu, chorób i znęcania się nad nimi, część z nich trafiała bezpośrednio z rampy kolejowej – po selekcji dokonanej przez lekarza (!) - do komór gazowych. Po śmierci ich ciała zostały spalone w krematoriach przez więźniów, którzy byli do tego zmuszani. Dla osób zwiedzających obraz tragedii był niezwykle przykry i przytłaczający. Pogoda sprzyjała zadumie, przez cały czas naszego pobytu w Oświęcimiu padał deszcz. Brodziliśmy w błocie, próbując sobie wyobrazić, co mogli czuć więźniowie przez wiele godzin stojący na porannym apelu. Zobaczyliśmy także Birkenau, po czym udaliśmy się do sali kinowej, by obejrzeć film dokumentalny o wydarzeniach, które miały miejsce podczas drugiej wojny światowej. Ujrzeliśmy w nim losy więźniów Auschwitz i pogłębiliśmy wiedzę historyczną związaną z tym okrutnym miejscem. Końcowym punktem wycieczki był wykład doktora Adama Cyry o Witoldzie Pileckim – „ochotniku do Auschwitz”. Wycieczka przybliżyła nam tragedię i okrucieństwo, jakie niesie ze sobą wojna, umocniła nas w patriotyzmie, dała wiele do myślenia, wszak „Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie”…

Konrad Wieczorek, kl. 3 c

Fot. Kamil Sowa, 2c


"Ochotnik do Auschwitz", "żołnierz wyklęty" - nasz bohater narodowy! Rotmistrz Witold Pilecki to człowiek, któremu przyszło żyć podczas dwóch totalitaryzmów: totalitaryzmu hitlerowskiego, który udało mu się szczęśliwie przeżyć i totalitaryzmu komunistycznego, stalinowskiego, którego przeżyć mu się nie udało. W swojej rodzinnej miejscowości Sukurcze (dzisiejsza Białoruś) prowadził rodzinny majątek ziemski, stworzył także Oddział Ułanów Polskich, z którymi w razie potrzeby zamierzał wyruszyć na wojnę. Wcześniej ustabilizował się, ożenił z miejscową nauczycielką Marią Ostrowską; mieli dwoje dzieci syna Andrzeja i córkę Zofię, którzy żyją do dzisiaj i mieszkają w Warszawie. Idyllę rodzinną przerwał wybuch II wojny światowej. Razem ze swoim Odziałem Ułanów wyruszył na wojnę z Niemcami. Po zakończeniu walk obronnych Pilecki nie miał dokąd wrócić, rodzinne Sukurcze znalazły się pod okupacją sowiecką. Wyjechał do Warszawy. W listopadzie 1939 roku ze swoimi kolegami oficerami z czasów walk o Wilno założył jedną z pierwszych organizacji konspiracyjnych, którą nazwali Tajna Armia Polski. W 1940 roku do Warszawy zaczęły docierać niepokojące informacje o funkcjonowaniu obozu w Oświęcimiu. Komendant Tajnej Armii Polskiej mjr Jan Włodarkiewicz zwołał odprawę swoich oficerów. Oczekiwał od Witolda Pileckiego podjęcia się niezwykle trudnego zadania - miał dostać się do obozu zagłady w Oświęcimiu i prowadzić tam akcję wywiadowczą, pomagać więźniom, a następnie zorganizować ruch oporu. 19 września podczas łapanki Pilecki dał się schwytać i pod przybranym nazwiskiem Tomasz Serafiński w nocy z 21 na 22 września został wywieziony do obozu. W obozie oznaczono go numerem 4859. Pilecki w Auschwitz przeżywał trudne chwile, zapadł na zapalenie płuc, silny organizm pozwolił mu jednak zwalczyć chorobę. Zaczął wypełniać swoje zadanie - tworzy konspirację wojskową, przy pomocy więźniów zwalnianych lub uciekających z obozu przesyła meldunki do Warszawy. Działalność konspiracyjna w obozie polegała na zdobywaniu żywności i lekarstw dla więźniów, likwidacji konfidentów i kapo wykazujących się szczególnym okrucieństwem. Na ucieczkę z obozu zdecydował się w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku. Wraz z nim uciekło także dwóch innych więźniów: nauczyciel Jan Redzej - kapitan rezerwy oraz młody chłopak Edward Ciesielski. Po ucieczce z obozu trzej więźniowie udali się na piechotę do Nowego Wiśnicza. Do przejścia mieli 130 kilometrów (!) pamiętajmy, iż Pilecki w obozie, w bardzo trudnych warunkach, przebywał prawie trzy lata. Jesienią 1943 roku przedostali się do Warszawy. W latach 1943 - 1944 Witold Pilecki służył w oddziale III Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej. Brał udział w powstaniu warszawskim. Początkowo walczył jako zwykły strzelec w kompanii „Warszawianka”, później dowodził jednym z oddziałów zgrupowania „Chrobry II”. W latach 1944 - 1945 przebywał w niewoli niemieckiej w stalagu 344 Lamsdorf, oflagu VII A w Murnau. Po wyzwoleniu tegoż stalagu Witold Pilecki walczył w 2. Korpusie Polskim we Włoszech. W październiku 1945 roku na osobisty rozkaz generała Władysława Andersa Witold Pilecki powrócił do Polski, aby tam prowadzić działalność wywiadowczą na rzecz 2. Korpusu. Po zwycięstwie nad okupantem niemieckim temu bohaterskiemu żołnierzowi przyszło się zmierzyć z jeszcze potężniejszym i większym wrogiem Polski -


Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. W grudniu 1945 roku zorganizował siatkę wywiadowczą. Zbierał informacje m.in. na temat oficerów polskich więzionych przez NKWD. Nie wykonał rozkazu gen. Andersa i nie uciekł z kraju, ponieważ uważał, że jest w Polsce potrzebny. W 1947 roku rozważał poddanie się tak zwanej amnestii, lecz jednak się nie ujawnił. 8 maja 1947 roku został aresztowany. Zarzucano mu, że był agentem obcego wywiadu. Po procesie został skazany na śmierć. Został stracony strzałem w tył głowy 25 maja 1948 roku w więzieniu mokotowskim. Do dziś nie wiadomo, gdzie zostało pochowane jego ciało. W 1990 roku został oczyszczony z wszystkich zarzutów. Natomiast 5 września 2013 roku Minister Obrony Narodowej awansował rotmistrza Witolda Pileckiego do stopnia pułkownika. Kamil Sowa, kl. 2c

Losy "żołnierza wyklętego" rotmistrza Witolda Pileckiego opracowano na podstawie wykładu doktora Adama Cyry. Wykładu wysłuchali uczestnicy wycieczki do muzeum Auschwitz-Birkenau. Rotmistrz Witold Pilecki w stroju obozowym

Zdjęcie: www.google.pl/imgres?imgurl=http://img.sadistic.pl/pics/fe92318493d1.jpg&imgrefurl=


Happy Halloween W czwartek 31 października odbył się szkolny konkurs pt. „Happy Halloween”. Uczniowie, biorący udział w konkursie zorganizowanym przez nauczycieli języka angielskiego, musieli wykazać się wiedzą związaną z historią i obyczajami Halloween. Test sprawdzający składał się z pytań zamkniętych i otwartych, za które można było uzyskać max. 50 punktów. Oto trójka finalistów: 1. miejsce zajęła Natalia Tokarz ( kl. 2a) ; 2. miejsce – Dominika Kochel ( kl. 2b) ; 3. miejsce – Paula Kochel ( kl. 2b). Serdecznie gratulujemy! ☺ Jaka jest geneza święta Halloween? W czasach starożytnych jedno z pogańskich plemion (Celtowie) wierzyło, że 31 października dusze zmarłych nawiedzają świat żywych. Obawiali się oni owych dusz, palili wielkie ogniska, aby odstraszyć złe moce i ubierali się w zwierzęce skóry mające ochronić ich przed nieszczęściem. Rzymianie także czcili 31 października, który był dniem Pomony - bogini plonów i żniwa. Symbolem tego wydarzenia są owoce, takie jak jabłka i orzechy. Obecnie znane święto 1 listopada, nazywane Dniem Wszystkich Świętych (All Saints Day – wigilia wszystkich świętych) wprowadził Kościół Rzymskokatolicki w 835r. n.e. i jest ono obchodzone między innymi w Polsce. Kiedy te trzy zwyczaje nałożyły się na siebie i połączyły, powstało znane nam święto Halloween, najczęściej obchodzone w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Irlandii i Wielkiej Brytanii. 31 października mieszkańcy tych państw hucznie świętują w różny sposób. Główną rozrywką są zabawy organizowane dla dzieci i dorosłych, którzy przebierają się w rozmaite kostiumy, opowiadają sobie przerażające historie o duchach i grają w gry związane z historią Halloween. Najpopularniejszą z nich jest „bobbing-for-apples”, która polega na wyciągnięciu bez użycia rąk wrzuconych do miski z wodą jabłek. Wśród zabaw najbardziej rozpowszechniło się „trick-or-treat” (cukierek albo psikus). Dzieci oraz młodzież przebierają się za duchy, czarownice, wampiry i inne potwory, by późnym wieczorem chodzić od domu do domu. Gdy gospodarz otworzy drzwi, mówią: „trick-or-treat”. Wtedy powinien dać im słodycze, owoce lub drobne zabawki, jeśli jednak tego nie zrobi, zostaje obdarowany psikusem, np. rozrzuceniem papieru toaletowego na drzewach lub położeniem mydła na aucie. Skąd wiedzą, że akurat w tym domu dostaną cukierka? Bardzo łatwo to rozpoznać - w oknie takiego domu jest powieszona „jack-o’-lantern” – ogromna, pomarańczowa dynia, wyciętą formą przypominająca twarz. Tradycja tego lampionu wywodzi się z irlandzkiej legendy o Jacku. Jack był człowiekiem, który nie mógł wejść do nieba, bo ciągle spożywał alkohol. Nie mógł też dostać się do piekła – oszukał diabła i żartował z niego. Halloween zaczęło pojawiać się w Polsce już w latach 90. , jednak nie odniosło takiego sukcesu jak w innych państwach. Pomimo tego, w niektórych miastach są organizowane zabawy, atrakcje dla dzieci w szkołach i przedszkolach, a także projekcje filmowe w kinach. Ale czy Halloween jest związane z naszą tradycją? Powinniśmy się zastanowić czy traktujemy je jako obyczaj, czy zabawę!

Puchatek


„Sława – twój wróg” rys.aLin

Był letni weekend. Na dworze wiało, lecz mimo to czułam ciepło promieni słonecznych. Idąc ulicami Londynu, przyglądałam się spacerującym ludziom. Jedni przemieszczali się spokojnie, inni z niepokojem śpieszyli do pracy. Zaczęłam zastanawiać się, a kim ja będę za dziesięć lat? Pomyślałam o znanych aktorach, piosenkarzach. Im się w życiu poszczęściło. Na okładkach gazet zawsze uśmiechnięci i pełni energii. Mają wielu fanów, którzy ich kochają. Na brak pieniędzy także nie narzekają. Czego więcej do szczęścia potrzeba? Z zamyślenia wyrwało mnie jakieś zamieszanie na ulicy. Grupa ludzi zebrała się wokół jednej osoby i prosiła ją o autografy. W mieście pojawiła się Lindsay Lohan. Wtedy zauważyłam coś, co sprawiło, że moje wyobrażenie o pięknej i radosnej artystce natychmiast prysło. Kobieta wyglądała jak siedem nieszczęść. Po rozdaniu autografów – czynności, która nie sprawiła jej przyjemności – wsiadła do samochodu i odjechała. Miała zniszczoną i przygnębiona twarz. Pewnie za sprawą narkotyków i alkoholu, które wyniszczyły jej organizm. Była sama. Wiem, że przyjaciele odwrócili się od niej, a rodziny nie założyła. Stres w pracy, brak wsparcia, spowodowały, że uzależniła się. Do czego to ludzi nie doprowadzi chęć bycia popularnym. Chciała sławy, więc ją ma. Po chwili spojrzałam na parę ludzi – skromnie ubranych - spacerujących ulicami parku. Śmiali się i żartowali. Obok mnie przejechała na rowerach grupka młodych ludzi. Dwoje z nich siedziało na bagażnikach pojazdów przyjaciół. Minęłam też kobietę, która czule i z radością w oczach tłumaczyła coś swojej małej córce. Zaczęłam dostrzegać piękno codziennego życia. Zwyczajni, prości ludzie mogą robić, co chcą, nie są śledzeni na każdym kroku, a ponieważ nie posiadają zbyt wiele pieniędzy, nie traktują ich jako najważniejszą wartość. Cenią sobie coś więcej. Pieniądze – rzecz nabyta, lecz zaufania drugiej osoby nie da się za nie kupić. Artystka jest bogata, ale nie posiada rodziny i przyjaciół, a wielbią ją ludzie, których nawet nie zna. Czy w związku z tym jest szczęśliwa?

Dominika Kochel, kl. 2 b


SONDAŻ Witamy naszych czytelników! Dzisiaj sondażowi na temat przygotowania do matury (tuż przed próbną maturą z Operonem) poddaliśmy Martynę Kałę - uczennicę klasy 3b.

Redakcja: Jak się czujesz, spędzając ostatnie miesiące w naszej szkole ? Martyna Kała: Przykro mi, że są to ostatnie miesiące, które spędzę w murach tej szkoły. Czuję się tu bardzo dobrze i z przykrością opuszczę tę szkołę. Jednak będę tu powracać, w miarę moich możliwości. R: Czy uważasz, że szkoła w odpowiedni sposób przygotowała Cię do matury? M.K.: Zdecydowanie tak! Myślę, że szkoła przygotowała mnie odpowiednio do matury. Teraz tylko ode mnie zależy, jak ją napiszę. R: Jak najlepiej - Twoim zdaniem - przygotować się do matury i usystematyzować swoją wiedzę? M.K.: Uważam, że trzeba się dużo uczyć, dużo czasu poświęcać na powtarzanie i rozwiązywanie dużej ilości zadań. Gdy poświęcimy teraz swój czas na naukę, matura nie sprawi nam żadnych trudności. R: Jaki sposób - Twoim zdaniem - jest lepszy: konsekwentna praca czy uzupełnianie ewentualnych braków. Dlaczego? M.K.: Konsekwentna praca przede wszystkim. Uważam, że trzeba się uczyć systematycznie, bo materiału jest naprawdę dużo i nie ma możliwości, żeby nauczyć się wszystkiego w zaledwie 3 miesiące. R: Stresujesz się na myśl o maturze, czy podchodzisz do tego ze spokojem? M.K.: Czy się stresuję? Tak, ale to chyba za mało powiedziane. Jestem przerażona. Myśl o tym, że od wyników matury zależy moja przyszłość bardzo mnie przytłacza. Droga Martyno! Dziękujemy za rozmowę i życzymy jak najlepszych wyników na maturze!

Lexiee


„Wesołe jest życie staruszka”

Pewnego deszczowego wieczoru, surfując po internecie, natknęłam się na artykuł dotyczący eliksiru młodości. Przeczytałam, iż wielu naukowców prowadzi mnóstwo badań i eksperymentów, by wynaleźć środek, który nie dopuści do procesu starzenia. Zdałam sobie sprawę, iż sporo z nas boi się tego etapu życia. Dlaczego go tak negatywnie postrzegamy? Oto pytanie, na które warto sobie odpowiedzieć. W społeczeństwie istnieje wiele stereotypów starości. Pierwszym skojarzeniem jest wiecznie obolała, żaląca się na swoje zdrowie staruszka, biegnąca z każdym problemem do lekarza. Dzień w dzień faszeruje się lekami i wymaga solidnej opieki i pomocy. Żyje biernie, powolnie i cały czas o czymś zapomina. Niektórzy również postrzegają ją jako zgorzkniałą, zawistnie patrzącą na Ciebie - młodego, panią w oczekiwaniu, byś ustąpił jej miejsca w autobusie. Inni zaś wyobrażają sobie wścibską kobietę plotkującą przez płot ze swoją sąsiadką. Z pomarszczoną skórą i siwizną na głowie odstrasza szarymi, grubymi rajstopami i niemodnymi trepami. Czy tylko tak kojarzy nam się starość? Jak reagujemy na „nietypowo” zachowujących się seniorów? Czy nie dziwi nas, gdy starsza pani włoży na siebie coś modnego? Co myślimy, widząc mężczyznę po siedemdziesiątce biegającego w dresie po parku? A o sześćdziesięcioletnich przyjaciółkach, które zorganizowały sobie spotkanie w restauracji? Innym przykładem jest starsze małżeństwo trzymające się za ręce na spacerze. Sądzę, iż okazywanie sobie czułości nie jest zarezerwowane tylko dla młodych. Starość nie musi być pełną udręki i zmartwienia porą. Myślę, że jest to przede wszystkim okres odpoczynku, dysponowania dużą ilością wolnego czasu, w którym starsza osoba może realizować swoje pasje i zainteresowania. Jedni mają możliwość doskonalenia umiejętności kulinarnych, a inni szlifowania talentów artystycznych. Ci, którzy chcą iść z duchem czasu i stawić czoła nowym technologiom, wstępują do Uniwersytetu Trzeciego Wieku, gdzie się kształcą, poszerzają wiedzę i nawiązują nowe znajomości. Seniorzy poświęcają też wiele uwagi swoim wnukom - przekazują im wartości moralne i rodzinne, by uchronić przed podejmowaniem niewłaściwych decyzji. Dojrzali duchowo, uczą rozwagi, sprawiedliwości, trzeźwości oceny sytuacji czy dystansu do wielu spraw. Uważam, iż trzeba zmienić nastawienie do emerytów jako zrzędzących, wiecznie niezadowolonych, traktowanych z politowaniem staruszków. Są to ludzie pełni życiowych mądrości, którzy mają jasno określone cele i jak najlepiej chcą wykorzystać swoją jesień życia.

Paula Kochel, kl. 2 b


Podpatrzone… 11 października 2013 roku odbyła się Akademia z okazji Święta Edukacji Narodowej przygotowana przez klasę 2a. Chyba jeszcze wszyscy pamiętamy udane parodie wybranych nauczycieli. Sprawdźmy, czy i dzisiaj uda Wam się zidentyfikować podpatrzone i w humorystyczny sposób sportretowane postacie. Jeśli dobrze się przyjrzycie, na korytarzu dostrzeżecie sunącego luźnym krokiem dresiarza, który czasem zaskoczy odświętnym strojem, składającym się z marynarki, a nawet całego garnituru. Łatwo go dostrzec w tłumie uczniów, ponieważ „prawie” dwumetrowa postać wyraźnie zarysowuje się na tle „oceanu głów”, a wiecznie posępna twarz może łaskawie obdarzy cię spojrzeniem, z wyższością godną niejednego władcy. Kolejna osoba, która sieje popłoch wśród młodzieży, to tylko pozornie przerażająca kobieta. Zaciekawi nawet najbardziej opornego ucznia, a podczas wycieczek szkolnych potrafi nieźle żartować. Ale kiedyś musi skończyć się ta sielanka i gdy już wrócicie na lekcje, pokazuje swoje „krwiożercze instynkty”. Po zaskoczeniu nieprzygotowanego młodego osobnika wywołaniem do odpowiedzi, często lubi zadawać jakże trudne - pytanie: „Dlaczego się nie nauczyłeś?” Odpowiedź na to pytanie sprawia delikwentowi kłopot z oczywistych powodów… Zapewne pojęcie „huśtawki nastroju” nie jest wam obce, zwłaszcza w odniesieniu do tzw. płci pięknej. Nauczycielka, o której mowa, również czasem je miewa, a nawet i bardzo często. Początkowo miła i dobroduszna, za moment zacznie was wszystkich mordować wzrokiem, aby po chwili ponownie obdarzyć szerokim uśmiechem godnym niejednej miss piękności. Pewna niewielkich rozmiarów osobistość o łagodnym usposobieniu uświadomiła nam, że „nie ocenia się książki po okładce”. Często po długich godzinach tłumaczenia nam oczywistych rzeczy i przypominania co poniektórym, że „jest na lekcji, a nie w knajpie” sięgała po drastyczne środki: groziła przyniesieniem ogromnego łuku, aby nas wszystkich po kolei powystrzelać, albo zakupieniem sporej taśmy klejącej w celu zrobienia z nas nowoczesnych mumii. W najgorszych przypadkach oświadczała nam, że niedługo wywiozą ją do szpitala, gdzie dostanie przyjemny pokoik bez klamek. Oczywiście my nie dajemy się tak łatwo zastraszać. Jeden z najbardziej lubianych przez uczniów nauczycieli zna się na muzyce, dlatego często przy jej dźwiękach piszemy kartkówki, a jego dowcipu nie powstydziłby się niejeden komik. Jednak ten - jakże pozytywny człowiek - skrywa mroczną tajemnicę. Tajemnicę, która u wielu kryminalistów wywołałaby dreszcz przerażenia. Mam na myśli wykradanie i konsumowanie po kątach pewnej potrawy. Ale nie byle jakiej. Mowa o śledziach w oleju, które w połączeniu z maślanką doprowadzają do euforii naszego rzezimieszka. Jestem pewna, że da się to leczyć i wkrótce będzie mógł się cieszyć wśród ludzi opinią dobrego obywatela.

Shiro


WYWIAD ZE SPORTOWCAMI

Jak wiecie nasza szkoła bierze udział w wielu imprezach sportowych. Nasi reprezentanci za każdym razem dają z siebie 110% byle tylko przynieść dumę naszej szkole. Porozmawiałam z niektórymi z nich, żebyśmy mogli docenić wysiłki, jakie wkładają w pracę dla naszej szkoły.

Cześć. Na początku może powiedzcie naszym czytelnikom, w jakich zawodach braliście udział i pochwalcie się wynikami. Martyna: Ja brałam udział w tenisie stołowym i w tym roku zajęłam 3 miejsce. Kuba: Ja uczestniczyłem w biegu przełajowym i razem z chłopakami zajęliśmy 3 miejsce w zawodach powiatowych, a w rejonowych zajęliśmy 5. Kamila: Ja tak jak Kuba wystartowałam w biegu przełajowym, ale z dziewczynami zajęłyśmy 4 miejsce w powiecie, w klasyfikacji zawodów rejonowych byłyśmy 6. Mateusz, Michał, Dawid: a my reprezentowaliśmy dwukrotnie szkołę w piłce nożnej. I dwukrotnie zajęliśmy 2 miejsce. Wszyscy mieliście dobre wyniki. Jak więc oceniacie umiejętności swojej drużyny? Kuba: Myślę, że mogliśmy pobiec lepiej. Jednakże biorąc pod uwagę, że pojechaliśmy na zawody z zupełnie przypadkowym składem osób, nie było tak najgorzej. Kamila: Zgadzam się z Kubą. Nie byliśmy przygotowani. Bieg przełajowy to jednak duży dystans, a większość z nas nie trenuje. Mateusz: Jeżeli o nas mowa, to uważam, że nie graliśmy źle. Wiadomo, są rzeczy, które należy

poprawić, ale w tym meczu zabrakło nam szczęścia. Przegraliśmy w rzutach karnych, a w tego typu rozstrzygnięciu meczu szczęście odgrywa znaczną rolę. Każdy z was uważa, że mogło być lepiej. Co w takim razie poprawilibyście przed kolejnymi takimi zawodami? Michał: Tak jak mówił wcześniej Mateusz, nie graliśmy źle. Każdy z nas gra w jakiejś drużynie, więc każdy z nas ma pewne umiejętności i doświadczenie. Problemem jest to, że nie jesteśmy zgraną drużyną. Przed takimi zawodami powinniśmy się spotkać i pograć w takim składzie, w jakim będziemy grać na meczu. Poza tym dobre wskazówki zawsze są pomocne, a tych często brak. Kuba: Nie powinniśmy też szukać uczestników " na ostatnią chwilę". Do każdego rodzaju zawodów trzeba się przygotować, także i biegów przełajowych. Nasz wynik jest taki, a nie inny, ponieważ, tak jak powiedziała wcześniej Kamila, znaczna większość osób, które brały w nim udział nie trenuje. Takie osoby nie są przygotowane kondycyjnie na taki wysiłek. Zgadzam się. W sportach zespołowych zgranie się jest bardzo ważne, a przygotowanie to podstawa każdego sukcesu. A jeśli mówimy o przygotowaniach. Zdradzicie naszym czytelnikom, jak przygotowujecie się do zawodów? Mateusz: Trzy godziny przed rozpoczęciem meczu nie jem. Przed samym meczem piję napój


energetyczny. Ważne jest to, żeby się nie stresować, dlatego zawsze dla relaksu słucham jakiejś muzyki.

Znacie więc naszych przeciwników dość dobrze. Powiedzcie w takim razie, jakie macie rady dla przyszłych reprezentantów?

Kamila: Wiadomo, że aby podjąć jakiś większy wysiłek fizyczny, trzeba przeprowadzić rozgrzewkę. My poświęcamy na nią godzinę!

Kamila: Bierzcie udział w SKS-ach.

Kuba: Ważne jest też to, że motywujemy siebie nawzajem. Tak, wzajemna motywacja to nie tylko przepis na świetne wyniki, ale i sposób na świetną zabawę. Opowiedzcie nam jeszcze o swoich przeciwnikach.

A ja w swoim imieniu podpowiem, żebyście - tak jak wasi poprzednicy - dawali jak najwięcej z siebie. Zapewniam, że wtedy szkoła zawsze będzie miała się czym pochwalić, tak jak teraz. Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę wam kolejnych sukcesów.

Martyna: na zawodach powiatowych mamy zawsze tych samych przeciwników, mianowicie uczniów Zespołu Szkół z Krzepic, ZS nr 1 w Kłobucku i ZS nr 2 w Kłobucku. Kuba: Tak, zgadza się, a w zawodach rejonowych, oprócz szkół wymienionych przez Martynę, było jeszcze kilka szkół z Częstochowy.

Fot. Pani Aleksandra Ciesielska

Karolain


Święto Niepodległości – reportaż

11 listopada 2013 roku w Kłobucku odbyły się obchody Dnia Niepodległości, podczas których strzelcy z klas pierwszych złożyli uroczystą przysięgę. Na placu Miejskiego Ośrodka Kultury przemawiały ważne osobistości, złożono także kwiaty pod pomnikiem Władysława Sebyły – poety, wywodzącego się z Kłobucka, zamordowanego przez Sowietów. Później nastąpił uroczysty przemarsz ulicami miasta, do pomnika Matki Polki i pamiątkowej tablicy ku czci Józefa Piłsudskiego. Tam również zostały złożone kwiaty. Następnym punktem obchodów Święta Niepodległości była msza święta odprawiona w Kościele pod wezwaniem świętego Marcina. W całej uroczystości brały udział liczne poczty sztandarowe oraz mieszkańcy Kłobucka i okolic.

Tekst: Ewelina Zych, kl. 1a Zdjęcia: Marta Karwala, kl. 1a


Hitlerjugend – organizacja zrzeszająca kobiety, ucząca je macierzyństwa. Marsz na Rzym odbył się we Francji. Na czele tego marszu w 1921 roku stał Berlusconi. ŻZW – Żołnierz Zwalcza Wszystko. ŻOB – Żołnierz Oddany Bogu. NIK – Narodowa Izba Kultury. CBOS – Centralne Biuro Opieki Społecznej. ZUS – Zakład Urzędów Społecznych. OBOP – Obywatelskie Biuro Ochrony Petentów. Praca u podstaw – praca robotników działa jak żywy organizm.

Najjaśniejszy Cenzor (OPIEKUN) Skryba – Arcymistrz (REDAKTOR NACZELNY)

Jolanta Sowa Artur Praski

Mistrzowie papirusa (autorzy artykułów)

aLin Magdalena Kotynia Marcin Krotla Konrad Wieczorek Kamil Sowa Puchatek Dominika Kochel Lexiee Paula Kochel Shiro Karolain Ewelina Zych Marta Karwala

Gazetka jest już dostępna na: http://zskosinski.edu.pl/


Skorupka listopad2